Doberek wszystkim.
Lynx
Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
Posty
-
Powitania, pożegnania i powroty -
[Autorski storytelling] Ropa i krewFruwacz jadł powoli, mechanicznie, jak ktoś, kto bardziej pilnuje otoczenia niż miski. Kiedy Liora zadeklarowała wsparcie, uniósł na nią wzrok tylko na chwilę, ale kiwnął głową z wyraźnym, cichym uznaniem.
*-Zapamiętam-*mruknął krótko.
~Dobrze mieć kogoś, kto popilnuje pleców.~ dopowiedział w myślach.
Nie dodawał jednak nic więcej. Nie był od wielkich słów.
Po posiłku nie szukał rozmów. Ruszył ni sam ni za towarzyszami, niby bez celu, z rękami wsuniętymi w kieszenie kurtki. Spacerował wolno, chłonąc Jar jak zwiadowca, który jeszcze nie dostał rozkazu, ale już układa plan w głowie.
Minął parę miejscówek podsłuchując mieszkańców i zbierając informację . Zauważył, że paleniska są rozstawione tak, by dym naturalnie ciągnęło ku szczelinom pod sklepieniem, a wszystko wydaje się być rozstawione całkiem zmyślnie ogarnięte. Ktoś wiedział, co robi.
Zatrzymał się na moment, rozglądając się. Wartownicy zmieniali się bez zbędnych gestów. Jeden schodził, drugi już był na miejscu. Dyscyplina bez krzyków. Zanotował to w pamięci.
Zlokalizował chyba nawet zbrojownię. Zerknął tylko przelotnie w jej kierunku tęsknie wspominając ciężar broni. Widział jednak od razu, że lepiej nie ryzykować.
Idąc, słuchał też swoich ludzi.
Gdzieś z tyłu niósł się tubalny głos Woła i stuk naczyń najwyraźniej wielkolud faktycznie został zaprzęgnięty do roboty. Fruwacz parsknął pod nosem.
~ On zawsze jakby był u siebie.~ dodał w myślach. Trochę jednak zazdroszczące łatwości w nawiązywaniu kontaktów.
Z drugiej strony słyszał Noę, który rozmawiał o korytarzu D-14. Słowa o zagubieniu, o ludziach, którzy nie chcieli wracać, utkwiły mu w głowie jak drzazga. Zanotował nazwę. Korytarze. Możliwe zagrożenie. Możliwa droga ku wolności. Albo pułapka.
Krążył jeszcze chwilę, obserwując układ pomostów, liny transportowe, miejsca gdzie woda ściekała do zbiorników. Liczył odległości, kąty ostrzału, potencjalne drogi ucieczki
W końcu oparł się o jedną ze skał krzyżując ramiona.
Czekał.
Na pozwolenie.
Na misję.
Na moment, w którym znów będzie mógł ruszyć tropem Czarnej Dywizji.
I tylko, niemal bezgłośnie, mruczał coś pod nosem. Niezadowolony z swej bezsilności. -
[Autorski storytelling] Ropa i krewPomost zatrzeszczał pod ciężarem kolejnego wartownika. Zmiana warty nastąpiła płynnie. Strażnik, z karabinkiem z rodziny AR przeszedł obok Fruwacza nie zwracając na niego uwagi, ale po chwili zawrócił w jego stronę. Kurtka, twarz nijaka. Młodziak szybko skojarzył postać z kolesiem, który za plecami Agi nagrywał przesłuchanie. Domniemany kret.
Nie patrzył na Fruwacza, kiedy zaczynał mówić:
— Ciężko się oddycha pod ziemią, co?
Chwila ciszy.
— Nie wyglądasz na takiego, co zapuści korzenie w jaskini. Wydajesz mi się osobą która potrzebuje pofruwać na wolności. – odwrócił się powoli. - Widziałem, jak patrzysz na wyjście. Nie na ludzi. Na wyjście.
Nie uśmiechał się.
— Zemsta to nie modlitwa. Trzeba wiedzieć, gdzie uderzyć.
Z wewnętrznej kieszenie kurtki wyciągnął coś, mały i płaski przedmiot wielkości paznokcia, nie broń. Karta pamięci.
— Na południe od masywu, kilka kilometrów wzdłuż wyschniętej rzeki znajdziesz tych, których szukasz. Trasa, którą oni omijają. – wykonał gest głową, wskazując Jar.
Kret zatrzymał wzrok na Fruwaczu. Kontynuował ciszej, obserwując dokładnie twarz Młodego nomada.
— Ja tu siedzę kilka lat. Ktoś musi. Ty możesz odejść w każdej chwili. - krótka pauza. — Tylko pamiętaj. Nikt ci nie uwierzy, jeśli powiesz, że ci to dałem. Jestem tu dłużej, niż pamiętają niektórzy z tych, co teraz rządzą.
Zrobił krok bliżej, oparł się o balustradę. Wyciągnął paczkę papierosków samoróbek, i odpalił jednego, w geście poczęstunku wyciągnął też paczkę w stronę Fruwacza.
— Dywizja to nie potwory. To ludzie. A ludzie rozumieją wartość informacji. Możesz ich nienawidzić… albo możesz ich zaskoczyć.Nie oddał od razu karty pamięci. Czekał na reakcję Nomada.
Fruwacz nawet nie drgnął, kiedy tamten się zbliżył.
Spojrzał najpierw na papierosa, potem na dłoń z kartą pamięci. Na końcu w oczy wartownika.
-Nie palę- powiedział spokojnie.
Kącik jego ust drgnął minimalnie.
-Jerycho i Gaspar zawsze powtarzali, że jak będę palił, to nie urosnę.-Wzruszył lekko ramionami.
A poza tym palacza czuć z daleka. W nocy. Na śniegu. W wietrze.,
W myślach dopowiedział sobie coś, czego już nie wypowiedział na głos.
Dywizja rozdaje fajki małolatowi. Pewnie tak rekrutują.
Kolejny szczegół do obrazu potwora.
Nie okazał jednak obrzydzenia. Ani moralnego oburzenia. Tego typu rzeczy zostawia się dla siebie.
Wzrok wrócił na kartę pamięci.
-Kilka kilometrów na południe. Wzdłuż suchej rzeki.- Powtórzył, jakby smakował informację.
Zawiesił spojrzenie na wejściu do Jaru, potem znów na wartowniku.
-Dlaczego mi to dajesz?
Podstawa polowania to zbliżyć się i uśpić czujność ofiary.
-Mogę pomóc, ale dlaczego Ja ?
Strażnik nie od razu odpowiedział.
Przez chwilę przyglądał się Fruwaczowi w milczeniu. Pomost pod nimi cicho skrzypiał, gdzieś w dole ktoś się zaśmiał, ktoś inny przeciągnął linę z koszem wody. Jar żył swoim rytmem.
— Bo nie jesteś ich człowiekiem — powiedział w końcu spokojnie. — Ani Jaru. Ani Dywizji.
Uniósł lekko kartę pamięci między palcami.
— Myślisz, że chodzi o nich? — skinął głową w stronę Głównej Sali. — Albo o Czarnych?
Pokręcił głową.
— Chodzi o równowagę.
Zrobił pół kroku bliżej, ale nie w sposób agresywny. Raczej jak ktoś, kto mówi rzecz ważną i nie chce, żeby zgubiła się w pogłosie jaskini.
— Ostatni Przyczółek. Słyszałeś nazwę - nie było to pytanie. — Bartho lubi wiedzieć, co rośnie w okolicy. Co gnije. Co może się stać problemem. Jar jest młody. Izolowany. Jeszcze nie wie, kim chce być.
Wzrok strażnika nie drgnął.
— Ta karta nie jest dla Dywizji. — powiedział wyraźnie. — Jest dla Przyczółku.
Krótka pauza.
— Strażnicy Stołu nie słuchają każdego. Ale jeśli przyjdziesz sam. Bez drużyny. Bez sztandaru. Bez deklaracji… Zostaniesz wysłuchany.
Uniósł kartę nieco wyżej.
— Ty możesz tam wejść jako nikt. To największa siła, jaką teraz masz – ciszej. - Nie wysyłam cię jako posłańca Jaru. Ani jako szpiega. Wysyłam cię jako człowieka, który chce wiedzieć więcej, niż mu mówią.
Spojrzał na wyjście z jaskini.
— Chcesz zniszczyć Dywizję? To hydra. Na miejsce jednej głowy wyrośnie kolejna, jeszcze straszniejsza. Musisz wiedzieć gdzie uderzyć, gdzie zaboli najbardziej. Żeby opuścili gardę.
Dłoń z kartą zawisła między nimi.
— Weź. Oddasz to Bartho. Nic nie tłumacz. Strażnicy wiedzą, co z tym zrobić. - lekko zmrużył oczy. — Albo wyrzuć w przepaść i zapomnij, że mnie widziałeś. Ja tu byłem długo przed tobą. I będę długo po tobie.
Nie naciskał.
Czekał.
Hydra
Jeśli odetniesz głowę w złym miejscu, tylko ją wzmocnisz.
To brzmiało jak coś, co powiedziałby Jerycho, gdyby jeszcze żył.
-Nie chcę.
Krótka pauza.
-Ale Chcę wiedzieć.
Wyciągnął rękę i tym razem nie wahał się. Karta pamięci zniknęła w jego dłoni, potem w wewnętrznej kieszeni kurtki. Blisko serca. Nie symbolicznie. Praktycznie.Po całym spotakniu zastanawiał sie trochę jak się do tego zabrać. Stwierdził jednak, że wypada wdrożyć pozostałych w sprawę. Był gotów zaryzykować, ale zawsze lepiej mieć jakieś plecy w razie czego. Tak więc wyruszył po broń i w poszukiwaniu swych towarzyszy drogi. Liczył jednak, że zgodzą się na jego samotną infiltracje dywizji.