Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn
Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn
GladinG
Gladin jako
Grungni
Mistrz Gry
ArchiwumXA
ArchiwumX jako
Fenni Khadinbat
DeklineD
Dekline jako
Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody)
WiredW
Wired jako
Hagrid „Rhyn” Grumsson
StalowyS
Stalowy jako
Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
karak varndawimłot wiekówwarhammerwarhammer 4edkrasnoludy
54 Posty 5 Uczestników 913 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • GladinG Niedostępny
    GladinG Niedostępny
    Gladin jako Grungni
    napisał ostatnio edytowany przez Gladin
    #1

    1 2

    –––––– Grungni (Mistrz Gry) –––––– Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
    Grungni (MG) Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
    @Gladin @Stalowy
    Hagrid „Rhyn” Grumsson Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody) Fenni Khadinbat
    Hagrid „Rhyn” Grumsson Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody) Fenni Khadinbat
    @Wired @Dekline @ArchiwumX

    text alternatywny

    Kolejka 1.

    21. Durgzet, 7035, przedpołudnie.

    Jaskinia na zachód od Varn Drazh i około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.
    Niebo bezchmurne, pogoda dobra.

    Grupa sześciu krasnoludów stojących u brzegu wysoko położonej jaskini śledziła wzrokiem opadający balon. Balon należący do grobi. Mimo, iż nie widzieli ich dość wyraźnie, bo to stwierdzić z całą pewnością, to jednak wielki wymalowanych symbol Złych Czaszek na jego czaszy nie mógł oznaczać nic innego.

    Postrzelony kilkukrotnie z kuszy przez Hagrida powinien się rozbić, jednak będąc złośliwym na równie z zielonoskórymi poleciał poza zasięg wzroku i zataił swój los przed dawi.

    Grupa ta dotarła w pobliże starożytnej twierdzy Karak Varn jako zwiad dla większego przedsięwzięcia, dzięki któremu mieli odzyskać legendarny Młot Wieków należący do mistrza Kadrina Czerwonogrzywego, utopiony w czarnych wodach Varn Drazh. Nie dotarli jeszcze na miejsce a już zwiad ten nabierał większego znaczenia, niż pierwotnie zakładali. Byli przekonani, że karak jest opanowany przez orcze plemię Złych Czaszek, na służbie której zapewne były gobliny. Ale jakie gobliny! Zorganizowane i przemyślne. Na swej drodze oprócz typowych śladów tego tałtajstwa widzieli i naprawioną przez nich stanicę krasnoludzką i ślady intensywnego wyrębu, zorganizowane oddziały, a teraz to - balon obsługiwane z niepokojącą wprawą.

    Nic zatem dziwnego, że wywiązała się dyskusja na temat zmiany dotychczasowych planów. Mieli spędzić dzień na wypoczynku, przygotowaniu mięsa ze zdobycznej zwierzyny, naprawach i odzyskiwaniu sił, gdyż dopiero co wyszli ze starcia z trzema tuzinami grobi. Ale czy mogli spokojnie odpoczywać gdy obok nieprzyjaciel w ten, czy inny sposób lądował?

    Rhyn zaproponował, że on wspólni z Fennim pójdą zbadać sprawę. Odnieśli bowiem najmniej ran. Przydałaby się im pomoc pogranicznika, ale ten wyglądał jak jeż, tyle strzał z niego sterczało

    – Zostać? - żachnął się Othin na propozycję i pociągnął łyk dobrego krasnoludzkiego piwa przyniesionego na własnych plecach z Zhufbaru.

    – Myślicie, że ot tak pójdziecie sobie i znajdziecie ten balon? To nie tunele - dodał, po czym dopił zawartość.

    – Ha! Póki piwa starczy! - wyszczerzył zęby.

    Rhyn nie miał nic złego na myśli. Starał się realnie oceniać stan ich drużyny. Uznał, że Żelaznobrodemu przyda się odpoczynek, w końcu jako najmniej opancerzony najmocniej ucierpiał w starciu. Ale swoimi słowy odniósł skutek odwrotny do oczekiwanego. Gdyby to than podjął taką decyzję, nie mógłby z nią nadto dyskutować. Ale młokos z Norski? No... po takiej propozycji, choćby Othin miał urwaną nogę, to pójdzie! Nie cierpiał, gdy inne krasnoludy traktowały go jako mniej wartościowego, bo tyle chodził po powierzchni... I... z innych powodów.

    Logrim oczywiście mógł nadal zdecydować po myśli Rhyna.

    – Fenni - rzucił, a imię zawisło w powietrzu. Than potrzebował czasu, by sprawę rozpatrzyć, ale czasu nie miał. Skierował się wpierw do podwładnego, by nieco opóźnić oznajmienie decyzji. - Ruszysz razem z Grumssonem i spróbujecie ustalić, co się stało z balonem.

    Khadinbat rzucił bratu spojrzenie, potem powiódł wzrokiem ku szczytom.

    – Thanie - orzekł krótko. Cóż miał powiedzieć? Logrim nie lubił, gdy bracia się rozłączali, bo wtedy w razie potrzeby nie mogli ponieść go na tarczy. Decyzja pryncypała była więc zaskakująco. Fenni zamyślił się analizując implikacje tego, co usłyszał.

    Thanie, tak rzekł Fenni. No właśnie, thanie... Than Logrim Hagrindrakk, syn Kazrika, władca klanu Khadinbat, poczuł na sobie ponownie ciężar dowodzenia. A gdy pomyślał o Snagrogu...

    Wolałby, aby Othin został i odpoczął. Ten może i byłby mu wdzięczny. A może odwrotnie.

    – Othinie - rzekł wolno, by odwlec słowa w czasie. - Masz rację, że ich specjalnością są tunele, a nie szczyty gór...

    Powiedziawszy te słowa, podjął decyzję i będzie musiał ponieść ich konsekwencje.

    ... zatem pójdziesz z nimi. Przygotujcie się do drogi. Zbędne bagaże możecie zostawić tutaj, by mniej was obciążały.

    centered paragraph

    Żelazołamacze rzadko kiedy wędrują wystawieni na mocne światło słoneczne. Na szczęście oblewający ich pancerze gorąc był kompensowany przez mroźne górskie powietrze. Ruszyli na wschód szukając obiecującego podejścia pod górę, skąd mieli nadzieję rozejrzeć się po okolicy i dostrzec balon. Lub jego resztki.

    Nie udało się dostrzec niczego, co było wyrzucane z góry przez gobliny, natomiast więcej szczęścia mieli z samym okrętem powietrznym.

    Wylądował na północny wchód od ich kryjówki, na kolejnej górze, w odległości mili lotem ptaka od miejsca, w którym stanęli po wspinaczce.

    Czasza balonu unosiła się lekko nad koszem i nawet w świetle dnia było widać, że pod otworem płonie ogień. Dwie sylwetki poruszały się w polu widzenia.

    By się do nich zbliżyć dawi musieliby zejść zboczem w dół, a następnie ponownie wspiąć się w górę. Marszruta nie oferowała miejsc, by się schować. Zresztą okazało się, że nie będzie im potrzebne.

    Nerwowa gestykulacja, okrzyki, wymachiwanie rękoma w ich stronę - wszystko to wskazywało na to, że zostali dostrzeżeni.

    – Znowu nici z elementu zaskoczenia - powiedział niezbyt zmartwiony tym faktem Fenni. - To co? Lekkim truchtem i spróbujemy ich złapać?

    Pozostała dwójka zgodziła się. Hagrid co rusz mierzył wzrokiem odległość, kiedy będzie mógł złożyć się do strzału. Gobliny robiły wszystko, by mu to uniemożliwić. Wdrapały się szybko do kosza i nie bawiąc się w subtelność odcięły przytrzymujące go liny. Balon drgnął i zaczął wolno wznosić się ku górze.

    Zbyt wolno. Obie strony zdały sobie z tego sprawę. Przez twarz Rhyna przebiegł uśmiech zadowolenia. Adzą radę dogonić go, zanim się wzniesie.

    Jednak balon uniósł się na tyle, że podmuch zaczął go odsuwać od pościgu. Nie na tyle szybko, by nie dało się go dogonić, ale kupił goblinom kilka minut życia. Z wysokości kilku metrów zaczęły wyrzucać przedmioty, przyspieszając wznos. Ale ciągle za wolno...

    Dwa tuziny jardów nad ziemią gobliny zaczęły się kłócić, wydawało się, że może dochodzić do walki. Nie trwało to jednak długo. Jeden z nich wkrótce stanął na krawędzi kosza, rozłożył ręce, a pomiędzy nimi rozpostarło się coś, co wyglądało jak skrzydła i upodobniło go do olbrzymiego nietoperza. Chwilę później skoczył i lotem ślizgowym pomknął nad głowami krasnoludów. Balon tymczasem odepchnięty i pozbawiony obciążenia odskoczył w tył i w górę, a jego wznos znacznie się zwiększył. Teraz unosił się szybko.

    Zbyt szybko. Dawi byli jeszcze za daleko, by posłać bełt w jego stronę. Jedyne co mógł zrobić Hagrid, to spróbować trafić szybującego goblina.

    Othin jako pierwszy dotarł na szczyt, gdzie jeszcze parę chwil temu zacumowany był goblini balon. Mógł zobaczyć, co takiego zostało wyrzucone z balonu. A było co oglądać. Matowy mosiądz pokrywał lunetę w sposób nieodbijający światła. Nawet zanim wziął ją do ręki wiedział już, że jest to dzieło rąk krasnoludzkich. Następnie rozsznurował leżący tobołek, w którym znalazł zapas bełtów podobnego pochodzenia. Tym, co jednak wstrząsnęło nim dogłębnie, była kusza. Tak, również krasnoludzkiego pochodzenia. Wyglądała jak projekt sprzed tysiąca lat, a jednak sprawiała wrażenia śmiertelnie sprawnej. Nie to jednak było w tym wszystkim dla niego takie szokujące. Runy. Runy naniesione na broń.

    Kolba kuszy z runicznym napisem Angaztromm

    Angaztromm. Żelaznobrody. Jego klan. Dawno, dawno temu zamieszkiwali Karak Varn. Po upadku twierdzy musieli szukać dla siebie nowego miejsca. Zostali bez domu. Utrata twierdzy dla krasnoluda to bardzo ciężki cios. Wielu z nich nie potrafi spojrzeć swoim pobratymcom w oczy. Radzą sobie w takich sytuacjach na różne sposoby. Część ruszyła w góry szare, albo dalej. Inni do imperium. Jeszcze inni przenieśli się do innego karaku, najczęściej do Zhufbaru. Tak, jak i Żelaznobrodzi. Wielu spośród dumnego niegdyś klanu bełciarzy, nie mogąc znieść hańby utraty twierdzy, wybrało życie na powierzchni, z dala od podziemnych korytarzy. W ten sposób zawieszeni byli pomiędzy swym prawdziwym domem, a Zhufbarem, który ich przygarnął.

    Ale teraz... widząc tę broń... Coś w Othinie drgnęło. Wyruszając jako przewodnik z tą ekspedycją robił to bez większego przekonania. Znał teren, mógł służyć za przewodnika. To wszystko. Ale teraz... przodkowie do niego przemówili... ta kusza... to była dla niego relikwia. Znak. Broń już stara, ale miała w sobie coś... Niepomny na to, co się dzieje wokół, na to, co robią jego towarzysze, gdzie się podział balon, dziękował niemo, wiedział co ma zrobić. Wyruszy do swej rodzinnej twierdzy z nowymi siłami i nowym zapałem. Nie będzie już tylko przewodnikiem, ale będzie siłą napędową tej wyprawy. A oprócz tego... będzie bełciarzem. Już nie pogranicznikiem. Czas, by Żelaznobrodzi odzyskali swoje miejsce i swoje imię. Potem podniósł oczy i rozejrzał się wokół.

    Fenni przegrzebywał inne wyrzucone rzeczy. Byle jakie wiadro wysmarowane jakąś lepką mazią, dwa niewarte uwagi noże, roztrzaskany koszyk z którego wysypały się podejrzane fragmenty jedzenia, rozerwany bukłak, posrebrzane lusterko, róg sygnałowy...

    centered paragraph

    Galeb pozostał w jaskini. Logrim zajął się ostrzeniem uszkodzonego topora, który uległ uszkodzony podczas walki nad jeziorem. Brond wyszukał miejsce z ciągiem powietrza, rozpalił ogień i zajął się oprawianiem mięsa. Rhunki zapalił ziele i wpatrzył się w pojmanego snotlinga, Tfardego. Jego zmysł runiarza podpowiadał mu, że mały zielonoskóry jest naznaczony w jakiś sposób magią. Nie potrafił jednak nic więcej powiedzieć. Jego wiedza w tym zakresie nadal była nikła w porównaniu z runmistrzami. Była jednak okazja, aby porozmawiać...



    Mechanika
    Hagrid za 5 dni uzyska ropiejącą ranę (poranek 26. Durgzet).
    Logrim za 1 (poranek 22. Durgzet) i 6 dni (poranek 27. Durgzet).


    Sesja Karak Varn | Gladinhammer

    A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    4
    • DeklineD Dekline przeniósł ten temat z Rozgrywka dnia
    • WiredW Niedostępny
      WiredW Niedostępny
      Wired jako Hagrid „Rhyn” Grumsson
      napisał ostatnio edytowany przez Wired
      #2
      Hagird
      Hagrid „Rhyn” Grumsson

      ...

      21 Durgzet, 7035, przedpołudnie

      Jaskinia na zachód od Varn Drazh i około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.
      Niebo bezchmurne, pogoda dobra.

      Decyzja zapadła, zgodnie z wolą Thane'a ich trójka, Othin, Fenn i Hagrid ruszyli na zwiad w poszukiwaniu uszkodzonego balonu, lub chociaż rzeczy które z niego gobliny wyrzuciły.

      - Gdybyśmy wpadli w zasadzkę będę dął w róg - rzekł Hagrid do towarzyszy przed wyruszeniem.
      Odwiązał od plecaka worek i położył go pod ścianą, wyjął też z torby dwa goblinie bukłaki i postawił je obok
      - Nie wiem co w tych bukłakach, ale jak gobliny to piją to pewnie snotling też, a nasze piwo go może powalić
      - Tfardy - rzekł w reikspielu do małego odwiązując od ręki sznur którym byli związani - idę na zwiad. - powiedział Rhyn robiąc pauzę - Zostaniesz z Galebem - to rzekłszy wskazał na rhunki - to dobry krasnolud, nic Ci nie grozi. - kolejna pauza - Gdybyś chciał pić masz bukłaki - wskazał je pod ścianą - Jedzenie też będzie, jak rozpalimy ogień. - mówił to w miarę wolno, z przerwami, starając się przekazywać jedną informację na raz.

      - No to w drogę - rzekł ponownie w khazalid widząc że pozostali są już gotowi

      Wychodził z jaskini ostatni, pozostali powoli szli w dół, gdy nagle zatrzymał go Galeb, dając znać że chce z nim porozmawiać na uboczu zanim ruszą
      - Hagridzie. Muszę cię przestrzec. Przodkowie krzywo patrzą na tych co obietnice swoje składają pokrętnie. - rzekł nawiązując jak Ryhn sądził do umowy proponowanej wcześniej snotlingowi
      - Przodkowie oceniają nasze czyny, nie słowa. Nie mogłem dać lepszych warunków umowy, wiesz o tym, a fakt że jej nie przyjął znaczy że nie doceniamy jego intelektu. Zostawiam go z Tobą, może od Ciebie umowę przyjmie. Intencje mam szczere, nie ma mowy o snotlingach w Dammaz Kron - rzekł robiąc pauzę - jeszcze nie ma.
      - Nie rozumiesz do czego piję. - pokręcił głową runiarz - To proste stworzenie. Chciało tylko obietnicy że go nie skrzywdzimy. Wątpię by zrozumiał połowę tego co powiedziałeś. Jeżeli tak trudno ci powiedzieć „ty nie szkodzisz nam, my nie krzywdzimy ciebie” to jak wyglądają twoje obietnice względem dawi i umgi?
      - Zwracam ci uwagę bo sam za młodu próbując być "przebiegły" w takich kwestiach. Ściągnąłem na siebie tylko kłopoty za kombinatorstwo. Przodkowie i krewniacy wyczuwają takie rzeczy - przestrzegł długobrody
      - Ai - zgodził się Rhyn - ale to nie przysięga względem Przodków, a umowa z nim, mogę mówić tylko za siebie, nie mogę mu powiedzieć "nie skrzywdzimy Cię" za nas wszystkich skoro Wy nie chcieliście podjąć takiej decyzji, a Logrim nawet namawiał by go zabić. O moje obietnice względem dawi i umgi się nie martw, Grungni mi świadkiem że honoru swojego i klanu nie splamiłem.
      - Pierwszy się wyrwałeś. I co mieliśmy dodać czy powiedzieć po twych słowach? Licytować się przed snotlingiem? - runiarz wzruszył ramionami
      - Ktoś musiał. Ja jestem wojskowym Galebie, on ma cenne informacje które mogą zaważyć na tym czy wrócimy z wyprawy cało, dlatego żyje, ale przecież nie mogłem tego powiedzieć Logrimowi otwarcie gdy proponował ubicie, nie wypada... sam wiesz... - zamilkł Hagrid szukając słów - lepszy ginit i umowa z snotlingiem, wyrywczość, niż podważenie decyzji Thane'a - mówił, ale widać było że jest zakłopotany
      - Dobrze że się wstawiłeś wtedy, czy snot będzie jeńcem czy sojusznikiem czas pokaże, ale dobrze że żyje - skwitował Rhyn, musiał już ruszać, a słowa więzły mu w gardle
      - Wziąłeś jego prowadzenie, wdzięczny jestem przynajmniej ja, bo wychodzi na to że można z niego wyciągnąć to i owo. Radzę ci tylko jak stary młodemu, byś baczył na swe słowa. Widziałem, po głupim rogalu na mordzie względem powszechnego oburzenia, że ci ten słowny fikoł coś go uczynił wielce się spodobał. Żeby ci to w krew nie weszło - rzekł klepiąc mocno w plecy Hagrida - Koniec połajanki.
      - Będę pamiętał - odparł Rhyn odzyskując rezon i ruszył w dół góry dogonić resztę

      text alternatywny

      21 Durgzet, 7035, przedpołudnie

      Góry na zachód od Varn Drazh i około milę od obozowiska dawi.
      Niebo bezchmurne, pogoda dobra, pół dnia drogi na północ od Karak Varn.

      Z dołu mniej widać, było to odczuwalne, próbowali początkowo odnaleźć zrzucane z balonu rzeczy, licząc że może to nie były same worki z piaskiem, w końcu to było raptem 200 jardów od nich, może 300...
      Niestety nic nie znaleźli, ale gdy odeszli dalej od jaskini ujrzeli na północnym wschodzie wspomniany balon.

      Gobliny jak przypuszczał wylądowały załatać czaszę, kto wie czy nie przymusowo. Wyglądało jednak że strat dużych nie ponieśli, czasza balonu unosiła się na mniejszym ogniu w powietrzu, kosz opierał o skarpę, z tej odległości ciężko było powiedzieć jak bardzo gotowi byli do lotu - czasu mogło zostać niewiele.

      - Przeciwnik był wyżej, łatwo mogli ich dostrzec - pomyslał Rhyn... i wykrakał.
      Nerwowa gestykulacja, okrzyki, wymachiwanie rękoma w ich stronę zielonoskórych chwilę później jasno wskazywało na to, że zostali dostrzeżeni.

      - Znowu nici z elementu zaskoczenia - powiedział niezbyt zmartwiony tym faktem Fenni. - To co? Lekkim truchtem i spróbujemy ich złapać?
      -Ano - odparł Rhyn - oby ten balon więcej nie latał, inaczej nam uciekną
      To mówiąc zaczęli nabierać rozpędu, hałasując w swoich płytowych zbrojach.

      Dawi zbliżali się najszybciej jak mogli, ale odległość była znaczna. Grobi zaś szybko zaczęli się ewakuować, wyrzucając co mogły z balonu, a na koniec nawet jednego z nich!
      - Przeklęte grobraki - zaklął Rhyn widząc goblina w stroju przypominającym nietoperza oddalającego się ponad ich głowami. Hagrid pierwszy raz miał do czynienia z grobi i szczerze powiedziawszy ich technologiczny zmysł zaczynał mu przypominać raki, nic z tego co słyszał o zielonoskórych nie oddawało sprytu tych stworzeń, a jak widać po balonie i osobistych skrzydłach również ich zaawansowania w technice.

      Przystanął, gdy reszta biegła dalej, załadował kuszę, przycelował i... pudło. Żelazołamacz nie był nauczony strzelać na takie odległości, jego braki były widoczne w każdej tego typu sytuacji, wielkość celu też nie pomagała. Postanowił pobiec za resztą, jeden goblin im nie zagrażał, a dalsza próba byłaby jedynie stratą amunicji. Zresztą, chwilę później cel był już poza zasięgiem jego broni, pewnie by nawet nie przeładował na czas.

      Gdy dotarł na szczyt dwójka towarzyszy przebierała już znaleziska, a Othin z niemym podziwem gładził dłonią runy na krasnoludzkiej kuszy. Napis głosił Żelaznobrody, jego klan, co przypomniało mu że dotąd nie miał okazji dłużej porozmawiać z Othinem o jego korzeniach, wiedział jedynie że wyruszył z Zhufbaru wraz z nimi jako spec od powierzchni i okolicy, nikt jednak nie zapytał skąd tę okolicę zna.

      Widząc jego zadumę i lekko szklące się oczy nie śmiał mu przeszkadzać. Podniósł leżącą nieopodal lunetę i spróbował dojrzeć balon lub uciekającego goblina, po czym podszedł do Fenna pomóc mu w przeglądaniu reszty rzeczy.
      - Grobi teraz latają... jak ten świat idzie do przodu. Nietrafiłem. - poskarżył się
      - Lusterko i róg warte zabrania, to wiadro z mazią (powąchał ją delikatnie) też, może to paliwo, jakoś ten ogień pod balonem robili. Przejrzyjmy wszystko, jak Vallaya nam pobłogosławi to może jakąś mapę lub listy znajdziemy, nie żebym znał gobliński, ale snotling pewnie zna - powiedział i zaczął pakować rzeczy do pustej torby na ramieniu.

      Odwrócił się by spojrzeć na wciąż zamarłego w bezruchu Othina, przez chwilę wahał się czy nie zapytać czy wszystko w porządku i by im pomógł, ale uznał że byłoby to nie na miejscu, po prostu czekał aż do nich podejdzie widząc że robią przebiórkę znalezisk.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • DeklineD Niedostępny
        DeklineD Niedostępny
        Dekline jako Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody)
        Obsługa Moderator
        napisał ostatnio edytowany przez Dekline
        #3
        text alternatywny
        Othin "Zilfini" Angaztromm

        Wspinaczka dobrze robi na kondycję, a już taka na świeżym powietrzu to już w ogóle samo dobro. Oddech pełną piersią był tym czego potrzebował, lepsze to lekarstwo niźli … cokolwiek innego co on jako prosty dawi był w stanie sobie samemu zapewnić.

        Kompani zostali w jaskini, no tak, nie żeby było w tym coś złego, wszak trzeba odpocząć, strawę przygotować i zleczyć zadrapania i jaskinia do tegoż nadawała się najlepiej, ale … znów skały. Krasnoluda z karaku wyciągniesz, ale karaku z krasnoluda nie. Cóż.

        Jego mniej opaleni kompani mogli tego nie rozumieć, ale było nie było, to on jako pierwszy dotarł na szczyt, a to o czymś świadczyło. Może jak jeszcze trochę tak połażą to zaczną bardziej przychylnie patrzeć na Othina. “Idź tu, idź tam, prowadź, rozeznaj drogę” - owszem, od tego tu przecież był, do tego go zatrudnili i Angaztromm nie miał zamiaru tego negować, miast tego posłusznie wykonywał wolę Longrima. Z drugiej strony nie przeszkadzałoby mu gdyby ktoś kiedyś … może nie tyle docenił, co zwyczajnie zauważył że umiejętności swoje Othin zdobył nie dzięki siedzeniu pod ziemią, a właśnie poprzez szlajanie sie po powierzchni; a ażeby szlajać się po powierzchni trzeba …. szlajać się po powierzchni! No nic … szczyt … o, a co to?

        Angaztromm wiedział że czas to pieniądz, zaraz doskoczy do niego reszta i będą chcieli gnać dalej za uciekinierami. Nie zwlekając, w pierszym odruchu schował trzymaną w rękach lunete do tobołka ... ah, nie ma tobołka, zatem odłożył ja zwyczajnie obok, podobnież bełty i …. kusza.

        Tak, Othin dobrze znał historię swojego klanu. Może nigdy wcześniej nie opowiadał jej towarzyszom wyprawy, lecz nikt też nie pytał. Na Grimnira! Toż to było przeznaczenie. Przewodnik uniósł broń z namaszczeniem. Angaztromm - napis w khazalidzie aż bił po oczach. Zaraz obok: Zarr-Zhar - Ciskający pociskami. Może to nie to samo co legendarne krasnoludzkie oręża znane z opowieści, lecz Othinowi łeźka się w oku zakręciła. To nie jakaś tam bezimienna kusza, to Zarr-Zhar - broń wykonana przez jego przodka Baragora Angaztromma, jeszcze za sławetnych czasów bytności w Karak Varn! Dla większości po prostu kusza, wykonana przez dawi, wiec wysokiej jakości, ale dalej “tylko” kusza.

        Ciężar łoża idealnie rozkładał się w dłoni, a palce niemal same odnalazły znane wyżłobienia przy chwycie. Przesunął kciuk wzdłuż drewnianego trzonu, badając włókna pod kątem mikropęknięć i odkształceń przy osadzeniu jarzma. Drewno było suche, dobrze sezonowane, bez pracy materiału. Uniósł kuszę pod światło i sprawdził symetrię łuczyska. Brak skręcenia osiowego, brak naprężeń bocznych. Metalowe okucia siedziały sztywno, nity nie wykazywały luzu. Delikatny nacisk przy gnieździe mocowania potwierdził, że jarzmo trzyma jak należy. Palce przeszły na cięciwę. Othin przeciągnął po niej paznokciem, badając skręt włókien i równomierność naciągu. Sprężystość była prawidłowa. Brak przetarć przy pętlach końcowych, brak strzępień. Naciąg technicznie wzorcowy. Oparł stopkę o kamień i powoli napiął broń, kontrolując pracę mechanizmu. Orzech spustowy wszedł w zazębienie czysto, bez opóźnienia. Lekko nacisnął język spustowy na sucho, obserwując reset sprężyny powrotnej. Mechanizm działał z precyzją godną kuźni Grungniego.Wyjął bełt i wsunął go w prowadnicę toru strzału. Sprawdził osiowość względem rowka, brak chybotania. Grot leżał idealnie w linii celowania. Przesunął palcem po zaczepie - żadnych zadziorów, żadnego ryzyka przedwczesnego zwolnienia cięciwy. Sprawdził jeszcze raz, dla pewności… i ku własnej uciesze; czy kusza nie wybełci jego zamiast pocisku. Kąt zaczepu, napięcie, stabilność łoża - wszystko zgodne z zasadą. Stan idealny. Jakby ktoś nieustannie prowadził konserwację, oliwił mechanizm, pilnował naprężeń i wyważał każdy element.

        Othin skinął głową sam do siebie.
        Zarr-Zhar była gotowa. A on zamierzał czym prędzej poddać poddać próbie ją oraz siebie i ustrzelić któregoś Grobi, najlepiej tego w balonie, gdyż “nietoperza” jeszcze może uda im się dogonić z buta. Pamięć mięśniowa zadziałała znakomicie, aż nadto, gdyż przez ułamek mrugnięcia okiem Othin złapał się na tym że czeka na sygnał do strzału. Uśmiechnął się pod nosem i pociągnął za spust.

        Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • StalowyS Niedostępny
          StalowyS Niedostępny
          Stalowy jako Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
          napisał ostatnio edytowany przez Stalowy
          #4
          Galeb
          Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi

          Jeszcze raz rhunki powiódł wzrokiem po jaskini. Rozbili obozowisko, ognisko rozpalone, posłania rozłożone. Sam Galeb też miał coś do roboty, bo uszkodzeń sprzętu z walki było więcej. Trzeba było jednak jeszcze zająć się ich... jeńcem? Runiarz ćmił fajkę a w myślach kołatały mu się myśli. Pojedynczy snotling był istotą tak małą i tak... nieznaczącą że trudno było czuć do niego nienawiść. Galeb widział co zgraja takich maluchów potrafi, acz one były dzikie i przypominały miniaturowe gobliny.
          - Tfardy. Moje imię to Galeb. Będziemy pilnować wejścia. Chodź ze mną.
          Siadwszy w pobliżu wejścia krasnolud wskazał snotowi by i ten usiadł
          - Usiądź sobie. Odpocznij. Widzę że ty jesteś porządny snotling. Ty nie knujesz. Ty mnie chcesz o coś zapytać?
          - Wy mnie nie kszyfcić?
          - Nie.
          - odpowiedział krótko Galeb gładząc się po brodzie - Ty nam pomagać to my ciebie nie krzywdzić.
          - Ty i ja pilnujemy. Możemy porozmawiać. Ty możesz mnie pytać. Ja też pytać ciebie.
          - Bendem mógł potem sobie pójść?

          Galeb pamiętał co Hagrid proponował a czego nie proponował. Widział też na czym zależy snotlingowi. Dostać się do skarbca i sobie pójść. Runiarz przypatrzył się małemu zielonoskóremu. Co mógł Tfardy chcieć ze skarbca orczego watażki?
          - Jak ty nam nie szkodzić to dla mnie ty móc sobie pójść. - powiedział w końcu - Ja myśleć że w skarbcu Snagrog różne skarby. Krasnoludzkie, ludzkie też. Snotlingowe też. Ty szukać snotlingowy skarb?
          - Nie, Tfardy nie szuka skarbu
          - pokręcił głową. - Chcem tylko dostać siem do środka.
          - Mhm. Trudno się tam dostać? Orkowie pilnują?
          - Zamkniente na klucz. Tylko Snagrog może tam wejść.
          - Trudna sprawa. Trzeba nad tym pomyśleć. Te drzwi to drewniane, metalowe czy kamienne? Mają zamek na klucz jak w drzwiach co ludzie robią?
          - Cienszko powiedzieć. Trochem takie żelazne, a trochem takie kamienne. Nie wyglondajom jak ludziowe.

          Galeb nabrał dymu z fajki. Wyglądało na to że ork zdołał pozyskać klucz lub kamień runiczny do krypty.
          - Tak. Cienszka sprawa. Trzeba by Snagroga przechytrzyć lub ubić. Pomyślimy.
          - Ty chcesz coś wiedzieć? Opowiedzieć ci coś?

          Snotling wzruszył ramionami i zaczął dłubać w nosie.
          Skoro snotling nie naciskał to Galeb milczał dłuższą chwilę rozważając to co usłyszał od snotlinga. Pytań było sporo. Ale widać też było że Tfardy ma jakiś cel i dotąd po prostu czekał na okazję by wejść do skarbca.
          - Kiedyś walczyłem przeciw szczuroludziom. Dużo knują i dużo kombinują. Mają wredne czarowniki. Kiedyś zgubiłem się w ich tunelach. Widziałem ich legowisko. Widziałem ich potwory. Prawie mnie złapali i bym był ich więzień. Widziałeś szczuroludzi w pobliżu twierdzy Snagrog?
          - Tak
          - snotling ucieszył się wyraźnie. - Dużo ludziów i dużo szczurów. Szczury dobre.
          Chwilę Rhunki trawił słowa bo nie zrozumiał w pierwszej chwili o co chodzi snotowi.
          - Dużo ludziów? Ludzie więźnie Snagrog?
          - Wienźnie. Tak.
          - Co im orki każą robić?

          Snotling spojrzał się nieco zaskoczony na krasnoluda.
          - Pracować każom - odrzekł i podłubał palcem w uchu.
          - No jak wszystkim więźniom. Ale przy czym? - przytaknął Galeb i zaczął powoli wymieniać tak by Tfardy miał czas odpowiedzieć - Kopać tunele? Budować twierdzę? Budować balony? Robić broń w kuźni?
          – Kopać, tak. Budować, tak. Tfardy chciał latać, ale mu nie pozwolili. Tylko gobosom.
          - A pamiętasz więźnia od którego wziąłeś ten łachman?
          - zadał w końcu pytanie na którym najbardziej mu zależało
          – Łachman? - zdziwił się snotling.
          - O tą szmatkę. - wskazał materiał z symbolem klanu odlewników.
          – To? - Tfardy wstał i wypiął dumnie pierś. - Gub pozwolił mi sobie wzionć od krasnoluda. Pamientam!
          - Opowiedz jak to się stało
          - powiedział uprzejmie rhunki
          Snotling poskrobał się po głowie i zadumał. W końcu pokiwał głową, zaczęrpnał oddech i jął snuć opowieść.
          – To było tak. Gub powiedział: Tfardy, możesz sobie z nich wzionć, co chcesz. I ja pokazałem, że chcem to - zakończył dumny z siebie wskazując na ubranie.
          Dobrze że Galeb miał wielkie pokłady cierpliwości. Snot wszak nie rozumiał pewnie nawet że może na sobie mieć urazę i co ona znaczy. Runiarz wiedział też że może w pewnym momencie uzyskać odpowiedź której wolałby nie usłyszeć.
          - To w twierdzy było? Ten krasnolud to żywy czy martwy był?
          – No w tfierdzy. Najpierf orki biorom rzeczy wieńźnóf. A potem Gub pozwolił mi sobie wybrać. Krasnolud był żywy, jak sobie brałem.
          - Pamiętasz jak wyglądał? Jakiego koloru miał brodę? Był łysy na głowie czy miał włosy? Miał szramę o w tym miejscu?
          - Galeb wskazał na swojej twarzy linię włosów i przeciągnął ją aż po lewy policzek.
          Wątpił by Orik dostał się do niewoli, bo by o tym usłyszał, ale gdyby udało się uwolnić jego krewnego to Uraza wobec dostawcy stali mogła być lewarem przy rozmowie z klanem Azulkul
          – Wyglondał? - Tfardy ściągnął brwi w skupieniu. - Włosy miał. Jasne. Szramy tesz miał.
          Galeb pokiwał głową i spojrzał w dal. Jego mysli odeszły w strefę rozważania. Orik z klanu Azulkul. Uraza była drobna, ale jednak była Urazą. Opóźniona dostawa stali dla warsztatu runmistrza Redmane'a i runiarza Galvynssona. Jeden dzień. Błachostka. Napisali list do Orika ze skargą, ale nie było odpowiedzi.
          Moment. Ostatni raz widzieli Orika przecież parę tygodni temu. W porządku. Powiedzmy... na przykład... pojechał do Barak Varr z karawaną w interesach. Napadli go orkowie. Czy Azulkulowie wiedzieli o tym? Wiedzieli, uruchomili procedurę awaryjną, przez to było opóźnienie. Czemu klan nie powiadomił nikogo? Szukają awanturników którzy go uwolnią. Albo... albo nie wiedzą że jest w niewoli... albo uznali że nie żyje.
          Tak czy tak musiał brać margines błędu na słowa Tfardego. To mógł być Orik.
          Ale było coś ważniejszego. W Karak Varn byli więźniowie. Najpewniej dużo więźniów.
          To znaczyło że dałoby się zorganizować trochę sił na miejscu.
          Dla Logrima będzie to z pewnością cenna informacja.
          Galeb dalej w milczeniu siedział z Tfardym i czekał na powrót zwiadu. Niedługo będzie trzeba podzielić się wartami i turami na spanie. Póki co warto było cieszyć się chwilą spokoju.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • GladinG Niedostępny
            GladinG Niedostępny
            Gladin jako Grungni
            napisał ostatnio edytowany przez Gladin
            #5
            Grungni (MG) @Gladin
            Grungni (MG)

            Kolejka 2.

            21. Durgzet, 7035, południe.

            Wzgórza na północny-wschód od traktu do Karak Varn, około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do karaku.
            Niebo bezchmurne, pogoda dobra.

            Othin uniósł kuszę celując w balon. Broń wydawała się być zachowana w świetnym stanie. Ktoś o nią pieczołowicie dbał. Grobi? Wierzyć mu się nie chciało. Zielonoskórzy nie dbali o swoje wyposażenie. Przynajmniej nie w takim stopniu.

            Czas było wypróbować jej nośność. Zwolnił cięciwę, bełt pomknął wysoko w górę, jednak nie sięgnął czasy. Krasnolud był nieco zawiedziony. Wiedział, że cel jest zapewne poza zasięgiem i że żadna kusza nie byłaby w stanie go dosięgnąć. Niemniej... po cichu miał nadzieję, że okaże się inaczej. Przodkowie! Jak mógł czuć rozczarowanie? Skarcił sam siebie. To, co odnalazł, było najlepszym, co go w życiu spotkało!

            Obserwujący ich z góry goblin widząc, że jest bezpieczny, zaczął wykrzykiwać w ich stronę i wykonywać gesty, które zapewne miały być obraźliwe. Nie mając czym w nich rzucać, zaczął pluć. Ale był za daleko, by móc trafić. Cieszył się jednak mogąc bezkarnie lżyć dawi.

            A oni... mogli na to tylko bezradnie patrzyć.

            Do czasu, gdy nie rozległ się dziwny dźwięk. Balon wybrzuszył się w jednym miejscu, a radosne szczekanie goblina zmieniło się w nerwowe popiskiwanie. Latający okręt zaczął tracić wysokość opadając wzdłuż północnego zbocza, by w końcu uderzyć gondolą z impetem o skałę. Grobi został wyrzucony z kosza i leżał nieruchomo. Paliwo, które ogrzewało powietrze, rozsypało się wciąż płonąc wokół miejsca katastrofy. Czasza, niepotrzebując już dźwigać ciężaru, unosiła się kilka jardów powyżej.

            Angaztromm spojrzał na kuszę. Trafił, czy nie trafił? Czy tylko zwykły zbieg okoliczności spowodował, że balon zaczął opadać po jego strzale?

            – Ćwierć mili - ocenił odległość Hagrid i z lubością przytknął lunetę do oka, oglądając detale sceny w przybliżeniu.

            Chwilę później oderwał ją i spojrzał raz jeszcze, na umieszczone pokrętła i runy przy nich. Przesunął jedno z nich i spojrzał raz jeszcze.

            – No, no... - mruknął pod nosem. Luneta posiadała wbudowane skale, pozwalające określać dystans do obiektów. Po przestawieniu pokręteł można było skalibrować ją na krasnoluda, elgi, grobi a odpowiednie podziałki naniesione na obserwowany cel pozwalały ocenić odległość od celu w przedziale od 50 do 250 jardów z dokładnością do 10, a na większe odległości z dokładnością do ćwierć mili.

            centered paragraph

            Jaskinia na zachód od Varn Drazh i około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.

            Gdy skończyli rozmawiać snotling zajął się własnym posiłkiem, a Galvynssun zamyślił się. Nie trwało to jednak długo, bo górska cisza została zmącona przez obce dźwięki. Głośna i liczna grupa poruszała się gdzieś niewidoczna dla wzroku, a góry niosły i odbijały głosy utrudniając określenie kierunku, z którego pochodziły.

            Trwało to może z godzinę i kowal martwił się nieco o towarzyszy, którzy wyruszyli na poszukiwania balonu. Ale nic nie wskazywało na to, by były to odgłosy walki.

            Wtem, zupełnie niespodziewanie dostrzegł grupę grobi poruszających się w dole. Poruszali się ostrożnie, nie wydając dźwięków, do tego tak, by stale chronić się za rozsianymi skałami. Przybyli od strony traktu i szli w tę samą stronę, w którą wcześniej udali się dawi na poszukiwanie balonu.

            Doliczył się sześciu osobników. Obrzucił spojrzeniem ich jaskinię: rozstawiony w głębi namiot, schowane ognisko, którego dym ulatywał przez szczeliny w sklepieniu, snotlinga pałaszującego pokarm. Powinni być tu niewidoczni, starannie dobrali kryjówkę. Brond zajmował się przyrządzaniem jedzenia, a Logrim położył się na spoczynek wewnątrz namiotu.

            Chyba, że zielonoskórzy coś usłyszą... albo wywąchają... i postanowią wejść i sprawdzić...


            Sesja Karak Varn | Gladinhammer

            A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • DeklineD Niedostępny
              DeklineD Niedostępny
              Dekline jako Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody)
              Obsługa Moderator
              napisał ostatnio edytowany przez Dekline
              #6
              text alternatywny
              Othin "Zilfini" Angaztromm

              - Tak!

              Powiedział pod nosem Angaztromm, zadowolony z tego co uczynił. Balon zaczął spadać przy akompaniamencie pisków pilota. To zdecydowanie była zasługa Othina. Zilfini wiedział że strzał poza granice zasięgu to niezbyt dobry pomysł, aczkolwiek to był balon, kawał grobiej szmaty marnej jakości, zapewne łatany częściej niż jakiekolwiek rozsądne granice, to też wystarczyło go jeno musnąć aby puścił.

              - Idę po pilota. Kto ze mna?

              Othin rzucił do towarzyszy, po czym nie czekając na odpowiedź, ruszył w kierunku miejsca przymusowego lądowania balonu. Mimo że dobrze byłoby dorwać małego %$#@!@$! zanim odzyska przytomność, to jednak teren nie zachęcał do biegu ani tym bardziej sprintu. Zilfini idąc wzrok miał skupiony na goblinie, w międzyczasie przygotowując kusze do strzału. Nadrzędnym celem było nie pozwolić na ucieczkę pilota, dopiero później próba przesłuchania jeśli ów pomiot w ogóle potrafi cokolwiek więcej niżli prychać i kwiczeć. Angaztromm liczył się z tym że grobi może tylko udawać nieprzytomnego i wyrwać biegiem do osłony, gdy tylko nadarzy się okazja, dlatego też Othin miał zamiar strzelać już przy pierwszym gwałtowniejszym ruchu. Niedopuszczenie do ucieczki było najważniejsze. Na miejscu Zilfini miał zamiar sprawdzić stan i znajomość języka jegomościa oraz sprawdzić zawartość kosza balonu. Po cichu liczył na to że zielony który umie latać balonem potrafi również mówić jak krasnolud.

              Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • ArchiwumXA Niedostępny
                ArchiwumXA Niedostępny
                ArchiwumX jako Fenni Khadinbat
                napisał ostatnio edytowany przez ArchiwumX
                #7
                !Bracia-sesja.png

                Fenni po wysłuchaniu komentarza Hagrida odezwał się do niego - Masz rację. Wygląda na to, że znaczenie tej misji okazuje się mieć większe znaczenie niż wydawało się na początku. Jak już dotrzemy do Karak Varn to będziemy musieli się przyjrzeć, czy świat poszedł jeszcze dalej. - a następnie wziął chwilę oddechu i dopowiedział i wyjął zza pazuchy zawiniątko z bandażami - Vallaya pobłogosłowiła mi znalezieniem tych bandaży. Jak myślisz... mógłbym pójść spróbować połatać towarzyszy, gdy będziesz to przeszukiwać?

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • WiredW Niedostępny
                  WiredW Niedostępny
                  Wired jako Hagrid „Rhyn” Grumsson
                  napisał ostatnio edytowany przez Wired
                  #8
                  Hagird
                  Hagrid „Rhyn” Grumsson

                  ...

                  21 Durgzet, 7035, południe

                  Góry na zachód od Varn Drazh i około milę od obozowiska dawi.
                  Niebo bezchmurne, pogoda dobra, pół dnia drogi na północ od Karak Varn.

                  - Czekaj - odparł twardo Othinowi Rhyn - już kończymy
                  - Jesteśmy na terenie wroga, nie zapominaj o tym... ładna kusza - dodał odwracając się do Fenna
                  - Vallaya pobłogosłowiła mi znalezieniem tych bandaży. Jak myślisz... mógłbym pójść spróbować połatać towarzyszy, gdy będziesz to przeszukiwać? - dodał wracając do ich rozmowy Fenn
                  - Już skończyłem, a bandaże zawsze się przydadzą - odrzekł Hagrid z uśmiechem zadowolony ze znalezisk
                  - Panowie, zachowujmy się jak żołnierze, ja wiem że ta mila to nie duża odległość, ale jak który z Was idąc samopas wpadnie w zasadzkę czy rozpadlinę? Odłączyliśmy się od głównego oddziału zrobić zwiad, to zróbmy zwiad i wróćmy jak oddział powinien. Chyba żaden z Was nie chciałby spotkać samodzielnie tych wilczurów co niedawno nas wyczuły w kryjówce - pouczył ich Hagrid pamiętając spotkanie z zwiadem goblinów na olbrzymich wilkach, basiory miały łby tak wielkie że jednym chapnięciem mogły im oderwać głowę, gdyby nie gromril kto wie czy Brond by miał jeszcze rękę
                  - Balon się rozbił, paliwo rozsypane obok, a goblin leży nieprzytomny lub martwy, ale nadal warto balon zbadać, z nadzieją że jakieś mapy okolicy mieli czy rozkazy, które snotling by odczytał. Czy choćby zobaczyć czy to nasz balon z Karaku, czy grobi są zaawansowani technologicznie bardziej niż nam mówiono. To niedaleko, to chodźmy, skończmy ten zwiad i wracamy do obozu. - zaproponował żelazołamacz z Norski

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • StalowyS Niedostępny
                    StalowyS Niedostępny
                    Stalowy jako Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #9
                    Galeb
                    Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi

                    Hałas na zewnątrz zaniepokoił Galeba. Położył dłoń na hełmie który leżał na kamieniu obok niego. Harmider przypomniał mu korytarze skavenów pod Karak Azul gdzie non stop przez kamień docierały do niego skrobanie pazurów rakkich. Zielone Piekło Lustrii gdzie nie wiedziałeś czy dźwięki dobywającej się ze ściany tropikalnego lasu nie są przypadkiem rechotem nieszczęścia i zwiastunem rychłej wizyty Gazula. Dłoń bezwiednie przesunęła się na pozbawioną ostrza rękojeść szabli zawieszonej na rzemieniu u pasa.
                    Spokojnie obserwował grobich. Czy mógłby jakoś odwieść ich dalej od jaskini i od zwiadu który poszedł tropem balonu? Ocenił że dzieli ich jakieś sto jardów i choćby się wysilił najbardziej jak mógł to rzucony kamień spadłby tak że uwaga goblinów zostanie zwrócona w stronę jaskini. Pozostawało spokojnie obserwować. Obawiał się że mogą mu zniknąć z oczu jeżeli podejdzie do Bronda. Jeżeli zawoła to głos może się ponieść. Tfardy może spanikować i wszcząć raban. Tak. Trzeba obserwować i zachować czujność.
                    A zwiad? Dwóch żelazołamaczy i pogranicznik nawet jeżeli ranni to mieli przewagę nad sześcioma goblinami.
                    Gorzej jeżeli grobi ich znajdą, będą śledzić i przyjdą za nimi do jaskini.
                    Wtedy trudno. Rozprawią się z nimi wszystkimi tak jak rozprawili się z tymi na drodze.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • GladinG Niedostępny
                      GladinG Niedostępny
                      Gladin jako Grungni
                      napisał ostatnio edytowany przez Gladin
                      #10
                      Grungni (MG) @Gladin
                      Grungni (MG)

                      Kolejka 3.

                      21. Durgzet, 7035, przedpołudnie.

                      Wzgórza na północny-wschód od traktu do Karak Varn, około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do karaku.
                      Niebo bezchmurne, pogoda dobra.

                      Młot wieków. Mechanika

                      Krasnoludzki zwiad ruszył w stronę balonu. Othin na przedzie z kuszą w pogotowiu. Nie musiał jednak zrobić z niej użytku. Goblin leżał bezwładnie. Po kilku minutach marszu wszyscy zbliżyli się do celu. Przez rozerwaną powłokę czaszy uciekało cały czas powietrze i zaczynała ona kłaść się niebezpiecznie blisko rozrzuconych kostek jakiegoś płonącego paliwa.

                      Zastanawiali się, czy okręt powietrzny był wytworem grobi, czy też gobliny ukradły dzieło rąk krasnoludzkich. Z bliska wyglądało to trochę tak, jakby został zmontowany przez zielonoskórych, ale przy użyciu elementów pochodzących od synów Grungniego. Nie mieli jednak zbyt wiele czasu na te rozważania. Nie naradzając się zbytnio ze sobą, Zilfini wraz z Rhynem kopniakami odsunęli płonące grudy na bezpieczną odległość tak, by balon nie uległ spaleniu. Jeszcze.

                      Tymczasem Fenni zbliżył się ostrożnie do goblina. Ten leżał na prawym barku. Nawet bez podchodzenia blisko i bez badania krasnolud widział, że zielonoskóry właśnie tym barkiem uderzył przy upadku i że ramię przyjęło na siebie cały impet uderzenia. Dla pewności sprawdził, czy stwór nie posiada żadnej broni, po czym sprawdził, czy ścierwo jeszcze żyje.

                      O dziwo, ścierwo żyło. Kahdinbat szybko zbadał rozbitka i doszedł do wniosku, że mimo upadku, nie grozi tamtemu szybka śmierć. Chyba, że z ręki dawi. Mógł go dobić jednym pchnięciem wyświadczając światu przysługę i nie byłoby w tym nic złego. Z drugiej strony... może długobrodzi chcieliby go przesłuchać? Mogli go zabrać do nich nieprzytomnego. Przy takich obrażeniach, jakie pilot odniósł, prawdopodobnie bez medycznej pomocy nie wybudzi się zbyt szybko. Była też trzecia opcja. Mógł opatrzyć go tu i teraz i sprawić i przywrócić mu przytomność. A wtedy będą mogli go przesłuchać we trzech tu na miejscu i pozbyć się go po przesłuchaniu.

                      Nie wiadomo jednak, czy goblin by ich rozumiał. W jaskini był snotling Tfardy, który mógł robić za tłumacza. Ale jaką mogliby mieć gwarancję, że snotling będzie wiernie tłumaczył? Żadnej.

                      Rzut na rzemiosło (inżynieria) K100=13, sukces.

                      Grumsson po zabezpieczeniu balonu przed spaleniem zaczął przyglądać mu się z bliska. Rozerwana powłoka została najprawdopodobniej przebita bełtem. Jej krawędzie pokryte były lepką substancją, która miejscami była jednak już solidnie zakrzepnięta. Od razu skojarzył ją z tym, co niósł w wiadrze. Odtwarzał w głowie to, co widział wcześniej. Prawie puste wiadro, goblin wspinający się do czaszy. Początkowo ostrzał nie przyniósł wyraźnych efektów. Grobi byli przygotowani na taki przypadek. Co poszło nie tak? Zapewne typowa fuszerka zielonoskórych. Chociaż... gwałtowny start balonu, szybkie podniesienie temperatury gdy próbowali odlecieć, nim dawi ich dopadną... może to również przyczyniło się do tego, że ich substancja nie zadziałała?

                      Gdyby ktoś mu pomógł, mogliby spróbować zetknąć ze sobą rozprute krawędzie. Być może była jeszcze szansa na to, by udało się powłokę pokleić. Chociaż, w jakim celu? Pojazd był przeznaczony do przewożenia goblinów. Zapewne mógłby unieść jednego krasnoluda, chociaż lepiej bez ciężkiego pancerza. Ale nawet jeżeli, to kto byłby na tyle szalony, by się w czymś, co wyszło spod rąk zielonoskórych unieść do góry. Może... Tfardy? Ale to wymagałoby zaufania do snotlinga, którego nie mieli.

                      Rzut na wiedzę (geologia) K100=60, porażka.

                      Angaztromm zainteresował się płonącymi bryłkami. Nie przypominały mu one żadnej znanej mu substancji. Ni to kamień, ni jakiś węgiel. Dawał zdecydowanie zbyt duży ogień i spalał się zdecydowanie zbyt wolno. Na próbę nadepnął nań mocno butem. Pod naciskiem zewnętrzna skorupa popękała ukazując środek, który był na tyle plastyczny, że ugiął się pod naciskiem podeszwy. Gdy tylko jednak środek został liźnięty przez ogień, zaczął twardnieć. Wokół było kilkanaście takich płonących grudek.

                      centered paragraph

                      Jaskinia na zachód od Varn Drazh i około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.

                      Galebowi wydawało się, że nie spuszczał grobi z oczu.

                      Rzut na percepcję K100=80, porażka.
                      Zużyto punkt szczęścia. Przerzut K100=91, porażka.

                      Ale w pewnym momencie zorientował się, że widzi tylko czterech zielonoskórych. A był pewien, że wcześniej było ich sześciu. W którymś momencie dwóch gdzieś się zawieruszyło. Wytężył wzrok, ale nie mógł nic dostrzec. Co gorsza, w czasie, gdy szukał dwóch zaginionych, kolejny „rozpłynął się w powietrzu”. Ku wschodowi zmierzało jedynie trzech grobi. Klnąc w duchu postanowił sobie, że tych trzech już mu nie zniknie.

                      Z głośnym piskiem gdzieś od południa nadleciał wielki nietoperz. Taki sam, jak ten, który oderwał się od balonu, gdy Hagrid postrzelił latający okręt. Stwór wylądował niezgrabnie i przetoczył się po skałach, z dala od jaskini, po wschodniej stronie. Trójka goblinów ruszyła żwawo ku niemu. Rhunki zastanawiał się, co zamierzają z nim zrobić.

                      Ale ze zmęczenia wzrok mu chyba płatał figle. Tym razem to nietoperz gdzieś zniknął, za to goblinów było teraz czterech.

                      Po niedługim czasie dwóch z nich, nie kryjąc się już wcale, ruszyło biegiem w stronę traktu, ponownie mijając wejście do jaskini. Natomiast pozostałe dwa gobliny kontynuowały skradanie się na północny-wschód, aż wyszły poza obszar widzenia Galeba. Zmierzały w tę samą stronę, w którą wcześniej udał się zwiad.


                      Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                      A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • WiredW Niedostępny
                        WiredW Niedostępny
                        Wired jako Hagrid „Rhyn” Grumsson
                        napisał ostatnio edytowany przez Wired
                        #11
                        Hagird
                        Hagrid „Rhyn” Grumsson

                        ...

                        21 Durgzet, 7035, przedpołudnie

                        Wzgórza na północny-wschód od traktu do Karak Varn i około milę od obozowiska dawi.
                        Niebo bezchmurne, pogoda dobra, pół dnia drogi na północ od Karak Varn.

                        - No no, ale bydle - ocenił balon Hagrid gdy podeszli bliżej
                        - Trochę tu niedoróbek, ale technologia raczej nasza, to zmartwi Galeba... - mówił jakby do siebie
                        - Mimo wszystko chciałbym go pokazać jakiemuś inżynierowi z Zhufbaru, mam trochę szalony pomysł panowie - dodał i zawiesił głos
                        - Hagridzie, chodzi ci po głowie wzięcie tego balona ze sobą? Ja tym latał nie będę, spalić na miejscu moim zdaniem - wtrącił Othin patrzący co robi Fenn z rannym grobi

                        Hagrid nic nie odpowiedział zajęty oglądaniem maszyny, zdziwiony skąd u Othina takie insynuacje, to miał być komplement odnośnie jego odwagi i innowacyjności, czy może sugestia że dawi z Norski są bardziej szalone?
                        - Uznam to za komplement - odparł Rhyn kusznikowi

                        Nie skupiając się na słowach kompana rozważał co ze znaleziskiem. Naprawić balon może byłoby warto, schować gdzieś, by mądrzejsi od niego obejrzeli to dzieło techniki. Ale latać goblińskim balonem?! Daleki był od powierzania swojego życia jakości ich pracy. To przecież gorzej niż umgi. Umgak robota.
                        No i te gobliny w nim to jakieś pokurcza były, mniejsze niż zwykle, wielkości dziecka umgi czy dorosłego grombolgi, wątpił więc by ta maszyna miała odpowiednią wyporność, chociaż kto wie, niemniej on balonem latać nie potrafił i chyba nikt z nich, co definitywnie zamykało temat lotu gdziekolwiek. Co najwyżej jeden z nich mógłby użyć go jak wieży obserwacyjnej. Przy słabym wietrze i mocnych linach dałoby radę ze znalezioną lunetą ogarnąć wzorkiem trochę więcej okolicy, tylko wtedy też ktoś może zobaczyć balon.

                        - A kto mówi o lataniu? Spójrz na tego pokurcza, raczej za wiele nie waży - odrzekł lekko zdziwiony
                        - Nie przeniesiemy go raczej po ziemi, chociaż... kto wie, mniejszy od naszych i bez silnika. Jak co to mamy liny, i tą ich maść do naprawy czaszy, możemy naprawić - zaproponował - i na linach go podholować by gdzieś schować - głośno obmyślał plan.
                        - Palenisko jakby zabrać to i gdzie paliwa nie ma włożyć - dalej głośno myślał
                        - Raczej jak my go nie ruszymy to i inni nie, zakładając że paliwa nie będzie lub miejsca na nie - to rzekłszy wyjął z plecaka beczułkę z piwem i odlał kubeczek, wziął dużego łyka a resztę wylał na leżący w oddali od reszty węgielek, a drugi schował pod rogiem sygnałowym odcinając mu powietrze

                        - Zróbmy może tak - zaproponował na koniec wywodów
                        - W tym koszyku pod balonem nie ma już co się palić, dogaśmy wszystko i pozbierajmy te bryłki
                        - Jak już ugasimy i pozbieramy paliwo, to złóżmy balon tak by go nieść, a jeńca do kosza
                        - Jak nam się uda unieść to zabieramy całość do obozowiska, długobrodzi niech też to obejrzą, a poza tym schowany w jaskini doczeka może odpowiedniej inspekcji inżynierów z Zhufbar
                        - Jak się nie uda to palenisko z paliwem zabieramy, i grobi do przesłuchania, a resztę zniszczmy tak by się nikomu naprawiać go nie opłacało, i ze zniszczonego balonu dobre oko mistrza z Zhufbaru swoje ujrzy

                        Plan był taki by zobaczyli czy dadzą radę go dźwignąć. Gdyby jednak się nie udało i okazał się za ciężki dla trzech rosłych krasnoludów to podrze bardziej czaszę, zniszczy dno kosza, i zabierze źródło napędu z paliwem (metalowe palenisko z węgielkami, wszystkimi które znajdą) ze sobą, zostawiając pusty dziurawy kosz i nie nadającą się do lotu czaszę. Liny łączące czaszę z koszem wtedy też przetną, a przed odejściem rozejrzy się za jakimiś charakterystycznym punktem otoczenia by tu kiedyś wrócić.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • ArchiwumXA Niedostępny
                          ArchiwumXA Niedostępny
                          ArchiwumX jako Fenni Khadinbat
                          napisał ostatnio edytowany przez ArchiwumX
                          #12

                          Bracia-sesja.png Othin.png

                          – Ten jeszcze dycha! – zwrócił się Fenni do towarzyszy – Myślicie, że dałoby się go jakoś przesłuchać?
                          – Tak, taki mialem zamiar. A wyżyje żeby go Tfardego dotaszczyć?
                          – Przyjrzę mu się bliżej... – odrzekł Fenni – To może coś z tego będzie. Jak sądzisz Othinie?
                          – Myśle że jak ktoś ma go oglądać to najlepiej Ty. –
                          Othin nie chciał przyznać że nie chciał brać na siebie odpowiedzialności no i też ... nie znał się. A skoro Fenni się napatoczył, to niechaj tak będzie.
                          – Ja go mogę związać, line mam, i nawet zatahać mogę, ale jego stan zostawiam Tobie
                          – Już na pierwszy rzut oka widzę, że ma poważnie uszkodzony bark... prawpodobnie on jest do niczego.- odparł Fenni Othinowi – Prawpodobnie szybko się nie obudzi.
                          Co powiedziawszy poszedł do zielonoskóremu bliżej mu się przyjrzeć.
                          – A skąd to ... no dobra, rozdupcona że hej, widzę ... Ogarnij go, ja będe miał baczenie żeby nas co nie zaskoczyło. Później go wezmę na bary.
                          – Miałem rację... - odezwał się Fenni do Othina, gdy obmacał uszkodzony staw – Wyrwało kończynę ze stawu i teraz jest do niczego. – a następnie ostrożnie zaglądając pod szmaty mające stanowić odzienie stwierdził – Nie ma też żadnych chorób, ani innych schorzeń, których moglibyśmy się bać.
                          Po skończonych oględzinach Kahdinbat wstał i podchodząc do towarzysza powiedział – Na razie nic mu nie będzie, ale bez pomocy się nie obudzi.
                          Zrozumiawszy o chodzi Hagridowi mruknął do Othina – Może przytaszczę zielonoskórego w pobliże kosza, a ty zajmiesz tam pozycję obserwacyjną, gdy mu będziemy zbierać ten ten bałagan?

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • StalowyS Niedostępny
                            StalowyS Niedostępny
                            Stalowy jako Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #13
                            Galeb
                            Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi

                            Galeb próbował poskładać sobie to co widział. Znikali mu ci grobi w oczach łażąc między skałami. Wydawali się teraz mocno pobudzeni. No i ten nietoperz.

                            Dłuższa chwila rozważania pozwoliła dojść do konkluzji że Hagrid, Fenni i Othin zostali wytropieni. Może gobliny zdołały się zebrać, a może inna grupa myśliwych przechodziła i zobaczyła zestrzeliwanie balonu z nieba? To nie brzmiało dobrze. Nie zdołali odpocząć jeszcze po tamtej potyczce. Rhunki znów obejrzał się na wnętrz jaskini. Snotling dalej spokojnie pożerał ochłapy, a Brond podpiekał mięso i też podjadał jeden z gotowych kawałków.

                            Rhunki sięgnął po swoją tarczę i założył ją na lewe ramię. Poprawił pasy mocujące tak że trzymała się nawet gdy rozwierał palce. Ostatnia walka potwierdziła że wyszedł z wprawy - kiedyś szło mu z tym dużo lepiej. "Pracuj tarczą. Musisz pracować tarczą." skarcił się w myślach. Znów przeczesał spojrzeniem stok. Czy gobliny naprawdę nie dostrzegły jaskini? A może poszły po posiłki?

                            Zamachał ręką do Bronda. A gdyby ten nie słyszał to dodał szept. Gdy rudy Khadinbat zbliżył się Rhunki nachylił się do niego i przemówił cicho by głos się nie niósł.

                            - Grobi kręcą się po okolicy. Piecz dalej mięso, ale trzymaj tarczę i broń blisko siebie na wszelki wypadek. Póki co nie budzimy jeszcze thana, niech odpoczywa. Gdzie położyliście platformę? - zapytał na koniec, a uzyskawszy odpowiedź kiwnął głową.

                            Miał pomysł by w razie czego zablokować część wejścia platformą. A samemu skupić się na tłuczeniu grobich. Oby zwiad zdołał przemknąć między goblinami i wrócić do jaskini niepostrzeżony.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • GladinG Niedostępny
                              GladinG Niedostępny
                              Gladin jako Grungni
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #14
                              Grungni (MG) @Gladin
                              Grungni (MG)

                              21. Durgzet, 7035, południe.

                              Jaskinia na zachód od Varn Drazh i około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.
                              Niebo bezchmurne, pogoda dobra.

                              Czas płynął Galebowi spokojnie, bo nic się jednak nie działo. Obserwował jednak okolicę. Grobi nie było widać. Zresztą nikogo nie było widać. Do momentu, gdy ze wzgórza zaczęli schodzić dawi.

                              Widok był to niecodzienny. Z jakiegoś powodu we trzech nieśli coś, co po dłuższym czasie kowal uznał za resztki balonu. Rhunki zdębiał, a niełatwo było go zaskoczyć. Gdy doszedł do siebie raz jeszcze obrzucił otoczenie wzrokiem. Grobi nie było widać. Ale jeżeli ktoś ich obserwował i jeszcze nie wiedział o ich kryjówce... to za chwilę będzie wiedział doskonale. Ciężko było przejść niepostrzeżonym z czymś takim na ramionach!

                              Nie przychodził mu jednak na razie do głowy żaden pomysł, jak temu zapobiec. Jakkolwiek chciałby ostrzec pobratymców, to sam by zdradził swoje miejsce ukrycia. Może mógłby się posłużyć Tfardym, gdyby mógł mu zaufać? Mógłby przekazać zwiadowcom wiadomość, że sami są pod obserwacją i żeby... no właśnie, żeby co? Odeszli? Schowali się gdzie indziej? Co to da? Wszak gdziekolwiek pójdą, goblini zwiadowcy będą o tym wiedzieli. Jaki więc wybór? Podzielić się i połowa z nich będzie - być może - nieodkryta? Czy połączyć się i szukać sposobu na zmylenie zielonoskórych?

                              Galvynssun łamał sobie nad tym głowę. A może... może młodzi mieli jakiś swój pomysł na ten balon? Tak... zapewne musiało to być coś ważnego, że postanowili go brać ze sobą. Niemniej... wazzoki!


                              Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                              A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • StalowyS Niedostępny
                                StalowyS Niedostępny
                                Stalowy jako Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #15
                                Galeb
                                Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi

                                Pogoda była doskonała. Słońce świeciło, powietrze było rześkie, tak że zmęczenie mniej się dawało we znaki. Galeb siedział na stanowisku obserwując wazzoków niosących konstrukcję grobich. Tak. Jaskinia praktycznie już była wykryta bo jeżeli ktoś tropił w okolicy to bez dwóch zdań przyjdzie i będzie uważniej się rozglądał niż grobi szukający nietoperza. Z drugiej, odległość była spora. Mogli zostawić balon jako przynętę i z kusz strzelać do grobich którzy chcieliby go odzyskać.
                                Runiarz patrzył, rozważał. Wyjął ze swojej torby kartkę pergaminu, ołówek i miał już nakreślić runy by owinąć kartką kamień i rzucić dawi targającym balon…
                                Jednak doszedł do wniosku że to niewiele zmieni a i nie dorzuci tak daleko. Szkoda. Były runy na komunikację na odległość jednak on nie potrafił ich wykonać.
                                Westchnął poirytowany i skupił się na rozglądaniu po okolicy za ewentualnymi obserwatorami.
                                Byli w tym razem i razem będą ponosić konsekwencje swoich czynów.

                                Miał nadzieję że młodsi krasnoludzie mieli ważny powód by targać to tu cholerstwo. Na pewno bezpieczniej będzie zbadać je w jaskinii niż tutaj. Galeb wiedział że Hagrid był w wielu kwestiach nadmiernie ciekawski. Potrafił selektywnie dobierać, umniejszać i rozdmuchiwać wszelkie argumenta byleby wyszło na jego. Fenni i Othin dali się poznać jako rozsądnych dawi.

                                Oby to było ważne.

                                Starszy krasnolud lustrował okolicę coraz mocniej zaciskając usta z niezadowolenia.

                                Miał przeczucie że to jednak nie będzie dość ważne.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • WiredW Niedostępny
                                  WiredW Niedostępny
                                  Wired jako Hagrid „Rhyn” Grumsson
                                  napisał ostatnio edytowany przez Wired
                                  #16
                                  Hagird
                                  Hagrid „Rhyn” Grumsson

                                  ...

                                  21 Durgzet, 7035, południe

                                  Obozowisko dawi na północny-wschód od traktu do Karak Varn w jaskini.
                                  Niebo bezchmurne, pogoda dobra, pół dnia drogi na północ od Karak Varn.

                                  Grupa zwiadowcza krasnoludów ostatecznie zdecydowała zabrać balon z jeńcem do swojego obozu. Pomysł był może i ryzykowny, Hagrid to wiedział, ale po drodze nie znaleźli miejsca by go zostawić, no i uważał że warto było go pokazać długobrodym.

                                  Teraz, gdy wiedzieli że te duże nietoperze to tak naprawdę małe gobliny, ich kryjówka była spalona od momenty gdy pierwszy raz zaatakowali gobliny w balonie, a i bez tego może też bo miały lunetę do obserwacji na dystans. Osobiście wątpił, by ta paralotnia czy jak nazwać to dziwne ubranie w którym latały, byłaby w stanie unieść ich dość daleko, raczej to swobodny spadek na długiej odległości, a to by oznaczało że jeden i drugi goblin gdzieś wylądowały i maksymalnie co zrobiły to odnalazły swoich by zdać im raport, a Ci posłali umyślnego do Karaku. Nadal więc dawało im to dzień drogi licząc w obie strony, zanim jakikolwiek sensowny oddział by ich szukał. O ile widząc masakrę na drodze nie zwątpią w swoją sensowność. Jaskinia była położona tak że z trudem tam wgramolili się z balonem, i na pewno będzie ją łatwiej bronić niż walczyć na otwartym terenie, toteż Hagrid sądził, że jeśli ktokolwiek ich zaatakuje to z przygotowanej zasadzki, gdzieś bliżej twierdzy.

                                  Odłożyli balon w głębi i spojrzeli na widocznie oczekującego wyjaśnień Rhunki.

                                  - Mamy dobre i złe wieści - oznajmił Rhyn widocznie niezadowolonemu Galebowi
                                  - Mamy goblina, którego przydałoby się przesłuchać... - dodał Fenn i następnie wygrzebał zielonoskórego
                                  Starszy dawi spojrzał na goblina, potem na wojaków a potem na balon
                                  - I po to targaliście balon by przenieść w nim grobi? - zapytał Galeb
                                  - No.... tak. - zająknął się Fenni - Pomyśleliśmy, że może gadać. Bo widzisz... - wskazał ręką na przyniesiony pojazd - balon wskazuje na to, że tu dzieją się dziwne rzeczy.
                                  -Ale aż taki brudny był żeby go w koszu przenosić? - zakpił z nich długobrody

                                  - To może od początku - odezwał się Hagrid głosem po którym widać było, że się powstrzymuje od dodania kilku przymiotników, sytuacja była poważna, a Galebowi się na żarty zbierało
                                  - Zdobyliśmy balon, krasnoludzką kuszę rodu Angaztromm, i kilka innych ciekawych rzeczy
                                  - Najważniejsza informacja to że zaawansowanie techniczne wroga przewyższa nasze oczekiwania...
                                  - Mówcie - ponaglił ich rhunki zmieniając już ton na poważny
                                  - Te duże nietoperze, to nie zwierzęta, to małe grobi jak ten, wielkości grombolgi, w specjalnych strojach do lotu ślizgowego, w balonie było ich trzech, jeden uciekł w stronę Karaku gdy pierwszy raz ich spotkaliśmy, drugi gdy ich osaczyliśmy z milę stąd. To są najgorsze wieści, do twierdzy jest pół dnia drogi, zatem pościg może być tu i za dzień od wejścia do jaskini gdyby zareagowali szybko. Choć po masakrze na drodze, jeśli ją z balonu widzieli, pewnie zastanowią się z dwa razy i nie odważą nas atakować tutaj, raczej przygotują zasadzkę na trasie. - zdawał raport spokojnie Hagrid
                                  - Niepokoi też sam okręt powietrzny, chciałem go zachować na później dla mistrzów z Zhufbaru, ale nie było po drodze gdzie ukryć. Wygląda jakby był wytworem grobi, zmontowany przez zielonoskórych przy użyciu elementów pochodzących z Karaku - powiedział Rhyn z kwaśną miną
                                  - Mają paliwo z skały której nie znam, nie daje dymu, trzyma ciepło i płomień dłużej niż węgiel, mają maść z chemii której nie znam, twardnieje po kontakcie z powietrzem, łatali nim balon
                                  - Rhunki, ja wiem, że grobi nie znam tak jak Wy, ale nikt nigdy mi nie mówił by porównywać ich z raki, a to nie wygląda jak poziom technologii barbarzyńskich plemion goblinów czy orków... - zakończył i zawiesił głos

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • ArchiwumXA Niedostępny
                                    ArchiwumXA Niedostępny
                                    ArchiwumX jako Fenni Khadinbat
                                    napisał ostatnio edytowany przez ArchiwumX
                                    #17

                                    Bracia-sesja.png

                                    Gdy Hagrid zdawał relację Fenni zajął się nieprzytomnym grobi jednak jego działania nie przyniosły efektu. Gdy już Hagrid już skończył mówić wziął zielonoskórego na ramię i rzekł do towarzyszy — Nie udało mi się go ocucić. Zaniosę go w miejsce, gdzie będzie mógł odpocząć... póżniej będę mógł spróbować ponownie. —
                                    Runiarz patrzył na Hagrida bez żadnego konkretnego wyrazu twarzy. Za to wpatrujące się bez mrugania oczy wyrażały głębokie niezadowolenie.
                                    — Upewnij się że nic nie wystaje poza jaskinię. Przyjrzę się temu coście przynieśli.
                                    Potem odwrócił się do Fenniego. Miał ochotę warknąć na niego jakąś ciętą uwagę odnośnie „odpoczywającego goblina” ale wstrzymał się.
                                    — Fenni, następnym razem walnij nim o ścianę. Grobi są przebiegli, lubią udawać że nie żyją
                                    Potem zwrócił się do snotlinga który się wybudził.
                                    — Tfardy. Gobliny co latają balonem gadają tylko po goblinowemu czy znają też ludziowy?
                                    — Dobrze prawisz, ale wystarczy go związać. - odparł Fenni doskonale rozumiejąc emocje targające Galeba, po czym wziąwszy linę przystąpił do dzieła.
                                    Tfardy, który po solidnym posiłku właśnie drzemał, wybudził się potrząśnięty przez kowala.
                                    — Gobliny? Latajom? - snotling starał się zrozumieć o co go pytają.
                                    — Gobliny głupie — oznajmił z pewną dumą. — Po ludziowemu nie gadajom. Tylko inżyniery znajom ludziowy. — oznajmił.
                                    — Kim są inżyniery? opisz ich — wtrącił zainteresowany Hagrid
                                    — Gobliny mają inżynierów? — podchwycił Fenni, któremu przyszło do głowy, że faktycznie jest o co wypytywać jeńca i poczuł jednak dumę, że jednak zachował go przy życiu.
                                    — Inżyniery? To tesz gobliny. Ale takie lepsze. Każom innym goblinom budować rzeczy, a potem każom ich używać i jak goblin zginie, to oni potem mruczom cos i krzyczom i budujom raz jeszcze. I znowu każom używać.
                                    — Traktujom inne gobliny jak snotlingi.
                                    — Od dawna wśród goblinów inżyniery? — zadawał po jednym pytaniu na raz by nie stracić uwagi snotlinga
                                    Widząc, że zaczyna się poważne przesłuchanie Fenni udał się do Logrima, aby wybudzić thana.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • WiredW Niedostępny
                                      WiredW Niedostępny
                                      Wired jako Hagrid „Rhyn” Grumsson
                                      napisał ostatnio edytowany przez Wired
                                      #18
                                      Hagird
                                      Hagrid „Rhyn” Grumsson

                                      ...

                                      21 Durgzet, 7035, południe

                                      Obozowisko dawi na północny-wschód od traktu do Karak Varn w jaskini.
                                      Niebo bezchmurne, pogoda dobra, pół dnia drogi na północ od Karak Varn.

                                      Rozmowa w reikspielu z małym zielonoskórym trwała dalej.

                                      - Cienszko powiedzieć - Tfardy poskrobał się po głowie, a Hagrid zastanawiał jak czas mierzą snotlingi, powoli wyłapywał że Tfardy stwierdza że ciężko powiedzieć niekoniecznie wtedy gdy nie zna odpowiedzi, równie dobrze może po prostu nie rozumieć słów zawartych w pytaniu.
                                      - Mhm... a widziałeś jakie rzeczy budują inżyniery? Oprócz tych to, balonów? - pokazał Galeb na wtargany do jaskini balon.
                                      - Dużo budujom. Tfardy nie był wszendzie. Mury budujom. O! - ucieszył się snotling - Widziałem windem, którom zrobili. Raz nawet niom jechałem!
                                      - Zna słowo winda, nono - pomyślał Hagrid zdziwiony elokwencją małego.
                                      - A inne plemiona też mają inżyniery? - dopytał Hagrid, zastanawiał się na ile to lokalne zjawisko a na ile wzrost inteligencji rasy, snotling też wydawał się zdecydowanie zbyt ogarnięty
                                      - Inni nie. Tylko Snagrog. Inni nie lubiom, jak gobliny myślom. Snagrog lubi - odrzekł Tfardy.

                                      - Wiesz co to? - Rhyn pokazał snotlingowi grudkę paliwa (drugą dał Galebowi do obejrzenia).

                                      Zapadła na chwilę cisza. Rhunki słuchając uważnie wypowiedzi Tfardego przyjrzał się grudce którą podał mu Hagrid. Materiał był mu obcy i wzbudził zaciekawienie kowala, który bacznie szukał niecodziennych substancji. Często to one stanowiły kluczowy element kucia run. Ta grudka nie była metalem, nie była też typowym kamieniem, więc raczej by mu się nie przydała. Chyba, że do procesu tworzenia jakiegoś metalu... Galvynssun miał już na swym koncie opracowanie nietypowego stopu. Ale oględziny nie podpowiedziały mu nic więcej ponad to, co usłyszał od żelazołamacza. Było to jakieś niespotykane paliwo.

                                      Tfardy tymczasem powąchał wręczoną mu grudkę po czym włożył ją sobie do ust i zaczął przeżuwać.

                                      - Mhm - westchnął zdziwony reakcją zielonego Rhyn - Tfardy co jesz? - zapytał snotlinga ponownie próbując mieć jego uwagę.
                                      - Niedobre - orzekł zielonoskóry wypluwając grudę noszącą ślady uzębienia wybite na skorupie. Jeszcze ociekającą śliną wyciągnął w stronę żelazołamacza, który wziął i schował go na miejsce podobnie jak grudkę oglądaną przez Galeba. Niezależnie czy znali pochodzenie tej substancji, wiedzieli że to paliwo i na razie musiało to im wystarczyć.
                                      - Pytałem czy wiesz co to jest, a nie byś jadł - zwrócił mu uwagę Hagrid - widziałeś to wcześniej? - dopytywał.
                                      - Cienszko powiedzieć - padło z jego ust, snotling wzruszył ramionami.

                                      - A ta maść? Tylko nie jedz - ostrzegł dawi z Norski podając wiadro Tfardemu.
                                      Snotling posłusznie najpierw dźgnął maź palcem i nabrał nań sporą dawkę. Potem włożył nos do wiadra i zaciągnął się mocno.
                                      - Pachnie trochem jak warsztat alekemika - rzekł niskorosły krewny goblinów.
                                      - Ok, dzięki - odrzekł lekko zawiedziony Hagrid i podał wiaderko rhunki by też miał okazję zapoznać się ze znaleziskiem.
                                      - Skąd u goblinów alekemik? Niewolnik? - dopytał na koniec, Rhyna zaczynało drażnić jaki postęp zrobiły te zielone stworki z Dammaz Kron.
                                      - Cienszko powiedzieć. Śliniak chciał zostać alekemikiem. Ale kiedyś wypił coś i potem miał dziurem w gembie, przez którom siem mu wszystko wylewało - zaśmiał się snotling do swoich wspomnień.
                                      - a warsztat skąd? - Hagrid wciąż liczył że coś sensownego z niego wydobędą ale zaczynała go ta rozmowa męczyć.
                                      - Cienszko powiedzieć - posmutniał stworek, może widząc minę Rhyna albo zadając sobie sprawę z swojej przydatności.
                                      - Wygląda mi to na jakąś żywicę - mruknął Galeb oglądając bryłkę - albo rafinat. Rzeczywiście prędzej coś z alchemii niż z natury.

                                      Hagrid już nic nie odrzekł, czarny proch był z alchemii ale jednocześnie z natury, temat znał pobieżnie ale dobrze wiedział że w głębi ziemi mogą być warunki nieobecne na powierzchni, więc co do sztucznego pochodzenia substancji nie był przekonany. Nie śmiał jednak wdawać się w taką dyskusję z Rhunki. Zabrał od nich przedmioty i schował, zamierzał przemyć swoje rany i udać się na drzemkę. Chciał jeszcze zapytać Galeba o to, że snot z sznurkiem samopas jest, w sumie uwolniony, ale widząc ich zajętych dalszą rozmową, po prostu przywiązał sobie luźny koniec z powrotem do ramienia i poszedł spać.

                                      - Obudźcie mnie na ostatnią wartę, no chyba że ktoś ją weźmie, muszę trochę snu złapać. Fenni, tego grobi zwiąż porządnie i zaknebluj - rzekł w khazalid do zebranych kładąc się na boku bez zbroi na posłaniu z koca i śpiwora. Przysłuchując się jednym uchem rozmowie obok szybko zasnął.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • DeklineD Niedostępny
                                        DeklineD Niedostępny
                                        Dekline jako Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody)
                                        Obsługa Moderator
                                        napisał ostatnio edytowany przez
                                        #19
                                        text alternatywny
                                        Othin "Zilfini" Angaztromm

                                        Othin niósł balon, kosz i nieprzytomnego goblina razem z towarzyszami. Niósł ponieważ ... reszta chciała, a Zilfini nie chciał być wredny nie udzielając pomocy. Niemniej jednak jego wyraz twarzy zdradzał niepocieszenie zaistniałym faktem. W wielką ulgą psychiczną zrzucił balast gdy dotarli na miejsce.

                                        - Tak, znalazłem kusze mojego przodka.
                                        Wtrącił, gdy Hagrid opowiadał o znaleziskach.
                                        - Rad jestem, rodowy oręż, w znakomitym stanie. Ciesze się że wrócił do matni. A drugiej strony martwi mnie że skoro ktoś o nią tak dbał, to możemy mieć większy problem z wejściem do Karaku niźli wcześniej myśleliśmy. Ten balon też niczego sobie, mimo wszystko. Czyżby to wpływ Varn Drazh? Skoro morskie stwory pomutowało aż tak, to i zielonych mogło. Może w końcu inteligencją dorównają moim ... butom?
                                        - A balon? Cóż Chcieli to wzięliśmy, po trochu niby racja, ale mnie to jakoś ni grzało ni ziębiło go tachać. Do matni i tak raczej go nie zabierzemy. Tak myślę.

                                        Angaztromm przysłuchiwał się rozmowie. Tfardy dużo mówił i używał mądrych jak na takiego przychlasta słów, a to drugie bardzo irytowało Othina. Ciekawe co powie nam goblin z balona. Idąc na słowami Tfardego to niekoniecznie dużo, gdyż był tym od testowania, a nie projektowania, wiec normlanego języka nie znał. Żelaznobrody podzielił się przemyśleniami z pozostałymi dawi, odsuwając się nieco od obu zielonoskórych.

                                        - A nie myślicie że może i nasz Tfardy jest tym alchemikiem albo kim podobnym? Niby wiemy jak wpadł nam w łapy, ale to może jaka kara? Patrzcie, mówi normalnie, zna dziwne słowa, hmm? Z drugiej strony to paliwo próbował zeżreć, ale może to zmyłka, no i ... raczej bym na tego wszystkiego nie powiedział jakby chciał się ukryć.

                                        Zilfini postanowił sprawdzić ten wątły trop, tylko jeszcze nie miał pomysłu jak.

                                        Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • StalowyS Niedostępny
                                          StalowyS Niedostępny
                                          Stalowy jako Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
                                          napisał ostatnio edytowany przez
                                          #20
                                          Galeb
                                          Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi

                                          - Czy gobliny inżyniery każą pracować niewolnikom? Czy gadają z niewolnikami?
                                          – Każom. Snotlingom też każom. Jak każom to gadajom.
                                          - A czy inżyniery pytają niewolników o maszyny?
                                          – Cienszko powiedzieć.
                                          Galeb zastanowił się. Wyglądało na to że Tfardy może być dużo bardziej przydatny kiedy jakiś konkretny temat pojawiał się do omówienia. Właśnie taki balon albo goblini inżynierzy. Galeb pamiętał jak Logrim dopytywał się czy Snagrog to ork o zmiażdżonym czerepie. Czyżby uderzenie w głowę sprawiło że Snagrog wpadł na pomysł docenienia sprytu goblinów by dać co przebieglejszym wolną rękę do majsterkowania? Może podejrzał ludzkich albo skaveńskich inżynierów i też zapragnął takich mieć? Cholera raczy wiedzieć. Natomiast efektywność goblińskiej inżynierii można było bardzo łatwo wytłumaczyć - robili byle jak i dochodzili do wszystkiego metodą prób i błędów. Jeżeli jeden testujący zginął, pojawiał się następny. Jeżeli zginie inżynier, to i też nowego szybko znajdą. I będą majstrować, majstrować aż coś zmajstrują podobnego do tego co widzieli. Mając jeszcze jakieś resztki mogą spokojnie wybudować co zapragną, acz Rhunki wątpił by cokolwiek do produkcji balonów przetrwało od upadku Karak Varn.
                                          Przywołany przez Othina pokiwał głową na jego słowa.
                                          - Cieszy mnie że w twoje ręce Othinie trafiła kusza twego klanu. Każdy skarb, każda rzecz która trafi do prawowitych rąk dawi to kolejny kamyk przy odbudowie chwały Karaz Ankor.
                                          - I przyznam że po tym co powiedział Tfardy wygląda na to że nowy jeniec jest cenniejszy niż przypuszczaliśmy. Dobra robota. Rzeczywiście knebel i dodatkowe więzy bardzo się przydadzą - z pewnością jest przybieglejszy niż zakładamy i ma dużo interesujących informacji.
                                          - To że Tfardy nie jest zwykłym snotlingiem to widać - jest bystrzejrzy niż inne snotlingi ale wygląda jakby nie wiedział do końca jak się swoim intelektem posłużyć. Gdy byliście na zwiadzie to rozmawiałem z nim. Zależy mu by przeżyć i dostać się do skarbca Snagroga, acz nie szuka tam skarbu, po prostu chce tam wejść. Drzwi doń są kamienne i żelazne, a klucz ma do nich Snagrog. W twierdzy jest dużo niewolników, głównie ludzi. Budują i kopią. Możemy mieć w nich wsparcie jeżeli zdołamy zadać orkom duże straty.
                                          - Myślę że spora część wiedzy goblinów to tak naprawdę wiedza ludzi i to co zdołały podpatrzeć same. Ale pewność zyskamy dopiero kiedy dotrzemy na miejsce.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy