Przejdź do treści
  • Gurpshammer

    Dyskusje RPG gurps gurpshammer warha gladinhammer
    37
    2 Głosy
    37 Posty
    630 Wyświetlenia
    WiredW
    @Gladin napisał: Tak więc jako de facto jedna z ośmiu. Też o czymś świadczy. No, dokładnie o tym co napisałem. Rzemiosło jest szlachetne i starożytne, sięgające aż do boskiej Valayi. To nie szacunek do wyrobu, a do przodków
  • Rolltelling poleca: Podróżnik Uziemiony

    Przypięte do 15.10.2026, 19:58 Zablokowany Twórczość
    1
    1
    5 Głosy
    1 Posty
    83 Wyświetlenia
    AdministratorA
    Z przyjemnością chcielibyśmy poinformować, iż Rolltelling objął patronatem medialnym powieść Podróżnik Uziemiony aktorstwa Igora Kalety. [image: 1786564200300-c72bbff7-7e92-42f1-957e-bda946e957a0-image.jpeg] Jest to kontynuacja pierwszej książki Igora czyli Dziecka Podróżnika. Premiera książki planowana jest na 16.9, w formacie drukowanym oraz elektronicznym. Jako patroni zapoznaliśmy się już z kontynuacją, jeśli tylko lubicie klimat jaki roztaczał w swoich książkach Stanisław Lem (szczególnie w Powrocie z Gwiazd), a jednocześnie uważacie niektórych kontynuatorów tego nurtu za przeintelektualizowanych, serdecznie zapraszamy do zapoznania się z książkami Igora. Po więcej informacji odsyłamy do Facebooka autora.
  • The Walking Dead – Zielona Wyspa

    Komentarze
    28
    2 Głosy
    28 Posty
    536 Wyświetlenia
    KynikosK
    @Marika napisał: @Kynikos napisał: TWD znam przelotnie i nie przepadam za zombie apokalipsami To niesprawiedliwa generalizacja, bo TWD to jedyna niesztampowa apokalipsa zombie, która nie kręci się wokół tych samych motywów i klisz, co wszystkie inne (zwłaszcza gdy mowa o komiksie, bo pod wpływem nacisków "tabelkowiczów" z AMC po 1 sezonie zaczęto sukcesywnie komercjalizować serial). Tak naprawdę zombiaki w TWD można by zastąpić każdym innym zagrożeniem, byle spełniało identyczną funkcję fabularną. Nie wiem, jacyś bezrozumni kosmici roznoszący zarazę, czy tego typu potwory z innego wymiaru, albo słudzy Glaaki. Może i niesprawiedliwa. TWD mam gdzieś wpisane na swojej liście, nawet jeśli nisko, więc może kiedyś sprawdzę prawdziwość tych słów. Niestety mam pewną blokadę, gdy idzie o głośno i szeroko zachwalane media, nie ufam im. Takie Breaking Bad na przykład obejrzałem dopiero ze dwa lata temu pod wpływem chwili. Niestety często fandomy też dokładają do tej blokady, bo eksponują (zazwyczaj w mocno wypaczony sposób) akurat to, co mnie odpycha. @malahaj napisał: Kultu w ogóle wcześniej nie znałem. Przeczytałem podręcznik dopiero, jak szykowałem się do tej sesji, i muszę przyznać, że wyjątkowo przypadł mi do gustu. Nie tyle mechanika, bo w sumie nigdy nie miałem okazji jej przetestować, co bardziej ogólny klimat i świat przedstawiony. Trochę na zasadzie kontrastu w stosunku do tego, czym bawiłem się do tej pory. Jestem już stary i od dawna nie czułem – jakby to fajnie ująć – tego głodu tworzenia czegoś. A teraz znowu mam. To miłe uczucie Zawsze miło widzieć taki rozwój i inspirację. KULT ma swoje dobre strony, chociaż dla mnie osobiście zbyt lubi krawędź dla samej krawędzi, do tego w przesadny sposób. Sama mechanika jednak jest tragiczna i sprowadza się w zasadzie do typowego misery porn i postaci-łamag nawet w tych rzeczach, w których powinny być kompetentne. Ale nie będę nudzić matematyką. @malahaj napisał: Moje pytanie miało swój cel – trochę badam grunt pod kątem tego, czym można skusić potencjalnych graczy Biorąc pod uwagę słaby ruch rekrutacyjny, to raczej czego byś nie zaproponował, to skusiłbyś grono potencjalnych graczy. Mniejsze lub większe, ale najpewniej niezerowe. @malahaj napisał: Krąży mi po głowie coś w klimatach filmu Siedem lub Labirynt. Labirynt z '86 z Davidem Bowie, czy ten z 2013 od Villeneuve'a? (Droczę się, w zestawieniu z Siedem wiem, że ten drugi.)
  • красота требует жертв

    Rozgrywka owod wampir mroczne wieki the night walkers 18+
    51
    1
    1 Głosy
    51 Posty
    1k Wyświetlenia
    GreKG
    [image: UiUdZHN.png] Michaił patrzył, jak Dragos zapina ostatnie ogniwo. Szczęk żelaza. I już wiedział. Na durno. Dziewucha go rozegrała. Nie siłą. Nie krzykiem. Kilkoma słowami. Nadiejką. A on, durak, sam podał jej wszystko, czego potrzebowała. Podszedł do stołu. Narzędzia leżały tam, gdzie je zostawił. Obcęgi. Żelazo. Rzemiosło. Patrzył na nie chwilę, jak kowal patrzy na źle przygotowany materiał. Przegrzane. Tak właśnie. Można bić młotem do rana. Można rozgrzewać, chłodzić, znowu rozgrzewać. Jak żelazo nie chce już przyjąć kształtu, to nie przyjmie. Tylko pęknie. A ona już pękła. Tylko nie tak, jak trzeba. Michaił westchnął ciężko. — No dobrze, dziewucho... — mruknął. — To róbmy rabotu. Nie patrzył jej w oczy. Wybrał narzędzie. Sprawdził je odruchowo, bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby. Dłonie miał ciężkie. Nie drżały. W środku drżało wszystko. — Gdzie twój luby? Już znał odpowiedź. Nie powie. Choćby ją łamano godzinami. Choćby krzyczała, choćby przestała krzyczeć. Nic. A on musiał coś przynieść Vsevolodowi. Jak nie przyniesie... Gospodin może kazać przypiąć i jego. Ta myśl przeszyła go zimnem. Michaił otarł czoło przedramieniem. — Posłuchaj — powiedział cicho. — Ja już wiem, że ty mi nie powiesz. Podniósł wzrok. — I ty wiesz, że ja wiem. Pokręcił głową z niedowierzaniem. — Ech, durra... Dobrześ mnie podeszła. Przez chwilę stał bez ruchu. Potem zrobił pierwszy krok. Nie było w nim gniewu. Tylko zmęczenie. I żal. Nie nad nią. Nad sobą. Bo wiedział, że teraz będzie musiał udawać przed Vsevolodem, że jeszcze wierzy w tę robotę. A przecież już dawno zobaczył, że kowadło jest puste, żelazo zimne, a młot nie ma czego wykuć. Rabota to jednak rabota. Splunął i zaczął pracować nad materiałem. Spokojnie, systematycznie.
  • Regulamin forum

    Przypięty Zablokowany Forum
    2
    0 Głosy
    2 Posty
    256 Wyświetlenia
    ZellZ
    Chcemy doprecyzować jedną rzecz dotyczącą funkcjonowania forum i naszego profilu FB. Od dawna traktujemy forum.rolltelling.pl oraz profil FB Rolltelling jako dwie części tego samego projektu. W praktyce oznacza to, że treści publikowane na forum mogą być wykorzystywane lub przywoływane na naszym profilu FB, a treści z FB mogą być przywoływane na forum. Dotyczy to m.in. promowania rekrutacji do sesji, ogłaszania wyników sesji, relacji z wydarzeń, prezentowania ciekawych materiałów publikowanych przez użytkowników i innych treści związanych z działalnością Rolltelling. Nie jest to dla nas żadna nowa praktyka — robimy tak od dawna. Chcemy jednak, żeby każdy nowy użytkownik miał tego świadomość i wiedział, gdzie jego publikowane treści mogą się pojawić. Dlatego odpowiedni zapis dodajemy również w regulaminie, żeby zasady były po prostu jasne dla wszystkich.
  • Zakrwawiony pergamin

    Komentarze
    9
    0 Głosy
    9 Posty
    181 Wyświetlenia
    ZellZ
    Dzięki wielkie za cierpliwość. Chcę dobry post ogarnąć dla ciebie.
  • Wakacyjne Targi Fantastyki - Gdańsk 2026

    Relacje
    1
    21
    2 Głosy
    1 Posty
    71 Wyświetlenia
    DeklineD
    [image: 1786296700179-28466a92-63ba-4afc-bc4b-8cd14a21eb3f-image.jpeg] Tym razem zawitaliśmy na targach. Z uwagi na formę nie będzie relacji z prelekcji, gdyż takich nie było. Wydarzenie skupione było w dużej mierze na kulturze mangi i anime, niemniej jednak nie brakowało stanowisk około RPG, gier wideo oraz stanowisk książkowych (wybitnie dużo moim zdaniem). Galeria zdjęć z tego artykułu Targi to w dużej mierze stanowiska handlowe Zajęły one większość miejsca. Poza tym: strefa gier wideo mała scena miejsce na relaks jadłodajnie wewnętrzną oraz zewnętrzną (food tracki) [image: 1786296481727-d44e1db2-3965-4cf4-80b5-2eab4fec74e9-image.jpeg] [image: 1786296498647-4f5e5d3d-cbbb-470c-9cc7-2fbdd72fdaff-image.jpeg] [image: 1786296506036-3a9fdee5-ba23-4963-b769-1820d9bdaaa9-image.jpeg] Wybrane stoiska, które przykuły moją uwagę. Wydawnictwo Hm... oraz Nie powiem [image: 1786296948979-4cf6668b-09ca-4c9a-a25f-b71d12240249-image.jpeg] Pracownia Vide handmade [image: 1786296975229-6b270c9c-d43a-4edf-8b12-4cf65bc2c910-image.jpeg] Pracownia Hypnotyzed workshop [image: 1786297015442-105b8fcc-b759-4760-acc5-573bbaa5964b-image.jpeg] Sklep RGFK [image: 1786297112098-12a27c48-61f3-4dc4-bda9-f09ce2fc16c8-image.jpeg] [image: 1786297120665-707f28e2-534d-496a-9573-0943993a8449-image.jpeg] Postapo Kram [image: 1786297144468-8baee421-c85b-414b-8577-65418fe7a6c6-image.jpeg] Stoisko autorskie Mateusza R.M Rogalskiego [image: 1786297197464-47d53b34-8ebb-4475-950a-9834f1c6e1df-image.jpeg] Stoisko Mama Quilla Art [image: 1786297251914-5e3bd824-31c2-47c3-8e87-f0ad0e011283-image.jpeg] Stoisko Sinister Project [image: 1786297307149-a8ae34dc-c068-46c1-8cf0-7e539bbd5b3a-image.jpeg] Stoisko autorskie Pawła Zbroszczyka [image: 1786297337702-8eca18d3-ac4a-4c97-a265-5e225e7ed83b-image.jpeg] Cosplay ( tu wstaw liczbę mnogą) Było wiele, lecz większość nie w naszym klimacie. Niemniej jednak poniżsi Panowie zasługują na wyróżnienie. "Podjedż bliżej tym czołgiem, aby mógł kosić ich mą szablą!" [image: 1786297419037-da2fab14-84ec-4cf7-846c-4fb6d0237cb1-image.jpeg] *Ona tam jest, a jeśli nie wierzysz to jesteś dezerterem. "Oj tam oj tam, szata nie zdobi człowieka, ważne że nie jesteś zielonoskórym." [image: 1786297427738-f0455e58-9347-41aa-bbe6-363dc45ac895-image.jpeg] [image: 1786297433233-5eea63c6-9987-4f50-841f-a54444633236-image.jpeg] [image: 1786297440751-a103606f-4248-4043-866a-b45d9bfa48c0-image.jpeg] * Ta łopatka piechoty identyfikuje się jako ząbkowana z jednej strony. Bonus Strefa relaksu o 10:00 rano: [image: 1786297942797-8339c6e4-94e6-4411-a66e-1da975b50feb-image.jpeg] Strefa relaksu chwilę później: [image: 1786297963605-97876bac-3dd4-4ca2-992d-d1c9b8bb59f4-image.jpeg] Ah te targi to są męczące.
  • Dominion of Darkness - mój symulator Mrocznego Władcy/Władczyni

    Hydepark
    7
    3 Głosy
    7 Posty
    176 Wyświetlenia
    Marek ZegarekM
    Odrobina autoreklamy: Masz może bloga lub kanał Youtube na temat RPG? Ja też! https://adeptusrpg.wordpress.com/ https://www.youtube.com/channel/UCDjiV321dZZ6ZOSge9Y_N4A Możemy się wspomóc nawzajem - zasubskrybować, skomentować, polajkować... Możemy też zaprosić swoich przyjaciół do tego samego. Publikujesz coś na itch.io lub rpg-trader.com? Oceń/zarekomenduj i ściągnij coś mojego: https://adeptus7.itch.io/lovecraftian-inspirations-from-real-life-and-beliefs https://adeptus7.itch.io/twisted-gods https://rpg-trader.com/products/6921/twisted-gods-dark-fantasy-horror-concepts-for-an-inspiration https://rpg-trader.com/products/6922/lovecraftian-inspirations-from-the-real-life-science-history-and-culture A zrobię to samo dla Ciebie! Jestem też obecny i aktywny na wielu social portalach (np. X, Instagram, Mastodon, Bluesky, Oddsrabbit) oraz wielu tradycyjnych forach, polsko-, anglo- i innojęzycznych, więc tam również mogę Cię wesprzeć (jeśli szukasz miejsc do opublikowania swoich treści, mogę coś polecić).
  • Gry PC i Inne - Przeceny, darmoszki

    Hydepark
    15
    0 Głosy
    15 Posty
    471 Wyświetlenia
    KrakovK
    Gratis, czyli uczciwie: do 9.08 - Moonlighter - Steam do 9.08 - Breathedge - Steam do 13.08 - We Were Here Together - Epic Games Store
  • The Walking Dead – Zielona Wyspa

    Rozgrywka
    6
    4 Głosy
    6 Posty
    168 Wyświetlenia
    MarikaM
    Słowa śliskiego Troya Parkera, pełne wzniosłych frazesów o utraconym człowieczeństwie, unosiły się nad polaną niczym dym z dogasającego ogniska, by równie szybko rozwiać się na luizjańskim wietrze. Karen Holloway praktycznie go nie słuchała. Siedziała na dachu starego kampera, wygodnie zapadnięta w brezentowe, składane krzesełko turystyczne, trzeszczące cicho przy każdym jej ruchu. Pogrążonym w żałobie obozowiczom mogła przypominać łypiącą spode łba, zrzędliwą, grubokościstą ciotkę z prowincji. Jej szczotkowate, siwiejące włosy targał wiatr, zaklejone okulary o grubych szkłach odbijały leniwe promienie zachodzącego słońca, a zmechacony, rozpinany sweter o staromodnym fasonie pamiętał znacznie lepsze czasy. Biła od niej nieporadna staroświeckość. Jedynie klasyczny karabin z zamkiem dźwigniowym i celownikiem optycznym, spoczywający pewnie na jej udach, brutalnie burzył to wyobrażenie. Zignorowała rwący ból kolan i pulsowanie w śródstopiu, jednocześnie odcinając się od dramatu rozgrywającego się poniżej. Jej kciuk odruchowo spoczywał tuż przy kurku. Przez butelkowe soczewki z chłodnym profesjonalizmem lustrowała ścianę sosnowego lasu. Kiedy uniosła broń i spojrzała przez lunetę biegową, w jej ruchach nie było nawet śladu starczej ociężałości. Cechowała je wyłącznie płynna, wyćwiczona ekonomia. Powiększenie ustawione na najniższą wartość pozwalało kontrolować szerokie pole widzenia. Karen była gotowa w ułamku sekundy wychwycić każdy nienaturalny kształt kryjący się w leśnej gęstwinie. Z dołu dobiegł płacz małej Ruth — tej samej, za którą Lily oddała życie. Karen drgnęła. Jej szczęka zacisnęła się mocno, a knykcie pobielały na kolbie karabinu. Przez ułamek sekundy przed oczami przemknęła jej twarz innej dziewczynki i tamten obóz na bagnach, który opuściła zaledwie na kilka feralnych godzin... Nigdy więcej. Modlitwy, łzy ani poczucie obowiązku nie powstrzymają szwendaczy. Tym bardziej ludzi znacznie od nich gorszych. Potrafi to zrobić tylko precyzyjny strzał. Nie zamierzała schodzić na dół ani udawać, że wierzy w rzewne słowa o Bogu mającym Lily w swojej opiece. Od dawna jej jedyną religią były żelazne procedury, czysta balistyka i właściwie zabezpieczony perymetr. Dlatego musiała pozostać na posterunku. Kiedy Troy kończył przemowę, wiatr nagle przybrał na sile. Ciśnienie spadło, potęgując duszność, o której wcześniej wspominała Hannah. Karen zmrużyła oczy. Nadciągający huragan mógł okazać się niezwykle uciążliwy, lecz w jej umyśle stanowił zaledwie kolejną zmienną na niekończącym się polu walki, z którą należało sobie po prostu poradzić. Powoli przesunęła lunetę wzdłuż pni drzew, po raz kolejny upewniając się, że strefa pozostaje czysta. Będzie tkwić na tym dachu w milczeniu, niczym czujny pies pasterski, z góry szczerzący kły na ciemność. Dopóki trzymała palec blisko spustu, jej kruche stado miało szansę doczekać kolejnego poranka.
  • Gry, które wciągnęły was bez reszty

    Hydepark
    17
    4 Głosy
    17 Posty
    379 Wyświetlenia
    SznycloveS
    To może ja też podzielę się grami, które w jakiś sposób mnie fabularnie wciągnęły, przeorały psychicznie, zaciekawiły bądź po prostu wbiły się pozytywnie w pamięć i zostały w moich wspomnieniach na dłużej. Life is Strange - klimat tumblra z lat 2010s oraz pacific northwest wylewa się tam potężnie. Dodatkowo dla mnie jako osoby, która lubuje się w muzycznych klimatach indie, oprawa muzyczna tej gry była dla mnie niespodziewanym prezentem (Jose Gonzales, Syd Matters, Angus & Julia Stone, Alt J, Foals... no i później moja ulubiona Daughter z całym ost do serii Before the Storm). Fabularnie... jest w porządku. Jeden z ciekawszych plot twistów, postaci są całkiem interesujące, dużo storytellingu dzieje się w tle i w przedmiotach interaktwnych. Ogrywam teraz ponownie i ta gra to dla mnie trochę sentymentalny wehikuł czasu. Mafia: The City of Lost Heaven - stara gra z 2002 roku, do której regularnie wracam z dużym sentymentem (dla wybrednych, można odpalić wersję Remake z 2020, jest milsza dla oka i gameplayu). Fabuła opowiada historię taksówkarza Tommy'ego Angelo, który pod wpływem nieszczęśliwego zbiegu wydarzeń staje się członkiem jednej z mafijnej rodziny. Jak się z czasem okazuje, zasady panujące w rodzinie bywają dość okrutne, o czym się przekonujemy w kolejnych misjach. Oprawa muzyczna jest przepiękna, fabuła bardzo filmowa i szczerze - widziałbym ją na wielkim ekranie, gdyby ktoś się za to porządnie wziął. Polecam zagrać chociaż raz, również w dwójkę - serie są pewnym stopniu powiązane. Odradzam jednak Mafię 3, zawiodłem się na niej całkowicie. Baldurs Gate 3 - nie wiem nawet czy jest sens się więcej rozpisywać niż to, co mówiliście wyżej. Wolność opcji dialogowych i decyzji, charyzmatyczni towarzysze z bardzo dobrymi aktorami głosowymi, można przechodzić w co-op, wiele różnych zakończeń. Perełka dzisiejszych czasów, drzazga w oku chciwych korposów - oby więcej podobnie dopracowanych gier z sercem twórców, oby mniej chciwego developmentu nastawionego wyłącznie na zysk z półproduktów nazywanych "pełnymi grami". Divinity Original Sin 2 - w jedynkę nie grałem, dwójka oczywiście polecana. Wciągająca fabuła, mechaniki walki trzeba się nieco nauczyć (i czytać ataki, bo w grze istnieją dwa typy pancerza), ale jest bardzo wynagradzająca. Pamiętam jak z kolegą graliśmy w co-opie i wykorzystywaliśmy feature z umieraniem i wskrzeszaniem, dzięki czemu udało nam się utrzymać bossa w permanentnym zamrożeniu. Polecam serdecznie. Clair Obscur: Expedition 33 - jak pierwszy raz zobaczyłem tę grę na trailerach i gameplayach - wiedziałem że chcę w nią zagrać. Bardzo podobał mi się styl graficzny i połączenie turowych mechanik znanych z jrpg z aktywnym unikaniem/parowaniem. A potem... potem się okazało że to jeszcze ma potężną fabułę, ciekawych towarzyszy/NPC i niesamowitą muzykę. Muzyka dla mnie jest bardzo ważnym elementem gier i tutaj jestem zwyczajnie pełen podziwu nad kompozytorem Lorien Testard. To ile złączył w tej grze różnych muzycznych stylów... wow. Jako gracz kompletnie nie spodziewasz się, jaki banger zaraz wleci - zaskakuje za każdym razem (Monocco theme to był dla mnie chyba największy szok). Persona 5 Royal - zagrałem tylko w tę wersję więc o niej się wypowiem, ale część opinii będzie się aplikowała do pozostałych odsłon (głównie warstwa muzyczna). W necie śmieją się że Persony to tak naprawdę przede wszystkim albumy muzyczne i przy okazji bardzo dobre gry, z czym mogę się zgodzić. Muzyka w Personie to jej jeden z najmocniejszych elementów, tematy muzyczne zapadają w pamięć i zostają na długo. W trakcie grania ich pojawianie się również zaskakuje i (przynajmniej u mnie), maluje wielki uśmiech na twarzy. Nie grałem w choćby Persona 3 Reload czy Persona 4 Golden, ale znam chyba wszystkie utwory, bo są tak dobre. Wracając do 5... Wcielamy się w rolę ucznia japońskiego liceum z pewną skomplikowaną przeszłością, stopniowo poznajemy swoją grupę przyjaciół i cóż... żyjemy sobie jak zwykły nastolatek. Jest jednak druga część rozgrywki charakterystyczna dla serii, gdzie toczy się cała jrpgowa i w dużej mierze fabularna zabawa. Jesteśmy częścią grupy Phantom Thieves of Hearts, samozwańczą grupą nastolatków, incognito walczącą z niesprawiedliwością systemu i świata. Wolna wola i bunt przeciwko niesprawiedliwości to główne motywy tej serii. Nie chcę więcej opowiadać, karty są tu odkrywane stopniowo i zgrabnie spinają się w całość. Seria jest pełna energii, mechanicznie co chwile wprowadza jakieś nowe rozwiązania. Bawiłem się świetnie i pogram w inne części jak znajdę czas! Disco Elysium - och... ta gra mnie psychicznie przeorała. Jest jednocześnie nostalgicznie magiczna oraz obrzydliwie brudna. Nigdy w coś takiego nie grałem i szczerze mówiąc, to jest jedna z tych pozycji, które zostawiły mnie z poczuciem, że nigdy nie dostanę podobnej gry - takie to było unikalne doświadczenie. Bardzo dużo czytania, wymagany jest jakiś wyższy poziom angielskiego żeby czerpać z tej gry w pełni (albo używac regularnie słownika). Można też grać oczywiście po Polsku, ale ja jestem przeciwnikiem polskich wersji językowych do narracyjnie wymagających, zagranicznych gier, bo nie wierzę że przekład będzie dostatecznie dobry. Wracając do samej gry - poznawanie świata oczami detektywa-alkoholika z amnezją jest ciekawe o tyle, że zarówno postać jak i ja (gracz) nie wiemy o co chodzi. Odkrywamy wszystko razem z naszym bohaterem i możemy poczuć jego dezorientacje. Fenomenalne dialogi i postaci, mówiące do nas części naszej psychiki czy ciała i regularnie wchodzące w konflikty między sobą, próbując nam na różny sposób przedstawić jak odbieramy świat. Niesamowity był dla mnie koncept gabinetu myśli, gdzie możemy zinternalizować nowe myśli rzucone nam przez świat, poświęcając trochę czasu i otrzymując z tego tytułu jakieś benefity, kary, albo nic nie otrzymując (bo w końcu nie nad wszystkim trzeba się rozwodzić i nie wszystko trzeba przemyśleć). Gra z początku wydaje się brudna, może odrzucać, możemy czuć niechęć do bohatera i tego świata, ale taka jest rzeczywistość w Revachol. Jak przebrniemy przez początek, potem jest już o wiele przyjemniej, nie tak odrzucająco. No i z pozytywnych kwestii, można powiedzieć że to historia o nadziei, porzuceniu starego bólu i odnalezieniu nowej drogi. Oczywiście jeśli się na to naszemu oficerowi pozwoli. The Walking Dead - uwielbiam serie, przeczytałem komiksy i obejrzałem serial do samego końca (nie wszystkie serie poboczne oglądałem). Mam nostalgię do tej gry, głównie związane z kwestiami kiedy gra wychodziła w formie epizodów i całej otoczki czekania i budowania jakichś teorii. Pierwszy "sezon" ikoniczny i warto ograć, potem jest już różnie i moim zdaniem warto tylko, jeśli bardzo kogoś interesuje domknięcie historii niektórych bohaterów. Z czasem dosięgnęła mnie iluzja wyborów w grach Telltale i czar prysnął, niemniej polecam ograć chociaż ten pierwszy sezon. The Wolf Among Us - inna gra z wyborami od Telltale, moim zdaniem najlepsza jaką zrobili. Gra zdaje się czerpie z serii komiksów Fables, gdzie postaci ze znanych nam baśni i bajek przeniosły się do naszego świata i żyją wśród ludzi. Wcielamy się w rolę detektyka, Wielkiego Złego Wilka i zostajemy wrzuceni w rozwiązanie śledztwa morderstw. Zapowiedziany jest remake więc można poczekać aż wyjdzie. Klasycznie, istnieje iluzja wyborów znana nam z Telltale, ale postaci i gra jest bardzo klimatyczna. Dispatch - gierka to po prostu interaktywny serial z elementami dyspozytorni superbohaterów. Sama dyspozytornia spokojnie mogłaby być osobną grą i bardzo bym w taką zagrał. To co mnie urzekło w tej grze to muzyka, animacje, świetne postaci i bardzo naturalne, bystre dialogi. Fabuła jest po prostu dobra, choć z czasem widać pewne bolączki, gdzie decyzje nie mają sensu i otoczenie reaguje nieadekwatnie do tego, co się dzieje. Dla samych dialogów między postaciami, relacjami między nimi, muzyki, humoru i elementów dyspozytorni - naprawdę warto. Gra jest krótka, zajmie jakieś 10h, ale co się uśmiałem to moje. Polecam grać po angielsku, bo można zgubić żarty w tłumaczeniu. Pewnie byłoby coś więcej bo ograłem też inne gry, ale zakładam że Skyrim czy Morrowind jest tak powszechnie znane, że nie ma co się nad tym rozwodzić
  • Pechowa siódemka

    Sondy
    18
    5 Głosy
    18 Posty
    408 Wyświetlenia
    MarikaM
    Pisałam o niektórych walkach, raczej nie miałam na myśli sporzątania trash mobów (sama rozgrywałam takowe starcia narracyjnie prowadząc Adventure Paths do PF1e). Za to gdyby wszystkie miały być narracyjne, to mechanika PF2e byłaby tu praktycznie zbędna. Bo to combat system dedykowany do taktycznych starć na mapkach. Statek może być w dowolnym miejscu, a gatunek s-f od low do hard. Aczkolwiek osobiście wolę jak najmniej pseudonaukowego technobabble w opisach technologii. Problem jest taki, że generyczna mechanika high heroic fantasy 5e nie do końca wpasowuje się w klimat kampanii. I w sumie, to nie tylko tej. Straszenie surową pogodą i brakiem zasobów postaci, które mogą sobie codziennie wyczarowywać ogniska, pełnowartościowe pożywienie, a później nawet ciepłe mieszkanko, po prostu jest skazane odgórnie na porażkę.
  • Nowości z branżowych rynków

    Dyskusje RPG
    10
    0 Głosy
    10 Posty
    143 Wyświetlenia
    KetharianK
    [image: IMG-2086.jpg] A zatem jednak w tym roku i już niedługo. Czuję grzeszną ekscytację…
  • Ścieżki Przeklętych

    Materiały
    2
    0 Głosy
    2 Posty
    65 Wyświetlenia
    KetharianK
    [image: IMG-2078.jpg] Wulf Rapecke, łowca z Talabeclandu, z osady Wiedebach położonej opodal Talabheimu. Łowca i tropiciel, związał się z biegiem czasu z miejscowym kultem Taala i rozpoczął pobieranie nauk teologicznych, ale jego nowicjat przerwała Burza Chaosu. Wstąpił do armii jako ochotnik wraz z grupą innych myśliwych z Wiedebachu, lecz spóźnił się z udziałem w boju, a po demobilizacji znalazł się znienacka jako wolny człowiek na zupełnie mu obcych ziemiach Middenheimu. Cechy główne i drugorzędne WW 34, US 56, K 31, Odp 38, Zr 39, Int 37, SW 30, Ogł 26. A 1, Żyw 13, S 3, Wyt 3, Szyb 4, PO 0, PP 3. Umiejętności: leczenie, plotkowanie, pływanie, przeszukiwanie, sekretne znaki łowców, skradanie się, spostrzegawczość, sztuka przetrwania +10, tropienie, ukrywanie się, wiedza (Imperium), wiedza (teologia), znajomość języka (staroświatowy). Zdolności: błyskawiczne przeładowanie, broń specjalna (długi łuk), krzepki, oburęczność, strzelec wyborowy, szybki refleks, urodzony wojownik. Ekwipunek: ubranie podróżne, łuk długi i strzały, topór myśliwski i nóż, amulet Taala, plecak z kocem i kuchennymi utensyliami, siedem złotych koron na późniejsze wydatki.
  • Wiedza w twórczej służbie MG

    Dyskusje RPG
    1
    3 Głosy
    1 Posty
    55 Wyświetlenia
    KynikosK
    Niejako zainspirowany sąsiednimi tytułami, obecną dobą GenAI i prokrastynacją innych rzeczy, pomyślałem sobie że skoro omawiamy narzędzia wspomagające twórczość MG, to może warto przypomnieć o jednym z najbardziej niedocenianych: świadomym poszerzaniu własnej wiedzy. Temat powstaje na sporym spontanie i na przestrzeni kilku dni, ale postaram się trzymać względnie jednolitego formatu i luźnego podziału na kategorie. Pozycje, które tutaj się pojawią będą zwyczajnie rzeczami, które jako pierwsze przychodzą mi na myśl – czyli subiektywnie je lubię, doceniam albo uważam za interesujące. Czy będę wracać i uzupełniać temat o kolejne, tego nie wiem. Acz prokrastynować lubię, więc niewykluczone. Lista będzie pozbawiona polskich przykładów, bo wychodzę z założenia, że są nam one raczej lepiej lub gorzej znane. Zdaję sobie jednak sprawę, że choćby wędrówka Armii Andersa doskonale pasowałaby do sekcji "Historia jest nierealistyczna!". Jak najbardziej mam też nadzieję, że współforumowicze równie chętnie zajrzą do tego tematu i dołożą coś od siebie, jak w przypadku sąsiadujących wątków o GenAI. Pozwolę sobie jedynie poprosić, żeby ewentualne polecajki (zwłaszcza historyczne) były zweryfikowane i nie powielały popkulturowych mitów, przekłamań ani naciągnięć. Albo ja sam je zweryfikuję (możecie czuć się ostrzeżeni). Audio/wideo Kurzgesagt – In a Nutshell. "Krótko powiedziane" o... w zasadzie wielu przeróżnych rzeczach. Popularny kanał poruszający szeroki zakres tematów, głównie dotyczących nauki i świata, przedstawiający je w optymistyczno-nihilistycznym tonie i z przeuroczą animacją, nawet gdy tematyka danego filmu może wzbudzić kryzys egzystencjalny u odbiorcy. Dodatkowo do każdego filmu dołączają w opisie odnośnik do listy użytych źródeł i literatury uzupełniającej. Overly Sarcastic Productions. Kanał w większości poświęcony klasycznej (acz nie tylko) literaturze oraz historii, który informacje serwuje sarkastycznie, acz nie mniej rzeczowo. Filmiki nie tylko poważne, ale też i humorystyczne, jak np. "Top 5 Kopuł" (tak, serio ). Dla tych, którzy lubią pisarski aspekt RPG, polecam ich serię Tropes Talk gdzie rozkładają rzeczone motywy, komunały, stereotypy, gatunki i klisze w swoim charakterystycznym stylu. Podobnie jak Kurzgesagt, przy materiałach historycznych zapewniają listę źródeł i dalszej literatury . Oversimplified. Kanał, który w humorystyczny (często memiczny) i celowo uproszczony sposób przybliża głównie historyczne konflikty. Niewiele więcej tutaj mogę powiedzieć, bo ma raptem nieco ponad 30 filmików. Niemniej przyjemnie się ogląda. Invicta. Kanał, który oferuje format dokumentalny wgryzający się głównie w historyczne konflikty zbrojne, zapewniając ich naprawdę wyczerpujące i szczegółowe omówienie. Od siebie polecam zwłaszcza serię True Size of Warfare, traktującą nie tylko o rzeczywistej skali i liczebności armii różnych epok, ale też o ich logistyce i strukturach. Dla fanów Pieśni Lodu i Ognia lub osób, które chciałyby kiedyś “realistycznie” rozegrać walkę ze smokiem, jest też krótka seria Dragon Warfare, poważnie podchodząca do tego, jak te latające gady plujące ogniem byłyby używane jako broń masowego rażenia. Na kanale można też znaleźć ulepszone plany działań z ostatniego sezonu GoT (Bitwy o Winterfell i oblężenia Królewskiej Przystani) pokazujące, jak źle przedstawione są tam bitwy i jak słabo napisana jest cała wojna (jak w wielu zresztą mediach). I, co ważne, tutaj również zapewniona jest lista użytych źródeł. [Zdaję sobie sprawę, że powyższe kanały oferują materiały tylko w języku angielskim, który może okazać się dla niektórych przeszkodą, ale nie znam żadnego rodzimego, który mógłbym z czystym sumieniem polecić. Co najwyżej wskazać audycję Radia Katowice "O czym milczy historia?", współtworzoną przez Urszulę Pawlik, która wydaje mi się być całkiem rzetelne, ale jako że przesłuchałem może ze dwa odcinki, to bardzo mocny nacisk na "wydaje mi się”.] Literatura Kleopatra. Biografia, Stacy Schiff. Kleopatry nie trzeba nikomu chyba przedstawiać, nawet jeśli zna się tylko jej pop-historyczną karykaturę. Tutaj książka opowiada historię jej życia, kwestionując nieprzychylne jej rzymskie źródła, rozprawiając się z mitami i stereotypami na jej temat, oraz przedstawiając ją jako rzeczywistą władczynię bogatego królestwa, wykształconą kobietę i cwaną polityczkę, rozumiejącą wartość propagandy oraz wizerunku (nie bez przyczyny przedstawiała siebie jako Izydę). Na potrzeby szeroko pojętego RPG może zainspirować do analizy, jak historyczne (ale nie tylko) narracje traktują kobiety, jak daleko wypaczane są ich wizerunki, jak prędko sprowadza się je do uwodzicielek i jak podwójny standard traktuje te same działania, gdzie męska stanowczość to kobiece wyrachowanie. Do tego oczywiście jako inspiracja na postać władczyni, która panuje w wielokulturowym i wielowyznaniowym państwie, ale stulecia później pamięta się ją tylko jako seksowną uwodzicielkę (nawet jeśli jej drzewo genealogiczne bardziej przypomina wieniec). Najwspanialsze miasta w dziejach świata, redagowane przez Johna Juliusa Norwicha. Ciekawa i lekka lektura, przegląd historycznych miast na przestrzeni dziejów: od owianego legendą Uruk po współczesne metropolie takie jak Szanghaj. Nie są to żadne szczegółowe omówienia ani przedstawienia ich pełnej historii, ale każdej pozycji poświęcono po kilka stron, które przybliżają dane miasto i streszczają jego znaczenie w określonym przedziale czasowym. Traktowałbym ją bardziej jako zbiór interesujących miast, który swoim treściwym przeglądem może zainspirować do zgłębienia któregoś z nich. Jest też sporo ładnych ilustracji. Na potrzeby RPG: jak miasta ewoluują, dlaczego zyskują znaczenie i w jaki sposób zapisują się w historii. Medyceusze. Mecenasi sztuki, tyrani, kochankowie, Paul Strathern. Książka, której nie mógłbym nie polecić, jako że traktuje o moim ulubionym okresie historycznym, miejscu i rodzie. Poświęcona tytułowym Medyceuszom, omawia ich historię od skromnych początków, przez zenit ich potęgi, kończąc na śmierci Anny Marii Luizy, wraz z którą wygasła główna linia rodu. Koncentruje się głównie na samej dynastii, renesansie który sfinansowali (tak, wiem że to uproszczenie) oraz Florencji, ale poświęca też sporo tekstu szerszej polityce włoskiej, artystom którym patronowali, dwóm najważniejszym z medycejskich papieży i Katarzynie, królowej Francji. Potencjał RPG: ogromny. M.in. jak skromne początki mogą prowadzić do potęgi; szeroko pojęta polityka, oligarchia i intrygi rejonów rozdrobnionych na wiele bytów politycznych (z potężnymi sąsiadami); propaganda i budowa wizerunku; systemowe przywileje; erozja republikanizmu i konsolidacja władzy; czy jak prędko pech, beztroskie wychowanie, brak kompetencji i bezdzietność mogą doprowadzić dynastię do upadku. Postaci historyczne [Tutaj pozwolę sobie na krótkie, ważne przedsłowie – z racji na luźny ton tej listy, w poniższej sekcji (jak i następnej) pojawią się uproszczenia i skróty myślowe. Proszę więc nie traktować tego jak rzetelnych historycznych faktów.] Aleksander Wielki. Kategoria historyczna nie mogłaby się obyć bez Macedończyka. Zamiast jednak skupiać się na samych podbojach, sięgnę po mniej ograne elementy jego życia i panowania, które obfitują w potencjalne inspiracje. Aleksander odziedziczył po Filipie II świetnie zorganizowaną armię i solidne fundamenty państwa, a dzięki gruntownemu wykształceniu (jego nauczycielem był m.in. Arystoteles) startował z pozycji wyjątkowo uprzywilejowanej. Jego wielkość polegała jednak na tym, jak te przewagi wykorzystywał. Najciekawsze są dla mnie nie tyle same bitwy, ile sposób prowadzenia całych kampanii: błyskawiczne przemieszczanie wojsk, gwałtowne uderzenia obliczone na sparaliżowanie przeciwnika, działania psychologiczne oraz zdolność szybkiej adaptacji planów do sytuacji. Jako władca kierował się przede wszystkim politycznym pragmatyzmem. Podbój Persji przedstawiał jako odwet za dawne najazdy, lecz jednocześnie próbował przejąć i przekształcić istniejące struktury imperium, zamiast po prostu je zniszczyć. Świadczyły o tym między innymi masowe zaślubiny w Suzie, włączanie Persów w struktury armii czy przejmowanie elementów perskiego ceremoniału dworskiego. Można widzieć w tym próbę stworzenia wieloetnicznego imperium, ale również zwykłą realpolitik i budowanie własnej legitymizacji jako następcy Achemenidów. Poza tym Aleksander zdawał się doskonale rozumieć wartość propagandy i świadomego budowania własnego mitu. Z czasem wokół jego pochodzenia zaczęła narastać narracja o boskim synostwie, której nie tylko nie tłumił, lecz coraz chętniej używał do wzmacniania własnego wizerunku (zwłaszcza po wizycie u wyroczni w Siwie). Podobną rolę odgrywał epizod z węzłem gordyjskim. Gdy we Frygii usłyszał przepowiednię, wedle której ten, kto rozwiąże węzeł zapanuje nad Azją, postanowił się z nim zmierzyć. Według najbardziej znanej wersji zwyczajnie przeciął go mieczem; według innej wyjął po prostu dyszel (no ale miecz jest znacznie bardziej dramatyczny :p). Wraz z Hefajstionem z kolei świadomie wpisywali również własną relację w mit Achillesa i Patroklesa. Podczas wizyty w Troi Aleksander oddał hołd Achillesowi, a Hefajstion Patroklesowi, publicznie ustanawiając bardzo czytelną analogię między obiema parami wojowników. Tutaj zręcznie przejdę do relacji Aleksandra z Hefajstionem, której dokładnego charakteru nie sposób dziś rozstrzygnąć. Dla mnie wymowne jest jednak, że o najbliższym Towarzyszu jako człowieku wiemy zaskakująco mało, a najwięcej o ogromie rozpaczy, w jaką jego śmierć wpędziła Macedończyka. Egzekucja lekarza była tylko początkiem, sam Aleksander przez trzy dni odmawiał jedzenia, zaniedbał się i zarządził publiczną żałobę oraz zorganizował mu absurdalnie kosztowny pogrzeb (który dzisiaj kosztowałby miliardy). O ile przekazy różnią się co do szczegółów, co zaznaczał Arrian, to jednak skala żałoby i towarzyszących jej gestów była skrajna nawet wg ówczesnych standardów. Aleksander ścina własne włosy (jak Achilles po śmierci Patroklesa); zabrania muzyki; zarządza ścięcie końskich grzyw i ogonów oraz wygaszenie świętych perskich ogni, co tradycyjnie czyniono tylko po śmierci króla; wysyła posłańców do wyroczni w Siwie z pytaniem czy Hefajstion może być czczony jako bóg (która odpowiada że nie, ale jako heros już jak najbardziej); rozpoczyna kampanię przeciw Kossejczykom; buduje monumentalny stos pogrzebowy zdobiony złotem i nadal planuje dalsze gesty ku pamięci Hefajstiona aż do momentu swojej śmierci (świątynie, uroczystości, itp.). Nota bene, sam umiera niespełna rok później w Babilonie. Więc “bliscy przyjaciele” to dla mnie osobiście dosyć zabawna interpretacja ich więzi. ;P Cała wielkość Aleksandra nie zmienia jednak faktu, że jego podboje oznaczały również masakry, sprzedaż ludności w niewolę i brutalne represje wobec stawiających opór miast, czego najbardziej znanymi przykładami są Teby i Tyr. Popularna legenda znacznie chętniej pamięta o militarnym geniuszu niż o cenie, jaką płacili podbici. Tutaj pozwolę sobie na mini-rant i wspomnę o stronniczości źródeł. Większość zachowanych narracji patrzy na konflikt z grecko-macedońskiej, a później grecko-rzymskiej perspektywy, przez co obraz Persów bywa mocno zniekształcony. Popkultura ma irytujący zwyczaj przedstawiania Dariusza jako tchórza tylko dlatego, że opuszczał pole bitwy, zupełnie ignorując fakt, że przetrwał perskie intrygi dworskie, objął władzę nad ogromnym imperium, manewrem pod Issos zaskoczył Aleksandra, a pod Gaugamelą wyciągnął nauczkę z poprzedniej porażki i przygotował pole bitwy tak, by wykorzystać własne atuty. Gdyby Macedończyk nie wygrał, o Dariuszu mówilibyśmy dziś zupełnie inaczej. (Poza tym Persja pod wieloma względami przewyższała ówczesne państwa greckie, ale to już zupełnie inna historyczna puszka Pandory.) Potencjał RPG: przeogromny. Po prostu poczytajcie o Aleksandrze poza samymi podbojami. Świadoma autokreacja, propaganda, wieloetniczne imperium, polityczne małżeństwa, konflikty z własnymi ludźmi, obsesyjna żałoba i coraz śmielsze budowanie własnej boskości. Materiału pod korek i więcej. [Niestety poległem w starciu z Macedończykiem i mój format jednego akapitu na każdą pozycję zmienił się w półtorej strony poświęconej wyłącznie jemu. Wińcie jego, nie mnie; nie da się go zredukować do pojedynczego punktu na liście.] Teodora bizantyjska. Równie dobrze mogła znaleźć się w następnej kategorii, ale narracyjnie lepiej figuruje po Aleksandrze. Święta Kościoła prawosławnego oraz Kościołów orientalnych, a przy tym niesprawiedliwie znana głównie jako “żona Justyniana I”. Córka tresera niedźwiedzi w hipodromie w Konstantynopolu, później aktorka sceny teatralnej. Najpewniej utrzymanka bizantyjskich bogaczy, która odwiedziła Cyrenajkę i Aleksandrię, gdzie nawiązała kontakty z monofizytami, a po powrocie do Konstantynopola poznała Justyniana. Miłość przyszłego cesarza skłoniła go do przekonania Justyna do zmiany prawa, by mógł ją poślubić, a gdy odziedziczył tron, praktycznie zrównał ją ze sobą w ceremoniale dworskim (arystokraci musieli np. całować jej stopy). Sama Teodora współrządziła Cesarstwem, nie tylko wspierając męża, lecz także prowadząc samodzielną politykę: wpływając na reformy prawa, zwalczając stręczycielstwo i przymusową prostytucję, rozszerzając ochronę prawną kobiet oraz działając na rzecz ochrony monofizytów i poprawy ich pozycji wobec wyznawców doktryny chalcedońskiej. Podczas powstania Nika odmówiła ucieczki z Konstantynopola i nawet Prokopiusz, który jej wprost nienawidził, przypisał jej słowa, że “purpura cesarska jest najwspanialszym całunem”. Z własnych środków wspierała też kobiety z nizin społecznych i założyła dla byłych prostytutek klasztor Metanoia. Obaliła jednego papieża i wyniosła w jego miejsce drugiego. Co najciekawsze, podczas epidemii dżumy i choroby Justyniana zastąpiła go u rządów, konsekwentnie kontynuując jego politykę odnowy cesarstwa na Zachodzie, mimo że wiązała się z prześladowaniami monofizytów (których sama chroniła). Potencjał RPG: kobieta u władzy, droga od zera do cesarskiego dworu, samodzielna polityka i realny wpływ na prawo wbrew społecznym ograniczeniom. Reformy poprawiające położenie kobiet, walka z przymusową prostytucją, ochrona prześladowanej mniejszości religijnej oraz napięcie między osobistymi przekonaniami a racją stanu. Wokeizm na stulecia przed narodzinami tego terminu. Do tego klasyczny motyw demonizacji wpływowej kobiety (jakże częsty w historii i fikcji). Alan Turing. Imię zapewne znane, kojarzone z pewnym testem i maszyną. Angielski matematyk, logik, kryptoanalityk i pionier informatyki; ateista i racjonalista. Przede wszystkim znany ze swojej pracy w Bletchley Park, gdzie podczas wojny odegrał kluczową rolę w łamaniu szyfrów Enigmy, rozwijając wcześniejsze osiągnięcia polskich kryptologów. Po wojnie opracował projekt ACE, jeden z pierwszych praktycznych projektów komputera z programem przechowywanym w pamięci. Matematyczny geniusz, który nie tylko przyczynił się do złamania Enigmy, ale również położył fundamenty pod rozwój informatyki i sztucznej inteligencji. Za zasługi wojenne otrzymał Order Imperium Brytyjskiego, więc nawet rząd docenił jego wkład w tzw. war effort. Po wojnie Wielka Brytania doceniła jego osiągnięcia jeszcze bardziej, wytaczając mu proces za homoseksualizm i skazując go na chemiczną kastrację. Pozbawiono go prawa do dalszej pracy dla wywiadu i traktowano jako zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, które niedawno sam pomagał ratować. Dwa lata później zmarł w wieku 41 lat, a jego śmierć uznano za samobójstwo. Rząd brytyjski oficjalnie przeprosił za jego traktowanie dopiero w 2009 roku, a pośmiertnego ułaskawienia udzielono mu w 2013 (sześć dekad za późno). Jakby tego było mało, film z Cumberbatchem przedstawił Turinga jako nieznośnego geniusza-dupka, czemu przeczą wspomnienia osób, które znały go osobiście. Był ekscentryczny, owszem, ale również przyjazny, uprzejmy, dowcipny i chętnie objaśniał innym swoje pomysły. Potencjał RPG: geniusz prowadzący tajną wojnę zza biurka; bohater, którego największe zasługi pozostają utajnione; państwo ceniące człowieka tylko tak długo, jak pozostaje użyteczny, a później niszczące go za jego tożsamość. Konflikt lojalności wobec kraju z wiedzą, że ten sam kraj uważa twoje istnienie za zbrodnię. Do tego wymazywanie zasług, państwowa hipokryzja oraz kontrast między rzeczywistym człowiekiem a utartym popkulturowym stereotypem geniusza-dupka. [Interesujące postaci historyczne mógłbym mnożyć bez końca, bo historia jest moją pasją, ale na razie ograniczę się do tej trójki.] “Historia jest nierealistyczna!” [Disclaimer z poprzedniej sekcji obowiązuje również tutaj.] Hypatia. Aleksandryjska uczona neoplatońska, męczennica nauki, łączona z konstruowaniem i udoskonalaniem astrolabiów oraz rodzaju areometru. Pracowała nad komentarzami i wydaniami traktatów naukowych, działała na polu matematyki, astronomii i filozofii. Utworzyła wokół siebie oddaną wspólnotę uczonych dążącą do wiedzy i zrozumienia natury rzeczywistości; wymagała od siebie i uczniów wysiłku oraz wyrzeczeń na rzecz nauki, a pomimo elitarnego charakteru własnego kręgu publicznie wykładała matematykę i astronomię. Odznaczała się otwartym spojrzeniem, ucząc ludzi różnych wyznań i pochodzenia, niezależnie od ich światopoglądów. W Aleksandrii uznawano ją za autorytet moralny i naukowy; ceniono ją za wiedzę, intelekt i samą osobowość. Hypatia pozostała poganką, lecz była niejako ikoną miasta i cieszyła się powszechnym szacunkiem. Za episkopatu Cyryla, uwikłanego w konflikt polityczny z prefektem Orestesem, przeciw Hypatii zaczęła jednak narastać nagonka. Przedstawiano ją jako osobę uniemożliwiającą pogodzenie obu mężczyzn, aż wreszcie chrześcijański tłum pod wodzą lektora Piotra porwał ją i brutalnie zamordował. Oczywiście przy okazji demonizowano ją (całkiem dosłownie), w późniejszych przekazach oskarżając o czary i konszachty z diabłem. #neverforget Potencjał RPG: nauka ponad podziałami, kobieta nauki, uczona jako moralny autorytet i ikona społeczeństwa. Wspólnota przekraczająca granice religijne oraz intelektualistka wciągnięta w konflikt między władzą świecką i kościelną. Nagonka zmieniająca szanowaną nauczycielkę w politycznie użytecznego wroga, przemoc ideologicznego tłumu i pośmiertna walka o jej pamięć. Jeanne de Clisson. Znana też jako Lwica z Bretanii, francusko-bretońska arystokratka. Po tym, jak Filip VI skazał jej męża na śmierć za zdradę stanu, uniknęła najpierw aresztu, poprzysięgła zemstę, spieniężyła dostępny majątek, zebrała niewielką armię i rozpoczęła kampanię przeciwko francuskim siłom w Bretanii. Później została piratką na czele Czarnej Floty (tak naprawdę zaledwie kilku uzbrojonych statków handlowych), rzekomo nazywając okręt flagowy Moją Zemstą i atakując okręty królewskie. Według legendy zawsze zostawiała przynajmniej jednego marynarza przy życiu, by ktoś mógł opowiadać o jej czynach. Potencjał RPG: woman in a male-dominated field. Poza tym zemsta jako pełnoprawna kampania, arystokratka porzucająca życie możnej pani na rzecz prywatnej wojny, budowanie własnej legendy jako broni psychologicznej oraz płynna granica między korsarstwem, piractwem i regularnym konfliktem. Erfurter Latrinensturz. Historycznie przyjęło się mówić o “katastrofie budowlanej” na to wydarzenie w Erfurcie, co jest uroczym eufemizmem, chociaż niebezpodstawnym. Hoftag zwołany przez Henryka VI w siedzibie erfurckiej kapituły został nagle przerwany zawaleniem się podłogi, przeciążonej liczbą zebranych i najpewniej przegniłej. Parter również się załamał, przez co ludzie spadali do… nazwijmy rzeczy po imieniu, szamba. Katastrofa zebrała spore żniwo; część zebranych możnych zwyczajnie utopiła się w wiadomo czym, a część zmarła w wyniku obrażeń odniesionych przez spadające elementy architektury. Potencjał RPG: absurdalny wypadek przerywający poważne spotkanie polityczne i w jednej chwili zmieniający układ sił. Oraz, rzecz jasna, szlachta dosłownie tonąca w szambie. Chevalier/Chevalière d’Éon. Francuski dyplomata, szpieg, żołnierz i szermierz, a przy okazji jedna z najbardziej zagadkowych postaci XVIII wieku. Jako agent tajnej siatki Ludwika XV prowadził działania wywiadowcze w Rosji i Anglii, walczył jako kapitan dragonów w wojnie siedmioletniej i uczestniczył w negocjacjach kończących konflikt. Po konflikcie z francuskim ambasadorem opublikował część tajnej korespondencji, zachowując jednak najbardziej kompromitujące dokumenty jako polisę przeciw własnemu rządowi. W Londynie pytanie czy d’Éon jest kobietą, czy mężczyzną, stało się nawet przedmiotem publicznych zakładów. W ramach ugody z francuską monarchią d’Éon została formalnie uznana za kobietę i zobowiązana do noszenia kobiecego stroju, a od końca 1777 roku aż do śmierci żyła jako Chevalière d’Éon (choć nadal chciała służyć w wojsku). Proponowała nawet wystawienie kobiecego oddziału i występowała publicznie jako ceniona szermierka. Dopiero oględziny ciała po jej śmierci ujawniły męską anatomię, nie rozstrzygając jednak pytań o jej tożsamość, motywacje ani stosunek do własnej płci. Potencjał RPG: szpieg posiadający tajemnice groźniejsze od broni; konflikt z własnym państwem i kompromitujące dokumenty jako polisa na życie; świadome budowanie publicznego mitu; płeć, strój i reputacja jako narzędzia polityczne. Do tego postać, której tożsamość fascynowała ówczesną opinię publiczną, ale której nadal nie da się wygodnie zamknąć w jednej współczesnej kategorii. Oraz przełamywanie norm płciowych epoki nie na marginesie społeczeństwa, lecz w samym środku dyplomacji, wojska i wielkiej polityki. Rzeź Béziers. Krwawy epizod krucjaty albigeńskiej, wymierzonej głównie przeciwko katarom. Chrześcijanie wybijający innych chrześcijan, miasto odmawiające wydania “heretyków”, oblężenie chaotycznie zmieniające się w rzeź. Początkowy, niekoordynowany przez nikogo szturm ciurów obozowych doprowadził do licznych morderstw, również w kościołach, gdzie zabijano kobiety, dzieci, a nawet kapłanów odprawiających mszę. Ludzi mordowano w domach, które następnie podpalano, podczas gdy główne siły ze sporym opóźnieniem wkroczyły do miasta. Nawet wtedy rycerstwo zajęło się jednak przede wszystkim odbieraniem napastnikom zdobytych łupów. Rozwścieczeni ciurowie odpowiedzieli podpalaniem zabudowań, niszcząc przy okazji znaczną część miasta. Szturm, pożar i rzeź zebrały według relacji papieskiego legata około 20 tysięcy ofiar (co, warto nadmienić, nazwał też wprost karą boską). Część zamków i miast poddała się po tym zdarzeniu. Tutaj można kojarzyć słynne “zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich”, przypisywane papieskiemu legatowi, ale autentyczność tych słów jest wątpliwa. Nawet jeśli doskonale opisują przebieg rzezi. Jako ciekawostka: mimo skali wydarzeń ich upamiętnienie w miejscach samej rzezi jest raczej skromne i sprowadza się głównie do skromnych tabliczek. Potencjał RPG: rzeczywistość gorsza od grimdarku. Religijna hipokryzja, krucjata wymierzona w heretyków mordująca również innych chrześcijan, masakra wymykająca się spod kontroli oraz akt terroru, który “motywuje” miasta i warownie do kapitulacji.
  • Wakacyjne Targi Fantastyki - Gdańsk 2026

    Wydarzenia
    1
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    59 Wyświetlenia
    AdministratorA
    [image: 1785689302552-80e1c463-ddac-49a1-b342-c3b70d41270b-image.jpeg] Jako Rolltelling chcielibyśmy serdecznie zaprosić na Wakacyjne Targi Fantastyki, skrócony opis wydarzenia znajduje się poniżej. Nie zabrakanie też tam naszego przedstawiciela Słońce, lato, fantastyka! Wpadajcie na Wakacyjne Targi Fantastyki i zanurzcie się w świat magii, popkultury, rękodzieła, cosplayu i gier. Na tym fantastycznym wydarzeniu czeka na Was prawie 300 stoisk wystawców z całej Polski – z unikalnymi produktami, ręcznie robioną biżuterią, ilustracjami, ubraniami, książkami, planszówkami, kosmetykami i gadżetami, które trudno będzie znaleźć gdziekolwiek indziej. Targi Fantastyki to znacznie więcej niż zakupy. Przygotowaliśmy dla Was wiele wyjątkowych stref i atrakcji, dzięki którym każdy znajdzie coś dla siebie. Spróbujecie swoich sił w grach, spotkacie inspirujących twórców i spędzicie czas w niepowtarzalnej atmosferze. Niezależnie od tego, czy odwiedzacie nas po raz pierwszy, czy jesteście z nami od lat – czeka na Was dzień pełen dobrej zabawy i fantastycznych wspomnień. ️ Strefa Wystawców To właśnie tutaj czeka na Was kilkaset stoisk Fantastycznych Wystawców z całej Polski. Znajdziecie u nich unikatowe rękodzieło, książki, gry, biżuterię, gadżety, ubrania i mnóstwo rzeczy, których nie spotkacie w zwykłych sklepach. To idealne miejsce, żeby znaleźć coś dla siebie lub upolować wyjątkowy prezent. Strefa Cosplay Strefa Cosplay to miejsce stworzone z myślą o wszystkich miłośnikach cosplayu – zarówno tych, którzy stawiają pierwsze kroki, jak i doświadczonych twórców. Czekają na Was prelekcje, spotkania typu meet & greet ze znanymi cosplayerami oraz przestrzeń do rozmów, wymiany doświadczeń i wspólnych zdjęć. Dodatkowo przygotowaliśmy przebieralnie oraz strefę do poprawek makijażu, abyście przez cały dzień mogli prezentować się dokładnie tak, jak sobie wymarzyliście. Strefa Gamingowa by CFA Gaming Lubicie gry i zdrową rywalizację? W Strefie Gamingowej czekają na Was turnieje, swobodne rozgrywki oraz profesjonalne stanowiska z grami, symulatorami wyścigów i nowościami ze świata gamingu. To miejsce, w którym każdy znajdzie coś dla siebie – niezależnie od tego, czy walczy o zwycięstwo, czy po prostu chce dobrze się bawić. Organizator Strefy: https://cfa.gg/ Strefa Disney Lorcana i Gamesroom by Ravensburger Odkryj świat Disney Lorcana i poznaj jedną z najpopularniejszych kolekcjonerskich gier karcianych ostatnich lat. Spróbuj swoich sił przy planszówkach, naucz się zasad nowych gier i spędź czas przy wspólnej rozgrywce. To świetna strefa zarówno dla początkujących, jak i doświadczonych graczy. Strefa Gastronomiczna Po zakupach i atrakcjach przyjdzie czas na chwilę odpoczynku. W Strefie Gastronomicznej czekać będą smaczne przekąski, napoje i dania, które dodadzą energii na dalsze zwiedzanie. To idealne miejsce na krótką przerwę przed kolejnymi fantastycznymi odkryciami. Strefa Mahjong Chcecie nauczyć się czegoś nowego? W Strefie Mahjong poznacie zasady japońskiego riichi mahjonga i rozegracie swoje pierwsze partie pod okiem doświadczonych graczy. Niezależnie od tego, czy to Wasz pierwszy raz, czy macie już za sobą wiele rozgrywek – gwarantujemy, że ta strefa wciągnie Was na długie godziny! Organizator Strefy: https://mahjongkaszebe.pl 🧜‍️ Strefa Syrenek Marzyliście kiedyś o tym, żeby zostać syreną? Tutaj będziecie mogli przymierzyć syreni ogon, wykonać wyjątkową metamorfozę i zrobić pamiątkowe zdjęcie w bajkowej scenerii. To niezwykła atrakcja, która pozwoli choć na chwilę przenieść się do podwodnego świata. Organizator Strefy: www.szczecinskiesyrenki.pl Strefa Foto Nie zapomnijcie zabrać ze sobą pamiątek z Targów! W Strefie Foto czekać będzie wyjątkowa, wakacyjna ścianka foto oraz darmowa fotobudka. To idealne miejsce na wspólne fotografie z przyjaciółmi i cosplayerami! Na Wakacyjnych Targach Fantastyki nie zabraknie też fotostudia od MLC Cosplay Foto, w którym zupełnie za darmo zrobicie profesjonalną sesję zdjęciową ze swoim strojem! ️ Strefa Retro Powrót do czasów klasycznych konsol i kultowych gier gwarantowany! W Strefie Retro będziecie mogli przypomnieć sobie tytuły, na których wychowały się całe pokolenia graczy, albo odkryć je po raz pierwszy. Nostalgia i dobra zabawa gwarantowane. ️ Strefa Automatów Arcade Przenieście się do czasów klasycznych salonów gier i poczujcie klimat kultowych automatów arcade. Czekają na Was legendarne tytuły, zręcznościowe wyzwania i mnóstwo dobrej zabawy – zarówno dla tych, którzy pamiętają złotą erę automatów, jak i dla osób, które dopiero chcą je odkryć. Sprawdźcie swoje umiejętności, pobijcie rekordy i przekonajcie się, że klasyczne gry wciąż potrafią dostarczyć mnóstwo emocji. Organizator Strefy: https://joystick.com.pl/ Strefa Drużyny Odkrywców Usiądź do stołu i przeżyj swoją pierwszą (lub kolejną) sesję RPG prowadzoną przez doświadczonych Mistrzów Gry albo odkryj świat malowania figurek podczas specjalnie przygotowanych warsztatów. To miejsce pełne kreatywności, wyobraźni i dobrej zabawy, gdzie możesz spróbować czegoś nowego i spędzić czas z innymi pasjonatami. Co najważniejsze – cały dochód ze strefy zostanie przeznaczony na organizację wyjazdów dla dzieci z rodzinnych domów dziecka. Strona wydarzenia
  • AI w ilustratorskiej służbie MG

    Dyskusje RPG
    56
    2 Głosy
    56 Posty
    2k Wyświetlenia
    KynikosK
    Nawiązując do mojego poprzedniego wpisu w tym wątku i bardzo rozsądnie wykorzystując wolną sobotę, wrzucam kontynuację serii oraz wyniki ostatnich testów. Tym razem motyw przewodni brzmiał: "ciekawe, jak GenAI poradzi sobie z przerobieniem istniejącego wizerunku na określoną stylistykę, korzystając z promptu, który samo sobie napisze?”. Za każdym razem karmiłem je kilkoma obrazkami referencyjnymi, przy naprawdę minimalnej ingerencji w sam prompt z mojej strony. Co najwyżej wskazywałem, jaki powinien być efekt końcowy. Dottoressa Vittoria Tofana da Roccalibera [image: CYh5KTP.png] Pełna rozdzielczość Imitowanym stylem miały być tu ilustracje profesji z podręcznika do czwartej edycji WFRP. Pierwszy obrazek był falstartem, ale gdyby postać miała wystąpić np. jako alchemiczka w PF2e, to w sumie mógłby pasować. Drugi zbliżył się już stylistycznie, ale choćby książka w dłoniach jest bardziej prezentowana widzowi niż zwyczajnie trzymana przez Dottoressę; futerko na ramionach z kolei zmieniło się w naramiennik. Trzeci obrazek jest już niegłupi, mógłby służyć jako bardzo luźny concept art postaci. Na przestrzeni trzech iteracji dobrze widać jednak dryf GenAI, które lubi wygładzać i "glamoryzować”, czyli po prostu upiększać, twarz. Nawet gdy nie jest o to proszone, a wręcz dostaje polecenie, by tego nie robić i trzymać się portretu referencyjnego. Sam styl ubioru jest jednak zgrabny, całkiem trafnie skręca w renesansową Italię (tj. Tileę). Settima Dinove [image: tPS8Eog.png] Pełna rozdzielczość Tutaj celem było naśladowanie charakterystycznego stylu ilustracji ikonicznych postaci Pathfindera. Co tutaj dużo mówić, porażka na całej linii. Widać jedynie nieznaczne modyfikacje oraz wspomniany wcześniej dryf AI. Do tego gadżet na ręce, mający być egzoszkieletem lub zewnętrzną ramą własnej konstrukcji, stopniowo przekształca się w zwykłą protezę. Settima Dinove (ponownie) [image: OodtY0V.png] Pełna rozdzielczość Tutaj zostajemy jeszcze w Golarionie, ale styl miał naśladować portrety z komputerowych Pathfinderów od Owlcata. Miał. W praktyce wyszły raczej generyczne portrety fantasy, być może do odratowania prostszym tłem. Po raz kolejny widać też dryf AI, a gadżet na ręce zdążył tutaj przeobrazić się w pełnoprawną protezę. Troy "TJ" Mercure [image: fJpyQXn.png] Pełna rozdzielczość Tutaj złączę dwa testy. Pierwszy obrazek miał imitować serialowy plakat z The Walking Dead, stylizowany na materiał promocyjny. Nie wyszło, chociaż sama ilustracja wyszła całkiem niegłupio. AI dorzuciło też, jak to ma w zwyczaju, zombie na dalszym planie, żeby brońcie bogowie nikt nie miał wątpliwości, z jakim rodzajem postapokalipsy ma do czynienia. Gdybym nie doprecyzował, żeby pominąć bardziej oczywiste oznaczenia lokalizacji, takie jak znaki drogowe czy tabliczki, to pewnie gdzieś w tle znalazłby się jeszcze szyld "NEW ORLEANS, LOUISIANA”. Sama estetyka wyszła jednak całkiem przyjemnie. Przy stylizacji na komiksowe The Walking Dead z jakiegoś powodu dostałem dwa obrazki, więc skoro już były, to wrzuciłem oba. Wyszły całkiem spoko jako stylizowane wizerunki okładkowe, mające raczej niewiele wspólnego z rzeczywistością. W drugim szczególnie urzekły mnie mini-szwendacze w wodzie. Najwyraźniej w tej wersji świata istnieją malutcy, bagienni ludzie i zombifikacja nie oszczędziła nawet ich. Przy kolejnych iteracjach tej postaci pojawił się też inny rodzaj dryfu AI. Młody chłopak mający być chudy i nosić ubrania o parę rozmiarów za duże z każdym następnym wizerunkiem coraz lepiej w nie "dorastał”. GenAI konsekwentnie ściągało jego sylwetkę w stronę bardziej typowo "bohaterskiej" i umięśnionej. GenAI w moim doświadczeniu najlepiej radzi sobie z prostymi portretami postaci, w półzbliżeniu albo ujęciu 3/4. O wiele łatwiej jest je modyfikować, zachowując przy tym elementy które wyszły dobrze. Sama stylizacja również przebiega znacznie sprawniej niż w przypadku ilustracji całych sylwetek. Co zresztą oczywiste, bo jest wtedy o wiele mniej rzeczy, które mogą zostać zepsute albo dodane wbrew promptowi. Same prompty pisane przez GenAI dla GenAI, nawet później przez nie optymalizowane... Wielkim odkryciem raczej nie będzie, że nadal trzeba je samemu kontrolować: zmieniać, skracać, wycinać zbędne rzeczy, doprecyzowywać itd. Przydatniejsze okazały się wskazówki udzielane przez GenAI, podobnie jak analizy stylów i propozycje ich opisania. Do tworzenia ilustratorskich smaczków cały ten proces sprawdza się jednak, przynajmniej dla mnie, dość słabo. Wolę już skupić się na pisaniu tekstu niż promptologii stosowanej.
  • The Walking Dead – Zielona Wyspa

    Materiały
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    27 Wyświetlenia
    silentsuicideS
    Edytuj ten post w celu uzupełnienia materiałów do sesji.
  • Sonda | Sesja inspirowana serialem "Stamtąd"

    Sondy
    21
    4 Głosy
    21 Posty
    542 Wyświetlenia
    AryliaA
    Dopiero przyszłam i się zarejestrowałam, ale już czekam z niecierpliwością na sesję w tym klimacie i tutaj zapowiedzianą
  • [Pathfinder 1e, 18+] Popielny Dwór

    Rozgrywka pathfinder 18+ golarion
    157
    2 Głosy
    157 Posty
    3k Wyświetlenia
    ArveeA
    Przeddzień procesu Ahaira chylił się już ku końcowi. Słońce powoli poczęło zachodzić za horyzontem, a życie miasta cichło... a przynajmniej to praworządne życie. Dlatego zapracowany prawnik i kapłan diabła pewno nie spodziewał się, że cisza w świątynnej kancelarii zostanie przerwana, gdy rozległo się delikatne pukanie do uchylonych drzwi, a pukający nie zakłócał nawet tej ciszy swym chodem. Viktor uniósł spojrzenie znad kodeksu karnego Evercrest wespół z wężykiem zwiniętym na jego masywnym biurku. - Kaylie! - zawołał uradowany - Wchodź, wchodź. Rozgość się, tylko daj mi – proszę – dokończyć akapit, nim mi myśli uciekną… Zaprosił ją słowem oraz gestem i wcisnął znów nos w papier. Kaylie wsunęła się przez drzwi niosąc w obydwu rękach zakrytą tacę. Poruszała się powoli i uważnie podchodząc do biurka Khala. Ubrana była w czarno-czerwony strój, jaki od kochanka otrzymała i najwyraźniej bardzo jej przypadł do gustu. Wężyk uniósł brew, w geście stricte nienaturalnym dla generalnej populacji tych gadów, ale nie sprawiającym problemu jego diabelskiej wersji… Syknął znacząco w kierunku Viktora zwracając jego uwagę, co kapłan objawił niemal lustrzanie powtarzając uniesienie brwi i posyłając chowańcowi pytające spojrzenie. Turkusowy wężyk gestem ogona wskazał na Kaylie i dopiero wtedy Viktor rzeczywiście na nią spojrzał. - Oh… - stęknął i zamrugał dwa razy, odrzucając myśl, że pod pokrywką tacy skryta może być czyjaś głowa… zamknął księgę, zostawiając w niej zakładkę i odsunął na bok, poświęcając kobiecie całą swoją uwagę. Kaylie położyła dużą tacę na biurku przed Khalem. - Założyłam, że będziesz potrzebował Apéro Dînatoire. - powiedziała i uniosła pokrywkę. I oczom kapłana ukazała się wielość wytwornych serów i wędlin, małe tartaletki z boczkiem, mini szaszłyki na wykałaczkach z pieczonymi klopsikami. - I wsparcia przed nadchodzącym spotkaniem ojca Filii. Viktor gwizdnął przeciągle. Od półtorej dnia zjadł tylko talerz kanapeczek… technicznie nie musiał jeść, z powodu magicznego pierścienia… ale tworzyło to pewien dyskomfort. I niski grom grający mu w brzuchu dał o tym znać światu. Nie skomentował z początku nic o Aegonie, a sięgnął po szaszłyczek i z zadowoleniem powoli go przeżuł przed połknięciem. - Dziękuję. Przyda się… ale to później. Co porabiałaś? Drugi dzień już się jakoś omijamy… wiem, wiem… głównie to ja się zatrzasnąłem w biurze… pytanie jednak pozostaje bez zmian. - Starałam się... znaleźć coś sobie. Czytałam romanse. Siedziałam w bibliotece z nimi... Do najemników chodziłam. Piłam tu czy tam. Nie chciałam zawracać głowy. “Tu czy tam” – pomyślał Viktor – “Mówimy o niecałych dwóch dniach!” Postanowił, że musi coś zrobić. Powziąć… pewne środki zaradcze. - Coś ciebie trapiło? - zapytał z łagodnością. - Nic takiego. Typowe moje rzeczy. - powiedziała wymijająco - Jedz, bo jeszcze wino czeka. - powiedziała pokazując butelkę jakiej wcześniej nie było widać. - La damme Myamtharsar. Czy próbuje mnie pani poderwać? - zapytał biorąc kolejne kęsy. - Bo jeśli tak, to myśli la damme w dobrym kierunku. Kaylie uśmiechnęła się lekko. - To czy ja muszę podrywać? - A czy potrzeba jest tutaj konieczna? - Przyszłam, aby cię wesprzeć, bo rozumiem, że to będzie ciężkie dla ciebie. Nie chciałam cię samego z tym zostawiać. - powiedziała szczerze. Spojrzenie Viktora spoważniało. - Oby więcej takich ciężkich momentów mnie spotkało. To będzie ważny moment. Ważniejszy niż jutrzejszy proces. - przytaknął. - Sądzę, że zaiste spotka. - wzięła mały widelczyk z tacy i nabiła nań jeden z serów nim przesunęła go do ust Khala. - Bez ciebie byłoby to trudniejsze… - szepnął, przyjmując łakoć. Kobieta powoli karmiła prawnika i nawet nie wiadomo skąd wzięły się na biurku kryształowe kieliszki przy butelce drogiego, galtiańskiego białego wina. - Pojawię się jako publika na rozprawie. Nie zostawię cię. - obiecała - Nim zacznie się będę obok, jeżeli chcesz. - Heh… na rozprawie chciałbym abyś była, ale to jedynie moja próżność. Muszę jedynie się upewnić, że jakiś lokalny dziw mnie nie zegnie. - Mogłabym jako twój ochroniarz być. Jesteś głównym kapłanem Azazela w końcu. - I jednym z wyznaczników mojej osoby, poza piorunującym urokiem osobistym, jest niezmierzona arogancja. Mają mnie widzieć pewnym, zdecydowanym i nieustraszonym. Bądź na sali, proszę… ale jako widz. Jeśli chcesz to i na świadka ciebie wezmę, ale jakbyś ochoty nie miała to świadków mam dość. Aczkolwiek obrona może ciebie wezwać. - Niech i tak będzie... - zgodziła się na jego warunki, choć z lekkim smutkiem, czując się mniej potrzebna w takiej sytuacji. Z drugiej strony wiedziała, że to ma być jego moment, który w końcu doprowadzi do oczyszczenia emocjonalnego, choć gdzieś głęboko kisiło się uczucie bycia niepotrzebnym w tej scenie. - No już, już… nie róbmy takiej miny. Będziesz miała swoją chwilę w czasie egzekucji - zachęcał ją serdecznie. - Rozmawiałam z Filią. - zmieniła temat nie chcąc wchodzić w poprzedni - Poprosiła mnie bym była jej druhną... Nie wiem czemu mnie wybrała, ale twierdzi, że nie ma innych. - kolejny łakoć powędrował do Khala - Więc przekonałam ją też, aby spróbowała wyperswadować Davionowi byś ty był jego drużbą. W końcu kto jak kto, ale ty zasługujesz bardziej niż ja. Viktor szybko przełknął. - Raz: gratulacje. Cieszę się, że wasza relacja tak postępuje. Dwa: Może to moje dramatyczne niezrozumienie lokalnych konwenansów... ale czy przyszły pan nie powinien osobiście o to pytać, łamane przez: prosić? - Pewnie tak, ale to ty zasługujesz bardziej niż ja, więc postanowiłam coś z tym zrobić. Viktor zdusił uśmiech, rodzący się w kąciku jego ust. - Zakładam, że chodzi o uratowanie tej porażki jaką było wezwanie Daviona do Absalomu.. jednak bycie czyimś świadkiem nie jest funkcją zasług, a bliskości. A ja z Davionem... znamy się. Wymienieliśmy pewnie koło trzystu słów. To nie brzmi jak "dość". Bardzo doceniam starania... poważnie. Szczerze... i masz serce w dobrym miejscu, co jest bardzo ważne, ale pozwólmy Davionowi samemu wybrać, dobrze? Uśmiech Kaylie zbladł. - Więc... Nie chcesz...? - Widzisz... Jesteś druhną Filii, bo ONA tak wolała. I chcecie mnie zrobić druhem Daviona, bo WY tak wolicie, a mnie to mile po ego by połechtało. Jeśli Davion będzie mnie chciał... sam z siebie, a nie w wyniku waszego nacisku... to się bardzo ucieszę. Ale potrzebuję to od niego usłyszeć, a nie od ciebie. Tymczasem mamy ważniejszy temat... Jestem w stanie zorganizować ci kilka metrów isgerskiego jedwabiu. Jak Lady Barabii dostanie go w swoje ręce i przyjdziesz w sukni z niego to drżyjcie narody. Ogarnąć ci go, czy już sama coś zorganizowałaś? Kaylie rzuciła się Khalowi na szyję. - Jesteś najlepszy... Samozadowolony uśmieszek wypełzł na usta Viktora, gdy obejmował galtainkę. - Żebyś wiedziała. Mam opcje dla antracytowej czerni, mandarynkowego, burgundu, purpurowego fioletu i pudrowego różu. Co do ciebie najbardziej przemawia? - Czy faceci w ogóle wiedzą co to za kolory? - zachichotała. - JA większość tych kolorów chyba rozróżniam. Antracyt i mandarynka są oczywiste. Burgund i purpurowy fiolet… nie wiem czy bym odróżnił od sąsiadujących kolorów, ale generalnie sobie wyobrażam. Pudrowy róż… to byłby taki blady, prawda? - Ja właśnie chcę burgund i fiolet! - zaśmiała się całując go w policzki. - No to ustalone. Dam znać mojemu kontaktowi w Pitax aby wysyłał. Powinno być w ciągu tygodnia do dwóch. Kaylie puściła kapłana by zacząć nalewać wina do kieliszków. - Zasługujesz na rozluźnienie przed procesem. Jesteś przygotowany bardziej niż ktokolwiek by był w tym mieście. - tym razem nie użyła sformułowania "wsi". - Niestety ta sprawa to tylko któryś krok dalszych planów. Aegon tam będzie. Muszę zrobić na nim wrażenie… ale niech będzie symboliczny kieliszek i przerwa krótka. Tak do półtorej godziny. Niestety zbyt dobrze wiem jak drobne niuanse potrafią zatopić sprawę. A nie musiałbym nawet przegrać sprawy, aby się ośmieszyć. Przyjął alkohol i z zadowoleniem sięgnął po kolejną kostkę sera, przyozdobioną oliwką na wykałaczce. - Co tam we Dworze? Lilia nie tęskni za bardzo? - zachichotał dudniąco. - Bardziej jest zadowolona, że nie zawracasz mi głowy. - mruknęła i sama prawie na raz wypiła całą zawartość kieliszka... po czym nalała sobie drugi - Nie byłam bez przerwy we Dworze. Viktor spojrzał gdzieś w przestrzeń, zataczając fale winem w kieliszku. - Jakoś zniosę jej antypatię. Szczególnie, że nie muszę już siedzieć we Dworze tak dużo. A ty jak się trzymasz? Coś na śledzionie ci siedzi? Kaylie spojrzała znad kieliszka. - Czemu tak sądzisz? Życie to życie. - Skoro tak mówisz… a Paimon się zachowuje? Czy znika i spędza noce w komnatach szlachetek? - Ja też znikam, pamiętasz? Biblioteka, samotne czytanie, samotne wyprawy po mieście, karczmy...Paimon pewnie robi swoje, cholerny bękart. - mruknęła pochłaniając kieliszek wina jednym haustem, aby nalać sobie kolejny. Viktor odchrząknął, jakby dopiero teraz myśl mu przyszła do głowy. - A tak swoją drogą… masz już jakieś idee na temat swojej sukni? Jak już będziesz miała te jedwabie. Myślisz o czymś dostojnym i ciężkim, czy raczej zwiewnym. Takim co faluje przy każdym kroku? Przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, wizualizując sobie coś. - Nie kryję, że purpura z burgundem mają w sobie coś królewskiego… - Królewskie, ale zwiewne. Aby do sylwetki pasowało, a nie ją ukrywało. - powiedziała po namyśle i przysunęła twarz do twarzy Khala - Może zainteresuję oczy innych. Galtianka wyraźnie miała nadzieję, że jej słowa wywołają zazdrość w Viktorze. Viktor półuśmiechnął się szelmowsko. - Oh. Absolutnie w to nie wątpię. Ten materiał co dotrze, ta suknia którą Barabii stworzy i ta kobieta która w niej będzie zdecydowanie przyciągnie niejedno spojrzenie. - Może w trakcie wesela z jakimś zniknę na boku. - kontynuowała. Półuśmiech Viktora zesztywniał nieco. Stał się nieszczery. - I dlaczego miałabyś to zrobić? - A czemu nie? Ty pewnie znikniesz z jakąś. - wzruszyła ramionami obserwując uważnie reakcję i oczekując prawdziwej emocji. - Wydaje ci się, że mam tak mało obycia dwornego by nie rozumieć, że to stawiałoby ciebie w złym świetle? - I tylko ta kwestia miałaby znaczenie dla ciebie? Uważasz, że dla mnie też? - To jest wystarczająca kwestia. Nie wezmę na bok żadnej kobiety na przyjęciu, na które z kimś przyszedłem. I nie wziąłbym na przyjęcie kogoś, kto coś takiego by zrobił mi. - Naprawdę nie widzisz żadnego innego powodu bym tego nie zrobiła? - naciskała. Viktor oparł się na krześle i upił swój pierwszy łyk wina. - Widzę inne powody, prawda… ale nie mam ochoty dawać tobie nowych pretekstów do umartwiania się. Wiesz jak się skończy jeśli dopuszczę ten temat. Wiesz jaki będzie finał tej rozmowy. - Nie zrobię tego, bo mi zależy na tobie, nie chcę ci sprawić cierpienia... - odparła szeptem, zasmucona, że to nie było jego pierwszą myślą. - Ughhh… - warknął rozdrażnienie Fisuś, przyjmując formę diablika dla jej wielkiej mocy wpychania ludziom w twarze palców - Ty. Nie przysługuje ci mina zbitego szczeniaka gdy SAMA ZACZĘŁAŚ TEMAT… - Fisuś! - warknął Viktor ganiąco, ale impowy palec zaraz znalazł się przed jego oczami. - NIE SKOŃCZYŁEM! Tobie z kolei, panie adwokacie, nie przysługuje udawanie, że wszystko jest w porządku, do stu zamarzniętych piekieł! Wiesz, że uwiera ją rotacja, a ty wiesz… - spojrzenie znów przeniosło się na Kaylie - …że on wie. Czort! Gówniarzeria z was! Fisuś się odmeldowuje - imp zasalutował, tyłem przekraczając próg biurka i w swobodnym spadku okrył się płaszczem niewidzialności i powiew wiatru opuścił biuro przez uchylone wciąż drzwi. Kaylie spojrzała na Khala zdziwiona. - Czy... Zrobiłam coś nie tak? Viktor przez kilka chwil zdawał się nie usłyszeć pytania. Wpatrywał się z kroplą irytacji w uchylone drzwi, czując jak chowaniec się oddalał. - Fisuś próbuje wymusić na nas rozmowę na którą nie jest czas. Rozumiem jego frustrację, ale ta jej manifestacja właśnie jest dziecinadą, o którą nas – nieco wulgarniej – oskarża. Porozmawiam z nim potem, a na razie udajmy, że tego wybuchu nie było. Dobrze? Wtedy Kaylie stanęła przed Khalem nachylając się nad nim. - Nie. - powiedziała pewnie. Viktor rozsiadł się wygodniej na krześle i upił swój drugi łyk wina. - Czy jesteś tego pewna? - ... boję się, ale... Trzeba... Musimy... - No to usiądź - niby-proponował, ale dwa jego palce już spoczęły na jej obojczyku i delikatnie ją odpychały - …i zacznij - polecił, gdy zwiększył się dystans między nimi. Viktor zobaczył jak strach pojawia się w oczach arkanistki. Zaczęła wyginać palce w stresie. - Ja... - przegryzła wargę - Czy...Pokochasz... Kiedyś... Viktor zastanawiał się kilka chwil, pozwalając bardzo niewielkiej ilości wewnętrznego niepokoju przedostać się na zewnątrz. - Zdefiniuj. - Czy... Będę tą jedyną... Czy... - głos jej się załamał. Viktor kilka razy otworzył i zamknął usta. Chwilę nawet rozważał opróżnienie kieliszka dla kurażu, ale… to byłby pusty gest. - Możesz być moją pierwszą. - ... pierwszą...? Viktor uniósł na nią zmęczony wzrok. - Kaylie. To nie jest tak, że w życiu są miejsca na osoby, jak krzesła przy stole. Pojawia się ktoś nowy i ktoś musi wyjść. Zakręcił kieliszkiem, wzburzając wirującą szkarłatną falę. - Jasne. Będę flirtował, będę sypiał z innymi. Jakbym coś innego powiedział, to w ogóle byś mi uwierzyła? Uśmiechnął się na moment autoironicznie. - Ale chyba nie rozumiesz jak drastycznie inną kategorią jest “jakaś kobieta”, czy “jagnię”... a moja “pierwsza”. Pierwsza spośród reszty. Ta do której naprawdę wracam myślami. Zamilkł na jeden oddech. - Większość jagniąt nic dla mnie nie znaczyło. Uśmiech… alkohol. Czasem nieprzyjemna samotność do zduszenia na dwie godziny przed świtem. Tyle. Następnego dnia ledwie pamiętam o czym rozmawialiśmy. Spojrzał jej prosto w oczy. - A potem jesteś ty. Ta która jest ważna. Bliska. Przy której nie gram żadnych gierek, ani taktyk. Którą faktycznie słucham i analizuję. Dla której sprowadzam egzotyczne jedwabie, aby sprawić radość, a nie koronki zwinąć do kolekcji. Lekko wzruszył ramionami i upił ostatni łyk wina. - Są takie romantyczne historie… dziewica oswajająca bestię, potwora, czy nieokrzesanego dzikusa. Tu jednak zabraknie trzeciego aktu… ale będzie to szczera historia. Zobaczył jak światło w jej oczach przygasa i zaczyna być jak za mgłą. Wzięła głęboki oddech próbując uspokoić swój głos nim prawie szeptem się odezwała usilnie chcąc ukryć drżenie. - Więc... To nie będzie miłość... Prawda? Viktor oparł łokieć o blat i przesunął kciukiem wzdłuż dolnej wargi, kupując sobie jeszcze te kilka sekund, aby zebrać odpowiednie słowa. - Jedyna szczera odpowiedź jest taka, że nie wiem. Tylko tyle mogę ci dać. Jego głos był spokojny. Zbyt spokojny. - Generalna grupa ludzi “takich jak ja” lubi mówić o miłości. Ja może trochę też, ale nigdy bezpośrednio. Nigdy… weryfikowalnie… ale tak tylko łatwiej budować wokół niej poezję. Dramat. Uczynić centrum niewypowiedzianego świata… ale to nie znaczy, że potrafimy ją przeżywać jak zdrowi emocjonalnie ludzie. Krótki i zupełnie niewesoły uśmiech przemknął mu po twarzy. - Ale nie jesteś mi obojętna. Nie jesteś jagnięciem. Jakbyś była to ta rozmowa trwałaby trzydzieści sekund i skończyła się uroczym niby-nie-kłamstwem. Odstawił pusty kieliszek na biurko. - Prawda jest taka, że jesteś pierwszą osobą, której pozwoliłem poznać Khala. Nie personę Viktora, którą stworzyłem. Bo nie chcę grać, nie chcę pozwalać Ci wyciągać błędnych wniosków z moich nie-kłamstw. Nie chcę stosować viktorowych technik, ani mieć ciebie owiniętej wokół palca. Westchnął cicho, opuszczając spojrzenie. - Może nie będzie to wielka miłość z ballad. Nie napisano by o tym romansu, który matki dawałyby córkom do czytania… ale to jest to co jestem w stanie wycisnąć ze swojego pokrzywionego serca… i jeśli to za mało… - rozłożył dłonie w niemocy - …to nie wiem co mogę ci jeszcze powiedzieć. Galtianka patrzyła martwo w swoje dłonie ciągle walcząc z tym poczuciem beznadziei i żalu zaciskającego gardło. Oddychała miarowo by zwalczyć gromadzące się emocje, które wylałyby się, jeżeli nie próbowałaby nad nimi zapanować. Wiedziała, że nie byłoby to dobre dla sytuacji czy dla żadnego z nich. - ...rozumiem i... Będę starała się być... lepsza. - wyszeptała wiedząc, że głos ją zawiedzie jeżeli wzmocni jego ton... czy będzie jak prawnik mówiła więcej. Viktor nie odpowiedział od razu. Dolał sobie wina, ale tylko po to aby czymś zająć dłonie i myśli. Bez faktycznej ochoty. Szkarłatna fala leniwie przemierzała brzegi kieliszka, gdy odwrócił wzrok od Kaylie… do witrażu za jego plecami, który wykonała dla niego kilka dni wcześniej. Czuł narastające zmęczenie. Nie gniew. Trochę rozczarowanie. I bezradność. Widział jak Kaylie próbuje się forsownie zmienić. Zmusić się do akceptacji tego kim Viktor jest… i chyba oboje widzieli, że to nie wychodzi i ta walka tylko rani. Marność, wszystko marność… i jej starania by być “lepszą” i jego, by ją uszczęśliwić, i jej mrzonki o księciach z bajki, i jego wywlekanie własnych słabości… szczególnie jego wywlekanie własnych słabości. Viktor – z głębokim zawodem – obserwował jak odrobina jego zaangażowania właśnie umierała. Bo jeśli to cierpienie miało z nimi być już zawsze… to jaki to miało sens? Wtedy kapłan poczuł ciężar głowy Kaylie na swoim ramieniu i zauważył, że kobieta przysunęła się bliżej. Milczenie wypełniało biuro zaburzane tylko ich prawie niesłyszalnymi oddechami. - Czuję się tak... bezpiecznie z tobą. - szepnęła - Tak spokojnie... Wtuliła policzkiem w szyję mężczyzny. - I nie chcę ciebie tracić... Viktor zamknął oczy. Sięgnął ręką, aby podrapać ją czule za uchem, gdy sam analizował… swoje własne emocje. Rezygnacja zdążyła już wywietrzeć, zastąpiona jakąś dziwną dumą i potrzebą chronienia jej… Czemu Kay tak mu w głowie mieszała?! - Jakoś damy radę… - głos miał cichy i czuły, gdy schylał się do niej, by złożyć długi pocałunek na jej głowie. - Nikt poza nami by nie dał... - szepnęła i zawahała się - Mogę dziś spać u ciebie? - Myślę, że jak się trochę ściśniemy to znajdzie się miejsce - odpowiedział z zabawną przekorą. Łoże było wielkie, że oboje mogliby spać jak rozgwiazdy ze swobodą. Arkanistka przytuliła się do niego. - Nie wiem jak ty ze mną w ogóle wytrzymujesz. Powinieneś już dawno mnie kopnąć i utrzymywać ze mną jedynie znajomość wymuszoną przez potrzeby wykonywania poleceń Azazela. - Nie szukam w Evercrest wygody i rzeczy łatwych. Ani zawodowo, ani – jak się okazało już na miejscu – osobiście. Jakbym chciał ciebie odsunąć… zrobiłbym to dawno temu. Na tyle szybko, że jeszcze byś uznała, że porządny ze mnie człowiek i ogóle to był przejaw szacunku, a nie ograniczanie trudności. Jesteśmy parą pokrzywionych ludzi. Na różne sposoby. I walczymy… wciąż o siebie walczymy… myślę, że to coś znaczy. - Chciałam wyjść na miasto, pójść do jakiejś speluny pić... Ale nie zrobię tego. Zostanę z tobą. Bo jest tu... Tak dobrze... Viktor ucałował ją nad brwiami. - Przychodź tu kiedy chcesz. Nie zawsze będę w stanie poświęcić ci uwagę, ale zawsze możesz być obok gdy pracuję… - Po prostu... Zajmie bym się przyzwyczaiła do sytuacji z innymi kobietami... - powiedziała szczerze - Myślałam, że nie będzie problemu. W końcu mój pierwszy miał inne jak nachodziła go ochota, na moich oczach nawet, a jak miałam z tym problem to powiedział, że nie zmieni nic i albo dam spokój, albo mam odejść. Nie obchodziło go które... - Zaopiekuję się tobą. Zatroszczę. Jeśli tylko z tym jednym uda ci się pogodzić to zobaczysz, że nic nie stanie nam na drodze… - To dość... poniżające, jak kobieta nie umie utrzymać tylko przy sobie swojego partnera, rozumiesz? - zapytała ze smutkiem. - Roz-zumiem, że możesz to tak postrzegać - odpowiedział powoli - Mam na to odpowiedź. Nie jedną… ale nie mam wielkiej wiary, aby do ciebie przemówiły. Więc, niestety, zostaje mi ciebie prosić o uznanie tego za niezbywalną wadę mojego charakteru… i wkalkulowania tego w rachunek “za i przeciw”... - Jakie to byłyby odpowiedzi? - zapytała wtulona. - Prezentowałyby arogancję przekraczającą nawet moją codzienną manierę… Kaylie spojrzała bez zrozumienia. - Jaką arogancję? - Uhhh… - Viktor otworzył usta, ale zamknął je moment później. - Może w ten sposób… dlaczego, według ciebie, tak wiele kobiet godzi się dzielić ultra-potężnych mężczyzn? - Bo... Wiedzą, że nie zdołają go mieć inaczej? Lub myślą o sobie nisko? - Są takie co godzą się na to z niskiej samooceny, ale wykluczamy je z tej dyskusji. Wiele takich widziałem, co było piękne, nie-głupie i zdolne. Czemu ONE preferują tych ultra-potężnych dzielonych, od kogoś innego na wyłączność? - Desperacja? - Jeśli dokonują własnego wyboru, to czy można to nazwać desperacją? - Więc dlaczego? - Bo pół, czy ćwierć tego konkretnego mężczyzny to dla nich więcej niż inni w całości, albo nawet niż kilku “zwyklaków”. W małym palcu mam wiedzę, którą mędrcy ścigają całe życie. Jestem samoukiem, który rozpoczął naukę, gdy szlacheckie dzieci ją kończą i – pomimo potężnego klasizmu tamtego otoczenia – dotarłem do tytułu Trzeciego Pióra Cheliax. Jakbym miał ochotę to mógłbym dziś baronem być, bo nie raz a DWA razy mi oferowano odpowiednie małżeństwo. Długa jest lista moich umiejętności które uważam za “poboczne”, ale opanowałem je na poziomie przewyższającym przeciętnego profesjonalistę. Nawet z diabłem zawarłem pakt na moich własnych warunkach… zmierzam do tego, że niewielu jest takich trzech jak ja jeden. I “pół mnie”, to znacznie więcej niż mężczyźni z którymi kobiety radośnie wiążą swoje życie. Kaylie uśmiechnęła się prześmiewczo. - Przez swoją pychę pasowałbyś do kręgu Asmodeusza. Viktor wzruszył ramionami. - Ostrzegałem, że to będą wyżyny mojej arogancji… i wiem. Masz rację. Z Księciem Ciemności bardzo wiele mam nici porozumienia, ale w niuansach kryje się konflikt, który nie jest do obejścia dla mnie. Jak choćby niewolnictwo. - Ale to dopiero jedna z tych wielu odpowiedzi o jakich wspomniałeś. - przypomniała. - Poniżenie bierze się głównie z tego, że człowiek zaczyna patrzeć na siebie cudzymi oczami. Ukrywaj to przed światem jak trąd, to jako trędowata będziesz postrzegana. Noś to z dumą, jak order… a zaczną ci zazdrościć. Półuśmiech przyozdobił mu usta. - A znów pozwalając sobie na arogancję… poprzedni powód wciąż funkcjonuje, ale jak przydarzy im się poznać na moich zdolnościach, to będą tylko bardziej fantazjować o byciu tobą, która to masz mnie na zawołanie. Ja tu nie teoretyzuję. To wszystko są rzeczy faktycznie zaobserwowane w praktyce. - Dla ciebie wszystko wydaje się takie proste, Khal... - westchnęła - Bo to nie ty w sumie musisz się z tym mierzyć... I czy są jeszcze inne powody? Czy wszystkie opierają się na kwestii dumy? Viktor uśmiechnął się smutno. - Myślisz, że mnie to nie dotyka, bo nauczyłem się dobrze wyglądać po tej stronie problemu? Pokręcił lekko głową. - Kaylie. Wydaje się tobie, że to jest kwestia “wartości” osoby. Khaliemu udowodniono, że sam swojej wartości nigdy nie będzie miał. Że nigdy nie pozwolą mu zapomnieć, że narodził się jako szczur w rynsztoku i wdzięczny powinien być za samo to, że pozwalają mu istnieć w otoczeniu lepszych. Więc stworzył kogoś nowego. Człowieka godnego podziwu. Chcianego. Słuchanego. Takiego za którym ludzie pobiegli jak za wodzem. Zbyt błyskotliwego, zbyt użytecznego, zbyt fascynującego aby dało się go nie docenić. Znów zakręcił kieliszkiem, wpatrując się w rubinową falę. - Ty patrzysz na kobiety i widzisz w nich zagrożenie. Obelgę. Ja patrzę na całe swoje życie i widzę ciągłe upewnianie się, że nigdy nie będę już tym chłopcem, którego nie chciano tak bardzo, że go wygnano. Westchnął cicho. - Więc nie. To wszystko nie jest dla mnie “proste”. Po prostu moje lęki są ubrane w elegantsze falbanki niż twoje. - Mamy różne spojrzenie na własną wartość. - powiedziała ze smutkiem - Nie widzę w sobie niczego godnego zauważenia. Godnego podziwu. Istotnego. - położyła głowę na klacie prawnika jak na poduszce - Nieważne co mówisz. Ja nie widzę wartości w sobie. - A ja nie widze w Khalu. Zdecydowanie preferuję Viktora… jednak powiedz mi… jak rozumiesz frazę “godne zauważenia”? - Istotne! - uniosła głos - Coś, co jest ważne, wyróżniające! Coś sprawiającego, że jesteś dumny z siebie! Viktor nie odpowiedział werbalnie, ale wskazał palcem za swoje plecy i uniósł brew. - To dzięki magicznemu przedmiotowi od Ferna. - wzruszyła ramionami nie widząc w tym swojej zasługi. - Wiesz, że to zaklęcie nie tak działa. I witraż jest bardzo istotny dla mnie. Jest ważny dla świątyni i naszej misji. Wyróżnia mnie na tle i adwokatów i prawników. Wszystkie wymagania które określiłaś on spełnia. Czy może będziesz teraz dodawać kolejne ad hoc? - Za dużo mi chcesz na siłę przypisać. - mruknęła. Viktor odmruknął, nieco zadziornie, ale uśmiech złagodniał na jego twarzy. - Mam wrażenie, że przesuwasz granicę za każdym razem, gdy pojawia się coś, co mogłoby świadczyć o twojej wartości. Więc jakie kryterium musiałoby zostać spełnione, żebyś sama uznała własny wkład za istotny? - Coś, czego nie mógłaby po prostu zrobić inny osoba... Inny mag czy artysta. - powiedziała smutno. - Hmmm… czy kogoś – kogo znasz – określiłabyś “godnym zauważenia”? - Unikam ludzi w większości... Ale ty okazałeś się dla mnie godny zauważenia. - I uważasz, że osiągnąłem coś, czego nikt inny by nie był w stanie? - Osiągnąłeś mimo przeciwności. - I nikt nigdy nie osiągnął czegoś pomimo przeciwności losu? - Pewnie czasem się to zdarza… - Założę, że mówisz o specyficznej intensywności przeciwności które mnie spotkały, oraz skali mojego tryumfu, bo inaczej byłoby to regularnym wydarzeniem… wciąż. “Czasem się zdarza” zdaje się inwalidować twój wymóg “coś czego ktoś inny nie byłby w stanie po prostu zrobić”. - Bo to jest coś wymagające więcej niż losowego szczęścia. Musiał to być Khal z jego siłą i upartością lub inna osoba o podobnych cechach. - stwierdziła. Viktor kiwnął głową. - Widzisz? Znów przesunęłaś granicę… zaczęliśmy od “coś istotnego, ważnego i wyróżniającego się”. Gdy okazało się, że łapiesz się pod tą definicję okazała się ona niewystarczająca i doszliśmy do “czegoś, czego nikt inny nie potrafiłby zrobić”. Kiedy okazało się, że nawet Trzecie Pióro Cheliax nie jest w stanie spełnić tego kryterium zmieniłaś je na “coś wymagającego więcej niż szczęścia”. Spojrzał na nią ze spokojem. - Jakbym i to kryterium obalił – a podejrzewam, że znalazłbym sposób – zmieniłabyś je znowu. Bo nie szukasz definicji wartości. Szukasz definicji która pozwoli ci jej sobie odmówić. Jego uśmiech stał się smutny, gdy opuszczał wzrok znów do rubinowej fali. - I z każdą kolejną zmianą kryterium coraz bardziej odcinasz się od świata, ad hoc budując kolejne poziomy warunków, których nie stawiasz nikomu poza sobą, tworząc system gdzie wszyscy inni mogą być docenieni za ich wysiłki, osiągnięcia albo charakter… ale ty nie. Dla ciebie zawsze znajdzie się jeszcze jeden wyjątek ad hoc. - Po prostu nie widzisz tego co wcześniej widzieli inni. - fuknęła - Co widział mój nauczyciel, moja własna matka, mój ojczym. Nyer... - skuliła się w sobie na ostatnie słowo. Viktor czule pogłaskał Kaylie po policzku. - Jakbyśmy byli w sądzie. Bezstronny arbiter uznałby ich za wiarygodnych świadków? - Dlaczego miałby nie? - zapytała z prawdziwym zdziwieniem. - Czy uznałbyś, że było faktualne, gdy oceniano mnie za moje pochodzenie, a nie za zdolności? - Pokazałeś, że jesteś ponad to... - Czyli się mylili i ich opinie nie warte były powietrza, które marnowali gdy je wypowiadali. Tak? - pozwolił sobie na jad, wspominając początki swojej kariery. - ...tak... - odpowiedziała ostrożnie. - Więc tak samo nie warte tego powietrza były opinie dziadka, który oceniał ciebie przez pryzmat twojej krwi, a nie zdolności. Kaylie skrzywiła się. - Nienawidzę cię za twoje gierki słowne i wypaczanie moich myśli, byś mógł dowieść swoich racji. - Ad hominem. Dlaczego dziadek uważał ciebie za gorszą? - Bo... Jestem bardziej człowiekiem niż elfem... Nie rozumiem czemu tak go to bolało... - I czy to czymś się znacząco różni od uważania mnie za gorszego za bycie bardziej szczurem niż szlachcicem? - On jest wielkim bohaterem! Wielkim magiem! - Volg Cromwell alc Nathaniel był jednym z najwybitniejszych adwokatów Cheliax. Był Drugim Piórem póki nie przeszedł na emeryturę. Przez całą moją karierę powoływałem się na jego sprawy i cytowałem jego słowa. Do dziś również gardzę jego uprzedzeniami, które pozwoliły mu nazwać mnie “szczurem w todze”. Czy fakt jego wybitności uczynił jego uprzedzenia prawdziwymi? - Dla niego na pewno były. - odpowiedziała, a jej usta wygięły się w jakimś tłumionym śmiechu - Choć przyznam, że obraz szczura w todze to uroczy widok. - Absolutnie. Na oba twierdzenia. Nathaniel był całkowicie pewny swojej prawdy. Mogę mu wiele zarzucić, ale nieszczerość nie byłaby jedną z tych rzeczy. Błąd poznawczy… to co innego. Jednak zgodziłaś się już, że opinie ludzi takich jak on nie były warte tlenu, który wypowiedzenie ich zmarnowało. Czy fakt, że przybliżyłem ci konkretną osobę cokolwiek zmienia? - Sądzisz, że dzięki tym przykładom zmienię własne postrzeganie o sobie samej... ale to się nie stanie. Nie jestem dumna jak ty. Nie jestem z siebie zadowolona... - W sądzie bym zaprotestował, że świadek unika odpowiedzi na pytanie i próbuje zmienić temat przesłuchania… zauważyłaś, że ani razu nie powiedziałaś mi, że się mylę? Nie próbowałaś nawet wskazać błędu w moim rozumowaniu. Deklarujesz tylko, że nie zmienisz zdania… a ja nigdy nie odnosiłem się do twojej samooceny. Nie pytałem czy jesteś wartościowa. Jedynie czy osoby, które cię o tym przekonały, miały prawo ciebie osądzać. - Rozumiem do czego to ma prowadzić. - mruknęła - Bym powiedziała, że nie miały, więc ich zdanie nie miało siły, czyli mylę się i mam wartość. - fuknęła z irytacją. Viktor pół-uśmiechnął się. Nieco zbójecko, a nieco zarozumiale. - Nie. Ja nie powiedziałem “oni się mylili, więc jesteś wyjątkowa”. To byłby non sequitur. Udowadniam tylko, że oni nie byli bezstronnymi arbitrami twojej wartości. Mieli własne uprzedzenia, interesy i powody, aby ciebie widzieć, albo choćby przedstawiać w określony sposób. Nadal możesz wydać na siebie wyrok, jeśli taka twoja decyzja. Ale niech piekła, Kaylie, zamarzną… przynajmniej nie powołuj się na świadków, których umiarkowanie-kompetentna obrona rozbiłaby w mak w pierwszych pięciu minutach przesłuchania. - Jak wolisz. - wzruszyła ramionami - Irvys może być? - Irvys… co? - zapytał unosząc brew - Na świadka twojej nie-wartości? Mam ci pokazać czemu w sądzie jego opinia zostałaby uznana za nie-wiążącą? - Nie zostałaby! Czerwone Loże by to załatwiły! Viktor uniósł brew jeszcze wyżej. - Czerwona Loża mogłaby sprawić, że wygrałby proces. Oczywiście. Od tego są wpływy, pieniądze i dobrzy adwokaci. Wiesz jednak, kogo by wysłali? Mnie. Co czyni ten argument bardzo osobliwym, bo mówisz mi “Ty się mylisz, a on miał rację, bo TY byś to załatwił”. Ale nie rozmawiamy o tym czy Irvys mógłby wygrać, ale czy na uczciwym procesie jego słowa sprzed ośmiu lat mogłyby zostać uznane za dowód w twojej sprawie. I niedawne Trzecie Pióro Cheliax mówi ci, że w sytuacji ceteris paribus, że nie mogłoby. Tu oczekiwałbym jednak abyś mi uwierzyła, chyba, że przypisujesz sobie większe zrozumienie prawa i polityki Cheliax, niż moje. Hmmm? Kaylie spojrzała mu głęboko w oczy. - A jeżeli przypisuję? Hmm? Viktor uśmiechnął się zdradziecko. - To byłoby niezwykle interesujące, jakbyś faktycznie tak uważała. Jest tak? - zapytał jakby zapraszał ją do wejścia w jawną pułapkę. - "Szczur w todze" nie miałby szans z prawdziwą szlachtą na polu prawnym. Próbowali ci to już wytłumaczyć, ale ty uparcie nie chcesz zrozumieć. - powiedziała z przerysowanym nadęciem - Możesz być pieskiem szlachciców i dla nich sprawy wygrywać, ale to tyle. - podgryzała go. Viktor westchnął przeciągle, upił resztkę wina ze swego kielicha i spojrzał na Kaylie z jakimś zawodem. - Gratulacje. Udało ci się odebrać mi chęci do tej rozmowy. Zgaduję, że to dobry moment na zakończenie mojej przerwy. Masz jeszcze coś do omówienia, na szybko, zanim wrócę do konstruktywnej pracy? - zapytał, ale już się półobracał do biurka, a palce szukały zakładki pozostawionej w księdze. Jeżeli oczekiwać zobaczenia całkowitego niezrozumienia sytuacji w jakiej się znalazło to teraz mina Kaylie to wyrażała. Pochwyciła ona twarz prawnika jak już miał wrócić do lektury i z całkowitym zdziwieniem powiedziała: - Ale... O co chodzi? Zrobiłam coś nie tak? Viktor uchwycił jej dłonie i odsunął je od siebie, ale skupienie pozostało na niej, a niewróciło do księgi. - Nie jesteś chętna, albo zdolna faktycznie uczestniczyć w tej dyskusji. Pokręcił lekko głową. - Tylko zaczepki, redefinicja kryteriów, ad-hominem, a nawet zmiany zasad w trakcie rozmowy… jeszcze regularna odmowa odniesienia się do czegokolwiek co mówię i równoważniki retoryczne powtarzania w kółko “pomidor”. Nie masz ochoty prowadzić tej dyskusji i teraz ja też już nie mam. Nie wyganiam ciebie, nie musisz wychodzić, ale ja mam pracę do odrobienia. - Mamy inne oczekiwania do takiej rozmowy... - powiedziała cicho - I miałam nadzieję, że uda się poprawić jej ton wstawkami mniej poważnymi... Czy się myliłam? Czy one cię zabolały? Przecież wydajesz się ponad to. Viktor zmrużył oczy. - Ujmę to tak. Ty nie brałaś nawet udziału w tej “rozmowie”... a ja JESTEM ponad tą obelgą. Nie mam problemu ze “szczurem w todze”. On jest moją historią i noszę ją z dumą. Odchylił się nieco w krześle. - Problem mam w tym, że padła ona z twoich ust. Mogę to zaakceptować od moich przeciwników. Od ludzi którzy mnie nie znają. Od tych, którzy chcą mnie zranić. Najwyżej obrócę to w gniew i pogardę, a je w motywację by im pokazać. - Ale... Ale... - Kaylie wyglądała na szczerze wystraszoną, bo i tak się czuła. Ja nie chciałam cię obrazić... Chciałam tylko by to wyszło... Jak niewinna zaczepka... Przepraszam... Nie umiem socjalnie najwyraźniej... - Galtianka w tym momencie szczerze czuła się naprawdę zapędzona w róg przez drapieżnika, jakiemu stanęła na ogon. - Jeszcze tu jesteś i nie jesteś odprowadzana do wyjścia. To świadczy o tym, że zdaję sobie sprawę, że to była beztroska i swawola, a nie zła intencja. - Ale jesteś na mnie zirytowany... Prawda? Ja naprawdę... Nie chciałam ci zrobić przykrości... Nie wiedziałam jak udowodnić swoją rację i... Spanikowałam... - zaczęła wykręcać nerwowo palce - A przecież było tak dobrze... Tylko wiedziałam do czego chcesz doprowadzić... - zaczynała z nerwów plątać się w słowach. - Już próbowałaś dziś zgadywać moje motywacje. Nie trafiłaś wtedy. Nie sądzę, żebyś trafiała teraz. Wzruszył lekko ramionami. - Jestem rozdrażniony. To nie koniec świata. Za godzinę nie będzie po tym śladu. Westchnął cicho. - Nie przypisuję ci złych intencji. Widziałem, że to była próba humoru, ale zbyt wiele –nieprzyjemności– mnie spotkało w kontekście takich słów. Wciąż budzą one we mnie reakcje których nie lubię… Nie żartuj więcej w ten sposób, a nie będziemy mieli podobnych sytuacji. - Dobrze... - zgodziła się trwożnie - Więc... Ja już może wrócę do Dworu by ci nie przeszkadzać. - powiedziała ostrożnie. Osobiście wolała zostać z nim na noc, ale widziała, że znowu zawaliła i może to będzie coś, czego potrzebuje teraz Khal, a nie jej obecności, jaka będzie mu przypominać o tym "szczurze w todze". - Nie wyganiam ciebie - powtórzył swoje wcześniejsze słowa, odwracając się do księgi - Ale jeśli zostaniesz to będziesz musiała się zająć sobą sama. Podzielność uwagi to zdolność, która mi wciąż umyka. - Pójdę do twojego pokoju... - ciągle z trwogą wycofała z kancelarii... zabierając ze sobą butelkę wina. - Kaylie… - zawołał ją jeszcze, gdy otwierała drzwi na zawiasach tak dobrych, że niemal nie wydały one dźwięku - Rozdrażnienie to co innego niż złość. Nie chciałbym abyś je ze sobą pomyliła. Spojrzała za nim wystraszona uniesionym głosem i dopiero po chwili spokojniej już pokiwała głową nim wyszła z pomieszczenia zostawiając go samego. Komnata Viktora była zbudowana w sposób zadziwiająco powściągliwy, jak na niezmierzone przestworza jego samozwańczej arogancji. Drogie drewno, ciężkie tkaniny i kamienne ściany zdradzały jego zamożność, ale nic nie sprawiało wrażenia istnienia tylko dla efektu. Każdy element najpierw miał być użyteczny. Centralną pozycję zajmowało szerokie, masywne łoże z bardzo ciemnego dębu. Otaczały je ciężkie czerwone kotary, dające opcje prywatność. Po obu stronach stały nocne stoliki. Na jednym karafka z wodą i kielich, na drugim książki i kodeksy. Całą ścianę zajmowały regały, które – teraz skromnie dekorowane książkami – kiedyś miały się od nich uginać. Łatwo było sobie wyobrazić oprawione skórą tomy, traktat, kroniki, komentarze do kodeksów. Z drugiej strony księgi o filozofii, historii a na wyższych półkach literatura piękna. Z kolei najniższe półki rozmiarami dopasowane były dla zwojów i map. Naprzeciw stały szafy z ciemnego drewna. Półpuste w tym momencie, ale powoli wypełniające się kolejnymi dziełami wychodzącymi spod rąk Lady Barabii. Perfekcyjnie skrojone togi, reprezentacyjne płaszcze… koszule bogate i proste, ale zawsze z najdelikatniejszych materiałów. Jedno skrzydło, zamykane na klucz, pozostawało zagadką. W jednej ze ścian wstawione miał witrażowe okno, ale szkiełka w nim niosły w sobie tylko odrobinę barwy i pozostawały niemal przejrzyste…żebrowanie między nimi to była gruba stal, pełniące jednocześnie funkcję kraty, jakby jakiemuś niezbyt rozgarniętemu włamywaczowi bogactwa arcykapłana okazały się zbytnią pokusą… Pod tym oknem stał wygodny fotel, z niewielkim stolikiem i lampą oliwną. Przerzucony przez oparcie był ciepły i miły dla skóry koc, a na blacie otwarta księga. Pokój miał dwoje drzwi. Jedne prowadziły bezpośrednio do biura Viktora, dzięki czemu mógł przechodzić między pracą a prywatą bez wystawiania się na widok postronnych. Drugie otwierały się na korytarz łączący część świątynną gmachu z kancelaryjną. Układ był przemyślany. Gość, którego należało dyskretnie odprawić, mógł opuścić komnatę *tym drugim” wyjściem, zależnie od potrzeby. Kaylie weszła do pomieszczenia wciąż przybita interakcją, do jakiej tak naprawdę doprowadziła... a raczej jej rezultatem. Trzymała w garści za szyjkę butelkę białego wina i jak tylko opuściła kancelarię oraz zniknęła z oczy Viktora upiła mocny łyk z gwinta. Czuła się naprawdę fatalnie... a przecież to miało być tylko dla rozluźnienia atmosfery! Ona sama szczerze sądziła, że nazwanie szczurem w todze będzie zabawne! Może powinna powiedzieć "szczurek w todze"? "Myszka w todze"? Zakorkowała butelkę po pociągnięciu kolejnego łyka alkoholu i po prostu bez sił padła na łóżko chowając twarz w poduszkach. Leżący po drugiej stronie łóżka niewidzialny Fisuś długo się zastanawiał co zrobić. Zostać niewidzialnym i udawać, że go tu nie ma? Cichutko się ulotnić, korzystając z pozostawionego dla niego “tajnego wyjścia” w postaci tuneliku, którym tylko malutki wąż był w stanie przejść? Kay pozostawała w bezruchu. Jakby zasnęła, ale nie potrzeba było więzi empatycznej by widzieć, że była… w zasadzie co? Westchnął wewnętrznie i udał odkaszlnięcie, aby zwrócić na siebie uwagę. - Mam nadzieję, że solidnie zakorkowałaś to wino… Arkanistka nie uniosła głowy, nie spojrzała w stronę Fisusia, ale odezwała się przytłumionym poduszką głosem: - Mam zamiar wypić je do końca, a nie zlizywać z materaca. Fisuś milczał kilka chwil, gdy odrzucał opcję ciągnięcia tematu w obraźliwy sposób. - Rozmowa chyba poszła lepiej niż oczekiwałem, skoro jesteś tutaj, a nie w drodze do jakiejś speluny… - zagaił, ściągając z siebie płaszcz niewidzialności. - Poszła dobrze. - położyła twarz na policzku by patrzeć w stronę, z jakiej głos dochodził... a przynajmniej jej się tak wydawało - Po prostu... Później nastąpiłam na coś, na co nie powinnam. Fisuś mruknął w niezadowolonej konsternacji. - Nie powiedziałaś nic o Tisis, prawda? - Co? Nie, nie! - zaskoczona wystawiła ręce w obronnym geście. - W sumie to o “rozdrażnieniu, nie złości” nie brzmiało jakbyś na to nastąpiła. Chcesz o tym… pogadać? - zapytał niepewnie. - Słyszałeś jego słowa? - zdziwiła się. - Samiutką końcówkę, gdy drzwi były otwarte. Poza tym null. Vik się postarał aby ściany były wytłumione… - Och... - usiadła prosto ze skrzyżowanymi nogami i objęła się rękoma - Powiedział mi o tym, jak go Drugie Pióro traktowało przed emeryturą. Jak używało sformułowania "szczur w todze"... Chciałam rozluźnić atmosferę... Myślałam, że to zrobię mówiąc o szczurze w todze tak drażniąc się z nim, gdy już nie chciałam z nim wchodzić w dalszą dyskusję o wartości osobistej... Myliłam się. To go zirytowało i był zły na mnie. - “Rozdrażnienie, nie złość”. Tak ci powiedział. Więc nie był zły. Poza tym… dziwię się trochę. Nigdy mi się nie zdarzyło, ale to brzmi jak żart który i ja mógłbym powiedzieć. Cóż… wyciągnij wnioski i nie przejmuj się - wężyk wygiął się jakby wzruszał ramionami. - Ja osobiście sądziłam, że to zabawne określenie, ale wyraźnie on tego tak nie zobaczył... Może powinnam powiedzieć szczurek lub mysz w todze... - skuliła się w sobie. - Erm… nie wiem jak się do tego odnieść… nie słyszałem dyskusji. Ale mam pewne wątpliwości czy infantylizacja obelgi by zadziałała tak jak sobie wyobrażasz. Zdrobnieniami też go obrażano. - ... mogę cię przytulić...? - zapytała nagle. Wężowe ciało chowańca znów wykonało gest, którego niemagiczne węże nie są w stanie powtórzyć. Zamrugał. I zamknął oba oczka, gdy wyginał się, a rude futro najpierw wychynęło się spomiędzy łusek by zaraz je zupełnie przykryć. Wielki, rudy i majestatyczny kot podszedł do niej i pozwolił sobie upaść w nią plecami… Wtedy Kaylie praktycznie rzuciła się by go zacząć przytulać jak dziecięcego pluszaka... jednocześnie płacząc w jego futro, by tłumić dźwięk. Mamrotała o tym jak jej przykro, jak nie chciała, jak to miało być inaczej, jak sobie nie radziła w rozmowie... - Wiedziałam co chce przekazać i nie chciałam słuchać, nadal nie chce, bo się nie zgadzam, to było złe, nie chciałam go krzywdzić, nie miało być tak, to miał być żart, rozładowanie sytuacji... Co mam robić? Futro kota robiło się wilgotne. Fisuś, nieco wbrew sobie, pomrukiwał gdy tak smarkano mu w plecy i szarpano go, jak przytulankę. Był… skonsternowany. I nie wiedział co w ogóle odpowiedzieć. - Errrrr… nie odnosisz wrażenia… że mrrauu odrobinę… przesadzasz z reakcją? Vik nie wydaje się być na ciebie zły, ani nic… - Znowu zawaliłam... - wyłkała - A już było tak dobrze... Uspokoił się... Rozmówiliśmy się... - wytarła łzy o łepek kota - A ja znowu... Będzie udawał, że to nic... Uśmiechał się... A ja... Wiem co zrobiłam...! Kot tylko bardziej i bardziej marszczył pomarańczowe brwi. - Errr… chyba już wyszliśmy ponad ten nieudany żarcik, co nie? - On... Był zły, że nie wchodziłam w dyskurs... Nie jestem dobra socjalnie... Boję się z nim walczyć w dyskusji... - Hmmm… o czym tak “walczyliście”? Bo ciężko mi uwierzyć, aby dla niego to była walka… - Chodziło o moje samopostrzeganie i o opinie innych na mój temat... Chciał bym przyznała, że się mylili! Nie był zadowolony, że nie podejmowałam rękawicy i unikałam... - Uhh… cóż… a rzeczywiście MIELI rację? Po chwili namysłu Kaylie wzruszyła ramionami. - Byli ponad mną... - wymamrotała - To coś znaczy. - A… zrobiłaś coś by zaczęli tak o tobie myśleć? - Byłam... Poniżej ich oczekiwań. - I… ummm… co to były za oczekiwania? Jeśli chcesz o tym mówić! - Bym była... kimś innym... Fisuś milczał, dłuższy czas trawiąc co usłyszał. - Wiesz… zaczynam rozumieć czemu Vik tak się uparł… - Czemu? - zapytała wtulając twarz w futro kota. Znów dłuższa cisza. - Eehhhh… nie jestem pewny jak to powiedzieć. Myśl tańczy w mojej świadomości, ale nie chce się ubrać w słowa… Czy to rzeczywiście chodziło tylko o to kim byłaś? - Nie wiem o co innego mogło chodzić rodzinie i nauczycielowi... jak wszystkie zadania wykonywałam lepiej do reszty uczniów... a czasy w Cheliax... to tylko kwestia urodzenia i... statusu.... - Zgubiłaś mnie po drodze… co “czas w Cheliax”? To co tobie zrobiono to “kwestia urodzenia i statusu”? - To, co robił mi Thrune. - … … … Wybacz mi moją konsternację… czy ty mi mówisz, że bycie Myamtharsar jest wystarczającym powodem by uczciwe było trafić w ręce psychopaty? - Bycie Galtianką było powodem dla niego... i niewolnikiem. Fisuś zamilkł na dłuższą chwilę. Ogon kota uderzył raz o materac. - Kay... nie pytam, dlaczego on to zrobił. Pytam, czy ty naprawdę uważasz, że miał do tego prawo? Kaylie otworzyła usta i zamknęła ważąc słowa. - On... Gdyby nie miał... Nie robiłby tego... A miał... poprzez swoją pozycję i władzę... Tak przecież jest w Cheliax. Ci co mają władzę mogą robić co im się podoba... - Kaylie… wiem, że nie poruszam ustami gdy mówię, a z ruchu wibrysów i tak byś nic nie wyczytała, bo widzisz teraz tylko niezmierzoną chwałę blasku mego futra… ale wsłuchaj się teraz w moje słowa. Czy TY. Nie Cheliax, nie prawo, nie Thrune… UWAŻASZ. Nie sądzisz, nie zgadujesz, nie ekstrapoluejsz. Że miał MORALNE PRAWO. Nie możliwość. Nie moc. Nie… nie wiem… Więc… Czy TY uważasz, że miał moralne prawo do tego co robił? Arkanistka drżącymi dłońmi gładziła futro chowańca. Oddychała nerwowo zaciskając co chwila palce, wyraźnie walcząc by nie płakać. - ...nie miał... Był pot..worem... - ostatnie słowo prawie wypłakała. Fisuś obrócił się i objął ją swoją wielką kocią łapą, na tyle na ile pomarańczowy kot – nawet jeśli wielki jak na swój gatunek – był w stanie. - Był… - przytaknął jej cicho. - I… - zaczął niepewnie, nie wiedząc czy teraz w ogóle powinien - …i to nie była twoja wina - zacisnął zęby, spodziewając się wszelkiej możliwej gwałtownej reakcji. Galtianka po prostu skuliła się w sobie zakrywając głowę i zaczęła płakać z żałością i bólem, jaki mógł innego przyprawić o łzy, jeżeli choć trochę posiadałby empatii. Wciskała paznokcie w swoje policzki i chciała stać się mikroskopijna, zniknąć ze świata, przestać istnieć... - Jesteś wśród przyjaciół… - mruczał Fisuś, wciskając się pod jej dłonie, aby powstrzymać ją przed robieniem sobie krzywdy. Kątem oka widział otwierające się bezłośnie drzwi. Do środka zajrzał Viktor ze zmartwieniem na twarzy. Posłał chowańcowi pytające spojrzenie. Chłoną echa jego emocji. Fisuś chętnie je posyłał. Podkreślił je nieznacznym poruszeniem ucha i pokręcił łebkiem. Viktor zawahał się przez ułamek sekundy… i jeszcze dwa. Chciał wejść. Zainterweniować. Pomóc. Cokolwiek. Ale obaj wiedzieli, że chowaniec lepiej rozumie chwilową sytuację. Z niemal fizycznym bólem Viktor zamknął drzwi… równie cicho jak je otworzył. - To jest w porządku… - mówił chwilę później Fisuś - Nie musisz niczego tłumaczyć. Po prostu to wypłacz… - Jestem sła-a...ba... - łzy płynęły po jej policzkach - Nie umiem... być tak dobra... dla Khala jak powinnam... Zawsze coś... Jestem żałosna... Jestem nie taka... - rozkleiła się całkowicie. - Nie jesteś. Nie bardziej niż nasze wesołe duo… Zajęło nim Kaylie się uspokoiła i przestała płakać, choć nie wyglądała na szczęśliwą... Po prostu milczała patrząc w swoje dłonie. - Khal... - powiedziała w przestrzeń - Przepraszam... - objęła się rękoma czując teraz mała i słaba - Potrzebuję cię... Fisuś spiął się i zamarł. Potem spojrzał na drzwi. - Z-zawołać go? - zapytał niepewnie. - Pewnie jest zajęty... - Nie jest. - To jeżeli nie byłby to problem... - wymamrotała. Fisuś kiwnął głową… Viktor krążył po biurze, zwalczając wszystkie swoje instynkty. Ufanie innym nie było w repertuarze jego zachowań, a jednak Fisuś o to zaufanie prosił. Niewielu mogłoby na nie liczyć, ale sir Fistaszek… to było co innego. Drzwi się uchyliły i zza ich krawędzi wyjrzał diabelski impowy łepek. - Ona chce abyś przyszedł. Viktor zamrugał kilka razy i kiwnął głową. Kaylie siedziała tyłem, gdy adwokat diabła wszedł do pokoju. Nie zareagowała na niego, ale… widział napięcie w niej. I na moment wzmogło się ono i opadło, gdy zrobił pierwszy krok. Bez słowa usiadł za nią i objął rękoma. Kaylie powoli zamknęła oczy i przekręciła głowę by móc w ten sposób wtulić się w tors kochanka. - Zawsze muszę przeszkadzać. - wyszeptała. - Nie widzę tego tak. - Masz jutro wielki dzień, ważny. Może ważniejszy niż wiele poprzednich. - wtuliła twarz w jego podbródek. - Ważniejszych niż wiele i również od wielu mniej ważne… - przytaknął. - Masz zamiar dalej wkuwać te księgi? - Nie wiem. - To chociaż pobądź ze mną jak będę usypiała... - poprosiła - Może rozegnasz koszmary. - W porządku - zgodził się szeptem. Arkanistka zdjęła z siebie ubrania i wsunęła się pod pościel. Wyciągnęła dłoń i złożyła ją na policzku Khala, sama przysuwając pod głowę poduszkę. Patrzyła na niego z uczuciem, gdy kładł się obok niej. Wkrótce zamknęła oczy i pozwoliła się odprowadzić do snu.