[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
Nomada wziął do ręki smarthing, który podała mu Artemida. Wszedł w kontakty, szukając czegoś, co kojarzyłoby się z Tren do Agua. Musiał skupić się na moment, żeby przypomnieć sobie nazwisko, które wcześniej podała im Brazil: Rosita Cortez. SMSy, połączenia, maile... choć te ostatnie pewnie Silm ma na swoim dysku. Czytał na głos, dzieląc się informacjami od razu z Brazil.
Spojrzał przelotnie na gospodarza zimnym wzrokiem. Gruby dalej kłamał, nawet pod groźbą śmierci. Artemida miała rację, co potwierdzały nagrania z kamer. Switch musiał być gdzieś blisko. Transformatorownia na Republiki, dobre sobie...
- Jesteś w stanie określić gdzie go zabrali? - zwrócił się do przyjaciółki - Mają tu więcej kamer?Dingo nasunął swoje smartgogle na oczy i sięgnął do kieszeni po drona. Spojrzał na otwarte okno i widoczne na zewnątrz schody przeciwpożarowe. Włączył latającą maszynkę na tryb stand-by i rzucił w stronę okna, żeby urządzenie unosiło się statecznie na zewnątrz. Włączył na lewym okularze podgląd z kamery drona, żeby zobaczyć jak wyglądają schody. Szukał ludzi, albo śladów krwi.
Ponownie spojrzał na Slima, a potem na Brazil, nieco zdezorientowany tym, że do jego oczu dochodziły dwa różne obrazy, z drona i z mieszkania.
- Wyciągniesz coś jeszcze z niego? - powiedział do Brazil, wskazując gestem na głowę - Bo jak nie, to pora kończyć temat i szukać na własną rękę. Jego gadanie jest gówno warte.Spojrzał wymownie na Unity. Nie wiedział za dużo o Sieciarzach, ale miał świadomość, że gwałtowne wyrwanie z architektury może uszkodzić software i hardware. Widział już co pocisk pistoletowy może zrobić z głową trafionego. Nie zamierzał uszkodzić Slima dopóki Brazil była sprzęgnięta z jego siecią. Ale jak tylko się odłączy...
-
Mieszkanie Slimwire
Dane ze smartfona netrunnera nie mówiły Dingo niczego konkretnego. Nazwy znajomych były zakodowane ciągami niezrozumiałych liter i cyfr, zdjęcia były zniekształcone za pomocą jakiegoś programu zabezpieczającego przed podglądem. Sieciarz ewidentnie dbał o poufność zachowanych na urządzeniu informacji i chociaż Brazil pewnie miała własne sztuczki w zanadrzu, Houston nie mógł się z nią równać na polu łamania cyfrowych zabezpieczeń netrunnerów.
Ciśnięty za okno dron zawisł w powietrzu, zabuczał ledwie słyszalnie miniaturowymi rotorami. Jego elektroniczne oko zaczęło skanować głęboką ciemność zabudowanego placu na tyłach apartamentowca, przesłoniętej z góry masywną konstrukcją łączących się ze sobą na wyższych piętrach sąsiednich budynków i jeszcze większą bryłą estakady. Wyświetlany na smartgoglach Houstona obraz ukazał jego oczom niewyraźny kształt jakiegoś starego samochodu, palet z plastikowymi pojemnikami na chemikalia, dużego kontenera na śmieci i pryzm worków z odpadami walających się wokół niego.
Nomada spuścił wzrok na dygoczącego konwulsyjnie netrunnera, zmarszczył nos czując nieznośny fetor bijący od zaniedbanego pod kątem osobistej higieny ciała mężczyzny. I zesztywniał na chwilę, kiedy coś przyszło mu znienacka do głowy.
Odsuwając od siebie ściskającą pistolet rękę przyklęknął na jedno kolano, pochylił się nad zakrzepłymi, ale wciąż świeżymi rozbryzgami krwi. Aktywowany myślą wzmacniacz węchu zaczął pracę na pełnej skali zalewając mózg Houstona w jednej sekundzie szeroką paletą zapachów, z których zdecydowana większość budziła jego obrzydzenie. Wstrząs wywołany tym atakiem feromonów zakręcił Dingo w głowie, zmusił go do podparcia się wolną ręką o podłogę.
Greyhound Zetatechu, wiodący na rynku model implantu węszącego, miał bogaty wachlarz filtrów, ale włączony na pełnej mocy, dzięki sieci mikroskopijnych analizatorów chemicznych potrafił zapewnić swojemu właścicielowi prawdziwy feromonowy wstrząs.
Opierając się na wbudowanej w sterownik bazie danych wszczep w ciągu kilku sekund zidentyfikował rodzaje cząsteczek zapachowych wchłanianych przez jego filtry, izolując je według neuralnych komend do momentu, w którym nadludzki wyostrzony zmysł powonienia Houstona rejestrował już tylko jeden zapach: świeżą krew.
Podnosząc się z przyklęku przy wtórze dźwięku głośnego węszenia, nomada pokonał kilkoma krokami odległość dzielącą go od parapetu, otworzył do końca okno i wychylił się na zewnątrz w ciasną przestrzeń prętów schodów przeciwpożarowych.
Bez trudu wychwycił zapach krwi ciągnący się wzdłuż rusztowania trzeciego piętra w stronę zejścia niżej. Wskazania wszczepy nie pozostawiały pola do nadinterpretacji - krwawiący człowiek z mieszkania SlimWire został wyciągnięty po parapecie na zewnątrz i powleczony w półmrok neonowej nocy, ale jego ciało zostawiło po sobie ślad, który mógł poprowadzić Dingo za Switchem jak po sznurku tak długo jak jego oprawcy nie zdecydowali się wrzucić ciała fiksera do samochodu albo portowego kanału.
Mężczyzna odwrócił się w stronę Artemidy, ścisnął palcami jej ramię zwiększając powoli nacisk dłoni na ciało netrunnerki, by nie zaszkodzić jej nagłym nieoczekiwanym bodźcem i nie poczynić w ten sposób uszkodzeń w wymuszonej brutalnej symbiozie dwóch ludzkich umysłów.
- Brazil, mam trop Switcha - powiedział dostrzegając błysk w oczach dziewczyny - Mam jego ścieżkę zapachową, możemy ją wykorzystać do tropienia. Idziemy?
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Na dole Vine Street
Mack nachylił się do Leifa, który był wyraźnie spięty - nie na taki wieczór sie pisał. Mack w sumie też nie.
- Nie dziw się temu, co zaraz powiem, jestem w eterze.
Pochylony udawał, że rozmawia z Leifem, a tak naprawdę dyktował wiadomość do reszty grupy.Wiadomość:
V na dole. Czarny wóz od strony mostu. Czekają. T wycof do własnej bryki. Czekają. Ulice jest obstawiona.
Czekał. Aktywował w goglach Lśnienie, może jest coś ciekawego w tym Nadświecie.
-

Mieszkanie paczki w H10, 23:08
HiFi obrócił w palcach lewe cyberoko Rodrigueza, poprawił wtyczkę kabelka łączącego implant ze smarthingiem, mruknął coś z rozczarowaniem pod nosem. Nieboszczyk z garażu Shivy nosił dwa różne modele mechanicznych oczu i przynajmniej jedno z nich - to trzymane właśnie w palcach - strzeżone było naprawdę mocnym firewallem. Piracki soft technika nie potrafił sforsować zabezpieczeń wszczepu ani nawet wygenerować podglądu pełnej listy funkcji cyberoka. Jedynym, co osiągnął było uruchomienie wewnętrznej baterii implantu w trybie default, w nienaturalnie czerwono-żółtym układzie kolorystycznym mającym przyciągać uwagę bardziej ekstrawaganckich klientów.
Podbudowany wcześniejszym udanym hakowaniem procesora HiFi zdusił w sobie ukłucie rozczarowania, zerknął ponownie na nie dające mu spokoju słowa wiadomości przysłanej przez Brazil.
Przepełniony zrozumiałym niepokojem, HiFi sięgnął ręką w stronę leżącego na pobliskim futonie kieszonkowego radyjka Hartleya, włączył je załapując się na końcówkę bloku informacyjnego na 88.9 Pacific Dreams.
Kolejny cud korporacyjnej inżynierii genetycznej. Majestatyczny tygrys bengalski, przywrócony do życia w laboratorium Biotechniki przedstawiciel wymarłego gatunków azjatyckich drapieżników szczytowych, zostanie w najbliższy weekend wystawiony na aukcję w prestiżowym nowojorskim domu aukcyjnym Nauroki. Zwycięzca aukcji uzyska prawo do własnoręcznego upolowania tego unikatowego stworzenia w dowolnym wybranym przez siebie miejscu na świecie.
Jakość powietrza w San Francisco spadła do najniższego odnotowanego w bieżącej dekadzie poziomu. Lokalne władze rozpoczęły społeczną kampanię zniechęcania mieszkańców do opuszczania domów bez uprzedniej instalacji ofpowiednio skalibrowanych sztucznych płuc.
A teraz najświeższe wieści ze świata rozrywki! Długo wyczekiwana egzekucja Joaquina Schmidta, znanego opinii publicznej pod przydomkiem „Rzeźnika z Watson”, została oficjalnie zatwierdzona na jutrzejszy dzień. 27-letni obywatel Night City przyznał się do 21 morderstw, w tym siostry i matki. Egzekucja skazańca będzie miała charakter publiczny, a osoby chcące śledzić jej przebieg z domu mogą skorzystać z livestreamu dostępnego pod linkiem wyświetlanym na dole ekranu. Organizator tego wydarzenia, Capital Corrections Inc, gwarantuje zarówno emocjonujące widowisko jak i liczne nagrody dla widzów uczestniczących w loterii stanowiącej dodatkową oprawę rozrywkową egzekucji.
Smarthing młodzieńca pisnął głośno wieszcząc odbiór kolejnej tekstowej wiadomości. HiFi spojrzał na wyświetlacz pewien updatu w temacie Switcha, ale nadawcą okazał się ktoś inny.
”Śpisz? Ciągle mogę na ciebie liczyć?”
Leon Avrille.
-
Vine Street w Heywood; Apartamentowiec; Piętro III , Mieszkanie 36; godzina: 23:09
Zerzarł robal kawał muru,
A kapłanka mu to wtóru
Przestawiała wszystkie szafki,
Pospinała na agrafkiCyfrowy pokój SlimWira kontrastował z jego odbiciem w świecie rzeczywistym, (który świat był bardziej rzeczywisty dla hakera pozostawało dyskusyjne, dla Brazil było to wciąż mięso), w digitalnej twierdzy panował surowy porządek godny rasowego psychopaty. Pozory skrywały nieoczywiste pułapki i skrytki, tak zakamuflowane w kodzie, że netrunnerka miała wrażenie gry w escape room. Nie mogła się doszukać adresatów alarmu, a z relacji kolegów wynikało, że gruby nie kłamał mówiąc, że przyjadą. Bo przyjechali.
Nagła myśl ta, oderwała kobietę od rozgrywania kodu, ale na chwilę tylko. Pracowała równiutko, jak ledwo testowany chiappa, skupiona wielowątkowo, co w mięsku doprowadzałoby ją do orgazmu i szału równocześnie, ale zaklęta w cyfrową formę anioła była na to całkowicie odporna. Wracając: Nie mogąc doszukać się adresu alarmu, zablokowała wszystkie podobne sygnały. Przebywając w cyfrowej rzeczywistości miała i tą, prócz odporności na słabości ciała przewagę, że czas płynął dla niej niemal nieskończenie wolniej.
Korzystając z milisekund podmieniła jeszcze zawartości kilku kluczowych plików, postawiła swoje bramki kodowe. Zaklęła virtual na przestrzeni SlimWirowego terminala. Pałac lustrzany, w pałac lustrzany w negatyw środowiska fortecy Skopiowała po stokroć.
Czas płynął, choć by chciała Brazli inaczej, tak chciałaby tak bardzo.
Dogonił ją czas. Sama zastawiła na siebie tę pułapkę, mając z jednej strony aktywny kontroler połączeń, z drugiej zaś, oko na pokój ze swojego smarta, przemyślnie zostawionego w dogodnej lokalizacji, żeby kontrolować ruch w jaskini śmierdziela.
Wpierw zatem do chłopaków na dole.
NoiseFeed Brazil do wszystkich Brazil Ostrożnie na tyły, tu są schody pożarowe Brazil Przesyłam domyślną mapkę, zaraz dołączymy Artemida kalkulowała, że nie zostało wiele czasu na decyzję o ucieczce, lub konfrontacji. Jak bardzo pragnęła tego drugiego tak wiedziała jak bardzo naraziłaby przyjaciół. Ledwo skopiowała kody działających w tle procesów, ledwo czarne sople uchyliły drzwiczki skarbczyka grubasa i zaczęły wyciekać z niego brudne coiny się odezwał Dingo. Tak się odezwał, że ją ciarki przeszły nawet w cyfrówce. To był dotyk faceta.
Spojrzała przez oko smarta, a Houston faktycznie tropił powonieniem, sortowany umysł w ułamku sekundy nakierował Brazil na właściwe rozwiązanie. Nomada miał wilczy chip, stymulator węchowy. Niemal zaraz technologiczna część jej świadomości uzmysłowiła jej, że lepiej funkcjonowaliby jako grupa, gdyby więcej wiedzieli o swoich zaletach i ułomnościach. Zanotowała do omówienia. Pospiesznie pozamiatała po sobie jak lis w kurniku.
Na podjęty trop podnieciła się tak bardzo, że niemal od razu się wybudziła. Sobie jeszcze przypomniała o kamerze. Prędziutko wkroczyła w skromne progi i spaliła w piecu zapis z przyjazdu i rozmów z miejscowymi.
Verite odebrało swoją zapłatę za nadmiar czasu przy wynurzeniu. Torquemadę ogarnął wpierw potworny chłód, (muszę być strasznie głodna - pomyślała), a zaraz zalała ją fala mdłości powodowana syfem w mieszkaniu gospodarza. Straciła kilka sekund nim była zdolna chwiejnie wstać i ledwo powstrzymać dreszcze.
Ostrzegawczo wysunęła rękę do Houstona, by od razu nie wypalił do grubasa. W jego łbie wciąż tkwiła jej drzazga, a pocisk mógłby uniemożliwić jej wyjecie. Się mobilizowała, była przecież nadczłowiekiem, tak sobie tłumaczyła, tylko, że bardzo głodnym, prześladowało ją. Zabrała swojego i grubasowego smarta.
NoiseFeed Brazil do Dingo Brazil Ma w głowie mój chip, chcę mieć go w garści nim.. -Gdzie ten trop? - spytała wreszcie przytomnie - No i ty gruby, co zrobisz jak wejdą tu trensi? Patrz na mnie jak do ciebie mówię! Wyszczekasz im wszystko, czy będziemy jeszcze razem pracować? Nie ma Shivy..- ale sama odwróciła wzrok w kierunku nomady. - Nie rób hałasu. Szkoda ołowiu. - wysunęła cienkie ostrze nożyka do wykładzin w teatralnym geście a'la volverin.
Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.
Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.
With your input, this post could be even better 💗
Zarejestruj się Zaloguj się