Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn
-
Chętnie z całej sytuacji Galeb by zażartował. Cała awantura, nerwy i rozdygotanie przez... sranie. Othin Jak najbardziej miał rację że snotling powinien się odmeldować. Ale co oczywistością jest dla krasnoluda to dla zielonego z barbarzyńskiej bandy...
W końcu jednak nie znalazł żadnych słów, bo ani nie chciał wnerwiać bardziej Logrima, ani powtarzać się po Othinie. Rhunki jednak postanowił bardziej baczać na ich jeńca czy też małego "towarzysza", podejrzewając że jak dziecko może się czymś zaciekawić i bez pytania pójść za tym. Z resztą... teraz będą pod ziemią i Żelazołamacze z pewnością nie pozwolą długobrodym ani kusznikowi iść na przedzie. Raczej żaden dumy nie schowa do kieszeni.
-Zajrzę co u młodzieży. - odezwał się w końcu.
Zajrzał przez uchylone wrota i spojrzał w mrok rozświetlony rozproszonym światłem latarni.
-
- A nie wydaje ci się podejrzane, że ten złom - Fenni podrapał się po głowie odpowiadając na pytanie Hagrida - nie wygląda na jakby miał wiele lat?
- Umgi posprzątały kopalnię, która zamierzali opuścić... aż tak dokładnie? - Na koniec rozważań towarzysza Fenni zapytał z niedowierzaniem - Nawet krasnoludy tak nie robią!
-
22. Durgzet, 7035, po północy.
Wejście do kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, zimno, burza, wiatr, pioruny.– Jak idem srać, to mam mówić, że idem srać. Dobrze - pokiwał Tfardy ze zrozumieniem.
Krasnoludy popatrzyły po sobie nie wiedząc, co zrobić dalej.
– Zajrzę co u młodzieży - odezwał się w końcu Galeb, by przełamać ciszę.
– Nie słychać odgłosów walki, więc chyba wszystko w porządku - odrzekł na to Othin.
– Za to szurają tak głośno, że wiemy, że nic im nie jest - zażartował starając się nieco rozładować atmosferę. - Zresztą wejdę kawałek do środka.
Co też uczynił. Ale zatrzymał się przy bramie, bo już wcześniej chciał obejrzeć zawiasy. A że były one od wewnątrz, dopiero teraz miał okazję.
– Ciekawe... - rzekł po chwili. - Brama ma wbudowane od wewnętrznej strony solidne rygle, które można zamknąć mechanizmem. Niektóre wysuwają się częściowo poza odrzwia, w skałę, inne przesuwają na środek, mostkując oba skrzydła. Dzięki temu niesposób jest wyważyć bramę.
Nic więcej ciekawego nie znalazł. Z głębi korytarza dobiegły ich jakieś trzaski. Nastawili uszy uważniej, ale się nie powtórzyły.
– Co oni tam robią? - zastanawiał się than.
– Może wpadli na coś? - dopowiedział Zilfini.
– Dadzą sobie radę. W końcu to żelazołamacze - uspakajał ich Galvynssun.
Niedługo później dobiegły ich jakieś stuki i puki, metal uderzający o metal.
– Zbyt miarowe, jak na walkę - orzekł Logirm. - Niech mnie Grungni, jeżeli wiem, co oni tam robią.
Ustało.
Coś zaczęło szurać i stukać, a dźwięk zaczął narastać. Angaztromm wycelował kuszę w stronę tunelu.
– To ja! Brond! - dobiegł ich okrzyk, a po chwili w ich stronę wtoczył się kopalniany wózek, pchany przez Khadinbata.
– Na dole pusto i wygląda na bezpiecznie. Nie brnęliśmy dalej, bo za dużo odgałęzień po drodze. Ale mam transport, dla tych sztab. Możemy je załadować i zabrać na dół.
W kopalni Khazid Aldum, nieco wcześniej.
Sucho, pojedyncza latarnia rozświetla ciemne wnętrze.– Nie wygląda na stary – zgodził się Brond, przypatrując mieczowi, który wcześniej potrącił.

– Co nam szkodzi go pokazać? - poparł brata Khadinbat.
Rhyn rozejrzał się po jaskiniach. Ławy, stoły... Część z nich zaczęła się rozpadać, ale większość była cała. Leżał na nich kurz, jednak nie było go zbyt wiele. Całość nie sprawiała wrażenia na żelazołamaczu, jak gdyby trwała tu od stuleci nieużytkowana. Owszem, drewno mogło być nawet i tak stare. Ale regularnie konserwowane i naprawiane mogło trwać długo. Dopiero gdy przestano tych zabiegów... Ten czy tamten stół mógł się rozpaść kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt lat po opuszczeniu kopalni.
Ale widziane bełty czy strzały na pewno nie były takie stare.
Wyciągnął połamane drewno na środek komnaty. Kilkoma uderzeniami młota rozbił jedną z nóg na mniejsze, a potem nożem nastrugał drzazg i szczap, aby łatwiej było ogień rozniecić. Będąc z tym gotowy, jął krzesać iskry.
– To chodźmy tymczasem wagoniki obejrzeć - Brond zwrócił się do Fenniego.
Ruszyli rozglądając się na boki. Minęli poprzeczne tory. Z jednej i z drugiej ich strony stały nietypowe wagoniki. Zabudowane drewnianą konstrukcją wzmocnioną metalem, tworzyły coś w rodzaju ruchomego muru obronnego. Płytkie korytarze w bokach jaskini umożliwiały wtoczenie tam niewielkich składów. Natomiast w razie potrzeby wagony te dawało się wyciągnąć i przegrodzić nimi całą szerokość pomieszczenia. Zapewne dało się je też te z lewej sprzęgnąć z tymi po prawej. Zabudowa wagoników oferowała dla potencjalnych obrońców liczne otwory czy to strzeleckie, czy to do dźgania bronią drzewcową.
Żadnych włóczni w pobliżu jednak nie znaleźli, za to obok leżały trzy kilofy.
Proste narzędzie przeznaczone do pracy w kopalniach. Stare, sądząc po istniejących wżerach. Chociaż czemu tu się dziwić wżerom, skoro kilof na ogół ciężko pracuje? Łatwo więc i o zniszczenia i o kontakt z solą czy innymi szkodzącymi mu składnikami.
Ale krasnoludzkie, sądząc po wykonaniu.
Wracając do wagoników, tym razem tych normalnych, do przewozu urobku, które stały na bocznicy. Te ewidentnie nie były ostatnio ruszane. Rdza zespoliła koła razem z torami i dwaj żelazołamacze musieli się trochę natrudzić, by jeden z nich cofnąć w końcu po torach i naprowadzić na główną linię.
Zbliżyli się przy tym do dwóch dalszych korytarzy i mogli zerknąć w głąb. Ten, którym w były tory, biegł w miarę prosto obniżając się, a zarówno mrok jak i coraz to niższy sufit uniemożliwiały spojrzenie dalej. Natomiast korytarz na wprost nich zakręcał stopniowo w prawo i też nie było widać, co znajduje się dalej.
Przy bocznicy znajdowały się kołowroty z nawiniętą niewielką ilością grubej liny. Dopiero teraz, z mniejszej odległości dostrzegli, że od kołowrotów lina ta szła systemem bloczków wzdłuż torów, przy podłodze. Podobne bloczki, ale bez liny, dostrzegli teraz wzdłuż głównej trasy.
Gdy Khadinbatom udało się przygotować wagon do wyjechania nim na górę, również i Hagridowi udało się skrzesać ogień.
– No, gotowe - Brond popukał swoją gromrilową rękawicą w wózek.
Rhyn, który właśnie oderwał się od swego zajęcia, by spojrzeć na efekty pracy braci, kątem oka dostrzegł jakiś ruch w korytarzu za ich plecami, po lewej - tam, gdzie biegły dalej tory. Było to niewiele, tyle co ciemny kształt na ciemnym tle, ale... w mrok tunelu odleciał nietoperz.
– Pojadę na górę załadować sztaby. A wy tu pilnujcie - oznajmił Brond, nieświadom obecności zwierzęcia za sobą. Odłożył zbędne bagaże, zaparł się nogami i zaczął toczyć pojazd pod górę. Fenni odprowadzał go wzrokiem dopóki krzywizna tunelu nie skryła go przed ich oczyma.
Zarówno Fenni jak i Grumsson zajęli się interesującymi ich sprawami, w oczekiwaniu na dotarcie pozostałych. Zanim to jednak nastąpiło, nagle w jaskiniach rozległ się donośny dźwięk gongu. Odgłos wibrował i zdawał się docierać do wszystkich zakątków kopalń.
Mapka poglądowa, umiejscowienie postaci na mapie w czasie środka bieżącej kolejki.

-
Hagrid „Rhyn” Grumsson 22 Durgzet, 7035, po północy
W kopalni Khazid Aldum.
W hali kopalnianej rozchodzącej się na odnogi, w świetle ogniska z ławy.- W sumie - zgodził się Fennem i Brondem Rhyn, dopiero teraz spoglądając uważniej na miecz.
Hagrid rozpalił ogień, zabrał jeden z kilofów, na wypadek gdyby się przez jaką ścianę przebijać mieli, doradził Fennowi też wziąć jeden i zadowolony z obrotu sprawy rozglądał się co by tu jeszcze. Z nudów zaczął sprawdzać jak ta zapora z wagoników się sprawdzała, i ustawiać je tak by w razie czego można było jeden przesunąć i całe przejście zamknąć.
- Na przeklęte czeluście z których thaggoraki wychodzą! - zaklął zamykając szybko szyk z wagoników i ustawił się plecami do ściany w pobliżu tych od których Brond jeden odłączył, tak, że nikt go otoczyć nie mógł.
- Fenn, widzisz coś? Gong jakby alarm... nosz... - umilkł i zaczął nasłuchiwać i rozglądać się nerwowo.
Chwilowo odcięli się zaporą od nadchodzących towarzyszy. -
- Dawajże te znaki szybciej jak idziesz, mrugnięcie okiem później już bym mógł walic jak co się by pokazało.
Othin Nie był zbytnio przekonany do swoich słów, lecz musiał w jakiś sposób dać ujście swoim emocjom, głównie temu że najgorszą częścią wchodzenia do opuszczonej kopalni jest ... wchodzenie do opuszczonej kopalni. Nie żeby się bał, zwyczajnie tego nie lubił i nie rozumiał do końca po kiego wszystkie dawi tak bardzo ulubiły sobie siedzenie w ciemności i ciasności.
- Dobra, ładujmy - rzucił do Bronda patrząc na starszyznę, zupełnie jak srający pies patrzący w oczy swego Pana, aby mieć w jego osobie strażnika i jego oczach odczytać nadchodzące zagrożenie. Przynajmniej tak słyszał, nie u ludzi jest, gdyż sam nigdy psa nie miał.
Po załadowaniu sztab Zilfini miał zamiar zostawić wózek Brodowi a samemu znów chwycić swoją kuszę i w ten sposób zabezpieczać teren.
-
Po odblokowaniu wagonika Fenni przez chwilę uspakajał oddech, a następnie szybko spojrzał na Hagrida przygotowującego ognisko i zajął się sobą, gdyż uznał że pora najwyższa ponowić leczenie się po potyczce na skale.
Gdy rozległ się dźwięk gongu Khadinbat rzucił się pomóc towarzyszowi ustawić linię obrony z wagoników zaporowych. Gdy już skończyli Fenni przyczaił się na pozycji i zaczął uzbrajać.
- Widzę tylko, że złom nabiera nowego znaczenia... - odrzekł Fenni nerwowo rozglądając się po okolicy, a ponadto przez jego głowę przebiegło - Tylko do jasnej cholery jakiego? -
- Pomogę młodzikom z dźwiganiem. - zadeklarował się Galeb bo choć długobrody to nie uznał by od jego wzroku młodszym krasnoludom sił przybyło.
Runiarz próbował sobie poukładać w głowie co mogły znaczyć rzeczy które dotąd odkryli (czyli sposób zablokowania bramy w sumie) ale doszedł do wniosku że… cokolwiek. Scenariuszy było dużo a do uwiarygodnienia któregokolwiek potrzeba więcej informacji.
Przeto skupił się teraz na pracy siłowej.
Kiedy skończyli otrzepał dłonie i rozejrzał po obecnych.- No to co? Hop sztabkę od środka by nic za nami się nie wkradło?
- Jak tam Brondzie? Znaleźliście coś ciekawego?
-
22. Durgzet, 7035, po północy.
W kopalni Khazid Aldum.
Sucho. Cicho. Płonie ognisko.Dwaj żelazołamacze rozruszali mini-skład obronny i zatarasowali nim przejazd, przesłaniając też większość światła z ogniska. Okazało się, że wagoniki były dopracowane w każdym szczególe. Czego zresztą należało się spodziewać po solidnej, krasnoludzkiej robocie. Górna krawędź pociągu pancernego wpuszczona była w bruzdę wykutą w suficie. Nie tylko nie dało się dzięki temu prześlizgnąć górą, ale też nie dało się wagoników przewrócić.
Ledwie skończyli robotę, gdy dało się słyszeć stuki i zbliżające się odgłosy...
Wejście do kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, zimno, burza, wiatr, pioruny.
Nieco wcześniej.Krasnoludy załadowały ciężkie sztaby na wagonik.
– Na razie nie weszliśmy zbyt głęboko - odpowiedział rhunkiemu żelazołamacz.
– Na dole jest centralna komnata, z której odchodzi kilka tuneli. Nie widać zagrożenia. Nie szliśmy dalej, bo ryzyko było, że coś nam za plecami jednym z odgałęzień się pojawi.
Następnie Brond, który przezornie zostawił rzeczy na dole, ustawił się plecami do pojazdu, aby kontrować go na spadku. Transporter pozostawiony sam sobie i mocno obciążony na pewno runął by z impetem w dół, mogąc przetrącić znajdujących się poniżej żelazołamaczy. Galeb będąc obciążony beczułką podróżną pomagał Khadinbatowi idąc tyłem przed wagonikiem i zapierając się o niego dłonią i barkiem. Podobnie postąpił than. Zilfinii zagonił Tfardego, aby ruszał za pozostałymi, ale nie na samym końcu. On chciał jeszcze zamknąć bramę zgodnie z sugestią Bezekgorogiego.
Gdy tylko reszta przeszła do wnętrza i miał właśnie zamiar wdrożyć swój plan w życie, wszystkich zaskoczył gong, który się niespodziewanie rozszedł wokół nich zupełnie tak, jak gdyby ktoś tuż obok w niego uderzył.Udane testy opanowania. Udany test wiedzy o runach.
– Magiczny alarm - sapnął długobrody tak, by go pozostali słyszeli. - Coś czułem przy tej bramie. Ale nie znalazłem run i nie odgadłem powodu tego przeczucia. Musi być ostrzega, gdy przez wrota przejdzie kto inny, niż krasnolud - wyjaśnił, nie przestając z pozostałymi zsuwać się niżej.
– Zareagował na snotlinga - dodał.
Angaztromm przyjął wyjaśnienia do wiadomości i powrócił do próby zamknięcia wrót. Mechanizm był dawno nie używany i zastały. Przydałby się smar lub chociażby jakiś tłuszcz, ale nie miał nic takiego. Po chwili zorientował się, że dodatkowo skrzydła bramy są wypaczone i sztaby nie wchodzą na swoje miejsca - klinują się na uchwytach, miast wsunąć w nie. Porzucił na razie więc zamierzenie zamknięcia przejścia. Może któryś z krasnoludów lepiej znających się na inżynierii, kowalstwie czy metalurgii coś wymyśli.
Posłał raz jeszcze spojrzenie światu na górze i opuścił się w tunele za pozostałymi.
– A co tu się stało!? - Brond donośnie zapytał zaskoczony, bo w poprzek jaskini stała teraz przegroda, której wcześniej tam nie było.
Pozostali rozejrzeli się, nie wiedząc o co mu chodzi. Na szczęście tory szły tu już w miarę płasko i nie musieli spowalniać biegu wagonika. Na wszelki wypadek przygotowali broń, rozglądając się po jaskini i szukając zagrożenia.
– Cicho! - ostrzegł ich Rhyn zza zapory. - Zostaliśmy odkryci, tylko nie wiemy jeszcze, przez kogo! -
- Zakładam że przez jakiegoś runiarza. - rzekł spokojnie Galeb - To był alarm. Zareagował na snotlinga Tfardego.
Runiarz pokiwał głową patrząc na kopalnianą zaporę. Sprytnie.
- Ale tak. Lepiej bądźmy gotowi, bo może być tak że ktoś jednak siedzi w kopalni i przyjdzie to sprawdzić. Macie rację. Posiedźmy chwilę cicho, może coś usłyszymy
Bardzo przejmować się tym wszystkim Galeb raczej się nie przejmował. Na wszelki wypadek jednak przygotował tarczę i młot do walki gdyby... gdyby jednak okazało się... że jest gorzej niż zakładał. Nie założył hełmu, chciał słyszeć wyraźnie co się dzieje.
-
Gdy nie porozumienie z gongiem się wyjaśniło Fenni posłuchał Galeba i wzmógł czujność, ale zamiast szykować się do walki kontynuował przygotowania do rozsunięcia wagoników, aby obie grupy mogły się znowu połączyć. Robiąc to wszystko miał z tyłu głowy znaleziska, których sprawę zamierzał poruszyć z thanem Logrimem.
-
Othin czekał wraz z resztą grupy na ... coś, co miał nadzieję że nie nastąpi. Wolał szlajac się po korytarzach tylko we własnym smrodzie, miast współdzielić go z zielonym tałatajstwem.
- Dobra, chopy, skoro i tak mamy zamiar czekać, dla pewności że nic nam na plecy nie skoczy, to może wykorzystamy ten czas na ogarnięcie wrót? Próbowałem je zamknąć, ale ni cholery, nie da się ruszyć mechanizmu, jeśli się zastał to dupa, ale możne ktoś zobaczy coś czego ja nie widzę, hm?
- Szczerze to bardziej bym się obawiał że przez wrota ktoś nas dybnie, niźli od strony jaskiń. Co z tego że gong mamy, jak ich się tu cała ferajna wleje.
- Jak się wrota przyblokuje i pociągiem droge zagrodzi, to i spokojniej obóz można w ślepym zaułku zrobić. Może znów jaki zwiad lekko w przód puścić? Nawet i jak bym poszedł teraz. Zdejmę pancerz, kusze jeno wezmę i pójdę, a w razie co w długą do was, ustawionych za pociągiem. A jak nic nie znajdę to znak że czas na obóz.
-
22 Durgzet, 7035, po północy
W kopalni Khazid Aldum.
W hali kopalnianej rozchodzącej się na odnogi, w świetle ogniska z ławy.- Jesteś pewien - dopytał Galeba Rhyn powoli się uspokajając.
- Spłoszyliśmy nietoperza, a zaraz potem rozległ się dźwięk, podejrzewałem że może to on wywołał alarm lub co gorsza był tresowany i alarm włączył ktoś kto go zobaczył - wyjaśnił.
Hagrid pomógł Fenniemu otwoarzyć przejśćie, dalej raportując.
- Nie znaleźliśmy miejsc na pochodnie, więc rozpaliłem ognisko z ławy, stoły i miejsca do siedzenia są w odnodze obok, za nimi są drzwi.
- Te wagoniki do zamykania przejścia to całkiem udany pomysł. W około są strzały i znalazł się pęknięty miecz.
- Na pewno nie są tak stare jak sprzęt w kopalni, ale ciężko mi ocenić kiedy była bitwa.
- Na trasie bliżej wejścia jest jeszcze jedno pomieszczenie, powrozownia.
- Przez wrota? - dopytał Othina - czyli zamknąć ich jakoś od środka nie da rady?
- Kilofy znaleźliśmy, przydałby się młot bardziej, ale dadzą radę, jak się uprzeć zawiasy można popsuć, wrota takie ciężkie że nawet bez barykady raczej mało kto je otworzy gdy zawiasy krzywe, opadać będą i opierać się o ziemię pchane w naszym kierunku, ale łatwo się je wypchnie w drugą stronę. - zaproponował rozwiązanie, bo odcięcie się od goblinów za plecami miało sens - to nam da spokój od myślenia o grobi za plecami.
- Co do zwiadu, obawiam się Othinie, że niewielu z nas umie się odpowiedni skradać, bardziej do pilnowania danego tunelu lub strażnicy nas szkolono, wypatrywania skradających a nie przemykania w ciemnościach, a samego Ciebie wysłać to bezpieczne nie będzie, więc chyba lepiej iść grupą. Starsi niech zdecydują. -
- Hah. Tak. Przydałoby się by te wrota conajmniej sprawiły sporo hałasu przy otwieraniu.
- Co do dalszej eksploracji to też myślę że pójście grupą byłoby rozsądniejsze. Za mało nas by się dzielić.
- Hmmm… Tfardy. Ty bywałeś w jaskiniach i tunelach? Umiesz po nich łazić cicho?
-
- Dobrze, dobrze, macie racje, głęboki zwiad w pojedynkę jest raczej bez większego sensu, aczkolwiek ja to bardziej chciałbym zajrzeć za róg. Wiecie, rozumiecie, jeślii za kolejnym zakrętem jest siedliszcze plugastwa to jednak wolałbym o tym wiedzieć, miast obozować skałe w skałę z czymś takim. Nie odejdę daleko, sam będe mniej hałasował no i najmniej do zdjęcia i ubrania na powrót mam.
-
-Heh. Niech będzie. Zaczekajmy chwilę czy coś nie nadejdzie a potem idźmy dalej eksplorować kopalnię. Gdy upewnimy się że w pobliżu nie ma zagrożenia to odpoczniemy.
-
22. Durgzet, 7035, po północy.
W kopalni Khazid Aldum.
Sucho. Cicho. Płonie ognisko.Fenni podszedł do Logrima ze znalezionymi fragmentami mieczem.
– Kopalnia z jednej strony wydaje się dawno opuszczona - raportował, - ale z drugiej... jest tu nieco nazbyt porządnie. Do tego widać sporo śladów pocisków i na tyle, na ile możemy stwierdzić, nie są one zbyt stare. Umgi lub grobi, ciężko powiedzieć.
– Jedną rzecz znaleźliśmy, która wyszła spod rąk dawi - okazał szczątki oręża. - Co prawda to miecz, nie topór czy młot...
– ... ale miecz w wąskich tunelach też ma swoje zalety - wtrącił Brond.
– ...i co prawda pękł, co nienajlepiej świadczy o jego wykonaniu... - kontynuował młodszy z Khadinbatów.
– ...albo o potędze jego przeciwnika - wtrącił starszy.
– Warte odnotowania jednak jest, że mimo wszystko zachowany jest w bardzo dobrym stanie.
Pryncypał wysłuchał ich, obejrzał też pokazane połówki.
– Warto zbierać informacje, chociaż póki co zbyt wiele w tym wszystkim niewiadomych - pochwalił ich czujność.
– Thanie, zwróć proszę uwagę na symbole umieszczone na klindze - podpowiedział Fenni.Fenni, Logrim, udane testy inteligencji.
– Rhunki! - than zmarszczył brwi oglądając znalezisko dokładniej.
– Spójrz! Czy to nie wygląda jak podpis mistrza Kragga?
Pytanie brzmiało tak niedorzecznie, że gdyby zadał je ktokolwiek inny spośród obecnych, runiarz bez namysłu wyzwałby go od wazzoków. Skoro jednak był to than, trzeba było sprawdzić i zaprzeczyć w miarę taktownie. Zbliżył się, by obejrzeć znalezisko. Jego oblicze zasępiło się i zaczął powoli obracać miecz w dłoniach.
– Na młot Thungiego! - odrzekł w końcu. - Wygląda jak osobista runa arcymistrza! Do tego widzicie ten symbol, tu? To runa cięcia. Ale to nieprawdopodobne! Ten przedmiot, to zabawka, coś, co mógłby wykonać jeden z licznych uczniów mistrza, a nie on sam! Niegodne jego czasu i uwagi! I skąd by się tu znalazł?
Ponownie się zamyślił.
– Robota jest porządna... - obracał fragmenty w jedną i drugą stronę. - Ale dużo poniżej poziomu mistrza Kragga - oznajmił w końcu. - Miecz obecnie bez żadnej mocy... jeżeli kiedykolwiek ją posiadał... może... może ktoś, nie dawi, próbował skopiować podpatrzone dzieło mistrza... ale wykonanie za dobre jest jak na kogokolwiek poza dawi...
Umysł Galeba szukał rozwiązania. Przez moment pomyślał o ludzkich mistrzach, tfu, run, jak sami siebie zwali. Złodzieje, szubrawcy, w jakiś sposób nauczyli się imitować magię runiczną, wykradli ją, wypaczyli, niezdolni do posiadania odpowiedniej dyscypliny umysłu, ciągle próbowali kraść dalej... Krasnoludy tropiły takich i wymierzały im karę należną takim złodziejom... osobiście nigdy nie miał z nimi do czynienia... ale ich pseudoruny nie były kopiami prawdziwych run Thungniego. Ta tutaj, był pewien, miała być runą cięcia. Chociaż sam nie posiadł jeszcze umiejętności jej nakładania, rozpoznawał jej kształt. I nie było mowy o pomyłce.
Gdyby tę umiejętność posiadał... mógłby spróbować broń przekuć i naprawić. Było to zajęcie trudniejsze, niż wykucie runy od nowa. Dużo trudniejsze. Być może na granicy jego możliwości. A być może poza jego obecnymi możliwościami... Były jednak powody, dla których warto byłoby kiedyś próbę taką podjąć. Po pierwsze, dowiedziałby się, czy w przedmiocie tym kiedyś zaklęta była prawdziwa moc runiczna, czy przedmiot był jedynie atrapą. Może jakiś człek skopiował dzieło krasnoludzkie i sprzedał bezwartościową podróbkę jako oryginał? Tak, to całkiem możliwe. Gdyby jednak był to oryginał... im starsza runa, tym potężniejsza. Dlatego naprawiony stary miecz runiczny był bardziej wartościowy niż nowowykuty.
Hagrid ciekaw był tych przemyśleń, ale w końcu uznał, że najpierw zajmie się bezpieczeństwem ekspedycji, a potem pewnie dowie wszystkiego, co Galvynssun wyczyta z broni. Zaopatrzony w kilof wrócił się ponownie do wrót wejściowych zbadać mechanizm.
Skrzydła bramy były otwierane na zewnątrz. Dlatego potężne metalowe sztaby, bolce, musiały wejść w odpowiednio przygotowane gniazda, by całość trzymała się razem. Wygięcie skrzydeł sprawiało, że stawało się to niemożliwe.Udany test inżynierii po zużyciu 1PS.
Skrzydła trzeba byłoby zdjąć i przekuć na nowo uchwyty, a i wtedy nie zamykałyby się dokładnie. Nie mieli ani czasu ani sprzętu, by to zrobić. Żelazołamacz mógł, tak jak już wcześniej sobie umyślił, skuć skałę wokół zawiasów. Nie uniemożliwiłby otwarcia bramy, ale znacznie je utrudnił. A jednak... chciał lepszego rozwiązania. Niszczyć dzieło przodków... nie godziło się. Wzniósł w duchu modlitwę do Morgrima o przewodnictwo w swym zamierzeniu.
Pokrzepiony duchowo zaczął staranne badania. Największym problemem były sztaby wsuwające się w środek. Te wsuwające się we wnęki skalne powinny zadziałać. A gdyby tak spróbować odwrócić ich działanie? Sztaby, które miały iść w bok, przekręcić na środek o odwrotnie? Mechanizm na to pozwalał. No tak... ale drugie skrzydło pozostawało niezablokowane... To nie było rozwiązanie...
A gdyby tak użył lin, przeciągnął je przez uchwyty? Nie... liny można było przeciąć korzystając z niedomknięcia i nieszczelności wrót... więc cóż robić?
Czekając na powrót Rhyna Angaztromm podszedł do widocznej kraty, by przyjrzeć się pomieszczeniu leżącemu za nią. Była to nieduża kuźnia, chociaż nie był w stanie dostrzec jej całości zza przeszkody. Z lewej strony widział nawet fragment mechanizmu służącego do jej podnoszenia. Jednak był on umieszczony tak, by nikt z zewnątrz nie mógł do niego dosięgnąć. Z kuszą gotową do strzału lustrował pomieszczenie i wsłuchiwał się weń. Nic jednak nie wzbudziło jego podejrzeń. Na razie więc odstąpił od tej części jaskini. Martwiło go to, że od strony kraty będą i widoczni i mogą być ostrzelani. Ale raczej nic po cichu do nich się nie zbliży. Trudno byłoby bramę podnieść tak, aby nikt na to nie zwrócił uwagi.
Skierował się teraz w drugą stronę, wchodząc do rozszerzającego się pomieszczenia z rozstawionymi ławami i stołami, na końcu którego znajdowały się drzwi. Światło ogniska już tu nie docierało i koniec jaskini okrywał mrok. Pozostałe krasnoludy obserwowały go z daleka - zbyt głośne w swych zbrojach by iść za nim, ale gotowe ruszyć z pomocą w razie potrzeby. Pogranicznik lewą ręką nacisnął klamkę, w prawej trzymając w gotowości kuszę. Drzwi obróciły się na zawiasach z głośnym jękiem.
Nic się nie poruszyło ani nic nie zaniepokoiło Othina podejrzanym dźwiękiem, żadnego zbędnego ruchu. Wbił wzrok w ciemność. Komnata za drzwiami była dużo mniejsza, a ściana oddzielająca obie od siebie nie była naturalnym wytworem, lecz została dostawiona sztucznie. Dzięki oględzinom wiedział, że trafił do nieczynnej kuchni. Stoły, paleniska, beczka, skrzynie... a także studnia i odpływ w podłodze. I nic, co by wyglądało na warte podniesienia. Żadnych resztek jedzenia, czy napoju. Jakieś zaschnięte rośliny, ale chyba raczej mech, który tu narósł po opuszczeniu pomieszczenia, niż pozostawione resztki.
– To opuszczona kuchnia. Ani śladu żywej duszy - poinformował na głos towarzyszy. - Dajcie tu trochę światła!
Logrim wysłał jednego z braci do pomocy zwiadowcy.
Krasnoludy obeszły pomieszczenie sprawdzając je dokładniej. Po dłuższej chwili udało im się znaleźć kilka zapomnianych przedmiotów.Mapki pomocnicze
Kuchnia

Kuźnia

-
Gdy Galeb przyglądał się mieczowi Fenni gorączkowo zastanawiał skąd mógł się tu znaleźć tu wytwór pracy tak znamienitych rąk. Po jakimś czasie w końcu się odezwał - Czcigodny Kragg Ponury urodził się ponad tysiąc lat temu, a kopalnie Khazid Aldum dawi utracili dwa tysiące lat temu. Zatem jest wielce prawpodobne, że w czasie swojej młodości... - tu rozejrzał się po zaskoczonych towarzyszach i nieśmiało dopowiedział - Noooo, każdy dawi był kiedyś młody... to naturalna kolej rzeczy. - następnie jął kontynuować - Chodzi o to, że w czasie młodości nasz największy kowal run mógł uczestniczyć w wyprawach w ten region czy też wytworzyć runiczny miecz, który właśnie mamy przed sobą , dla wojownika udającego się na wyprawę.
Gdy już podzielił się z towarzyszami swoim tokiem rozumowania z napięciem spojrzał na Galeba, a następnie Logrima oczekując na opinię thana.
-
Gdy Galeb przyglądał się mieczowi Fenni gorączkowo zastanawiał skąd mógł się tu znaleźć tu wytwór pracy tak znamienitych rąk. Po jakimś czasie w końcu się odezwał - Czcigodny Kragg Ponury urodził się ponad tysiąc lat temu, a kopalnie Khazid Aldum dawi utracili dwa tysiące lat temu. Zatem jest wielce prawpodobne, że w czasie swojej młodości... - tu rozejrzał się po zaskoczonych towarzyszach i nieśmiało dopowiedział - Noooo, każdy dawi był kiedyś młody... to naturalna kolej rzeczy. - następnie jął kontynuować - Chodzi o to, że w czasie młodości nasz największy kowal run mógł uczestniczyć w wyprawach w ten region czy też wytworzyć runiczny miecz, który właśnie mamy przed sobą , dla wojownika udającego się na wyprawę.
Gdy już podzielił się z towarzyszami swoim tokiem rozumowania z napięciem spojrzał na Galeba, a następnie Logrima oczekując na opinię thana.
Ten post został usunięty! -
- Tak, Fenni, to co mówisz jest możliwe. - zgodził się Galeb z opinią Żelazołamacza - My Runiarze po skończeniu terminu dużo podróżujemy i szlifujemy swoje rzemiosło na przeróżne sposoby. Wytwarzanie różnorakich rodzajów broni należy do jednej z tych rzeczy.
Kowal Run zastanowił się, obejrzał dokładnie rękojeść, a potem przesunął palcami po kawałkach ostrza.
- Ostrze to bez wątpienia krasnoludzka robota. Nie wydaje się jednak dość stare... musiałoby przeleżeć nieruszane długi czas. Moc runy mogła zabezpieczyć miecz przed działaniem czasu.
- Hmmm... hmmm... - zadumał się chwilę przyglądając się uważnie rękojeści - To mógł być podarek. Na przykład dla towarzysza który wyświadczył Lordowi Kraggowi wielką przysługę. Dowód jego wdzięczności. Ostrze przekazywane z pokolenia na pokolenie jako symbol przyjaźni po które rzadko się sięgało acz to by było niepodobne... Powiedzmy że potomek tego przyjaciela z bronią tą przybył do Khazidu chcąc go oczyścić z plugastwa jakie się tu zalęgło, ale nie podołał.
- Może być też całkiem inna historia - to ostrze przeleżało w jakimś skarbcu wieki i ktoś je odzyskał, lecz napotkał przeciwnika zbyt potężnego by mu sprostać. Hmmm... Tak. Jak ktoś paruje płazem to nawet krasnoludzkie ostrze wzmocnione runą może ulec brutalnej sile.
- Może znajdziemy więcej wskazówek odnośnie losu tego ostrza i jego posiadacza. Póki co to okazja do przywrócenia do użytku wspaniałej broni... albo do oddania jej twórcy. Dobra. Wsadzę to do plecaka, nie ma co zostawiać tego tutaj. Pójdę jeszcze sprawdzić alarm czy to runa czy to czar.
Galeb jeszcze rozejrzał się za snotlingiem by się upewnić że ten nie wlezie gdzieś w potencjalny obszar poszukiwań.
By Tfardy miał zajęcie i nie łaził bez celu Runiarz polecił mu by pilnował Logrima (wskazał thana i kazał snotowi pilnować go i jego polecenia wykonywać).
Potem Galeb poszedł poszukać runy alarmu.
Sprawa wydawała się prosta. Runa Alarmu musiała znajdować się w przewężeniu gdyż nie mogła mieć za dużego zasięgu. Inaczej by musiała znajdować się na jakimś wyeksponowanym miejscu.
Przez chwilę Galeb stał zadumany. Zdjął w końcu rękawice. Bez nich łatwiej było wyczuć drobne zmiany w przepływie Wiatrów Magii. Sięgnął do pasa i odsupłał z niego swój kowalski młotek zabezpieczony skórzanym futerałem. Trzymając go w prawej a lewą otwierając i wyciągając przed siebie skupił się na wyczuciu tego co dla innych było poza zmysłami.
Spróbował sobie przypomnieć w którym momencie rozległ się dźwięk a kiedy zamilkł musiał szukać gdzieś po środku obszaru który wyznaczały te dwa momenty.
Potem gdyby to nie zdało egzaminu trzeba było obejrzeć i, mówiąc kolokwialnie, zwymacać portal wokół wrót i ich krawędzie oraz drobniejsze elementy (na przykład okucia czy klamry i mechanizm trzymający sztaby) gdzie sprytny kowal run mógł skryć mistyczny znak. -
22 Durgzet, 7035, po północy
W kopalni Khazid Aldum.
Przy wrotach do kopalniOgień pożyczonej lampy dawał słabe światło rzucane na drzwi, które od tej strony wyglądały bajecznie.
Sztaby-rygle od wewnątrz były wbudowane w mechanizm zabezpieczający, były mniejsze ale miały inną funkcję,
część wysuwała się na zewnątrz, opierając o skały i blokując zawiasy, część zaś łączyła w środku, wzmacniając drzwi wewnątrz, choć i same zewnętrze robiły blokadę uniemożliwiającą otwarcie ich. Tym bardziej przy ich ciężarze. Sztaby były łączone z zębatkami które miarowo stukały gdy przesuwał je po prowadnicach, prawdopodobnie więc mechanizm był rozszerzony o niewidoczne z zewnątrz elementy, jak metalowe pręty wchodzące w skałę lub może automat który ruchem listw zębatych nadałby ruch ryglom. Niestety nic więcej nie dał rady znaleźć.
Problemem zaś, był środek drzwi, okucie i drewno było wykrzywione na zewnątrz, do wyjścia. Jakby ktoś chciał się wydostać zamknięty w środku. Ktoś bardzo silny... Nie widział śladów pazurów ale zanim zaczął pracę dokładnie obejrzał drzwi i wygięcie. Otworzył je na chwilę, wcześniej stawiając latarnię za plecakiem by nie świeciła zbyt na zewnątrz, i sprawdził również z drugiej strony, by się upewnić czy nie ma innych śladów. Spojrzał też w stronę budowli goblinów z lunetą, tak z przezorności.
Zamknął wrota i przystąpił do nader hałaśliwej pracy. Musiał rozgiąć i rozszerzyć, albo rozerwać, prowadnicę po jednej ze stron przy łączeniu wrót, tak by jej wygięcie w prostopadłą stronę nie blokowało ruchu sztaby-rygla. W najgorszym wypadku urwie cały fragment przymocowany do drewna, ale liczył że po prostu ciosami kilofem i młotem rozegnie lub rozpruje stary metal.
Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.
Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.
With your input, this post could be even better 💗
Zarejestruj się Zaloguj się