Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn
-
Hagrid „Rhyn” Grumsson 22 Durgzet, 7035, po północy
W kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, brak pochodni na ścianach, jedynie latarnia w ręce towarzysza.
- Chcesz złom Thane'owi pokazywać? Po co? - zdziwił się Hagrid na propozycję Fenn'a
- Kto wie czy to strzały umgi czy grobi, czy skąd one i ile lat mają, wiele pokoleń minęło odkąd tu byliśmy.
Idąc w prawo zobaczyli coś na kształt jadalni, szereg stołów, ław i beczek na których można było usiąść.
Rhyn sprawdził czy beczki były puste.
- Mhm, nie ma sensu iść dalej samemu, teren wygląda na opuszczony i bezpieczny.
- Jak rozpalimy ogień na rozstaju to długobrodzi zrozumieją że jest bezpiecznie, ławy się nadadzą, jeden z nas z wagonem wróci po resztę i zabierze te metalowe sztaby-rygle. Tak byłoby najsensowniej moim zdaniem, bo wchodzenie w odnogi gdy reszta czeka przy wejściu sprawi że się nadto rozdzielimy, a nie ma potrzeby tak ryzykować, nigdzie też nam się nie spieszy.
- Jedno co dobre, to że nie ma śladów wody, drewno stare i suche, znaczy kopalnia nie była całkowicie zalana po trzęsieniu ziemi, no chyba, że faktycznie umgi tu rządziły i posprzątały zanim grobi przejęli teren, ciekawostka dla Rhunki, bo księgi nic o tym nie mówią - dodał na koniec Rhyn. -
Chętnie z całej sytuacji Galeb by zażartował. Cała awantura, nerwy i rozdygotanie przez... sranie. Othin Jak najbardziej miał rację że snotling powinien się odmeldować. Ale co oczywistością jest dla krasnoluda to dla zielonego z barbarzyńskiej bandy...
W końcu jednak nie znalazł żadnych słów, bo ani nie chciał wnerwiać bardziej Logrima, ani powtarzać się po Othinie. Rhunki jednak postanowił bardziej baczać na ich jeńca czy też małego "towarzysza", podejrzewając że jak dziecko może się czymś zaciekawić i bez pytania pójść za tym. Z resztą... teraz będą pod ziemią i Żelazołamacze z pewnością nie pozwolą długobrodym ani kusznikowi iść na przedzie. Raczej żaden dumy nie schowa do kieszeni.
-Zajrzę co u młodzieży. - odezwał się w końcu.
Zajrzał przez uchylone wrota i spojrzał w mrok rozświetlony rozproszonym światłem latarni.
-
- A nie wydaje ci się podejrzane, że ten złom - Fenni podrapał się po głowie odpowiadając na pytanie Hagrida - nie wygląda na jakby miał wiele lat?
- Umgi posprzątały kopalnię, która zamierzali opuścić... aż tak dokładnie? - Na koniec rozważań towarzysza Fenni zapytał z niedowierzaniem - Nawet krasnoludy tak nie robią!
-
22. Durgzet, 7035, po północy.
Wejście do kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, zimno, burza, wiatr, pioruny.– Jak idem srać, to mam mówić, że idem srać. Dobrze - pokiwał Tfardy ze zrozumieniem.
Krasnoludy popatrzyły po sobie nie wiedząc, co zrobić dalej.
– Zajrzę co u młodzieży - odezwał się w końcu Galeb, by przełamać ciszę.
– Nie słychać odgłosów walki, więc chyba wszystko w porządku - odrzekł na to Othin.
– Za to szurają tak głośno, że wiemy, że nic im nie jest - zażartował starając się nieco rozładować atmosferę. - Zresztą wejdę kawałek do środka.
Co też uczynił. Ale zatrzymał się przy bramie, bo już wcześniej chciał obejrzeć zawiasy. A że były one od wewnątrz, dopiero teraz miał okazję.
– Ciekawe... - rzekł po chwili. - Brama ma wbudowane od wewnętrznej strony solidne rygle, które można zamknąć mechanizmem. Niektóre wysuwają się częściowo poza odrzwia, w skałę, inne przesuwają na środek, mostkując oba skrzydła. Dzięki temu niesposób jest wyważyć bramę.
Nic więcej ciekawego nie znalazł. Z głębi korytarza dobiegły ich jakieś trzaski. Nastawili uszy uważniej, ale się nie powtórzyły.
– Co oni tam robią? - zastanawiał się than.
– Może wpadli na coś? - dopowiedział Zilfini.
– Dadzą sobie radę. W końcu to żelazołamacze - uspakajał ich Galvynssun.
Niedługo później dobiegły ich jakieś stuki i puki, metal uderzający o metal.
– Zbyt miarowe, jak na walkę - orzekł Logirm. - Niech mnie Grungni, jeżeli wiem, co oni tam robią.
Ustało.
Coś zaczęło szurać i stukać, a dźwięk zaczął narastać. Angaztromm wycelował kuszę w stronę tunelu.
– To ja! Brond! - dobiegł ich okrzyk, a po chwili w ich stronę wtoczył się kopalniany wózek, pchany przez Khadinbata.
– Na dole pusto i wygląda na bezpiecznie. Nie brnęliśmy dalej, bo za dużo odgałęzień po drodze. Ale mam transport, dla tych sztab. Możemy je załadować i zabrać na dół.
W kopalni Khazid Aldum, nieco wcześniej.
Sucho, pojedyncza latarnia rozświetla ciemne wnętrze.– Nie wygląda na stary – zgodził się Brond, przypatrując mieczowi, który wcześniej potrącił.

– Co nam szkodzi go pokazać? - poparł brata Khadinbat.
Rhyn rozejrzał się po jaskiniach. Ławy, stoły... Część z nich zaczęła się rozpadać, ale większość była cała. Leżał na nich kurz, jednak nie było go zbyt wiele. Całość nie sprawiała wrażenia na żelazołamaczu, jak gdyby trwała tu od stuleci nieużytkowana. Owszem, drewno mogło być nawet i tak stare. Ale regularnie konserwowane i naprawiane mogło trwać długo. Dopiero gdy przestano tych zabiegów... Ten czy tamten stół mógł się rozpaść kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt lat po opuszczeniu kopalni.
Ale widziane bełty czy strzały na pewno nie były takie stare.
Wyciągnął połamane drewno na środek komnaty. Kilkoma uderzeniami młota rozbił jedną z nóg na mniejsze, a potem nożem nastrugał drzazg i szczap, aby łatwiej było ogień rozniecić. Będąc z tym gotowy, jął krzesać iskry.
– To chodźmy tymczasem wagoniki obejrzeć - Brond zwrócił się do Fenniego.
Ruszyli rozglądając się na boki. Minęli poprzeczne tory. Z jednej i z drugiej ich strony stały nietypowe wagoniki. Zabudowane drewnianą konstrukcją wzmocnioną metalem, tworzyły coś w rodzaju ruchomego muru obronnego. Płytkie korytarze w bokach jaskini umożliwiały wtoczenie tam niewielkich składów. Natomiast w razie potrzeby wagony te dawało się wyciągnąć i przegrodzić nimi całą szerokość pomieszczenia. Zapewne dało się je też te z lewej sprzęgnąć z tymi po prawej. Zabudowa wagoników oferowała dla potencjalnych obrońców liczne otwory czy to strzeleckie, czy to do dźgania bronią drzewcową.
Żadnych włóczni w pobliżu jednak nie znaleźli, za to obok leżały trzy kilofy.
Proste narzędzie przeznaczone do pracy w kopalniach. Stare, sądząc po istniejących wżerach. Chociaż czemu tu się dziwić wżerom, skoro kilof na ogół ciężko pracuje? Łatwo więc i o zniszczenia i o kontakt z solą czy innymi szkodzącymi mu składnikami.
Ale krasnoludzkie, sądząc po wykonaniu.
Wracając do wagoników, tym razem tych normalnych, do przewozu urobku, które stały na bocznicy. Te ewidentnie nie były ostatnio ruszane. Rdza zespoliła koła razem z torami i dwaj żelazołamacze musieli się trochę natrudzić, by jeden z nich cofnąć w końcu po torach i naprowadzić na główną linię.
Zbliżyli się przy tym do dwóch dalszych korytarzy i mogli zerknąć w głąb. Ten, którym w były tory, biegł w miarę prosto obniżając się, a zarówno mrok jak i coraz to niższy sufit uniemożliwiały spojrzenie dalej. Natomiast korytarz na wprost nich zakręcał stopniowo w prawo i też nie było widać, co znajduje się dalej.
Przy bocznicy znajdowały się kołowroty z nawiniętą niewielką ilością grubej liny. Dopiero teraz, z mniejszej odległości dostrzegli, że od kołowrotów lina ta szła systemem bloczków wzdłuż torów, przy podłodze. Podobne bloczki, ale bez liny, dostrzegli teraz wzdłuż głównej trasy.
Gdy Khadinbatom udało się przygotować wagon do wyjechania nim na górę, również i Hagridowi udało się skrzesać ogień.
– No, gotowe - Brond popukał swoją gromrilową rękawicą w wózek.
Rhyn, który właśnie oderwał się od swego zajęcia, by spojrzeć na efekty pracy braci, kątem oka dostrzegł jakiś ruch w korytarzu za ich plecami, po lewej - tam, gdzie biegły dalej tory. Było to niewiele, tyle co ciemny kształt na ciemnym tle, ale... w mrok tunelu odleciał nietoperz.
– Pojadę na górę załadować sztaby. A wy tu pilnujcie - oznajmił Brond, nieświadom obecności zwierzęcia za sobą. Odłożył zbędne bagaże, zaparł się nogami i zaczął toczyć pojazd pod górę. Fenni odprowadzał go wzrokiem dopóki krzywizna tunelu nie skryła go przed ich oczyma.
Zarówno Fenni jak i Grumsson zajęli się interesującymi ich sprawami, w oczekiwaniu na dotarcie pozostałych. Zanim to jednak nastąpiło, nagle w jaskiniach rozległ się donośny dźwięk gongu. Odgłos wibrował i zdawał się docierać do wszystkich zakątków kopalń.
Mapka poglądowa, umiejscowienie postaci na mapie w czasie środka bieżącej kolejki.
