Serce tajgi [Zew Cthulhu]
-
ELEONORA, WALTER I VIOLET
Madame Beaumont przez dłuższą chwilę patrzyła na Eleonorę, wyraźnie próbując przebić się przez alkohol i zrozumieć wagę jej słów. W końcu zmarszczyła brwi.
Tanaka-san? Pułkownik Tanaka? - powtórzyła powoli. - On wiedział o masce? Zanim... zanim wydarzyło się to wszystko?
Spojrzała na Violet, potem na Waltera, a następnie na miejsce, w którym jeszcze niedawno leżała maska. - Nie. Nie, nie podoba mi się to. Ani trochę. - machnęła ręką, omal nie tracąc równowagi.
Mademoiselle Shane może się z nim spotkać, skoro już obiecała. Ale o tym... - wskazała palcem na Violet. - ...ani słowa. Proszę powiedzieć, że obejrzałyście maskę. Że jest stara, interesująca. Chińska, japońska, mandżurska... cokolwiek. Niech pani nie kłamie, jeśli nie musi. Po prostu niech mu pani nie mówi tego, o co nie zapyta.
Nagle spojrzała na Eleonorę znacznie poważniej.
I proszę dowiedzieć się, skąd on w ogóle o niej wie. Bo ja mu o niej nie mówiłam. A jeśli zacznie nalegać... proszę wrócić do mnie. To mój dom i moja maska. Pułkownik czy nie pułkownik, nie będzie mi mówił, co mam robić z moimi rzeczami.
Po tych słowach sięgnęła po kieliszek, odkryła, że jest pusty, i spojrzała na niego z autentycznym rozczarowaniem. Teraz zdecydowanie potrzebowała więcej armagnacu.
***
Rozmowę Violet i Waltera przerwało pukanie do drzwi. Stanął w nich profesor Chance, którego krawat i broda wyraźnie zdradzały wszystko co zjadł i wypił tego wieczoru, a co Violet natychmiast rozpoznaje.
Ach, tutaj jesteście! - wszedł do środka. Sprawiał wrażenie całkowicie nieświadomego tego, że właśnie wkroczył w centrum wydarzeń, które jeszcze przed kilkoma minutami mogły doprowadzić ich do utraty zmysłów. Jego wzrok przemknął po wszystkich i zatrzymał się na projektach Violet.
Ach, widzę że pracujecie! Doskonale - najwidoczniej to wyjaśnienie całkowicie mu wystarczyło. Walter, Eleonora i Violet sami nie wiedzieli, czy profesor właściwie poznał rudowłosą dziewczynę na tyle, żeby zauważyć jakąkolwiek zmianę w jej zachowaniu i podejściu. Zresztą nawet, jeśliby ją znał... wielokrotnie dał im już świadectwo tego, że i tak pewnie nie połączyłby kropek. Wyjął zegarek kieszonkowy, spojrzał na niego i powiedział:
Obawiam się jednak, że będziemy musieli kończyć. Zrobiło się dość późno. Zaczynam się trochę niepokoić... Watanabe miał załatwić swoją sprawę i wrócić, a nie widziałem go od rana. Wysłałem Cartera, żeby go znalazł. Razem z Redem, Biggym i resztą... - urwał, chyba dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego jak to brzmi wypowiedziane na głos. - ...a teraz nie ma nikogo. Wydawało mi się, że wysłanie większej liczby ludzi rozwiąże problem, tymczasem najwidoczniej tylko zwiększyła się liczba zaginionych członków ekspedycji... - poprawił okulary i usiadł spokojnie na łóżku. - W każdym razie powinniśmy już wracać do hotelu. Jeśli ich tam nie będzie, będziemy musieli zastanowić się co właściwie powinniśmy teraz zrobić z Nakamurą - no tak, bo to w końcu był główny cel tej ekspedycji. John i Ren zdecydowanie schodzili na dalszy plan. - ** W każdym razie... madame, bardzo dziękujemy za gościnę** - podszedł do madame i pocałował jej dłoń. - ...ale będziemy już się zbierać. No, to do zobaczenia za parę minut na dole! - rzucił do reszty i wyszedł z pokoju. -
Odwróciłem się od współgraczy z którymi grałem w hazard do Johna, a na mojej twarzy winkwitł uśmiech.
-Johnunia ty moja! A już się martwiłem że mnie porzycicie- Pwoeidziałem do niego.
Szybko zabrałem z pobliskiego stolika krzesełko aby przyjaciel usiadł na nim.
Alkohol i znajoma twarz sprawiła że się lekko rozluźniłem a słowa wypadały mi z ust nie tak dobrze dopracowane jak powinny.
-Wiem wiem... trochę mnie nie było... ale no. Czy grałeś w tę hazardową japońską grę? Raczej nie. Na tej ostatniej partyjce pokaże ci co nie co. Ale no, sam dopiero zaczynam, więc nie bierz co mówie jako święty gral.Gra się potoczyła dalej, a w trakcie jej trwania tłumaczyłem koledze co trzeba tutaj robić nie zdradzając nic przeciwnikom. Dość mocno gestukulowałem, podkreślając nawet najmniejsze słowo. Hazart, niebezpieczeństwo, strach, to znikło, przy potoku słów spowodowanym rozlużnieniem nawet odrobinę słupła w brzuchu który miałem na widok znajomej twarzy. Kości się toczyły, rzetony zmnieniały właścicielów. Mineła na pewno kilkanaście minut gdy ostatnia partia się zakończyła, i odebrałem z puli żetonów moją wygraną.
-widzisz? Tak się wygrywa. - Powiedziałem patrząc na górę żetonów.
Wtedy fala niepokoju mnie naszła, wizja co by się stało jakbym przegrał. Przecież to były żetony Yakuzy. Moja twarz straciła kolory. Szybko zebrałem żetony i skierowałem się do depozytu aby oddać to co pożyczyłem... pożyczyłem pod przymusem. Po czym wyszedłem z Johnem z klubu.-Johnunio, jak ja nie lubie hazardu... jest.... no wiesz... On dał mi i kazał grać... uh... dobrze że nie przegrałem bo bym był w duuupie- Szedłem lekko się kołysząc ale trzymając się o własnych nogach.
-Ja ma coś... mam coś więcej niż rozmowa z naszym poszukiwanym... mam jego no....myśli ale na papierze, jego duszę w atramentowym zwierciadle.*
-
Nocne ulice Yokohamy
John Carter nie posiadał się ze zdumienia, kiedy przez czysty przypadek odkrył drugą twarz Rena Watanabe. Powściągliwy i niezwykle taktowny japoński prawnik od chwili poznania w San Francisco stanowił dla Alaskańczyka prawdziwy wzór opanowania, uprzejmości i sztuki panowania nad emocjami - tym bardziej zatem szokujące było obcowanie z nim, kiedy pozostając pod wpływem alkoholu stracił wszelkie zahamowania. Prowadząc go do wynajętego przez ekspedycję hotelu traper zachodził w głowę, co Watanabe właściwie wypił i w jakich ilościach.
Opowieść adwokata, mocno chaotyczna i pełna niezrozumiałych dla Johna anegdot, nie ułatwiała zrozumienia, co Ren właściwie podczas swych perypetii odkrył i jak mogło się to przydać profesorowi - toteż po krótkiej chwili Alaskańczyk przestał Watanabe wypytywać zwalając to zadanie na barki profesora.
Swoją własną misję wykonał, nie tylko odnajdując zaginionego prawnika, ale i uwalniając z aresztu komunistycznych agitatorów. Teraz zależało mu jedynie na sprawdzeniu, co działo się w międzyczasie z uroczą rudowłosą Kalifornijką, o której John ostatnimi czasy coraz częściej rozmyślał.
-
Pod wpływem impulsu Violet podążyła tuż za profesorem, nie dając towarzyszom szansy na powstrzymanie jej przed opuszczeniem pokoju w masce. Gdyby pułkownik zastał Madame w takim stanie, bez trudu mógłby ją okraść. Nie było lepszego ukrycia dla maski... niż mieć ją na sobie podczas rozmowy. Na szczęście w jej przypadku działanie maski nie było dostrzegalne na pierwszy rzut oka, jak u Waltera.
Violet podążyła pewnym krokiem w dół schodów, woląc się nie oglądać w obawie przed karcącym spojrzeniem Eleonory. Gdy tylko znalazła się znów w głównej sali, podążyła wprost w kierunku pułkownika. Miała niewiele czasu zanim towarzysze ją dogonią, a spodziewała się, że mogą mieć nieco odmienne poglądy w tej kwestii.
-Panie pułkowniku - Violet zwróciła się szeptem do mężczyzny. - Ta maska jest doprawdy niebywa... dziwna. Z niespotykanego drewna z takimi... jakby mackami. I są na niej starojapońskie symbole, które... - przełknęła ślinę, mając nadzieję, że rozmówca nie wyczuje kłamstwa - nie mam pojęcia, co znaczą. Jest na pewno dosyć... oryginalna. Bardzo ładnie prezentuje się w kolekcji Madame.
Pułkownik patrzył na nią z uśmiechem, okazując jej uprzejme zainteresowanie.
-Ach, doprawdy? - spytał swoim nienagannym angielskim, nadal się uśmiechając. - Macki, powiada panienka... to dość nietypowe, jak na maskę nō. A czy Madame wspominała coś skąd dokładnie pochodzi ta maska?Violet zastanowiła się przez chwilę.
-Niee... nie przypominam sobie, żeby o tym mówiła. Szczerze powiedziawszy... - dziewczyna ściszyła głos jeszcze bardziej - chyba nienajlepiej się czuje... aktualnie.Tanaka uniósł brwi.
-Czyżby nasza gospodyni zaniemogła? Jakże mi przykro... może powinienem udać się po pomoc? Proszę mi wybaczyć, panienko, ale chyba sama panienka rozumie, trzeba pomóc naszej francuskiej gościni... - Tanaka ukłonił się Violet, po czym strzelił obcasami i odszedł, wychodząc z willi.Violet w lekkiej panice rozejrzała się po gościach w poszukiwaniu znajomych twarzy. Jej wzrok padł na profesora, z którym wcześniej rozmawiał Chance.
-Przepraszam, szanownego Pana, zdaje się, że Madame potrzebuje wsparcia. Jest niedysponowana... i odnoszę wrażenie, że nie powinna pozostać sama w takim stanie - Violet wskazała wzrokiem w górę schodów i sama ruszyła do wyjścia, by poczekać na resztę towarzyszy za drzwiami willi. Mimo wszystko miała nadzieję, że nie ściągnęła na Madame zbyt dużych kłopotów.
-
Eleonora wpatrywała się w Madame. Była jej wdzięczna za to, że jej wysłuchała i że zrozumiała powagę sytuacji.
- Dobrze, powiemy tak mało o masce, jak tylko się da, i ani słowa o jej właściwościach. Ale… Nie wiem do końca jak mamy podpytać pułkownika, żeby się nie dowiedział, że wiemy od Madame, że nie powinien nic o niej wiedzieć. Trzeba to jakoś sprytnie rozegrać… ale nie mam bladego pojęcia jak. Jakieś pomysły – spojrzała po zebranych, głównie zaś na Violet. Czy ona teraz nie była tutaj z nich wszystkich najmądrzejsza?
~*~
Eleonora udała się z powrotem razem z Violet do pułkownika. Nie wiedziała, czy jej obecność nie wyda mu się… podejrzana, ale… gdyby zdał sobie sprawę (jakimś cudem?) że Violet ma maskę na sobie… O Boże, wolała nie myśleć, co by mogło się wydarzyć! Więc była z nią, głównie z obawy przed najgorszym.
Jej lęk nie był w pełni (wcale?) logiczny, ale nie mogła się od niego wyzbyć.
Najwyraźniej wszystko jednak było okej? Bogu niech będą dzięki. Co prawda nie dowiedzieli się skąd pułkownik wie o masce, ale… uniknęli najgorszego?
Eleonora przypatrywała się Violet, zastanawiając się (może była złą przyjaciółką?) jak i kiedy ta zamierza zwrócić maskę Madame.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się