Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. [Horror] Gruzy przeszłości
Gruzy przeszłości
JohnyTRSJ
JohnyTRS jako
Szarzyzna
Mistrz Gry
Pan ElfP
Pan Elf jako
Alicja Filipowicz
CaiC
Cai jako
Mikołaj Pogorzelski
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Krzysztof Komeda
BrilchanB
Brilchan jako
Adam Chlebowski
NamiN
Nami jako
Paulina Kwiatkowska

[Horror] Gruzy przeszłości

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
horrorwłasnystranger thingsnastolatkowie
114 Posty 8 Uczestników 3.4k Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • CaiC Niedostępny
    CaiC Niedostępny
    Cai jako Mikołaj Pogorzelski
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Cai
    #103

    Paulina, Magda i Kasia wpatrywały sie w zdjecie jak sroka w gnat. Jeszcze ten tekst Kuby o niespotykanym efekcie i tajemnicy jak powstał sprawił, ze w ogóle nie bardzo rozumiały co sie tu stalo.
    — Czyli ona juz przepadła a my jesteśmy następni? — Wymamrotala Paulina. — Emm… Kuba… To na pewno dobrze sie wywołało? Dziwnie wygląda.

    Kasia nie do końca byla przekonana, co do jakości zdjec, wiec wywołała osobę, która powinna znać sie na tym najlepiej.

    — Ej, a co jest z wami nie tak, ze swiecicie? I czemu Aśka to w ogóle swieci, ze ojacie? — Magda wziela zdjecie do ręki i zaczela patrzeć na nie pod różnym kątem wyraźnie zdziwiona.

    Kuba zawrócił na pięcie.
    — Nie, z wywołaniem jest wszystko w porządku, film i aparat też były w porządku.

    Patrzyli na niego domagając się dalszych wyjaśnień.
    — Gdyby coś było z tym nie tak, to ta wada byłaby na wszystkich zdjęciach dokładnie w tym samym miejscu, ale ten błąd cały czas się przesuwa, jest tylko tam, gdzie ta dziewczyna.

    Wziął od nich zdjęcia i znalazł takie, na którym nie było Asi.
    — Gdyby to był błąd, to i to zdjęcie miało by tą wadę. Dlatego się pytałem, jak to zrobiłaś, ja nie mam dla tego wyjaśnienia. Na odbitce nie może wyjść negatyw, a na negatywie.

    Oddał zdjęcia i wziął jeden z pasków z wywołanym filmem.
    — Nie może wyjść pozytyw, czyli to, co chcecie mieć na odbitce. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Tej poświaty wokół was też nie, to nie jest prześwietlony film ani brudny obiektyw, ten efekt jest cały czas przyczepiony do was. I jeszcze do niego — palcem wskazał Adama, którego teraz z nimi nie było.

    Wychodziło na to, że to nie wina zdjęć. Albo inaczej - aparat uwiecznił coś, co nie jest widoczne gołym okiem. Asia wyglądała wczoraj zupełnie normalnie, podobnie jak nikt z nich nie świecił jak po Czarnobylu.

    Krzysiek patrzył na zdjęcie ponad ramieniem Magdy i czuł, jak robi mu się zimno. To nie mógł być przypadek ani partactwo Kuby. Coś się z nimi stało, a poświata, która ich otaczała w Miami stanowiła koronny dowód. Zostali naznaczeni. On, Paulina, Mikołaj, a nawet Alicja i Chlebowski. Z Asią też stało się coś strasznego. Od razu przypomniała mu się matka. Chociaż chodził wtedy do przedszkola do dziś pamiętał jak próbowała wciskać mu na łyżce ten obrzydliwy płyn. Lugola, tak się chyba nazywał. Krzesiek darł się, płakał, kopał ale Helena Komeda niczym rzeźnik wlewała mu lek do gardła.
    — Chcesz świecić na zielono Krzysiu? Chcesz, żeby wyrosła ci druga głowa? Nikt się nie będzie chciał z tobą bawić w przedszkolu! — groziła.

    Krzysiek wtedy niewiele z tego wszystkiego ogarniał, nie wiedział, że na Ukrainie wybuchł reaktor atomowy. Dopiero gdy był starszy a matka wracała wspomnieniami do tamtej katastrofy zaczął rozumieć, że chciała go ratować przed promieniowaniem.
    — Czy to możliwe, że jestem popromiennym mutantem? — pomyślał przerażony. Może gdzieś w Sokołowie składują radioaktywne odpady? Nie powiedział jednak tego głośno, dalej wpatrując się w zdjęcie z imprezy.

    Alicja przysłuchiwała się rozmowie, przyglądając się szopie, przed którą wszyscy się zgromadzili. W dłoniach trzymała niewielki pęk kilku kluczy z prostym brelokiem, którymi bezwiednie się bawiła, przekładając z jednej dłoni do drugiej. Ostatecznie jej wzrok padł na omawianą fotografię, trzymaną przez Magdę.
    — Słuchajcie, być może coś w tym jest — zagadnęła, podchodząc bliżej. — Obiektyw aparatu zdaje się widzieć więcej, ale efekt widoczny jest dopiero po wywołaniu. Te zdjęcia zrobione zostały wczoraj, a dopiero dzisiaj je wywołaliśmy. To dosyć szalona teoria, ale co jeśli prześwietlona Aśka to znak, że ona była pierwsza?

    Alicja zamilkła na chwilę, bo dotarło do niej jak szalony i kompletnie z kosmosu był to pomysł. Czuła jednak, że z jakiegoś powodu nie było to wcale najdziwniejsze, co pozostali dzisiaj usłyszeli lub czego doświadczyli.
    — Masz tutaj jakiegoś polaroida? — zapytała Kubę. — Jak nie masz, to mój ojciec kiedyś miał, pewnie leży nieużywany gdzieś na strychu… Moglibyśmy zrobić sobie fotkę i zobaczyć czy ktoś ma podobny efekt.

    Kuba przecząco pokręcił głową.
    — Nie mam polaroida.

    Pogorzelski wiedział o wywoływaniu tyle co zobaczył w telewizji. Potrzebne były wanny z dziwną cieczą, sznurki, na których suszył się papier fotograficzny, no i specjalna żarówa. Żeby nie prześwietlić, bo szkoda wysiłku włożonego w pół godzinne stanie w bezruchu, gdy stary poprawiał pokrętła w aparacie. Potem zdziwiony, że matka na zdjęciach zabijała wzrokiem. Przeważnie czerwonym.
    — Odjazd — wpatrywał się w fotę, trzymaną przed sobą obiema rękami. To bliżej, to dalej. — Mamy aureole jak święci z księżulowych obrazków. Nowy, lepszy święty Mikołaj. Rózga dla każdego.

    Adama się spodziewał. Alicja maskowała się najlepiej ze wszystkich. Zgodził się z mistrzynią w chowanego.
    — Polaroid byłby świetny — przytaknął. Znalazł już dla niego kilka zastosowań, o których nie chciał głośno mówić przy kolejnym postronnym. Jeszcze spalą mu budę, a jego razem z nią. Wystarczy, że sami byli zagrożeni.

    — Asi bym tak nie przepadał, ona jest… jak dla mnie… — nie miał pojęcia jak aparat mógłby nawet coś takiego uchwycić? — W świecie negatywu. Po drugiej stronie lustra. Inaczej się nie klei.

    Alicja spojrzała na Mikołaja, unosząc lekko brwi. Ta teoria była jeszcze bardziej z kosmosu, niż to co sama wymyśliła chwilę wcześniej. Normalnie roześmiałaby się, postukała w głowę i odeszła jak najdalej od takich czubków, twierdząc, że musieli się zjarać lub być bardzo naćpani. Tym razem jednak coś mówiło jej, że to wcale nie efekt przepalonego zielskiem mózgu. Nie tylko fakt, z jaką powagą i przejęciem podchodzili do tego Mikołaj, Krzysiek, Paulina i jej przyjaciółki, ale też pozostałe elementy układanki sprawiły, że Alicja zrozumiała, że to wszystko nie jest żartem.
    — Dzięki za fotki. Będziemy pamiętać, żeby o tobie wspomnieć, że pomogłeś w szkolnym projekcie — powiedziała do Kuby, widząc, że pozostali z jakiegoś powodu nie chcą go wciągać w zbyt wiele. Chciała ukrócić więc temat i zmylić chłopaka, by nie nabrał podejrzeń.

    — Może Paulina kiedyś podzieli się swoim fotograficznym sekretem — dodała, spoglądając wymownie na koleżankę.

    Alicja liczyła, że wkrótce dowie się więcej. I że wszystko w jakiś sposób łączy się z tym, że poprzedniej nocy ktoś ją śledził. I jeszcze ten kubek…

    — A ten? Gdzie i kiedy najlepiej cię łapać, gdybyśmy chcieli sprawdzić jeszcze kilka efektów? — Mikołaj podchwycił, ustawiając się z Kubą, przyszłościowo i ewentualnie.

    Gdy odsunęli się nieco od wywoływacza, pozostawiając go jego szopie i autyzmowi, wyszczerzył się do wrotkary, bodnięty uniesioną brwią niedowierzania.
    — Łi’r all mad here, Alice — koślawo cytował, bo starał się przy tym nie zdjąć ani na chwilę uśmiechu kota z Cheshire. — Podążaj za białym królikiem.

    Czasem warto za nim pobiec. Być znowu jak dziecko i w nic nie wątpić. Jak w bazie ekspedycji po amazońskiej dżungli, zrobionej z foteli i kocy. Na poszukiwaniach zaginionej arki.
    — Na moje, strzelić dziadzię i przydupasów — zawyrokował wskazując aparat. — Niby wszystko się bierze z zamku. Oni są z zamku. Sprawdzić ich aury, ocenić czy też… no wiecie.

    Trącił dziwną Asię na zdjęciu.
    — No i może to się zmienia, myślicie, że się zmienia? Wczoraj chodziła zupełnie po ziemi. Gdy ją odwiedzą, wejdą w negatyw? Byłaby pewność.

    Paulina wpatrywała się jeszcze chwilę w zdjęcie, marszcząc brwi.
    — To nie zaczęło się w Miami… — powiedziała w końcu cicho. — My byliśmy tam razem, ale wcześniej… byliśmy też na zamku.
    Uniosła wzrok na resztę.
    — I tylko część z nas świeci.

    Kasia zmrużyła oczy, patrząc na zdjęcie.
    — Byliśmy w dwóch miejscach — rzuciła. — Miami i zamek.
    Wzruszyła ramieniem.
    — W Miami była połowa miasta. Na zamku już nie.

    Na chwilę zapadła cisza. Paulina znowu spojrzała na zdjęcie Asi.
    — Czyli to tam coś się zaczęło. Ktoś lub coś nas wybrało i… Chyba będzie zgarniać po kolei. Musimy codziennie robić sobie zdjęcie, aby wiedzieć czy coś się zmienia. A te aktualne, grupowe, sobie zostawię. Gdyby ktoś z nas… Zniknął… Może coś się na nim zmieni też.

    Potem przeniosła wzrok na Mikołaja
    — Myślę, że to dobry trop, skoro zdjęcia potrafią obnażyć, że “coś” jest nie tak, możemy pójść na zamek aby po prostu porobić zdjęcia. Ale czy zastaniemy tam tego dziada? Nie wiem, nie przesiaduje tam przecież… Ale chyba warto pójść, tylko, że dziś już za późno, nie będzie tam ludzi. Możemy przejść obok, cyknąć kilka zdjęć jeśli jest jakaś ochrona i wrócić do domu. Ale musielibyśmy ciągle zbierać kasę na wywoływanie tych zdjęć.

    Paulina sięgnęła do kieszeni i wyjęła jeszcze resztę pieniędzy, która jej została ze zbiórki.
    — Trochę jeszcze mamy, na jedno wywoływanie wystarczy.

    Pogorzelski nie był Hannibalem, a nadchodził czas na muzyczkę z “Drużyny A”. Spawanie, cięcie i wdrożenie genialnego planu pułkownika. Zresztą, zawsze wolał Murdocka.
    — Farba — wystrzelił. Człowiek-biedrona służył za muzę. — Noście puchę farby. Gdy spróbują porwania, oblejcie się. Wszystko w farbie. Wy, oni, chodnik, samochód i macajcie łapami każdą ścianę, drzwi, powierzchnię.

    Codzienne wypatrywanie na zdjęciu czy kto znika? To zbyt wiele co mógł zaoferować, tyle to nie. Konieczne były działania zaczepno-obronne.
    — Ciągną ofiary na zamek? — drugie co wymyślił, z rzeczy tanich i nawet bezpiecznych dla psotnika. — Wysypać podjazd Falkensztajnu kolcami. Takimi co to zawsze jeden w górze. Merol uziemiony, porwania trudniejsze, więcej szans na ucieczkę, reakcję świadków.

    Nie było tragedii. Powstańcy Warszawscy w młodszym wieku wchodzili na wojenną ścieżkę, z wrogiem liczniejszym, uzbrojonym w czołgi.
    — Nóż, warto mieć przy sobie nóż na lamusów — kontynuował. — Niby martwi, ale warto próbować. No i, zakładając, że będą Asi donosić jedzenie i wodę, mam nadzieję. Że jest gdzieś na zamku? Raczej w nocy, gdy mniej ludzi wkoło.

    Miał jeszcze parę. Ten niósł spore ryzyko, ale też duży zysk.
    — Najszybsze — ostateczność, choć może lepiej wdrożyć go, gdy byli jeszcze w miarę w komplecie? Zanim wyciągną ich pojedynczo jak kury na rzeź. — Dopaść starego i wykopać z niego, gdzie i po co trzymają Asię?

    Krzysiek słuchał tego wszystkiego z narastającym niedowierzaniem. Zdjęcia jako proroctwo, złowróżbna przepowiednia kto zniknie następny. Kiedyś Marek podrzucił mu kilka książek Stephena Kinga, i chłopak teraz czuł się jak jeden z bohaterów jego powieści. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej trzymało się to kupy. Skoro Asia świeciła jako pierwsza i zniknęła jako pierwsza, to reszta pewnie była na liście, tylko w innej kolejności.
    — Z farbą i kolcami może być problem — odezwał się w końcu. — Zróbmy sobie zdjęcie grupowe. Zobaczymy, kto jest w negatywie, i tę osobę zostawimy jako przynętę. Zastawimy pułapkę na tych, co przyszli po Asię.
    Popatrzył po wszystkich.
    — Nie jesteśmy już bezbronni. Mamy moce. Jak potrenujemy, możemy skopać zombiakom dupsko.

    — Najgorsze, że oni też — Mikołaj przyjmował poze do foty, w której chciał zostać uwieczniony. — Zobaczycie, Helmut na zdjęciu będzie miał aureolę wielką jak Jezus Krystu, kurwa Zbawiciel.
    Zreflektował się. Klepiąc ministranta Krzycha w ramię.
    — Sorry stary, bez urazy — wytrzeszczył oczy, wywalił język i ułożył palce w rogi szatana. — Zuoooo!

    Niespodziewanie do rozmowy włączyła się Magda, jak dotąd cicho stojąca obok wszystkich, tylko w milczeniu oglądając zdjęcia.
    — Właściwie to tylko WY macie te moce — zaczęła mocno niepewnie. — I skąd wiecie że Alicja też je ma? Bo aureola? — spojrzała się na Alicję, kryjąc się przy tym niepewnie za plecami zdziwionej tym Kasi. Zupełnie jakby Ala miała ją tu zaraz na miejscu spopielić, albo zamienić w kamień.

    Alicja odwzajemniła spojrzenie, choć jej mina wyrażała raczej skonfundowanie, niż zamiar zamiany Magdy w kupkę popiołu. Nie odpowiedziała nic z początku, przenosząc wzrok na pozostałych, by w końcu wzruszyć ramionami z lekkim rozbawieniem na twarzy.
    — Moce i zombie? Wy tak na serio? — przyjrzała się im, ale chyba żadne z nich nie żartowało. No, może poza Mikołajem, którego potok słów ciężko było pojąć.

    — Bo chyba zdajecie sobie sprawę jak brzmicie? Jak banda czubków. I okej, fotka jest faktycznie dziwna, Aśka serio zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach i to super dziwne, że jako jedyna jest w negatywie na zdjęciu. No ale zombie z zamku to chyba drobna przesada. Zjaraliście się czymś?

    — Jak chcecie fotkę grupową, to oferta Polaroida mojego ojca wciąż aktualna. Czubki. — Alicja dodała po chwili, wciąż przyglądając się im z lekkim rozbawieniem.

    Krzysiek spojrzał na Paulinę a potem na Mikołaja. Marek ostrzegał go by nie nadużywał swojej mocy, ale skoro Alicja potrzebowała dowodów, ktoś musiał jej pokazać, że wcale nie żartują i to wszystko jest prawdą.
    — Mogę powtórzyć mój popisowy numer z matematyczką. Kto na ochotnika?

    — Trenuj, trenuj — Pogorzelski ironizował. — Będzie nas gonił voodoo zombie. Zsuniesz mu gacie, se głupi ryj rozwali. A Polaroida chętnie, daleko jest?

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRS jako Szarzyzna
      Mecenas
      napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
      #104

      MG-Awatar100.jpg

      Szarzyzna


      Sokołów Śląski, 2 września, 18:30 – 19:00

      Schowaliście zdjęcia i ruszyliście za Alicją. Automatycznie spojrzeliście w kierunku zamku, gdy go mijaliście. Na drodze i przed samym zamkiem nie było widać żadnego samochodu tego hitlerowca, ani też żadnego innego. Tak samo sam park poza terenem ogrodzonym wyglądał na opustoszały. Mikołaj próbował wypatrzyć jakiegoś żulika, ale żadnego nie widział. Choć w sumie wcześniej to można było takiego spotkać rano, jakby w nocy skończył pić gdzieś w ruinach zamku, i idąc przez park zasnął po drodze. Pamiętał też, że przy wejściu na ogrodzony teren, robotnicy ustawili przyczepę Niewiadów, która wyglądała jakby była przeznaczona dla ochrony, albo dla ciecia.

      Przeszli przez most. Nikt ich nie śledził, ale trudno było ignorować obecność zamku. Minęli Dom Kultury, zatrzymali się na chwilę niedaleko „Miami” - pod lokalem stały radiowozy, migały niebieskimi światłami. Były to polonezy, czyli policja z Sokołowa. Widzieli, jak policjanci prowadzą kogoś do radiowozu, ale nie widzieli, żeby ten mężczyzna był zakuty w kajdanki. Czyżby ten policjant w szkole naprawdę ich posłuchał? Że to wszystko zaczęło się w „Miami”?

      Szli dalej, Ala skręciła jeszcze przed rynkiem, minęli umieszczoną w starej kamienicy bibliotekę miejską, Paulina myślała że idą do niej, ale Ala mieszkała dalej. Dom wyglądał niepozornie, pomijając dobudowany do niego przerośnięty garaż.

      I nie byli sami.

      Jaro, brat Ali, wraz z kumplami, okupowali schody przed wejściem. Widać było opróżnione butelki po piwie i pewnie jedną po czystej. Wszyscy wyglądali podobnie, niemalże łysi, w dresach z bazarku, jeden miał szalik klubu piłkarskiego „Sokół” z Sokołowa. „Sokół” był, jakby to powiedzieć, kompletnym nielotem, szczególnie po porażce w meczu z „Łużycami” Lubań, i to na własnym boisku. Sześć do zera.

      Alicja od razu zauważyła, że jeden z nich, ten który próbował się wczoraj dostać do „Miami”, musiał być naćpany. Zachowywał się inaczej niż inni. Krótko mówiąc, mieli przed sobą czterech osobników, w wieku mniej więcej 20 lat, którym komórki mózgowe przydzielała maszyna losująca. I to oszczędnie. Przy czym Jaro, jej brat, wyglądał na najbardziej trzeźwego z nich wszystkich. I z czego się tu cieszyć?

      - A wy co, macie problem?! Spieprzać, nikt was kuźwa nie zapraszał!
      - Czekaj, czekaj, dziewczyny mogą z nami zostać, tylko wy, ciule, spieprzać! - butelką piwa wskazał na Krzysztofa i Mikołaja – hej dziunie, chodźcie na kolanka, napijecie się, kurwa, browca.

      Wśród hitlerowców, porywaczy-zombie i mocy magicznych w Sokołowie poruszały się inne dwunożne problemy, jak cyganie i zwykłe dresy-kibole. Agresywne, z pewnością napakowane, z którymi rozmowa nie była możliwa, a słowo „dialog” był rozumiany jako obelga, której jeszcze nie znali.

      - Co się gapicie?! Wypierdalać fraglesy, kurwa! - jeden z nich wstał, i przyjął bojową postawę.
      - Mazur kurwa, daj kurwa na luz, to moja siora – odezwał się Jaro, który próbował uspokoić sytuację.
      - Kurwa Jaro, to bierz siostrę, nie zbiedniejemy kurwa, będzie jedna na głowę! - ryknął śmiechem, a za nim dwóch pozostałych.

      Paulina bardziej poczuła niż zobaczyła, jak Magda chowa się za jej plecami.

      Wszyscy wiedzieli jedno: tu nie ma miejsca na gadki, tamci zaraz się na nich rzucą.

      178.255.46.143
      Pan Psuj
      Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      4
      • Arthur FleckA Niedostępny
        Arthur FleckA Niedostępny
        Arthur Fleck jako Krzysztof Komeda
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #105

        Krzysztof Komeda

        text alternatywny

        Pierwsza myśl była prosta: w tył zwrot i spierdalać.

        Ciało wciąż pamiętało pierwszy listopada 1995 roku, gdy cyganie pogonili go na kopach spod swoich grobów, gdzie urządzili sobie libację. Cyganie byli straszni, ale dresów bał się jeszcze bardziej. Krzysiek całe życie schodził takim z drogi na drugą stronę ulicy, z głową spuszczoną w dół, byle go nie zaczepili, nie zapytali o papierosa albo komu kibicuje.

        Cofnął nogę o pół kroku i wtedy dotarło do niego, że Paulina, Alicja i Magda wszystko widzą. Gdyby uciekł, pamiętałyby to do końca liceum. Wtedy jednak coś zrozumiał. To nie o reputację tu chodzi. Nie o reputację, tylko o strach. Całe życie się bał. Matki, księdza, cyganów, dresiarzy, dziewczyn z klasy, a ostatnio nawet własnego ciała. Nagle coś w nim stwardniało, a do życia zaczął budzić się psotnik, który namówił Chlebowskiego, by przyszedł do Miami w marynarce z krepiny. Marek mówił, żeby nie szarżować, że magia nigdy nie jest za darmo ale Krzysiek miał to teraz w dupie.

        Ściągnął plecak z ramienia, wyjął walkmana i założył słuchawki spokojnie, jakby czekał na autobus. Nacisnął play, przekręcił kółko głośności do oporu i "Whiplash" zalał mu głowę tak, że z całego „wypierdalać fraglesy" zostały same otwierające się usta.

        Wybrał tego z butelką, tego który kazał dziewczynom przyjść na kolanka. Nie zamierzał mu zdzierać gaci. Wbił wzrok w miejsce między nogami dresa a potem wyobraził sobie, jak niewidzialna pięść zaciska się na jego jajach. Pierwsze krople potu pojawiły się na skroni a potem z całej siły jaką miał pod czaszką wykręcił mu wora.

        Idźcie w pokoju Chrystusa, skurwysyny.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        😂
        4
        • NamiN Niedostępny
          NamiN Niedostępny
          Nami jako Paulina Kwiatkowska
          Mecenas
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Nami
          #106

          text alternatywny

          Paulina Kwiatkowska

          Paulina szła chwilę w milczeniu, obracając w dłoniach kopertę ze zdjęciami, jakby samo patrzenie na nią mogło coś jeszcze zmienić. To nie miało sensu. Nie w taki sposób, w jaki świat powinien mieć sens. Zdjęcia nie kłamały. A jeśli nie kłamały… to znaczyło, że coś ich wybrało.

          Nie wszystkich.
          Tylko ich.

          Zacisnęła mocniej palce na papierze.
          — To nie wygląda jak przypadek… — odezwała się w końcu, bardziej do siebie niż do reszty. — To wygląda jakby… ktoś albo coś nas zaznaczyło.

          Na moment spojrzała w stronę zamku, który majaczył gdzieś ponad dachami. Nie była pewna ile ze swoich myśli powinna w ogóle przekazać pozostałym, a ile zostawić dla siebie. Nie miała nic nowego czy mądrego do powiedzenia, ciągle przetwarzała w głowie strzępy niepewnych informacji, domysły. Najpierw zamek. Potem Miami. A teraz… to.

          Przełknęła ślinę.

          Asia była pierwsza. I jeśli to się… rozprzestrzenia, albo działa etapami…to my możemy być następni. Asia gdzieś tam jest. Może jeszcze żyje. Ale jeśli to, co widziała… było prawdą... Czy oni byli czyimś eksperymentem? Czy w nocy zdarzyło się coś, o czym nikt z nich po prostu nie pamiętał? A może... Może coś dosypano im do drinków?

          — Nie możemy czekać — dodała ciszej. — Jeśli to ma coś wspólnego z zamkiem… to tam trzeba wrócić.

          Odezwała się po długiej chwili milczenia, ale powiedziała coś, co i tak wszyscy juz wiedzieli.

          text alternatywny

          Sytuacja pod domem Alicji była zaskakująca i to w niezbyt przyjemny sposób. Dziewczyna myślami była już przy planie ratowania Asi, poznaniu prawdy, tajemnicy jaka była do odkrycia. Mieli na głowie tyle ważnych spraw, a wyrosły przed nimi jakieś niezbyt inteligentne pokurcze. Było to stratą czasu...

          Paulina momentalnie zesztywniała, kiedy jeden z nich wstał. To było zupełnie inne napięcie niż przy zamku czy zdjęciach. Prostsze, bardziej przyziemne, niepokojąco niebezpieczne… i przez to też gorsze.

          Odruchowo zrobiła pół kroku w bok, zasłaniając Magdę i Kasię, która i tak od boku wychyla swoje aroganckie oblicze.

          — Spokojnie — rzuciła cicho Magda, bardziej do swoich niż do nich.

          Kasia prychnęła pod nosem, ale nie uśmiechała się już. Zadarła tylko lekko brodę, patrząc na nich z góry, jakby to oni byli problemem, który zaraz się rozwiąże sam.

          — Serio? — powiedziała chłodno.

          — Czterech na kilku ludzi pod domem własnej siostry?

          Kasia zrobiła krótką pauzę, mierząc ich w tym czasie swoim pełnym pogardy spojrzeniem.

          — Jakby żenada była sportem, to byście w końcu coś wygrali.

          Paulina poczuła, jak serce wali jej szybciej. To nie był moment na pyskówki… ale też nie było już odwrotu.

          Przesunęła ciężar ciała lekko do przodu, uważnie obserwując każdy ich ruch. Każde drgnięcie ramienia, każdy krok. Jeśli którykolwiek ruszy — zareaguje. W końcu była gotowa

          centered paragraph

          🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          4
          • CaiC Niedostępny
            CaiC Niedostępny
            Cai jako Mikołaj Pogorzelski
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Cai
            #107

            left aligned paragraph

            Mikołaj Pogorzelski

            — Może być przypadkiem — Mikołaj się odniósł do słów koleżanki. — Jeżeli nie panują nad tym co wygrzebali.

            — Słyszeliście o Ahnenerbe? — zagaił, chcąc urozmaicić monotonną drogę pośród wąskich uliczek ściśniętych pnącymi się ścianami kamienic. W towarzystwie pogrążonych w myślach, zasępionych twarzy. — Oddziały pod wodzą Himmlera. Od parapsychologii. Okultystycznego gówna. Się kojarzą, nie?

            Nie czekał na potwierdzenie. Pewnie, że się kojarzyły. Ślepiec by nie dostrzegł. Oddawał się układaniu intelektualnych klocków. Nie miał kompletu w zestawie, to i krąg ze Stonehenge chwiał się niedomknięty. Widać lubił snuć teorie. Zabijały czas, stymulowały mózg.

            — W czasie wojny, przewaga za wszelką cenę — rozkminiał, idąc za wątkiem. — Znaczy znaleziona za późno. Teraz po zbóju. Osobista potęga, chyba że wskrzeszenie trzeciej rzeszy i zombie Adiego.

            Minęli chawirę Pauliny, pobłądzili jeszcze aż ukazał się kolejny ropny pryszcz na mapie Sokołowa. Gniazda patologii rozprzestrzeniały się szybciej niż trąd. Nie zazdrościł Alicji rodzeństwa. Doceniał, że żyjąc w tym bagnie, nie dała się wciągnąć i nie łoi z nimi na schodach.

            Twarz Pogorzelskiego stężała na widok zapijaczonych ryjów. Przeczuwał zakończenie. Doświadczenie podszeptywało. Po tym jak zaczęli wyrzucać z siebie mądrości, pewność ścisnęła go wokół przepony. Był jak lustro. Prezentowaną agresję kumulował i odbijał zogniskowaną w miejsca, które bolały. Tętno podskoczyło. Oddech przyspieszył. Rozszerzone źrenice przeskakiwały po źródłach zagrożenia. Stojąc w rozkroku bezwiednie balansował na lekko ugiętych nogach.

            Butelka, tulipan, rzut. Czterej, więksi. Nachlani, gorsza reakcja, równowaga. Mózg radził uciekaj, serce kusiło walcz - czas oczyścić "Gotham". Kątem pola widzenia złapał Poganina. Blondas się zawziął jak Gandalf na moście z Balrogiem. Wbił chorągiew, ogłaszając zajmowany grunt swoim królestwem. Paulina zasłoniła koleżanki i nawet cieszył się, że ma przeciwko sobie dresów, a nie wściekłą osę. Gotową żądlić i wydrapywać oczy, wszystko by chronić rój i królową.

            Z dwóch opcji jedna została wykopana jak “Sokół” Sokołów z szans na IV ligę. Nie ustępowali. Chłopak wsunął palce w kastet. Ustawił się przed Krzychem. Miał większe szanse na przytankowanie, tak sądził. Dając magowi ze szkoły w "Gacie Starej", więcej czasu na ułożenie zboczonego zaklęcia. Uniósł gardę. Wypuścił powietrze, oczyszczając umysł z rozpraszaczy. Instynkt. Pamięć mięśniowa wyuczonych odruchów. Rozluźnił się. Sprężysta szybkości kobry. Czekać na atak. Lepiej wyglądało na psiarni. Obrona własna. Spłakane prawilne dresy pierwsze leciały się rozpruć. Uwaga na cep prawą. Zawsze zaczynają cepem. Szykował się na zejście w dół pod ramię i kontrę lewym hakiem w odsłoniętą wątrobę. Podanego z naprężonego w skręcie tułowia ostro jak kebab z “Alibaby”.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            4
            • Pan ElfP Online
              Pan ElfP Online
              Pan Elf jako Alicja Filipowicz
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #108

              text alternatywny

              Alicja Filipowicz

              Alicja poprowadziła pozostałych do swojego domu. Nie do końca wierzyła w to wszystko, o czym rozmawiali. Supermoce i zombie-naziści wydawały jej się mocno naciągane. I owszem, przeszło jej przez myśl to, co wydarzyło się o poranku w kuchni. Jednak incydent z kubkiem uznała za wybryk wyobraźni, jeszcze nierozbudzony umysł, zmęczenie i stres. Nie mogła jednak całkowicie odrzucić wszystkich teorii, które wysnuli jej rówieśnicy. Sama przecież widziała wywołane zdjęcia i dziwną poświatę, a także Aśkę jako jedyną w negatywie. Było w tym wszystkim coś dziwnego, jakby nie z tego świata - i Alicja stała właśnie na krawędzi, bardzo bliska przekroczenia granicy swojej wiary w te wszystkie niestworzone rzeczy.

              Kiedy znaleźli się przed domem, a na schodkach wejściowych siedział komitet powitalny, Alicję zalała fala zażenowania. Zupełnie nie pomyślała o tym, że jej brat i jego kumple mogą wybrać sobie właśnie to miejsce na posiadówę. Ojca musiało nie być w domu albo był kompletnie pochłonięty pracą w garażu, skoro Jarek przyprowadził kumpli. I to w takim stanie.

              Skrzywiła się na komentarze patusów i rzuciła zniesmaczone spojrzenie swojemu bratu. Wydawało się, że jemu jako jedynemu narkotyki i wóda nie zlasowały jeszcze mózgu. Przeszło jej przez myśl pytanie, czy gdyby doszło do bójki, stanąłby w jej obronie.
              Z jakiegoś powodu jednak nie chciała poznawać odpowiedzi.
              Gdzieś podświadomie bała się, że mocno nadszarpnięta więź, jaka kiedyś ich łączyła, trzymała się już na bardzo cienkim włosku.

              - Lepiej zabieraj patusiarnię spod domu, zanim ojciec to zobaczy - Alicja rzuciła w stronę swojego brata. - Bo już nie będziesz miał dokąd wracać.

              Trochę liczyła na to, że przemówi mu do rozsądku. Jeśli jednak Jarek nie miał żadnej siły sprawczej nad swoimi kolegami, Alicja miała przygotowany plan awaryjny.

              Wąż ogrodowy całe lato podpięty był do wody. Kątem oka już wcześniej zauważyła, że nadal leżał nieopodal.
              Lodowata woda pod silnym ciśnieniem powinna ostudzić zapał ćpunów, gdyby postanowili rzucić się na bandę "czubków", z którymi się trzymała. Sama też miała zostać jedną z nich...

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              3
              • JohnyTRSJ Niedostępny
                JohnyTRSJ Niedostępny
                JohnyTRS jako Szarzyzna
                Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                #109

                MG-Awatar100.jpg

                Szarzyzna


                Sokołów Śląski, 19:00, przed domem Alicji

                Takiej walki miasteczko jeszcze nie widziało. Ani nie słyszało.

                Mikołaj rzucił się w wir, ignorując zasady walki fair play, to nie był boks. Alicja błyskawicznie uskoczyła w bok, Krzysztof stał spokojnie, a Paulina…

                Paulina na oczach dresów rozmyła się w powietrzu, pojawiając się niemalże w tej samej chwili gdzie indziej i ponownie znikając. Dresom przepaliły się styki. Nigdy czegoś takiego nigdy w swoim życiu nie widzieli.

                Mikołaj nie miał szczęścia, jego ciosy nie były szczególnie skuteczne, a sam kilka razy oberwał. Na szczęście do ciosów tulipanem nie doszło, w odpowiednim momencie zjawiała się Paulina i kopała lub waliła dresa odwracając jego uwagę. Ale to było za mało.

                Alicja znalazła kran i odkręciła wodę do oporu. Strumień wody był silny, dres trafiony w twarz był autentycznie zaskoczony. Wodą po mordzie dostał też i Jaro, który jako jedyny nie próbował rzucić się na Mikołaja, który nadal dobrze się trzymał. Przewrócił się, kiedy Paulina zmaterializowała mu się dosłownie przed twarzą. Jęknął, kiedy nadział się plecami na butelkę po piwie (butelka była cała, nie wbiła się).

                Apogeum miało dopiero nadejść.

                Pitekantrop zapraszający na kolanka wypadł z szyku, jego ruchy stały się sztywniejsze, aż w końcu zawył i sam padł na kolana, trzymając się za krocze. Walka ustała, Mikołaj odskoczył od pozostałych, podobnie jak Paulina, który jak smuga powróciła do grupy.

                Dres na kolanach zawył z bólu, wycie stopniowo przeszło w wysokotonowy jęk. Mikołaj miał wrażenie, że takie dźwięki mógłby wydać tylko Pavarotti. Gdyby tylko Pavarotti był eunuchem, dźwięk bólu aż wżynał się do mózgu. Cud że nie popękały szyby ani nie zaczęły wyć psy.

                Mikołaj miał jeszcze jedno skojarzenie: jęk Lassie ze Świntucha, który to film widział z bratem na pożyczonym VHS-ie. Dodał dwa do dwóch, Krzysiek nadal stał spokojnie, ale mocno skupiony. Płynnym ruchem wyciągnął mu słuchawki:
                - Co mu zrobiłeś?
                Krzysztof nadal skupiony wykonał tylko ruch ręką, jakby wkręcał żarówkę. Potem ponownie założył słuchawki.

                Mikołaj zrozumiał.

                Dres nadal jęczał. Jaro jako pierwszy oprzytomniał, otrząsając kumpli:
                - Spadamy kurwa!

                Nie przeszkadzali im. Widzieli jak podnieśli swojego kumpla z kolan i dosłownie musieli go nieść, bo ten nie był w stanie sam iść. Alicji zdawało się, że na jego kroczu widziała krwawą plamę.

                Udało się! Najbardziej cieszyła się Kaśka, która razem z Magdą nie wmieszały się w walkę.

                Kiedy tylko tamci zniknęli na ulicy za krzakami, Alicja zebrała towarzystwo:
                - Nie stójmy tak, dobrze? Jeszcze ktoś tu przyjdzie. Idziemy po aparat.
                Tak jak się spodziewała taty nie było w domu, a polaroid zlokalizowała szybko. Nawet baterie jeszcze działały, podobnie jak w kasetce był jeszcze film do zdjęć.
                - Magda, zrobisz nam zdjęcie? - poprosiła Paulina koleżankę. Ta tylko pokiwała głową nie mogąc wydobyć z siebie słowa.
                Alicja pokazała co gdzie trzeba nacisnąć i upewniła się, że flesz się nie uruchomi.

                Magda zrobiła zdjęcie, po chwili z aparatu zaraz zaczęło się wysuwać charakterystyczne kwadratowe zdjęcie z ramką. Ale wtedy aparat był już na stole, wszyscy zebrali się dookoła. Zaraz też wyciągnęli zdjęcia z imprezy do porównania.

                Poświata była też na nowym zdjęciu. Ale nadal wyglądali normalnie, nikt nie prześwitywał ani nie nabrał dziwnych kolorów. Czyli tutaj nie było żadnych zmian. To coś nie postępowało. Ale też nie znikało. Krzysiek z ulga zauważył, że na zdjęciu nie pojawiły mu się rogi ani inne diabelskie oznaki.

                178.255.46.143
                Pan Psuj
                Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                4
                • CaiC Niedostępny
                  CaiC Niedostępny
                  Cai jako Mikołaj Pogorzelski
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #110

                  left aligned paragraph

                  Mikołaj Pogorzelski

                  Pogorzelski spoglądał w dal za wojami niosącymi na swych ramionach biednego Kręciwora. Czmychającymi z bitwy. Splunął mieszaniną krwi i śliny z rozciętego o zęby policzka. Stłuczone żebra ignorował. W jego kronikach rzadko zdarzały się momenty by stare siniaki w pełni ustąpiły nim pojawią się nowe. Wniosek nasunął się jeden.

                  — Nasi muszą to przejąć… lub zniszczyć — zarzucił. — Gdyby wszystko się zesrało. Znajdźcie mojego starego. Aktualnie siedzi w jednostce.

                  Niemcy nie mogły położyć łapy i wywieźć kosmicznej technologii. Wdrożyć militarnie, bo na urzędach znów zawisną swastyki i żadne powstanie nie pomoże. Elastyczność do sytuacji. Przewaga na tyle znacząca, że paru improwizujących dzieciaków wykręciło kitę wyrośniętym kmiotom, ale dość czarnowidzenia. Ustał. Nie roztrzaskali mu łba butelką i nie zbutowali leżącego. Miał powody do świętowania.

                  — Dobra robota — pochwalił towarzystwo — ale racja, zawijajmy się.

                  Tknęła go myśl jak zwiększyć pieczenie w gaciach inwalidy. Wywołać wojnę kulturową, którą godzinami mógłby oglądać z popcornem w ręku.

                  — Alicja? A znajdziesz gdzieś resztkę farby? Bylejakiej?

                  Napis “Lubań Pany” na cygańskim bloku, pozostawiony przy powrocie do domu, byłby idealnym zwieńczeniem dnia. Deser po robocie, której jeszcze trochę zostało. Chciał poobserwować zamek. Zostawić szklaną pułapkę na podjeździe. Może cyknąć fotę szwabom. Odprowadzić dziewczyny. Porywacze wydawali się leniwi i zamiast uganiać po mieście, woleli czaić się przy domach.

                  — I nóż? — wyniósł ich na ranking groźniejszy od napitych odpadów ludzkiej cywilizacji.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  4
                  • Arthur FleckA Niedostępny
                    Arthur FleckA Niedostępny
                    Arthur Fleck jako Krzysztof Komeda
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #111

                    text alternatywny
                    Krzysztof Komeda

                    Krzysiek ściągnął słuchawki i choć dresiarze już dawno uciekli, wyraźnie słyszał przeciągły pisk. Pomyślał, że gdyby dresiarz poszedł na casting do drugiej części “Farinnelli-ostatni kastrat” wygrałby przesłuchanie w cuglach a może nawet zdobył potem Oskara. Uśmiechnął się, ale po chwili przypomniał sobie krew na spodniach i przestało go to śmieszyć. Nie chciał go okaleczyć tylko wyłączyć z walki a przy okazji dać nauczkę. Użył mocy, ale wciąż nie potrafił jej kontrolować. Mimochodem przetarł palcem nos. Sucho, żadnej krwi. W ustach nie pozostał metaliczny posmak i wyglądało na to, że jedyny rachunek za użycie mocy zapłaci tego wieczora przyszłe potomstwo Farinellego. Próbował się pocieszyć, że dziewczyny są całe i nikomu z ich paczki nic się nie stało, ale nie umiał. Zawsze, kiedy coś zmalował szedł do spowiedzi i po zmówieniu pokuty robiło mu się lżej na sercu. Ale teraz nie mógł skorzystać z konfesjonału. No bo co powie księdzu Romanowi? Że siłą umysłu wykręcił dresiarzowi jaja?

                    Zdjęcie z polaroida wyszło i wszyscy zbili się nad stołem. Krzysiek najpierw obejrzał własne czoło. Żadnych rogów, ta sama gęba co rano, tylko obrysowana poświatą jak u wszystkich pozostałych. Nikt nie był w negatywie.
                    Powinno mu ulżyć, a zamiast tego poczuł zawód. Gdyby świecił tak jak Asia, wiedzieliby chociaż, kto jest następny w kolejce do porwania. Krzysiek wciąż wierzył w swój plan na przynętę.

                    — Nie ma wyjścia — zaczął ostrożnie. — Zdjęcie nic nie dało a nie możemy czekać w nieskończoność na nowe znaki. Asia musi być na zamku, a jeśli nawet trzymają ją gdzie indziej, to tam prowadzi trop. Proponuję iść tam jutro, w biały dzień bo w nocy to za duże ryzyko. Jak nas przydybają powiemy, że nasz pierdolnięty kolega zgubił na wycieczce z Wroną ciupagę i teraz za nią płacze. Albo się wymyśli inną ściemę. Przy robotnikach ten Niemiaszek i tak nam gówno zrobi.

                    Nie czekając na odpowiedź, spojrzał na Alicję.

                    — Sama widziałaś, jak Paulina skakała między nimi. A tamten darł się, bo wykręciłem mu wora chociaż nie dotknąłem go nawet palcem. — postukał palcem w zdjęcie, na którym Alicja emanowała poświatą — Ty też jesteś naznaczona Alka. Potrzebujemy cię, bo osobno nikt nas nic nie zdziała. Ale razem możemy wyciągnąć Aśkę a przy okazji spuścić Helmutowi wpierdol i... — uśmiechnął się niczym najprawdziwszy diabeł — pomścić naszych dziadków.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    4
                    • Pan ElfP Online
                      Pan ElfP Online
                      Pan Elf jako Alicja Filipowicz
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #112

                      text alternatywny

                      Alicja Filipowicz

                      Odłożyła wąż ogrodowy, który opadł w kałużę wody z cichym plaśnięciem. Jarek i jego koledzy uciekli. Nie stanowili już dla nich zagrożenia ani przeszkody w dostaniu się do domu. Widziała, co się działo, kiedy celowała strumieniem w kiboli. Dostrzegła Paulinę, która wyglądała, jakby przenosiła się z jednego miejsca w drugie, zupełnie jakby potrafiła się teleportować. Widziała też Krzyśka, który w całej tej sytuacji stał opanowany jak posąg, ze słuchawkami na uszach, skupiony na czymś. I widziała również coś, co wyglądało jak świeża plama krwi na kroczu jednego z naćpanych kumpli Jarka.

                      W tej krótkiej chwili, kiedy jeszcze słychać było oddalające się kroki Jarka i jego kolegów, a oni stali na podwórku przed domem, Alicja czuła, jakby wpadała w króliczą norę. Nie. To było coś innego. Ona była w nią wciągana mimowolnie, prosto w nieznane, do Krainy Czarów, choć żadnych czarów w niej nie było, a zamiast absurdalnych postaci byli jej koledzy z klasy, a zamiast Królowej ścinającej głowy - stary nazista czyhający na nastolatków w swoim zamku na sokołowskim wzgórzu.

                      “We’re all mad here, Alice” odbijało jej się echem w głowie jeszcze przez długi czas, a ona sama przez ten czas była jak we śnie. Poprowadziła pozostałych na strych, gdzie znaleźli Polaroida, i dopiero świeżo zrobione zdjęcie wyrwało ją z tego stanu i sprowadziło do rzeczywistości.

                      - To wszystko jest jakieś chore - powiedziała, próbując jeszcze znaleźć w tym wszystkim jakąś logikę, ale na próżno. Nie mogła dłużej udawać, że nic niezwykłego się nie wydarzyło. Pozostało jej już tylko całkowicie zanurzyć się w tej króliczej norze.

                      Pokręciła głową, odwracając wzrok od fotografii, ale słowa Krzyśka i tak do niej dotarły. Nie mogła się już przed tym bronić. Miał rację - czy tego chciała, czy nie, była w to wplątana. A jeśli groziło im jakieś niebezpieczeństwo, a tak na pewno było, potrzebowali siebie nawzajem.

                      - Dobra, wchodzę w to.

                      Po tym, jak jej decyzja zapadła, Alicja znalazła Mikołajowi puszkę z farbą wśród wszystkich rupieci na strychu.

                      - Nie sądzę, by ojciec zauważył, więc częstuj się.

                      Mikołaj otrzymał też nóż, który Alicja wzięła z kuchni. Wręczyła mu go z uniesioną brwią, ale nie zadawała zbędnych pytań.

                      - Uważajcie na siebie, wracając do domu. Wczoraj, jak wyszłam z Miami, chyba ktoś mnie śledził… - opowiedziała im pokrótce o wydarzeniach z poprzedniej nocy, zanim się pożegnali.

                      A potem udała się do swojego pokoju, zamknęła się w nim i padła na łóżko. W głowie wciąż słyszała cytowany przez Mikołaja fragment.

                      We’re all mad here, Alice.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      3
                      • NamiN Niedostępny
                        NamiN Niedostępny
                        Nami jako Paulina Kwiatkowska
                        Mecenas
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Nami
                        #113

                        text alternatywny

                        Paulina Kwiatkowska

                        Paulina jeszcze przez kilka sekund stała dokładnie tam, gdzie zakończyła swój ostatni… skok? Doskok? Cokolwiek to właściwie było. Oddychała szybko, wpatrując się w miejsce, w którym — była tego przecież pewna — znajdowała się jeszcze chwilę wcześniej.

                        Spojrzała na swoje dłonie. Potem na nogi. Poruszyła palcami jednej ręki, jakby spodziewała się, że może czegoś jej brakuje.

                        — Ja pierdolę… — wydusiła.

                        Dopiero teraz naprawdę do niej dotarło. Ona tego nie zrobiła normalnie. Nie przebiegła tych kilku metrów. Nie pamiętała biegu. Nie pamiętała nawet stawiania kroków. Było jedno miejsce, myśl, że musi znaleźć się gdzie indziej — i nagle świat jakby przeskakiwał razem z nią.
                        Paulina odwróciła się gwałtownie, patrząc na odległość, którą przed chwilą pokonała.

                        — Widzieliście to?

                        Pytanie wyrwało jej się zupełnie odruchowo. Głupie pytanie. Oczywiście, że widzieli.

                        Jeszcze rano zastanawiała się, czy nie zwariowała. Potem próbowała wmówić sobie, że wizje mogły być czymś, czego po prostu nie rozumiała. Zdjęcia dało się podważać, zrzucić na aparat, kliszę, wywoływanie.

                        Tego nie potrafiła sobie wytłumaczyć.

                        — Ja chciałam tylko… — zaczęła i urwała, marszcząc brwi. — Chciałam być tam szybciej.

                        Wskazała jedno miejsce, potem drugie.

                        — I po prostu tam byłam.

                        Na jej twarzy przestrach powoli zaczął ustępować czemuś zupełnie innemu. Niedowierzaniu podszytemu fascynacją.

                        — Kurwa… Ja się teleportowałam?

                        Kasia patrzyła na nią przez kilka sekund w absolutnym milczeniu.

                        — No.

                        Paulina przeniosła na nią wzrok.

                        — „No”?

                        — No teleportowałaś się. — Kasia wskazała ręką miejsce obok siebie. — Stałaś tutaj. Mrugnęłam i już cię, kurwa, nie było.

                        Magda wyglądała znacznie mniej spokojnie. Patrzyła na Paulinę szeroko otwartymi oczami, jakby właśnie pierwszy raz zobaczyła ją naprawdę. Objęła się rękami, nie wyglądała ani na podekscytowaną, ani spokojną.

                        — Paula… — odezwała się w końcu. — Co to w ogóle było? Ty tak wcześniej umiałaś?
                        — No pewnie, Magda. Od podstawówki. Po prostu nie było okazji wspomnieć.

                        Kasia parsknęła. Magdzie niestety wciąż nie było do śmiechu. Wyglądała na przerażoną i niepewną wszystkiego, co się działo od dnia dzisiejszego. Paulina miała przez chwilę wrażenie, że najchętniej poszłaby już do siebie i zamknęła się w sypialni. Że szkolne życie i dramy były dla niej wystarczająco trudne, a to co teraz się działo, po prostu niepojęte.

                        Kiedy wszyscy weszli do domu Alicji i zrobili ponowne zdjęcie, żadne nowe lampki się nie zaświeciły. Mieli wciąż te same dane i ten sam pomysł, na którego realizację — według Pauliny — było już dziś za późno. Jutro było dobrym terminem. Nastolatka odwróciła się do przyjaciółek.

                        — Wy nie idziecie.

                        Kasia przez moment patrzyła na Paulinę, jakby nie była pewna, czy dobrze usłyszała.

                        — Co?
                        — Na zamek. Jutro. Wy nie idziecie.
                        — Aha.

                        To krótkie „aha” zabrzmiało znacznie gorzej niż gdyby od razu zaczęła krzyczeć. Kasia skrzyżowała ręce na piersi.

                        — A od kiedy ty decydujesz, gdzie ja chodzę?
                        — Nie decyduję, tylko…
                        — Właśnie zdecydowałaś.

                        Paulina westchnęła. Wiedziała, że tak będzie. Z Kasią można było dyskutować o wszystkim, dopóki nie próbowało się jej czegoś zabronić. Wtedy zwykła rozmowa błyskawicznie zmieniała się w walkę o niepodległość.

                        — Spójrz na zdjęcia. Ty nie świecisz. Magda też nie. Byłyście z nami w Miami, byłyście na zamku i nic wam nie jest.
                        — Dzięki, miło wiedzieć.
                        — Kasia.
                        — Paula.

                        Przez chwilę mierzyły się wzrokiem.

                        — Nie wiem, co tam jest — podjęła ciszej Paulina. — Ale cokolwiek to jest, zrobiło coś ze mną. Z nimi. — skinęła głową w stronę pozostałych. — Asia wygląda na zdjęciach jakby już coś ją pochłonęło, doszczętnie, widziałam dwóch trupów, którymi ktoś sterował, a wszystko prowadzi pod ten cholerny zamek. I teraz okazuje się, że potrafię… nawet nie wiem co ja potrafię.

                        Urwała. Dopiero wypowiedziane jednym ciągiem wszystko zabrzmiało jeszcze bardziej absurdalnie.

                        — Więc skoro was to ominęło, nie zamierzam ciągnąć was tam tylko po to, żeby sprawdzić, czy za drugim razem będziecie miały mniej szczęścia.

                        Kasia zacisnęła szczękę.

                        — A ty możesz?
                        — Co ja mogę?
                        — Mieć mniej szczęścia.

                        Paulina nie odpowiedziała. Poczuła zmęczenie.

                        — No właśnie — rzuciła Kasia. — Czyli nie chodzi o to, że tam jest niebezpiecznie. Chodzi o to, że tobie wolno ryzykować, a nam nie.
                        — Mnie już to dotyczy.
                        — Nas też, do cholery. Asia jest naszą przyjaciółką.

                        I z tym Paulina nie potrafiła się kłócić. Zerknęła na Magdę, chyba trochę licząc, że ta poprze którąś z nich. Blondynka jednak spuściła wzrok.

                        — Ja… — zaczęła cicho. — Ja chyba nie chcę tam iść.

                        Zapadła cisza. Magda natychmiast wyglądała, jakby żałowała, że w ogóle się odezwała.

                        — Przepraszam.
                        — Za co?
                        — Paulina zmarszczyła brwi.
                        — No bo Asia…
                        — Magda, nie...

                        Paulina westchnęła. Tym razem chciała powiedzieć to łagodniej. Zmieniło ton z bojowo-kasiowego, na swój własny.

                        — Nie musisz.

                        Magda kiwnęła głową, ale wciąż nie podniosła wzroku. Kasia za to patrzyła na Paulinę jeszcze bardziej zawzięcie.

                        — No to jedna sprawa załatwiona.
                        — Kaśka…
                        — Ja idę.
                        — Nie.
                        — To spróbuj mnie zatrzymać.

                        Paulina otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła. Miała wrażenie, jakby próbowała kopać się z koniem. Kasia uniosła brew. Wydawało się jakby triumfowała, a w głowie odtańczyła taniec zwycięstwa. Po krótkiej ciszy, jaka między nimi zapadła, zmrużyła jednak oczy i pogroziła Paulinie palcem.

                        — Tylko bez teleportowania mnie do domu.

                        Kwiatkowska westchnęła, a na jej twarzy zakwitł półuśmiech. Nie była nawet pewna czy cieszyła się, że Kasia nie ustąpiła. Nie wiedziała sama, co wolała. Z jednej strony chciała, aby ta była bezpieczna, z drugiej jej wsparcie było dla Pauli nieocenione. Całe szczęście, że chociaż Magda ustąpiła, jednak... Paulinie krajało się serce, widząc w jakim ta jest stanie.

                        — Chodźcie tu, wariatki

                        Paulina wyciągnęła szeroko ręce i zgarnęła przyjaciółki do siebie, otulając je ciepłem swoich ramion i ściskając mocno.

                        — Co by się nie działo, zawsze razem.

                        Na te słowa w oczach Magdy natychmiast pojawiły się łzy. Wtuliła się w Paulinę mocniej, jakby właśnie tego zapewnienia potrzebowała przez cały dzień.

                        Kasia natomiast przez chwilę nic nie powiedziała. Tylko objęła obie dziewczyny i ścisnęła je nieco mocniej. Kiedy się odsunęła, na jej twarzy pojawił się ten znajomy, pewny siebie półuśmiech.

                        — No. I tak ma zostać.

                        — Nawet jak jedna stchórzy? — wymamrotała Magda, pociągając nosem.

                        Kasia natychmiast spoważniała.

                        — Ty nie stchórzyłaś.

                        Paulina kiwnęła głową.

                        — Właśnie. Nawet tak nie mów.

                        — Po prostu jedna z nas ma jeszcze trochę oleju w głowie — dodała Kasia. — Najwyraźniej padło na ciebie.

                        🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        3
                        • JohnyTRSJ Niedostępny
                          JohnyTRSJ Niedostępny
                          JohnyTRS jako Szarzyzna
                          Mecenas
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #114

                          MG-Awatar100.jpg

                          Szarzyzna


                          Sokołów Śląski, 19:30, dom Alicji

                          Obok domu Alicji, na sąsiedniej działce, stał opuszczony budynek. Był pusty odkąd dziewczyna to pamiętała. Przez lata coraz bardziej zarastał, dach był zawalony. W ostatnich latach budynek zaczął ubywać, rozbierany nielegalnie na cegłę rozbiórkową (w końcu da się ją sprzedać, tak samo jak kradzione metale). W zeszłą zimę ktoś zaprószył ogień albo po prostu podpalił. Ogień na szczęście ugaszono na tyle szybko, że nie ucierpiały inne zabudowania, tylko teraz na działce stały osmalone ruiny, od nowa zarastające roślinnością. Teraz, przy zachodzącym słońcu, były skryte w cieniu.

                          Alicja gdy tylko zamknęła drzwi i wróciła do siebie do pokoju wyjrzała jeszcze przez okno: warsztat taty był zamknięty, nie było go tam. Nie widziała również ich samochodu, pewnie pojechał do kogoś lub po coś, nie pierwszy raz. Czasami wracał naprawdę późno, by następnego dnia od nowa mocno pracować.

                          Mikołaj intensywnie mieszał puszkę z farbą, na napis powinno wystarczyć. Dostał też zakurzony, rozczochrany pędzel. Nawet jak odprowadzą dziewczyny po domach, to nadal będzie u cyganów na tyle wcześnie, że będzie jeszcze dość jasno. Albo to odłoży, albo będzie musiał być szybki. Bardzo szybki. Jak Paulina. Już rano się okazało, że potrafi być szybki.

                          Wszyscy byli jeszcze przed wejściem do domu Alicji, gdy Paulina miała przeczucie. Tak, chyba tak można było to nazwać, szósty zmysł albo coś innego. Albo po prostu tamci robili tyle hałasu, że ich usłyszała. Obróciła głowę: było ich dwóch, sportowe ciuchy, wygolone niemalże na łyso głowy (Dresiarze!).

                          Krzysiek spojrzał tam, gdzie Paulina. Kolejne dresy, ci byli trochę starsi, w ciemnych sportowych okularach przeciwsłonecznych. Widział jak podnoszą się po skoku przez płot. Ich ruchy były… sztywne?

                          Paulina ich już widziała, widziała te sztywne ruchy! To byli ci, co porwali Asię! Grupa zamilkła, tamci powoli szli w ich kierunku, w całkowitym milczeniu.

                          Alicję po plecach przeszedł dreszcz. Nie wiedziała dlaczego, ale coś było nie w porządku. Coś w domu? Brat wrócił? Nie, za cicho. Wstała i podeszła znowu do okna: Dwóch obcych, w ciemnych okularach, zbliżało się od strony wypalonego budynku. Sztywne ruchy (ale nie powolne ani nie nieskoordynowane), kamienne twarze. To chyba nie byli kolejni znajomi Jarka, ale w sumie nie kojarzyła ich wszystkich. I chyba kuple jej brata byli trochę młodsi.

                          Zbliżali się do jej przyjaciół.

                          178.255.46.143
                          Pan Psuj
                          Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          3

                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                          Zarejestruj się Zaloguj się
                          Odpowiedz
                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                          • Najpierw najstarsze
                          • Najpierw najnowsze
                          • Najwięcej głosów


                          • Zaloguj się

                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                          Powered by NodeBB Contributors
                          • Pierwszy post
                            Ostatni post
                          0
                          • Kategorie
                          • Ostatnie
                          • Tagi
                          • Popularne
                          • Świat
                          • Użytkownicy
                          • Grupy
                          • Strona startowa