Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. [Horror] Gruzy przeszłości
Gruzy przeszłości
JohnyTRSJ
JohnyTRS jako
JohnyTRS
Mistrz Gry
NamiN
Nami jako
Paulina Kwiatkowska

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

[Horror] Gruzy przeszłości

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
horrorwłasnystranger thingsnastolatkowie
62 Posty 8 Uczestników 1.2k Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • CaiC Niedostępny
    CaiC Niedostępny
    Cai
    napisał ostatnio edytowany przez
    #39

    left aligned paragraph

    Mikołaj Pogorzelski

    Zamek Falkenstein. Godz. 12:15

    – Ty, Mikołaj tak? – Adam pytał neandertalską modłą. Przed prześmiewczym podjęciem jaskiniowego dialektu uchroniła wyciągnięta z plecaka ciupaga. Pogorzelski z czujnością zmrużył oczy i odsunął o krok, biorąc dystans od młynka.

    – Mikołaj – potwierdził, wcale nie za nisko, nie tak wyraźnie i nadmiernie powoli.

    Typ sprawiał wrażenie uśpionego odpaleńca. Zapobiegawczo wolał nie widnieć na czarnej liście. Jaki kraj, taka szkolna masakra.

    – Ja mieszkam na Błoniach – Krzysiek rzucił faktem wszak już całkiem znanym. – Ale muszę jeszcze wrócić po rower pod szkołę. I mam parę spraw po drodze, więc sam se podreptam.

    – Dreptaj szybko, zanim go Rumuny na złom pokroją.
    Rzec do trve człeka mainsteamowe „nara" byłoby nietaktem.
    – Tymczasem.

    text alternatywny

    Dyskoteka "Miami". Godz. 19:40

    Mikołaj przedostał się do pulsujących energią trzewi Miami w wyniku szczególnej koincydencji. Podmiejskiej konspiracji między ludźmi o poznaczonych strupami wargach i przekrzywionych nosach. Wymieniali porozumiewawcze spojrzenia, a druga zasada ich klubu brzmiała zupełnie tak samo jak pierwsza. Bramkarz zza okularów przeciwsłonecznych przyglądał się ukrytej pod rozpuszczonymi włosami opuchliźnie na łuku brwiowym stojącego przed nim nastolatka. Pogorzelski wpatrywał się w schowane za przyciemnionym szkłem żółto-fioletowe limo. Pomimo sportowej torby, wielokieszeniowych bojówek i szwejowskiego obuwia, ochroniarz przesunął się na bok i wyciągniętą dłonią zaprosił do środka.

    Siedział zanurzony w miękkiej kanapie. Przed nim stała szklanica wody. Już nie mineralnej, tą opróżnił haustem. Teraz po taniości uzupełniona orzeźwiającą kranowianką ze źródła w WuCecie. Torbę zostawił w pomieszczeniu Securitas. Nic za darmo. Musiał pójść na współpracę i wtapiając się w tłum, wyłapywać szlaki przemytu alkoholu. Widział już prezerwatywę napełnioną wódą, ukrytą w spodniach. Przelewaną w kiblu do butelki. Próbę wciągnięcia Bolsa przez kiblowy lufcik. Kibel był kluczowy.

    Kula disco mieniła się refleksami. Muzyka dudniła w płucach monosylabowym tekstem. Dziewczyny w wygodnych strojach śmigały po parkiecie. Strój tym mniej krępujący im mniej materiału. Wyginały się z naturalną lekkością, uprzyjemniając relaks pod neonową palemką. Próbujący nadążyć chłopacy w większości wzbudzali zażenowanie. Pinokio przybity do krzyża miałby więcej gracji. W pobliżu wejścia klubu, 1B knuła w reprezentacyjnym gronie, walcząc o wysokie miejsce na liście psychola.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    4
    • JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRS jako JohnyTRS
      napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
      #40

      MG-Awatar100.jpg
      Szarzyzna

      Zamek Falkenstein. Południe

      Adam ignorując wszystkich zniknął w chaszczach okalających ten plac budowy. Od frontu z pewnością nie wejdzie, za dużo ludzi i w ogóle. Skupiony na swoim celu nie widział, jak Krzysztof, Mikołaj i ich kumple obserwują jego zachowanie. Po chwili zniknął im z oczu. Szedł wzdłuż parkanu z desek, aż dotarł na tyły. Tu nikt nie był w stanie go zobaczyć. Parkan był trudny do sforsowania, ale z tyłu wykonano go, jak to się mówi, na odpierdol. Konkretnie to wykorzystano drzewo jako słup, przybijając do niego biegnące poziomo deski. Pionowa deska już się nie zmieściła, zostawiając sporo miejsca, żeby spokojnie wspiąć się i przekroczyć parkan. Bez strachu przeskoczył, ale spodnie zaczepiły o deskę i Adam, za przeproszeniem, zwalił się na ryj. Na szczęście na podartych spodniach (ojciec go zabije) i pobrudzeniu ciuchów się skończyło.
      Ale się nie poddawał. Parł przed siebie (gdyby ktoś by to obserwował z góry, to mógłby powiedzieć, że parł do przodu jak cysterna bez hamulców*.
      Od tyłu cała roślinność przy budynkach była wykarczowana. Podejście było trudne. Jednocześnie było widać, co się dzieje w tym skrzydle, z którego przegonił ich ten Niemiaszek. I Adam widział. Widział tego Niemca stojącego tam, gdzie oni stali, z zamkniętymi oczami i rozpostartymi rękami.

      Próbował zbliżyć się jeszcze bliżej (do sterty cegieł pod budynkiem), ale jak na złość przeoczył jeden z pieńków po wykarczowanych drzewach, ponownie upadając musiał zwrócić na siebie uwagę Niemca:
      -WER IST DA?!

      Klub "Miami", wieczór.

      Ścieżka dźwiękowa

      Pełna sala przedstawiała cały przekrój uczniów z Sokołowa. Młodsi, starsi, wyciągnięci na miasto "zagubieni", doświadczone imprezowiczki oraz standardowe grupy, która zamieniły toalety w palarnie. ochrona miała inne rzeczy do roboty niż przejmować się taką pierdołą. Dwóch na wejściu, kolejny kręcił się na sali, czwarty stał obstawiając wyjście ewakuacyjne. Muzyka zagłuszała skrzypiący parkiet, reflektory i dyskotekowa kula maskowały to, że "Miami" był w przeszłości barem "Turysta", który odmalowano, wstawiono błyszczące, chromowane meble i sztuczne palmy. Teraz była zabawa w zachodnim stylu, żadnych domówek, wszyscy do baru! Impreza dla nieletnich, nawet jak ktoś miał już dowód, to barman tego dnia nie sprzedawał alkoholu. Tu elegancją była prawdziwa Coca-Cola z lodem i plasterkiem cytryny zatkniętym na szklance. Ci ze szmalem mogli pozwolić sobie na kolorowe drinki ze słomką i papierową parasolką. Też bez alkoholu. Ci starsi i doświadczeni po prostu przed wejściem obalali flaszkę na spółę, a moc procentów rozwijała się na parkiecie.

      Grupa licealistów z 1B zaraz przy wejściu na salę robiła za drugą bramkę.
      Czekaliście. Adama nadal nie było. Zaczęliście się denerwować. Przez korytarz od wejścia na salę wchodziły kolejne dzieciaki i nastolatki. Dziewczyny z podstawówki, około szóstej klasy, z pierwszym chyba w życiu makijażem (brokat na policzkach!), chłopcy w podobnym wieku, fryzura na jeża, nijakie ciuchy, ci to będą podpierać ściany.

      My nie byliśmy tacy, prawda?

      Krzysztof poczuł trącenie w ramię. Na tle tych, którzy właśnie go minęli, nie wyglądał źle. Mogło być gorzej. To Magda (Magda? Chyba, nie był pewny co do imienia) zagadała go, wykorzystując moment, kiedy didżej puścił "trochę" spokojniejszy kawałek. Albo taki, który musiał się dopiero rozpędzić.
      - Krzysztof, prawda? Adam chyba nas wystawił.

      Alicja jednym uchem przysłuchiwała się tej rozmowie, obecnie skupiona na tym, kto stał przed bramkarzami. I ci mieli z nim problem, ewidentnie nie chcieli go wpuścić. Alicja go kojarzyła z widzenia, niestety. To był jeden z kumpli jej brata, podobno ćpun. A teraz stał tu, kompletnie nawalony. Skoro on tam jest, to pewnie i braciszek zaraz się pojawi.

      \ -Nie no, on psuje nam cała imprezę! - Kasia powiedziała do Pauliny, a raczej krzyczała, żeby Paulina była w stanie cokolwiek usłyszeć. - No Adam! No gdzie on jest?! Zaraz chyba wracam na parkiet! - Kasię ewidentnie bawiło obśmianie Adama, ale jej głównym celem była zabawa, cały czas pląsała w rytm muzyki.

      Pojawił się Mikołaj, Kasi zaświeciły się oczy.
      - Czeeeeść! - Oraz po chwili, gdy (jak to Kasia) zbliżyła się do Mikołaja - Fuj! Śmierdzisz!

      Boks to nie przelewki.


      EDYCJA (zapomniałem przypisu):

      • przeć (iść) do przodu jak cysterna bez hamulców - nawiązanie do "Felixa, Neta i Niki oraz Trzeciej kuzynki"

      178.255.46.143
      Pan Psuj
      Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      4
      • Pan ElfP Niedostępny
        Pan ElfP Niedostępny
        Pan Elf
        napisał ostatnio edytowany przez Pan Elf
        #41

        text alternatywny

        Alicja Filipowicz

        - Fajna koszula - odparła Alicja Magdzie, całkiem szczerze i bez żadnej złośliwości. Bo blondynka z gangu Nowakowej faktycznie miała na sobie spoko koszulę. Właściwie wszystkie cztery miały na sobie bardzo cool i modne ciuchy, świetne fryzury i w ogóle wyglądały jak wyjęte z młodzieżowego czasopisma. Alicja przyjęła komplementy dziewczyn z lekkim zaskoczeniem, ale musiała przyznać, że było to miłe uczucie.

        - Na Chlebowskiego? Po co chcecie obklejać szkołę jego zdjęciami? - spytała, przyglądając się aparatowi w rękach Pauliny.

        Alicja szybko została wprowadzona przez dziewczyny w ich niecny plan, a przede wszystkim w jego powód. Jakoś wcześniej jej uwadze umknęło, że Adam planował obkleić się bibułą i przyjść w takim stroju na szkolną imprezę. Przeszło jej przez myśl, że to całkiem odważne z jego strony. Bo w końcu ten wieczór miał przesądzić o tym, jak przez resztę lat spędzonych w liceum każde z nich będzie postrzegane - to przecież była oczywista oczywistość dla każdego normalnego nastolatka!

        Cóż, jasnym jednak było, że świat Kasi Nowak nie należał do odważnych. Należał do tych, którzy idą z głównym nurtem, nie pod prąd. Każdego, kto się wybijał, należało w tym świecie wyszydzać, wyśmiewać i - ogólnie rzecz ujmując - redukować do zera.
        Alicja nie była pewna, czy chciała należeć do takiego świata. Nie była też pewna, czy Paulina Kwiatkowska pasowała do niego tak bardzo, jak sprawiała pozory.

        - Fajna koszula - powiedziała do Krzyśka, którego przybycie wyrwało ją z zamyślenia.
        Nie było to do końca to, co chciała powiedzieć, ale było pierwszym, co przyszło jej do głowy. Zdecydowanie nie chciała robić nawyku z komplementowania koszul innych.

        Krzysiek zaprezentował im swoje trzecie “ja”. W koszuli, eleganckich spodniach i zamszowych mokasynach wyglądał zdecydowanie poważniej i mniej buntowniczo niż w dżinsowym bezrękawniku obszytym naszywkami. Ile jeszcze takich wizerunków miał w zanadrzu? Alicja była zaintrygowana. Sama nie potrafiła jeszcze odpowiedzieć sobie na pytanie, która wersja bardziej przypadła jej do gustu (wykluczając tę kościelną, oczywiście).

        Uwaga Alicji przeniosła się w stronę wejścia. Zmarszczyła brwi, przyglądając się sytuacji przy bramkarzach. Z początku miała nadzieję, że się pomyliła, że to był ktoś inny. Jednak im dłużej przyglądała się chłopakowi, z którym bramkarze mieli niemały kłopot, tym bardziej przekonywała się, że jej wzrok wcale się nie pogorszył.

        Skrzywiła się na samą myśl, że Jarek - jej starszy brat - mógł być gdzieś nieopodal, skoro jego kumpel właśnie próbował dostać się na imprezę.

        Ten wieczór faktycznie był sądnym wieczorem. Jak się pokazali, tak mieli zostać zapamiętani na resztę liceum. Alicja zdecydowanie wolałaby pokazać się w marynarce z różowej bibuły, niż otrzymać etykietkę lokalnej patologii. A tak na pewno by się stało, gdyby skojarzono ją z jej bratem. Na sto procent. Szczególnie jeśli doszłoby do jakiejś rozróby z jego udziałem.

        - Olać Chlebowskiego, pewnie cykor go obleciał - powiedziała w pewnym momencie, wciąż przyglądając się wejściu.

        Chciała zniknąć, póki nie dostrzegła swojego brata. Tylko gdzie i jak? Nie mogła wyjść z klubu - dopiero co przyszła, impreza ledwo się zaczęła, źle by to wyglądało. Mogła uciec do toalety, ale wtedy straciłaby kontrolę nad tym, czy Jarek wejdzie do klubu z kumplem, czy powstrzymają ich bramkarze. Nie będzie w stanie ocenić, gdzie jest i jak skutecznie się przed nim ukryć.

        Wtedy spojrzała na „fajną koszulę” Komedy i w jej głowie urodził się plan. Ryzykowny - głównie ze względu na to, co pomyślą inni.

        Sorry, Magda… pomyślała Alicja, zanim wkroczyła między dwójkę rozmawiających i chwyciła Krzyśka za rękę.

        - Chodź, zatańczymy. - To nie było pytanie. To było stwierdzenie. W niebieskich oczach Alicji natomiast malowała się wyraźna, niemal błagalna prośba, żeby Krzysiek nie protestował. W tle przyśpiewywała Anna Maria Jopek.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        4
        • CaiC Niedostępny
          CaiC Niedostępny
          Cai
          napisał ostatnio edytowany przez
          #42

          left aligned paragraph

          Mikołaj Pogorzelski

          – Czeeeeść! – Kasia przeciągała jak syrena przejeżdżającej karetki. – Fuj! Śmierdzisz!

          Wzięła go z zaskoczenia. Nie wychwycił co mówi. Po pierwsze Majka Jeżowska z głośników, po drugie dzwoniło mu w uszach. Coś „chuj”. Coś „śmierdziel”. Odsunął się od napalonej zbereźnicy.

          – Co? A… – Uniósł koszulkę, niuchnął kontrolnie. – Giorgio Ormianin Aqua Profundo… być pod natrysk. Zimna, czerwona woda. Mydło spaść i bać się schylić.

          Tryb jaskiniowy nie obciążał umysłu. Pociągnął łyka ze szklanicy. Dobra do nawilżenia i świetna na okład. Czujnik rozróby zamigotał zachęcająco, wskazując miejsce przy wejściu. Jak mógłby przegapić doroczne deptanie patusa.

          – Bejbi noł hart me, noł hart mi, noł mor – ruszył w stronę rozwijającej się zadymy, tanecznie kołysząc biodrami przy każdym kroku. – Kiedy masz dwadzieścia lat i teraz matka krzyczy „rzuć picie”!

          Zdarł łacha z chlora. Umościł się przy przedsionku. Z ciekawością obserwował rozwój sytuacji.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          4
          • Arthur FleckA Niedostępny
            Arthur FleckA Niedostępny
            Arthur Fleck
            napisał ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
            #43

            Krzysiek Komeda 100.jpg
            Krzysztof Komeda

            Magda trąciła go w ramię. Krzysiek zerknął na nią. Na tle szóstoklasistów z brokatem na policzkach, którzy właśnie przeszli obok, mógł się pocieszać, że nie wyglądał najgorzej. Mógł mieć na sobie marynarkę z krepiny gdyby urodził się z zaburzeniami i uznał, że pomysł Chlebowskiego to najlepsza rzecz jaka mogła mu się przydarzyć.

            – Krzysztof, prawda? Adam chyba nas wystawił.

            Krzysiek rozejrzał się po sali, a potem znów spojrzał na zegarek. Było już po dwudziestej.

            – Ostatni raz widziałem go jak pobiegł na zamek. – odpowiedział – Nie wiem po co. Może chciał temu Niemcowi przypierdolić ciupagą jak Janosik Murgrabii i zgarnęła go policja.

            – Serio?

            Wzruszył ramionami.

            – Mnie już nic nie zdziwi. Albo jest niepoczytalny albo ma jakieś upośledzenie, tylko po nim nie widać dopóki się nie odezwie.

            Didżej zmienił kawałek na coś wolniejszego. Wokół nich pary zaczęły zbliżać się do siebie. Magda nie odeszła. Stała i kręciła włosem na palcu.

            – Podoba ci się tutaj?

            – Jest okej.

            – A muzyka? Fajna, nie?

            – Ujdzie.

            – A tańczyć lubisz?

            Krzysiek otworzył usta, żeby odpowiedzieć, kiedy poczuł czyjś dotyk na nadgarstku. Alicja.

            – Chodź, zatańczymy.

            Krzysiek przez sekundę zapomniał jak się mówi. Koleżanka, którą poznał dziś rano w klasie, właśnie łapała go za rękę i ciągnęła na parkiet. O kobietach wiedział tyle, ile pokazywał mu na przerwach Bochenek na rozkładówkach “Twojego Weekendu”, ale nawet on rozumiał, że to faceci proszą dziewczyny do tańca. O ile umieją tańczyć. A on nie umiał. Dlatego otworzył usta by zaprotestować.

            – Ale ja nie…

            Alicja nie puściła jego ręki. Krzysiek spojrzał jej w oczy i zobaczył coś co dobrze znał. Zrozumiał, że „nie umiem tańczyć" nie jest odpowiedzią, której potrzebuje.

            – No dobra.

            Najwyżej się zbłaźnię, dokończył w myślach.

            Ruszyli na parkiet.

            Z głośników poleciały flety. Krzysiek przeklął w duchu, bo znał ten dźwięk aż za dobrze i od razu przypomniał sobie zakonnice grające na drewnianych fujarkach podczas spotkań oazowych i pielgrzymek. Nie mówiąc już o tym radiu z Torunia, którego na okrągło słuchała jego matka. Nawet na dyskotece Kościół nie chciał mu odpuścić i wyciągał szpony po jego czarną duszę.

            Zacisnął zęby i skupił się na Alicji. Bo to było jedyne sensowne zajęcie w tej chwili. Problem polegał na tym, że Alicja miała nogi opięte w ciemne rajstopy i Krzysiek starał się na nie nie patrzeć. Starał się patrzeć wszędzie indziej, ale nogi wciąż były na skraju pola widzenia i Komeda przegrywał tę walkę.

            Położył ręce na jej bokach, wysoko, z dziesięć centymetrów nad biodrami. Bezpieczna strefa. Teraz modlił się, by dłonie mu się nie spociły.

            Alicja położyła mu dłonie na ramionach. Stali w bezpiecznej odległości, ale Krzysiek czuł jej zapach, zupełnie niepodobny do kadzidła i wody kolońskiej Brutal, której używał ksiądz Roman. To był pierwszy raz, kiedy tańczył z dziewczyną i przez moment zakręciło mu się w głowie. Spanikował, bo pomyślał że zaraz zemdleje albo jeszcze gorzej i jego szesnastoletnie, napakowane hormonami ciało wyśle sygnał, którego nie da się schować ani wytłumaczyć.

            Potrzebował czegoś, co zgasi mu głowę. Szybko.

            Wyobraził sobie Beatę Kozidrak za trzydzieści lat, na kacu, wijącą się lubieżnie po scenie w skórzanym gorsecie, odsłaniającym żylaki i rozstępy. I osiemdziesięcioletnią Marylę Rodowicz w scenicznym stroju, którego pozazdrościłby jej sam Chlebowski, śpiewającą “Małgośkę” podczas Sylwestra na rynku w Sokołowie.

            Przeszło mu.

            Teraz muzyka. Jak do tego tańczyć? Krzysiek próbował się kołysać, ale ciało nie współpracowało. Flety ciągnęły w jedną stronę, gitary w drugą, a on stał pośrodku jak ministrant który w Wielki Piątek przyszedł na mszę do synagogi.

            – Jak po Annie Marii Jopek puszczą Grzegorza Turnaua, mogę umierać – skwitował z kwaśnym uśmiechem. – Najlepsza dyskoteka w moim życiu. Pierwsza i ostatnia.

            Gdy wszedł refren o Joszko, Krzysiek pożałował, że tak jak Adam nie ma ciupagi, by odtańczyć hołubca. Albo zasadzić porządnego gonga didżejowi, który pomylił dyskotekę z wieczorkiem poetyckim Wisławy Szymborskiej.

            W końcu, z desperacji, zaczął nucić w głowie coś zupełnie innego. Gene Simmons w pełnym makijażu, wywalony jęzor, skórzane ciuchy i ogniste race na scenie.

            I was made for lovin' you, baby, you were made for lovin' me..

            Cztery czwarte. Prosty rytm. Bum, bum, bum, bum. Ciało samo zaczęło reagować. Stopy znalazły swój takt, ramiona się rozluźniły. Nie miało to nic wspólnego z tym, co grało z głośników, ale Krzysiek tańczył. Niezdarnie, z lekkim opóźnieniem, z rękami wciąż taktycznie wysoko nad biodrami Alicji.

            Ale tańczył.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            4
            • BrilchanB Niedostępny
              BrilchanB Niedostępny
              Brilchan
              napisał ostatnio edytowany przez Brilchan
              #44

              adam-chlebowski-100-x-100-pixeli.jpg

              Adam Chlebowski

              Zamek Falkenstein. Południe(Wielka wpadka i próba wielkiej ucieczki)

              Adam wpadł jak śliwka w kompot albo raczej jak gówno do przerębla! Może spodnie dałby radę zaszyć nicią albo obrzucić na tej walizkowej maszynie łucznik elektrycznej na pedał? Może jak spróbuje wmówić Ojcu że teraz taka moda to dostanie mniejszy wpierdol ? Ale teraz nie miał się co o to martwić bo wywalił się na ryja i jak nie zdąży uciec to go Niemiec złapię wezwą Ojca albo Brata i z planów wieczornej wizyty w dyskotece chuj będzie bo pewnie skończy tak samo jak śp. Matka tej Romskiej dziewczyny z ich klasy co stawia kabałę.
              Na pytanie Niemca (co to jest ? Chlebowski nie był pewien bo wolał się uczyć angielskiego niż szwabskiego) odpowiedział scenką ze starego filmu który widział kiedyś w ramach spotkań "dyskusyjnego klubu filmowego" w Domu Kultury:
              "- Grzegorz Brzęczyszczykiewicz, Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody."

              Następnie rzucił się do ucieczki!


              Na razie nie będę opiswał przygotowań bo zależy czy go złapią czy nie xD

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              4
              • NamiN Niedostępny
                NamiN Niedostępny
                Nami jako Paulina Kwiatkowska
                napisał ostatnio edytowany przez
                #45

                text alternatywny

                Paulina Kwiatkowska

                Paulina odprowadziła ich wzrokiem z lekkim uniesieniem brwi. To nie wyglądało jak spontaniczny zryw romantyzmu. Raczej jak szybka ewakuacja.
                Jeszcze przez moment patrzyła za nimi, po czym przeniosła wzrok w stronę wejścia. Skoro Alicja tak nagle zapragnęła tańczyć właśnie teraz, musiała mieć powód. A Paulina nie wierzyła w przypadki.
                Zamieszanie. Burda. Mikołaj czający się przy wejściu jak krab, jakby chciał zająć pierwsze miejsce na trybunach i mieć najlepszy widok na ewentualną awanturę.
                Do głowy przyszło jej jedno pytanie – przed czym, albo kim, uciekała Alicja? Szczerze wątpiła, żeby była aż tak wrażliwa, żeby nie móc na to patrzeć.

                Przeniosła spojrzenie na Magdę.
                – Szybko poszło – rzuciła cicho.

                Na moment zawiesiła wzrok na parkiecie, gdzie Alicja już ciągnęła Krzyśka między pary.
                – Jeszcze chwila i byś go zaprosiła sama.

                Magda odruchowo poprawiła włosy, uciekając na sekundę spojrzeniem w bok.
                – Nie zdążyłam – przyznała cicho, z lekkim, trochę zawstydzonym uśmiechem.

                Paulina zerknęła na nią kątem oka.
                – No to następnym razem szybciej. – Kącik jej ust uniósł się lekko – Bo ktoś ci go znowu sprzątnie sprzed nosa.

                Magda tylko lekko się uśmiechnęła i wzruszyła ramionami, jakby nic się nie stało. Może rzeczywiście nie zwróciła większej uwagi na zamieszanie przy wejściu. Po jej minie było jednak widać, że coś sobie układa w głowie.

                W tym czasie Paulina przesuwała wzrokiem po sali, wyłapując znajome twarze. W końcu dostrzegła Sosnowskiego na parkiecie. Wiedziała, że Magdę to ucieszy.

                – Asia, bar czy parkiet?
                – Bar. I jakiś stolik – odpowiedziała bez wahania.

                Paulina uśmiechnęła się lekko i podała jej aparat oraz torebkę.

                – Na stówę cykor go obleciał – rzuciła Kasia, wracając do tematu Chlebowskiego. – Bez sensu, nie będziemy tu tak stać. Asia, ogarnij nam coś do picia i bądź czujna.

                – A my idziemy na parkiet! – dodała Paulina z nagłym przypływem energii.

                Dziewczyny jakby się obudziły.

                – Wyczaiłam Arka. Wbijamy – trąciła łokciem Magdę. Jej humor wyraźnie się poprawił.

                Ruszyły w tany.

                centered paragraph

                Parkiet szybko wciągnął je w swój rytm. Muzyka była może średnia, ale wystarczyło kilka taktów, żeby dziewczyny złapały tempo i zaczęły się śmiać, kręcić i zapominać o wszystkim poza chwilą.

                Paulina odruchowo rozejrzała się wokół – bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby – i niemal od razu wyłapała znajomą sylwetkę.

                Alicja i Krzysiek tańczyli niedaleko. A raczej… próbowali.

                Krzysiek trzymał ręce zdecydowanie zbyt wysoko, jakby ktoś mu wcześniej dokładnie wyznaczył bezpieczną strefę, której pod żadnym pozorem nie wolno przekroczyć. Sztywny, trochę zagubiony, wyraźnie walczył z własnym ciałem, które nie bardzo wiedziało, co zrobić z muzyką.

                Paulina uniosła lekko brew, obserwując to przez chwilę.
                – Patrz na niego – rzuciła półgłosem do Magdy, kiwając lekko głową w tamtą stronę. – Jakby go ktoś na egzamin z tańca wysłał.

                Magda zerknęła dyskretnie i parsknęła cicho śmiechem. Być może potrzebowała tego, aby nie czuć się źle przez to, że został jej "podebrany".

                – No… trochę.

                Paulina przeniosła wzrok na Alicję.

                Ona z kolei wyglądała, jakby dokładnie wiedziała, co robi. Spokojniejsza, pewniejsza, jakby prowadziła tę sytuację bardziej, niż powinna.

                Kącik ust Pauliny drgnął. Alicja od początku wydawała jej się osobą, która prędzej dotrzyma towarzystwa Asi przy stoliku, niż dołączy na parkiet.
                – Albo bardzo chce zatańczyć… – mruknęła pod nosem do samej siebie – …albo bardzo nie chce być gdzie indziej.

                Na moment jeszcze zatrzymała na nich spojrzenie, jakby próbowała coś dopasować do siebie, po czym wzruszyła ramionami i wróciła do dziewczyn.
                – Dobra, koniec podglądania.

                Uśmiechnęła się lekko, łapiąc rytm muzyki.
                – Tańczymy, zanim ktoś znowu zrobi tu przedstawienie.

                🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                4
                • JohnyTRSJ Niedostępny
                  JohnyTRSJ Niedostępny
                  JohnyTRS jako JohnyTRS
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                  #46

                  MG-Awatar100.jpg
                  Szarzyzna

                  Zamek Falkenstein; koło południa


                  Adam Chlebowski

                  - No dobra młody - jeden z pracowników z Pracowni Konserwacji Zabytków dał mu lekkiego klemensa w kark. - Wkurzyłeś szefa, ciesz się że tylko tylko. Następnym razem nawet nie próbuj, wpadniesz do dziury i sobie kark złamiesz. A teraz spieprzaj! - pchnął Adama w kierunku drogi.

                  Kierowca przy mercedesie nadal stał nieporuszony całą sytuacją.

                  Adam Chlebowski przez stres miał chyba dziurę w pamięci, bo ostatnie kilka lub kilkanaście minut pamiętał jak przez mgłę, albo jego mózg nie chciał się pogodzić z tym co się zdarzyło i salwował się niepamięcią. Może i dobrze.

                  Próbował sobie przypomnieć, ten szkop go usłyszał, potem on sam krzyczał, próbował uciekać, potem chyba ten szkop go dogonił (ten dziadek? jak to w ogóle możliwe? Może znowu się przewróciłem?) i przytrzymał, uścisk miał pancerny. A potem co? Coś mu świtało, że potem Niemiec zawołał tę tłumaczkę, ta chyba tego pracownika, prowadzili go na zewnątrz i...

                  - Co tak stoisz jak krowa na miedzy? Do widzenia. - ten konserwator był chyba nawet rozbawiony całą sytuacją.

                  Reszta uczniów już sobie poszła, podobnie jak nauczyciel. Do domu miał dosłownie rzut beretem.

                  178.255.46.143
                  Pan Psuj
                  Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  3
                  • BrilchanB Niedostępny
                    BrilchanB Niedostępny
                    Brilchan
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Brilchan
                    #47

                    adam-chlebowski-100-x-100-pixeli.jpg

                    Adam Chlebowski

                    Problemy z pamięcią

                    ~Co, do cholery ?! Ten szwabski Doctor Mengele musiał mi wstrzyknąć jakieś narkotyki! Tyłek i przód mnie nie bolą więc mnie nie wykorzystali~ pomyślał sobie Adam, i pokręcił głową jak pies, który wyszedł z jeziora, wciąż czuł się pogubiony. Ruszył do domu teraz jak o tym pomyślał, to krepina przecież się podrze przy najdrobniejszym ruchu! Ważne że nie wezwali Ojca nawet jak mu coś wstrzyknęli do krwiobiegu, tak jak mówili na godzinie wychowawczej kiedyś tam to najwyżej będzie bardziej taneczny w klubie.

                    Planował wziąć szybki prysznic po szkolę (przy okazji sprawdzając czy nie zostały mu jakieś ślady po niemieckich igłach! Serio jakaś dziwna sytuacja z tym Niemcem! Eksperymenty na ludziach czy co ?! ) w głowie zaczął mu świtać już nowy pomysł na kostium...

                    Plany na wieczór

                    Miał zamiar szybko pobiec do łazienki ściągnąć spodnie i schować je do plecaka żeby nikt nie dojrzał przerwania dopóki nie da rady przeszyć i spróbować naprawić... Pamiętał że starszy brat miał z tyłu szafy czarny garnitur na który od lat już był za duży przez złą dietę i brzuch piwny. Młodszy Chlebowski planował wziąć spodnie i marynarkę ze sobą na tyły Domu Kultury miał też czerwone skarpety z bazaru które nie mogły być prane w pralce bo wszystko farbowały... Adam planował wziąć ciuchy i wyprać je w jakieś misce na tyłach Domu Kultury licząc że zabarwi za duże ubrania po starszym bracie na różowo! Potem będzie to musiał wszystko wysuszyć swoją suszarką do włosów, same włosy planował przylizać żelem i założyć okulary które również chciał podebrać bratu...

                    Dzień zaczął się kijowo ale była szansa go jeszcze uratować pod warunkiem że uda mu się wykraść z domu bez niepoznaki nawet jeżeli przez przygotowania miałby się nieco spóźnić na samą dyskotekę to oczami wyobraźni już widział swoje WIELKIE WEJŚCIE...

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    3
                    • JohnyTRSJ Niedostępny
                      JohnyTRSJ Niedostępny
                      JohnyTRS jako JohnyTRS
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                      #48

                      MG-Awatar100.jpg
                      Szarzyzna


                      Adam Chlebowski

                      Po powrocie do domu szybko przystąpił do realizacji swojego wymyślonego po drodze planu. Pod prysznicem, ze strachem, obejrzał i obmacał siebie w poszukiwaniu śladów po zastrzykach. Nic nie znalazł, a szukaj przecież gruntownie, ranek i siniaków niewiadomego pochodzenia.

                      Pozyskanie garnituru też poszło sprawnie, garniak był tylko trochę przykurzony. Z garniturem i suszarką do włosów w plecaku bez problemu wszedł do domu kultury, nie zwrócono na niego uwagi (albo raczej nie zwrócił większej uwagi niż zwykle, był tam częstym gościem i znano go z widzenia - skoro jak dotąd nic nie ukradł, to można było mu zaufać).

                      Samo pomieszczenie na tyłach domu kultury nadal lekko pachniało zawilgoceniem, przez tę całą powódź. Ale wiedział, gdzie jest kran i gdzie znajdzie miskę lub inny pojemnik. Dorzucił TE skarpety.

                      Poszło nie tak. Stanowczo poszło nie tak. Garnitur, po wysuszeniu, nie był już czarny. Ale chyba nawet i daltonista nie powie, że był różowy. Był na pewno bardziej czarny niż różowy. Sam musiał to przyznać, bo kolor był daleki od różowego.

                      Zafarbowany garnitur był ciemno-buro-buraczkowy, tego ostatniego najmniej. Po prostu paskudny. Adam popełnił ten błąd, że próbował ufarbować czarny garnitur. Te skarpety skutecznie farbowały jasne ubrania.

                      178.255.46.143
                      Pan Psuj
                      Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      4
                      • BrilchanB Niedostępny
                        BrilchanB Niedostępny
                        Brilchan
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Brilchan
                        #49

                        adam-chlebowski-100-x-100-pixeli.jpg

                        Adam Chlebowski

                        Adam wziął się za farbowanie podśpiewując sobie "If You're Anxious for to Shine" autorstwa GIlbert & Sullivan's z 19 wiecznej operetki komediowej"Patience"... Miał szczęście że Pani Kowalska pracowała kiedyś w USA i podzieliła się biblioteką swoimi zbiorami płyt winylowych z różnych oper i operetek.
                        Było wśród nich wiele pięknych utworów które kochał, niestety nie miał dość dobrego głosu żeby próbować śpiewania, ale wciąż kochał te słowa które mimo stuleci nie straciły prawie w ogóle na aktualności! A krytyka zakłamania bardzo pasowała mu do tego co obecnie robił (tak był w pełni świadom ironii i własnej hipokryzji!)

                        Projekt nie wyszedł tak jak to sobie wyobrażał.... Mina mu zrzedła, przez chwilę miał ochotę rzucić to wszystko w diabły bo i tak już był spóźniony a lepiej było być uznanym za tchórza niż przez całe liceum być znanym jako "Pan Buraczek".
                        //- Nie prawdziwy artysta nigdy się nie poddaje! Kreatywność i pomysłowość potrafi uratować każdą sytuacje - Powiedział do spurchlałych, zagrzybionych ścian starając się dodać sobie animuszu.

                        Pamiętał że niedawno próbował pomóc zamalować te ściany żeby pozbyć się zacieków po powodzi (nie wyszło zacieki i grzyb wylazły zza farby a na razie nie było kasy na specjalną anty grzybną) ale wydawało mu się że gdzieś tu zostało trochę starej zielonej farby?

                        Gdyby zrobił na tym o dwa numery za duże garniaku zielone ciapki może wyglądałby na tyle zabawnie żeby zamiast być obśmianym stać się częścią żartu i komediantem ? Był gotowy spróbować " kto nie ryzykuje ten nie pije szampana" jak to mawiają ruskie!


                        Mechanika:
                        Rzut na maker bo robimy garnitura poprawki... Wyszło 6! Bo tech mam 2 w KP ale przez stan, z poprzedniej porażki rzucam jedną kostką i wyskoczyło 6 to chyba sukces ? link do rzutu

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        2
                        • JohnyTRSJ Niedostępny
                          JohnyTRSJ Niedostępny
                          JohnyTRS jako JohnyTRS
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                          #50

                          MG-Awatar100.jpg
                          Szarzyzna


                          Dyskoteka w klubie "Miami"

                          Impreza rozkręcała się na wielu płaszczyznach. Po kilku minutach "swojskiej muzyki" didżej ruszył w mocniejsze klubowe nuty, puszczając muzykę elektroniczną, o wiele żwawsze.

                          Na parkiecie Paulina z Arkiem i Alicja z Krzysztofem dobrze się bawili. Gdyby nie tłum i ciągłe popychania można było zobaczyć, że Arek z Pauliną bawią się ze swobodą, naturalnie. Krzysztof z Alicją tworzyli sztywniejszy, ustatkowany duet, gdzie to Krzysztof był kotwicą bez swobody ruchów. Alicja zbytnio nie zauważała tego, będąc spiętą pojawieniem się jednego z kumpli brata, którego obecność była z automatu zaprzeczeniem dobrej zabawy.

                          Kasia chyba była zła, że kontakt z Mikołajem był nieudany (i to z jego winy!), ale podążyła za nim, stojąc w tłumie, kiedy ten siedząc naprzeciw wejścia coś krzyczał. Zaintrygowana patrzyła jak ochrona blokuje przejście jakiemuś dresiarzowi.

                          Adam zwracał uwagę. Nawet w słabym świetle ulicznych latarni widać było te jaśniejsze punkty pokrywające garnitur. Kompozycja zielonych punktów wyszła dobrze, nawet dobrze, groszki nie wyglądały jak pacnięte byle jak.

                          Intrygowały.

                          Grupka kompletnie nieznanych ludzi wskazała na niego palcem, krztusząc się papierosowym dymem. Adam nawet ich nie zauważył, na spokojnie wspinając się na piętro do klubu. Nie było dużej kolejki, tylko grupa dresów stojąca trochę z boku dopalająca ostatniego szluga. Wszedł do klubu, słyszalna już na zewnątrz muzyka stała się głośniejsza i stanął przed bramkarzami kłócącymi się z kolejnym dresem.

                          Mikołaj też zauważył Adama. Z teatralnym żalem stwierdził, że Chlebowski nie miał na sobie różowego garnituru. Jego strój to był za to buro-buraczkowy w duże zielone grochy. To samo widziała Kasia pochylająca się za oparciem sofy.
                          - O ja cię... - i pobiegła w głąb sali.

                          Po chwili Kasia i Asia jednocześnie przerwały dobrze rozwijające się znajomości.
                          - Jest Adam! - wykrzyczały do Pauliny, Arka, Alicji i Krzysztofa.

                          Sytuacja na wejściu się zagęściła. Dresy dopaliły i wbiły się na salę.
                          - O kurwa, patrzcie na tego pajaca, he, hehe!- jeden z nich trącił Adama w ramię.

                          178.255.46.143
                          Pan Psuj
                          Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          2
                          • BrilchanB Niedostępny
                            BrilchanB Niedostępny
                            Brilchan
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez Brilchan
                            #51

                            adam-chlebowski-100-x-100-pixeli.jpg

                            Adam Chlebowski

                            Celem Adama tego wieczoru było przybranie roli klasowego klowna, wiedział że wyglądał idiotycznie ale w tym, przerysowaniu kryła się sekretna broń! Jeżeli sam tworzysz żart śmiech przestaje być ostrzem a staje się walutą!
                            //- Zajebiste co nie ? Ściągnąłem od rudej krowy w kropki bordo hahah - Odpowiedział chłopakowi który trącił go w ramię, puścił oko dając znać że nie mówi poważnie i zaczął "tańczyć Jacksona" w rytm muzyki która wypływała na zewnątrz.
                            Z oryginalnego konceptu krepinowego Miami Vice został jedynie powiązany sznurkami karton pod spodem marynarki przez co Chlebowski wyglądał na komicznie przypakowanego długie włosy przylizał toną żelu do włosów.

                            Wiedział że kostium wyszedł mu świetnie, teraz potrzebował tylko wczuć się w rolę. Zamiast brać na bary ubranie się w najlepszy ciuch i bycie najfajniejszym ogierem w stajni czyż nie lepiej wymyślić własną niszę gdzie nie ma konkurencji ?

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            1
                            • CaiC Niedostępny
                              CaiC Niedostępny
                              Cai
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #52

                              left aligned paragraph

                              Mikołaj Pogorzelski

                              Mikołaj obserwował grand entrance Adama i zabiegi chłopców po chemioterapii w bazarowych dresach. Trzy paski Abidosa zmarszyły się kreszem, gdy zwracającą uwagę lepą, troskliwie upewniali się, czy aby nie ma żadnego problemu. Odpowiedź wyszła poza schemat, bo stali tak z rozdziawionymi paszczami i zwiechą wymazaną na ryjach. Co puste łby były w stanie wydalić, ściekało z kącików ust i spływało strużkami po brodach.

                              Odwrócił się, sprawdzając czy Kasia wciąż za nim stoi wytrwale jak Jason Voorhees. Raz jedziesz potem. Potem się trzyma blisko. Nie czaił awangardy. Zniknęła w tłumie w reporterskiej pogoni za sensacją. Otwarcie. Oto nadszedł moment, by porzucić normików ich interesowaniom i po angielsku wyparować. Wszystkie oczy wbite w człowieka-biedronę i mało kogo obchodził zupełny nikt, przemykający wzdłuż ścian.

                              – Nara, wariaty – szepnął pod nosem, opuszczając oddział zamknięty.

                              Już na zewnątrz, z torbą przewieszoną przez ramię, odetchnął mieszaniną mgły i chłodnego powietrza. Wolnym krokiem oddalał od przygaszonych dźwięków Miami. Sycił nocą. Noc była bliska. Noc, Sen i siostra jego, Śmierć. Najlepsza rodzina.

                              Wytężył słuch, zbliżając się do brudnej plamy na mapie Sokołowa. Siedliszcza wszy, hivu i wąchaczy kleju. Z torby wyciągnął kastet, przełożył do kieszeni. Zimno metalowych obręczy opinających palce przynosiło komfort. Uspokajający dotyk ochronnego talizmanu. Naprężył mięśnie, gotowy by w razie potrzeby odcisnąć runę zaklęcia na kaprawej mordzie zniekształconej FAS, gdyby która się przypadkiem nawinęła. Trzymał się ciemności, czujny. Jak zawsze, gdy tędy przechodził. Odkąd pamiętał.

                              Furtka w ogrodzeniu zgrzytnęła zawiasami. Pchnął mocno by zatrzasnąć zamek. Chodził ciężko. Metaliczne uderzenie rozeszło się hałasem, wywołując wilka z lasu. Ogar wyjrzał spod schodów zaspanym wzrokiem. Polski Gończy, piękny, dumny, najmądrzejszy i najleniwszy ze wszystkich psów. Chłopak przyklęknął przy pupilu, tarmosząc wielkiego pluszaka, nazywając go „Ziewaczem” i „Kochanym Nieogarem”.

                              Kilka kroków, przekręcony klucz i był na ganku.

                              – Cześć, już jestem – krzyknął przez przedpokój w boazerii, w stronę zapalonych w głębi świateł. Mama wyszła z kuchni z krzyżówką w ręce.

                              – Czesc, dziecnko – przegryzała jabłko, z zawodową ciekawością przyglądając się opuchliźnie nad okiem. – Wypisze cie z mordowni, zobaczysz.

                              Groziła za każdym razem.

                              – Wezme Ogara na spacer – Mikołaj nie chciał kończyć dnia.

                              – Jak zdołasz go wyciągnąć – najpierw delikatnie uniosła mu włosy, potem dźgnęła palcem w śliwę.

                              – Mamo – syknął.

                              – Jak biją, nie przeszkadza – odgryzła kęs Antonówki. – Ne krecie sie byt ugo. Przyotuje ompres.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              5
                              • NamiN Niedostępny
                                NamiN Niedostępny
                                Nami jako Paulina Kwiatkowska
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez Nami
                                #53

                                text alternatywny

                                Paulina Kwiatkowska

                                Paulina nawet nie próbowała się już przedzierać przez tłum, kiedy Kasia z Asią praktycznie wykrzyczały im to do uszu. Wystarczyło jedno słowo.

                                Adam.

                                Automatycznie uniosła głowę, jakby dało się go zobaczyć ponad ludźmi. Nie dało się. Ale hałas przy wejściu mówił wystarczająco dużo. Zwolniła ruchy, jakby taniec nagle przestał mieć znaczenie. Tanczenym ruchem przesuwała się bliżej Kasi, żeby nie zniknęła jej zaraz w tłumie.

                                Paulina odwróciła się lekko w stronę wejścia, wspinając się na palce, próbując złapać cokolwiek ponad głowami ludzi. Światła migały, ktoś ją szturchnął barkiem, ktoś inny zahaczył łokciem.

                                — Kurwa, serio… — mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż do kogokolwiek.

                                Zatrzymała się na moment. Nie ruszyła od razu. Zamiast tego spojrzała jeszcze raz na Kasię, jakby oceniała, czy ta już leci w tamtą stronę, czy jeszcze ogarnia sytuację. Zawahała się, obserwując gesty i mimikę przy wejściu.

                                Już po sekundzie wiedziała, że coś jest nie tak. To nie było zwykłe „o, ktoś przyszedł”. To było to napięcie, które czuć zanim jeszcze zobaczysz problem.

                                — Idziemy zobaczyć co się odwala czy udajemy, że nas to nie dotyczy? — rzuciła ciszej, ale z tym charakterystycznym półuśmiechem, który mówił, że decyzja i tak już w niej zapadła. Jeszcze raz zerknęła w stronę wejścia. Tłum się tam dziwnie zagęszczał. Albo jej się tak wydawało.

                                Super. , przemknęła myśl niezadowolenia. Nie lubiła agresji, napięcia, spięcia… Takiej niewygodnej atmosfery.

                                Paulina zauważyła to szybciej niż powinna. Nie konkrety. Raczej to uczucie, że coś za chwilę pójdzie nie tak.

                                Zatrzymała się na moment, jakby tylko na sekundę wypadła z rytmu muzyki, po czym ruszyła w stronę drzwi, przeciskając się przez ludzi spokojnie, bez nerwów, jakby wciąż była w rytmie tańca. Dopiero bliżej zwolniła.

                                W końcu udało jej się zobaczyć.

                                Adam. Nie miał różowej marynarki, ale dalej uśmiechał się jak półgłówek.
                                Kilku typów obok. A on chyba myślał, że warto się do nich odezwać. Czemu?

                                text alternatywny

                                Westchnęła cicho, ale już bez irytacji.
                                Podeszła do niego od boku, jakby wpadła na niego przypadkiem. Starała się być jak najbardziej urocza, a wiedziała, że zwykle jej to wychodzi.

                                — O, jesteś — rzuciła lekko, jakby właśnie go szukała. — Zniknąłeś nam.

                                Uśmiechnęła się krótko, naturalnie, nawet nie patrząc dłużej na resztę. Jakby ich tam w ogóle nie było.

                                — Chodź, bo zaraz nam zajmą miejsce. — dodała, trochę ciszej, ale swobodnie, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Być może jeśli dresy załapią, że nie jest sam, dadzą sobie spokój, w końcu ciężej walczyć z grupą, czyż nie? Pomachała też Arkowi, który z niedaleka patrzył w jej stronę nie rozumiejąc, co właściwie robi.

                                Paulina już się nie odwracała, zakładając, że skumał i pójdzie za nią.

                                Na sekundę tylko zerknęła jeszcze w jego stronę, łapiąc z nim kontakt wzrokowy, wystarczający, żeby było jasne, że to nie jest prośba, tylko rozwiązanie.

                                Ruszyła z powrotem w tłum.
                                . Postanowiła, że później mu wygarnie, jakim jest pajacem. Tak na wszelki wypadek, nim zdąży pomyśleć, że spodobała jej się jego stylówa błazna.

                                🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                4
                                • Pan ElfP Niedostępny
                                  Pan ElfP Niedostępny
                                  Pan Elf
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #54

                                  text alternatywny

                                  Alicja Filipowicz

                                  Krzysiek starał się bardziej, niż wymagała tego sytuacja. I gdyby Alicja zabrała go na parkiet tylko dlatego, że naprawdę chciała z nim zatańczyć, pewnie bardziej doceniłaby jego starania - nawet jeśli były trochę nieporadne i niezręczne.

                                  Dla Alicji jednak ten taniec był przede wszystkim pretekstem. Sposobem, by odsunąć się od wejścia, a jednocześnie mieć je cały czas na oku. Kontrolować, kto wchodzi.

                                  I tylko na moment, naprawdę krótką chwilę, oderwała spojrzenie. Jej niebieskie oczy skrzyżowały się ze spojrzeniem Komedy.
                                  Uśmiechnęła się lekko. Trochę niezręcznie, trochę z uprzejmości, a trochę po to, by dodać mu otuchy. Jakby chciała powiedzieć: dzięki, wiszę ci przysługę.

                                  Ale to wszystko. Nie mogła pozwolić sobie na więcej. Na dłuższą wymianę spojrzeń, na rozmowę, na rozproszenie.
                                  Jej uwaga natychmiast wróciła w stronę wejścia, przy którym zaczynała gęstnieć atmosfera. Zbierała się tam grupka lokalnych dresów i...

                                  - Jest Adam! - Głos Kaśki i Aśki rozdarł przestrzeń niczym alarm przeciwbombowy.
                                  Alicja momentalnie zmieniła cel swojej uwagi, wychylając się zza Krzyśka, z którym wciąż tkwiła w tym niezręcznym, pozbawionym rytmu tańcu.

                                  - O… wow… - wyburknęła tylko.

                                  Odsunęła się od Krzyśka, pozwalając, by sam mógł zobaczyć, co się dzieje. Obecność typów pokroju jej własnego brata nigdy nie zwiastowała niczego dobrego. Dresiarze podjudzeni wyglądem i zachowaniem Adama - to był przepis na rozróbę.
                                  Alicja jednak niespecjalnie przejęta była losem Chlebowskiego. Wciąż wypatrywała tylko jednego. Jak złego znaku. Jak czegoś, co może pojawić się w każdej chwili i wszystko spierdolić.

                                  - Muszę spadać - powiedziała do Krzyśka.

                                  Nie widziała nigdzie swojego brata. To mógł być jedyny moment, żeby się ulotnić.

                                  - Dzięki za… no wiesz. Nie było źle. - Znowu się uśmiechnęła. Ale trochę inaczej niż wcześniej. - Pożegnaj resztę. Widzimy się w szkole.

                                  I zaczęła przeciskać się w stronę wyjścia, ukrywając twarz pod burzą blond włosów.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  3
                                  • Arthur FleckA Niedostępny
                                    Arthur FleckA Niedostępny
                                    Arthur Fleck
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #55

                                    Krzysiek Komeda 100.jpg
                                    Krzysztof Komeda

                                    – Muszę spadać. Dzięki za… no wiesz. Nie było źle. Pożegnaj resztę. Widzimy się w szkole.

                                    Alicja uśmiechnęła się do niego, ale to nie był uśmiech dziewczyny, która dobrze się bawi. Krzysiek znał takie uśmiechy, bo sam je produkował hurtowo przy matce.

                                    – Do jutra – opowiedział.

                                    Alicja odwróciła się i zaczęła przeciskać w stronę wyjścia, chowając twarz pod włosami. Patrzył za nią i próbował zrozumieć, co się właśnie stało. Czyżby aż tak chujowo tańczył? Na razie nie miało to jednak znaczenia, bo ktoś w końcu wypatrzył Chlebowskiego a przecież to dla niego tu przyszedł. By na własne oczy zobaczyć to upokorzenie, jakie sobie za chwilę zafunduje Adaś. Komeda zszedł z parkietu cofając się pod ścianę. Wychylił się zza głów ludzi. Przy wejściu faktycznie stał on. Ale nie miał na sobie różowej marynarki z krępiny. Założył garnitur pokryty ciapkami, włosy przylizał na żel. Krzysiek nie znał się na modzie, ale nawet on musiał przyznać, że przy Chlebowskim wygląda jak ten stary dziad, który co niedziele wystaje przed kościołem zbierając na protezę.

                                    Powoli docierała do niego prosta, szczera i brutalna prawda.

                                    Chlebowski zrobił z niego durnia.

                                    Nie było żadnej krepiny, żadnego Miami Vice, żadnego Crocketta i Tubbsa.

                                    Cała ta gadka, cały ten jego słowotok, pierdolenie po próżnicy to było przedstawienie, które miało uśpić czujność Komedy. Wmówić mu, że ma do czynienia ze skończonym kretynem. Chlebowski zadbał nawet o rekwizyty. Przyniósł ciupagę, z którą pobiegł do zamku a Krzysiek połknął to jak rosół matki. Łyżka za łyżką, bez zastanowienia.

                                    To nie idiota, pomyślał To geniusz.

                                    Ale dlaczego on? Dlaczego Krzysiek? Znali się od kilku godzin, nigdy się wcześniej nie spotkali. Chlebowski nie miał żadnego powodu, żeby go wkręcać. Chyba że miał. Może chodziło o Kościół, o jego wiarę, o to że Krzysiek pół życia spędził przed ołtarzem? Może Chlebowski był świadkiem Jehowy, albo Żydem? Albo nawet satanistą, który obrał go za swój cel. Krzysiek słyszał różne plotki, nie tylko od matki i Bednarskiej. Marek wspominał kiedyś, że jakieś lesbijki organizują nocami czarne msze w Sokołowie. Może w mieście istniała też druga komórka czcicieli diabła złożona z samych pederastów? Komeda już niczego nie był pewien oprócz tego, że znalazł się na celowniku szkolnego prześladowcy. Współczuł "Carrie" a niedługo sam dołączy do klubu przegrywów.

                                    Tymczasem pod wejściem zrobiło się zamieszanie. Krzysiek stanął na palcach i wtedy zobaczył jak Chlebowskiego otacza banda dresiarzy, którym chyba nie spodobała się jego stylówka.

                                    On tańczy. Nie ucieka. On tańczy.

                                    Mózg Komedy zrobił fikołka, potem obrót i salto w tył. Chwilę temu był przekonany, że Chlebowski to makiaweliczny złodupiec, który go ograł jak dzieciaka. Teraz patrzył jak ten sam złodupiec próbuje naśladować Micheala Jacksona i zaciekle bije się o nagrodę Darwina z ruskim spod Nowosybirska, który wyciągnął zawleczkę granata. Rusek myślał, że dopóki nim nie rzuci granat nie wybuchnie mu w łapie. Ich sytuacja wyglądała podobnie i koniec też mógł mieć identyczne zakończenie. Mimo to Krzysiek nie ruszył się z miejsca. Nie zamierzał się wtrącać, ale obserwował na wypadek gdyby jednak zaczęła się zadyma.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    3
                                    • JohnyTRSJ Niedostępny
                                      JohnyTRSJ Niedostępny
                                      JohnyTRS jako JohnyTRS
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                                      #56

                                      MG-Awatar100.jpg
                                      Szarzyzna


                                      Dyskoteka w klubie "Miami"

                                      Adam

                                      Jeden z dresów nawet się zaśmiał, patrząc jak ten pląsa przed bramkarzem (bramkarz się nie śmiał, nie spuszczał wzroku z "elementu problemogennego"), ale reszta nie zareagowała tak jak chciał. Sztylety w oczach, grymasy (jednemu brakowało kilku zębów), brakowało tylko pary buchającej z nosa jak u byka. Widział, jak się zbliżają...

                                      Mikołaj - w swoim domu

                                      Ziewacz nie protestował, ale nic poza tym, nie przejawiał większego zainteresowania, nawet jak spod zaparkowanego na ulicy samochodu śmignął kot, albo coś podobnego. Zignorował to. Pies dłuższą chwilę obwąchiwał słupek ogrodzenia na rogu ulicy, dopiero po dłuższej chwili podniósł łapę.
                                      Mikołaj zrobił rundkę z psem, wrócił na posesję. Gdy tylko zamknął drzwi zobaczył ojca stojącego przy telefonie. Proste plecy, sztywna postura. Od razu było widać, że to rozmowa służbowa. Albo goni komuś kota albo sam dostaje opieprz.
                                      - Tak jest - odwiesił słuchawkę. Czyli to drugie.

                                      Mikołaj widział jak ojciec bezgłośnie, ekpresyjnie skomentował to po żołniersku: kurwa. (Mimika twarzy, ruch ust i od razu wiadomo, o jaką partykułę chodzi).
                                      - Kto dzwonił? - mama wychyliła się z pokoju.
                                      - Dowódca, dostał cynk od kolegi z Warszawy o niezapowiedzianej kontroli. Też z Warszawy. Goni wszystkich, muszę jechać do jednostki. Nie wiem na jak długo, ale może w czwartek będę z powrotem. A koty pewnie już w ramach nocnych ćwiczeń malują krawężniki.

                                      Krzysztof.

                                      Piętrowe scenariusze w głowie nabierały tempa. Zniknęła gdzieś muzyka, zniknął gdzieś tłum. Adam otwierał przed nim kompletnie nowe wymiary. Fascynujące.

                                      Adam i Paulina

                                      Adam jakby ignorując wszystkich dalej robił występ przed dresami. Numer nie poskutkował, mógł rozpocząć odliczanie do momentu, kiedy pierwsza pięść trafi go w twarz, zanim ochroniarz zdąży zareagować.

                                      Cztery.
                                      Trzy.
                                      "Billie Jean is not my lover"
                                      Dwa.

                                      - O, jesteś. Zniknąłeś nam.

                                      Jeden nigdy nie nastąpiło. Paulina, koleżanka z klasy, chwyciła go za ramię, ciągnąc na salę. A dresy... Opad szczęki, agresja która zamieniła się w maślane spojrzenia. Ordynarnie gapili się Paulinie na biust.

                                      Paulina dosłownie czuła ich spojrzenia, gapili jej się na cycki. I na nogi. Rozbierali wzrokiem. Jak najszybciej pociągnęła Adama za sobą, żeby być jak najdalej od nich. Adam był przytomny na tyle, żeby mieć drobniaki na wejście, poszło sprawnie, a zanim tamtym agresja ponownie uderzyła do głowy, odgradzał ich już bramkarz. Nie wejdą.
                                      - Hej, lala... - więcej nie usłyszała, muzyka stała się głośniejsza, a oni byli coraz dalej.

                                      Alicja

                                      Mikołaj nie był jedynym który się ewakuował. O ile ten był dla dresów nikim i po prostu przeszedł, Alicja musiała to lepiej zaplanować. Widziała, jak Paulina ruszyła do Adama. Alicja zaryzykowała, odwracając się do ściany i...

                                      Widziała, jak Paulina ściąga na siebie uwagę bandy problemów (swojego brata wśród nich nie widziała, co nie znaczyło że go tam na pewno nie było). Przemknęła chyba niezauważona, bo nikt jej nie zaczepił, szybko pokonał schody, niemalże rozpychając kolejnych dyskotekowców. Starcy imprezy na dziś. Odeszła jeszcze kawałek, odwróciła się. Nikt za nią nie szedł, nikt nie zwracał uwagi. Dokąd teraz? Do domu?

                                      Krzysztof

                                      Fascynujące. Obserwował jak dresy zaraz przypierdolą Adamowi i będzie nawalanka, ale wtedy pojawiła się Paulina i.... (widział też, jak Mikołaj i Alicja osobno wychodzą ignorując całe to zamieszanie), i... Adamowi nic się nie stało, podążał jak posłuszny psiak holowany przez Paulinę, a dresi wyglądali, jakby byli w stanie zrobić wszystko jak tylko dziewczyna kiwnie palcem. Czary.

                                      Jak ona to to zrobiła? Wszystkie dziewczyny to potrafią? Nawet Carrie? Nawet siostra Faustyna?

                                      ...
                                      The lover of life's not a sinner
                                      The ending is just a beginner
                                      The closer you get to the meaning
                                      The sooner you'll know that you're dreaming

                                      ...

                                      Czy śni, czy to coś innego? Smok na dupie, niepytany, zionął ogniem.

                                      178.255.46.143
                                      Pan Psuj
                                      Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      5
                                      • BrilchanB Niedostępny
                                        BrilchanB Niedostępny
                                        Brilchan
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Brilchan
                                        #57

                                        adam-chlebowski-100-x-100-pixeli.jpg

                                        Adam Chlebowski

                                        Chlebowskiemu nie trzeba było dwa razy powtarzać podążał za Kwiatkowską w pełni naturalnie //- Dzięki Paulina uratowałaś mi skórę, wiszę ci przysługę jakby mi wlali to by pewnie Ojciec poprawił za to że pozwoliłem się pobić.... Nie mam ładnych ciuchów to chciałem zrobić coś śmiesznego niestety nie wszyscy mają poczucie humoru. - Naprawdę czuł sporą ulgę i wdzięczność wobec nowej koleżanki.

                                        Mimo kiepskiego początku wieczoru i tak zamierzał się dobrze bawić i potańczyć.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        2
                                        • Arthur FleckA Niedostępny
                                          Arthur FleckA Niedostępny
                                          Arthur Fleck
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #58

                                          Krzysiek Komeda 100.jpg

                                          Krzysztof Komeda

                                          Smok na dupie przypomniał o sobie w najmniej odpowiednim momencie. Krzysiek zacisnął zęby i przeniósł ciężar ciała na lewą nogę, ale to nic nie dało. Czuł się jakby miał hemoroidy, choć nigdy nie miał hemoroidów i nie wiedział do końca na czym to polega. Ale kiedyś na wigilii wujek Andrzej z Jeleniej Góry między jednym a drugim kieliszkiem, jeszcze zanim zdążył się pokłócić z teściem o Wałęsę i zwyzywać Kwaśniewskiego pożalił się, że nie może nawet się podetrzeć, bo tak go piecze. Krzysiek miał nadzieję że rana się nie otworzyła. Ciemnoczerwona plama na spodniach byłaby sensacją wieczoru przy którym marynarka z krepiny to niewinna igraszka. Nikt by przecież nie uwierzył w tatuaż smoka na dupie wydziarany w chałupniczych warunkach w piwnicy sąsiada. We wtorkowy poranek cała szkoła by huczała, że Krzysztof Komeda z IB dostał rozwolnienia w klubie Miami i przegrał nierówną walkę ze zwieraczami.

                                          Krzysiek zauważył, że Paulinie udało się odciągnąć Chlebowskiego od dresów. Poczuł ulgę, choć sam tego nie rozumiał. Bo przecież Chlebowski ewidentnie na niego polował. Może przemawiały przez niego resztki chrześcijańskiego miłosierdzia, albo może po prostu nie chciał oglądać jak gęba rówieśnika niczym tyłek Krzyśka po spotkaniu z maszynką do dziarania zamienia się w krwawą papkę.

                                          Wiedział za to jedno. Jeśli Chlebowski go zobaczy to na pewno wykorzysta okazję by znów go spróbować pogrążyć. A już na pewno tak zrobi jeśli rana się otworzy a na spodniach pojawi się plama. Krzysiek nie zamierzał siedzieć i nadstawiać łba pod ciupagę. Musiał zniknąć po angielsku, wrócić do domu, zrobić zimny okład i iść spać.

                                          Był zły na siebie że w ogóle wyszedł i okłamał matkę. Jutro Helena Komeda prześwietli go jak rentgen i wypyta jak było na imprezie u proboszcza. I jeśli kłamstwo w końcu się wyda trafi do piekła jeszcze za życia. Będzie gotować się w kotle wypełnionym łzami matki.

                                          Ruszył w stronę wyjścia. Próbował nie rzucać się w oczy, nie dać po sobie poznać że coś go boli. Ktoś przeszedł obok, szturchnął go biodrem i Krzysiek stęknął cicho. Zdążył jeszcze przekląć w duchu Chlebowskiego i siebie samego po czym wyszedł z Miami i powlókł się chodnikiem w kierunku Błonia.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          5
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy