Delilah le Fey
W całej galaktyce, od ziemskich biurowców po zardzewiałe stacje przeładunkowe na Pograniczu, nie urodził się jeszcze człowiek, który napsułby Delilah tyle krwi co Caleb Hannigan.
Już ułożyła w głowie precyzyjną listę pytań. Chciała wyciągnąć z Purcella wszystko, co ukrywał pod zasłoną wojskowej tajemnicy albo co wyleciało mu z pamięci. Zdzierałaby z rozbitka warstwa po warstwie aż doszłaby w końcu do prawdy. Do tego co przewoził Wallander a teraz najpewniej znajduje się na Blainercie.
Ale przeklęty drań musiał oczywiście wsadzić żołnierza do lodówki.
Słuchała kolejnych meldunków Opiekuna z rosnącą apatią i rezygnacją. Ożywiła się dopiero gdy maszyna wyliczyła ostateczny skład grupy ratunkowej.
— Kalashnikov i Crowe idą razem z Hanninagem? Cały główny łańcuch dowodzenia? — nie mogła w to uwierzyć — Kto został na pokładzie?
— Zgodnie z rejestrem na Kardashianie przebywają obecnie wyłącznie pilot O'Collan, nawigator Volkov oraz pasażer William Biscuit.— odparł beznamiętnie komputer.
I Jeremiah Purcell - pomyślała le Fey.
Uśmiech, na który nikt na tym statku nie zasłużył, ledwie drgnął w kąciku ust Delilah. Powoli wsunęła na biodro kaburę a w kaburę swój służbowy M4A3, który powinna zgłosić Holtowi, ale tego nie zrobiła bo nie miała w zwyczaju słuchać rozkazów najemników ze śmieciowym kontaktem. Narzuciła na podkoszulek bluzę i zaciągnęła zamek całkowicie ukrywając zarys broni. Z bocznej kieszeni bagażu wyłuskała jeszcze aplikator z zielonym paskiem. Naproleve. Związek chemiczny błyskawicznie obcinający stres i relaksujący mięśnie.
Idealny dla człowieka, który przeżył miesiąc z gnijącym trupem, a teraz wylądował w kriokomorze.
Zamek elektroniczny zwolnił blokadę i agentka wyszła na główny korytarz. Stalowe kratownice podłogi ciągnęły się w nieskończoność, całkowicie puste. Kombajn wyglądał jak porzucona trumna. Zero ruchu, zero głosów, jedynie cichy szum wentylacji. Delilah przez chwilę stała w progu. Spojrzała na gródź prowadzącą na mostek kapitański. Tam siedział pilot z Volkov, skupieni na Blainercie, kompletnie ślepi na to co dzieje się na ich własnym statku. Potem popatrzyła na śluzę kwater hibernacyjnych. Wsunęła głębiej do kieszeni aplikator ze stymulantem i ruszyła niespiesznym krokiem w kierunku zamrażarek.
Sekcja kriogeniczna mieściła dziesięć górniczych komór. Dziesięć ciężkich, przemysłowych tub czekało w rzędzie na przyjęcie górników w drodze powrotnej z Borodino. Tylko jedna pracowała. Delilah minęła puste stanowiska i zatrzymała się przy aktywnym module na samym końcu sali. Mężczyzna za szybą, zanurzony w syntetycznym śnie sprawiał wrażenie martwego. Zupełnie jak Kardashian. Agentka przesunęła opuszkami palców po chłodnej powierzchni pancernego szkła. Przestudiowała wzrokiem jego sylwetkę. Informacje o ładunku Wallandera stanowiły dla niej absolutny priorytet, ale ten człowiek oferował znacznie więcej. Był żołnierzem marynarki Zjednoczonych Ameryk. Szkoloną do walki maszyną.
Zasobem.
Porzucone aktywa natychmiast podlegają wrogiemu przejęciu. Wpajano jej tę zasadę odkąd jako dziecko rozpoczęła szkolenie. Dla Hanningana rozbitek stanowił problem, dla niej okazję. Wystarczyło popchnąć go w odpowiednim kierunku, dać nadzieję, że czeka go w życiu coś lepszego niż sąd i więzienna cela. Dla Delilah było jasne, że cokolwiek Hanningan znajdzie na Blainercie spróbuje zatrzymać to dla siebie. A na to nie mogła pozwolić. Musiała wiedzieć czego poszedł tam szukać. Ryzykował własną karierą i życiem załogi, grał o wysoką stawkę. Na razie była na statku sama, bez sojuszników, bez tarczy.
Ale niedługo to się zmieni
Jej dłoń zacisnęła się na awaryjnej dźwigni dekompresyjnej.
To be continued...








