Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
Arthur FleckA

Arthur Fleck

@Arthur Fleck
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
127
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
1
Obserwujący
1
Obserwowani
1

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Delilah le Fey

    W całej galaktyce, od ziemskich biurowców po zardzewiałe stacje przeładunkowe na Pograniczu, nie urodził się jeszcze człowiek, który napsułby Delilah tyle krwi co Caleb Hannigan.

    Już ułożyła w głowie precyzyjną listę pytań. Chciała wyciągnąć z Purcella wszystko, co ukrywał pod zasłoną wojskowej tajemnicy albo co wyleciało mu z pamięci. Zdzierałaby z rozbitka warstwa po warstwie aż doszłaby w końcu do prawdy. Do tego co przewoził Wallander a teraz najpewniej znajduje się na Blainercie.

    Ale przeklęty drań musiał oczywiście wsadzić żołnierza do lodówki.

    Słuchała kolejnych meldunków Opiekuna z rosnącą apatią i rezygnacją. Ożywiła się dopiero gdy maszyna wyliczyła ostateczny skład grupy ratunkowej.

    — Kalashnikov i Crowe idą razem z Hanninagem? Cały główny łańcuch dowodzenia? — nie mogła w to uwierzyć — Kto został na pokładzie?

    — Zgodnie z rejestrem na Kardashianie przebywają obecnie wyłącznie pilot O'Collan, nawigator Volkov oraz pasażer William Biscuit.— odparł beznamiętnie komputer.

    I Jeremiah Purcell - pomyślała le Fey.

    Uśmiech, na który nikt na tym statku nie zasłużył, ledwie drgnął w kąciku ust Delilah. Powoli wsunęła na biodro kaburę a w kaburę swój służbowy M4A3, który powinna zgłosić Holtowi, ale tego nie zrobiła bo nie miała w zwyczaju słuchać rozkazów najemników ze śmieciowym kontaktem. Narzuciła na podkoszulek bluzę i zaciągnęła zamek całkowicie ukrywając zarys broni. Z bocznej kieszeni bagażu wyłuskała jeszcze aplikator z zielonym paskiem. Naproleve. Związek chemiczny błyskawicznie obcinający stres i relaksujący mięśnie.

    Idealny dla człowieka, który przeżył miesiąc z gnijącym trupem, a teraz wylądował w kriokomorze.

    Zamek elektroniczny zwolnił blokadę i agentka wyszła na główny korytarz. Stalowe kratownice podłogi ciągnęły się w nieskończoność, całkowicie puste. Kombajn wyglądał jak porzucona trumna. Zero ruchu, zero głosów, jedynie cichy szum wentylacji. Delilah przez chwilę stała w progu. Spojrzała na gródź prowadzącą na mostek kapitański. Tam siedział pilot z Volkov, skupieni na Blainercie, kompletnie ślepi na to co dzieje się na ich własnym statku. Potem popatrzyła na śluzę kwater hibernacyjnych. Wsunęła głębiej do kieszeni aplikator ze stymulantem i ruszyła niespiesznym krokiem w kierunku zamrażarek.

    Sekcja kriogeniczna mieściła dziesięć górniczych komór. Dziesięć ciężkich, przemysłowych tub czekało w rzędzie na przyjęcie górników w drodze powrotnej z Borodino. Tylko jedna pracowała. Delilah minęła puste stanowiska i zatrzymała się przy aktywnym module na samym końcu sali. Mężczyzna za szybą, zanurzony w syntetycznym śnie sprawiał wrażenie martwego. Zupełnie jak Kardashian. Agentka przesunęła opuszkami palców po chłodnej powierzchni pancernego szkła. Przestudiowała wzrokiem jego sylwetkę. Informacje o ładunku Wallandera stanowiły dla niej absolutny priorytet, ale ten człowiek oferował znacznie więcej. Był żołnierzem marynarki Zjednoczonych Ameryk. Szkoloną do walki maszyną.

    Zasobem.

    Porzucone aktywa natychmiast podlegają wrogiemu przejęciu. Wpajano jej tę zasadę odkąd jako dziecko rozpoczęła szkolenie. Dla Hanningana rozbitek stanowił problem, dla niej okazję. Wystarczyło popchnąć go w odpowiednim kierunku, dać nadzieję, że czeka go w życiu coś lepszego niż sąd i więzienna cela. Dla Delilah było jasne, że cokolwiek Hanningan znajdzie na Blainercie spróbuje zatrzymać to dla siebie. A na to nie mogła pozwolić. Musiała wiedzieć czego poszedł tam szukać. Ryzykował własną karierą i życiem załogi, grał o wysoką stawkę. Na razie była na statku sama, bez sojuszników, bez tarczy.

    Ale niedługo to się zmieni

    Jej dłoń zacisnęła się na awaryjnej dźwigni dekompresyjnej.

    To be continued...

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Wired W sumie na to liczę 😉

    Mi sen z powiek jeszcze spędza ta strzelba Czechowa z początku sesji. Ciekawe czy mamy na statku kukułcze jajo 🙂

    Podzielny elektroniczny umysł syntetyka obsługiwał położoną piętro wyżej mesę i analizował symultanicznie odczyty wyłączających się kapsuł. Aparatura nadzorująca hypersen załogantów Kardashiana nie należała do wiodącej marki w swojej klasie i generowała mało złożone analizy medyczne.

    Jedna z nich zwróciła mimo wszystko uwagę androida - dość niestandardowa, aby wyróżnić się na tle pozostałych, a jednocześnie zbyt enigmatyczna, aby pozwalała postawić jakąkolwiek sensowną diagnozę.

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @davy-knee @rerebirth Jeszcze pożałujecie trefnisie, że nie poszliście dać się pożreć ksenomorfom na Bleinerta 😜

    Edit: A nie, Joshua jednak na swoje szczęście jest w ekipie samobójców.

    text alternatywny

    Komentarze

  • [KULT] The Walking Dead – Zielona Wyspa (18+)
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Zgłoszenie poszło

    Rekrutacje

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Ja czekam na abordaż 🙂

    Komentarze

  • [KULT] The Walking Dead – Zielona Wyspa (18+)
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Oczywiście zgłaszam się. W tygodniu wyślę zarys postaci 🙂

    Rekrutacje

  • Żywe Trupy i Maski Nyarlathotepa - badanie gruntu
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Gram już w jednej sesji zombie apocalipse, ale dla mnie Żywych Trupów nigdy za wiele. Celujesz jak widzę w ambitne tony, co bardzo mi odpowiada więc gdybyś się zdecydował poprowadzić taką sesję to na pewno się zgłoszę.

    Sondy

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    text alternatywny

    Krzysztof Komeda

    — O co chodzi, tatuaż ci się paprze?

    — Tatuaż? Nie. Wczoraj ledwo mogłem chodzić, ale dzisiaj jest okey. Chyba. Ja w innej sprawie.

    Krzysiek klapnął przy stole, na którym sąsiad prowadził sesje do Kryształów Czasu. Marek zapalił papierosa i rozsiadł się na swoim wysłużonym fotelu Mistrza Gry.

    — To nawijaj.

    — Kurcze, nawet nie wiem od czego zacząć.

    — Najlepiej od początku młody.

    text alternatywny

    Krzysiek nie był pewien gdzie zaczyna się początek opowieści. Od szkolnej wycieczki do zamku, od imprezy w Miami, czy może porannej mszy? Postanowił, że zacznie od szkolnego apelu, na którym pojawił się miejscowy komendant.

    — Powiedział, że w nocy porwali Asię, moją koleżankę z klasy. A jej mamę pobili i leży teraz w szpitalu w Legnicy.

    Koza zamarł z dymem w płucach i pochylił się w fotelu w stronę młodszego kolegi.

    — O kurwa. Kogoś porwali? Tutaj, u nas, w Sokołowie?

    Chłopak skinął głową.

    — Mów dalej.

    — Tak się składa, że wczoraj byłem z tą Asią w Miami. Jej przyjaciółka, Paulina przez cały wieczór robiła zdjęcia. Chce je wywołać u typa ze starszej klasy. Obiecałem się dorzucić na odbitki, tylko nie mam z czego. Może ty mnie poratujesz jakimś groszem?

    Krzysiek popatrzył na sąsiada bez większych nadziei. Marek z definicji był biedakiem. W Sokołowie nikt nie chciał dać mu roboty, a już na pewno nie po tym jak Kozie przyklepano żółte papiery. Żeby się wywinąć od kamaszy, Marek podczas komisji wojskowej bezczelnie udawał wariata a jego występ przed lekarzami obrósł legendą, która żyła własnym życiem. Komeda słyszał różne wersje wydarzeń, każda równie szokująca i trudna do uwierzenia. Sam Koza nigdy nie potwierdził, która jest prawdziwa.

    — A stara?

    — Od matki brać nie chcę, bo zaraz się zaczną pytania. Jak się dowie, że po szkole bujam się z dziewczynami to mnie już z domu nie wypuści.

    Marek wstał z fotela. Wywrócił kieszenie na drugą stronę. Wyleciała z nich tylko zapalniczka i strzępek bibułki.

    — Pomógłbym młody, ale sam widzisz, że jestem pod kreską. Wszystko w tym miesiącu poszło na nowe kostki i kasety.

    Krzysiek pokiwał głową i już godził się z porażką, kiedy sąsiad nagle coś sobie przypomniał. Otworzył jedną z szufladek w stole i wyciągnął zmięty banknot. Chłopak przez pół sekundy poczuł ulgę i wdzięczność, zanim dotarło do niego, że z papieru o nominale 100 000 złotych patrzy na niego Moniuszko. Ten sam papier wujek Andrzej z Jeleniej Góry wciskał mu ostatnio do ręki „na lody’.

    — Spokojnie, to legalny hajs — rzucił Marek, widząc jego minę. — Fotograf se wymieni w banku i będzie miał dychę.

    Krzysiek popatrzył na banknot i oczami wyobraźni zobaczył, jak podaje go dziewczynom, a one patrzą na niego z politowaniem i wybuchają śmiechem. Ale pusta ręka wyglądałaby jeszcze gorzej. Wziął, podziękował i wcisnął zwitek do kieszeni. Nie ruszył się jednak z miejsca. Dopiero po chwili Koza zauważył jego wyraz twarzy i uniósł brew. Ministrant przełknął ślinę i spytał.

    — Mogę ci zadać jedno pytanie Marek?

    — Od razu mówię, to nie ja narobiłem na wycieraczkę przed drzwiami Chlebowskiego. Kto twierdzi inaczej, po prostu pierdoli głupoty. Nie lubię psów, ale to nie w moim stylu.

    Krzysiek zamrugał. Nie miał pojęcia o jakiej wycieraczce mówi jego sąsiad.

    — Ja nie o tym. Wierzysz w rzeczy, których nie da się wytłumaczyć?

    — W sensie fizyka kwantowa? Teorie strun?

    Chłopak pokręcił głową.

    — Chodzi mi raczej o duchy, czary, albo…zombie. Wierzysz w takie rzeczy?

    Marek usiadł z powrotem w fotelu. Dmuchnął mu dymem prosto w twarz a potem uśmiechnął krzywo.

    — Bardziej niż w moje sto baniek od Wałęsy. A czemu pytasz?

    Krzysiek zaczął mówić. Mówił szybko, bo bał się, że za chwilę straci odwagę i urwie w połowie. Opowiedział o habicie siostry Faustyny i matematyczce. O Paulinie lewitującej na apelu i jej wizjach na podjeździe przed domem Asi. O Mikołaju i jego teoriach. Cały czas czekał, aż Marek parsknie śmiechem albo puknie się w czoło, ale sąsiad tylko słuchał. Gdy Krzysiek doszedł do końca, Koza znów zaciągnął się szlugiem a cisza w piwnicy ciągnęła się niemiłosiernie.

    — Czyli twierdzisz — zaczął ostrożnie Mistrz Gry z Sokołowa — że potrafisz podrzeć komuś ciuchy, samą myślą, bez dotykania. A twoja koleżanka lewituje i widzi rzeczy, które już się wydarzyły.

    — Wiedziałem, że mi nie uwierzysz.

    — Tego nie powiedziałem. Po prostu zaskoczyłeś mnie dzieciaku.

    Marek pochylił się w swoim wysłużonym fotelu, w którym poprowadził dziesiątki niezapomnianych kompanii.

    — Pokaż mi. Zrób coś, cokolwiek. Podrzyj mi tę bibułkę, przesuń kostkę, obojętnie. Muszę to zobaczyć.

    Krzysiek zawahał się i przygryzł wargę. Chętnie by zaimponował starszemu koledze, ale sama myśl o naciskaniu na ten niewidzialny mięsień w czaszce sprawiła, że robiło mu się niedobrze.

    — Wolałbym nie. Pod domem Asi próbowałem i nie wyszło, tylko się spociłem. A Mikołajowi poleciała wcześniej krew z nosa. Boję się, że jak przesadzę, strzeli mi jakaś żyłka i zostanę warzywem.

    — Rozsądnie. — Marek skinął głową i już nie naciskał. — Sam bym nie rzucał zaklęć, gdybym wiedział, że moja postać zaraz zginie.

    — Masz jakąś teorię skąd się to w ogóle wzięło? — spytał chłopak — Bo ja już nie wiem czy jestem opętany, czy zwyczajnie oszalałem.

    Marek długo nie odpowiadał. W końcu podrapał się po karku.

    — Diabeł by cię tak tanio nie kupił, dzieciaku. Teorii nie mam, ale jedno ci powiem z doświadczenia. W żadnym systemie magia nie jest za darmo. Zawsze czymś płacisz.

    Krzysiek przypomniał sobie Paulinę trzęsącą się pod tujami i nie mógł odmówić mężczyźnie racji.

    — Weź takie Kryształy Czasu. Tam mag, żeby rzucić porządne zaklęcie, czerpie z własnej Żywotności. Jak poszarżuje pada na pysk, mdleje, czasem umiera z wyczerpania. A w Warhammerze jest jeszcze weselej, bo każda zabawa z magią to otwieranie furtki dla Chaosu.

    Marek strzepnął popiół prosto na blat, nie celując nawet w przepełnioną popielniczkę.

    — Lewitacja, telekineza, jasnowidzenie — wyliczał sąsiad na palcach ręki — To są efekty z wyższych poziomów. Dla postaci, które dostają potężny czar już na starcie, Mistrz Gry szykuje zawsze coś kurewsko paskudnego.

    Krzysiek przełknął ślinę.

    — A kto jest Mistrzem Gry?

    Koza spojrzał na niego poważniej niż zwykle.

    — No właśnie… Tego nie wiemy. Dlatego nie szarżuj. Nie odkrywaj wszystkich kart naraz. Jak masz moc, to fajnie, ale najgłupsze, co możesz teraz zrobić, to rozpowiadać o tym na lewo i prawo. Zwłaszcza, że ktoś porywa ludzi.

    To akurat Krzysiek zrozumiał aż za dobrze, bo Mikołaj ostrzegał go dokładnie o tym samym.
    Mimo że Marek nie rozwiązał żadnej z jego zagadek, poczuł się lżejszy, jakby ktoś zdjął mu z pleców worek wypchany cegłami. Sąsiad wysłuchał go bez kpin, głupawych uśmieszków czy straszenia egzorcyzmami. Traktował go jak równego sobie. Komeda podniósł się z krzesła i posłał sąsiadowi pełne wdzięczności spojrzenie.

    — Okey, chyba wszystko jasne. Dzięki Marek.

    — Uważaj na siebie, młody. W razie problemów, wiesz gdzie mnie szukać

    Chłopak kiwnął głową, pchnął drzwi piwnicy i ruszył naokoło, żeby przypadkiem nie mignąć matce w oknie.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • 21 dni Kwarantanny
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    text alternatywny

    Michał Owczarek

    Wystarczyło parę godzin by kawałek zalaminowanego plastiku, który nosił z dumą na szyi zaczął mu ciążyć niczym wszywka. Przechodząc korytarzem miał wrażenie, że korposzczury z żółtymi plakietkami dzieli chwila by rzucili się na niego i obili mu mordę. Słyszał urywki rozmów, które przypominały komunały wypisywane na forach dla foliarzy. Że zieloni na pewno dostali już antidotum, że dostają lepsze żarcie a ci z legitymacjami partii mają swój własny salonik dla VIP-ów, gdzie się relaksują przy buteleczce koniaku.

    Uniform ratownika nie pomagał. O ile wcześniej budził pozytywne skojarzenia, teraz chyba działał jak płachta na byka.

    Przerabiał to już na własnej skórze w czasach Covidu. Bohaterem był tylko na plakatach ministerstwa a rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Sąsiedzi zamykali mu przed nosem drzwi do windy i omijali szerokim łukiem na klatce schodowej. Traktowali jak nosiciela trądu. Raz za wycieraczką auta znalazł kartkę z wiadomością “Wypierdalaj z naszego osiedla”. Strach zawsze wygrywał ze zdrowym rozsądkiem a tłum potrzebował podziału na wrogów i przyjaciół bez względu na czasy i okoliczności.

    Stał przy filarze i z bezpiecznej odległości obserwował zamieszanie w głównym holu. Przed strefą dekontaminacyjną kłębili się zmęczeni pracownicy Darpolu, którzy krzyczeli na ochroniarzy. To właśnie wtedy poczuł wibracje telefonu w spodniach. Gdy spojrzał na wyświetlacz lodowate ostrze przejechało po trzewiach a na zewnątrz wylały się wszystkie wnętrzności. Zakręciło mu się w głowie, oczy zaszły mgłą.

    Ola.

    Patrzył na te trzy litery przez dłuższą chwilę. Nie pamiętał kiedy ostatni raz rozmawiali. Wydawało mu się, że w międzyczasie zdążył przeżyć parę żyć. Wiedział, że jeśli odbierze i usłyszy jej głos to będzie koniec wszystkiego. Nic go nie uratuje, nic mu nie pomoże. Całą ciężką pracę jaką wykonał trafi jasny szlag.

    Przeciągnął palcem po zielonej słuchawce.

    — Słucham.

    — Michał? — jej głos drżał, był cienki i napięty. — Przepraszam, że dzwonię. Pewnie jesteś w pracy i nie masz teraz czasu…

    — Coś się stało?

    — W telewizji mówią o jakiejś epidemii. Na ulicach jest pełno karetek i policji, zamykają budynki. Podobno pracujesz teraz w pogotowiu, może wiesz coś więcej?

    Michał spojrzał na ludzi w żółtych kombinezonach i prowizoryczny szpital polowy, który przed południem pomógł rozstawić w holu. Przypomniał sobie rozmowę z Wójcik. Patologiczna agresja zwłok.

    Zombie.

    Nerwowym ruchem przeczesał włosy.

    — Wszystko jest pod kontrolą, nie ma powodów do paniki — skłamał z przekonaniem, jakiego sam u siebie nie podejrzewał. — Ale na waszym miejscu zrobiłbym zapasy. Powiedz mężowi, żeby kupił wodę i konserwy. Zamknijcie się w mieszkaniu na kilka dni, dopóki sytuacja się nie uspokoi.

    — Tak zrobimy. Dziękuję.

    Nie rozłączyła się. Zapadła cisza, w której Michał słyszał tylko własny, przyśpieszony oddech. W końcu zapytała niepewnie.

    — A co u ciebie? Jak się trzymasz?

    — Wszystko pod kontrolą — znowu skłamał mocniej dociskając telefon do ucha. — Słyszałem, że zostałaś mamą. Gratulacje.

    Zamilkła a w tym milczeniu od razu wyczuł zakłopotanie.

    — Dziękuję . Muszę kończyć, mała płacze. Uważaj na siebie.

    — Ola…

    Jej imię wyrwało mu się z ust, zanim zdążyła się rozłączyć. Przeklął siebie w myślach. Teraz szukał odpowiednich słów by jej nie przerazić, ale jednocześnie żeby zrozumiała.

    — Tak?

    — Gdybyś jednak sytuacja w mieście zaczęła się pogarszać, dzwoń. Przyjadę, cokolwiek by się nie działo.

    Nie odpowiedziała. Po drugiej stronie rozległ się krótki sygnał rozłączenia. Lobby tonęło w krzykach, ale wokół niego zapadła grobowa cisza.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Delilah le Ley

    To nie był jej dzień.

    Maszyna potwierdziła, że usunięcie dowódcy w trakcie lotu wymagało ofiar w ludziach lub krytycznych uszkodzeń statku. Żadne z tych kryteriów jeszcze nie zaistniało. Jeszcze. Gdy Opiekun podał listę zastępców Hanningana w łańcuchu dowodzenia Kardashian pokręciła głową zrezygnowana.

    Sergiej Kalashnikov, pierwszy oficer.

    O litości.

    Nie, zdecydowanie to nie był jej dzień.

    Rosjanin nie wyglądał na człowieka, z którym można prowadzić wyrafinowane negocjacje. Był zwykłym robolem, wyrobnikiem bez ambicji i gdyby od niej zależało nie wpuściła by go na nawet pokład statku nie mówiąc już o przyznawaniu jakichkolwiek stopni oficerskich. Trzeba było przyznać, że kapitan rozegrał to wyjątkowo sprytnie. Otoczył się ludźmi celowo gorszymi od siebie. Nikt przy zdrowych zmysłach nie usunie dowódcy, jeśli jego miejsce zajmie skończony prymityw.

    Chyba że prymityw uległby niespodziewanemu wypadkowi. Wtedy następny w kolejce byłby oficer naukowy. Wystarczyłoby tylko...

    Delilah zmrużyła oczy i szybko odrzuciła tę nieproszoną myśl. Lasalle Bionational zatrudniało negocjatorów, nie zabójców. Niezależnie od tego, co wygadują pijani piloci w kantynach i górnicy w koloniach, agenci korporacji nigdy nie posuwają się do morderstw.

    O ile ktoś nie zagraża interesom firmy.

    Delilah na spokojnie zaczęła analizować fakty. Hannigan odebrał sygnał SOS, uratował rozbitka i zadośćuczynił kosmicznemu prawu. Procedura ratunkowa została zamknięta. Dlaczego więc ten drań ryzykował zniszczenie potężnego kombajnu i życie załogi dla napromieniowanego wraku? Tam nie było już kogo ratować. Wniosek nasuwał się sam. Chodziło o ładunek, o to tajemnicze cargo z Wallandera. Wiedziała, że nie może pójść na mostek i go zatrzymać, bo decyzja została już podjęta a ona sama była ostatnią osobą, ze zdaniem której liczyłby się ktoś taki jak Caleb Hanningan. A hołota jej nie poprze, bo jest agentką korporacji i z założenia nie można jej ufać.

    — Maszyno — rzuciła chłodno w stronę czujnika na suficie. — Poinformuj mnie natychmiast, gdy zespół ratunkowy przekroczy śluzę Bleinerta.

    — Rozkaz przyjęty.

    Delilah stanęła przed szafką i wbiła autoryzacyjny kod. Drzwiczki puściły. Wyjęła ze środka walizkę, w której większość miejsca zajmowały dokumenty, kosmetyki i zmysłowa bielizna, ale na jej dnie znajdowało się coś jeszcze. Coś po co sięgała jedynie w ostateczności.

    Rozgrywka

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Nami napisał:

    Chyba za duży kawałek dziabnęłam, skoro dla Arthura nic nie zostało

    Do następnej środy i tak nie mam za bardzo czasu grać, więc dobrze zrobiłaś 🙂

    Deklaracja na następną kolejkę: Krzysiek porozmawia z Markiem Kozą czyli swoim Oparciem by zbić stany. Spróbuje pożyczyć od niego kasę na fotografa i opowie o mocach.

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    cześć 3

    Krzysiek patrzył na Paulinę a na samą samą myśl, że znów miałby użyć tego niewidzialnego mięśnia w czaszce obleciał go strach. A co jesli następnym razem pęknie mu jakieś naczynko i dostanie udaru? Albo co gorsza zsika się w gacie na środku ulicy przy koleżankach? Nie miał pojęcia jak działają te moce, ani kto wystawia rachunek za takie sztuczki. Bo musiała być jakaś cena, jakiś drobny druczek. Matka bez przerwy mu powtarzała, że w życiu nie ma nic za darmo. Rzadko się z nią zgadzał, ale w tej kwestii mogła mieć jednak rację.

    — Odpuśćmy na dzisiaj. — rzucił do Pauliny widząc w jakim dziewczyna jest stanie. Odprowadził Mikołaja wzrokiem po czym pożegnał się z koleżankami, obiecując, że później przyniesie część ściepy na fotografa.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • 21 dni Kwarantanny
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    text alternatywny
    text alternatywny

    Michał Owczarek & Wiktoria Wrońska

    Michał nigdy nie rozumiał ludzi, którzy po całym dniu pracy szli na siłownię albo na jogging, żeby się spocić dla własnej przyjemności. Skończył medycynę i przeczytał dziesiątki podręczników, ale zupełnie nie wierzył, że ciężki wysiłek może wydzielać hormony szczęścia. Zawsze uważał to za wymysł znudzonych swoją egzystencją japiszonów. A jednak, robienie za darmowego tragarzarza, dźwiganie ciężkich stelaży i zwojów grubej folii pomagało. Czuł jakby ktoś go zresetował do ustawień fabrycznych, do momentu gdy nie był więźniem butelki lecz facetem, który miał jasny plan na życie i kilka marzeń do spełnienia. Gdzie myśli nie są ciemne i brunatne jak mętne bagno lecz jasne i przejrzyste niczym kryształowe jezioro. Mięśnie paliły żywym ogniem i rwało go w krzyżu, ale przez kolejne parę godzin pracował za dwóch, bez wytchnienia. Nie myślał o Oli, o kwarantannie, agresywnych zwłokach, wszywce i butelkach. Całą uwagę skupił na tym by przenieść sprzęt do punktu A do punktu B. I to było dobre. Identyfikator, który dostał od ludzi Wójcik zwisał dumnie na piersi i czasem łapał się na tym, że znów czuje się częścią czegoś większego, że jest kimś więcej niż tylko facetem, na którego warto tylko splunąć.

    W południe, gdy pojawili się gliniarze z żarciem nie miał już oporu stanąć w kolejce. Skoro wirus nie przenosił się drogą kropelkową nie było sensu izolować się od ludzi. Sam też nie stwarzał zagrożenia, testy przeszedł wzorowo. Z tacką żarcia, które o dziwo wyglądało całkiem treściwie odszedł na bok. Usiadł na schodach, z dala od ludzi bo nie lubił jadać w towarzystwie. Gdy skończył i wyrzucił opakowanie do worka na śmieci wzrokiem wyłowił w korytarzu Wiktorię, która właśnie rozmawiała z Wójcik a potem ruszyła w kierunku faceta, w uniformie kuriera.

    Był ciekawy czy w ciągu tych paru godzi dowiedziała się czegoś od epidemiolożki, czy tych pięciu turystów z Niemiec już zostało przebadanych i jak wygląda ich sytuacja. Sam był zbyt zajęty dźwiganiem ciężarów i nie wchodził w żadne rozmowy z lekarką. Podszedł do blondynki, ale jego od razu uwagę zwrócił kurier. Nerwowe ruchy, rozbiegany wzrok, ślady narastającej paniki na twarzy. Tak czasem wyglądali ludzie, do których jeździł na domowe interwencję ze Zbyszkiem, gdy spanikowani krewni nie byli w stanie uspokoić domownika z epizodem psychotycznym i dzwonili po policję i karetkę.

    — Jakiś problem? — zapytał zwracając się do Wrońskiej.

    Wiktoria odwróciła się w stronę Michała. Nie ruszała się z miejsca. Nie chciała, aby Robert poczuł się problemem, który trzeba obgadać na osobności.

    — Chwilowo opanowany. Ale właśnie o tobie myślałam, więc dobrze, że jesteś.

    Blondynka posłała ratownikowi bardzo krótki i oszczędny uśmiech. Skinęła dyskretnie głową w stronę Roberta.

    — To Pan Robert. Jest kurierem, więc nie miał wpływu na to, że akurat gdy dostarczał przesyłkę, nastąpiło zamknięcie. Nie ma przy sobie arypiprazolu, który przyjmuje na co dzień. Przed chwilą dowiedziałam się od doktor Wójcik, że spróbują sprowadzić jego lek, ale najwcześniej wieczorem.

    Na moment zamilkła, ale nie trwało to długo. Była to tylko krótka przerwa, którą tak często robiła.

    — Myślałyśmy też, że warto zapytać ciebie. Czy masz przy sobie cokolwiek, co mogłoby doraźnie pomóc Robertowi przetrwać ten czas?

    Wiktoria spojrzała krótko na Roberta. Chciała, żeby od początku czuł się uczestnikiem rozmowy, a nie problemem omawianym ponad jego głową.

    Arypiprazol. To jedno słowo wystarczyło za diagnozę. To nie był lęk z powodu zamknięcia, facet cierpiał schizofrenię i brał twardą chemię by zachować kontakt z rzeczywistością. Kiedy spojrzał na mężczyznę, pojawiło się coś czego wolałby w tej chwili nie czuć jako były lekarz. Współczucie. Ale też solidarność. Obaj wdepnęli w to samo gówno przez przypadek wykonujac swoją robotę. Obaj mieli uszkodzone głowy i obaj byli niewolniakami własnych chorób.

    Spojrzał na kuriera bez fałszywego uśmiechu i pretencjonalnego tonu, którego uczyli go kiedyś na kursach komunikacji z pacjentami.

    — Widzisz tę kurtkę Robert? — zapytał spokojnie, łapiąc z nim kontakt wzrokowy. Wskazał palcem na naszywkę "Ratownictwo medyczne". — Jedziemy na tym samym wózku kolego. Przyjechałem wczoraj na wezwanie i też utknąłem tu z własnymi problemami. Wiem, że jest ciężko, ale mogę ci pomóc.

    Poklepał w materiał swojej torby medycznej.

    — Nie wyczaruję twoich leków z powietrza, ale mogę ci podać zastrzyk z hydroksyzyną. Na parę godzin się wyciszysz, a wieczorem dostarczą ci arypiprazol. Co ty na to?

    — Czy to bezpieczne? ja...Nie lubię odstępst od normy. Rytuał pozwala mi funkcjononować. Pomaga mi. — Powiedział Robert. Widać było, że kurier z trudem stara się zachować spokój.

    — Lek jest bezpieczny, sprawdzony tysiące razy w karetce — potwierdził Michał — Nie zastąpi twojej terapii, po prostu wyłączy ci nadmiar bodźców. Rytuały są okey, ale życie ma je czasem w dupie i wtedy trzeba improwizować.

    — Rytuały nie są problemem. Czasem są tym, co pozwala człowiekowi funkcjonować. Pytanie brzmi, jak pomóc ci przejść przez dzisiejszy dzień, nie odbierając ci tego, co do tej pory ci pomagało.

    Wiktoria wtrąciła się spokojnie. W jej głosie nie było sprzeciwu wobec Michała, a jedynie troska o to, by Robert nie poczuł, że coś, co do tej pory pomagało mu funkcjonować, nagle zostało uznane za przeszkodę.

    Robert westchnął.

    — Nie chcę nikomu zrobić krzywdy. Jeżeli uważasz, że to pomoże, to dobrze. — stwierdził, najwidoczniej zawierzając - choć nie bez trudności - obojgu ludziom, którzy zaoferowali pomoc.

    Michał kiwnął głową po czym kucnął przy swojej czerwonej torbie i odsunął suwak. Na dłonie wsunął jednorazowe rękawiczki a z przegródki wyciągnął ampułkę z hydsroksyzyną. Odłamał szyjkę, wbił igłę i nabił lek na strzykawkę. Pstryknął w plastik, pozbywając się pęcherzyków powietrza po czym zwócił do Roberta.

    — Podwiń rękaw

    Kurier posłusznie, choć chyba niechętnie odsłonił ramię. Ratownik wkuł się w mięsień, wtoczył lek po czym wyciągnął igłę i przycisnął suchy gazik do ranki po wkłuciu.

    — I po wszystkim. Lek zacznie działać za dziesięć minut.

    Odwrócił się do Wiktorii.

    — Dobrze by było go zaprowadzić w jakieś spokojniejsze miejsce, gdzie będzie mógł odpocząć.

    — Poszukajmy miejsca, gdzie będzie ciszej. Im mniej bodźców, tym lepiej.

    Wiktoria rozejrzała się po parterze. Chciała znaleźć pomieszczenie oddalone od tłumu, ale jednocześnie na tyle blisko, by w razie potrzeby łatwo można było wrócić do epidemiologów lub wezwać pomoc. Nie widziała sensu prowadzić Roberta na wyższe piętra. Potrzebował przede wszystkim spokoju, a nie kolejnej izolacji. Spokój miał być pomocą, nie karą.

    Z odrobiną wysiłku, Wiktoria znalazła jeden gabinet, który akurat był piusty - ten kto w nim nromalnie pracował był nieobecny, więc oczywiście, rozwiązywało to wiele problemów. Zdobycie klucza było jedynie formalnością.

    Wiktoria przekręciła klucz w zamku i uchyliła drzwi.

    — Myślę, że tutaj będzie znacznie lepiej.

    Weszła pierwsza, odsłaniając Robertowi przejście. Gabinet był cichy i odcięty od zgiełku lobby. Przez zamknięte drzwi dochodziły jedynie stłumione odgłosy rozmów i pracy epidemiologów.

    — Możesz usiąść, jeśli masz ochotę. Odpocznij. Gdy tylko pojawią się jakieś informacje dotyczące leków, przyjdę do ciebie.

    Po chwili spojrzała na Michała.

    — Hydroksyzyna powinna zacząć działać za kilka minut. Myślę, że to dobre miejsce, żeby przeczekać ten czas.

    — Dziękuję... Normalnie ludzie reagują...inaczej. — Spojrzał na Wrońską z wdzięcznością w oczach.

    — Przyjemna miejscówka — potwierdził ratownik rzucając okiem na pomieszczenie po czym zwrócił się do Roberta — Gdybyś w między czasie poczuł się gorzej, poproś kogoś, żeby mnie zawołał. Nazywam się Michał Owczarek, część ludzi już mnie tu kojarzy. Będę kręcił się w pobliżu.

    Rozgrywka

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Dzisiaj jestem offline więc jakby co na doku odpiszę pewnie dopiero jutro, ewentualnie późnym wieczorem.

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Marrrt napisał:

    Łańcuch dowodzenia wygląda tak, że pierwszym oficerem jest Sadza (powodzenia Delilka!:))

    Szlag 😅

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Ketharian napisał:

    Delilah ma na ten moment informacje na temat przebiegu rozmowy w ambulatorium; dodatkowo otrzymała zbiór ograniczonych porad prawnych, które wskazują na możliwość odsunięcia kapitana od dowodzenia w razie, gdyby jego działania doprowadziły do uszkodzeń własności Kellanda bądź śmierci / ciężkich obrażeń pasażerów (również załogantów). Na ten moment przesłanki takie nie istnieją, le Fey musi trzymać dalej kciuki licząc na to, że Hanniganowi powinie się noga.

    A Opiekun podał łańcuch dowodzenia? Kto jest następny w kolejce dowodzenia po kapitanie? 😉

    Komentarze

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @johnytrs Krzysiek spróbuje zrobić sztuczkę z postrzeganiem pozazmysłowym i zobaczyć moment porwania Asi. Jaka umiejka? Śledztwo czy Pojmowanie?

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • Conan Bibliotekarz
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Gladin napisał:

    Niestety, autor strasznie grubymi nićmi szył całość, czasami coś doklejał butaprenem, a czasami coś tam luźno latało. Książka też nie ma spójnego klimatu

    Wynika to zapewne z pośpiechu, Mróz wydaje kilka powieści rocznie a w wywiadzie przyznał, że napisanie książki zajmuje mu około miesiąc, dlatego jego fabuły często są dramatycznie niedopracowane. W jednej z książek tworzy legendę najcięższego rosyjskiego więzienia z którego nikt nigdy nie uciekł. Do więzienia trafia w końcu główny bohater, który po dziesięciu stronach ucieka przez szyb wentylacyjny, czyli w najbardzej sztampowy, generyczny sposób. Na pewno nie jest jednak tak złym pisarzem, jakby chcieli to widzieć jego antyfani, choć jego książek lepiej się słucha niż czyta. Mróz ma ucho do dobrych dialogów i nieźle żongluje współczesną popkulturą, w jego książkach jest pełno odniesień do różnych internetowych zjawisk co pomaga czytelnikowi w imersji ze światem. A jeśli ktoś lubi klimaty piłki nożnej polecami audiobook "Z pierwszej piłki" z rewelacyjną rolą Adama Woronowicza.

    Co do propozycji, które padały w komentarzach polecam z czystym sercem trylogię "Wampirze cesarstwo" Jaya Kristoffa. Proza na najwyższym poziomie, ze świetnie napisanymi bohaterami. To pierwsze (dark) fantasy od czasów "Gry o tron", które autentycznie mnie wciągnęło.

    Hydepark

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Nami napisał:

    zawsze moszna

    Już zacząłem temat na naszym doku 😉

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • Tryb hardkor
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Też bym miał problem by pajacować na TikToku, ale nie musisz świecić swoją twarzą. Możesz wrzucać klimatyczne grafiki z fragmentami swojej książki dobierając jaką fajną muzykę a jak nie masz alergii na AI, tworzyć trailerbooki, które możesz wrzucać na media społecznościowe, od TikToka po Twittera. Tak robi np. Katarzyna Puzyńska, jedna z popularniejszych autorek kryminałów w Polsce. link. Z tego co wiem, największe zasięgi obecnie można zdobyć na TikToku (czy raczej jego literackiej odmianie Booktoku) i Instagramie (Bookstagramie). Skoro jesteś zawodowym grafikiem to masz dużą przewagę i ogranicza cię już tylko własna kreatywność 🙂

    Twórczość
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa