Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Arthur FleckA

Arthur Fleck

@Arthur Fleck
Informacje
Posty
15
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Pan-Elf Odpisałem na chacie, możesz wrzucać tekst do sesji.

    Do krótkich scenek i dialogów, ten chat jest całkiem niezły, fajna alternatywa dla gdoca.

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    XD Zajebiste. Żadne słowa nie oddadzą tego co porządnie zrobiona ilustracja 😄 Brawa za kreatywność

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Krzysiek Komeda 100.jpg

    Krzysztof Komeda

    @Nami napisał w [Horror] Gruzy przeszłości:

    – Siema, Buła – oparła się o drabinki tuż obok Piotrka Bochenka. Trochę głupek, ale przynajmniej zabawny, nie był nudziarzem, choć czasami wprawiał w stan zażenowania,
    – Idziecie dziś na imprezę w Miami? – zagaiła też do kolegi Piotrka, aby nie było niezręcznie. – Krzysiek, c’nie? – choć kojarzyła blondyna, nie mogła być do końca pewna, nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek wymieniła z nim choć słowo – Paulina jestem.

    Miami.

    Słowo zawisło w powietrzu jak obietnica grzechu. Jedyna dyskoteka, na jakiej był Krzysiek to andrzejkowa zabawa, którą ksiądz proboszcz organizował dla ministrantów w salce katechetycznej. Matka prędzej by go podpaliła na stosie, niż puściła do Miami. Ale nie mógł powiedzieć tego głośno. Nie przy koleżance Piotrka.

    Wbił wzrok w czubki swoich butów i mruknął.

    – Jeszcze nie wiem. Zobaczymy.

    – Po prostu powiedz Pauli, że się boisz mamusi – parsknął Bochenek.

    Szlag.

    Krew uderzyła Krzyśkowi do twarzy. Uszy zapłonęły żywym ogniem. Prosto w podbrzusze. Przy dziewczynie. Bochenek wiedział, gdzie uderzyć.

    – Nie boję się – skłamał.

    – To przyjdziesz?

    Komeda miał teraz dwa wyjścia. Albo wyjść na frajera albo na samobójcę. Wybrał to drugie.

    – Jasne, że przyjdę – rzucił twardo.

    Bochenek uśmiechnął się, a Krzysiek poczuł, jak oblewa go zimny pot. Był martwy. Matka nie pójdzie spać szybciej niż po powtórce “Doktor Quinn” o dwudziestej drugiej. Będzie musiał ją uśpić albo uciec przez okno. Jezu, w co on się wpakował.

    @Brilchan napisał w [Horror] Gruzy przeszłości:

    Pokręcił głową jak pies który wyskoczył z wody chcąc pozbyć się czarnych myśli niczym dymu ze źle rozpalonego ogniska. Chcąc chwycić się jakiegokolwiek rozpraszacza zaczął przyglądać się ubraniom innych nastolatków ~Kryształy Czasu? Te katolickie kapele rockowe mają coraz dziwniejsze nazwy... Będę się musiał Krzyśka spytać po apelu ~ - Postanowił w myślach.

    Apel się skończył. Nareszcie.

    Krzysiek przeciskał się do wyjścia, gdy drogę zajechał mu jakiś chłopak. Adam Chlebowski. Wskazał na jego koszulkę i zadał pytanie, którego Komeda nie zrozumiał. Coś o katolickich kapelach.

    Zmrużył oczy. Czy to podpucha? Czy ten typ właśnie robił sobie z niego jaja? Ministranci byli łatwym celem. Wystarczyło założyć komżę, żeby w oczach kolegów stracić jajca. Kiedy inni jarali szlugi za garażami i macali dziewczyny na dyskotekach, oni machali dymiącą puszką z kadzidłem dla uciechy starych bab.

    Przez głowę przeleciały mu słowa Marka. „A pierwszemu lepszemu cwaniakowi ze starszej klasy od razu przypierdol na dzień dobry, bez pytania".

    Zacisnął dłoń na łańcuchu spodni. Spojrzał raz jeszcze na Adama. Chłopak wyglądał na niegroźnego poczciwca a nie cwaniaka. No i nie chodził do starszej klasy. Nie pasował do wzorca Marka. Krzysiek wypuścił powietrze z płuc, rozluźnił ramiona. Przykleił uśmiech do twarzy i odpowiedział zdaniem, który za trzy lata wykorzysta scenarzysta Mikołaj Korzyński i reżyser Olaf Lubaszenko.
    – Historii tej koszulki i tak byś nie zrozumiał.
    Co było prawdą, bo Chlebowski nie grał w erpegi w piwnicy u Marka ani nie kupował merchu na konwentach.

    TERAZ

    Krzysiek siedział na samym końcu klasy, w pozycji, którą dopiero za kilka lat osoby brzydzące się publicznych toalet nazwą „na Małysza". Pośladki unosiły się centymetr nad krzesłem, ciężar ciała spoczywał na udach i podeszwach butów. Wyglądał jak ktoś, kto zaraz wyskoczy z ławki i pobiegnie w szkolnych zawodach sportowych. Albo jak ktoś, kto ma smoka wytatuowanego na tyłku i każdy kontakt z twardą powierzchnią przypomina mu o tym fakcie.

    Wrona omawiał plan lekcji a Krzysiek przepisywał, jednym uchem łowiąc coś o środzie i drugiej godzinie lekcyjnej.

    – Elo, Alicja jestem.

    Dziewczyna z ławki przed nim odwróciła się i wyciągnęła rękę. Krzysiek uścisnął jej dłoń.

    – Krzysiek. Miło poznać.

    Alicja kiwnęła głową i odwróciła się z powrotem. Krótko, konkretnie, bez pierdół. Krzysiek od razu poczuł, że ta dziewczyna jest okej.

    Gorzej z Bochenkiem.

    Ten zdrajca. Ten Judasz w za szerokich spodniach. Krzysiek wywalczył ostatnią ławkę pod ścianą. Strategiczny punkt, twierdza nie do zdobycia. Dwa miejsca, jedno dla niego, drugie dla Bochenka. Tak było umówione. Tak było ustalone odwiecznie, od czwartej klasy podstawówki, kiedy to Krzysiek osłaniał Piotrka przy ściąganiu z matmy, a Piotrek odwdzięczał się komentarzami, które sprawiały, że nawet najnudniejsza lekcja stawała się znośna.

    A Bochenek? Bochenek usiadł z przodu. Z dziewczynami. Cztery ławki dalej, na pozycji idealnej do bajerowania, a beznadziejnej do ściągania. Krzysiek widział jego plecy i łokcie rozłożone na blacie, jakby szykował się do podrywu stulecia.

    Drań.

    Krzysiek wyrwał kartkę z zeszytu. Ostrożnie, żeby Wrona nie usłyszał. Ołówkiem, szybkimi kreskami, narysował bochenek chleba. Podłużny, z kreseczkami na skorupce. Fajny mu wyszedł. Krzysiek nie był takim złym rysownikiem. Potem przyjrzał się swojemu dziełu i domalował w miejscu „przylepki" męską żołądź.

    Rebus. Komunikat jasny i czytelny nawet dla kogoś z inteligencją Piotrka.

    Złożył kartkę na osiem części. Poczekał. Wrona odwrócił się do tablicy, plecami do klasy. Teraz.

    Krzysiek pstrycznął karteczkę kciukiem i palcem wskazującym. Papierowy pocisk wystartował z ostatniej ławki jak rakieta ziemia-powietrze.

    Karteczka przeleciała nad głową Bochenka.

    O kurwa.

    Obniżyła lot i trafiła w tył głowy jakiejś dziewczyny w pierwszej ławce. Edyta Szulc. Tak chyba miała na imię. Odbiła się od jej włosów i spadła za krzesło.

    Krzysiek przesunął się w bok, chowając za plecami Alicji. Karteczka leżała gdzieś za krzesłem Edyty, na podłodze, ze starannie narysowanym bochenkiem chleba przypominającego fiuta i Krzysiek mógł tylko się modlić, żeby nikt jej nie podniósł.

    Wrona dyktował dalej i gdy wydawało się że to koniec powiedział.

    – ...mam dla was niespodziankę.

    Krzysiek wrócił na ziemię. Niespodzianka? Od nauczyciela? W pierwszym dniu szkoły? To nie mogło być nic dobrego.
    I nie było.

    Wychowawca chciał ich zabrać na zamek. Komeda poczuł, jak powietrze ulatuje z niego jak z przebitej dętki.

    Pierwszy września to był zawsze ostatni dzień wakacji w praktyce. Msza, apel, przywitanie z wychowawcą, godzina w szkole, do widzenia, do jutra, nara. A potem do domu po mrożonki z zamrażalnika, przykładane na bolący tyłek, bo akurat w tym roku tyłek tego potrzebował. Potem do Marka, posłuchać nowych kaset, pogadać o albumach. Dzisiaj, nie jutro, nie za tydzień. Dzisiaj.

    A Wrona im każe łazić po ruinach. Za jakie grzechy?

    – Klasa, wstajemy, ustawiamy się w pary i marsz na zamek.

    Alicja podeszła Pauliny. Krzysiek wyłapał strzęp zdania.

    – ...mam ochotę zwiać...

    Podniósł się z ławki i podszedł bliżej.

    – Ej Alicja. Jak tylko zaczniemy zwiedzać zamek urywam się na chatę - zaczął cicho – Wchodzisz w to? Tylko musimy znaleźć kogoś, kto nas będzie krył. Żeby Wrona nie połapał się od razu, że nas nie ma.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Nami napisał w [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały:

    wnoszę skargę/zażalenie/protest - @arthur-fleck został nagrodzony przez MG (nie mówię, że niesłusznie xD) i w poscie od razu otrzymał OSTATNIĄ ŁAWKĘ!! Nawet nie musiał się bić o miejscówkę tak pożądaną

    XD Ma się te znajomości 😎 Na razie Krzysiek w ostatniej ławce będzie siadał tylko na godzinie wychowawczej u Wrony, więc wszystkie karty jeszcze w grze 😉

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • Pomysły ekscentrycznej żaby na sesję
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Stranger Things po cudownym, wyciekającym łzy epilogu w piwnicy Mike'a pokochałem na nowo (i właśnie wtedy gdy serial się skończył) więc nie przepuszczę okazji by wrócić do tego świata jako gracz 🙂

    Pieśń Lodu i Ognia to moja literacka obsesja i do dzisiaj żadna książka mnie tak nie porwała jak "Nawałnica mieczy" więc w tej sesji też nie może mnie zabraknąć.

    To są dwa moje typy w sondzie 😉

    Sondy

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Krzysiek Komeda 100.jpg

    Krzysztof Komeda

    – Wchodzisz, Poganin?

    – Wchodzę. Ale nie o piątaka.

    – Co, za bogaty jesteś?

    – Za biedny. – Krzysiek poprawił łańcuch przy szlufce. Piątak to były dwie paczki dużych Chio Chipsów, albo dwie butelki Coca Coli. Tydzień zbierania butelek. – Gramy na wyzwanie.

    Bochenek uniósł brew.

    – Słucham.

    – Jeśli ja wygram, przez tydzień jesteś moim lokajem. Nosisz mi plecak. Stoisz w kolejce po drożdżówki. Mówisz „tak, jaśnie panie" na każde moje skinienie.

    Piotrek parsknął śmiechem.

    – A jak ty przegrasz?

    – To ty wymyślasz.

    Błąd.

    Krzysiek zrozumiał to w momencie gdy zauważył błysk w oczach kolegi, ale było już za późno by się wycofać. Bochenek potrafił wymyślać naprawdę pojebane rzeczy. Kiedyś namówił dzieciaka z 6C by wsadził język w gniazdko. Drugi zjadł żywego ślimaka a potem rzygał przez dwa dni.

    – Falkenstein – powiedział Piotrek.

    – Co?

    – Zamek. Spędzasz tam noc. Całą. Od zmierzchu do świtu.

    Krzysiek poczuł, jak coś zimnego przebiega mu po kręgosłupie. Zamek Falkenstein. Ruina pełna szczurów i legend. Miejscówka dla pijaczków, wagarowiczów i samobójców. Podobno ktoś się tam powiesił w zeszłym roku. Albo dwa lata temu. Albo dziesięć. Historia zmieniała się w zależności od tego, kto ją opowiadał.

    – Wchodzę – usłyszał swój własny głos.

    Piotrek wyciągnął rękę. Uścisnęli dłonie.

    – Nie ma odwrotu, Poganin.

    – Wiem.

    Krzysiek rozejrzał się po sali, żeby nie patrzeć na triumfujący uśmieszek Bochenka. I wtedy go zobaczył.

    Chłopak stał kilka metrów dalej. Mikołaj. Tak chyba miał na imię. Jeden z graczy Marka. Krzysiek widywał go czasem przez płot, gdy chłopak przychodził na sobotnie sesje do Kozy. „Mikołaj idzie do tego samego liceum co ty", powiedział wczoraj Marek, pochylony nad jego tyłkiem z buzującą maszynką. „Trzymaj się go. Zawsze warto się trzymać tych najbardziej prawilnych".

    Krzysiek zrobił krok w stronę chłopaka by się przywitać. Ale ktoś go ubiegł. Dziewczyna w obcisłej bluzce, z uśmiechem szerokim jak autostrada. Podeszła do Mikołaja i powiedziała coś, czego Krzysiek nie dosłyszał. Coś o „Miami". O dyskotece. Komeda wycofał się dyskretnie. Nie chciał wcinać się i psuć chłopakowi momentu.

    Stał i udawał, że bardziej interesuje go kazanie dyrektorki, kiedy drzwi sali nagle otworzyły się z trzaskiem. Nauczyciel wszedł pierwszy. Za nim czwórka uczniów. Trzy dziewczyny i jeden chłopak, który wyglądał tak, jakby zaraz miał się posikać.

    Szept przebiegł przez salę jak fala.

    „O kurwa..."

    „...podpaść Józefiakowi na rozpoczęciu..."

    „...mają przesrane do końca roku..."

    Józefiak. Krzysiek poczuł, jak świeży tatuaż pulsuję pod plastrem. Jakby chciał mu o czymś przypomnieć.

    „Józefiak to najgorszy skurwiel w całej szkole". Głos Marka odbijał się echem w pamięci. „Schodzisz mu z drogi. Nie patrzysz w oczy. Odzywasz się tylko jak cię o coś zapyta. Rozumiesz, młody? Tylko wtedy. Wierz, mi nie chcesz skończyć z nim w jednej kozie po lekcjach”.

    Wczoraj Krzysiek słuchał jednym uchem. Był zbyt zajęty zaciskaniem zębów i przeklinaniem dnia, w którym zgodził się na ten tatuaż. Ale teraz, patrząc na nauczyciela, który prowadził czwórkę uczniów pod ścianę jak skazańców na rozstrzelanie, wiedział, że Marek nie przesadzał.

    – Widzisz tę z ciemnymi włosami? – Piotrek trącił go łokciem.

    Krzysiek spojrzał, przytaknął.

    – To ta cyganka – kontynuował Bochenek. – Ta, której stary zarąbał matkę siekierą. Pewnie próbowała coś zajumać z pokoju nauczycielskiego.

    Krzysiek przyjrzał się jej uważniej. Słyszał o tym rodzeństwie. Cały Sokołów słyszał. Historia krążyła po miasteczku jak wirus. Ojciec zabił matkę, dzieci trafiły do dziadków albo wujków, albo kogoś. Szczegóły zmieniały się w zależności od źródła. Ale dziewczyna nie wyglądała jak cyganka. Była blada, jakby miała ciężką anemię albo nawet białaczkę. Albo po prostu siedziała za długo w piwnicy bez słońca.

    Komeda patrzył na nią i miał dziwne wrażenie, że nie do końca jest poczytalna.

    Ale czemu się dziwić?

    Gdyby to jemu ojciec zabił matkę już dawno siedziałby w Bolesławcu zawinięty w kaftan. Krzysiek jej współczuł, ale tylko trochę. Całe życie nasłuchał się od matki o miejscowych Romach i nie miał o nich zbyt dobrego zdania.

    “Jak będziesz niegrzeczny, porwą cię Cyganie" - powtarzała mu gdy był mały. Ale to był dopiero wstęp. Krzysiek dowiedział się później, że każdy złoty ząb u Cygana to dusza ukradzionego chrześcijańskiego dziecka, zaklęta w metal, żeby mieć szczęście w kartach. Że jak Cygan dotknie twojego banknotu, to ten banknot w nocy sam wyjdzie z portfela i wróci do taboru. Że Cyganie mają we włosach wszy, wielkości chrabąszczy, tresowane od pokoleń do wchodzenia w zamki i otwierania drzwi od środka.

    Chłopak podejrzewał, że przynajmniej część tych historii to bzdury. Ale miał też inne wspomnienie. Prawdziwe.

    Dzień Wszystkich Świętych, rok temu. Cmentarz pełen zniczy i ludzi wystrojonych w swoje najlepsze płaszcze i futra z norek. I tabor przy jednej z alei. Cyganie urządzili sobie libację na grobach bliskich. Ksiądz proboszcz wysłał jego i kilku starszych ministrantów by uspokoili towarzystwo. Krzysiek poszedł, bo i jaki miał wybór? Dostał kopniaka w dupę a na dokładkę jeszcze ktoś nasmarkał mu na buta. Wracali do proboszcza ze spuszczonymi głowami, a cyganie za ich plecami ryczeli ze śmiechu.

    Józefiak ustawił czwórkę pod ścianą i stanął obok nich jak strażnik w obozie. Apel trwał dalej, ale chyba nikt już nie słuchał dyrektorki.

    Kto szuka kłopotów, ten je znajdzie. - pomyślał Krzysiek. - I zarobi kopa w dupę.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Corky to była klasyka wyzwisk w tamtych czasach 🙂 W 97 miałem 14 lat więc garściami czerpię z tego okresu i czuję się jak ryba w wodzie, bo nawet nie muszę za dużo wymyślać i improwizować. Ba, byłem nawet ministrantem więc kościelne klimaty też nie są mi obce 😛

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Krzysiek Komeda 100.jpg

    Krzysztof Komeda

    – Oto za chwilę przystąpię do Ołtarza Bożego, do Boga, który rozwesela młodość moją...

    Słowa modlitwy odbijały się od starych, drewnianych szaf w zakrystii. Krzysiek recytował formułkę automatu, ale myślami był przy swojej dupie. Dosłownie.

    Prawy pośladek płonął. Jakby ktoś przykładał do niego rozgrzane żelazko. Albo darł skórę pasami.

    – Do świętej służby Bożej chcę przystąpić pobożnie, godnie i w skupieniu... – mamrotał dalej, wpatrując się w plecy proboszcza.

    Gówno, a nie skupienie.

    Wczorajszy wieczór w piwnicy Marka wrócił nagłym flashem. Zapach taniego spirytusu, brzęczenie maszynki zrobionej z silniczka od walkmana. Marek miał ciężką rękę i brudne paznokcie. Tusz był chyba z długopisu. Nieważne. Ważne, że teraz, pod warstwą gazy i plastra, skóra na tyłku pulsowała własnym życiem.

    Wybrał pośladek, bo pośladek był bezpieczny. Matka tam nie zaglądała. Jeszcze. Kontrolowała wszystko inne. Plecak. Szuflady. Kieszenie. Czasem stała pod drzwiami łazienki i pytała, co tak długo robi. Ale tyłek był jego. Jedyne terytorium wolne od okupacji.

    Poczuł szarpnięcie. Siostra Faustyna. Dwadzieścia trzy lata, twarz jak anioł i oczy, w których Krzysiek tonął za każdym razem, gdy miał odwagę w nie spojrzeć. Habit ukrywał jej figurę, ale nie potrafił ukryć wszystkiego. Poprawiała mu komżę. Gdyby wiedziała, że kilkanaście centymetrów od jej świętych palców, pod warstwą materiału, kryje się koślawy smok ziejący ogniem, pewnie padłaby trupem na miejscu. Albo polała go wodą święconą, aż by skwierczało.

    Zaraz, pomyślał. A jeśli się zakazi?

    Marek mówił, żeby przemywać spirytusem. Krzysiek przemył raz, wieczorem i omal nie odgryzł sobie języka z bólu. Potem skulił się na łóżku i leżał na brzuchu, bo na plecach nie dało rady, na boku też nie bardzo, i myślał o tym, jaki jest głupi.

    Przez głowę przelatywały mu wizje z najgorszych horrorów. Zakażenie. Gorączka. Szpital. Matka przy łóżku. Skąd ten tatuaż, Krzysiu? A potem telefon do ojca charyzmatyka i egzorcyzmy, bo w jej świecie tatuaż mógł oznaczać tylko jedno. Szatan w końcu opętał jej syna.

    Albo gorzej.

    Zacznie krwawić. Teraz, podczas mszy. Czerwona plama rozleje się na spodniach. Ktoś zauważy. Ktoś powie. Ktoś się zaśmieje. Do końca liceum będzie tym gościem, który dostał męskiej miesiączki na mszy na rozpoczęcie roku. Jezu.

    Modlitwa się skończyła, ministranci ruszyli do wyjścia. Szedł przedostatni, tuż za Kubą z ósmej klasy.

    Msza rozpoczynająca nowy rok szkolny była torturą. Krzysiek wstawał, siadał, klęczał. Za każdym razem, gdy jego pośladek dotykał ławki, zaciskał zęby tak mocno, że bolała go szczęka. Pocił się ze strachu, że zaraz coś tam pęknie.

    Godzinę później stał już przy swoim rowerze za kościołem. Stary Romet po kuzynie z Opola, rama pomalowana farbą antykorozyjną, błotniki wygięte po licznych wywrotkach. Krzysiek zarzucił plecak na ramiona i wsiadł na siodełko. Zapomniał. Siodełko wbiło się dokładnie w to miejsce. Przez ułamek sekundy świat zrobił się biały.

    – O kurrr...! – syknął.

    – Powodzenia w nowej szkole, Krzysiu! – Głos siostry Faustyny dobiegł od strony wejścia do zakrystii. Stała w progu, uśmiechnięta, machając mu ręką. Niewinna. Nieświadoma. Krzysiek zacisnął zęby tak mocno, że aż zazgrzytało. Wymusił grymas, który miał być uśmiechem.

    – Dziękuję, siostro! – wychrypiał. Odepchnął się. Ból pulsował w rytm obrotów korby. Raz, dwa, ała. Raz, dwa, ała.

    Dwie przecznice dalej, za garażami, zatrzymał się gwałtownie. Rzucił rower w krzaki. Koniec teatru. Biała koszula, spodnie w kant, lakierki, wszystko wylądowało zwinięte w kulkę na dnie plecaka. Czas na wylinkę.

    Thunderstruck

    Wyciągnął dżinsy. Wytarte, ze zwisającym łańcuchem przy szlufce. Wciągnął je ostrożnie, sycząc przy zapinaniu guzika. Bolało, ale to był dobry ból. Potem koszulka. Czarna bawełna, prezent od Marka, który przywiózł z jakiegoś konwentu. Na piersi wielkie logo: „KRYSZTAŁY CZASU". Wzór przedstawiał czaszkę oplecioną jakimiś mackami. Nikt w szkole nie będzie wiedział, o co chodzi. No i dobrze. Na to narzucił katanę. Dżinsową, bez rękawów, obszytą naszywkami. Na plecach wielki Eddie, maskotka Iron Maiden, szczerząca zęby z okładki „Killers". Eddie patrzył na świat tak, jak Krzysiek chciał na niego czasem patrzeć. Z góry i z pogardą.

    Spojrzał w lusterko roweru i przeczesał włosy palcami. Zburzył idealny przedziałek, który rano wyczesała mu matka. Kosmyki opadły na czoło. Lepiej. Dużo lepiej.

    Krzysiek Komeda Metal.png

    „Najważniejsze to zrobić dobre wejście, młody" – słowa Marka dźwięczały mu w uszach. „Wjeżdżasz jak cipa i jesteś cipą już do matury. Wjeżdżasz jak Ozzy a na twój widok małolatki robią się tak mokre, że znów trzeba będzie układać worki z piaskiem". Marek mówił też, żeby przypierdolić pierwszemu lepszemu cwaniakowi ze starszej klasy. Krzysiek spojrzał na swoje dłonie. Na swoje palce, które potrafiły przewracać strony mszału, ale nigdy nie zacisnęły się w pięść na czyjejś twarzy.

    Nie, bicie odpadało. Dziewczyny też. Bo nie o wielkie wejście tu chodziło. Chodziło o to, by wreszcie przestać się dusić.

    To stało się rok temu, kiedy Marek wcisnął mu do ręki zdartą kasetę Master of Reality. Kiedy włożył ją do walkmana, poczuł się tak, jakby ktoś nagle wyciągnął go za włosy z głębokiej, mętnej wody. Pierwszy haust powietrza. Pierwszy raz, kiedy zrozumiał, że przez piętnaście lat żył w cudzym ciele. Ta bawełna i dżins, które teraz naciągał na grzbiet, nie były przebraniem. Były krzykiem. Chciał, żeby każdy szew, każda naszywka i każda nitka wrzeszczały światu w twarz o jego bezgranicznej, fanatycznej miłości do dźwięków, które go pochłonęły.

    W głowie, jak zacinająca się płyta, kołatały mu słowa z Escape Metalliki. Hetfield wyrykiwał tam to, czego Krzysiek nie miał odwagi powiedzieć matce przy niedzielnym rosole: „Life is for my own to live my own way”. Życie jest po to, by żyć po swojemu. Bez pytań. Bez tłumaczeń. Podstawówka była jak czyściec. Przetrwał go. Zamknął ten etap dwa miesiące temu, odbierając świadectwo z paskiem. Teraz zaczynał się nowy level. I nie zamierzał już udawać.

    W domu, przy matce i proboszczu, wciąż mógł być Clarkiem Kentem. Mógł nosić te wykrochmalone koszule, lakierki i spodnie w kant podciągnięte pod sam pępek. Ale gdy tylko przekraczał próg ganku, gdy tylko zamykały się za nim drzwi plebanii, chciał zrywać z siebie ten cywilny łach, zakładać pelerynę z dżinsu i latać. Latać tam, gdzie zabierali go bogowie. Black Sabbath. Iron Maiden. Type O Negative. KAT.

    Dojechał pod szkołę. Nowy budynek „tysiąclatki" przyklejony do starego ceglanego gmachu wyglądał jak nowotwór. Przypiął rower, poprawił katanę. Piekący tyłek przypominał mu o każdym kroku, nadając jego chodowi specyficzny, nieco sztywny, ale groźny rytm. Wyglądał, jakby szedł wyzwać kogoś na pojedynek rewolwerowców, a nie, jakby po prostu bał się, że gacie przykleją mu się do rany.

    Tłum na korytarzu. Chaos. Gdzie są te cholerne listy? Przeciskał się między ludźmi. Eddie na plecach szczerzył się do nich wszystkich. Żadnych list na tablicy ogłoszeń. Tylko plakat o kółku szachowym i zbiórce makulatury.

    – Sala gimnastyczna – rzucił ktoś obok.

    Krzysiek wziął głęboki oddech. Ruszył w stronę sali. Szkoła średnia. Czysta karta. Tutaj był Krzysztofem. Metalem. Gościem z czaszką na klacie i tatuażem smoka na dupie.

    – O kurwa, Poganin, a tobie co się stało?

    Głos dobiegł zza pleców, głośny i bezczelny. Krzysiek odwrócił się, czując jak Eddie na jego plecach marszczy czoło razem z nim. Piotrek Bochenek. Stał z rękami w kieszeniach szerokich spodni, szczerząc się jak głupi do sera.

    Krzysiek wystawił dłoń. Plask. Piątka była soczysta, twarda, męska.

    Poganin. W pokręconej logice Piotrka Bochenka znaczyło dokładnie to samo, co "Pobożniś". Piotrek miał swój własny, odwrócony słownik. Klasowy geniusz i kujon, który wygrywał olimpiady, został przez niego ochrzczony Corkym Thatcherem, na cześć upośledzonego chłopaka z serialu "Dzień za dniem". Najgrubszy gość w podstawówce, któremu sadło wylewało się znad paska, był dla Piotrka Szkieletorem. A Krzysiek? Krzysiek, który pół życia spędził klęcząc przed ołtarzem, musiał zostać Poganinem.

    – Ale się gościu wystroiłeś – Bochenek omiótł wzrokiem dżinsową katanę i czaszkę z mackami na piersi. – Wybierasz się do Jarocina, czy będziesz się teraz bujał z cyganami?

    Krzysiek poczuł ukłucie irytacji, ale zaraz potem przypływ nowej, dziwnej pewności siebie.

    – Ja to ja, ale popatrz na siebie – odpowiedział, poprawiając kołnierz katany. – Lekarzom udało się w końcu wyleczyć twoje wodogłowie.

    Piotrek zarechotał. Sprzedał Krzyśkowi kuksańca w ramię.

    – Chodź, bo się spóźnimy na kazanie.

    Weszli na salę gimnastyczną. Uderzyła ich ściana dusznego powietrza. Tłum falował. Piotrek natychmiast włączył radar. Trącił Krzyśka łokciem w żebra, wskazując brodą na grupkę dziewczyn stojących przy drabinkach.

    – Obczaj tą w czerwonym – szepnął, a w jego głosie słychać było głód. – Ale jej cycki wywaliło przez wakacje.

    Krzysiek mruknął coś niewyraźnie. Skupił się na tym, by stanąć tak, aby nikt nie wpadł na jego tyłek. Ból pod plastrem był stałą przypominajką: żyjesz, czujesz, jesteś idiotą. Przecisnęli się na sam koniec sali, pod ścianę, gdzie gromadziły się wyrzutki i spóźnialscy. Stanęli. Krzysiek oparł się o zimną ścianę (ostrożnie, lewym bokiem) i rozejrzał się po trzodzie.

    I wtedy ją zobaczył.

    Justyna Krawczyk. Stała dwa metry dalej, sama jak palec, oddzielona od reszty niewidzialnym kordonem sanitarnym. "Carrie". Ksywka pasowała do niej idealnie. Zawsze w tych samych, workowatych ciuchach, z włosami, które zasłaniały połowę twarzy. Osiem lat chodzili razem do klasy, a Krzysiek nie wiedział o niej nic, poza tym, że potrafiła milczeć głośniej niż inni krzyczeli.

    Zrobił krok w jej stronę. Instynkt stadny kazał mu ją zignorować, ale że resztki ministranckiego sumienia, nakazało otworzyć usta.

    – Cześć, Justyna – rzucił.

    Cisza. Dziewczyna nawet nie drgnęła. Wzrok miała wbity w parkiet. Jej ramiona były lekko skurczone, jakby spodziewała się uderzenia. Krzysiek poczuł się głupio. Cofnął się o krok, wracając do Piotrka.

    – Dalej jest tak samo pojebana – mruknął Bochenek, nie odrywając wzroku od dziewczyny w czerwonym. – Mówię ci, Poganin. Ona kiedyś przyniesie do szkoły kałacha. Albo pozabija nas wszystkich na studniówce.

    Krzysiek spojrzał jeszcze raz na Justynę. Stała nieruchomo, jak posąg wyrzeźbiony z lęku. Chciał jej użyczyć trochę swojego cienia, schować ją za plecami Eddiego, ale współczucie to luksus, na który w pierwszym dniu szkoły nie było go stać.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Cześć wszystkim! Wsiadamy na rowery i lecimy z tematem 🙂

    Do listy NPC-ów i sugestii MG, kogo Krzysiek może znać, nie mam zastrzeżeń i się dopasuję.

    @Brilchan, ja na razie nie zastanawiałem się nad relacjami między BG, wolę zostawić to już na sesję, by naturalnie wynikało to z interakcji i fabuły. Jak zobaczę pierwszy post MG wprowadzający nas w świat, wtedy będzie można lepić i kombinować 🙂

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • Żabie sesje slanna
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Chętnie bym zagrał w Stranger Things: 20/40 lat później.

    Sondy

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Gladin napisał w [WFRP 2ed] Bögenhafen:

    Ale niektóre scenki, zwłaszcza w wykonaniu @Arthur-fleck pamiętam do dziś Zwłaszcza, gdy na dolnym pokładzie przeciekającej krypy topił współwięźnia, aby posłużył jako element zatkania przecieku (tak w skrócie :).

    Nie pamiętam tego, ale wierzę na słowo 😛

    Mistrza Gry gorąco polecam tym, którzy jeszcze go nie znają. "Na Pohybel" to było złoto, świetnie się bawiłem. Ja w survial bym chętnie zagrał, ale we współczesnym realistycznym wydaniu, bez fantasy, więc do sesji się nie zgłoszę, ale życzę powodzenia i dobrej zabawy!

    Archiwum wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Wysyłam swoją kartę "Metala" 🙂

    Imię i Nazwisko: Krzysztof Komeda

    Typ: Metal (Cichy buntownik/Ministrant)

    CECHY:
    Ciało: 3
    Technika: 2
    Serce: 5
    Umysł: 4

    UMIEJĘTNOŚCI:
    Śledztwo: 3 (Kluczowa)
    Empatia: 2 (Kluczowa)
    Ruch: 2 (Kluczowa)
    Urok: 1
    Pojmowanie: 1
    Skradanie się: 1

    Motywacja
    Chce wyrwać się z dusznej klatki, którą zbudowali mi matka i proboszcz. Chciałby odkryć, jak naprawdę funkcjonuje świat poza murami kościoła i plebanii.

    Ulubiony kawałek: Black Sabbath - "Heaven and Hell"

    Oparcie: Marek Koza. Starszy o dekadę sąsiad z domu obok, czarna owca w swojej rodzinie. Bezrobotny dziwak z długimi włosami, który w piwnicy prowadzi sesje RPG. Jest fanatykiem systemu "Kryształy Czasu". Próbował wciągnąć w to Krzyśka, ale chłopak kompletnie nie ogarniał skomplikowanej mechaniki i tabelek tego systemu. To Marek dał mu pierwszą kasetę z ciężkim rockiem. To jedyny dorosły, który traktuje go poważnie.

    Problem: Religijna matka. Helena Komeda to fanatyczka religijna, która zaplanowała synowi życie od kołyski aż po seminarium duchowne. Kontroluje jego czas, znajomych i lektury. W domu panuje terror psychiczny ubrany w słowa o "miłości bliźniego" i "trosce o zbawienie duszy". Krzysztof musi nieustannie kłamać i grać rolę idealnego syna, co powoli go wykańcza.

    Wstyd: Siostra Faustyna Młoda 23-letnia siostra zakrystianka. Krzysztof się w niej podkochuje od jakiegoś czasu. Łapie się na tym, że służy do mszy głównie po to, by móc na nią ukradkiem patrzeć. To uczucie go przeraża i fascynuje. Czuje się zbrukany, myśląc o "oblubienicy Chrystusa" w sposób jaki nie powinien.

    Wyjątkowy Przedmiot: Walkman: "Sony" z funkcją nagrywania (z drugiej ręki)
    Bonus: +2 do Ruchu.
    Opis: Prezent od Marka. Kiedy Krzysztof zakłada słuchawki i puszcza muzykę na full, wstępuje w niego nowa energia. Gitarowy riff działa jak adrenalina. Czuje, że może biec szybciej, skakać wyżej i uciec przed wszystkim, co go goni.

    Przedmioty:
    Klucze do zakrystii
    Żetony telefoniczne
    Pudełko zapałek
    Różaniec

    Opis postaci i tło rodznne: Krzysztof uznawany jest za "cud". Dosłownie. Jego matka, Helena, urodziła go mając 50 lat, po latach próby zajścia w ciążę i licznych poronieniach. Helena jest kobietą głęboko wierzącą, fanatyczką religijną. Porównie się do biblijnej Sary, żony Abrahama, która również urodziła dziecko w późnym wieku. Syna traktuje jak dar zesłany bezpośrednio przez Boga. Ojca Krzysiek nie pamięta, mężczyzna zmarł na zawał, gdy chłopak miał cztery lata. Dziś Helena wygląda bardziej na jego babcię niż matkę. Wychowuje syna w atmosferze dusznej pobożności i lęku przed światem doczesnym. Ironią losu, dała synowi na imię Krzysztof kompletnie nie kojarząc faktu, że słynny kompozytor Krzysztof Komeda skomponował kołysankę dla Antychrysta w filmie "Dziecko Rosemary" co dla Krzyśka jest złośliwą ironią losu. Krzysiek ubiera się na codzień w grzeczny sposób, w ciuchy które kupuje mu matka. Nikt by nie podejrzewał, że nastolatek jest miłośnikiem ciężkiego grania. Anioł z zewnątrz, szatan w sercu. Od Pierwszej Komunii służy do mszy, spędzając w kościele i na plebanii więcej czasu niż we własnym domu, ostatnio został szefem ministrantów.

    NPC:
    Justyna "Carrie" Krawczyk – Chodzi z Krzyśkiem do klasy. Cicha, mało się odzywa, wszyscy mają ją za nawiedzoną. Dostała ksywkę "Carrie" na cześć bohaterki Stephena Kinga.
    Piotrek Bochenek – Klasowy błazen, zapalony kolekcjoner czasopisma "Twój weekend", który chętnie go pokazuje kolegom podczas przerw między lekcjami.

    Krzysiek Komeda 200.jpg Krzysiek Komeda 100.jpg

    Archiwum horror nastolatkowie własny stranger things

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @JohnyTRS napisał w [Horror] Gruzy przeszłości:

    Cieszę się, że mam pierwszego ochotnika. Jaki Typ postaci zaklepujesz?

    METAL - Krzysztof Komeda

    Archiwum horror nastolatkowie własny stranger things

  • W co byście zagrali? Lista życzeń.
    Arthur FleckA Arthur Fleck
    1. Horror, najlepiej slasher
    2. Survival w stylu Squid Game, gdzie zwycięzca może być tylko jeden
    3. Superbohaterowie ale w wydaniu 18+, w stylu Boys lub Suicide Squad (Jamesa Gunna) z bandą wyrzutków, zakapiorów i odmieńców, którzy muszą stać się drużyną.
    Sondy

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    W końcu jakaś sesja dla mnie, chwała Bogu. Jako sierota ze Strangers Things ze złamanym sercem po finale zgłaszam się na ochotnika tym bardziej, że prowadzisz to na mojej ulubionej mechanice Year Zero Engine. Też nigdy nie miałem okazji zagrać w "Tajemnice Powodzi" i w końcu jest okazja. Kartę wyślę na dniach 🙂

    Archiwum horror nastolatkowie własny stranger things
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy