@JohnyTRS Ksiądz biskup spojrzał na kalendarz i zamarł. Dzisiaj mijała dwudziesta dziewiąta rocznica a on wciąż pamiętał tamten wieczór jakby to wszystko wydarzyło się wczoraj. Ze wstydem przywoływał kolejne obrazy niegodne hierarchy diecezji legnickiej.
Arthur Fleck
Posty
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały -
21 dni Kwarantanny
Michał Owczarek
Mógł zostać na dole. Mógł zostać na dole, wywalić kopniakiem wejściowe drzwi i wybiec prosto pod lufy gliniarzy. Wszystko było lepsze niż wchodzenie po schodach na trzydzieste siódme piętro. Choć drzwi i tak nie wywaliłby kopniakiem bo były obrotowe. Kurwa. Teraz stał oparty o ścianę, próbując złapać oddech. Z płuc została papka, mięśnie ud paliły żywym ogniem i wcale by się nie obraził gdyby ktoś mu teraz amputował nogi. Jeśli jutro się obudzi bez zakwasów to będzie większy cud niż krwawiąca hostia w Sokółce.
Skupiony na sobie dopiero po chwili zarejestrował, że stoją pod jakimiś drzwiami. Po drodze nasłuchał się opowieści o tym całym Zielińskim i miał już wyrobione zdanie. Dorosły mężczyzna, który gra w gry komputerowe był w jego hierarchii tylko trochę wyżej niż typów, którzy nie potrafią wymienić koła w aucie i siedzą w Starbucksie z laptopem, chuj wie po co. Wyglądało na to, że ich przyszły lub niedoszły wybawca zamknął się z kolegami w serwerowni żeby grać w gry. W Factorio, cokolwiek to znaczy.
Ja pierdolę - pomyślał - Trzydzieści siedem pięter. Oby było warto.
Nie zamierzał przeszkadzać w negocjacjach z paranoikiem. Wiedział już, że czasem dla własnego dobra lepiej zamknąć gębę. Niech inni się produkują. On poczeka.
-
Krzyk Pustki@Macabra78 Podpisuję się pod tym co napisał Grek. Moim zdaniem miałeś najcięższą rolę do grania, świat widziany analitycznym wzrokiem maszyny, bez żadnych subiektywnych ocen i ludzkich skrzywień. Trzeba mieć naprawdę dużo dyscypliny i talentu by tak konsewketnie prowadzić postać. Ostatnia scena z Adamem, gdy broni rozbitków przed ksenomorfami godna najlepszych filmów z uniwersum "Aliena". Mimo wszystko po cichu liczę, że zakulisowo coś knujecie z MG i Adam jeszcze wróci. W filmach gdy nie pokazują jak postać ginie a jedynie to sugerują, to zazwyczaj pojawia się gdzieś w finale, czego Ci życzę

-
[Horror] Gruzy przeszłości
Krzysztof Komeda
Normalnie pierwszy raz w pokoju dziewczyny by go ucieszył, albo przeraził, albo jedno i drugie, ale nie miał czasu sprawdzać czy Alicja zostawiła stanik na krześle i czy nad jej łóżkiem wisi plakat Bartka Wrony z Just 5. Chwycił za polaroid, chociaż nie miał pojęcia jak go obsługiwać. Odsunął pokrywę a potem stanął obok Alicji, która wciąż wpatrywała się w okno na piętrze próbując użyć swoich mocy. On też wyjrzał.
I to był błąd.
Wielki, wielki błąd.
Boże jedyny
Krzysiek Komeda szatana znał lepiej niż tabliczkę mnożenia. Diabłem straszono go od przedszkola. Widział go na obrazach w kościele, w książkach matki które kupowała w księgarniach katolickich i na okładkach kaset, które przynosił mu Marek. W każdej z tych wersji Zły miał baranie rogi, kopyta i ogon. Krzysiek nigdy nie potrafił się tego przestraszyć tak jak od niego oczekiwano. Rogaty stwór wyglądał głupio, trochę jak przebieraniec, który mógłby stawać w szranki z Chlebowskim w jego marynarce z krepiny. Czyste zło zobaczył pierwszy raz w życiu drugiego września tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku, w domu Alicji Filipowicz.
Zło nie miało rogów, kopyt ani ogona. Zło miało wygoloną na łyso głowę, ortalionowy dres i twarz, z której właśnie zleciały ciemne okulary. Oczy były czarne jakby ktoś wyciął z twarzy dwa otwory i za nimi nie było czaszki, tylko coś co ciągnie się bez końca i nie ma dna. Krzysiek nie umiał odwrócić wzroku. Miał wrażenie, że stoi nad studnią na podwórku u kuzynów w Świebodzicach i czeka aż kamień uderzy o wodę, ale kamień spada, spada, spada i nie ma to końca. I że w tej studni, gdzieś na dnie ktoś siedzi. Siedzi i czeka. Obserwuje.
Chciał powiedzieć Alicji, żeby się nie bała, że oni tu nie wejdą, drzwi są zamknięte i nic im się nie stanie. Usta się otwierały i zamykały, ale nic z nich nie wychodziło. Ani jednego dźwięku jak w przyciszonym telewizorze. Odwrócił głowę od okna, nic nie dało. Dalej miał przed sobą te dwie czarne studnie, wpatrzone w niego z bliska. Na dole ktoś zaczął walić w drzwi. Polaroid wyleciał mu z ręki na podłogę.
Nie jesteś bezbronny, myślał. Nie jesteś już dzieckiem, masz moc, masz mięsień w mózgu, który potrafi drzeć ubrania na strzępy i zadawać ból. Powtarzał to sobie bez końca, ale ani razu nie uwierzył w te kłamstwa. Z dołu znowu dobiegło głuche uderzenie, które niosło się przez schody na piętro. I wtedy poczuł, że zaraz stanie się coś gorszego niż śmierć w męczarniach. Coś gorszego niż ogień piekielny i każdy jeden koszmar.
Sekundy dzieliły go by ze strachu zeszczał się spodnie przed dziewczyną z klasy.
Złapał Alicję za ramię i odsunął od okna, mocniej, niż chciał.
— Przepraszam. Nie patrz.
Pchnął skrzydło okna, rozpiął rozporek i wychylił się nad parapetem, mierząc w dwa łyse łby na dole.
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyPrzywództwo 5-1=4k
Total: 11
d6: 5, 2, 1, 3
Przywództwo 5-1=4k
Total: 13
d6: 5, 2, 2, 4Pierwszy rzut porażka, przerzut też. Rozumiem, że teraz mam 2 stany (1 - strach przed zombie, 2 - nieudany przerzut)?
-
21 dni Kwarantanny
Michał Owczarek
Michał niemal się uśmiechnął, gdy epidemiolożka rzuciła gliniarzowi wiązankę a potem sprzedała mu soczystego plaskacza. Musiał przyznać, babka ma charakter. Wyglądało na to, że teraz wszyscy jadą na tym samym wózku, skończył się podział na służby, pacjentów, cywili. W normalnych okolicznościach lekarka nie mogłaby sobie pozwolić na taką wylewność, ale teraz gdy straciła całą władzę stała się jedną z nich. Szczurem zamkniętym w szklanej klatce. Ratownik miał jednak wątpliwości czy rzeczywiście spaliła wszystkie mosty jak twierdziła. Nie spoliczkowała generała ani urzędasa z ministerstwa, lecz bagietę w mundurze, który pewnie nawet nie dorobił się stopnia aspiranta i miał gówno do gadania.
— Jak wygląda dokładnie sytuacja na zewnątrz? Ilu ludzi pilnuje budynku? Są tam żołnierze czy tylko policja? Bo jeśli gliniarze, to nasz najmniejszy problem. To nie są czasy WRON-u i Jaruzelskiego, nie zaczną strzelać do niewinnych cywili, nie mają jaj. Większość z nich to przypadkowi ludzie z ulicy, którzy szukali ciepłej posadki a stołeczna policja ma braki w kadrach i bierze kogo popadnie.
Michał wiedział co mówi. Nie raz na SOR do awanturujących się pijaków była wzywana policja i widział funkcjonariuszy, którzy szarpali się z agresorami. Nie wyglądało to jak w amerykańskich filmach, bardziej przypominało slapstickową komedię z podkładem z “Benny Hilla”, zwłaszcza gdy w duecie pojawiała się kobieta. Na palcach ręki mógł policzyć starych wyjadaczy, którzy szybko i skutecznie pacyfikowali pobudzonych mężczyzn. Jeśli sanitariusze mówili prawdę i w całej Warszawie obstawiono kilkadziesiąt budynków, Michał wątpił by do Darpolu wysłano najlepszych z najlepszych. Chociaż znając jego pecha mogło tak być i na zewnątrz stoi teraz elitarnie wyszkolona jednostka morderców w mundurach.
Plan Maksa miał za to ręce i nogi. O ile ktoś nie miał lęku wysokości. Michał zastanawiał się czy dałby radę zsunąć się po linie tyle pięter w dół. Nie cierpiał na akrofobię, problemem był tylko brak umiejętności wspinaczkowych. Nie wiedział jak wyglądają zabezpieczenia, jakie jest ryzyko upadku. Zastanawiał się też czy zbyt duża grupa uciekinierów spuszczających się po linach nie przyciągnie uwagi tych na dole. Łatwiej strzelać do ludzi, którzy wyglądają jak małe kukły zawieszone na linie kilkadziesiąt metrów w górze niż do człowieka, który stoi przed tobą i patrzy ci w twarz.
— Mógłbym spróbować — powiedział w końcu ratownik — Ale rozważmy najpierw wszystkie inne możliwe opcje. Do wieczora zostało jeszcze kilkanaście godzin. Jeśli do tego czasu nie znajdziemy bezpieczniejszej drogi ucieczki, spróbujmy sposobem Maksa.
Popatrzył na Wojcik. Jeszcze wczoraj chciał ją rozszarpać, dziś złość mu przeszła. Zbyt bardzo chciał wyjść z tego piekła by teraz tracić siły na żale i pretensje.
— Wydaję się, że trochę jednak dramatyzujesz i wciąż masz coś do gadania. Nie kupuję tego, że jakiś krawężnik w mundurze i jego naruszalność osobista jest ważniejsza od lekarki, która dowodzi w środku HAZMAT-em. Sama mówiłaś, że masz kontakt z ważniakami z ministerstwa, więc zanim zaczniemy wypróbujmy najprostszy sposób w jaki sposób można stąd wyjść. Twój autorytet lekarza i epidemiologa. Zadzwoń tam gdzie trzeba, narób zamieszania, powiedz, że podczas badań odkryłaś, że krwinki kilku osób reagują w nietypowy sposób i wirus PAZ ich nie atakuje. Tymi osobami będziemy oczywiście my. — wskazał skinieniem na Wiktorię, Maksa i Sebastiana — Powiesz, że dla dobra nauki musimy stąd zostać natychmiast ewakuowani zanim będzie za późno.
Nie czekając na odpowiedź Wójcik zwrócił się do pozostałych.
— Na razie tak jak sugerowali Sebastian i Maks proponuję poszukać tego paranoika i sprawdzić co wie.
-
Format PBF - zalety (i ewentualne wady)Może miałaś inne doświadczenia w grach na żywo, mi przy stole ani na mikrofonie ani razu nie udało się zbliżyć do tego co oferują PBF-y. Można się spierać czy zdolności aktorskie są w RPG potrzebne czy nie, ale o wiele łatwiej zagrać mocno charakterystyczną postać na papierze niż przy stole. Ty sie spotkałaś z wieloma słabymi tekstami i dialogami, a ja mam zupełnie inne doświadczenia. I kiedyś na Li i teraz na Rolltelling jest zdecydowana przewaga osób, które mają dobre pióro i wiedzą jak to wykorzystać. Czy są kandydatami do nagrody Nike? Nie, ale przecież nie o to chodzi by każde zdanie było wymuskane do perfekcji i brzmiało jak wielka literatura. Wystarczy umiejętnie wyrazić swojego bohatera i konsekwetnie go prowadzić zgodnie z jego charakterem, operując prostą gatunkową prozą.
Gram w 10-osobowej sesji Aliena, gdzie każdy jeden gracz zachwyca i nikt nie odstaje, napięcie między postaciami da się niekiedy kroić nożem, np. gdy pierwszy oficer rzuca się w gniewie na kapitana i czuć, że w tym co mówi i robi jest autentyczny żal i wściekłość. Gdy android poświęca własne istnienie by ratować załogę, jeden z bohaterów reaguje emocjonalnie i gdy czytam jego przemyślania wewnętrzne widzę ten smutek i stratę za maszyną. Moim zdaniem nie da się tak dobrze takich emocji odegrać przy stole, zawsze będzie jakiś zgrzyt, jakaś nuta fałszu, która wytrąca z immersji. Choć, żeby oddać sprawiedliwość miałem okazję też grać z osobami, których każdy jeden bohater, niezależnie od konwencji ma ciężkie deficyty emocjonalne i zawsza jest to właściwie ta sama, zamknięta na innych postać, nastawiona tylko na wygrywanie. Argumentu o rozgrywaniu przy stole retrospekcji czy konfliktów wewnętrznych w ogóle nie kupuję. Dla mnie jest teoretyzowanie, chyba że spotkałaś Mistrzów Gry, którzy faktycznie kładą nacisk także na te elementy i potrafią zabrać gracza do kuchni by rozegrać z nim retrospekcję z jakiegoś kluczowego okresu ich w życiu, który nawet nie jest powiązany z fabułą sesji, lecz mówi nam kim ta postać jest i dlaczego taka jest. W PBF też MG nie naciska na te elementy, ale tu gracz ma pełną dowolność w kreowaniu swojego bohatera, może wtrącać własne przemyślenia wewnętrzne, dygresje, bawić się formą. Oczywiście mogą się zdarzyć sesje kilkulijnikowce skupione na akcji, ale tylko wtedy gdy MG wyraźnie sobie zażyczy takiej konwencji i jest to raczej rzadko spotykana praktyka na forach skupiających graczy PBF (czyli głównie Rolltelling i Strefa). -
Krzyk PustkiDelilah le Fey
Chłopak wyrzucał z siebie kolejne słowa, teorie i domysły, ale mu nie przerywała. Stała z założonymi rękami i słuchała z kliniczną uwagą. Jeśli dobrze zapamiętała, był naukowcem więc nie trafiła na niepiśmiennego prostaka z zapadłej kolonii górniczej na końcu Pogranicza, lecz człowieka wykształconego. William Biscuit mógł przeczytać setki książek, lecz w jednym prymityw pokroju O’Collana miał nad nim przewagę. Potrafił od razu zrozumieć aluzję i wiedział co oznacza zaproszenie do wspólnej kajuty. William albo nie wiedział, albo udawał że nie wie lub po prostu nie interesowały go kobiety.
Delilah nie miała zamiaru tego sprawdzać i podkręcać atmosfery. Jej towarzysz i tak wydawał się zestresowany, dopiero co przed chwilą śluza nie przepołowiła ich na pół. Być może zwykła rozmowa, wzajemne zrozumienie, chwila oddechu wystarczą by rozładować napięcie. A jeśli nie, zawsze w rezerwie pozostaje chemia.
Wysłuchała go do końca. W gęstym potoku słów wyłapała detal, który zapalił jej w głowie światło awaryjne.
— Zaraz, Williamie. Wróć. Jakich potworów? O czym ty mówisz?
Nie czekała na jego odpowiedź. Wbiła spojrzenie w bladą twarz chłopaka jakby tam mogła znaleźć odpowiedź.
— Albo wiesz więcej niż ja i nie mówisz wszystkiego, albo ponosi cię zbyt duża wyobraźnia. Coś złego dzieje się na Bleinercie, to prawda. Ale opierajmy się na faktach, a nie domysłach.
Zamilkła na ułamek sekundy, dając mu chwilę do zastanowienia.
— Siłowe wejście na mostek oznacza tyle, że skończymy w kriokomorach obok Purcella. Co równa się z tym, że z tych lodówek już nie wyjdziemy żywi, jeśli Hannigan uzna nas za niewygodnych świadków. Dlatego do tej kajuty nie będzie w stanie wejść, chyba że któryś z jego kundli użyje palnika.
Zrobiła krok w jego stronę, zmniejszyła dystans i spojrzała mu prosto w oczy.
— Żeby była jasność. Działam w granicach prawa. - A przynajmniej się staram, dopowiedziała w myślach — I z doświadczenia wiem, że niecierpliwość kończy się poważnymi błędami. Pilot jest nieistotny. Nie musimy wchodzić na mostek, by wiedzieć, co się tam dzieje.
Odwróciła od niego wzrok i skierowała twarz w stronę czujnika wmontowanego w sufit.
— Opiekunie. Przywitaj się z Williamem.
Głośnik zatrzeszczał cicho, a po chwili pokładowy system odpowiedział beznamiętnym, syntetycznym głosem:
— Rejestruję autoryzowaną obecność gościa. Dzień dobry, Williamie.
— Za chwilę zdasz mi pełny raport — zażądała Delilah. — Chcę wiedzieć, co według twojej wiedzy wydarzyło się na mostku i na Blainercie w przeciągu ostatniej godziny. A na razie puść dla relaksu jakąś muzykę. Zdaję się na twój gust.
-
[Horror] Gruzy przeszłości
Krzysztof Komeda
O w mordę.
Pierwsza myśl była taka, że Farinelli poleciał po swoich i wrócił z posiłkami, bo dresiarze nie umieli honorowo przegrywać i zawsze wracali ze starszymi kolegami. Krzysiek poczuł przyjemny dreszcz. Ile razy marzył o tym by jak Jean-Cloude Van Damme w podłym barze kłaść na deski kolejnych twardzieli. Kiedy z Bochenkiem obejrzeli “Krwawy sport” postanowili, że zostaną kickbokserami i będą lać każdego frajera z podstawówki, który im podskoczy. Trenowali codziennie wykopy i półobroty, ale życie to nie film a ich wygibasy okazały się gówno warte i pierwszy lepszy szóstoklasista wybił im z głowy sztuki walki. Nie mówiąc już o cyganach, którzy parę lat później upokorzyli go na cmentarzu. Ale sytuacja się zmieniła, Krzysiek nie musiał mieć czarnego pasa by kopać draniom tyłki. Wystarczyło się tylko skupić i…
Usłyszał krzyk Pauliny.
To oni.
To oni.
I zrozumiał. To nie dresiarze. To porywacze. Porywacze Asi.
Przełknął ślinę. Tego się nie spodziewał. Stał jak kołek i przyglądał się dwóm łysym łbom. Wyglądali strasznie jak każdy blokers, ale to nie ortaliony wzbudziły w nim lęk, lecz ich nieludzkie ruchy. Jakby byli jakimiś robotami. Na oczach mieli ciemne okulary, choć słońce już dawno zaszło. Wtedy wydało mu się to nieistotne. Istotne było, czego od nich chcieli. Na kogo polowali? Czy przyszli po konkretną osobę? Obserwował ich przez chwilę, próbując coś wyczytać z tępych twarzy, ale okulary na oczach nie ułatwiały zadania. Zanim się zorientował Mikołaj już zniknął za drzwiami, za nim pobiegły dziewczyny. W końcu i on odwrócił się na pięcie i rzucił do ucieczki. Zatrzasnął za sobą drzwi, zamknął je na zasuwę.
Chciał krzyknąć do Alicji, żeby brała polaroida i robiła zdjęcia, ale nie krzyknął. Alicja stała przy oknie skupiona jakby szykowała się do ataku. Znał ten stan aż za dobrze, bo godzinę temu sam przeżył to samo.
Dobra. To on weźmie aparat. Zaczął się rozglądać po pokoju.
-
Krzyk PustkiBardzo dobrze zrobiłeś przenosząc akcję do kajuty. Nie wiem czy dam radę dziś odpisać, jak już to wieczorem, ale napiszę posta tak by William mógł odpowiedzieć.
-
Morphameron"Ostatni rozdział" najbardziej trafia w moje gusta i klimaty, wyjściowa sytuacja kojarzy mi się ze świetnym Until Dawn (gra, nie film) a sam klimat sesji to po trosze King i Riley Sager w polskim wydaniu. "Biała łuna" też intrygująca, choć i wymagająca, bo setting historyczny osadzony w Finlandii jest dość niszowy, przynajmniej dla mnie.
-
Krzyk PustkiDelilah Le Fey
Przegrała.
Zrozumiała to zanim skończyła swój monolog. Jej głos załamał się, zmienił brzmienie choć tylko ona to słyszała. Znała zasady retoryki, wiedziała jak kluczowa jest modulacja głosu, że słowa to tylko szkielet i nie jest ważne co się mówi tylko jak się mówi. A jednak w kluczowym momencie struny głosowe ją zdradziły. Aksamitny, spokojny ton zniknął, wkradły się emocje. Być może za bardzo uwierzyła w to, że chce pomóc Nadii Volkov. A może po raz pierwszy w życiu w jej umysł wkradł się pierwotny, niewykorzeniony treningami strach.
Delilah le Fey bała się wielu rzeczy. Jako dziesięciolatka bała się, że nie dostanie żetonu do automatu z przekąskami i pójdzie spać głodna bo przyłapano ją na niewiedzy. Jako dorosła kobieta bała się że straci kontrolę nad sytuacją i popełni błąd, który narazi firmę na straty. W jej sennych koszmarach dyrektor generalna Edina Lassare patrzyła na nią zza swojego biurka jak na jak na pomyłkę i bezwartościowy aktyw.
Aktyw.
Tym właśnie była agentka dlatego nigdy nie obawiała się o własne życie. Służyła większej sprawie niż ona sama. Skąd zatem się wziął ten lęk? Czy miał związek z tym co usłyszała w interkomie? Czy to te drapieżne syki i krzyki załogi doprowadziły jej głos do nerwowego drżenia? Nie potrafiła tego wyjaśnić. Pod skórą czuła jednak pulsujący dygot a na skórze kropelki potu, których zapach drogich perfum nie mógł zamaskować.
Spojrzała na Williama, próbując odczytać jego myśli. Czy też się bał? Czy był rozczarowany jej niemocą? Chyba wolała tego nie wiedzieć. Jej twarz pozostała maską z lodu.
— Nie ma co liczyć, że wejdziemy na mostek — odparła z absolutną pewnością. — I żeby była jasność. Wszystko co przed chwilą powiedziałam, to prawda. Od kiedy w ładowni rozległy się strzały działam na statku jako Niezależny Obserwator Zewnętrzny. O ile Hannigan pozwoli mi dożyć końca podróży, zamierzam złożyć raport. Wiem już wystarczająco wiele, ale wciąż za mało by zrozumieć dlaczego ryzykował życiem całej załogi i zniszczeniem statku. Purcell to jedyny ocalały więc kogo poszedł tam szukać? Czy może raczej czego? Tego muszę się dowiedzieć Williamie.
Gdy mówiła, głos znów miała pewny, ale czuła, że coś jest nie tak. Uniosła dłoń na wysokość oczu. Przez chwilę przyglądała się smukłym palcom. Dłoń pozostawała nieruchoma. Ani jednego widocznego drżenia, czy niekontrolowanego skurczu. Lakier paznokci lśnił idealnym blaskiem w świetle lamp awaryjnych. Lecz głęboko w tkankach czuła napięcie. Strach był chorobą, a ona nie mogła pozwolić, by zainfekował jej głowę. Żeby wykonać kolejny ruch, musiała odzyskać absolutną trzeźwość umysłu. Mogła użyć stymulantów, ale mogła też znieczulić się w znacznie bardziej prymitywny sposób.
Znów przeniosła wzrok na chłopaka.
Biscuit żaden sposób nie przypominał mężczyzn z programu Übermensch, z którymi się wychowywała. Nie miał w sobie szlachetnego blasku, jego ciało nie wyglądało jak renesansowa rzeźba, bliżej było mu do kundla niż dobermana. Ale kosmos nie odcisnął na nim jeszcze swojego piętna. Nie był tak odpychający jak Hannigan, Holt czy O’Collan ani tym bardziej odrażający jak Crowe czy Kalashikov. Był świeży, czysty i na swój sposób znośny dla oka.
— Stanie tutaj i czekanie aż pilotowi wyrosną gonady mija się z celem. Znam lepsze miejsca na spędzenia czasu.
Wskazała głową korytarz prowadzący z powrotem w głąb kombajnu.
— W mojej kajucie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Oczy załogi tam nie sięgają. Tylko ja decyduję kto wchodzi. Tam oczyścimy głowy i zastanowimy się co dalej. Chyba, że masz inną propozycję.
-
Format PBF - zalety (i ewentualne wady)Post wyświetlił mi się całkowitym przypadkiem i o ile nigdy nie byłem fanem gry online to jeszcze byłbym się w stanie przemóc żeby w takim systemie zagrać online ale głosowo z kamerkami. Format pisany według mnie zabija jedną z ważniejszych rzeczy w RPG czyli budowanie szczerych relacji pomiędzy bohaterami graczy, ale też BG a NPC.
Absolutnie się z tym nie zgadzam, że PBF zabija relacje między BG i NPC. Z mojego doświadczenia wynika, że jest wręcz przeciwnie. Prowadziłem sesje, gdzie gracze tak się zżyli z NPC-ami, że gotowi byli dla nich poświęcić własnego bohatera, śmierć postaci niezależnej potrafiła graczom złamać serce. Grałem w sesjach, gdzie mój bohater nawiązywał z innymi BG relacje, których moim zdaniem nie da się odegrać przy stole.
W dodatku w sesji na żywo nie ma sposobu by zbudować postać według własnych wyobrażeń, chyba, że jest się zawodowym aktorem, ale nawet to moim zdaniem nie wystarczy by oddać złożoność postaci. Słowo pisane ma tą przewagę, że można bawić się retrospekcją, dygresjami narracyjnymi, przemyśleniami wewnętrznymi postaci, które dodają głębi i klimatu. Przez pewien czas czułem zniechęcenie do PBF-ów ze wględu na tempo gry, próbowałem swoich sił w sesjach na żywo i przy stole i na mikrofonie, ale dynamika rozgrywki nie rekompentuje tego czego szukam w RPG.
W jednym autor posta ma rację. Łatwiej nawiązać graczom relacje przy stole, choć dzięki komunikatorom typu Discord nie jest to już taka przepaść jak kiedyś.
Podkreślam, szczerych, głównie dlatego, że RPG na żywo jest raczej improwizacją, nie masz zbyt dużo czasu by zastanowić się jak powinna zareagować postać, w formacie pisanym masz X godzin/dni/tygodni by zastanowić się nad kolejnym "krokiem" więc relacje, decyzje, w zasadzie wszystko może być trochę sztuczne i w pewien sposób sprawiać wrażenie wyreżyserowanego.
Z jednej strony improwizacja może być fajna, z drugiej poważna sesja może zamienić się w tragikomedię, bo gracz, który nie ma czasu na zastanowienie, może wymyślić absurdalną głupotę, która zabije klimat. Jeśli gra np. naukowcem lub profesją, która wymaga reaserchu nie jest w stanie na żywo zweryfikować pewnych faktów przez co jego bohater staje się wydmuszką skazaną na słabości gracza, który go prowadzi. Nawet zawodowy pisarz by wymyślić sensowne rozwiązanie musi posiedzieć nad czystą karką, by czytelnik uwierzył w jego postać. Większą pułapką w PBF jest wszechwiedza postaci i metagranie, bo czytając posty innych graczy, wiemy co im siedzi w głowie, co się dzieje w innych scenach, w których nasz bohater nie bierze udziału. W tym temacie mam akurat bardzo złe doświadczenia i to jest największa bolączka sesji pisanych.
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały -
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyChciałbym sprawdzić czy uwaga dresów-zombie jest skupiona na konkretnej osobie czy na wszystkich jednocześnie. Jaką umiejkę testować? Empatię czy Pojmowanie?
I drugie pytanie. Gdyby Krzysiek chciał przekazać telepatyczną wiadomość innym BG to jaka umiejka wchodzi w grę?
I jeszcze opcjonalnie: Gdyby Krzysiek chciał wejść w umysł jednego z zombie i przejąć nad nim kontrolę, by widzieć świat jego oczami i sterować nim jak władca marionetek to jaka umiejka?
-
21 dni Kwarantanny
Michał Owczarek
Michał wybudzał się powoli, chłonąc widok jej pieprzyków na nagiej skórze. Znał na pamięć, każdy jeden. Spała odwrócona do niego plecami a on leżał bez ruchu pozwalając, by resztki koszmaru ulotniły się jak poranna mgła. Koszmar był wyjątkowo paskudny i duszny. Pamiętał wieżowiec na Domaniewskiej, pamiętał ludzi uwięzionych w środku i pamiętał schowek.
Schowek a w nim...
Michał wzdrygnął się i zamknął oczy. To tylko sen. Pojebany sen, ale tylko sen. Nie ma żadnego wieżowca, nie ma schowka, nie ma ludzi w kombinezonach. Ola leży obok i nic z tego co zobaczył nigdy się nie wydarzyło. Przez parę godzin koszmaru przeżył życie pijaka, który stracił zawód, dobre imię, miłość życia a na końcu został zamknięty w szklanej pułapce w centrum miasta. Ale w końcu wrócił z tego piekła. Leżał w swojej sypialni, w miękkiej pościeli a nie na rozkładanej leżance w gabinecie na pietnastym piętrze. Za godzinę zadzwoni budzik, weźmie prysznic, zrobi śniadanie i pojedzie na Lindleya, gdzie do wieczora będzie pakował dzieciaki w gips, zszywał menelów i użerał z roszczeniowymi pacjentami. A gdy wieczorem wróci, ona już będzie czekać na niego z kolacją i uśmiechem, w którym zakochał się dwie dekady temu. Razem obejrzą coś na Netflixie a potem Michał zmyje z siebie trudy dnia i będą się kochać w ich sypialni. I gdy się obudzi następnego dnia, znów policzy wszystkie pieprzyki na jej plecach.
Ola obróciła się miękko na materacu. Spojrzała na niego, mrużąc oczy i uśmiechnęła się w ten słodki, leniwy sposób, który pamiętał z najszczęśliwszych lat ich życia. Uniosła się lekko na łokciu, zbliżając usta do jego warg, gotowa dać mu pierwszy poranny pocałunek na powitanie dnia.
Nagle znieruchomiała, jakby uderzył w nią prąd. Jej twarz w ułamku sekundy wykrzywił grymas strachu i wydała z siebie piskliwy wrzask, który wypełnił cały pokój.
— Co się stało? — chciał zapytać ale zamiast słów z jego krtani wydobyło się warknięcie. Michał zamarł. Skierował wzrok na swoje dłonie. Skóra była ziemista, ołowianoszara a pod jej powierzchnią wiły się czarne żyły. Na przedramieniu widniała głęboka, poszarpana rana po ludzkich zębach, z którego powoli sączyła się ropa.
Rana, która nie miała prawa się zagoić.
Michał zerwał się łapiąc powietrze jak po długim nurkowaniu, pot lał mu się z twarzy. Przerażony spojrzał na swoje ręce. Skóra była czysta, jasna, bez śladu czarnych żył czy ropiejącej rany.
Ale ulga trwała ledwie chwilę.
Rozejrzał się dookoła. Chociaż w środku panował półmrok od razu rozpoznał pomieszczenie. To nie była ich sypialnia lecz jeden z gabinetów na piętnastym piętrze. Wieżowiec na Domaniewskiej. Darpol. Kwarantanna. Wybudził się z jednego koszmaru tylko po to by znaleźć w kolejnym, z którego nie ma ucieczki.
Siedział bez ruchu na leżance, a obrazy z poprzedniej nocy wróciły nieproszone. Widział siną, szarą twarz Zbigniewa, widział ludzi Wójcik i skórzany kaganiec dociągany na jego kłapiącą szczękę, widział kajdanki wrzynające się w przeguby i obrzydliwy, gnijący ślad po zębach na przedramieniu.
To nie był sen. To działo się kilka korytarzy dalej.
Wziął do ręki telefon, sprawdził powiadomienia. Rodzice nie oddzwonili, Ola też. Wczoraj w nocy próbował wiele razy, ale albo linie były przeciążone, albo…z jakichś powodów nie mogli odebrać. Do Oli wysłał kilka smsów. Na żaden nie odpisała.***
Darpol chorował na złośliwy nowotwór w czwartym stadium.
Tak pomyślał Michał, kiedy zobaczył co się dzieje w lobby. Dla pacjenta w stadium terminalnym nie ma już ratunku. Zaczyna się od diagnozy, a potem jest beznadziejna próba leczenia. Ale przerzuty idą po całym organizmie, każdego dnia dochodzą nowe, coraz gorsze objawy. Na końcu tej drogi chorego zawsze czeka to samo.
Śmierć.
Ratownik widząc uzbrojone grupki nie miał wątpliwości. Muszą stąd uciekać. I to natychmiast. I nie chodziło wcale o Zbigniewa ani Józefa, ani ludzi, których pogryźli a ci pogryzą i zarażą następnych bo tak przecież rozprzestrzenia się to gówno. Chodziło o zdrowych mężczyzn i kobiety z zielonymi plakietkami, którym puszczą w końcu hamulce. Dzisiaj stoją z kijami od mopów, jutro zaczną się zabijać o ostatnią puszkę konserwy. Tak działa nowotwór w czwartym stadium. Każdego dnia jest tylko gorzej a na końcu czeka już tylko śmierć.
Słyszał, że Wójcik próbuje jeszcze ratować sytuację i wykłóca z policjantem. Możliwe, że pomylił się w jej ocenie, ale nie miało to już żadnego znaczenia. Nawet najlepszy lekarz nie jest w stanie wyleczyć nieuleczalnej choroby.
Poprawił swoją wysłużoną torbę ratownika i zwrócił do Wiktorii i Maksa. Faceta z papierosem widział pierwszy raz na oczy i nie wiedział czy można mu ufać, ale miał to w dupie.— Przebywanie w tym kurwidołku to wyrok, ale to już chyba wiecie sami. Nie chodzi tylko o Darpol. O całe miasto. Jak wirus się rozprzetrzeni na dobre, zablokują drogi i mosty, do tego na ulicach pełno będzie zarażonych. Nawet jeśli nas stąd sami wypuszczą za parę dni to i tak będzie za późno. Rząd w końcu zrobi to samo co Niemcy w czterdziestym czwartym bo to jedyny sposób by odciąć strefę zarażenia od reszty kraju. Musimy się stąd jak najszybciej wyrwać i to jeszcze dziś. Jakieś pomysły?
-
Krzyk Pustki@Davy-Knee Wydaje mi się, że przy remisie broniący się (czyli Davy) wygrywa, ale niech potwierdzi to MG.
-
Krzyk PustkiArthurFleck: Rzut na manipulację (7+3 kości stresu)
ArthurFleck: 10d6
ArthurFleck rolls 10d6 = 5 +1 +3 +3 +1 +1 +6 +4 +2 +1
ArthurFleck: Rzut na panikę
ArthurFleck rolls 1d6+3 = 2 + 3Jeden sukces, jedynka na kościach stresu, ale bez konsekwencji

-
21 dni Kwarantanny

꧁Wiktoria Wrońska ꧂ ꧁Michał Owczarek꧂
część druga
O Jezus Maria, o ja pierdolę.
Michał spojrzał na plany i od razu rozbolała go głowa. Dopiero mapa budynku uświadomiła mu ile miejsc muszą przeszukać by znaleźć zgubę. Przeklął w siebie w myślach, że w ogóle się na to zgodził. Zwłaszcza, że Wójcik nie miała mu nic do zaoferowania. Z tego wieżowca nie było ucieczki. Mogli jedynie czekać aż kwarantanna się skończy. Gdyby nie Wiktoria najpewniej odwróciłby się na pięcie i wrócił do holu. Niech sami sprzątają swój bałagan. Nie darowałby sobie jednak gdyby zostawił z blondynkę samą. Zaczęli to razem i skończą razem.
Czekał na odpowiedź faceta w berylach choć nie spodziewał się by ten naprowadził ich na konkretny trop. Ale jak to mówią, lepiej się miło zaskoczyć niż brzydko rozczarować.
— Ryszard. Na "Pana" to trzeba mieć czas i pieniądze, a my nie mamy żadnej z tych rzeczy. Zacząłbym od przeszukiwania mniejszych pomieszczeń. Łazienek, schowków, gabinetów, od najmniejszego do największego metrażu. Wbrew pozorom najbardziej intuicyjne jest schowanie się właśnie w takim miejscu, niż pod losowo wybranym biurkiem w Open Space. Oczywiście zakładając, że Zbigniew stwierdził, że chce się ukryć i "przeczekać". Równie dobrze mógł po prostu zasłabnąć w drodze, schować się w najbliższym pomieszczeniu i zamknąć za sobą drzwi.
Archiwista zaczął obracać ołówek w palcach jednej ręki, prezentując imponującą i bezużyteczną zdolność, najpewniej nabytą w latach szkolnych, lub podczas odbębniania dupo-godzin w Darpolu.
— Coś za coś, nikt nie rusza tyłka dla idei. O jak niebezpiecznej chorobie mówimy i czy jak znajdzie go ktoś przed wami, to czy ryzykujemy udupienie wszystkich w tym budynku? Wspomniałeś o ugryzieniu, no ale chyba mi nie powiesz, że jesteśmy na początku pieprzonej....
Zawahał się, dosłownie na moment, ale wystarczająco długi, żeby to było odczuwalne.
— ... Apokalipsy zombie?
— Nie do mnie te pytania — odparł dyplomatycznie ratownik i wskazał na dwóch sanitariuszy z zielonymi plakietkami, którzy im towarzyszyli. — Ja tu jestem tylko od sprzątania cudzych błędów. Pytaj tych panów jakie są procedury. A zombie? Z medycznego punktu widzenia żywe trupy to bzdura wyssana z palca, wymysł scenarzystów. Co innego wścieklizna. Być może zmutował jakiś nowy szczep, stąd ten cały popłoch.
— Myślę, że trochę za szybko przeskoczyliśmy od "nie wiemy, z czym mamy do czynienia" do "zombie". To, że coś przenosi się przez krew albo ślinę, nie jest niczym wyjątkowym. Zadrapanie przez kota też potrafi skończyć się zakażeniem, jeśli rana nie zostanie odpowiednio zabezpieczona. Sam sposób przenoszenia jeszcze o niczym nie przesądza.
Wiktoria nie dała dojść medykom do głosu. Obawiała się, że nie będą potrafili wybrnąć dyplomatycznie i tylko zasieją ziarno niepewności, a panika nie była im teraz potrzebna.
— Dopóki nie mamy dowodów, wolę trzymać się bardziej prawdopodobnych wyjaśnień niż scenariuszy z horrorów. To, że ktoś wspomniał o ugryzieniach, nie oznacza jeszcze, że mamy do czynienia z zombie. Choć rozumiem, że to brzmi przynajmniej ciekawie, a nie kolejny wirus do odhaczenia z listy tysiąca podobnych.
Wrońska wysiliła się na delikatny uśmiech, puszczając do Ryszarda niewidoczne oczko. W końcu gdyby ktoś powiedział coś o zombie, to mieliby o czym plotkować, a tak, to trochę bez rewelacji.
— Dopóki nie będziemy wiedzieli więcej, najlepiej trzymajcie drzwi zamknięte i otwierajcie je tylko osobom, co do których macie pewność, że wykonują obowiązki medyczne. Ostrożność nikomu jeszcze nie zaszkodziła.
— Są tylko dwie rzeczy, które po Kaszlu-19 są w stanie mnie zdziwić. Mianowicie benzyna poniżej czwórki, oraz podwyżka w Darpolu. Poza tym, nic. Cóż... Domyślacie się, że przez wzgląd na kwestię bezpieczeństwa i paranoi która się powoli w tym budynku rozwija, nikt nie będzie chciał nadstawiać karku na ochotnika. Więc... cóż, chyba przynajmniej dobrym planem mogę wam jakoś pomóc.
Archiwista znowu poprawił okulary na nosie i zaczął kreślić ołówkiem po planie.
— Open Space zostawiamy "na koniec" bo wczołganie się pod biurko na dużej otwarte przestrzeni przeczy zdrowemu rozsądkowi. Im mniejsze pomieszczenie, tym lepiej. Dlatego najpierw należy sprawdzić korytarze, łazienki, mniejsze biura, a dopiero potem te cholerne otwarte biura. Znając życie, najszybciej wasza zguba znajdzie się w jednym ze schowków na szczotki. Jeżeli jest chory, raczej nie będzie odstawiał cudów typu mission-impossible i chowanie się w wentylacji.
Przez kolejne kilka minut Ryszard odsłaniał przed nimi niuanse 15-stego piętra i odpowiadał na ewentualne pytania.
— To i tak za dużo miejsc — mruknął Michał. Przeniósł wzrok z mapy na Wiktorię — W tym całym HR nie profilujecie przypadkiem ludzi? Wczoraj nieźle nam poszło z turystami. Gdybyś skupiła się tylko na tym Zbyszku, przejrzała jego papiery, facebooka i inne podobne pierdoły może udałoby ci się rozkminić jak taki facet myśli?
Wiktoria przez chwilę milczała, wpatrując się w plan piętra. Palcem powoli przesuwała po kolejnych pomieszczeniach, jakby próbowała odtworzyć w głowie sposób myślenia Zbigniewa.
— Gdyby chciał po prostu odpocząć, zostałby z ludźmi. Gdyby spanikował, raczej nie wybrałby otwartej przestrzeni.
Przeniosła palec na niewielkie pomieszczenia rozsiane po planie.
— Szukałby miejsca, w którym nikt nie będzie go niepokoił. Cichego. Takiego, do którego rzadko się zagląda.
Na moment uniosła wzrok znad planu.
— Nie sądzę, żeby schował się w dużym biurze. Człowiek, który chce zniknąć, zwykle szuka miejsca, które daje poczucie bezpieczeństwa i prywatności, a nie takiego, w którym co chwilę ktoś może go zauważyć. Pracując w HR raczej zna ten budynek bardzo dobrze. Wie, które pomieszczenia stoją puste przez większość dnia i gdzie nikt nie zagląda bez powodu. Jeśli świadomie chciał zniknąć z oczu, wybrał właśnie jedno z takich miejsc. Być może nawet nie ma tego pomieszczenia na planie.
— Okey. To skupmy się na tych pomieszczeniach, do których rzadko ktoś zagląda — zgodził się Michał. Wyjaśnienia blondynki miały sens, on sam gdyby był w podobnej sytuacji pewnie szukałby miejsc, w których nikt nie będzie zawracać mu dupy.
Po karku przeszedł mu zimny dreszcz. Nagle i znienacka jakby gdzieś w podświadomości uruchomił się cichy alarm. Miewał już wcześniej złe przeczucia, ale prawie nigdy się nie sprawdzały. Nie przewidział, że krew, która puściła mu się z nosa w szóstej klasie to początek białaczki. A kiedy dwie dekady później przyszedł pijany na dyżur, instynkt go nie ostrzegł, że pacjent wyczuje wódę i zadzwoni na policję. Nie ostrzegł go też, że Ola spakuje walizki i go zostawi. Wszystkie koszmary na jawie które mu się kiedyś przydarzyły atakowały z zaskoczenia. Tym razem wyglądało to inaczej. Uczucie niepokoju było nieludzko namacalne, duszne i dławiące. Nagle pojawiła się przerażająca pewność, że gdy znajdą Zbyszka stanie się coś strasznego. Że ta kwarantanna, żołnierze przed budynkiem gotowi strzelać do uciekinierów to nie kaprys nadgorliwych urzędników, lecz coś czego ani Michał ani nikt w tym budynku nie jest w stanie objąć rozumem.
Popatrzył z powagą na dwóch mężczyzn, których do pomocy przydzieliła im Wójcik.
— Macie przy sobie jakąś broń? Jeśli ten facet jest faktycznie chory i ma... — urwał szukając odpowiedniego słowa — ...objawy przypominające wściekliznę nie zamierzam za was nadstawiać karku.
-
[Horror] Gruzy przeszłości
Krzysztof KomedaKrzysiek ściągnął słuchawki i choć dresiarze już dawno uciekli, wyraźnie słyszał przeciągły pisk. Pomyślał, że gdyby dresiarz poszedł na casting do drugiej części “Farinnelli-ostatni kastrat” wygrałby przesłuchanie w cuglach a może nawet zdobył potem Oskara. Uśmiechnął się, ale po chwili przypomniał sobie krew na spodniach i przestało go to śmieszyć. Nie chciał go okaleczyć tylko wyłączyć z walki a przy okazji dać nauczkę. Użył mocy, ale wciąż nie potrafił jej kontrolować. Mimochodem przetarł palcem nos. Sucho, żadnej krwi. W ustach nie pozostał metaliczny posmak i wyglądało na to, że jedyny rachunek za użycie mocy zapłaci tego wieczora przyszłe potomstwo Farinellego. Próbował się pocieszyć, że dziewczyny są całe i nikomu z ich paczki nic się nie stało, ale nie umiał. Zawsze, kiedy coś zmalował szedł do spowiedzi i po zmówieniu pokuty robiło mu się lżej na sercu. Ale teraz nie mógł skorzystać z konfesjonału. No bo co powie księdzu Romanowi? Że siłą umysłu wykręcił dresiarzowi jaja?
Zdjęcie z polaroida wyszło i wszyscy zbili się nad stołem. Krzysiek najpierw obejrzał własne czoło. Żadnych rogów, ta sama gęba co rano, tylko obrysowana poświatą jak u wszystkich pozostałych. Nikt nie był w negatywie.
Powinno mu ulżyć, a zamiast tego poczuł zawód. Gdyby świecił tak jak Asia, wiedzieliby chociaż, kto jest następny w kolejce do porwania. Krzysiek wciąż wierzył w swój plan na przynętę.— Nie ma wyjścia — zaczął ostrożnie. — Zdjęcie nic nie dało a nie możemy czekać w nieskończoność na nowe znaki. Asia musi być na zamku, a jeśli nawet trzymają ją gdzie indziej, to tam prowadzi trop. Proponuję iść tam jutro, w biały dzień bo w nocy to za duże ryzyko. Jak nas przydybają powiemy, że nasz pierdolnięty kolega zgubił na wycieczce z Wroną ciupagę i teraz za nią płacze. Albo się wymyśli inną ściemę. Przy robotnikach ten Niemiaszek i tak nam gówno zrobi.
Nie czekając na odpowiedź, spojrzał na Alicję.
— Sama widziałaś, jak Paulina skakała między nimi. A tamten darł się, bo wykręciłem mu wora chociaż nie dotknąłem go nawet palcem. — postukał palcem w zdjęcie, na którym Alicja emanowała poświatą — Ty też jesteś naznaczona Alka. Potrzebujemy cię, bo osobno nikt nas nic nie zdziała. Ale razem możemy wyciągnąć Aśkę a przy okazji spuścić Helmutowi wpierdol i... — uśmiechnął się niczym najprawdziwszy diabeł — pomścić naszych dziadków.