Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Arthur FleckA

Arthur Fleck

@Arthur Fleck
Informacje
Posty
83
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
1
Obserwowani
1

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    text alternatywny

    text alternatywny

    Mikołaj Pogorzelski & Krzysztof Komeda

    Krzysiek odprowadził Paulinę i resztę dziewczyn wzrokiem a potem spojrzał na Mikołaja.

    — Ty naprawdę wierzysz, że ona…

    Urwał w połowie, widząc jak kolega ociera dłonią krew w nosa. Wyglądał jakby sam za chwilę miał zemdleć.

    — Ej, co ci jest? — spytał niepewnie — Tylko nie mów, że tobie też zaraz odetnie prąd.

    Pogorzelski się zawahał. Bał się odwrócić, bał się odsłonić włosy opadające na twarz. Dręczony uporczywą myślą, że powodem porwania mogło być przecież przejawienie tendencji. Byli w niebezpieczeństwie. Miejscem niezwykłych dzieci jest cela w laboratorium. Łoża z pasami, strzykawki i węże. Węże pod skórą. Wolał udawać, że nic się nie wydarzyło. Żałował wypowiedzianych słów. Miał nadzieję, że szybko ulecą z pełnych emocji głów. Chciałby wierzyć, że wszystko to nic ponad.

    — Halucynacje — przekonywał do kłamstwa również siebie. — Nic, nic, sorry, wszystko gra.

    Poruszał się jak samochód, któremu zblokowano kierownice. Cegłą przygnieciono pedał gazu. W kierunku przepaści. Na autopilocie, aż zniknął w budynku szkoły.

    Krzysiek został sam na szkolnym placu. Klapnął na ławce, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała Paulina. Powiedzieć, że dzień zaczął się dziwnie to nic nie powiedzieć. Najpierw nieszczęsny rozpruty habit siostry Faustyny, potem apel dyrektorki, zaginiona Asia, mdlejąca Paulina i Mikołaj gadający od rzeczy. Ta puszczona krew z nosa to nie mógł być przypadek. Tak jak to, że Paulina lewitowała. Nie mógł temu zaprzeczyć, był świadkiem cudu. Albo opętania, nie potrafił rozstrzygnąć. Zresztą, czy to ważne? Jedna z jego koleżanek właśnie zaginęła. Jeszcze rok temu pewnie by poszedł na plebanię zamówić u księdza proboszcza intencję, ale z każdym dniem miał coraz mniej pewności czy Bóg faktycznie słucha modlitw. Nabierał za to przekonania, że wszystko co dobre i złe na tym świecie dzieje się w woli człowieka. Jeśli ktoś skrzywdził Asię, to z pewnością nie diabeł. I jeśli ktoś ją uratuje, to z pewnością nie Jezus.

    Wstał z ławki i z tą myślą ruszył w kierunku szkoły.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • 21 dni Kwarantanny
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Michał czuł się jak duch włóczący się bez celu po szklanym więzieniu. Sieć - jego jedyne okno na świat - milczała. Z uporem maniaka co chwilę odświeżał X-a i Wykop i choć serwisy były zbieraniną foliarzy i antyszczepionkowców o dziwo tym razem nie znalazł żadnego punktu zaczepienia, żadnych faktów ani nawet niepotwierdzonych plotek. Dowiedział się jedynie, że Darpol to nie jedyny budynek w stolicy, który został objęty kwarantanną a służby medyczne zostały postawione w stan najwyższej gotowości.

    W końcu odpalił Facebooka i to był błąd, kurewski błąd. Ekran wyświetlił mu to, czego bał się najbardziej. Ola z noworodkiem i jej uśmiechnięty mąż, trzymający ją w objęciach. Zdjęcie uderzyło go prosto w splot słoneczny i przypomniało, że jest już tylko wrakiem, bez żadnego powodu by trzymać się na powierzchni. Na odwyku przekonywali go, że najgorsze już za nim. Że ma dopiero trzydzieści osiem lat i wystarczająco dużo czasu, żeby poskładać ten burdel do kupy. Że każdy dzień w trzeźwości to czysta karta. Ale Michał wiedział, że to tylko naiwne pieprzenie dla ludzi, którzy potrzebują tanich pocieszeń. Pod skórą czuł, że nie ma dla niego ratunku i nie czeka go już nic dobrego. Bo wszystko co dobre zdążył już przeżyć a potem to zniszczyć. W głowie usłyszał melodię która będzie mu towarzyszyć już chyba do końca jego dni.

    Ta dziewczyna, którą miałem
    Chciała w życiu tylko mnie
    Teraz z innym jest na stałe
    Każdy kocha tak jak chce

    Na chwiejnych nogach pomaszerował prosto do męskiego kibla. Odkręcił kran i przechlapał twarz zimną wodą gapiąc się w lustrze na swoje zmęczone odbicie. Mózg nałogowca zaczął podrzucać mu pomysły. Gdzie w tym biurowcu dyrektorzy trzymają koniak? Na którym piętrze znajdzie piersiówkę w szufladzie biurka? Gdzieś tu musiał być alkohol. Gdziekolwiek. O ile wszystko byłoby prostsze gdyby się po prostu znieczulił, przestał się przejmować i zastanawiać. Niech inni się martwią, on nic nie jest winien światu.

    Przestań kurwa, przestań.

    Trzeźwy Michał przebił się przez żałosne podszepty pijaka. Uniósł pięść gotowy wymierzyć cios prosto w taflę lustra, z której gapiła się na niego udręczona dusza, Tantal umierający z pragnienia, uwięziony w piekle trzeźwości. Powstrzymał się w ostatniej chwili. Przetarł papierem mokrą twarz i wrócił na korytarz. Odświeżył X, potem Wykop, potem znów X. Na Facebooka zabrakło mu odwagi.

    Po czternastej usłyszał komunikat z radiowęzła i zjechał windą na dół. Lobby wyglądało jak mrowisko. Policjanci w maskach i rękawiczkach rozdawali z palet foliówki z jakimś gównianym prowiantem, a korposzczury ustawiali się w coraz dłuższym ogonku. Michał zmarszczył czoło. Zbijanie się w stado na tak małej przestrzeni, kiedy w budynku mógł krążyć nieznany patogen to samobójstwo. Wystarczyło jedno kaszlnięcie w tej kolejce, żeby cała ta prewencja straciła sens. Nie zamierzał do nich dołączać.

    Ruszył korytarzem w drugą stronę. Stał tam podświetlony automat z przekąskami. Medyk wsadził dłoń do kieszeni kurtki, szukając drobnych. Wygrzebał pognieciony paragon i dwie pięciozłotówki. Wrzucił monetę w wąską szczelinę i wcisnął przycisk z numerem przypisanym do Snickersa. Skoro o alkoholu mógł na razie zapomnieć to chociaż nafaszeruje się cukrem.

    Sprężyna za szybą drgnęła. Przesunęła batonik do przodu, ten zsunął się z krawędzi, ale zamiast wpaść do podajnika, zaklinował się między szybą a metalową półką.

    -Co jest kurwa?

    Uderzył otwartą dłonią w pleksiglas, ale baton ani drgnał. Już miał chwycić automat oburącz i nim szarpnąć kiedy nagle obok niego pojawiła się Wiktoria Wrońska.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    — Pani le Fey. Proszę się nie martwić. Jestem pewien, że to całe zamieszanie specjalnie czekało na tą chwile, żeby zepsuć pani kalendarz akurat dzisiaj. Bardzo nieprofesjonalne. Ale jak to mówicie w wielkim świecie - każdy problem to okazja. Ja z chęcią zostanę Pani okazją... Jestem do dyspozycji mademoiselle..

    Le Fey posłała pilotowi pełne litości spojrzenie, po którym każdy wrażliwy na swoim punkcie mężczyzna już do końca życia musiałby używać pompki do penisa lub chemicznych wspomagaczy na bazie sildenafilu. O’Connor, O'Callan czy jak się tam naprawdę nazywał ten człowiek wydawał się jednak z siebie tak zadowolony, że tego nie zarejestrował. Lub po prostu wyparł to dla własnej higieny psychicznej. Nie zamierzała w nim wchodzić w żadne dyskusje. Ludzi dzieliła na dwie kategorie. Takich z którymi można ubić interes i takich, którzy są tylko szumem. Bez słowa ruszyła w kierunku swojej kajuty i zanim weszła do środka pilot i jego zaczepki stały się tylko mglistym wspomnieniem.

    Go!

    Prywatna kwatera przydzielona przez Hannigana nie była szczytem luksusu, ale wegetowała już w gorszych miejscach. Nie zamierzała narzekać, w końcu to kombajn górniczy a nie statki turystyczne dynastii Weylandów. Gdy drzwi zasunęły się za nią z sykiem od razu zrzuciła z siebie kombinezon i weszła pod natrysk. Gorący strumień uderzył w lepkie, zimne ciało. Szorując skórę próbowała nie myśleć o tym co powiedział kapitan. Nie miała wpływu na procedury, była tylko gościem w cudzym królestwie. Ale czy zarząd Lassalle przyjmie jej tłumaczenia gdy nie doleci do Borodino na czas i ktoś sprzątnie jej kontrakt sprzed nosa? Całe życie trenowała swój umysł i ciało, żeby wyeliminować z równania przypadek. Bo w łańcuchu pokarmowym firmy nie istniało pojęcie siły wyższej ani pecha. Do głowy wtaczano jej logikę drapieżnika. To czy się pożywisz swoją ofiarą, zależy wyłącznie od włożonego wysiłku i nie ma okoliczności łagodzących dla nieudanego polowania. Jeśli coś pójdzie nie tak, to ty popełniłaś błąd. Na koniec dnia poszłaś spać głodna bo za mało przewidziałaś i dałaś się zaskoczyć. I jeśli nie przyniesiesz w zębach upolowanej zdobyczy, stajesz się dla stada zbędnym balastem. Pamiętała lekcje historii, pamiętała lekcje o starożytnej Sparcie i nie chciała być jednym z tych dzieci, porzuconych w górach Tejget.

    Nie odpuszczę - postanowiła.

    Skupiła się na prysznicu. Gorący strumień spłukał resztki żelu a jej skóra nabrała wreszcie zdrowego koloru. Z namaszczeniem jubilera polerującego najdroższy diament wtarła peeling w pośladki i sterczące piersi. Fizyczna perfekcja nie służyła zaspakajaniu potrzeb samców lecz była narzędziem do łamania ich woli. Najgroźniejsze węże żyjące kiedyś na Ziemi miały zachwycające, przyciągające wzrok ubarwienie. Usłyszała to kiedyś podczas jednej z lekcji i wzięła sobie do serca.

    W końcu zakręciła wodę i stanęła bosymi stopami na kratce śluzy. Z uchwytu ściągnęła recznik, bez pośpiechu wytarła z siebie resztki kropel a mokre włosy odrzuciła za plecy. Naga podeszła do ściennego schowka, ale nie wyciągnęła ręki do klawiatury. Zamiast tego pochyliła się i zjechała wzrokiem do dolnej szczeliny metalowych drzwiczek. Przezroczysty, wąski pasek taśmy wciąż tam był. Nakleiła go tuż przed tym zanim wsadzili ją do kriokomory. Byłaby skończoną idiotką, gdyby zostawiła swoje rzeczy bez zabezpieczenia wiedząc, że na pokładzie jest syntetyk Weyland-Yutani. Android mógł wyglądać jak dobroduszny i nieszkodliwy medyk, ale Delilah nie miała wątpliwości, że to przede wszystkim szpieg przemysłowy. Mogła się tylko domyślać jak wygląda jego źródłowy kod nadpisany algorytmami imitującymi empatię. Przejechała opuszkiem palca po krawędzi taśmy. Struktura nie była naderwana, nikt nie majstrował przy zamku. Wyprostowała się, wklepała w panel kod i wcisnęła zatwierdzenie. Metalowe drzwiczki otworzyły się z głuchym kliknięciem. Wyciągnęła swój bagaż na zewnątrz, po czym rozpięła zamek i otworzyła kuferek z kosmetykami.

    Przez następne kilkanaście minut próbowała doprowadzić ciało do wymaganej perfekcji. W uda, piersi, ramiona i brzuch wtarła balsam nawilżający a następnie sięgnęła po flakonik z płynnym rozświetlaczem. Rozprowadziła złocistą maź w zagłębieniu dekoltu i skóra natychmiast nabrała wilgotnego połysku. Wyglądała teraz jakby przed chwilą skończyła intensywny trening. Na koniec spryskała kark i obojczyk chłodną mgiełką, pozwalając, by słodki zapach osiadł na niej jak sieć utkana przez samicę czarnej wdowy. Czarny stanik zapięła z przodu a na pośladki wciągnęła figi w tym samym kolorze. Mokre włosy zebrała na karku i spięła ciasno gumką. Na odprawę z bandą kosmicznych roboli nie potrzebowała garnituru więc postawiła na wygodę. Wcisnęła się w luźne materiałowe spodnie a przez głowę przeciągnęła biały podkoszulek na ramiączkach. Na stopy założyła białe tenisówki. Była gotowa.

    text alternatywny

    Zanim wyszła z kajuty sięgnęła po żeton, który leżał samotnie na dnie schowka. Spojrzała na poprzecierany metal a w jej głowie od razu rozległ się głos Nauczyciela.

    Nie zasłużyłaś na nagrodę Delilah. Nie zasłużyłaś dziś na przekąskę.

    Schowała pieniążek do kieszeni spodni i choć ważył nie więcej niż parę gramów czuła jego ciężar.

    Czuła go przez całe życie.

    ***

    Do mesy dotarła kilka minut przed czasem. Czekał już tam Marcus Holt.

    Spojrzała na parujący przed nią kubek z brązową cieszą i odsunęła go od siebie palcem wskazującym. Zupełnie nie rozumiała rytuału picia kawy. Zdrowy człowiek nie potrzebuje stymulantów by dojść do siebie, nawet po miesiącach spędzonych w lodówce. To było jedno wielkie zbiorowe, urojenie i nie zamierzała w tym uczestniczyć. Zignorowała uwagę o ciszy. Zamiast tego jej wzrok zjechał na ciężki karabin szturmowy, z którym ochroniarz najwyraźniej nigdy się nie rozstawał.

    -Spodziewa się pan kłopotów, panie Holt? - zapytała. - Czy to jakaś demonstracja i chce pan pokazać, kto na tym statku ma największy karabin?

    Zlustrowała go od góry do dołu. Wyniszczona, stara twarz, szrama na skroni. znoszony kombinezon. Typowy wrak z rubieży, mężczyzna, który dawno przekroczył swój termin przydatności. Delilah jednak gdzieś pod skórą czuła, że tym razem jest w błędzie. Ten człowiek wydawał się dbać o broń z obsesja psychopaty. To był profesjonalista. Ktoś kto mógł okazać się całkiem użytecznym aktywem.

    -A co do górników, zgadzam się. Pilnowanie tej hołoty to dość uciążliwe zajęcie. Nie rozważał pan nigdy bardziej kameralnej pracy? W przyjemniejszych warunkach? - zaakcentowała, nie spuszczając z niego wzroku. - Na przykład jako osobisty ochroniarz?

    W korytarzu rozległy się kroki. Do mesy zaczęli schodzić się kolejni wybudzeni załoganci.

    -Gdyby szukał pan nowych wyzwań, wie pan gdzie mnie znaleźć - dokończyła, na razie ucinając temat.

    ***

    Wysłuchała przemowy Hannigana zachowując kamienny wyraz twarzy. Gdy na wstępie usłyszała, że sygnał S.O.S jest autentyczny jej dłoń odruchowo powędrowała do kieszeni spodni. Wyczuła pod palcami zimny metal, ale nie przyniósł ukojenia. Było źle, było fatalnie a każdy kolejny komunikat sprawiał, że przechodziła przez nią fala złości. Widziała, jak Hannigan próbuje traktować ją jak powietrze, jak unika kontaktu wzrokowego. Zachowywał się niczym dziecko, które myśli, że jak zakryje oczy potwór czający się w mroku go nie zauważy. Mógł się znać na zarządzaniu kosmicznym złomem, ale nie miał pojęcia jak przebiega szkolenie takich jednostek jak ona. Uczono ją jak prowokować zbrojne zamieszki na koloniach i inspirować wielomiesięczne strajki górników a wszystko to w białych rękawiczkach. Nie zamierzała marnować swojego cennego czasu za bzdurne procedury. Czas skończyć ten cyrk.

    -Jedno pytanie, kapitanie. - uśmiechnęła się fałszywie, z pełną premedytacją znaczenia tego uśmiechu przeznaczonego specjalnie dla uciążliwego oficera. - Czy polisa ubezpieczeniowa tego statku, za którą płaci Kelland Mining, obejmuje dokowanie wojskowego transportowca o nieznanym statusie skażenia radiacyjnego? Prawo nakazuje udzielenie pomocy jednostce, ale nie kosztem życia własnej załogi i pasażerów, za których wziął pan osobistą odpowiedzialność. Nie chcę sytuacji w której ta maszyna - wskazała z niemal jawną niechęcią na syntetyka - będzie w nas pakować morfinę, gdy zaczniemy tracić włosy i wymiotować własnymi narządami.

    Zamilkła na moment, dając czas by makabryczna wizja popromiennej choroby zadziałała na wyobraźnię zgromadzonych wokół niej ludzi. Oparła dłonie o blat stołu i pochyliła w stronę Hanningana, zmuszając go do kontaktu wzrokowego.

    -Słusznie pan zauważył, że nie możemy wykluczyć aktu piractwa. Więc proszę dokładnie to wpisać w oficjalny raport. Zgłoszenie uzasadnionego podejrzenia pułapki zwalnia pana z obowiązku podążania za sygnałem S.O.S. Kelland Mining obchodzi wyłącznie ten statek i jego ładunek. Nikt w zarządzie nie będzie miał do pana pretensji że nie zaryzykował pan ich sprzętu. Wręcz przeciwnie, jeszcze podziękują panu za ochronę ich własności. Dopilnuję by tak się stało gdy już dolecimy do Borodino.

    Rozgrywka

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Nami napisał:

    @JohnyTRS napisał:

    Albo dzielicie na posty, albo ktoś z was rzuca to jako jeden post, grupowo - wtedy reszta już nie musi pisać sowich postów.

    dlatego ja pytam chłopaków o to 😆

    Nami, jeśli o mnie chodzi możesz wrzucić post w całości.

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • 21 dni Kwarantanny
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    text alternatywny

    Michał Owczarek

    Michał przywitał się krótkim skinieniem głowy i rozejrzał po pomieszczeniu. Spodziewał się profesjonalnej sterowni a władował się do graciarni, przy której nawet jego zasyfione mieszkanie wyglądało jak sala operacyjna. Jego uwagę od razu przyciągnęła piramida brudnych kubków ułożonych na biurku. Szanse na to, że w tym chlewie znajdzie się choć jedno wyparzone naczynie, oceniał na zerowe, ale potrzebował kofeiny. A właściwie to wódy, ale Wójcik i jego koledzy pewnie nie odważyliby się przy Wrońskiej zaoferować obcemu rozchodniaczka. Nie mówiąc o tym, że w tyłku wciąż miał wszywkę.

    – Czarną poproszę – rzucił sucho.

    Kierownik ewidentnie miał ochotę na słowne potyczki z blondynką, ale Michał nie zamierzał w tym uczestniczyć. Potrzebował informacji z zewnątrz. Wycofał się pod drzwi i wyciągnął komórkę. Wybrał numer Zbyszka.

    Po paru sygnałach kolega z karetki w końcu odebrał.

    – Zbychu, co tam się dzieje? – Owczarek nie bawił się w uprzejmości i od razu przeszedł do pytań. – Dlaczego odcięli budynek?

    – A tego to ja nie wiem. Pół godziny temu zjechała się nagle kawaleria. Nie pozwolili mi wejść. Powiedzieli, że jest jakaś kwarantanna.

    – A ty gdzieś jesteś?

    – Dyspozytor kazał mi zjechać na bazę. Szpitale mają być w pogotowiu, tyle wiem. Aha. Jak się skończy kwarantanna masz się zgłosić na służbę.

    Owczarek wycedził ciche przekleństwo.

    – Co?

    – Nic. Jak się dowiesz czegoś więcej daj mi znać.

    – Jasne. Uważaj tam na siebie.

    Ratownik się rozłączył. Nie wydawał się zbytnio przejęty ani podekscytowany tym, że w ciągu kilku minut służby nagle odcięły budynek pełen setek ludzi.

    Jakby takie rzeczy działy się codziennie, kurwa.

    Sprawdził stan baterii i schował telefon do kieszeni. Odpuść. Zostaw to. Tak mu powtarzał terapeuta z ośrodka. Tłumaczył mu, że chlanie, ten cały pijacki ciąg to efekt uboczny brania na siebie zbyt dużej odpowiedzialności. Że zgubiła go potrzeba pełnej kontroli. Nazwał to kompleksem Boga. Michał wiedział, że mądrala w sweterku ma rację. Przesadzał. Próbował nosić na barkach cały oddział ratunkowy, nakładał na siebie rzeczy, których żaden człowiek by nie udźwignął, a potem musiał zalać to wódą by w ogóle zasnąć. Od miesięcy uczył się odpuszczać, mieć wyjebane na rzeczy, na które nie miał żadnego wpływu. Trenował znieczulicę na sucho, bez procentów. Tylko jak miał odpuścić teraz, kiedy zamknięto go w epicentrum strefy zero? Gdyby to był tylko kolejny szczep covidu albo innego grypopodobnego gówna, nikt by nie zadawał sobie trudu, by nagle odcinać cały wieżowiec. Kiedyś rozmawiał z kolegą z roku, który od razu po stażu zrobił specjalizację z zakaźnego i wyjechał do Konga. Krzychu potrafił zepsuć każde piwo opowieściami o Eboli i Marburgu. Opisywał pacjentów rzygających czarną krwią, ludzi, których narządy wewnętrzne rozpuszczały się i wyciekały każdym otworem ciała. „Misiek, przy tym, co tam siedzi w dżungli, ta nasza pandemia to niewinna igraszka” - mawiał między jednym a drugim kielichem. Jeśli sanepid i gliny ich zamknęli w piętnaście minut, nie bawiąc się w żadne ostrzeżenia, to nie szukali tu nikogo z dusznością. Bali się czegoś innego.

    I ta myśl nie dawała mu spokoju.

    Rozgrywka

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Krzysiek na razie nie zakłada, że ma jakieś super-moce, więc jak znowu kogoś rozbierze wzrokiem, to tylko przypadadkiem, z woli naszego Mistrza Gry 🙂

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Delilah le Fey

    Kapitan musiał wyczuć zbliżający się sztorm bo zanim zdążyła otworzyć usta by przypomnieć mu o dotrzymywaniu umów i terminów wygłosił krótki komunikat. I nie spodobało jej się to co usłyszała. Wiedziała co oznacza sygnał S.O.S, jakie są procedury gdy statek odbierze wezwanie od jakiegoś rdzewiejącego złomu. Tutaj kończyła się jej dźwignia. Prawo kosmiczne miało w poważaniu jej harmonogram.

    Wydęła usta i z irytacją zdmuchnęła z czoła niewidzialny kosmyk włosów. Nie zamierzała pastwić się nad tym człowiekiem przed resztą załogi, ale nie mogła też tak po prostu odpuścić.

    -Każda godzina opóźnienia zostanie odliczona od pańskiej premii kapitanie - przypomniała po czym odwróciła się, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.

    -Proszę się streszczać - rzuciła jeszcze na odchodne.

    Miała dokładnie trzydzieści minut, pół godziny, by zdrapać z siebie lepki brud i zamienić ciało w naostrzony skalpel. Ruszyła w kierunku śluzy sanitarnej, obiecując, że jeśli nie dotrze do Borodino na czas wystawi im za to słony rachunek.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Delilah Le Fey

    text alternatywny

    Zwymiotuję.

    To była jej pierwsza myśl po tym jak kabina kriokomory się otworzyła a ona zaczęła odzyskiwać świadomość. Zacisnęła szczękę jakby to mogło powstrzymać zbuntowany żołądek. Nienawidziła siebie za tą słabość. Za każdym razem gdy kładła się do lodówki wierzyła, że zniesie podróż lepiej niż inni pasażerowie, że wystarczy żelazna dyscyplina i stalowa wola by podporządkować sobie ciało. Ale zawsze działo się to samo. Koniec końców, okazywała się zwyczajnym, ułomnym człowiekiem pełnym obrzydliwych płynów próbujących wydostać się na zewnątrz.

    Przez chwilę jeszcze leżała jak mumia zapakowana w sterylny i nieskazitelnie czysty kombinezon. Walczyła z torsjami. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Oddychała przez nos bo nie miała odwagi otworzyć ust. Wyczuwała ruch w koło, statek budził się z długiego snu a to oznaczało jedno. Borodino. Dotarli w końcu na miejsce.

    Gdy nudności ustąpiły podniosła się do pozycji siedzącej. Teraz wyraźnie widziała współpasażerów, głównie członków załogi. Większość z nich wyglądała jak wraki, nawet jeśli im się wydawało, że są w szczycie ludzkiej formy. Młodość spędziła w otoczeniu chłopców i mężczyzn, którzy przypominali renesansowe rzeźby a jeszcze lepiej prezentowali się w firmowych garniturach. Ci tutaj najlepsze lata mieli już dawno za sobą o ile w ogóle były jakieś lata godne choć jednej wzmianki.

    W końcu opuściła stopy przez krawędź sarkofagu, ale kolana natychmiast się pod nią ugięły. Wcześniej zatrzymała falę wymiocin, ale sztuczna grawitacja i drętwiejące nogi zrobiły swoje. Poleciała do przodu jak wór mięsa i wylądowała na czworakach.

    Słaba.

    Żałosna.

    Wstawaj.

    Nie czekała aż ktoś wyciągnie do niej dłoń, nie zniosłaby takiego upokorzenia. Dźwignęła się z podłogi jednym, płynnym ruchem ignorując popsuty błędnik i ból w kończynach. W jednej chwili wyprostowała się jak struna a zimna maska wjechała na twarz szybciej, niż sztuczna grawitacja zdążyła ją na powrót przygnieść do ziemi.

    Znowu mogła patrzeć na świat z góry.

    Zimna skóra pod uniformem lepiła się od potu. Kolejna wstrętna wydzielina, kolejny dowód jak słabymi i niedoskonałymi istotami są homo sapiens. Nawet tacy jak ona. Musiała zmyć z siebie brud, doprowadzić swoje ciało do stanu najwyższej używalności. Sprawić by zarządcy z Borodino wyli jak wygłodniałe psy na widok suki i złożyli każdy podpis o jaki poprosi. W schowku kajuty już czekały na nią precyzyjnie dobrane rekwizyty, narzędzia jej pracy. Jedwabne czarne paski ledwo udające bieliznę, karmazynowa szminka, flakon najdroższych perfum. Najpierw jednak musiała zmyć z siebie długie miesiące leżenia w lodowej trumnie.

    Udało jej się przejść parę kroków w stronę śluzy sanitarnej gdy go zobaczyła. Rozmawiał z kapitanem statku. Wysoki, ciemnowłosy. Doskonały. Przystojna twarz, ale pozbawiona męskiej drapieżności, zaprojektowana przez inżynierów tak by wzbudzać zaufanie. Gdy po raz pierwszy go spotkała wchodząc na pokład nie kojarzyła rysów. Musiał być syntetykiem nowej generacji. Tak zaawansowane humanoidy budowała tylko jedna firma.

    Wymawiała jej nazwę z takim samym obrzydzeniem, z jakim wypluwa się zepsute mięso. Jej niebieskie źrenice, wymierzone w maszynę pokryły się lodem i osiągnęły temperaturę zera absolutnego. Syntetyki mogły służyć jako załoganci u niezależnych armatorów, ale miały tylko jednego pana. Wszystko co zarejestrują ich czarne skrzynki prędzej czy później trafi biurka ludzi, z którymi rywalizowała każdego dnia by wyszarpać dla swoich mocodawców kolejny kawałek kosmicznej skały.

    Android i kapitan kontynuowali rozmowę. Przez jedno uderzenie serca Delilah poczuła irracjonalny niepokój. Miała wrażenie, że przez twarz Hannigana przeszedł jakiś cień. Zignorowała to jednak i ruszyła w stronę natrysków.

    Nie zdążyła tam jednak dotrzeć bo nagle jej wzrok zatrzymał się na jednej z kapsuł. Spojrzała na datę na wyświetlaczu monitora diagnostycznego i cała krew odpłynęła z jej nieskazitelnej twarzy. Wcześniej to przeoczyła, ale teraz widziała wyraźnie ciąg cyfer.

    15.08.2183

    I zrozumiała.

    Nie jesteśmy w układzie Borodino.

    To za wcześnie.

    Wyciągnęli nas z lodówek za wcześnie.

    Pewnie by rzuciła soczystą kurwą, gdyby zamiast retorycznych popisów i korporacyjnej nowomowy ktoś poświęcił czas by nauczyć ją przeklinać. Nie nauczył. Ale rosło w niej uczucie, które każdy bywalec szemranych kantyn i burdeli bez problemu rozpoznałby jako wkurw. Bardziej od syntetyków Wayland Yutani nienawidziła tylko niespodzianek, które wpływały na jej harmonogram wyliczony co do sekundy w zegarze atomowym statku.

    Lepiej, żeby Hanningan miał dobre wytłumaczenie.

    Pewnym krokiem ruszyła w kierunku kapitana.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @ketharian a dopuszczasz możliwość by w przypadku jakiejś interakcji między naszymi BG pojawiło się w kolejce więcej niż jeden post? Przy takiej liczbie postaci będzie raczej dużo dynamiki i dialogów.

    Komentarze

  • AI w językowej służbie MG
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Kiedyś zrobiłem sobie eksperyment myślowy czy przeczytałbym książkę współtworzoną przez AI. Pierwsza myśl była taka, że nigdy w życiu. Ale potem zdałem sobie sprawę, że gdyby sędziwy George R.R Martin posiłkował się sztuczną inteligencją by dokończyć moją ukochaną “Pieśń Lodu i Ognia” kupiłbym “Wichry Zimy” i “Sen o wiośnie” bez zastanowienia. Ponieważ wiem, że Martin mający obsesję na punkcie doskonałości, potrafiący kasować całe rozdziały byłby odpowiedzialny za każde słowo w tej książce a AI to tylko narzędzie. Za jakość tego co wychodzi z AI odpowiada autor więc jeśli puści w obieg śmieci to jest jego wina, jego wstyd. Sprawa Tokarczuk została rozdmuchana do granic absurdu, bo ludzie jej zarzucają, że pisze za nią maszyna, gdzie z jej słów wynika, że używa jej do burzy mózgów. Tu akurat AI jest przydatnym narzędziem, bo choć w większości przypadków wypluwa z siebie generyczne, pozbawione sensu i logiki śmieci to potrafi dać iskrę, zapalnik, jakąś myśl, którą można rozwinąć po swojemu. I tak sobie właśnie wyobrażam korzystanie z tych narzędzi. Całkowite oddanie sterów algorytmowi bez żadnego zastanowienia to jest samobójstwo. Dlatego nie wyobrażam sobie sytuacji w której MG jest tylko awatarem na forum a sesję prowadzi za niego sztuczna inteligencja, ale to chyba rozważania w kategorii science-fiction i nikt normalny by czegoś takiego nie zrobił. Chyba że w formie otwartego eksperymentu, by sprawdzić jak model językowy poradzi sobie w roli prowadzącego a gracze wiedzą, że grają z maszyną.

    Nie mam żadnego problemu z tym, że MG używa AI o ile dostanę, autorską jakościową sesję, w którą się wciągnę. Dla mnie najważniejszy jest ostateczny rezultat. Rolltelling to nie jest oficyna wydawnicza tylko miejsce do wspólnej zabawy. Moja ściana na X jest teraz zalana histerycznymi postami o Tokarczuk i teraz widzę jak stygmatyzujące jest korzystanie z AI więc nie chciałbym sytuacji w której użytkownicy w tym miejscu są dzieleni na tych prawilnych i mniej prawilnych, że sesja “free-AI” z definicji jest lepsza.

    Dla mnie Rolltelling to np. jedyne miejsce dzięki któremu mogę efektywnie korzystać z generatorów obrazów. Do tej pory takie zabawki nie były mi do niczego potrzebne, ale w RPG to spełnienie mokrych snów człowieka, który godzinami przekopywał pinterest w poszukiwaniu doskonałej ilustracji albo awatara. Już nie prowadzę sesjj, ale mogę sobie wyobrazić jakie rzeczy bym tworzył by bardziej przyklimacić i dodać sesji sznytu. Niektóre narzędzia AI to szwedzki stół dla kreatywności. W MG, który dostarczy w rekrutacji jakościowy trailer filmowy albo w Suno stworzy dla trubadura w sesji wpadającą w ucho balladę kamieniami rzucać nie zamierzam. Wręcz przeciwnie.

    Ta technologia zostanie już z nami tak jak internet, więc ja nie widzę sensu jej demonizować. Bardziej od tego czy ludzie używają AI do grania w erpgegi martwiłbym się czy za jakiś czas w ogóle będą mogli korzystać z tych narzędzi na równych prawach. Bo za chwilę może się okazać, że stać na to tylko duże firmy i korporacje a my znajdziemy się nagle w cyberpunkowej dystopii gdzie biedni są jeszcze biedniejsi, bogaci jeszcze bogatsi a technologia przyszłości to przywilej dla nielicznych.

    Dyskusje RPG

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Ja na razie też nie skorzystam.

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • 21 dni Kwarantanny
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    text alternatywny

    fb8f263d-7a72-44cc-a89b-aef739de3003-image.png

    Karol Wysocki & Michał Owczarek

    Karol spojrzał na Michała z lekkim zaskoczeniem. Większość ludzi wokół panikowała albo gapiła się w telefony, a ten od razu zadawał konkretne pytania. Karol odruchowo zerknął w stronę sufitu, jakby próbował zobaczyć instalację przez beton i płyty karton-gipsowe.

    – Zależy od sekcji budynku. – odpowiedział cicho. – Część pięter ma własny obieg, ale główna centrala jest wspólna dla większości biur.

    Zmarszczył lekko brwi.

    – Czemu pytasz?

    – Bo sanepid nie zamyka biurowca w dziesięć minut z powodu sraczki na drugim piętrze – odparł Michał bez bawienia się w uprzejmości.

    Nie miał czasu ani siły na owijanie w bawełnę, a korporacyjny bełkot go drażnił. W tym pierdolniku pełnym spanikowanych garniturów, ten facet w roboczym uniformie wydawał się w tej chwili najbardziej użytecznym człowiekiem na całym parterze.

    – Chcę wiedzieć, na czym stoimy – dodał. – Jeśli mamy tu jakiś zaraźliwy patogen, może się roznosić wentylacją po całym budynku

    Karol przez chwilę patrzył na Michała w milczeniu. Nie dlatego, że nie miał odpowiedzi po prostu próbował poukładać sobie w głowie fakt, że ratownik mówił dokładnie to samo, o czym sam zaczął myśleć kilka minut wcześniej. W końcu powoli skinął głową.

    – No… właśnie dlatego też mi się to wszystko nie podoba. – mruknął.

    Odruchowo zerknął w stronę wejścia, gdzie policjanci dalej oklejali szyby taśmami, jakby szykowali budynek na oblężenie, a nie „procedurę bezpieczeństwa”.

    – Centrala wentylacyjna siedzi wyżej. Powietrze idzie wspólnymi pionami między piętrami. Są przepustnice i sekcje odcinające, ale… – urwał na moment. – …jeśli coś już poszło w obieg, to mogło się rozleźć po połowie budynku zanim ktokolwiek wcisnął alarm.

    Karol mówił spokojnie, ale coraz wyraźniej było widać, że zaczyna analizować sytuację na serio. Zmęczone spojrzenie technika powoli ustępowało temu bardziej chłodnemu, praktycznemu skupieniu.

    – Mogę dostać się do technicznych i sprawdzić, co tam właściwie odcięli. Albo czego nie odcięli. – dodał ciszej. – Problem w tym, że jeśli oni naprawdę boją się zakażenia… to prędzej zamkną cały budynek niż pozwolą komuś grzebać przy systemie. Mam pomysł…może ta blondyna co przemawiała wcześniej nam pomoże się dostać do technicznego.

    – A skoro tu siedzimy razem mów mi Karol

    Michał słysząc propozycję Karola zmarszczył czoło. Znał ten typ ludzi aż za dobrze, choć w innym życiu, dawno temu. W szpitalach takie wyprasowane blondynki siedziały w administracji. Nigdy nie ubrudziły sobie rąk krwią, za to świetnie recytowały procedury zza biurka, uśmiechając się gładko gdy kazały ci pisać trzy strony wyjaśnień dla NFZ, dlaczego zużyłeś o jedną ampułkę leku za dużo na ratowanie jakiegoś dzieciaka.

    – Wątpię, by pomogła – odparł szczerze. – Na moje tacy jak ona chronią tylko dupę dyrekcji. Dla niej jesteśmy po prostu problemem, który trzeba uciszyć korporacyjną gadką.

    Poprawił pasek ciężkiej torby wbijający się w obojczyk.

    – Ale w sumie co szkodzi spróbować, no nie? Ja jestem Michał.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Imię i nazwisko: Delilah le Fey
    Wiek: 24 lata
    Profesja: przedstawicielka korporacji

    text alternatywny

    Załoga i inni pasażerowie zauważyli ją po raz pierwszy jeszcze w terminalu transportowym w Gliese. Delilah to chłodna, uderzająco atrakcyjna blondynka po dwudziestce, o ostrych, symetrycznych rysach twarzy i nieskazitelnej cerze. Jej włosy są ciasno spięte na karku. Nosi się elegancko, w korporacyjno biznesowym sznycie. Schludny wygląd to jej wizytówka.

    Figuruje na liście pasażerów jako starszy negocjator z ramienia Lasalle Bionational. Jej celem w układzie Borodino jest sfinalizowanie potężnego kontraktu na bezpośrednie dostawy wysokokalorycznej, modyfikowanej genetycznie żywności dla tysięcy górników Kelland Mining. Delilah ma za zadanie osobiście domknąć warunki finansowe na miejscu i przypieczętować umowę z lokalnym zarządem.

    Podczas załadunku i wstępnych przygotowań do lotu zachowuje ścisły dystans wobec reszty załogi. Z nikim nie wchodzi w niepotrzebne interakcje. Odzywa się tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne.

    Nie kryje, że USCSS Kardashian nie jest jej pierwszym wyborem na środek transportu. Zależało jej jednak na natychmiastowym dotarciu do Borodino, a to był jedyny okręt z terminem wylotu pasującym do jej harmonogramu. Nie narzeka jednak głośno na standardy. Znosi wszystkie utrudniania z obojętną powściągliwością.

    Od momentu wejścia na pokład co bardziej spostrzegawczy członkowie załogi mogli dostrzec, że czasami obraca w palcach niewielki, okrągły przedmiot przypominający żeton do automatów z przekąskami.

    Materiały

  • 21 dni Kwarantanny
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    token_1.png
    Michał Owczarek

    Michał siedział na fotelu pasażera z nogami wyciągniętymi pod deskę rozdzielczą, jedną ręką trzymał hot-doga, drugą papierowy kubek z kawą, która zdążyła wystygnąć, zanim zdążył upić połowę. Wpatrywał się przez szybę karetki w dystrybutory Orlenu. Bułka, którą mieli w ustach, smakowała jak papier. Nie czuł głodu. Nie czuł właściwie niczego poza tępym uciskiem w skroniach. Obok niego rozwalił się Zbyszek. Przeżuwał głośno, rzucając w międzyczasie kurwami na wczorajszą, dziurawą obronę Legii. W końcu przetarł usta wierzchem dłoni. Michał od razu wyczuł jego spojrzenie.

    – W ogóle spałeś coś dzisiaj doktorku? Wyglądasz, jakby cię właśnie wykopali z grobu.

    Michał wbił wzrok dystrybutor za szybą. Sen. Dobre sobie. Od wczorajszego wieczora przed oczami miał tylko jeden obraz. O dwudziestej trzeciej Ola wrzuciła zdjęcie z porodówki. Leżała zmęczona w łóżku porodowym, włosy miała sklejone potem, ale uśmiechała się uśmiechem, który Michał znał na pamięć od dwudziestu czterech lat. Na piersi trzymała dziecko, dziewczynkę. Imienia nie podała, a może podała, ale nie przeczytał, bo ekran zrobił się nagle nieostry. Gapił się w niego, dopóki telefon nie zgasł. Potem zamknął się w łazience. Stanął przed umywalką uwaloną pastą do zębów z nożykiem do tapet w łapie. Chciał wygrzebać z pośladka wszywkę, ten mały, pieprzony kaganiec. Do baru „U Zośki” miał zaledwie pięć minut z buta. Upragnione znieczulenie blokował teraz tylko jeden kawałek plastiku wszyty pod skórą. Ostrze ślizgało się po spoconej skórze, krew kapała na kafelki, a on przeklinał pod nosem na samego siebie, że w ogóle pozwolił wsadzić w siebie to gówno. W końcu odpuścił. Rzucił nożyk do wanny i padł na podłogę.

    – Nic mi nie jest – mruknął, mnąc papier po hot-dogu w pięści.

    Kierowca przyjrzał mu się uważniej.

    – Chodzisz ty w ogóle jeszcze na te mityngi?

    – Chodziłem. Ale nie dla mnie. Nie trawię tego sekciarskiego pierdolenia. Wszywka mi wystarczy.

    – Michał, kurwa mać. – Zbyszek odłożył resztkę bułki na deskę rozdzielczą. – To twoja ostatnia szansa. Jak znowu coś spieprzysz, nikt się za tobą nie wstawi. Nawet dyrektor. To i tak cud, że pozwolili ci wejść do kare...

    Radio zatrzeszczało, ucinając kazanie. Dyspozytor. Domaniewska 61. Budynek Darpolu. Nagła duszność. Zbyszek westchnął ciężko, wpakował do ust resztę parówki i bez słowa odpalił syrenę.

    Dziesięć minut później wbijali się pod szklany wieżowiec w Śródmieściu. Zbyszek kręcił kierownicą, szukając skrawka wolnego chodnika między rzędami zaparkowanych aut. Michał nie miał zamiaru czekać. Złapał czerwoną torbę medyczną, pchnął drzwi i wyskoczył z szoferki.

    – Zabezpieczę auto i idę! – rzucił Zbyszek przez otwarte okno. Ani on ani Michał, nie wiedzieli jeszcze, że nigdy się już raczej nie spotkają.

    Wnętrze holu przypominało sterylne akwarium. Ochroniarz już stał przy bramkach nerwowo machając ręką i poprowadził go prosto do windy. Wyjechali na trzecie piętro. Pod ścianą open spacu na podłodze siedział pracownik. Charczał, łapiąc powietrze jak wyrzucony na brzeg karp. Obok klęczała blada koleżanka, wachlując go teczką.

    Michał rzucił torbę na wykładzinę i kucnął przy pacjencie. Facet miał rozpięty kołnierzyk i szarpał za krawat jakby to była pętla szubienicy. Ratownik przyłożył dłoń do tętnicy szyjnej, tętno pod palcami skakało nieregularnie. Medyk wyciągnął pulsoksymetr z bocznej kieszeni i wcisnął klips na drżący palec korposzczura.

    – Panie doktorze, on się tak dusi od... – zaczęła ta blada obok.

    – Nie jestem lekarzem – uciął Michał.

    Przyłożył stetoskop do klatki piersiowej faceta. Mężczyzna wytrzeszczał oczy, łapiąc płytkie oddechy. Michał spojrzał na jego wykrzywioną strachem twarz, ale widział tylko ekran telefonu i Olę na poduszce. Zmęczoną, spokojną. Szczęśliwą. Wydała na świat nowe życie, podczas gdy on klęczał na taniej wykładzinie, reanimując typa, któremu pewnie zawalił się świat przez błąd w arkuszu Excela. Wieczorem wróci do mieszkania i albo tym razem wygrzebie wszywkę, albo obejrzy jakiś paździerz na Netflixie i zaśnie na kanapie przed włączonym telewizorem.

    Jesteś wrakiem. Przyznaj to w końcu.

    Korposzczur złapał Michała za przedramię i zacisnął palce na jego kurtce.

    – Umieram...

    – Gówno prawda. Spójrz na mnie – powiedział twardo ratownik. – Masz astmę?.

    Mężczyzna z trudem skinął głową, ledwo zauważalnie.

    – No właśnie. Panika wywołała skurcz oskrzeli. Nic ci nie będzie

    Wcisnął mu do ust aplikator z lekiem rozkurczowym i zaaplikował steryd.

    – Oddychaj razem ze mną. Wdech. Wydech.

    Facet zaniósł się kaszlem.

    – Wdech. Wydech.

    Wystarczyły trzy minuty miarowego odliczania i chłopak przestał przypominać dławiącą się rybę. Kolory wróciły mu na twarz, w końcu puścił rękaw Michała. Siedział oparty o ścianę, tępo gapiąc się w podłogę. Ratownik spakował sprzęt i zasunął suwak torby.

    – Jak znowu chwyci oddychać do papierowej torby. I wziąć urlop – rzucił do koleżanki pacjenta. Podniósł się z kolan i ruszył sam do windy.

    Zjechał na parter. Gdy tylko drzwi kabiny się rozsunęły od razu poczuł, że coś tu nie gra. Lobby wyglądało inaczej niż parę minut temu. Kłębił się tu tłum ludzi. Przyspieszył kroku, patrząc na przeszklone drzwi. Po drugiej stronie mundurowi rozciągali właśnie taśmę, zasłaniając wejście.

    Przepchnął się przez grupkę osób z identyfikatorami i uderzył dłonią w drzwi. Zablokowane. Spojrzał na policjanta na zewnątrz, ale ten tylko odwrócił wzrok.

    Michał sięgnął do paska po radio. Wcisnął przycisk nadawania, żeby połączyć się ze Zbyszkiem, ale usłyszał tylko głośny szum. Zmienił kanał. Nic, same zakłócenia. Wyciągnął prywatny telefon. Zanim zdążył wybrać numer, z głośników nad głowami popłynął komunikat.

    Ostatni raz spojrzał na drzwi po czym ruszył za innymi do lobby. Po chwili jakiś ważniak w garniturze zaczął przemawiać do nich, recytując komunały rodem z podręczników dla menadżerów. Mówił z miną człowieka, który gówno wie, ale każe wszystkim zachować spokój.

    Zaraz po nim głos zabrała jakaś laska stojąca obok. Blondynka gadała coś o powrocie do rodzin, o przeczekaniu procedur, zapraszała do gabinetu na pogaduszki. Zwykłe pieprzenie. Przed chwilą widział na trzecim piętrze kolesia, który dusił się własnym strachem. Na prawdziwy atak paniki nie pomagały gładkie słówka tylko chemia z ampułki.

    Oderwał wzrok od blondynki i spojrzał w górę szukając kratek wentylacyjnych. Jego lekarski umysł pracował na pełnych obrotach. Służby nigdy nie odcinały budynku z setkami ludzi w takim tempie, z minuty na minutę, o ile nie mieli cholernie ważnego powodu. Kwarantanna to był sanepid, protokoły. Procedury tak nie działały. Jeśli zamknęli ich tu jak szczury w klatce, to szukali epicentrum. A jeśli znaleźli się w samym środku ogniska zakaźnego, to wirus albo bakteria mogły przenosić się drogą powietrzną. To gówno mogło już krążyć w wentylacji, wtłaczane prosto w płuca każdego z tych biedaków.

    Cokolwiek tu się odpierdalało, nie było dobrze.
    Wzrok Michała padł na faceta stojącego kawałek dalej. Ubrany w roboczy uniform, z torbą narzędziową rzuconą pod buta. Wyglądał na montera. Kogoś, kto wiedział, jak ten cały szklany ul działa od środka. Ratownik przepchnął się i zatrzymał się tuż obok technika.

    – Znasz się na tym? – rzucił cicho, wskazując ruchem głowy na sufit. – Jak tu działa wentylacja? Mają jeden obieg dla całego budynku, czy każde piętro mieli własne powietrze?

    Rozgrywka

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Nikt kto idzie do tego typu sesji raczej nie spodziewa się szczęśliwego zakończenia dla swojego bohatera. Co innego jest grać w kampanii przez miesiące czy nawet lata i nagle zginąć a co innego zostać bohaterem horroru-jednostrzałowca czy jak to dyplomatycznie ujęli w podręczniku do "Aliena" trybu fabularnego 🙂

    Archiwum alien

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @piołun tu jest o tyle łatwiej, że znajdujemy się w zamkniętej przestrzeni statku, więc siłą rzeczy ścieżki fabularne nie będą się rozłazić. Na Li była kiedyś sesja slasher, do której zgłosiło się ponad dwudziestu graczy i MG przyjął wszystkich chętnych. Gracze wcielali się w rolę bohaterów reality show, którzy zostali zamknięci w domu Wielkiego Brata. Pierwsi, którzy odpali z sesji zostali wyeliminowani droga głosowania przez współgraczy a dopiero potem zaczęła się rzeź. Tak więc każdy miał okazję zagrać chociaż przez chwilę 🙂

    Archiwum alien

  • Bohaterowie Graczy
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    token_1.png

    Imię i nazwisko: Michał Owczarek
    Wiek: 38 lat
    Archetyp: pracownik pogotowia / były lekarz

    • CECHY
      Empatia: 5
      Polot: 4
      Siła: 3
      Zwinność: 2

    • UMIEJĘTNOŚCI:
      Leczenie 2 (+2k przy obrażeniach krytycznych)
      Wytrzymałość 2
      Spostrzegawczość 1
      Ruch 3
      Pojmowanie 1
      Walka 1

    • TALENT: Chirurg Polowy
      Poznałeś sztukę zszywania ran, ratowania pacjentów przed wykrwawieniem i leczenia ciężkich obrażeń. Otrzymujesz modyfikator +2 do rzutów na Leczenie, gdy pomagasz komuś, komu grozi śmierć z powodu obrażeń krytycznych.

    • WIELKIE MARZENIE
      Michał chce odzyskać prawo wykonywania zawodu i wrócić na SOR jako lekarz, nie sanitariusz, zostać kimś, za kogo Ola nie musiałaby się wstydzić. Nie chce jej odzyskać, chce zasłużyć na to, by ona mogła kiedyś ciepło się uśmiechnąć na wspomnienie o nim. Wersja postapokaliptyczna: Nie stracić siebie po raz drugi.

    • DUMA
      Improwizowana medycyna. Michał jest kimś więcej niż sanitariuszem. Potrafi ratować bez sprzętu niczym profesor Rafał Wilczur dotknięty amnezją. Przeprowadzi błyskawiczną amputację kończyny tasakiem z paskiem od spodni jako opaską uciskową, rozżarzonym prętem przypali kikuta, długopisem marki BIC wykona tracheotomię. Walczy o życie innych do samego końca.

    • RELACJE Z INNYMI BG
      Do ustalenia.

    • WYGLĄD:
      Ciemne, gęste niedbale ułożone włosy, kilkudniowy zarost. Twarz zmęczona, styrana, brązowe oczy patrzą uważnie, ale bez ciepła. Zmarszczka między brwiami wyryta na stałe, jakby przez ostatnie lata rzadko się rozluźniał. Wygląda na kogoś, kto został mocno przeczołgany przez życie.

    • WYPOSAŻENIE:
      do ustalenia z MG.

    • HISTORIA:

    Michał urodził się i wychował na warszawskich Bielanach. Ojciec był kolejarzem a matka kasjerką w Społem. Normalna rodzina bez wielkich ambicji i wielkich dramatów, dopóki Michał w wieku czternastu lat nie zachorował na białaczkę. Chłopak trafił na oddział onkologii dziecięcej. To tam poznał Olę, swoją rówieśniczkę, która tak jak on walczyła o życie. Przez kolejne długie miesiące wspierali się nawzajem. Na ich oczach umierali kolejni ich przyjaciele a oni trwali przy sobie. Gdy wychodzili ze szpitala byli już w sobie zakochani bez pamięci. Michał wrócił do szkoły z jednym postanowieniem: zostanie lekarzem. Wciąż pamiętał twarze dziewczyn i chłopaków, którzy przegrali walkę z chorobą. Ojciec miał dla syna inne plany, chciał by Michał poszedł w jego ślady, matka tłumaczyła, że na medycynę idą tylko dzieci lekarzy, ale chłopak się nie ugiął. Zdał na Warszawski Uniwersytet Medyczny, skończył sześć lat studiów, rok stażu i zaczął pracować jako rezydent. Ola przez cały ten czas była przy nim. Przyjęła jego zaręczyny gdzieś w połowie rezydentury.

    Na SOR trafił jako lekarz medycyny ratunkowej w wieku dwudziestu siedmiu lat. Był dobry, szybki i opanowany. Problem z SOR-em jest taki, że nie każdego da się uratować a on miał kompleks Boga. Zaczęło się od młodej dziewczyny w ciąży, która rzuciła się pod tramwaj a potem było już tylko gorzej. Zaczął pić, żeby wyłączyć głowę po dyżurach. Zaczynał od lampek wina, skończył na małpkach Gorzkiej Żołądkowej. Ola widziała co się dzieje, prosiła, kłóciła się, płakała. Michał obiecywał i wracał do butelki. Po ośmiu latach pracy na SOR-ze wszystko się posypało w ciągu jednego dyżuru. Pacjent wyczuł od niego alkohol, zadzwonił na policję. Rozpoczęło się dochodzenie i Michał stracił prawo do wykonywania zawodu.
    Ola postawiła w końcu ultimatum. Albo ona, albo butelka. Michał wybrał ją, wytrzeźwiał na kilka tygodni, a potem znów się upił. Odeszła. Przez następne dwa lata próbował trzeźwieć, zapisał się na odwyk, wytrzymał niecały miesiąc. Gdy wyszedł z ośrodka wpadł w ciąg. Potem kolejna próba i podobny efekt. W międzyczasie Ola poznała innego faceta, wyszła za mąż.

    Cztery miesiące temu Michał przestał pić po raz trzeci, ma wszyty esperal w pośladku. Dzięki dawnym znajomościom zrobił kurs KPP i zaczął pracę na karetce. Dzień przed wezwaniem do biurowca przy Domaniewskiej Michał dowiedział się z Facebooka, że Ola urodziła dziecko. Ma trzydzieści osiem lat i czuje, że rozpierdolił swoje życie. Trwa w trzeźwości i sam nie wie po co. Do biurowca zostaje wysłany przez dyspozytora karetki który otrzymał zgłoszenie z Domaniewskiej.

    Materiały

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Brilchan napisał w [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały:

    w 97 to chyba zaczęli sprowadzać do nas komiksy Amerykańskie ? Pamiętam że jak byłem mały to były jakieś w kiosku ruchu miałem chyba nawet Śmierć Supermena i coś z batmanem ?

    Komiksy amerykańskie zaczęło wydawać wydawnictwo TM Semic w 1990. Ukszałtowało całe pokolenia współczesnych 40-letnich nerdów w tym także i mnie 🙂 W 97 niestety są już cieniem dawnej potęgi i powoli zjeżdżają do bazy. Batman i Superman do tej pory wydawane oddzielnie łączą w jedno wydawnictwo.

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • 21 Dni
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    Dzień dobry wszystkim graczom i naszemu MG 🙂

    Komentarze

  • [Year Zero Engine] 21 dni
    Arthur FleckA Arthur Fleck

    @Nami napisał w [Year Zero Engine] 21 dni:

    Coś polecasz? Bo ja nie czuję klimaty, ale mało oglądałam/czytałam

    Obejrzyj (i posłuchaj!) tę scenę i powinno pomóc 😉 Cała esencja grozy zombie-horroru zawarta w 3 minutach filmu.

    Archiwum apokalipsa zombie yearzeroengine
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa