Załatw to bez rzutów. Jak Paulina wybiegnie za Krzyśkiem i zaciągnie z powrotem do dyskoteki będzie tak zaskoczony i skołowany, że nie zdąży nawet zaprotestować i pójdzie z nią jak potule cielę. To jest bardzo filmowe, bo Krzychu już myślał, że mu się udało i witał się z gąską, a tu nagle wypada za nim klasowa imprezowiczka i zaciąga z powrotem do miejsca, w którym wolałby nie być. Mi to da fabularne paliwo by znów trochę sponiewierać Krzyśka w następnej kolejce a Ty będziesz miała okazję pochwalić się tym co wysmażyłaś w AI 
Arthur Fleck
Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
Posty
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały -
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyJakby z głośników poleciałał Joe to Krzysiek tam bym wrócił z podskokach jak załogant statku Odyseusza wiedziony na zatracenie syrenim śpiewem
Ale DJ tam puszcza Annę Marię Jopek i inne "hity" więc jak chcesz rzucać to z maksymalnym stopniem trudności, trzy sukcesy conajmniej. 97' to nie był udany rok dla muzyki 
-
[Horror] Gruzy przeszłości
Krzysztof Komeda
Smok na dupie przypomniał o sobie w najmniej odpowiednim momencie. Krzysiek zacisnął zęby i przeniósł ciężar ciała na lewą nogę, ale to nic nie dało. Czuł się jakby miał hemoroidy, choć nigdy nie miał hemoroidów i nie wiedział do końca na czym to polega. Ale kiedyś na wigilii wujek Andrzej z Jeleniej Góry między jednym a drugim kieliszkiem, jeszcze zanim zdążył się pokłócić z teściem o Wałęsę i zwyzywać Kwaśniewskiego pożalił się, że nie może nawet się podetrzeć, bo tak go piecze. Krzysiek miał nadzieję że rana się nie otworzyła. Ciemnoczerwona plama na spodniach byłaby sensacją wieczoru przy którym marynarka z krepiny to niewinna igraszka. Nikt by przecież nie uwierzył w tatuaż smoka na dupie wydziarany w chałupniczych warunkach w piwnicy sąsiada. We wtorkowy poranek cała szkoła by huczała, że Krzysztof Komeda z IB dostał rozwolnienia w klubie Miami i przegrał nierówną walkę ze zwieraczami.
Krzysiek zauważył, że Paulinie udało się odciągnąć Chlebowskiego od dresów. Poczuł ulgę, choć sam tego nie rozumiał. Bo przecież Chlebowski ewidentnie na niego polował. Może przemawiały przez niego resztki chrześcijańskiego miłosierdzia, albo może po prostu nie chciał oglądać jak gęba rówieśnika niczym tyłek Krzyśka po spotkaniu z maszynką do dziarania zamienia się w krwawą papkę.
Wiedział za to jedno. Jeśli Chlebowski go zobaczy to na pewno wykorzysta okazję by znów go spróbować pogrążyć. A już na pewno tak zrobi jeśli rana się otworzy a na spodniach pojawi się plama. Krzysiek nie zamierzał siedzieć i nadstawiać łba pod ciupagę. Musiał zniknąć po angielsku, wrócić do domu, zrobić zimny okład i iść spać.
Był zły na siebie że w ogóle wyszedł i okłamał matkę. Jutro Helena Komeda prześwietli go jak rentgen i wypyta jak było na imprezie u proboszcza. I jeśli kłamstwo w końcu się wyda trafi do piekła jeszcze za życia. Będzie gotować się w kotle wypełnionym łzami matki.
Ruszył w stronę wyjścia. Próbował nie rzucać się w oczy, nie dać po sobie poznać że coś go boli. Ktoś przeszedł obok, szturchnął go biodrem i Krzysiek stęknął cicho. Zdążył jeszcze przekląć w duchu Chlebowskiego i siebie samego po czym wyszedł z Miami i powlókł się chodnikiem w kierunku Błonia.
-
[Horror] Gruzy przeszłości
Krzysztof Komeda– Muszę spadać. Dzięki za… no wiesz. Nie było źle. Pożegnaj resztę. Widzimy się w szkole.
Alicja uśmiechnęła się do niego, ale to nie był uśmiech dziewczyny, która dobrze się bawi. Krzysiek znał takie uśmiechy, bo sam je produkował hurtowo przy matce.
– Do jutra – opowiedział.
Alicja odwróciła się i zaczęła przeciskać w stronę wyjścia, chowając twarz pod włosami. Patrzył za nią i próbował zrozumieć, co się właśnie stało. Czyżby aż tak chujowo tańczył? Na razie nie miało to jednak znaczenia, bo ktoś w końcu wypatrzył Chlebowskiego a przecież to dla niego tu przyszedł. By na własne oczy zobaczyć to upokorzenie, jakie sobie za chwilę zafunduje Adaś. Komeda zszedł z parkietu cofając się pod ścianę. Wychylił się zza głów ludzi. Przy wejściu faktycznie stał on. Ale nie miał na sobie różowej marynarki z krępiny. Założył garnitur pokryty ciapkami, włosy przylizał na żel. Krzysiek nie znał się na modzie, ale nawet on musiał przyznać, że przy Chlebowskim wygląda jak ten stary dziad, który co niedziele wystaje przed kościołem zbierając na protezę.
Powoli docierała do niego prosta, szczera i brutalna prawda.
Chlebowski zrobił z niego durnia.
Nie było żadnej krepiny, żadnego Miami Vice, żadnego Crocketta i Tubbsa.
Cała ta gadka, cały ten jego słowotok, pierdolenie po próżnicy to było przedstawienie, które miało uśpić czujność Komedy. Wmówić mu, że ma do czynienia ze skończonym kretynem. Chlebowski zadbał nawet o rekwizyty. Przyniósł ciupagę, z którą pobiegł do zamku a Krzysiek połknął to jak rosół matki. Łyżka za łyżką, bez zastanowienia.
To nie idiota, pomyślał To geniusz.
Ale dlaczego on? Dlaczego Krzysiek? Znali się od kilku godzin, nigdy się wcześniej nie spotkali. Chlebowski nie miał żadnego powodu, żeby go wkręcać. Chyba że miał. Może chodziło o Kościół, o jego wiarę, o to że Krzysiek pół życia spędził przed ołtarzem? Może Chlebowski był świadkiem Jehowy, albo Żydem? Albo nawet satanistą, który obrał go za swój cel. Krzysiek słyszał różne plotki, nie tylko od matki i Bednarskiej. Marek wspominał kiedyś, że jakieś lesbijki organizują nocami czarne msze w Sokołowie. Może w mieście istniała też druga komórka czcicieli diabła złożona z samych pederastów? Komeda już niczego nie był pewien oprócz tego, że znalazł się na celowniku szkolnego prześladowcy. Współczuł "Carrie" a niedługo sam dołączy do klubu przegrywów.
Tymczasem pod wejściem zrobiło się zamieszanie. Krzysiek stanął na palcach i wtedy zobaczył jak Chlebowskiego otacza banda dresiarzy, którym chyba nie spodobała się jego stylówka.
On tańczy. Nie ucieka. On tańczy.
Mózg Komedy zrobił fikołka, potem obrót i salto w tył. Chwilę temu był przekonany, że Chlebowski to makiaweliczny złodupiec, który go ograł jak dzieciaka. Teraz patrzył jak ten sam złodupiec próbuje naśladować Micheala Jacksona i zaciekle bije się o nagrodę Darwina z ruskim spod Nowosybirska, który wyciągnął zawleczkę granata. Rusek myślał, że dopóki nim nie rzuci granat nie wybuchnie mu w łapie. Ich sytuacja wyglądała podobnie i koniec też mógł mieć identyczne zakończenie. Mimo to Krzysiek nie ruszył się z miejsca. Nie zamierzał się wtrącać, ale obserwował na wypadek gdyby jednak zaczęła się zadyma.
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały@Brilchan napisał w [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały:
Jak rozumiem sukces to 6tki a musiałbym mieć co najmniej dwie szóstki żeby zdać test ?
Pamiętaj że możesz przerzucić ale musisz zaznaczyć kolejny stan. Masz dużo kości w puli więc jest szansa że tym razem trafisz w dwie szóstki

-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyMi pasuje.
-
[Horror] Gruzy przeszłości
Krzysztof KomedaMagda trąciła go w ramię. Krzysiek zerknął na nią. Na tle szóstoklasistów z brokatem na policzkach, którzy właśnie przeszli obok, mógł się pocieszać, że nie wyglądał najgorzej. Mógł mieć na sobie marynarkę z krepiny gdyby urodził się z zaburzeniami i uznał, że pomysł Chlebowskiego to najlepsza rzecz jaka mogła mu się przydarzyć.
– Krzysztof, prawda? Adam chyba nas wystawił.
Krzysiek rozejrzał się po sali, a potem znów spojrzał na zegarek. Było już po dwudziestej.
– Ostatni raz widziałem go jak pobiegł na zamek. – odpowiedział – Nie wiem po co. Może chciał temu Niemcowi przypierdolić ciupagą jak Janosik Murgrabii i zgarnęła go policja.
– Serio?
Wzruszył ramionami.
– Mnie już nic nie zdziwi. Albo jest niepoczytalny albo ma jakieś upośledzenie, tylko po nim nie widać dopóki się nie odezwie.
Didżej zmienił kawałek na coś wolniejszego. Wokół nich pary zaczęły zbliżać się do siebie. Magda nie odeszła. Stała i kręciła włosem na palcu.
– Podoba ci się tutaj?
– Jest okej.
– A muzyka? Fajna, nie?
– Ujdzie.
– A tańczyć lubisz?
Krzysiek otworzył usta, żeby odpowiedzieć, kiedy poczuł czyjś dotyk na nadgarstku. Alicja.
– Chodź, zatańczymy.
Krzysiek przez sekundę zapomniał jak się mówi. Koleżanka, którą poznał dziś rano w klasie, właśnie łapała go za rękę i ciągnęła na parkiet. O kobietach wiedział tyle, ile pokazywał mu na przerwach Bochenek na rozkładówkach “Twojego Weekendu”, ale nawet on rozumiał, że to faceci proszą dziewczyny do tańca. O ile umieją tańczyć. A on nie umiał. Dlatego otworzył usta by zaprotestować.
– Ale ja nie…
Alicja nie puściła jego ręki. Krzysiek spojrzał jej w oczy i zobaczył coś co dobrze znał. Zrozumiał, że „nie umiem tańczyć" nie jest odpowiedzią, której potrzebuje.
– No dobra.
Najwyżej się zbłaźnię, dokończył w myślach.
Ruszyli na parkiet.
Z głośników poleciały flety. Krzysiek przeklął w duchu, bo znał ten dźwięk aż za dobrze i od razu przypomniał sobie zakonnice grające na drewnianych fujarkach podczas spotkań oazowych i pielgrzymek. Nie mówiąc już o tym radiu z Torunia, którego na okrągło słuchała jego matka. Nawet na dyskotece Kościół nie chciał mu odpuścić i wyciągał szpony po jego czarną duszę.
Zacisnął zęby i skupił się na Alicji. Bo to było jedyne sensowne zajęcie w tej chwili. Problem polegał na tym, że Alicja miała nogi opięte w ciemne rajstopy i Krzysiek starał się na nie nie patrzeć. Starał się patrzeć wszędzie indziej, ale nogi wciąż były na skraju pola widzenia i Komeda przegrywał tę walkę.
Położył ręce na jej bokach, wysoko, z dziesięć centymetrów nad biodrami. Bezpieczna strefa. Teraz modlił się, by dłonie mu się nie spociły.
Alicja położyła mu dłonie na ramionach. Stali w bezpiecznej odległości, ale Krzysiek czuł jej zapach, zupełnie niepodobny do kadzidła i wody kolońskiej Brutal, której używał ksiądz Roman. To był pierwszy raz, kiedy tańczył z dziewczyną i przez moment zakręciło mu się w głowie. Spanikował, bo pomyślał że zaraz zemdleje albo jeszcze gorzej i jego szesnastoletnie, napakowane hormonami ciało wyśle sygnał, którego nie da się schować ani wytłumaczyć.
Potrzebował czegoś, co zgasi mu głowę. Szybko.
Wyobraził sobie Beatę Kozidrak za trzydzieści lat, na kacu, wijącą się lubieżnie po scenie w skórzanym gorsecie, odsłaniającym żylaki i rozstępy. I osiemdziesięcioletnią Marylę Rodowicz w scenicznym stroju, którego pozazdrościłby jej sam Chlebowski, śpiewającą “Małgośkę” podczas Sylwestra na rynku w Sokołowie.
Przeszło mu.
Teraz muzyka. Jak do tego tańczyć? Krzysiek próbował się kołysać, ale ciało nie współpracowało. Flety ciągnęły w jedną stronę, gitary w drugą, a on stał pośrodku jak ministrant który w Wielki Piątek przyszedł na mszę do synagogi.
– Jak po Annie Marii Jopek puszczą Grzegorza Turnaua, mogę umierać – skwitował z kwaśnym uśmiechem. – Najlepsza dyskoteka w moim życiu. Pierwsza i ostatnia.
Gdy wszedł refren o Joszko, Krzysiek pożałował, że tak jak Adam nie ma ciupagi, by odtańczyć hołubca. Albo zasadzić porządnego gonga didżejowi, który pomylił dyskotekę z wieczorkiem poetyckim Wisławy Szymborskiej.
W końcu, z desperacji, zaczął nucić w głowie coś zupełnie innego. Gene Simmons w pełnym makijażu, wywalony jęzor, skórzane ciuchy i ogniste race na scenie.
I was made for lovin' you, baby, you were made for lovin' me..
Cztery czwarte. Prosty rytm. Bum, bum, bum, bum. Ciało samo zaczęło reagować. Stopy znalazły swój takt, ramiona się rozluźniły. Nie miało to nic wspólnego z tym, co grało z głośników, ale Krzysiek tańczył. Niezdarnie, z lekkim opóźnieniem, z rękami wciąż taktycznie wysoko nad biodrami Alicji.
Ale tańczył.
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały@Nami napisał w [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały:
ja mam takiego krepiniarza:
Przecież to jest klasyczna Balenciaga. Adam wyprzedził swoje czasy XD
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały@brilchan pamiętaj, że jak nie wypadnie ci w puli "6" możesz jeszcze przerzucić kości, ale wtedy zakreślasz jeden ze stanów.
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały@Pan-Elf napisał w [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały:
POTRZEBUJEMY ADAMA ZROBIONEGO PRZEZ AI W TEJ KREPINIE!
Miałem to samo zaproponować. @brilchan dawaj zdjęcie
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały@Nami napisał w [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały:
nie mogę, chichram się jak hiena czytając tego posta
Jak hieny to się będą śmiać dziewczyny i Krzysiek jak Adam wejdzie w swoim galowym stroju

-
[Horror] Gruzy przeszłości
Krzysztof Komeda
Mikołaj wycelował palcem w tłum jak prezenter teleturnieju.
– Wraca kto na Błonia?
– Ja mieszkam na Błoniach – odpowiedział Krzysiek. – Ale muszę jeszcze wrócić po rower pod szkołę. I mam parę spraw po drodze, więc sam se podreptam.
Skłamał. Skłamał i nie skłamał, bo mieszkał na Błoniach, ale nie miał żadnych spraw do załatwienia, po za jedną. Przebrać się z powrotem w normalne ciuchy zanim wróci do domu. W oczach kogoś takiego jak Pogorzelski mogłoby to wyglądać żałośnie. Mikołaj wyglądał na gościa, który chodzi własnymi drogami i ma gdzieś, co myślą inni. Wkładał co chciał i mówił co chciał. Ile Krzysiek by dał, żeby rzucić do matki przy kolacji: „Mamo, od jutra idę do szkoły w katanie. A obrazek komunijny wylatuje. Wieszam tam teraz plakat Ozziego”. Helena Komeda pewnie by zemdlała, a po przebudzeniu zadzwoniła oczywiście gdzie? Tak. Do ojca charyzmatyka wyspecjalizowanego w egzorcyzmach i modlitwach o uzdrowienie duszy.
Wrócił pod szkołę bocznymi uliczkami, żeby nie natknąć się na Maciejakową i Bednarską. Rower stał tam, gdzie go zostawił. Krzysiek zarzucił nogę przez ramę i usiadł na siodełku. Ból od razu przypomniał mu o tatuażu, ale zacisnął zęby i ruszył. Raz, dwa, ała. Raz, dwa, ała.
Za garażami zatrzymał się w tym samym miejscu co rano. Zrzucił katanę i dżinsy z łańcuchem a potem koszulkę z czaszką, którą Marek przywiózł z konwentu “Kryształów Czasów” w Choroszczy. Na końcu zsunął trampki. Przebrał się z powrotem w białą koszulę, spodnie w kant i lakierki. Wylinka w drugą stronę. Ciuchy metalowca poszły na dno plecaka, zwinięte w kulkę, bo nie było czasu na składanie. Krzysiek spojrzał na siebie w lusterku roweru i zobaczył to, co zawsze widział. Grzecznego chłopca.
Clark Kent wraca do domu.
Matka czekała w kuchni a obiad już stał na stole. Rosół z niedzieli, jak zawsze w poniedziałek. Krzysiek wszedł do przedpokoju i nie zdążył zdjąć butów, kiedy Helena się odwróciła.
– Krzysiu, a gdzieś ty się tak pomiął?
Spojrzał w dół. Koszula, która od rana leżała w plecaku wyglądała tak, jakby przeżuł ją pies i wypluł z powrotem.
– A, to nic. Byliśmy na wycieczce, na zamku, chodziliśmy po rusztowaniach i w ogóle.
Helena pokręciła głową, ale nie drążyła. Krzysiek poszedł do pokoju, rzucił plecak w kąt i wrócił do kuchni. Matka postawiła talerz z rosołem na podkładce i usiadła naprzeciwko.
– No to mów. Jak nowa szkoła? Jak klasa?
– Spoko, klasa jest fajna. Mam już nawet dwie nowe koleżanki. Alicję i Paulinę.
Powiedział to bez zastanowienia i od razu pożałował. Oczy matki zmrużyły się o milimetr.
– A jak mają na nazwisko?
– Nie znam jeszcze dobrze wszystkich nazwisk. Dopiero co je poznałem
– Mhm.
To „mhm" zabrzmiało złowieszczo. Oznaczało, że matka zapamiętała imiona i przy najbliższej okazji, gdy dowie się już jak mają na nazwisko przepyta Bednarską, co to za jedne.
Helena odłożyła łyżkę, wyprostowała plecy i złożyła ręce na stole. Oho. Krzysiek wiedział to go oznacza.
– Krzysiu, ja ci nie bronię ci mieć koleżanek. Ale musisz wiedzieć, że dzisiejsze dziewczyny to nie to co kiedyś. Teraz tylko dyskoteki im w głowie, malowanie, krótkie spódniczki. One ciągną dobrych chłopców na zatracenie. Namawiają do palenia, albo…
– Czego?
– Jeszcze gorszych rzeczy. Ty się jeszcze na tych sprawach nie znasz, ale wierz starej matce na słowo. Pamiętasz Łukaszka Piętę? Taki grzeczny był, też ministrant i co? Poznał jedną taką w sanatorium w Rabce, przestał służyć do mszy i zaczął się włóczyć po dyskotekach. Teraz matka go szuka go po nocach w knajpach.
Krzysiek jednym uchem wpuszczał, drugim wypuszczał. Historię Łukasza Pięty słyszał przynajmniej piętnaście razy.
– Jasne. Będę uważał – powiedział, wsadzając makaron do ust, żeby nie musieć mówić więcej. A potem, gdy Helena nabrała powietrza do kolejnego kazania, zmienił temat. Gładko i bez zająknięcia, jak nóż w masło.
– Mamo, zapomniałem powiedzieć. Ksiądz Roman robi dzisiaj imprezę urodzinową na plebanii po popołudniowej mszy i zaprosił wszystkich ministrantów. Mogę iść?
Helena zmarszczyła czoło.
– Urodzinową? Proboszcz Roman ma urodziny w marcu.
Krzysiek poczuł, jak makaron staje mu w gardle. Idiota. Mógł pomyśleć dwie sekundy dłużej. Oczywiście, że ksiądz proboszcz ma urodziny w marcu.
– A może to nie urodziny – odpowiedział spokojnie, chociaż spokój kosztował go więcej niż tatuaż. – Może imieniny? Albo jakieś inne święto, Kuba mi mówił na apelu i pewnie źle powtórzył. W każdym razie ksiądz zaprasza.
Krzysiek nie odważył się spojrzeć na matkę, gapił się więc w talerz. Trwało to ze trzy sekundy, ale wydawało się ciągnąć wieczność. W końcu Helena Komeda wydała wyrok.
– No, jak proboszcz zaprasza, to idź Krzysiu, idź. Nikomu bym swego dziecka nie oddała w opiekę, ale księdzu? Czego tu się bać? Nawet nie wypada odmówić.
Krzysiek pokiwał głową i włożył do ust kolejną łyżkę makaronu, żeby ukryć ulgę. Kłamstwo przeszło, matka chwyciła przynętę.
Po obiedzie zamknął się w pokoju. Stanął przed szafą i otworzył ją na oścież. Nie było w niej wiele ciuchów. T-shirty, trzy białe koszule, jedna jasnoniebieska, spodnie do szkoły, spodnie odświętne i na co dzień. Do tego sweter wydziergany na drutach.
Krzysiek wiedział, że nie może przesadzić. Wychodzi z domu do księdza, więc musi wyglądać tak, jakby szedł do księdza. Żadnych dżinsów i łańcuchów, żadnych katan. Ale musi jakoś przeżyć też dyskotekę. Z półki nad wieszakiem wyciągnął jasnoniebieską koszulę. ciemne spodnie i adidasy firmy Kubota które matka mu kupiła w wakacje u Rumunów na targu. Wtedy sobie przypomniał kuzyna Staszka z Opola, który twierdził, że w sportowych butach nie wpuszczają do klubów. Sięgnął więc po stare, ale jeszcze nie tak starte zamszowe mokasyny.
Koszulę włożył w spodnie i podciągnął je pod sam pępek, tak jak widział kiedyś u starszych chłopaków na dożynkowym festynie w Wólce Wodzisławskiej, dokąd pojechał z księdzem poświęcić nowy wóz strażacki. Tamci wyglądali dobrze. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Spojrzał w lustro. Nie wyglądał już jak metalowiec, ale też nie ministrant. Nie mógł określić kim jest bo nigdy nie słyszał określenia wiejski wichurant.
Wyszedł z domu o wpół do piątej. Helena stała w drzwiach i wcisnęła mu do ręki banknot.
– Pięćdziesiąt złotych. Kup po drodze czekoladki dla księdza Romana. Z Wedla albo Wawelu, byle nie te ruskie z bazaru. Nie wypada iść z pustymi rękami.
– Jasne, dzięki mamo.
Schował banknot do kieszeni i szczęśliwy ruszył w stronę kościoła. Za pięćdziesiąt złotych mógł się już poszalkeć w klubie. Kupić przy barze w Miami pepsi albo kaskadę.
Msza popołudniowa była krótka i nudna. Krzysiek służył na autopilocie. Szukał wzrokiem siostry Faustyny, ale jej nie było ani w zakrystii, ani w ławkach, ani w ogóle. Dzień bez niej był jak rosół matki bez makaronu i to ten poniedziałkowy. Niby to samo, ale czegoś brakuje.
Po mszy wyszedł z kościoła i przez kolejnych kilka kwadransów kręcił się po bezczynnie rynku. Do Miami wszedł kwadrans po ósmej.
Pierwsze co zobaczył, to że jest chujowo ubrany. Znaczy nie chujowo w sensie, że brzydko, tylko chujowo w sensie, że inaczej niż wszyscy. Chłopaki mieli na sobie luźne koszulki, dżinsy, trampki albo adidasy. Dziewczyny krótkie spódniczki i bluzki, od których matka Krzyśka dostałaby zawału na miejscu. A on stał w drzwiach w jasnoniebieskiej koszuli zapiętej pod szyję, ze spodniami podciągniętymi pod pępek i w mokasynach. Nie miał marynarki z krepiny, ale i tak czuł się jak pajac.
Wykonał szybkie trzy ruchy. Wyciągnął koszulę ze spodni, rozpiął dwa górne guziki a potem zmierzwił włosy palcami. Stanął pod ścianą i rozglądał się po sali.

Muzyka grała, wokalista śpiewał w refrenie bajabongo je je je, ale to nie były zupełnie jego klimaty. Światła migały, ludzie tańczyli, gadali, pili piwo. Krzysiek szukał wzrokiem Chlebowskiego, ale ten jeszcze się nie zjawił. Kogo jak kogo, ale jego na pewno by zauważył.
A może jednak nie przyjdzie? Może może się rozmyślił, może w ostatniej chwili zrozumiał, że krepina to zjebany pomysł godny ucznia szkoły specjalnej a nie pierwszej klasy liceum?
Przez sekundę Krzysiek poczuł coś na kształt litości. A co jeśli on naprawdę jest upośledzony a on go wystawił na pośmiewisko? Szybko jednak uznał, że to niemożliwe. Przecież nikt by nie przyjął dauna do liceum. Po za tym Chlebowskiem przyda się zimny prysznic. Może po tym wszystkim przestanie zaczepiać obcych ludzi i proponować im udział we wspólnym upokorzeniu się przed całą szkołą.
Przystępował znudzony z nogi na nogę, gdy nagle podeszła Paulina.
Krzysiek otworzył usta i zapomniał je zamknąć. Stała przed nim dziewczyna, którą ledwo poznawał. Kręcone włosy, umalowana, w ciuchach, które nie miały nic wspólnego z tym co nosiła rano w szkole. Za nią stały trzy inne koleżanki, równie wystrojone i umalowane. I do tego Alicja z nogami do samej szyi. Matko boska. Krzysiek poczuł gorąco na policzkach. W całym swoim szesnastoletnim życiu nie stał tak blisko tylu ładnych dziewczyn naraz. Siostry Faustyny nie liczył, bo ta chodziła w habicie po kostki i Krzysiek mógł najwyżej zgadywać co jest pod spodem. A tutaj nie trzeba było zgadywać. Tutaj wszystko było na wierzchu.
W głowie odezwał się głos matki. „Dzisiejsze dziewczyny to nie to co kiedyś. Teraz tylko dyskoteki im w głowie, malowanie, krótkie spódniczki. One ciągną dobrych chłopców na zatracenie."
Krzysiek zepchnął głos matki tam, gdzie trzymał różaniec, na samo dno kieszeni.
– Ej, to ty miałeś mieć ten różowy garniak? Wystawiłeś kumpla?
Gdy Paulina się roześmiała, Krzyśkowi zrobiło się ciepło, bo nie śmiała się z niego, tylko z numeru jaki wykręcił stukniętemu Adasiowi. To była miła odmiana.
– To nie moja wina – wyjaśnił Krzysiek gdy Paulina przestała się chichrać. – Ten przygłup sam mi się wystawił pod kosę. I nie jest moim kumplem. Nie kumplowałbym się z typem, który nosi w plecaku ciupagę.
Spojrzał na zegarek, dochodziła dwudziesta. Posłał Paulinie uśmiech, którego nie powstydziłby się sam władca piekieł. Zobaczył, że dziewczyna trzyma w ręku aparat fotograficzny.
– Szykuj się. Zaraz zacznie się widowisko.
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały@Nami napisał w [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały:
Jakby co to założyłam, że Krzysiek będzie na imprezie, gdybyś jednak miał w planie nie być, to po prostu usunę część z Krzysiem w swoim poście
Jest super. Ja w tej kolejce napiszę jeden post by opisać resztę dnia Krzyśka i jak dostał się na dyskotekę.
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały@Cai napisał w [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały:
Też zrozumiałem, że do jutra. Posta mam prawie gotowego, tak se tylko czekam co Krzychu Adamowi odpowie. Z ciekawości czekam, nie żeby dobić zza pleców ciosem w szczepionkę
Nie ma co dobijać, bo większość reakcji na monolog Adama dzieje się w głowie Krzyśka więc możesz śmiało wrzucać posta

-
[Horror] Gruzy przeszłości
Krzysztof KomedaChlebowski gadał, gadał i gadał.
Krzysiek stał i słuchał, bo nie za bardzo miał inne wyjście. Wciąż nie wiedział, o co chodzi. Typ przepraszał go za coś, ale słowa leciały tak gęsto, że trudno było wyłowić sens. Nadawał jak stacja radiowa, na trzech częstotliwościach naraz. Przez pierwszych kilka sekund Krzysiek był przekonany, że to jednak musi być podpucha. Że koleś wziął go sobie na celownik i robi z niego jaja. Ale nie. On mówił dalej. O operze i nadruku. O jakimś Arku, który mu powtarza, że za dużo pierdoli po próżnicy. Kimkolwiek był ten cały Arek miał nosa do ludzi. Chlebowski rzeczywiście pierdolił po próżnicy.
A potem padło to słowo.
Miami Vice. Kostiumy z krepiny i kartonu.
Krzysiek poczuł, jak mu opada szczęka. Dosłownie, jak w kreskówce z Tomem i Jerrym. Patrzył na Chlebowskiego i czekał na puentę, na „ żartowałem, stary", ale nic takiego się nie wydarzyło. Zrozumiał, że puenty nie będzie i Chlebowski mówi to wszystko na poważnie. Że naprawdę zamierza iść na dyskotekę przebrany za Sonnego Crocketta i chce żeby Krzysiek na skrzydle robił za Tubbsa.
Przed oczami stanął mu obraz z najgorszych horrorów, gorszy niż bal maturalny na którym Carrie White została oblana wiadrem świńskiej krwi. Wyobraził sobie jak staje w drzwiach klubu w marynarce z krepiny, a muzyka nagle cichnie i wszyscy, połowa jego szkoły odwraca wzrok w jego kierunku.
Krzysiek przeszedł w życiu sporo upokorzeń. Cyganie pogonili go na kopach na cmentarzu na Wszystkich Świętych, a matka karmiła go piersią do piątego roku życia i wiedziały o tym wszystkie kuzynki i kuzyni ze Świebodzic, którzy drą z tego łacha na do dziś. Ale wejście na dyskotekę w kostiumie z krepiny, przed ludźmi z którymi będzie chodził do szkoły przez cztery lata? To byłby inny poziom. Taki, z którego nie ma powrotu.
Adam skończył mówić i Krzysiek otworzył usta, żeby odpowiedzieć. Chciał odmówić grzecznie, jak na ministranta przystało. „Dzięki, stary, ale to nie mój klimat."
I właśnie wtedy odezwał się w nim psotnik.
Ten sam mały, wredny diabełek, który kazał mu rysować bochenki chleba z żołędzią na karteczkach i strzelać nimi przez całą klasę. Ten sam który na pielgrzymce ósmych klas do Częstochowy, gdy cały pokój w domu pielgrzyma już chrapał, kazał mu wstać po cichu, wyciągnąć z plecaka Piotrka przepocone skarpetki i położyć mu je na nosie. Matka próbowała z Krzyśka wydusić tego psotnika przez szesnaście lat. Nie udało jej się.
Diabełek zobaczył Adama Chlebowskiego i jego szczerą, otwartą gębę. I uśmiechnął się.
– Wiesz co, Adam? – zaczął i sam się zdziwił, jak spokojnie to zabrzmiało. Poklepał Chlebowskiego po ramieniu. – To jest zajebisty pomysł.
– Serio?
– Serio. Tylko wiesz co, nie rób mi kostiumu. Mam w domu różową marynarkę po ojcu. Kupił ją kiedyś na wakacjach nad Balatonem. Przebierz się sam, a ja do ciebie dołączę już w Miami. Na dwudziestą. Git?
Żadnej różowej marynarki nie było. Ojciec mu umarł, zanim Krzysiek nauczył się wiązać buty i nie została po nim żadna pamiątka, ale Adam nie musiał o tym wiedzieć.
Komeda wyciągnął rękę by przypieczętować umowę i pomyślał.
Kurwa. Spłonę w piekle.
Wiedział już, że takiego widowiska nie może przepuścić. Nie miał jeszcze pojęcia jak wymknie się z domu. Matka o dwudziestej jeszcze nie spała i odmawiała koronkę do Bożego Miłosierdzia. Ale to były szczegóły. Szczegóły się wymyśli.
-
Mój dom murem podzielony [Glina]@Gordian napisał w Mój dom murem podzielony [Glina]:
Natomiast system to odgrywanie "życia" policjantów, którym życie prywatne i zawodowe mocno się ze sobą mieszają.
I to jest coś mnie ostatecznie kupuje. Takie ambitne granie na wielu poziomach, gdzie można zbudować pełnokrwistego bohatera. Od razu ostrzegam, że nie wykluczam grania ex-nazistą, który tak jak Hans Landa w "Bękartach wojny" był wyborowym i skutecznym śledczym na usługach III Rzeszy, ale na razie to jedna z opcji
Tak czy inaczej możesz mnie uwzględnić na liście chętnych. Kartę postaram się wysłać w tym tygodniu. W podręczniku "Gliny" widziałem że poszczególne archetypy mają już przydzielone polskie stopnie policyjne. Jak to robimy dla ich niemieckich odpowiedników z czasów Zimnej Wojny? -
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały@Brilchan napisał w [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały:
Nie miałem pomysłu na inny punkt zaczepienia niż ta koszulka jak chcesz Artur twoja postać może bez problemu kazać dziwnemu dzieciakowi spadać na drzewo xD
Oj, tą propozycją z marynarkami w stylu Miami Vice wystawiłeś swojego Adama na soczysty strzał
Z tego żadnej przyjaźni chyba nie będzie. Przynajmniej na razie 
-
Mój dom murem podzielony [Glina]Mam podręcznik do "Gliny" a chciałbym w to kiedyś zagrać, ale trudny historyczny setting tej sesji mnie trochę odstrasza. Z drugiej strony daje szansę na stworzenie mocnej kreacji na miarę Gebelsa z "Pitbulla" albo komisarza Gajewskiego z (nomen omen) "Gliny". Ciężkie granie, połamani przez życie ludzie z krwi i kości to coś co mi w duszy gra, więc rekrutacja kusi. Wstępnie jestem zainteresowany, ale jeszcze nie deklaruję nic ostatecznie.
-
Sonda rekrutacyjna – sesje KaworuZagłosowałem na Kroniki Mroku bo koncept nauczycieli w szkole na trudnej młodzieży jest ciekawy a drugi głos na superbohaterów, choć o tej mechanice też nigdy nie słyszałem.
-
[Horror] Gruzy przeszłości
Krzysztof Komeda
Heil Hitler!
Słowa uformowały się w krtani, gotowe do wystrzału. Jeszcze pół sekundy. Jeszcze jedno uderzenie serca. Krzysiek już widział, jak to będzie wyglądać. Wyprostuje się, stuknie obcasami trampek, wyrzuci prawą rękę do przodu i ryknie prosto w tę starą, łysą mordę.
Dwadzieścia par oczu w sali. Mikołaj i jego kumpel darli się z „Rotą", więc poprzeczka patriotyczna była ustawiona wysoko, ale Krzysiek miał asa w rękawie. Nic tak nie upokarza Niemca jak potraktowanie go jak nazistę. Nic.
Palce zacisnął na łańcuchu przy szlufce. Nabierał powietrza.
I wtedy ktoś szturchnął go w ramię.Paulina.
Okrzyk cofnął się z powrotem do gardła.
– Zadomowiliście się tu czy co? – rzuciła z lekkim zdziwieniem. – Myślałam, że zawrócicie już przy wejściu.
Krzysiek zerknął na Alicję, Alicja zerknęła na niego. Plan ucieczki. Racja. Mieli zwiać.
– Chyba nie ma już z czego uciekać – mruknął. – Ten naziol za chwilę nas sam wyrzuci.
Bo tak to wyglądało. Niemiec stał w drzwiach jak celnik na granicy, tłumaczka trzęsła się przy nim jak osika, a Bałucki zamilkł w pół zdania. Wycieczka zdychała na ich oczach.
I tu Krzyśka zatkało.
Bo nagle, patrząc na Wronę, poczuł coś, czego się nie spodziewał.
Współczucie.Wrona stał z boku i patrzył na Niemca z miną człowieka, któremu właśnie splunięto na buty. I Krzysiek, choć przez całą drogę na zamek przeklinał wychowawcę za tę idiotyczną wycieczkę, nagle zrozumiał.
Wrona się starał.
Facet po prostu chciał im pokazać coś fajnego. Coś, co go kręciło. Może ta konserwacja zabytków była nudna jak flaki z olejem, może Krzysiek nie zapamiętał ani jednego słowa z wykładu Bałuckiego, ale Wrona nie był kolejnym nauczycielem, który odwalał robotę za minimalną. Przygotował wycieczkę, załatwił wejście, prowadził ich przez miasto jak wycieczkowicz z powołania. A teraz jakiś pruski dziadek w kapeluszu srał mu na głowę przy całej klasie.
Paulina oparła się o kamienną ścianę i rzuciła coś o nocnym wypadzie. Krzysiek chciał odmówić. Odruchowo, bo tak działał jego mózg. Każda propozycja, która pachniała kłopotami, uruchamiała w nim alarm i widmo reprymendy. „Krzysiu, nie wolno. Krzysiu, to grzech. Krzysiu, co ludzie powiedzą."
Ale potem spojrzał na ścianę za plecami Pauliny. Stary tynk, odpadający płatami. Gołe cegły, idealnie gładka powierzchnia.
I w głowie zapaliła mu się żarówka.Bochenek chleba z żołędzią był dobry. Ale tym razem Krzysiek miał lepszy pomysł. Męski organ. Realistyczny. Ale nie byle jaki. Z grzywką zaczesaną na bok i małym wąsikiem pod główką.
Portretowy.
Uśmiechnął się. Ten uśmiech był szeroki, szczery i miał w sobie więcej złośliwości niż cały katalog ksywek wymyślanych przez Bochenka.
– Wiesz co, Paulina? – powiedział cicho, nie odrywając wzroku od ściany. – To w sumie niezły pomysł. Jestem za.