-
Adam Chlebowski-||
Adam wstał o 4 nad ranem do szkoły nie miał tak daleko, mógłby podjechać PKS-em ale wolał się przespacerować choć był półprzytomny wczesne wyjście do szkoły miało tą zaletę że uniknął docinków i humorów Ojca i Brata którzy spali jeszcze głębokim pijackim snem. Chłopak założył na siebie białą wykrochalomaloną na sztorc koszulę którą wczoraj przygotowała mu Mama, białe dzinsy i trampki na białej podeszwie które teoretycznie powinny być w worku na buty aby zostać założone dopiero jak dojdzie do budy, ale nie chciał dostać od starego bury lepiej, było nie prosić go o zbyt, dużo obuwia bo mogłoby się to źle skończyć.... Po prostu porządnie je wytrze na wycieraczce przed wejściem.
Chłopak jeszcze raz sprawdził w lustrze włosy i poprawił koński ogon z którego uciekł niesforny kosmyk. Włosy wyglądały na przetłuszczone, ale problem z nimi był taki że nigdy nie był pewien czy już je trzeba umyć czy jeszcze parę dni wytrzymają. Zapuścił swoje czarne kudły przez wakacje i była to jedna z niewielu drobnych oznak buntu na którą sobie pozwolił względem Ojca, pierwsza klasa liceum była szansą na wypróbowanie czegoś nowego i stworzenie siebie na nowo nawet jeżeli większość dzieciaków znał z podstawówki czy przedszkola to wciąż przetasowanie pomiędzy klasami dawało szanse na nowy początek...
Sam zrobił sobie śniadanie: 4 grzanki obtoczone w jajku z plastrami szynki, pomidor i czarna herbata z 6 łyżeczkami cukru była dla niego dobrym początkiem dnia. Na drugie śniadanie wziął kanapki z masłem i zielonym ogórkiem oraz litr takiej samej herbaty przelanej do butelki po soku. Był zadowolony że odciążył Mamę a samodzielne przygotowanie żarcia miało ten plus że nie miał ataków refluksów czy niestrawności ze strachu że ciężka ojcowska ręka wyląduję na jego twarzy bo "za dużo żre i chodzi do szkoły zamiast pójść do roboty jak ja w jego wieku" lepiej dla wszystkich będzie jak zniknie z chaty nim Patriarcha się obudzi a wróci pod wieczór modląc się w duchu aby już zasnął niczym stary niedźwiedź z dziecięcej piosenki.
***
Chlebowski czekał przed szkołą w swojej ulubionej skórzanej kurtce która według słów Arka wyglądała "zajebiście" co Kaśka potwierdziła mówiąc że dodaje mu "Tajemniczości". Podpierał ścianę czytając "Bravo", choć udawał sam przed sobą że czyta je ironicznie żeby śmiać się z głupoty rówieśników foto story o problemach nastolatków czy artykuły na temat dojrzewania które było tematem zakazanym w domu rodzinnym powodowały u niego wypieki na twarzy. OCZYWIŚCIE nigdy nie pozwoliłby żeby ktoś zobaczył go z tą głupią gazetą dla naiwnych dzieciaków schował ją w czasopismo o grach "Click" choć nie miał komputera lubił czytać o grach "CD-Action" było za drogie żeby je kupować ale przeglądał je w bibliotece co dawało mu tematy do rozmów z innymi dzieciakami nawet jeżeli nie był szczególnie rozkochany w grach.
Po przeczytaniu odda obie gazety jako darowizny do biblioteki, Mamuś czasami w sekrecie wciskała mu parę złotych na przyjemności ale wolał nie zbierać prasy w domu bo Ojciec znów wpadnie w szał że "wyrzuca jego ciężko zarobione pieniądze w błoto" tak jak kiedyś... Nie było to przyjemne wspomnienie a gazety zawsze będą pod opieką Pani Grażyny gdyby chciał do nich wrócić. Może Ojciec pozwoliłby mu zawiesić jakieś plakat nad łóżkiem gdyby skłamał że to prezent od Kaśki ?
Adam ustawił się w pierwszym rzędzie dopóki Pani Dyrektor nie zaczęła ukradł jeszcze kilka sekund z czytania z "Ostatniego Życzenia " Sapkowskiego które czekało w wiernym plecaku "Kostce". Ponieważ czytał szybko zawsze miał przy sobie co najmniej dwie gazety i książkę bycie zajętym pomagało nie myśleć o złych rzeczach. Miał nadzieje że stojąc gdzie stoi ze swoim tyczkowatym ciałem zapadnie Gogom w pamięć dzięki czemu dostanie się do drużyny piłkarskiej, pamiętał jakieś plotki o chłopaku który podobno ma dojścia w kiosku i pozwala oglądać na przerwach "Twój Weekend" Adam za "Bravo" dostałby manto ale za pisemka erotyczne Ojciec by go chyba zabił... Myśl z czarnego humoru przerodziła się w dreszcze na plecach gdy w tłumię mignęła mu Ariadna do której pomachał na powitanie.
Podobne machnięcie posłał do Krzyśka którego kojarzy jako ministranta, wizyty w kościele były kolejnym drobnym buntem wobec starego komucha i jedną z wielu wymówek, aby jak najmniej czasu spędzać w dusznej atmosferze domu rodzinnego. Innych dzieciaków nie kojarzył jakoś mocno ale miał nadzieje że znajdzie dużo nowych kolegów i koleżanek.