
Szarzyzna
Józefiak się nie uśmiechał, w sumie równie dobrze mógłby robić za grabarza. I jednocześnie był starym belfrem, za którym stały dziesiątki lat doświadczenia w zawodzie. Co bardziej naiwni pewnie by gadali, że on ma tam w głowie taki radar i rentgen, co wykrywa i prześwietla każdego ucznia na wylot i od razu demaskuje wszystkie szachrajstwa.
Nie. Józefiak był tym rodzajem nauczyciela, który na uczniowskich wykrętach, kłamstwach i psikusach zjadł zęby.
No żesz ty cholero! - mogła klnąc w głowie Ariadna, gdy Józefiak w drodze na salę gimnastyczną (nie było daleko, ot, w sumie zaraz za róg) naprawdę uważał, żeby iść z tyłu. Próba spowodowania żeby nauczyciel ich wyprzedził (Ariadna zwolniła, a Iwona szybko dostosowała się do jej kroku) nie wyszła:
- Wracać na salę - wypowiedziane beznamiętnym głosem.
Iwona nadal ściskała torbę. Mogła się domyślać, że jej niebieskie włosy działają na nauczyciela jak płachta na byka.
Przy Józefiaku wszystko szło nie tak. Spróbowała z drugiej strony, wskazując na kroplę na palcu. Tu już stary Józefiak się zawahał. Niespodziewanie na pomoc przyszła jej obca dziewczyna:
- Proszę pana, gdzie tu są toalety.
Józefiak skapitulował
- Ale się pospieszcie - powiedział i wskazał na najbliższą szatnię. Po chwili trzymanym w dłoni kluczem (z dużym, drewnianym brelokiem) otworzył ze drzwi (co chwila obserwując Ariadnę). Wycofał się na korytarz przy wejściu na salę gimnastyczna. Stał w takim miejscu, że jednocześnie obserwował co się dzieje w korytarzyku przy szatniach (tam też stały te szafki) oraz wejście na salę gimnastyczną (przez otwarte drzwi dobiegał głos pani dyrektor).
- I myć ręce!
Ta druga dziewczyna widocznie nie miała żadnych lewych interesów tylko od razu zamknęła się w kabinie.
***
Apel dobiegł końca, pani dyrektor życzyła wszystkim miłego i dobrego roku szkolnego, potem zadzwoniła dużym, ręcznym dzwonkiem zaczynając nowy rok szkolny. Rozległy się brawa, nauczyciele zabrali uczniów do swoich klas, pierwsze klasy miały jeszcze zostać na sali. Została też jedna ze starszych klas, oglądająca się na Józefiaka, stojącego przy wejściu na salę z czwórką pechowych uczniów.
- 3A, poczekajcie na boisku, zaraz do was przyjdę.
Oprócz pani dyrektor i Józefiaka na sali był jeszcze nauczyciel i nauczycielka, oboje mniej więcej w wieku waszych rodziców (nie dotyczy mamy Poganina). Gdy tylko 3A wyszła z sali, Józefiak poprowadził pechową czwórkę (ponownie idąc za nimi) do reszty zgromadzonych.
- Pani Doroto, mamy pierwszy przypadek wandalizmu w tym roku. Przyłapałem tych tu na niszczeniu szafek. Zechce pani to zobaczyć.
Wśród uczniów rozszedł się szmer. Uśmiechniętej pani dyrektor zszedł z twarzy uśmiech. Józefiak przepuścił ją przodem, pani dyrektor szła bardziej nerwowo. Zniknęli z pola widzenia na minutę, może dłużej. Gdy wrócili, pani dyrektor z trudem hamowała swoją wściekłość:
- Milczycie niepytani. I tak jak pan Józefiak wam powiedział, przychodzicie jutro rano do szkoły z rodzicami. Albo innym opiekunem prawnym - aż drżała - ósma rano. Pod sekretariatem.
Dalej poszło już szybciej. Wśród obecnych pierwszoklasistów sprawdzono obecność, wy byliście w klasie 1B (co wiedzieliście już wcześniej). Waszym wychowawcą był pan Henryk, pani Ania miała pod sobą klasę 1A. Przy odczytaniu listy wyszło na jaw, że przyłapana czwórka jest z waszej klasy.
***
Pan Henryk prowadził klasę przez szkołę (nie było możliwości żeby się wymknąć, Józefiak poprosił nauczyciela mieć całą czwórkę na widoku). Najpierw korytarzem do starego budynku, gdzie mieścił się pokój nauczycielski, sekretariat, gabinet pani dyrektor, biblioteka, potem łącznikiem do nowego budynku, do piwnicy, gdzie były szatnie, boksy wygrodzone metalowymi siatkami z której odłaziła zielonkawa farba. Korytarzem przez piwnicę poszliście na drugi koniec, mijając zamknięte pomieszczenia. Żadne z nich nie wyglądało na salę lekcyjną. Nie było tam tę żadnych toalet.
W ten sposób nauczyciel Wrona zrobił wam rundę przez szkołę. Na parterze (oprócz sal lekcyjnych) znajdowała się też stołówka ze sklepikiem. Obecnie wszystko było zamknięte. Na korytarzach było pusto. Toalety były tutaj na każdym piętrze.
Paulina i Ariadna wiedziały , że za budynkiem od strony drugiej klatki schodowej, jest nieoficjalna "palarnia". O tej wychowawca oczywiście nie wspomniał.
Sala klasy 1B znajdowała się na pierwszym piętrze, mniej więcej w połowie korytarza. Mimo uchylonych okien nosy zaatakował smród świeżej farby olejnej. Pomieszczenie było świeżo po remoncie, olejna lamperia w kolorze piaskowym aż biła po oczach (wyżej ściany i sufit były po prostu białe). Okna wychodziły na boczną, wyłożoną trylinką, uliczkę. Szkolne boisko było po drugiej stronie budynku, niewidoczne z tej klasy.
Zajęliście miejsca (Krzysztof od razu rzucił się na sam koniec, pod ścianę, żeby nie było widać, że siedzi na skraju krzesła, kilku znanych z podstawówki kujonów zagnieździło się z przodu, paczka Adama trzymał się razem, podobnie jak paczka Pauliny, Kasia co chwila rzucała spojrzenia Mikołajowi). Ławki i krzesła nie były nowe, ale odnowione, metalowe stelaże pociągnięto czarną farbą (blaty i inne elementy ze sklejki i paździerza były tylko wyczyszczone). Co bardziej ciekawscy szybko sprawdzili, że pod blatami nie ma żadnych gum do żucia.
Zaczęło się kolejne, tym razem na szczęście krótkie przemówienie. Wasz wychowawca, pan Henryk Wrona, był nauczycielem historii oraz geografii, przy czym w tym roku szkolnym ni będzie waszym nauczycielem tego przedmiotu. Potem omówił standardowe rzeczy: Najpóźniej na początku przyszłego tygodnia przeprowadzi się wybór na przewodniczącego, zastępcy przewodniczącego oraz skarbnika klasy. Omówił szkolne wycieczki (będą dwie, jedna jednodniowa do Jeleniej Góry do teatru pod koniec miesiąca, oraz druga, dłuższa, pod koniec tego roku szkolnego). Potem przedstawił plan lekcji - odsłonił skrzydła tablicy, ukazując wyrysowaną tabelką z planem lekcji oraz wypisanymi godzinami. Było tego więcej niż w podstawówce, ale mogło być gorzej. Pierwsza lekcja zaczynała się o 8 rano, kończyli najpóźniej o 15:30. Poniedziałek i wtorek był pełen program, w środę zaczynali dopiero od drugiej godziny lekcyjnej, w środę mieli najkrócej, tylko 5 godzin lekcyjnych, a w piątek mieli o jedną lekcję krócej.
Nauczyciel poczekał, aż wszyscy przepiszą plan lekcji. Po kilku minutach (Pan Wrona nie poganiał) spytał, czy wszyscy przepisali, kilka niewyraźnych pomruków i kiwnięć głową wystarczyło mu a potwierdzenie. Wstał zza biurka, stanął na środku klasy.
- Teraz powinien wam powiedzieć, że na dzisiaj to już wszystko i jesteście wolni -uśmiechnął się, nawet całkiem sympatycznie. - Ale mam dla was niespodziankę. Jak pewnie już wiecie, na zamku prowadzone się prace remontowe. Dzięki uprzejmości ekipy z Pracowni Konserwacji Zabytków zorganizowałem dla was małą wycieczką po zamku. Klasa, wstajemy, ustawiamy się w pary i marsz na zamek! - był w dobrym humorze, pomijając sprawę Ariadny i jej paczki.
Aha, temu nauczycielowi się jeszcze chciało.