Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
KetharianK

Ketharian

@Ketharian
Obsługa Moderator Mecenas
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
1.0k
Tematy
16
Udostępnień
0
Grupy
3
Obserwujący
1
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Głęboka przestrzeń UA między Gliese i Borodino, 15.08.2183


    Ciemność żarząca się dotąd miniaturowymi punktami czerwieni zaczęła niespodziewanie znikać, rozpraszana zimnym światłem włączanych sukcesywnie elektrycznych lamp. Ich jaskrawy blask oświetlił ukryte od wielu miesięcy w lodowatym mroku wnętrza kajut i korytarzy, klatek schodowych, śluz i perforowanych płyt pomostów łącznikowych. Przemierzający czerń kosmosu statek powracał do życia, zaczynał rozbrzmiewać stukotem, pomrukiem i zgrzytem maszynerii oraz popiskiwaniem elektroniki składającej się na skomplikowaną infrastrukturę międzygwiezdnej jednostki.

    Czerwone diody systemów utrzymujących górniczy kombajn w stanie uśpienia zmieniały swoją barwę na bursztynową, później zaś zieloną. Oprogramowanie Opiekuna realizowało kolejne protokoły procesu wybudzania załogi uruchamiając systemy ogrzewania Almayera, pompując do jego wnętrza powietrze o podniesionej zawartości tlenu, przywracając do pełnej użyteczności kolejne układy systemu podtrzymywania życia.

    W ciasnej przestrzeni sali hibernacyjnej pompy tlenowe zwiększyły częstotliwość cyklu, przezroczystymi rurkami układu dokarmiania popłynęła odżywcza ciecz wzbogacona o pobudzający ludzkie mózgi hormonalny koktajl. Tkwiące od miesięcy w niemal idealnym bezruchu ludzkie sylwetki zaczęły się niemrawo poruszać, wynurzać się z otchłani farmakologicznego hypersnu.

    Siedzący w głębokim mroku jednego z pomieszczeń technicznych mężczyzna drgnął znienacka, podniósł się pełnym nadludzkiej gracji ruchem ze swojej stacji ładowania poprawiając rękawy nieskazitelnie czystego kombinezonu z naszywkami personelu medycznego. Jego oczy penetrowały ciemność przenikając ją bez trudu zaawansowaną optyką w czasie, kiedy elektroniczny mózg łączył się z bezprzewodową siecią statku analizując istotę nieoczekiwanego alertu.

    Organiczny członek załogi musiałby w takiej sytuacji udać się na mostek jednostki, przywrócić do pełnego trybu pracy uśpione komputerowe terminale i przestudiować dane zarejestrowane przez czujniki statku. Pozbawiony takich ograniczeń android przeanalizował odczyty jeszcze w podpiętej do siebie stacji ładowania, pobierając skompresowane dane z bezprzewodowej sieci bez konieczności przemieszczania się na wyższy pokład jednostki.

    Procedury towarzyszące tego rodzaju alertom nie pozostawiały androidowi żadnego wyboru. Sztuczna inteligencja odpowiedzialna za pieczę nad KM-164 stanęła w obliczu wyzwania, któremu zgodnie z przepisami czoła stawić musiała tkwiąca od wielu miesięcy w uśpieniu organiczna załoga Altmeyera.

    Przełączając swoją optykę w tryb podczerwieni syntetyk ruszył w stronę pokładowej hyperspalni, gdzie blisko tuzin nieświadomych jeszcze alertu ludzi spędzał wielomiesięczną podróż w klaustrofobicznej ciasnocie kriogenicznych kapsuł.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Dolne pokłady Bleinerta


    Każdy kosmiczny statek generował unikalną kompozycję dźwięków, doskonale rozpoznawalną dla jego stałej załogi. Wibracje, trzaski pracujących struktur, dźwięk włączonych urządzeń, piśnięcia elektronicznych instrumentów - wszystko to tworzyło znajome tło dźwiękowe, którego stałość brzmienia podnosiła komfort pracy ludzi, a każda fałszywa nuta z miejsca niosła jakieś ostrzeżenie.

    Bleinert posiadał własną muzykę, lecz jej kompozycja była członkom grupy ratunkowej zupełnie obca. Okręt sprawiał wrażenie sprawnego, jego systemy podtrzymywania życia pracowały bez zauważalnych odchyleń od normy, ale brak śladu załogi sprawiał, że wydawane przez tender mechaniczne odgłosy budziły coraz większą nerwowość części ratowników.

    Opowieść Jeremiaha Purcella - jeśli była prawdziwa - sugerowała, że na czas transferu tajemniczego ładunku z Wallandera na Bleinerta większość wojskowego personelu została skierowana do części rekreacyjnej okrętu na górnych poziomach konstrukcji. W ładowniach poniżej znaleźli się tylko oficerowie i goście, co mogło tłumaczyć całkowity brak kontaktu z załogą tendera w drodze do sekcji napędowej Bleinerta.

    Na ścianach korytarza widniały ciągi cyfr i liter będących zakodowanymi informacjami dla załogi, ale rozmieszczone w regularnych odstępach plany ewakuacyjne pozwalały bez problemu określić bieżącą pozycję zespołu.

    Po kilku minutach ostrożnego marszu opuścili korytarze biegnące wzdłuż rozległych ładowni zaopatrzeniowca, mijając rzędy zablokowanych drzwi prowadzących do sekcji towarowych w drodze ku klatkom schodowym prowadzącym poziom niżej. Windy pasażerskie Bleinerta również sprawiały wrażenie sprawnych, ale nie znając statusu zagrożenia na pokładzie tendera Marcus Holt nie zamierzał pod żadnym pozorem ryzykować uwięzienia w ciasnej przestrzeni szybu windy.

    W eterze początkowo rozbrzmiewały oszczędne radiowe komunikaty, ograniczane do starannie dobieranych krótkich zdań krążących pomiędzy ratownikami i obsadą mostka Kardashiana - komunikacja przybrała jednak na intensywności w chwili zagłębienia się w plątaninę korytarzy sekcji napędowej.

    - Odczuwalny wzrost temperatury - w głośnikach zatrzeszczał głos Eliasa - Trzydzieści jeden stopni i rośnie. To powyżej standardowych wartości.

    - Problemy z chłodziwem? Uszkodzenie układu stabilizacyjnego? - zasugerował Sadza - Może ten kwas przeżarł się do rur?

    - Potrzebuję dostępu do centrali reaktora - powiedział Elias - Jeśli komputery nie są zablokowane, sprawdzę ustawienia chłodzenia…

    - Niezidentyfikowana przeszkoda - beznamiętny głos idącego przodem androida przeciął w jednej chwili dyskusję, skierował spojrzenia wszystkich ratowników w stronę Adama - Nie sprawia wrażenia integralnej części konstrukcji. Pochodzenie nieznane.

    Android zagłębił się w jedną z technicznych odnóg głównego korytarza, oświetlił ją snopem światła padającego z wmontowanej w hełm latarki, a potem przyklęknął na podłodze odsłaniając obszerniejsze pole widzenia dla swoich towarzyszy.

    - Co to jest? - zapytał kapitan Hannibal przesuwając zaskoczonym spojrzeniem po szkliście połyskliwych czarnych konturach substancji pokrywającej w nieregularnym stopniu podłogę ściany i sufit odnogi - To… grafit? Stwardniały grafitowy proszek? Jakiś nalot?

    Joshua Gleeson docisnął się do pleców Eliasa i Siergieja, wspiął się na czubki palców próbując wyjrzeć ponad ich ramionami w stronę znaleziska Adama.

    - Tego jest strasznie dużo jak na przypadkowe rozsypanie sproszkowanego ładunku - powiedział Hannigan przyglądając się uważnie czarnemu nalotowi, który w wielu miejscach ukrywał pod warstwą dziwacznej czerni oryginalną konstrukcję korytarza - Sprawia wrażenie bardzo twardego. Adam, co to może być?

    - Nie jestem w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi, kapitanie - oznajmił android - Może to materiał syntetyczny, ale nie mogę wykluczyć pochodzenia biologicznego.

    - Biologicznego? - w radiu rozbrzmiał zaskoczony głos Davyego O’Collana - W jakim sensie?

    - Sprawdźcie integralność swoich skafandrów - polecił natychmiast Hannigan - Nikt oprócz Adama nie pobiera żadnych próbek bez mojej zgody.

    - To może być pozostałość po skroplonym środku systemu przeciwpożarowego - zasugerował Sadza - Kto wie, jakich chemikaliów używa wojsko? Po tych wybuchach, co o nich mówił soldatik alarm mógł uruchomić zraszacze w tym przejściu, prawda?

    - Jeśli tak, to czemu tylko tutaj? - odpowiedział z powątpiewaniem Holt - Nigdzie indziej po drodze nie widziałem śladu takiego osadu. Ani śladu pożaru. Adam, jak daleko ten nalot ciągnie się w głąb przejścia?

    - Trzymajmy się na wszelki przypadek procedury skażenia przemysłowego - zaproponował natychmiast doktor Crowe. Przeszyty dreszczem niepokoju Joshua wyciągnął rękę chcąc klepnąć w geście aprobaty ramię stojącego przed nim Eliasa.

    Wyciągnął ją, ale niemal natychmiast cofnął, dwa razy szybciej niż przy wyciąganiu. I zrobił bezwiednie krok w tył czując w myślach ponaglenie zwiniętego w kłębek instynktu samozachowawczego; przerażająco świadomy tego, że nikt inny nie widział jeszcze tego, co on.


    Mostek Kardashiana


    - Biologicznego? W jakim sensie? - sapnął zaskoczony pilot. Odwracając się w fotelu wymienił pełne zdumienia spojrzenia, nim jednak którekolwiek z nich zdążyło wyrazić na głos opinię na temat zagadkowego odkrycia w trzewiach zaopatrzeniowca, na ekranie pilota zamigotała alarmowa ikona systemu monitoringu. Davy uderzył kilkakrotnie palcem w dotykowy wyświetlacz, przełączył obraz z livestreamu grupy ratunkowej na podgląd kamer sieci bezpieczeństwa.

    - Otwarcie drzwi hyperspalni - rzucił w stronę Nadii klikając wściekle w rozwijane menu monitoringu - Ktoś otworzył drzwi spalni.

    To nie mógł być Purcell, O’Collan natychmiast wykluczył taką ewentualność. Adam znał się na swojej robocie, starannie skontrolował parametry urządzenia kriogenicznego po wprowadzeniu rozbitka w śpiączkę. Nie istniała żadna szansa na to, aby wojskowy sam się wydostał z kapsuły i otworzył drzwi spalni. A to pozostawiało swoje podejrzanych.

    W radiu słuchać było głosy rozmawiających między sobą ratowników, ale Davy skoncentrował swoją uwagę na obrazie monitoringu, za plecami słysząc kroki zbliżającej się szybko Nadii i mamrocząc jednocześnie pod nosem jakieś przekleństwo.

    Zgodnie z regulaminem tyczącym się zachowania na pokładzie przynajmniej szczątkowej prywatności, hyperspalnia pozbawiona była kamer, podobnie jak przylegające do niej toalety i prysznice. Obserwując wejście do pomieszczenia przez kamerę widzącą w poprzedzającym ją korytarzu, Davy mógł jedynie czekać aż intruz opuści spalnię ujawniając swoją tożsamość.

    - Założę się, że to ta arogancka suka - syknęła Nadia pochylając się nad siedzącym w fotelu pilotem i wbijając wzrok w ekran - Od początku przeczuwałam, że będzie nam bruździć.

    Davy nie odrywał wzroku od widocznych wyświetlaczu otwartych drzwi spalni i kiedy kilkanaście sekund później dostrzegł na nim nagle poruszenie pojął, że Nadia miała w pewnym sensie rację.

    - Ja pierdolę, to młody? - zdumiała się Volkova patrząc jak William Biscuit przemieszcza się ostrożnymi ruchami w polu widzenia kamery, krok za krokiem skradając się w kierunku otwartych drzwi spalni - Co on ma w rękach? Czy to jest broń?!


    Dolne pokłady Bleinerta


    Coś uderzyło bez ostrzeżenia w górną część hełmu Eliasa i po przezroczystej przyłbicy doktora spłynęła nitka równie przezroczystego płynu, który z jakiegoś powodu skojarzył się Crowe z żywicą. Druga duża kropla cieczy rozbryzgnęła się tuż obok pierwszej wykreślając na pancernym szkle osłony hełmu nierówny wzór opadający miniaturowymi zygzakami w dół przyłbicy.

    Doktor uniósł odruchowo wzrok, spojrzał w kratownicę znajdującego się ponad swoją głową szybu wentylacyjnego i zesztywniał porażony irracjonalnym wrażeniem, że dostrzega w jego mroku jakiś dziwny kształt wyraźnie nie pasujący konturami do przeznaczenia otworu.

    Spomiędzy krat spadła kolejna kropla przezroczystej cieczy i wydający się być jedynie wytworem pobudzonej wyobraźni kształt znienacka się poruszył.

    W ciasnej przestrzeni odnogi rozległ się dźwięczny metaliczny szczęk wyrwanej z ramy kratownicy.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Środkowy pokład Bleinerta


    Marcus Holt otworzył ogień z Armata nie zdejmując palca nawet na sekundę ze spustu karabinu, zasypując smoliście czarnego stwora gradem pocisków. Huk wystrzałów wypełnił przestrzeń korytarza i wnętrze hełmów ratowników, zagłuszył ich przerażone krzyki swoim rytmicznym łoskotem. Trafiany raz za razem drapieżny kształt zaczął się szaleńczo miotać, kiedy kolejne kule przebijały coś, co mogło uchodzić w oczach Caleba Hannigana za syntetyczny pancerz. Odrętwiały z szoku kapitan pewien był w pierwszej chwili, że widzi najnowsze osiągnięcie robotyki Weyland-Yutani, nieznany jeszcze publice model nowego androida do zadań specjalnych - lecz kiedy ze szklistej paszczęki napastnika popłynęła kakofonia absolutnie zatrważających wrzasków, technologiczne przeświadczenie Hannigana zaczęło się w jednej chwili rozsypywać jak domek z kart.

    Ostrzeliwany przez Holta stwór przewalił się w bok, uderzył ogonem w jedną ze ścian, odbił się od niej wykonując niezwykły przewrót w powietrzu i lądując ponownie na giętkich tylnych kończynach. Z przestrzelin w jego połyskliwym pancerzu wyciekał jakiś organiczny płyn, który w kontakcie z podłogą i ścianami korytarza natychmiast zaczął wydzielać smużki dymu.

    - Zabij to! - krzyknął wyglądający zza progu ładowni Elias Crowe, kurczowo uczepiony futryny drzwi i próbujący dostrzec coś więcej przez spękaną przyłbicę hełmu - Zabij to!

    M41A1 umilkł w tej samej sekundzie pozostawiając za sobą cichnące echo wystrzałów oraz inny dźwięk, ledwie słyszalny w huku własnych serc dudniących szaleńczo w uszach ratowników.

    Charakterystyczny metaliczny trzask, który zmroził wszystkim jeszcze bardziej krew.

    Odgłos uderzającej w pustkę iglicy karabinu.

    - Gleeson, zamykaj drzwi! - krzyknął Hannigan widząc jak ociekający silnie żrącym kwasem organiczny kształt przywiera tylnymi nogami do posadzki - Odwrót do ładowni!

    Stwór skoczył przed siebie z przysiadu, z nieprawdopodobną gracją i w sposób, którego widok byłby czymś wręcz pięknym, gdyby nie był tak straszny - skoczył wprost na naciskającego niczym w amoku spust broni Holta unosząc ponad swoją podłużną obłą głowę długi segmentowany ogon.

    Giętki czarny organ, zakończony przywodzącym na myśl grot włóczni szpicem, wydawał się żyć własnym ruchliwym życiem i kiedy stwór wpadł pomiędzy przerażonych ludzi opryskując ich swoją kleistą śliną; kiedy oficer medyczny Kardashiana rzucił się na niego z podniesioną z podłogi sufitową płytą próbując odwrócić uwagę bestii od swoich ludzkich towarzyszy; giętki czarny ogon przeszył powietrze wbijając się z głośnym trzaskiem rozdzieranego materiału w próżniowy skafander tuż pod prawą pachą Marcusa Holta.

    Wszedł weń na niemal całą długość ostrego jak brzytwa grotu wytrącając mężczyźnie broń z ręki i ciskając nim o ścianę, po której Holt osunął się niczym worek śmieci na podłogę.

    Rozgrywka

  • Czytanie sesji
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Przyznaję bez bicia, że czytam bardzo dużo i z dziką namiętnością, w niemal każdym wątku sesyjnym, a często i w komentarzach. Powodów znajdzie się tuzin - sesje ulubionych MG, które mnie wciągają swoją fabułą; obserwacja nowych użytkowników, ocena ich umiejętności, czerpanie dobrych pomysłów do własnego użytku; prewencja w przypadku zarzewia jakiegoś niepotrzebnego konfliktu. Generalnie lubię czytać dla samego czytania i lubię uniwersa, w których tutaj gramy, dlatego od momentu uruchomienia RT śledzę praktycznie każdy temat. Na LI zdarzało mi się czytać cudze sesje na wyrywki, chociaż przeczytanie jakiejś od deski do deski jeszcze nie było dla mnie standardem.

    P.S. Przypomniałem sobie jeszcze jeden powód, mianowicie jak mi MG (lub gracz) laguje we wspólnej sesji, ale postuje jak gdyby nigdy nic w innych, to też je sobie czytam, żeby zobaczyć, co w tych innych wywabiło go z norki w przeciwieństwie do mojej.

    Forum

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    Szanowni, oto dzień 01.06.26 i dobrze sobie tę datę zapamiętajcie, albowiem właśnie dzisiaj do stołu podano i znamy też finalne menu, bo wszyscy zadeklarowani w rekrutacji gracze wrzucili do wczoraj swoje posty. Tym samym pierwsza kolejka zostanie zamknięta i teoretycznie mam teraz dwa dni na wprowadzenie Was do drugiej.

    I tutaj pojawił się pewien kłopot, dla którego już znaleźliśmy rozwiązanie. Jaki kłopot? Teoretycznie teraz powinniśmy najpierw rozegrać scenę dla trzech graczy na mostku, a dopiero potem wspólną scenę dla wszystkich w kantynie, co najpewniej oznaczałoby jeszcze tydzień czekania na możliwość gry dla siedmiu postaci w kantynie. Aby tego uniknąć, po cicho i bez rozgłosu rozegraliśmy mostek w czwórkę (ja. Marrrt, GreK i Davy) w gdocu w międzyczasie, w oczekiwaniu na ostatnie posty pierwszej kolejki. Tym samym w wątku sesji, dzisiaj lub jutro, najpierw znajdziecie cztery szlifowane jeszcze posty dla kolejki 1.5, a następnego dnia post otwierający spotkanie w kantynie, gdzie wrócicie już wszyscy do wspólnej gry. W/w graczom chciałbym w tym miejscu podziękować za wzorową kooperację w przerobieniu kolejki 1.5.

    P.S. @rerebirth , kapitan Hannigan może wiele wybaczyć, ale plotki sugerują, że już kilku załogantów wyrzucił przez śluzę za przejawy niechęci wobec kota…

    Komentarze

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Niektórzy z Was być może wlaśnie zauważyli, że w dziale „Sesje future” pojawiły się już sub-wątki do naszej sesji, ale ponieważ to wstępny etap organizacyjny, poprosiłbym o odrobinę cierpliwości, na razie jeszcze nie będziemy tam postować. Dam znać, kiedy każdy z tych wątków zostanie otwarty.

    Archiwum alien

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Mieszkanie SlimWire, 23:09


    Sieciarz zamrugał załzawionymi oczami, rozpaczliwie, zwierzęco wręcz panicznie. Widok dwojga stojących nad nim uzbrojonych intruzów przełamał ślepy upór gospodarza, uświadomił mu cenę dalszego braku kooperacji.

    - Switch nie był normalny, ale ty jesteś jeszcze gorsza od niego - wyjęczał zniekształcając słowa tak, że Brazil ledwie go rozumiała - Nikomu nic nie powiem, ani o tobie ani o nim. Po prostu stąd wyjdźcie. Przeklinam ten pierdolony dzień, w którym go poznałem.

    - A mnie zaczyna się podobać - powiedziała Artemida poklepując go płazem nożyka po nosie - Obiecałam, że cię załatwię jak przyjadą ci z Tren de Agua, a oni właśnie przyjechali. Nie wykazałeś się współpracą od razu, wystrzępiłam sobie jęzor i łamię dane słowo. Cieszysz się, że go nie dotrzymam? Życie na loterii wygrałeś ze mną i nie waż się tego spierdolić.

    SlimWire ponownie coś wymamrotał, podniósł opuchniętą od nadmiaru wody rękę w zamiarze odsunięcia trzymającej ostrze dłoni kobiety. Brazil umknęła przed nim niczym gazela przed morsem.

    - Dobra, co powiesz, kiedy spytają? Poszło przepięcie, nic nowego, straciłeś na chwilę zasięgi, spaliło ci trochę hardu i nadrabiasz zaległości, nikogo tu nie było. Daj dyskretnie znać jak to gówno przestanie śmierdzieć to ci pomogę za przysługi. Powiedz swoim cynglom, że przyjedzie do ciebie technik do pomocy ze sprzętem. Trzeba się śpieszyć, bo wiele na deku teraz nie zrobisz. Módl się do Róży z Limy, żebym nie żałowała swojej decyzji.

    Opuszczając uzbrojoną w nożyk dłoń netrunnerka cofnęła się o kilka kroków, przechyliła głowę w stronę pociągniętego za ramię Dingo przysuwając usta do jego ucha.

    - To śliski gość, ale może się jeszcze przydać. Nie chcę mieć na karku policji, gangi mi wystarczą. Oczywiście jak go przycisną, to puści farbę, ale i tak nas znajdą. Potrzebujemy Raze’a.

    Nomada skinął głową w odpowiedzi. Brazil schyliła się w stronę SlimWire sięgając palcami po tkwiącą w jego interfejsie drzazgę, a kiedy się wyprostowała przy wtórze bolesnego jęku netrunnera, Houston stał już na metalowym rusztowaniu przeciwpożarowych schodów.

    Artemida poszła zwinnie w jego ślady, po parapecie na zewnątrz budynku, w ciepły letni mrok nocy wolny od uciążliwego odoru mieszkania SlimWire.

    Dingo poruszał się pewnymi krokami, cały czas wydając z siebie charakterystyczne nieludzkie dźwięki węszenia, które przydawały mu w myślach Brazil egzotycznej aury dwunożnego drapieżnika. Piętro po piętrze w dół aż na pogrążony w ciemności plac na tyłach apartamentowca. Pusta plastikowa puszka strzeliła pod butem Artemidy, zaszeleściły jakieś papierowe śmieci. Od strony ulicy dobiegały stłumione dźwięki przejeżdżających pojazdów i tłoczących się na chodniku mieszkańców, ale sam plac jawił się oazą niepokojącej wręcz ciszy.

    - Brazil - Dingo przekręcił głowę w stronę towarzyszki, tonacją swojego głosu budząc w netrunnerce złe przeczucie - Te ślady idą tam… do tego kontenera…

    Wieki przemysłowy kontener na śmieci rysował się w mroku rozmazanymi konturami czerni wtopionej w czerń, niczym współczesny sarkofag skrywający czyjś prowizoryczny grób.

    Dingo podszedł do kontenera pierwszy, schował pistolet do kabury, zawahał jeszcze chwilę, a potem złapał obiema rękami za jedną z klap i pchnął ją pośród metalicznego zgrzytu w górę. Brazil wyrosła u jego boku z zapaloną lampką smarthinga, poświęciła nią do środka.

    Oboje odruchowo wciągnęli powietrze, wizgiem zdradzającym głęboki szok pomimo tego, co ledwie sekundę wcześniej podpowiadał im bezlitosny zdrowy rozsądek.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Aktualna sytuacja taktyczna


    Moi drodzy, pierwsza znacząca scena tej przygody za nami. Myślę, że nie tylko mi przysporzyła sporej dawki emocji. Kiedy odtwarzam ją sobie raz jeszcze w pamięci, mam wrażenie, że świetnie by wyglądała w nowej odsłonie filmowego Aliena. Działający według zaprogramowanych imperatywów android uratował Wam życie powstrzymując potwory przed zmasakrowaniem reszty ekipy kosztem siebie samego.

    Wasza piątka znajduje się obecnie w sprawiającej bezpieczne wrażenie (przynajmniej na chwilę) ładowni. Chciałbym teraz prosić Was o odpowiednio emocjonalne, suto okraszone strachem, paniką i histerią posty, w których Wasi bohaterowie zorientują się, w jaką wpadli pułapkę; że napotkali na nieznaną wcześniej formę kosmicznego ksenodrapieżcy i że chyba już wiedzą, co zniszczyło androida Weyland-Yutani i najpewniej stoi za zniknięciem załogi Bleinerta. Szykuję się na prawdziwie dramatyczną ucztę literacką! Oczywiście jest to doskonały moment na interakcję pomiędzy postaciami, w trakcie której możecie krzyczeć na siebie nawzajem oraz na O’Collana przez radio, więc nie musicie poprzestać na pojedynczych postach, tylko stworzyć przeplatającą się serii interakcji.

    Co do strony technicznej, stoicie całkiem wysoko z poziomem Stresu (Holt 6, reszta 5). Pięć minut postoju w miejscu, gdzie teraz jesteście odejmie Wam po jednej kostce. Udany test Command Hannigana zdejmie tyle, ile sukcesów wyrzuci kapitan. Oczywiście nie musicie aktywnie dążyć do redukcji Stresu, bo łatwiej dzięki niemu testować umiejętności, ale pamiętajcie, że efekt paniki testuje się jako 1k6 + Stres Level, a od sumy 10+ zaczynają się niebezpieczne efekty uboczne.

    Na mostku Davy i Nadia znajdują się zapewne w równie ciężkim szoku i jedynie Delilah z Billem pozostają w błogiej nieświadomości tego jak bardzo w jednej chwili eskalowała sytuacja. Dwoje ostatnich graczy muszę ponownie przeprosić za przeciągające się zawieszenie w akcji ich bohaterów, ale w ramach rekompensaty wymyśliłem dla Was na późniejszym etapie gry tak emocjonujące sceny, że wszyscy inni będą ich Wam dziko zazdrościć!

    Aha, wracając na chwilę do ratowników chciałem przypomnieć, że straciliście Adama, jego pakiet medyczny, jego detektor ruchu i karabin Purcella, a próżniowe skafandry Holta i Crowe są uszkodzone.

    To chyba wszystko na ten moment, powodzenia!

    Komentarze

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Megablok H10, 15.07.2077, 0:35


    Taksówkarz pokonał Kanał Parsonsa skrajnym nadmorskim mostem, toteż przed oczami pasażerów otworzyła się na chwilę czarna panorama pogrążonych w ciemnościach nocy wód zatoki del Coronado, rozjaśniona w jednym miejscu jaskrawymi światłami kosmodromu NCX.

    Jakiś wahadłowiec akurat piął się ku ziemskiej orbicie, ciągnąc za sobą imponujący warkocz płomieni i piękno tego widowiska przykuło uwagę tych pasażerów taksówki, którzy akurat spojrzeli w tamtą stronę.

    Zaraz potem samochód zjechał na Słoneczny Bulwar i zagłębił się w neonowy chaos Little China znikając w tunelach przecinających partery ogromnych metropolitalnych budynków. Pomimo późnej pory chodniki i jezdnie tętniły życiem, wszędzie wokół tłumy ludzi korzystały z dekadenckiego uroku nocnego życia w jednej z rozrywkowych dzielnic Night City.

    HiFi czekał w umówionym miejscu, zrywając się z betonowego murku na parkingu przylegającym do jednej z licznych wind megabloku. Wysiadając z taksówki Shawn cmoknął znacząco na widok broni, która mignęła mu na sekundę pod kurtką młodzieńca; potem zapukał w szybę drzwi kierowcy. Brodaty gość wyciągnął w jego stronę płatniczy terminal, nie otwierając z oczywistych względów bezpieczeństwa kuloodpornego okna. W Combat Cab jeździli kierowcy zahartowani w ogniu ulicznej przestępczości i żaden z nich nie dałby sobie strzelić w ucho za półtorej setki eurodolarów.

    Nie, żeby Frog nie miał na to przelotnej ochoty wbijając do swojej aplikacji kwotę stu pięćdziesięciu baksów. Kurs za kupę kasy, ale z podwyższoną gwarancją bezpieczeństwa - na czymś takim tej nocy nie warto było oszczędzać.

    - Zablokuj windę! - rzucił w stronę HiFi przelewając zapłatę za przewóz i chowając smartfona z powrotem do kieszeni spodni - Mack, łap go za ręce, musimy go wypchnąć za próg.

    HiFi stał kilkanaście kroków od samochodu, ale i tak zauważalnie zbladł, kiedy jego spojrzenie padło na zakrwawionego Switcha. Jakaś zmierzająca w stronę windy rozbawiona para też z miejsca zauważyła fiksera i natychmiast zawróciła w kierunku, z którego nadeszła.

    Dziesięć minut później Raze More leżał już na futonie w swoim pokoiku, skrupulatnie oglądany z każdej strony przez wstrząśniętą jego stanem Brazil.

    - Nie uwierzysz, co to była za akcja, młody - powiedział Shawn wyciągając z paśnika w salonie puszkę NiColi i włączając pilotem klimatyzację - Napierdalali się Trenosi z Szóstkami, na wciągnięcie ręki od nas! Włącz telewizor, puszczę ci streama z oka, wszystko nagrałem! Ja pierdolę, jeszcze mam ciarki. Streeci sto procent profeski, weszli w meksów jak nóż w masło.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    Ambulatorium Kardashiana


    Mężczyzna w zniszczonym wojskowym uniformie wodził wzrokiem po górujących ponad nim ludziach, oczami pełnymi narastającej z każdym uderzeniem serca podejrzliwości i rezerwy. Caleb podejrzewał, że spory udział w źródle tej rezerwy miał mocny rosyjski akcent Siergieja, chociaż poza nim nic nie dawało rozbitkowi powodu do podejrzeń, że trafił na statek Unii.

    - Dobrze, synu, zacznijmy prosto - pierwsze słowa Davyego zabrzmiałyby zabawnie w innych okolicznościach, bo wojskowy wyglądał na starszego od O’Collana - Nazwisko, funkcja, statek i pracodawca. Potem powiedz nam, czemu strzelałeś do ludzi, którzy wyciągnęli cię z trumny ratunkowej.

    - Uzupełnij te informacje o stopień i nazwę jednostki - dodał Markus Holt krzyżując ramiona na piersiach.

    Rozbitek milczał jeszcze chwilę, ale usłyszane pytania wyraźnie zaabsorbowały jego uwagę, bo zmrużonymi oczami wodził teraz po pilocie i oficerze ochrony kombajnu.

    - Jeremiah Purcell, specjalista drugiej klasy, operator systemów elektronicznych, USS Bleinert, 88. Flotylla Logistyczna marynarki kosmicznej Zjednoczonych Ameryk - przerwał w końcu niechętne milczenie - Numer służbowy 17633-311-2B. To informacje, których wolno mi udzielić w trybie regulaminowym. Kim jesteście?

    - Jesteśmy ludźmi, którzy w ostatniej chwili uratowali ci życie - powiedział lodowatym tonem Holt - Odpowiedzieliśmy na sygnał ratunkowy. Przejęliśmy kapsułę. Omal nie zabiłeś jednego z nas, a mimo to leżysz w bezpiecznym miejscu, podłączony do aparatury medycznej i pijący naszą wodę. Nie sądzisz, że należy nam się minimum wyjaśnień? Co się stało z Bleinertem? Ilu było na nim ludzi? Co wieźliście? Co to jest Wallander? Chronologicznie, od początku, bez pomijania rzeczy, które wydają ci się nieistotne.

    - Nie zapomnij dodać, kogo się spodziewałeś po drugiej stronie śluzy - odezwał się ponownie Davy - Co rozwaliło wasz statek: awaria, atak, bunt, sabotaż czy skażenie? I kto gnił obok ciebie w kapsule i dlaczego?

    - To był jeden z nich - odpowiedział Purcell wymawiając słowa z ogromną niechęcią, ewidentnie reagując na presję budowaną przez przesłuchujących go mężczyzn - Jeden z drani z Wallandera. Myślałem, że to oni mnie wciągnęli na pokład. Żeby dokończyć robotę.

    - Wallander - powtórzył Marcus Holt - Co to za statek? Kto nim leciał? Weszli na wasz pokład? Zaatakowali? Uporządkowane informacje, krok po kroku, bez chaosu.

    - Co z Bleinertem? - w głosie Purcella pojawiła się nuta paniki, dźwięk świadczący o narastającym złym przeczuciu - Macie kontakt z mostkiem? Oni też wzywali pomocy?

    - O Bleinercie pogadamy za chwilę - Holt położył rękę na ramieniu rozbitka i ścisnął palcami jego ciało w sposób pozbawiony jakiegokolwiek śladu empatii - Co przewoziliście, co się stało i jak się ma do tego Wallander?

    - Nie jesteście upoważnieni do uzyskania takich informacji - odpowiedział Purcell - Tajemnica służbowa. Nie wolno wam nawet mnie przesłuchiwać. Musicie mnie odstawić z powrotem na pokład Bleinerta… albo na pokład innej jednostki marynarki Zjednoczonych Ameryk, jeśli mój okręt nie jest dostępny. Co z nim, znacie status Bleinerta? Nawiązaliście z nim łączność?

    - Jesteśmy w trakcie odpowiednich procedur - oznajmił kapitan Hannigan - Twój okręt wygląda na stosunkowo nienaruszony, ale nie odpowiada na wezwania radiowe. Nie znamy statusu reszty załogi. Jako dowódca amerykańskiej jednostki cywilnej jestem zobowiązany do przeprowadzenia operacji ratunkowej na pokładzie Bleinerta. Udzielenie wyczerpujących informacji na temat tego, czego możemy się tam spodziewać leży w twoim najlepszym interesie, żołnierzu. Postępowanie wyjaśniające w przyszłości będzie się opierało w znaczącej mierze na naszych zeznaniach. I to od nas zależy jak ocenimy w nich twój stopień kooperacji. Tak więc zacznij odpowiadać na pytania moich ludzi.

    - A jeśli powiem coś za dużo, mogę stanąć przed sądem - żachnął się Purcell, ale Holt wyczuł w jego głosie wahanie - Ile czasu byłem w tej kapsule?

    - Prawie miesiąc - odpowiedział Siergiej przywołując grymas grozy na twarz rozbitka.

    - Słuchajcie, tak naprawdę to ja prawie nic nie wiem. Wykonywaliśmy zwyczajną misję logistyczną, przeładunki zaopatrzenia dla okrętów patrolowym w ustalonych wcześniej miejscach, standardowa robota. Potem nagle dostaliśmy info z mostku, że będziemy mieli spotkanie z jednostką cywilną i przeładunek cargo o wysokim stopniu tajności. Większość załogi została wysłana na ten czas do kantyny albo do siłowni. Ja byłem na stanowisku w pomocniczym centrum namierzania z podglądem na sensory. Tamten statek miał wyłączony transponder, ale poprzez kamery optyczne zauważyłem nazwę Wallander na burcie. Tamci weszli na nasz pokład śluzą towarową, przez dwadzieścia minut nic się nie działo, ale nie wiem, co robili. Nasi oficerowie musieli być razem z nimi w ładowni.

    - Tożsamość, przynależność? - zapytał Holt marszcząc w sceptycznym grymasie nos - Oznakowania na kadłubie tamtego statku?

    - Tylko nazwa, nic więcej nie zauważyłem - pokręcił głową Purcell - Stanęli z nami burta w burtę, połączyli się kominem tranzytowym śluza w śluzę. Na tak bliskim dystansie nie da się prawie nic zobaczyć przez kamery.

    - Co stało się po tych dwudziestu minutach? - zapytał z wyczuwalną niecierpliwością O’Collan.

    - Coś gdzieś wybuchło - Purcell wzruszył nieporadnie ramionami - Zaczął wyć alarm przeciwpożarowy, a zaraz potem usłyszałem strzały, dużo strzałów. I komunikat do ewakuacji. Miałem jedną kapsułę zaraz obok centralki, złapałem tylko gnata z zaczepu na wszelki wypadek i wykonałem rozkaz.

    - Drugi człowiek z kapsuły, na pewno należał do ekipy z drugiego statku? - spytał Davy.

    - Przecież widać od razu - sarknął z wysiłkiem rozbitek - Wskoczył mi na plecy w progu, zaczęliśmy się bić. Wyrwał mi karabin, próbował zastrzelić, rozwalił kulami połowę aparatury, sterowniki hypersenne, komunikator. Nie wiem jak mi się udało go załatwić, nic z tego nie pamiętam wyraźnie, wszystko jak przez mgłę.

    - Chciał uciec z pokładu tą samą kapsułą? - upewnił się Hannigan - Był sam, nie zauważyłeś nikogo więcej?

    - To działo się za szybko - odpowiedział niepewnie wojskowy - Kapsuła się zamknęła automatycznie jak tylko przelecieliśmy przez próg. Nawet jeśli na korytarzu byli inni, nie zdążyli się załapać. Nie mam dla was precyzyjnych informacji, skurwysyn mnie zamroczył pierwszym ciosem.


    Mostek Kardashiana


    Nadia Volkova nie podniosła się z siedzenia po wyjściu O’Collana. Rozkazy kapitana były jasne, ale nie sądziła, aby jej absencja w ambulatorium miała pociągnąć za sobą jakieś konsekwencje z jego wykonaniu. W zaistniałych okolicznościach doświadczenie i instynkt podpowiadały jej, że mostku nie należy pozostawiać pod wyłączną kontrolą Opiekuna.

    Zwłaszcza po odkryciu modułu obrony rakietowej na przeciwnej burcie zaopatrzeniowca.

    Nadia nie miała za sobą wojskowej służby, całe życie spędziła na pokładach statków cywilnych; ale nie potrzebowała specjalistycznych szkoleń, aby wyobrazić sobie jak drugi statek - będący w tej chwili jedynie gasnącą chmurą napromieniowanych gazów - próbuje oddalić się od Bleinerta i pada ofiarą roju samonaprowadzających rakietowych pocisków. Nie mogła rzecz jasna wykluczyć innych scenariuszy, ten jednak sprawiał najbardziej realne wrażenie.

    Na ekranie jej konsolety widniały zdjęcia zrobione przez zewnętrzne kamery Kardashiana w trakcie przerwanego oblotu tendera. Nadia zaczęła je w skupieniu przeglądać zaczynając od wyrzutni rakiet. Dwadzieścia tub zgrupowanych po pięć w czterech rzędach, niczym nieśmiertelne radzieckie katiusze sprzed prawie trzystu lat. Ich pokrywy pozostawały zamknięte sugerując pracę systemu w trybie uśpienia, ale Nadia nie wątpiła, że ten stan rzeczy mógł ulec zmianie za jednym naciśnięciem guzika na którejś z konsolet Bleinerta.

    Jej spojrzenie przesunęło się na fotografię dziury w zewnętrznym kadłubie zaopatrzeniowca. Nadia uznała ją wstępnie za efekt celnego strzału z pokładu drugiego statku, kiedy jednak powiększyła obraz chcąc oszacować rozmiary wyrwy, zmarszczyła bezwiednie czoło.

    Ponownie powiększyła obraz studiując obrys dziury i skubiąc w głębokim zamyśleniu zębami dolną wargę.

    Analityczny umysł podsunął natychmiast odpowiedź na zadane w myślach pytanie, ale zdrowy rozsądek odrzucił ją jako zbyt nieprawdopodobną.


    Prawa śluza Kardashiana


    Elias Crowe uważał się za człowieka ponadprzeciętnie spostrzegawczego, ale z zakłopotaniem musiał przyjąć do wiadomości, że nie ma pojęcia, kiedy właściwie Joshua Gleeson zniknął ze śluzy. Najmłodszy stażem załogant Kardashiana już wcześniej dał się poznać jako człowiek niezwykle utalentowany w skrytych rejteradach z miejsc, w których czekała go jakaś praca, tym razem jednak przeszedł samego siebie korzystając z dosłownie kilku sekund, w których uwaga doktora skupiła się na trupie drugiego rozbitka.

    Stary mężczyzna westchnął z niesmakiem, obszedł wokół łóżko do hypersnu odnotowując w myślach kilka przestrzelin na jego obudowie. Nie miał już wątpliwości, że wewnątrz kapsuły doszło do wcześniejszej strzelaniny i że ofiarą latających wszędzie pocisków padła nie tylko pojedyncza hyperspalnia, ale i permanentnie uszkodzony radiokomunikator.

    Wojak miał szczęście, że broń była załadowana pociskami o obniżonej penetracji dostosowanymi do użycia wewnątrz kadłubów kosmicznych jednostek.

    Smród bynajmniej nie lżał, a chirurgiczna maseczka wcale nie pomagała w redukcji jego natężenia. Crowe oderwał z głośnym mlaśnięciem przyklejoną do podłogi podeszwę buta, pokrytą gnilnymi płynami wyciekającymi z ciała drugiego rozbitka. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz dane mu było pracować w równie odrażających warunkach, ale poczuł znienacka wielką wdzięczność do całego świata za istnienie absolutnego cudu pod postacią medycznych androidów.

    Coś zakłuło go znienacka w klatce piersiowej, zdjęło spazmem bólu, od którego zaczęły mu łzawić oczy. Przyłożył rękę do splotu słonecznego jakby ten gest mógł mu w czymkolwiek ulżyć i odczekał, aż ból zelżeje. Szczęście w nieszczęściu, że nie dostał na dodatek w głowę tą obluzowaną kratką wentylacyjną w hotelu na stacji Gliese.

    Coraz poważniej zaczynał obstawiać bakteryjne zakażenie płuc, chociaż powaga obecnej sytuacji sprawiała, że ponownie odsunął na bok pomysł zrobienia poszerzonych badań. Najpierw sprawa kapsuły i rozbitka, potem własne problemy.

    Coś zwróciło jego uwagę, kiedy zgiął się w pół porażony paroksyzmem bólu. Przetarł nadgarstkiem załzawione oczy uważając przy tym, aby nie zanieczyścić ich biologicznym materiałem pokrywającym palce rękawiczki. Nacisnął na wciśnięte pod obudowę hyperłóżka znalezisko czubkiem buta, wyciągnął je w swoim kierunku i podniósł ostrożnym ruchem.

    Potrzebował krótkiej chwili, aby uświadomić sobie, co właściwie znalazł.

    Po plecach przebiegł mu lodowaty dreszcz złego przeczucia, który sprawił, że Elias Crowe natychmiast zapomniał o narastającym w nieregularnym rytmie bólu w klatce piersiowej.

    Rozgrywka

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Mieszkanie w H10, klitka Dingo


    Houston uwinął się w moment z nowym aparatem dla fiksera, bo sklepiki wielobranżowe w H10 działały na praktycznie każdym piętrze oferując nie tylko artykuły żywnościowe, odzież, używki i medykamenty, ale też elektronikę, broń i amunicję czy sprzęty gospodarstwa domowego, najczęściej pochodzące z szarej strefy przemytu i kradzieży. Smarthing Switcha należał do najwyższej półki - nie był przechodzonym egzemplarzem wyrwanym miesiące temu z ręki jakiegoś turysty w Little China, tylko nowiutkim modelem Subarashi, który musiał całkiem niedawno spaść całymi pudłami z jakiejś ciężarówki w Arroyo.

    Skonfigurowane w ciągu dwudziestu minut urządzenie znalazło się w pełnej gotowości do działania, zabezpieczone kilkoma aplikacjami ochronnymi ściągniętymi przez fiksera z pirackiego serwera w Głębokiej Sieci. Jedyną rzeczą, która psuła całokształt przygotowań telefonu była pusta lista kontaktów, ale Raze był na to przygotowany, bo słusznie uważając siebie samego za zawodowca, wszystkie branżowe numery kontaktów miał zapisane w organicznej pamięci.

    W salonie bez końca leciały wiadomości z Vista del Rey i Japantown; i jedne i drugie budziły w myślach Switcha burzliwe emocje, toteż fikser zamknął się z telefonem w klitce Dingo i Froga, siadając na krawędzi jednego z łóżek i wystukując z pamięci odpowiedni numer.

    Rosario odebrał po prawie dziesięciu sygnałach, co zdradzało duże obłożenie lokalu klientami. Niedzielny poranek, Heywood na pograniczu z Japantown korzystał z natłoku turystów mających dość kuchni azjatyckich i szukających nowych kulinarnych wrażeń po drugiej stronie Mostu Kongresowego.

    - Czego? - rzucił podejrzliwym głosem widząc na wyświetlaczu swojego zapasowego telefonu niezidentyfikowany numer.

    - Zluzuj porty, Diego, to ja Switch - odpowiedział fikser - Masz chwilę na pogadanie? Patrzę od rana na wiadomości i ciągle gadają o Vine Street. Co tam się odjebało, przecież to blisko ciebie, lokalu ci nie spalili? W TV to wygląda jak pierdolona wojna światów.

    - Switch, ciulu jeden, byś kiedyś wpadł coś wypić, a nie tylko dzwonisz jak coś potrzebujesz. Już ci dawno wybaczyłem to, co odpierdoliłeś ostatnim razem. Pipa, chodź mnie zastąpić, idę na fajkę! Ale dzięki, że się troszczysz, jakbym cię nie znał to bym uwierzył. Knajpa bez szwanku, ale spaliły się dwie na wylocie Vine Street, to mam od rana więcej klientów, nie wiem gdzie ręce włożyć, a Pipa zamiast pomagać ciągle na fajki wychodzi, nie wytrzymam z tą laską, słowo daję.

    W głośniku szumiał gwar licznych głosów, szczęku naczyń i brzęku sztućców, zastąpiony po chwili dźwiękami ulicznego ruchu.

    - No dobra, to ci opowiem, co tu się odpierdoliło - oznajmił Diego Rosario Mendez, barman z latynoskiej knajpki na Republican Avenue - W nocy na dzielnię wjechały gnidy z Szóstej Ulicy, całym autobusem albo dwoma, bo małymi grupami to te kurwy srają w gacie. Zaczęli walić seriami na oślep, ale nasi są na takie akcje gotowi i zaraz poszła kontra od Tren de Agua. Połowę Szóstek odjebali od razu, druga połowa spierdoliła do jednego apartamentowca, narobiła tam syfu, zanim Trenosi ich nie wyparli za kanał. Parę godzin to trwało, prawie jak prawdziwa wojna. Żałuj, kurwa, że tego nie widziałeś, siedzisz cały czas w Watson i wpierdalasz chińskie kluski, to nic nie wiesz o prawdziwym świecie.

    - Kurwa, szczerze żałuję - jęknął pełnym żalu głosem Switch - Ale że Streeci tak na ostro weszli, nie rozumiem tego. Całkiem ochujali? Od dłuższego czasu był spokój między nimi i Heywood, znaczy się, bez takich grubych akcji. Wiesz może, co się zmieniło? Ludzie coś gadają?

    - Ludzie pierdolą różne dyrdymały, z palca wyssane bzdury - żachnął się Rosario - Pamiętaj, chcesz mieć sprawdzone informacje, dzwoń zawsze do mnie. Ale masz rację, jest w tej sprawie coś dziwnego. W tym apartamencie, w którym Szóstki narobiły gówna mieszkał jeden taki sieciarz, taki grubas, co się z łóżka nie ruszał, pewnie nawet o nim nie słyszałeś. Gość podobno robił jakieś akcje dla Trenosów i Valentinosów, ale to płotka była, tylko rozmiarów wieloryba. No i on wczoraj zniknął, rozumiesz? Gość ważył z pół tony i był za duży, żeby go przeciągnąć przez drzwi, a mimo wszystko to zniknął. Jak tam na własne oczy nic nie widziałem, ale podobno cała zewnętrzna ściana w jego mieszkaniu była wypierdolona jakby czołg w nią jebnął. I wygląda, że to robota Szóstek i ci, których nie daliśmy rady dorwać wytargali go za kanał, dasz wiarę?

    - Taka historia, że aż niewiarygodna - westchnął z zazdrością Switch - Oddałbym w zamian Brazil, żeby tam wczoraj być. To mówisz, że Streeci wbili się na dzielnię dwoma autobusami, żeby wywieźć Trenosom spod nosa ich hakera? A to skurwysyny!

    - Switch, tu się robi jeszcze ciekawiej, bo tu jest jakaś grubsza afera - Rosario zniżył lekko głos jakby nie chciał, aby podsłuchał go któryś z przechodniów - Słyszałem, że zanim zaczęła się ta rozpierducha, do tego budynku wrąbała się inna grupa. Cztery osoby albo pięć, ludzie nie są do końca pewni. Podobno zawodowcy, widać było po ruchach i gadce, profosów od razu da się poznać. Podobno zagadywali uliczne kurewki o tego grubasa. Ludzie mówią, że to musieli być korporacyjni, może jakiś jebany kill-team z Militechu albo Arasaki. Wysoka półka, kumasz, podobno dało się od razu wyczuć. Kto tam wie, co jest prawdą, ale ta szajka hitmanów zniknęła jak tylko na ulicy zaczął się rozpierdol. I grubas też zniknął. Przypadek? Nie sądzę. Ja myślę, że oni go zajebali z dzielni ze sobą, tylko nikt nie potrafi wyjaśnić jak oni to zrobili.

    - We wiadomościach nie było o tym słowa - skomentował Switch zmieniając pozycję na krawędzi łóżka - Korporacyjny kill-team, mówisz?

    - No jak czegoś nie ma w wiadomościach to możesz być pewien, że tak właśnie było, te korporacyjne kurwy i ratusz ręka w rękę łżą jak psy. A wiesz jak ci goście przyjechali do Visty? Podobno Toyotą z wypożyczalni, w chuj czerwoną odrapaną Aigo, uwierzyłbyś? Jaki hitman jeździ takim gównem? Hitman z górnym półki, bo to był kamuflaż, stary. Inni by wjechali na akcję opancerzonym Emperorem, a ci Aigo. Ktoś taki musi być w chuj niebezpieczny i Trenosi chyba też tak myślą, bo rozebrali to Aigo na kawałki, żeby tylko znaleźć jakieś ślady. A Fuentes podobno jest w amoku, bo w tej strzelaninie ktoś mu odjebał taką Rositę, lasencję do ruchania i zadań specjalnych, praktycznie na sam koniec akcji. Trenosi podobno zachodzą w głowę czy poszła na konto Streetsów czy tych korpofiutów, ale wiadomo, młody Fuentes jest zdrowo pojebany, on im nie odpuści. Zaraz przyjdę, kurwa, jeszcze nie spaliłem do końca! Tak że dużo się tutaj dzieje, stary, wpadnij się napić to pogadamy, a w ogóle to jeszcze Valentinosi zaczęli w tym grzebać, chociaż to teren Tren de Aqua, ale podobno ich nie interesuje, o co chodziło w tej napierdalance, tylko szukają jakiegoś łebka z tego apartamentowca, chuj wie, po co. Stary, muszę kończyć, bo mi Pipa łeb urwie, przyjedź na flaszkę, adios.

    Połączenie urwało się z suchym trzaskiem, pozostawiło Switcha w głębokim zamyśleniu w czterech ścianach pokoiku.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    Ambulatorium Kardashiana


    Widziany zza szybki w drzwiach pomieszczenia, amerykański wojskowy sprawiał wrażenie pogrążonego w śnie, ale dźwięk towarzyszący grupie wchodzących do środka mężczyzn sprawił, że niemal natychmiast otworzył oczy przyoblekając twarz w grymas głębokiego niepokoju.

    - Wywołaliście w końcu kogoś z moich? - zapytał przeskakując nerwowym spojrzeniem po przybyszach - Potwierdzili status?

    - Nie to nas sprowadza - oznajmił szorstkim tonem Hannigan - W twojej kapsule znaleźliśmy pewną zgubę, która dała nam do myślenia. Wiesz może, o czym mowa?

    Purcell zmarszczył czoło, pokręcił powoli głową w geście zaprzeczenia.

    - W środku było dużo łusek, ale nie wszystkie od Armata. Znaleźliśmy dwie mniejsze, pistoletowe. Skąd się tam wzięły? Gdzie jest ten pistolet? Gdzie go schowałeś?

    Bezbłędnie odczytując tonację głosu kapitana, Marcus Holt wyrósł po drugiej stronie łóżka ze złowieszczym wyrazem twarzy.

    - To był jego pistolet - odpowiedział Purcell - Gościa, który mnie napadł. Przecież wam mówiłem, zaatakował od tyłu za progiem kapsuły, walnął mnie klamką, żeby mnie ogłuszyć, ale przekręciłem w ostatniej chwili głowę, trafił w kark aż mnie zamroczyło. Szarpaliśmy się, trzymałem mu rękę swoją, wystrzelił być może ze dwa razy na oślep, potem walnąłem go w łokieć kolbą karabinu i pistolet mu z ręki wyleciał za próg kapsuły. A potem właz się zamknął. Chryste, znajdziecie ten jebany pistolet na korytarzu przy pomocniczej centralce komunikacyjnej!

    Żołnierz napiął odruchowo pasy, szarpnął nimi w bezwiednej próbie podniesienia się do pozycji siedzącej.

    - Jaki rodzaj dostępu umożliwia twoja karta kodowa? - Holt zmienił w jednej sekundzie temat, zauważalnie zbijając rozbitka z tropu - I podaj mi swój PIN.

    - Nie macie prawa do korzystania ze służbowej wojskowej karty - niepokój Purcella ustąpił miejsca złości, objawionej kolejnym szarpnięciem za pasy - Uwięziliście bezprawnie członka sił zbrojnych Zjednoczonych Ameryk, za kogo wy się macie?!

    - Ta rozmowa dobiegła końca - odpowiedział chłodno kapitan - Nie wykorzystałeś swojej szansy.

    Hannigan odstąpił od łóżka rozbitka kiwając znacząco głową Kalashnikovowi. Purcell dostrzegł ten gest i chociaż nie mógł znać jego precyzyjnego znaczenia, musiał się domyślić, że jego sytuacja właśnie drastycznie się pod jakimś względem pogorszyła.

    - Kapitanie, sir, proszę zaczekać - rzucił zmienionym głosem, pozbawionym wściekłości i dźwięczącym w zamian czystą desperacją - Kod do karty to dwa dziewięć dziewięć dwa pięć pięć. Otwiera wszystkie pomieszczenia z wyjątkiem kabiny kapitana Becketta, innych oficerów, zbrojowni sprzętu ciężkiego i ładowni specjalnego przeznaczenia, sir. Nie nawiązaliście łączności z Bleinertem, prawda?

    Hannigan odwrócił się w stronę łóżka, przekręcił w bok głowę unosząc znacząco brew.

    - Ja pierdolę, nie nawiązaliście łączności - powtórzył Purcell - To dlatego chcecie moją kartę dostępu. Chcecie przejść na pokład tendera, ale nikt tam się nie odzywa i potrzebujecie klucza. Sir, podałem wam kod w geście dobrej woli, chociaż trzymacie mnie tutaj w kajdankach jak jakiegoś kryminalistę. Ja myślę, że może być inny powód braku łączności. Moi mogą nie ufać waszemu transponderowi. Wcześniej zaatakowała nas inna jednostka cywilna. Możecie być w zmowie z tamtymi. Jeśli moja załoga żyje, może utrzymywać milczenie myśląc, że wiedząc o nich otworzycie ogień, żeby zniszczyć okręt. A jeśli uznacie ich za martwych, będziecie bardziej chętni do abordażu. Mogą milczeć i czekać, aż wejdziecie na pokład, żeby was wciągnąć w zasadzkę, a potem przebić się na wasz statek.

    Jeremiah Purcell mówił coraz szybszym tempem, pod koniec dosłownie wystrzeliwując z siebie słowa i zaciskając dłonie w pięści.

    - Proszę mnie zabrać na mostek, spróbuję ich wywołać przez radio - zaproponował wpijając się wzrokiem w Caleba Hannigana - Mogę uwiarygodnić waszą tożsamość, potwierdzić autentyczność misji ratunkowej. Proszę dać mi szansę, kapitanie!

    - Skąd masz taką pewność, że tamto starcie wygrali twoi, chłopcze - wycedził lodowatym tonem Holt - Również dobrze mogli tam zostać tylko ci z Wallandera, prawda? I nawiązując z nimi łączność mógłbyś pogorszyć naszą pozycję. Co powiesz na to?

    Purcell otworzył usta, ale zaraz zamknął je ponownie, spoglądając z niemą frustracją na swoich rozmówców.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Środkowy pokład Bleinerta


    Palnik Siergieja syczał jednostajnym dźwiękiem rozgrzanej do białości plazmy, punktowany ostrym trzaskiem odkształcającej się rolety. Przyciśnięty biodrem do wewnętrznej ściany korytarza Marcus Holt obejrzał się na pracującego w skupieniu pierwszego oficera, cały czas mierząc z odebranego Purcellowi Armata w środek wciąż pustego korytarza.

    - Są coraz bliżej! - krzyknął Gleeson wystawiając głowę zza progu ładowni i zerkając na ekran uruchamianego raz za razem detektora ruchu - Piętnaście metrów!

    - Dlaczego ich nie widzę?! - podniósł głos Holt, bezwiednie zmieniając układ palców na przednim chwycie karabinu - Powinniśmy ich widzieć!

    - Adam, gdzie oni są? - powtórzył Hannigan odrywając się od ściany, o którą oparł androida W-Y - Czemu ich nie widzimy?!

    Syntetyk wycelował tubę lokalizatora w głąb korytarza i wyemitował jeszcze jedną wiązkę energii, swoim opanowaniem tworząc nieludzki kontrast wobec balansujących na krawędzi wybuchu paniki towarzyszy.

    - Mam kontrolę nad panelem! - wrzasnął Joshua głosem, w którym panika mieszała się z rozpaczliwym tryumfem - Mogę operować drzwiami!

    Adam oderwał wzrok od wyświetlacza detektora, ale tym razem nie spojrzał wzdłuż ścian korytarza, tylko raptownym ruchem zadarł głowę wbijając mechaniczny wzrok w segmentowany sufit.

    Hannigan wciąż spoglądał na ekran lokalizatora, na trzy pulsujące zielone punkty znajdujące się w odległości zaledwie pięciu, sześciu i siedmiu metrów od grupy ratunkowej, wbrew zdrowemu rozsądkowi wciąż niewidoczne w pustej przestrzeni korytarza.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Mostek Kardashiana


    Wypowiadane przez le Fey propozycje i groźby niosły się po mostku kombajnu dominując ponad dźwiękami pracującej maszynerii. Davy poczuł jak Nadia zaciska bezwiednie palce na jego ramieniu, oderwał wzrok od komputerów ch ekranów przenosząc spojrzenie na jej zatroskaną twarz.

    - Ona może nas udupić, Davy - rzuciła przez zaciśnięte zęby Rosjanka - Ta suka na pewno ma wpływy. Nie chcę przez nią zapierdalać do końca życia na jakiejś pierdolonej asteroidzie przy wymianie karbonowych filtrów do kruszarek. Jakby nie miała wpływów, toby tak nie szczekała.

    - Szczeka, bo jest nauczona posłuchu - odwarknął stanowczym tonem pilot - Mamy tryb nadzwyczajny, nie musimy się nią przejmować, dopóki nie wrócą stary i Sadza. To ich odpowiedzialność, a nie nasza.

    - Lasalle to gigant, Davy - nie ustępowała Nadia wbijając natarczywie palce w jego mięśnie - Mogą pozwać Kelland do sądu za cokolwiek, co sobie wymyślą ich jebani prawnicy. Nienawidzę takich dziwek jak ta blondyna, ale oni mogą z nami zrobić, cokolwiek zechcą. Chciałabym jeszcze trochę pożyć w spokoju. Co ona może tu zrobić? Wpuścimy ją i niech stoi w kącie, przecież nie wyrwie ci sterów z rąk? Davy, nie chcę kłopotów.

    - Nie będzie żadnych kłopotów - odpowiedział O’Collan odwracając się w stronę swojej konsolety z miną przesadzającą o podjętej decyzji - Na moją odpowiedzialność…

    Seria wystrzałów gruchnęła z głośników systemu łączności, przetoczyła się przez mostek przyoblekając twarz Nadii w śnieżną biel.

    - Co do kurwy nędzy? - krzyknął pilot przywierając do wyświetlaczy i szukając wzrokiem obrazu przekazywanego przez kamerę Holta - Czemu strzela?

    Głośniki huknęły następną serią, komponującą się w złowieszczy sposób z chaotycznymi ruchami hełmów ratowników i ich zatrwożonymi krzykami.


    Środkowy pokład Bleinerta


    Wszyscy w ekipie ratunkowej wiedzieli, że Marcus Holt potrafi posługiwać się bronią strzelecką i że z racji sprawowanej funkcji oraz militarnego doświadczenia zapewne nie zawaha się jej użyć, lecz kiedy zaczął bez ostrzeżenia strzelać ponad głowami towarzyszy, dla niektórych z nich okazało się to prawdziwym wstrząsem.

    Wylatujące z bocznego wyrzutnika łuski uderzyły jedna po drugiej w kombinezon i hełm Sadzy, zanim spadły z metalicznym brzękiem na podłogę korytarza.

    W pustej przestrzeni ponad sufitowymi panelami coś było - coś ukrytego wśród elektrycznych kabli i światłowodów, pomiędzy rurami z chłodziwem i sprężonym powietrzem. Ogłuszony hukiem wystrzałów kapitan Hannigan zadarł głowę w górę, oczami wyobraźni widząc nienaturalnie zwinne ciała pełznących szybem człekokształtnych syntetyków Weyland-Yutani.

    Sufitowe panele, naznaczone przestrzelinami i silnie z jakiegoś powodu dymiące, runęły w dół wyrwane z mocowań siłą wykraczającą poza krzepę zwykłych ludzkich mięśni.

    A potem coś spadło w dół w ślad za płytami lądując pośrodku korytarza z paraliżującym ciała nieludzkim wdziękiem, na ułamek chwili przykuwając niepodzielnie uwagę ludzi próbujących zrozumieć, na co właściwie spoglądają.

    Nie wszyscy zrozumieli od razu, bo połyskliwy czarny kształt stanowił sobą obraz stojący w całkowitej sprzeczności z wszystkim, co ratownicy dotąd w swoim życiu widzieli. Organiczny karapaks pokrywający gibkie cielsko, długie ręce zakończone jeszcze dłuższymi palcami, wielka obła czaszka pozbawiona oczu i uszu, a w zamian szczerząca przerażający garnitur krystalicznych zębów ociekających gęstą przezroczystą wydzieliną.

    - Diaboł! - krzyknął podnoszący się z klęczek Siergiej, na moment zapominając o ściskanym w dłoni pistolecie.

    Diaboliczna istota odpowiedziała mu budzącym grozę przeciągłym sykiem, w jednej sekundzie z niewiarygodną zwinnością skacząc w stronę przerażonych ratowników.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Sąsiednia ładownia Bleinerta


    Joshua Gleeson przekroczył próg otwartego chwilę wcześniej pomieszczenia wślizgując się przed kapitana, targany mieszaniną przeciwstawnych emocji, zdeterminowany chęcią jak najszybszego odnalezienia bezpieczniejszego schronienia, ale bez trudu dostrzegający w każdym otaczającym go cieniu połyskliwe czarne kształty o krystalicznych zębach i ruchliwych ogonach.

    Jego oczy prześlizgnęły się po wnętrzu rozległego pomieszczenia, w przeciwieństwie do pierwszej ładowni niemal pustego. Rzędy fluorescencyjnych świateł przecinających sufit i ściany rzucały zimną poświatę na ustawione pośrodku ładowni obiekty, których przeznaczenia Gleeson w pierwszej chwili nie potrafił odgadnąć.

    - Черт, что бы это могло быть? - rzucił w lodowatą przestrzeń pomieszczenia Sadza przekraczając próg i otwierając drogę depczącemu mu po piętach Holtowi.

    Kapitan nic nie odpowiedział w pierwszej chwili odnotowując w myślach układ i strukturę ładowni. Pozostali ratownicy wślizgnęli się do jej środka jeden po drugim, rozpraszając się na boki ze żwawością sugerującą obawy, że właz dzielący oba pomieszczenia może się bez ostrzeżenia zamknąć przed nosem ostatniego w szyku człowieka skazując go na ten sam los, co wcześniej Adama.

    - Co to są za… akwaria? - zapytał Marcus podążając za wyciągniętą ręką Kalashnikova i przyglądając się zmrużonymi oczami skupisku przezroczystych tub ustawionych na gąsienicowych platformach pośrodku pozbawionej towarowych kontenerów ładowni. Cztery mniejsze - lecz wciąż wielkie w stopniu wystarczającym do zmieszczenia dorosłego człowieka - otaczały nieregularnym kręgiem piąty, trzykrotnie od nich większy i niemal dotykający szczytem sufitu ładowni.

    Wszystkie były w jakimś stopniu zniszczone; rozbite i straszące długimi szpikulcami potrzaskanego pancernego szkła.

    - Chyba wiem, co to za smród - Elias puścił pasek detektora ruchu i złapał się za nos czując charakterystyczny odór unoszący się w półmroku ładowni. Znał ten zapach, jeszcze nie zdążył się pozbyć jego przykrego wspomnienia z oględzin ratunkowej kapsuły - Słodki Boże.

    Wokół częściowo strzaskanych tub leżały jakieś ledwie widoczne w ciemnościach kształty, spod drzwi łączących dwie ładownie wyglądające jak worki z praniem, ale w połączeniu z niepokojącym fetorem nabierające w oczach ratowników coraz bardziej przerażającego wymiaru.

    - Widzicie te światła? - Joshua też złapał się za nos, oderwał wzrok od szklanych zasobników i spojrzał w stronę znacznie większego włazu w rufowej ścianie ładowni - Te pomarańczowe nad wrotami? To ostrzeżenie o dehermetyzacji. Po drugiej stronie jest próżnia!

    - Dehermetyzacja? Tam? Przecież to środek kadłuba - Hannigan podążył za wzrokiem Gleesona, wbił spojrzenie w błyskające rytmicznie pomarańczowe lampy ostrzegawcze - Ale… na oblocie złapaliśmy na kamerach dziurę w kadłubie, bardzo dużego rozmiaru. Na wysokości lewej tylnej burty. To musi być to! Strukturalnie to bardzo znaczące uszkodzenie, od lewej tylnej ładowni do środkowej tylnej. Ta hipoteza z przypadkowo rozlanym kwasem nie pasuje do takich uszkodzeń… a przynajmniej ciężko ją uzasadnić.

    - Może łatwiej będzie, jeśli przyjmiemy przypadkowe zakłócenie prawidłowej pracy generatorów grawitacji? - zasugerował Elias Crowe - Gdyby doszło do wybuchu zbiornika z kwasem o wyjątkowych właściwościach żrących w stanie nieważkości, powstałaby specyficzna chmura rozchodząca się we wszystkich kierunkach i osiadająca na wszystkim w obrębie określonej sfery…

    - Nie mamy czasu na naukowe dywagacje - Marcus Holt oddalił się o jeszcze jeden krok od drzwi ładowni i znieruchomiał słysząc wizg serwomechanizmów. Każdy z ratowników spodziewał się podświadomie tego dźwięku, lecz napięte jak postronki nerwy sprawiły, że niemal wszyscy podskoczyli w miejscu, gdy wzmocnione drzwi zjechały w dół odcinając ludzi od poprzedniego pomieszczenia.

    Znaleźli się jeszcze głębiej we wnętrzu kadłuba Bleinerta, w klaustrofobicznej przestrzeni przesiąkniętej upiornym trupim fetorem, pogrążonej w mroku zarysowanym konturami jeszcze ciemniejszych nieruchomych kształtów, do których nikt nie chciał się z własnej woli zbliżyć.

    <Kapitanie, spada jakość połączenia video i dźwięku!>


    Pokład Kardashiana


    - Znowu ich odcięło! - rzuciła podniesionym głosem Nadia, kiedy kamera na hełmie Holta złapała w ostatniej chwili obraz opadających drzwi - Co jest? Zakłócenia?

    Davy zdusił w ustach przekleństwo, kiedy czysty dotąd zapis z kamer ratowników zaczął podskakiwać, rozciągać się i zrywać, przeplatając się co chwila plamami nieczytelnych pikseli. Wszystkie rejestratory padły w jednym momencie ofiarą podobnych zakłóceń, a w eterze dołączyły do nich radiowe piski i szumy.

    - Kapitanie, spada jakość połączenia video i dźwięku! - krzyknął do mikrofonu O’Collan - Mam narastające zakłócenia!

    Plany rozmazanych pikseli wypełniły wszystkie ekrany z wyjątkiem tego przypisanego Adamowi, gdzie wciąż królowała nieprzenikniona czerń.

    - Ja pierdolę, zerwało całkiem łączność! - pilot uderzył pięścią w konsoletę, szarpnął się w fotelu tak mocno, że całe siedzenie zatrzeszczało niczym maltretowane drewno.

    - Zostali tam sami, odcięci w środku! - wrzasnęła z furią Nadia - Sadza i Elias i reszta! Coś na nich poluje, a coś innego się nimi bawi jak pierdolonymi marionetkami! A my nie możemy im pomóc! Kurwa, Davy, co robimy?!

    - Daj mi pomyśleć, Nadia - O’Collan zagryzł do krwi kostki wciśniętej w usta dłoni, drugą ręką ściskając podłokietnik swojego fotela - Daj mi pomyśleć!

    Za jego plecami szczęknął odpinany pas i zanim okręcił się w siedzeniu, Rosjanka już była przy jego stanowisku przeszywając pilota rozgorączkowanym wzrokiem.

    - Davy, szanuję starego, ale zrobił błąd! Oni tam błądzą na ślepo i nawet nie mają jak do nas wrócić! Nie mają łączności, nie mają dość mocnej broni i stracili Adama! Po chuj Caleb mroził tego marynarza? On zna ten okręt, kody dostępu, przejścia i windy, wszystko kurwa zna. A myśmy go uśpili. Wyciągnijmy go i zmuśmy do gadania. W dupie mam jego gadkę o tajemnicy wojskowej. Masz pistolet, przestrzelimy mu jebane kolano jak nie będzie chciał współpracować! On nas w to wpakował, nawet jeśli nic nie wiedział o tych stworach. Niech teraz skurwysyn ich stamtąd wyciągnie!

    Rozgrywka

  • Powitania, pożegnania i powroty
    KetharianK Ketharian

    @Wired

    Cóż, forum może stracić część swoich użytkowników, którzy po przesiadce na nową platformę, z dostępem do wszyskich opcji technicznych i aktualizacji, nie będą już chcieli wrócić na zmartwychwstałe, ale nadal zdychające LI. Jednym z nich jestem ja, ale przeczucie mówi mi, że chyba nie będę jedyny.

    Hydepark

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    KetharianK Ketharian

    Jako MG preferowałbym taki stan rzeczy, gdzie załoga zna się całkiem dobrze. Pasażerowie to inna sprawa, oni pierwszy raz weszli na pokład na Gliese i ani nie znają załogi ani najpewniej siebie nawzajem.

    Archiwum alien

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Muszę się do czegoś przyznać - ulżyło mi, że akcja znienacka ruszyła z kopytka, bo nie sposób odnieść wrażenia, że większość z Was się do tej pory raczej nudziła w oczekiwaniu na podanie przystawek! Myślę, że zaraz przynajmniej część z Was będzie miała okazję zgarnąć do swojej puli jakieś dodatkowe kostki Stresu (podejrzewam, że od razu zaczęliście się łakomie oblizywać na samą myśl o tej premii).

    W post @mareenk wkradł się drobny błąd chronologiczny co do kolejności różnych wydarzeń, ale to nic szczególnego, przy dużej ilości tekstu oraz postach pisanych z różnych perspektyw takie rzeczy mogą się przytrafiać częściej. Dla jasności sytuacji podam poniżej raz jeszcze przebieg ostatnich wydarzeń.

    W śluzie ekipa ratunkowa (Caleb, Siergiej, Elias, Marcus i Adam) rozpoczyna zabezpieczanie kapsuły, podczas gdy na mostku jego obsada (Davy, Joshua, Nadia) rozpoczyna oblot tendera. Pasażerowie zajmują się swoimi sprawami.

    W śluzie mają miejsce dramatyczne sceny. Rozbitek strzela, potem wywiązuje się chaotyczna konwersacja, ekipa ratunkowa podejmuje kroki zmierzające do pacyfikacji rozbitka. Zaalarmowana strzałami i komunikatem Opiekuna obsada mostka kontynuuje oblot tendera. Delilah zaczyna zdobywać dostęp do Opiekuna drogą manipulacji werbalnej (co ważne dla immersji, jej działania pozostają całkowitą tajemnicą dla załogi).

    W śluzie rozbitek zostaje obezwładniony. Adam, Siergiej i Markus zabierają go do ambulatorium, Caleb wraca na mostek, by asystować przy oblocie tendera. Joshua zostaje wysłany z mostku do śluzy, gdzie Elias prowadzi oględziny kapsuły.

    I teraz kilka rzeczy następuje jedna po drugiej: Elias znajduje coś w kapsule i wzywa kapitana do śluzy; Davy wstrzymuje oblot, bo odkrywa po niewidocznej z wcześniejszej pozycji stronie kadłuba Bleinerta wyrzutnię rakiet rojowych oraz dużą wyrwę w poszyciu; Nadia podnosi alarm, bo jej aparatura rejestruje gwałtowny wzrost promieniowania radioaktywnego emitowanego przez chmurę gazów po przeciwnej (dotąd) stronie statku zaopatrzeniowego, który działał w stosunku do Was jak prowizoryczny ekran.

    @marrrt , załoga czeka na Twoje decyzje! @rerebirth , jak ochoczo zamierzasz się przyłożyć do rozkazu Hannigana? (muszę wiedzieć jako MG jak daleko do wnętrza kapsuły się zapuścisz). @macabra78 , @grek , @beetle , czy będziecie chcieli przywrócić rozbitka do stanu świadomości jak szybko to możliwe? Wrzućcie proszę wstępne deklaracje od razu tutaj, żebym mógł sobie rozpisać/rozliczyć pewne rzeczy do przodu. @arthur-fleck , czy dobrze rozumiem, że Delilah zaryglowała się ręcznie w kajucie? @cygan , gdzie w tym momencie znajduje się William?

    Czuję przyjemny dreszczyk emocji, a Wy?

    Komentarze

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Mieszkanie w H10, wieczór 14.07.77


    - Nie tak szybko, chomba.

    Przez gromadkę szczerzących się chłopięco nastolatków przepchnął się ten, który stał dotąd w tyle, noszący na szyi gruby łańcuch z pomalowanego złotą farbą plastiku oraz całkiem niezłą podróbkę motocyklowej kurtki Yaiby.

    - Laska ma gacha, szkoda waszej gadki - powiedział wzruszając ramionami i taksując jednocześnie podejrzliwym wzrokiem Macka - To żaden z tamtych, ten jest za stary. Słuchaj lala, jestem Tyrone, a my wszyscy jesteśmy z Zulu Chakka. Na pewno słyszałaś o Chakkasach, trzymamy rękę na całym H10, a nasz szef Dong dba o to, żebyście wszyscy mogli spać spokojnie.

    - No pewnie, że znam Donga, słodziaku - skłamała gładko Brazil przywołując na usta uśmiech, który potrafił topić i męskie i damskie serca niczym świeca pszczeli wosk - Siedzieliśmy razem w jednym poprawczaku… a może to był jego kuzyn? Nieważne, każdy w H10 słyszał o Dongu. Przynosisz mi jego pozdrowienia? Pudełko czekoladek i kwiatki? No nie wstydź się, dawaj.

    - Ej lala, wrzuć na luz - Tyrone wyraźnie zmieszał się biegiem konwersacji, przyoblekł twarz w grymas głupawej konsternacji - My tutaj w interesach, do twojego lokatora. Taki młody białasek, szwendał się po drugiej stronie bloku przy naszym mieszkaniu. Był z nim drugi koleś, taki tępy mięśniak, też białas. Chcieli robić interesy z Dongiem, nawet dali kontakt na necie, ale Dong go sprawdził i takiego konta nigdzie nie ma, znaczy to fejk. A że Dong lubi wiedzieć, kto nam się po rewirze kręci, to kazał sprawdzić, co to za jedni, bo ten tępak wyglądał na psa, a ten młody na prowokatora, znaczy się szpicla. Ale wyszło na to, że on mieszka tutaj na twojej kwaterze, to przyszliśmy z nim pogadać.

    Brazil otaksowała rozmówcę pełnym dezaprobaty spojrzeniem, prychnęła niczym poirytowana kotka krzywiąc przy tym w nieprzyjemny sposób swoje pełne kształtne wargi.

    - Słuchaj Tyrone, z tobą nie gadam - oznajmiła stanowczym tonem - Smęcisz jak mój świętej pamięci stary, chyba się zaraz zrzygam od tej drętwej gadki. Najpierw to mi pochować klamki, nie będziecie warcholić, bo się jeszcze mój kurator zdenerwuje. No już, chować gnaty, gdzie kurwa z gratami do damy wyjeżdżacie.

    Wymawiając słowo „kurator” Artemida zerknęła demonstracyjnie na Hartleya, upewniając się niemo w tym, że trzymał swoją broń na wyciągnięcie ręki. Grała roztrzepaną młódkę, ale jej rzutki umysł błyskawicznie analizował opowieść Tyrone i niesione nią konsekwencje.

    - Po drugie, rozmawiam tylko z Kakubą. Jesteś słodki, chłopcze. Miałam kiedyś takiego chłopaka, nauczył mnie wielu sztuczek, których porządna dziewczyna nie powinna w ogóle znać. Powiedz mi Kakuba, skąd wam przyszło do głowy, że mieszka tu jakiś młody białasek, co?

    Skomplementowany przez Brazil nastolatek wypiął pierś dumny niczym pełen testosteronu afrykański paw, rozpromienił się nie potrafiąc jednocześnie oderwać wzroku od dekoltu Artemidy.

    - Bo jesteśmy Chakkasy, nie jakiś tam chujowy pozergang! - oznajmił nie bacząc na to, że Tyrone położył mu rękę na ramieniu - My mamy własnego sieciarza, takiego prawdziwego. Sprawdził na kamerach bloku, skąd przylazł ten białasek, piętro po piętrze. No i przyszedł stąd.

    O kurwa, pomyślała Brazil uśmiechając się jednocześnie niczym topowa modelka promująca w paśmie największej oglądalności nowy smak Orgiastica.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Moi drodzy, aktualizacja fabuły pojawi się najpewniej jutro wieczorem i będzie w niej kilka bardzo dramatycznych akcentów, dlatego nie mogąc się już doczekać nowego wpisu wrzucam Wam dla zaostrzenia apetytu zajawkę tej sceny, która zawierać będzie w sobie największy dramatyczny potencjał!

    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa