Cóż, forum może stracić część swoich użytkowników, którzy po przesiadce na nową platformę, z dostępem do wszyskich opcji technicznych i aktualizacji, nie będą już chcieli wrócić na zmartwychwstałe, ale nadal zdychające LI. Jednym z nich jestem ja, ale przeczucie mówi mi, że chyba nie będę jedyny.
Posty
-
Powitania, pożegnania i powroty -
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]Mieszkanie w H10, wieczór 14.07.77
- Nie tak szybko, chomba.
Przez gromadkę szczerzących się chłopięco nastolatków przepchnął się ten, który stał dotąd w tyle, noszący na szyi gruby łańcuch z pomalowanego złotą farbą plastiku oraz całkiem niezłą podróbkę motocyklowej kurtki Yaiby.
- Laska ma gacha, szkoda waszej gadki - powiedział wzruszając ramionami i taksując jednocześnie podejrzliwym wzrokiem Macka - To żaden z tamtych, ten jest za stary. Słuchaj lala, jestem Tyrone, a my wszyscy jesteśmy z Zulu Chakka. Na pewno słyszałaś o Chakkasach, trzymamy rękę na całym H10, a nasz szef Dong dba o to, żebyście wszyscy mogli spać spokojnie.
- No pewnie, że znam Donga, słodziaku - skłamała gładko Brazil przywołując na usta uśmiech, który potrafił topić i męskie i damskie serca niczym świeca pszczeli wosk - Siedzieliśmy razem w jednym poprawczaku… a może to był jego kuzyn? Nieważne, każdy w H10 słyszał o Dongu. Przynosisz mi jego pozdrowienia? Pudełko czekoladek i kwiatki? No nie wstydź się, dawaj.
- Ej lala, wrzuć na luz - Tyrone wyraźnie zmieszał się biegiem konwersacji, przyoblekł twarz w grymas głupawej konsternacji - My tutaj w interesach, do twojego lokatora. Taki młody białasek, szwendał się po drugiej stronie bloku przy naszym mieszkaniu. Był z nim drugi koleś, taki tępy mięśniak, też białas. Chcieli robić interesy z Dongiem, nawet dali kontakt na necie, ale Dong go sprawdził i takiego konta nigdzie nie ma, znaczy to fejk. A że Dong lubi wiedzieć, kto nam się po rewirze kręci, to kazał sprawdzić, co to za jedni, bo ten tępak wyglądał na psa, a ten młody na prowokatora, znaczy się szpicla. Ale wyszło na to, że on mieszka tutaj na twojej kwaterze, to przyszliśmy z nim pogadać.
Brazil otaksowała rozmówcę pełnym dezaprobaty spojrzeniem, prychnęła niczym poirytowana kotka krzywiąc przy tym w nieprzyjemny sposób swoje pełne kształtne wargi.
- Słuchaj Tyrone, z tobą nie gadam - oznajmiła stanowczym tonem - Smęcisz jak mój świętej pamięci stary, chyba się zaraz zrzygam od tej drętwej gadki. Najpierw to mi pochować klamki, nie będziecie warcholić, bo się jeszcze mój kurator zdenerwuje. No już, chować gnaty, gdzie kurwa z gratami do damy wyjeżdżacie.
Wymawiając słowo „kurator” Artemida zerknęła demonstracyjnie na Hartleya, upewniając się niemo w tym, że trzymał swoją broń na wyciągnięcie ręki. Grała roztrzepaną młódkę, ale jej rzutki umysł błyskawicznie analizował opowieść Tyrone i niesione nią konsekwencje.
- Po drugie, rozmawiam tylko z Kakubą. Jesteś słodki, chłopcze. Miałam kiedyś takiego chłopaka, nauczył mnie wielu sztuczek, których porządna dziewczyna nie powinna w ogóle znać. Powiedz mi Kakuba, skąd wam przyszło do głowy, że mieszka tu jakiś młody białasek, co?
Skomplementowany przez Brazil nastolatek wypiął pierś dumny niczym pełen testosteronu afrykański paw, rozpromienił się nie potrafiąc jednocześnie oderwać wzroku od dekoltu Artemidy.
- Bo jesteśmy Chakkasy, nie jakiś tam chujowy pozergang! - oznajmił nie bacząc na to, że Tyrone położył mu rękę na ramieniu - My mamy własnego sieciarza, takiego prawdziwego. Sprawdził na kamerach bloku, skąd przylazł ten białasek, piętro po piętrze. No i przyszedł stąd.
O kurwa, pomyślała Brazil uśmiechając się jednocześnie niczym topowa modelka promująca w paśmie największej oglądalności nowy smak Orgiastica.
-
[komty] Syreni Śpiew NeonówSYRENI ŚPIEW NEONÓW
Moi drodzy, jak widzicie, proces przerzucania sesji - chociaż powolny - to jednak postępuje i już niebawem dobiegnie końca. Sytuacja drużyny jest w miarę wyklarowana - Brazil i Mack znajdują się w H10, Dingo z Frogiem i HiFi właśnie aktywowali zabezpieczenie garażu Shivy, a Switch uwikłał się w spotkanie z niebezpiecznymi albinosami. Do najbliższego weekendu powinniście móc już przeczytać na forum nowe aktualizacje w swoich wątkach fabularnych.
Myślałem chwilę nad przeniesieniem w identycznym sposób wątku komentarzy na LI, ale dla zaoszczędzenia czasu być może skopiuję tylko wybrane posty, z pominięciem tych nawiązujących do procesu budowy KP czy stuprocentowego offtopu.
Tak czy owak, sesja trwa nadal i lada moment ruszy z kopytka po poświąteczno-lastinnpadowym okresie.
Jakieś pytania bądź sugestie na ten moment?
-
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]Garaż na tyłach Ferguson Street, wieczór 14.07.77
Shiva Lacroix najpewniej była do końca świadoma tego, co ją spotyka. HiFi rozmawiał wiele razy z Artemidą na temat Sieci i czyhających w niej niebezpieczeństw, przy piwku, przy skręcie i na poważnie, przy rozmaitych okazjach. Słyszał od niej o demonach Bartmossa, o dzikich SI, o botach blokujących opcję wylogowania, o pułapkach mentalnych, które wydawały się przeczyć prawom fizyki, a mimo to funkcjonowały w świecie będącym zaawansowaną technologicznie fuzją cyfrowych bitów i organicznych neuronów.
Słyszał też o Czarnym LODzie. Ofensywne oprogramowanie zdolne do infekowania osobistego hardware sieciarzy i nadpisujące biologiczne funkcje mózgu było postrachem hackerów. Opowiadając o Czarnym LODzie Artemida często gubiła swój frywolny sposób bycia, poważniała w wyrazie przestrogi. Raz wgrany do neuralnego procesora, LOD siał spustoszenie nawet po fizycznym odpięciu netrunnera od Sieci - był już po drugiej stronie punktu dostępu, w ludzkiej głowie.
Shira Lacroix mogła zerwać połączenie zaraz po pierwszym ostrzeżeniu o infekcji, ale nie zdołała zatrzymać inwazyjnego programu na czas. Nadpisując impulsy płynące z termoreceptorów LOD podniósł w błyskawicznym tempie temperaturę ciała młodej kobiety, z katastrofalnymi dla niej rezultatami.
HiFi przełknął ślinę spoglądając w ścięte białko ugotowanych oczu netrunnerki, w poczerniałe spękane wargi, pełną wybroczyn skórę pokrytą bąblami podskórych poparzeń tam, gdzie protokoły cyfrowego napastnika wywołały zwarcia wszczepów dziewczyny paląc żywą tkankę na węgiel rozpalonym metalem implantów. Wymieszana z chłodziwem woda wypełniająca wnętrze sieciarskiej wanny zdążyła już całkowicie wyparować, co tylko dowodziło skali ekstremalnych temperatur niszczących ciało Shivy Lacroix.
- Ludzka frytka - powiedział Camara opuszczając wzdłuż uda pistolet i stając obok technika - Pierdolę taką śmierć, kula w łeb to najczystszy możliwy koniec.
- Cały jej sprzęt ciągle działa - Houston odsunął się od sarkofagu netrunnerki i przeniósł spojrzenie na kilka komputerowych ekranów ustawionych na wciśniętym w sąsiedni róg biurku - Kompy, hi grade laptop, ta chłodziarka do sprzęgów. I chuj wie, co na dyskach, skoro była taka dobra. Ktoś ją usmażył, ale jeszcze po nią nie przyszedł. Może nigdy nie przyjdzie. Koleś Switcha kazał sprawdzić jak ta laska się ma, nie było chyba mowy o pilnowaniu jej sprzętu.
- Laska ponoć była samotniczką - Shawn cofnął się pod bramę garażu, zaczął lustrować bacznym wzrokiem ziejący pustką zaułek - Ktoś się w końcu zorientuje, że za paletami leży trup, potem dojdzie do garażu. Trzeba zdecydować, co robimy, chombasy. Młody, wyrzygałeś się do końca?
- Chyba tak, a co? - HiFi splunął na wszelki wypadek pod nogi, z trudem odrywając wzrok od ciała netrunnerki - Chyba nie będziesz teraz żarł?
- Młody na zewnątrz ma wszczepy - Frog kiwnął porozumiewawczo głową w stronę podwórza - Komplet cyberoczu, do tego gniazdo diagnostyczne na szyi. Kasa wszyta w martwe mięso, tylko się marnuje. Ta laska też może mieć w sobie coś cennego, chociaż wygląda na to, że wszystko się jednak zjarało. Ale jej sprzęt to osobna bajka. Ja się na tym nie znam, co innego Artemida. Mam wrażenie, że dostałaby orgazmu na sam widok tego garażu. Wiem jak to brzmi, ale życie jest brutalne. Jeśli my nie zaopiekujemy się tym towarem, zrobi to ktoś inny. Jak się któryś brzydzi, niech się jeszcze raz wyrzyga, zanim zaczniemy ciąć.
Dingo zmarszczył twarz w grymasie odrazy, podrapał się po szczęce w wyrazie niezdecydowania spoglądając to na HiFi, to Froga.
- Mack na pewno nie mógłby nam pomóc? - zapytał zaglądając z powrotem do środka wanny - Zna się na anatomii, łatwiej by mu było wyciągać wszczepy.
- Mack tego nie zrobi, nie lubi takich akcji - wzruszył ramionami Camara - Jest staroświecki i ja to szanuję, choćbym nie rozumiał. Najlepiej jakby się o tym w ogóle nie dowiedział, będzie mniej zbędnych komentarzy. To jak będzie, wyciągamy kasę z mięsa?
- Kurwa, bo ja wiem? - wzruszył ramionami Houston - Wolałbym chyba nie robić tego własnymi kurwa rękami. Switch ma chyba znajomych, co to robią profesjonalnie, co nie? Mogliby to zrobić za nas, po co się babrać w krwi?
- Im więcej zrobimy sami, tym więcej zarobimy - oznajmił twardym tonem Frog wsadzając Pacifiera do kabury i rozglądając się po stojących przy ścianie szafkach - Profesjonaliści Switcha zedrą z nas mnóstwo zyski, zostawią ochłapy na waciki, chuj z nimi. Wytniemy i wyczyścimy towar sami, a Switch go tylko opchnie za maksymalną cenę. Jest folia malarska, nawet dwie rolki. Dziunia nie wiedziała, że nam zrobi przysługę tym zakupem. Dingo, dawaj ze mną, trzeba wnieść tego kolesia z podjazdu, póki ciągle nikt go nie zauważył. Smarthing musiał mu się rozładować, nikt go nie namierzył po lokalizacji sygnału.
- Dobra, ale kurwa bez marnowania czasu - HiFi uderzył palcami w wyświetlacz swojego aparatu szukając naprędce odpowiedniej apki - I trzeba pomyśleć, co z tymi wszystkimi komputerami. W rękach tego nie wyniesiemy, potrzebujemy jakiegoś busa.
- Po kolei, młody, po kolei - Frog cofnął się od otwartej chwilę wcześniej narzędziowej skrzynki i potrząsnął znacząco trzymanym w dłoni tapeciarskim nożem - Nie ma co czekać z brudną robotą, bo się robię głodny, chcę to mieć za sobą.
-
[komty] Syreni Śpiew NeonówPoniżej znajduje się propozycja fabularki dla ekipy w vanie i miałbym prośbę, abyście go przeczytali i dali mi feedback, czy dialog w aucie pasuje do Waszych postaci czy też powinienem coś w nim zmienić (nie, to nie jest pełny post, trochę jeszcze do niego dopiszę).
Ulice Little China, późny wieczór 14.07.2077
Załadowany kontrabandą Villefort Columbus przemierzał tłoczne ulice Little China okrężną drogą, najpierw bulwarem nad kanałem, potem środkiem dzielnicy.
Siedzący przy drzwiach pasażera Shawn oglądał zabrany Rodriguezowi pistolet, model Unity od Constitutional Arms, bliźniaczo wręcz zbliżony parametrami do jego własnego Pacifiera Militechu. Broń Valentinosa pokryta była niezłej jakości grawerunkiem na okładkach rękojeści, z motywami Santa Muerte oraz florystycznymi wzorami tak popularnymi wśród latynoskich gangów z Heywood. Po lewej stronie zamka, naniesiony delikatnymi zawijasami wiertła grawera, widniał napis “Mojemu chrześniakowi, Padre”. Frog cmoknął z uznaniem ważąc ciężar pistoletu w dłoni. Spersonalizowana broń w bardzo dobrym stanie, pachnąca smarem, zadbana, warta dobrej ceny w obiegu wtórnym.
- Dingo, masz plany w poniedziałek wieczorem? - siedzący pomiędzy kierowcą i solosem HiFi przestał sprawdzać coś w smarthingu, przyciszył radio, w którym na 88.9 Pacific Dreams leciał Isometric Air w wykonaniu Quantum Lovers - Pytam, bo jest sprawa.
- Tak, posłuchaj go - Shawn zrzucił z metalicznym trzaskiem odciągnięty zamek Unity, pstryknął palcem w bezpiecznik i schował pistolet do kieszeni na udzie spodni - Dobrze się przysłuchaj, co wymyślił.
- Nie bądź taki sarkastyczny - burknął technik obrzucając Żabę pełnym dezaprobaty spojrzeniem - To jest sprawa honoru, przecież ci tłumaczyłem.
- Uwielbiam sprawy honoru, nawijaj - uśmiechnął się kącikiem ust Dingo - Co jest, ktoś obraził twoją laskę, trzeba mu ryja obić?
- Najpierw trzeba mieć laskę, taką prawdziwą, a nie dmuchaną na pilota - zauważył filozoficznym tonem Shawn, oglądając dla odmiany punkty montażowe pod lufą wsadzonego między kolana Copperheada - Ale to nie panienka, to coś znacznie lepszego, tylko go posłuchaj.
- To weź się nie dopierdalaj, bo nigdy nie skończę - sarknął HiFi - Byłem dzisiaj na starych magazynach All Foods za Kennedy Avenue, tam w stronę estakady. Miałem interes do zrobienia, ja i Leon, z Kretami.
- Robisz interesy z Kretami, młody? - Houston zatrąbił na jakiegoś faceta, który goniąc z łomem w ręku innego gościa omal nie wpadł mu pod koła - Nie słyszałeś, co mówią na dzielni o Kretach? Oni porywają i zjadają dzieci, ciebie też wpierdolą na surowo przy pierwszej okazji.
- Z wami się kurwa nie da pogadać jak z normalnymi ludźmi - żachnął się HiFi - Leon robi z nimi od dawna interesy, sprzedaje im przeterminowane żarcie z automatów w zamian za różne graty z podziemi i ugadaliśmy się z nimi na zajebisty sprzęt audio, ale takie retro za naprawdę zajebistą kasę po renowacji. Nie ściemniam, dostałem na próbkę wzmacniacz Macintosha, mam go w mieszkaniu, ale żeby zrobić pełną transakcję, potrzebuję specjalnego towaru.
- I czego chcą? - Houston najwyraźniej poczuł zainteresowanie tematem, rytmicznie kiwając głową i postukując palcami w kierownicę do wtóru płynącej z radia piosenki.
- Młody zaczął od dupy strony - wtrącił Shawn ściskając mocniej kolanami karabin i sprawdzając gwint tłumika - Nadział się z Leonem na Brzytwiarzy, którzy się tam przypałętali jak ci gadali z Kretami. Gangusy wkurwiły Avrille, kojarzysz go na pewno, koleś ma czasami krótki lont. Umówili się obaj z tymi Brzytwiarzami pojutrze wieczorem na wymianę kradzionego żarcia na broń dla Kretów, ale oni nie mają towaru, tylko chcą tych boosterów zajebać, bo Leon ma z nimi kosę, a HiFi jest honorowy i nie chce kumpla zostawić na lodzie. Ale zanim tam pójdzie, musimy sprawdzić w La Catrinie aktualny cennik za kremację ciała, bo przecież nie wyrzucimy zwłok młodego po wszystkim na śmietnik, mamy swój honor.
Dingo odwrócił głowę w stronę technika, zagwizdał przeciągle spoglądając na chłopaka znad szkieł swoich ciemnych okularów.
- Ja pierdolę młody, ja cię nie poznaję - oznajmił teatralnie zdumionym głosem - Co się z tobą dzieje, chcesz zostać zakapiorem jak wujek Shawn? Polować nocą na boosterów w Northside? Zostać dilerem Kretów?
- Po pierwsze, Leon to mój przyjaciel, przyjaciół się w biedzie nie zostawia, was bym też nie zostawił, chociaż się często zachowujecie jak ostatnie ciule. On pójdzie się z nimi policzyć nawet jak zostanie sam, tu chodzi o jego siostrę. A po drugie, oni obiecali przynieść na wymianę strzelby, a mnie są potrzebne strzelby dla Kretów, bo oni nagle już nie chcą żarcia i leków, tylko broni i amunicji i paliwa.
- HiFi, to brzmi jak jakiś gruby deal - stwierdził Dingo poważniejąc w jednej chwili - Bardzo gruby i kurewsko niebezpieczny. Masz jakiś realny plan?
-
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]Przy Kanale Parsonsa, wieczór 14.07.2077
SlimWire milczał przez dłuższą chwilę, toteż zirytowany jego wahaniem fikser cmoknął znacząco w eter połączenia.
- Switch, chciwy chuju, od jak dawna się znamy? Odmówiłem ci kiedyś pomocy? Jak była jakaś akcja do odwalenia, zawsze cię kasowałem po najniższej stawce, jak brata albo matkę, od ust sobie kurwa odejmowałem. Mógłbyś się trochę postarać, a nie walić konia nad każdym jednym pierdolonym euro. Jestem spłukany, a ty mi wyjeżdżasz z jebanym pierwokupem. Ja ją znałem osobiście, Shivę, pracowaliśmy wspólnie, mam prawo…
- Slim, czyś ty się z wackiem na łby zamieniłeś? Jakie prawa? Masz to ty tylko prawo pomarudzić i to tylko tak długo póki nie stracę cierpliwosci a tej mi zostało dzisiaj niewiele. Zaczynam się zastanawiać czy to, cokolwiek nielegalnego robiła ta dziunia, czy byłeś też w to umoczony. Niektórzy byliby skorzy sporo za taką informację zapłacić, nie? Dobrze, że tylko ja o tym wiem. Kumpli nie sypię.
- Aleś kurwa łaskawy - netrunner zaczął sapać ze złości, przez co jego mowa stała się nieco bełkotliwa - Ale nie ty jeden umiesz grać w te jebane gierki. A może ty też jesteś w coś umoczony, co? Kim są goście z tego Emperora, za którym zapierdalałeś po Japantown? Od kiedy robisz interesy z korposami z górnej półki? I co z tym zesranym gliniarzem z Kabuki? To mi wygląda na grubszą sprawę, Switch. Na pewno są ludzie, którzy by zapłacili za odpowiednie informacje, na przykład naczelnik Watson, ale nie dygaj, ja kumpli nie sypię. Chcę jednostkę centralną systemu Shivy, na kredyt i za cenę, którą uzgodnimy jak dowiem się jaki soft ma tam wgrany. I dodatkowo wannę do netrunningu, od jakiegoś czasu się odchudzam, powinienem się zmieścić, jeśli zdjęcie nie przekłamuje. Tylko ją porządnie wypucujcie, stary. Raty spłacę w terminie i będziesz miał u mnie przysługę do wykorzystania. Nie mów, że t nie jest dobry deal.
Raze More milczał, ale dwóch młodzików idących promenadą w przeciwnym kierunku pochwyciło jego spojrzenie i wyraz twarzy i natychmiast przestało się głupkowato śmiać strzelając w zamian oczami za najbliższym przejściem dla pieszych.
- I jeszcze jedna sprawa, stary. Syn mojej sąsiadki, Carlos. Co z nim? Stara co chwile mi do drzwi wali, że nadal nie wrócił do domu, jeszcze mi na chatę Valentinosów napuści, bo go na bank będą szukać. Paczka Moralesa to zgrana ekipa, już go pewnie szukają.
-
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
Salon Juliusa Kraita, wieczór 14.07.2077
Doktor Julius Krait prowadził salon cybernetyczny na tyłach „Czarnego Lotosa” od prawie siedmiu lat. Major Krait, były lekarz wojskowy, weteran Wojny Unifikacyjnej, który porzucił mundur NUSA i osiadł w Night City po udanej obronie miasta przez zdeterminowanych secesjonistów pod wodzą Luciusa Rhyne. Na początku świadczący usługi inwalidom wojennym, szybko wyrobił sobie reputację niezawodnego specjalisty od każdego rodzaju cybernetyki, mającego dojścia do specyficznego sprzętu i pracującego dla każdego, kogo było stać na jego usługi.
Switch nigdy nie wyjawił reszcie paczki jak właściwie poznał Kraita i jaką dzielił z nim przeszłość, ale musiał ich łączyć szczególny związek.
Fikser wszedł do środka tylnymi drzwiami, minął kilku wynajętych Animalsów tworzących zaufaną ochronę przybytku Kraita. Wpuścili go bez słowa identyfikując twarz Switcha dzięki wgranej do ich neuralnych banków pamięci liście stałych gości. Poszedł do pierwszego salonu, tego dla mniej znaczących klientów, którzy zwykli tworzyć zasłonę dymną dla bardziej wyspecjalizowanych usług Kraita. Po potraktowanym wiertarką pacjencie nie było już śladu, jedynym dowodem jego obecności były ostatnie niezmyte dotąd plamy krwi na podłodze przy fotelu.
Julius Krait stał oparty bokiem o umywalkę z nierdzewnej stali, z puszką NiColi w dłoni, popalając bezceremonialnie skręta i poruszając głową w rytmie muzyki, którą tylko on słyszał. Wysoki postawny mężczyzna o przystojnej twarzy z powleczonego syntoskórą kevlaru i nienaturalnie błyszczących zielonych oczach.
- Co takiego masz dla mnie, Raze, że jest to warte marnowania sobotniego wieczoru? Nie powinieneś być teraz z Brazil w jakimś klubie? Jak będziesz ją zaniedbywał, ktoś ci ją zwinie sprzed nosa? Kto wie, może nawet ja?
-
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
Salon Kraita w Kabuki, późny wieczór 14.07.2077
Trzy dni, powiedział Julius, a Raze znał go dostatecznie dobrze, aby nawet nie próbować jakiegokolwiek nacisku. Major prowadził swoje interesy na wojskową modłę, dokładnie planując harmonogram projektów; był też wyjątkowo słowny i Raze nie wątpił, że w środę dostanie na smarthinga konkretną odpowiedź.
- Nie wiem jaki będzie koszt - stwierdził Krait czekając aż Switch zajmie miejsce na fotelu - Myślę, że zamkniesz się w tysiącu. Oczywiście na raty nie rozkładam, informatorów opłacam gotówką.
- Jakbyś się w końcu podzielił źródłami, nie musiałbym ci w przyszłości zawracać głowy - mruknął fikser. Krait roześmiał się w odpowiedzi, pochylił się nad Switchem, unieruchomił jego kończyny we wzmocnionych prowadnicach i sięgnął po giętki kabel złącza neuralnego biegnący od zawieszonego nad fotelem ekranu.
- Mam cię odciąć od wzgórza mózgu? - zapytał ripper sprawdzając coś na swoim panelu - Jeśli będziesz miał wirusa, jego kasowanie może wywołać fantomowe wrażenie bólu. Może wolałbyś nie cierpieć? Nie gwarantuję, że nie będziesz czuł niczego, ale to może poprawić twój komfort zabiegu.
- Nie ma takiej kurwa opcji - odpowiedział Switch krzywiąc usta - Żadnej przejściowej lobotomii. Uśpisz mnie, a potem się nie powstrzymasz od sięgnięcia po jebaną pilarkę. Dawaj na żywca.
- Klient nasz pan - wzruszył ramionami Krait - Poznałem w życiu wielu takich twardzieli. Opowiadałem ci kiedyś o Trzeciej Wojnie o Grenlandię? Kiedy Kanadyjczycy rzucili na Nuuk mózgoboty, a najemnicy z Baszkirii dostali się pod wibratory soniczne? Był taki jeden gość…
Krait wpiął wtyczkę panelu diagnostycznego w gniazdo za uchem i Raze poczuł przelotne mrowienie w całym ciele, gdy ripper kalibrował swoje instrumenty logując się do wszczepionego w kręgosłup fiksera neuralnego procesora. Na wyświetlaczu cyberoka Switcha pojawiły się linijki kodu przesuwające się w zawrotnym tempie poprzez całe cybernetyczne pole widzenia mężczyzny, pociągając za sobą nieuniknione zawroty głowy.
Julius Krait opowiadał wojenne anegdoty i pracował jednocześnie, nawet na chwilę nie odrywając wzroku od ekranu. Ripper nie miał w zwyczaju komentować diagnostyki na bieżąco, zawsze czekał z raportem do końca zabiegu.
- Miałeś pluskwę - oznajmił po trzydziestu minutach skanowania - Mały trojan, dość pasywny, bez rozpoznawalnej sygnatury. Myślę, że miał umożliwiać dyskretne logowanie się do twojej cybernetyki w czasie, gdybyś był sprzęgnięty z urządzeniami peryferyjnymi, wystarczyłoby, żebyś włączył WiFi. Byłeś nieostrożny, Switch. Takie błędy szybko się mszczą.
- Kurwa, a więc jednak - warknął fikser przywołując z pamięci wspomnienie Reda Herringa - Jak ktoś mi to mógł wgrać w niezauważony sposób?
- Teoretycznie są dwie możliwości - wzruszył ramionami Krait odwieszając kabel diagnostyczny na uchwyt przy komputerze - Ktoś wykorzystał luki w firmowym sofcie, co chwilę słychać o wyciekach danych z korporacji. Albo ktoś był z tobą sprzęgnięty na otwartym porcie komunikacyjnym i sobie coś dyskretnie wgrał. Bez sprzęgu to raczej niemożliwe. Sam sobie musisz odpowiedzieć na pytanie, kiedy dałeś sobie ściągnąć gacie.
- Tak czy owak, jesteś czysty. Pięć dych, możesz przelać Blikiem. I spadaj, w przeciwieństwie do ciebie ja mam romantyczne plany na wieczór.
-
Powitania, pożegnania i powrotySpróbuję to wytłumaczyć na tyle, na ile zdołam jako laik, co zapewne wzbudzi salwy śmiechu profesjonalistów. Forum wciąż istnieje, ale nie można się do niego dostać w normalny sposób, ponieważ zmienił się jego DNS i przeglądarki nie potrafią odnaleźć jego właściwego położenia - LI znalazło się w takim jakby deep webie albo nawet dark necie. Możesz znaleźć dojście do forum, jeśli shakujesz pliki systemowe swojego komputera albo Androida w swoim telefonie - wówczas komputer będzie nadpisywał Twoją „drogę dostępu” ponad przeglądarkę i wówczas normalnie wejdziesz na w pełni funkcjonalne pod każdym innym względem LI.
Problem w tym, że NSA monitoruje dyskretnie wszelkie operacje w deep webie i jeśli namierzą Twoje machlojki z dostępem do LI, ktoś może Ci o 6:00 wyłamać drzwi i wywieźć do Starych Kiejkut (czy tam Kiejkutów), żeby Cię przepytać, po co Ci właściwie LI i kim jest Arbuz!
Więc lepiej nie kombinować, tylko rozgościć się tutaj…
-
[DEG] Opowieści z krainy Wron i Lwów
GAMBIT KIZMETH
Na pokładzie panował chaos. Kizmeth naliczyła dwudziestu harapów, wszystkich bez wyjątku rosłych prostaków, w kamizelkach kuloodpornych i zwierzęcych skórach. Cuchnęli wojną, krwią i zdeprawowaniem. Niczym stado głodnych lwów wpadli wprost pomiędzy ładunek przywiązany do desek pokładu statku, z werwą odbijając pokrywy beczek i przetrząsając pryzmy koszy w poszukiwaniu żywności i leków. Podobne kontrole były w ostatnich czasach codziennością. Harapowie nie ustawali w polowaniach na piratów, Guerrerro czy innych nieprzyjaciół widniejących na ich listach celów do eliminacji.
- Dla kogo pracujesz? - noszący czerwoną maskę Damu zbliżył się do Kizmeth, stanął na tle jaskrawego słońca płonącego wysoko ponad wodami Morza Śródziemnego. Oślepiona promieniami kobieta musiała zmrużyć oczy spoglądając na postać Lwa.
- Dla magnata Ashkari, z Qabisu.
- Od kiedy Ashkari wysyłają ładunki do Gibraltaru? Nowa trasa? Masz manifest załadunkowy? - harap odpiął swoją maskę, odsłonił ukrytą pod spodem twarz. Krzyżujące się blizny, spękane wargi i wyszczerzone w drapieżnym uśmiechu popsute zęby. W jego oczach iskrzyła się zwodnicza sympatia i Kizmeth zrozumiała w jednej chwili po jak cienkiej linie przyszło jej tym razem stąpać. Jeśli ci ludzie dowiedzą się, co ukryła pod pokładem, bez zmrużenia oka oskórują ją żywcem, a potem wrzucą jeszcze ciepłe szczątki do morza.
- Tak - Kizmeth włożyła dłonie do głębokich kieszeni swojej skórzanej kamizeli i wyciągnęła z jednej z nich poskładaną w czworokąt kartkę papieru. Lekko drżącymi rękami rozłożyła bezcenny dokument ukazując oczom harapa pieczęcie Banku Handlowego oraz podpisy zarządców portu w Qabisie.
- Coś taka nerwowa, dziewczyno? Nie masz przecież nic do ukrycia, prawda? - w głosie wojownika pojawił się czytelny sarkazm. Kizmeth zacisnęła usta walcząc o zachowanie spokoju.
- To oznaka szacunku. Nie każdego dnia jest mi dany zaszczyt rozmowy z Lwami - odpowiedziała próbując udobruchać Damu naprędce wymyślonym komplementem. Harap odpowiedział jej złowrogim uśmieszkiem, a potem wyciągnął z przewieszonego przez pierś pasa zatknięty weń sztylet. Wypolerowana stal zalśniła w promieniach słońca.
- Jesteś zbyt piękna na pospolitą handlarkę - wycedził wojownik - Dlaczego kobieta obdarzona takim ciałem prowadzi towarowiec prosto w obszar walk zamiast rozkładać nogi przed jakimś magnatem we własnym mieście?
Obracając sztylet w palcach Damu pochylił się nad dziewczyną i przesunął ostrzem broni po jej policzku, z brutalną delikatnością zbierając stalowym szpicem błyszczące na jej skórze kropelki potu. Teraz Kizmeth musiała już z wszelkich sił walczyć o zachowanie pozorów spokoju, czując skurcze trwogi przeszywające jej ciało. Była pewna, że najmniejsza oznaka słabości może uwolnić ledwie trzymaną na wodzy krwiożerczą żądzę harapa.
- Dakkar, cofnij się od niej! - gdzie z lewej dobiegł zdecydowany twardy rozkaz. Zapięty w taktyczną uprząż Hondo wychynął spod pokładu statku ukazując całemu światu swoją poszarzałą z wrażenia twarz - Ta suka ma tutaj Anubianina. Statek jest pod jego protekcją. Musimy się stąd zbierać!
Za plecami Hondo na schodach pojawił się młody mężczyzny w narzuconej na plecy czerwonej szacie z kapturem, opadającej na ramiona, ale w niczym nie ukrywającej nagiego torsu i czterech białych kręgów otaczających koncentrycznie pępek pasażera. Dakkar wydął policzki w wyrazie niedowierzania, spoglądając na przemian na Anubianina i Kizmeth.
Dziewczyna wręcz wyczuwała skonfundowanie siejące chaos w jego myślach.
- To statek cmentarny - powiedziała Kizmeth sięgając po ostatnie resztki topniejącej w szaleńczym tempie odwagi - Przewozimy do Hybrispanii rannych harapów, których dusze zawisły pomiędzy światem żywych i duchów. A to nasz Hecateanin.
Spojrzenie Afrykanki pobiegło w stronę stojącego w milczeniu mężczyzny, osłaniającego swe oczy dłonią przed rażącym blaskiem słońca.
- Mówi prawdę. Na dole jest czterdzieści ciał zaszytych w skóry imiutów. Śmierdzi tam jak w rzeźni - potwierdził Hondo pocierając palcami w wyrazie niepokoju noszony na szyi talizman - Zabierajmy się stąd, Dakkar. Ta dziwka nie jest warta takich kłopotów.
- Twój szczęśliwy dzień, mój kwiecie pustyni - Dakkar uderzył płazem swojego sztyletu w udo Kizmeth - Złapię cię w Gibraltarze, kiedy tego znachora nie będzie w pobliżu.
Harap oblizał grube wargi w obsceniczny sposób, płynnym ruchem wsunął sztylet w pochwę, a potem przypiął maskę z powrotem do hełmu i wydał swoim braciom rozkaz opuszczenia pokładu.
Kizmeth zadrżała zdając sobie sprawę jak mocno otarła się o śmierć. W milczeniu patrzyła jak harapowie opuszczają się po drabinkach szturmowych na swoje ścigacze. Jej serce uderzyło dziesięć razy, zanim usłyszała ryk uruchamianych silników i dopiero wtedy pozwoliła sobie na wypuszczenie z płuc wstrzymywanego tam odruchowo powietrza. Odwróciła głowę w stronę Anubianina, a ten odwzajemnił jej gest, śmiejąc się pod nosem i ścierając jednocześnie z brzucha znaczącą jego skórę białą farbę.
Oboje byli już bezpieczni. Podobnie jak czterdziestu niewolników zaszytych w worki ze skór imiutów, przemycanych z powrotem do swojej ojczyzny. Statek przewożący umierających bohaterów wojennych - cóż za niezwykły blef. Kizmeth oszukała Lwy z przebiegłością prawdziwego Leoparda.
Madame Dayo miała powody, aby być z niej dumną.
-
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
Charter Street w Northside, wczesny wieczór 14.07.77
Otwarta brama przed salonem azjatyckiego masażu i orientalną pralnią sieci Tengu okazała się doskonałym elementem zwrotnym w planie Macka. Umożliwiała szybki przeskok na drugą stronę budynku i potem sprint betonowym podjazdem na stare place parkingowe obok składu używanych okrętowych kontenerów, stojącego w cieniu ogromnych wsporników biegnącej kilkadziesiąt metrów wyżej sześciopasmowej obwodnicy.
Hartley nie lubił tego miejsca i na co dzień wolał je omijać szerokim łukiem. Nie było wielką tajemnicą, że niektóre zostawiane w składzie kontenery wcale nie były puste, że nie bez powodu podjeżdżały do nich czasami samochody używane przez Tygersów. W okolicy kręciły się też słynące z brutalności młodzieżowe szajki z dzielnic biedoty, chcące bezwzględnością i odwagą zwrócić na siebie uwagę potencjalnych protektorów z liczących się w mieście gangów. Osaczony przez nich rowerowy kurier nie mógłby liczyć nawet na cień miłosierdzia, ale Mack nie miał w tej chwili zbyt dużego wyboru.
Ktoś prowadzący jego śladem ciemny samochód nie mógł obserwować nikogo innego jak tylko Macka.
Weterynarz nacisnął na pedały roweru tuż przed wjazdem w bramę, skręcił gwałtownie w prawo przecinając ciasną przestrzeń przed nosem jakiegoś zaskoczonego przechodnia i ścigany stekiem przekleństw przejechał na drugą stronę odrapanego budynku.
Z tyłu dobiegł go pisk hamulców, ale nie tracił nawet sekundy na to, aby się obejrzeć za siebie. Przejazd pod budynkiem był zbyt wąski, by zmieściło się w nim auto szersze od miniaturowego Mahira, toteż uspokojony tą świadomością Mack pognał dalej w górę podjazdu.
W cieniu betonowych wsporników i w składzie kontenerów kręciło się kilku skacowanych złomiarzy i gromadka niosących w szklanym słoiku żywego szczura dzieci. Weterynarz spojrzał tęsknym wzrokiem na miotające się w panice zwierzątko, ale nawet nie pomyślał o zwolnieniu tempa ucieczki.
Akt prawny z lata 2063 o zapobieganiu chorobom odzwierzęcym na obszarze całego Night City i w promieniu trzydziestu mil od metropolii właściwie odebrał Hartleyowi sens zawodowego istnienia i prawdziwą zarazem pasję, bo posiadanie zwierząt stało się od tego czasu osiągalne wyłącznie dla bardzo bogatych ludzi, a bogaci ludzie trzymali się bardzo daleko od biedaków pokroju Macka.
Tego dnia ucieszyłby go nawet zwyczajny szczur, gdyby tylko weterynarz mógł mu poświęcić choć chwilę uwagi.
Szczęśliwy z chwilowej nieobecności gangusów wystrzelił rowerem w bramę wiodącą na równoległą ulicę, uciekł przed hamującym na jego widok Kaukazem, przeskoczył w stronę przeciwnego krawężnika zwalniając nieznacznie i próbując uspokoić zdyszany oddech.
Dopadli go na następnym skrzyżowaniu. Granatowy Villefort wyjechał zza rzędu zaparkowanych wzdłuż ulicy samochodów i wziął wciąż rozpędzonego Macka na swoją okratowaną maskę. Rower poleciał z metalicznym jękiem na asfalt jezdni, zrzucony z siodełka mężczyzna pokoziołkował w ślad za pojazdem tłukąc przy okazji głową o nawierzchnię pasa.
Drzwi Valora otworzyły się, wysiadło z niego dwóch facetów krzywiących w grymasach złości twarze.
- Jak jeździsz, debilu? - huknął jeden z nich spoglądając z góry na Hartleya i wymachując mu przed nosem zaciśniętą pięścią - Gdzie masz kurwa oczy?
- Zarysowałeś lakier na masce! - oznajmił drugi przesuwając dłonią po chromie kratownicy i pokazując jednocześnie drugą ręką najbliższym przechodniom, żeby pilnowali własnych spraw i nie próbowali się zbliżać do miejsca stłuczki - Masz ubezpieczenie? Pewnie nie masz. Wsiadaj do auta, trzeba się rozliczyć. I nie próbuj spierdalać, bo pogorszysz swoją sytuację.
Hartley usiadł z głuchym stęknięciem na asfalcie, obolały po nieoczekiwanym upadku z roweru. Był pewien, że nigdy wcześniej nie widział człowieka, który zwyzywał go jako pierwszy wyzywając swoją ofiarę od debili. Znał tego drugiego.
- Wsiadasz po dobroci czy mam dzwonić po policję? - zapytał Fred Murphy, pracownik wydziału sprawiedliwości miasta Night City i kurator Hartleya Mackinawa odpowiedzialny za proces jego resocjalizacji po opuszczeniu więzienia w Red Rocks. Fred Murphy spoglądający na doskonale mu znanego kuriera niczym na zupełnie obcego człowieka.
-
[komty] Syreni Śpiew Neonów
Sprężyłem się dzisiaj i wrzuciłem całą resztę wątku z LI, tym samym możecie już dopisać brakujące posty pod garażem Shivy, a ja biorę się za nowe odpisy dla Brazil, Switcha i Macka. Sesja została z dniem dzisiejszym wznowiona na RT i oby trwała jak najdłużej.
-
W co byście zagrali? Lista życzeń.@gladin , słówko w temacie Degenesis. Jeśli chciałbyś spróbować sił w tym systemie i znajdzie się jeszcze kilku innych chętnych, chodzi mi po głowie sesja plemienna dla klanytów z Pollenu, coś w stylu postapokaliptycznych Polan na ziemiach zawłaszczonych przez wirus Primera. Ale to dopiero po letnich wakacjach, nie wcześniej.

na zdjęciu powyżej Zenek z Sosnowca
-
[Horror] Gruzy przeszłościAutentycznie gratuluję, to świetny wynik, tylko pozazdrościć! Będę z uwagą śledził sesję, bo 7-osobowa drużyna to jednak spory challenge! Trzymam kciuki, powodzenia!
EDIT: lata dziewięćdziesiąte to mój okres licealny, pierwszy McDonalds w Zabrzu, kasety z piosenkami Klosterkeller, pierwsze wydania książkowego Conana kupowane od handlarzy z turystycznych łóżek stojących w holu kolejowego dworca… niesamowite z tak odległej perspektywy czasu wspomnienia!
-
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]FROG, HIFI I DINGO
Garaż Shivy w Little China, wczesny wieczór 14.07.77
Cichy dźwięk obracających się z zawrotną szybkością rotorów bezzałogowca przypominał brzęczenie jakiegoś latającego insekta. Szary dron wystartował z dłoni Houstona, poderwał się zwinnie w górę prowadzony opartymi o ekran smarthinga palcami operatora. Ukryte za szkłami smartgogli oczy Dingo śledziły świat mrocznego zaułka z perspektywy kamerki przelatującego ponad ogrodzeniem drona, jaźnią oderwaną od organicznego ciała stojącego przed bramką nomady.
HiFi schował smarthinga do kieszeni spodni, a potem nacisnął panel zamka otwierając wejście. Gdyby nie znalezione chwilę wcześniej ludzkie ciało, technik najpewniej wkroczyłby z tryumfalną miną za ogrodzenie, teraz jednak z podejrzliwą ostrożnością śledził tor lotu bezzałogowca Houstona gotów ukryć się za najbliższą przeszkodą na widok wciąż grasującego w okolicy zabójcy.
Dron dotarł nad parawan, zza którego wystawała ludzka noga, zawisł nad nim ogniskując obiektyw kamerki na nieruchomym ciele.
- Trup jak nic - oznajmił głuchym tonem Dingo widząc na szkle smartgogli obraz przestrzeni za parawanem - Jakiś chłopak w sportowych ciuchach. Dostał prosto w czapę, ma dziurę po kuli w czole. Nie ma gnata, chyba że chowa w kieszeniach. Tatuaże i biżuteria, złoty łańcuch, wygląda na kolesia od Valentinosów. Pasuje do tego, co mówił Switch…
W odgłos bzyczenia drona wdarł się bez ostrzeżenia inny hałas; dźwięk hydraulicznych siłowników i trących o siebie metalowych elementów jakiejś maszyny.
- O żesz kurwa! - sapnął Houston okręcając drona w powietrzu w poszukiwaniu źródła tych odgłosów - Nad wejściem garażu!
Posłany w dół dron zniknął za pryzmą drewnianych skrzynek, a sam Dingo podniósł w górę gogle patrząc na to, co zdążyli już dostrzec jego towarzysze.
Ukryta w metalowym cylindrze wieżyczka wbudowana była w beton fasady budynku, w sufit podjazdu do garażu. Aktywowana czujnikiem ruchu, wysunęła się z wnętrza tuby do pozycji roboczej podążając w ślad za dronem wiązką czerwonego światła i lufą karabinu.
-
[komty] Syreni Śpiew NeonówMoi drodzy, mam kilka różnych informacji do przekazania. Po pierwsze Brazil i poczynania netrunnerki w obliczu nieoczekiwanej wizyty. Nanatar jest na wyjeździe służbowym i trudno mu znaleźć moment na rozbudowany odpis, na którym mu zależy (rozumiem i szanuję), dlatego w tym wątku chwilkę trzeba będzie zaczekać. Niemniej metagrowo zdradzę, że gracz wykonał rzut na Spostrzegawczość z krytycznym sukcesem i wynikiem 27, co plasuje go na podziałce PT pomiędzy testem bardzo trudnym, a praktycznie nieosiągalnym - odpowiednio ten wynik zinterpretowałem, przez co Brazil już wie, kim są łebki próbujące wbić się na Waszą chatę, co tam mają na sumieniu wedle Sieci i nawet jakie mają imiona. W tym temacie niebawem więcej.
Co do moich planów, najważniejszy jest w tej chwili GreK, który wciąż czeka na własny odpis w bieżącej kolejce i którego już przeprosiłem za obsuwę w PW, ale raz jeszcze zapewniam, że los Switcha w pasażu jest teraz dla mnie priorytetem.
Jeżeli chodzi o garaż, chciałbym teraz przejąć pałeczkę i opisać nie tylko oględziny wanny i całości garażu, ale i konwersację Waszej trójki w oparciu o to, co do tej pory ustaliliście. Szczegóły niebawem, w drugiej kolejności po wpisie dla GreKa.
Ostatnia kwestia - w okresie grudnia i stycznia sesja złapała zadyszkę, bo nie dość, że LI zdechło na dobre to i mnie wypadła przeprowadzka do nowego domu. Na szczęście wszystko się ustabilizowało, bo nowa platforma stoi stabilnie i teraz będzie sukcesywnie udoskonalana, a klucze do starego domu oddaję w najbliższą sobotę - to zaś oznacza, że już złapałem oddech i płynność gry od teraz będzie się poprawiać.
-
W co byście zagrali? Lista życzeń.
W ramach luźnego sondowania rynku chciałbym się dowiedzieć, czy znajdą się na RT chętni do sesji WFRP 4ed dla elfów wysokiego rodu. Może być scenariusz na Ulthuanie, może być na wybrzeżu druchii albo nawet gdzieś w Norsce. Klimat militarny, intryga szpiegowska, cokolwiek Wam przyjdzie do głowy.
Ideą przewodnią jest drużyna złożona całkowicie z asurów. Nie wiem, czy na LI kiedykolwiek była prowadzona taka sesja. Wiem jak stereotypowo postrzegane są Wysokie Elfy, ale myślę, że w gronie tak doświadczonych graczy bylibyśmy w stanie bez trudu stworzyć coś będącego fuzją Starego Świata i klimatu Legendy Pięciu Kręgów (swoją drogą czy L5K nadal jeszcze jest grywana w PL?).

-
[WFRP 2ed] BögenhafenStary człowiek leżący na gołym kamieniu w kącie celi jęknął z bezsilną rozpaczą na dźwięk słów wychudzonego wieszcza, siadając z trudem na podłodze i obejmując ramionami podciągnięte pod brodę kolana. Jego wyblakłe oczy zwęziły się w szparki, kiedy cierpiący na krótkowzroczność pisarczyk próbował rozpoznać w głębokim mroku celi rysy twarzy otaczających go współwięźniów. Okradany z każdego skrawka nędznej strawy przez silniejszych towarzyszy niedoli, od poprzedniego dnia ssał na przemian skórkę niedogotowanego kartofla i naznaczone plamami impregnującego skórę atramentu palce.
Jeszcze niedawno piastujący godne w oczach sąsiadów stanowisko i obdarzany zasłużonym szacunkiem, teraz marniał w oczach z każdym kolejnym dniem tracąc nadzieję, a wraz z nią chęć życia.
Wtrącony do więzienia za niewinność, Hieronim Bosch nie mógł liczyć na łaskę władz, a bogowie wydawali się nie wiedzieć czemu obojętni na jego straszny los. Wrzucony do lochu, gnił w nim w odrażającym towarzystwie zbrodniarzy i heretyków, z których każdy już dawno winien był zawisnąć na szubienicy albo spłonąć na stosie, a tymczasem wszyscy oni szubrawcy mieli się doskonale nosząc zdarte z pisarza spodnie i buty i wyjadając niemal do czysta zawartość jego miski. Zostawiali mu tylko tyle, aby nie umarł z głodu, dzięki temu bowiem następnego dnia wciąż mogli dzielić się jego kolejnym posiłkiem.
Odrażające zdegenerowane szumowiny, każdy jeden taki sam wstrętny z wyglądu i mowy. Bosch wszedł z nimi w konwersację tylko jeden raz, zaraz po wtrąceniu do celi, żarliwie zapewniając podnoszących się ze zgniłej słomy zbirów, że oskarżenia o zbałamucenie czcigodnej panny Weroniki Görlitz były z palca wyssane i sfabrykowane przez ludzi zawistnych i źle Boschowi życzących. Zaraz potem okazało się, że więźniowie za nic mieli zapewnienia pisarczyka ani honor panienki Görlitz. W zamian spuścili nowemu towarzyszowi niedoli solidne manto zabierając mu buty, spodnie, podbitą krecimi futerkami kamizelkę i czapę z pomponem.
Potem też z nim nie rozmawiali, będąc bowiem człowiekiem bystrym i wykształconym sam z siebie odgadnął, że jeśli nie chce stracić następnych kilku zębów, będzie musiał oddawać im swoją miskę bez czekania na rozkaz.
-
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]Garaż Shivy w Little China, wczesny wieczór 14.07.77
Frog uwinął się z przeszukaniem ciała szybciej, niż HiFi zakładał, bez zbytecznego hałasowania i zwracania czyjejkolwiek uwagi. Klęcząc przy martwym młodym człowieku oklepał zwłoki ruchami zawodowego ochroniarza, wyciągnął spod jego ubrania pistolet, telefon i jakieś etui, potem odwrócił w bok głowę ofiary przesuwając palcem po jej skroniach, po skórze za uszami i na szyi, na koniec zaś nacisnął opuszkami palców ukryte pod powiekami gałki oczne zmarłego. Zadowolony z wyników oględzin, gwizdnął znacząco, chociaż ledwie słyszalnie, podniósł się z klęczek i dołączył do kompanów przy bramie.
HiFi raz jeszcze sprawdził status zamka bramy na ekranie swojego smarthinga, po czym wypiął z panelu kontrolnego wtyczkę złącza diagnostycznego posyłając Frogowi znaczące spojrzenie. Shawn zmienił chwyt na rękojeści Pacifiera, znieruchomiał na ugiętych lekko nogach czekając na skinięcie głowy Houstona.
Dron nomady brzęczał rotorami napędu, gotowy wślizgnąć się w szczelinę częściowo otwartej bramy na pierwszy elektroniczny sygnał swojego operatora.
- Dobra, zaczynamy - rzucił ściszonym głosem Frog, raz jeszcze zerkając na wyłączoną z użytku wieżyczkę oraz opustoszały zaułek za ogrodzeniem - Raz, dwa, trzy!
Dłoń HiFi nacisnęła guzik na panelu i brama garażu ożyła w jednej chwili zaczynając unosić się w górę. Zawieszony tuż nad powierzchnią podjazdu dron ruszył prosto w powiększającą się szczelinę wejścia, a jego kamera zaczęła streamować na smartgogle Dingo obraz wnętrza garażu.
Środek pomieszczenia wypełniało zimne światło jarzeniowych żarówek, komputerowych ekranów i lampek LED różnych urządzeń elektronicznych składających się na miejsce pracy półprofesjonalnego hackera. Po wyłożonej matami izolacyjnymi podłodze wiły się pęki kabli, w kącie przy wysłużonej kanapie można było dostrzec błyszczące w świetle jarzeniówek puszki po energetykach - nie widać było jedynie żadnego śladu życia.
Dingo poczuł to pierwszy, ponieważ jego implant węchu pracował przez cały czas w aktywnym trybie. Poprawnie interpretując impulsy fal mózgowych, neuralny procesor odciął wszczep w milisekundzie po zidentyfikowaniu skali bodźca wygenerowanego przez wciągnięte w nozdrza Houstona cząsteczki zapachowe, ochronił delikatny zmysł nomady automatycznie aktywowanym filtrem.
- Ja pierdolę - stęknął Hifi podnosząc do twarzy dłoń w zamiarze zatkania nosa - Co to kurwa jest?
Frog zadziałał instynktownie, płynnym ruchem łapiąc za własny nos, naciskając jednym palcem na ukryty w chrząstce lewego skrzydełka miniaturowy przycisk pasywnego filtra i wodząc jednocześnie po wnętrzu garażu lufą Pacifiera.
Jego cyberoko wciąż płonęło jasną czerwoną poświatą systemu inteligentnego namierzania celów.
- Czysto - oznajmił przekraczając próg pomieszczenia, ale nie opuszczając broni - Chyba wiem, co tak capi. Nie pękajcie, zaraz się wywietrzy.
HiFi jęknął raz jeszcze zasłaniając nos i usta, starając się jak najdłużej wstrzymać oddech.
W szczelnie dotąd zamkniętym garażu unosił się nieznośny, skręcający kiszki smród spalonego mięsa i rozkładających się płynów organicznych, poddanych wcześniej przez jakiś czas intensywnej obróbce termicznej.

-
[komty] Syreni Śpiew NeonówMuszę szczerze przyznać, że tego nie planowałem, to się tak zajefajnie samo ułożyło dzięki Waszej grze. Uliczne sesje Cyberpunka jakoś tak mają to do siebie, że się bardzo często same napędzają, bo tutaj świat otaczający BG niemal natychmiast reaguje na wszystkie ich poczynania.
Dobra, Switch zna już warunki SlimWire, może teraz dokończyć rozmowę, a potem zadzwonić do ekipy, bo teraz może już spytać, czy ten trup znaleziony przed garażem miał jakieś imię i czy nie był to przypadkiem poszukiwany przez SlimWire syn jego sąsiadki? Plus może powiedzieć reszcie, o co właściwie chodziło z tym wspólnym kontem na Shezamie, do którego wszyscy dostali przed chwilą kody dostępu na smarthingach.
Ja na ten moment przenoszę całą uwagę na Brazil i Macka, zaczynam składać ich wspólny odpis, chociaż nie gwarantuję, że uda mi się wrzucić go jeszcze dzisiaj.