Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
KetharianK

Ketharian

@Ketharian
Obsługa Moderator Mecenas
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
804
Tematy
13
Udostępnień
0
Grupy
3
Obserwujący
1
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Czytanie sesji
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Przyznaję bez bicia, że czytam bardzo dużo i z dziką namiętnością, w niemal każdym wątku sesyjnym, a często i w komentarzach. Powodów znajdzie się tuzin - sesje ulubionych MG, które mnie wciągają swoją fabułą; obserwacja nowych użytkowników, ocena ich umiejętności, czerpanie dobrych pomysłów do własnego użytku; prewencja w przypadku zarzewia jakiegoś niepotrzebnego konfliktu. Generalnie lubię czytać dla samego czytania i lubię uniwersa, w których tutaj gramy, dlatego od momentu uruchomienia RT śledzę praktycznie każdy temat. Na LI zdarzało mi się czytać cudze sesje na wyrywki, chociaż przeczytanie jakiejś od deski do deski jeszcze nie było dla mnie standardem.

    P.S. Przypomniałem sobie jeszcze jeden powód, mianowicie jak mi MG (lub gracz) laguje we wspólnej sesji, ale postuje jak gdyby nigdy nic w innych, to też je sobie czytam, żeby zobaczyć, co w tych innych wywabiło go z norki w przeciwieństwie do mojej.

    Forum

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    Szanowni, oto dzień 01.06.26 i dobrze sobie tę datę zapamiętajcie, albowiem właśnie dzisiaj do stołu podano i znamy też finalne menu, bo wszyscy zadeklarowani w rekrutacji gracze wrzucili do wczoraj swoje posty. Tym samym pierwsza kolejka zostanie zamknięta i teoretycznie mam teraz dwa dni na wprowadzenie Was do drugiej.

    I tutaj pojawił się pewien kłopot, dla którego już znaleźliśmy rozwiązanie. Jaki kłopot? Teoretycznie teraz powinniśmy najpierw rozegrać scenę dla trzech graczy na mostku, a dopiero potem wspólną scenę dla wszystkich w kantynie, co najpewniej oznaczałoby jeszcze tydzień czekania na możliwość gry dla siedmiu postaci w kantynie. Aby tego uniknąć, po cicho i bez rozgłosu rozegraliśmy mostek w czwórkę (ja. Marrrt, GreK i Davy) w gdocu w międzyczasie, w oczekiwaniu na ostatnie posty pierwszej kolejki. Tym samym w wątku sesji, dzisiaj lub jutro, najpierw znajdziecie cztery szlifowane jeszcze posty dla kolejki 1.5, a następnego dnia post otwierający spotkanie w kantynie, gdzie wrócicie już wszyscy do wspólnej gry. W/w graczom chciałbym w tym miejscu podziękować za wzorową kooperację w przerobieniu kolejki 1.5.

    P.S. @rerebirth , kapitan Hannigan może wiele wybaczyć, ale plotki sugerują, że już kilku załogantów wyrzucił przez śluzę za przejawy niechęci wobec kota…

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Głęboka przestrzeń UA między Gliese i Borodino, 15.08.2183


    Ciemność żarząca się dotąd miniaturowymi punktami czerwieni zaczęła niespodziewanie znikać, rozpraszana zimnym światłem włączanych sukcesywnie elektrycznych lamp. Ich jaskrawy blask oświetlił ukryte od wielu miesięcy w lodowatym mroku wnętrza kajut i korytarzy, klatek schodowych, śluz i perforowanych płyt pomostów łącznikowych. Przemierzający czerń kosmosu statek powracał do życia, zaczynał rozbrzmiewać stukotem, pomrukiem i zgrzytem maszynerii oraz popiskiwaniem elektroniki składającej się na skomplikowaną infrastrukturę międzygwiezdnej jednostki.

    Czerwone diody systemów utrzymujących górniczy kombajn w stanie uśpienia zmieniały swoją barwę na bursztynową, później zaś zieloną. Oprogramowanie Opiekuna realizowało kolejne protokoły procesu wybudzania załogi uruchamiając systemy ogrzewania Almayera, pompując do jego wnętrza powietrze o podniesionej zawartości tlenu, przywracając do pełnej użyteczności kolejne układy systemu podtrzymywania życia.

    W ciasnej przestrzeni sali hibernacyjnej pompy tlenowe zwiększyły częstotliwość cyklu, przezroczystymi rurkami układu dokarmiania popłynęła odżywcza ciecz wzbogacona o pobudzający ludzkie mózgi hormonalny koktajl. Tkwiące od miesięcy w niemal idealnym bezruchu ludzkie sylwetki zaczęły się niemrawo poruszać, wynurzać się z otchłani farmakologicznego hypersnu.

    Siedzący w głębokim mroku jednego z pomieszczeń technicznych mężczyzna drgnął znienacka, podniósł się pełnym nadludzkiej gracji ruchem ze swojej stacji ładowania poprawiając rękawy nieskazitelnie czystego kombinezonu z naszywkami personelu medycznego. Jego oczy penetrowały ciemność przenikając ją bez trudu zaawansowaną optyką w czasie, kiedy elektroniczny mózg łączył się z bezprzewodową siecią statku analizując istotę nieoczekiwanego alertu.

    Organiczny członek załogi musiałby w takiej sytuacji udać się na mostek jednostki, przywrócić do pełnego trybu pracy uśpione komputerowe terminale i przestudiować dane zarejestrowane przez czujniki statku. Pozbawiony takich ograniczeń android przeanalizował odczyty jeszcze w podpiętej do siebie stacji ładowania, pobierając skompresowane dane z bezprzewodowej sieci bez konieczności przemieszczania się na wyższy pokład jednostki.

    Procedury towarzyszące tego rodzaju alertom nie pozostawiały androidowi żadnego wyboru. Sztuczna inteligencja odpowiedzialna za pieczę nad KM-164 stanęła w obliczu wyzwania, któremu zgodnie z przepisami czoła stawić musiała tkwiąca od wielu miesięcy w uśpieniu organiczna załoga Altmeyera.

    Przełączając swoją optykę w tryb podczerwieni syntetyk ruszył w stronę pokładowej hyperspalni, gdzie blisko tuzin nieświadomych jeszcze alertu ludzi spędzał wielomiesięczną podróż w klaustrofobicznej ciasnocie kriogenicznych kapsuł.

    Rozgrywka

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Niektórzy z Was być może wlaśnie zauważyli, że w dziale „Sesje future” pojawiły się już sub-wątki do naszej sesji, ale ponieważ to wstępny etap organizacyjny, poprosiłbym o odrobinę cierpliwości, na razie jeszcze nie będziemy tam postować. Dam znać, kiedy każdy z tych wątków zostanie otwarty.

    Archiwum alien

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Mieszkanie SlimWire, 23:09


    Sieciarz zamrugał załzawionymi oczami, rozpaczliwie, zwierzęco wręcz panicznie. Widok dwojga stojących nad nim uzbrojonych intruzów przełamał ślepy upór gospodarza, uświadomił mu cenę dalszego braku kooperacji.

    - Switch nie był normalny, ale ty jesteś jeszcze gorsza od niego - wyjęczał zniekształcając słowa tak, że Brazil ledwie go rozumiała - Nikomu nic nie powiem, ani o tobie ani o nim. Po prostu stąd wyjdźcie. Przeklinam ten pierdolony dzień, w którym go poznałem.

    - A mnie zaczyna się podobać - powiedziała Artemida poklepując go płazem nożyka po nosie - Obiecałam, że cię załatwię jak przyjadą ci z Tren de Agua, a oni właśnie przyjechali. Nie wykazałeś się współpracą od razu, wystrzępiłam sobie jęzor i łamię dane słowo. Cieszysz się, że go nie dotrzymam? Życie na loterii wygrałeś ze mną i nie waż się tego spierdolić.

    SlimWire ponownie coś wymamrotał, podniósł opuchniętą od nadmiaru wody rękę w zamiarze odsunięcia trzymającej ostrze dłoni kobiety. Brazil umknęła przed nim niczym gazela przed morsem.

    - Dobra, co powiesz, kiedy spytają? Poszło przepięcie, nic nowego, straciłeś na chwilę zasięgi, spaliło ci trochę hardu i nadrabiasz zaległości, nikogo tu nie było. Daj dyskretnie znać jak to gówno przestanie śmierdzieć to ci pomogę za przysługi. Powiedz swoim cynglom, że przyjedzie do ciebie technik do pomocy ze sprzętem. Trzeba się śpieszyć, bo wiele na deku teraz nie zrobisz. Módl się do Róży z Limy, żebym nie żałowała swojej decyzji.

    Opuszczając uzbrojoną w nożyk dłoń netrunnerka cofnęła się o kilka kroków, przechyliła głowę w stronę pociągniętego za ramię Dingo przysuwając usta do jego ucha.

    - To śliski gość, ale może się jeszcze przydać. Nie chcę mieć na karku policji, gangi mi wystarczą. Oczywiście jak go przycisną, to puści farbę, ale i tak nas znajdą. Potrzebujemy Raze’a.

    Nomada skinął głową w odpowiedzi. Brazil schyliła się w stronę SlimWire sięgając palcami po tkwiącą w jego interfejsie drzazgę, a kiedy się wyprostowała przy wtórze bolesnego jęku netrunnera, Houston stał już na metalowym rusztowaniu przeciwpożarowych schodów.

    Artemida poszła zwinnie w jego ślady, po parapecie na zewnątrz budynku, w ciepły letni mrok nocy wolny od uciążliwego odoru mieszkania SlimWire.

    Dingo poruszał się pewnymi krokami, cały czas wydając z siebie charakterystyczne nieludzkie dźwięki węszenia, które przydawały mu w myślach Brazil egzotycznej aury dwunożnego drapieżnika. Piętro po piętrze w dół aż na pogrążony w ciemności plac na tyłach apartamentowca. Pusta plastikowa puszka strzeliła pod butem Artemidy, zaszeleściły jakieś papierowe śmieci. Od strony ulicy dobiegały stłumione dźwięki przejeżdżających pojazdów i tłoczących się na chodniku mieszkańców, ale sam plac jawił się oazą niepokojącej wręcz ciszy.

    - Brazil - Dingo przekręcił głowę w stronę towarzyszki, tonacją swojego głosu budząc w netrunnerce złe przeczucie - Te ślady idą tam… do tego kontenera…

    Wieki przemysłowy kontener na śmieci rysował się w mroku rozmazanymi konturami czerni wtopionej w czerń, niczym współczesny sarkofag skrywający czyjś prowizoryczny grób.

    Dingo podszedł do kontenera pierwszy, schował pistolet do kabury, zawahał jeszcze chwilę, a potem złapał obiema rękami za jedną z klap i pchnął ją pośród metalicznego zgrzytu w górę. Brazil wyrosła u jego boku z zapaloną lampką smarthinga, poświęciła nią do środka.

    Oboje odruchowo wciągnęli powietrze, wizgiem zdradzającym głęboki szok pomimo tego, co ledwie sekundę wcześniej podpowiadał im bezlitosny zdrowy rozsądek.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Megablok H10, 15.07.2077, 0:35


    Taksówkarz pokonał Kanał Parsonsa skrajnym nadmorskim mostem, toteż przed oczami pasażerów otworzyła się na chwilę czarna panorama pogrążonych w ciemnościach nocy wód zatoki del Coronado, rozjaśniona w jednym miejscu jaskrawymi światłami kosmodromu NCX.

    Jakiś wahadłowiec akurat piął się ku ziemskiej orbicie, ciągnąc za sobą imponujący warkocz płomieni i piękno tego widowiska przykuło uwagę tych pasażerów taksówki, którzy akurat spojrzeli w tamtą stronę.

    Zaraz potem samochód zjechał na Słoneczny Bulwar i zagłębił się w neonowy chaos Little China znikając w tunelach przecinających partery ogromnych metropolitalnych budynków. Pomimo późnej pory chodniki i jezdnie tętniły życiem, wszędzie wokół tłumy ludzi korzystały z dekadenckiego uroku nocnego życia w jednej z rozrywkowych dzielnic Night City.

    HiFi czekał w umówionym miejscu, zrywając się z betonowego murku na parkingu przylegającym do jednej z licznych wind megabloku. Wysiadając z taksówki Shawn cmoknął znacząco na widok broni, która mignęła mu na sekundę pod kurtką młodzieńca; potem zapukał w szybę drzwi kierowcy. Brodaty gość wyciągnął w jego stronę płatniczy terminal, nie otwierając z oczywistych względów bezpieczeństwa kuloodpornego okna. W Combat Cab jeździli kierowcy zahartowani w ogniu ulicznej przestępczości i żaden z nich nie dałby sobie strzelić w ucho za półtorej setki eurodolarów.

    Nie, żeby Frog nie miał na to przelotnej ochoty wbijając do swojej aplikacji kwotę stu pięćdziesięciu baksów. Kurs za kupę kasy, ale z podwyższoną gwarancją bezpieczeństwa - na czymś takim tej nocy nie warto było oszczędzać.

    - Zablokuj windę! - rzucił w stronę HiFi przelewając zapłatę za przewóz i chowając smartfona z powrotem do kieszeni spodni - Mack, łap go za ręce, musimy go wypchnąć za próg.

    HiFi stał kilkanaście kroków od samochodu, ale i tak zauważalnie zbladł, kiedy jego spojrzenie padło na zakrwawionego Switcha. Jakaś zmierzająca w stronę windy rozbawiona para też z miejsca zauważyła fiksera i natychmiast zawróciła w kierunku, z którego nadeszła.

    Dziesięć minut później Raze More leżał już na futonie w swoim pokoiku, skrupulatnie oglądany z każdej strony przez wstrząśniętą jego stanem Brazil.

    - Nie uwierzysz, co to była za akcja, młody - powiedział Shawn wyciągając z paśnika w salonie puszkę NiColi i włączając pilotem klimatyzację - Napierdalali się Trenosi z Szóstkami, na wciągnięcie ręki od nas! Włącz telewizor, puszczę ci streama z oka, wszystko nagrałem! Ja pierdolę, jeszcze mam ciarki. Streeci sto procent profeski, weszli w meksów jak nóż w masło.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    Ambulatorium Kardashiana


    Mężczyzna w zniszczonym wojskowym uniformie wodził wzrokiem po górujących ponad nim ludziach, oczami pełnymi narastającej z każdym uderzeniem serca podejrzliwości i rezerwy. Caleb podejrzewał, że spory udział w źródle tej rezerwy miał mocny rosyjski akcent Siergieja, chociaż poza nim nic nie dawało rozbitkowi powodu do podejrzeń, że trafił na statek Unii.

    - Dobrze, synu, zacznijmy prosto - pierwsze słowa Davyego zabrzmiałyby zabawnie w innych okolicznościach, bo wojskowy wyglądał na starszego od O’Collana - Nazwisko, funkcja, statek i pracodawca. Potem powiedz nam, czemu strzelałeś do ludzi, którzy wyciągnęli cię z trumny ratunkowej.

    - Uzupełnij te informacje o stopień i nazwę jednostki - dodał Markus Holt krzyżując ramiona na piersiach.

    Rozbitek milczał jeszcze chwilę, ale usłyszane pytania wyraźnie zaabsorbowały jego uwagę, bo zmrużonymi oczami wodził teraz po pilocie i oficerze ochrony kombajnu.

    - Jeremiah Purcell, specjalista drugiej klasy, operator systemów elektronicznych, USS Bleinert, 88. Flotylla Logistyczna marynarki kosmicznej Zjednoczonych Ameryk - przerwał w końcu niechętne milczenie - Numer służbowy 17633-311-2B. To informacje, których wolno mi udzielić w trybie regulaminowym. Kim jesteście?

    - Jesteśmy ludźmi, którzy w ostatniej chwili uratowali ci życie - powiedział lodowatym tonem Holt - Odpowiedzieliśmy na sygnał ratunkowy. Przejęliśmy kapsułę. Omal nie zabiłeś jednego z nas, a mimo to leżysz w bezpiecznym miejscu, podłączony do aparatury medycznej i pijący naszą wodę. Nie sądzisz, że należy nam się minimum wyjaśnień? Co się stało z Bleinertem? Ilu było na nim ludzi? Co wieźliście? Co to jest Wallander? Chronologicznie, od początku, bez pomijania rzeczy, które wydają ci się nieistotne.

    - Nie zapomnij dodać, kogo się spodziewałeś po drugiej stronie śluzy - odezwał się ponownie Davy - Co rozwaliło wasz statek: awaria, atak, bunt, sabotaż czy skażenie? I kto gnił obok ciebie w kapsule i dlaczego?

    - To był jeden z nich - odpowiedział Purcell wymawiając słowa z ogromną niechęcią, ewidentnie reagując na presję budowaną przez przesłuchujących go mężczyzn - Jeden z drani z Wallandera. Myślałem, że to oni mnie wciągnęli na pokład. Żeby dokończyć robotę.

    - Wallander - powtórzył Marcus Holt - Co to za statek? Kto nim leciał? Weszli na wasz pokład? Zaatakowali? Uporządkowane informacje, krok po kroku, bez chaosu.

    - Co z Bleinertem? - w głosie Purcella pojawiła się nuta paniki, dźwięk świadczący o narastającym złym przeczuciu - Macie kontakt z mostkiem? Oni też wzywali pomocy?

    - O Bleinercie pogadamy za chwilę - Holt położył rękę na ramieniu rozbitka i ścisnął palcami jego ciało w sposób pozbawiony jakiegokolwiek śladu empatii - Co przewoziliście, co się stało i jak się ma do tego Wallander?

    - Nie jesteście upoważnieni do uzyskania takich informacji - odpowiedział Purcell - Tajemnica służbowa. Nie wolno wam nawet mnie przesłuchiwać. Musicie mnie odstawić z powrotem na pokład Bleinerta… albo na pokład innej jednostki marynarki Zjednoczonych Ameryk, jeśli mój okręt nie jest dostępny. Co z nim, znacie status Bleinerta? Nawiązaliście z nim łączność?

    - Jesteśmy w trakcie odpowiednich procedur - oznajmił kapitan Hannigan - Twój okręt wygląda na stosunkowo nienaruszony, ale nie odpowiada na wezwania radiowe. Nie znamy statusu reszty załogi. Jako dowódca amerykańskiej jednostki cywilnej jestem zobowiązany do przeprowadzenia operacji ratunkowej na pokładzie Bleinerta. Udzielenie wyczerpujących informacji na temat tego, czego możemy się tam spodziewać leży w twoim najlepszym interesie, żołnierzu. Postępowanie wyjaśniające w przyszłości będzie się opierało w znaczącej mierze na naszych zeznaniach. I to od nas zależy jak ocenimy w nich twój stopień kooperacji. Tak więc zacznij odpowiadać na pytania moich ludzi.

    - A jeśli powiem coś za dużo, mogę stanąć przed sądem - żachnął się Purcell, ale Holt wyczuł w jego głosie wahanie - Ile czasu byłem w tej kapsule?

    - Prawie miesiąc - odpowiedział Siergiej przywołując grymas grozy na twarz rozbitka.

    - Słuchajcie, tak naprawdę to ja prawie nic nie wiem. Wykonywaliśmy zwyczajną misję logistyczną, przeładunki zaopatrzenia dla okrętów patrolowym w ustalonych wcześniej miejscach, standardowa robota. Potem nagle dostaliśmy info z mostku, że będziemy mieli spotkanie z jednostką cywilną i przeładunek cargo o wysokim stopniu tajności. Większość załogi została wysłana na ten czas do kantyny albo do siłowni. Ja byłem na stanowisku w pomocniczym centrum namierzania z podglądem na sensory. Tamten statek miał wyłączony transponder, ale poprzez kamery optyczne zauważyłem nazwę Wallander na burcie. Tamci weszli na nasz pokład śluzą towarową, przez dwadzieścia minut nic się nie działo, ale nie wiem, co robili. Nasi oficerowie musieli być razem z nimi w ładowni.

    - Tożsamość, przynależność? - zapytał Holt marszcząc w sceptycznym grymasie nos - Oznakowania na kadłubie tamtego statku?

    - Tylko nazwa, nic więcej nie zauważyłem - pokręcił głową Purcell - Stanęli z nami burta w burtę, połączyli się kominem tranzytowym śluza w śluzę. Na tak bliskim dystansie nie da się prawie nic zobaczyć przez kamery.

    - Co stało się po tych dwudziestu minutach? - zapytał z wyczuwalną niecierpliwością O’Collan.

    - Coś gdzieś wybuchło - Purcell wzruszył nieporadnie ramionami - Zaczął wyć alarm przeciwpożarowy, a zaraz potem usłyszałem strzały, dużo strzałów. I komunikat do ewakuacji. Miałem jedną kapsułę zaraz obok centralki, złapałem tylko gnata z zaczepu na wszelki wypadek i wykonałem rozkaz.

    - Drugi człowiek z kapsuły, na pewno należał do ekipy z drugiego statku? - spytał Davy.

    - Przecież widać od razu - sarknął z wysiłkiem rozbitek - Wskoczył mi na plecy w progu, zaczęliśmy się bić. Wyrwał mi karabin, próbował zastrzelić, rozwalił kulami połowę aparatury, sterowniki hypersenne, komunikator. Nie wiem jak mi się udało go załatwić, nic z tego nie pamiętam wyraźnie, wszystko jak przez mgłę.

    - Chciał uciec z pokładu tą samą kapsułą? - upewnił się Hannigan - Był sam, nie zauważyłeś nikogo więcej?

    - To działo się za szybko - odpowiedział niepewnie wojskowy - Kapsuła się zamknęła automatycznie jak tylko przelecieliśmy przez próg. Nawet jeśli na korytarzu byli inni, nie zdążyli się załapać. Nie mam dla was precyzyjnych informacji, skurwysyn mnie zamroczył pierwszym ciosem.


    Mostek Kardashiana


    Nadia Volkova nie podniosła się z siedzenia po wyjściu O’Collana. Rozkazy kapitana były jasne, ale nie sądziła, aby jej absencja w ambulatorium miała pociągnąć za sobą jakieś konsekwencje z jego wykonaniu. W zaistniałych okolicznościach doświadczenie i instynkt podpowiadały jej, że mostku nie należy pozostawiać pod wyłączną kontrolą Opiekuna.

    Zwłaszcza po odkryciu modułu obrony rakietowej na przeciwnej burcie zaopatrzeniowca.

    Nadia nie miała za sobą wojskowej służby, całe życie spędziła na pokładach statków cywilnych; ale nie potrzebowała specjalistycznych szkoleń, aby wyobrazić sobie jak drugi statek - będący w tej chwili jedynie gasnącą chmurą napromieniowanych gazów - próbuje oddalić się od Bleinerta i pada ofiarą roju samonaprowadzających rakietowych pocisków. Nie mogła rzecz jasna wykluczyć innych scenariuszy, ten jednak sprawiał najbardziej realne wrażenie.

    Na ekranie jej konsolety widniały zdjęcia zrobione przez zewnętrzne kamery Kardashiana w trakcie przerwanego oblotu tendera. Nadia zaczęła je w skupieniu przeglądać zaczynając od wyrzutni rakiet. Dwadzieścia tub zgrupowanych po pięć w czterech rzędach, niczym nieśmiertelne radzieckie katiusze sprzed prawie trzystu lat. Ich pokrywy pozostawały zamknięte sugerując pracę systemu w trybie uśpienia, ale Nadia nie wątpiła, że ten stan rzeczy mógł ulec zmianie za jednym naciśnięciem guzika na którejś z konsolet Bleinerta.

    Jej spojrzenie przesunęło się na fotografię dziury w zewnętrznym kadłubie zaopatrzeniowca. Nadia uznała ją wstępnie za efekt celnego strzału z pokładu drugiego statku, kiedy jednak powiększyła obraz chcąc oszacować rozmiary wyrwy, zmarszczyła bezwiednie czoło.

    Ponownie powiększyła obraz studiując obrys dziury i skubiąc w głębokim zamyśleniu zębami dolną wargę.

    Analityczny umysł podsunął natychmiast odpowiedź na zadane w myślach pytanie, ale zdrowy rozsądek odrzucił ją jako zbyt nieprawdopodobną.


    Prawa śluza Kardashiana


    Elias Crowe uważał się za człowieka ponadprzeciętnie spostrzegawczego, ale z zakłopotaniem musiał przyjąć do wiadomości, że nie ma pojęcia, kiedy właściwie Joshua Gleeson zniknął ze śluzy. Najmłodszy stażem załogant Kardashiana już wcześniej dał się poznać jako człowiek niezwykle utalentowany w skrytych rejteradach z miejsc, w których czekała go jakaś praca, tym razem jednak przeszedł samego siebie korzystając z dosłownie kilku sekund, w których uwaga doktora skupiła się na trupie drugiego rozbitka.

    Stary mężczyzna westchnął z niesmakiem, obszedł wokół łóżko do hypersnu odnotowując w myślach kilka przestrzelin na jego obudowie. Nie miał już wątpliwości, że wewnątrz kapsuły doszło do wcześniejszej strzelaniny i że ofiarą latających wszędzie pocisków padła nie tylko pojedyncza hyperspalnia, ale i permanentnie uszkodzony radiokomunikator.

    Wojak miał szczęście, że broń była załadowana pociskami o obniżonej penetracji dostosowanymi do użycia wewnątrz kadłubów kosmicznych jednostek.

    Smród bynajmniej nie lżał, a chirurgiczna maseczka wcale nie pomagała w redukcji jego natężenia. Crowe oderwał z głośnym mlaśnięciem przyklejoną do podłogi podeszwę buta, pokrytą gnilnymi płynami wyciekającymi z ciała drugiego rozbitka. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz dane mu było pracować w równie odrażających warunkach, ale poczuł znienacka wielką wdzięczność do całego świata za istnienie absolutnego cudu pod postacią medycznych androidów.

    Coś zakłuło go znienacka w klatce piersiowej, zdjęło spazmem bólu, od którego zaczęły mu łzawić oczy. Przyłożył rękę do splotu słonecznego jakby ten gest mógł mu w czymkolwiek ulżyć i odczekał, aż ból zelżeje. Szczęście w nieszczęściu, że nie dostał na dodatek w głowę tą obluzowaną kratką wentylacyjną w hotelu na stacji Gliese.

    Coraz poważniej zaczynał obstawiać bakteryjne zakażenie płuc, chociaż powaga obecnej sytuacji sprawiała, że ponownie odsunął na bok pomysł zrobienia poszerzonych badań. Najpierw sprawa kapsuły i rozbitka, potem własne problemy.

    Coś zwróciło jego uwagę, kiedy zgiął się w pół porażony paroksyzmem bólu. Przetarł nadgarstkiem załzawione oczy uważając przy tym, aby nie zanieczyścić ich biologicznym materiałem pokrywającym palce rękawiczki. Nacisnął na wciśnięte pod obudowę hyperłóżka znalezisko czubkiem buta, wyciągnął je w swoim kierunku i podniósł ostrożnym ruchem.

    Potrzebował krótkiej chwili, aby uświadomić sobie, co właściwie znalazł.

    Po plecach przebiegł mu lodowaty dreszcz złego przeczucia, który sprawił, że Elias Crowe natychmiast zapomniał o narastającym w nieregularnym rytmie bólu w klatce piersiowej.

    Rozgrywka

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Mieszkanie w H10, klitka Dingo


    Houston uwinął się w moment z nowym aparatem dla fiksera, bo sklepiki wielobranżowe w H10 działały na praktycznie każdym piętrze oferując nie tylko artykuły żywnościowe, odzież, używki i medykamenty, ale też elektronikę, broń i amunicję czy sprzęty gospodarstwa domowego, najczęściej pochodzące z szarej strefy przemytu i kradzieży. Smarthing Switcha należał do najwyższej półki - nie był przechodzonym egzemplarzem wyrwanym miesiące temu z ręki jakiegoś turysty w Little China, tylko nowiutkim modelem Subarashi, który musiał całkiem niedawno spaść całymi pudłami z jakiejś ciężarówki w Arroyo.

    Skonfigurowane w ciągu dwudziestu minut urządzenie znalazło się w pełnej gotowości do działania, zabezpieczone kilkoma aplikacjami ochronnymi ściągniętymi przez fiksera z pirackiego serwera w Głębokiej Sieci. Jedyną rzeczą, która psuła całokształt przygotowań telefonu była pusta lista kontaktów, ale Raze był na to przygotowany, bo słusznie uważając siebie samego za zawodowca, wszystkie branżowe numery kontaktów miał zapisane w organicznej pamięci.

    W salonie bez końca leciały wiadomości z Vista del Rey i Japantown; i jedne i drugie budziły w myślach Switcha burzliwe emocje, toteż fikser zamknął się z telefonem w klitce Dingo i Froga, siadając na krawędzi jednego z łóżek i wystukując z pamięci odpowiedni numer.

    Rosario odebrał po prawie dziesięciu sygnałach, co zdradzało duże obłożenie lokalu klientami. Niedzielny poranek, Heywood na pograniczu z Japantown korzystał z natłoku turystów mających dość kuchni azjatyckich i szukających nowych kulinarnych wrażeń po drugiej stronie Mostu Kongresowego.

    - Czego? - rzucił podejrzliwym głosem widząc na wyświetlaczu swojego zapasowego telefonu niezidentyfikowany numer.

    - Zluzuj porty, Diego, to ja Switch - odpowiedział fikser - Masz chwilę na pogadanie? Patrzę od rana na wiadomości i ciągle gadają o Vine Street. Co tam się odjebało, przecież to blisko ciebie, lokalu ci nie spalili? W TV to wygląda jak pierdolona wojna światów.

    - Switch, ciulu jeden, byś kiedyś wpadł coś wypić, a nie tylko dzwonisz jak coś potrzebujesz. Już ci dawno wybaczyłem to, co odpierdoliłeś ostatnim razem. Pipa, chodź mnie zastąpić, idę na fajkę! Ale dzięki, że się troszczysz, jakbym cię nie znał to bym uwierzył. Knajpa bez szwanku, ale spaliły się dwie na wylocie Vine Street, to mam od rana więcej klientów, nie wiem gdzie ręce włożyć, a Pipa zamiast pomagać ciągle na fajki wychodzi, nie wytrzymam z tą laską, słowo daję.

    W głośniku szumiał gwar licznych głosów, szczęku naczyń i brzęku sztućców, zastąpiony po chwili dźwiękami ulicznego ruchu.

    - No dobra, to ci opowiem, co tu się odpierdoliło - oznajmił Diego Rosario Mendez, barman z latynoskiej knajpki na Republican Avenue - W nocy na dzielnię wjechały gnidy z Szóstej Ulicy, całym autobusem albo dwoma, bo małymi grupami to te kurwy srają w gacie. Zaczęli walić seriami na oślep, ale nasi są na takie akcje gotowi i zaraz poszła kontra od Tren de Agua. Połowę Szóstek odjebali od razu, druga połowa spierdoliła do jednego apartamentowca, narobiła tam syfu, zanim Trenosi ich nie wyparli za kanał. Parę godzin to trwało, prawie jak prawdziwa wojna. Żałuj, kurwa, że tego nie widziałeś, siedzisz cały czas w Watson i wpierdalasz chińskie kluski, to nic nie wiesz o prawdziwym świecie.

    - Kurwa, szczerze żałuję - jęknął pełnym żalu głosem Switch - Ale że Streeci tak na ostro weszli, nie rozumiem tego. Całkiem ochujali? Od dłuższego czasu był spokój między nimi i Heywood, znaczy się, bez takich grubych akcji. Wiesz może, co się zmieniło? Ludzie coś gadają?

    - Ludzie pierdolą różne dyrdymały, z palca wyssane bzdury - żachnął się Rosario - Pamiętaj, chcesz mieć sprawdzone informacje, dzwoń zawsze do mnie. Ale masz rację, jest w tej sprawie coś dziwnego. W tym apartamencie, w którym Szóstki narobiły gówna mieszkał jeden taki sieciarz, taki grubas, co się z łóżka nie ruszał, pewnie nawet o nim nie słyszałeś. Gość podobno robił jakieś akcje dla Trenosów i Valentinosów, ale to płotka była, tylko rozmiarów wieloryba. No i on wczoraj zniknął, rozumiesz? Gość ważył z pół tony i był za duży, żeby go przeciągnąć przez drzwi, a mimo wszystko to zniknął. Jak tam na własne oczy nic nie widziałem, ale podobno cała zewnętrzna ściana w jego mieszkaniu była wypierdolona jakby czołg w nią jebnął. I wygląda, że to robota Szóstek i ci, których nie daliśmy rady dorwać wytargali go za kanał, dasz wiarę?

    - Taka historia, że aż niewiarygodna - westchnął z zazdrością Switch - Oddałbym w zamian Brazil, żeby tam wczoraj być. To mówisz, że Streeci wbili się na dzielnię dwoma autobusami, żeby wywieźć Trenosom spod nosa ich hakera? A to skurwysyny!

    - Switch, tu się robi jeszcze ciekawiej, bo tu jest jakaś grubsza afera - Rosario zniżył lekko głos jakby nie chciał, aby podsłuchał go któryś z przechodniów - Słyszałem, że zanim zaczęła się ta rozpierducha, do tego budynku wrąbała się inna grupa. Cztery osoby albo pięć, ludzie nie są do końca pewni. Podobno zawodowcy, widać było po ruchach i gadce, profosów od razu da się poznać. Podobno zagadywali uliczne kurewki o tego grubasa. Ludzie mówią, że to musieli być korporacyjni, może jakiś jebany kill-team z Militechu albo Arasaki. Wysoka półka, kumasz, podobno dało się od razu wyczuć. Kto tam wie, co jest prawdą, ale ta szajka hitmanów zniknęła jak tylko na ulicy zaczął się rozpierdol. I grubas też zniknął. Przypadek? Nie sądzę. Ja myślę, że oni go zajebali z dzielni ze sobą, tylko nikt nie potrafi wyjaśnić jak oni to zrobili.

    - We wiadomościach nie było o tym słowa - skomentował Switch zmieniając pozycję na krawędzi łóżka - Korporacyjny kill-team, mówisz?

    - No jak czegoś nie ma w wiadomościach to możesz być pewien, że tak właśnie było, te korporacyjne kurwy i ratusz ręka w rękę łżą jak psy. A wiesz jak ci goście przyjechali do Visty? Podobno Toyotą z wypożyczalni, w chuj czerwoną odrapaną Aigo, uwierzyłbyś? Jaki hitman jeździ takim gównem? Hitman z górnym półki, bo to był kamuflaż, stary. Inni by wjechali na akcję opancerzonym Emperorem, a ci Aigo. Ktoś taki musi być w chuj niebezpieczny i Trenosi chyba też tak myślą, bo rozebrali to Aigo na kawałki, żeby tylko znaleźć jakieś ślady. A Fuentes podobno jest w amoku, bo w tej strzelaninie ktoś mu odjebał taką Rositę, lasencję do ruchania i zadań specjalnych, praktycznie na sam koniec akcji. Trenosi podobno zachodzą w głowę czy poszła na konto Streetsów czy tych korpofiutów, ale wiadomo, młody Fuentes jest zdrowo pojebany, on im nie odpuści. Zaraz przyjdę, kurwa, jeszcze nie spaliłem do końca! Tak że dużo się tutaj dzieje, stary, wpadnij się napić to pogadamy, a w ogóle to jeszcze Valentinosi zaczęli w tym grzebać, chociaż to teren Tren de Aqua, ale podobno ich nie interesuje, o co chodziło w tej napierdalance, tylko szukają jakiegoś łebka z tego apartamentowca, chuj wie, po co. Stary, muszę kończyć, bo mi Pipa łeb urwie, przyjedź na flaszkę, adios.

    Połączenie urwało się z suchym trzaskiem, pozostawiło Switcha w głębokim zamyśleniu w czterech ścianach pokoiku.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    Ambulatorium Kardashiana


    Widziany zza szybki w drzwiach pomieszczenia, amerykański wojskowy sprawiał wrażenie pogrążonego w śnie, ale dźwięk towarzyszący grupie wchodzących do środka mężczyzn sprawił, że niemal natychmiast otworzył oczy przyoblekając twarz w grymas głębokiego niepokoju.

    - Wywołaliście w końcu kogoś z moich? - zapytał przeskakując nerwowym spojrzeniem po przybyszach - Potwierdzili status?

    - Nie to nas sprowadza - oznajmił szorstkim tonem Hannigan - W twojej kapsule znaleźliśmy pewną zgubę, która dała nam do myślenia. Wiesz może, o czym mowa?

    Purcell zmarszczył czoło, pokręcił powoli głową w geście zaprzeczenia.

    - W środku było dużo łusek, ale nie wszystkie od Armata. Znaleźliśmy dwie mniejsze, pistoletowe. Skąd się tam wzięły? Gdzie jest ten pistolet? Gdzie go schowałeś?

    Bezbłędnie odczytując tonację głosu kapitana, Marcus Holt wyrósł po drugiej stronie łóżka ze złowieszczym wyrazem twarzy.

    - To był jego pistolet - odpowiedział Purcell - Gościa, który mnie napadł. Przecież wam mówiłem, zaatakował od tyłu za progiem kapsuły, walnął mnie klamką, żeby mnie ogłuszyć, ale przekręciłem w ostatniej chwili głowę, trafił w kark aż mnie zamroczyło. Szarpaliśmy się, trzymałem mu rękę swoją, wystrzelił być może ze dwa razy na oślep, potem walnąłem go w łokieć kolbą karabinu i pistolet mu z ręki wyleciał za próg kapsuły. A potem właz się zamknął. Chryste, znajdziecie ten jebany pistolet na korytarzu przy pomocniczej centralce komunikacyjnej!

    Żołnierz napiął odruchowo pasy, szarpnął nimi w bezwiednej próbie podniesienia się do pozycji siedzącej.

    - Jaki rodzaj dostępu umożliwia twoja karta kodowa? - Holt zmienił w jednej sekundzie temat, zauważalnie zbijając rozbitka z tropu - I podaj mi swój PIN.

    - Nie macie prawa do korzystania ze służbowej wojskowej karty - niepokój Purcella ustąpił miejsca złości, objawionej kolejnym szarpnięciem za pasy - Uwięziliście bezprawnie członka sił zbrojnych Zjednoczonych Ameryk, za kogo wy się macie?!

    - Ta rozmowa dobiegła końca - odpowiedział chłodno kapitan - Nie wykorzystałeś swojej szansy.

    Hannigan odstąpił od łóżka rozbitka kiwając znacząco głową Kalashnikovowi. Purcell dostrzegł ten gest i chociaż nie mógł znać jego precyzyjnego znaczenia, musiał się domyślić, że jego sytuacja właśnie drastycznie się pod jakimś względem pogorszyła.

    - Kapitanie, sir, proszę zaczekać - rzucił zmienionym głosem, pozbawionym wściekłości i dźwięczącym w zamian czystą desperacją - Kod do karty to dwa dziewięć dziewięć dwa pięć pięć. Otwiera wszystkie pomieszczenia z wyjątkiem kabiny kapitana Becketta, innych oficerów, zbrojowni sprzętu ciężkiego i ładowni specjalnego przeznaczenia, sir. Nie nawiązaliście łączności z Bleinertem, prawda?

    Hannigan odwrócił się w stronę łóżka, przekręcił w bok głowę unosząc znacząco brew.

    - Ja pierdolę, nie nawiązaliście łączności - powtórzył Purcell - To dlatego chcecie moją kartę dostępu. Chcecie przejść na pokład tendera, ale nikt tam się nie odzywa i potrzebujecie klucza. Sir, podałem wam kod w geście dobrej woli, chociaż trzymacie mnie tutaj w kajdankach jak jakiegoś kryminalistę. Ja myślę, że może być inny powód braku łączności. Moi mogą nie ufać waszemu transponderowi. Wcześniej zaatakowała nas inna jednostka cywilna. Możecie być w zmowie z tamtymi. Jeśli moja załoga żyje, może utrzymywać milczenie myśląc, że wiedząc o nich otworzycie ogień, żeby zniszczyć okręt. A jeśli uznacie ich za martwych, będziecie bardziej chętni do abordażu. Mogą milczeć i czekać, aż wejdziecie na pokład, żeby was wciągnąć w zasadzkę, a potem przebić się na wasz statek.

    Jeremiah Purcell mówił coraz szybszym tempem, pod koniec dosłownie wystrzeliwując z siebie słowa i zaciskając dłonie w pięści.

    - Proszę mnie zabrać na mostek, spróbuję ich wywołać przez radio - zaproponował wpijając się wzrokiem w Caleba Hannigana - Mogę uwiarygodnić waszą tożsamość, potwierdzić autentyczność misji ratunkowej. Proszę dać mi szansę, kapitanie!

    - Skąd masz taką pewność, że tamto starcie wygrali twoi, chłopcze - wycedził lodowatym tonem Holt - Również dobrze mogli tam zostać tylko ci z Wallandera, prawda? I nawiązując z nimi łączność mógłbyś pogorszyć naszą pozycję. Co powiesz na to?

    Purcell otworzył usta, ale zaraz zamknął je ponownie, spoglądając z niemą frustracją na swoich rozmówców.

    Rozgrywka

  • Powitania, pożegnania i powroty
    KetharianK Ketharian

    @Wired

    Cóż, forum może stracić część swoich użytkowników, którzy po przesiadce na nową platformę, z dostępem do wszyskich opcji technicznych i aktualizacji, nie będą już chcieli wrócić na zmartwychwstałe, ale nadal zdychające LI. Jednym z nich jestem ja, ale przeczucie mówi mi, że chyba nie będę jedyny.

    Hydepark

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Muszę się do czegoś przyznać - ulżyło mi, że akcja znienacka ruszyła z kopytka, bo nie sposób odnieść wrażenia, że większość z Was się do tej pory raczej nudziła w oczekiwaniu na podanie przystawek! Myślę, że zaraz przynajmniej część z Was będzie miała okazję zgarnąć do swojej puli jakieś dodatkowe kostki Stresu (podejrzewam, że od razu zaczęliście się łakomie oblizywać na samą myśl o tej premii).

    W post @mareenk wkradł się drobny błąd chronologiczny co do kolejności różnych wydarzeń, ale to nic szczególnego, przy dużej ilości tekstu oraz postach pisanych z różnych perspektyw takie rzeczy mogą się przytrafiać częściej. Dla jasności sytuacji podam poniżej raz jeszcze przebieg ostatnich wydarzeń.

    W śluzie ekipa ratunkowa (Caleb, Siergiej, Elias, Marcus i Adam) rozpoczyna zabezpieczanie kapsuły, podczas gdy na mostku jego obsada (Davy, Joshua, Nadia) rozpoczyna oblot tendera. Pasażerowie zajmują się swoimi sprawami.

    W śluzie mają miejsce dramatyczne sceny. Rozbitek strzela, potem wywiązuje się chaotyczna konwersacja, ekipa ratunkowa podejmuje kroki zmierzające do pacyfikacji rozbitka. Zaalarmowana strzałami i komunikatem Opiekuna obsada mostka kontynuuje oblot tendera. Delilah zaczyna zdobywać dostęp do Opiekuna drogą manipulacji werbalnej (co ważne dla immersji, jej działania pozostają całkowitą tajemnicą dla załogi).

    W śluzie rozbitek zostaje obezwładniony. Adam, Siergiej i Markus zabierają go do ambulatorium, Caleb wraca na mostek, by asystować przy oblocie tendera. Joshua zostaje wysłany z mostku do śluzy, gdzie Elias prowadzi oględziny kapsuły.

    I teraz kilka rzeczy następuje jedna po drugiej: Elias znajduje coś w kapsule i wzywa kapitana do śluzy; Davy wstrzymuje oblot, bo odkrywa po niewidocznej z wcześniejszej pozycji stronie kadłuba Bleinerta wyrzutnię rakiet rojowych oraz dużą wyrwę w poszyciu; Nadia podnosi alarm, bo jej aparatura rejestruje gwałtowny wzrost promieniowania radioaktywnego emitowanego przez chmurę gazów po przeciwnej (dotąd) stronie statku zaopatrzeniowego, który działał w stosunku do Was jak prowizoryczny ekran.

    @marrrt , załoga czeka na Twoje decyzje! @rerebirth , jak ochoczo zamierzasz się przyłożyć do rozkazu Hannigana? (muszę wiedzieć jako MG jak daleko do wnętrza kapsuły się zapuścisz). @macabra78 , @grek , @beetle , czy będziecie chcieli przywrócić rozbitka do stanu świadomości jak szybko to możliwe? Wrzućcie proszę wstępne deklaracje od razu tutaj, żebym mógł sobie rozpisać/rozliczyć pewne rzeczy do przodu. @arthur-fleck , czy dobrze rozumiem, że Delilah zaryglowała się ręcznie w kajucie? @cygan , gdzie w tym momencie znajduje się William?

    Czuję przyjemny dreszczyk emocji, a Wy?

    Komentarze

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    KetharianK Ketharian

    Jako MG preferowałbym taki stan rzeczy, gdzie załoga zna się całkiem dobrze. Pasażerowie to inna sprawa, oni pierwszy raz weszli na pokład na Gliese i ani nie znają załogi ani najpewniej siebie nawzajem.

    Archiwum alien

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Mieszkanie w H10, wieczór 14.07.77


    - Nie tak szybko, chomba.

    Przez gromadkę szczerzących się chłopięco nastolatków przepchnął się ten, który stał dotąd w tyle, noszący na szyi gruby łańcuch z pomalowanego złotą farbą plastiku oraz całkiem niezłą podróbkę motocyklowej kurtki Yaiby.

    - Laska ma gacha, szkoda waszej gadki - powiedział wzruszając ramionami i taksując jednocześnie podejrzliwym wzrokiem Macka - To żaden z tamtych, ten jest za stary. Słuchaj lala, jestem Tyrone, a my wszyscy jesteśmy z Zulu Chakka. Na pewno słyszałaś o Chakkasach, trzymamy rękę na całym H10, a nasz szef Dong dba o to, żebyście wszyscy mogli spać spokojnie.

    - No pewnie, że znam Donga, słodziaku - skłamała gładko Brazil przywołując na usta uśmiech, który potrafił topić i męskie i damskie serca niczym świeca pszczeli wosk - Siedzieliśmy razem w jednym poprawczaku… a może to był jego kuzyn? Nieważne, każdy w H10 słyszał o Dongu. Przynosisz mi jego pozdrowienia? Pudełko czekoladek i kwiatki? No nie wstydź się, dawaj.

    - Ej lala, wrzuć na luz - Tyrone wyraźnie zmieszał się biegiem konwersacji, przyoblekł twarz w grymas głupawej konsternacji - My tutaj w interesach, do twojego lokatora. Taki młody białasek, szwendał się po drugiej stronie bloku przy naszym mieszkaniu. Był z nim drugi koleś, taki tępy mięśniak, też białas. Chcieli robić interesy z Dongiem, nawet dali kontakt na necie, ale Dong go sprawdził i takiego konta nigdzie nie ma, znaczy to fejk. A że Dong lubi wiedzieć, kto nam się po rewirze kręci, to kazał sprawdzić, co to za jedni, bo ten tępak wyglądał na psa, a ten młody na prowokatora, znaczy się szpicla. Ale wyszło na to, że on mieszka tutaj na twojej kwaterze, to przyszliśmy z nim pogadać.

    Brazil otaksowała rozmówcę pełnym dezaprobaty spojrzeniem, prychnęła niczym poirytowana kotka krzywiąc przy tym w nieprzyjemny sposób swoje pełne kształtne wargi.

    - Słuchaj Tyrone, z tobą nie gadam - oznajmiła stanowczym tonem - Smęcisz jak mój świętej pamięci stary, chyba się zaraz zrzygam od tej drętwej gadki. Najpierw to mi pochować klamki, nie będziecie warcholić, bo się jeszcze mój kurator zdenerwuje. No już, chować gnaty, gdzie kurwa z gratami do damy wyjeżdżacie.

    Wymawiając słowo „kurator” Artemida zerknęła demonstracyjnie na Hartleya, upewniając się niemo w tym, że trzymał swoją broń na wyciągnięcie ręki. Grała roztrzepaną młódkę, ale jej rzutki umysł błyskawicznie analizował opowieść Tyrone i niesione nią konsekwencje.

    - Po drugie, rozmawiam tylko z Kakubą. Jesteś słodki, chłopcze. Miałam kiedyś takiego chłopaka, nauczył mnie wielu sztuczek, których porządna dziewczyna nie powinna w ogóle znać. Powiedz mi Kakuba, skąd wam przyszło do głowy, że mieszka tu jakiś młody białasek, co?

    Skomplementowany przez Brazil nastolatek wypiął pierś dumny niczym pełen testosteronu afrykański paw, rozpromienił się nie potrafiąc jednocześnie oderwać wzroku od dekoltu Artemidy.

    - Bo jesteśmy Chakkasy, nie jakiś tam chujowy pozergang! - oznajmił nie bacząc na to, że Tyrone położył mu rękę na ramieniu - My mamy własnego sieciarza, takiego prawdziwego. Sprawdził na kamerach bloku, skąd przylazł ten białasek, piętro po piętrze. No i przyszedł stąd.

    O kurwa, pomyślała Brazil uśmiechając się jednocześnie niczym topowa modelka promująca w paśmie największej oglądalności nowy smak Orgiastica.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Moi drodzy, aktualizacja fabuły pojawi się najpewniej jutro wieczorem i będzie w niej kilka bardzo dramatycznych akcentów, dlatego nie mogąc się już doczekać nowego wpisu wrzucam Wam dla zaostrzenia apetytu zajawkę tej sceny, która zawierać będzie w sobie największy dramatyczny potencjał!

    Komentarze

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Megablok H10, noc 14.07.2077

    Upchnąwszy ostatni karton z elektroniką w kącie salonu Shawn otrzepał ubrudzone czymś ręce, machnął ręką do siedzącego w pokoju Brazil Macka i wyszedł na korytarz pozwalając, by drzwi mieszkania zamknęły się za nim automatycznie.

    Mijając grupkę wystrojonych hałaśliwych nastolatków skręcił do szybu towarowej windy i wcisnął się prędko pomiędzy tłumek ludzi zjeżdżających do położonego piętro niżej garażu. Utonął z miejsca w cieple rozgrzanych ludzkich ciał, zapachu syntetycznych kosmetyków i dźwiękach rozmów o wszystkim i o niczym; niczym pojedyncza krwinka zanurzona w gnającym szaleńczo krwioobiegu neonowego molocha. Wyszedł z windy jako ostatni, kiedy ta zatrzymała się piętro niżej, z przymkniętymi oczami delektując się ulotną chwilą ciszy i spokoju, które miały za moment przeminąć.

    HiFi i Dingo stali obok zamkniętego już Columbusa rozmawiając o czymś z ożywieniem i wyraz twarzy technika z miejsca zdradził solosowi, że nie była to zwykła pogawędka.

    - Wszystko gra? - zapytał Shawn dołączając do kompanów i wodząc jednocześnie spojrzeniem po wnętrzu garażu. Atmosfera sobotniej nocy wypełniała rozległe pomieszczenie dźwiękami muzyki płynącej z przenośnych odtwarzaczy, śmiechami i gwizdami, gwarem rozmów. Grupki mieszkańców H10 rozstawiły się na pustych miejscach parkingowych ze stolikami i krzesłami, ze skrzynkami piwa i wódki, tacami podgrzewanych w turystycznych mikrofalówkach burrito. Niektórzy już tańczyli, skręty i tabletki dopalaczy krążyły z rąk do rąk, podobnie jak domowe odtwarzacze do braindansów. Kiepsko opłacani i niepewni kolejnego dnia mieszkańcy Watson nie zawsze mogli pozwolić sobie na wyjście do modnych klubów w centrum, ale większość z nich nawet tego nie potrzebowała. W sobotnie wieczory ciasne apartamenty megabloków stawały się sceną spotkań kameralnych, a parkingi i tarasy użytkowe miejscem imprez grupowych, czasami trwających w radosnej atmosferze do niedzielnego poranka, czasami stających się zaś sceną bezsensownej przemocy i zniszczenia, gdy alkohol i narkotyki wchodziły zbyt głęboko w zmęczone monotonią życia umysły.

    Syreni śpiew neonów Night City wabił do metropolii tysiące żądnych lepszego życia naiwniaków, a potem wrzucał ich w tryby maszynki przerabiającej mięso i łzy na eurodolary gromadzone przez szczęśliwców z „jednego procenta” i nie każdy złapany w sidła aglomeracji człowiek potrafił sobie poradzić z brutalną prawdą dnia codziennego.

    - Tylko na moment poszłem się odlać - powiedział Dingo rozkładając ręce - Miał czekać, aż wrócę, a nie od razu sprzedawać. Zanim wróciłem, sofa poszła za drobne na pierdolone waciki, bo na młodego wsiadła laska z piętra wyżej i tak mu przed oczami kręciła tyłkiem, że zbiła cenę do dziesięciu procent.

    - Powiedziała, że są plamy i rozdarcia i to będzie chujowo wyglądało na streamie jak będzie live’y puszczała i że więcej jak pięć dych nikt nie da - wtrącił HiFi przewracając wymownie oczami - Że niby ta sofa wygląda jakby się na niej dwa furasy pieprzyły bez schowanych pazurów. To ile miałem wziąć?

    - Wcale nie miałeś sprzedawać? Ile tam było tych rozdarć? Prawie wcale. Trzeba było na mnie czekać. Cyckami ci oczy zasłoniła i oddałeś za bezcen, młody, tak się dałeś wyfrajerzyć.

    - Która to była, ta LaBelle z końca korytarza, ta ruda, co dorabia w pralni? - Frog spojrzał na GiFi z pełnym politowania wyrzutem - Dałeś się zrobić takiej zdzirce, serio?

    - Nie LaBelle, tylko Vanessa, ta co kursy BDSM organizuje i zajęcia z podwieszania, ma certyfikat instruktorski i potrafi kalibrować edytory bólu i ma dwadzieścia tysięcy followersów na OnlyYou - wyrzucił z siebie tonem zdenerwowania HiFi - Wcale tyłkiem nie kręciła i cyckami nie świeciła, tylko dała mi najlepszą możliwą cenę i jeszcze gratisa, sami zobaczcie!

    Frog spojrzał na wyświetlony na smarthingu technika kod QR i uniósł pytająco brwi przenosząc wzrok na właściciela urządzenia.

    - To jest darmowa wejściówka na jej kurs - oznajmił z satysfakcją HiFi - Za darmo i z dyplomem ukończenia. I kto tu jest frajerem, obszczymurku?

    - Ile wyciągnęliście za wszystko? - zapytał Frog nie pozwalając dojść do głosu Dingo i próbując jednocześnie zachować samemu poważną minę.

    - Równą stówkę - burknął Houston - Bo zdążyłem wrócić, zanim rozdał wszystko.

    - Wy byście się nadawali do „Zakupu w ciemno”, do nowego sezonu - prychnął solos - Mam znajomego, który robi w The Fourth Wall, chyba mu wyślę wasze kurwa CV, to was wepchnie po znajomości, będziecie pasowali do Łysego i spółki. Dobra, co teraz?

    - Teraz to muszę auto odstawić na warsztat, samo się nie odwiezie - odpowiedział Dingo - Ktoś jedzie ze mną?

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Ulice Night City, 22:35

    Wszechobecne uliczne korki topiły betonowo-szklany labirynt Little China w ogłuszającym hałasie klaksonów, a ledwo mieszczące się na chodnikach tłumy przechodniów tylko dopełniały wrażenia wszechobecnego chaosu. Dzieląc swoją uwagę pomiędzy samochodową nawigację i pandemonium za oknami pojazdu, Shawn zrezygnował z mozolnego przebijania się przez mosty łączące Watson ze Śródmieściem - zamiast tego uciekł poprzez fałszywie gwarne i złudnie kolorowe slumsy Kabuki do Japantown, objeżdżając zatłoczone do granic możliwości Corpo Center bulwarem Longshore South w stronę Mostu Kongresowego.

    Japantown też pełne było ruchu, świateł i hałasu, ale zdecydowana większość ludzi wsiąkała w rozrywkowe centrum dzielnicy, kierując się ku sławnej dzielnicy czerwonych latarni przy Jig-Jig Street. Tłumy miłośników dobrej zabawy, orientalnej kuchni, płatnego seksu oraz mniej lub bardziej legalnych dopalaczy tłoczyły się coraz gęściej w neonowym blasku Japantown - niczym ławice mniejszych ryb obserwowane z cienia przez dwunożne rekiny.

    W Growl FM skończył się „Mind is Freedom” Cartesian Duelists, lecz zamiast zapowiadanego na wyświetlaczu urządzenia utworu „Flatline” z nowego albumu Red Dead Roadkill z głośników popłynęła seria dziwnych trzasków.

    - Jebany złom - warknął pełnym irytacji głosem Frog - Wszystko się tu pierdoli, aż dziw, że to jeszcze jeździ. Brazil, ile to kosztowało?

    Budujemy sztuczne światy na orbicie, zgrywamy mózgi na układy scalone, tworzymy wszechmocne SI, ale wciąż nie potrafimy stworzyć szczepionek na raka? Nie, wy durnie chłonące papkę mainstreamu. Korporacje świadomie eksterminują życie, bo to niepokorne życie śmie rozmnażać się bez patentów i praw autorskich. Już teraz możemy jeść wyłącznie mięso, które wyhodowano w próbówce. Już teraz uprawiamy tylko rośliny stworzone w laboratorium. Nawet fotosyntezę udało się sprywatyzować. Teraz czas na nas, na ludzi.

    Głos płynący z głośników radia został tak silnie zniekształcony elektronicznymi filtrami, że stracił wszelkie nuty człowieczeństwa, ale wszyscy siedzący w czerwonym samochodziku ludzie natychmiast go rozpoznali. Doktor Paradox, naczelny propagator teorii spiskowych na Zachodnim Wybrzeżu, zmora mediów głównego nurtu i działów prawnych wielu korporacji, szaleniec według jednych i wizjoner według innych, ponad to zaś doskonały haker zdolny raz za razem włamywać się do infrastruktury radiowych rozgłośni, aby nadawać za ich wymuszonym pośrednictwem swoje wywrotowe audycje.

    Shawn wiedział, że zmiana stacji nie miała większego sensu: przez następne sześćdziesiąt sekund niemal wszystkie rozgłośnie Night City miały i tak nadawać ten sam materiał

    Ostateczny upadek homo sapiens już się rozpoczął. Nasze ciała rosną same, bez udziału korporacji, więc trzeba je pociąć, ulepszyć, zmienić. Tak, żeby każdy nasz oddech, każde uderzenie serce generowało dla nich zysk.

    - Gość wie, co gada - powiedział z uznaniem Leif, który wykręcił się w bagażniku tak, by móc przecisnąć głowę przez otwór pomiędzy tylnymi siedzeniami Aigo - Różne rzeczy się słyszy w Med-Center, czasami aż się włos jeży.

    Następne w kolejce będą dzieci. Teraz może je mieć każdy, kto chce. Co za marnotrawstwo, ile straconych przychodów. Nasi ciemiężyciele sprawią, że już niedługo rodzicielstwo nie będzie naturalnym prawem, tylko przywilejem, za który przyjdzie nam słono zapłacić. Stworzą substancję, która pozbawi nas płodności. Dosypią jej do jedzenia, doleją do wody. A potem będą hodować dzieci w słojach, z kodem kreskowym wytatuowanym na czole. Musimy się obudzić. Musimy się obudzić, zanim będzie za późno.

    Radioodbiornik zatrzeszczał ponownie, po czym z głośników popłynęły dźwięki “Candy Shell” zespołu Spirit Machines, utworu zajmującego trzecie miejsce w tygodniowym rankingu przebojów Growl FM.

    - Ciekawy, kim jest ten koleś - powiedział Houston popukując palcami w tapicerkę Aigo - Słucham różnych apokaliptyków, ale Paradox takie rzeczy gada, aż człowieka ciarki przechodzą czasami. Pamiętacie tę audycję o eksperymentach z pomniejszaniem mózgu u ludzkich płodów? Żeby wyhodować tępy podgatunek służebny, którym można bez wysiłku manipulować? Mainstream komentował, że to stek bzdur, a rok później jeb! Life-Tech opatentował technologię zmniejszania ludzkich mózgów w ciąży, znaczy się, farmakologicznie nie pozwalają im rosnąć.

    - Jebani! - gwizdnął Leif - Robią z nas małpy.

    - A Paradox to wiedział rok wcześniej - ciągnął dalej Dingo - Czyli gość musi mieć dojścia i to bardzo wysoko… kurwa, hamuj!

    Aigo stanęło w miejscu z piskiem zmaltretowanych klocków hamulcowych i stęknięć pasażerów uderzających z rozpędu w różne elementy wyposażenia samochodu. Długowłosy mężczyzna w ortalionowym płaszczu, który wtargnął bez ostrzeżenia na ulicę podniósł w górę kartonową tablicę pokrytą fosforyzującymi literami.

    Stop nowym odwiertom na polach Northside! Stop zatruwaniu wód gruntowych! Chemia zabija!

    - Dingo, poproś tego pana, żeby wypierdalał - wycedził przez zęby Shawn - Bo zaraz go odjebię na środku tej pierdolonej ulicy.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Apartamentowiec na Vine, 23:15


    Aigo ruszyło z miejsca na wysokich obrotach zdezelowanego silnika, zapiszczało ostrą nutą zużytego paska rozrządu skręcając w poprzek jezdni w stronę zaułka będącego drogą wjazdu na tylny plac budynku. Słysząc te dźwięki część mieszkańców obejrzała się natychmiast w kierunku czerwonego autka, a stygnące już emocje przeszły w podejrzliwe okrzyki, kiedy parę osób niewątpliwie zadało sobie w myślach to samo pytanie.

    Shawn nie poczuł się reakcją lokalsów zaskoczony, bo będąc na ich miejscu sam też byłby podejrzliwy wobec obcych kręcących się na terenie uważanym za własne terytorium, zwłaszcza przy okazji wyłączenia prądu późnym wieczorem w całym budynku.

    Opuszczając rękę w pobliże ukrytego pod ubraniem pistoletu, solo odprowadził wzrokiem znikający za rogiem apartamentowca samochodzik, zmienił nieznacznie pozycję na widok pierwszych ruszających jego śladem lokalsów. Szukał wzrokiem śladu broni, gotowy do siłowego odpędzenia najbardziej ciekawskich od zaułka w razie takiej potrzeby.

    I wtedy z miejsca ruszył ciemny van, który przez cały ten czas pozostawał w polu widzenia Shawna. Furgonetka wjechała po skosie na ulicę, by zahamować po kilkunastu metrach przed wejściem do budynku i grupą mieszkańców. Odciągane na prowadnicach boczne drzwi pojazdu stanęły otworem przed wyskakującymi z nich ludźmi.

    Od chwili pojawienia się furgonu na ulicy Frog miał niezbitą pewność, że obecność pojazdu nie ma w sobie niczego z przypadku i że za przyciemnionymi szybami pojazdu kryje się mnóstwo obserwujących ulicę oczu. I że w każdym momencie ich właściciele mogą się wysypać na zewnątrz furgonetki sprowokowani odpowiednim bodźcem.

    Ale kiedy ukryci dotąd w wozie ludzie znaleźli się na chodniku, Shawn Camara uświadomił sobie w jednej chwili jak bardzo się w jednej kwestii pomylił.


    Tyły apartamentowca


    Leif przeklinał z pasją pod nosem, podciągając się na kierownicy Aigo dla uzyskania lepszej widoczności za przednią szybą. Zderzak czerwonego autka uderzył w jakieś skrzynki, w plastikowe opakowania po jedzeniu i kartony, podskoczył na czymś, co wpadło pod samochodzik waląc metalicznie i zgrzytając o jego podwozie.

    - Co to kurwa było? - wyrzucił z siebie Hartley - Jakieś rury?!

    Leif nie odpowiedział zakręcając za tylnym narożnikiem apartamentowca i hamując raptownie. Mętne światło przednich reflektorów Aigo padło na odrapany metalowy kontener na śmieci i kształty znajdujących się na nim ludzi.

    - Kurwa - stęknął Gundarsson łapiąc za klamkę drzwi - Czy to Switch?!


    Vine Street przed budynkiem, 23:16


    Było ich pięciu, może sześciu - Shawn nie miał w tym względzie pewności, bo zbyt wiele rzeczy zaczęło się dziać w tym samym czasie wystawiając na próbę podzielność uwagi solosa. Poruszali się w ewidentnie wcześniej przećwiczony sposób, ubezpieczając się wzajemnie, błyskawicznie identyfikując źródła zagrożenia. Sam ich widok już w pierwszych sekundach wywołał wybuch paniki na chodniku, nie tylko świadomością tego, że byli ciężko uzbrojeni, ale i barwami ich przynależności.

    Paramilitarne stroje, kuloodporne kamizelki z nadrukowanymi symbolami gangu, palące się intensywną czerwienią bojowego oprogramowania cyberoczy, pomruk serwomechanizmów wspomagających kończyny.

    6th Street.

    Jeden mieszkaniec bloku okazał się człowiekiem szaleńczo odważnym w oczach sąsiadów, chociaż w opinii Shawna skończonym idiotą. Zamiast pójść w ślady pierzchających na wszystkie strony ziomków wrzasnął na całe gardło wyciągając spod kurtki jadowicie żółtego Streetmastera. Idący na szpicy napastników mężczyzna w nałożonej na kamizelkę uprzęży taktycznej zmiótł go w jednej sekundzie śrutowym pociskiem wystrzelonym z przyłożonego do ramienia Tactiirna, obryzgał krwią Latynosa fasadę apartamentowca.

    Nim jeszcze ciało człowieka upadło na płyty chodnika, Sixth Streeci już wbili się pomiędzy uciekających z krzykiem mieszkańców bloku zwalając ich z nóg uderzeniami pięści i kolb karabinów.

    Poruszali się w zawrotnym nadludzkim tempie, wspomagani najpewniej nie tylko podskórnymi generatorami adrenaliny, ale i Sandevistanami. Cofający się odruchowo Shawn z trudem potrafił uwierzyć w to, że wszystko rozegrało się dotąd dosłownie w kilka sekund, od momentu ruszenia furgonu z przeciwnej strony ulicy po szarżę napastników na główne wejście budynku. Solo nawet nie zdążył wyciągnąć swojej własnej broni, w kolejnej sekundzie uświadamiając sobie, że tylko dzięki temu nie zyskał jeszcze w oczach gangsterów statusu uzasadnionego celu.

    Sixth Streeci musieli korzystać z jakiegoś niewerbalnego systemu komunikacji, najpewniej na poziomie neuralnym, bo z płynnością przeczącą ludzkim ograniczeniu w ułamku chwili złamali szyk i dwóch z nich runęło poprzez tłumek lokalsów w stronę wjazdu do zaułka, w którym zniknęło Aigo tłukąc na wszystkie strony kolbami automatycznych Ajaksów.

    Najpierw pojawił się pomalowany w krzykliwe kolory dron, który nadleciał od strony Republica Ave, a zaraz za nim dwa pędzące na złamanie karku pod prąd samochody, osobówka i jadąca za nią odkryta półciężarówka. Staranowany przez ściskającą w ramionach dziecko kobietę Frog zachwiał się w połowie ruchu, oparł dłoń na rękojeści Pacifiera gotów w akcie desperacji rzucić wyzwanie napastnikom biegnącym do zaułka.

    Sixth Streeci ponownie zmienili szyk, dwaj mężczyźni na flance grupy zawrócili w jednej sekundzie w przeciwną stronę i zaczęli strzelać pomiędzy uciekającymi mieszkańcami w stronę nadjeżdżających pojazdów. Trzeci z gangsterów przyklęknął w progu wejścia, w którym zniknęła połowa jego grupy i zasypał pociskami ze swojego Copperheada pikującego w dół labiryntu ulicy drona.

    Pogrążona w półmroku sobotniej nocy Vine Street przemieniła się w ułamku chwili w piekło autentycznej strefy wojennej.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    Mostek Kardashiana dwie godziny później


    Atmosfera w pomieszczeniu przesycona była napięciem, chociaż nikt otwarcie tego nie okazywał. Akcje ratunkowe w głębokiej przestrzeni nie należały w przypadku armady górniczej do zwyczajnej codzienności i chociaż Caleb Hannigan słyszał o kilku takich przypadkach w ostatnich latach, ani razu nie dotyczyły one wojskowych okrętów. A przynajmniej nie słyszał o górnikach Kelland Mining ratujących wojskowe okręty. Do uszu kapitana dobiegały ciche dźwięki uderzających w klawiatury i dotykowe ekrany palców, sporadyczne słowa, skrzypienie foteli - odgłosy pracujących w skupieniu ludzi wtopione w równomierny szum klimatyzatorów.

    Do rozpoczęcia operacji przejęcia kapsuły pozostawały dwie godziny. Mając pod dostatkiem czasu Hannigan zrzucił planowanie strony technicznej na swoich podwładnych, w myślach analizując prawne aspekty misji. Tender nie sprawiał wrażenia wraku, co zdecydowanie podnosiło jego wartość w kalkulacjach wysokości nagrody za udane pryzowanie, chociaż Hannigan nie wątpił, że prawnicy Kellanda mieliby i tak przed sobą prawdziwą wojnę z marynarką UA.

    Pocierając palcami lewej dłoni skroń kapitan przesunął wzrokiem po pracującej na mostku załodze. Davy O’Collan tkwił w uprzęży pilota, z nogami spoczywającymi na wolantach i z ramionami skrzyżowanymi na piersiach, w głębokim zamyśleniu śledząc alternatywne trajektorie lotu wykreślane na ekranach swojej konsolety.

    Siergiej Kalashnikov i Elias Crowe pochylali się nad komputerem konsolety przemysłowej, geolog siedzący w jej fotelu, pierwszy oficer stojący nad jego oparciem. Obaj rozmawiali o czymś półgłosem sprawdzając ostatnią serię pomiarów wykonanych z dystansu trzydziestu tysięcy kilometrów przez spektrometry wydobywcze Altmeyera.

    Nadia Volkova zajmowała miejsce w narożniku mostka, ze słuchawkami modułu łączności na uszach, wsłuchana w zapętlone nagranie swojego radiowego komunikatu, które wysyłała w eter wyczekując jednocześnie jakiejkolwiek reakcji.

    Marcus Holt tkwił w półmroku wnęki tuż przy drzwiach mostku, nieruchomy i milczący w stopniu tak dalekim, że chwilami mógł się komuś pomylić z androidem. Trzymając karabin w zgięciu łokcia, konwojent wsłuchiwał się w dźwięki pomieszczenia, do którego wstępu strzegł.

    - Więcej z tego rzęcha nie wyciągniemy - ciszę przerwał doktor Crowe podnosząc wzrok znad komputera - Sfera gazów jest ewidentnie źródłem promieniowania jonizującego. Neutronowe prawie już zanikło, ale gamma wciąż jest wysokie, chociaż na bliskim dystansie może nas ekranować kadłub tendera.

    - Awaria reaktora czy detonacja głowicy atomowej? - zapytał Hannigan wbijając oczy w naukowca - Jest pan to w stanie jednoznacznie określić?

    - Jebnął reaktor, wot i wsio - wtrącił Siergiej - Niech będzie, że na dziewięćdziesiąt procent. Na mój rozum i Eliasa były dwie jednostki i jednej już nie ma, to ten obłok gazów. Tender dostał falą elektromagnetyczną i całkiem możliwe, że im od tego siadła komunikacja.

    - Ale przecież ich transponder nadaje - odezwał się stojący w tyle Joshua Gleeson, który chwilę wcześniej przyniósł na mostek tacę z kubkami świeżej kawy - Nie powinien przestać?

    - Moduł transpondera jest silnie ekranowany i odłączony od elektryki reszty okrętu, to podzespół autonomiczny - wyjaśniła Nadia - Gdybym miała wybrać system elektroniczny najbardziej odporny na promieniowanie to bym celowała w transponder.

    - A tak bliski wybuch nie powinien zrobić większych szkód na zaopatrzeniowcu? - dywagował Joshua wpatrując się szeroko otwartymi oczami w trójwymiarową mapę miejsca katastrofy - Nie powinni byli wyparować jak tamci?

    - Konstrukcje wojskowe mają specjalnie wzmacniane kadłuby, pancerze wielowarstwowe z wkładkami z ołowiu, wolframu przekładanymi grafitem i borowanym polietylenem - tym razem odpowiedział Davy, wyginając się w tył w fotelu i spoglądając na Gleesona z odchyloną do granic ludzkich możliwości głową - Co nie wyklucza takiej opcji, że przeciwna strona tendera jest rozwalona, ale my tego nie widzimy z aktualnej pozycji.

    - Dobrze, a zatem najpewniej były dwie jednostki i jedna z nich uległa całkowitemu zniszczeniu - Hannigan postukał palcami w jeden ze swoich podłokietników - Druga, okręt zaopatrzeniowy marynarki, została najprawdopodobniej uszkodzona, być może napromieniowana. Nie odpowiada na wezwania radiowe, nie przejawia żadnej aktywności, chociaż jej sygnatura energetyczna sugeruje normalnie działające systemy zasilania. Co to może nam mówić, panie Crowe?

    - Obym się mylił, ale faktycznie mogli przyjąć dawkę promieniowania, która zabiła załogę - Elias Crowe rozparł się w fotelu z wyrazem powątpiewania na twarzy - Bo jeśli przyjmiemy, że padła im komunikacja, ale działa napęd, powinno być zdolni do manewrowania, choćby w reakcji na naszą obecność. Tak, jest wysokie prawdopodobieństwo tego, że tender to teraz napromieniowany sarkofag.

    - I pozostaje kapsuła - dodał kapitan - Tylko jedna, chociaż powinno ich być więcej. Panie O’Collan, ma pan stosowną wiedzę. Ile osób może liczyć załoga takiego zaopatrzeniowca?

    - Tuzin to absolutne minimum, sir - odpowiedział natychmiast pilot - Obstawiałbym trzydziestu do czterdziestu jako skład optymalny, to nie tylko kosmiczny magazyn, jest na nim ekipa naprawcza, technicy różnych specjalizacji.

    - Wiele wskazuje na scenariusz ze śmiercionośnym napromieniowaniem okrętu - podsumował Hannigan - Bardzo silna dawka, która uniemożliwiła ucieczkę wszystkim z wyjątkiem jednego szczęściarza… o ile ktoś w ogóle się wydostał z pokładu. Co ze skanami kapsuły?

    - Nie mam całkowitej pewności, ale sprawia wrażenie szczelnej i sprawnej i część odczytów sugeruje, że może tam być żywy człowiek - odpowiedział Crowe - Tylko, że nasza aparatura pomiarowa nie nadaje się do skanowania takich obiektów. Jeśli przeskanujemy tę kapsułę spektrometrem przemysłowym, możemy zabić człowieka, który może w niej jest. To nie asteroida. Osobiście odradzam.

    Caleb Hannigan pokiwał głową w zamyśleniu, wbił spojrzenie w dane wyświetlane na ekranie komputera.

    Dwadzieścia osiem tysięcy kilometrów do celu.

    Rozgrywka

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Vine Street, 23:17


    Goście byli dobrzy, naprawdę dobrzy - Frog pojął to w ułamku chwili przyciskając się biodrem do pokruszonej fasady apartamentowca i patrząc jak dwaj Sixth Streeci zawracający od wylotu zaułka z nadludzką celnością eliminują z akcji pierwszy nadjeżdżający samochód. Nisko zawieszony Thorton Colby CX-410, ewidentnie dociążony domowej roboty płytami pancerza chroniącymi blok silnika, nie miał równie odpornej na uszkodzenia przedniej szyby. Dwaj mający do dyspozycji M251s Militechu strzelcy pokryli ją w ciągu trzech sekund pajęczyną pęknięć po celnych trafieniach, aby sekundę później przełamać balistyczną odporność pancernego szkła i wypełnić wnętrze samochodu krwawymi rozbryzgami dezintegrowanych ołowiem ludzkich ciał. Strzelali w ruchu i będąc pomiędzy ogarniętymi paniką lokalsami, a mimo to uzyskali skupienie rozrzutu tak dokładne, że Shawn poczuł na ten widok dreszcz trwożnej fascynacji.

    Musieli mieć cyberoczy bardzo dobrej generacji i porządne koprocesory balistyczne, nie pospolity hardware rozprowadzony w Watson przez większość podrzędnych handlarzy czarnorynkową bronią.

    Thorton skręcił gwałtownie w bok prowadzony agonalnym spazmem kierowcy, podskoczył na krawężniku jezdni i wbił się maską w opuszczone rolety jakiegoś rzemieślniczego warsztatu. Obaj strzelcy władowali po serii w przednie i tylne drzwi osobówki, a potem przenieśli ogień na hamującą gwałtownie półciężarówkę, nie zwracając pozornie żadnej uwagi na spadający z góry na środek ulicy dron, podziurawiony jak sito pociskami trzeciego strzelca.

    Kierowca półciężarówki i jadący obok niego pasażer podzielili w jednej chwili los ludzi z osobówki, ale z paki natychmiast posypały się w odpowiedzi długie serie wystrzeliwane przez większą grupę napastników, którzy zaczęli zeskakiwać z pojazdu znikając po jego przeciwnej stronie.

    Huk wystrzałów, brzęk łusek, ludzkie krzyki, zapach prochu strzelniczego.

    I dostrzeżone kątem oka poruszenie w oknach budynku po przeciwnej stronie ulicy. Wciąż przyciśnięty do fasady apartamentowca Frog pojął w jednej sekundzie, co się zaraz wydarzy.

    Vista del Rey była silnie z sobą zżytą latynoską społecznością. Nie wszyscy mieszkańcy dzielnicy należeli do miejscowych gangów, ale niemal wszyscy nienawidzili obcych gangów. I niemal każdy lokals trzymał w mieszkaniu jakąś broń. A ludzie wyglądający z okolicznych okien już zdążyli się zorientować, że spokój sobotniej nocy zburzyła im niezapowiedziana wizyta konkurencyjnego gangu z Santo Domingo.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    KetharianK Ketharian

    Mostek kombajnu, 15.08.2183, 17:24


    Dysze silników manewrowych Altmeyera zapłonęły niebieskawą poświatą, kiedy O’Collan pchnął dźwignie wolantów. Kombajn zbliżał się coraz bardziej do uparcie milczącego zaopatrzeniowca, ignorującego ponawiane w nieskończoność radiowe wezwania Nadii.

    Davy wpatrywał się w skupieniu w odczyty sensorów, podświadomie spodziewając się tego, że jakiś aktywny system obrony okrętu oświetli go znienacka promieniem lidaru - lecz tender tkwił w pustce kosmosu niczym martwa bryła metalu, niczym wymarła skorupa będąca grobowcem jej ludzkich rezydentów.

    Z głośników radiowęzła - przekazujących na mostek odgłosy rozmów prowadzonych pod śluzą - popłynął znienacka dźwięk, który wypełnił swoim ostrym trzaskiem przestrzeń kabiny, szokująco dla pokładu cywilnej jednostki obcy, ale jednocześnie natychmiast rozpoznawalny dla obecnych na mostku ludzi.

    Opiekun odezwał się sekundę później, swoim komunikatem utwierdzając w pewności tych załogantów, którzy niedowierzali w to, co właśnie usłyszeli.

    Alarm czerwony, alarm czerwony. Strzały w prawoburtowej śluzie pasażerskiej.


    Śluza kombajnu, 15.08.2183, 17.24


    Poprzez śluzę przetoczył się głuchy metaliczny szczęk hydraulicznych przekładni, dołączył do niego syk kompresorów odpowiedzialnych za wyrównanie ciśnienia w obu przylegających do siebie przestrzeniach.

    Pokrywa włazu kapsuły drgnęła, zaczęła się obracać na ruchomych prowadnicach odsłaniając ciemne wnętrze obiektu rozjaśniane jedynie poświatą lamp oświetlających śluzę. Zaglądający do środka przedziału ludzie widzieli kark i plecy stojącego w neutralnej pozie Adama, czekającego z nadludzkim opanowaniem na otwarcie włazu do końca.

    Huk wystrzałów uderzył w ich uszy niczym udarowy młot, serią ogłuszających uderzeń metalu o metal. Kilka wystrzelonych krótką serią pocisków rozpaliło półmrok kapsuły ognikami płomieni wylotowych, rozpoczęło szaleńczy taniec rykoszetów odbijając się od ścian śluzy. Jeden z nich rozbił pokrywę którejś z lamp, inny uderzył w pancerną szybę wewnętrznego włazu śluzy pokrywając górny plaster wielowarstwowego szkła delikatną pajęczynką pęknięć.

    Adam Nexus Mk 7 umknął przed pociskami z nadludzkim refleksem i szybkością syntetycznych mięśni, w ułamku chwili rozpoznając naturę majaczących przed nim kształtów. Uciekając w bok android przywarł plecami do ściany śluzy poza polem widzenia strzelca, ratując się unikiem przed serią, która najpewniej zabiłaby na miejscu wolniejszego od syntetyka człowieka.

    - Długo trzeba było na was czekać, skurwysyny! - z mroku kapsuły padły dźwięczące potwornym wycieńczeniem słowa wypowiadane w wyraźnie akcentowanym angielskim - To dawajcie, który następny?!

    Rozgrywka
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa