Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
KetharianK

Ketharian

@Ketharian
Obsługa Moderator

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

Informacje
Posty
391
Tematy
8
Udostępnień
0
Grupy
2
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Powitania, pożegnania i powroty
    KetharianK Ketharian

    @Wired

    Cóż, forum może stracić część swoich użytkowników, którzy po przesiadce na nową platformę, z dostępem do wszyskich opcji technicznych i aktualizacji, nie będą już chcieli wrócić na zmartwychwstałe, ale nadal zdychające LI. Jednym z nich jestem ja, ale przeczucie mówi mi, że chyba nie będę jedyny.

    Hydepark

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Mieszkanie w H10, wieczór 14.07.77


    - Nie tak szybko, chomba.

    Przez gromadkę szczerzących się chłopięco nastolatków przepchnął się ten, który stał dotąd w tyle, noszący na szyi gruby łańcuch z pomalowanego złotą farbą plastiku oraz całkiem niezłą podróbkę motocyklowej kurtki Yaiby.

    - Laska ma gacha, szkoda waszej gadki - powiedział wzruszając ramionami i taksując jednocześnie podejrzliwym wzrokiem Macka - To żaden z tamtych, ten jest za stary. Słuchaj lala, jestem Tyrone, a my wszyscy jesteśmy z Zulu Chakka. Na pewno słyszałaś o Chakkasach, trzymamy rękę na całym H10, a nasz szef Dong dba o to, żebyście wszyscy mogli spać spokojnie.

    - No pewnie, że znam Donga, słodziaku - skłamała gładko Brazil przywołując na usta uśmiech, który potrafił topić i męskie i damskie serca niczym świeca pszczeli wosk - Siedzieliśmy razem w jednym poprawczaku… a może to był jego kuzyn? Nieważne, każdy w H10 słyszał o Dongu. Przynosisz mi jego pozdrowienia? Pudełko czekoladek i kwiatki? No nie wstydź się, dawaj.

    - Ej lala, wrzuć na luz - Tyrone wyraźnie zmieszał się biegiem konwersacji, przyoblekł twarz w grymas głupawej konsternacji - My tutaj w interesach, do twojego lokatora. Taki młody białasek, szwendał się po drugiej stronie bloku przy naszym mieszkaniu. Był z nim drugi koleś, taki tępy mięśniak, też białas. Chcieli robić interesy z Dongiem, nawet dali kontakt na necie, ale Dong go sprawdził i takiego konta nigdzie nie ma, znaczy to fejk. A że Dong lubi wiedzieć, kto nam się po rewirze kręci, to kazał sprawdzić, co to za jedni, bo ten tępak wyglądał na psa, a ten młody na prowokatora, znaczy się szpicla. Ale wyszło na to, że on mieszka tutaj na twojej kwaterze, to przyszliśmy z nim pogadać.

    Brazil otaksowała rozmówcę pełnym dezaprobaty spojrzeniem, prychnęła niczym poirytowana kotka krzywiąc przy tym w nieprzyjemny sposób swoje pełne kształtne wargi.

    - Słuchaj Tyrone, z tobą nie gadam - oznajmiła stanowczym tonem - Smęcisz jak mój świętej pamięci stary, chyba się zaraz zrzygam od tej drętwej gadki. Najpierw to mi pochować klamki, nie będziecie warcholić, bo się jeszcze mój kurator zdenerwuje. No już, chować gnaty, gdzie kurwa z gratami do damy wyjeżdżacie.

    Wymawiając słowo „kurator” Artemida zerknęła demonstracyjnie na Hartleya, upewniając się niemo w tym, że trzymał swoją broń na wyciągnięcie ręki. Grała roztrzepaną młódkę, ale jej rzutki umysł błyskawicznie analizował opowieść Tyrone i niesione nią konsekwencje.

    - Po drugie, rozmawiam tylko z Kakubą. Jesteś słodki, chłopcze. Miałam kiedyś takiego chłopaka, nauczył mnie wielu sztuczek, których porządna dziewczyna nie powinna w ogóle znać. Powiedz mi Kakuba, skąd wam przyszło do głowy, że mieszka tu jakiś młody białasek, co?

    Skomplementowany przez Brazil nastolatek wypiął pierś dumny niczym pełen testosteronu afrykański paw, rozpromienił się nie potrafiąc jednocześnie oderwać wzroku od dekoltu Artemidy.

    - Bo jesteśmy Chakkasy, nie jakiś tam chujowy pozergang! - oznajmił nie bacząc na to, że Tyrone położył mu rękę na ramieniu - My mamy własnego sieciarza, takiego prawdziwego. Sprawdził na kamerach bloku, skąd przylazł ten białasek, piętro po piętrze. No i przyszedł stąd.

    O kurwa, pomyślała Brazil uśmiechając się jednocześnie niczym topowa modelka promująca w paśmie największej oglądalności nowy smak Orgiastica.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Megablok H10, noc 14.07.2077

    Upchnąwszy ostatni karton z elektroniką w kącie salonu Shawn otrzepał ubrudzone czymś ręce, machnął ręką do siedzącego w pokoju Brazil Macka i wyszedł na korytarz pozwalając, by drzwi mieszkania zamknęły się za nim automatycznie.

    Mijając grupkę wystrojonych hałaśliwych nastolatków skręcił do szybu towarowej windy i wcisnął się prędko pomiędzy tłumek ludzi zjeżdżających do położonego piętro niżej garażu. Utonął z miejsca w cieple rozgrzanych ludzkich ciał, zapachu syntetycznych kosmetyków i dźwiękach rozmów o wszystkim i o niczym; niczym pojedyncza krwinka zanurzona w gnającym szaleńczo krwioobiegu neonowego molocha. Wyszedł z windy jako ostatni, kiedy ta zatrzymała się piętro niżej, z przymkniętymi oczami delektując się ulotną chwilą ciszy i spokoju, które miały za moment przeminąć.

    HiFi i Dingo stali obok zamkniętego już Columbusa rozmawiając o czymś z ożywieniem i wyraz twarzy technika z miejsca zdradził solosowi, że nie była to zwykła pogawędka.

    - Wszystko gra? - zapytał Shawn dołączając do kompanów i wodząc jednocześnie spojrzeniem po wnętrzu garażu. Atmosfera sobotniej nocy wypełniała rozległe pomieszczenie dźwiękami muzyki płynącej z przenośnych odtwarzaczy, śmiechami i gwizdami, gwarem rozmów. Grupki mieszkańców H10 rozstawiły się na pustych miejscach parkingowych ze stolikami i krzesłami, ze skrzynkami piwa i wódki, tacami podgrzewanych w turystycznych mikrofalówkach burrito. Niektórzy już tańczyli, skręty i tabletki dopalaczy krążyły z rąk do rąk, podobnie jak domowe odtwarzacze do braindansów. Kiepsko opłacani i niepewni kolejnego dnia mieszkańcy Watson nie zawsze mogli pozwolić sobie na wyjście do modnych klubów w centrum, ale większość z nich nawet tego nie potrzebowała. W sobotnie wieczory ciasne apartamenty megabloków stawały się sceną spotkań kameralnych, a parkingi i tarasy użytkowe miejscem imprez grupowych, czasami trwających w radosnej atmosferze do niedzielnego poranka, czasami stających się zaś sceną bezsensownej przemocy i zniszczenia, gdy alkohol i narkotyki wchodziły zbyt głęboko w zmęczone monotonią życia umysły.

    Syreni śpiew neonów Night City wabił do metropolii tysiące żądnych lepszego życia naiwniaków, a potem wrzucał ich w tryby maszynki przerabiającej mięso i łzy na eurodolary gromadzone przez szczęśliwców z „jednego procenta” i nie każdy złapany w sidła aglomeracji człowiek potrafił sobie poradzić z brutalną prawdą dnia codziennego.

    - Tylko na moment poszłem się odlać - powiedział Dingo rozkładając ręce - Miał czekać, aż wrócę, a nie od razu sprzedawać. Zanim wróciłem, sofa poszła za drobne na pierdolone waciki, bo na młodego wsiadła laska z piętra wyżej i tak mu przed oczami kręciła tyłkiem, że zbiła cenę do dziesięciu procent.

    - Powiedziała, że są plamy i rozdarcia i to będzie chujowo wyglądało na streamie jak będzie live’y puszczała i że więcej jak pięć dych nikt nie da - wtrącił HiFi przewracając wymownie oczami - Że niby ta sofa wygląda jakby się na niej dwa furasy pieprzyły bez schowanych pazurów. To ile miałem wziąć?

    - Wcale nie miałeś sprzedawać? Ile tam było tych rozdarć? Prawie wcale. Trzeba było na mnie czekać. Cyckami ci oczy zasłoniła i oddałeś za bezcen, młody, tak się dałeś wyfrajerzyć.

    - Która to była, ta LaBelle z końca korytarza, ta ruda, co dorabia w pralni? - Frog spojrzał na GiFi z pełnym politowania wyrzutem - Dałeś się zrobić takiej zdzirce, serio?

    - Nie LaBelle, tylko Vanessa, ta co kursy BDSM organizuje i zajęcia z podwieszania, ma certyfikat instruktorski i potrafi kalibrować edytory bólu i ma dwadzieścia tysięcy followersów na OnlyYou - wyrzucił z siebie tonem zdenerwowania HiFi - Wcale tyłkiem nie kręciła i cyckami nie świeciła, tylko dała mi najlepszą możliwą cenę i jeszcze gratisa, sami zobaczcie!

    Frog spojrzał na wyświetlony na smarthingu technika kod QR i uniósł pytająco brwi przenosząc wzrok na właściciela urządzenia.

    - To jest darmowa wejściówka na jej kurs - oznajmił z satysfakcją HiFi - Za darmo i z dyplomem ukończenia. I kto tu jest frajerem, obszczymurku?

    - Ile wyciągnęliście za wszystko? - zapytał Frog nie pozwalając dojść do głosu Dingo i próbując jednocześnie zachować samemu poważną minę.

    - Równą stówkę - burknął Houston - Bo zdążyłem wrócić, zanim rozdał wszystko.

    - Wy byście się nadawali do „Zakupu w ciemno”, do nowego sezonu - prychnął solos - Mam znajomego, który robi w The Fourth Wall, chyba mu wyślę wasze kurwa CV, to was wepchnie po znajomości, będziecie pasowali do Łysego i spółki. Dobra, co teraz?

    - Teraz to muszę auto odstawić na warsztat, samo się nie odwiezie - odpowiedział Dingo - Ktoś jedzie ze mną?

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Ulice Night City, 22:35

    Wszechobecne uliczne korki topiły betonowo-szklany labirynt Little China w ogłuszającym hałasie klaksonów, a ledwo mieszczące się na chodnikach tłumy przechodniów tylko dopełniały wrażenia wszechobecnego chaosu. Dzieląc swoją uwagę pomiędzy samochodową nawigację i pandemonium za oknami pojazdu, Shawn zrezygnował z mozolnego przebijania się przez mosty łączące Watson ze Śródmieściem - zamiast tego uciekł poprzez fałszywie gwarne i złudnie kolorowe slumsy Kabuki do Japantown, objeżdżając zatłoczone do granic możliwości Corpo Center bulwarem Longshore South w stronę Mostu Kongresowego.

    Japantown też pełne było ruchu, świateł i hałasu, ale zdecydowana większość ludzi wsiąkała w rozrywkowe centrum dzielnicy, kierując się ku sławnej dzielnicy czerwonych latarni przy Jig-Jig Street. Tłumy miłośników dobrej zabawy, orientalnej kuchni, płatnego seksu oraz mniej lub bardziej legalnych dopalaczy tłoczyły się coraz gęściej w neonowym blasku Japantown - niczym ławice mniejszych ryb obserwowane z cienia przez dwunożne rekiny.

    W Growl FM skończył się „Mind is Freedom” Cartesian Duelists, lecz zamiast zapowiadanego na wyświetlaczu urządzenia utworu „Flatline” z nowego albumu Red Dead Roadkill z głośników popłynęła seria dziwnych trzasków.

    - Jebany złom - warknął pełnym irytacji głosem Frog - Wszystko się tu pierdoli, aż dziw, że to jeszcze jeździ. Brazil, ile to kosztowało?

    Budujemy sztuczne światy na orbicie, zgrywamy mózgi na układy scalone, tworzymy wszechmocne SI, ale wciąż nie potrafimy stworzyć szczepionek na raka? Nie, wy durnie chłonące papkę mainstreamu. Korporacje świadomie eksterminują życie, bo to niepokorne życie śmie rozmnażać się bez patentów i praw autorskich. Już teraz możemy jeść wyłącznie mięso, które wyhodowano w próbówce. Już teraz uprawiamy tylko rośliny stworzone w laboratorium. Nawet fotosyntezę udało się sprywatyzować. Teraz czas na nas, na ludzi.

    Głos płynący z głośników radia został tak silnie zniekształcony elektronicznymi filtrami, że stracił wszelkie nuty człowieczeństwa, ale wszyscy siedzący w czerwonym samochodziku ludzie natychmiast go rozpoznali. Doktor Paradox, naczelny propagator teorii spiskowych na Zachodnim Wybrzeżu, zmora mediów głównego nurtu i działów prawnych wielu korporacji, szaleniec według jednych i wizjoner według innych, ponad to zaś doskonały haker zdolny raz za razem włamywać się do infrastruktury radiowych rozgłośni, aby nadawać za ich wymuszonym pośrednictwem swoje wywrotowe audycje.

    Shawn wiedział, że zmiana stacji nie miała większego sensu: przez następne sześćdziesiąt sekund niemal wszystkie rozgłośnie Night City miały i tak nadawać ten sam materiał

    Ostateczny upadek homo sapiens już się rozpoczął. Nasze ciała rosną same, bez udziału korporacji, więc trzeba je pociąć, ulepszyć, zmienić. Tak, żeby każdy nasz oddech, każde uderzenie serce generowało dla nich zysk.

    - Gość wie, co gada - powiedział z uznaniem Leif, który wykręcił się w bagażniku tak, by móc przecisnąć głowę przez otwór pomiędzy tylnymi siedzeniami Aigo - Różne rzeczy się słyszy w Med-Center, czasami aż się włos jeży.

    Następne w kolejce będą dzieci. Teraz może je mieć każdy, kto chce. Co za marnotrawstwo, ile straconych przychodów. Nasi ciemiężyciele sprawią, że już niedługo rodzicielstwo nie będzie naturalnym prawem, tylko przywilejem, za który przyjdzie nam słono zapłacić. Stworzą substancję, która pozbawi nas płodności. Dosypią jej do jedzenia, doleją do wody. A potem będą hodować dzieci w słojach, z kodem kreskowym wytatuowanym na czole. Musimy się obudzić. Musimy się obudzić, zanim będzie za późno.

    Radioodbiornik zatrzeszczał ponownie, po czym z głośników popłynęły dźwięki “Candy Shell” zespołu Spirit Machines, utworu zajmującego trzecie miejsce w tygodniowym rankingu przebojów Growl FM.

    - Ciekawy, kim jest ten koleś - powiedział Houston popukując palcami w tapicerkę Aigo - Słucham różnych apokaliptyków, ale Paradox takie rzeczy gada, aż człowieka ciarki przechodzą czasami. Pamiętacie tę audycję o eksperymentach z pomniejszaniem mózgu u ludzkich płodów? Żeby wyhodować tępy podgatunek służebny, którym można bez wysiłku manipulować? Mainstream komentował, że to stek bzdur, a rok później jeb! Life-Tech opatentował technologię zmniejszania ludzkich mózgów w ciąży, znaczy się, farmakologicznie nie pozwalają im rosnąć.

    - Jebani! - gwizdnął Leif - Robią z nas małpy.

    - A Paradox to wiedział rok wcześniej - ciągnął dalej Dingo - Czyli gość musi mieć dojścia i to bardzo wysoko… kurwa, hamuj!

    Aigo stanęło w miejscu z piskiem zmaltretowanych klocków hamulcowych i stęknięć pasażerów uderzających z rozpędu w różne elementy wyposażenia samochodu. Długowłosy mężczyzna w ortalionowym płaszczu, który wtargnął bez ostrzeżenia na ulicę podniósł w górę kartonową tablicę pokrytą fosforyzującymi literami.

    Stop nowym odwiertom na polach Northside! Stop zatruwaniu wód gruntowych! Chemia zabija!

    - Dingo, poproś tego pana, żeby wypierdalał - wycedził przez zęby Shawn - Bo zaraz go odjebię na środku tej pierdolonej ulicy.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    KetharianK Ketharian

    SYRENI ŚPIEW NEONÓW

    Moi drodzy, jak widzicie, proces przerzucania sesji - chociaż powolny - to jednak postępuje i już niebawem dobiegnie końca. Sytuacja drużyny jest w miarę wyklarowana - Brazil i Mack znajdują się w H10, Dingo z Frogiem i HiFi właśnie aktywowali zabezpieczenie garażu Shivy, a Switch uwikłał się w spotkanie z niebezpiecznymi albinosami. Do najbliższego weekendu powinniście móc już przeczytać na forum nowe aktualizacje w swoich wątkach fabularnych.

    Myślałem chwilę nad przeniesieniem w identycznym sposób wątku komentarzy na LI, ale dla zaoszczędzenia czasu być może skopiuję tylko wybrane posty, z pominięciem tych nawiązujących do procesu budowy KP czy stuprocentowego offtopu.

    Tak czy owak, sesja trwa nadal i lada moment ruszy z kopytka po poświąteczno-lastinnpadowym okresie.

    Jakieś pytania bądź sugestie na ten moment?

    Komentarze cyberpunk2077

  • [matsy] Syreni Śpiew Neonów - baza danych
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    VISTA DEL REY

    Vista del Rey to najgorsza część Heywood, zżerana żywcem przez biedę i przemoc. Niepodzielną władzę dzierżą tu latynoskie gangi orbitujące wokół głównych graczy w tej dzielnicy: Valentinos i Tren de Agua. Wiele ulic jest opustoszałych, a w cieniach megabudynków, które lata świetności mają już za sobą kryją się wyrzutkowie społeczeństwa niechętnie oglądani przez możnych tego świata w ich korporacyjnym centrum. Co gorsza, rywalizujący o rynki zbytu nielegalnej broni gang Szóstej Ulicy z Santo Domingo zaczyna coraz bardziej agresywnie napierać na terytoria gangów latynoskich od południa, co rusz przeistaczając opuszczone magazynowe hale i zawalone workami śmieci zaułki w miejsca niczym nieskrępowanych kryminalnych porachunków. Nic dziwnego, że Vista jest cierniem w oku włodarzy sąsiednich dzielnic: Corporate Plaza i Japantown. Zarówno korporacyjni zarządcy jak i prywatni właściciele tamtejszych nieruchomości z niesmakiem przyglądają się nędzy tej części Heywood, regularnie wnosząc na posiedzenia rady miejskiej Night City projekty gentryfikacyjne dla Vista del Rey. Ich realizacja wymagałaby nie tylko wielkich nakładów finansowych, ale i zaangażowania sił bezpieczeństwa w masowe eksmisje i czystki niepożądanych elementów społecznych, dlatego w obecnej chwili rozpatrywane są jedynie teoretycznie; niemniej wizjonerscy inwestorzy nie mogą oprzeć się pomysłom na nową wersję Vista del Rey, z czystymi ulicami, eleganckimi butikami i rzędami apartamentowców na wynajem krótkoterminowy dla turystów, bez rozprowadzających narkotyki i nielegalne braindansy gangsterów, pilnowanych przez zmilitaryzowane patrole Arasaki.

    text alternatywny

    W oczach uboższych mieszkańców Night City dzielnica Vista del Rey wciąż pozostaje akceptowalnym miejscem zamieszkania, jeśli należy się do lokalnej społeczności, rządzonej niepisanymi prawami wyniesionymi z kultur krajów Ameryki Łacińskiej i pilnującej swoich spraw bez wynoszenia ich na zewnątrz. Członkowie Valentinos nie uchodzą za gang przesadnie agresywny, często wspierają społeczność dzielnicy umożliwiając jej dostęp do czarnorynkowych leków i żywności po zaniżonych cenach, rozwijając rynek usług dla turystów i trzymając w ryzach znacznie bardziej opresyjny gang Tren de Agua. Przywódcy Valentinos tacy jak choćby Sebastian “Padre” Ibarra pełnią rolę lokalnych sędziów i rozjemców, a częstokroć też nieformalnych kapłanów kultu Santa Muerte, prowadzą też na terenie Vista del Rey liczne legalne interesy, wśród nich wielkie miejskie krematorium La Catrina, wielobranżowe targowisko Mercado Sonora czy przeznaczone dla zamożniejszej klienteli hotele Advocet i Havenford, pełniące jednocześnie rolę zakwaterowania dla personelu korporacyjnego niższego stopnia i pralni pieniędzy Valentinosów.

    text alternatywny

    Materiały

  • Serce wieczności - Daggerheart
    KetharianK Ketharian

    No tak, są tam elfy, ale elfy są wszędzie, a takie przesłodkie całuśne ŻABY nie! 😍

    Kurka, jakbym miał czas na dodatkową sesję, grałbym i to wyłącznie hrabią Rechotkiem Kumkalskim!

    Archiwum

  • Co ciekawego byście polecili do obejrzenia?
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    W ramach niniejszego wątku chciałbym zacząć od własnej polecanki - ośmioodcinkowy serial science fiction „Ciała” od Netflixa. Londyn w roku 2023 i policjantka prowadząca śledztwo w sprawie niezidentyfikowanego ciała z dziwną raną postrzałową znalezionego w dzielnicy Whitechapel. Klimat typowo kryminalny ustępuje miejsca S-F w chwili, gdy na światło dzienne wychodzi, że identyczne śledztwa policja prowadziła w latach 1941 i 1890 i dotyczyły one tego samego denata. Sprawna narracja, zaskakująco niewiele absurdów charakterystycznych dla mało wyrafinowanego współczesnego kina akcji i całkiem ciekawy pomysł na wątek podróży w czasie. Osobiście polecam, chętnie przeczytam Wasze zdanie w temacie tego tytułu oraz Wasze polecajki.

    Hydepark

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Garaż na tyłach Ferguson Street, wieczór 14.07.77

    Shiva Lacroix najpewniej była do końca świadoma tego, co ją spotyka. HiFi rozmawiał wiele razy z Artemidą na temat Sieci i czyhających w niej niebezpieczeństw, przy piwku, przy skręcie i na poważnie, przy rozmaitych okazjach. Słyszał od niej o demonach Bartmossa, o dzikich SI, o botach blokujących opcję wylogowania, o pułapkach mentalnych, które wydawały się przeczyć prawom fizyki, a mimo to funkcjonowały w świecie będącym zaawansowaną technologicznie fuzją cyfrowych bitów i organicznych neuronów.

    Słyszał też o Czarnym LODzie. Ofensywne oprogramowanie zdolne do infekowania osobistego hardware sieciarzy i nadpisujące biologiczne funkcje mózgu było postrachem hackerów. Opowiadając o Czarnym LODzie Artemida często gubiła swój frywolny sposób bycia, poważniała w wyrazie przestrogi. Raz wgrany do neuralnego procesora, LOD siał spustoszenie nawet po fizycznym odpięciu netrunnera od Sieci - był już po drugiej stronie punktu dostępu, w ludzkiej głowie.

    Shira Lacroix mogła zerwać połączenie zaraz po pierwszym ostrzeżeniu o infekcji, ale nie zdołała zatrzymać inwazyjnego programu na czas. Nadpisując impulsy płynące z termoreceptorów LOD podniósł w błyskawicznym tempie temperaturę ciała młodej kobiety, z katastrofalnymi dla niej rezultatami.

    HiFi przełknął ślinę spoglądając w ścięte białko ugotowanych oczu netrunnerki, w poczerniałe spękane wargi, pełną wybroczyn skórę pokrytą bąblami podskórych poparzeń tam, gdzie protokoły cyfrowego napastnika wywołały zwarcia wszczepów dziewczyny paląc żywą tkankę na węgiel rozpalonym metalem implantów. Wymieszana z chłodziwem woda wypełniająca wnętrze sieciarskiej wanny zdążyła już całkowicie wyparować, co tylko dowodziło skali ekstremalnych temperatur niszczących ciało Shivy Lacroix.

    - Ludzka frytka - powiedział Camara opuszczając wzdłuż uda pistolet i stając obok technika - Pierdolę taką śmierć, kula w łeb to najczystszy możliwy koniec.

    - Cały jej sprzęt ciągle działa - Houston odsunął się od sarkofagu netrunnerki i przeniósł spojrzenie na kilka komputerowych ekranów ustawionych na wciśniętym w sąsiedni róg biurku - Kompy, hi grade laptop, ta chłodziarka do sprzęgów. I chuj wie, co na dyskach, skoro była taka dobra. Ktoś ją usmażył, ale jeszcze po nią nie przyszedł. Może nigdy nie przyjdzie. Koleś Switcha kazał sprawdzić jak ta laska się ma, nie było chyba mowy o pilnowaniu jej sprzętu.

    - Laska ponoć była samotniczką - Shawn cofnął się pod bramę garażu, zaczął lustrować bacznym wzrokiem ziejący pustką zaułek - Ktoś się w końcu zorientuje, że za paletami leży trup, potem dojdzie do garażu. Trzeba zdecydować, co robimy, chombasy. Młody, wyrzygałeś się do końca?

    - Chyba tak, a co? - HiFi splunął na wszelki wypadek pod nogi, z trudem odrywając wzrok od ciała netrunnerki - Chyba nie będziesz teraz żarł?

    - Młody na zewnątrz ma wszczepy - Frog kiwnął porozumiewawczo głową w stronę podwórza - Komplet cyberoczu, do tego gniazdo diagnostyczne na szyi. Kasa wszyta w martwe mięso, tylko się marnuje. Ta laska też może mieć w sobie coś cennego, chociaż wygląda na to, że wszystko się jednak zjarało. Ale jej sprzęt to osobna bajka. Ja się na tym nie znam, co innego Artemida. Mam wrażenie, że dostałaby orgazmu na sam widok tego garażu. Wiem jak to brzmi, ale życie jest brutalne. Jeśli my nie zaopiekujemy się tym towarem, zrobi to ktoś inny. Jak się któryś brzydzi, niech się jeszcze raz wyrzyga, zanim zaczniemy ciąć.

    Dingo zmarszczył twarz w grymasie odrazy, podrapał się po szczęce w wyrazie niezdecydowania spoglądając to na HiFi, to Froga.

    - Mack na pewno nie mógłby nam pomóc? - zapytał zaglądając z powrotem do środka wanny - Zna się na anatomii, łatwiej by mu było wyciągać wszczepy.

    - Mack tego nie zrobi, nie lubi takich akcji - wzruszył ramionami Camara - Jest staroświecki i ja to szanuję, choćbym nie rozumiał. Najlepiej jakby się o tym w ogóle nie dowiedział, będzie mniej zbędnych komentarzy. To jak będzie, wyciągamy kasę z mięsa?

    - Kurwa, bo ja wiem? - wzruszył ramionami Houston - Wolałbym chyba nie robić tego własnymi kurwa rękami. Switch ma chyba znajomych, co to robią profesjonalnie, co nie? Mogliby to zrobić za nas, po co się babrać w krwi?

    - Im więcej zrobimy sami, tym więcej zarobimy - oznajmił twardym tonem Frog wsadzając Pacifiera do kabury i rozglądając się po stojących przy ścianie szafkach - Profesjonaliści Switcha zedrą z nas mnóstwo zyski, zostawią ochłapy na waciki, chuj z nimi. Wytniemy i wyczyścimy towar sami, a Switch go tylko opchnie za maksymalną cenę. Jest folia malarska, nawet dwie rolki. Dziunia nie wiedziała, że nam zrobi przysługę tym zakupem. Dingo, dawaj ze mną, trzeba wnieść tego kolesia z podjazdu, póki ciągle nikt go nie zauważył. Smarthing musiał mu się rozładować, nikt go nie namierzył po lokalizacji sygnału.

    - Dobra, ale kurwa bez marnowania czasu - HiFi uderzył palcami w wyświetlacz swojego aparatu szukając naprędce odpowiedniej apki - I trzeba pomyśleć, co z tymi wszystkimi komputerami. W rękach tego nie wyniesiemy, potrzebujemy jakiegoś busa.

    - Po kolei, młody, po kolei - Frog cofnął się od otwartej chwilę wcześniej narzędziowej skrzynki i potrząsnął znacząco trzymanym w dłoni tapeciarskim nożem - Nie ma co czekać z brudną robotą, bo się robię głodny, chcę to mieć za sobą.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    KetharianK Ketharian

    Poniżej znajduje się propozycja fabularki dla ekipy w vanie i miałbym prośbę, abyście go przeczytali i dali mi feedback, czy dialog w aucie pasuje do Waszych postaci czy też powinienem coś w nim zmienić (nie, to nie jest pełny post, trochę jeszcze do niego dopiszę).


    Ulice Little China, późny wieczór 14.07.2077

    Załadowany kontrabandą Villefort Columbus przemierzał tłoczne ulice Little China okrężną drogą, najpierw bulwarem nad kanałem, potem środkiem dzielnicy.

    Siedzący przy drzwiach pasażera Shawn oglądał zabrany Rodriguezowi pistolet, model Unity od Constitutional Arms, bliźniaczo wręcz zbliżony parametrami do jego własnego Pacifiera Militechu. Broń Valentinosa pokryta była niezłej jakości grawerunkiem na okładkach rękojeści, z motywami Santa Muerte oraz florystycznymi wzorami tak popularnymi wśród latynoskich gangów z Heywood. Po lewej stronie zamka, naniesiony delikatnymi zawijasami wiertła grawera, widniał napis “Mojemu chrześniakowi, Padre”. Frog cmoknął z uznaniem ważąc ciężar pistoletu w dłoni. Spersonalizowana broń w bardzo dobrym stanie, pachnąca smarem, zadbana, warta dobrej ceny w obiegu wtórnym.

    - Dingo, masz plany w poniedziałek wieczorem? - siedzący pomiędzy kierowcą i solosem HiFi przestał sprawdzać coś w smarthingu, przyciszył radio, w którym na 88.9 Pacific Dreams leciał Isometric Air w wykonaniu Quantum Lovers - Pytam, bo jest sprawa.

    - Tak, posłuchaj go - Shawn zrzucił z metalicznym trzaskiem odciągnięty zamek Unity, pstryknął palcem w bezpiecznik i schował pistolet do kieszeni na udzie spodni - Dobrze się przysłuchaj, co wymyślił.

    - Nie bądź taki sarkastyczny - burknął technik obrzucając Żabę pełnym dezaprobaty spojrzeniem - To jest sprawa honoru, przecież ci tłumaczyłem.

    - Uwielbiam sprawy honoru, nawijaj - uśmiechnął się kącikiem ust Dingo - Co jest, ktoś obraził twoją laskę, trzeba mu ryja obić?

    - Najpierw trzeba mieć laskę, taką prawdziwą, a nie dmuchaną na pilota - zauważył filozoficznym tonem Shawn, oglądając dla odmiany punkty montażowe pod lufą wsadzonego między kolana Copperheada - Ale to nie panienka, to coś znacznie lepszego, tylko go posłuchaj.

    - To weź się nie dopierdalaj, bo nigdy nie skończę - sarknął HiFi - Byłem dzisiaj na starych magazynach All Foods za Kennedy Avenue, tam w stronę estakady. Miałem interes do zrobienia, ja i Leon, z Kretami.

    - Robisz interesy z Kretami, młody? - Houston zatrąbił na jakiegoś faceta, który goniąc z łomem w ręku innego gościa omal nie wpadł mu pod koła - Nie słyszałeś, co mówią na dzielni o Kretach? Oni porywają i zjadają dzieci, ciebie też wpierdolą na surowo przy pierwszej okazji.

    - Z wami się kurwa nie da pogadać jak z normalnymi ludźmi - żachnął się HiFi - Leon robi z nimi od dawna interesy, sprzedaje im przeterminowane żarcie z automatów w zamian za różne graty z podziemi i ugadaliśmy się z nimi na zajebisty sprzęt audio, ale takie retro za naprawdę zajebistą kasę po renowacji. Nie ściemniam, dostałem na próbkę wzmacniacz Macintosha, mam go w mieszkaniu, ale żeby zrobić pełną transakcję, potrzebuję specjalnego towaru.

    - I czego chcą? - Houston najwyraźniej poczuł zainteresowanie tematem, rytmicznie kiwając głową i postukując palcami w kierownicę do wtóru płynącej z radia piosenki.

    - Młody zaczął od dupy strony - wtrącił Shawn ściskając mocniej kolanami karabin i sprawdzając gwint tłumika - Nadział się z Leonem na Brzytwiarzy, którzy się tam przypałętali jak ci gadali z Kretami. Gangusy wkurwiły Avrille, kojarzysz go na pewno, koleś ma czasami krótki lont. Umówili się obaj z tymi Brzytwiarzami pojutrze wieczorem na wymianę kradzionego żarcia na broń dla Kretów, ale oni nie mają towaru, tylko chcą tych boosterów zajebać, bo Leon ma z nimi kosę, a HiFi jest honorowy i nie chce kumpla zostawić na lodzie. Ale zanim tam pójdzie, musimy sprawdzić w La Catrinie aktualny cennik za kremację ciała, bo przecież nie wyrzucimy zwłok młodego po wszystkim na śmietnik, mamy swój honor.

    Dingo odwrócił głowę w stronę technika, zagwizdał przeciągle spoglądając na chłopaka znad szkieł swoich ciemnych okularów.

    - Ja pierdolę młody, ja cię nie poznaję - oznajmił teatralnie zdumionym głosem - Co się z tobą dzieje, chcesz zostać zakapiorem jak wujek Shawn? Polować nocą na boosterów w Northside? Zostać dilerem Kretów?

    - Po pierwsze, Leon to mój przyjaciel, przyjaciół się w biedzie nie zostawia, was bym też nie zostawił, chociaż się często zachowujecie jak ostatnie ciule. On pójdzie się z nimi policzyć nawet jak zostanie sam, tu chodzi o jego siostrę. A po drugie, oni obiecali przynieść na wymianę strzelby, a mnie są potrzebne strzelby dla Kretów, bo oni nagle już nie chcą żarcia i leków, tylko broni i amunicji i paliwa.

    - HiFi, to brzmi jak jakiś gruby deal - stwierdził Dingo poważniejąc w jednej chwili - Bardzo gruby i kurewsko niebezpieczny. Masz jakiś realny plan?

    Komentarze cyberpunk2077

  • Powitania, pożegnania i powroty
    KetharianK Ketharian

    Aczkolwiek może to zabrzmieć nieco świętokradczo, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że okres wielkanocny obrodził licznymi zmartwychwstaniami! Ogromnie mnie to cieszy! Witajcie!

    Hydepark

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Przy Kanale Parsonsa, wieczór 14.07.2077

    SlimWire milczał przez dłuższą chwilę, toteż zirytowany jego wahaniem fikser cmoknął znacząco w eter połączenia.

    - Switch, chciwy chuju, od jak dawna się znamy? Odmówiłem ci kiedyś pomocy? Jak była jakaś akcja do odwalenia, zawsze cię kasowałem po najniższej stawce, jak brata albo matkę, od ust sobie kurwa odejmowałem. Mógłbyś się trochę postarać, a nie walić konia nad każdym jednym pierdolonym euro. Jestem spłukany, a ty mi wyjeżdżasz z jebanym pierwokupem. Ja ją znałem osobiście, Shivę, pracowaliśmy wspólnie, mam prawo…

    - Slim, czyś ty się z wackiem na łby zamieniłeś? Jakie prawa? Masz to ty tylko prawo pomarudzić i to tylko tak długo póki nie stracę cierpliwosci a tej mi zostało dzisiaj niewiele. Zaczynam się zastanawiać czy to, cokolwiek nielegalnego robiła ta dziunia, czy byłeś też w to umoczony. Niektórzy byliby skorzy sporo za taką informację zapłacić, nie? Dobrze, że tylko ja o tym wiem. Kumpli nie sypię.

    - Aleś kurwa łaskawy - netrunner zaczął sapać ze złości, przez co jego mowa stała się nieco bełkotliwa - Ale nie ty jeden umiesz grać w te jebane gierki. A może ty też jesteś w coś umoczony, co? Kim są goście z tego Emperora, za którym zapierdalałeś po Japantown? Od kiedy robisz interesy z korposami z górnej półki? I co z tym zesranym gliniarzem z Kabuki? To mi wygląda na grubszą sprawę, Switch. Na pewno są ludzie, którzy by zapłacili za odpowiednie informacje, na przykład naczelnik Watson, ale nie dygaj, ja kumpli nie sypię. Chcę jednostkę centralną systemu Shivy, na kredyt i za cenę, którą uzgodnimy jak dowiem się jaki soft ma tam wgrany. I dodatkowo wannę do netrunningu, od jakiegoś czasu się odchudzam, powinienem się zmieścić, jeśli zdjęcie nie przekłamuje. Tylko ją porządnie wypucujcie, stary. Raty spłacę w terminie i będziesz miał u mnie przysługę do wykorzystania. Nie mów, że t nie jest dobry deal.

    Raze More milczał, ale dwóch młodzików idących promenadą w przeciwnym kierunku pochwyciło jego spojrzenie i wyraz twarzy i natychmiast przestało się głupkowato śmiać strzelając w zamian oczami za najbliższym przejściem dla pieszych.

    - I jeszcze jedna sprawa, stary. Syn mojej sąsiadki, Carlos. Co z nim? Stara co chwile mi do drzwi wali, że nadal nie wrócił do domu, jeszcze mi na chatę Valentinosów napuści, bo go na bank będą szukać. Paczka Moralesa to zgrana ekipa, już go pewnie szukają.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Salon Juliusa Kraita, wieczór 14.07.2077

    Doktor Julius Krait prowadził salon cybernetyczny na tyłach „Czarnego Lotosa” od prawie siedmiu lat. Major Krait, były lekarz wojskowy, weteran Wojny Unifikacyjnej, który porzucił mundur NUSA i osiadł w Night City po udanej obronie miasta przez zdeterminowanych secesjonistów pod wodzą Luciusa Rhyne. Na początku świadczący usługi inwalidom wojennym, szybko wyrobił sobie reputację niezawodnego specjalisty od każdego rodzaju cybernetyki, mającego dojścia do specyficznego sprzętu i pracującego dla każdego, kogo było stać na jego usługi.

    Switch nigdy nie wyjawił reszcie paczki jak właściwie poznał Kraita i jaką dzielił z nim przeszłość, ale musiał ich łączyć szczególny związek.

    Fikser wszedł do środka tylnymi drzwiami, minął kilku wynajętych Animalsów tworzących zaufaną ochronę przybytku Kraita. Wpuścili go bez słowa identyfikując twarz Switcha dzięki wgranej do ich neuralnych banków pamięci liście stałych gości. Poszedł do pierwszego salonu, tego dla mniej znaczących klientów, którzy zwykli tworzyć zasłonę dymną dla bardziej wyspecjalizowanych usług Kraita. Po potraktowanym wiertarką pacjencie nie było już śladu, jedynym dowodem jego obecności były ostatnie niezmyte dotąd plamy krwi na podłodze przy fotelu.

    Julius Krait stał oparty bokiem o umywalkę z nierdzewnej stali, z puszką NiColi w dłoni, popalając bezceremonialnie skręta i poruszając głową w rytmie muzyki, którą tylko on słyszał. Wysoki postawny mężczyzna o przystojnej twarzy z powleczonego syntoskórą kevlaru i nienaturalnie błyszczących zielonych oczach.

    - Co takiego masz dla mnie, Raze, że jest to warte marnowania sobotniego wieczoru? Nie powinieneś być teraz z Brazil w jakimś klubie? Jak będziesz ją zaniedbywał, ktoś ci ją zwinie sprzed nosa? Kto wie, może nawet ja?

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny


    Salon Kraita w Kabuki, późny wieczór 14.07.2077

    Trzy dni, powiedział Julius, a Raze znał go dostatecznie dobrze, aby nawet nie próbować jakiegokolwiek nacisku. Major prowadził swoje interesy na wojskową modłę, dokładnie planując harmonogram projektów; był też wyjątkowo słowny i Raze nie wątpił, że w środę dostanie na smarthinga konkretną odpowiedź.

    - Nie wiem jaki będzie koszt - stwierdził Krait czekając aż Switch zajmie miejsce na fotelu - Myślę, że zamkniesz się w tysiącu. Oczywiście na raty nie rozkładam, informatorów opłacam gotówką.

    - Jakbyś się w końcu podzielił źródłami, nie musiałbym ci w przyszłości zawracać głowy - mruknął fikser. Krait roześmiał się w odpowiedzi, pochylił się nad Switchem, unieruchomił jego kończyny we wzmocnionych prowadnicach i sięgnął po giętki kabel złącza neuralnego biegnący od zawieszonego nad fotelem ekranu.

    - Mam cię odciąć od wzgórza mózgu? - zapytał ripper sprawdzając coś na swoim panelu - Jeśli będziesz miał wirusa, jego kasowanie może wywołać fantomowe wrażenie bólu. Może wolałbyś nie cierpieć? Nie gwarantuję, że nie będziesz czuł niczego, ale to może poprawić twój komfort zabiegu.

    - Nie ma takiej kurwa opcji - odpowiedział Switch krzywiąc usta - Żadnej przejściowej lobotomii. Uśpisz mnie, a potem się nie powstrzymasz od sięgnięcia po jebaną pilarkę. Dawaj na żywca.

    - Klient nasz pan - wzruszył ramionami Krait - Poznałem w życiu wielu takich twardzieli. Opowiadałem ci kiedyś o Trzeciej Wojnie o Grenlandię? Kiedy Kanadyjczycy rzucili na Nuuk mózgoboty, a najemnicy z Baszkirii dostali się pod wibratory soniczne? Był taki jeden gość…

    Krait wpiął wtyczkę panelu diagnostycznego w gniazdo za uchem i Raze poczuł przelotne mrowienie w całym ciele, gdy ripper kalibrował swoje instrumenty logując się do wszczepionego w kręgosłup fiksera neuralnego procesora. Na wyświetlaczu cyberoka Switcha pojawiły się linijki kodu przesuwające się w zawrotnym tempie poprzez całe cybernetyczne pole widzenia mężczyzny, pociągając za sobą nieuniknione zawroty głowy.

    Julius Krait opowiadał wojenne anegdoty i pracował jednocześnie, nawet na chwilę nie odrywając wzroku od ekranu. Ripper nie miał w zwyczaju komentować diagnostyki na bieżąco, zawsze czekał z raportem do końca zabiegu.

    - Miałeś pluskwę - oznajmił po trzydziestu minutach skanowania - Mały trojan, dość pasywny, bez rozpoznawalnej sygnatury. Myślę, że miał umożliwiać dyskretne logowanie się do twojej cybernetyki w czasie, gdybyś był sprzęgnięty z urządzeniami peryferyjnymi, wystarczyłoby, żebyś włączył WiFi. Byłeś nieostrożny, Switch. Takie błędy szybko się mszczą.

    - Kurwa, a więc jednak - warknął fikser przywołując z pamięci wspomnienie Reda Herringa - Jak ktoś mi to mógł wgrać w niezauważony sposób?

    - Teoretycznie są dwie możliwości - wzruszył ramionami Krait odwieszając kabel diagnostyczny na uchwyt przy komputerze - Ktoś wykorzystał luki w firmowym sofcie, co chwilę słychać o wyciekach danych z korporacji. Albo ktoś był z tobą sprzęgnięty na otwartym porcie komunikacyjnym i sobie coś dyskretnie wgrał. Bez sprzęgu to raczej niemożliwe. Sam sobie musisz odpowiedzieć na pytanie, kiedy dałeś sobie ściągnąć gacie.

    - Tak czy owak, jesteś czysty. Pięć dych, możesz przelać Blikiem. I spadaj, w przeciwieństwie do ciebie ja mam romantyczne plany na wieczór.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077

    Weszli do środka, zanim netrunner zdążył Switchowi odpowiedzieć, szybkimi zdecydowanymi krokami ludzi, którzy nie bawili w tym miejscu po raz pierwszy. Dwaj mężczyźni o ponurych twarzach i niebezpiecznym wyglądzie, przeczesujący pełnymi niesmaku spojrzeniami brudny apartament. I jasnowłosa kobieta o twardych oczach, które na widok Switcha straciły swój naturalny wygląd i rozjarzyły się niebieską poświatą.

    Byli uzbrojeni i wyglądali na ludzi, którzy gotowi byli z tej broni skorzystać przy byle pretekście. I wyglądało na to, że spodziewali się zastać gospodarza samego w domu.

    - Zapomniałeś, że byłeś umówiony? - warknął niskim tonem młody facet z cyberręką - Czy chcesz nam kogoś przedstawić, Slim, tak bez uprzedzenia?

    - Manuel, to tylko znajomy, wpadł na chwilę i właśnie miał wychodzić - złośliwa pewność siebie netrunnera wyparowała w jednej chwili z opasłego cielska zastąpiona nieudawanym zdenerwowaniem. Switch poczuł zimny dreszcz czując bijący od SlimWire lęk - To w niczym nam nie przeszkodzi.

    - Jeszcze nie załapałeś? - odezwała się kobieta krzyżując ręce na piersiach. Nie odrywała wzroku od fiksera, a jej niebieskie cyberoczy zdawały się przeszywać Switcha na wylot - Wypierdalaj!

    - Jasne, już mnie nie nie ma - fikser położył niedopite piwo na parapecie okna, przekroczył ponad pękiem przewodów nie odrywając wzroku od zamaskowanego mężczyzny trzymającego w rękach Ms251 - Ale jak się później okaże…

    - Dokąd kurwa leziesz? - młody gość z pistoletem podniósł wyżej cybernetyczną rękę, zacisnął ją w pięść z jękiem hydraulicznych siłowników - Zapierdalaj na sofę, najpierw sobie pogadamy jak kumple wspólnego kumpla. A ty morda w kubeł, Slim.

    - Ma Kiroshi, jedną gałę - ostrzegła emitująca niebieską poświatę oczu dziewczyna - Pistolet pod kurtką. I chyba nóż, nie jestem pewna pod tym kątem.

    - Szczurek-agresorek? - młody ganger uderzył rękojeścią pistoletu w udo złowrogim gestem - Pistolet i nóż, pomału i grzecznie na stolik! A potem oko, zanim Rosita ci je wydłubie, ruchy!

    Właściciel cyberręki wciąż postukiwał pistoletem w udo, ale gość z Ajaxem obrócił karabin w stronę Switcha celując prosto w środek jego klatki piersiowej.

    - Przestałeś kurwa rozumieć po angielsku? - warknęła blondyna, zanim Raze zdążył wykonać jakikolwiek ruch, głosem wypełnionym ewidentną nadzieją na eskalację.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Vine Street w Heywood, 22:43


    Świat za Mostem Kongresowym zmienił się w sposób, którego człowiek bawiący w Night City przelotem pewnie by nie zauważył. Spoglądając przez szyby Aigo Shawn widział te same reklamy na ścianach budynków, te same kontenery na śmieci i hydranty, ale jego wzrok dostrzegał subtelne szczegóły różniące Vista del Rey od Japantown. Samochody stojące na mijanych parkingach były w gorszym stanie niż te widziane wcześniej po przeciwnej stronie kanału, sterty worków piętrzyły się w cuchnące rozkładem sterty, niektóre witryny sklepów trzymały się całości dzięki pasom przeźroczystej folii naklejonej na popękane szkło, a fasady budynków dawno już nie były malowane na nowo. A jaskrawe kształty liter hanzi stworzących logo Tygersów zostały zastąpione graffiti latynoskich gangów z Heywood.

    Im głębiej Shawn wjeżdżał w Vista del Rey, tym bardziej zmieniali się też ludzie na ulicach. W miejscu elegancko ubranych korposów i ruchliwych turystów z Japantown pojawili się przechodnie w znoszonych strojach, w często przetartych ortalionowych płaszczach, pchający przed sobą sklepowe wózki wyładowane podniszczonym dobytkiem. Przy budkach zulicznym jedzeniem stali młodzi mężczyźni i kobiety z butelkami w rękach, pozornie pogrążeni w rozmowach, ale obserwujący z ukosa chodniki, wiecznie czujni lub wypatrujący okazji do nieoczekiwanego zarobku. Vista del Rey była tą częścią Heywood, dokąd bezlitosne tryby korporacyjnych wpływów wpychały ludzi, którym w Mieście Snów nie wiodło się zbyt dobrze, mieszając ich z lokalną latynoską społecznością niechętnie spoglądającą na obcych. Na tworzone w ten sposób lokalne napięcia nakładały się sporne terytoria gangów działających w Heywood, raz za razem wchodzących też w krótkotrwałe wojny z paramilitarystami z Szóstej Ulicy. Funkcjonujące w tak niestabilnym i pełnym przemocy środowisku biznesy ledwie łatały koniec z końcem, tylko pogłębiając stopień zubożenia Vista del Rey i nie przysparzając zaniedbanej dzielnicy dobrej sławy.

    - To ten budynek - powiedział Dingo wychylając się w siedzeniu i pokazując na odrapany apartamentowiec po lewej stronie ulicy - Gdzieś tam znikła jego pinezka.

    - Trochę dalej po prawej jest wolne miejsce na auto - odezwał się ze swojego miejsca Mack - Przed tym furgonem, koło paśnika All Foods.

    Shawn zatrzymał Aigo przy krawężniku i rozejrzał się bacznie po ulicy. W Japantown byłoby na niej mnóstwo ludzi, w Vista del Rey przechodniów można było policzyć na palcach. Camara nie mógł nie zauważyć, że praktycznie nikt nie chodził w pojedynkę, tylko w grupkach po dwie albo trzy osoby. Od Mostu Kongresowego nie zauważył też ani jednego radiowozu, chociaż wcześniej w Japantown minął nie tylko kilka wozów prewencji NCPD, ale i dwa zaparkowane u wylotu Silk Road czarne SUVy Netwatchu, wściekłe błyskające niebiesko-czerwonymi światłami.

    - Nieciekawa okolica - powiedział Leif cmokając z dezaprobatą ustami - Raze obraca się w dziwnym towarzystwie, Brazil, musiałabyś go ostrzej wziąć pod pantofelek.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Vine Street w Heywood, 22:45


    Trójka ludzi stojących przy krawężniku ulicy zerkała w stronę Aigo już wtedy, gdy samochodzik parkował przy automacie z jedzeniem, ale widząc nadchodzącą parę obcych wszyscy nagle zaczęli otwarcie się gapić na Brazil i Shawna. Facet w przeciwdeszczowym płaszczu nie przestawał ściskać w palcach szklanej lufki, podgrzewanej przez starszą kobietę w dresie za pomocą zapalniczki. Shawn nie miał pojęcia, jaka substancja znajdowała się w środku lufki, ale obstawiał jeden z tuzina śmieciowych i aktualnie modnych ulicznych narkotyków niszczących mózgi i umysły uzależnionych od nich nieszczęśników.

    Wysoki i przeraźliwie szczupły mężczyzna z dredami poprawił ułożenie palców na trzonku opartej o bark siekiery. Jego cybernetyczna ręka, ewidentnie uszkodzona i pozbawiona zdemontowanej amatorsko dłoni, warczała głośno w nieregularnym rytmie, zmieniając kąt ustawienia w łokciu w nieprzewidywalnie chaotyczny sposób.

    - Czego? - spytała szorstkim tonem stateczna dresiara, mierząc Artemidę i Shawna podejrzliwym wzrokiem. Dredziarz zachichotał do siebie w dziwacznie piskliwy sposób, chociaż Brazil nie miała pojęcia, co go właściwie rozbawiło. Gość trzymający lufkę zaczął poruszać bezgłośnie ustami jakby próbował coś powiedzieć, ale nie potrafił wytworzyć dźwięku za pomocą naturalnych organów mowy.

    - Bela noite, cidadãos. Que bom ver vocês - powiedziała Artemida - Precisamos de remédio para a haste - jej dłoń poruszyła się w obscenicznym geście przyciągając momentalnie uwagę dredziarza.

    - Códigos de farmácia, - tym razem wykonała gest z wypięciem brzucha - um comerciante gordo.

    Para przygotowujących narkotyczną działkę lokalsów popatrzyła po sobie z dziwnymi minami, ewidentnie nie rozumiejąc niczego z portugalskiego języka. Młodzieniec z zepsutą cyberręką rozpromienił się na dźwięk słów Brazil, odsłonił w serdecznym uśmiechu poczerniałe dziąsła i pękniętą zębową protezę.

    - Jestem dziobakiem - przedstawił się wymachując z radosnym podekscytowaniem siekierą - Potrafię zajebiście dziobać!

    - Uspokój się, Weird! - sarknęła po angielsku starsza pani w dresie - Nie wiem, co gadasz, zdzirko. Działki nie dostaniesz, już dzielimy na troje, spadaj stąd.

    - Nie mów tak do niej! - dredziarz zdenerwował się w jednej chwili, napiął jak postronek swoje przeraźliwie szczupłe ciało - Te lala, pokazać ci mojego dzioba?

    Gość trzymający w dłoni szklaną lufkę przewrócił oczami w wieloznaczny sposób, a potem przysunął nos do przyrządu węsząc smarkotliwie.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Apartamentowiec przy Vine Street, 22:48

    Pozostawiwszy Artemidę przy magnetycznym zamku drzwi pod opieką towarzyszy, Shawn zapuścił się zdecydowanym krokiem w zaułek rozdzielający apartamentowiec SlimWire od następnego budynku. Przez cały czas operował funkcją zbliżenia obrazu cyberoka, uważnie przeczesując podejrzane ciemne zakamarki. Poświata neonów bijąca od głównej ulicy słabła po każdym kolejnym metrze, zastępowana znacznie słabszym światłem sączącym się z okien budynku. Pod nogami Camary zgrzytało rozbite szkło, szeleściły jakieś plastikowe śmieci. Trącona butem butelka poturlała się po brudnym betonie, by zaraz utknąć w rozerwanym zawilgoconym materacu, który ktoś najpewniej wyrzucił prosto z okna mieszkania.

    Frog skrupulatnie skontrolował boczną ścianę budynku, szukając albo zewnętrznej skrzyni rozdzielczej albo przynajmniej oznakowania mogącego wskazać jej położenie. Jego plan, w istocie bardzo prosty, zakładał zidentyfikowanie mieszkania SlimWire po wyłączeniu prądu w całym obiekcie. Każdy szanujący się netrunner musiał mieć niezależne źródło zasilania i nawet jeśli własne generatory miało też kilku zaradnych współlokatorów sieciarza, każde ciemne mieszkanie automatycznie spadało z listy potencjalnych kryjówek SlimWire. Co więcej, jeżeli apartamentowiec spełniał podstawowe normy przeciwpożarowe - co w Vista del Rey nie musiało być oczywistością - wyłączenie prądu pociągnęłoby za sobą zwolnienie wszystkich magnetycznych blokad w drzwiach, aby mieszkańcy mogli bez przeszkód opuścić swoje lokum.

    Odnalazł skrzynkę na jeszcze ciemniejszym placu na tyłach budynku, pod rdzewiejącą kratownicą schodów przeciwpożarowych. Jakiś wracający od kontenera na śmieci człowiek wpierw zwolnił kroku dostrzegając obcego, potem zaś przyspieszył okrążając Shawna bez słowa szerokim łukiem i znikając za rogiem. Kilka sekund później do uszu solosa dobiegł dźwięk kopniętej przypadkiem butelki, najpewniej tej samej, na którą napatoczył się Camara.

    Opierając się plecami o ścianę wyciągnął z kieszeni smarthinga i zadzwonił wybierając z listy pierwszy z góry numer.

    - Jak z tym zamkiem? - zapytał z wyraźnym zniecierpliwieniem - Mam przyłącze.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]
    KetharianK Ketharian

    Artisian’s Nook, 12 marca 1932

    John nie bywał wcześniej w lokalach podobnych do tego klubu. Bary w Anchorage w niczym nie przypominały przybytków z San Francisco, jawiły mu się zupełnie innym i niezrozumiałym światem. Egzekwowana z całą surowością prawa prohibicja, oferujące nietypowe gatunki muzyki szafy grające, poruszane w chmurach tytoniowego dymu dziwaczne tematy - wszystko to razem wzięte sprawiało, że Carter czuł się w Kalifornii jakby przez każdą minutę swojego życia stąpał po kruchej tafli wiosennego lodu na jeziorze, które dopiero co ujrzał na oczy.

    Zdjął kapelusz i usiadł przy jednym z pustych stolików. Przez chwilę zastanawiał się czy aby przez grzeczność nie powinien nawiązać z kimś rozmowy, rychło jednak zarzucił ten pomysł. Otaczali go ludzie wielkiego miasta, którzy nawet nieświadomie bardzo szybko uświadomili Johnowi jak ogromnie od nich odstaje.

    Odmowa złożenia zamówienia byłaby srogim nietaktem wobec personelu, toteż rozpaczając nad każdą wydaną ćwierćdolarówką Carter zamówił filiżankę czarnej kawy, dla oszczędności odmawiając sobie cukru.

    Czas do prelekcji na temat śnieżnych małp płynął upiornie powoli, jakby na przekór rosnącej niecierpliwości Alaskańczyka.

    Rozgrywka sercetajgi

  • [DEG] Opowieści z krainy Wron i Lwów
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    GAMBIT KIZMETH

    Na pokładzie panował chaos. Kizmeth naliczyła dwudziestu harapów, wszystkich bez wyjątku rosłych prostaków, w kamizelkach kuloodpornych i zwierzęcych skórach. Cuchnęli wojną, krwią i zdeprawowaniem. Niczym stado głodnych lwów wpadli wprost pomiędzy ładunek przywiązany do desek pokładu statku, z werwą odbijając pokrywy beczek i przetrząsając pryzmy koszy w poszukiwaniu żywności i leków. Podobne kontrole były w ostatnich czasach codziennością. Harapowie nie ustawali w polowaniach na piratów, Guerrerro czy innych nieprzyjaciół widniejących na ich listach celów do eliminacji.

    - Dla kogo pracujesz? - noszący czerwoną maskę Damu zbliżył się do Kizmeth, stanął na tle jaskrawego słońca płonącego wysoko ponad wodami Morza Śródziemnego. Oślepiona promieniami kobieta musiała zmrużyć oczy spoglądając na postać Lwa.

    - Dla magnata Ashkari, z Qabisu.

    - Od kiedy Ashkari wysyłają ładunki do Gibraltaru? Nowa trasa? Masz manifest załadunkowy? - harap odpiął swoją maskę, odsłonił ukrytą pod spodem twarz. Krzyżujące się blizny, spękane wargi i wyszczerzone w drapieżnym uśmiechu popsute zęby. W jego oczach iskrzyła się zwodnicza sympatia i Kizmeth zrozumiała w jednej chwili po jak cienkiej linie przyszło jej tym razem stąpać. Jeśli ci ludzie dowiedzą się, co ukryła pod pokładem, bez zmrużenia oka oskórują ją żywcem, a potem wrzucą jeszcze ciepłe szczątki do morza.

    - Tak - Kizmeth włożyła dłonie do głębokich kieszeni swojej skórzanej kamizeli i wyciągnęła z jednej z nich poskładaną w czworokąt kartkę papieru. Lekko drżącymi rękami rozłożyła bezcenny dokument ukazując oczom harapa pieczęcie Banku Handlowego oraz podpisy zarządców portu w Qabisie.

    - Coś taka nerwowa, dziewczyno? Nie masz przecież nic do ukrycia, prawda? - w głosie wojownika pojawił się czytelny sarkazm. Kizmeth zacisnęła usta walcząc o zachowanie spokoju.

    - To oznaka szacunku. Nie każdego dnia jest mi dany zaszczyt rozmowy z Lwami - odpowiedziała próbując udobruchać Damu naprędce wymyślonym komplementem. Harap odpowiedział jej złowrogim uśmieszkiem, a potem wyciągnął z przewieszonego przez pierś pasa zatknięty weń sztylet. Wypolerowana stal zalśniła w promieniach słońca.

    - Jesteś zbyt piękna na pospolitą handlarkę - wycedził wojownik - Dlaczego kobieta obdarzona takim ciałem prowadzi towarowiec prosto w obszar walk zamiast rozkładać nogi przed jakimś magnatem we własnym mieście?

    Obracając sztylet w palcach Damu pochylił się nad dziewczyną i przesunął ostrzem broni po jej policzku, z brutalną delikatnością zbierając stalowym szpicem błyszczące na jej skórze kropelki potu. Teraz Kizmeth musiała już z wszelkich sił walczyć o zachowanie pozorów spokoju, czując skurcze trwogi przeszywające jej ciało. Była pewna, że najmniejsza oznaka słabości może uwolnić ledwie trzymaną na wodzy krwiożerczą żądzę harapa.

    - Dakkar, cofnij się od niej! - gdzie z lewej dobiegł zdecydowany twardy rozkaz. Zapięty w taktyczną uprząż Hondo wychynął spod pokładu statku ukazując całemu światu swoją poszarzałą z wrażenia twarz - Ta suka ma tutaj Anubianina. Statek jest pod jego protekcją. Musimy się stąd zbierać!

    Za plecami Hondo na schodach pojawił się młody mężczyzny w narzuconej na plecy czerwonej szacie z kapturem, opadającej na ramiona, ale w niczym nie ukrywającej nagiego torsu i czterech białych kręgów otaczających koncentrycznie pępek pasażera. Dakkar wydął policzki w wyrazie niedowierzania, spoglądając na przemian na Anubianina i Kizmeth.

    Dziewczyna wręcz wyczuwała skonfundowanie siejące chaos w jego myślach.

    - To statek cmentarny - powiedziała Kizmeth sięgając po ostatnie resztki topniejącej w szaleńczym tempie odwagi - Przewozimy do Hybrispanii rannych harapów, których dusze zawisły pomiędzy światem żywych i duchów. A to nasz Hecateanin.

    Spojrzenie Afrykanki pobiegło w stronę stojącego w milczeniu mężczyzny, osłaniającego swe oczy dłonią przed rażącym blaskiem słońca.

    - Mówi prawdę. Na dole jest czterdzieści ciał zaszytych w skóry imiutów. Śmierdzi tam jak w rzeźni - potwierdził Hondo pocierając palcami w wyrazie niepokoju noszony na szyi talizman - Zabierajmy się stąd, Dakkar. Ta dziwka nie jest warta takich kłopotów.

    - Twój szczęśliwy dzień, mój kwiecie pustyni - Dakkar uderzył płazem swojego sztyletu w udo Kizmeth - Złapię cię w Gibraltarze, kiedy tego znachora nie będzie w pobliżu.

    Harap oblizał grube wargi w obsceniczny sposób, płynnym ruchem wsunął sztylet w pochwę, a potem przypiął maskę z powrotem do hełmu i wydał swoim braciom rozkaz opuszczenia pokładu.

    Kizmeth zadrżała zdając sobie sprawę jak mocno otarła się o śmierć. W milczeniu patrzyła jak harapowie opuszczają się po drabinkach szturmowych na swoje ścigacze. Jej serce uderzyło dziesięć razy, zanim usłyszała ryk uruchamianych silników i dopiero wtedy pozwoliła sobie na wypuszczenie z płuc wstrzymywanego tam odruchowo powietrza. Odwróciła głowę w stronę Anubianina, a ten odwzajemnił jej gest, śmiejąc się pod nosem i ścierając jednocześnie z brzucha znaczącą jego skórę białą farbę.

    Oboje byli już bezpieczni. Podobnie jak czterdziestu niewolników zaszytych w worki ze skór imiutów, przemycanych z powrotem do swojej ojczyzny. Statek przewożący umierających bohaterów wojennych - cóż za niezwykły blef. Kizmeth oszukała Lwy z przebiegłością prawdziwego Leoparda.

    Madame Dayo miała powody, aby być z niej dumną.

    Dyskusje RPG
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy