Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
KetharianK

Ketharian

@Ketharian
Obsługa Moderator

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

Informacje
Posty
386
Tematy
8
Udostępnień
0
Grupy
2
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Wdrożenie plugina 2.0
    KetharianK Ketharian

    Taka myśl na przyszłość co do widoku sesji w spisie w danej kategorii - można uda się kiedyś uruchomić funkcję zmiany generycznej ikonki na logo systemu, w którym toczy się gra?

    Forum

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Mój odpis fabularny trafił do sesji i mam nadzieję, że @gordian nie będzie mi miał za złe zilustrowanie naszego statku na pełnym morzu. Poniżej garść innych pytań, na które odpowiedzi mogą spokojnie trafić tutaj, do wątku komentarzy bez ubierania ich w szatę fabularną.

    - Czy w Japonii czeka ktoś miejscowy, kto wspomoże nas w poszukiwaniu rzekomego świadka? Czy znamy ostatnie miejsce jego pobytu?

    - Kto będzie zarządzał zakupem ekwipunku na potrzeby syberyjskiej części wyprawy podczas pobytu w Jokohamie?

    - Jak dokładnie nazywają się inni NPC poza grubiańską czwórką (imię i nazwisko) i czy mają pełnić jakąś specyficzną funkcję w ekspedycji?

    - W którym radzieckim porcie zejdziemy na ląd na kontynencie i dokąd następnie się udamy? Czy Chance ma tam jakieś kontakty czy też będziemy od początku zdani wyłącznie na siebie?


    Drodzy współgracze, chciałbym raz jeszcze podbić temat wzajemnego dawania sobie lekcji umiejętności podczas podróży. O ile czegoś nie pominąłem, na ten moment zaoferował się @Kaworu , chociaż jego specjalizacja niezbyt idzie w parze z wykształceniem i zainteresowaniami myśliwego. Biorąc pod uwagę specyfikę japońskiego etapu podróży, John chętnie nauczy się formułek grzecznościowych w języku japońskim oraz szeroko pojętej kultury, zwłaszcza zachowań w kontakcie z lokalsami.

    @agnes , @elvis , @cygan - czy Wasi bohaterowie byliby zainteresowani przekazaniem wiedzy i jakie skille byście zaproponowali?

    @agnes , wydaje mi się, że nie okazałaś nam jeszcze awatara swojej postaci, prawda? Masz jakiś pomysł na portret Violet? Pytam nie tylko ze względu na zdrożną ciekawość, ale i uruchomiony od wczoraj jako nowa funkcja panel sesyjny, gdzie ikony graczy można zastąpić na potrzeby danej sesji portretem BG właśnie.

    Wypatruję niecierpliwie Waszych odpisów!

    Komentarze sercetajgi

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    SS „Providance”, wody zachodniego Pacyfiku


    Michael Dundee, łowca krokodyli z australijskiego buszu, schował swój paszport oraz trzysta dolarów w gotówce do wewnętrznej kieszeni kurtki, w milczeniu przysłuchując się wyjaśnieniom profesora Chance. Skrzętnie śledząc rozmowę w kabinie uczonego, sam nie zabierał głosu, chociaż w jego myślach pojawiało się wiele pytań.

    Środek usypiający o restrykcyjnych ograniczeniach, prowizoryczna skrzynia na śnieżnego człowieka, sprawiający wrażenie całkowitej improwizacji plan zaprowiantowania ekspedycji w Jokohamie - wszystko to składało się na bardzo niepokojący obraz wyprawy zaplanowanej przez człowieka nie mającego żadnego doświadczenia w takich sprawach. To wszystko oraz dobór członków ekspedycji.

    Michael spojrzał kątem oka na czterech oprychów przestępujących ze znudzeniem z nogi na nogę i gapiących się obleśnie na uczestniczące w przedsięwzięciu profesora kobiety. Nie potrafił dojść do odpowiedzi na pytanie, po co ci ludzie dołączyli do uczonego i jaki pożytek mogli wnieść do pracy, ale nie zamierzał pozostawać w niewiedzy zbyt długo.

    Kiedy spotkanie dobiegło końca i jego uczestnicy opuścili kajutę profesora, Michael pozostał w środku, zamykając drzwi i opierając się o nie plecami. Chance początkowo nawet nie zdawał sobie sprawy z jego obecności, porządkując z ożywieniem stertę pogniecionych papierów.

    Odwrócił się w stronę myśliwego dopiero wtedy, kiedy ten chrząknął znacząco i stuknął jednocześnie kostkami dłoni w ścianę.

    - Panie Chance, chciałbym poprosić na słówko - powiedział Dundee podchodząc bliżej profesora - Mam wiele pytań, lecz najpierw chciałbym poznać pańską opinię o tych czterech dżentelmenach z pałkami. Jaką rolę mają pełnić w tej ekspedycji, bo sprawiają wrażenie osób bez specjalistycznej wiedzy. I jeśli słusznie podejrzewam, że mają służyć jako ochrona, kto będzie nad nimi sprawował bezpośredni nadzór w głuszy?

    Rozgrywka sercetajgi

  • Powitania, pożegnania i powroty
    KetharianK Ketharian

    @decybelka , witaj w naszym gronie! Czy chciałabyś z nami zagrać i w co najchętniej?

    Hydepark

  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze
    KetharianK Ketharian

    @slann22 Mistrzu, doskonale wybrnąłeś z wątku grzebienia - całkiem możliwe, że Rechotek sprawi sobie ekstrawagancką perukę tylko po to, aby mieć pretekst do posiadania elfiego grzebienia bojowego! Żałuję tylko, że wystosowałeś oficjalną prośbę o korygowanie ewidentnych literówek, bo ten fragment „który został napadnięty przez Grabotrola i tylko dzięki swej odpady udało mi się go przepędzić” aż się prosi o kreatywną interpretację. Przemyśl proszę raz jeszcze swoją prośbę, ja osobiście uważam, że Twoje błędy w zapisie fonetycznym są generatorem klimatu, który w każdym innym settingu zwyczajnie by gryzł mnie w oczy, ale w Daggerheart sprawia wrażenie naturalne i wnosi do sesji sporą dawkę humoru.

    Ponieważ wygląda na to, że zabawimy pod „Jesionem” dłużej już sądziłem, więc może po zakończeniu biesiadowania pójdziemy od razu do włodarza Elmore, a do drugiego lokalu dopiero w drodze powrotnej?

    I jeszcze luźna sugestia gracza. Aby nie rozciągać sceny rozmowy w karczmie na kilka tygodni, może teraz każdy z graczy wrzuciłby garść swoich pytań do gospodarza i innych gości, a MG złożyłby z nich jeden odpis i poszlibyśmy jako drużyna do następnej lokacji?

    P.S. @marrrt , GIF z biesiadującymi elfami przedni!

    Komentarze

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    KetharianK Ketharian

    @pipboy79 , przybliżę Ci przypadek, który określił nasze stanowisko wobec kopiowania całych sesji z LI. Krótko po rozruchu RT jeden z graczy biorących udział w mojej sesji WFRP postanowił przenieść ją na tutejsze forum. Co postanowił, to poczynił. Inny z graczy, który w finale przygody wszedł w konflikt z niemal kompletem pozostałych uczestników zorientował się w tej operacji i oprotestował ją skarżąc się na nieuprawnione korzystanie z jego własności intelektualnej i żądając usunięcia wszystkich swoich postów. Chociaż wyglądało to na zwyczajną małostkową złośliwość, woleliśmy dmuchać na zimno, bo ludzie są zdolni do różnych rzeczy i nie uśmiechało nam się znaleźć w skrzynce pocztowej list z jakiejś kancelarii adwokackiej, mamy dość innych kłopotów na głowie. Istniała co prawda opcja ręcznego wykasowania każdego jego posta, ale sesja straciłaby wówczas na czytelności, bo była naprawdę obszerna i obfitowała w relacje między graczami. Istniała też opcja przepisania każdego posta tego gracza na nowo innymi słowami, najlepiej w formie streszczenia. Ponieważ istniało całkiem spore ryzyko, że w sukurs pierwszemu przyjdzie drugi gracz i podwoi nam ilość roboty przy edycji zapisu sesji, zdecydowałem się skasować całość. Niechaj ta bezcenna własność intelektualna zatonie na LI, nie byłem do tej sesji przywiązany aż tak bardzo, żeby o nią kruszyć kopie.

    Sondy

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    KetharianK Ketharian

    Ponieważ @marrrt przekazał mi już przed publikacją swojego ostatniego posta, że Shawn bez względu na wszystko będzie chciał zidentyfikować potencjalną skrzynkę prądową apartamentowca, akcja na Vine Street poszła dalej do przodu - Camara jest teraz na tyłach apartamentowca przy skrzynce prądowej, Brazil pracuje nad zamkiem, a Leon denerwuje się w Aigo. Założyłem, że Dingo i Mack pozostają przy Brazil i ją ubezpieczają, bo lada chwila przyjedzie niejaki Bonifac, obwoźny handlarz receptami i może się poczuć dotknięty tym, że fatygował się po nic

    I teraz Brazil - odpowiednio potraktowany płynem panel ukaże stopień zatłuszczenia powierzchni. Ten panel działa tak, że najpierw naciska się przycisk numeru mieszkania, a potem wprowadza kod odblokowujący zamek głównych drzwi. I tak różne przyciski są tłuste w różnym stopniu; żaden nie jest całkowicie czysty, ale są między nimi duże różnice. Najrzadziej otwierane drzwi to pięć mieszkań: 18 i 19 na pierwszym piętrze, 25 na drugim, 31 i 36 na trzecim.

    Komentarze cyberpunk2077

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    KetharianK Ketharian

    Hieronim będzie się kręcił przy Zygfrydzie, dopóki reszta ekipy znowu nie znajdzie się na dziedzińcu i nie opowie o zajściach ze swoim udziałem. Kurt usłyszał, co Bosch chciał mu powiedzieć, temat pomiędzy nimi zapewne wypłynie w późniejszym terminie. Planuję zwołać w pewnym momencie wszystkich swoich podopiecznych na bok, aby porozmawiać z nimi dyskretnie o szczegółach spotkania z Grimmigiem.

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacja
    KetharianK Ketharian

    O ile nie pomyliłem się w liczeniu, rekrutacja kolegi @piołun przyciągnęła na ten moment siedmiu (słownie: SIEDMIU) chętnych, co jest świetnym wynikiem i co stawia tę rekrutację na podium RT zaraz po rekrucie Sindarina do D&D! Z mojej strony zazdrosne gratulacje!

    Rekrutacje warhammer 2ed

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    Apartamentowiec przy Vine Street, 22:48

    Pozostawiwszy Artemidę przy magnetycznym zamku drzwi pod opieką towarzyszy, Shawn zapuścił się zdecydowanym krokiem w zaułek rozdzielający apartamentowiec SlimWire od następnego budynku. Przez cały czas operował funkcją zbliżenia obrazu cyberoka, uważnie przeczesując podejrzane ciemne zakamarki. Poświata neonów bijąca od głównej ulicy słabła po każdym kolejnym metrze, zastępowana znacznie słabszym światłem sączącym się z okien budynku. Pod nogami Camary zgrzytało rozbite szkło, szeleściły jakieś plastikowe śmieci. Trącona butem butelka poturlała się po brudnym betonie, by zaraz utknąć w rozerwanym zawilgoconym materacu, który ktoś najpewniej wyrzucił prosto z okna mieszkania.

    Frog skrupulatnie skontrolował boczną ścianę budynku, szukając albo zewnętrznej skrzyni rozdzielczej albo przynajmniej oznakowania mogącego wskazać jej położenie. Jego plan, w istocie bardzo prosty, zakładał zidentyfikowanie mieszkania SlimWire po wyłączeniu prądu w całym obiekcie. Każdy szanujący się netrunner musiał mieć niezależne źródło zasilania i nawet jeśli własne generatory miało też kilku zaradnych współlokatorów sieciarza, każde ciemne mieszkanie automatycznie spadało z listy potencjalnych kryjówek SlimWire. Co więcej, jeżeli apartamentowiec spełniał podstawowe normy przeciwpożarowe - co w Vista del Rey nie musiało być oczywistością - wyłączenie prądu pociągnęłoby za sobą zwolnienie wszystkich magnetycznych blokad w drzwiach, aby mieszkańcy mogli bez przeszkód opuścić swoje lokum.

    Odnalazł skrzynkę na jeszcze ciemniejszym placu na tyłach budynku, pod rdzewiejącą kratownicą schodów przeciwpożarowych. Jakiś wracający od kontenera na śmieci człowiek wpierw zwolnił kroku dostrzegając obcego, potem zaś przyspieszył okrążając Shawna bez słowa szerokim łukiem i znikając za rogiem. Kilka sekund później do uszu solosa dobiegł dźwięk kopniętej przypadkiem butelki, najpewniej tej samej, na którą napatoczył się Camara.

    Opierając się plecami o ścianę wyciągnął z kieszeni smarthinga i zadzwonił wybierając z listy pierwszy z góry numer.

    - Jak z tym zamkiem? - zapytał z wyraźnym zniecierpliwieniem - Mam przyłącze.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze
    KetharianK Ketharian

    Dziękuję za najnowszy wpis, John poczuł się spokojniejszy opuszczając hałaśliwe San Francisco. Rzuciłem na Kondycję w drużynowym dice roomie, 49/80. Siadam do fabularki, ale miałbym jednocześnie kilka pytań do MG w temacie otoczki fabularnej. Jak nazywa się nasz statek, pod jaką pływa banderą, jakiej narodowości jest załoga i jak nazywa się kapitan? Jak zostaliśmy zakwaterowani (w sensie, rozdzieleni po kajutach), jaki jest standard tego zakwaterowania. Nie jest to wiedza niezbędna do dalszej gry, ale wniosłaby dodatkową dawkę klimatu świata.

    Co do dzielenia się skillami, jak już napomknąłem wcześniej, John może udzielić lekcji z zakresu strzelectwa, pierwszej pomocy, nawigacji i przetrwania w tajdze - aczkolwiek teraz to już nie John Carter, tylko Michael Dundee z Queensland.

    Komentarze sercetajgi

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    KetharianK Ketharian

    Zamek na slot do przeciągnięcia karty magnetycznej oraz ekran dotykowy, na którym należy wybrać numer mieszkania (nie ma przypisanych do nich nazwisk). W sumie jest 40 mieszkań i obserwując fronton budynku można założyć, że na parterze oraz trzech piętrach usytuowanych jest po dziesięć mieszkań na piętro, pięć od frontu, pięć od tyłu, z centralnym korytarzem na każdym piętrze oraz pomieszczeniami gospodarczymi.

    Skanując otoczenie Brazil złapała sygnały kilkuset prywatnych sieci domowych, w tym ponad czterdzieści w badanym budynku, ponad dwadzieścia sygnałów zablokowanych samochodów, oraz kilkudziesięciu lokalnych firm na Vine Street. Każdy, kto mieszka w pobliżu, a ma mieszkaniu router generuje indywidualny sygnał sieci WiFi. Wiele z nich ma w nazwach niewiele mówiące nazwiska, inne składają się z ciągów liter i cyfr. Pierwszy rzut oka na ten chaos nie pozwala natychmiast zlokalizować domniemanego sieciarza.

    Komentarze cyberpunk2077

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    KetharianK Ketharian

    Szanowni, wybaczcie mi proszę, że bieżąca kolejka tak się wyciągnęła z mojej strony. Trochę komplikacji w pracy plus realia realu zmusiły mnie do rozbicia jej na kawałki. Niemniej teraz mamy już wszystko i sytuacja wygląda następująco: obładowany spadkiem po Shivie HiFi wróci bez problemu do Waszego mieszkania, gdzie będzie mógł schować cenne łupy i zabrać się za część wszczepów pozyskanych od Carlosa. Wcześniej zakładałem, że będziemy rzucali na każdy wszczep 1k2 określając czas niezbędny do jego wyczyszczenia i shackowania, ale dla uproszczenia przyjmę, że każdy jeden zajmie półtorej godziny pracy PO udanym teście łamania zabezpieczeń (czyszczenie z organicznych pozostałości i reset parametrów bądź modyfikacja historii użytkowania) oraz pół godziny w przypadku nieudanego testu zabezpieczeń (tylko czyszczenie z organicznych pozostałości). Postaram się w ciągu dnia obgadać szczegóły z @Gladin via Disco.

    Ekipa na Vine Street. Miłośnicy cracku zadzwonili po dealera farmaceutyków, który podobno handluje też receptami i gość jest już w drodze, a pośrednicy chcieliby teraz 20 e$ za swoją usługę. Shawn na ten moment stoi jeszcze z nimi, Brazil przeszła już na drugą stronę ulicy dołączając do Dingo i Macka. Tu małe sprostowanie - to apartamentowiec na kilkadziesiąt rodzin, ale jeszcze nie megablok. Wejście jest strzeżone magnetycznymi zamkami, które są podpięte do administracyjnego routera, ale oprócz włamania online przez Brazil macie jeszcze opcję naciskania na chybił trafił domofonów albo poczekanie, aż ktoś skorzysta z drzwi w Waszej obecności.

    @Nanatar , Brazil jest już pewna, że na samej ulicy znajduje się tylko jedna, znana jej już kamera. Zakładam, że jeśli nie chcecie być przez nią zarejestrowani, będziecie się tak ustawiać, by w obiektywie były cały czas Wasze plecy, nie sprawi to kłopotu - ale ponieważ Brazil włamała się już wcześniej do tej kamery, może ją równie dobrze zdalnie wyłączyć.

    Więcej informacji niebawem, ale jeśli macie jakieś pytania, możecie pisać już teraz.

    Komentarze cyberpunk2077

  • Atrybuty podstawowe - Autorka na ukończeniu
    KetharianK Ketharian

    Doceniam konsekwencję w działaniu i życzę powodzenia. Nie widzę też sensu w analizowaniu reszty materiału przy zaprezentowanym podejściu autora, będzie to bezproduktywne zderzenie betonu z betonem. Wszystkiego dobrego!

    Dyskusje RPG

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Vine Street w Heywood, 22:46

    Kobieta w dresie uniosła spolegliwym gestem jedną rękę, kciukiem drugiej wystukując jakiś numer na dotykowej klawiaturze swojego telefonu. Obserwujący ją uważnie Shawn zauważył, że nie miała tego numeru zapisanego w pamięci urządzenia, ale wstukiwała go cyfra po cyfrze z głowy - co świadczyło, że musiał być dla niej ważny, a jednocześnie przeznaczony jedynie dla jej wiadomości.

    - Poczekajcie tu na chwilę, zaraz ściągnę kogoś, kto ma dojście do różnych środków na recepty - powiedziała przywołując na popękane wargi cień uśmiechu - Znacie Bonifaca? Opłaca się go znać. Sam robi dużo własnych receptur, to eksperymentator. Trochę męczydupa i uparty jak wrzód na dupie, nie odpuści jak na coś sfiksuje, ale ma dobre ceny.

    Nawiązawszy połączenie starsza pani odeszła na kilka kroków od grupy, odwróciła się do pary obcych bokiem rozmawiając ledwie słyszalnie, ale z ożywieniem. Jej towarzysze przyglądali się w tym czasie Brazil i Shawnowi w wielkim skupieniu: dredziarz z wyrazem tęsknej melancholii, gość z lufką bardzo podejrzliwie.

    - Już jedzie - oznajmiła kobieta w dresie głosem pełnym satysfakcji - On nocami jeździe po Vista z towarem i receptami, cały czas w ruchu i pod telefonem. Będzie do pięciu minut. To jak, odpalisz dwudziestkę za pomoc, przystojniaku? Dam ci w zamian pociągnąć z lufki, crack taki, że łeb urywa przy samej dupie.

    - Termu tu nie urwał - odpowiedział chłodno Camara spoglądając na gościa opartego o sklepowy wózek - Chyba ci się trafiła słabsza działka.

    - Jemu nic już dupy nie urywa - prychnęła wymijająco kobieta zabierając towarzyszowi lufkę i wyciągając ją w stronę Froga. Słyszący jej słowa dredziarz zaniósł się piskliwym śmiechem.

    Brazil obejrzała się za siebie, na Dingo i Macka przechodzących właśnie w poprzek ulicy na jej przeciwną stronę, pod drzwi apartamentowca, w którym zniknął Switch.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Atrybuty podstawowe - Autorka na ukończeniu
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Cześć @bonifacy ! Jestem pod wrażeniem Twojej determinacji, zresztą pisałem już o tym wcześniej na LI. Widać wyraźnie, że stworzenie tej autorki stało się nadrzędnym celem Twojego życia albo przynajmniej bardzo blisko tego priorytetu oscyluje. Na LI tworzyliśmy stałe małe grono weteranów, którzy od lat obserwowali Twoje starania i zdążyli już poznać tę ekscentryczną pasję, ale jak się pewnie zorientowałeś, nikt nie był zainteresowany testowaniem mechaniki w praktyce. Zdarza się, my akurat na LI tworzyliśmy zbiorowisko złośliwych i wybrednych indywidualistów twierdzących, że “po co, skoro jest Młotek”. Tutaj na RT zamierzamy się intensywnie otworzyć na nowych userów, na promowanie tego miejsca w sieci bez poczucia wstydu, który towarzyszył nam podczas prób reklamowania przestarzałego, pozbawionego certyfikatów bezpieczeństwa LI. W związku z tym wszystkim istnieje spora szansa, że na Twoje dzieło trafią zupełnie nowe, świeże osoby, które pierwszy raz położą rękę na tym dziele.

    I dlatego postanowiłem spojrzeć na ten projekt okiem zupełnie świeżego usera. I z góry chciałbym Cię przestrzec, że nie będzie to ciucianie i głaskanie po głowie - ale jeśli zależy Ci na uczciwym feedbacku, to będziesz to musiał jakoś przełknąć.

    Od razu pierwsza kwestia. TYTUŁ / NAZWA gry. Jak nazywa się ten system? Jak prezentuje się okładka podręcznika i logo systemu? No, nie masz. I teraz 9 na 10 wstępnie zainteresowanych nowych czytaczy, którzy nie mają pojęcia, kim jest Bonifacy i nie mają w stosunku do niego tej równie głębokiej pobłażliwej sympatii co my wyłączy Twój plik po zerknięciu na dwie pierwsze strony. W dzisiejszych czasach musisz w atrakcyjny sposób przyciągać uwagę odbiorców, nad tym plikiem, który udostępniasz pochyli się kilku hardcorowych desperatów, ale wątpię, aby nawet oni przeczytali to od deski do deski. Ilu z nas na LI przeczytało całość Twoich prac? Trzech userów, czterech? (wliczając mnie). Czterech przez te wszystkie lata (oczywiście w przybliżeniu, jestem gotów zgodzić się nawet na pięciu). Z tym, co stworzyłeś do tej pory nie przebijesz się poza sentymentalną bańkę LI, gdzie byliśmy dla Ciebie mili najczęściej dlatego, że zwyczajnie mieliśmy do Ciebie słabość i nikt nie chciał Ci robić przykrości.

    Myślę, że skoro trafiłeś tutaj naszym śladem, musimy zmienić nastawienie i podejść do Ciebie na poważnie, dla Twojego własnego dobra. W niedługim czasu dostaniesz dużo obszerniejszy feedback, na ten moment mam zaś kilka własnych pytań. Czy Ty promujesz tę autorkę jeszcze gdzieś indziej, na innych stronach, na innych forach? Czy ktoś poprowadził już jakąś przygodę na tych zasadach? Można gdzieś znaleźć zapis tej rozgrywki?

    Zacznij tak czy owak od nazwy gry. Musisz mieć własną, unikatową. Od razu przyszły mi do głowy choćby takie spersonalizowane pod Ciebie propozycje jak Bonifada RPG, Bonifarius RPG czy cokolwiek innego, ale ze stroną tytułową podręcznika “Atrybuty Podstawowe” nigdzie nie zajedziesz. Musisz mieć logo, bezdyskusyjnie. Wyobrażasz sobie jak dwóch gości rozmawia sobie o poznanych niedawno autorkach i wspominają o tej tam na RT, tej no name, jak ona tam była zatytułowana? A, Atrybuty podstawowe. Wybacz otwartość, ale to zwyczajnie jest słabe.

    Masz obecnie dostęp do mnóstwa SI generujących darmowe grafiki. Przysiądź do komputera i popracuj nad logo, jest w mojej opinii całkowicie niezbędne. Wkleiłem na początku mojego posta prototypowe logo, które Grok wygenerował dla mnie w 2 (słownie: dwie) sekundy.

    Obecna pierwsza strona podręcznika. Podtytuł. Podręcznik do papierowej gry fabularnej traktującej o wzroście i relacjach podczas niezliczonych przygód w uniwersum z klasowym porządkiem społecznym i dziejącym się z dowolną techniką czy stworami.

    Ten podtytuł brzmi dziwacznie. Dlaczego papierowej? Jak gram z poziomu komputera, już nie jest papierowa. Ilu potencjalnych graczy będzie to sobie drukowało, żeby grać z papieru? Czy też zamierzasz to wydać w profesjonalny sposób? Reszta zdania (czyli traktującej o wzroście i relacjach podczas niezliczonych przygód w uniwersum z klasowym porządkiem społecznym i dziejącym się z dowolną techniką czy stworami) brzmi nienaturalnie, sztucznie i gryzie po oczach dziwaczną składnią. Cały podtytuł do wyrzucenia, IMHO oczywiście.

    Wierzę, że po lekturze tego, co napisałem do tej pory możesz poczuć głęboki dyskomfort, możesz się też poczuć dotknięty bądź obrażony. Nic na to niestety nie poradzę, bo chcąc skoczyć na głęboką wodę musisz być na to gotowy. Jeśli mam wejść w ten feedback głębiej i poświęcić na to swój cenny czas, daj znać, czy mam jechać z koksem dalej, w przeciwnym razie dam sobie spokój już na początkowym etapie.


    P.S. Jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała - Twój post otwierający ten wątek, mający promować owoc Twojej wieloletniej i ciężkiej pracy na nowym forum, najchętniej wśród nowych userów. Wrzuciłeś wszystko na jedno kopyto, niechlujnie, bez rozdzielenia akapitów, bez podkreślenia podtytułów, byle jak. Jak bym był kimś nowym, na 99% wyszedłbym z tego wątku po szybkim przeskrolowaniu jednej trzeciej tekstu i więcej już bym tu nie wrócił.


    text alternatywny

    Grafika wygenerowana przez Groka w 5 (słownie pięć sekund). Krasnolud i driada na pokładzie kosmicznego statku, pierwszy lepszy obrazek z zestawu dwudziestu różnych propozycji. Bez przyciągającej oko oprawy graficznej Twój projekt będzie leżał i kwiczał, musisz o to zadbać, bo w ten sposób wizualizujesz czytelnikom swoją wizję uniwersum.

    Dyskusje RPG

  • Bardzo cenny skarb
    KetharianK Ketharian

    Bardzo cenny skarb

    Szanowni, poniższe opowiadanie napisałem w 2017 będąc świeżo po wstrząsającej dla mnie lekturze pierwszego półtomu Sagi o Katanie Artura Szyndlera. Pragnę Was uprzedzić, że jest ono wzorowane stylistycznie na warsztacie literackim Mistrza i w opinii wielu krytyków tamtych czasów udało mi się w nim odtworzyć ów specyficzny styl tak dobrze, że śmiało mógłbym uchodzić za samego Szyndlera. I chciałem dodać, że poniższy tekst czytacie na własne ryzyko i nie dostaniecie żadnego odszkodowania za ewentualne uszczebki na zdrowiu.



    Karczma sprawiała wrażenie typowej, miała długość piętnastu metrów, wysokość pięciu i cztery rogi. Okryty podróżnym płaszczem i kapturem wędrowiec wszedł do środka i rozejrzał się z zainteresowaniem po wnętrzu pomieszczenia, wciągając w nozdrza smakowite zapachy.

    Odpowiedziały mu zaciekawione spojrzenia siedmiu innych podróżnych, siedzących przy osobnych stolikach. Wszyscy mieli na sobie zaciągnięte szczelnie płaszcze z kapturami.

    – Ho ho! Nowy gość! Jaki dzisiaj tłok! – zakrzyknął z humorem karczmarz, krzepki krasnolud. W jego brodzie tlił się magiczny zimny ogień, który wcale nie parzył. Przybysz uporządkował swą wiedzę na temat krasnoludów i pojął w mig, że stoi przed nim prawdziwy krasnolud ognistobrody.

    – Cóż tak smakowicie pachnie, krasnoludzie? – spytał wędrowiec nie zdejmując płaszcza ani kaptura. Pytając uśmiechał się szeroko.

    – Zupa z agawy! – zachichotał krasnolud – I bitki z opasa, w sosie z agawy. Do tego podaję smażone liście… agawy! Oraz piwo… zgadniecie, jakie?

    Siedzący przy osobnych stolikach podróżni stężeli zauważalnie, wsłuchani w słowa karczmarza.

    – Zaiste trudna to zagadka – przybysz przytknął palec do ust w geście udawanego zmieszania – Niechaj pomyślę… z agawy!

    Krasnolud wybuchnął nieopisanym śmiechem, klepiąc się dłońmi po kolanach. Siedzący przy stolikach wędrowcy zawtórowali mu gromkim rechotem, doceniając przedni żart.

    Kiedy dźwięki śmiechu ustały, przybysz usiadł przy jedynym wolnym stoliku, wciąż nie zdejmując płaszcza ani kaptura. Jego spojrzenie spoczęło po kolei na każdym z innych gości, a czoło zaczęło się marszczyć coraz bardziej, tworząc głębokie fałdy sięgające z obu stron uszu.

    – Ha! Mój rasowy instynkt i tym razem mnie nie zawiódł! – oznajmił donośnym głosem – Nie zwiodą mnie pozory. Jeden z was nosi na płaszczu kapłańskie insygnia, drugi ma na kapturze czapkę maga, trzeci przy pasie złodziejskie wytrychy, czwarty alembik alchemika, piąty lutnię, szósty kostur czarnoksiężnika, a siódmy wagę kupca, wszelako to jeno wredna zmyłka!

    Obcy w płaszczach z kapturem zesztywnieli ponownie, wpatrując się w ostatniego przybysza.

    – Skierowało mnie tu przeznaczenie zesłane przez mego boga! – przemawiał dalej wędrowiec, który nosił przy pasie woreczek z astrologicznymi kostkami do wróżenia – Spisane na zwojach z Dudniącej Otchłani! Jeśli i wy tutaj trafiliście tego samego dnia, nie może to być przypadkiem! Przeznaczenie chciało, byśmy skrzyżowali nasze ścieżki! Widzę po waszych pozach, że przedmioty, z którymi się obnosicie należą do waszej drugorzędnej profesji… a kto wie, może nawet trzeciorzędnej, bo wyglądacie mi na takich, którzy posiedli szkolenia umożliwiające nabycie trzeciej profesji! Kim jesteście?!

    Siedmiu gości wstało z krzeseł w tej samej chwili, odrzucając pod nogi swe długie płaszcze z kapturami. Każdy z nich… miał na sobie pełną zbroję płytową odlewaną, wraz z doczepioną do niej rycerską tarczą. Wszyscy nosili też hełmy o podniesionych w górę przyłbicach.

    – Paladyni! – zakrzyknął z humorem krasnolud, który był karczmarzem – Prawdziwi paladyni!

    – Wypraszam sobie! – odparł gromkim głosem ten z rycerzy, który nosił przy sobie lutnię – Koledzy, to wredne pomówienie! Jestem demonicznym rycerzem i zwę się Rotua-Sa, lecz nie lękajcie się, albowiem dzięki korzystnemu dla was układowi księżyców nie jestem w nastroju do przyzwania swego demonicznego symbiontu. W zamian mogę wam zagrać na lutni dla umilenia wieczoru.

    Paladyni spojrzeli na siebie niepewnie nie wiedząc widać, co czynić. Niektórzy z nich uklęknęli na swą modłę na podłodze wspierając się o miecze, inne usiedli z powrotem na krzesłach. Rycerski honor nie pozwalał im skrzywdzić Rotuy-Sa… dopóki ostatni przybysz nie zrzucił swego płaszcza. On też miał na sobie paladyński pancerz i przyczepione do niego magiczne zwoje.

    Przybysz odczytał jeden ze zwojów. Było to antyczne zakazane i po trzykroć przeklęte zaklęcie o nazwie Chwilowa zmiana etosu. Objęci jego działaniem paladyni ponownie pochwycili miecze i runęli na demonicznego rycerza. Rotua-Sa uległ gradowi ciosów kłutych, tnących oraz obuchowych zadawanych pancernymi butami napastników.

    – Koledzy, spełniliśmy swą powinność! – oznajmił jeden z paladynów, ten udający wcześniej kapłana – Swoją drogą, to bardzo wredne zaklęcie… i zakazane.

    – Nie lękaj się, kiedy nasza misja dobiegnie końca, dzięki swej niezwykłej mocy użyję Cofnięcia czasu, by wymazać wiedzę o rzuceniu tego czaru z waszej pamięci – odparł z humorem ostatni przybysz – Teraz zaś proponuję, byście uzupełnili swą wiedzę na temat demonicznych rycerzy. Ten tutaj okazał się wyjątkowym uparciuchem, ponieważ potrzeba było aż dwunastu ciosów zadanych mieczami ewidentności, aby go uśmiercić, a zwyczajnemu wystarczą cztery.

    – Coś mi podpowiada, że ten Rotua-Sa to nie był zwyczajny demoniczny rycerz – wtrącił paladyn udający wcześniej kupca – Zaiste niezwykle odporny na ciosy. Co więcej, dzięki specjalistycznym szkoleniom wartym prawie dwieście dwanaście tysięcy siedemset cztery sztuki złota mogę domniemywać, że niemal na pewno ten rycerz chyba powróci do życia w innym miejscu i czasie, by kontynuować swą złą misję.

    – To inny temat, na inną świętą misję i przygodę – przerwał przedmówcy paladyn udający wcześniej złodzieja – Widzę, że wszyscy przybyliśmy tutaj wyposażeni w worki na skarby. To może oznaczać, że bogowie zamierzają nas wysłać do Labiryntu Śmierci! Czy dla bezpieczeństwa nas wszystkich i obopólnej korzyści moglibyśmy uporządkować swą wiedzę na temat tego legendarnego miejsca?

    Ostatni przybysz podszedł do ciała demonicznego rycerza i podniósł z posadzki leżącą przy nim lutnię.

    – Jeśli jesteście dość dzielni, by sprostać temu wyzwaniu i nie obawiacie się popaść w otchłań szaleństwa, mogę wam zaśpiewać odpowiednią balladę – zaproponował paladyn w zbroi z pergaminami.

    – Nie! – oznajmiło kilku mniej wrażliwych artystycznie gości budząc pomruk dezaprobaty u skorego do występów barda.

    – Powiadacie, że przeznaczenie przywiodło nas tutaj z woli bogów – odezwał się tubalnym głosem paladyn potrząsający woreczkiem na astrologiczne kostki – Wszelako mój doświadczony w takich sprawach nos podpowiada, że to może być zasadzka!

    Wśród pozostałych świętych wojowników zapanowało natychmiast zrozumiałe poruszenie. Niektórzy zaczęli drapać się intensywnie po kwadratowych podbródkach, inni przyklęknęli swym zwyczajem na posadzce wspierając się na mieczach i medytując zawzięcie.

    – Czas wyciągnąć ostatnie karty z rękawa, towarzysze! – oznajmił w końcu samozwańczy przywódca grupy – Wcześniej przejrzałem was na wskroś i od razu pojąłem, że pod tymi podróżnymi szatami skrywają się nie tylko paladyni. Jesteście kimś więcej, czy nie? Nie bez powodu żaden z nas jeszcze żyjących nie wyjawił pozostałym swego imienia. Skończcie z tymi przebierankami!

    – Każdy już chyba wie, że jedynym zwyczajnym rycerzem był ten tam na śmierć zaciukany – jeden z rzekomych paladynów wzruszył w odpowiedzi ramionami – Lecz jeśli chcesz to usłyszeć na głos, słyszaj! Jestem Bezimiennnym, podobnie jak wy wszyscy. Wszyscy jesteśmy Bezimiennymi, wezwanymi w to jedno miejsce i sądzę…

    Karczma zniknęła w jednej sekundzie, rozpłynęła się w oczach niczym opar mgły przepędzonej dotykiem słonecznych promieni. Z niejednego bezimiennego gardła popłynął głuchy pomruk zaskoczenia, gdy w miejscu gościnnego wnętrza budowli pojawiła się skalista równina ciągnąca się w nieskończoność we wszystkich kierunkach pod szarymi przestworzami, na których wisiało ciemne i dziwaczne słońce.

    – Czy to jest Labirynt Śmierci?! – wrzasnął Bezimienny udający wcześniej paladyna-kupca – Czyj to jest Labirynt, co? Nie wyrażam zgody na takie traktowanie! To jest podłość do sześcianu, antycznego i zakazanego!

    Odpowiedź na pełne gniewu pytanie nie padła od razu, nie udzielił jej też żaden z pozostałych paladynów. Wszyscy oni jak jeden mąż unieśli głowy w górę i wbili wzrok w słońce, które znienacka zaczęło się ewidentnie poruszać, przy czym poruszenia te sprawiały komiczne wręcz wrażenie wiercenia się w miejscu.

    – Co to jest? Co to za bezimienne bluźnierstwo?! – zakrzyknął któryś z Bezimiennych.

    – Jestem Bebok Beblok, najpotężniejsza istota we wszystkich znanych i nieznanych Planach Materialnych, Eterycznych i Fatamorgicznych – płynący z góry głos promieniował tak nieposkromioną pewnością siebie i dostojeństwem, że wszyscy Bezimienni mimowolnie upadli na kolana, w pośpiechu zapominając o wsparciu się na swych mieczach – Chociaż nie sądziłem, że wam się uda, przejrzeliście moją cwaną iluzję. Zaprawdę powiadam wam, że wpadliście w pułapkę bez wyjścia ku mej nieopisywalnej uciesze!

    – Ja wiem, co to jest – wykrztusił nieporadnie bezimienny paladyn-mag – To jest… to jest naprawdę… słoniak ropuszy, królewska forma ropuszczaka słoniowego! Jestem pewien, miałem szkolenia z tego tematu! Teraz już rozumiem, dlaczego ten kształt wydał mi się… wydał mi się…

    – DUPĄ! – inny z Bezimiennych złapał się za skronie wodząc wzrokiem po wiszącym w górze kształcie – To prawda, szkolenia nie kłamią! Forma królewska ropuszczaka słoniowego jest przeciwieństwem swej pośledniej formy, wystawia do nawiedzonego przez siebie wymiaru nie łeb, tylko zadnią część materialnej manifestacji! Jesteśmy zgubieni!

    – Nie wpadajcie w niepotrzebną panikę, albowiem nie wszystko jeszcze stracone! – paladyn grający rolę samozwańczego przywódcy grupy uniósł w górę swój lśniący blaskiem ewidentności miecz i pogroził nim wiszącej nad głową istocie – Beboku przebrzydły, na pewno nie wywabiłeś nas z naszych Labiryntów bez ukrytego powodu! Gadaj, a już, czego tak naprawdę od nas chcesz!

    Powleczony szarą porowatą skórą kształt na nieboskłonie powiercił się dłuższą chwilę, tym razem w sposób zdradzający ogromne rozbawienie.

    – Zaprawdę powiadam wam, że cwane są z was ziomki! – oświadczył gromki głos – Nie to, co ci Bezimienni, którzy się kiedyś dali wycyckać na cacy jednemu pomniejszemu bożkowi. Jakiś taki to był bysio… zapomniałem jego imienia, zupełnie zapomniałem… Nieważne! Skoro naprawdę chcecie wiedzieć, niechaj wam będzie. Zamierzam wyssać wam za pomocą zakazanej antycznej magii umysły, aby posiąść ukrytą w nich sekretną wiedzę na temat manipulowania rozmiarami Labiryntów Śmierci na życzenie. Ta cwana sztuczka z powiększaniem i pomniejszaniem Labiryntów nie daje mi spokoju od niezliczonych eonów, nie pozwala spokojnie kreować i niszczyć całych wymiarów, galaktyk i inszych tam takich, nieważne, i tak nie zrozumiecie.

    Przywódca paladynów opuścił na chwilę głowę w wyrazie udawanego przygnębienia, po czym strzelił oczami na wszystkie strony śląc swym druhom złośliwe uśmieszki.

    – Przebiegła i bezlitosna istoto! – zakrzyknął odkładając miecz i sięgając do noszonego u boku worka na skarby – Zaiste jesteśmy zgubieni, ale racz w swej wspaniałej mądrości rozpatrzeć naszą błagalną prośbę. Oszczędź nas, a w zamian otrzymasz ową sekretną wiedzę. Jest tutaj, w mym posiadaniu!

    Prostując się z tryumfalną miną, paladyn ukazał wszystkim wyciągnięty z worka artefakt. Był to przepięknie cięty kryształt o nieopisanej wręcz urodzie, lśniący blaskiem fasetek, prmieniujący wewnętrznym światłem, które na jego zewnętrznych ścianach dzięki niezrozumiałej magii przemieniało się w tchnące kosmiczną tajemnicą cyfry.

    Na oczach zauroczonych Bezimiennych widniąca na ściankach kryształu inskrypcja \”21:59\” zniknęła zastąpiona nieco zbliżoną, ale na pewno odmienną w znaczeniu inskrypcją „22:00”.

    – Cóż to takiego?! – międzywymiarowy tyłek zatrząsł się na niebie w wyrazie ogromnej ekscytacji – Wyczuwam specyficzną aurę bijącą od tego niezwykłego magicznego przedmiotu! Dziesiąty poziom umagicznienia jak nic, słowo daję! Co to?

    – To Kryształ Czasu, czcigodny bezlitosny Beboku! Jedyny prawdziwy Kryształ Czasu! W jego wnętrzu ukryta jest tajemnica, której pożądasz. Wystarczy, że ją wyssasz zamiast naszych prostackich i miałkich rozumków! Oszczędź nas i bądź zaspokojony!

    Wypowiedziawszy ostatnie słowa paladyn zamachnął się rękami i cisnął niewyobrażalnie bezcennym reliktem minionej epoki w górę, ku rzekomemu szaremu słońcu. Kilku Bezimiennych westchnęło równocześne w wyrazie zgrozy sądząc, że Kryształ Czasu spadnie im pod nogi i roztrzaska się w drobne kawałki, stało się jednak inaczej. Tylna część czcigodnej istoty zassała go do swego wnętrza przez nagle objawiony otwór, którego rozmiary omal nie odebrały Bezimiennym zdrowych zmysłów.

    Przez krótką chwilę nie działo się nic, aczkolwiek żaden z paladynów nie wypowiedział ani słowa czekając niecierpliwie na reakcję Beboka. Żadne szkolenia nie przygotowały ich na podobną sytuację i nie wiedząc, co właściwie o tym wszystkim myśleć, na wszelki wypadek wszyscy myśleć przestali.

    Krótką chwilę później szary kształt nie będący wcale słońcem zaczął się poruszać w dziki i energiczny sposób, podrygując, kręcąc się i nadymając gwałtownie. Widok ten przywrócił Bezimiennym bieg wstrzymanych procesów myślowych.

    – Padnijcie! – wrzasnął niedawny posiadacz Kryształu Czasu – Może popuścić!

    Porażeni niebywałą zgrozą, złapawszy się za nosy paladyni grzmotnęli jak jeden mąż w skalistą powierzchnię równiny, pośród ogłuszającego huku pancernych blach i kilku zduszonych jęków bólu. Mimowolnie zamknęli oczy, a kiedy otworzyli je ponownie, nie posiadali się ze zdumienia.

    – Jak to możliwe? – wydukał paladyn-bard – Przecież to… przecież to taka sama…

    – To moja karczma! – dokończył znajomy ognistobrody krasnolud, zanosząc się śmiechem zza kontuaru – Nie wiem, czemuście wszyscy tak prasnęli o podłogę, zacni goście, ale widok był zaiste przekomiczny! Nawet gnom z chodnikową płytą by mnie bardziej nie ubawił!

    Szczypiąc dla pewności swe pancerne blachy, paladyni pozbierali się nieporadnie z posadzki wodząc wzrokiem po ścianach karczmy, przewróconych stolikach i ławach oraz wciąż broczącym krwią ciele demonicznego rycerza.

    – Jak zdołałeś go pokonać? – spytał w końcu któryś spoglądając w stronę przywódcy – Czym był ten Kryształ?

    – Tego nie sposób wytłumaczyć tak, aby nie popaść przy okazji w obłęd – odpowiedział z nutą wyższości w głowie niedawny posiadacz artefaktu – Cudowna rzecz, niesamowita, kosmiczna! Nigdy nie była tworzona z myślą o ludzkich umysłach, nawet tych bezimiennych! Nie okłamałem tamtego przebrzydłego słoniaka mówiąc, że w jej wnętrzu skrywała się ogromna wiedza. W sercu tego reliktu… co tam reliktu, relikwii! W jej sercu skrywała się sporządzona magicznie kopia oryginalnej Sagi o Katanie, wszystkie dwadzieścia sześć półtomów, a także appendiksy, odnośniki, linki i sprostowania! Przede wszystkim sprostowania!

    Pozostali paladyni spojrzeli po sobie wzrokiem wskazującym na to, że właściwie nic nie rozumieją, ale z szacunku do siebie samych nie wyrazili tej konsternacji słowami, chłonąc w zamian z fascynacją dalsze objaśnienia mówiącego.

    – Lecz to nie wszystko! Gdyby to była zwyczajna kopia Sagi, być może ten ropuszy słoniak miałby jeszcze jakieś szanse, aby się ocalić, lecz padł ofiarą mej przebiegłości! – paladyn roześmiał się gromko i nie mając innego wyjścia pozostali przyłączyli się do jego chichotu – To była bowiem Diamentowa Wersja, w całości spisana wierszem, wszystkie dwadzieścia sześć półtomów! Spisana wierszem przez największego poetę wszystkich czasów i wymiarów, tana Abuka! Czegoś takiego nie zdzierżyłby żaden umysł, ani śmiertelny ani boski ani żaden inny!

    Mówca przerwał na chwilę szokującą opowieść, dał swym słuchaczom czas na zebranie z posadzki opadniętych tam szczęk. Cisza ciągnęła się i ciągnęła, pozornie w nieskończoność.

    – Zaiste, to najpotężniejsza broń wszechczasów i wszechświatów! – odpowiedział w końcu jeden z paladynów, budząc swymi słowami krasnoludzkiego karczmarza, który zdążył się w międzyczasie zdrzemnąć – Zaiste, nie wiem, cóż jeszcze mam powiedzieć… a co właściwie stało się z tym królewskim ropuszczakiem? Co z nim uczynił Kryształ?

    – Mogę się posiłkować wyłącznie teorią, ale mam pewne podejrzenia – Bezimienny uniósł palec w górę niczym srogi elfi nauczyciel skupiający na sobie uwagę nierozgarniętych orciątek – Wydaje mi się, że jego przeciążony nadmiarem estetycznych wrażeń mózg po prostu eksplodował i opuścił materialną powłokę istoty pod postacią ogromnych miazmatycznych farfocli.

    – Farfocli? – wystękał niepewnie któryś ze słuchaczy.

    – A jakże, farfocli – potwierdził domorosły wykładowca – I nasze w tym ogromne szczęście, że to farfocle, a nie co innego! Lepiej się dla nas stało, że ten mózg znajdował się w przedniej części materialnej powłoki słoniaka, dzięki czemu ulotnił się nozdrzami, rozumiecie?

    Paladyni rozpromienili się natychmiast, pokiwali gorliwie głowami uświadamiając sobie, co czekałoby ich na skalistej równinie, gdyby mózg Beboka znajdował się bliżej jego zadu.

    – Radować powinniśmy się tym bardziej, że prastare mity przestrzegają przed magiczną aurą ropuszczakowych farfocli – jak się okazało, obdarzony szeroką wiedzą Bezimienny bynajmniej jeszcze nie skończył – Podobno mają one niezwykłą, półtoraboską zdolność przenikania do innych planów i wymiarów, a nadto potrafią jakoby wpływać na bieg przeznaczenia i odmieniać losy całych wszechświatów mających szczęście lub nieszczęście paść ofiarą ich objawienia.

    – A zatem radujmy się mimo pustych worków na skarby! – zakrzyknął któryś ze słuchaczy – Karczmarzu, wina, piwa, mięsiwa! I jakieś dziewki by się zdały, byle nie szlachetnie urodzone, te mają zanadto zadarte nosy! Radujmy się z tak szczęśliwego zakończenia tej niezwykłej wyprawy!



    [W tym samym czasie – Sauron pochyla się nad leżącym ze strzaskanym mieczem Isildurem. Spadkobierca tronu Gondoru tnie ułamkiem oręża odcinając palec Czarnego Władcy wraz z Pierścieniem. Sauron zanosi się okrutnym śmiechem świadomy tego, że brak fizycznego kontaktu z Pierścieniem w niczym mu nie zaszkodzi. W następnej sekundzie z przestworzy spada gigantyczny farfocl, który unicestwia Saurona cudem tylko nie wyrządzając krzywdy Isildurowi. Późniejsi kronikarze zatajają ten fragment historii Śródziemia]



    [W tym samym czasie – śmiertelnie ranny Imperator leży na pokładzie Mściwego Ducha, wystawiony na łaskę swego zdradzieckiego syna Horusa. Ten wznosi do ciosu energetyczne szpony chcąc odebrać życie stworzycielowi Imperium. W następnej sekundzie we flagowy pancernik floty Synów Horusa uderza niewykrywalny dla skanerów kosmiczny farfocl. Wytrącony z równowagi, Horus upada wprost na miecz Imperatora i ginie w finale Bitwy o Terrę. Imperator nikomu nie wyjawia prawdy o okolicznościach towarzyszących legendarnemu pojedynkowi, a krótko po nim zostaje zamknięty na wieczność w Złotym Tronie].

    Twórczość

  • Dama w opałach
    KetharianK Ketharian

    Ta chwila, kiedy pisarz pada ofiarą własnego sukcesu!

    Twórczość

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Megablok H10, 22:55


    Korytarz był pusty. HiFi odczekał jeszcze chwilę wypatrując śladu rodziny Tyrone, a potem wymknął się pośpiesznie na zewnątrz mieszkania zamykając za sobą drzwi. Starając się wyglądać na przypadkowego przechodnia skręcił w stronę najbliższej klatki schodowej, zdecydowany wrócić do własnej części H10 bezpieczniejszą okrężną drogą.

    Dwa piętra niżej odetchnął z ulgą, chociaż nie zwalniał kroku. Ukryte po kieszeniach fanty Shivy wypychały materiał ubrania, ciążyły wręcz namacalnie, chociaż żaden znajomy zmarłej netrunnerki nie miał szans na rozpoznanie jej własności w rękach HiFi.

    Docierając do tarasu obiegającego studnię wnętrza bloku, technik przystanął pomiędzy dwoma automatami All Foods i otworzył przeglądarkę smarthinga sprawdzając w Sieci witryny sklepów z bronią. Wystarczyło mu kilkadziesiąt sekund, żeby znaleźć u autoryzowanych dealerów Arasaki model pistoletu znaleziony w mieszkaniu Shivy. Dziewięciomilimetrowy Kenshin, warty w fabrycznym zestawie czterysta pięćdziesiąt eurodolarów.

    Wpatrując się w pulsujące światła wielkie ekrany reklamowe wiszące na przeciwnej stronie studnbi HiFi pozwolił sobie na przelotny uśmiech. Wszystko układało mu się tego dnia w stopniu wręcz niewyobrażalnym, wszystko spinało się doskonale, a dobra passa miała spore szanse, aby się utrzymać. Interesy z Kretami nabierały koloru i jedynie zaplanowana na poniedziałkowy wieczór rozprawa z Brzytwiarzami nieco psuła technikowi humor.

    Grupa lokalsów okupowała najbliższe ławki i stoliki, upijając się na wesoło i puszczając sobie braindance. Jeden z nich leżał na betonie pomiędzy nogami kumpli, wyginając się w rytmie dyktowanych przez elektronikę gogli spazmów, zabezpieczony przed stłuczeniami wsuniętym pod ciało kocem. Reszta śmiała się z niego do rozpuku, nagrywając ziomka bez cienia zażenowania telefonami. Żaden nie zwracał najmniejszej uwagi na HiFi.

    Młodzieniec wyciągnął z kieszeni spodni energetycznego batona wyciągniętego z paśnika Shivy, rozerwał jego opakowanie i ruszył żwawym krokiem w stronę swojej części megabloku, żując z entuzjazmem twardą białkową masę o smaku miodowej szarańczy.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    KetharianK Ketharian

    text alternatywny

    Broń krótka znaleziona w mieszkaniu Shivy Lacroix to Arasaka JKE-X2 Kenshin, dwudziestostrzałowy pistolet kalibru 9mm z wbudowanym celownikiem laserowym, ale w wersji zwykłej (nie inteligentnej) i pozbawiony personalnej blokady. W pudełku były jeszcze dwa fabryczne magazynki zapasowe oraz pudełko 50 naboi. Całość warta w sklepie około 450e$.

    Parametry broni: P +2 P P 2k6+3 9mm 20 2 NZ 50m.

    Wartość innych fantów obliczę jutro, pojutrze, troszkę kasy się z tego na pewno nazbiera.

    Komentarze cyberpunk2077
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy