Ren Watanabe
Gdy urzędnikodszedł w stronę wysokich szaf, w których były dane meldunkowe, nerwowo, nawet bardziej przez niecierpliwość stukałem palcem o palec. Nie nawidziłem czekać, a konkretnie w takich okienkach. Dość mocno mi się kojarzył z okienkami w więzieniach do odwiedzin. Byłem raz w takim miejscu w czasie nauki. Wspomnienia nie należały do najlepszych. Osadzeni w pomarańczowych ubraniach, z nienawistnymi spojrzeniami, i wulgaryzmami na ustach. Szuranie szuflad wspomagało pogłebienia się w przeszłości, i oczami widziałem przez chwilę archiwum właśnie więzienia czy też akt do sądu. To wtedy przygotowywaliśmy się do obrony. Sprawa właściciela jednego z hoteli była skąplikowana, i makabryczna.
Z mojego umysłu wytrącił mnie nagły bezruch urzędnika, przez co lekko się nachyliłem jakbym oczekiwał że od razu powie. Jednak tamten się zawachał, co mi od razu się nie spodobało. Moje czoło zmarszczyło się z lekkiego niezadowolenia.
-Ale...- Powiedziałem ale mężczyzna znikł za drzwiami zabierając kurtkę.
Zabrał kurtkę.... To dziwne, chyba że przełożony o tej porze już jest w domu i musi zadzwonić. To był miało lekki sens, raczej mało prawdopodobne by było gdyby dzwonił do kogoś innego.
Zacząłem krązyć tu i tam czekając na rozwój sytuacji, nie wiedząc co robić. Spoglądałem na innych, próbując dostrzec coś co mogę zrobić, czy do kogo podejść kolejnego. Jednak nie musiałem nic zrobić, lecz to co było później było jeszcze bardziej niepokojące.
Mundurowi weszli i otoczyli mnie, a ja stałem jak wyryty, nie robiłem szybkich ruchów. Obróciłem się co nowo przybytego, który miał kartę meldunkową tą którą urzędnik wcześniej wyjął.
-Tak...oczywiście- Odparłem, a w głosię widać było już nauczoną urzędową mowę.
Podążyłem za nimi do gabinetu, który niczym się nie wyróżniał od innych tego typu pokojach. Za poleceniem usiadłem na krześlę, przyglądając się poczynaniom Hiroshiego. Podałem mu swoje prawdziwe dane, gdyż tutaj nie było co ukrywać nic.
Odpowiedziałem na konkretne pytania:
- Nie nie byłem umuwiony
- Nie pisałem z nim
- Nie, nie wie że go poszukuję
- Poszukuję gdyż ma cenne informację które mogą mi być potrzebne
Gdzy mężczyzna wyznał że nasz poszukiwany ukrywa się dość mocno, aż zaniemówiłem, lecz nic nie dałem po sobie poznać. Słuchałem go z ciekawością, co mógł zauważyć. Gdy zadał mi kolejne pytanie odpowiedziałem iż mam z nim związaną sprawę, i szczegółów nie mogę wyjawić. Miało to na celu lekko nakierowanie iż jestem wysłany przez rząd zza granicy,a jednocześnie nie powiedziałem że nie. Pośrednia prawda która była niedopowiedzeniem. Mój wzrok podążął za nim gdy zaczął chodzić.
Jego rada nie mniej jednak brzmiała jak groźba i ostrzeżenie, ale czy przed nim czy może przed kimś jeszcze. Choć po ostatnim zdaniu mam wrażenie że to on może sprawić kłopoty.
Funkcjonariusze odprowadzili mnie do wyjścia, a moje oko zachaczyło zegar pobliski. Pół godziny.... cóż dobrze że nie areszt za szukanie osoby podejrzanej.
Gdy wiatr zakuł mi w twarz, poczułem dotyk w ręcę. Spojrzałem na mężczyznę w mundurzę który był jednak całkiem całkiem. Nie wiedziałe przez chwilę dlaczego dotknał mojej ręki, lecz gdy poczułem w dłoni wizytówkę, to aż serce zabiło mi mocniej. Spojrzałem jeszcze raz na przystojniaka który póścił oczko, a jak uśmiechnąłem się delikatnie i lekko ukłoniłem prawie niezauważalnie.
Stukając wizytówką, zastanawiałem się co robić, czy iść tam, czy wrócić do towarzyszy. Klub Raczej prosperuje w nocy, ale może akutat teraz nasz cel tam był, gdy nie jest tłoczno. Szybkim krokiem powędrowałem w stronę dzielnicy portowej. Nie słyszałem o tym klubie, więc musiałem go sam poszukać. Nie spodziewałem się aby było go ciężko znaleźć.