
Zadanie złożone : opór 3, dostępnych 5 testów
Ochocza Esmeralda Tuk zużywa nadzieję (+2k6)
Esmeralda Tuk: inspiracja (PT 11) - | 6, 8 | 1, 3, 4,
| - wielki sukces! opór spada o 1!
(runę wydano na niespodziankę)
Szum wody, może nie tak gwałtowny jak szum wodospadu, lecz zauważalny sprawiał, że musieli mówić głośniej niż zazwyczaj. Woda była głęboka i z całą pewnością mogły czyhać w niej miejsca, gdzie sięgałaby wyżej nosa! Początkowe zafrasowane miny Esmeralda szybko swym pogodnym nastawieniem przemieniła w rozpromienione lica na myśl o czekającej ich przygodzie. Hobbici zaczęli rozprawiać o możliwych rozwiązaniach i dość szybko rozdzielili między sobą zadania.
Milo zabrał się za zbieranie odpowiednich palików, które mogliby wykorzystać podczas przeprawy, Rorimak oraz Paladin ruszyli w poszukiwaniu łódki, bo przecież musiała być przy rzece jakaś łódka, wszak hobbici - wędkarze często tu przychodzą. Ruszyli najpierw w dół rzeki, ale po jakimś czasie bezowocnych poszukiwań zawrócili i poszli w górę, w myśl zasady, że lepiej znaleźć łódkę tam i wiosłować z nurtem niż odwrotnie.
Zapytacie pewnie czym to zajmowała się w tym czasie Esmeralda, przecież nie stała nieruchomo w miejscu... Nic bardziej mylnego!
– Milo! – szeptała krzykiem – Milo! Jest tam jeszcze?
Milo z uśmiechem zezował gdzieś ponad jej czoło.
– Tak Esme, jeszcze tam jest. Długo nie wracają, nie sądzisz? Paladin i Rorimak.
Esmeralda była zbyt przejęta by kiwnąć głową.
Zadanie złożone : opór 2
Milo Makary Tuk: rzemiosło (PT 13) - |
| 5 | - sukces! (opór spada o 1)
Konstrukcja hobbita Milo, zaczęła już nabierać kształtu, wprawdzie działo się to kosztem starego ogrodzenia szanowanego Brody'ego, ale te miał zamiar naprawić później. Ważne było to, że nurt rzeki zdobiły już pierwsze oparcia dla przyszłych podróżnych. Wystarczyłaby już tylko lina. Łódka też sprawę by załatwiła, ale lepsza byłaby lina. Przecież szkoda byłoby jego pracy.
– Milo! Milo! Spójrz! – głos Esmeraldy znów wyrwał go z zamyślenia – Siedzi mi na ramieniu, prawda?
– Tak Esme, siedzi. Spróbuj może ją nakarmić. To chyba sójka. Z tego co wiem... jedzą różne rzeczy. Mam nadzieję, że nic im się nie przytrafiło...
– Oj! To byłoby straszne! Może chodźmy ich poszukać? We trójkę? – ostatnie pytanie było skierowane do jej nowego naramiennego przyjaciela.

– Grrrrchh… khrrrr… grrruuuh…
Paladin i Rorimak zrobili sobie przerwę i coś podjedli. Potem ruszyli dalej na przełaj przez zarośla, podmokłe tereny i drobne odnogi i starorzecza. Czasem gdy wymagał tego teren, rozdzielali się, żeby szybciej przeszukać brzeg. Trzeba było przyznać, że ich krewniak Bilbo, rzeczywiście wybrał najdogodniejsze miejsce do przeprawy, tutaj Woda była jeszcze bardziej wartka. Dopiero dalej na północ, dużo dalej na północ, Woda tworzyła rozległe rozlewisko i przemieniała się w Bagnisko, ale to było już niedaleko Świerkowego Dworu, a oni byli ledwie ledwie za Pagórkiem.
Zadanie złożone : opór 1
Rorimak Brandybuck: rekonesans (PT 13) - | 3 | - | - porażka!
Paladin Tuk II: rekonesans (PT 14) - |
| 5,
| - porażka!
– Khrrr… gHrrr… RRRrrrch…
Wędrówka po tych terenach była mecząca, nie rzadko stopy ślizgały im się na mokrych, obłoconych kamieniach, zaś cała okolica oraz odgłosy, które czasem słyszeli w oddali ożywiły w Rorimaku wspomnienia o potworze zza Zielonego Muru. Nie wiedział o nim zbyt wiele, lecz zdecydowanie zbyt często rozmawiało się o nim ostatnio w Bucklandzie. Dlatego też ciężko było cokolwiek o nim wiedzieć. Co opowieść to inne rewelacje. Na szczęście byli wiele staj dalej. Odgłosy te, które słyszeli tutaj to były zapewne porykiwania jeleni daleko w Błędnym Lesie, nierzadko ptactwa, czy słyszalne wszędzie rechoty żab i ropuch. Może trochę wyolbrzymione przez ich wyobraźnię. Znów zrobili sobie - krótką przecież - przerwę.
– Grrr… chRR… KRhraaa!
Tylko ten jeden odgłos, czasem słyszalny lepiej, czasem gorzej, ale jakby narastający i nie do rozpoznania. Ruszyli dalej.
– GRRRrraUgh! khrrRrch… rrrGH!”
W dodatku zdawał się być tym bliżej im dalej wędrowali w górę rzeki.
– Coś jakby dzik, ale taki mało dziki. Ale też nie warchlak... - Paladin najwyraźniej też to słyszał.
– To chyba stamtąd. – Rorimak rozchylił zarośla. Jego oczom ukazała się łódka, bezpiecznie zadokowana na brzegu i przywiązana długą liną do drzewa. Z jej wnętrza zaś dobiegało chrapanie Starego Brody'ego.
– Khrrr… chrrrap… khrrrr…
