[Horror] Gruzy przeszłości
-
W noc imprezy
Adam bawił się świetnie! Szczególnie jak zagrali "Billy Use your Willy" E-rotic. Wcześniej nie znał tej piosenki a jak usłyszał tekst to aż popłakał się ze śmiechu! Chyba niewiele osób załapało o co chodziło, ale on był dobry z anglika dzięki Pani Bibliotekarce. Czuł, że Paulina chciała pogadać miał szanse nawiązać z nią głębszą relacje koleżeńską ale prawda była taka że Chlebowski czuł się wyczerpany napięciami dzisiejszego dnia chciał po prostu pozostawić wszystko na płytkiej stopie przynajmniej na ten wieczór.
Gdy wracał do domu przeszło mu przez myśl żeby po prostu nie wracać pójść w długą... Złapać jakieś nocny pociąg na gapę i szwendać się po jakimś wielkim mieście gdzie można zniknąć! Problem jednak w tym, że były lata 90te nie 30te i że nie dało się zniknąć szczególnie gdy Ojciec był wysoko postawionym gliniarzem nie mógł tego zrobić siostrze i Matce.
Wrócił do domu ukrył głupkowatą marynarkę miał więcej szczęścia niż rozumu gdyż nie napytał sobie biedy z Ojcem. Nocna pobudka wróci do niego we wspomnieniach dopiero na apelu szkolnym dnia jutrzejszego...
Dziwny Poranek
Zaplanował spędzić popołudnie z Panią Grażyną dzisiaj miały być warsztaty krawieckie urządzone na dzielonym terenie Miejskiego Domu Kultury i Biblioteki Miejskiej będzie mógł zeszyć rozerwane wczoraj dżinsy na elektrycznej maszynie walizkowej marki "Łucznik". Może weźmie czerwoną nitkę i nawet jak mu wyjdzie krzywy ścieg to będzie mógł zacząć nową modę ? Tak naprawdę potrzebował pogadać ze swoją ulubioną dorosłą osobą jej światowe poglądy i rady zawsze łagodziły rozedrganie duszy Adama, nawet nie wiedział jeszcze jak bardzo wstrząsnąć nim miał poranny apel w szkole...
Skąd on w ogóle znał ten numer telefonu do tej ciotki? Eksperymenty Niemca czy może ktoś im dolał jakiegoś LSD do Polo Coli i teraz ma jakieś opóźnione efekty? Dopiero na apelu szkolnym gdy wszyscy byli zajęci mdleniem i przypominaniem sobie o własnej śmiertelności Chlebowskiego uderzyła po łbie zgoła inna myśl z mocą obucha "A co jeżeli ja jestem kurwa jakimś mutantem jak w tych komiksach Amerykańskich z Domu Kultury ? Może mogę pomóc tej dziewczynie?! " // - Pomyślał.
Wygrzebał z kieszeni kurtki kilka drobnych monet i zaczął nimi podrzucać: Mógł zgadnąć jedną, może dwie? Ale więcej niż to pod rząd był matematyczną niemożliwością!
Nagle przyszło mu do głowy że Paulina uratowała mu w sumie wczoraj dupę przed skopaniem jeżeli faktycznie ma super moce przewidywania przyszłości to fajnie byłoby ich użyć żeby się zrewanżować i złapać nową koleżankę żeby się nie potłukła! Spróbował użyć nowej dziwnej zdolności
-
Szarzyzna
Liceum, sala gimnastyczna, apel zamiast pierwszej lekcji
- Proszę jeszcze o uwagę, jeżeli ktoś z was ma ewentualne informacje, to będziemy czekać na was w moim gabinecie dopiero od drugiej lekcji... - Pani dyrektor chciała coś jeszcze dodać, ale uczniowie wiedzieli swoje i już ruszyli do wyjścia.
Adam
Słuchał jednym uchem, zajęty zabawą monetami. Pod ścianą, pod drabinkami w sumie nikt mu nie przeszkadzał. Rzucał i zgadywał, zgadywał i rzucał. Mniej więcej co drugi wynik odgadł prawidłowo, nieraz tylko albo miał dłuższą serię, gdzie każda moneta spadała nie tak jak myślał że spadnie, albo też odgadł kilka monet z rzędu.
Kątem oka zauważył padającą Paulinę, czy uda mu się...
Krzysztof
Zanim zdążył się poruszyć, już krzyczał. Spowodowało to mały zamęt. Przyjaciółki Pauliny, Kasia i Magda robiły harmider piszcząc i ogólnie tracąc głowę. Rzucił się Paulinie na pomoc.
Mikołaj
Kasia i Magda, bo chyba to była ona, robiły taki hałas, że trudno było mu się skupić. Ale rzucił się Paulinie, podobnie jak Krzysztof.
Krzysztof i Mikołaj
Nie zdążyli. Zareagowali zbyt późno żeby chwycić Paulinę zanim dziewczyna grzmotnie w parkiet. Ale nie grzmotnęła. Jej plecy oraz głowa zatrzymały się kilka centymetrów NAD podłogą. Mikołaj to widział. Krzysztof też to widział. Mikołaj widział, że Krzysztof to widział i Krzysztof też widział, że Mikołaj to widział. Bez słowa komentarza (poza zabraniem dziewczyny do pielęgniarki i o Ogarze, dla Poganina cokolwiek lub ktokolwiek to był) chwycili Paulinę pod ramiona. Dopiero wtedy jakby nabrała ciężaru i poczuli masę. W miarę sprawnie (Krzysztof bardzo niepewnie, w końcu dotykał dziewczynę!) postawili Paulinę do piony i wzięli ją pod ramiona. Mikołaj bez wahania drugą ręką złapał dziewczynę z tyłu za pasek od spodni. Krzysztof się nie odważył, wystarczyła bliskość ciała dziewczyny. W rozstępującym się tłumie wyszli z sali na świeże powietrze. Żadem z nauczycieli ich nie zatrzymał.
Alicja
Wspomnienie poprzedniego wieczora uderzyła ponownie, jak kubek w twarz (Jarek nie trafił, prawda? A może niczym nie rzucił, a ona sobie to tylko ubzdurała). Słowa pani dyrektor o przyjściu dopiero na drugą lekcję spłynęły po niej, jakby w ogóle ich nie zarejestrowała. Szła przeciskając się przez uczniów, którzy gadając szli do wyjścia. Tłum wypuścił ją z uścisku i stanęła przed panią dyrektor i policjantem z pokaźnym brzuchem.
- Tak? - Policjant zareagował pierwszy, pani dyrektor patrzyła sie nieco zagubiona w odchodzący tłum.
- Proszę pana, jak chcę coś powiedzieć - Alicja była zdenerwowana, przestraszona - wczoraj wieczorem miałam wrażenie, że ktoś mnie śledził.
Policjant spojrzał jeszcze raz na panią dyrektor, która dopiero teraz zaczęła interesować się Alicją:
- Przyjdź do gabinetu pani Rusickiej na... drugiej lekcji.
- To jest w starym budynku na piętrze. - dodała pani dyrektor.Adam
Poczuł tylko jak przeszedł go lekki dreszcz i nic się nie stało. Widział jeszcze jak Mikołaj i Krzysztof łapią Paulinę. Wrócił do swoich monet. Ciągle nic. Statystycznie wszystko było w porządku.
Tłum się rozchodził. W sumie nie warto zostawać, chyba że miał ochotę na rozmowę z ojcem, do czego pewnie i tak dojdzie, albo teraz (komendant Chlebowski wyłowi go z tłumu rozpocznie przesłuchanie) albo po południu w domu.
Paulina
Pierwszy powrócił słuch, rozpoznała głos Kasi. Paulina poruszała się, ktoś ją niósł, otworzyła oczy nie wiedząc co się dzieje. Stała na sali gimnastycznej i...
A teraz była już na zewnątrz, a Krzysztof i Mikołaj ją nieśli.
- Co się stało? - i po chwili, już mniej rozkojarzona, widząc ławkę przy boisku - Stop! Stop! Chcę usiąść. -

Paulina Kwiatkowska ~ Mikołaj Pogorzelski ~ Krzysztof Komeda
Paulina szarpnęła lekko ramionami, próbując wyrwać się z ich uścisku, choć bardziej z nerwów niż siły.
— Stop, mówiłam… — powtórzyła ciszej, kiedy postawili ją przy ławce, od razu siadając ciężko i opierając się dłońmi o drewno, jakby musiała upewnić się, że tym razem naprawdę ją czuje. Przez chwilę nic nie mówiła, skupiając się tylko na oddechu, który nadal nie chciał wrócić do normy, a wzrok miała wbity gdzieś przed siebie, nie do końca łapiąc ostrość.
— Ja… — urwała, marszcząc lekko brwi, jakby próbowała poukładać to, co się właśnie wydarzyło. — Zasłabłam? Ale wstyd, aż dziwne, że nic mnie nie boli — mruknęła nie potrafiąc spojrzeć na resztę. Pamiętała, że kiedyś zemdlała na chrzcie kuzyna. Miała guza na głowie i bolały ją ramiona. A teraz nic? Może dopiero wieczorem odczuje skutki?
Mikołaj spełniał życzenia. Pacjent powrócił do rzeczywistości i rwał się do samodzielności. Zluzował chwyt. Koniec asekuracji. Tyłek Pauliny osiadł bezpiecznie na ławce. Nie na twardej powierzchni boiska, idealnej do ran szlifowanych podczas wu-efu. Również nie na księżycu, czy innej, kurwa, Wenus. Nie dając krzty zaufania grawitacji. Mogła w każdej chwili wykręcić psikusa i znowu zatańczyć brekdenca.
– Widziałeś? – widział, że Krzychu widział, a mimo to się upewniał. Świat stawiany na głowie żądał. Wysoko wyniósł poprzeczkę wykluczającą krytyczną usterkę zwojów pod własną kopułą.
Krzysiek słysząc protesty koleżanki puścił ją i cofnął się krok do tyłu. Wpatrywał się w Paulinę z troską, ale i niedowierzaniem. To co przed chwilą zobaczył na sali gimnastycznej nie mogło być halucynacją. Mikołaj też to zobaczył. Komeda nie potrafił tego nazwać inaczej niż cudem.
Na pytanie kolegi skinął niepewnie.
— Zawisła w powietrzu jak jakiś indyjski fakir.
Spojrzał raz jeszcze na Paulinę, która wydawała się odzyskiwać kolory i powoli dochodziła do siebie.
— Już ci lepiej? — zapytał — Może pobiegnę na stołówkę po jakiś kompot albo wodę?
Paulina uniosła wzrok na Krzyśka, jakby dopiero teraz w pełni do niej dotarło, co powiedział, a przez jej twarz przemknęło coś pomiędzy zmieszaniem a lekkim niepokojem.
— Nie patrzcie tak na mnie, jakbyście właśnie wybierali muzykę na mój pogrzeb — spróbowała zażartować, choć w jej głosie nadal pobrzmiewało zdenerwowanie. — Naprawdę, za chwilę będę jak nowa.
Oparła się mocniej o ławkę, biorąc wolniejszy oddech, jakby chciała sobie udowodnić, że wszystko wraca do normy, choć jeszcze przed chwilą świat dosłownie jej się urwał.
— Co masz na myśli, że „zawisłam”? — zmarszczyła lekko brwi, przenosząc spojrzenie między nim a Mikołajem. — Ja po prostu zemdlałam… nie? Zdarzało mi się już, a dziś nie najlepiej spałam. Jeszcze miałam sen w śnie, dziwne...no i Asia — Paulina wyraźnie posmutniała. Ciężko było jej wyrzucić z głowy wyobrażenie o porwaniu.
— No zemdlałaś — potwierdził Krzysiek — Próbowaliśmy z cię Mikołajem złapać, ale nie zdążyliśmy. Tyle, że zamiast uderzyć o parkiet ty...
Chłopak urwał patrząc niepewnie na Mikołaja.
– Na pogrzeb najlepszy Chopin – Pogorzelski nie wahał się sekundy przed wskazaniem klasyki. – No... jak indyjski fakir.
Nie wiedząc co by dodać, wyklepał za Komedą niczym chór za wokalistą podkreślający słowa piosenki. Cała tajemnica.
– Co lewituje nad ziemią, jak ten, no… – pstryknął palcami. – Dalszim ze „Strit Fajtera". Nie chodzisz na automaty, możesz nie skojarzyć. To samo, bez ciągłego powtarzania „joooga”.
Grzebał w myślach za bliższym dziewczynie przykładem.
– Jak Dana z „Pogromców Duchów", jak...Wbił wzrok w Poganina, uśmiechnął się prowokacyjnie i wycedził tytuł, po którym z pewnością brał kąpiel w święconej wodzie. Mówił szybko paciorek i chował się pod kołdrą w strachu czekając świtu.
– Jak Regan z „E-g-z-o-r-c-y-s-t-y".Paulina zmrużyła lekko oczy, jakby próbowała wyłapać w ich słowach moment, w którym zaczyna się żart, a kończy coś, czego nie powinna brać na serio.
— No dobra, ale to już brzmi jak jakiś słaby dowcip — mruknęła, choć nie uśmiechnęła się tym razem, a jej spojrzenie na moment uciekło gdzieś w bok. — Fakir, Street Fighter… poważnie?
Przełknęła ślinę i pokręciła lekko głową.
— Jesteście pewni, że nic wam się nie pomyliło? — zapytała, marszcząc brwi. — Żadnych zwidów, niewyspania? Koszmarów nocnych albo czegoś takiego? Jak niby mam w to uwierzyć, nie jestem wróżką
— To nie ściema — zapewnił Krzysiek. Z przyzwyczajenia przyłożył rękę do piersi by potwierdzić swoją prawdomówność — Słowo ministranta. Gdyby Mikołaj też tego nie widział pewnie bym pomyślał, że mam guza mózgu albo schizofrenię. Ale ty lewitowałaś Paulina.
– Bez pudła – Mikołaj skinął ochoczo na wypowiedzianą oczywistość.
Ruszył się tam i nazad. Chodzenie układało myśli.
– „W chwili, gdy zwątpisz, czy potrafisz latać, na zawsze przestajesz to robić” – zarzucił „Piotrusiem Panem”. Oprócz metalu i palenia kościołów, widać lubił też Disneya. – No i puff, po mocach, wcaleniewróżko.
Wydreptywał ścieżkę przed ławką. Rozczarowany Pauliną. W znaczeniu, że ona też. Są inni. Nie jest wybrany, wyjątkowy.
– Dobra, powaga. Przy pierwszym można wątpić, przy drugim… – gryzł się w język z ujawnieniem próby Niewiernego Tomasza. Wkładaniem nosa w dziury ściany sokołowskiego budynku. Zaczynał wierzyć. – Liczę na trzeci, który pomoże odnaleźć Asię. Nie sądzę by gliniarz z bandziochem wyciskającym się szwami, znalazł coś ponad pączka, na którym usiadł.Paulina spojrzała na Mikołaja przez chwilę, jakby próbowała nadążyć za tym, co właśnie powiedział, ale im dłużej to trwało, tym bardziej jej wyraz twarzy przechodził w lekkie, zmęczone niezrozumienie.
— Ja… nie wiem, o czym ty teraz mówisz — przyznała w końcu szczerze, unosząc lekko brwi, jakby chciała się upewnić, że to nie ona coś zgubiła po drodze. — Piotruś Pan, latanie… co?
Przetarła dłonią skroń, biorąc głębszy oddech, jakby próbowała zebrać myśli i wrócić do czegoś, co ma sens, czego może się złapać.
— To nie jest możliwe — powiedziała ciszej, już bardziej stanowczo, choć bez ostrości. — Ludzie nie zaczynają nagle lewitować, bo… bo co, bo mają gorszy dzień?
Na moment urwała, zerkając między nimi, jakby sprawdzała, czy któryś z nich się zaraz nie roześmieje i nie powie, że to wszystko to głupi żart.
— Jeśli naprawdę myślicie, że coś takiego się stało, to… — zawahała się, ale tylko na chwilę. — możemy spróbować to powtórzyć. Jakieś… nie wiem, warunki, cokolwiek.
Wzruszyła lekko ramionami, choć ruch był jeszcze trochę niepewny.
— Ale jeśli się nie uda, to odpuszczamy. To znaczy, że wam się przewidziało albo ja po prostu zemdlałam jak normalny człowiek. — spojrzała na nich uważniej, jakby chciała zamknąć temat, zanim wymknie się spod kontroli. — To nie jest coś, co się po prostu zdarza jednej osobie znikąd. Powaga, nie jestem nadzwyczajna by mieć moce
– I to jest duch! – Pogorzelski poparł, w ciszy opłakując paulinową śmierć wewnętrznego dziecka, przywiązanie do materii. – Na moje, Adam cały apel powtarzał. Stał przy drabinkach. Nic nie słuchał. W kretyńskim zapętleniu podrzucał monetę i wgapiał się w rękę.
Sam wyciągnął przed siebie dłoń, czekając czy załapią puentę.
– Jaakby..? Jakby? – ciągnął za język. Westchnął i zakończył. – Jakby chciał przeniknąć co wypadło. Nie bądźmy jak Adam. Spróbujmy złamać rzeczywistość tam gdzie ma to znaczenie.Krzysiek przysłuchiwał się wymianie zdań, próbując udawać, że rozumie o co chodzi Mikołajowi. Albo gadał jakimś szyfrem, albo Komeda był zwyczajnie za głupi by nadążyć za kolegą. W podstawówce obracał się wśród chłopaków pokroju Bochenka więc rozmowy sprowadzały się do głównie do żartów o pierdzeniu i bekaniu na zawołanie. Musiała minąć dłuższa chwila by powoli docierał do niego sens jego słów.
— Zaraz. Chcesz serio sprawdzić czy Paulina umie…latać? Jak Dzwoneczek?
Kto jak kto, ale Krzysztof Komeda od dziecka karmiony biblijnymi historiami powinien wierzyć w zjawiska nadnaturalne, w to że ludzie potrafią dokonywać niezwykłych czynów. Im bardziej był jednak starszy, tym mniej miał w sobie wiary w świat nadprzyrodzony. Ale nie mógł zaprzeczyć temu co przed chwilą zobaczył. To nie była sztuczka iluzjonisty ani halucynacje.
— Nie wiem czy to dobry pomysł- mruknął przyglądając się dziewczynie - Może powinien zbadać ją najpierw jakiś lekarz? Albo…ksiądz?
Paulina zmrużyła lekko oczy, patrząc najpierw na Mikołaja, potem na Krzyśka, jakby próbowała dopasować ich słowa do tego, co sama przed chwilą powiedziała.
— Dobra… — zaczęła powoli, przeciągając to trochę, jakby chciała kupić sobie sekundę na poukładanie tego w głowie. — Czyli wy serio w to idziecie.
Przetarła jeszcze raz skroń, ale tym razem bardziej z rezygnacją niż zdezorientowaniem.
— Nie wiem, co to ma wspólnego z Piotrusiem Panem i Adamem z monetą — rzuciła w stronę Mikołaja, kręcąc lekko głową — ale jeśli chcecie szukać w tym jakiejś logiki, to najpierw sprawdźmy najprostsze rzeczy.
Oparła się mocniej o ławkę, biorąc spokojniejszy oddech.
— Jedna sytuacja o niczym nie świadczy — dodała już pewniej. — Jeśli to się powtórzy, okej, możemy się zastanawiać. Jeśli nie, to znaczy, że po prostu zemdlałam i tyle.
Zawiesiła na nich spojrzenie, tym razem bardziej przytomne.
— Ale bez robienia ze mnie jakiejś… — urwała na moment, marszcząc lekko brwi — wróżki czy Dzwoneczki.
Zrobiła pauzę na oddech. Miała wrażenie, że się zaraz rozpłacze.
— I nie potrzebuję ani lekarza, ani księdza, tylko chwili spokoju.
Na chwilę zamilkła, jakby coś dopiero teraz przebiło się przez ten cały chaos myśli.
— …Asia — powiedziała ciszej, prostując się nagle, jakby to jedno słowo przywróciło jej właściwy kierunek.
Zsunęła dłonie z ławki, zbierając się do wstania, tym razem ostrożniej, ale już bardziej zdecydowanie.
— Powinnam iść pogadać z policjantem — dodała, przenosząc spojrzenie gdzieś w stronę budynku szkoły. — To jest chyba ważniejsze niż sprawdzanie, czy umiem latać.
Mikołaj zerkał podejrzliwie na Krzycha. Wypierał się. Jak Piotr trzy razy nim kur zapieje. Anomalie były faktem. Głęboko zagrzebywanym przez zamknięte umysły. Chłopak potarł skronie uśmiechając się pod nosem. Nerwowo. Na szali leżała jego racja, szacunek podwóra, los porwanej. Nie był równie mocno związany emocjonalnie z Asią co Paulina, ale spróbował. Połączyć się z tragedią nocy. Zobaczyć przebłysk wydarzeń minionych. Numer rejestracyjny wozu porywaczy, jakiś ich znak szczególny, naprowadzenie na ślad. Cokolwiek co odwróciłoby róże wiatrów we właściwą stronę. Nie wiedział, jak? Znał tylko cel. Mieli go za Świra. Oto proszę. Syn Malkava. Jego Nadwrażliwość, nędzne bukłaki. Pogładził ostre kły czubkiem języka. Czuł boleść rosnących z dłoni szponów. Wzrokiem przezierał czerwień. Wszystko w wyobraźni, choć naprawdę wszystko. Bo gdy nic nie miało sensu i rodził się chaos. Łapał się tego co znał, co niosło komfort i przyjemne wspomnienia.
Krzyśkowi zrobiło się zimno gdy usłyszał imię Asi. Przypomniał sobie co mówili na apelu, zanim Paulina zemdlała. Ich koleżanka z klasy została porwana i Krzysiek dopowiedział sobie już resztę historii. Jakiś morderca, jakiś zboczeniec dopadł ją gdy wracała z dyskoteki. Bo skoro do tej pory jej nie odnaleziono...
Wzdrygnął się. Nie. Nie chciał o tym myśleć, nie teraz.
— Dobra — rzucił do Pauliny, gdy ta podniosła się z ławki — Jakbyś się czegoś dowiedziała daj nam znać.Mikołaj przetarł nos wierzchem dłoni. Na rękawie ujrzał ślad krwi. Pociągnął. Strup musiał puścić. Szarzyzna betonu trzymała za nogi. Coś widział, majaki, kontury na krańcu percepcji śmiejące z niemocy. Przebił się przez ludzki wianek. Spleciony jakby z duszącego bluszczu. Roztrącając dał upust wściekłości, zmęczonej wściekłości. Obronny mechanizm rzeczywistości napędzany obecnością niedowiarków. Szał schodził, pozostawiając ciało wyczerpanym. Nie odrywając wzroku od ziemi wlókł się w stronę szkoły.
– Nie szał, dziwna moc wyjaławia – szepnął w utwierdzeniu, krocząc przez pola psychicznego wypalenia.Paulina wstała z ławki, na chwilę się zachwiała. Tym razem jednak stojące z boku i plotkujące między sobą Kasia i Magda, podbiegły do przyjaciółki.
— Och, Paula! Już w porządku? — zapytała Kasia chwytając dziewczynę za rękę.
Paulina kiwnęła głową. Magda milczała, była cała zalana łzami. Gdy Paulina na nią patrzyła, też czuła napływające do oczu łzy. Musiała odwrócić wzrok. Spojrzała najpierw na Krzyśka, ale ten też nie wyglądał na zobojętniałego. Przeskoczyła więc wzrokiem na Mikołaja i tu znalazła jakąś emocjonalną pustkę. Skupiła się na nim przez chwilę, jakby próbowała zaczerpnąć tej chłodnej, spokojnej energii.
— Zobaczymy się później — rzuciła Kasia, Paulina tylko potwierdziła kiwnięciem. Ruszyły we trzy w stronę szkolnego budynku.
— To gdzie miał być ten policjant? — zapytała Paulina, a dalsze ich rozmowy były poza zasięgiem słuchu innych.
Dopiero po czasie Paulinie przeszło przez myśl, że to może nie były jej moce, a ktoś inny sprawił, że nie uderzyła o podłogę? Czy to w ogóle było możliwe?
-


Mikołaj Pogorzelski & Krzysztof Komeda
Krzysiek odprowadził Paulinę i resztę dziewczyn wzrokiem a potem spojrzał na Mikołaja.
— Ty naprawdę wierzysz, że ona…
Urwał w połowie, widząc jak kolega ociera dłonią krew w nosa. Wyglądał jakby sam za chwilę miał zemdleć.
— Ej, co ci jest? — spytał niepewnie — Tylko nie mów, że tobie też zaraz odetnie prąd.
Pogorzelski się zawahał. Bał się odwrócić, bał się odsłonić włosy opadające na twarz. Dręczony uporczywą myślą, że powodem porwania mogło być przecież przejawienie tendencji. Byli w niebezpieczeństwie. Miejscem niezwykłych dzieci jest cela w laboratorium. Łoża z pasami, strzykawki i węże. Węże pod skórą. Wolał udawać, że nic się nie wydarzyło. Żałował wypowiedzianych słów. Miał nadzieję, że szybko ulecą z pełnych emocji głów. Chciałby wierzyć, że wszystko to nic ponad.
— Halucynacje — przekonywał do kłamstwa również siebie. — Nic, nic, sorry, wszystko gra.
Poruszał się jak samochód, któremu zblokowano kierownice. Cegłą przygnieciono pedał gazu. W kierunku przepaści. Na autopilocie, aż zniknął w budynku szkoły.
Krzysiek został sam na szkolnym placu. Klapnął na ławce, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała Paulina. Powiedzieć, że dzień zaczął się dziwnie to nic nie powiedzieć. Najpierw nieszczęsny rozpruty habit siostry Faustyny, potem apel dyrektorki, zaginiona Asia, mdlejąca Paulina i Mikołaj gadający od rzeczy. Ta puszczona krew z nosa to nie mógł być przypadek. Tak jak to, że Paulina lewitowała. Nie mógł temu zaprzeczyć, był świadkiem cudu. Albo opętania, nie potrafił rozstrzygnąć. Zresztą, czy to ważne? Jedna z jego koleżanek właśnie zaginęła. Jeszcze rok temu pewnie by poszedł na plebanię zamówić u księdza proboszcza intencję, ale z każdym dniem miał coraz mniej pewności czy Bóg faktycznie słucha modlitw. Nabierał za to przekonania, że wszystko co dobre i złe na tym świecie dzieje się w woli człowieka. Jeśli ktoś skrzywdził Asię, to z pewnością nie diabeł. I jeśli ktoś ją uratuje, to z pewnością nie Jezus.
Wstał z ławki i z tą myślą ruszył w kierunku szkoły.
-
Adam wolał porozmawiać z Ojcem na terenie szkoły mógł dostać burę za to że wymknął się na prywatkę ale bez osłony czterech ścian mieszkania rodziciel dręczyciel powinien się bardziej kontrolować prawda ? Przynajmniej taką nadzieje miał chłopak.
-

Alicja Filipowicz
Przez krótki moment wpatrywała się w milczeniu w dyrektorkę. Sprawa była pilna, tutaj mogła liczyć się każda minuta, a ta kazała czekać aż do drugiej lekcji?
Alicja uśmiechnęła się krzywo do kobiety, spojrzała jeszcze raz na policjanta i ostatecznie kiwnęła głową. Odwróciła się, zostawiając dyrektorkę i mundurowego za sobą. Nie było sensu walczyć ani wykłócać się z dorosłymi - przeczuwała, że nic tym nie wskóra.
Nie zamierzała jednak poddawać się tak łatwo i bezczynnie czekać do drugiej lekcji. Wspomnienie poprzedniego wieczoru wciąż kotłowało się w jej głowie, a absurdalne uczucie, że ktoś był tuż za nią, niemal na wyciągnięcie ręki, powróciło. Mimowolnie przyspieszyła kroku.
Skierowała się w boczny korytarz i ruszyła w stronę szafek uczniowskich. Plan miała prosty - przeszukać szafkę Aśki i sprawdzić, czy znajdzie tam cokolwiek, co mogłoby pomóc w poznaniu prawdy.
Jednak gdy dotarła pod rząd starych, wysłużonych szafek, zdała sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, nie miała pojęcia, która szafka należała do przyjaciółki Pauliny. Po drugie, był to dopiero pierwszy dzień szkoły (nie licząc rozpoczęcia), więc zapewne i tak nie byłoby w niej nic istotnego. Cóż, życie nie było amerykańskim filmem, a Alicja Filipowicz wcale nie była zawziętym detektywem specjalizującym się w odnajdywaniu porwanych nastolatek.
Oparła się plecami o metalowe szafki, nie zdając sobie sprawy, że jeszcze wczoraj jedna z nich została zdemolowana przez lokalną satanistkę z kręgu cygańskich lesbijek. Przeczesała włosy dłońmi, zastanawiając się, co powinna dalej zrobić. Oczywiste było, że na drugiej lekcji musiała udać się do gabinetu Rusickiej, ale co do tego czasu? Bezczynnie pałętać się po korytarzach? Iść na lekcję, jak gdyby nigdy nic?
Po dłuższej chwili chwyciła w końcu za plecak, który wcześniej rzuciła na podłogę, i uznała, że to nie pora na wagarowanie. Posłusznie ruszyła więc w stronę sali lekcyjnej, choć nie do końca wiedziała, gdzie dokładnie się znajduje. Zaczęła błądzić po szkolnych korytarzach…
-
Szarzyzna
Teren liceum, pierwsza lekcja, przerwa.
Adam
Skończył z monetami i się rozejrzał. Dyrektorki na pewno już na sali nie było, tak samo jak chyba już wszyscy nauczyciele opuścili salę. Reszta uczniów tak samo, opuszczała salę, niektórzy dla żarty na siłę pchali się do wyjścia, robiąc niepotrzebny tłok.
Nie wszyscy przejęli się porwaniem.
Głęboki wdech i ruszył prosto do ojca. Ten drugi policjant już go zauważył, to dobry znak, może tatuś będzie się zachowywał.
- No, co chcesz? - bez żadnego przywitania ojciec przeszedł do rzeczy.Paulina
Zdołała jeszcze złapać dyrektorkę, ale ta bez pardonu odparła, żeby przyszła na drugiej lekcji do jej gabinetu. I niemalże odbiegła znikając w budynku.
W sali
Zamieszanie spowodowane apelem powywracało całą pierwszą lekcją, więc o ile apel był krótki, to niewielu uczniów spieszyło się do swoich sal lekcyjnych (tylko kilku nauczycieli wyłapywało i organizowało konkretne klasy, blokujące potem jak skazańcy wejście do szkoły). Klasa do której was przydzielili nie miała tego problemu, więc kiedy wszystko się uspokoiło, minęło już co najmniej dwie trzecie lekcji i nauczycielka poza sprawdzeniem listy obecności i wypowiedzeniem kilku zdań nie mogła wiele zrobić. Przy sprawdzaniu listy obecności że brakuje kilku osób: Asi (nauczycielka aż się zawiesiła, uczniowie zaczęli się obrzucać spojrzeniami) oraz trzech uczennic i ucznia, chyba tych, którzy wczoraj rozwścieczyli dyrektorkę.
Tą lekcją była Informatyka. Ale w sali nie było komputerów. Nauczycielka nawet nie ukrywała, że dotychczasowy nauczyciel (którego każdy z was znał, bo chyba nauczał tego przedmiotu w każdej szkole w Sokołowie) zrezygnował i nie ma następcy. Ona sama naucza matematyki i nie ma za bardzo pojęcia o komputerach, więc będzie dużo teorii, w tym architektury systemów i liczenia w systemie dwójkowym.
Mikołaj
Optymistycznie podszedł do tematu myśląc, że jest medium i zobaczy to, co się wydarzyło w nocy.
Nic z tego nie wyszło, nic nie zobaczył, puścił tylko juchę z nosa (i to tak porządnie, krew leciała długo, ale już przestała, ciekawe co powie matka jak będzie musiała wyprać chusteczkę). Po tym eksperymencie pozostało jeszcze jedno: paskudny posmak na języku, przypominający trupa. Znaczy, Mikołaj nie wiedział jak smakuje trup, ale raz Ogar wytarzał się w lesie w jakiejś padlinie, wrażenia były podobne.Krzysztof.
Bochenek trzymał mu miejsce w ławce, na twrzy miał ten swój specjalny uśmieszek, nie zwiastujący niczego dobrego:
- No Poganin, jak tam rytuał? Gdzie ukryłeś zwłoki?
On na pewno żartował.Alicja
Najpierw zobaczyła Krzyśka, potem innych uczniów, którzy mogli być z jej klasy. Miała racją.
Gdy zabrzmiał dzwonek na przerwę wyszła z sali jako pierwsza, by jak najszybciej wejść do gabinetu pani dyrektor. Czekała całą przerwę, bojąc się zapukać. Wreszcie drzwi do gabinetu się otworzyły i wyszłą z nich pokaźna grupa. To byli ci uczniowie, których wczoraj pani dyrektor obtańcowała na apelu. Oni byli z jej klasy. Trzy dziewczyny, jedna z nich rozsiewająca pogardę do całego świata oraz chłopak, który wyglądał jakby miał za chwilkę zejść na zawał. Albo, sądząc po minach towarzyszących jemu rodziców, spędzić najbliższe kilka lat przykutym do kaloryfera.
Pro forma zapukał jeszcze w otwarte drzwi i weszła. Pomieszczenie było wysokie, poniemieckie, ale sam pokój zapełniały paździerzowe meble po nieboszce komunie. Na osobnym biurku pod ścianą stała maszyna do pisania. Dopiero po chwili do gabinetu wszedł ten gruby policjant, zdejmując czapkę. Alicja przestawiła się, powiedziała, do której klasy chodzi.
- Dobrze Alicjo, co chcesz nam powiedzieć? - pani dyrektor przeszła do tmeatu, policjant milczał.
Alicja miała niepewne wrażenie, że policjant ma ochotę "zalać robaka".Paulina
Czekała pod gabinetem, rozbrzmiał dzwonek na drugą lekcję. Czekała. Wreszcie drzwi się otworzyły. Alicja niepewnie się uśmiechnęła:
- Wchodź.
Pomieszczenie było wysokie, poniemieckie, ale sam pokój zapełniały paździerzowe meble po nieboszce komunie. Na osobnym biurku pod ścianą stała maszyna do pisania. Zabiurkiem siedzieli pani dyrektor i ten policjant, co przemawiał na apelu. Paulina powiedziała jak się nazywa i do której klasy chodzi.
- Czym chcesz się z nami podzielić? - pani dyrektor prowadziła rozmowę, policjant milczał. -

Mikołaj Pogorzelski
Ledwo wysiedział. Dechy krzesła uwierały. Sprawy organizacyjne wykładane przez nauczycielkę osiągały głęboką entropię tuż po dotarciu do uszu. Nie potrafił się skupić. Przez to nie oblazły go groźby systemów dwójkowych i architektur. Co odjął chustkę od nosa, krople krwi rozbijały się w abstrakcyjne kleksy na śnieżnej bieli kartki. Zapach wciąż pachnącego drukarnią zeszytu mieszał się z trupim posmakiem wypełniającym usta. Jakby gniły mu dziąsła. W teście Rorschacha widział rozdarte nietoperze. Do galerii osobliwości tańczących po głowie, pełnych Piotrusiów Panów, Alicji z Krain Czarów, Dalszimów i opętanych dzieci z horrorów, dołączył Batman i jego gromada schizofrenicznych oponentów. Mikołaj tłumił ochotę wyrżnięcia czołem o ławkę, by przywołać myśli do porządku, zaprząc do roboty. Potrzebował odpowiedzi. Nie wyczerpania i paraliżujących emocji.
Po wielu odprężających oddechach i próbach zogniskowania wzroku na bohomazach, rozkładał zdarzenia na części. Wiedział, że pierwszy kontakt z mocą nie wywołał negatywnych skutków. Niósł dziką satysfakcję i poczucie wielkości. Teraz cierpiał. Warianty. Spróbował zbyt szybko. Czegoś zbyt trudnego, spoza swej dziedziny, zupełnie niewłaściwie. Bardziej Mag niż Wampir. Ręka trzymająca długopis chodziła mimowolnie po fakturze kartki. Półświadome ruchy pozostawiały bazgroły wokół rozlanych czerwonych plam. Z ostrokształtnych hieroglifów pod dłonią rozkwitła róża. Przyczyną, promieniowanie z Czarnobyla. Chemikalia podane razem z płynem Lugola. Nanoboty przemycone w szczepionce. Kosmiczne kryształy. Starosłowiańskie kurhany odsłonięte przez powódź. Przypomniał sobie o Danielu siedzącym obok. Szwab i jego Ahnenerbe. Kumpel unikał kontaktu jakby on sam był upiorem. Gorzej, nauczycielem, szukającym pacjenta pod tablicę. Sprawcą porwania, całego zła tego świata, rysującym mapę ukrycia zwłok, świętokradcze symbole zsyłające ofiarę wprost do piekła.
Mikołaja szturchnęło. Odrywając wzrok od ławki był w stanie wychwycić podobnych sobie. Tych, którzy próbowali, polegli i wyglądali jak gówno. Z uwagą przyglądał się uczniom, a już zwłaszcza Adamowi, którego pierwszego o nieziemskie konotacje podejrzewał.
Zadzwonił dzwonek. Chłopak niedbale zrzucił rzeczy do plecaka i pognał do łazienki. Przemył twarz, orzeźwiając się wodą parskającą z kranu. W przybrudzonym lustrze odbijał się koszmar. Schodząca żółta śliwa na łuku brwiowym, wybijająca z tła pobladłej cery. Oczy o popękanych naczynkach. Zaschnięty poślad nad wargą. Wyszczerzył zęby dla dopełnienia efektu. Otworzył szeroko szczękę. Obrócił szyję na boki. Sprawdzał, czy aby z ust zdechła mysz nie wypadnie. Smak mówił, że właśnie tam dokonała żywota. Sięgnął do kieszeni. Poza jedną przesiąkniętą chustką, nie miał czym się wytrzeć. Papieru w kiblu nie było. Pochodzi do wyschnięcia. Haftowany inicjałami kawałek materiału wyrzuci. Powie, że zgubił. Po cóż rodzić zbędne pytania?
W spodniach wymacał za to coś istotnego. Portfel piszczący cienko dolą biedaka, a w nim zakładkę skrywającą legitymację szkolną i kartę TP S.A. Całe częściowo zużyte pięćdziesiąt impulsów. Jak Indiana Jones ruszył na poszukiwania zaginionego automatu. W szkole, poza szkołą? Za jedno. W końcu stanął przed niebieskim aparatem telefonicznym. Marszcząc czoło szukał właściwych cyfr, które nawiązałyby taryfę z Centrum Szkolenia Wojsk Łączności. Gdy niesforne liczby w miarę równo ustawiły się w szereg, jak tylko wśród najlepszych chęci, żołnierze unitarki byliby w stanie, włożył kartę i wybrał numer, wciskając obtarte metalowe guziki. Tysiąc lat później, po przebrnięciu przez dyżurnych, niekończące się oczekiwanie trawiące cenne impulsy, niczym pożary, lasy deszczowe, usłyszał oficjalne i zmęczone.
— Major Pogorzelski, słucham?
— Cześć, Mikołaj mówi — szukał słów sprawnych i oszczędnych. — Ważna sprawa jest. Wczoraj była dyskoteka zapoznawcza…
— No, zdaje się, nie wysiedziałeś do końca.
— W nocy porwali dziewczynę z klasy. Joannę Kowalczyk. Jej matkę pobito. Jak jechaliście, widziałeś co podejrzanego? Dziwnych typów? Samochody na obcych blachach? — pytał z nadzieją.
Na razie odpowiadało mu milczenie. Nie dziwił się. Pierwszy szok uderzał z mocą obucha. Wymagał pozbierania myśli.
— Policja jest w szkole. Wypytują świadków — dodał sprawie ciężkości.Rozłączył się, oparł ciężarem ciała o obudowę kabiny. Westchnął ciężko. Zaraz miała się zacząć druga lekcja. Bawił się magnetycznym kawałkiem plastiku, świadomy, że i tak się spóźni. Był punktualnym uczniem, do czasów apokalipsy. Dobrze usprawiedliwiała wywrócenie społecznych porządków. Wybrał jeszcze jeden numer, zamierzając do końca patrzeć jak kreski z karty umierają niczym rybki w zaniedbywanym akwarium.
Podniosła słuchawkę. Nic nie mówiła. Za cichym szumem połączenia, po drugiej stronie wyczuwał obecność. Tylko, czy o tej porze nie powinna być aby w szkole?
— Felicja? — wolał się upewnić. Nie chciałby palnąć czegoś niewłaściwego do jej starego, albo rodzicielki. Większa szansa, że któreś z nich odbierze.
— Kaj? — nie wiedzieć czemu, skracała Mikołaja, jakby nadmiar liter ją drażnił. Jak dzieciak z Andersena co to dostał odłamkiem lustra w serce i oko. Stał się złośliwy i obojętny. W sumie, spoko. Może i to była właściwa postawa na Krainę Lodu, świat pełen bałwanów i zimnych skurwieli. — Coś się stało?
— Nic, nic, dobrze usłyszeć twój głos — oddałby ostatniego szluga byleby tylko wyrwać się z budy i pojechać do Złotoryi. Zobaczyć się. Byle nie tutaj, gdzie grasowały zbiry.
— Ciężki drugi dzień? — nie pozwoliła się nabrać.
— Jakby wykopali mnie z gniazda. Kazali wzlecieć pod niebo. Pośród jastrzębie. Znające każdy wir, prąd, każdy manewr. Głodne.
— … — już któryś raz dzisiaj odpowiedziała mu cisza. Gdyby miał obstawiać, miała wyraz twarzy łudząco podobny do Krzycha z boiska. Przegrałby.
— Dać się pożreć, spaść lub spalić w słońcu? — zapytała w rozbawieniu. Dla niej odpowiedź była oczywista. — Sądzę, że widok byłby wart wszystkiego.Telefon zdechł. Pozostał równomierny, bezduszny ciąg sygnału. Chłopak uśmiechnął się do siebie. I do świata, który wciąż obelżywie wystawiał mu środkowy palec. Zlekceważył nic nie znaczący gest pięciolatka. Zarzucił plecak na ramię i ruszył przed siebie. Pod koronami drzew, trzymając się cieni. Unikając wzroku drapieżników, jeszcze.
-

Krzysztof Komeda
— No Poganin, jak tam rytuał? Gdzie ukryłeś zwłoki?
— Bardzo śmieszne — rzucił Krzysiek i usiadł na krzesełku obok kolegi. Bochenek był błaznem w każdym znaczeniu tego słowa i nic go nie ruszało. Do dziś pamiętał pogrzeb jego dziadka. Służył wtedy do mszy a Bochenek co chwila posyłał mu dyskretnie "faki". W piątej klasie pokazanie komuś środkowego palca było szczytem komedii i 12-letni Krzysiek tylko dzięki silnym zawiasom w szczęce i resztkach przyzwoitości nie parsknął śmiechem.
Babka od matematyki zaczęła sprawdzać obecność, a Piotrek pochylił się w stronę Krzyśka.
— Z tą Aśką to się tak nie przejmuj. Pewnie się zawinięła z miasta z jakimś Cyganem. Siedzi teraz w taborze i uczy się wróżyć z ręki, albo żebrać pod kościołem.
— Ty to jednak jesteś pierdolnięty.
— Panowie w ostatniej ławce, przeszkadzam wam w czymś? — Matematyczka patrzyła prosto na nich. — Może podzielicie się z resztą klasy tą fascynującą rozmową?
— Nie, przepraszamy — rzucił szybko Krzysiek, spuszczając głowę. Temat taboru i zaginionej Aśki zdechł, zanim w ogóle zdążyli go na dobre rozwinąć.
Może to i lepiej.
Gdy zaczęła się lekcja wyciągnął zeszyt i zaczął przepisywać z tablicy. Pięć minut później poczuł ostre szturchnięcie łokciem pod żebra.
Spojrzał w bok. Bochenek wcale nie notował. Na kolanach pod blatem stolika trzymał rozłożone pisemko. Na rozkładówce prężyła się blondyna z piersiami wielkimi jak donice.
— Najnowszy numer — szepnął Piotrek z nieskrywaną dumą. Ślinił palec i ostrożnie kartkował strony świeszczyka, jednym okiem sondując matematyczkę.
— Kurwa, schowaj to, bo będzie przypał — syknął Krzysiek. Bochenek w odpowiedzi posłał mu uśmieszek i z namaszczeniem odwrócił kartkę.
Chłopak zamrugał. Z kolorowego zdjęcia uśmiechała się modelka w przykrótkim habicie i z różańcem w dłoniach. Przed oczami stanęła mu poranna msza, siostra Faustyna i jej wstydliwa wpadka. A potem sala gimnastyczna i Paulina wisząca w powietrzu.
Odłożył długopis na zeszyt a w głowie pojawiła niedorzeczna myśl. A co, jeśli to on to zrobił? Co, jeśli po prostu na nie patrzył i to się zadziało? Złapał Paulinę w powietrzu swoimi myślami, tak samo jak wcześniej rozdarł habit siostry Faustyny. Może ślepa babka Maciejakowej miała rację i nie był zwykłym dzieckiem? Może jako przyszły biskup urodził się żeby czynić cuda jak ojciec Pio? Tylko czy święty słuchałby Black Sabbath i fantazjował o zakonnicach? Tatuował sobie smoka na dupie? Kłamał matce w żywe oczy i tańczył z dziewczynami na dyskotekach? Istniało też inne wytłumaczenie. Został opętany przez Złego, tak jak kiedyś ostrzegała Helena Komeda.
O ile te dziwy to rzeczywiście jego sprawka.
Nie mógł się o tym przekonać inaczej jak znów użyć swojego Wzroku. Powtórzyć eksperyment. Wtedy miałby pewność.
Rozejrzał się po klasie szukając ofiary, na której mógłby wypróbować swoją moc. Bochenek odpadał, dalej ślinił się do zdjęć i gdyby zwrócił na siebie uwagę, obaj mogliby mieć z tego kłopoty. Wzrok prześlizgnął się po głowach kujonów z pierwszych ławek i zatrzymał pod tablicą. Matematyczka stała do nich tyłem i zapisywała kolejne linijki jakichś wzorów. Była idealnym celem. Jeśli faktycznie siedział w nim diabeł, o którym ciągle gadała matka, to zaraz wywinie babce niezły numer.
Wbił spojrzenie prosto w tyłek nauczycielki i napiął kark, wyobrażając sobie jak jej spódnica drze się na wysokości jej majtek.
-

Paulina Kwiatkowska
Dziewczyny poszły na lekcję informatyki całkowicie przybite. Bardzo dużo rozmyślały, szukały niepasujacych wspomnień z wczorajszego wieczoru, jakiegokolwiek punktu zaczepienia.
Paulina siedziała sama oparta o ścianę, plecak rzuciła na wolne krzesło obok siebie. Ławkę za nią siedziała Kasia z Magdą. Blondynka była w rozsypce, ciągle wycierała mokre oczy chusteczką.
— Musimy coś zrobić — Kasia nerwowo stukała długopisem o zeszyt
— Magda, będzie dobrze…
— A skąd ty to możesz wiedzieć… — załgała Wiśniewska.Fakt, nie mogły wiedzieć. Ale nie mogły też patrzeć na zalewającą się łzami Magdę.
— Bo musi. Znajdziemy kogoś, kto dostęp do ciemni, wywołamy zdjęcia z wczoraj. Nie powiem policjantom o aparacie, same musimy to sprawdzić.
— Dokładnie, przecież oni to pyrgną w kąt. Nie raz widziałam w Ekstradycji — Kasia była zdeterminowana i pewna siebie, jak zawsze — Coś wykminimy.Magda tylko kiwnęła głową i wydmuchała nos. Paulina chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nagle odezwała się nauczycielka.
— Panowie w ostatniej ławce, przeszkadzam wam w czymś? — Matematyczka patrzyła prosto na Bochenka i Komede. — Może podzielicie się z resztą klasy tą fascynującą rozmową?
Dziewczynom serce prawie wyskoczyło z klatki. Na szczęście to nie ich rozmowy okazały się problemem. Momentalnie wszystkie zerknęły na Bochenka i Komedę. Przestały rozmawiać, ale w sumie i tak miały już swój mały plan. Wystarczyło tylko przeżyć lekcję, przeżyć spowiedź u policjanta, dowiedzieć się czegoś, wywołać zdjęcia i… Coś zdziałać.
— Wciągamy ich w to, co nie? — zapytała Magda głosem pozbawionym chęci życia.
— Są nam to winni — skwitowała Kasia z półuśmieszkiem i zarzuciła włosami — Niech tylko spróbują się wymigać…
Paulina przez chwilę stała w miejscu, jakby dopiero teraz dotarło do niej, że faktycznie przyszła — że to nie jest już rozmowa gdzieś na boku, tylko coś, co zaraz zostanie wypowiedziane na głos i przestanie być tylko myślą. Usiadła na wprost biurka, przed policjantem.
— Ja… — zaczęła, ale urwała, prostując się odruchowo, jakby chciała brzmieć pewniej, niż się czuła. — Chodzi o wczoraj.
Na moment zerknęła na policjanta, potem wróciła wzrokiem do dyrektorki, bo to było łatwiejsze.
— Nie wiem, czy to coś ważnego — dodała ciszej, marszcząc lekko brwi. — Wczoraj wszyscy byliśmy w Miami. Ja, Kasia Nowak, Magda Wiśniewska i Asia. Na tej dyskotece jakoś około dwudziestej, przyszła grupka takich dresów, zachowywali się prowokująco i agresywnie, nie zostali wpuszczeni. Potem o dwudziestej drugiej wracałyśmy wszystkie samochodem z mamą Asi, każdą z nas odwiozła, mnie ostatnią i miały wrócić też do domu… Czy to znaczy, że one nie dojechały nawet do domu? Przecież to tak blisko…
Paulina czuła, jak drżą jej dłonie oraz głos. Nerwowo przełknęła ślinę. Rzuciła krótkie spojrzenie na policjanta i odniosła wrażenie, że ma to wszystko w dupie. Nie tyle jej stan, co sytuację.
— Asia była z bogatej rodziny, pewnie porywacze chcą pieniędzy, ale to przecież nie powinien być problem, na pewno zapłacą!
Nastolatka potarła kciukiem wierzch drugiej dłoni. Skupiła się, westchnęła. Musiała teraz obserwować reakcję policjanta.
— Ja znam syna jednego z policjantów, mówił, że Asię i jej mamę napadnięto pod domem. A pan an apelu nawet wspomniał chyba, że to czarny samochód tam gdzieś stał w pobliżu i takim odjechali? Miał taki znaczek… jak Fiat? Nigdy nie znałam się na autach. Jakiś nowy, skoro tak cicho odjechał po tym wszystkim… Ale pewnie Pan i tak nic nie wie, jakby Pan wiedział, to po co by pytał, prawda?
Paulina zaczęła grać na zwłokę. Liczyła, że czegoś się dowie, chociażby niechcący. Niektórzy dorośli nie lubili, jak im dzieciak wciskał kit, więc musieli go spacyfikować i poprawić, aby podnieść swoje ego. Miała nadzieję, że i w tej sytuacji to nastąpi.
Niestety przeliczyła się. Gabinet opuściła nie tylko smutna, ale i lekko wkurzona. W jej głowie podstęp był majstersztykiem! Najwyraźniej w głowach dorosłych, był mierną próbą wydobycia informacji poprzez manipulację. Bardzo ciekawe, że oni niby tacy bystrzy?
— No i jak, sypnęli coś? — Kasia podleciała od razu z podekscytowaniem
— A daj spokój... — Odparła Paulina z dąsem.
— Ale mówiłaś, że same możemy się czegoś dowiedzieć, nie?Magda wyglądała jak spuchnięty pawian. Żadna jednak nie miała na tyle zimnego serca, by jej to oznajmić. Złapały tymczasowe zawieszenie, gdy przyglądały się jej twarzy. W końcu Kasia otrząsnęła się jako pierwsza.
— No, no tak, wiadomo. Idziemy póki przerwa, wyłapać takich gości, którzy do psów na pewno nie zajrzą. Nie powiedzą im, więc powiedzą nam, proste, prawda? — Kasia musiała rzucić jeden z tych swoich uśmiechów, kiedy to jest z siebie dumna jak paw — A przy okazji znajdziemy i kogoś, kto ma dostęp do ciemni. Urwiemy się z budy i tyle.
Paulina musiała przyznać, że Kasia ładnie to skwitowała. Miały w zamiarze działać według tego planu. Znaleźć ludzi o gorszej reputacji i zapytać czy coś wiedzą, chociażby o miejscu zdarzenia. Znaleźć też kogoś, kto wywoła im zdjęcia.
-

Alicja Filipowicz
Lekcja minęła szybciej, niż mogłoby się wydawać. Alicja przez całe czterdzieści pięć minut była pogrążona we własnych myślach, wciąż rozpamiętując poprzedni wieczór i próbując odtworzyć wydarzenia tak, by wychwycić coś, co do tej pory mogło jej umknąć. Klub Miami, przywitanie z dziewczynami, taniec z Krzyśkiem i banda dresów, w której próżno doszukiwała się własnego brata - choć ten ponoć tam był. A potem angielskie wyjście i nocny bieg przez puste, ciemne ulice miasteczka. Czyjeś kroki tuż za plecami, zlewające się z głośnym biciem serca i przyspieszonym oddechem. Czy rzeczywiście uniknęła porwania? Czy gdyby niefortunnie potknęła się po drodze, to teraz jej szukałaby policja zamiast przyjaciółki Pauliny? Jaki los spotkał Aśkę?
Długopis, którym przez cały czas się bawiła, żeby czymś zająć dłonie, nagle pękł na pół, a wkład rozlał się po jej palcach i ławce. Zaklęła cicho pod nosem i szybko sięgnęła do plecaka po chusteczki, wycierając ręce i blat. Dopiero wtedy wyrwała się z pętli własnych wspomnień i zorientowała, że minęła już prawie cała lekcja.
Kiedy tylko zadzwonił dzwonek, Alicja poderwała się z ławki i jako pierwsza wyparowała z sali. Kroki skierowała w stronę starego budynku, gdzie znajdował się gabinet Rusickiej.
- Dobrze, Alicjo, co chcesz nam powiedzieć?
Słowa te uderzyły w nią niespodziewanie, choć przecież właśnie po to tam przyszła.
Siedziała na krześle przed biurkiem, za którym znajdowali się dyrektorka i policjant. Z jakiegoś powodu czuła się tak, jakby to ona była winna. Przez chwilę milczała, wpatrując się najpierw w kobietę, a potem przenosząc spojrzenie na mężczyznę. Przez jej ciało przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Policjant nie wzbudzał zaufania. Wyglądał raczej na kogoś, komu nie do końca podobało się to, gdzie się znajdował. Alicja skrzywiła się lekko i znów spojrzała na dyrektorkę.
- Byłam wczoraj na imprezie z Aśką i koleżankami... - zaczęła powoli, zerkając co jakiś czas nieufnie na policjanta i próbując odczytać jego reakcję na swoje słowa.
Choć z jakiegoś dziwnego powodu zaczęła żałować, że w ogóle tu przyszła, ostatecznie niczego nie zataiła. Opowiedziała o dyskotece, grupce nieznanych dresiarzy zaczepiających Adama, a przede wszystkim o swoim powrocie do domu. O tym, że ktoś za nią szedł. O tym, że zaczęła biec, ale mimo to wciąż miała wrażenie, że ten ktoś jest tuż za nią. Dokładnie opisała trasę, którą wracała do domu.
- Dopiero za zamkniętymi drzwiami, w domu, poczułam, że jestem bezpieczna.
Dopiero wtedy zorientowała się, że przez całą opowieść ściskała w dłoniach pasek od plecaka. Puściła go i przesunęła dłońmi po materiale dżinsów, jakby chciała wytrzeć o nie spocone palce.
Kiedy wyszła z gabinetu, poczuła dziwną ulgę. Być może było to jedynie złudzenie, ale w pomieszczeniu panowała bardzo nieprzyjemna, wręcz dusząca atmosfera. No i ten policjant…
Przed gabinetem natknęła się na Paulinę. Uśmiechnęła się do niej niemrawo, po czym odsunęła na bok, przepuszczając ją do środka.
- Wchodź - powiedziała tylko tyle, choć chciała powiedzieć znacznie więcej. Nie było jednak na to czasu. Poza tym nie do końca wiedziała, co właściwie mogłaby jej powiedzieć.
Postała jeszcze chwilę pod gabinetem, ale nie chciała zostać przyłapana na podsłuchiwaniu, więc ostatecznie ruszyła wolnym krokiem korytarzem, szukając kolejnej sali lekcyjnej. Po drodze zastanawiała się nad tym, jakie kroki powinna podjąć dalej. Ostatecznie doszła jednak do wniosku, że zrobiła wszystko, co mogła. Poza tym Aśka nie była nawet jej koleżanką. Już i tak zrobiła wiele, żeby pomóc w tej sprawie. Nie miała żadnych powodów, by bawić się w detektywa na własną rękę, a już na pewno nie miała w tym doświadczenia.
Należało zostawić to ludziom, którzy wiedzieli, co robią...
-
Szarzyzna
Krzysztof Komeda
Do dzwonka zostały jeszcze ze dwie minuty widział to na zegarze wiszącym nad tablicą. Skoncentrował i wyobraził, co robi, mimowolnie zacisnął pięści i napiął ramiona, co było wystarczające, żeby odwrócić uwagę Piotrka od jego grzesznego pisemka.
Spódnica nauczycielki rozdarła się, jakby niewidzialne ręce ciągnęły za materiał. To było szybkie, rozdarcie poszło niemal do samego końca, pokazując nogi nauczycielki i zatrzymując się dopiero na dole na lamówce.
ZROBIŁ TO!
(...)
A kto się zbudzi nie wierzy w przebudzenie
(...)Pod koniec lekcji w klasie zapanował chaos, darcie się materiału było wystarczająco głośne, żeby każdy to usłyszał, jakaś dziewczyna z przodu pisnęła, ale typową reakcją były przytłumione śmiechy i prychnięcia, a kiedy przerażona nauczycielka odwróciła się tyłem do tablicy, wszyscy umilkli. Nauczycielka nerwowo sprawdziła stan swojej garderoby i idąc tyłem do tablicy wróciła na miejsce za biurkiem. Była zmieszana, zdenerwowana... można by długo wymieniać.
Po chwili zadzwonił dzwonek i nauczycielka bez słowa pozwoliła wszystkim wyjść.
Krzysztof w tym momencie zrobił błąd. Popatrzył się na Piotrka, który dziwnie się nie niego patrzył.
- Co?
- Jak jej się rozdarło to miałeś minę jakbyś miał zatwardzenie.Ten zawsze walił takim tekstem, który równał się ciosowi w zęby.
Mikołaj
Budka była na szczęście przy samej szkole, zaraz obok przystanku PKS.
Rozmowa z tatą nie dała mu żadnych informacji. Po krótkim OP, dlaczego nie jest w szkole ojciec powiedział mu, że niczego nie widział.
Po rozmowie z Felicją wbiegł do szkoły. Nawet za bardzo się nie spóźnił. Drugą lekcją była historia.
Alicja
Złożenie zeznań w gabinecie pani dyrektor nie przyniosło ulgi. Wróciła do klasy. Tym razem to była ich własna klasa, lekcją była historia. Nauczyciel widocznie spodziewał się, że ktoś mógł być u pani dyrektor i poza nazwiskiem do listy obecności o nic się nie spytał.
Ich wychowawca krótko odniósł się do zaistniałej sytuacji, ale po chwili zaczął prowadzić normalną lekcję, poczynając od pierwszych stron podręcznika, czyli os starożytności, Sumerowie, etc.
Paulina
Mimo że już zaczęła się druga lekcja po korytarzach kręciło się jeszcze trochę uczniów. Albo wyglądało to tak zawsze, albo szkołę ogarnęło odprężenie.
Chciała działać i to teraz. Widocznie teraz się nie uda, może na następnej przerwie da się kogoś złapać, kto im pomoże. Przechodziły właśnie obok toalet, kiedy z pomieszczenie wyszła Ona. Paulina szybko ją rozpoznała, to była... musiała przypomnieć sobie jej imię... Renata, tak Renata! Nigdy Renia. To była dziewczyna... nie, siostra kumpla jej brata, były prrzecież razem na jednej domówce. Paulina miała przeczucie.
- Renata?
Trafiła dobrze, tamta się zatrzmyałą i spojrzałą na nią. Chyba jej nie pamiętała.
- Eee tak?
- Jestem Paulina, siostra Michała, twój brat się z nim kumpluje, byłyśmy tazem na imprezie w... - tu Paulina rzuciła szczegółami, po których Renata ją w końcu poznała. I nie bawiąc się w półsłówka wyłusczyła jej problem, czy wie co się stało.Trafiła w dziesiątkę. Jeszcze kilka faktów i okazało się, że Renata mieszka na tej samej ulicy co Asia, tylko ze sto metrów dalej. Renaty nie było w Miami, jej brata też nie, ale wszyscy zostali obudzeni przez policyjne syreny, potem doszła jeszcze karetka. Wyszło na to, że Asia została porwana dosłownie sprzed swojego domu. Policja jeszcze w nocy budziła ludzi pytaniami, czy ktoś coś widział. Renata nic nie widziała.
Dla Pauliny nawet to było dużo, wiedziała już gdzie to się stało. Skoro tak dobrze jej szło, poszła za ciosem:
- Wiesz może kto ze szkoły ma ciemnię? No wiesz, do wywoływania zdjęć.
Renata nie musiała się długo namyślać:
- Kuba z trzeciej A. Ale on jest taki trochę dziwny. Pomoże wam, ale nie za darmo - palcami wykonała gest liczenia pieniędzy.Więcej nie wyciągnęła. Renata pognała do klasy. Co teraz? Iść do klasy na lekcję, czy dalej kręcić się po korytarzach, czy może walić szkołę i się urwać?
-

Mikołaj Pogorzelski
Wrócił do budynku po dzwonku. Korytarze były puste, nie licząc niedobitków z gabinetu dyrki. Nie widział nikogo ze swoich. Stał przed drzwiami, zakręcony, czy aby klasa właściwa? Na pewno teraz „Historia”? Pukać, wbijać na pewniaka? Panika pierwsza zaczęła pukać, od środka po żebrach. Mógł sprawdzić w przebazgranym do zeszytu planie lub zawierzyć swej pamięci, a komu innemu dziś ufać jak nie sobie? Nacisnął klamkę. Chwilę dopasowywał poznane twarze do tych co siedziały w ławkach. Wszedł i nie wybrzydzał. Nie pchał się na koniec. Usiadł, gdzie było wolne. Koło ziomka z włosami na żel i ciemnymi okularami podciągniętymi na czoło. Kontrastowali. Typ wolał ubiór w bieli.
Rozpakował się i starał wsłuchać w słowa Wrony. Podziwiał jak otoczenie potrafiło umiejętnie schować się za fasadą. Za tym co znali i robili od zawsze. Niewrażliwi na wszelkie turbulencje. Też tak spróbował. Sumerowie, jasne, że Sumerowie. Najważniejsi. Jeżeli przyczyną porwania było przejawienie mocy, cieszył się, że ujawnili się inni. Planował zejść poniżej linii radaru, ukryć, obserwować i zbierać dane. Uczyć się na pociskach strącających migające jasną czerwienią punkty. Dobrze, że Bochenek. Pozostałych byłoby szkoda.
Wbijał się wzrokiem w zboczeńca. Nadeszły ciężkie czasy dla dziewczyn. Oto nadciągał postrach żeńskich szatni. Z rentgenem w oczach. Siłą woli zrywający majtki i staniki. Krzywym uśmiechem sprawiający, że chętne i napalone oddają mu się w szkolnym kiblu. Niedługo Sokołów nawiedzą niechciane ciąże. Świeży chlebek dla każdego. Złamał w dłoni obgryziony ołówek.
Czuł się poddawanym analizie. I nie była to Kasia. Łukasz Zaręba, jak dowiedział się z odczytywanego dziennika. Obecny kolega z ławki. Niby od niechcenia przybliżał się krzesłem, że prawie styknęli się ramionami. To coś szurnął, coś poprawił, cały czas zerkał.
— Te, trenujesz? Ile masz w bicu? — w końcu się zdradził z fiksacją.
Mikołaj zaskoczony wykrzywił usta w podkowę. Nie wiedział.
— Stary — napiął muła, starając się oszacować. — Nie idzie o obwód, a o pierdolnięcie.— A — Zarębie z przyłożenia było łatwiej. Odmierzył i wyraźnie się uspokoił. — Mój większy. Boks?
— Taa, w Gwardii — zaczepiony Pogorzelski przyjrzał się uważniej rozmówcy. Przytyrany. Białko, może meta, a mimo to niepewny. — Siłka?
— Aha, k-u-l-t-u-r-y-s-t-y-k-a — Łukasz pilnował by się nie pomylić w literkach. Zagrał mięśniami karku dla podkreślenia. — Wujo robił w kopalni. Większy ode mnie. Wózek mu przejechał po ręce. I co? Się napiął i nie ucięło.
— Spoko, jak chcesz robić w kopalni — chłopak spuentował puentę.
— W kopalni może nie. Tatuaże. Patrz… — wygrzebał zeszyt ze szkicami. Z kartki łypał groźnie Schwarzeneger z wyrzutnią rakiet, wyjęty z filmu „Commando”. Trochę kanciasty i komiksowy.
Pogorzelski skinął z aprobatą.
— Przydałby się w mieście. -

Krzysztof Komeda
O kurwa.
To była pierwsza myśl Krzyśka, gdy szwy, które jakieś chińskie dziecko w pocie czoła ręcznie zszywało za miskę ryżu, on tak po prostu je sobie rozdarł gapiąc się na spódnicę nauczycielki.
Jestem Antychrystem. Matka mnie zabije.
Komeda zbladł i wcale nie wyglądał jakby miał zatwardzenie tylko ciężką anemię albo nawet białaczkę. Popatrzył na Bochenka, ale nie potrafił wydusić z siebie słowa. Gdy tylko rozległ się dzwonek chwycił plecak i wystrzelił z ławki co dało Piotrkowi paliwo do kolejnych rozważań nad naturą jego problemów proktologicznych.
-Hahaha, Poganin ma sraczkę! - zdążył usłyszeć zanim pchnął drzwi i wybiegł na korytarz.
Chwilę później znalazł się w łazience. Stanął przed kranem, odkręcił wodę a potem zimnym strumieniem schlapał twarz jakby próbował zmyć z oczu to co przed chwilą zobaczył. Ani przez chwilę nie zakładał, że mu się uda. Że siłą umysłu będzie w stanie wpłynąć na materię, rozerwać spódnicę matematyczki. Takie rzeczy działy się przecież tylko na filmach. Krzysiek całe życie słuchał o cudach, o tym jak wszechmocny jest Bóg. Jako dziecko żył w przekonaniu, że świat naprawdę jest pełen aniołów i biblijnych bytów wpływających na rzeczywistość. Potem jednak zaczął dostrzegać, że świat jest zupełnie normalny i prozaiczny. Że żadna niewidzialna siła nie wpływa na jego życie. Gdy w lipcu woda zaczęła przedzierać się przez wały przeciwpowodziowe modlitwy matki i księdza proboszcza gówno pomogły. Rzeka się nie cofnęła a wielu porządnych ludzi z dnia na dzień straciło swoje domy. Komeda mógł podać tysiąc przykładów gdy siły biologii i fizyki robiły z ludźmi co chciały i ani jednego, gdy siły nadprzyrodzone zapobiegły jakiejkolwiek tragedii.
A jednak szwy na dupie nauczycielki puściły. Puściły bo tego chciał. Tego nie dało się wytłumaczyć inaczej jak nadludzką interwencją. Komeda zakręcił wodę i spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Szukał w oczach żółtych tęczówek i pionowych źrenic. Ściągnął wargi palcami, odsłaniając zęby, by sprawdzić czy kły nie zaczęły mu się wydłużać. Zmacał dłonią czoło pod grzywką, sprawdzając czy pod skórą nie wyrzynają mu się rogi. Nie zauważył żadnych odwróconych krzyży, żadnych znaków bestii. Wyglądał zupełnie normalnie.
Ostatni raz spojrzał w taflę lustra a potem ruszył w kierunku drzwi z postanowieniem, że musi znaleźć Mikołaja i Paulinę.
-

Alicja Filipowicz
Weszła do klasy grubo po dzwonku. Na całe szczęście nauczyciel nie zadawał żadnych dodatkowych pytań.
- Alicja Filipowicz - odparła, kiedy mężczyzna zapytał o nazwisko, żeby zaznaczyć obecność w dzienniku.
To tyle. Nic więcej. Nie musiała się tłumaczyć, nie musiała usprawiedliwiać spóźnienia. Wrona musiał domyślić się, że była jedną z tych osób, które trafiły na “spowiedź” do dyrektorki. Zresztą nie tylko on.
Kiedy po wejściu do sali zatrzymała się na krótki moment, poczuła na sobie wzrok wszystkich uczniów. Nie było to przyjemne uczucie. Każdy z nich musiał już wiedzieć, że składała zeznania policjantowi.
Co takiego wiedziała, skoro tam poszła? Czy wiedziała, gdzie jest Asia? Widziała, kto ją zaatakował i porwał? Dlaczego ją porwał? Czy miała z tym coś wspólnego? Ponoć jest siostrą tego patusa. Na pewno jej brat maczał w tym palce. Może ona też jest winna? Wczoraj przecież kręciła się obok Aśki na dyskotece.
Alicja zacisnęła zęby i ze spuszczonym wzrokiem szybko skierowała się do przedostatniej ławki przy ścianie, którą zajęła jako swoją poprzedniego dnia. Bez słowa usiadła i wyciągnęła z plecaka zeszyt oraz długopis, po czym zaczęła notować, próbując odwrócić uwagę od natrętnych myśli. Jej głowa miała jednak zupełnie inne plany.
Myśli krążyły wokół ostatnich wydarzeń. Wspomnienia wirowały jak w kalejdoskopie, przeplatając się ze sobą i mieszając w coraz większy chaos. Znowu biegła przez ciemne alejki Sokołowa, by chwilę później uskakiwać przed kubkiem z kawą lecącym prosto w jej stronę. Rzucała nim Asia, cała w siniakach i zadrapaniach. Śmiała się przy tym. Śmiali się też Krzysiek i jej brat, tańcząc razem na dyskotece, na której chwilę później Adam szarpał się z lokalnymi dresami, a Paulina z koleżankami pstrykały zdjęcia.
Ocknęła się z własnych myśli, które z każdą chwilą zaczynały nabierać sensu, jednocześnie całkowicie go tracąc. Nie miała pojęcia, co się z nią działo, i wcale jej się to nie podobało.
Racjonalnym wyjaśnieniem był stres i tego właśnie postanowiła się trzymać.
Nowa szkoła, nowy etap życia, nowi znajomi, a do tego dramatyczne wydarzenia poprzedniego wieczoru i zaginięcie uczennicy. Stres był jedynym wyjaśnieniem tego, co działo się w jej głowie.Westchnęła i spróbowała skupić się na tym, co zostało z lekcji historii prowadzonej przez wychowawcę. Mimowolnie przewróciła kartkę w zeszycie, żeby zacząć notować na czystej stronie.
Nie zauważyła nawet, że poprzednia była pokryta chaotycznymi rysunkami i urywanymi słowami odzwierciedlającymi nękające ją myśli. Pośrodku wszystkiego znajdowała się sylwetka postaci czającej się w ciemności i wypatrującej swojej ofiary.
-

Paulina Kwiatkowska
Paulina dowiedziała się na jednej przerwie więcej, niż się spodziewała. Choć wciąż czuła się słabo i była nieco zmęczona, zebrane informacje ożywiły ją. W obliczu sukcesu na twarzy pojawił się lekki uśmiech. Była zadowolona z sukcesu.
Paulina zatrzymała się na środku korytarza, patrząc jeszcze chwilę w stronę, w którą zniknęła Renata, jakby próbowała poukładać w głowie to, co właśnie usłyszała.
— Sto metrów… — powtórzyła cicho, bardziej do siebie niż do dziewczyn. To było tak blisko, że aż absurdalne.Ścisnęła mocniej pasek plecaka, czując jak coś w niej znowu przyspiesza — nie strach, nie do końca… raczej napięcie, które nie pozwalało jej stać w miejscu.
— Mamy miejsce. I mamy tego Kubę — spojrzała na Kasię i Magdę, tym razem już bardziej skupiona. — Pytanie tylko, co robimy najpierw.
Na chwilę zawahała się, zerkając w stronę schodów, potem na drzwi klasy.
— Bo siedzenie na lekcji raczej niczego nam nie da.
— Ale musimy jeszcze złapać Krzyśka — przypomniała jej Kasia
— I Piotrka— dodała Magda
— A Mikołaj? Chyba też się interesował — dorzuciła Kasia, choć ciężko było stwierdzić, czy to Mikołaj interesował się tą sprawą czy raczej Kasia Mikołajem.Paulina wzrokiem przeskakiwała między dziewczynami. Były już spóźnione na lekcje. Z drugiej strony, nie złapią teraz tego Kuby, bo on na pewno siedzi w swojej klasie.
— Okej, to chodźmy na lekcje. Po lekcji łapiemy Krzyśka i Piotrka…
— …I Mikołaja — wtrąciła Kasia
— I Mikołaja — potwierdziła Paulina kręcąc głową — Potem szukamy Kuby, umawiamy się z nim na wywołanie zdjęć jak najszybciej, a potem zbadamy miejsce zdarzenia i znajdziemy coś!Dziewczyny pokiwały głową jak zsynchronizowane maszyny. Wymieniły się znaczącymi spojrzeniami. Mimo, że były spóźnione, postanowiły pójść na tę ostatnią lekcję.
-
Szarzyzna
Dzień zdawał się toczyć coraz szybciej. Może dla niektórych uczniów (poza apelem) wszystko była jak zwykle, to dla niektórych wszystko zaczęło wyglądać jak w filmie u Hitchcocka (taka notka-ciekawostka była pewnie zamieszczona w gazecie z programem telewizyjnym, ale w którym, to nikt nie mógł sobie tego przypomnieć) - zaczęło się trzęsieniem ziemi, a teraz akcja nabierała tempa.
Po prostu nie mogliście spokojnie usiedzieć w sali, jakby krzesła paliły was w tyłki. Apel, potem rozdarta spódnica nauczycielki (i te niektóre spojrzenia jakimi oberwał Piotrek oraz siedzący obok niego Krzysztof). Mikołaj chciał wziąć swojego psa na smycz, żeby ten znalazł trop, Paulina wywołać zdjęcia (potrzebowała do tego Kuby z 3a) i pogadać z chłopakami, bo oni coś wiedzą. Tę samą myśl miał Krzysztof. Musieli pogadać.
Gdy Paulina weszła do klasy wraz z przyjaciółkami, do końca lekcji zostało jeszcze 20 minut. Wyczekała na moment, gdy nauczyciel nie będzie się patrzył w jej kierunku i rzuciła do Mikołaja krótki liścik:
Mikołaj, Krzysztof, Piotr - MUSZĘ z wami porozmawiać. Paulina. Podaj dalej
Zobaczyła jak Mikołaj chowa liścik za piórnikiem, dłonią zakrywa przed Łukaszem, czyta, nawiązał z nią kontakt wzrokowy. Kiwnął głową. On też wyczekał na odpowiedni moment i rzucił złożoną karteczkę do Krzysztofa.
Krzysztof się tego nie spodziewał, omal co nie wywalił kilku rzeczy z blatu ławki. Ale się opanował. Udając, że nic się nie dzieje (próbował już na poprzedniej lekcji, wtedy mu to nie za bardzo wyszło) przeczytał wiadomość. Pierwszą myśl "dziewczyna do mnie napisała" szybko zastąpiła druga, włączając dzwonki alarmowe w jego głowie - "Ona czyta w myślach!" - przecież sam chciał z nią pogadać.
Podał kartkę Piotrkowi. Krzysztof nie wiedział, co Piotrkowi siedzi do końca w głowie, ale widział jego minę oraz znał go na tyle, że wiedział, że to co teraz mu tam dzwoni jest na pewno zbereźne i nie po bożemu.
Następną lekcją miał być język polski. W tej samej sali. Znaczyło to tyle, że Henryk Wrona zaraz po dzwonku (o ile nie zachce mu się przedłużyć lekcji, gdyż dzwonek jest dla nauczyciela), wyjdzie i będą mieć maksymalnie 10 minut na przerwie, gdzie dookoła każdy może ich podsłuchać. Może, ale nie musi. Albo wyjść na korytarz, albo na boisko.
Zadzwonił dzwonek. Na ich szczęście na pierwszej lekcji pan Wrona nie przedłużał, zakończył trochę przed dzwonkiem oraz, co najważniejsze, nie zadał żadnej pracy domowej. Zabrzmiał dzwonek i nauczyciel wyszedł z sali. Zaczął się typowy przerwowy harmider.
-

Krzysztof Komeda
Krzysiek nie widział zmartwychwstania Łazarza, momentu triumfu życia nad śmiercią, ale kiedy spojrzał na Bochenka wyobraził sobie, że właśnie tak wygląda nieboszczyk przewrócony nagle do życia. Policzki nabrały kolorów, w oczach pojawił blask a na twarzy wypełzł uśmiech zwycięzcy. Nie ten błazeński, przyklejony do twarzy, lecz prawdziwy wyszczerz człowieka, który wrócił właśnie z dalekiej podróży. Akurat on dobrze znał powód tej radości. Co roku, 14 lutego, w podstawówce chłopaki i dziewczyny wysyłali sobie walentynki, ale Piotrek Bochenek nigdy, do końca ósmej klasy nie dostał ani jednej. Udawał oczywiście, że się tym nie przejmuje, ale kiedyś Komeda przyłapał go jak cicho popłakuje zamknięty w kabinie szkolnej toalety.
A teraz, drugiego dnia szkoły jedna z najładniejszych dziewczyn w klasie wysyła do niego liścik. Krzysiek by skłamał gdyby sam przez chwilę nie poczuł lekkiej euforii, ale gdy już przeczytał wiadomość a potem przekazał ją dalej do Piotrka, zrozumiał, że to nie są żadne podchody. A nawet jakby były nie miał teraz do tego głowy. Szok po tym co się wydarzyło na lekcji informatyki jeszcze nie opadł. Chciał jak najszybciej wyrzucić to z siebie. Pamiętał co wcześniej na boisku mówił Mikołaj i choć niewiele zrozumiał z tej gadki czuł, że Pogorzelski może mu pomóc. Wyłowił spojrzenie Pauliny i uniósł kciuk do góry dając do zrozumienia, że wiadomość dotarła.
Tymczasem Bochenek na fali triumfu już wyrywał z zeszytu kartkę a potem coś na niej namazał. Potem złożył ją na kilka części i rzucił w kierunku Kwiatkowskiej. Krzysiek przeżył deja vu, bo karteczka przeleciała nad głowami dziewczyn i trafiła prosto na biurko Wrony. Wychowawca spojrzał na zawiniątko a potem na klasę szukając snajpera, po czym mruknął coś pod nosem. Poprawił okulary i przeczytał. Co tam było napisane, wiedział tylko sam Piotrek, ale sądząc po minie historyka, raczej nic dobrego. Jeszcze raz spojrzał na uczniów a potem wyrzucił wiadomość od Bochenka do kosza.
Gdy wybrzmiał dzwonek, Pogorzelski wstał szurając krzesłem. Trzeszcząc rozprostował kości, odwracając nabywaną ostatnimi godzinami skoliozę. Tyłka rozmasować nie musiał. Polskie szkolnictwo i wojskowy pas latami zahartowały mu poślady, że dechę siedziska trzeba by wyłożyć szkłem dla dostrzeżenia atrakcji. Nie umieć matmy i geografii? Kraj wybaczy. Braku twardej dupy, nigdy. Wymacał kieszenie, uspokojony brzękiem kluczy i obwodem portfela we właściwych sobie miejscach. Rzeczy z blatu zgarnął w plecak, mając zamiar najpierw całkiem naturalnie przejść się pomiędzy ławkami, zażywając spaceru. Potem wcale nie podejrzanie powrócić na miejsce pierwotne, koło Skorupskiego. Przy okazji bez żadnej konspiracji zagadać do źródła poczty karteczkowej, co to miała w pobliżu placówkę.
— Z waszych połączonych mocy, zjawiam się ja, Kapitan Planeta — podał hasło, przyciągnięty wzrokiem Pauliny, aspirującej pani z okienka, walącej pieczątką do posypu tynku. — Awizo przyszło.Kasia zmrużyła oczy, kiedy na jej twarzy zagościł słaby uśmiech. Puste krzesło obok Pauliny nie pozwalało jej tryskać radością. Magda nie potrafiła wykrzesać z siebie nawet tego drobnego gestu, Paulina zaś machnęła ręką na przywitanie.
— Mamy nowinki. Gdzie te dwa zboki? — Wypaliła Kaśka, ściągając spojrzeniem Krzycha i Piotrka, którzy również patrzyli w jej stronę.
— Znasz jakiegoś Kubę z 3A? — Zapytała Paulina, przechodząc do konkretu — Ponoć może wywołać zdjęcia, te co robiliśmy wczoraj na dyskotece.Bochenek poderwał się z ławki jak do wyścigu i ruszył w stronę ławek dziewczyn. Krzyśkowi niezbyt spodobało się, że ktoś nazwał go zbokiem, ale najwyraźniej dla Bochenka było to jak drugię imię, na które reagował niczym dobrze wytresowany pies.
— Robiliście sobie wczoraj jakieś zdjęcia na dyskotece? - rzucił do Pauliny z uśmieszkiem, który właściwie potwierdział słowa Kaśki — Jak wywołacie to podzielcie się z kolegą. Wytapetuję sobie ściankę.
Krzysiek dołączył chwilę później. Westchnął ciężko po czym spojrzał wymownie na dziewczyny i Mikołaja.
— Może pogadajmy gdzieś na osobności? Nie w klasie? — zaproponował.
— Ale ty zdajesz sobie sprawę, że ktoś porwał Asię? — Magda wyraźnie się zdenerwowała.
— Być może jakiś zbok i właśnie miał wytatuowane ściany jej zdjęciami! — obruszyła się, dmuchnęła w chusteczkę nos, narobiła hałasu i zwróciła na siebie oraz grupę małą uwagę klasy.
Paulina spojrzała na Krzyśka i chrząknęła.
— Racja, może lepiej wyjdźmy
Obrzuciła Bochenka gniewnym spojrzeniem, zrobiła gest wskazujacy, na chęć rozcięcia mu gardła i od razu wstała z krzesła. Tak samo podniosły się Kasia i Magda, gotowe opuścić klasę.
— Boisko? Chyba nie zależy wam aż tak na lekcjach? — Zapytała Kasia biorąc zapakowany plecak.
-

Mikołaj Pogorzelski
Na lekcjach Mikołajowi aż tak nie zależało. Nie w obecnych okolicznościach. Na pewno nie tak mocno jak wojskowemu staremu. Dla niego podział był oczywisty. Uczniowie są od uczenia się. Policja od łapania bandziorów. Uczniowie łapiący bandziorów to bujda z młodzieżowego kina, czy bajek Hanna-Barbera. Ojciec nie musiałby nawet prawić kazania, jego treść był w stanie przytoczyć już teraz prawie co do słowa i nie potrafiłby nie przyznać mu racji.
— Że sprawca złapał się w kadrze? — zignorował dyszenie Chlebowskiego. — Nie głupie, ale Kuby nie znam.
Kierunek został wskazany i jeżeli nie trafią na Józefiaka, dyrkę, czy woźną, była szansa, że do celu dotrą. Tylko, czy był sens ograniczać duże grono do wciąż niemałego? Omiótł Paulinę, Kasię, Magdę. Krzycha, zakalca Bochena. Daniel z tylnej ławki też z ciekawością się przyglądał. Zarzucił pytająco.
— Gdzie idziecie?
— Potrójna randka — Pogorzelski przypiekł wyobraźnie co najmniej Piotrka i Kasi. Skorupskiego niestety musiał przygasić. — Sorry stary. Brak miejsc.
— Jak znajdziecie Asię, będzie poczwórna? — dzieciak w kurtce M65 usłyszał więcej niźli powinien. Uśmiechnął się wątło.
— Do roboty, ciołki — ponaglił. — W razie co, dam ci spisać notatki.Kiedy wyszli z klasy, dziewczyny rozejrzały się wokół. Na korytarzu był gwar, ale póki trzymali się blisko, słyszeli się nawzajem.
— A wy, głąby, znacie kogoś z 3A? — Kasia rzuciła spojrzenie Krzychowi i Piotrkowi — Jak znajdziemy ich klasę, to i Kuba się znajdzie. Ale to ponoć dziwak jakiś.— Poza tym, wiem gdzie dokładnie miało miejsce... zdarzenie.
Paulina ruszyła korytarzem rozglądając się, przy okazji zaczepiła kogoś pytając czy wie, gdzie lekcje ma 3A.
— Pod domem Asi. Powinniśmy tam pójść, gdy dogadamy się z Kubą — westchnęła. — Wiem, że to może brzmi durnowato, jak serial i w ogóle, ale chciałabym coś zrobić. I miałam taką nadzieję, że was też to interesuje. Że zechcecie pomóc — powiodła wzrokiem po chłopakach.
— Co z ojcem Asi? — Pogorzelski się interesował. Tego klocka mu brakowało. Widział, że dziewczyna ma gadżety. Wpływ z zagranicy? — Może stary uprowadził ją do Niemiec w ramach burzliwego rozwodu. Walki o dziecko. Chuj wie czego?
— Mnie interesuje - zapewnił Paulinę Krzysiek — W sensie…chciałbym, żeby wróciła do domu bezpieczna. I pomogę tylko…w sumie nie wiem jak.
Inwektywę Kasi zignorował. A przynajmniej próbował. Czasem czuł się ostatnim głąbem, ale wolał żeby nikt mu o tym nie przypominał. Powoli, krok po kroku, dochodził też do wniosku, że kolegowanie się z Bochenkiem nie poprawi jego notowań. Przyspawany do niego sam niedługo dostanie łatkę klasowego idioty i erotomana bo jak to mawiała Helena Komeda, kto z kim przystaje takim się staje.
Wysłuchał teorii Mikołaja, które na pewno miała więcej sensu niż romans z cyganem i ucieczka z miasta, którą wysnuł na informatyce jego niewydarzony kolega.
— Ja znam Kubę z 3A — odezwał się Bochenek znów obdarzając każdą z dziewczyn promiennym uśmiechem. Wydawał się kompletnie nie przejmować tym, że chwilę wcześniej Magda naskoczyła na niego w klasie za jego niewyparzony język i absolutny brak taktu — Kupuję mu czasem w “Źródełku” fajki na sztuki.
Zrobił dramatyczną pauzę i nie przestając się uśmiechać dokończył.
— Ale on chodzi do podstawówki a nie liceum.
Kasia bezdźwięcznie poruszyła ustami jakby odprawiała czarną magię za pomocą przekleństw. Musiała nawet na chwilę zamknąć oczy i wziąć wdech, aby uspokoić się wypuszczając pomału powietrze. Nie obraziła Piotrka, co mogło na początku wydawać się dziwne. I podejrzane.
— W takim razie, to nie ten. My szukamy go tutaj, w tej budzie. Ile masz kasy?Kaśka nie pierdoliła się w półsłówka. Teraz było wiadomo, czemu nie nawyzywała Bochenka od zjebów i tumanów.
— Kuba na pewno będzie chciał zapłaty za zdjęcia — dziewczyna wyciągnęła otwartą dłoń i kiwnęła palcem, aby sypał forsą. — Dawaj ile masz. Przysłużysz się, może częściej gdzieś razem się będziemy bujać po mieście.
Magda zakrztusiła się śliną, kaszlnęła kilkakrotnie dusząc się. Szybko jej minęło, kiedy to Kwiatkowska klepnęła ją parokrotnie między łopatkami. Blondynka jak zwykle zwróciła na siebie tymczasową uwagę.
Paulina jedynie uśmiechnęła się pod nosem na zagrywkę Kaśki i nie wtrącała się w to. Nowakówna zawsze potrafiła dobrze zagrać swoimi kartami.
Paula kiwnęła Krzyśkowi w podzięce za słowa i odezwała się do niego jak i Mikołaja.— Mam nadzieję, że na zdjęciach znajdziemy jakąkolwiek wskazówkę. W sumie robiłyśmy zdjęcia cały wieczór i w samochodzie też, ale nie wiem… To może być ślepy trop. Dlatego też chciałybyśmy potem obejrzeć miejsce, gdzie to się stało. Myślę, że razem… może coś wymyślimy.
Paulina wzruszyła ramionami. W tym samym czasie Magda zaczepiła kilka osób bezpośrednio pytając o Kubę z 3A. Co ciekawe, faceci bardzo chętnie zatrzymywali się, aby nie tylko odpowiedzieć na jej pytanie, ale i poznać jej imię. Jeśli teraz nie znajdą Kuby, to na następnej przerwie z dużym prawdopodobieństwem, być może on sam znajdzie je.
— Ojciec Asi jest rzadko obecny w domu, jakieś biznesy zagranicą robi. Ale nie wiem jakie. Najpewniej w Niemczech, tak mi się wydaje. Sądzę, że nawet wczoraj nie było go w domu, a może i od tygodnia. W sumie ciekawe pytanie, nie wiem wiele o nim…
Bochenek na propozycję Kaśki roześmiał się i zawadiacko założył rękę na rękę rzucając dziewczynie rozbawione spojrzenie.
— Sorry Katarina, ale jestem zbyt młody i przystojny żeby za to płacić. Skoro bujanie się w twoim towarzystwie jest takie inkluzywne to czemu nie zaproponujesz temu całemu Kubie, by potrzymał cię za…
— Bochen - syknął ostrzegawczo Krzysiek.
— …za rączkę.
Komeda miał wrażenie, że ten cyrk nigdy się nie skończy i za chwilę koleżanki Pauliny i Bochenek się pozagryzają. Wiedział, że czasem do kolegi trzeba twardo i po męsku.
— Wyskakuj z kasy głąbie, albo powiem wszystkim jak zepsułeś odkurzacz matki.
Uśmiech zniknął z twarzy chłopaka, ale nie minęła chwila jak powrócił w całej swej rozciągłości.
— Na żartach się nie znacie?
Sięgnął do kieszeni i wyciągnął garść żółtego bilonu, głównie w nominale 5 groszy po czym otworzył dłoń Kaśki i wsypał tam monetki. Posłał dziewczynie niewidzialnego całusa.
— Przez ciebie nie zjem dziś drożdżówki, ale liczę, że później mi to jakoś wynagrodzisz piękna.
Kasia nawet się nie uśmiechnęła.
— Gdybyś był chociaż w połowie tak błyskotliwy, jak ci się wydaje, to może bym się zastanowiła.
Drobne wsunęła do tylnej kieszeni swojej jeansowej mini spódniczki.Odpowiedź Pauliny pozostawiła teorię o konflikcie rodzinnym w mocy. Pogorzelski szedł z resztą, choć wcale nie czuł się wybitnie potrzebny. Poznał parę nowych twarzy, nowych imion. Parę metod dziewczyn, owijających cele wokół palców. Miłe i zalotne pajęczyce wabiące w sam środek sieci. Nie grało, że platfus w stylu Piotrka przywołał anomalię, a jemu nie wyszło. Szarpało go za dumę.
— „Inkluzywne”? — się odpieklił — No podziw za słownictwo. W „Twoim weekendzie” jest kącik literacki?Bochen wyglądał za zdrowo i za głupio. Znał „Inkluzywnie”, to może maskował iloraz za sumą zboczeń. Krzychu idąc korytarzem miejscami przytykał krokiem Herr Flicka. Jakby rozerwanie ubrania w okolicach cudzego tyłka, naruszyło integralność jego własnego. Kosmiczna równowaga, cena za potęgę. Nie był pewien, który?
Kasia zerknęła na Mikołaja i przez ułamek sekundy pojawił się na jej twarzy cień uśmiechu, szybki i niemal niezauważalny, jakby doceniła jego słowa, ale nie zamierzała robić z tego sceny.
Magda po kolejnej wymianie zdań z jakimś chłopakiem, wystrzeliła do przodu, stając obok gabloty i przesuwając po niej palcem. Paulina przyspieszyła kroku, a za nią i Kasia, a gdy znalazły się obok Wiśniewskiej, z podziwem na nią zerknęły.— Znalazłaś plan lekcji wszystkich klas.
Paulina uśmiechnęła się. Po minie Magdy widać było, że jest z siebie dumna. Najpewniej nieczęsto jej się zdarzało zaimponować koleżankom.
— Jak załatwimy sprawę zdjęć, to zrywacie się z nami, czy wolicie tu siedzieć? Ogólnie, jeśli was nie interesuje to wszystko, to lepiej jak od razu to powiecie. Naprawdę chcemy pomóc odnaleźć Asię.
Kwiatkowska sunęła wzrokiem po zebranych w oczekiwaniu. Klasa Kuby była już w zasięgu ręki, więc to była ostatnia prosta. Zaczęła się też trochę martwić, że nie będą mieli z czego zapłacić, ale na pewno coś jeszcze na to wymyśli.
Krzysiek na pytanie Pauliny rozejrzał się nerwowo po korytarzu, upewniając się, że nikt postronny go nie usłyszy po czym rzucił niepewnie.
— Zrywam się — potwierdził. — Muszę wam coś później pokazać.
— Ha. I to ja jestem zbokiem? — parsknął Bochenek, ale Komeda całkowicie go zignorował i skupił się tylko na dziewczynach oraz Mikołaju.
— Ta rozpruta spódnica matematyczki...to byłem ja. Wyobraziłem sobie jak szwy puszczają, skupiłem się i...
Nie dokończył, ale każdy kto był obecny na lekcji informatyki zobaczył efekt.
— Rano na mszy miałem podobną sytuację — Krzysiek postanowił oszczędzić samego siebie i pominąć szczegóły komu, co i dlaczego rozdarł. — A potem był ten apel i Paulina zaczęła lewitować. Ja w takie rzeczy normalnie nie wierzę, ale trzy razy jednego dnia dzieje się coś, czego nie da się wyjaśnić. I jeszcze to porwanie. Może to wszystko się jakoś łączy?Mikołaj złapał Krzycha pod ramię, odciągnął o krok.
— Się tak nie obnoś — wycedził przez wpół przymknięte usta. — Co jeśli “to” było powodem porwania? Chcesz być następny? Kurwa.. a obstawiałem Bochena. Co te życie klasztorne robi z deklem?Odsunął się. Z pobłażaniem poprawił koledze ubiór wymiętoszony chwytem.
— Taa, aha, a Piotrek to dziewica — dodał już z powszechniej słyszalną szyderą. -

Paulina Kwiatkowska
Dziewczyny najpierw słuchały zaskoczone, potem chwilę milczały, gdy Mikołaj odciągnął Krzyśka. Magda zaśmiała się, potem na słowa Pogorzelskiego parsknęła powtórnie. Kasia i Paulina wydawały się być bardziej poważne, chociaż Nowak nie mogła puścić płazem tak pięknie zaczętego żartu. Uniosła brew i zmierzyła Bochenka spojrzeniem.
— No tu akurat nic nie trzeba obstawiać. — Kasia zlustrowała chłopaka od góry do dołu, jakby nie miała wątpliwości — Ze skarpetą się nie liczy.
Paulina jedynie powstrzymała szerszy wykwit uśmiechu, aby nie karmić atmosfery. Zamiast jednak na Bochenka, spojrzała na Krzyśka. Patrzyła na niego chwilę dłużej, zastanawiając się nad czymś.
— To może potrafimy zrobić coś więcej, niż spełniać ukryte fantazje.
Miała nadzieję, że zabrzmiała neutralnie.
— Być może zrobimy z tym coś dobrego. — Dodała dla jasności.
Bochenek po raz pierwszy spiekł raka. Wyglądało na to, że Pogorzelski trafił w czuły punkt a dziewczyny dobiły rannego. Trefniś zamilkł próbując w głowie rozpaczliwie złożyć sensowną ripostę, ale Krzysiek ledwo to zarejestrował. Myślał o tym co powiedział właśnie Mikołaj. "Co jeśli “to” było powodem porwania? Chcesz być następny?"
Chcesz być następny?
Chcesz być następny?
W głowie chłopaka ma moment rozrzażyła się iskra a za z nią ciąg skojarzeń. Przynęta. Wabik. Zasadzka. Nim jednak iskra zdążyła na dobre zmienić się w płomień, usłyszał głos Pauliny, który wyrwał go z transu i rozbłysk zniknął. Zamrugał oczami przyglądając się koleżance. Z opóźnieniem wyłapał ostatni fragment zdania o spełnianiu ukrytych fantazji i teraz nie tylko Bochenek nabrał wstydliwych rumieńców.
— To nie tak... — skrzywił się. — To był eksperyment, ta nauczycielka...nie jest w moim typie.
Matematyczka nie, ale siostra Faustyna jak najbardziej choć Paulina nie mogła o tym wiedzieć. Nieświadomie jednak trafiła w dziesiątkę, jak wcześniej Mikołaj celując do Bochenka. Krzysiek postanowił szybko uciąć temat bo tylko winny się tłumaczy.
— Lepiej już znajdźmy tego Kubę. — mruknął.
Tymczasem Bochenek po długich sekundach milczenia, nagle doznał olśnienia. Wbił wzrok w Kaśkę, a na twarzy wypełzł mu chytry uśmieszek.
— Czyli ty masz już jakieś doświadczenie skoro tak cię śmieszy wyzywanie kogoś od dziewic? Chętnie posłucham o twoich przygodach figlarna Katarzyno.
Kasia nie zwróciła na Piotrka uwagi. Zamiast tego złapała Paulinę pod rękę.
— No to ruszamy! Trzeba namówić Kubę i uciec z tego burdelu!
Uśmiechnęła się najszerzej jak potrafiła i pociągnęła przyjaciółki do przodu, idąc dalej korytarzem. Kwiatkowska zdążyła jedynie spojrzeć przez ramie na Krzyśka i wzruszyć barkiem na te nagle porwanie.
— Skąd uraz? — Pogorzelski się wymigiwał, przechodząc do uniku po ciosie. — Miałem na myśli „Maryja Dziewica”, no przecież nie jesteś. Wy wciąż tylko o jednym.
Przeniósł wzrok na gablotę. Kilka desek, trochę przesuwnego szkła, świchy przytwierdzone z pomocą pinezek. Do tej pory ignorował zawartość, biorąc ją za nudne regulaminy i ogłoszenia. A tu fakt, w środku były też plany. Żeby wiedział o tym godzinę wcześniej. Teraz polski, potem matma, chemia, plastyka i jeszcze dwie inne. Wahał się patrząc na rozpiskę. Wywołanie zdjęć zajmie z kilka dni. Gdyby chciał wziąć Ogara i szukać tropów, musiałby się tłumaczyć w domu z zerwania z lekcji. Zabranie psa cichaczem nie wchodziło w grę. Zaczęliby go szukać, gdyby kto spostrzegł, że uciekł. Nieobecności prędzej czy później wyjdą w wywiadówce. Nie dostrzegał łatwych rozwiązań. Gdyby się zmył teraz, utrudni podobne operacje w przyszłości. A co mógł zyskać? Łowce, który zamiast podążać śladem porywaczy obwącha obszczane krzaki i zadki samiczek. Prawdopodobna katastrofa. Stał wgapiony w szybę nie wiedząc co zrobić.
— Ty się Łysy już lepiej nie odzywaj — rzucił Bochenek do Mikołaja nadając mu ksywkę zgodnie ze swoim pokręconym kluczem, w której ministrant był Poganinem, klasowy olimpijczyk Corky Thacherem, a chłopak z długimi włosami musiał zostać Łysym.
Krzysiek wsunął ręce w kieszeni i ruszył za dziewczynami tropem szkolnego fotografa. Miał nadzieję, że jego kumplowi z ławki znudzi się bawienie w detektywa i wróci do klasy dalej oglądać pisemka, ale ten przyczepił się do grupy jak kurzajka do nosa szeptuchy. Komeda zauważył, że Mikołaj zatrzymał się przy gablocie.
— Idziesz? — spytał nie zatrzymując się.
Mikołaj zbudził się ze stuporu. Zaśmiał na Łysego, ujęty poziomem abstrakcji pokrętnego umysłu. Postukał paznokciem po nasadzie nosa.
— Znaczy Dziewica zostaje? — odparł wcale bez złośliwości. W odwróconym świecie za „nie odzywaj się”, mogło stać tylko „trzaśnij mnie w drugi policzek” — Jako najwyższe uznanie, ksywa godna buhaja nad buhaje, joł?Wykrzywił palce w geście, który mógł być raperskim symbolem meksykańskiego gangu lub zwyczajną oznaką polskiego reumatyzmu. Przyspieszył. Nim Bochenek połapie się w pytaniu i udzieli odpowiedzi, mogło minąć z dwa lata. Zrównał tempo z Poganinem. Miał w głowie kilka wwiercających się tematów.
— Dobra, jak to zrobiłeś? Krok po kroku. Niczego nie pomijaj — szepnął, rzucając oczami na boki, sprawdzając, czy mają wystarczająco dużo przestrzeni od ciekawskich. — Ten ból dupy, to cena za skupienie mocy?— Nie, to dziara. Marek mi zrobił dwa dni temu i jeszcze się goi — wyjaśnił cicho Komeda zrównując się krokiem z Mikołajem. Nie czekając na kolejne pytania przeszedł do konkretów.
— Rano na mszy...przypadkiem... zapatrzyłem się na zakonnicę. — jedno słowo w tym zdaniu było kłamstwem, reszta prawdą — i nagle rozdarł się jej habit. Wtedy pomyślałem, że to zbieg okoliczności, a potem na apelu...sam zresztą widziałeś. Paulina zamiast zaliczyć glebę lewitowała. Na informatyce przypomniałem sobie o tej zakonnicy i habicie i coś mnie tknęło, żeby to sprawdzić. Skupiłem się, tak jak ty wcześniej gdy puściła ci się farba z nosa. Wyobraziłem sobie jak materiał pęka. No i kurde pękł, centralnie na dupie, tam gdzie celowałem.
Krzysiek westchnął.
— Głupio wyszło, gdybym wiedział, że to zadziałała to bym rozdarł gacie Bochenkowi, albo jakiemuś cwaniakowi ze starszych klas.
Przez ramię rzucił spojrzenie na Pogorzelskiego.
— Od początku wiedziałeś, że coś jest nie tak. Pamiętam co gadałeś na boisku. Masz jakąś teorię skąd się to wzięło?
— Dziara? — Pogorzelski nie doceniał kolegi. Zrobił coś na co sam nie miał odwagi. I kasy. Znając życie Koza pracował za cenę i pod wpływem browarów. Pod blond czupryną tliło się zarzewie ognia. Miał szczęście, jeżeli wzór na dupie nie okazał się finalnie fiutem. — Mniejsza, więc sama wyobraźnia?
Przystanął. Trybiki w mięsnej maszynie pracowały do przegrzania. Zrobił bardzo podobnie, niczym doktor Frankenstein sięgnął najgłębszych tajemnic ludzkiej natury. Trup nie wstał, za to nos dostał okresu.
— Teorię o niebezpiecznych ludziach, którzy znają ją za dobrze.Ruszył ponownie.
— I drugą, gdy nie opanujesz, niewidzialny Norris zasadza ci kopa.Dziewczyny nie słuchały, szły na czele grupy, przystanąwszy dopiero pod klasą 3A. Zagadały do kilku dziewczyn o Kubę, a te bez zastanowienia wskazały chłopaka i wróciły do swoich zajęć.
— Kuba? Cześć, jestem Paulina Kwiatkowska, siostra Michała. Może znasz — uśmiechnęła się lekko — To Kasia i Magda.
Dziewczyny machnęły krótko ręką.
— Ponoć masz dostęp do ciemni i mógłbyś wywołać zdjęcia. Zależy nam na szybkości, dlatego chciałyśmy prosić o pomoc, zamiast oddawać do wywoływania, które mogłoby potrwać i tydzień. Jesteś w stanie nam pomóc? To dosyć ważne, chodzi o zaginięcie.
Kuba wyglądał... zwyczajnie. Może miał nieuczesaną fryzurę krzyczącą "miałeś iść do fryzjera", ślady po trądziku na twarzy i ubrany był w typowo bazarowe ciuchy. Dla Pauliny i jej przyjaciółek (nie musiała ich pytać, potwierdzą tą) w żadnym wypadku nie był atrakcyjny. Wzruszył ramionami.
— Pewnie że mogę. Samo wywołanie czy chce też odbitki? — a po chwili jeszcze dodał, słychać było że nie już co najmniej kilka razy to mówił — Wywołany film to tylko film, podstawisz kliszę pod światło i będziesz mogła zobaczyć negatyw. Jak chcesz to na papierze, to potrzebujesz zrobić odbitki.Paulina zamilkła na chwile. Była nieco zaskoczona, że poszło tak łatwo. Nie do końca też rozumiała z początku o czym Kuba mówi. Myślała, że wywołać, to właśnie przenieść na papier. Teraz się zastanawiała czy będzie potrzeba przenieść wszystkie, czy tylko takie, które wydadzą im się podejrzane. Ale co jeśli, po samym spojrzeniu na film nie będą potrafiły tego stwierdzić?
— A drogi taki papier? Nie do końca wiemy, czego szukamy. Więc chyba namacalne zdjęcia mogłyby coś ułatwić
— Dasz radę dzisiaj? — Wtrąciła Kasia — Dużo to kosztuje? Nie powiem, abyśmy miały wiele. Może z parę dych…
Kuba jeszcze raz wzruszył ramionami.
— Pewnie że dam radę. Jak chcesz z odbitkami w tym typowym albumowym formacie — tu pokazał palcami o jaki rozmiar mu chodzi, ten typowy, których dużo mieliście w domach w albumach — to biorę za to 25 złotych. Jak chcesz w większym formacie, to i ze 30 — tu już pokazał palcami coś formatu A5, czyli jak na zdjęcia to duże. — Cena za wywołanie i odbitki całego filmu. Wszystko dostaniesz jeszcze dzisiaj, ale raczej pod wieczór. Pasuje?— Jasne, dzięki! Jak dasz adres to przyjdziemy niezwłocznie, około 18? — Ucieszyła się Paulina.
— Może być osiemnasta, odbitki muszą wyschnąć. Jak dasz mi film teraz i kasę — po chwili dodał — Nie potrzebuję tych zdjęć, jak mam wywołać film i zrobić odbitki to płacisz teraz. Albo czekasz i po lekcjach idziesz, czy tam idziecie ze mną. Dajecie film, dajecie szmal i wam wywołuję. To co chcecie?
Tu już Kuba chyba załapał, że nie tylko Paulina przy nim stoi i zaczął mówić też do wszystkich.
“Kurwa”, przeklęła Paulina w myślach. Spojrzała po wszystkich po kolei, wyglądali podobnie. Miała nadzieje, ze zdąży mu zapłacić przy odbiorze, wtedy by podkradła coś z portfela matki, a tak? Nie miała wiele przy sobie.
— Dobra zróbcie mi zbiórkę, na pewno każdy ma po piątku chociaż
Nastolatka sama zaczęła szperać w kieszeniach i faktycznie znalazła jeszcze kasę, która została jej z dyskoteki, a o niej zapomniała.
— A przy odbiorze część kasy będzie spoko? — Zagaiła jeszcze do starszaka. Żadna nie próbowała go podrywać, ani omotać, bo żadna też nie miała na to zwyczajnie humoru.
— Renata mówiła, że być może się zgodzisz na późniejszą zapłatę, w sensie wiesz, jak przyjdziemy odebrać? Byłoby spoko? Dam teraz ile mamy — Wyjęła z plecaka też aparat fotograficzny z kliszą w środku i mu podała — O, aparat w zastaw. Całkiem OK, co nie?
Dziewczyny uśmiechnęły się najładniej jak umiały. Kaśka szturchnęła Krzyska, żeby coś dosypał z kasy. Albo też się uśmiechnął.
Wyraz twarzy Kuby był... nijaki? Jakby rozmowa niezbyt go przejęła. Pewnie o tym mówiła Renata, że jest trochę dziwny.
— Renata? Nie kojarzę. Słuchaj, jedynka albo zero. 25 za wywołanie filmu i odbitki. Płacisz z góry. Albo teraz, albo po lekcjach, wtedy dasz mi pieniądze i aparat, jeżeli jeszcze nie wyciągnęłaś filmu. Naprawdę chcesz go oddać w zastaw? Naprawdę? Nie chcę tego trzymać aż mi dopłacisz — spojrzał na wiszący na ścianie zegarek, za chwilę będzie dzwonek — albo dobra, daj go. Ale pieniądze mają być jeszcze dziś wieczorem, przy odbiorze. Nie jutro, ani w przyszłym tygodniu? Rozumiesz?
Krzysiek zrozumiał co oznaczało to szturchnięcie Kaśki i zamarł. W kieszeniach nie miał nic, nawet złotówki. Wszystkie pieniądze, które wyłudził od matki na prezent dla księdza proboszcza zostawił w Miami. Może gdyby wyszedł wcześniej, może gdyby Paulina nie zatrzymała go w drzwiach dyskoteki i nie zaciągnęła na parkiet mógłby teraz zostać bohaterem i rzucić dychą. Zanim jednak zdążył w oczach dziewczyn stać się skończonym dziadem i biedakiem albo skąpcem co się nie chce składać na szczytny cel, uratowała go Paulina, która jednak dobiła targu z trzecioklasistą i dała pod zastaw swój aparat. Próbował się ładnie uśmiechnąć jak Nowakówna, ale wątpił czy potrafi to zrobić z takim polotem. Czasem dziewczyny naprawdę go przerażały bo jak się nie bać kogoś kto potrafi śmiać się albo płakać na zawołanie?
Paulina kiwnęła głową, że rozumie. Nawet przez myśl by jej nie przeszło, aby oszukać Kubę. Łatwiej po prostu byłoby wrócić do domu, wziąć kasę, niż teraz żebrać jak najwyraźniej nie było od kogo. Najbogatsza z nich akurat potrzebowała pomocy. Ale razem, jak wezmą od rodziców po dziesięć ziko, powinny dać sobie radę.
— Dzięki, do później — Rzuciła na koniec dając aparat fotograficzny, w którym była klisza. Zdziwiłoby ją, gdyby chłopak chciał ich oszukać i potem nie oddać aparatu, bowiem nie był on aż taki nowoczesny. Kuba zaś nie wydawał się być kimś tego rodzaju.
Paulina odwróciła się do reszty. Bardzo chciała zobaczyć to miejsce, gdzie stała się tragedia.
— To co, zrywka? — Zapytała dla pewności, gdyż sama ją straciła. Nie zostało bowiem zbyt wiele lekcji, a mimo to… Nie miała ochoty na nich siedzieć. Nie rozumiała, czemu zajęcia nie zostały odwołane.Pogorzelski stał z dłońmi w kieszeniach. Wpatrzony w bezkres. W umyśle toczył walkę z wewnętrznym ja, niczym samuraje przed rozpoczęciem pojedynku. Alter Mikołaj odchylał mu głowę do tyłu, wbijając rozcapierzone palce w nozdrza. Drugą ręką trzymał plecak poza zasięgiem chwytu. Plecak, pod którego podszewką była ukryta paczka fajek. Fajek, które Bochen mógłby opylić przedszkolakom na sztuki. Alter wyglebił go na matę i dobił Elbow Dropem.
— Lotto — wykrztusił. — Zagrajmy w lotto. Jutro losowanie. Będziemy mieli w opór hajsu. Żegnaj szkoło.
— Zrywka — potwierdził Krzysiek. Tymczasem Bochenek spojrzał na Mikołaja bez większego zrozumienia, ale szybko stracił nim zainteresowanie i skupił wzrok na dziewczynach.
— Lotto? Nuda. Wymyśliłem niedawno nową grę. Nazywa się Słoneczko. Kaśce na pewno się spodoba.
Bochenek zaśmiał się do własnych myśli, jakby opowiedział żart tylko który on sam rozumie.
Gdyby spojrzenie potrafiło mówić, nikt nie miałby wątpliwości, jak wielkie zażenowanie poczuły dziewczyny. Paulina nie potrafiła nic powiedzieć, Magdy twarz zaś wykrzywił taki grymas, że nie zdołałaby poderwać z takim wyrazem twarzy nawet starego erotomana. Jedynie Kasia spojrzała na Piotrka z góry, bez cienia rozbawienia.
— Serio, Bochenek — powiedziała spokojnie. — Nawet jak próbujesz być zabawny, to tylko utwierdzasz wszystkich w przekonaniu, żeby trzymać się od ciebie z daleka.
Rzuciła mu pod nogi monety, które wcześniej jej dał, nawet nie patrząc czy je zbierze.
— Zrób sobie przysługę i wróć na lekcje.
Kasia obróciła się na pięcie i chwyciła Mikołaja oraz Krzyśka pod rękę. Magda i Paulina jak trybiki w wielkiej maszynie zadziałały na słowa i gest Kasi, odwracając się również i ruszając przed siebie szybkim tempem.
Co za upokorzenie - pomyślał Krzysiek słuchając jak Kaśka gnoi jego kolegę a potem rzuca mu pod stopy pożyczone drobniaki. On sam po takiej orce pewnie już szukał sznura by ze wstydu ukręcić sobie pętlę, ale Bochenek wydawał się całkowicie niewzruszony. Albo dobrze udawał, tego Komeda nie mógł stwierdzić.
Gdy odchodzili korytarzem zasalutował im, a potem zawołał.— Auf Wiedersehen! Tylko potem nie przychodźcie do mnie z płaczem jak ten twarzowiec podpieprzy wam aparat i trzeba będzie z nim załatwić sprawę po męsku!
Zanim Krzysiek dotarł na schody zdążył jeszcze zauważyć, jak jego kolega z ławki klęka na posadzce i zaczyna zbierać monety do kieszeni mamrocząc coś pod nosem.
Szybkim tempem przebrnęli przez korytarze i zbiegli ze schodów. Na szczęście nikt nie był frajerem, aby zostawiać kurteczkę w szatni, albo zmieniać obuwie, więc gdy tylko udało im się wymknąć na boisko, byli wolni. Nie mogli spocząć na widoku na dłużej, niż do dzwonka, bo na pewno ktoś wyłapał by ich wzrokiem przez okno. Dlatego musieli się spieszyć, póki nie pokonają ogrodzenia lub furtki i nie znikną całkowicie w jakiejś alejce już poza terenem szkoły.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się
