Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [Horror] Gruzy przeszłości

[Horror] Gruzy przeszłości

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
horrorwłasnystranger thingsnastolatkowie
22 Posty 8 Uczestników 547 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • multikonciaraM Niedostępny
    multikonciaraM Niedostępny
    multikonciara
    napisał(a) ostatnio edytowany przez multikonciara
    #21

    EdytaSzulc
    Edyta Szulc

    Edyta stała w sali gimnastycznej, słuchając przemówienia pani dyrektor i filtrując je w głowie jak zestaw pakietów danych. Ostateczny werdykt: kwieciste w formie, banalne w przekazie. Nowa szkoła, a treść ta sama co zawsze. Zarejestrowała to z chłodem: spodziewała się wszystkiego i niczego, więc nic jej nie zdziwiło.

    Jedyną rzeczą, która ją naprawdę interesowała, było to, kto będzie uczył ich informatyki. W Sokołowie Śląskim do tej pory był tylko jeden nauczyciel tej dziedziny — pan Łukasz — i myśl o powrocie do jego lekcji wpisała się w jej plan niczym przewidywalny commit w repozytorium. Szóstka na koniec roku nie stanowiła wyzwania; ciekawiło ją raczej, czy w ogóle będzie sprzęt, czas i przestrzeń do prawdziwej pracy. Znała zależności: jedno miasto, jedno stanowisko, jedno ogniwo sieci. Gdy w tłumie padło jego imię, potraktowała to jak potwierdzenie hipotezy — jeśli pan Łukasz miał się pojawić, zapewne znów niczym jej nie zaskoczy. Żałowała, że szkoły na całej linii zawodziły w kwestii rozwoju uczniowskich zainteresowań i predyspozycji.

    Kiedy ktoś obok zadał pytanie zachęcającym tonem: „...idziesz dzisiaj na dyskotekę? W »Miami« robię imprezę na rozpoczęcie roku”; dla niej był to po prostu sygnał funkcji społecznej. Słowa odbiły się echem, nieskierowane, a mimo to dotarły. Nie odrzucała zabawy z natury — ale często wymagała ona reguł, których nie miała ochoty poznawać. Myśl o tłumie i improwizowanych zasadach interakcji społecznych wywoływała u niej napięcie: obawę, że odmienne zainteresowania, nieumiejętność „czytania” niuansów oraz odruchy poza przewidywalnymi skryptami uczynią z niej obiekt kpin. Unikała dyskotek nie z prostego braku chęci, lecz jako strategii ochrony przed niezrozumieniem; zwyczajnie kalkulowała ryzyko i potencjalne korzyści.

    Apel dobiegł końca; dyrektor życzyła uczniom powodzenia, zadzwoniła ręcznym dzwonkiem i oficjalnie rozpoczęła rok szkolny. Edyta poczuła przesuwnik kontekstu: z sali gimnastycznej do infrastruktury szkoły, gdzie każdy nauczyciel pełnił określoną funkcję w systemie. Michał wciąż był na jej radarze — jego wcześniejsze skinienie działało jak bezpiecznik: ktoś, z kim można odpalić test w sytuacjach krytycznych. Reszta jak na razie rozmijała się z oczekiwaniami jej systemu.

    Na chwilę w cieniu myśli pojawił się jej Krzysztof — intruz w logach uwagi: niepasujący fragment danych, który jednak wpływał na procesy. Postanowiła nie interpretować tego fragmentu. Miała plan: zbierać informacje, zapisywać, klasyfikować. I zamierzała się go trzymać. Emocje — jeśli się pojawią — miały być zarejestrowane jako wyjątki, nie jako reguły.

    Gdy nauczyciele zaczęli prowadzić klasy — odczytywanie list, przypisania, szmer — przyjęła rolę obserwatorki. Zanim trafiła do sali wychowawczej, jej świat skurczył się do zadania: zachować neutralność, nadal kolekcjonować dane, nie dać się przepalić impulsowi. Nie była tam po to, by ulec nastrojom tłumu wynikającym z infantylnego chuligańskiego wybryku.

    ***

    W klasie 1B unosił się zapach świeżej farby i zimnej lamperii; wnętrze wyglądało przewidywalnie: ławki, stare stelaże, tablica z planem lekcji odsłonięta jak specyfikacja projektu. Wychowawcą był pan Henryk Wrona; niczym przewodnik po systemie omawiał standardowe sprawy: wybory przewodniczącego, wycieczki, plan lekcji. Edyta z precyzją przepisywała godziny, katalogowała kolizje, przewidywała terminy sprawdzianów — wszystko jak dobrze opisany algorytm. Jednocześnie obserwowała klasowe klastry, notowała, kto z kim się zespala, kto prowokuje, gdzie pojawiały się centra uwagi i punkty napięć. Kiedy Wrona mówił o wycieczce na miejscowy zamek, w ławkach rozległy się szepty i śmiechy.

    I wtedy spadła papierowa karteczka, złożona na osiem. Nie przewidziała tego rzutu — była zajęta przekazem wychowawcy, a nie antycypowaniem tak nagłych gestów. Wiadomość uderzyła ją we włosy, odbiła się z ledwie słyszalnym stukiem i wylądowała za krzesłem. Jej pierwsza reakcja była natychmiastowa, lecz chłodna: zdziwienie i krótkie rozczarowanie poziomem zachowania rówieśników. Inni zapewne skrępowaliby się albo zirytowali i zareagowali natychmiast spojrzeniem lub słowem; ona wykonała procedurę — zabezpieczyła wzrokiem przestrzeń, odnotowała, kto się śmiał, kto odwrócił wzrok. Rozpoczęła rekonstrukcję trajektorii zdarzenia: czyje przygięcie tu, parsknięcie tam, gdzie ukradkowe przesunięcie sylwetki, twarz unikająca kontaktu wzrokowego. Zebrane elementy składały się w obraz osoby umiejącej być teatralnie anonimową; dla niej jednak niewystarczająco, połączenie danych z miejscem uderzenia pozwoliło przewidzieć trajektorię papierowego pocisku i wskazać źródło impulsu.

    W wyniku incydentu w klasie zapanowało skryte zamieszanie: padło stłumione przekleństwo, ciała poruszyły się niespokojnie, rzucono po sobie nerwowe spojrzenia — panika interpretacyjna: czy podniesie, co to oznacza, kto to słał, czy będzie konflikt? Szulc nie poruszyła się od razu. Pozostała przy analizie: zapisała w pamięci personalia — Krzysztof Komeda — i włączyła procedurę „kryzys społeczny: zasób minimalnej interwencji”. Kiedy nauczyciel patrzył w inną stronę, schyliła się po papier — czuła się niezręcznie, jakby sama była uczestniczką wygłupu. Wstyd jednak szybko stracił impet, bo gdy rozłożyła sytuację na elementy, zawstydzenie nie miało już pola działania; stało się obiektem do rozpracowania. Tak działały jej algorytmy: emocje przetwarzała, nie tłumiła. To dawało jej zwycięstwo — nie pozę, lecz narzędzie.

    Spojrzała na rysunek: karykaturalny bochenek w fallicznym kształcie, infantylna próba upokorzenia. Pojawiło się sardoniczne podsumowanie: „Typowe męskie hierarchie, wszystko zorientowane wokół penisa” — bardziej politowanie niż obraza. Starannie złożyła i odłożyła dowód chłopięcej głupoty na podłogę, po czym lekko odsunęła go stopą, by uniknąć afiliacji. Strategicznym brakiem reakcji obniżyła wartość gestu sprawcy; nie doceniła żartu, a adresat pozostał bez zasugerowanego komunikatu.

    Lekcja toczyła się dalej; Wrona kontynuował opowieść o wycieczce. Ona odłożyła incydent do katalogu: nie osobisty afront, lecz wzorzec — kolejny element hierarchii społecznej do zmapowania. Zapisała w myśli podsumowanie: „papier — próba poniżenia — prewencja eskalacji” — i wróciła do planu lekcji, bo zadania czekały, a dane same się nie przeanalizują.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    4
    • Pan ElfP Online
      Pan ElfP Online
      Pan Elf
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Pan Elf
      #22

      text alternatywny text alternatywny text alternatywny

      Alicja Filipowicz, Krzysztof Komeda, Paulina Kwiatkowska

      Alicja poprawiła plecak i wyciągnęła przygniecione paskiem włosy, kiedy obok niej i Pauliny wyrósł Krzysiek z miną człowieka, który właśnie wpadł na pomysł genialny albo kompletnie głupi.
      Zwianie z wycieczki i odzyskanie ostatniego dnia wolności dla siebie? Brzmiało jak coś, o czym jeszcze chwilę temu tylko marzyła. Czasami wystarczyło wypowiedzieć swoje życzenia na głos, by los sam podsunął sposób ich szybkiego spełnienia.
      Serce zabiło jej odrobinę szybciej.

      - No jasne, że wchodzę. Jak nóż w masło, czy coś - odparła entuzjastycznie, ale konspiracyjnym szeptem, tak by nie usłyszał tego nikt poza Komedą i Kwiatkowską.

      A skoro już o tej ostatniej mowa, to Alicja od razu spojrzała na nią wymownie, gdy Krzysiek zasugerował, że będą potrzebowali kogoś, kto będzie ich krył “w razie W”.

      Uniesiona brew. Półuśmiech. Ciche: no dalej.

      - To co, zgodzisz się? - zapytała prosząco Paulinę, ale w jej oczach czaiło się wyzwanie. - Ktoś musi nas uratować, jakby się wydało.

      Czy właśnie w tej małej konspirze tworzyło się klasowe trio? Może. A może to tylko jednorazowy zryw głupoty pierwszego września. Odpowiedź wciąż nie była oczywista.

      Piłeczka była po stronie Kwiatkowskiej.

      Krzysiek spojrzał na Paulinę. Nie chciał narzucać na nikogo presji. Oglądał z matką co czwartek "997" i wiedział, że krycie sprawy to też przestępstwo.

      - Bez spiny. Nie musisz się zgadzać, jak nie chcesz - powiedział konspiracyjnym szeptem. Po chwili do głowy wpadła mu myśl, której na początku nie brał pod uwagę.
      - A może wolałabyś prysnąć z nami?

      Paulina przyglądała im się przez chwilę, jakby naprawdę rozważała wszystkie za i przeciw. W rzeczywistości decyzja zapadła już wcześniej, tylko lubiła moment, w którym inni zaczynali się niecierpliwić.

      Uniosła lekko brew.
      - Zwiać? - powtórzyła cicho. - Serio?

      Na jej ustach pojawił się krótki, rozbawiony uśmiech.
      - Macie rozmach.

      Spojrzała jeszcze raz na Alicję, potem na Krzyśka.
      - Dobra. - Wzruszyła lekko ramionami. - Kryję was.

      Powiedziała to spokojnie, jakby chodziło o pożyczenie długopisu.
      - Ale ja nigdzie nie idę. Ktoś musi tu zostać i ogarniać sytuację. Poza tym… - zawahała się na moment, jakby dopiero teraz przyszło jej to do głowy. - Lepiej najpierw poznać takie miejsce. - W głowie miała włam na zamek z Kaśką i kilkoma fajnymi osobami. - Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać. - Na jej buzi wymalował się słodki półuśmiech. Wyglądała niewinnie, biorąc pod uwagę, jakie plany rysowały się w jej głowie. - Zwiedzanie to też inwestycja.

      Oparła się o szkolną ławkę i spojrzała na nich z lekką wyższością.

      - Jak coś pójdzie nie tak, mówicie, że byliście ze mną cały czas. I że odłączyliście się na chwilę, bo Krzysiek zbladł jeszcze bardziej, niż to możliwe.

      Alicja w milczeniu skinęła głową, ale błysk w jej oku zdradzał, że była zadowolona z ubitego targu. Spojrzała jeszcze tylko na Krzyśka, by mieć pewność, że i jemu ten plan pasował.

      - Mi to pasuje - odpowiedział krótko Komeda. – Dzięki Paulina. Mam u ciebie dług.

      text alternatywny

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      4
      Odpowiedz
      • Odpowiedz, zakładając nowy temat
      Zaloguj się, aby odpowiedzieć
      • Najpierw najstarsze
      • Najpierw najnowsze
      • Najwięcej głosów


      • Zaloguj się

      • Nie masz konta? Zarejestruj się

      • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
      Powered by NodeBB Contributors
      • Pierwszy post
        Ostatni post
      0
      • Kategorie
      • Ostatnie
      • Tagi
      • Popularne
      • Świat
      • Użytkownicy
      • Grupy