 |
| Othin "Zilfini" Angaztromm |
Wspinaczka dobrze robi na kondycję, a już taka na świeżym powietrzu to już w ogóle samo dobro. Oddech pełną piersią był tym czego potrzebował, lepsze to lekarstwo niźli … cokolwiek innego co on jako prosty dawi był w stanie sobie samemu zapewnić.
Kompani zostali w jaskini, no tak, nie żeby było w tym coś złego, wszak trzeba odpocząć, strawę przygotować i zleczyć zadrapania i jaskinia do tegoż nadawała się najlepiej, ale … znów skały. Krasnoluda z karaku wyciągniesz, ale karaku z krasnoluda nie. Cóż.
Jego mniej opaleni kompani mogli tego nie rozumieć, ale było nie było, to on jako pierwszy dotarł na szczyt, a to o czymś świadczyło. Może jak jeszcze trochę tak połażą to zaczną bardziej przychylnie patrzeć na Othina. “Idź tu, idź tam, prowadź, rozeznaj drogę” - owszem, od tego tu przecież był, do tego go zatrudnili i Angaztromm nie miał zamiaru tego negować, miast tego posłusznie wykonywał wolę Longrima. Z drugiej strony nie przeszkadzałoby mu gdyby ktoś kiedyś … może nie tyle docenił, co zwyczajnie zauważył że umiejętności swoje Othin zdobył nie dzięki siedzeniu pod ziemią, a właśnie poprzez szlajanie sie po powierzchni; a ażeby szlajać się po powierzchni trzeba …. szlajać się po powierzchni! No nic … szczyt … o, a co to?
Angaztromm wiedział że czas to pieniądz, zaraz doskoczy do niego reszta i będą chcieli gnać dalej za uciekinierami. Nie zwlekając, w pierszym odruchu schował trzymaną w rękach lunete do tobołka ... ah, nie ma tobołka, zatem odłożył ja zwyczajnie obok, podobnież bełty i …. kusza.
Tak, Othin dobrze znał historię swojego klanu. Może nigdy wcześniej nie opowiadał jej towarzyszom wyprawy, lecz nikt też nie pytał. Na Grimnira! Toż to było przeznaczenie. Przewodnik uniósł broń z namaszczeniem. Angaztromm - napis w khazalidzie aż bił po oczach. Zaraz obok: Zarr-Zhar - Ciskający pociskami. Może to nie to samo co legendarne krasnoludzkie oręża znane z opowieści, lecz Othinowi łeźka się w oku zakręciła. To nie jakaś tam bezimienna kusza, to Zarr-Zhar - broń wykonana przez jego przodka Baragora Angaztromma, jeszcze za sławetnych czasów bytności w Karak Varn! Dla większości po prostu kusza, wykonana przez dawi, wiec wysokiej jakości, ale dalej “tylko” kusza.
Ciężar łoża idealnie rozkładał się w dłoni, a palce niemal same odnalazły znane wyżłobienia przy chwycie. Przesunął kciuk wzdłuż drewnianego trzonu, badając włókna pod kątem mikropęknięć i odkształceń przy osadzeniu jarzma. Drewno było suche, dobrze sezonowane, bez pracy materiału. Uniósł kuszę pod światło i sprawdził symetrię łuczyska. Brak skręcenia osiowego, brak naprężeń bocznych. Metalowe okucia siedziały sztywno, nity nie wykazywały luzu. Delikatny nacisk przy gnieździe mocowania potwierdził, że jarzmo trzyma jak należy. Palce przeszły na cięciwę. Othin przeciągnął po niej paznokciem, badając skręt włókien i równomierność naciągu. Sprężystość była prawidłowa. Brak przetarć przy pętlach końcowych, brak strzępień. Naciąg technicznie wzorcowy. Oparł stopkę o kamień i powoli napiął broń, kontrolując pracę mechanizmu. Orzech spustowy wszedł w zazębienie czysto, bez opóźnienia. Lekko nacisnął język spustowy na sucho, obserwując reset sprężyny powrotnej. Mechanizm działał z precyzją godną kuźni Grungniego.Wyjął bełt i wsunął go w prowadnicę toru strzału. Sprawdził osiowość względem rowka, brak chybotania. Grot leżał idealnie w linii celowania. Przesunął palcem po zaczepie - żadnych zadziorów, żadnego ryzyka przedwczesnego zwolnienia cięciwy. Sprawdził jeszcze raz, dla pewności… i ku własnej uciesze; czy kusza nie wybełci jego zamiast pocisku. Kąt zaczepu, napięcie, stabilność łoża - wszystko zgodne z zasadą. Stan idealny. Jakby ktoś nieustannie prowadził konserwację, oliwił mechanizm, pilnował naprężeń i wyważał każdy element.
Othin skinął głową sam do siebie.
Zarr-Zhar była gotowa. A on zamierzał czym prędzej poddać poddać próbie ją oraz siebie i ustrzelić któregoś Grobi, najlepiej tego w balonie, gdyż “nietoperza” jeszcze może uda im się dogonić z buta. Pamięć mięśniowa zadziałała znakomicie, aż nadto, gdyż przez ułamek mrugnięcia okiem Othin złapał się na tym że czeka na sygnał do strzału. Uśmiechnął się pod nosem i pociągnął za spust.