Teraz walnęło to, później walnie tamto. Super forum, takie nie za stabilne. Też mam sentyment, ale wszystko ma swoje granice.
Posty
-
Powitania, pożegnania i powroty -
[WFRP 2ed] BögenhafenNie pamiętacie dokładnie, za co was zamknięto. W Bögenhafen ostatnio nikt nie pytał o powody – wystarczyło być w złym miejscu i złym czasie. Cela była niska, wilgotna i przesiąknięta zapachem pleśni, starego potu oraz strachu. Tej nocy nikt was nie niepokoił. Tej nocy coś się urwało.
Z jakiegoś powodu budzicie się w nocy, w ciszy, ciężkiej i nienaturalnej jak na więzienie. Kraty są zamknięte, a korytarz za nimi pusty, pogrążony w półmroku. Z oddali dobiega głuche bicie dzwonów i przytłumione krzyki, jakby miasto wołało o pomoc, której nikt już nie udziela. Przez zakratowane okno wpada słabe, migotliwe światło, a w powietrzu unosi się zapach dymu zmieszany z czymś metalicznym.
Nie jesteście sami. W celi siedzi jeszcze czterech ludzi. Trzech z nich milczy – skuleni pod ścianami, z pustymi oczami, jakby przestali reagować na świat. Czwarty jest inny. Wychudzony, brudny, ale zbyt uważny. Siedział tu już wcześniej, przed Waszym przybyciem. Porusza ustami bezgłośnie, jakby powtarzał słowa, których nie wolno wypowiedzieć.
Gdy w końcu na was spogląda, nie pyta kim jesteście. Mówi tylko, że „to nie jest noc na czekanie” i że “cisza w takich miejscach zawsze coś oznacza”. Potem milknie i nasłuchuje, jak pies wyczuwający burzę. Gdzieś głęboko w więzieniu rozlega się nagły trzask, jakby coś ciężkiego spadło na podłogę. Po chwili znów zapada cisza – jeszcze gorsza niż wcześniej.
Zapach dymu staje się wyraźniejszy. Czas ciągnie się nienaturalnie wolno. Jeśli straż nie wróci, nikt was stąd nie wyciągnie. A jeśli wróci… być może lepiej, żeby tak się nie stało.
Witam,
Zapraszam do udziału w rekrutacji do sesji survivalowej. Konwencja ta różni się od standardowej tym, że nie zakłada szczęśliwego zakończenia – przynajmniej nie dla wszystkich. Jej nadrzędnym celem nie jest ratowanie świata, a jedynie ratowanie własnej skóry. Za sukces uznaje się dożycie końca, w jakimkolwiek stanie. Sesja zostanie uznana za ukończoną nawet w przypadku śmierci BG, chyba że gracz zrezygnuje lub przestanie się udzielać.
Najważniejsze aspekty KP:
- Rasa: ludzka.
- Profesje podstawowe z głównego podręcznika.
- Zapewniam wyniki rzutów na cechy oraz dwie losowe zdolności.
- Dwa darmowe rozwoje.
- Umiejętności i zdolności zgodne z profesją + jedna „przekoks” – dowolnie wybrana z całego podręcznika, do ustalenia ze mną (bez: Szczęścia, Szóstego Zmysłu, Widzenia w Ciemności).
- Żywotność oraz maksymalna żywotność znane są wyłącznie MG. Obrażenia BG podawane będą wyłącznie w formie opisowej.
- Brak PS i PP.
- Brak ekwipunku, złota i srebra – poza ubraniem postacie nie posiadają niczego wartościowego. Drobne przedmioty możliwe, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem ( przeszukanie przy aresztowaniu) i po ustaleniu z MG
- Nie zakładam przydzielania PD ani rozwoju postaci.
- Nie piszemy historii postaci – imię, ksywa (ewentualnie nazwisko), avatar oraz dwa zdania opisu w zupełności wystarczą.
- Postacie mogą się znać, ale nie muszą; samo miasto znają jedynie pobieżnie, ponieważ są przyjezdnymi
Najważniejsze aspekty sesji:
- Przyjmę od 3 do 8 graczy, niezależnie od poziomu doświadczenia.
- Nie odrzucę żadnego zgłoszenia “dlatego że bo tak”, jeśli będzie miejsce przyjmę wszystkich.
- Sesję planuję prowadzić tak długo, jak długo aktywny lub żywy będzie przynajmniej jeden BG.
- Karty zbieram wstępnie do 25.01, aczkolwiek możliwe jest skrócenie i wydłużenie tego terminu
- Gramy bez PvP, gdocka oraz świadomego rozdzielania drużyny.
- Tygodniowy cykl odpisów (5 dni dla graczy, 2 dni dla mnie).
- Odpisy krótkie – bez esejów, opisów przyrody i przydługich przemyśleń. Jeśli nie macie nic do powiedzenia, nie piszecie nic – bez lania wody.
- Nie bawię się w ładne formatowanie, justowanie, grafiki i inne ozdobniki. Nie wymagam tego od graczy. Poprawność językowa i podział na akapity w zupełności wystarczą.
- Postać gracza, który nie odpisuje i nie daje znaku życia przez trzy kolejki z rzędu, ginie (istnieje możliwość zostawienia dyspozycji autopilota).
- Zakładam możliwość kontynuacji sesji, ale wyłącznie jako mglistą opcję
Najważniejsze z najważniejszych:
Nie jest tak, że za wszelką cenę będę chciał Was zabić – ale będę próbował. Zginąć będzie można przez zaniedbanie, złą decyzję lub w wyniku „sprowokowanego pecha”. Ten ostatni przypadek to na przykład nieudany rzut na Wspinaczkę postaci nieposiadającej tej umiejętności podczas próby wejścia na niemal pionową skałę. Nie będzie sytuacji w stylu: idziesz ulicą, nagle bum – zbłąkana strzała i game over. Rozumiem jednak, że taka konwencja nie każdemu może odpowiadać, dlatego nie wymagam dopieszczonej ani rozbudowanej KP, aby nie było szkoda własnej pracy. Jeśli chodzi o moje doświadczenie, jest to moja trzecia sesja PBF tego typu.Mimo wszystko – zapraszam.
Założenia ujawnione w trakcie rekrutacji
- obszerne i kwieciste opisy zgonów
- nie ujawniam swojej dedukcji mechaniki
-
W którą edycję młotka chcesz zagrać?Patrząc tymi kryteriami, to ja jestem nie mniej niz kuchnia polowa.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeWybaczcie że nie dołączę do Waszych rozkmin, sami wiecie, rozumiecie.
Czekam tylko na odpis @marrrt .
Panie kolego szanowny, zero presji, ale tylko Ciebie brakuje aby zamknąć turę w 24h.
-
Rekonesans Karak VarnDobra, odpuszczam sobie mechanikę całkowicie, w przeciwnym razie mógłbym zniechęcić się na tyle żeby zrezygnować, i to nie są tylko puste słowa. Już o tym myśląłem.
Gladin tworzy KP finalną której już nie będę analizował.
Dziękuje wszystkim za wsparcie i poświęcony czas.
Napewno coś z tego wyniosłem, ale nie chcę w to brnąć dalej teraz.Jak będzie moja karta to wpadam na pełnej pierwszym postem w RT.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen@Ketharian
Cieszę się. Niemniej jednak pragnę zaznaczyć że Przednówek nie był sesja survivalową. Tam dużą siłę przebicia miał flow postaci i gracza, więc nawet jak logiczny byłby pech, to i tak mogło się udać. W aktualnej sesji, w znakomitej większości przypadków granica między szczęściem i pechem to tylko rzut i modyfikator. To dość istotne, gdyż niektórym może to nie odpowiadać. Poza tym, ważne jest to, że zazwyczaj nie ujawniam swojej dedukcji mechaniki i to nie z powodu chęci ukrywania czegokolwiek, tylko ze zwyczajnego lenistwa. Musiałbym spędzić zbyt dużo czasu na odpowiednie generowanie i opisywanie rzutów. Oczywiście pojedyncze przypadki ok, mogę wyjaśnić, ale nie będzie pełnego backloga.PS. Też się bardzo polecam. Nawet zalajkowałem własnego posta jako efekt samouwielbienia.
@Wired
Zapisałem w pamiętniczku aby opisy zgonów były obszerne i kwieciste.PS, zapomniałeś o fekaliach rozmazanych po kamieniach, o słodko-mdłym smrodzie gnijących ciał, o cieknącej ropie, zaschniętej krwi i brei pod nogami, która chlupie przy każdym ruchu, oraz o tym duszącym odorze, który wżera się w płuca i przypomina, że tu nawet śmierć nie przynosi ulgi.
@Gladin
Zrobiłeś mi dzień tym postem. Miód na moje serce. Cieszę się że masz tyle pozytywynch wspomnień. Czytając Twój opis wróciły moje wspomnienia, aż się łezka w oku kręci.Jeśli chodzi o discordowe Chodu! to … ja, długo by to opisywać, ale w wersji tldr; poświęciłeś się dla reszty. Zresztą serwer discordowy dalej stoi, mozesz do niego wrócić i czytać jakby co.
Jeśli byś jednak znalazł czas to gorąco zapraszam.
-
W którą edycję młotka chcesz zagrać?@Wired
Na rt zagram. Zróbcie kontynuację tu. -
Rekonesans Karak VarnTak, najlepiej gadaj z jedną osobą i to właśnie z mg, bo inaczej przytłoczą cię informacje.
-
[WFRP 2ed] BögenhafenTak jest Panie i Panowie! Lada chwila, lada moment, jeno 2,5h dzieli nas od pierwszego psota w tej
masakrzesesji! -
[WFRP 2ed] Bögenhafen - Materiały -
[WFRP 2ed] Bögenhafen(...)
- Prawdziwy ogień rodzi się w ciszy.
- Imiona gniją szybciej niż ciała… miejsca nie gniją nigdy.
Nagle przestaje się kołysać i patrzy na was z lodowatą, nienaturalną jasnością.
- Jeśli ktoś dziś będzie słuchał uważnie, może jutro nie będzie musiał krzyczeć.Z lekka obłąkany współwięzień zakończył wyszukany monolog, po czym utkwił swój wzrok w ścianie. Zanim ktokolwiek zdążył zastanowić się na jego słowami przeszył was dreszcz. Początkowo każdy wziął to za coś co dotyczy tylko jego, jednakże nie, widać było że właściwie każdy wzdrygnął się mniej więcej w tym samym momencie. Rozmowny współwięzień przyłożył palec do ust na znak uciszenia Was i zastygł bez ruchu, a przynajmniej próbował.
Nieopodal więzienia coś srogo łupnęło. Łomot był niemiłosierny, gleba zatrzęsła się nieco, słychać było trzask łamanych belek, było prawie pewne że to runął stojący nieopodal budynek. Przez skromne okienka, do wnętrza, dostało się trochę ulicznego pyłu, tworząc mała chmurkę która gryzła w gardło. Do Waszych nozdrzy dotarł okropny smród - to ustęp który do tej pory był otworem w klepisku średnicą nieprzekraczający kilku cali, teraz rozpękł się, rozszerzając nastokrotnie i ukazując ciemną oraz niemiłosiernie śmierdzącą breje ścieku. To co tam płynęło, chlupotało głośno, zupełnie jak w porcie i nawet tak samo śmierdziało.
Budynek straży zdawał się być nienaruszony, ściany stały tam gdzie je przed chwilą widzieliście, lecz całość zaczęła niepokojąco trzeszczeć. Kamienna ściana, ta na lewo od wejścia do celi zaczęła się ruszać, lecz na szczęście nie zmieniła swojego położenia, to było tylko wrażenie, zauważone w półmroku. To wszyscy mali mieszkańcy od karalucha począwszy, a na szczurze skończywszy postanowili zmienić swe lokum, jak jeden mąż, na wezwanie. Pobliże ściany zaczęło się robić coraz cieplejsze, a sam mur zachęcał do przytulenia go niczym do pieca podczas zimnej nocy.
- AAAAAAAARGGGGGGGGGGGHHHHHHHH!!!! - przeciągły krzyk dobiegł z karceru, był donośny i nieludzki, a zaraz po nim słychać było jak jego właściciel rozbija się po ścianach w dzikim szale. Na szczęście nie był wystarczająco silny aby przebić kamienny mur…chyba.
-
Rekonesans Karak VarnTak jest, krasnoludzka osoba kusznicza Othin Zelaznobrodo!

-
Konwent - Pyrkon - PoznańKtoś "normalny" na to jeszcze jeździ? Jak zobaczyłem cenę i co się za nią dostaje to zrezygnowałem.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen@zell
Dzięki za wytłumaczenie formatowania
@gladin
Tak, kamienny mógłby być, ale chyba lepiej kamienny jak już.
@ketharian
Dodałem Twoją karte do materiałów. Avki spoko, czego te Ajajaje nie zrobią! -
[WFRP 2ed] BögenhafenWięźniowie zebrani przy ustępie przygotowywali się do ucieczki, starając się zrobić to w miarę bezpiecznie. Jednakże, jeśli już nawet w celi było ciemno jak dupie to cóż mogliby dojrzeć w głębi ścieku? Nic i to niezależnie czy patrzyli oczyma czy wymacywali rękoma. Chociaż przy tym drugim udało się zorientować że wszystko poniżej pewnej linii pokryte jest szlamem, co rusz obmywanym chlupoczącą słoną wodą. Na szczęście dla wszystkich pozostałych, jednocześnie niestety dla pewnego młodzieńca, temuż młodzieńcowi nie robiło to większej różnicy. Marcus nie wymacał niczego czego mógłby się złapać lub choćby oprzeć nogę i mimo wszystko wskoczył. Więźniowie usłyszeli plusk i głuche uderzenie. Czy gdyby nie knebel usłyszeli by krzyk nieszczęśnika? Ciężko powiedzieć.
Dla Wireda
Ciemno, zimno, smród, wystające skały, fale i obślizgłe … wszystko czego próbował się złapać. Niestety w kanałach nie było żadnego chodnika czy innego stabilnego podłoża. Dno zdawało się być strasznie nierównomierne, a breja nie taka znów głęboka, miotało nim okrutnie, jeśli tylko uda się mu … Nie, nie udało się. Marcus desperacko próbując utrzymać się na powierzchni i zorientować się w sytuacji przydzwonił łbem w kamień i nastała ciemność, jeszcze poważniejsza niż ta wcześniejsza, gdyż … wieczna.
Minęła chwila, lecz zakneblowany współwięzień nie wypłynął. Czy to dobrze czy źle? Kto następny aby sprawdzić?
Padło kilka zarzutów w stronę obłąkanego “proroka”, jednakże on sam nie bardzo się tym przejął, nawet cios nie zrobił na nim większego wrażenia. Dalej siedział tam gdzie siedział i patrzył z politowaniem na tych co mieli mu najwięcej do powiedzenia, po czym wskazał palcem coś za ich plecami.
Trzech pozostałych współwięźniów, cichych i mało ruchawych do tej pory, wstało i nie patrząc na brak przewagi liczebnej, z gołymi pięściami rzucili się na Hieronima, Ulricha (tego co zbójem nie był) oraz Ergo. Na szczęście nie mieli przy sobie nic co mogłoby posłużyć za broń, a ich umiejętności również nie były na zbyt wysokim poziomie, lecz to co było w nich niepokojącego to spojrzenie. Oczy przepełnione mieszanką gniewu i szaleństwa, zorientowane na cel.
Coś za murem znów strzeliło. Pęknięcie, które zaczęło się od ustępu “powędrowało” po podłodze, w stronę ściany z kratami. Budynek trzeszczał, sypał się pył z trących o siebie belek i kamieni.
Nigdzie nie było słychać aby ktoś próbował gasić ogień, uciekać, krzyczeć, nic, zupełnie jakby byli w tym mieście sami. Strażników, których zabawy czasami było słychać piętro wyżej, również jakby wywiało, wszakże nie siedzieliby spokojnie podczas pożaru.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeNie ma to znaczenia.
-
[WFRP 2ed] BögenhafenTak proszę Państwa.Zabójstwa hurtowe, za 2 zgodny jeden gratis! Przy urwanej nodze, ręka idzie w pakiecie!
A 1k3 to będzie sesja trwała w ogóle (ktoś myślał inaczej?) Także aby trochę pograć sugeruje posty wysyłać po jednym zdaniu, żeby w ogóle po Was jakiś ślad się ostał.
Niemniej jednak rozumiem Twoje podejście Gladin. Dobrze byłoby Cie widzieć (mięso armatnie zawsze na propsie), ale nie na siłę.
No, Ket to ma karte idealna. A szczerze powiedziawszy to chciałem zrobić karty tak jak wczesniej. Że kazdy ma kazda ceche 25 i dwie czy tam jedna 35, do tego 3 um, 2 zd i finito, własnie żeby było mniej roboty i mniej żal postaci. Pomysł organizacyjnie dobry, ale sami gracze nie odebrali pomysłu zbyt entuzjastycznie ( masochiści).
-
[WFRP 2ed] BögenhafenŚciana po lewej robiła się coraz gorętsza, jednakże póki co pożar nie rozprzestrzenił się zbytnio. Ku uciesze więźniów, nic również nie wybuchło. Wspólnymi siłami udało się wyważyć mocno osłabione kraty. Później poszło już zdecydowanie prościej. Przemknąć przez z lekka zadymiony korytarz, następnie schody na górę oraz klapa - ciężka gdy otwiera się ją od dołu, lecz siły ani motywacji nikomu nie brakowało. Można było obawiać się strażników, lecz ci nie interweniowali, a gdy więźniowie wyszli na górę pewne rzeczy rozjaśniły się nieco.

Pomieszczenie wspólne było opuszczone, ni żywego ducha. Wszystko wyglądałoby dość normalnie, gdyby nie solidna barykada blokująca otwarcie głównych wrót oraz okna zabite czym tylko się dało i było akurat pod ręką. Sprzęty kuchenne były na swoich miejscach, podobnie jak narzędzia warsztatowe, chociaż te ostatnie z lekka w nieładzie.

Piętro wyżej również było opuszczone, dwoje drzwi było zamkniętych ( chociaż nikt nie próbował ciągnąć za klamkę). W jednym, na podłodze klęczał strażnik z insygniami dowódcy, w trzewia miał wbity miecz - tyle było widać przez dziurkę od klucza. W drugim jakiś spasły wieprz, również w stroju strażnika, lecz bez zbroi, leżał bez życia na ziemi, przy suficie wisiał sznur. W obu pomieszczeniach coś jeszcze było, lecz mały otwór nie pozwalał na zbyt szeroki pogląd.
Kwatera wspólna … To było ciekawe, strażników co prawda nie dane było uświadczyć, lecz ich pancerze były na miejscu. Brakowało broni, lecz na stojakach lub bezpośrednio na ziemi, przy każdym z posłań znajdowały się kolczugi. Wyjście na dach było otwarte. Szybki rzut oka: ktoś przywiązał linę do blanki, a jej drugi koniec zwisał po zewnętrznej stronie muru, spuszczając się bezpośrednio na ulicę.
Okna, zarówno na parterze jak i na piętrze, były na tyle małe ażeby nie dało się przez nie wygodnie przejść, lecz na tyle szerokie aby swobodnie przez nie wyjrzeć…gdyby tylko nie zamknięte okiennice. Przez szpary bohaterowie dostrzegli niemały tłum ludzi wałęsających się po podwórzu. Na oko licząc było ich ze dwa tuziny, a może i więcej. Jednakże problemem nie byli sami ludzie, co ich dziwne zachowanie, w jednym momencie wyglądali jak bezwładna masa, aby w drugim zareagować jak jeden mąż na niewidzialne i niesłyszalne polecenie.

Pożar domu po drugiej stronie ulicy szalał w najlepsze. Drewniany budynek nie opierał się ogniu, co innego murowana strażnica. Płomienie muskały ściany i wdzierały się wolniej, lecz prędzej czy później strawi również posterunek. Nikt nie gasił pożaru, na ulicach nie było widać ludzi, chociaż osąd mógł być zniekształcony przez dym i dość małe szpary w okiennicach.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeChłopaki, ależ wy mnie inspirujecie. To byłoby całkiem nie głupie wypłynąć jako chaotyczny chart chaosu.
-
[WFRP 2ed] BögenhafenNa tyle, na ile zdołaliście się zorientować, miasto wznosi się nad morzem, u wylotu rzeki, na jedynym w tej przeklętej okolicy fragmencie stabilnego gruntu – nagiej skale, wystającej z bagien niczym zęby trupa. Wszystko wokół, jak okiem sięgnąć, to cuchnące mokradła: mgły wiszące dniami i nocami, gnijące drzewa, topieliska bez dna. Bagna pochłonęły już niejedną armię, której dowódcy uwierzyli mapom, przewodnikom albo własnej pysze. Po dziś dzień mówi się, że w cichsze noce słychać tam szczęk zbroi i krzyki tonących.
Na wyspę prowadzą cztery drogi - przynajmniej według oficjalnych opisów.
Pierwsza to kamienna grobla, jedyna lądowa droga do miasta. Wąska, wyniesiona ponad bagno, popękana od lat i przesiąknięta krwią bardziej niż deszczem. Na jej końcu wznoszą się bramy, masywne i ponure, za którymi zawsze czeka straż - czujna i daleka od litości.
Druga droga prowadzi od strony morza. Port jest potężny,i obstawiony tak, że samo wpłynięcie do basenu portowego bez zaproszenia jest czystym szaleństwem. Nawet jeśli ktoś zdołałby ominąć łańcuchy, baterie balist i wieże obserwacyjne, pozostaje jeszcze wewnętrzny mur portowy - gruby, wysoki i stale patrolowany. Morze tu nie jest sprzymierzeńcem; zdradliwe prądy i nagłe sztormy zdają się sprzyjać obrońcom bardziej niż ludziom.
Trzeci sposób…próba dotarcia do miasta przez bagna i rzekę. Pieszo – bagno wciągnie cię po pas, po pierś, po szyję, zanim zdążysz zrozumieć, że grunt pod stopami nigdy nie był prawdziwy. Łodzią – ostre jak brzytwa skały przy ujściu rzeki rozrywają kadłuby, a zdradliwe wiry wciągają wszystko, co ośmieli się podpłynąć zbyt blisko murów. Ci, którym „się udało”, nie zostawili po sobie żadnych świadków.
Czwarty sposób natomiast nie istnieje.
I każdy, kto twierdzi inaczej, prędzej czy później znika.W Bögenhafen stacjonuje armia - oficjalnie po to, by strzec porządku w regionie, nieoficjalnie, by nikt nie zapomniał, kto tu naprawdę rządzi. Kilka oddziałów straży miejskiej zajmuje się codziennymi problemami: bójkami, kontrabandą, ciałami wyłowionymi z kanałów. Nad wszystkim czuwa lokalna władza - niewidoczna, odległa i doskonale poinformowana.
Miasto tętni handlem. Gildie kupieckie rywalizują ze sobą otwarcie i po cichu, kompanie morskie werbują ludzi szybciej, niż morze ich zabiera, świątynie bóstw wszelkiej maści przyjmują wiernych. Kilku magusów działa tu legalnie - a reszta skrywa się w zaułkach, piwnicach i ruinach starszych niż samo miasto.
Pomiędzy tym wszystkim kłębi się pospólstwo: uchodźcy, awanturnicy, dłużnicy, marzyciele i desperaci. Każdy przybył tu po coś innego: złoto, władzę, zapomnienie, albo tylko po to, by zniknąć w tłumie.
W powszechnej opinii mieszkańców Bögenhafen jest miastem nie do zdobycia - miastem-państwem-twierdzą. Jedyną rzeczą, która naprawdę może mu zagrozić, jest zaraza. Dlatego miasto podzielono na strefy i dzielnice, oddzielone murami i bramami, które można zamknąć szybciej, niż ogień wypalający choróbstwo zdąży zgasnąć. A gdy choroba się rozprzestrzenia… cóż. Ogień jest skuteczny. Tak samo jak zapomnienie.
I właśnie dlatego nikt tu nie śpi spokojnie.
