Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
multikonciaraM

multikonciara

@multikonciara
Informacje
Posty
14
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    multikonciaraM multikonciara

    text alternatywny

    Edyta Szulc

    Edyta opuszczała kościół z miną godną kamiennego posągu i głową ułożoną dokładnie tak, jak ułożyła jej włosy pedantyczna matka — gładko zaczesane, elegancko spięte, bez choćby jednego odstającego kosmyka. Jakby każdy włos także miał do spełnienia swój obowiązek. Była ubrana zgodnie z konwencjonalnym, konserwatywnym szykiem: prosta szara spódnica do kolan, biała koszula zapięta pod szyję, cienki sweter w chłodnym kolorze, buty starannie wypastowane, ciemna torebka zawieszona równo na jednym ramieniu. Odpowiadało jej, że matka wybierała materiały tak, by nie prowokowały uwagi ciała — szwy, guziki i kołnierze musiały pozostawać neutralne, jak poprawnie skonfigurowany interfejs użytkownika.

    Niemniej to, co z zewnątrz prezentowało się jak modelowy konformizm, było w znacznej mierze maską narzuconą przez surowy instruktaż — zimną regułą, dzięki której miała utrzymywać nienaganny porządek. Rodzice traktowali estetykę jak protokół: schludność wyznaczała jedną z granic, w których wolno jej było oddychać. Nawet ktoś taki jak ona odczuwał to jak permanentny stan asfiksji, do którego niestety z czasem zaczęła się przyzwyczajać.

    Bo kiedy ktoś wystarczająco długo żyje w ciasnej klatce, z braku perspektyw może zacząć się w niej urządzać. Jej ułatwiał to chłodny temperament oraz umiłowanie reguł i uporządkowanych struktur. Jednak zgodnie z matematycznymi aksjomatami — mimo że każdy kwadrat jest prostokątem, nie każdy prostokąt musi być kwadratem — porządek porządkowi nierówny. Ten rodzicielski miał charakter nadzorczy, absolutystyczny i przesycony stadnymi odruchami, które Edytę głęboko brzydziły. Przez nadmierne psychiczne tarcie i ciśnienie na jej wyidealizowanej, wymuszonej formie zaczęły pojawiać się pierwsze drobne rysy i pęknięcia. Dochodziło do niej, że nadmierny ład tak naprawdę nie dawał jej szczęścia, tylko redukował straty. Był strategią, nie wartością.

    Zapach kościelnego kadzidła osiadł w jej gardle nazbyt długo, jakby powietrze miało wyjątkową lepkość. Ulgę poczuła dopiero w drodze do samochodu ojca, kiedy znalazła się na zewnątrz i dystans do ludzi dało się zmierzyć w metrach, a nie w dotyku. Idąc, Edyta nie myślała zanadto o zakończonej religijnej szopce. Pokazowa religijność społeczeństwa — w zestawieniu z codziennymi zachowaniami tak wyraźnie przesycona hipokryzją — odpychała ją. Zasady, których nikt nie traktował literalnie, a mimo to oczekiwano, że sama będzie je respektować bez pytania. Było to równie niespójne co sam przekaz płynący ze świętych ksiąg, które po analitycznej lekturze uznała w dużej mierze za niedorzeczne, zaś doklejoną do nich historyczną tradycję odbierała jako narzędzie kontroli. A mechanizmów tejże nie trzeba było jej zanadto tłumaczyć, bo dzięki rodzicom doświadczała ich od kilkunastu lat na własnej skórze, przez co nie miała najmniejszego problemu z rozpoznawaniem wzorca.

    Myślała więc o wakacjach i o tym, jak niewiele z nich zachowało się w pamięci poza paroma sekretnymi spotkaniami z partnerem, czasem spędzonym przy komputerze i książkach, czy zardzewiałymi kadrami telewizyjnych relacji. Powódź — kajaki na ulicach wielkich miast, obrazy z telewizji — docierała do Sokołowa raczej jako informacja niż wydarzenie. Zresztą, do niej zdarzenia zawsze docierały z opóźnieniem; sens przychodził szybciej niż uczucie, które musiało najpierw znaleźć bezpieczne miejsce. Niedawna powódź istniała dla niej jako suchy wpis w notatniku: przyczyna → skutek → ryzyko powtórzenia.

    Wypolerowane Volvo ojca warknęło na podjeździe niczym drapieżne zwierzę podkreślające swą dominację — chrom błysnął w porannym świetle. W samochodzie Edyta trzymała się przesadnie prosto, jakby auto było kolejnym urządzeniem wymagającym opanowania. Podczas jazdy nie odzywała się, jedynie biernie i beznamiętnie słuchała. Każda wypowiedź miała dla niej wagę energetyczną. Słuchać było taniej niż odpowiadać. Wpatrzona w przestrzeń za szybą, zapisywała w pamięci każdy ton i każdą wartość — nie dlatego, że wierzyła w mądrość przekazywanych przez rodziców rad, lecz dlatego, że dane należało gromadzić. Jej matka i ojciec, zachłyśnięci narracją społecznego awansu po transformacji, ekonomicznymi kazaniami Wilczka i Balcerowicza, drogim Volvo i rozmowami o inwestycjach, budowali świat zewnętrzny według własnych wzorców. Edyta korzystała z ich zabezpieczeń, ale wiążące się z nimi oczekiwania paliły ją jak drobne zwarcie w obwodzie: wymagania pozbawione najmniejszego przyzwolenia na słabość czy wzruszenie. Paradoksalnie to właśnie tej zgody brakowało jej najbardziej.

    Edyta — w epoce, kiedy świat cyfrowy dopiero zaczynał wspinać się po drabinie codzienności — nosiła w sobie tajemnicę skrojoną na miarę: Optimusa 486 z modemem 28.8 kbps. Dla innych było to drogie hobby; dla niej — instrument kontroli. Przy komputerze istniał porządek, reguły i przewidywalność: algorytm, który nie kłamał i nie oceniał. Maszyna nie wymagała interpretacji intencji. Reagowała dokładnie na to, co zostało wprowadzone — i to było uczciwe.

    Pomyślała przez chwilę o domu. Rodzice w towarzystwie z dumą przywoływali jej nagrody z naukowych konkursów i olimpiad, Edyta zawsze czuła z tego powodu mieszankę zmęczenia i cichej satysfakcji. Trofea stanowiły dokumentację, dowody, że system działał, lecz nie niosły ze sobą żadnej czułości. To, czego jej brakowało najbardziej, nie miało jednostki miary i nie dawało się zapisać na dyskietce — choć często łudziła się, że wystarczy jeszcze jeden certyfikat, by zasłużyć na coś więcej niż zwykłą aprobatę.

    W oknie jadącego auta przewijały się obrazy ludzi — znanych i nieznanych. Nielicznych uczniów, z którymi dzieliła konkursy i drobne triumfy. Myślała o nich bez większego sentymentu, z zawodową niemal obojętnością: imiona jako etykiety, zachowania jako klasy w programie. Jedynie jej Krzysztof nie poddawał się tej matrycy. Rejestrował się jako anomalia, coś zdolnego zaburzyć system. W jego obecności musiała wykonywać więcej obliczeń naraz. System działał, ale szybciej się nagrzewał. A jednak był w nim element zależności, błędnie opisany w umysłowych notatkach jako „potrzeba”. Potrzeba, której nie umiała nazwać bez ryzyka. Element zależności — słowo niebezpieczne, bo odsłaniające możliwość odrzucenia.

    Za szybą pojawiały się reklamy rodzącego się kapitalizmu: sklepy, szyldy, zielone plamy ogródków działkowych, mokre po powodzi łąki i trawniki wciąż ocienione wilgocią. Miasto pachniało papierosami, tanim paliwem i deszczem; z parasolowych budek telefonicznych dobiegały pojedyncze głosy, a w oddali migała czerwona kopułka dworca PKP. Telefony stacjonarne czyniły rozmowy mniej natychmiastowymi — komunikację trzeba było planować i ustalać z wyprzedzeniem. Dawało to Edycie osobliwy komfort: możliwość zaprogramowania spotkania, przewidzenia opóźnienia, zbudowania harmonogramu, w którym nikt nie pojawia się bez ostrzeżenia. Spontaniczność spotkań czy rozmów ją męczyła. Planowanie było w jej mniemaniu formą uprzejmości.

    Zanim wysiedli, dziewczyna wyjęła z torebki walkmana z kasetą zawierającą jeden z ulubionych albumów. Nie włączyła go. Schowała urządzenie tam, gdzie zawsze — w wewnętrznej kieszonce blisko serca, choć serca otwarcie raczej nie okazywała. Muzyka pełniła dla niej ważną funkcję testera: pozwalała zmierzyć, ile czułości potrafi wydobyć i unieść jej bagaż porządku. Czuć bez konieczności reagowania — a to była rzadka forma bezpieczeństwa.

    Wysiadła z samochodu, poprawiła spódnicę, sprawdziła ukryte notatki z planem dnia i wzięła oddech — precyzyjny, odmierzony, jak przed rozpoczęciem operacji. Zawsze zaczynała od ustawienia parametrów bazowych. Dopiero potem mogła wejść w środowisko. Spojrzała raz na starą część szkoły, raz na dobudówkę, po czym ruszyła w stronę wejścia krokiem łączącym samokontrolę z cichą determinacją: Trzeba zdebugować świat. Zaczynając od siebie.

    ***

    Edyta weszła do łącznika i przystanęła na chwilę, jakby przełączała kolejny znany sobie tryb: próg między światem zewnętrznym a szkołą był dla niej granicą kontekstu. Tam — dom: twarde zasady, listy oczekiwań. Tu — obcy ludzie, instytucja rządząca się własnymi regułami, błędami i lukami do rozpoznania. Już wcześniej odnotowała ceglaną fasadę od ulicy Dworcowej, dalej łącznik, „tysiąclatkę” — otynkowany blok klas — oraz salę gimnastyczną po lewej, w której ustawiono stoły dla nauczycieli niczym panel sterowania. Ta potransformacyjna hybryda architektury działała na jej zmysły: zimne mury, echo rozmów i kroków, zapach świeżej farby, a także nuta stęchłej wilgoci — wspomnienie po powodzi, zapisane w ciężkości powietrza.

    Dla Edyty szkoła była interfejsem. Wejście — procedura. Apel — protokół. Ocena — wynik. Inni przeżywali początek roku jako podniosły rytuał pierwszych ławek, nowych zeszytów i strojów galowych. Dla niej to była mapa zależności i możliwych ścieżek, także takich, które prowadziły ku ucieczce. Myślała o olimpiadach, o nagrodach poukładanych w jej pokoju jak pliki, o Optimusie 486 czekającym w kącie — symbolu świata leżącego poza prowincjonalnym Sokołowem. Cele miały u niej postać planu: programować, rozwiązywać zadania, zdobywać kolejne punkty dostępu do świata, który przestawał być tylko małym miasteczkiem.

    text alternatywny

    W korytarzu w pobliżu sali gimnastycznej rozlegały się rozmowy, śmiechy i papierowe szelesty. Nauczyciele przy stołach w środku okazałego pomieszczenia stali się kolejnym źródłem danych: dyrektorka w kwiecistej sukni, nauczycielka w ciemnoszarej garsonce — mimika, gesty, zajmowanie przestrzeni sygnalizowały hierarchię i to, kto trzyma serwer.

    Edyta obserwowała ludzi z precyzją neurochirurga i dystansem socjobiologa, ale nie było w tym chłodu bez uczuć — raczej intensywne, skoncentrowane czytanie sygnałów. Rejestrowała drobne oznaki rodzącego się życia szkolnego: dziewczyny wymieniające krótkie uśmiechy, komentarze o jutrzejszych lekcjach, kogoś zaciągającego się papierosem przy krańcu dziedzińca. Nie szukała natychmiastowych sympatii; mierzyła reakcje, analizowała wzorce zachowań i ich powtarzalność. Jej dobry kolega Michał Nowak — niepozorny, uporządkowany „matematycznie” — był dla niej jasnym punktem na radarze, stabilnym procesem, zawsze gotowym do konsultacji przed testem. Rozpoznała też inne twarze z podstawówki, spostrzegła również osoby z większych konkursów naukowych — potencjalne węzły do wymiany zasobów intelektualnych — a także lokalne anomalie, jak dotąd nieznana jej romska artystka Aishe Mirge, czy „punkty chłodne” jak dwaj szkolni łobuzi — Maciej Chaber i Michał Mazur, klasyczne wyjątki w systemie moralnym, które należało ominąć albo zawczasu zmapować ich schematy na wypadek ewentualnej konfrontacji.

    Jednak etykiety, które im nadawała, nie wyczerpywały rzeczywistości; były jedynie wygodnymi punktami orientacyjnymi w chaotycznym morzu informacji, bardzo przydatnymi w ocenie sytuacji dla kogoś takiego jak ona.

    Myśli Edyty na ogół oscylowały między dwoma biegunami: „Jak to działa?” i „Jak mogę to przekształcić, żeby działało po mojemu?”. Edukacja miała dla niej funkcję instrumentalną — środek, nie cel. Lubiła logikę, rywalizację i klarowność olimpiad, nienawidziła rozmów o niczym, pustych gestów i instytucjonalnej hipokryzji. Umiała przybrać fasadę pobożności w kościele czy na lekcjach religii, bo pozór ułatwiał funkcjonowanie w systemie. Jednocześnie głęboko pod planami tliło się nieuporządkowane pragnienie: żeby ktoś dostrzegł ją nie tylko jako wynik, ale jako człowieka z własnym wnętrzem.

    Kiedy porządkowano listy uczniów, nowe twarze jawiły się jej jako pola do przeszukania. Nauczyciele rzucili krótkie instrukcje: kto gdzie powinien stać, jak ustawić rzędy, kto powinien stanąć na końcu. Edyta ustawiła się w miejscu przeznaczonym dla pierwszoklasistów i obserwowała tłum z boku. Wszystko układało się w jej głowie jak logiczna tablica. Czuła mechaniczny spokój — miała już przygotowane mentalne scenariusze na szczególne przypadki. Nie oczekiwała od nowych kolegów i koleżanek serdeczności tak bardzo, jak pragmatycznych sojuszy, ale to nie znaczyło, że brakowało jej wrażliwości — po prostu jej sposób przeżywania świata był inny.

    Głos dyrektorki, wyraźnie podniesiony i lekko piskliwy, odcinał się od zgiełku i wymuszał ciszę. Jej przemowa sunęła jak przelewające się pakiety danych — trzeba je było przyjmować uważnie, bo część ginęła w hałasie. Szulc stała i słuchała beznamiętnie, gdy nagle poczuła czyjeś spojrzenie — to Michał skinął w jej kierunku, na co odpowiedziała minimalnym ruchem.

    W takich chwilach, jak procedura rozpoczęcia roku szkolnego, Edyta mogła odnosić wrażenie, że stanowi jedynie fragment większego programu. Ale pod tą sekwencją kryło się coś kruchego i niełatwego do policzenia: własny, niemy apel, by ktoś ujrzał w niej coś więcej.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    multikonciaraM multikonciara

    Ładnie się Krzysiu zaprezentował xD

    text alternatywny

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    multikonciaraM multikonciara

    EdytaSzulc
    Edyta Szulc

    Edyta stała w sali gimnastycznej, słuchając przemówienia pani dyrektor i filtrując je w głowie jak zestaw pakietów danych. Ostateczny werdykt: kwieciste w formie, banalne w przekazie. Nowa szkoła, a treść ta sama co zawsze. Zarejestrowała to z chłodem: spodziewała się wszystkiego i niczego, więc nic jej nie zdziwiło.

    Jedyną rzeczą, która ją naprawdę interesowała, było to, kto będzie uczył ich informatyki. W Sokołowie Śląskim do tej pory był tylko jeden nauczyciel tej dziedziny — pan Łukasz — i myśl o powrocie do jego lekcji wpisała się w jej plan niczym przewidywalny commit w repozytorium. Szóstka na koniec roku nie stanowiła wyzwania; ciekawiło ją raczej, czy w ogóle będzie sprzęt, czas i przestrzeń do prawdziwej pracy. Znała zależności: jedno miasto, jedno stanowisko, jedno ogniwo sieci. Gdy w tłumie padło jego imię, potraktowała to jak potwierdzenie hipotezy — jeśli pan Łukasz miał się pojawić, zapewne znów niczym jej nie zaskoczy. Żałowała, że szkoły na całej linii zawodziły w kwestii rozwoju uczniowskich zainteresowań i predyspozycji.

    Kiedy ktoś obok zadał pytanie zachęcającym tonem: „...idziesz dzisiaj na dyskotekę? W »Miami« robię imprezę na rozpoczęcie roku”; dla niej był to po prostu sygnał funkcji społecznej. Słowa odbiły się echem, nieskierowane, a mimo to dotarły. Nie odrzucała zabawy z natury — ale często wymagała ona reguł, których nie miała ochoty poznawać. Myśl o tłumie i improwizowanych zasadach interakcji społecznych wywoływała u niej napięcie: obawę, że odmienne zainteresowania, nieumiejętność „czytania” niuansów oraz odruchy poza przewidywalnymi skryptami uczynią z niej obiekt kpin. Unikała dyskotek nie z prostego braku chęci, lecz jako strategii ochrony przed niezrozumieniem; zwyczajnie kalkulowała ryzyko i potencjalne korzyści.

    Apel dobiegł końca; dyrektor życzyła uczniom powodzenia, zadzwoniła ręcznym dzwonkiem i oficjalnie rozpoczęła rok szkolny. Edyta poczuła przesuwnik kontekstu: z sali gimnastycznej do infrastruktury szkoły, gdzie każdy nauczyciel pełnił określoną funkcję w systemie. Michał wciąż był na jej radarze — jego wcześniejsze skinienie działało jak bezpiecznik: ktoś, z kim można odpalić test w sytuacjach krytycznych. Reszta jak na razie rozmijała się z oczekiwaniami jej systemu.

    Na chwilę w cieniu myśli pojawił się jej Krzysztof — intruz w logach uwagi: niepasujący fragment danych, który jednak wpływał na procesy. Postanowiła nie interpretować tego fragmentu. Miała plan: zbierać informacje, zapisywać, klasyfikować. I zamierzała się go trzymać. Emocje — jeśli się pojawią — miały być zarejestrowane jako wyjątki, nie jako reguły.

    Gdy nauczyciele zaczęli prowadzić klasy — odczytywanie list, przypisania, szmer — przyjęła rolę obserwatorki. Zanim trafiła do sali wychowawczej, jej świat skurczył się do zadania: zachować neutralność, nadal kolekcjonować dane, nie dać się przepalić impulsowi. Nie była tam po to, by ulec nastrojom tłumu wynikającym z infantylnego chuligańskiego wybryku.

    ***

    W klasie 1B unosił się zapach świeżej farby i zimnej lamperii; wnętrze wyglądało przewidywalnie: ławki, stare stelaże, tablica z planem lekcji odsłonięta jak specyfikacja projektu. Wychowawcą był pan Henryk Wrona; niczym przewodnik po systemie omawiał standardowe sprawy: wybory przewodniczącego, wycieczki, plan lekcji. Edyta z precyzją przepisywała godziny, katalogowała kolizje, przewidywała terminy sprawdzianów — wszystko jak dobrze opisany algorytm. Jednocześnie obserwowała klasowe klastry, notowała, kto z kim się zespala, kto prowokuje, gdzie pojawiały się centra uwagi i punkty napięć. Kiedy Wrona mówił o wycieczce na miejscowy zamek, w ławkach rozległy się szepty i śmiechy.

    I wtedy spadła papierowa karteczka, złożona na osiem. Nie przewidziała tego rzutu — była zajęta przekazem wychowawcy, a nie antycypowaniem tak nagłych gestów. Wiadomość uderzyła ją we włosy, odbiła się z ledwie słyszalnym stukiem i wylądowała za krzesłem. Jej pierwsza reakcja była natychmiastowa, lecz chłodna: zdziwienie i krótkie rozczarowanie poziomem zachowania rówieśników. Inni zapewne skrępowaliby się albo zirytowali i zareagowali natychmiast spojrzeniem lub słowem; ona wykonała procedurę — zabezpieczyła wzrokiem przestrzeń, odnotowała, kto się śmiał, kto odwrócił wzrok. Rozpoczęła rekonstrukcję trajektorii zdarzenia: czyje przygięcie tu, parsknięcie tam, gdzie ukradkowe przesunięcie sylwetki, twarz unikająca kontaktu wzrokowego. Zebrane elementy składały się w obraz osoby umiejącej być teatralnie anonimową; dla niej jednak niewystarczająco, połączenie danych z miejscem uderzenia pozwoliło przewidzieć trajektorię papierowego pocisku i wskazać źródło impulsu.

    W wyniku incydentu w klasie zapanowało skryte zamieszanie: padło stłumione przekleństwo, ciała poruszyły się niespokojnie, rzucono po sobie nerwowe spojrzenia — panika interpretacyjna: czy podniesie, co to oznacza, kto to słał, czy będzie konflikt? Szulc nie poruszyła się od razu. Pozostała przy analizie: zapisała w pamięci personalia — Krzysztof Komeda — i włączyła procedurę „kryzys społeczny: zasób minimalnej interwencji”. Kiedy nauczyciel patrzył w inną stronę, schyliła się po papier — czuła się niezręcznie, jakby sama była uczestniczką wygłupu. Wstyd jednak szybko stracił impet, bo gdy rozłożyła sytuację na elementy, zawstydzenie nie miało już pola działania; stało się obiektem do rozpracowania. Tak działały jej algorytmy: emocje przetwarzała, nie tłumiła. To dawało jej zwycięstwo — nie pozę, lecz narzędzie.

    Spojrzała na rysunek: karykaturalny bochenek w fallicznym kształcie, infantylna próba upokorzenia. Pojawiło się sardoniczne podsumowanie: „Typowe męskie hierarchie, wszystko zorientowane wokół penisa” — bardziej politowanie niż obraza. Starannie złożyła i odłożyła dowód chłopięcej głupoty na podłogę, po czym lekko odsunęła go stopą, by uniknąć afiliacji. Strategicznym brakiem reakcji obniżyła wartość gestu sprawcy; nie doceniła żartu, a adresat pozostał bez zasugerowanego komunikatu.

    Lekcja toczyła się dalej; Wrona kontynuował opowieść o wycieczce. Ona odłożyła incydent do katalogu: nie osobisty afront, lecz wzorzec — kolejny element hierarchii społecznej do zmapowania. Zapisała w myśli podsumowanie: „papier — próba poniżenia — prewencja eskalacji” — i wróciła do planu lekcji, bo zadania czekały, a dane same się nie przeanalizują.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    multikonciaraM multikonciara

    To ja też się pochwalę swoją kartą 😄

    Imię i Nazwisko: Edyta Szulc.

    CECHY
    Ciało: 2
    Technika: 5
    Serce: 2
    Umysł: 5

    UMIEJĘTNOŚCI
    Programowanie: 3
    Analiza: 3
    Śledztwo: 2
    Pojmowanie: 3

    Typ: Haker (Programowanie, Analiza, Pojmowanie)

    Motywacja

    Edyta jest popychana do działania przede wszystkim przez niegasnący głód intelektualnego wyzwania i pragnienie ucieczki od dusznej dla niej rzeczywistości — komputery i analiza złożonych problemów dają jej poczucie kontroli i iluzję sensu w pełnym chaosu i oczekiwań świecie, gdzie ludzie wydają jej się niemądrzy, nieprzewidywalni i frustrujący. Chce udowodnić sobie (a niekoniecznie rodzicom), że jej inteligencja pozwoli jej wyrwać się z małomiasteczkowego marazmu i osiągnąć coś znaczącego w erze rodzącej się technologii cyfrowej. Jednocześnie podświadomie szuka prawdziwego zrozumienia i akceptacji, których brakuje jej w relacjach z otoczeniem. Wynikająca z frustracji nihilistyczna i mizantropiczna postawa każe jej kwestionować i podważać sens wszystkiego, ale to właśnie ten zawód irracjonalnością świata motywuje ją do swego rodzaju „naprawiania” go poprzez logiczne myślenie i rozpracowywanie systemów — zarówno cyfrowych, jak i społecznych. Marzy o świecie, który dałoby się po prostu „zdebugować”.

    Ulubione kawałki:

    • „Bitter Sweet Symphony” The Verve — utwór, który rezonuje z jej nihilistycznymi tendencjami, poczuciem izolacji i rozgoryczeniem prozą życia. Słucha go na kasecie w walkmanie, analizując tekst pod kątem filozoficznym, co pomaga jej przetwarzać emocje, których nie potrafi wyrazić w relacjach z ludźmi.

    • „Walking in My Shoes” — Depeche Mode
      Nie dlatego, że jest smutny. Dlatego, że jest chłodny, zdystansowany i oskarżycielski, a jednocześnie boleśnie szczery.

    Oparcie

    Michał Nowak, kolega z klasy, olimpijczyk z matematyki, introwertyczny i nieco neurotyczny chłopak o podobnym poziomie inteligencji, który jest w niej skrycie zakochany i zazdrosny o jej „związek”. To jedyna osoba, której Edyta zaufała na tyle, by zdradzić sekret o Krzysztofie, a rozmowy z nim (po szkole, rzadko telefoniczne, bo „nie lubi słyszeć swojego głosu w słuchawce”) pozwalają jej wyrzucić z siebie frustracje i poczuć się mniej samotną, bo choć nawet on nie rozumie jej do końca — redukuje to jej stres i zgryzoty, ponieważ Michał słucha bez osądu i czasem rzuca trafne, racjonalne uwagi. Chłopak czuje, że jej w jej toksycznej relacji ze starszym mężczyzną „coś jest nie tak”, ale jeszcze nie wie co.

    Problem

    Edyta jest emocjonalnie i poznawczo uwikłana w toksyczny związek z Krzysztofem Bojanem, dotkniętym kryzysem wieku średniego 50-letnim pracownikiem średniego szczebla w TP SA, alimenciarzem, lowelasem i manipulatorem podającym się za kawalera i „prawie 40-latka”, który groomuje ją podstępnie, umiejętnie wykorzystując jej psychiczną izolację i poczucie wyższości. Z racji wieku dziewczyna widzi w nim „dojrzałego partnera” i rozmówcę, ale relacja ta jest pełna manipulacji, emocjonalnego szantażu i ukrytego wykorzystywania — mężczyzna karmi jej ego, by utrzymać kontrolę i zaspokajać swoje cielesne potrzeby, jednocześnie wykręcając się od wszelkiej odpowiedzialności, co jeszcze bardziej pogłębia mizantropię i alienację Edyty, choć z racji swego wieku, epoki i miejsca niepełnoletnia Szulc nie dostrzega jeszcze pełnej toksyczności tej chorej relacji.

    Wstyd

    Edyta w duchu wstydzi się swojego braku przystosowania i umiejętności społecznych spowodowanych (niezdiagnozowanym i słabo rozumianym jak na owe czasy w społeczeństwie) zespołem Aspergera (otoczenie i ona sama uważają ją po prostu za „dziwną”, „szorstką” i „oschłą”). W szczególności momentów, gdy w przeszłości próbowała „być normalna” na imprezach klasowych, ale zawsze kończyło się to niezręcznymi faux-pas, jak na przykład zbyt dosłownym odebraniem dowcipu, czy zbyt dosłownymi komentarzami na temat cudzej głupoty, co prowadziło do wyśmiewania i innych werbalnych ataków. Szulc cierpi z tego powodu i skrywa to głęboko, ale jej kolega Michał doskonale o tym wie.

    Wyjątkowy Przedmiot

    Komputer Optimus Prime 486 DX2 (16 MB RAM, Windows 95) z zaawansowanym jak na 1997 rok modemem 28.8 kbps (kupiony przez rodziców jako dodatek komputera, ale tak samo, jak PC, dodatkowo zmodyfikowany własnoręcznie przez Edytę), który daje +2 do Programowania.

    Dlaczego? Bo Edyta nie tylko na nim pracuje — ona zna go od środka. Rozkręcała obudowę, wymieniała podzespoły, grzebała w BIOS-ie. To jej prywatna twierdza, jedyne miejsce, gdzie świat zachowuje się zgodnie ze zrozumiałymi zasadami. Technicznie rzecz biorąc, pozwala jej na szybsze i bardziej dyskretne połączenie z siecią (w tamtych czasach rzadkość w małym miasteczku), co ułatwia hakowanie i analizę danych online, dając przewagę w cyfrowych zadaniach, a jej modyfikacje czynią go unikalnym narzędziem do omijania ograniczeń telefonicznych linii.

    Opis postaci

    Edyta to szczupła, wysoka jak na swój wiek (ok. 170 cm) nastolatka o bladej cerze i nieznacznie przygarbionej postawie, prostych, ciemnych włosach do ramion (zawsze starannie uczesanych i spiętych, bo rodzice wymagają „prezentowania się”), ubrania w stylu „grzecznej uczennicy-kujonicy” — spódnice za kolano, swetry, koszule, wszystko z dobrych sklepów we Wrocławiu, co podkreśla status rodziny, ale bez przesadnej ekstrawagancji. Zachowuje się powściągliwie, analitycznie — mówi mało, ale precyzyjnie, unika kontaktu wzrokowego, preferuje samotność lub rozmowy o faktach/technologii. Emocje tłumi niemal do zera; gdy coś ją porusza, objawia się to bezsennością i przesadnym, kompulsywnym analizowaniem.

    Jej mizantropia objawia się w subtelnych grymasach pogardy, gdy słyszy „głupie” i „infantylne” opinie rówieśników, ale powierzchownie jest uprzejma, bo tłumi emocje, w głębi bojąc się otwartego i całkowitego wykluczenia oraz niedotrzymania standardów „nienagannej opinii” surowo wymaganej od niej przez rodziców. Zespół Aspergera sprawia, że ma trudności z intuicyjnym odczytywaniem emocji i intencji, ale bardzo dobrze radzi sobie z analizą i wzorcami.

    Ateistka i antyteistka — irytuje się na lekcjach religii, ale z racji społecznie wymaganego konformizmu i wyznania udaje pobożność.

    Ze sobą nosi: plecak z zeszytami (każdy przedmiot w osobnej okładce, notatki perfekcyjnie zorganizowane), kalkulator naukowy, walkman z kasetami (w tym ulubionymi The Verve i Depeche Mode), notes na szybkie szkice kodów/programów, paczkę gum do żucia (na stres) i dyskietki z danymi (ukryte w kieszeni, bo komputer to jej pasja). W pokoju oprócz komputera ma książki o programowaniu oraz stosy nagród i notatek z olimpiad, a także innych konkursów szkolnych.

    Tło rodzinne

    Rodzice Edyty to zamożni, apodyktyczni przedstawiciele nowej klasy średniej po transformacji ustrojowej.

    • Ojciec, Jan Szulc (45 lat), jest dyrektorem lokalnego oddziału banku PKO, wierzącym w neoliberalny szybki sukces „obrotnych”. Wobec córki jest protekcjonalny i twardy. Wymaga od niej absolutnego posłuszeństwa, potrafi grozić jej wyrzuceniem z domu za choćby najmniejszą oznakę buntu.
    • Matka, Ewa Szulc (42 lata), starsza księgowa, mocno religijna (fanka JPII) i bardzo konserwatywna, wymagająca perfekcji, wzorowych ocen, „odpowiedniego prowadzenia” i „wyjścia na ludzi”, co oznacza zdobycie prestiżowego zawodu takiego jak lekarz czy prawnik.

    Oboje nie rozumieją pasji Edyty do komputerów (kupili jej PC bardziej jako drogi gadżet, symbol własnego statusu, niż prezent — zupełnie nie dostrzegają potencjału IT). Mają tylko jedną córkę, więc przez nią spełniają swoje wydumane ambicje — wygrane olimpiady to ich „trofea”, którymi mogą pochwalić się w towarzystwie małomiejskiej śmietanki.

    Dużo od niej wymagają, ale nigdy nie oferują jej autentycznego uznania, co tylko pogłębia frustrację dziewczyny. Rodzina ma głębokie śląskie korzenie (dziadkowie pochodzili z wielopokoleniowych górniczych rodzin), ale po 1989 roku wspięli się społecznie. Mieszkają w dużym domu na obrzeżach Sokołowa Śląskiego, jeżdżą Volvo 850 (ojciec planuje zmienić na coś lepszego, najlepiej Mercedesa klasy E).

    BNi

    • Julia Kowalska: ekstrawertyczna, popularna dziewczyna z klasy, blondynka o bujnym temperamencie, zawsze w centrum plotek i imprez, dobra w sporcie, ale słaba w nauce — Edyta widzi w niej uosobienie „głupoty rówieśników”, choć powierzchownie się z nią dogaduje, bo Julia jest miła i niekonfliktowa.
    • Tomasz Lis: cichy, nieśmiały chłopak z uboższego domu, pasjonat poezji, historii i książek, unika tłumów — potencjalny sojusznik Edyty w intelektualnych dyskusjach, choć ona pogardza jego emocjonalnością i brakiem ambicji w przedmiotach ścisłych.
    • Magdalena Król — klasowa gwiazda, urok osobisty, przeciętne oceny, świetnie odnajduje się pośród ludzi. Nie znosi Edyty, bo wyczuwa jej pogardę — choć Edyta nigdy nic nie powiedziała wprost.
    • Tomasz Rybak — chłopak z „tyłu klasy”, słucha metalu, ma starszego brata w wojsku. Jest jednym z nielicznych, którzy traktują Edytę neutralnie, bez idealizacji ani wrogości.
    Archiwum horror nastolatkowie własny stranger things

  • W co byście zagrali? Lista życzeń.
    multikonciaraM multikonciara

    @Gladin Niekoniecznie musi być to kalka Mad Maxa na asfaltowej drodze i w pojeździe mechanicznym. Zasadniczo chodzi mi o gatunek, w którym fabuła koncentruje się wokół podróży bohaterów. Podróż jest tu kluczowa, bo tego typu fabuły dosłownie i symbolicznie toczą się w ruchu. Bohaterowie przemierzają przestrzeń — zwykle fizycznie rozległą i nieprzyjazną — a sama podróż staje się narzędziem ich przemiany, testem wartości, relacji, sensu istnienia itd.

    Sondy

  • Rekonesans Karak Varn
    multikonciaraM multikonciara

    @Wired napisał w Rekonesans Karak Varn:

    No i gdy mowa nie o całej kampanii ale o samej sesji badania karaku, to nawet postacie złodziei (w oczach dawi) którzy chcą tam się dostać jedynie by się wzbogacić i uciec z łupem do Imperium by mogły dołączyć.

    text alternatywny

    Rekrutacje warhammer 4ed warhammer krasnoludy dawi karak varn karaz ankor

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    multikonciaraM multikonciara

    @Arthur-Fleck napisał w [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały:

    XD Zajebiste. Żadne słowa nie oddadzą tego co porządnie zrobiona ilustracja 😄 Brawa za kreatywność

    Sytuacja skojarzyła mi się poniekąd z memem student passing paper. Więc poczyniłam taką konwersję 😄

    Przy okazji Krzysztof miał fart, że trafił Edytę, czyli kujona, który nie lubi donosić. Gorzej by miał jakby to była Kaśka Stobiecka. Wtedy mógłby pomarzyć o zerwaniu się z wycieczki do zamku.

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • W którą edycję młotka chcesz zagrać?
    multikonciaraM multikonciara

    @Gladin napisał w W którą edycję młotka chcesz zagrać?:

    @multikonciara wypowiedz się szerzej, jakie inne edycje masz na myśli?

    Np. Old World, albo 3e. Może coś nieoficjalnego, ale nie na k100. Tak jak wspomniana nakładka.

    @philm napisał w W którą edycję młotka chcesz zagrać?:

    a z innych opcji jest jeszcze nakładka do wfrp na genesys - https://www.perilous.eu/wersja-polska
    Nawet ostatnio zamówiłem i genesys i tę nakładkę (była fanowska akcja wydruku)

    W sumie to 3e śmiga na wersji alfa mechaniki genesys. Niemniej pełna konwersja na ostateczną wersję silnika powinna być lepsza.

    Sondy warhammer gurps gurpshammer warhammer 1ed

  • W co byście zagrali? Lista życzeń.
    multikonciaraM multikonciara

    Zagrałabym w postapokaliptycznej sesji drogi o ciężkim i surowym klimacie z naciskiem na survival, moralną szarość i trudne, niewygodne wybory. Zależy mi na świecie wyniszczonym i zdziczałym, z osobliwymi kulturami wyrosłymi na ruinach świata. Miejscu, gdzie zawsze trzeba mieć się na baczności, zasoby są skrajnie ograniczone, ludzie bywają odczłowieczeni, a strzelaniny są brutalne i ryzykowne.

    Sondy
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy