– Jeśli zgodzisz się nas prowadzić, będziesz przewodnikiem, nie przynętą. Dość istot zostało już tutaj użytych jak narzędzia – rzekł Kraghul.
Dorlivin jednak wzruszył ramionami.
– To nie-życie jest bez żadnej wartości. Jeśli będzie pożytek ze mnie, tym lepiej dla was! – odparł.
W miarę rozmowy orka i Dorlivina, Zaira zeskoczyła ze stołu. Uprzednio skupiła się na tym, czym mogła być trucizna w jedzeniu. Elfka obwąchiwała zatrute jedzenie przez jakiś czas i niekiedy odwracała grotem strzały pokrojone kawałki.
Zaira skonstatowała, że trucizna, którą poczęstował ich gospodarz, musiała być jakimś rodzajem mocnego środka usypiającego, na tyle silnego, by zasnąć twardym snem na parę lub paręnaście godzin.
Zdawało się jednak, że ów środek był całkowicie pozbawiony zapachu, smakowania zaś mięsiwa elfka poniechała. Koniec końców, fałszywy Auldegrund, chwile przed zastygnięciem w śnieg wydawał się oszołomiony i senny. Tedy, wyciągnęła wniosek: mieli zasnąć, a nie być zabici.
Wreszcie, Zaira wyciągnęła ze swego plecaka podróżnego narzędzia medyka: bandaże i laudanum, obok którego były naturalne medykamenty znalezione w dziczy.
Rozwinęła bandaże i poczęła aplikować roztwór z kory wierzby i kupalnika, uśmierzając ból i próbując w niemagiczny sposób potraktować rany swych towarzyszy.
| Zaira |
Nature Check (Wisdom +0, Expert +8, Natural Medicine +2) |
20 |
Rezultat: Sukces. |
| Zaira |
Nature Check (Wisdom +0, Expert +8, Natural Medicine +2) |
27 |
Rezultat: Krytyczny sukces. . |
Kraghul odzyskuje 13 PW.
Zakareth odzyskuje 9 PW.
Ponownie mogli opatrzyć swe rany za jakąś godzinę.
~
Dorlivin szedł pierwszy, jak ustalono.
Fałszywy krasnolud wydawał się być całkowicie obojętny co do swojego losu i wykonywał wszystkie polecenia na podobieństwo konstruktu, którym kierowała tylko ślepa żądza zemsty wobec własnego stwórcy. Pozostali ustawili się za nim, ostrożnie idąc jeden po drugim, sam Dorlivin bowiem nie znał w pełni rozkładu Lwiej Loży. Kraghul, Zakareth, Jaithe i Zaira poczęli odwiedzać wszystkie pokoje, do których mieli przystęp.
Kuchnia i spiżarnia
Kuchnia urządzona była surowo i skromnie, acz funkcjonalnie. Wielki, kamienny piec został wbudowany w północne lico skalnej ściany i, choć pomarańczowe płomienie dawały światło i ciepło, wyglądało na to, że w jakiś niezrozumiały sposób drewno nie dymiło ani trochę. Zapewne magia? Były tutaj też noże, kociołek, patelnie i cały arsenał kuchenny, którym zapewne para krasnoludów przyrządziła posiłek. Nieco pozostałości po tym przygotowywaniu zostało na stole: połowa cebuli, trzy nadmiarowe ziemniaki i jeszcze cały antałek wina.
Obok pieca zostały rozłożone narzędzia alchemiczne - cztery puste fiole z resztkami jakiegoś szarego płynu, mały palnik na oliwę i pojedyncza kolba zatkana korkiem. Obok tego moździerz i destylator. Choć zapach był przyćmiewany przez przejmujące doznania ziół, to jednak bliższy rekonesans z destylatorem wyjawiał, że całość cuchnęła lekkim, niedostrzegalnym niemal zapachem przywodzącym na myśl zgniłe jaja.
Zaira, sprawdzając resztki proszku w moździerzu stwierdziła, że krasnoludy warzyły tutaj nic innego, jak truciznę znaną pod nazwą Pajęczej Grzybni. Trucizna była silnym środkiem nasennym: ten, który zjadł choć tylko naparstek, zasypiał snem, niby martwy, na wiele godzin.
Spiżarnia była pustym pomieszczeniem: wydawało się, że Auldegrund i jego świta simulacrum przechowywała tylko tyle jedzenia, aby przygotować jedną ucztę. Wewnątrz podróżnicy znaleźli jeszcze trzy szklane fiole, które znowuż Zaira zidentyfikowała jako nektar grozokwiatu: w trzech fiolkach znajdowały się porcje bladozielonego płynu. Według tego, co zrozumiała łowczyni, nektar, raz zaaplikowany na strzałę, wywoływał przerażające wizje.
Pokoje gości
Para południowych drzwi otwierała się na korytarz, który zapewne miał prowadzić pokojów dla gości Lwiej Loży. Rząd czterech zwykłych, drewnianych drzwi znajdował się w kamiennym korytarzu, który rozświetlany był magicznymi pochodniami. Te, choć dawały światło, nie wydzielały żadnego ciepła. Zdawać się mogło, że nie było tutaj żadnych pułapek albo zasadzki, lub też… Być może ta jeszcze nie znalazła ich? Grupka podróżników, wiedziona przez Dorlivina, otworzyła pierwsze z drzwi.
Wnętrze pokoju było proste i surowo urządzone. Pojedyncze, wyrzezane z niedbałością biurko i jeden, drewniany kubek na nim, a przed nimi spartańsko wyglądające krzesło. Dębowe łoże, posłanie ze średniawej jakości, szarej tkaniny, która została wypchana zasuszoną paprocią.
Coś obrzydliwego wisiało na południowej ścianie.

Była to wypchana, ludzka głowa. Pozostałości po czymś, co było kiedyś ludzkim mężczyzną zostały zawieszone na drewnianej tarczy, zaś skóra błyszczała lekko w świetle pochodni, jako że czerep zdał się być pokryty cienką warstwą żywicy. Szklane oczy zostały wprowadzone nieco krzywo, nadając twarzy groteskowego zeza.
Na szczęście, wewnątrz pokoju nie było żadnych pułapek - być może Auldegrund pokładał tyle pewności w truciznę i jego stworzone z substancji cienia klony, że po prostu nie przewidywał porażki?
Iście, na to wyglądało, bowiem każdy z trzech pozostałych pokoi miał trofeum podobnego rodzaju: w każdym z nich było trofeum elfa, gnoma i niziołka, wszystkie spreparowane z wprawą zawodowego kuśnierza. W szufladzie jednego z biurek Jaithe znalazła porzucony piszczel, Zakareth zaś pod jednym z łóżek zlokalizowała zasuszoną dłoń.
Całe to przeszukiwanie, sprawdzanie i macanie wszystkiego zajęło około godziny; akurat na czas zmiany bandaży i ponowne opatrzenie Zakareth i Kraghula. Zręczne elfie dłonie pracowały nad ranami jej kompanionów, aż wreszcie dwójka mogła odczuć ulgę.
| Zaira |
Nature Check (Wisdom +0, Expert +8, Natural Medicine +2) |
19 |
Rezultat: Sukces. |
| Zaira |
Nature Check (Wisdom +0, Expert +8, Natural Medicine +2) |
27 |
Rezultat: Krytyczny sukces. |
Kraghul odzyskuje 6 PW.
Zakareth odzyskuje 25 PW.
~
Północne dźwierze
Wreszcie, zbadawszy wszystkie pomieszczenia wokół sali uczt, podróżnicy podeszli do północnych drzwi.
Niepozorne, drewniane drzwi wyglądały tak samo surowo i prosto, jak wszystkie pozostałe w Lwiej Loży. Czy naprawdę była tutaj pułapka? Ork, elfka, krasnolud i dwie spaczone przez magię wytężyli oczy, jednak tylko Zakareth była w stanie dojrzeć małą, niepozorną runę naniesioną na drzwi.

Jaithe, kiedy tylko Zakareth wskazała jej runę, rzuciła Wykrycie Magii; zaiste, drewniane drzwi emanowały dosyć silną aurę magiczną. Cóż… Czy potrzeba było cokolwiek więcej co do tego, że jest tutaj pułapka?
Spaczona stanęła przed drzwiami, zaś jej dłonie rozbłysły ciemnoniebieską energią magii, która była wspólna dla wszystkich tradycji: boskiej, wtajemniczeń, okultyzmu i pierwotnej. Zaklinaczka przez chwilę kreśliła magiczny symbol i wyrzekła wreszcie słowo, a fala energii pomknęła przez przestrzeń.
Drzwi zabrzęczały złowrogo, powietrze zapachniało ozonem. W jednej chwili jednak wszystko ustało.
Przejście stało otworem.
Ołtarz
Grota wysoka na około dwadzieścia stóp przechodziła naturalnie w większą jaskinię na południu. W miejscu, w którym znaleźli się, znajdował się drewniany stół otoczony sześcioma krzesłami. Obfite, choć chybotliwe światło zdawało się emanować ze strony stalaktytów, których końce lizały zaklęte płomienie.
Różnorakie narzędzia zostały rozrzucone na stole wokół pułapki na niedźwiedzie, w której środku znajdowała się czaszka humanoida. W stronę północy, do dwóch drewnianych ram przybito skóry. Na nich zaś znajdowały się malowidła. Te przedstawiały humanoida o głowie lwa, który rzygał ogniem i dosiadał jakąś dziwną hybrydę smoka i konia. Oba z malowideł przedstawiały tą samą scenę, choć detale nieco zmieniały się: w jednym malowidle przejeżdżał on przez górskie szlaki i knieje, w drugim zaś stał na środku miasta, otoczony przez pokonane, ludzkie sylwetki. Nie było wątpliwości, że postać człeka-lwa miała naturę diabła lub też demona pośledniejszego rodzaju.
Na południe zaś rozciągała się półka skalna, szeroka na jakieś pięć stóp, która także była rozświetlana przez tuziny stalaktytowych pochodni. Półka skalna tworzyła pewnego rodzaju ścieżkę nad przepaścią w dole.
Podróżnicy przyjrzeli się malunkom na rozciągniętych skórach. Po paru chwilach, Zakareth nie miała wątpliwości, przed czyją podobizną stoi: był to Alocer.
Podobizny piekielnego księcia, znanego też jako Pana Watahy, w upiorny sposób zdawały się przeszywać wzrokiem tego, który na nie spoglądał. Oba z tych obrazów przedstawiały księcia Piekieł podczas łowieckiej rejzy. Sposób wykonania nieco różnił się, jednak detale zgadzały się niemal co do matematycznej joty: diabeł miał głowę lwa, w jego paszczy tlił się ogień, miał na sobie skórzany pancerz, zaś szponiaste dłonie dzierżyły napięty łuk, którego strzała płonęła.
Dorlivin jednak tylko splunął ze złością na ołtarz.
– Przekleństwo – mruknął krasnolud.
Choć ścieżka prowadziła dalej, wzdłuż skalnej półki, podróżnicy rozejrzeli się wokół: pod stołem rytualnym znajdował się zestaw narzędzi do składania sideł, a także mały kuferek, wewnątrz którego piątka znalazła strzały ze srebrnymi grotami i garść zwojów zaklęć. Pod stołem znalazł się także stos małych elementów, takich jak sprężyny, kolce, żyłki, metalowe pręty. Kraghul rozpoznał, że były to narzędzia do zakładania sideł.
