Strumienie brudnej wody były rozchlustywane miarowymi krokami dwóch przybyszów Środkowej Dury. Krople były przecinane wiatrem, wirowały i lśniły w świetle wiecznych latarni, aby wreszcie upaść na kamienne ulice tego miejsca. Deszczówka płynęła miarowo w arterii rynsztoka, aby wreszcie spotkać się z brzegiem i kapać do otchłani rozciągającej się na dół. Stamtąd, skąd nadal dochodził smród Trybów.
– Raz powąchałeś, nigdy nie zapomnisz – mężczyzna, na oko ponad pięćdziesięcioletni, rzekł w przestrzeń - ni to do siebie, ni to do swego towarzysza, aby podjąć nucenie. – Hmm… Hmm… Mmm.
Thalamer był ubrany w swój zwykły, ciemnoszary płaszcz. Prosty i zgrzebny, jednak blichtrze nigdy magowi nie zależało. Jego srebrnoczarna broda, tak samo, jak odzienie wierzchnie, była ułożona i zaczesana tylko do punktu schludności i funkcjonalności.
Kroki wojennego konstruktu - Varoka - rozbryzgiwały ciemne strugi i stanowiły kontrast do lekkich i niezobowiązanych, tych, które należały do Thala. Ciemny, ponad dwumetrowy kształt sunął w milczeniu za człowiekiem, któremu uśmieszek z ust wydawał się nie mieć nigdy zejść.
Głowy napotkanych na ulicy odwracały się momentalnie, widząc, jak konstrukt wyłania się z mroku ulic, jednak wzrok gapiów nie zatrzymywał się na opancerzonej sylwetce zbyt długo. Nie warto było przyciągać uwagi tego… Czegoś. A w każdym razie, takich motywów wśród gapiów dopatrywał się Thal, któremu żal było jego własnej uwagi na coś, co mogło zwrócić uwagę na niego samego.
Znak Króla Ognia, choć przecinał mrok, nie wydał się Thalowi szczególnie zachęcający. Mag przystanął przez chwilę - gdzieś tam, nieco dalej, biegła jakaś mała sylwetka, zdaje się, złodzieja lub też złodziejki. Także i tutaj znalazło się parę oczu, które śledziły jego samego i jego towarzysza przez jakiś czas, jednak Sharn i okolice niewątpliwie widziały wielu dziwnych jegomościów i Thal nie wątpił, że nawet w Środkowej Durze jego towarzysz nie był aż tak dziwnym zjawiskiem. A w każdym razie, nie na pierwszy rzut oka…
Żar tawerny, który buchał z jej wnętrza przypomniał mu jeszcze raz o Trybach, w których ostatnimi czasy spędzał sporo czasu - mniej ciekawskich oczu, ludzie przyzwyczajeni do pewnych manier, na których mu zależało. Mniej kłopotów. Łatwiejsza szmuglerka. I inne detale.
Nagle, mżawka zewnętrza zmieniła się w wonne wnętrze tawerny, zaś hulający wiatr i zimno ustąpiły gwarowi głosów ludzkich i innych ras. Gwar, kiedy tylko Varok przekroczył próg, zniżył się i już miałby ucichnąć, kiedy nieoczekiwanie został podjęty na nowo. Thal przechylił swą głowę na jedną stronę i zlustrował otoczenie, wolno idąc przed siebie. Różnorakie akcenty, których części nie rozpoznawał - slang goblinów, klątwy z Breland. Uwagę Thala zwróciło parę lekko błyszczących amuletów przy szynku, jednak, poniechał. “Interesy, interesy” - ponaglił siebie.
Szukał swojego kontaktu przez parę dłuższych chwil. W gruncie rzeczy, gdzieś, z tyłu jego głowy zakiełkowała myśl, że może, może… Ale nie. Był tam. Alestair. Trochę inny niż zazwyczaj i być może nieco mniej pewny siebie, na pierwszy rzut oka.
– Zapewne obędzie się bez kłopotów – mruknął do Varoka półgębkiem, naprawdę chcąc, żeby przynajmniej w tej spelunie kłopoty dały sobie spokój.
Jowialnym krokiem podszedł w stronę alkowy, Varok zaś podążał za nim.
– Alestair – Thal rozłożył ręce. – Rzekłbym, że kopę lat, ale cholera, jakoś tak sobie myślę, że wkrótce będę cię widzieć więcej, niż bym sobie kiedykolwiek życzył.
Thal usiadł, nie przejmując się Varokiem.
– Wyglądasz okropnie, zupełnie jak ja. To co, zamówimy coś mocniejszego?
– Thal - półelf wstał i podał mu rękę z uśmiechem - Powiedziałbym, że cieszę się na twój widok, ale nie chcę zaczynać wieczoru od kłamstewek - uśmiechnął się, po czym skinął głową konstruktowi - Varok. Coś mocniejszego się przyda, ale najpierw interesy.
– Widzisz, lubię ten twój aspekt osobowości, właśnie to, tutaj – mag zabębnił palcem o krawędź stołu. – Ty po prostu wiesz, po co ja tu jestem. Między innymi. Zatem…
Thal uczynił zamaszysty gest, ponaglając Alestaira.
– I wiesz też, że robię dla tych, co oferują najlepszy interes. Ten będzie dobry, hmm?
– Dla ciebie powinien być - Alestair położył dłoń na teczkach - Zlecenie jest już złożone u Kundaraków, standardowa stawka. A poza tym informacje, o których wspomniałem. Te są dla ciebie atrakcyjne, prawda?
Thal milczał przez chwilę, ważąc swe słowa.
– Taak – przeciągnął nieco. – Moje plany są niezmienne, acz, rozumiesz, jestem elastyczny w dotarciu do nich. Doceniam, doceniam… Doceniam twą pamięć. W takim razie rzeknę, stawka dobra. Choć, wnioskując po tym, jak wyglądasz, zastanawiam się, czy jej nie podbić.
Thal wydał z siebie perlisty śmiech.
– Oczywiście, pewne informacje są warte każdej ceny.