Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
SantorineS

Santorine

@Santorine
Developer
Informacje
Posty
212
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
1
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami
    SantorineS Santorine

    Kilka chwil ciszy zakłócane było knajpowym szumem. Zgromadzenie chwile milczało, pogrążone we własnych rozważaniach, planach i werbalizujących się taktykach.
    - Dziś nie znajdę w sobie ochoty na cięższy kaliber - wskazał Borin butelkę na stole, wstając z krzesła - Ale zimne piwko… to insza rozmowa. Ktoś jeszcze reflektuje?

    Taer łagodnie zaprzeczył ruchem głowy, ale Gundrik pokiwał i mruknął aprobującą, tak samo jak Alestair, zaś Bekhesh krótko odmówił.

    Borin skierował się do baru, wykorzystując czas aby dojrzeć grupy które wcześniej wskazał Taer. Jeśli spodziewano się konspiracji – a spodziewano się – to mogli być z tym powiązani…

    – Dzięki wielkie, wszak skoro już nakreśliliśmy, jak będziemy działać, to czy nie czas czym prędzej wziąć się do roboty? – Thalamer zabębnił palcami o stół. – Tak czy inaczej moje kontakty zdradziłyby mi nieco więcej o rzeczach, które się wydarzyły ostatnimi czasy. Tak… – mag poskubał swoją siwą brodę, wybiegając myślami znacznie w przyszłość. – Acz trzeba by pomyśleć nad sensownym centrum dowodzenia. No chyba, że planujemy planować w Królu Ognia.

    - Bekhesh zaoferował swoje studium; dlaczego by nie skorzystać? - elf bez specjalnego nacisku przypomniał propozycję hobgoblina - Tryby są nieco zbyt głęboko żeby wygodnie operować, ale ponoć akurat ono jest nieco wyżej -

    - W dobrych porach roku mam tam odrobinę słońca, a położone jest blisko wind jadących zarówno w górę jak i dół Sharn. - podjął wywołany - Możemy też spotykać się u Alestaira, ale zakładam że nasze cele mogą być żywotnie zainteresowane śledzeniem jego ruchów. Nie ułatwiajmy im pilnowania nas poprzez regularne zbiórki u niego.

    - Ech… zbiegowie i zorganizowana przestępczość. Zaraza. - mruknął tylko Gundrik.

    - Nasz przyjaciel z pewnością by nas nie prosił o pomoc gdyby miało być prosto. I jest to okazja żeby zrobić coś “dobrego” dla Ja’Shaarat. Brak protestów traktuję jako zgodę, każę moim kontraktorom nieco zmodyfikować wystrój pod nasze potrzeby.

    - Nie chciałbym, żebyś się zanudzał, Gundriku - śledczy kiwnął głową na propozycję hobgoblina - Zmiana lokalizacji to dobry pomysł, dostarczę tam też kopię moich akt. Mimo wszystko nie wydaje mi się, żeby zbiegowie mnie śledzili, ale zapewne ci, którzy zorganizowali wypadek, już to robią.

    - Po prostu wcześniej się zamartwiałem w czym będzie trzeba ci pomóc, a teraz… a teraz… - krasnolud potarł dłonie patrząc na Alestara - Pomogę ci… a teraz widzę że to będzie dużo mniej lub bardziej skrytych i popieprzonych cieni… które przydałoby się nauczyć czym jest strach. Jeśli rozumiesz o co mi chodzi… - widać było że krasnolud chce coś powiedzieć ale ma problem w ubranie tego w okrągłe słowa - Nie znoszę bogolskich salonów i gierek. Są istoty do rozpieprzenia i trzeba je rozpieprzyć. I tych co staną na drodze do tego. A wiem że tymi drugimi będą typy których ruszysz… i zacznie się wszystko sypać w sposób kaskadowy.

    W tym czasie
    Borin rozmówił się kilka chwil z małżeństwem niziołków, z uśmiechem wymieniając się kilkoma bezsensownościami, które budowały przyjemne relacje. Poprosił o kilka piw i gdy były przygotowywane udał się do toalety, spuścić balast. Jeszcze wchodząc czuł na sobie spojrzenie i gnolli, i goblinów.

    Rozpoznał ich. Mniej więcej. Generalnie. Tyle ile do jakich grup należeli. Daask, których znał dobrze i Pakt Znir. Z tymi nie miał za bardzo do czynienia.

    Zamknął za sobą drzwi. Zgodnie z planem opróżnił pęcherz, ale to nie było wszystko. Osłoniony od wzroku przymknął oczy i skupił się. Pozwolił magii płynąć, gdy wsłuchiwał się w głosy miasta, by z nich wyszukać czegoś o interesujących… i również drobne zaklęcie ochronne, na wypadek gdyby dalej poszło gorzej niż oczekiwał.

    Kilka chwil później wracał do stolika, niosąc w rękach nie dwa, a sześć piw, chwytem który wyglądał na solidniejszy niż by wcześniejsze przypuszczenia mogły sugerować. Postawił jedno przed Gundrikiem, drugie przed Alestairem ale reszty nie puścił.
    - Pójdę wybadać coś u naszych przyjaciół. Widzę, że co poniektórym nogi już same chodzą, więc poproszę tylko ciebie, Alestairze… nie znikaj mi sprzed oczu, bo nim zdecyduję się głębiej umoczyć ręce w tę sprawę, mamy jeszcze parę rzeczy do omówienia. A gdybyś ty, Gundriku, podarował mi tych kilka, może kilkanaście minut… byłbym szczerze zobowiązany.
    - Nie ma problemu, staruszku. Będę mieć na ciebie oko, gdybyś chciał się pakować w kłopoty. - Gundrik wzniósł piwo z wdzięcznością.

    - Mam wrażenie że nigdy nie padły Wasze imiona - elf zwrócił się do Thalamera i dwóch zbrojnokutych
    - Taer - przedstawił się sam jako pierwszy, uprzedzając oczywistą, acz uzasadnioną ripostę - Chciałbym pozyskać Waszą ekspertyzę…jeżeli miałbym tropić linie zaopatrzeniowe naszej dwójki zależnych od zaopatrzenia zbiegów, jakie rzeczy odróżnią zakupy dla nich od codziennego przemiału w warsztatach?
    – Thalamer, zaś mój przyjaciel to Varok – Thal skłonił się, wzrok konstruktu zaś pozostawał tak samo niewzruszony, jak zawsze. – Ach, rzekłbym, że to dłuższa sprawa, wszakże jeśli są ostrożni, to mogą kupować po trosze u wielu kupców lub też zaopatrzać się drogami, które nie są takie oczywiste – zaproponował mag. – Rzekłbym jednak, że takie deliberacje wymagają swej własnej rozmowy, Scrimshaw zdaje mi się być tym, który mógłby zaopatrzać się w pewne trucizny, wedle jego, hmm, fachu. Sądzę, że znam parę osób… Które znają ów rynek lepiej, niż ja sam.

    Zamyślił się przez parę dłuższych chwil.

    – Taerze, tak się składa, że sam nieco jestem, hmm, pasjonatem tematu środków afektujących umysł i ciało – wychylił ostatni łyk swej szklanicy. – Reflektujesz dołączyć do mnie? Twe rozmyślania rozbudziły we mnie prawdziwą inspirację do odświeżenia w pamięci paru miejsc. I znajomych! Interesująca teoria, zaiste, którą ongiś zasłyszałem o Smoczych Znamionach. Otóż, wystaw sobie, owe znamiona zawsze idą ramię w ramię z asocjacją z pokaźnymi zdolnościami magii, jednakowoż - o! - somatyczna część, jaka przejawia się podczas manifestacji znamienia to fizjologiczne oparzenie. Jeśli, jak rzecze ona teoria, mógłbyś rozwinąć dekokt, który rezonuje z energią danego Znamiona, ów nieszczęśnik nawet nie musiałby wchłonąć specyfiku, który rozprowadziłby toksynę wzdłuż linii energetycznych ciała. Wyborne, rzekłbym. Chciałbym to kiedyś zobaczyć. Może… Przy okazji naszych poszukiwań pana Scrimshawa będziemy mieli więcej czasu na eksperymenta tego rodzaju? Bez wątpliwości odpoczynek od wiecznych rozważań taktycznych i podatności na ból ludzkich ciał, które wiodę z Varokiem.
    Na wspomnienie o Smoczym Znamieniu Gundrik zesztywniał i łypnął na Thalamera nieprzyjaźnie. By trochę się uspokoić upił więcej niż zwykle, ale nic nie powiedział.

    - Teoria niezwykle ciekawa. A może dałoby się tak rozprowadzić nieco bardziej dobroczynne substancje, wyostrzające muzyczny słuch czy wyczucie instrumentu? - elf nie przejawił żadnego znak dezaprobaty, a wręcz subtelnie ostrzegł że trucizny specjalnie dla członków Domu to być może nie najlepszy temat do karczmy.

    - Żaden z naszych uciekinierów nie wydaje się nosić Znaku - o ile nie wierzymy że Wampir faktycznie nosi Znamię Śmierci. Chyba że sugerujesz że któryś z nich próbuje uwarzyć taki specyfik?

    – Zaledwie doceniam to, jak bogate w materiał poznawczy będzie nasze polowanie – odparł Thalamer. – Cóż. Uznaję zatem, że jesteś zainteresowany? Wypuśćmy zatem nasze wici i porównajmy to, co odnajdziemy.

    Thalamer powstał ze swego miejsca i zatarł ręce.

    – Wprost nie mogę się doczekać. Alestair? – skinął na niego. – Będziemy w kontakcie. Zdaje mi się, że nasze cele zostały określone jasno. Będziesz zaiste zadowolony.

    Rozgrywka

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    Egon i kultyści

    - No czasem to się zdarza, że jak celnik znajdzie jakieś robactwo czy inny syf w towarze, to każe go wyrzucić za burtę. No ale gdzie my takiego celnika znajdziemy co by tak zrobił z akurat tym towarem co chcemy…- Burgund powiedziała to w udawanej zadumie, uśmiechając się chytrze do towarzyszy. Sama przechwyciła kolejną kelnerkę ale o wiele łagodniej i płynniej. Wysunęła ramię aby zwrócić jej uwagę i gdy ta zwolniła a w końcu zatrzymała się przy niej, skusiła ją gestem palca aby się nachyliła. Wtedy i ona i koledzi, mieli wgląd w jej przyjemny dla oka dekolt a łotrzyca wyszeptała jej do ucha swoje zamówienie przy okazji głaszcząc ją po ramieniu. W końcu gdy tamta poszła, mogli wrócić do rozmowy.

    Egon przez pewien czas przysłuchiwał się rozmowom w milczeniu. Rzekł:

    – Za taki kawał żeliwa, to nie dość, że ma się nas słuchać na pokładzie i nie gadać niczego, jak będziemy go przejmować, to jeszcze miałaby się oddać wszystkim i do tego przygrywać na lutni – prychnął. – Dużo żeśmy zapłacili… Ale rzecz i warta swej ceny.

    Tu zwrócił się jeszcze do Silnego, który podjął sprawę spalenia ładunku:

    – Jak nas ci piraci rzeczni nie zaatakują, sami przejmujemy okręt na samym końcu. Jutta nie będzie musiała wiedzieć. Nie od razu. Przy końcu rejsu powiemy jej, co się będzie święcić. Ładunek szkoda by wywalać za burtę; wszak Strupas albo kto inny z naszych mógłby znaleźć jakiegoś sensownego pasera, który sprzedałby ten towar kupcom z Dietershafen. Szkoda by rzecz palić, lepiej by na niej zarobić. Albo kto wie? Może Hubert odkupi od nas to wszystko na materiał?

    Dodał jeszcze:

    – Przy przejmowaniu statku lepiej będzie, żeby całą załogę zniewolić – rzucił pomysłem w przestrzeń. – Branców będziemy mieli zara na początku, a i łatwiej będzie sprzedać statek bez załogi. Powiemy, żeśmy go znaleźli, ha.

    - Trudno powiedzieć jaka ona jest, ta Jutta. Dopiero co ją poznaliśmy. Z tego co mówił Hubert to jest skora do zabawy. I to nawet takiej jak tydzień temu w teatrze. Chyba by mogła przymknąć oko na jakiś przemyt aby akurat patrzyła w drugą stronę. Ale poza tym to nie wiadomo na co by się zgodziła albo nie. - Astrid mówiła zadumanym głosem. Wydawało się, że atrakcyjna celnik przypadła jej do gustu, ale nie była pewna czego się po niej spodziewać na grubsze akcje o jakich myśleli.
    - Ee. Żaden problem. Zawsze można jej dać kosę w żebra, pałą w łeb, i za burtę. Albo jest z nami albo przeciwko nam. Tak to jest jak się bierze kogoś z zewnątrz. Takie ryzyko. Trzeba się liczyć ze stratami. - Silny wzruszył ramionami i los mytniczki wydawał mu się dość obojętny.
    - No trochę by szkoda było. Zapowiada się całkiem ciekawie. Może by mogła do nas przystąpić na stałe? Kiedyś, później. Nie dość, że byśmy mieli przednią pannę do zabawy, a przecież Hubert mówił, że się z nią można ładnie zabawić, to jeszcze byśmy mieli swojego mytnika na rzece. A taki mytnik to może nam się jeszcze przydać. A zresztą, Silny, ty to na wszystko masz jedną odpowiedź, pałą w łeb i do wora. Czasem to się przydaje trochę finezji i pomyślunku. - Burgund nie była taka pewna czy należało od razu myśleć o likwidacji celniczki, jak to sugerował łysol. I znów dała o sobie znać, antypatia jaka dzieliła obie łotrzyce i mięśniaka. Chociaż z miedzianowłosą nie przybrała tak drastycznej formy jak z Łasicą.
    - Egon ale jak ty chcesz przejąć łajbę, tak aby nasza ślicznotka w spodniach się nie zorientowała? - Lars pokiwał głową ale na razie zwrócił się do kamrata. - Widziałeś, to nie jest duża łajba. Zwykła barka rzeczna. Jak komuś damy w zęby czy wyrzucimy za burtę to może Jutta tego nie zauważy, ale jak całą załogę to nie wiem jak. A czy wtedy będzie nam spolegliwa czy nie, to nie wiadomo. Za sakiewkę, nie wszystko można kupić. - Norsmen też nie był pewny jak może zachować się Jutta w razie drastyczniejszych akcji. Bo też ją poznał dopiero dziś rano. - A materiał tak, najprościej jest wyrzuć za burtę. Oczywiście wtedy przepada. Można też spróbować przejąć i sprzedać. Ale to już by było nieco chodzenia. Wiesz, trzeba by samemu kupca znaleźć albo oddać po taniości do jakiegoś składu, tak na szybko. I albo w Saltmundzie albo przypłynąć z nim i sprzedać tutaj. Chyba, że coś po drodze się trafi. - Pod względem opchnięcia lewego towaru, był zdania, że pozbycie się go na rzece byłoby najszybsze i najprostsze. Chociaż też bez żadnego, dodatkoweogo zysku. Inne opcje już wymagały aby poświęcić im uwagę.
    – Niby jak miałbym przejąć statek, żeby inni nie widzieli? – zapytał Egon, który do tej pory myślał, że cała rzecz z przejęciem statku będzie jawna, bo innej opcji nie mieli. – Niby co byśmy mieli zrobić? Uwięzić szypra, zarżnąc paru kmiotków, żeby się nie buntowali? Jak byśmy wytłumaczyli Juttcie, że nie płyniemy zwykłym traktem, jeno odbijamy do jakiejś meliny, co żeśmy ją wyrychtowali albo na bok?

    Brodacz skubnął swą brodę. Dotychczas opcja inna niż siłowe przejęcie statku i terroryzowanie załogi nawet nie wchodziła dla niego w rachube.

    – Może jeśli byśmy zamknęli tego szypra gdzieś i byśmy przekonali załogę, że gadamy w jego imieniu – wzruszył ramionami. – Inaczej to nie wiem jak. A Jutta zebrała tyle szmalu, że nie może nas zdradzić. Inaczej z węgorzami się będzie witać o świcie – dodał, biorąc w rozrachunek, że chytra portowa baba mogła chcieć ich wpuścić w maliny.
    - Po prostu to, że ją bierzemy na pokład, ma swoje plusy i minusy. Na plus jest to, że skoro mytnik jest na pokładzie, to inny raczej nie powinien koło nas węszyć. Może nam się przydać, gdyby była nam przychylna, do różnych numerów. W końcu jest urzędnikiem. Powie, że towar jest trefny i leci za burtę, to leci. Bez niej, takiego numeru nie będziemy mogli zrobić. Ma też szablę u boku, nie wiem jak umie nią machać, ale gdyby doszło do walki, to zawsze jeden miecz więcej. No i gibko wygląda i umie z tego korzystać, to zawsze może nam osłodzić podróż. - Norsmen zaczął wymieniać zalety, jakie dostrzega w tym, że będą podróżować z młodą mytniczką. Dał chwilę, twarzystwu aby to przetrawili, zanim zaczął ciągnąć dalej.
    - No ale mogą być też minusy. Nie znamy jej więc nie wiemy jaka jest pod skórą. Nie wiemy czy będzie nam utrudniać jak na przykład byśmy zaczęli rzezać załogę. Albo wzięli ją pod nóż. Nie wiemy co by zrobiła, jakbyśmy chcieli tą łajbą popłynąć tu czy tam a nie do Saltmunda jak to jest ustalone. Nie wiemy co by zrobiła jakbyśmy sami napadli na jakiś statek czy osadę. Bo jej nie znamy i nie wiemy co ma pod skórą. - Morski łupieżca, dla równowagi wymienił te punkty jakie trudno było obecnie przewidzieć zachowanie celnik.
    - Jak będzie sama a nas cała banda to sama raczej nam się nie postawi. Przynajmniej jak ma trochę oleju w głowie. Ale nie wiadomo co zrobi jak już przybijemy do jakiegoś portu. Wtedy tracimy ją z oczu i nie wiada jak będzie. Ja dla pewności to bym jej dorobił drugi uśmiech na szyi. Jak już przestanie być potrzebna. Wtedy wiadomo, że nas nie wyda. - Silny jak zwykle, optował za brutalnym i najprostszym rozwiązaniem.
    - Ty to jak zwykle. - Burgund pokręciła głową z niezadowolenia. - Ja bym była za tym aby się z nią zaprzyjaźnić. Może nam się przydać a i na wesolutką wygląda. A jak się z kimś przyjaźnisz a nawet chędożysz, to trudniej się donosi do straży. - Łotrzyca z kolei, preferowała inne metody i też popatrzyła po reszcie jak się do tego mają.
    - Ale są jeszcze ci piraci. Czy co tam napada na te łodzie. A jak nas jednak napadną? - Astrid też była ciekawa co z tym wątkiem napaści.
    – Ta, też tak gadam – Egon zgodził się, pociągnąwszy solidny łyk. – Ma nas osłaniać przed wzrokiem mytników podczas rejsu. Ale jak przejmiemy statek, to z towarem możemy zrobić wszystko i nikt nam nie podskoczy. Nie, towar to nie jest problem…

    Egon pokręcił głową.

    – Moglibyśmy ją jeszcze wybadać, jaka jest. Zostało nam do końca dzisiaj. Zaprosimy ją na grzańca i inne swawole. Jak się sprawdzi, zostanie z nami. Jeśli nie, ją pierwszą poślemy na dno podczas przejęcia korabia, nie inaczej. Co myślicie, kompania? Ja bym tak zrobił, Łasica i Burgund ją sprawdzą w ten albo drugi sposób. Mogłaby nam pomóc przejąć statek. A jeśli nie… Wiadomo.
    I dodał:

    – Jak dla mnie, największy problem to przejąć statek. Jak nas zaatakują, to żaden problem, wyczekamy, aż się wykrwawi załoga. Walczyć będziemy tak, żeby odeprzeć, ale nie będziemy chronić tych drabów na pokładzie, jeno rugać piratów będziemy i siebie samych chronić będziemy. Jeśli nie zaatakują nas, szypra zamkniemy pod pokładem i spróbujemy wykpić się z załogą, a koniec końców terrorem ich zmusić, żeby płynęli z nami. Ano… Moglibyśmy popłynąć do miejsca, gdzie się spotkaliśmy z Munirem – zaproponował. – Tam korab można by sprzedać i do czasu go ukryć.

    - Hej! A dlaczego to Łasica i Burgund mają się zabawiać z Juttą? A ja? - Astrid uniosła się, jakby nieco uraziła ją propozycja gladiatora. Co jednak wywołało złośliwe rechoty u kolegów. Silny i Lars, śmiali się do rozpuku. Łotrzyca też ale starała się być dyskretniejsza od ich obu. W końcu troskliwie wzięła córkę jarla za ramię i uśmiechnęła się do niej życzliwie.
    - Oj Egon tak tylko ogólnie powiedział. Przecież jak będzie w łożu miejsce dla mnie, Łasicy i Jutty, to i dla ciebie się znajdzie. A może jak ją razem urobimy to i będzie nam przychylniejsza. - Dziewczyna z ferajny o miedzianych włosach, starała się udobruchać koleżankę z północy. I nawet jej się udało, bo blondynka w końcu też się uśmiechnęła jak dotarło do niej, że nie będzie wyłączona z tej zabawy.
    - I nie bądź taka pazerna Astrid. Coś słyszałem, że chciałaś dzielić kajutę z Juttą. No to jeszcze będziesz miała okazję się z nią poznać. Zobaczcie jaka pazerna. Helga ma być jej, te cztery ze wsi też, teraz ta mytnik. Co ty taka chciwa jesteś? - Lars przybrał nieco ironiczny ton jakby chciał przypomnieć koleżance jej wcześniejsze zapędy.
    - Jestem córką jarla, to muszę mieć odpowiednią oprawę i świtę. I dobrze by było jakbym wróciła do domu otoczona takimi damami dworu. One są cenniejsze niż zwykłe niewolnice. - Astrid za to odparła mu bez wahania, w nieco przerysowany sposób przez co wyszło to dość żartobliwie.
    - Akurat u nas to ladacznic jest pełno. To nudzić się chyba nie bedziesz. Ale nie wiem, czy któraś będzie chciała popłynąć z tobą na północ. Tam tylko śnieg i góry. - Silny też wydawał się być rozbawiony tym małym wtrąceniem. A gdy wspomniał o ladacznicach, wyraźnie spojrzał na Burgund. Ta uśmiechnęła się, jakby wcale nie traktowała tego jak obrazy.
    - Na razie jesteście u nas w gościach, to się możemy zabawić na miejscu. A pomysł Egona mi się podoba. Możemy pójść do Jutty i ją zaprosić na figle. Najlepiej do nas, do “Mewy” to pewnie by jeszcze Łasicę udało się zgarnąć. Jak to co mówił Hubert o Juttcie to prawda, to chyba powinna być chętna na taką biesiadę. - Łotrzyca wskazała na brodacza a sama dała wyraz poparcia dla jegoo pomysłu.
    - Dobra, może być. Ale wracając do tego statku. - Lars skinął głową, ze nie widzi przeszkód przed miłym spędzeniem ostatniego wieczoru w mieście, jednak chciał jeszcze pogadać i jutrzejszym rejsie. - Dla nas to chyba nawet lepiej, jakby nas napadli ci piraci. Tak czy siak, byśmy zdobyli jeden statek. No wiadomo, ktoś może przy tym oberwać, no ale trudno, takie jest ryzyko jak płyniesz na łupiestwo. - Popatrzył najpierw na gladiatora a potem na resztę.
    - Ja bym proponowała dać sobie na wstrzymanie przez pierwszy dzień rejsu. - Burgund też spoważniała i popatrzyła bystro na towarzyszy. - Bo nie wiadomo co z tymi piratami. Ale mają napadać gdzieś w połowie drogi między nami a Saltmundem. Czyli pewnie pod koniec pierwszego dnia rejsu albo z rana następnego. Albo w nocy. No to jeden dzień to chyba możemy poczekać na to co się stanie nie? Bo do stolicy to płynie się dwa, czasem trzy dni. Z powrotem trochę krócej bo z prądem się płynie. - Burgund była ciekawa co na to powiedzą.
    – Jeśli chcecie do łoża wejść we czterech, wasza rzecz – rzekł Egon na uwagę Astrid. – Po mojemu, możecie tam ją obracać wedle tego, jaki humor macie. Ba! Jeśli taka wola, dupczyć można oną Juttę we troje, jeno ciasno nieco będzie. Ale najważniejsze, to wybadać ją… I zmiękczyć nieco. Zwykłych luda z ulicy może i by zostawiła, ale jak już kto ją zbałamuci i odwróci na swą stronę, to nie tak prosto skrewi. Kto wie, może i jakim sekretem się z nami podzieli?

    I dodał do wypowiedzi Larsa:

    – Ani chybi, trza nam poczekać, aż przepłyniemy ten najgroźniejszy odcinek – gladiator zgodził się, a na jego oblicze wstąpił ponury uśmiech, kiedy ciągnął. – Pierwszy dzień robić nic nie będziemy, jeno zgrywać grzecznych najemników, co wzięli ino sześć karli-franzów za dzień roboty. Naznaczmy dzień i czas: drugiego dnia pod wieczór sami zaatakujemy. W ony sposób zostawimy rzecznym piratom aż nadto czasu, żeby zaatakowali. Pod koniec drugiego dnia będziemy pewni, że mamy czysto.

    Imaginowawszy sobie te zdarzenia, ciągnął:

    – Jutta osłoni nas przed mytnikami później, kiedy już krypa będzie nasza. Ale potem zawinąć do portu przeznaczenia już nam lza nie będzie. Trzeba będzie ukryć gdzieś statek do czasu, kiedy go nie sprzedamy. Gezackta zostawimy gdzie w pobliżu portu, żeby na lądzie mógł zejść, skoro tak wody nie cierpi. My zaś popłyniemy dalej i ukryjemy go. Najlepiej by było, gdyby od razu korab sprzedać, ale przecie to nie wór z ziemniakami. Nie tak łatwo znajdziemy na niego kupca, myślę.

    - No tak, w morze tą “Jutrzenką” nie ma co płynąć. Lepiej kupić coś większego. Ale to pewnie w jeden dzień ani się nie kupi, ani nie sprzeda. - Norsmen pokiwał głową, na znak, że pod tym względem, ma podobne oczekiwania co kolega. - Burgund, ty jesteś tutejsza. Co radzisz zrobić? - W końcu spojrzał na łotrzycę o miedzianych włosach. Ta zastanawiała się chwilę.
    - Mówimy o dwóch różnych rzeczach. Ukryciu łajby i jej sprzedaży. Ukryć ją można. W górę rzeki jest starorzecze. To w jakim znaleźliśmy posąg Soren i pierwszy raz spotkaliśmy Gezackta. Można też zakotwiczyć gdzieś na wybrzeżach zatoki. Z portu nie będzie widać albo słabo. Jeszcze skuteczniej to można wypłynąć z niej i spróbować szczęścia gdzieś wśród klifów. Ale to niebezpieczne bo tam wzburzone wody i lepiej mieć kogoś kto je dobrze zna. U nas Kurt je zna no ale popłynął z Mergą do Norsci. Wlaśnie dlatego większość statków trzyma się z daleka od tych klifów. - Łotrzyca dość gładko podała parę, możliwych kryjówek dla statku w okolicy. I dała im chwilę aby to przetrawili. - No ale wtedy trudno będzie sprzedać taką łajbę. Przecież taki kupiec czy szyper, to będzie chciał wejść na pokład i zajrzeć w każdy kąt. No a takie rzeczy najłatwiej załatwia się w porcie. - Wyjaśniła im dlaczego te dwie rzeczy, uważa za sprzeczność. Lars skinął głową i widać było, że zastanawia się co z tym zrobić. Wtedy wtrącił się Silny.
    - Za bardzo kombinujecie. - Prychnął pogardliwie. - Nie wiadomo czyja jest ta “Jutrzenka”. Jeśli tylko tego szypra to sprawa z głowy wraz z jego śmiercią. Nie będzie zbędnych pytań jak będziemy chcieli sprzedać łajbę. Może też być jakiegoś kupca czy armatora. Wtedy no może robić jakieś trudności jeśli na czas się zorientuje, że ktoś w porcie mu łajbę sprzedaje. Ale może uda się namówić aby ją odkupił. Powiemy mu, że jak nie zapłaci to łajba będzie miała nieszczęśliwy pożar czy co. - Mięśniak jak zwykle był za prostymi rozwiązaniami i nie lubił myśleć o ewentualnych komplikacjach.
    - A skoro i tak chcemy sprzedać tą “Jutrzenkę”. To nie możemy jej sprzedać w Saltmundzie? Nawet jak sprzedamy, to chyba jakoś wrócimy inną barką. Chyba. A monety mniej się rzucają w oczy niż cały statek. - Astrid rzuciła swoim pomysłem. Teraz wszyscy na stole, spojrzeli na nią.
    - No tak. Tylko nie wiadomo ile czasu by zajęła taka sprzedaż. Może dzień, albo tydzień. Byśmy wtedy utknęli w stolicy a mamy sporo spraw tutaj do załatwienia. - Burgund przyznała jej rację, ale dostrzegła dodatkowe komplikacje, jakie ze sobą to niosło. A póki co zakładali dość krótki wypad na parę dni, na rejs tam i z powrotem. - A z tą Juttą to ja bardzo chętnie się poznam lepiej. I masz rację Egon, jak ktoś się z kimś pofigluje to potem się lepiej spółkuje! - Roześmiała się na myśl o nowej znajomej. - A ciasnotą się nie przejmuj. Jak ona jest taka figlarna jak Hubert mówił, to damy radę. Najwyżej będziemy się zmieniać. A wy chłopaki? Nie pomożecie nam z Juttą? - Zagaiła najpierw do gladiatora ale też spojrzała jeszcze na łysego mięśniaka i Norsmena z brodą przetykaną siwizną.
    – Zerżnąć babę to mogę każdą, jeno im mniej brzydka, tym mniej wina trza mi – rzekł Egon, zgodnie z prawdą zresztą. – Tą Juttę obracać to możemy na wszelki sposób. Na ten przykład, no… Ciekawym był, czy mój kułak by się w jej łonie zmieścił – tu zaprezentował pięść. – Albo dwa. Albo ze trzy, moje i Larsem. Ciekawym bardzo kobiecego ciała, kamraci, czasem. Acz jako żem rzekł, sprawa to taka, aby Jutta nam spolegliwa była. Jak jej się we łbie coś zamiesza i podczas sprawunku okaże się, że stanie po stronie szypra, to marny jej los.

    Tu wojownik pociągnął linię na swym karku w sugestywny sposób. Postanowił wrócić do sprawy statku.

    – Prawdę rzeczecie, jeśli z Jutrzenką gracko się sprawimy, to nikt nie pytać będzie – przyznał. – Kiedy opanujemy statek, możemy płynąć natychmiast do portu. Jeśli naprawdę nikt go nie będzie szukał… Tak, można by kupca spróbować znaleźć. Hmm…

    Egon kalkulował opcje.

    – Moglibyśmy rzecz rozegrać dwojako – zaproponował wreszcie Egon. – Moglibyśmy dać w stolicy i Neues Emskrank ogłoszenia, że korab jest do sprzedania. A potem, uważacie, co jeśli byśmy go użyli do łowienia łyczków we wsiach wzdłuż rzeki? Gezacktowi by to pasowało, żadne otwarte morze. I ryzyko mniejsze, kiedy byśmy statek odsprzedali, to potem i nikt by nas nie rozpoznał, bo byśmy od razu przeszli na nowy. Tedy od razu byśmy ruszyli na rejzy po brańców, a rzecz z kupnem krypy na morze zrobili w miarę czasu.

    - To zależy, czy tam są jakieś wioski przy rzece. I jak nas będzie może dziesiątka, może tuzin albo mniej, to trzeba będzie z rozwagą polować. Bo jakby lady Soria z nami była, to co innego. Sam widziałeś jak zbałamuciła tą Hannach z wioski. Aż przebierała nóżkami aby milady ją wychędożyła. To jakby Soria z nami była, to pewnie by lżej było. A bez niej, to trzeba będzie ostrożnie podchodzić. - Norsmen nie wykluczał takiego polowania na brańców, ale zwracał uwagę, że może byś sporo zmiennych. I dało się wyczuć, że żałuję iż córki Soren z nimi nie będzie. Bo jak mieli wypływać jutro z rana, to nie było pewne, czy wężowa milady, zdążyłaby wrócić do miasta z kurhanu nekromanty.
    - Oj to już się zobaczy jak będziemy płynąć po tej rzece. Czy trafimy na tych piratów czy nie. Najwyżej coś się wymyśli. - Astrid była dobrej myśli i wolała nie zajmować się teraz szczegółami, jakie trudno było teraz przewidzieć. Uniosła swój kufel, aby pozdrwić nim swoich towarzyszy, zanim się z niego napiła.
    - No chyba coś jest wzdłuż rzeki ale już słabo pamiętam. To nie są moje okolice. - Burgund zmarszczyła brwi ale tym razem nie była pewna jak to wygląda na rzecznej trasie.
    - Są przystanie na rzece. Tak jak karczmy na trakcie. Tam się zwykle nocuje. Jakaś osada czy dwie chyba są ale niekoniecznie przy samej rzece. - Silny dodał coś od siebie, ciesząc się, że tym razem wie coś więcej niż kamratka Łasicy.
    - No a jeśli chodzi o Juttę to ja się z nią chętnie dziś poznam lepiej. Jak dziś nam z nią dobrze pójdzie, to i podczas rejsu powinna być nam bardziej przychylna. Jak da się zaprosić do “Mewy” to pewnie byśmy tam Łasicę spotkali. No to ona pewnie nie będzie wybrzydzać na taką pannę. To byśmy ją sprawiły. No a jak my to i przecież nie będziemy ten Jutty trzymać tylko dla siebie. - Łotrzyca chętnie wróciła do tematu pogłębienia znajomości z młodą mytnik. I widać było, że taki pomysł bardzo przypadł jej do gustu.
    – Nie możemy polegać ciągle na Sorii – Egon wzruszył ramionami. – Zda mi się, że dość roboty będzie miała z zasileniem juchy dla czarownika, a nawet jeśli i przywrócimy jego siłę, to i tak trza będzie nam jakoś opracować metodę, dzięki której złapiemy brańców.

    I po dłuższej chwili, dodał:

    – Pływanie po rzece bez planu i napadanie na byle jakie sioło zda mi się próżnym trudem. Trza by było z czasem rekonesans zrobić i zorientować się, gdzie jest najwięcej luda… I gdzie najmniej mogą się bronić. Któż wie, może jeśli byśmy odpowiednio posmarowali, to byśmy mogli zebrać nieco tych, co nam powiedzą o tym.

    – Hmh. No nic. To co? Idziemy do tej Jutty?

    ~

    Egon, ferajna i Gezackt

    – No i co powiecie wspólnicy? Jakie macie wieści? - Rozejrzał się po zebranych twarzach ciekaw jak się od wczoraj, rozwinęła sytuacja.
    – Wieści dobre, możesz ludzi zacząć zbierać – rzekł Egon do Gezackta. – Jutro zaraz z rana odpływamy Jutrzenką z Rybiego Nabrzeża.
    - No i dobrze. Ja tam ludzi mam zebranych. - Wskazał głową na stół przy jakim zostali jego towarzysze. Zaśmiał się przy tym rubasznie z zadowolenia. - Jutro rano? Do “Jutrzenki”? Na Rybim Wybrzeżu? Dobra, będę. Ilu ludzi mam wziąć? - Wyglądało na to, że od wczorajszej rozmowy chęci na ten rzeczny rejs mu nie ubyło.
    – Nie za dużo, żeby nic nie podejrzewali – rzekł Egon. – Weź dwóch strzelców i jednego wojaka. Od nas będę ja, będą Silny, Rune, Annika, Astrid, Lars. Nie więcej niż dziewięciu-dziesięciu chłopa trza na rejzę.
    - Dwóch strzelców i wojaka? - Herszt bandy spojrzał na Szybkiego i chwilę naradzali się spojrzeniami. Po czym jeszcze zerknął na stół w drugim krańcu sali, jakby zastanawiał się kogo z nich wybrać. W końcu skinął głową i zwrócił się do gladiatora. - No pewnie. Czyli ja i jeszcze trzech. Damy radę. - Uśmiechnął się jakby nie przewidywał na tym polu trudności.

    Egon skłonił się na te wieści.

    – Co do ceny żeśmy już dogadani są – rzekł. – Wkrótce przyjdę ja albo ktoś z nas i wręczy ci żeliwo na opłacenie rejsu, boć nie godzi się, żebyś za swoje pływał w naszych interesach. Ano, to co, umówieni żeśmy są?
    - Ano pewnie. Jak masz dla mnie żeliwo, to masz mój miecz. Tylko po rzece. Na morskie wycieczki to ja się nie piszę. - Gezackt wyciągnął swoją, sękatą dłon aby przybić umowę. Choć zrobił to samo zastrzeżenie co wcześniej, że nie ma ochoty zmieniać się w pełnomorskiego marynarza. Ale na wycieczkę po rzece to był skłonny zaryzykować.
    – Ano, po rzece będziemy pływać, w morze nie wypłyniemy – rzekł Egon, który powiedział poniekąd prawdę: skoro krypa nie nadawała się do pływania po morzu, będą musieli ją sprzedać.

    Wellentag; popołudnie; karczma “Kwarta”

    Egon, Burgund i Astrid

    Ostatecznie Silny z Larsem uznali, że nie trzeba iść całą zgrają aby zaprosić jedną pannę na balety, więc poszli do “Mewy”. Czy Egon z koleżankami by wrócił tam z Juttą czy bez, to tam właśnie mieli się spotkać. Łotrzyca uznała, że nawet jakby wrócili bez mytnik, to jeszcze jakby Łasica im doszła do zabawy, to i tak by się nie nudzili. Gladiator więc ponownie znalazł się na Placu Targowym i szedł z towarzyszkami w kierunku ulubionej karczmy strażników, wojaków, najemników i łowców nagród. Weszli do środka i rozejrzeli się. Chociaż południe już minęło, to dzień był w pełni. Wnętrze było bardziej tłoczne niż gdy byli tu wcześniej. Zapewne część strażników przyszła tu po skończonej zmianie. Znajomą celnik dostrzegli przy jednym ze stołów, chociaż innym niż siedziała wcześniej. Towarzystwo też było inne. Z pół tuzina mężczyn i poza nią, ze dwie młode kobiety co wyglądały na ladacznice. Wyglądało na to, że całkiem wesoło o czymś rozprawiają i biesiada trwa w najlepsze.

    Egon rozglądał się tu i ówdzie w poszukiwaniu Jutty, jednak, swym zwykłym sposobem ulicznego zbira, także i nadstawiał uszu na plotki, od których cała karczma huczała. Gdzież, na wszystkie demony, była mytniczka? Próbował ją znaleźć. Ach. Znalazł ją.

    – Astrid, zagadaj do niej – rzekł Egon, który stwierdził, że drugie pierwsze wrażenie dziewczyny zrobią lepiej za niego.. – Albo ty, Burgund. Wam gadka łatwiej przychodzi.
    Obie koleżanki spojrzały na siebie, jakby szacowały, która z nich lepiej nadaje się do tego pierwszego kontaktu. W koncu, pierwsza odezwała się łotrzyca.
    - Może racja Astrid, ty spróbuj. Widzę, że jakieś ladacznice to już tam mają a takiej urodziwej damy to jeszcze nie. A jakbyś potrzebowała wsparcia to daj znać, przybędę z odsieczą. - Rudowłosa dała znać, że jest gotowa ustąpić pierwszeństwa córce jarla. A ta wciąż nieco wyróżniała się wyglądem. Co prawda miała na sobie suknię jaką pewnie pożyczyła od Pirory lub którejś z jej koleżanek, więc już nie wyróżniała się tak, jak w swojej nieco staroświeckiej sukni w jakiej przypłynęła z Norsci. Jednak wciąż miała na sobie pas, miecz, broszę i ozdoby jakie kojarzyły się bardziej z jej północną ojczyzną niż tutejszymi ziemiami. Blondynka uśmiechnęła się do nich obojga i machnęła ręką.
    - No tak, jak jutro mam się z nią lepiej poznać w kajucie, to lepiej zobaczyć już dzisiaj, czy coś z tego będzie. - Miłośniczka sag odwróciła się aby ruszyć w kierunku tamtego stołu. A łotrzyca jeszcze zdążyła rzucić pokrzepiająco do jej pleców.
    - Oj z tego co Hubert mówił to powinna lubić takie zabawy. - Wyglądało na to, że też była dobrej myśli. Ale na razie została z Egonem, obserwując jak blondynce z północy, pójdzie gadka z młodą mytniczką. - Jak ją zachęci aby do nas podeszła albo chociaż nas zawoła do niej, to będzie dobry znak. - Burgund rzuciła cicho. A na drugim krańcu sali Astrid zdążyła podejść do siedzącej urzędniczki portowej. Widać było, że ta się przywitała z nią z przyjemnym zaskoczeniem, jakby dzisiaj, już się nie spodziewała jej spotkać. Córka jarla nachyliła się ku niej i zaczęła coś jej mówić do ucha. Pewnie wspomniała o czekającej dwójce, bo Jutta w pewnym momencie, spojrzała w ich stronę. Skinęła im ale dalej o czymś rozmawiały z Norsmenką. - O! - Burgund syknęła cicho bo w końcu obie podniosły się i ruszyły w ich stronę. Uśmiechały się, jakby były w dobrej komitywie. I tak dotarły do czekającej dwójki. Z bliska, młoda celnik, wyglądała na wesolutką i rozluźnioną.
    - I mówisz, to Burgund byłaby ta druga. - Jutta ciekawie obejrzała sobie łotrzycę i widać było, że nie jest dla niej to niemiły widok.
    - Tak. I jeszcze jedna koleżanka ale to już w tej drugiej tawernie. - Astrid pokiwała swoją blond głową, jakby kończyła część co rozmawiały wcześniej. Po czym zwróciła się z wyjaśnieniem do pozostałej dwójki. - Jutta mówi, że z trzema kobietami na raz, to jeszcze nie była. Więc jest ciekawa jakby to było. - Córka jarla wyjaśniła im o co chodzi. - No bo kawalerów to jak widzicie, tutaj ne brakuje. - Wskazała kciukiem za siebie, na stół z jakiego właśnie odeszły. - No ale Jutta, my też mamy kolegów, i wszyscy są bardzo jurni. - Blondynka wskazała wzrokiem na Egona jakby miał być żywym przykładem jej słów. Teraz i mytnik popatrzyła na niego. W końcu się uśmiechnęła.
    - No jak jurni no to się jakoś dogadamy. Byle nie stali pod ścianami jak kołki drewna na wiejskiej zabawie. - Roześmiała się, jakby nie była przeciwna zabawie z nowymi kolegami.

    Jak dla Egona, cała rzecz była warta świeczki o tyle, o ile można było wybadać dziewkę i jej zamiary na szykującą się wyprawę. Nawet - wojownik zuchwale myślał - można było w jakiś sposób zejść z ceny albo też skaptować ją dla Kultu, to tym lepiej. Sam nie czuł jakoś ochoty uczestniczenia w tym wszystkim, sam bowiem zamówił by sobie kwartę i piwa i pozwolił Burgund i Astrid obracać ją ile wlezie. Na to się jednak nie zanosiło, spodziewał się, że tych dwojga będzie szukać jego pomocy w dupczeniu mytniczki.

    – Powitać – Egon skinął głową, rad, że wstępne przełamanie lodów zostało już oporządzone przez dziewyczny. – Kołki drewna? Ba… Ja bym powiedział, że kołek mam, i to całkiem gruby.

    Zaśmiał się z własnego żartu.

    – To co? Zaczynamy? – rzucił wzrok w stronę Burgund, zastanawiając się, co rzeknie.

    - Jak tylko dojdziemy do “Mewy” to zaczynamy. - Łotrzyca odparła patrząc na kolegę z wesołym uśmiechem. Po czym szybko zwróciła się do celniczki. - Mnie by było bardzo przyjemnie, przyznam, że miałam nieprzyzwoite plany wobec ciebie, jak tylko cię pierwszy raz zobaczyłam dziś rano. - Komplementami, starała sobie zjednać urzędniczkę. Udało jej się na tyle, że ta roześmiała się szczerze i wzięła ją pod ramię. A pod drugie Astrid.
    - No też nie byłam ślepa ale wiecie jak jest. Nie przystoi abyśmy dali się ponieść swojej chuci. - Popatrzyła wesoło na ich trójkę, jakby zdradzała im jakiś sekret. Widać było, że wszystkie trzy, miały ochotę na wspólne spędzenie młodego jeszcze wieczoru. Na koniec popatrzyła nieco dłużej na gladiatora. - No i zobaczymy jak to jest z tymi kołkami. Bo dziewczyny mi chyba w tym pomożecie? - Mytniczka spojrzała zalotnie na swoje nowe towarzyszki jakie ją flankowały.
    - Oj no pewnie, że tak. - Astrid uspokoiła ją jakby też była chętna na rozszerzenie zabawy o kolegów.
    - To chyba nie mamy co tu tracić czasu, co ślicznotko? Skoro czekają nas takie przyjemne zmagania w łożnicy. - Burgund przesunęła palcem po policzku urzędniczki kusząc ją w stylu zawodowej ladacznicy.
    - No tak, ale to jeszcze poczekajcie. Muszę się pożegnać z chłopakami. - Jutta pokiwała głowa i odwróciła się aby wrócić do stołu od jakiego przed chwilą odeszła. Widzieli jak coś im mówi i zaczynają rozmawiać.
    - No to mamy ją. Oby tylko Łasica była w “Mewie”. A jak nie, to jej strata. - Burgund obserwowała to z satysfakcją i wyglądała na zadowoloną z rozwoju sytuacji.

    “Łatwo poszło”, pomyślał Egon, który w zasadzie nie mógł oderwać się od myśli całego planu i kalkulowania rzeczy. Jeśli Burgund i Łasica tylko rozbujają dziewkę tak, że będzie dobrym narzędziem podczas rzecznej rejzy, tylko tym lepiej dla wszystkich.

    – No dobra… Poczekajmy i ruszymy do Mewy – rzekł Egon.

    Później więc, idąc już w stronę Mewy i oczekując swawoli, z umysłu Egona nie mogło w żaden sposób zejść wspomnienie: włócznia. Niewątpliwie, symbol Krwawego Ogara i coś, co tylko on mógł wspomóc, żeby rzecz odnaleźć. Czuł też, że w jakiś sposób żądny krwi czarownik (właśnie: gdzież, na wszystkie diabły, podziewała się Soria?) i ołtarz ofiarny strzeżony przez bestigory mają w tym swoją rolę. Chciał jak najszybciej szturmować ów ołtarz, jednak wojownik musiał odznaczyć się cierpliwością: żeby sforsować wielkie bestie, potrzebna będzie armia, sojusze. Ich bowiem nie sposób będzie zadzierzgnąć, jeśli nie połynie strumień złota, krwi i ekwipunku w odpowiednie miejsce. Tedy Egon zaparł się w sobie, bowiem wydarzenia niebawem zadecydują o losie tych przedsięwzięć.

    Rozgrywka import

  • Epitafium lastinn czyli atykuł o historii
    SantorineS Santorine

    Czemu nie? Niemniej, sądzę, że osoby znające Sola bezpośrednio albo które były od samego początku byłyby znacznie lepszymi kandydatami - typu @pipboy79 .

    Forum

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    Włócznia. Tak, nie było żadnych wątpliwości. Egon, powstawszy na równe nogi, przeczesywał swą pamięć w jak najdalszych zakamarkach i mamrotał pojedyncze słowa, żeby nie zapomnieć o tym. Czy powodem tego snu był kieł Gonsara? Niewątpliwie… Egon miał wrażenie, że ów kieł był jakimś rodzajem guślarskiego przewodnika, który łączył Egona i samego Gonsara i to przezeń on przemawiał do niego.

    Owszem, Egon zamierzał znaleźć włócznię. Teraz na pewno… Ale najpierw, interesy. Być może Gonsar, doprowadzony wreszcie do stanu używalności przez galony krwi, będzie mógł w zwykłych słowach rzec, gdzie może byc włócznia? W takim razie Egon musiał iść naprzód i czym prędzej dostarczyć świeżą krew dla Gonsara! Wyprawa łupieżcza zatem nabierała dodatkowego znaczenia.

    ~

    Egon szedł czas jakiś drogą. Rozbudziwszy się już całkowicie, Egon zrozumiał, że jego zadanie zapewne będzie wymagało od niego paru dni wysiłku, toteż potrzeba było się należycie zaopatrzyć na szykującą się wyprawę, kiedy tylko okaże się, że w istocie uda im się złapać okazję i kogoś, kto będzie chciał się przeprawiać na tym odcinku rzecznym.

    Za dobrą monetę przyjął słowa Łasicy - najemników mogło być trzech, on, Lars i Gezackt i być może ze dwóch innych wojów, pozostali zaś zakwaterują się na przeprawę w charakterze pasażerów, to łatwiej będzie kupcowi zaakceptować najemnych zbirów.

    – Tylko pamiętajmy, że się rozdzielmy – rzekł wtedy na te słowa. – Najpierw pójdą ludzie za pasażerów, bez broni. Potem pójdziemy my i powiemy, że jesteśmy najmusami. Zapłacić możemy nawet i podwójnie, ha, przecież i tak pieniądze odzyskamy… – krzywy uśmiech wstąpił na oblicze gladiatora.
    - No właśnie. Bo jak macie inne zamiary niż zarobek za najem albo dostać się rzeką do Saltmundu to się zmieniają priorytety nie? - Łasica zaśmiała się wesoło i sięgnęła po drewniany kufel aby się stuknąć z kolegami.
    - Jak dla mnie może być. Grunt abyśmy jako grupa, znaleźli się na tej samej łajbie. Bo we dwóch czy trzech to trudno będzie nią żeglować, nawet jeśli wszystko inne pójdzie gładko. - Lars po chwili namysłu, przystał na taką modyfikację planu.
    - Wiem! To ci pasażerowie to by mogli być moją świtą! A ja bym była jako wielka pani co chce popłynąć do stolicy prowincji. - Brwi Astrid wystrzeliły do góry, gdy nagle podzieliła się z towarzystwem pomysłem na jaki właśnie wpadła. - Właściwie to nawet bym chciała zobaczyć Saltmund. Podobno tu w Imperium macie ogromne miasta. No i jeszcze do tych kurhanów na południu bym chciała. Kto wie? Może wciąż tam czekają na odkrycie skarby, potwory do usieknięcia, przygody do przeżycia i romanse z amantami? - Córka jarla dała się ponieść swojemu zamiłowaniu do materiału na nową sagę z jaką zamierzała wrócić w swoje rodzinne strony.
    - Nie tylko w Imperium są wielkie miasta. Languille w Bretonii, Erengrad w Kislevie czy Marienburg to też nie jest wioska. Właściwie to południowcy mają sporo tych dużych miast. - Lars co już miał nieco siwych włosów w brodzie i dużo większe doświadczenie w pdróżach morskich i lądowych, pozwolił sobie na korektę do jej słów.
    - Romanse z amantami nie są złe. Ale nie ma jak romans z gorącą ladacznicą. - Łasica zaśmiała się rozbawiona uwagą Norsmenki a z kolei jej słowa, rozbawiły towarzystwo.

    ~

    - A kogo widzą moje piękne oczy? - Usłyszeli męski głos gdzieś z boku. A gdy tam spojrzeli, okazało się, że to ten gruby Hubert. Główny dostawca kostiumów i dekoracji do teatru a poza tym właściciel dobrze prosperującego sklepu z ubraniami gotowymi i szytymi na miarę. Ruszył w ich stronę z jowialny uśmiechem. Właśnie wyszedł z jakiegoś sklepu albo warsztatu. Ostatni raz widzieli się na zapleczu teatru, podczas prywatnej orgii jaka się tam odbyła.
    - Cóż porabiacie moi drodzy o tak wczesnej porze? - zagaił do nich gdy się z nimi zrównał. Popatrzył z zaciekawieniem na każdego z nich.
    – Witaj, Hubercie – rzekł Egon. – Szukamy luda, co chcą się przeprawić w górę rzeki do Salzenmund, gruby interes się szykuje.

    Egon rzekł pokrótce, zgodnie z prawdą, co zamierzają zrobić, ale też w szczegóły nie zamierzał go wtajemniczać. A przynajmniej - nie od razu.
    - Co ty nie powiesz przyjacielu. Gruby interes? W górę rzeki? Muzyka dla moich uszu. Jestem człowiekiem interesu. - Grubas uniósł do góry brwi i mimo swojej nalanej twarzy, spojrzał na gladiatora bystro jak hart co zwietrzył świeżą posokę uciekającej zwierzyny.
    - Szukamy łajby jaką można by ruszyć w górę rzeki. No ale jest nas trochę więcej niż nasza czwórka a i na czasie nam zależy. - Lars nieco doprecyzował słowa kamrata o co dokładniej się rozchodzi. Wskazał też gestem na ich grupkę do jakiej kupiec podszedł.
    - No tak, im większa grupa tym trudniej znaleźć transport. Ale przecież co chwila jakaś barka rusza w górę rzeki. Na pewno coś znajdziecie. Jak wiecie, ja się zajmuję handlem i krawiectwem na miejscu. Ale sprowadzam narzędzia i półprodukty z Saltmundu to co jakiś czas korzystam z usług rzeczniaków ale nie mam takiej śmiałości aby mówić, że znam to środowisko na wylot. - Hubert pokiwał swoją byczą głową na znak, że rozumie trudność z załapaniem się na statek większej grupy ale samo to nie wydawało mu się zbyt dużym problemem. Ale widać, że dalej zerkał na nich czujnie czy to na tym ma właśnie polegać ten interes o jakim wspomniał Egon.

    Egon, stwierdziwszy, że skoro już i tak spotkali się wcześniej i widział, jakież to cuda wyprawiał Mistrz Hubert z Adrienne, to znaczy, jakież to według myśli zwykłego ludu bezecne rzeczy i za co Hubert mógł zostać skazany jako kacerz, wojownik skonstatował, że skoro ten upiera się, by mu wytłumaczyć, to pofolguje jego ciekawości. A i wspomnienia Adrienne, która oddawała się z takim zapamiętaniem wprawiły go w dobry humor.

    – Chcesz, to ci rzeknę, w czym rzecz – rzekł Egon. – Ale wejdźmy może w jakie bardziej ustronne miejsce, nie chciałbym, żeby zoczył nas przypadkiem. Wszak wiesz, że w Neues Emskrank wielu ludzi… Nasłuchuje – powiedział, mając na myśli oczywiście szpicli inkwizycji.
    - Ah tak. - Kupiec popatrzył uważnie na gladiatora. Po czym rozejrzał się po ulicy. Na razie chyba nikt nie zwrócił na ich grupkę uwagi. Jednak akurat on niezbyt pasował wyglądem do ich czwórki. Wybijał się swoimi barwnymi ubraniami jakie ogłaszały, że powodzi mu się w życiu i do biedaków nie należy. - No dobrze. To was zapraszam przyjaciele do mojego sklepu. Porozmawiamy na zapleczu, z dala od wścibskich oczu. Tylko was proszę abyście weszli od podwórka. Po co ktoś ma widzieć nas razem? - Zaproponował wskazując w stronę Placu Targowego.
    - Wiem gdzie to jest. Jak chcecie to mogę was zaprowadzić. - Burgund pokiwała głową na znak, że może znów robić za przewodniczkę, jeśli koleżanka i koledzy, zgadzają się na propozycję kupca.
    – Chodźmy, chodźmy – Egon skinął głową parę razy i już bez zbędnych ceregieli maszerował w miejsce, gdzie wskazała Burgund.

    ---

    Może pół pacierza później, łotrzyca o burgundowych włosach, zaprowadziła ich do jakiejś furtki w ogrodzeniu. Była zamknięta tylko na haczyk, więc nie stanowiła żadnej, realnej przeszkody dla dziewczyny z ferajny. Weszli na podwórze, znacznie lepiej zachowane niż to mini bagno jakie miał u siebie Sigismundus. Ale jednak nie był to zadbany ogród jaki na zapleczu swojej rezydencji miała von Mannlieb. Przeszli przez nie i przewodniczka zastukała do tylnych drzwi. Po chwili otworzyły się i stanęła w nich Oksana.
    - Wejdźcie. Hubert mówił, że możecie przyjść. - Dwukolorowa główna krawcowa tego przybytku, odsunęła się aby wpuścić ich do środka. Poczekała aż wejdą i zamkną drzwi nim poprowadziła ich w głąb zaplecza sklepu. - Właśnie uczyłam właściwych manier nową dziewczynę. Jest za mało uprzejma dla naszych klientów a przecież to często są ludzie z wyższych sfer. - Uśmiechnęła się krzywo i wskazała na drzwi jakie mijali. Przeszła jednak dalej do kolejnych. Gdy je otworzyła, ukazał się gabinet z ozdobnym, masywnym biurkiem z ciemnego drewna. Za nimi siedział równie wielki gospodarz.
    - A! Już jesteście przyjaciele. Wejdźcie, proszę, siadajcie. Napijecie się czegoś? - Grubas zachowywał się naturalnie i jowialnie. Wstał i wskazał na dwa ozdobne krzesła przed swoim biurkiem. Ale dwie osoby musiały albo stać albo usiąść na sofie pod ścianą.
    – Piwo może być, jak masz – rzekł Egon, który rozglądał się ciekawie po pomieszczeniu, w którym się znalazł.

    Egon bowiem nie przypominał sobie, żeby wcześniej zdarzało mu się przebywać w tym miejscu. Może… Może był tu kiedyś z Silnym? Ale nie. Jeśli kiedyś był u Huberta, to może jeno bywał w tych okolicach, ale z pewnością nie było go właśnie tutaj.

    Usiadłszy, Egon przeszedł od razu do meritum:

    – Spytałeś, jakie to interesy będziemy robić, to ci powiem, boś jest jeden z naszych, a i żeś pannę Adrienne dobrze sprawił – tu Egon przypomniał sobie pełne rozkoszy jęki dziewki z wcześniej. – Jest tak: wyprawiamy się na łupieżczą rejzę, żeby przejąć jeden z korabi, które pływają w górę rzeki.

    – Pewnie żeś słyszał o rzeczy, jaka kroi się na jednym odcinku rzeki, w stronę Salzenmund. Na krypy ktoś się zasadza i ponoć morduje wszystkich jak leci, a te zostają na rzece samopas. Musisz przeto wiedzieć, że my szukamy statku, czy to kupić, czy to przejąć i tak żem z mymi kamratami uradził, że zatrudnimy się jako najemnicy, żeby obronić jeden statek, a potem go przejąć.

    – Musisz wiedzieć, że nam zależy na przejęciu korabiu, a to dlatego, że będziemy łupić brańców wzdłuż wybrzeża – ciągnął Egon. – Mamy kupca, który płacić będzie złotem za każdego dostarczonego, ale żeby spełnić nasz cel, trza będzie łapać ich, ilu wlezie, niby psich na ulicach Altdorf – zakończył Egon, który, oprócz perspektywy sprzedaży brańców Munirowi, miał z tyłu głowy opłacenie Gezackta, kupienie pancerzy i broni dla Gnaka, zasilenie tronu nieumarłego czarownika, czy wreszcie dostarczenie dziewek na hodowlę jaj Oster. – Sukces wzmocni nas po wsze czasy. Dziś rozglądaliśmy się z kimś, kto szuka ochrony na rejs.
    - No to rzeczywiście grubszy interes przyjacielu. - Grubas pokiwał z uznaniem głową ale widać było, że jest nieco zaskoczony takim pomysłem. - Wino mam i nalewki. Ale Oksano moja droga, weź przynieś to piwo z magazynu. - Zwrócił się do swojej asystentki a ta pokiwała swoją dwuklorową głową i wyszła z gabinetu. Zaś póki co gospodarz rozlał do kubkow wino albo nalewki. Po czym wrócił za biurko i usiadł aż krzesło skrzypnęło pod jego wielkim ciężarem.
    - Ha! To spodobała ci się nasza Adrienne? - Zaśmiał się triumfalnie jakby wziął słowa gladiatora za komplement. - A taka niewinna była jak ją poznałem. Buzi dać, może położyć się na plecach i poczekać aż kochanek wszystko zrobi. Ale widzialem w niej ptencjał. No i to ciało! Jest za co złapać z przodu i z tyłu i na czym oko zawiesić. Buzia i nogi też ładne. Ale tak na początku musiałem działać z rozwagą. Bo do buzi nie, z tyłu nie, z kobietą nie, we trójkę nie… A widzieliście w teatrze co teraz nasza słodka Adrienne potrafi? - Nie mógł się powstrzymać aby się nie pochwalić swoim sukcesem na polu przeciągnięcia zwykłej pracownicy ratusza na wyuzdaną kochankę.
    - No było na co popatrzeć. Aż miałam ochotę ją spróbować no ale ten wasz Bjorn mnie dorwał na korytarzu, ledwo dałam radę zaciągnąć go do schowka na szczotki. A na piętrze to nawet nie byliśmy. - Burgund zaśmiała się jakby też miała miłe wspomnienia z wieczoru w teatrze. Grubas przywitał to z rubasznym śmiechem i kiwaniem głową.
    - Tak, ty przyjacielu oddałeś swoje pierwszeństwo do niej tym szlachciankom. Ale nie bój się, jeszcze będziesz miał okazję spróbować naszej Adrienne. A one też były z niej zadowolone to chyba i tobie powinna dogodzić. - Hubert spojrzał na Egona dając znać, że pamięta ich rozmowę z zeszłego tygodnia. - No ale wróćmy do interesów. Mówicie korab na rzece chcecie przejąć? I brańców brać? - Wziął swój kielich, pokręcił nim jakby smakował aromat wina ale może musiał się zastanowić.
    - No i dlatego jest nas trochę więcej niż tutaj. Sam rozumiesz, że nie wiemy jeszcze z kim byśmy mieli walczyć a im nas więcej tym lepiej. No i potem trzeba jakoś tą krypą sterować jak już ją opanujemy. - Lars dodał jeszcze od siebie ten jeden element. Kupiec pokiwał głową ale miał zamyślony wyraz twarzy.
    - Tak, słyszałem, że są jakieś trudności na tej rzece. O ile wiem, nie wszystkie statki są atakowane bo to by całkiem ruch zablokowało a jednak codziennie jakaś barka wypływa od nas albo wraca z Saltmundu. Ale jednak utrudnia to transport w obie strony i podraża towary sprowadzane z głębi lądu czyli podraża mi produkcję. Innym kupcom też. - Podniósł wzrok na swoich gości i widocznie coś już słyszał o tej sprawie ale raczej bez szczegółów.
    - No cóż, przyjaciele. Ja statku nie mam aby wam użyczyć. Ale mimo to myślę, że możemy sobie pomóc nawzajem. - Grubas uśmiechnął się chytrze na swojej nalanej twarzy. - Bo wam jak rozumiem, obojętne na jakim statku byście popłynęli w górę rzeki? - Zagaił jeszcze pytaniem do swoich gości.

    Egon żywo spojrzał na Huberta, którego nie przeczuwał, że może im w jakiś sposób pomóc - ot, wojownik spodziewał się, że wejdzie do sklepu i wypije po kuflu piwa i odejdzie w swoją stronę. Wyglądało na to jednak, że ten tutaj zdawał się być całkiem nieźle sytuowany.

    – Krypa może być dowolna – Egon przyznał, kalkulując swoje opcje. – Jeśli będzie jeno nadawała się na rzekę, to sprzedamy ją i kupimy lepszą. Jak będzie nadawała się na otwarte morze, to i może byśmy sami się nią posłużyli… No. A i przecież też będzie trzeba ją gdzieś ukryć na czas tego wszystko, rozumiesz.

    I powrócił do pytania Huberta:

    – Ale dobrze zgadujesz. Jaka to krypa będzie, znaczenia nie ma, byleby można ją było sprzedać albo samemu jej potem użyć.

    - Kto wie? Jak wam bogowie będą sprzyjać to może nawet uda wam się pozyskać łajbę za darmo, bez wysiłku i całkiem legalnie? - Grubas uniósł brwi i uśmiechnął się chytrze. A jego słowa wzbudziły zaciekawione spojrzenia, zwłaszcza Larsa.
    - Jakże to? - Zmarszczył brwi jakby nie spodziewał się, że to może być aż tak proste. Kupiec zaśmiał się z zadowolenia ale nie trzymał ich dłużej w niepewności.
    - Słyszeliście o prawie pryzowym? - Zagaił i popatrzył po nich.
    - Ano tak! - Burgund otworzyła oczy jakby teraz zrozumiała o co mu chodzi. I szybko zaczęła wyjaśniać kolegom. - Jeśli statek jest bez załogi, to należy do tego kto go zajmie i przyprowadzi do portu. - Pokiwała swoją ciemnorudą głową.
    - O tym słyszałem, to stary, morski zwyczaj. Inaczej nie oplacałoby się ratować pustych statków. No chyba, że masz najsilniejszą flotę na akwenie i nikt ci nie podskoczy. Ale na rzece też to działa? - Lars dał znać, że o tym słyszał ale nie był pewien czy wewnątrz lądu to działa tak samo.
    - Tak. Słyszałem, że tak. Chociaż rzeka to nie morze i to nie zdarza się zbyt często. Ale parę lat temu była taka sprawa u nas w sądzie właśnie z tego powodu. - Grubas uśmiechnął się i wyjaśnił skąd ma taką wiedzę.
    - No ale to jak trafimy na pusty statek. A jak nie trafimy? - Astrid włączyła się do tej dyskusji. Ale i na to Grubson miał odpowiedź.
    - No to wtedy zrobicie ten wasz plan tak jak sobie umyślicie. Tylko właśnie możemy sobie pomóc nawzajem. Ja nie jestem zwolennikiem przemocy i wolę inne hobby. - Wskazał wzrokiem na dwie, młode kobiety jakie siedziały po drugiej stronie biurka. One uśmiechnęły się z aprobatą ale czekały co dalej powie. - Ale skoro i tak macie w planach walkę i łupy to proponuję wam spróbować dostać się na “Słoneczną jutrzenkę”. To jedna z rzecznych barek jaka regularnie pływa do Saltmundu i z powrotem. Mój drogi kolega po fachu załadował tam swoje towary i chce je przesłać do stolicy. Bardzo mnie to irytuję bo też mam w planie rozszerzyć działalność na tamtych rynkach. I tu liczę na nasze wspaniałe koleżanki z lady Odette w roli głównej. Sami rozumiecie jakie to ma znaczenie jeśli Słowik Północy będzie chodziła w moich kreacjach. Schlebiam tak jej nie tylko dla jej rozkosznych uroków. No ale tu kolega też wpadł na taki pomysł więc gdyby tak się zdarzyło, że ta łajba pójdzie na dno albo straszni rzeczni zbóje wyrzucą ten ładunek do rzeki no to cóż… Będę mu oczywiście bardzo współczuł. - Uśmiechnął się z udawanym żalem ale widać było, że umie kalkulować w tych interesach.
    - O ile wiem to ta “Jutrzenka” jest jeszcze u nas w porcie ale na dniach będzie odpływać do stolicy. Może jutro, może pojutrze, tego tak dokładnie nie wiem. Szyper łajby to stary wiarus i jacyś tam piraci rzeczni go nie przestraszą. Więc popłynie. Łajba cumuje na Rybim Nabrzeżu więc tam możecie go znaleźć. Oczywiście ja nic o was nie wiem i w ogole się nie znamy. - Podał nieco więcej informacji o wspomnianej jednostce i kapitanie.
    - Co więcej mogę wam też dorzucić coś na osłodę. Skoro tak wam nasza słodka Adrienne przypadła do gustu. - Uśmiechnął sie pod nosem i upił łyk ze swojego kielicha. - Jest taka jedna mytnik. Jutta Czerwona. Pływa właśnie po rzece. Sprawdza czy nie przewozi się kontrabandy, zbiera myto no standardowa robota celnika. W razie potrzeby, dla przyjaciół może przymknąć oko albo akurat popatrzeć w drugą stronę. - Tu zrobił charakterystyczny gest przeliczania monet w dłoni. - Poza tym miałem z nią przyjemność to powiem wam, że kobieta jest bardzo namiętna pod tym swoim kubrakiem. Nie zapraszałem jej na takie przyjęcia jak mieliśmy ostatnio w teatrze no ale myślę, że by się na nich odnalazła. A wiecie, jak na jakiejś łajbie jest mytnik to inny mytnik już jej raczej nie sprawdza. Po co wam jakieś węszenie po pokładzie i strata czasu? A wierzcie mi, nie tylko Jutta słabo zarabia i prawie zawsze parę monet musi zmienić właściciela aby okazało się, że jednak wszystko jest w porządku i można płynąć dalej. - Grubas na koniec oparł się wygodnie o swoje krzesło i popatrzył na nich zadowolonym z siebie głosem. Akurat drzwi się otworzyły i wróciła Oksana z dzbanem i kuflami do piwa. Postawiła je na krawędzi biurka aby goście mogli po nie swobodnie sięgnąć.
    - Oksana pamiętasz Juttę? Tą z rudą, z portu. Ta co jest mytnikiem. - Gospodarz zagaił swoją asystentkę. Ona zaśmiała się krótko.
    - Pamiętam. Właściwie to już jej nie widziałam dłuższy czas. Nie wiadomo czy jeszcze jest w mieście. - Przypomniała mu o tym detalu.
    - Ano tak. - Bycza głowa skinęła i popatrzyła znów na gości. - Jutta jest mytnikiem więc pływa po rzece. Może być u nas, w Saltmundzie albo gdzieś po drodze. Uroki służby. - Wyjaśnił, że jednak jest pewne ryzyko czy owa celnik będzie możliwa do spotkania w mieście.

    Egon z wolna przeżuwał słowa kupca. Zdało się, że mają szczęście… Lub też jego mroczny patron raz jeszcze pociągnął za struny losu i w jakiś sposób wpłynął na to, co się wydarzyło. Zaiste, spotkanie Huberta było trafionym przypadkiem.

    – Chcesz zatem, żebyśmy zabrali się za Jutrzenkę? – Egon pokiwał głową, nie mając nic przeciwko pomysłowi. – Rzeknij no nieco więcej o statku, da się nim pływać po morzu też, czy tylko zdany na rzekę?

    Spojrzał na Larsa krótko i rzucił:

    – To może być to.

    Powrócił jednak szybko do tematu Jutty:

    – Ta Jutta Czerwona, mówisz… Hmm. Jaka ona jest, znasz ją nieco? Moglibyśmy sprzedać jej cynk, że to my popłyniemy Jutrzenką i albo by mogła od razu płynąć z nami, albo dołączyć się. Najważniejsze, żeby była na pokładzie, nie zadawała pytań, jak coś się stanie i odwracała od nas innych mytników. Mówisz o prawie pryzowym… Ha! Mogłoby być i tak, że przejęlibyśmy statek, załoga poszłaby do groty, a z czasem byśmy zamustrowali swoją. Rzekłbym, rzecz do zrobienia, co myślisz, Lars? Hubert?
    - Przyjacielu. Ja się znam na materiałach, krawiectwie, handlu i kobietach. Ale nie na żeglowaniu. - Grubas uniósł do góry swoje pulchne dłonie w przepraszającym geście. Nie stracił jednak przy tym jowialnej pogdy ducha.
    - Nie przejmuj się tym Egon. Jak zobaczę tą łajbę to będę wiedział na co ją stać. - Lars widocznie nie uważał tego za zbyt wielką trudność. - A z tym prawem pryzowym to byłoby najkorzystniejszy zbieg okoliczności. Wówczas mamy pustą łajbę jaką zajmujemy. Ja bym ją obejrzał czy nic nie jest spalone czy połamane i czy można nią płynąć. I jesli tak, to można nią wrócić tutaj albo popływać po rzece. - Norsmeński łupieżca pokiwał energicznie głową na znak, że taka sytuacja bardzo by mu odpowiadała. - No ale jak mówi Astrid, wszyscy wiedzą o tym więc taka łajba by zbyt długo pusta nie stała. Pewnie pierwsza załoga co by była w stanie to by się nią zaopiekowała. Musielibyśmy mieć fart trafić na nią w miarę krótko po napadzie. - Zdawał sobie sprawę, że los bardzo by musiał im sprzyjać aby zrealizować taki scenariusz.
    - To już zostawiam wam. Tylko bym wam przeszkadzał doradzając w materii na jakiej w ogóle się nie znam. - Gospodarz uśmiechnął się nieco ale dał znać, że nie chce im się wtrącać w to planowanie.
    - No a jak nie spotkamy tej pustej łajby to zamustrujemy się na “Jutrzenkę” albo jakąś inną. I wtedy albo czekamy na ten napad rzecznych piratów albo przejmujemy samą “Jutrzenkę”. Jak przejmiemy to wywalamy ten towar za burtę. Bo jak już będziemy mieć wlasną lajbę to popłyniemy gdzie chcemy. Po rzece, po zatoce, wzdłuż wybrzeża. Jak się nie będzie nadawać na morze to zawsze ją można sprzedać. Będzie sumka na kupno czegoś większego. - Norsmen mówił jakby za najważniejsze uważał zdobycie jakiejś łajby. I resztę uznawał, za dalsze skutki tego sukcesu dlatego mówił o tym tylko ogólnie.
    - A Czerwona Jutta jest pełna namiętności i bardzo żywiołowa kobieta. Dobrze wygląda w spodniach, lubi się dzielić w miłości i nie jest wstydliwa. Ma tatuaż kotwicy na ramieniu i znamię na udzie. W figlach druga kobieta jej nie przeszkadza. - Grubas wrócił do pytania Egona o mytniczkę jaką im polecał. Spojrzał na swoją asystentkę a ta uśmiechnęła się i pokiwała głową na znak zgody o takiej opinii. - No ale jaka jest na pokładzie no to nie wiem bo z nią nie pływałem. Zawsze spotykaliśmy się już tutaj. - Przyznał, że zna ową kobietę głównie od towarzyskiej a nie zawodowej strony.
    - Wiecie, jak na naszej łajbie by była ona to pewnie inni mytnicy raczej by już nie musieli. Z drugiej to jednak jest urzędnik miasta z szablą u pasa. W walce z piratami to może być dodatkowy wojownik. Jakby okazała się rozsądna to może by nam pomogła jakoś uzasadnić wywalenie tych bel materiałów twojego kolegi za burtę albo przejęcie pryzu. No ale czy poszłaby na branie łapsów to już nie wiem. Chyba, że by została na “Jutrzence” jak my byśmy zdobyli drugą łajbę. - Burgund włączyła się do rozmowy ze swoją opiią o kobiecie jakiej osobiście nie znała. Przynajmniej po samym imieniu. Dlatego wyrażała się z dużą ostrożnością, raczej co do swoich oczekiwań o mytnikach ogólnie niż o tej kochance grubego kupca.
    – Jeśli powołamy się na ciebie, będziemy mieć względy? – zapytał Egon Huberta. – Wojowników nam trza, bo roboty będzie dużo. Dla mnie to żadna rzecz, włączyć ją w naszą grupę. Byleby nam sprzyjała…

    Tu urwał, nagle pogrążony w myślach. Tak, jak mówił Lars, opcje były: oni sami, Gezackt i jego ludzie wejdą na statek jako najemnicy albo jako podróżni. Egon poważnie wątpił, że na rzece znajdą jakiś opuszczony statek, który byłby w stanie używalności. Bardziej prawdopodobne by było, że statek zostanie zaatakowany przez rzecznych piratów lub też, koniec końców, to oni sami dokonają przejęcia i popłyną dalej.

    Kwestia Jutty była sporna: owszem, mytnik na statku by się przydał, ale Egon nie znał kobiety jeszcze na tyle dobrze, by wiedzieć, czego się po niej spodziewać. Dobrze było wiedzieć, że sypiała z Hubertem, jednak bałamucenie, według wojownika, to zbyt mało jeszcze było, żeby zagwarantować, że kobieta podejdzie do planu rozsądnie.

    – Możemy do niej iść zagadać – rzekł Egon. – Powołamy się na ciebie, jak coś, to sypniemy grosza albo i nawet przyprowadzimy ją tutaj, jeśli trzeba będzie. Mytnika na pokładzie mieć to będzie pożytek, ano nie powiem. Tym bardziej, że damascenem wymachiwać umie, jako gadasz.

    Rzucił jeszcze pomysłem od niechcenia:

    – Jak już na Jutrzence się zamustrujemy, to w zasadzie pryzu nawet rozważać nie trza. Co więcej: rzekłbym, że jeśli byśmy jaką krypę napotkali bez załogi, to winniśmy przejąć Jutrzenkę od razu. Dwa okręty sprzedać to niezły zysk… Chociaż holowanie go to wysiłek i ryzyko, że ograbiony statek ugrzęźnie na mieliźnie. A stamtąd łatwo wydostać go nie sposób.

    Odchrząknął.

    – Ale gadam nie na temat. To, co postanowione? Najpierw pójdziem do onej Jutty, a potem do Rybiego Nabrzeża i szukać będziemy kapitana Jutrzenki.

    - No z tego co pamiętam, to rozstawaliśmy się z Juttą w przyjaźni. - Grubas podniósł głowę na swoją asystentkę. Ta pokiwała w odpowiedzi.
    - Często nie ma jej w mieście bo albo płynie do Saltmundu albo z powrotem. To trochę straciliśmy ją z oczu. No i ostatnio to nas sprawy teatru i tresura Adrienne zajmowały. Jeszcze zamówienia dla lady Sorii i Odette. Ale ja ją wspominam miło. Podobała mi się jej otwartość i namiętność. - Główna krawcowa tego zakładu dodała swoją opinię o owej mytnik. Ale też jako znajomej i kochanki a nie jako rzecznego urzędnika celnego.
    - No to prawda. I rzeczywiście Jutty może akurat nie być w mieście. Ale jeśli jest to wam ją polecam. I tak towarzysko jak i w tym waszym przedsięwzięciu może wam się przydać. Tylko, że jeśli już ją spotkacie to oczywiście możecie powołać się na mnie. No ale już sami będziecie musieli się z nią dogadać co do detali. Możecie o nią pytać w “Kwarcie” albo w rzecznym biurze w ratuszu. Zwykle ma dwa pasy na sobie. Jeden zwykły a drugi na broń. - Gospodarz starał się im pomóc w spotkaniu swojej kochanki.
    - Ona lubi się zabawić. Więc taniec, wino, kobiety i śpiew, powinien uczynić wam ją przychylniejszą. - Oksana dodała jeszcze coś od siebie aby mogli się łatwiej dogadać z ową urzędniczką.
    - Dobra to chyba mamy postanowione. Z nią czy bez, postaramy się przyjacielu zamustrować na tą “Jutrzenkę” co mówisz. A potem się zobaczy. - Lars widać uznał, że na razie lepiej będzie załatwiać sprawy krok po kroku zanim się zacznie planować coś dalej.

    – Ano, postanowione – Egon skinął swoją włochatą czupryną parę razy, upewniając się, że zrozumiał wszystko dobrze. – Dzięki za gościnę, Hubert. Czas na nas… Pójdziemy najpierw do Kwarty, potem do ratusza, a potem na Rybie Nabrzeże.

    Egon powstał ze swego miejsca, rad, że mógł tutaj zawitać.

    Wellentag; przedpołudnie; karczma “Kwarta”

    Egon, Lars, Astrid i Burgund

    Karczma o jakiej mówił Grubson, była przy samym Placu Targowym, całkiem niedaleko od jego sklepu. Jak od niego wyszli to przynajmniej ten nieprzyjemny wiatr ustał i zrobiło się nawet przyjemnie. Był środek dnia więc ludzi i wozów na ulicach, było całkiem sporo. Na samym placu stały smętnie ogrodzenia i trybuny jakie zaczęto budować na turniej rycerski. A gdy go odwołano to już ich nie kończono. Teraz stały jako żywy dowód nie zrealizowanych zamiarów władz i obywateli tego miasta. Obsiadły go wróble i mewy a ludzie przez ostatnie tygodnie już przyzwyczajeni do nich, mijali je obojętnie. Front karczmy w jakich lubowali się najemnicy i strażnicy miejscy był widoczny z placu. Gdy weszli do środka było tam nieco tłoczno. Kelnerki chodziły między stołamy z zamówieniem trunków czy jedzenia, część z gości było w kolczugach czy brygantynach. Niektórzy oparli o ścianę swoje halabardy. To była najlepsza karczma do szukania najemników i łowców nagród. Nic dziwnego, że Burgund z Łasicą za nią nie przepadały.
    - Dobra to chodźcie, zapytać barmana. - Burgund skinęła na swoich towarzyszy i poszła pierwsza w stronę szynkwasu. Po chwili rozmowy zapytała o mytniczkę i poszło jej dość gładko. Mieli na tyle szczęścia, że zastali ją na miejscu a barman im ją wskazał.
    - Mówi, że to tamta. - Łotrzyca zwróciła się do pozostałej trójki, pokazując a jedną z kobiet jaka siedziała przy stole z dwoma mężczyznami. Rozmawiali ze sobą i wydawali się nie zwracać uwagi na sąsiadów.

    Celnik okazała się być młodą i całkiem urodziwą kobietą. Chociaż niewiele było w niej czerwieni na co by sugerował jej przydomek. Tych dwóch pasów o jakich mówił Grubson też nie było widać jak siedziała i stół ją zasłaniał.
    - No jak dla mnie może być. - Oceniła dziewczyna z ferajny, uśmiechając się krzywo. - Ale jak podejdziemy do nich całą bandą to może być różnie. - Popatrzyła trzeźwo na swoich towarzyszy.

    Egon w Kwarcie bywał już wielokrotnie, choć, oczywiście, w czasach zupełnie innych niż te, kiedy nastały - czasach, kiedy Merga była w lochu, zaś on i Silny pracowali nad rozbiciem jej więzienia. “Dużo zmieniło się… Ale niedługo zmieni się więcej jeszcze” - gladiator rzekł w myślach hardo.

    Jutta wyglądała dokładnie tak, jak sobie ją wyobrażał - harda, zapewne i krewka kobieta, za czym dodatkowo przemawiała jej zakasana za pas, krzywa szabla. Egon stwierdził, że aby ją przekonać, będzie potrzebował naprawdę dobrych argumentów i będzie musiał powołać się na Huberta natychmiast z marszu, żeby cokolwiek tutaj wskórać.

    – Chodźmy zatem do niej – rzekł Egon, który stwierdził, że czasu marnować nie było co.

    Podszedł. Egon miał nadzieję, że widok grupki złożonej z wojownika, korsarza i dwóch ulicznych cwaniaków nie zrobi zbyt dużego wrażenia na tamtej. Na pierwszy rzut oka, “Jutta Czerwona” wcale czerwona nie była, toteż zgadywał, że przydomek oznaczał coś innego. Być może… Krew?

    – Witaj – rzekł w jej stronę. – Mówią mi, że zwą ciebie tutaj Jutta. Hubert polecił mi ciebie jako kogoś godnego zaufania.

    Spojrzawszy na Juttę, czekał na jej reakcję.

    Na ostatnie dwa kroki od stołu, trójka co tam siedziała zorientwała się, że grupka Egona do nich podchodzi bo zamilkli i przyjrzeli im się. Gdy gladiator odezwał się do siedzącej, jej towarzysze popatrzyli na nią a ona na nich. Po czym zadarła nieco głowę do góry na brodatego wojownika. - No tak, zwą mnie Jutta. A ciebie jak? - Odparła spokojnie i jakby trochę z zaciekawieniem. - I jaki Hubert? - Zagaiła jeszcze zanim zdążył odpowiedzieć.
    – Egon – rzekł na wszelki wypadek gladiator, pominąwszy “Herschkel”, bowiem spodziewał się, że echa ostatnich wypadów i listów gończych niosły się w wciąż za nim.

    Pytanie o Huberta jednak wyprowadziło nieco Egona z równowagi. Iluż Hubertów można było znać w Neues Emskrank?

    – No, nie znasz mistrza Huberta i jego wprawnej ręki, co umie uszyć niejedno ubranie? – Egon uśmiechnął się nieco, dając znać, że wprawne ręce grubasa zapewne nie tylko jęły się krawieckiego rzemiosła. – Wszak to on polecił ciebie.
    - Ah tego Huberta. - Brwi siedzącej kobiety podjechały do góry a pełne usta ułożyły się w krzywy uśmieszek zrozumienia. Zupełnie jakby teraz domyśliła się o kogo chodzi i pozytywnie ta znajomość jej się kojarzyła. - Co tam u niego słychać? I nie stójcie tak, siadajcie. - Zaprosiła ich aby usiedli na ławie przy wspólnym stole. Jej dwaj towarzysze na razie przysłuchiwali się rozmowie ale się w nią nie włączali.

    “Tego mi trza było” - Egon pomyślał z ukontentowaniem, widząc, że imię Huberta wywarło na kobiecie niejakie wrażenie. Stawiało to całą rzecz w obiecującym świetle, a przynajmniej, tak chciał o tym myśleć gladiator.

    – Usiądźmy – zgodził się Egon i skinieniem zaprosił także Larsa i pozostałych. – Co pijecie? Ja stawiam… A u Huberta po staremu, wszakże byłem u niego nawet i dzisiaj. Zamiaruję się ze zrobieniem mu małej przysługi. W interesach żem przyszedł. Słyszałem, żeś mytnikiem z zawodu? – zapytał wojownik. – Szykuje się dla nas robota. Jakże sądzisz, byłabyś za tym? Rzekłbym ci nieco o sprawie. Rzecz, w której byś była rozeznana.
    Przez chwilę trwało naturalne zamieszanie, wywołane tym jak kto zajmował miejsca przy stole i co zamawia. Jeszcze kelnerka do nich podeszła aby wysłuchać co kto bierze. A gdy odeszła w stronę szynkwasu, mogli wrócić do rozmowy.
    - To u Huberta po staremu? Dalej taki zabawny? - Jutta podniosła wzrok na gladiatora i o grubym kupcu wyrażała się całkiem ciepło. Jej dwaj towarzysze nadal nie włączali się do rozmowy i przyglądali się czwórce nowych gości. - No i tak, jestem mytnikiem. Pewnie wam powiedział skoro tu jesteście i o to pytacie. A robota to zależy jaka ale wiecie, ja jutro płynę w górę rzeki, do Saltmundu. Więc parę dni mnie nie będzie w mieście. - Wydawała się choć trochę zaciekawiona o co chodzi ale nadal zachowywała się swobodnie.
    – Hubert jak Hubert, wiesz, kręci biznes, zaprasza znajome na dobre schadzki – brodacz uśmiechnął się lekko, spodziewając się, że Jutta domyśli się, co ma na myśli. – Ot, obrotny człek, to mi się podoba.

    Pociągnął łyk złocistego napoju i zaczepił nieco dłużej wzrok na krągłościach karczmarki.

    – Ale, jak żem rzekł, sprowadzają mnie interesy. Płyniesz w górę rzeki jutro? Dobra wieść, ano, dobra… Bo tak się składa, że my też tam chcemy płynąć. Onuż, widzisz: chcemy się zamustrować jako najemnicy na pokładzie Jutrzenki, wiesz, tej na Rybim Nabrzeżu. Trza będzie nam na pokładzie mytnika, jeno takiego, co poleconym przez Huberta był. Co rzekniesz?
    - Ah no tak. Hubert i te jego schadzki. - Szczupła szatynka uśmiechnęła się ze zrozumieniem, jakby takie zachowanie kupca, wcale jej nie dziwiło.
    - Jak ja bym miała wybierać między nim a taką ładną panią kapitan to bym wybrała ładną panią kapitan. - Burgund włączyła się do rozmowy, przyjmując frywolny uśmiech i bez skrupułów obrzucając spojrzeniem górną sylwetkę młodej mytniczki. Jej swobodna uwaga rozbawiła towarzystwo, z Juttą włącznie. Też przyjrzała się z zainteresowaniem rudowłosej łotrzycy. Chociaż insynuacja schadzki z inną kobietą, powinna oburzyć bogobojną obywatelkę.
    - Oh jestem tylko zwykłym mytnikiem a nie kapitanem. Nawet oficerem nie jestem. - Brunetka sprostowała swoją szarżę, ale widać było, że komplement rudzielca, sprawił jej przyjemność. Uniosła nieco swój gliniany kubek aby podziękować tym gestem za te słowa. Akurat podeszła kelnerka na której dekolt na chwilę rozproszył uwagę gladiatora. Ale szybko zauważył, że podobnie podziałał na większość osób przy stole. Zwłaszcza, że przed każdym z nich, musiała się pochylić aby postawić kufel czy kubek na stole. W tym momencie jest biust był akurat na wysokości twarzy siedzących, więc można było u się z bliska przyjrzeć. A wyglądał całkiem apetycznie. Kelnerka skończyła na Juttcie. Ta na odchodne klepnęła ją w tyłek co sprawiło, że dziewczyna odwróciła się na chwilę ku niej i zaśmiała się z rozbawienia. A gdy odeszła mogli wrócić do rozmowy.
    - To mówisz, jutro na “Jutrzence”? “Słonecznej jutrzence”? - Mytnik uniosła swój kufel i pozdrowiła nim brodacza zanim upiła łyk. Widząc, potwierdzający ruch głowy Larsa ciągnęła dalej. - No tak, wiem która to. - Też pokiwała głową - No rozumiem, że checie płynąć w górę rzeki no ale ja już mam umówiony rejs. - Popatrzyła najpierw na Egona, potem na Larsa, który się odezwał.
    - A nie mogłabyś się zamienić i popłynąć z nami na “Jutrzence”? - Norsmen zapytał i popatrzył badawczo na celniczkę. Ta chwilę pokręciła głową, przygryzła wargę i upiła łyk piwa zanim odpowiedziała.
    - No właściwie to bym mogła. Ale dlaczego bym to miała robić? - Trochę wyglądało jakby pytała z ciekawości, trochę jakby sprawdzała co może na tym zyskać. Chociaż wyglądała, że na razie do znajomych jej grubego kochanka jest raczej pozytywnie nastawiona.
    – Możemy cię opłacić z góry, a i interes, co nam się szykuje na Jutrzence będzie intratny – rzekł Egon.

    Egon bowiem kalkulował, że jeśli tylko opchną na jutrzence załadunek, który zrabują, razem z załogą, którą albo przejmą siłą, albo też którzy staną się członkami jego szajki. Wolał wszakże to pierwsze, bowiem nie wiadomo było, czy z czasem ktoś nie ucieknie, żeby donieść o wiadomych rozbojach władzom Neues Emskrank - łatwiej byłoby obsadzić statek swą własną załogą, zamiast próbować przysposobić istniejącą.

    Rzucił spojrzenie w stronę Larsa.

    – Cokolwiek, co ci obiecali, my przebijemy. Hubert gadał, że twarda jesteś, przeto będziemy potrzebowali kogoś, kto będzie umiał odeprzeć atak. Słyszałaś wszakże? Na tym odcinku atakują statki, może być i tak, że zaatakują i nas. Ta szabla, co nią robisz, przydałaby się… Ale też przydałoby się, żeby nie zadawać pytań, ot, robić, co należy. Opłaci ci się to na pewno.

    Egon stwierdził, że nie ufał mytniczce jeszcze na tyle, by opowiedzieć jej o planie zrabowania statku - Hubert Hubertem, ale grubas mógł źle ocenić dziewkę.
    - Tak, słyszałam. Znajdują tylko puste łajby. Z krwią i śladami walki. Dziwne to bo nawet towaru niezbyt ruszają. Chociaż może boją się to gdzieś sprzedać, że rozpozna ktoś trefny towar. Właściwie by mogli albo tu u nas, albo w Saltmundzie. Ale towaru raczej nie ruszają. - Brunetka pokiwała głową, że temat jest jej znany. I trochę się dziwiła zachowaniu napastników. - I trochę dziwne, że tak znikają. Dlatego zaczęliśmy kontrolować częściej aby ich wyłapać. A na razie nie trafiliśmy na żadną załogę co by mogła mieć coś wspólnego z tymi napadami. A przecież Salt to nie otwarte morze, gdzie możesz zniknąć na otwartych przestrzeniach albo popłynąć do innego portu. - To też budziło zastanowienie mytniczki. Popatrzyła po zebranych przy stole a oni pokiwali albo pokręcili głowami. Więc pewnie nie mieli nic do dodania.
    - No i możecie sypnąć groszem? A wiele? I co za interes macie na “Jutrzence”? - Brunetka wróciła spojrzeniem do gladiatora aby dopytać go o więcej szczegółów.

    “O tym żem nie słyszał” - pomyślał gladiator, Jeśli w istocie gdzieś po drodze mogli natrafić na rozbity okręt, w którym dodatkowo znajdował się nietknięty łup, to cały interes nagle zyskiwał na intratności.

    – Ja i moi kamraci będziemy najemnikami na Jutrzence – Egon postanowił brnąć w to, co dla poznaki zamierzał mówić wszystkim niezaangażowanym, jako że Jutty nie znał jeszcze tak dobrze. – Statek będziemy eskortować, choć i po prawdzie też szukamy tych zaginionych. Rzeknij, ile ci obiecali na tym twoim rejsie? Pięćdziesiąt karli-franzów? Dam sto pięćdziesiąt i udział w łupach na okrętach, co znajdziemy. Jeno warunek mój taki, że kiedy my się puścimy na rzekę i swoje rzeczy robić będziemy, to nie zadawać pytań żadnych. No i kiedy płynąć dalej będziemy, twoje wsparcie jako mytnika na okręcie.

    Egon stwierdził, że mógł targować się na niewiele więcej niż pięćdziesiąt, może sto dodatkowych sztuk złota - szacował, że Jutta, może i znajoma Huberta, nie będzie warta więcej. Dodatkowa szabla i osłona przydają się, ale z drugiej strony, równie dobrze mógł przekupić innego mytnika tą samą sumą.
    - Sto karli? - Jutta wytrzeszczyła oczy jakby się przesłyszała. Zresztą pozostali też zbystrzeli. - A masz tyle? - Mytnik w końcu wykrzesała z siebie jakieś pytanie. Spojrzenie sugerowało, że grupa najemników jaka jutro miała się zamustrować na “Jutrzence” nie sprawia wrażenia dysponowania taką sumą. Rzeczywiście Egon z Larsem wyglądali na wojowników więc nawet mogli uchodzić za najemników szukających żołdu. Burgund w swojej spódnicy wyglądała jak przyzwoita mieszczka a więc też na nikogo kto by mógł mieć tak pękatą sakiewkę. Właściwie to tylko Astrid nieco się wybijała ponad przeciętność swoją szarą suknią a raczej ozdobną broszą i nieco lepszą biżuterią. Choć nie tak jak pełnokrwiste, tutejsze szlachcianki jak lady Fabienne, Pirora czy Odette. Przy ich eleganckim wyglądzie, zapewne łatwiej by było komuś uwierzyć, że mają tyle karlików.
    - Za tyle to ja bym urządziła ci niezapomnianą noc. A nawet dwie. Z każdej strony co byś chciał i jeszcze bym jakieś nienasycone koleżanki przyprowadziła. - Burgund westchnęła z rozmarzeniem i popatrzyła błogo na brodatego kolegę. Aż obaj koledzy mytnik i ona sama spojrzeli na nią jakby zastanawiali się czy naprawdę mogłaby to zrobić. Ona sama zaś zaczęła pieścić palce jego zarośnięty policzek i nawet go w końcu cmoknęła. Ale skorzystała z okazji aby mu szepnąć do ucha. ~ Za tyle to zorientuje się, że to gruba sprawa. ~ Po czym popatrzyła na niego z uśmiechem jak na ulubionego kochanka.
    - No za tyle to ja też bym się chętnie przyłączyła do takich baletów. - Jutta uśmiechnęła się krzywo. Spojrzenie jednak miała chytre. Świdrowała nim gladiatora i łotrzycę jakby próbowała ich rozgryźć. - No kapitanie, jak masz taką sumkę to bardzo chętnie możemy pogadać o interesach. Tak, za tyle to myślę, że mogłabym w ostatniej chwili zmienić zdanie i jednak zjawić się jutro rano na “Jutrzence”. - Na pełnych ustach celnik, zaczął pojawiać się półuśmiech. Jednak dało się wyczuć, że przydałby się jakiś dowód aby pokazać, że te obiecane monety nie są bajką dla naiwnych.
    – Masz tu trzydzieści sztuk, bom dobry. Siedemdziesiąt dostaniesz, jak przyjdziesz jutro na Jutrzenkę, a pięćdziesiąt po wykonanej robocie.

    Srogi był to trybut, który potrzeba było zapłacić, jednak Egon stwierdził, że jeśli cała rzecz miała się udać, to przynajmniej sto karli-franzów trzeba było uiścić. Jak dla wojownika, za takie pieniądze Jutta, jeśli potrzeba będzie, miałaby się oddać całej załodze na jeden wieczór, a na pewno nie gadać, kiedy on i cała reszta zaczną przejmować statek.

    – Mytnik na pokładzie sprawi, że nikt nas nie zaczepi w drodze na morze – szepnął do Burgund. – Może zechce, może nie zechce, ale argument jakiś trza nam mieć.
    ~ Hubert mówił, że ona lubi się zabawić i wtedy jest przychylniejsza. ~ Łotrzyca o miedzianych włosach, odszepnęła koledze. Odsunęła twarz od jego twarzy ale dalej przylegała do jego boku jak ladacznica zabiegająca o bogatego klienta. Sama jednak była ciekawa reakcji urodziwej mytniczki. Ta zaś przyjęła sakiewkę od gladiatora i sprawnie podrzuciła ją w swojej szczupłej dłoni. Sprawdziła tak na słuch i masę co mogła zawierać w środku.
    - No to jak rozmawiamy o konkretach to widzimy się jutro na “Jutrzence”. - Jutta zaśmiała się z zadowoleniem ostatni raz podrzucając sakiewkę. Po czym zaczęła ją chować do przypinanej kieszeni do pasa.
    - A znasz szypra z “Jutrzenki”? I jego załogę? Aha i jak pływasz po rzece to ją też znasz? - Skoro wyglądało na to, że chociaż wstępnie pozyskali dla swoich celów tą młodą celnik, to Lars zainteresował się co można się jeszcze dowiedzieć.
    - Tak, znam tą rzekę. A szypra Jutrzenki też. Nazywa się Heynrich Wagner. Heyyynriich. A nie jakiś nudny Heinrich. Bardzo mu na tym zależy aby wymawiać to poprawnie. Jak nie możesz zapamiętać to masz minusa u niego, jak wymawiasz poprawnie to masz plusa. Ma sternika i około pół tuzina marynarzy. Ale ostatnio często towarzyszy mu syn lub córka jakich przyucza do zawodu. Najstarszego już wyszkolił i pływa teraz na innych łajbach. Ale przez te napady w górze rzeki może faktycznie zabrać więcej załogi albo najemników niż zwykle. - Celnik odpowiedziała mu bez wahania jakby naprawdę znała i rzekę i załogę o jakiej wspomniał im niedawno Hubert.
    - A pasażerów biorą? - Astrid zadała jej pytanie bo w porównaniu do kolegów, to wyglądała mało bojowo więc trudniej by było jej uchodzić za najemniczkę. Mimo, że miała miecz u pasa.
    - Raczej tak. No wiadomo, trzeba zapłacić za przejazd i nie jest zbyt wygodnie. Trzeba nocować w ładowni między towarami albo na pokładzie. Bo Heynrich ma własną kabinę i małą. Jeden jest dla sternika lub znaczniejszych gości. Na przykład dla mnie. A załoga to śpi w hamakach w małej klitce i to jeszcze na zmiany bo nawet w nocy jeden czy dwóch ma wahtę. Więc dla pasażerów zostaje tylko ładownia albo pokład. - Szatynka skończyła mocować sakiewkę w przypinanej kieszeni pasa i podniosła głowę uśmiechając się do swoich nowych towarzyszy.

    Egon skinął głową.

    – Heyn-rich – Egon wymówił imię dla pewności, żeby zapamiętać. – Heynrich Wagner.

    Koniec końców, Egon rad był z rozwoju spraw. Jutta, którą koniec końców przekupić trzeba było tak czy inaczej, teraz musiała się wykazać i odpowiednio układać się z nim i pozostałymi, albo też złota nie zobaczy. Zasady, sądził gladiator, były jasne. Jeśli Jutta skrewi, zawsze mógł powetować sobie na jej wynagrodzeniu. Drogo było, prawda to, ale każda cena była dobra, żeby dowieźć ten interes do końca.

    – Poręczysz za nas u niego? – zapytał Egon, który myślami już był na Rybim Nabrzeżu. – Znacie się?
    - Prywatnie to nie. Ale zdarzało mi się z nimi pływać. A jutro, jeśli sam was nie będzie chciał zatrudnić, no to postaram się mu szepnąć odpowiednią sugestię. Chociaż nie mam takich uprawnień aby go zmusić gdyby nie chciał. - Brunetka pokiwała głową na znak zgody. Zaznaczyła jednak, że jej władza nad rzeczną załogą ma jednak pewne ograniczenia.
    – Jak dla mnie, brzmi dobrze – rzekł Egon, który stwierdził, że za trzydzieści karli-franzów mógł równie dobrze mieć to, żeby Jutta rzekła dobre słowo. – To co, kompanioni? Idziemy? Wszak dnia szkoda… No i będzie tak, że będziemy mieć nową towarzyszkę.

    Wellentag; południe; Rybie Nabrzeże i “Słoneczna Jutrzenka”

    Egon, Lars, Burgund i Astrid

    Pożegnali się z atrakcyjną mytnik w całkiem dobrej atmosferze. Co dobrze wróżyło na jutrzejsze spotkanie. Z Placu Targowego, Burgund poprowadziła grupkę przyjaciół ku zachodniemu wybrzeżu zatoki. Ale nie aż tak daleko gdzie ląd kierował się na północ i gdzie była zacumowana “Stara Adele”. Łotrzyca bezbłędnie odnalazła Rybie Wybrzeże. I tylko trzeba było teraz sprawdzać zacumowane jednostki czy któraś nie jest tą jaką szukają. W końcu trafili na nią. Nie wyróżniała się jakoś na tle sąsiednich. I była zauważalnie mniejsza i niższa od starej kogi jaka była jedną z kryjówek kultystów. Tu Lars miał okazję się jej przyjrzeć. Widać było, że nie wywołała w nim zachwytu.
    - To barka rzeczna. Nie nadaje się na otwarte morze. Na rzeki, jeziora, może wody zatoki. Przy brzegu na morzu no można próbować. Ale przydałoby się coś większego jak na poważnie myśleć o morskich wycieczkach. No ale na początek może być. - Podzielił się z grupką swoim zdaniem na temat dzielności morskiej łajby przy jakiej stali.
    - Nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Na razie to mamy tylko tą łódkę co dziewczyny mają. A jak zdobędziemy tą czy coś innego to się pomyśli co dalej. - Astrid była zdania, że nie ma co nakręcać się na gotową na morskie rejzy jednostkę tylko działać krok po kroku.
    - Dobra ale trap jest spuszczony. Można tam pójść i pogadać. Nawet jak tego Heynricha nie będzie to może jego ludzie będą wiedzieć gdzie jest. - Burgund na razie skupiła się na tym co mogli teraz załatwić. Co jakiś czas było widać jakiegoś marynarza na pokładzie “Jutrzenki” ale szyper chyba powinien bardziej się wyróżniać wyglądem.
    - Chwila, jak wy macie gadać jako najmici to nie wiem czy my powinnyśmy być z wami. Chyba, że od razu będziemy jako jedna grupa. - Córka jarla przypomniała im o legendzie o jakiej rozmawiali wcześniej.
    – Musicie się odłączyć od nas – Egon zgodził się z Astrid, która słusznie zauważyła rzecz. – Powinienem być tylko ja, Lars i… A, niech będzie Astrid. We trzech pójdziemy. Pozostali dołączą jako pasażerowie, później. Damy cynk Gezacktowi i pozostałym.

    Odniósł się jeszcze co do uwagi, że barka jest tylko zdatna na rzekę:

    – Sprzedamy gówno w mniej niż jeden tydzień – wzruszył ramionami. – I tak wyjdziemy na plus, po sprzedaniu towaru i wzięciu załogi w jasyr. Jak Jutta nas wyda, to sam jej nogi z jej ładniutkiej dupy powyrywam, ale przecie czy ma powód? Złoto dostanie i morda, kurwa, w kubeł. Z tego interesu ma wyjść tak, że będziemy mieli cały potok brańców, musi się udać, no! Ale to później… Wiadomo. Lars, Astrid, idziemy. We trzech weźmiemy się jako najmusy, pozostali będą dochodzić grupami co parę godzin.

    – Dobra, to co? Pogadamy z tym szyprem – zaproponował wojownik.
    - No tak, jak już będzie nasza, to można będzie sprzedać i kupić coś większego. - Lars pokiwał głową, że na razie nie uważa małej dzielności jednostki za problem a raczej za pierwszy krok w stronę realizacji ich planów.
    - No to idźcie. Ja tu na was poczekam. - Burgund nie miała oporów aby działali bez niej i machnęła im dłonią życząc powodzenia. Zaś Egon, Lars i Astrid, ruszyli w stronę zacumowanej jednostki. Mijali dokerów i marynarzy, większość z nich spieszyła za swoimi sprawami i nie zwracała na nich większej uwagi. No może któryś na dłużej zawinął oko ku blondwłosej córce jarla. Jako, że na straży trapu nikt nie stał to weszli na pokład bez przeszkód. Burta była niewiele wyższa niż pirs. Jednak kładka była na tyle wąska, że musieli wchodzić pojedynczo. Stając na pokładzie “Jutrzenki” dało się poznać pewne różnice w porównaniu do “Adele” czy nawet długiej łodzi jaką przypłynęli tu z Norsci. Rufowa nadbudówka ledwo wystawała ponad pokład a dziobowej właściwie nie było. Sam dziób wznosił się nieco ponad pokład ale nie aż tak wysoko jak w kodze czy norsmeńskiej łodzi. Ktoś tu musiał być bo spod pokładu słychać było ludzkie głosy i stukanie, turlanie, jakby przetaczano tam coś ciężkiego. W pewnym momencie z rufowej nadbudówki wyszedł jakiś marynarz i wyraźnie się zdziwił widząc gości na pokładzie.
    - A co wy tu robicie? - zapytał zatrzymując się i przyglądając im się podejrzliwie. No może nieco dłużej przypatrując się Astrid niż jej kolegom.
    – Witajcie, panie – Egon uczynił powitalny ukłon, który był zwyczajem w Neues Emskrank. – Szukamy szypra onego statku, człeka, co zwie się… Heynrich Wagner – Egon uczynił małą pauzę, próbując przypomnieć sobie, jak wymawia się poprawnie imię. – Ja i moi kamraci szukamy zatrudnienia na Jutrzence, bośmy usłyszeli, że ostatnio wody rzeczne niebezpieczne są.
    - Ano. - Marynarz pokiwał głową ale jeszcze przez chwilę przygladał im się, jakby zastanawiał się nad ich słowami. - Poczekajcie, zapytam go. - rzekł im po czym odwrócił się i poklaskał bosymi stopami z powrotem do rufowej nadbudówki. Tam znikł im z oczu.
    - No to zaraz zobaczymy jak będzie. - Lars oparł się o reling i skrzyżował na piersi swoje mocarne ramiona. Astrid spojrzała za burtę, tam gdzie zostawili Burgund. Ale jesli łotrzyca ich obserwowała to nie było jej widać. Czekali jeszcze chwilę, nim wyszła na pokład trójka mężczyzn. Ten marynarz z jakim rozmawiali wcześniej, jakiś drugi no i trzeci. Ten szedł na czele tej grupki i jako jedyny miał buty. Właśnie on obrzucił czekającą trójkę szybkim, badawczym spojrzeniem.
    - A pochwalony. Słyszałem, że nająć do ochrony się chcecie. Prawda li to? - Zagaił teraz przypatrując się im twarzom.
    – Zgadza się, moiściewy Heynrichu Wagner – rzekł Egon, uważając, żeby wymówić jego imię odpowiednio. – Ja i moi kamraci zajmujemy się ochroną karawan i statków i żeśmy ostatnio usłyszeli, że korabie na rzece w drodze do Salzenmundu były napadane. Żeśmy przeto pomyśleli, że to dobra rzecz, ochronić towar… A i niewiele weźmiemy, jeno dziewięć karli-franzów za dzień ochrony.

    Szyper przyglądał się uważnie ich trójce. Ale gdy gladiator poprawnie wymówił jego imię to podniósł na niego wzrok i pokiwał głową z zadowoleniem. Jednak potrzebował jeszcze chwilę aby to przetrawić w głowie.

    - Aha. Czyliscie najmici. - Podszedł ze dwa kroki bliżej jakby chciał ocenić ich krzepkość, wygląd i możliwości. Też dłużej zahaczył wzrok na Astrid ale jego spojrzenie było bardziej krytyczne. Wyglądał już na takiego co sam mógł mieć córkę w jej wieku a od niej pewnie wnuki, to mógł być już mniej zainteresowany kobiecymi wdziękami niż młodsi mężczyźni. - Koleżanka też? I dziewięć za głowę? No trochę drogo. A za sześć? I dorzucę wam wyżywienie u nas, to swojego brać nie będziecie musieli. Nazywacie się w ogóle jakoś? Ktoś wam mnie polecił? - W końcu przyjrzał im się na tyle, że wyglądał na zanteresowanego ofertą więc przeszedł do ustalania detali umowy. I przy tym chciał o ich trójce jeszcze wiedzieć parę rzeczy.

    Na te słowa, Egon zwrócił się na chwilę do Larsa i rzekł, niby przyciszonym głosem, choć bardziej na pokaz:

    – Wszakże to pierwszy raz, skoro wyżywienie dorzuca, to przecie możemy zdać się na niego.

    Tu kiwnął głową i pokiwał na znak, że choć biznes nie zdał mu się idealny, to jednak dalej warto było brnąć dalej. Oczywiście, to wszystko nie miało sensu, bo i tak koniec końców mieli powetować sobie każdy miedziak. Egon chciał zrobić pozór, że próbuje się porozumieć z Astrid i Larsem.

    – Zwę się Egon, moi kompanioni zwą się Lars i Astrid. Każdy z nich wprawny w bojach i jeśli trza będzie, krwi przelać się nie boimy – gladiator przedstawił pokrótce siebie i swych towarzyszy. – Wszakże nie polecił was nikt, jeno żeśmy usłyszeli o tych mordach w górę rzeki na odcinku w stronę Salzenmund, to zaraz żeśmy wyczuli, że mądrzy ludzie postawią na ochronę. Słyszał żem, że całe statki opuszczone są, nic nie ruszone, jeno załoga zawsze wymordowana! Ale z nami unikniecie tego losu.

    I odniósł się do ceny za ochronę:

    – Zwykle bierzemy więcej, bośmy doświadczeni w boju, ale niech i tak będzie, że póki nic się nie zdarzy ani ataki nie będą bardziej zajadłe, weźmiemy sześć karli-franzów za łebka – głos Egona był polubowny.
    - No niech będzie. Nasza strata. Niech będzie te pół tuzina monet dniówki na głowę, skoro Heynrich dorzuca spyżę. - Lars postąpił podobnie jak kolega i wszedł w rolę niezbyt doświadcznego negocjatora. Wyglądało jakby po namyśle się zgodził na takie warunki. Co sprawiło, że stary szyper uśmiechnął się z zadowolenia.
    - A czy dla mnie jakieś miejsce zaciszne się nie znalazło? Bo gdzieś bym przecież musiała się przebierać z rana przed wyjściem do reszty. - Astrid też dodała od siebie prośbę. To wywołało pewną konsternację u szypra. Ponownie obrzucił ją uważnym spojrzeniem jakby co do niej miał największe wątpliwości czy się nadaje. Bo obu krzepkich wojowników w kolczugach do chyba dość gładko zaakceptował w roli eskorty. Ale szczupła blondynka, miała co prawda miecz u pasa ale była w sukni i bez pancerza. Widząc to spojrzenie córka jarla dodała szybko - No mogę się przebierać i na pokładzie i pod, mnie to nie przeszkadza ale, żeby nie było, że ktoś jest zgorszony i moralność to komuś psuje. - Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się lekko. Rzeczywiście nie wypadało aby niewiasta, nawet z mieczem u boku, pokazywała się publicznie w niestosownym stroju.
    - No ja mówiłem, że luksusów nie ma. No ale jest mała kajuta obok mojej. Możesz tam się z rana przebierać czy co tam będziesz potrzebować. - Wagner niechętnie ale jednak zgodził się na to ustępstwo. Jego dwaj załoganci byli wyraźnie mniej zadowoleni, że ich ominie możliwość rzucenia okiem co ta młoda, szczupła blondynka może mieć pod suknią. Jednak nie odważyli się zaprotestować.
    - No dobrze. To za sześć karli za głowę może być. Faktycznie znajduje się zakrwawione łodzie. Żadnych ciał. Na szczęście nie wszystkie i większość łodzi dalej przepływa cało. Nie wiada jednak kto tak zuchwale sobie poczyna. Nie wiem czemu władze na rzece nic nie robią. Ani tutaj ani w Saltmundzie. A niby stolica psia mać. Myta to nie zapomną od uczciwego człowieka pobrać ale jak nas napadają to nie ma już kto szukać tych piratów. A przecież Salt to nie Reik. - Widać było, że złość na nieudolność władz się u starego szypra wylała. Mówił rozgoryczonym gderliwym głosem i kręcił do tego głową. Na koniec jednak machnął swoją spracowaną dłonią i splunał glutem za burtę. - Dobra to jak mamy umowę to jutro z rana stawcie się tutaj. Odpływamy z samego rana. - Wrócił do detali zawierania umowy na ten wspólny rejs.

    Egon zmilczał wywody człeka. Dla Egona najważniejsze było, że nie oponował, by zbrojni wkrótce mieli dołączyć do jego załogi na statku. Cóż tam w istocie się na tej rzece działo, to furda, istniało całkiem spore prawdopodobieństwo, że rzecznych piratów w ogóle nie napotkają. Wojownik rzucił spojrzenie na Astrid, by ta już nie mówiła nic, zdać bowiem się mogło, że szyper był z takich, na którym kobiece wdzięki jeno poślednie wrażenie robiły.

    – Ano, umowę mamy – rzekł Egon. – Robotę zrobimy.

    Tu skłonił się jeszcze raz, wiedział bowiem, że szyper i tym, co pływają na rzece, czasu im nie przelewało się. Skinął głową w stronę Larsa i Astrid.

    Kiedy zeszli już z pokładu i odeszli jaki kęs drogi, rzekł:

    – Dobra. Możemy dać znać reszcie, żeby wchodzili jako pasażerowie, możemy też i dać znać Jutcie, że udało nam się rzeczy dokonać. Acz zdaje mi się, że trza będzie Gezackta i pozostałych opłacić. Niechaj pomyślę… My we trzech jako najmusy… Gezackt i dwu albo trzech od niego, tedy sześciu… Annika, Silny, Rune, Bjorn. Mhm. Nie więcej niż dziesięciu, może i jedenastu chłopa od naszych będzie na pokładzie, z czego siedmiu trza opłacić. Żem się wykosztował na Juttę, tedy trza mi iść do mej skrzyni, żeby złoto zebrać i dać pozostałym na ich rejs.

    Wyrwawszy się z tych przemyśleń, rzucił jeszcze do Larsa:

    – Jutta zagwarantuje, że nikt nas nie sprawdzi w drodze Jutrzenką – rzekł. – Ale dziewka na krypie nie będzie wiecznie. Trza już zacząć myśleć, gdzie schowamy statek, wszak szłoby nim popłynąć potem wzdłuż wybrzeża i schować go w jakimś zakamarku. Rzeki znać nie będziesz, boś nie stąd, ale może by spytać kogoś z naszych, może znają.

    Rozgrywka import

  • Czytanie sesji
    SantorineS Santorine

    Wyrywki na pewno, czasami dłużej. Wiem, że zdarzało mi się czytywać sesje graczy, z którymi miałem przyjemność zagrać, ale praktycznie nigdy od deski do deski, raczej po to, żeby wyłapać ich styl i to, jak grają 🙂

    Forum

  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami
    SantorineS Santorine

    Strumienie brudnej wody były rozchlustywane miarowymi krokami dwóch przybyszów Środkowej Dury. Krople były przecinane wiatrem, wirowały i lśniły w świetle wiecznych latarni, aby wreszcie upaść na kamienne ulice tego miejsca. Deszczówka płynęła miarowo w arterii rynsztoka, aby wreszcie spotkać się z brzegiem i kapać do otchłani rozciągającej się na dół. Stamtąd, skąd nadal dochodził smród Trybów.

    – Raz powąchałeś, nigdy nie zapomnisz – mężczyzna, na oko ponad pięćdziesięcioletni, rzekł w przestrzeń - ni to do siebie, ni to do swego towarzysza, aby podjąć nucenie. – Hmm… Hmm… Mmm.

    Thalamer był ubrany w swój zwykły, ciemnoszary płaszcz. Prosty i zgrzebny, jednak blichtrze nigdy magowi nie zależało. Jego srebrnoczarna broda, tak samo, jak odzienie wierzchnie, była ułożona i zaczesana tylko do punktu schludności i funkcjonalności.

    Kroki wojennego konstruktu - Varoka - rozbryzgiwały ciemne strugi i stanowiły kontrast do lekkich i niezobowiązanych, tych, które należały do Thala. Ciemny, ponad dwumetrowy kształt sunął w milczeniu za człowiekiem, któremu uśmieszek z ust wydawał się nie mieć nigdy zejść.

    text alternatywny

    Głowy napotkanych na ulicy odwracały się momentalnie, widząc, jak konstrukt wyłania się z mroku ulic, jednak wzrok gapiów nie zatrzymywał się na opancerzonej sylwetce zbyt długo. Nie warto było przyciągać uwagi tego… Czegoś. A w każdym razie, takich motywów wśród gapiów dopatrywał się Thal, któremu żal było jego własnej uwagi na coś, co mogło zwrócić uwagę na niego samego.

    Znak Króla Ognia, choć przecinał mrok, nie wydał się Thalowi szczególnie zachęcający. Mag przystanął przez chwilę - gdzieś tam, nieco dalej, biegła jakaś mała sylwetka, zdaje się, złodzieja lub też złodziejki. Także i tutaj znalazło się parę oczu, które śledziły jego samego i jego towarzysza przez jakiś czas, jednak Sharn i okolice niewątpliwie widziały wielu dziwnych jegomościów i Thal nie wątpił, że nawet w Środkowej Durze jego towarzysz nie był aż tak dziwnym zjawiskiem. A w każdym razie, nie na pierwszy rzut oka…

    Żar tawerny, który buchał z jej wnętrza przypomniał mu jeszcze raz o Trybach, w których ostatnimi czasy spędzał sporo czasu - mniej ciekawskich oczu, ludzie przyzwyczajeni do pewnych manier, na których mu zależało. Mniej kłopotów. Łatwiejsza szmuglerka. I inne detale.

    Nagle, mżawka zewnętrza zmieniła się w wonne wnętrze tawerny, zaś hulający wiatr i zimno ustąpiły gwarowi głosów ludzkich i innych ras. Gwar, kiedy tylko Varok przekroczył próg, zniżył się i już miałby ucichnąć, kiedy nieoczekiwanie został podjęty na nowo. Thal przechylił swą głowę na jedną stronę i zlustrował otoczenie, wolno idąc przed siebie. Różnorakie akcenty, których części nie rozpoznawał - slang goblinów, klątwy z Breland. Uwagę Thala zwróciło parę lekko błyszczących amuletów przy szynku, jednak, poniechał. “Interesy, interesy” - ponaglił siebie.

    Szukał swojego kontaktu przez parę dłuższych chwil. W gruncie rzeczy, gdzieś, z tyłu jego głowy zakiełkowała myśl, że może, może… Ale nie. Był tam. Alestair. Trochę inny niż zazwyczaj i być może nieco mniej pewny siebie, na pierwszy rzut oka.

    – Zapewne obędzie się bez kłopotów – mruknął do Varoka półgębkiem, naprawdę chcąc, żeby przynajmniej w tej spelunie kłopoty dały sobie spokój.

    Jowialnym krokiem podszedł w stronę alkowy, Varok zaś podążał za nim.

    – Alestair – Thal rozłożył ręce. – Rzekłbym, że kopę lat, ale cholera, jakoś tak sobie myślę, że wkrótce będę cię widzieć więcej, niż bym sobie kiedykolwiek życzył.

    Thal usiadł, nie przejmując się Varokiem.

    – Wyglądasz okropnie, zupełnie jak ja. To co, zamówimy coś mocniejszego?
    – Thal - półelf wstał i podał mu rękę z uśmiechem - Powiedziałbym, że cieszę się na twój widok, ale nie chcę zaczynać wieczoru od kłamstewek - uśmiechnął się, po czym skinął głową konstruktowi - Varok. Coś mocniejszego się przyda, ale najpierw interesy.
    – Widzisz, lubię ten twój aspekt osobowości, właśnie to, tutaj – mag zabębnił palcem o krawędź stołu. – Ty po prostu wiesz, po co ja tu jestem. Między innymi. Zatem…

    Thal uczynił zamaszysty gest, ponaglając Alestaira.

    – I wiesz też, że robię dla tych, co oferują najlepszy interes. Ten będzie dobry, hmm?
    – Dla ciebie powinien być - Alestair położył dłoń na teczkach - Zlecenie jest już złożone u Kundaraków, standardowa stawka. A poza tym informacje, o których wspomniałem. Te są dla ciebie atrakcyjne, prawda?

    Thal milczał przez chwilę, ważąc swe słowa.

    – Taak – przeciągnął nieco. – Moje plany są niezmienne, acz, rozumiesz, jestem elastyczny w dotarciu do nich. Doceniam, doceniam… Doceniam twą pamięć. W takim razie rzeknę, stawka dobra. Choć, wnioskując po tym, jak wyglądasz, zastanawiam się, czy jej nie podbić.

    Thal wydał z siebie perlisty śmiech.

    – Oczywiście, pewne informacje są warte każdej ceny.

    Rozgrywka

  • Rozmowy o zbiórce na forum
    SantorineS Santorine

    Wrzucę kasę. Może być 100, czy ile tam wyjdzie po przekalkulowaniu 👍

    Forum

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    - No jak chcesz Anniko to idź z nimi. Poznacie się lepiej. Miasto zobaczysz. - Milady starała się uśmiechem przykryć swoje zmartwienia. Pokojówka o czarnych włosach chwilę się zastanawiała po czym dygnęła przed nią grzecznie.
    - Dziękuję milady. Skoro pozwalasz to poszłabym z nimi. Mało wychodzę z rezydencji. - Poprosiła ją a ta się zgodziła. Więc jeszcze tylko zostało im się dyskretnie pożegnać po czym Bretonka wstała i podniosła głos zastanawiając się na głos czy to aby na pewno dobry pomysł aby przekazać Pirorze ten kufer. I w końcu bardzo prosiła ją przeprosić ale jednak zmienia zdanie i pudło zostaje u niej. Za to trójka gości znów została odprowadzona przez Marissę do drzwi kuchennych. Tylko tym razem towarzyszyła im Annika. Po chwili odźwierny przeprowadził ich przez zaplecze i ogród aż wyszli przez tą samą furtę jaką ich wpuścił.

    – Ugh… – Egon odczekał nieco, aż znajdą się poza zasięgiem słyszenia odźwiernego i potrząsnął brodatą głową, wyraźnie rad, że wreszcie wyszedł z dworu. – Cholerne zwyczaje. Nie trza mi tego nic a nic. No ale… Jak trza… Dobra. Zbieramy się do Gezackta.

    Egon dał znak, żeby zaczęli iść w stronę karczmy, gdzie zazwyczaj rezydował najemnik. Po drodze jednak zagadnął jeszcze Annikę:

    – Słuchaj, opowiedz mi o tych swoich snach – rzekł Egon, który nie mógł pozwolić sobie, żeby sny o Panie Czaszek ominęły jego uszy. – Śnił ci się obelisk? Co było na nim? Wiesz o tym, że bronią go zwierzoczłeki, co nie są sprzymierzone z naszym plemieniem?
    - No tak, to nie te co były przy Zachodnich Kamieniach. Tamte to prawie jak ludzie wyglądają. Tylko dół koźli mają. A te ze snu, to miały zwierzęce łby. I wyglądały na masywniejsze i groźniejsze. Walczyłam z jednym z nich. Ze strażnikiem kamienia mojej patronki. Ona chce abym o niego walczyła. Ale nie wiem gdzie jest ten głaz. Gdzieś w lesie bo we snach ten kamień stoi w lesie. Na polanie. Przy nim jest pełno czaszek. Różnych. A na polanie pełno starych kości, broni i pancerzy. To ci co walczyli tam wcześniej tak jak ja będę. Te sny chcą mnie tam zaprowadzić. Wzywają mnie. Ale jak się budzę to niewiele pamiętam. I dalej nie wiem gdzie jest ten głaz. - Annika opowiadała prostymi słowami co jej się śni. I dało się wyczuć jej frustrację, że świadomie nie jest w stanie odpowiedzieć na ten zew. Opis głazu brzmiał podobnie do tego co Egon pamiętał z własnych snów.
    - To by pasowało do tych co podążają ścieżką Krwawego Ogara. Tam też jest pełno walki, przelanej krwi, kości i broni. Astrid pewnie niejedną sagę by mogła o tym opowiedzieć. - Lars pokiwał głową i podzielił się swoją opinią. Ale raczej ogólną a nie tym konkretnym przypadkiem.
    – Chcesz o niego walczyć sama? – brwi Egona uniosły się, patrząc na wątłą sylwetkę dziewki. – Trza ci zawalczyć o niego z nami. Po drodze do podróży na statek popasamy, to pokażesz mi, co umiesz.

    Egon wszakże nie spodziewał się, że Annika, będąc służką Bretonki, mogła wykazać się zajadłą furią - chociaż, z drugiej strony, nie tak dawno na swe własne oczy zobaczył trupa, który sam z siebie wstał z grobu, toteż, być może to także była jakaś krotochwila jego mrocznego patrona? Może Annika mogła przywołać w jakiś sposób furię, która dokaże czegoś znacznie więcej? Lub też, co bardziej było prawdopodobne, palec Krwawego Ogara dotknął ją jak wielu, pociągając w wizje krwi i rzezi bitwy? Niepodobna było przewidzieć.

    Dodał jednak:

    – Rzeknij mi, jak wyglądał ten twój moment walki o głaz. Wygrałaś wtedy? Jak wyglądał ten, przeciwko któremu wojowałaś?

    - Nie wiem czy wygrałam. Widziałam tylko, że biegnę przez las a tam wybiegam na polanę. Na tej polanie stał ten głaz. Trochę podobny do tych co byliśmy na orgii dwie noce temu. Tak postawiony pionowo. Wyższy od człowieka. Tak na dwóch, może i trzech ludzi wysoki. I taki groźny. Czarny, z czerwonymi żyłkami. I jakieś znaki na nim były. I czaszki oraz broń. Jakieś totemy i sztandary. No i ten zwierzoczłowiek. Ja szybko znalazłam jakąś broń i rzuciłam się na niego a on na mnie. Walczyliśmy. Ale nie wiem jak się skończyło bo się obudziłam. - Idąc przez miejskie ulice, Annika opowiadała co jej się śniło. Jej opis glazu zgadzał się mniej więcej z tym jaki śnił się Egonowi. Zbliżali się do pogranicza dzielnic i widać było, że tych ładnych, zadbanych, kamienic i rezydencji bogaczy jest coraz mniej.
    - Jak to ma być próba od bogów to pojedynek ma sens. Zwłaszcza jak coś od Krwawego Ogara. Jak ten zwierzoczłowiek ci się śnił to pewnie on jest strażnikiem tego kamienia. Aby zająć jego miejsce musisz go pokonać. Ale to wiesz, będzie taka walka, że albo ty jemu zetniesz łeb albo on tobie. - Lars słuchał uważnie ich rozowy a w końcu się odezwał patrząc na idącą obok dziewczynę. Sylwetką Annika raczej przypominała Burgund czy większość koleżanek z kultu. Pokojówka bretońskiej milady wyglądała gibko, młodo, żwawo i miała ładne lico. Ale na wojowniczkę nie wyglądała.

    Egon ugryzł się w język, bo już chciał wyrzec, że chętnie by chciał zobaczyć walkę wątłej dziewki z bestigorem, który zapewne zdolny byłby do wyrywania gołymi łapami ramion. Cóż - imaginował Egon - sny miały to do siebie, że mogły oznaczać wszystko i nic, toteż wojownik postanowił nie drążyć tematu absurdalnej koncepcji walki Anniki z bestigorem. Acz i w drodze po korab zamierzał nie omieszkać sprawdzić, ile walki dziewka miała w sobie - może istniał jakiś sposób, żeby wybudzić z Anniki prawdziwą furię.

    – Dobra, chodźmy do Gezackta – rzekł Egon.

    Festag; popołudnie; karczma “Trzy gwoździe”

    Egon, Lars, Burgund i Annika

    Gdy weszli do karczmy, w środku było dość tłoczno. Była to pora nieco po obiedzie ale, że był Festag, to można było pozwolić sobie posiedzieć przy stole dłużej. We czwórkę zwolnili się albo zatrzymali aby się rozejrzeć. Tam ktoś się z kimś kłócił, tu się inny kolegom coś ekspresyjnie opowiadał a ci słuchali z zafascynowaniem. Przy sąsiednim stoliku ktoś już drzemał oparty o ścianę. Czasem jak przechodzili obok stołów dało się słyszeć fragmenty wypowiedzi.
    - Mówię, wam, nie możemy tak dalej dać się tak traktować. Ta wypłata nam się po prostu należy. Ile jeszcze będziemy na nią czekać? - Rozzłoszczona kobieta w średnim wieku mówiła do swoich kamratów przy stole. Cała grupa nie wyglądała zbyt bogato. Raczej miejska biedota jak jacyś wyrobnicy czy parobki. Ale przy Festag ubrani lepiej niż na co dzień. Parę głów pokiwało mądrze głowami, zgadzając się do słów swojej liderki.
    - Ale nie możemy ingorowac słów. Słyszeliście co mówili ojciec Absalon i matka Somnium na mszy? Nawet oni. Tych snów nie można ignorować, one mają o wielkie znaczenie. - Starszy już jegomość był ubrany skromnie ale porządnie. Przemawiał do dwóch stolikow ale widać było, że zainteresowanie jest niewielkie.
    - O zobacz. To chyba ta blondyna z łukiem co tak Astrid wpadła w oko. To pewnie i Gezackt jest w pobliżu. - Lars wypatrzył młodą blonyndkę w zielonym kubraku. To chyba faktycznie była łucznczka z bandy Gezackta. Siedziała z paroma drabami ale czy to byli z ich bandy czy jacyś inni to trudno było na pierwszy rzut oka poznać. Norsmen trzepnął ramię kamrata i ruszył w tamtą stronę. Gdy za nimi rozległ się rozzłoszczony, męski głos.
    - Jak chodzisz niezdaro! Wylałaś mi piwo idiotko! - Gdy się odwrócili zobaczyli niziołka w barwnej brygantynie. Właśnie złapał Annikę za nadgarstek. Ta odwróciła sie ku niemu jakby nie wiedziała o co chodzi. Okoliczne stoliki nieco przycichły bo zaczęło się robić ciekawie.
    - Nic ci nie wylałam kurduplu. - Czarnowłosa warknęła do niego bez wahania i wyszarpnęła nadgarstek z jego uchwytu. Odwróciła się aby wznowć marsz za trójką z jaką weszła ale widać niziołek nie zamierzał jeszcze kończyć.
    - Kurduplu! Gdzie uciekasz wywłoko! Wracaj tu! Jeszcze z tobą nie skończyłem! - Wykrzyczał rozzłoszczony i cisnął w odchodzącą pokojówkę kuflem. Trafił ją w plecy. Rzeczywiscie zatrzymała się i na pięcie odwróciła się twarzą do niziołka. Bez namyslu kopnęła drewniany kufel tak, że ten trafił w obfity brzuch nizołka.
    - Zmiataj stąd zanim cię wyniosą. - Czarnowłosa warknęła jeszcze ostrzej niż wcześniej. Co wywołało salwę śmiechu. Niziołek był może od niej sporo niższy ale widać było, że miał spojrzenie zakapiora. Ona zaś wyglądała jak córka rzemieślnika która znalazła się tu przez przypadek. “Stawiam na niziołka!”, “A ja na dziewczynę!” Goście bezbłędnie wyczuli bójkę wiszącą w powietrzu i poleciały krzyki zachęty i zakłady.
    - O nie! Macie sobie coś do wyjaśnienia do wara na zewnątrz! - Barman pomachał sporą lagą aby wybić dwójce adwersarzy pomysł bójki wewnątrz jego lokalu.

    Egon spojrzał na sytuację okiem tego, który bił mordy pijaków w karczmach takich jak ta i wiedział, że cóż, raczej nic poważniejszego z tego nie wyjdzie, poza paroma siniakami. Niziołek, będąc pijany, miał znacznie mniejszą przewagę nad Anniką. W zwykłych przypadkach Egon po prostu wymierzyłby pięść w nos delikwenta i pozwolił mu się osunąć na podłogę, ale teraz… Można by przetestować Annikę.

    – Karczmarzu, poniechajcie, a jak coś zniszczą, to ja zapłacę – rzekł Egon, który, wbrew swym słowom, nie zamierzał płacić za nic. – Cham zaczepił dziewkę. Pozwólcież jej się obronić, a jak przyjdzie co do czego, to ja draba sam wypierdolę za dźwierze, bo zaczął.

    Lars stanął obok Egona i z ciekawością zaczął się przypatrywać widowisku. Burgund zajęła miejsce obok. - Jak już dzisiaj Annika wróci z obitym pyskiem to milady nie będzie zadowolona. - Mruknęła cicho aby tylko oni dwaj słyszeli. Na razie widzieli głównie plecy koleżanki. Barman po chwili namysłu odłożył lagę pod ladę. Ale minę miał mocno watpliwą. Przez te parę chwil zdążyła się zrobić spora wrzawa. Goście zeszli się do centrum sali gdzie miała się zetrzeć ze sobą dwójka przeciwników. Widowisko było o tyle nietypowe, że niziołki nie miały opinii zuchwałych wojowników. Ale wiotkie córki rzemieślników czy sklepikarzy też nie.
    - Trzeba ci było lepiej zapłacić za nowe piwo. - Niziołek warknął do Anniki unosząc pięści i zbliżając się ku niej. Ona prychnęła pogardliwie i uniosła swoje. I ku pewnemu zaskoczeniu widowni to właśnie ta wiotka, czarnowłosa dziewczyna zadała pierwszy cios. Co prawda za wysoko, jakby nie wzięła poprawki, że czubek głowy przeciwnika sięga jej może do biustu. Ale widać było, że wcale się go nie boi. To spodobało się widowni i zaczęli pokrzykiwać głośniej. A po chwili już się zaczęła regularna bijatyka. Pokojówka bretońskiej milady trafiła niziołka w pierś i w szczękę. To sprawiło, że go nieco odrzuciło do tyłu. Ale go nie zniechęciło. Zaszarżował na nią i chciał trafić w brzuch. Trochę źle to obliczył albo dziewczyna była o włos szybsza bo zeszła z linii uderzenia. W zamian kopnęła go w bok. Ale, że był w ruchu to nie był to mocny kopniak. Sprawił jednak, że niziołkiem zachiwało i wylądował na jednym stole. Otarł krew z rozciętej wargi, spojrzał na nią i na swoją przeciwniczkę. Wyglądało na to, że chyba ma dość. I większość karczemnych bójek na tym się kończyła. Jak jedna ze stron uznawała wyższość drugiej i miała dość dalszej walki. Obu stronom to najczęściej wystarczało. Ale nie Annice. Ta dopadła do przeciwnika, złapała go za przód kubraka i trzasnęła go w twarz swoim czołem. To już kompletnie zamroczyło niziołka. A przez publiczność przeszedł jęk zaskoczenia i rozbawienia. Dziewczyna złapała ze stołu za jakiś kufel i wylała zawartość na zakrwawioną twarz przeciwnika. - Tego się napij! - Krzyknęła do niego rozjuszona. Po czym grzmotnęła go tym kuflem w twarz. I jeszcze raz. I ponownie. Niziołek już nie miał sił nawet opierać się o stół więc się go puścił i poleciał bezwładnie na podłogę. Annika ze złością kopnęła go w wydatny brzuch i cisnęła w niego resztkami kufla. Po czym rozejrzała się po gawiedzi jaka ich otaczała. Miała dzikie spojrzenie jakby tylko sama czekała czy ktoś jeszcze rzuci jej wyzwanie. Zburzone w walce włosy częściowo zasłaniały jej twarz. A pokazu takiej brutalności nikt się chyba nie spodziewał po wiotkiej dziewczynie co wyglądała jak zwykła mieszczka. Śmiechy w większości ucichły i ludzie przyglądali się z zaskoczeniem i niedowierzaniem jak się skończyła ta walka. Ale teraz nikt wyzwania rzucać tej wściekłej furii nie miał zamiaru.

    Gromki śmiech Egona przeciął milczenie. Barczysty wojownik z uśmiechem na ustach ryknął w drwinie. Choć wiedzieć nie mógł, jak Annika się zachowa, to przecież sny i wizje Pana Krwi nie mogły nie znaczyć niczego. Egon dostrzegł w dziewce pewne ziarno furii, które, jeśli by tylko je pielęgnować i doglądać, mogłoby wyrosnąć w coś naprawdę niezwykłego.

    – I co, opłacało się nastawać na dziewczęta w karczmie? – zadrwił. – Sigmar cię pokarał, kurwi synu. Niech będzie to nauczką dla ciebie…

    Urwał jednak, nie będąc w stanie całkiem odpędzić świeżych wspomnień kufla lądującego na mordzie draba. Parsknął jeszcze solidnie i z uznaniem skinął głową w stronę Anniki.

    – Należy ci się nagroda… Jak dziad wstanie i będzie cię napastował, połamię mu nogi, ciekawe, jak wtedy będzie walczył… Ha-ha-ha! – Egon zaśmiał się. – Chodźmy tymczasem! Interesa czekają…

    - Wygląda na takiego co ma dość. - Czarnowłosa parsknęła z rozbawieniem. Popatrzyła ostatni raz z pogardą i wyższością na powalonego przeciwnika. Za to triumfalnie uśmiechnęła się do trójki z jaką przyszła do tej karczmy.
    - Oh Annika, byłaś wspaniała! Taka silna i waleczna. - Burgund z wdzięczną miną podeszła do koleżanki aby jej pogratulować zwycięstwa. Pokojówka bretońskiej milady zaśmiała się z zadowolenie i przyjęła jej awanse tak samo chętnie jak pochwały od Egona. Zrównała się z nimi a Lars skorzystał z tego, że obie kobiety na chwilę ich wyprzedziły.
    - No nieźle jej poszło. Ale tam przy kamieniu to pewnie będzie coś więcej niż pijany niziołek. - Widocznie Norsmen, podobnie jak Egon, nie uważał pokonanie takiego napastnika za jakiś niezwykły wyczyn. I liczył się z tym, że przy kamieniu Norry, czeka na Annikę o wiele większe wyzwanie. Ale na razie nie chciał psuć jej aury zwycięstwa jaka chwilową ją otaczała. A i Gezackt się znalazł. Też przyszedł ze swoimi chłopcami obejrzeć widowisko.
    - A, to wy. To ona jest z wami? - Herszt zbirów dostrzegł ich prawie w tym samym momencie. Przy nim rozpoznali włócznika Szybkiego i łuczniczkę Martin. Pewnie więc sąsiedzi też byli z jego bandy. Ale wszyscy też byli podekscytowani tą krótką ale zaskakująco brutalną bójką. I byli ciekawi, czy ta czarnowłosa, szczupła dziewczyna co właśnie tak sprała bezczelnego niziołka jest razem z nimi.

    Egon nie mógł nie przyznać racji Larsowi - pokonanie pijanego dziada w spelunie było niczym w porównaniu z walką z bestigorem, jednak, cóż, jakieś zaczątki wojownika dziewka w sobie miała, a to było ważne. Egon zastanawiał się… Co, jeśli poradzić się lady Sorii - kiedy już będzie - lub też czarownika? Czy fakt, że Annika miała sny oznaczał, że w istocie mogła stanąć przeciwko bestigorowi?

    – Stawiam piwo za was, przyjaciele – Egon klepnął karczmarkę w zadek i zamówił piwo dla wszystkich. – Siadajcie, panie Gezackt… Interes mam. Jesteście zainteresowani?

    - Pewnie, dawajcie do nas, miejsce się znajdzie. - Gezackt roześmiał się i wskazał w stronę stołu gdzie przed rozróbą z Larsem dojrzeli jasną czuprynę Martin. Teraz całą gromadą przeszli w tamtą stronę. I dało się wyczuć, że Annika stała się chwilową sensacją. Nawet kelnerka jaką gladiator klepnał w tyłek pisnęła z zaskoczenia i odwróciła się gwałtownie w jego stronę z gniewną miną. Ale jak zobaczyła albo jego albo czarnowłosą jaka szła razem z nimi to od razu zmiękła. Na razie jednak usiedli na ławach przy prostym ale solidnym stole jaki zajmowała banda oprychów. Wróciła ta sama kelnerka i przyniosła im kufle z piwem. Ale jak stawiała wino przed Anniką to wymownie nachyliła sie ku niej, że gladiator i sąsiedzi bez trudu mogli zajrzeć w jej przyjemnie dla oka wypełniony gorset. To co dopiero Annika.
    - A ten jest ode mnie. Ten muł naprzykrzał się dzisiaj nie tylko mnie. To dobrze, że ktoś dał mu popalić. I do tego taka piękna kobieta. - Kelnerka wydawała się być zachwycona wyczynem czarnowłosej i patrzyła na nią jak na bohaterkę. Lars i Gezackt zaśmiali się rubasznie szczerze rozbawieni tą sceną.
    - To nic takiego. To zwykły gbur. - Annika wzruszyła ramionami ale widać było, że takie komplementy sprawiły jej przyjemność.
    – Drab połamał się jak patyk – Egon trzasnął sam palcami, mimo woli wyobrażając sobie bitkę. – Dobra…

    Egon odczekał parę chwil, aż dziewka karczemna wypełni swe powinności i przeszedł do interesów:

    – Jak żem rzekł, panie Gezackt, okazja będzie. Korab przydybać będzie sposobność, a jakże. Wchodzisz w to? Część zysków dla ciebie, normalna sprawa.

    Egon zamilkł na chwilę, oczekując reakcji Gezackta.

    - Korab przydybać? Ale jak? Przecież na morzu to one cały czas gdzieś płynął. To jak tu do takiego podejść? A w porcie no to w porcie. Całe miasto patrzy. Chyba, że jakiś fortel macie. No my to są szczury lądowe to na morze nam niezbyt chętno się pchać. Na lądzie, na traktach, w miastach, po wioskach zwykle działamy. Nawet w lasach ale wiadomo, w głębię się lepiej nie zapuszczać. - Drab podrapał się po szczeciniastym policzku i najpierw chciał więcej informacji. Chociaż z góry zaznaczył, że on i jego banda doświadczenia morskiego nie mają.
    – Słyszałeś wszak, że jest takie miejsce na rzece, gdzie statki wypływają i później zostają same i puste. Na rzece Salt. Onuż, widzisz, to pierwsza rzecz - poza miastem, nie na morzu, jeno na rzece, toteż mniejsze ryzyko. Chcieliśmy w rzecz się włączyć, rozumiesz… Weźmiemy grosz jako najemnicy do ochrony statku i przepłyniemy ten odcinek, co ponoć niebezpieczny jest. A na samym końcu gracko spętamy załogę i wypłyniemy razem. Wiem, że pływać nie umiesz… Ale Larsa mam. A i kiedy już znajdziemy kupca, co chce obstawę, moglibyśmy pomyśleć o dwu albo trzech luda, żeby zamustrować statek na wszelki wypadek, kiedy tamci nie będą chcieli po dobroci oddać krypy.

    – Sens tego wszystkiego jest taki, że jak już będziemy mieć korab, to nasze zyski łatwo popłyną, bo będziemy mogli brać łyczków na całej szerokości wybrzeża i raptem uciekać w morze. A tak musielibyśmy ich tachać lądem. Co rzekniesz?
    - A, że na rzece. - Herszt pokiwał głową ze zrozumieniem. - A na rzece to co innego. Tam do brzegu jest dużo blizej. I sztormów nie ma. I fale mniejsze. Nie to co na morzu. - Widać było ulgę na jego twarzy jakby był szczurem lądowym któremu morze kojarzy się obco i wrogo. Lars uśmiechnął się tylko ale ten stary wilk morski powstrzymał się od komentarzy.
    - Aha to chcecie zabrać się na taką barkę, popłynąć w górę rzeki a potem… - Po chwili Gezackt oswoił się z tym pomysłem, że zajął się rozważaniami o jego kolejnych elementach. Popatrzył po swoich banitach jakby sprawdzał ich reakcję. - Czekaj… Ale to to jest to łapanie branców co mówiłeś wcześniej? Czy to ze statkiem to co innego? - Odwrócił się do Egona jakby chciał uściślić czy to poprzedni plan ewoluował czy to jakiś nowy.
    – Część tego – potwierdził Egon. – Oto widzisz, ja bym chciał sprawę rozkręcić na całego… Nie jakieś tam jazdy po wsiach i telepanie się po szlakach, bo to wcale nie łatwe jest, a i mogłoby być tak, że ktoś nas ostatecznie przydybie… Jak byśmy mieli łódź, to szłoby wypuszczać się od strony wybrzeża na wszystkich jak leci i od razu byśmy mieli punkt, gdzie możemy uciekać i ładować, albo od razu handlować nimi z kupcem – Egon zatarł ręce, mówiąc o planach. – Temu widzisz, chciałbym zrobić to w taki sposób, żeby było dobrze.
    - Ale tym zajmiemy się później. Na razie organizujemy wycieczkę w górę rzeki. I tak jak Egon mówił, zamustrujemy się na statek co będzie płynął w głąb lądu. Nas jest już paru to i od was by się paru przydało. A potem się zobaczy. - Widząc, że Gezackt znów zrobił niewyraźną minę na pomysł o buszowaniu statkiem wzdłuż wybrzeża, Norsmen przyszedł w sukurs gladiatorowi. Starał się skupić na tym pierwszym kroku o jakim mówili. Teraz herszt bandy pokiwał głową z uznaniem. Widocznie rzecznej wycieczce był dużo bardziej skłonny powiedzieć “tak” niż morskiej.
    - No to na razie w na jakąś łajbę co płynie w górę rzeki? A potem zobaczymy? - Upewnił się a Lars pokiwał głową. Lider pstrokatej milicji popatrzył jeszcze sondująco na swoich ludzi. Co do rozbojów i łapania brańców widać coś nie mieli oporów tak jak na myśl o podróży przez morskie fale. Widać było, że kilka głów lekko skinęło. A inne nie wyrażały sprzeciwu. - No dobra, czemu nie. To ilu od nas potrzeba? Ja mogę płynąć. Potrzebujecie bardziej strzelców czy wojowników? - Gezackt uśmiechnął się jakby był gotów przyjąć takie warunki umowy. I wskazał na swoich ludzi. Rzeczywiście większość z nich walczyła toporami, pałkami i szablami ale też było paru łuczników i włóczników.
    - Jakby przyszło do abordażu to by lepiej mieć wojowników. Ale zanim by przyszło do abordażu to dobrze by było ostrzelać tą drugą łajbę czy co to tam będzie. U nas to Zog i Astrid mają łuki. Ale walczyć bronią też mogą. - Lars podsumował ich dotychczasowych ochotników i w końcu popatrzył pytająco na Egona jak ten się zapatruje na pytanie ich nowego wspólnika.
    – Weź strzelców – rzekł Egon, wiedząc, że Silny, Rune, on sam i Astrid stanowili aż nazbyt solidną linię frontową. – Zrobimy tak: wkrótce wrócimy tutaj ze zleceniem… Jutro może, bo dziś zamknięte wszystko. Najdalej pojutrze, ani chybi. Jeśli od razu nie uda nam się zyskać zlecenia, pójdziemy nałapać lądem, a jak dostaniemy, to od razu przejdziemy do tego planu.

    Egon uderzył pięścią w wewnętrzną stronę dłoni, na znak, że plan był stabilny.

    – Czy jasne? – zapytał, wydawało się bowiem, że Gezackt i jego ludzie byli już poinstruowani. – Bądź gotów, nie wiem jeszcze, jak z czasem to wyjdzie… – dodał Egon, który zdał sobie sprawę, że rejza rzeczna mogła być dopiero na kolejny dzień lub kiedykolwiek indziej.

    I, pogładziwszy się po brodzie, dodał jeszcze:

    – Rzecz jeszcze chciałbym obgadać… Jeśli by i się tak zdarzyć miało, że w ląd musimy się puścić, masz jakie kryjówki, gdzie można by brańców ukryć? I, rzeknij mi jeszcze jeno, ile chcesz złota za udział w imprezie?

    - No dobra to wezmę dwóch łuczników. - Herszt pokiwał głową i popatrzył po swojej bandzie jakby już ich w myślach dobierał na wyprawę. - A pewnie, jutro czy pojutrze. Nam pasuje. Na razie nigdzie się nie wybieramy. - Zgodził się także na propozycję ponownego spotkania. Termin więc też mu musiał odpowiadać. - A jakaś kryjówka… No jest w lesie taka jaskinia… Ale to trudno wytłumaczyć z miasta jak jej nie znacie. Tylko jedzenie trzeba by im donosić. To z pół dnia marszu od bram miasta. - Popatrzył czy nowym wspólnikom pasuje taka lokalizacja na improwizowany loch dla więźniów. - A ze złotem to chcę dla mnie i moich ludzi piątą część łupów. - Podał też swoją cenę, już od razu za całą grupę jaka zamierzała się udać na wyprawę.
    – Brzmi dobrze – Egon pokiwał głową, stwierdziwszy, że cała rzecz była uczciwa. Ledwie piąta część z doli to było aż zanadto. – Ustalimy zatem, że co piąty jest twój albo twoja, jak piczkę mieć między nogami – Egon prychnął z dodanego przez siebie żartu. – Żarcie się znajdzie, ale trza też wiedzieć, że kiedy będą w jaskini, to trzeba będzie też zaopatrywać naszych, bo ktoś będzie musiał tego wszystkiego pilnować. Musisz też wiedzieć, że może być tak, że nie od razu grosz za nich weźmiemy, po temu mówię: co piąty twój, będziesz sobie z nimi mógł zrobić, co zechcesz, nawet przehandlować, jak masz swoje dojścia.

    Tu Egon przystanął.

    – Handel żeśmy chcieli z Munirem robić, kupiec z dalekich krain – wyjaśnił. – Ale jak znasz kogoś, to będzie i po naszej myśli, nie trza nam się wieszać rękami i nogami na tym południowcu… A kto wie, może i ugramy lepszą cenę, jak będzie wiedział, że ma konkurencję? Ha!
    - Za piczki między nogami zwykle dostaje się mniejszą cenę. Najdrożej idą młodzi, zdolni do pracy mężczyźni. Ale jeśli wolałbyś dziewoje to możemy się nimi podzielić. - Lars wtrącił się do rozmowy informując nowego wspólnika jakie są tentendjce w handlu niewolnikami. Zresztą niedawno coś podobnego mówił też gladiatorowi. Gezackt popatrzył na nich obu i machnął pogardliwie ręką.
    - Jak masz monety to wino i chętne dziewoje się znajdą. - Zaśmiał sie rubasznie a jego banda, Lars i Burgund mu zawtórowali.
    - Oj to prawda. - Łotrzyca pokiwała głową na znak zgody. A w końcu była dawną ladacznicą co nadal miała szerokie kontakty w zamtuzach i tawernach. A w takich przybytkach żołdacy i marynarze zwykle wydawali swój żołd.
    - A tą jaskinie to my możemy pilnować. Tylko jak to coś na dłużej to jakieś kraty trzeba by tam zbudować. To by łatwiej było trzodę pilnować. Wystarczyłoby pewnie paru ludzi. To nie aż tak daleko od miasta, to by mogli się zmieniać. No oczywście zależy ilu by tej trzody było. Im więcej to więcej żarcia i uwagi by potrzeba. - Herszt bandy okazał się całkiem obrotnym człowiekiem i póki co nawet mu brewka nie drgnęła przed zabieraniem się za handel żywym towarem.
    - Zbić kraty z jakiś młodników ściętych w lesie to żaden problem. Chociaż zajmie nieco czasu. - Lars wydawał się być dobrej myśli co do tego usprawnienia jaskini. A herszt pokiwał mu głową, że ocenia sprawę podobnie.
    - I jasne, jak macie kupca to mogę mu opylić swoją dolę. Ja sam to gadałem z jednym z rządców tartaku. Płakał, że ma więcej drzewa do rżniecia niż rąk do pracy. To może by wziął jakichś do rżnięcia i rąbania. - Po chwili namysłu Gezackt przypomniał sobie, że może by miał jakiś rynek zbytu na siłę roboczą chociaż pewny tego nie był.
    - Jak jakieś gładkie dziewuszki, to można by w zamtuzach i tawernach popytać. Ale dobrze aby choć trochę chciały tak pracować. To się wtedy mówi, że muszą karczmarzowi czy burdel mamie dług odpracować i tak to leci. Czasem tak się robi z dziewczynami co przyjeżdżają do miasta pracy szukać. Chociaż z parobkami czy tragarzami w porcie też. - Burgund podpowiedziała kolejne lokalne rozwiązanie chociaż raczej detaliczne i nieco czasochłonne.
    – Dobra… Czyli postanowione? – zapytał Egon. – Zda mi się, że klepnięte wszystko!

    Zatem plan był następujący: jutro z rana wyposażą Annikę w zbroję i jakąś broń, zapewne topór ku czci Pana Krwi, a potem poszukają kogoś, kto szuka obstawy na przeprawę przez rzekę. W zależności od tego, czy potrzebują wybyć natychmiast lub też na kolejny dzień, zamierzał udać się albo na wyprawę lądową, albo natychmiast ruszyć rzecz z polowaniem na korab.

    Rzekł jeszcze do Larsa:

    – Koniec końców będziemy my, Annika, Silny, Rune, ale też i Astrid, Zog, Bjorn… No i Gezackt. Jedenastu, jeśli dobrze liczę, z czego siedmiu wręcz, pozostali to strzelcy. Styknie, żeby opanować okręt… Zda mi się wszakże, że najtrudniejszy interes to nie będzie wcale opanowanie statku, a wypłynięcie nim na jakiś bezpieczny teren, żeby rzecz ogarnąć.

    – Widzisz… Pomyśl tak: statek opanujemy, i cóż dalej? Załogi szkoda, można by ją spożytkować do płynięcia dalej lub i też moglibyśmy z czasem zrobić z nich brańców i potem zamustrować krypę naszymi. Jak rzekniesz, może moglibyśmy schować statek gdzieś w jakiejś odnodze rzeki albo zaraz przy wylocie na morze, zamustrować go naszą załogą, a potem moglibyśmy cumować na jakiejś wysypce albo tam, gdzie żeśmy się z Munirem spotkali – dał pomysł Egon. – Umiałbyś nami pokierować, żebyśmy statkiem jakoś przepłynąć umieli?

    - Spokojnie druhu, nie licz ran na trollu póki nie odrąbiesz mu łba. - Lars stuknął się kuflem z gladiatorem i upił z niego łyk. - Nie wiemy jeszcze na jaką łajbę trafimy. Nie wszystkie co pływają po rzekach, nadają się do pływania po morzu. Na rzece przydaje się małe zanurzenie. Wtedy można łatwiej omijać płycizny i mielizny. W razie czego przeciągnąć przez nie. Jednostka jest wtedy bardziej wywrotna ale na rzekach zwykle nie ma takich fal jak na otwartym morzu. Na morzu zaś, lepiej się sprawdzają głęboko zanurzone krypy. Wtedy są stabilniejsze, trudniej się poddają falom a i ładownie są głębsze a więc i większe. No ale trudniej się nimi pływa przez mielizny. Nie da się dobić do piaszczystego brzegu tylko trzeba łodziami podpływać. Widziałeś kogę Munira? Nie była zakotwiczona przy samej wyspie. Musieliśmy do niej podpłynąć jeszcze kawałek. Nasze długie łodzie nadają się i do na morze i na rzeki. Ale wy tutaj na południu budujecie swoje statki inaczej niż my. Właśnie dlatego, za płytko dla takiej kogi przy takiej płyciźnie. Więc to najpierw musimy zobaczyć na jaką łajbę się dostaniemy. I jaką zdobędziemy. - Norsmen pozwolił sobie na nieco dłuższą wypowiedź dotyczącą różnicy między rzecznymi a morskimi jednostkami. A przez to, że w tej chwili nie wiedział na jaką trafią to wolał się jednoznacznie nie wypowiadać co do jej dalszych planów.
    - Ale jakby już mieć łajbę rzeczną to trzeba by albo ją gdzieś opchnąć i kupić inną. Albo skitrać tak jak mówisz. Jak to drugie to albo na rzece albo zatoce. Może gdzieś w jej pobliżu. Ale ja tych wód nie znam, trzeba by pogadać z tubylcami czy są tu takie kryjówki. Jakieś starorzecza czy dopływy rzeki. A jakby morska łajba się trafiła to lepiej bo swobodnie będzie można wypłynąć z zatoki na szerokie wody. Wtedy to prędzej na wschodnim wybrzeżu. Tam są klify to może i jakaś zatoka się trafi. A jakby na rabunek pływać to już mniejsza z tym, w obie strony można. Na wschód aż do Erengradu i na zachód aż do Marienburga, nie ma większych miast. No w Ostlandzie jest ten Salkaten ale to nie to co te dwa wielkie porty. Jak rabować to wioski przy brzegu, tak aby nocą przybić i na góra parę dzwonów marszu obrabować aby o świtaniu wrócić z powrotem na statek. - Wyjaśnił jak sobie wyobraża takie morskie łupiestwo wzdłuż wybrzeża. Mówił jakby już miał takie doświadczenia na koncie.
    - Ale jak na dłużej to tak, trzeba by załogę zwerbować. Wiesz, teraz jak jest na dzień czy dwa to nas, parę osób do obsługi łajby powinno wystarczyć. Jak żaglowa to mniej. Jak wiosłowa to więcej osób trzeba. Na rzece często są wiosłowe albo mieszane. No i do bitki i łapania, potem pilnowania brańców też są potrzebni ludzie. Ale to już będziemy się martwić jak będziemy mieć łajbę. - Zgodził się też, że obecny, żeglarski skład ich wycieczki jest raczej na krótką metę. I na dłuższą też trzeba będzie pomyśleć o powiększeniu zaufanej załogi.
    – Taa, jasna rzecz – Egon skinął głową.

    Wojownik zgadzał się z korsarzem - uważał, że miał rację, że nie było sensu martwić się na zapas, choć z drugiej strony, fakt, że próbował uporządkować rzecz przed tym, kiedy się wydarzyła, zwiększał szanse na jej powodzenie.

    – Dobra… To stawiam wszystkim piwo, na to, żeby się interesy wiodły! – Egon zawołał do wszystkich i skinął na karczmarkę.

    Rozgrywka import

  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami
    SantorineS Santorine

    @Stalowy napisał w Sharn - Mrocznymi Scieżkami:

    Well... Jeżeli chcecie mogę przedstawić na priv zainteresowanym jakie u mnie rzeczy mogą się spinać z waszymi BG. Co wy na to?

    Jeśli jeszcze na to nie za późno, to wchodzę w to! 😄

    Komentarze

  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami
    SantorineS Santorine

    @Zaalaos napisał w Sharn - Mrocznymi Scieżkami:

    Bekhesh jest raczej amatorem, okazjonalnie wygłasza wykłady z historii antycznej, w szczególności dotyczącej historii goblinoidów i chłonie wiedzę dotyczącą teorii i praktyki magii. Możliwe że gdzieś się nasze postacie widziały w przepastnych halach tego przybytku?

    To bardzo prawdopodobne, ponieważ Thal, chociaż ma zacięcie raczej militarno-najemnicze, do osiągania swoich celów używa wiedzy i magii. Nie w sensie, że jakoś szczególne ceni sobie je samymi w sobie, ale jako użyteczne narzędzia 😉 Potencjalna relacja Bekhesh-Thal byłaby ciekawa.

    Komentarze

  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami
    SantorineS Santorine

    @Zaalaos napisał w Sharn - Mrocznymi Scieżkami:

    uczęszcza na Uniwersytet Morgrave

    Brzmi jak coś, z czym mógłby być związany Thalamer - w zasadzie ma wszystkie wiedze poza Nature, trochę z niego szkolarz 😉

    Komentarze

  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami
    SantorineS Santorine

    Witam MG i współgraczy, miło ponownie się spotkać 🙂

    Komentarze

  • Wdrożenie plugina 2.0
    SantorineS Santorine

    @JhnW napisał w Wdrożenie plugina 2.0:

    ale też mam nadzieję, że wbrew swoim planom, od czasu do czasu zawitasz dalej w developmencie

    To nie były tyle plany, co moje przywidywania, że nie zawsze mógłbym pomóc w takim trybie, jak teraz. Sądzę, że w potencjalnych przyszłych zmianach mógłbym pomóc, tylko będziemy musieli się porozumieć co do czasu. Nie obiecuję, że zawsze będzie, ale w zależności od typu problemu moglibyśmy jakoś ulokować to czasowo 😉

    Archiwum roll telling rpg pbf nodebb

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    SantorineS Santorine

    @Pipboy79 napisał w Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja:

    Do Dekarysa i Cioldana napiszę pw. P cichu zakładam, że to ci sami gracze co na LI.

    Daj znać, na czym to stanie - kiedy dostanę zielone światło, dam znać @jhnw i wrzucę 😉

    Sondy

  • Wdrożenie plugina 2.0
    SantorineS Santorine

    @Ketharian napisał w Wdrożenie plugina 2.0:

    Taka myśl na przyszłość co do widoku sesji w spisie w danej kategorii - można uda się kiedyś uruchomić funkcję zmiany generycznej ikonki na logo systemu, w którym toczy się gra?

    Od siebie dodałbym, że warto pójść krok dalej i z czasem dodać nie tylko ikonę, ale warto rozważyć też dodanie całej belki z grafiką związaną z motywem sesji, coś w rodzaju https://www.myth-weavers.com/clubs/2854-salvagers/ (lub podobne). 😉

    Archiwum roll telling rpg pbf nodebb

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    SantorineS Santorine

    @Wired napisał w Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja:

    Wtedy sesja jest trzymana poza forum

    Ale i tak musiałbyś trzymać to na jakimś koncie. Którym i czyje to byłoby konto? Poza tym, wydaje mi się to nie do końca dobre rozwiązanie - całość sesji nie jest na forum, a przecież zależy nam na tym, żeby zachować ciągłość sesji.

    Sądzę, że na ten moment najmocniejsze są dwa warianty - ten z omijaniem postów graczy, z którymi nie mamy kontaktu i ten, który zakłada streszczenia postów z SI.

    Sondy

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    SantorineS Santorine

    @Pipboy79 napisał w Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja:

    Nie wiem czy ja dobrze to rozumiem. Ale tak dla przykładu. Jeśli jakiś MG, chciałby po 10 latach, wskrzesić jakąś swoją starą sesję, a na 4 graczy, 1 dał 1 post i zniknął z forum. To nie da się przenieść tamtej sesji bo ten 1 gracz nie wyraził zgody na reaktywację sesji?

    Szczegółów nie znam dokładnie, ale pamiętam, że @jhnw musiał usunąć sesję, ponieważ jakaś osoba po przeniesieniu jednej sesji nie wyraziła zgody na kopiowanie treści. Kuriozalny przypadek, przyczepić się i zabronić kopiowania postów na nowe forum, niemniej rozumiem stanowisko modów, którzy nie chcą się wmieszać w jakiekolwiek dysputy prawne, które mają nie-zerowy potencjał eskalowania do czegoś poważniejszego. 🙂

    Sondy

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    SantorineS Santorine

    @Zell napisał w Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja:

    Zawsze jest opcja streszczenia ostatnich wydarzeń poprzez użycie AI. Wiecie, jako pierwszy post dać "W ostatnim odcinku..."

    Albo wybranych postów graczy, którzy nie potwierdzili, że chcą przenieść posty (choć komplikuje trochę rozwiązanie 😉 ).

    Sondy

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    SantorineS Santorine

    @Pipboy79 napisał w Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja:

    I myślę o przeniesieniu tamtej sesji z LI na to forum. Mam nadzieję, że to da się zrobić i nikt nie ma nic przeciwko.

    W Bastion 2521 grali użytkownicy mharek, Mirekt13, @dekares , @cioldan, @seach i @zell . Brakuje do składu dwóch graczy w takim razie, a tych dwóch ostatnio postowało w sesji w 2023-2024. Pamiętam, że moderacja raczej zapatrywała się na ten temat w taki sposób, że wszyscy uczestniczący w sesji muszą się zgodzić na przeniesienie, inaczej moglibyśmy się liczyć z usunięciem tematu.

    Natomiast od strony technicznej narzędzia są i to żaden problem przenieść ten temat 😉

    Sondy

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    Egon potrząsnął głową, próbując strzepnąć z siebie wizje i sny, o których zamierzał myśleć później. Gonsar został ustawiony na swym tronie, zaś Soria wkrótce miała iść na polowanie, aby napoić krwią nieumarłego czarownika. Teraz zaś… Cóż, pozostało wracać do Neues Emskrank - trzeba było oporządzić się i czym prędzej rozpocząć wyprawę łupieżczą.

    – Zabawa nie zabawa, robota jest – odparł Burgund. – Ruszajmy czym prędzej!

    I, zjadłszy suszone mięso i popiwszy wodą, przygotował się do podróży do miasta.

    Festag; południe; ulice Neus Emskrank

    Pogoda sprzyjała spacerom. Nad głowami mieli pogodny, słoneczny błękit. Gdy po rozstaniu z lady Sorią ruszyli plażą na południe, w kierunku miasta, widzieli je już z daleka. Najpierw jako poziomą kreskę na wybrzeżu, później poziome przecinki wież w murach obronnych. Wreszcie wystające ponad nimi wieże i dachy świątyn. No i coraz wyraźniej słychać było regularne bicie dzwonów. Pojedyncze co pół godziny albo coraz ich większą ilość przy pełnej. Przy dwunastym dzwonie byli już blisko murów miasta. Przy trzynastym widzieli już Zachodnią Bramę. I wkrótce bez przeszkód przechodzili obok znudzonych strażników. Przy tej bramie zazwyczaj ruch był niewielki bo trakt prowadził na południowe obrzeża słonych bagien zwanych Teufelsump. Właśnie na nich wedle Ungarda i Gnaka miało grasować plemię gorów posłuszne jakiemuś szamanowi. A dalej trakt wiódł na wybrzeże i niewielkie miasta i porty. Był więc o wiele mniej uczęszczany niż ten wiodący na południe, do stolicy prowincji. Teraz jednak znaleźli się już na ulicach Neus Emskrank.
    - I dobrze. Bo te chmury tak się zbierają, że chyba zaraz padać będzie. - Burgund nie ukrywała satysfakcji, że sie wyrobili z powrotem. W międzyczasie bowiem niebo zasnuło się ciemnymi chmurami jakie zwiastowały deszcz. O ile w ostatnim momencie wiatr ich nie zwieje gdzieś dalej.
    - Ja już za stara jestem na takie wycieczki. Nogi mnie bolą, będe musiała sobie okłady porobić jak wrócę. - Raisa gderała jak to stare kobiety potrafią. Głównie ze względu na nią, musieli poruszać się niezbyt szybko.
    - Dobra to miło było. Ale my wracamy do siebie. - Silny widząc, że wrócili, skinął swoją łysą głową w bok. On z Rune, urzędowali w południowych dzielnicach miasta więc chcieli już odbijać w swoją stronę.
    - Ja to będę szła do “Mewy”. Chociaż do Pirory mam po drodze. Może do niej zajdę. A wy gdzie idziecie? I co z Hannah? Kto ją bierze? - Łotrzyca odezwała się jakie ma plany. “Wesoła mewa” była ulubioną tawerną jej i Łasicy. Tam je było najpewniej szukać. Nic dziwnego, że chciała zaczepić się właśnie tam. Ale tawerna była przy samej rzece więc faktycznie mogła tam dojść przez Plac Targowy a Pirora mieszkała niedaleko niego. Jednak rudzielec wskazała na wieśniaczkę jaka wciąż szła razem z nimi.
    - Ja to wracam do Pirory. I tak u niej mam wszystkie swoje rzeczy. - Astrid wzruszyła ramionami bo odkąd z resztą grupy z Norsci, przybyła do miasta to zatrzymali się właśnie u młodej Averlandki z kultu.

    Egon przystanął i oparł się o mur jednej z kamiennic. Zatem rzecz z Gonsarem została pchnięta do przodu. Grupa spełniła swe zadanie, toteż każdy mógł odejść w swoją stronę, poza… Cóż, poza Larsem oczywiście, z którym ostatnimi czasy łączyło go sporo sprawunków.

    – Zanim się wszyscy rozejdziemy w swe strony, dobrze by było popasać i rozmówić się, co dalej – rzekł wojownik. – Może być w Wesołej Mewie albo i u Pirory, wszak wszystko to jedno. Rzecz trzeba omówić z łapaniem drabów na nasze interesa. To co, obgadamy w Wesołej Mewie? – zapytał.

    Pozostali popatrzyli na niego i po sobie. Od razu widać było, że łotrzyca ładnie uśmiechnęła się do gladiatora za to, że wybrał jej ulubioną tawernę. Silny dokładnie odwrotnie. Uniósł brwi do góry jakby dawał znać, że wolałby jakąkolwiek inną knajpę niż tą gdzie grasowała jego główna konkurentka o fioletowych włosach.
    - W “Mewie” mają bardzo ładne kelnerki, dobre wino, piwo a nie drogie i zawsze jest sporo chętnych ladacznic i dziewek do zabawy. - Burgund w lot wyczuła okazję i starała się wesprzeć propozycję kolegi.
    - No chodź. Zjadłbym coś. Głodny jestem po takim cienkim śniadaniu. - Rune klepnął w ramię łysego oprycha aby przełamać jego bierny opór.
    - Też zgłodniałem. A jak tam jest wino i chętne dziewki to brzmi w sam raz. - Lars skinął głową, że też podoba mu się taki wybór.
    - Jak jest dużo dobrego wina i chętnych dziewek to i muzyka by się przydała. A ja jeszcze nie byłam w tej tawernie. - Astrid wydawała się chętna na takie poznawanie nowego dla siebie miasta.
    - Dobra, niech będzie. - Widząc taką komitywę Silny ustąpił. Ruszyli więc przed siebie, w stronę centrum miasta. Przeszli parę ulic gdy usłyszeli, ostry, męski głos.
    - Hej! Hej wy! - Zaczęli się rozglądać aż dostrzegli karocę pasująca do kogoś możnego. Z kozła machał na nich stangret aby zwrócić na siebie ich uwagę.
    - To do nas? - Silny zmarszczył brwi w grymasie podejrzliwości. Widać było jak drzwi się otworzyły i pokazała się w nich jakaś czarnowłosa milady.
    - A! To lady Fabienne! - Burgund rozpoznała ją mimo odległości. I szybko ruszyła w stronę karocy. Astrid wzruszyła ramionami i poszła za nią. Reszta jeszcze rozglądała się po sobie jakby niepewni czy też tam podejść czy lepiej zostać i poczekać.

    Egon uniósł brwi. Niewiele przestawał z Fabienne, ale jeśli z daleka już witała ich, znaczyło, że mogła mieć jakiś konkretny interes. Może taki, który można było spożytkować dla jego własnego interesu? Cóż, takiej okazji przepuścić nie mógł. Mógł chociaż zobaczyć, w czym rzecz.

    Rzucił okiem na pozostałych i gestem dał znać, że idzie. Ruszył za Burgund.

    - Idź, idź syneczku. Ona jest bardzo dobra dla dziedzictwa naszej kochanej Oster. Zobacz co ta dobra kobieta potrzebuje. Szkoda, że inne nie przyjęły tego daru z taką godnością jak ona. - Starucha ożywiła się jakby z pewnym opóźnieniem zorientowała się o kogo chodzi. A może już jej stare oczy nie dowidziały na taką odległość.
    - Ja zostaję. Nie ma co tłoku robić. - Silny dał znać, że poczeka na miejscu. Rune skinął głową, że zostanie razem z nimi.

    – Popasajcie w Mewie albo u Pirory, wedle gustu – machnął ręką i wreszcie wkroczył do środka karocy. Drewno jęknęło pod naporem umięśnionego ciała wojownika, zaś on sam usadowił się na swym miejscu.

    W końcu więc tylko Egon dołączył do dwóch koleżanek jakie podeszły do karety. Zastał je jak witały się z bladolicą Bretonką.

    - O witaj Egonie. Dobrze wyglądasz. Widzę, że ten pogodny dzień ci służy. - Siedziała na kanapie powozu ale przez otwarte drzwi mogli rozmawiać. - Zresztą nie róbmy zbiegowiska. Wchodźcie do środka. - Dała znak gestem i zachęciła uśmiechem. Rzeczywiście ich trójka niezbyt pasowała na szlacheckie salony i mogło się wydać dziwne co mają za sprawy z kimś w takiej karocy. Burgund bez wahania wskoczyła do środka a po niej weszła blond córka jarla. Rudzielec usiadła obok szlachcianki a Norsmenka naprzeciwko niej ale i tak zostało jeszcze sporo miejsca dla gladiatora.

    – Witaj, milady – Egon skłonił się, chcąc tym razem uczynić zadość tradycjom. – Wszakże nie tak dobrze, jak ty. Miło cię widzieć… Jakież interesa sprowadzają ciebie do nas? – Egon zapytał, preferując od razu przejść do konkretów.

    - Właściwie to żadne. Zauważyłam was przez okno jak szliście ulicą. Właśnie wracam od Pirory. - Szlachcianka wyjaśniła swobodnym, wesołym tonem. Wskazała na okno przy jakim siedziała skąd pewnie przed chwilą ich dostrzegła.
    - A to już zabawy u niej się skończyły? - Burgund zapytała o to co ją od rana interesowało. Czarnowłosa spojrzała na nią i skinęła głową.
    - No o tej porze to już czas na obiad. - Starała się złagodzić to, że obie koleżanki minęła rozrywka jaką tak lubiły.
    - Właśnie szliśmy do tawerny aby coś zjeść. Może milady by poszła z nami? - Łotrzyca przyznała jakie mieli zamiary.
    - Oh bardzo chętnie. Dziękuję za zaproszenie. Ale chyba rozumiecie, że mężatce nie wypada chodzić bez męża po portowych tawernach. - Teraz bladolica westchnęła jakby ją miała ominąć ciekawa zabawa. Ale sięgnęła do pasa i wyjęła sakiewkę. - Ale może chociaż wypijcie coś za moje i wasze zdrowie. Naprawdę chętnie bym z wami poszła ale no nie wiem jakby to miało wygladać. - Mówiła otwierając sakiewkę.
    - A ty Egonie, dalej szukasz tego statku i załogi? - Spojrzała przelotnie na siedzącego naprzeciwko gladiatora.
    – Zaiste, prawda to – przyznał Egon, który poza Larsem nie miał w zasadzie nikogo, kto znałby się chociaż trochę na korsarstwie. – Choć plotki do mnie dotarły, że ponoć kawałek od miasta napaście były jakieś, które sprawiły, że korabie zostały splądrowane.

    – Splądrowane korabie nadal pływają, co nie? – rzekł Egon. – A nawet jeśli chociażby jedna z tych kryp, które tam pływają byłaby sprawna chociaż w połowie, to jakimś sumptem być może udałoby nam się ją podreperować i wypuścić się na głębsze wody… Na pożytek naszej grupy, rozumieć się ma. Mmm… Czyżbyś miała jakieś wieści o okrętach na zbyciu, milady?

    - Ja się co nieco znam na żeglowaniu. - Oświadczyła bladolica szlachcianka. Czym wyraźnie zaskoczyła swoje koleżanki. Dama w eleganckiej sukni raczej kojarzyła się ze szlacheckimi salonami niż pokładem statku. - Pochodzę z Brionne. To miasto portowe przy granicy z Estalią. Chodziłam do szkoły morskiej. Podobnej jaką macie tutaj. Znam podstawy nawigacji i jak działa statek. - Wyjaśniła skromnie. Po czym wysypała z sakiewki garść monet i wręczyła je siedzącej obok niej Burgund.
    - O to wystarczy na obiad i ze trzy kolejki. - Łotrzyca ucieszyła się gdy szybko przeliczyła sumę. - Jak tylko będzie okazja milady to w podziękowaniu bardzo chętnie zamknę cię w dybach i wysmagam batem. - Obiecała jej z uroczym uśmiechem. Bretonka roześmiała się wdzięcznie.
    - Będę na to czekać z utęsknieniem moja droga! - Widocznie ją rozbawiła ta uwaga ale w końcu była znana ze swoich uległych upodobań. - A wracając do tych statków. - Wciąż w dobrym humorze spojrzała na gladiatora. - Tak, coś słyszałam o tych zaginionych statkach na rzece. To w górę rzeki, gdzieś w połowie drogi między nami a Saltemund. Podobno znajdują je puste ze śladami walki i krwi na pokładzie ale żadnych trupów. Jak znajdą te łodzie to je odholowują albo w górę rzeki do Saltenmund albo do nas. Więc jak chcecie jakąś przejąć to musielibyście mieć fart trafić na jakąś tuż po napadzie i móc ją obsadzić. Zapewne też musielibyście zmienić jej nazwę. To trefny towar bo po rzece łodzie i barki zwykle pływają po stałej trasie więc je znają. Dobrze by było ją od razu sprzedać i kupić coś legalnego albo wypłynąć w morze. - Okazało się, że Bretonka jest całkiem dobrze zorientowana w żeglarskich realiach regionu.
    - Ale pamiętacie tą Adrienne z ratusza? Ta co Hubert i Oksana nam prezentowali w kuchni teatru po występie? - Milady popatrzyła na całą trójkę. A koleżanki pokiwały głowami, że tak. - Ona pracuje w archiwum, ma dostęp do różnych dokumentów. Ja słyszałam o statku jaki poszedł w zastaw za długi. Wiem, że taki jest ale nie znam szczegółów. Myślę, że ona mogłaby je znaleźć. Wtedy taki statek moglibyście kupić legalnie po dobrej cenie. - Podpowiedziała im jakie znalazła rozwiązanie dla poszukiwań łajby do morskich wypraw.

    Egon pamiętał Adrienne - tą samą Adrienne, która w uległy sposób oddawała się nie tak dawno temu mistrzowi ceremonii Huberta. Jeśli wtedy tak łatwo mogli ją brać, to Egon był pozytywnie zaskoczony - “Zdaje się, że przydatność dziewki nie kończy się na jej zadku” - pomyślał.

    – Poszedł w zastaw za długi, ale jeśli pewnie wykupić statek tak czy inaczej będzie kosztował sporo żeliwa – zauważył gladiator, który dotychczas największy dług, który widział, to tab w spelunie w Salkalten. – Mmm… Dwa wyjścia widzę. Albo jakoś zdobyć dokument pod zastaw, jakoś dotrzeć do wierzyciela, albo… Mmm… Po prostu sprzedać zdobyczny statek i kupić ten zastawiony – rzekł Egon, który ważył pomysły, jak do rzeczy podejść. – Co rzekniesz?

    - Rzeknę, że jest wiele zmiennych jakich w tej chwili nie znamy więc trudno coś wyrokwac. - Szlachcianka odparła z lekkim, przyjaznym uśmiechem. - Nie wiem po ile jest ten statek z zastawu. To zapewne Adrienne mogłaby sprawdzić w rejestrze. Jeśli macie kłopot udać się do niej do ratusza to mogę się tym zająć. Nie dzisiaj oczywiscie bo dziś ratusz zamknięty. - Bladolica zaoferowała swoją pomoc w kontakcie z pracownicą ratusza. - A z kolei jeśli by udało wam się zdobyć jakąś łódź na rzece to nie wiadomo jaką i w jakim będzie stanie. A więc za ile dałoby się ją tu sprzedać. - Rozłożyła dłonie w geście bezradności. - Ale ogólnie to myślę, że gra może być warta świeczki. Statek nawet sprzedawany po taniości to może być tani dla kogoś kto już ma swój statek albo kilka. A jak się zaczyna od zera to faktycznie taki tani może nie być. Wtedy może wam się przydać ta sumka za ten statek z rzeki. O ile go zdobędziecie. No i musicie mieć z pół tuzina, tuzin marynarzy do jego obsługi. Zależy jaki duży będzie. Jeszcze z tym zastawionym statkiem to zależy kto jest właścicielem. Jak ktoś stąd to być może go znam. - Lady Fabienne przedstawiła im jak ocenia sprawę nawet jeśli było w niej tyle niewiadomych.
    – Brzmi dobrze, podoba mi się – brodaty wojownik pokiwał swoją kudłatą czupryną. – Jeśli tedy możesz nas wesprzeć, Lady Odette, niechaj tak będzie… Jeśli możesz, sprawdzisz on statek w ratuszu z Adrienne? Jeśli byśmy odpowiednio się zakręcili… Ha, wiele jest dróg, żeby rzecz pozyskać.

    Egon odwrócił na moment oblicze. Trzeba było zapamiętać i tą rzecz z Odette - wróci do tego, kiedy będą już z powrotem z wyprawy.

    – Dzięki ci zatem, milady. Na mnie wszak droga czeka, mus mi do Wesołej Mewy, gdzie moi kompanioni na mnie czekają…
    - No dobrze Egonie więc po Festag, postaram się odwiedzić naszą słodką Adrienne. - Bladolica szlachcianka skinęła głową i uśmiechnęła się do niego ciepło. - A jak macie plany na tawernę to już was nie zatrzymuję. Aż wam zazdroszczę. - Dała znak, że nie będzie ich dłużej trzymać i koleżanki skinęły głowami aby gladiator wstał i wyszedł pierwszy.
    - A my jesteśmy umówione na dyby i pejcz. - Burgund żartobliwym tonem rzuciła do wciąż siedzącej szlachcianki.
    - Oh koniecznie. Nie mogę się doczekać. - Bladolica odpowiedziała w podobnym stylu. Co rozbawiło całą trójkę bo się roześmiały.

    – Bywaj zatem, milady! – Egon skłonił się lekko.

    Egon wyszedł zatem z wnętrza karocy i wciągnął powietrze w płuca, rad, że wydostał się z ciasnego i ciemnego pomieszczenia. Gladiator wolał zawsze rozległą przestrzeń, a przynajmniej ulice Neues Emskrank i nie w smak były mu dworskie zwyczaje, na których i tak niewiele się działo. Ale statek… Jeśli tylko szlachcianka z Brionne mogłaby dostarczyć ciekawych wieści, można było zorganizować coś… No. Ale to potem.

    Egon miarowym krokiem ruszył do Wesołej Mewy. Sprawy czekały.

    Festag; południe; tawerna “Wesoła mewa”

    Egon i kurhanowa ekipa

    Burgund raźno poprowadziła ich w stronę narożnika miasta wepchniętego między zielonkawe wody zatoki a błękitne rzeki Salt. Dotarli do tawerny a zgiełk ze środka zapowiadał, że nie nie straszy pustkami. Gdy weszli do środka okazało się to prawdą. Łotrzyca o miedzianych włosach czuła się jak u siebie i śmiało podeszła do szynkwasu witając się z biuściastą blondynką. Widać było, że się bardzo dobrze znają. I po krótkiej rozmowie partnerka Łasicy odwróciła się do swojej grupki i dała znać aby poszli za nią. Usiedli przy solidnym, prostym drewnianym stole jaki nosił ślady intensywnego użytkowania ale nadal trzymał się nieźle. To była ta sama tawerna w jakiej się spotkali w ostatni dzień przed napadem na świątynie Mananna. Wtedy jeszcze była z nimi Merga Złotooka i lady Soria. Po chwili podeszła do nich zgrabna kelnerka aby przyjąć zamówienie. A gdy poszła mieli wreszcie okazję aby sobie swobodnie pogadać. W tej barwnej mozaice gości dominowali marynarze, dokerzy, typy spod ciemnej gwiazdy i ladacznice. Nic dziwnego, że Burgund z Łasicą czuły się tu tak swobodnie.

    Byli tu już i oto powrócili znowu, liczniejsi i silniejsi, zaś Merga została odratowana i była bezpieczna w Norsce. Choć sporo roboty zostało do zrobienia, Egon czuł jakiś rodzaj przyjemności, że pomimo zmienności losu, niektóre rzeczy były takie same: ława, micha pełna żarcia i piwo.

    – Ejże, karczmareczko, dajże mi no tu kwartę piwa – sypnąwszy grosiwem, wojownik usadowił się na ławie z pozostałymi swymi kompanami.

    Odczekał nieco, a czas zabijał, wpatrując się w plotkującą gawiedź, swój wzrok zawieszając tu i tam na poszczególnych gościach tego przybytku, dłużej zaś wpatrywał się na uwijające się, usługujące dziewki.

    Kiedy piwo wreszcie przybyło, pociągnął solidnie i rzekł te słowa:

    – Soria rzecz z czarownikiem oporządzi. Tedy nie musimy, przynajmniej na razie, zdobywać krwi dla żywego trupa. Ale będzie potrzebował jej więcej, może i więcej, żeby się przynajmniej utrzymać. Całkiem musimy go wybudzić, żeby przybrał cielesną formę, ani chybi, niejeden sekret zna…

    – Dwie rzeczy mnie interesują teraz – ciągnął. – Ale po kolei. Pierwsza rzecz… Trza nam się zgadać z Gezacktem i wyruszyć czym prędzej na wyprawę. Rejza będzie miała dwa cele: najpierw wypuścimy się w stronę Salzenmund i zbadamy, czy przypadkiem jeden z korabiów tam na rzece nie był został… Mus nam to sprawdzić. I po drodze nałapać jakich łyczków, ale solidnie, bo widzicie… Otóż widzicie, za utarg za nich trzeba będzie opłacić Gezackta, część z nich pójdzie na żer dla czarownika, baby pójdą na Oster, a czwarta część dla Munira lub też broń dla Gnaka.

    Egon zamilkł. Rzeczy komplikowały się, ale cóz podołać? Ów niewolniczy interes miał opłacić wiele spraw, które zaczęli.

    Co prawda ta ładna i zgrabna blond koleżanka Burgund została za szykwasem ale inne kelnerki też były niczego sobie. Zwłaszcza gorsety ładnie podkreślały szczupłość sylwetki uwypuklając też biust. Dziewczyny uwijały się między stołami roznoszac jadło, napitek alb zgraniając puste kufle i naczynia. Były też dwie czy trzy ladacznice jeszcze nie zagospodarowane co wodziły wzrokiem i uśmiechem za potencjalnymi klientami. Egon też się złapał z parę razy na zachęcające spojrzenie i uśmiech. Ale zapewne musiałby do nich podejść aby się rozmówić. Na razie jednak było o czym gadać przy stole.
    - No z tym Gezacktem to chyba powinno być prosto. Mówił, gdzie się zatrzymali to można tam uderzyć jakby było potrzeba. Pewnie lepiej prędzej niż później zanim sami złapią jakąś inną robotę ale pewnie będą chcieli zabawić jakiś czas w mieście. Wcześniej wyglądał na skorego na tą rejzę to jak mu się nie odmieni to powinno być dobrze. - Lars zaczął od swojego zdania na temat herszta bandy zbirów z jakim ostatnio współpracowali.
    - A lady Soria na pewno sobie poradzi z łapaniem tych głupich wieśniakow. Widzieliście jak oczarowała tamtych z wioski? Zresztą Hannah też. - Burgund zdawała się podzielać wiarę gladiatora w możliwości wężowej syreny co do zdobycia brańców. Nawet jak miała się tym zajmować sama.
    - No tak, przydaliby się ci brańcy. Bo tak jak Egon mówi, trochę się po nich kolejka zrobiła. A mamy już i tak ruszać za miasto to można by i wybadać co z tą rzeką i statkami. W ogóle daleko to jest od drogi ta rzeka? - Morski łupieżca pokiwał głową i popatrzył po tutejszych gdy pytał o lokalne warunki.
    - Droga do Salzenmundu prowadzi mniej więcej w górę rzeki Salt. Ale niekoniecznie tak blisko aby z niej rzekę było widać. Czasem tak a czasem nie. Zależy na jakim odcinku. - Silny odpowiedział mu po chwili zastanowienia.
    - Tylko trochę nie wiadomo na jakim odcinku są te napady. Jak część łodzi co znajdą sprowadzają do nas a część do stolicy to pewnie gdzieś pośrodku. Albo napadają na nie na różnych odcinkach, raz bliżej nas, raz bliżej Salzenmunda. Drogą do stolicy to jakieś trzy, cztery dni marszu albo wozem. Konno to z połowę tego. - Burgund dopowiedziała swoje przypuszczenia i szacunki.
    - W lecie, w ładną pogodę. Albo zimą jak ma się sanie. Jak jest słota to dłużej zajmuje. A najłatwiej to rzeką dopłynąć do stolicy. Bo he he he mniejsza szansa, że cię ktoś napadnie, jakieś orki, zwierzoludzie albo banici. - Łysy mięśniak dorzucił coś od siebie a myśl o napadach nawet go rozbawiła. W końcu sam się tym często zajmował osobiście chociaż raczej tu w mieście.
    - No to dla nas nawet lepiej jak to nie jest tuż za rogiem miasta. Powinno być łatwiej zwiać po napadzie a im trudniej kogoś powiadomić. Ale najłatwiej by było popłynąć tam łajbą. - Lars uznał te wskazówki za dobrą monetę i popatrzył na Egona i resztę co oni na to.
    – A co jeśli – zapytał Egon – zatrudnimy się jako najmusy do ochrony łodzi? Kupcy będą płacić dobry grosz za obstawę i jeśli będziemy mieć trochę szczęścia, to zaatakują nas… Zarżniemy tych, co napadają, możnemu wbijemy nóż w plecy, a sami wypłyniemy statkiem na Morze Szponów. Zarobimy nieco grosiwa, zyskamy statek i kto wie, może uda nam się jakoś paktować z tymi drabami, jeśli paru zostawimy żywych…? To byłoby całkiem niezłe.

    Ciągnął jeszcze:

    – Moglibyśmy zbójeckie rejzy zmieszać z tymi z polowaniem na korabie. Jeden rejs byśmy zarobili i czekali na dogodną okazję, a po tym, kiedy byśmy żeliwo wzięli, to byśmy wypuszczali się nałapać łyczków. I tak aż do czasu, kiedy naprawdę draby zaatakują statek. Wtedy odparlibyśmy atak, wzięli paru w jasyr, w międzyczasie, kiedy tamci niemalże odparci by byli, byśmy dobili obrońców statku i samój się wypuścili…

    Tu przystanął i zastanowił się:

    – Jedyna wada tego fortelu jest taka, że musielibyśmy zostawić żeglarzy, czyli świadków, przy życiu. Albo zostawić tamtym, żeby ich dobili. Albo mieć swoich gdzieś w zanadrzu. Ja się na pływaniu nie znam ni diabeł – Egon skrzywił się, nagle dostrzegając w swym planie wady. – A mogłoby być tak, że wcale tak łatwo i szybko nie zaatakują… Moglibyśmy całe miesiące zmitrężyć. Więc jak by ataku nie było, to byśmy musieli sprawy wziąć w swoje ręce.

    Brwi uniosły się do góry a niektóre głowy pokiwały z uznaniem po tych słowach brodacza. Zebrani przy stole popatrzyli po sobie nawzajem. - No tak, jakby się zabrać na taką łajbę co płynie w górę rzeki to by nam szukanie własnej odpadło. - Lars wydawał się dostrzegać zalety takiego rozwiązania. - A tu da się zamustrować na taką łajbę? - Norsmen swoje spojrzenie skierował na Burgund i Silnego. Z ich grupy to oni byli tubylcami więc powinni mieć najlepsze rozeznanie w lokalnych warunkach. Łotrzyca i zbir popatrzyli na siebie przez chwilę.
    - Tak, pewnie tak. Wystarczy popytać. Prędzej czy później, powinien znaleźć się ktoś kto będzie chętny wziąć najemników jako eskortę. Zwłaszcza jak te napady takie częste. - Burgund pokiwała głową na znak, że wróży sukces takiej inicjatywie. Tym większy im większą skalę by miała.
    - Ale Salt to nie jest wielka rzeka. Więc barki czy krypy co po niej pływają, niekoniecznie nadaja się na pełne morze. - Silny dopowiedział inny detal. Norsmen machnął na to swoją sękatą ręką.
    - To się będziemy martwić jak ją będziemy już mieć. Najwyżej ją się sprzeda i będzie jakaś sumka na większą łajbę. A jak mniejsza to nawet lepiej. Mniejsza załoga potrzebna do jej obsługi. Pewnie pół tuzina osób, może tuzin wystarczy aby ją obsłużyć. U nas to ja mogę to robić, Bjorn i Astrid. Zog ty chyba też? Od biedy jakby do wioseł trzeba to każdy kto ma trochę krzepy w ramionach się nada. Ster czy żagle to już trochę inna robota ale to nasza trójka by dała radę. - Morski łupieżca wydawał się być dobrej myśli i przynajmniej Norsmenów był gotów zaliczyć do doświadczonych żeglarzy. Ci kiwali głowami i wyglądało jakby mogli wystarczyć chociaż na szkieletową załogę jednostki. Czy aby napewno to jednak zależało jak duża łajba by się trafiła.
    - No jak na jakąś bitkę to ja bym się pisał. Nudno trochę ostatnio. Odkąd na początku tygodnia z Otto i Anniką spraliśmy po gębach takich jednych łapserdaków co myśleli, że są cwani i twardzi to niewiele się dzieje. W sumie może ją zabrać? Otto chyba w nią wierzy, że ma jakieś wizje od naszej patronki czy co tam. Dla mnie to ona nieco za chuda jest. Jak taki chudziak może mieć siłę w łapach aby solidnie grzmotnąć? No ale Otto w nią chyba wierzy. No to może i ją można by zabrać. Tylko z tą Bretonką trzeba by gadać bo to jej milady. - Silny nawet był skłonny dołączyć do takiej wycieczki. Wydawał się być spragniony mocniejszych wrażeń. Choć raczej jako wojownik niż marynarz. Po chwili zastanowienia Rune też pokiwał głową, że widzi sprawę podobnie.
    - I jak już będziemy mieć tą łajbę to sobie popłyniemy nią gdzie chcemy. To i jak trafi się okazja to się nałapie po wioskach czy traktach kogo się da. - Lars ucieszył się, że imperialni koledzy znów byli chętni wesprzeć ich inicjatywę.
    - No tak. Wszystko ładnie. Ale jak chcecie płynąć w górę rzeki i to może i na nas napadną. Jak tak skutecznie wyrzynali te załogi do tej pory to chyba letko z nimi nie będzie. Co innego zająć pustą łajbę a co innego bić się z jakimiś piratami czy kto to tam napada te łodzie. - Burgund zgłosiła pewne zastrzeżenie co do takiego planu.
    - No i na wszelki wypadek przydałoby się jeszcze ze dwóch, trzech, czterech co zna się na żeglowaniu. Gdyby nam się coś stało. - Astrid dodała swoją uwagę.

    Egon pokiwał głową. Wydawało się, że plan byłby do zrobienia. Jakoś.

    – Ja, Lars, Bjorn, Astrid, Zog… Hmm… – Egon liczył na palcach członków wyprawy. – Silny, Rune, Annika. Ośmiu do obsadzenia. Moglibyśmy dodać Raisę, aby użyczyła nam swej magii, ale przy korabiu nie pomoże, a może i w ogóle zły pomysł. Lepiej, żeby została u Sigismundusa i może uwarzyła nam jaki humor albo fluid, który byśmy mogli wykorzystać… Zatem… Ośmiu. Mógłbym dać znać i Starszemu, może wynajdzie jeszcze kogoś…? Sam nie wiem kogo by mógł nam dać – Egon myślał. – Gezackta?

    Egon zastanowił się.

    – Gezackt miał zostać włączony w wyprawę łupieżczą. Jego luda raczej przy żegludze nie pomogą, ale on i paru ludzi mogliby się włączyć w rzecz – skonstatował wojownik. – Co rzekniecie, kompanioni? Jeśli będzie to nasza pierwsza wyprawa łupieżcza, to Gezackt zagwarantuje, że wszystko pójdzie dobrze, a z czasem wspomoże nam w łapaniu i dostanie swoją dolę.

    Egon zmilkł nagle, bowiem zorientował się, że ten żywy towar miał pokryć wiele wydatków: niewolników dla Gnaka (tudzież przehandlowanie ich na broń i pancerze dla zwierzoludzi), branki na zasiew Oster, pokarm dla czarownika, opłacanie Gezackta i wreszcie, na sam koniec, handlowanie z Munirem. Szczęściem, Munir zawijał do Neues Emskrank znacznie później, toteż do tego czasu rzecz może nabierze rozpędu.

    Sprawy trupiego czarownika i opanowania głazu, gdzie grasowały bestigory, zostawił na później. Chciał czym prędzej napoić głaz krwią dla Boga Czaszek, ale nie mógł za rzecz zabrać się teraz.

    – Co rzekniecie? – zapytał. – Tedy bym zaszedł do Anniki i Gezackta.
    - Raisy nie trza brać. Stara już jest, ledwo o własnych nogach z tego kurhanu wróciła. - Astrid pokręciła głową na znak, że niezbyt podoba jej się pomysł zabierania na taką ryzykowną wyprawę starej wiedźmy.
    - Oj ja jeszcze na grobie niejednego młodego światło będę palić. - Stara odcięła się jej od razu ale po chwili zwróciła się już spokojniej do pozostałych. - Ale to prawda. Ja muszę w tej aptece wszystkiego przypilnować syneczki. Beze mnie tylko Dorna została. Dobra dziewczyna ale za słaby ma pomyślunek aby wszystkim się zająć jakby mnie dłużej tam nie było. Jak wam trzeba jakiś mikstur syneczki to powiedzcie to wam narobię. Ale ja to raczej tutaj zostanę. - Raisa choć z innych powodów niż myślała córka jarla, ale wolała pozostać na miejscu. Uśmiechała się łagodnie do Larsa i Egona jakby byli jej ulubionymi wnuczkami.
    - No tak, widzę, że z pół tuzina nas się uzbiera. Nawet więcej. Z czego z połowa zna się na łajbach. No to jakąś niedużą moglibyśmy dać radę pożeglować. Reszta to najwyzej do wioseł by była przydatna. - Lars pokiwał głową jakby tak wstępnie udało im się zebrać obiecujący skład wśród zaufanych ochotników. - U Gezackta żeglarzy raczej nie ma. Ale to banda bez sumienia. Jak nie wiemy kto lub co napada na te łajby to lepiej by było ich mieć przy sobie niż nie mieć. Może to nie tacy przedni wojownicy jak my, ale są. W grobowcu się przydali a to z martwiakami się ścieraliśmy. No i już wcześniej zgodził się w jarzma brać kogo popadnie to byśmy mieli go do tego pod ręką. - Podsumował to tak, jakby uważał takie połączenie za dobry pomysł.
    - No to fajnie. Ale jak ich jest z tuzin, nas tutaj też trochę to wychodzi prawie dwudziestu chłopa lekką ręką. - Burgund zauważyła a Lars po krótkim przeliczeniu w pamięci, potwierdził to ruchem głowy. - No to nie lada łajba musiałaby być aby brać ze dwie dziesiątki na eskortę. Nie wiem czy taką znajdziecie. Zwykle eskorta to paru ludzi, może pół tuzina czy dziesiątka albo tuzin jak większa. A wy chcecie zamustrować prawie dwa, trzy razy tyle. - Zauważyła, że mogą być problemy z zatrudnieniem tak dużej grupy. - Może się udałoby złapać jakiś kontrakt łączony na dwie łajby co będą razem płynąć dla bezpieczeństwa. Albo wziąć tylko część. Albo zamustrować się jako pasażerowie do Salzenmundu. - Łotrzyca podpowiedziała im parę sugestii jakie mogłyby im pomóc.
    – Gezackt nie musi iść w pełnym składzie – zgodził się Egon. – Jeśli pójdzie on i ze dwóch jego ludzi to mielibyśmy akurat luda do tego interesu. Myślę, że trudno by było przejąć dwie łodzie na raz… Byłoby zbyt niebezpieczne, nie wiadomo by było, co mogłoby się zdarzyć – rzekł wojownik, który spodziewał się, że abordaż nawet jednej łajby będzie prezentował ze sobą spore ryzyko.

    Egon pokiwał głową.

    – Dobra, to postanowione. Kto chce iść ze mną do Anniki i Gezackta? Lars, chcesz? – zapytał korsarza, z którym dotychczas załatwiał wszystkie sprawy. – Ustawimy rzecz czym prędzej, abyśmy mogli wyruszyć jak najszybciej… Pogadamy z Anniką i Gezacktem, a później odwiedzimy targ albo port. Zawsze tam będą kręcić się ludzie, co chcą przewieźć towary. Tam ustawimy, że chcemy ich eskortować - nie za drogo, ale też i nie za darmo, żeby niczego nie podejrzewali. Kompani, kręćcie się tutaj albo w Trzech Gwoździach, żebym was odnalazł.
    - No tak, dwie łajby, płynące tego samego dnia, w tym samym kierunku i szukajace ochroniarzy albo marynarzy na tą podróż to by pewnie trudniej było niż na jedną. - Silny pokiwał swoją łysą głową na znak, że zgadza się z podsumowaniem kolegi.
    - No to Gezackt nam zostawił tą knajpę gdzie miał buszować ze swoimi ludźmi. To najwyżej tam zajdziemy. A tą Annikę to gdzie znajdziemy? Która to jest? - Lars też raczej się skupiał na praktycznym sfinalizowaniu tego o czym rozmawiali podczas tego obiadu.
    - Była z nami w lesie na pikniku. Taka ładna i czarna. Ale raczej została przy wozie, nie widziałam aby się włączyła do zabawy. Siedziała tam z Otto i Pirorą. - Burgund starała się przypomnieć Norsmenowi o kogo chodzi. Ten powoli uniósł i opuścił głowę jakby coś kojarzył z orgii przy Zachodnich Kamieniach ale chyba niekoniecznie tą kobietę jaka była w jej trakcie na uboczu.
    - No ale to może nie być tak łatwo ją spotkać teraz. - Łotrzyca przykuła uwagę morskiego łupieżcy.
    - Dlaczego? - Pytał lekkim zaciekawieniem.
    - Ona jest służką lady Fabienne. Tą co spotkaliśmy w powozie jak tu szliśmy. - Rudowłosa chętnie zaczęła wyjaśniać i widać było, że czarnowłosą szlachciankę z charakterystycznym, bretońskim akcentem wszyscy kojarzą bez problemu. - No to ona by się musiała zgodzić aby nam wypożyczyć Annikę na kilka dni. Chyba powinna się zgodzić, zwykle Fabi idzie nam na rękę. No ale jednak to tak jak jesteśmy w rodzinnym gronie. A oficjalnie to ona jest szlachcianka i mężatka więc nie wypada jej przyjmować jakichś morskich łobuzów. - Dziewczyna z ferajny spojrzała wymownie na Egona i Larsa. Wyglądali raczej na wojowników od topora niż na bywalców szlacheckich salonów.
    - No to jak się mamy z nią skontaktować? - Lars skinął głową choć nie tryskał radością na tą komplikację.
    - Mogę pójść z wami. Marissa i Fabi mnie znają. No i mogę powiedzieć, że mam wiadomość od Pirory czy coś. I jak się spotkam z milady to powiem jej o co chodzi i albo się jakoś z wami spotka albo da mi odpowiedź. - Burgund popatrzyła pytająco na kolegów czy im pasuje takie rozwiązanie. Przy swojej dość zwyczajnej sukni, pasowała wyglądem to pokojówki czy innej służki, jaką jedna szlachcianka mogła wysłać z wiadomością do drugiej.

    Egon założył ręce, pokiwał głową wreszcie. Jasna sprawa była, że Annika byłaby mile widziana jako ta, do której szeptał jego własny patron, jednak jeśli miałoby się okazać, że opętana dziewka nie pójdzie, zamierzał dobrać ludzi z bandy Gezackta.

    – Dobra, chodźmy – zgodził się Egon.

    Rzeczy były, mniej więcej, zaplanowane. Egon jednak, próbując na podobieństwo swego mrocznego boga przewidywać ruchy i planować, niby na wojnie, począł myśleć także i o innych aspektach: kiedy bowiem drużyna bojowa zostanie skompletowana i w istocie uda im się zostać łże-najemnikami do ochrony korabiu, było coś jeszcze… Mianowicie, gdzież ten przeklęty okręt będa przechowywać i w jaki sposób na dłuższą metę będą maskować siebie i statek w taki sposób, żeby rozpoznanie go na wodach Morza Szponów nie było takie łatwe?

    Niemniej, poniechał rozmyślania. Zamierzał pozwolić Burgund rzecz oporządzić z Anniką.

    Festag; popoludnie; rezydencja von Mannliebów

    Egon, Lars i Burgund

    Łotrzyca o miedzianych włosach okazała się dobrą przewodniczką. Zapewne znała miasto najlepiej z ich trójki. Poszli przy nabrzeżu, do północnej dzielnicy gdzie zwykle mieszkali ci możni i znaczący. Martwiła się jak wytłumaczyć swoją brudną suknię. Nie wzięła drugiej na zmianę a jeszcze nie zdążyła się przebrać po powrocie do miasta. O ile w “Mewie” jeszcze na to za bardzo nikt nie zwracał uwagi to w rezycencji szlacheckiej już mogło bardziej się rzucac w oczy. Jej dwaj towarzysze byli podobnie uwaleni błotem od parokrotnych przemarszów przez mokradło jakie oddzielało las od kurhanu oraz brodzenia w trupiej wodzie wewnątrz grobowca. Ale podobnie na ten moment niewiele mogli z tym zrobić. W końcu Burgund uznała, że pójdzie i spróbuje poprosić milady o spotkanie licząc, że ta ją rozpozna i mimo wyglądu przyjmie. Z tym postanowieniem pożegnała się z dwoma towarzyszami. I widzieli jak śmiało podchodzi do solidnej bramy. Tam chwilę rozmawiala ale strażnik ją wpuścił do środka. Potem jeszcze ją widać było jak wchodzi po schodach rezydencji i znika w głównym wejściu.
    - No to jak ją ta Bretonka pozna to chyba wpuści. Ciekawe czy nas wpuści. W lesie wydawała się całkiem he he gościnna. - Lars pogłaskał się po brodzie. Ale zostało im czekanie. W tej drogiej dzielnicy parę przechodniów czy stangretów posłało im podejrzliwe spojrzenia jakby dziwił ich widok dwóch zbrojnych. Nie na tyle aby jednak zatrzymac się i wypytywać o coś. Czekali tak z pacierz, może półtorej nim zobaczyli jak łotrzyca schodzi po schodach a potem wychodzi przez bramę. Szła ku nim tak samo pewnie jak przedtem gdy ich tu zostawiała. Szybko podeszła do czekających kolegów.
    - Dobra, powiedziałem milady o co chodzi. Trochę się wzdraga aby wypuścić Annikę. Ona ma te sny co parę dni po jakich wpada w amok i pędzi przed siebie no i milady się tym martwi. Ale w końcu zgodziła się z wami spotkać. Tylko musimy wejść od tyłu. Jakby co to Pirora was przysłała aby zabrać jeden kufer do siebie. Potem Fabi zrobi scenę, że się rozmyśli i was odeśle. Ale musimy udawać bo poza Anniką i Marissą to reszta służby jest na usługach jej męża. Więc się nie możemy z nią tutaj za bardzo spoufalać. - Łotrzyca wyjaśniła im zasady tego wynegocjowanego spotkania. I widać było, że i jej, i gospodyni, bardzo zależy na pozorach.

    – Bah, cholerne zwyczaje szlacheckie – Egon fuknął sam do siebie. – Ale Annika dobrze by było, żeby poszła z nami… Rozmówiłbym się z nią o tych jej snach, jeno na moment trzeba będzie czatować, a kto wie, może i wiązać ją na czas, kiedy zapadnie do snu.

    – Mmm… Pirora nas przysłała, żeby wziąć kufer do siebie… I scenę zrobi. No dobra, niech będzie i tak. Jak to zrobi robotę, to może być.

    I dał gestem znak, że mogą iść dalej.

    - Cóż to byłaby za rezydencja szlachecka jakby każdy z ulicy mógł ot tak sobie wejść. - Burgund rozbawiła uwaga brodacza ale wydawała się być zadowolona, że zgodził się zachować pozory. Kontrolnie spojrzała jeszcze na Norsmena a ten skinął głową, że nie ma sprawy. Więc poprowadziła ich wzdłuż solidnego ogrodzenia i starannie przystrzyżonego żywopłotu jakie zapewniały domownikom ochronę i prywatność.

    Egon, Lars, Burgund i Fabienne

    Łotrzyca okrążyła kwartał aby dostać się na alejkę jaka prowadziła na tyły kamienic i rezydencji szlachetnie urodzonych. Bez wahania podprowadziła swoich kolegów do jednej z furt. Tam zadzwoniła i czekali tam chwilę. Przyszedł jakiś służący w liberii i przyjrzał im się zza prętów furty badawczo.
    - My od milady van Dyke. Po kufer. Jesteśmy umówieni. - Burgund wyjaśniła bez zwłoki, łagodnym, uprzejmym tonem. Odźwierny skinął głową ale dwóm jej towarzyszom poświęcił dłuższe spojrzenie niż jej. I wyglądał jakby najchętniej pozostawił ich za furtą. Jednak wyjął klucz i otworzył ją.
    - Proszę za mną. - Odezwał się z oschłą godnością. Łotrzyca machnęła do kolegów i posłała im uśmiech, że dobrze idzie po czym ruszyła za przewodnikiem. Jej koledzy także. Przeszli przez niewielki podjazd i tyły ogrodu. Nawet ta robocza część rezydencji von Mannliebów była bez porównania bardziej zadbana niż zabagnione podwórze apteki Sigsmundusa. Służący poprowadził ich do korytarza między kuchnią a jakimiś innymi pomieszczeniami i poprosił tak samo oschle jak przy bramie, aby poczekali chwilę. Po czym ruszył w głąb korytarza i szybko zniknął im z oczu. Nie byli jednak sami, bo dał sie słyszeć ruch i głosy, głównie kobiece. Widać praca tu trwała. W pewnym momencie ujrzeli gibką, kobiecą postać jaka przyszła korytarzem.
    - Witajcie, nasza milady cieszy się, że lady Pirora tak szybko was przysłała po te kufer. Proszę za ną. - To była kasztanowłosa Marissa. Podobnie jak Annika, wcześniej była pacjentką hospicjum. Ale podobnie jak jej milady, poświęciła się oddawaniu czci Soren. Razem z nią w pełni się udzielała podczas zabaw na nocnym pikniku przy Zachodnich Kamieniach. Teraz jednak też zachowywała pozory aby nie zdradzić domownikom, że cokolwiek ją łączy z gośćmi. Zgrabnie odwróciła się i ruszyła przodem aby ich zaprowadzić do głównej gospodyni rezydencji. I Lars i Burgund całkiem chętnie wpatrywali się w jej gibkie wdzięki, widoczne zwłaszcza jak wchodziła po schodach na piętro. Przeszli przez korytarz i pokojówka otworzyła kolejne drzwi ale tym razem stanęła zaraz za nimi, aby wpuścic trójkę gości do środka. Wtedy zamknęła za nimi drzwi i została w środku. Oni zaś ujrzeli czekającą na nich lady Fabienne.
    - Witajcie. Cieszę się, że moja droga przyjaciółka Pirora, tak szybko kogoś przysłała po ten ufer. - Bretonka mówiła z wyczuwalnym akcentem swojej ojczyzny jaki często był uważany za atrakcyjny, romantyczny i poetycki. Więc podobno na salonach niektórzy próbowali go naśladować nawet jeśli wcale nie mieli nic wspólnego z tą ojczyzną win i winorośli. Ale o dziwo, wskazała im swoim zadbanym paznokciem, na solidnie wyglądający kufer stojący na podłodze pod ścianą. - Ale teraz jak tak myślę, to zaczynam sie wahać. Może postępuje zbyt pochopnie? I powinnam to jeszcze przemyśleć? - mówiła jakby naprawdę ją naszły jakieś wątpliwości. Chociaż jej goście nie mieli pojęcia co jest w kufrze. - Oh może porozmawiamy o tym przy winie. Usiądźcie proszę. - Wskazała im na mały ale ozdobny stolik i cztery krzesła. Sama też usiadła a Marissa zaczęła rozlewać wino z butelk do smukłych, szklanych kieliszków.
    - Wybaczcie ale to konieczne. Tutaj ściany mają uszy. Naprawdę cieszę się, że was widzę. Dwa razy tego samego dnia? Szkoda, że was u Pirory nie było Mielibyśmy okazję się lepiej poznać. - Szlachcianka widocznie uznała, że już wystarczy tego odgrywania bo uśmiechnęła się do gości ciepło ale mówiła dość cicho. - Więc podobno sprowadza was moja Annika? To prawda? - zapytała patrząc po kolei na każdego z trójki gości.
    – Witaj raz jeszcze, milady – Egon skłonił się, chcąc dopełnić rytuału, który zdawał się być ważny dla szlachcianki. – Iście, prawda to. Jako żeśmy rzekli już, szukamy korabiu, żeby posłużył naszej sprawie… I tedy żeśmy uradzili, że może wypuścimy się samój po korab na rzece – Egon rzekł, nie do końca pewien, czy w istocie potrzeba było wtajemniczać milady w intymne szczegóły planu, tym bardziej, że ponoć ściany miały uszy w tym dworze. – Ale obstawy potrzeba, mężnych i walecznych. A że i Annika mogłaby się nam później przydać po wypełnieniu tej misji, tedy żeśmy po nią przyszli.

    Była to prawda. Choć Egon dowiedział się o istnieniu głazu wśród bestigorów, wojownik nie mógł nie przestać zadawać sobie pytania - czy Annika, którą raz opęta duch Pana Krwi, rzeczywiście pobiegnie w tamtą stronę? Lub też, inaczej, pobiegnie w jeszcze jakieś inne miejsce i być może tam będą mieli już jakieś wskazówki? Egon musiał koniecznie wypytać Annikę co do snów na osobności, ale to w swoim czasie.

    – Annika przyda nam się na wyprawie – dodał jeszcze, wyczekując reakcji szlachcianki.

    - Ah, te znikające na rzece korabie… No tak, Fanriel coś mówiła jak byliśmy w teatrze. Ktoś napada na załogi zdaje się. - Zadbane brwi szlachcianki powędrowały do góry i nieco zmrużyła oczy. Wyglądało na to, że też doszły ją jakieś plotki na ten temat ale bez większych detali. Opuściła głowę i przez chwilę jej smukłe palce bawiły się kielichem wina jakby pomagało jej to zebrać myśli. - Ale moja Annika wam potrzebna? Jak raz Otto ją zabrał to wróciła ledwo żywa. Tak ją pobili. A wy jak chcecie płynąć korabiem to pewnie chcecie wypłynąć za miasto. I to pewnie na więcej niż jeden dzień. - Podniosła głowę patrząc na Egona jakby potrzebowała więcej szczegółów aby podjąć decyzję.
    – Prawda to – rzekł Egon, który nie widział powodu, żeby łgać. – Zbieramy drużynę, co działać w sprawie będzie… I walka być może. Ale jeśli chcesz, będę sam ją osłaniał, żeby nie zebrała po głowie.

    I dodał:

    – Po prawdzie to i interesują mnie sny Anniki – tu pogładził brodę, nagle kalkulujący, kiedy sprawy zeszły na ten temat. – Bowiem żeśmy odkryli, że niedaleko jest głaz ku czci Norry… Wiedzieć musiałbym, czy jest tak, że ona do niego biegnie. A jeśli i tak, to jakieś sny ma… No. Jeśli na wyprawę nie chcesz mi jej dać, to daj mi chociaż z nią pogadać na ten temat.

    - Walka będzie? Oh… Ale przecież ona jest taka delikatna. - Szlachcianka aż przykryła usta swoją szczupłą dłonią i wyglądała na tak przejętą jak kwoka gdacząca nad bezpieczeństwem swoich kurcząt. Wydawała się być zaniepokojona wizją, że udział w takiej eskapadzie mógłby narazić czarnowłosą pokojówkę.
    - Z całym szacunkiem milady. Ale jeśli ona jest wybrańcem Norry czy kimś takim to jej przeznaczeniem jest walka. I jeśli przemawia przez nią wola jednej z Sióstr to kim my jesteśmy aby się jej sprzeciwiać? - Tym razem Lars postanowił się wtrącić i wesprzeć kamrata w tej prośbie. Gospodyni spojrzała teraz na niego i przygryzła wargę jakby biła się z myślami.
    - No tak, Annika ma te dziwne sny. Potem się zrywa i pędzi na oślep w jakimś amoku. Mówi, że śni jej się jakiś wielki, dziwny głaz w lesie. I, że ten głaz ją wzywa. - Bretonka pokiwała głową na znak, że też ma jakąś orientację co do nietypowych snów swojej służącej. I niepokojącego efektu jaki w niej wywołują. Biła się przez chwilę z myślami po czym podniosła głowę i spojrzała na drugą z byłych pacjentek hospicjum.
    - Marisso idź proszę zbacz jak się czuje Annika. I jeśli się czuje na siłach to poproś ją tutaj. - Wydawała polecenie pokojówce a ta pokiwała głową i wyszła z salonu.
    - No nie chcę stawać na drodze ani naszym bogom ani ich pomazańcom. Ale ona tyle przeszła i jest taka delikatna. - Wciaż wydawała się być zmartwiona niebezpieczeństwem jakie mogło sprowadzić na czarnowłosą taka wyprawa. Czekali tak parę chwil, rozmawiając o drobiazgach i popijając całkiem dobre wino jakiego nie serwowano w zwykłej tawernie. Gdy drzwi otworzyły się i do środka weszły obie służki milady.
    - Anniko, nie wiem czy się znacie. Ale to jest Egon i Lars. Bo z Burgund to się znasz przecież. - Czarnowłosa szlachcianka przedstawiła ich sobie. Co prawda spotkali sie już podczas nocy przy Zachodnich Kamieniach ale wówczas raczej się mijali. Pokojówka bez wahania popatrzyła na obu mężczyzn. Łotrzycy lekko skinęła głową w pozdrowieniu jakby faktycznie już się choć trochę znały. Teraz widząc Annikę z bliska i w świetle dnia, można było zrozumieć wątpliwości Silnego jakie co do niej żywił. Nie wyglądała na wojowniczkę. Nie była rosła ani masywna. Nawet Norma to Axe wydawała się być solidniej zbudowana od niej. Ale może to przez kolczugę i dwa topory jakie na sobie zwykle nosiła. A nie zwykłą suknię mieszczki jak pokojówka milady.
    - Egon i Lars planują na parę dni wyruszyć łodzią w górę rzeki. Być może będzie tam walka i inne niebezpieczeństwa. No i pytają czy byś chciała wyruszyć razem z nimi. - Milady przedstawiła służącej dlaczego ją wezwała. Ta wysłuchała jej uważnie po czym znów spojrzała na obu mężczyzn.
    - Naprawdę? Macie dla mnie topór? - Zapytała jakby teraz od nich chciała usłyszeć na co się właściwie zanosi. Ale nie wyglądała na zlęknioną, raczej na zaciekawioną.
    – Broń dostaniesz, pancerz też – rzekł Egon, ukazując za połami swego płaszcza swój ulubiony gudendag, którym rad grzmocił czerepy pospólstwa. – Jeśli topora ci trza, zdaje mi się, że Silny ma jakiś na zbyciu, albo i jeśli byś chciała, to sam ci go kupię na targu, jak wolisz. I pancerz się znajdzie.

    Egon, wyjaśniwszy rzecz, przeszedł do sedna:

    – Zbiera się wyprawa na korab – stwierdził. – Każde ramię, co umie walczyć, pomocne będzie, a jeśli będziesz potrzebowała, na tyłach ciebie zostawię. Będzie jeszcze Gezackt i paru, których znasz. A i o twe sny chciałem wypytać, rozumiesz… W lesie żeśmy o głazie usłyszeli ku czci Wielkiego Ogara. Obudzenie tego, który tam śpi jest dla mnie najważniejsze. On jest tym, z którego idzie cała ma siła… Tedy twoja rola jest podwójna: pomóc przy korabiu, a przy okazji zobaczymy, ile wiesz o głazie.

    - Wcale nie chcę być na tyłach. Nie boję się. - Czarnowłosa od razu się zacietrzewiła na myśl, że miałaby zostać z tyłu.
    - Nikt tego nie sugerował Anniko. Chociaż ja to bym wolała abyś się nie pakowała w jakieś niebezpieczne sytuację. - Szlachcianka westchnęła jakby naprawdę obawiała się o los czarnowłosej pokojówki.
    - Tak jak Egon mówił, jakąś broń się znajdzie jeśli potrzeba. A nam przydałby się ktoś pewny, kogo możemy zabrać w podróż na parę dni. Już mamy paru ochotników, w większości ludzie których dobrze znacie. No ale taka dziarska dziewoja też by nam się przydała. Od nas Astrid też bedzie płynąć więc nie byłabyś jedyną kobietą w załodze. - Lars też dorzucił swoje trzy pensy aby zachęcić i pokojówkę i jej panią, na wyrażenie zgody na tą rzeczną wycieczkę w głąb lądu.
    - Głaz w lesie to mi się śnił. Wzywa mnie. Ale statki to nie. - Czarnowłosa służka podrapała się po głowie jakby priorytetem było dla niej odnalezienie owego głazu Norry i trochę nie była pewna jak do tego przypasować taką rzeczną wycieczkę.
    - Jeśli czujesz zew Krwawego Ogara lub Siostry jaka mu się poświęciła to polowanie i zabijanie na pewno ich ucieszy. - Norsmen starał się dodać coś jeszcze. - No a i pewnie z łupami byśmy wrócili to jeszcze by zysk był z tego. A i milady byśmy mogli wtedy wynagrodzić za taki pomocny gest. Prawda Egon? - Zwrócił sie do kamrata jakby liczył, że zgoda szlachcianki mogłaby przesądzić sprawę. Popatrzył na niego zachęcająco aby też coś dorzucił aby przekonać bladolicą Bretonkę.

    Egon skinął głową na słowa korsarza.

    – Z interesu dochód będzie, a jakże – zgodził się Egon, który z tyłu głowy miał pomysły, jak zagospodarować okręt. – Mi też zależy na tym, żeby odnaleźć głaz – tu już zwrócił się do Anniki, po czym ciągnął: – Ale widzisz, w tym rzecz, że głaz Krwawego Boga jest strzeżony przez bestigory. I cała sprawa nie tylko na tym wisi, żeby on obelisk odnaleźć, ale też trzeba będzie się poradzić Sorii, czarownika, a wreszcie trzeba będzie zrobić zbrojną rejzę, żeby go odbić. Rozumiesz? Nie tak łatwo będzie go odzyskać, Anniko. Musimy podejść do rzeczy odpowiednio, aby nie zawieść tego, którego zwą Krwawym Ogarem. Trza nam najpierw zdobyć grosz, a potem tym groszem opłacić armię, która zdobędzie obelisk.

    Egon miał nadzieję, że wyraził się w miarę jasno. Nie był to żaden wybieg albo łgarstwo - sam bowiem sądził, że jeśli w grę wchodziły bestigory, to odzyskanie głazu będzie trudne i zrobi się przez walną bitwę, do niej zaś będą potrzebowali najemników, zbroje i miecze, a także wsparcie Gnaka. Rzeczy nie mogli w żaden sposób pokpić, podchodząc do niej nazbyt wcześnie.

    Oczywiście, sprawa larw Oster i produkcji much także zależała od tego wszystkiego. “Ano, oby tych niewolniczych łapserdaków popłynął cały strumień, bo wszyscy ich chcą”.

    - No tak, był jakiś rogacz przy tym kamieniu. Pewnie obecny strażnik. Walczyłam z nim. - Annika z powagą przyjęła słowa gladiatora. I pokiwała głową do tego co pewnie widziała w swoich snach. W końcu jakby otrząsnęła się i wzruszyła ramionami. - Dobra, mogę z wami płynąć. Może złapiemy jakąś brankę dla mojej milady? - Czarnowłosa w koncu zgodziła się wziąć udział w wyprawie. Chociaż nie było pewne czy w pełni rozumie na co się pisze. Nawet uśmiechnęła się nieco i spojrzała na siedzącą obok szlachciankę.
    - Oh, Anniko, to było takie miłe. - Bretonka rozpromieniła się jakby ta ostatnia myśl pokojówki, złapała ją za serce.
    - Fabi to by pewnie sama chętnie została taką branką. - Burgund zachihotała złośliwie pijąc do łóżkowych preferencji gospodyni. Ta roześmiała się rozbawiona jeszcze bardziej i pokiwała głową.
    - Bardzo chętnie. No ale niestety nie teraz i nie tutaj. - Obdarzyła ich trójkę ciepłym spojrzeniem jednak zrobiła wymowny gest dłonią dookoła przypominając, że nawet ona nie może się tu czuć całkiem swobodnie.
    - Kto wie, kto wie. Może się jakieś branki znajdą na tej wyprawie. Astrid przecież od początku zamierza wrócić do nas, z dorodną świtą dookoła siebie więc już się za nią rozgląda. - Lars był też zadowolony tak z humoru nowych koleżanek jak i zgody dwóch głównych zainteresowanych aby klucz Norry, popłynęła razem z nimi.
    – Bardzo dobrze – Egon skinął głową, wyraźnie rad, że sprawy się tak potoczyły. – Dobra… Szkoda dnia, a musimy jeszcze zorganizować wyprawę – rzekł. – Annika, chcesz iść z nami od razu, czy chcesz się zebrać? Nasi kamraci są w Wesołej Owcy… Będziemy na ciebie czekać.

    Uznawszy, że sprawa jest załatwiona, Egon rzucał spojrzenia to na Annikę, to na milady, chcąc rozpocząć kolejny etap - czyli pójścia do Gezackta.
    - A to kiedy chcecie ruszać na tą wyprawę? - Czarnowłosa gospodyni zapytała patrząc na nich obu na przemian. Lars wymienił się spojrzeniami z kolegą. Tak naprawdę to terminu nie mieli. Dopiero mieli w planie rozejrzeć się za jakąś łajbą płynącą w górę rzeki co by mogli się na nią zamustrować.

    Egon na to wzruszył ramionami.

    – Najpierw trza mi wiedzieć, ilu luda pójdzie – rzekł. – Nie ma siły, trza najpierw drużynę mieć, zanim się pomyśli. Z Gezacktem jeszcze chciałem gadać…

    I tu urwał. Szlachcianka miała rację, jeśli nie było kupca, to i nie było też krypy, której można było bronić albo zrabować.

    – Słusznie gadasz – rzekł wojownik. – Chciał żem najpierw ludzi mieć, ale jeszcze będziemy gadać z kupcami. Tedy Annika może zostać tutaj, póki co, dopóki do niej nie przyjdziemy. Ale raczej myślę, że długo nie zajmie.

    - No cóż, jeśli Annika chce z wami płynąć a wy chcecie ją zabrać, to nie będę was rozdzielać. - Bretonka westchnęła ale widać było, że ta zgoda ciąży na jej spokoju ducha. - Dziś jest Festag to i tak wszystko pozamykane. Ale jeśli już Annika ma płynąć z wami to kupcie jej jakis pancerz. Ja wam dam geldy ale w ogóle się na tym nie znam. - Podniosła głowę i popatrzyła na obu wojowników co w tej grupce w walce, mieli największe doświadczenie.
    - Ja znam parę sklepów. To mogę was zaprowadzić. Ale to by się Annika przydała aby wziąć wymiar. No i najprędzej jutro bo dziś to i tak wszystko będzie pozamykane. - Burgund wtrąciła się ze swoją znajomością miasta z poziomu ulicy.
    - Jak byłam z Otto to już w jednym sklepie brali ze mnie miarę. Tylko nie wiem czy już zrobili ten pancerz dla mnie. - Annika zabrała głos i pomysł o jakim mówiła nieco zaskoczył wszystkich.
    - No cóż to jakby był gotowy to by było świetnie. To by nam ułatwiło sprawę. - Lars pokiwał głową, zadowolony z takiego obrotu sytuacji.
    – Dobra, musimy jeszcze pójść do Gezackta, bo musi wiedzieć, że szykuje się interes – rzekł Egon.

    I zwrócił się do Bretonki:

    – Milady, tedy czas na nas – skłonił się nisko. – Anniko, jeśli chcesz, możesz pójśc z nami, acz pancerz i miecz dopiero sprawimy jutro, kiedy kramy zostaną otwarte. Trza nam jeszcze zgadać się z Gezacktem… Jutro zaś dopniemy wszystkiego do końca. Nie wierzę, że w porcie nie będzie ani jednego, co by nie gadał o tym, że obstawy nie chce… No. Ale to później. Idziemy w takim razie.

    Rozgrywka import
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa