Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
SantorineS

Santorine

@Santorine
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
321
Tematy
4
Udostępnień
0
Grupy
2
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka
    SantorineS Santorine

    Kultyści wlewali się do komnaty czci Alocera. Pierwszy z nich przestąpił rozwarte drzwi i pułapkę Dorlivina, która została uprzednio rozbrojona. Człek dzierżył łuk, ale poniechał: z jego gardła dobyło się coś na rodzaj ryku pomieszanego z nieznanym słowem, zaś ze szponiastych dłoni wydobył się czarny promień ognia wycelowany w Kraghula. Trafnie! Kraghul poczuł ból, kiedy tylko cienisty ogień sięgnął jego piersi!

    Drugi z kultystów krzyknął:
    – Za Pana Piekieł!
    Jego łuk rozbłysnął przez oddech krwawą energią. Wybrał sobie na swój cel Zairę. Lśniąca strzała jednak tylko drasnęła elfkę, jednak, kiedy tylko grot utkwił w jej ramieniu, tamten zakreślił przed sobą symbol. Szara poświata tarczy zalśniła wokół kultysty.

    Spaczona magią zaklinaczka wydłużyła swe dłonie, które przez parę tchnień stały się nienaturalnie długie, niczym gałęzie. Jaithe zaśpiewała monotonnie słowa starego zaklęcia, a z jej pokracznie wydłużonych ramion eksplodowała chmara czarnych macek. Ustawieni w tunelu kultyści Alocera wrzasnęli niby jeden mąż, kiedy nawałnica cienistych macek uderzyła we wszystkich jednocześnie. Niektórzy poczęli krwawić.

    – Torag skręci wam karki, przeklęte diabły! – ryk krasnoluda dobył się z jego piersi.
    Dorlivin przypadł do pierwszego z kultystów Alocera i uderzył obuchem solidnie w łeb jednego z nich, aż tamten się cofnął.

    Czciciele Alocera nie pozostali mu dłużni. Kobieta o szpetnych rysach wydała z siebie parę gardłowych warknięć, które brzmiały zwierzęco. Zielony promień łuczniczki uderzył w krasnoluda, który cofnął się o pół kroku nad przepaść.
    – Cóż to!? – Dorlivin spojrzał na swą dłoń.
    Nagle, krasnolud począł poruszać się znacznie wolniej, jak gdyby postarzał się o parę dekad. W ostatniej jednak chwili zasłonił się, kiedy strzała syknęła w powietrzu.

    Kraghul potrząsnął swym kościanym fetyszem, który tym razem zalśnił złotą energią. Emanacja objęła jego samego i pozostałych: Dorlivina, Rathora, Zairę, Jaithe i Zakareth; w jakiś sposób zaklęcie orczego szamana nadawało gibkości i siły do uderzeń jego towarzyszy.

    – Czas, żebyście zobaczyli, czym jest PRAWDZIWA SIŁA TWIERDZY BELKZEN! – metal zbroi Rathora zabrzęczał po śliskiej posadzce jaskini.
    Ork wzniósł tarczę, wykrzykując jakieś przekleństwa i kpiny w stronę jedego z kultystów ukrytego w jaskini. Uderzył rękojeścią korbacza w tarczę i zamachnął się, jednak tamten uniknął głowy korbacza, który z łoskotem uderzył w skalną posadzkę.
    – Pfch, tchórzu – sapnął z pogardą Rathor.

    Kultysta, którego zwyzywał Rathor wcześniej krzyknął jakieś zaklęcie na niego. Zgniłozielony promień pomknął do orka, ten jednak odbił część swoją tarczą i zaparł się w sobie. Grot strzały odbił się od tarczy Rathora, który wrzasnął w odwecie:
    – To wszystko? Ha!

    Zakareth czuła się poirytowana tym, że teraz to będą musieli jeszcze walczyć z kultystami, ale przynajmniej szanowała i za to, że nie byli przywiązani do formy ciała. z którą przyszli na świat.
    Kapłanka Nyarlathotepa dała susa przed siebie, a jej kostur bojowy zapłonął ciemnoszarym ogniem. Pierwszy z zakapturzonych łowców zmitygował jednak cios!

    Zaira wzięła na swój cel najbardziej wysuniętego na wschód czciciela Alocera i wypuściła dwie strzały. Trafiła! Potężne uderzenie przebiło skórznię, a jej ofiara rzygnęła krwią i sapnęła ciężko. Jucha popłynęła z celnej rany ciurkiem, tworząc karmazynowe kałuże.

    Poważnie ranny kultysta wrzasnął przeciągle, nagle robiąc w tył zwrot. Przecisnął się obok swoich kamratów i zniknął w skalnym korytarzu, a każdy z jego śladów pozostawiał plamy krwi.

    – Wracajże! – wrzeszczał Rathor. – Jeszcze nie skończyłem ciebie zabijać, psi synu!

    Kolejny z kultystów jednak nie odpuszczał. Jego szponiasta dłoń zapłonęła pomarańczowym płomieniem, który skierował na Dorlivina. Krasnolud zwinął się i skulił. Niemalże udało mu się umknąć przed zabójczym promieniem! Wraża energia zasyczała w przestrzeni, osmalając jego ramię, zaś ten skrzywił się z bólu.

    Zaklinaczka przesadziła drewniany ołtarz ku czci Piekielnego Księcia, zaś jej dłonie zapłonęły po raz kolejny czarnym płomieniem. Tym razem głos Jaithe zawibrował potężniej, odbijając się echem po zimnych ścianach jaskini. Dorlivin, Rathor i Zakareth ledwo uniknęli nawałnicy duchowych macek, które zawarły się wokół kultystów. Potężne zaklęcie sprawiło, że od strony diabolistów wyrwały się wrzaski nagłej paniki. Rany, nagle pękające na skórzniach trysnęły fontannami juchy. Zaklęcie Jaithe całkowicie zmasakrowało kultystów!

    Dorlivin przypadł do kolejnego z zakapturzonych, waląc swym młotem na lewo i prawo. Krasnolud jednak widocznie słaniał się na nogach: jego siła została wyssana przez widmowe zaklęcie!

    Szpetna łuczniczka zlokalizowana z tyłu tunelu nagle spojrzała, jak wygląda sytuacja i pomknęła za jej towarzyszem. Kolejny przeciwnik zrejterował.

    Kraghul dotknął swego kościanego fetyszu, a złota emanacja eksplodowała z jego wnętrza. Zaklęcie dotknęło wszystkich. Szaman spojrzał dłużej na jednego z kultystów, próbując przypomnieć sobie cokolwiek o istotach, które przed nim stały, jednak… Nic. Może to był ferwor walki? Kraghul nie potrafił powiedzieć nic więcej ponad to, że był to jakiś rodzaj diabelskiego odmieńca.
    Na koniec, szaman zakreślił nad soba tarczę.

    Orczy wojownik ryknął przeciągle. Łańcuch korbacza zaświszczał złowrogo w powietrzu, zaś kolczasta kula wylądowała prosto na twarzy zakapturzonego diabolisty. Łeb eksplodował na podobieństwo dojrzałego jabłka przeszytego przez bełt kuszy, zaś bezgłowy korpus upadł, jak ścięty konar, rozbryzgując kałuże krwi i mózgu.

    Kiedy tylko odłamki czaszki jego towarzysza śmignęły obok jego ucha, ostatni z kultystów, który był na miejscu spojrzał wokół siebie. Był sam! Człowiek zrobił natychmiast w tył zwrot i począł biec szparko w stronę wyjścia.

    Kroki uciekających kultystów oddalały się coraz bardziej i bardziej, podczas gdy karmazynowa plama zabitego diabolisty szybko przemieniała się w pokaźną kałużę krwi.

    – To mają być jego pomagierzy? – Rathor warknął. – Przypominam sobie, że bastard Auldegrund był twardszy niż to, co jest.

    Ork począł kaszleć maniakalnie, nagle zmożony swoją chorobą. Dorlivin zakasał młot za pas, zaś zaklęcia rzucone przez podróżników poczęły tracić swą moc: fetysz Kraghula stracił swój poblask, a krasnolud zacisnął swoją dłoń w kułak parę razy.

    – Wszak odzyskuję siły! – rzekł Dorlivin hardo. – Mmm. Zdaje mi się, że rzeczy jeszcze nie koniec. Stary drab próbuje wybadać teren, coś takiego…
    – Oby – Rathor przestał kaszleć i splunął krwią za siebie. – Auldegrund może myśleć, że pokonał Rathora raz, ale Rathor powraca, żeby wbić mu w łeb, że zemsta orków z Belkzen nierychliwa, ale zawsze dosięga.

    Orczy wojownik zabębnił korbaczem o swoją tarczę.

    A wtedy…

    Usłyszeli znowu róg myśliwski. Długi, zawodzący dźwięk przetoczył się raz przez korytarze Lwiej Loży, wibrując ponuro i zwiastując nadejście Auldegrunda.

    Usłyszeli donośny, tubalny głos, którego skrzeczący timbre miał w sobie coś nieludzkiego:

    – Mój łów nie zakończy się tutaj! Chodźcie żesz do mnie i stańcie do walki, a zarżnę was jak kundle!
    Rathor i Dorlivin spojrzeli po sobie.
    – To on – rzekł Rathor.

    Rozgrywka pathfinder 2e golarion

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    Podsumowawszy:

    • Ponieważ decyzji co do podziału przedmiotów nie było, te przedmioty ostatecznie trafiają do domyślnych person, które nakreśliłem w tabelce w poprzedniej turze 😉
    • Niszczycie pentagram, per deklaracja Zairy.
    • Przesuwacie łóżka obok ołtarza, takowoż deklarowane przez Zairę.
    • Nikt nie kwestionował położenia sideł zastawionych przez Dorlivina, więc zostają tak, jak są: jedno przy tajemnym przejściu, jedno przy wejściu do korytarza do jaskini i jedno przy wejściu do jaskini.
    • Sloty zaklęć odnawiają się po dłuższym odpoczynku. @piołun wymienia Kraghulowi feat i zaklęcia. Jaithe i Zakareth pozostają przy swoich.
    • Podczas odpoczynku Jaithe odcyfrowuje spory kawałek dziennika Auldegrunda - szczegóły w fabule. Co do kawałku “chcąc też przypomnieć sobie czy w okolicy są miejsca które by się nadawały na rytułały czy też miejsca z cienką wartswą bariery między wymiarowej, albo podatne na układ konstylacji. święte miejsce, lub jaskinie które taką energię koncentrują bo konstylacja jest idalnie na równa z nim.” → Jaithe nie ma pojęcia o takich miejscach w okolicy.
    • Dorlivin dodaje resztki trucizny do sideł per sugestia Zairy.
    • Podczas odpoczynku wszyscy leczą swoje rany i są teraz w pełni zdrowia.

    Początek walki:

    • Słyszycie, jak ktoś wpada w pierwszą z pułapek Dorlivina. Słyszycie zaklęcia, wygląda na to, że ta banda leczy się.
    • Zaraz na początku walki: kultyści otwierają drzwi skalnego korytarza na oścież, rzucają jakąś eksplodującą butelkę przed siebie, drugie z sideł Dorlivina pada.
    • Rozpoczynacie walkę.

    Zapraszam na Google Doc 🙂

    Komentarze

  • Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka
    SantorineS Santorine

    Indagowany przez Jaithe, Dorlivin prychnął.
    – Nie wychodziłem z tej sali przez całe moje życie – fałszywy krasnolud uśmiechnął się nie bez jadu. – Gdzie ten bastard się podziewa, trudno rzec.

    ~

    Dziennik Auldegrunda i leczenie ran

    W czasie, kiedy podróżnicy leczyli rany swoje i dwóch nowych towarzyszy: Dorlivina i Rathora, Jaithe poświęciła cenny czas na odcyfrowanie zapisków pana Lwiej Loży, Auldegrunda. W międzyczasie, jej kompani przesunęli łóżka z komnat gości w okolice ołtarza Alocera - cóż, upiorna to była sypialnia, jednak w okolicznościach, w których znaleźli się, nie mieli niczego lepszego. W tym samym czasie, Zaira z Rathorem zabarykadowali tajemne przejście, uprzednio niszcząc pentagram przywołania.

    ~

    Trzeba było przyznać, że pismo starego krasnoluda zawierało sporo błędów gramatycznych i przekreśleń. Auldegrund zdawał się spisywać swój dziennik z manierą kogoś, kto próbował być rozmyślny i działać powoli, a jednocześnie drżące z podniecenia pióro miało w sobie niezaprzeczalny element obłędu.

    Tu i ówdzie w dzienniku można było znaleźć zwinięte i załączone fragmenty ksiąg. Niektóre, oczywiście, były o diabolizmie rodem z Cheliax, jednak parę - szczególnie te, które Jaithe znalazła u samego początku były odpisami kronikarzy, którzy dokumentowali dzieje rodu Ponurorytu, rodu, do którego należał Auldegrund Ponury.

    Zaklinaczka dowiedziała się, że kiedy Korvosa odłączyła się od Starego Cheliax u początku Ery Zaginionych Omenów, nie wszyscy, którzy hołdowali infernalnym tradycjom porzucili je. Niektórzy, tak jak ród Auldegrunda Ponurego, pojęli secesję Korvosy za afront.

    “Rewolucja wtedy została zdławiona” - pisał Auldegrund, komentując incydent w mieście, który zdarzył się parę lat po 4633 AR. “Dziad mój i jego dzieci zostały wybite do ostatniej nogi, a z nimi zapomniana został tradycja Krwawego Łowu. Jeno paru uszło z życiem i poczęło podróżować wzdłuż rzeki Jeggare, na północ. Reputacja mego dziada sprawiła, zdecydował ominąć Janderhoff.”

    “...tutaj, pod Obłędnymi Górami, rozpoczęli swe dzieło… Ale ciężko było, jak donoszą manuskrypta, Pan Łowów ciężko doświadczał tych, którym patronował… Teraz zaś jestem sam, jest 4705 AR” - brzmiał kolejny z wpisów.
    “Dorlivin nie żyje. Bestie rozerwały go na strzępy i żywcem poczęły pożerać, sam widziałem, kiedy z ludźmi podeszliśmy pod gniazdo. Wrzeszczał jeszcze. Kusze zrobiły robotę, ale złapaliśmy jedną z wywern dopiero dalej na grani. Dziwna rzecz, czemu były trzy? Z dziada pradziada żaden z nas nie widział więcej niż parę…”

    “Dziś staniesz się czymś więcej, niż byłeś za życia, bracie. Rozgrzebałem grób, te kości posłużą w rytuale. Jestem ostatni z rodu, ale dziś, dziś Ród Ponurorytu odrodzi się w cieniu Pana Łowu. Znalazłem kryptę mojego dziada i wszystko, co zapisał…”

    “...sześciu mnichów dało karku. Gracko poderżnąłem gardła każdemu z nich, uciekali wszakże, jak radziła księga. Język i mózg pierwszego rozdzieliłem na całe pasy. Kiedy żem skórę oprawiał, sługa Pana Łowów spojrzał na mnie. Pakt jest zawarty. Każda głowa ofiarowana na ołtarzu Krwawego Łowu zbliży mnie do UMYSŁU Pana Watahy. Ród odrodzi się, tegom pewien po dzisiejszym ofiarowaniu. Już żem nawet wysłał wiadomość do Domu Thrune…”

    “UMYSŁ Pana Watahy tknął mnie dziś wieczór. Znam jego rozkaz i spisałem nowy rytuał. Czas na nowy Krwawy Łów, czas zakreślić znaki i obliczyć planety…”

    “Wiadomość już wysłana. Dość musiałem się nachodzić za tymi bastardami zza Korvosy. Pogromcy goblinów w Popielnym Lesie? Nadadzą się, ano tak… Wyszykowałem już wspaniały rzeźnicki nóż na tą okazję. Klinga łaknie krwi.”

    To było wszystko. Jaithe odkryła, że w dzienniku zostało wyrwane parę stron w sekcjach, które zawierały przydługawe odpisy z ksiąg diabolistycznych, a także na samym końcu, jak gdyby stary krasnolud nie był w stanie zdecydować się, jaki powinien być jego następny krok lub też jak gdyby wahał się co do czegoś.

    Kiedy Jaithe skończyła odcyfrowywać notatki, które po sobie zostawił Auldegrund, podróżnicy, a także Rathor i Dorlivin zostali uleczeni ze swoich ran.

    ~

    Dorlivin zakłada sidła

    W czasie, kiedy podróżnicy odpoczywali, Dorlivin tymczasem wydobył spod stołu rytualnego małą klatkę, w której uprzednio podróżnicy znaleźli narzędzia do zakładania sideł. Klatka wypełniona była małymi elementami, w których fałszywy krasnolud grzebał przez dłuższe parę chwil.

    – Za dużo tego nie ma, ale chyba styknie – rzekł Dorlivin, naciągając na próbę żyłki i przetrząsając mrowie małych elementów. – Hmm.

    Krasnolud wyciągnął z wnętrza parę fiol wypełnionych pomarańczowym i zielonym płynem, a także parę sprężyn i zacmokał z zadowoleniem znawcy.

    – Ano… Z tego to idzie złożyć parę takich małych, paskudnych, zjadliwych sukinkotów – Dorlivin rzucił fiolą parę razy i lustrując jej wnętrze. Rozumicie, towarzysze?
    Krasnolud zrobił wymowną pantomimę, która przedstawiała upadającą fiolę i wybuch.
    – Ale trza przemyślunku… Ale zrobić idzie!
    – Pfch – prychnął Rathor. – Te sztuczki nie są prawdziwe wojownika twierdzy Belkzen.
    – Szczęście, że nim nie jestem – wyrzekł krasnolud, który włożył szklane fiole z powrotem do swego pojemnika i uniósł się z klęczek. – A zatem… Do roboty.
    Zaira, która, powróciwszy z wcześniejszego zniszczenia pentagramu i barykadowania tajemnego przejścia, zaproponowała dodanie trucizny do sideł, spotkała się z aprobatą krasnoluda.
    – Dodam to do sideł – zgodził się Dorlivin. – Ale może być nieco słabsze. Trutka już leży tu jakiś czas, straciła moc od czasu uczty.
    Koniec końców, Dorlivin założył trzy pułapki: jedną zaraz przy wejściu do Lwiej Loży, drugą w korytarzu prowadzącym do jaskini, trzecią zaś zaraz przy drzwiach w komnacie z obrazami ku czci Alocera.

    ~

    Łowcy Alocera

    KTOŚ nadchodził. Z początku było to tylko niejasne przeczucie, że właśnie coś miało się zdarzyć, aby, wreszcie –
    Daleki róg myśliwski rozbrzmiał złowrogo. Tubalny dźwięk zawibrował, najpierw z bardzo daleka, niemalże nie do odróżnienia od wichru dącego nad srebrnymi szczytami Obłędnych Gór. Parę dłuższych chwil później, róg zabrzmiał po raz wtóry, tym razem już znacznie bliżej, być może pośród drzew wokół Lwiej Loży. I wreszcie, na samym końcu, ktoś zadął w róg po raz trzeci, głośno i donośnie, a ponury dźwięk potoczył się echem po całej Loży, a ryk potoczył się aż przez ciemne zakamarki jaskini. Ktoś stał przed wrotami do Lwiej Loży.

    Jaithe, Zaira, Kraghul i Zakareth, a także Dorlivin i Rathor natychmiast poderwali się ze swych legowisk.

    Kroki. Ktoś skradał się przez dłuższy czas, a potem…

    WWRRRUUMM… KRAK!!!

    Nagła eksplozja przetoczyła się przez komnaty i jaskinię Lwiej Loży, akompaniowana przez dalekie syki i pojękiwania. Sidła Dorlivina zadziałały! Jednak parę chwil później, pośród rumoru, podróżnicy usłyszeli rytualne zaśpiewy i coś na kształt trzasków energii. Coś działo się po drugiej stronie drzwi.

    I potem więcej ciszy. Szepty.

    Zaraz potem, zamknięte drzwi eksplodowały. Ktoś, kto rozwarł drzwi na oścież, rzucił jakąś małą bombę zaraz przed siebie. Seria eksplozji odbiła się echem przez jaskinię, światło, swąd siarki. Drugie z sideł krasnoluda zatrzasnęło się, nie czyniąc nikomu krzywdy!

    Cztery sylwetki ubrane w skórznie przykryte szarymi, wytartymi i utytłanymi w błocie szatami wkroczyły do środka.
    Wyglądało na to, że to byli ludzie. Lub też, precyzyjniej było powiedzieć, że kiedyś, w którymś momencie, byli ludźmi. Szpony, podobne zwierzęcym, dzierżyły krótkie, myśliwskie łuki, zaś szare płaszcze, skrywające skórznie, nosiły na sobie ślady krwi. Na pancerzach wyryte były jakieś runy, zdaje się, zapisane Piekielnym.

    – Na Toraga! – wrzasnął Dorlivin. – Tacyście mądrzy? Chodźcie, posmakujecie mego młota! Za ród Ponurorytuuu!!!
    – Psy Auldegrunda!? – ryknął Rathor, wymachując swym korbaczem. – Wzięliście mnie raz, drugi raz powrócicie do swego parszywego pana w Piekle!

    Rozgrywka pathfinder 2e golarion

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    @Mekow napisał:

    Zakładam, że Dorlivin nie pamięta gdzie został stworzony i skąd tu przybył. Zgadza się?

    Zgadza się, Dorlivin nie ma pojęcia, gdzie został stworzony - obudził się w sali uczt.

    @Mekow napisał:

    Przed zastawieniem sideł i pułapki, przenieść łóżka do miejsca obozowania

    Bez problemu 🙂

    @Mekow napisał:

    Dodać barykadę przy drzwiach do pomieszczenia z pentagramem (od strony jaskini). Jeśli chcemy pilnować przy głowach dzików, to taką barykadę którą da się założyć w kilka sekund.

    Spoko, barykada będzie miała twardość drewna w tej tabeli .

    Mój odpis raczej jutro, ewentualnie dzisiaj po północy 😸

    Komentarze

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    Dzięki 🙂

    Ponieważ jest dzisiaj ostatni dzień na dodanie posta, parę kwestii.

    Przedmioty

    Poniżej tabelka, w której nakreślam, kto wziął jaki przedmiot (póki co bez decyzji) i domyślnie, do kogo przedmiot trafi.

    Przedmiot Postać Domyślnie
    1 Lesser Elixir of Life ? Rathor
    1 x Lesser Potion of Retaliation ? Zaira
    1 x Lesser Potion of Retaliation ? Rathor
    Moderate Energy Mutagen (Cold) ? Zakareth
    Zwój zaklęcia Noise Blast ? Kraghul

    Sidła i lokacje graczy

    Dorlivin domyslnie założy sidła zaraz przy wejściu, potem przy wejściu do tunelu prowadzącego do ołtarza Alocera i jeszcze jedną pułapkę przy sekretnym przejściu. Jeśli chcecie je gdzieś indziej, macie wybór 😉

    Po drugie - przesuwam postacie z sali głównej do ołtarza Alocera - trochę ciasno, ale jesteście pokryci z dwóch stron przez pułapki Dorlivina.

    Oczywiście, jeśli chcecie to zmienić w jakiś sposób, dajcie mi znać.

    Inną, być może trochę lepszą lokacją byłaby centralna komnata, gdzie macie wgląd do środka sali przez judasze.

    Mapka

    Komentarze

  • Rekrutacja do sesji Pathfindera 1ed.
    SantorineS Santorine

    Wielka szkoda, @abishai . Sam bym wziął udział, gdybym nie miał sesji pod korek (szczególnie, gdyby do tego dodać, a jakże, Spheres of Power 😹 ). Może kiedyś?

    Archiwum

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    Akurat żadna z nich to nie była ta, która wpadła portowemu oprychowi w oko. A też wyglądały gładko i jędrnie. Wszystkie wydawały się być rozbawione dotychczasową rozmową.

    Egon zarechotał na słowa pokojówki lady Mannlieb, dając gest, że później się do sprawy wróci.

    – Możesz wziąć, Silny – Egon zbyt nie był jakoś przywiązany do tego, którą z rzecznych ladacznic przyjdzie mu chędożyć. – Dobrze gadasz, Jutta, Adele zda mi się najlepsza dla nas. Ingrid niechaj dołączy do Silnego i Rune, będą chłopy miały dość roboty na noc, ha!

    Podszedł do Adele. Postanowił rzecz załatwić czym prędzej, bo noc uciekała, a oni jeszcze potrzebowali wstąpić do pracowni alchemicznej. Egon głowił się, ileż to lecznicze dekokty mogły kosztować - oczywiście, najwięcej pewnie musiał dostać Lars, ponieważ najwięcej razów dostał od orczego topora. Być może później, po drodze, mógłby rozpytać, czy przypadkiem w okolicy nie było więcej orczych napadów? Wszak zielone bestie zdawały się nie znać żadnego pana poza swoimi wodzami, jednak Egon czasem widywał na ich łysych czaszkach znaki, które przywodziły mu na myśl Krwawego Ogara. Egon ciekaw był, czy może jeśli pokazałby im fetysze albo banner, to czy dzikusy nie zatrzymały się przynajmniej, widząc swojego? Interesująca to była rzecz, ale nie na teraz.

    – Witaj, nadobna pani – skłonił się. – Zostaniesz z nami na tę noc?
    - Czemu nie kawalerze. - Brunetka uśmiechnęła się zalotnie. Po czym spojrzała na rudzielca. - Słyszałam, że macie duży rozmach co do planów na dzisiejszą noc. - rzekła jakby coś już Burgund zaczęła rozmowy w tej sprawie, zanim reszta do nich podeszła.
    - Adi, taka zdrowa i namiętna dziewczyna jak ty, na pewno podoła wyzwaniu. - Łotrzyca starała się ją zachęcić aby się zgodziła. Nawet nachyliła się nad stołem, przez co prowokująco wypięła się dla koleżanek i kolegów. Annika bez skrępowania zaczęła oglądać jej tylny profil. Jednak rudzieleć coś zaczęła szpetać ladacznicy na ucho. Nieco się odsunęła aby sprawdzić jej reakcję.
    - Doprawdy? - Adele popatrzyła na nią, jakby nieco z niedowierzaniem a nieco z rozbawieniem. Ta jednak pokiwała głową. - No cóż… To jak za całą noc to by było 20 monet. No chyba, że coś wymyślicie co podróży stawkę. - Podniosła głowę aby spojrzeć na Egona i resztę czy pasują im takie warunki. Burgund też się wyprostowała i teraz zaczęła szeptać na ucho gladiatora ~ Powiedziałam jej, że mamy apartament szlachecki i dużo zabawek. I za dodatkowe osoby to zwykle bierze się więcej a ceny są za jeden na jeden. To powiedziałam jej, że głównie tobą by musiała się zajmować bo ja z Anniką weźmiemy się za Juttę. Ale wiesz jak jest, jak już będzie z nami w pokoju i zabawa się rozkręci to pewnie i tak się wszystko wymiesza. ~ Dziewczyna z ferajny miała niezłą orientację w cenniku i zwyczajach ladacznic i zdawała sobie sprawę, że Adele czy któraś z jej koleżanek może zażądać więcej niż za zwykłe figle z jednym klientem. Więc starała się jakoś jej to osłodzić aby pozostała przy standardowej stawce. Na razie płatna, biuściasta brunetka zgodziła się ale zostawiła sobie furtkę jakby okazało się w nocy, że wymagają od niej czegoś więcej niż się teraz umawiali.

    Egon musiał przyznać, że rozeznanie Burgund w całej tej sprawie było zaiste tak dalekosiężne, jak nurty rzeki Salz, stąd aż do rozlewiska na Morzu Szponów. Zdawało się, że ulicznica dobrze rozumiała zwyczaje kurtyzan, toteż miał nadzieję, że kiedy przyjdzie im przekroczyć bramy Salzenmund, w podobny sposób uda jej się pociągnąć rzecz z krypą, którą wkrótce mieli posiąść, w ten czy inny sposób.

    – Rozmach rozmachem, ale żeliwo zgadzać się musi – Egon podrapał się po swoim kudłatym łbie z roztargnieniem. – Dziś Adelo będziesz usługiwać jeno mi, a z mymi przyjaciółkami zaczniesz, kiedy będzie ci się podobało lub też nie. Tedy myślę, że cena pasuje? Opłacę z góry, ile trza.

    I sięgnął do swej kabzy z grosiwem.
    - Oczywiście Adi, będzie mi przykro jeśli ja bym nie spełniała twoich gustów no ale dobrze, zrozumiem jeśli tylko Egon ci się podoba. - Burgund świetnie sparodiowała dramatyczny ton i pozę, kładąc sobie dłoń na piersi jak jakaś aktorka odgrywająca starożytne tragedie. Wyglądało to tak komicznie, że i ladacznice, i ferajna Egona, roześmiali się serdecznie rozbawieni.
    - Burgund, wiesz przecież, że różne rzeczy mogą się wydarzyć. Zwłaszcza jak chodzi o tak urodziwe i zabawne dziewczęta jak ty. - Adele odparowała w podobnie kokietującym stylu jakby towarzyszkom gladiatora nie była niechętna. No ale trzeba było się rozliczyć.
    - Ale robisz to z kobietami? Dobra jesteś w takie zabawy? - Annika włączyła się do rozmowy i przyglądała się płatnej kochance z zaciekawieniem. Ta uśmiechnęła się i wezwała ku sobie Ingrid jaka siedziała obok. Blondynka zbliżyła się ku niej i zaczęły wolny pocałunek. Mimo łagodności kilkuosobowa widownia przyglądała się temu z zaciekawieniem.
    - Czy tak może być? - Adele zapytała czarnowłosej pokojówki gdy jeszcze obejmowała swoją blond sąsiadkę.
    - Tak! Też tak chcę! - Annika roześmiała się serdecznie, w pełni usatysfakcjonowana. - A myślicie, że tą blondynę też możemy wynająć? - Ciszej zapytała kolegów i koleżanek jacy przeliczali monety ze swoich sakiewek.
    - No ja bym bardzo chętnie ją wzięła ale nie wiem czy nas stać. Chyba, że ciebie. - Burgund odparła gdy przeliczała na dłoni kolejne monety.
    - Ja mam z pięć brzdęków. Może dziesięć. Moja milady mi dała. Jak trzeba to mogę komuś w pysk dać. Może z tego by parę groszy było? - Czarnowłosa też sięgnęła do swojej sakiewki. Ale widać było, że jest dużo cieńsza niż kolegów i koleżanek. - Milady dała mi też jedwabne majtki. Może za nie coś bym dostała? - Popatrzyła pytająco po towarzystwie.
    - Może jak się te majtki spodobają którejś z dziewczyn to ci weźmie nieco taniej. Może z parę monet. - Burgund odparła tonem znawczyni tematu. - Jakby mi się spodobały to bym wzięła od klienta. - Uśmiechnęła się do pokojówki. - Ciekawe jak tu grają. Może dałoby się coś ugrać na dzisiaj. Jacyś frajerzy do wygolenia zawsze mile widziani. Tylko nie mój teren to nie wiem czy jacyś dzisiaj tu są. - Ruda głowa podniosła się aby rozejrzeć się po sali. Owszem widać było, że tam czy tu grają w kości albo karty i to całkiem popularna rozrywka. Ale trudno było tak na oko ocenić jakiej jakości są to gracze.
    – Styknie nam Adele, cokolwiek więcej chyba nam nie trza – Egon wzruszył ramionami. – A i tak będzie dość ciasno, jak może i Astrid przyjdzie, któż tam wie, co jej w głowie siedzieć może. Przeto miarkować się trza, izdebka wszakże wyśmienita, ale żebyśmy czasem tym chędożeniem ludziom się na głowy nie zwalili. No i… Trza nam pamiętać, że jeszcze nieco żeliwa trza, żeby mistrzów od wywarów opłacić, nie znamy wszak jeszcze cen.

    Zmiarkował, że Burgund gada jeszcze o grze w kości.

    – Nie moja rzecz, jak umiesz, to możesz uderzać do nich – Egon poniechał sprawy hazardu, był bowiem dla niego tak samo zrozumiały, niby magia, którą władał przebudzony czarownik Gonsar w swym mrocznym kurhanie. – Ale jak się zakręcisz, to wygraj co, a nie stratna bądź, he-he – klepnął Burgund w ramię.

    Zrozumiawszy, że sprawa z Adele była już zagospodarowana, Egon wyłożył swe monety na stół.

    – Dobra, to co, idziemy do alchemików? Burgund, jak chcesz się rozeznać w grze, możesz zostać. Może niechaj Jutta idzie ze mną, może zna te mistrze, co się w warzeniu dekoktów specjalizują?
    - No to może zostanę. Z tymi miksturami to wiele wam nie pomogę. Chyba, że do łożnicy by mieli to bym mogła się zakręcić. - Burgund chętnie przystała na pomysł aby została na miejscu. Po czym spojrzała jeszcze na pokojówkę lady von Mannlieb. - Annika, chyba na początek ja i Jutka będziemy musiały ci wystarczyć. A Egon zajmie się Adele. A potem to widziałaś, jak jej się spodoba to się do nas dołączy. A na pewno się spodoba bo przecież takie rasowe klacze jak my, to komu by się nie spodobały! Na początek ty i ja weźmiemy Jutkę w środek i zobaczymy jaka jest giętka i pojemna. Co ty na to? - Łotrzyca zagadała wesoło do czarnowłosej aby tej nie było tak żal, że stać ich tylko na jedną ladacznicę.
    - No my się jeszcze nie miałyśmy okazji poznać. Ale tak jak Burgund mówi, myślę, że może być całkiem ciekawie. - Mytniczka też była dobrej myśli na takie zabawy. Więc i Annika się do nich uśmiechnęła.
    - No pewnie, że tak. Dobra, to niech Lars i Astrid sobie wezmą tą Ingrid albo inną. Ja pójdę z wami. - Rozpogodziła się i machnęła ręką na bliższe zapoznawanie się z blond ladacznicą tej nocy.
    - No dobra to jesteśmy umówieni. To ja idę z Egonem do tych alchemików. Ktoś jeszcze idzie z nami? - Celnik rozejrzała się po gladiatorze i towarzystwie. Na razie tylko łotrzyca się zadeklarowała, że zostaje na miejscu.
    - A co, zgubicie się czy co? - Silny popatrzył na nich nieco kpiąco.
    - Jak chcecie to ja mogę z wami pojść. Ale nie znam się na tych miksturach. - Annika zaoferowała swoje towarzystwo.
    – Wspaniale – Egon zatarł ręce, widząc, że wszystko układa się, jak ma. – Annika, możesz pójść z nami, jak chcesz.

    Egon wolał pójść z Juttą przede wszystkim - prawdopodobnie znała tutejszych i być może Egon mógł się z czasem powołać na jej autorytet i znajomości, tudzież przywołać opowieść o lady Froyi van Hansen i orków. Może jeśli to zrobi, to mistrzowie alchemiczni dają mu nieco upustu? Miał się wkrótce o tym przekonać.

    Skinąwszy na swe dwie towarzyszki, skierował się do wyjścia z Łabędzia, choć tu i ówdzie rzucał spojrzenia za siebie, bowiem wieść o tym, że miała być bitka sprawiła, że krew buzowała mu w żyłach nieco mocniej. Jeśli trza by było ustawić paru łyczków, nie pogardziłby tym, bo od czasu bitwy z orkami minęło już nieco czasu.

    Wyszedł wreszcie.
    - To idźcie. Jakbyście trafili na jakieś zdrowe, namiętne wieśniaczki to dawajcie je do nas. - Burgund pomachała im dłonią na pożegnanie i uśmiechnęła się szelmowsko.
    - Tu Egon to sobie poradzisz. Ale ja to zostaje jakbyś tą wywloka wkurzyła kogoś na tyle, że chciałby jej przylać. No i… - Silny obdarzył łotrzyce uśmieszkiem pełnym wyższości na co ona przewróciła oczami. Ale też na koniec spojrzał w stronę trójki poszkodowanych w walce z orkami. Astrid, Lars i Rune dzielności nie brakowało ale w tej chwili nie byli w najlepszym stanie.
    - To bawcie się dobrze. My do zmroku powinniśmy wrócić. To trochę więcej niż pacierz w jedną stronę. - Jutta też pożegnała się od siebie. Po czym obie z Annika, wyszły za gladiatorem. - Tędy do bramy lądowej. Musimy wrócić zanim ją zamkną. A zamykają o zmroku. - Szatynka w białych bryczesach wskazała kierunek przed siebie. Znów szli chodnikiem z drewnianych bali, pomiędzy chatami i stodołami. Brama w palisadzie była otwarta. Na jej bokach były niewielkie wieżyczki, też z grubych bali. Ale nie aż tak wysokie i mocarne jak ta wieża nad rzeczną bramą. Gdy wyszli poza ogrodzenie dojrzeli kilka obejść. Chłopskie chaty, stodoły, obory, jakieś szopy. Właściwie to już wyglądało na małą osadę jaka przylegała do rzecznej tawerny.
    - Tu jest kowal. Podkuwa konie i wyrabia różne metalowe rzeczy. Głównie dla klientów z Łabędzia. A tam głębiej jest bartnik. Ma miód, maści z miodu, wosk, świece z niego robi ale cicho bo nie ma licencji. Ale i tak w Łabędziu to głównie od niego miód i świece biorą. I miód pitny. Bo on chyba z Ostlandu albo Kisleva jest. A wiadomo, Ostlandczycy to w połowie Kislwvczyvy. Wesołe, dorodne córki ma. - Idąc przez osadę, mytnik tłumaczyła im co mijają. Aż minęli ostatnie budynki i znaleźli się na polnej drodze w lesie.
    - To tędy. Do tych alchemików. Oni tu głównie mają skład. Bo wiadomo, wiele składników na te ich mikstury i maści to jest z lasu, rzeki albo bagien. Więc w mieście i to trudno i drogo. Więc zbierają i skupują tutaj. Ale większość wysyłają do Saltmundu. Tam mają sieć sklepów i aptek. - Opowiadała im po drodze co i jak tu działa na lokalnym rynku.

    Magazyn alchemików

    Egon szedł wolno. Zmierzchało się już, tedy mieszczanie z wolna poczęli rozpalać lampy olejne na swych drogach, które, jak zauważył, były różnorakiej jakości, inne od tego, do czego był przyzwyczajony w mieście: tu i ówdzie znalazły się kocie łby, które pozwalały na swobodny i szparki marsz, jednak w paru miejscach kamienie były zapadnięte, a droga przechodziła w ubity, nieco zabłocony trakt.

    – Dorodne córki, powiadasz… – Egon pogładził brodę, wiodąc wzrokiem po domostwie bartnika, licząc, że właśnie miał owe dorodne córki zobaczyć. Ocknął się jednak i dodał: – Ano, co tam gadać, pewnie tu na miejscu niewielu mają do zrobienia porządnego interesu.

    Język swędział Egona, żeby powiedzieć Jutcie o całym wybiegu ze statkiem, ale nie mógł zdradzić się ze swym zamysłem. Wtedy, niby przelotnie, zapytał:

    – Tak po prawdzie nie znamy się długo. Rzeknij co więcej o tym twoim mytnikowaniu. Długo z tymi piratami kłopot macie? Z tym Haynrichem Wagnerem długo się znasz? Zdaje się, że człek konkretny, ale w poznać od razu, że w rzyci ma kij, niby lancę.
    - No synów barnik też na jurnych ale ciebie to pewnie córki by bardziej interesowały. A takie zdrowe, rumiane, jedna blondynka druga kasztanka. Ta najstarsza to już wyszła za mąż to wyjechała stąd ale też była niczego sobie. Ta moja koleżanka ze stajni, to ich sąsiadka to trochę o nich wiem. - Jutta zaśmiała się na uwagę kolegi i powiedziała nieco więcej o rodzinie bartnika.
    - Próbowałaś ich? Tych córek też? - Czarnowłosa spojrzała na nią zaciekawiona.
    - Tak trochę. Zdarzało mi się kończyć z nimi na sianie w stodole ale to większe zabawy były. A to festyn, a to odpust, a to wesele. Tak jeden na jeden to ich nie próbowałam. Ale jak się z nimi spotkam to raczej jest sympatycznie. Jak chcecie to możemy do nich zajść jak będziemy wracać. Powiemy, że chcemy kupić maść na rany, świece albo miód pitny czy coś. I, że dopiero przypłynęliśmy to dlatego tak późno. - Celnik podsunęła im myśl do rozważenia. A na razie szli leśna drogą w głąb lasu.
    - A Wagnera znam tak sobie. Regularnie pływam z Neus Emskrank do Saltmundu i z powrotem. Ale na różnych krypach. To czasem trafiam na niego. Inni mytnicy też tak robią. W Saltmundzie mają wilcze statki no ale one ruszają do grubych spraw albo od razu na morze. Tych piratów mieli szukać ale ich nie znaleźli. Oni to od niedawna grasują. Parę tygodni. Może miesiąc. To trochę dziwne, że nikt ich dotąd nie widział. Pozostawiają zakrwawione, puste łodzie i znikają jak duchy. Dziwne. - Zamyśliła się gdy mówiła o tych piratach. - A wy? Skąd się znacie? - Zerknęła na nich z ciekawością. Odkąd weszli w las, zrobiło się ciemniej. O ile nad rzeką dzień już się kończył ale wciąż było widno, to pod drzewami zmierzch przychodził wcześniej.
    – Z miasta – odparł po prostu Egon, który, nauczony łganiem Łasicy i Burgund, wiedział, że najlepsze kłamstwa bywają półprawdami. – Ja sam jestem najemnikiem z Middenheim, ongiś na arenach biłem się… Choć po prawdzie i jeśli by dobrze płacili, to dawałbym w mordę łykom dalej. Moich kompanionów poznałem w Neues Emskrank w karczmach, ot, cała historia. Burgund przy kurwieniu się – Egon zaśmiał się.

    – Do bartnika zachodzić nie trza, dużo nam roboty na noc będzie, a i wszystko opłacone – mówił, mając na myśli Adele. – Chodźmy czym prędzej do alchemików, zanim słońce zanim zajdzie. Łuczywa nie mam, a pewien nie jestem, czy polegać będzie można na lampach przy drodze.

    Wiedziony przeczuciem, rzekł jeszcze:

    – Sam bym tych piratów rad spotkał, wyglądają na sprawne bastardy. Tyle statków tak gracko ogołocić, dobrzy muszą to być wojownicy.
    - Albo jakiś potwór. Właściwie jak nikt ich nie widział aby to opowiedzieć, to nie wiadomo kto to jest. - Mytniczka wzruszyła ramionami przekazując im kolejną plotkę o tych pirackich napadach. - No cóż. Mam nadzieję, że cokolwiek to jest, to temu podołamy. Chociaż ja to bym wolała bez przygód dopłynąć do Saltmundu. - Przyznała, że ona sama wacle nie pali się do walki.
    - Ja to trafiłam do hospicjum przez dziwne sny. Myśleli, że jestem wariatka. I w ogóle agresywna. - Annika powiedziała coś o sobie. - Ale dzięki bogom Otto i moja milady mnie stamtąd wyciągnęli. I Marissę. Ona też tam siedziała. I powiem wam, że tak dobrze jak u mojej milady teraz to jeszcze nie miałam. Mamy z Marissą własny pokój. Są trzy łóżka a nas jest dwie. Codziennie mam jedzenie i taką lurę jak w hospicjum. No i nasza milady jest dla nas bardzo dobra i miła. I bierze kąpiel codziennie. A my jej pomagamy. - Czarnowłosa dodała nieco więcej szczegółów. Ale o snach oraz, relacjach ze swoją milady dość oględnie. Tylko enigmatyczny uśmieszek gdy spojrzała na gladiatora, sugerował kosmaty podtekst tej znajomości. Na razie jednak szli przez ten ciemniejący las. Aż mytnik powiedziała, że już niedaleko. I miała rację. Jeszcze ze dwa zakręty i zobaczyli bramę wjazdową i proste ogrodzenie z belek. Raczej przeciwko bydłu bo ludzie bez problemu mogliby przejść pomiędzy belkami. Gdy jednak podeszli jeszcze bliżej ujrzeli coś nietypowiego.
    - A to co? - Annika zdziwiła się. Widać było dużą chatę i jakieś stodoły czy inne budynki gospodarcze. W niektorych oknach już paliło się światło. Ale najbardziej w oczy rzucał się powóz. Drogi, porządny, zaprzęgnięty w dwie pary koni. Godny szlachcica, bogatego kupca czy kapłana. - Tu zawsze tak jest? - Pokojówka milady zapytała mytniczki. Ta wzruszyła ramionami i odpowiedziała po chwili.
    - Bo ja wiem. Nie za każdym razem jak nocuję w “Łabędziu” to tu zachodzę. Właściwie tylko ze dwa, trzy razy tu byłam. No ale cóż. Przynajmniej widać, że jeszcze otwarte. - Mimo, że też wyglądała na zaskoczoną tą sytuacją to wydawała się brać to za dobrą monetę. Na koźle siedział stangret i chyba z nudów obserwował ich nadejście. Miał na sobie brunatny, porządny płaszcz a pod spodem kubrak z barwnymi dodatkami. Chyba ich trójka idąc spokojnie, nie wzbudziła jego podejrzeń bo zachowywał się spokojnie. Gdy podeszli jeszcze bliżej i obeszli konie widać było trójkę pasażerów. Rosły mąż opierał się o słup ganku. U pasa miał miecz, pistolet a na sobie brygantynę. Wyglądał na ochroniarza albo wojownika. Co chwila pluł pestkami słonecznika jaki przeżuwał w flegmatycznym tempie. A przy samym wozie stały dwie damy. Młode, szczupłe, wypielęgnowane. Chyba o czymś rozmawiały ale jak zobaczyły nadchodzącą trójkę to zamilkły i obserwowały ich z zaciekawieniem.
    - Moja milady ładniejsza. Ale te też całkiem, całkiem. - Annika szepnęła z krzywym uśmieszkiem patrząc na te dwie stojące przy powozie.
    - Ciszej. To mogą być szlachcianki. - Jutta widocznie nie chciała kłopotów. Ale też ciekawie się przyglądała tym dwóm kobietom. Półmrok pod drzewami utrudniał już dostrzeżenie detali ale widać było, że mają eleganckie, barwne suknie, starannie upięte włosy i ładne, błyszczące kolczyki. - No ale tak, niczego sobie. - Po dwóch krokach zgodziła się z Anniką w ocenie atrakcyjności obu kobiet.

    Egon, zorientowawszy się, że to niemalże już noc zapadała, stał się bardziej czujny. Choć tu, w miarę blisko Łabędzia, można było spodziewać się, że będzie jakaś ochrona, straż i tyle, ile tylko mogło wysupłać ze swej kiesy miasto, wojownik wiedział, że bandy orków i zwierzoludzi, czasem wygłodniałe i zdesperowane, mogły podchodzić i tutaj. Szczególnie zaś orkowie mogli szukać zemsty za rozgromienie ich na plaży. Zielonoskórzy zdawali się odradzać na podobieństwo hydry, okrutne niby rosomaki i gżące się między sobą na podobieństwo królików, przeto wybicie nawet całego plemienia lub wielu plemion nie gwarantowało bezpieczeństwa.

    Kiedy doszli wreszcie do warsztatu alchemicznego, Egon przywitał widok bez większego zdziwienia. Wojownik spodziewał się, że wszak normalną rzeczą byłoby, gdyby chata mistrzów była chroniona jakoś znaczniej. Wiedział, że dekokty mogły być warte sporo złota, toteż chata mogła być celem zwykłych rabusiów, a i jakikolwiek mutant, który mógł zwiedzieć się dziwnymi ścieżkami mógł obrać ją sobie na cel.

    – Witajcie, moiściewy – Egon skłonił się prewencyjnie, nie wiedząc, z kim ma do czynienia. – Jakże dzień minął? My do mistrzów warzelni po dekokty, bo kompanioni nasi ranni.

    Wyrzekłszy te, zdało mu się, dość neutralnie brzmiące i w miarę dyplomatyczne słowa (cóż - wszak nie był blagierem pokroju Burgund albo Łasicy), oczekiwał odpowiedzi.
    Skoro on się zatrzymał aby się przywitać to i jego obie towarzyszki zrobiły to samo. Skinęły głowami do jego słów. I na przemian wodziły wzrokiem po całej trójce stojącej na ziemi i jeszcze woźnicy na koźle. Ten akurat wyjmwował i nabijał fajkę i tylko im skinął w odpowiedzi. Ten ochroniarz przy słupie lekko wzruszył ramionami jakby mu było wszystko jedno. I sięgnął po kolejne ziarno słonecznika, jaki wsadził sobie do ust. Więc przywitanie się, przejęły te dwie młode kobiety.
    - Witaj kawalerze. Może trochę poczekasz? W środku jest nasz szef i załatwia interesy. Nie lubi jak mu się przeszkadza. Może poczekasz tu z nami, na niego? - Zaćwierkała słodko pierwsza z nich. Druga pokiwała głową na znak zgody.
    - Koleżanki też zapraszamy. Co tak będziemy słupy podpierać jak Plujka. - Wskazała na tego w pikowanym kaftanie. Ten lekko pokręcił głową i beznamiętnie wypluł kolejną pestkę. Jutta i Annika popatrzyły na to wszystko i na koniec na Egona.
    – Oni też chyba nie są stąd – Szepnęła mytniczka ale nie była pewna jak teraz postąpić.

    Egon zmrużył oczy na wzmiankę o “szefie” i o tym, że coś tam stary miał załatwiać jeden na jeden z alchemikami. Jego ręka instynktownie powędrowała na rękojeść topora, jak gdyby cała rzecz miała być jakimś wybiegiem. Lub, może, z drugiej strony, naprawdę był to jakiś kupiec, co zamarudził na szlaku i dopiero teraz musiał się odkuć?

    – Zwę się Egon, Salzenmund – umyślnie zrobił pauzę między swym imieniem, by nie było od razu jasne, czy pochodzi z Salzenmund czy do niego zmierza. – Późny wieczór jest, lulki palicie? Całkiem zacne mam, w mieście kupiłem… Myśmy z towarzyszami do mistrzów dekoktów przyszli, bo kompanioni nasi ranni. Orkowie, uważacie? Przeklęte bestie poraniły nas. Pryncypał wasz także w interesach?

    Egonowi nie podobała się rzecz. W nocy wszystko mogło się stać i cała rzecz zdała mu się na pierwszy rzut oka podejrzana. Kupiec nocną porą był rzadki, tedy postanowił się mieć na baczności.
    - Miło cię poznać dorodny kawalerze. Ja jestem Mira a to moja przyjaciółka Katja. - Jedna z kobiet wskazała na tą drugą.
    - I tak, lulki palimy. Chcecie trochę? Jak i tak czekamy na szefa to możemy chyba poczekać razem. Dla koleżanek też starczy. - Katja otworzyła drzwi do powozu i weszła tam na chwilę.
    ~ One z tobą flirtują. ~ Jutta szepnęła do gladiatora. Wciąż miała minę, jakby nie była pewna co począć. Zerkała to na obie kobiety, ochroniarza co dalej żuł słonecznik, albo na świecące się okna chaty do jakiej zmierzali.
    ~ Ja bym też z nimi mogła ale jesli nie lubią z dziewczynami to szkoda mi na nie czasu. Szkoda, że Burgund nie poszła. Ona się zna na takich gadkach. ~ Annika cmoknęła z niezadowolenia, że zabrakło im obrotnej, pyskatej łotrzycy. W międzyczasie Katja zwinnie zeskoczyła z powozu, trzymając małą szkatułkę. Obróciła się aby postawić ją na podłodze pojazdu, otworzyła, i chyba naprawdę zaczęła szykować te lulki.
    - To spotkaliście jakieś orki? Daleko? Coś wam te paskudy zrobiły? - Mira wydawała się być zaciekawiona tym wątkiem.
    – Witajcie – Egon skłonił się raz jeszcze i szepnął do Anniki i Burgund – Cóż wam szkodzi? Chodźcie, jak wam nie wygodzi, to zostawicie rzecz.

    Egon jednak sięgnął do swojego zapasu: wyciągnął faję i nabił ją odpowiednio. Miał co prawda parę zwitek, by nabić tytoń i na nie, jednak, nauczony w Neues Emskrank, zapalił nieco i naładował odpowiednią ilość do cybucha, a tytoń odpalił. Dla Anniki i Jutty machnął ręką, czy nie chciałyby spróbować od obcych kobiet.

    – Aaa, szkoda gadać – podjął Egon rzecz o orkach. – Wielka bitwa, dobrze, żeśmy się pojawili w czas! Paru niewiastom udało się nam przyjść po pomoc. Myślę, że może być i tak, że te zielone bestie mścić się chcą i kiedy zaatakują jeszcze. Ale, póki co, rozgromione są.
    - Oh, to jeszcze uratowaliście jakieś niewiasty od tych orków? Cóż za historia! Tożeście prawdziwi bohaterowie. - Mira z koleżanką, wyglądały na zachwycone dobrą historią.
    - Uratować damy przed tym orczym plugastwem to jak w jakimś rycerskim eposie. - Katja zgodziła się z koleżanką. Zdążyła już nabić swoje lulki. Były smukłe, eleganckie, może nawet srebrne bo błyszczały metalicznie. Też gestem poczęstowały trójkę przybyszy. Bo Jutta z Anniką podążyły za kamratem i też wydawały się zaciekawione dwójką urodziwych kobiet. Mytniczka stała bliżej Katji, to od niej przyjęła prezent. Z ciekawością zaciągnęła się i od razu zakaszlała. Ale aromat jaki się wydobywał przyjemnie uderzał w nozdrza. To nie było zwykłe bagienne ziele jakiego używało pospólstwo. Pewnie dlatego jak celnik przezwyciężyła pierwszy atak kaszlu to z przyjemnością zaciągnęła się ponownie. Po chwili i Annika dostała swoją lulkę do palenia.
    - A to daleko była ta bitwa z orkami? Bo my dziś w “Łabędziu” nocujemy to raczej powinno być w spokojnie. Ale rano musimy ruszać dalej w drogę. - Katja zainteresowała się większą ilością detali o tej walce.
    - Spokojnie? Widziałaś jak karczma jest zapchana? Dobrze, że udało nam się pokój dostać. - Mira prychnęła z irytacji na wspomnienie o tłoku i hałasie w zajeździe.
    - No tak, ale jednak jest palisada i bramy, to raczej orki nas nie napadną w nocy. - Koleżanka doprecyzowała o co jej chodziło.
    - O. To wy też dzisiaj będziecie nocować w “Łabędziu”? - Dla celnik była to przyjemna niespodzianka.
    - No tak. To jedyny sensowny adres w okolicy. Przecież nie będziemy nocować w tamtych chłopskich chatach. - Mira machnęła dłonią mniej więcej w stronę rzeki.
    - O, to może będzie okazja poznać się bliżej. My też tam nocujemy. - Annika miała większą wprawę w paleniu, więc się nie krztusiła. A przez obłok aromatycznego dymu, podziwiała sobie fryzury, twarze, szyje i dekolty rozmówczyń. Z bliska wyglądały jak damy. Bił od nich nienachalny zapach kwiatowych perfum. Zachowywały się swobodnie i naturalnie. Rozmowa z trójką obcych, nie stanowiła dla nich przeszkody. Suknie jednak miały śmiało zarysowany dekolt a ciemnowłosa Katja to nawet miała odsłonięte ramiona. Mira miała włosy pewnie kasztanowe lub rude. Trudno było w tym słabnącym świetle być pewnym. Obie uśmiechnęły się na wieść, że trójka nowych znajomych też nocuje w tej samej karczmie.
    - To może jak szef skończy tu interesy to faktycznie się tam spotkamy. - Mira dała znak koleżance. I ta znów wspięła się i zniknęła w mroku wnętrza powozu.

    Egon nie był całkiem przekonany do nieznajomych. Iście, wydawało się, że były to jakieś szlachcianki albo przynajmniej córki kupca, co odpowiednio zarobił grosza, aby uposażyć swe dziatki.

    – Handlujecie w dekoktach? – zapytał Egon, licząc, że skoro szlacheckie dziewki rozgadały się nieco, uda się je nieco więcej pociągnąć za język. – Bitwa z onymi orkami nie tak daleko, zda mi się, że jakie dwie albo trzy staje stąd – Egon liczył naprędce. – Z tymi kreaturami żartów nie, rzekłbym. Rzeknijcie nieco więcej o tym waszym szefie, czy długo tam jest?
    - No na moje oko to nawet za długo. Ale cóż, my kobiety, wiecznie czekamy na was, mężczyzn. I nie, nie zajmujemy się handlem dekotami. Ale szef ma tu interes to z nim przyjechałyśmy. A ta bitwa to była w dół, czy w górę rzeki? Tylko wy przeżyliście? Koniecznie musicie nam o tym opowiedzieć! - Mirę ta bitwa z orkami, wyraźnie ciekawiła bardziej niż czekanie na szefa. A Katja znów zwinnie zeskoczyła z powozu. Tym razem trzymała w dłoni gąsiorek a w drugiej dłoni miała kilka małych, podróżnych kubków. Zaczęła wręczać gościom te naczynia a gdy druga dłoń jej się zwolniła to odkorkowała butelkę i zaczęła polewać trunek.
    - Jedziemy do Neus Emskrank. To przy morzu, na samym końcu Salt. Ale to pewnie jutro. Chyba, że szef zmieni plany. A wy też tam? Jesteście powozem czy statkiem? - Katja pytała w miarę jak rozdzielała napitek. Okazało się, że to coś wiśniowego, pomiędzy winem a nalewką. Trochę kwaskowate a jednocześnie słodkie jak płynna wiśnia.
    - My łodzią, do Saltmundu. Więc trochę nam nie po drodze. Ale dziś jeszcze wszyscy będziemy w “Łabędziu”. - Jutta przyjęła poczęstunek i upiła z niego łyk. Annika zrobiła to samo.
    - A, do wielkiego miasta, do stolicy. No tak, wielu do nas zmierza. My właśnie stamtąd jedziemy. Ja starałam się namówić szefa aby popłynąć rzeką bo bezpieczniej. Ale on dopiero co kupił to cacko i koniecznie chce się nim pobawić. - Mira pokiwała głową w zadumą i eleganckim ruchem upiła ze swojego kubka. A jak mówiła to wskazała na powóz jaki wyglądał na drogi.
    – W dół rzeki była – rzekł Egon, który w zasadzie nie miał żadnego powodu, żeby się kryć z całym zajściem. – Nie… My okrętem płyniemy do Salzenmund,

    Egon wziął podróżną szklanicę na wino i upił nieco. Co prawda nie przepadał za dziwacznymi nalewkami tego rodzaju i wolał zwyczajne piwo lub wino, jednak tutaj przynajmniej nalewka nie była obrzydliwa.

    – Mmm. Rzeczecie dużo o tym waszym szefie. A kim on jest, jeśli idzie spytać? I czemu akurat musi być sam z alchemikami?
    - A bo on nie lubi, jak mu się przeszkadza w interesach. - Mira pozwoliła sobie na lekki ton i chciała chyba powiedzieć coś więcej ale usłyszeli jak za nimi otwierają się drzwi. I prawie od razu dał się słyszeć męski, nieco rozbawiony głos.
    - A kogóż to tak zabawiają moje sikoreczki? - Mężczyzna zatrzymał się zaraz za drzwiami. Był niski i miał wydatny brzuch. Jak ludzki karzeł albo niziołek. Trudno było dostrzec rysy twarzy bo światło wciąż otwartych drzwi oświetlało jego boczne profile ale front sylwetki pozostawał w jeszcze głębszym cieniu. Stanął i ujął się pod boki. Głos wydał się Egonowi jakby znajomy. Ale nie był pewien.
    - Dobrze, że już jesteś. - Mira ruszyła szybko w jego stronę, Katja pozostała na miejscu. Jutta i Annika wymieniły się z kolegą szybkimi spojrzeniami ale czekały na rozwój wydarzeń. W międzyczasie dama zdążyła podejść do niskiego mężczyzny. - Ci mili państwo właśnie tu przyszli i opowiadają o wielkiej bitwie z orkami jaka miała miejsce w dole rzeki. Tam gdzie mamy jutro jechać. Może sam z nimi porozmawiasz? - Kobieta z pewnym niepokojem przekazała te wieści i jakby z nadzieją, że teraz szef się tym zajmie.
    - Doprawdy? - Podniósł na nią wzrok ale zrobił dwa kroki do przodu jakby chciał się przyjrzeć bliżej wspominanej trójce. - A niech mnie! Kogo ja widzę! - Roześmiał się radośnie i znalazł się na tyle blisko krawędzi ganku, że wyszedł z cienia. Teraz i gladiator go rozpoznał. To był Theo. Impresario areny z Neus Emskrank.
    – Spotykamy się raz jeszcze – Egon rzekł po chwili milczenia, zastanawiając się, jak mały był świat wokół miasta portowego. – Jak tam interesa? – zapytał gladiator.

    Pamięć Egona o Theo była zaiste zatarta. Wojownik pamiętał, że jakieś interesa swojego czasu Theo chyba robił z Burgund albo Łasicą ongiś, jednak było to przed jego podróżą do Norsci, tedy, zdało mu się, że całe wieki upłynęły od tamtego czasu. Wtedy jeszcze Merga była zamknięta w lochu inkwizytorów, zaś on pracował w cytadeli obok Silnego.
    - Oj nawet nie pytaj. Coraz trudniej związać koniec z końcem. Odkąd odszedłeś to już nie jest to samo. - Niziołek westchnął żałośnie jakby był w dołku finansowym.
    - I dlatego kupiłeś to? - Jutta wskazała na stojący, elegancki powóz ze stangretem i czterema końmi. Słysząc to, Theo roześmiał się rubasznie.
    - Dokładnie tak sikoreczko! To inwestycja na chude lata! - Dalej rechotał wesoło aż stopniowo udzieliło się to czterem kobietom. Podszedł do nich i ujął dłoń celnik. - Twoja bystrość dorównuje tylko twojej urodzie pani. Jestem Theo, pokorny sługa pięknej pani. - Zachował się szarmancko, że szatynkę trochę zamurowało. Wyciągnęła ku niemu dłoń aby mógł ją pocałować.
    - Jutta. Jutta Czerwona. - Przedstawiła się starając się zapanować nad głosem.
    - A druga piękna dama? - Theo zwrócił się do pokojówki o czarnych włosach i potraktował ja podobnie.
    - Żadna dama. Dama to jest moja milady. Annika jestem. - Przedstawiła się i zdawała się być mniej odporna na jego urok. Choć też jakby zmiękła na chwilę.
    - Cudowne niewiasty, wybaczcie mi, że przez chwilę nie będę mógł się ogrzewać waszym pięknem ale muszę zamienić słowo z moim przyjacielem. - Niziołek skłonił im się nisko i pozostawił je pod wrażeniem. A sam wrócił się do gladiatora. - Bystra kobieta to najsłodszy miód na twoim talerzu. Albo najgorszy dzięgiel na twoim języku. Nasze powiedzenie przyjacielu. - Rzekł do Egona dużo ciężej i z szelmowskim uśmiechem.
    - A to ty ich znasz Theo? - Gdy do nich wrócił, Mira wreszcie dostała okazję aby wyrazić swoje zdziwienie.
    - Oczywiście. Egon był jednym z moich chamiponow areny. No ale niestety później inne sprawy go odciągnęły. Możesz sikoreczko przygotować nam coś do picia? - Niziołek poprosił wyższą od niego kobietę a ta bez słowa ruszyła w stronę powozu. I teraz na chwilę zostali na werandzie tylko we dwóch.
    - Co tam u ciebie przyjacielu? Cieszę się, że cię widzę w dobrym stanie. - Zagaił towarzysko do swojego znacznie masywniejszego rozmówcy.

    Egon wzruszył ramionami, przez parę dłuższych chwil zbierając myśli. Trudno by było rzec Theo o wszystkich przygodach, które doświadczył na wybrzeżu Morza Szponów, było tego po prostu zbyt wiele - cytadela, uwolnienie Mergi, potem porwanie się na świątynię Mannana, wreszcie Norsca, powrót zza wielkiej wody i znowuż sprawy w Neues Emskrank, a także nieumarły czarownik czekający nań w kurhanie.

    – Dużo rzeczy po prawdzie – w roztargnieniu wypił nieco nalewki przygotowanej Katję, nie wiedząc sam, od czego zacząć. – Kopę lat ciebie nie widziałem, ot, taka prawda…! Myślałem, żeś gdzieś wsiąknął od czasu, kiedy inkwizytorzy przetrząsali miasto i wiem, że swojego czasu zatrzymań było sporo…

    Zrobił tu pauzę, aby wreszcie pociągnąć:

    – Zmierzamy do Salzenmund, ja i moi kompanioni – rzekł wreszcie. – Ponoć piraci rzeczni dręczą wszystkich i jakaś dziwna sprawa, statków nie zabierają, ale wyrzynają wszystkich do nogi. Przeto interes zwęszyliśmy, czy przypadkiem to nie jest zacny interes, obłowić się na piratach. Rzecz ciekawa, tyle statków zostało.

    Egon, będąc z Juttą, wolał nie gadać nic jeszcze, że prawdziwym celem ich podróży jest przydybanie statku właśnie, ale zarzucił rzecz o nim, żeby Theo podchwycił.

    – A, i zielonoskórzy. Przeklęci orkowie zaatakowali milady van Hansen, kiedyśmy płynęli rzeką. Straszliwa walka, tedy żeśmy tutaj zawitali, bo kompanioni moi ranni są.
    - Ano dręczą, dręczą. Dlatego wybrałem drogę a nie rzekę. Wolałem nie ryzykować. - Niziołek szedł spokojnie na swoich krótkich nogach. A Egon musiał uważać aby się z nim zrównać. Szli wzdłuż werandy powoli oddalając się od powozu i grupki kobiet. Minęli Plujkę, jaki dalej flegmatycznym tempem łuskał słonecznik. - I chcecie się wziąć za nich? No ambitnie, ambitnie. Ale chyba masz kogoś jeszcze niż te dwie dziewuszki? Uroczo wyglądają i ta jedna jest całkiem bystra. No ale wiesz przecież, że w walce to niekoniecznie ma znaczenie. - Lekko skinął głową w stronę skąd odeszli. - I na wszystkie rogaliki tego świata! Te orki zaatakowały naszą milady van Hansen?! Słyszałem, że dzielna jest i szermierkę ćwiczy. Ale po prawdzie to nie miałem okazji tego sprawdzić. Winszuję więc tobie i jej, żeście sobie mogli pomóc. Szkoda, że na arenie nie mam takiego orka czy dwóch. Takie walki z nimi byłyby zapewne bardzo malownicze a widownia to lubi. Albo z jakimiś zwierzoludźmi. To to samo. - Pokiwał głowę, jakby nawet z takiego zdarzenia potrafił dostrzec jakąś opcję dla swojego biznesu. - I macie rannych po tej walce? - Podniósł głowę aby spojrzeć na owal twarzy brodacza. - Więc przyjacielu. Chodźmy. Dopiero co z nimi o tym rozmawiałem. - Zawołał wesoło i z miejsca obrócił się z powrotem u wejściu do chaty i czekającemu powozowi. Teraz przyspieszył choć dla długonogiego to nadal przypominało spacerowe tempo. - I mówisz do Saltmundu płyniecie? Oh żart bogów. A ja właśnie stamtąd wracam. Dobrze, że bogowie choć teraz pozwolili nam się spotkać. A jak u ciebie przyjacielu z planami planami powrotu do miasta? Nie myślałbyś do nas wrócić na arenę? Ah! I jak ta twoja koleżanka? Norma to Axe? Masz z nią jakiś kontakt? Może jest dziś gdzieś z tobą? Widownia ją polubiła. Może nie tak jak ciebie no ale też. A sam wiesz, że aż tak wiele walczących kobiet u nas nie ma to jak już się któraś trafi to od razu wszystkim wpada w oko. - Powoli zbliżali się do wejścia a niziołek widocznie też zapamiętał wojowniczkę z północy. Toporniczka jednak przez ostatnie tygdnie głównie była osobistą gwardzistką Mergi Złotookiej. I po obrabowaniu świątyni Mananna wraz z nią, nim i resztą kultystów, odpłynęła do ojczyzny rogatej wyroczni. Tylko w przeciwieństwie do Egona, tam z nią została. Miała w planach wrócić razem z nią do Neus Emskrank, ale na razie trudno było zgadnąć kiedy to nastąpi.
    – Trudno rzec, gdzie poszła – Egon wzruszył kolejny raz ramionami. – Norma pewnie będzie wolała zostać u swych pobratymców, cóż tam będzie się z południowcami zadawać. Jak z Norsci nie wróci, niewiele idzie myśleć, co tam we łbach tych Norsmenów siedzi. Co do areny zaś, trudna rzecz, inne sprawunki zajmują mi głowę.

    Egon przez chwilę pomyślał, ile uwagi będzie wymagało doprowadzenie starego czarownika do stanu używalności, ile wysiłku trzeba będzie, aby wyprawić statek i przeprowadzać przezeń brańców, wreszcie, poskromienie bestigorów było niemalże kampanią wojenną.

    – Nie – Egon pokręcił głową. – Nie dam rady. Pomóc mi mógłbyś, jakbyś jakie okręty widział opuszczone, bo na nie też polujemy – tu Egon rzucił przelotne spojrzenie na Juttę, której nic o tym nie powiedział. – Ale jak byśmy jakiego zielonoskórego złapali to podprowadzimy do ciebie, niechaj będzie z tym zielonych małp jaki użytek!
    - To nie wróciłbyś do nas? Ani Norma? Eh, jakaś strata dla areny. Dla widowiska. Dla widowni! Bo przecież ja jeno ich sługa uniżony co marne pensy biorę za możliwość zabawiania ich. - Niziołek posmutniał gdy usłyszał tą wieść. Akurat wrócili do drzwi prowadzących do środka magazynu. Wtedy odwrócił się bo Mira podeszła do nich, wręczając po kubku nowego napitku. - A działajcie tam sikoreczki! Co bohaterwie naszą dzielną lady van Hansen wyratowali przed wstrętnymi łapami orków! - Całkiem wesoło zawołał do niej.
    - Lady van Hansen? Ale z tych van Hansenów z Neus Emskrank? - Brunetka zdziwiła się tą informacją, ale szlacheckie nazwisko raczej rozpoznała.
    - Tak, właśnie tą! Froyę van Hansen! I jej elficką przyjaciółkę. - Jutta rzuciła wesoło i niziołek wzruszył ramionami.
    - To ja przygotuję jeszcze po nalewce. - Mira uśmiechnęła się słodka i raźno ruszyła z powrotem do powozu. Theo obserwował całą, kobiecą grupkę, jaka zdążyła przełamać pierwsze lody i zachowywała się wobec siebie swobodnie.
    - Całkiem wesołe te twoje sikoreczki, przyjacielu. - Zaśmiał się pod nosem ale znów wrócił spojrzeniem do rozmówcy. - Ostatnio jest moda na mieszane pary. Mężczyzna i kobieta przeciwko takiej samej parze. Więc ty i Norma myślę, byście mieli do czego wracać. No ale jak macie inne plany to rozumiem. Jakbyś był w mieście to zawsze możesz wpaść nawet jako widz. - Poklepał go po ramieniu i wzniósł toast swoim kubkiem. Tym razem było to jakieś wino, godne wybrednego, niziołczego gardła, doprawione jakąś korzenną nutą.
    - A statek mówisz by ci się przydał… - Zamyślił się i pogłaskał swój pulchny policzek. Upił łyk ze swojego kubka nim cicho się zaśmiał. - Jak wiesz, statki raczej mnie nie interesują. - Przyznał bez ogródek. - Ale teraz płyniesz do Salzenmund? No cóż, ja tam bywam w innych sprawach. Ale na twoim miejscu przeszedłbym się na do “Uczciwego mieszczanina” na Reichsweg. Albo jakiejś innej tawerny czy zamtuza jakich tam pełno. Tam jest głośno, wesoło, gra muzyka a sikoreczki rzadko odmawiają swoich wdzięków. Pewnie byś mógł tam się rozpytać. Albo do “Roześmianej żaby” w Osthafen. Tam chodzą dokerzy, marynarze i ludzie co z nimi mają coś do załatwienia. Może ktoś by mógł ci pomóc znaleźć to czego szukasz. - Popatrzył na wielkoluda jakby chciał mu zasugerować pewne kroki w stolicy nawet jeśli Theo nie interesował się morskim rzemiosłem.
    - A jakbyś już wrócił do nas, to możesz poszukać Lothara Geyera. Pewnie w jakiejś tawernie. Ja go znam, bo odwiedza nasze walki. Kapitan statku i kompletny hazardzista. Kiepsko ostatnio stawiał i zostawił u mnie całkiem sporą sumkę. Jak go ostatnio widziałem to wyglądał na zdruzgotanego. Zastanawiał się co teraz zrobi, i chyba będzie musiał statek postawić pod zastaw. No ale nie wiem jak się to skończyło bo jak widzisz musiałem wyjechać w interesach. Może mu się poszczęściło i się jakoś odkuł. A może nie. - Wzruszył ramionami na znak, że może to być jakiś trop ale nie zna jego obecnej wartości. - I jeszcze Niklos z kompanami u mnie był. Jacyś desperaci. Mówili, że jakieś kłopoty mają ze statkiem czy kapitanem. Jacyś głodni i zabiedzeni mi wyglądali. Ale ten Niklos walczył u mnie dwa razu. Na gołe pięści. Jedną walkę wygrał, drugą przegrał. Krzepki jest, na wzrost taki może wielkolud jak ty, ale ciut węższy w barach. Ale nie wiem gdzie ich szukać. - Podpowiedział gladiatorowi jeszcze dwa wątki z portowego miasta. - No ale! Chodźmy zanim poszczują nas psami! - Zaśmiał się wesoło i pchnął drzwi. W środku było jasno od zapalonych lamp. Zapach palonego knota, mieszał się z suszonymi ziołami. Lada była długa, w poprzek budynku. Za nią równoległe do niej regały pełne butli, dzbanków, słoików, koszów z grzybami, pełnych worków z niewiadomą zawartością. Trochę jak w aptece Sigismundusa. A za ścianą pewnie było zaplecze bo chata była o wiele większa z zewnątrz. Za ladą stała trójka ludzi, dwóch mężczyzn i jedna kobieta. Rozmawiali ze sobą ale zamilki gdy dwóch klientów jeszcze weszło do środka.
    - Theo wróciłeś do nas bardzo szybko! - Zaśmiał się ten najstarszy z nich. Miał dostojny, patriachalny wygląd i uśmiechnął się przyjaźnie do nadchodzących. Pozostała dwojka była wyraźnie z pokolenie młodsza.
    - Stęskniłem się za wami przyjacielu! - Niziołek odpowiedział równie pogodnie i obaj się roześmieli. - Ale widzisz, spotkałem starego przyjaciela. I jest on skory skorzystać z waszych usług. No Egon, powiedz Oswaldowi, czego ci trzeba. - Theo zachęcił gladiatora aby ten wyjaśnił subiektowi w czym rzecz. Ten popatrzył na niego uprzejmie i zachęcająco skinął głową.

    Egon, choć chętnie skorzystałby z oferty walki na arenie raz jeszcze, nie widział całkiem sensu w tym. Wojownik spodziewał się, że cała ta sprawa z braniem niewolników mogła trwać tygodniami, nie mówiąc już o tym, że po drodze kroiły się co grubsze sprawy. Przeto postanowił odłożyć dawanie po mordzie jako drzewiej daleko na bok. Lub też na nigdy.

    – Witajcie, mistrze alchemiczne – Egon skłonił się w pas, co przy jego sylwetce było nielada wyzwaniem, schylić się w dość ciasnej pracowni. – Szukam wywaru leczniczego albo czego podobnego. Ja i kompani moi ranni żeśmy są po bitwie z zielonoskórymi. Zielone bestie zacięte są, toporami robić umieją. Macie coś może, co uśmierzy ból i rany zasklepi?
    - Wywary na rany. Tak, mamy coś takiego. - Rozmówca pokiwał głową i spojrzał w stronę dwójki młodszych. Młodszy mężczyzna był patykowaty ale wysoki. Przyniósł i postawił na blacie kilka małych buteleczek. Kobieta zaś niewielki mieszek.
    - A widzisz przyjacielu, mamy kilka rzeczy które mogą ci być pomocne na przypadłość jaką mówisz. - Wskazał na zestaw tych kilku rzeczy jakie teraz stały między nimi. - W tych buteleczkach jest mikstura lecząca. Nazywamy je błogosławieństwem Białej Gołębicy. Pomaga natychmiastowo leczyć rany, uśmierza ból nimi wywołany i wzmacnia organizm. Lepiej to brać świeżo po walce. Ale działa raz na dzień. Więc jeśli ponownie zostaniesz ranny tego samego dnia, to niestety druga dawka ci już nie pomoże. Tu masz trzy stężenia tej mikstury, im większe tym silniej działa. Te najsilniejsze najlepiej brać na silne rany, te słabsze na drobniejsze. Łatwo je poznać, im ma czerwieńszy pasek, tym mocniejsza. - Alchemik pokazał mu na te paski jakie miały w poprzek kartki. Gladiator nie był w stanie ich przeczytać ale kolory były widoczne. Butelki były z ciemnego szkła, więc widać było ciecz ale nie kolor.
    - A to jest proszek na rany. Trzeba nim posypać ranę, nic trudnego. Oczyszcza je i utrudnia zakażenie. A to przyspiesza powrót do zdrowia. - Pokazał na niewielki mieszek. Nawet go otworzył i ukazał się w środku czerwono-liliowy proszek.
    - A tu mamy uśmierzacz bólu. Można wziąć przed walką, w trakcie lub po. Na same rany nie wpływa ale jeśli już są i cię spowalniają, to ten płyn na to pomaga. - Wziął do ręki niewielką, granatową fiolkę. Pomachał nią a płyn w środku wydawal się być trochę gęstszy niż woda.
    - Oprócz tego mamy wiele specyfików na wiele okazji. Na przyrost siły aby ciosy były mocniejsze, maść na żywy pancerz, aromę na zwiększenie charyzmy i suszone grzyby na zwiększenie witalności. - Alchemik odwrócił się w stronę regałów za swoimi plecami i pokazywał na te specyfiki chociaż było ich tyle, że Egon nie był pewien na dokładnie które.
    - Widziałam przez okno kawalerze, że masz koleżanki. Gdyby cię to interesowało to mamy też specyfiki na zwiększenie płodności, przedłużenie cyklu płodnego, na zwiększenie namiętności albo i dla męża aby móc figlować całą noc. - Kobieta odezwała się po raz pierwszy, i wskazała na widok za oknem. A tam stał powóz Theo i wymieszania grupka czterech, młodych niewiast jakie rozgadały się na dobre przy tych kubkach z nalewką.
    - Albo też maść kociego oka, jaka ułatwia widzenie po zmroku. - Dorzucił młodszy z mężczyzn. Wyglądało na to, że mają tu bardzo wiele specyfików, na różne okazje, wystarczyło doprecyzować czego się szuka.

    Egon spojrzał na wszelakiego sortu fiole, alembiki, zlewki i kolby, które zdawały się być wszechobecne w warsztacie. Kiedyś, dawno temu, kiedy zaczynał na arenie u Theo, czasem można było przed walką kupić za parę miedziaków bukłak byczej krwi zmieszanej z ziołami, która ponoć mogła dodać siły wojownikowi, szczególnie, jeśli miało się wypić cały bukłak. Ile w tym prawdy było, wiedzieć niepodobna, jednak gladiator już po stokroć wolał takie dekokty warzone z naturalnych składników niż to, co widział swojego czasu w bulgoczącym kotle Mergi tudzież Raisy. Przeto zabrał się do sprawdzania i przemyśliwania naprędce, cóż też by można wziąć, bowiem okazja była jedyna - późniejszy rejs do Salzenmund i z powrotem nie gwarantował, że wróci tu kiedykolwiek.

    Jeśli chodziło o specyfiki do chędożenia, odrzucił je niemal natychmiast. W głowie kołatała mu się wizja jutrzejszej potyczki z piratami tudzież, jeśli miało przyjść co do czego, przejęcie Jutrzenki siłą, jeśli jeno okaże się, że piraci poniechają ataki. Potrzeba było czym prędzej doprowadzić Larsa do stanu używalności i napoić innych wojowników, aby byli w stanie walczyć jutro.

    Tedy wybrał jedną silną mieszaninę leczniczą, tą o najczerwieńszym pasku i wziął dwie pozostałe dla Rune i Silnego. Korsarz musiał za wszelką cenę przeżyć na tej rejzie - imaginował Egon - pozostali zaś nie byli tak ciężko ranni, jak on. Wziął także dwie mikstury wzmacniające parę w łapie, które zamierzał dać dwóm czcicielom Khorne. Czuł, że bitwa mogła być zażarta, toteż każda przewaga mogła być na wagę złota.

    Wreszcie, wziął dwie bladożółte mikstury z etykietką kociego oka, które zamierzał dać najmusom Gezackta. Spodziewał się, że bitka będzie późnym wieczorem albo w nocy i choć większość z niej rozegra się podczas próby abordażu Jutrzenki, zdało się Egonowi, że dobrym pomysłem by było dać Martin owe mikstury, by mogli ostrzelać cokolwiek, co będzie poza burtą statku. Nawet jeśli nie użyją rzeczy, to mikstura mogła się przydać później, w Salzenmund tudzież w kurhanie Gonsara lub nawet przy jakimś fortelu z bestigorami, które przecież widziały w ciemnościach.

    Wyłożywszy garść koron na ladę, zapytał jeszcze Juttę i Annikę:

    – No, zdaje się, że to wszystko. Chyba, że chcecie coś jeszcze?
    - No poczekaj, musimy zobaczyć co tu mają. - Annika chciała wszystko obejrzeć. Jak już z Juttą weszły do środka, to z początku przyglądały się jak kolega ogląda, rozmawia i wybiera coś dla siebie. Szybko jednak się dołączyły i im alchemicy też zaczęli stawiać na ladzie, różne specyfiki. Zrobiło się hałaśliwie i wesoło, jak na festynie gdzie się ogląda, dotyka i sprawdza różne rzeczy, niekoniecznie je kupując. Brodacz zajęty swoimi sprawunkami, w końcu stracił rachubę na czym u koleżanek stanęło. Gdy już skończył, one jeszcze oglądały jakieś torebki i buteleczki. W końcu chyba jednak się zdecydowały bo sięgnęły do sakiewek i monety przepłynęły z ręki do ręki. A alchemicy zaczęli im to ładować do małego worka.
    - Dobra, to my już. - Jutta odebrała worek od sprzedawcy i obie wyglądały na zadwolone z zakupów.
    - Bardzo dobrze. - Theo klasnął w dłonie i uśmiechnął się szeroko. Po czym sięgnął na ladę po swoją torbę. - To dla ciebie przyjacielu. Niech ci służy. A jak wrócisz do Neus Emskrank to wpadnij do nas. Zjemy coś, napijemy się, pogadamy. Jak chcesz to możesz i z koleżankami. - Niziołek uśmiechnął się i wyciągnął ku gladiatorowi dłoń z trzymaną torbą.
    – Ano, znajdę się tam, może nie od razu… – Egon wciąż jeszcze przemyśliwał, czy postąpił dobrze. – No, dobra.

    Odwrócił się do Jutty i Anniki.

    – To co, zbieramy się? Żegnajcie, mistrze zacne – skłonił się nieco w stronę alchemików. – Żegnaj, Theo. Czas nam w drogę!

    I pożegnawszy się, wyszedł raz jeszcze w noc, żeby pójść do Łabędzia.
    - Spiesz się powoli przyjacielu. - Niziołek uśmiechnął się rozbawiony. - Co będziecie tak szli przez ten las, jak możemy was podwieźć. I tak wszyscy zmierzamy do “Łabędzia”. - Rozłożył ramiona a Jutta z Anniką wyszły zaraz za nimi. W czwórkę stanęli na werandzie, między frontem magazynu a czekającym powozem. Katja z Mirą spojrzały w ich stronę. Ale zrobił się już półmrok zmierzchu. W lesie pod drzewami, było jeszcze mroczniej. - No chyba, że macie jakieś sprawy po drodze do załatwienia to nie będę się narzucał. - Theo zostawił gladiatorowi furtkę aby mógł się wycofać rakiem z takiej propozycji. Koleżanki brodacza popatrzyły na nich wyczekująco. Pod wiatą widział już tylko owal ich twarzy. Jasne bryczesy mytniczki wybijały się na tle ciemnych szarości.

    Egonowi w jakiś sposób musiało umknąć, że Theo także jechał w stronę Łabędzia. Cóż, podróżowanie w grupie i z ochroniarzami Theo na pewno było bezpieczniejsze od przechadzki samopas, tym bardziej, że w lasach opodal grasowały te zielonoskóre kreatury, które czciły Gorka i Morka.

    – W takim razie, jedźmy wespół – Egon skinął głową. – Dzięki ci za dekokty. Widzisz, spodziewam się, że w górę rzeki napadną nas piraci rzeki Salz. Trza mi doprowadzić moich ludzi do porządku, ciężko rzec, co się wydarzyć może.
    - A tak, to prawda. Właśnie aby ich uniknąć wybrałem drogę a nie rzekę. - Niziołek pokiwał głową ze zrozumieniem. Przepuścił obie koleżanki gladiatora a te śmiało podeszły do obu sikorek impresario areny. Przez chwilę Theo obserwował tą kobiecą grupkę.
    - Zobacz przyjacielu jak nasze dziewczęta się szybko dogadały. - Wydawał się być nieco rozbawiony tą obserwacją. - Powiem ci, że dobrze jest mieć prywatną szlachciankę. To bardzo ułatwia wiele spraw. Sam wiesz, że wiele drzwi dla nas, plebejuszy jest zamkniętych tylko dlatego, że nie jesteśmy szlachtą. Zaprzyjaźniony szlachcic to cenna rzecz. Jakbyś miał okazję, to polecam ci pozyskać sobie takiego. - Podzielił się z brodaczem tą uwagą. A, że dziewczęta zdążyły spakować te wszystkie kubki i nalewki oraz wejść do środka powozu, to i niziołek dał znać sąsiadowi, że czas do nich dołączyć.
    – To z lady Froyą van Hansen walczyłem z zielonoskórymi – odparł Egon. – Od pewnego czasu zdaje mi się, że milady ma mnie w swoich łaskach… A po wczorajszym pewnie będzie jeszcze z tym lepiej.

    Egon zamilkł, postanowiwszy ugryźć się w język. Wiedział, że łaska wielkich panisk i szlachcianek pokroju van Hansen na pstrym koniu jeździ i być może kiedy się przypomni o takich zasługach zainteresowanym, mogą o nich rychło zapomnieć. Jednak, póki co, powoływanie się na szlachciankę prokurowało jeno benefity, zatem Egon nie narzekał. Był jednak wielce ostrożny, jeśli chodziło o szlachtę.

    Wojownik wsiadł do kolasy i rozsiadł się wygodnie.
    - Czyli miałeś okazję poznać naszą piękną i dzielną lady van Hansen? I to w trakcie walki z orkami? Koniecznie mi o tym opowiedz przyjacielu. - Theo wsiadł na końcu. Zajął miejsce między Mira a Katja. Tak jak gladiator pomiędzy swoimi koleżankami. W środku byłoby już całkiem ciemno ale pod sufitem, mrok rozświetlała zawieszona latarnia. Okna były zasłonięte ozdobnymi zasłonami. A siedzenia były miękkie i obite przyjemnym w dotyku, granatowym zamszem. Egon ostatni raz był w takim drogim pojeździe, gdy po powrocie z Norsci, lady von Manlieb zaprosiła jego i Astrid do swojego powozu na krótką rozmowę. Skrzypienie drewna i ruchy za ścianka karocy wskazywał, że ochroniarze zajmowali tam swoje miejsca. A po chwili powóz ruszył przed siebie. Po twarzach Katji i Miry poznał, że też są ciekawe jak to było z tymi orkami i dzielną milady.
    – Prosta to rzecz – rzekł Egon, który po raz kolejny zabrał się do opowiedzenia całej sprawy. – Onuż, uważacie, płynęliśmy Jutrzenką zaokrętowani jako najemnicy do ochrony statku. W górę rzeki płynęliśmy i obaczyliśmy dwóch jeźdzców, co zostali otoczeni przez bestie. Zara tam wrzeszczałem do szypra, żeby nas puścił, chociaż nie chciał. Spuścili nam wreszcie łupine, tośmy zaraz wiosłowali, ja, Lars, Rune, Silny… Kto tam jeszcze był? Chyba i Astrid. Nieco rzecz potrwała, ale żeśmy wreszcie brzegu dorwali tośmy zara poczęli uderzać na drabów. Dopiero po czasie żeśmy zrozumieli, że to Froya van Hansen z jej towarzyszką, jakże jej tam było…? A, zapominam. Uderzaliśmy z okazji, żeby nie dać się związać walką zbytnio. Trudna rzecz była, bo cholerni orkowie to żaden żart, wprawni to wojownicy. Ja żem trzech suki synów usiekł, ale kompani gorzej mieli. Poczęliśmy się cofać, ale wreszcie obie przedarły się na naszą stronę i poczęły kosić drabów odpowiednio.

    Egon pokręcił głową.

    – Ciekaweż, skąd ta horda się wzięła, toć to przecież nie Stirland… Mmm. Ciekawa, skąd bastardy się tu namnożyły.
    - Eee. Te talatajstwo jest jak chwasty, zawsze się gdzieś ulegnie. - Theo machnął dłonią, na znak, że tym detalem to by się za bardzo nie przejmował. A cała trójka słuchała relacji gladiatora z ciekawością wymalowaną na twarzach. - Ale to w samą porę przybyliście aby pójść w odsiecz naszej dzielnej milady. Winszuje odwagi i sprawności przyjacielu. Chociaż po tym co widziałem na arenie to aż żałuję, że nie mogłem tego oglądać. Zapewne zacne to było widowisko. - Niziołek zaśmiał się rubasznie, doceniając rolę Egona w tamtej walce.
    - Tą towarzyszka lady Froyi, to była Fanriel Złocista, z Morskich Elfów. Jest ich trochę i nas w mieście. - Jutta uprzejmie dopowiedziała kim była druga z zaatakowanych kobiet.
    - Czyli to też szlachcianka. To takie zacne z waszej strony. Dziś ludzie są tacy podli dla siebie. Tak rzadko można już trafić na kogoś o wielkim sercu. - Mira obdarzyła ich spojrzeniem jakby się wzruszyła. Zwłaszcza postawą Egona.
    - Ja żałuję, że mnie to ominęło. Ale jak wyszłam na pokład to oni już w łodzi byli prawie i brzegu. Ale walka to było co oglądać. - Annika westchnęła nieco smutno, że nie mogła brać udziału w tamtym starciu.
    - To musiało wyglądać bardzo emocjonująco. Dwie szlachcianki, w tym jedna elfka. Obie otoczone przez te zielone kreatury. No i wy jak tam do nich dołączacie. - Katja też była pod wrażeniem tej przygody. Uchyliła nieco zasłonę aby wyjrzeć na zewnątrz. - Już niedaleko, niedługo będziemy. - Oświadczyła im z uśmiechem. Powozem jechało się zdecydowanie szybciej i wygodniej niż na piechotę.

    Egon, węsząc okazję do ubicia interesu, powiedział, niby od niechcenia:

    – Rzekłeś, że szlachcice przydają się i że łatwiej jest, jeśli luda naszego pokroju takowych mają – wojownik zaczął.

    Pewne zyski były, owszem, jednak poza toporem, który Egon zyskał od Froyi van Hansen w zasadzie nie widywał się z nią. Zdało się, że przez pewien czas egzystowali obok siebie, Egon sobie, Froya sobie, zapewne zajęta - cóż, czym tam szlachcice jej pochodzenia mogli być zajęci.

    – Masz jakieś interesa, na których by można skorzystać, mając kontakt? – zapytał. – Zda mi się, że milady Froya mogła nawet i karkiem przypłacić rzecz, jeśli by tylko te cholerne dzikusy by ją dobrze podprowadziły. Wszak kiedy żeśmy uderzyli, były dość szczelnie okrążone. Jeśli byś jakie interesa do milady miał, mógłbym rzecz przedłożyć, a co, jeśli by wypaliło?
    - Interesy? Ja i Froya van Hansen? - Niziołek przez chwilę wpatrywał się w brodacza naprzeciwko. Po czym roześmiał się szczerze. Aż się z rozmachem trzepnął w kolano. To podziałało zaraźliwie i na koleżanki. One jednak zaczęły się uśmiechać ale bardziej się hamowały. Impresario w końcu się uspokoił. - Oh, bardzo bym chciał przyjacielu, bardzo bym chciał. Ja i Froya van Hansen. Albo w ogóle van Hansenowie. - Pokiwał głową, jakby już widział oczami wyobraźni te wszystkie interesy jakie by mógł robić z jedną z najznamienitszych rodzin w Neus Emskrank. - Ale jakby milady zaszczyciła nas swoją obecnością to byłbym wielce poruszony. Oczywiście gdyby wolała zachować taką wizytę w tajemnicy to zapewniam wszelką dyskrecję. Ona chyba lubi walczące kobiety? To moglibyśmy dla niej zorganizować pojedynek dwóch kobiet, gdybyśmy wiedzieli wcześniej, że milady nas odwiedzi. Albo walkę z orkiem. Mamy jednego. Szkoda, że nie więcej. Byśmy może wtedy mogli urządzić taką walkę jak opowiadałeś. O. Wtedy nawet te dwie wojowniczki mogłyby walczyć z tymi orkami jak milady i lady Fanriel. Ale niestety na ten moment mamy tylko tego jednego orka. Nawet myślałem ostatnio o tym aby rozszerzyć ofertę o jakichś orków czy zwierzoludzi. Przyznasz, że to mogłoby być ciekawsze niż takie zwykle walki między ludźmi. - Barwnie opowiadał o możliwościach jakie już ma a jakie jeszcze mógłby mieć, gdyby miał do dyspozycji więcej egzotycznych przeciwników.
    - Swoją drogą tą Fanriel też kojarzę. Znaczy czasem widziałem ją tu czy tam. Jak na elficką szlachciankę to jest całkiem skoczna. Skacze to tu, czy tam, na polowania w las jeździ. Rozmawiałem o tym ze znajomym co jest uczonym. Podobno ta żałoba po naszej ukochanej księżnej-matce dotyczy głównie nas, ludzi. Elfy to taka szara strefa. Z jednej strony niby powinny się stosować do naszych zwyczajów, z drugiej strony nie są poddanymi ani imperatora ani elektora więc niekoniecznie można im tak coś kazać. Zwłaszcza jak ta żałoba to nie jest twarde prawo a raczej zwyczaj. Może dlatego nasza milady z nią jeździ do lasu. Zawsze może powiedzieć, że tylko elfiej koleżance towarzyszy. - Niziołek rozgadał się o tych prawnych zwyczajach i ciekawostkach. Gdy koleżanka znów wyjrzała za zasłonę, Egon też dojrzał, że wjechali już w chaty osady. Więc brama zajazdu musiała być już niedaleko.

    Jeśli chodziło o Fanriel Złocistą, Egon miał co najmniej mieszane uczucia. Ba - elfce nie ufał, bowiem spodziewał się, że nożoucha dziewka, jeśli tylko bliżej zakręciłaby się w Neues Emskrank, mogłaby wywęszyć, że coś jest nie tak z nim tudzież z pozostałymi z jego otoczenia. Tak samo, jak Egon nie ufał magii, nie mógł nijak przemóc w sobie zwykłej nieufności dla nieludzi.

    Wszak kwestia wciągnięcia Froyi van Hansen w objęcia Theo mogłaby przynieść spore korzyści. Jeśli tylko szlachcianka van Hansen w jakiś sposób zechciałaby uczestniczyć w walkach na arenie lub jeno tylko je oglądać, Egon spodziewał się, że można by ją z czasem w znaczący sposób urobić

    – Kiedy będziemy w jej zamku rzeknę słowo – zgodził się wojownik, widząc, że brama zajazdu zbliżała się rychło. Niedługi czas był, żeby wysiadać.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    – To co robimy? W końcu oprócz nas to jest jeszcze Lars, Astrid i Jutta. No i może Gezackt i jego dwójka jeśli byśmy mieli się z nimi fraternizować. Wagner to niech sam sobie kombinuje nocleg. Pewnie wezmą coś po taniości. - Łotrzyca oparła się łokciem o szynkwas i popatrzyła pytająco na Egona.

    Egon, wcześniej gapiąc się na stół ladacznic, przez pewien czas nie zwracał uwagi na rozmowy toczące się wokół niego. Miał nieodparte wrażenie, że Błękitny Łabędź miał więcej wspólnego z regularną fortyfikacją rzeczną, która mogłaby stanowić odwód carskiej armii, niż jakimś tam zajazdem mieszczącym mytników, żeglarzy i innych rzecznych parchów, co pływali od portu do portu.

    Wydawało się, że miejsce było dobrze znane i, co ważniejsze, dobrze chronione od zakusów piratów. Bez wątpienia cały problem z piratami zaczynał się na następnym segmencie rzeki. Tu, raczej, raczej… Raczej nie zostaną zaatakowani. To by skomplikowało plany.

    – To spytajmy Jutty – wzruszył wreszcie ramionami Egon. – Zobaczmy, jak wielki będzie jej pokój. Gezackt i jego kamraci mogą we wspólnej. Tak jak gadasz, Wagner ze swoimi sami sobie coś zorganizują.
    - Gdzie tu jest Badacha? - Annika zapytała Burgund. A gdy ta jej wskazała to właśnie tam poszła. Musiała lawirować między zatłoczonymi ławami i stołami ale sprawnie jej to szło. Za to łotrzyca stanęła obok kolegów i znów zaczęła przyglądać się ladacznicom.
    - No niezłe są. Co niektóre. Ciekawe czy stawki mają takie jak i nas. Można by pomyśleć o którejś. Albo dwóch. Bo jedna ladacznica na nas wszystkich to trochę mało. A jeszcze Astrid, Lars i Rune. Może na leniuszka jak tacy ranni ale też pewnie by coś chcieli się zabawić. - Dziewczyna z ferajny oceniła sprawę po swojemu.
    - Jak jedną ladacznice mamy? Przecież jeszcze z nimi nie gadaliśmy. - Silny zmarszczył brwi i popatrzył w dół na drobniejszą koleżankę jakby jej rachunki mu się nie zgadzały.
    - Mamy Jutte. Egon widział co ona potrafi. - Posłała mu rozbawiony uśmieszek i klęknęła brodacza w ramię. Tak jakby mieli wspólny sekret o młodej mytnik. - No ale na nas wszystkich to jedna ladacznica to może być mało. - Wróciła do tego o czym mówiła wcześniej.
    - A może one nie obsługują kobiet? - Łysy mięśniak nie dawał za wygraną i chciał wbić jakąś szpilę kamratce Łasicy. Ta zastanowiła się nad tym chwilę.
    - Być może. Któraś z nich. Nie obsługuje kobiet. Ale ladacznice nie od tego są aby grymasić jak bogata panienka na wydaniu. Najwyżej za to co nie lubi weźmie więcej. Zresztą można pójść i zapytać. Najwyżej się złożymy. W końcu wszyscy byśmy z nich korzystali nie? No i tam w zamtuzie mają pokoje. Chyba, że u Jutty byśmy się zmieścili albo nagle któryś z was może ujść za szlachcica aby wynająć ten apartament szlachecki. Albo ta stodoła, tam pewnie też jest dużo miejsca. To co? Idziemy do nich? - Burgund zaproponowała jeszcze raz wskazując brodą na stół gdzie siedziało z pół tuzina młodych kobiet. Wszystkie śmiało ubrane aby podkreślić figurę a makijażem urodę twarzy.
    - A nie czekamy na Jutte? - Łysy spojrzał na drzwi wejściowe ale na razie mytniczki i reszty ekipy nie było widać. No ale zdawało się, że dopiero co wyszła.
    - Jak chcecie. Możemy poczekać. Może którąś poleci. No ale jak chcemy zamawiać jakaś to teraz zanim się ruch zacznie. Jeszcze kolejka czy dwie i zaczną do nich startować. Widzicie, że tawerna pełna. A jak dziewczyny pójdą w ruch to nie wiadomo kiedy się później któraś złapie. Teraz jest jeszcze dość wcześnie i widno jak na wieczór. - Łotrzyca nie upierała się aby natychmiast udać się na rozmowę z ladacznicami i mogła poczekać na powrót celnik. Jednak dała odczuć, że jeśli myślą o skorzystaniu z ich wdzięków to lepiej nie czekać aż wieczór zacznie się na dobre.

    – Ciekawe, czy cena wynajęcia pokoju w burdelu jest w cenie dziewek – Egon rzucił w przestrzeń, nie do końca pewien, jak to w tych stronach bywało. – Moglibyśmy pójść do zamtuza, kupić na noc cztery z tych ślicznotek i już byśmy mieli wieczór zagospodarowany. Część z nas poszłaby do Jutty, a część do burdelu.

    Egon w istocie tak imaginował, że będzie to najlepsze rozwiązanie.

    – Wszak izba, nawet przysposobiona pod mytnika, to nie cholerna sala balowa – rzekł Egon, który spodziewał się, że nawet izdebki dla szlachty mogły być całkiem ciasne, a z pewnością jeden pokój żadnym sposobem nie mógł pomieścić ich bandy: jego samego, Silnego, Rune, Anniki, Burgund, Juttę, a także Gezackta i jego najemników.

    – Dobra, to poczekajmy, a Jutta przyjdzie, zagadamy do kurewek, która z nich wolna, a potem podzielimy się. Część z nas pójdzie z Juttą, dla pozostałych weźmiemy pokoje podle woli. Cała reszta może w stajni a i kto wie, może w zamtuzie się pomieści.

    I dał znak Burgund i Łysemu, żeby ruszyli za nim pogadać z kurwami rzecznymi.
    - Raczej nie będą mieć takiej izby aby pomieścić nas wszystkich. I to jeszcze z dziewkami. Wtedy to chyba tylko to poddasze stodoły. Więc jak pójdziemy do zamtuzu to pewnie i tak ze dwa, trzy pokoje trzeba będzie wynająć. - Łysy nie spodziewał się, że ponad tuzin z nich, pomieści się w jednym pomieszczeniu. Ale nadal wydawał się być zainteresowany ladacznicami. - Ta blondynka mi się podoba. Ma dobre cycki. - Wskazał na swój typ wśród siedzących kobiet.
    - Tą robiona na Norsmenke? Też mi się podoba. Możemy od niej zacząć. - Burgund pokiwała głową, tym razem zgadzając się z kolegą. Wśród ladacznic była jedna, jaka strojem kojarzyła się z kraina z północy. Nawet miała suknię podobną jak Astrid czy Helga albo jakie Egon widział w Norsce. Tylko spreparowaną tak aby więcej młodego, kobiecego ciała pokazywała.

    - A pokój i ladacznica to nie to samo. Teraz jest tłok ale normalnie to mógłbyś sobie zamówić którąś z nich tutaj do pokoju, bez chodzenia do zamtuza. I też zależy czy na numerek czy na całą noc. No i co byś chciał w takim numerku. No wiesz za kuperek zwykle jest więcej, za więcej niż jedną osobę jest więcej, jak chcesz przywiązać do łóżka to jest więcej. I tak dalej. Dobrze, że chociaż Jutte mamy za darmo i bez ograniczeń. Ale jak za całą noc to nie spodziewam się, że dziewczyny zejdą poniżej dziesięciu monet za podstawowe usługi. - Łotrzyca miała z nich najlepszą orientację w temacie działalność zamtuzów więc się z nimi podzieliła. W międzyczasie zdążyła wrócić mytniczka. Podeszła do nich raźnym krokiem. Jej bryczesy ładnie podkreślały długie, zgrabne nogi.
    - Dobra. Posprzątane. Reszta wypakuje się i zaraz tu przyjdzie. - Była nieco zdyszana i miała rumiane policzki. Ale wydawało się, że jest w dobrym humorze.
    - To dobrze. Powiedz Jutta, jak tam u ciebie miejsce w pokoju mytników? Byłoby gdzie poharcować? Bo właśnie patrzymy na rozrywki jakie tu są. - Burgund skinęła jej głową ale wskazała na stół ladacznic.
    - Tą blondynka. Znasz ją? Dobra jest? - Silny od razu zapytał o tą co mu wpadła w oko.
    - Ingrid. Tak, dobra jest. Mówi, że jest pół Norsmenka i mówi w ich języku. Z kobietami też się zabawia. Ładnie tańczy i jest zabawna. Dobra to idę zobaczyć mój pokój. Tam są dwa piętrowe łóżka to będzie ciasno. A nie spytałam czy już ktoś tam jest. Chyba, że chcecie jeszcze coś? - Wzięła głębszy oddech gdy na szybko podsumowała swoją znajomość blond ladacznicy. I była ciekawa czy koledzy i koleżanka coś jeszcze od niej chcą zanim pójdzie sprawdzić aktualny stan pokoju mytników.

    Egon skubnął swą siwą brodę.

    – A dałoby się wkręcić jakoś w inne pokoje, jeśli znasz karczmarzy Łabędzia? – zapytał wojownik. – Pewna rzecz, że jak gmin się musi ściskać w komnatach dla wszystkich, to izby dla panów pustkami stoją. Nie znasz może kogoś, na kogo by się szło powołać, jakiegoś kapłana albo szlachcica. Jeśli rzecz znasz. Lub…

    Egon spojrzał raz jeszcze na chustę, którą podarowała mu Froya van Hansen.

    – Te, spróbujmy na to – rzekł Egon, pokazując za ukrytą za kaftanem chustę z inicjałami Froyi. – Co myślicie? Rzekniemy, żeśmy posłańcy od milady. Rzecz warto spróbować, bo może i dostaniemy izbę, gdzie noc przepędzimy. A jak nie da rady, to przecie zawsze zostaje pokój Jutty i te, co wynajmiemy…
    - To jest lepsze. - Celnik wskazała na kawałek jedwabiu z odciskami krwawych, szczupłych palców i inicjałami milady z Neus Emskrank. - Bo ja nie mam takiej władzy aby kogoś wywalić z pokoju. Musiałabym go aresztować a to by musiało być za coś. Można by jeszcze spróbować wprosić się do kogoś. Ale to najłatwiej by było Burgund i Annice. - Brunetka w bryczesach wyjaśniła dlaczego tak uważa.
    - Przykro mi chłopaki. Ale dwie urodziwe i chętne dziewczęta prędzej sobie znajdą towarzyszy niż dwóch zakapiorów spod ciemnej gwiazdy. - Łotrzyca uśmiechnęła się ze złośliwym rozbawieniem. Silny i Egon raczej wyglądali na krzepkich niż sympatycznych.
    - I co? Myślisz, że ta chustka wystarczy? Przecież nie ma jej z nami. - Łysy zbył złośliwość koleżanki i spojrzał na prezent pożegnalny od milady.
    - Z tobą to nie wiadomo. Dlatego zostań tutaj aby niczego nie zepsuć. Tu bajery trzeba. - Burgund była dobrej myśli. Złapała gladiatora za ramię i ruszyła w stronę szynkwasu.
    - Iść z wami? - Jutta wyglądała na zaciekawiona co z tego wyjdzie. Ale wskazała też gdzieś w stronę schodów na piętro gdzie pewnie były pokoje dla gości i mytników.

    Egon wzruszył ramionami. Figle i krotochwile, które popełniał poprzedniego dnia z Burgund i Juttą wystarczyły mu zanadto, wojownik bowiem, jak zawsze, skoncentrowany był na powodzeniu misji, sama rzecz zaś w Łabędziu, jak i chędożenie dziewek widział jako rzeczy godne powitania, acz pośledniejsze. Jeśli by było po myśli wojownika, to płynęliby już dalej, jednak wiadomo było, że nawet sam Wagner nie poważyłby się zadręczyć swoich, żeby popłynęli jeszcze dalej. Przeto trzeba było czekać, niestety, a ono czekanie można by sobie odpowiednio uprzyjemnić towarzystwem. Egon był przeto obojętny: jeśli miało się sprawdzić, że będzie tej nocy z babą, dobrze, ale nie miało to dużego znaczenia.

    – Burgund, Jutta, poręczcie za nas – uniósł chustę lekko. – A jak i trzeba będzie, to niechaj Wagner wstawi dobre słowo, łasy będzie na to, żeby on i lady Froya van Hansen zestawieni byli w jednym zdaniu. Jak źle pójdzie, to przecież dość żeliwa jest. Tak czy inaczej dobrze pójdzie, jeno z chustą może pójść znaczniej jeszcze.
    - No to chodźcie. - Brunetka wskazała w stronę szynkwasu. I tam właśnie poszli. Do tej samej barmanki z jaką rozmawiali wcześniej. Początkowo wyglądało to jak niedawno. Czyli celnik zapytała o apartament szlachecki i też usłyszała, że jeden jest wolny ale dla uprzywilejowanych. Widocznie urzędnik rzeczny do takich nie należał. I pewnie na tym by się skończyło ale Jutta spojrzała na dwójkę swoich towarzyszy. Wtedy włączyła się łotrzyca.
    - Ale my jesteśmy od milady van Hansen. Wysłała nas z ważną misją do stolicy. - Burgund odpowiedziała grzecznie jakby była skromną służką blond milady. Barmanka wyraźnie się zdziwiła i przypatrywała się jej chwilę.
    - Milady spędziła u nas noc i nic o was nie mówiła. - Pracownica tawerny zachowywała zdrowych sceptycyzm. Jej wypowiedź z kolei zaskoczyła obie koleżanki Egona i szybko we trójkę wymienili się spojrzeniami. Jednakże oszustka z ferajny szybko odzyskała rezon.
    - A czy nasza milady była tu z pewną elfią damą? - Spojrzała pytająco na barmankę. Ta potwierdziła skinieniem głowy. - No właśnie. I my w tej sprawie. Bo to tak nagle wyszło. Milady uprzedziła nas, że nie mogła was uprzedzić i możecie być zaskoczeni. I dlatego nam dała to. - Rudzielec potrafiła szybko improwizować bajere i barmanka z zaciekawieniem jej słuchała. Zresztą Jutta też. Na koniec obie spojrzały za nią na gladiatora aby ten pokazał pracownicy, pożegnalny prezent od lady van Hansen.
    – Iście, rzecz prawdziwą gadają moi kamraci – rzekł Egon, który, choć także nieco zaskoczony tym, że Froya spędzała tutaj noc, szybko odzyskał swój rezon, wiedząc, że okolica raczej była odległa.

    Gladiator wyciągnął zza swojego bojowego kaftana chustę z inicjałami van Hansen i rozłożył ją na szynkwasie przed kobieciną.

    – Spójrzcie no, to chusta lady van Hansen, którą żeśmy obronili w bitwie przeciwko zielonoskórym. Milady wraz z nami starła się w lesie opodal z wielkim tabunem zielonoskórych i poruczyła nam spotkać się z nią w swym dworze – rzekł Egon, co ostatecznie kłamstwem nie było, jeno wyginało kontekst wypowiedzi milady i czas, kiedy się tam mają znaleźć. – Możecie zobaczyć sami, to prawdziwa chusta rodowa milady a myśmy jej kompanami w misji – ciągnął Egon, który liczył, że Burgund jako ulicznica obeznana we wszelakim łganiu wesprze go.
    - Oh! To chustka milady! - Dziewczyna już po wstępie łotrzycy była zaciekawiona. A teraz jak usłyszała od wojownika o bitwie z orkami i jeszcze zobaczyła jedwabną chustkę na blacie, to już całkiem wyglądała na pochłonięta przez tą opowieść. Z ostrożnością dotknęła delikatnego w dotyku i drogiego materiału. Burgund pokiwała w zadumie głową.
    - Te ślady to od zakrwawionych palców naszej milady. Dala nam to jako dowód swojej wdzięczności. Prawda Jutta? - Ruda płynnie przejęła pałeczkę rozmowy i wciągnęła w to mytniczke.
    - Tak, sama widziałam jak milady wręcza Egonowi tą chusteczkę. Była bardzo kontent. - Brunetka dodała od siebie chociaż nie wspomniała, że sama walkę tylko obserwowała. Na szczęście barmanka wydawała się zbyt przejęta aby zadawać dokładne pytania.
    - Oh jej! Ja milady sugerowałam aby wróciła do miasta łodzią. Przecież konie też można załadować. Ale wiecie jaka ona jest. Powiedziała, że jak spotkają te orki to nawet lepiej bo się od razu z nimi rozprawią. Czy nic się milady nie stało? Ja jej mówiłam, że ostatnio podróżni byli atakowani na drodze przez orki albo zwierzoludzi. No ale ona tak była chętna na polowanie, że nie chciała tu siedzieć dłużej. - Dziewczyna wyglądała na bardzo przejętą tym atakiem na szlachciankę.
    - Nie, nic poważnego jej się nie stało. Udało nam się wbić klinem w te poczwary. I odwrócić uwagę od milady i jej towarzyszki. A to był sam szpikulec naszego klina. Aż straciłam rachubę ile orczych łbów toporem utracił. - Rudzielec poklepała gladiatora po ramieniu i ten zobaczył jak barmanka patrzy na niego jak na herosa z rycerskiego poematu.
    - Oh to tak dobrze, że udało ci się obronić naszą milady kawalerze. Znaczy wam wszystkim. - Dziewczyna po chwili obdarzyła także jego dwie towarzyszki życzliwym spojrzeniem.
    – Te cholerne zielone bestie to niemal ludzie – Egon zdjął nieco swojego kaftana, żeby pokazać, jakie szkody wyrządziły topory orków. – Każden rok zdaje się, robią się coraz bardziej zuchwałe. Kiedyś jeno trzymały się południa i gór Czarnej Skały albo czasem wylewały się z Lasu Drakwald. Dzisiaj masz tak, że te pokraki wypuszczają się w bandach wojennych przez Las Laurelorn i ponoć paru wodzów widziano przy Oldenlitz, jeśli bajaniom kramarzy i przekupek dawać wiarę.

    Egon pokręcił głową.

    – Trza powiedzieć, że walić tymi swoimi toporami umieją, choć co niektórzy z nich mieli zdobyczne gudendagi i zdało mi się, że był jeden z halabardą, co w las umknął, kiedyśmy ich rozbili.

    I wdał się jeszcze z lubością we wspomnienie bitki:

    – Lady Froya van Hansen i jej elfia towarzyszka może by i się obroniły, ale przyszłoby im za to zapłacić srogą cenę, niebezpieczna to rzecz była. Orków było parę tuzinów i milady skorzystała z tego, żeśmy na flankę podeszli. Dzięki temu zielonoskóre bestie nie były w stanie tak łatwo ich otoczyć i kiedy tylko kocioł wokół nich rozluźnił się nieco, jako konnica zaszarżowali i wyrwali się z okrążenia. Tedy siekaliśmy my ich jak wieprze na pieczyste na Sigmartag. Kiedy zrozumieli, że mamy za sobą jeźdźców, poczęli uciekać, a ci, co nie mogli, karku dali. Szkoda jeno, że żeśmy żadnych w jasyr nie wzięli, przydałby się taki jeden, co by ludzką mowę znał i rzekł jeno, gdzie jest ich najwięcej…

    Egon skończył zdawać rachunek z bitki orków, mając nadzieję, że wywrze to niejakie wrażenie na gospodyni.
    - A po co komu taki lek? Nie ma co takiego darmozjada trzymać. Tylko na poczciwych ludzi napadają. Na traktach albo w lesie czy wioskach. Dobrze, że żadni z nich żeglarze to chociaż na rzece jest w miarę bezpiecznie. - Dziewczyna oburzyła się na pomysł brania orków do niewoli. Ale barwna opowieść z walki z nimi wciągnęła ją. Z zaciekawieniem nachyliła się aby zobaczyć tę uszkodzenia kolczugi jaki wojownik jej pokazał i słuchała dalej jego opowieści. Właściwie to nawet kilka osób przy szynkwasie i najbliższych stołach też.
    - No właśnie. Tak jak mój kamrat mówi. Ty też słodziutka. A władze nic z tym nie robią. I nas w zimie, cała długa lodz Norsmenow przepłynęła nocą przez miasto i nikt nic nie zauważył. Gdyby nie wpadli na mieliznę za miastem to nie wiadomo co by się działo. - Burgund znów włączyła się do rozmowy i uderzyła w biadolenie na władze. Co często było wspólnym mianownikiem dla pospólstwo i pomagało im znosić trudne czasy.

    - No nawet takie wspaniałe szlachcianki nie są bezpieczne. A przecież to Froya van Hansen i jej elficka towarzyszka. Wyobraźcie sobie jaki by skandal wybuchł jakby te orki coś im zrobiły? Szkoda, że rzeka nie wróciły do miasta, rzeką jest bezpieczniej. - Jutta także dorzuciła swoje trzy pensy ale tak, aby do rzecznych służb nikt się nie mógł przyczepić. Barmanka i kilka sąsiednich głów pokiwali do tych słów.

    - A i nas ostatnio to zwierzoludzie grasują. Ale na trakcie a nie na rzece. Łupią okrutnie. Jak coś mniej niż wóz czy dwa to jak na nich trafia to łupią. Co co zginą w zasadzce to chyba i tak mają szczęście. Bo innych zabierają w las. Zwłaszcza kobiety. Młode kobiety. Aż strach pomyśleć co im tam robią. Ale nigdy już nikt z tych zabranych nikogo nie widział. - Dziewka zza szynkwasu, podzieliła się plotkami o lokalnych niebezpieczeństwach. - Dlatego mamy taką mocną palisadę i wieżę. Tu prawie co noc jest mgła. Rano też. Coś ci może wyjść z lasu pod samą chatę nim się spostrzeżesz. Zwłaszcza w nocy. Dlatego ta palisada. - Pokiwała głową jakby była boleśnie świadoma niebezpieczeństw czających się tuż za ogrodzeniem.
    - To straszne. A co z tym salonem? No my chcielibyśmy jeszcze do alchemia zajść przed zmierzchem. - Łotrzyca współczuła jej ale wróciła do tematu od jakiego zaczęli.
    - Ah no tak, oczywiście. Ja wcześniej nie wiedziałam, że jesteście od lady van Hansen. Już idę po klucz. - Uśmiechnęła się przepraszająco i poszła gdzieś na zaplecze. Trójka spiskowców na chwilę została bez niej. Burgund uśmiechnęła się triumfalnie.
    - Dobrze wam poszło. Widzisz Egon, ty toporem umiesz robić jak Silny no ale on takiej bajery nie ma. - Oszustka szepnęła do dwójki swoich towarzyszy.
    - Mnie tu znają to wiedzą, że nie jestem ze świty milady. To musiałam wymyślić coś innego. - Celnik też wyznała dlaczego trudno jej było się bezpośrednio podłączyć pod opowieść ich duetu.

    Egon pokiwał czupryną z aprobatą. Co prawda wojownik wiedział, że kobiety w karczmie zawsze są łase na opowieści, szczególnie te co bardziej krwawe, jednak nie mógłby żadnym sposobem samój sprzedać tego wszystkiego bez Burgund i Jutty. Celniczka była robiła za autorytet, Burgund zaś swym łotrowskim obeznaniem potrafiła sprzedać całkiem sporo. Może nie tyle co Łasica, która potrafiła w gadaninie fechtować swym jęzorem niby szpadą szermierze z Tilei, ale i tak przydała się na pewno.

    – To jak się rozdzielamy? – zapytał wojownik swych kamratów. – Zobaczymy, jak duży jest ta izdebka dla posłanników szlachty, ale pewnie ze czterech albo i sześciu wejdzie, jeśli łoża będą dwa. No to już mamy nocleg dla mnie, Burgund, Jutty, Rune, Silnego i Anniki i paru kurew, co sobie zamówią – Egon mówił wolno, zastanawiając się, czy przypadkiem nie pominął kogoś. – Z Gezacktem pogadam potem, ale mogą wziąć zwykły pokój albo pokój w burdelu.

    Pozostało czekać, aż wróci gospodyni.
    - Zaraz nasza uroczo naiwna barmanka wróci z kluczem to zobaczmy jak to gniazdo dla szlachty wygląda. Ty Jutta byłaś już tam? - Burgund machnęła ręką na zbędny pośpiech i wolała najpierw rozejrzeć się na miejscu.
    - Czy ja ci wyglądam na szlachciankę? - Mytniczka uśmiechnęła się krzywo dając tym znać, że chociaż regularnie bywała w tym rzecznym zajeździe to nigdy nie była w tych uprzywilejowanych apartamentach. Łotrzyca też się uśmiechnęła i ze zrozumieniem pokiwała głową.
    - Wyglądasz mi na naszą ladacznice na dzisiejszą noc. Jedną z tych z jakimi dziś będziemy się zabawiać. W kajucie było mało miejsca to niewiele zabawek można było użyć. - Dziewczyna z ferajny uśmiechnęła się krzywo do celnik i powoli objęła jej talię, przyciągając do siebie. A kasztanowlosa uśmiechnęła się do nich zachęcająco.
    - A słyszeliście jak mówiła, że one obie spędziły tu noc? Coś wam o tym mówiły jak staliście z nimi na brzegu? - Mytnik pogłaskała ramię Egona ale jak była okazja to zapytała o ten epizod obu szlachcianek. Ale nie zdążyli już odpowiedzieć bo wróciła barmanka.
    - Już jestem. To proszę za mną. - Rzekła do nich z miłym uśmiechem. I ruszyła na schody a potem w górę. Na piętrze był korytarz a w nim liczne drzwi. Przy jednych się zatrzymała, wyjęła klucz i otworzyła. Weszła do środka i odsunęła się aby goście mogli wejść do środka. Potem zamknęła drzwi.
    - Nazywamy to pokojem myśliwskim. Lady van Hansen go uwielbia. Ale nic dziwnego, ona tak lubi polowania. Więc jak jest u nas, i ten pokój jest wolny, to właśnie go zamawia. - Z uśmiechem i dumą, tłumaczyła co jest co. Obie towarzyszki gladiatora, rozglądały się ciekawie.
    - Patrzcie jak się szlachta bawi. Nawet dywan tu mają. I jaki puszysty. - Łotrzyca przesunęła butem po kobiercu i rzeczywiście wyglądał na drogi, barwny i puszysty. Oprócz tego były dwa, małżeńskie łoża z baldachimami. Jak dla dwóch par, małżeństwa i ich dzieci albo państwa i najbliższej służby. Ale w każdym na spokojnie by się zmieścilo i trzy osoby do spania a do harców to i więcej. Barmanka śmiało otworzyła duża szafę z ciemnego drewna. W zwykłych pokojach też takie były. Ale nie były zrobione w rzeźbione kwiaty i winorośla. Na ścianach wisiały skóry zwierząt i kilka czaszek. Widząc to barmanka wskazała na dorodne łopaty łosia.
    - A tą to w tamtym roku upolowała lady Froya. Nie chciało jej się wieźć jej do miasta i mówiła, że taką czaszkę już ma, więc nam podarowała. - rzekła z nieukrywaną dumą. Inna czaszka mogła należeć do dorodnego kozła. Albo zwierzoludzia. W każdym razie wyjaśniło się czemu ten pokój ma taką nazwę.
    - Czy czegoś jeszcze wam trzeba? - Zagaiła pracownica jakby chciała zaskarbić sobie życzliwość klientów.
    – Zda mi się, że to wszystko, czego nam trza, może poślijcie wina nieco – Egon skłonił się gospodyni, rad, że karty układały się po ich myśli.

    Odczekał jeszcze parę chwil, aż karczmareczka wyszła i zwrócił się do pozostałych:

    – Ten pokój? Ha! Trza powiedzieć, że takie zbytki na szlachcie niewarte są trwonienia, niejeden z gminu by z chęcią się wyspał w onym łożu!

    Wyrzekłszy to, rzucił się na wielkie łoże w centrum pokoju ze śmiechem. Zmitygował się jednak wprędce, wiedząc, że potrzeba poczynić plany.

    – To jak wolicie? – zapytał. – Tu mieści się trzech przynajmniej, a jakby i rozłożyć na podłodze skóry, to sześciu weszłoby bez fatygi. Burgund, chcesz tutaj? Bym się zastanawiał, jak poustawiać was wszystkich, wszak mamy izbę Jutty i tą i jest to sporo. Gezackta bym do burdelu oddelegował albo do sali wspólnej, niechaj tam radzą sobie, wszak jurgielt od nas wezmą i tak, kiedy rzecz skończymy. No, rzeknijcie no, gdzie byście chcieli?
    - Po takiej bajerze, to byłoby dziwne, gdybyśmy chociaż my, spali gdzie indziej niż tutaj. - Rudowłosa śmiała się radośnie i sprawdziła miękkość drugiego łoża. W końcu obróciła się i z lubością walnęła się na nie plecami. Upadając rozrzuciła ramiona i tak leżała przez chwilę, wpatrując się w baldachim nad sobą. Jutta zaczęła chodzić po pokoju rozglądając się ciekawie. Egon takie zbytki widywał na salonie Priory albo jak niedawno, raz lady Fabienne gościła ich i siebie. Ale na co dzień to się w takich luksusach nie obracał.
    - No jak ten pokój był godny lady Froyi i Fanriel to ja nie będę wybrzydzać. Podoba mi się tu. Zawsze nocowałam w izbie mytników albo innych pokojach. Czasem nawet wspólnej izbie albo na łodzi. Ale tu to jestem pierwszy raz. - Celniczka wyglądała na oczarowana tym miejscem. Otworzyła dużą szafę a potem mniejszą. W końcu zaczęła się przyglądać trofeom na ścianie.
    - Wiecie, że do tych słupów to można przywiązać jakąś ladacznice czy inną niewolnicę? - Burgund uniosła stopę aby wskazać na drewniane, ozdobne filary jakie wspierały baldachim. To zwróciło uwagę mytniczki i podeszła do tego miejsca. Przyjrzała mu się ciekawie.
    - O tak? - zapytała unosząc swoje ramiona w kierunku każdego z filarów.
    - Mhm. Tak albo inaczej. Można też przywiązać oba ramiona do jednego słupa jak do pręgierza. Albo przywiązać do łóżka aby była na leżąco. No mówię wam, że takim łóżkiem i niewolnicą to się można trochę pobawić. - Ruda zaśmiała się wesoło a mytniczka jej zawtórowała.
    - No mamy dwa łóżka. Na każde po dwie, trzy osoby. To nasza czwórka i Jutta jako nasza ladacznica, zmieścimy się tu na spokojnie. Astrid bym wzięła do łóżka bo jest delikatniejsza niż chłopaki. A jak na dywanie rozłoży się koce i pledy to wygodniej będzie niż na tej rybiej krypie. No i jeszcze powinno starczyć miejsca na jedną czy dwie ladacznice z dołu aby było się wygodnie do kogo przytulić. - Burgund robiła na głos rachunki i wyszło jej mniej więcej podobnie jak gladiatorowi.
    - Gezakt to można mu wynająć stodołę. To taniej niż pokój w zamtuzie. I w stodole jest po monecie za głowę. Ich jest trójka. Jak im się uda to może uda im się zaprzyjaźnić z tą moją koleżanką ze stajni. Ona ma swój kąt tam i tak tak nocuje. Myślałam o niej dla nas no ale nie chcę wam psuć planów. Zresztą jakby wynająć im pokój w zamtuzie to trzeba by i choćby jedną ladacznice im też wynająć bo samych pokojów się tam nie da wynająć. A Wagner to pewnie będzie spał w głównej izbie bo to najtaniej. - Brunetka dorzuciła swoje propozycje jak można by rozlokować towarzystwo. - Właściwie to jeszcze nie byłam w izbie mytników. Jak są wolne miejsca to może tam by się udało kogoś umieścić. Nawet jeśli ja bym nocowała z wami tutaj. Tylko musiałabym wybadać sprawę. - Dorzuciła na koniec co jeszcze jej przyszło do głowy.
    – Dobra myśl, tą ze stajni zostawić Gezacktowi – rzekł Egon, który chciał, żeby najemne zbiry strażnika pochędożyły odpowiednio przez noc, przeto będą bardziej skore do bitki następnego dnia. – Dobra, to ustawmy tak: w izbie szlachty będę ja, Burgund, Jutta, Anika i ze dwie kurewki od tamtego stołu, a w izdebce mytniczki niechaj ulokują się Silny, Rune i parę kurtyzan, co odnajdą.

    Egon pokiwał głową, zaproponowawszy rzecz.

    – Gezackt niechaj weźmie stodołę i tam przywiedzie tyle dziewek, ile mu się podoba – wojownik wzruszył ramionami, bowiem cała rzecz z Gezacktem nie interesowała go aż tak bardzo, byle jego ludzie byli na okręcie nazajutrz. – Co, pasuje? Wybadamy jeno izbę mytników i koniec końców, jeśli Jutta tam będzie musiała być, to dołączy z Silnym i Rune, zacnie ją sprawią, ha! – zaśmiał się jeszcze.
    - Z nimi? No wyglądają krzepko. Zwłaszcza Silny. Mogłoby być ciekawie. - Mytniczka rozważała w głowie scenariusz Egona, że miałaby spędzić noc z jego kolegami. Wyglądało na to, że nie jest jej niemiły. - No ale wolałabym z wami. - Uśmiechnęła się w końcu do dwójki towarzyszy. Słysząc to łotrzyca roześmiała się z rozbawienia. Popatrzyła na kamrata leżącego na sąsiednim łóżku.
    - Zobacz Egon. Komuś spodobało się głębokie wsadzanie tam i tu w tej kajucie. - Wyglądała na zadowoloną a i Jutta nie udawała świętoszki tylko pokiwała głową.
    - No tak. Ostatni raz to tak dobrze się bawiłam chyba z Hubertem i Oksana. No i może że dwa, trzy razy tam czy tu. - Celnik popatrzyła z uśmiechem na nich oboje.
    - Widzicie? Mówiłam wam. Klient usatysfakcjonowany zawsze wraca do swojej ladacznicy gdy tylko może. - Łotrzyca zaśmiała się jakby sprawdziła się właśnie jakaś jej wewnętrzna filozofia. - Egon a teraz zobacz na to. - Burgund podniosła się z łóżka i podeszła do szafki. Zaczęła grzebać w swoim worku i wyjęła z niej mniejszy. To był ten jaki pokazywała w kajucie. W nim trzymała zabawki do figli. Jutta cicho sapnela i czekała co będzie dalej. A ruda wróciła na łóżko i wysypała zawartość na nie. Dopiero teraz było w pełni widać te wszystkie gadżety do wiązania, kneblowania, wsadzania, biczowania i innych zabaw. Nawet ten pęcherz z nasieniem zwierzoludzi i strzykwy z jajami też tu były.
    - Oj to ja chcę spać z wami! Obiecuję, że mnie głowa nie będzie boleć i z każdej strony można! - zawołała wesoło mytniczka jakby wspomnienia z kajuty już ją ożywiły.
    - No czemu nie. Ale Egon ma rację. Musimy się jakoś podzielić. Gezakt chyba faktycznie lepiej aby poszedł do stajni. Ta jego Martin wygląda słodziutko no ale mogę kiedy indziej się jej przyjrzeć. Silny się wścieknie jak się dowie o tym - Łotrzyca wskazała wzrokiem i ramionami na luksusowy apartament - a jak on będzie spał gdzie indziej. Chyba, że ktoś mu aż tak dobrze zrobi, że rano nie będzie miał do tego głowy a my nie będziemy mu o tym przypominać. - Tutaj uznała, że jest pewne ryzyko na to, że łysy poczuje się wysiudany z siodła ale było to możliwe do obejścia.
    - No i ladacznice. Widziałam na dole. Gładkie są, gibkie, dobrze to wygląda. Ale trzeba im zapłacić. Trzeba zobaczyć na ile nas stać. Za ten pokój chcą dziesięć monet. Ladacznica na całą noc to też dziesięć minimum. A jak na być z czułością i miłością a nie samo leżenie na plecach to ze dwadzieścia trzeba liczyć. Czyli za dwie dla nas i jedną dla reszty to minimum szesciesiat monet. Jak za ten pokój to siedemdziesiąt. No to jak na naszą trójkę to by wyszło jakieś dwadzieścia pięć, trzydzieści monet na głowę. Annika dostała parę groszy od Fabienne ale raczej nie na tyle aby się dorzucić czymś sensownym. No to minimum gdzieś tyle na głowę nam wyjdzie. No może Astrid się dorzuci jak ją weźmiemy. W końcu szlachcianka to chyba ją powinno stać. Im więcej osób zaprosimy tutaj tym będzie ciaśniej i większy tłok do ladacznic no ale na głowę wyjdzie mniej. - Łotrzyca zrobiła na głos rachunki jakie przewidywała za dzisiejszą noc. Popatrzyła na nich oboje.
    - No jak dwadzieścia czy trzydzieści monet to ja mogę się dorzucić. W końcu to szlachecki apartament, chciałabym choć raz spędzić tu noc. Zwłaszcza z wami. - Celniczka dała znać na jaki geld mniej więcej mogą liczyć z jej strony.
    - Ja też mogę tyle dać. Jak na namiętne ladacznice to warto. Można by je zapytać co tu Froya z tą elfka robiły. Bo Froya to widocznie nie była tu pierwszy raz. - Ruda głowa wskazała na dorodną czaszkę łosia jaka wisiała na ścianie.
    – Mogę dać trzydzieści – rzekł Egon, który, choć wiedział, że w przeciągu jednego miesiąca więcej wpadnie do kabzy, to nie chciał szastać żeliwem, aby nie narazić się na niebezpieczeństwo. – Jeśli komu zabraknie, to dorzucę drugie tyle, ale myślę, że styknie całkowicie.

    Egon podrapał się po głowie. Zdało się, że Jutta była po ich stronie, ale zamierzał później tej nocy spytać Burgund, czy warto by było jej powiedzieć o całym zamyśle z przejęciem okrętu. Było to niewielkie ryzyko, a mogło przysporzyć im jeszcze jednego konspiratora, który pomoże, kiedy rzeczy nabiorą rozpędu. Może nawet Jutta mogłaby bardziej precyzyjnie naznaczyć porę, kiedy warto uderzyć? Te rzeczy jednak Egon zostawił na później.

    – Dobra, to podzielimy się tak: Jutta, Burgund, ja i Annika i jedna kurtyzana w pokoju. Silny, Rune i po dwie dla nich w pokoju Jutty, jeśli rzecz nie zawadzi. Gezackt we wspólnym albo strychu stodoły, niechaj robią, jak im się podoba. Pasuje? To chodźmy może opłacić się i rzec reszcie, jak to będzie. Silnemu i Rune nie musimy gadać, gdzie nocujemy, jeno wskazać izbę, karczmareczce też opłacimy i rzekniemy Gezacktowi, na czym stoją.

    Egon powstał, gotów, aby zejść do wspólnej sali.
    - A Astrid? Może też by się zrzuciła na jeszcze jedną ladacznicę? - Burgund pokiwała głową, że taki plan raczej jej pasuje. Ale jeszcze wspomniała o córce norsmeńskiego jarla, która parę dzwonów cześniej integrowała się z nimi w ciasnej kajucie “Jutrzenki”. A jako szlachcianka to mogła mieć coś w sakiewce. - A z Silnym to trzeba zacząć od tych dwóch ladacznic to może go to zajmie. - rzekła jakby jednak obawiała się, iż łysy mięśniak może zrobić awanturę.
    - Dobra to wiecie co? - Jutta spojrzała na nich bystro. - To moża ja najpierw zajrzę do pokoju mytników. Zobaczę jak to wygląda. Bo jeszcze tam nie byłam ani nie zdążyłam zapytać. - Mytniczka zaproponowała i rudzielec pokiwała głową na zgodę.

    Ale gdy szatynka w białych bryczesach, już była w drzwiach to spotkała się z powracającą barmanką. Minęły się a pracująca dziewczyna przyniosła tacę, butelkę wina i kilka kubków. Postawiła to na szafce i uśmiechnęła się do pozostałej dwójki.

    - Gospodarz przysyła z pozdrowieniami. - Wskazała na poczęstunek.
    – Możesz iść – Egon rzekł, węsząc idealną okazję do rozmówienia się z Burgund. – My jeno wina skosztujemy i zaraz też zejdziemy.

    W istocie, gladiator nalał sobie nieco wina z antała do szklanicy i pociągnął z niego łyk, odkrywszy, że ostatnia seria wymian wzmogła w nim pragnienie. Kiedy tylko kobiety wyszły, Egon wyczekał jeszcze chwilę i upewnił się, że przy drzwiach przypadkiem nikt nie podsłuchuje. Wojownik żywił nadzieję, że ściany szlacheckiego pokoju okażą się nieco grubsze niż te dla plebejuszy, nierzadko bowiem emisariusze tudzież kapłani zatrzymywali się w ważkich sprawach i o nich radzić musieli. Egon tedy podejrzewał, że jeśli by jaki ciur ze wsi wywiedzieć się mógł o planach świętych mężów, niejeden karczmarz mógłby pętlą na dębie przypłacić taką stratę.

    Kiedy wreszcie był pewien, że nie było nikogo w pobliżu, rzekł do Burgund w te słowa:

    – Trza będzie skaptować Juttę jako wspólnika w przejęciu statku – popił jeszcze wina. – Myślisz, że rzecz dałaby się zrobić, teraz, kiedy zabawialiśmy się z nią i raz jeszcze zerżniemy ją odpowiednio?
    - Myślę, że jak nas napadną ci piraci to i tak trzeba będzie się bronić aby nie pójść pod nóż. - Łotrzyca miała pragmatyczne podejście do tego zagadnienia. Obojętnie wzruszyła ramionami. - Więc jak my będziemy stawać, to Jutta pewnie też. Przecież jest mytniczką z ratusza to trochę jak straż w mieście. Jak to my byśmy mieli napadać na nich to już trochę inaczej. Ale myślę, że już wstępnie ją w kajucie urobiliśmy i widzisz jaka teraz jest kochana i słodziutka. To jak jeszcze teraz ją oćwiczymy do rana to jeszcze powinna być nam milsza. Można by jeszcze o lady Froyi wspomnieć. Ona przecież jest taka sławna i wojownicza. A widziałeś jak Jutka płakała, że nie popłynęła z nami na brzeg do tych orków. I bardzo chciałaby ją poznać no to można by na tym polu uderzyć. Ha! A jeszcze nawet nie wie o reszcie naszych błękitnokrwistych koleżanek! - Dziewczyna z ferajny mówiła szybko i nieco ciszej niż zwykle. Wskazała na rozsypane na łóżku gadżety do niecnych zabaw, jakie tak spodobały się mytniczce. Chociaż w kajucie użyli niewielu z nich.
    - A jak zdobędziemy statek to Jutta nie powinna protestować. Przecież to by oznaczało, że pokonaliśmy piratów. To nic nielegalnego. Jeśli ten statek był zrabowany jakiemuś właścicielowi to może się on o niego upominać. Ale nawet wtedy musiałby nam coś zapłacić. To już by była sprawa między nim a nami a nie mytników więc też chyba Jutce nic do tego. Ale właściwie to jej można o to zapytać bo ona pewnie zna te przepisy lepiej. Ale to różnie może być. Nie wiadomo skąd piraci mają statek, kiedy się były właściciel dowie, czy uda się ustalić właściciela i tak dalej. To się może toczyć tygodniami albo miesiącami. - Rudzielec jako tako orientował się jak to może wyglądać od strony prawnej ale raczej miała wiedzę z poziomu portowej dziewczyny a nie strażnika czy prawnika.

    Egon pokiwał gorliwie głową, choć sam nadal nie wyzbył się wątpliwości.

    – Na dwoje babka wróżyła… – zaczął wojownik i urwał, nie do końca będąc pewien rezultatu wybiegu Burgund. – Choć raczej, kiedy usłyszy o tym, że chcemy przejąć statek powinna być z nami. Onuż brałem ją już raz i podobało jej się, dzisiaj dupczyć będziemy po raz wtóry i trza powiedzieć, że pewien jestem, że też będzie jej się podobać. Przywiążemy ją tu… O, tu! – wskazał na róg łoża. – Wybatożymy co nieco, a tedy ja ją wezmę i ty się przyłączysz. Ha-ha.

    Egon, podrapawszy się po brodzie w zadumie, zdecydował wreszcie:

    – Gadasz mądrze, ale powiemy jej o całej rzeczy na samym końcu – rzekł. – Zanim się swawole zaczną, rzeknę jej jeszcze nieco o lady van Hansen, jak to żeśmy się z trollem bili wtedy z moim konarem w gębie będzie żywo miała przed oczami opowieści o mnie i van Hansen. Jeno tedy będzie przygotowana odpowiednio, że my tu przyszliśmy zrobić porządek z szyprem, bo z niego drab kaprawy i my porządek z nim zrobimy. A jak wezmę ją raz drugi, szepnę, że wejście na dwór milady będzie jeno ze mną, tedy posłuszna będzie nam musiała być.

    Popił wina.

    – Szablę ma zacną, choć wolę rąbać toporami. Ale kolejny z kompanów się nam nada, co sądzisz? Z czasem ją wtajemniczymy w kult.
    - No tak, też myślę, że by do nas pasowała. Nieźle ją Hubert wyszkolił. Ciekawe czy ma jeszcze jakieś inne ciekawe koleżanki. - Rudowłosa pokiwała głową na znak, że też widzi w mytniczce materiał na kultystkę. Zwłaszcza jak była kochanką dwójki hedonistów z zaprzyjaźnionego zboru. Popatrzyła na łóżko i plany jakie gladiator żywił na dzisiejszą noc. Zaśmiała się wesoło. - Tak, myślę, że to przywiązywanie i batożenie też jej się spodoba. Widziałeś jak się przymierzała jak o tym wspomniałam? - Popatrzyła figlarnie na mężczyznę na to świeże wspomnienia z zachowania celnik na luźną wzmiankę o tego rodzaju harcach. - Ja już o tym w kajucie myślałam bo ona mi wygląda, że lubi być uległa jak Fabienne albo Adrienne. Pamiętasz jak tą pisareczkę z ratusza Hubert i Oksana w teatrze wyćwiczyli? No to myślę, że nasza słodka Jutka też lubi takie zabawy. Nie wiem czy tak z miejsca by się pisała na nocne zabawy w lesie przy Zachodnich Kamieniach ale pewnie na te spotkania w piwnicy u Pirory to tak. - Na tym polu też wydawała się być pewna, że dojdą z mytniczką do porozumienia.
    - Ale z rzezaniem Wagnera i jego załogi to nie jestem pewna. To jednak całkiem co innego. - Tu jednak westchnęła i pokręciła głową. - Zresztą po co chcesz ich rzezać? Jak trafimy na tych piratów, to nam wszystko ułatwi. Będziesz miał w kogo wsadzić w topór. Nawet jak któryś z nich ocaleje to raczej nikt po nich nie będzie płakał. Za piractwo, rzeczne czy morskie i tak jest stryczek. Tak samo jak za rabowanie i trupienie na trakcie. A jak zdobędziemy ten ich statek to nie będzie miał załogi bo ich wyrżniemy. Trzeba będzie obsadzić wiosła i pewnie zostawić Wagnera i przesiąść się na tą piracką krypę. Jeszcze nie wiadomo jaka duża ta łajba i ilu trzeba ludzi aby ją obsadzić. Dlatego teraz, jak wrócimy od tych alchemików, to dobrze by było rozejrzeć się nie tylko za namiętnymi ladacznicami i dziewojami ale i kogo by można skaptować. O, chyba, że ladacznice by kogoś znały. I to samo w Saltmundzie. Bo nie wiadomo czy nas starczy do obsadzenia nowej krypy. Co prawda z prądem się płynie łatwiej no to może nas by starcztyło. Ale też nie wiada w jakim będziemy stanie. Widziałeś jak Astrid i Lars oberwali od tych orków. To po co mamy rzezać Wagnera i jego ludzi? - Ladacznica przedstawiła swoje przemyślenia jak to wszystko widzi. I dało się wyczuć, że o ile na różne harce z Juttą czy bez, jest chętna to do samej walki i mordowania się nie pali. No ale była oszustką i złodziejką a nie wojownikiem czy mordercą.
    – A co, jeśli piraci nie napadną? – zapytał Egon, który brał taką opcję całkiem poważnie.

    Był to poważny szkopuł w całym planie: piraci mogli napaść, ale, z drugiej strony, jak przemyśliwał rzeczy Egon, z czasem korabie podróżujące po rzece Salz w górę stawały się coraz bardziej dozbrojone. Prawda to, rzecz była świeża i pewnikiem wielu kupców mogło zlekceważyć zagrożenie, jednak piraci rzeczni istnieli dopóki, dopóty opłacało się łupić barki i proceder był w miarę tanim kosztem, poderżnąć gardła paru łyczkom i gracko wywinąć się.

    – Dla Wagnera lepiej, żeby ci piraci wzięli i zaatakowali, bo jak nie, to sam położy karku. Ja z tej rejzy bez statku nie wychodzę. Annika, Silny, Rune dostali już ode mnie cynk, że jak piraci nie zaatakują, to dam znak i robimy przejęcie. Co, przecież tyle nie będziemy się telepać, by jeno do Salzenmund dobiec. A i Lars gadał, że Jutrzenka to rzecz do sprzedania, jeśli przyjdzie co do czego, to i tydzień w Salzenmund przepędzimy, zanim wieści o porwaniu statku się rozejdą.
    - Myślę, że piratami to nam Jutta pomoże ale z Wagnerem to nie wiem. - Po chwili zastanowienia, rozmówczyni wzruszyła ramionami, na znak, że trudno jej przewidzieć reakcję mytniczki na pomysł rzezania zwykłych marynarzy. - Widziałeś ten tłok na dole? I na przystani? Oni wszyscy czekają aż sprawa z piratami się wyjaśni albo na wynajem ochrony. Albo po kilka łodzi będą płynąć. To oznacza, że w górę rzeki jest dla piratów mniej łodzi do napadania niż normalnie. To zwiększa nasze szanse na spotkanie z nimi ale czy rzeczywiście ich spotkamy to nie wiem. - Przyznała też, że okoliczności sprzyjają ich planom ale ich nie przesądzają. - Jakby doszło do rzezania Wagnera to ich jest ze dwa razy więcej niż nas. Samych wioślarzy jest z dziesiątka. Nie sądze aby z nich jacyś wielcy wojownicy byli, na ciachanie tych orków na brzegu, żaden nie poszedł. Ale zawsze jest szansa, że któryś wyskoczy za burtę i rozpowie kto ich napadł. Wtedy my będziemy piratami i będą nas szukać. - Dała znać jakie widzi ryzyko do rozważenia. Ale w końcu klepnęła wojownika po przyjacielsku w ramię. - Chyba faktycznie dla nas wszystkich lepiej abyśmy spotkali tych piratów. - Uśmiechnęła się i spojrzała w stronę drzwi. - Chyba Jutka wraca. - I rzeczywiście zaraz drzwi otworzyły się i mytniczka w białych bryczesach, wróciła do apartamentu. Weszła do środka i westchnęła cicho.
    - Dwóch kolegów tam dziś nocuje. Więc są wolne tylko dwa miejsca. No ale zapytałam ich czy moi koledzy mogą tam dziś nocować jak ja będę gdzie indziej to się zgodzili. Więc dwie osoby by miały nocleg za darmo. - Streściła im czego się dowiedziała od kolegów po fachu. Łotrzyca skinęła głową przyjmując to do wiadomości. - Teraz i tak zaraz pójdą na główną izbę aby zjeść kolację i pograć w karty więc pokój będzie wolny. Można by się tam zabawić póki nie wrócą. - Dodała jakby na pocieszenie.
    - Zaraz to my będziemy musieli iść do tych alchemików. Jak wrócimy to nie wiadomo gdzie ci dwaj będą. No ale dla Rune i Silnego by było miejsce. Chociaż nie wiem czy Silny chciałby nocować z dwoma strażnikami. Może jakby cycata ladacznica go zajęła to nie będzie zwracał na to uwagi. Albo pójdzie z nią na strych stodoły. Trzeba będzie go zapytać. A na ladacznicę czy dwie to ci twoi koledzy by kręcili nosem? - Rudowłosa pokręciła głową na boki gdy oceniała jakie mają możliwości a na koniec jeszcze zapytała celnik o ten detal.
    - Chyba nie. Zwłaszcza jakby też mogli skorzystać a nie musieliby płacić. Ale to też trzeba by ich zapytać. - Jutta odparła po chwili zastanowienia. Więc obie spojrzały na Egona, co on na to wszystko.
    – Silny dostanie kurwę to będzie zajęty przez całą noc – sarknął Egon, znając praktyczną naturę wykidajły z Neues Emskrank. – Nie trza mu za dużo. Ha. Choć, po prawdzie, i mi nie trzeba, he, he. No. Jak dostaną pokój za darmo i jakieś panienki do dupczenia im sprawimy, to narzekać nie będą, jeno dziękować. A że w kwaterze szlachciców nocować będziemy, to nie musimy rozpowiadać, nasza sprawa.

    Egon postanowił zmilczeć rzecz z opanowaniem statku. Mogło być i tak, że Burgund miała rację i że całą rzecz można by było zostawić aż do punktu krytycznego. Jeśli będzie im sprzyjać szczęście, wszystko pójdzie bez zbędnego rozlewu krwi. Postanowił tedy zostawić ten temat i nie wracać do niego, póki co.

    – Dobra, to co, schodzimy? – zapytał Egon, który chciał dopiąć sprawy.
    - No to chodźmy bo się Silny będzie dopytywał co nam tyle zeszło. Pójdziemy do tych ladacznic i zamówimy coś dla nas wszystkich, zanim ktoś nam je zgarnie sprzed nosa. I jeśli Astrid już jest na dole to ją możemy zapytać. Bo trochę szkoda aby ją posłać do mytników albo do stodoły. A może i ona się dołoży na jakąś ladacznicę. Albo dla nas taniej wyjdzie. - Burgund złapała pod jedno ramię Egona, pod drugie Juttę, i ruszyła do wyjścia. Przeszli przez korytarz, na schodach minęli jakiegoś mężczyznę co wchodził na górę. A gdy wrócili na dół to przywitał ich ten sam gwar i zaduch jak wtedy gdy wchodzili tu z dworu. Zastali Silnego jak stał ze skrzyżowanymi ramionami na piersi. Rune, Lars i Astrid siedzieli na ławie przy jednym ze stołów. Kawałek dalej stał Gezackt, Giętki i Martin. Widać czekali na nich bo łysy skinął powracającym z piętra towarzyszom na przywitanie.
    - No i co? - Zapytał czekając z jakimi wieściami przychodzą. Trójka na ławie też podniosłła głowę co z ich ustaleń wyszło.
    – Dobra jest – rzekł Egon, który postanowił mówić jeno tyle, co wystarczało do poprowadzenia rzeczy do przodu. – Pokój mytniczki dla was, ale trza się jeszcze rozmówić z dziewkami, co by wam przez noc towarzyszyły.

    Egon umyślnie zostawił rzecz sprawdzania pokoju szlacheckiego, w którym właśnie byli.

    – Z Gezacktem jeszcze gadać mi przyjdzie, ale rzeknij mi, jak by to pasowało? Widzieliście ten pokój Jutty? Tam przyjdzie wam bez kosztu, jeno dziwki trza opłacić, ale jeśli wam braknie nieco, to bym się dołożył.
    - No właśnie Silny, bo gadaliśmy, że trzeba te ladacznice zobaczyć aby nam ich nie zgarnęli sprzed nosa. A tam widziałam są ze dwie, trzy takie cycate jak lubisz. I właśnie gadaliśmy jak się nimi podzielić. - Burgund szybko dołączyła się do rozmowy i od razu posłała spojrzenie na stół z ladacznicami. Co razem z tym co mówił gladiator, sprawiło, że i mięśniak z portowych doków, też tam spojrzał.
    - He he, pewnie, też widziałem, że są takie co by je było gdzie złapać. To chodźmy a potem do pokoju. - Łysol zaśmiał się chrapliwie, ucieszony takimi wieściami. I skinął głową aby podążyli za nim na negocjacje z płatnymi kochankami. Za jego plecami łotrzyca posłała gladiatorowi szeroki uśmiech i szepnęła mu.
    - To ja go idę zagadać a ty powiedz im jak jest i też dawaj do nas. - Wskazała na siedzącą trójkę jaka była zbyt obolała aby swobodnie samemu chodzić. Ale też czekali na wieści dotyczące dzisiejszego wieczora. A rudzielec szybko podążyła za mięśniakiem.
    - To co wymyśliliście? - Lars zapytał Egona gdy sytuacja się nieco uspokoiła.
    - Chyba nie będziemy tu spać na podłodze? Razem z nimi wszystkimi? - Astrid lekko skinęła blond głową na resztę izby. Jakby obawiała się, że przy takim tłoku to nie starczy dla nich miejsca aby spać w bardziej cywilizowanych warunkach. Rune na razie czekał co z tego wszystkiego wyjdzie.

    Egon w istocie nieco zapomniał o Astrid i Larsie, którzy w jakiś niepojęty sposób zniknęli podczas całego zamieszania. Cóż, była to jego pierwsza wyprawa do Salzenmund, bowiem gladiator rzadko kiedy podróżował wzdłuż rzeki, niewprawny w morskie (ani i rzeczne) wojaże.

    Egon stwierdził - cóż, wszakże w pokoju dla szlachty był on sam, Burgund i Jutta i w zasadzie wszyscy, poza być może dziewkami z burdelu.

    – Dwa pokoje mamy – rzekł Egon wreszcie. – W pierwszym Rune i Silny i ich ladacznice, licz czterech luda w pokoju. Potem my, znaczy się, ja, Burgund i Jutta. Pokój spory, ale jak byście chcieli dołączyć, to trza nam chyba zrezygnować z kurew, za dużo luda jak na jeden pokój. Ale zmieścić się powinniście bez problemu, jak wejdziecie, choć może nie wszyscy na łożu.

    Wzruszył wreszcie ramionami. Egon musiał przyznać, że cała ta gadanina poczęła go mitrężyć, skoro stajnia i burdel były przecież otwarte. Ciekaw jednak był zdań Larsa i Astrid i, cóż, Anniki.
    - Dwa pokoje na nas wszystkich, to trochę mało. - Lars zadumał się gdy usłyszał te wieści. Podrapał się po brodzie i w końcu wzruszył ramionami. - Ale ja dziś muszę odespać te orcze topory. - Poklepał się z uśmiechem na rozdarcie kolczugi jakie zielonoskórzy mu sprawili. - Wezmę sobie miejsce na dachu stajni. Tam powinno być cicho i sucho. Z dala od tej czeredy. - Wskazał kciukiem na większość sali za swoimi plecami.
    - No jak macie dla mnie pokój z Silnym to w porządku. Biorę to. - Rune też był zadowolony z takiego przydziału. Obserwował plecy mięśniaka i łotrzycy. Ci zatrzymali się przy stole z młodymi kobietami w śmiałych kreacjach i zaczęli z nimi rozmowę.
    - No ja bym jednak wolała spać w pokoju. Najlepiej w łóżku. Ale jak chcecie to mogę się na ladacznice i wino dorzucić. Chociaż Jutta też mi się spodobała to może być. Chyba jest za darmo co? - Córka jarla nie była aż tak niewybredna jak koledzy ale starała się dorzucić coś od siebie do wspólnej puli. A w międzyczasie wróciła czarnowłosa służka lady Mannlieb. Sprawnie lawirowała między zatłoczonymi ławami i stołami.
    - Coś mnie długo trzymało. Ale podsłuchałam, że na podwórzu chyba jakaś bitka będzie czy co. Ale to chyba dopiero się zbierają. No chyba, że się rozejdzie po kościach to nie będzie. A co tam u was? Wiadomo już gdzie śpimy? - Streściła im świeżą plotkę bez większego zainteresowania machając dłonią z kierunku skąd przyszła. Ale też chciała wiedzieć jakie mają plany na nocleg.
    – To może pójdziemy zobaczyć tą bitkę? – Egon zastrzygł uszami, słysząc, że będzie jakaś walka. – A jak wam dwa pokoje nie stykną, to mógłbym wam wyłożyć jeszcze żeliwo na noc w bordelu, ale musielibyście wziąć sobie ladacznicę. Burdel to burdel, a nie jakaś tam przystań.

    Egon przemyślał rzecz jeszcze raz: w pokoju szlacheckim będzie on, Jutta, Burgund i Annika z jedną kurtyzaną, co dawało pięciu ludzi. W izdebce Jutty będzie Silny i Rune i ich ladacznice, czyli czterech luda.

    – Zda mi się, że najlepiej będzie dla was dołączyć do nas albo do Rune i Silnego – wzruszył wreszcie ramionami, nie wiedząc, jak rozwiązać problem Astrid i Larsa. – To albo wynajmiecie kurwę z pokojem w zamtuzie.
    - Chyba jeszcze nie zaczęli. - Czarnowłosa pokojówka spojrzała w głąb izby - Słyszałam ich przez drzwi bardachy to nie wiem którzy to gadali. - Przyznała z pewnym rozżaleniem.
    - Jak będzie jakaś bitka to na pewno to usłyszymy. Ludzie zawsze się zbiegają aby to oglądać. - Lars też powiódł spojrzeniem po sąsiednich stołach ale wydawał się sądzić, że porządna bitka to nie przejdzie niezawuażona.
    - Egon ale w pokoju mytników to będzie jeszcze dwóch mytników. A tam są dwa piętrowe łóżka. - Jutta przypomniała kochankowi o ograniczonej pojemności darmowego noclegu.
    - Ja tam mogę spać gdziekolwiek. Nie chcę wam robić kłopotu. Ale jakbym mogła z tobą to by było miło. A jak nie to trudno, może jutro na statku się coś uda skręcić albo w Saltmundzie. - Annika zaznaczyła, że sama nie jest wymagająca jeśli chodzi o nocleg. Chociaż przyznała, że opowieści koleżanek co się działo w kajucie, wyostrzyły jej apetyt na głębsze poznanie mytniczki.
    - To jak tak ciasno to możemy wynająć ladacznice i pokój w zamtuzie. Szkoda Lars abyś sam spał w tej stajni. A i mnie będzie raźniej jak będę miała kogoś swojego. Ty Annika jak chcesz, to też możesz do nas dołączyć. - Astrid wrociła tematem do noclego. Spanie w stodole niezbyt jej odpowiadało a jak dwa wspomniane pokoje były już dość zajęte to zaproponowała zamtuz.
    - No jak córka jarla zaprasza to nie wypada mi odmówić. - Morski wilk zaśmiał się rubasznie ale wydawał się być zadowolony z takiej propozycji.
    - To może pójdziemy wybrać te ladacznice? - Jutta wskazała na plecy Silnego i Burgund. Wyglądało na to, że całkiem wesoło sobie rozmawiają z płatnymi kochankami. - Jak się z nimi umówimy to będziemy mogli pójść do tych alchemików. Bo nie chciałabym z lasu wracać po zmroku. - Mytniczka popatrzyła na nich pytająco.
    - Ja sobie dziś daruje spacery. - Lars uśmiechnął się i wskazał na swoją poszarpaną orczymi toporami kolczugę. Rune i Astrid też dali znać, że wolą zostać na miejscu.

    – Dobra, to chodźmy zobaczyć te kurewki, co Silny i Rune będą dzisiaj obracać – Egon zgodził się z Juttę. – Potem do alchemików pójdziemy. Ale ja bym najpierw kurwy chciał wybrać. Ty Burgund znasz się dobrze, chociaż ty Jutto z Hubertem nie raz puszczałaś się w swawole. Ja bym, uważasz, dla Silnego i Rune chciał takie, co by zmieścić dużo mogły, bo tych dwóch to wojownicy jako i ja, byle piczka im nie dogodzi. A i też dobrze, abyśmy mieli taką, co lubi poczuć bat na swym grzbiecie. Sam smagać ją będę i brać, tedy musi być niby bretoński gniadosz, znaczy się, jeździć na niej można godzinami i jeszcze podobać jej się będzie, jak usłyszy dźwięk witek. No! Ale dość gadania. Chodźmy.

    I poszedł tak, jak przykazała Burgund.

    Po rubasznej wypowiedzi gladiatora, wśród jego towarzyszy rozeszły się swawolne śmiechy. O ile jeszcze mytnik czy norsmeńska szlachcianka starały się zachować jakiś umiar to Annika, Rune i Lars rechotali bez żenady. Aż się Silny z Burgund z zaciekawieniem obejrzeli się za siebie, co ich tak rozbawiło.
    – To ja też chcę taką. Brzmi jak moja milady. Gdy się z nią zabawiamy a z niej bardzo zdrowa i lubieżna klacz. ~ Annice błysnęły oczy jakby zamówienie gladiatora bardzo przypadło jej do gustu. I nachyliła się aby szepnąć mu do ucha. A potem roześmiała się i poszła w stronę stołu zajmowanego wyłącznie przez młode, wydekoltowane kobiety.
    – A mnie też będziesz smagać i brać? Tak jak w kajucie? Ja też mogę wiele zmieścić i to nie tylko w piczkę. Jak chcesz jeszcze jedną, to mogę pogadać z tą moją koleżanką ze stajni. Ona też lubi takie zabawy. ~ Jak tylko pokojówka lady Mannlieb zwolniła miejsce u boku gladiatora to celnik chętnie je zajęła. Niby szli we dwójkę w stronę pracujących tu kobiet ale widać było, że słowa brodacza pobudziły brunetkę i nabrała ochotę na wieczorne swawole takie jak parę dzwonów temu w kajucie. No ale już znaleźli się na miejscu. Trafili właśnie na środek rozmowy.
    - Tylko mi powiedz gdzie chcesz skończyć? W ustach? Na twarzy? Na dekolcie? A może w środku? Tam z tyłu czy na plecach też lubię. - Jedna z ladacznic lekko wstała i przez stół patrzyła kusząco wprost na twarz Burgund. Jej pełny biust aż wylewał się z bardzo śmiałego dekoltu a i z twarzy była ładna. Łotrzyca nachyliła się ku niej, jakby chciała jej coś szepnąć albo nawet pocałować. Ale wtrącił się Silny.
    - Ej chwila! Jak to ona!? Ona w tobie nie skończy! Nie ma czym! To ja miałem być! - Był wyraźnie rozbudzony i zirytowany jakby kamratka Łasicy znów psuła mu szyki.
    - Ależ to nie jest wykluczone mój lwie. Ale to twoja koleżanka pytała o moje możliwości więc jej demonstruję. - Ladacznica obdarzyła go uroczym uśmiechem jakby to była tylko kwestia ceny aby nim się zajęła tak jak mówi. Łysy akurat zorientował się, że gladiator do nich podszedł.
    - Egon! Chcę tą! Dawaj tą dla mnie! - Wskazał na rzeczoną ladacznicę i był bardzo zdecydowany. Za jego plecami gladiator dojrzał jak Burgund kiwa głową na znak zgody.
    - Myślę, że oboje pasujecie do siebie na tą noc. - Rzekła na głos pokazując na ladacznicę i jej łysego klienta.
    - Dla nas to chyba Ingrid byłaby dobra. - Jutta cicho rzekła do Egona, wskazując na blondynkę ubraną w norsmeńskim stylu. - Albo Adele. - Pokazała na brunetkę siedzącą obok. Długie, ciemne włosy i nieco śniada cera, nadawały jej tileański lub estalijski wygląd.

    Rozgrywka import

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    @Mekow napisał:

    Zaira zerknie w komin - musi mieć odprowadzenie, ale czy jest ono na tyle duże, że ktoś się tam zmieści?

    Wygląda na serię małych otworów wywierconych w skale (odpowiadając z góry - możesz zamieścić tą obserwację w swoim poście). Raczej tam nikt nie przejdzie.

    Jeszcze odpowiadając na drobny kawałek od @lubesz w rozgrywce

    Dorlivin czy wież może skąd twój ojciec ma przyjechać?

    Dorlivin nie ma pojęcia, większość swojego życia spędził w jednym miejscu 😛

    Komentarze

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    @Piołun napisał:

    Najbardziej chodzi mi o feat Embodiment of the Balance. Z tego co rozumiem, dawałby mi dostęp do Heal i Harm w ramach apparition spellcasting, więc rozważam wymianę Apparition Sense właśnie na niego. Czy interpretuję to poprawnie i taka podmiana jest u mnie legalna na 4. poziomie?

    Embodiment of the Balance to feat 2-ego poziomu, więc Kraghul może jak najbardziej wybrać ten atut na drugim lub czwartym poziomie.

    @Piołun napisał:

    Z czarów rozważam też zmianę Sacred Beasts na Bless, bo wygląda mi na bardziej użyteczne przy jednej mocnej walce z bossem i naszej obecnej liczbie postaci walczących wręcz.

    Brzmi całkiem nieźle, w przypadku Bless trzeba tylko pamiętać o jego zasięgu 😉 Najprawdopodobniej, kiedy Kraghul to rzuci, będzie za plecami Zakareth, Zairy lub Rathora.

    @Piołun napisał:

    Druga rzecz to Veil of Spirits. Myślę, czy nie zamienić go na coś bardziej sytuacyjnie użytecznego przeciw Auldegrundowi, np. Dispel Magic, ale tutaj nie jestem jeszcze przekonany.

    Dispel Magic ma Jaithe. Dazzled jest całkiem niezłe, ale chyba nikt z Was nie aplikuje regularnie obrażeń typu Spirit. Może Warrior's Regret byłby lepszy lub jakieś z podniesionych zaklęć z pierwszego, np. Spirit Link albo Blessing of Vigor?

    @Piołun napisał:

    Dobrze to interpretuję mechanicznie, czy coś tutaj koliduje ze sposobem, w jaki Animist dostaje czary z aparycji albo przygotowuje zaklęcia?

    Nie, jest okej wg tego, co ustaliliśmy wcześniej 🙂

    @piołun , poprosiłbym o naniesienie Twoich zmian na KP i udostępnienie mi jej na Pathbuilder, jeśli to nie stanowi problemu - wtedy byłoby najklarowniej.

    Komentarze

  • Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka
    SantorineS Santorine

    Rathor, który kaszlał i słaniał się lekko jeszcze po tak długim czasie spędzonym w klatce, wyszedł wreszcie ze swego więzienia, zaś Kraghul wyciągnął z powrotem symbol Alocera. Szary ork przez chwilę przyglądał się niespokojnie, jednak, kiedy okazało się jasne, że żelazny symbol był tylko na posągi, skinął głową.
    Zanim jednak odeszli, Rathor rzekł naprędce:

    – Czekajże! Coś tam zostawiłem…

    Wbiegł do środka klatki i pogrzebał na chwilę przy kupie brudnych szmat, na której wcześniej spoczywał, aby dogrzebać się wreszcie do gołej ziemi. Tu odsunął odłamany kawałek skalny, odsłaniając małą niszę, z której wyciągnął małą sakwę.

    – Masz, to kiedyś należało do Gorthy – rzekł, wręczając ją Kraghulowi. – Chodźmy!

    Dwóch orków i simulacrum zostali wciągnięci z powrotem do góry. Posągi nadal stały bez ruchu.

    ~

    Podróżnicy przeszli półką skalną z powrotem do komnaty diabolisty, gdzie Rathor przywdział swoją ciężką zbroję.
    – Ha! – sapnął szary ork, nagle poczuwszy się znacznie pewniej w swym pancerzu. – Widzisz to, diabelski karle!? – pogroził ręką w przestrzeni. – Nie minie drugi dzień, a poślę cię do gorejących piekieł!

    Później, sześciu członków nowo sformormowanego oddziału przeszło przez sekretne drzwi, z powrotem do sali uczt.

    Kiedy tylko klucz został przyłożony do ciężkich, kamiennych drzwi loży, Zaira poczuła lekkie mrowienie w swej dłoni. Spostrzegła, jak dziurka do klucza ukazała się, wcześniej skryta zapewne jakimś zaklęciem iluzji. Przekręciła raz, drugi. Cisza. A potem… Odległe stuknięcie, dźwięk zwalnianego mechanizmu i chrzęst łańcuchów przemieszany z dźwiękami metalicznego klikania.

    Wrota do Lwiej Loży otwierały się miarowo, bez ociągania ale i też bez zbytniego pośpiechu, zupełnie co innego niż nagłe zatrzaśnięcie, kiedy fałszywy Auldegrund wykrzyknął zaklęcie, jak gdyby inżynier, który zaprojektował owe drzwi wliczył w swe kalkulacje, że lepiej by było je otwierać stopniowo i z rumorem, który mógł zaalarmować całą Lwią Lożę. Będąc szczeliną najpierw na parę cali, wielkie dźwierze rozwierało się stopniowo, szerzej i szerzej. Podwoje stanęły otworem.

    Czy to było naprawdę… Wszystko? Czy naprawdę znaleźli wyjście z tego wszystkiego, a wrota, które stały otworem, nie były jakąś okrutną krotochwilą Auldegrunda? Lub też, czy ich ucieczka z Lwiej Loży była częścią plugawego rytuału krasnoluda-diabolisty, którego prywatny teatr nie kończył się jeno na odludnym dworku? Niepodobna było rzec.
    Ale nie. Z zewnątrz do środka Loży uderzył lodowaty wiatr, przypominając im, gdzie znajdowali się - u podgórza Obłędnych Gór, w samym środku dziczy Varisii. Księżyc świecił w okazałej pełni, oświetlając srebrno-szare grzbiety i granie, a pod nimi czerniejące doliny, niekiedy poprzeplatane półkami skalnymi. Ciemne i zimne komnaty kazamatów Lwiej Loży stanowiły niejaki kontrast z otwartą przestrzenią jak zły sen.

    Pozostało zadecydować, co dalej.

    Wyjście z Loży

    Rozgrywka pathfinder 2e golarion

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    Wnętrze sakwy Rathora:

    1 Lesser Elixir of Life
    2 Lesser Potion of Retaliation
    Moderate Energy Mutagen (Cold)
    Zwój zaklęcia Noise Blast

    Tak, jak zawsze, potrzebowałbym deklaracji, która postać bierze jaki przedmiot.

    Umyślnie zakończyłem swój post na rezultacie sprawdzenia klucza - możecie otwierać i zamykać wrota do Lwiej Loży 🙂

    W tej turze interesowałyby mnie przede wszystkim Wasze wybory:

    • zostajecie w Lwiej Loży? Lub też próbujecie uciec? Wiecie, że Auldegrund ma spore szanse powrotu - w jaki sposób przygotowujecie się do konfrontacji? Lub też, przeciwnie, może będziecie próbować podróżować i zacierać ślady?
    • kwestia Rathora. Summa summarum, co mu dajecie? Domyślnie zakładam, że tarczę i korbacz, a Zakareth dostaje z powrotem swój kostur. No chyba, że wolicie inaczej 😉
    • i ostatnia kwestia, którą być może powtórzę, żeby nie uciekła: podczas odpoczynku odnawiają się zaklęcia postaciom czarującym, a także, jak ustaliliśmy wcześniej, można wymienić featy lub zaklęcia.

    Aktualna mapka:

    Mapka

    Koniec tej tury to 06.09 .

    Komentarze

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    @Piołun napisał:

    Osobiście jestem za tą drugą opcją, czyli zaskoczeniem go bez używania klucza narazie. Możemy maksymalnie dobrze wykorzystać otoczenia i wybrać pozycje. Można spróbować jakiś sztuczek. Ja np. mam pest form i mógłbym gdzieś się przyczaić w formie pająka, po to by w dogodnym momencie odczynić formę i zatakować z zaskoczenia. Co sądzicie ekipa?

    Dobrze, żeby wypowiedzieli się co do tego wszyscy 🙂

    @Piołun napisał:

    Pytanie do MG, czy możemy odbyć coś na wzrór longresta z DnD? W pathfinderze chodzi chyba o coś ala odpoczynek dniowy. Czytałem jak się przygotowywałem do sesji, ale teraz nie pamiętam.

    Zgadza się, możecie jak najbardziej odpocząć, co między innymi odświeży wszystkie zaklęcia. Dodatkowo chciałem przekazać: podczas odpoczynku możecie wymienić dowolne zaklęcie lub feat, z którym nie czujecie się szczególnie dobrze. Normalnie to tak nie działa (featy trzeba trenować, a podmianki zaklęć są między poziomami), jednak ponieważ jest to dla wielu osób pierwsza sesja PF2, pozwalam na taką wymianę.

    @Piołun napisał w Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze:

    Można spróbować jakiś sztuczek.

    No i, przypominam: Dorlivin potrafi zakładać sidła.

    Komentarze

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    @slann22 napisał:

    Ile mi wyleczyło?

    Po rundzie leczenia po walce, w zasadzie wszyscy są w pełni zdrowia.

    Postać PW
    Kraghul 50 / 50
    Jaithe 46 / 46
    Zakareth 50 / 50
    Zaira 47 / 50

    Dorlivin nieco mniej i Rathor także, ale póki co (jest 21:00 czasu gry) gospodarz Loży nie zjawił się i chyba nie zjawi się przez jakiś czas, więc macie sporo czasu na uleczenie ich.

    Komentarze

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    @Piołun napisał:

    Też jestem za dozbrojeniem, choć nie oprócz płyty, reszta fantów już do kogoś trafiła, więc jak piasałem w poście, nie chce szafować cudzymi łupami

    To dosyć ważna decyzja, bo zaważy na tym, czym Rathor będzie dysponował. Płyta - wiadomo. Może @slann22 przełączy się z powrotem na swój kostur bojowy (ma Parry, więc jakaś defensywa jest), a tarczę i korbacz mu odda? Oczywiście, decyzja pozostaje Wasza.

    @Piołun napisał:

    Co do klucza, muszę się zastanowić i przeczytać posty raz jeszcze pod kątem wskazówki, gdzie go moglibyśmy użyć, bo chyba mi to uciekło.

    Ano jest pewna, dosyć wyraźna 😛

    @Piołun napisał:

    Co do dalszych kroków, mamy gdzie dalej eksplorować loch, tam na północ, czy to koniec? Bo jeśli da się dalej eksplorować, to bym się tym zajął, a jak nie to szykowałbym siebie i otoczenie na konfrontacje.

    Loszek za salą uczt to wszystko, nie ma tutaj naprawdę nic więcej. Jeśli szykujecie się na konfrontację - to jak?

    Komentarze

  • Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka
    SantorineS Santorine

    Sens wieści, że Auldegrund był “simulacrum” chyba ominął Rathora, który jeno rzucił spojrzenie na swojego orczego pobratymca.

    – Magia – splunął za siebie. – E, niech będzie. Każdy, kto gada, że chce klin topora zatopić w czole tego przeklętego karła może walczyć ze mną. Oby jeno prawdę gadał…

    Tu łypnął złowrogo na Dorlivina, który odparł, kiedy zorientował się, że Rathor pije do niego:

    – Jest tak, jak gada – miedzianowłosy krasnolud nie przestawał obserwować posągów. – Najlepiej, żebym zdechł zaraz po starym, ale zanim to się stanie, wywlekę flaki, żeby mieć pewność.

    Szaroskóry ork skinął głową, choć nie przestawał od czasu do czasu rzucać spojrzenia na Dorlivina, jak gdyby spodziewał się, że ten zaraz rzuci się na niego.

    – I jeśli chcesz naprawdę zobaczyć Auldegrunda martwego, być może będziesz miał okazję pomóc nam zmienić obecny stan rzeczy – ciągnął Kraghul. – Powiedziałeś, że dał ci coś, kiedy cię leczył. Pamiętasz co? I jak właściwie trafiłeś do tej klatki?
    – Jak dla mnie, to mogę temu staremu w dupę włożyć i pięść, jak trzeba będzie – Rathor uniósł przed siebie kułak i potrząsnął nim. – Ale, kurwa, na Rovaguga! – zakaszlał jeszcze głośno. – Trza będzie czegoś więcej niż pięści, żeby posłać go tam, gdzie jego miejsce. I nie leczył. Jak już dostałem w łeb o raz za wiele, postawił mnie na jakimś stole i wstrzyknął we mnie kłujką jakieś… Coś. Może to z tego mam to?

    I wskazał na swój umięśniony kark, zapewne mając na myśli swój kaszel.

    Rathor potrząsnął głową, zdaje się, nadal nieco oszołomiony nagłym rozwojem wydarzeń. Dopiero teraz zauważył pozostałych, którzy stali opodal, na klifie: Zakareth, Jaithe i Zairę.

    – Pytasz, jak tu trafiłem? Prosta rzecz. Ja i moi kompani przyszliśmy z Korvosy. Świątynia była Erastila, uważasz? Pusto wszędzie, to nocujemy. A potem z jakiejś dziury wychodzi elf i gada, że byli tam jacyś łowczy. Napadli na nich i zabrali mnichów i przeora. I że jeno on się ukrył. Pokazał, gdzie poszli. Zapłacił nam nieco i poszliśmy… A potem żeśmy wdali się w walkę z nimi. Twarde sukinsyny, psia ich mać. Jacyś ludzie, ale były też dwa ogry. Zaskoczyli nas i…

    Rathor zaczął maniakalnie kaszleć przez długą, długą chwilę. Wypluł wreszcie, zaś Kraghul zauważył w tym parę żyłek krwi.

    – No, uważasz – wysapał. – Jestem tutaj. Stary krasnolud coś gadał ciągle, dziwne rzeczy. Coś o łowach. O ile to w ogóle krasnolud jest. To pieprzony mutant, zdaje się. Rogi miał i szpony.

    ~

    Jaithe, kiedy zerknęła do dziennika Auldegrunda, stwierdziła, że potrzeba by znacznie więcej czasu, żeby odcyfrować zapiski. Nie były one co prawda zapisane jakimś mistycznym szyfrem: był to pospolity Piekielny pisany z dość nieporadną, brutalistyczną składnią.
    “UMYSŁ Pana Watahy tknął mnie dziś wieczór. Znam jego rozkaz i spisałem nowy rytuał. Czas na nowy Krwawy Łów, czas zakreślić znaki i obliczyć planety…” – odczytała Jaithe.

    To było wszystko, póki co. Zaklinaczka potrzebowała spędzić więcej czasu, aby wyrozumieć, o cóż też mogło chodzić prawdziwemu Auldegrundowi.

    Rozgrywka pathfinder 2e golarion

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    Tak jak zawsze, w przypadku dialogów pozwalam sobie odpisywać na wątki/pytania/zahaczki każdego z graczy.

    Kraghul: Medicine Check (Wisdom +4, Trained +6): 15 Rezultat: Sukces.

    Rathor odzyskuje 7 PW.

    Identyfikacja choroby to sekretny rzut, więc ująłem go w fabule. Niemniej, Kraghul jest prawie w stu procentach pewien, że diagnoza jest poprawna.

    Reguły leczenia choroby są tutaj, natomiast wpis choroby, którą zidentyfikował Kraghul jest tutaj.


    Edit (31.08): Poczekam na pozostałych, zanim dodam odpowiedź na wątek Kraghula.


    Edit (01.09): Odpisałem jeszcze na wątek Kraghula (per mój wcześniejszy zamysł, że będę odpisywał na wypowiedzi postaci, jak zapowiedziałem) i odniosłem się do tego, co zadeklarowała Zaira, czyli chęć sprawdzenia (przez Jaithe) fragmentu dziennika. Co prawda Jaithe nie deklarowała jeszcze, że tam zagląda, ale pierwsza próba odcyfrowania notatek wykaże to, co dałem w swoim poście.

    Ponieważ dzisiaj jest koniec rundy, pytania do graczy:

    • Dozbrajacie Rathora? Dajecie mu pancerz płytowy? Tarczę? Jeśli broń, to jaką? Płyta, korbacz i tarcza były w jednym zestawie, więc zgadujecie, że są od niego.
    • Jakie są dalsze Wasze akcje? Robicie coś z kluczem?

    Czekam do końca dzisiaj 😉

    Komentarze

  • Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka
    SantorineS Santorine

    Orczy wojownik milczał przez parę dłuższych chwil. Jak na dłoni można było odczytać z jego twarzy, że nie takiej odpowiedzi spodziewał się. Jego nieufne spojrzenie zatrzymało się znacznie dłużej na Dorlivinie, niż Kraghulu. Być może podejrzewał, że to wszystko było kolejną grą Auldegrunda.

    Mimo wszystko, ork podniósł się lekko ze swego barłogu i skupił się z powrotem na szamanie.

    – Zbroja jest moja – rzekł wreszcie. – Stary zdarł ze mnie i płytę, i tarczę i wziął korbacz. Oby udławił się, pfche. Gadasz, żeś nie od Auldegrunda? Znaczy się, Auldegrund zdechł i został zabrany przez diabły. Haha, ha-ha-kch, khe, khe, khe.

    Śmiech orka zamienił się w spazmatyczny kaszel.

    – Dobre, dobre – sardoniczny uśmiech orka rozpękł się na jego ustach niby rana. – Przynajmniej zejdę w dobrym humorze. Pytasz, ile tu jestem? A zejdzie jakiś drugi tydzień, może nieco mniej.

    Kraghul zauważył, jak ork szepnął do siebie samego parę niezrozumiałych słów, jak gdyby rzucając uwagę do samego siebie. Może zbyt długo tkwił w tej klatce? Lub też uznał Kraghula za kolejnego z więźniów, który postradał rozum?

    – Możesz podejść, tylko bez sztuczek – warknął. – Klatka jest mała, uważasz. Te łapy dość mają pary, żeby złamać kark tobie i temu tam – uniósł wychudłe ręce.

    Kraghul przybliżył się ostrożnie i wyjął swoją torbę medyczną, co skomentował ork:

    – Stary miał coś podobnego – twarz Rathora wykrzywiła się przez chwilę w nienawistnym grymasie, który jednak rozluźnił się, przeszedłszy w nagłe zobojętnienie. – Dał mi… Coś.

    Kraghul pracował przez parę dłuższych chwil. Było tutaj nieco roboty: ciało Rathora nosiło na sobie ślady walki, bicia, a nawet i tortur. Niektóre z ran zabliźniły się, inne jednak nosiły ślady czegoś na kształt improwizowanej medycyny: pod brudnymi szmatami znajdowały się pojedyncze kwiaty ziela krwawnika. Ork przemył rany swojemu pobratymcowi, nagle dostrzegłszy, że pod jedną ze szmat błyszczała pojedyncza klinga, zdaje się, sporządzona z zaostrzonej łyżki. Wystarczył jeden, zdecydowany ruch, a zaimprowizowana mizerykordia mogła wbić się w jego szyję.

    Choć groźba była realna, kontynuował. Być może fakt, że Kraghul był orkiem sprawił, że wojownik pozwolił mu siebie obejrzeć?

    Wreszcie, kiedy Kraghul skończył, zrozumiał, jaka choroba trawiła Rathora - wychudłe ręce i spazmatyczny kaszel, a także inne parę symptomów, które animista znał z doświadczenia, wskazywały na gruźlicę. Kraghul nie miał co do tego żadnych wątpliwości.

    Rathor powstał wreszcie.

    – Czuję się lepiej po tym gównie, które mi dałeś – szaroskóry ork pomacał swe rany. Zdawać się mogło, że szaman przywrócił mu nieco jasności umysłu. – Chciałeś gadać? Nie przypominam sobie, żebym usłyszał twe imię. I... Czemu z nim jesteś? – wskazał na Dorlivina.

    Dorlivin tymczasem milczał. Fałszywy krasnolud z założonymi rękami przyglądał się posągom i zdawał się nasłuchiwać, czy przypadkiem ktoś nie nadchodzi. Jedynym dźwiękiem jednak, który przetaczał się przez jaskinię, było kapanie wody.

    Rozgrywka pathfinder 2e golarion

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    @Piołun napisał:

    ak między bogiem a prawdą, nie odpowiadałem na pytanie kto schodzi na dół, które zadałeś @santorine , gdyż do końca czekałem na posty współgraczy przed określeniem swoich zamiarów

    Ano prawda, jednak ostatecznie dyskusja się nie wywiązała co do takich szczegółów, toteż po prostu wybrałem coś, co mogłoby być w miarę rozsądną, domyślną opcją. Uroki PBF, miałem do dyspozycji to, albo spowolnić fabułę - koniec końców intuicja Kraghula była poprawna, symbol Alocera naprawdę wydaje się działać, więc (póki co) postacie nie są w niebezpieczeństwie.

    Ustalmy w takim razie, że od teraz będę czekał za każdym razem do północy.

    Komentarze

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    SantorineS Santorine

    @Mekow napisał:

    To przepraszam za brak posta w tej kolejce - był w drodze.

    Żaden problem, mogłem poczekać trochę dłużej. Następnym razem będę miał na uwadze.

    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa