Włócznia. Tak, nie było żadnych wątpliwości. Egon, powstawszy na równe nogi, przeczesywał swą pamięć w jak najdalszych zakamarkach i mamrotał pojedyncze słowa, żeby nie zapomnieć o tym. Czy powodem tego snu był kieł Gonsara? Niewątpliwie… Egon miał wrażenie, że ów kieł był jakimś rodzajem guślarskiego przewodnika, który łączył Egona i samego Gonsara i to przezeń on przemawiał do niego.
Owszem, Egon zamierzał znaleźć włócznię. Teraz na pewno… Ale najpierw, interesy. Być może Gonsar, doprowadzony wreszcie do stanu używalności przez galony krwi, będzie mógł w zwykłych słowach rzec, gdzie może byc włócznia? W takim razie Egon musiał iść naprzód i czym prędzej dostarczyć świeżą krew dla Gonsara! Wyprawa łupieżcza zatem nabierała dodatkowego znaczenia.
~
Egon szedł czas jakiś drogą. Rozbudziwszy się już całkowicie, Egon zrozumiał, że jego zadanie zapewne będzie wymagało od niego paru dni wysiłku, toteż potrzeba było się należycie zaopatrzyć na szykującą się wyprawę, kiedy tylko okaże się, że w istocie uda im się złapać okazję i kogoś, kto będzie chciał się przeprawiać na tym odcinku rzecznym.
Za dobrą monetę przyjął słowa Łasicy - najemników mogło być trzech, on, Lars i Gezackt i być może ze dwóch innych wojów, pozostali zaś zakwaterują się na przeprawę w charakterze pasażerów, to łatwiej będzie kupcowi zaakceptować najemnych zbirów.
– Tylko pamiętajmy, że się rozdzielmy – rzekł wtedy na te słowa. – Najpierw pójdą ludzie za pasażerów, bez broni. Potem pójdziemy my i powiemy, że jesteśmy najmusami. Zapłacić możemy nawet i podwójnie, ha, przecież i tak pieniądze odzyskamy… – krzywy uśmiech wstąpił na oblicze gladiatora.
- No właśnie. Bo jak macie inne zamiary niż zarobek za najem albo dostać się rzeką do Saltmundu to się zmieniają priorytety nie? - Łasica zaśmiała się wesoło i sięgnęła po drewniany kufel aby się stuknąć z kolegami.
- Jak dla mnie może być. Grunt abyśmy jako grupa, znaleźli się na tej samej łajbie. Bo we dwóch czy trzech to trudno będzie nią żeglować, nawet jeśli wszystko inne pójdzie gładko. - Lars po chwili namysłu, przystał na taką modyfikację planu.
- Wiem! To ci pasażerowie to by mogli być moją świtą! A ja bym była jako wielka pani co chce popłynąć do stolicy prowincji. - Brwi Astrid wystrzeliły do góry, gdy nagle podzieliła się z towarzystwem pomysłem na jaki właśnie wpadła. - Właściwie to nawet bym chciała zobaczyć Saltmund. Podobno tu w Imperium macie ogromne miasta. No i jeszcze do tych kurhanów na południu bym chciała. Kto wie? Może wciąż tam czekają na odkrycie skarby, potwory do usieknięcia, przygody do przeżycia i romanse z amantami? - Córka jarla dała się ponieść swojemu zamiłowaniu do materiału na nową sagę z jaką zamierzała wrócić w swoje rodzinne strony.
- Nie tylko w Imperium są wielkie miasta. Languille w Bretonii, Erengrad w Kislevie czy Marienburg to też nie jest wioska. Właściwie to południowcy mają sporo tych dużych miast. - Lars co już miał nieco siwych włosów w brodzie i dużo większe doświadczenie w pdróżach morskich i lądowych, pozwolił sobie na korektę do jej słów.
- Romanse z amantami nie są złe. Ale nie ma jak romans z gorącą ladacznicą. - Łasica zaśmiała się rozbawiona uwagą Norsmenki a z kolei jej słowa, rozbawiły towarzystwo.
~
- A kogo widzą moje piękne oczy? - Usłyszeli męski głos gdzieś z boku. A gdy tam spojrzeli, okazało się, że to ten gruby Hubert. Główny dostawca kostiumów i dekoracji do teatru a poza tym właściciel dobrze prosperującego sklepu z ubraniami gotowymi i szytymi na miarę. Ruszył w ich stronę z jowialny uśmiechem. Właśnie wyszedł z jakiegoś sklepu albo warsztatu. Ostatni raz widzieli się na zapleczu teatru, podczas prywatnej orgii jaka się tam odbyła.
- Cóż porabiacie moi drodzy o tak wczesnej porze? - zagaił do nich gdy się z nimi zrównał. Popatrzył z zaciekawieniem na każdego z nich.
– Witaj, Hubercie – rzekł Egon. – Szukamy luda, co chcą się przeprawić w górę rzeki do Salzenmund, gruby interes się szykuje.
Egon rzekł pokrótce, zgodnie z prawdą, co zamierzają zrobić, ale też w szczegóły nie zamierzał go wtajemniczać. A przynajmniej - nie od razu.
- Co ty nie powiesz przyjacielu. Gruby interes? W górę rzeki? Muzyka dla moich uszu. Jestem człowiekiem interesu. - Grubas uniósł do góry brwi i mimo swojej nalanej twarzy, spojrzał na gladiatora bystro jak hart co zwietrzył świeżą posokę uciekającej zwierzyny.
- Szukamy łajby jaką można by ruszyć w górę rzeki. No ale jest nas trochę więcej niż nasza czwórka a i na czasie nam zależy. - Lars nieco doprecyzował słowa kamrata o co dokładniej się rozchodzi. Wskazał też gestem na ich grupkę do jakiej kupiec podszedł.
- No tak, im większa grupa tym trudniej znaleźć transport. Ale przecież co chwila jakaś barka rusza w górę rzeki. Na pewno coś znajdziecie. Jak wiecie, ja się zajmuję handlem i krawiectwem na miejscu. Ale sprowadzam narzędzia i półprodukty z Saltmundu to co jakiś czas korzystam z usług rzeczniaków ale nie mam takiej śmiałości aby mówić, że znam to środowisko na wylot. - Hubert pokiwał swoją byczą głową na znak, że rozumie trudność z załapaniem się na statek większej grupy ale samo to nie wydawało mu się zbyt dużym problemem. Ale widać, że dalej zerkał na nich czujnie czy to na tym ma właśnie polegać ten interes o jakim wspomniał Egon.
Egon, stwierdziwszy, że skoro już i tak spotkali się wcześniej i widział, jakież to cuda wyprawiał Mistrz Hubert z Adrienne, to znaczy, jakież to według myśli zwykłego ludu bezecne rzeczy i za co Hubert mógł zostać skazany jako kacerz, wojownik skonstatował, że skoro ten upiera się, by mu wytłumaczyć, to pofolguje jego ciekawości. A i wspomnienia Adrienne, która oddawała się z takim zapamiętaniem wprawiły go w dobry humor.
– Chcesz, to ci rzeknę, w czym rzecz – rzekł Egon. – Ale wejdźmy może w jakie bardziej ustronne miejsce, nie chciałbym, żeby zoczył nas przypadkiem. Wszak wiesz, że w Neues Emskrank wielu ludzi… Nasłuchuje – powiedział, mając na myśli oczywiście szpicli inkwizycji.
- Ah tak. - Kupiec popatrzył uważnie na gladiatora. Po czym rozejrzał się po ulicy. Na razie chyba nikt nie zwrócił na ich grupkę uwagi. Jednak akurat on niezbyt pasował wyglądem do ich czwórki. Wybijał się swoimi barwnymi ubraniami jakie ogłaszały, że powodzi mu się w życiu i do biedaków nie należy. - No dobrze. To was zapraszam przyjaciele do mojego sklepu. Porozmawiamy na zapleczu, z dala od wścibskich oczu. Tylko was proszę abyście weszli od podwórka. Po co ktoś ma widzieć nas razem? - Zaproponował wskazując w stronę Placu Targowego.
- Wiem gdzie to jest. Jak chcecie to mogę was zaprowadzić. - Burgund pokiwała głową na znak, że może znów robić za przewodniczkę, jeśli koleżanka i koledzy, zgadzają się na propozycję kupca.
– Chodźmy, chodźmy – Egon skinął głową parę razy i już bez zbędnych ceregieli maszerował w miejsce, gdzie wskazała Burgund.
---
Może pół pacierza później, łotrzyca o burgundowych włosach, zaprowadziła ich do jakiejś furtki w ogrodzeniu. Była zamknięta tylko na haczyk, więc nie stanowiła żadnej, realnej przeszkody dla dziewczyny z ferajny. Weszli na podwórze, znacznie lepiej zachowane niż to mini bagno jakie miał u siebie Sigismundus. Ale jednak nie był to zadbany ogród jaki na zapleczu swojej rezydencji miała von Mannlieb. Przeszli przez nie i przewodniczka zastukała do tylnych drzwi. Po chwili otworzyły się i stanęła w nich Oksana.
- Wejdźcie. Hubert mówił, że możecie przyjść. - Dwukolorowa główna krawcowa tego przybytku, odsunęła się aby wpuścić ich do środka. Poczekała aż wejdą i zamkną drzwi nim poprowadziła ich w głąb zaplecza sklepu. - Właśnie uczyłam właściwych manier nową dziewczynę. Jest za mało uprzejma dla naszych klientów a przecież to często są ludzie z wyższych sfer. - Uśmiechnęła się krzywo i wskazała na drzwi jakie mijali. Przeszła jednak dalej do kolejnych. Gdy je otworzyła, ukazał się gabinet z ozdobnym, masywnym biurkiem z ciemnego drewna. Za nimi siedział równie wielki gospodarz.
- A! Już jesteście przyjaciele. Wejdźcie, proszę, siadajcie. Napijecie się czegoś? - Grubas zachowywał się naturalnie i jowialnie. Wstał i wskazał na dwa ozdobne krzesła przed swoim biurkiem. Ale dwie osoby musiały albo stać albo usiąść na sofie pod ścianą.
– Piwo może być, jak masz – rzekł Egon, który rozglądał się ciekawie po pomieszczeniu, w którym się znalazł.
Egon bowiem nie przypominał sobie, żeby wcześniej zdarzało mu się przebywać w tym miejscu. Może… Może był tu kiedyś z Silnym? Ale nie. Jeśli kiedyś był u Huberta, to może jeno bywał w tych okolicach, ale z pewnością nie było go właśnie tutaj.
Usiadłszy, Egon przeszedł od razu do meritum:
– Spytałeś, jakie to interesy będziemy robić, to ci powiem, boś jest jeden z naszych, a i żeś pannę Adrienne dobrze sprawił – tu Egon przypomniał sobie pełne rozkoszy jęki dziewki z wcześniej. – Jest tak: wyprawiamy się na łupieżczą rejzę, żeby przejąć jeden z korabi, które pływają w górę rzeki.
– Pewnie żeś słyszał o rzeczy, jaka kroi się na jednym odcinku rzeki, w stronę Salzenmund. Na krypy ktoś się zasadza i ponoć morduje wszystkich jak leci, a te zostają na rzece samopas. Musisz przeto wiedzieć, że my szukamy statku, czy to kupić, czy to przejąć i tak żem z mymi kamratami uradził, że zatrudnimy się jako najemnicy, żeby obronić jeden statek, a potem go przejąć.
– Musisz wiedzieć, że nam zależy na przejęciu korabiu, a to dlatego, że będziemy łupić brańców wzdłuż wybrzeża – ciągnął Egon. – Mamy kupca, który płacić będzie złotem za każdego dostarczonego, ale żeby spełnić nasz cel, trza będzie łapać ich, ilu wlezie, niby psich na ulicach Altdorf – zakończył Egon, który, oprócz perspektywy sprzedaży brańców Munirowi, miał z tyłu głowy opłacenie Gezackta, kupienie pancerzy i broni dla Gnaka, zasilenie tronu nieumarłego czarownika, czy wreszcie dostarczenie dziewek na hodowlę jaj Oster. – Sukces wzmocni nas po wsze czasy. Dziś rozglądaliśmy się z kimś, kto szuka ochrony na rejs.
- No to rzeczywiście grubszy interes przyjacielu. - Grubas pokiwał z uznaniem głową ale widać było, że jest nieco zaskoczony takim pomysłem. - Wino mam i nalewki. Ale Oksano moja droga, weź przynieś to piwo z magazynu. - Zwrócił się do swojej asystentki a ta pokiwała swoją dwuklorową głową i wyszła z gabinetu. Zaś póki co gospodarz rozlał do kubkow wino albo nalewki. Po czym wrócił za biurko i usiadł aż krzesło skrzypnęło pod jego wielkim ciężarem.
- Ha! To spodobała ci się nasza Adrienne? - Zaśmiał się triumfalnie jakby wziął słowa gladiatora za komplement. - A taka niewinna była jak ją poznałem. Buzi dać, może położyć się na plecach i poczekać aż kochanek wszystko zrobi. Ale widzialem w niej ptencjał. No i to ciało! Jest za co złapać z przodu i z tyłu i na czym oko zawiesić. Buzia i nogi też ładne. Ale tak na początku musiałem działać z rozwagą. Bo do buzi nie, z tyłu nie, z kobietą nie, we trójkę nie… A widzieliście w teatrze co teraz nasza słodka Adrienne potrafi? - Nie mógł się powstrzymać aby się nie pochwalić swoim sukcesem na polu przeciągnięcia zwykłej pracownicy ratusza na wyuzdaną kochankę.
- No było na co popatrzeć. Aż miałam ochotę ją spróbować no ale ten wasz Bjorn mnie dorwał na korytarzu, ledwo dałam radę zaciągnąć go do schowka na szczotki. A na piętrze to nawet nie byliśmy. - Burgund zaśmiała się jakby też miała miłe wspomnienia z wieczoru w teatrze. Grubas przywitał to z rubasznym śmiechem i kiwaniem głową.
- Tak, ty przyjacielu oddałeś swoje pierwszeństwo do niej tym szlachciankom. Ale nie bój się, jeszcze będziesz miał okazję spróbować naszej Adrienne. A one też były z niej zadowolone to chyba i tobie powinna dogodzić. - Hubert spojrzał na Egona dając znać, że pamięta ich rozmowę z zeszłego tygodnia. - No ale wróćmy do interesów. Mówicie korab na rzece chcecie przejąć? I brańców brać? - Wziął swój kielich, pokręcił nim jakby smakował aromat wina ale może musiał się zastanowić.
- No i dlatego jest nas trochę więcej niż tutaj. Sam rozumiesz, że nie wiemy jeszcze z kim byśmy mieli walczyć a im nas więcej tym lepiej. No i potem trzeba jakoś tą krypą sterować jak już ją opanujemy. - Lars dodał jeszcze od siebie ten jeden element. Kupiec pokiwał głową ale miał zamyślony wyraz twarzy.
- Tak, słyszałem, że są jakieś trudności na tej rzece. O ile wiem, nie wszystkie statki są atakowane bo to by całkiem ruch zablokowało a jednak codziennie jakaś barka wypływa od nas albo wraca z Saltmundu. Ale jednak utrudnia to transport w obie strony i podraża towary sprowadzane z głębi lądu czyli podraża mi produkcję. Innym kupcom też. - Podniósł wzrok na swoich gości i widocznie coś już słyszał o tej sprawie ale raczej bez szczegółów.
- No cóż, przyjaciele. Ja statku nie mam aby wam użyczyć. Ale mimo to myślę, że możemy sobie pomóc nawzajem. - Grubas uśmiechnął się chytrze na swojej nalanej twarzy. - Bo wam jak rozumiem, obojętne na jakim statku byście popłynęli w górę rzeki? - Zagaił jeszcze pytaniem do swoich gości.
Egon żywo spojrzał na Huberta, którego nie przeczuwał, że może im w jakiś sposób pomóc - ot, wojownik spodziewał się, że wejdzie do sklepu i wypije po kuflu piwa i odejdzie w swoją stronę. Wyglądało na to jednak, że ten tutaj zdawał się być całkiem nieźle sytuowany.
– Krypa może być dowolna – Egon przyznał, kalkulując swoje opcje. – Jeśli będzie jeno nadawała się na rzekę, to sprzedamy ją i kupimy lepszą. Jak będzie nadawała się na otwarte morze, to i może byśmy sami się nią posłużyli… No. A i przecież też będzie trzeba ją gdzieś ukryć na czas tego wszystko, rozumiesz.
I powrócił do pytania Huberta:
– Ale dobrze zgadujesz. Jaka to krypa będzie, znaczenia nie ma, byleby można ją było sprzedać albo samemu jej potem użyć.
- Kto wie? Jak wam bogowie będą sprzyjać to może nawet uda wam się pozyskać łajbę za darmo, bez wysiłku i całkiem legalnie? - Grubas uniósł brwi i uśmiechnął się chytrze. A jego słowa wzbudziły zaciekawione spojrzenia, zwłaszcza Larsa.
- Jakże to? - Zmarszczył brwi jakby nie spodziewał się, że to może być aż tak proste. Kupiec zaśmiał się z zadowolenia ale nie trzymał ich dłużej w niepewności.
- Słyszeliście o prawie pryzowym? - Zagaił i popatrzył po nich.
- Ano tak! - Burgund otworzyła oczy jakby teraz zrozumiała o co mu chodzi. I szybko zaczęła wyjaśniać kolegom. - Jeśli statek jest bez załogi, to należy do tego kto go zajmie i przyprowadzi do portu. - Pokiwała swoją ciemnorudą głową.
- O tym słyszałem, to stary, morski zwyczaj. Inaczej nie oplacałoby się ratować pustych statków. No chyba, że masz najsilniejszą flotę na akwenie i nikt ci nie podskoczy. Ale na rzece też to działa? - Lars dał znać, że o tym słyszał ale nie był pewien czy wewnątrz lądu to działa tak samo.
- Tak. Słyszałem, że tak. Chociaż rzeka to nie morze i to nie zdarza się zbyt często. Ale parę lat temu była taka sprawa u nas w sądzie właśnie z tego powodu. - Grubas uśmiechnął się i wyjaśnił skąd ma taką wiedzę.
- No ale to jak trafimy na pusty statek. A jak nie trafimy? - Astrid włączyła się do tej dyskusji. Ale i na to Grubson miał odpowiedź.
- No to wtedy zrobicie ten wasz plan tak jak sobie umyślicie. Tylko właśnie możemy sobie pomóc nawzajem. Ja nie jestem zwolennikiem przemocy i wolę inne hobby. - Wskazał wzrokiem na dwie, młode kobiety jakie siedziały po drugiej stronie biurka. One uśmiechnęły się z aprobatą ale czekały co dalej powie. - Ale skoro i tak macie w planach walkę i łupy to proponuję wam spróbować dostać się na “Słoneczną jutrzenkę”. To jedna z rzecznych barek jaka regularnie pływa do Saltmundu i z powrotem. Mój drogi kolega po fachu załadował tam swoje towary i chce je przesłać do stolicy. Bardzo mnie to irytuję bo też mam w planie rozszerzyć działalność na tamtych rynkach. I tu liczę na nasze wspaniałe koleżanki z lady Odette w roli głównej. Sami rozumiecie jakie to ma znaczenie jeśli Słowik Północy będzie chodziła w moich kreacjach. Schlebiam tak jej nie tylko dla jej rozkosznych uroków. No ale tu kolega też wpadł na taki pomysł więc gdyby tak się zdarzyło, że ta łajba pójdzie na dno albo straszni rzeczni zbóje wyrzucą ten ładunek do rzeki no to cóż… Będę mu oczywiście bardzo współczuł. - Uśmiechnął się z udawanym żalem ale widać było, że umie kalkulować w tych interesach.
- O ile wiem to ta “Jutrzenka” jest jeszcze u nas w porcie ale na dniach będzie odpływać do stolicy. Może jutro, może pojutrze, tego tak dokładnie nie wiem. Szyper łajby to stary wiarus i jacyś tam piraci rzeczni go nie przestraszą. Więc popłynie. Łajba cumuje na Rybim Nabrzeżu więc tam możecie go znaleźć. Oczywiście ja nic o was nie wiem i w ogole się nie znamy. - Podał nieco więcej informacji o wspomnianej jednostce i kapitanie.
- Co więcej mogę wam też dorzucić coś na osłodę. Skoro tak wam nasza słodka Adrienne przypadła do gustu. - Uśmiechnął sie pod nosem i upił łyk ze swojego kielicha. - Jest taka jedna mytnik. Jutta Czerwona. Pływa właśnie po rzece. Sprawdza czy nie przewozi się kontrabandy, zbiera myto no standardowa robota celnika. W razie potrzeby, dla przyjaciół może przymknąć oko albo akurat popatrzeć w drugą stronę. - Tu zrobił charakterystyczny gest przeliczania monet w dłoni. - Poza tym miałem z nią przyjemność to powiem wam, że kobieta jest bardzo namiętna pod tym swoim kubrakiem. Nie zapraszałem jej na takie przyjęcia jak mieliśmy ostatnio w teatrze no ale myślę, że by się na nich odnalazła. A wiecie, jak na jakiejś łajbie jest mytnik to inny mytnik już jej raczej nie sprawdza. Po co wam jakieś węszenie po pokładzie i strata czasu? A wierzcie mi, nie tylko Jutta słabo zarabia i prawie zawsze parę monet musi zmienić właściciela aby okazało się, że jednak wszystko jest w porządku i można płynąć dalej. - Grubas na koniec oparł się wygodnie o swoje krzesło i popatrzył na nich zadowolonym z siebie głosem. Akurat drzwi się otworzyły i wróciła Oksana z dzbanem i kuflami do piwa. Postawiła je na krawędzi biurka aby goście mogli po nie swobodnie sięgnąć.
- Oksana pamiętasz Juttę? Tą z rudą, z portu. Ta co jest mytnikiem. - Gospodarz zagaił swoją asystentkę. Ona zaśmiała się krótko.
- Pamiętam. Właściwie to już jej nie widziałam dłuższy czas. Nie wiadomo czy jeszcze jest w mieście. - Przypomniała mu o tym detalu.
- Ano tak. - Bycza głowa skinęła i popatrzyła znów na gości. - Jutta jest mytnikiem więc pływa po rzece. Może być u nas, w Saltmundzie albo gdzieś po drodze. Uroki służby. - Wyjaśnił, że jednak jest pewne ryzyko czy owa celnik będzie możliwa do spotkania w mieście.
Egon z wolna przeżuwał słowa kupca. Zdało się, że mają szczęście… Lub też jego mroczny patron raz jeszcze pociągnął za struny losu i w jakiś sposób wpłynął na to, co się wydarzyło. Zaiste, spotkanie Huberta było trafionym przypadkiem.
– Chcesz zatem, żebyśmy zabrali się za Jutrzenkę? – Egon pokiwał głową, nie mając nic przeciwko pomysłowi. – Rzeknij no nieco więcej o statku, da się nim pływać po morzu też, czy tylko zdany na rzekę?
Spojrzał na Larsa krótko i rzucił:
– To może być to.
Powrócił jednak szybko do tematu Jutty:
– Ta Jutta Czerwona, mówisz… Hmm. Jaka ona jest, znasz ją nieco? Moglibyśmy sprzedać jej cynk, że to my popłyniemy Jutrzenką i albo by mogła od razu płynąć z nami, albo dołączyć się. Najważniejsze, żeby była na pokładzie, nie zadawała pytań, jak coś się stanie i odwracała od nas innych mytników. Mówisz o prawie pryzowym… Ha! Mogłoby być i tak, że przejęlibyśmy statek, załoga poszłaby do groty, a z czasem byśmy zamustrowali swoją. Rzekłbym, rzecz do zrobienia, co myślisz, Lars? Hubert?
- Przyjacielu. Ja się znam na materiałach, krawiectwie, handlu i kobietach. Ale nie na żeglowaniu. - Grubas uniósł do góry swoje pulchne dłonie w przepraszającym geście. Nie stracił jednak przy tym jowialnej pogdy ducha.
- Nie przejmuj się tym Egon. Jak zobaczę tą łajbę to będę wiedział na co ją stać. - Lars widocznie nie uważał tego za zbyt wielką trudność. - A z tym prawem pryzowym to byłoby najkorzystniejszy zbieg okoliczności. Wówczas mamy pustą łajbę jaką zajmujemy. Ja bym ją obejrzał czy nic nie jest spalone czy połamane i czy można nią płynąć. I jesli tak, to można nią wrócić tutaj albo popływać po rzece. - Norsmeński łupieżca pokiwał energicznie głową na znak, że taka sytuacja bardzo by mu odpowiadała. - No ale jak mówi Astrid, wszyscy wiedzą o tym więc taka łajba by zbyt długo pusta nie stała. Pewnie pierwsza załoga co by była w stanie to by się nią zaopiekowała. Musielibyśmy mieć fart trafić na nią w miarę krótko po napadzie. - Zdawał sobie sprawę, że los bardzo by musiał im sprzyjać aby zrealizować taki scenariusz.
- To już zostawiam wam. Tylko bym wam przeszkadzał doradzając w materii na jakiej w ogóle się nie znam. - Gospodarz uśmiechnął się nieco ale dał znać, że nie chce im się wtrącać w to planowanie.
- No a jak nie spotkamy tej pustej łajby to zamustrujemy się na “Jutrzenkę” albo jakąś inną. I wtedy albo czekamy na ten napad rzecznych piratów albo przejmujemy samą “Jutrzenkę”. Jak przejmiemy to wywalamy ten towar za burtę. Bo jak już będziemy mieć wlasną lajbę to popłyniemy gdzie chcemy. Po rzece, po zatoce, wzdłuż wybrzeża. Jak się nie będzie nadawać na morze to zawsze ją można sprzedać. Będzie sumka na kupno czegoś większego. - Norsmen mówił jakby za najważniejsze uważał zdobycie jakiejś łajby. I resztę uznawał, za dalsze skutki tego sukcesu dlatego mówił o tym tylko ogólnie.
- A Czerwona Jutta jest pełna namiętności i bardzo żywiołowa kobieta. Dobrze wygląda w spodniach, lubi się dzielić w miłości i nie jest wstydliwa. Ma tatuaż kotwicy na ramieniu i znamię na udzie. W figlach druga kobieta jej nie przeszkadza. - Grubas wrócił do pytania Egona o mytniczkę jaką im polecał. Spojrzał na swoją asystentkę a ta uśmiechnęła się i pokiwała głową na znak zgody o takiej opinii. - No ale jaka jest na pokładzie no to nie wiem bo z nią nie pływałem. Zawsze spotykaliśmy się już tutaj. - Przyznał, że zna ową kobietę głównie od towarzyskiej a nie zawodowej strony.
- Wiecie, jak na naszej łajbie by była ona to pewnie inni mytnicy raczej by już nie musieli. Z drugiej to jednak jest urzędnik miasta z szablą u pasa. W walce z piratami to może być dodatkowy wojownik. Jakby okazała się rozsądna to może by nam pomogła jakoś uzasadnić wywalenie tych bel materiałów twojego kolegi za burtę albo przejęcie pryzu. No ale czy poszłaby na branie łapsów to już nie wiem. Chyba, że by została na “Jutrzence” jak my byśmy zdobyli drugą łajbę. - Burgund włączyła się do rozmowy ze swoją opiią o kobiecie jakiej osobiście nie znała. Przynajmniej po samym imieniu. Dlatego wyrażała się z dużą ostrożnością, raczej co do swoich oczekiwań o mytnikach ogólnie niż o tej kochance grubego kupca.
– Jeśli powołamy się na ciebie, będziemy mieć względy? – zapytał Egon Huberta. – Wojowników nam trza, bo roboty będzie dużo. Dla mnie to żadna rzecz, włączyć ją w naszą grupę. Byleby nam sprzyjała…
Tu urwał, nagle pogrążony w myślach. Tak, jak mówił Lars, opcje były: oni sami, Gezackt i jego ludzie wejdą na statek jako najemnicy albo jako podróżni. Egon poważnie wątpił, że na rzece znajdą jakiś opuszczony statek, który byłby w stanie używalności. Bardziej prawdopodobne by było, że statek zostanie zaatakowany przez rzecznych piratów lub też, koniec końców, to oni sami dokonają przejęcia i popłyną dalej.
Kwestia Jutty była sporna: owszem, mytnik na statku by się przydał, ale Egon nie znał kobiety jeszcze na tyle dobrze, by wiedzieć, czego się po niej spodziewać. Dobrze było wiedzieć, że sypiała z Hubertem, jednak bałamucenie, według wojownika, to zbyt mało jeszcze było, żeby zagwarantować, że kobieta podejdzie do planu rozsądnie.
– Możemy do niej iść zagadać – rzekł Egon. – Powołamy się na ciebie, jak coś, to sypniemy grosza albo i nawet przyprowadzimy ją tutaj, jeśli trzeba będzie. Mytnika na pokładzie mieć to będzie pożytek, ano nie powiem. Tym bardziej, że damascenem wymachiwać umie, jako gadasz.
Rzucił jeszcze pomysłem od niechcenia:
– Jak już na Jutrzence się zamustrujemy, to w zasadzie pryzu nawet rozważać nie trza. Co więcej: rzekłbym, że jeśli byśmy jaką krypę napotkali bez załogi, to winniśmy przejąć Jutrzenkę od razu. Dwa okręty sprzedać to niezły zysk… Chociaż holowanie go to wysiłek i ryzyko, że ograbiony statek ugrzęźnie na mieliźnie. A stamtąd łatwo wydostać go nie sposób.
Odchrząknął.
– Ale gadam nie na temat. To, co postanowione? Najpierw pójdziem do onej Jutty, a potem do Rybiego Nabrzeża i szukać będziemy kapitana Jutrzenki.
- No z tego co pamiętam, to rozstawaliśmy się z Juttą w przyjaźni. - Grubas podniósł głowę na swoją asystentkę. Ta pokiwała w odpowiedzi.
- Często nie ma jej w mieście bo albo płynie do Saltmundu albo z powrotem. To trochę straciliśmy ją z oczu. No i ostatnio to nas sprawy teatru i tresura Adrienne zajmowały. Jeszcze zamówienia dla lady Sorii i Odette. Ale ja ją wspominam miło. Podobała mi się jej otwartość i namiętność. - Główna krawcowa tego zakładu dodała swoją opinię o owej mytnik. Ale też jako znajomej i kochanki a nie jako rzecznego urzędnika celnego.
- No to prawda. I rzeczywiście Jutty może akurat nie być w mieście. Ale jeśli jest to wam ją polecam. I tak towarzysko jak i w tym waszym przedsięwzięciu może wam się przydać. Tylko, że jeśli już ją spotkacie to oczywiście możecie powołać się na mnie. No ale już sami będziecie musieli się z nią dogadać co do detali. Możecie o nią pytać w “Kwarcie” albo w rzecznym biurze w ratuszu. Zwykle ma dwa pasy na sobie. Jeden zwykły a drugi na broń. - Gospodarz starał się im pomóc w spotkaniu swojej kochanki.
- Ona lubi się zabawić. Więc taniec, wino, kobiety i śpiew, powinien uczynić wam ją przychylniejszą. - Oksana dodała jeszcze coś od siebie aby mogli się łatwiej dogadać z ową urzędniczką.
- Dobra to chyba mamy postanowione. Z nią czy bez, postaramy się przyjacielu zamustrować na tą “Jutrzenkę” co mówisz. A potem się zobaczy. - Lars widać uznał, że na razie lepiej będzie załatwiać sprawy krok po kroku zanim się zacznie planować coś dalej.
– Ano, postanowione – Egon skinął swoją włochatą czupryną parę razy, upewniając się, że zrozumiał wszystko dobrze. – Dzięki za gościnę, Hubert. Czas na nas… Pójdziemy najpierw do Kwarty, potem do ratusza, a potem na Rybie Nabrzeże.
Egon powstał ze swego miejsca, rad, że mógł tutaj zawitać.
Wellentag; przedpołudnie; karczma “Kwarta”
Egon, Lars, Astrid i Burgund
Karczma o jakiej mówił Grubson, była przy samym Placu Targowym, całkiem niedaleko od jego sklepu. Jak od niego wyszli to przynajmniej ten nieprzyjemny wiatr ustał i zrobiło się nawet przyjemnie. Był środek dnia więc ludzi i wozów na ulicach, było całkiem sporo. Na samym placu stały smętnie ogrodzenia i trybuny jakie zaczęto budować na turniej rycerski. A gdy go odwołano to już ich nie kończono. Teraz stały jako żywy dowód nie zrealizowanych zamiarów władz i obywateli tego miasta. Obsiadły go wróble i mewy a ludzie przez ostatnie tygodnie już przyzwyczajeni do nich, mijali je obojętnie. Front karczmy w jakich lubowali się najemnicy i strażnicy miejscy był widoczny z placu. Gdy weszli do środka było tam nieco tłoczno. Kelnerki chodziły między stołamy z zamówieniem trunków czy jedzenia, część z gości było w kolczugach czy brygantynach. Niektórzy oparli o ścianę swoje halabardy. To była najlepsza karczma do szukania najemników i łowców nagród. Nic dziwnego, że Burgund z Łasicą za nią nie przepadały.
- Dobra to chodźcie, zapytać barmana. - Burgund skinęła na swoich towarzyszy i poszła pierwsza w stronę szynkwasu. Po chwili rozmowy zapytała o mytniczkę i poszło jej dość gładko. Mieli na tyle szczęścia, że zastali ją na miejscu a barman im ją wskazał.
- Mówi, że to tamta. - Łotrzyca zwróciła się do pozostałej trójki, pokazując a jedną z kobiet jaka siedziała przy stole z dwoma mężczyznami. Rozmawiali ze sobą i wydawali się nie zwracać uwagi na sąsiadów.

Celnik okazała się być młodą i całkiem urodziwą kobietą. Chociaż niewiele było w niej czerwieni na co by sugerował jej przydomek. Tych dwóch pasów o jakich mówił Grubson też nie było widać jak siedziała i stół ją zasłaniał.
- No jak dla mnie może być. - Oceniła dziewczyna z ferajny, uśmiechając się krzywo. - Ale jak podejdziemy do nich całą bandą to może być różnie. - Popatrzyła trzeźwo na swoich towarzyszy.
Egon w Kwarcie bywał już wielokrotnie, choć, oczywiście, w czasach zupełnie innych niż te, kiedy nastały - czasach, kiedy Merga była w lochu, zaś on i Silny pracowali nad rozbiciem jej więzienia. “Dużo zmieniło się… Ale niedługo zmieni się więcej jeszcze” - gladiator rzekł w myślach hardo.
Jutta wyglądała dokładnie tak, jak sobie ją wyobrażał - harda, zapewne i krewka kobieta, za czym dodatkowo przemawiała jej zakasana za pas, krzywa szabla. Egon stwierdził, że aby ją przekonać, będzie potrzebował naprawdę dobrych argumentów i będzie musiał powołać się na Huberta natychmiast z marszu, żeby cokolwiek tutaj wskórać.
– Chodźmy zatem do niej – rzekł Egon, który stwierdził, że czasu marnować nie było co.
Podszedł. Egon miał nadzieję, że widok grupki złożonej z wojownika, korsarza i dwóch ulicznych cwaniaków nie zrobi zbyt dużego wrażenia na tamtej. Na pierwszy rzut oka, “Jutta Czerwona” wcale czerwona nie była, toteż zgadywał, że przydomek oznaczał coś innego. Być może… Krew?
– Witaj – rzekł w jej stronę. – Mówią mi, że zwą ciebie tutaj Jutta. Hubert polecił mi ciebie jako kogoś godnego zaufania.
Spojrzawszy na Juttę, czekał na jej reakcję.
Na ostatnie dwa kroki od stołu, trójka co tam siedziała zorientwała się, że grupka Egona do nich podchodzi bo zamilkli i przyjrzeli im się. Gdy gladiator odezwał się do siedzącej, jej towarzysze popatrzyli na nią a ona na nich. Po czym zadarła nieco głowę do góry na brodatego wojownika. - No tak, zwą mnie Jutta. A ciebie jak? - Odparła spokojnie i jakby trochę z zaciekawieniem. - I jaki Hubert? - Zagaiła jeszcze zanim zdążył odpowiedzieć.
– Egon – rzekł na wszelki wypadek gladiator, pominąwszy “Herschkel”, bowiem spodziewał się, że echa ostatnich wypadów i listów gończych niosły się w wciąż za nim.
Pytanie o Huberta jednak wyprowadziło nieco Egona z równowagi. Iluż Hubertów można było znać w Neues Emskrank?
– No, nie znasz mistrza Huberta i jego wprawnej ręki, co umie uszyć niejedno ubranie? – Egon uśmiechnął się nieco, dając znać, że wprawne ręce grubasa zapewne nie tylko jęły się krawieckiego rzemiosła. – Wszak to on polecił ciebie.
- Ah tego Huberta. - Brwi siedzącej kobiety podjechały do góry a pełne usta ułożyły się w krzywy uśmieszek zrozumienia. Zupełnie jakby teraz domyśliła się o kogo chodzi i pozytywnie ta znajomość jej się kojarzyła. - Co tam u niego słychać? I nie stójcie tak, siadajcie. - Zaprosiła ich aby usiedli na ławie przy wspólnym stole. Jej dwaj towarzysze na razie przysłuchiwali się rozmowie ale się w nią nie włączali.
“Tego mi trza było” - Egon pomyślał z ukontentowaniem, widząc, że imię Huberta wywarło na kobiecie niejakie wrażenie. Stawiało to całą rzecz w obiecującym świetle, a przynajmniej, tak chciał o tym myśleć gladiator.
– Usiądźmy – zgodził się Egon i skinieniem zaprosił także Larsa i pozostałych. – Co pijecie? Ja stawiam… A u Huberta po staremu, wszakże byłem u niego nawet i dzisiaj. Zamiaruję się ze zrobieniem mu małej przysługi. W interesach żem przyszedł. Słyszałem, żeś mytnikiem z zawodu? – zapytał wojownik. – Szykuje się dla nas robota. Jakże sądzisz, byłabyś za tym? Rzekłbym ci nieco o sprawie. Rzecz, w której byś była rozeznana.
Przez chwilę trwało naturalne zamieszanie, wywołane tym jak kto zajmował miejsca przy stole i co zamawia. Jeszcze kelnerka do nich podeszła aby wysłuchać co kto bierze. A gdy odeszła w stronę szynkwasu, mogli wrócić do rozmowy.
- To u Huberta po staremu? Dalej taki zabawny? - Jutta podniosła wzrok na gladiatora i o grubym kupcu wyrażała się całkiem ciepło. Jej dwaj towarzysze nadal nie włączali się do rozmowy i przyglądali się czwórce nowych gości. - No i tak, jestem mytnikiem. Pewnie wam powiedział skoro tu jesteście i o to pytacie. A robota to zależy jaka ale wiecie, ja jutro płynę w górę rzeki, do Saltmundu. Więc parę dni mnie nie będzie w mieście. - Wydawała się choć trochę zaciekawiona o co chodzi ale nadal zachowywała się swobodnie.
– Hubert jak Hubert, wiesz, kręci biznes, zaprasza znajome na dobre schadzki – brodacz uśmiechnął się lekko, spodziewając się, że Jutta domyśli się, co ma na myśli. – Ot, obrotny człek, to mi się podoba.
Pociągnął łyk złocistego napoju i zaczepił nieco dłużej wzrok na krągłościach karczmarki.
– Ale, jak żem rzekł, sprowadzają mnie interesy. Płyniesz w górę rzeki jutro? Dobra wieść, ano, dobra… Bo tak się składa, że my też tam chcemy płynąć. Onuż, widzisz: chcemy się zamustrować jako najemnicy na pokładzie Jutrzenki, wiesz, tej na Rybim Nabrzeżu. Trza będzie nam na pokładzie mytnika, jeno takiego, co poleconym przez Huberta był. Co rzekniesz?
- Ah no tak. Hubert i te jego schadzki. - Szczupła szatynka uśmiechnęła się ze zrozumieniem, jakby takie zachowanie kupca, wcale jej nie dziwiło.
- Jak ja bym miała wybierać między nim a taką ładną panią kapitan to bym wybrała ładną panią kapitan. - Burgund włączyła się do rozmowy, przyjmując frywolny uśmiech i bez skrupułów obrzucając spojrzeniem górną sylwetkę młodej mytniczki. Jej swobodna uwaga rozbawiła towarzystwo, z Juttą włącznie. Też przyjrzała się z zainteresowaniem rudowłosej łotrzycy. Chociaż insynuacja schadzki z inną kobietą, powinna oburzyć bogobojną obywatelkę.
- Oh jestem tylko zwykłym mytnikiem a nie kapitanem. Nawet oficerem nie jestem. - Brunetka sprostowała swoją szarżę, ale widać było, że komplement rudzielca, sprawił jej przyjemność. Uniosła nieco swój gliniany kubek aby podziękować tym gestem za te słowa. Akurat podeszła kelnerka na której dekolt na chwilę rozproszył uwagę gladiatora. Ale szybko zauważył, że podobnie podziałał na większość osób przy stole. Zwłaszcza, że przed każdym z nich, musiała się pochylić aby postawić kufel czy kubek na stole. W tym momencie jest biust był akurat na wysokości twarzy siedzących, więc można było u się z bliska przyjrzeć. A wyglądał całkiem apetycznie. Kelnerka skończyła na Juttcie. Ta na odchodne klepnęła ją w tyłek co sprawiło, że dziewczyna odwróciła się na chwilę ku niej i zaśmiała się z rozbawienia. A gdy odeszła mogli wrócić do rozmowy.
- To mówisz, jutro na “Jutrzence”? “Słonecznej jutrzence”? - Mytnik uniosła swój kufel i pozdrowiła nim brodacza zanim upiła łyk. Widząc, potwierdzający ruch głowy Larsa ciągnęła dalej. - No tak, wiem która to. - Też pokiwała głową - No rozumiem, że checie płynąć w górę rzeki no ale ja już mam umówiony rejs. - Popatrzyła najpierw na Egona, potem na Larsa, który się odezwał.
- A nie mogłabyś się zamienić i popłynąć z nami na “Jutrzence”? - Norsmen zapytał i popatrzył badawczo na celniczkę. Ta chwilę pokręciła głową, przygryzła wargę i upiła łyk piwa zanim odpowiedziała.
- No właściwie to bym mogła. Ale dlaczego bym to miała robić? - Trochę wyglądało jakby pytała z ciekawości, trochę jakby sprawdzała co może na tym zyskać. Chociaż wyglądała, że na razie do znajomych jej grubego kochanka jest raczej pozytywnie nastawiona.
– Możemy cię opłacić z góry, a i interes, co nam się szykuje na Jutrzence będzie intratny – rzekł Egon.
Egon bowiem kalkulował, że jeśli tylko opchną na jutrzence załadunek, który zrabują, razem z załogą, którą albo przejmą siłą, albo też którzy staną się członkami jego szajki. Wolał wszakże to pierwsze, bowiem nie wiadomo było, czy z czasem ktoś nie ucieknie, żeby donieść o wiadomych rozbojach władzom Neues Emskrank - łatwiej byłoby obsadzić statek swą własną załogą, zamiast próbować przysposobić istniejącą.
Rzucił spojrzenie w stronę Larsa.
– Cokolwiek, co ci obiecali, my przebijemy. Hubert gadał, że twarda jesteś, przeto będziemy potrzebowali kogoś, kto będzie umiał odeprzeć atak. Słyszałaś wszakże? Na tym odcinku atakują statki, może być i tak, że zaatakują i nas. Ta szabla, co nią robisz, przydałaby się… Ale też przydałoby się, żeby nie zadawać pytań, ot, robić, co należy. Opłaci ci się to na pewno.
Egon stwierdził, że nie ufał mytniczce jeszcze na tyle, by opowiedzieć jej o planie zrabowania statku - Hubert Hubertem, ale grubas mógł źle ocenić dziewkę.
- Tak, słyszałam. Znajdują tylko puste łajby. Z krwią i śladami walki. Dziwne to bo nawet towaru niezbyt ruszają. Chociaż może boją się to gdzieś sprzedać, że rozpozna ktoś trefny towar. Właściwie by mogli albo tu u nas, albo w Saltmundzie. Ale towaru raczej nie ruszają. - Brunetka pokiwała głową, że temat jest jej znany. I trochę się dziwiła zachowaniu napastników. - I trochę dziwne, że tak znikają. Dlatego zaczęliśmy kontrolować częściej aby ich wyłapać. A na razie nie trafiliśmy na żadną załogę co by mogła mieć coś wspólnego z tymi napadami. A przecież Salt to nie otwarte morze, gdzie możesz zniknąć na otwartych przestrzeniach albo popłynąć do innego portu. - To też budziło zastanowienie mytniczki. Popatrzyła po zebranych przy stole a oni pokiwali albo pokręcili głowami. Więc pewnie nie mieli nic do dodania.
- No i możecie sypnąć groszem? A wiele? I co za interes macie na “Jutrzence”? - Brunetka wróciła spojrzeniem do gladiatora aby dopytać go o więcej szczegółów.
“O tym żem nie słyszał” - pomyślał gladiator, Jeśli w istocie gdzieś po drodze mogli natrafić na rozbity okręt, w którym dodatkowo znajdował się nietknięty łup, to cały interes nagle zyskiwał na intratności.
– Ja i moi kamraci będziemy najemnikami na Jutrzence – Egon postanowił brnąć w to, co dla poznaki zamierzał mówić wszystkim niezaangażowanym, jako że Jutty nie znał jeszcze tak dobrze. – Statek będziemy eskortować, choć i po prawdzie też szukamy tych zaginionych. Rzeknij, ile ci obiecali na tym twoim rejsie? Pięćdziesiąt karli-franzów? Dam sto pięćdziesiąt i udział w łupach na okrętach, co znajdziemy. Jeno warunek mój taki, że kiedy my się puścimy na rzekę i swoje rzeczy robić będziemy, to nie zadawać pytań żadnych. No i kiedy płynąć dalej będziemy, twoje wsparcie jako mytnika na okręcie.
Egon stwierdził, że mógł targować się na niewiele więcej niż pięćdziesiąt, może sto dodatkowych sztuk złota - szacował, że Jutta, może i znajoma Huberta, nie będzie warta więcej. Dodatkowa szabla i osłona przydają się, ale z drugiej strony, równie dobrze mógł przekupić innego mytnika tą samą sumą.
- Sto karli? - Jutta wytrzeszczyła oczy jakby się przesłyszała. Zresztą pozostali też zbystrzeli. - A masz tyle? - Mytnik w końcu wykrzesała z siebie jakieś pytanie. Spojrzenie sugerowało, że grupa najemników jaka jutro miała się zamustrować na “Jutrzence” nie sprawia wrażenia dysponowania taką sumą. Rzeczywiście Egon z Larsem wyglądali na wojowników więc nawet mogli uchodzić za najemników szukających żołdu. Burgund w swojej spódnicy wyglądała jak przyzwoita mieszczka a więc też na nikogo kto by mógł mieć tak pękatą sakiewkę. Właściwie to tylko Astrid nieco się wybijała ponad przeciętność swoją szarą suknią a raczej ozdobną broszą i nieco lepszą biżuterią. Choć nie tak jak pełnokrwiste, tutejsze szlachcianki jak lady Fabienne, Pirora czy Odette. Przy ich eleganckim wyglądzie, zapewne łatwiej by było komuś uwierzyć, że mają tyle karlików.
- Za tyle to ja bym urządziła ci niezapomnianą noc. A nawet dwie. Z każdej strony co byś chciał i jeszcze bym jakieś nienasycone koleżanki przyprowadziła. - Burgund westchnęła z rozmarzeniem i popatrzyła błogo na brodatego kolegę. Aż obaj koledzy mytnik i ona sama spojrzeli na nią jakby zastanawiali się czy naprawdę mogłaby to zrobić. Ona sama zaś zaczęła pieścić palce jego zarośnięty policzek i nawet go w końcu cmoknęła. Ale skorzystała z okazji aby mu szepnąć do ucha. ~ Za tyle to zorientuje się, że to gruba sprawa. ~ Po czym popatrzyła na niego z uśmiechem jak na ulubionego kochanka.
- No za tyle to ja też bym się chętnie przyłączyła do takich baletów. - Jutta uśmiechnęła się krzywo. Spojrzenie jednak miała chytre. Świdrowała nim gladiatora i łotrzycę jakby próbowała ich rozgryźć. - No kapitanie, jak masz taką sumkę to bardzo chętnie możemy pogadać o interesach. Tak, za tyle to myślę, że mogłabym w ostatniej chwili zmienić zdanie i jednak zjawić się jutro rano na “Jutrzence”. - Na pełnych ustach celnik, zaczął pojawiać się półuśmiech. Jednak dało się wyczuć, że przydałby się jakiś dowód aby pokazać, że te obiecane monety nie są bajką dla naiwnych.
– Masz tu trzydzieści sztuk, bom dobry. Siedemdziesiąt dostaniesz, jak przyjdziesz jutro na Jutrzenkę, a pięćdziesiąt po wykonanej robocie.
Srogi był to trybut, który potrzeba było zapłacić, jednak Egon stwierdził, że jeśli cała rzecz miała się udać, to przynajmniej sto karli-franzów trzeba było uiścić. Jak dla wojownika, za takie pieniądze Jutta, jeśli potrzeba będzie, miałaby się oddać całej załodze na jeden wieczór, a na pewno nie gadać, kiedy on i cała reszta zaczną przejmować statek.
– Mytnik na pokładzie sprawi, że nikt nas nie zaczepi w drodze na morze – szepnął do Burgund. – Może zechce, może nie zechce, ale argument jakiś trza nam mieć.
~ Hubert mówił, że ona lubi się zabawić i wtedy jest przychylniejsza. ~ Łotrzyca o miedzianych włosach, odszepnęła koledze. Odsunęła twarz od jego twarzy ale dalej przylegała do jego boku jak ladacznica zabiegająca o bogatego klienta. Sama jednak była ciekawa reakcji urodziwej mytniczki. Ta zaś przyjęła sakiewkę od gladiatora i sprawnie podrzuciła ją w swojej szczupłej dłoni. Sprawdziła tak na słuch i masę co mogła zawierać w środku.
- No to jak rozmawiamy o konkretach to widzimy się jutro na “Jutrzence”. - Jutta zaśmiała się z zadowoleniem ostatni raz podrzucając sakiewkę. Po czym zaczęła ją chować do przypinanej kieszeni do pasa.
- A znasz szypra z “Jutrzenki”? I jego załogę? Aha i jak pływasz po rzece to ją też znasz? - Skoro wyglądało na to, że chociaż wstępnie pozyskali dla swoich celów tą młodą celnik, to Lars zainteresował się co można się jeszcze dowiedzieć.
- Tak, znam tą rzekę. A szypra Jutrzenki też. Nazywa się Heynrich Wagner. Heyyynriich. A nie jakiś nudny Heinrich. Bardzo mu na tym zależy aby wymawiać to poprawnie. Jak nie możesz zapamiętać to masz minusa u niego, jak wymawiasz poprawnie to masz plusa. Ma sternika i około pół tuzina marynarzy. Ale ostatnio często towarzyszy mu syn lub córka jakich przyucza do zawodu. Najstarszego już wyszkolił i pływa teraz na innych łajbach. Ale przez te napady w górze rzeki może faktycznie zabrać więcej załogi albo najemników niż zwykle. - Celnik odpowiedziała mu bez wahania jakby naprawdę znała i rzekę i załogę o jakiej wspomniał im niedawno Hubert.
- A pasażerów biorą? - Astrid zadała jej pytanie bo w porównaniu do kolegów, to wyglądała mało bojowo więc trudniej by było jej uchodzić za najemniczkę. Mimo, że miała miecz u pasa.
- Raczej tak. No wiadomo, trzeba zapłacić za przejazd i nie jest zbyt wygodnie. Trzeba nocować w ładowni między towarami albo na pokładzie. Bo Heynrich ma własną kabinę i małą. Jeden jest dla sternika lub znaczniejszych gości. Na przykład dla mnie. A załoga to śpi w hamakach w małej klitce i to jeszcze na zmiany bo nawet w nocy jeden czy dwóch ma wahtę. Więc dla pasażerów zostaje tylko ładownia albo pokład. - Szatynka skończyła mocować sakiewkę w przypinanej kieszeni pasa i podniosła głowę uśmiechając się do swoich nowych towarzyszy.
Egon skinął głową.
– Heyn-rich – Egon wymówił imię dla pewności, żeby zapamiętać. – Heynrich Wagner.
Koniec końców, Egon rad był z rozwoju spraw. Jutta, którą koniec końców przekupić trzeba było tak czy inaczej, teraz musiała się wykazać i odpowiednio układać się z nim i pozostałymi, albo też złota nie zobaczy. Zasady, sądził gladiator, były jasne. Jeśli Jutta skrewi, zawsze mógł powetować sobie na jej wynagrodzeniu. Drogo było, prawda to, ale każda cena była dobra, żeby dowieźć ten interes do końca.
– Poręczysz za nas u niego? – zapytał Egon, który myślami już był na Rybim Nabrzeżu. – Znacie się?
- Prywatnie to nie. Ale zdarzało mi się z nimi pływać. A jutro, jeśli sam was nie będzie chciał zatrudnić, no to postaram się mu szepnąć odpowiednią sugestię. Chociaż nie mam takich uprawnień aby go zmusić gdyby nie chciał. - Brunetka pokiwała głową na znak zgody. Zaznaczyła jednak, że jej władza nad rzeczną załogą ma jednak pewne ograniczenia.
– Jak dla mnie, brzmi dobrze – rzekł Egon, który stwierdził, że za trzydzieści karli-franzów mógł równie dobrze mieć to, żeby Jutta rzekła dobre słowo. – To co, kompanioni? Idziemy? Wszak dnia szkoda… No i będzie tak, że będziemy mieć nową towarzyszkę.
Wellentag; południe; Rybie Nabrzeże i “Słoneczna Jutrzenka”
Egon, Lars, Burgund i Astrid
Pożegnali się z atrakcyjną mytnik w całkiem dobrej atmosferze. Co dobrze wróżyło na jutrzejsze spotkanie. Z Placu Targowego, Burgund poprowadziła grupkę przyjaciół ku zachodniemu wybrzeżu zatoki. Ale nie aż tak daleko gdzie ląd kierował się na północ i gdzie była zacumowana “Stara Adele”. Łotrzyca bezbłędnie odnalazła Rybie Wybrzeże. I tylko trzeba było teraz sprawdzać zacumowane jednostki czy któraś nie jest tą jaką szukają. W końcu trafili na nią. Nie wyróżniała się jakoś na tle sąsiednich. I była zauważalnie mniejsza i niższa od starej kogi jaka była jedną z kryjówek kultystów. Tu Lars miał okazję się jej przyjrzeć. Widać było, że nie wywołała w nim zachwytu.
- To barka rzeczna. Nie nadaje się na otwarte morze. Na rzeki, jeziora, może wody zatoki. Przy brzegu na morzu no można próbować. Ale przydałoby się coś większego jak na poważnie myśleć o morskich wycieczkach. No ale na początek może być. - Podzielił się z grupką swoim zdaniem na temat dzielności morskiej łajby przy jakiej stali.
- Nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Na razie to mamy tylko tą łódkę co dziewczyny mają. A jak zdobędziemy tą czy coś innego to się pomyśli co dalej. - Astrid była zdania, że nie ma co nakręcać się na gotową na morskie rejzy jednostkę tylko działać krok po kroku.
- Dobra ale trap jest spuszczony. Można tam pójść i pogadać. Nawet jak tego Heynricha nie będzie to może jego ludzie będą wiedzieć gdzie jest. - Burgund na razie skupiła się na tym co mogli teraz załatwić. Co jakiś czas było widać jakiegoś marynarza na pokładzie “Jutrzenki” ale szyper chyba powinien bardziej się wyróżniać wyglądem.
- Chwila, jak wy macie gadać jako najmici to nie wiem czy my powinnyśmy być z wami. Chyba, że od razu będziemy jako jedna grupa. - Córka jarla przypomniała im o legendzie o jakiej rozmawiali wcześniej.
– Musicie się odłączyć od nas – Egon zgodził się z Astrid, która słusznie zauważyła rzecz. – Powinienem być tylko ja, Lars i… A, niech będzie Astrid. We trzech pójdziemy. Pozostali dołączą jako pasażerowie, później. Damy cynk Gezacktowi i pozostałym.
Odniósł się jeszcze co do uwagi, że barka jest tylko zdatna na rzekę:
– Sprzedamy gówno w mniej niż jeden tydzień – wzruszył ramionami. – I tak wyjdziemy na plus, po sprzedaniu towaru i wzięciu załogi w jasyr. Jak Jutta nas wyda, to sam jej nogi z jej ładniutkiej dupy powyrywam, ale przecie czy ma powód? Złoto dostanie i morda, kurwa, w kubeł. Z tego interesu ma wyjść tak, że będziemy mieli cały potok brańców, musi się udać, no! Ale to później… Wiadomo. Lars, Astrid, idziemy. We trzech weźmiemy się jako najmusy, pozostali będą dochodzić grupami co parę godzin.
– Dobra, to co? Pogadamy z tym szyprem – zaproponował wojownik.
- No tak, jak już będzie nasza, to można będzie sprzedać i kupić coś większego. - Lars pokiwał głową, że na razie nie uważa małej dzielności jednostki za problem a raczej za pierwszy krok w stronę realizacji ich planów.
- No to idźcie. Ja tu na was poczekam. - Burgund nie miała oporów aby działali bez niej i machnęła im dłonią życząc powodzenia. Zaś Egon, Lars i Astrid, ruszyli w stronę zacumowanej jednostki. Mijali dokerów i marynarzy, większość z nich spieszyła za swoimi sprawami i nie zwracała na nich większej uwagi. No może któryś na dłużej zawinął oko ku blondwłosej córce jarla. Jako, że na straży trapu nikt nie stał to weszli na pokład bez przeszkód. Burta była niewiele wyższa niż pirs. Jednak kładka była na tyle wąska, że musieli wchodzić pojedynczo. Stając na pokładzie “Jutrzenki” dało się poznać pewne różnice w porównaniu do “Adele” czy nawet długiej łodzi jaką przypłynęli tu z Norsci. Rufowa nadbudówka ledwo wystawała ponad pokład a dziobowej właściwie nie było. Sam dziób wznosił się nieco ponad pokład ale nie aż tak wysoko jak w kodze czy norsmeńskiej łodzi. Ktoś tu musiał być bo spod pokładu słychać było ludzkie głosy i stukanie, turlanie, jakby przetaczano tam coś ciężkiego. W pewnym momencie z rufowej nadbudówki wyszedł jakiś marynarz i wyraźnie się zdziwił widząc gości na pokładzie.
- A co wy tu robicie? - zapytał zatrzymując się i przyglądając im się podejrzliwie. No może nieco dłużej przypatrując się Astrid niż jej kolegom.
– Witajcie, panie – Egon uczynił powitalny ukłon, który był zwyczajem w Neues Emskrank. – Szukamy szypra onego statku, człeka, co zwie się… Heynrich Wagner – Egon uczynił małą pauzę, próbując przypomnieć sobie, jak wymawia się poprawnie imię. – Ja i moi kamraci szukamy zatrudnienia na Jutrzence, bośmy usłyszeli, że ostatnio wody rzeczne niebezpieczne są.
- Ano. - Marynarz pokiwał głową ale jeszcze przez chwilę przygladał im się, jakby zastanawiał się nad ich słowami. - Poczekajcie, zapytam go. - rzekł im po czym odwrócił się i poklaskał bosymi stopami z powrotem do rufowej nadbudówki. Tam znikł im z oczu.
- No to zaraz zobaczymy jak będzie. - Lars oparł się o reling i skrzyżował na piersi swoje mocarne ramiona. Astrid spojrzała za burtę, tam gdzie zostawili Burgund. Ale jesli łotrzyca ich obserwowała to nie było jej widać. Czekali jeszcze chwilę, nim wyszła na pokład trójka mężczyzn. Ten marynarz z jakim rozmawiali wcześniej, jakiś drugi no i trzeci. Ten szedł na czele tej grupki i jako jedyny miał buty. Właśnie on obrzucił czekającą trójkę szybkim, badawczym spojrzeniem.
- A pochwalony. Słyszałem, że nająć do ochrony się chcecie. Prawda li to? - Zagaił teraz przypatrując się im twarzom.
– Zgadza się, moiściewy Heynrichu Wagner – rzekł Egon, uważając, żeby wymówić jego imię odpowiednio. – Ja i moi kamraci zajmujemy się ochroną karawan i statków i żeśmy ostatnio usłyszeli, że korabie na rzece w drodze do Salzenmundu były napadane. Żeśmy przeto pomyśleli, że to dobra rzecz, ochronić towar… A i niewiele weźmiemy, jeno dziewięć karli-franzów za dzień ochrony.
Szyper przyglądał się uważnie ich trójce. Ale gdy gladiator poprawnie wymówił jego imię to podniósł na niego wzrok i pokiwał głową z zadowoleniem. Jednak potrzebował jeszcze chwilę aby to przetrawić w głowie.
- Aha. Czyliscie najmici. - Podszedł ze dwa kroki bliżej jakby chciał ocenić ich krzepkość, wygląd i możliwości. Też dłużej zahaczył wzrok na Astrid ale jego spojrzenie było bardziej krytyczne. Wyglądał już na takiego co sam mógł mieć córkę w jej wieku a od niej pewnie wnuki, to mógł być już mniej zainteresowany kobiecymi wdziękami niż młodsi mężczyźni. - Koleżanka też? I dziewięć za głowę? No trochę drogo. A za sześć? I dorzucę wam wyżywienie u nas, to swojego brać nie będziecie musieli. Nazywacie się w ogóle jakoś? Ktoś wam mnie polecił? - W końcu przyjrzał im się na tyle, że wyglądał na zanteresowanego ofertą więc przeszedł do ustalania detali umowy. I przy tym chciał o ich trójce jeszcze wiedzieć parę rzeczy.
Na te słowa, Egon zwrócił się na chwilę do Larsa i rzekł, niby przyciszonym głosem, choć bardziej na pokaz:
– Wszakże to pierwszy raz, skoro wyżywienie dorzuca, to przecie możemy zdać się na niego.
Tu kiwnął głową i pokiwał na znak, że choć biznes nie zdał mu się idealny, to jednak dalej warto było brnąć dalej. Oczywiście, to wszystko nie miało sensu, bo i tak koniec końców mieli powetować sobie każdy miedziak. Egon chciał zrobić pozór, że próbuje się porozumieć z Astrid i Larsem.
– Zwę się Egon, moi kompanioni zwą się Lars i Astrid. Każdy z nich wprawny w bojach i jeśli trza będzie, krwi przelać się nie boimy – gladiator przedstawił pokrótce siebie i swych towarzyszy. – Wszakże nie polecił was nikt, jeno żeśmy usłyszeli o tych mordach w górę rzeki na odcinku w stronę Salzenmund, to zaraz żeśmy wyczuli, że mądrzy ludzie postawią na ochronę. Słyszał żem, że całe statki opuszczone są, nic nie ruszone, jeno załoga zawsze wymordowana! Ale z nami unikniecie tego losu.
I odniósł się do ceny za ochronę:
– Zwykle bierzemy więcej, bośmy doświadczeni w boju, ale niech i tak będzie, że póki nic się nie zdarzy ani ataki nie będą bardziej zajadłe, weźmiemy sześć karli-franzów za łebka – głos Egona był polubowny.
- No niech będzie. Nasza strata. Niech będzie te pół tuzina monet dniówki na głowę, skoro Heynrich dorzuca spyżę. - Lars postąpił podobnie jak kolega i wszedł w rolę niezbyt doświadcznego negocjatora. Wyglądało jakby po namyśle się zgodził na takie warunki. Co sprawiło, że stary szyper uśmiechnął się z zadowolenia.
- A czy dla mnie jakieś miejsce zaciszne się nie znalazło? Bo gdzieś bym przecież musiała się przebierać z rana przed wyjściem do reszty. - Astrid też dodała od siebie prośbę. To wywołało pewną konsternację u szypra. Ponownie obrzucił ją uważnym spojrzeniem jakby co do niej miał największe wątpliwości czy się nadaje. Bo obu krzepkich wojowników w kolczugach do chyba dość gładko zaakceptował w roli eskorty. Ale szczupła blondynka, miała co prawda miecz u pasa ale była w sukni i bez pancerza. Widząc to spojrzenie córka jarla dodała szybko - No mogę się przebierać i na pokładzie i pod, mnie to nie przeszkadza ale, żeby nie było, że ktoś jest zgorszony i moralność to komuś psuje. - Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się lekko. Rzeczywiście nie wypadało aby niewiasta, nawet z mieczem u boku, pokazywała się publicznie w niestosownym stroju.
- No ja mówiłem, że luksusów nie ma. No ale jest mała kajuta obok mojej. Możesz tam się z rana przebierać czy co tam będziesz potrzebować. - Wagner niechętnie ale jednak zgodził się na to ustępstwo. Jego dwaj załoganci byli wyraźnie mniej zadowoleni, że ich ominie możliwość rzucenia okiem co ta młoda, szczupła blondynka może mieć pod suknią. Jednak nie odważyli się zaprotestować.
- No dobrze. To za sześć karli za głowę może być. Faktycznie znajduje się zakrwawione łodzie. Żadnych ciał. Na szczęście nie wszystkie i większość łodzi dalej przepływa cało. Nie wiada jednak kto tak zuchwale sobie poczyna. Nie wiem czemu władze na rzece nic nie robią. Ani tutaj ani w Saltmundzie. A niby stolica psia mać. Myta to nie zapomną od uczciwego człowieka pobrać ale jak nas napadają to nie ma już kto szukać tych piratów. A przecież Salt to nie Reik. - Widać było, że złość na nieudolność władz się u starego szypra wylała. Mówił rozgoryczonym gderliwym głosem i kręcił do tego głową. Na koniec jednak machnął swoją spracowaną dłonią i splunał glutem za burtę. - Dobra to jak mamy umowę to jutro z rana stawcie się tutaj. Odpływamy z samego rana. - Wrócił do detali zawierania umowy na ten wspólny rejs.
Egon zmilczał wywody człeka. Dla Egona najważniejsze było, że nie oponował, by zbrojni wkrótce mieli dołączyć do jego załogi na statku. Cóż tam w istocie się na tej rzece działo, to furda, istniało całkiem spore prawdopodobieństwo, że rzecznych piratów w ogóle nie napotkają. Wojownik rzucił spojrzenie na Astrid, by ta już nie mówiła nic, zdać bowiem się mogło, że szyper był z takich, na którym kobiece wdzięki jeno poślednie wrażenie robiły.
– Ano, umowę mamy – rzekł Egon. – Robotę zrobimy.
Tu skłonił się jeszcze raz, wiedział bowiem, że szyper i tym, co pływają na rzece, czasu im nie przelewało się. Skinął głową w stronę Larsa i Astrid.
Kiedy zeszli już z pokładu i odeszli jaki kęs drogi, rzekł:
– Dobra. Możemy dać znać reszcie, żeby wchodzili jako pasażerowie, możemy też i dać znać Jutcie, że udało nam się rzeczy dokonać. Acz zdaje mi się, że trza będzie Gezackta i pozostałych opłacić. Niechaj pomyślę… My we trzech jako najmusy… Gezackt i dwu albo trzech od niego, tedy sześciu… Annika, Silny, Rune, Bjorn. Mhm. Nie więcej niż dziesięciu, może i jedenastu chłopa od naszych będzie na pokładzie, z czego siedmiu trza opłacić. Żem się wykosztował na Juttę, tedy trza mi iść do mej skrzyni, żeby złoto zebrać i dać pozostałym na ich rejs.
Wyrwawszy się z tych przemyśleń, rzucił jeszcze do Larsa:
– Jutta zagwarantuje, że nikt nas nie sprawdzi w drodze Jutrzenką – rzekł. – Ale dziewka na krypie nie będzie wiecznie. Trza już zacząć myśleć, gdzie schowamy statek, wszak szłoby nim popłynąć potem wzdłuż wybrzeża i schować go w jakimś zakamarku. Rzeki znać nie będziesz, boś nie stąd, ale może by spytać kogoś z naszych, może znają.