Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
SantorineS

Santorine

@Santorine
Developer

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

Informacje
Posty
199
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
1
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    SantorineS Santorine

    @Pipboy79 napisał w Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja:

    Do Dekarysa i Cioldana napiszę pw. P cichu zakładam, że to ci sami gracze co na LI.

    Daj znać, na czym to stanie - kiedy dostanę zielone światło, dam znać @jhnw i wrzucę 😉

    Sondy

  • Wdrożenie plugina 2.0
    SantorineS Santorine

    @Ketharian napisał w Wdrożenie plugina 2.0:

    Taka myśl na przyszłość co do widoku sesji w spisie w danej kategorii - można uda się kiedyś uruchomić funkcję zmiany generycznej ikonki na logo systemu, w którym toczy się gra?

    Od siebie dodałbym, że warto pójść krok dalej i z czasem dodać nie tylko ikonę, ale warto rozważyć też dodanie całej belki z grafiką związaną z motywem sesji, coś w rodzaju https://www.myth-weavers.com/clubs/2854-salvagers/ (lub podobne). 😉

    Forum

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    SantorineS Santorine

    @Wired napisał w Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja:

    Wtedy sesja jest trzymana poza forum

    Ale i tak musiałbyś trzymać to na jakimś koncie. Którym i czyje to byłoby konto? Poza tym, wydaje mi się to nie do końca dobre rozwiązanie - całość sesji nie jest na forum, a przecież zależy nam na tym, żeby zachować ciągłość sesji.

    Sądzę, że na ten moment najmocniejsze są dwa warianty - ten z omijaniem postów graczy, z którymi nie mamy kontaktu i ten, który zakłada streszczenia postów z SI.

    Sondy

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    SantorineS Santorine

    @Pipboy79 napisał w Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja:

    Nie wiem czy ja dobrze to rozumiem. Ale tak dla przykładu. Jeśli jakiś MG, chciałby po 10 latach, wskrzesić jakąś swoją starą sesję, a na 4 graczy, 1 dał 1 post i zniknął z forum. To nie da się przenieść tamtej sesji bo ten 1 gracz nie wyraził zgody na reaktywację sesji?

    Szczegółów nie znam dokładnie, ale pamiętam, że @jhnw musiał usunąć sesję, ponieważ jakaś osoba po przeniesieniu jednej sesji nie wyraziła zgody na kopiowanie treści. Kuriozalny przypadek, przyczepić się i zabronić kopiowania postów na nowe forum, niemniej rozumiem stanowisko modów, którzy nie chcą się wmieszać w jakiekolwiek dysputy prawne, które mają nie-zerowy potencjał eskalowania do czegoś poważniejszego. 🙂

    Sondy

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    SantorineS Santorine

    @Zell napisał w Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja:

    Zawsze jest opcja streszczenia ostatnich wydarzeń poprzez użycie AI. Wiecie, jako pierwszy post dać "W ostatnim odcinku..."

    Albo wybranych postów graczy, którzy nie potwierdzili, że chcą przenieść posty (choć komplikuje trochę rozwiązanie 😉 ).

    Sondy

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    SantorineS Santorine

    @Pipboy79 napisał w Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja:

    I myślę o przeniesieniu tamtej sesji z LI na to forum. Mam nadzieję, że to da się zrobić i nikt nie ma nic przeciwko.

    W Bastion 2521 grali użytkownicy mharek, Mirekt13, @dekares , @cioldan, @seach i @zell . Brakuje do składu dwóch graczy w takim razie, a tych dwóch ostatnio postowało w sesji w 2023-2024. Pamiętam, że moderacja raczej zapatrywała się na ten temat w taki sposób, że wszyscy uczestniczący w sesji muszą się zgodzić na przeniesienie, inaczej moglibyśmy się liczyć z usunięciem tematu.

    Natomiast od strony technicznej narzędzia są i to żaden problem przenieść ten temat 😉

    Sondy

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    Egon potrząsnął głową, próbując strzepnąć z siebie wizje i sny, o których zamierzał myśleć później. Gonsar został ustawiony na swym tronie, zaś Soria wkrótce miała iść na polowanie, aby napoić krwią nieumarłego czarownika. Teraz zaś… Cóż, pozostało wracać do Neues Emskrank - trzeba było oporządzić się i czym prędzej rozpocząć wyprawę łupieżczą.

    – Zabawa nie zabawa, robota jest – odparł Burgund. – Ruszajmy czym prędzej!

    I, zjadłszy suszone mięso i popiwszy wodą, przygotował się do podróży do miasta.

    Festag; południe; ulice Neus Emskrank

    Pogoda sprzyjała spacerom. Nad głowami mieli pogodny, słoneczny błękit. Gdy po rozstaniu z lady Sorią ruszyli plażą na południe, w kierunku miasta, widzieli je już z daleka. Najpierw jako poziomą kreskę na wybrzeżu, później poziome przecinki wież w murach obronnych. Wreszcie wystające ponad nimi wieże i dachy świątyn. No i coraz wyraźniej słychać było regularne bicie dzwonów. Pojedyncze co pół godziny albo coraz ich większą ilość przy pełnej. Przy dwunastym dzwonie byli już blisko murów miasta. Przy trzynastym widzieli już Zachodnią Bramę. I wkrótce bez przeszkód przechodzili obok znudzonych strażników. Przy tej bramie zazwyczaj ruch był niewielki bo trakt prowadził na południowe obrzeża słonych bagien zwanych Teufelsump. Właśnie na nich wedle Ungarda i Gnaka miało grasować plemię gorów posłuszne jakiemuś szamanowi. A dalej trakt wiódł na wybrzeże i niewielkie miasta i porty. Był więc o wiele mniej uczęszczany niż ten wiodący na południe, do stolicy prowincji. Teraz jednak znaleźli się już na ulicach Neus Emskrank.
    - I dobrze. Bo te chmury tak się zbierają, że chyba zaraz padać będzie. - Burgund nie ukrywała satysfakcji, że sie wyrobili z powrotem. W międzyczasie bowiem niebo zasnuło się ciemnymi chmurami jakie zwiastowały deszcz. O ile w ostatnim momencie wiatr ich nie zwieje gdzieś dalej.
    - Ja już za stara jestem na takie wycieczki. Nogi mnie bolą, będe musiała sobie okłady porobić jak wrócę. - Raisa gderała jak to stare kobiety potrafią. Głównie ze względu na nią, musieli poruszać się niezbyt szybko.
    - Dobra to miło było. Ale my wracamy do siebie. - Silny widząc, że wrócili, skinął swoją łysą głową w bok. On z Rune, urzędowali w południowych dzielnicach miasta więc chcieli już odbijać w swoją stronę.
    - Ja to będę szła do “Mewy”. Chociaż do Pirory mam po drodze. Może do niej zajdę. A wy gdzie idziecie? I co z Hannah? Kto ją bierze? - Łotrzyca odezwała się jakie ma plany. “Wesoła mewa” była ulubioną tawerną jej i Łasicy. Tam je było najpewniej szukać. Nic dziwnego, że chciała zaczepić się właśnie tam. Ale tawerna była przy samej rzece więc faktycznie mogła tam dojść przez Plac Targowy a Pirora mieszkała niedaleko niego. Jednak rudzielec wskazała na wieśniaczkę jaka wciąż szła razem z nimi.
    - Ja to wracam do Pirory. I tak u niej mam wszystkie swoje rzeczy. - Astrid wzruszyła ramionami bo odkąd z resztą grupy z Norsci, przybyła do miasta to zatrzymali się właśnie u młodej Averlandki z kultu.

    Egon przystanął i oparł się o mur jednej z kamiennic. Zatem rzecz z Gonsarem została pchnięta do przodu. Grupa spełniła swe zadanie, toteż każdy mógł odejść w swoją stronę, poza… Cóż, poza Larsem oczywiście, z którym ostatnimi czasy łączyło go sporo sprawunków.

    – Zanim się wszyscy rozejdziemy w swe strony, dobrze by było popasać i rozmówić się, co dalej – rzekł wojownik. – Może być w Wesołej Mewie albo i u Pirory, wszak wszystko to jedno. Rzecz trzeba omówić z łapaniem drabów na nasze interesa. To co, obgadamy w Wesołej Mewie? – zapytał.

    Pozostali popatrzyli na niego i po sobie. Od razu widać było, że łotrzyca ładnie uśmiechnęła się do gladiatora za to, że wybrał jej ulubioną tawernę. Silny dokładnie odwrotnie. Uniósł brwi do góry jakby dawał znać, że wolałby jakąkolwiek inną knajpę niż tą gdzie grasowała jego główna konkurentka o fioletowych włosach.
    - W “Mewie” mają bardzo ładne kelnerki, dobre wino, piwo a nie drogie i zawsze jest sporo chętnych ladacznic i dziewek do zabawy. - Burgund w lot wyczuła okazję i starała się wesprzeć propozycję kolegi.
    - No chodź. Zjadłbym coś. Głodny jestem po takim cienkim śniadaniu. - Rune klepnął w ramię łysego oprycha aby przełamać jego bierny opór.
    - Też zgłodniałem. A jak tam jest wino i chętne dziewki to brzmi w sam raz. - Lars skinął głową, że też podoba mu się taki wybór.
    - Jak jest dużo dobrego wina i chętnych dziewek to i muzyka by się przydała. A ja jeszcze nie byłam w tej tawernie. - Astrid wydawała się chętna na takie poznawanie nowego dla siebie miasta.
    - Dobra, niech będzie. - Widząc taką komitywę Silny ustąpił. Ruszyli więc przed siebie, w stronę centrum miasta. Przeszli parę ulic gdy usłyszeli, ostry, męski głos.
    - Hej! Hej wy! - Zaczęli się rozglądać aż dostrzegli karocę pasująca do kogoś możnego. Z kozła machał na nich stangret aby zwrócić na siebie ich uwagę.
    - To do nas? - Silny zmarszczył brwi w grymasie podejrzliwości. Widać było jak drzwi się otworzyły i pokazała się w nich jakaś czarnowłosa milady.
    - A! To lady Fabienne! - Burgund rozpoznała ją mimo odległości. I szybko ruszyła w stronę karocy. Astrid wzruszyła ramionami i poszła za nią. Reszta jeszcze rozglądała się po sobie jakby niepewni czy też tam podejść czy lepiej zostać i poczekać.

    Egon uniósł brwi. Niewiele przestawał z Fabienne, ale jeśli z daleka już witała ich, znaczyło, że mogła mieć jakiś konkretny interes. Może taki, który można było spożytkować dla jego własnego interesu? Cóż, takiej okazji przepuścić nie mógł. Mógł chociaż zobaczyć, w czym rzecz.

    Rzucił okiem na pozostałych i gestem dał znać, że idzie. Ruszył za Burgund.

    - Idź, idź syneczku. Ona jest bardzo dobra dla dziedzictwa naszej kochanej Oster. Zobacz co ta dobra kobieta potrzebuje. Szkoda, że inne nie przyjęły tego daru z taką godnością jak ona. - Starucha ożywiła się jakby z pewnym opóźnieniem zorientowała się o kogo chodzi. A może już jej stare oczy nie dowidziały na taką odległość.
    - Ja zostaję. Nie ma co tłoku robić. - Silny dał znać, że poczeka na miejscu. Rune skinął głową, że zostanie razem z nimi.

    – Popasajcie w Mewie albo u Pirory, wedle gustu – machnął ręką i wreszcie wkroczył do środka karocy. Drewno jęknęło pod naporem umięśnionego ciała wojownika, zaś on sam usadowił się na swym miejscu.

    W końcu więc tylko Egon dołączył do dwóch koleżanek jakie podeszły do karety. Zastał je jak witały się z bladolicą Bretonką.

    - O witaj Egonie. Dobrze wyglądasz. Widzę, że ten pogodny dzień ci służy. - Siedziała na kanapie powozu ale przez otwarte drzwi mogli rozmawiać. - Zresztą nie róbmy zbiegowiska. Wchodźcie do środka. - Dała znak gestem i zachęciła uśmiechem. Rzeczywiście ich trójka niezbyt pasowała na szlacheckie salony i mogło się wydać dziwne co mają za sprawy z kimś w takiej karocy. Burgund bez wahania wskoczyła do środka a po niej weszła blond córka jarla. Rudzielec usiadła obok szlachcianki a Norsmenka naprzeciwko niej ale i tak zostało jeszcze sporo miejsca dla gladiatora.

    – Witaj, milady – Egon skłonił się, chcąc tym razem uczynić zadość tradycjom. – Wszakże nie tak dobrze, jak ty. Miło cię widzieć… Jakież interesa sprowadzają ciebie do nas? – Egon zapytał, preferując od razu przejść do konkretów.

    - Właściwie to żadne. Zauważyłam was przez okno jak szliście ulicą. Właśnie wracam od Pirory. - Szlachcianka wyjaśniła swobodnym, wesołym tonem. Wskazała na okno przy jakim siedziała skąd pewnie przed chwilą ich dostrzegła.
    - A to już zabawy u niej się skończyły? - Burgund zapytała o to co ją od rana interesowało. Czarnowłosa spojrzała na nią i skinęła głową.
    - No o tej porze to już czas na obiad. - Starała się złagodzić to, że obie koleżanki minęła rozrywka jaką tak lubiły.
    - Właśnie szliśmy do tawerny aby coś zjeść. Może milady by poszła z nami? - Łotrzyca przyznała jakie mieli zamiary.
    - Oh bardzo chętnie. Dziękuję za zaproszenie. Ale chyba rozumiecie, że mężatce nie wypada chodzić bez męża po portowych tawernach. - Teraz bladolica westchnęła jakby ją miała ominąć ciekawa zabawa. Ale sięgnęła do pasa i wyjęła sakiewkę. - Ale może chociaż wypijcie coś za moje i wasze zdrowie. Naprawdę chętnie bym z wami poszła ale no nie wiem jakby to miało wygladać. - Mówiła otwierając sakiewkę.
    - A ty Egonie, dalej szukasz tego statku i załogi? - Spojrzała przelotnie na siedzącego naprzeciwko gladiatora.
    – Zaiste, prawda to – przyznał Egon, który poza Larsem nie miał w zasadzie nikogo, kto znałby się chociaż trochę na korsarstwie. – Choć plotki do mnie dotarły, że ponoć kawałek od miasta napaście były jakieś, które sprawiły, że korabie zostały splądrowane.

    – Splądrowane korabie nadal pływają, co nie? – rzekł Egon. – A nawet jeśli chociażby jedna z tych kryp, które tam pływają byłaby sprawna chociaż w połowie, to jakimś sumptem być może udałoby nam się ją podreperować i wypuścić się na głębsze wody… Na pożytek naszej grupy, rozumieć się ma. Mmm… Czyżbyś miała jakieś wieści o okrętach na zbyciu, milady?

    - Ja się co nieco znam na żeglowaniu. - Oświadczyła bladolica szlachcianka. Czym wyraźnie zaskoczyła swoje koleżanki. Dama w eleganckiej sukni raczej kojarzyła się ze szlacheckimi salonami niż pokładem statku. - Pochodzę z Brionne. To miasto portowe przy granicy z Estalią. Chodziłam do szkoły morskiej. Podobnej jaką macie tutaj. Znam podstawy nawigacji i jak działa statek. - Wyjaśniła skromnie. Po czym wysypała z sakiewki garść monet i wręczyła je siedzącej obok niej Burgund.
    - O to wystarczy na obiad i ze trzy kolejki. - Łotrzyca ucieszyła się gdy szybko przeliczyła sumę. - Jak tylko będzie okazja milady to w podziękowaniu bardzo chętnie zamknę cię w dybach i wysmagam batem. - Obiecała jej z uroczym uśmiechem. Bretonka roześmiała się wdzięcznie.
    - Będę na to czekać z utęsknieniem moja droga! - Widocznie ją rozbawiła ta uwaga ale w końcu była znana ze swoich uległych upodobań. - A wracając do tych statków. - Wciąż w dobrym humorze spojrzała na gladiatora. - Tak, coś słyszałam o tych zaginionych statkach na rzece. To w górę rzeki, gdzieś w połowie drogi między nami a Saltemund. Podobno znajdują je puste ze śladami walki i krwi na pokładzie ale żadnych trupów. Jak znajdą te łodzie to je odholowują albo w górę rzeki do Saltenmund albo do nas. Więc jak chcecie jakąś przejąć to musielibyście mieć fart trafić na jakąś tuż po napadzie i móc ją obsadzić. Zapewne też musielibyście zmienić jej nazwę. To trefny towar bo po rzece łodzie i barki zwykle pływają po stałej trasie więc je znają. Dobrze by było ją od razu sprzedać i kupić coś legalnego albo wypłynąć w morze. - Okazało się, że Bretonka jest całkiem dobrze zorientowana w żeglarskich realiach regionu.
    - Ale pamiętacie tą Adrienne z ratusza? Ta co Hubert i Oksana nam prezentowali w kuchni teatru po występie? - Milady popatrzyła na całą trójkę. A koleżanki pokiwały głowami, że tak. - Ona pracuje w archiwum, ma dostęp do różnych dokumentów. Ja słyszałam o statku jaki poszedł w zastaw za długi. Wiem, że taki jest ale nie znam szczegółów. Myślę, że ona mogłaby je znaleźć. Wtedy taki statek moglibyście kupić legalnie po dobrej cenie. - Podpowiedziała im jakie znalazła rozwiązanie dla poszukiwań łajby do morskich wypraw.

    Egon pamiętał Adrienne - tą samą Adrienne, która w uległy sposób oddawała się nie tak dawno temu mistrzowi ceremonii Huberta. Jeśli wtedy tak łatwo mogli ją brać, to Egon był pozytywnie zaskoczony - “Zdaje się, że przydatność dziewki nie kończy się na jej zadku” - pomyślał.

    – Poszedł w zastaw za długi, ale jeśli pewnie wykupić statek tak czy inaczej będzie kosztował sporo żeliwa – zauważył gladiator, który dotychczas największy dług, który widział, to tab w spelunie w Salkalten. – Mmm… Dwa wyjścia widzę. Albo jakoś zdobyć dokument pod zastaw, jakoś dotrzeć do wierzyciela, albo… Mmm… Po prostu sprzedać zdobyczny statek i kupić ten zastawiony – rzekł Egon, który ważył pomysły, jak do rzeczy podejść. – Co rzekniesz?

    - Rzeknę, że jest wiele zmiennych jakich w tej chwili nie znamy więc trudno coś wyrokwac. - Szlachcianka odparła z lekkim, przyjaznym uśmiechem. - Nie wiem po ile jest ten statek z zastawu. To zapewne Adrienne mogłaby sprawdzić w rejestrze. Jeśli macie kłopot udać się do niej do ratusza to mogę się tym zająć. Nie dzisiaj oczywiscie bo dziś ratusz zamknięty. - Bladolica zaoferowała swoją pomoc w kontakcie z pracownicą ratusza. - A z kolei jeśli by udało wam się zdobyć jakąś łódź na rzece to nie wiadomo jaką i w jakim będzie stanie. A więc za ile dałoby się ją tu sprzedać. - Rozłożyła dłonie w geście bezradności. - Ale ogólnie to myślę, że gra może być warta świeczki. Statek nawet sprzedawany po taniości to może być tani dla kogoś kto już ma swój statek albo kilka. A jak się zaczyna od zera to faktycznie taki tani może nie być. Wtedy może wam się przydać ta sumka za ten statek z rzeki. O ile go zdobędziecie. No i musicie mieć z pół tuzina, tuzin marynarzy do jego obsługi. Zależy jaki duży będzie. Jeszcze z tym zastawionym statkiem to zależy kto jest właścicielem. Jak ktoś stąd to być może go znam. - Lady Fabienne przedstawiła im jak ocenia sprawę nawet jeśli było w niej tyle niewiadomych.
    – Brzmi dobrze, podoba mi się – brodaty wojownik pokiwał swoją kudłatą czupryną. – Jeśli tedy możesz nas wesprzeć, Lady Odette, niechaj tak będzie… Jeśli możesz, sprawdzisz on statek w ratuszu z Adrienne? Jeśli byśmy odpowiednio się zakręcili… Ha, wiele jest dróg, żeby rzecz pozyskać.

    Egon odwrócił na moment oblicze. Trzeba było zapamiętać i tą rzecz z Odette - wróci do tego, kiedy będą już z powrotem z wyprawy.

    – Dzięki ci zatem, milady. Na mnie wszak droga czeka, mus mi do Wesołej Mewy, gdzie moi kompanioni na mnie czekają…
    - No dobrze Egonie więc po Festag, postaram się odwiedzić naszą słodką Adrienne. - Bladolica szlachcianka skinęła głową i uśmiechnęła się do niego ciepło. - A jak macie plany na tawernę to już was nie zatrzymuję. Aż wam zazdroszczę. - Dała znak, że nie będzie ich dłużej trzymać i koleżanki skinęły głowami aby gladiator wstał i wyszedł pierwszy.
    - A my jesteśmy umówione na dyby i pejcz. - Burgund żartobliwym tonem rzuciła do wciąż siedzącej szlachcianki.
    - Oh koniecznie. Nie mogę się doczekać. - Bladolica odpowiedziała w podobnym stylu. Co rozbawiło całą trójkę bo się roześmiały.

    – Bywaj zatem, milady! – Egon skłonił się lekko.

    Egon wyszedł zatem z wnętrza karocy i wciągnął powietrze w płuca, rad, że wydostał się z ciasnego i ciemnego pomieszczenia. Gladiator wolał zawsze rozległą przestrzeń, a przynajmniej ulice Neues Emskrank i nie w smak były mu dworskie zwyczaje, na których i tak niewiele się działo. Ale statek… Jeśli tylko szlachcianka z Brionne mogłaby dostarczyć ciekawych wieści, można było zorganizować coś… No. Ale to potem.

    Egon miarowym krokiem ruszył do Wesołej Mewy. Sprawy czekały.

    Festag; południe; tawerna “Wesoła mewa”

    Egon i kurhanowa ekipa

    Burgund raźno poprowadziła ich w stronę narożnika miasta wepchniętego między zielonkawe wody zatoki a błękitne rzeki Salt. Dotarli do tawerny a zgiełk ze środka zapowiadał, że nie nie straszy pustkami. Gdy weszli do środka okazało się to prawdą. Łotrzyca o miedzianych włosach czuła się jak u siebie i śmiało podeszła do szynkwasu witając się z biuściastą blondynką. Widać było, że się bardzo dobrze znają. I po krótkiej rozmowie partnerka Łasicy odwróciła się do swojej grupki i dała znać aby poszli za nią. Usiedli przy solidnym, prostym drewnianym stole jaki nosił ślady intensywnego użytkowania ale nadal trzymał się nieźle. To była ta sama tawerna w jakiej się spotkali w ostatni dzień przed napadem na świątynie Mananna. Wtedy jeszcze była z nimi Merga Złotooka i lady Soria. Po chwili podeszła do nich zgrabna kelnerka aby przyjąć zamówienie. A gdy poszła mieli wreszcie okazję aby sobie swobodnie pogadać. W tej barwnej mozaice gości dominowali marynarze, dokerzy, typy spod ciemnej gwiazdy i ladacznice. Nic dziwnego, że Burgund z Łasicą czuły się tu tak swobodnie.

    Byli tu już i oto powrócili znowu, liczniejsi i silniejsi, zaś Merga została odratowana i była bezpieczna w Norsce. Choć sporo roboty zostało do zrobienia, Egon czuł jakiś rodzaj przyjemności, że pomimo zmienności losu, niektóre rzeczy były takie same: ława, micha pełna żarcia i piwo.

    – Ejże, karczmareczko, dajże mi no tu kwartę piwa – sypnąwszy grosiwem, wojownik usadowił się na ławie z pozostałymi swymi kompanami.

    Odczekał nieco, a czas zabijał, wpatrując się w plotkującą gawiedź, swój wzrok zawieszając tu i tam na poszczególnych gościach tego przybytku, dłużej zaś wpatrywał się na uwijające się, usługujące dziewki.

    Kiedy piwo wreszcie przybyło, pociągnął solidnie i rzekł te słowa:

    – Soria rzecz z czarownikiem oporządzi. Tedy nie musimy, przynajmniej na razie, zdobywać krwi dla żywego trupa. Ale będzie potrzebował jej więcej, może i więcej, żeby się przynajmniej utrzymać. Całkiem musimy go wybudzić, żeby przybrał cielesną formę, ani chybi, niejeden sekret zna…

    – Dwie rzeczy mnie interesują teraz – ciągnął. – Ale po kolei. Pierwsza rzecz… Trza nam się zgadać z Gezacktem i wyruszyć czym prędzej na wyprawę. Rejza będzie miała dwa cele: najpierw wypuścimy się w stronę Salzenmund i zbadamy, czy przypadkiem jeden z korabiów tam na rzece nie był został… Mus nam to sprawdzić. I po drodze nałapać jakich łyczków, ale solidnie, bo widzicie… Otóż widzicie, za utarg za nich trzeba będzie opłacić Gezackta, część z nich pójdzie na żer dla czarownika, baby pójdą na Oster, a czwarta część dla Munira lub też broń dla Gnaka.

    Egon zamilkł. Rzeczy komplikowały się, ale cóz podołać? Ów niewolniczy interes miał opłacić wiele spraw, które zaczęli.

    Co prawda ta ładna i zgrabna blond koleżanka Burgund została za szykwasem ale inne kelnerki też były niczego sobie. Zwłaszcza gorsety ładnie podkreślały szczupłość sylwetki uwypuklając też biust. Dziewczyny uwijały się między stołami roznoszac jadło, napitek alb zgraniając puste kufle i naczynia. Były też dwie czy trzy ladacznice jeszcze nie zagospodarowane co wodziły wzrokiem i uśmiechem za potencjalnymi klientami. Egon też się złapał z parę razy na zachęcające spojrzenie i uśmiech. Ale zapewne musiałby do nich podejść aby się rozmówić. Na razie jednak było o czym gadać przy stole.
    - No z tym Gezacktem to chyba powinno być prosto. Mówił, gdzie się zatrzymali to można tam uderzyć jakby było potrzeba. Pewnie lepiej prędzej niż później zanim sami złapią jakąś inną robotę ale pewnie będą chcieli zabawić jakiś czas w mieście. Wcześniej wyglądał na skorego na tą rejzę to jak mu się nie odmieni to powinno być dobrze. - Lars zaczął od swojego zdania na temat herszta bandy zbirów z jakim ostatnio współpracowali.
    - A lady Soria na pewno sobie poradzi z łapaniem tych głupich wieśniakow. Widzieliście jak oczarowała tamtych z wioski? Zresztą Hannah też. - Burgund zdawała się podzielać wiarę gladiatora w możliwości wężowej syreny co do zdobycia brańców. Nawet jak miała się tym zajmować sama.
    - No tak, przydaliby się ci brańcy. Bo tak jak Egon mówi, trochę się po nich kolejka zrobiła. A mamy już i tak ruszać za miasto to można by i wybadać co z tą rzeką i statkami. W ogóle daleko to jest od drogi ta rzeka? - Morski łupieżca pokiwał głową i popatrzył po tutejszych gdy pytał o lokalne warunki.
    - Droga do Salzenmundu prowadzi mniej więcej w górę rzeki Salt. Ale niekoniecznie tak blisko aby z niej rzekę było widać. Czasem tak a czasem nie. Zależy na jakim odcinku. - Silny odpowiedział mu po chwili zastanowienia.
    - Tylko trochę nie wiadomo na jakim odcinku są te napady. Jak część łodzi co znajdą sprowadzają do nas a część do stolicy to pewnie gdzieś pośrodku. Albo napadają na nie na różnych odcinkach, raz bliżej nas, raz bliżej Salzenmunda. Drogą do stolicy to jakieś trzy, cztery dni marszu albo wozem. Konno to z połowę tego. - Burgund dopowiedziała swoje przypuszczenia i szacunki.
    - W lecie, w ładną pogodę. Albo zimą jak ma się sanie. Jak jest słota to dłużej zajmuje. A najłatwiej to rzeką dopłynąć do stolicy. Bo he he he mniejsza szansa, że cię ktoś napadnie, jakieś orki, zwierzoludzie albo banici. - Łysy mięśniak dorzucił coś od siebie a myśl o napadach nawet go rozbawiła. W końcu sam się tym często zajmował osobiście chociaż raczej tu w mieście.
    - No to dla nas nawet lepiej jak to nie jest tuż za rogiem miasta. Powinno być łatwiej zwiać po napadzie a im trudniej kogoś powiadomić. Ale najłatwiej by było popłynąć tam łajbą. - Lars uznał te wskazówki za dobrą monetę i popatrzył na Egona i resztę co oni na to.
    – A co jeśli – zapytał Egon – zatrudnimy się jako najmusy do ochrony łodzi? Kupcy będą płacić dobry grosz za obstawę i jeśli będziemy mieć trochę szczęścia, to zaatakują nas… Zarżniemy tych, co napadają, możnemu wbijemy nóż w plecy, a sami wypłyniemy statkiem na Morze Szponów. Zarobimy nieco grosiwa, zyskamy statek i kto wie, może uda nam się jakoś paktować z tymi drabami, jeśli paru zostawimy żywych…? To byłoby całkiem niezłe.

    Ciągnął jeszcze:

    – Moglibyśmy zbójeckie rejzy zmieszać z tymi z polowaniem na korabie. Jeden rejs byśmy zarobili i czekali na dogodną okazję, a po tym, kiedy byśmy żeliwo wzięli, to byśmy wypuszczali się nałapać łyczków. I tak aż do czasu, kiedy naprawdę draby zaatakują statek. Wtedy odparlibyśmy atak, wzięli paru w jasyr, w międzyczasie, kiedy tamci niemalże odparci by byli, byśmy dobili obrońców statku i samój się wypuścili…

    Tu przystanął i zastanowił się:

    – Jedyna wada tego fortelu jest taka, że musielibyśmy zostawić żeglarzy, czyli świadków, przy życiu. Albo zostawić tamtym, żeby ich dobili. Albo mieć swoich gdzieś w zanadrzu. Ja się na pływaniu nie znam ni diabeł – Egon skrzywił się, nagle dostrzegając w swym planie wady. – A mogłoby być tak, że wcale tak łatwo i szybko nie zaatakują… Moglibyśmy całe miesiące zmitrężyć. Więc jak by ataku nie było, to byśmy musieli sprawy wziąć w swoje ręce.

    Brwi uniosły się do góry a niektóre głowy pokiwały z uznaniem po tych słowach brodacza. Zebrani przy stole popatrzyli po sobie nawzajem. - No tak, jakby się zabrać na taką łajbę co płynie w górę rzeki to by nam szukanie własnej odpadło. - Lars wydawał się dostrzegać zalety takiego rozwiązania. - A tu da się zamustrować na taką łajbę? - Norsmen swoje spojrzenie skierował na Burgund i Silnego. Z ich grupy to oni byli tubylcami więc powinni mieć najlepsze rozeznanie w lokalnych warunkach. Łotrzyca i zbir popatrzyli na siebie przez chwilę.
    - Tak, pewnie tak. Wystarczy popytać. Prędzej czy później, powinien znaleźć się ktoś kto będzie chętny wziąć najemników jako eskortę. Zwłaszcza jak te napady takie częste. - Burgund pokiwała głową na znak, że wróży sukces takiej inicjatywie. Tym większy im większą skalę by miała.
    - Ale Salt to nie jest wielka rzeka. Więc barki czy krypy co po niej pływają, niekoniecznie nadaja się na pełne morze. - Silny dopowiedział inny detal. Norsmen machnął na to swoją sękatą ręką.
    - To się będziemy martwić jak ją będziemy już mieć. Najwyżej ją się sprzeda i będzie jakaś sumka na większą łajbę. A jak mniejsza to nawet lepiej. Mniejsza załoga potrzebna do jej obsługi. Pewnie pół tuzina osób, może tuzin wystarczy aby ją obsłużyć. U nas to ja mogę to robić, Bjorn i Astrid. Zog ty chyba też? Od biedy jakby do wioseł trzeba to każdy kto ma trochę krzepy w ramionach się nada. Ster czy żagle to już trochę inna robota ale to nasza trójka by dała radę. - Morski łupieżca wydawał się być dobrej myśli i przynajmniej Norsmenów był gotów zaliczyć do doświadczonych żeglarzy. Ci kiwali głowami i wyglądało jakby mogli wystarczyć chociaż na szkieletową załogę jednostki. Czy aby napewno to jednak zależało jak duża łajba by się trafiła.
    - No jak na jakąś bitkę to ja bym się pisał. Nudno trochę ostatnio. Odkąd na początku tygodnia z Otto i Anniką spraliśmy po gębach takich jednych łapserdaków co myśleli, że są cwani i twardzi to niewiele się dzieje. W sumie może ją zabrać? Otto chyba w nią wierzy, że ma jakieś wizje od naszej patronki czy co tam. Dla mnie to ona nieco za chuda jest. Jak taki chudziak może mieć siłę w łapach aby solidnie grzmotnąć? No ale Otto w nią chyba wierzy. No to może i ją można by zabrać. Tylko z tą Bretonką trzeba by gadać bo to jej milady. - Silny nawet był skłonny dołączyć do takiej wycieczki. Wydawał się być spragniony mocniejszych wrażeń. Choć raczej jako wojownik niż marynarz. Po chwili zastanowienia Rune też pokiwał głową, że widzi sprawę podobnie.
    - I jak już będziemy mieć tą łajbę to sobie popłyniemy nią gdzie chcemy. To i jak trafi się okazja to się nałapie po wioskach czy traktach kogo się da. - Lars ucieszył się, że imperialni koledzy znów byli chętni wesprzeć ich inicjatywę.
    - No tak. Wszystko ładnie. Ale jak chcecie płynąć w górę rzeki i to może i na nas napadną. Jak tak skutecznie wyrzynali te załogi do tej pory to chyba letko z nimi nie będzie. Co innego zająć pustą łajbę a co innego bić się z jakimiś piratami czy kto to tam napada te łodzie. - Burgund zgłosiła pewne zastrzeżenie co do takiego planu.
    - No i na wszelki wypadek przydałoby się jeszcze ze dwóch, trzech, czterech co zna się na żeglowaniu. Gdyby nam się coś stało. - Astrid dodała swoją uwagę.

    Egon pokiwał głową. Wydawało się, że plan byłby do zrobienia. Jakoś.

    – Ja, Lars, Bjorn, Astrid, Zog… Hmm… – Egon liczył na palcach członków wyprawy. – Silny, Rune, Annika. Ośmiu do obsadzenia. Moglibyśmy dodać Raisę, aby użyczyła nam swej magii, ale przy korabiu nie pomoże, a może i w ogóle zły pomysł. Lepiej, żeby została u Sigismundusa i może uwarzyła nam jaki humor albo fluid, który byśmy mogli wykorzystać… Zatem… Ośmiu. Mógłbym dać znać i Starszemu, może wynajdzie jeszcze kogoś…? Sam nie wiem kogo by mógł nam dać – Egon myślał. – Gezackta?

    Egon zastanowił się.

    – Gezackt miał zostać włączony w wyprawę łupieżczą. Jego luda raczej przy żegludze nie pomogą, ale on i paru ludzi mogliby się włączyć w rzecz – skonstatował wojownik. – Co rzekniecie, kompanioni? Jeśli będzie to nasza pierwsza wyprawa łupieżcza, to Gezackt zagwarantuje, że wszystko pójdzie dobrze, a z czasem wspomoże nam w łapaniu i dostanie swoją dolę.

    Egon zmilkł nagle, bowiem zorientował się, że ten żywy towar miał pokryć wiele wydatków: niewolników dla Gnaka (tudzież przehandlowanie ich na broń i pancerze dla zwierzoludzi), branki na zasiew Oster, pokarm dla czarownika, opłacanie Gezackta i wreszcie, na sam koniec, handlowanie z Munirem. Szczęściem, Munir zawijał do Neues Emskrank znacznie później, toteż do tego czasu rzecz może nabierze rozpędu.

    Sprawy trupiego czarownika i opanowania głazu, gdzie grasowały bestigory, zostawił na później. Chciał czym prędzej napoić głaz krwią dla Boga Czaszek, ale nie mógł za rzecz zabrać się teraz.

    – Co rzekniecie? – zapytał. – Tedy bym zaszedł do Anniki i Gezackta.
    - Raisy nie trza brać. Stara już jest, ledwo o własnych nogach z tego kurhanu wróciła. - Astrid pokręciła głową na znak, że niezbyt podoba jej się pomysł zabierania na taką ryzykowną wyprawę starej wiedźmy.
    - Oj ja jeszcze na grobie niejednego młodego światło będę palić. - Stara odcięła się jej od razu ale po chwili zwróciła się już spokojniej do pozostałych. - Ale to prawda. Ja muszę w tej aptece wszystkiego przypilnować syneczki. Beze mnie tylko Dorna została. Dobra dziewczyna ale za słaby ma pomyślunek aby wszystkim się zająć jakby mnie dłużej tam nie było. Jak wam trzeba jakiś mikstur syneczki to powiedzcie to wam narobię. Ale ja to raczej tutaj zostanę. - Raisa choć z innych powodów niż myślała córka jarla, ale wolała pozostać na miejscu. Uśmiechała się łagodnie do Larsa i Egona jakby byli jej ulubionymi wnuczkami.
    - No tak, widzę, że z pół tuzina nas się uzbiera. Nawet więcej. Z czego z połowa zna się na łajbach. No to jakąś niedużą moglibyśmy dać radę pożeglować. Reszta to najwyzej do wioseł by była przydatna. - Lars pokiwał głową jakby tak wstępnie udało im się zebrać obiecujący skład wśród zaufanych ochotników. - U Gezackta żeglarzy raczej nie ma. Ale to banda bez sumienia. Jak nie wiemy kto lub co napada na te łajby to lepiej by było ich mieć przy sobie niż nie mieć. Może to nie tacy przedni wojownicy jak my, ale są. W grobowcu się przydali a to z martwiakami się ścieraliśmy. No i już wcześniej zgodził się w jarzma brać kogo popadnie to byśmy mieli go do tego pod ręką. - Podsumował to tak, jakby uważał takie połączenie za dobry pomysł.
    - No to fajnie. Ale jak ich jest z tuzin, nas tutaj też trochę to wychodzi prawie dwudziestu chłopa lekką ręką. - Burgund zauważyła a Lars po krótkim przeliczeniu w pamięci, potwierdził to ruchem głowy. - No to nie lada łajba musiałaby być aby brać ze dwie dziesiątki na eskortę. Nie wiem czy taką znajdziecie. Zwykle eskorta to paru ludzi, może pół tuzina czy dziesiątka albo tuzin jak większa. A wy chcecie zamustrować prawie dwa, trzy razy tyle. - Zauważyła, że mogą być problemy z zatrudnieniem tak dużej grupy. - Może się udałoby złapać jakiś kontrakt łączony na dwie łajby co będą razem płynąć dla bezpieczeństwa. Albo wziąć tylko część. Albo zamustrować się jako pasażerowie do Salzenmundu. - Łotrzyca podpowiedziała im parę sugestii jakie mogłyby im pomóc.
    – Gezackt nie musi iść w pełnym składzie – zgodził się Egon. – Jeśli pójdzie on i ze dwóch jego ludzi to mielibyśmy akurat luda do tego interesu. Myślę, że trudno by było przejąć dwie łodzie na raz… Byłoby zbyt niebezpieczne, nie wiadomo by było, co mogłoby się zdarzyć – rzekł wojownik, który spodziewał się, że abordaż nawet jednej łajby będzie prezentował ze sobą spore ryzyko.

    Egon pokiwał głową.

    – Dobra, to postanowione. Kto chce iść ze mną do Anniki i Gezackta? Lars, chcesz? – zapytał korsarza, z którym dotychczas załatwiał wszystkie sprawy. – Ustawimy rzecz czym prędzej, abyśmy mogli wyruszyć jak najszybciej… Pogadamy z Anniką i Gezacktem, a później odwiedzimy targ albo port. Zawsze tam będą kręcić się ludzie, co chcą przewieźć towary. Tam ustawimy, że chcemy ich eskortować - nie za drogo, ale też i nie za darmo, żeby niczego nie podejrzewali. Kompani, kręćcie się tutaj albo w Trzech Gwoździach, żebym was odnalazł.
    - No tak, dwie łajby, płynące tego samego dnia, w tym samym kierunku i szukajace ochroniarzy albo marynarzy na tą podróż to by pewnie trudniej było niż na jedną. - Silny pokiwał swoją łysą głową na znak, że zgadza się z podsumowaniem kolegi.
    - No to Gezackt nam zostawił tą knajpę gdzie miał buszować ze swoimi ludźmi. To najwyżej tam zajdziemy. A tą Annikę to gdzie znajdziemy? Która to jest? - Lars też raczej się skupiał na praktycznym sfinalizowaniu tego o czym rozmawiali podczas tego obiadu.
    - Była z nami w lesie na pikniku. Taka ładna i czarna. Ale raczej została przy wozie, nie widziałam aby się włączyła do zabawy. Siedziała tam z Otto i Pirorą. - Burgund starała się przypomnieć Norsmenowi o kogo chodzi. Ten powoli uniósł i opuścił głowę jakby coś kojarzył z orgii przy Zachodnich Kamieniach ale chyba niekoniecznie tą kobietę jaka była w jej trakcie na uboczu.
    - No ale to może nie być tak łatwo ją spotkać teraz. - Łotrzyca przykuła uwagę morskiego łupieżcy.
    - Dlaczego? - Pytał lekkim zaciekawieniem.
    - Ona jest służką lady Fabienne. Tą co spotkaliśmy w powozie jak tu szliśmy. - Rudowłosa chętnie zaczęła wyjaśniać i widać było, że czarnowłosą szlachciankę z charakterystycznym, bretońskim akcentem wszyscy kojarzą bez problemu. - No to ona by się musiała zgodzić aby nam wypożyczyć Annikę na kilka dni. Chyba powinna się zgodzić, zwykle Fabi idzie nam na rękę. No ale jednak to tak jak jesteśmy w rodzinnym gronie. A oficjalnie to ona jest szlachcianka i mężatka więc nie wypada jej przyjmować jakichś morskich łobuzów. - Dziewczyna z ferajny spojrzała wymownie na Egona i Larsa. Wyglądali raczej na wojowników od topora niż na bywalców szlacheckich salonów.
    - No to jak się mamy z nią skontaktować? - Lars skinął głową choć nie tryskał radością na tą komplikację.
    - Mogę pójść z wami. Marissa i Fabi mnie znają. No i mogę powiedzieć, że mam wiadomość od Pirory czy coś. I jak się spotkam z milady to powiem jej o co chodzi i albo się jakoś z wami spotka albo da mi odpowiedź. - Burgund popatrzyła pytająco na kolegów czy im pasuje takie rozwiązanie. Przy swojej dość zwyczajnej sukni, pasowała wyglądem to pokojówki czy innej służki, jaką jedna szlachcianka mogła wysłać z wiadomością do drugiej.

    Egon założył ręce, pokiwał głową wreszcie. Jasna sprawa była, że Annika byłaby mile widziana jako ta, do której szeptał jego własny patron, jednak jeśli miałoby się okazać, że opętana dziewka nie pójdzie, zamierzał dobrać ludzi z bandy Gezackta.

    – Dobra, chodźmy – zgodził się Egon.

    Rzeczy były, mniej więcej, zaplanowane. Egon jednak, próbując na podobieństwo swego mrocznego boga przewidywać ruchy i planować, niby na wojnie, począł myśleć także i o innych aspektach: kiedy bowiem drużyna bojowa zostanie skompletowana i w istocie uda im się zostać łże-najemnikami do ochrony korabiu, było coś jeszcze… Mianowicie, gdzież ten przeklęty okręt będa przechowywać i w jaki sposób na dłuższą metę będą maskować siebie i statek w taki sposób, żeby rozpoznanie go na wodach Morza Szponów nie było takie łatwe?

    Niemniej, poniechał rozmyślania. Zamierzał pozwolić Burgund rzecz oporządzić z Anniką.

    Festag; popoludnie; rezydencja von Mannliebów

    Egon, Lars i Burgund

    Łotrzyca o miedzianych włosach okazała się dobrą przewodniczką. Zapewne znała miasto najlepiej z ich trójki. Poszli przy nabrzeżu, do północnej dzielnicy gdzie zwykle mieszkali ci możni i znaczący. Martwiła się jak wytłumaczyć swoją brudną suknię. Nie wzięła drugiej na zmianę a jeszcze nie zdążyła się przebrać po powrocie do miasta. O ile w “Mewie” jeszcze na to za bardzo nikt nie zwracał uwagi to w rezycencji szlacheckiej już mogło bardziej się rzucac w oczy. Jej dwaj towarzysze byli podobnie uwaleni błotem od parokrotnych przemarszów przez mokradło jakie oddzielało las od kurhanu oraz brodzenia w trupiej wodzie wewnątrz grobowca. Ale podobnie na ten moment niewiele mogli z tym zrobić. W końcu Burgund uznała, że pójdzie i spróbuje poprosić milady o spotkanie licząc, że ta ją rozpozna i mimo wyglądu przyjmie. Z tym postanowieniem pożegnała się z dwoma towarzyszami. I widzieli jak śmiało podchodzi do solidnej bramy. Tam chwilę rozmawiala ale strażnik ją wpuścił do środka. Potem jeszcze ją widać było jak wchodzi po schodach rezydencji i znika w głównym wejściu.
    - No to jak ją ta Bretonka pozna to chyba wpuści. Ciekawe czy nas wpuści. W lesie wydawała się całkiem he he gościnna. - Lars pogłaskał się po brodzie. Ale zostało im czekanie. W tej drogiej dzielnicy parę przechodniów czy stangretów posłało im podejrzliwe spojrzenia jakby dziwił ich widok dwóch zbrojnych. Nie na tyle aby jednak zatrzymac się i wypytywać o coś. Czekali tak z pacierz, może półtorej nim zobaczyli jak łotrzyca schodzi po schodach a potem wychodzi przez bramę. Szła ku nim tak samo pewnie jak przedtem gdy ich tu zostawiała. Szybko podeszła do czekających kolegów.
    - Dobra, powiedziałem milady o co chodzi. Trochę się wzdraga aby wypuścić Annikę. Ona ma te sny co parę dni po jakich wpada w amok i pędzi przed siebie no i milady się tym martwi. Ale w końcu zgodziła się z wami spotkać. Tylko musimy wejść od tyłu. Jakby co to Pirora was przysłała aby zabrać jeden kufer do siebie. Potem Fabi zrobi scenę, że się rozmyśli i was odeśle. Ale musimy udawać bo poza Anniką i Marissą to reszta służby jest na usługach jej męża. Więc się nie możemy z nią tutaj za bardzo spoufalać. - Łotrzyca wyjaśniła im zasady tego wynegocjowanego spotkania. I widać było, że i jej, i gospodyni, bardzo zależy na pozorach.

    – Bah, cholerne zwyczaje szlacheckie – Egon fuknął sam do siebie. – Ale Annika dobrze by było, żeby poszła z nami… Rozmówiłbym się z nią o tych jej snach, jeno na moment trzeba będzie czatować, a kto wie, może i wiązać ją na czas, kiedy zapadnie do snu.

    – Mmm… Pirora nas przysłała, żeby wziąć kufer do siebie… I scenę zrobi. No dobra, niech będzie i tak. Jak to zrobi robotę, to może być.

    I dał gestem znak, że mogą iść dalej.

    - Cóż to byłaby za rezydencja szlachecka jakby każdy z ulicy mógł ot tak sobie wejść. - Burgund rozbawiła uwaga brodacza ale wydawała się być zadowolona, że zgodził się zachować pozory. Kontrolnie spojrzała jeszcze na Norsmena a ten skinął głową, że nie ma sprawy. Więc poprowadziła ich wzdłuż solidnego ogrodzenia i starannie przystrzyżonego żywopłotu jakie zapewniały domownikom ochronę i prywatność.

    Egon, Lars, Burgund i Fabienne

    Łotrzyca okrążyła kwartał aby dostać się na alejkę jaka prowadziła na tyły kamienic i rezydencji szlachetnie urodzonych. Bez wahania podprowadziła swoich kolegów do jednej z furt. Tam zadzwoniła i czekali tam chwilę. Przyszedł jakiś służący w liberii i przyjrzał im się zza prętów furty badawczo.
    - My od milady van Dyke. Po kufer. Jesteśmy umówieni. - Burgund wyjaśniła bez zwłoki, łagodnym, uprzejmym tonem. Odźwierny skinął głową ale dwóm jej towarzyszom poświęcił dłuższe spojrzenie niż jej. I wyglądał jakby najchętniej pozostawił ich za furtą. Jednak wyjął klucz i otworzył ją.
    - Proszę za mną. - Odezwał się z oschłą godnością. Łotrzyca machnęła do kolegów i posłała im uśmiech, że dobrze idzie po czym ruszyła za przewodnikiem. Jej koledzy także. Przeszli przez niewielki podjazd i tyły ogrodu. Nawet ta robocza część rezydencji von Mannliebów była bez porównania bardziej zadbana niż zabagnione podwórze apteki Sigsmundusa. Służący poprowadził ich do korytarza między kuchnią a jakimiś innymi pomieszczeniami i poprosił tak samo oschle jak przy bramie, aby poczekali chwilę. Po czym ruszył w głąb korytarza i szybko zniknął im z oczu. Nie byli jednak sami, bo dał sie słyszeć ruch i głosy, głównie kobiece. Widać praca tu trwała. W pewnym momencie ujrzeli gibką, kobiecą postać jaka przyszła korytarzem.
    - Witajcie, nasza milady cieszy się, że lady Pirora tak szybko was przysłała po te kufer. Proszę za ną. - To była kasztanowłosa Marissa. Podobnie jak Annika, wcześniej była pacjentką hospicjum. Ale podobnie jak jej milady, poświęciła się oddawaniu czci Soren. Razem z nią w pełni się udzielała podczas zabaw na nocnym pikniku przy Zachodnich Kamieniach. Teraz jednak też zachowywała pozory aby nie zdradzić domownikom, że cokolwiek ją łączy z gośćmi. Zgrabnie odwróciła się i ruszyła przodem aby ich zaprowadzić do głównej gospodyni rezydencji. I Lars i Burgund całkiem chętnie wpatrywali się w jej gibkie wdzięki, widoczne zwłaszcza jak wchodziła po schodach na piętro. Przeszli przez korytarz i pokojówka otworzyła kolejne drzwi ale tym razem stanęła zaraz za nimi, aby wpuścic trójkę gości do środka. Wtedy zamknęła za nimi drzwi i została w środku. Oni zaś ujrzeli czekającą na nich lady Fabienne.
    - Witajcie. Cieszę się, że moja droga przyjaciółka Pirora, tak szybko kogoś przysłała po ten ufer. - Bretonka mówiła z wyczuwalnym akcentem swojej ojczyzny jaki często był uważany za atrakcyjny, romantyczny i poetycki. Więc podobno na salonach niektórzy próbowali go naśladować nawet jeśli wcale nie mieli nic wspólnego z tą ojczyzną win i winorośli. Ale o dziwo, wskazała im swoim zadbanym paznokciem, na solidnie wyglądający kufer stojący na podłodze pod ścianą. - Ale teraz jak tak myślę, to zaczynam sie wahać. Może postępuje zbyt pochopnie? I powinnam to jeszcze przemyśleć? - mówiła jakby naprawdę ją naszły jakieś wątpliwości. Chociaż jej goście nie mieli pojęcia co jest w kufrze. - Oh może porozmawiamy o tym przy winie. Usiądźcie proszę. - Wskazała im na mały ale ozdobny stolik i cztery krzesła. Sama też usiadła a Marissa zaczęła rozlewać wino z butelk do smukłych, szklanych kieliszków.
    - Wybaczcie ale to konieczne. Tutaj ściany mają uszy. Naprawdę cieszę się, że was widzę. Dwa razy tego samego dnia? Szkoda, że was u Pirory nie było Mielibyśmy okazję się lepiej poznać. - Szlachcianka widocznie uznała, że już wystarczy tego odgrywania bo uśmiechnęła się do gości ciepło ale mówiła dość cicho. - Więc podobno sprowadza was moja Annika? To prawda? - zapytała patrząc po kolei na każdego z trójki gości.
    – Witaj raz jeszcze, milady – Egon skłonił się, chcąc dopełnić rytuału, który zdawał się być ważny dla szlachcianki. – Iście, prawda to. Jako żeśmy rzekli już, szukamy korabiu, żeby posłużył naszej sprawie… I tedy żeśmy uradzili, że może wypuścimy się samój po korab na rzece – Egon rzekł, nie do końca pewien, czy w istocie potrzeba było wtajemniczać milady w intymne szczegóły planu, tym bardziej, że ponoć ściany miały uszy w tym dworze. – Ale obstawy potrzeba, mężnych i walecznych. A że i Annika mogłaby się nam później przydać po wypełnieniu tej misji, tedy żeśmy po nią przyszli.

    Była to prawda. Choć Egon dowiedział się o istnieniu głazu wśród bestigorów, wojownik nie mógł nie przestać zadawać sobie pytania - czy Annika, którą raz opęta duch Pana Krwi, rzeczywiście pobiegnie w tamtą stronę? Lub też, inaczej, pobiegnie w jeszcze jakieś inne miejsce i być może tam będą mieli już jakieś wskazówki? Egon musiał koniecznie wypytać Annikę co do snów na osobności, ale to w swoim czasie.

    – Annika przyda nam się na wyprawie – dodał jeszcze, wyczekując reakcji szlachcianki.

    - Ah, te znikające na rzece korabie… No tak, Fanriel coś mówiła jak byliśmy w teatrze. Ktoś napada na załogi zdaje się. - Zadbane brwi szlachcianki powędrowały do góry i nieco zmrużyła oczy. Wyglądało na to, że też doszły ją jakieś plotki na ten temat ale bez większych detali. Opuściła głowę i przez chwilę jej smukłe palce bawiły się kielichem wina jakby pomagało jej to zebrać myśli. - Ale moja Annika wam potrzebna? Jak raz Otto ją zabrał to wróciła ledwo żywa. Tak ją pobili. A wy jak chcecie płynąć korabiem to pewnie chcecie wypłynąć za miasto. I to pewnie na więcej niż jeden dzień. - Podniosła głowę patrząc na Egona jakby potrzebowała więcej szczegółów aby podjąć decyzję.
    – Prawda to – rzekł Egon, który nie widział powodu, żeby łgać. – Zbieramy drużynę, co działać w sprawie będzie… I walka być może. Ale jeśli chcesz, będę sam ją osłaniał, żeby nie zebrała po głowie.

    I dodał:

    – Po prawdzie to i interesują mnie sny Anniki – tu pogładził brodę, nagle kalkulujący, kiedy sprawy zeszły na ten temat. – Bowiem żeśmy odkryli, że niedaleko jest głaz ku czci Norry… Wiedzieć musiałbym, czy jest tak, że ona do niego biegnie. A jeśli i tak, to jakieś sny ma… No. Jeśli na wyprawę nie chcesz mi jej dać, to daj mi chociaż z nią pogadać na ten temat.

    - Walka będzie? Oh… Ale przecież ona jest taka delikatna. - Szlachcianka aż przykryła usta swoją szczupłą dłonią i wyglądała na tak przejętą jak kwoka gdacząca nad bezpieczeństwem swoich kurcząt. Wydawała się być zaniepokojona wizją, że udział w takiej eskapadzie mógłby narazić czarnowłosą pokojówkę.
    - Z całym szacunkiem milady. Ale jeśli ona jest wybrańcem Norry czy kimś takim to jej przeznaczeniem jest walka. I jeśli przemawia przez nią wola jednej z Sióstr to kim my jesteśmy aby się jej sprzeciwiać? - Tym razem Lars postanowił się wtrącić i wesprzeć kamrata w tej prośbie. Gospodyni spojrzała teraz na niego i przygryzła wargę jakby biła się z myślami.
    - No tak, Annika ma te dziwne sny. Potem się zrywa i pędzi na oślep w jakimś amoku. Mówi, że śni jej się jakiś wielki, dziwny głaz w lesie. I, że ten głaz ją wzywa. - Bretonka pokiwała głową na znak, że też ma jakąś orientację co do nietypowych snów swojej służącej. I niepokojącego efektu jaki w niej wywołują. Biła się przez chwilę z myślami po czym podniosła głowę i spojrzała na drugą z byłych pacjentek hospicjum.
    - Marisso idź proszę zbacz jak się czuje Annika. I jeśli się czuje na siłach to poproś ją tutaj. - Wydawała polecenie pokojówce a ta pokiwała głową i wyszła z salonu.
    - No nie chcę stawać na drodze ani naszym bogom ani ich pomazańcom. Ale ona tyle przeszła i jest taka delikatna. - Wciaż wydawała się być zmartwiona niebezpieczeństwem jakie mogło sprowadzić na czarnowłosą taka wyprawa. Czekali tak parę chwil, rozmawiając o drobiazgach i popijając całkiem dobre wino jakiego nie serwowano w zwykłej tawernie. Gdy drzwi otworzyły się i do środka weszły obie służki milady.
    - Anniko, nie wiem czy się znacie. Ale to jest Egon i Lars. Bo z Burgund to się znasz przecież. - Czarnowłosa szlachcianka przedstawiła ich sobie. Co prawda spotkali sie już podczas nocy przy Zachodnich Kamieniach ale wówczas raczej się mijali. Pokojówka bez wahania popatrzyła na obu mężczyzn. Łotrzycy lekko skinęła głową w pozdrowieniu jakby faktycznie już się choć trochę znały. Teraz widząc Annikę z bliska i w świetle dnia, można było zrozumieć wątpliwości Silnego jakie co do niej żywił. Nie wyglądała na wojowniczkę. Nie była rosła ani masywna. Nawet Norma to Axe wydawała się być solidniej zbudowana od niej. Ale może to przez kolczugę i dwa topory jakie na sobie zwykle nosiła. A nie zwykłą suknię mieszczki jak pokojówka milady.
    - Egon i Lars planują na parę dni wyruszyć łodzią w górę rzeki. Być może będzie tam walka i inne niebezpieczeństwa. No i pytają czy byś chciała wyruszyć razem z nimi. - Milady przedstawiła służącej dlaczego ją wezwała. Ta wysłuchała jej uważnie po czym znów spojrzała na obu mężczyzn.
    - Naprawdę? Macie dla mnie topór? - Zapytała jakby teraz od nich chciała usłyszeć na co się właściwie zanosi. Ale nie wyglądała na zlęknioną, raczej na zaciekawioną.
    – Broń dostaniesz, pancerz też – rzekł Egon, ukazując za połami swego płaszcza swój ulubiony gudendag, którym rad grzmocił czerepy pospólstwa. – Jeśli topora ci trza, zdaje mi się, że Silny ma jakiś na zbyciu, albo i jeśli byś chciała, to sam ci go kupię na targu, jak wolisz. I pancerz się znajdzie.

    Egon, wyjaśniwszy rzecz, przeszedł do sedna:

    – Zbiera się wyprawa na korab – stwierdził. – Każde ramię, co umie walczyć, pomocne będzie, a jeśli będziesz potrzebowała, na tyłach ciebie zostawię. Będzie jeszcze Gezackt i paru, których znasz. A i o twe sny chciałem wypytać, rozumiesz… W lesie żeśmy o głazie usłyszeli ku czci Wielkiego Ogara. Obudzenie tego, który tam śpi jest dla mnie najważniejsze. On jest tym, z którego idzie cała ma siła… Tedy twoja rola jest podwójna: pomóc przy korabiu, a przy okazji zobaczymy, ile wiesz o głazie.

    - Wcale nie chcę być na tyłach. Nie boję się. - Czarnowłosa od razu się zacietrzewiła na myśl, że miałaby zostać z tyłu.
    - Nikt tego nie sugerował Anniko. Chociaż ja to bym wolała abyś się nie pakowała w jakieś niebezpieczne sytuację. - Szlachcianka westchnęła jakby naprawdę obawiała się o los czarnowłosej pokojówki.
    - Tak jak Egon mówił, jakąś broń się znajdzie jeśli potrzeba. A nam przydałby się ktoś pewny, kogo możemy zabrać w podróż na parę dni. Już mamy paru ochotników, w większości ludzie których dobrze znacie. No ale taka dziarska dziewoja też by nam się przydała. Od nas Astrid też bedzie płynąć więc nie byłabyś jedyną kobietą w załodze. - Lars też dorzucił swoje trzy pensy aby zachęcić i pokojówkę i jej panią, na wyrażenie zgody na tą rzeczną wycieczkę w głąb lądu.
    - Głaz w lesie to mi się śnił. Wzywa mnie. Ale statki to nie. - Czarnowłosa służka podrapała się po głowie jakby priorytetem było dla niej odnalezienie owego głazu Norry i trochę nie była pewna jak do tego przypasować taką rzeczną wycieczkę.
    - Jeśli czujesz zew Krwawego Ogara lub Siostry jaka mu się poświęciła to polowanie i zabijanie na pewno ich ucieszy. - Norsmen starał się dodać coś jeszcze. - No a i pewnie z łupami byśmy wrócili to jeszcze by zysk był z tego. A i milady byśmy mogli wtedy wynagrodzić za taki pomocny gest. Prawda Egon? - Zwrócił sie do kamrata jakby liczył, że zgoda szlachcianki mogłaby przesądzić sprawę. Popatrzył na niego zachęcająco aby też coś dorzucił aby przekonać bladolicą Bretonkę.

    Egon skinął głową na słowa korsarza.

    – Z interesu dochód będzie, a jakże – zgodził się Egon, który z tyłu głowy miał pomysły, jak zagospodarować okręt. – Mi też zależy na tym, żeby odnaleźć głaz – tu już zwrócił się do Anniki, po czym ciągnął: – Ale widzisz, w tym rzecz, że głaz Krwawego Boga jest strzeżony przez bestigory. I cała sprawa nie tylko na tym wisi, żeby on obelisk odnaleźć, ale też trzeba będzie się poradzić Sorii, czarownika, a wreszcie trzeba będzie zrobić zbrojną rejzę, żeby go odbić. Rozumiesz? Nie tak łatwo będzie go odzyskać, Anniko. Musimy podejść do rzeczy odpowiednio, aby nie zawieść tego, którego zwą Krwawym Ogarem. Trza nam najpierw zdobyć grosz, a potem tym groszem opłacić armię, która zdobędzie obelisk.

    Egon miał nadzieję, że wyraził się w miarę jasno. Nie był to żaden wybieg albo łgarstwo - sam bowiem sądził, że jeśli w grę wchodziły bestigory, to odzyskanie głazu będzie trudne i zrobi się przez walną bitwę, do niej zaś będą potrzebowali najemników, zbroje i miecze, a także wsparcie Gnaka. Rzeczy nie mogli w żaden sposób pokpić, podchodząc do niej nazbyt wcześnie.

    Oczywiście, sprawa larw Oster i produkcji much także zależała od tego wszystkiego. “Ano, oby tych niewolniczych łapserdaków popłynął cały strumień, bo wszyscy ich chcą”.

    - No tak, był jakiś rogacz przy tym kamieniu. Pewnie obecny strażnik. Walczyłam z nim. - Annika z powagą przyjęła słowa gladiatora. I pokiwała głową do tego co pewnie widziała w swoich snach. W końcu jakby otrząsnęła się i wzruszyła ramionami. - Dobra, mogę z wami płynąć. Może złapiemy jakąś brankę dla mojej milady? - Czarnowłosa w koncu zgodziła się wziąć udział w wyprawie. Chociaż nie było pewne czy w pełni rozumie na co się pisze. Nawet uśmiechnęła się nieco i spojrzała na siedzącą obok szlachciankę.
    - Oh, Anniko, to było takie miłe. - Bretonka rozpromieniła się jakby ta ostatnia myśl pokojówki, złapała ją za serce.
    - Fabi to by pewnie sama chętnie została taką branką. - Burgund zachihotała złośliwie pijąc do łóżkowych preferencji gospodyni. Ta roześmiała się rozbawiona jeszcze bardziej i pokiwała głową.
    - Bardzo chętnie. No ale niestety nie teraz i nie tutaj. - Obdarzyła ich trójkę ciepłym spojrzeniem jednak zrobiła wymowny gest dłonią dookoła przypominając, że nawet ona nie może się tu czuć całkiem swobodnie.
    - Kto wie, kto wie. Może się jakieś branki znajdą na tej wyprawie. Astrid przecież od początku zamierza wrócić do nas, z dorodną świtą dookoła siebie więc już się za nią rozgląda. - Lars był też zadowolony tak z humoru nowych koleżanek jak i zgody dwóch głównych zainteresowanych aby klucz Norry, popłynęła razem z nimi.
    – Bardzo dobrze – Egon skinął głową, wyraźnie rad, że sprawy się tak potoczyły. – Dobra… Szkoda dnia, a musimy jeszcze zorganizować wyprawę – rzekł. – Annika, chcesz iść z nami od razu, czy chcesz się zebrać? Nasi kamraci są w Wesołej Owcy… Będziemy na ciebie czekać.

    Uznawszy, że sprawa jest załatwiona, Egon rzucał spojrzenia to na Annikę, to na milady, chcąc rozpocząć kolejny etap - czyli pójścia do Gezackta.
    - A to kiedy chcecie ruszać na tą wyprawę? - Czarnowłosa gospodyni zapytała patrząc na nich obu na przemian. Lars wymienił się spojrzeniami z kolegą. Tak naprawdę to terminu nie mieli. Dopiero mieli w planie rozejrzeć się za jakąś łajbą płynącą w górę rzeki co by mogli się na nią zamustrować.

    Egon na to wzruszył ramionami.

    – Najpierw trza mi wiedzieć, ilu luda pójdzie – rzekł. – Nie ma siły, trza najpierw drużynę mieć, zanim się pomyśli. Z Gezacktem jeszcze chciałem gadać…

    I tu urwał. Szlachcianka miała rację, jeśli nie było kupca, to i nie było też krypy, której można było bronić albo zrabować.

    – Słusznie gadasz – rzekł wojownik. – Chciał żem najpierw ludzi mieć, ale jeszcze będziemy gadać z kupcami. Tedy Annika może zostać tutaj, póki co, dopóki do niej nie przyjdziemy. Ale raczej myślę, że długo nie zajmie.

    - No cóż, jeśli Annika chce z wami płynąć a wy chcecie ją zabrać, to nie będę was rozdzielać. - Bretonka westchnęła ale widać było, że ta zgoda ciąży na jej spokoju ducha. - Dziś jest Festag to i tak wszystko pozamykane. Ale jeśli już Annika ma płynąć z wami to kupcie jej jakis pancerz. Ja wam dam geldy ale w ogóle się na tym nie znam. - Podniosła głowę i popatrzyła na obu wojowników co w tej grupce w walce, mieli największe doświadczenie.
    - Ja znam parę sklepów. To mogę was zaprowadzić. Ale to by się Annika przydała aby wziąć wymiar. No i najprędzej jutro bo dziś to i tak wszystko będzie pozamykane. - Burgund wtrąciła się ze swoją znajomością miasta z poziomu ulicy.
    - Jak byłam z Otto to już w jednym sklepie brali ze mnie miarę. Tylko nie wiem czy już zrobili ten pancerz dla mnie. - Annika zabrała głos i pomysł o jakim mówiła nieco zaskoczył wszystkich.
    - No cóż to jakby był gotowy to by było świetnie. To by nam ułatwiło sprawę. - Lars pokiwał głową, zadowolony z takiego obrotu sytuacji.
    – Dobra, musimy jeszcze pójść do Gezackta, bo musi wiedzieć, że szykuje się interes – rzekł Egon.

    I zwrócił się do Bretonki:

    – Milady, tedy czas na nas – skłonił się nisko. – Anniko, jeśli chcesz, możesz pójśc z nami, acz pancerz i miecz dopiero sprawimy jutro, kiedy kramy zostaną otwarte. Trza nam jeszcze zgadać się z Gezacktem… Jutro zaś dopniemy wszystkiego do końca. Nie wierzę, że w porcie nie będzie ani jednego, co by nie gadał o tym, że obstawy nie chce… No. Ale to później. Idziemy w takim razie.

    Rozgrywka import

  • Pytania, problemy i życzenia
    SantorineS Santorine

    @Wired napisał w Pytania, problemy i życzenia:

    @santorine dałoby radę dograć plugin nodebb-plugin-ns-spoiler ?

    Pytanie do @jhnw 😉

    Forum księga życzeń

  • Sharn: Mrocznymi Ścieżkami
    SantorineS Santorine

    Buffy Incantera to: Size Change z Alteration, Improved Haste z Time, poza tym debuff z Death (Curse), który będzie dobry na bossów, jeśli tacy się znajdą. Mam także sprzęt z Healing Pack i Hero's Pack, którymi w miarę zapotrzebowania się podzielę 😉

    Rekrutacje pathfinder spheres of power eberron

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    Angestag; zmierzch; kurhan Gonsara

    Krótki posiłek przy gnisku przydał się. Nawet jeśli gęsta polewka nie zabiła całkowicie głodu w żłądkach to pozwoliła go stłumić aby stał się drobną irytacją na krawędzi świadomości. W grupie humory dopisywały. Łącznie udało im się pochwycić aż czwórkę jeńców z czego Hanna wydawała się tak oczarowana wężową milady, że wydawała się być gotowym materiałem na jej służkę oraz na nosicielkę jaj Oster. Na razie zachowywała się jakby była całkiem w niej zakochana i nie zwracała większej uwagi na to co się dookoła dzieje.
    - Poczekasz tu na mnie Hanno? Mam parę spraw do załatwienia. Ale wrócę do ciebie i znów będziemy razem. Burgund dotrzyma ci towarzystwa. - Milady mówiła aksamitnym głosem od jakiego nawet jak się stało obok to stawały włoski na karku i miało się kosmate skojarzenia. Zaś na chłopkę z rybackiej wioski działało to jeszcze bardziej.
    - Dobrze milady, poczekam tu na ciebie. - Zgodziła się bez słowa sprzeciwu a ta wynagrodziła ją podając jej dłoń do pocałowania. Rybaczka zrobiła to bez słowa a na rudowłosą łotrzycę ledwo spojrzała. Ta wzruszyła ramionami.
    - Dobra, zostanę z nią. I tak nie chcę wracać w te przeklęte lochy. - Wydawała się nawet ucieszona takim podziałem ról. Już wcześniej widać było, że źle znosi ten pobyt w podziemiach gdzie trupia woda sięgała po kolana albo po uda.

    Większość grupy jednak po raz kolejny ruszyła na przełaj przez mokradła. Potrzebowali z pacierza albo dwóch aby je przbyć i stanąć na suchszej ziemi na jakiej wznosił się kurhan. Tu trzeba było rozpalić małe ognisko a od niego odpalić pochodnie. Przy ich świetle przejść nieregularnym, wijącym się korytarzem w dol. Gdzie zimnej wody było coraz więcej. Aż dotarli do komory grobowej. Sceneria się za bardzo nie zmieniła. Trupy dalej stały w pobliżu sarkofagu, jakby blokując intruzom drogę do środka. Ale nie atakowały przybyszów.

    Egon skinął głową. Idąc wcześniej przez mroczny, chlupoczący wodą korytarz, mógł tylko zgadywać, co wkrótce mogła przynieść ze sobą przyszłość. Wkroczywszy do wielkiej komnaty grobowej Gonsara, rzekł do swych towarzyszy:

    – Rune i Silny, chodźcie ze mną. Lady Soria, wszakże i twa pomoc i doświadczenie będą pomocne. Zbliż się proszę, milady, do grobowca, jako że twą krew Gonsar rozpoznał już raz. Będziesz niby pieczęć, którą rozpozna czarownik.

    Tu rzekł do Silnego i Rune:

    – Weźcie drabów w ręce i podążajcie za mną. Kiedy dojdziemy do sarkofagu, rzeknę jeno słowo albo dwa do trupiego maga, bo teraz już wiem, że nas słyszy, choć jest martwy. Na mój znak gracko łby odrąbiecie, a kiedy jucha tryśnie, trzymajcie i lejcie prosto do grobu. Jasne? No… To ruszajmy.

    Wziął jednego z oczarowanych jeńców pod rękę, niby żelazne kleszcze, w drugiej dłoni mając pochodnie i rzekł:

    – Gonsarze! – zawołał w ciemnościach. – Słudzy Sióstr raz jeszcze przychodzą i składają dary!

    Po czym skinął głową na resztę i ruszył przed siebie tak, jak wcześniej.

    - Nie trzeba odrąbywać im glów. Wystarczy pderżnąć im gardła i przytrzymać aby krew ściekała do ust Gonsara. No chyba, że bardzo chcecie odrbąć im głowy. - Milady zwrociła się do wojowników jacy jej twarzysyzli w tym podziemnym swiecie. Silny wzruszył ramionami na znak, że mu to obojętne. I po chwili, prąc przez zimną, zgniłą wodę, ruszyli w kierunku sarkofagu. Szkielety i truchła goblinów, wciąż stały na miejscu. Lekko chybotały się jak trzciny na wietrze. Ale przepuściły ich. Po paru chwilach, cała grupka była już przy kamiennym sarkofagu. Odruchowo zajrzeli do środka ale nic się nie zmieniło. Trup wciąż tam leżał. Okryty skórą cienką jak pergamin, co była napięta na starych kościach. Wydawało się, że nic się nie zmieniło.
    - Co teraz? - Astrid zapytała z mieszanina obawy i zaciekawienia wypisanną na twarzy. Soria uniosła palec do góry, jakby prosiła o uwagę. Po czym przyłożyła swoją dłoń do czoła czarnoksiężnika. Przymknęła oczy i przez chwilę tak stała nieruchomo. W końcu otworzyła je i popatrzyła na leżące truchło.
    - Coś wyczułam ale za słabo aby coś zrozumieć. W każdym razie nadal tu jest. - Zrobiła palcem ruch dookoła komnaty. - Chłopcy dajcie tu tego pierwszego. Przystawcie mu szyję na dół, tak aby krew spływała do ust czarownika. I przytrzymajcie go tak aż przestanie lecieć coś rozsądnego. - Milady poleciła trzem wojownikom co teraz powinni zrobić.
    - Jak chcecie mu odrąbać łeb to rąbcie. Ale jak chcecie poderżnąć gardło to ja to mogę zrobić. - Raisa wyjęła swój zardzewiały nóż jaki jednak wyglądał na ostry.

    Egon skinął głową na Raisę i złapał się na tym, że zapewne niejeden raz pracowała jak akuszerka i przecinała pępowiny, jak każda wiedźma. A i pewnie też wprawna była w robieniu nożem. Noże - sądził Egon - nie były bronią godną wojownika, takiego jak on, toteż postanowił roboty dokonać Raisie.

    Wziął jeńca w odpowiednią pozycję. Szyję oczarowanego nadstawił nad usta trupa i rzekł:

    – Dalej Raiso – ponaglił. – Rozpocznijmy!

    - Już syneczki, już. - Wiedźma zakolebała się i swoim niezdarnym, kaczym chodem obeszła sarkofag aby znaleźć się przy głowie nekromanty. Dała znać aby Egon przytrzymał jeńca w odpowiedniej pozycji. A wtedy bez ceregieli przejechała mu nożem po gardle. Krew od razu chlusnęła w rozciętych tętnic a więzień szarpnął się jakby w godzinie śmierci przełamał urok syreny. Widać było jak wodzi przytomnym nagle spojrzeniem i próbuje się wyrwać. Miał ścisk tonącego i chociaż Egon był od niego masywniejszy i silniejszy to ten rzucał mu się w objęciach jak wyrzucona na brzeg ryba. Lars złapał go z drugiej strony a Astrid przepchnęła się obok wiedźmy aby pomóc mu z drugiej. We trójkę dali radę utrzymać słabnące ciało. Chociaż świeża krew splamiła piersi, ubrania, szyję trupa raz wnętrze podłogi i ścianek sarkofagu. Więzień w końcu znieruchomiał. Krew coraz słabiej pulsowała z rozciętej szyi. Zrobiło się jakby ciszej i zrobiła się atmosfera oczekiwania. Przerwał ją beznamiętny głos starej wiedźmy.
    - Dobra już. Już więcej z niego nie wycieknie. - Machnęła dłonią dając znać, że już wystarczy tej krwawej uczty. Zmarszczyła oczy i przyglądała się trupowi błyszczącemu od krwawych zacieków. Soria znów położyła dłoń na jego czole. Widać było jak płynna czerwień zostaje na jej alabastrowej skórze. Przymknęła oczy i jakby wsłuchiwała się w coś.
    - Tak. Pomogło. Budzi się. Jest wyraźniejszy. Dajcie następnego. - Oznajmiła im gdy mówiła z jeszcze zamkniętymi oczami. A gdy je otworzyła zrobiła zachęcający ruch dłonią aby podać następną ofiarę.

    – Dawaj tam następnego, brat – Egon dał znak Rune, żeby ten podał mu swojego jeńca. – Łatwo pójdzie… Te-he-he – Egon zaśmiał się gardłowo, jako że widok płynącej krwi dodał mu animuszu.

    Dwójka jeńców nie miała szans stawić sensownego oporu. Co prawda syreni urok nie był idealy gdy doszło do szarpaniny, do obecności trupów, tych stojących i tego w kamiennej skrzyni, to zwykle następowało przebudzenie. Jednak już było za późno. Trzymani mocno przez Egona, Larsa, Silnego czy Rune, byli skazani na porażkę. Raisa bez większych ceregieli podrzynała im gardła swoim zakrzywionym, zardzewiałym nozem. Z rozcietych gardeł chlustała krew i spływała w dół. Większa część do pradawnych ust nekromanty. Ale umierającymi ciałami nie było tak łatwo sterować więc gorąca jucha tryskała wszędzie dookoła. Na twarz nekromanty, szyję, piersi ściany sarkofagu a na dnie tworzyły się coraz większe, czerwone kałuże. Gdy ostatni z jeńców padł bez życia na schody, grupka kultystów zebrała się wokół pradawnego grobu. W chłodnym powietrzu, para unosiła się z rozlanej posoki.
    - I co teraz? - Astrid zapytała podnosząc głowę znad otwartego sarkofagu.
    - Musimy poczekać aż krew zacznie dzialać. - Stara wiedźma zachowywała spokój.
    - A długo to będziemy tak czekać? - Silny posłął jej pytające spojrzenie. Ona jednak tylko wzruszyła ramionami.
    - Nabiera mocy. Ta krew nadaje mu mocy. Budzi się. Ale powoli. - Po chwili wiedźma dodała coś jeszcze.
    - Jego duchowa forma od dawna jest poza ciałem. Teraz musi wrócić i związać się ze swoją fizyczną formą. - Soria też dołożyła swoje zdanie.
    Czekali jeszcze trochę na jakąś reakcję. Rune z Silnym odeszli na skraj wody i zaczęli rozmawiać. Raisa usiadła w kucki u stóp sarkofagu i zaczęła medytować. Napięcie zdążyło opaść i ludzie starali się jakoś zabić czas tym czekaniem. Lars podszedł do Egona.
    - Widziałeś jak oczarowała tą trójkę z wioski? To by nam mogło ułatwić te łowy jakby zgodziła się pójść z nami. I statek jeszcze by się przydał. Ta czarnowłosa Bretonka z robakami mówiła, że coś tam ma jakieś znajomości w porcie bo jej mąż jest kapitanem. To można by z nią o tym pogadać czy nie dałoby się czegoś zorganizować. No i jeszcze załoga, bo we dwóch czy trzech to łodzią możemy wiosłować a nie statkiem. - Widać norsmeński korsarz, wrócił myślami do przyszłych łowów o jakich rozmawiali wcześniej.

    – Jeśli tylko Lady Soria miałaby czas i chęci uczestniczyć w takich wyprawach – Egon zgodził się z Larsem. – Tego bym pewien nie był. Rzecz obgadać trzeba będzie, jak się wyrobimy z tym tutaj…

    - Hej zobaczcie! - Okrzyk Astrid postawił wszystkich na nogi. Blondwłosa córka jarla pokazywała na wnętrze sarkofagu. Gdy się zebrali, dostrzegli pewną zmianę. Na ciemnoszarej skórze trupa pojawiły się czarne żyłki. I jak się chwilę na nie popatrzyło to widać było jak rosły. Jak jakieś podskórne korzenie albo dziwny układ krwionośny wypełniony czarną krwią.
    - Krew napełniła go mocą. Budzi się Ciało od tylu mileniów martwe, znów wraca do żywych.. - Stara wiedźma dalej siedziała w kucki u stóp kamiennej skrzyni.
    - Chyba skóra zmieniła mu kolor. Albo t tylko światło teraz inaczej pada. - Rune zauważył inny detal. Chociaż inni też nie byli pewni czy słusznie czy nie. W pewnym momencie kściste ramię uniosło się do góry. Co zaskoczyło wszystkich. Drgnęli, jękneli albo wstrzymali oddech. Wreszcie widać było jakiś namacalny dowód, że ta przelana krew przyniosła jakiś efekt. Po chwili martwy od mileniów trup poruszył czaszką. Z jego ust wydobył się syk podobny do uchodzącego przez cienką dziurę powietrza. Z jego ciała zaczął parować ciemny dym. A ono samo zaczęło wykonywać nieskoordynowane ruchy, jakby dostało jakiś konwulsji. Dym przy samym sarkofagu gęstniał, słychać było jak kościste członki objają się o wnętrze kamiennej skrzyni.
    - Spojrzał na mnie! - Krzyknął w zdenerwowaniu Lars. I zaczął się cofać do tyłu. Egon nie był pewien o co chodziło. Coraz mniej widział a instynkt podpowiadał aby uciekać od tego nadnaturalnego niebezpieczeństwa. Czuł jak pod ubraniem skóra na plecach pokrywa mu się gorącym potem. Tak samo jak dłonie. Wszyscy zaczęli coś krzyczeć i mówić jednocześnie. Dopytywali się co się dzieje albo cofali się od wnętrza sarkofagu, jakie wydawało się być epicentrum teg chaosu. Dymiło już na całego, jak wulkan. Po komnacie rozszedł się ten czarny dym. Najpierw bił w górę ale jak trafiał na sufit to się tam rozpstrzestrzeniał wzdłuż niego. Część jednak opadała na dół przez co pomieszczenie robiło się coraz bardziej zadymione. Ludzie cofali się i kaszleli, machali przed twarzami dłońmi aby choć na chwilę oczyścić grobowe powietrze.
    - Zobaczcie! Rusza się! - Chyba Silny, lub jakiś inny mężczyzna krzyknął. Przez kaszel trudno było poznać. Pokazywał w stronę sarkofagu. A tam wydawało się, że w słupie czarnego dymu chyba stoi jakaś postać.
    - Mam dość, spadam stąd! - Lars odwrocił się i zacząl przepychać się między stojącymi martwiakami w kierunku wyjścia. Nie tylko on. Bjorn i Rune też mieli taki zamiar ale jakby zawahali się czy da się bezpiecznie przejść pomiędzy martwymi strażnikami grobu. Zog uniósł w dłoniach łuk ale stanął na krawędzi wody. Jak na broń zasięgową to był ledwo kilka kroków czy od tego co było w sarkofagu czy tych stojących w wodzie trupów. Egon też wycofał się na krawędź wody. Czuł jak zimna wlewa mu się do i tak mokrych butów.
    - Na razie chyba stoi w miejscu. - Silny przełknął ślinę ale stał bliżej sarkofagu. Choć minę miał niepewną.
    - Spokojnie. Jego fizyczna forma jest jeszcze bardzo słaba. Powrót kosztował go wiele mocy i wysiłku. - Raisa wstała i z dwóch kroków wpatrywała się w coś co stało wewnątrz słupa czarnego dymu. I starała się uspokoić kolegów.
    - Będzie o czym pisać sagę. - Astrid próbowała się uśmiechnąć ale minę miała niewyraźną.
    - Raisa ma rację. Nasz sojusznik jeszcze jest słaby. Na długo mu ta krew nie wystarczy. Wie, że jesteśmy przyjaciółmi i nie zamierza nam zrobić krzywdy. Dlatego jego sługi nas nie atakują. - Ze środka dobiegł ich aksamitny głos syreniej kusicielki. Nawet w tak nietypowej sytuacji brzmiał słodko i kojąco. Jako jedyna została przy samym sarkofagu. I teraz swobodnie, z taneczną gracją podeszła od wezgłowia do bocznej ściany. Wsadziła dłoń w dym a ta w nim zniknęła.

    – Prawdę rzecze Lady Soria – Egon skinął głową, który, choć zaniepokojony obecnością nieumarłych, na logikę wiedział, że nieumarły mag byłby idiotą, jeśli zaatakowałby tych, którzy byli jego dobroczyńcami.

    Choć… Któż tam wiedział w rzeczywistości. On i Soria powołali się na Cztery Siostry i żywe trupy nie atakowały ich, co informowało ich o zamiarach czarownika. Teraz jednak, skoro zaszli tak daleko i zarżnęli trzech wieśniaków, nie mogli zrezygnować.

    Egon zwrócił się do swych towarzyszy, bacznie obserwując nieumarłych, czy jakimś dziwnym sposobem nie postanowią nagle zaatakować:

    – Potrzeba więcej krwi – rzekł, nagle rozmyślając. – Trzech drabów wystarczyło, aby sprowadzić Gonsara raz jeszcze tutaj, trzech lub sześciu jeszcze będzie potrzeba, aby przywrócić jego formę do żywych. Mus nam wybrać się raz jeszcze do jakiegoś sioła, aby złowić kolejnych.

    I dodał:

    – Czarownik zapewne będzie potrzebował krwi, żeby w ogóle przeżyć – zauważył wojownik. – Być może będzie i tak, że będzie wymagał ciągłej dostawy świeżej krwi.

    Widząc, że ani martwi strażnicy, ani sylwetka zarysowana w słupie czarnego dymu nie zachowuje się agresywnie, pomogło to opanować sytuację. Tak samo jak uspakajające słowa Raisy, Sorii i Egona. Grupka zatrzymała się i znów zaczęli obserwować co się będzie działo. A na razie widać było jak pod sufitem kłębi się czarny dym. Powoli opadał na dół ale przez to nie był już tak gęsty. Z sarfagu też już prawie nie leciał, przez co sylwetka nekromanty była teraz lepiej widoczna. Dalej wyglądał mniej więcej tak jak przed chwilą, gdy leżał w sarkofagu, tyle, że teraz stał o własnych siłach. Jak szkielet obciągnięty napiętą, ciemnoszarym pergaminem. Chociaż tam i tu, widać było te dziwne, czarne żyłki pod skórą. Wydawały się pulsować. Najspokojniej zachowywała się syrenia milady. Stała tuż obok kamiennej skrzyni i trzymała dłoń na nagim czole ożywionego krwią trupa. Oczy miała przymknięte jakby zapadła w jakiś letarg na stojąco.
    - Pewnie tak. Pewnie będzie potrzebował nowej krwi. Ta co mu daliśmy teraz, starczyła aby wrócił do swojego ciała. Ale jest jeszcze bardzo słaby. - Raisa pokiwała głową, patrząc na gladiatora jakby miała podobne do niego wnioski.
    - To on jest jak jakiś wampir? - Astrid popatrzyła na nich oboje z nieco niepewną miną.
    - Nie. Raczej nie. Wampry są potężniejsze. Ale nie tylko one używają krwi w swich rytuałach. Krew jest bardzo popularnym składnikiem wielu czarów i rytuałów. To symbol życia, dzieczictwa, pokoleń, rodu, trwania, wierności, zemsty. - Wiedźmie spodobał się temat jaki był pokrewny jej profesji i całkiem chętnie go pociągnęła.
    - No ale co teraz? Będzie tak stał? - Silny też już zdążył się oswoić z sytuacją. I wskazał na trupa jaki wciąż zachowywał się dość niemrawo. Wtedy wężowa milady odezwała się swoim kuszącym, aksamitnym głosem.
    - Gonsar Półtorej oki dziękuję nam za ożywienie. Od dawna czekał na taką okazję. Cieszy się, że też jesteśmy sługami Czterech Sióstr tak jak on. Obiecuję, że jak wróci mu moc to znów będzie im służył. - Brzmiało jakby tłumaczyła słowa pradawnego czarownika. Zebrani popatrzyli po sobie a wtedy ku pewnemu zaskoczeniu, nekromanta uniósł swoją ledwo obcięgniętą skórą dłoń jakby ich pozdrawiał. Wywołało to pewne poruszenie ale tym razem już zdążyli się oswoić na tyle, że nie reagowali tak gwałtownie jak przed chwilą gdy zaczął wracać do życia.
    - Tak, krew go ożywia. Będzie potrzebował jej więcej. Ale to prymitywny sposób. Tam czeka na niego tron. - Syrena pokazała w ciemność. Tam już światła pochodni nie sięgały. Ale ci co byli tu wcześniej, wiedzieli, że tam było to zamurowane wejście. - Tron przywróci mu moc. Ustabilizuje jego żywot. Ale ze świeżą krwią będzie to szybsze i łatwiejsze. - Syrena nieco zamilkła jakby toczyła mentalny dialog z nekromantą jakiego inni nie mogli usłyszeć. Nagle uśmiechnęła się półgębkiem. - Gonsar mówi, że chciałby wam podziękować. Mozecie tu podejść i go dotknąć tak jak ja. Wtedy może uda wam się nawiązać rozmowę. Może nie jest to dobre słowo. Jak nie jesteście wprawni w magii i takich rytuałach to pewnie będą to obrazy. - Otworzyła oczy i popatrzyła na zebranych przy sarkofagu. Potem puściła czerep nekromanty ale wyłamała mu jeden z zębów. Znów oparła się tyłem o krawędź sarkofagu i po norsmeńsku zwróciła się o coś do Astrid i Bjorna. Oboje mieli zdziwione miny ale skald podeszła do milady a ta jej wyrwała jeden z blond włosów. Córka jarla na chwilę się skrzywiła ale z zaciekawieniem obserwowała co robi syrena. Bjorn zaś wyszedł z wody i zaczął szukać czegoś w swojej torbie.
    - Ja tam nie mam ochoty go dotykać. - Silny uniósł dłonie do góry na znak, że bliższa znajomość z nekromantą wcale nie jest mu potrzebna.

    Egon, w przeciwieństwie do Silnego, czuł, że musi jakoś porozumieć się z czarownikiem, niezależnie od tego, czy to, czego się dowie, będzie niespójnym ciągiem wizji, które trup wleje mu w jego umysł. Zamierzał go dotknąć.

    Idąc bliżej do trupa, który zrobił na Egonie spore wrażenie sam o własnych siłach wstając. Rzadko się widziało takie rzeczy.

    – Rzeczesz, Lady Soria, że za ścianą jest jego tron – zaczął Egon. – Gonsarze, jak się dostać za ścianę? Czy nie lepiej by było, byśmy Gonsara od razu posadzili na jego tronie? Jeśli iście ma moc, to poza krwią będzie jeszcze jednym źródłem odzyskania jego sił.

    - Tak, trzeba go posadzić na tym tronie. Jeśli gdzieś tam jest, to trzeba będzie go przenieść. - Soria przyjęła od Bjorna jakiś mały drobiazg. I wydawała się być skupiona na składaniu tych drobnych elementów w całość.
    - Ale tam nic nie ma. Znaczy co było w wazach i garncach to już żeśmy wzięli za pierwszym razem. No i jest zamurowane wejście. Poprzednio nie mieliśmy go jak rozwalić a i nie byliśmy pewni czy warto. - Astrid wskazała w ciemność, w tą samą co przed chwilą milady. Ona zaś wzruszyła ramionami.
    - No to trzeba będzie rozwalić tą ścianę. On potrzebuje tego tronu. Inaczej będzie potrzeba bardzo wielu trupów aby go utrzymać na chodzie. - Syrena kończyła majstrować przy swoim drobiazgu.

    – Narzędzia się znajdą, mamy wszystko – rzekł Egon.

    Tu gladiator pochylił się nad swą sakwą podróżną i sprawdził, czy wszystko było na miejscu - ano, było. Upewniwszy się, że rzeczywiście tak jest, potrząsnął narzędziami.

    – Silny, Rune, Lars. Będę was potrzebował. Jeśli potrzeba się przebić, to zrobi się… ale będziemy mieli nieco roboty.

    Egon przez pewien czas zastanawiał się (choć czasu na to nie miał), jakie dalekosiężne zmiany przyniesie przebudzenie czarownika i jego nieumarłej hordy. Jeśli miał w istocie możliwość ożywiania martwego ciała tak samo, jak udało mu się z jego obrońcami wokół i samym sobą, to - być może - czy mogli zbudować wielką armię, która z czasem przyniesie im zwycięstwo?

    Grupka mężczyzn zebrała się przy pozornie ślepej ścianie. Astrid weszła do trupiej wody razem z nimi aby przyświecać im pochodnią. Oni zaś wyjęli z tobołów te narzędzia jakie wczoraj Egon i Lars kupili właśnie w tym celu. Z bliska zamurowane przejście było całkiem dobrze widoczne. Lars na próbę postukał i pogładził ścianę jakby sprawdzał jej wytrzymałość.
    - Uderzajcie od góry. Aby woda się nie przelała przez dziurę. - Norsmen poradził im gdy cofnął się aby się przymierzyć do tej roboty.
    - Nie wiadomo, może po tamtej stronie też jest woda. - Silny zauważył a inni pokiwali głowami.
    - Jak jej nie rozwalimy to nie będziemy wiedzieć. - Rune wzruszył ramionami. I po chwili zaczęli pracę. Puste ściany komnaty grobowej tworzyły echo każdego uderzenia. Szło się rozgrzać od tej ciężkiej, fizycznej pracy. Ale widać był efekty. Stare kamienie poddawały się nowoczesnej stali, wspartej przez solidne mięśnie. Miejsca było na dwóch robotników na raz. Ale jak się często zmieniali to pozwalało utrzymać raźne tempo prac. Do zimnej, zgniłej wody spadały skalne odłamki. Tworzyło to małe fale jakie rozchodziły się w głąb komnaty. Szybko też wszyscy zaczęli kaszleć od pyłu jaki wzbijał się przy każdym uderzeniu. Najpierw wykuli wnękę. Ta powiększyła się do dziury. Z początku małej jak na tyle aby głowę wsadzić do środka. Jednak nawet jak poświecili pochodnią to widać było kawałek stopniowo zakręcającego korytarza. Ale wody tam było niewiele. To dodało animuszu kolegom Egona i kuli dalej. Aż zrobiła się na tyle duża dziura, że sięgała do pasa. Dało się już przejść do środka. Znów poświecili ale widoki na ten łukowaty korytarz się nie zmieniły.
    - Jak ktoś chętny to się nie krępujcie. - Silny zaśmiał się, pokazując gestem wybity otwór. Sam otarł pot z łysej czaszki. Wszyscy byli nieźle rozgrzani po tej pracy.

    – Zanim tam wejdziemy, trza się spytać Gonsara, czy czasem w środku nie ma jakiej pułapki albo czegoś – rzekł Egon. – Lady Sorio, czy mogłabyś zapytać się go o to?

    Pułapki - wzmiankował bowiem Egon - stanowiły niemalże nieodłączną część kurhanów i starych grobowców i ich obawiał się najbardziej, jako że nie raz było tak, że szlachta tudzież kapłani, którzy kazali chować swe ciała w grobach, chcieli także je zabezpieczyć odpowiednio przed rabusiami grobów.

    I dodał do reszty:

    – Ja i Silny albo Rune poszlibyśmy na przedzie, Burgund, Raisa i Zog mogliby być w środku imprezy, zaś Rune zabezpieczałby tyły, jeśli coś poszłoby źle.

    Wolał zostawić Lady Sorię razem z trupem - Egon planował. Jeśli bowiem rzecz była jakąś zasadzką albo krotochwilą nieumarłego maga (Egon wszak zachował czujność), syrena dałaby odpór i mogłaby ich odpowiednio ostrzec.

    - Nie no gdzie syneczku? Tak wysoko? Gdzie ja ci przelezę przez ten murek. - Raisa pkręciła głową na znak, że dziura jest dla jej starczego ciała zbyt wysoko aby przez nią przeszła. Co wywołało śmiechy u niektórych ale na tym się skończyło. Syrenia milady zaś odbiła się swoim zgrabnym kuperkiem od zewnętrznej ściany sarkofagu i podeszła do stojącego trupa. Położyła mu dłoń na czole i tak przez chwilę trzymała. Nie było widać aby ze sobą rozmawiali. Ale wszyscy czekali na wynik.
    - Nie wie co tu jest. Jego słudzy go tu pochowali gdy był już martwy. Wyczuwa tron w pobliżu bo jest z nim związany. Jest w pobliżu więc chyba nie powinny tam być jakieś wielkie katakumby. A jego duch inaczej postrzega rzeczywistość niż my swoimi oczami. - Syrena przekazała im słowa nekromanty. - Nie wyczuwam tam takich trupów jak te tutaj. - Dodała po chwili jakby nasłuchiwania albo węszenia.
    - Może Bjorn niech pójdzie z tobą? Jak tam będzie coś do wywęszenia to on to wywęszy najprędzej. - Lars wskazał na norsmeńskiego tropiciela.

    Egon skinął głową.

    – Skoro tak – rzekł w stronę Raisy

    Wydawało mu się dziwnym, że czarownik nie pamiętał, czy w pobliżu są jakieś pułapki - jednak Egon założył, że było to najbardziej naturalne.

    – Pójdziemy ja, Bjorn, Zog i Silny – rzekł Egon, który postanowił się zdać na siłę dwóch wojów i zwiadowcy, przypuszczając, że jeśli przyjdzie do bitki, lepiej było mieć w towarzystwie toporników. – Pójdziemy jako przepatrywacze. Za nami pójdzie Astrid, Rune i Lars jako drugi oddział. My będziemy przepatrywać i rozpoznawać, a pozostali będą w odwodzie. Lady Soria i Raisa zostaną przy czarowniku. Musimy znaleźć ten tron…

    Po kolei przechodzili przez świeżo wybitą dziurę. Najpierw pierwsza para, potem kolejna. Światło pochodni oświetlało teren tylko na kilka kroków dookoła. Później zaczynał się półmrok jaki stopniowo przechodził w jednolitą czerń. Wody prawie nie było. Ot kałuże pod nogami, na kamienniach jakie wykładały posadzkę. Przeszli przez ten pierwszy korytarz i po zakręcie okazał się dość krótki. W świetle pochodni ukazała się większa przestrzeń. Ale znacznie mniejsza niż komnata z sarkofagiem. Tu po jedną ze ścian był tron. Wyglądał solidnie i majestatycznie. Ale z powodu licznych ozdobień czaszkami i kośćmi to także dość groźnie. Rozmiarem przypominał masywny fotel. Choć bez miękkich obić więc nie wyglądał na zbyt wygodny. Za siedziskiem było widać jakieś dziwne żłobienia, jak małe rynny. Po chwili zebrali się tu całą czwórką i z ciekawością oglądali ten mebel. Była też zamknięta skrzynia. Zakurzona i nie ruszana pewnie od wieków. I regał z jakimiś przedmiotami. Niektóre to chyba były rulony pergaminu ale w większości już dawno zgniły i rozpadły się w pył. Całość pomieszczenia wyglądała jak jakiś magazynek na rzeczy dla uczonego, maga w jakim ktoś w pośpiechu wrzucił co się dało albo latami tylko dokładał kolejne graty.

    Egon zmrużył nieco oczy. Całe pomieszczenie wyglądało na prastare i cudem chyba tylko uchowało się przed rabusiami grobów, a w każdym razie, na takie wyglądało. Jakimś cudem pułapek nie było… “Dobra nasza”, pomyślał Egon. Jeśli to nie był tron, który wyczuwał w komorze grobowej czarownik, to Egon nie wiedział, co to było.

    Przez chwilę błysnęło mu w myśli, by splądrować ten pokój, ale zmitygował się przed tym. Teraz, kiedy Gonsar przebudził się, z pewnością będzie uważał ów pokój za swój… No i prawda - większość tego była po prostu stara i zmurszała, by reprezentować jakąś wartość.

    – To wszystko, zdaje się – rzekł Egon. – Trzeba będzie go tutaj przenieść, czarownik jest zbyt słaby, by pójść o własnych nogach. Wróćmy do komnaty sarkofagu.

    Wydawało się, że Norsmeni mają naturalną pokusę do myszkowania. I to nieważne czy morski łupieżca, barbarzyński tropiciel czy córka jarla. Z początku zainteresował ich trupi tron bo w całym pomieszczeniu wydawał się najokazalszym znaleziskiem. Jednak gdy juz go obejrzeli to zaczęli zaglądać w różne zakamarki. Pechowo dla nich nie było tu tak oczywistych fantów jak te co parę dni temu znaleźli w komorze grobowej. Co prawda Lars znalazł jakiś miecz ale był przeżarty przez rdzę tak bardzo, że wyglądał jak złom. Bjorn oglądał te same zgniłe zwoje co Egon ale widząc, że niewiele z nich zostało to szybko się znudził. Astrid znalazła wyprawione skóry. Widać było na nich jakieś znaki i chyba używano ich jak pergaminów. Ale skóra tak pociemniała, że były ledwo widoczne. Jednak skald rozpoznała jeden z glifów jaki ten którym oznaczano Cztery Siostry. W końcu więc jak już nie było za bardzo ani co do oglądania ani rabowania to wrócili do komnaty grobowej. Tam zaś sytuacja za bardzo się nie zmieniła. Wężowa milady opierała się przy Gnosarze o kamienny sarkofag i rozmawiała z Raisą. Obie wydawały się fizycznie skrajnie różne. Jasna, smukła, gibka młodość tuż obok szarej, przygarbionej, pomarszczonej starości. Obie jednak przerwały rozmowę aby zobaczyć z czym wraca ekipa zwiadowców. Jak się okazało, że znaleźli tron to obie się ucieszyły.
    - Świetnie wam poszło. Teraz już powinno pójść z górki. A tu mam coś jeśli jest ktoś chętny i odważny. - Syrena pokazała im ten mały przedmiot jaki widocznie zdążyła skończyć jak byli w sąsiednim magazynie. Wyglądał jak ząb dyndający na blond nitce przymocowanej do haczyka na ryby.
    - Co to? - Astrid zainteresowała się i podeszła bliżej aby się przyjrzeć.
    - To kolczyk zrobiony wedle instrukcji Gonsara. Można go zaczepić w ucho albo gdzie tam chcecie. - Wężowłosa wyjaśniła całkiem chętnie. - To pozwoli komuś na nawiązanie więzi z czarownikiem. Zapewne jako obrazy, może jakiś szept. Trudno powiedzieć. Oczywiście najsilniej będzie działał w jego pobliżu ale gdzieś dalej też by mógł. - Dodała jeszcze czym jest ten improwizowany kolczyk.
    - Mi tam to wcale nie jest potrzebne. - Silny ponownie zgłosił swoją niechęć do bliższego obcowania z nekromantą. Właściwie tylko Raisa i Astrid wyglądały jakby mogły być zainteresowane ale jeszcze patrzyły co inni powiedzą.
    - To co? Trzeba go teraz tam przenieść i posadzić na krzesełku? - Lars wskazał kciukiem w stronę przejścia gdzie niedawno wybili otwór.
    – Niechaj rzeknie Raisa i Astrid. Jeśli chcą, oddam im pierwszeństwo. Ale jeśli nikt nie chce, to sam ten kolec w ucho sobie wbiję – oświadczył Egon, który czuł, że relacja z trupim czarownikiem była ważna, choć z drugiej strony sądził, że inni, bardziej wprawni w magii mogli to lepiej spożytkować.

    I zwrócił się do Larsa:

    – Ktoś będzie go musiał ponieść – rzekł Egon. – Pewnie niezbyt ciężki, ale leżał stulecia w grobie. Ja mogę go tam przenieść… Jeśli jeno Gonsar się zgodzi. Moglibyśmy spróbować też zaimprowizować nosze i władować go na nie, może pójdzie trochę lepiej – podzielił się pomysłem.

    - Syneczku, jak chcesz ten kolczyk to go weź. - Starucha uśmiechnęła się swoimi wąskimi, brzydkimi wargami do brodatego mocarza. Skald popatrzyła na nią, na niego i widać było, że się zastanawia nad tym dłużej. W końcu wzruszyła ramionami i odpuściła temat. Więc milady przekazała kolczyk gladiatorowi. Zostało im przenieść ożywionego trupa do sąsiedniej komnaty.
    - A on się nie rozpadnie? W końcu to stare truchło, starsze niż Raisa! - Lars zapytał bo czarownik chociaż stał o własnych siłach to jednak wyglądał dość cherlawo. No i te czarne żyłki wciąż pulsowały mu tuż pod skórą.
    - Może zróbmy te nosze bo faktycznie może się cherlak rozsypać. - Silny pewnie doszedł do podobnych wniosków i poparł pomysł Egona. Po paru chwilach majstrowania związali dwa płaszcze a milady bez większych trudności, złapała za boki nekromanty i ostrożnie przeniosła go do wnętrza tego improwizowanego nosidła. Wtedy Egon i Lars mogli go ponieść do dziury. Ty trzeba było się trochę nagimnastykować ale Silny i Rune im pomogli. Złapali płaszcze aby najpierw jeden mógł przejść do wewnętrznego korytarza a potem drugi. I tak wrócili do komnaty tronowej. Tu trzeba było ostrożnie przenieść tego zetlałego trupa na ten dziwny tron.

    - Właściwe kości na właściwym miejscu he he! - Lars zaśmiał się gdy cofnęli się i mogli podziwiać swoje dzieło.
    – Dobra jest – Egon pokiwał głową i potarł brodę na znak dobrze wykonanej roboty. – Ta jego armia trupów będzie go chronić, przynajmniej już nie ma niebezpieczeństwa, że zostanie wykradziony albo coś mu się stanie… Chodźmy z powrotem do komnaty grobowej, aby tam deliberować.

    Później zwrócił się raz jeszcze do towarzyszy:

    – Musimy znowu zapolować, dziś lub wkrótce. Czarownikowi potrzeba więcej krwi. Trzej zaledwie sprowadzili go do tego świata, trzech więcej zapewne go wzmocni. Ale pewien jestem, że być może i tak, że co jakiś czas będzie potrzebował świeżej dostawy. Lady Soria, czy pomożesz nam i teraz? Lub też czy wolisz, abyśmy znowu się wyprawili na rejzę myśliwską?

    I rzekł jeszcze do Raisy:

    – Wepniesz mi ów ząb w ucho? – zapytał z ponurym uśmiechem. – Wprawniejsza jesteś.

    - A to kiedy chcesz iść na tą rejzę? Tutaj to ciężko określić ale na zewnątrz pewnie jest koniec dnia albo już zmierzcha. Dziś już nic nie załatwimy. Po nocy nie ma sensu łazić po lesie. A jutro mieliśmy wracać do miasta. I tak jak ruszymy z rana to pewnie przed obiadem tam nie zdążymy. - Silny popatrzył na Egona i wypowiedział mu swoje szacunki co do tych wycieczek po brańców. W podziemiach rzeczywiście trudno było określić jaka jest pora doby i pogoda na zewnątrz ale na oko to mięśniak mógł mieć rację. Gdy wchodzili do grobowca to było już popołudnie. I letni dzień, chociaż długi, pewnie już się kończył. Do najbliższego rybackiego sioła, ta skąd wróciła syrenia milady, było kilka pacierzy marszu. I to w dzień. Do tej Schweinewald skąd pochwycili młodego świniopasa, ze dwa razy dalej.
    - Nie wiadomo ile on na tych trzech wytrzyma. A te worki krwi to byśmy mogli zgarnąć gdy byśmy wybrali się po tych niewolników dla Munira i dziewki dla robaków. To i jemu można by coś w nich przydzielić. - Lars podrapał się po brodzie i podsunął podobne rozwiązanie. Popatrzył i na ponętną milady i na starą wiedźmę, jakby od nich oczekiwał jakiejś opinii o tych sprawach związanych z mroczną magią.
    - On nie jest żywy. Więc z głodu nie umrze. Najwyżej zapadnie w letarg. Nawet wtedy pewnie będzie mógł się komunikować za pomocą snów i wizji, tak jak to robił do tej pory. Tylko trzeba będzie być wtedy tutaj. - Wiedźma podeszła do wężowłosej i przejęła od niej kolczyk.
    - No ale jak tylko będzie leżał i spał to na niewiele nam się przyda. A ten tron coś pomoże? - Astrid machnęła dłonią w stronę wejścia prowadzącego do korytarza jaki łączył ten magazynek z komorą grobową.
    - Zapewne tak. Tron powinien pomóc mu napełnić się mocą. A ta przywróci mu pełną sprawność. Ale ze świeżą, ludzką krwią będzie to szybciej. Po to ma te rowki tam na zapleczu tego tronu. Tyle zrozumiałam z jego wizji. Ale ile to potrwa to nie wiem. - Milady odezwała się swoim aksamitnym głosem wskazując swoimi zadbanymi, smukłymi palcami na tył dziwnego fotela jaki przed chwilą oglądali.
    - A jak to potrwa dziesięć lat? Albo sto? - Córka jarla skrzywiła się na myśl o tak długim czekaniu na jakieś wymierne efekty jego działań.
    - To i tak by mógł porozumiewać się z nami za pomocą wizji. Ale widzieliście, że jak spożył tych trzech to sam wstał. To pewnie był duży wysiłek dla niego, wrócić do własnego ciała po tylu mileniach. Więc teraz powinno być to szybciej niż dziesięć czy sto lat. Nie wiadomo jak ten jego tron działa. - Starucha swoim kolebiącym się krokiem podeszła do gladiatora. Trzymała w dłoniach kolczyk o jaki poprosił.
    - No cóż, jeśli świeża krew przyśpiesza powrót do życia naszego martwego sojusznika to jutro z rana mogę udać się na zatokę. I spróbuję złowić paru rybaków. To chyba by było najszybciej. Ale wtedy nie wróciłabym z wami do miasta. - Milady popatrzyła po zebranych jak przyjmują jej propozycję. Zaś Raisa dała znak Egonowi aby się pochylił. Bez tego trudno jej było sięgnąć do jego ucha.

    Egon pochylił się dla Raisy, żeby ta zaczęła swą robotę i rzekł w te słowa:

    – Wystarczyło trzech chłopa, żeby powstał z martwych – rzekł gladiator. – To niedużo. Trzech albo może sześciu wystarczy, żeby raz jeszcze pokrył się ciałem na nowo, ani chybi. A nawet jeśli, cóż to za rzecz? Nawet, jeśli byśmy musieli całe sioło skąpać we krwi, to warto będzie, bowiem będzie znał wiele rzeczy… Wiele rzeczy, które zostało zapomnianych.

    – Prawdę prawisz, Lars. Jak zorganizujemy więcej karków, które juchą tryskać będą, tym prędzej powróci do siebie. Wszak moglibyśmy zrobić rejzę z Gezacktem, żeby nałapać więcej łyczków - część z nich damy jako ofarię dla Gonsara, część sprzedamy Munirowi, część zaś pójdzie na Oster, ale i pamiętać musimy, by też Gezacktowi nieco opchnąc i jego imprezie.

    Tu zwrócił się do Lady Sorii:

    – Jeśli to nie frasunek dla ciebie, Lady, w takim razie pójdź na łowy. Jesteś w nich najlepsza z nas wszystkich.

    Egon planował zatem powrócić do miasta i czym prędzej wyruszyć na imprezę łapania niewolników z Larsem i Gezacktem - kto wie, może przy okazji tej wyprawy ruszą także do miejsca, gdzie słyszeli, że statki są opuszczone? Jeśli mogliby znaleźć jakiś korab i przysposobić go i przy okazji znaleźć świeże mięso dla czarownika, to byłoby kolejne zwycięstwo.

    Rozgrywka import

  • Plugin 2.0: testy
    SantorineS Santorine

    @Dekline napisał w Plugin 2.0: testy:

    Powiadomienie o dodaniu użytkownika do sesji [Santo]
    Zbiorcze dodawanie i usuwanie użyszkodników[Santo]

    Tematy: powiadomienie, zbiorcze dodawanie i usuwanie mają mały priorytet. W zasadzie nie były tyle problemami dla mnie, co po prostu głośno zastanowiłem się nad ulepszeniem UX. 🙂

    @Dekline napisał w Plugin 2.0: testy:

    Usuwania Avka przez inne osoby[Santo]

    Usuwanie avatara przez inne osoby prawie na pewno działa. Nie potrafiłem zreprodukować tego błędu potem, więc może to był jakiś lag lub cokolwiek. Sądzę, że temat jest prawie na pewno zamknięty.

    @Dekline napisał w Plugin 2.0: testy:

    Santo, myślałeś o pływającym linku co wyskakuje notatka co to oznacza? [Dek]

    Zdecydowanie najlepsza opcja ogarnięcia tego. 👍

    Forum

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    - Tak, myślę, że Egon ma rację. Aby w pełni ożywić Gonsara, potrzebujemy świeżej krwi. Najlepiej ludzkiej. Zapewne spuszczenie krwi z jednego, może dwóch ludzi, powinno wystarczyć. Lub podobna ilość od większej ilości ludzi. Wiecie misę krwi można spuścić z jednego człowieka albo uzbierać po kubku od tuzina. Można też użyć zwierzęcej, ale nie będzie ona tak efektywna jak ludzka. - Oznajmiła im co o tym wszystkim myśli. Popatrzyła na nich po kolei, przez pryzmat gibiących się martwiaków jakich przyzwał nekromanta.
    - Po ożywieniu, też pewnie będzie potrzebował krwi. Ale ile i jak często, to trudno teraz powiedzieć. W tej formie co teraz jest, też może zostać. Jednak wówczas jego moc będzie ograniczona do tego miejsca. I komunikował się będzie za pomocą snów. - Dodała jeszcze po chwili jak sama się spodziewa co może ich czekać w tej sprawie.

    Na słowa Lady Sorii Egon zamyślił się.

    – Skoro strażnicy Gonsara nas nie atakują, musi on nas w jakiś sposób rozpoznawać – rzekł wojownik. – Nie opłaci się też rozbijać ściany grobowca, czarownik mógłby uznać to za brak szacunku. Nie, teraz, kiedy obudziliśmy go, musimy zrobić to do końca…

    I rzekł w stronę grupy:

    – Najlepiej porwać paru ludzi z sioła – rzekł. – O zmierzchu albo cichcem, lub też zasadzić się na paru rybaków na brzegu. Albo myśliwych w głuszy. Dwóch powinno wystarczyć. Capnąć ich i ogłuszyć, a potem zaciągnąć do kurhanu. Żeby nie wierzgali, zwiążemy ich gracko… Dwóch łyczków wystarczy na całe wiadro krwi.

    Tu spojrzał na Zoga.

    – Zog, skradać się ani tropić nie umiem – rzekł Egon. – Będziemy musieli polegać na tobie.

    - To prawda, może nas jakoś wyczuwać. Zapewne jest częściowo wybudzony ale za mało aby fizycznie dało się to poznać. Dlatego leży jak trup. - Milady wciąż opierała się o węższą ścianę kamiennego sarkofagu, i wskazała kciukiem za siebie. - A być może każe swoim sługom bronić go i atakować tych którzy się zbliżają do sarkofagu. Ale mogą przepuszczać kogoś kto ma magiczny klucz. Taki jak znak i krew jednej z Sióstr. - Wężowłosa wskazała na inną możliwość.
    - Mniejsza z tym, ważne, że działa. Nie chciałbym znów się z nimi ciachać. - Lars machnął ręką na znak, że pod tym względem wszystko mu jedno, póki martwaki tylko stoją. Ale zwrócił się do Egona. - Jak to? Chcesz zostawić tą ścianę? Przecież tam może być broń, łupy, złoto, precjoza i nie wiadomo co jeszcze. Przecież mamy łomy i kilofy co wczoraj kupiliśmy. - Norsmen był wyraźnie zaskoczony, że kolega jest gotów odpuścić rozbijanie ściany jakie pierwotnie planowali.
    - Może być też klątwa rabusiów grobów albo jeszcze więcej martwiaków. - Raisa splunęła w bagienną wodę i widać wolała zachować ostrożność co do przebijania się do dalszych komór grobowca.
    - Dobra, jak mamy go ożywić i potrzebna jest świeża krew to chodźmy stąd. Ciarki mnie przechodzą. - Burgund wciąż stała u wylotu korytarza i widać wolała się trzymać jak najdalej od trupich strażników.
    - Czyli trzeba złapać jednego albo dwóch? I to żywych. No najbliżej będzie do tej wioski rybackiej. Chyba, że w lesie albo na plaży kogoś spotkamy. - Silny też nie wyglądał jakby miał ochotę zadawać się z trupami i nekromantami. Więc skupił się na zadaniu jakie wymagało wyjścia na świeże powietrze i niebo nad głową.
    - Jeden czy dwóch wieśniaków to chyba nie problem? Może się rozdzielimy? - Astrid popatrzyła na towarzystwo jak reagują na taki pomysł.
    - No ja mogę zaśpiewać pewną pieśń. Mało który śmiertelnik jest się w stanie jej oprzeć. Wtedy sami do mnie przyjdą i będą mi posłuszni. No ale ona działa na wszystkich co ją słyszą więc na was też jeśli będziecie w pobliżu i nie dacie rady jej się oprzeć. - Milady znów zwróciła na siebie uwagę wszystkich i ci popatrzyli po sobie, nieco zaskoczeni taką propozycją.
    “Tak, mogę tropić. Jak ktoś będzie w lesie to go znajdę”. Egon usłyszał w międzyczasie odpowiedź beztwarzowego łucznika.

    – Taa, gracko ich złapiemy, ogłuszymy, to przynajmniej nie będą wierzgać, jak ich zarżniemy – Egon pokiwał głową. – Iście, Lady Sorio, twa pomoc zawsze jest jak najmilej widziana, wszak jeśli weźmiemy twój plan, to musiałabyś się od nas oddzielić… Hmm… A i przecież mogłoby to zwabić wielu luda, niż tylko paru.

    “Z drugiej strony, Soria jest w stanie poradzić sobie w pojedynkę” – tu błysnęło w myślach Egonowi. Nie w smak było mu rozdzielanie grupy, jednak tylko wtedy efekty byłyby najszybsze.

    – Rozdzielmy się zatem – rzekł wojownik. – Lady Soria pójdzie w stronę wybrzeża i zwabi paru swym głosem, zaś my pójdziemy nieco na południe. My zrobimy to po staremu. Zog będzie przepatrywał i może założy wnyki. Kiedy draby podejdą, ja, Silny i Rune przyszarżujemy. Ogłuszymy ich i zaciągniemy do kurhanu.

    – Co rzekniecie? – zapytał Egon.

    Jego towarzysze popatrzyli po sobie, naradzając się spojrzeniami. Tym razem pierwsza odezwała się ruda łotrzyca.
    - Ale milady by miała pójść sama? A jak ktoś ją napadnie? - Wydawała się być zatroskana o bezpieczeństwo syreniej damy. Ta gdy, to usłyszała zaśmiała się wdzięcznie jakby ją rozbawiła ta uwaga.
    - Oh, to było bardzo miłe Burgund. Doceniam twoją troskę. A gdyby ktoś mnie raczył napaść to mogłoby to być nawet coś ekscytującego albo chociaż zabawnego. - odpowiedziała z wesołym uśmiechem. Odepchnęła się tyłkiem od ściany sarkofagu o jaki się do tej pory opierała i zaczęła schodzić po zanurzonych stopniach do trupiej wody. - Rzeczywiście Egon trafnie to zauważył. Śpiew może podziałać na każdego kto go usłyszy. Więc może przybyć więcej niż jedna czy dwie osoby. - Pokiwała swoją głową, ozdobioną grubymi, granatowymi warkoczami. Przeszła bez przygód pomiędzy stojącymi trupami, wracając z powrotem do grupki przy wejściu. - Ale działa też na umysł i pamięć tych co mu ulegną. Jak po dobrym winie. Zobaczę kto by przybył na mój zew i wybrałabym kogoś obiecującego. Reszta zapewne w końcu dojdzie do siebie jeśli się oddalę a śpiew się skończy. - Wyjaśniła jak spodziewa się, że ta jej melodyjna moc, mogłaby podziałać na śmiertelników.
    - No tak. Jakby nagle pół wioski zniknęło w lesie to ktoś mógłby się tym zainteresować. - Silny pokiwał swoją łysą głową na znak, że pewne skutki uboczne mogłyby się pojawić gdyby zbyt wiele osób zniknęło z pobliskiej wioski.
    - Dobra, dla mnie może być. Pójdziemy wybrzeżem i lasem to może na kogoś trafimy. Jak będziemy w paru to tam jeden czy dwóch wieśniaków albo rybaków to nic nam nie zrobi. - Lars skinął głową mniej więcej zgadzając się na pomysł gladiatora.

    – Dzięki ci, Lady Soria – Egon skinął głową, utwierdzony w tym, że moc syreny znacząco przewyższa cokolwiek, co mogłoby się na nią zasadzić.

    Egon, ujrzawszy syrenę ongiś, wiedział, że jedynym, co mogłoby jej zagrozić to regularny oddział imperialny, złożony z weteranów i ludzi wprawnych w bitce, a i zwykła siła ramienia była zbyt mała. Zapewne, aby dać odpór Sorii, potrzebne byłyby do tego klechy, które w jakiś sposób odmieniałyby jej magię. Nic, co można było spotkać na tym pustkowiu.

    – Porwiemy nie więcej niż czterech, później zaś, jak kogo spotkamy na szlaku albo i później, rzekniemy, że zwierzoczłeki ich porwały – rzekł.

    Tu Egon uczynił wysiłek, aby zapamiętać, aby później czarownika zapytać, cóż jest za ścianą.

    – Dobrze, tedy postanowione – rzekł wojownik. – Ruszajmy!

    - No właśnie, wyjdźmy już z tych przeklętych grobowców i odetchnijmy świeżym powietrzem. - Burgund wcale nie ukrywała, że te ponure podziemia drażnią ją i nie podobają jej się. Z miłą chęcią ruszyła z powrotem ku nieregularnemu korytarzowi prowadzącemu na powierzchnię.
    - Fakt. Przydałoby się teraz chociaż dwóch czy trzech tych kopytnych na te łowy. No i nawet naprawdę by był to napad zwierzoludzi. - Lars zaśmiał się chrapliwie na pomysł Egona i poklepał go po łopatce. Ale póki co wszyscy kolejno wchodzili do korytarza i opuszczali tą zalaną trupią wodą komorę grobową.

    ---

    Gdy wyszli na powierchnię czekała ich niemiła niespodzianka. Padało. Więz zanosiło się na to, że teraz nie tylko dół ubrań od brodzenia w wodzie i mokradłach będą mieć mokre ale i resztę też. Mimo wszystko jednak oddychało się dużo przyjemniej niż zatęchłym, piwnicznym powietrzem podziemi. Póki co wszyscy musieli jeszcze raz przejść przez trzęsawisko gdzie za pierwszym razem zaatakowało ich paru martwiaków. Teraz jednak przechodzili po raz kolejny tą trasę i nic się nie stało. Na brzegu lasu chociaż pobieżnie próbowali wyczyścić nogawki, spódnice i buty z mułu.
    - To co teraz? Milady idzie do wioski tak? A na te polowanie na niewolników to co? Wszyscy idziemy? - Astrid zapytała patrząc na Egona, Larsa i Silnego. Na razie wszyscy byli tutaj i mogli to jeszcze ustalić.
    - Ja zostanę tutaj. Stara już jestem, nogi mnie bolą, tylko będę was spowalniać. - Raisa odchrzącknęła i splunęła na mokrą trawę. Wyglądała w tym momencie jak ucieleśnienie starej, gderliwej baby. Ale nagle uśmiechnęła się przymilnie i popatrzyła na tą samą trójkę mężczyzn co córka jarla. - Ale syneczki. Jakbyście mieli okazję to złapcię jakąś dziewoję dla robaków. - Popatrzyła na nich prosząco najwyraźniej nawet teraz nie zapominając o hodowli czerwi w kobiecych brzuchach. - I tak na wszelki wypadek, może wam się przydać. - Zaczęła grzebać w swojej brudnej, potarganej torbie. Wyjęła jakąś zakorkowaną buteleczkę, schowała ją, wyjęła innął słychać było jak przewraca tam klamoty. W końcu chyba znalazła to co chciała. - O, to jest wywar nasenny. Zwykle dolewa się do wina albo jedzenia. Wtedy na dłużej starcza i trudniej go wyczuć. Ale można i tak, z butelki. Wtedy działa szybciej ale smakuje jak nalewka ziołowa. Sami lepiej tego nie pijcie bo też zaśniecie. Jak ktos wypije całą butelkę to może już zasnąć na zawsze. - Podała im ciemną butelkę, wielkości może przeciętnego kubka. W środku był jakiś płyn.

    Egon pogładził swą brodę przez parę chwil, miarkując sytuację.

    – Nie godzi się zostawiać Raisy samej. Czarownik w grobowcu bezpieczny jest, ale nie godzi się zostawiać towarzyszki bez obstawy.

    Tu skinął na Silnego i Rune.

    – Nie musicie zostawać przy kurhanie, ale pilnujcie Raisy – rzekł Egon, który nie chciał zostawić starej guślarki samej. – Tamój, widzicie, jar jest, popasać możecie i sucho będzie.

    Egon, wyrzekłszy to, policzył pozostałych. Lady Soria odchodziła samopas na swą rejzę, Raisa, Silny i Rune pozostaną przy kurhanie. W takim razie pozostali Astrid, Zog, Lars, Burgund i on sam wreszcie. Gladiatorowi wydało się, że taka impreza całkowicie wystarczyła, żeby złapać paru łyków na ofiarę dla czarownika, szczególnie, że Lady Soria ze swymi ponadnaturalnymi umiejętnościami na pewno przyprowadzi paru. A i był pewien, że Zog ze swymi umiejętnościami zoczy ofiary.

    Egon liczył, że z tego wszystkiego wyjdzie wiadro, dwa, może nawet i trzy wiadra krwi. Nie za dużo - miał nadzieję - bowiem chciał jeno wybudzić nieumarłego guślarza bez sprowadzania podejrzeń na sioło. Dość, by porozumieć się z trupim czarownikiem.

    Przyjął butelkę Raisy bez słowa. Nie sądził, że na tej wyprawie wystarczy finezji, by kogoś spoić do snu.

    – Dzięki ci, Raiso – skinął głową, chowając flaszę za pazuchę. – No… Kompani… Chodźmy zatem. Zda mi się, że rzecz nie zajmie więcej, niż trzy klepsydry.

    - Mamy pilnować cnoty tej starej? - Silny był wyraźnie rozczarowany przydzielonym zadaniem. W końcu rano postanowił wesprzeć Egona swoimi mięśniami, licząc na jakąś walkę lub podobne ekscytujące przygody. A tu na razie walki z martwiakami nie było, łupów też nie no a teraz mieli z Rune, zostać tutaj, na skraju mokradła i lasu, jako eskorta starej wiedźmy. To nie było w naturze krewkiego, portowego zbira.
    - Dobra chodź, mam wino. - Rune klepnął kamrata w ramię i pokazał wyjęty z torby bukłak wina. To nieco uspokoiło łysego mięśniaka ale widać było, że jest niepocieszony brakiem akcji na tej wyprawie. Ostatecznie jednak obaj zostali na miejscu. Lady Soria śmiało ruszyła na wschód, ku wiosce na wybrzeżu, w jakej spotkali bandę Gezackta a Egon z większością grupy ruszył na południe.
    - No Burgund? To gdzie tu można kogoś spotkać? - Lars zagaił do miejskiej łotrzycy. Skoro Silny został z Rune i Raisą to miejska łotrzyca była ich jedynym tubylcem w grupie. Dziewczyna z ferajny zamyśliła się na chwilę. Była zdania, że największy ruch to jest od strony południowej bramy, wzdłuż traktu prowadzącego do Saltburga, stolicy prowincji. Tam miało działać też to plemię kopytnych jakich spotkał Joachim i nawet przyprowadził blondynkę jaka należała do ich plemienia. Nawet na wschód, na drodze Heilogdrf pewnie byłoby więcej luda niż tutaj. Bo bezpośrednio na zachód od Neus Emskrank to były wielkie, słone Teufelsumpf. Więc nie było po co tam jeździć. Właśnie tam miało żyć to plemię zwierzoludzi z jakimś szamanem co ostatniej nocy dowiedzieli się od Gnaka i Ungorda.
    - Chyba, że Szweinewald. - Po chwili zastanowienia, łotrzyca przypomniała sobie jednak, że powinna być w pobliżu jakaś wioska. Głównie hodowała tam świnie bo podobno dobrze się tam je pasło w okolicznym lesie to uchodziły za bardzo dorodne. Burgund była tam tylko raz czy dwa, i bardziej znała opowieści o tym miejscu, że do miasta przyprowadzają najczęściej swoje dorodne świnie na handel. Lars uznał, że jak nie mają lepszego punktu zaczepienia to mogą się udać w tamtą stronę.
    Przez jakiś dzwon szli na południe, równolegle do wybrzeża. Aż trafili na byle jaką drogę, jaka wyglądała na wyboisty, rozjeżdżony kołami wozów pas ziemi a nie prawdziwy trakt. Czyli jak większość lokalnych dróg w okolicy. Zdaniem łotrzycy, ona właśnie prowadziła do Schweinwald. Wtedy ruszyli wzdłuż niej, na zachód. Zog wysunął się na prowadzenie tak bardzo, że całkiem często znikał im z oczu za zakrętem i tylko na dłuższych prostych widzieli jego sylwetkę.
    “Słyszę chrząkanie świń.” W pewnym momencie usłyszeli w swoich głowach. Zog wskazywał w prawą stronę drogi.
    - No to jak są świnie to ktoś je musi paść. - Lars uśmiechnął się z zadowoleniem. Chociaż na razie z tej bezludnej drogi, nikogo nie widzieli. Las wznosił się wysoko nad ich głowami, rzucając mroczny cień nawet w ten letni dzień.

    Egon okolicę znał średnio, toteż co do tego, czy ten cały Schweinewald był warty świeczki, nie wypowiadał się. Gdzieś z tyłu głowy migały mu myśli o Lady Sorii - wojownik nie miał cienia wątpliwości, że syrena poradzi sobie znakomicie.

    – Chodźmy – Egon skinął głową. – Miejcie oko na podejście, gdzie można się ukryć i złapać paru luda. Akcja musi być szybka, raz-dwa – tu Egon pacnął zewnętrzną stroną ręki o drugą. – Świadków też nie może być. Jeśli ktoś nas zoczy, musimy ścigać, aż złapiemy. Czysta robota.

    Tu przystanął.

    – W zasadzie – rzekł – wystarczą tylko dwa, może i jeden. Lady Soria wróci z jednym albo dwoma, to całkiem wystarczy na czarownika – rzekł wojownik, w głowie kalkulując, ile wiader krwi przełoży się na wieśniaków.

    - Jak się pasie świnie to pewnie jedna, może dwie osoby. Raczej tłumów nie będzie. - Burgund szepnęła do kolegów. Ale już wszystkim udzieliło się podekscytowanie. Widać było jak Zog przed nimi schodzi z drogi w las. Więc poszli jego śladem. Szli cicho pod leśnym baldachimem. Po jakimś czasie rzeczywiście zaczęło być słychać chrumkanie świń. Musieli być blisko tych zwierząt. Jeszcze trochę bliżej i trafili jak ryją w ziemi w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Co chwila jedno zwierzę przechodziło kawałek dalej aby sprawdzić czy w ściółce albo tuż pod nią, jest coś obiecującego. Tych zwierząt musiało być z tuzin. Chociaż poruszały się to jakieś schodziło im z widoku nurkując w jakich krzakach albo wyłaniało się zza drzewa. Dopiero po chwili bystre oczy łotrzycy pokazały na coś pod jednym z drzew. Tak, ktoś tam siedział na ziemi, w burobrązowej kapocie. Dlatego jak się postać nie ruszała, zlewała się z tłem. Coś dłubała małym nożykiem na patyku, czasem tylko podnosząc głowę czy ze stadem wszystko w porządku. Dzieliło ich z kilkadziesiąt kroków od niej czy od niego. Trudno było z tej odległości rozpoznać. No i stado kręciło się dookoła niego przez co trzeba było się liczyć, że zareagują głośnym chrumkaniem jeśli ktoś obcy by się do nich zbliżył.

    – Czuj duch – powiedział cicho Egon do swoich towarzyszy.

    Egon był pewien, że muszą do tego podejść dobrze, nie było mowy o pomyłce. Musieli szybko złapać draba, zarżnąć i zaciągnąć czym prędzej do kurhanu.

    – Burgund, Zog – rzekł Egon. – Umiecie skradać, by podejść go i zacukać łatwo? Szczególnie ty, Zog… Ten tutaj się nie rusza.

    I wyrzekł plan:

    – Zog weźmie go na cel od razu. My go otoczymy. Dam znak. A potem hurmem go złapiemy.

    - Mogę spróbować. Ale to by trochę zajęło takie podchody. Mogę podejść i go zagadać. - Burgund odparła cicho po chwili zastanowienia. Popatrzyła na kolegów i koleżankę co oni na to.
    “Mogę go trafić z łuku. Ale po co?” Zog wzruszył ramionami i dał znać, że mu to obojętne.
    - Tylu nas jest, że jak jest tu sam, to i tak go złapiemy. Tylko jakby krzyczał a ktoś jest w pobliżu to może usłyszeć. Ale jeśli nawet to co nam może zrobić jakiś świniopas? - Lars machnął ręką pogardliwie jakby uważał, sprawę za już załatwioną.

    Egon skinął głową na słowa Larsa. Nie podobało mu się to, że było ryzyko, że zostaną wykryci, ale, z drugiej strony, przecież mogli zostać wzięci za drabów na podobieństwo bandy Gezackta.

    – Dobra, otoczmy go i złapmy – Egon zgodził się, uznając, że jego wcześniejsze instynkty to przesadna ostrożność. – Tylko zróbmy rzecz szybko…

    Gdy wyszli z ukrycia to całe łapanie świniopasa, przypominało bardziej chaotyczną mieszaninę zaskoczenia, krzyków, ucieczki z dodatkiem kwiku i biegania przestraszonych świń. Pojedynczy wieśniak nie miał większych szans z grupką zdeterminowanych kultystów i Norsmenów. Z początku zerwał się na równe nogi nie wiedząc jeszcze o co chodzi, szybko instynktownie wyczuł, że raczej nie przychodzą do niego w pokoju i zaczął uciekać. Ale Bjorn go dopadł pierwszy, powalił na ziemię, potem zaś dogoniła ich reszta. Wspólnie związali młokosa i już właściwie było po wszystkim. Stado wieprzy rozpierzchło się ale widząc koniec krzyków i zamieszania, zaczęło się uspokajać.
    - No to mamy jednego. Próbujemy dalej czy wracamy? - Lars zaśmiał się chrapliwie z ich łatwej zdobyczy. I popatrzył wesoło na towarzyszy.

    – Nie ma sensu. Soria wróci także ze swoimi, więc tyle nam wystarczy – rzekł Egon, który nie wiedział, czy czarownik przebudzi się po jednym razie, wielu razach lub jakoś inaczej.

    Egon także chciał uniknąć możliwości, żeby ktoś - paru ludzi tudzież ktoś znaczniejszy - zorientowali się, że w okolicy grasuje grupka ludzi, którzy porywają kogoś. Nie wiedzieli jeszcze, ile czarownik będzie potrzebował ani ile czasu to zajmie i w ogóle Egon nie chciał w żaden sposób wystawić się na wzrok inkwizycji, która przecież w okolicy była i podejrzewała, że coś może być na rzeczy. Parę zniknięć było czymś, na co luda przymkną oko, ale wieści o zorganizowanej bandzie mogły już trafić w nie te uszy, co trzeba.

    – Chodźmy – rzekł gladiator. – Czym prędzej, tym lepiej dla nas.

    - No to wracajmy. - Lars zgodził się z kolegą i powiedział coś po norsmeńsku do Bjorna. Ten wyjął linę i we dwóch, z wyraźną wprawą, zaczęli wiązać jeńca. Gdy skończyli, złapali go pod ramiona i postawili do pionu. Tropiciel złapał za powróz i prowadził go za sobą. Zaś cała grupka ruszyła z powrotem. Najpierw tą lichą drogą, ku wybrzeżu. A później na północ. Widzieli jak na wodach zatoki łodzie rybackie wracają z połowu do miasta. Te które były bliżej było widać ludzką figurkę czy dwie a te dalsze jedynie jako ciemne, podłużne kreski na tle zieleni morza. Odbili głębiej w las w pobliżu rybackiej wioski. Znów szli na przełaj pod leśnym baldachimem. Gdy po prawej stronie zaczęły się mokradła wiadomo było, że już niedaleko.
    - Bjorn mówi, że czuje dym. Może rozpalili ognisko. - Lars cicho zwrócił się do sąsiadów, po krótkiej rozmowie z norsmeńskim tropicielem. Po paru chwilach dotarli do improwizowanego obowiska. Rzeczywiście dało się zauważyć cienką stróżke dymu wznoszącą się do koron drzew. Przy nim krzątała się Raisa. Ale to nie ona najbardziej rzucała się w oczy. Tylko Rune ze spuszczonymi spodniami, jaki energicznie brał jakąś młódkę. Ona była na czworakach i w samej chłopskiej koszuli. Wpatrywała się w siedzącą na pniu milady. Widząc ich Silny wstał i podszedł przywitać się z kolegami.
    - O, jesteście. Tylko nie gadajcie głośno i nie róbcie gwałtownych ruchów. Bo urok pryśnie. Tak Soria mówiła. - rzekł do nich cichym, ale stanowczym tonem. Widać było, że jest w dobrym humorze. Stanął obok nich jakby też chciał popatrzeć na scenę. - Ja już ją brałem. Jak chcecie to też możecie. - Wskazał brodą na chędożącą się dwójkę. - Soria niedawno z nią wróciła. I jeszcze z tamtymi dwoma. - Pokazał gestem na dwa kształty leżące nieopodal. Dwaj mężczyźni, ciężko dyszeli jak po wielkim wysiłku. - Soria kazała im się bić ze sobą. No i się pobili. Amatorzy. Zwykli chłopi. Ja bym ich obu załatwił. No ale przynajmiej było na co popatrzeć no i łatwiej było ich pilnować. - Skończył im tłumaczyć co tu się dzieje. - A wam jak poszło? Widzę, że też kogoś złapaliście? - Mięśniak zatrzymał wzrok na spętanym jeńcu.

    – Poszło dobrze, ale nie tak, jak milady – rzekł Egon. – Zdaje się, że milady sprawiła wam zabawkę… Ha-ha – krzywy uśmiech wstąpił na oblicze Egona.

    Egon skinął głową z podziwem na magiczne umiejętności Sorii. Gdyby zostawić ją dzień albo dwa, syrena mogła bez żadnych problemów rzucić urok na całe sioło albo i dwa i zaiste, nie byłoby żadnych świadków.

    – Chylę czoła, Lady Soria – rzekł Egon, kłaniając się syrenie. – Twa moc zaiste jest wielka.

    I podjął natychmiast:

    – Trzech niechaj zabierze czarownik, dziewka mogłaby się przydać Raisie w hodowli Oster – rzekł Egon, któremu perspektywa hodowli larw nigdy nie schodziła do końca z myśli. – Jeśli się będzie opierać, posłuży czarownikowi i ona. Tymczasem… Chodźmy. Rune, Silny, weźcie łyczków. Zaprowadzimy ich do kurhanu i czas sprawdzić, jak Gonsarowi spodoba się prezent, który mu sprawimy. Ruszajmy.

    Tu Egon na chwilę przemyślał całą sprawę - czy możliwe było Lady Sorii z czasem oddelegować porywanie ludzi tutaj, w kurhanie na wschodzie? Gladiator nie miał wątpliwości, że potęga syreny o ludzkiej twarzy była aż nadto, żeby dostarczyć nieumarłemu czarownikowi aż nadto materiału.

    Nie był jednak teraz to czas na przemyślenia. Złapawszy swego więźnia, ruszył w stronę grobowca.

    - Ano. Było z nią trochę zabawy. Ona zna te trzy, coście wzięli je stamtąd wcześniej. - Silny zaśmiał się chrapliwie ale widać było, że koniec, końców, nie żałował teraz decyzji o pozostaniu na miejscu.
    - Oh dziękuję Egonie. Widzę, że też nie wrociliście z pustymi rękami. Hanna jak widzisz, bardzo się stara aby móc mi służyć. - Wężowa mlady uśmiechnęla się ciepło do gladiatora i posłała mu życzliwe spojrzenie. A gdy mówiła o młodej wieśniaczce, popatrzyła na nią. Łaskawie uniosła skraj swojej czerwonej sukni, że pokazał się trzewik i wyciągnęła go w stronę twarzy dziewczyny. Ta chocaż wciąż była pompwana przez byłego żołdaka, bez wahania zaczęła całować jej but i to z wielką gorliwością.
    - Powiem ci Egon, że jakby milady z nami chodziła na te polowania to stałyby się o wiele łatwiejsze. - Lars pokiwał głową jakby jego myśli biegły podobnymi torami co kolegi.
    - Zjedzcie coś syneczki. - Raisa zachęciła ich aby podeszli do ognia. Rzeczywiście od śniadania jeszcze przy Zachodnich Kamieniach, niewiele dzisiaj jedli. Zaś wiedźma zrobiła polewkę taką, że chociaż każdemu po kubku starczyło. - Milady się zgodziła, że jeśli chcemy to tą dziewczynę możemy zasiać. - Starucha oznajmiła po cichu i z wyraźną uciechą. Na razie, wszyscy zgrupowali się przy niewielkim ognisku, na chwilę odpoczynku i napełnienia żołądków. Rune skończył się zabawiać z Hanną, podciągnął spodnie i do nich dołączył. Ona zaś potulne usiadła u stóp milady jakby świata poza nią nie widziała.

    Wyglądało na to - skonstatował Egon - że rzecz z dostarczeniem juchy dla nieumarłego czarownika została oporządzona. Był to i dobry znak, że z czasem inicjatywa z dostarczaniem niewolników na wszelakie cele dla kultu była także trafiona, podwójnie, kiedy tylko skombinują korab.

    Egon postanowił tedy usiąść. Miał wielkie nadzieje z ożywieniem trupa-guślarza… Oby los go nie zawiódł.

    Rozgrywka import

  • Plugin 2.0: testy
    SantorineS Santorine

    @Gladin napisał w Plugin 2.0: testy:

    Może detal, ale czy forum testowe to na pewno ta sama wersja, którą mamy tutaj? Bo u mnie lewy panel nawigacyjny różni się jedną ikoną

    Z tego, co się orientuję, jest to kwestia konfiguracji danej instancji forum, a nie jego wersji. To znaczy, ściśle w technicznym rozumieniu, to nie jest ta sama wersja, bo to wersja z nową wersją pluginu, ale ikona nie jest wiążąca, ponieważ funkcjonalność nie jest uzależniona od wersji forum tylko tego, w jaki sposób dane forum zostało skonfigurowane.

    Forum

  • Plugin 2.0: testy
    SantorineS Santorine

    Parę notatek, które mi się nasunęły podczas przeklikiwania forum. Z jakiegoś powodu nie zauważyłem, że nowa wersja już jest na testowym.

    • Czy dodanie użytkownika do sesji nie powinno stworzyć powiadomienia, że został tam dodany?
    • Kiedy usuwam użytkownika z sesji (w przypadku testowego forum, jest to sesja "Cienie Srebrnego Miasta"), dostaję komunikat, że nie mam uprawnień. Bez sensu - jako MG powinienem mieć uprawnienia.
    • Usunięcie oznaczenia użytkownika jako "aktywny" zostawia tekst "rpg-invactive-label".
    • Dodawać użytkowników do sesji zawsze można pojedynczo. Czy nie byłoby lepiej, gdyby można było w pojedynczym dialogu dodawać wielu uczestników od razu, czyli zaznaczać ich, a potem odhaczać, że są w sesji? Coś w stylu https://github.com/codeshackio/multi-select-dropdown-js . Podobnie usuwanie.
    • Usuwanie przesłanego zdjęcia w sesji (avatara) dla innych użytkowników nie działa. Tutaj dwa tematy: skoro jestem MG, to czy nie powinienem mieć absolutnej kontroli nad graczami? I drugi aspekt tego: założywszy, że tylko gracze ogarniają swoje avatary, to po co pokazywać kontrolkę, z której nie mogę skorzystać?
    • Od strony UX: dodać krótkie wyjaśnienie, co oznacza oznaczenie "Aktywny" i w jaki sposób wpływa na grę.
    • Wydaje się, że nie ma limitu na to, ile osób może uczestniczyć w sesji. Pytanie, czy to zamierzone, ponieważ w teorii całe forum może grać w jedną sesję.
    • Mam także pewne wątpliwości co do skalowania panelu sesji. Wydaje się, że po przekroczeniu siedmiu użytkowników, kolejna belka awatarów pokazuje się krzywo, pewnie mniej przy mniejszych rozdzielczościach.

    Na ten moment tyle, pewnie z czasem znajdę więcej 😉

    Forum

  • Kultyści - Lato 2519
    SantorineS Santorine

    Egon, jadąc na wozie, w sennym marazmie przemyśliwał kolejne z rzeczy. Tematy zdawały się mnożyć i pączkować na podobieństwo much pożerających łajno, zaś ostatnia rozmowa z Gnakiem dołożyła jeszcze więcej materiału. Wojownik potrzebował zorganizować wyprawy łupieżcze pomiędzy Munirem, Gnakiem i miastem w taki sposób, aby nie tylko frukta przynosiły, ale także - przede wszystkim - zasiliły hodowlę jaj Oster Raisy, która, jeśli tylko plany pójdą dobrze, miała wkrótce rozpocząć się na skalę godną zamtuzów portowych. Tam bowiem w łona kobiece wlewały się całe strumienie nasienia, a tu - pod pieczą Raisy - jaja miały zebrać się i przemienić w potok, całą rzekę.

    – Ta… – głośno rzekł do siebie Egon. – Tą zgraję kurew trza będzie jakoś zagospodarować… Hmm…

    Ale nie teraz to było ważne. Nastał nowy dzień. Potrzeba było czym prędzej przysposobić się i zabierać do kurhanu, aby wyzwolić starego czarownika.

    Na uwagi Larsa co do tego, że nie wszyscy byli gotowi, rzekł:

    – Wszakże lepiej by było wyruszyć czym prędzej – skonstatował. – Kurhan, poza pułapkami które żeśmy zostawili, jest niestrzeżony. Lepiej by było, żebyśmy byli na miejscu od razu, zaś noc przepędzić możemy w pobliżu, albo też w siole opodal..

    - No tak, to prawda. Jakby teraz ruszyć i uwinąć się na miejscu szybko, to może udałoby się dziś wrócić zanim na noc zamknął bramy. Nawet jak nie zdążylibyśmy to znów przenocujemy przy Kamieniach i rano wejdziemy do miasta. Bo jakby w południe ruszać to przy kurhanie będziemy na wieczór. A jak będziemy wracać do miasta to najprędzej w południe byśmy byli. - Lars pokiwał głową i zaczął na głos rozważać dwa, podstawowe warianty jakie mieli do dyspozycji z tą wyprawą do grobowca nekromanty.
    - No jakbyście wrócili dopiero jutro to mogą was ominąć “psalmy u Pirory”. Bo jutro po mszy mają być. Spodziewam się, że lady Odette nas odwiedzi i być może także Kamila. - Onyx uprzedziła kolegów jakie większość koleżanek ma plany na jutrzejszy dzień. Rzeczywiście, pewną już tradycją było, że po porannej mszy w Festag, spora część kultystów odwiedzała Pirorę w celach towarzyskich. W poprzednim tygodniu była zabawa w ślub gdzie koleżanki łączyły się w pary a Otto udzielał im ślubu mając za świadków dwójkę mutantek. Wówczas chyba pierwszy raz w tej integracji uczestniczyły także teatralna diwa jak i ciemnoskóra córka kapitana portu.
    - No to może jednak wyruszymy teraz? - Słysząc to Astrid popatrzyła na kolegów jak się na to zapatrują. Widać było, że nie chciałaby ominąć jutrzejszych zabaw, zwłaszcza jak się zapowiadały podobnie atrakcyjnie jak przedwczoraj w teatrze.
    - Hej, chłopaki, jakby wam potrzeba silnego ramienia to my też możemy iść. - Silny włączył się do rozmowy i klepnął siebie i Rune’a w pierś. Były żołnierz pokiwał potakująco głową.
    - A z tym zagospodarowaniem ladacznic, to trzeba coś pomyśleć. Pewnie jeszcze parę da się upchnąć w aptece Sigismundusa, może pare u Pirory ale tak naprawdę to im ich będzie więcej to trzeba im znaleźć więcej miejsca. Zwłaszcza jak mają mieć ciężarne brzuchy w ciągu paru dni. To takie lepiej u Pirory albo na bezpiecznym gruncie. Lady Fabienne mówiła, że może jeszcze przyjąć nowe dziewczyny na służbę ale tam tylko Anniki i Marissy jest pewna. Jakby nowa kucharka czy pokojówka zaczęła mieć każdego dnia większy brzuch to ktoś mógłby to zgłosić do jej męża, kapłanów albo łowców czarownic. Więc jak do lady Fabienne to najwyżej z tak zasiane aby nie było widać brzucha. - Lilly pochwaliła się o czym rozmawiała wczoraj z bladolicą Bretonką.
    - Ten problem zapewne się rozwiążę, jeśli odnajdziemy gniazdko miłości mojej matki. Tam zapewne będzie sporo miejsca dla jej konkubin i gości. - Lady Soria, wspomniała jak jeszcze można by użyć tego niezwykłego miejsca w jakim niegdyś urzędowała jej matka. Chociaż na razie nawet wężowa syrena, nie wiedziała gdzie ono jest.
    - No cóż, na razie to i tak ruszamy do tego kopca na bagnach. Wrócimy dziś czy jutro więc raczej bez nowych dziewek. - Lars wzruszył ramionami na znak, że nie uważa tego problemu za pilny. Chociaż pamiętał, że wczoraj Riasa też im się skarżyła, że są tam tylko we dwie z Dorną a młodych rybaczek jest trójka.
    - A myślicie, że powinnam brać Helgę? - Astrid popatrzyła na kolegów i resztę towarzystwa nie będąc pewna jak powinna postąpić.
    - Z tymi kopytnymi to nawet dobrze by wyszło jakby nałapali dziewek. Jakieś napady w okolicy to spadną na ich konto. Będą szukać stada kopytnych. Bo jak byśmy działali razem z nimi no to wiadomo, mamy większe siły. Dużo większe, nawet z licząc z bandą Gezackta. No ale wtedy by szukali bandy zwierzoludzi i jakichś kultystów, wyrzutków, degeneratów co działają razem z rogaczami. - Morski łupieżca zaczął na głos rozważać plusy i minusy, wspólnego współdziałania z rogaczami. Dostrzegał tak jedne jak i drugie.
    – Pozwólmy Gnakowi najpierw się wypuścić samopas, wypróbujmy ich, zobaczymy, ile zdziałają – Egon odparł na słowa Larsa. – Jeśli skrewią, wtedy dopiero spróbujemy ich jakoś wesprzeć. Z miasta i od Munira będziemy kupować broń i pancerze, zapłacimy je w części z niewolników, których sami złapiemy, a któż wie, może i zacna Lady Soria wesprze nas i w tym interesie? Wszak nie chciałbym polegać za dużo na złocie, które żeśmy znaleźli na tym okręcie z krabami. Wolałbym łapać łyczków z okolicznych wsi i pozwolić, by rzecz sama nabrała rozpędu.

    – Niewolnice będziemy brać na zasiew jaj Oster, może te co ładniejsze oddamy Munirowi, jeśli wyceni je jakoś lepiej – ciągnął Egon i pociągnął z bukłaka na przepłukanie gardła. – Tak bym to widział, pieniędzmi za żywy towar sfinansujemy broń dla Gnaka i więcej niewolnic pod zasiew. A Gnak? Kurwa! Jak znam życie, to zadowolą się poślednim sprzętem. Trza ino będzie pilnować, by rzecz się nie wydała, rozumiecie… Przecież ktoś zauważyć mógłby, że ciągle zbroje i broń wypływa z miasta. Trza będzie się jakoś przebrać za kupców, co chcą sprzedać to wszystko najemnikom na kampanie wojenne albo komu innemu.

    Tu rzekł jeszcze do Silnego i Rune:

    – Jeśli czas macie, idźcie z nami – rzekł. – Żywe trupy żeśmy posiekali już dawno, ale nie sposób przewidzieć, co będzie za ścianą… Ani w jaki sposób przywita nas trup-czarownik. Może być nam przychylny. A może być tak, że obudzimy coś złego i trzeba będzie zepchnąć go z powrotem do grobowca. Z przeklętymi guślarzami żartów ni ma, o!

    Pokręcił głową, myśląc nad całą rzeczą.

    Dodał jeszcze:

    – To, że do hodowli jeno Raisa jest i Dorna to rzecz, którą trza rzec Starszemu – skonstatował. – Może Otto? Ktoś, kto zna się na rzeczy…

    Tu zamilkł. Myśli wojownika raz po raz powracały do wieści o głazie Krwawego Ogara. Jednak podejście do niego wymagało zebrania zbrojnej drużyny, uderzenie na bestigory było ryzykowne i trudne. Egon koniecznie chciał najpierw oporządzić rzecz z trupim czarownikiem i niewolnikami, zanim się za to zabierze.

    - Nieumarli… - zaczął mnich słysząc dywagacje wojowników - To… ciężki temat. Ojczulek stoi na przedzie w ich tworzeniu, ciała trzymane w ruchu przez plagi, robaki i grzyby, chociaż sam osobnik nie żyje. Wszystko inne to machinacje starych cywilizacji… niestety trochę poza terenem moich nauk. Jeżeli mam przedstawić coś Starszemu to bez problemu.

    - Wiadomość na kogę albo w inną skrytkę możesz sam przekazać Starszemu. Ale im więcej tych dziewek do hodowli jaj będzie to i więcej miejsca i osób do ich pilnowania by trzeba. - Silny podrapał się po policzku ale dochodził do podobnych wniosków jak gladiator.
    - No chyba, że to by były ochotniczki jak lady Fabienne, Odette albo Laura. Wtedy same o wszystko zadbają, wyhodują i wydadzą miot, nie wygadają się i same będą chciały nowy miot. - Astrid wskazała na inną metodę pozyskiwania muszych matek. Trzeba było przyznać, że faktycznie mieli już kilka takich ochotniczek.
    - No tak, ale przecież jak skądeś będziemy porywać dziewki to trudno aby same nogi rozkładały po robaki w siebie. - Łysy niby przyznał jej rację ale jednak polowanie na niewolnice uważał za coś innego.
    - Chyba, żebyśmy użyli takiej gadki jak w tej wiosce rybackiej. Przecież sami nam oddali swoje córki i same poszły z nami. Tylko jakąś obiecującą służbę trzeba by wymyślić. U jakiejś milady czy co. Na wioskach ciężko to nie tylko młode dziewki do miasta za robotą przychodzą. - Córka jarla nie dała się tak łatwo zbić z tropu i popatrzyła przez chwilę na Egona i Larsa.
    - To prawda. Można spróbować na więcej niż jeden sposób. Ale jak bysmy mieli coś gadać a nie od topora zaczynać, to dobrze by było mieć kogoś znaczniejszego do gadania co by mógł wyglądać na wysłannika takiej milady. A jakby to była jakaś zana milady, z dobrym nazwiskiem to jeszcze lepiej. - Przyznał, że dostrzegał pewien potencjał w słowach koleżanki.
    - E tam, co tu z wieśniakami gadać. Huknąć jednego czy drugiego w łeb, reszta się przestraszy i weźmiemy im co chcemy. - Silny parsknął wyrażając swoją niechęć dla takich finezyjnych planów. - A z Gnakiem Egon ma rację. Nie ma co sie wysilać z tymi pancerzami. Jeszcze jakby jakiego kupca z bronią obrobili to by wyjaśniało skąd to mają. Ale jak nie to ktoś w końcu się połapie bo wiadomo, że te dzikusy ani sami takich nie umieją zrobić ani nigdzie nie kupią. - Popatrzył na gladiatora na znak, że ma podobny tor myślenia w tej sprawie.
    - O rany, Silny, nawet jak niechcący wpadniesz na jakiś pomysł to go nie widzisz. - Z kozła doszedł ich szyderczy i nieco rozbawiony głos Łasicy. Znów znalazła okazję aby dopiec swojemu adwersarzowi. Ten spojrzał złowieszczo w jej plecy. - Czyli trzeba zorganizować kupca i wóz albo coś podobnego i dać Gnakowi znak. Niech sami sobie napadną i zdobędą. Można by zadbać aby wóz miał jak najsłabszą eskortę albo samemu się jakoś tam wkręcić. - Wyjaśniła z wyższością jak można by to zorganizować. I dało się wyczuć, że ma satysfację z dokopania mięśniakowi.
    - A jak chcesz dać znać swojemu kopytnemu kochasiowi co? - Silny syknął do niej z podobną złością. Łorzcysa sapnęła bo na chwilę zabił jej ćwieka.
    - A mówiłam zabrać jednego czy dwóch z nami to by wystarczyło z nimi pogadać. - Onyx rozłożyła dłonie na boki, że wczoraj rozmawiali o takim pomyśle.
    - Lilly ty wiesz jak ich znaleźć? - Dziewczyna z ferajny odwróciła głowę aby spojrzeć na mutantkę.
    - No niby wiem jak iść do tej ich doliny. - Odmieniec przyznała z wyraźnym ociąganiem. - Ale sama nigdy tam nie byłam. No i samej to trochę strach. To spory kawał lasu do przejścia. A nie wiadomo na co się trafi. - Widać było, że samotna wyprawa w trzewia lasu w ogóle jej się nie uśmiecha. Lady Soria pogłaskała ją po ramieniu.
    - Na pewno coś wymyślimy jak się nad tym zastanowimy. - Popatrzyła na nią a potem na sąsiadów i sąsiadki wewnątrz wozu. - A jak bym miała wam pomóc w tych łowach? - Zapytała patrząc na Egona, Silnego i Larsa.

    – Trza mi złota, zacna Lady Sorio – Egon odparł na słowa syreny w ludzkiej postaci. – Na niewolnice Munira i na broń, którą damy bandzie Gnaka. Zdaje się, że wiedzę masz, jak pozyskać złote karl-franze. Mmm… Czy nie znasz jakiego miejsca jeszcze, takiego, jak żeśmy już widzieli wcześniej? Niejeden korab zatonął na Morzu Szponów. Choć może być i tak, że więcej kosztowności znajdziemy za ścianą grobowca czarownika, kiedy się już przebijemy.

    I dodał jeszcze, słysząc o pomyśle z wozem:

    – Raz czy dwa wóz można napaść, ale i można coś takiego sporządzić i ile wozów zaprzepaścić w ten sposób? Prawda to, można by podprowadzić wóz dla Gnaka, ale jak dla mnie, trza pomyśleć o jakiejś drodze pod miastem. I nigdy się nie posługiwać jednym kontaktem, ale ciągle kupować przez kogo innego. I nie tylko z miasta, ale od Munira też broń kupować na boku.

    – Może Munir mógłby spiknąć nas z jakimi innymi kupcami i już tam, na morzu handlować? Miasto pełne podejrzeń, ale jak byśmy handlowali na tamtej krypie, to nie złapie nas nikt.

    - No tak. Ale Munir mówił, że wróci gdzieś w przyszłym tygodniu a następne spotkanie z kopytnymi, też jakoś tak będzie w Marktag albo dzień po. Więc ani kupca ani rogaczy, wcześniej nie spotkamy. No chyba, że Lilly by nas doprowadziła do tej ich doliny. O ile by nam zależało na wcześniejszym spotkaniu. - Lars pokiwał powoli głową i starał się doprecyzować te kilka szczegółów na możliwe spotkania z różnymi osobami.
    - Oczywiście Egonie, ja wiem gdzie są różne zatopione statki. Po prostu ten przy wrakowisku był najbliżej. Nie wystarczy wam skarbów cośmy stamtąd przynieśli? Bo po inne to już nie są tak blisko i bym musiała po nie płynąć dzień, dwa albo parę zanim bym wróciła. - Wężowa syrena dopytała się dostojnym tonem jak to gladiator sobie umyślił. Widać było, że nie jest to taka prosta sprawa choć zapewne w jej zasięgu. I dla kultystów, wiązałoby się to z jej nieobecnością w mieście na trudny do przewidzenia czas.
    - Może najpierw zobaczmy co będzie w tym kurhanie. Czy będą tam jakieś skarby czy nie. I tak tam dziś mieliśmy iść. - Astrid popatrzyła na całą trójkę na przemian, dając swoją propozycję.
    - Egon to nie o to chodziło aby robić co chwila zasadzki na trakcie na te wozy. - Od strony kozła doleciał ich głos łotrzycy. - To znaczy, jak chcecie to sobie róbcie. Ale jak się zrobi jakiś napad na wóz co ma więcej broni, zwłaszcza jakby zwierzoludzie to zrobili, to wtedy raczej nie będzie zdziwienia w mieście, że kozły będą biegać z bronią i w pancerzach z tego wozu. - Łasica dokładniej wyłuszczyła na czym polegał zarys jej pomysłu.
    - No jakby kopytni złupili wóz albo jakichś zbrojnych to by dziwne nie było, że mają ich broń. Bo jak dawać im coś kupionego w mieście to ktoś mógłby coś zauważyć. - Silny pokiwał głową gdy przedstawiał swój punkt widzenia.
    - Niekoniecznie. Jakby łupili wieśniaków czy podróżnych to podczas napadu i walki niezbyt się idzie przyglądać. Jak trupy po walce zostaną to tak, ale w walce to mniej. I jeszcze ktoś by musiał przeżyć albo jakby żywych Gnak w niewolę brał to też by nie miał kto gadać. Jasne, zawsze jest ryzyko, że ktoś by ich pancerze dostrzegł i potem miastowym powiedział. Tego się nie uniknie. Ale na moje to po to Gnak chciał te pancerze od nas aby właśnie na walkę już je mieć a nie dopiero zdobywać na łupieniu. Też bym tak zrobił. - Rune odezwał się nieco więcej przez pryzmat doświadczeń jako wojaka.
    - A od Munira to można spróbować kupić i broń i niewolnice ale on najprędzej będzie za tydzień. - Norsmen powtórzył swoje jakby uważał, że na razie opcję handlu z arabskim kupcem i tak trzeba odłożyć na półkę, póki tu nie wróci.

    Egon skinął głową. Jego kompanioni mieli rację, trzeba było się skupić tu i teraz na kurhanie, zaś łowienie niewolników pod zasiew jaj Oster było nieco dalszą, choć nadal pilną sprawę.

    – Ano, jak będzie tak daleko, to z tym wozem się pomyśli – przyznał rację Łasicy, przemyśliwując rzecz.

    I osunął się na swe siedzisko. Zdało się, że dopiero jak zrobią sprawę z nieumarłym czarownikiem, dopiero wtedy będą mogli inne sprawunki oporządzić.

    Angestag; południe, kurhan

    Wyprawa do kurhanu

    Po przypadkowym spotkaniu w bramie dwóch blond szlachcianek, powracający z orgii kultyści, bez przeszkód i niespodzianek znaleźli się w mieście. Tam stopniowo towarzystwo z wozu zaczęło się rozpraszać. Ale sporo dojechało na Bursztynową. Egon i Lars mieli tu swój ekwipunek jaki wczoraj kupili na wyprawę do kurhanu. A i był to dobry punkt zborny dla reszty. Rune i Silny postanowili dołączyć do tej wyprawy aby “się rozruszać”. Tylko najpierw musieli wrócić do siebie aby też wziąć coś więcej niż nóż przy pasie. W kamienicy Pirory okazało się, że gospodyni i jej błękitnokrwiste koleżanki, jeszcze nie wróciły. Lars żartował, że o tej porze to pewnie jeszcze odsypiają wczorajsze harce. W ciągu paru pacierzy w kamienicy uzbierał się skład gotów do wymarszu z miasta.

    Teraz jak już wiedzieli jak i gdzie iść, to droga wydawała się prosta. Najpierw ze dwa, trzy dzwony plażą wzdłuż zachodniego wybrzeża zatoki aż do wioski rybackiej. A tam trzeba było odbić w głąb lasu. Znów parę pacierzy później doszli do skraju bagna nad jakim wznosił się kopiec ziemny pod którym krył się pradawny grobowiec nekromanty. Tutaj wężowa milady, jaka do tej pory dzielnie dotrzymywała kroku reszcie grupy, skrzwiła się widząc te mokradła.
    - Oh, moja suknia, moje buty… - Była wyraźnie niezadowolona, że te drogie i wyrafinowane elementy ubioru się pobrudzą. Ale nie było wyboru i trzeba było przejść przez to trzęsawisko aby dotrzeć do kurhanu.
    - W podziemiach i tak stoi woda. I to niezbyt czysta. - Lars powiedział do niej jakby na pocieszenie. Milady jeszcze raz westchnęła cierpiętniczo i po prostu weszła razem z nimi do środka.
    - A powiedzcie chłopcy jak tam było wczoraj przy tych kamieniach? Czy udało się zasiać jakieś nosicielki? - Raisa po drodze była ciekawa wczorajszego spotkania za miastem. Więc wypytywała swoich obu ulubieńców o detale. Zwłaszcza te związane z hodowlą much Oster. Bo orgia jako taka, raczej jej nie interesowała.
    – Ano, zasialiśmy – rzekł Egon. – Obie były chętne, toteż żeśmy zasiali, a jakże!

    Wojownik uśmiechnął się. Choć zasiew był skromny, to każda okazja była dobra.

    Do tej pory wszystko szło im dość gładko. Dopiero jak stanęli na kurhanie, okazało się, że nie wszystko jest tak jak to zostawiali parę dni temu. Niektóre pułapki były zerwane jakby ktoś je uruchomił, ale nie na tyle aby zatrzymać na stałe. Bjorn z zaintereoswaniem przyglądał się śladom i nawet przystawiał twarz do ziemi jakby węszył.
    - Gobliny. - Pokazał na zgniecony ślad w trawie i ziemi. Dla Egona wyglądał jakby go zostawił albo człowiek, albo goblin, albo jeszcze coś innego. Raczej nie zwierzoczłowiek bo nie przypomniało to kopyt. - A tu jakby człek. - Tropiciel pokazał kawałek dalej. Gladiator wyciągnął podobne wnioski jak przed chwilą. - Tam poszli. - W końcu wskazał ramieniem prosto na obłą, ziejącą dziurę w ziemi jaką było wejście do grobowca.
    - My też tam idziemy. - Astrid cmoknęła z niezadowolenia ale po chwili zastanowienia, zaczęła szukać gałęzi na pochodnię. Bjorn już jakąś znalazł i zaczął szykować ognisko aby od niego podpalać kolejne pochodnie.

    Egon pokręcił głową ze zirytowanym westchnieniem. Razem z Bjornem zabrał się na szykowanie ogniska, od czegoś wszakże trzeba było pochodnie odpalić. Jednak obawiał się, że stało się najgorsze: gobliński pomiot sforsował pułapki, które przecież były proste. Mieszkańcy sioła także zapewne węszyli wokół, wiedząc, że mogło się ostać nieco łupów po udanej rejzie od ostatniego razu.

    Mógł mieć tylko nadzieję, że ciało czarownika, choć umieszczone w zdobnym sarkofagu, było w jednym kawałku. Koniec końców, to nie trupa szukali, ale kosztowności.

    – Niechaj Rune i Silny pójdą ze mną, Zog zaś za nami z dystansu, niechaj razi z dystansu, jeśli coś ujrzy. Lady Sorio, trzymaj się zaraz za nami, razem z Astrid, później zaś niechaj podąża reszta – rzekł Egon. – Spodziewajcie się walki… Może być tak, że bestie sforsowały pułapki i zasadzają się w ciemności. Chodźmy!

    - Dobrze Egonie. Doceniam waszą troskę i odwagę. - Chociaż syrenia milady miała suknię do kolan uwalaną w błocie, to nadal potrafiła się zachowywać z królewską elegancją. Zresztą każdy z nich był podobnie ubrudzone po przeprawieniu się przez trzęsawisko. Chwilę jeszcze trwało branie pochodni ale w końcu zanurzyli się w ten sam podziemny korytarz jaki opuścili kilka dni temu. Najpierw trojka zbrojnych imperialnych, potem tajemniczy, zakapturzony łucznik z Norsci a za nim dwóch jego towarzyszy, milady i reszta. Szli ostrożnie. Pochodnie oświetlały teren tylko na kilka kroków dookoła i kilka kolejnych tworząc strefę coraz słabszej widoczności. Zeszli na tyle nisko, że zaczęła się stojąca, bagienna woda. Pod podeszwam, do kostek, połowy łydek, kolan, za kolana. Słychać było oddechy, stukot ekwipunku i cichy szum wody przez jaką szli.
    - Hmm… - Ze środka grupy doszedł ich odgłos kobiecej zadumy.
    - Coś się stało milady? - Lars odwrócił się aby na nią spojrzeć.
    - Hmm… - Szlachcianka zmrużyła oczy i miała koncentrację widoczną na twarzy. Lars nie wiedząc co to oznacza popatrzył na towarzyszy czy oni mają jakiś pomysł jak zinterpretować zachowanie wężowej hrabiny. - Hmm… Tam coś jest. Coś co silnie emanuje mroczną magią. - Powiedziała w końcu co wyczuwa. Lars spojrzał na Zoga. Ten wzruszył ramionami.
    “Być może. Ale coś podobnego było tam ostatnio.”
    - No tam jest sarkofag tego czarownika. To o to chodzi? - Morski łupieżca starał się odgadnąć co może być przyczyną.
    - Być może. Nie byłam tu ostatnio z wami więc nie wiem jak tu było ostatnio. Ale mocno stamtąd zalatuje mroczną magią. I to raczej nekromantyczną a nie coś z naszej domeny. - Milady też wzruszyła ramionami i zachowała pogodę ducha.
    - Trudno. Idźmy dalej. Przecież teraz nie zawrócimy. - Lars machnął ręką i dał znać kolegom na czele, że jest gotów iść dalej. I tak nie znali innej drogi dojścia do komory grobowej niż tej wykuty w skale korytarz.
    Wznowili marsz. Śmierdząca, bagienna woda sięgała już im do połowy ud, zauważalnie spowalnając marsz, gdy najpierw dojrzeli jakąś większą przestrzeń. A po paru krokach zrientowali się, że to już ta komora grobowa. Gdy pierwsza trója stanęła w przejściu dostrzegli stojące nieruchomo sylwetki.
    - Martwiaki! - Rune szepnął ze zgrozą widząc je po raz pierwszy i spunął przez ramię aby odgonić zły urok.
    - Przeklęci. - Silny też splunął i zacisnął swoją krzepką dłoń na rękojeści swojej solidnej pałki. Za nimi stanął zakapturzony Zog.
    “Dużo ich jak ostatnio” usłyszeli w głowach jego “głos”. Lars i Bjorn już ledwo dali radę puścić żurawia do środka.
    - Ale nie atakują. - Zauważył Lars. Bjorn coś powiedział co kolega przetułaczył. - No tak, wyglądają na tych co ostatnio. Tylko te gobliny są nowe. - Zauważył. Reszta dalej stała w głębi korytarza więc nie mieli szans przecisnąć się do wejścia przez ten korek.
    - Jeśli gobliny były martwe mroczna moc nekromanty mogła wezwać ich ciała. - Soria stała jeszcze w korytarzu ale powiedziała im co myśli.
    W środku sali stały martwiaki. Wyglądało na to, że koncentrują się w pobliżu centrum komory albo z dala od wejścia. Bo w świetle pochdni widać było może z pierwszą dziesiątkę. Szkielety ludzkich wojowników nosiły ślady walki. Rozdarcia w starych kolczugach, połamane żebra, brakujące kończyny, rozłupane hełmy i czerepy. Więc to mogły być te same z jakimi się tu starli ostatnio. Jeśli tak to znów stały na pozycji. A między nimi stały pokraczne, niskie sylwetki goblinów. Poranione, z wyprutymi trzewiami, głębokimi ranami, któryś z odrąbaną połową głowy. Przy ranach były ciemne zacieki ale już chyba nie krwawiły. Wyglądały na poddane tej samej animacji jak stojące szkielety. W grupce przybyszy z powierzchni nastąpił moment konsternacji co teraz począć. Te martwiaki tam stały nieruchomo, twarzami do wejścia, jak na straży. Jednak jeszcze nie atakowały obcych.

    Egon potarł swoją brodę. Ponury wyraz wstąpił na jego oblicze. Spodziewał się wszystkiego - wieśniaków montujących swój własny opór, gobliny, które zapewne byłyby jeszcze sprytniejsze od prostaków z sioła.

    – Trupy powstałe raz jeszcze…? – Egon z niepewnością spojrzał na wnętrze kurhanu. – Hmm… To czarownik musiał być. Powstać musiał raz jeszcze.

    I zwrócił się do wojowników:

    – Trupy zdają się być kontrolowane jeno w obrębie grobowca – rzekł gladiator. – Nie widzę czarownika… Ale może być i tak, że jak żeśmy tu przyszli, mogliśmy go wybudzić. Przygotujcie się na walkę… Jeśli do walki dojdzie.

    Po chwili jednak zwrócił się do Sorii:

    – Musiał jakoś zebrać energię, pożywić się, żeby z powrotem wskrzesić swoich strażników i dodatkowo jeszcze gobliny – rzekł. – Lady Soria, jego imię… Gonsar. Wyjdę naprzeciw i zawołam, że paktować chcemy, że jeśli jego wola, to przyniesiemy krwi. Jeśli nie pójdzie po dobroci, przebijemy się będziemy musieli porwać ciało. Co rzekniecie?

    - Nie atakują nas. Więc to raczej strażnicy tego miejsca a nie na podbój okolicy. - Milady odeszła bliżej wejścia do komory grobowej aby spojrzeć w jej głąb. Większość grupki uczyniła podobnie ale na razie nikt nie kwapił się aby wejść głębiej. Te nieco chwiejące się szkielety i trupy goblinów skutecznie do tego zniechęcały. - Widocznie umysł tego nekromanty wciąż jest sprawny na tyle aby wezwać swoich obrońców. Może też być to naturalna aura tego miejsca. Bo mroczna, trupia magia jest tu silna. To pewnie dlatego wyczuwałam to wcześniej. - Widać było, że Soria się skupia aby przemyśleć to wszystko na bieżąco. - I mówicie, że on za życia służył naszym Siostrom? - pytała raczej nie czekając na odpowiedź ale, żeby zebrać myśli. - Hmm… - Przygryzła wargę i zamilkła na chwilę.
    - To chyba te same szkielety co ciachaliśmy się z nimi wcześniej. Też takie stare i zetlałe. Te zardzewiałe pancerze mają. Tych goblinów nie było wcześniej. - Lars widząc, że milady na chwilę zamilkła rzucił swoje spostrzeżenia.
    - Gezackt coś mówił, że wybili tu jakieś gobliny zanim przyszli do tamtej wioski rybackiej. Może to te. - Astrid przypomniała kolegom co ich nowy wspólnik mówił przy pierwszym spotkaniu.
    - Tak, jak nekromanta ma moc to pewnie wezwał wszystkie trupy z okolicy. - Raisa też dołożyła swoje.
    “Jest ich ze dwa tuziny” W głowach usłyszeli “głos” Zog. Jeśli się nie mylił to od wejścia w świetle pochodni było widać może połowę tego.
    - Dobrze Egonie, możemy spróbować zrobić tak jak mówisz. - Te parę chwil wystarczyło aby wężowa syrena się namyśliła co robić. Wszyscy spojrzeli na nią z ciekawością. Ona zaś oderwała jeden ze swoich grubych warkoczy. Ten na chwilę zmienił się w małego węża. Wzięła nadgarstek gladiatora i podała mu to małe stworzenie. Gad owinął się wokół nadgarstka i połknął własny ogon. Egon czuł dotyk na swojej skórze. A po chwili widać było jak gad nieruchomieje i znów zmienił się w warkocz. Wyglądało jakby miał z niego bransoletę. Potem paznokieć milady na chwilę wydłużył się, zmieniając się w szpon. Nacięła nim palec drugiej dłoni i delikatnie chwyciła dłoń brodacza. Poczuł jej dotyk na skórze i był drażniąco przyjemny. Aż włosy stawały na karku. Jednak lady Soria narysowała mu na wnętrzu dłoni dziwny znak swoją krwią. - To jeden z symboli mojej matki. I jej krew jaka płynie we mnie. Jeśli służył jej i jej siostrom to może to rozpozna. Spróbuj podejść do sarkofagu. Może te martwiaki cię nie zaatakują jeśli będziesz tylko szedł. Ale mogą też bronić swojego pana i wtedy mogą cię zaatakować. - Poradziła mu chociaż przyznała, że nie jest pewna jak się zachowają gospodarzę na taką próbę.

    Egon skinął głową. Zdawać się mogło, że dołączenie Sorii do grupy właśnie zaczęło zgarniać spore profity. Spodziewał się, że właśnie ona mogła mieć wiedzę, jak podejść do tego czarownika.

    Spojrzał na dziwny znak narysowany krwią.

    – Niech tak będzie – rzekł Egon. – Tak czy inaczej mus nam rozwiązać rzecz, nie możemy czarownika zostawić samemu sobie – rzekł Egon.

    I z kolei zwrócił się do pozostałych.

    – Pójdę najpierw, ale jeśli wyszarżują do ataku, cofnę się. Runy, Silny, uderzycie, ja zaś spróbuję się cofnąć i dołączę do was – rzekł. – Zrazu wycofamy się, lecz jeśli trzeba będzie, uderzymy raz jeszcze.

    Wyłuszczywszy swoją prostą taktykę i nie chcąc tracić ani chwili więcej czasu, ruszył przed siebie. W jednej ręce trzymał pochodnię, drugą zaś rozwarł szeroko i uniósł nad siebie, a światło pochodni rozświetlało symbol. Kiedy znalazł się już bliżej, krzyknął:

    – Gonsarze Półoki! – krzyknął Egon, patrząc baczie, czy przypadkiem trupy nie zasadzają się do ataku. – Gonsarze Półoki, powracają sługi Czterech Sióstr, Norry, Oster, Soren i Vesty!

    - Nie bój się. Jak na ciebie ruszą to my ruszymy na nich. - Lars klepnął ramię kolegi dla dodania otuchy. A sam wyjął topór zza pasa i ściągnął tarczę z placów. Widać było, że przygotowuje się do walki. Rune i Silny też. Pokiwali głowami do słów Norsmena i też sięgnęli po swoje pałki i topory. Zog cofnął się bliżej narożnika i miał już łuk w dłoniach. Astrid nieco wahała się. Stanęła w końcu za plecami kolegów z pierwszej linii i obok swojej milady. Położyła dłoń na rękojeści miecza ale widać było, że wolałaby go nie używać. Miała naturę awanturniczki i artystki więc nawet jeśli potrafiła używać miecza to nie było to jej priorytetem. Raisa stała w przejściu, nie kwapiąc się aby wejść do środka. Obserwowała wszystko co było widać w świetle pochodni. Bjorn z włócznią w dłoni, węszył i patrzył na stojących martwiaków. Niezbyt było wiadomo po co to robi.

    Gladiator zdążył to objąć wzrokiem nim odwrócił się plecami do towarzyszy i ruszył przed siebie. Naprzeciw stojącym trupom. Słyszał jak przy każdym kroku woda chlupocze mu a nogi do połowy ud zanurzają się w zimnej, śmierdzącej trupem wodzie. Fale od tych kroków rozchodziły się dookoła niego. Widział jak natrafiają na obrońców krypty i tam się rozbijają. Albo nikną w ciemnościach gdzie nie sięgało już światło pochodni. Z każdym krokiem był bliżej szkieletowych wojowników. Lekko się chwiali ale nie na tyle aby groziło to upadkiem. Mieli kości zzieleniałe, kolczugi i paski metalu zardzewiałe. Pod nimi dawniej była jakaś warstwa pośrednia jaka obecnie zmieniła się w resztki, ciemnego, przegniłego materiału niewiadomego pochodzenia. Tak jak zauważył Lars, wiele z nich nosiło rozcięcia na pancerzach. Były świeże, materiał był jaśniejszy niż na powierzchni. Niektórzy mieli ucięte ramiona czy dziury w czaszkach. Żywych by t skutecznie wyeliminowało z walki ale ci tutaj stali jakby nic ich nie bolało. Wykrwawienia z ran zapewne nie musieli się obawiać tak jak żywi. A mimo to stali i w rękach dzierżyli broń. Faktycznie to mogli być ci sami wojownicy jakich Egon z towarzyszami pokonali parę dni temu.

    Teraz zbliżył się do kilku co stało najbardziej na zewnątrz. Żaden z nich nie odpowiedział. Nie mieli czym mówić poza kościanymi szczękami. Nie widział po nich żadnej reakcji. Ale nadal go nie atakowali. Doszedł do nich i nic się nie stało. Wszedł między nich i mijał kolejnych wojowników. Raz któryś ruszył niezdarnie ku niemu. Ale jakby z wahaniem. Przeszedł parę kroków ale i on się zatrzymał na dwa kroki przed gladiatorem. Wodził po nim swoją kościaną twarzą jakby czegoś nasłuchiwał albo się przyglądał. Chociaż nie miał czym. I tak został. Nie zbliżył się bardziej. Egon widział już skrzynię kamiennego sarkofagu. Zostało mu ominięcie kilku ostatnich gwardzistów. Między innymi truchło bezgłowego goblina jakie trzymało w dłoni krzywą, goblińśką włócznię. W końcu uderzył o coś twardego stopą. Pod wodą więc nie widział co to takiego. Jak na macanego sprawdził stopą to musiały być już ten schodkowaty podest. Po nim wyszedł z wody na najwyższy poziom na jakim był postawiony ozdobny sarkofag. W świetle pochodni dostrzegł trupa czarownika. Szkelet obciągnięty resztkami wysuszonego ciała. Wciąż okryty dawną szatą jaka się zachowała kiepsko. Wydawało się, że tak go zostawiali gdy stąd odchodzili parę dni temu. Jak się odwrócił w stronę wyjścia widział pochodnie swoich towarzyszy. Wciąż obserwowali czujnie jego postępy niepewni jak ta cała eskapada w głąb komory się skończy.
    - No i co? - Doszło go pytanie Silnego. Pewnie widzieli, że dotarł na miejsce ale nie widzieli co tu znalazł.

    – Dobra jest, czekajcie jeszcze – Egon odkrzyknął. – Dajcie mi chwilę jeszcze…

    Wojownik powiódł wzrokiem po ożywionych trupach. Było to niezwykłe, choć nie mógł być całkiem przekonany, jak długo nieumarli wojownicy mogli pozostawać w takim stanie. Ocenił, że jeśli przyjdzie co do czego, mógł zawsze dobyć swej tarczy i tak dobiec do linii frontowej, a wtedy Rune i Silny zawiązaliby walkę. Musiał być gotowy na to, jeśli źle pójdzie…

    Odwrócił się i zajrzał do środka sarkofagu. Trup był taki, jak wyglądał od ostatniego razu. To była dobra wiadomość: nieumarli strażnicy nadal pilnowali zwłok, toteż nikt, żaden człowiek z sioła ani goblin nie przedarł się przez nich.

    Cóż, pozostało dokończyć roboty.

    – Gonsarze Półoki, znam twe imię… – Egon rzekł głośno w stronę trupa, przybliżając swoją dłoń coraz bliżej jego czaszki. – Przychodzimy w służbie Czterech Sióstr, czy poznajesz znak i krew?

    I przyłożył zakrwawioną dłoń do czerepu trupa.

    Widział jak jego koledzy i koleżanki pokiwali głowami albo odpowiedzieli coś twierdząco. Ale zostali przy wejściu do komnaty grobowej. On sam znów odwrócił się do ciała jakie leżało tu od wieków. I chociaż wyciągnął dłoń w stronę martwego czarownika, nie doczekał się żadnej reakcji. Wysuszone usta przyklejone do brązowych ze starości zębów, pozostały ciche i nieruchome. Gdy dotknął dłonią czaszki poczuł pod nią zimną, chropawą, skórę. Coś z niej odpadło. Nie było to przyjemne w dotyku, zwłaszcza jak się miało świadomość czego się dotyka. Egon czekał przez chwilę na jakąś rekację. Słyszał cichy szelest wody, odgłosy jakie wydawał ekwipunek towarzyszy gdy lekko się ruszali. Podobnie jak ci martwi strażnicy tego miejsca. Wydawało się już, że nic z tego nie będzie.

    Gdy poczuł ukłucie w dłoń, coś mu śmignęło przed oczami. Odruchowo cofnął się o krok i pomachał dłonią jakby dotknął czegoś gorącego. Spojrzał na nią i widział tam jaśniejszy punkt na własnej skórze jakiego przed chwilą jeszcze nie był. A palcami drugiej dłoni poczuł, że miejsce rzeczywiście jest cieplejsze niż reszta dłoni.

    Ale było jeszcze coś. Na tej dłoni miał wymazany krwią Sorii glif. A przez moment też go widział. Na jednym z kamieni. Duże, stojące kamienie. Ustawione w krąg. Podobne jak te przy jakich spędzili ostatnią noc. Ale nie był pewien czy to te czy tylko tak mu się skojarzyło. I na tym jednym z kamieni widział ten sam glif. Wielkości ludzkiej głowy, wymazany chyba krwią lub farbą o podobnej barwie. Z zaciekami świadczącymi, że była płynna gdy ją malowano. I widział to przez perspektywę ciężarnego brzucha młodej kobiety. Na jej brzuchu też był taki symbol. I jakieś inne jakich nie znał. Chociaż między jej dorodnymi piersiami rozpoznał gwiazdę Chaosu. Jakby ujrzał jakieś odległe echo jakiegoś rytuału albo orgii. Ale zbyt krótkie i wyrwane z kontekstu aby mógł się zorientować o co tam dokładnie chodziło.
    - Co jest? - Do rzeczywistości przywiódł go głos Larsa. Norsmen stał tam gdzie przed chwilą. Ale pewnie on i towarzysze widzieli jak nagle gladiatora odrzuciło od sarkofagu. Tylko nie wiedzieli jeszcze dlaczego.

    Egon odstąpił krok, nie do końca pewny, co może się stać teraz.

    – Czarownik zdaje się gadać do nas zza grobu – rzekł Egon, a jego głos zawibrował po grobowcu, gdzie byli oni i umarli. I ciągnął, starając się, by Soria go usłyszała: – Widziałem coś… Ten symbol, Lady Soria, na jakimś kamieniu.

    Egon urwał i pokręcił głową. Nie miał pojęcia, co mogła oznaczać wizja, ale z pewnością był to duch czarownika, który nadal był zaklęty w trupie.

    Zaczął iść, choć bez pośpiechu, w stronę grupy.

    – On może coś wiedzieć o Siostrach – rzekł w stronę Sorii, kiedy szedł z powrotem, pomiędzy nieumarłymi. – Jeśli krew jest tym, co go żywi, musimy skombinować parę wiader.

    Rozgrywka import

  • Sharn: Mrocznymi Ścieżkami
    SantorineS Santorine

    Wstępnie zgłaszam się, pójdzie jakiś wariant Incantera (lub Taumaturga).

    Update: na pewno Incanter ze sferami Conjuration i Alteration (główne), Time i Warp (dipy) z casting tradition Wizard. Tematycznie będzie to przywoływacz z jednym wielkim minionem, na którego rzuca buffy i polimorfie z Alteration i Time.

    Do ogarnięcia fluffu jeszcze nie przysiadłem, ale szanse są takie, że będzie to jakiś demonolog z Shavarath Cabal albo druid z Vadalis w zależności od tego, co będzie lepiej pasowało do drużyny i sesji.

    Jeśli ktoś się zastanawia, co by się przydało tutaj, to pewnie leczenie, które będę próbował jakoś załatać przedmiotami 😉

    Rekrutacje pathfinder spheres of power eberron

  • Plugin 1.0: testy
    SantorineS Santorine

    Parę notatek, co warto by dodać, co rzuciło mi się w oczy. Pewnie niektóre z nich już zostały gdzieś opisane. Głównie pomysły.

    • zablokowanie możliwości pisania dla graczy, którzy nie są w sesji i dla graczy, których MG oznaczył, że z sesji wylecieli (proste do zrobienia)
    • avatary są zawsze całkiem małe. Do zastanowienia się, czy chcielibyśmy zmienić widok sesji całkowicie lub dodać opcję podglądu większej wersji avatara.
    Forum

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    SantorineS Santorine

    Dzięki za grę 👍 @dekline

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    SantorineS Santorine
    Ulrich Rotzniesser
    Portrait

    – Rób tak, ojcze, żeby było dobrze, wicie-rozumicie – Rotzniesser uniósł w geście toastu bukłak i wychylił, pijąc solidnie. – A jeśli by mi się miało zejść, to spal truchło na wszelki stłuczaj.

    I pił wódkę dalej, koncentrując się na wybornym smaku.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    SantorineS Santorine
    Ulrich Rotzniesser
    Portrait

    Oprych był przygotowany na swoją śmierć. W zasadzie, miał to głęboko, głęboko w dupie. Cała ta rzecz z Bögenhafen zdawała się mieć jeno powab wisielczego sznura, który choć z początku ciągnął się żmudnie, niechybnie kończył się pętlą.

    Rotzniesser nie ufał cholernym klerykom, w rzyć chędożonym świętoszkom. Ale! Mogli się okazać przydatni, ba, już się okazali, zapraszając ich za mury. Z krwawiącym bebechem sczeznąłby prędzej czy, więc jeśli miłośnicy młodych chłopców mieli i tak posłać go w zaświaty, cóż. I tak już żył całkiem długo.

    – Jak masz gorzałę, święty mężu, to daj, bo już dawno żem nie skosztował – Rotzniesser wycedził przez zęby, szykując się na ból. – Czy dawno żem doznał? A niedawno, se wystawcie… Zaraz pod świątynią napadł na mnie diabeł. Cholerny diabeł! Bestia szarpała mnie, nie chciała puścić. Ledwo żem go usiekł, psiego syna jego! Włochate to było, wielkie pazury, ślepia niby czerwone węgle! Diaboł pierdolony, ot!

    I stęknął z bólu.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy