[image: IMG-9285.jpg]
SS „Providance”, wody zachodniego Pacyfiku
Michael Dundee, łowca krokodyli z australijskiego buszu, schował swój paszport oraz trzysta dolarów w gotówce do wewnętrznej kieszeni kurtki, w milczeniu przysłuchując się wyjaśnieniom profesora Chance. Skrzętnie śledząc rozmowę w kabinie uczonego, sam nie zabierał głosu, chociaż w jego myślach pojawiało się wiele pytań.
Środek usypiający o restrykcyjnych ograniczeniach, prowizoryczna skrzynia na śnieżnego człowieka, sprawiający wrażenie całkowitej improwizacji plan zaprowiantowania ekspedycji w Jokohamie - wszystko to składało się na bardzo niepokojący obraz wyprawy zaplanowanej przez człowieka nie mającego żadnego doświadczenia w takich sprawach. To wszystko oraz dobór członków ekspedycji.
Michael spojrzał kątem oka na czterech oprychów przestępujących ze znudzeniem z nogi na nogę i gapiących się obleśnie na uczestniczące w przedsięwzięciu profesora kobiety. Nie potrafił dojść do odpowiedzi na pytanie, po co ci ludzie dołączyli do uczonego i jaki pożytek mogli wnieść do pracy, ale nie zamierzał pozostawać w niewiedzy zbyt długo.
Kiedy spotkanie dobiegło końca i jego uczestnicy opuścili kajutę profesora, Michael pozostał w środku, zamykając drzwi i opierając się o nie plecami. Chance początkowo nawet nie zdawał sobie sprawy z jego obecności, porządkując z ożywieniem stertę pogniecionych papierów.
Odwrócił się w stronę myśliwego dopiero wtedy, kiedy ten chrząknął znacząco i stuknął jednocześnie kostkami dłoni w ścianę.
- Panie Chance, chciałbym poprosić na słówko - powiedział Dundee podchodząc bliżej profesora - Mam wiele pytań, lecz najpierw chciałbym poznać pańską opinię o tych czterech dżentelmenach z pałkami. Jaką rolę mają pełnić w tej ekspedycji, bo sprawiają wrażenie osób bez specjalistycznej wiedzy. I jeśli słusznie podejrzewam, że mają służyć jako ochrona, kto będzie nad nimi sprawował bezpośredni nadzór w głuszy?