Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
MarrrtM

Marrrt

@Marrrt
Mecenas
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
416
Tematy
1
Udostępnień
0
Grupy
1
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • AI w językowej służbie MG
    MarrrtM Marrrt

    Zrobiłem eksperyment odnośnie wykorzystania AI jako partnera do burzy mózgów..

    Na moje nieszczęście dostrzegłem na forum (już nie pamiętam gdzie dokładnie, ale chyba Discordzie) wrzuconą przez kogoś dla żartu okładkę książki, która w niechciany sposób wbiła mi się w pamięć i już tam niestety raczej zostanie. Książka miała tytuł... "Dupogobliny z Auschwitz". W internecie można łatwo wygooglać skrót fabuły, który utwierdził mnie w przekonaniu, że nie chcę z tym dziełem mieć do czynienia. Ale teraz sobie o nim przypomniałem i uznałem, że nada się do eksperymentu. Wkleiłem chatowiGPT opis fabuły i poprosiłem go by ocenił ten opis w kontekście pomysłu na książkę. Znaleziony w internetach skrót fabuły brzmiał w następujący sposób: Ostrzegam tylko, że tego nie da się odprzeczytać.

    "W kraju, w którym pada czarny śnieg w kształcie swastyk, istnieje koszmarny obóz znany jako Auschwitz. Prowadzony jest przez faszystowską rasę obcych, zwaną Dupo-Gobliny, które uprowadzają dzieci z sąsiedniego świata. Bohaterami są dwaj więźniowie – bliźniacy o imionach 999 i 1001. Żeby przeżyć muszą jeść skórę dzieci i pracować cały dzień przy budowie rowerów oraz seks-lalek z martwych dzieci. Pewnego dnia, kiedy Dupo-Gobliny upiły się sokiem z fermentujących dzieci, bliźniacy postanawiają uciec. Ale nie będzie to wcale takie łatwe. Będą musieli pokonać toaletowe ropuchy, dupowe lalki i chirurgiczny eksperyment, który powoli zamienia ich w hybrydy dzieci z goblinami."

    Pierwsza odpowiedź AI była nader wyczerpująca. Nie krył, że fabuła jest problematyczna, ale nie próbował w żaden sposób jej skrytykować. Co więcej w kolejnych punktach zaczął krok po kroku przedstawiać mocne strony fabuły i proponował jak je eksploatować.

    Poprosiłem go by ocenił tę fabułę w skali od 1-10 na tle fabuł znanych sobie dzieł. W pierwszym akapicie ocenił na 3. W następnym szybko "dowartościował" mnie, że jego zdaniem ma widoki na 6-7 po zastosowaniu pewnych modyfikacji. Dopiero gdy jasno wyraziłem swoją krytykę, zaczął być ostrożnie, choć już wyraźnie krytyczny wiedząc, że nie rani moich uczuć.

    I powiem Wam, że mam z tym zgrzyt. Cenię sobie ludzką wyobraźnię. Nie wyobrażam sobie by nakładać na nią jakiekolwiek kajdany. Ale są ścieżki, które pisarz powinien jednak zarzucić. AI tego pisarzowi nie zaproponuje. Co więcej, w czym uświadomił mnie Gladin i co sprawdziłem, AI łatwo przekonać do swoich racji. Wniosek jest taki, że to co nazywamy burzą mózgów z AI, tak naprawdę wcale nią nie jest i ma kompletnie inne zastosowanie. Nie stawia na twórczą relację i krytykę, a na raczej bezwzględną akceptację i dalszą eksplorację. I to miejsc takich, gdzie krasnoludy kopały zbyt długo i zbyt głęboko aż w końcu obudziły Balroga.

    Oczywiście dupogobliny to skrajny przykład, ale myślę, że w pewien sposób pokazuje, że konsultując się z AI odrywamy się od zewnętrznej rzeczywistości i maleńkimi krokami pogrążamy we własnym mroku. Bo prawda jest taka, że czasem wymyślamy coś głupiego. A AI będzie nas (przekonanych, że pomysł przeszedł burzę mózgów) w tym głupim kierunku zachęcać.

    Niestety nas grafomanów PBF dotyczą 2 bolączki, na które AI jest jak kojący balsam. Primo choć trudno nam się do tego przyznać, źle znosimy krytykę swojego grafomaństwa. Secundo mamy skrytą tendencję do megalomanii z racji ocierania się o twórczość. AI-konsultant jest gotowym rozwiązaniem i jednocześnie ścieżką donikąd wobec tych przywar. Zawsze nas pochwali i nigdy nie da lekcji pokory.
    Pytanie, czy rozsmakowani w swoich klimatach nie będziemy aby mieć coraz mniej cierpliwości, dystansu i wyrozumiałości dla cudzych treści, które coraz częściej mamy ochotę “scrollować”.

    Dyskusje RPG

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    MarrrtM Marrrt

    Było po ósmej rano, gdy solos siedział w wagonie kolejki metropolitalnej patrząc na migający za oknami krajobraz miejskiej dżungli. W gębie czuł klasycznego piwnego kapcia, przed którym nie uratował go wczorajszy zamówiony przez Brazil chińczyk. Wsunął, i owszem, michę ryżu, ale kompulsywne zajadanie adrenaliny chrupsami zalewanymi browcem nie mogło się obyć bez konsekwencji. Gdy się obudził rankiem miał ochotę puścić pawia. Nie z musu. Dla komfortu, żeby później nie męczyło. Ale machnął tylko ręką gołąbkom przed telewizorem i wytoczył się z mieszkania. Przed wyjściem zdążył jeszcze tylko zerknąć na wciąż opowiadającego o swoim dealu z Kretami HiFiego i dać wymownym gestem “widzę cię” do zrozumienia, że zauważył jego gnata i żeby technik niczego głupiego nie kombinował. Potem zabrał tylko ze sobą paprotkę, którą wcześniej uratował z garażu Shivy. Wtedy gdy wychodził z kwadratu pomysł wydawał się dobry... Teraz pewnie wyglądał z nią jak pierdolnięty. Jebać.

    Prawie usypiał z Shivą na kolanach i gębą rozpłaszczoną na szybie gdy Kiroshi wywaliło nową wiadomość na smarthinga. Lupe. Laska poznana w E-Drze. Fajna dupa. Nawet nie upierdliwa. Raz go spławiła i kręciła z Dingo. Ale potem się znów złożyło… No i teraz dostał fotę. Łydki w trykocie. I pytajnik.

    Uśmiechnął się. Sprawdził grafik w Żabce.

    Wtorek? 7?

    Wzruszenie ramion. Ale zaraz też serduszko. Fajna niuńka.

    Jakaś starsza kobieta usiadła obok Żaby, ale zaraz wstała i przesiadła się gdzie indziej. Chwilę później to samo zrobił koleś z irokezem. Jakby sam lepiej waniał, chuj jeden. Shawn zerknął na nich niechętnie, ale ostatecznie znów przykleił mordkę do szyby. Jebać. Żeby świat składał się z tylko takich problemów to byłoby naprawdę zajebiście! Ale nie użalał się nad sobą. Nie lubił tego. Użalanie się to jak samogwałt na smutno. Z resztą jak się przyjrzeć to nie miał specjalnie ku temu powodów większych niż inni. Na przykład martwy Valentinos, którego kroić pomógł HiFi’emu. Albo Switch, który… kurwa to dobre… switchnął sobie imię z Grega na Raze’a. I dobrze. Raze lepsze. Kto by się chciał nazywać Greg… Ale z tą Keirą co nie żyła, a żyła i z Brazil, która żyła a jakoś tak krzywo to Switchowi teraz wyszło. No ale to jego problem…
    Pingnięcie poinformowało go o kasie za nagranie ze strzelaniny. Brazil ogarnęła bezbłędnie. Odjął od kasy kurs, a resztę podzielił na kumpli. Poza Raze'm bo ciul sobie winien. HiFi'm bo nie pojechał. I Leifem, bo typ nie był w paczce. Potem przymknął oko i przyciął komara. I nawet nikt go nie obrobił. Ha. Spróbowałby.


    Na miejsce dojechał przed dziesiątą. Wielkie gmaszysko znajdowało się po drugiej stronie Night City w Pacifice. Z pośród dziesiątek szyldów różnych korporacji i instytucji znajdujących się w środku, solosa interesował wyłącznie Medpacific zajmujące 3 piętra w środku megawieżowca. Był to instytut badawczy, który dzięki współpracy z kilkoma firmami ubezpieczeniowymi miał łatwy dostęp do obiektów testowych. Obiektów, czyli w tym przypadku ludzi po ciężkich urazach neurologicznych. Takich jak Neil. Deirdre łożyła sporo kasy, żeby mógł tu być. I odkładała na w chuj drogi zabieg, który miał postawić brata na nogi. Shawn dorzucał się ile akurat miał. Zwykle nie wiele. Bo niewiele miał. Nie składało się. Choć się starał. Po to się lał po mordzie po Kabuki. I po to tę fuchę w Żabce ogarnął. A teraz podwyżka się kroiła… Nie żałował na brata. Neil zawsze był najlepszy z ich trójki. Najstarszy i najlepiej rokujący. Trochę jak Switch. Bo ostatecznie też znalazł się w nieswojej strefie zgniotu. Kurwa… Zawsze się Shawnowi włączało gdybanie w takich chwilach. Gdybanie, z którego nic nie wynikało. A fakty były proste jak konstrukcja Streetmastera. Shawn wpadł w Czysty Świt. Gang dla dużych chłopców bawiących się w białą supremację. Razem z kumplami. Jakoś w to wsiąkli. Blokerka jest nudna, a z kursu mundurówki Shawna wywalili. No to przychodzą do głowy głupie pomysły. Z początku fun. Ale zawsze się znajdzie ktoś kto temu wszystkiemu dorobi ideologię. I raz, dwa, kurwa trzy byli częścią Czerwonego Legionu. No i zaczął się zjazd. Neil go z tego wyciągnął. Nie prosił go. Ale brat to uparty sukinsyn był. Poszło na ostro. I Shawn wziął stronę brata. Jeden trup, trzech inwalidów. Z czego Neil to jeden z nich, bo mu francuz potylicę wgniótł do mózgu. I Shawn wypadł z gangu. W porę, bo miesiąc później Chakasi zrobili Świtowi CocoJumbo z białych dup. Nie było co zbierać. A teraz… Teraz wpisawszy w recepcji swoje dane złożył w depozycie broń i zarejestrował się jako odwiedzający. Winda czekała.

    Jakieś ciarki go przechodziły ilekroć się tu zjawiał. Ci wszyscy ludzie... Każdy w więzieniu. Murów i ciała. Nie lubił tu przyjeżdżać. Kto by lubił… Wolałby Neila stąd zabrać gdziekolwiek. Dobre. Gdziekolwiek. Tylko, że nie było gdzie. Deirdre była uparta, zołzowata i czasem głupia, ale umiała liczyć. Nigdy nie miał z nią dobrych relacji, a jeszcze od tamtego czasu zawsze mu truła w chuj więcej. O ile już się odzywała. Czyli prawie wcale. Wolałby jej też tu dziś nie…

    - To jakiś żart?

    Była od niego niższa z lekką tendencją do przybierania wagi. Przyzwoicie ubrana, kasztanowie krótkie włosy spięte w elegancki bob. Bez widocznych cyberwszczepów, choć wiedział, że pod puklami ma gniazdo. Jako urzędaska musiała mieć do autoryzacji. Westchnął.

    - Cześć Deirdre.

    Obrzuciła go wzrokiem od stóp do głów, zatrzymując na chwilę spojrzenie na Shivie. Właśnie wychodziła z pokoju Neila. Widzenia były tylko w niedzielę i tylko o określonych godzinach.

    - To ma być to twoje ogarnięcie? Człowieku… Śmierdzisz jak ostatni menel. A wyglądasz… po co przyjechałeś?

    - Naprawdę? Tak będzie za każdym razem? Ja powiem, że to też mój brat, a Ty, żebym spierdalał i się rozejdziemy. To możemy miejmy to już za sobą. Wejdę, pogadam chwilę i spierdalam.

    - Tak. Tak będzie prościej.

    Może mu się wydawało, ale to ostatnie dodała tonem już nie tak pełnym obrzydzenia.

    Minął ją i wszedł do środka. Pokój 4 osobowy. Neil leżał przy ścianie. Wyglądał zupełnie normalnie. Może schudł trochę, był w tym klinicznym fartuchu, a podłączona obok kroplówka i zbiornik na mocz były dość wymowne, ale gdyby nie to, można by uznać, że ot leżał sobie facet przed telewizorem i odpoczywał. Jego spojrzenie spoczęło na Żabie, a kąciki ust jakby odrobinę się uniosły.

    - Cześć braciak… - powiedział Shawn bez specjalnych ceregieli siadając na łóżku i biorąc tablet do rąk. Gałki oczne Neila poruszyły się pod wpływem wydawanych poleceń, a na tablecie pojawił się napis.

    Cześć młody. Ciężka noc?

    Shawn uśmiechnął się pod nosem i postawił Shivę na stoliku obok fiolek do iniekcji.
    - Widziałeś newsy z Visty? No. To obczaj, ale gdy to całe gówno jebło to byłem w samym środku. Spokojnie. Nie miałem z tym nic wspólnego. Czyściutki jak łza. Kumpla ściągaliśmy.

    Gałki oczne znów zadrgały. Neil załapał się do popołudniówki. Na porządną kamerę uzbierał, żeby nie robić byle gównianych nagrań z Kiroshi. Zawsze go ciągnęły miejsca gdzie jest gorąco.
    Widziałem. Grubo. 50 ciał naliczyli. Farciarz jesteś. Jak zawsze.

    - Aj weź z tym fartem. Co chwila coś się pierdoli. Jakaś szmata się mnie czepia o skasowany ryj na pitfightach, kumplowi oko zapierdolili, kumpela posiała wypożyczone Aigo, które muszę zholować i jeszcze ta chryja na Vista.

    Dasz se radę. A co to za roślinka?

    - Aaa… to Shiva. Tak się nazywa. Wiem. Głupie. Tak mi do łba rano wpadło.

    Niezłe. “Roślina”. Miło.

    Shawn przełknął ślinę i zamknął oczy uświadomiwszy sobie co palnął.
    - Kurwa… Ja… Nie…

    Żebyś widział swoją minę. Zgrywam się młody. Wyluzuj. Cieszę się z niej. Tu jest albo biało, albo czerwono i zieleń to ja na Discovery oglądam. Miła odmiana. I gest. Ostatnio browara przyniosłeś. Postaw ją na stoliku.

    - A chuja… sam se postaw żartownisiu jebany - mruknął tonem na siłę sugerującym obrażenie, ale w gruncie rzeczy wdzięcznym.

    Choć po jednej z ostatnich rozmów jakie miał z bratem wiedział, że ten zgryw to taki połowiczny był raczej. Czasem jak to bracia niewiele musieli do siebie mówić, żeby się zrozumieć. A spojrzenie Neila i zawarta w nim wtedy niema prośba były bardzo wymowne. Daj mi pół roku. Tyle mu Shawn powiedział nim wyszedł. Podczas następnych odwiedzin nie wracali do tego. Ale solos wiedział, że niepisana umowa zapadła.

    No to opowiedz co tam się stało na Viście.

    No i Shawn opowiedział. Zawsze tak robił. Taki mieli zwyczaj. Neil za bardzo życia nie miał. Nawet podpięcie do sieci miał ograniczone i kodować też nie umiał. To i nudził się przeokrutnie. Tyle dobrego, że jego rehabilitantka niezła szprycha. Shawn więc resztę czasu wykorzystał na opowiadanie co u niego. A Neil słuchał. Czasem coś skomentował. Czasem podpowiedział. No. Potem weszła jeszcze raz Deirdre, która z jakimś białym kitlem gadała wcześniej. I była pora spierdalać.

    Przelał na konto siorki kolejne 6 stów z tego co mu zostało i kolejką pojechał na Vistę po Aigo. W sumie ciekawiło go jak ten krajobraz po bitwie dziś wygląda. Bo psiarnia musiała chyba ugadać sprzątanie z Trenosami i Valentinosami. Z resztą chuj wie. Będzie jak będzie, a wóz trzeba odstawić.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    MarrrtM Marrrt

    Prymula Brandybuck

    - Och… Uroczo! - skwitowała Prymula gdy na miejscu okazało się, że w istocie przybyli do Bag End jako ostatni. Nie było jednak w tym “uroczo” ani cienia sarkazmu, o nie. Bynajmniej. Pod tym słowem skrywało się przede wszystkim, okraszone miłym dla oka uśmiechem, pozdrowienie i uprzejma aprobata, dla pozostałych gości Bilba. Dwójki młodych Tuków, a także cóż-to-za-zamysł-by-pragnąć-jej-towarzystwa-przy-kameralnym-poczęstunku Lobelli, oraz wielkie-nieba! Milo Makarego.

    Rorimak uczynnie pomógł siostrze wysiąść z zaprzęgniętej w dwa bułane kucyki kolaski. Hobbitka skorzystała z jego ręki po czym ujęła pod ramię równie odświętnie ubranego Droga, który poprowadził parę ku drzwiom gdzie czekała reszta. Wspaniały, acz rozsądnie skromny kapelutek na jej starannie upiętej koafiurze musiał budzić uznanie i wyrażał szacunek dla gospodarza, dla którego siostra Panicza na Brandy Hallu, postanowiła ozdobić, uczcić i podziękować za zaproszenie i spotkanie.

    Każdemu z obecnych skinęła delikatnie głową na powitanie, wymawiając imię i komplementując a to imponującą parasolkę Lobelli, to spódnicę Tukówny. Dla Makarego miała słowo, że całe wieki nie był w Bucklandzie, a rada by go widzieć, bo dęby Starego Lasu coś ostatnio osowiały i ogrodnik Brandybucków nie wie czy to kornik, czy inna choroba, czy co innego. Paladinowi zaś miała rzec, że w Słupkach zatrzymał się zagraniczny kupiec z osobliwą galanterią ze wschodu, ale widok jego nieobutych stóp wzbudził tylko jej milczący, acz pełen aprobaty uśmiech.

    Gdy Bilbo powitał ich w progu, Drogo pożegnał Odo Bolgera, który przywiózł ich kolaską i miał się zatrzymać u swego przyjaciela w Hobbitonie.


    - Natychmiast przestańcie wszyscy! - Prymula nie wytrzymała w końcu tego co zaproponował im gospodarz, a także tego, że nikt nie zaprotestował, a przeciwnie Paladin i Milo jęli rozważać realizację tej “przygody”. Zaraz jednak zakryła usta po tym niestosownym wybuchu, tym bardziej, że wszystkiemu świadkiem była Lobelia, która słowa nie wyrzekła, a jedynie czujnie uchem i okiem strzygła co kto mówi i robi. Aż jej srebrna łyżeczka pomiędzy palcami tańczyła - Wybaczcie proszę. Bilbo, kochany… chyba nie mówisz poważnie. Z pewnością kryje się za tym drobne nieporozumienie. Poznaliśmy z Drogo Malwę. To przemiła starsza pani. Pojedziemy do niej, jeśli to dla ciebie ważne i poprosimy o tę mapę. To elfie lusterko, które ci z Drogo podarowaliśmy nada się na wymianę.

    Oddawanie prezentów, należy podkreślić, było w całkowicie dobrym tonie. Ba! Więcej! Jakaż była niespodzianka dla obdarowującego gdy jego prezent wracał do niego po latach od kompletnie niespodziewanego innego obdarowującego!

    - Zrobimy to zatem jak należy. Poprawnie jak porządni hobbici. Kto to widział, by słodka fortuno, po nocy z psami się szarpać jak jakiś obwoźny handlarz guzików by potem… - odetchnęła trzy razy głęboko i powoli tak jak doktór polecał w takich chwilach - w ł a m a ć się do kogoś.

    Archiwum sprzysiężenie czerwonej księgi

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    - Sadza i Crowe do ładowni! Już! Gleeson na mój znak zamkniesz grodzie! Holt. Ostrzegawcza seria! - Caleb pomijając jak niemal nigdy formalności, bez których brzmiał jakoś dziwnie, wskazał palcem w sufit miejsce na oko przed sygnałami.

    Jego mózg próbował racjonalizować to co się działo. Dziwnym sykiem nie przejął się nadto. Statki wytwarzały najróżniejsze dźwięki. Ale czemu androidy przemieszczały się wentylacją? I czemu za nimi? A może Adam się mylił i jednostka na jego plecach nie była aż tak wyłączona i emitowała sygnał SOS do reszty?

    Rozgrywka

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    MarrrtM Marrrt

    Prymula Brandybuck
    |-text alternatywny

    Było jej odrobinę przykro, że ani Paddy, ani Milo nie pojechali z nimi do ich rodzinnego Tukonu. Panowie najwyraźniej uznali, że ciekawiej będzie podróżować po bezdrożach bez obu hobbitek i rannego Drogo. Co ponownie rozbudziło wznieconą wczoraj w prymulkowej duszy iskrę… ciekawości. Swoją drogą nie mogła sobie odmówić wrażenia, że Lobelia w jakiś taki Bracegirdlowy sposób dawała się lubić. Nawet jeśli ciepła w jej spojrzeniu było tyle ile czarodziejach przewidywalności.
    - Czy myślisz Lobelio, że spróbują… włamać się do Domu Mathom? - spytała tonem pozornie bezbarwnym, ale dla kogoś tak spostrzegawczego jak Lobelia, czytelnie pełnym sprzecznych uczuć od obawy po rozdrażnienie.

    ***

    Mimo licznych prób, z klasą i niewątpliwym taktem wyszli zwycięsko ze wszystkich napotkanych prób zagajenia przez mieszkańców Nadwodzia. Nawet Lobelii nie dało się zarzucić grubiaństwa o jakie ją chyba niesłusznie jednak posądzano. Zanosiło się więc na całkiem spokojną i zaskakującą przyjemną przejażdżkę gdy nagle dało się słyszeć wołanie o pomoc i… bzyczenie?

    - Dziękuję bardzo. Drogo. Lobelio. Zapalcie sobie śmiało. Dla mnie to nieco zbyt wczesna pora. - Nie dodała już uprzejmie, że jej osobiście dym fajkowy przeszkadzał nieco. Choć nie aż tak jakby byli w norce. Jednak w powożonej przez Odo kolasce było przyjemnie i przewiewnie. I gdy Drogo i wychodząca z kolaski Lobelia zapalili swoje fajki uznała, że to był dobry pomysł i z pewnością narzeczonemu na zdrowie dobrze zrobi.

    - Jestem z tobą Lobelio - powiedziała Prymulka wysiadając pośpiesznie z kolaski - Drogo, upewnij się, że Odo zostanie z Tobą.

    - Ależ Prymko! - zaprotestował pan Baggins - To może być niebezpieczne jeśli Noakes rozdrażnił pszczoły.

    - Może o tym nie wiesz kochany. Ale w wieku Esme zwano mnie Zaklinaczką Pszczół.
    Nie było to kłamstwo. Choć tylko raz zdarzyło się, że ją tak nazwano, przez starą piosenkę, której ją babcia nauczyła. Prawdą też było, że Prymula nigdy pszczół się nie bała i lubiła te stworzenia. Zaraz więc przypomniała sobie słowa, które po chwili złotoustym głosem Prymuli popłynęły po ogrodzie.

    Urocza panna młoda,
    gdy ślubny włoży tren,
    swym pszczółkom wieść niech poda!
    Inaczej, pierzchną hen!

    Odlecą hen pierzchną jak sen,
    w świat pomkną w rojnej czeredzie!
    ale kto kłamstwem nie zwodzi pszczół,
    to pszczoła go nie zwiedzie!

    O chrzcinach czy pogrzebie,
    wieść smutną czy wesołą,
    z za mórz przybyłą do ciebie,
    wyjawić musisz pszczołom!

    Przez wrota do stodoły
    wlatywać pozwól im zawsze,
    bo tak ciekawe są pszczoły,
    jak człek, a może ciekawsze!

    Pod drzewem zły przytułek,
    gdy grom się zacznie jawić!
    Gdzie krążą roje pszczółek,
    nikogo nie nienawidź!

    Bo one wnet odlecą het
    i nigdy już nie wrócą.
    Lecz kto nie smuci nigdy pszczół,
    pszczółki go nie zasmucą...

    Archiwum sprzysiężenie czerwonej księgi

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Pajęczyna pęknięć pojawiła się niemal przed obliczem Caleba gdy rozbitek otworzył ogień, a śluza zagrała gamą odgłosów odgniatanej blachy. Zewnętrzne poszycie wytrzymywało zderzenie z kosmicznym gruzem wielkości buldożera. Ale wewnętrzne powłoki były bardziej miękkie i mniej przystosowane do strzelaniny.

    Adam uskakuje na bok. Sadza reaguje błyskawicznie. Jest już przy panelu rozdzielczym. A Caleb Hannigan stoi przed wejściem do śluzy i patrzy w naruszoną strukturę plastalowego szkła. Ciemność we wnętrzu kapsuły. Gdzieś tam majaczy ruch. Android w ukryciu przed napastnikiem przygotowuje się do konfrontacji.

    Caleb odwraca się do Sadzy i skinieniem głowy daje zgodę na kontynuowanie dehermetyzowania. Nie potrwa to długo, ale nie dość szybko, by napastnik nie uszkodził bezcennego androida, albo samej śluzy.

    - Jeśli nie rzuci broni, wyłączyć w śluzie oświetlenie na mój znak, panie Kalashnikov.
    Trzeba było zwiększyć szanse Adama, który lepiej widział i słyszał w ciemności niż ludzie. Podniósł rękę obserwując wydarzenia w śluzie.

    Rozgrywka

  • Gry, które wciągnęły was bez reszty
    MarrrtM Marrrt

    Kilka z powyższych tytułów podbijam. Fallouty 1/2/Vegas. This war of mine. Dead Space. Call of Cthulhu: Dark Corners of the Earth.

    Dodam od siebie:
    Knights of the old republic.
    Co tu dużo mówić. Świetna historia z początków świata Star Wars. Ogromny nacisk na relacje bohatera/bohaterki z resztą drużyny, która jest niezwykle barwna i żywa. Do tego wciągająca fabuła, która wręcz błaga o sprawdzanie różnych sposobów na rozwiązywanie questów. 100 % emocji.

    Children of Morta
    Ponownie świetna historia. Gracz prowadzi całą rodzinę, której świętym zadaniem jest obrona Góry przed pradawnym zepsuciem przybierającym postać potworów. Niezwykle fajne przerywniki z ich życia codziennego stanowią ukoronowanie levelów pokonywanych w stylu Diablo.

    Heavy Rain
    Kryminał, który szczególnie wgryza się w emocje jeśli jest się rodzicem. Choć zakończeń jest kilkanaście nie byłem w stanie obejrzeć tych złych. No po prostu nie byłem.

    Star Wars Jedi Fallen Order & Survivor
    Może nie cudo. Ale kurde ze dwa razy uroniłem łezkę śledząc historię Kestisa więc się liczy.

    Penumbra 1 i 2
    Survival horror w najczystszej postaci. I ponownie ciekawa historia okraszona inuicką mitologią. Do tej pory mam ciary po starciu z Clarencem.

    Amnezja
    Kolejna seria horrorów od tego samego wydawcy, choć w nieco innym klimacie. Szczególnie mi przypadła do gustu Amnesia Rebirth.

    Life is Strange
    Trochę kryminał... trochę serial o dziewczynie z supermocą. Ponownie jednak arcywciągająca historia i jej bardzo naturalne relacje z BN-ami.

    Hydepark

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Neutralny grymas na twarzy Caleba nie wyrażał z początku zupełnie niczego. Patrzył na trupa o rybich oczach i wzdętych trzewiach, by przenieść zaraz wzrok na jednoosobową koję do hipersnu. Nie było w tym widoku aż tyle grozy. Trup nie był znowu niczym tak bardzo egzotycznym w górnictwie kosmicznym. Kosmos nie współpracował. Ludzie o tym szybko się przekonywali. Grozę generowała wyobraźnia. Która szybko i bez pytania podsuwała obrazy z wnętrza kapsuły z całego tego czasu gdy dzień po dniu towarzysz samotnego żołnierza stawał się naocznym uosobienie śmierci. A także to czego nikt nie chciał sobie wyobrażać. Postawienie się na miejscu żołnierza. Bez pewności, czy pomoc przyjdzie po tygodniu, miesiącu, roku, czy nigdy.
    - Dobry Boże… - mruknął cicho Hannigan, po czym westchnął i skinął inżynierowi atmosferycznemu, który właśnie poinformował swój log o śladach strzelaniny. Wniosków nasuwało się co najmniej kilka, ale dwa wydawały się najbardziej oczywiste. Kłótnia o jednoosobową kapsułę. Lub próba ratowania rannego. To pierwsze było najbardziej logiczne i właśnie to zakładał Hannigan - Dziękuję panie Crowe. Lepiej będzie jednak kontynuować obdukcję w ambulatorium. Chociaż…

    Sięgnął po interkom.

    - Adam, przygotuj nosze i worek ochronny. Na ciało.

    Rozłączył się i spojrzał na pobladłego Joshuę.

    - Panie Gleeson. Po odprawie w ambulatorium pomoże Pan Adamowi. Zabezpieczycie i przeniesiecie ciało tego człowieka do hangaru - Hannigan uznał, że trup w ambulatorium narażał pracę androida na kompletnie niepotrzebne ryzyko skażenia w dość krytycznym dla bezpieczeństwa załogi stanowisku. Dodatkowo można było wydzielić sekcję i odciąć w niej ogrzewanie co zatrzyma dalsze gnicie. Jednocześnie nie podobało mu się, że młodszy inżynier wyraźnie migał się od pracy. Zastanawiał się, czy nie kazać mu przeszukać cywilnego uniformu trupa, ale uznał, że na obecną chwilę personalia denata nie są do niczego potrzebne. - Tymczasem zamykamy kapsułę. I śluzę. Opiekun zablokuje dostęp. Wrócicie do pracy po powrocie z ambulatorium.
    Co rzekłszy dał sygnał do wyjścia.

    Wysłaną do niego wiadomość przez agentkę le Fey skomentował westchnieniem. Miał szczerą nadzieję, że wywabi tę żmiję z gniazda gdzie zapewne nadaj jątrzy w protokołach Opiekuna. Liczył, że będzie ciekawa żołnierza i ponownie otrzyma możliwość podjudzania załogi. To była sprytna przynęta. Delilah okazała się jednak sprytniejszą żmiją. Trudno. Niech jątrzy.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Na cokolwiek liczył uwięziony człowiek, kompletnie nie trafił z adresatem. Mnożenie możliwości było tym na co Hannigan był odporny. Nie to, że nie dopuszczał do siebie możliwości mniej prawdopodobnych scenariuszy. Ale nauczony był postępowania w kosmosie metodycznie. Krok po kroku. A nie chaotycznego miotania się od jednej zmiennej do drugiej.

    - Nie panie Purcell. Nie wpuszczę pana na mostek. Tylko dzięki sprawności naszego pokładowego androida i trzeźwości umysłu załogi, nie zabił pan nikogo z nas i nie uszkodził statku. A pana historii nic nie potwierdza. Równie dobrze to pan może być załogantem drugiej jednostki i przejął pan personalia swojej ofiary z Bleinerta. Zostanie pan umieszczony w kriośnie i przekazany posterunkowi na Borodino. To wszystko.

    Mieli 30 gotowych komór dla górników. Adam powinien się szybko uwinąć z procedurą, toteż kapitan niezwłocznie poinformował androida o nowym rozkazie. Cokolwiek się stało z brakującym pistoletem, lepiej żeby ten człowiek nie miał okazji go użyć.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Caleb Hannigan

    Podtrzymywanie życia na Bleinercie działało. Grawitacja, temperatura, chyba atmosfera. Tylko brakowało załogi. Minęli kilka otwartych grodzi, ale tender tylko pomrukiwał życiem swoich mechanizmów. Aż znaleźli dziwne grafitowe powłoki. Czy cokolwiek to było. Adam nie był w stanie na razie niczego wyjaśnić, ale pewne pozostawało, że im bliżej źródło ciepła na Bleinercie, tym więcej tych powłok.
    Zanim jednak zagłębili się w korytarz, Crowe zakomunikował wyciek nad głowami.

    Hannigan zamiast spojrzeć na oficera naukowego, odruchowo spojrzał ponad siebie w poszukiwaniu uszkodzeń w suficie, lub rurach. Zanim jednak mógł dojść do wniosku, że żadnego wycieku nie widzi, dał się słyszeć zgrzyt stali i coś spadło z hukiem na Crowe’a. Dopiero wtedy Caleb spojrzał w kierunku oficera orientując się, że ten jest ranny… a w ślad za kratką na dół spadł.

    - Android… - kończąc za konwojenta, powiedział na otwartym kanale by słyszał go wywołujący ich Davy, wcale jednak nie uspokojony odkryciem. Przeciwnie. - To android, uwaga!

    Skoczył ku ogłuszonemu Crowe’owi by stanąć na ewentualnej drodze syntetyka do naukowca i pamiętny poleceń Holta, być gotowym zniszczyć wyraźnie uszkodzoną maszynę, której zamiary nie musiały być przyjazne i na razie nic na to nie wskazywało by były.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Caleb Hannigan

    Uszkodzony. A właściwie zupełnie zrujnowany zgodnie z diagnozą Adama. Kapitan nie przeszkadzał androidowi w jego obowiązkach. Przyjrzał się wyłamanej kratce wentylacyjnej i raz jeszcze czarnej strukturze na ścianach. Potem gdy Adam zajął się Eliasem przyjrzał się rozczłonkowanemu syntetykowi, który wyglądał jakby wpadł w jakąś górniczą machinę. Co robił w szybie wentylacyjnym?

    Na widok naszywki skrzywił się na chwilę. Karty kodowe krążyły. Po świecie. Kosmosie. Na Kardashianie była karta kodowa Lasalle co przecież nie znaczyło, że kombajn należał do Lasalle. Ale karta kodowa i android… Caleb zapragnął jak najszybciej uporać się z szukaniem rozbitków.

    I wtedy spojrzał na młodszego inżyniera. I broń.
    - Panie Gleeson - powiedział, ale tamten wydawał się być w jakimś stuporze - Panie Gleeson!
    Pistolet w rękach Joshuy wyglądał na narzędzie kompletnie nieprzewidywalne i wymiernie niebezpiecznie. Do tego technik świadomie zignorował polecenie poinformowania Marcusa o posiadaniu broni. Szlag. Caleb wiedział, że Gleeson to bumelant. Ale teraz dowiedział się, że to neurotyk z poważnymi zaburzeniami, który był o krok od otwarcia ognia na uszkodzonym tenderze.
    - Adam, zebrałeś coś do sedacji? - zapytał syntetyka wciąż zajmującego się Crowem.
    - Panie Gleeson, proszę opuścić i oddać panu Holtowi broń.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Caleb Hannigan

    - Mech załadunkowy? Syntetyk wojskowy z Bleinerta? To mogło być cokolwiek - Hannigan bezlitośnie racjonalizował przyczynę uszkodzeń androida. Osobiście bardziej niż tego co dokonało zniszczeń, obawiał się samych syntetyków W-Y. Z drugiej strony... jeśli udałoby im się oddać wojsku dane z tej jednostki... Nawet korporacja by nie ruszyła takiej protekcji... - Między załogami doszło do walki. Powody jego stanu można mnożyć bez końca. Ale dobrze. Weźmy go. Tylko bez podłączania do centralnej sieci. Nie chcę mieć śladu tego czegoś w danych Opiekuna. Panie Kalashnikov. Da radę zrobić na szybko uprząż? Wezmę go jak plecak.


    - Spokój - gestem ręki kazał załodze by nie panikowała. Jednocześnie cały czas wpatrywał się w wejście do ładowni wodząc wzrokiem za smugami latarki, która z miernym efektem rozganiała mrok - Blokada zapadła po teście hermetyki. To usterka mechaniczna. Panie Kalashnikov... wziął pan młotoklucz? Panie Gleeson, proszę spróbować włączyć oświetlenie...

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    - 10 minut - oznajmił Sadza.

    Jego głos przerwał na chwilę miarowe tykanie detektora, które oznaczało mające nadejść spotkanie. Hannigan uważał, że to muszą być rozbitkowie. To było najbardziej logiczne wytłumaczenie sygnałów pokonujących korytarze statku w ślad za nimi. Ale nie mógł wykluczyć również syntetyków W-Y, które będą oznaczać kłopoty. Bo jeśli doszło do starcia załóg, a wszystko na to wskazuje, że doszło, firma postara się zatrzeć wszelkie ślady po tym zdarzeniu. Tymczasem kurtyna przeciwpożarowa nieznośnie powoli, acz trzeba przyznać metodycznie, poddawała się cięciu.

    - Pani Volkov, proszę zlokalizować następny, najbliższy właz dokujący. Nie przepinajcie się jeszcze, ale bądźcie gotowi. Ktoś idzie w naszym kierunku.

    - Panie Gleeson, proszę aktywować ten panel sterujący. A jak się nie da, odłączyć blokadę i włączyć manualne sterowanie otwieraniem ładowni.

    Wyprostował się ciężko, zaczynając odczuwać ciężar androida na plecach.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Przerażający syntetyk (bo to mimo wszystko musiał być syntetyk! Co innego???) nie mógł nie poczuć wywalonej doń przez konwojenta serii. Podobna przenicowałaby przeciętnego człowieka na sito. Zaskowyczał jednak i dalej atakował by, nim Caleb zdążył mrugnąć, powalić Holta ich najmocniejszą siłę ognia, niczym szmacianą lalkę o ścianę. Hannigan był tylko w stanie wyobrazić sobie wypłaszczający się w tym momencie profil bicia serca konwojenta. Ale jego rozkaz już zapadł. Zamknąć grodzie. Żadnego żalu.

    W tym samym czasie na otwartym kanale zaczął gorączkowo wywoływć ich Davy, a Adam… Adam zareagował zgodnie z zaprogramowanym protokołem. Słodki Jezu na szczęście. Bo starcie dwóch wrogich syntetyków mogło zainicjować całą kaskadę różnych blokad. Nie zainicjowało. Adam bronił ludzi. I choć Caleb znał możliwości androida i wiedział iż ten jest szybszy i silniejszy od przeciętnego człowieka, nie mógł przecież stawić czoła eksperymentalnym syntetykom bojowym Weyland Yutani. Pozostawało kwestią kilku chwil nim napastnik obezwładni i zniszczy pokładowego medyka, a jednocześnie teraz ich plastalowego obrońcę.

    Nie mógł jednak ratować Adama choć bardzo chciał widząc iż android bez wahania poświęca swoją jednostkę dla Holta i reszty. Mógł za to skoczyć do Holta. I pomimo syku zamykającej się grodzi spróbować go wciągnąć do ładowni…

    - Sadza… pomóż mi!

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Hannigan nie wszedł w konfrontację z Sadzą. Dał się odepchnąć. Nie musztrował pierwszego oficera. Nawet nie próbował niczego tłumaczyć, jakby by było co. Patrząc na technika miał wrażenie, że ten po prostu potrzebował z siebie coś wyrzucić. I miał do tego prawo. Czy rzeczywiście kapitan popełnił błąd? Nie. Z tym się nie zgadzał. Ale z tym, że to jego odpowiedzialność i decyzje doprowadziły do aktualnej sytuacji, zdecydowanie tak. Byli tu przez niego. Stracili Adama przez niego. Coś ich zaatakowało przez niego.

    Nie odparł niczego na groźbę. Przyjął do wiadomości. Choć trudno było powiedzieć, czy samą groźbę, czy raczej strach jaki dał się dojrzeć w oczach Rosjanina. Najpewniej jedno i drugie.

    - Co do natury tego czegoś panie Holt… może jednak da się jakieś informacje uzyskać.

    Zrzucił z pleców ciężki kadłub.

    - Panie Gleeson. Dałby radę pan go uruchomić? W czasie gdy my będziemy przeszukiwać magazyn?

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Kontenery. Zaplombowane na głucho. Do otwarcia. Gdyby mieli akurat godzinę, lub dwie i nic więcej do roboty. Nie mieli. Jakkolwiek uzyskali chwilę wytchnienia, nie mogła ona trwać długo. Te... istoty. Tak jak powiedział Holt. Polowały. Polowały cholera jasna. A brak syków zza śluzy oznaczał, że zaczęły szukać alternatywnej drogi wejścia do magazynów...

    Metal poszycia wojskowego tendera nieoczekiwanie zazgrzytał wwiercającymi się w uszy akordami, w ślad za którymi rozbrzmiały lamenty młodszego technika. Davy... cholera jasna.
    - Panie O'Collan... O'Collan! Słyszeliśmy głośny zgrzyt. Czy Kardashian jest cały? Niech się pan uspokoi Panie Gleeson! Ja kazałem im się odłączyć. I tak z tej śluzy nie skorzystamy. Muszą i oni i my znaleźć...

    Kolejny dźwięk. Tym razem wewnętrznie otwieranych wrót magazynowych. Jednak nie tych za którymi zostawili Adama. Kolejnych. Nieee... nie było w tym krztyny przypadku. Hannigan znał się na kierowaniu ludźmi. I potrafił rozpoznać manipulację. Odkąd weszli na Bleinerta postępowanie zgodnie z czyimś zamiarem. Dopiero ich odwrót zmusił kogoś do ujawnienia się. Cholera jasna.

    - Panie Kalashnikov. Oni... - kapitan wskazał na kamerę bezpieczeństwa po czym podszedł do Sadzy, wziął od niego młotoklucz i uderzył nim parokrotnie w optykę podglądającego ich urządzenia - jeśli są jacyś "oni", mieli szansę nas ostrzec. I skomunikować się z nami. Nie są tym zainteresowani. Prowadzą nas gdzieś, gdzie napewno nie chcielibyśmy iść. I zaganiają tymi... stworzeniami gdy zbaczamy z drogi. Musimy być w ruchu. To najważniejsze. Chwilowo iść tak jak otwierają się drzwi. Bo nie mamy wyboru. Ale jednocześnie szukać alternatywnej drogi na mostek, albo do śluzy. Kapsuły ratunkowe też nas interesują. Panie Crowe. Panie Gleeson. Jeśli znajdziemy jakiś terminal dostępu, proszę spróbować zdobyć rozkład korytarzy i wgrać na osobisty komputer pana Crowe'a. Panie Gleeson, jeśli jeszcze raz uchyli się pan od obowiązków tłumacząc słabym sercem, żołądkiem, czy czymkolwiek, zostanie Pan tu sam zdany na swoją łaskę. Zrozumiał pan?

    - Panie Crowe. Czy ma Pan znalezioną w kapsule kartę? Proszę jej użyć. Jeśli ci którzy nas tu prowadzą, mają związek z firmą, być może są na niej te same wiadomości, które uzyskalibyśmy od androida. Którego nie zabieramy ze sobą. Skoro pan Kalaschnikov go nie uruchomił to nic go nie uruchomi. To złom.

    Nie silił się by wyjaśnić reszcie o jaką kartę chodzi. Nie miał ochoty na wysłuchiwanie kolejnych utyskiwań.

    - Panie O'Collan. Co musielibyśmy zrobić, aby mógł pan uzyskać dostęp do sterowania Bleinertem?

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    - Panie O'Collan... O Collan? Davy, odezwij się.

    Caleb kilka razy jeszcze próbował wywołać pilota, ale już wiedział, że niczego to nie da. Konstrukcja ładowni na Kardashianie też uniemożliwiała komunikację radiową. Ale tam był interkom. Tutaj zapewne też, ale Hannigan nawet nie poświęcił chwili by utwierdzić się w przekonaniu, że nikt im nie odpowie na kolejną próbę nawiązania kontaktu. Musieli iść po okruszkach. Przynajmniej chwilowo.

    Ogląd pomieszczenia... Dobry Boże... Jakakolwiek próba domyślania się co tu zaszło przyprawiała o zawrót głowy. Pancerne szkło... jakiś płyn na posadzce... i kształty, które w półmroku budziły najróżniejsze skojarzenia, ale mogły być tylko ludzkimi szczątkami sprzed miesiąca. Każdy wdech pozwalał odczuć pełne spektrum zakończonego rozkładem dramatu jaki się tu odbył. A najbardziej oczywistym było to, że coś co miało pozostać w tubach, wydostało się na zewnątrz. Kwas? Wtedy uszkodzenia byłyby tutaj... A może te... istoty? Przebiciu poszycia na taką skalę, musiało towarzyszyć duże wyładowanie energii... Co z kolei mogło uszkodzić tuby i uwolnić to co w nich się znajdowało.

    Nie podchodząc do tub bardziej niż to konieczne, przyjrzał się im na okoliczność oznakowań bezpieczeństwa dotyczących biohazardu, promieniotwórczości, czy innych zagrożeń. Podszedł też powoli do wrót, nad którymi migały pomarańczowe światła. Jeśli teoria Gleesona była prawdziwa, powinny być lodowate.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Imię: Caleb Hannigan
    Rola: Kapitan
    Wiek: 44

    text alternatywny

    Kapitan Hannigan objął dowództwo nad USCS Kardashian 6 misji temu i dał się poznać jako człowiek nieco ponad normę przestrzegający regulaminu z rzadka tylko dopuszczając odstępstwa i niemal nigdy w kwestiach bezpieczeństwa co przysporzyło mu opinii człowieka upierdliwego i sztywnego. Cechy te nie znajdują co prawda odzwierciedlenia w kambuzie i mesie, bo kapitan dość swobodnie zachowuje się przy załodze i pasażerach, ale faktem jest, że wystawił już kilka dyscyplinarnych nagan za bardziej, lub mniej błahe przewinienia, czym nie zjednuje sobie specjalnej sympatii podkomendnych. Za niego robi to natomiast kot, który wraz z kapitanem zadomowił się na USCS Kardashian i nosi imię Chaplin. Ani kapitan, ani kot zdają się nie zwracać na siebie nawzajem specjalnej uwagi i zwierzę jest dokarmiane przez różnych członków załogi, ale niewątpliwie jest między nimi jakaś więź lub podobieństwo.
    Częściej zakłada fiasko niż sukces, woli dowalić czasem niepotrzebnej roboty i nie lubi korporacyjnych agentów. Co prawda nikt ich nie lubi, ale Caleb jakby trochę bardziej. Nie tyka alkoholu i nie pali. Na górnictwie jak twierdzi zna się na tyle na ile musi, a jego specjalizacją jest astronawigacja. Zdaje się, że nie ma rodziny, co jednak nie jest rzadkością w profesjach często korzystających z kriosnu, po którym czasem ciężko rozpoznać bliskich.

    Co bardziej dociekliwi mogli wydobyć informacje, że patent kapitański zdobył też stosunkowo niedawno i wydaje się, że USCS Kardashian jest jego pierwszą jednostką, a wcześniejsze rekordy wskazywałyby na przerwaną karierę w kosmicznym lotnictwie cywilnym.
    Wścibscy natomiast dowiedzą się, że Hannigan korzysta z wydawanych przez Adama środków. Chyba na bezsenność.

    Hannigan nosi się swobodnie, choć najczęściej chodzi w firmowej kurtce Kelland, albo czarnym wełnianym swetrze i typowej kapitańskiej czapka. Goli się głównie przed lądowaniem i kriosnem więc szybko "zarasta". Z siłowni korzysta tyle ile musi, by doprowadzić się do stanu używalności po kacu pohibernacyjnym toteż nie jest jakoś bardzo wysportowany.

    Materiały

  • AI w ilustratorskiej służbie MG
    MarrrtM Marrrt

    Jest tak słodki, że nawet pal licho, że oczy osłania przed słońcem, które ma za plecami! I jeszcze na imię ma... Wulf:)
    Bierz się za opowiadanie Keth:)

    Dyskusje RPG

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    MarrrtM Marrrt

    Żaba
    text alternatywny

    - Tygrys? Chiński? - Shawn aż się zatchnął, a potem zaśmiał - Oooo Dingo. Ty tu kurna jesteś jednak pierdolnięty. Kocham cię stary, ale jesteś pierdolnięty. Przecież to bydlę zanim cię zabije to nieźle poharata. A i nie wiadomo, czy w ogóle zabije a pewniej zostawi bez nerki, śledziony i połowy twarzy. W zeszłorocznym Solo of Fortune… lipcowym chyba… z gołym holo tej AI-blondyny co teraz wszystko reklamuje… no nie ważne… był przegląd takich robo psów i kotów. Do ochrony. I powiem ci nie chciałbym wpaść na takie cacka… Patrz tego gościa - wskazał za okno gdy vanem mijali goluteńkiego, wymalowanego na biało typka, którego z przodu i z tyłu okrywał tylko transparent z napisem “Wrogowie Gołębicy się zbliżają!”. Koleś stał przy skrzyżowaniu z miną błogą jak na jakimś odpale i okręcał się to w jedną to w drugą stronę, żeby pokazać transparent przejeżdżającym autom. - Ale zjeb…

    Houston podążył spojrzeniem za wzrokiem Shawna.
    - Król jest nagi, a? - prychnął - Czasem się zastanawiam czy tacy jak on nie są w najlepszej sytuacji. Wywalone na wszystko, pełna wolność i hajda na ulicę. Ale to tylko pic, kolejna iluzja. A ten koleś pewnie do wieczora skończy w banku ciał.

    Minęli cudaka, a przez moment ich spojrzenia ze wzrokiem bladego skrzyżowały się, po czym Dingo skręcił na południe, a Shawn rozłożył fotel i wyciągnął się wygodnie pozwalając by wydarzenie wyleciało z jego głowy równie łatwo jak do niej wpadło i wrócił do tematu.

    - Nie Dingo. Mam swoje łapska, gnata przy boku. Na chuja miałbym myśleć o śmierci.

    - No, ale byłeś kiedyś tak blisko prawdziwego zwierzęcia? Tak blisko, że mogło cię użreć? - spytał żartobliwie nomada - Słyszałem o tych robo-pobróbach. Dla mnie to tylko dowód, że natura jednak wie co robi, co nie? Najlepszy design to nie nowoczesne, wygładzone maszyny, tylko tradycyjne cztery łapy i pysk. Tylko, że to wszystko kieruje się algorytmem, programem, zamiast instynktem. Nie tak jak my, drapieżniki ulicy!
    Dingo zaśmiał się, ukazując zęby w drapieżnym uśmiechu.

    - Nooo… się wie! - przyznał solos po czym strzelili żółwika, a Shawn walnął się pięścią w tors - Nie jakieś tam pedalskie furrasy! Tylko tu w środku drapieżniki! Dawaj…

    Po czym obaj otworzyli swoje okna i przeciągle zawyli jak dzikie psy.

    - A jebać tych Brzytwiarzy!

    - Jebać!
    Na końcu ulicy pojawiła się prostokątna bryła warsztatu.

    ***

    Dziuplę opuścili szybko i sprawnie, a następnie metrem podjechali na kwadrat. Po drodze tylko zrobili mały przystanek w Żabce po jakieś chrupsy na twardych tłuszczach i więcej browarów w razie gdyby zapas Shivy miał się szybko skończyć. Z resztą w dobrym guście było wypić za biedną netrunnerkę. Shawn wychodząc wymienił ze swoim zmiennikiem na weekendowej wachcie kilka niezbyt ważnych informacji z roboty i 10 minut później dotarli do mieszkania.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa