Prymula Brandybuck
- Och… Uroczo! - skwitowała Prymula gdy na miejscu okazało się, że w istocie przybyli do Bag End jako ostatni. Nie było jednak w tym “uroczo” ani cienia sarkazmu, o nie. Bynajmniej. Pod tym słowem skrywało się przede wszystkim, okraszone miłym dla oka uśmiechem, pozdrowienie i uprzejma aprobata, dla pozostałych gości Bilba. Dwójki młodych Tuków, a także cóż-to-za-zamysł-by-pragnąć-jej-towarzystwa-przy-kameralnym-poczęstunku Lobelli, oraz wielkie-nieba! Milo Makarego.
Rorimak uczynnie pomógł siostrze wysiąść z zaprzęgniętej w dwa bułane kucyki kolaski. Hobbitka skorzystała z jego ręki po czym ujęła pod ramię równie odświętnie ubranego Droga, który poprowadził parę ku drzwiom gdzie czekała reszta. Wspaniały, acz rozsądnie skromny kapelutek na jej starannie upiętej koafiurze musiał budzić uznanie i wyrażał szacunek dla gospodarza, dla którego siostra Panicza na Brandy Hallu, postanowiła ozdobić, uczcić i podziękować za zaproszenie i spotkanie.
Każdemu z obecnych skinęła delikatnie głową na powitanie, wymawiając imię i komplementując a to imponującą parasolkę Lobelli, to spódnicę Tukówny. Dla Makarego miała słowo, że całe wieki nie był w Bucklandzie, a rada by go widzieć, bo dęby Starego Lasu coś ostatnio osowiały i ogrodnik Brandybucków nie wie czy to kornik, czy inna choroba, czy co innego. Paladinowi zaś miała rzec, że w Słupkach zatrzymał się zagraniczny kupiec z osobliwą galanterią ze wschodu, ale widok jego nieobutych stóp wzbudził tylko jej milczący, acz pełen aprobaty uśmiech.
Gdy Bilbo powitał ich w progu, Drogo pożegnał Odo Bolgera, który przywiózł ich kolaską i miał się zatrzymać u swego przyjaciela w Hobbitonie.
- Natychmiast przestańcie wszyscy! - Prymula nie wytrzymała w końcu tego co zaproponował im gospodarz, a także tego, że nikt nie zaprotestował, a przeciwnie Paladin i Milo jęli rozważać realizację tej “przygody”. Zaraz jednak zakryła usta po tym niestosownym wybuchu, tym bardziej, że wszystkiemu świadkiem była Lobelia, która słowa nie wyrzekła, a jedynie czujnie uchem i okiem strzygła co kto mówi i robi. Aż jej srebrna łyżeczka pomiędzy palcami tańczyła - Wybaczcie proszę. Bilbo, kochany… chyba nie mówisz poważnie. Z pewnością kryje się za tym drobne nieporozumienie. Poznaliśmy z Drogo Malwę. To przemiła starsza pani. Pojedziemy do niej, jeśli to dla ciebie ważne i poprosimy o tę mapę. To elfie lusterko, które ci z Drogo podarowaliśmy nada się na wymianę.
Oddawanie prezentów, należy podkreślić, było w całkowicie dobrym tonie. Ba! Więcej! Jakaż była niespodzianka dla obdarowującego gdy jego prezent wracał do niego po latach od kompletnie niespodziewanego innego obdarowującego!
- Zrobimy to zatem jak należy. Poprawnie jak porządni hobbici. Kto to widział, by słodka fortuno, po nocy z psami się szarpać jak jakiś obwoźny handlarz guzików by potem… - odetchnęła trzy razy głęboko i powoli tak jak doktór polecał w takich chwilach - w ł a m a ć się do kogoś.


