Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
MarrrtM

Marrrt

@Marrrt
Informacje
Posty
103
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    MarrrtM Marrrt

    Prymula Brandybuck

    - Och… Uroczo! - skwitowała Prymula gdy na miejscu okazało się, że w istocie przybyli do Bag End jako ostatni. Nie było jednak w tym “uroczo” ani cienia sarkazmu, o nie. Bynajmniej. Pod tym słowem skrywało się przede wszystkim, okraszone miłym dla oka uśmiechem, pozdrowienie i uprzejma aprobata, dla pozostałych gości Bilba. Dwójki młodych Tuków, a także cóż-to-za-zamysł-by-pragnąć-jej-towarzystwa-przy-kameralnym-poczęstunku Lobelli, oraz wielkie-nieba! Milo Makarego.

    Rorimak uczynnie pomógł siostrze wysiąść z zaprzęgniętej w dwa bułane kucyki kolaski. Hobbitka skorzystała z jego ręki po czym ujęła pod ramię równie odświętnie ubranego Droga, który poprowadził parę ku drzwiom gdzie czekała reszta. Wspaniały, acz rozsądnie skromny kapelutek na jej starannie upiętej koafiurze musiał budzić uznanie i wyrażał szacunek dla gospodarza, dla którego siostra Panicza na Brandy Hallu, postanowiła ozdobić, uczcić i podziękować za zaproszenie i spotkanie.

    Każdemu z obecnych skinęła delikatnie głową na powitanie, wymawiając imię i komplementując a to imponującą parasolkę Lobelli, to spódnicę Tukówny. Dla Makarego miała słowo, że całe wieki nie był w Bucklandzie, a rada by go widzieć, bo dęby Starego Lasu coś ostatnio osowiały i ogrodnik Brandybucków nie wie czy to kornik, czy inna choroba, czy co innego. Paladinowi zaś miała rzec, że w Słupkach zatrzymał się zagraniczny kupiec z osobliwą galanterią ze wschodu, ale widok jego nieobutych stóp wzbudził tylko jej milczący, acz pełen aprobaty uśmiech.

    Gdy Bilbo powitał ich w progu, Drogo pożegnał Odo Bolgera, który przywiózł ich kolaską i miał się zatrzymać u swego przyjaciela w Hobbitonie.


    - Natychmiast przestańcie wszyscy! - Prymula nie wytrzymała w końcu tego co zaproponował im gospodarz, a także tego, że nikt nie zaprotestował, a przeciwnie Paladin i Milo jęli rozważać realizację tej “przygody”. Zaraz jednak zakryła usta po tym niestosownym wybuchu, tym bardziej, że wszystkiemu świadkiem była Lobelia, która słowa nie wyrzekła, a jedynie czujnie uchem i okiem strzygła co kto mówi i robi. Aż jej srebrna łyżeczka pomiędzy palcami tańczyła - Wybaczcie proszę. Bilbo, kochany… chyba nie mówisz poważnie. Z pewnością kryje się za tym drobne nieporozumienie. Poznaliśmy z Drogo Malwę. To przemiła starsza pani. Pojedziemy do niej, jeśli to dla ciebie ważne i poprosimy o tę mapę. To elfie lusterko, które ci z Drogo podarowaliśmy nada się na wymianę.

    Oddawanie prezentów, należy podkreślić, było w całkowicie dobrym tonie. Ba! Więcej! Jakaż była niespodzianka dla obdarowującego gdy jego prezent wracał do niego po latach od kompletnie niespodziewanego innego obdarowującego!

    - Zrobimy to zatem jak należy. Poprawnie jak porządni hobbici. Kto to widział, by słodka fortuno, po nocy z psami się szarpać jak jakiś obwoźny handlarz guzików by potem… - odetchnęła trzy razy głęboko i powoli tak jak doktór polecał w takich chwilach - w ł a m a ć się do kogoś.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    MarrrtM Marrrt

    Prymula Brandybuck
    |-text alternatywny

    Było jej odrobinę przykro, że ani Paddy, ani Milo nie pojechali z nimi do ich rodzinnego Tukonu. Panowie najwyraźniej uznali, że ciekawiej będzie podróżować po bezdrożach bez obu hobbitek i rannego Drogo. Co ponownie rozbudziło wznieconą wczoraj w prymulkowej duszy iskrę… ciekawości. Swoją drogą nie mogła sobie odmówić wrażenia, że Lobelia w jakiś taki Bracegirdlowy sposób dawała się lubić. Nawet jeśli ciepła w jej spojrzeniu było tyle ile czarodziejach przewidywalności.
    - Czy myślisz Lobelio, że spróbują… włamać się do Domu Mathom? - spytała tonem pozornie bezbarwnym, ale dla kogoś tak spostrzegawczego jak Lobelia, czytelnie pełnym sprzecznych uczuć od obawy po rozdrażnienie.

    ***

    Mimo licznych prób, z klasą i niewątpliwym taktem wyszli zwycięsko ze wszystkich napotkanych prób zagajenia przez mieszkańców Nadwodzia. Nawet Lobelii nie dało się zarzucić grubiaństwa o jakie ją chyba niesłusznie jednak posądzano. Zanosiło się więc na całkiem spokojną i zaskakującą przyjemną przejażdżkę gdy nagle dało się słyszeć wołanie o pomoc i… bzyczenie?

    - Dziękuję bardzo. Drogo. Lobelio. Zapalcie sobie śmiało. Dla mnie to nieco zbyt wczesna pora. - Nie dodała już uprzejmie, że jej osobiście dym fajkowy przeszkadzał nieco. Choć nie aż tak jakby byli w norce. Jednak w powożonej przez Odo kolasce było przyjemnie i przewiewnie. I gdy Drogo i wychodząca z kolaski Lobelia zapalili swoje fajki uznała, że to był dobry pomysł i z pewnością narzeczonemu na zdrowie dobrze zrobi.

    - Jestem z tobą Lobelio - powiedziała Prymulka wysiadając pośpiesznie z kolaski - Drogo, upewnij się, że Odo zostanie z Tobą.

    - Ależ Prymko! - zaprotestował pan Baggins - To może być niebezpieczne jeśli Noakes rozdrażnił pszczoły.

    - Może o tym nie wiesz kochany. Ale w wieku Esme zwano mnie Zaklinaczką Pszczół.
    Nie było to kłamstwo. Choć tylko raz zdarzyło się, że ją tak nazwano, przez starą piosenkę, której ją babcia nauczyła. Prawdą też było, że Prymula nigdy pszczół się nie bała i lubiła te stworzenia. Zaraz więc przypomniała sobie słowa, które po chwili złotoustym głosem Prymuli popłynęły po ogrodzie.

    Urocza panna młoda,
    gdy ślubny włoży tren,
    swym pszczółkom wieść niech poda!
    Inaczej, pierzchną hen!

    Odlecą hen pierzchną jak sen,
    w świat pomkną w rojnej czeredzie!
    ale kto kłamstwem nie zwodzi pszczół,
    to pszczoła go nie zwiedzie!

    O chrzcinach czy pogrzebie,
    wieść smutną czy wesołą,
    z za mórz przybyłą do ciebie,
    wyjawić musisz pszczołom!

    Przez wrota do stodoły
    wlatywać pozwól im zawsze,
    bo tak ciekawe są pszczoły,
    jak człek, a może ciekawsze!

    Pod drzewem zły przytułek,
    gdy grom się zacznie jawić!
    Gdzie krążą roje pszczółek,
    nikogo nie nienawidź!

    Bo one wnet odlecą het
    i nigdy już nie wrócą.
    Lecz kto nie smuci nigdy pszczół,
    pszczółki go nie zasmucą...

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    MarrrtM Marrrt

    Prymula Brandybuck

    - Nie. To nie będzie odpowiednie.

    Prymula Brandybuck odłożyła na swoje miejsce zakurzony nieco i zdecydowanie nieelegancki świecznik z jakimś fikuśnym znaczkiem siedmiu gwiazd. Jakby jedna gwiazda nie była dość wymowna. Dostała go na urodziny od Biffa Hornblowera dokładnie 3 lata temu i nie mogła znaleźć dlań od tego czasu odpowiedniego właściciela. Nie była żadną tam mathomistką, ale zwyczaj sprawiania prezentów uważała za bardzo miły bez względu na ich praktyczne zastosowanie. Przeciwnie nawet. Kuriozalność tychże przedziwnych bibelotów była dlań elementem wielce pożądanym i im bardziej pozbawiony znaczenia był taki przedmiot tym był wspanialszym prezentem, nad którym w dobrym tonie było dziwować się i kręcić z politowaniem głową, nad tym, czego to świat nie wymyślił. Doprawdy zadziwiające było ileż to te krasnoludy i Duże Ludzie natworzyły tych bzdurnostojek. Monstrualne rękawice, brzydkie pierścienie, okropne bronie, kanciaste kandelabry, krzywe lusterka, czy kryształowe zastawy nienadający się absolutnie do żadnego posiłku. W muzeum Mathomów w Michele Delving, do którego zabrał ją Drogo na wiosnę widziała nawet srebrną pelerynkę! Srebrną! Jakby z łyżeczek do herbaty zrobioną! Słodka fortuno… na jaką okazję niby miałby ktoś założyć srebrną pelerynkę? Chyba tylko po to, żeby zniknąć…

    Spojrzała znacząco na Droga. Głuptas nigdy nie pamiętał o prezentach. Znacząco odchrząknęła by domyślił się, że potrzebuje jego rady.

    - Krasnoludzki pucharek, czy elfikowe lusterko? - zapytała uprzejmym tonem jak zwykle zajętego nie tym co trzeba przyszłego małżonka - Ach Drogo, tak się cieszę, że odwiedzimy Twojego kuzyna. To doprawdy nieładnie co o nim opowiadają i nie powinieneś dawać wiary tym okropnym pomówieniom. Jedna przygoda z krasnoludami wszak wiosny nie czyni i głowę dam, że to Lobelia tak go na języki bierze… Czy dobrze wyglądam? Rory! - zawołała w stronę pokoju przyszłego pana na Brandy Hallu - Czy jesteś gotowy braciszku? Och, nieładnie jest się spóźniać… Nie możemy pozwolić by Tukowie przyszli wcześniej! Choć radam ich oboje widzieć. Młodzi i jak to mówią… kiełbie we łbie… Ty słyszałeś Drogo, że Paladin ostatnio zaczął buty nosić! Och chodźmy już!

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MarrrtM Marrrt

    Ergo
    text alternatywny

    - Wwii… widzieliście to??? - Ergo był zszokowany gdy bełt wbił się we framugę. To było niemożliwe! Cyrkowiec widział już różne niesamowite rzeczy w życiu, zwykle takie, które tylko wydawały się niemożliwe, a przeważnie były całkiem pospolite. Ale tak skonstruowanej pułapki, która nie wycelowała w oczywiste wejście nie widział. Nie był co prawda na tyle lotnym by wytłumaczyć ten fakt prosty uszkodzeniem konstrukcji, która co chwila była wystawiana na jakieś drgania. Ani pośpiechem zastawiającego pułapkę. Ale w kontekście tego, że tak chętnie i tłumnie wcześniej kompani ruszyli go bronić, teraz chybił go śmiercionośny bełt, a po kuszę, której zapragnął nie połasiła się nawet ona dziewka co ją Laleczką wołali, która w ewidentny sposób ustąpiła mu łupu, żyjący z wmawiania innym swoich wizji cyrkowiec mógł dojść tylko do jednego słusznego wniosku - Jestem nietykalny!

    Być może naprawdę władał jakąś siłą, którą te straszne wydarzenia teraz obnażyły. Na cóż mu więc była ta wspaniała zbroja??? Ale kuszę z bełtami zabrał.

    - Mówiłeś coś koleżko o porcie i łodzi… - zagadnął cicho Hieronima po zejściu na ulicę, ale zaraz poparł Modiego - Ale zostaniemy z tą łodzią jak z kuśką po szczaniu, jeśli żaden nie umie w żagle… Jaaa… - zamknął oczy jakby się na czymś skupiał - mam w głowie mapę miasta. I coś mi mówi, że w północnej części znajdziemy Przeprawę!

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [Jedyny Pierscień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Genealogia
    MarrrtM Marrrt

    To ja tylko dodam, że za pełnoletniego hobbita uważało się dopiero osobnika/osobniczkę, której stuknęło 33 lata. Tak więc Paladin i Esmeralda to w zasadzie Gen Z i u Bilba będą oglądać shortsy na youtube a nie plotkować o rodzinie:)

    Materiały sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    MarrrtM Marrrt

    Żaba
    text alternatywny

    Shawn zmarszczył się po wyjaśnieniu technika i przejechał dłonią po ogolonej prawie na łyso glacy. Kumple kumpli to zawsze był śliski temat, w który wolał się nie mieszać. Ktoś kogoś, a potem znów kogoś… W takim zupie zawsze wszystkie imiona wypływają na wierzch. Kurwa… Przecież już się dał Switchowi w to wkręcić. Pocieszał się tylko, że wtedy chodziło o sprawdzenie co z dziewczyną, a nie jak u HiFiego o trefny dil z Kretami i Brzytwiarzami. A filozoficzne gadki o sensie życia… Taaa. Czy był lepszy moment na filozofię niż podczas ekstrakcji cyberwszczepów z martwego Valentinosa?

    - No spox. Pogadamy jeszcze o tym. Ale wiesz. Ja bym rozważył, żeby tego twojego ziomka gdzieś związać i zamknąć na czas transakcji… Się wkurzy. Jasne. Ale potem ci podziękuje. Rzucanie się na każdego Brzytwiarza… - pokręcił głową - taki kumpel to jak odbezpieczony granat. Ale na ten kulomiot z wieżyczki to się tak nie nakręcaj na razie. Mnie też się podoba.

    Smarthing bzyknął ponownie więc Shawn, który ręcę zdążył umyć wziął urządzenie i zajrzał kogo niesie. Brazil.
    - Wypłaszczona. W swojej wannie. Jakiś netrunnerski syf. - odpisał. Zastanowił się chwilę i rzuciwszy okiem na zapakowany sprzęt dopisał. - Zbieramy fanty. Chcesz rzucić okiem na jej sprzęt?

    Na odpowiedź długo nie czekał.

    - Paga! Zbieracie fanty? A kamery? Ktoś was widział?

    Jeszcze raz spojrzał w miejsca, które już sprawdził. I jeszcze raz postanowił wyjść na zewnątrz by sprawdzić, czy i tam niczego nie przeoczył.

    - Brak kamer : o Brak oczu. Ale to Kabuki ¯(ツ)/¯

    Schował Smarthinga i odezwał się do myjącego ręce HiFiego, który jednocześnie gadał ze Switchem i przeglądał najbliższy rynek wyzyskanych implantów. Nie ma co. Technik był obrotny. Nie dało się z nim wytrzymać i nie dało się go nie lubić. Kurwa. Mógł się Żaba zasłaniać, że nie ma czasu, hajsu ani ochoty się pchać w te lewe dile. A i tak mu pewnie nie odmówi. Popieprzone to wszystko.
    Wyciągnął fajki.
    - Idę przed garaż.

    Obaj sobie skinęli, a Shawna po chwili owiał przyjemny wyziew wieczornej ulicy. Spalony tłuszcz, pierdzące klimy i dusząca nuta plastalowej dżungli. Lepsze niż biedna Shiva i trupek Valentinos. Zaciągnął się dymkiem i po raz ostatni sprawdzić, czy jakie kable z wnętrza garażu nie szły gdzieś w jakieś dziwne miejsca. Aż trudno było uwierzyć, że Shiva nie zamontowała monitoringu.
    Miał ochotę wbić na nabrzeże i zobaczyć, kiedy z kosmodromu coś startuje.

    Zamiast rozbłysku podboju kosmosu, Shawn jednak dostał po oczach reflektorami. Wrócił Dingo.

    - Pusto. Nawet meneli brak. - odpowiedział - Poza nami. A ze Switchem HiFi gada właśnie.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    MarrrtM Marrrt

    Prymula Brandybuck
    text alternatywny

    Słowa popłynęły słodko i miękko poprzez niwy i ogródki. Prymula miała bardzo ładny głos. Już on sam był niczym plaster miodu, do którego pszczoły lgnęły równie łacno co inni hobbici. A gdy dodało się do tego śpiewną i łagodną kantylenę w rytm której hobbitka ułożyła obłaskawiające słowa piosenki, to nie było tu miejsca na jakąkolwiek porażkę. Wisienką na tym wdzięcznym torcie aż proszącym się o jakiś dyskretny pląs, był Drogo, który z kolaski włączył się w pieśń całkiem przyjemnym basem. Tak wzruszająco dobrze dobrana para skruszyła by serce każdego hobbita i każdej choćby i najbardziej oburzonej na głupie zabawy młokosów pszczoły. Prymula widząc więc kilka owadów, które złaknione jej atencji poleciały ku niej jak gąski do swej pasterki, uśmiechnęła się i przeszła do następnej zwrotki wyciągając swoją zgrabną rączkę by ugościć udobruchane pszczółki.

    Ale to nie były pszczółki.

    Gdy Prymula spostrzegła swój błąd było już za późno. Trzy duże szerszenie obleciały ją gniewnie wywijając żądłami. Hobbitka krzyknęła przerażona, a kierowany rycerskością Drogo postanowił popędzić jej na pomoc. Zapomniawszy jednak o swojej usztywnionej kostce zahaczył nią próg kolaski i… od razu poleciałby jak długi na nos gdyby nie dzielny Odo. Dzielny acz nie dość tęgi by utrzymać Droga przez co obaj hobbici runęli w pokrzywy i ich krzyk dołączył do prymulkowych pisków niosących się teraz poprzez niwy i ogrójce.

    Sytuacją mogła uratować już wyłącznie Lobelia.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    MarrrtM Marrrt

    A co z deklaracją Dingo czy dron gdzieś nie da rady zajrzeć przez ściany, wenty czy sufit?

    PS. Wszystkich ktorzy przegapili piekna zorze na Mazowszu, Shawn Camara serdecznie pozdrawia!

    Komentarze cyberpunk2077

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    MarrrtM Marrrt

    Prymula Brandybuck
    text alternatywny

    Lobelia jednak wciąż była Lobelią i Prymulka, której Fortuna oszczędziła ukąszeń przez szerszenie, siedziała teraz wygodnie w kolasce trzymając Droga pod ramię i z grzecznym uśmiechem na twarzy przysłuchiwała się miodowym rozważaniom panny Bracegirdle.
    - Rzeczywiście Lobelio - przytaknęła rozbawiona aneksją dzbanów - Zasłużyłaś na ten podarek bez wątpienia. A wiosna… Hmmm… Plastry miodu wydawały się pełne, a owady… pszczoły pracowite, a szerszenie… wściekłe.

    Wzdrygnęła się na wspomnienie atakujących ją insektów. Bardziej niż ona jednak ucierpiał Drogo, którego pod wpływem nagłej potrzeby ścisnęła mocniej za ramię.
    - Ale przyznać trzeba, że łąki kwieciem pokryte gęsto i nie dziwota, że pszczołom praca się w łapkach paliła. Szerszeni zaś tłumaczyć nie trzeba. Z resztą i rady na nie większej nie ma. Trzeba się pogodzić, że istnieją nieprzyjemne stworzenia co w swej naturze mają zgryźliwość i miodowe łakomstwo.
    Uśmiechnęła się uprzejmie, a Drogo zachichotał.

    ***

    Gwar był w Rozstajach niesłychany wręcz. Prymula być nie była nim jakoś bardzo zaskoczona, gdyż podobny widywano w Newbury przy Północnym Trakcie w Bucklandzie. Ale w Bucklebury, czy Crickhollow coś takiego zdarzało się co najwyżej podczas Festynów.
    - Ależ to nie wina tego chłopca Lobelio. Pecha mamy, ot co. Oby nie towarzyszył on też naszym żądnym rzecznych przygód przyjaciołom. Z resztą Rory jest z nimi. Nie pozwoli by dopuścili się jakiejś bzdury ani nie przyzwoli nieszczęściu ich spotkać. Jestem tego pewna.

    Obrzuciła wzrokiem tłum hobbitów przeplatany pojedynczymi krasnoludami. Lubiła pogawędzić niemniej niż inni hobbici, ale ostrzenie uszu nie było jej ulubionym zajęciem. Nawet jeśli rzeczywiście nie mieli niczego lepszego na oku aktualnie. Chyba żeby…

    Ilość pytań, powitań i pozdrowień była wprost proporcjonalna do tłumu, ale nie przesadnie nachalna. Radzili sobie z nią zupełnie dobrze. I być może można było to wykorzystać. Pozwoliła Lobelii czas jakiś na jej plotkarskie przyjemnostki, po czym wstała.

    - Poczekajcie proszę. Odo… potowarzysz mi.

    Ruszyli we dwoje z młodym Bolgerem w kierunku gospody i szynkwasu wymieniając zdawkowe pozdrowienia z postronnymi hobbitami, póki nie zwróciła na nich uwagi większa grupka hobbitów i hobbitek, w której prym wiódł kojarzony nieco przez Prymulę rosły Chubb.

    - Powitać pani dziedziczko Prymulo! - ozwał się - Jak się miewa Buckland?

    Prymula uśmiechnęła się i skinęła uprzejmie głową.

    - Dziękuję Panie Chubb - odparła słabym głosem - Miewa? Ach Buckland… tak…
    Po czym omdlewając osunęła się na ziemię.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • WFRP jest jak każdy widzi, ale jak widzicie swoją wymarzoną sesję Młotka?
    MarrrtM Marrrt

    Co powinna zawierać taka sesja? Hmmm:

    • Elementy baśni obryzgane jesienią średniowiecza.
    • Etosy rycerskie upaprane podłą ludzką naturą.
    • Kult, bo wiara źródłem największego bohaterstwa i największych niegodziwości!
    • Nieszablonowe rozwiązania najemniczych wyzwań w wykonaniu wspomnianych przez Gladina obwoźnych handlarzy rzepą, szczurołapów, chłopów, czy poborców podatkowych.
    • Mecha w I i II ed.
    Dyskusje RPG warhammer warhammer 4ed

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    MarrrtM Marrrt

    Szacun!
    Ponieważ padło info, że pojawią się aktualizacje, chciałbym w swojej kolejce przed aktualizacją wrzucić posta. Od razu info dla Dingo, że Shawn powie mu, żeby powabił kilka sekund wieżyczkę dronem, żeby Shawn miał szansę się wstrzelić w moduł sterowania, albo uchwyt, na którym wisi cylinder.

    Komentarze cyberpunk2077

  • Koszulka forumowa
    MarrrtM Marrrt

    Oczywiście Rolltelling. Nie zmienia to mojego zainteresowania. Musicie wybaczyć, ale ciężko starego lastinnowego psa nauczyć nowych sztuczek.

    Forum

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    MarrrtM Marrrt

    Shawn "Frog" Camara

    - To automat HajFi... Nie gada. - odpowiedział cicho Frog celując z pistoletu do wieżyczki. Jego oczko migotało krótkimi seriami gdy solo skanował nim przy użyciu lśnienia wszelkie dostępne informacje - Samoróbka. Obok części fabrycznych to nawet gdy byłem mały, nie stało. Na moje oko to robota naszej niuni... Brazil by się z takiego ucieszyła... Dingo weź no nie odlatuj tym dronem całkiem... to może... uda mi się...

    Zdecydował się strzelać w widoczny moduł sterowania. Był też mechanizm obrotowy, sensor ruchu, którego nie widział. I podrdzewiały spaw, na którym wisiał cylinder. Moduł, uznał jednak, dawał największe nadzieje. W okolicy wystrzał niczym dziwnym nie był. A ta wieżyczka przecież valentina nie kropnęła w kapciach, tylko musiał dostać serię i gdzie dostał tam leżał. Nie powinno to im na głów uwagi ciekawskich sprowadzić, ani tym bardziej psiarni. Prędzej Tigersów. A nawet jeśli, to chuj. Miał dość łażenia na dziś. Jeśli lala tu jest to chciał się dowiedzieć, bez dalszego zakradania do jakichś piwnic, czy dealowania obiadków za info z gangusami.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    MarrrtM Marrrt

    Cudnie z Valentinosem! Dobrze, że Switch jeszcze niczego nie wie:D

    Komentarze cyberpunk2077

  • Powitania, pożegnania i powroty
    MarrrtM Marrrt

    Campo i Efcia dostali link.

    Hydepark

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MarrrtM Marrrt

    Ergo

    Dobry zawodnik był z tego obłąkanego dziada. Ergo skrupulatnie zapisywał sobie w pamięci wszystkie zasłyszane w celi mądrości. Nie żeby było coś lepszego do roboty w ciupie. Żeby chociaż karcioszki, albo kości jakie strażnicy ostawili. Ale nie. Sami się ledwo na oczy pokazywali. Kto wie… może i te przeklęte kraty iście same bez większej pomocy człowieka ich tu trzymały. A chuj. Nie jego pierwsza odsiadka, choć ta pewnie zaniesie się na kapkę dłuższą. Wzruszywszy ramionami powrócił myślami do wszystkich cennych sentencji, które mogą przydać się podczas pokazów.
    - Kapie… kapie… - naśladując cicho pod nosem charczącego chudzielca Ergo nawet zamlaskał niby nerwowo. - Ale nie z góry. Nigdy z góry. Woda pamięta drogę, którą przeszła… kurwa… naprawdę dobre! Bogi dadzą, a się przyda.

    A niedługo potem się zaczęło na dobre. Coś dupnęło w mury mamra, aż się w podwalinach zatrzęsło. Dym spalenizny zlewał się z buchającym odorem klopa. Ktoś wrzeszczał. Robactwo i szczury spierdzielało gdzie pieprze rośnie dając znać, że czas opuścić bogenhafeński przybytek.

    Ergo nie rzucił się jako pierwszy do rozwartej latryny. Nieco wolniej dopuszczał do siebie myśl, że w mieście dzieje się coś aż tak złego, że sięgnie aż do tak zapomnianej dziury jak lokalna ciupa. Ale i zwlekać nie zamierzał dłużej. Przez chwilę rozważał, czy aby nie posłuchać cyrulika, żeby se mordkę i nosa szmatą jaką przewiązać. Ale na myśl o tym, żeby ta maska miała nasiąknąć sraką i uryną i miałby to mieć cały czas u nosa, zrezygnował z tego pomysłu. Najwyżej bełtnie. Kątem oka dostrzegł gościa z kulką w gębie, który coś mruczał niezrozumiale.
    - Tobie dobrze. Nie naleci ci... - pokiwał głową z uznaniem dla knebla, ale zaraz zaśmiał się. - Choć nie do końca. Bo jak już jaki okruszek, czy grudka prześlizgnie ci się, to nawet nie wyplujesz! No przesrane. Czaisz bratku? P r z e s r a n e!

    - A może by… tego… no tego nawiedzonego chudzielca tam w dół najpierw zrzucić, żeby sprawdzić, czy opar nie trujący? - zapytał niby bezoosobowo, ale jakoś tak bardziej celując wzrokiem w tych wyglądających na silniejszych współwięźniów. Mimo, że czyjeś rytmiczne uderzanie w mur ściany nagliło, to jakoś miał wątpliwości, czy kanał jest bezpieczniejszy niż cela. - Sam mówił, że najpierw w dół trzeba, ale sam niezbyt ruchawy. To i dobry uczynek się Shallyi panience przysporzy.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    MarrrtM Marrrt

    Żaba
    text alternatywny

    Tak jak przypuszczał garaż nie doznał włamania. Poza tym, które sprawił HiFi i Dingo Junior. A może Dings? Lepiej brzmi.
    - Teee… Dingo? Wolisz, żeby tego twojego nazywać Dingo Junior? Czy Dings?

    Solos był w ewidentnie dobrym humorze. Jakby trafili z tym garażem diamentowego dropa w Night Strike’a. Taaa… zdarzało się, że czasem z chłopakami z kwadratu pocinał w strzelanki. Nawet Brazilka czasem się dołączała. Dobry odmózg zawsze na propsie! Ale na tym w zasadzie kończyły się zdolności netrunnerskie Camary.

    Zobaczywszy na biurku koło jednego z monitorów miskę z orzeszkami wziął garstkę i wpakował sobie do ust. Odcięcie węchu to była jednak sprawa, która czasami miewała swoje dobre strony.
    - To chodź Dingo - rzekł chrupiąc - Niech Valentinos nie marznie biedny na dworzu.

    Podczas gdy HiFi robił coś dziwnego ze sprzętami Shivy i wtaszczonym do środka trupem (a solos w najmniejszym stopniu nie wnikał w to wszystko, bezgranicznie ufając doświadczeniu ziomka), on sam skombinował sobie drabinkę by dostać się do uszkodzonej wieżyczki i odzyskać z niej karabin. Fajna zabawka z niego mogła być. On sam wolał broń krótką, ale mieć karabin, a nie mieć karabina, to już w sumie dwa karabiny. Czy jakoś tak… Okazało się, że sprawa może wymagać trochę dłubaniny więc stwierdził, że poczeka z tym na technika, o czym też nie omieszkał go poinformować. Pewnie chłopak i tak będzie chciał wyjść gdy Shawn się weźmie za Valentego. Nie. Nie miał specjalnie skrupułów przy krojeniu anonimowych martwych ludzi. Shivy by jednak nie ruszył. “Kumpela, kumpla” to już jednak nie to samo i jakaś tam nić w głowie powstaje. Do tego ma imię. I makabryczny stan zwłok. No nie. Aż tak go nie piliło jakkolwiek argument był przecież niezmienny. Zimnemu forsa niepotrzebna. Ale i tak nie zamierzał. Shiva już była w jakimś odległym kręgu znajomych.

    Zostawił wieżyczkę i wrócił do środka. Zgarnął jeszcze garstkę orzeszków i rozsiadłszy się na obrotowym krześle, czekał aż HiFi skończy swoje czary.
    - Mam ochotę powiedzieć, że kurwa fart mamy panowie… Ale wtedy się wszystko jebie. Więc nie powiem - obrócił się na fotelu kilka razy pogryzając orzeszki i wyciągnął zabrane Valentinosowi etui i pistolet by przyjrzeć się znaleziskom - Sobie myślę, że też trzeba będzie chyba wziąć jakiś syf do czyszczenia i powycierać wszędzie tam gdzie łapska kładliśmy. Jak na Nightflixie. Żeby psiarnia nas nie zniuchała.
    Rozejrzał się zauważając poniewczasie, że trochę takich miejsc mogło być. Wzruszył ramionami. Tragedii nie będzie. Gdy niunia i gangus się wypłaszczali, on był w robocie. Postanowił jednak od tej pory unikać zostawiania śladów. Rozejrzał się też za monitoringiem garażu. Może Shiva coś takiego zainstalowała i byłaby wtopa odegrać w tym jej show rólki kretynów, którzy na to nie wpadli. Zwłaszcza, że miał się wziąć za łeb tego dupka trupka.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [Jedyny Pierscień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - KOMENTARZE
    MarrrtM Marrrt

    Jest Ci Panicz wybaczone, albowiem udał Ci się Milo! Możnaby rzec sam Bombadil jakąś zabłąkaną Tukównę w krzakach zbałamacił by się taki cudak w Shire ulęgł;D

    Komentarze sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - REKRUTACJA
    MarrrtM Marrrt

    W takim razie wcielę się w Prymulę, bo dopełnić zacne grono pań. Nawet jeśli ową zacność ma szkalować persona tak wątpliwej renomy jak panna Parasolka. Tuszę, że mój kochany brat Rory będzie miał oko na jej oczywiste ciągoty do występku. Na szczęście dzięki mojej obecności Esmi będzie miała stosowniejszy wzorzec do naśladowania. Esmi córuś, bądź tak dobra dziecko i przestań szurać...

    Archiwum jedyny pierścień tor lotr the one ring rpg hobbit tolkien

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    MarrrtM Marrrt

    Prymula Brandybuck

    - Słodka fortuno! - zawołała Prymula na widok upadającego lubego. Drogo był odważny i niejednokrotnie porywczość go ponosiła. Nie była więc specjalnie zaskoczona gdy rzucił się ku kredensowi. Niestety jednak niezgrabą też mu zdarzało się bywać. Choć… nie mogła odmówić sobie spostrzeżenia, że było to na swój Bagginsowy sposób, urocze - Drogo, miły nic Ci nie jest? Daj. Pokaż mówię. Przecież spójrz, że nie jest w porządku - delikatnie acz stanowczo odtrąciła opędzające się od pomocy dłonie Droga - Esme, kochanie, przyniesiesz coś na okład? Ach… na to się nie przygotowaliśmy. Czy masz może Bilbo w ogródku jakieś stosowne zioła? Doktór polecał mi zdaje się żywokost, ale ja kompletnie nie wiem jak wygląda! Ależ jest Milo! Kto by się lepiej znał niż Ty, mój drogi! Czy pomógłbyś proszę? - zwróciła się do hobbita w ten swój prymulowy dystyngowany, a jednocześnie w jakiś sposób osobisty sposób dzięki któremu rozmówcy Prymuli czuli wewnętrzną niechęć do uchybienia jej, czy odmówienia czegokolwiek - No ładnie Drogo. Zwichnięta jak nic. Usiądź proszę i nie wierć się.

    - Całkowita racja Lobelio - Przyznała lekko zaskoczona rezolutnej hobbitce - Nie ma mowy o żadnych przełajach ani eskapadach. Wracamy do Brandy Hallu. I na moje oko Drogo tydzień co najmniej spędzi pod pierzyną. A myślę, że nie obejdzie się też bez wizyty u…

    I w tym momencie Prymula urwała nieoczekiwanie. Tym bardziej nieoczekiwanie, że była hobbitką, która zawsze wiedziała co chce powiedzieć i nie zwykła plątać się w słowach ani szukać odpowiednich wyrażeń. Tym razem jednak język jakby uwiązł jej w gardle, a najmłodsza córka Gorbadoca zastygła na dobrych kilka sekund. W jej głowie bowiem urodziła się myśl. Taka zupełnie nie jakby jej myśl. Jakby czyjaś inna, ale przeciwnie bo jej własna. Bardzo własna i pełna prymulowatości, której nie mogłaby się wyrzec nawet gdyby bardzo chciała. A dobre hobbickie maniery sugerowały właśnie wyrzeczenie się tej myśli. Cóż jednak było począć. Myśl już się zalęgła i wygodnie rozsiadła w eleganckim saloniku prymulowego rozsądku.

    - Paddi, kuzynie - zwróciła się do starszego z Tuków - Czy dobrze pamiętam, że na Tukowej Skarpie, które jest znacznie bliżej od Brandy Hallu mieszka doktor... ach... nie pomnę imienia... Rattlebee zdaje się?

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy