Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
MarrrtM

Marrrt

@Marrrt
Mecenas
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
416
Tematy
1
Udostępnień
0
Grupy
1
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    - Skończył pan, panie Kalashnikov?

    Hannigan nie patrzył na narzędzie w rękach pierwszego oficera. Choć doskonale zdawał sobie sprawę z wagi tego co Sadza swoją postawą i tymże narzędziem przekazywał. Kolejny wybuch pierwszego oficera wydawał się jednak go kompletnie nie wzruszać. Co oczywiście mogło być maską, bo Hannigan z rzadka tylko pozwalał sobie na emocje z załogą. Być może być w tej kwestii upośledzony, a być może po prostu umiał trzymać emocje na wodzy. Bo prawda jest taka, że tak wyprowadzonego z równowagi jak chwilę temu gdy obaj ratowali Holta, załoga widziała go po raz pierwszy. Ten moment jednak minął. Sadza zdybał go gdy “stary” odsuwał się od grodzi za którą rzeczywiście była próżnia i jeśli coś teraz można było wyczytać z jego twarzy, to co najwyżej grymas wdychania zepsutego powietrza ładowni.

    - Nie skończyłem - pierwszy oficer nie spuścił z tonu, lecz opuścił młoto-klucz. - Nie zbywaj mnie. Nie teraz. Karty na stół. To nie czas i miejsce na tajemnice.

    Przez chwilę wyglądało to jakby obaj mężczyźni mierzyli się nawzajem. Sadza swoją ruską nieustępliwością i Hannigan typowym dla siebie regulaminowym niewzruszeniem. Ostatecznie dało się słyszeć westchnienie Caleba.

    - Dobrze. Karty na stół. - w głosie kapitana zabrzmiało coś na kształt jakiejś próby wyjścia naprzeciw. Choć dało się wyczuć, że tłumaczenie się załogantowi, nawet pierwszemu oficerowi, nie leży w jego naturze i przychodzi mu z niejakim trudem - Pan Crowe znalazł kartę Weyland Yutani w kapsule. Niczego to nie zmieniało. Więc nie informowałem załogi. Na Kardashianie też znajduje się taka karta firmowa. Lasalle Industries. I nie świadczy to o tym, że Kardashian skrywa jakieś korporacyjne… gówno. Taka karta w ogóle o niczym nie świadczy. Tylko niepotrzebnie zwiększa obawę załogi. A akcję i tak trzeba było podjąć bez względu na obawy załogi. Wie pan o tym, panie Kalashnikov. Nie było żadnych podstaw by spodziewać się… - zawahał się i wskazał palcem potłuczone tuby - czegoś takiego.

    W tym ostatnich słowach była jakaś złość, bo kapitan odwrócił wzrok i zacisnął widocznie zęby gdy zagrały jego mięśnie policzkowe. Nawet dało się słyszeć ledwo wypowiedziane pod nosem “cholera”. Odetchnął jednak po chwili i spojrzał na resztę mężczyzn.

    - Jeśli mam was stąd panowie wyprowadzić, to każdy musi robić swoje. I to najlepiej jak potrafi. Jakby wam za to podwójną stawkę płacili. Powiedziałem wam gdzie chcę dotrzeć. Jeśli macie lepszy pomysł, chętnie go wysłucham. Ale konkretnie. Gdzie i w jakim celu.

    Rozgrywka

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MarrrtM Marrrt

    Zaaplikowany mu przez cyrulika, z fachowością fizjoterapeuty plaskacz, oraz chwila wytchnienia jaką zapewnił krótki przystanek pod bramą pozwoliły cyrkowcowi na ponowną ewaluację swojego żywota. Nie. Nie lubił cierpieć. Nie lubił gdy coś go bolało. Bał się bólu wręcz panicznie. A dzięki tchórzliwej naturze los aż do dziś mu go oszczędzał. Los mógł sobie myśleć, że Ergo tam pod zakładem cyrulika szukał śmierci. Ale to nie było prawdą. Jego zachowanie tam, było wypadkową niezbyt lotnego umysłu i wrodzonej krnąbrności wspartej brakiem poszanowania do nakazów i hierarchii. Sum jednak lubił żyć. I jeśli ów złośliwy los dał mu teraz okazję do tego o co się chwilę wcześniej prosił, to nie znaczyło przecież, że konsekwentnie Sum zamierza z niej skorzystać.

    - Wiejmy stąd! Wiejmy! - tym razem ułapił się ramienia cyrulika, po czym zawołał do Nadii - Daj mi kuszę... jak będziecie ciągnąć, ja będę mógł strzelać.

    Pomijając karkołomność jaką było zdanie ciężkiej wojskowej kuszy, rannemu cyrkowcowi, który miałby z niej strzelać podczas podrygów na noszach do ruchomych celów, byłoby to z pewnością bardzo widowiskowe.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    - Panie O'Collan... O Collan? Davy, odezwij się.

    Caleb kilka razy jeszcze próbował wywołać pilota, ale już wiedział, że niczego to nie da. Konstrukcja ładowni na Kardashianie też uniemożliwiała komunikację radiową. Ale tam był interkom. Tutaj zapewne też, ale Hannigan nawet nie poświęcił chwili by utwierdzić się w przekonaniu, że nikt im nie odpowie na kolejną próbę nawiązania kontaktu. Musieli iść po okruszkach. Przynajmniej chwilowo.

    Ogląd pomieszczenia... Dobry Boże... Jakakolwiek próba domyślania się co tu zaszło przyprawiała o zawrót głowy. Pancerne szkło... jakiś płyn na posadzce... i kształty, które w półmroku budziły najróżniejsze skojarzenia, ale mogły być tylko ludzkimi szczątkami sprzed miesiąca. Każdy wdech pozwalał odczuć pełne spektrum zakończonego rozkładem dramatu jaki się tu odbył. A najbardziej oczywistym było to, że coś co miało pozostać w tubach, wydostało się na zewnątrz. Kwas? Wtedy uszkodzenia byłyby tutaj... A może te... istoty? Przebiciu poszycia na taką skalę, musiało towarzyszyć duże wyładowanie energii... Co z kolei mogło uszkodzić tuby i uwolnić to co w nich się znajdowało.

    Nie podchodząc do tub bardziej niż to konieczne, przyjrzał się im na okoliczność oznakowań bezpieczeństwa dotyczących biohazardu, promieniotwórczości, czy innych zagrożeń. Podszedł też powoli do wrót, nad którymi migały pomarańczowe światła. Jeśli teoria Gleesona była prawdziwa, powinny być lodowate.

    Rozgrywka

  • [D&D 5E 2014] Witajcie w Stubramiu
    MarrrtM Marrrt

    Też mi się bardzo wstęp podobał. Powalczę z grafikiem...

    Bardzo podoba mi się styl pisania i założenia:

    • Świat poznajemy z czasem od NPC
    • Problemy mają n rozwiązań + x, których MG nie przewidział.
    Rekrutacje

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Czy wrota nad którymi mryga pomarańczowe światło są zimne/lodowate?

    Komentarze

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MarrrtM Marrrt

    Widząc do jakiego stanu doprowadził markietankę i słysząc, że nikt nie kwapi się do przejęcia noszy, a nawet jakby się kwapił, to będzie to ponowny bieg przez męki biednego cyrkowca, Ergo ponownie zajęczał.
    - Dooość... to na nic... Nie dam rady!
    Pewnie by dał. Ale do tego musiałby być ulepiony choć trochę lepszej gliny.
    - Zostaaawcie mnieeee i uciekaaajcieee...

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MarrrtM Marrrt

    Jak tylko zaczną zakosami i biegiem ciągnąć Suma po kocich łbach, to diaboły dostaną szybki namiar na ich lokalizację!

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Ueh... no to nie ma teraz sensu rzeczywiście. Niech zostanie fabularnie.

    Tak. Idziemy. Synt zostaje. Caleb i Crowe z detektorem na początku. Raczej obok, a nie jeden za drugim. Co my gęsi, czy jak?:P

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Rzucę na Pull Rank na Gleesona. Tak jakoś mało tych kostek stresu mamy jeszcze:D

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Kontenery. Zaplombowane na głucho. Do otwarcia. Gdyby mieli akurat godzinę, lub dwie i nic więcej do roboty. Nie mieli. Jakkolwiek uzyskali chwilę wytchnienia, nie mogła ona trwać długo. Te... istoty. Tak jak powiedział Holt. Polowały. Polowały cholera jasna. A brak syków zza śluzy oznaczał, że zaczęły szukać alternatywnej drogi wejścia do magazynów...

    Metal poszycia wojskowego tendera nieoczekiwanie zazgrzytał wwiercającymi się w uszy akordami, w ślad za którymi rozbrzmiały lamenty młodszego technika. Davy... cholera jasna.
    - Panie O'Collan... O'Collan! Słyszeliśmy głośny zgrzyt. Czy Kardashian jest cały? Niech się pan uspokoi Panie Gleeson! Ja kazałem im się odłączyć. I tak z tej śluzy nie skorzystamy. Muszą i oni i my znaleźć...

    Kolejny dźwięk. Tym razem wewnętrznie otwieranych wrót magazynowych. Jednak nie tych za którymi zostawili Adama. Kolejnych. Nieee... nie było w tym krztyny przypadku. Hannigan znał się na kierowaniu ludźmi. I potrafił rozpoznać manipulację. Odkąd weszli na Bleinerta postępowanie zgodnie z czyimś zamiarem. Dopiero ich odwrót zmusił kogoś do ujawnienia się. Cholera jasna.

    - Panie Kalashnikov. Oni... - kapitan wskazał na kamerę bezpieczeństwa po czym podszedł do Sadzy, wziął od niego młotoklucz i uderzył nim parokrotnie w optykę podglądającego ich urządzenia - jeśli są jacyś "oni", mieli szansę nas ostrzec. I skomunikować się z nami. Nie są tym zainteresowani. Prowadzą nas gdzieś, gdzie napewno nie chcielibyśmy iść. I zaganiają tymi... stworzeniami gdy zbaczamy z drogi. Musimy być w ruchu. To najważniejsze. Chwilowo iść tak jak otwierają się drzwi. Bo nie mamy wyboru. Ale jednocześnie szukać alternatywnej drogi na mostek, albo do śluzy. Kapsuły ratunkowe też nas interesują. Panie Crowe. Panie Gleeson. Jeśli znajdziemy jakiś terminal dostępu, proszę spróbować zdobyć rozkład korytarzy i wgrać na osobisty komputer pana Crowe'a. Panie Gleeson, jeśli jeszcze raz uchyli się pan od obowiązków tłumacząc słabym sercem, żołądkiem, czy czymkolwiek, zostanie Pan tu sam zdany na swoją łaskę. Zrozumiał pan?

    - Panie Crowe. Czy ma Pan znalezioną w kapsule kartę? Proszę jej użyć. Jeśli ci którzy nas tu prowadzą, mają związek z firmą, być może są na niej te same wiadomości, które uzyskalibyśmy od androida. Którego nie zabieramy ze sobą. Skoro pan Kalaschnikov go nie uruchomił to nic go nie uruchomi. To złom.

    Nie silił się by wyjaśnić reszcie o jaką kartę chodzi. Nie miał ochoty na wysłuchiwanie kolejnych utyskiwań.

    - Panie O'Collan. Co musielibyśmy zrobić, aby mógł pan uzyskać dostęp do sterowania Bleinertem?

    Rozgrywka

  • [Autorski storytelling] Ropa i krew
    MarrrtM Marrrt

    - Tele-co? - Wół spojrzał na kowboja kompletnie nie rozumiejąc. Wziął jednak zapis telegramów i rzucił na nie okiem. Nie wydawał się jednak tą lekturą jakoś bardzo poruszony. Choć wiedział, że Fruwacza mogą przeciwnie wzburzyć. Młody żył ideałami. - Ano mieliśmy przejebane.

    Przytaknął meldunkom.

    - Ale to tylko pokazuje, że nic tu po nas. I że pchanie się w to głębiej... Aaaa... co ja się będę... - machnął ręką niecierpliwie i zmienił temat - Po chuja chcesz tam złazić Noa? Ciemno tam i ciasno. A jak cię halun złapie to finito. Będziesz stał w jakimś ciemnym kącie aż się z głodu przekręcisz. Bo z tych zwidów to nie ma jak zwiać.

    Po chwili wahania też wyciągnął zabrany z dołu nadpalony skoroszyt.

    PROJEKT CHÓR
    Raport testów akustycznych — seria 4B
    

    Kilka stron dalej:

    Obiekty wykazują podwyższoną podatność na sugestię kierunkową przy ekspozycji powyżej 19 minut.
    

    Niżej ręczny dopisek czerwonym markerem:

     „NIE TESTOWAĆ NA PERSONELU TECHNICZNYM”
    

    Kolejna strona była nadpalona.

    Próby na ssakach wykazały utrzymanie efektu transmisji w drugim pokoleniu.
    

    Jeszcze dalej:

    …część personelu zgłaszała słyszenie znajomych głosów…
    …niemożliwe ustalenie źródła transmisji…
    …zalecane wygaszenie sektora…
    

    Kolejna strona

    …przy dalszych testach występuje destabilizacja percepcji u personelu pomocniczego…
    …zaleca się ograniczenie ekspozycji poniżej 11 minut…
    …Prototyp na czas konfliktu przeniesiony do Ośrodka Denver Technology Corp…
    

    - Orłem to ja Noa nie jestem, ale a-k-u-s-t-y-cz-n-e znaczy po mojemu, że tam coś buczy na dole i miesza we łbach dźwiękiem. Maska Ci nic nie da. Ale te minuty... no to prędzej...

    Rozgrywka ropa i krew storytelling autorski

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MarrrtM Marrrt

    Kradzieje??? Ekolodzy, a nie kradzieje. By na zmarnowanie poszło! To się nazywa RECYKLING. Niech się Nadia douczy. Hmpf.

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [Autorski storytelling] Ropa i krew
    MarrrtM Marrrt

    - Słuchajcie, bo się powtarzać nie bendem.

    Wół wziął głęboki wdech, bo już wiedział, że nijak mu się nie spodoba wspólna konkluzja Fruwacza i Cohena. Gdzieś w głowie mu się zalęgła myśl, że a pies ich jebał i niech idą szukać guza. Ale puszczenie ich samych... było wybitnie nie po jego myśli. Przyzwyczajał się do ludzi. Papcio mu wiele razy mówił, że jak będzie szedł samotnie swoją drogą, to mu jak nic odpierdoli. I to dokumentnie. Bezpiecznik pieprznie i zostanie kolejnym odszczepieńcem na Pustkowiach. Ludzie są ważni. Jak jedni odejdą potrzeba innych. A Wół był niestety nienajmocniejszy w zjednywaniu sobie przypadkowych ludzi. Albo chcieli osiąść, co nie było dla Woła opcją. Albo sami byli pierdolnięci. Ciężka sprawa. Dlatego wspiął się na wyżyny swoich możliwości by dogadać się jakoś z tymi dwoma osłomułami.

    - Byłem z misją ratunkową na dole w korytarzu co go tu w Jarze zamykają. I szkoda, że tak słabo zamykają, bo im co chwila się ktoś tam zawierusza, co nie dziwne patrząc po tym co tam się odpierdala. Najpierw słychać rzeczy, których nie ma. Potem je widać. A na końcu to i czuć je nosem i głowę dam se uciąć, że jak już coś tam zobaczycie i to zeżrecie, to poczujecie też smak. Jakaś tech-nie-logiczna zaszłość z dawno temu. Eksperyment. I jak teraz słyszę, poza Czarną Dywizją, Jarem i Srebrnymi mamy tu jeszcze jakiegoś bonzę Bartho. A i ludzie w Ostoi w Denver gdzie ten Eksperyment przenieśli, też nie gęsi i swoje spluwy mają. A wszystkich interesi ten eksperyment. I wszyscy chcą na nim swoje łapska położyć. To teraz pomyślcie co się stanie jak zaczniemy włazić tym wszystkim między bimber a zakąskę. Zemsta młody? Nie najesz się nią. Nie wyśpisz na niej i nie wyruchasz. A zarobić można zawsze wszędzie indziej i bezpieczniej.

    Westchnął i rozłożył ręce czując, że to jego gadanie to jak śrutem o ścianę.
    - Chcecie tam iść do tej Ostoi w Denver i szukać tego Eksperymentu? Dobra. Wół pójdzie z Wami. Ale żadnej samowolki więcej. Bo chuja wam powiem, a nie jak sobie radzić z tymi halunami!

    Rozgrywka ropa i krew storytelling autorski

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    MarrrtM Marrrt

    - Zna mnie pan, Panie Lee - odparł Shawn i wzruszył ramionami. Pomysł był intratny, ale daleki od tego by go przyjmować z entuzjazmem. “Shoł” oznaczał co najmniej takie lanie jakie otrzymał przed chwilą biedny Bonito. Od Bonita Żaba mógłby takie zgarnąć bo to był ziomek. A Knur to był tępy chuj. I lanie od tępego chuja boli niestety podwójnie. Nie wspominając o ryzyku, że Knura poniesie… - Umiem zbierać baty. Ale nie mogę teraz zarwać roboty. Kiepski moment. Kiedy by to miało być? I jaki system? Eliminacje? Każdy z każdym?

    Spojrzał bez wyrazu na podsuniętą miskę z kluskami, których długie girlandy zwisały Chińczykowi z uśmiechniętych ust. Wyglądał jak dziadek z zaawansowaną demencją. Pomyłka, którą można było drogo przypłacić. Pan Lee wbrew temu co można było sądzić, był kiedyś młody. I nie zarabiał gotując zupy instant.

    - Poza tym Knura też pan zna. To zjeb. I sadysta. Nie musiał tak Foxxa urządzić…

    Jet Lee pokiwał głową w wyrazie wielkiego żalu, zapatrzył się na miskę nudli.

    - No ne musał, ale Fochs ne musał fikac, tylko pasc po piewsej rundze- oświadczył rozkładając bezradnie ręce - Knul to fariat, ale duso kasy robi. Ale ale, mofa kasa. Piewse walki w łikent, ctelech na ctelech. Knul i kto wychra, walki w nedele dwa i dwa i wielgchi final w nedele Knul i drugi z was. Jak chces, moches ty nawet pasc pod Knulem, byle robis dobra szoł. Pan Lee da duszo mamona za szoł.

    - Dużo kasy to dokładnie ile? - spytał Shawn przywracając w jednej chwili uśmiech na twarz Chińczyka.

    - Bony na papu do Caliente za piewszy fajt, dwa stówki za druchi i i pół tysiąca za szoł z Knulem! Bardzo dobra dil, bycku.

    Shawn pokiwał głową. Pół tysia piechotą nie chodziło. Ale musiał to jeszcze przemyśleć. Nie, że wybrzydzał. W końcu zanosiło się, że ma lepszą fuchę niż okładanie mordy za pieniądze. Ale widok brata siedział mu w głowie. Wiedział, że nie odpuści tej kasie. Bo co on kurwa potrafił? Nie umiał szyć ludzi jak Mack. Kompletnie nie rozumiał tego hokus pokus, którymi się zajmowali HiFi i Brazil. Nie umiał gadać z ludźmi jak Switch. Kurwa nawet Dingo nie był cieciem w spożywczaku, tylko na mechanika się zrobił. Shawn przejebał czas gdy trzeba było się uczyć. Więc teraz trzeba było się lać po mordzie.

    - Zgłoszę się Panie Lee - powiedział.


    Wychodząc z kantorka zahaczył jeszcze o Bonito i upewnił się, że kumpel dojdzie do siebie szybciej niż później. Wysłuchawszy kilku obelg, odwdzięczył się fajkiem i wyszedł. Mógł wracać na kwadrat. Może dziś z E-Dry coś wyjdzie…

    Parsknął z powątpiewaniem, pokręcił głową i sam odpalił papierosa idąc w kierunku przystanku kolejki. E-Dra. Jasne. Gotów był się założyć, że Switch nie usiedział godziny na chacie i już coś szponcił. A HiFi planował radosny odstrzał Brzytwiarzy.

    Może chociaż zdąży coś zjeść i się umyć.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    A to może Nadia źle trzymała za joystick i dlatego Davy nie dał rady zrzucić cum? 🙂

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Patrząc na rzuty i mechanikę, zastanawiam się jak my w ogóle dolecieliśmy tą łajbą gdziekolwiek:)

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    @Macabra78

    Adam był super! I oryginalnie wyróżniał się na tle androidów z franczyzy. Bardzo byłem ciekaw, czy odpali mu się jakiś zachomikowany przez korporację protokół.

    Komentarze

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MarrrtM Marrrt

    Ciągnięty na skleconych noszach Sum miał doskonały widok na ścigającego ich potwora. Bardziej jednak niż grozę tej wynaturzonej bestii, odczuwał każdą nierówność miejskiego bruku, która sprawiała mu niewysłowiony (a przynajmniej tak go sobie egzemplifikował) ból. Jęczał więc niezmiennie jak i wcześniej dzięki czemu diaboł nawet jakby ofiary zniknęły mu z oczu, miał łatwe zadanie w ponownym ich namierzeniu. Ale Ergo nie myślał o tym. Myślał o swoim życiu. O tym jakich doznał krzywd i niesprawiedliwości. I że jego aktualne cierpienia są tego nieprzypadkowym podsumowaniem. Chlipał więc i jęczał. Jęczał i chlipał. I patrzał niemal ze zrozumieniem w oczach na upadającego diaboła tak jak on naszpikowanego bełtami...

    Aż w końcu droga przez mękę dotarła do nieoczekiwanego interludium pod magazynem Braci Kragów, o których Ergo chuja wiedział i nijak nie mógł pomóc swej kompanii w przedostaniu się do środka.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Będę rozczarowany jeśli umrzemy od zestresowania;)

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Caleb Hannigan

    - To jest popsute urządzenie, panie Gleeson. A nie trup - Kapitan wskazał dłonią na syntetyka W-Y - A Pan, zgodnie z tym co Pan zadeklarował w kontrakcie umowy zatrudnienia, jest zdaje się technikiem. Proszę połączyć te fakty. Jest pan technikiem? Czy to jest zepsute urządzenie? Jeśli ma Pan tracić kontrolę nad sobą na widok rozprutych kabli, to lepiej będzie jeśli pańską broń zachowa pierwszy oficer.

    Westchnął. Ani trochę nie przekonał go chimeryczny zwrot w zachowaniu Joshui. Wręcz utwierdził w przekonaniu, że ten człowiek jest wysoce niestabilny i ktokolwiek klepnął jego przygotowanie psychologiczne do rejsów kosmicznych, był marnym specjalistą. Choć trzeba przyznać, że użeranie się z Gleesonem dawało powiew normalności w sytuacji, w której się znaleźli. A potrzebowali teraz normalności, żeby się skupić. Sadza i Crowe nie mieli z tym problemu. Nawet Holt jak się okazało nie był ranny, a jedynie potłuczony. Do tego Adam kupił im chwilę spokoju i wyglądało na to, że cokolwiek na nich polowało, szybko tu nie wejdzie. Natomiast bynajmniej Caleb nie podzielał entuzjazmu Holta i Sadzy co do dobrego ducha, który otworzył im drzwi do magazynu. Cokolwiek pociągało za sznurki na Bleinercie, miało mnóstwo okazji by ich ostrzec. Jeśli żyli za sprawą tego czegoś, to Caleb podejrzewał prędzej chęć wykorzystania ich, lub co gorsza Kardashiana do własnych celów. I nie zamierzał z tym czymś współpracować. Choćby to była Matka Bleinerta, bez której rzeczywiście mogą nie stąd nie uciec.

    - Nie będziemy się bronić. Musimy być w ruchu. I znaleźć dok, lub śluzę. Jeśli damy panu Kalashinikovowi dość czasu, otworzy je bez pomocy centrali.

    Widząc, że Sadza i Crowe próbują uruchomić androida i zajmie to kilka chwil, ponownie skierował uwagę na Joshuę.

    - Skoro naprawa nie jest pana mocną stroną, zapraszam do przeszukania ze mną magazynu panie Gleeson. - oznajmij cierpko acz bez nadmiernej oschłości Caleb - Szukamy skafandrów, zetawów pierwszej pomocy i narzędzi. Może znajdzie się też broń. Kontenery, mam nadzieję, nie wywołują w panu torsji?

    Rozgrywka
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa