- Skończył pan, panie Kalashnikov?
Hannigan nie patrzył na narzędzie w rękach pierwszego oficera. Choć doskonale zdawał sobie sprawę z wagi tego co Sadza swoją postawą i tymże narzędziem przekazywał. Kolejny wybuch pierwszego oficera wydawał się jednak go kompletnie nie wzruszać. Co oczywiście mogło być maską, bo Hannigan z rzadka tylko pozwalał sobie na emocje z załogą. Być może być w tej kwestii upośledzony, a być może po prostu umiał trzymać emocje na wodzy. Bo prawda jest taka, że tak wyprowadzonego z równowagi jak chwilę temu gdy obaj ratowali Holta, załoga widziała go po raz pierwszy. Ten moment jednak minął. Sadza zdybał go gdy “stary” odsuwał się od grodzi za którą rzeczywiście była próżnia i jeśli coś teraz można było wyczytać z jego twarzy, to co najwyżej grymas wdychania zepsutego powietrza ładowni.
- Nie skończyłem - pierwszy oficer nie spuścił z tonu, lecz opuścił młoto-klucz. - Nie zbywaj mnie. Nie teraz. Karty na stół. To nie czas i miejsce na tajemnice.
Przez chwilę wyglądało to jakby obaj mężczyźni mierzyli się nawzajem. Sadza swoją ruską nieustępliwością i Hannigan typowym dla siebie regulaminowym niewzruszeniem. Ostatecznie dało się słyszeć westchnienie Caleba.
- Dobrze. Karty na stół. - w głosie kapitana zabrzmiało coś na kształt jakiejś próby wyjścia naprzeciw. Choć dało się wyczuć, że tłumaczenie się załogantowi, nawet pierwszemu oficerowi, nie leży w jego naturze i przychodzi mu z niejakim trudem - Pan Crowe znalazł kartę Weyland Yutani w kapsule. Niczego to nie zmieniało. Więc nie informowałem załogi. Na Kardashianie też znajduje się taka karta firmowa. Lasalle Industries. I nie świadczy to o tym, że Kardashian skrywa jakieś korporacyjne… gówno. Taka karta w ogóle o niczym nie świadczy. Tylko niepotrzebnie zwiększa obawę załogi. A akcję i tak trzeba było podjąć bez względu na obawy załogi. Wie pan o tym, panie Kalashnikov. Nie było żadnych podstaw by spodziewać się… - zawahał się i wskazał palcem potłuczone tuby - czegoś takiego.
W tym ostatnich słowach była jakaś złość, bo kapitan odwrócił wzrok i zacisnął widocznie zęby gdy zagrały jego mięśnie policzkowe. Nawet dało się słyszeć ledwo wypowiedziane pod nosem “cholera”. Odetchnął jednak po chwili i spojrzał na resztę mężczyzn.
- Jeśli mam was stąd panowie wyprowadzić, to każdy musi robić swoje. I to najlepiej jak potrafi. Jakby wam za to podwójną stawkę płacili. Powiedziałem wam gdzie chcę dotrzeć. Jeśli macie lepszy pomysł, chętnie go wysłucham. Ale konkretnie. Gdzie i w jakim celu.
