Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
MarrrtM

Marrrt

@Marrrt
Informacje
Posty
264
Tematy
1
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • [Autorski storytelling] Ropa i krew
    MarrrtM Marrrt

    Wół nie miał problemu ze słuchaniem prostych poleceń. “Nie reaguj na głosy” było prostym poleceniem. Toteż dziecięce śmiechy i stuki zza ściany pozostawiał bez odpowiedzi. Ale gdy Hanka zniknęła, a zza drzwi, z których był pewien, że przyszedł widać było światło dnia, uznał, że techniczka jednak nie przewidziała wszystkiego.

    Skoro po przeczytaniu wpisów w archaicznym segregatorze zaczęły się dziać dziwne rzeczy, spróbował przeczytać, (a raczej wydukać) je jeszcze raz jakby były zaklęciem. Niestety nie przyniosło to efektu. Nadal był sam w starym zniszczonym biurze, a zza drzwi zapraszająco świeciło słońce.
    - Nooo… tak to się z Wołem nie pogrywa. Hanka? - rzucił pytanie w spowitą kurzem przestrzeń.

    Cisza. Pomieszczenie było takie jakie Wół je zastał. Tam gdzie dosłownie przed chwilą stała Hanka była pustka. Do uszu wielkoluda zza drzwi doszedł szum wiatru buszujący pośród trawy.

    Wielki mężczyzna zmarszczył brwi po czym podniósł z podłogi jedno z krzeseł, sprawdził jego wytrzymałość, usiadł na tyle wygodnie na ile było to możliwe i… zaczął śpiewać.

    Na polanie usiadł biały mutek
    Idzie dróżką od kochanki Ziutek
    Skorpion polny przędzie złotą grzywą
    Wodnik topi żabę ledwie żywą
    Chodź tu miła będziesz ze mną bimber piła, będziesz bimber piła
    Chodź tu miła będziesz ze mną bimber piła, będziesz bimber piła
    Lecą sępy po błękitnym niebie
    Krowy ryczą świnki śmierdzą w chlewie
    Rosną jabłka, owies, oraz gryka
    Łapie Johnny kurę dla Włócznika
    Chodź tu miła będziesz ze mną bimber piła, będziesz bimber piła
    Chodź tu miła będziesz ze mną bimber piła, będziesz bimber piła

    Jeśli Hanka była w pobliżu nie mogła go nie usłyszeć. Ani pomylić.

    - Przestańże tak mordę drzeć.
    Uszu Woła dobiegł znajomy głos.
    - Spłoszysz nam wszystkie wiewiórki!
    Krótki śmiech zza drzwi. Męski. Wół z nikim nie mógł go pomylić.

    Ale to nie był tatuś. Ooooo nie… Tatusia szlag trafił zimą. I napewno nie w jakichś podziemiach. Jednak zaczynało Woła denerwować to całe przedstawienie i to, że Hanki nadal nie ma i się nie odezwała. A dłuższe siedzenie na dupie w tej kanciapie nie mogło przynieść niczego więcej poza kolejnymi żartami tego korytarza.
    Wstał i podszedł do drzwi, po czym je otworzył pamiętając by nic go nie zdziwiło.
    - Wychodzę na korytarz Hanka! Świecę trzy raz latarką. Jeśli mnie widzisz, może do mnie podejść!

    Tak jak nie było Hanki, tak samo nie było korytarza. Coś mocno ścisnęło wielkoluda za jego wielkie serce. Trawa sięgała prawie do kolan i falowała leniwie na wietrze. Gdzieś dalej szumiały drzewa. Prawdziwe drzewa, nie te rachityczne kikuty pustkowi. Pachniało ziemią po deszczu i dymem z ogniska.
    Kilka metrów dalej stał stary pickup. Ten sam. Obdrapany bok. Krzywo przywiązana plandeka. Jedno lusterko owinięte drutem. Ojczulek siedział na rozkładanym krześle obok ognia i dłubał coś nożem przy kawałku drewna. Nawet nie zaszczycił Cię spojrzeniem.
    - No, wreszcie żeś przestał wyć.
    Prychnął pod nosem.
    - Chodź tu. Mięso stygnie.
    Na prowizorycznym ruszcie skwierczały wiewiórki.

    Oczy można oszukać. Ale jak oszukać węch? A przecież Wół pamiętał ten zapach młodości i pieczonej wiewiórki. Żaden inny. Na szczęście słowa Hanki i gadanie jakiego nasłuchał się na zmywaku zrobiły swoje. To był kit. Ale jakoś nie umiał odwrócić się na pięcie.
    - Cześć papciu - powiedział do ojca - Taaa wiem… Czyste stopy. Ale wiesz… Ty nie żyjesz. A ja tu tylko na chwilę. Hanka powiedziała, że miałem się w ogóle nie odzywać. Ale… z papciem bym się nie przywitał???

    Ojciec odłożył nóż. Spojrzał na niego tak, jak patrzył setki razy wcześniej. Bez zdziwienia i bez wielkich emocji. Jakby Wół za długo zabawił na polowaniu.
    - Co tak stoisz? Szlak ci już chyba nogi zjadł. Siadaj.
    Skinął głową na wolne miejsce przy ogniu.
    - Jakbyś przeszedł obok i nic nie powiedział, to dopiero bym się obraził.
    Ojczulek odwrócił wiewiórkę nad ogniem.
    - Powiedz lepiej, gdzie cię droga poniosła przez te wszystkie lata.

    - Nie mogę papciu. Hanka zabroniła. Sam mówiłeś. Jak nie wiesz to słuchaj tych co wiedzą. Ale fajnie Cię zobaczyć. Trzymaj się papciu. I uważaj, bo ta jedna już Ci się fajczy!
    Co rzekłszy odwrócił się i ruszył w kierunku przeciwnym niż tatuś.

    Za plecami Woła przez chwilę było słychać tylko trzask ognia. Potem głos papy:
    - No. - krótkie milczenie. - Ta Twoja Hanka to mądra dziewucha. I dobrze pamiętasz. A ta wiewiórka...
    Ojczulek parsknął śmiechem.
    - A niech się fajczy. Jeszcze...

    TRZASK.

    Świat eksplodował bólem głowy. Percepcja wraz z przytomnością umysłu wracała szybko, zbyt szybko. Wół poczuł jakby się topił, a w ostatniej chwili ktoś wyjął mu łeb z przerębla. Przez włosy ciekła stróżka krwi, z ust ciekła ślina, a Wół stał w tym samym miejscu, z segregatorem w dłoni, w którym odpłynął. Mężczyzna poczuł jak strasznie miał spięte mięśnie i moment w którym się rozluźnił. Hanka stała obok, tam gdzie powinna stać. Mięśnie miała spięte, z ust ciekła jej ślina jakby spała z otwartą buzią.

    Po drugiej stronie stał facet z podeszłym wieku, w ręku ściskał kawałek gazrurki.
    - Wróciłeś? - zapytał i nie czekając na odpowiedź, zdzielił przez łeb towarzyszkę Woła. Ona też odzyskała przytomność. Staruszek był przewiązany liną w pasie, w dłoń miał wbity gwóźdź lub jakiś metalowy odłamek którym co jakiś czas poruszał sprawiając sobie ból.

    - O w psi zad... - stęknął Wół masując się po czaszce po czym żywo zaprotestował gdy staruch ździelił Hankę - Ej! Oczadział?! Czego nas tłuczesz dziadku??
    Inne pytania w głowie Woła formowały się znacznie wolniej. Co nie zmienia faktu, że próbował odtworzyć co się właściwie stało, a co mu się tylko zdawało, że się stało? Tylko z marnym póki co skutkiem.

    - Bo działa - staruch splunął pod nogi. - Jak znasz lepszy sposób, to słucham.
    Spojrzał na Hankę, która właśnie dochodziła do siebie.
    - Wy jeszcze mieliście szczęście. Staliście tu może z dziesięć minut.
    Poruszył odłamkiem w dłoni.
    - Widziałem takich, co stali dwa dni, i widziałem takich co umarli w czasie transu z pragnienia.
    Ivan wyciągnął z kieszeni dwa zaostrzone odłamki metalu i wyciągnął je w geście poczęstunku, jakby częstował papierosami.
    - Jeszcze trzeba dzieciaki znaleźć.

    - A pewnie, że znam - mruknął z przekąsem patrząc na Hankę - zamurować. A części Czarnym kraść. Z pożytkiem. I bez mieszania we łbie... oż by cię, dziadku, masz Ty parę w łapach... - spojrzał na wyciągnięty ku niemu gwóźdź, czy inny szpikulec i skrzywił się jeszcze bardziej, bo jasne było o co staremu chodziło - znałem kiedyś gościa, którego cięgiem całe dni ząb napieprzał. Ten to był drażliwy typ. Ale nadał by się Wam tu. Dooobra, daj to żelastwo i się śpieszmy.

    Hanka zamrugała kilka razy. Przez chwilę patrzyła przed siebie nieobecnym wzrokiem. Dłoń powędrowała do policzka, był mokry. Dopiero wtedy zorientowała się, że płacze.
    - Nie... - głos jej zadrżał. - Nie...
    Zamknęła oczy.
    - Michael...
    Imię wyrwało się samo, niczym odruch. Imię którego nie wypowiadała od wielu lat. Otarła twarz rękawem. Bez skutku, bo łzy dalej płynęły.
    - Kurwa... - wzięła gwałtowny oddech. - Kurwa mać...
    Przez moment wyglądała, jakby chciała gdzieś pobiec, wrócić, ale dokąd? Cokolwiek tam było. cokolwiek zobaczyła...
    Potem zacisnęła szczękę, jeszcze raz przetarła oczy. Spojrzała na Ivana, potem na Woła. I bardzo świadomie nie spojrzała za siebie.
    - Dzieciaki - głos nadal jej lekko drżał. - Mieliśmy znaleźć dzieciaki.


    Dzieciaki na ich szczęście (lub nieszczęście) były niedaleko. W bezruchu ze śliną kapiącą z gęby. Kilka tępych uderzeń później, mogli wracać na górę.

    Rozgrywka ropa i krew storytelling autorski

  • Daggerheart: Serce Wieczności
    MarrrtM Marrrt

    Baron z ulgą zauważył, że powitanie przeszli bezbłędnie i mieszkańcy Elmore nie należą do nadto obrażalskich. Nie dowierzał oczywiście tłumaczeniom, że przydomki hrabiego były przypadkowe zbieżne z ich aparycjami, ale co kraj to obyczaj. No i darowanej śliwowicy w antał zaglądać nie zamierzał. Choć niepokojące spływające sokiem nogi starego rycerza nakazywały uważać, co się zamierza spożywać, czy w ogóle w zasadzie tykać.

    Za niezwykle praktyczne uznał czapki kowala! Toż jeden arystokrata mógł tym sposobem jednym sługą zaopatrzeć całą rezydencję! Oszczędnie i zgodnie z nowopanującą elfią modą na ekologię, bo ileż mniej psuł powietrza jeden sługa od ich całej armii! A dzięki czapkom w trymiga zmieniał tenże sługa swoją przydatność.

    - Rechotku! - szturchnął kompana, który zamilkł jakoś od wizyty w karczmy i wyglądał jakby każda kolejna napotkana niewiasta nikczemnego wzrostu jawiła mu się soczystą muchą.

    Po czym wykonał przesadny i nader fikuśny gest pozdrowienia tym razem zupełnie serdecznie tupiąc racicami.
    - Ja-a-a-kże moglibyśmy Ci hilfen imć hrabio? - spytał odstawiając krzesła dla ich drużynowych pań przy stole i grzecznie czekając aż kowal-lokaj zacznie czynić honory. Dla olbrzymki złączył 2 krzesła, a dla wróżki szarmancko postawił na krześle zegar z kurantem przeniesiony z kredensu i ustawiwszy godzinę dwunastą, zatrzymał by z zegara wynurzyło się na sprężynie krzesełko z księciem. Książę powędrował na stół a fotel był wolny dla Aurelianny.

    Rozgrywka

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    MarrrtM Marrrt

    O matku i córko! Toż to oddział specjalsów Arasaki! Te typki to napewno mają oznaczenia gangu treniarzy?

    Komentarze cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Kantyna Kardashiana, 15.08.2183


    - Sygnał SOS jest autentyczny - przekazał kapitan zebranym w mesie pasażerom i załodze to co zapewne brzmiało dla wielu jak wyrok, lub przynajmniej złośliwość losu. Hannigan nie wyglądał jednak jakby działał w sposób wymuszony i niechętny co mu się zdarzało. Poruszał się pewnie i jeśli zrobił teraz pauzę, to nie po to by zebrać myśli nad tym co chce powiedzieć, a przeciwnie by dać chwilę wszystkim tym, którzy musieli wygrzebać w pamięci zawiłości proceduralne reakcji na wezwanie o pomoc, a które kapitan miał w głowie i swoim zwyczajem nie zamierzał pominąć jakiegokolwiek punktu. Być może niecałe pół godziny i mocna kawa, którą wręczył mu Adam robiły tę robotę. A może chodziło o coś innego.

    Regulamin nakazywał kapitanowi w takiej sytuacji przydzielenie zadań i stanowisk operacyjnych. Interkom pokładowy był jedyną formą komunikacji i Hannigan nie chciał by wydawane z mostka rozkazy trafiały w próżnię, gdy załoga będzie biegać bez ładu i składu po całym kombajnie. Z drugiej strony procedura zostawiała sporo pól do interpretacji i nie wszystko było takie oczywiste. Liczył jednak na to, że korpoagentka Le Fey nie wyznawała się tak dobrze na prawie kosmicznym, jak uprzykrzaniu życia. Pominął ją więc gdy całej reszcie poświęcił przynajmniej sekundę na spojrzenie w oczy i kapitańskie odnotowanie obecności.

    - Nadaje go kapsuła ratunkowa wystrzelona najprawdopodobniej z pobliskiej jednostki należącej do floty kosmicznej Zjednoczonych Ameryk - zaopatrzeniowca klasy Monroe USS Bleinert. Uszkodzonego. Ani kapsuła, ani zaopatrzeniowiec nie odpowiadają na automatyczne wywołania. Zatem zgodnie z procedurą rozpoczynamy manewr ratunkowy. Czas podjęcia kapsuły… około 4 godziny. Znacie instrukcje. Chcę mieć kontakt z każdym przez interkom. Zatem przygotowanie i stanowiska.

    Popił kawę i w pierwszej kolejności spojrzał na techniczkę. Przez cały czas mówił powoli, choć nie flegmatycznie. Podkreślał wyraźnie ważniejsze słowa, czy zdania. Przed każdym kolejnym członkiem załogi robił też pauzę dzięki czemu odprawa nie brzmiała jak robotyczny odczyt.

    - Pani Volkov, radiostacja, proszę o nadanie na wszystkich otwartych pasmach meldunku o tym, że przyjęliśmy wezwanie SOS i podjęliśmy akcję ratunkową. Proszę manualnie, metodycznie wywoływać USS Bleinert i kapsułę i informować ich o naszych zamiarach i kolejnych krokach. To, że nie odpowiadają, nie oznacza, że nie słyszą. Mogą mieć problemy techniczne.

    - Adam, ambulatorium, przygotuj je dodatkowo na możliwość leczenia obrażeń po ekspozycji na promieniowanie i zabezpiecz środki antyradiacyjne.

    - Panie Holt, mostek… proszę każdego kto dysponuje bronią osobistą o zgłoszenie jej posiadania panu Holtowi. Nie znamy natury awarii transportowca i nie możemy wykluczyć buntu załogi bądź aktu piractwa. Proszę poinstruować uzbrojonych jeśli tacy są, na taką ewentualność, panie Holt.

    - Panie Gleeson, hangar, proszę udać się do stacji kombinezonów i sprawdzić ich stan liczbowy i funkcjonalność. Proszę zwrócić uwagę na sprawność mierników promieniowania i przekazać 1 Panu Kalashnikovowi na mostku. Proszę przygotować hangar na ewentualne awaryjne przechwycenie kapsuły.

    - Panie Crowe, moduł górniczy. Za zaopatrzeniowcem znajduje się chmura napromieniowanego gruzu, pyłu i gazu. Proszę użyć naszych spektroskopów wydobywczych i ocenić naturę i przyczynę tego obłoku. Nasza wersja robocza to zderzenie. Może z inną jednostką.

    - Panie O’Collan, mostek, natychmiast przejmie Pan stery od Opiekuna. Zachowa wektor podejścia. Przyśpieszy TYLKO do prędkości wykluczającej jakiekolwiek ryzyko. Żadnej. Szarży. Panie O’Collan. Podejście do kapsuły od śluzy bocznej. Jeśli się nie da, to przechwyci ją pan hangarem.

    - Panie Kalashnikov, mostek. Gdy kapsuła znajdzie się w zasięgu widoku, proszę zacząć nadawać Morse’m wywoławcze sygnały świetlne do kapsuły i zaopatrzeniowca. Będzie pan odpowiedzialny za jej podjęcie. Gdy pan O’Collan wybierze śluzę boczną, którą zrobi manualne podejście, uda się Pan tam i manipulatorami przechwyci i zadokuje kapsułę. Jeśli się nie uda, przechwytujemy hangarem. Uda się z Panem, Pan Holt i Adam. Z otwarciem luku kapsuły czekacie na mnie.

    - Pasażerowie - dodał na koniec zerkając na chłopaka, którego nazwisko wypadło mu z pamięci. Albo nawet tam nie wpadło, bo narzucona przez Kelland obecność pasażerów była mu solą w oku WŁAŚNIE przez możliwość takich wypadków jak ten i gdy sytuacja nie wymagała jego uwagi w ich kontekście, pozwalał sobie na mało szkodliwe wypieranie rzeczywistości. Co nie dotyczyło Pana Holta, którego użyteczność przy transporcie 30 górników była bardzo uzasadniona - Najlepiej jeśli pozostaniecie w mesie do czasu zakończenia akcji.

    - Pytania?

    W pierwszej kolejności ciszę przerwało miałknięcie Chaplina, który wskoczył na stół mesy traktując go mimo wielu upomnień jako miejsce przeznaczone dla siebie. Otarł się o kubek kapitana, a gdy ten ujął go i postawił na podłodze, ruszył poocierać się o nogi wszystkich zebranych.

    Rozgrywka

  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze
    MarrrtM Marrrt

    @Pan-Elf napisał:

    @slann22 nie czekaj, można lecieć dalej

    "Lecieć" powiadasz:) Raczej "czym prędzej odlatywać";D

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Caleb Hannigan analizował w myślach szczegóły pozyskanych informacji, budował sobie złożony obraz nieprzewidzianej sytuacji alarmowej.

    - Opiekunie, podaj czas do przechwycenia kapsuły przy aktualnej prędkości. Podaj drugi czas do dotarcia do tendera - kapitan spojrzał na Siergieja zastanawiając się nad czymś o czym pierwszy oficer mimowolnie wspomniał - Panie O’Collan proszę sprawdzić na radarze dalekiego zasięgu czy odbieramy inne jednostki. Panie Kalashnikov, proszę włączyć nasze detektory górnicze. Wystarczy Fermi i Chandra.

    Pilot mógł nie wiedzieć po co to polecenie, ale Siergiej nie mógł mieć wątpliwości, że Hannigan pytał o wyciek radioaktywny z tendera.

    - Radar nie wychwytuje żadnego śladu innych jednostek dowolnego typu - zameldował O’Collan - Ale nie możemy wykluczyć obecności obiektu ze zredukowaną sygnaturą energetyczną. Jeśli ktoś wyłączył reaktor i pozostaje w dryfie, na tym dystansie może pozostawać niewidoczny dla sensorów.

    Bębniąc palcami po podłokietniku stanowiska kapitańskiego, Hannigan czuł mrowienie na ramionach. Nie był to jednak efekt uboczny nieplanowanej pobudki. Sytuacja z kłopotliwej w jego mniemaniu zmieniła się na bardziej kłopotliwą, ale i… potencjalną. Znajomość prawa kosmicznego była oczywistą koniecznością dla kogoś z jego pozycją, ale też umożliwiała szerszy pogląd na sytuację. A rozpoznany przez Davy’ego tender znajdował się w samym środku tego poglądu. Sprawa bowiem miała się tak, że zgodnie z prawem odholowanie do portu uszkodzonej jednostki uprawnia jednostkę ratowniczą do gratyfikacji w wysokości ok. 10-30 % wartości jednostki. 10-30 % wartości wielkotonażowego zaopatrzeniowca marynarki Zjednoczonych Ameryk. Z tego połowę oczywiście zgarnia Kelland, ale reszta do podziału dla załogi. Oczywiście Hannigan był daleki od optymizmu w tej sprawie. Mnóstwo technicznych komplikacji mogło zadziałać na ich niekorzyść, a prawnicy przysporzą niechybnie kolejnych. Ale póki procedura i tak ich obligowała do działania, należało mieć pełną świadomość z czym się to wiązało.

    Kilka zerknięć na pierwszego oficera i pilota pozwoliło ocenić nastroje. Davy gdyby mógł od razu odpaliłby boostery i poleciał z ratunkiem. Sadza natomiast... Sposób myślenia Sadzy na ogół podobał się kapitanowi. Gdyby jeszcze w ślad za pragmatyzmem szła świadomość, że procedura, jakkolwiek czasem durna, była jedynym uniwersalnym językiem w jakim mogli porozumiewać się ze sobą w kosmosie zarówno cwaniacy, inteligenci jak i idioci ze wszystkich krańców Ziemi i kolonii, sam byłby pewnie kapitanem. Bo to czym Sadza gardził było jednocześnie tym co kazało się zamknąć Le Fey, której payroll przewyższał kilkukrotnie ich emerytury. Pewnie razem wzięte. Dość jednak starczyło jednego wspólnego spojrzenia Sadzy i Hannigana by obaj utwierdzili się w przekonaniu, że obaj wiedzą.

    - Wyłączenie reaktora to nie wciśnięcie guzika. To długotrwała procedura, której się nie wykonuje w przestrzeni. Jeśli radar niczego nie pokazuje to po prostu nikogo tu nie ma Panie O’Collan. Jesteśmy sami.

    Rozgrywka

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    MarrrtM Marrrt

    Frog odłożył smarthinga, wstał z krawężnika gdzie zbierani wokół mieszkańcy mimo gniewu zaczęli się ze sobą witać i swobodniej gadać. Wystarczyło wyłączyć Nightflixa. Jeszcze chwila, a ogniska rozpalą...
    Przyłożył paluchy do ust i zagwizdał przeciągle na Leifa i Maca w Aigo. Nie przejmując się, że zwraca na siebie uwagę, zamachał ręką wskazując kierowcy kierunek na zaplecze budynku. I ustawił się z ręką wymownie schowaną za połą kurtki, tak by mieć na widoku oba gangi. Szczególnie treniarzy.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Daggerheart: Serce Wieczności
    MarrrtM Marrrt

    Baron uśmiechnął się na widok niziołki mocno pobłażliwie. Jakoś ostatnia moda by najgroźniej wyglądały niewiasty (i to nawet niziołki), a mężczyźni budzili albo odrazę pasibrzuchów i oferm, albo łabędzi śpiew starych wojowników dotarła z szerokiego świata i do Elmore. Zastanawiał się, czy hrabia swoich rycerzy celowo tak dobiera, czy jednak istotnie ród męski podupadał. On sam wszak miał się za męża dorodnego, atrakcyjnego i wcale zaradnego. Uśmiechnął się też na słowa herolda, bo kpina i w jego arsenale broni się znajdowała. Zastanawiał się tylko, czy hrabia wiedział z kim w te szranki stawał.

    - Unsere najgłębsze uszanowanie! Racz kowalu przekazać swemu panu Talbetowi z Kurewskiego rodu Fartstonów, że oto przybywa doń delegacja kozołaków, olbrzymów, ribbetów, elfów i wróżek. Kozołaki nie żywią doń urazy o tę alte kozę co ją gromił od tyłu aż dudniło, olbrzymy herzlich przepraszają, że jego dzban, który tak chwacko opróżniał, był podsuniętą mu omyłkowo spluwaczką, ribbety sehr dziękują za pozbycie się mrocianów co im kanalizacje zapychały, wróżki z przykrością informują, że mehr łapaczy much nie potrzebują i nie przedłużą umowy, ale elfy mit Freude użyczą mu jeszcze więcej miedziaków jeśli tak jak ostatnio zdejmie gacie swoim rycerzom i każdego pocałuje w dupę!

    Co rzekłszy zatupał racicami przed heroldem i pozdrowił go gestem uniwersalnie przyjętym za "takiego wała".
    - Zatem coś o śliwowicy mówiłeś dobry człowieku?

    Rozgrywka

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    MarrrtM Marrrt

    A już myślałem, że sukces jest częściowy i będziemy Switcha po kawałkach szukać po całym Night City przez resztę sesji:)

    Komentarze cyberpunk2077

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MarrrtM Marrrt

    No wiecie??? To ja liczyłem na jakiś wspólny front przeciwwagi anty-Hieronimowej, a tu znowu Ergo sam jak palec! A jak kobity pobić to pierwsi;D

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Na razie kapitan nic nie powiedział Holtowi. Ale odezwie się na odprawie tym bardziej jeśli Holt przyjdzie na odprawę z karabinem.

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Kapitan pozwolił by słowa le Fey ucichły i zniknęły wraz z jej osobą w korytarzu wiodącym do kajut i natrysku. Jeśli miał na końcu języka jakiś komentarz to zachował go dla siebie. Miał już się kierować w tym samym kierunku gdy zatrzymał go Adam.
    - Dobrze. - powiedział po wymuszonym namyśle - Rozpocznij. Ale przyjdź na odprawę do mesy.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    Caleb Hannigan śnił swój własny jakże precyzyjnie powtarzający się sen. Śnił, że nie śpi i zasnąć nie może. Miał wrażenie, że całe wieki próbował uciec w ten półstan między życiem, a śmiercią. Zamknięty w komorze ledwo żywy, zdjęty hormonalnym paraliżem i ledwo przytomny, ale jednak na tyle by mieć tego świadomość co podobno jest niemożliwe i tylko mu się śniło. Aż w końcu jawa zlała się z rzeczywistością zamglonej wizji dawno nieotwieranych oczu. Jego kriokomora otwierała się w akompaniamencie sygnałów i komunikatów i nie był to sen. Sylwetka przed komorą powoli nabierała ostrości i właściwych choć nadal astygmatycznych barw, które wygenerować potrafi tylko zajechane życiem ludzkie oko.

    Kapitan odetchnął głębiej tworząc przed sobą obłoczki pary wodnej w nadal zziębniętym pomieszczeniu sypialni i poruszył ciałem. Był zmęczony kriosnem. Zawsze był cholernie zmęczony. Niby nic mu nie dolegało. Ani torsje, ani zawroty głowy. Zawsze tak było. Po prostu był wykończony. Zamrugał i rozpoznał Adama. Ledwo dostrzegalnie skinął mu głową. Gałki oczne oficera medycznego drżały prawie niezauważalnie co było charakterystycznym znakiem ściągania danych z komputera przed raportem. Adam nie był specjalnie imponującym syntetykiem. Ale kapitan Hannigan był wielce wdzięczny Kelland za przydzielenie go na stałego członka załogi. Byłby nawet za najstarszy model Doctora Joe od Seegsona. Przy nim jednak Adam był cudem techniki.

    Powoli podniósł się z kapsuły zbierając własne myśli i podłączając do swojego “komputera” który opornie i powoli informował go o tym gdzie jest, co tu robi i za co powinien się zabrać. Dopiero teraz poczuł ciężar na kolanach, na których coś się poruszyło.
    - Zjeżdżaj Chaplin - mruknął odzywając się pierwszymi słowami. Czasem był pewien, że to przez tego kota tak marnie śpi mimo zapewnień instrukcji kriokomory i techników, że czworonożny towarzysz nie ma wpływu na jakość hipersnu. Ale wiedział, że go nie wyrzuci.

    Kot chyba podzielał nastrój kapitana, bo poruszał się bardzo niechętnie, a z jego gardzieli dobiegały nieswoiste dźwięki wyrażające całą masę uczuć, od niezadowolenia, poprzez zniecierpliwienie, a na głodzie kończąc. Co przypomniało kapitanowi, że im szybciej wypije kawę i zje śniadanie tym lepiej.
    - No już - z trudem wystawił kota na podłogę i wstał na równe nogi.
    Mimo początkowego niezadowolenia, zwierzak stanąwszy na łapach, przeciągnął się z budzącą zazdrość lekkością i zaczął kręcić po sypialni zaczynając od otarcia się o nogi oficera medycznego.

    Pozostałe kabiny były jeszcze w stanie rozbudzania i jarzyły się prawidłowym bursztynowym światłem. Caleb przez chwilę czuł dezorientację patrząc na niestandardową ilość kabin jak dla skromnej załogi Kardashiana, ale ostatecznie pamięć kapitana nieprzyjemnie rozwiała wątpliwości cierpko brzmiącym słowem. P a s a ż e r o w i e.

    - Dzień… dzień dobry, Adam - Zawsze zwracał się do oficera medycznego po imiennym akronimie. Szanował preferencje syntetyków do bycia traktowanymi jak sztuczni ludzie, a nie roboty użytkowe. Zdawał sobie sprawę, że właśnie taki odruch ma wywołać celowe nadanie im ludzkich twarzy, ale nie miało to dla niego znaczenia - Jakie ETA do Borodino?

    - Tak, kapitanie. Wszystkie funkcje życiowe załogi mieszczą się w akceptowalnych parametrach. Nie wykryłem uszkodzeń kriokomór ani destabilizacji systemów podtrzymywania życia.
    Milknie na moment.
    Potem pochyla się nieznacznie, jakby nie chciał, by reszta załogi usłyszała kolejne słowa.

    - ...jednak komputer pokładowy wybudził nas o 78 dni za wcześnie z powodu niezidentyfikowanego sygnału ratunkowego.

    Hannigan zamknął na chwilę oczy i westchnął. Każdy kapitan i członek załogi musiał się liczyć z tym co może się wydarzyć, ale statystycznie się nie wydarza. Kosmos był wielki. Przelatujące obok siebie jednostki były rzadkością nawet na popularnych rejsowych i tranzytowych trasach co wynikało z odmiennych trajektorii uzależnionych od niezbędnych asyst grawitacyjnych jakie dawały gwiazdy i mijane planety. Nie wspominając o niemal odludnym odcinku między Gliese, a Borodino. Dlatego każdy kapitan i członek załogi niemal nie brał takiej sytuacji pod uwagę.

    - Podaj czas odebrania pierwszego sygnału - powiedział powoli przypominając sobie kodeks kosmiczny - … sygnaturę nadawcy… i częstotliwość. Wojskowa, czy cywilna?

    - Pięćdziesiąt siedem minut temu - odpowiedział zwyczajowo uprzejmym tonem Adam - Bardzo słabe źródło sygnału, na niekodowanej częstotliwości służb bądź wojska. Brak aktywnego transpondera, wyłącznie lakoniczna prośba o ratunek.

    Android przesuwał swoim wzrokiem po reszcie ludzi, z mniejszym lub większym entuzjazmem próbujących opuścić miejsca, w których spali od ponad dwóch miesięcy.

    - Źródło sygnału powinno być w zasięgu sensorów statku, kapitanie - kontynuował syntetyk - Wnioskuję, że to bardzo mały obiekt. Nie posiadam dalszych danych pozwalających na bardziej złożoną analizę sytuacji, musi pan aktywować uruchomienie czujników.

    Hannigan mruknął coś pod nosem przyjmując do wiadomości słowa Adama. Android medyczny pomimo swojej elektronicznej inteligencji i szerokiej autonomii działania pozostawał w świetle przepisów Kellanda narzędziem nie posiadającym prawa do przejmowania większości kompetencji żywej załogi i nie mógł uruchomić pełnej aparatury kombajnu bez uprzedniej zgody kapitana.

    Jasnowłosa reprezentantka Lasalle stanęła na nogach zaskakująco szybko i jeszcze szybciej wyczuła coś niepokojącego w procesie wybudzania, bo z miejsca ruszyła w stronę Hannigana.

    Skinął głową androidowi potwierdzając, że przyjął i zrozumiał, po czym ubiegając korporatkę, której niecierpliwy wyraz twarzy przyprawiał go o ból głowy przypominając odbytą rozmowę w barze na Gliese, odezwał się do załogi:

    - Opiekun odebrał sygnał S.O.S. Za pół godziny widzę wszystkich w mesie na odprawie. Panie Kalashnikov, panie O’Collan, 5 minut wcześniej proszę na mostek. Pani Volkov, zdąży pani wykonać diagnostykę anteny? Musimy potwierdzić, czy to nie błąd.

    Hannigan mimo iż nie był posuniętym w wieku dinozaurem, prawdopodobnie mnóstwo czasu spędził w kriośnie, bo piastował tradycyjnej formie “panowania” i “paniowania” przy wydawaniu poleceń. Choć odzywanie się po imieniu w mesie, czy w portach przychodziło mu równie łatwo. Ale dzięki temu łatwo było odróżnić polecenia służbowe od zwykłej rozmowy.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    MarrrtM Marrrt

    @macabra78 Wysłałem Ci na priv początek dialogu. Chciałbym się upewnić, czy dostałeś, bo wrzuciłeś posta, który trochę mi zgrzyta z Twoim pierwszym postem:) W pierwszym kapitan jest wybudzony jako pierwszy i inni budząc się, widzą, że rozmawiamy o czymś, a w drugim, Adam podchodzi do kapitana już po wybudzeniu wszystkich. Drobny szczegół, ale dialog bazowałem na tym pierwszym poście:)

    Komentarze

  • [komty] Syreni Śpiew Neonów
    MarrrtM Marrrt

    @Ketharian napisał:

    albo zarżnie, tak?

    Nasza Brazil???😵
    Niech się zastanowi. Jest masa czasu. Na dole ładny wieczór, tłum latynosów. Frog myśli powoli grilla rozpalać!

    Komentarze cyberpunk2077

  • AI w językowej służbie MG
    MarrrtM Marrrt

    Dlatego tą wątek o AI językowym, a nie graficznym. To mimo wszystko osobne kwestie.

    Porównanie do produktów komercyjnych jest celowe. Tak samo masz z książką, czy filmem gdzie znak czasów nakazuje znakowanie zawartości "rasizm", "przemoc", czy "wulgaryzmy". I nikt tego segregacją nie nazywa. Natomiast porównanie contentu AI do stylu mangowego jest niebezpiecznym umniejszaniem znaczenia i wpływu AI. Ot styl AI.

    I owszem Rewik, zaliczyłem Cię do osób oceniających AI raczej negatywniej, niż pozytywniej:)

    Dyskusje RPG

  • AI w językowej służbie MG
    MarrrtM Marrrt

    Jawią się zatem 5 typów użytkowników:

    1. Użytkownik bezrefleksyjnie całościowo korzystający z SI. Osoba, w której istnienie wątpimy, ale osobiście po incydencie multikonta nie wątpiłbym już w nic.

    2. Użytkownik świadomie i bez wyrzutów okazjonalnie korzystający z SI, postrzeganej pozytywnie, do celów koncepcyjnych i burzy mózgów.

    3. Użytkownik świadomie acz niechętnie korzystający z SI (postrzeganej negatywnie) jako wsparcia w braku czasu, czy weny do celów koncepcyjnych i burzy mózgów

    4. Użytkownik postrzegający SI negatywnie i używający wyłącznie do celów redaktorskich.

    5. Użytkownik postrzegający SI negatywnie i nie używający jej.

    W dużym uproszczeniu.

    Ilościowo wychodzi, że większość plasuje się w typach raczej negatywnie postrzegających SI.

    Zatem ponownie wbrew Nanatarowi proponuję pochylić się nad znacznikiem AI-free. Rozumiem jego romantyczny odruch sprzeciwu. Segregacja to zło. Ale nie segregujemy ludzi, a content. Sesja to przede wszystkim relacja jak to ujął Krakov. Osobista. A LI widziało już nawet dziesiątki intymnych. Ale zanim stanie się relacją, to jest to też produkt. Opakowany w rekrutację. Nie wzdragamy się przed znakowaniem produktów GMO-free. Czy alkohol-free. A w efekcie znakowania nie stygmatyzujemy przecież ludzi pijących piwo alkoholowe czy jedzących batona z GMO. Raczej przypominamy im, że każdy ma wybór. Wybór, o którym zapomnimy jeśli SI stanie się trwałym elementem twórczości bez względu na wymiar tego elementu. Pani T to światło przewodnie, które zgubiło drogę. Dobrze, że wycofała się z tych słów. Ale bura się jej należała. Od noblisty oczekujemy wzoru. Przykładu. Nadziei. A nie zachłyśnięcia. Co do niej ma Rolltelling? Ano to, że wszyscy tu kochamy fantastykę i życia sobie bez niej nie wyobrażamy. A to daje poczucie misji wobec fantastyki. By dbać o nią. AI-free content to przypomnienie. Że można bez. To pokusa też by czasem spróbować bez. A nie segregacja. Mogę sobie na luzie pograć u MG, który stosuje taki content i nie mam z tym problemu. I jednocześnie grać u oldtimera, któremu nawet do głowy nie przyjdzie pytać chata o cokolwiek. Ale nie pozwólmy by z nami dinozaurami wymarł ten wybór, o którym my jako fantaści powinniśmy przypominać. Nie tylko nowym użytkownikom, ale i sobie samemu.

    Dyskusje RPG

  • [Autorski storytelling] Ropa i krew
    MarrrtM Marrrt

    Wół podrapał się po czuprynie patrząc za znikającymi technikami. Nie bardzo rozumiał o co chodziło Hance z gadającymi ścianami. Ale Pustkowia nauczyły go, że niczemu nie należy się dziwić i jeśli techniczka mówiła, że słychać głosy, to znaczy, że słychać głosy. Po prostu. Nie był od myślenia, żeby rozważać, czemu i czy to możliwe. Skoro tak było to było. I jeśli Hanka mówiła, że nie odpowiadać, to słowem się do głosów odezwać nie zamierzał. Po prostu.
    - A jak Ivana nie będzie? - zapytał - Albo będą go szukać przez godzinę? Nie ma co tu sterczeć jak dzidy w padlinie. Taki, czy nie taki, to tylko korytarz. Gadaj do mnie, ja do ciebie i damy radę.

    Co rzekłszy wziął jedną z mocniejszych latarek, tę ręczną wojskową i kilka świec.

    - No. To opowiedz mi teraz skąd się taka fachura ulęgła w Jarze. Ponoć jesteś tu w jakiejś Radzie. Mów i nie przerywaj. Wół to dobry słuchacz.

    Po czym ruszył w głąb korytarza.

    Rozgrywka ropa i krew storytelling autorski

  • AI w językowej służbie MG
    MarrrtM Marrrt

    Dziękuję za odpowiedzi:)

    @Dekline napisał:

    To jak inspiracja. Obejrzałeś film, podobał ci się jakiś aspekt i na jego podstawie robisz sesje, to co Peter Jackson jest wspol mg?

    Ano właśnie różnica jest wielka między inspiracją Jacksonem a inspiracją sugestiami AI. Przy Jacksonie inspirujesz się gotowymi pomysłami żywego człowieka. Przy AI inspirujesz się przemiałem pomysłów z ogółu żywych ludzi. Poza tym gdy pytasz AI to nawet nie inspiracja dziełem tylko gotowa odpowiedź bota dla gotowego pytania. Bo oglądając Hobbita, nie prosisz przecież Jacksona o wygenerowanie Ci własnego lochu, którym się zainspirujesz.
    W pierwszym przypadku googlasz pomnik Odyna w Hannoverze i tworzysz opis pomnika króla krasnoludów. To jest inspiracja. W drugim prosisz AI o wygenerowanie gotowego opisu króla krasnoludów, z którego weźmiesz co będziesz chciał i coś dopiszesz.

    Z resztą celem tego tematu nie jest krucjata i przekonywanie użytkowników AI do porzucenia tej ścieżki:) Wolnoć tomku w swoim domku. Raczej pytanie brzmi, czy dla użytkowników AI byłoby problemem gdyby mieli informować, że w poście użyli AI. Albo na wstępie w rekrutacji napisać, że do tworzenia fabuły zostanie użyte AI językowe i/lub graficzne. Bo "wyparcie" jest jednym z etapów uzależnienia;)

    Wybaczcie jeśli brzmię jak boomer frustrat. Trochę tak jest. Nie rozumiem sytuacji, w której maszyny dla człowieka tworzą złożoną i porządną warsztatowo prozę i grafikę, ale nie mogą posegregować odpadów byśmy sami mieli więcej czasu na twórczość. A my temu przyklaskujemy i zasuwamy po 50 gr z butelkami, albo przynajmniej przez habituację (nauczyłem się nowego słowa!) akceptujemy. No odmawiam.

    Dyskusje RPG

  • AI w językowej służbie MG
    MarrrtM Marrrt

    Chciałbym się z Wami podzielić… może nie obserwacją, bo jaki świat jest każdy widzi, ale wrażeniem z tej obserwacji. Ostatnio w oczy mi wpadł wycinek wywiadu z Olgą Tokarczuk. Można twórczość tej pani lubić, można nie lubić. Nie sposób jednak nie docenić. A przez to nie pochylić się nad jej wypowiedzią, której sednem jest, że wykorzystuje AI w swojej twórczości. Wywołała ta wypowiedź bardzo słuszną moim zdaniem burzę w internetach. Wznosząc się zaś na masach kotłującego się powietrza chciałbym zarzucić tu na wędkę pytanie o światek PBF.

    Czy AI powinno być elementem PBF?

    Moje zdanie jest w tej kwestii stronnicze. Nawet nie będę udawać, że staram się być obiektywny. AI weszło już dość jawnie i na pełnej parze w grafiki. Zdolni gracze i mistrzowie pełnymi garściami czerpią z rezerwuaru dobrodziejstwa jakim stała się szybka kalka graficzna z wyobraźni na papier. Sesje pękają w szwach od grafik postaci z tymi charakterystycznymi dla AI obliczami nie wyrażającymi moim skromnym zdaniem kompletnie niczego poza naszym karykaturalnym odbiciem w oczach robota. Kijem Wisły się nie zawróci. Maszyna do pisania kiedyś też była narzędziem szatana. Ale pierwotny artyzm graficzny już teraz dogorywa i zadowalamy się łatwo, szybko i indywidualnie pichconą wtórną mielonką pozyskaną z tego co zżarły modele graficzne. Ale mówimy tu o modelach AI graficznych, których wykorzystanie nie jest… hmmm… sercem PBF.

    Wróćmy do narzędzia pracy pani T., czyli modelu językowego. Nie trzeba być pisarzem, żeby wiedzieć jak ciężki to kawałek chleba żyć ze swojego pióra. Gro niewielkiej i tak ceny książki/audiobooka i tak zjada wydawca. Czemu się wzdragać przed myślą, że AI pisarzowi/MG/graczowi zwiększy wydajność?
    Z dwóch przyczyn. 1) Z przyczyny osobistej. 2) I jakkolwiek górnolotnie to nie zabrzmi, ad maiorem dei gloriam.

    1. Nie wiem jak Wy ale ja podchodzę zarówno do książki, jak do gry jak do formy… relacji. RPG i książka to dzieło wyobraźni. A wyobraźnię postrzegam jak sferę nader osobistą. Czasem nawet intymną. Jako gracz i czytelnik czuję się trochę jak głodny stołownik, który przychodzi do kucharza ciekaw co też mu on przyrządzi. Może mi to smakować, albo nie. Ale nie mogę niedocenić starań kucharza. Co najwyżej więcej do niego nie zawitam. I tak są autorzy i MG, których kijem nie dotknę choć szanuję ze względu na ich tytaniczny wkład własny. Ale jeśli kucharz zaserwuje mi zupę instant, albo pizzę z mrożonki, to z całym szacunkiem dla żywności przetworzonej, czuję się oszukany. Bo ja tę wyobraźnie przed nim otwieram, a dostaję wygenerowaną przy użyciu kilku chwil papkę.

    2. Pani T. ma wyrobione nazwisko. Może tworzyć dzieła z wykorzystaniem AI znacznie szybciej i wydajniej nie siląc się na konieczność przebicia głową przez mur wydawniczy, czy selfpublishing. Jednocześnie coraz mniej tworzy własnymi siłami. Koszt zdrowotny, czasowy, pieniężny. Wszystkie przemawiają za maksymalizacją zawartości AI względem własnej. Randomowy pisarz może sięgnąć po ten sam algorytm językowy i tworzyć jakościowo podobne treści, ale nie nazywa się Tokarczuk. Nic nowego. Odcinanie kuponów. Śpiewka stara jak świat. Taki mamy klimat. Ale RPGi, a zwłaszcza PBF to fun twórczy, a nie zarobkowy. Nie zarabiamy na poświęconym tu czasie ani złotówki. Co więcej, poświęcony tu czas moglibyśmy przeznaczyć na pracę i więcej zarobić. Piszemy tu dla szeregu czysto egoistycznych przyjemności: 1) bycia przeczytanym, 2) łapek w górę 3) interakcji na poziomie wyobraźni 4) przeczytanie czyjejś odpowiedzi na własną twórczość i pętli własnej odpowiedzi na tę odpowiedź. 5)... napewno jest jakieś 5, ale nie mam pomysłu. Nie ma się co oszukiwać. PBF jest najpróżniejszą częścią społeczeństwa RPG. Chwalta nas! I tak jak pani T. w pogoni za optymalizacją efektów (więcej dobrych książek - więcej kasy) ulegamy pokusie optymalizacji efektów (więcej dobrych postów - więcej przyjemności). Tylko, że zarówno te książki jak i te posty tak naprawdę to robi się pulpa z tego co już było. Pani T. przestaje pisać i już tylko rzuca pomysłami zrównując się randomem. My przestajemy pisać. Świat nie rozpieszcza. Goni. Zdrowie. Kasiura. Rodzina. Jeśli można osiągnąć ten sam (albo lepszy!) efekt mniejszym nakładem sił własnych to czemu nie? Tylko, że ilość pulpy pisarskiej i graficznej pozostaje constans na wiele lat, bo modele się obżarły z zapasem. Nie ma nowej, bo “nowa” to przemielona stara. I jako ojciec nastolatków jestem przerażony, że w świecie moich dzieci "twórczością" będzie się nazywało to co na prośbę człowieka stworzył taki utyty model językowy.

    Dlatego finiszując moją walkę z wiatrakami chciałbym rzucić pod rozwagę znakowanie sesji. Z zawartością językowego AI i bez zawartości językowego AI. Wiem, że oszukiciarza, który i tak wykorzysta AI językowe, ale będzie się zarzekał, że sam pisze i tak się nie wykryje, ale… Przynajmniej nie będzie legitymizowania tego procederu.

    Dyskusje RPG
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa