Żaba

Shawn zmarszczył się po wyjaśnieniu technika i przejechał dłonią po ogolonej prawie na łyso glacy. Kumple kumpli to zawsze był śliski temat, w który wolał się nie mieszać. Ktoś kogoś, a potem znów kogoś… W takim zupie zawsze wszystkie imiona wypływają na wierzch. Kurwa… Przecież już się dał Switchowi w to wkręcić. Pocieszał się tylko, że wtedy chodziło o sprawdzenie co z dziewczyną, a nie jak u HiFiego o trefny dil z Kretami i Brzytwiarzami. A filozoficzne gadki o sensie życia… Taaa. Czy był lepszy moment na filozofię niż podczas ekstrakcji cyberwszczepów z martwego Valentinosa?
- No spox. Pogadamy jeszcze o tym. Ale wiesz. Ja bym rozważył, żeby tego twojego ziomka gdzieś związać i zamknąć na czas transakcji… Się wkurzy. Jasne. Ale potem ci podziękuje. Rzucanie się na każdego Brzytwiarza… - pokręcił głową - taki kumpel to jak odbezpieczony granat. Ale na ten kulomiot z wieżyczki to się tak nie nakręcaj na razie. Mnie też się podoba.
Smarthing bzyknął ponownie więc Shawn, który ręcę zdążył umyć wziął urządzenie i zajrzał kogo niesie. Brazil.
- Wypłaszczona. W swojej wannie. Jakiś netrunnerski syf. - odpisał. Zastanowił się chwilę i rzuciwszy okiem na zapakowany sprzęt dopisał. - Zbieramy fanty. Chcesz rzucić okiem na jej sprzęt?
Na odpowiedź długo nie czekał.
- Paga! Zbieracie fanty? A kamery? Ktoś was widział?
Jeszcze raz spojrzał w miejsca, które już sprawdził. I jeszcze raz postanowił wyjść na zewnątrz by sprawdzić, czy i tam niczego nie przeoczył.
- Brak kamer : o Brak oczu. Ale to Kabuki ¯(ツ)/¯
Schował Smarthinga i odezwał się do myjącego ręce HiFiego, który jednocześnie gadał ze Switchem i przeglądał najbliższy rynek wyzyskanych implantów. Nie ma co. Technik był obrotny. Nie dało się z nim wytrzymać i nie dało się go nie lubić. Kurwa. Mógł się Żaba zasłaniać, że nie ma czasu, hajsu ani ochoty się pchać w te lewe dile. A i tak mu pewnie nie odmówi. Popieprzone to wszystko.
Wyciągnął fajki.
- Idę przed garaż.
Obaj sobie skinęli, a Shawna po chwili owiał przyjemny wyziew wieczornej ulicy. Spalony tłuszcz, pierdzące klimy i dusząca nuta plastalowej dżungli. Lepsze niż biedna Shiva i trupek Valentinos. Zaciągnął się dymkiem i po raz ostatni sprawdzić, czy jakie kable z wnętrza garażu nie szły gdzieś w jakieś dziwne miejsca. Aż trudno było uwierzyć, że Shiva nie zamontowała monitoringu.
Miał ochotę wbić na nabrzeże i zobaczyć, kiedy z kosmodromu coś startuje.
Zamiast rozbłysku podboju kosmosu, Shawn jednak dostał po oczach reflektorami. Wrócił Dingo.
- Pusto. Nawet meneli brak. - odpowiedział - Poza nami. A ze Switchem HiFi gada właśnie.