Cohen nim odszedł ze strażnikami wysłuchał do końca słów Woła. Uśmiechnął się przy tym i do własnych przewrotnych myśli, jak i do sensu wypowiedzi, żeby lepiej miast unikać, a najlepiej założyć własną farmę.
Pogwizdując swoim zwyczajem zapamiętywał rozkład korytarzy i kwater. Nie tak, że nie ufał, lubił wiedzieć gdzie jest.
Pokój w którym go przyjęli był można by powiedzieć luksusowy, wybetonowany, oświetlenie było jasne, wyposażenie skromne, ale w doskonałym stanie. Duży szklany stół z grubym metalowym stelażem stylizowanym na cztery przypadkowo ułożone szyny, z atrakcyjnym wykończeniem rdzy. Noa podejrzewał nawet, że może to być artefakt wyświetlający obrazy, ale nic takiego się nie wydarzyło. Szept stała lekko spięta za plastikowym fotelem kubełkowym w którym rozparł się szpakowaty mężczyzna, którego już z nią widział, zaś trzecia osobą był młody negr o wyjątkowo rzeźbionym obliczu. Pił herbatę z dużego kubka z napisem Super Tata z uśmiechem bożka.
-No i jak Cohen? Czego się dowiedziałeś? - oderwała go od oblicza młodzieńca Aga. - Wybacz to są Vini i Leo - na co bożek błysnął złotym zębem.
- Noa - uprzejmie przedstawił się rewolwerowiec.
Poprawił postawę, jak do raportu.
-Po drodze mijaliśmy stworzenie będące w naszej ocenie wynaturzeniem, co więcej oceniam, że doszło do konfrontacji dwu zwierzęcych form mutantów i jedno zżarło drugie. Tropiciel doskonale wywiązał się z zadania i bez innych niespodzianek dotarliśmy na miejsce. Należy tu zapamiętać, że kto inny może nie mieć tyle szczęścia.
-Do rzeczy Cohen, co w wieży? - przerwał mu leniwie Vini
Noa się uśmiechnął.
-Wieża stoi zaklęta pośród szumu traw, wiatr wypełnia wszystkie szczeliny w nieskończonej entropii.
-Naćpałałeś się?
-Nie, ale nie odmówiłbym szklanki brandy. - Viki przewrócił oczami, Leo podał mu szklankę z rudym płynem, a Aga się uśmiechnęła.
-Od razu zauważyliśmy zerwany kabel od anteny. Po wstępnej obserwacji zarządziłem kolejną z innego punktu. Tam zostawiłem Liore i Corneya. Do strażnicy udałem się sam, mam wrażenie - zaczął ostrożnie - że była to wydeptana ścieżka, wydeptana między wysoką trawą.
-A ten swoje - skarżył się Vini
-Jak mówiłem wydeptana między trawami, pośród których śpiewał wiatr. - upił, pochwalił mimicznie, kontynuował - Do wnętrza dostałem się bez trudu. W środku panował bałagan odpowiedni do czasu zerwania kontaktu. Radiostacja zdaje się sprawna, ale nie mieliśmy komponentów i narzędzi do naprawy zerwanej anteny. W pobliżu nie znaleźliśmy ani zwłok, ani śladów walki.
-To wszystko? - zapytała Szept
-Nie, jedno nie pasowało. Jedno łóżko było zasłane jakby ktoś miał tam wrócić. Nie wykluczam zatem faktu, że ktoś tam się zatrzymuje, ale przez pół dnia obserwacji nikogo nie widzieliśmy.
-Znalazłeś w środku broń i amunicję.
-Znalazłem, ale ktoś mi ukradł. To nic nadzwyczajnego. Ktoś porzucił zapasy jedzenia, broń i kontakt z bazą. Dlaczego?
-To my tu zadajemy pytania Cohen? - to był Vini
-No właśnie, czekam na to, którego nie odważyliście się zadać.
Popatrzyli po sobie.
-Co jeszcze znalazłeś? - zaczepił szczebiotliwie bożek.
Noa sięgnął do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki. Powoli wyciągnął notes i uniósł go w dłoni. - To nie pismo święte, to coś lepszego.
-Czytałeś? - znów on
-Jasne. To było moje zadanie.
Piękny podszedł krokiem tancerza i przejął z rąk Noa artefakt? Skierował się do Agi, otworzył, czytali, patrzyli na niego.
-Coś jeszcze?
-W sumie tak.
-Miałeś jakieś niedogodności...psychiczne? - nie wytrzymał Vini
-Nie - miękko skłamał Noa - ale może inni nie będą tak odporni. Nie widziałem na miejscu żadnych roślin i grzybów mi znanych, które wywołują omamy, nie wyczułem żadnej substancji.
Wszyscy w trójkę podawali sobie notes.
-Mogę się udać do przyjaciół? - przewał im Noa
-Zaczekaj?
-Chcielibyśmy znać twoje zdanie.
-Moje zdanie?
1.sabotaż z zacieraniem śladów,
2. atak chemiczny - długofalowe wystawienia na środek (pochodzenie wrogie dywizje, lub mutacje przyrody)
3. atak monadalny. Istnieje teoria o odziaływaniu na siebie myśli ludzkich, takiej teleepatii poza naszą kontrolą, ujednolicone myśli, tworzą monadę. Twór pochłaniający inne myśli i wciąż mutujący.
4. tlenek węgla jest bezwonny, mocno trujący i wywołuje omamy.
-Ja pierdolę idź już Cohen i nie wracaj. To znaczy nie wyjeżdżaj z Jaru jaszcze. Odezwiemy się.
-To ja się odezwę wcześniej. Mój kompan był w tunelach, które mnie interesują. Pogadam z nim i wrócę. Tymczasem zanim wyjdę proszę o moje mapy, broń, amunicje i wahę, które były mi obiecane.
Wyszedł dopiero jak dostał pieczątkę na wszystkich wcześniej przygotowanych dokumentach. Od razu udał się do działu zaopatrzenia, wiedząc, że z pełnymi kieszeniami, będzie miał czym się z Wołem targować. Najszczęśliwszy był z map, które ściskał pod sercem. Znów załadowany pod sufit jak pickup wtargał się do wspólnej celi.
-No to mam jeszcze trochę bułeczek.
Z radością zapiął do pasa Anakondę. Rozejrzał trzy razy po pomieszczeniu, dwa razy sprawdził czy nikt nie podsłuchuje.
-Wszyscy są? - upewnił się pytając Liory