Vine Street w Heywood, 22:47
Skulona w przyklęku i oparta plecami o ścianę naprzeciwko panelu videofonu hakerka znalazła w torebce czego szukała, najpierw się uśmiechnęła, ale zaraz spochmurniała, rozglądając się dookoła. Złym wzrokiem zgasiła elektroniczne oko wymierzone w grupę pod kamienicą. Nerwowo uniosła paluszek. - Zaczekaj! - zwróciła się do Camary - daj mi jeszcze chwilę dostępu. A poza tym to dobry pomysł.
Proteza procesowała hasła i zasięgi miejscowych sieci. Część odrzuciła z miejsca inne wydawały się prawdopodobne, znów zaprzęgła Skrybę do wstępnej selekcji. Sama zaś postanowiła zejść do poziomu jaskiń. Do wydzielin i odorów, do śladów stóp mokrych.
-Jak z panienkami? Nie poszło? Nam też kompletnie. Cholera, wiszę wam kolację. - zagadywała kolegów.
Z torebki wyjęła cylindryczny atomizer do nabijania w drogerii. Zbliżyła się do ledowego panelu i delikatnie spryskała. Dawkując micelarny płyn do demakijażu jak magiczny pyłek wróżek. Tam gdzie w ciągu ostatnich godzin odbiły się tłuste łabska białkowców płyn formował równe krople, zaś na czystej części spływał jak łzy matki zastrzelonego dzieciaka, albo pot z czoła maklera przy krachu.
Czekając na efekt przyszykowała się do wejścia - Chłopaki, wyłączyłam kamerę, spróbuje otworzyć bramę, ale nie wiem jeszcze gdzie mógł pójść Gapa. Nad tym też pracuję. Przydałby się ten nasz mały spryciarz. - w sumie trochę ją gryzło, że zostawili Hajfiego, a z drugiej strony gryzło ją, że w ogóle wyciągnęła chłopaków, a z trzeciej nie dawało spokoju, że Raze wyłączył smarta. Z każdej strony podgryzana, a Skryba już raportował.
Paradoksalnie mnogość bodźców znów wyrwała ją z zwątpienia i napędzała do działania. Popatrzyła sobie w oczy kiedy skierowała twarz na szybę w drzwiach wejściowych. ADHD, o czym zapomniała, co pomineła, bo się zapędziła, odgoniła.
Znów kucnęła i skupiła wzrok na kroplach.







