Posty
-
Popiół i Śnieg -
Krzyk Pustkijadę na ulop kochani, nie będzie mnie od 10.09 do 24.09. Proszę o npctowanie mojej postaci. Nie zgińcie wszyscy proszę. Nie chciałbym po powrocie przeczytać, że połowę drużyny dziabnął alien

-
Popiół i ŚniegNie zdążyłem napisać epilogu i raczej już nie napisze przed wyjazdem. Jadę na ulop od 10.09 do 24.09 więc zamykający post pojawi się pewnie gdzieś w weekend 26.09-27.09.
-
Ścieżki Przeklętych - komentarzeO żesz Ty, Indonezja?! Toż to gdzieś za Kislevem i Dark Landami! Wyprawa godna żeglarzy z Marienburga!
Chyba przekładając naszą mapę świata na warhemmerową, byłby to okolice Lost Isles of Elithis, albo coś podobnego w tamtych rejonach, co przypomniało mi jak ubolewam, iż większość sesji dzieje się w Imperium lub jego okolicach. Zagrałbym sobie raz w coś w dalszych rejonach.
Czy rozważyłbyś pozostawienie Mistrzowi Gry rozbudowanego pakietu hipotetycznych deklaracji, by mógł poprowadzić Auriela jako NPC, ale z uwzględnieniem Twoich życzeń?
Jasne. A wiec deklaracja:
Przed walką Auriel rzuci na siebie "Pancerz Eteru", po rozpoczęciu potyczki gdy przeciwnicy będą blisko siebie, rzuci zaklęcie "Rozbłysk". Później będzie spamował wrogów zaklęciem "Gorejący Wzrok", a jeśli miałby być ostrzeliwany rzuci zaklęcie "Migotliwa Tarcza". Jeśli by jakiś wróg skrócił dystans do walki wręcz, będzie atakował czarem "Uśpienie", który to jest czarem dotykowym i potrzebuje zdać WW. Przy zdolności "dotyk mocy", która daje +20 do czarów dotykowych, powinno się udać, a przynajmniej jest spora szansa. Używam wszystkich kości magii. To chyba wystarczy do nawigacji tej walki.
-
Ścieżki Przeklętych - komentarzeWłaściwie to wyruszam w czwartek, ale zaczyna mi się dziś. Muszę ogłosić ów fakt wszędzie (w sensie w każdej sesji) i poprosić o npctowanie jeśli nie będę dawać znaków życia. Wyjazd jest dość istotny (10 rocznica ślubu) i dość daleki (Indonezja), więc naprawdę mogę nie odpisywać. Grafik mamy napięty i nie mogę obiecać, że dam radę zaglądać na forum.
-
[D&D One] Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of HarrowstonePotraktuj to lekko proszę. Po prostu użyłem skrótu myślowego pisząc o „dużej liczbie restrykcji”. Jeśli miałbym się wytłumaczyć, to bardziej chodziło mi o wysoki poziom sformalizowania rekrutacji i dość konkretnie ustawione ramy sesji. Nie miałem na myśli tego, że rekrutacja jest nieprzystępna dla kogoś, kto nie zna systemu czy Golarionu, bo tutaj faktycznie wyraźnie zaznaczasz, że wcześniejsza znajomość nie jest wymagana i deklarujesz pomoc. Bardziej patrzyłem na całość z perspektywy osoby przygotowującej zgłoszenie.
Jako, że chciałbym to zrobić dobrze, a nie tylko poprawnie, trzeba przy przygotowaniach uwzględnić setting i trochę się dokształcić na temat najważniejszych rzeczy, czyli panteonu, ras, nacji, historii, geografii itd. Do tego dochodzi przemyślenie powiązania z Petrosem, powód pozostania w Ravengro, tworząc postać wypadałoby wpisać się w ton kampanii (chodzi o ramy konwencji), zgrać to jakoś z historią, i masz trochę innych punktów warunkujących rozgrywkę. Wszystko jest całkowicie sensowne i fajnie, że nakreślasz czego oczekujesz, ale sprawia to też, że przed zgłoszeniem trzeba trochę więcej przeczytać, przemyśleć i dopasować niż przy typowej rekrutacji, kierując się wewnętrzną statystyką. Po prostu takie odniosłem wrażenie. To moja subiektywna ocena.
Więc właściwie powiedziałbym teraz raczej, że jest to rekrutacja wymagająca i mocno skalibrowana, a nie restrykcyjna. I nie uważam tego za wadę. Wręcz przeciwnie, przy kampanii planowanej potencjalnie na długi okres czasu, dobrze od początku jasno powiedzieć, jakiego rodzaju gry, postaci i zaangażowania się oczekuje. Dzięki temu próg wejścia jest trochę wyższy, ale za to mniejsza jest szansa, że po kilku miesiącach okaże się, że MG i gracze przyszli grać w zupełnie inne RPG.
Czyli moje „dużo restrykcji” było raczej skrótem myślowym niż zarzutem. Ot uwaga z której nie myślałem, że będę się musiał tłumaczyć

-
[D&D One] Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of HarrowstoneRównież myślę, że się skusze, choć trzeba mi się będzie douczyć, ale szykuje się przyjemna nauka. Rekrutacja ma dużo restrykcji i przez to nieco wysoki punkt wejścia, ale w sumie większość rzeczy z tej listy ma sens. Zaznaczę, że za trzy dni wyjeżdżam na dwutygodniowy urlop, na którym raczej nie będę miał dostępu do komputera (lub będę miał ograniczony), więc moja karta pewnie wleciałaby bliżej końcowego terminu.
-
Popiół i ŚniegRozumiem. Nie mniej dziękuję bardzo!
-
Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze@santorine pościk wleciał, a i na karcie pozmieniałem też. Można przechodzić powoli do grande finale

-
Polowanie w Lwiej Loży - RozgrywkaOtwarte wrota i pierwszy podmuch zimnego, górskiego powietrza przywitał z cieniem uśmiechu. Po godzinach spędzonych w trzewiach Lwiej Loży chłód nocy wydał mu się niemal kojący. Miał już serdecznie dość ciężkiej aury tego miejsca, przesiąkniętej wonią krwi, kurzu i stęchlizny. Przystanął przy wyjściu i przez chwilę patrzył w rozciągającą się przed nimi ciemność. Noc nad górami była surowa, ale czysta. Srebrne światło księżyca oblewało granie, a dalekie doliny tonęły w czerni. Po wszystkim, co znaleźli w loży, widok ten był wyzwalający.
Przez krótką chwilę myśl o odejściu stąd bez oglądania się za siebie była bardziej kusząca, niż Kraghul chciałby przyznać. Tyle że sprawa nie była skończona, a on nie zwykł zostawiać krwawych łowców swojemu losowi. Z nostalgią sięgnął po rytmiczną kość zawieszoną przy pasie i zacisnął ją w dłoni, pozwalając, by jej znajomy chłód przeniknął opuszki. Po chwili z niewielkiego fetyszu popłynął fragment melodii. Cichy, kruchy, ledwie obecny ponad szumem górskiego wiatru. Głos Nary był młody i czysty, nieco nierówny, jak u dziecka, które bardziej cieszy się samym śpiewaniem niż poprawnością nut. Pamiętał, że wygrywał jej melodie na bębnie i choć nigdy nie był w tym dobry, przyłożył się przy ostatnim razie. W prostocie tej piosenki było coś tak prawdziwego, że za każdym razem go wzruszało. Melodia była ciepła, pełna życia, którego już nie było.
Przymknął oczy. Za każdym razem bolało trochę inaczej. Czasem pieśń otwierała ranę, czasem przeciwnie, przypominała mu, dlaczego jeszcze idzie dalej. Teraz przyniosła to drugie. W kilku prostych frazach wróciło wspomnienie małych dłoni, dziecięcego śmiechu i wieczorów, kiedy świat wydawał się znacznie mniejszy, a przez to łatwiejszy do zrozumienia. Nie potrzebował więcej. Zacisnął palce na kości, pozwolił wybrzmieć ostatniej nucie i schował fetysz z powrotem przy sobie. Gdy ponownie spojrzał na otwarte wrota, pokusa odejścia całkiem znikła. Auldegrund wciąż żył. I Kraghul nie zamierzał zostawić po sobie kolejnego łowcy, który kiedyś znajdzie następną ofiarę.
Ucieczka oznaczałaby przyzwolenie Panu tych włości na następne ofiary i danie mu wolnej ręki na cokolwiek szykował. Kraghul nie potrafił pogodzić się z tą myślą. Łatwo było by im stąd umknąć, ale znacznie trudniej było odejść od świadomości, że pozwolili krwi dalej płynąć przez sale loży. Przez moment jeszcze patrzył na ciemne zbocza i srebrne od księżyca grzbiety gór, jakby próbował zapamiętać ten widok na wypadek, gdyby za kilka godzin nie miał już okazji zobaczyć otwartego nieba. Potem odwrócił się powol i spojrzał z powrotem w głąb sali.
– Nie możemy tak tego zostawić.Przesunął spojrzeniem po pozostałych, zatrzymując je na chwilę na Dorlivinie i Rathorze. Jeszcze niedawno jednego z nich uznaliby za wroga, drugiego za martwego albo straconego. Teraz obaj stali po tej samej stronie i obaj mieli własne powody, by doczekać powrotu Auldegrunda.
– Mamy kontrolę nad drzwiami i mamy czas. Niech wejdzie w naszą pułapkę. Odpocznijmy i przygotujmy się do starcia – oznamił pewnym głosem. Skoro mieli chwilę przewagi, należało ją wykorzystać rozsądnie. Odpoczynek nie musiał zresztą oznaczać bezczynności. Jaithe mogła dalej przebijać się przez zapiski Auldegrunda i próbować wydobyć z nich coś więcej. Dorlivin mógł przygotować sidła. Pozostali mogli zabezpieczyć wejście, przesunąć część mebli, wybrać miejsca, z których łatwiej będzie uderzyć i trudniej zostać zaskoczonym. Kraghul odetchnął głębiej i jeszcze raz spojrzał w stronę otwartych wrót... po czym zaczeli obmyślać plan. -
Ścieżki PrzeklętychPowrót Wulfa Auriel przyjął z ulgą, choć nie szczególnie chciał dać to po sobie poznać. Dopiero kiedy tropiciel znalazł się z powrotem między nimi, dłoń maga rozluźniła się nieco na kosturze. Wszystko przez Matthiasa, którego słowa niczym czerwie wpełzały pod skórę, podkopując jego pewność siebie i zostawiając po sobie uczucie niepokoju. Przez ostatnie minuty zbyt długo wypatrywał w gęstwinie jakiegokolwiek ruchu, z rosnącym napięciem śledząc miejsce, w którym zniknął łowca. W końcu jednak Wulf wrócił, a wraz z nim przyszły konkrety. Czterech zwierzoludzi. Jeden jeniec. I, co najważniejsze, wciąż żywy. Auriel wysłuchał reszty relacji bez przerywania. Informacje były ponure, ale konkretne. Wizja człowieka przeznaczonego na pieczeń ostatecznie przechyliła w nim szalę zdecydowania. Nie było już mowy, by odwrócił się i pozostawił nieszczęśnika własnemu losowi.
Kiedy odezwał się Rolf, mag skupił się na jego planie. Był prosty, być może nawet bardziej, niż Auriel sam by zaproponował, ale w obecnej sytuacji prostota miała swoje zalety. Wulf znał już nieco teren i potrafił podejść niezauważony. Rolf miał broń, która mogła zakończyć walkę jedną dobrze wymierzoną kulą. Pozostali mieli przewagę liczebną. Jeżeli uderzą równocześnie, zwierzoludzie mogą zwyczajnie nie dostać czasu, by zrozumieć, co się dzieje. Dopiero określenie „sztuczki”, którego użył Sierżant, sprawiło, że Auriel uniósł lekko brew.
– Sztuczki? – powtórzył. – To dość skromne określenie możliwości licencjonowanego maga Kolegium Światła.
W jego głosie nie było urazy, raczej serdeczne rozbawienie. Nikt, kto na własne oczy widział, jak Gorejący wzrok potrafi spopielić istotę Chaosu, raczej nie nazwałby repertuaru jego umiejętności "sztuczkami". Mag uznał jednak, że sierżant będzie miał okazję przekonać się o tym w sposób znacznie bardziej empiryczny, kiedy już zaczną walkę, więc nie rozwijał tej kwestii.Przesunął dłonią po kosturze, aż palce zatrzymały się przy zimnym krysztale.
– Rozumiem jednak zamysł. Chcę tylko zapewnić, że gdy przyjdzie co do czego, mogę dorzucić do przebiegu walki coś bardziej użytecznego niż iskry i światło do czytania. – oznajmił przenosząc rękę z kryształu i gładząc w zamyślniu gładką brodę.
– Powiedziałeś, że są skupieni wokół ognia i jeńca – zwrócił się już bezpośrednio do Wulfa. – Jeśli zdołacie podejść ich z dwóch stron, mogę wykorzystać moment pierwszego uderzenia i rozświetlić środek obozowiska tak, żeby przez chwilę mieli problem z widzeniem czegokolwiek poza bielą.
Nie brzmiało to jak przechwałka, a przynajmniej nie miało tak zabrzmieć. Auriel mówił o zaklęciu tak, jak Rolf mówiłby o pistolecie, a Wulf o dobrze obranej pozycji strzeleckiej. Magia była po prostu kolejnym narzędziem, choć w jego przypadku nieco bardziej widowiskowym.Potem skinął lekko w stronę Adolfa.
– Ty powinieneś być z przodu, kiedy już ruszymy. Jak zwykle. Skoro przez pół drogi przekonujesz wszystkich, że twoja tarcza ma przyjmować ciosy za resztę, byłoby niegrzecznie nagle odbierać jej tę funkcję.
Kącik jego ust drgnął lekko. Po chwili zwrócił się już do całej grupy, choć ostatnie słowa wyraźnie skierował do Matthiasa.
– Idziesz z nami, Sylvańczyku, czy wolisz, żeby ominęła cię cała zabawa?
Zapytał żartobliwie, próbując w ten sposób choć odrobinę zasypać niewielką przepaść, która zdążyła wyrosnąć między nimi podczas wcześniejszego sporu o sens ruszenia z pomocą. Teraz, gdy Wulf wrócił z konkretnymi informacjami, Auriel miał nadzieję, że Matthias odłoży wcześniejsze niesnaski na bok i po prostu ich wesprze. -
Ścieżki Przeklętych - komentarze@ketharian raczej stoimy tam gdzie staliśmy, więc można chyba rzec, że wróciłeś w to samo miejsce. Za chwilę przycupne i naskrobie jakąś odpowiedź fabularną.
-
Krzyk PustkiCrowe nie odpowiedział Gleesonowi od razu. Przez ułamek sekundy sam wsłuchiwał się w zgrzyt pracującego kadłuba i głos O’Collana przebijający się przez trzaski radia, próbując oddzielić zwykły hałas manewru od wszystkich innych odgłosów, których nauczył się nie lekceważyć w swej robocie. Dopiero kiedy słowa Hannigana potwierdziły, że rozłączenie było zamierzone, Elias położył dłoń na przedramieniu technika i ścisnął je lekko, bardziej uspokajająco niż stanowczo.
– Nie zostawiają nas – powiedział, patrząc mu prosto w oczy. – Kapitan sam kazał im się odłączyć. Oddychaj, Joshua. To decyzja taktyczna. Pikawa ci walnie, jak będziesz się tak dalej zamartwiał.Nie wiedział, czy żart trafił na podatny grunt, ale miał nadzieję, że tak. Chwilę później poświęcił uwagę odnalezionemu pakietowi medycznemu. Wyciągnął go ze stelaża i przycisnął do boku, czując jego ciężar przez rękawice skafandra. Teraz miał tylko nadzieję, że ostatecznie jego zawartość nie będzie im potrzebna do niczego poważniejszego niż znalezienie środków, których potrzebował Gleeson. W tym momencie jego myśli przeskoczyły. Czy w wojskowej apteczce była w ogóle szansa znaleźć coś odpowiedniego? Crowe nie miał pojęcia. Takie zestawy mogły być wyposażone znakomicie albo skandalicznie ubogo, zależnie od tego, czy ktoś z firmy przy układaniu budżetu uznał opiekę nad załogą za konieczność, czy kolejną rubrykę nadającą się do cięcia kosztów. Z drugiej strony nawet najbardziej bezduszny księgowy chyba potrafił zrozumieć, że żywy pracownik mógł przepracować dla firmy jeszcze jeden kontrakt. Najlepiej kilka. Aż do usranej śmierci.
Jego rozważania przerwał dźwięk kolejnych serwomechanizmów. Elias znieruchomiał i uniósł głowę. Światło latarki przesunęło się po bokach kontenerów, wojskowych oznaczeniach i stalowych żebrach konstrukcji, aż wreszcie pobiegło dalej ku przestrzeni, w której zaczynały otwierać się kolejne drzwi. Nie te, którymi przyszli. Inne, położone gdzieś głębiej w ładowni. Siergiej natychmiast uznał to za pomocny znak, ślad jakiejś Matki albo kogoś z załogi Bleinerta, kto wciąż obserwował ich poczynania i postanowił pomóc im się wydostać. Crowe nie podzielał jednak jego optymizmu.
– Czy ja wiem, Sadza? – rzucił ponuro, nadal patrząc w stronę nowego przejścia. – Szczurom w labiryncie też otwiera się przejścia. Nie znaczy to jeszcze, że ktoś przy konsoli z guzikami im kibicuje.
Nie potrafił jednak odmówić Kalashnikovowi jednego. Ktoś albo coś rzeczywiście wpływało na ich drogę przez ten przeklęty statek. Pytanie tylko, czy chodziło o ratunek, czy o doprowadzenie ich dokładnie tam, gdzie z punktu widzenia tego, kto sterował systemami Bleinerta, powinni się znaleźć.Kiedy Hannigan odezwał się do niego bezpośrednio i wspomniał o karcie znalezionej w kapsule Purcella, Elias odruchowo sięgnął do miejsca, w którym ją schował. Palce natrafiły na twardy, znajomy kształt. Przez cały ten czas nosił ją przy sobie, choć po wszystkim, co wydarzyło się od chwili wejścia na Bleinerta, niemal zdążył o niej zapomnieć.
– Mam ją – odpowiedział, klepiąc dłonią kieszeń skafandra. – Przy pierwszym działającym terminalu spróbujemy jej użyć.Jeszcze raz spojrzał na otwarte wrota, mocniej ścisnął uchwyt apteczki i wyciągnął podręczny detektor ruchu. Dopiero potem przeniósł wzrok na Gleesona.
– Zawsze trzymaj się gościa z detektorem. Jakby się spieprzyło, pierwsi będziemy wiedzieć, w którą stronę spieprzać.
Po wszystkim zerknął na Hannigana. Kapitan już wcześniej zdjął hełm i najwyraźniej nadal oddychał bez większych problemów, co Crowe uznał za wystarczająco dobry test jakości miejscowej atmosfery. Sam również rozszczelnił mocowanie i ściągnął hełm, a chwilę później sięgnął wreszcie po upragnioną manierkę ze swoją miksturą. Przy niej, schowana bezpiecznie przy piersi, spoczywała również czarna karta. Sięgnął po obie, po czym otworzył manierkę i pociągnął łyk piekącego płynu.
– Ambrozja. Dobrze się czasem naoliwić. – rzucił i zakręcił piersiówkę chowając ją teraz w znacznie podręczniejszym miejscu. -
Ogarnę start sesji w Wampira i robię R do 5ed WFRP, będą chętni?Myślałem, że robisz sondę po to, żebyśmy napisali, czy naszym zdaniem znajdą się chętni, czy nie.
Nie zrozumiałem tego jako deklaracji udziału albo po kliknięciu "nie" jakiegoś „antyzgłoszenia”. Ja oddałem głos po prostu dlatego, że uważam, że chętni się znajdą. 
-
Ścieżki Przeklętych - komentarzeMasz rację z tym „nad ranem”. Połączyłem dwie osobne wypowiedzi Kaltena, czyli zwiad po wcześniejszym wycofaniu się i zabezpieczeniu obozu oraz ewentualny atak nad ranem. To faktycznie zmienia sens jego wypowiedzi, więc ten fragment poprawię. Co do reszty, zostawiłbym to już jako różnicę w ocenie ryzyka między postaciami. Kalten zakłada, że wycofanie reszty do obozu skutecznie odseparuje ich od ryzyka zwiadu. Auriel nie musi uznawać tego za pewnik, bo wykryty zwiadowca może zostać śledzony, zwierzoludzie mogą już operować pomiędzy nimi a obozem albo przemieszczać się w nieznanym kierunku. To już jest pole do sporu między nimi, ale „rano” rzeczywiście przypisałem Kaltenowi niesłusznie.
-
Ścieżki PrzeklętychAuriel wysłuchał Matthiasa do końca, nie wchodząc mu w słowo ani razu. Złość Sylvanijczyka była aż nazbyt wyraźna, ale mag postanowił zostawić ją bez odpowiedzi i skupić się wyłącznie na jego argumentach. Kiedy Kaltenbach skończył, Auriel przez moment milczał. Przesunął kciukiem po chłodnej powierzchni kostura, układając sobie myśli.
– Problem w tym, Matthiasie, że twoja ostrożność opiera się na dokładnie tych samych brakach w wiedzy, które zarzucasz Wulfowi.
Podniósł wzrok, perorując dalej półgłosem.
– Proponujesz najpierw wrócić na polanę, zabezpieczyć obóz, a dopiero potem prowadzić dalszy zwiad. Tyle że taki odwrót wcale nie jest z definicji bezpieczniejszy. Nie znamy dokładnego położenia zwierzoludzi, ich liczby ani kierunku, w którym się przemieszczają. Równie dobrze część z nich może już krążyć po okolicy, a my możemy wejść im pod nos, wracając z mięsem i drewnem.
Zrobił krótką pauzę.
– Właśnie dlatego nie widzę tu jakościowej różnicy. Zarówno zwiad, jak i odwrót podejmujemy przy niepełnej wiedzy. Jeśli mamy świadomość, że wróg znajduje się blisko, logika podpowiada raczej, by najpierw dowiedzieć się o nim więcej.
Mag przez chwile przybrał po tej wypowiedzi nie pasującą do jego oblicza, groźną minę.
– I jeszcze jedno. Mówisz „wy”, jakbym wydawał tu rozkazy i wysłał Wulfa między drzewa. Nie zrobiłem tego. Wulf podjął decyzję sam, a sierżant ją zaakceptował. Ja jedynie uznałem, że skoro już poszedł, rozsądniej będzie wykorzystać informacje, które może zdobyć, niż udawać, że jego decyzja nie miała miejsca. Niemniej zgadzam się z nią, i śmiem twierdzić, że posuwasz się za daleko w swoim monopolu na racje.
Auriel na moment zmrużył oczy, ale ton pozostał równy.
– Nie stawiam ciebie, Viktora ani Adolfa przed wyborem w moim imieniu. Nie oczekuję też, że ktokolwiek pójdzie za mną dlatego, że ja tego chcę. Każdy z nas odpowiada za własne decyzje. Jeśli Wulf wróci z wieścią, że sytuacja nas przerasta, będę pierwszym, który poprze odwrót.
Spojrzał w stronę, w której tropiciel zniknął w lesie.
– Zresztą jeśli wątpisz w możliwości naszego łowczego, możesz mu towarzyszyć. Ja jednak widzę większą wartość w jego samotnym zwiadzie. Im więcej ludzi, którzy nie potrafią poruszać się po lesie tak jak on, tym większe ryzyko hałasu, błędu i wykrycia. Jeśli już ktoś ma się tam zakraść, niech będzie to człowiek najlepiej do tego przygotowany.
Ton Auriela pozostał spokojny, niemal wykładowy, ale nie protekcjonalny.
– Mówisz też, że Wulf naraża cały oddział. Ja śmiem twierdzić, że jego wykrycie nie oznacza jeszcze, że przyprowadzi ich prosto pod nasze nogi, a nawet jeśli, nie miałbym mu tego za złe stawając w jego obronie. Z resztą ten sam rodzaj ryzyka istnieje przy pozostaniu tutaj, czy powrotnym marszu przez las. Zagrożenie już istnieje. Nie pojawiło się dlatego, że postanowiliśmy je rozpoznać.
Na chwilę spojrzał na odłożone mięso.
– A jeśli rzeczywiście ciągnęli człowieka, dochodzi jeszcze coś, czego nie da się odłożyć do rana. Czas. Jeżeli jest martwy, zwiad niczego nie zmieni. Jeżeli żyje, kilka godzin może zmienić wszystko. W imperium dbamy o swoich. Cokolwiek by nie mówić o magach i poglądach na nich, hierofanci nie porzucają ludzi w potrzebie.
Dopiero teraz przeniósł wzrok bezpośrednio na Matthiasa.
– Nie zamierzam ryzykować cudzym życiem, ale nie zamierzam też mylić ostrożności z bezczynnością. Jeśli istnieje realna szansa, że możemy kogoś ocalić, chcę przynajmniej wiedzieć, czy ta szansa rzeczywiście istnieje.
Kącik ust drgnął mu lekko.
– Po co mieć wiedzę, magiczne moce, siłę czy władzę, jeśli w chwili próby dbać jedynie o swój własny kuper. Co warte jest życie człowieka, jeśli odwraca się plecami w takich momentach. Jeśli faktycznie twoim piorytetem jest przetrwanie, chyba nie znajdujemy się na tych samych stronach.
Na ostatnią uwagę o Reikspielu odpowiedział już znacznie lżej.
– A co do „debila”... znam słowo. Po prostu uważam, że argumentacja, która potrzebuje obelg, by wybrzmieć, zwykle nie staje się od niej rozsądniejsza. – stwierdził sucho i odwrócił się w strone leśnej toni, w której zniknął łowca, wyczekując jego powrotu. Oddalił się też o tuzin kroków od Sylvańczyka, mając w duchu nadzieje, że nie będzie próbował dalej z nim dyskutować. Nie wierzył w zmianę idei lub postrzegania u osób, które miały jaskrawe postanowienia w swoim życiu. W gruncie rzeczy był pewien, iż jeśli ludzi dzielą przeciwstawne azymuty wartości, winni unikać kontaktu ze sobą, bowiem miał głębokie przeświadczenie, iż urtwalonych wartości nie może zmienić rozmowa, a jedynie doświadczenie gorzkie i nieprzyjemne w skutkach. -
Polowanie w Lwiej Loży - KomentarzeJasne, zrobię to dziś lub najpóźniej jutro, ale dzięki za garść wskazówek!

-
Polowanie w Lwiej Loży - KomentarzeMg, mg... pytanie jest. A raczej parę. Odnośnie tej jednorazowej możliwości podmiany featów i zaklęć podczas odpoczynku. Przejrzałem karte Kraghula i zastanawiam się nad kilkoma zmianami pod finał, ale wolałbym upewnić się, że dobrze rozumiem zasady Animisty.
Najbardziej chodzi mi o feat Embodiment of the Balance. Z tego co rozumiem, dawałby mi dostęp do Heal i Harm w ramach apparition spellcasting, więc rozważam wymianę Apparition Sense właśnie na niego. Czy interpretuję to poprawnie i taka podmiana jest u mnie legalna na 4. poziomie?
Z czarów rozważam też zmianę Sacred Beasts na Bless, bo wygląda mi na bardziej użyteczne przy jednej mocnej walce z bossem i naszej obecnej liczbie postaci walczących wręcz.
Druga rzecz to Veil of Spirits. Myślę, czy nie zamienić go na coś bardziej sytuacyjnie użytecznego przeciw Auldegrundowi, np. Dispel Magic, ale tutaj nie jestem jeszcze przekonany.
Jeśli dobrze rozumiem, po odpoczynku mógłbym więc wejść w finał mniej więcej z takim kierunkiem:
Apparition Sense → Embodiment of the Balance
Sacred Beasts → Bless
Veil of Spirits → ewentualnie Dispel MagicResztę raczej zostawiłbym bez zmian.
Dobrze to interpretuję mechanicznie, czy coś tutaj koliduje ze sposobem, w jaki Animist dostaje czary z aparycji albo przygotowuje zaklęcia?
-
Ścieżki PrzeklętychAuriel przez większość wymiany zdań milczał, wodząc spojrzeniem od jednego rozmówcy do drugiego. Matthias prawił coraz ostrzej kierując w stronę towarzyszy niepotrzebne nikomu inwektywy, Rolf z racji swojej pozycji odpowiadał po swojemu, krótko i rzeczowo, a Adolf, co chyba najbardziej zaskoczyło maga, niespodziewanie dla swojej osoby wykazał się ostrożnością, choć to właśnie w jego osobie upatrywał wsparcia. W półmroku twarze kompanów były tylko częściowo czytelne, ale napięcie między nimi dało się wyczuć bez trudu. Słowa odbijały się od ciszy lasu ostrzej, niż powinny, co nie wróżyło dobrze ich ledwo napoczętym podchodom, które to w dodatku podzieliły ich grupę.
– Matthiasie – odezwał się w końcu spokojnie, decydując się na pojednawczy ton – Przyznaje, że wchodząc w las nie kierowała mną roztropność, ale teraz chciałbym załatwić sprawę jak należy.
Przesunął dłonią po wygaszonym krysztale kostura. Kamień pozostawał zimny i martwy, pozbawiony wcześniejszego blasku, a jego szorstka powierzchnia pod palcami działała na niego uspokajająco. Miał zwyczaj porządkować myśli poprzez drobne, niemal mechaniczne gesty i teraz również dawał sobie chwilę, zanim przeszedł do dalszych rozważań. Jednocześnie starał się je wypowiadać możliwie cicho, by nie potęgować gwaru pośród ich grupki.– Mamy dwie niewiadome. Nie wiemy, ilu ich jest i nie wiemy, czy naprawdę mają jeńca. Wulf poszedł właśnie po odpowiedzi.
Spojrzał w stronę, w której tropiciel zniknął pomiędzy drzewami. Jeszcze chwilę wcześniej można było śledzić jego sylwetkę pomiędzy pniami, teraz jednak leśna toń pochłonęła go całkowicie. W głębi błogosławił jego odwagę i dobrego ducha, bowiem taki właśnie cech trzeba było by zmagać się z siłami chaosu.
– Adolf ma rację twierdząc, że z „może” nie buduje się planu bitwy. Ty masz rację, że jeśli siedzi tam całe stado, nie mamy obowiązku udowadniać nikomu, jak bohatersko potrafimy umrzeć.
Kącik ust drgnął mu lekko, ale uśmiech nie utrzymał się długo. Myśl o tym, co mogło znajdować się dalej w lesie, skutecznie odbierała ochotę do żartów. Jeżeli ślady rzeczywiście oznaczały jeńca, czas działał przeciwko niemu. Jeżeli nie, nadal pozostawała kwestia grupy zwierzoludzi obozującej wystarczająco blisko, by ich zapach i ślady można było odnaleźć przed zmrokiem.
– Ale jeśli jest ich kilku i ktoś jeszcze żyje, wtedy sytuacja się zmienia. Mus nam pomóc nieszczęśnikowi lub nieszczęśnikom. Tak postępują szlachętni ludzie Imperium. To odróżnia nas od wroga. Tego wroga. Z pewnością, gdybyś znalazł się na jego miejscu, chciałbyś by ktoś ci pomógł. Byłem na początku tego śladu i zapewniam, że nie wygląda to jakby nagle stwierdzili, że worek wygodniej im ciągnąć. Dodam też, że w naturze tych stworzeń nie jest też troska o swoich. Kieruje nimi prawo silniejszego. Skądinąd wielce prowdopodobnym, iż jakiś podróżny wpadł w tarapaty.Auriel zerknął na sarnę i zgromadzone drewno. Dopiero teraz cała absurdalność sytuacji uderzyła go mocniej. Wyszli po rzeczy potrzebne do spokojnego noclegu, a zamiast tego stali pośród Drakwaldu, spierając się półgłosem o sens możliwej potyczki.
– Poczekajmy chwilę na Wulfa i wtedy zdecydujmy. Możemy przynajmniej tyle zrobić? – zapytał z nadzieją.
Na koniec spojrzał na Matthiasa. W jego tonie nie było już złośliwości, raczej próba ściągnięcia rozmowy z powrotem na poziom, na którym dało się jeszcze wspólnie rozprawiać bez ubliżania sobie.
– I może do tego czasu postarajmy się nie nazywać siebie nawzajem debilami. I bez tego okoliczne lasy mają wystarczająco złej energii. -
Polowanie w Lwiej Loży - KomentarzeOki, musiałem sobie zrobić reread postów, ale znalazłem. Nie wiem jak mi to umknęło, ale okej. W takim razie mamy jeszcze jedną rzecz do ustalenia przed dalszym ruchem. Ten mosiężny klucz z głową czarta, który znaleźliśmy po walce, zaczął wibrować, kiedy Zaira zwróciła się w stronę głównych wrót Lwiej Loży. Dla mnie to dość mocno sugeruje, że jest z nimi powiązany i być może po prostu otwiera wyjście albo uruchamia jakiś mechanizm przy drzwiach.
Pytanie tylko, czy chcemy sprawdzić to od razu. Nie mam pewności, czy wystarczy samo wsadzenie klucza do zamka, czy może potrzeba jeszcze jakiegoś hasła, gestu albo innej wskazówki. Auldegrund miał przecież sporo notatek i dziennik, którego chyba jeszcze nie przeczytaliśmy do końca, więc całkiem możliwe, że gdzieś tam jest clue do właściwego użycia.
Druga opcja to w ogóle nie otwierać teraz wrót i zamiast tego przygotować się na powrót Auldegrunda przy wejściu. Jeśli wiemy, którędy musi przejść, można by spróbować ustawić się tak, żeby to on wszedł w naszą zasadzkę, a nie odwrotnie.
Ja osobiście skłaniałbym się do tego, żeby najpierw ustalić, czy klucz rzeczywiście daje nam drogę wyjścia. Sam fakt posiadania otwartego odwrotu przed finałem byłby sporym atutem. Ale jeśli uznamy, że lepiej zachować element zaskoczenia i zastawić się na Auldegrunda, też ma to sens.Osobiście jestem za tą drugą opcją, czyli zaskoczeniem go bez używania klucza narazie. Możemy maksymalnie dobrze wykorzystać otoczenia i wybrać pozycje. Można spróbować jakiś sztuczek. Ja np. mam pest form i mógłbym gdzieś się przyczaić w formie pająka, po to by w dogodnym momencie odczynić formę i zatakować z zaskoczenia. Co sądzicie ekipa?
Pytanie do MG, czy możemy odbyć coś na wzrór longresta z DnD? W pathfinderze chodzi chyba o coś ala odpoczynek dniowy. Czytałem jak się przygotowywałem do sesji, ale teraz nie pamiętam.