Widząc, w jakiej sytuacji się znalazła, do niedawna pewna siebie goblinka podjęła najrozsądniejszą decyzję – wzięła nogi za pas. Prześlizgnęła się między nogami Żelo, skoczyła na krzesło, by potem przesadzić barierkę. Po drodze porzuciła broń i sięgnęła do przytroczonej u pasa liny z hakiem, który zaczepiła o balustradę, licząc chyba na to, że przeciwnicy nie będą złośliwi. Sekundę później ześlizgiwała się już na taras poniżej.
Jej pobratymcy nie ruszyli się z miejsca, nie mając pewności z kim się zmierzyć: z całą bandą schowaną za barierą czy potworem który właśnie zmiażdżył ochroniarza Syrrix? Ona sama była tuż obok, więc ucieczka pewnie nie wchodziła w grę…
Ostatecznie ponownie sięgnęli do fiolek z truciznami, zatruwając bełty i posyłając je w Varoka. Jeden z nich trafił między płyty pancerza, ledwie drasnąwszy olbrzyma, któremu trucizna w ogóle wydała się nie szkodzić. Stojąca wśród nich Reilru skupiła się na swoich pobratymcach, splatając między nimi magiczną więź.
Borin pozwolił sobie na chwilę spokoju w chaosie bitwy. Musiał odzyskać… balans, wytrącony wcześniej goblińską trucizną. Stanął oparty o stół składając dłonie i koncentrując się na swoim wnętrzu. Wydawał się łatwym celem dlatego Gundrik przesunął lufę swojej broni w kierunku wejścia do loży wznosząc ją i opierając o ramię. Zagwizdał a tafla energii którą wcześniej przywołał przesunęła się nieco.
KLOMP, KLOMP, KLOMP. Stalowe buty Varoka odbijały się echem po podłodze Króla Ognia, konstrukt jednak nie zauważył działającego niedaleko totemu. ŁU-BDMM. Głuchy dźwięk stali uderzającej o podłogę rozniósł się jak grom, a posiadacz rogatego hełmu sapnął z wściekłości. Uderzając, przeciwnik, który moment wcześniej trafił go kolejną błyskawicą, wymknął się toporowi w ostatniej chwili. Chwilę potem jednak Varok, nagle pod wpływem zaklęcia, zachwiał się i z rumorem uderzył w posadzkę.
– Przeklęte sztuczki! – z wnętrza stalowego pancerza dobył się pełen wściekłości ryk.
Wyglądało na to, że to był właśnie moment, na który wyczekiwaĺy gnolle. Pierwszy dopadł do leżącego i ciął go swoim zakrzywionym ostrzem w lączenie zbroi, nie tylko zostawiając krwawiącą ranę, ale też utrudniając mu poruszanie.
Tymczasem palce Thalamera rozbłysły złotym światłem, kiedy ten podbiegł nieco bliżej. Mag zakreślił znak w powietrzu, a złota poświata rozbłysła na jeden oddech wokół Varoka. Cokolwiek Thalamer uczynił sprawiło, że wrzucony między kleszcze Varok sapał wścieklej i z większą werwą.
Syrrix widząc, jak jej ludzie są masakrowani przez gości z balkonu, straciła nieco rezon. Odpowiadziała wulgarnym gestem na wyzwanie Żelo i wydała z siebie kolejny okrzyk, jednocześnie mgnieniu oka rosnąc do rozmiarów ogra.
-Nie strasz nie strasz bo się zesrasz! - huknął Gundrik
Diablę warknęło wściekle, po czym ruszyło w stronę Varoka.
-Najpierw ten wielki! - krzyknęła, nie spuszczając jednak wzroku z Żelo.
Odzyskawszy wewnętrzną równowagę Borin przywołał jeszcze jeden rodzaj magii. Przymknął oczy i ukształtował manę. Przez krótką chwilę za jego plecami rozbłysła sylwetką dwugłowego orła, którego każda z głów wypatrywała innego celu. W tej samej chwili jego towarzyszy przeniknęło osobliwe uczucie… jakby dostrzegali kilka możliwych przyszłości naraz. Zaledwie ułamki sekund naprzód, lecz to wystarczało, by instynktownie wybierać najkorzystniejszy moment i najdogodniejszy cel. Natychmiast postanowił skorzystać z tego Gundrik. Widząc że żaden z przeciwników nie złapie się na jego prowizoryczną pułapkę przeszedł do kontrataku. Subtelnym gestem przesunął pod siebie i Borina taflę bariery kształtując ją w zdobioną krasnoludzkimi motywami łódź. Zasilany przez pobratymca zdołał pchnąć ten magiczny wehikuł wraz z sobą i towarzyszem ponad szynk w głównej sali Króla Ognia. Z wysokości strzelec błyskawicznie ocenił kogo łatwiej będzie trafić. W umyśle przemykały mu podsunięte przez czary i jego własne wynalazki możliwości. Widząc że przywódczyni zbirów jest zbyt mocno obstawiona skierował rózgę na gnollicę której totem tak paskudnie załatwił Varoka chwilę temu. Gundrik nacisnął spust. Rozległ się huk, sypnęło iskrami, a broń podskoczyła puszczając kłąb dymu o niebieskawym arkanicznym zabarwieniu. Gnollica nawet nie szczeknęła gdy brutalnie rzucił nią o podłogę impuls energii… pocisk? Cokolwiek co zrobiła broń Gundrika ostatecznie spacyfikowało przeciwnika.
-Ścierwa… - wymamrotał manipulując mechanizmami arkamicznego oręża.
Pozostały przy życiu ochroniarz odskoczył od Varoka, skupiając się na swojej szefowej i Żelo. Ostatni kryształ na jego przedramieniu wypalił się, gdy wystrzelił błyskawicę, która ugodziła zbrojnokutego, a zaraz po tym sięgnął do jakiegoś urządzenia na klatce piersiowej. Błyskawiczny ruch wystarczył, by po jego ciele rozlała się fala leczącej energii.
W tym czasie kolejni napastnicy okrążali leżącego Varoka, niczym sfora dzikich psów, tnąc i szarpiąc ogromną, odzianą w stal postać. Ten jednak wydawał się niemal niezniszczalny, niewiele robiąc sobie z kolejnych ciosów.
Podnosząc się, sapał za każdym razem, kiedy raz sięgnął jego pancerza. Z wnętrza, oprócz syknięć, które zapewne były jakimś wyrazem bólu konstruktu, jednak wokół tych pomruków czaił się też śmiech.
– Wy? – zimny głos dobył się z wnętrza pancerza. – Skręcę karki każdemu z was z osobna, jeśli trzeba będzie…
Varok ciął toporem na odlew, nagle znajdując lukę. Berdysz uderzył jednego z goblinów pod klatkę: rozległo się mokre chrupnięcie, a z bebechu trysnął galon krwi. Goblin znieruchomiał.
Podobno szaleństwem jest robić tą samą rzecz raz po raz i oczekiwać innych rezultatów. Jednak w przypadku Syrrix w tym szaleństwie była jakaś metoda - trzeci z kolei ryk sprawił, że bohaterów zmroziło, odbierając im równowagę i chęć do walki.
I nie był koniec ich problemów…


