Pod zadaszeniem przed Królem Ognia stał ubrany w wojskową kurtkę polową krasnolud. Breland pełne było takich osobników, choć ten konkretny wyglądał na dość zadbanego. Krótko ścięte włosy, wygolone po bokach i z tyłu, zadbana praktycznie przystrzyżona broda. Wyjął z kieszeni stalową papierośnicę i włożył do ust pieczołowicie skręconą cygaretkę samoróbkę. Odpalił ją skrzesanym z palców płomieniem. Gdy wypuścił pierwszy dymek w powietrzu roztoczył się zapach przedniego ziela. Podrapał się kciukiem po brwi. Wyglądał na zamyślonego i pogrążonego w głębokiej rozterce. Gdy zobaczył znajomą twarz w tłumie przechodniów zmierzającą w jego kierunku wyglądał na szczerze zaskoczonego. Wzniósł rękę w powitalnym geście i wyciągnął cygaretkę z ust.
- Borin? - zapytał zdziwiony podając starszemu krasnoludowi dłoń, po czym zreflektował się i oddał niedbały salut.
Borin nie miał w zwyczaju ściskać dłoni.
- Gundrik! - Makklovesenn odpowiedział z wdzięcznością - Co ty tu… ahh… detektyw ciebie zawezwał?
- Chyba nie tylko mnie, skoro wiesz że tu i o tej godzinie. - Gundrik zaciągnął się i poklepał po kieszeni by wyjąć papierośnicę - Zapalisz? Mam nerwa o to o co może chodzić. Pierwszy raz od dawna poczułem nadzieję że wszystko mi się układa a tu nagle „jest sprawa”.
- Eh… nie powinienem, ale podzielam twoje odczucia - przytaknął przyjmując cygaretkę - Wiesz, że mam historię z Alestairem. Proszenie MNIE o pomoc… brzmi jak desperacja. A ona oznacza kłopoty.
- A kto •nie ma• z nim historii? - zapytał retorycznie Gundrik chowając papierośnicę i pstrykając palcami skrzesał ogień by i Borin mógł zapalić - Mam podobne odczucia. Radził sobie z grubymi rzeczami a prośba o wsparcie to nie jego styl. A skoro jest nas więcej niż jeden… ciekawe kto jeszcze.
- Yhym… A co u Erin? Mieszkacie w końcu razem? Czy wciąż się bujacie jak te nastolatki?
Twarz młodszego krasnoluda stężała i przybrała gniewny wyraz. Zaciągnął się z wyraźną chęcią odszczeknięcia się ale wypuścił gwałtownie dym w strugi deszczu.
- Hmmm cóż… kto jak kto ale ty się napatrzyłeś na takie rzeczy to się możesz wypowiadać. - rzucił - Dobrze. Nie, nie mieszkamy. Gdy przyszło zaproszenie to chwilę wcześniej się zastanawiałem czy tego jej nie zaproponować. Wczoraj była musztra i zdołała obić mi żebra kijem. Nic jej nie mówiłem ale pewnie się domyśliła już że coś mnie trapi. A jak u twoich smyków?
- Jedni lepiej inni gorzej. Jolan – najstarszy – co za pół roku ma opuszczać Brzeg, miesza mi się w złe towarzystwo, a Ronan kończy odrabiać prace społeczne za pobicie… opowiadałem ci chyba… zbyt się wczuł w słuszną obronę Alii. A sama Alia za trzy miesiące będzie w czwartym języku biegle mówić. Ma dziewczęcie świetlaną przyszłość. Bystre jak cholera.
- Zapytam Erin jak u nich ze stażami. Bogowie. Sam nie wierzę że to powiedziałem. Ale z papierem od Sivis będzie jej dużo łatwiej.
- Hmmm… to byłoby swoiste wyzwanie. Choć jeśli ktoś ma zostać pierwszym niewidomym skrybą, to na nią bym właśnie stawiał pieniądze. Używacie dużo nagrań, dobrze pamiętam?
- Tak. Acz oni tam się mierzyli z nie takimi rzeczami to i ze ślepotą sobie poradzą. Z resztą. Jakby co to tłumacz to też dobra fucha.
- No to będę bardzo wdzięczny za twoją próbę. Dziewczę jest bardzo zdolne. Jakby była potrzeba prezentacji jej osoby to będziemy bardzo chętni.
Po drugiej stronie ulicy, tuż za pomostem prowadzącym pod “Króla Ognia”, wysoki, czarnowłosy elf zatrzymał się i skinął uprzejmie znajomemu krasnoludowi. Widząc że Borin rozmawia z współplemieńcem, nie podchodził bliżej a jedynie z młodzieńczą ciekawością chłonął szczegóły dookoła.
- Znasz tego typa? - zapytał Gundrik rzucając elfowi podejrzliwe spojrzenie.
Jedną z dłoni oparł przy pasie na którym miał zawieszony bezlik skórzanych kieszeni w tym dwie całkiem duże. Od jednej z nich odpiął klapkę.
Borin zmrużył oczy, wykańczając cygaretkę.
- Yhym… Taer, chyba… - wzniósł dłoń w geście niezdecydowanego pozdrowienia - Od Phiarlan. Kilka dzieciaków wepchnąłem mu na staże. Swój chłop.
- Jak chuj. - wymamrotał Gundrik wypluwając resztę tytoniu z taką siłą że poleciała za krawędź balustrady na długi lot ku dolnym poziomom.
Elf odwzajemnił pozdrowienie, przez chwilę jeszcze przyglądał się czemuś na górnych piętrach “Króla” i przebrnął przez niekończący się strumyk ludzi przed tawerną.
- Witaj Borinie, książe kuchni!. Cóż nowego u Ciebie i twoich podopiecznych? Wszak nie widzieliśmy się od noworocznych uroczystości - ukłonił się obu krasnoludom
– Taerze, pozwól: Gundrik Spiresmith d’Kundarak. Mój druh i kompan. Gundriku, oto Taer Shol d’Phrian. Mecenas sztuki i smaków, który od czasu do czasu przekupuje mnie, bym stanął przy ogniu kuchni na jego galach, przyjmując moich uczniów na staże i wystawiając ich prace w galeriach pod swoją pieczą. Dobrze cię widzieć, Taerze. Dzieci mają się świetnie, dziękuję, że pytasz. Z Filionem widziałem się niedawno. Mówił o tobie z taką estymą, że aż mnie – niczym ość w gardle – ukłuła drobna zazdrość. Zapewne dziękował ci już setki razy za daną mu szansę, ale i ja dorzucę swoje, bodaj trzecie, serdeczne podziękowania…
- My się już znamy… - stwierdził oschle Gundrik ale wyciągnął dłoń w kierunku elfa - Ze wspólnych… interesów.
- Gundrik! A więc faktycznie, spotkaliśmy się już, choć jestem zaskoczony że mnie zapamiętałeś. I, o ile mnie pamięć nie myli, nazwisko było wtedy inne. - elf bez wahania uścisnął dłoń drugiego krasnoluda, pomimo tego że imię przypomniało mu okoliczności tamtego spotkania. Przez chwilę elf wyglądał jakby jeszcze chciał coś dodać, ale rozmyślił się i odpowiedział Borinowi
- A więc to u Ciebie zniknął Filion tamtego wieczora? Przez pół dnia nie miałem skarg że ciągle okupuje sale ćwiczeń! Chłopak ma zaparcie, ćwiczy tyle ile dwóch kolejnych stażystów. A sam wiesz, że poza Znakiem i majątkiem rodziców, trzecią najlepszą rzeczą jaką można odziedziczyć jest samozaparcie.
- Ja to nazywam „wolą sprawczą”. Przyprawą, bez której żadna życiowa potrawa się nie uda. I lubię wierzyć, że wraz z innymi opiekunami w Nowym Brzegu dajemy młodym jej dobry przykład. I, naturalnie, przyznam ci rację: rzecz to upiornie wręcz ważna… Nie wiedziałem jednak, że wasza dwójka się zna. Aż się prosi zapytać… czy to znajomość olekkim charakterze, taka, którą można opowiedzieć przy stole?
- To znajomość z kategorii „to nic osobistego, to tylko interesy”. - odpowiedział cierpko Gundrik - To tylko interesy… - powtórzył w zamyśleniu z ciężkim westchnieniem - Tak to już jest… między domami.
- Też na zaproszenie? - zwrócił się do elfa.
- Jak najbardziej. Choć, jeśli miałbym dedukować, to zaproszenie to także interesy. Ale godzina jeszcze młoda, a niespodzianek już bez liku. - odpowiedział lekko na pytanie krasnoluda.
- Pan Gundrik, być może, wciąż dzierży klucz do jednej z moich nierozwiązanych zagadek - Taer lekko pokręcił głową, gestem i ogólnikami wzbraniając się przed wyciąganiem sprawy na światło dziennie w tak publicznym miejscu - Ale może bardziej będzie nadawać się do stołu historia dołączenia do domu d’Kundarak?
- Pewnie tak. Jak usłyszę czy pewni brelandczycy opuścili czy na zawsze już pozostali w Cyre. - odparł Gundrik - Nasz wspólny znajomy ma bez wątpienia gówniane poczucie humoru. Wejdziemy? Chcę mieć to już, kurwa, za sobą. - w ostatnim zdaniu zabrzmiała narastająca irytacja sytuacją.
Młodszy krasnolud poprowadził dwójkę towarzyszy przez karczmę przepychając się najpierw do baru gdzie zakupił flaszkę brandy. Znając Saint Cyrana pewnie stała już jakaś na stole ale Gundrik uważał że detektyw zawsze zamawia za mało. Zakrawało na niemożliwe by przy jego wzroście wypatrzeć zajęte przez gospodarza spotkania miejsce ale jakoś się ta sztuka udała Spiresmithowi. Wyszli na odseparowany taras. Gundrik skinął każdemu głową i bezceremonialnie przedstawił się każdemu uściskiem dłoni „Gundrik Spiresmith d’Kundarak”. Postawił flaszkę bliżej środka stołu po czym usiadł na jednym z siedzisk splatając dłonie na stole z wyraźnym oczekiwaniem. Dało się wyczuć że obecność nieznajomych mu istot jest dla niego niekomfortowa, a przeciągające się konwenanse irytujące. Nalał do szkła trunku by się napić i uspokoić nerwy.