Sytuacja rozwijała się… ciekawie.
Gundrik zawsze uważał swojego przyjaciela detektywa za… cwaną bestię. Kto inny mógł realizować się w ganianiu psychopatów i zwyroli po takim miejscu jak Miasto Wież?
Podróż niebostatkiem wyraźnie rozluźniła krasnoluda. Spięty, czujny i nerwowy wydawał się teraz być na pokładzie latającej łodzi pełen wewnętrznego spokoju. Jakby… jakby był w miejscu gdzie może poczuć się swobodnie.
Co innego dekadencka dzielnica. Na dźwięk cyreńskiego Gundrik co i rusz rozglądał się nerwowo sięgając do kieszeni w której schował swoją niezwykłą broń. Wciąż miał na oku monokl który nie bardzo pasował do jego sponiewieranej wojskowej kurtki. Niewątpliwie gdyby nie ekstrawaganckie towarzystwo, w tym dwu tęgich konstruktów które już pokazały na co je stać, pewnie już wybuchłaby jakaś lokalna wojenka. Gunny ostatni raz gdy tu był… uch. No gdyby nie obecność Alistara to by było słabo.
- Pierdolony zamtuz. - wymamrotał - Poetycko chędożone w rzyci cyreńskie zasrane pięknoduchy.
Nie zdziwiło go że biuro zostało splądrowane. Przed wejściem do środka wydobył karabin, gotowy i pochylony wkroczył jako pierwszy omiatając lufą wnętrze. Nie zauważył pułapek ani nie wyczuł by coś tu śmierdziało magią.
„Rozgościli się” w zdemolowanym biurze.
- Dajcie mnie i Borinowi moment. Poszukamy śladów. Potem pobawimy się z magią i papierami.
Gundrik wychodził z założenia że przez powszechne użycie magii większość istot przestała przywiązywać wagę do najprostszych i przyziemnych rzeczy. Drobinek materiałów, odciśniętych śladów, oznak gwałtownego wejścia… co jednak ważniejsze dla Gunny’ego… miał zawsze większą smykałkę do mechanizmów niż kamienia. Szukał więc nie tylko wskazówek ale też ukrytych skrytek.
Gdy skończył oględziny pozwolił działać magom i wynalazcom samemu wciąż lustrując otoczenie z bronią w ręku.
- Gundriku. Gdzie zdobyłeś broń którą się posługujesz? Projekt jest ciekawy. - rzucił hobgoblin nie odrywając wzroku od kart rozsypanych akt, jakby chciał zacząć luźną rozmowę.
- Samoróbka. - odparł Gundrik rozglądając się po pomieszczeniu bardziej zainteresowany na tą chwilę tym jak zabezpieczone jest pomieszczenie i w pewien sposób bezceremonialnie ignorując hobgobliński pokaz ogarniania chaosu.
Przez twarz Bekhesha przebiegł cień wątpliwości nim odezwał się ponownie - Jest zaskakująco podobna do broni wykorzystywanych w antycznym Imperium Dhaakanu. Nie miałeś może jakiegoś źródła inspiracji? Starych schematów?
- Cyre. Zabawki Cannith. - wzruszył ramionami - Zasada działania dość prosta i śmiercionośna, o dziwo, bez magii. Czysta alchemia. Tylko że bojowo nieefektywna bez masowego użycia. Majstrowałem wcześniej przy kuszach automatycznych. Zdobyłem egzemplarz broni Cannithów i pomajstrowałem przy nim. Wyszło co wyszło. Czy Cannith zgapił od Dhaakan… nie wiem. Ważne że działa.
- Fascynujące. Okazjonalnie występuje jako gościnny wykładowca na Uniwesytecie Morgrave w Katedrze Historii, liczyłem na to że pokażę studentom coś z grubsza oryginalnego. Choć ciężko liczyć na dobrze zachowane artefakty sprzed kilku tysięcy lat.
- Zabierz ich na wycieczkę po Mournlandsach. Będziesz mieć oryginalność, artefakty i niezapomniane wrażenia. ZAPAMIĘTAJĄ taką lekcję na resztę życia.
- To zbyt świeże by było moim tematem zainteresowań. Specjalizuję się w historii antycznej, łatwiej mi wymieniać legendy z epoki Dhakaanu, czy Imperium Gigantów, niż jak ma na imię poprzedni władca Brelandu. - odpowiedział hobgoblin krótko, przerzucając przy tym kolejne akta - Nie wspominając nawet o konieczności zabezpieczenia odpowiednio uczniów, zdaje się że żywe istoty nie radzą sobie tam zbyt dobrze?
- Nie radzą. Dlatego albo szybko się uczą sobie radzić albo zdychają.
- Brzmi jakbyś mówił z własnego doświadczenia. Służyłeś?
- Ta. Byłem tam, widziałem, wróciłem. - odburknął po chwili Gundrik wpatrując się w odciętą rękę zbrojnokutego.

