Moriz patrzył na pieniądz przesuwany między palcami dłoni. Wiedział, że był on splamiony krawią zabitych ludzi w wiosce, ale czy to aż tak szokująca nowość była dla banity? Widział już przez życie jak trakty płynęły posoką utoczonej jego ręką, więc jaka była tym razem różnica?
Nie był pewien.
Czy mord jakiego dopuścił się Łowca Czarownic był inny od mordów, jakich dopuszczali się na szlakach? Możliwe. W końcu za nim stało prawo imperialne. To samo prawo wedle jakiego litery Richter zasługiwał na stryczek. Czy zabicie kultysty, jakiego przeoczył Sneider zmyje jakąkolwiek inną krew, którą przelał przez życie?
Doświadczenie z bliska Chaosu, walka z nim, zaoferowała Morizowi pewną motywację, a szacunek jaki pojawił się w oczach Łowcy jeszcze bardziej przechylił szalę, bo w końcu niezależnie od problemów w jakie wpadłby w swojej przeszłości nie przykryłyby walki jaką stoczył z kultystą przeciwko wrogowi Imperium. Kalkulacja była w sumie prosta. Będzie trzymał się ze Sneiderem na pewno jak długo teraz będzie to wymagało, a później? Zobaczymy.
Wolał zapomnieć twarz bawiącego się z nim Johana, nie myśleć o możliwych ofiarach ofiarach pobocznych. Na traktach też takie straty się zdarzały i musiał z nimi się liczyć. Gdy był młodszy wymagały one wyprostowania jego kręgosłupa przez zirytowanych narzekaniem towarzyszy. Nigdy nie wydarzyło się nic o takiej skali jaką Sneider zaserwował całej wiosce, to prawda, jednak była to w jakimś stopniu kolejna lekcja, którą musiał przetrawić i zaliczyć by następnym razem podobny posiłek nie palił go już w gardziej.
I może jak wcześniej, tak i teraz ta lekcja okaże się w przyszłości potrzebna do przeżycia.