Przepraszam, tylko tyle mogłam, nie ten stan.
Posty
-
Popiół i Śnieg -
Popiół i ŚniegMoriz patrzył na pieniądz przesuwany między palcami dłoni. Wiedział, że był on splamiony krawią zabitych ludzi w wiosce, ale czy to aż tak szokująca nowość była dla banity? Widział już przez życie jak trakty płynęły posoką utoczonej jego ręką, więc jaka była tym razem różnica?
Nie był pewien.
Czy mord jakiego dopuścił się Łowca Czarownic był inny od mordów, jakich dopuszczali się na szlakach? Możliwe. W końcu za nim stało prawo imperialne. To samo prawo wedle jakiego litery Richter zasługiwał na stryczek. Czy zabicie kultysty, jakiego przeoczył Sneider zmyje jakąkolwiek inną krew, którą przelał przez życie?
Doświadczenie z bliska Chaosu, walka z nim, zaoferowała Morizowi pewną motywację, a szacunek jaki pojawił się w oczach Łowcy jeszcze bardziej przechylił szalę, bo w końcu niezależnie od problemów w jakie wpadłby w swojej przeszłości nie przykryłyby walki jaką stoczył z kultystą przeciwko wrogowi Imperium. Kalkulacja była w sumie prosta. Będzie trzymał się ze Sneiderem na pewno jak długo teraz będzie to wymagało, a później? Zobaczymy.
Wolał zapomnieć twarz bawiącego się z nim Johana, nie myśleć o możliwych ofiarach ofiarach pobocznych. Na traktach też takie straty się zdarzały i musiał z nimi się liczyć. Gdy był młodszy wymagały one wyprostowania jego kręgosłupa przez zirytowanych narzekaniem towarzyszy. Nigdy nie wydarzyło się nic o takiej skali jaką Sneider zaserwował całej wiosce, to prawda, jednak była to w jakimś stopniu kolejna lekcja, którą musiał przetrawić i zaliczyć by następnym razem podobny posiłek nie palił go już w gardziej.
I może jak wcześniej, tak i teraz ta lekcja okaże się w przyszłości potrzebna do przeżycia.
-
[WFRP 2ed] BögenhafenNadja nie kupowała tego przedstawienia jakie odwalał mytnik, ale po przeciągnięciu Ergo przez miasto miała po prostu dosyć. Pomoc z jednej strony nie wystarczała dla kobiety.
- I cokolwiek zostanie ustalone... - wyspała łapiąc oddech - ...to chociaż niech ktoś inny przejmie moją robotę. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeSzczerze to mam zamiar napisać, że Nadja jest po prostu bardzo zmęczona ciągnięciem Ergo. Tego co kojarzę, ma najniższą siłę ze wszystkich.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze@ketharian Zarzuciła na siebie jakąś bluzkę, choć pewnie mało pasującą, bo kradzieje zdobyli. Ma dół swój.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeHieronimowi zbiera się na ostry ochrzan jak się sytuacja unormuje.
-
Rekrutacja do sesji Pathfindera 1ed.Żyje i używam czasem?
-
[WFRP 2ed] BögenhafenNadja naprawdę zaczęła się bać. Nie miało to nic wspólnego ze stanem jej odzienia, jakiego nie zdołała dokończyć zakładać, jak Ergo uczepił się jej ramienia tym samym nie dając jej choćby zarzucić na siebie jakiegokolwiek odzienia by skryć swoją pierś. Ona po prostu czuła się ustawiona między młotem a kowadłem, a do tego straszliwie bezbronna, choć kusza jaką upuścił Sum kusiła wyglądem. Spojrzała na Urlicha, jaki zobaczył w jej oczach błaganie o pomoc. Zobaczył, że kobieta nie wiedziała jak się wyplątać z tej sytuacji.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeJutro spróbuję napisać. Nie czuję się za dobrze po prostu.
-
Kultyści - Lato 2519 - komenty@pipboy79 Chodziło mi o spotkanie rodziny spiskowców.
-
Kultyści - Lato 2519 - komentyTak jak napisałam na docu, następną turę nocną porzucę (bo to nie spotkanie na łodzi?).
-
Kultyści - Lato 2519- Kim mam być w oczach twojego kolegi nauczającego rysunku? - dopytał Heinrich - Nie chcę byśmy dawali niezgodne zeznania
- Chyba możesz mniej więcej mówić prawdę. Przedstawię cię pod twoim imieniem, raczej nie musisz się ich wstydzić. Wiekiem i tak będziesz się wyróżniał na tle innych studentów. Sam widziałeś na korytarzu, że bardziej pasują do Łasicy niż do ciebie czy do mnie. - Belfer podsumował wygląd kolegi jaki miał przed sobą, starając się wczuć jak go tutaj mogą widzieć inni.
- I raczej nie przechwalaj się jakimiś znajomościami wśród elity. Bo co drugi albo trzeci student to dzieciak jakiegoś błękitnokrwistego, kapitana czy oficera statku albo szefa gildii czy ratusza. Możesz pewnie dość bezpiecznie powołać się na znajomość z Pirorą i Fabienne. Pirora jest w mieście dość krótko, możliwe, że nie wszyscy ją kojarzą ale ma talent i salonik malarski. Fabi jest żoną tutejszego kapitana i pewne uprawnienia aby go tutaj zastępować. No i w mieście nie ma zbyt wiele bretońskich szlachcianek więc większe szanse, że ją ktoś tu zna. Może też lady Odette. Wiadomo, całe miasto straciło dla niej głowę no i to artystka jaką każdy chciałby spotkać chociaż na chwilę z bliska. Mocne nazwisko. Najbardziej znana byłaby Kamila van Zee. W końcu córka kapitana portu. Nie jest jeszcze do końca nasza ale zapewne prośbie lady Sorri trudno byłoby się jej oprzeć. To sam zdecyduj czy chciałbyś się na którąś z nich powołać. Chociaż nie musisz jeśli nie chcesz. - Ze swojej strony podpowiedziała mu łotrzyca. Chociaż wydawała się być pochłonięta nakładaniem makijażu jaki miał zniekształcić jej rysy twarzy.
- A tak. To prawda. Nie zapominajmy, że to uczelnia dla elity. Nawet są tu studenci z Saltmundu i z głębi prowincji. Także nieco z sąsiednich. - Belfer po krótkim wahaniu aby zwalczyć swoją niechęć do niepiśmiennej, dziewczyny ulicy, przyznał jej jednak rację w tej materii. - No cóż, mogę cię przedstawić jako mojego znajomego, który w dojrzałym wieku zainteresował się malarstwem. Jeśli nie masz doświadczenia w malarstwie czy umiejętnościach akademickich to raczej nie podawaj się za eksperta w tej dziedzinie. - Tobias popatrzył pytająco na kolegę, czy mu taki schemat odpowiada czy może ma jakieś własne pomysły i uwagi.
- Można iść w taką stronę. - powiedział szczerze nie wiedząc jak to wszystko się potoczy - Doświadczenia w sztuce nie mam, jedynie w dowodzeniu oddziałami i paleniu heretyków... choć teraz rozpalałem inaczej. - te słowa skierował do Łasicy posyłając jej prześmiewczy uśmieszek.
- Mhm. Słyszałam, że nieźle rozpala się taki ogień jak się taką heretyczkę przywiążę do łóżka czy innego słupa i ostro obsobaczy. To tak płoną, że aż im cieknie po nogach. - Łotrzyca odparła zgodnie i pogodnie mimo, że sprawiała wrażenie jakby nakładanie makijażu, pochłaniało ją całkowicie. Na końcu jednak oderwała się od tego zajęcia aby posłać Heinrichowi rozbawione spojrzenie. Tobias popatrzył na nich oboje nieco skonsternowany, jakby wyczuwał jakieś drugie dno tej wymiany zdań ale postanowił w to nie ingerować.
- Dobrze. Jak się czujesz na siłach możesz coś wspomnieć o swojej karierze wojskowej. Ale o tym paleniu heretyków to chyba zbyt ryzykowne. Sam pewnie wiesz jak łowcy czarownic działają na otoczenie. - Belfer pokiwał głową gdy udzielił koledze tej porady. I wydawał się gotów aby wyjść i rozmówić się z nauczycielem rysunku gdy nagle ich koleżanka wstała i bezwstydnie zdjęła koszulę, ukazując swój modelowy biust. - Co ty robisz? - Tobias wydawał się być zaskoczony jej reakcją.
- Przed występem dobrze jest pomasować te piękności. Wtedy są lepiej widoczne dla studentów. Zwykle ta moja ruda wiewióra mi pomaga a ja jej. No ale teraz jej nie ma bo popłynęła z Egonem i Norsmenami. To może wy byście mi pomogli? W końcu chodzi o dobro sztuki i edukacji. - Łasica potrafiła sprytnie użyć argumentów i logiki w jakich tak lubował się ich uczony kolega ale kpiące ogniki w jej oczach wskazywały, że bawi ją jego skrępowanie.
- To może kolega. Ja muszę się rozmówić aby mógł uczestniczyć w zajęciach. - Tobias skorzystał z okazji aby się ulotnić z tej improwizowanej garderoby modelek. Ladacznica popatrzyła na jego plecy i zamykające się drzwi z triumfalnym, złośliwym uśmieszkiem.
- Tak broni dobrego imienia swojej uczelni a ja tu ledwo parę dni jestem i już widzę, że tu korytarze pęcznieją od romansów. - prychnęła ironicznie. - Poza tym nie dostrzega, że spora część kadry i studentów mieszka tu na terenie uczelni. Nie wszystkich stać na wynajem mieszkań czy pokoi na mieście. Więc gdybym ja się wdała z kimś takim w romans to są szansę, że zostałabym z kimś takim na noc. A wtedy miałabym okazję rozejrzeć się tu co nieco w nocy, bez tych wszystkich wścibskich spojrzeń jakie tu się panoszą w dzień. - Na wpół rozebrana modelka, stanęła przed Heinrichem. Uniosła brwi aby podkreślić, że jej niecne i lubieżne zabawy mogą mieć i konkretne przełożenie na postępy w sprawie tajemniczego światełka ze skrzyni. Miała całkiem inne metody i patronkę niż Tobias ale mogła ich użyć dla wspólnej sprawy.
- To może być bardzo przydatne. - stwierdził z zadowoleniem Heinrich - Szpieg z większym dostępem po godzinach. - pochwalił Łasicę - Nawet tak szlachetna Akademia nie jest pozbawiona swoich słabych punktów, a ludzie w niej tylko te punkty powiększają.
- Oh, jakbym wiedziała, że tyle jest tu tych słabych punktów i tak barwne towarzystwo, to może wcześniej bym się tu zakręciła. - Łotrzyca roześmiała się serdecznie i zaczęła bawić się swoimi pełnymi piersiami. - Cieszy mnie, że masz bardziej otwarty umysł od tego sztywniaka. Ma się za takiego mądralę a najprostrzych powiązań nie dostrzega. O ile nie ma ich w traktatach naukowych tylko między sercami i udami. - Uśmiechnęła się kpiąco i okrasiła to lubieżnym spojrzeniem. - A ta Gisa ciekawy okaz. Chętnie bym ją poznała bliżej. Część studentów unika zajęć z nagimi modelkami. Zwłaszcza wstydliwe dziewczęta i purytańscy chłopcy. Gisa została. Panowie to wiadomo, że chętni są pogapić się za darmo na damskie wdzięki i te rysunki to tylko pretekst. - Kobieta była rozbawiona swoimi spostrzeżeniami na temat reakcji studentów jacy przychodzili na zajęcia z jej udziałem.
- A ty postaraj się zaproponować mi dodatkowe zajęcia jak skończymy. Bo na Gisę raczej w tym względzie nie liczę. Albo szkoda jej geldów albo się wstydzi. Wtedy będziesz mógł ją zaprosić i jeśli się zgodzi to pójdziemy we trójkę do gabinetu obok. Będzie okazja na dyskretniejsze spotkanie we trójkę. Ale ja od siebie, tam na głównej sali, to raczej nie mogę proponować takich rzeczy, to inicjatywa studentów. A nie chwaląc się, po każdych zajęciach mam ich parę. No ale nie bój się, jak mnie poprosisz to będę musiała odegrać swoją rolę, no ale się zgodzę. - Puściła mu oczko po czym odwróciła się i podeszła do krzesła. Zdjęla z oparcia koszulę i nałożyła ją na siebie. - Zaraz będziemy musieli się zbierać.
- Będzie to interesujące... Normalnie nie skrywałem swoich intencji i swojej osoby, a teraz muszę robić to bez przerwy. Wcześniej miałem do tego swoich podwładnych, jacy jak i ty zajmowali się sprawami potrzebnymi do śledztw Łowcy Czarownic... - pogładził Łasicę pieszczotliwie za uchem - ...może nie dokładnie takich jak ty, choć miałem jedną uroczą duszyczkę, jaką z ulic zabrałem. - wyszeptał zanurzając się w myślach.
- Uroczą? A czy była także urocza ciałem? No to widzę, że ci zapadła w pamięć, więc pewnie musiała być wyjątkowa. - Łasica chętnie przyjęła pieszczotę i trwała tak przez chwilę. Jednak w końcu odsunęła się od kolegi i narzuciła na siebie kamizelę jaka nieco maskowała jej sylwetkę i jej biust nie rzucał się tak w oczy.
- Była... użyteczna. - odparł Heinrich - Potrafiła myszkować w niskich stanach społecznych i szukać informacji jako kobieta z nich. Była dla wielu fascynująca i ponętna, wiedziała jak rozwiązać im języki, dzięki czemu nie byłem ślepy tam, gdzie ludzie kryją się po norach.
- Brzmi znajomo. To musiała być ciekawa postać. Jak miała na imię? - Łotrzyca pokiwała głową z uznaniem, jakby dostrzegła pokrewieństwo dusz ze znajomą kolegi.
- Eike. - odpowiedział po chwili namysłu, jakby dawne życie zostało zatarte w pamięci - Tak... Eike, co była tak pewna siebie, tak dumna, och jak bardzo. Chyba po raz pierwszy poczuła prawdziwy strach o życie gdy stanęła przede mną.
- Eike. Ładne imię. W sam raz dla zaradnej dziewczyny z ferajny. - Łotrzyca nachyliła się do lustra aby sprawdzić swój wygląd. Jeszcze z włosów nie była zadowolona, więc zaczęła je rozczesywać szybkimi ruchami. - A czym ją tak wystraszyłeś? - Zaciekawiła się po chwili milczenia. - Ją też przywiązywałeś do łóżka? - Nagle odwróciła się wprost do Heinricha i posłała mu uśmieszek ulicznej szelmy.
- Ludzie nie są tak pewni, gdy Łowca Czarownic się nimi interesuje na tyle by nakazać do siebie przyciągnąć na rozmowę...Czasem naprawdę niewiele trzeba by wpłynąć na wyobraźnię. - mówił nieporuszonym głosem kogoś, kto jest pewny swego.
- No tak. Ci łowcy czarownic… - Łotrzyca pokiwała ze zrozumieniem głową, zdając sobie sprawę jaką ponurą reputacją cieszyła się ta profesja. - Dobrze, że dołączyłeś do nas. Bo z łowcą czarownic to nie mogłabym się kolegować. - Uznała, że włosy ma już odpowiednio zrobione więc rzuciła szczotkę na biurko. Podeszła do kolegi i cmoknęła go w policzek. - Ja już jestem gotowa. A po ciebie to pewnie zaraz Tobias przyjdzie. Nie wiem czy dziś będą zajęcia z Eckhartem czy Philippą. Bo coś o jakimś zastępstwie mówili. - Uprzedziła go czego zdążyła się już dowiedzieć o dzisiejszych zajęciach.
- Nie mogłabyś. - przyznał gotując się do wyjścia - Z czystej ciekawości... - zatrzymał się zrobiwszy pierwszy krok w kierunku drzwi - Jakie były twoje pierwsze myśli jak dowiedziałaś się, że chcę spotkać się z liderami i kim jestem, gdy odnalazłem cię?
- Pomyślałam, że Starszy chyba spadł z konia na głowę, że chce przyjąć jakiegoś łowcę czarownic do nas. Ale jak z nim porozmawiałam to powiedział, że musimy być czujni ale skoro masz sny od Sióstr to widać one cię do nas sprowadziły. No i tak to się zaczęło. - Łotrzyca przyznała krótko i bez wahania.
- A tak szczerze... Zakładałaś, że to wszystko próba wyciągnięcia was z ukrycia i skończy się tragicznie, czy zawierzałaś bezsprzecznie Starszemu? - dopytał z ciekawością.
- Starszy ma doświadczenie w ocenie ludzi. Przyjął choćby Silnego. Przydaje się czasem ten mięśniak. Ale i Karlika. Choć był całkiem różny ode mnie albo Silnego. No i wszyscy mieliśmy sny od Sióstr. Może słyszeliśmy zew od innej ale wszyscy je słyszeliśmy. To nas połączyło. Starszy mówi, że to zew od nich dla wybranych. Tych co są przeznaczeni im służyć. W końcu nawet lady Soria z dalekiego południa usłyszała w snach ten zew. A teraz ta jej kapłanka Layla. Więc jak się okazało, że ty też słyszysz ten zew to nadal byłam ostrożna ale postanowilam dać ci szansę. - Łasica wzruszyła ramionami i przyznała, że stłumiła swój instynkt ulicznej cwaniary na rzecz nadnaturalnego zewu Sióstr i zaufania do Starszego.
- Ale przyznaję, że to było ryzykowne... choć o wiele mniej, gdy okazało się, że poszukuję pomocy u naszej fioletowoskórej.
- Albo się zaryzykuje aby przyjąć kogoś nowego, albo zostaje się we własnym gronie. Nowa osoba to ryzyko wpadki ale też szansa, na nowe możliwości. Zobacz na lady Odette. Zaczęło się od zwykłych figli z Laurą w zamtuzie. A skończyło na figlach na leśnym pikniku i zasianiu. Albo Kamila. Też zaczęło się od zauroczenia lady Sorią a teraz jest już prawie nasza. Na poważnie rozważałyśmy czy nie zabrać jej na ten ostatni leśny piknik. W końcu zabawy z Dorną i Lilly jakoś jej nie przeszkadzały. Jest już prawie nasza. A w końcu to córka wiesz kogo. Jak już będzie nasza to pomyśl jakie to da nam możliwości. I tak samo było z tobą. A Starszy też często ma sny. Chyba najczęściej z nas wszystkich. On to widzi w snach, że ktoś też je ma. I potem wysyła mnie albo kogoś z nas aby powęszyć wokół tej osoby. Bo sny sam wiesz jakie są. Coś tam pokazują, coś widać ale i tak potem wiele trzeba się domyślać, zgadywać i szukać na własną rękę. - Łotrzyca skinęła swoją czarną peruką na znak zgody z tym ryzykiem ale widać uważała je za konieczne, jeśli ich spiskowa rodzina miała się rozwijać o nowych członków.
W końcu czas było ruszać na zajęcia. Łotrzyca otworzyła drzwi na korytarz i wskazała Heinrichowi te gdzie miał się udać. Widać było, że już kilka osób czeka na korytarzu. Wszyscy raczej bliższi wiekiem łotrzycy niż byłemu łowcy heretyków. Mieli na sobie podobne ciemne togi. - Idź tam i poczekaj. Jakby co to przecież się nie znamy. O idzie Tobias i Eckhart. Pewnie Tobias cię przedstawi naszemu belfrowi. - Jej bystre oczy dojrzały dwie nadchodzące sylwetki. Po paru krokach i Heinrich rozpoznał uczonego kolegę jaki szedł z drugim nauczycielem.
Heinrich nie wybijał się przed Tobiasa, pozwalając jemu nadzorować rytm tego zapoznania, temu stał spokojnie oczekując jego ruchu.
- A to drogi Eckharcie, jest właśnie ten pan co by chciał podszkolić się w rysunku. - Tobias powiedział do swojego uczelnianego kolegi, gdy już byli ostatnie parę kroków przed Heinrichem. Ten drugi był raczej w jego wieku niż oczytanego kultysty i przyglądał mu się z zaciekawieniem. Ale poczekał aż staną na przeciwko siebie. Też miał togę ale z czerwonymi obszyciami na końcu rękawów.
- Heinrich, poznaj mistrza Eckharta. On prowadzi u nas lekcje rysunków i malarstwa. - Tobias zaczął przedstawiać ich obu i starał się to zrobić w koleżeńskiej atmosferze.
- Witam cię Heinrichu w naszych skromnych, uczelnianych progach. Tobias mi mówił, że jesteś zainteresowany lekcjami rysunku. Bardzo dobry wybór. Malarstwo pomaga zachować spokój i harmonię, zarówno ciała jak i duszy. - Starszy belfer uśmiechnął się jakby cieszył się z wyboru przedmiotu jaki nauczał. Pokiwał ze zrozumieniem głową. Tych kilkoro studentów jacy stali przed drzwiami obserwowało ich trójkę z zaciekawieniem jakby wybijali się ponad codzienną rutynę.
Heinrich skłonił głowę mistrzowi sztuki Akademii Morskiej oddając mu pozorny szacunek.
- Jestem niezmiernie wdzięczny, że dostanę taką szansę wszak nie będąc studentem.
- Oh to nie aż taka wielka rzadkość. Zawsze uważałem, że kaganek oświaty, trzeba stawiać wysoko aby jego światło sięgało jak najdalej. - Eckhart pokiwał wyrozumiale głową. - Tylko mam nadzieję, że wiesz o specyfice tych zajęć? - Uniósł brwi i trochę ściszył głos. - Dziś ćwiczymy projektowanie galionów. O kobiecych kształtach. Więc będzie nas wspomagała modelka. Bez koszuli. - Trochę się stropił ale widocznie chciał uprzedzić nowego studenta aby nie był zszokowany tym co ujrzy na zajęciach.
- Tak, ja uprzedzałem Heinricha i jest tego świadom. - Tobias wtrącił się do rozmowy, zapewne także po to aby wesprzeć kolegę z kultu o czym rozmawiał z nauczycielem rysunku, zanim tutaj przyszli. Chociaż nieco łamał tym zasady dobrego wychowania. Zresztą widać było, że Eckhart czeka na odpowiedź od swojego nowego studenta a nie od drugiego belfra.- Zdaję sobie z tych okoliczności sprawę. - przyznał Heinrich i machnął ręką - Młodszych by mogło to poruszyć, ale z wiekiem nabiera się dystansu do takich rzeczy.
- No tak, tak, młode serca są takie płoche. - Eckart zaśmiał się ale chyba go uspokoiło takie wyjaśnienie. - No to zapraszam do środka. To twoja pierwsza wizyta więc zobaczysz jak to wygląda. Skromnie ale przyzwoicie. Niestety nie mamy takiego budżetu jak w Saltmundzie no ale jakoś staramy sobie radzić. - Belfer gestem zaprosił w stronę zamkniętych drzwi. Sam sięgnął pod togę aby wyjąć pęk z kilkoma kluczami. I jednym z nich otworzył klasę. Wszedł do środka na krok i zaprosił gościa do środka. Wewnątrz była klasa z dużymi oknami, więc było jasno. Ustawione były pojedyncze biurka dla jednej osoby. A przy nich puste jeszcze sztalugi. Pod koniec było jedyne, masywne, solidne biurko dla nauczyciela i sztalugi ustawione frontem do klasy. Na ścianach za biurkiem dwie tablice. Też puste. Na pozostałych było widać różne prace i rysunki. Schemat proporcji ludzkiej sylwetki w postaci kul, kwadratów i trapezów, schemat budowy statku, zbliżenie na różne elementy olinowania. piękny malunek portu w pochmurne niebo. I to chyba nawet był Neus Emskrank, widziany od zachodniego wybrzeża zatoki. Obok prawie z lotu ptaka i z perspektywy wschodnich klifów. Stamtąd zapewne powinno być widać miasto z wysokiej perspektywy. Było też kilka portretów pojedynczych i załóg okrętów albo sceny z życia portowego. - To prace naszych studentów. Zawsze ich motywuję tym, że jeśli praca będzie wystarczająco dobra to trafi tutaj na ścianę. A kto wie gdzie jeszcze. Jesteśmy sługami Akademii więc dominuje u nas tematyka morska jak widać. Jest jeszcze osobna kategoria malarstwa świątynnego. Wiadomo, w świątyni Mananna zawsze trzeba odmalować jakiś fresk czy figurę. To dość pewny zarobek dla naszych studentów nawet jak już opuszczą mury naszej uczelni. A czy ty Heinrichu masz jakieś doświadczenie w malarstwie? Jakiś gatunek czy styl, szczególnie budzi twoją ciekawość? - Nauczyciel oprowadzał nowego ucznia po sali i na razie towarzyszył im tylko Tobias. Eckhart wydawał się być dumny z tej sali, jaka udowadniała efekt działalności dydaktycznej i artystycznej jacy nauczyciele wywierali na młode pokolenie.
- Eickhart pyta czy wolisz sceny rodzajowe, portrety, marynistykę czy jeszcze coś innego. - Tobias usłużnie podpowiedział koledze o co belfer go zapytał.
- Jestem zainteresowany wyobrażeniami ozdób na statkach. Chciałbym móc właśnie w waszej Akademii zobaczyć jak sztuką je prezentujecie.
- Oh to dobrze trafiłeś. Najczęściej tym się właśnie zajmujemy. Różnymi zdobieniami relingów, kajut, łóżek, mebli… To dla oficerów oczywiście. Ale też portrety, także rodzinne albo załóg. To zamawiają sobie kapitanowie, właściciele statków, gildie, tak, można z tego całkiem dobrze wyżyć. A teraz proszę wybierz sobie miejsce. Za chwilę będę musiał zaprosić studentów do środka. - Eckhart zrobił zapraszający gest do reszty, pustej jeszcze sali. Było tu ze dwa tuziny miejsc, było więc z czego wybierać. Sam postawił torbę na biurko i zaczął z niej wyjmować jakieś szpargały. Tobias lekko poruszył głową aby kolega ruszył za nim.
- Też już muszę uciekać. Nie fatyguj się do drzwi Eckharcie, jak będę wychodził to wpuszczę tych naszych rozwydrzonych nicponi. - Żartobliwie zwrócił się do starszego kolegi. A sam powoli ruszył w stronę tyłów sali. - Tam w rogu powinna usiąść Gisela. Wybierz sobie jakieś sąsiednie miejsce. - Lekko skinął głową w tylny narożnik, naprzeciwko drzwi. - A te dwa obrazy naszego miasta to ten z klifów malował on a ten z wybrzeża to Philippa. Oboje lubią słuchać komplementy na ich temat. Nie wiem czy Philippa nie przyjdzie na te zajęcia, jakieś zamieszanie jest w grafiku. - Belfer mówił cicho ale szybko. Akurat doszli do końca sali i wtedy po przyjacielsku klepnął kolegę w ramię a sam raźno ruszył w stronę drzwi. Po chwili zamknął je za sobą i słychać było jeszcze jego przytłumiony głos z korytarza jak pewnie mówi coś do studentów. A Heinrich na te parę chwil miał salę dla siebie, zanim wejdzie tu młode pokolenie.
Sytuacja w jakiej się znalazł nie należała do takich, na jakie był wystawiony wcześniej... Na szczęście był wystawiany na wiele okazji odgrywania by dogrzebać się do potrzebnych informacji czy uzyskać ufność osób, jakie miały w jakimś celu wspomóc go w dociekaniu prawdy... lub na koniec zginąć z jego ręki. Odetchnął głęboko zajmując miejsce sąsiednie do miejsca swojego celu i postarał się uspokoić myśli.
Robiłeś to już wcześniej, Heinrich.
Długo nie czekał w samotności. Po chwili drzwi otwarły się i do środka się fala młodych ludzi w uczelnianych togach. Wiedział ze swojego wcześniejszego życia, że to była podstawa ubioru żaków w całym Starym Świecie. Wchodzili do środka i jako, że był jedynym uczniem w ławce, do tego był nowy no i był z pokolenie starszy od nich, to zerkali na niego z zaciekawieniem. Mówili coś przyciszonymi głosami i czasem wyłapywał skrawki ich wypowiedzi “To ktoś nowy?” czy “Co to za dziadek?”. Wydawały się naturalne w takiej sytuacji. Powoli zajmowali swoje miejsca. A, że Heinrich usiadł na samym końcu sali to większość z nich miał przed sobą. Widział, że chociaż tradycją uczelni były togi, to jednak ten standard był modyfikowany indywidualnie. Paru lepiej sytuowanych uczniów miało togi obszyte futrem aby zaznaczyć swój status. Inni, przeciwnie. Widać było, że szaty mają już wyblakły kolor jakby służyły wcześniej innym użytkownikom. Łasica miała rację, że zdecydowana większość żaków to byli młodzi mężczyźni, kobiet było tylko kilka. A panowie lubowali się w złotych, prostych kolczykach na piracką modłę, tak jak uprzedzał go Tobias. Wreszcie jedna z nielicznych kobiet, przeszła obok niego i usiadła w narożnym biurku. Postawiła swoje rzeczy na podłodze i tak samo jak inny studenci, zaczęła przygotowywać sztalugę do pracy. Była młoda, szczupła i miała kasztanowe włosy. Chwilowo przeszkadzały jej jak były rozpuszczone więc sięgnęła do torby po rzemyk aby je związać. Przy okazji też zerknęła z bliska na swojego starszego sąsiada. - Panie profesorze. Nasz nowy kolega ma puste sztalugi. - Odezwała się w stronę Eckharta. Ten spojrzał w ich stronę i zorientował się, że faktycznie tak jest.
- Oh, przepraszam cię najmocniej Heinrichu. Zapomniałem jak bardzo jesteś nowy. Jak widzisz, studenci przychodzą ze swoimi narzędziami. Ale już coś na to zaradzimy. - Pokiwał głową i szybko podszedł do szafki po swojej stronie sali. Zaczął z niej wyjmować jakieś arkusze i przyrządy malarskie. A Heinrich zyskał okazji aby przyjrzeć się swojej sąsiadce.
link: https://i.imgur.com/ex4B2Jc.jpeg
Była w wieku podobnym do większości studentów jakich widział i na tej sali i na uczelnianych korytarzach. Togę miała przyzwoicie utrzymaną ale bez dodatkowych ozdób świadczących o dobrym statusie materialnym. Miała bystre i ciekawskie spojrzenie oraz lekko kpiący uśmiech.
Heinrich zastanawiał się jak ma podejść do młódki i rozumiał już, że będzie to problematyczne. Musiał czekać na odpowiednią okazję oraz unikać okazania się po prostu nudnym staruchem, jakim był w oczach młodych. Może nie był dziadkiem, jednak swoje życia przeszedł.-
O proszę Heinrichu. Tu masz co potrzeba. Gdyby coś ci było jeszcze konieczne, to daj znać. - W międzyczasie nauczyciek rysunku, podszedł do stanowiska najstarszego ucznia w grupie. Z wprawą zamontował mu kilka arkuszy na sztaludze i przy biurku pozostawił zestaw cienkich węglów i pędzelków do szkicowania. - Gisele, jak już tu jesteś, to idź zobacz czy nasza modelka jest już gotowa. - zwrócił się do brunetki a ona skinęła głową i szybko ruszyło w stronę drzwi. On zaś jeszcze rozstawiał sprzęt dla nowego ucznia. - A wam przypominam, że jesteście żakami a nie portowymi dokerami. Powinniście przynosić chlubę swojej uczelni i nazwiskom. A nie zachowywać się jak stado wygłodniałych marynarzy na widok pierwszej ulicznicy jaką zobaczą po zejściu z pokładu. - Podniósł głowę i przybrał surowszy, upominający głos gdy skarcił młode pokolenie zanim ich koleżanka wróciła z modelką. Wywołało to stłumione chichoty i szepty a po rozpromienionych oczach Heinrich poznał, że Łasica chyba niezbyt rozminęła się z prawdą, gdy mówiła o swoim powodzeniu jakie miała u studentów.
-
Ale jakbyśmy nie mogli dostrzec jakichś szczegółów modeli, to chyba możemy ją poprosić aby podeszła bliżej? - Odezwał się jakiś dumnie wyglądający młodzian, z togą obszytym pysznym, srebrzystym futrem. Od razu dało się wyczuć bogate pochodzenie. Jego uwaga wywołała złośliwe chichoty. Wskazał gestem na swój arkusz gdzie widać było zarys bardzo biuściastego galionu.
-
Można Sebastianie. Oczywiście, że można. Tylko racz mieć na uwadze, że twój ojciec, bardzo czeka na listy z uczelni o twoich postępach. - Heinrich bez trudu rozpoznał to swoiste przeciąganie liny. Młodzieniec ze zrzumieniem pokiwał głową, dalej się radośnie szczerzył, ale chwilowo chociaż odpuścił dalsze docinki. A on i większość klasy, odwrócili się bo do środka wróciła Gisele i Łasica. Obie podeszły do belfra a więc przy okazji i do siedzącego konspiratora. Łasica cichym głosem wyjaśniła nauczycielowi, że Katy jest chora więc dziś jej nie będzie. Eckhart pokiwał ze zrozumieniem głową i ogłosil to klasie.
-
Ojej. A ja się wzorowałam właśnie na Katy. Miałam ją dziś poprosić o prywatne pozowanie aby lepiej oddać szczegóły jej anatomii. - Tym razem westchnęła jakaś młoda szlachcianka. Na oko Heinricha też trochę przesadnie. Wskazała na swój arkusz, i rzeczywiście też miała rękę, do biuściastych sylwetek. Nawet w bardziej dynamicznej pozie niż kolega jaki odezwał się przed chwilą.
-
Bardzo mi przykro lady von Ostrein, ale Katy się pochorowała i dziś do pozowania jestem tylko ja. Ja bym bardzo chętnie milady zapozowała no ale jeśli milady woli Katy to może kto inny zaszczyci mnie swoją uwagą. Za parę nędznych srebrników. - Łasica przyjęła potulny głos pasujący do służki wielkiej pani. A jednak udało jej się sprytnie wpleść nazwisko młodej szlachcianki. Brzmiało jak jedna z ważniejszych rodzin Saltmundu co przed paroma stuleciami nawet miała kilki książąt-elektorów.
-
To jeszcze nie jest przesądzone. - Młoda arystokratka widocznie nie nawykła do odmowy i nie odpuściła. - Myślałam o pozowaniu na klęcząco. To mój drugi, prywatny projekt na figurę dla fontanny. - Wskazała na tubę z arkuszami, gdzie mogła mieć ten szkic. - Myślisz Ann, że byś podołała? - Wyniosłym tonem zwróciła się do modelki.
-
A która z nas miałaby klęczeć milady? - Łasica odparła wciąż tym słodkim, potulnym tonem. Ale z bliska Heinrich dojrzał w jej spojrzeniu złośliwe bliski bezczelnej dziewczyny z ferajny jaka z zasady miała anarchistyczną naturę i miała na pieńku ze szlacht. Nie raz dawała znać w kulcie, ze nią gardzi i nawet praca w zamtuzie sprawiała, że chętnie poniżała i dominowała swoich błekintokrwistych klientów. Teraz jednak szpila wbita arystokratce okazała się celna, bo cała sala ryknęła śmiechem a von Ostrein spurpurowiała ze złości.
-
Oczywiście, że to nie ja bym klęczała idiotko! - Syknęła poruszona tym przytykiem i rechotem kolegów. Modelka zaczęła przepraszać ale wtrącił się belfer.
-
Proszę o zachowanie spokoju! Sigrun masz już wszystko przygotowane do zajęć? - Nauczyciel miał wprawę z okiełznywaniu tego żywiołu młodości i po chwili rzeczywiście zrobiło się spokojniej.
-
O, widzę, że mamy nowego studenta. - Łasica udała, że dopiero teraz zauważyła siedzącego obok niej Heinricha. Posłała mu sympatyczny uśmiech. - I to jaki dostojny i elegancki. - Dodała szybko i były łowca heretyków dostrzegł jak parę głów odwróciło się ku nim z lekką zazdrością i ciekawością. W koncu ta zgrabna modelka im nie poświęciła tyle uwagi co “staruchowi”.
-
Tak Ann. To jest Heinrich. Dopiero zaczyna swoją edukację u nas. Więc proszę miej dla niego wyrozumiałość. - Belfer jakby odetchnął z ulgą, że udało się uspokoić sytuację.
-
Oczywiście panie profesorze. Jeśli Heinrich ma ochotę to mogę mu pokazać co sobie zażyczy. - Łotrzyca mówiła tym głosem słodkiej idiotki ale jakoś tak patrzyła i uśmiechała się uprzejmie, że brzmiało jakoś dwuznacznie. Ale Eckhart albo tego nie dostrzegł albo zignorował.
-
Bardzo dobrze Ann. Idź proszę na swoje miejsce i przygotuj się. - Polecił jej wskazując gestem swoje biurko. Dziewczyna pokornie ruszyła w tamtą stronę. A on mógł wrócić do rozmowy z nowym uczniem. - Heinrichu, to jest Gisele. Gisele ma dobre oko, rękę i wyobraźnię. Na pewno ci pomoże jeśli czegoś nie będziesz wiedział. Możesz jej pytać śmiało. - Nauczyciel przedstawił ich sobie a młoda malarka uśmiechnęła się zyczliwie do nowego sąsiada. - Gisele pomóż proszę nowemu koledze. Sama wiesz, że wszyscy uczymy się od siebie nawzajem. I stawiamy na koleżeńską atmosferę i współpracę. - Teraz popatrzył na studentkę, prosząc ją o wsparcie dla nowego. A ostatnie zdanie powiedział nieco głośniej, zerkając na młodych arystokratów jacy zajęli najlepsze miejsca na przedzie i przy oknach.
-
Dobrze panie profesorze. Chętnie mu pomogę. - Meissen pokiwała swoją kasztanową głową i wydawała się życzliwie nastawiona do tej prośby. Uspokojony tym belfer spojrzal jeszcze czy Heinrich ma jakieś pytania ale chyba szykował się aby wrócić na katedrę i otworzyć zajęcia. Modelka już tam stała ale jeszcze w ubraniu.
- Dziękuję bardzo, dobry profesorze. - Heinrich skłonił głowę i spojrzał na dziewczynę - A tobie młoda pani za chęć pomocy.
- No dobrze, no to nie przedłużajmy, już zbyt wiele czasu zmitrężyliśmy na te figle. - Belfer z zadowoleniem pokiwał głową i wrócił na przód sali. Młoda sąsiadka Heinricha skinęła mu głową za podziękowanie ale obserwowała początek zajęć.
- Dziś będziemy kontynuować prace nad galionami statków. Lub rzeźbami kobiecych figur na fontanny. - Tu wymownie spojrzał na młodą lady von Ostrein jaka wcześniej wspomniała o takim projekcie. Szlachcianka nie wyglądała na zakłopotaną i przyjęła ten przytyk z godnością, mimo złośliwych uśmiechów kolegów. - W takim razie proszę modelkę aby się ustawiła we właściwej pozycji. Tak jak ostatnio. - Nauczyciel wrócił do sprawdznej rutyny. I Łasica jako Ann, bez ceregieli zdjęła z siebie prostą koszulę ukazując swój nagi tors. Co wywołało cichy szmer u widowni jaka chętnie syciła oczy jej odsłoniętymi wdziękami. Czarnowłosa modelka wyglądała jak Strzyganka albo Estalijka czy Tileanka. Znad spódnicy nie wystawał jej tatuaż żmii a przynajmniej Heinrich go nie dostrzegł. Nie był pewien czy po prostu ubranie go zakrywało, czy kultystka jakoś sprytnie zamaskowała go nie chcąc zdradzać tego elementu jaki mógłby pomóć ją później zidentyfikować. Ustawiła się koło biurka nauczyciela a studenci stopniowo zabrali się do pracy. Były łowca czarownic widział jak ich pióra, rysiki i pędzle, zaczyają kreślić kolejne kreski. Ale on sam, wciąż miał przed sobą czysty arkusz i zestaw do malowania.
- Musisz zacząć od narysowania proporcji anatomicznych. Tak jak tam na ścianie. - Gisele podpowiedziała nowemu od czego powienien zacząć. Swoim pędzlem wskazała na ścianę, gdzie w ludzką sylwetkę był wrysowany schemat z kół i prostokątów. Zapewne miało to pomóc w ustaleniu właściwych proporcji ciała. - Tylko postaraj się lekko aby potem nie przebijały się na obrazie. Ann stoi w prostej pozie, więc to ułatwia projektwanie. - Teraz wskazała na Łasicę, która stała z lekko wysuniętą do przodu nogą i dłonią na biodrze. Chociaż Heinrich był w klasie pełnej żaków i z Eckhartem to jednak narożne miejsce z tyłu sali, pozwalało na w miarę swobodną rozmowę z Gisele, o ile zachowało się dyskrecję. Uczniowie skupili się na swoich dziełach i zerkaniem na modelkę więc stracili zainteresowaniem najstarszym z nich, jaki i tak siedział za ich plecami.
Heinrich pamiętał lekcje z młodości jakie jego guwernanci mu oferowali i rysunek był jedną z nich, choć nie rozwijany bardzo. Dzięki temu wziął pędzel dość pewnie nałożywszy bardzo bladą farbę i za jego pomocą zaczął szkicować Łasicę. Wyraźne było, że posiadał jakieś podstawy znajomości malarstwa i rysunku.
Sytuacja się uspokoiła. Studenci zabrali się za pędzelki i rysiki. Praca ich pochłonęła. Słychać było jak któryś coś powiedział półgłosem albo się zaśmiał. Ale raczej każdy był skupiony na swojej sztaludze i modelce stojącej na katedrze. Co jakiś czas Eckhart robił obchód po sali. Przyglądał się, odpowiadał na pytania, coś podpowiadał ale widać było, że to raczej koleżeńskie wskazówki niż surowy belfer od algebry i klasycznego. Giselle też zerkała do sąsiada jak mu idzie. Chwaliła go, że dobrze mu idzie i chyba nie jest to jego pierwszy rysunek. -
Od dawna jesteś w mieście? Nie widziałam cię tu wcześniej. - Zagaiła gdy tak siedzieli obok siebie. Sama malowała swoją wersję Łasicy.
- Nie, nie aż tak. Ledwo od kilku tygodni. - przyznał skupiając się na zakurzonej umiejętności.
- Jeśli by ci się spodobały te nasze zajęcia, to może być mógł na nie uczęszczać. Pewnie musiałbyć porozmawiać z profesorem. Ale jeśli cię dopuścił tak na próbę to jest nadzieja. A jeśli się nie zgodzi, to jest jeszcze profesor Philippa. Z nią też mamy zajęcia. - Brunetka miała na tyle wprawy i spokoju, że mogła rozmawiać podczas pracy. Rysowała klasyczny galion o kształtach kobiety. Z prawie pionową sylwetkę, skoro miała być na dziobie okrętu. I dłonią wysuniętą przed siebie. W niej trzymała latarnię. Nie krępowały jej też nagie piersi modelki a Łasica ułatwiała tą wizualizację studentom gdy często pochylała się nieco do przodu a jej piersi ciążyły wtedy ku podłodze. -
I jak ci idzie Heinrichu? - W pewnym momencie zagaił go nauczyciel gdy podszedł do niego podczas swoich spacerów po sali.
- Powoli przypominam sobie zapomniane już umiejętności, Herr Eickhart.
Mężczyzna przez chwilę przypatrywał się dziełu jakie tworzył Heinrich i pokiwał głową na znak, że słucha. - Wiem, że twarz najtrudniej narysować. Zwłaszcza jakby miała przedstawiać konkretną osobę. Ale skoro chodzi tylko o projekt galionu, zwłaszcza taki wstępny. To można zostawić tylko owal, sam jej zarys, bez rysów. Chociaż widzę, że jeśli byś chciał Heinrichu, malować portrety to musiałbyć poćwiczyć malowanie twarzy. Ale jak na początek bardzo ciekawie ci to wyszło. Sylwetkę udało ci się nieźle uchwycić. Wyszła dość proporcjonalnie. To też bardzo istotne gdy się maluje całą sylwetkę. Jak się złapie odpowiednie proporcje to zostaje już tylko dodanie paru detali. - Belfer wyraźnie chciał dodać otuchy nowemu rysownikowi i nie zniechęcać go. Chociaż jak teraz Heinrich na to patrzył to twarz Łasicy wyszła dość symbolicznie. Widać było, że wyszedł z wprawy. Sylwetka modelki za to wyszła w miarę poprawnie. Pomogły te schematy anatomiczne, dość spokojna i nieruchoma sylwetka Ann no i tego, że stała do tuzina kroków dalej. -
Czy ja bym mogła poprosić modelkę aby podeszła bliżej? - Lady von Osterin poprosiła Ann do siebie. Profesor zgdził się. I po chwili rozległ się szmer przyciszonych śmiechow gdy szlachcianka poleciła aby modelka uklękła. Jak trochę się przesunęła ku niej “aby złapać odpowiednią perspektywę” to już w ogóle wyglądało jakby Łasica klęczała tuż przed nią. Eickert aż podszedł do nich aby sprawdzić co tu się dzieje. Jednak młoda arystokratka wykpiła się wymówką, że woli się skupić na projekcie fontanny. A Heinrich widział w jej pracy na tyle aby zorientować się, że to mocno frywolna poza jak na fontannę. To małe zamieszanie jakby dało sygnał innym, że można prosić modelkę na zbliżenie.
Heinricha nie zaskoczyło jak wiele wpływu może mieć Łasica na młodych studentów.
Były łowca heretyków wrócił do swojego szkicu i luźnej rozmowy z Giselle albo Ekhartem, gdy przy stanowisku młodej Ostrein znów zrobiło się głośniej. Tym razem gdy skończyła swój projekt fontanny. I nawet pozwoliła modelce rzucić na niego okiem. Łasica otrzepała kolana i wstała z pokornej pozycji. Artystka obserwowała ją z dumą i satysfakcją, wyraźnie czekając na jakąś reakcję. Dzięki temu i Heinrich mógł dojrzeć jej pracę. Sylwetka młodej, nagiej kobiety. Piersiastej i klęczącej jak modelka. Ale jeszcze misę trzymającą przed swoimi obojczykami, w proszącej pozie. Wyglądała jak pokorna nimfa, z proszącym wyrazem twarzy, jaka zbiera wodę do swojej misy. To byłoby nawet naturalne dla fontanny. Rysunek jednak miał w sobie drugie dno. Pokazywał jak strumien wody spada na twarz i do misy. Nie pokazywał skąd bo już była krawędź arkusza. Ale nimfa miała jeszcze grubą obrożę na szyi i obręcze na kostkach i nadgarstach, przez co ta nimfa wyglądała jakby była zniewolona albo dopiero co wyrwała się z niewoli. No i ta misa wyglądała trochę jak ta co niedawno Freda zrobiła dla Heinricha. A może to tylko Heinrichowi tak się wydawało? -
To część większego projektu. Ta figura będzie zwrócona twarzą do centrum fontanny i będzie łapać wodę z centralnego monumentu. A przedstawia nimfę Alouette. Która zbiera płyny dla swojej władczyni. - Wyglądało na to, że młoda szlachcianka jest dumna ze swojego dzieła. A zwłaszcza ostatnie zdanie wywołało stłumione chichoty kolegów. Jakby ten strumień spoza obrazu, który spadał do misy ale i na twarz oraz kształtne piersi nimfy, wywoływał ich złośliwą, młodzieńczą radość. Wydawało się, że artystka wreszcie pokazała swoją wyższość nad prostą ladacznicą. Bo wciąż wyglądało to na to ciche przeciąganie liny między nimi. I zapewne fawrytką była młoda arystokratka bo wiadomo było, że zwykła mieszczka nie odważy się z nią zadrzeć. I przez chwilę wyglądało na to, że faktycznie poskromiła Ann. Łasica z wyraźnm zaciekawieniem chłonęła obraz i uśmiechała się łagodnie.
-
Bardzo pięknie to wyszło milady. Czuję się poruszona tym dziełem, że aż mnie w dołku ściska z wrażenia. Jestem zaszczycona, że mogłam pozować milady. - Łotrzyca bezbłędnie odgrywała rolę słodkiej idiotki i najpierw przystawiła dłoń do swojego serca a później do brzucha jakby tam czuła przysłowiowe motyle. Tylko ręka jakoś zjechała jej niżej tuż pod pas spódnicy przez co zabrzmiało to dwuznacznie kosmato. Ale na moment, że nie było to jednoznaczne. Malarka uśmiechnęła się z wyższością jakby właśnie pokonana przeciwniczka przyznała jej zwycięstwo. - Ale oczywiście nie ośmielę się nawet porównywać do szlachetnego oblicza milady i rozumiem, że moje jest niegodne aby się z nim równać. - Ann lekko wskazała wzrokiem na szkic Alouette i tego się szlachcianka nie spodziewała. Bo zmrużyła oczy i odwróciła się też w tamtą stronę.
-
O czym ty mówisz Ann? Gdzie ty tu widzisz moją twarz? - Artystka widocznie nie mogła się zorientować o co chodzi modelce.
-
No to tutaj na szyi i policzku. Toż to jak u milady. - tym samym, pokornym tonem wskazała coś na szkicu. - Ale ja nawet nie będę stawać w szranki z milady przy wyborze miejsca i pozy takiej kompozycji. - Heinrich ze swojego miejsca nie widział czy młoda von Osterin ma coś na policzku i szyi ale chyba uwaga Łasicy była trafna. Bo milady poczerwieniała i zacisnęła swoje pełne usta w wąską linię. Jakby wzrok mógł spopielać to z Ann teraz by została kupka popiołu. A i po sali rozeszły się stłumione chichoty pozostałych uczniów. Tym razem jednak szlachcianka się opanowała i nie podniosła głosu. Widać było, że złość aż się w niej gotuje gdy jednym zdaniem, ladacznica odebrała jej pewne zwycięstwo.
-
Ann, chciałabym po zajęciach dać ci lekcję. Znaczy poprosić cię na prywatne pozowanie. - Zimny i oschły ton nie wróżył modelce przyjemnej rozmowy ale ta nie przestawała się uśmiechać jak opóźniona w rozwoju sierota.
-
Bardzo chętnie milady. Z przyjemnością spędzę z milady więcej czasu. Będę zaszczycona mogąc przećwiczyć z milady tą pozycję. Ale na dzisiejsze prywatne pozowanie już jestem umówiona. Może jutro? - Łasica też się przejęzyczyła ale sprawiała wrażenie, że się spotka z artystką bardzo chętnie, jakby nie dostrzegała jej złowróżbnego, świdrującego spojrzenia. Eckhart dostrzegając zarzewie kolejnego spięcia, ruszył w ich stronę, wtrącając się do rozmowy. A Heinrich dojrzał jakiś ruch przy krześle milady. Jakaś zapisana kartka spadła z jej biurka i pofrunęła gdzieś pod sąsiednie. Ale tam stracił je z oczu.
-
Ale Sigrun jest zdenerwowana na Ann. Dawno nie widziałam aby ktoś jej tak przygadał. I to przy wszystkich. I to taka zwykła dziewczyna, nawet nie szlachcianka. - Giselle też z zainteresowaniem obserwowała widowisko jakie rozgrywało się ze dwie sztalugi z przodu. I wydawała się być pod wrażeniem śmiałości i sprytu modelki. Ale też nieco jej współczuła na myśl o gniewie szlachcianki jaki pewnie na nią teraz spadnie. Gdy poprawiała się na stołku, przewróciła tubę na szkice. Z niej częściowo wysypały się różne szkice. Brunetka szybko odwróciła się i zaczęła je zbierać. I tak uklękła, jakby swoimi plecami chciała je zasłonić Heinrichowi. Albo tylko tak mu się zdawało. Przez chwilę i tak mu się wydawało, że na krawędzi jednego z arkuszy widać było jakiś wijący się kształt. Nie zdążył jednak przyjrzeć się dokładniej gdy Meissen pozbierała je i w pośpiechu zamknęła tubę. Po czym wróciła na miejsce. - Jeśli chcesz to też możemy poprosić Ann aby do nas podeszła. - Uśmiechnęła się nieco nerwowo i wskazała na półnagą łotrzycę jaka stała ledwo kilka kroków dalej.
- To byłoby naprawdę idealne. - stwierdził ze spokojem - Mogłoby pomóc moim zestarzałym umiejętnościom. Byłem ledwie pod kuratelą guwernantów, gdy się parałem rysunkiem i malunkiem.
- Ja nie jestem profesorem ale myślę, że jak na pierwsze odświeżenie umiejętności, to świetnie ci idzie. - Giselle uśmiechnęła się ciepło do sąsiada jakby chciala dodać mu otuchy na zachętę. Chociaż jej rysunek wyglądał na bardziej detaliczny i dopracowany. Potem podniosła dłoń do góry, aby zwrócić na siebie uwagę modelki. - Ann, czy moglibyśmy cię tu prosić? - Brunetka poprosiła ją uprzejmie i roznegliżowana kobieta, ruszyła w ich stronę. A studenci jakich mijała chętnie korzystali z okazji aby rzucić na nią okiem. A ona poruszała się z płynnością tancerki i nagość w ogóle jej nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie, wydawała się być świadoma swoich atutów i potrafiła nimi zagrać. I zatrzymała się dopiero między Heinrichem a Giselle. Popatrzyła z góry na nich oboje czekając po co ją wezwali.
- Jakbyś mogła nieco się pochylić Ann. Bo to u mnie wygląda jak widzisz. - Młoda malarka wskazała dłonią na swój arkusz. A Łasica z ciekawością zerknęła jak tam wyszła.
- O, to jestem tu z latarnią. Ciekawy pomysł milady. To jak mam się ustawić? - Łasica wyraziła swoje uznanie i widać było, że artystce sprawiło to przyjemność. Po czym przez parę chwil udzielała wskazówek modelce jaką ma przyjąć pozę. Czarnowłosa musiała mocno pochylić się do przodu aby przyjąć podobny układ jak na szkicu. Więc Heinrich widział wówczas głównie jej gładkie plecy, zgrabny kuper okryty spódnicą i nieco bocznego profilu.
- A możesz tak trochę bardziej w tą… I tak niżej… O tak, idealnie! A teraz… Och, przepraszam! Zagapiłam się. - Co tam dokładnie się stało to były łowca nie widział ale przez moment zrobiło się zamieszanie.
- Nic się nie stało milady. To się po zajęciach zmyje. To tylko farba. - Ann uspokoiła ją i znów wróciła do stania a artystka do jej malowania. W końcu Gisele podziękowała więc Łasica wyprostowała się i teraz jakby zamienili się miejscami, bo ustawiła się frontem do Heinricha. Świadomie czy nie, oparła się przedramionami o blat biurka drugiego kultysty więc ich twarze znalazły się całkiem blisko siebie. A ten pełny biust modelki, był na wyciągnięcie ręki. Wtedy dojrzał na nim, dwa esowate kształty. Trochę jak krótki wąż albo robak. Pewnie to przed chwilą wywołało zamieszanie bo farba jeszcze była mokra i świeża.
- Czy tak dobrze Herr Heinrichu? - zapytała prowokacyjnie słodko. Kątem oka były łowca heretyków widział jak inni studenci zerkają w ich stronę, jakby mu zazdrościli. ~ I jak? ~ zapytała szeptem lekko wskazując oczami na młoda malarkę, jaka siedziała za jej plecami. Wydawała się być zaciekawiona ale i rozbawiona tymi zajęciami.
- Idealnie... Choć moje umiejętności wciąż potrzebują doszlifowania... Czy ty też masz jeszcze jakieś dzieła, które chciałabyś dopracować? - ostatnimi słowy zwrócił się do studentki.
- Dopracować? Oh cały czas. Czy jakieś dzieło może być tak naprawdę skończone? Ja zawsze mam wrażenie, że można by coś jeszcze dodać albo poprawić. A przynajmniej bardzo często. - Malarka potraktowała to pytanie w żartobliwy sposób i obdarzyła sąsiadów rozbawionym uśmiechem.
- Jeśli to by było takie prace z modelką, to mogłabym chyba pomóc. Moglibyśmy po zajęciach pójść do mniejszej pracowni, gdzie nikt by nam nie przeszkadzał. Często tam pozuję w negliżu albo nawet do aktów jeśli jest takie życzenie. - Łasica szybko podłapała okazję aby umówić się z Giselle na spotkanie w prywatnym gronie. Wymownie przesunęła dłońmi po swoich jędrnych piersiach i w dół aż do podołka. Takim wężowym, ruchem wyuzdanej tancerki jaki od razu przykuł uwagę brunetki. I conajmniej kilkoro uczniów siedzących niedaleko.
- Akty też robisz? - Malarka wydawała się zaskoczona albo tylko się upewniała czy dobrze zrozumiała Ann. Ta pokiwała swoją czarną głową.
- Jeśli jest takie życzenie… Wtedy ustawiam się w wymaganej pozie i wykonuję wszelkie polecenia artystów aby sprawić im satysfakcję. Bo czasem muszę uklęknąć albo się pochylić czy wypiąć. Zrobić odpowiednią minę, wysunąć do przodu biodro albo biust. Włożyć coś tu czy tam. Oczywiście jestem otwarta na wszelkie sugestię i gotowa na pełną współpracę. - Łotrzyca czarowała głosem, spojrzeniem i negliżem. Umiała ubrać słowa jakie by pasowały do modelki w kosmaty podtekst, że ta oferta współpracy, zabrzmiała bardzo dwuznacznie. Aż się Giselle nieco zarumieniła w Heinrich zauważył, że mają coraz większe grono słuchaczy i dyskretnych obserwatorów jacy chłoną każde słowo i gest ich rozmowy. I łotrzyca chyba nie łgała, że na dodatkowe zajęcia z nią zawsze jest mnóstwo chętnych.
- No to może… Miałabym jakiś akt. - Bruetka zerknęła na nią a potem na Heinricha.
- Oh to ledwo nędzne pięć monet za zdjęcie ubrań. I pięć za każdy pacierz pozowania. - Łasica miała głowę do interesów, i szybko podała cennik swoich usług. I wymownie spojrzała na Heinricha, czekając na jego reakcję.
- Och, to naprawdę dobra oferta. I ja bym mógł razem skorzystać, oczywiście za dodatkową opłatą - dodał szybko - a jednocześnie czegoś się nauczyć od młodej pani jaka mnie tak chętnie przyjęła pod skrzydła.
- Oh no to jesteśmy umówieni. Za dodatkowe nędzne pięć monet można mnie nawet dotykać. Wiadomo, aby lepiej złapać kształt. - Modelka ucieszyła się jakby właśnie ubili dobry interes i szybko rozszerzyła ofertę swoich usług. Uśmiechnęła się słodko do dwójki malarzy a brunetka lekko uniosła brwi ze zdziwienia ale też się uśmiechnęła.
- No ja nie chciałabym narażać Heinricha na koszty. - Przyznała po chwili wahania, jakby sakiewka nie była jej mocną stroną.
- Oh Heinrich mi wygląda na dżentelmena więc nie musimy się obawiać, że nas postawi w niezręcznej sytuacji. Na pewno się jakoś dogadamy. - Łotrzyca dyskretnie puściła oczko koledze z kultu, jakby była dobrej myśli co do takiego spotkania we trójkę. Później wyprostowała się bo poprosił ją inny student o pozowanie z bliska. A następnie jeszcze ze trzech innych. Zapewne też dostała chociaż od części z nich zapytanie o dodatkowe zajęcia bo dało się słyszeć jej grzeczną odpowiedź, że jest już umówiona. Nie przeszkadzało jej to z urokiem zawodowej ladacznicy, kusić swoim spojrzeniem, uśmiechem i odkrytym biustem. I na młodych ludzi to działało pociągająco. Widać było, że niejeden miałby ochotę poznać się z Ann bliżej. Jednak do końca lekcji obyło się już bez przygód. Eckhart w pewnym momencie dwa razy zaklaskał w dłonie i dał znać, że to koniec lekcji. Potem podchodził do każdej sztalugi i omawiał ze studentem jego pracę. Podszedł też i do Giselle i Heinricha.
- Ciekawa kompozycja Giselle. I praktyczna. Z tym miejscem na lampę w uchwycie dłoni. - Wyglądało na to, że projekt kobiecego galionu, spodobał mu się. Następnie podszedł do najstarszego wiekiem ucznia.
- Nieźle Heinrichu, naprawdę nieźle jak na początek. Przydałby ci się regularny trening aby rozwinąć swoje umiejętności. Gdybyś miał ochotę uczestniczyć w zajęciach to możemy to później omówić w wolnej chwili. - Belfer zaproponował mu uczestnictwo w dalszej edukacji ale zapewne wiązałoby się to z kosztami takiej edukacji.
Uczniowie zaczęli zbierać swoje materiały i powoli wychodzić. Łasica na katedrze, ubrała koszulę aby przykryć swoją nagość po czym z gracją tancerki podeszła do dwójki z jaką była umówiona na prywatny pokaz modelingu. - To co? Idziemy? - zagadnęła wesoło jakby mieli iść na jakąś emocjonującą przygodę. Giselle pokiwała głową i we trójkę wyszli na korytarz. Przez chwilę utonęli w masie innych młodych studentów, już nie tylko z tych z malarstwa. Ale w pewnym momencie Meissen pacnęła się w czoło. - Moja tuba! - sapnęła i spojrzała gwałtownie za siebie. - Muszę po nią wrócić. To idźcie dalej, zaraz do was przyjdę. - powiedziała i szybko odwróciła się aby wrócić do klasy. Łasica bystro spojrzała a drugiego kultystę i dała mu znak, że wie gdzie iść. Po chwili stanęła przed drzwiami jakie otworzyła kluczem. I znaleźli się w gabinecie jaki przypominał małą, pracownię malarską. Były tu dwie gotowe sztalugi i kilka złożonych, płótna, arkusze, farby, pędzle na zapas tych materiałów. Łasica zamknęła za sobą drzwi i odetchnęła z ulgą.
- No to będziemy mieć Gisę tylko dla siebie. Bierzesz górę czy dół? Przód czy tył? - Trzepnęła Heinricha w ramię i puściła mu łobuzerskie oczko. Wydawała się być w wyśmienitym humorze i chyba raczej żartowała sobie. - Nie bój się z tymi monetami. Jak będziemy sami to ci oddam. No może z małą prowizją. Ale od wszystkich biorę za te prywatne lekcje to od ciebie też musiałam. A Gisa jest od kupców, sklepikarzy czy coś takiego więc ledwo ich stać aby posłać ją na standardowe zajęcia to na te dodatkowe raczej jej nie stać. No i jak ci się podobało projektowanie galionów? Mam nadzieję, że wrócisz? Nie wiem czy dziś, za pierwszym razem urobimy Gisę na tyle by nam jadła z ręki. Jeśli nie chcesz to trzeba będzie ją namówić na jakieś spotkanie poza uczelnią. - Wciąż miała na sobie czarną perukę i resztę kamuflażu jaki miał zmienić wygląd. I mówiła cicho i szybko, jakby spodziewała się, że Meissen w każdej chwili może tu wejść.
Heinrich był zmęczony musząc udawać przy dzieciakach zainteresowanego rysunkiem. W poprzednich latach po prostu by nadzorował działania podwładnych wykonujących robotę za niego, jednak w tym momencie nie posiadał już takiego luksusu i odczuwał z tego powodu irytację. Nie było jednak co poradzić, musiał grać dalej. Na razie potrzebował urobić młodą uczennicę, aby dowiedzieć się jak wiele z jej rysunków może pochodzić ze snów od Sióstr, jak bardzo ona sama to może zauważać. Należało rozwiązać trochę problemów Tobiasa.
- Zdaję sobie z tych okoliczności sprawę. - przyznał Heinrich i machnął ręką - Młodszych by mogło to poruszyć, ale z wiekiem nabiera się dystansu do takich rzeczy.
-
Powitania, pożegnania i powrotyHai @campo , dobrze cię widzieć!
-
Powitania, pożegnania i powroty@leszek-dyskietka Hai tobie, dyskietko!
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeWykidajło co ulicznic nie widział?
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze@mortarel By mu ktoś powiedział czy ta Nadja to demon? xD
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeTeraz to Nadja zostaje z samymi dziadami... choć chyba @kerm ma jeszcze nie-dziada.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeNie no, bluzki nie założyła, nie marnowała czasu na ubranie się. Tamuje uciskając poprzez trzymaną bluzkę.
-
[WFRP 2ed] BögenhafenNie rozumiała czemu do niej wystrzelono, a jeszcze bardziej nie rozumiała czemu nie trafiono w nieruchomy cel. Poczuła jak serce truchleje, gdy jeden z bełtów prawie ją drasnął, ale najwyraźniej Morr... jeszcze jej nie chciał u siebie? Drżała z zimna i stresu, sytuacja wydarzyła się tak szybko, tak bez sensu. Dlaczego Ergo to zrobił? Nie było żadnego zagrożenia, zaczynało wszystko wchodzić pod kontrolę. Dlaczego?
Nadja chciała rzucić się z pazurami na Urlicha, ale to wyraźnie musiało poczekać. Ergo był ważniejszy od jej własnego... ego, niezależnie jak ugodzonego, nawet jeżeli nie mijał się cyrulik zbytnio z prawdą. Temu choć rozeźlona na konowała, nie dbając o własny negliż wpierw dopadła do ranionego (porywając jedynie swoją bluzkę ze sobą by nią próbować mało skutecznie tamować krwawienie) i jedną dłonią gładziła go po policzku jednocześnie próbując uspokajająco do niego szeptać, starając się nie zasłaniać rannego Urlichowi. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeCrinos to forma bojowa wilkołaka ze Świata Mroku.

