Przejdź do treści

Świat

Tematy spoza tego forum. Poglądy i opinie przedstawione tutaj mogą nie odzwierciedlać tych, które reprezentują członkowie tego forum.

A world of content at your fingertips…

Think of this as your global discovery feed. It brings together interesting discussions from across the web and other communities, all in one place.

While you can browse what's trending now, the best way to use this feed is to make it your own. By creating an account, you can follow specific creators and topics to filter out the noise and see only what matters to you.

Ready to dive in? Create an account to start following others, get notified when people reply to you, and save your favorite finds.

Zarejestruj się Zaloguj się
  • Pipboy79P

    Siemka 🙂

    • Dumam nad otworzeniem nowej sesji na tym forum. I z paru propozycji wyszło mi, że chętnie bym wrócił do wznowienia sesji młotka jeszcze z LI. Czyli sesja co tam nazywała się "Bastion 2521". Sesja wojenno-militarna w realiach Burzy Chaosu w uniwersum Warhammer 2-ed.

    • Co do mechy to moja konwersja zasad, zwana przeze mnie "mechaniką bastionową" jaka jest omówiona tutaj: https://forum.rolltelling.pl/topic/71/mechanika-bastionowa-wariacja-warhammer-2ed

    • Co do klimatów to wojenna kampania w czasie Burzy Chaosu. BG wcielają się w rolę żołnierzy z regimentu hrabiego von Falkenhorsta. Ludzie hrabiego prowadzili rekrutację w Lenkster. Ostlandzkim zamku na pograniczu z Hochlandem. I wszyscy BG z tamtej sesji byli takimi ochotnikami.

    • Wznowienie dlatego, że chciałbym zacząć mniej więcej od momentu gdy sesja była zawieszona. I myślę o przeniesieniu tamtej sesji z LI na to forum. Mam nadzieję, że to da się zrobić i nikt nie ma nic przeciwko. Gdyby pojawili się nowi gracze i BG to też by zaczynali od tego momentu.


    • Na razie chyba tyle. Jeśli ktoś ma jakieś pytania czy uwagi to dajcie znać 🙂

    Czołem! Z wielkim opóźnieniem ale zgłaszan swoje zainteresowanie powrotem do sesji
  • PiołunP

    Witam Was, drodzy gracze!

    Ten dział będzie naszym wspólnym, podręcznym miejscem, w którym będziemy trzymać uproszczone wersje Waszych kart postaci. Nie zastępuje on pełnych KP, który wysłaliście podczas rekrutacji. Te pozostają do wglądu wyłącznie dla mnie i dla was. Te tuaj mają służyć jako szybki wgląd dla całej drużyny. Chciałbym, aby każdy z Was przygotował swoją postać według schematu nieco poniżej. Dzięki temu ja mam szybki dostęp do najważniejszych informacji; wy widzicie, kim są Wasi towarzysze oraz unikamy chaosu przy sprawdzaniu podstawowych rzeczy w trakcie gry. To system, do którego jestem przyzwyczajony i który dobrze sprawdza się w praktyce. Ważna informacja --> Będę od Was oczekiwał, abyście na bieżąco aktualizowali swoje KP w tym temacie, a w szczególności chodzi mi o punkty szczęścia i żywotności. Pamiętajcie, że nie musi ta wersja KP nie musi być przesadnie rozbudowana. Proszę nie zadawajcie pytań, ani nie rozwijajcie żadnych inny wątków w tym temacie. To ma być przejżysty podgląd do waszych KP.

    Wzór Karty Postaci (do wypełnienia)

    Avatar (wrzuć obrazek w możliwie dobrej jakości, powiększony)

    Imię:
    Profesja:
    Wiek:

    Wygląd:
    (Krótki, konkretny opis jak postać wygląda na pierwszy rzut oka.)

    Charakter:
    (Skrótowy opis usposobienia, podejścia do świata, ludzi, konfliktów. Długi na tyle na ile można było poznać postać przez tydzień w karczmie)

    Widoczny ekwipunek:
    (Tylko to, co inni faktycznie mogą zobaczyć. Broń, zbroja, charakterystyczne przedmioty)

    Statystyki:
    (W tym podpunkcie wyśle każdemy później statystyki w formie graficznej tabeli)

    Punkty Żywotności (Żyw):
    Punkty Przeznaczenia (PP):
    Punkty Szczęścia (PS):


    [image: 1778706833720-przepatrywacz.png] Imię: Pieter Falk Profesja: przepatrywacz Wiek: 35 Wygląd: Pieter Falk to wychudzony, około trzydziestoletni mężczyzna o pociągłej, zszarzałej od zimna i wiatru twarzy. Nosi kilkudniowy zarost i proste, przybrudzone ubrania podróżne, noszące ślady długiej drogi. Jego chłodne oczy rzadko patrzą rozmówcom w twarz — częściej obserwują otoczenie, drzwi i cienie. Porusza się oszczędnie i czujnie, jak ktoś przyzwyczajony do zagrożenia. Charakter: Falk jest małomówny, szorstki i pozbawiony ogłady towarzyskiej, przez co często sprawia wrażenie nieuprzejmego lub obojętnego. Lepiej rozumie ślady i zagrożenia niż ludzi, dlatego w rozmowach bywa bezpośredni aż do niezręczności. Nie ufa słowom — obserwuje, zapamiętuje i reaguje dopiero wtedy, gdy jest czegoś pewien. W sytuacjach niebezpiecznych działa szybko i bez wahania, kierując się instynktem i doświadczeniem, a nie opinią innych Widoczny ekwipunek: skórzana kurta i hełm łuk i strzały (9/10) bicz sieć tarcza miecz jednoręczny koń juki lina sakwy podróżne ubranie śpiwór bukłak z wodą Statystyki: (W tym podpunkcie wyśle każdemy później statystyki w formie graficznej tabeli) Punkty Żywotności (Żyw): 13 Punkty Przeznaczenia (PP): 3 Punkty Szczęścia (PS): 0/3
  • GaranilG

    Przedstawienie swojej postaci. Zdjęcie, opis, te klimaty. Mechanika opcjonalna. Warto również zrobić sobie od razu avatar postaci do używania w samej sesji. Ze swojej strony polecam:
    https://rolladvantage.com/tokenstamp/
    Aczkolwiek, jeżeli macie lepsze pomysły, albo nawet lepiej - któreś z was jest bardziej obrotne w te klocki i chce porobić avatary dla postaci graczy w jakimś bardziej zombie-klimacie, to śmiało.

    Przykład przedstawienia postaci:
    token_1 (1).png
    Dane Osobowe: Karolina Maj
    Wiek: 35 lat
    Stanowisko: Sekretarka Zarządu Darpol SA
    Opis: Karolina piastuje stanowisko najważniejszej sekretarki w tej firmie od 3 lat. Wie niemal wszystko, o niemal wszystkich, jest dyskretna, wierna względem firmy i ambitnie pnie się po szczeblach kariery, pomimo tego iż technicznie jest po prostu ekskluzywną wersją Człowieka pełniącego funkcję "przynieś-wynieś-zrób kawę. Chłodna względem współpracowników. Szczegóły życia "poza firmą" nieznane.


    IMIĘ I NAZWISKO: Maksymilian Kruk ARCHETYP/PROFESJA: Były żołnierz / Alpinista przemysłowy WIEK: 26 lat [image: 1778698394428-e526216c-00ca-4ec5-a12a-38d44340f108-screenshot-2026-05-13-105938.jpg] Maksymilian urodził się i wychował w zapomnianej przez Boga dziurze na Pomorzu Zachodnim, gdzieś między upadłym PGR-em a ścianą lasu. Ojciec tyrał na wózku widłowym, matka dorabiała sprzątaniem. Zwykła rodzina bez wielkich ambicji, w miasteczku, w którym jedyną opcją dla młodych była robota za najniższą krajową w lokalnej fabryce mebli. Maksymilian miał jednak inne plany – wiedział, że jeśli tam zostanie, skończy z tanim piwem pod sklepem. Gdy tylko skończył osiemnaście lat, spakował plecak i poszedł w kamasze. Trafił do 25 Brygady Kawalerii Powietrznej. Wojsko dało mu wszystko, czego nie miał w domu: dyscyplinę, braterstwo i cel. Był dobry, szybki i opanowany. Niestety świat nie jest cukierkowy, a problem z wojskiem polega jednak na tym, że twoje życie zależy od przetargów, w których wygrywa najtańsza oferta. Wszystko posypało się podczas jednych, rutynowych ćwiczeń nocnych. Zjazd ze śmigłowca (fast-rope), pełne obciążenie, a potem trzask pękającego, taniego karabinka. Maks runął z kilku metrów prosto na beton. Otwarcie złamanie, strzaskane kolano, miesiące bólu. Wojskowa komisja lekarska nie miała sentymentów. Dostał "kategorię N" – niezdolny do służby zawodowej. Armia wypluła go z powrotem do cywila. Maksymilian postawił jednak na swoim, rehabilitacja trwała ponad rok. Kiedy w końcu stanął na nogi, musiał z czegoś żyć. Z wojska jedyne co wyniósł to uprawnienia wysokościowe, więc zatrudnił się w "Darpolu"- akurat szukali kogoś z jego umiejętnościami. Szybko zrozumiał, jak wielką ironią losu był ten wybór. Uciekł przed prowincjonalnym wyzyskiem, tylko po to, by skończyć w korporacyjnej wersji "Januszpolu". Wielka firma, lśniące biurowce, ale te same cięcia kosztów, ten sam brak szacunku do pracownika i te same śmieciowe umowy. Przeznaczenia nie oszukasz. I tak Maksymilian trwa w tym zawieszeniu, nie bardzo wiedząc, do czego właściwie dąży. Właśnie wisi w uprzęży na 44. piętrze szklanego biurowca. Klnie pod nosem, zeskrobując z szyby rozmazane wnętrzności i pióra jakiegoś pechowego ptaka, który rozbił się o elewację. Nagle w jego przypiętej do szelek krótkofalówce trzeszczy głos kierownika. Zamiast standardowego opierdolu za powolne tempo, Maks słyszy nerwowy, niemal paniczny rozkaz: ma natychmiast zjeżdżać z lin i wracać do środka budynku. Bez dyskusji. CECHY Empatia: 2 Polot 4 Siła 4 Zwinność 4 UMIEJĘTNOŚCI Wytrzymałość 1 Spostrzegawczość 2 Skradanie się 2 Ruch 2 Walka 1 Strzelanie 1 Sztuka Przetrwania 1 TALENT: SPECJALIZACJA W BRONI (Walka bez Broni) Doskonale władasz określonym typem broni. Gdy walczysz przy użyciu tego oręża, otrzymujesz modyfikator +2. Możesz wykupić ten Talent kilkukrotnie, za każdym razem wybierając inny typ broni. Można się specjalizować w walce bez broni. WIELKIE MARZENIE Bilet w jedną stronę- Odłożenie potężnej kwoty na wielomiesięczną, solową wyprawę wschodnią ścianą Cerro Torre w Patagonii. To jego ostateczny test umiejętności i ucieczka od szarej, polskiej rzeczywistości. I zostanie tam, jako przewodnik Wersja postapokaliptyczna: Znaleznie miejsca gdzie nie ma zombie DUMA Jego wola przetrwania została już przetestowana w najgorszy możliwy sposób podczas miesięcy brutalnej rehabilitacji strzaskanego kolana. Maksymilian wie, jak smakuje agonia i potrafi ją na chwilę wyłączyć z własnej świadomości. WYGLĄD: Krótko zgolone maszynką włosy, szorstki, kilkudniowy zarost. Twarz ogorzała od wiatru, ale w kącikach bystrych oczu kryją się zmarszczki od częstego, przekornego uśmiechu. Chodzi płynnie i spokojnie, starając się nie pokazywać, że lekko utyka na prawą nogę. DANE OSOBOWE: Imię i nazwisko: Maksymilian Kruk Wiek: 26 lat Zawód: Alpinista przemysłowy Stan cywilny: Kawaler Miejsce zamieszkania: Warszawa, Żoliborz
  • KetharianK

    text alternatywny

    W ramach niniejszego wątku chciałbym zacząć od własnej polecanki - ośmioodcinkowy serial science fiction „Ciała” od Netflixa. Londyn w roku 2023 i policjantka prowadząca śledztwo w sprawie niezidentyfikowanego ciała z dziwną raną postrzałową znalezionego w dzielnicy Whitechapel. Klimat typowo kryminalny ustępuje miejsca S-F w chwili, gdy na światło dzienne wychodzi, że identyczne śledztwa policja prowadziła w latach 1941 i 1890 i dotyczyły one tego samego denata. Sprawna narracja, zaskakująco niewiele absurdów charakterystycznych dla mało wyrafinowanego współczesnego kina akcji i całkiem ciekawy pomysł na wątek podróży w czasie. Osobiście polecam, chętnie przeczytam Wasze zdanie w temacie tego tytułu oraz Wasze polecajki.


    @Ketharian napisał w Co ciekawego byście polecili do obejrzenia?: W ostatnich latach coraz chętniej zresztą oglądam kino skandynawskie oraz hiszpańskie. Skandynawskie — tak. Hiszpańske — totalnie mi nie leżą. Scenariusz i pomysł fajny, ale gra aktorska... dla mnie zbyt blisko tureckich seriali. Nie znoszę.
  • Pipboy79P

    Kalendarium sesji (od przeniesienia z LI)

    T 43 - 2522.05.05 fst; ranek

    • poranek w obozie regimentu, na pd-zach od Wundorf
    • zbieranie się po nocnym ataku zwierzoludzi

    T 44 - 2522.05.05 fst; ranek

    • śniadanie z ludźmi Kolesnikowa
    • wezwanie przez Petrę i Inez, przydzielenie rozpoznania drogi do Wendorf
    • info od szefowych o zdradzie w regimencie Siege Stern

    T 45 - 2522.05.05 fst; przedpołudnie

    • na prośbę Stefana, szefowe przydzielają Thiemo do Kolesnikowa (jest z Wendorf)
    • zwiadowcy Kolesnkowa ruszają na Wendorf
    • sptykają dwa zmasakrowane wozy na drodze
    • docierają do zajazdu "Leśny dzban", jest spalony, znajdują ciała i ślady walki

    T 46 - 2522.05.05 fst; przedpołudnie

    • Stefan leczy krasnoluda Kadrin Złoty Ogien (0>5/18 HP)
    • Tobias znajduje w ziemiance Melindę (kelnerka) i Jorge Schwarz (poborca podatkowy)
    • Kolesnikow zastanawia się czy ruszać dalej czy jeszcze powęszyć na miejscu

    T 47 - 2522.05.05 fst; południe

    • Udaje się załagodzic sytuację miedzy Hochlandczykami a Jorge, Tobias znajduje jego skrzynkę.
    • Kadrin, Jorge i Melinda mówią co wiedzą o Wendorf i Siege Stern
    • Stefan znajduje ciała trzech zarżniętych rano zwierzoludzi tam gdzie pokazywała Melinda
    • Kolesnikow jest skłonny ruszać dalej do Wendorf

    T 48 - 2522.05.05 fst; południe

    • Pożegnanie z trójką ocaleńców w "Leśnym dzbanie"
    • Przemarsz do Wendorf (ok 1 h)
    • Widoki a pd bramę miasta, Kolesnikow poleca BG sprawdzić bramę

    T 49 - 2522.05.05 fst; południe

    • Wyznaczeni przez Kolesnikowa ochotnicy, w tym BG, idą sprawdzić bramę
    • Brama okazuje się bez żywego ducha i splądrowana

    T 50 - 2522.05.05 fst; południe

    • Stefan wraca do bramy z Kolesnikowe i większością bandy (Franc +2 zostaje)
    • Duivel przeszukuje bramę, znajduje dziennik mytników i klapę w piwnicy
    • Tobias wciągnięty w rozmowę dwóch myśliwych
    • Kolesników wydziela 2-3 os patrole z BG, do zbadania okolicy miasta

  • KrakovK

    uwuskon.jpg

    UWSkon - konwent fantastyki

    Kiedy?
    23.05.2026 (sobota)

    Gdzie?
    Siedlce
    Uczelniany Ośrodek Kultury
    (ul. 3 maja 49)

    Za ile?
    0 zł.

    Pierwszy konwent w Siedlcach. Prelekcje, gry, sesje RPG, konkurs cosplay. A wszystko to w uczciwej cenie.

    WWW:
    https://www.facebook.com/people/UWSkon/61555644866844/


    Daleko... Faktycznie nikt w ciemno nie podejdzie z chyba że lokalsi
  • GaranilG

    21 dni

    text alternatywny

    1 kwietnia 2026 roku, poniedziałek, był dość wietrzny, ale poza tym słoneczko przyjemnie ogrzewało ulice stolicy. Dzień, jak co dzień.
    Masz pająka na głowie. Prima Aprylis!- Boże, kolejny durny dowcip.

    |-text alternatywny-|

    Pani Karolina Maj, piastująca stanowisko Sekretarki zarządu spółki Darpol SA, nie myslała obecnie o kretyńskiej tradycji 1 kwietnia polegającej na kłamaniu w żywe oczy dla zabawy. Uważała to za miałkie, zbędne, wręcz szkodliwe. Nie raz i nie dwa zdarzyło się, że ktoś włożył telefon komórkowy do mikrofalówki, bo ktoś zrobił realistycznie wyglądające powiadomienie o tym, że wyszła aktualizacja pozwalająca ładować telefon mikrofalami w ciągu kilku sekund.

    Karolina wsiadła do autobusu, zmierzającego do słynnego "Mordoru na Domaniewskiej", jak niektórzy nazywali biurowe zagłębie tego miasta. Cóż, jedno trzeba było przyznać – nazwa była trafna, gdyż do Mordoru ciężko było się dostać, jak również trudno było się z niego wydostać. Słaba komunikacja miejska. Pogrążona w myślach, nawet nie zauważyła kiedy dotarła na miejsce. Wysiadła z autobusu i szybkim krokiem ruszyła do biurowca.

    text alternatywny

    Nowoczesność", "Prestiż". "Zaufanie"... Cholerne więzienie ze szkła i stali.
    Pani Maj nerwowo sprawdziła godzinę na swoim telefonie.
    9:55. Cholera, zaraz będzie Nowocześnie, prestizowo i zaufanie spóźniona do pracy.
    Wreszcie, 2 minuty przed 10, przekroczyła próg budynku. Zupełnie nie zwróciła uwagi na fakt, że pod budynkiem było jakoś, tak jakby... niepokojąco dużo policji. Poszła do lobby odbić swoją kartę. Kiwnęła głową szefowi ochrony, Tomkowi, który właśnie robił obchód parteru, jak zawsze z reszztą. Nie przepadał za siedzeniem za biurkiem, dlatego często wykonywał regularne i nieregularne patrole.

    text alternatywny

    Nie zdążyła odejśc od kontuaru lobby po odbiciu karty i zarejestrowaniu swojej obecności w pracy, kiedy do budynku weszło kilku policjantów. Zerknęła na nich przelotnie, jak zbliżają się do Tomka. Spodziewała się, że może to znowu jakaś kontrola, albo może mają jakiś nakaz. Ale usłyszała coś gorszego.

    ![https://i.imgur.com/L8QEvAn.png](url obrazu)

    -Pan Tomasz Kaczmarek, Szef ochrony Darpol?-
    -Tak, to ja.-
    -Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 25 marca 2022 roku w sprawie metod zapobiegania zakażeniom lub chorobom zakaźnym stanowiącym szczególne zagrożenie dla zdrowia publicznego, cały budynek zostaje natychmiast objęty 24-godzinną kwarantanną bez możliwości odwołania. Proszę powiadomić przełożonego. Budynek zostaje objęty kordonem sanitarnym. Wybacz Tomek, taka praca. To na pewno jakaś błachostka. - Stwierdził funkcjonariusz policji, płynnie przechodząc z "pracy" do "po imieniu" z szefem ochrony. Widocznie się znali. No, ale o ile Karolina wiedziała, Tomasz był kiedyś policjantem...

    Spojrzała na zegarek. Cholera. Że też autobus nie mógł się spóźnić o te 2-3 minuty...
    Tymczasem, na podwieszonym na ścianie telewizorze w pokoju socjalnym, trwał reportarz, na temat wybuchu nowej epidemii dziwnej choroby w Niemczech i na zachodzie. Coś o jakichś atakach kanibalizmu i... "patologicznej agresji zwłok"?

    Powariowali ci Niemcy.
    Ech, ciężko się zaczyna ten poniedziałek.

    ***

    Witajcie, pora na mój chrzest bojowy na Rollteling w charakterze Mistrza Gry. Oczywiście, jak się niewątpliwie domyśliliście, będzie to sesja w klimacie apokalipsy zombie, ale ze skupieniem na pierwszych tygodniach tego zdarzenia – powolnym upadku systemu, który udaje, że wcale nie upada i wszystko jest M'kay.
    Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby potem przejść do bardziej sztampowego zombie post-apo, czyli ucieczka z miasta, a potem maraton on konserwy do konserwy, ale to dopiero po wspomnianych 21 dniach.

    Będziemy grać na mechanize Year Zero Engine. Jest dostępna za darmo w internetach, poniżej traficie na link przy temacie gdzie podręcznik będzie niezbędny - czyli przy talentach.

    Chciałbym przyjąć 4 graczy. Jeżeli okaże się, że mamy nadwyżkę chętnych względem miejsc, to oczywiście odbędą się walki w kisielu zadecyduje konkurs kart.

    Będziemy grać hybrydowo - na forum będą trafiać główne wpisy, będzie wątek do przedstawienia postaci, wątek do rozmów wewnętrznych. Poza tym, zorganizujemy sobie pod sesję serwer discord do szybkiej komunikacji, kulania kostkami, oraz wspólnego pisania złożonych scen. Najbardziej praktyczne rozwiązanie.

    Częstotliwość odpisów przewiduję wstepnie tydzień dla Mistrza Gry, tydzień dla graczy, ale to są ramy czasowe wstępne - w trakcie gry je "podmienimy" na takie które będą nalepiej pasować, gdy już wyklaruje nam się tempo sesji.

    Dokumentów google nie przewiduję, bo przewidziałem discorda

    Wstępny deadline rekrutacji to 10 maja, z możliwością prolongaty.

    Przejdźmy do tworzenia postaci:

    1. Wybór archetypu postaci – czyli rolę/profesję, zawód, oraz przydał by się rys historyczny postraci. To nie musi być elaborat na 10 kartek A4, przędzej pół kartki jeżeli już. Warto zawrzeć, z jakiego powodu akurat teraz podczas kwarantanny znaleźliście się w budynku Darpolu. Postać jest pracownikiem biurowym? Sekretarką? Woźnym? Dostawcą pizzy lub kurierem, który znalazł się w złym mniejcu o złej porze? A może absolwentem po studiach, który właśnie przyszedł na rozmowę o pracę? Przypadkowym przechodniem, który pomylił adresy, bo szukał Domaniewskiej 51, a wszedł pod adres Domaniewska 61? Archetyp jest oczywiście bardzo umowny, ale to może być np. Właśnie ochroniarz, prawnik, pracownik biurowy, dostawca... Plusem Yeat Zero Engine jest plastyczność, minusem – że trzeba myśleć samemu. Nie ma Mamy – wszystko sami.

    2. Wiek postaci – Młody (do 25), dorosły (26-49), Stary (50 i więcej)

    3. cechy - Rozdzielacie, zależnie od punktu 2), 15 (Młody), 14 (dorosły) lub 13 (Stary) punktów w cechy: Siła, zwinność, polot, empatia. Minimum 2 punkty, max 4, jedna cecha główna może być podbita do 5.

    4. umiejętności – Rozdzielamy punkty (Młody 8, dorosły 10, stary 12) w następujące umiejętności:
      • Wytwarzanie (Siła)
      • Wytrzymałość (Siła)
      • Walka (Siła)
      • Skradanie się (Zwinność)
      • Ruch (Zwinność)
      • Strzelanie (Zwinność)
      • Spostrzegawczość (Polot)
      • Pojmowanie (Polot)
      • Sztuka przetrwania (Polot)
      • Manipulacja (Empatia)
      • Wyczucie emocji (Empatia)
      • Leczenie (Empatia)

    5. Talenty Startowe
      Tutaj macie talenty ogólne, w podręczniku

    o tutaj
    Jeżeli ktoś odczuje, że potrzebuje jakiś konkretny, inny talent – możemy kwestię przedyskutować na priv.

    1. Wielkie marzenie – główna motywacja bohatera. - wg. podręcznika, jeżeli postać będzie działać w zgodzie z tym marzeniem, może załapać więcej punktów doświadczenia. Biorąc jednak pod uwagę charakter sesji - zombie apokalipsa z mocnym naciskiem na walenie się systemu na jej początku - istotna będzie raczej metamorfoza wielkiego marzenia, z nowożytno-korporacyjnego, do apokaliptyczno-survivalowego :).

    2. Duma – coś co wyjątkowo definiuje waszego bohatera. Zdolność lub cecha szczególna. O tym że jest ustęp w podręczniku i duma – pod warunkiem, że będziesz w stanie wyjaśnić w miarę logicznie w jaki sposób ci pomaga osiągnąć sukces – pozwala na automatyczny sukces, nawet po porażce w rzutach.

    3. relacje z innymi BG – myślę, że nie wymaga tłumaczenia. Oczywiście, jeżeli nie macie zamiaru mieć nic wspólnego na start z innymi postaciami, jest taka opcja, w końcu Warszawa to duże miasto.

    4. Wygląd

    5. Wyposażenie – do omówienia z MG.

    6. Dane osobowe

    To by było na tyle, a do was należy to takie pole poniżej do pisania postów 🙂

    Podsumowanie:
    System: Year Zero Engine
    Ilość graczy: 4
    Kryteria przyjęcia graczy: dobra karta zdaniem MG (Opcjonalne: łapówka wręczona MG)
    Platforma: Forum + discord
    Częstotliwość odpisów: Wstępnie tydzień dla graczy tydzień dla MG, tempo sesji wyklaruje się po jej starcie.
    Dokumenty Google: Nie, bo discord
    Termin zakończenia rekrutacji: 10 maj 2026 z możliwością prolongaty.

    Karty proszę przesyłać na priv.


    Moi państwo. mamy komplet uczestników, mam 4 karty, więc dzisiaj po pracy, jak już się ogarnę, zacznę nam robić podforum i będziemy powoli ruszać z tym kramem.
  • Pipboy79P

    Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)

    2021.05.06 wlt; poranek
    Pd-zach Ostland; Las Cieni; okolice Wendorf

    Obóz regimentu von Falkenhorst

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/Z2cJ7aR.jpeg

    Kolejny poranek wstawał nad umęczoną, ostlandzką ziemią. Na dno pradawnego, złowróżbnego, Lasu Cieni, słoneczny blask prawie nie dochodził. Za to mgła podniosła się rozrzedzoną kurtyną, przesłaniając dalszy widok. Ukrywając nawet za dnia, to co czaiło się w głębi leśnych trzewi. Wydawała się nigdy do końca nie schodzić i w tym ponurym lesie, zawsze gdzieś wisiały jej kłębki.
    Dziś o poranku do tej jasnej zawiesiny w powietrzu dochodziła ciemna. Wraz ze swądem spalenizny w powietrze unosił się dym ze spalonych namiotów i dobytku. W trakcie nocnej walki część ognisk rozsypała się podpalając je. Dało to co prawda chwilowo spore ogniska rozświetlające mrok nocy. Ale część żołnierzy straciła swoje przenośne domy i bambetle. Tak naprawdę dopiero z nastaniem światła dnia, dało się zaprowadzić jakiś porządek i ocenić poziom strat. Zewsząd dochodziły jęki boleści, lament rannych, nawoływania sierżantów zwołujących swoich ludzi. Część żołnierzy rozproszyła się podczas nocnych walk i walczyła z dala od macierzystej jednostki. Dopiero teraz się odnajdywali, często przy kolejce do kuchni gdzie wydawano posiłek. Okazywało się, że ktoś żyje tylko w nocy oddzielił się od reszty. Ilu jeszcze takich zaginionych wróci do swoich oddziałów o własnych siłach tego na razie nie było wiadomo. Wszyscy wiedzieli, że podczas ataku zwierzoludzi, część kompanii rozproszyła się lub spanikowani ludzie czmychnęli w mrok lasu, byle z dala od pogrążonego w walce, chaosie i dymie obozu. Przez chwilę rzeczywiście wydawało się, że nocna, kopytna fala zmiecie wyrwany ze snu regiment.
    Zaczęło się głęboko w nocy. Po walkach na drodze jakie stoczyły czołówki regimentu von Falkenhorst, szefowe postanowiły nie kusić losu i wokół obozu rozstawiły milice sierżant Wurfer. Powszechnie uważano je za mniej wartościowe w bezpośredniej walce, więc często używano ich do zadań pomocniczych. Jak choćby właśnie stanie na straży. To one przyjęły na siebie pierwszy impet uderzenia kopytnej furii. Dość szybko nie zdzierżyły temu zmasowanemu uderzeniu i pękły. Ale w gotowości, w centrum obozu, czekali halabardnicy sierżanta Meistera. To już byli zawodowi żołnierze. Energicznie ruszyli do kontrataku. Ich halabardy były uniwersalną bronią, skuteczną w obronie jak broń drzewcowa i w ataku jak wielki topór. Jednak ani one, ani szefowe, nie spodziewali się ataku tej skali. I halabardnicy chociaż stawali dzielnie, dość szybko zostali oskrzydleni przez przeważajace siły wroga. Poza tym meisterowcy mogli walczyć w tylko jednym miejscu a wróg zdawał się wdzierać z każdej. Do środka wpadły dzikie ogary, które siały strach, chaos i dezorganizację. Słychać było ich ujadanie i wrzaski zaatakowanych ludzi. Wtedy właśnie, podczas tej gorączkowej bieganiny, został w obozie zaprószony ogień.
    Jednak czas kupiony przez milicje i halabardników, pozwolił pozostałym na względne zorganizowanie się i ruszenie na pozycje obronne. W improwizowanym mieście namiotowym, kolejne oddziały kolejno wchodziły do walki. Więc kopytni wciąż spychali ich w stronę obozu. Walki toczyły się już między namiotami jakie obie strony cięły i tratowały. W końcu jednak przewaga liczebna ludzi zaczęła robić swoje i zaczęli odpychać napastników z powrotem w stronę pierwszych drzew. Ci napędzani pierwotną furią dalej siekli, rąbali i dziko wrzeszczeli. W pewnym momencie jeden z oddziałów obrońców pękł. Tam gdzie były te największe zwierzoudzie, w ciężkich pancerzach, co swoimi wielkimi toporami, zdawały się scinać ludzi jak zboże. Z rykiem rzuciły się do pościgu i wyczuwając ten krytyczny moment bitwy ludzkie szeregi zadrżały niepewnością. Wtedy naprzeciwko nim wyjechała grupka ciężkozbrojnych jeźdźców. W całym regimencie było ich ledwo kilkoro i to licząc razem z grupką Burchalda Munzela, łowcy czarownic jaką spotkali wczoraj. Była też kobieta w bordowej brygantynie i kuszą. To mogła być jedna z dwóch oficer dowodzących regimentem, Petra von Falkenhorst. Konni nie mieli czasu ani miejsca aby w tym zatłoczonym, gęstym od dymu i wrzasku namiotowisku wziąć pełny rozpęd. Więc przypominało to raczej jazdę kłusem niż galopem. Ale może to i lepiej? Nie byłoby dobrze gdyby w pełnym cwale wbili się po ciemku w bagno jakiego jeszcze przed chwilą tu nie było. Zwierzoludzie już w nim ugrzęźli i też wyglądali na zaskocznych. Zapewne miała coś z tym wspólnego samotna sylwetka w czerwonym płaszczu. Stała samotnie na jednym z wozów i krzyczała ikantację. Bo od czego innego? Tak czy inaczej grupka imperialnych jeżdźców ugrzęzła w tym mokradle tak samo jak zwierzoludzie. Siekli się nawzajem gdy już komuś do kogoś udało się dotrzeć. Tu przewagę miała oficer z kuszą jaka mogła zostać na miejscu i strzelać w rogaczy. Także innym łucznikom i strzelcom to pozwoliło wziąć ich na cel. Do świetlnych rac jakie nagle zalały nocne niebo. Rozrproszyły nocne ciemności jakie do tej pory sprzyjały raczej zwierzoludziom. Wielcy zwierzoludzie padli od strzał i ciosów w błoto w jakim tkwili albo zrejterowali. To jakby złamało morale pozostałych kopytnych. Poszli w ich ślady. Ale ludzie nie odważyli się ich ścigać w pogrążonym w nocnym mroku lesie. To była domena tej dzikiej, pierwotnej rasy. Zaczęło się wystawianie wart, gaszenie płonących namiotów, zbieranie oddziałów i znoszenie rannych do lazaretu a zabitych w jedno miejsce. I tak zeszło prawie do rana.
    Teraz siedząc na pniu czy ognisku, ludzie wymieniali się wiadomościami z ostatniej nocy. Ktoś widział, jak Kurt Landsknecht, ostlandzki gwardzista z wielkim mieczem przez moment sam walczył z trzema zwierzoludźmi. To wlało wiarę w jego towarzyszy którzy z werwą wrócili do tak mężnego wojownika. Inny opowiadał o Teodoryk który stał na jednym z wozów i bronił go jak małej twierdzy. Zdzielając swoim cepem każdego rogacza jaki przebiegał w pobliżu lub próbował wejść na ten wóz. Podobno mistrz Drogon zapłacił za swoją odwagę raną od ciśniętego oszczepu. A podobno Munzel i tak go oskarżał o sabotaż bo bez bagna jakie mag wywołał na pewno zmiażdżyłby nacierających zwierzoludzi. Ale chwilowo to nie było ważne bo oberwał tak mocno, że teraz też był w lazarecie tak samo jak czerwony magister i wielu innych zwykłych wojaków.
    Wśród nich siedzieli także banici Kolesnikowa. W nocy alarm ich wyrwał tak samo jak resztę obozu. Jednak chaos i pośpiech sprawił, że prawie od razu tłum ich rozdzielił i walczyli w rozproszeniu. Gdzie jednak kto nie trafił to miał do czego strzelać. Tak naprawdę większość z nich była przekonana, że są ostatnimi ocalałymi z ich drużyny. Dopóki nad ranem nie zaczęli się odnajdywać w kolejce po jedzenie albo gdzieś obok. Okazało się, że jest ich całkiem sporo. Właściwie to chyba większość.
    - Jedzcie, jedzcie. Nie wiadomo kiedy następny raz się trafi okazja coś zjeść. Powiem wam, że póki kuchnia działa jak należy to jeszcze nie jest tak źle. Ale spokojnie, zaraz zapewne sobie o nas przypomną i wyślą gdzieś dalej. - Stefan Kolesnikow, czarnowłosy, ze zmierzwioną, czarną brodą jaka nadawała mu wyglądu herszta banitów, śmiał się sarkastycznie do swoich kamratów. I tych z jakimi przybył z Hochlandu i z tymi jakich szefostwo najczęściej mu ostatnio przydzielało. Jakoś tak się utarło, że to właśnie hochlandzcy myśliwi szli jako szpica reszty regimentu. Tak był wczoraj i wcześniej. I tego zapewne Stefan spodziewał się i dzisiaj. W końcu wedle planu mieli być niedaleko miasta Wendorf do jakiego zmierzali od przeprawienia się przez Wolf w Ristedt. Wczoraj podobno prawie doszli więc i dziś powinno być blisko do tego miasta. Leżało mniej więcej w połowie drogi między Ristedt a Grunazkeren. Gdzie to ostatnie już miało mieć podjazdy wrogiej armii pod murami a kto wie? Może już nawet było oblężone? Nie wiadomo. A co się dzieje w Wendorf nie było w ogóle wiadomo. Ale wiadomo było, że przez nie, wiedzie najkrótsza droga do Grunazkeren. A na pomoc obrońcom tego miasta, zmierzał regiment von Falkenhorst.


    Witam 🙂

    - Powyższą scenką chciałem zainicjować rekrutę do mojej nowej sesji z uniwersum Warhammera 🙂 Dokładniej to tej bazującej na 2-ed. Jest to kontynuacja sesji z LI. Zamierzam ją rozpocząć mniej więcej w tym miejscu gdzie poprzednio się kampania skończyła. Zgłosiło się dwóch graczy z tamtej sesji, ale jesteśmy otwarci na nowe twarze 🙂

    - Akcja sesji powinna się skupić na wiośnie 2521 KI w Ostlandzie. Czyli na walkach z najazdem Armii Chaosu pod wodzą Shurta Lenka (Burza Chaosu). Więc kampania szykuje się w wojennych i okołowojennych klimatach. Co nie oznacza, że jest wyłącznie dla żołnierzy.

    - Sesja rozpocznie się w pd-zach Ostlandze, niedaleko miasta Wendorf. Jest początek Sommerzeit (piąty miesiąc), poranek po nocnym ataku zwierzoludzi na obóz regimentu.

    - Co do klimatu to myślę, że powinny być związane z wojną. Wojna jest w warhammerowych realiach wojny totalnej z Chaosem. Ale myślę, że nie tylko typowi wojownicy mieliby miejsce znaleźć się w szeregach hufców margrafa. I po części to jakie trafią się profesje może też determinować to co się im przydarzy na sesji. Aczkolwiek wolałbym uniknąć syndromu “drużyny na pół goblina” czyli pastereczka, golibroda i zielarz 🙂 Zakładam, że BG będą częścią oddziału margrabiego dowodzonego Inez von Muller, Petrę von Falkenhorst i Eryka Gebirgsjaegera. No i będą działać na rzecz i w ramach reszty sojuszniczych armii walczących z najazdem. I w pojedynkę nie wygrają tej wojny, nie są najwyższymi w wojskowej hierarchii ale na nich właśnie będzie się koncentrować oko sesyjnej kamery.

    *** Ściąga**

    - Tu jest docowa ściąga fabularna z najważniejszymi miejscami, osobami, organizacjami itd. Może pomóc przy projektowaniu KP do zaczepienia postaci w planszę i BN-ów. Tu jest link: https://docs.google.com/document/d/1TsV1HPsYMjtYGPEpLsvNDUokpFAnHHv9y97R3Qkkznk/edit#

    |-Start-|

    - Start sesji do około połowy Sommerzeit (5-ty mc w kalendarzu, odpowiednik mniej więcej naszego maja) w 2521 KI. Co do miejsca to jest to rozbity wczoraj wieczorem obóz polowy regimentu. Jaki w nocy stoczył walkę z napadem zwierzoludzi.

    - BG wcielają się w ochotników zwerbowanych do oddziałów margrafa von Falkenhorsta.

    - Wiedzą powszechną jest to, że na początku Pflugzeit (03) wielka armia Chaosu najechała Kislev a na początku poprzedniego miesiąca (04, Sigmarzeit) wdarła się do Ostlandu i powoli zmierza w stronę stolicy prowincji czyli Wolfenburga.

    |-Motyw-|

    - Każdy BG jest ochotnikiem. Dokładniej to ochotnikiem jaki zaciągnął się pod sztandary margrafa von Falkenhorsta a w szerszym zakresie ochotnikiem jaki zaciąga się na wojnę z Chaosem. Prawdopodobnie stało się to ok 2-3 tyg temu w przygranicznym Lenkster. Dlatego bym chciał wiedzieć w KP jakie motywacje kierują postacią do tego kroku.

    |-Ostland-|

    - Zapewne większość lub spora część kampanii będzie się toczyć na ziemiach Ostlandu. Czyli północno - wschodniej prowincji Imperium.

    - Tu daję wrzucam link do mapy Ostlandu, Górska Marchia Falkenhorst obejmuje teren Gór Środkowych: https://i.imgur.com/A2XW2fs.jpg

    text alternatywny

    |-Mecha-|

    - Jak w każdej mojej sesji - będzie. Jak uznam, że sprawa jest niejasna w jakiejś scenie to pewnie kości i staty pójdą w ruch. Niemniej mechę, jak zawsze, biorę na siebie. Dla Gracza w wersji minimalnej kontakt z mechą może się skończyć podczas rekruty na zmajstrowaniu KP.

    |-Homerule-|

    - Będą. Jako długoletni użytkownik Warhammera mam swoje nawyki bez których trudno mi się obyć. Niemniej raczej staram się o nich uprzedzać/informować jeśli gdzieś pojawią się w sesji.

    |-Google Doc-|

    - Na tym etapie trudno mi powiedzieć. Ogólnie lubię to narzędzie i uważam je za bardzo przydatne. Ale wiem, że nie każdy je ceni i lubi. Więc zmuszał nie będę. Możemy grać tradycyjnie: post w post. Niemniej dobrze aby każdy się określił jak to ma z tym docowaniem. Bo zwłaszcza jak się na sesji i w scenie spotkają Gracze docowi i antydocowi to czasem wynikają z tego różne niedogodności albo i pretensje. Dlatego lepiej powiedzieć od razu co kto lubi.

    |-Tempo sesji-|

    - Planuję taki mój standard czyli 5+2. Najczęściej oznacza to 5 dni roboczych dla Graczy i weekendy dla mnie na napisanie mojego posta. Wydaje mi się, że to wystarczająco czasu aby napisać post. W razie sesji docowej może być tura dwutygodniowa.

    |-Ilość Graczy-|

    - Od 1 do 6. Tak mniej więcej i dla orientacji. Może być połowa tej puli, może być i trochę więcej.

    Drużyna awanturników

    - Sesja szykuje się na taką w wojennych klimatach. Więc dobrze aby przede wszystkim Graczowi taka kampania odpowiadała. I dla BG także. W końcu sami zgłaszają się na ochotnika aby wstąpić w szeregi takiej a nie innej armii. Chociaż BG nie muszą być stricte żołnierzami i wojownikami, wszelkie wspierające postacie jak zwiadowca, medyk, cwaniak też się zapewne mogą przydać no ale jednak główną osią fabuły jest jednak wojna. Prosiłbym bez kombinatoryki zaawansowanej w stylu “To ja gram człowiekiem, wychowanym przez niziołki, w krasnoludzkiej twierdzy, w dolnie elfów” 🙂 Prostota zwykle sprawdza się lepiej niż udziwnianie na siłę. 🙂

    |-ARK-|

    - Czyli zestaw “Akcja - Reakcja - Konsekwencje”. Wszystkie sesje prowadzę wedle tego schematu dla tej nie robię wyjątku. Każdy sam pisze swoje cv i czy uzbiera sobie w sesji kolegów czy wrogów to jest to wynik działań postaci w trakcie sesji.

    |-Oko kamery-|

    - Oko sesyjnej kamery skoncentrowane jest na BG. To oni są najważniejszymi postaciami dla fabuły przygody i w centrum uwagi. Nie oznacza to jednak, że są najważniejszymi w hierarchii społecznej albo, że poza kadrem kamery świat nagle zamiera.

    |-Mecha bastionowa-|

    - To moja autorka. Raczej nakładka na mechanikę Warhammera 2-ed. Jej trzon wyjaśniłem tutaj: https://forum.rolltelling.pl/topic/71/mechanika-bastionowa-wariacja-warhammer-2ed

    - A tu jest link do docowej, pełnej wersji: https://docs.google.com/document/d/1bKq6byIy9_Pe8V2jJ_CS1aNdNZ7I4RCTptNVzui7SLY/edit

    W największym skrócie

    • Jest nowy współczynnik: Ranga co mechanicznie określa pozycję społeczną postaci, im wyższa Ranga tym wyższa pozycja w feudalnym społeczeństwie. Ranga też generuje dochody co miesiąc oraz zasoby np. pomocników jakimi ktoś dysponuje.

    • Rzuty przeciwstawne np. na WW, na skradanie, wykrywanie, przekonywanie itd. rzuca się inaczej. Dokładniej to 50% szans + Cechy i modyfikatory jednej strony - Cechy i modyfikatory drugiej strony. Dzięki czemu właściwie zawsze którejś ze stron się udaje coś wykulać. I właściwie nie liczy się poziom umsów per se ile relacja do tego ile ich ma druga strona.

    • Stopniowanie wyników rzutów czyli jak się wykula od -10 do +10 to jest remis, jak od 11 do 30 to ma.suk, jak od 31 do 50 to śr.suk itd.

    • Pancerz działa jako osobny rzut na OP (Ochrona Pancerza). Jeśli się powiedzie do zranienia nie dochodzi, fabularnie zaś do trafienia doszło ale cios/strzał zszedł po pancerzu.

    |-----|

    |-Tworzenie postaci-|

    Postać do sesji można zmajstrować na dwa sposoby:

    1 - Otwórz podręcznik podstawowy, wybierz sobie rasę i profesję, uznaj, że BG ma komplet ukończonej 1-szej profesji (rozwinięcia, skille itd.). Wówczas poniższe rozpiski i zasady tworzenia postaci wedle mechaniki bastionowej Cię nie dotyczą. Ranga jest wówczas na 2 więc lepiej bez żadnych kapłanów, magów, oficerów i szlachciców. Miej jednak na uwadze, że sesja będzie działać na mechanice bastionowej.

    2 - Użyj mechaniki bastionowej czyli stwórz swoją własną profesję. Wtedy używasz tych zasad prezentowanych poniżej.

    |-Gotowe KP-|

    - Na początek mam tu kilka, przykładowych gotowych KP. Przynajmniej tak od mechanicznej strony. W wersji więc minimalnej wystarczy sobie którąś wybrać i dorobić do niej fabułę co to za postać. Gdyby ktoś chciał się pobawić i pozmieniać staty proszę bardzo, ot limit pkt nadal ma się zgadzać. Podobnie jak z tą szczątkową fabułą (imię, płeć, itd.) też można sobie dowolnie edytować.

    Link do docowych KP: https://docs.google.com/document/d/1GuKqWQl1mqMKfKujCExogg9Mjcp-t-6szxJdg92fxt8/edit

    Link do excelowych KP: https://docs.google.com/spreadsheets/d/1OLUTitPdhKbS7gaPND3MzYTYSWDBhUwvPeeo1Ban54k/edit#gid=0

    0 - Koncept postaci

    Wymyśl sobie kto to ma być ta Twoja postać. Kim chcesz grać jako żołnierz jego margrabiowskiej mości w tej sesji. Miej świadomość, że w tej sesji jest takie coś jak Ranga i wpływa ona na interakcje społeczne w grze oraz comiesięcze dochody.

    1 - Personalia i awek

    Chyba erpegowy standard. Czyli imię, nazwisko, ksywa, wygląd zewnętrzny i awek. Awek bez mang i pociesznych obrazków bym prosił, z widoczną facjatą. Najlepiej już z gotowym linkiem do wklejenia w panel sesyjny. Najlepiej o szerokości ok 200 pikseli by mniej więcej wszystkie były w podobnym rozmiarze.

    2 - Cyferki

    - wersja bastionowa (człowiek):

    • wszystkie Cechy Główne na 30
    • Ataki na 0
    • Magia na 0
    • SZY na 4
    • Ranga na 2

    - Co do innych ras to w tym linku docową ściągą mechy jest tabelka na cechy startowe s. 19 na forum nie ma opcji wrzucania tabelek no to by się cyferki rozsypały.

    3 - Rozwój postaci

    - Na start:

    • Ok 5-6 umsów i zdolności rasowych > te co są na początku podręcznika podstawowego przy tworzeniu postaci (s.20)
    • 20 umsów podstawowych i zdolności > za friko
    • 5 umsów zaawansowanych > za friko
    • 2 000 pkt do rozdania na potrzebne rzeczy (staty, umsy i zdolności)

    - Te 2 000 pkt na rozwój wd. poniższego cennika:

    • Cechy Główne (od WW do OGŁ) skok o 5 za 100 pkt (max do 70, 60, 50)
    • Żywotność skok o 1 za 200 pkt (max o 4)
    • Atak o 1 za 300 pkt (max do 2)
    • Mag o 1 za 500 pkt (max do 2)
    • SZY o 1 za 200 pkt (max 1 raz na całą grę)
    • Ranga o 1 za 300 pkt (na start Ranga 2)
    • umiejętność podstawowa o 1 stopień za 100 pkt
    • umiejętność zaawansowana o 1 stopień za 300 pkt
    • zdolność za 100 pkt (o ile ma się ums na jakim bazuje)

    - Z 8 cech głównych (WW, US itd.) wybierz 2 dominujące i 2 poślednie. Dominujące na start i w trakcie sesji możesz rozwinąć do 70, poślednie do 50, pozostałe cztery są standardowe i mają górny limit do 60.

    4 - Ekwipunek

    - PZ - Tyle PZ ile Ranga x100. Czyli jak Ranga 2 to 200 PZ, jak Ranga 4 to 400 PZ*. Za te PZ można sobie kupić potrzebny ekwipunek czy w KP czy w trakcie sesji. Cennik jest w ściądze mechy na s. 21-24: https://docs.google.com/document/d/1bKq6byIy9_Pe8V2jJ_CS1aNdNZ7I4RCTptNVzui7SLY/edit

    - Zestaw Startowy - czyli coś co zazwyczaj podróżni zabierają ze sobą w drogę. Wszyscy mają coś na podobę i nie wlicza się tego do slotów ekwipunku. Wszystko jest znoszonej, przeciętnej jakości.

    Zestaw startowy:

    • sprzęt kuchenny - miski, kociołki, sztućce czyli coś do przygotowywania i jedzenia posiłków
    • zapasowe ubranie - 1 ciężkie, 2 średnie, 3 lekkie
    • prowiant - podróżny prowiant na 3 doby
    • nóż
    • br.długa - miecz, szabla, kostur, topór itd.

    *PZ - Punkty Zasobów czyli mechaniczna wartość majątku i zasobów wyrażona w PZ. Przede wszystkim majątek ruchomy taki jaki da się zabrać ze sobą w podróż czy to w postaci monet, biżuterii, ekwipunku, wierzchowców itd.

    5 - Fabuła

    - Czyli coś o swojej postaci. Cała fabuła, bio, charakter, wygląd tak by pasowało do powyższych cyferek i jakoś wykreować obraz tej postaci. Możesz po swojemu a możesz w formie odpowiedzi na poniższe pytania. 1-3 zdania powinny chyba wystarczyć by coś było wiadomo o danym temacie.

    1 - Nakreśl w paru zdaniach kim jest twoja postać, skąd pochodzi, czym się zazwyczaj trudni.

    2 - Wymień 3 najbardziej charakterystyczne cechy twojej postaci i krótko to jakoś opisz.

    3 - Gdzie, jak, z kim twoja postać spędziła ostatnie parę tygodniu po zaciągnięciu się w Lenkster do regimentu? Opisz w paru zdaniach.

    4 - Dlaczego twoja postać zdecydowała się zaciągnąć pod sztandary markgrafa? Jakie ma plany, nadzieje i motywacje związane z tym krokiem?

    5 - Wymyśl chociaż ze 3 osoby w regimencie, z jakimi postać jest jakoś powiązana. Dobrze aby chociaż część była tymi osobami z doców fabularnych. Opisz ze 2-3 zdania co to za postacie, gdzie je można spotkać i co je łączy z Twoją postacią. Dobrze aby była to po jednej pozytywnej, neutralnej i negatywnej relacji.

    6 - Co jest marchewką dla postaci? Co ją motywuje, co jej imponuje, co by chciała mieć lub osiągnąć. Bogactwo, potęga, sława, odkrycia, kobiety, miłość, rodzina, honor? Najlepiej by to było coś konkretnego w jakiejś rzeczy czy osobie na sesji.

    7 - Co jest sekretem postaci? Co ukrywa przed innymi towarzyszami podróży co lepiej by nie wyszło na jaw. Najlepiej też by to było coś konkretnego. Jakieś długi, zależności, układy, sekretny pamiętnik, dokumenty, uczucie do kogoś itd.

    |-Inne-|

    • Link do ściągi fabularnej (miejsca, osoby): https://docs.google.com/document/d/1TsV1HPsYMjtYGPEpLsvNDUokpFAnHHv9y97R3Qkkznk/edit#

    • Link do gotowych, docowych KP: https://docs.google.com/document/d/1GuKqWQl1mqMKfKujCExogg9Mjcp-t-6szxJdg92fxt8/edit

    • Link do gotowych, excelowych KP: https://docs.google.com/spreadsheets/d/1OLUTitPdhKbS7gaPND3MzYTYSWDBhUwvPeeo1Ban54k/edit#gid=0

    • Link do mechy bastionowej: https://docs.google.com/document/d/1bKq6byIy9_Pe8V2jJ_CS1aNdNZ7I4RCTptNVzui7SLY/edit

    • Link do mójhammera: https://docs.google.com/document/d/12cadaDGDrVglkZ4UF2W4f3h1lFZIlgpuAP90L76W_Bo/edit?tab=t.0

    - Jeśli by ktoś miał jakieś pytania, wątpliwości, nie był czegoś pewien aby był czegoś ciekawy z tą rekrutą no to piszcie śmiało Co dam radę to postaram się pomóc i wyjaśnić Tak samo jakby ktoś np. był w trakcie robienia KP i chciał się coś poradzić czy co to spoko może mi podesłać taką niedokończoną to rzucę okiem i powiem co i jak

    - Gdyby wyszło tak, że w trakcie gry ktoś odejdzie, zrezygnuje, zniknie no to trudno. I tak bywa. Jednakże ja uznaję to za zrzeczenie się wszelkich praw do takiej postaci jaka zostaje w grze. I Gracz przestaje mieć na nią i jej losy jakikolwiek wpływ. Dotyczy to także ewentualnego przejęcia postaci przez innego/nowego Gracza gdyby była taka potrzeba i zgoda MG.

    - Co do terminu rekruty myślę, że 2 tyg powinny wystarczyć na wyklarowanie sytuacji. Więc wstępnie termin do końca nd 05.10. Zobaczę jak będzie wówczas wyglądać sytuacja i podumam co robić dalej.

    |-----|

    - I chyba tyle z mojej strony na ten moment 🙂 Jak o czymś zapomniałem i przegapiłem to dajcie znać, postaram się wyjaśnić ocb. Ogólnie chodzi o przygodę w podczas kampanii wojennej przeciwko najazdowi armii Chaosu 🙂


    @Wszyscy Oki, niedziela minęła. Czyli czas na ogłoszenie wyników Do sesji dostają się: Mirekt13 - jako Tobias (ostlandzki łucznik) Cioldan - jako Duivel (leśny elf) Czyli zaczniemy w znanym sobie składzie A jeśli ktoś by miał ochotę dołączyć już w trakcie to zapraszam na pw. Tu obu kolegów zapraszam do wątku z komentami: https://forum.rolltelling.pl/topic/274/bastion-2521-walka-o-ostland-warhammer-2-ed I chyba tyle na tą rekrutę. Obsługę proszę o zamknięcie tematu i przeniesienie do archiwum, za co z góry dziękuję
  • DhratlachD

    Są zabawy dla ludzi czytających, grających, dla wielbicieli kina oraz dla tych którzy lubią zgadywanki słowne.
    Teraz coś dla wielbicieli muzyki.

    Zasady? Są proste jak drut!

    • Ktoś daje piosenkę. Druga osoba jest wzobowiązana do przesłuchania jej. Potem wystawia jej ocenę w skali od 1 do 10, z, lub bez, komentarzem słowonym.
    • Potem umieszcza swój utworek i tak do końca świata i jeszcze dalej.

    Prosta i przyjemna zabawa, bo można poznać gust muzyczny co niektórych uczestników oraz np. znaleźć jakieś fajne, nie znane sobie zespoły, czy inne złote perełki o których nam się nie śniło.

    Zacznę jako pierwszy (słucham "wszystkiego" jakby ktoś pytał!)
    https://www.youtube.com/watch?v=7KQVwA6iOcI

    Nie mniej, dbając o pojemność dysku naszego forum muzykę zamieszczamy w postaci zwykłych linków!


    W Kolei jeszcze nadzieja się tli! Dobrze u was?
  • NamiN

    Cześć. Uczę się fotografii, głównie dlatego, że odnajduję w tym jakąś frajdę. Najbardziej lubię fotografować moje psy i podejrzewam, że zdjęcia, które wykonuję, mógłby wykonać przeciętny człowiek, ale i tak to robię 😛 Mam nadzieję, że nie trafię pod ocenę profesjonalisty, bo "niezniesę krytyki" 😅

    Pomyślałam, że podrzucę choć kilka, bo na pewno nie wszystkie. Część robiłam aparatem fotograficznym a część telefonem.

    text alternatywny

    text alternatywny

    text alternatywny

    text alternatywny

    Ostatnie zdjęcie robiłam telefonem no i żałuję bardzo, bo widoczny jest ruch głowy psa - a to jedno z moich ulubionych zdjęć 🙂


    [image: AbiqwOO.jpeg] [image: NzF0gbt.jpeg] Pomyślałam, że wrzucę jeszcze dwa zdjęcia, bo mi się podoba kolorystyka i kompozycja Co prawda na tym z chmurami (tak, chodziło o pogodę), załapał się pies mojego brata, który turla się w piachu XD ale no, tbh bardziej mi przeszkadza śmietnik na plaży, jaki zostawiają turyści Nie mniej jednak nie chciałam tego edytować. W pierwszym zdjęciu ogólnie uwielbiam chmury, wodę - i choć uwielbiam też moje psy, to nie postarały się z pozowaniem Ale jednakże i tak.
  • KetharianK

    Bardzo cenny skarb

    Szanowni, poniższe opowiadanie napisałem w 2017 będąc świeżo po wstrząsającej dla mnie lekturze pierwszego półtomu Sagi o Katanie Artura Szyndlera. Pragnę Was uprzedzić, że jest ono wzorowane stylistycznie na warsztacie literackim Mistrza i w opinii wielu krytyków tamtych czasów udało mi się w nim odtworzyć ów specyficzny styl tak dobrze, że śmiało mógłbym uchodzić za samego Szyndlera. I chciałem dodać, że poniższy tekst czytacie na własne ryzyko i nie dostaniecie żadnego odszkodowania za ewentualne uszczebki na zdrowiu.



    Karczma sprawiała wrażenie typowej, miała długość piętnastu metrów, wysokość pięciu i cztery rogi. Okryty podróżnym płaszczem i kapturem wędrowiec wszedł do środka i rozejrzał się z zainteresowaniem po wnętrzu pomieszczenia, wciągając w nozdrza smakowite zapachy.

    Odpowiedziały mu zaciekawione spojrzenia siedmiu innych podróżnych, siedzących przy osobnych stolikach. Wszyscy mieli na sobie zaciągnięte szczelnie płaszcze z kapturami.

    – Ho ho! Nowy gość! Jaki dzisiaj tłok! – zakrzyknął z humorem karczmarz, krzepki krasnolud. W jego brodzie tlił się magiczny zimny ogień, który wcale nie parzył. Przybysz uporządkował swą wiedzę na temat krasnoludów i pojął w mig, że stoi przed nim prawdziwy krasnolud ognistobrody.

    – Cóż tak smakowicie pachnie, krasnoludzie? – spytał wędrowiec nie zdejmując płaszcza ani kaptura. Pytając uśmiechał się szeroko.

    – Zupa z agawy! – zachichotał krasnolud – I bitki z opasa, w sosie z agawy. Do tego podaję smażone liście… agawy! Oraz piwo… zgadniecie, jakie?

    Siedzący przy osobnych stolikach podróżni stężeli zauważalnie, wsłuchani w słowa karczmarza.

    – Zaiste trudna to zagadka – przybysz przytknął palec do ust w geście udawanego zmieszania – Niechaj pomyślę… z agawy!

    Krasnolud wybuchnął nieopisanym śmiechem, klepiąc się dłońmi po kolanach. Siedzący przy stolikach wędrowcy zawtórowali mu gromkim rechotem, doceniając przedni żart.

    Kiedy dźwięki śmiechu ustały, przybysz usiadł przy jedynym wolnym stoliku, wciąż nie zdejmując płaszcza ani kaptura. Jego spojrzenie spoczęło po kolei na każdym z innych gości, a czoło zaczęło się marszczyć coraz bardziej, tworząc głębokie fałdy sięgające z obu stron uszu.

    – Ha! Mój rasowy instynkt i tym razem mnie nie zawiódł! – oznajmił donośnym głosem – Nie zwiodą mnie pozory. Jeden z was nosi na płaszczu kapłańskie insygnia, drugi ma na kapturze czapkę maga, trzeci przy pasie złodziejskie wytrychy, czwarty alembik alchemika, piąty lutnię, szósty kostur czarnoksiężnika, a siódmy wagę kupca, wszelako to jeno wredna zmyłka!

    Obcy w płaszczach z kapturem zesztywnieli ponownie, wpatrując się w ostatniego przybysza.

    – Skierowało mnie tu przeznaczenie zesłane przez mego boga! – przemawiał dalej wędrowiec, który nosił przy pasie woreczek z astrologicznymi kostkami do wróżenia – Spisane na zwojach z Dudniącej Otchłani! Jeśli i wy tutaj trafiliście tego samego dnia, nie może to być przypadkiem! Przeznaczenie chciało, byśmy skrzyżowali nasze ścieżki! Widzę po waszych pozach, że przedmioty, z którymi się obnosicie należą do waszej drugorzędnej profesji… a kto wie, może nawet trzeciorzędnej, bo wyglądacie mi na takich, którzy posiedli szkolenia umożliwiające nabycie trzeciej profesji! Kim jesteście?!

    Siedmiu gości wstało z krzeseł w tej samej chwili, odrzucając pod nogi swe długie płaszcze z kapturami. Każdy z nich… miał na sobie pełną zbroję płytową odlewaną, wraz z doczepioną do niej rycerską tarczą. Wszyscy nosili też hełmy o podniesionych w górę przyłbicach.

    – Paladyni! – zakrzyknął z humorem krasnolud, który był karczmarzem – Prawdziwi paladyni!

    – Wypraszam sobie! – odparł gromkim głosem ten z rycerzy, który nosił przy sobie lutnię – Koledzy, to wredne pomówienie! Jestem demonicznym rycerzem i zwę się Rotua-Sa, lecz nie lękajcie się, albowiem dzięki korzystnemu dla was układowi księżyców nie jestem w nastroju do przyzwania swego demonicznego symbiontu. W zamian mogę wam zagrać na lutni dla umilenia wieczoru.

    Paladyni spojrzeli na siebie niepewnie nie wiedząc widać, co czynić. Niektórzy z nich uklęknęli na swą modłę na podłodze wspierając się o miecze, inne usiedli z powrotem na krzesłach. Rycerski honor nie pozwalał im skrzywdzić Rotuy-Sa… dopóki ostatni przybysz nie zrzucił swego płaszcza. On też miał na sobie paladyński pancerz i przyczepione do niego magiczne zwoje.

    Przybysz odczytał jeden ze zwojów. Było to antyczne zakazane i po trzykroć przeklęte zaklęcie o nazwie Chwilowa zmiana etosu. Objęci jego działaniem paladyni ponownie pochwycili miecze i runęli na demonicznego rycerza. Rotua-Sa uległ gradowi ciosów kłutych, tnących oraz obuchowych zadawanych pancernymi butami napastników.

    – Koledzy, spełniliśmy swą powinność! – oznajmił jeden z paladynów, ten udający wcześniej kapłana – Swoją drogą, to bardzo wredne zaklęcie… i zakazane.

    – Nie lękaj się, kiedy nasza misja dobiegnie końca, dzięki swej niezwykłej mocy użyję Cofnięcia czasu, by wymazać wiedzę o rzuceniu tego czaru z waszej pamięci – odparł z humorem ostatni przybysz – Teraz zaś proponuję, byście uzupełnili swą wiedzę na temat demonicznych rycerzy. Ten tutaj okazał się wyjątkowym uparciuchem, ponieważ potrzeba było aż dwunastu ciosów zadanych mieczami ewidentności, aby go uśmiercić, a zwyczajnemu wystarczą cztery.

    – Coś mi podpowiada, że ten Rotua-Sa to nie był zwyczajny demoniczny rycerz – wtrącił paladyn udający wcześniej kupca – Zaiste niezwykle odporny na ciosy. Co więcej, dzięki specjalistycznym szkoleniom wartym prawie dwieście dwanaście tysięcy siedemset cztery sztuki złota mogę domniemywać, że niemal na pewno ten rycerz chyba powróci do życia w innym miejscu i czasie, by kontynuować swą złą misję.

    – To inny temat, na inną świętą misję i przygodę – przerwał przedmówcy paladyn udający wcześniej złodzieja – Widzę, że wszyscy przybyliśmy tutaj wyposażeni w worki na skarby. To może oznaczać, że bogowie zamierzają nas wysłać do Labiryntu Śmierci! Czy dla bezpieczeństwa nas wszystkich i obopólnej korzyści moglibyśmy uporządkować swą wiedzę na temat tego legendarnego miejsca?

    Ostatni przybysz podszedł do ciała demonicznego rycerza i podniósł z posadzki leżącą przy nim lutnię.

    – Jeśli jesteście dość dzielni, by sprostać temu wyzwaniu i nie obawiacie się popaść w otchłań szaleństwa, mogę wam zaśpiewać odpowiednią balladę – zaproponował paladyn w zbroi z pergaminami.

    – Nie! – oznajmiło kilku mniej wrażliwych artystycznie gości budząc pomruk dezaprobaty u skorego do występów barda.

    – Powiadacie, że przeznaczenie przywiodło nas tutaj z woli bogów – odezwał się tubalnym głosem paladyn potrząsający woreczkiem na astrologiczne kostki – Wszelako mój doświadczony w takich sprawach nos podpowiada, że to może być zasadzka!

    Wśród pozostałych świętych wojowników zapanowało natychmiast zrozumiałe poruszenie. Niektórzy zaczęli drapać się intensywnie po kwadratowych podbródkach, inni przyklęknęli swym zwyczajem na posadzce wspierając się na mieczach i medytując zawzięcie.

    – Czas wyciągnąć ostatnie karty z rękawa, towarzysze! – oznajmił w końcu samozwańczy przywódca grupy – Wcześniej przejrzałem was na wskroś i od razu pojąłem, że pod tymi podróżnymi szatami skrywają się nie tylko paladyni. Jesteście kimś więcej, czy nie? Nie bez powodu żaden z nas jeszcze żyjących nie wyjawił pozostałym swego imienia. Skończcie z tymi przebierankami!

    – Każdy już chyba wie, że jedynym zwyczajnym rycerzem był ten tam na śmierć zaciukany – jeden z rzekomych paladynów wzruszył w odpowiedzi ramionami – Lecz jeśli chcesz to usłyszeć na głos, słyszaj! Jestem Bezimiennnym, podobnie jak wy wszyscy. Wszyscy jesteśmy Bezimiennymi, wezwanymi w to jedno miejsce i sądzę…

    Karczma zniknęła w jednej sekundzie, rozpłynęła się w oczach niczym opar mgły przepędzonej dotykiem słonecznych promieni. Z niejednego bezimiennego gardła popłynął głuchy pomruk zaskoczenia, gdy w miejscu gościnnego wnętrza budowli pojawiła się skalista równina ciągnąca się w nieskończoność we wszystkich kierunkach pod szarymi przestworzami, na których wisiało ciemne i dziwaczne słońce.

    – Czy to jest Labirynt Śmierci?! – wrzasnął Bezimienny udający wcześniej paladyna-kupca – Czyj to jest Labirynt, co? Nie wyrażam zgody na takie traktowanie! To jest podłość do sześcianu, antycznego i zakazanego!

    Odpowiedź na pełne gniewu pytanie nie padła od razu, nie udzielił jej też żaden z pozostałych paladynów. Wszyscy oni jak jeden mąż unieśli głowy w górę i wbili wzrok w słońce, które znienacka zaczęło się ewidentnie poruszać, przy czym poruszenia te sprawiały komiczne wręcz wrażenie wiercenia się w miejscu.

    – Co to jest? Co to za bezimienne bluźnierstwo?! – zakrzyknął któryś z Bezimiennych.

    – Jestem Bebok Beblok, najpotężniejsza istota we wszystkich znanych i nieznanych Planach Materialnych, Eterycznych i Fatamorgicznych – płynący z góry głos promieniował tak nieposkromioną pewnością siebie i dostojeństwem, że wszyscy Bezimienni mimowolnie upadli na kolana, w pośpiechu zapominając o wsparciu się na swych mieczach – Chociaż nie sądziłem, że wam się uda, przejrzeliście moją cwaną iluzję. Zaprawdę powiadam wam, że wpadliście w pułapkę bez wyjścia ku mej nieopisywalnej uciesze!

    – Ja wiem, co to jest – wykrztusił nieporadnie bezimienny paladyn-mag – To jest… to jest naprawdę… słoniak ropuszy, królewska forma ropuszczaka słoniowego! Jestem pewien, miałem szkolenia z tego tematu! Teraz już rozumiem, dlaczego ten kształt wydał mi się… wydał mi się…

    – DUPĄ! – inny z Bezimiennych złapał się za skronie wodząc wzrokiem po wiszącym w górze kształcie – To prawda, szkolenia nie kłamią! Forma królewska ropuszczaka słoniowego jest przeciwieństwem swej pośledniej formy, wystawia do nawiedzonego przez siebie wymiaru nie łeb, tylko zadnią część materialnej manifestacji! Jesteśmy zgubieni!

    – Nie wpadajcie w niepotrzebną panikę, albowiem nie wszystko jeszcze stracone! – paladyn grający rolę samozwańczego przywódcy grupy uniósł w górę swój lśniący blaskiem ewidentności miecz i pogroził nim wiszącej nad głową istocie – Beboku przebrzydły, na pewno nie wywabiłeś nas z naszych Labiryntów bez ukrytego powodu! Gadaj, a już, czego tak naprawdę od nas chcesz!

    Powleczony szarą porowatą skórą kształt na nieboskłonie powiercił się dłuższą chwilę, tym razem w sposób zdradzający ogromne rozbawienie.

    – Zaprawdę powiadam wam, że cwane są z was ziomki! – oświadczył gromki głos – Nie to, co ci Bezimienni, którzy się kiedyś dali wycyckać na cacy jednemu pomniejszemu bożkowi. Jakiś taki to był bysio… zapomniałem jego imienia, zupełnie zapomniałem… Nieważne! Skoro naprawdę chcecie wiedzieć, niechaj wam będzie. Zamierzam wyssać wam za pomocą zakazanej antycznej magii umysły, aby posiąść ukrytą w nich sekretną wiedzę na temat manipulowania rozmiarami Labiryntów Śmierci na życzenie. Ta cwana sztuczka z powiększaniem i pomniejszaniem Labiryntów nie daje mi spokoju od niezliczonych eonów, nie pozwala spokojnie kreować i niszczyć całych wymiarów, galaktyk i inszych tam takich, nieważne, i tak nie zrozumiecie.

    Przywódca paladynów opuścił na chwilę głowę w wyrazie udawanego przygnębienia, po czym strzelił oczami na wszystkie strony śląc swym druhom złośliwe uśmieszki.

    – Przebiegła i bezlitosna istoto! – zakrzyknął odkładając miecz i sięgając do noszonego u boku worka na skarby – Zaiste jesteśmy zgubieni, ale racz w swej wspaniałej mądrości rozpatrzeć naszą błagalną prośbę. Oszczędź nas, a w zamian otrzymasz ową sekretną wiedzę. Jest tutaj, w mym posiadaniu!

    Prostując się z tryumfalną miną, paladyn ukazał wszystkim wyciągnięty z worka artefakt. Był to przepięknie cięty kryształt o nieopisanej wręcz urodzie, lśniący blaskiem fasetek, prmieniujący wewnętrznym światłem, które na jego zewnętrznych ścianach dzięki niezrozumiałej magii przemieniało się w tchnące kosmiczną tajemnicą cyfry.

    Na oczach zauroczonych Bezimiennych widniąca na ściankach kryształu inskrypcja \”21:59\” zniknęła zastąpiona nieco zbliżoną, ale na pewno odmienną w znaczeniu inskrypcją „22:00”.

    – Cóż to takiego?! – międzywymiarowy tyłek zatrząsł się na niebie w wyrazie ogromnej ekscytacji – Wyczuwam specyficzną aurę bijącą od tego niezwykłego magicznego przedmiotu! Dziesiąty poziom umagicznienia jak nic, słowo daję! Co to?

    – To Kryształ Czasu, czcigodny bezlitosny Beboku! Jedyny prawdziwy Kryształ Czasu! W jego wnętrzu ukryta jest tajemnica, której pożądasz. Wystarczy, że ją wyssasz zamiast naszych prostackich i miałkich rozumków! Oszczędź nas i bądź zaspokojony!

    Wypowiedziawszy ostatnie słowa paladyn zamachnął się rękami i cisnął niewyobrażalnie bezcennym reliktem minionej epoki w górę, ku rzekomemu szaremu słońcu. Kilku Bezimiennych westchnęło równocześne w wyrazie zgrozy sądząc, że Kryształ Czasu spadnie im pod nogi i roztrzaska się w drobne kawałki, stało się jednak inaczej. Tylna część czcigodnej istoty zassała go do swego wnętrza przez nagle objawiony otwór, którego rozmiary omal nie odebrały Bezimiennym zdrowych zmysłów.

    Przez krótką chwilę nie działo się nic, aczkolwiek żaden z paladynów nie wypowiedział ani słowa czekając niecierpliwie na reakcję Beboka. Żadne szkolenia nie przygotowały ich na podobną sytuację i nie wiedząc, co właściwie o tym wszystkim myśleć, na wszelki wypadek wszyscy myśleć przestali.

    Krótką chwilę później szary kształt nie będący wcale słońcem zaczął się poruszać w dziki i energiczny sposób, podrygując, kręcąc się i nadymając gwałtownie. Widok ten przywrócił Bezimiennym bieg wstrzymanych procesów myślowych.

    – Padnijcie! – wrzasnął niedawny posiadacz Kryształu Czasu – Może popuścić!

    Porażeni niebywałą zgrozą, złapawszy się za nosy paladyni grzmotnęli jak jeden mąż w skalistą powierzchnię równiny, pośród ogłuszającego huku pancernych blach i kilku zduszonych jęków bólu. Mimowolnie zamknęli oczy, a kiedy otworzyli je ponownie, nie posiadali się ze zdumienia.

    – Jak to możliwe? – wydukał paladyn-bard – Przecież to… przecież to taka sama…

    – To moja karczma! – dokończył znajomy ognistobrody krasnolud, zanosząc się śmiechem zza kontuaru – Nie wiem, czemuście wszyscy tak prasnęli o podłogę, zacni goście, ale widok był zaiste przekomiczny! Nawet gnom z chodnikową płytą by mnie bardziej nie ubawił!

    Szczypiąc dla pewności swe pancerne blachy, paladyni pozbierali się nieporadnie z posadzki wodząc wzrokiem po ścianach karczmy, przewróconych stolikach i ławach oraz wciąż broczącym krwią ciele demonicznego rycerza.

    – Jak zdołałeś go pokonać? – spytał w końcu któryś spoglądając w stronę przywódcy – Czym był ten Kryształ?

    – Tego nie sposób wytłumaczyć tak, aby nie popaść przy okazji w obłęd – odpowiedział z nutą wyższości w głowie niedawny posiadacz artefaktu – Cudowna rzecz, niesamowita, kosmiczna! Nigdy nie była tworzona z myślą o ludzkich umysłach, nawet tych bezimiennych! Nie okłamałem tamtego przebrzydłego słoniaka mówiąc, że w jej wnętrzu skrywała się ogromna wiedza. W sercu tego reliktu… co tam reliktu, relikwii! W jej sercu skrywała się sporządzona magicznie kopia oryginalnej Sagi o Katanie, wszystkie dwadzieścia sześć półtomów, a także appendiksy, odnośniki, linki i sprostowania! Przede wszystkim sprostowania!

    Pozostali paladyni spojrzeli po sobie wzrokiem wskazującym na to, że właściwie nic nie rozumieją, ale z szacunku do siebie samych nie wyrazili tej konsternacji słowami, chłonąc w zamian z fascynacją dalsze objaśnienia mówiącego.

    – Lecz to nie wszystko! Gdyby to była zwyczajna kopia Sagi, być może ten ropuszy słoniak miałby jeszcze jakieś szanse, aby się ocalić, lecz padł ofiarą mej przebiegłości! – paladyn roześmiał się gromko i nie mając innego wyjścia pozostali przyłączyli się do jego chichotu – To była bowiem Diamentowa Wersja, w całości spisana wierszem, wszystkie dwadzieścia sześć półtomów! Spisana wierszem przez największego poetę wszystkich czasów i wymiarów, tana Abuka! Czegoś takiego nie zdzierżyłby żaden umysł, ani śmiertelny ani boski ani żaden inny!

    Mówca przerwał na chwilę szokującą opowieść, dał swym słuchaczom czas na zebranie z posadzki opadniętych tam szczęk. Cisza ciągnęła się i ciągnęła, pozornie w nieskończoność.

    – Zaiste, to najpotężniejsza broń wszechczasów i wszechświatów! – odpowiedział w końcu jeden z paladynów, budząc swymi słowami krasnoludzkiego karczmarza, który zdążył się w międzyczasie zdrzemnąć – Zaiste, nie wiem, cóż jeszcze mam powiedzieć… a co właściwie stało się z tym królewskim ropuszczakiem? Co z nim uczynił Kryształ?

    – Mogę się posiłkować wyłącznie teorią, ale mam pewne podejrzenia – Bezimienny uniósł palec w górę niczym srogi elfi nauczyciel skupiający na sobie uwagę nierozgarniętych orciątek – Wydaje mi się, że jego przeciążony nadmiarem estetycznych wrażeń mózg po prostu eksplodował i opuścił materialną powłokę istoty pod postacią ogromnych miazmatycznych farfocli.

    – Farfocli? – wystękał niepewnie któryś ze słuchaczy.

    – A jakże, farfocli – potwierdził domorosły wykładowca – I nasze w tym ogromne szczęście, że to farfocle, a nie co innego! Lepiej się dla nas stało, że ten mózg znajdował się w przedniej części materialnej powłoki słoniaka, dzięki czemu ulotnił się nozdrzami, rozumiecie?

    Paladyni rozpromienili się natychmiast, pokiwali gorliwie głowami uświadamiając sobie, co czekałoby ich na skalistej równinie, gdyby mózg Beboka znajdował się bliżej jego zadu.

    – Radować powinniśmy się tym bardziej, że prastare mity przestrzegają przed magiczną aurą ropuszczakowych farfocli – jak się okazało, obdarzony szeroką wiedzą Bezimienny bynajmniej jeszcze nie skończył – Podobno mają one niezwykłą, półtoraboską zdolność przenikania do innych planów i wymiarów, a nadto potrafią jakoby wpływać na bieg przeznaczenia i odmieniać losy całych wszechświatów mających szczęście lub nieszczęście paść ofiarą ich objawienia.

    – A zatem radujmy się mimo pustych worków na skarby! – zakrzyknął któryś ze słuchaczy – Karczmarzu, wina, piwa, mięsiwa! I jakieś dziewki by się zdały, byle nie szlachetnie urodzone, te mają zanadto zadarte nosy! Radujmy się z tak szczęśliwego zakończenia tej niezwykłej wyprawy!



    [W tym samym czasie – Sauron pochyla się nad leżącym ze strzaskanym mieczem Isildurem. Spadkobierca tronu Gondoru tnie ułamkiem oręża odcinając palec Czarnego Władcy wraz z Pierścieniem. Sauron zanosi się okrutnym śmiechem świadomy tego, że brak fizycznego kontaktu z Pierścieniem w niczym mu nie zaszkodzi. W następnej sekundzie z przestworzy spada gigantyczny farfocl, który unicestwia Saurona cudem tylko nie wyrządzając krzywdy Isildurowi. Późniejsi kronikarze zatajają ten fragment historii Śródziemia]



    [W tym samym czasie – śmiertelnie ranny Imperator leży na pokładzie Mściwego Ducha, wystawiony na łaskę swego zdradzieckiego syna Horusa. Ten wznosi do ciosu energetyczne szpony chcąc odebrać życie stworzycielowi Imperium. W następnej sekundzie we flagowy pancernik floty Synów Horusa uderza niewykrywalny dla skanerów kosmiczny farfocl. Wytrącony z równowagi, Horus upada wprost na miecz Imperatora i ginie w finale Bitwy o Terrę. Imperator nikomu nie wyjawia prawdy o okolicznościach towarzyszących legendarnemu pojedynkowi, a krótko po nim zostaje zamknięty na wieczność w Złotym Tronie].


    Tylko w przypadku farfocli zwykłych, a nie magicznych! Jak chcesz, mogę Ci nawet wyszukać w bestiariuszu Kryształów Czasu ich charakterystyki, to się przekonasz na własne oczy! Dziękuję za recenzję. Zdradzę też w tajemnicy, że dywagujemy luźno nad wizją systemu achievementów dla userów (wraz z odznakami w formie graficznej) i jeśli ten bardzo luźny projekt kiedyś wypali, na pewno wymuszę na ekipie achievement „Kryształowy Hardcore” dla recenzentów tego opowiadania i Ty ten achievement już masz gwarantowany!
  • GladinG

    Na początek chciałbym omówić mechanikę strachu przed większymi stworzeniami.
    Wyobraźmy sobie człowieka (nazwijmy go Klaus), który stanął oko w oko z gigantycznym wilkiem (rozmiar duży).

    Klausowi nie udało się przełamać strachu, wilk zbliża się do niego. Klaus otrzymuje 1 poziom paniki (wilk generuje strach (1)) i rzuca się do ucieczki. Ale wilk jest szybki i w następnej kolejce znowu zbliża się do Klausa. Czy w takim razie Klaus otrzyma drugi poziom paniki?

    Na szczęście dla Klausa, coś zatrzymało wilka na tyle długo, by mógł uciec i schować się w znalezionej szopie. Spogląda niespokojnie przez szczeliny, wilka nie ma, panika powoli mu schodzi, otrzymuje stany zmęczenia za każdy poziom paniki. Czyli jest już spokojny, ale zmęczony (2).

    Ale Klausowi nie udało się jeszcze pozbyć strachu, gdy nagle dostrzega wilka, który znowu się zbliża. Klaus ponownie uzyskuje jeden poziom paniki. Ale ponieważ znajduje się w szopie, w ukryciu, na koniec rundy traci ten stan paniki i uzyskuje trzeci poziom zmęczenia.

    To jednak nie koniec jego problemów. Wilk w kolejnej turze znowu się zbliża, generując znowu panikę. Ta znowu schodzi pod koniec tury, bo Klaus jest w ukryciu. Nowy stan zmęczenia (to już cztery)

    Czy waszym zdaniem dobrze rozumuję? Dobrze to rozpisałem? Zrobilibyście to inaczej? Wg was źle zinterpretowałem zasady podręcznika? Zapraszam do dyskusji.


    Wgrałem nową wersję mej ściągawki. Dodałem do niej m.in. listę zajęć, jakie pojawiły się w niektórych oficjalnych dodatkach (szukajcie pod: zajęcia, lista, strona 15.).
  • RewikR

    Zapraszam do zagłosowania na rozważane przeze mnie opcje prowadzenia sesji. Orientuję się na Jedyny Pierścień II ed., ale sonda ma za zadanie wybadać, czy jest sens, czy może jednak lepiej uderzyć w przyszłości w cos innego.

    Kiedy? Nie wiadomo. Nie szybciej jak czerwiec. Na razie nie bierzcie więc pod uwagę czy czasu będziecie mieli dość. Interesują mnie tylko chęci, możliwości pomijam, jakoś dogadamy z chętnymi.

    Komentarz do dostępnych opcji:

    1. Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - rozdział II "Doświadczeni Poszukiwacze Skarbu".

    Kontynuacja aktualnie trwającej sesji. Istniałaby możliwość kontynuowania gry tymi samymi postaciami (obecni gracze mieliby pierwszeństwo do swoich postaci), jak i nowymi. Wciąż same hobbity. Sesja zorientowana prawdopodobnie na poszukiwanie zaginionej broni legendarnego Bandobrasa Took'a. Największego bohatera hobbitów. Przy okazji kontynuujemy naukę zasad. Najpewniej pojawią się nowe elementy jak walka, czy faza drużyny.

    2. Gwiazda we Mgle

    Na wschodnim pogórzu południowej części Ered Luin wznosi się pradawna wieża, ostatnia pozostałość ogromnego zamku z czasów Królów. Ludzie mówią, że lśni w niej dziwne, niebieskie światło, czasem widoczne aż od Brodu Sarn – wygląda jak gwiazda nad morzem mgieł. Nikt o zdrowych zmysłach tam nie bywa – ostatnio w okolicy zaczęli ginąć ludzie.

    To już bardziej klimaty Aragorna, jak Merry'ego i Pipina. Bardziej mroczne, z pełnymi zasadami.

    3. Przełęcz Czerwonego Rogu

    Co by było, gdyby Drużyna Pierścienia nie powędrowała przez Morię? Czy faktycznie te szczyty są groźniejsze od samej Zguby Durina? Przeprawa przez Góry Mgliste w charakterze eskorty/kupców lub czegoś podobnego. Ale latem, więc powinno pójść łatwo, prawda?

    4. Coś innego

    Jeszcze nie wiem co, opcja dla tych co chcieliby u mnie grać, ale nie w Jedyny Pierścień. Bez wchodzenia w szczegóły, ale sugestie można wrzucać.


    Oddałem głos na ostatnią opcję. Aczkolwiek paplanie Paladina zaskakująco sprawiło mi przyjemność to chyba jednak wolę jak jest brutalnie i brudno. Nie wiem czy to też masz w swoim repertuarze.
  • ZellZ

    Jak co roku i teraz przypadł czas na Targi Fantastyki w Warszawie na co z chęcią i ciekawością przyjęłam zaproszenie, jako że nigdy wcześniej na takich nie byłam, a spodziewałam się znaleźć coś dla siebie na tej imprezie jakiej popularność przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania.

    Pojawiłam się na miejscu z moim opiekunem około 11, ze strachem patrząc jak topnieją miejsca do parkowania, jednak w porę otworzyli kolejne, bo zainteresowanych tylko przybywało. Przeszliśmy kawałek do samych targów obserwując gigantyczną kolejkę chętnych jednak już bliżej dowiedzieliśmy się gdzie jako media mamy wejście oraz miałabym je jako osoba niepełnosprawna poruszająca się z chodzikiem.

    20260425_211335.jpg

    Z zainteresowaniem oczekiwałam by zobaczyć co zaoferują mi targi, jednak nie wzięłam pod uwagę tej ilości ludzi je zalewającą. Może nie byłby to taki problem dla osoby sprawnej ruchowo, jednak ja bardziej martwiłam się jak przedostać przez nabity tłum nie zawsze patrzących wokół ludzi niż oglądać wszystko na stoiskach.

    PXL_20260425_095500327.jpg

    Osób naprawdę było multum i poruszanie się sprawiało mi nie lada problem. Stoisk też było więcej niż miejsca, ale mało z nich naprawdę skupionych na fantastyce, a większość oferowała merchandise anime, więc czuło się jakby na targach anime, a nie fantastyki co też było widać po większości cosplayów.

    PXL_20260425_101559999.jpg

    Zasmuciły mnie właśnie te cosplaye nie z powodu niskiej jakości, bo bynajmniej niskiej nie były, ale z powodu ich zupełnego braku widoczności w tej rzece ludzi. Powtarzam - sprawna osoba mogłaby zatrzymać człowieka i poprosić o zdjęcie, ale nie taka skupiona na przebiciu się żywym na drugą stronę, a niektóre z nich naprawdę były ciekawe choć z jakiś anime pochodzące.

    Znalazłam jedynie jedno ze stoisk z podręcznikami do RPG i raczej nie przeoczyłam innego. Nie chcieli nakleić ich ceny na zafoliowanych by nie niszczyć podręcznika, ale jeden niezafoliowany miał cenę wprost na okładce...

    PXL_20260425_095114202.jpg

    Hala Game Days była akurat tym spokojnym i pustym zakątkiem, ale prócz możliwości zakupu merchandice z gier i niewielkiej szansy na zagranie w cokolwiek nie oferowała zbyt wiele.

    PXL_20260425_100419650.jpg

    Jednym cosplayem fantastycznym jaki rzucił mi się w oczy był "oficjalny" Kratos z God of War.

    PXL_20260425_111923729.jpg

    Reasumując: Warszawskie Targi Fantastyki nie miały dużo z Fantastyką wspólnego. Atrakcje ginęły w tonie merchandise z anime, cosplaye tonęły w ludzkim tłumie. Ogólnie nie było to miejsce, gdzie chciałaby przebywać osoba z niepełnosprawnością, jaka musi mieć pomoc w poruszaniu się.
    Było tu naprawdę dużo stoisk choć one się powtarzały z tym, co oferowały i dla określonej grupy, jaka nie po fantastykę się tu fatygowała.

    Organizatorzy zbyt wiele próbowali ugryźć i niestety zapewne nie zorientowali się jak wiele osób się pojawi, a przynajmniej zapanować nie umieli nad grupą. Powinno być tutaj więcej porządku oraz o wiele więcej różnorodności na stoiskach by następnym razem móc widzieć te wspaniałe cosplaye oraz mieć z czego wybierać, co nie jest monotematycznym skupieniem na anime, zaś element gamingu rozbudować.

    PXL_20260425_111258074.jpg

    Gdyby moja krew nie była ściekiem leków to bym sama oddała, więc inicjatywa na plus. 🙂

    Organizatorzy tego eventu w moich oczach powinni zainwestować w większą ilość osób zajmującą się kontrolą przepływu gości i skupić się na aspekcie fantastycznym imprezy, jaki mają w nazwie, nie ograniczać się do w większości anime. Może też następnym razem większy nacisk położyć na kwestie dostępnych atrakcji z jakich znane są konwenty fantastyczne, a targi zaczną być też do smaku większej ilości osób.


    Tak tylko chciałem zagadać,chętnie pójdę do Gdańska w roli balkonika Zell. Albo zwyczajnie na kawiszczona.
  • AbishaiA

    Minęły miesiące na stacji ECHO-1. Ekipa zdążyła się już zadomowić i przejść przez bóle porodowe które ukształtowały jej skład i role jakie poszczególni członkowie pełnili w bazie. Ekipa zdołała się już zadomowić i przyzwyczaić do klaustrofobicznej natury swojego domu.
    Badania też posuwały się do przodu. Elena mapowała prądy morskie i sporządziła mapy akwenów a Vika katalogowała miejscowe formy życia zapisując ich kody “genetyczne” w bazie danych. Mikhail zaś starał się zlokalizować i wycenić miejscowe złoża na podstawie próbek gleby. Były to wielce powierzchowne badania planety, ale i konieczne. W zasadzie od takich działań zaczynano zawsze eksplorację planety. Od ogółu przechodzono do szczegółów. Niestety to, że były konieczne, nie czyniło tych czynności ekscytującymi.
    Niemniej ekscytacji załoga stacji miała pod dostatkiem. Nie dość że jeden duży statek rozbił się na jej powierzchni, to jeszcze odkryli kolejny wrak na jednym z księżyców planety.
    Mieli więc co robić.

    text alternatywny

    Szczelina. Długa na pięć metrów, szeroka w najszerszym miejscu na 2,5 metra. Przecinała miejsce które Elena z Janosem oczyściła ogniem. Był to problem dla Eleny. Nie można było budować nowej bazy czy też nawet anteny komunikacyjnej na dziurze prowadzącej w głąb skały.
    Elena z Janosem mieli więc nowy problem konstrukcyjny do rozwiązania. Bez oceny jak głęboka jest szczelina nie można było zabrać się za jej zatykanie. Oznaczało to, że Mikhail miał zadanie do wykonania. Ocena tej sytuacji wymagała wszak jego ekspertyzy.
    I dlatego prędzej czy później, będzie musiał tam polecieć i na miejscu rozwiązać tej problem. Może i mało go obchodziła sama placówka, to jednak ulepszenie systemu komunikacyjnego na Elpis było w jego interesie. Uczyniłoby jego wyprawy na powierzchnię planety deczko bezpieczniejszymi.

    text alternatywny

    Stacja ECHO-1, Pokład 2, Lab/MedLab

    Janos z dumą zaprezentował swoje rozwiązanie problemu Mikhaila. Przyrząd wyglądający jak nieporęczny pistolet lub doskórny dozownik leków.

    text alternatywny

    Tyle że duży i ciężki. Bardzo niewygodny w dłoni.
    -To poręczny taran ciśnieniowy. Przykładasz go do przeszkody i naciskasz spust. I przeszkoda powinna być usunięta. Na pewno poradzi sobie z kratkami wentylacyjnymi. I standardowymi drzwiami. Na grodzie awaryjne… cóż… tego nie sforsujesz ani tym, ani ręcznymi palnikami. Jeśli tam dalej są grodzie, to niestety nic na to nie poradzimy. Są zaprojektowane, by wytrzymać eksplozje mogące zniszczyć pomieszczenie.- wyjaśniał Janos, podczas gdy Mikhail przyglądał się nowej zabawce. - Ładunków w nim jest na cztery strzały i… nie używaj tego jako broni. Po pierwsze jest nieskuteczny w tej roli, a po drugie możesz zwichnąć sobie nadgarstek.-
    -A i nie był testowany. Nie jest też zbudowany, tylko wydrukowany. I choć wybraliśmy najprostszy darmowy schemat, to jest szansa że wydruk z replikatora zepsuje się po którymś strzale. Dokładność wydruku jest poniżej wymaganego minimum.- dodał Benjamin.


    Na Elpis szalały burze. Ich parametry mierzone przez czujniki stacji nie przekraczały pierwszego poziomu alarmowego. Oznaczało to, że osada ludzka przetrwałaby te burze bez trudu w standardowo zbudowanej osadzie. Żadne dodatkowe wymagania związane z budową takiej nie byłyby potrzebne. Także i lot w tych warunkach był możliwy i w miarę bezpieczny. Tak przynajmniej twierdziła Elena. Janos był bardziej sceptyczny. Przyznawał że lot był możliwy, ale bezpieczny… w tej chwili nie. Bez rozbudowanych struktur na powierzchni planety wspierających pilota, wedle Ciarki, tak lot był daleki od bezpiecznego. Niemniej dla Mikhaila ważniejsza była inna informacja która została dotarła do ECHO-1 dwie doby później. Sygnał informujący, że statek z zapasami przyleci do nich. Statek przewożący jego nowy kombinezon. Niestety, przylecieć miał dopiero za trzy tygodnie. Czy mieli tyle czekać przed kolejną wyprawą do wraku? Zdecydowanie nie. Tym bardziej, że bez dostępu do planety inżynier i tak nie miał zbyt wiele do roboty. [image: smalstat.png] Korytarz wentylacyjny we wraku. Wrota się zamknęły za nim. Znowu tu był. To już była jego trzecia wizyta w tym miejscu. - Nie będę ci mówił jak się zachować. To już rutyna dla ciebie.- w kombinezonie słyszał głos Janosa. - Naprawiliśmy kombinezon, ale wiadomo… naprawiony nie jest tak pewny jak nowy. Jego szczelność wynosi jakieś 98-99%. Nie powinno być problemu, ale… nie ryzykuj. Nie mamy powodu się spieszyć. Wycofaj się, jeśli zauważysz zagrożenie. Na naszej stacji nie ma broni służącej do walki z silnie opancerzonymi zagrożeniami, a szkoda marnować granaty na takie cele. Poza tym…- Janos westchnął.- … jeśli źle ocenisz odległość, systemy kombinezonu mogą wysiąść, a i być może część twoich wszczepów. Granat jest ostatecznością. Najlepiej będzie jeśli nie będziesz miał potrzeby go używać. Uważaj na siebie. Wiesz dobrze, że tam na dole będziesz zdany tylko na siebie. Na siebie i swój sprzęt. Na taran, granat i broń. Oby to wystarczyło. Póki co korytarz się skończył się znajomym rozwidleniem. Czas było podjąć decyzję.
  • AbishaiA

    Oryginalny tytuł: [Wampir] Martwe Wody: Sezon 2

    Była przykuta do tego miasta. Tak jak Lukrecja. Nowy Jork wrył się w jej ciało. Naznaczył ją jakoś bardziej niż krew Cyrila. I tęskniła do niego, mimo że wiązało się z bólem, strachem, poniżeniem. Mimo że było zimne i nieprzyjemne dla niej. Tu w Nowym Jorku, była tylko caitiffem, dziewczynką na posyłki Cyrila. Co takiego dało jej to miasto, że nadal trzymało na uwięzi? Że tęskniła za nim tak samo jak za swoim protektorem? Może nawet więcej?

    https://www.youtube.com/watch?v=qtJI79RlJNA

    Nowy Jork był zimny tej nocy. Nic w tym jednak dziwnego. Ostatnio padał tu śnieg. Był wszak koniec listopada.

    Niemniej bycie wampirem dawało tę przewagę Ann, że nie odczuwała temperatury. Przydatna cecha, gdy się przebywało całymi nocami przed neogotyckim budynkiem należącym do klanu Tremere. Ann znała to miejsce. Znała kamienne gargulce nieruchomo czuwające nad spokojem przebywających tam Kainitów. Kiedyś Ann zdarzało się tam wchodzić, ale to były dawne czasy. Teraz była persona non grata w budynkach Nowego Jorku kontrolowanych przez ten klan. Póki jednak kręciła się po okolicy, to była… tolerowana.
    W końcu była dla nich nikim.

    Ann przyjeżdżała tu zawsze gdy mogła, La Bella użyczała jej pokoju w należącym do klanu Toreadorów hotelu. Nie zawsze miała dla niej czas, ale zawsze była życzliwa.
    Zresztą pokój służył Ann, tylko jako spoczynek na jeden dzień. Noce spędzała tu, przed więzieniem Cyrila, siedząc, stojąc… zawsze czając się w mroku, zawsze szepcząc do siebie, a może do cieni otaczających ją?
    Obserwując. Część z wchodzących i wychodzących znała, ale tylko z widzenia. Szybko zorientowała jak niewiele wiedziała o nowojorskim klanie swojego Mistrza. Jak wiele tajemnic kryli przed innymi Kainitami. Zupełnie jak Giovanni.

    - A więc to prawda. Tremere mają nową fankę. - głos był znajomy, choć wydobywał się spod puchatej kurtki zakrywającej górną część kobiecej sylwetki. Bo to była dziewczyna pod tą kurtką.
    - Słowo daję, nie wiem co ty widzisz w tych antykach. - mruknęła zerkając na budynek przed nimi. Ann zaś próbowała odgadnąć z kim ma do czynienia, ale… choć głos już kiedyś słyszała to… nie potrafiła skojarzyć twarzy. A że naciągnięty na głowę kaptur i szalik owijający pół twarzy utrudniał identyfikację, to Ann pozostawała w metaforycznych ciemnościach, co do tożsamości rozmówczyni.

    Ta chyba jednak dobrze wiedziała kim jest Ann.

    - Nieważne. Mamy interes do sfinalizowania, więc proponuję pójść do pobliskiej knajpki. Nie ma co odmrażać sobie tyłka.

    Ann nie umiała powiedzieć czy bardziej nienawidzi wampirów, które sprowadziły wyrok na Cyrila, samego skazanego czy może całą nienawiść kieruje w swoją stronę. Wiedziała, że musi być winna położenia Tremere. W końcu go przed tym losem nie uchroniła. Ale jednocześnie pogardzała nim. Wszystkim co jej uczynił. I kochała to.
    To było takie ciężkie...

    Jej standardowe oczekiwanie przed siedzibą Tremere przerwało nagłe zainteresowanie nią. Była tak przyzwyczajona do bycia ignorowaną w mrozie, że nagłe poświęcenie uwagi wybiło ją z myśli. Obdarzyła dziewczynę wzrokiem pełnym beznamiętnego oczekiwania, który nie miał w sobie ni grama udawanego życia. Był naprawdę martwy.

    - Dobrze.

    Słowa Ann były prawie automatyczne, pozbawione jakichkolwiek uczuć, które kiedyś tam się kryły. Nie wydawała się ani zaciekawiona, ani znudzona. Ani podekscytowana, czy wystraszona. Jedynie można było wyczuć...
    Apatię.

    Trafiły do miejscowego pubu, typowej mekki hipsterów, urządzonej gustownie ale bez polotu, ot ładne meble, śliczny bar . Było tu sporo silenia się na oryginalność, ale czuć było brak celu. Nie wiadomo co właściwie chciano tu osiągnąć, poza tym, by wyróżniał się na tle innych pubów. Cóż… nie wyróżniał się na tle innych modnych barów Nowego Jorku. Wszystkie szczyciły jedynymi w swoim rodzaju detalami jednocześnie kopiując te same schematy. W tym to co podawały.

    - Ty sobie usiądź gdzieś, a ja zamówię sobie latte. - stwierdziła tajemnicza towarzyszka wampirzycy.

    Ann usiadła przy wolnym stoliku i czekała. Minęło parę chwil, nim rozmówczyni wróciła z dużym kubkiem gorącej kawy. No i Ann wiedziała, czemu… jej towarzyszka była śmiertelniczką. Teraz kaptur został zsunięty i Kainitka rozpoznała w niej znajomą magiczkę. Blondynka zasiadła naprzeciw Ann i napiła się kawy z lubością.

    - Chwila.- rzekła i wyciągnęła smartfona, musnęła palcami kilka razy uruchamiając jakąś aplikację i popłynęła smutna melodyjka , która choć ładna, była jakoś dziwnie nieprzyjemna.
    - No… teraz możemy bezpiecznie gadać.- wyciągnęła spod kurtki dużą papierową kopertę. - Trochę zajęło nam grzebanie, ale w końcu dotarliśmy do dna tego szamba. Trzeba przyznać, wykopaliście się w niezłe gówno. I to takie którego się nie spodziewałam… serio… odkryliśmy całkiem nowy problem w tym świecie. Tu są szczegóły… nudne, nawet jeśli znasz się na finansach, spółkach, etc. Bo tu jest zapis jak zdemaskowaliśmy kolejne warstwy zasłony dymnej. Zdecydowanie wolą ukrywać się w cieniu i działać po cichu. A wy zostałyście zauważone, bo mam wasze zdjęcia… twoje i twojej koleżanki.-


    Powrót do domu był pospieszny, bo musieli zdążyć przed świtem. Potem Ann udała się do piwnicy i ułożyła w swoim legowisku, by znów dać się pochłonąć koszmarom. Nieprzyjemnym i przerażającym ale w znajomy sposób. I nie zepsuły jej nastroju po pobudce kolejnej nocy. Williama już nie było w jego legowisku i sądząc po odgłosach dochodzących z góry już się obudził. I przebywał w kuchni. Z radia leciała muzyka, a sam Toreador pakował do lodówki worki z krwią. - Śpioch z ciebie.- rzekł na powitanie. - Clyde zdążył już przywieźć nam nowe zapasy.- Dodał jeszcze wkładając ostatnie woreczki. - Zakładam, że dobrze się wczoraj bawiłaś? Ja też planuję bawić się dobrze.- Potarł podbródek. - Dzisiaj w nocy nadadzą “Przeminęło z wiatrem”. To mój ulubiony film. A Clark… och… Clark. Mój ulubiony aktor. Szkoda że już nie żyje. Był to bardzo sympatyczny i bardzo charyzmatyczny mężczyzna.- Spojrzał na Ann. - Może chciałabyś obejrzeć ze… A fakt, nie możesz.- Zamknął lodówkę. - Masz zadanie zlecone przez Księcia. Wczoraj Larry wywołał awanturę w Róży i pobił innego Kainitę przy okazji demolując bar oraz cóż… naginając zasady Maskarady. Obecnie siedzi w areszcie. Trzeba go stamtąd odebrać i zawieźć do jego warsztatu, gdzie ma przebywać aż do odwołania. Ma areszt domowy, a tej nocy ty masz dopilnować, by wypełnił to polecenie Księcia.-
  • RewikR

    WĄTEK SESYJNY
    KOMENTARZE


    KARTY POSTACI:

    Zmiany w karcie Karty startowe
    przygotowanie, -1 PN Milo Makary Tuk
    sójka Esmeralda Tuk
    miód [uprzejmość], - 2PN, przygotowanie Lobelia Bracegirdle
    - Paladin Tuk II
    -1 PN Primula Brandybuck
    -1 PN, przygotowanie Rorimak Brandybuck

    SPIS POSTACI ZALEŻNYCH

    • Ada (Adaldriada) Burrows - młoda pograniczniczka z Małego Delving
    • Baldo Bunce - posiada gospodarstwo niedaleko Rozstajów, sprzedaje warzywa i drewno na opał. .
    • Beinion - tajemniczy człowiek, ponoć tropiący nikczemną istotę .
    • Bingo Slowfoot - kustosz Domu Mathom w Michel Delving
    • Drogo Baggins - narzeczony Prymuli
    • Eglantyna Burrows - matka Ady Burrows
    • Fredegar Chubb - spotkany w Rozstajach handlarz ryb.
    • Griffo Noakes - wnuk Starego Noakes'a, pszczelarza
    • Malwa Slowfoot - kustoszka Domu Mathom w Michel Delving
    • Odo Bolger - młody hobbit, powożący kolaskę Prymuli i Drogo
    • Pan Headstrong - pogranicznik zajmujący się sprawą płotu Starego Brody'ego
    • Pan Brownlock - pogranicznik
    • Pani Mirabella - hobbitka, posiadająca niewielkie gospodarstwo między małym i dużym Delving
    • Robin Roper - luby Ady Burrows
    • Stary Brody (Tolman Brody) - hobbit, mający swoje gospodarstwo na północ Za Pagórkiem .

    PLOTKI
    plotki z Postoju Wędrownika w Rozstajach


    DRZEWA GENEALOGICZNE HOBBITÓW


    OZDOBNIKI POSTÓW
    tekst alternatywny
    tekst alternatywny

    text alternatywny text alternatywny text alternatywnytext alternatywny text alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywny
    text alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywny


    TOKENY POSTACI GRACZY
    text alternatywny text alternatywny
    text alternatywny text alternatywny
    text alternatywnytext alternatywny


    WYNIKI NA KOŚCI

    text alternatywny runa Gandalfa text alternatywny oko Saurona text alternatywny magiczny sukces

    %(#008040)[imię: nazwa umiejętności (PT X) - | 1d12 | yd6 | - porażka, wielki/nadzwyczajny skuces!]-|
    

    Ostatnio wprowadzone zmiany: odpisano nadzieję Milo


    Ściągawka @Rewik napisał w [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I: Koń pod rzeźbą Bandobrasa faktycznie pasuje i jest tam okrągły postument. Kominek też jest, niedaleko klapy do piwnicy przy schodach. Całą zimę ogień tam palimy i jakoś "odnaleźć resztę nie podołałem. @Rewik napisał w [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I: Tam, w rzekach, ryby nie pływają, w górach wiatry nie hulają. Tam morza i jeziora suche się zdają, To tam informacje się chowają. – ...i tutaj - Bingo Slowfoot pokazał im jeden ze zwoi – pisany tym samym atramentem jest tu tylko jeden fragment. – kustosz przeczytał im go na głos: Miejsce wskaże wam koń, co stoi obok koła, ten, co nie słyszy gdy się doń woła. Kto go zobaczyć zdoła i na noc ogień tam rozpali, odnaleźć resztę podoła.
  • AdministratorA

    Cześć.
    Znajdujesz się na Rolltelling, forum społeczności RPG czyli narracyjnych gier fabularnych.

    Jako społeczność opieramy się na modelu PBF (Play-by-Forum). Oznacza tekstową grę fabularną. Jeśli znasz klasyczne, "papierowe" gry RPG (jak Dungeons & Dragons, Pathfinder, Warhammer, Zew Cthulhu czy Cyberpunk), to PBF jest ich internetowym odpowiednikiem. Jeśli nie znasz – wyobraź sobie interaktywną książkę, którą piszesz wspólnie z innymi.

    • Ty tworzysz postać: Wymyślasz jej wygląd, charakter, przeszłość i umiejętności.
    • Opisujesz jej akcje: Zamiast mówić na głos, co robi Twój bohater, piszesz post na forum (np. "Dobywam miecza i z krzykiem rzucam się na goblina!" lub "Rozglądam się uważnie po zadymionym barze w poszukiwaniu informatora").
    • Mistrz Gry (MG) reaguje: Osoba prowadząca rozgrywkę opisuje konsekwencje Twoich działań i świat wokół Ciebie.

    W PBF nie musisz umawiać się z całą grupą na wielogodzinne sesje o konkretnej porze. Odpisujesz wtedy, kiedy masz na to czas i ochotę – rano przy kawie, w przerwie w pracy czy późno w nocy. Jeśli nie masz czasu na długie sesje na żywo lub za pośrednictwem komunikatorów, to jest forma rozgrywki stworzona dla Ciebie.

    Poza tym zajmujemy się też działalnością medialną, współpracą z konwentami fantasy i ogólnie pojętym tematami rpg, fantastyki, literatury czy gier, więc jeśli szukasz żywego miejsca do rozmowy, również zapraszamy na forum oraz na nasz Discord.
    Jeśli jesteś starym wyjadaczem RPG, mamy też coś dla Ciebie. Staramy się promować Twoje rekrutacje jako Mistrza Gry poza forum. Szukając graczy u nas, szukasz ich na polskim rynku PBF.

    Jeśli szukasz więcej informacji, zapraszamy do FAQ.


  • JhnWJ

    Oryginalny tytuł: [Mag: Wstąpienie] Connect away

    Connect away
    |-

    Mervi miała dość, po prostu dość. Patrzyła martwym wzrokiem na notatki, nie mogąc skupić się skupi na niczym. We się dziewczyno w garść – szeptała pod nosem, a odpowiadała jej tylko zimna biel ścian jej pokoju.
    Była dopiero na pierwszym semestrze architektury, nie mogła tego zawalić. Nie w tej sytuacji. Nie gdy jej ojciec wypruwał sobie żyły aby trzymać tą rodzinę w kupie, zarówno emocjonalnie jak i materialnie. Po prostu nie mogła sobie pozwoli na porażkę.
    Nie mogła też myśleć. Jakby w głowie miała gniazdo szerszeni, każdy jeden żądlił coraz bardziej absurdalnymi myślami. Co stanie się gdy zmieszam sodę oczyszczoną z perhydrolem w towarzystwie silnego promieniowania jonizującego? Czy wampiry chorują na jakąś formę hemofilii? Dlaczego burmistrz miasta przejmuje łapówki? Wiewiórki rządzą światem…
    Chwyciła rękami się za głowę. Co za absurdalne koncepcje? Jakby ktoś wlewał jej do środka głowy scenariusz przedstawienia teatralnego reprezentującego postmodernizm.
    Jenak chyba wolała to od innej kategorii myśli. Rozpamiętywania wspomnień. Wydarzenia ostatnich tygodni, dziwne zbiegi okoliczności, jeśli ktoś miał na tyle szerokie horyzonty, że nazwałby to zbiegiem okoliczności. Automat z napojami wariował przy dziewczynie. Za każdym razem. Padające piksele w matrycach telewizorów i komputerów, tworząc wielobarwną mieszankę. Neony. Widziała też barwy na ścianach, czarno-białe grafii które mijała od dziecka nagle było kolorowe. Najgorsze było to, że nie wszyscy to widzieli… Nie oszalała, była pewna, gdyż niektórzy z jej znajomych też, lecz nigdy wszyscy naraz, nie było też ani jednej osoby która doświadczyłaby tych wszystkich fenomenów.
    Za wyjątkiem jednej. Jej samej.


    Musiała wyjść, przejść się. Świeże, chłodne powietrze parku miało pomóc jej odzyskać skupienie i pozbierać myśli. Niestety, było jeszcze gorzej. Rozpikowane, wielobarwne niebo zdawało się walić jej na głowę.
    Usiadła zamroczona ma zimnej, mokrej od topniejącego śniegu ławce. Oddychała ciężko, dla pewności spojrzała w górę. Niebo dalej wyglądało jak problem… który wkrótce potem zasłoniła pomarszczona twarz. Blady mężczyzna, blondyn, bliżej sześćdziesiątego roku życia niż pięćdziesiątego, wpatrywał się w oblicze Mervi. Skądś go kojarzyła… chyba nawet do niej mówił, lecz teraz nie słuchała, zajęta natłokiem bitwy myśli między tym jaka jest moc skuteczna czasu oraz czy miłość mierzy się w kilotonach.

    - Mervi, wszystko w porządku?

    Znał jej imię. Zmrużyła oczy, jakby rażona nagłym blaskiem światła – chociaż oświecenie było tutaj przenośnią. To był jej wykładowca od historii. Podobno na wyższych latach prowadził specjalizowana historię sztuki i architektury. Jak każdy dobry, ciekawski student, dziewczyna sprawdzała dorobek naukowy. Doktoryzował się z wpływów masońskich w architekturze sakralnej. Był lubianym wykładową, z gatunku tych, których zapamiętuje się na długo. Szczególnie gdy mowa o takim ekscentryku. Prowadził ćwiczenia samodzielnie, prosząc, aby wszyscy zwracali się podczas nich do siebie po imieniu. Żartował, że ma już tyle lat, może naginać reguły.
    Reguły.
    Teraz ta myśl zabrzmiała w głowie dziewczyny jak grzmot. Serce zabiło jej szybciej.
    Naginać reguły.


    Mervi zdawała się nawet nie słyszeć Alisson. Patrzyła pustym wzrokiem na bawiące się w parku dzieci, na przechadzające się pod rękę pary, na siedzących na kocach znajomych. Patrzyła na to wszystko jakby znajdowało się w innym wymiarze, którego dotknąć nie mogła ani nie umiała... jakby było obcym światem. Widać było okropny ból w jej oczach, ale widać było jednocześnie coś, czego wcześniej tam nie było. Co wręcz z wściekłością chciało krzywdzić. - Sprawię jej ból. - odezwała się do Patronki tym lodowatym, poważnym głosem - Nauczę cierpienia, nauczę strachu. Maszyna je pozna. - mówiła przez zęby patrząc ciągle na rozgrywające się ludzkie relacje przed nią. - Nie rób nic przed czym musiałbym cię powstrzymać - powiedziała cicho Alisson, po czym po krótkiej chwili dodała - ani nie mów mi o niczym po dowiedzeniu się czego musiałabym interweniować. Mervi spojrzała na swoje dłonie próbując dusić wściekłość. - Robert nie zasłużył na to. Nie zasłużył na to cierpienie. - milczała chwilę - Ja powinnam... je zakończyć. Patronka dziewczyny w milczeniu przytaknęła głową. Chyba czuła… podobnie, a nawet przed chwilą sama coś podobnego… oferowała. Dziewczyna wzięła głęboki oddech, ale to nie pomogło odsunąć ucisku w gardle. Zacis , , .nęła dłonie, chcąc w ten sposób rozluźnić spięcje w całym ciele, choć coś jej mówiło, że nie będzie w stane. Położyła dłoń na dłoni Alisson i kiwnęła na znak, że jest gotowa. Młoda technokratka działała w tym momencie jakby automatycznie. Jej myśli kręciły się bez celu, trafiając odpowiednio jakby bez jej woli. Myślenie w tym momencie wydawało się drogą do samobójstwa... o czym szczerze myślała. Nie było już dla niej nic w tym życiu. Nawet nie zarejestrowała kiedy przesłała kody podane przez Odysa, wykonując sekwencję potrzebną w nawiązaniu kontaktu z tymi, których powinna unikać. Pajęczyna była tego dnia chłodna, jak chłodne były kalkulacje umysłu Mervi. Gdzieś na skraju pola widzenia przemykały kolorowe piksele, lecz była to w tej chwili dla niej całkiem pozytywna manifestacja wsparcia. Jedności celów ze swoim geniuszem. Wirtualni z którymi dzieliła sektor gdzieś zniknęli, jakby nie była to ich liga. Poza jednym avatarem. Wielki, szary, pręgowany kocur - wielkości sporego jamnika - przechadzał się właśnie po poręczy marmurowego mostu. Mervi pamiętała tą poręcz. W Unii nadzorowała dziesięć projektów mostów i kładek pieszych, dla żadnego nie mogło wprowadzić modyfikacji. Po prostu odtwarzali to co powstało, dawnych mistrzów - ale jakby oddzielając ich z czegoś. Jej projekt również był oparty na czymś co powstało, ale tylko na znanych stylach, budując na ramionach gigantów coś nowego. To była jej mała zemsta. Kot usiadł na poręczy i przekręcił głowę wpatrując się w nią swymi rubinowymi oczami. Nie mogła zeskanować jego ikony. Nie tylko kot obserwował. Mervi obserwowała też kota, jakby nie mogła się zdecydować jak na niego reagować. Cała jej istota zdawała się parować nie po prostu zimnem statyki, a czystą entropią. Niewypowiedzianą potrzebą zniszczenia, które mogłoby zaoferować jej ulgę. Własną nicość. Nie była pocieszona z widoku kota. Nie cieszyły jej takie dziecinne ikony. - Wiem, że był program. - odezwała się po dłuższej chwili nieruchomych obserwacji - Antropomorficzna zabawka uczyła kilkuletnie dzieci liczyć. - głuchy głos Mervi rozbrzmiał wokół - Nadawałbyś się do takich rzeczy. - Nie - kot otworzył usta, symulacja przekazała Mervi dźwięk, lecz pozostałe zmysły przebudzonej dostrzegły co innego, coś, przez co się zachwiała. Istna powódź bajtów, gigabajty danych nadpisujące okolice, pluginy wdzierające się backdorami do jej własnej ikony, hacki na otoczenie. Z przeciążenia sensorycznego otrząsnęła się po dobrych kilku chwilach. Wtedy też dotarło do niej co kot powiedział, nie było to samo “nie”. Mówił “nie jest bezpiecznie”. I spojrzała na kota który był zupełnie inną ligą niż ona. Nie wiedziała czy jej się to podobało. Nie powinna czuć się dobrze przebywając obok silniejszego od siebie zdrajcy, ale... ... zupełnie jej to nie obchodziło. Przeszukiwała swoje emocje, aby zobaczyć w nich... pustkę. Jakakolwiek troska o siebie znikła. Była pozbawiona emocji, jakby wszystkimi łzami wylała z siebie też uczucia, a szczególnie te dotyczące własnego przetrwania i dobrej kondycji psychicznej. - Odys mi podał te namiary. - odezwała się, gdy uporządkowała myśli po wywołanej sensorycznej powodzi. - Kłopoty - kot powiedział sucho - więc mała technokratka chce uciec z tego grajdołka? Czym nam zapłacisz? Mervi zmarszczyła brwi okazując emocję: irytację. - Namiary od Odysa wystarczą. - mruknęła twardo. - Nie zaszkodziło spróbować - kot wyprężył grzbiet przeciągając się - Hej, chybaś nie masz o to pretensji? - Kogo ty się spodziewałeś? Musiałeś wiedzieć, że kody od niego dostałam. - mruknęła ignorując pytanie, jakby dorosły był znużony pytaniami dzieciaka. - Naiwnego, zdesperowanego tostera - kot stwierdził brutalnie - ale widać dalej myślisz trzeźwo. To dobrze. Co chcesz osiągnąć poza wyjściem? Jak bardzo jesteś śledzona? Gówno uderzy w wiatrak przez samo twoje odejście czy jesteś tylko trybem? - Mają moją krew, mają wszystkie dane. - zaczęła zimnym, pozbawionym emocji głosem - Nie mają już nic na czym by mi zależało. - na chwilę pojawiło się niewielkie drżenie głosu - Muszę... - na chwilę załamały się słowa - ...coś zakończyć. - zacisnęła szczękę - Oni zniszczyli wszystko, co było mi ważne. Teraz nie ma nic, co by powstrzymywało mnie przed zabraniem im danych. Technokratka drżała z wewnętrznego stresu psychicznego. - Chcę maszynie pokazać ból i strach. Przekompilować na język, który zrozumie. - Zrozumiałem. Dostarczę ci programy niszczące infrastrukturę, skopiuj wszystko co chcesz i wgraj z tymi samymi otwartymi portami oprogramowanie. Mówisz, że jesteś na krótkiej smyczy? Mam pomysł jak to całkowicie zerwać, nawet jak będa mieli kopie, zmodyfikujemy cię. Wejdziesz do pajęczyny fizycznie. Kot zamilkł. Przekręcił głowę, wyglądał na zaskoczonego. - Dante daje gwarancję. Mervi powoli pokiwała na to głową. Szczerze nie interesowało ją co kod Odysa załatwił czy jak to wszystko owinęło się wokół Dantego. Wiedziała, że wciąż jej psychika była w strzępach, a zachowanie relatywnego spokoju wymagało od niej wiele wysiłku... który był w tym momencie nakręcany czystą złością i nienawiścią. W tym momencie chciała nawet by świat spłonął odczuwając każdą sekundę cierpienia, jakie i ona odczuwała. Nie wiedziała czy naprawdę jej zależy na życiu. Miała mętlik w głowie, a do tego sprzeczne myśli. Wiedziała tylko jedno. Chciała krzywdy Maszyny. - Nigdy tu nie byłam fizycznie. - stwierdziła wpatrując się w jeden punkt. - Dante daje gwarancję - kot powtórzył jakby nie do końca zapewniając Mervi, a raczej samego siebie - najlepiej jakbyś miała sprzęt digitalizujcy, ale z typowym VR też da radę. - Co mam zrobić? - zapytała nie wiedząc jak wchodzić fizycznie do Internetu... Nikt jej tego w Unii nie tłumaczył - Miałam za niską rangę by przekazano mi to... i takiego Geniusza. - mruknęła z jakimś zawodem w głosie. - Wysyłam ci już programy. Jak bardzo ci się pali? Akcja jutro? Pojutrze? Za tydzień? Kot zobaczył jak drżenie przeszło przez wizerunek technokratki, która wzięła głęboki oddech nim odpowiedziała. - Dziś. Kot znieruchomiał. Chyba jego maskownice mowy ciała nie działały do końca prawidłowo gdy komunikował się z kimś dalej. Trwało to kilka chwil. - Potrzebujemy godziny. Wysyłamy koordynaty połączenia. Jak będziesz gotowa, połącz się pod tamten sektor. Postaraj się za dużo przed wszystkim nie jeść, możesz wziąć lek na uspokojenie. Kot zawahał się. - To gotowe. Mogę mieć prywatne pytanie? Mervi spojrzała zmęczonym wzrokiem na kota. - Pytaj. - odparła cicho. - Co wisi ci ten stary pierdolnik Ulisses, że aż zagrzał najelitarniejszego? - Życie swojej przyjaciółki. - odparła. - Tej szajbuski? Technokratka pokiwała niemo. - Wszyscy jesteście popierdoleni - kot stwierdził sucho i zeskoczył z poręczy wylogowując się. Bajty danych powoli przegrywały się do ustawionej chmury. Mervi patrzyła na wzrastające procenty wykonania, które coraz bardziej przybliżały ją do zakończenia sprawy w jej życiu. nie rozważała jednak ich za bardzo. Była zbyt pochłonięta widokiem pistoletu jaki spoczywał w jej dłoni leżącej bez ruchu na kolanach. Usilnie próbowała panować nad potokiem myśli, jakie starały się szturmować jej umysł. Choć udało jej się wyciszyć wewnętrzny krzyk to jednak ciągle z tyłu głowy słyszała tylko jedno na tle dźwięku wystrzału. Winna. Winna. Czuła metaliczny zapach rozlanej krwi, jaka zdawała się przykleić tym zapachem do języka. Ból ściśniętego gardła towarzyszył jej cały czas, a nieruchome oczy z trudem powstrzymywały gromadzące się łzy. 97% Spojrzała w dół na trzymany w drżących dłoniach pistolet umazany krwią, która została przeniesiona przez jej dłonie. Pamiętała jak po oddaniu strzału tuliła silnie martwe ciało Roberta, którego krew plamiła ciało i ubranie technokratki. W tamtym jednym momencie chciała pozostać w tym miejscu wtulając się w Roberta i oczekiwać na przybycie śmierci. 98% Uniosła dłoń do twarzy i przesunęła po policzku rozsmarowując po nim krew Roberta. Zacisnęła mocno zęby walcząc z chęcią odwrócenia się ku niemu i powróceniu do przytulenia się w jego ciało. Ona go tak kochała... to wszystko zaczynało się układać... 99% Ponownie spojrzała na broń, jakiej widok zaczynał wypalać się w jej umyśle. Uniosła dłoń z bronią i oparła łokieć o biurko kierując lufę w stronę własnej głowy. Poczuła nagłą chęć pociągnięcia spustu, co dałoby jej spokój potrzebny jak powietrze. Dusiła się w tej kakofonii. Piksele obrazu rozmywały się od łez. 100% [image: 5.jpg] Prawie bezwiednie ponownie spojrzała do tyłu na Roberta i w bólu wydała z siebie płaczliwy jęk straty, z jaką nie mogła już sobie poradzić. Wysłane już zostało powiadomienie Wirtualnym, że zaraz się pojawi, ale... nie wiedziała już czy tego chce. Mijał czas, a ona wciąż czuła ciężar pistoletu w dłoni, a na monitorze mrugało powiadomienie o zakończeniu pobierania i pytanie o kontynuację procesu połączenia z Pajęczyną... A ona wciąż nie wiedziała. Gdy dotykała lufą do skroni uspokajając oddech przed naciśnięciem spustu ekran monitora nagle zwariował zastępując obraz ruchomymi liniami i artefaktami. Z głośników wydobył się przerażony wysoki dźwięk przeradzający się w niski ton. [image: e7c36c46fc59fc5eeea714e1f8d612ec.gif] Jeszcze chwilę Mervi patrzyła na szalony taniec pikseli nim opuściła broń i znowu spojrzała do tyłu na Roberta. - Pokażę Maszynie ból. Zrozumie strach. - zamknęła oczy - Dla ciebie, bo cię kocham. Odwróciła się na krześle i zakładając gogle VR nacisnęła polecenie kontynuacji. Alan zbladł wysłuchując raportu głównego analityka NWO w konstrukcie. Siedzący między nimi członek Iteracji X którego twarz już od wielu lat nie pamiętała grymasów emocji, krzywił nerwowo kącik ust. Alan westchnął ciężko. - Jak? - Skrajna bifurkacja modelu stochastycznego – analityk zaczął powoli, jakby ważąc każde słowo – moce obliczeniowe naszego konstruktu nie mogły zapewnić wystarczającej dokładności. Symulacje dla tego oddziału i tak prowadziliśmy z poczwórną standardową unormowaną precyzją CTO. Nie było śladu w modelach skokowej zmiany odpowiedzi. To maksimum jakie wyciąga nasz Konstrukt. - To skąd masz nowe symulacje? - Alan uciekł wzrokiem gdzieś w ścianę. - Twoje ostatnie raporty z terapii skorygowały standardowy błąd ewaluacji psychologicznej, zauważyłem niepoprawne dane. Wysłałem to tydzień temu do innego Konstruktu dysponującego większymi zasobami. Iterator zabrał głos nagle, tonem beznamiętnym. - Zniszczymy wszystkie raporty. Ja przygarnąłem Roberta, Alan dał ciała podczas indywidualnej oceny, człon analizy się nie popisał. - Nie możemy, Unia… Analityk zaczął pewnie tylko po to, aby przebudzony cyborg przerwał mu obcesowo. - Nie rozumiesz. Za nasze błędy oddadzą nas progenitorom jako materiał biologiczny najniższej klasy ostrożności. To jest błąd, i mnie chodzi o to, że dziewczyna ucieka i ukradła dane, niszcząc naszą infrastrukturę. To mogłoby doprowadzić do terminacji kogoś z nas, ale byłyby szanse. Nawet nie to, że błędne szacunki tak naprawdę doprowadziły do tego. Gradienty zagrożenia wskazywały tylko lokalne maksimum Roberta, lecz jego usunięcie spowodowało jej decyzje. Problemem jest to co zrobi potem. Tutaj – cyborg wskazał palcem końcowe zestawy danych oraz kompletnie zaburzony wykres. - Tutaj są same szumy i błędy numeryczne – analityk powiedział cierpko. - Nie – Alan ukrył twarz w dłoniach – jeśli jej nie zlikwidujemy w przeciągu anormalnie krótkiego czasu dewianci zyskają mistrza czasu. Co najmniej… Mimo porządnej konstrukcje tej dawno puszczonej (przynajmniej oficjalnie) stacji polarnej Mervi czuła nieprzyjemny chłód który zagłuszała ciepła herbata podana jej przez opiekuna tego miejsca. Przysadzisty egzarcha Nieniebiański Chóru był wieloletnim opiekunem tego miejsca oraz bardzo ciepłą i serdeczną osobą. Rozmawiali w trójkę. Ona, skrzywdzona Wirtualna Adeptka, ojciec Wiktor, opiekun przybytku, oraz przebudzony z którym tu przybyła… - Odys… - duchowny westchnął naprawdę zrezygnowany - ...on jest nie tylko w ciszy. On jest złamany, kompletnie złamaną duszą. Wyhodował niedźwiedzie polarne które są jak psy. Czasem! Magyą czasu przyśpieszył ewolucję i oswojenie. Jakby tylko marzył aby nagły wybuch paradoksu go zmiótł z tego padołu łez. Dopuszczając was do niego, biorę odpowiedzialność. - Wiem – Ulisses wyprężył się na krześle i upił łyka herbaty zerkając dyskretnie na minę Mervi – ale musimy to zrobić. Sądzę, że ta dwójka pomoże sobie nawzajem. - Już o tym wspominałeś. To jest za mało… - Wiktor, przyjacielu – Odys uśmiechnął się – nie wspomniałem ci o jeszcze jednym. On ma dług wobec Mervi. Będzie ją uczył. Ona stanie się jedną z bardziej wartościowych broni Tradycji w tej przeklętej broni. - To wirtualna… - Wiktor zmieszał się - ...przepraszam Mervi, nie chciałem aby to tak zabrzmiało. Może sam jestem do was uprzedzony, nie będę ukrywał… Ale najbardziej niepokoi mnie twój wiek. Będziesz mistrzem? Może nawet dalej? Podołasz, wiesz z jakiej gliny cię ulepiono? Nie zejdziesz ze ścieżki? Milczeli dobrą chwilę nim Ulisses przerwał to delikatnym głosem. - Tylko on ma klucze. Ja jej ufam. - Nie ma mowy – cyfrowy, humanoidalny kot prychnął w kierunku rtęciowego człowieka – w co ty mnie mixujesz Dante. Za żadne skarby na świecie. Jeszcze tych hermetyków wziąłeś na dokładkę. Kto to był, ten Tytalus? - Potrzeba nam wsparcia politycznego. Augustin Jean Feugarde, to zaufany człowiek. Mistrz u siebie, naprawdę porządny człowiek. Ma się nią zajmować z odległości. - Wiesz jak to brzmi? Najpierw pół Kryształowego Pałacu dostało sraczki, że wielki Dante prosi o przysługę, potem wyszło, że Mock N’ Death mieli długu u tego pojeba Ulissesa i to pośrednio na jego zawołanie ta cała akcja. A teraz jeszcze mieszasz mistrza wkijowdupców. To są dla mnie za wysokie progi. Muszę wiedzieć o co chodzi. - Przecież i tak bym ci powiedział – rtęciowy człowiek przysiadł na bloku danych – dziewczyna uciekała z Unii. Nasi zorganizowali przerzut przez pełna digitalizację, wulgarne straszne. Miała ze sobą dane, upload na chmury lustrzani zablokowały. Dowiedzieliśmy się o tym już w Pajęczynie. W walce przepaliło wiele sektorów, kilka sam upaliłem aby zatrzeć ślady. Dziewczyna ma dane unii. Petabajty danych, królestwo… Zaszyfrowała je swoim avatarem gdy było gorąco. Zrobiła to chyba mniej lub bardziej celowo. Teraz leży w śpiące, ale wyjdzie z tego. - Biorę ją. - Szybko się zgodziłeś, Joel. - Wiem – kot mruknął – ty chyba wiesz też czemu. - Bo dane są ważne. - Tam dane – machnął kocią łapą – skoro wykręciła taki numer z waszą ucieczką, Ulisses miał u niej dług, a teraz wszyscy wokół niej skaczą, to z tymi danymi też zrobi nas wszystkich na szaro. Ona ma cholerny talent, może nawet większy niż ty. I nie jestem najlepszym nauczycielem. Ale jestem lepszy od was aby nie stała się potworem. Też mam swoje źródła, mój mentor był w Unii. Wiem co tam się wydarzyło. Ona potrzebuje ciepła. - I ty niby jej dasz to? - Tak – kot pociągnął wąsami – bo w waszej lidze… Sam wiesz jak to jest. Wiedzieli. Była już z Jonathanem pół roku w lodowej pustelni pełni książek, kiszonek oraz z przesympatycznymi domowymi niedźwiedziami polarnymi – trójką niedźwiedzi zachowujących się jak kochające psy, które co róż przynosiły im mięso foki – ich główny składnik diety. Przez ten czas nie odzywali się do siebie. To znaczy Mervi czasem coś mówiła, ale hermetykowi paradoks odebrał Słowo. Mimo to, z trudem, przekazywał jej wiedzę. Zrobił to chętnie, bez namawiania. Gdy pierwszy raz ją zobaczył, był przekonany, że adeptka chce go zabić – i nie bronił się. Dzisiaj siedzieli popijając faktyczne piwo z nietoperza. Mervi chyba upiła za dużo. Za dużo rozgadała się. I do do Jonathana, co do którego płonęła w nie nienawiść. I trochę współczucie. - ...więc tak odszyfrowałam te dane. Uderzam w unię, pomaga mi w tym moja fundacja. Myślą, że jestem genialną hackerką, a ja po prostu wyciągam zachowane dane, czasem muszę coś aktualizować. Patrick jest nieocenioną pomocą, ale też inni dają radę. Chyba znalazłam swoje miejsce na ziemi. Prawie – zacisnęła pięść – mogę się z tym wszystkim pogodzić. Prawie. Jonathan podniósł dłoń. Jeden palec. Mervi chyba rozumiała. Jeden przypadek. Jeden raz, nie więcej. Pogodzić się ze sobą. Chociaż zdawali sobie sprawę, że razem pokonają pewne ograniczenia. - Dobrze. Kaleki hermetyk odjechał wózkiem aby nalać kolejny kufer piwa. Czas mierzy się mocą. Klucz do uniwersum w jej dłoniach. Spodziewała się odwiedziny kogoś pokroju takich osób Sh'zar. Nic nie nastąpiło. Nie wiedziała czy to temu, że udało się jej perfekcyjnie czy temu, że nic jej nie wyszło. Ale zrobiła to. Przez moment była zegarem zegarów, czasem dla czasu. Odrobinę młodszy od Mervi chłopak wyglądał na zakłopotanego. - Robert? - A co? - zapytał podejrzliwie, lecz ona już widziała. Właśnie entropijne algorytmy wżerały się w systemy unii. Nie trzeba było do tego wiele, wszystkie oscylatory kwantowe mieli zepsute, żadna ramka danych nie potrafiła być poprawnie zsynchronizowana gdy lokalny czas wszystkich układów był przesunięty wobec siebie. „Coraz bardziej staję się one trick pony jak J.” - pomyślała. Uśmiechnęła się do Roberta i skradła mu pocałunek. - Poszukaj mnie – powiedziała ogłuszając go uderzeniem z irlandzkiej szkoły. Dziś Unia nie dotrze do nowego przebudzonego. Nowy członek fundacji Nowego Domu (przyrzeczonego z odrodnego Białego Domu) siedział w sali wspólnej jeszcze nie do końca nawykły do nowego otoczenia. Student Wirtualnych Adeptów, utalentowany, ale jednak sierota – któremu brakowało chociażby materiałów z teorii sfer – był trochę podenerwowany. - Nie spinaj się – Sameul powiedział z typową dla siebie energiczną manierą – nawet nie wiesz jak trudno było odzyskać tą dziedzinę. Najpierw biegaliśmy za niedobitkami fundacji, a potem razem stwierdziliśmy, że będziemy szachować radę. Przez moment myślałem, że będą nas szturmować. - To nie brzmi jak coś co miałoby mnie uspokoić. Pierwszy raz jestem w dziedzinie umbralnej. - Po prostu twoja mentorka, jak wy to mówicie, jest elitarna w kosmos. Zaraz pewnie wrócą z Patrickiem, takie tam sprawy mistrzów tradycji… Dalej Robert już nie słuchał. Gdy zza rpgu białego, architektonicznego cuda wyłoniła się twarz Mervi, a ich wzrok spotkał się… ...ich dusze się już rozumiały.
  • AbishaiA

    Oryginalny tytuł: [Wampir] Martwe Wody: Sezon 1

    Deszcz uderzał o szyby busa, którym jechała. Ciemność panująca za oknem zlewa się z mrocznymi pniami wiekowych drzew. Tu na krętej drodze gdzieś w Appalachach wydawało jej że opuszcza cywilizowany świat zostawiając za sobą bez.. cóż… znane światła Nowego Jorku, który to od dawna przestał być dla niej bezpieczny. Minęło już trochę czasu odkąd opuściła światło dnia wchodząc w strefę mroku Big Apple. Przywykła już do nowych reguł, nauczyła się unikać dużych drapieżników, niszczyć słabe, zyskała protektora… pozostając jednak nadal ratlerkiem kręcącym się pomiędzy łapami dużych psów.

    https://www.youtube.com/watch?v=ysL9QyFUFWI

    Aż którejś nocy, sprawy poszły w złym kierunku. Jej towarzyszy ubito w groteskowy i brutalny sposób. Ona sama uniknęła tego losu. Kim byli napastnicy? Sabat? Cama? Łowcy? Diabli wiedzą. Może nawet i sami Diabli. Wiedział pewnie jej protektor, każąc natychmiast się jej spakować, podając namiary na busa i stwierdzając że zawiezie on ją do jego przyjaciela.
    Jak to bywa u Tremere, jej opiekun lubił być tajemniczy, nawet gdy nie musiał. Nie bywał też nerwowy, do dzisiejszego wieczoru. Ona sama była płotką, więc nie wiedziała co się działo w gabinetach primogenów… ale nawet do poziomu ulicy dotarły drżenia ze szczytów.
    Więc zrobiła co kazał.
    Załadowała klamoty do busa, wsiadła i jechała w nieznane nie wiedząc co ją czeka.

    W końcu po paru godzinach dotarli do przystanku gdzieś w lesie, przy którym to na szczęście, stała stara półcieżarówka forda z wściekle czerwonym lakierem , a o nią opierał się bladolicy mężczyzna z dużym parasolem mającym go chronić przed ulewą przetaczającą się nad nim. Dochodziła już północ, więc nic dziwnego że był tylko on. W taką pogodę, o tej porze i na przystanku prowadzącym donikąd nie powinno być nikogo. Więc musiał być tu z jej powodu.-|
    W końcu bus się zatrzymał przy przystanku i nie pozostało jej nic poza wypłynięciem na głębię, w którą jej protektor ją wrzucił.

    Czuła, jakby markotna pogoda, wraz z busem zmierzającym wprost do zapomnianego przez Boga zadupia Ameryki, tak pasowały do jej osoby. Miejsce, do którego została "zesłana" zapewne było porzuconym odpadkiem wielkiego świata, schowanym gdzieś daleko, daleko, byle nie pojawiało się na widoku, a przed ulewą każdy wolałby się uchronić, aby go nie tknęła.

    Protektor nie powiedział Ann jak powinna się zachowywać wobec osoby, do której ją przerzucił, jednak dziewczyna zakładała, że wampirze zasady obowiązują tak samo w metropoliach, co i w małych miejscowościach. Nie oznaczało żadnej zmiany dla statusu Ann. Wszędzie brak statusu ciągnął za sobą takie same konsekwencje, może czasem tylko cięższe. Ponad pułap zera się nie wzniesiesz. Nie musiałeś przemierzać nocnego świata długo, aby zrozumieć proste zasady kolejki dziobania nie do końca martwych.

    Przerzuciła przez ramię workowatą torbę, w którą wrzuciła swoje rzeczy na podróż (czyli w sumie wszystkie swoje rzeczy, jako że większość i tak zdobywała w razie potrzeby, nie na zapas) i wyszła z busu na rozmokłą ziemię. Szybko zaatakowały ją smugi deszczu, przed którymi broniła ją tylko słabo przemakalna (nieprzemakalna to byłoby za dużo powiedziane) kurta z kapturem. Ann dziękowała losowi, że znajomy Tremere zapewnił samochód, który uratuje ich przed pływaniem w błocie.
    Do tego ta kurtka i nie mogła długo nie przepuścić wody, a buty jeszcze szybciej by się poddały. Może i zimno po śmierci nie było powodem do zmartwień, to chodzenie w ciężkich od zimnej wody ciuchach i obuwiu... nie było interesującą perspektywą.

    - Bardzo się spóźnił? - Ann odezwała się cicho do mężczyzny, gdy podeszła bliżej, czując jak wnętrze kaptura zawilgotniało.
    - Trochę.- odparł mężczyzna o twarzy młodzieńca, którego twarz promieniowała urodą i charyzmą. Pozwalało to… zgadywać z dużą szansą na trafienie z jakiego jest klanu. Uśmiechnął się i dodał.- Ty jesteś Ann? Ja jestem William, William Blake. Cyril poprosił bym się tobą zaopiekował. Witamy w Stillwater.
    - Ann Paige. - wampirzyca nie wiedziała czy być szczęśliwa, że trafił się jeden z Toreadorów. Oni miewali bardzo... małą cierpliwość do tych, no, z poziomu gruntu - Nigdy nie byłam w czy nawet blisko Stillwater, a pan Sauveterr nie powiedział dużo o miejscu.

    A nawet w ogóle nic...

    - Czy... Są tu jakieś prawa, które mam spełnić? Książę?
    - Książę… mamy tu takiego. - przyznał William po chwili namysłu. - Poznasz go jutro, całkiem sensowny facet jak na klan, z którego pochodzi. Prawa to… nie wychylaj się za bardzo, bo Maskarady pilnujemy. Bądź co bądź w małych miejscowościach plotki rozchodzą się szybko. Poza tym, zapoznam cię jutro z ogólnymi zasadami co do żerowania w tym mieście. A póki co mam kilka woreczków z krwią w lodówce. Nie jesteś chyba Tremere, co?
    - Czemu o to pytasz? - Ann poczuła się na niepewnym gruncie.
    - Bo mamy jedną z tego klanu w mieście, która ponoć wypełnia tajną misję i dostałaby szału gdyby pojawił się tu jakiś Tremere bez jej wiedzy. Oboje chyba nie chcemy robić z twojego przybycia skandalu, którego echo dotrze do Nowego Jorku. Skoro Cyril przysłał ciebie do mnie, to znaczy, że uczynił to bez wiedzy reszty klanu w Wielkim Jabłku. - wyjaśnił William i zaśmiał się.- Ale wiesz co? Po co mamy dalej moknąć. To wszystkie twoje rzeczy?

    Alarm ostrzegawczy rozbrzmiał w głowie Ann. On nie wiedział!

    - Tak, to wszystkie, nie obładowuję się na podróż. - postarała się jak najspokojniej uśmiechnąć. Co ona powinna powiedzieć?! - Nie, spokojnie, nie sprawię kłopotów. Z panem Sauveterrem nie wiążą mnie Klanowe podobieństwa.
    - To dobrze… nie lubimy tu kłopotów. - odparł żartobliwie Kainita, otwierając drzwi do samochodu i wsiadając. Następnie otworzył drzwi Ann.
    - To jaki klan reprezentujesz?

    Gdyby Ann musiała oddychać, teraz by nagle zaprzestała. Nie wiedziała czy William nie uzna, że nie ostrzegając go wcześniej nie zrobiła jakieś gafy, cholera wie z tymi klanowymi szlachciurkami...
    Obawiając się, że zaraz zamknie jej drzwi przed twarzą, gdy dowie się prawdy... po prostu wpierw skorzystała z zaproszenia do środka samochodu.

    - Dziwi mnie, że mój patron nie powiedział ci o mnie więcej zawczasu. - spojrzała przed siebie, na szybę przednią - Nie należę do żadnego z Klanów…
    - Nie jesteś chyba cienkokrwistą co?- zapytał nieco zaniepokojony mężczyzna, ruszając samochodem.- Z tego co wiem, w dużym mieście zrobiło się nagle gorączkowo i trzeba było działać szybko. Dowiedziałem się wczoraj o twoim przyjeździe i że mam się tobą zaopiekować.
    - Nie, nic z tego. - pokręciła głową - Krwi nie mam tak rozrzedzonej jak tamci.- mogło być gorzej, William przyjął to dobrze - Tak, zrobiło się zamieszanie, ale tornado poczęło się od góry, więc nie znam szczegółów.
    - Ja też nie.- przyznał William ruszając i spojrzał na Ann.- Możesz podawać się za Toreadorkę, z chęcią poświadczę, że należysz do mojego klanu. Będzie to nawet wygodne dla mnie, bo oszczędzi paru pytań. O ile oczywiście parasz się jakąś dziedziną sztuki?

    Ann zastanowiła się, ale po chwili tylko wykrzywiła usta.

    - Umiem ustawiać towary na półkach i wytrzymuję kłótliwych klientów. - odparła cicho - Wykorzystywanie Klanu jako swojego... - wetchnęła - Nie robi się tego jeżeli chce istnieć. To może być prosta droga do kłopotów, także i dla ciebie…
    - Jakby kogokolwiek obchodziło co się dzieje w Stillwater. Moglibyśmy założyć sektę ku czci Przedpotopowców i nikt w Nowym Jorku nawet by nie spojrzał w naszą stronę.- odparł sarkastycznie William, gdy jechali przez las.- Stillwater to miejsce, gdzie zsyła się niewygodne wampiry, by o nich zapomnieć. Mało kto wraca z powrotem. Możliwe, że tu utknęłaś na resztę swojego nieżycia.

    Zamknęła oczy.

    - Jestem... Nie taka zła w czynieniu sztuczek, takich jak w TV, iluzji, ale nie jak robią to ci... Ravnosy. - od razu dodała - I w bardzo małym stopniu kiedyś malowałam, to też umiem w jakimś stopniu, ale artystą nie jestem. Bardziej zrozumienie koloru pozwala mi wiedzieć co mi pomoże się skryć…
    - Cóż… nocna zmiana w sklepie to też zawód. Bo jakąś robotę musisz mieć. To za małe miasto, byś mogła być anonimowa. Wszyscy mamy jakieś zajęcia. Ja na przykład jestem historykiem sztuki i żyję z napisanych na ten temat książek.- wyjaśnił Toreador.
    - Może być i praca w sklepie, miewałam gorsze fuchy. -wzruszyła ramionami.
    - Fajnie… nawet wiem, kto cię może wziąć pod skrzydła. Larry… tylko nie dawaj mu się wciągnąć w pogaduchy o polityce.- odparł William i spytał znienacka.- Lubisz psy?
    - Staram się ich cierpliwości nie nadwyrężać, ale mi nie przeszkadzają. Tylko wiadomo, zwierzaczki nas nie zawsze lubią…
    - Ja mieszkam tylko z psami, karmionymi moją krwią… więc nie są to zwykłe psiaki. - wyjaśnił William, gdy zza zakrętu wyłoniła się brama przecinająca drogę i otoczona z obu stron kamiennym murem. - Nie mam zaufania do ludzkich sług. Psy są wierniejsze.
    - A nie będą zazdrosne o mnie? - spojrzała przez szybę - Mogą uznać, że ich ukochany pan ich podmienia lub ja chcę go tylko dla siebie.
    - To są zwierzęta… bardziej inteligentne i wierne, ale nadal zwierzęta. Posłuszne zasadom stada, którego ja jestem przewodnikiem. - odparł William i otworzył bramę pilotem. - Stillwater leży nad jeziorem Martwym. W okolicy pełno jest willi zbudowanych blisko niego w latach 60-tych, większość obecnie jest pusta lub używana tylko w okresie letnim. Moda na wypady tutaj już dawno umarła. Pamiętaj, że nie wolno ci udawać się na północny brzeg jeziora. To terytorium klanu wilkołaków i nie lubią jak łamiemy… porozumienie. Nie wolno ci też polować i wypijać czerwonoskórych którzy zjawią się w Stillwater bo są oni pod protekcją tych stworów.- ciekawym był fakt, że William użył archaicznego i całkowicie niepoprawnego politycznie określenia na rdzennych amerykanów. Musiał więc być dość starym wampirem.
    - Jakie Klany są obecne? - zapytała cicho.
    - Brujah kilka, jedna Ventrue… Tremere, o której już wiesz. Jeden Gangrel i… chyba to tak ogólnie wszyscy. - miało się wrażenie, że William coś… pomija, gdy przejeżdżali przez bramę i wjeżdżali w głąb posiadłości.
    - A Książę to... - Ann patrzyła na swojego gospodarza.
    - Brujah… ale należy do tych myślących.- odparł pół-żartem pół-serio William podjeżdżając do typowej małej leśnej willi. Do samochodu podbiegła piątka psów.

    Czarnych jak noc, o lekko świecących oczach i powarkujących złowrogo. William wyszedł z wozu.

    - To Ann, będzie tu mieszkała. Należy teraz do sfory.- rzekł i to je uspokoiło.

    Bezklanowa wyszła powoli z samochodu patrząc na opite wampirzą krwią bestie, z którymi nie chciałaby musieć się mierzyć... Kiedykolwiek. Nawet martwa.

    - Z włamywaczami nie masz problemu... co najwyżej nakarmią twoje pupilki, jak się już zjawią.
    |-- Tak. Tolerują mnie. Teraz ciebie, a poza tym gosposię, która raz na tydzień przyjeżdża zrobić tu porządki.- wyjaśnił William gdy zbliżali się do budynku zbudowanego gdzieś tak w latach 60-70 tych, dalekiego od klasycznych rozwiązań, ale zdecydowanie nie nowoczesnego .-|
    - Książę nazywa się Joshua Smith i pełni też rolę szeryfa w tej domenie, jak… i zastępcy szeryfa. Pracuje oczywiście tylko w nocy. - dodał jej gospodarz.
    - A Bezklanowcy się tu znajdują? - zerknęła na wampira - Może mniej pożądane Klany, które przemilczałeś? - prawdę mówiąc Ann dużo o innych Klanach nie wiedziała poza Camarillą, może troszkę z Sabatu... Wiedziała, że są jakieś inne, ale nie znała większości.
    - Czasami. - przyznał William i wzruszył ramionami. - Zwykle przejazdem. Mało kiedy szychom z wielkiego miasta zależy na tym, by ktoś twojej... pozycji… pozostał żywy. Tu zaś wrzuca się tych, których jeszcze opłaca się utrzymywać przy egzystencji, czyli zwykle klanowców.
    - Żadnych problemów z Sabatem? - zapytała, ignorując temat swojego zerowego statusu i powodu, że jeden ekscentryczny Tremere chciał ją zachować.
    - I tak i nie. Sabat zwykle woli większe cele, do nas trafiają jedynie odpryski. Niewielkie sfory które zgubiły drogę, niedobitki uciekające z bitew. Staramy się je szybko i dokładnie unicestwiać. - odparł William otwierając drzwi. - Zresztą jeśli uda się je skierować na północ, to wilkołaki same się nimi zajmą. A wierz mi, są w tym lepsze od nas.

    Ann weszła z zaproszeniem do środka, patrząc tylko bezradnie jak z wciąż niewyschniętej kurtki skapuje na posadzkę woda. Przynajmniej była wycieraczka by buty obetrzeć.

    - Wybacz…
    |-- Nie przejmuj się. Przypłynąłem tu statkiem, przeciekającym wszędzie. Wilgoć nie jest mi obca. - odparł Blake odkładając parasol do kosza na te przedmioty i podchodząc do miecza, który leżał na podłodze… długiego i ciężkiego miecza. Oręż ów nie wyglądał na ozdobę był dość masywny i jakiś taki prostacki , jak nóż do krojenia w kuchni. Tyle że ten pewnie potrafił pokroić znacznie większe kawały mięsa. Toreador kucnął i uniósł miecz stawiając go w pionie w kącie.-|
    - A skoro jesteśmy przy Sabacie to… masz z nim na pieńku? Lub z kimkolwiek w Nowym Jorku? Ktoś tu może wpaść z wizytą? No i… jak sobie radzisz w temacie obrony? Nie mam co prawda żadnej broni palnej, bo nie polubiłem jej. Ale da się załatwić potrzebny ci oręż, gdybyś rzeczywiście jakiegoś potrzebowała. - zapytał dla odmiany.

    Ann obserwowała uważnie zachowanie Toreadora, teatralnie obchodzącego się z orężem.

    - Nie... Sabat po prostu... No, znalazłam się kiedyś za blisko i nie chcę powtarzać. Nie była w nim, nie, nie. - zaprzeczyła - Tylko nie chcę się do tych przyjemniaczków przysuwać. Ktoś z miasta... - westchnęła - Zależy jak daleko zaniesie młodego Ventrue urażona duma. Dokonał samoponiżenia, nie moja wina... - mruknęła - A walka... Lepsza jestem w ukrywaniu się, ale ostra pomoc nie zawadzi. Strzelam nie tak świetnie, tyle o ile.
    - Masz jakąś broń?- zapytał William zamykając drzwi za Ann.
    - Już nie. - mruknęła, wspominając stratę niewielkiego ostrza, jakie pewien czas trzymała z łaski Tremere. Oczywiście nim wykopał ją tutaj, zabrał swoją zabawkę, która pomagała Ann w wielu... "zleceniach" dla Cyrila.
    - Pogadamy z Joshuą i załatwimy ci jakiś rewolwer.-odparł z uśmiechem William ruszając przodem i wskazując dłonią co chwila gdy mówił. - Tu jest salon, z telewizorem i anteną satelitarną oraz telefonem stacjonarnym. Internetu… komputera nie mam nawet, a sieć komórkowa tu działa słabo. Tam jest kuchnia, tam jadalnia, tam mój gabinet. Pracuję kilka godzin w nocy i zamykam się wtedy. Więc resztę domu będziesz miała dla siebie. Na górze są sypialnie, co piątek należy narobić w nich bałaganu, co by Rosalita nie nabrała jakichś podejrzeń. Sypiamy bowiem w piwnicy. Do wyboru łóżko lub trumna… co kto lubi. Przygotowałem już pokoik dla ciebie. Musiałem się spieszyć, więc… wszystko tam tymczasowe i do zmiany.
    - Dziękuję za wszystko, to naprawdę dużo. - Ann skłoniła się, kładąc złożone razem dłonie na piersi, jak to i Cyril ją nauczył - Wszystko już ogarnę.
    - Drobiazg. - uśmiechnął się William. - Rzadko miewam gości, więc to przyjemność. Na razie rozgość się w salonie. Przyniosę coś do popicia. Grupa A może być?

    Fakt, że Williama cieszył nawet gość w postaci Caitiffa był na tyle niecodzienny, że Toreador naprawdę ekscentryzmem próbował dogonić Cyrila.

    - Oczywiście. - zgodziła się.

    Wystrój salonu tylko podsycał to wrażenie ekscentryczności. Było oczywiście gustownie i na bogato. Boazerie na ścianach i podłodze, stare meble. Rzeźby i obrazy uznanych artystów. Telewizor może nie najnowszej generacji, ale plazmowy. Łatwo było jednak zobaczyć pewien powtarzający się motyw, który najbardziej rzucał się w figurce stojącej obok nowoczesnego telefonu ustylizowanego na tarczowy. Figurka młodzieńca z mieczem , była co prawda tylko jednym z wielu dzieł sztuki dekorujących ten salon, ale pozostałe trzymały się tego samego tematu. Młodzieńcy i mężczyźni, nadzy lub częściowo ubrani. Żadnych kobiet.-|
    Gdy Ann to kontemplowała… zadzwonił telefon.


    [image: lUIJIjQ.png] Wieści uderzyły Ann jakby obuchem w głowę. Czuła zagrożenie czające się przy Cyrilu, a w pewnym momencie wręcz zaczęła panikować. Chciała rzucić wszystko i wrócić w jednej chwili do Nowego Jorku, uratować Cyrila.William musiał powstrzymać dziewczynę oszalałą z wypaczonej miłości. Tłumaczył jej jaka to byłaby bezsensowna podróż, że mogłaby tylko doprowadzić jego wrogów do niego samego. Ann uspokoiła się tylko temu, że to okropne uczucie odeszło... ale wciąż wiedziała, że Tremere istnieje, jednak szczegóły ja ominęły. ...póki nie zjawił się wysłannik Księcia. Dziewczyna patrzyła otępiała na dokument z wyrokiem na siebie (żadne ładniejsze nazywanie nie zmieniało faktu czym to tak naprawdę było). Nieruchomo słuchała opowieści posłańca czując irytację, a w końcu złość, gdy przekazał jej fiolkę i list od Cyrila. Zależy mu na ich więzi... Oczywiście, że zależy mu na utrzymaniu swojej własności na łańcuchu. Wiedział, że ona wypije jego krew, ona też o tym wiedziała. Gdy ściskała w dłoni fiolkę to czuła podekscytowanie i wiedziała, że nic na to nie poradzi. Nie umiała się uwolnić i nie chciała... choć chciała niedawno... Siedziała na posłaniu wpatrzona w fiolkę leżącą na zwiniętym wyroku. Wiedziała, że niczym nie zawiniła, że nie zasłużyła na karę. Nie przyłożyła palca do całej sprawy, a oni jej odcinali całą rękę. Czuła wściekłość na Cyrila, na Księcia, na Primogenów, który głosowali przeciw Tremere... bo jednocześnie głosowali przeciw niewinnej Ann. Czterdzieści lat? Tyle istniała, włącznie ze śmiertelnym czasem! Dla nich to mogło być nic, ale dla niej to był wyrok śmierci społecznej. Już cierpiała z powodu braku klanu, ale teraz pozostawała uwiązana wolą Cyrila w Stillwater, bez szans na stworzenie znajomości, partycypowania w świecie Spokrewnionych. Za te lata będzie tym samym nic nieznaczącym kundlem, za którym będzie ciągnął się niesprawiedliwy wyrok wskazujący, że jest tylko niewolnikiem krwi. I nawet nie została określona w wyroku imieniem i nazwiskiem, a tylko imieniem... jak nic nie warty niewolny kundel. Szlag by tego Ventrue! Nie wypiła jeszcze Vitae, nie w tej sekundzie. Najpierw zadzwoniła do Eleny: podziękować. Wiedziała, że gdyby nie Toreadorka to Cyril nie przetrwałby następnej nocy. Dziękowała jej po stokroć, choć nic nie mogła jej sprezentować, bo i nic nie posiadała. Obiecała, że u niej się pojawi, gdy... dojdzie już do siebie. Nie chciała narażać Eleny na swoje wahania nastroju, jakie teraz by miała. Musiała ustabilizować się wpierw. Jeszcze tej nocy zawitała w Róży, prosząc o żywy posiłek... posiłek po ostrym doprawieniu. Meta, amfa, może hera. Miracella zobaczyła, że Ann jest w ostrej rozterce i choć nie znała szczegółów to tym razem nie naciskała na bezklanową i jedynie zapisała duży rachunek na konto Williama. Wiedziała, że naćpana Ann będzie jeszcze tu nocować, więc dorzuciła opłatę za pokój do rachunku. Następnego dnia wyjaśniło się wszystko. Ann nie zależało, kto by się nabijał z jej nieszczęścia, jak i nie zależało, że nawet Lukrecja tego nie robiła. Wiedziała, że Caitiffka chce wrócić do Nowego Jorku, jak i ona. Czuła nienawiść, jaką dziewczyna roztaczała. Wybrała milczenie. [image: K83nHlA.png] Dwa dni później Ann zniknęła. Wystarczyło by wypiła krew Cyrila, aby udała się do miasta... i nie wracała. Zaniepokojony William trzeciej nocy pojawił się w Nowym Jorku, by ją odnaleźć i odwieźć do miasteczka. Jak przypuszczał znajdowała się obok siedziby Tremere. Z tego co zrozumiał siedziała przed nią nieruchomo, czasem otoczona cieniami, nie polująca. Siedziała i patrzyła w mury. Gdy próbował ją zabrać, ta stawiała się mu, nie chciała by ją zabrał. Krzyczała jak nienawidzi Księcia, jak nie rozumie czemu została ukarana. Że William nic nie rozumie i ją krzywdzi. W końcu Toreadorowi udało się ją zabrać i musiał cierpieć jej uporczywe milczenie pełne bólu. Relacje z Nadią ostygły. Ann nie miała ochoty spotykać się z nią i choć zyskała swój własny dom, to nie uśmiechało jej się iść do biblioteki. Widziała w Nadii Palafoxa, wobec którego pałała nienawiścią za próbę skazania Cyrila na śmierć. Odseparowała się od wszystkich, woląc samotnie przebywać w mieszkaniu.z dala od innych, jedynie dwa razy w miesiącu jadąc do miasta albo do Eleny, ale w większości by siedzieć naprzeciw siedziby Tremere... ...i gadając do siebie...? END OF CHAPTER ONE [image: lUIJIjQ.png]