Przejdź do treści
  • Doświadczenie

    Materiały
    8
    0 Głosy
    8 Posty
    130 Wyświetlenia
    Dust MephitD
    Alanis, Zak, Horpach, Harghar, Stockfish +202 xp za pokonanie ogromnego sześcianu Unaz +91 xp za pokonanie ogromnego sześcianu
  • Conan Bibliotekarz

    Hydepark
    30
    3 Głosy
    30 Posty
    806 Wyświetlenia
    GladinG
    Częściowo kontynuując moją odpowiedź na pytanie @Piołun'a o książki warte polecenia, a częściowo odnosząc się do wpisu Jaremy. Piekara, Inkwizytor @Jarema napisał: Ja, inkwizytor Trochę książek z tego cyklu przeczytałem. Nawet robiąc sobie listę książek do polecenia, wynotowałem i tę pozycję. Książkę można polecić, ale jednak z zastrzeżeniem. Przede wszystkim, seria o Inkwizytorze jest serią obrazoburczą. Osobom wrażliwym na punkcie wiary chrześcijańskiej nie polecam sięgania po nią. Cykl opowiada o świecie, w którym Chrystus po ukrzyżowaniu zstąpił z tego krzyża i siał zniszczenie wśród niewiernych ogniem i mieczem, a jego gorliwymi wykonawcami byli apostołowie. Druga uwaga, to ilość młodzieńczych fantazji erotycznych, jaką autor pozwala realizować swojemu głównemu bohaterowi. I to realizować często gęsto z udziałem duchownych, mniszek, etc. Tutaj już nie tylko osoby wrażliwe religijnie, ale również wyczulone na tematy erotyczne, w szczególności na fantazje młodych mężczyzn, mogą lekturę odebrać źle. Pozostałym czytelnikom mogę polecić serię, a przynajmniej kilka pierwszych tomów. Później dla mnie zrobiło się nieco nudno. Piekara, jak wielu innych autorów, stworzył kilka dobrych opowiadań, a potem nie poradził sobie z kreowaniem szerszego obrazu świata i coraz większą liczbą napisanych pozycji. Powtarzalność głównego bohatera w kolejnych opowiadaniach zanudziła mnie, jako czytelnika. Do tego w którymś momencie autor jakby przestraszył się obrazoburczości swoich opowiadań i próbuje się z tego wykaraskać, tym samym tracąc charakterystyczny rys cyklu. Ale kilka początkowych tomów polecam, z zastrzeżeniami j.w. Natomiast nie są to książki, które mam w domowej biblioteczce ani takie, które planuję do niej zakupić. Sapkowski. Wiedźmin @Jarema napisał: Trylogia Husycka — chyba nawet lepsza niż Wiedźmin O trylogii husyckiej nie wypowiem się. Prawdopodobnie nie czytałem, chociaż może miałem w rękach? Skoro polecasz, zanotuję sobie do sprawdzenia, chociaż do samego autora nie mam aż tak mocnego przekonania. Więcej poniżej. [image: 1uz0xR0.jpeg] Nie jestem pewien, ale całkiem możliwe, że najpierw w rękę wpadły mi „Komiksy”, albo chociaż pierwszy z nich „Droga bez powrotu”. Natomiast same opowiadania wkrótce potem. Czy polecę je każdemu do przeczytania? Tak. Opowiadania wg mnie były bardzo fajne a wykreowana postać Geralta jest znana na całym świecie. Z tego powodu dla czytelnika fantasy to pozycja obowiązkowa. Tak więc dwa tomy opowiadań polecam. Potem mam odczucia podobne do tych opisanych powyżej w przypadku Piekary. Autor tworzył świetnie opowiadania, a potem rzucił się na głęboką wodę i napisał pięcioksiąg. Z tego pięcioksięgu 2 książki były dobre. Wydaje mi się, że to była pierwsza i trzecia z cyklu, ale ze względu na upływ czasu, nie jestem na 100% pewien. [image: mlZsUt8.jpeg] Natomiast jestem na 100% pewien, że piąty tom był absolutną porażką. Był fatalny. Odebrałem go tak, jakby autor miał termin na jego napisanie (kontrakt z wydawnictwem) i absolutnie nie miał pomysłu, co napisać. Więc napisał cokolwiek. Andrzej Pilipiuk. Jakub Wędrowycz @Jarema napisał: Andrzeja Pilipiuka, a szczególnie serię przygód Jakuba Wędrowycza I tutaj trafiłeś w pozycję, którą również uważam za godną polecenia. Przy czym zastrzegam, że mało czytałem. Jeden tom na pewno, ale dwa lub trzy Fajnie, że ten wątek ruszył, bo przypomniał mi właśnie o takich pozycjach, które mnie zaciekawiły, a potem gdzieś umknęło. Jakub Wędrowycz kojarzy mi się nieco z Babcią Weatherwax z Pratchetta. Wędrowycz jest postacią swojską, siermiężną, a przy tym potrafiącą bimbrem i kosą przeganiać demony. Polski, wiejski, lokalny żul w gumofilcach, broniący świata przed istotami z innych wymiarów. Nieco podobnie z Babcią Weaterwax. Ani ładna, ani młoda, nosząca na nogach wygodne i użyteczne trepy, zbierająca jako opłatę stare ubrania, z rozsypującą się miotłą i chatą a jednak najpotężniejsza czarownica. Tak, Wędrowycza polecam, warto spróbować. Co do innych dzieł, to musiałem otworzyć sobie wykaz twórczości Pilipiuka i skróty fabuły tych pozycji, które wydały mi się znajome. Zidentyfikowałem serię Oko Jelenia oraz Kuzynki. Żadna z tych pozycji nie spodobała mi się jednak na tyle, abym uznał je godne polecenia. Jeżeli ktoś ma ochotę zapoznać się z polską twórczością bieżącego wieku, to proszę. Ale jeżeli macie mniej czasu do dyspozycji niż książek do przeczytania, to poza Wędrowyczem resztę bym odpuścił. Marcin Przybyłek. Gamedec [image: CmJofid.jpeg] Skoro już o polskiej scenie fantastycznej tego wieku mowa, to poleciłbym cykl Gamedec Marcina Przybyłka. Kiedy publikował pierwsze opowiadania około 20 lat temu, zawarte tam wizje były zbyt odległe, by brać je na poważnie. Dziś nie jestem tego już taki pewien. Oprócz przyjemnej lektury przygód Torkila Aymore'a możemy dziś zastanawiać się nad tym, jak odległa jest wizja przenoszenia naszej świadomości w świat wirtualny, obdarzania fikcyjnych postaci wirtualnych fizyczną kopią mózgu i generalnie miksowania mózgu, ciała, świadomości, świata wirtualnego w dowolnych kombinacjach. Aczkolwiek podobnie jak u wyżej wymienionych polskich autorów mam wrażenie, że im dalej Przybyłek brnął w kreację świata i postaci, tym bardziej obniżał loty. Dwa pierwsze tomy opowiadań są moim zdaniem dużo lepsze, niż kolejne. Przy okazji dowiedziałem się, że już dekadę temu wydano 5 kolejnych książek z tego uniwersum. No, no... kolejna rzecz do wrzucenia na listę lektur Ależ się cieszę z tego wątku. Na początku bieżącego roku miałem problem z tym, co czytać. A tu proszę, jakie się perspektywy otwierają, buduje się lista do czytania na cały 2027r Maria Lidia Kossakowska. Zastępy Anielskie. Skoro jakoś samo tak wyszedł blok polskich pisarzy XXI wieku (z gościnnym występem Sapkowskiego), to chciałem dodać piątą pozycję wartą polecenia. Trochę miałem problem. Przypominałem sobie kogo jeszcze czytałem. „Pan Lodowego Ogrodu” Grzędowicza mi nie siadł. „Achaja” Ziemiańskiego była w miarę spoko, zwłaszcza początki, ale też nie na tyle, aby wybiło się to powyżej pozostałych autorów. Komuda? Nie. Dukaj? Też nie. Kossakowska... Chyba bardziej niż ci powyżej. Ciekawy był cykl Zastępy Anielskie opowiadający o problemach aniołów (tudzież diabłów i ludzi) w(e) (wszech)świecie, który stracił Boga. Z innych jej książek jest cykl Takeshi, który może się też podobać. Ja spasowałem po pierwszym tomie albo w trakcie drugiego. Nie wciągnął mnie wtedy na tyle, ale moja żona uważa ten cykl za jej najlepszy, a i inne dzieła tejże aktorki sobie chwali. Natomiast „Ruda Sfora” wprowadza czytelnika w świat wierzeń Jakutów. Książka interesująca głównie właśnie przez to, że przedstawia mitologię nam nieznaną. Na tych 5 pozycjach kończę mój wpis, tym razem quasi-polecajek. @Piołun napisał: w "Niezwyciężonym" Chyba tego nie czytałem. Dodaję do listy „Do przeczytania”. Dzięki Gladin napisał: Bloodborn Przy okazji. Ponieważ stała na półce druga część, „Bloodforged”, to od razu ją przeczytałem. Moja jej ocena jest jeden punkt wyżej od części pierwszej, ale właściwie pozostają wszystkie te same zastrzeżenia, co przy „Bloodborn”.
  • Projekt „Krypta 99”

    Dyskusje RPG
    27
    6 Głosy
    27 Posty
    292 Wyświetlenia
    MarrrtM
    Przy warunkach dołączenia do sesji otwartej dałbym widełki ilości postów na które ktoś by się pisał. Np. 3-4 posty. 5-10 postów. > 11 postów. Ma to co najmniej dwa plusy. Primo trochę motywuje gracza gdy się na coś zadeklaruje, bo projekt ma początek i koniec. Secundo MG wie jak ma podejść do BG i jak szybko go wrzucić na głęboki olej akcji. Na przykładzie sesji Alien (polecam!) rozważyłbym tezę, że nie wszyscy nowi szukają gry wstępnej, a przeciwnie chcą od razu głównego dania. To nie przytyk do Ciebie Ketharian! Sam się nad tym zastanawiam i a propos tematu Krypty próbuję dojść do konstruktywnych wniosków, czemu Holt, William, Nadia i Davy przepadli mimo świetnej fabuły i minimum wymogu znajomości mechaniki.
  • Kroczący we Wichrze

    Komentarze
    21
    2 Głosy
    21 Posty
    213 Wyświetlenia
    SznycloveS
    Jest i post ode mnie, dziekuję za cierpliwość!
  • Kroczący we Wichrze

    Rozgrywka
    6
    0 Głosy
    6 Posty
    141 Wyświetlenia
    SznycloveS
    Wprowadzony do poczekalni przez ochroniarza Miles rozejrzał się z zaciekawieniem po pomieszczeniu, ściągając uprzednio kapelusz dla zachowania kultury osobistej. Mężczyzna nieszczególnie miał okazję podziwiać, czy nawet przebywać w budynkach federalnych, miał więc doskonałą okazję chłonąć całą ich wyższość i powagę. Uśmiechnął się pod nosem i kiwnął sam do siebie z uznaniem, doceniając symetrykę układu drzwi z poszczególnymi meblami i dekoracjami. Zerknął jeszcze z przyzwyczajenia na sufit, który to za sprawą ornamentacji potrafił być najbardziej zaskakującym elementem architektury wnętrz, ale fotografowi pozostawił jedynie gorzkie poczucie rozczarowania. Być może jednak funkcjonalność i surowość była tym, czego powinien się spodziewać w podobnym miejscu. Zbliżył się do grupki osób czekających przy tych samych drzwiach, które wcześniej wskazał mu jeden z niezwykle poważnych ochroniarzy. Tak się akurat złożyło, że Miles zdążył dołączyć do grupy indywiduów akurat w momencie wymiany krótkich uprzejmości. -Miles Carson, fotoreporter z Arkham w Massachusetts, miło państwa poznać. Zakładam że czekamy na to samo spotkanie? - przedstawił się kulturalnie z wyraźną ekscytacją i pozytywną energią wyczuwalną w głosie, być może nieco kontrastującą z aurą otoczenia. Mężczyzna około trzydziestki o dość łagodnej urodzie, którego z łatwością można by ocenić na co najmniej pięć lat młodszego. Twarz starannie ogolona i gładka, średniej długości proste, brązowe włosy elegancko zaczesane do tyłu i utrwalone pomadą ze wsparciem noszonego jeszcze kapelusza. Miał na sobie długi, ciemnobrązowy, wełniany płaszcz za kolana, garniturowe spodnie oraz skórzane, garniturowe buty. Był to ten najdroższy zestaw odzieży, jaki Miles zdołał wygrzebać ze swojej szafy, wykorzystywany przede wszystkim na wszelkie biznesowe spotkania wyższej wagi. Nawet jeśli wielu mogłoby określić jego wizerunek jako dość typowy i przeciętny, nie można było oprzeć się przekonaniu, że w sposobie bycia mężczyzny było coś interesującego i przyciągającego. Wymienił pewne, ciepłe i przyjacielskie spojrzenie wraz z energicznym uściskiem dłoni z każdą osobą, Zatrzymał swoją uwagę na ułamek sekundy przy Alice, przyglądając się jej twarzy uważnie i intensywnie nad czymś myśląc. Nie był w stanie stwierdzić dlaczego, ale twarz tej kobiety wydawała mu się bardzo znajoma. -Przepraszam, czy my się przypadkiem nie znamy? - zapytał z zaciekawieniem, ale odpowiedź musiała zapewne poczekać na odpowiedni moment, bowiem właśnie w tym momencie postanowiono zaprosić wszystkich do środka… Miles nie do końca wiedział czego mógł spodziewać się po samym spotkaniu, choć wszelkie dotychczasowe znaki mogły dawać już pewne sugestie. Czy można było jednak w pełni przygotować się do spotkań na poziomie federalnym, nie będąc w zasadzie nikim w jakikolwiek sposób powiązanym z rządowym światem? Rozmowy w różnych grupach społecznych i na różnych szczeblach miały swoje specyficzne zasady i panujący klimat. W tym przypadku najbardziej odczuwalną cechą, z jaką spotkał się Carson, była wszechobecna śmiertelna powaga i drętwość. Mężczyzna odnosił wrażenie, że wszelkie jego interpersonalne umiejętności w tym momencie zderzyłyby się z bardzo grubym i twardym murem, a nawet mogłyby niebezpiecznie zrykoszetować z powrotem w jego stronę. W szczególności, kiedy jeden z ich rozmówców wypinał dumnie pierś z co najmniej tuzinem imponujących odznaczeń. Fotoreporterowi nie pozostało nic innego, jak tylko zaakceptować zasady panującej tutaj społecznej gry i się do nich dostosować. Miał mimo wszystko na uwadze swoje prywatne cele i nie zamierzał zawieść zaufania szanownego grona pracodawców. Wysłuchał z uwagą informacji przedstawionych im przez wysoko postawionych mężczyzn, po czym wraz z zebranymi tutaj członkami nowej ekspedycji dołączył się do rzetelnego przeglądania przygotowanych odgórnie materiałów dowodowych. Trudno było nie zgodzić się z panią profesor w kwestiach “czystego spojrzenia na sprawę” w momencie, kiedy pewne sugestie i hipotezy zostały wstępnie przez komisję przedstawione. Miles jednak nie należał do grona akademickich wyjadaczy i nie byłby w stanie naukowo podejść do wytknięcia wszelkich nieścisłości z zebranych informacji tak jak to zrobiła profesor Alice. Było mu raczej bliżej do spojrzenia na sprawę z perspektywy przeciętnego zjadacza chleba o pospolitym intelekcie, ale dość konkretnym fachu. -Dziękuję. - rzucił spokojnie odbierając przekazywane mu zdjęcia z wyprawy, na których zawiesił oko nieco dłużej z nieukrywanym zainteresowaniem. -Fachowa robota, mogę państwa zapytać kto był autorem? - zwrócił się bezpośrednio do komisji analizując fotografie dość dokładnie pod kątem technicznym niż artystycznym. Jakość nie budziła wątpliwości, choć Carson był przekonany, że byłby w stanie uchwycić miejsce katastrofy czy konstrukcję z lepszego, lepiej oddającego powagę sytuacji, kąta. Przyłożył dłoń do brody i pomasował ją w zamyśleniu, przekazując zdjęcia dalej i odbierając następnie telegramy i dokumenty, z których treścią dokładnie się zapoznał. Same dokumenty nie budziły w nim jakichkolwiek wątpliwości, sprawiały wrażenie dość typowego dla podobnej wyprawy raportu. Inaczej sprawa miała się natomiast co do samych telegramów, z których dało się wyłapać pewną nieścisłość w formułowaniu komunikatów. Gdyby tylko dać się ponieść wyobraźni, można by wysnuć z ich treści dość mroczną konkluzję, zapewne jednak odpowiedź była o wiele prostsza niż ta, którą mógłby podsuwać nazbyt fantazjujący umysł. -Pozwolę sobie jeszcze zwrócić państwa uwagę na zdjęcie konstrukcji. Zdjęcia mają to do siebie, że mogą w dość zmyślny sposób fałszować rzeczywisty obraz. Nie wchodząc w techniczne sprawy, otóż ta konstrukcja prawdopodobnie jest większa niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Mało tego, prawdopodobnie rozciąga się dalej pod lodem, a może i nawet pod ziemią, co by zresztą potwierdzały wzmianki o “dolnym poziomie”. Myślę że spokojnie można założyć, że to raptem niewielka część większej struktury ukrytej pod warstwą lodu. Niestety i dla mnie wygląda dość obco, nie przypomina znanych mi kultur, ani nie potrafię ocenić jej pierwotnej funkcji. - przedstawił spokojnie Miles, wodząc palcem po zdjęciu odkrytej konstrukcji, starając się zobrazować jej potencjalny ogrom. -Co zaś tyczyłoby się telegramów… Prawdę mówiąc, treść ostatniego telegramu ma zgoła inny charakter. Nie ma tu już mowy o sprzęcie czy o niedysponowanych członkach, wręcz jasno napisano że nie oczekują dalszych instrukcji. Proszę wybaczyć śmiałość mojego pytania, ale czy mają państwo pewność, że mieszkańcy Barrow nie podchodzą agresywnie do tej ekspedycji? Możliwe że ostatnia wiadomość została wysłana przez inną osobę, stąd jej odmienny charakter, natomiast dobrze by było wiedzieć z jakim powitaniem i odbiorem możemy zetknąć się na miejscu. Sami państwo rozumieją, to kwestia też i naszego bezpieczeństwa, a sam szanowny tutaj… - zerknął ukradkiem na jedną z plakietek z imieniem ustawioną przy dość groźnym mężczyźnie - …pan pułkownik Hargrove, zapewne znalazłby odpowiednie wojskowe określenie na zachowanie wśród podwładnych podobne do tego, jakie przedstawiono w ostatnim zdaniu ostatniego telegramu. Dezercja. Obecność wojskowego absolutnie nie była na tym spotkaniu przypadkowa, a Miles z pełnią swojego wścibskiego charakteru wolał się upewnić z jakim nastawieniem przywitają ich lokalni mieszkańcy, nim zdarzy mu się węszyć tam gdzie nie trzeba.
  • [Monster of Week] Kraina zmierzchu

    Rozgrywka
    157
    1 Głosy
    157 Posty
    5k Wyświetlenia
    BrilchanB
    Śruba wiedział że czytanie tych artykułów na feminotece kiedyś się przyda! // - O to! TO! Szefowa ma rację drogie Panie chętnie bym go dla was sparaliżował ale to nie chodzi o moją męską szowinistyczną satysfakcję i pragnienie przemocy tu chodzi o WASZĄ satysfakcję proszę powiedzieć czego pragniecie jako zadośćuczynienie a ja to na tym dziadzie wymuszę bo przynosi wstyd facetom. Wolałbym go nie zabijać ani nie robić permanentnej krzywdy bo to ciężej ukryć przed policja... - Powiedział następnie spojrzal na faceta jakby był gównem które przylepiło się do drogiego buta sportowego ... - Ale dam się przekonać jeżeli NAPRAWDĘ tego pragniecie - dokończył złowróżbnie. Zupełnie do niczego nie pasujące rozważania teololo Sebixa! Spojrzał się na modlącego Adama jak na wariata // - Czemu akurat katolicyzm? Skoro wiemy że istnieją potwory i wampiry czy inne monstra to może rodzimowierstwo, byłoby lepsze ? Chociaż to raczej zabawa w archeologię i poezje bo Mieszko Zdrajca wybił swoich w zamian za państwo choć wielkiego wyboru to on nie miał... Hindusów szanuje ale jakoś nie przemawia do mnie ich menażeria kiedyś byłem wierzącym katolikiem ale jak stałem się, młodocianym łobuzem zaczęło się rozjeżdżać z moimi doświadczeniami życiowymi większość kiboli jest prawicowych więc udawałem - Wzruszył ramionami. // - Zastanawiam się czy mimo wszystko nie zacząć modlić się do Mykosz jak do Magna Mother może do jakiegoś bóstwa wojowników albo starogreckich a może warto stworzyć własnych ? Mógłbyś się modlić do ducha wielkiego wilka ziomuś ? - Podpowiedział Adamowi. W sumie to sytuacja, nie pasowała na dyskusje teologiczne ale może dzięki temu wyglądał na jeszcze większego wariata ?
  • Kostnica

    Materiały
    25
    1 Głosy
    25 Posty
    247 Wyświetlenia
    psionikP
    Hej, dorzuciłem tajne rzuty, w razie jakbyście potrzebowali zagrać małą konspirę. Normalne rzuty są normalnie widoczne, ukryte pozwalają widzieć jedynie komentarz/tytuł i wynik, bez formuły (chyba, że się jest autorem lub MG), a teraz dochodzą rzuty tajne. Jeśli nie jesteś autorem ani MG nawet nie zobaczysz, że cokolwiek było rzucane. Poniżej różnica: [image: 1792858322647-7e238707-ca1a-49f9-a59a-73a4b4edfe85-image.jpeg] Jeśli skorzystacie z kart postaci, to będzie można rzucać bezpośrednio z nich (domyślnie normalne rzuty, można wybrać inne), a MG mając NPC/potworach domyślnie rzuca w formie ukrytej (żeby gracze nie wiedzieli jakie statystyki mają przeciwnicy). Jeśli macie jakieś uwagi, to zawsze z chęcią przyjmę.
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]

    Rozgrywka sercetajgi zew cthulhu
    149
    2
    3 Głosy
    149 Posty
    6k Wyświetlenia
    AgnesA
    Violet miała wrażenie, że Jokohama zmieniła się diametralnie odkąd odwiedzili madame. Prawda jednak była całkiem inna - to Violet, korzystając z maski, postrzegała świat zupełnie inaczej. To co wcześniej wydawało skomplikowane i niezrozumiałe, jakby wpadło na swoje miejsce w układance. Ignorowała przebąkiwania Eleonory i Waltera, że powinna zwrócić własność madame. Zresztą problem nieco łagodził fakt, że inżynier przekonał madame do dołączenia do ekspedycji. Korzystając z maski, zanim ktoś stanowczo każe ją oddać, Violet wyruszyła na poszukiwania części do pojazdu. Szyldy i nazwy ulic dzięki artefaktowi nie miały już przed nią tajemnic. Poza tym niewątpliwie dopisywało jej szczęście. Udało jej się znaleźć opuszczony magazyn, a w nim części potrzebne do zbudowania pojazdu, którym planowali przemierzać tajgę. Z pomocą pałkarzy spakowali je na statek, gdzie będą mieli dość czasu, by rozpocząć pracę nad budową wehikułu. Cóż, to chyba całkiem dobre zastosowanie maski w porównaniu z tym, jak mogłaby jej użyć nie stroniąca od alkoholu i flirtu właścicielka, a już tym bardziej w porównaniu z tym, do czego mógłby chcieć jej użyć Tanaka - Violet wzdrygnęła się na samą myśl. A jednak coś nie dawało jej spokoju. Wiedziała, że Eleonora i Walter nie pochwalają tego, że zabrała maskę. Prędzej czy później przypomną madame to, co przyćmił nadmiar trunków. Niepokoiło ją też smutne spojrzenie Johna. Była niemal pewna, że on również potepiłby jej czyn, dlatego bała się opowiedzieć mu, co wydarzyło się na bankiecie. Mimo to przyglądał się jej z uwagą, jakby przejrzał jej tajemnicę. Violet czuła nieprzyjemny ucisk w żołądku na myśl, że domyśla się, co zrobiła. Jakby bała się, że... go rozczaruje?
  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy

    Rozgrywka import
    242
    0 Głosy
    242 Posty
    7k Wyświetlenia
    DekaresD
    Stefan słysząc słowa porucznik o zauważeniu przy bramie jakiegoś regimentu poczuł jednoczeście odrobinę ulgii, w końcu oznaczało to, że najprawdopodobniej pułk zajmuje już silną pozycje w mieście. Jednocześnie wiedział, że razem z Albrechtem są teraz po uszy w gównie, doskonale pamiętał jak traktowany był jeniec którego widzieli w bramie zajazdu. Czuł jak zaczyna się pocić kiedy oficerowie zasypali go serią pytań, jakimś cudem udało mi się nie położyć ręki na ostrzu noża za pasem. W końcu rzucił odpowiedź udając niewiedzę: Tak jak mówiłem Pani porucznik do miasta weszliśmy w kilkanaście osób, żadnego regimentu tam nie widziałem. Pewnie pojawiły się kolejne osoby co przeżyły wspomniany atak pomiotów. Tak jak mówiłem mogę ich zachęcić do dołączenia się. pozwolę się tylko spytać o to ilu tych buntowników w przybliżeniu jest? Żeby wiedzieli w co się pakują i nie biadolili później że ich na minę wprowadziłem. Po wyjściu oficer zajął się sprzątaniem swoich narzędzi, podczas tego odezwał się jeszcze do doktora: Przepraszam ale wcześniej po chamsku się Panu doktorowi nie przedstawiłem. Nazywam się Stefan Jeager. W sumie to tak samo nietaktownie zachowałem się względem Pani porucznik…? - Stefan postarał się zadać to pytanie neutralnym tonem i stojąc plecami do sierżanta i innych obecnych żołnierzy. Jednocześnie miał nadzieję, że intensywność z jaką spoglądał na medyka i mowa ciała wystarczą do zasygnalizowania mu pytania i że jest ono dla Stefana ważne. Czarnowłosa porucznik przed wyjściem, popatrzyła przez chwilę na Stefana. I uśmiechnęła się półgębkiem nieco ironicznie. Ale nic nie powiedziała. Gdy zaś Jaeger odezwał się do chirurga to ten przyjrzał mu się uważnie. Po czym ponad jego ramieniem spojrzał na sierżanta Lupo i resztę żołnierzy. Miło mi cię poznać młody człowieku. Jestem doktor Gerlach Sonnewalde. Dziękuję za pomoc. Szkoda, że musisz już iść i nie możemy poznać się lepiej. Może w spokojniejszych czasach. Wpadnij kiedyś do mnie na Bursztynową to napijemy się jabłecznika i porozmawiamy. - Siwowłosy medyk uśmiechnął się łagodnie. Mówił cichym, spokojnym głosem. Mył przy tym ręcę w misce z krawą woda a potem wycierał je w niezbyt czysty ręcznik. Ale zwykle tak to wyglądało w polowych warunkach. Stefan zaś skojarzył, że Bursztynowa to była na tym adresie z kartki. -Mieszka Pan na Bursztynowej doktorze,tak?- odparł ostlandczyk jednocześnie wyciągając jedną ręką z kieszeni skraj obciętej wcześniej kartki i skierował swój wzrok w jej kierunku wymownie. Wysłuchał odpowiedzi medyka ,po czym zadał jeszcze jedno pytanie lekko ściszonym głosem: A pan doktorze może wie, ilu tych buntowników jest, mniej więcej oczywiście? Prowadzony na dół ostlandczyk zastanawiał się co z nimi będzie. Widział jak obchodzili się z jeńcami co nie napawało optymizmem, z drugiej strony nie próbowali ich póki co rozbroić... . W ogóle cała sytuacja z buntem wydawała mu się podejrzana, zdawał sobie sprawę, że bunty w wojsku się zdarzają, ale był pewien że pan doktor Sonnewalde nie dał mu kartki z adresem w celu spotkania się na lekarskie pogaduchy. Cała sytuacja miała drugie dno i wiedział że bez rozwikłania tych tajemnic jego regiment będzie zagrożony ciosem w plecy. Cholerne podstępy i manipulacje przeklętych chaosytów zupełnie jak w Nuln albo w tym cholernym lesie gdzie znaleźliśmy Czerwonego Maga...- Stefan przerwał nagle swoje zwyczajowe narzekania. Wspomnienie wydarzeń z walki z demonami i wiedźmą która potrafiła przejąć kontrolę nad dowolną osobą aby siać zamęt w szeregach imperialnych żołnierzy. Może tutaj dzieje się tak samo? - myśl ta spowodowała, że Stefan bezwiednie zatrzymał się na schodach co wywołało gniewne szturchnięcie ze strony prowadzącego ich podoficera: -Co Ty robisz!? Ruszaj się, nie mamy czlego dnia żołnierzy! Stefan natychmiast ocknął się z chwilowego stuporu, ruszył naprzód i wymamrotał pośpieszne przeprosiny. Przepraszam za to, nagle trafiło mnie wspomnienie z niedawnej walki... muszę Panu zadać z pozoru głupie pytanie, ale proszę mi uwierzyć może być bardzo istotne dla całego tego burdelu z którym macie nieprzyjemność walczyć w tym mieście - Stefan zaczął trochę nieskładnie mówić do podoficera jednocześnie posłusznie idąc w dół schodów. Czy Ci żołnierze co się zbuntowali to byli już od dawna jakimiś malkontentami? Sprawiali kłopoty i nie chcieli walczyć?Czy może wprost przeciwnie zawszebyli pewnymi, karnymi żołnierzami aż tu nagle trach! Z dnia na dzień rzucili Wam się do gardeł jakby postradali zmysły, albo przynajmniej ich dowódcy czy dowódca nagle zwariował? Jeager słuchał słów porucznik i starał się zanotować w pamięci wszystko co mówiła. Cieszył się z widoku swojego dowódcy ale jednocześnie nie miał najmniejszego pojecia co ten im o nim i Albrechcie powiedział. Czy byli już całkiem spaleni czy może zupełnie odwrotnie sprzedał im jakąś bajkę w którą oni muszą się wkomponować bez znania jej treści. Dlatego pozdrowił swojego imiennika tylko skiniwniem głowy. Kiedy oficer skończyła mówić odezwał się po skłonieniu głowy: Pani porucznik przekaże wszystko co pani powiedziała...odpowiednim osobą, muszę się jednocześnie zapytać czy macie albo czy możemy ustalić jakieś hasło w celu identyfikowania się z Pani żołnierzami na terenie miasta? Żeby nie doszło do niepotrzebnych incydentów albo żebyśmy się nie dali podejść tym buntownikom. Wy ich rozpoznacie bez problemu ale moi...towarzysze mogą dać się podejść jak dzieci we mgle. Ostlandczyk odchrząknął i ciągnął dalej: -Po za tym Pani, jeśli dobrze rozpoznaje sytuacje to ruszacie do decydującej walki z tymi buntownikami, tak? Chodzi mi o to, że jeśli mamy sobie pomóc to przede wszystkim propowałbym poczekać z atakiem na przybycie wsparcia z naszej strony. Mówiła Pani że mają oni podobne siły do waszych, jak rozumiem są okopani w centrum miasta. Nie ujmując niczego odwadze Pani ludzi zapewne przydała by się Wam każda pomoc, żeby ograniczyć straty.
  • Śmieszki i memy sesji

    Materiały
    6
    2 Głosy
    6 Posty
    189 Wyświetlenia
    NamiN
    Muszę-bo-się-uduszę. Odkąd została mi wypluta ta grafika, nie mogę się pozbierać. Dostałam taki Dark Romanse, że zatkało mnie nie mniej, niż gdy mama dała mi mentosa i mi utknął w gardle. A mama powiedziała jedynie "ojtam przejdzie ci, jakoś przełkniesz" (dobra, może to nie jest dobry dobór słowa biorąc pod uwagę posuwisto-zwrotny charakter obrazka). [image: 7E3mw75.png] To dostałam, gdy poprosiłam o "obrazek pasujący do snu". No nie mam Chatowi za złe, bo naprawdę nie sformuowałam "czego chcę", często liczę na jego inwencje twórczą (jestem zawsze ciekawa, co wymyśli). I cóż, tak... Ten sen opisany w sesji (znajduje się w moim poście) może sugerować takie rzeczy. Nie mniej jednak chciałam go zinterpretować poprawnie dla tych, którzy tutaj zbłądzili: Sen Wiktorii opowiada o utracie kontroli. Nie o romansie. Nie ma tam nic romantycznego ani erotycznego. Wygląd i zachowanie "wilka" ma obrazować naruszenie granic i utratę sprawczości, którą coś blokuje. Sen jest metaforyczny. Osadzony w baśniowym świecie Czerwonego Kapturka (ze względu na symbolikę koloru czerwonego - ostrzeżenie, niebezpieczeństwo, ale też dlatego, że miałam wenę). To tyle. Dziękuję PS: Leon S. Kennedy to Maks.
  • Pieśni i przyśpiewki barda Luka Bani

    Twórczość
    3
    0 Głosy
    3 Posty
    104 Wyświetlenia
    SzaryGrabarzS
    Skoro wykonania AI tu nie przeszkadzają to napisałem swojego czasu kilka ballad. Jeśli ci się do czegoś spodobają to proszę. https://youtu.be/Pe8f2IcypyY https://youtu.be/TlTyHSqjPOk https://suno.com/s/sEwe783REaS6AUHB
  • Przedstawienie postaci

    Materiały
    5
    0 Głosy
    5 Posty
    101 Wyświetlenia
    DhratlachD
    [image: 06878c5213ce9f309bfceedee1c5929d.jpg] Wiecznie usmiechnięty. No, prawie. Nie mniej uśmiech, w tej czy innej formie, jest tym co go wyróżnia. Zapytany dlaczego się uśmiecha pomimo wszechogarniającego gówna i trudów szkolenia odpowiadał proste "Mogło być gorzej". W zastanowienie dawało to co do tej pory przeżył, ale sam się nie rozwodził. Pochodził z rodziny rzemieślniczej. Rzeźników i masarzy w Nordlandzie, choć jego rodzina miała czysto chłopskie pochodzenie kilka dobrych pokoleń temu w Middenlandzie. Znał się na mięsie, a w szczególności szynkach i kiełbasie. Nie ukrywał, że poróżnił się z rodziną i ruszył wykrawać własną przyszłość co skutkowało zaciągnięciem się do taboru. Miejscu, gdzie był w stanie zarobić lepszą monetę niż żołd szeregowego, czy nawet starszego szeregowego na miesiąc... po odjęciu wydatków. Pytany co go skusiło, lekko mówiąc, do obrania wojaczki za żonę? Mówił, że to jedyna słuszna rzecz jaką może zrobić młody człowiek i że w tym miejscu się sprawdzi. Nie rozwodził się wiele nad tym stwierdzeniem, ale zawsze napominał, że jeśli czegoś potrzeba, a regulamin pozwala, to jest w stanie to zdobyć. Co do ceny, czy czasie dostarczenia? Nie mówił wiele, a właściwie tyle co nic, bo jak sam zauważył "Będziemy mieć swoje obowiązki." Jego uśmiech jest jednak jego najbardziej wyrazistą cechą i na palcach dłoni można policzyć okazje kiedy na jego twarzy nie widniał. Zawsze wysłucha, ale nie śpieszy do rad, czy zabierania głosu, choć dopyta by lepiej zrozumieć. Jest bardziej gąbką chłonącą otoczenie, niż tym co daje o sobie przypomnieć w każdej możliwej chwili, a jednak jak zabierze głos to jest słyszalny. Siłą rzeczy, bo rzadko go zabiera i jak już to w sposób prosty, konkretny i łopatologiczny nie dający miejsca na nieporozumienia.
  • [WFRP 2ed] Bögenhafen

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen
    268
    1
    0 Głosy
    268 Posty
    9k Wyświetlenia
    DeklineD
    Dla Arbuza i Zell Spoiler Ekipie medyków udało się znaleźć skórzane pasy, które wyśmienicie nadawały się do unieruchomienia pacjenta. Rozerwanie ich było praktycznie niemożliwe, przy użyciu siły własnych mięśni, podobnie jak wysunięcie zeń nadgarstków. Podana została kulka z antymonu. Nadja oczyściła całe ciało Kurta. Mały leżał teraz zupełnie nagi, podobnie jak reszta ich towarzysza. W tym stanie łatwiej było dokonać inspekcji. Oboje nie mieli wątpliwości że na powierzchni skóry nie ma żadnej rany, w przeciwieństwie do blizn, których było całkiem sporo. Podobnie jak wcześniej, nie zauważyli również świeżych blizn. Cały proces był powolny i żmudny, ponieważ Ulrich i Nadja podświadomie bali sie nadziania na coś czego spodziewali się nie znaleźć. Na działanie kulki trzeba było jeszcze poczekać, to też medycy zajęli się metalowym obiektem który tkwił w nodze. Ciężko powiedzieć co to naprawde było, wyglądało jak coś pomiedzy kawałkiem blachy a marnej jakości nożem. Cześć elementu owinięta była powiązanymi strzępami szmat, które wisiały zeń nierównomiernie - nie wiadomo czy w skutek zużycia czy niedbałego obwiązania. To mogła być broń. Znów oboje mieli dziwne wrażenie że przed obmywaniem pacjenta, obcy element był wbity inaczej. Dla Keta Spoiler Hieronim przemierzał, a właściwie przeciskał się przez stosunkowo gęsto zapełnioną dzielnice. Dla tłumu był niewidzialny, póki ktoś nie spostrzegł że kij którym starzec się podpiera jest w rzeczywistości włócznia, a pod łachmanami to nie garb tylko kusza. Bosh dotarł do murów świątyni. Brama była zamknięta, choć wraz z ogrodzeniem, łatwa do przekroczenia, z uwagi na nieznaczną jej wysokość. W drewnianej, okutej żelazem bramie, było mniejsze, otwarte okienko. Otwór był na tyle duży, aby stojący po drugiej stronie mężczyzna był widoczny w połowie swej okazałości, lecz na tyle mały, żeby przejście na drugą stronę nie było zbyt proste - chyba że ktoś rzuci się na szczupaka. [image: 1792769813200-40b79edf-b2e0-435a-9666-31893b32b8cc-image.jpeg] Dla Krema Spoiler Meżczyzna nie odpowiedział nic, miast tego ruszył w stronę wskazanego przybytku. Karczma nie była zbyt okazała, lecz z drugiej strony, patrząc po klienteli, nie każdego byłoby stać na wizytę w takim miejscu. Gości było mało i każdy mógł znaleźć kąt dla siebie. Oswald został zaprowadzony za winkiel, gdzie przy stole siedział lekko grubszy i podstarzały człowiek, który swój zawód miał wypisany na twarzy - handlarz lub przemytnik. Obok niego siedział drugi facet, aparycją, rozmiarami i wiekiem zbliżony do tego co przyprowadził Brauna do karczmy. Na stole stało kilka kufli piwa, w różnym stopniu opróżnienia, oraz dwie misy, jedna prawie pełna a druga prawie ze wylizana. - Helmut Graff - przedstawił sie nie wstając - Nie ukrywam sie, bo nie mam przed kim a i tak każdy mnie zna, rozumie się. - Powiedzmy że widzieliśmy na własne oczy co wyczyniał ten Wasz koleszka. Wszyscy również wiemy że to tylko kwestia czasu aż zaraza dotrze do naszej dzielnicy. Jako człowiek byznesu, mam własne łodzie, niestety odcięte od mojego bezpośredniego nadzoru. Potrzebujemy kilku zmyślnych i kilku bitnych, aby móc sie nimi opiekować bardziej bezpośrednio. Helmut zrobił wymowną pauze podczas której osuszył do końca jeden z kufli. - Jedz, ciężko się myśli na głodnego. Posil się i gadaj co myślisz. Czy Twoje ziomki, tak bardzo zaprzyjaźnione z miłościwie nam grożącymi dadzą rade podziałać bardziej w cieniu? Albo i na świeczniku, jeśli coś by nam nie poszło? [image: 1792769958541-e52e52a2-03a5-462b-a255-b86fa9a0491d-image.jpeg]
  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji

    Komentarze
    27
    1 Głosy
    27 Posty
    407 Wyświetlenia
    MarikaM
    Dialog raczej nie wypali, jedna osoba już odpisała, a druga, jak widać, pewnie nie będzie miała czasu. Dajcie więc zwykłe posty z pytaniami. Poza aspektem rozrywkowym chodziło mi też o to, by postacie się jakoś poznały. Nie tylko z imienia, ale też kompetencji. To ułatwi im przyszłą współpracę.
  • Heroes of Might & Magic TTRPG

    Sondy
    5
    3 Głosy
    5 Posty
    134 Wyświetlenia
    ElenorsarE
    Myślałem, że w większe szczegóły mechaniki wejdę na poziomie ewentualnej rekrutacji i samej rozgrywki, jednak widzę, że warto wyjaśnić kilka rzeczy już tutaj, bo rzeczywiście mogą budzić wątpliwości. Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że sam podręcznik nie przenosi gry komputerowej jeden do jednego. Wiele elementów zostało uproszczonych lub przedstawionych w bardziej abstrakcyjny sposób, aby pasowały do gry fabularnej. Odnosząc się do faz, rozgrywka została podzielona na pięć faz, które określają zarówno to co robią Herosi, jak i z jakich zasad w danym momencie korzystamy: Faza przygotowań - odbywa się przede wszystkim w mieście. Herosi planują kolejne działania, zbierają informacje, rozmawiają z postaciami niezależnymi czy wysyłają jednostki na zwiad. Tutaj odbywa się również zarzadzanie miastem, czyli inwestowanie w jego rozwój, rozbudowa budynków oraz rekrutowanie i uzupełnianie jednostek. Faza eksploracji - Herosi opuszczają miasto wraz ze swoimi armiami i przemieszczają się po mapie heksowej. Mogą odkrywać nowe miejsca, wysyłać oddziały na zwiad, przejmować kontrolę nad punktami zapewniającymi zasoby, rekrutować napotkane jednostki czy reagować na różne wydarzenia z okolicy. Faza zadania - najbardziej przypomina klasyczne RPG. Herosi działają tutaj bez wsparcia swoich armii, na przykład podczas badania ruin, rozmów z NPC, wykonywania konkretnych misji czy rozwiazywania problemów, które wymagają osobistego zaangażowania. Faza karczmy - jest czymś w rodzaju pomniejszonej fazy przygotowań podczas wyprawy. Pozwala odpocząć, wyleczyć urazy, uzupełnić osprzęt oddziałów, zebrać plotki albo wysłać jednostki na zwiad w najbliższej okolicy, bez konieczności wracania do miasta. Faza bitwy - Herosi stają na czele swoich armii i próbują realizować określone cele strategiczne. Może to być zdobycie bramy, zajęcie ważnej pozycji czy powstrzymanie wrogiego oddziału. Gracz decyduje, jakie działania podejmuje jego Heros i jakie rozkazy wydaje swoim jednostkom, a mechanika rozstrzyga skuteczność tych działań. Fazy nie musza następować po sobie w określonej kolejności. Można na przykład rozpocząć od przygotowań, wyruszyć z armią na eksplorację, podczas której Herosi zdecydują się samodzielnie zbadać jakieś miejsce, przechodzą do fazy zadania, a następnie wrócić do dalszej eksploracji. Herosi mogą ruszyć sami również bezpośrednio z miasta pozostawiając w nim swoje armie. Jeżeli chodzi o samo zarządzanie jednostkami, to nie dowodzimy pojedynczymi żołnierzami, tylko całymi oddziałami. Jednostka w rozumieniu mechaniki może oznaczać grupę łuczników, hordę szkieletów czy pojedynczego, potężnego stwora. Osobnym przypadkiem jest kompanion, czyli indywidualny towarzysz Herosa. Heros wydaje takim oddziałom rozkazy, a ich działania rozstrzygane są odpowiednimi testami. Przykładowo podczas przygotowań może wysłać zwiadowców, żeby sprawdzili określony obszar, a ja na podstawie wyniku testu opiszę, z jakimi informacjami wrócili i czy napotkali jakieś problemy. W trakcie bitwy nie rozgrywamy jej poprzez przemieszczanie jednostek po heksowej mapie, jak w grze komputerowej. Rozkazy będą dotyczyły przede wszystkim realizacji celów strategicznych, a znaczenie będzie miała między innymi odległość od danego celu oraz zasięg działań Herosów i ich oddziałów. To co pytałeś o młyn zaznaczony na mapie, to będzie po prostu część fazy eksploracji. Herosi i ich armie wyruszają w to miejsce, ale nie oznacza to konieczności szczegółowego opisywania każdego etapu marszu. Wystarczy deklaracja, dokąd chcą się udać i ewentualnie w jaki sposób zamierzają to zrobić. Następnie opiszę, co zastali na miejscu, co udało się odkryć i czy pojawiały się jakieś komplikacje. Dopiero wtedy gracze zdecydują, co robią dalej i tutaj można rozegrać bardziej rozbudowaną scenę fabularną. Stopień szczegółowości zależałby od znaczenia sytuacji dla fabuły oraz tego, na czym aktualnie zależy drużynie Odnośnie złota i surowców, to TTRPG nie występuje taki sam podział jak w grze komputerowej. Zamiast liczyć osobno poszczególne surowce i konkretne ilości złota, mamy Majętność miasta, która reprezentuje zasoby i możliwości gospodarcze. Wracając do przykładowego młyna, zdobycie nad nim kontroli może zapewnić dodatkowy punkt Majętności podczas kolejnych faz przygotowań, a znaleziony skarb jednorazowo zwiększa jej pulę. Majętność można później wykorzystać między innymi do rozbudowy miasta czy pozyskiwania dodatkowych jednostek. Kwestia budowania wyglądałaby w taki sposób, że kiedy drużyna decyduje się na rozbudowę konkretnych elementów, będzie to przede wszystkim deklaracja mechaniczna. Nie widzę potrzeby, żeby każdy musiał opisać proces organizacji od robotników do końca budowy. Jeżeli jednak ktoś będzie miał pomysł, żeby opisać to fabularnie, jak najbardziej będzie mógł to zrobić, a sam opis można połączyć z innymi działaniami Herosa podczas fazy przygotowań. Mniej więcej w ten sposób widziałbym przełożenie systemu na PBF. Część działań będzie rozstrzygana mechanicznie, a część poprzez normalne odpisy fabularne. Nie każda decyzja dotycząca miasta, armii czy przemieszczania się po mapie musi prowadzić do osobnej sceny. Natomiast tam, gdzie pojawią się rozmowy, konflikty, ważne wydarzenia czy działania samych Herosów, będzie miejsce na klasyczne odgrywanie postaci. Spoiler [image: Test-umiej-tno-ci.png] Jeżeli chodzi o dostosowanie mechaniki do PBF, dobrym przykładem jest powyższy schemat testu umiejętności. Przechodzenie przez każdy jego krok w osobnych postach mogłoby sprawić, że jeden test zajmowałby kilka dni. Dlatego rozważam dwa rozwiązania. Pierwszym byłoby zawieranie w opisie nie tylko zamiaru Herosa, ale również warunkowych deklaracji mechanicznych. Przykładowo: "Próbuję przekonać strażnika, żeby wpuścił nas do środka. Jeśli PT wyniesie 3 lub więcej, dobieram dodatkową k20 za Zagrożenie. Jeżeli będzie taka możliwość, korzystam też z <konkretnego> przymiotu. Jeśli próba się nie powiedzie, spróbuję zaproponować mu zapłatę." Drugą możliwością byłoby wykorzystanie Discorda do obsługi samej mechaniki. Gracz zamieszcza na forum wstępną deklarację działania, a następnie na Discordzie podaję PT i zakres ryzyka. Gracz decyduje, czy zwiększa pulę kości, ja określam, czy ponoszę PT, a gracz podejmuje decyzję o wykorzystaniu przymiotu. Następnie wykonujemy rzut, sprawdzamy wynik i wracamy na forum, gdzie opisujemy fabularne rozstrzygnięcie. Oba rozwiązania mają ograniczyć przestoje związane z mechaniką, nie odbierając miejsca na normalne odgrywanie postaci. Na razie są to jednak pomysły, które trzeba będzie przetestować w praktyce i sprawdzić, co najlepiej sprawdzi się podczas rozgrywki na forum.
  • [Path 2ed] Runa cienie

    Rozgrywka pathfinder 2 golarion
    97
    1 Głosy
    97 Posty
    4k Wyświetlenia
    R
    Elphira rozumiała zaniepokojenie Karendis sytuacja była dość osobliwa, szkoda że Koniecświacki nie raczył wspomnieć o tym wcześniej. No ale raczej nie było jak się wycofać zwłaszcza że -Jak funkcjonuje ? Chyba u wszystkich jest podobnie z życiem w związku bez ślubu ? Jak jest u elfów ? Czy pytasz o Ustalav ? To chyba zależy od hrabstwa no i zawsze znajdą się obrońcy moralności i przyzwoitości którzy będą kręcić nosem. - Odparła na pytanie Eleril która wyraźnie zainteresowała się tematem. ~***~ Elphira zastanawiała się czy Stadnicki podejmuje tak wszystkich swoich gości czy tylko tych na których chce wywrzeć odpowiednie wrażenie. Ubiór służby był dość “specyficzny” w sensie odkrywał więcej ciała niż zakrywał, nie była pewna czy był to gust gospodarza na codzień czy jego pomysł na tą okazję. Podobnie nie była pewna co myśleć o szkielecie, czy była to norma czy też jego córka próbowała się popisać przed gośćmi. -Glosicielkę ładu ? To dość osobliwy tytuł, zastanawiam się jakie historie pan słyszał o mojej osobie. niestety sama w sumie nie wiem wiele o panu.
  • Bachanalia Fantastyczne 2026 - (mini)relacja

    Relacje
    1
    1
    3 Głosy
    1 Posty
    39 Wyświetlenia
    KrakovK
    Na Bachanalia Fantastyczne udało mi się dotrzeć po raz pierwszy - ta Zielona Góra jest jednak daleko i bardzo nie po drodze. I to jest największa wada tego konwentu (nie tylko moim zdaniem, ten argument się powtarzał w rozmowach). Poza tym było przyzwoicie i pod względem organizacji i programu. Impreza odbywa się na kampusie Uniwersytetu Zielonogórskiego, w trzech budynkach ale położonych rzut beretem od siebie. Do tego trochę terenów zielonych, na których w sobotę było parę ogólnodostępnych atrakcji w ramach Pikniku Rodzinnego i sporych rozmiarów ogrzewany namiot pełniący rolę Klubu Konwentowego. Zwłaszcza ten ostatni jest czymś co wyróżnia tę imprezę. Zwykle bowiem konwent ma swoją Knajpę Konwentową, a jej rolę pełni jakiś najbliższy pub (albo dwa). Przy czterocyfrowej liczbie uczestników nie ma szans by wszyscy się zmieścili w jednym lokalu, więc zwykle ludzie w mniejszych grupkach rozłażą się po okolicy. Tutaj takim miejscem integracji był wspomniany namiot (i jego okolice) dzięki czemu większość konwentowiczów mogła się bawić w jednym miejscu. Minus był oczywiście taki, że gwar rozmów chwilami utrudniał komunikowanie się i najlepiej gadało się na zewnątrz. Niemniej samą koncepcję szanuję. Sam konwent wyróżnia się jeszcze tym, że średnia wieku uczestników jest jakby wyższa niż na innych imprezach. Ma to swoje odzwierciedlenie w programie - niby jest jakiś blok mangi i anime, ale raczej nieduży. "Anime dziewczynek" i cosplayerów praktycznie nie widać. Sporo za to dorosłych ludzi, którzy najwyraźniej przyjeźdżają tu od lat i robią to może nawet bardziej dla spotkania znajomych twarzy niż dla programu. To ostatnie pewnie dodatkowo wzmocnił fakt, że tegoroczne BF-y były też Polconem. Motywem przewodnim tegorocznych Bachanaliów była fantastyka rodem z Francji, ale muszę przyznać, że związane z tym punkty programu jakoś nie trafiły do mojego harmonogramu. Zajrzałem tylko na wystawę francuskiego komiksu. Drugim ważnym elementem wydarzenia były obchody różnego rodzaju rocznic. Czterdziesta edycja Bachanaliów, czterdziesty Polcon, 25-lecie ZSFP (Związku Stowarzyszeń Fandom Polski) i 250 lat polskiej fantastyki. No sporo się nazbierało. Najciekawsze punkty programu, na których byłem? Postapo po japońsku. Dlaczego koniec świata nie zawsze jest tragedią? Krótki przegląd japońskich komiksów, które dotykają w jakiś sposób tematu postapokalipsy, ale robią to w inny sposób niż Mad Max czy Fallout. Zamiast walki o przetrwanie więcej w nich melancholii, szukania normalności na gruzach świata. Choć były też i mroczniejsze przykłady. Dlaczego Fantasy jest głupie? Wspólnie z prelegentem przyglądaliśmy się różnego rodzaju absurdom i nielogicznym rozwiązaniom wszechobecnym w fantasy, dzięki którym ten podgatunek dorobił się łatki "tej głupszej / mniej poważnej fantastyki" w porównaniu z SF. Wbrew tytułowi nie chodziło wyłącznie o darcie łacha z fantasy, było całkiem merytorycznie. Biskupi-piraci z Wyspy Man Dwie opowieści o dwóch postaciach, których dzieliły setki lat, ale łączyło zamiłowanie do piractwa i to, że obaj skończyli jako biskupi na zależnej od Korony Brytyjskiej wyspie Man. Kawałek historii, o której nie miałem pojęcia. Do tego trochę o samej wyspie Man, Celtach i tamtejszych zwyczajach. Jak irlandzka tradycja, by z okazji Samhain (Halloween) podpalać dom swojego władcy... Gala Rozdania Nagród im Janusza A. Zajdla Należą jej się dwa słowa. Z jednej strony zorganizowana w bardzo fajnym miejscu, bo w Planetarium Wenus. W pewnej odległości od kampusu, na którym odbywał się sam konwent, ale były ogarnięte autobusy, dzięki którym każdy mógł się tam dostać bez problemu. Na samą galę wszyscy wchodzili po czerwonym dywanie, co było miłym akcentem. Niestety sama gala była jedną z gorszych na jakich byłem. Pozbawiona zupełnie części artystycznej (być może przez to, że poza Nagrodami Zajdla było też parę innych rzeczy do rozdania i gości zabierających głos, więc nie było sensu dodatkowo przedłużać), za to z dwojgiem prowadzących, którzy bardzo próbowali być zabawni, ale efekty były odwrotnie proporcjonalne do wysiłków. Podsumowując: Fajny konwent i przyzwoity Polcon, ale raczej nieprędko tam wrócę. Po prostu jest dużo imprez, które są bliżej i dojazd jest przyjemniejszy. Ale jak nie macie do Zielonej Góry tak daleko jak ja to polecam P.S. Mieli takie ładne Gwiezdne Wrota [image: 1792660709388-df6ea008-42ca-47fe-96b1-f3ffde241110-image-resized.jpeg]
  • WFRP 5ed - podręczniki i dodatki

    Dyskusje RPG
    2
    1 Głosy
    2 Posty
    40 Wyświetlenia
    GladinG
    @Ketharian napisał: nie jestem zadowolony z mapy z niniejszego dodatku, chociaż na pewno przypadnie ona do gustu miłośnikom kartografii w stylu zamierzchłym Nie wiem do jakiego zamierzchłego stylu nawiązujesz, ale mapy z tego dodatku nie przypominają mi zamierzchłych wydań młotka. Są jakimś novum raczej.
  • O trzech takich, co nie chcieli...

    Komentarze
    14
    0 Głosy
    14 Posty
    192 Wyświetlenia
    tiggressT
    No widzisz, Zir, już nic nie musisz robić! Obsługa załatwiła wszystko za Ciebie!
  • O trzech takich, co nie chcieli...

    Rozgrywka
    12
    1 Głosy
    12 Posty
    164 Wyświetlenia
    tiggressT
    – To gadaj. – Wolf odwrócił się plecami do stołu i ruszył ku schowkowi, którego wcześniej nie zdążył otworzyć. Pozostawił więźnia sam na sam z własną wyobraźnią, podrygującym mechanicznym ramieniem i coraz cichszym buczeniem urządzeń budzących się wokół stołu. – Steve ma ludzi na północy! – rzucił za nim panicznie najemnik. – Zaopatrzone magazyny przy starej drodze! Mogę ci pokazać! Tylko zdejmij to gówno! Cyborg milczał. Przystanął przy zasuwie i przejechał palcami po jej krawędzi. Z bliska wyglądała gorzej, niż pamiętał. Nie tylko zaspawano ją od zewnątrz – ze szczelin na obrzeżach wychodziły jakieś czarne włókna wrośnięte w metal jak korzenie. Wolf sarknął, splunął i wsunął nóż w jeden z otworów. Zacisnął swoje metalowe łapsko na krawędzi niczym cholerny chwytak, a potem z całej siły szarpnął. To był… błąd. Nadal nie miał wyczucia. Schowek ustąpił natychmiast. Coś w środku puściło razem z metalem i wydało dźwięk bardziej przypominający rozrywaną tkankę niż pękającą uszczelkę. Wygięte wieko praktycznie przestrzeliło mu koło głowy, pokonało odległość między schowkiem a stołem operacyjnym i przygrzmociło w jeden z tlących się zielenią rejestratorów obok nogi najemnika. Ale ten nawet tego nie zauważył. Zestaw ostrzy, który właśnie wysunął się ze „Złotej Rączki”, pochłaniał całą jego uwagę. Jeśli facet chował jeszcze resztki jakiejś szczurzej odwagi, to te właśnie uleciały. – NIE, NIE, NIE, STARY, NO MÓWIĘ CI WSZYSTKO! – wrzasnął więzień. Wolf skrzywił się, jakby hałas przeszkadzał mu w pracy. – To mów szybciej – odparł niezobowiązująco Wolf, badając zawartość pudełka. Za plecami usłyszał pierwszy ostry syk metalu przesuwającego się po czymś twardszym od skóry. Ale była to kwestia drugorzędna wobec nowego znaleziska. To nie klasyfikowało się jako arsenał, przynajmniej nie w tradycyjnym sensie. W środku leżał uporządkowany zestaw elementów przeznaczonych dla ludzkiego – albo przynajmniej humanoidalnego – ciała. Segmenty matowo czarnego pancerza, kanciaste i dopasowane do kończyn oraz torsu, z drobnymi portami igłowymi po wewnętrznej stronie. Moduł optyczny, znacznie smuklejszy niż reflektor osadzony obecnie w jego oczodole. Jednostka przypominająca iniektor kręgosłupowy, z przewodami zakończonymi metalowymi igłami. I wreszcie krótki, brutalnie prosty kolec interfejsu, którego przeznaczenie nie pozostawiało wielkiego pola dla wyobraźni. Podstawa czaszki. Gdzie indziej niby miał wejść? Implant zareagował niemal natychmiast: PAKIET MODYFIKACYJNY: RAMA BOJOWA. OBECNA INSTALACJA NIEPEŁNA. POTENCJALNA ZGODNOŚĆ: WYSOKA. – Ha. Oczy-kurwa-wiście. Idź na całość, młody! Teraz nawet twoje druty będą odrutowane! – rzucił z przekąsem, na wpół do implantu, a na wpół do nieistniejącej publiki. Dopiero wtedy zauważył ciszę za plecami. Odwrócił się. Najemnik nadal leżał na stole, ale już się nie szarpał. Oddychał płytko, był rozluźniony, oczy miał zamknięte, a nad nim nieruchomo wisiało mechaniczne ramię. Sukinsyn zemdlał. Po chwili podwieszone u sufitu ustrojstwo obróciło się w stronę Wolfa. PRZETWARZANIE: WSTRZYMANE. KOLEJNY PODMIOT PRIORYTETOWY: DOSTĘPNY. Cyborg odnotował komunikat wyświetlony w swoim polu widzenia i przeniósł wzrok z niego na zawartość schowka. Pancerz. Lepsza optyka. Cały zestaw zabawek, których jeszcze nie tak dawno nie chciałby nawet dotknąć. A jego dawni kumple z Posterunku? Odprawiliby nad tym szajsem cholerne egzorcyzmy! Ale on w tym momencie rozważał zgarnięcie Kikuta ze stołu i ułożenie się na nim samemu…