Przejdź do treści
  • 0 Głosy
    28 Posty
    122 Wyświetlenia
    WiredW
    @Dekline napisał w Rekonesans Karak Varn - komentarze: Jeśli chodzi o broń to to Angdrukanz ale pisane razem, tylko w końcu nie wiem jakie znaczenie tegoż określenia. Hm? Żelazny odległy strzał w dziesiątkę? AI (więc pewności nie mam, a powieści skąd to jest nie mam też) mówi że kanz znaczy przymocowany pewnie/solidnie albo przygwintowany, zaś słowo druk to pocisk, zakładając że nie halucynuje to całość tłumczona po słowie byłaby "przygwintowane/przymocowane solidnie pociskiem z żelaza" "przygwintwoane/przymocowane dobrze przemysłowym pociskiem" - ale używane przy trafieniu w coś już oznacza "bullseye", więc zamiast "Ciskająca pociskami" masz "Trafiająca w sedno!" lub "Trafiająca w cel!" (raczej nie w dziesiątkę, nie wiem czy u dawi jest gra w rzutki). @Gladin napisał w Rekonesans Karak Varn - komentarze: Poproszę o doprecyzowanie. Bo mi z tego fragmentu to się nie spina. Nie wiem, czy pod ścianą został plecak czy worek. Do tego co z drugą torbą na ramię? Odwiązałem worek od plecaka, a następnie położyłem worek pod ścianą. Zostawiłem worek by być lżejszym i wyjąłem bukłaki dla snotlinga zwalniając jedną torbę, w ten sposób zwolniłem aż 4 punkty obładowania bo worek ważył 2, a bukłaki co zajmowały torbę kolejne 2. Plecak i drugą torbę wziąłem ze sobą, mam zbyt cenne rzeczy w tej drugiej torbie. Zostawiłem w jaskini: - bukłak goblini [obł=1] - bukłak goblini [obł=1] Worek [4/4] przywiązany wcześniej sznurem do plecaka: - 2 sieć na połów [obł=0][2/10] - 2 wnyki na zwierzęta [obł=0][2/10] - 2 hubka i krzesiwo [obł=0][2/10] - miecz snotlinga [obł=1] - bukłak goblini [obł=1] - mieszki orka i goblinów z paciorkami itp. bzdetami[7/10] - kubek, 2 koce (dla snotlinga) [3/10]
  • 4 Głosy
    4 Posty
    115 Wyświetlenia
    StalowyS
    [image: yGhjIS2.jpeg] Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi Jeszcze raz rhunki powiódł wzrokiem po jaskini. Rozbili obozowisko, ognisko rozpalone, posłania rozłożone. Sam Galeb też miał coś do roboty, bo uszkodzeń sprzętu z walki było więcej. Trzeba było jednak jeszcze zająć się ich... jeńcem? Runiarz ćmił fajkę a w myślach kołatały mu się myśli. Pojedynczy snotling był istotą tak małą i tak... nieznaczącą że trudno było czuć do niego nienawiść. Galeb widział co zgraja takich maluchów potrafi, acz one były dzikie i przypominały miniaturowe gobliny. - Tfardy. Moje imię to Galeb. Będziemy pilnować wejścia. Chodź ze mną. Siadwszy w pobliżu wejścia krasnolud wskazał snotowi by i ten usiadł - Usiądź sobie. Odpocznij. Widzę że ty jesteś porządny snotling. Ty nie knujesz. Ty mnie chcesz o coś zapytać? - Wy mnie nie kszyfcić? - Nie. - odpowiedział krótko Galeb gładząc się po brodzie - Ty nam pomagać to my ciebie nie krzywdzić. - Ty i ja pilnujemy. Możemy porozmawiać. Ty możesz mnie pytać. Ja też pytać ciebie. - Bendem mógł potem sobie pójść? Galeb pamiętał co Hagrid proponował a czego nie proponował. Widział też na czym zależy snotlingowi. Dostać się do skarbca i sobie pójść. Runiarz przypatrzył się małemu zielonoskóremu. Co mógł Tfardy chcieć ze skarbca orczego watażki? - Jak ty nam nie szkodzić to dla mnie ty móc sobie pójść. - powiedział w końcu - Ja myśleć że w skarbcu Snagrog różne skarby. Krasnoludzkie, ludzkie też. Snotlingowe też. Ty szukać snotlingowy skarb? - Nie, Tfardy nie szuka skarbu - pokręcił głową. - Chcem tylko dostać siem do środka. - Mhm. Trudno się tam dostać? Orkowie pilnują? - Zamkniente na klucz. Tylko Snagrog może tam wejść. - Trudna sprawa. Trzeba nad tym pomyśleć. Te drzwi to drewniane, metalowe czy kamienne? Mają zamek na klucz jak w drzwiach co ludzie robią? - Cienszko powiedzieć. Trochem takie żelazne, a trochem takie kamienne. Nie wyglondajom jak ludziowe. Galeb nabrał dymu z fajki. Wyglądało na to że ork zdołał pozyskać klucz lub kamień runiczny do krypty. - Tak. Cienszka sprawa. Trzeba by Snagroga przechytrzyć lub ubić. Pomyślimy. - Ty chcesz coś wiedzieć? Opowiedzieć ci coś? Snotling wzruszył ramionami i zaczął dłubać w nosie. Skoro snotling nie naciskał to Galeb milczał dłuższą chwilę rozważając to co usłyszał od snotlinga. Pytań było sporo. Ale widać też było że Tfardy ma jakiś cel i dotąd po prostu czekał na okazję by wejść do skarbca. - Kiedyś walczyłem przeciw szczuroludziom. Dużo knują i dużo kombinują. Mają wredne czarowniki. Kiedyś zgubiłem się w ich tunelach. Widziałem ich legowisko. Widziałem ich potwory. Prawie mnie złapali i bym był ich więzień. Widziałeś szczuroludzi w pobliżu twierdzy Snagrog? - Tak - snotling ucieszył się wyraźnie. - Dużo ludziów i dużo szczurów. Szczury dobre. Chwilę Rhunki trawił słowa bo nie zrozumiał w pierwszej chwili o co chodzi snotowi. - Dużo ludziów? Ludzie więźnie Snagrog? - Wienźnie. Tak. - Co im orki każą robić? Snotling spojrzał się nieco zaskoczony na krasnoluda. - Pracować każom - odrzekł i podłubał palcem w uchu. - No jak wszystkim więźniom. Ale przy czym? - przytaknął Galeb i zaczął powoli wymieniać tak by Tfardy miał czas odpowiedzieć - Kopać tunele? Budować twierdzę? Budować balony? Robić broń w kuźni? – Kopać, tak. Budować, tak. Tfardy chciał latać, ale mu nie pozwolili. Tylko gobosom. - A pamiętasz więźnia od którego wziąłeś ten łachman? - zadał w końcu pytanie na którym najbardziej mu zależało – Łachman? - zdziwił się snotling. - O tą szmatkę. - wskazał materiał z symbolem klanu odlewników. – To? - Tfardy wstał i wypiął dumnie pierś. - Gub pozwolił mi sobie wzionć od krasnoluda. Pamientam! - Opowiedz jak to się stało - powiedział uprzejmie rhunki Snotling poskrobał się po głowie i zadumał. W końcu pokiwał głową, zaczęrpnał oddech i jął snuć opowieść. – To było tak. Gub powiedział: Tfardy, możesz sobie z nich wzionć, co chcesz. I ja pokazałem, że chcem to - zakończył dumny z siebie wskazując na ubranie. Dobrze że Galeb miał wielkie pokłady cierpliwości. Snot wszak nie rozumiał pewnie nawet że może na sobie mieć urazę i co ona znaczy. Runiarz wiedział też że może w pewnym momencie uzyskać odpowiedź której wolałby nie usłyszeć. - To w twierdzy było? Ten krasnolud to żywy czy martwy był? – No w tfierdzy. Najpierf orki biorom rzeczy wieńźnóf. A potem Gub pozwolił mi sobie wybrać. Krasnolud był żywy, jak sobie brałem. - Pamiętasz jak wyglądał? Jakiego koloru miał brodę? Był łysy na głowie czy miał włosy? Miał szramę o w tym miejscu? - Galeb wskazał na swojej twarzy linię włosów i przeciągnął ją aż po lewy policzek. Wątpił by Orik dostał się do niewoli, bo by o tym usłyszał, ale gdyby udało się uwolnić jego krewnego to Uraza wobec dostawcy stali mogła być lewarem przy rozmowie z klanem Azulkul – Wyglondał? - Tfardy ściągnął brwi w skupieniu. - Włosy miał. Jasne. Szramy tesz miał. Galeb pokiwał głową i spojrzał w dal. Jego mysli odeszły w strefę rozważania. Orik z klanu Azulkul. Uraza była drobna, ale jednak była Urazą. Opóźniona dostawa stali dla warsztatu runmistrza Redmane'a i runiarza Galvynssona. Jeden dzień. Błachostka. Napisali list do Orika ze skargą, ale nie było odpowiedzi. Moment. Ostatni raz widzieli Orika przecież parę tygodni temu. W porządku. Powiedzmy... na przykład... pojechał do Barak Varr z karawaną w interesach. Napadli go orkowie. Czy Azulkulowie wiedzieli o tym? Wiedzieli, uruchomili procedurę awaryjną, przez to było opóźnienie. Czemu klan nie powiadomił nikogo? Szukają awanturników którzy go uwolnią. Albo... albo nie wiedzą że jest w niewoli... albo uznali że nie żyje. Tak czy tak musiał brać margines błędu na słowa Tfardego. To mógł być Orik. Ale było coś ważniejszego. W Karak Varn byli więźniowie. Najpewniej dużo więźniów. To znaczyło że dałoby się zorganizować trochę sił na miejscu. Dla Logrima będzie to z pewnością cenna informacja. Galeb dalej w milczeniu siedział z Tfardym i czekał na powrót zwiadu. Niedługo będzie trzeba podzielić się wartami i turami na spanie. Póki co warto było cieszyć się chwilą spokoju.
  • [A masks a new generation game ]Maski: Czas dumy i uprzedzenia

    Rozgrywka
    30
    1 Głosy
    30 Posty
    365 Wyświetlenia
    slann22S
    Kuchenne rozmowy Diana skrzywiła się - No wiesz czemu gotowaniem to jest trochę tak… Zazwyczaj Żywię się na mieście, albo jem coś gdy odwiedzam Deana, a czasem Edy mi coś daje, Choć jego jedzenie jest podobno Wysoko Energetyczna czy coś… No i oczywiście kupuje gotowe jedzenie na mieście… - Zajrzała do lodówki - Właściwie Większość z tych rzeczy które kupiłam ma przed sobą jeszcze kilka dni do końca terminu ważności więc całkiem jadalna… - Diany internetowe badania. Dieta była dosyć skromną osobą, i rzadko kiedy interesowała się medialnymi przekazami na swój temat, ale Pewnego dnia postanowiła sprawdzić co ludzie myślą na temat Strzygi… Przeszukiwała przez chwilę internet aż w końcu weszła na stronę AO3, Gdzie zobaczyła dwa teksty na swój temat. Szczególnie zainteresował ten jeden zatytułowany “Dark Heart” Po krótkim przejrzeniu pierwszego rozdziału zauważyła że jej Literacka wersja jest jednocześnie niezbyt Bystra, i skrywająca mroczne intencje. Trochę się zmartwiła, że ludzie naprawdę ją tak widzą ale potem Zaczęła czytać komentarze… Okazało się że pod tekstem autor Kłócił się z Kimś o pseudonimie Makara… Makara broniła Diany, i bardzo ostro atakowała tekst rozbierając go na czynniki pierwsze i wyzywając autora, który z Kolei był bardzo nie uprzejmy wobec komentującego. Zamieściła więc własny komentarz. - Moim zdaniem osoba opisana w tekście nie bardzo przypomina prawdziwą Dianę, ale jestem pewna, że na pewno prawdziwa Diana nie miałaby nic przeciwko takiemu przedstawieniu własnej osoby! - W starbucksie - Arianne co najlepsze przyjaciółka Deana, właściwie to kiedyś byli nierozłączni Ale teraz proszę nie zaczynajcie kłócić się o mnie… Znowu! - Po chwili jednak dodała Cicho do Nicol. *- Czemu tak dziwnie mówisz o Deanie…?” U pani Kowalski Diana przytknęła palec do ust Zastanawiając się i powiedziała. - W książce którą czytałam napisali że trzeba się wybrać na stepy Scyti, najlepiej wychodziłem zbrojnych zwłaszcza w łuki lub kusze, i jak tylko zobaczy się Konnych jeźdźców z piekła rodem, to trzeba od razu do nich strzelać i powalić ich… Potem jak się ich powali należy pokroić w niewielkie kostki ich mięso i nadziać na patyki i tak można przypiekać na ogniskiem ale można też mięso posiekać, potem dodać Żółtka i cebuli, i jeść na surowo… Koń nie ruszać bo są bardzo cenne chociaż mikre… - Po chwili Diana zauważyła, że światło zaczęło dziwnie migać i wyczuwa coś dziwnie niepokojącego - Coś magicznego stało się temu światło. - powiedziała zaniepokojona rzut 6+ 4+2=12
  • Powitania, pożegnania i powroty

    Hydepark
    82
    4 Głosy
    82 Posty
    985 Wyświetlenia
    DraugdinD
    @ketharian odszedłem z Lastinn z wiadomych przyczyn. Jakby to w skrócie ale najlepiej ująć? Po prostu pod koniec swojej działalności Lastinn stało się za przeproszeniem bardzo toksycznym miejscem. Natomiast żeby z tego powodu porzucać hobby, w którym siedzi się od zawsze to nie z takiego powodu. W międzyczasie przyszedł covid i odkryłem oraz poznałem rpg online. Na paczątku jako gracz, a obecnie już tylko mistrzuje. Oczywiście mistrzuje Dungeons and Dragons 5 edycji na nowych zasadach 2024 i potrafię prowadzić nawet do pięciu sesji na tydzień. Jednak sentyment do sesji pisanych pozostał. Dlatego też pozwoliłem sobie tu zajrzeć pełen wiary i z dużym kredytem zaufania by sprawdzić czy nie tylko forum jest odnowione. Co z tego wyjdzie to tylko czas pokaże.
  • Kultyści - Lato 2519

    Rozgrywka import
    292
    0 Głosy
    292 Posty
    190 Wyświetlenia
    SeachS
    [image: 3wV5Nvc.png] Wieczór; Zachodnie Kamienie Kiedy Fabienne I Odette przybyły mnich przywitał je pokłonem i ucałowaniem dłoni. - Witam młode matki. - uśmiechnął się ciepło do kobiet - Jeżeli jest potrzeba lub chęć na przyjęcie kolejnej dawki, to be proszę się nie krępować. - przybliżył się aby wyszeptać kobietom konspiracyjnie - A jeżeli jest Ochota na rozgrzewkę przed naszymi zwierzęcymi gośćmi, to wiem że Lilly o was marzy .. Zauważywszy Marissę mnich ucałowa służę. - Witaj, witaj moja droga, ciebie również zapraszam do dołączenia do grona w jakim znajduje się twoja pani. - O, Otto, a masz jeszcze trochę tych pieszczoszków? Muszę powiedzieć, że po wczorajszych zabawach, dziś czuję takie jakby łaskotanie w brzuchu. Mam nadzieję, że zaczyna się ta przyjemność wielu kochanków wewnątrz co Fabi tak barwnie opisuje. - Odette wydawała się być przyjaźnie nastawiona do idei ponownego zasiania dziedzictwem Oster. I popatrzyła zalotnie najpierw na mnicha a potem na swoją bretońską koleżankę. - Oddi bardzo te pieszczoszki przypadły do gustu. Nie może się doczekać aż je poczuje w pełni. Oczywiście Otto, że bardzo chętnie przyjmiemy kolejną dawkę tych maleństw. - Czarnowłosa szlachcianka odpowiedziała ze swoim charakterystycznym akcentem z zachodniego sąsiada Imperium. Artystka słysząc to roześmiała się z rozbawienia. - Oh naturalnie Otto. Zwłaszcza jakbyś miał tą sprytną zabawkę co wczoraj. Bardzo chętnie jej użyję na Fabi ale jakby jeszcze jakieś chętne dziewczęta były to naturalnie też. - Aktorce widocznie także spodobało się osobiste zasiewanie innych kobiet, jakiego miała okazję spróbować wczoraj w teatrze. Zaś von Mannlieb zdawała się także chętna i na takie zabawy. - I Lilly mówisz? No rzeczywiście, wczoraj jakoś się rozminęłyśmy. - Czarnowłosa rozejrzała się po oświetlonej ogniskami polanie aby wyszukać liliowłosą mutantkę. Dość szybko ją odnalazła. - Oddie, myślę, że Lilly by dobrze do nas pasowała na ten wieczór, nie sądzisz? - Spojrzała na śpiewaczkę o miodowych włosach. Te także przez chwilę przyglądała się odmieńcowi w spódnicy jakby ją oceniała - Myślę, że masz rację Fabi. Przyda nam się coś na przekąskę przed głównym daniem. - Artystka wydawała się być w na tyle dobrym humorze, że była skłonna zabawić się także z kopytną, dwupłciową mutantką. Tą chwilę wykorzystała Marissa aby przywitać się z mnichem. - Witaj Otto. Miło cię znowu widzieć. - Uśmiechnęła się i chętnie dała mu się pocałować. - Mam zamiar trzymać się mojej milady. Chociaż ma ona na dzisiaj bardzo niecne zamiary. I lady Odette zresztą też. - Przyznała jakby nie była pewna czy sprostałaby takim wyzwaniom jakim miały ochotę się poddać obie szlachcianki. Mnich zerknął w kierunku pozostałych kultystów. - Lilly, możesz podejść proszę?! - zawołał do kopytnej mutantki i zerknął na dwie szlachcianki - Chyba dacie sobie dalej radę beze mnie. - sięgnął pod habit wyciągając znaną Odette zabawkę i kontener na jaja much - I chyba nie muszę tłumaczyć tego. Wrócił uwagą do Marissy. - Chciałem zapytać bardziej, czy nie byłabyś zainteresowana przyłączyć się do grona matek naszych larw. Odette chyba może potwierdzić, z tego co widziała, że poród jest niezwykłym przeżyciem. Odmieniec o liliowych włosach żwawo podeszła do ich grupki z wyraźną nadzieją w oczach i nieśmiałym uśmiechem. Zaś miodowłosa szlachcianka bardzo ucieszyła się widząc tą samą zabawkę jakiej używali wczoraj w teatrze. - Oh cudownie! To teraz możemy sobie pofolgować! - Roześmiała się radośnie zaglądając też do naczynia z miękkimi, lepkimi jajami much Oster. - Lilly, może być miała ochotę napić się z nami wina? - Bretonka chociaż była ubrana w spódnicę zwykłej szwaczki albo służącej, dalej nie traciła gracji szlachcianki gdy zaprosiła mutantkę do wspólnych harców. - Oczywiście! Ja tam przygotowałam jedno posłanie. Podłożyłam liści pod spód aby wygodniej było. I dałam dwa koce na to. - Lilly ochoczo wskazała dłonią na okolicę jednego z ognisk, skąd właśnie przyszła. - Brzmi cudownie. - Bladolica czarnulka obdarzyła ją uśmiechem jakby właśnie dostała zaproszenie na jakiś elegancki bal w posiadłości jakiegoś magnata. - Ja myślałam o tym. I mogłabym spróbować. Co prawda wolałabym pająki. We śnie widziałam pająki, pajęczyny i kokony. Jak po mnie chodziły i pieściły mnie a potem owinęły mnie w kokon. No ale jak nie ma pająków to muchy też mogą być. W końcu one też są od Sióstr. - Marissa mówiła jakby dużo chętniej oddała się pająkom ze swoich snów ale przynajmniej była skora dać się zasiać także muchom. - Nie pożałujesz moja droga. Za parę dni sama się przekonasz. A kto wie? Może w końcu znajdziemy te pająki o jakich śnisz? - Bretońska milady pogłaskała swoją pokojówkę po ramieniu aby ją dodatkowo zachęcić. A ona pokiwała do nich obojga głową na znak zgody i uśmiechnęła się pogodnie. Otto kiwnął głową. - Podejrzewam, że na pająki będziesz musiała poczekać, aż Sorem wraz ze swymi siostrami u nas nie zagości. - zerknął na trójkę kobiet - Na razie raduj się przyjemnościami, one sprzyjają naszym celom. A dołączenie do grona matek naszej hodowli ucieszy naszego kolegę aptekarza.- delikatnie pchnął Merissę w kierunku Fabienne, Odette i Lilly - Moje drogie, macie kolejną do baraszkowania na kocu. - No oby. - Marissa pokiwała głową ale trójka pozostałych kobiet już wyciągała po nią swoje chętne ramiona. - Chodź, chodź Mari. Co będziesz tak stać sama. - Jej pani wzięła ją pod ramię i zaczęły iść w stronę legowiska przygtowanego przez Lilly. - Jakbyś Otto miał ochotę do nas dołączyć to zapraszamy. - Rzuciła zalotnie do mnicha. A Odette złapała pod ramię mutantkę i we cztery, śmiejąc się i rozmawiając wesoło, przeszły pomiędzy ogniskami i kultystami do rozłożonych koców na jakie zapraszała ich kopytna. - Dacie sobie radę beze mnie moja pani. - zapewnił mnich - Ja muszę jeszcze zająć się twoją drugą służką. Kto wie, może z nią mi się uda. - uśmiechnął się łobuzersko - Nie zepsujcie tylko tej zabawki, na drugą będzie trzeba czekać. Wykonawszy swoją posługę dwóm szlachciankom Otto zajrzał do ich wozu. - Piroro, miło cię widzieć i wiem, że wiele osób ubolewa, że się nie przyłączysz.- zerknął następnie na Annikę. - Anniko, mam nadzieję, że lepiej się czujesz. Mogę cię zabrać na chwilę? Chciałbym porozmawiać na osobności. - Ktoś musi tu zostać trzeźwy, czysty i ubrany. - Priora widocznie nie zamierzała zmieniać zdania co do swojej abstynencji w dzisiejszych zabawach integracyjnych. Większośc gości miała odmienne zdanie więc jej postępowanie miało swoją logikę. Annika spojrzała na mnicha jakby się chwilę zastanawiała nad odpowiedzią. Po czym bez słowa wzruszyła ramionami, wstała z konara a jakim siedziała i ruszyła obok jednookiego czekając aż ten wyjawi jej o czym chce z nią porozmawiać. Mnich odsunął ich od reszty zgromadzenia. - Spokojnie, nie planuje włączyć cię do listy kobiet, z którymi spędziłem noc. No chyba, że sama zechcesz. - mnich starał się rozluźnić sytuację przed cięższą rozmową - Chodzi o twoje sny i gdzie cię wiodą. Potrafisz przypomnieć sobie cokolwiek? Czarnowłosa pokojówka bretońskiej milady szła kawałek w milczeniu. Szli na pograniczu światła bijącego od ognisk i mroku jaki opanował las. W centrum obozu zabawa zaczynała się rozkręcać. Słychać było wesołe głosy, śmiechy, przekomarzania się, flirty. Pojawili się pierwsi tańczący, głównie kobiety. Tam i tu ktoś już zaczął się obejmować i całować. Frywolna atmosfera promieniowała od centrum obozu. Annika zerkała tam czasem ale głównie przed siebie i pod nogi aby się o coś nie potknąć w półmroku. - W las. Biegnę przez jakieś miasto. Chyba to nasze ale nic nie rozpoznaję. A potem w las. Aż dobiegam do tego wielkiego kamienia. Czarny i jakby złote, ogniste pęknięcia miał. I czaszki. I kości. Pełno tego dookoła tego głazu. I broni. Różna, stara i świeża. Wygląda jak pobojowisko. Ale gdzie to jest to nie wiem. - Wyrzuciła z siebie co jej się ostatnio śniło. Mnich westchnął. - Nic nowego więc… nie pamiętasz, w którym kierunku cię wzywał? Również widziałem ten głaz i ciebie, w moich snach. Oraz wojownika, z którym walczysz. Czasem wygrywasz, czasem przegrywasz… - jednooki pokręcił głową, nie podobała mu się ta niepewność. Nie czuł jakiegoś przywiązania do Anniki, jednak obawiał się, że jej niepowodzenie może rzucić cień na kult, lub jego samego w oczach Khorne'a - Niestety jestem zbyt rozrzucony między wszystkimi czterema, aby wyczuć silniejszy zew. - Nie wiem. Sam wiesz jak jest w lesie. Same drzewa a wszystkie wyglądają tak samo. - Pokojówka wzruszyła ramionami na znak, że niezbyt potrafi określić jakieś dokładniejsze detale ze snu. - Ale chyba na południe. - Zreflektowała się po paru krokach. - Bo pamiętam, że jak się szarpałam ze strażnikami to przy Południowej Bramie. Zawsze tam mnie łapią. - Spojrzała na mnicha czy to mu jakoś pomoże. - Zawsze mi się wydawało, że ten zew mnie wezwie i po prostu dobiegnę do tego kamienia no to już tam będę. - Przyznała, że miała cichą nadzieję, że ten zew sam ją doprowadzi na miejsce. - Gdyby był łatwy do znalezienia… pewnie dawno ktoś by go zniszczył. - mnich się zastanowił - Południe mówisz… może uda się Gnaka jakoś o to zapytać. - coś zaczęło chodzić jednookiemu po głowie - … A gdyby tak… do porozmawiania z Fabienne… - mruczał przez chwilę do siebie - Wybacz, wybacz… plany. Może w sumie zapytam ciebie co o tym sądzisz. Gdybym tak spędził kilka nocy w rezydencji twojej pani? Gdzieś na ganku, strychu czy gdzieś, żeby nie wpaść w tarapaty z tą jej opiekunką. Kiedy nadejdzie kolejny zew byłbym w pobliżu i mógł bezpiecznie cię odprowadzić poza miasto. - Nie wiem, to milady musisz się zapytać. To jej dom. - Annika wzruszyła ramionami na znak, że nie czuje się decydować za swoją panią kto i gdzie może u niej nocować. - Ja to się zastanawiałam czy jakoś nie mogłabym nocować w lesie. To może bym z tymi strażnikami przy bramie nie musiała się szarpać. Bo tam to mnie zawsze łapią. Potem moja pani musi mnie od nich odbierać. A jak bym była w lesie to już za bramą. Tylko nie wiem kiedy następny sen będę miała. Bo one nie są każdej nocy. - Czarnowłosa pokojówka zwierzyła się ze swoich przemyśleń na ten temat. Zdawała sobie sprawę, że może i w tym amoku w jakim wywoływały w niej sny to i ulice miasta jakoś by pokonała. Ale stały posterunek strażników przy bramie był wąskim gardłem jakie trudno było sforsować. Zwłaszcza jak było ich tam przynajmniej kilku to i rosłego męża mogliby pokonać a nie tylko jedną służącą.
  • Polecane gry "bez prądu"

    Hydepark
    4
    2 Głosy
    4 Posty
    90 Wyświetlenia
    DhratlachD
    [image: 0e146f45d3839baabf948dbae007aa26.jpg] Splendor, czyli gra karciana, taktyczna, o wykupywaniu kart za walutę jaką są klejnoty (żetony). Każda karta, daje jakiś kolor klejnoty "na stałe". W skrócie, dobieracie klejnoty i kupujecie karty, a każda ma karta ma koszt. Powiedzmy 2 zielone i jeden biały, a daje 1 niebieski na stałe. No to jak uzbieracie 2 zielone i jeden biały i kupicie tą kartę i wpadnie wam jeden niebieski to potrzebujecie 1 niebieski mniej w żetonach, by kupić kartę która ma w wymaganiach niebieskie klejnoty. Wydane klejnoty (żetony) wracają do puli ogólnej z której się je bierze. Ah, i niektóre karty, te droższe w wykupie, dają punkty zwycięstwa. Są też szlachcice, takie kafelki o koszcie w klejnotach stałych, czyli kartach które macie na swojej ręcę. Powiedzmy, że szlachcic wymaga 3 niebieskich, 3 czerwonych i 3 białych... no to pierwszy gracz co uzbiera taką pulę kart "stałych" klejnotów zgarnia szlachcica, a taki jest wart 3 punkty zwycięstwa. Żeby nie było za łatwo, można rezerwować sobie kartę biorąc na rękę, ale nie mogąc jej używać. Do tego dobieracie "złotą monetę", czyli taki złoto-żółty żeton, który zastępuje jeden dowolny klejnot w wymaganiach. Polecam monitorować i przewidywać ruchy pozostałych graczy, bo czasami podebranie karty przeciwnikowi może dać wymierny zysk, a czasem lepiej rezerwować sobie to co chce się samemu kupić. Przyjemna, taktyczna gra na myślenie prosta w swoich założeniach, choć jak traficie na grupę co lubi kombinować... można nieźle i przyjemnie się zdziwić! Wyszły tego zdaje się trzy dodatki, ale nawet wersja podstawowa potrafi dać szybką i przyjemną rozgrywkę. Jakieś może pół godziny z rozstawieniem, graniem i złożeniem. Idealna na szybkie partyjki. Do czterech graczy! Ah, i nie... nie dajcie się na kupowanie "Pojedynku". Nie dość, że tylko na dwóch graczy, to jeszcze cenowo nie urywa. Lepiej dopłacić jakąś połowę tego co kosztuje Pojedynek i mieć pełnoprawnego boxa na czterech graczy... Jedyne logiczne zastosowanie pojedynku dla mnie to gra gdzieś, gdzie wiesz, że będzie was tylko dwóch i potrzebujecie czegoś przenośnego. Z mojego doświadczenia jednak gra ukazuje swoje prawdziwe piękno przy większej ilości graczy.
  • Oceń poprzedni utwór

    Hydepark
    3
    1 Głosy
    3 Posty
    58 Wyświetlenia
    DhratlachD
    Piękna historia polskiej kolei, pełna nadziei! To ja... coś surowego
  • Podsumowanie migracji

    Forum
    40
    3 Głosy
    40 Posty
    622 Wyświetlenia
    SindarinS
    @Alaron-Elessedil użylem bodajże Gemini, trzeba było trochę poprawiać błędy merytoryczne, ale było znośnie
  • Funny Stafik

    Hydepark
    4
    0 Głosy
    4 Posty
    102 Wyświetlenia
    ZellZ
    [image: 632730802_1335783128581226_3087232491721026071_n.jpg?stp=dst-jpg_p526x296_tt6&_nc_cat=100&ccb=1-7&_nc_sid=833d8c&_nc_ohc=CBvzRtz4bmEQ7kNvwHEsVPP&_nc_oc=AdnY7RtCmHHWiTlR7NjEHERxujRPZcvefEys1WsmQce8e_Ku4BXpRg_w4LLAkH4oeEU&_nc_zt=23&_nc_ht=scontent-waw2-2.xx&_nc_gid=JJJs4HI8PLiem4gib-ftqA&oh=00_AfsuzMMcOvsH3HvIhE8TEziOanexz7a8fyzrbRLrUvk1Dw&oe=69961958] Przegrywy jesteśmy!
  • [Path 2ed] Runa cienie

    Rozgrywka pathfinder 2 golarion
    15
    1 Głosy
    15 Posty
    190 Wyświetlenia
    R
    -Ta, wizje dlaczego wykonano egzekucję i kim były ofiary. Sznur jest ważniejszy wciąż widzę duchową aurę z niego emanującą. - Odpowiedziała Ramiel i Grimm spoglądając się na narzędzie egzekucji, wyglądało na to że zniszczenie samej szubienicy nie wystarczyło i trzeba będzie coś z tym zrobić. -Nie głuptasie, ma na myśli byśmy ją przypilnowały by nikt jej nie porwał w drodze powrotnej. - Powiedziała zarzucając ramie na bark Eleril i szepnęła jej do ucha. -Chyba ci jeszcze mało po wczorajszej nocy, będziemy musiały na to coś zaradzić… po egzorcyzmach i śniadaniu znaczy się. -Może niech ktoś pójdzie z Zirołan na wszelki wypadek a my w tym czasie zajmiemy się tym sznurem, bo nie uśmiecha mi się perspektywa noszenia ze sobą czegoś nawiedzone. To mówiąc podniosła linę przygotowując się do jej spalenia i modlitwy za ofiary by odprawić nieszczęsne dusze na drugą stronę. W czasie tego rytuału przez chwilę miała wrażenie że nie idzie jej najlepiej lecz Grimm zainterweniowała poprawiając parę wersów. Zakładała że ich wysiłki przyniosły zamierzony skutek skutek ponieważ widmowa aura delikatnie się rozproszyła i zanikła. Spoiler Modlitwa/Egzorcyzm Elphra: 11+8=19 Grimm: 19+10=29
  • Rekonesans Karak Varn

    Rekrutacje warhammer 4ed warhammer krasnoludy dawi karak varn karaz ankor
    64
    1
    4 Głosy
    64 Posty
    551 Wyświetlenia
    GladinG
    @Stalowy napisał w Rekonesans Karak Varn: Kapłan Serca To raczej Kapłan Ogniska Domowego (hearth, a nie heart). Ewentualnie piec, paleniska. @ArchiwumX Popatrzę, pomyślę, co by tu zaproponować. Potrzebuję kilku dni.
  • [WOD/MAG] Magowie na Dzikim Zachodzie

    Komentarze owod mag wstąpienie
    8
    0 Głosy
    8 Posty
    62 Wyświetlenia
    AbishaiA
    Choroba mnie rozłożyła. Dziś nie jestem w stanie odpisać w docu.
  • 0 Głosy
    2 Posty
    30 Wyświetlenia
    DeklineD
    Nazwy ogólne Dawi - Krasnoludy Karak - dosłownie twierdza krasnoludzka, górskie miasto-twierdza krasnoludów Gromril - stop metalu używany przez krasnoludy, lepszy niż stal Dammaz Kron - Księga Uraz Grobi - krasnoludzkie określenie Goblina Than - przywódca klanu Gladinhammer - plik z obowiązującymi zmiana mi mechaniki Lore - świat opisany w grze Khazalid - język krasnoludzki Gobas - potocznie goblin Orkas - potocznie ork Snot - potocznie snotling Krótkobrody - krasnolud przed 60 rokiem życia Brodacz - krasnolud przed 120 rokiem życia, najniższy status społeczny "młody" Długobrody - krasnolud 120 letni i starszy, wyższy status społeczny Karaz Ankor - Królestwa Gór, cała ojczyzna krasnoludów w górach krańca świata Umgi - ludzie w języku krasnoludzkim Ginit - dosłownie mały kamień uwierający w bucie wywołujący dyskomfort, również faux-pas Grobrak - ogólne określenie na zielonoskórych i szczuroludzi ( grabi- zielony, raki - szczuroludzie) Żelazołamacz - elitarny wojownik tunelowy, walczący w podziemiach. Trójca bogów kransoludzkich: Grungni → buduje, Valaya → chroni, Grimnir → niszczy wrogów Grungni - bóg-przodek, patron rzemiosła, kowalstwa i twierdz Valaya - bóg-przodek, bogini domu, rodu i ochrony. Grimnir - bóg-przodek, bóg wojny i odwagi, patron zabójców Nazwy miesięcy No. of Days Imperial Dwarf 1 Hexenstag Hekesdeg 32 Nachexen Adderhekes 33 Jahrdrung Verzet 1 Mitterfruhl Materfran 33 Plugzeit Durgzet 33 Sigmarzeit Kazakzet 33 Sommerzeit Zhomerzet 1 Sonnstille Zhomerstikul 33 Vorgeheim Fornskrak 1 Geheimnistag Skraksdeg 32 Nachgeheim Adderskrak 33 Erntezeit Egrizet 1 Mittherbst Materhazt 33 Brauzeit Valdazet 33 Kaldezeit Kulkelzet 33 Ulriczeit Wyrzet 1 Mondstille Wyrstikul 33 Vorhexen Fornhekes Nazwy własne Młot wieków - legendarna broń runiczna krasnoludów z Karak Varn, wykuty przez mistrza Kadrina Redmana Karak Varn (Cragmere) - Twierdza z której pochodzi młot wieków Kadrin Redman "Czerwonogrzywy" - mistrz run, pierwotny właściciel Młota wieków Thartek Czerwonogrzywy - żyjący potomek Kadrina, mistrz run, mistrz Galeba Galvynssuna Wysoki król - Król królów kransoludów Thorgrim Strażnik Uraz - aktualny wysoki król Varn Drazh / Czarna Woda - górskie jezioro, to tam zapewne zatopiony jest młot wieków Honnakinowie z Barak Varr - szukający młota ich przodków ( było w rekrutce, nie bylo wiecej info, są istotni czy to tylko tlo fabularne?) Than Ungrik - potomek samego Ulfgana, z klanu Żelaznorękich. To właśnie oni pierwotnie byli władcami twierdzy Karak Varn, chociaż z czasem ją utracili. I chociaż Kadrin potem odbił karak, nie miał do niego praw równych Ungrikowi. *Darna Hagrindrakk - nieoficjalna przywódczyni klanu Khadinbat z Karaz-a-Karak. Licząca sobie niemalże pół tysiąca lat matrona zaproponowała, że jej klan pokryje koszty wyprawy żądając w zamian obsadzenia tejże swoimi członkami. Chociaż nie wiadomo czemu klan Khadinbat sie w sprawę miesza. Zhufbar - miejsce z którego wyruszyła wyprawa Czarny Kopiec - znaczone potężnym obeliskiem miejsce ostatniego boju Kadrina Czerwonogrzywego Złe Czaszki - plemie (?klan) orków (?goblinów też czy sa traktowani tylko i wyłącznie jako słudzy orków i maja swoj wlasny klan/plemie?) Snagrog - ??? Tfardy - schwytany snotling Rhunki - ogólne określenie na kowala run Członkowie wyprawy Galeb Galvynssun, długobrody, kowal run, w którego wciela się @Stalowy. Status społeczny srebro 5, ale złoto 1 za długobrodego. Mistrzuje u Tharteka Czerwonogrzywego - żyjącego potomka Kadrina Redman, pierwotnego właściciela Młota Wieków. Hagrid „Rhyn” Grumsson, mocarny żelazołamacz, w którego wciela się @Wired , krasnolud pochodzący z Norski, status społeczny srebro 3. Nie ma powiązań z dobrami Karak Varn, ale za punkt honoru uznaje ochranianie Galeba Galvynssuna. Logrim Hagrindrakk, długobrody than z klanu Khadinbat z Karaz-a-Karak. Status społeczny złoto 3 + 1 poziom za długobrodego. Uprzednio BG, obecnie BN. Wypromowany przez Darne Hagrindrakk. Nie wiadomo czemu klan Khadinbat sie w sprawę miesza. Bracia Fenni i Brond Khadinbat, żelazołamacze, ochroniarze i tarczonosze thana (który lubi ruszać do boju na tarczy-platformie), od początku BN. Othin Angaztromm (Żelaznobrody), pogranicznik, przewodnik, dawi z klanu bez twierdzy BN, obecnie BG, Odkrył swoja motywacje do uczestniczenia w wyprawie z czasem gdy z nieba spadła mu kusza zrobiona przez mistrza jego klanu. Mapa mapa [image: 1770972570398-95a2d170-49bb-4392-a391-69cf0eb2a705-image.png]
  • U bram raju, epizod 2 - D&D5, Greyhawk

    Rekrutacje
    18
    2 Głosy
    18 Posty
    333 Wyświetlenia
    RewikR
    @Panicz Lepiej, zna Komtura.
  • Starbase ECHO-1

    Rozgrywka
    3
    1 Głosy
    3 Posty
    33 Wyświetlenia
    AbishaiA
    Czas mijał, postępy powoli się pojawiały. Posunęli się dość daleko w badaniach. Zamówiony został nowy skafander który miał ułatwić przyszłą penetrację statku. Niestety ów towar miał przylecieć wraz z następnym transportem zapasów. Więc Mikhail musiał na niego poczekać. Zresztą czekanie ostatnio stało się częstym gościem u niego. Choć rana, wedle oceny inżyniera (oraz Eleny i Janosa), była niegroźna to Hojo uziemiła Pietroszenko na stacji do czasu jej zagojenia. I powiadomiła o tym SAMa wykorzystując swoje uprawnienia do zablokowania mężczyźnie korzystania ze środków transportu i skafandrów. Cóż, Sharp miał rację mówiąc, że Irene traktuje swoją robotę bardzo poważnie. Zdecydowanie za poważnie jak na gust inżyniera i paru innych osób na stacji. Z drugiej strony lepiej mieć kompetentną lekarkę na stacji, nawet jeśli jest ona zbyt oddana swojemu powołaniu. Niż medyka traktującego swoją robotę jako jako dodatkową okazję do zarobku. Tak więc Mikhail siedział na stacji czekając na koniec rekonwalescencji. Badanie wraku zostało zawieszone. A Elena z Janosem i Viką skupili się na planecie często tam wyruszając w związku ze swoimi badaniami i w związku zabezpieczeniem miejsca budowy bazy. Spieszyli się z powodu tego co prognozował SAM. Drastycznej zmiany pogody. Nadchodził bowiem czas monsunów na Elpis. Trwających nieustających przez kilka tygodni deszczy i silnych wiatrów. Na planecie, wedle informacji przekazanych przez SAMa, rzadko zdarzały się huragany i trąby powietrzne. Niemniej kilkutygodniowe okresy nieustających deszczy zdarzały się co kilka… kilkanaście miesięcy. Niemniej Mikhail nie musiał się tym martwić. Jego zajęcia obejmowały tylko obowiązki na stacji. No i rozgryzienie owego “zamka” o którym wspomniała Yaris. Co prawda kobieta zasugerowała sposób rozwiązania problemu, jednakże nawet nie była pewna co do skuteczności owej metody.
  • 1 Głosy
    23 Posty
    149 Wyświetlenia
    GreKG
    [image: UiUdZHN.png] Słowo kalekie uderzyło w niego mocniej niż młot. I nagle — nie korytarz. Nie kamień. Nie jednookie spojrzenie. Koń. Kopyta. Zbyt blisko. Zbyt głośno. Ziemia przy twarzy. Łeb wygolony, kita jasnych włosów skręcona przy uchu. Wąsiska. Orli nos. Wrzeszczy coś. Nahajka świszcze. Pręga pali policzek. Deszcz. Zapach mokrych liści. Błoto w ustach. Nadiejka. Małe ręce na szyi. Paznokcie wbijające się w skórę. Płacz. Nie krzyk — płacz urwany, jakby zabrakło tchu. Las. Bieg. Gałęzie tną twarz. Pośpiech. Ból. Migawki bez ładu. Bez kolejności. Jakby ktoś rozsypał wspomnienia na kamiennej posadzce i kopał je butem jak Dragos te kamyki. Gwizd. Odbicie. Echo. Michaił mrugnął. Wrócił. Vsevolod wciąż stał naprzeciw. Ręce za plecami. Jedno oko. Powietrze ugrzęzło kowalowi w gardle. Michaił przełknął. Czuł smak żelaza. — Nie — Warknął zirytowany gwizdaniem Dragosa. Szybko, krótko. Zamilkł. Myśli dalej się tłukły. Koń. Nahajka. Błoto. Małe dłonie. — To był wypadek. Głos wyszedł chrapliwy, przytarty jak źle naostrzona klinga. Nie podniósł wzroku. Patrzył gdzieś obok, w mur. — Las. Pościg. Koń się spłoszył. Tyle. Dłoń zacisnęła się sama, jakby znów coś próbował utrzymać, co wymykało się z palców. — Nie narodziła się taka — dodał ciszej. — Stało się. I w tym stało się było więcej ciężaru niż w pięciu młotach kowalskich, które ktoś przewiązał i założył mu na barkach.
  • Pytania, problemy i życzenia

    Przypięty Forum księga życzeń
    67
    1 Głosy
    67 Posty
    546 Wyświetlenia
    GladinG
    To jest to samo, o czym ja pisałem. Tylko po zrobieniu opisanego przeze mnie zabiegu masz to pod jednym kliknięciem.
  • Rekonesans Karak Varn - Materiały

    Materiały karak varn młot wieków dawi warhammer warhammer 4ed
    1
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    15 Wyświetlenia
    GladinG
    Wątek pomocniczy na wszelkie materiały potrzebne do sesji
  • [Pathfinder 1e, 18+] Popielny Dwór

    Rozgrywka pathfinder 18+ golarion
    147
    1 Głosy
    147 Posty
    226 Wyświetlenia
    SeachS
    Wiec dotyczący tajemniczej suszy dobiegł końca. Niestety wizje zesłane przez bogów, zaklęcia plecione przez magów, jak i zwykła przyziemna nauka nie były w stanie wytłumaczyć fenomenu. Ostatecznie zostały podjęte decyzje przygotowawcze na wypadek pogorszenia się sytuacji. Tu rozpoczęła się prawdziwą wojna. Magowie sugerowali utworzenie tymczasowych portali do planu żywiołu wody, aby zasilić lokalne źródła. Kapłani i Druidzi byli absolutnie przeciwko temu rozwiązaniu i optowali za oddaniu sprawy w ręce bogów czy duchów natury. Świeccy uczeni sugerowali bardziej logistyczne rozwiązania magazynowania wody. Koniec końców wicc trwał dłużej niż ktokolwiek z naszych bohaterów miał siły czy ochotę dłużej słuchać. Viktor i Kaylie Kolejny poranek przywitał Azazelitów w pokoju Kaylie. Viktor zakończył swoje prace niedługo przed tym jak Kaylie skompletowała swoje projekty. Lilia tym razem ich nie przywitała, a kiedy para zeszła na dół zobaczyli, że była zajęta rozmową z nieznaną im kobietą. [image: x6JqVH8.png] Podobieństwo do Lilii i Piwonii było niezaprzeczalne, ta jednak wyglądało nieco doroślej od córek Otto. Karczmarz skinął głową kapłanowi i arkanistce zapraszając ich do siebie. - Dobrego dnia, moi drodzy. Zjecie coś? Jakieś plany na dziś? Baltizar Gnom obudził się w swoim pokoju, ponownie było przy nim Piwonii. Coś nowego jednak pojawiło się w jego "królestwie". Donica z niewielką rośliną obdarzoną w małe paszcze. [image: osnrzcG.jpeg] Oprócz tego był też niewielki list. Spoiler Drogi przyjacielu Wróciłam z naszej ekspedycji i chciałam podzielić się moimi odkryciami. Mogą cię zaciekawić. Alicja Crawford
  • Fantasfera - kameralne spotkania planszowe i RPG - Gdynia

    Wydarzenia
    6
    0 Głosy
    6 Posty
    24 Wyświetlenia
    PaniczP
    Ja nie z Gdyni, acz Gdynię bardzo lubię, więc jeśli się w marcu zdarzy wbić z wizytą w termin, to chętnie bym skorzystał