[Horror] Gruzy przeszłości
-

Paulina Kwiatkowska
Obudziła się dziesięć minut przed budzikiem, lekka i świeża, jakby sen o lataniu napełnił ją spokojem i nadzieją. Czuła się jak Nemo w Krainie Snów, na szczęście tym razem, na samym końcu nie czekał żaden koszmar. Sen jednak sugerował, że w ostateczności będzie musiała pokonać Króla Koszmarów.
Budzik zostawiła dla Alicji, wstała, aby się umyć i ubrać. Nie powinno jej to zająć wiele czasu, ale akurat do budzika się wyrobi, a wtedy blondynka będzie miała łazienkę dla siebie. Paulina miała nadzieję, że Michał jednak nie wrócił do domu. Wkurzało ją to, gdy siedział i zajmował prysznic. Wiadomo, że ona potrzebowała go bardziej.
Wyszła chyba równo z budzikiem. Powiedziała Alicji, żeby zeszła na dół jak się przygotuje. Sama spakowała plecak i zeszła do kuchni, gdzie czekała już mama i Kaśka.— Paulinka, zobacz kto na ciebie czekał tak z rana.
Mama wskazała przyjaciółkę, która siedziała przy stole i jadła śniadanie. Zdarzało się, że Nowak przychodziła wcześniej, gdyż z własnymi rodzicami nie potrafiła się dogadać. Często się kłócili, bo Kaśka bywała arogancka, bezczelna i bardzo buntownicza.
— Kurde, szkoda — odpowiedziała na wieść o Magdzie. Czuła się winna za jej samopoczucie. Wciągnęła ją w to, zupełnie niepotrzebnie. Jeszcze te cholerne zombie! Nastraszyli ja wczoraj tak, że cała się trzęsła. Wiedziała, że po szkole będą musiały zajrzeć do niej, sprawdzić jak się czuje.
— A jak tam pierwszy dzień w szkole, dziewczyny? Jak klasa? — zagaiła mama, robiąc w międzyczasie kanapki dla całej trójki. — Kasia, ty lubisz ser?
— Lubię, dziękuję Pani Aniu. A w szkole całkiem dobrze, ale wie Pani… Asia…
— Ach, no tak. Pamiętam. Mam jednak nadzieję, że sprawa szybko się rozwiąże. Znajdą ją. Może nawet udało jej się uciec, gdzieś się chowa. To silna dziewczyna, bardzo wyedukowana, inteligentna. — próbowała pocieszyć.— Fajne macie osoby w klasie? — Pani Kwiatkowska starała się zmienić temat.
— Niektóre tak, niektóre nie. Przynajmniej chłopaki fajne.
— Taaaak?
— No, taki jeden to się by Pani spodobał. Ponoć ministrant. Blondasek, grzeczny, miły, dzień dobry mówi, kłania się w pas — Kaśka zagryzła kanapką, aby nie pęknąć ze śmiechu. Paulina tylko kopnęła ją pod stołem, ale ta kontynuowała — Na Błoniach mieszka. Pasuje do Paulinki… Aua. — drugi kopniak był mocniejszy.
— Weź mamo, Kaśka bredzi. Normalny kolega. Tak samo jak Mikołaj, Adam, Arek. Wymyśla.
— Na Mikołaja to ty nawet się nie czaj, ja byłam pierwsza — Kaśka upiła herbatkę. Pani Ania wyraźnie się zaśmiała, rozczuliła.
— O, a co to za Mikołaj? Arusia znam, fajny chłopak.
— A wie Pani — zaczęła Kaśka odkładając na chwilę kanapkę. Rozmarzyła się. Zaczęła wymieniać jego zalety na palcach jak zaczarowana — Silny, pewny siebie, bojowy. Widać, że zawsze ma coś do powiedzenia, stawia na swoim. Szybki w działaniu. Taki buntownik trochę.
— O, to tak jak ty.
— No raczej!Paulina tylko pokręciła głową, jedząc śniadanie. Wolała się zbyt wiele nie odzywać, jeszcze matka naprawdę zaczęłaby się interesować jej znajomymi, a tego wolała uniknąć. Im mniej wie, tym lepiej. Kaśki chyba nie traktuje poważnie. Wie, że ona to lubi trochę podkoloryzować, podokuczać, coś pokręcić. Ale rozmowa się kleiła, było miło i to chyba było teraz ważne dla jej mamy. Aby jakoś wyciągnąć z dziewczyn ten smutek, wrócić do codzienności. Bo świat dalej istniał. Nie zniknął, nie zatrzymał się ze względu na Asię. W tym momencie zeszła do nich Alicja. Cześć, dzień dobry. Mama Pauliny zaprosiła ją do stołu na śniadanie. Wszystkim trzem dziewczynom wcisnęła też kanapki zapakowane w sreberko, aby na przerwach miały co jeść. Dała im też po jednej buteleczce tarczynu pomarańczowego lub jabłkowego.
— No dobrze dziewczynki, ja lecę do pracy. Proszę was tylko, żebyście do tej szkoły dotarły, dobrze? Już żadnych wagarów. Tobie Paulinka w dzienniczku usprawiedliwienie napisałam, to pokaż tam wychowawcy. Trzymajcie się!
Pożegnały się, skończyły jeść, spakowały prowiant i z plecakami wyszły z domu. Paulina nie wytrzymała długo i od razu zaczęła im opowiadać, co się działo w nocy. “Ale miałam pokręcony sen!”. Powiedziała wszystko ze szczegółami, zaznaczając, że nie ma pojęcia co to Złotoryje, ale dokładnie pamięta tę nazwę. Od razu przeszła do interpretacji, jakoby Asia była nośnikiem energii i ten Niemiec z niej korzysta, aby coś zasilić, ale chyba oni tę energię od niej też czerpią i pewnie szkop się o to wkurza, bo rozładowują mu akumulator. Boże, ale to pokręcone!

Paulina i Kasia
Droga do szkoły minęła zdecydowanie spokojniej niż poprzedni dzień. Sokołów od rana tonął w szarości. Mżawka osiadała na włosach, kurtkach i plecakach drobnymi kropelkami, chodniki błyszczały od wilgoci, a niebo wyglądało tak, jakby ktoś rozciągnął nad całym miastem brudne prześcieradło.
Paulina szła między dziewczynami w krótkiej jeansowej kurtce, bordowej bluzce i ciemnej spódnicy w kratę. Co jakiś czas omijała większą kałużę, choć jej cięższe buty i tak zdążyły już zebrać z chodnika połowę Sokołowa.
Po tym wszystkim, co wydarzyło się wczoraj, zwyczajny widok liceum powinien chyba działać uspokajająco. Nie działał.Przed wejściem było jakoś więcej ludzi niż zwykle.
— Co oni się tak gapią?
Dopiero po chwili Paulina dostrzegła zaparkowany kawałek dalej samochód z anteną na dachu. Potem drugi.
— O nie. — zwolniła nieco, przyglądając się wozom z niesmakiem — To jest telewizja?Jeszcze wczoraj policja urządzała apel w sprawie Asi. Dzisiaj pod szkołę zjechały wozy transmisyjne. Najwyraźniej zaginięcie przestało być już tylko lokalną plotką.
— Zajebiście — mruknęła pod nosem. — Jeszcze nam tylko Teleexpressu brakowało. Po co ta sensacja… Dowiedzieliby się czegoś, a nie kręcą tylko afery.
Fuknęła i weszła do szkoły. W klasie panował większy harmider niż pierwszego dnia. Paulina odwiesiła kurtkę na oparciu krzesła, poprawiła wilgotne od mżawki włosy i odruchowo rozejrzała się po sali, szukając znajomych twarzy. Kogo znajdzie, do tego podejdzie najpierw. Była podekscytowana tym, co przyśniło jej się w nocy. Czuła, jakby to była prawda i musiała powiedzieć o tym chłopakom! Teraz przede wszystkim chciała wiedzieć jeszcze jedno. Czy tylko jej śniły się w nocy takie pojebane rzeczy?
-

Alicja Filipowicz
Poranek minął na przygotowaniach do wyjścia do szkoły. Chwilę po przebudzeniu, Alicji towarzyszyło dziwne uczucie zagubienia, póki jej umysł nie rozbudził się na tyle, by przypomnieć sobie, że nie zasypiała wcale we własnej sypialni.
Leżąc jeszcze na łóżku, z głową wtuloną w poduszkę, Alicja próbowała przypomnieć sobie każdy szczegół ze snu, który miała wrażenie zakończył się jej przebudzeniem. Był bardzo realistyczny i o dziwo, żadne szczegóły nie ulatniały się z każdą kolejną chwilą, jak to bywało ze zwykłymi snami.
Nie chcąc jednak ryzykować, że coś jej umknie, Alicja pośpiesznie sięgnęła do swojego plecaka, który miała tuż obok. Wyciągnęła pierwszy lepszy zeszyt i wyszperała długopis z samego dna, po czym zaczęła gorączkowo notować na jednej z ostatnich stron. Zapisała każdy szczegół, który przyszedł jej do głowy - z jakiegoś powodu czuła, że było w tym śnie coś wyjątkowego.
- Co robisz? - usłyszała za sobą głos Pauliny.
Alicja odruchowo chciała zamknąć zeszyt i udawać, że nic takiego, ale w ostatniej chwili powstrzymała się przed skrywaniem tajemnic. Mimo że dziewczyny znały się zaledwie kilka dni, to połączyła je ta dziwna nić, wykreowana przez ostatnie wydarzenia. Nić, która zdecydowanie przyspieszyła proces zawężania relacji do przyjaźni.
- Zapisuję swój sen - odparła Alicja, wskazując na swoje zapiski. - To nie tak, że robię to na co dzień. Po prostu miałam zajebiście realistyczny sen, który… Nie wiem, po prostu czuję, że to coś ważnego. Jakby wizja?
Alka wzruszyła ramionami, bo dopiero kiedy wypowiedziała to na głos, poczuła jak głupio to brzmi. Chociaż z drugiej strony ścigani byli przez łyse zombie, a oni sami posiadali ponoć nadnaturalne moce.
- Nie sądzę, żeby w bibliotece kryło się jakieś tajne przejście, ale może… Nie wiem, coś, cokolwiek? Hm… Tak teraz myślę, to przecież nasza szkoła ma nową i STARĄ część. A jeśli ma to jakiś związek z zamkiem? Kurde, może rzeczywiście wypadałoby poszukać jakichś historycznych książek o Sokołowie i w ogóle?
Alicja wyrzuciła z siebie potok myśli, kiedy razem z Pauliną i Kasią szły do szkoły. Było to zaraz po tym, jak Paulina podzieliła się swoim snem - Alicja również opowiedziała dziewczynom to, co miała zapisane w zeszycie.
Kiedy zbliżały się do swojego liceum, Alka dostrzegła kogoś w oddali, na chodniku po drugiej stronie ulicy, który wiódł w kierunku sokołowskiego technikum.
- Spotkamy się później, okej? - rzuciła do dziewczyn, zatrzymując się i poprawiając kaptur rozciągniętej i spranej bluzy, która kiedyś była czarna. - Sprawdźcie czy Adam jest cały. Spotkajmy się w bibliotece, za dwie lekcje, hm? - zaproponowała jeszcze, zanim uniosła dłoń i skinęła dziewczynom głową na pożegnanie.
Alicja pobiegła za osobą, którą zauważyła w oddali. Przebiegła przez ulicę i niedługo później dogoniła wysokiego chłopaka, który skrywał się pod kapturem. Szturchnęła go w ramię i uśmiechnęła się przyjaźnie, gdy ten odwrócił się i spojrzał na nią spod ciemnobrązowej czupryny.
- Siema, Marcin - zagadnęła. - Możesz się urwać?
- Alka, no siema! - Jego brązowe oczy rozświetliły się lekko, kiedy i on się uśmiechnął. - No jasne, dla ciebie zawsze. Chociaż pierwszą mam matmę, a Borowska się uwzięła na mnie, ale w sumie jebać. Cho, przejdziemy się.
Odbili w bok, zostawiając za sobą pobliski budynek technikum i sznur uczniów zmierzających na lekcje. Spacerowali dłuższą chwilę w milczeniu, oboje mając wiele do powiedzenia, a jednocześnie nie do końca wiedząc, od czego zacząć.
Marcin ciekawy był, gdzie Alicja podziewała się przez ostatni czas. Starał się to ukrywać i być może nawet wypierać przed samym sobą, ale martwił się, że coś się stało. Przez ostatni rok, a w szczególności wakacje, widywali się bardzo często. On jeździł na desce, ona na wrotkach. Niby nie łączyło ich nic głębszego, ale czas, który ze sobą spędzali - nawet w milczeniu, jeżdząc jedynie po sokołowskich i okolicznych ulicach - był dla niego ważny.
Alicja natomiast zastanawiała się, co właściwie chciała mu powiedzieć. Czuła, że coś powiedzieć musiała, żeby to z siebie wyrzucić, żeby komuś się zwierzyć, żeby poczuć czyjeś oparcie - i to właśnie Marcin był tym kimś, w kim wiedziała, że to oparcie miała.
W końcu usiedli na jakiejś ławce, nie do końca przejmując się tym, że była lekko wilgotna. Rękawami wytarli kawałek, na którym mieli usiąść i przez chwilę jeszcze milczeli.
- Słuchaj, sorry, że nie spotkaliśmy się po rozpoczęciu. Przedłużyło się, a potem nie mogłam cię znaleźć - zaczęła Alicja.
- Luz. Chwilę z chłopakami czekaliśmy na ciebie, ale domyśliliśmy się, że coś musiało ci wypaść, więc pojechaliśmy sami - odparł Marcin, posyłając jej pokrzepiający uśmiech.
Alicja wpatrywała się w niego chwilę. Ton jego głosu, spojrzenie jego oczu i ciepły uśmiech były jak kojący opatrunek położony na oparzoną skórę. Czuła, że mogłaby się teraz w tym wszystkim zatopić, jak w przytulnym kącie kanapy, pod kocykiem, z herbatą w deszczowy jesienny wieczór. Odetchnęła głęboko, czując jak powoli uchodzi z niej całe napięcie. Na chwilę zapomniała o wszystkim, co ją trapiło odkąd rozpoczął się rok szkolny.
Nie wiedziała kiedy, ale przysunęła się bliżej do niego, oparła głowę na jego ramieniu i objęła go, wtulając się. Czuła jego ciepło i zapach jakichś tanich męskich perfum, które pewnie dostał na urodziny od matki.
Marcin przez chwilę siedział nieruchomo, zaskoczony tym gestem. Potem jednak objął ją i przytulił do siebie, czując, że z jakiegoś powodu tego właśnie potrzebowała. Być może on również. I choć wciąż nie wiedział, co ją trapiło, cieszył się w środku, że mógł w jakiś sposób stać się dla niej oparciem.
- Dzięki… - powiedziała cicho Alicja.
Nie była jeszcze gotowa, by podzielić się z Marcinem tym, co siedziało w jej głowie.
Nie dlatego, że bała się, że jej nie uwierzy. Nie to ją powstrzymywało. Obawiała się tego, że mówiąc mu o ostatnich wydarzeniach, wciągnie go w ten cały wir, narażając go na śmiertelne niebezpieczeństwo. Chciała go w jakiś sposób ochronić przed losem Magdy, choć gdzieś w głębi czuła, że pewnie nie tak łatwo byłoby go przestraszyć. Nie chciała jednak narażać go niepotrzebnie, choć wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała mu powiedzieć więcej.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się