Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
PiołunP

Piołun

@Piołun
Mecenas
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
135
Tematy
9
Udostępnień
0
Grupy
1
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • AI w ilustratorskiej służbie MG
    PiołunP Piołun

    @Kynikos, nie wiem za bardzo, jak kontynuować tę dyskusję, ponieważ nie widzę sprzeczności, o której piszesz. Termin „idealizm” trudno mi wpasować w tok mojej wypowiedzi. Gdybym już musiał sięgać po pojęcia z półki filozoficznej, powiedziałbym raczej, że skłaniam się ku pewnej formie "pesymizmu antropologicznego", przynajmniej w odniesieniu do ludzi zarządzających wielkimi korporacjami. Jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie przedstawiam się jako „sceptyk, który zna zasady rządzące światem”. Próbuję jedynie wyrazić swój punkt widzenia i sam określiłem go przecież jako „intuicyjne przeświadczenie” 🙂

    @Kynikos napisał:

    Edycja: Pozwolę też sobie dopisać kolejne sprostowanie: stwierdzenie "niezależnie od kosztów”, a następnie wyjaśnienie, że wszystko zależy od relacji potencjalnych zysków do kosztów, są ze sobą sprzeczne. To nie działanie niezależne od kosztów, tylko całkiem dosłownie kalkulacja kosztów i zysków lub jak kto woli bilans zysków i strat.

    Traktowanie kar finansowych za naruszanie prawa jako zwykłej pozycji w bilansie jest z gruntu dla mnie działaniem nieetycznym, zwłaszcza jeśli firma świadomie uznaje, że bardziej opłaca jej się złamać przepisy i zapłacić karę, niż zrezygnować z określonej praktyki. Pisząc „niezależnie od kosztów”, nie miałem jednak na myśli wyłącznie kosztów finansowych, lecz także koszty ponoszone przez innych w znaczeniu „dopnę swego, nieważne jakim lub czyim kosztem”. Wydawało mi się, że wyraziłem to dość jasno, ale być może rzeczywiście nieprecyzyjnie. Muszę przyznać, że dyskusja jest nawet interesująca, ale dalsze brnięcie w nią zaczyna chyba robić spam w tym temacie. Jeżeli chcesz ją kontynuować, możemy spokojnie wymienić się wiadomościami prywatnymi, choć mam wrażenie, że obaj zdążyliśmy już dość jasno przedstawić swoje stanowiska. Ja przynajmniej nie mam nic do dodania.

    Odchodząc o tematu i wracając do innego. @ketharian, Twój Łowca wygląda zacnie w obu odsłonach. Wierzę, że jako postacie z 1500 PD możemy sobie pozwolić na lepszy kołczan i odrobinę słonecznej pogody. Osobiście jestem przekonany, że taki łowca spokojnie mógłby sobie gdzieś hasać po Imperium, zwłaszcza jeśli ma do tego niezłe statystyki Ogłady. Mroczność świata mrocznością świata, ale przecież w Warhammerze nie istnieje żadna wyraźna granica między fantasy a dark fantasy, która pozwalałaby jednoznacznie stwierdzić, że ta wizja odstaje od konwencji. Dodam tylko, że moja postać również będzie miała nieco pogodniejszy awatar. Podzielę się nawet wizerunkiem mojego maga Kolegium Światła. Wygląda mniej więcej tak:

    text alternatywny

    Dyskusje RPG

  • AI w ilustratorskiej służbie MG
    PiołunP Piołun

    W sumie dzięki za sprostowanie @kynikos . Oczywiście chodziło mi o to, że rozmowy setek tysięcy użytkowników muszą w jakiś sposób trenować AI, ale nasze forumowe interakcje są przy tym rzecz jasna jedynie kroplą w morzu. To samo przez się jest zrozumiałe. Porównanie do wsunięcia małej karteczki do ogromnej skrzynki na sugestie jest więc słuszne. Słusznie napisałeś też, że zależy to od ustawień prywatności i rodzaju konta. Pewnie na wielu płaszczyznach rzeczywiście tak jest i dotyczy to wielu różnych modeli. Mimo całej mojej niechęci do teorii spiskowych, a uwierz naprawdę nie noszę foliowej czapeczki, nie wierzę bezgranicznie w regulaminy i zapewnienia firm tworzących modele AI. Nie bez powodu pojawia się tyle pozwów dotyczących uczenia AI i tego, jakie materiały są wykorzystywane do treningu.

    Osobiście uważam, że wprowadzane przez nas informacje służą tym firmom (albo może bardziej ich modelom AI) w większym stopniu, niż są one skłonne oficjalnie przyznać. Starannie skonstruowana „smycz” oraz poziomy uprawnień nie pozwalają użytkownikowi wyjść poza przeświadczenie, że przedstawiany w oficjalnych komunikatach firmy jest fałszywy. Zdaję sobie sprawę, że model stara się coraz lepiej spełniać moje oczekiwania i dostosowywać odpowiedzi do mnie i nie mylę tego z jego uczeniem się poprzez rozmowę ze mną. Uważam po prostu, że wszystkie te rozmowy milionów użytkowników jednak bardziej trenują AI, niż firmy chcą przyznać. Osobiście uważam też, że by modele stawały się lepsze, ten proces uczenia łączy się z innym, zachodzącym na wyższym poziomie, a dane są porównywane w obrębie modelu. Myślę tak, ponieważ ma to ogromny sens z punktu widzenia jego rozwoju. Firmom zależy przecież na tym, aby ich modele stawały się coraz lepsze, niezależnie od kosztów, bo kwota ze ewentualne odszkodowania jest niższa, niż zysk z możliwości, które stoją przed nimi. W ten sposób mogą jeszcze skuteczniej dostosowywać produkt i usługę do potrzeb większej liczby użytkowników.

    Oczywiście jest to wyłącznie moje intuicyjne przeświadczenie, ale kiedy pracuje się w większych firmach i z wiekiem poznaje zasady rządzące światem, trudno nie nabrać pewnego sceptycyzmu. Być może jak bym poczytał jakimi regulacjami obłożone firmy tworzące modele, zmieniłbym zdanie, ale jest też we mnie podskórne przeświadczenie, że na wysokim poziomie pieniądze mogę rozmywać regulacje. W każdym razie całą wypowiedź podsumuje memem 🙂

    text alternatywny

    Dyskusje RPG

  • Krzyk Pustki
    PiołunP Piołun

    Pierwsza kropla uderzyła w przyłbicę Eliasa niemal bezgłośnie. Przezroczysta ciecz rozlała się po pancernej szybie, pozostawiając za sobą lepką smugę. Crowe odruchowo przechylił głowę, próbując złapać ją w świetle latarki. Nie przypominała zwykłej kondensacji. Była zbyt gęsta. Lepka jak żywica albo wydzielina z nieszczelnej instalacji, choć żadna z tych odpowiedzi szczególnie mu się nie podobała.
    – Mamy jakiś wyciek nad głowami… – zaczął przez radio, ale urwał. Druga kropla rozbiła się o przyłbicę. Elias uniósł wzrok ku kratownicy wentylacyjnej i przez krótką chwilę miał wrażenie, że w mroku za metalową siatką coś się poruszyło. Jak to możliwe? Widział obrys czegoś w ciemności, zbyt duży i zbyt nieregularny, by pasował do przewodów albo mechanizmu wentylatora. Czerń wydawała się połyskiwać, a gładkie refelksy światła układały się w coś podłużnego. Przynajmniej tak mu się zdawało. Nie zdążył przyjrzeć się dokładniej.

    Metal zapiszczał. Kratownica wyrwała się z mocowań i runęła w dół. Elias próbował uskoczyć, ale ciało zareagowało odrobinę za wolno. Ciężki fragment metalu uderzył w górną część hełmu z hukiem, który zabrzmiał w jego czaszce jak eksplozja. Świat rozbłysnął bielą. Crowe zachwiał się i opadł na jedno kolano. Analizator niemal wypadł mu z dłoni, ale zdołał zacisnąć palce na obudowie. W uszach pojawił się przeciągły pisk, skutecznie zagłuszający bieg rozmowy w wewnętrzyn interkomie chełu. Przez chwilę widział wszystko podwójnie. Obraz przed jego oczyma po prostu rozszczepił się na dwa niewyraźne, przesuwające się względem siebie kadry.

    – Kurwa… – wychrypiał.
    Próbował podnieść głowę, lecz natychmiast poczuł falę mdłości. Nie mógł się skoncentrować i nie był nawet pewien, czy wciąż klęczy, czy tylko wydaje mu się, że pokład znajduje się niepokojąco blisko przesłony chełmu. Wtedy coś ciężkiego spadło pomiędzy członków grupy. Elias zarejestrował jedynie gwałtowny ruch i czarną masę wielkości człowieka, która przecięła światło latarek. Nie potrafił dostrzec jej kształtu. Przez moment uznał ją za fragment instalacji albo zwinięty materiał techniczny, lecz wszystko rozmyło się, zanim zdołał skupić wzrok.

    Odruchowo cofnął się pod ścianę, opierając o nią bark. Uniósł analizator przed siebie, choć cyfry na wyświetlaczu rozpływały się w niezrozumiałe smugi.
    – Dostałem kratą… – powiedział z opóźnieniem przez radio. – Coś jeszcze spadło. Co to? Nie widzę wyraźnie. – wybełkotał pytanie i zamrugał kilkakrotnie, próbując zmusić oczy do współpracy. Światło dochodzące z latarek wbijało mu się w czaszkę, a pod hełmem narastało pulsujące ciepło.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    PiołunP Piołun

    Podejrzewam, bo ostatnio włączyłem sobie z ciekawości Alien Earth (wiem wiem, nie jest to może jakieś cudo, ale chciałem sobie wyrobić opinie, a była tam bliźniaczo podobna scena w drugim odcinku), że to coś co skapuje to oczywiście ślina Ksenomorfa, a kształt jaki widzi Elias to oczywiście no wiecie, nasz potworek. W każdym razie daje znać, że próbowałem uniku, ale kości mnie nie do końca lubią i nie pykło. Tak, żebyście wiedzieli i mogli swobodnie pisać posty uwzględniając ten fakt.

    Komentarze

  • AI w ilustratorskiej służbie MG
    PiołunP Piołun

    Osobiście jestem zwolennikiem wykorzystywania generatorów obrazów AI podczas sesji, choć przyznaję, że narzędzia te nie są jeszcze idealne i nie każdemu udaje się za ich pomocą stworzyć atrakcyjną oprawę graficzną. Mówiąc obiektywnie, mnie również nie zawsze to wychodzi. Czy to źle? Nie. Mam nadzieję, że wiele osób dopiero uczy się korzystania z tych narzędzi i z czasem będą one coraz bardziej wzbogacały nasze rozgrywki. Sama jakość generatorów z pewnością również będzie rosła z roku na rok. Znam stanowisko mówiące, że fora tekstowe powinny zostawiać więcej roli wyobraźni, bo później nie da się odwidzieć niektórych wyobrażeń AI, ale nie przeszkadza mi to w warunkach forumowych. Gorzej jeśli książki nagle zaczną mieć więcej obrazków.

    Mam też wrażenie, że praca z AI w formie dialogu i stopniowe nanoszenie poprawek rzeczywiście poprawiają jakość końcowego obrazu, a na dodatek AI rozwija się dzięki temu, więc mamy swój wkład w wychowywanie tego potworka. Czasem obserwuję różne sesje na forum i w niektórych wątkach naprawdę grafiki są świetne. Moje ulubione arty na forum tworzy obecnie @nami i muszę przyznać, że chętnie widziałbym ich jeszcze więcej!

    Odchodząc o tematu, daje kilka wskazówek ode mnie, a nuż komuś się przydadzą. Nie będę ściemniał, że nie korzystam z płatnych wersji i subskrypcji, bo korzystam. Rozumiem więc, że nie wszyscy będą mogli skorzystać na tych tipach, ale może ktoś?

    Ad 1.
    Przed wygenerowaniem obrazka warto najpierw poprosić AI o przygotowanie właściwego promptu. Możemy własnymi słowami, nawet głosowo, opisać szczegóły, na których nam zależy, a następnie poprosić o przełożenie ich na język odpowiedni dla danego generatora. Jest to więc praca dwuetapowa. AI często lepiej interpretuje prompt, który samo wcześniej uporządkowało. Potrafi również dostosować opis do konkretnego modelu, ponieważ różne generatory odmiennie rozumieją te same polecenia.

    Ad 2.
    Jeżeli ktoś, tak jak ja, korzysta z generatora dostępnego w ChatGPT, warto co jakiś czas ponownie załączać podczas generowania awatary postaci. Z mojego doświadczenia działa to lepiej niż sama komenda, aby postacie na grafice przypominały siebie z wcześniejszych obrazów. ChatGPT z generatorem jest płatny, ale korzystam z niego na tyle często, że subskrypcja mi się opłaca.

    Ad 3.
    Pozostając przy ChatGPT, generator ten dość dokładnie wykonuje instrukcje i zazwyczaj rozumie, co należy poprawić. Niestety często tworzy też charakterystyczny, powtarzalny wzór widoczny na grafikach, najczęściej w postaci ziarnistości albo specyficznej faktury tła. Omijam ten problem, korzystając dodatkowo z Midjourney. Jest to dość droga zabawa, ale przy rocznej subskrypcji można edytować również grafiki, które nie zostały wygenerowane bezpośrednio w Midjourney. Dzięki temu kilkoma kliknięciami da się usunąć niepotrzebne elementy, a funkcja upscale pomaga pozbyć się drażniącej ziarnistości tła obecnej czasem na obrazach z ChatGPT. Czasem też, jeśli liczymy na efekt artystyczny, lepiej po prostu korzystać z Midjourney, który dokładność promptu nadrabia artystycznym podejściem.

    Ad 4.
    Generatory AI to oczywiście narzędzia, w których wyobraźnia liczy się w podobnym stopniu jak podczas pisania. Bardzo ciekawy efekt można uzyskać dzięki komendzie „point of view”, czyli „POV”. Grafika zostaje wtedy wygenerowana z perspektywy oczu postaci. Świetnie sprawdza się to na przykład podczas ilustrowania nowo odnalezionych, ukrytych przedmiotów. Warto również dokładnie określać położenie kamery, czyli punkt widzenia obrazu. Ciekawe rezultaty można uzyskać, prosząc o ujęcie z góry. Czasem dobrze jest też zastosować zbliżenie na istotny detal albo poprosić, aby postać lub przedmiot zostały uchwycone z profilu. Każdy, kto kiedykolwiek zajmował się fotografią albo montażem filmów, prawdopodobnie lepiej rozumie, jak wielkie znaczenie ma perspektywa. Sam przez kilka lat pracowałem jako fotograf ślubny, a wcześniej mocno interesowałem się fotografią. Coś z tego we mnie zostało i zdecydowanie pomaga mi podczas tworzenia promptów. Każda prośba, w której próbujemy komendami ukierunkować naświetlenie, pozycje kamery, określić strukturę kadru... pomaga.

    To tyle ode mnie! Chętnie bym się dowiedział, czy ktoś z was ma jakieś swoje sztuczki do lepszego generowania! W końcu dzielenie się takimi tipami poprawia jakość grafik we wszystkich przygodach, a przynajmniej może to zrobić.

    Dyskusje RPG

  • Powitania, pożegnania i powroty
    PiołunP Piołun

    @sznyclove strasznie fajnie, że się zdecydowałeś! 🙂 Witaj na pokładzie. Na pewno prędzej, czy później znajdziesz coś dla siebie. Miło będzie znowu zagrać w coś razem, toteż mam nadzieje do zobaczenia w jakieś sesji 🙂

    Hydepark

  • Polowanie w Lwiej Loży - Komentarze
    PiołunP Piołun

    Odpisałem, a z akcji to:

    Akcja 1: Sustain Spiritual Armament i ponowny atak w Auldegrunda.
    Akcje 2–3: Vomit Swarm. Kraghul kieruje stożek w stronę Auldegrunda, ustawiając go tak, by ominąć krasnoluda Dorlivina, o ile pozwala na to jego pozycja na mapie.

    Komentarze

  • Sonda | Sesja inspirowana serialem "Stamtąd"
    PiołunP Piołun

    Nie powiem, żebym skakał z radości @ketharian, że historia urwała się w takim momencie. Trudno mi ocenić też dialog "chłopca w bieli" z damską wersją "króla w żółci". Wygląda to jak zakład potęg i mam nadzieje, że nie pójdą w tą stronę. Śmierć niektórych postaci mnie ukłuła, a metamorfoza Fatimy też nie jest dla mnie do końca czymś pożądanym. Jestem raczej za ostrożnym "tak", niż na "nie" i raczaj pozytywnie oceniem finał. Mam trochę zastrzeżeń, ale też mam nadzieje, że przyłożą się do finałowego sezonu i zrobią go z przytupem, tak, że mi szczena opadnie.

    Sondy

  • Gry, które wciągnęły was bez reszty
    PiołunP Piołun

    @JhnW napisał:

    Z mej strony wrzucęœ trzy grosze. Mnie Pillarsy czy Tyrany nie siadły (obydwa były rozdawane na Epicu) ale łączą dwa elementy których nie lubię - drużynowe rpg z walką w czasie rzeczywistym (tak wiem, aktywna pauza...) oraz RPG skupione na walce. Więc jak ktoś ma podobny gust, raczej mu nie będzie pasować.

    Hmm, na 10 lecie Pillarsy dostały update i można rozegrać teraz przygodę w formie walki turowej. Jakiś czas temu skończyły się beta testy i wszedł oryginalny patch od twórców. Może cię to zachęci. Gra ma specyficzny klimat, a muzyczka działa na mnie w trochę zły sposób, ale ma masę fajnej fabuły.

    @Kynikos napisał:

    Jeśli chcesz sobie sprawdzić CK3, to Paradox dla swoich gier (chyba wszystkich) oferuje od dłuższego czasu model subskrypcji na Steam. Za $10 na miesiąc dostajesz dostęp do całości contentu, jaki zdążyli naprodukować dla danego tytułu. Zawsze to tańsza opcja na sprawdzenie, niż pełna cena za gołą podstawkę. Chyba że wpadnie jakaś dobra promocja.

    Dzięki za tip. Może skorzystam, ale muszę wpierw zadbać o swój kącik gamingowy, by ponownie cieszyć się grami na PC. Obecnie jestem konsolowcem z przymusu, ale jak zrobię remont piętra i kupię porządny komputer to będę nadrabiać. Kto wie, może jeszcze w tym roku. Wiem, że część z tych gier nie wymaga cudów techniki, ale laptopa używam głównie do pisania, a sesje z grami na PC, muszą chwilkę poczekać. Nie mniej dzięki za radę.

    Hydepark

  • Gry, które wciągnęły was bez reszty
    PiołunP Piołun

    Faktycznie Pillars of Eternity trudno nazwać wielką produkcją pod względem budżetu czy nakładu środków. Miałem raczej na myśli jej znaczenie i wpływ na środowisko graczy. Z tego, co pamiętam, po premierze gra wygrała Global Game Awards w kategorii BestRPG, konkurując z naprawdę dużymi tytułami tamtego okresu. Oczywiście w głównej kategorii trudno jej było rywalizować z Wiedźminem 3, ale dla mnie i tak pozostaje wielką grą.

    Co do tytułów, które wymieniłeś to wow, naprawdę niezłe zestawienie. W sporą część z nich grałem, a po kilka innych nie sięgnąłem głównie ze względu na format. Szczególnie przyjże się Crusader Kings 3, bo ostro się zastanawiałem kiedyś, czy nie zagrać. Przynajmniej mam teraz nad czym się zastanowić. Dzięki, że się podzieliłeś!

    Hydepark

  • Warhammer - Ścieżki przeklętych
    PiołunP Piołun

    Me oczy patrzyły, lecz w niepojęty dla mnie sposób, oczy te nie dostrzegły tego tematu. Oczywiście, że wezmę udział w rekrutacji. Mam pewne wątpliwości jak daleko zajdziemy, ale jak się skończy wcześniej to trudno. Zawsze trzeba mieć nadzieje na najlepsze 🙂 Jutro w drodze do pracy będę medytował nad postacią.

    Rekrutacje warhammer ścieżkiprzeklętych

  • Gry, które wciągnęły was bez reszty
    PiołunP Piołun

    Pewnie każdemu z was zdarza się czasem, choć może rzadziej niż kiedyś, trafić na grę, która pochłania fabułą do tego stopnia, że po pracy człowiek tylko czeka, aż będzie mógł odpalić komputer albo konsolę i wrócić do jej świata. W erze gier multiplayer zdarza się to chyba coraz rzadziej, ale nadal trafiają się prawdziwe perełki. Czasem łatwo je zauważyć, a czasem giną gdzieś pod natłokiem premier, reklam itd. Nie każdy ma też czas, żeby regularnie czytać recenzje, przeglądać zestawienia i testować dziesiątki gier na własną rękę. Tak sobie więc pomyślałem, że założę temat. Jesteśmy raczej grupką ludzi nastawionych na dive in fabularny i wasza opinia ma pewnie dalece większe znaczenie, niż recenzenta, który odnajduje frajdę gry z innych powodów, np. dlatego, że dobrze się klika.

    Jeżeli traficie na grę, która naprawdę mocno angażuje fabularnie, chętnie się o niej dowiem. Nie chodzi mi koniecznie o mechanikę, bo świetne gry zręcznościowe również mają swoje miejsce, ale umówmy się, że głębokie zanurzenie w opowieści potrafi być znacznie bardziej wyjątkowym przeżyciem. Przynajmniej przyjmijmy takie założenie na potrzeby tego tematu.

    Szukam przede wszystkim gier, które wzruszają, wstrząsają, pobudzają wyobraźnię albo wywołują ten specyficzny moment, kiedy człowiek czuje, że to jest to. Dla każdego będzie to oczywiście coś innego, ale właśnie dlatego warto wymieniać się takimi odkryciami.

    Sam zacznę od może trochę mniej oczywistej pozycji. Około pięciu lat temu trafiłem na The Life and Suffering of Sir Brante, które okazało się naprawdę ciekawym doświadczeniem. Niedawno dowiedziałem się, że twórcy przygotowali nową pozycje, The Life and Suffering of Prince Jerian i nie mogę się doczekać, aż się za nią zabiorę. Kiedy ją ukończę, dam znać, czy warto.

    To oczywiście dość skromny przykład, bo mówimy o grze tekstowej z elementami dwuwymiarowych grafik stylizowanych na ilustracje wykonane tuszem. Z drugiej strony mamy wielkie produkcje, takie jak Baldur’s Gate 3, Until Dawn, The Last of Us, Divinity: Original Sin czy Pillars of Eternity, które podbiły serca graczy. Na takie tytuły łatwiej trafić, ale w sumie nie wiem. Może kogoś akurat ominęły te perełki? Nie ważne. Krótko mówiąc. Dawajcie znać, kiedy jakaś gra naprawdę zrobi na was ogromne wrażenie. Jestem obecnie na takim etapie życia, że mam coraz mniej czasu na samodzielne poszukiwania, dlatego bardzo docenię każdą solidną polecajkę. Być może przyda się ona nie tylko mnie, ale też innym osobom zaglądającym do tego tematu.

    Wklejam wam też trailer do gry o której mówiłem, czyli The Life and Suffering of Prince Jerian. Może akurat kogoś zainteresuje.

    Hydepark

  • [V5] Przysługa
    PiołunP Piołun

    Ja widzę, że spokojnie zbierzesz komplet graczy, a mnie nie do końca przekonuje akurat ten scenariusz oraz pewne jego założenia. Niemniej życzę udanej sesji!

    Rekrutacje

  • Krzyk Pustki
    PiołunP Piołun

    Elias zatrzymał się natychmiast, gdy Holt uniósł dłoń. Nie próbował przekrzykiwać Gleesona, ani dorzucać własnych domysłów. Znał mechanizmy, które rządziły grupą w obliczu zagrożenia. Każdy chciał coś powiedzieć, choć właśnie wtedy należało się zamknąć i spróbować usłyszeć to, co wychwycił Joshua. Na tym więc się skupił.

    Spojrzał na wskazania analizatora. Ciśnienie, skład atmosfery, obecność lotnych substancji i pyłów. Potem przesunął wzrok na plan ewakuacyjny, próbując dopasować położenie grupy do sąsiednich przedziałów i biegnących w ścianach instalacji. Jeśli po bokach nie było żadnych korytarzy, dźwięk mógł dochodzić z szybu, a szyby wentylacyjne były jego działką.

    – Jeśli to pracująca pompa albo zawór, analizator powinien wychwycić zmianę ciśnienia albo przepływu – powiedział cicho przez radio. – Dajcie temu cacku chwilę. Zaraz się dowiemy.
    Uniósł detektor i skierował go w stronę wskazaną przez Gleesona, ale nie ruszył się z miejsca.

    Rozgrywka

  • Popiół i Śnieg
    PiołunP Piołun

    Słowa Pietera trafiły do ludzi, ale nie zdołały przebić się przez cały ten gniew, strach i wzajemną nieufność. Jego poręczenie miało znaczenie i przepatrywacz mógł być pewien, że mieszkańcy je zapamiętają. Wciąż jednak było to słowo człowieka, który nie ukrywał szacunku dla Łowcy Czarownic i stał przy nim z bronią w ręku. Niektórzy słuchali, inni patrzyli na niego jak na najemnika, który skamle o mutacjach, by wyciągnąć ze sakiewki Sneidera więcej monet dla siebie.

    Moriz próbował odwołać się do prostszego rozsądku. Gdyby mieli zamiar spalić całą wieś, nie staliby przecież przed uzbrojonym tłumem, wystawiając własne karki pod siekiery. Mogliby poczekać na noc, zamknąć ludzi w domach i rozniecić ogień, zanim ktokolwiek zrozumiałby, co się dzieje. Prawie nikt nie dał się jednak przekonać. Zbyt wiele było w nich gniewu, a chłodna logika tej argumentacji w ogóle do nich nie przemawiała. Właściwie takie postawienie sprawy bardziej rozjuszyło niektórych. Wychodziła z tego pewna lekcja dla Moriza. Nie należało opętanej żądzą krwi tłuszczy mówić, że można było pozabijać ich we śnie. To nie mogło rokować dobrze, bowiem część z nich, rozpalona emocjami, zrozumiała i usłyszała tylko tyle, ile chciała.

    Dopiero Tomasimo przełamał ich opór. Niziołek wybrał inną strategię oratorską. Przemawiał jako żołnierz, który widział Chaos na własne oczy i nie musiał wyobrażać sobie skutków jego działania. Opowiadał o mutantach wychodzących z lasów, o ludziach walczących ramię w ramię ze zwierzoludźmi i o skazie, która nie kończyła się na zdeformowanym ciele. Każde kolejne zdanie wbijało się w ludzi jak klin. Nie przemawiał do ich dumy ani honoru. Uderzał w coś znacznie silniejszego. W strach o własne życie.

    Kiedy wskazał Martę, wzrok tłumu ponownie powędrował ku jej twarzy. Dwie źrenice poruszały się w jednej tęczówce, każda jakby próbowała patrzeć w inną stronę, a widok, którego wcześniej im oszczędzała, zaszywając sobie powiekę i nosząc opaskę, coś zmienił. Tak dotkliwa mutacja poruszała coś ukrytego głęboko w duszy każdego z nich. To było nienaturalne i złe. Wszyscy to rozumieli. Paru chłopów opuściło widły, kierując ostre końce ku ziemi. Nastrój tłumu zmieniał się i pękał. Nie była to jeszcze ostateczna wiktoria, ale mimo wszystko postęp.

    – On ma rację – odezwał się ktoś z drugiego szeregu. – A jeśli to się przenosi?
    Pytanie zakorzeniło się w umysłach kilku osób. Ludzie zaczęli spoglądać na siebie, przypominając sobie wszystkie dziwne rzeczy z ostatnich tygodni. Widać było, że niektórzy nieznacznie próbują odsunąć się od sąsiadów. Jedna z matek przyciągnęła dzieci bliżej siebie i odsunęła się od mężczyzny stojącego obok.

    Kapłan Berengar widział, co się dzieje. Wysunął się bardziej do przodu, ściskając siekierę w dłoni. Ostrze pozostawało skierowane ku ziemi, ale rósł w nim bojowy duch. Za wszelką cenę chciał odzyskać inicjatywę, bowiem zrozumiał, że powoli traci posłuch wśród ludzi, których przez lata prowadził.
    – To wasi sąsiedzi! – zawołał. – Ludzie, z którymi pracowaliście, jedliście i grzebaliście zmarłych! Marta leczyła wasze dzieci. Odbierała wasze porody. Co z wami? Wystarczy teraz jedno słowo obcego, by wydać ją na stos? Co z tego, że coś zmieniło się na jej ciele? Przecież to dalej nasza Marta, do cholery!
    Jego głos nie trącił już kaznodziejską nutą. Brzmiały w nim desperacja oraz gniew. Próbował zatrzymać grunt osuwający mu się spod nóg, ale było już nieco za późno. Wielu wieśniaków spuściło wzrok albo odwróciło głowy, lecz nikt nie odpowiedział.

    Tomasimo nie musiał już niczego dodawać. Wystarczająco jasno przedstawił im drugą możliwość. Zabicie Łowcy Czarownic oznaczało otwarcie drogi mrocznym siłom. Skaza Chaosu przyciągnie w te strony zwierzoludzi, a nawet jeśli nie, prędzej czy później zjawią się kolejni ludzie Imperium. Tym razem nie z propozycją, lecz z ogniem i wojskiem. Ostatecznie nie mieli wyboru. Byli pod ścianą, a zabicie ich oraz Łowcy Czarownic sprowadziłoby na nich jedynie odroczoną w czasie zgubę.
    Sneider pozwolił tej myśli dojrzeć. Stał spokojnie, trzymając linę Marty i obserwując wieśniaków z uwagą. Z zadowoleniem zauważył, że pułapka zaczyna się zamykać. Było dokładnie tak, jak się spodziewał. Dopiero kiedy większość broni opadła, a ludzie zaczęli patrzeć na sąsiadów bardziej podejrzliwie niż na niego, zwrócił się do sołtysa.

    – Herr Rauch. Czas spełnić swoją część umowy. Proszę wyłuszczyć, kto jeszcze zamieszany jest w działania kultu.
    Sołtys Otto przełknął ślinę. Jeszcze w karczmie wypowiadał się znacznie pewniej. Tam nie musiał patrzeć w twarze ludzi, których zamierzał sprzedać. Teraz jednak wiedział, że jeśli się zawaha, Sneider nie będzie miał żadnego powodu, by dotrzymać obietnicy. Wyszedł krok naprzód, rozejrzał się po tłumie i zaczął mówić o tych, którzy wiedzieli najwięcej, a może tylko o takich, którzy w ostatnich latach najbardziej mu się naprzykrzyli. Ostatecznie Sneider nie miał zamiaru weryfikować jego słów.

    – Ojciec Holtz spotykał się z Martą – powiedział Otto, nie patrząc kapłanowi w oczy. – Był z nią blisko, a wszyscy dobrze wiedzą, jak kończy się obcowanie cielesne z mutantkami. Pozwolił, by własna chuć stała się ważniejsza od jego ducha. W dodatku w swoim bluźnierstwie zapędził się na tyle daleko, by urządzać schadzki w świętej kaplicy. Zaprawdę mówię, nie jest już godzien przewodzić naszej wspólnocie i winien spłonąć na stosie.
    To powiedziawszy, splunął, jakby samo mówienie o kapłanie napawało go obrzydzeniem.
    Po tłumie przeszedł głuchy pomruk. Berengar spojrzał po mieszkańcach, czekając, aż ktoś zaprotestuje. Przez lata błogosławił ich dzieci, pomagał rannym i dzielił zapasy kaplicy podczas zimy. Teraz jednak ludzie unikali jego wzroku, jakby sama pamięć o tym wszystkim stała się niewygodna. Jeden z mężczyzn, odważniejszy dzięki sąsiadom stojącym za jego plecami, uniósł widły.
    – Wyjdź na środek, Berengar. Nie utrudniaj tego.
    Kapłan spojrzał na niego długo, a potem na resztę mieszkańców. Nikt nie ruszył się w jego stronę. Nikt też nie stanął obok niego.

    – Jeśli chcecie mnie zabrać, podejdźcie i zróbcie to sami – odpowiedział. – Nie będę pomagał wam udawać, że to nie wy wydajecie mnie na śmierć.
    Mężczyzna z widłami nie wykonał nawet kroku. W tłumie zapadła ciężka cisza. Berengar splunął w śnieg, poprawił chwyt na siekierze i sam wyszedł przed pierwszy szereg. Nie zrobił tego jak skazaniec poddający się wyrokowi. Stanął kilka kroków od Sneidera, bokiem do Łowcy, a twarzą do własnych ludzi, jasno pokazując, że jeśli ktoś zamierza zaprowadzić go na stos, będzie musiał wcześniej go pokonać.

    Sneider przyjął to jedynie lekkim skinieniem głowy.
    – Kto jeszcze, Herr Rauch?
    Sołtys błądził wzrokiem po mieszkańcach, szukając kolejnej osoby, którą mógłby wymienić bez narażania się pozostałym. W końcu po wszystkim miał nadal mieszkać w Dunkelwaldzie i nim zarządzać. Ostatecznie jego spojrzenie zatrzymało się na żonie karczmarza.
    – Greta Kappel.
    Krzyk jej męża natychmiast przeciął plac.
    – Nie! Otto, ty pierdolony szczurze!
    Kappel zaczął przeciskać się przez tłum, ale ludzie stojący najbliżej Grety już pochwycili ją za ramiona. Kobieta szarpała się, zapierała obcasami w śniegu i już miała zacząć krzyczeć, gdy sołtys podsumował również jej występki.
    – To dla ciebie pracują praczki w siole. Mały biznes na boku miał pomóc ci stać się niezależną. Chciałaś odejść od męża. Nie udawaj, że to kłamstwo, Greto. Chyba wszyscy o tym wiedzieliśmy, oprócz twojego męża. Gdy pojawiły się pierwsze podejrzenia, że z wodą jest coś nie tak, czy zaprzestałaś? Nie. Liczyło się srebro, które z tego miałaś. To twoja chciwość skazała wielu z tych ludzi na piętno Mrocznych Bogów. Za to właśnie zasługujesz na stos.

    Kobieta zaczęła się rzucać, wykrzykując, że niczego nie ukrywała. Oskarżała Ottona o kłamstwo, próbę ratowania własnej skóry i wydawanie niewinnych ludzi. Karczmarz rozepchnął dwóch sąsiadów i prawie dotarł do żony. Zabrakło mu kilku kroków. Chłop stojący z boku chwycił łopatę oburącz i uderzył go drewnianym trzonkiem w bok głowy. Kappel runął ogłuszony w śnieg bez jednego słowa.
    Greta zawyła i próbowała wyrwać się w jego stronę, ale trzymający ją mężczyźni nie pozwolili jej nawet uklęknąć przy mężu. Tłum bezceremonialnie i brutalnie wypchnął ją w stronę kapłana, który obserwował to wszystko, nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje. Chcąc nie chcąc, zdyszana i zapłakana, stanęła na środku obok niego.

    Otto wypowiedział trzecie nazwisko.
    – Stary Albrecht. Mówiliśmy ci, że wywieszanie tych guślarskich talizmanów w lasach źle się skończy. Nie wiem, na ile to, co robiłeś, sprowadziło na nas nieszczęście, ale wiem, dlaczego cały czas nosisz czapkę. Z pewnością nie dlatego, że marznie ci głowa. Myślałeś, że nikt nie zauważył, ale kilku z nas wie, że wyrosły ci dodatkowe uszy, plugawcze. Mieszkałeś na skraju wsi nie z wyboru. Nie chcieliśmy cię tutaj, a teraz w końcu odejdziesz na zawsze. Niech ogień Sigmara oczyści twoją duszę.

    Tym razem nikt nikogo nie popychał. Tłum rozstąpił się sam, a staruszek wyszedł spomiędzy ludzi własnym krokiem. W jednej dłoni trzymał małą siekierkę do rozłupywania drewna, w drugiej butelczynę mętnego bimbru. Pociągnął długi łyk, otarł usta rękawem i spojrzał na sołtysa z takim spokojem, że Otto mimowolnie cofnął się o pół kroku.
    – Zawsze wiedziałem, że śliski chujek z ciebie, Otto – powiedział Albrecht. – Nie wiedziałem tylko, że w końcu ktoś wyposaży cię w jaja. Ciekawe, jak by ci szło, gdyby nie ta grupka.
    Zmierzył wzrokiem najemników Łowcy i z ulgą przyjął fakt, że nie było wśród nich tego od kurty. Nie miał ochoty wrazić siekierki akurat w niego. Polubił chłopaka.

    Powiedziawszy swoje, ściągnął futrzaną czapę. W siwych włosach początkowo nie było widać niczego niezwykłego, dopóki sam ich nie odgarnął, ukazując dodatkowy zestaw uszu. Tłum zaczął szeptać, ale on nie czekał na niczyją odpowiedź. Podszedł do Berengara, skinął mu głową z szacunkiem i odwrócił się do niego plecami, tak by mogli osłaniać się wzajemnie. Kapłan wziął od niego butelkę, napił się krótko i oddał bez słowa. W tym jednym geście zawierało się wszystko.
    Wokół wskazanej trójki zaczęło zamykać się półkole. Wieśniacy nie mieli odwagi podejść i ich pochwycić, ale nie zamierzali też pozwolić im odejść. Widły, siekiery i topory podniosły się nieco, tworząc nierówną ścianę z drewna i żelaza. Greta przestała się szarpać. Patrzyła tylko na leżącego w śniegu męża, oddychając szybko i płytko.

    text alternatywny

    Berengar przesunął wzrokiem po mieszkańcach.
    – Tchórze – powiedział cicho, lecz wszyscy go usłyszeli. – Całe lata mówiłem wam, że wilk nie przetrwa samotnie. Stado winno bronić słabszych. Wystarczyło pokazać wam ogień, a już zaczęliście gryźć swoich.
    Kilku ludzi opuściło wzrok. Inni zacisnęli mocniej dłonie na broni, jakby kapłan obrażał ich samym przypomnieniem, czym właśnie się stali. Gdy jedna z kobiet wykrzyknęła, że Marta była mutantką, Berengar odpowiedział bez wahania:
    – Marta nadal jest sobą. Ma w sobie dobro i troskę. Nie zasługuje na to, co chcecie jej wyrządzić.
    – Skąd możesz to wiedzieć?! – padło z tłumu.
    Głosy zaczęły nakładać się na siebie, a półkole poruszyło się niespokojnie. Sneider przerwał wrzawę, unosząc dłoń. Nie wszyscy ucichli od razu, ale wystarczyło, że powiedział spokojnie, iż winni zostali wskazani, a reszta wsi ma teraz możliwość okazania lojalności Imperium. Jeśli zmarnują tę szansę przez sentyment do skażonych, sami wybiorą los, przed którym próbowali się uchronić.
    Berengar odwrócił się do niego.
    – Nie masz tu władzy.
    Sneider rozejrzał się po mieszkańcach, którzy jeszcze chwilę wcześniej stali za kapłanem, a teraz otaczali go z bronią w dłoniach.
    – Chyba się mylisz. Jak mówiłem wcześniej, to ja jestem tutaj prawem – odpowiedział. – Herr Falk. Herr Richter oraz Herr Ashfield. Zabezpieczcie skazanych. Bez zbędnej krwi, jeśli okażą rozsądek.

    Tomasimo stał obok z garłaczem. To jego słowa złamały opór tłumu i pozwoliły mieszkańcom uwierzyć, że wydanie trojga sąsiadów było koniecznością, wręcz ich powinnością, a nie zdradą. Teraz ci sami ludzie obserwowali, co zrobi. Widząc bojowe nastawienie trójki wyznaczonych na śmierć, podniósł broń wyżej. Pieter i Moriz również dobyli oręża, czując, co się szykuje.
    – Proszę nie utrudniać, ojcze Berengar – powiedział Sneider. – To i tak przesądzone. O wiele godniej umrzeć w oczyszczających płomieniach.
    Kapłan poprawił chwyt na siekierze. Albrecht dopił resztę bimbru, rzucił butelkę w śnieg i stanął szerzej, osłaniając Gretę oraz plecy kapłana. Kobieta pochwyciła z ziemi widły, które ktoś wcześniej porzucił w rezygnacji.
    – Tylko spróbujcie – mruknął Berengar. – Kto pierwszy?
    Grał na czas. Zaraz po zadaniu pytania zaczął mamrotać słowa modlitwy. Czyżby prosił Ulryka o błogosławieństwo? Za chwilę mieli się przekonać. Sneider przekazał sznur trzymający Martę jednemu ze swoich ludzi i dobył kordelasa. Ostrze błysnęło, odkrywając nagą stal. Później wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Wskazani na śmierć, choć pozostawali w mniejszości, rzucili się do ataku.

    text alternatywny

    Heinrich został w karczmie sam, jeśli nie liczyć tego, co pozostało po gwałtownych wydarzeniach ostatniej godziny. Głosy z placu docierały do środka stłumione przez ściany i zamknięte okiennice. Czasami dochodził go jakiś krzyk, ale Heinz nie próbował rozróżniać słów. Nie potrzebował kolejnych powodów, by czuć się źle. Snując się po izbie, próbował zebrać myśli. Przesunął krzesło, poprawił jedną z barykad, sprawdził drzwi za szynkwasem, choć dobrze wiedział, że wszystko było zabezpieczone. Robił cokolwiek, byle tylko zająć ręce i nie zastanawiać się nad tym, co właśnie działo się na placu.

    Za ladą odkrył niewielkie drzwiczki, które na pierwszy rzut oka wyglądały jak część obicia. Zamek był otwarty, być może Kappel nie zdążył go zamknąć, gdy wszystko zaczęło się walić. W środku, za kilkoma pospolitymi flaszkami i dzbankiem kwaśnego cydru, znajdował się prywatny zapas karczmarza. Trzy butelczyny od razu przyciągały wzrok. Pierwsza zawierała brandy dobrego rocznika, ciemną i klarowną, z wytartą, ale wciąż czytelną etykietą. Druga kryła w sobie stary dwójniak, ciężki i słodki, przeznaczony raczej dla bogatych kupców niż wiejskich pijaczków. Trzecia była najmniejsza, wykonana z grubego, zielonkawego szkła i opatrzona krasnoludzkimi znakami. Potrójnie destylowana siwucha. Trunek, którym można było człowieka rozgrzać albo zwalić z nóg, zależnie od liczby wychylonych szklaneczek i głowy pijącego.

    Razem musiały być warte małą fortunę. Pewnie z pół tuzina złociszy. Kappel najwyraźniej odkładał je na wesele, pogrzeb, wizytę ważnego gościa albo dzień, w którym świat miał się skończyć. No cóż. To ostatnie wcale nie musiało być dla niego tak odległe. Heinrich przez dłuższą chwilę patrzył na butelki. Kuszące. Cierpliwe. Obiecujące kilka godzin spokoju, podczas których nic nie będzie miało większego znaczenia. Wystarczyło sięgnąć, wyrwać korek i pozwolić, by alkohol uciszył sumienie, strach oraz wszystkie myśli, których prawdopodobnie nie chciał teraz doświadczać.

    Kiedy rozważał, czy nie odpieczętować którejś z butelczyn, zauważył błysk na podłodze. Coś leżało pod skrajem stołu, częściowo zasłonięte przez nogę przewróconego stołka. Heinrich schylił się i podniósł niewielki przedmiot. Był to pierścień. Konkretniej srebrny sygnet, ciężki jak na swój rozmiar i wykonany z zaskakującą precyzją. Na jego tarczy znajdował się misternie wyrzeźbiony znak, którego linie wypełniono ciemnoczerwoną emalią. Heinrich potrzebował tylko chwili, by go rozpoznać.
    Symbol Khorne’a.
    Niemal wyrzucił sygnet z dłoni. Palce rozluźniły się odruchowo, ale pierścień nie spadł. Został na jego skórze, zimny i ciężki, jakby ważył znacznie więcej, niż powinien. Skąd się tutaj wziął?

    text alternatywny

    W ciągu ostatniej godziny wszyscy poruszali się po karczmie. Przesuwali stoły, barykadowali drzwi, biegali do piwnicy i na piętro. Sołtys klęczał przy Brunie i go wiązał. Pieter stał przy wejściu. Tomasimo krążył za szynkwasem. Moriz pomagał przy oknach. Sneider przechodził tędy przynajmniej kilka razy. Sygnet mógł wypaść każdemu. Równie dobrze mógł jednak leżeć tutaj od wczoraj. Od tygodnia. Od miesięcy.

    Heinrich stał pośrodku karczmy z symbolem Boga Krwi w dłoni. Nagle butelki z alkoholem wydały mu się jeszcze bardziej kuszące. Z zewnątrz dochodziły krzyki ludzi, a wrzawa narastała coraz bardziej. Nie był już pewien, o co w tym wszystkim właściwie chodziło, ale jednego był pewien. Zabrnęło to za daleko.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    PiołunP Piołun

    @Ketharian napisał:

    Witaj po urlopie, wyszło bardzo dobrze. @marrrt wspomniał o tym samym doku jakieś trzy godziny temu. Retrospekcje zawsze mile widziane, wrzucaj jak tylko będziesz gotowy!

    Trochę miałem na głowie w ostatnich dniach, a uznałem, że ta scena nie ma piorytetu. Nie mniej po długim czasie coś tam dodałem. Sorry za spory delay.

    Komentarze

  • Żywe Trupy i Maski Nyarlathotepa - badanie gruntu
    PiołunP Piołun

    Osobiście uważam, że Masek Nyarlathotepa nie da się rozegrać na forum, a całe moje dotychczasowe doświadczenie podpowiada mi, że mam rację. Znacznie mniej ambitne projekty, choć nadal całkiem obszerne, rozgrywałem tekstowo przez lata, docierając maksymalnie do połowy albo około 60% całości.

    Słyszałem o grupie znajomych, która grała w Maski przy stole przez kilka lat. Przy stole! To naprawdę opasła kampania. Oczywiście wiele zależy od zarządzania dynamiką gry, zarówno przez graczy, jak i MG. Wyobraźnia ma jednak to do siebie, że szybko się rozrasta, a kiedy gracze naprawdę wejdą w postacie, potrafią długo się nie zatrzymywać. Nawet w najbardziej okrojonej formie nie sądzę więc, by dało się sensownie rozegrać Maski na forum.

    Żywe trupy w zaproponowanym formacie brzmią zdecydowanie ciekawiej. Przede wszystkim mam wrażenie, że taką sesję dałoby się rzeczywiście zacząć i skończyć, a to zawsze jest jeden z jej największych atutów. Sam opis również brzmi bardzo zachęcająco.

    Na co byś się nie zdecydował, życzę powodzenia!

    Sondy

  • Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka
    PiołunP Piołun

    Kraghul słuchał kolejnych odpowiedzi, nie przerywając nikomu. Nie wyglądał na znudzonego, choć właściwie trudno było odczytać cokolwiek z jego twarzy. Zmieniło się to dopiero przy wzmiance Zakareth o Śpiewającym Pająku z Błękitnych Szczytów. Poruszył wtedy lekko palcami opartymi o stół, a jego twarz przybrała przykry grymas. Próbował sobie to wyobrazić. Kher, jakby wyczuwając zmianę nastroju orka, przesunął się nieco na jego barku.

    Pająk żywiący się snami i marzeniami.

    Było w tym coś paskudnego. Rozumiał zwykły głód, ale ten rodzaj czerpania energii z innych istot jawił mu się jako dalece bardziej okrutny. Głód był głodem i czasem trzeba było zjeść mięso innej istoty, ale to? Paskudna była sama myśl, że coś może zostawić ciało, a zabrać z człowieka to, co pozwala mu wstać następnego dnia. Jego sens.

    Opowieść Zairy spodobała mu się bardziej. Zmagania, którym musiała sprostać, przypominały nieco jego rytuał wejścia w dorosłość. Sowoniedźwiedź. To było nader imponujące, ale osiągalne dla kogoś, kto wcześniej się przygotuje i wybierze teren. Do tego hydra i terrorbirdy pokonane wspólną pracą. Kraghul nie powiedział tego głośno, ale skinął jej lekko głową z uznaniem. Tak, praca zespołowa była ważna, zwłaszcza jeśli mieli wyjść z tego cało.

    Sam długo nie odpowiadał. Dorlivin czekał, Auldegrund mówił coraz chętniej, sala pachniała pieczenią, winem i dymem, ale ork nie rozkoszował się tym. Miał wrażenie, że im więcej słów padało przy stole, tym mniej było w nich prawdziwej treści. Znał mniej więcej sposób żerowania wywern. Nie był może w tej kwestii specjalistą, ale wychowując się wśród orczych łowców, nabywało się trochę wiedzy. Stworzenia te atakowały samotnie lub czasem w parze. Rzadko więcej. Wieść o trzech albo czterech naraz trąciła mu przesadą.

    Kiedy wreszcie podano jedzenie, nie rzucił się na nie, chcąc dać wyraz temu, iż nie należy z góry oceniać ogłady orków. Część jego współplemieńców oczywiście odmiennie potraktowałaby tę sprawę, chwyciłaby szybko za nóż, a może nawet rękoma wybrała polewkę z misy, ale Kraghul czuł się zobowiązany zmieniać utrwalone stereotypy. Nawet jeśli zapach sarniny i grzybów był nader kuszący. Przyjął miskę, spojrzał na pieczeń i przez chwilę się zawahał. Nie chciał wyjść na nieuprzejmego, ale od początku wiele mu nie pasowało w tej wizycie. Brak służby, przeczucie, iż Loża stanowi pewien rodzaj więzienia, mętne tłumaczenia gospodarza. Coś mu tu nie pasowało. Na razie dał jedzeniu ostygnąć.

    I właśnie wtedy podano mu kielich. Ork grzecznie odmówił. Nana Anadi mu świadkiem, że w kontaktach z duchami lepiej pozostawiać trzeźwy umysł. Nie ma nic gorszego niż obcowanie z duchami w stanie upojenia. W końcu kontakt często bywa obustronny. Znacznie lepiej spisywały się różne mieszanki ziół, które wynosiły umysł na inne poziomy świadomości, choć wątpił, by gospodarze mieli akurat coś takiego.

    Kiedy rozważał tę kwestię, Dorlivin akurat zachwiał się przy kielichu Zakareth. Kraghul doliczył ów fakt do kupki podejrzanych sytuacji. W każdym razie jego spojrzenie na moment stwardniało. Widział już, jak ktoś potyka się ze zmęczenia albo w stanie upojenia. To tutaj mogło być zwykłym przypadkiem, ale wątpliwości narastały. Kher wspiął się wyżej, bliżej szyi orka, a cienkie odnóża musnęły skórę pod jego uchem.

    Zakareth podniosła się chwilę później, mówiąc coś o żołądku i potrzebie przebrania. Kiedy przechodziła obok Zairy, zgięła się w pół odrobinę zbyt teatralnie, a Kraghul odprowadził ją wzrokiem. Nie trzeba było mieć przydomku Ośmiooki, by wiedzieć, że coś jest na rzeczy. Miał tylko nadzieję, że gospodarz nie jest równie bystrym obserwatorem. Trzeba było jakoś skupić jego uwagę. Pytał o największą, najgroźniejszą bestię. Dobrze. Niech spóźniona odpowiedź Kraghula będzie dywersją i da czas reszcie grupy na... na cokolwiek teraz planowali.

    – Wśród mojego ludu młody ork nie staje się dorosły z czasem. Musi przejść próbę, rytuał dorosłości... – odezwał się w końcu niskim, chropawym głosem. – Rada dobiera poziom wyzwania wedle własnego zamysłu. Oczywiście nikt nie ma żadnych forów, ale głupio jest szafować tym samym wyzwaniem wobec każdego. Sprawiedliwie nie znaczy równo.
    Na moment spojrzał na wypchane łby zwierząt. Potem na Auldegrunda i jego synów.
    – Mnie posłano kiedyś za ankhravem – powiedział po chwili. – W języku mojego ludu bestie te noszą nazwę Gorakh'aktha, co można przetłumaczyć jako "żądło mieszkające w ziemi".
    Urwał na moment, jakby próbował przedrzeć się przez osnowę wspomnień.
    – Nie jest to bestia, którą można podejść jak jelenia albo zagonić jak dzika. Nie widzisz jej, nie słyszysz, dopóki sama nie zechce, by ją ujrzano. Idziesz przez suchą równinę, a nagle ziemia pęka ci pod stopami. Musisz być gotowy, by w odpowiednim momencie wrazić włócznię w ziemię. To głównie próba cierpliwości i czujności. Cech, których wówczas nieco mi brakowało. Starsi dobrze dobrali swoją próbę, a ja wróciłem z łbem bestii. Silniejszy i lepszy niż w dniu, w którym mnie posłano.
    Nie uśmiechnął się.
    – A jeśli obyczaj pozwala spytać także gospodarzy, jaką bestią możecie pochwalić się ty i twoi synowie, Auldegrundzie Ponury? – zapytał i miał nadzieję, że takie zawiązanie tematu odwróci uwagę od... całej reszty.

    Rozgrywka pathfinder 2e golarion

  • [V5] Przysługa
    PiołunP Piołun

    Jak oceniasz długość tej sesji w czasie forumowym w przybliżeniu? Znam tą edycje i w sumie dobrze się bawiłem grając, ale muszę się zastanowić nad tym, czy dam sobie radę jeszcze się gdzieś zapisać. Na stosunkowo krótką sesją mógłbym się zastanowić 🙂

    Rekrutacje

  • Krzyk Pustki
    PiołunP Piołun

    Wróciłem z urlopu. Po przerwie trudno mi się było wbić, ale mam nadzieje, że wyszło naturalnie. Jak coś to mówcie.

    Pytanko do @marrrt oraz @ketharian w sprawie zaległego doca. Mogę go uzupełnić retrospektycjnie po części, którą rozpisał marrrt, czy za bardzo odpłynelśmy w fabule?

    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa