- Same problemy? - powtórzył jakby smakując opinię Kappela
- Zamieszanie i owszem, ale czemu od razu problemy? - dopytał
Kappel skrzywił się, jakby niziołek właśnie włożył mu palec w ranę. Wyglądało na to, że karczmarz miał już w życiu jakieś przykre styczności z Łowcami Czarwonic.
- Bo z Łowcami zawsze są problemy, panie nizioł - mruknął - Jak winny jest winny, to pół biedy, bo spłonie winny. Jak winny jest niewinny, to też spłonie, dla wygody takiego kapelusznika.
Elsbeth rzuciła mu krótkie spojrzenie, ale tym razem go nie poprawiła.
(...)
- Wilk to zwierzę Ulryka. Mówi się, że watahy wokół chronią nasz siół i raczej to racja. Jeśli masz olej w głowie i nie chcesz, żeby potem nocą śnił ci się Pan Zimy z toporem nad łóżkiem, to nie tykasz wilków (...) - opisywał karczmarz
- Doprawdy? Myślałem że tylko białe wilki mają ten status, nawet kapłani Ulryka by pokazać swoje męstwo polują na wilki i noszą ich futra, czyż nie? Znaczy ja się nie znam, ale kapłana Ulryka w Gruyden widziałem i zawsze chętnie o wierze i filozofii rozmawiam, wszak w tych ciężkich czasach co nam zostaje poza wiarą - zapytał o miejscowe wierzenia, co innego mówiono na południu, może własnie ten lokalny folklor i wierzenia były podstawą donosu urzędnika...
Kappel potarł palcem bok kubka zanim odpowiedział.
- Pewnie, że kapłani Ulryka noszą wilcze skóry. Pewnie, że próba z wilkiem to rzecz godna, jeśli kto ma siłę, odwagę i błogosławieństwo. Tyle że co innego kapłan albo łowca, a co innego chłop z siekierą, któremu się zdaje, że jak ubije wilka pod lasem, to będzie panem zimy.
- Wilka nie zabija się lekko – wtrąciła Elsbeth ciszej. – U nas tak mówią.
Kappel skinął głową, zadowolony, że żona znalazła prostsze słowa.
- Otóż to. Nie chodzi o to, że wilka tknąć nie wolno nigdy. Ulryk lubi próbę sił. Ale bez potrzeby? Dla skóry? Dla przechwałki? Nie. Tego się tu nie robi. Wilk jest zwierzęciem Pana Zimy. Jeśli zabijasz bez powodu, to może i nikt cię nie ukarze, ale my tu mamy swoje przesądy Panie nizioł. Nie ważne czy wilk biały, czy zwykły.
Urwał, jakby sam uznał, że temat się wyczerpał.
- Może w Gruyden gadają inaczej. Tam mają swoje zwyczaje, my mamy swoje.
- Zapewne Panie Kappel, każde sioło ma swoje, ale nie do każdego zajeżdża Łowca Czarownic, tak se dumam, z jakiegoś powodu tu przyjechał, a odstępstwo od powszechnej w Imperium wiary brzmi dla mnie najsensowniej. Choćby to było jakieś głupie nieporozumienie powiększone przez plotki do niebezpiecznych rozmiarów - rzucił na koniec i uprzejmie się pożegnał. Nie chciał ich już więcej męczyć pytaniami, a i tak w tym temacie najwięcej wywie się od kapłana.

Tomasimo nie znał Łowców Czarownic, nie widywał, znał jedynie opowieści, mrożące krew w żyłach, zamykające okiennice opowieści o fanatykach bezlitośnie tępiących zakazane kulty i mutantów, działających często w myśl zabijcie wszystkich Bóg rozpozna swoich. Toteż dotychczasowa postawa Sneidera mocno go nie zaskoczyła. Widać zastraszanie miejscowych to był ich klasyczny modus operandi.
W prywatnych rozmowach jednak Klaus wydawał się być człowiekiem surowym ale rozsądnym, wiedzącym że ludziom dużo się może wydawać, wyobrażać, a i swoje prywatne niesnaski sąsiedzkie mogą nim rozgrywać. Mówił o śledztwie, o sprawdzeniu donosów, toteż jak dobry żołnierz zaraportował mu o słowach dziecka. Nic wielkiego, informacja o tropie. Dopiero wieść od Pietera zjeżyła mu lekko włosy. A co jeśli się mylił?
Niziołek rano wstał żwawo czując zapach domowego jedzenia, o śniadaniu nikt mu dwa razy przypominać nie musiał. Jadł obficie, podwójna porcja owsianki, jabłka, rozgrzewający ciało podgrzewany cydr.
Ku zaskoczeniu wielu był w pełnym rynsztunku choć bez plecaka, oporządzony i gotowy do wyjścia. Spodziewał się, że Sneider od rana zaprzątnie ich porządnie do pracy, toteż jako żołnierz stawił się przygotowany należycie jak na wojskowego przystało.
Z ciekawości po wypiciu kufla nalał odrobinę z bukłaka, chcąc obejrzeć jak ta mętna woda wygląda w świetle dnia. Upił łyk sprawdzając czy da radę pić i czy nie smakuje dziwnie. Wolał przetestować na sobie zanim da Tyciemu gdzieś w czasie postoju. Jeśli smakowała źle wypluł ostentacyjnie i zapytał Kappela o to czy testował ostatnio wodę ze studni, bo nabrała dziwnego posmaku.
Dopiero gdy Sneider się odezwał niziołek zareagował, w przerwie między kęsami.
- Spaliście dobrze Herr Sneider? Noc spokojna? Nic Was nie niepokoiło?
- Nic mi do Waszych metod śledczych, ale skoro nas angażujecie to wolałbym wiedzieć więcej niż mniej.
Tomasimo nie spodziewał się by sankcjonowany łowca zamierzał im się tłumaczyć, ale liczył że jak nie teraz to później znajdzie czas na szczerszą rozmowę, gdy Klaus skończył mówić a niziołek jeść półczłowiek rzucił do psa:
- Tyci złap trop Klausa - wskazując na Klausa, pies ku zdziwieniu łowcy dopadł go swoim czujnym nosem po czym wrócił posłusznie do halflinga.
Po śniadaniu i wymianie grzeczności z wszystkimi wyszedł do stajni przywitać się z swoim kucem i sprawdzić czy ma wszystkie co mu potrzeba, gdzie spotkał Pietera:
- Prędzej czy później dowiemy się czyja to krew. Zobaczę czy w tym mrozie Tyci wywęszy gdzie był nocą, o ile zostanie w karczmie to jest szansa, że pójdzie tam gdzie był, a nie gdzie jest.
- Zamierzam odwiedzić kapłana i dzieciaka jak i matkę co nas zaczepili wieczorem - stwierdził zostawiając Falkowi decyzję czy idzie z nim - jak są tu jakieś dziwne kulty to pewnie kapłan o nich wie, poza tym karczmarz i jego żona dobrze o nim mówią, zatem pewnie będzie miał na uwadze dobro sioła i jego ludzi.
- Nie podobają mi się metody Sneidera, może są skuteczne, ale strach często wiąże języki równie mocno co rozwiązuje, kwestia ludzi, nie każdego da się zastraszyć, a i nie każdy zastraszony mówi z sensem w obawie o własne życie, a są i tacy co w obawie o własne życie sięgają po miecz. On chyba zapomina, że jesteśmy raptem garstką podróżnych i to w większości nieżołnierzy.





nr 1