Tomasimo Ashfield był niziołkiem w sile wieku, co swoje przeszedł podczas najazdu Chaosu, wraz z Pieterem Falkiem służyli w Forcie Schippel, tam też przyszło im walczyć z "wojskami" Niszczycielskich Potęg, a później oczyszczać Białe Wzgórza z niedobitków zwierzoludzi, maruderów armii chaosu i innych paskudztw, które przybyły do nas z Kislevu. Groza tamtych dni do dziś potrafi go budzić w nocy, męczyć, przypominać o kruchości życia. Ostatnie miesiące odmieniły każdego, wielu posiwiało, Pieter stracił większość włosów, a Tomasimo nabawił się natręctw i kompulsywnej maniery dbania o wąsy. Konował zalecił palenie fajki, domieszki ziół do tytoniu na rozluźnienie nerwów, poszukania hobby i inne pierdolety. Hobby?! Cyrulik psia jego mać, szkoda gadać. Odkupił od wojska psa, od dawna z nim spędzał czas, a podobno obecność zwierząt koi nerwy.
Owe wzgórza to był w dużej mierze wyłączny teren łowiecki wielkiego barona Hochlandu, księcia elektora Aldebrand Ludenhofa. Teren więc, bez oficjalnych zabudowań, dróg, czy przepraw, za to pełen mokradeł, bagien i innych naturalnych przeszkód. Idealny do ścigania regularnej armii co nie zna okolicy, dużo mniej do walki z zwierzoludźmi co się rozlazły po nieudanym oblężeniu fortu, choć i tych spora część się potopiła. Wybili tylu ilu znaleźli, modląc się do znanych bogów by łachudry nie dotarły do miasteczek i wsi Hochlandu, każdy z żołnierzy przykładał się jak mógł, wiedząc że bestie z którymi walczą, mogą spotkać albo ich, albo ich rodziny, chyba że te zdążyły się schronić w jakimś większym mieście. Na co każdy z nich miał nadzieję, ale jak wiadomo nadzieja to kapryśna pani.
To wtedy poznał lepiej Pietera Falka, przepatrywacza jego regimentu, trzymał się go kurczowo bo był dużo niższy od reszty żołnierzy i tam gdzie inni bez problemu przechodzili moczary, on się pięknie topił, a ponad wodę wystawał jedynie jego okazały kapelusz z piórami. Od tego czasu zwali go "wodnik".
Dosłużył w wojsku stopnia kaprala, kapelusz trzyma w klamrze emblemat regimentu i dwa pióra, dłuższe czerwone - świadczące o jednostce strzeleckiej, i niższe zielone, świadczące o jego pozycji obergefreiter'a.
Gdy w końcu zwolnili ich ze służby tak naprawdę nie wiedzieli gdzie się podziać. Prowincja była pełna uchodźców z najprzeróżniejszych stron, tragedii ludzkich i nieludzkich, trakty pełne zbirów i oportunistów, a oni to w jednej karczmie dostawali darmowe piwo i podziękowania za służbę, a w drugiej bluzgi i obelgi, że wojska nie było wtedy gdy ta lub inna osada była w potrzebie. Szalone czasy.
Ale jak to mówią, gdzie jest szlam tam są niziołki, i faktycznie Tomasimo swoim urokiem i wrodzoną gadatliwością szybko znajdował okazje do zarobku, a kto w tych czasach nie potrzebował błyszczków.
Pieter i Tomasimo trzymali się od czasu wojska razem i nie wybrzydzali w zleceniach, zwierzyna schodziła szybko, a czasy były niespokojne. Prawo w wielu miejscach przestało istnieć. Ludzie nie zadawali pytań, a w obozach dla uchodźców traktowano ich jak zbawców. Byli by głupcami gdyby nie próbowali na tym zarobić.
Handel legalnym i nielegalnym towarem szedł w najlepsze. Jak pomoc w upłynnieniu zapasów armii otrzymanych poprzez znajomych żołnierzy (kto by liczył ile tej pszenicy czy prochu było, a ile zużyto, prawda? zresztą może dostali w rozliczeniu żołdu, Tomasimo miał w sobie dość kultury by nie pytać kolegów po fachu o takie szczegóły), czasem transport bez zbędnych pytań jakiś przedmiotów (wszak kto by nie ufał tak zacnym wojom), czy też odzysk cennego dobytku z pól bitew, ruin, kurhanów i zapomnianych grobowców Gór Środkowych. Oportunizm pełną gębą, ale z klasą i honorem, nie mordowali, nie odbierali chleba głodnym, jedynie korzystali z okazji co się nadarzyły, a Ranald i inni bogowie nie omieszkali im szczęścić!
Tomasimo był przesądnym i bogobojnym niziołkiem, zatem nie szczędził geltów na świątynie, a i część "znalezionych" przedmiotów zostawiał u kapłanów Vereny, szczególnie książki, z których sam miał niewielki pożytek. Chętnie nauczyłby się czytać i pisać, bo matka mu do głowy wbijała, że wiedza jest jak skarb, którego nikt ukraść nie może. Nie było mu to jednak dane - a to mus, gdyby chciał myśleć o karierze w wojsku i wyższych stopniach. Może kiedyś, na razie jednak niech księgi Verenie służą, a ona mu niech błogosławi, wszak sprawiedliwość często różni się od prawa. Tę naukę dobrze zapamiętał gdy był w Gruyden, świątynnej osadzie gdzie z woli barona Gregora Auerbacha wzniesiono kaplice wszystkich głównych bogów Imperium. Miejsce to święte było na wszechskroś, a budynki zachwycały wykonaniem, przepychem złota, kamieni szlachetnych oraz barwami cudnych witraży. Wiele pielgrzymek tam podążało, a wraz z nimi kapłani, kupcy i różnej maści klientela. Ashfield często tam bywał, pochodził bowiem z Dunstigfurt, wioski osadzonej we wschodniej części Drakwaldu, równo oddalonej od obecnej stolicy prowincji Hergig, byłej stolicy Talabheim, i właśnie sławnego Gruyden.
Co więc sprawiło że utknął w karczmie tak daleko na północ, otoczony mroźną zamiecią? Biznes, po wzięciu udziału w oczyszczaniu podziemi Breder, wraz z Pieterem mieli się spotkać tu z ich znajomym specjalistą od pułapek i niekonwencjonalnego otwierania zamków, Panem Mullerem, ów dżentelmen i archeolog z zamiłowania chciał z nimi zbadać pewien grobowiec w Górach Środkowych, na północ od miejsca gdzie się znajdowali. Sam wybrał to zapomniane przez bogów miejsce jako punkt zborny, dobrze pamiętał jak opisywał im przełęcz. Sam jednak nie dotarł. Czekali na niego już tydzień i tracili nadzieję, że w ogóle się pojawi.
Tomasimo chętnie bawił zebranych przy stole opowiadaniami, odpowiednio je cenzurując z celów jakie realizowali, ubarwiając jednak tam gdzie mógł, by zaciekawić. W przeciwieństwie do Pietera lubił rozmawiać, lubił plotki i sam niejednych był źródłem. Gadane miał za trzech, jego towarzysz zwykle milczał, czasem uśmiechnął się nieznacznie. Był to człowiek dzikich ostępów, szorstki w obyciu niczym futro dzika. Idealnie się tu uzupełniali.
Zapowiadał się kolejny szary dzień, gdzie jedynie słowem, piwem i może grą w kości, szło jakoś nudę przegonić, gdy nagle drzwi od karczmy otworzyły się z hukiem, wlewając ziąb i nowość do zatęchłej izby.
Łowca Czarownic z krwawiącym kapłanem Sigmara zrobili niemałe wrażenie na zebranych. Na Tomasimo również! Pomimo uznania dla klasy i szykownego kapelusza to jednak nie lubił tych fanatyków, w sumie chyba nikt ich nie lubił. Tomasimo jednak z zupełnie innych powodów niż reszta. Raz, że to byli przedstawiciele prawa o nader wysokich uprawnieniach wykraczających poza miejscowe przepisy i granice prowincji, dwa że ze wszystkich plotek jakie słyszał mógł uznać jedynie jedno - byli szaleni. Prędzej czy później Chaos z którymi walczyli pochłaniał ich dusze, wywracał umysł i odbierał logiczny ogląd na świat.
Przy całym respekcie do ich pracy, było jedynie kwestią czasu kiedy takiemu odbije, a wtedy lepiej nie być w jego otoczeniu, czy nawet w obrębie wioski w której przebywa. Ashfield szanował to co robili, wszak po każdym najeździe Chaosu to oni w czasach pokoju wypalali ogniem i żelazem plugastwa z tych ziem, polowali na mutantów. Chronili też Imperium przed często niewidocznym wrogiem, plugawymi kultami, magami, obcokrajowcami z ich bluźnierczymi zwyczajami i religią, w skrócie byli potrzebni. Tak samo jak potrzebny jest gorąc, ogień i dym by pozbyć się pluskiew i wszy z pościeli. Nikt jednak nie chce leżeć na przypiekanym łożu.
Gdy dwójka zniknęła za zamkniętymi drzwiami Tomasimo porozumiewawczo spojrzał na Pietera. Pora była się ewakuować. Obydwoje to rozumieli, zdając sobie sprawę z zagrożenia. Dobrze, że przybył bez obstawy zbrojnej czy strażników dróg. Niziołek pogładził psa, który wyczuł zaniepokojenie właściciela.
- Wszystko w porządku Tyci - bo tak wabiła się bestia - wszystko w porządku - powtórzył, trochę do psa, trochę do siebie.
Nie zdążył nic powiedzieć, gdy osiłek co niósł rannego wrócił i przekazał im wieści o bandzie zwierzoludzi w okolicy. Nic dla niego i jego towarzyszy nowego, ale tym bardziej nie chciałby zostać w karczmie do której właśnie doprowadził krwawy trop posoki kapłana. To przecież zwierzęta, mróz czy nie mróz, węch mają nie gorszy od psiego, a może i lepszy. Kwestią czasu było kiedy tu dotrą, i kwestią zgadywanek w jakiej liczbie.
Niziołek dopił piwo i rozejrzał się po zebranych, uszami łowił plotek, ale tłuszcza nic ciekawego nie mówiła.
- Pora w drogę, dalej od zapachu krwi tego sigmaryty - rzucił cicho przy stole do Pietera, ale i reszta siedząca obok go słyszała.
Po chwili namysłu postanowił wstać, pójść do Łowcy Czarownic, i w ramach pomocy nad rannym wypytać skąd i dokąd zmierzają, co by się upewnić, że ich drogi więcej się nie przetną. Nie było mu to dane, ledwo się odwrócił na ławie a zobaczył obok siebie karczmarza zrzucającego na nich odpowiedzialność o którą nie prosili. Kochał barwy swego kraju, dobrze mu było w zielonym, pomagało to też w interesach i wzbudzaniu zaufania - teraz jednak mocno się zawiódł na efekcie jakie zrobiło umundurowanie.
- Ku chwale ojczyzny - rzekł gorzko niziołek na wywód Grubera jakim to szczęściem jest towarzystwo Łowcy Czarownic i półżywej przynęty na zwierzoludzi z znakami Sigmara, z którymi chciał ich wystawić za drzwi.
- Ale nie tylko dorzucisz coś od siebie, ale i oddasz nam to co wydaliśmy - dodał hardo Tomasimo.
Nie wypadało odmówić Łowcy, a na pewno warto było go wysłuchać, choćby po to by dowiedzieć się więcej i skierować swoje kroki w przeciwnym kierunku. Obawiał się jednak, że jako żołnierz nie mógł zbytnio odmówić. Może próbować, ale nie słyszał o dekrecie kończącym wojnę z najeźdźcą, oczywiście nie był w czynnej służbie, no ale...
Izba pachniała krwią i przypominała im wszystkim, że czas pokoju jeszcze nie nadszedł, po wyjściu karczmarza Klaus Sneider zaczął swoją opowieść. Opowieść przyprawioną złotem, ilością bliską rocznego żołdu. To było naprawdę sporo pieniędzy jak za kilka dni pracy. Dość rzec, że mocno zmieniało nastawienie niziołka.
- Tomasimo Ashfield, obergefreiter regimentu strzeleckiego Fortu Schippel, armii Hochlandu - zaczął pewnie Tomasimo - a to mój towarzysz Pieter Falk, przepatrywacz, wojskowy. Za nas dwóch mogę ręczyć. - rzekł pewnie by wybrzmiało ich doświadczenie i obeznanie w walce.
Spojrzał na Pietera, po czym na niecierpliwie stukającego w blat Łowcę Czarownic. Co za bagno, ale nie mieli wyboru, a płaca była zacna. Do tej pory źle im nie wychodziło branie tego co przynosił los.
- Rad jesteśmy pomóc - dodał podkręcając z nerwów wąsa, dobrze wiedział że nie mają wyboru, szczególnie on w tym wojskowym płaszczu i z emblematem regimentu za klamrą na kapeluszu. Mimo że to inna prowincja, jego władza wykraczała poza takie niuanse, lepiej było brać złoto i się uśmiechać do złej gry niż go rozgniewać.
Strażnikowi Dróg z Ostlandu mogliby powiedzieć "spierdalaj". Imperialnemu Łowcy Czarownic... już nie.
- Jesteście więc Panie z Ostlandu? - dopytał szukając kislevskich akcentów w jego mowie - żal słyszeć o losie Wolfenburga - dodał, choć troski w tym pytaniu wiele nie było. Każda prowincja poniosła daninę krwi i nie było co się nad tym rozwodzić. Fakt jednak, ośli upór Ostlandczyków dał się we znaki najeźdźcom, choć raz ta ich tępa krasnoludzka natura zaprawiana kislevksą wódką przyniosła jakieś dobre efekty.
- Droga powrotna to znaczy dokąd? - upewnił się, Zamek Lenkster również był w Ostlandzie, jakakolwiek władza tam urzędowała nie była to jego władza, ani jakakolwiek władza którą by chciał spotkać. Obecnie w każdym grodzie brakowało żołnierzy, a niektórym ludziom ciężko się odmawia - wliczając w to jego obecnego rozmówcę. Cierpliwie czekał na odpowiedź, zrobił też miejsce dla innych by mogli się wypowiedzieć.
Gdy każdy podjął decyzję dodał:
- Słyszałem o Dunkelwald, ta wioska i ziemia w okolicy należą do Kościoła Ulryka, od dekad, miejscowi narzekają na daniny na rzecz kościoła, i teraz im jeszcze poborcę przysłaliście? Czasy ciężkie Panie, głód, uchodźcy, po lasach zwierzoludzie i niedobitki armii Chaosu, nawet bez plugawego kultu by tego poborcę ubili i udawali że nigdy do nich nie dojechał. A jeśli litościwi to mogli go chcieć po prostu nastraszyć.
- Wasz druh jest ciężko ranny. Rozumiem że zostanie tu pod opieką karczmarza? - zapytał na koniec, oceniając jak wojskowy targanie krwawiącego kapłana jako balast i proszenie się o problemy z każdym zwierzem i zwierzoczłekiem, który głodny w mroźną noc wyczuje jego krew.
Wired
Posty
-
Popiół i Śnieg -
Co ciekawego byście polecili do obejrzenia?
Film o zaginięciach dzieci, gdzie do prawie samego końca nie wiadomo kto co i dlaczego
(info o zaginięciach jest w pierwszej minucie filmu, więc to nie spoiler).
Miła odmiana od współczesnej kinematografii (jak kojarzycie wymagania Netflixa o których mówił Matt Damon, że dla widza kluczowe informacje musza być powtarzane 3 czy 4 razy w filmie itp. to tutaj traktują widza jako dorosłego bez zaburzeń uwagi). -
[Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział IRorimak Brandybuck był statecznym hobbitem koło 60tki, bratem Primuli i wkrótce dziedzicem Bucklandu.
Zajmował się głównie polowaniem na króliki, spacerami po lesie, strzelaniem z łuku i snuciem opowieści o tym jak odpoczywa. Daleko mu było do narywistych Tuków czy szalonego Bagginsa, chociaż dobrze pamiętał że Bilbo nie był taki zanim szary czarodziej nie namieszał mu w głowie.
Sam, jak na odpowiedzialnego przyszłego szwagra przystało gdy tamten zniknął zaopiekował się jako Bag Endem, solidnie wypalając zapasy zioła i racząc się codziennie winem. Bilbo do dziś miał mu to za złe, chociaż nie rozumiał do końca o co mu chodzi, lepiej że w rodzinie zostało niż miałyby je jakieś hobbity z Shire ukraść, a tak się przecież stało z niejedną rzeczą jak tylko stary Rory poszedł do lasu zapolować na królika pod potrawkę!Nic wdzięczności!
Ale Rory nie chciał by jakaś zła kew między nimi była, szczególnie ze względu na Primulę, toteż jak dostał list to się spakował, i w butach - jak na bucklandczyka przystało - z plecakiem pełnym narzędzi, jedzenia i zioła do palenia, a przede wszystkim ze swoim łukiem. Wyruszył i, nie zapominając oczywiście o siostrze, przybył z nią do Bilba progów.
Zbieranina w jego domu była niemała, toteż przybywając ostatni musieli sporo nadrobić, a to w temacie poczęstunku, a to zioła zapalić, a to pogaworzyć i popytać przyjezdnych o wieści z ich krańców Shire.
W końcu Bilbo przeszedł do rzeczy, a rzecz ta co najmniej była dziwna. Wszak prosił ich o włamanie do muzeum!
Rory nie był pewien czy jego dług wobec Bilbo sięga tak daleko...- Wodą czy nie wodą, rzekł senior, wydaje mi się że Bilbo nam całej historii nie mówi, skoro wiadomo że mapa Tuków, to wystarczy im infamią zagrozić. Czemu więc mamy ją ukradkiem pożyczać i oddawać, skoro nie ich?
- jak w ogóle ta mapa dostała się w posiadanie muzeum i kustoszki Malwy? - dopytywał.
-
[Horror] Gruzy przeszłości@JohnyTRS napisał w [Horror] Gruzy przeszłości:
Rok 1997 wybrałem dlatego, ponieważ po kwerendzie wydał mi się taki... nieciekawy. Denominację i nowe PLN wprowadzono w 1995, do NATO wstąpimy dopiero za rok, jest już jako-tako dostępny internet, Film Kiler będzie miał premierę dopiero za ponad 2 miesiące. Harry Potter został oublikowany w oryginale w czerwcu, do Polski zawita dopiero za kilka lat. Średnie wynagrodzenie wynosi 1061,93 zł miesięcznie. Powyższe informacje wziąłem prosto z Wikipedii (oraz strony ZUS-u), nie posiadam żadnych kryształowych kul.
Internet w 1997? Gdzie? Maks to u starego w pracy jak był w dobrej firmie, jak ktoś miał w domu modem 28.8kbps to był bogaczem i very early adopterem bo TP SA wprowadziła internet po kablu w 1996, drogie to było i wolne, kawiarenek internetowych jeszcze nie było (internet mówi że rozwój kawiarenek to około 1998, a w 1996 była jedna znana - w Warszawie). Nie ma Google, najpopularniejszą przeglądarką jest Altavista. To są czasy gdy dostajesz opieprz w domu jak za długo przez telefon rozmawiasz, bo koszty, a co dopiero internet

Czasy grania na Atari, Commodore lub Amidze, i chodzenia z kumplami do budek z flipperami i automatami do gier. Pamietaj też że to lata BIEDY, w niektórych miastach co 3 dorosły nie ma pracy, rząd oficjalnie zmienia sposób liczenia bezrobocia by było na papierze niższe (pierwszą zmianę definicji bezrobotnego zrobili w 1990, potem kilka razy ponownie bo bezrobocie szalało, ostatni raz w 2004). A po latach biedy i nie do końca udanej transformacji ustrojowej która spowodwała pauperyzację narodu przyszedł rok 2001 z dot bubble (peknięcie bańki na giełdzie firm internetowych) z kolejną falą problemów. Łódź, z której pochodzę, miała około 1mln mieszkańców w latach 90tych (oficjalnie mniej, nieoficjalnie więcej, mało kto się meldował, nikt nie chciał by władza wiedziała o nim więcej niż minimum), teraz ma około 650 tys. (z powodu emigracji zarobkowej, największy odpływ mieszkańców był po wejściu do UE i otwarciu zagranicznych rynków pracy). Inflacja już była w miarę normalna (około 15%) w porównaniu do 585,8% w 1990 (dobrze czytacie, 600%, m.in. dlatego tak dużo ludzi nienawidzi Balcerowicza, a niektórzy pamiętają znajomych co strzelili samobója z tego dobrobytu po przemianie ustrojowej). Budki telefoniczne są normą, zmiast konta w banku masz książeczkę oszczędnościową PKO obsługiwaną w okienku na poczcie (lata 90te to dopiero czasy prywatyzacji decentralizacji i kształtowania się systemu bankowego w PL, większość ludzi miała swoje pieniądze w jednym starym PKO jak za czasów PRL). -
Powitania, pożegnania i powroty@Ketharian napisał w Powitania, pożegnania i powroty:
Problem w tym, że NSA monitoruje dyskretnie wszelkie operacje w deep webie i jeśli namierzą Twoje machlojki z dostępem do LI, ktoś może Ci o 6:00 wyłamać drzwi i wywieźć do Starych Kiejkut (czy tam Kiejkutów), żeby Cię przepytać, po co Ci właściwie LI i kim jest Arbuz!
Więc lepiej nie kombinować, tylko rozgościć się tutaj…
Moda dostał i już straszy XD
Fakt, że lepiej nie wracać, mniej nerwów, ale trochę tam różnej twórczości było i może ktoś chciałby kopię sobie zrobić
więc dobrze wiedzieć że można.@Eleishar napisał w Powitania, pożegnania i powroty:
Cześć wszystkim

Wy mówicie, że LI działa, a mnie się już, od dłuższego czasu nawet nie otwiera.Jak potrzebujesz się tam dostać to mogę pomóc, odezwij się na PW lub discord.
@Nami napisał w Powitania, pożegnania i powroty:
Ja tbh wolę już zostać tutaj i cieszę się, że ten ziemniak w końcu wpadł do ogniska
Bo źle się już tam czułam i wzbudzał niechęć, ta niepewność pt "kiedy znowu spadnie z kija?" była męcząca"kiedy znowu spadnie z kija?" - made my day

-
[Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
Rorimak BrandybuckZamieszanie jakie się zrobiło sprawiło że stary Rorik postanowił zapalić fajkę i odciąć się do zgiełku.
- Wizyta u doktora to dobre wytłumaczenie naszej podróży - wtrącił
- a przynajmniej dla części z nas- Dla mnie obojętne co jako grupa wybierzemy, osobiście byłbym za drogą na przełaj, przynajmniej ja i Milo możemy ją obrać i umówić gdzie się spotkamy z resztą
- Bilbo, mój drogi, jak rozumiem moje zobowiązania wobec Ciebie, o których kiedyś żywo dyskutowaliśmy, różniąc się co do zasad gościnności i opieki nad Twoim domem gdy byłeś poza Shire, to po tej przysłudze będą spłacone z nawiązką i zamkniemy definitywnie ten temat? - zapytał gospodarza, nieco ciszej, gdy inni zajęci byli Drogo i jego kostką
-
Serce wieczności - Daggerheart
-
[Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
Rorimak Brandybuck- Milo zna się na chodzeniu po lesie nie gorzej ode mnie, stąd pasuje do takiej podróżu, nie rozumiem skąd to rozstawianie Tuków, niech sami decydują - odparł stary Rori akcentując słowo rozstawianie, widząc że Tuków chciała przydzielać jak pionki
-
[Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacja@Dhratlach chyba mu piwo postawię, widać że zmęczony życiem, przetyrany i wypluty. Biedaczysko.
-
[Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
Rorimak BrandybuckRorimak w milczeniu przytakiwał Paladinowi, a gdy tylko rozchylił zarośla uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Dzik, jak dzik... - rzekł rozbawiony cicho, ale widać było po bananie na twarzy że podoba mu się ta zmiana, widać Milo się na dzikach średnio zna, ciekawe co robi w takim razie po lasach gdy tak często wychodzi. Rorimak był znanym myśliwym, zaś Makary, hm...
- Idź idź, jak coś powiemy że dowiązujemy co by nie odpłynął z tą łódką - zapewnił go gdy tamten chciał podkraść się pod linę
- A płot, cóż, widocznie dzik rozwalił - powiedział mrugając okiemPoszło łatwiej niż się mu wydawało się, myślałby kto, że stary Brody popił ostro, bo spał jak zabity, ale alkoholu żadnego nie wyczuwał. Wrócili prędko z liną, mogli się nią obwiązać, z palikami do oparcia już na pewno nurt ich nie porwie, tylko butów żal...
No nic, pora na przeprawę!
-
Rozmowy użytkowników z obsługą@Ketharian ale jaka jest różnica między usunięciem konta a posiadaniem takiego nie używanego od lat? To jak z nieużywanymi rzeczami w szafie, niektórzy mają system i po jakimś czasie wyrzucają by nie zajmowały miejsca, inni gromadzą po szafach bo a nóż widelec się kiedyś przyda. Jak ktoś będzie chciał pograć z nami czy pogadać, a skasował konto, to po prostu założy nowe, moim zdaniem skasowanie konta to no big deal.
Co więcej z punktu widzenia IT jest to bezpieczniejsze niż posiadanie konta na forum o którym się nie pamięta, bo ludzie mają tendencję do posiadania tych samych haseł w różnych miejscach i wyciek haseł ze starego nieużywanego forum wtedy może zagrozić bezpieczeństwu konta email czy banku.
-
WFRP jest jak każdy widzi, ale jak widzicie swoją wymarzoną sesję Młotka?Ja bym chętnie sprawdził WH: Old World,
Co do scenariuszy jestem otwarty, ale ogólnie Strary Świat mi się powoli przejada, 4ed ma podręcznik do Morza Szponów i Norski, oraz do Lustrii - może jakaś wyprawa za morze/ocean? Popatrzyłbym na gotowce na poczatku, bo 4ed nie jest lekka mechanicznie, jak czytam discorda to większośc ludzi gra z pomoca Foundry VTT by odciażyć się od mechany. -
[WFRP 2ed] BögenhafenTeż wstępnie przemyślę udział, kusi opcja zgonu, ostatnio co gram w WH to dziwnie się czuję, za łatwo, kostuchy nie ma nad postaciami, no jakoś nie tak jak powinno być w grim and dark settingu. Liczę na pot, łzy i ładny opis zgonu.
-
Rekonesans Karak Varn - komentarzeHaha, jest i na oficjalnej mapie w 2ed WFRP, lokacja Lost Mines of Khazid Aldum jest więc oficjalna

Nie znalazłem jeszcze oficjalnego opisu, ale coraz bardziej czuję woń 1 edycji i porzucenia tematu w późniejszych. Poniższe to fragment mapy z 89 strony dodatku o wampirach (Night's Dark Masters, 2ed WFRP).
PS. @ketharian zgadnij kto stworzył tę mapę w 2007... Andy Law

Raczej nie będzie pamiętał źródła jednej kopalni po prawie 20 latach, chociaż kto wie, jak sam nie znajdę to zapytam. Ale widzę i inne odniesienia do prehistorii jak kapliczka bretońskiego Gadd'a, więc skądś to jest na pewno. -
[Jedyny Pierscień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - KOMENTARZEja też nie mam nic do dodania, przełajem bym poszedł najchętniej ale się dostosuję do reszty
-
AI w ilustratorskiej służbie MG@Ketharian napisał w AI w ilustratorskiej służbie MG:
skryptu
Wyjdzie że jestem IT nerdem, ale plz nie nazywaj promptu skryptem.
Już mi wystarczy że młodsi ode mnie nazywają skrypty programami,
pisanie skryptów programowaniem, a JavaScript językiem skryptowym
(mimo że nim nie jest, z Javą też nie ma nic wspólnego). -
[WFRP 2ed] Bögenhafen@Dekline napisał w [WFRP 2ed] Bögenhafen:
@gladin
Załóż się z Wiredem że nie zrobi karty do końca dzisiejszego dnia i ... przegraj.Aż nie wiem czy ten post to wiara we mnie czy brak wiary. Tworzę, do północy czas, jak mawiała stara wiedźma.
Jak na razie moje dwa pomysły już znalazłem istniejące w Materiałach, więc przeglądam profki. -
Rekonesans Karak Varn - komentarze@Gladin napisał w Rekonesans Karak Varn - komentarze:
Nie wiem jeszcze, jak Hagridowi uda się zablokować wejście, muszę nad tym pomyśleć.
może znajdzie otwór w który włoży rękojeść kilofa. co uruchomi maintenance mode i odsłoni elementy oraz pozwoli je poprzekładać tak by pasowały?
-
[Jedyny Pierscień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - KOMENTARZE@Rewik napisał w [Jedyny Pierscień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - KOMENTARZE:
Masz zero w rekonesansie. To znaczy że masz 1/12 szans na sukces bez modyfikatorów.
Może niech Paladin się tego podejmie, a Rorik będzie
pomagałrozpraszał? @grek ?Możecie też zbudować tratwę (test rzemiosła)
a nie moga szukac razem? zawsze to dwa rzuty zamiast jednego

a propos karty miałem w niej robic zmiany ale poza zamianą mieczy na łuki o czym pisałem to w nic się nie wczytywałem, ale mam skradanie jak pamietam, to mogę podebrac komuś linię
-
AI w językowej służbie MGPopieram tu @gladin, spróbujcie dziś nauczyć się wiersza na pamięć czy przypomnieć używane numery telefonu, kiedyś to było normalne że pamiętasz ich z 10, dziś? Bez podręcznej pamięci w telefonie jesteśmy zgubieni.
Z AI będzie tak samo, coraz mniej będziemy sami analizować, aż przestaniemy być zdolni do analizy.