Film o zaginięciach dzieci, gdzie do prawie samego końca nie wiadomo kto co i dlaczego
(info o zaginięciach jest w pierwszej minucie filmu, więc to nie spoiler).
Miła odmiana od współczesnej kinematografii (jak kojarzycie wymagania Netflixa o których mówił Matt Damon, że dla widza kluczowe informacje musza być powtarzane 3 czy 4 razy w filmie itp. to tutaj traktują widza jako dorosłego bez zaburzeń uwagi).
Rorimak Brandybuck był statecznym hobbitem koło 60tki, bratem Primuli i wkrótce dziedzicem Bucklandu.
Zajmował się głównie polowaniem na króliki, spacerami po lesie, strzelaniem z łuku i snuciem opowieści o tym jak odpoczywa. Daleko mu było do narywistych Tuków czy szalonego Bagginsa, chociaż dobrze pamiętał że Bilbo nie był taki zanim szary czarodziej nie namieszał mu w głowie.
Sam, jak na odpowiedzialnego przyszłego szwagra przystało gdy tamten zniknął zaopiekował się jako Bag Endem, solidnie wypalając zapasy zioła i racząc się codziennie winem. Bilbo do dziś miał mu to za złe, chociaż nie rozumiał do końca o co mu chodzi, lepiej że w rodzinie zostało niż miałyby je jakieś hobbity z Shire ukraść, a tak się przecież stało z niejedną rzeczą jak tylko stary Rory poszedł do lasu zapolować na królika pod potrawkę!
Nic wdzięczności!
Ale Rory nie chciał by jakaś zła kew między nimi była, szczególnie ze względu na Primulę, toteż jak dostał list to się spakował, i w butach - jak na bucklandczyka przystało - z plecakiem pełnym narzędzi, jedzenia i zioła do palenia, a przede wszystkim ze swoim łukiem. Wyruszył i, nie zapominając oczywiście o siostrze, przybył z nią do Bilba progów.
Zbieranina w jego domu była niemała, toteż przybywając ostatni musieli sporo nadrobić, a to w temacie poczęstunku, a to zioła zapalić, a to pogaworzyć i popytać przyjezdnych o wieści z ich krańców Shire.
W końcu Bilbo przeszedł do rzeczy, a rzecz ta co najmniej była dziwna. Wszak prosił ich o włamanie do muzeum!
Rory nie był pewien czy jego dług wobec Bilbo sięga tak daleko...
- Wodą czy nie wodą, rzekł senior, wydaje mi się że Bilbo nam całej historii nie mówi, skoro wiadomo że mapa Tuków, to wystarczy im infamią zagrozić. Czemu więc mamy ją ukradkiem pożyczać i oddawać, skoro nie ich?
- jak w ogóle ta mapa dostała się w posiadanie muzeum i kustoszki Malwy? - dopytywał.
Rok 1997 wybrałem dlatego, ponieważ po kwerendzie wydał mi się taki... nieciekawy. Denominację i nowe PLN wprowadzono w 1995, do NATO wstąpimy dopiero za rok, jest już jako-tako dostępny internet, Film Kiler będzie miał premierę dopiero za ponad 2 miesiące. Harry Potter został oublikowany w oryginale w czerwcu, do Polski zawita dopiero za kilka lat. Średnie wynagrodzenie wynosi 1061,93 zł miesięcznie. Powyższe informacje wziąłem prosto z Wikipedii (oraz strony ZUS-u), nie posiadam żadnych kryształowych kul.
Internet w 1997? Gdzie? Maks to u starego w pracy jak był w dobrej firmie, jak ktoś miał w domu modem 28.8kbps to był bogaczem i very early adopterem bo TP SA wprowadziła internet po kablu w 1996, drogie to było i wolne, kawiarenek internetowych jeszcze nie było (internet mówi że rozwój kawiarenek to około 1998, a w 1996 była jedna znana - w Warszawie). Nie ma Google, najpopularniejszą przeglądarką jest Altavista. To są czasy gdy dostajesz opieprz w domu jak za długo przez telefon rozmawiasz, bo koszty, a co dopiero internet
Czasy grania na Atari, Commodore lub Amidze, i chodzenia z kumplami do budek z flipperami i automatami do gier. Pamietaj też że to lata BIEDY, w niektórych miastach co 3 dorosły nie ma pracy, rząd oficjalnie zmienia sposób liczenia bezrobocia by było na papierze niższe (pierwszą zmianę definicji bezrobotnego zrobili w 1990, potem kilka razy ponownie bo bezrobocie szalało, ostatni raz w 2004). A po latach biedy i nie do końca udanej transformacji ustrojowej która spowodwała pauperyzację narodu przyszedł rok 2001 z dot bubble (peknięcie bańki na giełdzie firm internetowych) z kolejną falą problemów. Łódź, z której pochodzę, miała około 1mln mieszkańców w latach 90tych (oficjalnie mniej, nieoficjalnie więcej, mało kto się meldował, nikt nie chciał by władza wiedziała o nim więcej niż minimum), teraz ma około 650 tys. (z powodu emigracji zarobkowej, największy odpływ mieszkańców był po wejściu do UE i otwarciu zagranicznych rynków pracy). Inflacja już była w miarę normalna (około 15%) w porównaniu do 585,8% w 1990 (dobrze czytacie, 600%, m.in. dlatego tak dużo ludzi nienawidzi Balcerowicza, a niektórzy pamiętają znajomych co strzelili samobója z tego dobrobytu po przemianie ustrojowej). Budki telefoniczne są normą, zmiast konta w banku masz książeczkę oszczędnościową PKO obsługiwaną w okienku na poczcie (lata 90te to dopiero czasy prywatyzacji decentralizacji i kształtowania się systemu bankowego w PL, większość ludzi miała swoje pieniądze w jednym starym PKO jak za czasów PRL).
Problem w tym, że NSA monitoruje dyskretnie wszelkie operacje w deep webie i jeśli namierzą Twoje machlojki z dostępem do LI, ktoś może Ci o 6:00 wyłamać drzwi i wywieźć do Starych Kiejkut (czy tam Kiejkutów), żeby Cię przepytać, po co Ci właściwie LI i kim jest Arbuz!
Więc lepiej nie kombinować, tylko rozgościć się tutaj…
Moda dostał i już straszy XD
Fakt, że lepiej nie wracać, mniej nerwów, ale trochę tam różnej twórczości było i może ktoś chciałby kopię sobie zrobić więc dobrze wiedzieć że można.
Ja tbh wolę już zostać tutaj i cieszę się, że ten ziemniak w końcu wpadł do ogniska Bo źle się już tam czułam i wzbudzał niechęć, ta niepewność pt "kiedy znowu spadnie z kija?" była męcząca
Zamieszanie jakie się zrobiło sprawiło że stary Rorik postanowił zapalić fajkę i odciąć się do zgiełku. - Wizyta u doktora to dobre wytłumaczenie naszej podróży - wtrącił - a przynajmniej dla części z nas
- Dla mnie obojętne co jako grupa wybierzemy, osobiście byłbym za drogą na przełaj, przynajmniej ja i Milo możemy ją obrać i umówić gdzie się spotkamy z resztą
- Bilbo, mój drogi, jak rozumiem moje zobowiązania wobec Ciebie, o których kiedyś żywo dyskutowaliśmy, różniąc się co do zasad gościnności i opieki nad Twoim domem gdy byłeś poza Shire, to po tej przysłudze będą spłacone z nawiązką i zamkniemy definitywnie ten temat? - zapytał gospodarza, nieco ciszej, gdy inni zajęci byli Drogo i jego kostką
- Milo zna się na chodzeniu po lesie nie gorzej ode mnie, stąd pasuje do takiej podróżu, nie rozumiem skąd to rozstawianie Tuków, niech sami decydują - odparł stary Rori akcentując słowo rozstawianie, widząc że Tuków chciała przydzielać jak pionki
Rorimak w milczeniu przytakiwał Paladinowi, a gdy tylko rozchylił zarośla uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Dzik, jak dzik... - rzekł rozbawiony cicho, ale widać było po bananie na twarzy że podoba mu się ta zmiana, widać Milo się na dzikach średnio zna, ciekawe co robi w takim razie po lasach gdy tak często wychodzi. Rorimak był znanym myśliwym, zaś Makary, hm...
- Idź idź, jak coś powiemy że dowiązujemy co by nie odpłynął z tą łódką - zapewnił go gdy tamten chciał podkraść się pod linę - A płot, cóż, widocznie dzik rozwalił - powiedział mrugając okiem
Poszło łatwiej niż się mu wydawało się, myślałby kto, że stary Brody popił ostro, bo spał jak zabity, ale alkoholu żadnego nie wyczuwał. Wrócili prędko z liną, mogli się nią obwiązać, z palikami do oparcia już na pewno nurt ich nie porwie, tylko butów żal...
- Każdy dobry uczynek będzie ukarany - tak mu mówiła babka, twarda stara wiedźma z Ostlandu, a może i z Kislevu, sądząc po jej akcencie, nigdy mamy nie zapytał. Znaczy nie że była wiedźmą, chociaż cholera ją wie, na pewno była zgorzkniałą staruchą która miała za złe ludziom ich naturę. A że w biedzie częściej spotkasz wroga co Ci ostatnią kromkę chleba zabierze niż przyjaciela, to co począć?
Ostland i Kislev to nieprzyjemne regiony, tak samo chłodne, tak samo leżące blisko Lasu Cieni. Tego co w nim siedzi, i niestety też czasem wyłazi. Ogólnie nic za czym można tęsknić, chyba że lubisz głodówki gdy zima się za długo utrzymuje albo halucynacje z niedożywienia. Ciekawe doświadczenie, ale jednak nie polecam.
Ogólnie więc to że go stamtąd zabrano, mimo że łączyło się to z rozłąką z rodziną i dobrze pamiętał jak tęsknił za młodu za mamą, oceniał pozytywnie. Dla wielu był szczęściarzem, mimo że tak naprawdę trafił z deszczu pod rynnę. Znaczy ok, cieplej mu było, ale czy to dobrze? W cieple się choroby rozwijają, insekty żerują, ogólnie wiele paskudnych rzeczy wymaga odpowiedniej temperatury - a doznał niejednej, bo jego MIstrz Joseph miał w zwyczaju wysyłać go w najpodlejsze zapomniane przez boga miejsca. Po wyjątkowe zioła i korzonki jak to mawiał, korzonki jego mać. Cud że jeszcze na obrzeża przeklętego Moussillon go nie wysłał. Odpukać!
Tak oto znalazł się na okolicznych bagnach, a jak już się znalazł, to chciał pomóc jednej z wiosek. Niestety pomoc maga nie wszędzie jest widziana przyjaźnie. Było zignorować ten pomór bydła zamiast z zielarzem zagłębiać się co to się stało w okolicy. Na Taala, co go też podkusiło. Gdy oni szukali źródła zmian w przyrodzie ktoś inny uznał, że warto zawiadomić łowców czarownic. Przybyli, przeklęty zakon Sigamrytów od Wolfgarta Kriegera. Biednego Ulfreda na miejscu spalili, za posiadanie tego co na bagnach znaleźli. Jego zaś, cóż, szczęście w nieszczęściu było że to Sigamryci byli. Usankcjonowani w prawie i prawa przestrzegający. On miał papiery których nie mogli zignorować, musiano je sprawdzić, więc zamknęli go w tej norze z prawdziwymi przestępcami i posłali umyślnego do Altdorfu.
Problem był jednak taki że mistrza Josepha tam nie ma... a jak miejscowy autorytet prawny zareaguje na brak odpowiednich wieści ciężko było przewidzieć. To nie było jakieś duże miasto, a on nie był nikim ważnym, co niechybnie zmniejszało szanse by chciano go tu dłużej trzymać i żywić. Opcje były dwie, Kolegium się upomni i zmieni celę na celę w Altdorfie i proces, Taal pomoże, z mistrzem na wokandzie. Albo ktoś uzna że zdarzył się wypadek, wiecie, rozumiecie, tylu przestępców w jednej celi... w końcu brak człowieka to brak problemu.
No ale, co nagle to uśmiech Tzeentcha kusi. Na razie żył, zakneblowany jak świnia na rożen, albo jakiś fanatyk wyuzdanego seksu przybytku Madam Flouren (świetny przybytek, tak swoją drogą), co doceniał, mogli przecież język wyrwać, no i właśnie się im budynek straży walił.
Trochę go martwił ten dziad, co tak ładnie przepowiedział obecną sytuację, albo mistyk, albo jego koledzy mają znane operandi odbijania swoich. Spojrzał na niego uważnie rozglądając się w około, liczył że jego wiedźmi wzrok coś wyłapie, do dziś nie rozumiał jak ten zmysł działa. Spojrzał niemo na innych skazanych, po czym zaczął analizować obecną sytuację...
Ściana po lewo była coraz cieplejsza, odstraszając mniejszych braci, zatem w budynku był pożar, po prawo zaś struktura się waliła, co odsłoniło kanały pod dziurą na nieczystości. I jakiś dość mocny i głośny jegomość próbował ukruszyć więcej skały - świadomie lub nie. Jak nieświadomie to może zaraz wpadnie w dziurę do ścieków. Otwory wentylacyjne i kraty były za wysoko by brać je pod uwagę, zresztą, północna ściana miała się dobrze. Cokolwiek się wydarzyło na zewnątrz szczerze wątpił, że ktokolwiek po nich przyjdzie.
Spojrzał więc niechętnie na dziurę do ścieków, patrzył czy poza mętną wodą było tam coś więcej, może chodnik dla szczurołapów? Wizja nieprzyjemna gdyby się poślizgnąć, ale przecież lepsze to niż spłonąć w tym budynku. Myśląc "to" miał na myśli skok w dziurę, chociaż i myśl że z dwojga złego wolałby utonąć niż spłonąć przeszła mu przez umysł. Do tego miał świadomość że dym i pożar z czasem zrobi swoje, jak nie zemdleją to zaraz będą o ten otwór do kanałów rywalizować z masą gryzoni szukających ucieczki - a one nie będą się zastanawiać.
No i kanał, cóż, kanał może nie jest tak głęboki by utonąć, nawet gdyby skok mu nie wyszedł - pocieszał się w myślach podejmując decyzję.
Jeśli jest na co i ma szanse, to zeskoczy w głąb.
W sumie jak nie ma na co to też, ale liczę że jest jakiś chodniczek
Też wstępnie przemyślę udział, kusi opcja zgonu, ostatnio co gram w WH to dziwnie się czuję, za łatwo, kostuchy nie ma nad postaciami, no jakoś nie tak jak powinno być w grim and dark settingu. Liczę na pot, łzy i ładny opis zgonu.
Twój post nie został usunięty, pozostal w starym temacie Pewnie Arbuz go przeniesie tutaj
Przeniósł swój post i moją do niego odpowiedź, ucinając offtop tam. Dobrze zrobił.
Wyciął tyle by tam zostawić jak najmniej bez wycinania postów z środka między dyskusjami z innymi.
Jest ok. Widzę co zrobił i dostaję powiadomienia
Ja bym chętnie sprawdził WH: Old World,
Co do scenariuszy jestem otwarty, ale ogólnie Strary Świat mi się powoli przejada, 4ed ma podręcznik do Morza Szponów i Norski, oraz do Lustrii - może jakaś wyprawa za morze/ocean? Popatrzyłbym na gotowce na poczatku, bo 4ed nie jest lekka mechanicznie, jak czytam discorda to większośc ludzi gra z pomoca Foundry VTT by odciażyć się od mechany.
@Ketharian ale jaka jest różnica między usunięciem konta a posiadaniem takiego nie używanego od lat? To jak z nieużywanymi rzeczami w szafie, niektórzy mają system i po jakimś czasie wyrzucają by nie zajmowały miejsca, inni gromadzą po szafach bo a nóż widelec się kiedyś przyda. Jak ktoś będzie chciał pograć z nami czy pogadać, a skasował konto, to po prostu założy nowe, moim zdaniem skasowanie konta to no big deal.
Co więcej z punktu widzenia IT jest to bezpieczniejsze niż posiadanie konta na forum o którym się nie pamięta, bo ludzie mają tendencję do posiadania tych samych haseł w różnych miejscach i wyciek haseł ze starego nieużywanego forum wtedy może zagrozić bezpieczeństwu konta email czy banku.
@gladin
Załóż się z Wiredem że nie zrobi karty do końca dzisiejszego dnia i ... przegraj.
Aż nie wiem czy ten post to wiara we mnie czy brak wiary. Tworzę, do północy czas, jak mawiała stara wiedźma.
Jak na razie moje dwa pomysły już znalazłem istniejące w Materiałach, więc przeglądam profki.
Wyjdzie że jestem IT nerdem, ale plz nie nazywaj promptu skryptem.
Już mi wystarczy że młodsi ode mnie nazywają skrypty programami,
pisanie skryptów programowaniem, a JavaScript językiem skryptowym
(mimo że nim nie jest, z Javą też nie ma nic wspólnego).
Masz zero w rekonesansie. To znaczy że masz 1/12 szans na sukces bez modyfikatorów.
Może niech Paladin się tego podejmie, a Rorik będzie pomagał rozpraszał? @grek ?
Możecie też zbudować tratwę (test rzemiosła)
a nie moga szukac razem? zawsze to dwa rzuty zamiast jednego
a propos karty miałem w niej robic zmiany ale poza zamianą mieczy na łuki o czym pisałem to w nic się nie wczytywałem, ale mam skradanie jak pamietam, to mogę podebrac komuś linię
Roirimakiem mogę zagrać, skoro wolny, może bym coś w nim lekko zmienił jeśli można (hobbity to mi się z jakimiś procami kojarzą a on widze niezły miecznik)
@Zell skoro tak zachęcasz
Cześć @Piołun!
Rekrutka wygląda zacnie i pewnie się rozkręci, na LI jak widzę nic nie prowadziłeś.
Gram krasnoludem u @Gladin'a więc tutaj pomyślę nad jakimś niziołkiem, są gdzieś w 2ed rozpisane klany halflingów jak w Archiwach Imperium dla 4ed?
Podczas tworzenia postaci można wykupić za 100 PD jedną umiejętność spoza drzewka profesji. Traktuję to jako darmowe rozwinięcie na start i w praktyce jest coś czego wasze postać mogła nauczyć się w ramach zainteresowania podczas swojego życia.
W zamian za 100PD z tych 300 startowych czy dodatkowo?
Mamy łącznie 300PD + darmowe rozwinięcie cechy + darmowy skill + łaska Shallyi?
Hehe, a ja myślałem o Strażniku Dróg ale zmienię, a skoro już mowa o banitach, postacie wyjęte spod prawa wpisują się w scenariusz?
Zarówno Strażnicy Dróg jak i Łowcy Czarownic mogą wymierzać sprawiedliwość na miejscu, a banita to ktoś kogo skazano na śmierć i uciekł przed wyrokiem w las. Albo bandyta co okrada i zabija podróżnych i jeszcze go nie złapano, ale kartki z napisem Wanted Dead or Alive są rozsyłane do łowców nagród i przybijane do drzew, dlatego koleszka żyje w lesie - nie ma dla niego miejsca w społeczności prawych obywateli.
A skoro on jest wyjęty spod prawa (outlaw) to i zapewne pomaganie mu czy zadawanie się z nim jest przestępstwem, bo w Imperium to dość proste zasady mają. Na dzień dobry robi z nas to drużynę przestępców przez asocjację Dla mnie to nie problem, ale zastanawiam się czy to się zgra z faktem że na początku scenariusza stajemy od razu oko w oko z reprezentantem prawa w Imperium (łowcą czarownic) ?
Nas będzie więcej i ma rannego, więc może uda że nie kojarzy, ale później kto wie.