Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
WiredW

Wired

@Wired
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
385
Tematy
4
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
1
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Popiół i Śnieg
    WiredW Wired

    Tomasimo Ashfield był niziołkiem w sile wieku, co swoje przeszedł podczas najazdu Chaosu, wraz z Pieterem Falkiem służyli w Forcie Schippel, tam też przyszło im walczyć z "wojskami" Niszczycielskich Potęg, a później oczyszczać Białe Wzgórza z niedobitków zwierzoludzi, maruderów armii chaosu i innych paskudztw, które przybyły do nas z Kislevu. Groza tamtych dni do dziś potrafi go budzić w nocy, męczyć, przypominać o kruchości życia. Ostatnie miesiące odmieniły każdego, wielu posiwiało, Pieter stracił większość włosów, a Tomasimo nabawił się natręctw i kompulsywnej maniery dbania o wąsy. Konował zalecił palenie fajki, domieszki ziół do tytoniu na rozluźnienie nerwów, poszukania hobby i inne pierdolety. Hobby?! Cyrulik psia jego mać, szkoda gadać. Odkupił od wojska psa, od dawna z nim spędzał czas, a podobno obecność zwierząt koi nerwy.

    Owe wzgórza to był w dużej mierze wyłączny teren łowiecki wielkiego barona Hochlandu, księcia elektora Aldebrand Ludenhofa. Teren więc, bez oficjalnych zabudowań, dróg, czy przepraw, za to pełen mokradeł, bagien i innych naturalnych przeszkód. Idealny do ścigania regularnej armii co nie zna okolicy, dużo mniej do walki z zwierzoludźmi co się rozlazły po nieudanym oblężeniu fortu, choć i tych spora część się potopiła. Wybili tylu ilu znaleźli, modląc się do znanych bogów by łachudry nie dotarły do miasteczek i wsi Hochlandu, każdy z żołnierzy przykładał się jak mógł, wiedząc że bestie z którymi walczą, mogą spotkać albo ich, albo ich rodziny, chyba że te zdążyły się schronić w jakimś większym mieście. Na co każdy z nich miał nadzieję, ale jak wiadomo nadzieja to kapryśna pani.
    To wtedy poznał lepiej Pietera Falka, przepatrywacza jego regimentu, trzymał się go kurczowo bo był dużo niższy od reszty żołnierzy i tam gdzie inni bez problemu przechodzili moczary, on się pięknie topił, a ponad wodę wystawał jedynie jego okazały kapelusz z piórami. Od tego czasu zwali go "wodnik".

    Dosłużył w wojsku stopnia kaprala, kapelusz trzyma w klamrze emblemat regimentu i dwa pióra, dłuższe czerwone - świadczące o jednostce strzeleckiej, i niższe zielone, świadczące o jego pozycji obergefreiter'a.
    Gdy w końcu zwolnili ich ze służby tak naprawdę nie wiedzieli gdzie się podziać. Prowincja była pełna uchodźców z najprzeróżniejszych stron, tragedii ludzkich i nieludzkich, trakty pełne zbirów i oportunistów, a oni to w jednej karczmie dostawali darmowe piwo i podziękowania za służbę, a w drugiej bluzgi i obelgi, że wojska nie było wtedy gdy ta lub inna osada była w potrzebie. Szalone czasy.

    Ale jak to mówią, gdzie jest szlam tam są niziołki, i faktycznie Tomasimo swoim urokiem i wrodzoną gadatliwością szybko znajdował okazje do zarobku, a kto w tych czasach nie potrzebował błyszczków.
    Pieter i Tomasimo trzymali się od czasu wojska razem i nie wybrzydzali w zleceniach, zwierzyna schodziła szybko, a czasy były niespokojne. Prawo w wielu miejscach przestało istnieć. Ludzie nie zadawali pytań, a w obozach dla uchodźców traktowano ich jak zbawców. Byli by głupcami gdyby nie próbowali na tym zarobić.

    Handel legalnym i nielegalnym towarem szedł w najlepsze. Jak pomoc w upłynnieniu zapasów armii otrzymanych poprzez znajomych żołnierzy (kto by liczył ile tej pszenicy czy prochu było, a ile zużyto, prawda? zresztą może dostali w rozliczeniu żołdu, Tomasimo miał w sobie dość kultury by nie pytać kolegów po fachu o takie szczegóły), czasem transport bez zbędnych pytań jakiś przedmiotów (wszak kto by nie ufał tak zacnym wojom), czy też odzysk cennego dobytku z pól bitew, ruin, kurhanów i zapomnianych grobowców Gór Środkowych. Oportunizm pełną gębą, ale z klasą i honorem, nie mordowali, nie odbierali chleba głodnym, jedynie korzystali z okazji co się nadarzyły, a Ranald i inni bogowie nie omieszkali im szczęścić!

    Tomasimo był przesądnym i bogobojnym niziołkiem, zatem nie szczędził geltów na świątynie, a i część "znalezionych" przedmiotów zostawiał u kapłanów Vereny, szczególnie książki, z których sam miał niewielki pożytek. Chętnie nauczyłby się czytać i pisać, bo matka mu do głowy wbijała, że wiedza jest jak skarb, którego nikt ukraść nie może. Nie było mu to jednak dane - a to mus, gdyby chciał myśleć o karierze w wojsku i wyższych stopniach. Może kiedyś, na razie jednak niech księgi Verenie służą, a ona mu niech błogosławi, wszak sprawiedliwość często różni się od prawa. Tę naukę dobrze zapamiętał gdy był w Gruyden, świątynnej osadzie gdzie z woli barona Gregora Auerbacha wzniesiono kaplice wszystkich głównych bogów Imperium. Miejsce to święte było na wszechskroś, a budynki zachwycały wykonaniem, przepychem złota, kamieni szlachetnych oraz barwami cudnych witraży. Wiele pielgrzymek tam podążało, a wraz z nimi kapłani, kupcy i różnej maści klientela. Ashfield często tam bywał, pochodził bowiem z Dunstigfurt, wioski osadzonej we wschodniej części Drakwaldu, równo oddalonej od obecnej stolicy prowincji Hergig, byłej stolicy Talabheim, i właśnie sławnego Gruyden.

    Co więc sprawiło że utknął w karczmie tak daleko na północ, otoczony mroźną zamiecią? Biznes, po wzięciu udziału w oczyszczaniu podziemi Breder, wraz z Pieterem mieli się spotkać tu z ich znajomym specjalistą od pułapek i niekonwencjonalnego otwierania zamków, Panem Mullerem, ów dżentelmen i archeolog z zamiłowania chciał z nimi zbadać pewien grobowiec w Górach Środkowych, na północ od miejsca gdzie się znajdowali. Sam wybrał to zapomniane przez bogów miejsce jako punkt zborny, dobrze pamiętał jak opisywał im przełęcz. Sam jednak nie dotarł. Czekali na niego już tydzień i tracili nadzieję, że w ogóle się pojawi.

    Tomasimo chętnie bawił zebranych przy stole opowiadaniami, odpowiednio je cenzurując z celów jakie realizowali, ubarwiając jednak tam gdzie mógł, by zaciekawić. W przeciwieństwie do Pietera lubił rozmawiać, lubił plotki i sam niejednych był źródłem. Gadane miał za trzech, jego towarzysz zwykle milczał, czasem uśmiechnął się nieznacznie. Był to człowiek dzikich ostępów, szorstki w obyciu niczym futro dzika. Idealnie się tu uzupełniali.

    Zapowiadał się kolejny szary dzień, gdzie jedynie słowem, piwem i może grą w kości, szło jakoś nudę przegonić, gdy nagle drzwi od karczmy otworzyły się z hukiem, wlewając ziąb i nowość do zatęchłej izby.
    Łowca Czarownic z krwawiącym kapłanem Sigmara zrobili niemałe wrażenie na zebranych. Na Tomasimo również! Pomimo uznania dla klasy i szykownego kapelusza to jednak nie lubił tych fanatyków, w sumie chyba nikt ich nie lubił. Tomasimo jednak z zupełnie innych powodów niż reszta. Raz, że to byli przedstawiciele prawa o nader wysokich uprawnieniach wykraczających poza miejscowe przepisy i granice prowincji, dwa że ze wszystkich plotek jakie słyszał mógł uznać jedynie jedno - byli szaleni. Prędzej czy później Chaos z którymi walczyli pochłaniał ich dusze, wywracał umysł i odbierał logiczny ogląd na świat.

    Przy całym respekcie do ich pracy, było jedynie kwestią czasu kiedy takiemu odbije, a wtedy lepiej nie być w jego otoczeniu, czy nawet w obrębie wioski w której przebywa. Ashfield szanował to co robili, wszak po każdym najeździe Chaosu to oni w czasach pokoju wypalali ogniem i żelazem plugastwa z tych ziem, polowali na mutantów. Chronili też Imperium przed często niewidocznym wrogiem, plugawymi kultami, magami, obcokrajowcami z ich bluźnierczymi zwyczajami i religią, w skrócie byli potrzebni. Tak samo jak potrzebny jest gorąc, ogień i dym by pozbyć się pluskiew i wszy z pościeli. Nikt jednak nie chce leżeć na przypiekanym łożu.

    Gdy dwójka zniknęła za zamkniętymi drzwiami Tomasimo porozumiewawczo spojrzał na Pietera. Pora była się ewakuować. Obydwoje to rozumieli, zdając sobie sprawę z zagrożenia. Dobrze, że przybył bez obstawy zbrojnej czy strażników dróg. Niziołek pogładził psa, który wyczuł zaniepokojenie właściciela.
    - Wszystko w porządku Tyci - bo tak wabiła się bestia - wszystko w porządku - powtórzył, trochę do psa, trochę do siebie.

    Nie zdążył nic powiedzieć, gdy osiłek co niósł rannego wrócił i przekazał im wieści o bandzie zwierzoludzi w okolicy. Nic dla niego i jego towarzyszy nowego, ale tym bardziej nie chciałby zostać w karczmie do której właśnie doprowadził krwawy trop posoki kapłana. To przecież zwierzęta, mróz czy nie mróz, węch mają nie gorszy od psiego, a może i lepszy. Kwestią czasu było kiedy tu dotrą, i kwestią zgadywanek w jakiej liczbie.
    Niziołek dopił piwo i rozejrzał się po zebranych, uszami łowił plotek, ale tłuszcza nic ciekawego nie mówiła.
    - Pora w drogę, dalej od zapachu krwi tego sigmaryty - rzucił cicho przy stole do Pietera, ale i reszta siedząca obok go słyszała.

    Po chwili namysłu postanowił wstać, pójść do Łowcy Czarownic, i w ramach pomocy nad rannym wypytać skąd i dokąd zmierzają, co by się upewnić, że ich drogi więcej się nie przetną. Nie było mu to dane, ledwo się odwrócił na ławie a zobaczył obok siebie karczmarza zrzucającego na nich odpowiedzialność o którą nie prosili. Kochał barwy swego kraju, dobrze mu było w zielonym, pomagało to też w interesach i wzbudzaniu zaufania - teraz jednak mocno się zawiódł na efekcie jakie zrobiło umundurowanie.
    - Ku chwale ojczyzny - rzekł gorzko niziołek na wywód Grubera jakim to szczęściem jest towarzystwo Łowcy Czarownic i półżywej przynęty na zwierzoludzi z znakami Sigmara, z którymi chciał ich wystawić za drzwi.
    - Ale nie tylko dorzucisz coś od siebie, ale i oddasz nam to co wydaliśmy - dodał hardo Tomasimo.

    Nie wypadało odmówić Łowcy, a na pewno warto było go wysłuchać, choćby po to by dowiedzieć się więcej i skierować swoje kroki w przeciwnym kierunku. Obawiał się jednak, że jako żołnierz nie mógł zbytnio odmówić. Może próbować, ale nie słyszał o dekrecie kończącym wojnę z najeźdźcą, oczywiście nie był w czynnej służbie, no ale...

    Izba pachniała krwią i przypominała im wszystkim, że czas pokoju jeszcze nie nadszedł, po wyjściu karczmarza Klaus Sneider zaczął swoją opowieść. Opowieść przyprawioną złotem, ilością bliską rocznego żołdu. To było naprawdę sporo pieniędzy jak za kilka dni pracy. Dość rzec, że mocno zmieniało nastawienie niziołka.
    - Tomasimo Ashfield, obergefreiter regimentu strzeleckiego Fortu Schippel, armii Hochlandu - zaczął pewnie Tomasimo - a to mój towarzysz Pieter Falk, przepatrywacz, wojskowy. Za nas dwóch mogę ręczyć. - rzekł pewnie by wybrzmiało ich doświadczenie i obeznanie w walce.
    Spojrzał na Pietera, po czym na niecierpliwie stukającego w blat Łowcę Czarownic. Co za bagno, ale nie mieli wyboru, a płaca była zacna. Do tej pory źle im nie wychodziło branie tego co przynosił los.
    - Rad jesteśmy pomóc - dodał podkręcając z nerwów wąsa, dobrze wiedział że nie mają wyboru, szczególnie on w tym wojskowym płaszczu i z emblematem regimentu za klamrą na kapeluszu. Mimo że to inna prowincja, jego władza wykraczała poza takie niuanse, lepiej było brać złoto i się uśmiechać do złej gry niż go rozgniewać.
    Strażnikowi Dróg z Ostlandu mogliby powiedzieć "spierdalaj". Imperialnemu Łowcy Czarownic... już nie.
    - Jesteście więc Panie z Ostlandu? - dopytał szukając kislevskich akcentów w jego mowie - żal słyszeć o losie Wolfenburga - dodał, choć troski w tym pytaniu wiele nie było. Każda prowincja poniosła daninę krwi i nie było co się nad tym rozwodzić. Fakt jednak, ośli upór Ostlandczyków dał się we znaki najeźdźcom, choć raz ta ich tępa krasnoludzka natura zaprawiana kislevksą wódką przyniosła jakieś dobre efekty.
    - Droga powrotna to znaczy dokąd? - upewnił się, Zamek Lenkster również był w Ostlandzie, jakakolwiek władza tam urzędowała nie była to jego władza, ani jakakolwiek władza którą by chciał spotkać. Obecnie w każdym grodzie brakowało żołnierzy, a niektórym ludziom ciężko się odmawia - wliczając w to jego obecnego rozmówcę. Cierpliwie czekał na odpowiedź, zrobił też miejsce dla innych by mogli się wypowiedzieć.

    Gdy każdy podjął decyzję dodał:
    - Słyszałem o Dunkelwald, ta wioska i ziemia w okolicy należą do Kościoła Ulryka, od dekad, miejscowi narzekają na daniny na rzecz kościoła, i teraz im jeszcze poborcę przysłaliście? Czasy ciężkie Panie, głód, uchodźcy, po lasach zwierzoludzie i niedobitki armii Chaosu, nawet bez plugawego kultu by tego poborcę ubili i udawali że nigdy do nich nie dojechał. A jeśli litościwi to mogli go chcieć po prostu nastraszyć.
    - Wasz druh jest ciężko ranny. Rozumiem że zostanie tu pod opieką karczmarza? - zapytał na koniec, oceniając jak wojskowy targanie krwawiącego kapłana jako balast i proszenie się o problemy z każdym zwierzem i zwierzoczłekiem, który głodny w mroźną noc wyczuje jego krew.

    Rozgrywka

  • Co ciekawego byście polecili do obejrzenia?
    WiredW Wired

    image.png

    Film o zaginięciach dzieci, gdzie do prawie samego końca nie wiadomo kto co i dlaczego
    (info o zaginięciach jest w pierwszej minucie filmu, więc to nie spoiler).
    Miła odmiana od współczesnej kinematografii (jak kojarzycie wymagania Netflixa o których mówił Matt Damon, że dla widza kluczowe informacje musza być powtarzane 3 czy 4 razy w filmie itp. to tutaj traktują widza jako dorosłego bez zaburzeń uwagi).

    Hydepark

  • [V5] Przysługa
    WiredW Wired

    Przysługa

    e06c4372-fa64-40ff-b812-8f26972f7682-image.jpeg

    Chodzi za mną ostatnio chęć pogrania w WOD, a że nikt nie prowadzi, to zacząłem z nudów przeglądać podręczniki i pomyślałem że może ja zacznę, tym bardziej że mnie od dłuższego czasu @ketharian molestuje na discordzie żebym rozpoczął jakąś rekrutację.

    Przygoda jest z oficjalnego podręcznika, wolę więc nie zdradzić z jakiego na etapie rekrutacji. Jak ktoś rozpoznaje wstęp lub obrazek powyżej to niech da mi znać na PW. Pourozmaicam wtedy wydarzenia, jak nikt nie zna to lecimy podręcznikiem. Zależałoby mi na tym by Wasi Stwórcy albo byli obecnie poza miastem albo nie istnieli już z dowolnej przyczyny, możecie też ich nie znać. Nie ma znaczenia czy postacie graczy będą Anarchistami czy z Wieży, ale muszą być z jednej sekty i być już pełnoprawnymi nowicjuszami.

    |-***-|

    Wasza pozycja w sekcie jest słaba, jesteście młodą koterią łasą na przysługi, zdobywanie zasobów i przyjaciół. Bez kontaktu z swoimi Stwórcami też nie bardzo wiecie komu ufać. Brak mentora jest tym co Was połączyło. Jest to błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie. Z racji braku powiązania z konkretnymi starszymi wampirami w mieście wielu uważa że jak Wam się stanie krzywda, to niewiele ryzykują, bo kto niby w Elizjum się za Wami wstawi? Może Primogen klanu... ale wątpliwe. Czy jesteście eksperymentem społecznym? Czy może tytuł Nowicjusza dostaliście na wyrost i Wasz test dalej trwa? A może Stwórcy Was opuścili celowo? Po co brudzić sobie ręce i przyznawać przed Księciem do porażki, skoro prędzej czy później zrobicie błąd, który będzie kosztował Was nieżycie? Niejeden z Was może mieć dziś takie myśli.
    Gdzie tu błogosławieństwo? Cóż, w świecie Spokrewnionych jest bardzo mało freelancerów, ludzi którym można powierzyć delikatne sprawy wiedząc, że jak spieprzą to wina spłonie wraz z nimi i nikt się o nich nie upomni. Gdy każdy jest z kimś powiązany ciężko zachować nocą anonimowość, i w to miejsce wkraczacie Wy.

    Sprawa wydawała się poważna, mieliście umówione spotkanie z Szeryfem miasta, każdy z Was idąc na nie zrobił rachunek sumienia, zastanawiając się czy za coś nie oberwie, albo czy nie będzie za chwilę przesłuchiwany. Damien czekał na Was w niczym nie wyróżniającej się knajpce fast foodów U Tooley'a, gdzie z daleka widzieliście że nie jest spokojny jak zwykle. Noga wybijająca rytm muzyki, tym z Was którzy widzieli go częściej, zdradzała oznaki zdenerwowania. Był sam.

    Gdy tylko się zebraliście uśmiechnął się i rzekł:
    - Książę kazał bym Wam to przekazał, nic więcej, telefony w środku są shackowane, pozwolą Wam na jeden telefon do moich wybranych ludzi, nic więcej, zawartość koperty do zniszczenia po użyciu.

    "Książę" - zabrzmiało Wam w uszach - ale zanim któryś z Was się odezwał Damien wyszedł i zlał się z resztą nocy. Przed Wami została duża brązowa koperta. Ciężka, mimo swojej lekkiej wagi. Nikt z Was nie sądził że zgadzając się na spotkanie przyjął zlecenie od Księcia, ale czy ktokolwiek z Was wiedząc miałby odwagę odmówić?

    Otworzyliście kopertę:

    List

    |-***-|

    Podsumowanie

    • System: Wampir Maskarada 5 edycja.
    • Ilość graczy: 3 minimum, 4 optymalnie, może 5ciu ogarnę.
    • Platforma: forum + discord na szybką wymianę informacji.
    • Częstotliwość odpisów: 4 dni dla graczy 3 dla MG? Albo może post od MG co weekend w niedzielę?
    • Dokumenty Google: może karty w nich zrobimy, widziałem fajny szablon.
    • Użycie AI: grafiki tak, odpisy przez AI to raczej psucie sobie zabawy, ale nie bronię i tak nie mam jak tego kontrolować.
    • Termin zakończenia rekrutacji: 15.08.26

    FAQ

    Pytania i odpowiedzi, duplikaty tego co w postach poniżej jeśli ważne dla rekrutacji, inne ważne rzeczy.

    1. Wydaje mi się że nie głupie byłoby jakby każdy chętny napisał kim chciałby zagrać, by można było pomyśleć o koterii na etapie tworzenia postaci, by nikt nie tracił czasu na rozpisywanie historii postaci, która nie będzie pasować do drużyny.
    2. Gramy w Chicago, w roku 2019, PKJ to Książę(Prince) Kevin Jackson (Ventrue 8 pokolenia).
    3. SC to skrót od Succubus Club (Klub Sukkuba)
    4. Jesteście młodymi wampirami, w R użyłem specjalnie słowa Nowicjusz/Neonate, nie tylko w formie młodych wampirów Camarilli co już nie są pod opieką Stwórcy (bo nie wiem czy nie będzie drużyna Anarchów), ale także w kontekście tworzenia postaci. Ustalmy, że postacie zostały przeistoczone w wampiry najwcześniej w 1993, jako dziecko wojny, stworzone by zasilić szeregi jednej z frakcji w tym burzliwym okresie.
      Zatem od 10 do 25 lat doświadczenia jako wampir.
      4278a8da-3f4f-4735-a5de-b65655149907-image.jpeg
    5. Nie ma opcji grania klanem Hecate.

    text alternatywny

    Rekrutacje

  • Krzyk Pustki
    WiredW Wired

    @Marrrt napisał:

    Młody niepozorny alien stanie do nierównej walki by bronić swojej rodziny w starciu, którego stawką jest życie gatunku!

    Delilah le Fey na pewno poczuje matczyny instynkt i zaopiekuje się maleństwem!
    7f000ac3-682c-4d94-b852-27320209838a-image.jpeg

    Byle go tylko nie pomyliła... z lokówką 😜

    Komentarze

  • [V5] Przysługa
    WiredW Wired

    @Nanatar napisał:

    Znam drugą edycję, nowsze wersje wcale.

    Zmian jest sporo, wampiry są słabsze i bardziej zainteresowane przeżyciem a mniej władzą, kilka faktów:

    • Mamy XXI wiek, internet, nowe technologie itd., w tym nieustanna cyfrowa inwigilacja i odbieranie prywatności.
    • Powyższe sprawiło, że poszczególne agencje rządowe odkryły istnienie wampirów.
    • Pod pozorem walki z terroryzmem rozpoczęła się Druga Inkwizycja i tępienie krwiopijców.
    • SchreckNet Nosferatu został shackowany, a wraz z wiedzą z niego wyciekło wiele sekretów pijawek.
    • Dzięki informacjom z niego zniszczono siedzibę Tremere w Wiedniu w 2008, cokolwiek stało się z Radą Siedmiu doszło do zerwanie wszystkich więzów krwi utrzymujących Piramidę. Klan się rozsypał na stronnictwa. Generalnie obecnie mało kto ufa Tremere podejrzewając że to jak pilnowali własnych członków klanu przekłada się na obfite teczki dossier jakie mają na nich obecnie ludzie z Drugiej Inkwizycji.
    • W 2012 upadł Londyn jako domena, doszło do czystki wampirów (jest o tym cała kampania, Królowa Anna została zdekapitowana lub zmuszona do ucieczki, zależnie od działań graczy w kronice).
    • Zapytasz jak to się stało że potężne wampiry dostają manto od ludzi? W nowym milenium narasta zjawisko nazywane przez Spokrewnionych Zewem, starsze wampiry z dnia na dzień opuszczają domeny i ruszają na wschód. W miastach mało kto został z pokolenia starszego niż 10te. (Poza tym ludziom prawdopodobnie w czystkach wampirów pomaga Technokracja, ale podręcznika do Maga 5ed nadal nie ma, jest poderek do Łowcy 5ed ale jeszcze nie czytałem, może tam jest info. Powód nie zmienia tła gry - nastały czasy Inkwizycji).
    • Czym jest ten Zew? Jak zapytasz Noddystów to Zewem Gehenny, wołaniem obudzonych przedpotopowców zbierających swoje dzieci by je pożreć, albo by zebrać armię i pożreć innych. Ale nikt tak naprawdę nie wie.
    • Sabbat w 5ed zniknął mniej więcej z radarów bo Gehenna to ich główna ideologia, masowo ruszyli na wschód walczyć w Jihadzie i zniszczyć przedpotopowców (najchętniej zanim Ci się obudzą).
    • Na wschodzie naprawdę jest wojna, dzieją się tam niestworzone rzeczy i faktycznie powstają z ziemi prastare wampiry, ale niekoniecznie tak jak widzą to wyznawcy tej czy innej religii. Z ciekawszych faktów mających wpływ na wampiry na zachodzie:
      • Powstają cieniokrwiści, jeden z oznak Gehenny z księgi Nod, wampiry 14, 15 i 16 pokolenia, których ciężko nazwać wampirami w sensie 2ed systemu.
      • W 1999 roku faktycznie powstał rzekomy przedpotopowiec, klanu Ravnos, ale wiedzą o tym nieliczni, ziom o imieniu Zapathasura (często utożsamiany z demonem Ravaną) i został pokonany głównie dzięki Magom (Technokracji) do których nadal nie ma podręcznika w 5ed. W skutek jego zniszczenia i konsekwencji wydarzeń klan Ravnos praktycznie przestał istnieć i jest na dobrej drodze do wymarcia (okres nazywany Tygodniem Koszmarów ale trwał dłużej niż tydzień, wzajemna rzeź i zmiana klątwy krwi na taką co zadaje poważne obrażenia i wypala od środka - a trochę im zajęło zanim ogarnęli co robić by ich nie spopielało, przez co jest ich bardzo mało), choć wciąż można znaleźć poszczególne osobniki które przeżyły te wydarzenia (w tym dwóch 5 pokoleniowych).
      • W Alamut w 1998 roku przebudził się Ur-Shulgi, Matuzalem 4 pokolenia, wkurwiony że jego klan (Assamite) porzucił nauki Haqima i w dodatku przeszedł na Islam, rozpoczął rzeź i "jednoczenie klanu", doszło do rozłamu, kasta wojowników służy Ur-Shulgi, kasty wizjonerów i magów pod przewodnictwem 5 pokoleniowców Tegyriusa i Al-Ashrada dołączyły do Camarilli szukając sojusznika w walce i ochrony. Klan jest obecnie znany jako Banu Haqim (Synowie Haqima).
    • Cały ten burdel na wschodzie i narastający brak starszych wampirów (Zew nie każdego ogarniał w tym samym momencie, więc różne przetasowania były gdy nagle konkretny starszy znikał) w domenach powodował dużo niestabilności i możliwości sięgnięcia po władzę.
    • Generalnie dowodów na istnienie Przedpotowców nadal nie ma w społeczności wampirów (kwestia wiary w Kaina i Potop) ale dla tych lepiej obeznanych w realiach wydarzeń ostatnich lat to przebudzenie jakiś potężnych starożytnych ziomeczków jak Ur-Shulgi i dziwne zachowanie starszyzny jest faktem. No i gdzie ta stabilność i ochrona jak co potężniejsi pakują walizki i jadą na wschód? Wielu widząc co się dzieje doszło do wniosku że Camarilla albo wie co się dzieje i ich okłamuje, albo to tonący statek.
    • Jednym z takich ziomków co stracili zaufanie do Wieży jest Xavier, który pociągnął za sobą cały klan Gangreli. Pod koniec 20 wieku (1999?) Xavier, Justicar klanu Gangrel, zapadł w sen pod ziemię z swoją koterią i doznał uczucia że nie jest w glebie a w czymś co zjadło jego towarzyszy i go jedynego wypluło. Cokolwiek to było, był przekonany że oto budzi się przedpotowiec Gangreli i zjada swoje dzieci by nabrać sił. Uznał że Camarilla go oszukuje co do obecnych wydarzeń, plus stracił tak swoją ukochaną. Poszedł na spotkanie Wewnętrznego Kręgu i wyprowadził swój klan z Camarilli.
    • W 2012 miała miejsce Konwencja Praska, główny plot twist w polityce, pijawki zebrały się by omówić temat Drugiej Inkwizycji, ale zamiast się zjednoczyć w obliczu nowego wroga się podzielili. Anarchiści obwiniali starszych o manipulację rządami i celowe wywołanie czystek, nie wierząc że ludziom idzie tak dobrze samemu, a Camarilla oskarżała Anarchów o łamanie Maskarady przez używanie nowoczesnych technologii i naprowadzanie ludzi na ich domeny. W mega skrócie:
      • Theo Bell, Archon Brujah, podczas ceremonii odstrzelił z dwuruki schowanej pod kurtką głowę Hardestadta (Młodszego) a za nim do walki rzuciły się inne zgromadzone na spotkaniu Brujah. Zginał m.in. wspomniany Hardestadt (szef Ventrue, członek wewnętrznego kręgu, nieformalnie szef całej Camarilli), archon Ventrue (Jan Pieterzoon) i wielu innych. W efekcie pokój uzyskany na Konwencie Cierni (pokój z 1493r.) przestał istnieć. Ponownie jest wojna między Camarillą a Anarchistami (ale nie otwarta i totalna jak z Sabbatem w 2ed, Anarchiści są świadomi Drugiej Inkwizycji i większość z nich przestrzega Maskarady i wymusza ją na swoich terenach. Ogólnie relacje między sektami różnią się zależnie od miasta/regionu, ale w skutek zaskoczenia zdradą Brujah i ich nagłym atakiem kilka miast Camarilli przeszło w ręce Anarchistów).
      • Camarilla wraca do starych metod, nie używa technologii, zamierza przeczekać Drugą Inkwizycję dając jej na pożarcie gorzej zorganizowanych i będących bliżej ludzi i współczesnych technologii Anarchistów. Nie ma już podejścia z czasów 2ed, że każdy wampir czy tego chce czy nie jest w Camarilli i ma się dostosować. Teraz to elitarny klub i podejście brzmi kto nie z nami ten przeciw nam (aka "każdy kto nie w Camarilli ten jest Anarchistą") i może zginąć.
      • Nastąpiły przetasowania nie tylko w miastach ale i w lojalnościach i tym jaki klan jest po czyjej stronie (z grubsza, bo jak wiadomo zawsze są jacyś odszczepieńcy co trzymają z przeciwnikiem).
    • Z innych ważnych wydarzeń politycznych, powoli zbliża się 2028 a wtedy wygasa umowa "Przymierze 1528r." między klanem Giovanni a Camarillą, co prawdopodobnie otworzy nowy front wojny. Z tego powodu klan Giovanni namówił szereg pomniejszych klanów zajmujących się nekromancją na unifkację, ale co ciekawe nie w formie politycznej a rytualnej, odwalili jakieś mambojambo pod koniec roku 2018 lub na początku 2019 (nie ma podanej dokładnej daty) i powstał klan Hecate od imienia bogini magii i nekromancji. Nie ma więc już Samedi, Lamia, Giovanni itd. oddzielnie (są traktowani jako linie krwi klanu Hecate).
    Rekrutacje

  • Popiół i Śnieg
    WiredW Wired

    PO WYJŚCIU Z PIWNICY GDZIE ŁOWCA CZAROWNIC PRZESŁUCHIWAŁ ZIELARKĘ


    Tomasimo wyszedł z piwnicy z nietęgą miną, cokolwiek tam zaszło musiało usiąść mu na duszy. Jego wzrok był jednak skupiony, zadaniowy. Omiótł zebranych wzrokiem, odnotowując związanie Bruno jakąś znalezioną liną i to gdzie każdy stał. Bez słowa podszedł do leżącego nieopodal schodów rzeźnika, sprawdził więzy i sztyletem rozciął mu ubranie na ramieniu by obejrzeć ranę której nie chciał pokazać.
    - Dobra robota der Herren - pochwalił przygotowania - jeszcze te za szynkwasem można by czymś zastawić. Ktoś był na górze wyjrzeć z okna? Lepiej je pozamykać, mają sad to i pewnie niejedną drabinę. Nic dobrego nie wróży że ciżba na zewnątrz nagle ucichła - rzekł idąc szybkim marszem za szynkwas by podstawić pod pozostałe drzwi jakieś beczki i wreszcie napić się cydru, bardzo potrzebował się napić czegoś z procentami.
    - Łowca Czarownic miał intuicję a Moriz dobre oko - rzekł w końcu to na co inni czekali - mutantka wszystko wyśpiewała.
    - Pytanie czy sioło stanie po naszej stronie i pomoże nam pozbyć się kultystów... oby. - przedstawił zwięźle co ich czeka, zostawiając Klausowi pole dla szczegółów. Spojrzał przy tym jak Otto reaguje na jego słowa. Mówił, a w trakcie dostawiał beczki pod pozostałe dwoje drzwi, nie wiedział ile mieli jeszcze czasu.

    Moriz odetchnął w duchu, że nie zawiodło go jego oko.

    Niewiele czekając po słowach niziołka Pieter wbiegł po schodach na piętro, mijając ciemny korytarz i zamknięte drzwi pokojów. Podłoga jęczała pod jego krokami, a z dołu nadal niosły się przytłumione głosy jego kompanów oraz sołtysa i Bruna. Dopadł do okna na końcu korytarza i wyjrzał na zewnątrz.
    Przed karczmą nie było już bezładnej ciżby walącej pięściami w drzwi. Ludzie cofnęli się na drugą stronę drogi, gdzie przy skleconym na prędcę podwyższeniu zebrał się gęsty tłum. Nie wyglądali już jak przestraszeni mieszkańcy, którzy w panice przyszli ratować swoją zielarkę. Teraz mieli w rękach topory, widły, siekiery, pałki i pochodnie. Płomienie chwiały się na wietrze, rzucając czerwone światło na twarze mokre od śniegu, strachu i gniewu. Na podwyższeniu stał ojciec Berengar Holtz. Kapłan Ulryka mówił do nich donośnie, z uniesioną ręką i twarzą bladą jak śnieg. Pieter nie słyszał wszystkich słów przez zamknięte okno i wiatr, ale nie musiał. Widział, jak ludzie patrzą na niego jak przemawia, a temat spotkania mógł być tylko jeden.

    - Znaleźliśmy garłacza. Umiesz używać tego, prawda? - zapytał niziołka Moriz.
    - Oczywiście, jesteśmy w Hochlandzie przecież, nie bez kozery mamy muszkiet na monetach - rzekł Tomasimo podkręcając wąsa zaciekawiony.
    - Gdzie on? Toporna to broń i długo się ładuje, ale tłum licznie porani jednym strzałem, na tę ciżbę idealna - aż oczy mu się zaświeciły i głos podniósł.
    - Za szynkwasem - Moriz wskazał kierunek - z tego co rozumiem jest naładowana, ale o więcej nie pytaj, bo to jak czarna magia.
    - Cudnie - rzekł Tomasimo i zabrał się za sprawdzenie broni i obecności prochu na panewce
    - Może znajdziemy pociski i proch, ale i bez tego nasze szanse rosną znacznie, głośne to i samym wyglądem straszy, nie to co moja proca - dodał.
    - Dzięki Moriz - podziękował i rozejrzał się dokładniej po okolicy gdzie była broń, czy aby nie znajdzie prochu, ładunku, albo chociaż wycior i pobojczyk.

    Rudzielec widocznie niezadowolony posłał Morizowi spojrzenie dezaprobaty.
    - Zaraz... - zaczął ze zmarszczonym czołem Heinz - ...jak to sioło stanie po naszej stronie. Ilu ich jest. Gadaj w szczegółach co się dowiedziałeś. Niczego nie ukrywaj. Chcę wiedzieć na czym stoimy.
    - Tak to, przecież nie każdy mieszkaniec jest plugawym kultystą, pokażemy im Martę w całej jej okazałości i przekierujemy ich gniew na właściwie tory - odparł Tomasimo a mówiąc to patrzył na reakcję sołtysa, był bardzo ciekawy ile stary wiedział, pewnie mógłby pomóc im zamknąć temat wskazując ludzi.
    - Ilu to wie Herr Sneider, on dłużej z zielarką rozmawiał, zobaczymy czy sioło wskaże tych samych - zakończył nie chcąc więcej mówić przy Otto, ale był pewien, że po tym zdaniu zacznie kalkulować czy opłaca mu się ukrywać swoich sąsiadów. Klaus raczej nie uwierzy mu, że nie wiedział.
    - Będzie trzeba uważać przy transporcie Bruno, cokolwiek sączy mu się z rany to nie jest krew i lepiej tego nie dotykać - zaczął planować jak na kaprala przystało.
    - Heinz, będziesz tak miły i zastąpisz Tyciego w pilnowaniu drzwi i rzeźnika? - zapytał i przywołał psa do siebie.

    - PIETER, JAK NA GÓRZE?! - krzyknął do towarzysza, nie powinien być tam sam.

    Sołtys wygląda jakby rachował sobie coś w głowie. Takie szczury jak on więdzą co się szykuje i uciekają, zanim statek zaczyna tonąć. Pobladł trochę, ale oczy zdradząły zaczątki sprytnego planu. Spojrzał na Tomasimo, potem na Bruna, potem znów na niziołka i widać, że przelicza swoje szanse.
    – Ja mogę pomóc – powiedział cicho, lecz już pewniej. – Jeśli nasz Szanowny Łowca Czarownic spojrzy na mnie przychylnym wzrokiem i zagwarantuje mi życie i wolność, wskażę ludzi, którzy wykazują podobne... objawy. – zaproponował. Spętany i zakneblowany Bruno szarpnął się w więzach. Tego było już za wiele.
    - Jestem przekonany, że Herr Sneider przystanie na taką propozycję, ale nie mogę mówić za niego, zaraz tu będzie - odpowiedział sołtysowi niziołek, nie zamierzał odbierać mu nadziei, potrzebowali go po swojej stronie.

    - Możecie przyciągnąć Bruno bliżej szynkwasu? - zapytał zarówno Otto jak i stojących bliżej kompanów - Jak ma się wiercić to niech to robi z dala od zaryglowanych drzwi - rzekł odkładając garłacz do torby na ramieniu i ładując swoją wierną procę, jakby się wyrwał to może go jednym ciosem położy, nie był jednak tego pewien, rzeźnik był olbrzymi i nie wyglądał na takiego co szybko pada.
    Heinz spoglądał bacznie z góry na niziołka. Nie wyglądał na przekonanego, skrzyżował ręce na piersi.
    - Ta, mogę tak zrobić - odparł krótko i ruszył w stronę rzeźnika

    - NIE JEST DOBRZE! - Krzyknął Pieter z piętra karczmy.
    - BĘDĄ SZTURMOWAĆ KARCZMĘ! - wrzasnął przepatrywacz.
    - KAPŁAN PODBURZYŁ TŁUSZCZĘ! MAJA BROŃ I POCHODNIE!
    Moriz zacisnął zęby i spojrzał na niziołka.
    - Ja Sneidera ściągnę - rzucił Moriz i nie czekając na dalsze słowa czy protesty pobiegł do piwnicy.
    - PRZYJĄŁEM, PRZYNIEŚ MÓJ PLECAK SCHODZĄC! - odkrzyknął niziołek Pieterowi.

    Tomasimo szybko się rozejrzał, drzwi za szynkwasem były zabarykadowane toteż najbezpieczniej było stanąć za nim i opierając garłacz o bar czekać na gniewny lud. Miał jednak nadzieję że Klaus pojawi się i otworzą drzwi pokazując wiosce mutantkę, wyprzedzając ich atak. Gdyby sam prowadził natarcie ciżby to by z drabinami wszedł przez okna na piętrze, zamiast przebijać się przez drewno. Ostatnią alternatywą było zabicie dechami całej karczmy i wrzucenie przez górne okno pochodni, próbując spalić ich z Łowcą Czarownic bez podejmowania walki, ale wtedy zabiliby też sołtysa i rzeźnika. Mroczny plan i raczej nie akceptowalny. Co prawda ani on ani chyba nikt z ich ekipy nie miał w plecakach zostawionych w izbie na piętrze jakiś cennych rzeczy, to szkoda byłoby je stracić w ogniu, zakładając, że by jednak wydostali się jakoś dołem. Co wcale nie było pewne gdyby ogień odciął im górę, na dole mieli raptem dwie izby z oknami i główne drzwi, no i stajnie, ale tam przecież zrobić pożar najłatwiej.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    WiredW Wired

    @Marrrt napisał:

    @arthur-fleck Naprawdę świetna ta Delilah! Zastanawiam się, czy będzie bardziej śmiercionośna niż ksenomorf!:)

    Wszyscy świetnie piszecie! 🙂 Podczytuję od kilku dni i jestem bardzo wciągnięty w bieg wydarzeń, posty są fajne, pełne szczegółów i akcja się ładnie zagęszcza 😃 Gratki dla MG i graczy! Jest 🔥 🤘

    Komentarze

  • [V5] Przysługa
    WiredW Wired

    @Aiko napisał:

    A jeśli chodzi o planety. Wrzucałeś już może gdzieś ten szablon w doc do KP. Czy na razie robić gdzie nam się podoba?

    Muszę go odszukać w milionie zakładek, róbcie gdzie Wam wygodnie, to była luźna propozycja, bo z doświadczenia wiem, że lepiej jak wszyscy mają ten sam szablon kart. Ale to możemy ogarnąć później.

    @MiRaaz napisał:

    Rozwinę pytanie: Czy Oblivion (dyscyplina wprowadzona razem z Hecata) jest dostępna dla Catiff?

    Dyscyplina tak, Ceremonie nie.
    Typ drapieżnictwa Grabarz daje ją możliwą do dobrania każdemu, więc nie widzę powodu by ją ograniczać.

    @MiRaaz napisał:

    Ok. Brzmi to logicznie. Jest to pewna wizja świata, która zakłada, że wszystkie klany prowadzą wspólną politykę klanową.

    Well, to trochę bardziej skomplikowane, jest moc która pozwala zmusić potomka do posłuszeństwa, są Miasta gdzie prawo Tradycji że Stwórca może zniszczyć potomka nie kończy się po roku i nadaniu Nowicjatu i może nastąpić w każdej chwili. W miastach Camarilli też na to wpływa ich organizacja, Primogen klanu ma ogromne wpływy polityczne i pomimo braku bezpośredniej władzy wykonawczej zasiada w Ławie Sędziów jako jeden z głosów gdy sądzi się wampiry. Rzadko kiedy Ława decyduje inaczej niż Primogen danego klanu, bo Camarilla szanuje linie krwi i władzę starszyzny nad młodszymi. Natura bycia potomkiem krwi, często związanym więzami krwi, też sprawia że młodsi często chcą się przypodobać starszym. Ci zaś będą przekonywać innych, niezależnie czy poparcie jakie okazują wynika z ich poglądów, kalkulacji własnych interesów, wazeliniarstwa, czy więzów krwi.

    To nie oznacza, że każdy klan ma swoją wspólną politykę, ale starsi są często w stanie wymusić posłuszeństwo i wielu młodych nawet nie próbuje mieć innego zdania. Do tego dochodzą możliwości wymuszenia posłuszeństwa większe w jednych klanach niż w innych. Taki odszczepieniec Brujah co ucieknie do innego miasta setki kilometrów dalej, raczej czuje się bezpiecznie, o ile nie zrobił czegoś co by uzasadniało wydanie ogromu zasobów by go znaleźć. Jednak inaczej to wygląda w klanach jak Tremere, Hecata i Banu Haqim, duchy i magia krwi nie robią sobie wiele z tych setek kilometrów. Dlatego są to tak skonsolidowane klany i głos starszyzny porusza masy.

    W podobnym tonie jest opisane przejście Gangreli do neutralności w wojnie sekt, nikt nie wie jak "zwierzęta" dowiedziały się o decyzji Xaviera i co je skłoniło do posłuchania w skali globalnej, podejrzewa się (cytat z poderka) że Xavier przez kontakt z przedpotopowcem poznał sekret porozumiewania się przez krew.
    Ale, tu już ode mnie, opcji jest więcej, łącznie z rozkazem przedpotowca w formie jakiejś mocy animalizmu i związani z nim krwią poczuli "sami z siebie", że powinni. W końcu Xavier przeżył jako jedyny i mało kto uważa, że przypadkiem (dzięki kaprysowi istoty którą spotkał), nikt kto przeżył setki lat nie wierzy w przypadki.
    To jednak domysły, faktem jest że Gangreli nic nie wiąże do podążania za Xavierem, nie jest to układ polityczny za którego niedochowanie będzie się zdrajcą, ani nawet jakikolwiek rozkaz. Po prostu się stało i większość Gangreli zrobiła tak samo jak on i jest poza sektami, nie wszystkie. To dobrze pokazuje jak silny bywa autorytet starszych i jak posłuszne potrafi być potomstwo. Łatwo się domyśleć, co by się stało gdyby to był bardziej skonsolidowany i polityczny klan, gdyby poszedł oficjalny rozkaz, a tych nieposłusznych by zaczęto ścigać 😉

    PS. Jeszcze odnośnie samych Hecata, Giovanni pochodzą z Włoch i mieli zwyczaj spokrewniać tych co dawali im wpływy polityczne i władzę. Ich sposób zarządzania klanem to był styl włoskiej mafii, co sprawiało, że jednostki co się sprzeciwiały długo nie żyły. Historia zna przetasowania w klanie, ale z poparciem całych rodzin i zamachów, jak to mafia ma w zwyczaju sobie wyjaśniać sprawy. Klanem rządzi obecnie Rada Anziani, ale metody się mocno nie zmieniły. Mafijne konotacje są porozrzucane w Kartach Fabuły gdzie są banksterzy-kanibale (linia krwi Dunsirn), uliczni kryminaliści z rodziny (i linii krwi) Put(t)anesca, nekromanci z włoskiej rodziny i linii krwi Rossellini, amerykańscy banksterzy i linia krwi Miller itd. Obok nich masz nekromantów których Giovanni od zawsze traktowali jako rywali w władzy nad zmarłymi i starali się ich albo przyłączyć, podporządkować, albo zniszczyć. To nie jest klan w którym można lekką ręką olać wolę starszych, co widać po linii krwi Pisanob z Meksyku (aztetcy nekromanci, zdominowani przez Giovanni w 16 wieku), która jest chętna zemsty ale i tak się nie wychyla. Także Samedi prowadzący własną politykę i szczerze nienawidzący Giovanni zgodzili się być jednym z klanów założycieli Hecata i nie idą w otwartą wojnę, nie stać ich na to. Nagaraja dołączyły do Hecata tłumacząc się wydarzeniami w zaświatach, mało kto im ufa, ale jest ich za mało by ktoś ich uznał za zagrożenie i uznano że się przydadzą. Podobnie oszczędzono ostatnie Lamia (wcześniej sądzono że ostatnią zabito w 1718) i pogodzono się z Harbingers of Ashur. Ich są resztki i nawet jest atut który sprawia, że wampir linii krwi Ashur jest tak naprawdę Zjawą z Zaświatów co kontroluje wampira. No więc, poza mafijnymi rodzinami i Samedi aka Narodem Krwi, pozostali członkowie Hecata są nieliczni, co nadaje ton sposobowi w jaki klan jest zarządzany.

    Rekrutacje

  • Popiół i Śnieg
    WiredW Wired

    Tomasimo wziął od Pietera swój plecak i z lekką ulgą spojrzał na wychodzącego z piwnicy Klausa Sneidera.
    - W końcu - przeszło mu przez myśl. Czekanie na wyrok tłuszczy nie należał do najprzyjemniejszych. Jak dobrze, że nie było wśród nich wojskowych wyznawców Myrmidii, już dawno by płonęli wraz z karczmą. Sigmarczycy w większości, a już na pewno wszyscy Ulrykanie nie pochwalali takich rozwiązań taktycznych, ale nikt po fakcie nie zaprzeczy że można tak wygrać niejedną bitwę bez strat we własnych oddziałach. Umysł ponad siłę!
    - Choć raz fakt że sioło należy do wyznawców Ulryka się przydało - pomyślał.

    Heinz mu pewnie będzie miał za złe, że wdał się w rozmowę na jego temat z Łowcą, ale może mu później podziękuje, ominie go konfrontacja i podpalanie stosów, coś czego Tomasimo nie był pewien czy rudy dałby radę łatwo wykonać, lub chociaż biernie obserwować...

    Wyszli na plac, niziołek szybko policzył ludzi i ocenił ilu by trafił na raz z garłacza.
    Szedł z boku Sneidera i nic nie mówił, skupiając się na obronie i wypatrywaniu zagrożenia, albo co wyrywniejszych jednostek. Broń palna wzbudzała strach, lubił to, nie uważał ją za lepszą od sprawdzonych rozwiązań, szczególnie gdy mowa o kosztach bo nie sposób przecenić fakt, że otoczaki z rzeki były darmowe, ale naprawdę bardzo doceniał jaki efekt psychologiczny ta nowa technologia robi na polu walki.

    Na pytanie kapłana Ulryka Tomasimo szukał chwilę odpowiednich słów, zaskoczony że uprzedził go Pieter.
    Kto jak kto, ale małomówny Pieter? Zaprawdę, z tej strony go nie znał.

    Tomasimo nie chciał kłamać, ani dawać pustych obietnic, kapłan na pewno umiał czytać ludzi.
    - Posłuchajcie mnie wszyscy! - rzekł głośno do zebranych.
    - Jestem żołnierzem, który przeżył Inwazję Chaosu. Widziałem jak z lasów na pomoc naszemu wrogowi wychodzili mutanci i zwierzoludzie, sam wróg w swych szeregach też od nich wolny nie był, widziałem jak pod wpływem Niszczycielskich Potęg działy się rzeczy przeczące naturze!
    - I nie raz, nie dwa zastanawiałem się czemu człowiek z dziobem zamiast ust i macką zamiast ręki ramię w ramię z bestiami które ciężko opisać i magusami szepczącymi plugawe inkantacje atakuje nasz dom!
    - Tak, to byli kiedyś ludzie - wskazał na zielarkę - Wasi sąsiedzi, może nawet jeszcze są, ale jak długo?!
    - Spójrzcie na jej drugie oko, gdy w jednym widać rozpacz i ból, drugie niczym obce, łypie z wrogością!
    - Kto lub co przez nie spogląda!? Nadal Marta zielarka? Jak długo pozwolicie jej odbierać Wasze porody? Jest tu ktoś kto mi powie kiedy zacznie łaknąć krwi? W jaką bestię się zmieni? Albo czy to zaraźliwe!?
    - Na co chcecie czekać?! Aż kultystów i mutantów będzie tylu że przejmą władzę w wiosce?!
    - Myślicie że jak to się dzieje, że ludzie modlą się do Pana Zarazy czy innej demonicznej kreatury?! - kontynuował - Z chciwości? Nie ma takich pieniędzy za które ktoś chciałby zesłać na siebie to ohydztwo, ale gdy już je mają, lub gdy rozpacz ściska serce gdy to dzieje się bliskim? Nagle odkrywają że nie cały świat ich opuścił i lgną do złego niczym ćma do ognia! Ignorują nauki kapłanów, myślą że są mądrzejsi, że im się uda, że Niszczycielskie Potęgi wbrew swej nazwie jak nie łaskę to chociaż dadzą im odroczenie końca ich świadomego istnienia! Powoli zatracają siebie, ulegają przemianie, nie tylko na ciele, ale i duszy oraz umyśle. Zaczynają robić rzeczy o które by siebie nigdy nie podejrzewali. Zaczynają mieć myśli i pragnienia, których nigdy nie mieli. Aż pewnego dnia, odkrywają że nie są już ludźmi i służą istotom których sługami nigdy nie chcieli zostać!

    Zrobił przerwę by mogli przetrawić informację.

    - Nie dajcie się zwieść! To nie są już Wasi sąsiedzi!
    - I to nie jest kwestia poręczenia za słowa człowieka którego znam dwa dni! To kwestia czy chcecie ryzykować życie własne i swoich dzieci! Komu oddacie swój los?! Sigmarowi i jego słudze w postaci obecnego tu Łowcy Czarownic, czy siłom które zawładnęły ciałem Waszych sąsiadów?
    - Poza tym, do kurwy nędzy, jaką alternatywę rozważaliście?! Zabicie sługi Imperium, członka zakonu Sigmara, sankcjonowanego Łowcy Czarownic?! I co dalej? Banicja po lasach w tę pierdoloną zimę, aż Was wilki zjedzą albo zwierzoludzie wypatroszą?! Ile nocy większość z Was tam wytrzyma?!

    Zwrócił się w stronę kapłana:
    - Chuja chcesz sobie odmrozić Berengar i całą wioskę na śmierć skazać za życie jednej dziewki która za księżyc lub dwa może nawet nie móc wymówić Twojego imienia? Tak bardzo Ci oczy pizdą zarosły?!

    - Naprawdę ludzie, nie pojmuję o czym tu rozmawiamy?! - zapytał retorycznie ogół.
    - Rozpalcie stos, oczyśćcie sioło i się módlcie! Módlcie o to by do zakonu Templariuszy Sigmara nigdy więcej nie dotarł choć cień informacji o Waszej wiosce!

    Przełknął ślinę i dodał spokojniej choć nadal głośno by go wszyscy zebrani słyszeli:
    - Tym którzy nadal wątpią dodam, to nie jest mord, to wyrok w imieniu Imperatora! Sołtys umie czytać i pisać, wraz z Łowcą sporządzą odpowiednie dokumenty, jestem pewien też że Herr Sneider nie będzie miał problemu okazać mu wszelkie papiery by potwierdzić swój mandat na tych ziemiach.
    - Wierzę, że postąpicie jak prawi obywatele Imperium.
    - zakończył pojednawczym tonem odwołując się do ich patriotyzmu.

    Rozgrywka

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    WiredW Wired

    Rorimak Brandybuck był statecznym hobbitem koło 60tki, bratem Primuli i wkrótce dziedzicem Bucklandu.
    Zajmował się głównie polowaniem na króliki, spacerami po lesie, strzelaniem z łuku i snuciem opowieści o tym jak odpoczywa. Daleko mu było do narywistych Tuków czy szalonego Bagginsa, chociaż dobrze pamiętał że Bilbo nie był taki zanim szary czarodziej nie namieszał mu w głowie.
    Sam, jak na odpowiedzialnego przyszłego szwagra przystało gdy tamten zniknął zaopiekował się jako Bag Endem, solidnie wypalając zapasy zioła i racząc się codziennie winem. Bilbo do dziś miał mu to za złe, chociaż nie rozumiał do końca o co mu chodzi, lepiej że w rodzinie zostało niż miałyby je jakieś hobbity z Shire ukraść, a tak się przecież stało z niejedną rzeczą jak tylko stary Rory poszedł do lasu zapolować na królika pod potrawkę!

    Nic wdzięczności!

    Ale Rory nie chciał by jakaś zła kew między nimi była, szczególnie ze względu na Primulę, toteż jak dostał list to się spakował, i w butach - jak na bucklandczyka przystało - z plecakiem pełnym narzędzi, jedzenia i zioła do palenia, a przede wszystkim ze swoim łukiem. Wyruszył i, nie zapominając oczywiście o siostrze, przybył z nią do Bilba progów.

    Zbieranina w jego domu była niemała, toteż przybywając ostatni musieli sporo nadrobić, a to w temacie poczęstunku, a to zioła zapalić, a to pogaworzyć i popytać przyjezdnych o wieści z ich krańców Shire.

    W końcu Bilbo przeszedł do rzeczy, a rzecz ta co najmniej była dziwna. Wszak prosił ich o włamanie do muzeum!
    Rory nie był pewien czy jego dług wobec Bilbo sięga tak daleko...

    - Wodą czy nie wodą, rzekł senior, wydaje mi się że Bilbo nam całej historii nie mówi, skoro wiadomo że mapa Tuków, to wystarczy im infamią zagrozić. Czemu więc mamy ją ukradkiem pożyczać i oddawać, skoro nie ich?

    - jak w ogóle ta mapa dostała się w posiadanie muzeum i kustoszki Malwy? - dopytywał.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [Jedyny Pierscień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - KOMENTARZE
    WiredW Wired

    Również dzięki za grę 🙂 fajnie było poznać nowy system i popatrzeć na zmagania hobbitów 🙂

    Komentarze sprzysiężenie czerwonej księgi

  • Rozmowy użytkowników z obsługą
    WiredW Wired

    @GreK napisał:

    Ta lupa, chyba szuka, niewiem-gdzie, ale nie w tekście sesji.

    Domyślnie szuka w tematach, trzeba po lewo zmienić "w tytułach" na "w postach" by szukało w treści.

    190d0d65-eb02-4dfc-9d39-87faec44eef6-image.jpeg

    Forum

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    WiredW Wired

    @JohnyTRS napisał w [Horror] Gruzy przeszłości:

    Rok 1997 wybrałem dlatego, ponieważ po kwerendzie wydał mi się taki... nieciekawy. Denominację i nowe PLN wprowadzono w 1995, do NATO wstąpimy dopiero za rok, jest już jako-tako dostępny internet, Film Kiler będzie miał premierę dopiero za ponad 2 miesiące. Harry Potter został oublikowany w oryginale w czerwcu, do Polski zawita dopiero za kilka lat. Średnie wynagrodzenie wynosi 1061,93 zł miesięcznie. Powyższe informacje wziąłem prosto z Wikipedii (oraz strony ZUS-u), nie posiadam żadnych kryształowych kul.

    Internet w 1997? Gdzie? Maks to u starego w pracy jak był w dobrej firmie, jak ktoś miał w domu modem 28.8kbps to był bogaczem i very early adopterem bo TP SA wprowadziła internet po kablu w 1996, drogie to było i wolne, kawiarenek internetowych jeszcze nie było (internet mówi że rozwój kawiarenek to około 1998, a w 1996 była jedna znana - w Warszawie). Nie ma Google, najpopularniejszą przeglądarką jest Altavista. To są czasy gdy dostajesz opieprz w domu jak za długo przez telefon rozmawiasz, bo koszty, a co dopiero internet 😉
    Czasy grania na Atari, Commodore lub Amidze, i chodzenia z kumplami do budek z flipperami i automatami do gier. Pamietaj też że to lata BIEDY, w niektórych miastach co 3 dorosły nie ma pracy, rząd oficjalnie zmienia sposób liczenia bezrobocia by było na papierze niższe (pierwszą zmianę definicji bezrobotnego zrobili w 1990, potem kilka razy ponownie bo bezrobocie szalało, ostatni raz w 2004). A po latach biedy i nie do końca udanej transformacji ustrojowej która spowodwała pauperyzację narodu przyszedł rok 2001 z dot bubble (peknięcie bańki na giełdzie firm internetowych) z kolejną falą problemów. Łódź, z której pochodzę, miała około 1mln mieszkańców w latach 90tych (oficjalnie mniej, nieoficjalnie więcej, mało kto się meldował, nikt nie chciał by władza wiedziała o nim więcej niż minimum), teraz ma około 650 tys. (z powodu emigracji zarobkowej, największy odpływ mieszkańców był po wejściu do UE i otwarciu zagranicznych rynków pracy). Inflacja już była w miarę normalna (około 15%) w porównaniu do 585,8% w 1990 (dobrze czytacie, 600%, m.in. dlatego tak dużo ludzi nienawidzi Balcerowicza, a niektórzy pamiętają znajomych co strzelili samobója z tego dobrobytu po przemianie ustrojowej). Budki telefoniczne są normą, zmiast konta w banku masz książeczkę oszczędnościową PKO obsługiwaną w okienku na poczcie (lata 90te to dopiero czasy prywatyzacji decentralizacji i kształtowania się systemu bankowego w PL, większość ludzi miała swoje pieniądze w jednym starym PKO jak za czasów PRL).

    Archiwum horror nastolatkowie własny stranger things

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    WiredW Wired

    text alternatywny
    Rorimak Brandybuck

    Zamieszanie jakie się zrobiło sprawiło że stary Rorik postanowił zapalić fajkę i odciąć się do zgiełku.
    - Wizyta u doktora to dobre wytłumaczenie naszej podróży - wtrącił
    - a przynajmniej dla części z nas

    - Dla mnie obojętne co jako grupa wybierzemy, osobiście byłbym za drogą na przełaj, przynajmniej ja i Milo możemy ją obrać i umówić gdzie się spotkamy z resztą

    - Bilbo, mój drogi, jak rozumiem moje zobowiązania wobec Ciebie, o których kiedyś żywo dyskutowaliśmy, różniąc się co do zasad gościnności i opieki nad Twoim domem gdy byłeś poza Shire, to po tej przysłudze będą spłacone z nawiązką i zamkniemy definitywnie ten temat? - zapytał gospodarza, nieco ciszej, gdy inni zajęci byli Drogo i jego kostką

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • Serce wieczności - Daggerheart
    WiredW Wired

    https://media1.tenor.com/m/Miinpx6CVHcAAAAd/jarjarbinks-tongue.gif

    Archiwum

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    WiredW Wired

    text alternatywny
    Rorimak Brandybuck

    - Milo zna się na chodzeniu po lesie nie gorzej ode mnie, stąd pasuje do takiej podróżu, nie rozumiem skąd to rozstawianie Tuków, niech sami decydują - odparł stary Rori akcentując słowo rozstawianie, widząc że Tuków chciała przydzielać jak pionki

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacja
    WiredW Wired

    @Dhratlach chyba mu piwo postawię, widać że zmęczony życiem, przetyrany i wypluty. Biedaczysko.

    Archiwum warhammer 2ed

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    WiredW Wired

    text alternatywny
    Rorimak Brandybuck

    Rorimak w milczeniu przytakiwał Paladinowi, a gdy tylko rozchylił zarośla uśmiechnął się od ucha do ucha.

    - Dzik, jak dzik... - rzekł rozbawiony cicho, ale widać było po bananie na twarzy że podoba mu się ta zmiana, widać Milo się na dzikach średnio zna, ciekawe co robi w takim razie po lasach gdy tak często wychodzi. Rorimak był znanym myśliwym, zaś Makary, hm...

    - Idź idź, jak coś powiemy że dowiązujemy co by nie odpłynął z tą łódką - zapewnił go gdy tamten chciał podkraść się pod linę
    - A płot, cóż, widocznie dzik rozwalił - powiedział mrugając okiem

    Poszło łatwiej niż się mu wydawało się, myślałby kto, że stary Brody popił ostro, bo spał jak zabity, ale alkoholu żadnego nie wyczuwał. Wrócili prędko z liną, mogli się nią obwiązać, z palikami do oparcia już na pewno nurt ich nie porwie, tylko butów żal...

    No nic, pora na przeprawę!

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • Powitania, pożegnania i powroty
    WiredW Wired

    @Ketharian napisał w Powitania, pożegnania i powroty:

    Problem w tym, że NSA monitoruje dyskretnie wszelkie operacje w deep webie i jeśli namierzą Twoje machlojki z dostępem do LI, ktoś może Ci o 6:00 wyłamać drzwi i wywieźć do Starych Kiejkut (czy tam Kiejkutów), żeby Cię przepytać, po co Ci właściwie LI i kim jest Arbuz!

    Więc lepiej nie kombinować, tylko rozgościć się tutaj…

    Moda dostał i już straszy XD
    Fakt, że lepiej nie wracać, mniej nerwów, ale trochę tam różnej twórczości było i może ktoś chciałby kopię sobie zrobić 🙂 więc dobrze wiedzieć że można.

    @Eleishar napisał w Powitania, pożegnania i powroty:

    Cześć wszystkim 😉
    Wy mówicie, że LI działa, a mnie się już, od dłuższego czasu nawet nie otwiera.

    Jak potrzebujesz się tam dostać to mogę pomóc, odezwij się na PW lub discord.

    @Nami napisał w Powitania, pożegnania i powroty:

    Ja tbh wolę już zostać tutaj i cieszę się, że ten ziemniak w końcu wpadł do ogniska 🙂 Bo źle się już tam czułam i wzbudzał niechęć, ta niepewność pt "kiedy znowu spadnie z kija?" była męcząca

    "kiedy znowu spadnie z kija?" - made my day 🤣 🤣 🤣

    Hydepark

  • Rozmowy użytkowników z obsługą
    WiredW Wired

    @Ketharian ale jaka jest różnica między usunięciem konta a posiadaniem takiego nie używanego od lat? To jak z nieużywanymi rzeczami w szafie, niektórzy mają system i po jakimś czasie wyrzucają by nie zajmowały miejsca, inni gromadzą po szafach bo a nóż widelec się kiedyś przyda. Jak ktoś będzie chciał pograć z nami czy pogadać, a skasował konto, to po prostu założy nowe, moim zdaniem skasowanie konta to no big deal.

    Co więcej z punktu widzenia IT jest to bezpieczniejsze niż posiadanie konta na forum o którym się nie pamięta, bo ludzie mają tendencję do posiadania tych samych haseł w różnych miejscach i wyciek haseł ze starego nieużywanego forum wtedy może zagrozić bezpieczeństwu konta email czy banku.

    Forum
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa