[Autorski storytelling] Ropa i krew
-
Opowieści kompanów chłonął Cohen jak alkoholik wódkę. Poczuł, że w ustach mu zasycha, nalał wszystkim wody do kubków, ale ile by w siebie nie wlewał nie czuł ukojenia. Wiele w drodze widział i niejedno sobie wyobrażał, ale nie sądził, że jego najczarniejsze myśli mogły być tak prawdziwe.
Szczerze miał nadzieję, że jest logiczne wytłumaczenie, że może gaz, albo kwas lizergowy, aż spadła na niego monada. Klątwa, którą wymyślił, wyzywała go do pojedynku.-Doszliśmy na wzgórze z tą strażnicą. Antena zerwana, obozowisko opuszczone. Zostawiłem Liorę z przewodnikiem i poszedłem do strażnicy. - zagryzł usta - I tam wołało mnie po imieniu. Nikt, żywej duszy. Tak jedno łóżko zaścielone, ale w sumie bałagan. Rozejrzałem się, znalazłem notes, w którym ktoś pisał o omamach, oddałem go Adze. To właściwie tyle, choć po tym co opowiedzieliście nie wiem, czy cokolwiek z tego było prawdą. - wstrzymał. - Wychodzi na to, że ktoś eksperymentował z telepatią. Nie sądziłem, że to jest możliwe, choć są takie teorie.
-Chciałem zejść w zamknięte korytarze, bo miałem nadzieję, że będę to w stanie jakoś wytłumaczyć naukowo, że to jakaś trucizna w powietrzu. Teraz sam nie wiem. Nie wiem jak byśmy mieli się z tym mierzyć, ale może warto nauczyć się czegoś o tej nauce. Masz racje Wół, wszyscy się za tym uganiają. Wcale się nie dziwię. Reasumując chciałbym zejść tam gdzie ty Wół, ale w masce tlenowej, zabezpieczony liną.
Sięgnął do skrytej kieszeni, jak prostytutka pod stanik.
-Jest jeszcze to. - Pokazał telegramy, sprawdził przy tym, czy treści, które przeczytał dalej tam są, czy nie były tylko jego zwidem.-Pomyślałem, że powinniście wiedzieć. To nie powinno wpływać na naszą ocenę sytuacji.
Telegramy:
"...potwierdzam otrzymanie nowych współrzędnych przemarszu Grupy Grahama...""...nasz konwój zmieni trasę zgodnie z ustaleniami..."
"...Dywizja przejmie kontakt z celem około godziny 17. Opóźnienie naszego konwoju pozwoli uniknąć..."
"...w imię Światłości stratę Grupy Grahama uznaje się za dopuszczalną,
jeżeli umożliwi to bezpieczne przejście transportu...""...namiar na konwój Grupy Grahama został podany, ...agent potwierdził odbiór współrzędnych..."
"...kimkolwiek jest ten Graham, to ma srogo przejebane..."
-Nie podoba mi się, że na wjeździe do tego miasta trzeba zostawić broń. Wolałbym się nie rozstawać. No i zemstą się nie najesz. Możesz sycić się nią całe życie, ale jak ją spełnisz twoje naczynie będzie wypełniał tylko piach. Jakbyś był martwy za życia. No i zupełnie nie wyobrażam sobie jak byś miał zajść generała. Zabijesz jednego wyrośnie następny, jeszcze gorszy. Jak dotąd mieliśmy wiele szczęścia. To co kontrolowane zejście? Jeśli znajdziemy, lub zrobimy maski.
-
- Tele-co? - Wół spojrzał na kowboja kompletnie nie rozumiejąc. Wziął jednak zapis telegramów i rzucił na nie okiem. Nie wydawał się jednak tą lekturą jakoś bardzo poruszony. Choć wiedział, że Fruwacza mogą przeciwnie wzburzyć. Młody żył ideałami. - Ano mieliśmy przejebane.
Przytaknął meldunkom.
- Ale to tylko pokazuje, że nic tu po nas. I że pchanie się w to głębiej... Aaaa... co ja się będę... - machnął ręką niecierpliwie i zmienił temat - Po chuja chcesz tam złazić Noa? Ciemno tam i ciasno. A jak cię halun złapie to finito. Będziesz stał w jakimś ciemnym kącie aż się z głodu przekręcisz. Bo z tych zwidów to nie ma jak zwiać.
Po chwili wahania też wyciągnął zabrany z dołu nadpalony skoroszyt.
PROJEKT CHÓR Raport testów akustycznych — seria 4BKilka stron dalej:
Obiekty wykazują podwyższoną podatność na sugestię kierunkową przy ekspozycji powyżej 19 minut.Niżej ręczny dopisek czerwonym markerem:
„NIE TESTOWAĆ NA PERSONELU TECHNICZNYM”Kolejna strona była nadpalona.
Próby na ssakach wykazały utrzymanie efektu transmisji w drugim pokoleniu.Jeszcze dalej:
…część personelu zgłaszała słyszenie znajomych głosów… …niemożliwe ustalenie źródła transmisji… …zalecane wygaszenie sektora…Kolejna strona
…przy dalszych testach występuje destabilizacja percepcji u personelu pomocniczego… …zaleca się ograniczenie ekspozycji poniżej 11 minut… …Prototyp na czas konfliktu przeniesiony do Ośrodka Denver Technology Corp…- Orłem to ja Noa nie jestem, ale a-k-u-s-t-y-cz-n-e znaczy po mojemu, że tam coś buczy na dole i miesza we łbach dźwiękiem. Maska Ci nic nie da. Ale te minuty... no to prędzej...
-
Fruwacz słuchał, ale wzrok co jakiś czas uciekał mu w stronę papierów, które trzymał Wół.
„Grupa Grahama” wystawiona jak na talerzu. Współrzędne podane. Trasa zmieniona. Dywizja czekała na nich o konkretnej godzinie. A na końcu jeszcze to całe pierdolenie o Światłości i że strata grupy jest „dopuszczalna”.
Fruwacz skrzywił się.
~ Srebrne Włócznie... „w imię Światłości”.~ Pomyślał po czym spojrzał na Woła, a potem na Cohena. Młody już wiedział kogo będzie trzeba jeszcze rozjebać
Na chwilę zamilkł. Z tym całym Chórem nadal niewiele rozumiał. Głosy, sugestia, jakieś minuty ekspozycji, coś zwierząt... Brzmiało jak coś, czego rozsądny człowiek powinien unikać z daleka. A oni właśnie rozważali zejście pod ziemię, gdzie to coś mogło nadal działać.
-Co do tych halunów i całego tego gówna... ja się na tym nie znam. Nie wiem, czy maska coś da, czy trzeba siedzieć tam z zegarkiem i spierdalać po jedenastu minutach. Ale jedno wiem. Jak już wszyscy się za tym tak uganiają, to chyba musi być sporo warte- Popatrzył na Woła.
-A ty mówiłeś, że zarobić można wszędzie. No to chyba mamy akurat miejsce, gdzie można zarobić konkretnie. Bartho jest upasiony jak jasna cholera. Za te notatki i telegramy pewnie też coś wysupła już, a jakbyśmy zdobyli cały ten projekt z Denver to Wół, ty byś sobie mógł potem zamieszkać gdzie ci się żywnie podoba, a Noa miałby nieograniczone materiały do tego co tam robi. Przy okazji pomścimy Grachama i resztę.- na koniec spojrzał z nadzieją na towarzyszy. -
Taki był do przodu Nao, a jak wszystko zebrał do kupy to prawie nasrał w gacie. Ledwo opanował przyspieszony oddech, poczuł, że dłonie mu się pocą, a w gardle wciąż piach. Kilka razy gardło przepłukał, mając czas na przemyślenie swoich słów.
-Hm! Hym! - zakaszlał - Nie wiem czy chcę tam jeszcze schodzić po tym co się tu dowiedziałem. Tajemnica mnie kusi, ale cena wydaje się wysoka. - napił się wreszcie gorzałki i nabrał animuszu - Zbierzmy wszystko do kupy.
-Mamy ośrodek, ale nie mamy źródła. Nikt go nie znalazł, tak stoi w dokumentach i dlatego zatkali. Nie jest to odosobniony przypadek bo z podobnym zjawiskiem choć o mniejszym nasileniu spotkałem się w strażnicy.
-W raportach mowa o wystawieniu akustycznym. Może zatem odcięcie od bodźców akustycznych uczyni kogoś bezpiecznym. Jak to zrobić? Poprzez odcięcie zmysłu słuchu i ograniczeniu wystawienia głowy na inne fale akustyczne (dźwięki, nie koniecznie słyszalne dla ludzi). Trzeba by jakiś kask zbudować.
-Kluczowe byłoby zabezpieczenie. Raz związanie nurka liną, tak by nie mógł się odciąć, dwa, i to najważniejsze. Pilnowanie czasu. Jak dla mnie max to cztery minuty.
-Kolejna rzecz to dziennik zapisu, bo nurek może popaść w obłęd. Miernik fal akustycznych zamontowany tak, by nurek nie miał do niego dostępu. Tylko był nosicielem. Miernik z zapisem transmisji, nie wiem, czy możemy taki zrobić, Albo jakieś radio. Tam odbiornik tu miernik.Znów się napił.
-Co o tym sądzicie?
-
Fruwacz nie do końca czaił o co chodzi, ale chyba lepszego pomysłu nie było.
-Można spróbować, ale mamy na to materiały ?- nie do końca się orientował czy to dobre działanie. Średnio jażył to cało naukowe mambodżambo. On wiedział, że ludzie których chce odstrzelić też tego chcą dlatego chciał zdobyć to pierwszy.
-Mogę iść zobaczyć ten tunel ? Obiecuje się wycofać na pierwsze niepokojące sygnały.- popatrzył głównie w kierunku Woła jako tego kto potencjalnie będzie przeciw. -
Popatrzył na Fruwacza Noa i zagryzł usta.
-Sami nie jesteśmy w stanie tego zrealizować. Potrzebujemy pomocy tutejszych. Tak w skompletowaniu sprzętu jak i otwarciu przejścia.
-W starych papierowych opowieściach słyszałem o wosku w uszach, tak pewien bohater ratował się przed potworami, które wabiły śpiewem. Wiem, że to nie to samo, ale warto spróbować. - wstał, kontynuował - dźwięk to drgania powietrza. Jeśli strzeliłbym z rewolweru w małym pomieszczeniu z dzwonkiem, to nawet nie uderzając go pociskiem wprawiłbym go w drgania. Tak przenoszą się drgania w powietrzu. Dlatego nie wystarczy zatkać uszu, trzeba zabezpieczyć też cały czerep. Nałożyć na głowę coś jak wiadro, z grubym szkłem na oczach. Muszę tylko obliczyć jaki powinien mieć kształt.
-To dość niebezpieczne zadanie i chyba nie powinienem narażać nikogo poza sobą na wynik własnego eksperymentu. Kask będzie wszak moim eksperymentem. Bo jeśli dla ciebie Fruwacz jest to interes to ja robię to z samej ciekawości. Oczywiście boję się jak cholera.
-Może jasna rzecz pomóc. Znasz się na technicznych sprawach? -
- Yyyy... z technicznych rzeczy to zakładałem wnyki na zwierzynę i w sumie to tyle. Od sprzętu i montażu itp. był Wół i inni.- Przyznał młodzian.
-Jak potrzebny sprzęt to ten Bartho raczej sypnie, a może nawet któryś ze strażników do nas dołaczy. Widziałem jednego stał pośród wystrzelanego oddziału czarnych jakby nigdy nic.- zakończył wypowiedź. Nie za bardzo wiedział jak ma teraz pomóc. I Noa taki ciekwaski to liczył wciąż, że pójdą do Denver. Nagrodą dla niego to będzie jak wpakuje kule między oczy Czarnemu Komandorowi i Naczelnej Świętej Włóczni, a nie jakieś tam dobra materialne. Choć one zawsze spoko. Fruwacz przy okazji uznał, że ostatnio myśli za dużo i zdecydowanie za szybko. -
Siadł Cohen z powrotem na tyłku. Uderzył się w uda dłońmi z głośnym klaśnięciem.
-Dobra. Dziś już nic nie uradzimy. Muszę się z tym przespać i zastanowić, czy to ma sens. Bo jak ktoś ma tam iść to przygotowany. Jeśli nie spróbujemy jakoś się zabezpieczyć to nie ma po cholerę tam iść. Nic się nie dowiemy, a tylko wystawimy na działanie. Może powinniśmy się wcześniej jeszcze czegoś dowiedzieć. No ale tu w Jarze mamy warunki cieplarniane do eksperymentowania. Pogadasz jutro z tym Bartho, a ja z Szept.
-Wół i Liora, a co wy o tym sadzicie? Warte świecy? -
Mina Woła w miarę trwania wymiany zdań między Cohenem, a Fruwacza wyrażała całą gamę różnych doznań przy spożywaniu wyjątkowo niesmacznych potraw. Krzywił się, wzdragał, a i momentami rozglądał na boki, jakby kombinował gdzie by tu wypluć kolejną myśl. Dzielnie jednak słuchał i już przed dalszym torpedowaniem się wstrzymał. Tatuś zawsze mu mówił, że co do reguły lepszy zły plan niż żaden. I była to prawda Pustkowi. Trzeba być w ruchu. Nawet jeśli w głupią stronę. Ale ci co stoją w miejscu giną zawsze.
- Linka i czas. Można. - Przytaknął w końcu o dziwo bez dalszego margania - Fruwacz, albo Liora. Jeśli się piszą. Są najlżejsi. I pewnie najszybsi. Tylko czasomierz by się nam zdał. Porządna latarka. Mogę reflektor wymontować z V. Łoki toki się nie nada w tych skałach. Ale jakby zamiast linki był kabel z rolką na plecach, to by można nawet zmajstrować dwie słuchawy i gadać. -
Nieco się ożywił Noa na słowa Woła. Prędko nabrał szacunku do konkretnego stawiania spraw przez mężczyznę. I tym razem się nie zawiódł. Wszystko się zgadzało. Poza jednym: Nie mógł przeprowadzić eksperymentu. Jak bronić się przed kuriozum?
-Wszystko się zgadza. Plan konkretny i możliwy do zrealizowania w przeciwieństwie do mojego. Bo sobie tak myślę, że by hełm na łeb nie wystarczył, tylko cały skafander, a tego tu mieć nie będziemy. Tylko czego my tam właściwie szukamy? Bo w moim zamyśle było znaleźć panaceum na to coś wywołujące omamy. Teraz to co najwyżej można tam szukać jeszcze jakiegoś dziennika, notatek, akt.
-Z relacji Woła wynika, że to co jest w tych bunkrach jest dużo silniejsze niż to w strażnicy. Czas jest zatem kluczowy.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się