Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
Pan ElfP

Pan Elf

@Pan Elf
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
208
Tematy
1
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Horror/Slasher - Letni Obóz Wakacyjny
    Pan ElfP Pan Elf

    Zagłosowałem na powolną teen dramę. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nieszczególnie interesuje mnie motyw łatwości w umieraniu. Nie miałbym w sumie nic przeciwko temu, by umierali NPCe, a postaci graczy były tymi "final girl(s)". Pomysł fajny, grałbym. I najchętniej w USA. Może to nawet okazja by dać drugą szansę mojej Kimberly, której się umarło za szybko w podobnej sesji jeszcze na LastInn...

    Sondy

  • Kroczący we Wichrze
    Pan ElfP Pan Elf

    @Garanil

    @Piołun napisał:

    Częstotliwość odpisów: do 4 dni na odpowiedź gracza, następnie do 4 dni na odpowiedź MG.

    Zakładałbym więc do jutra. Poza tym im szybciej uwiniemy się z Waszyngtonem, tym szybciej dołączą do nas @marrrt i @decybelka

    Komentarze

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Pan ElfP Pan Elf

    Pan-Elf napisał:

    Mam nadzieję, że spotkanie z osobą wsparcia wymazuje Alicji wszystkie stany 🙏

    @johnytrs

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • Kroczący we Wichrze
    Pan ElfP Pan Elf

    Siedział na skraju łóżka, wpatrując się w widok rozciągający się za oknem hotelowego pokoju. Zimowy poranek leniwie próbował przedostać się do środka, lecz pomieszczeniu wciąż panował lekki półmrok a wciąż ciężka, senna atmosfera, tak kusząco zapraszała w objęcia hotelowej pościeli.

    Mężczyzna przetarł zmęczone oczy i rozmasował sobie obolały kark. Sen miał krótki i przerywany, długo też nie mógł zasnąć, czego konsekwencje czuł o poranku i próbował właśnie złagodzić.

    Za oknem wszystko powoli budziło się do życia. Nasilały się klaksony samochodów i dźwięki rozmów przechodzących ludzi, których z każdą chwilą było coraz więcej. Jonathan zawiesił wzrok na samotnym płatku śniegu, który zatrzymał się na szybie okna.
    Jego oczy w kolorze ciemnej czekolady analizowały przez dłuższą chwilę osobliwy kształt śniegowego płatka, a myślami uciekł gdzieś w odległą, bliżej niesprecyzowaną przeszłość.

    Wspominał czyjeś słowa, albo może tylko samo uczucie, kiedy po raz pierwszy dowiedział się, że żaden płatek śniegu nie jest taki sam. Zupełnie jak ludzie - podobni, ale nigdy tacy sami. Nie pamiętał od kogo się tego dowiedział, ani też nigdy nie analizował tego bardziej, próbując dociec czy rzeczywiście tak było. Przyjął to jako urokliwą ciekawostkę, której nigdy później nie weryfikował.

    Ziewnął, co wyrwało go z zamyślenia. Wplótł palce między gęste, brązowe włosy i czubkami palców dotarł do skóry głowy, drapiąc i masując ją przez chwilę. Pobudziło go to na tyle, że był gotowy w końcu wstać.

    Rozejrzał się po niewielkim pomieszczeniu, w którym się znajdował. Samotne łóżko z pościelą w nieładzie, stolik nocny z lampką, na którym leżał jego portfel i broń służbowa, wczorajsze ubrania porozrzucane na podłodze przy łóżku i na wpół otwarta torba podróżna stojąca pod ścianą.

    Ile to trwało. Tygodnie? Miesiące? Stracił już rachubę, ale wydawało mu się, że strasznie długo wiódł hotelowe życie. Po części przez pracę, jasne. Ale w dużej mierze przez to, że na własne życzenie stracił miejsce, które mógł nazywać domem. Ciepłe, bezpieczne i pełne miłości. Poczuł nieprzyjemne ukłucie na samą myśl. Dłonie zacisnął w pięści, a paznokcie boleśnie wbiły się w skórę, zostawiając po sobie krwawy ślad - nie był to pierwszy raz, a stare skaleczenia nie zdążyły się w pełni zagoić.

    W końcu jednak zebrał z podłogi spodnie, koszulę i marynarkę, wyciagnął z torby świeżą bieliznę i zamknął się w pokojowej łazience. Nie mógł dłużej zwlekać, jeśli chciał dotrzeć na umówione spotkanie o czasie, a wcześniej potrzebował zjeść śniadanie i wypić sporą ilość czarnej kawy. Spotkanie, na którym szalenie mu zależało. Które poprzedniej nocy spędzało mu sen z powiek. Spotkanie, o które bardzo się postarał, by został na nie zaproszony właśnie on.

    W pośpiechu wziął zimny prysznic - najwidoczniej właściciel hotelu nie raczył zagrzać wody tego poranka. Przed lustrem na szybko rozczesał czuprynę na głowie i przez moment kontemplował golenie, ale zdał sobie sprawę, że nie spakował przyborów. Zostawił więc krótkiego wąsa i lekki, wczorajszy zarost na brodzie i policzkach i tak przygotowany, wyruszył na ulice Waszyngtonu w poszukiwaniu śniadania i kawy.


    Jonathan chodził po poczekalni tam i z powrotem, niecierpliwie wyczekując zaproszenia do sali i spotkania. Nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu. Bardzo napracował się nad tym, by jego kandydatura została wzięta pod uwagę przy rekrutowaniu ekspedycji. Pociągnął za wszystkie znane mu sznurki, odebrał obiecane mu niegdyś przysługi i sam też zadłużył się w jednej czy dwóch, by móc stać się tam gdzie stał. W zimnym, nieprzychylnym korytarzu, gdzie ze ścian przyglądały mu się portrety urzędników. Świdrowały swoimi uwiecznionymi na zawsze spojrzeniami, jakby cicho oceniały, jakby doskonale wiedziały, czym kierował się agent Swanson i wcale tego nie popierały.

    Przełknął ślinę. Miał sucho w gardle i wciąż jeszcze czuł posmak kawy, której wypił zdecydowanie za dużo. Marzył o szklance wody, ale musiał się obyć bez. Z każdą kolejną chwilą oczekiwania, z każdym kolejnym krokiem, czuł jak serce bije mu coraz mocniej. Konsekwencja ilości kofeiny albo ekscytacja tym, że był już tak blisko. Prawdopodobnie mieszanka obu.

    Nie zwrócił większej uwagi na pozostałych, którzy pojawili się w poczekalni. Z grzeczności posłał każdemu życzliwy uśmiech i przywitał się, przedstawiając się krótko.

    - Agent Swanson, do usług.

    W tym wszystkim, z roztarganymi włosami, lekko pomiętą koszulą i uśmiechem na twarzy, chodząc tam i z powrotem, było sporo niewymuszonej nonszalancji i jakiegoś takiego chłopięcego uroku, mimo że był już mężczyzną po trzydziestce.


    W sali przysłuchiwał się wyjaśnieniom w milczeniu, a jego wzrok skupiał się po równo na każdym z mężczyzn po drugiej stronie stołu. Nie analizował ich szczególnie, nie czując potrzeby doszukiwania się ukrytych intencji. Nie był na przesłuchaniu, a przynajmniej nie w roli przesłuchującego. Nie miał przed sobą kryminalistów, a osoby o autorytecie, praworządnych obywateli.

    Wraz z kolejnymi słowami, jego ciekawość rosła, a cierpliwość malała. Ani razu nie padło nazwisko, na które czekał. Może to dobrze? Tak sobie próbował wmówić w myślach. Nie mógł też zdradzić się ze swoim motywem, który go przyprowadził w to miejsce. Zaprzepaściłoby to wszystkie jego starania! Wziął głęboki oddech i znowu zacisnął dłonie w pięści, chcąc powstrzymać drgania, które przez nie przechodziły.

    Z zazdrością patrzył na szklankę pułkownika. Nie przepadał za whisky, ale suchość w gardle zaczęła mu doskwierać na tyle, że i tym by nie pogardził.

    Gdy padły słowa o ekspedycji, Jonathan zamarł. Miał wrażenie, że czas się zatrzymał, tak samo jak jego oddech i serce. Na ułamek sekundy poczuł, jak zapada się w krzesło, na którym siedział, a krzesło zapada się w podłogę, a ta w ogromną przepaść, z której zionęła przeraźliwa ciemność.

    Ocknął się jednak szybko z tego wrażenia, czując jak znowu wbija paznokcie w wewnętrzną część własnych dłoni. Wcisnął ręce w kieszenie, wycierając krew o ich wewnętrzną część.

    Odchrząknął, zanim zabrał głos, wciąż przyglądając się dokumentom, które zostały im przedstawione.
    - Ostatni telegram został nadany kilka dni temu, od tego czasu z ekspedycją nie ma kontaktu, jeśli dobrze rozumiem. Wspomnieliście jednak o raportach lokalnych ludzi. Dysponujemy więc świeższymi informacjami? Jakkolwiek mało alarmujące by się wydawały, mogą kryć w sobie wartościowe informacje.

    Jonathan przyglądał się również dłużej fotografii z miejsca katastrofy lotniczej. Zauważył, że rekonesans miał miejsce na dzień przed drugim telegramem. Zastanawiał się po cichu czy mogło mieć to coś wspólnego z późniejszą zmianą charakteru ostatniego telegramu.

    - Wiemy coś więcej na temat dwójki niedysponowanych członków ekspedycji? Wspominają o tym w drugim telegramie.

    Zadając pytania, Jonathan w głębi siebie bardzo liczył, że nie padnie znajome mu nazwisko. Skoro do tej pory nie padło, może nie warto było się martwić na wyrost?

    Rozgrywka

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Pan ElfP Pan Elf

    Mam nadzieję, że spotkanie z osobą wsparcia wymazuje Alicji wszystkie stany 🙏

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Pan ElfP Pan Elf

    text alternatywny

    Alicja Filipowicz

    🎵 Ironic

    Poranek minął na przygotowaniach do wyjścia do szkoły. Chwilę po przebudzeniu, Alicji towarzyszyło dziwne uczucie zagubienia, póki jej umysł nie rozbudził się na tyle, by przypomnieć sobie, że nie zasypiała wcale we własnej sypialni.

    Leżąc jeszcze na łóżku, z głową wtuloną w poduszkę, Alicja próbowała przypomnieć sobie każdy szczegół ze snu, który miała wrażenie zakończył się jej przebudzeniem. Był bardzo realistyczny i o dziwo, żadne szczegóły nie ulatniały się z każdą kolejną chwilą, jak to bywało ze zwykłymi snami.

    Nie chcąc jednak ryzykować, że coś jej umknie, Alicja pośpiesznie sięgnęła do swojego plecaka, który miała tuż obok. Wyciągnęła pierwszy lepszy zeszyt i wyszperała długopis z samego dna, po czym zaczęła gorączkowo notować na jednej z ostatnich stron. Zapisała każdy szczegół, który przyszedł jej do głowy - z jakiegoś powodu czuła, że było w tym śnie coś wyjątkowego.

    - Co robisz? - usłyszała za sobą głos Pauliny.

    Alicja odruchowo chciała zamknąć zeszyt i udawać, że nic takiego, ale w ostatniej chwili powstrzymała się przed skrywaniem tajemnic. Mimo że dziewczyny znały się zaledwie kilka dni, to połączyła je ta dziwna nić, wykreowana przez ostatnie wydarzenia. Nić, która zdecydowanie przyspieszyła proces zawężania relacji do przyjaźni.

    - Zapisuję swój sen - odparła Alicja, wskazując na swoje zapiski. - To nie tak, że robię to na co dzień. Po prostu miałam zajebiście realistyczny sen, który… Nie wiem, po prostu czuję, że to coś ważnego. Jakby wizja?

    Alka wzruszyła ramionami, bo dopiero kiedy wypowiedziała to na głos, poczuła jak głupio to brzmi. Chociaż z drugiej strony ścigani byli przez łyse zombie, a oni sami posiadali ponoć nadnaturalne moce.


    - Nie sądzę, żeby w bibliotece kryło się jakieś tajne przejście, ale może… Nie wiem, coś, cokolwiek? Hm… Tak teraz myślę, to przecież nasza szkoła ma nową i STARĄ część. A jeśli ma to jakiś związek z zamkiem? Kurde, może rzeczywiście wypadałoby poszukać jakichś historycznych książek o Sokołowie i w ogóle?

    Alicja wyrzuciła z siebie potok myśli, kiedy razem z Pauliną i Kasią szły do szkoły. Było to zaraz po tym, jak Paulina podzieliła się swoim snem - Alicja również opowiedziała dziewczynom to, co miała zapisane w zeszycie.

    Kiedy zbliżały się do swojego liceum, Alka dostrzegła kogoś w oddali, na chodniku po drugiej stronie ulicy, który wiódł w kierunku sokołowskiego technikum.

    - Spotkamy się później, okej? - rzuciła do dziewczyn, zatrzymując się i poprawiając kaptur rozciągniętej i spranej bluzy, która kiedyś była czarna. - Sprawdźcie czy Adam jest cały. Spotkajmy się w bibliotece, za dwie lekcje, hm? - zaproponowała jeszcze, zanim uniosła dłoń i skinęła dziewczynom głową na pożegnanie.


    Alicja pobiegła za osobą, którą zauważyła w oddali. Przebiegła przez ulicę i niedługo później dogoniła wysokiego chłopaka, który skrywał się pod kapturem. Szturchnęła go w ramię i uśmiechnęła się przyjaźnie, gdy ten odwrócił się i spojrzał na nią spod ciemnobrązowej czupryny.

    - Siema, Marcin - zagadnęła. - Możesz się urwać?

    - Alka, no siema! - Jego brązowe oczy rozświetliły się lekko, kiedy i on się uśmiechnął. - No jasne, dla ciebie zawsze. Chociaż pierwszą mam matmę, a Borowska się uwzięła na mnie, ale w sumie jebać. Cho, przejdziemy się.

    Odbili w bok, zostawiając za sobą pobliski budynek technikum i sznur uczniów zmierzających na lekcje. Spacerowali dłuższą chwilę w milczeniu, oboje mając wiele do powiedzenia, a jednocześnie nie do końca wiedząc, od czego zacząć.

    Marcin ciekawy był, gdzie Alicja podziewała się przez ostatni czas. Starał się to ukrywać i być może nawet wypierać przed samym sobą, ale martwił się, że coś się stało. Przez ostatni rok, a w szczególności wakacje, widywali się bardzo często. On jeździł na desce, ona na wrotkach. Niby nie łączyło ich nic głębszego, ale czas, który ze sobą spędzali - nawet w milczeniu, jeżdząc jedynie po sokołowskich i okolicznych ulicach - był dla niego ważny.

    Alicja natomiast zastanawiała się, co właściwie chciała mu powiedzieć. Czuła, że coś powiedzieć musiała, żeby to z siebie wyrzucić, żeby komuś się zwierzyć, żeby poczuć czyjeś oparcie - i to właśnie Marcin był tym kimś, w kim wiedziała, że to oparcie miała.

    W końcu usiedli na jakiejś ławce, nie do końca przejmując się tym, że była lekko wilgotna. Rękawami wytarli kawałek, na którym mieli usiąść i przez chwilę jeszcze milczeli.

    - Słuchaj, sorry, że nie spotkaliśmy się po rozpoczęciu. Przedłużyło się, a potem nie mogłam cię znaleźć - zaczęła Alicja.

    - Luz. Chwilę z chłopakami czekaliśmy na ciebie, ale domyśliliśmy się, że coś musiało ci wypaść, więc pojechaliśmy sami - odparł Marcin, posyłając jej pokrzepiający uśmiech.

    Alicja wpatrywała się w niego chwilę. Ton jego głosu, spojrzenie jego oczu i ciepły uśmiech były jak kojący opatrunek położony na oparzoną skórę. Czuła, że mogłaby się teraz w tym wszystkim zatopić, jak w przytulnym kącie kanapy, pod kocykiem, z herbatą w deszczowy jesienny wieczór. Odetchnęła głęboko, czując jak powoli uchodzi z niej całe napięcie. Na chwilę zapomniała o wszystkim, co ją trapiło odkąd rozpoczął się rok szkolny.

    Nie wiedziała kiedy, ale przysunęła się bliżej do niego, oparła głowę na jego ramieniu i objęła go, wtulając się. Czuła jego ciepło i zapach jakichś tanich męskich perfum, które pewnie dostał na urodziny od matki.

    Marcin przez chwilę siedział nieruchomo, zaskoczony tym gestem. Potem jednak objął ją i przytulił do siebie, czując, że z jakiegoś powodu tego właśnie potrzebowała. Być może on również. I choć wciąż nie wiedział, co ją trapiło, cieszył się w środku, że mógł w jakiś sposób stać się dla niej oparciem.

    - Dzięki… - powiedziała cicho Alicja.

    Nie była jeszcze gotowa, by podzielić się z Marcinem tym, co siedziało w jej głowie.
    Nie dlatego, że bała się, że jej nie uwierzy. Nie to ją powstrzymywało. Obawiała się tego, że mówiąc mu o ostatnich wydarzeniach, wciągnie go w ten cały wir, narażając go na śmiertelne niebezpieczeństwo. Chciała go w jakiś sposób ochronić przed losem Magdy, choć gdzieś w głębi czuła, że pewnie nie tak łatwo byłoby go przestraszyć. Nie chciała jednak narażać go niepotrzebnie, choć wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała mu powiedzieć więcej.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • Kroczący we Wichrze
    Pan ElfP Pan Elf

    Cześć wszystkim! Fajnie będzie razem zagrać. Jestem mega ciekaw jakie relacje powstaną między naszymi postaciami, a także jak się potoczą ich losy.

    Komentarze

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Pan ElfP Pan Elf

    Siła na 1 w takim razie (dopisuję do karty).
    Umysł + Pojmowanie: 3+2 = 5 minus dwa stany (czy 3? już nie pamiętam), więc smutne 3 kostki.
    Wypadło 4, 4, 4.

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Pan ElfP Pan Elf

    text alternatywny text alternatywny text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska || Alicja Filipowicz || Mikołaj Pogorzelski

    część 2

    Kiedy blondynka już miała usiąść na krawędzi łóżka, z kieszeni spodni przewieszonych przez oparcie krzesła wysunęło się polaroidowe zdjęcie, które cicho spadło na podłogę. Paulina uniosła brew z zainteresowaniem przyglądając się koleżance i rzeczy, którą znalazła. Jej serce nieznacznie przyspieszyło, kiedy Alicja sięgnęła po fotografię, zaskoczona, zupełnie nie pamiętając momentu jej wykonania, ani chowania go do kieszeni.

    — Ciekawe co… — zatrzymała się, patrząc na zdjęcie i po chwili wykrzywiając twarz, czymś ewidentnie obruszona. — O ja jebie, co za oblech.

    Pokręciła głową i wyciągnęła rękę ze zdjęciem w kierunku Pauliny. Fotografia przedstawiała nikogo innego jak Krzysztofa Komedę, przykładnego ministranta, stojącego tyłem do aparatu, w otwartym oknie, w pozycji bezwzględnie wskazującej na czynność fizjologiczną.
    Paula niemal wyrwała jej zdjęcie z ręki. Miała nadzieję, że jednak mają to! Mają tych łysych dzbanów na tacy, udało się, Krzysiek na pewno nie zawiódł, zrobił to cholerne zdjęcie, po prostu był w szoku i zapomniał wspomnieć.

    — Co to, udało się?! — ucieszona spojrzała na zdjęcie i zobaczyła TO. Ale nie to “TO”, które zobaczyć chciała. Na fotografii widniał półdupek Krzyśka, z którego ział ogień piekielny wytatuowanego smoka. Poślad był czerwony, a Paula zastanawiała się przez chwilę, w jak głębokim musiał był szoku i strachu, że aż zsunął lekko w dół spodnie. Kolejną myślą, która przyszła jej do głowy było “ciekawe czy trafił?”.
    — Ja jebie… — szatynka przytuliła zdjęcie do piersi i zaniosła się śmiechem. Nie czuła obrzydzenia, nie czuła zażenowania. — Przecież to jest kozackie, haha!
    Alicja jedynie podniosła brew.
    Paula padła na łóżko zanosząc się cichym śmiechem. Zerkała na fotografię, a potem znowu się śmiała. Nie wiedziała czemu nie może przestać. W kąciku oka zabłądziła łza.
    — No nie wierzę, ej, mogę to zatrzymać? Ja to chcę mieć na swojej tablicy, muszę to powiesić, haha — spojrzała na Alicję nakręcona jak bączek, podekscytowana i wyraźnie uchachana.
    — Zobaczymy czy dalej będziesz uważać go za kozaka, jak wyciągnie siura w twoim oknie, żeby podlać kwiatki — odparła, wzruszając ramionami na pytanie o zatrzymanie fotografii.

    — Co ty gadasz, bronił cię jak lew! Własną maczugę wyjął, haha — szatynka nie mogła zrozumieć, jakie procesy myślowe Komedzie przeszły przez łeb, ale musiała przyznać, że było to lepsze niż ciuchy Adama.

    Alicja usiadła obok Pauliny i pokręciła głową i przewróciła oczami z lekkim rozbawieniem, przyglądając się uchachanej koleżance. Mimo że do śmiechu jej nie było, humor Pauli trochę udzielił się też i Alicji.

    — On serio ma tatuaż na dupie? — zapytała, wskazując palcem na uwieczniony na fotografii pośladek Krzyśka. — Przypał.

    I o ile z początku uważała Komedę za całkiem spoko ziomka, tak teraz Alicja powoli zmieniała o nim zdanie. Choć wciąż plasował się wyżej niż Mikołaj po tym co odwalał, najarany na bycie Brucem Willisem.

    Paulina przybliżyła fotkę do twarzy po czym oddaliła na wyciągnięcie ręki. Wykrzywiła usta w udawanej powadze, zmrużyła oczy, pomachała zdjęciem aż wydało z siebie charakterystyczny brzęk dobrego papieru fotograficznego, który przecina powietrze.
    — Zdecydowanie ma. Już nie musimy się z nim umawiać, aby znać jego tajemnice — rzuciła półżartem i zerwała się z łóżka jednym susem. Z dumą, pinezką przytwierdziła dowód do swojej tablicy korkowej, znajdującej się niedaleko biurka.
    — Boże, jak pięknie… — mruknęła przecierając zbłądzoną w kąciku oka łezkę. — Masz talent fotografa, zazdroszczę!

    Paulina powróciła na łóżko. Usiadła wyciągając nogi i wzięła do rąk herbatę. Jeszcze zdarzyło jej się wewnętrznie zarechotać, przez co jej ciało podskakiwało, więc musiała stabilnie ją utrzymać.

    — Kurde… — spoważniała nagle — Co my teraz zrobimy? Nie chciałam już o tym myśleć, ale… Ale trochę się boję, wiesz?

    Kwiatkowska sięgnęła po plecak i wyjęła z niego okulary przewisłoneczne, które zrzuciła jednemu z napastników.

    — Chyba nic w nich specjalnego nie ma — westchnęła cicho, machając okularami — Nie mam pomysłów. W sumie w filmach, policja często jest przekupiona przez jakiegoś mafiozę. Myślisz, że może tak być? Trochę się martwię o Mikołaja też, zostawiłyśmy go samego ale… Powiem ci, że jak w szkole gadałam z glinami, to… Nie poczułam się bezpieczniej. Czułam, jakby mieli nas i Asię w dupie. — zwierzyła się z lekkim smutkiem w głosie. Widać, że wcześniejszy atak śmiechu był tylko zasłoną, reakcją obronną, próbą przekierowania myśli na pozytywne tory. Niestety nie pomogło to na długo. — A ty?
    Alka spojrzała na okulary przeciwsłoneczne, którymi wymachiwała Paulina. Przed jej oczami znowu ukazało się dwóch łysych mężczyzn, których widziała z okna na piętrze. Przez jej ciało przebiegł nieprzyjemny dreszcz, jakby echo po nieprzeniknionym uczuciu strachu, które jej towarzyszyło, gdy widziała ich po raz pierwszy.

    Zamrugała kilkakrotnie i ocknęła się z zamyślenia. Wciągnęła głośno powietrze przez nos i sięgnęła po kubek z herbatą.

    - Miałam zupełnie to samo odczucie, jeśli nie gorsze - przyznała, wspominając szkolną spowiedź przed policjantami. - Opowiedziałam im, że ktoś mnie śledził, kiedy wracałam z Miami… Nic sobie z tego nie zrobili. Nawet jeśli nikt za mną nie szedł, to w okolicznościach porwania Aśki, chyba powinni to wziąć bardziej na poważnie, co nie?

    Wzruszyła znowu ramionami i upiła łyk herbaty.

    - Wydawało mi się, że bardziej im zależy na tym, żebym już sobie stamtąd poszła, niż na tym, co mogłam wiedzieć na temat zaginięcia Aśki.

    - To jest strasznie posrana sytuacja, Paula. Nikt nam w to nie uwierzy… Ja sama nie wierzyłam wam, przynajmniej do czasu spotkania przed moim domem. Obawiam się, że jesteśmy z tym sami. Ja, ty, Krzysiek, Mikołaj, no i Kaśka i Magda poniekąd też.

    Alicja zatrzymała się na chwilę, wpatrując się wciąż w okulary. Potem spojrzała na Paulinę.

    - O cholera… Adam! Przecież on też miał taką samą poświatę. Paula, a co jeśli pójdą po niego? Przecież on nawet nic o tym wszystkim nie wie.

    Paulina wybałuszyła oczy
    — Ożesz w dupę

    Zaklęła i odstawiła herbatę. Wstała szybko z łóżka.

    — Idę po książkę telefoniczną, spróbujemy go znaleźć i zadzwonić. Jego stary to dzban, a nie policjant. Czy przesadzam? Czasami jestem za bardzo, ale no naprawde… On tam sam jest, ja zapomniałam o tym, że na zdjęciu to widać!
    - Dzban to za mało powiedziane. To zdecydowanie nie jest ojciec roku. Rozmawiałam chwilę z Adamem na korytarzu w szkole, mówił coś o szlabanie, ale… Nie wiem, mam wrażenie, że to coś gorszego niż zwykła kara na wychodzenie z domu.
    Alicja również wstała i ruszyła za Pauliną.

    Dziewczyny zeszły na dół i zgarnęły potężną księgę leżącą w przedpokoju. Przeniosła ją na stół w kuchni i tam usiadły.
    — Chyba będzie sporo dzwonienia, pamiętasz jak jego ojciec ma na imię w ogóle?
    - Spróbuj pod Dupek. - Alicja wzruszyła ramionami, a na jej twarzy pojawił się łobuzerski uśmieszek.
    Paulina zaczęła wertować księgę. Znalazła nazwisko Chlebowski, ale było nieco więcej informacji do analizy, aby znaleźć prawidłowy numer.
    — Może kanapkę sobie zjesz? — zapytała Kwiatkowska, wskazując kiwnięciem głowy na talerz z kolacją leżący na środku stołu.
    - Dzięki, ale nie. Wciąż mam ściśnięty żołądek i obawiam się, że nic dobrego z tej kolacji by nie wyszło. Masz coś? Ile w Sokołowie może być Chlebowskich?
    Paulina wzruszyła ramionami. Nie wiedziała, jak dużą rodzinę może mieć Adam. Próbowała sobie przypomnieć imię jego ojca, poprzez czytanie tych dostępnych w książce. Okazało się to być zbędnym wysiłkiem, gdyż Chlebowski z Sokołowa był tylko jeden.
    — Ale łatwo. A co mu powiemy? — zapytała i wzięła kanapkę. Poklepała miejsce w książce, gdzie znajdował się poszukiwany i przysunęła ją do Alicji. Wzięła pierwszego gryza patrząc na koleżankę. — Ty dzwonisz?
    - Staremu? Nic, że chcemy z Adamem rozmawiać. A Adamowi? - Alicja zastanowiła się chwilę, chwytając za słuchawkę telefonu, po czym nachyliła się nad książką i wykręciła numer. - Nie wiem. Żeby uważał. A jutro w szkole się spotkamy i pogadamy.
    Nie od razu odebrano po drugiej stronie. To nie był Adam. Odebrał mężczyzna, ale to nie mógł być ten komendant który przesłuchiwał ją w szkole. Ten po drugiej stronie linii był o wiele młodszy.
    - Słucham?
    Alicja spojrzała na Paulinę i wskazała na słuchawkę telefonu, jakby chcąc przekazać “ktoś odebrał” i przysunęła się bliżej niej, by i ta mogła słyszeć całą rozmowę.
    - Dobry wieczór, czy jest może Adam? - spytała głos po drugiej stronie słuchawki.
    - Jest, czekaj. - Alicja słyszała jak ten ktoś odkłada na bok słuchawkę a następnie po prostu krzyczy: - Ej brat! Telefon do ciebie! Jakaś cizia dzwoni!
    Cizia?!
    Alicja słyszała jeszcze kroki, ktoś schodził po schodach.
    -Cześć tu Adam kto dzwoni? - To był on.
    - Siema, Adam. Tu Alicja. Filipowicz. Z klasy - zaczęła, spoglądając na Paulinę, jakby ta miała zainspirować ją do tego, co dalej przekazać chłopakowi. - Jest ze mną Paula i em… Jak by ci to powiedzieć…
    — Adam, twój stary to dzban roku, sytuacja z Asią jest poważna. Możemy być na liście porywaczy — Paulina improwizowała. Chciała, aby zabrzmiało to na tyle mocno, żeby chłopak się przejął — Adam… Zastanów się czy nie wydarzyło się ostatnio coś, co cię zaskoczyło, coś nietypowego, dziwnego, coś czego nie możesz wyjaśnić. Co cię zdziwiło i było trudne do uwierzenia. Bo jeśli jest coś takiego, to ktoś na to coś poluje. Musisz na siebie uważać. Kumasz?
    - Dobra dzięki że mówicie i skąd wiecie nikomu o tym nie mówiłem - zaczął ściszonym głosem Adam, jakby się bał że ktoś go usłyszy - to było rano teraz mam szlaban niepotrzebnie mówiłem z ojcem no bo byłem na dyskotece bez jego zgody i ta sprawa z rana i w ogóle co to za porywacze?
    Paulina nie wytrzymała i wyrwała Ali słuchawkę.
    — Ale co wiemy? No właśnie gówno wiemy, jakieś łyse łebki chciały Alkę porwać z jej chaty. Byliśmy u niej, bo wywołałam te fotki z klubu, jutro ci pokażę, no i na tych fotach każdy z nas ma dziwną poświatę, jakby nas ktoś napromieniował czy coś! No i się okazuje, że ci świecący odpierdzielają dziwne rzeczy — podczas użycia przekleństwa Paulina ściszyła lekko głos. Z salonu dobiegało Halleluja śpiewane przez Whoopi Goldberg — Wyobraź sobie, że Krzysiek siłą umysłu chyba komuś kule wyrwał, wykręcił parówę, nie wiem, ale coś się odwaliło. A ja zrobiłam takie szybkie YŚ YŚ, czaisz? No że tak wiesz… Kurde, no dziwnie przez telefon, uważać musisz. To takie łyse, śmierdzące cmentarzem typy przypominają trochę dresów, mają okulary przeciwsłoneczne i chodzą jakby mieli kijasa w dupie, dobrze mówie Ala, no nie? — śpiewy Zakonnicy w Przebraniu przybierały na głośności. Chyba ktoś użył pilota, aby lepiej wybrzmiało.
    Piosenka z filmu
    - Jasne sztywne dresy ale spoko w razie co dam sobie radę szczele ich ciupagą... pogadamy więcej jutro muszę kończyć do jutra cześć. - zakończył rozmowę.

    Paulina chwilę siedziała ze słuchawką przy uchu, jakby nie dowierzała, że zamiast Adama słyszy już tylko sygnał przerwanego połączenia.
    — Rozłączył się.

    Zakomunikowała Alicji i rzuciła na nią przeciągłe spojrzenie niezrozumienia. Najszybsza rozmowa telefoniczna jaką przeprowadziła. Alicja odwzajemniła spojrzenie, wyczekując jakiegoś rozwinięcia.
    — Powiedział, że rozumie, pogadamy w szkole i musi kończyć. On chyba w jakimś patusiarstwie się wychowuje… Ej a zadzwonimy do Mikołaja? W sumie to się o niego martwię, był bardzo pomocny, a go porzuciłyśmy jak psa… Ale no się martwiłam o Magdę i Kaśkę, głupio abyśmy wszyscy tam zostali.
    - Jasne, dzwoń - odparła trochę obojętnie Alicja i podsunęła książkę telefoniczną bliżej Pauliny.
    Paulina odłożyła słuchawkę i zaczęła w książce telefonicznej szukać numeru do Pogorzelskiego. Jak zwykle nie znała imion rodziców, więc liczyła na szybki fart jak w przypadku Chlebowskiego, albo po prostu kilka prób.
    — Dzień dobry, tu Paulina Kwiatkowska, zastałam może Mikołaja? — zapytała grzecznie głos po drugiej stronie.
    Milczenie w słuchawce się przeciągało, choć nie można było nazwać go ciszą. Szum transmisji przerywały miarowe stuknięcia. Prawdopodobnie rozgryzanych skorupek słonecznika.
    — Mikołaj w psychiatryku — odpowiedział w końcu zjadliwy głos. — Odwiedziny w soboty między 14, a 17.

    Paulina chwilę milczała, trawiąc w głowie co właściwie usłyszała i czy głos po drugiej stronie był jej w ogóle znajomy. Nie umiała jednak stwierdzić tego ze stuprocentową pewnością.
    — A jakbym chciała go przeprosić i zapytać czy wszystko ok, to go wypuszczą na chwilę, albo przedłużą godziny do dwudziestej drugiej? I to na dziś?
    — Przeprosiny nic nie zmienią — druga strona linii sarknęła. — Wiesz co zmieni? Na początek? Wbity w łby przebieg wydarzeń.
    Miał dość emocjonalnych wtrętów. Przeprosin-srosin, histerii, gówna, od którego wszystko się zaczęło. Nieracjonalnych, przesadzonych reakcji sabotujących cały wysiłek.
    — Próbowali złapać Alicję. Wyrwała się. Uciekliśmy do domu. Wyważali drzwi. Spłoszyli ich zbierający się po krzykach sąsiedzi. Nic o barykadzie, nic o szczochu z półpiętra. Sczaicie?
    W końcu Paulina miała pewność z kim rozmawia. Nie musiała już próbować na około wymyślać gładkich słówek.
    — Ja pierdzielę, czyli to ty? Nie mogłeś normalnie odpowiedzieć? Się martwiłam o ciebie i nawet nie próbuj tam parskać na mnie jak kot! Przekażę dziewczynom wersję zdarzeń. Dobrze, że nic ci nie jest. I dzięki, że zostałeś sam. Wiem, że nie znasz Aśki, nas, masz to w dupie więc… Serio mówię. Nam udało się wszystkich odstawić pod dom. Naprawdę dzięki za pomoc, policja coś mówiła? Nie wydawali się na przykład wiesz… że są po stronie przestępcy, może go znają? A wiesz czy Krzysiek też w domu?
    — Gdybym miał w dupie to bym się nie spinał — sarknął ponownie. — Dzięki, że zostałem? Jakbym miał, kurwa, wyjście? Ile się napociłem, żeby zlepić całość i sprzedać dwóm nieufnym glinom, to moje. A wiesz co nie pasowało? Wszystko. Czemu nikt inny nie został? Czemu ojciec Alicji nic nie wie? Dlaczego pytając o pidżama party była cała w skowronkach? Zero stresu, zero strachu? Dorzuć gościa wybiegającego w noc z fujarą na wierzchu, lejącego na wszystkie strony, śpiewając alleluja i masz dołek za głupie żarty z urzędu. Idźcie w chuj. Zero pomocy, kłody pod nogi. Czekaj chwilę…

    Wrócił po paru minutach szurania i zgrzytu podnoszonych rolet.
    — Z okien nic nie widać. Za daleko mieszka. Na ulicy spokojnie, żadnych zawodzących dewot dzwoniących po domach w poszukiwaniu Krzysztofuniunia, co zaginął w objęciach nierządnic. Chyba dobrze.

    Paulina musiała zakryć słuchawkę dłonią, gdyż mało nie posikała się ze śmiechu. Nawet nie wiedziała, czemu ją to wszystko bawiło. Może tylko sposób, w jaki Mikołaj to opowiadał? A może tylko ta część o Krzyśku? Przestawało ją dziwić, że spodobał się Kaśce. Ta to zawsze miała dobre oko, bez poznawania bliżej, jakby przejrzała go na wylot już dawno. Kwiatkowska miała nadzieję, że Alicja też słyszy tę opowieść.
    — Przecież mogła być w szoku. Ludzie w stresie różnie reagują. Akurat tutaj sprzedamy im taką baję, że wszystko się zepnie. Zrobiłeś fundament, my ogarniemy resztę. Alkę złapali, próbowali porwać, wyrwała się, uciekliśmy do domu, oni wyważyli drzwi, spłoszyli ich sąsiedzi. Krzychu z dupy nie ział ogniem, twoje wytrenowane łapy niedźwiedzia nie przesunęły połowy umeblowania parteru. Wszystko jasne. — powtórzyła Paulina. Zdążyła opanować głos, choć miała wrażenie, że lekko zawodzą jej struny i próbują wymknąć się z objęć powagi. — Dobrze, że jesteś w domu. Widzimy się jutro w szkole. Nie obrażaj się tylko na nas, widziałeś Magdę, no nie wyobrażam sobie aby tam czekać jeszcze miała. No Kaśka mogła z tobą w sumie zostać, masz rację. Jutro to ogarniemy lepiej, obiecuję.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Pan ElfP Pan Elf

    Przedłużmy plis. Ja potrzebuje Nami, jeśli chcemy coś podialogować, a sam wyjechałem na weekend, więc najwcześniej zgadamy się w poniedziałek.

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Pan ElfP Pan Elf

    Alicja daje jeszcze znać tacie gdzie idzie.

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Zew Cthulhu 7ed.] Kroczący we Wichrze [18+]
    Pan ElfP Pan Elf

    Ostatecznie jest Jonathan Swanson, agent federalny Division of Investigation, U.S. Department of Justice, joł.

    Archiwum

  • [Zew Cthulhu 7ed.] Kroczący we Wichrze [18+]
    Pan ElfP Pan Elf

    Rozmyślam. Nie mówię, że na 100% się zgłoszę, ale chodzi mi po głowie pomysł na postać mocno powiązaną z kimś z pierwszej ekipy (więc silny powód, dla którego dołącza do drugiej ekspedycji). Pilot lub agent federalny. Zobaczymy.

    Archiwum

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Pan ElfP Pan Elf

    text alternatywny

    Alicja Filipowicz

    - Dobra, to chyba już wszystko. Dzięki - powiedziała do tych, którzy pomogli jej posprzątać bałagan na parterze.

    Oparła się o komodę i odetchnęła z ulgą. Na chwilę obecną było po wszystkim. Niebezpieczeństwo odeszło, choć w głębi siebie czuła, że nie miało to potrwać długo.

    Kiedy wrócił Mikołaj, jeszcze zanim na zewnątrz rozległ się dźwięk nadjeżdżającego samochodu ojca, Alicja przyglądała mu się w milczeniu. Wcześniej nie skomentowała jego nagłego wyskoku przez okno, ale cisnęło jej się kilka słów na język. Zastanawiała się, czy chłopak się czymś naćpał, czy tak działał na niego strach, czy po prostu taki był.

    - Typie, powaliło cię? - rzuciła do niego i szybkim krokiem podeszła, próbując wyrwać mu słuchawkę telefonu z ręki, kiedy zorientowała się, że ten zadzwonił na policję.

    Walka o słuchawkę była bezskuteczna. Mikołaj był od niej wyższy i silniejszy, a ona wciąż czuła dziwne, wręcz nienaturalne zmęczenie po wysiłkach dzisiejszego wieczoru. Poddała się więc.

    Na pytanie o adres pokazała mu jedynie środkowy palec i tylko później pożałowała, że sama nie rozłączyła połączenia przyciskiem na aparacie telefonicznym - wszak niepotrzebna była jej do tego słuchawka.

    - Jasne, zacznij rozpowiadać wszystkim, że ścigają nas łyse zombie z zamku. Mam nadzieję, że w psychiatryku zamkną tylko ciebie.

    Przewróciła oczami i prychnęła, niedowierzając w to, co wyczyniał Pogorzelski. Może jeszcze im powie, że mają nadzwyczajne moce i stąd wiedzą, że to właśnie zombie porwały Aśkę i pobiły jej matkę? Debil. Po prostu debil.

    - Zabiorę tylko ciuchy i możemy iść do ciebie. Powiem tylko ojcu - powiedziała w końcu do Pauliny.

    - Swoją drogą, nie próbujcie wciągać go w to. Wyprę się wszystkiego - dodała, będąc już na schodach na piętro.

    Wiedziała, że ojciec nie będzie miał nic przeciwko temu, by nocowała u koleżanki. Właściwie nawet nie zamierzała prosić go o pozwolenie - już dawno przestała, tak samo jak jej brat. Zastanawiała się czasami, czy ojciec w ogóle przejmował się losem swoich dzieci, czy warsztat i praca, w której pochłonął się bez reszty, były dla niego ważniejsze.

    Od czasu, kiedy stracił żonę, a Alicja i Jarek matkę, wszystko w ich życiu się zmieniło, a najbardziej relacje, które ich łączyły.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [D&D 5.5e 2024] Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of Harrowstone
    Pan ElfP Pan Elf

    Podniosę aktywność w wątku i wyłonię się z cienia z informacją, że z mojej strony tworzy się dhampir, arcane trickster.

    Archiwum

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Pan ElfP Pan Elf

    Zagapiłem się trochę. Dzisiaj mam nadzieję napisać swój odpis. Jakby co, to Alicja:

    • zgodzi się na pomysł Pauliny,
    • powie, że ani słowa jej ojcu (wiadomo, nie ma co mieszać dorosłych!),
    • no i jeszcze, trochę związane z powyższym nawiasem, ale nie wiem czy nie za późno: nie poda adresu Mikołajowi, albo nawet zabierze mu słuchawkę telefonu i odłoży, zanim ojciec wejdzie do środka. Czyli na przykład w momencie, w którym Cai zakończył swój post. Taka urwana rozmowa z policją.

    Po wcześniejszej rozmowie z policjantami, a także krótkiej interakcji z Adamem jeszcze w szkole, Alka jakoś nie ufa w ich zaangażowanie w tę sprawę.

    Swoją drogą, pytanie, bo mi umknęło: Adam też ma poświatę na którymś ze zdjęć z imprezy, co nie? @nami chyba to dobry moment, by podczas nocowanki, dziewczyny zorientowały się/przypomniały sobie, że w sumie to on też jest zagrożony i warto go ostrzec. Wiem, że Brilchan już z nami nie gra, ale jego postać mimo to dalej żyje w tym świecie 😄

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Pan ElfP Pan Elf

    No nic, to poczekam na okazje, by złapać się z moim npc.

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Pan ElfP Pan Elf

    Ja muszę szybko jakoś uleczyć moje TRZY stany 😄 może ktoś z was ma ochotę pomóc tym Przewodzeniem? @johnytrs ile stanów usuwa udany test? Jak się nie uda (albo nie będzie chętnych), to będę musiał w końcu odkopać mojego NPCa 😄

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    Pan ElfP Pan Elf

    text alternatywny

    Alicja Filipowicz

    Kiedy zagrożenie minęło, a cała paczka uwikłanych w dziwną historię nastolatków zgrupowała się na parterze, Alicja rozejrzała się po poprzestawianych meblach ze skwaszoną miną.

    Może gdyby to było przewrócone krzesło, stłuczona szklanka i rozsypane pety z popielniczki - wtedy mogłaby zrzucić to na Jarka i jego kumpli, a ojciec pewnie wzruszyłby tylko ciężko ramionami i bez słowa posprzątał, prosząc ją, by poszła do swojego pokoju.

    - Z Krzyśkiem coś jest nie tak - zwróciła uwagę na chłopaka, kiedy rozglądała się po pobojowisku. Zamachała mu ręką przed twarzą, ale ten wciąż wydawał się, jakby był na innej orbicie.

    - Trzeba to posprzątać, zanim mój ojciec wróci - powiedziała później, podchodząc do zastawionych drzwi i próbując samodzielnie je odgruzować. - I nawet nie próbujcie zostawić mnie z tym samą.

    Starała się też ignorować krzyki sąsiadów na zewnątrz. Na szczęście sami doszli do własnych wniosków na temat tego, co się wydarzyło, a ona sama nie zamierzała zaprzeczać. Jarek zapracował sobie na taką reputację, a musiała przyznać, że jej i pozostałym było to teraz na rękę.

    Niewątpliwie ciekawym tematem była też sama reakcja łysych bandytów. Czyżby potencjalni świadkowie byli skutecznym sposobem na ich odstraszenie? A może chodziło o ich liczbę? Były to pytania, które musiały zostać dorzucone do stosu innych pytań, jakie rodziła ta przedziwna sytuacja.

    - Myślicie, że tu wrócą w nocy? - zapytała, nie oczekując konkretnej odpowiedzi. Nie mogli wiedzieć, ale potrzebowała to z siebie wyrzucić na zewnątrz.

    Przebiegł ją jednak nieprzyjemny dreszcz na samą myśl. Wiedziała, że sama sobie z nimi nie poradzi. Nie udało jej się wcześniej nic wskórać, kiedy próbowała użyć rzekomej mocy, więc zaczęła wątpić, czy w ogóle jakąkolwiek miała. Niepokojące było też to, że oni wiedzieli, gdzie mieszka.

    Czyżby była kolejnym celem?

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    Pan ElfP Pan Elf

    Spoko, poczekamy 🙂

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa