Przejdź do treści

Świat

Tematy spoza tego forum. Poglądy i opinie przedstawione tutaj mogą nie odzwierciedlać tych, które reprezentują członkowie tego forum.

A world of content at your fingertips…

Think of this as your global discovery feed. It brings together interesting discussions from across the web and other communities, all in one place.

While you can browse what's trending now, the best way to use this feed is to make it your own. By creating an account, you can follow specific creators and topics to filter out the noise and see only what matters to you.

Ready to dive in? Create an account to start following others, get notified when people reply to you, and save your favorite finds.

Zarejestruj się Zaloguj się
  • SeachS

    Avruil Myamtharsar

    Dom, słowo oznaczające spokój, przynależność, bezpieczeństwo.
    Dla Avruil straciło te przywary, lata temu.
    I sama była tego winna.
    Przemierzała teraz ruiny rezydencji swej rodziny, pożar zabrał wszystko czego nie ukradli łupieżcy. Grobowa cisza tego miejsca była przerywana dźwiękami resztek budowli poddających się zniszczeniu.
    Emocje przelatywały przez jej serce. Strach o jej rodziców, ból po stracie miejsca, w którym się wychowała, gniew na siebie, że jej tu nie było.
    Odruchowo rzuciła kawałkiem podłogi o jedną z rozsypujących się ścian, mały odłamek rozbił się w pył i drobniejsze kamyki. Pomogło to jej się uziemić.

    Łzy cisnęły się na jej oczy, kiedy usłyszała pierwsze zbliżające się kroki. Były lekkie, ale nie próbowano ich ukryć.
    Dziewczyna sięgnęła do czarnego ostrza u swego boku. Miecz był dziwnie cichy dzisiaj, może i dobrze, nie miała ochoty się kłócić.
    Za jej plecami nagle wybuchła ściana ognia, blokując jedyną drogę ucieczki. Avruil nie mogła się powstrzymać i skoczyła do przodu, podnosząc obronnie miecz. Ten jednak, jej nie usłuchał. Magiczny oręż wyleciał z jej dłoni i pomknął w ciemność ruin, wiedziony bogowie tylko wiedzą czym.
    -Złodziej… - Avruil usłyszała w ciemności. Dobrze znała ten głos, wiedziała, że nie powinna już go więcej usłyszeć, a jednak się właśnie zbliżał do niej - Zdrajca… - Halpaeril opuścił cienie, trzymając jej… jego czarny miecz - To wszystko twoja wina… - jego głos był suchy, a oczy niewidzące. Czy to duch? Zombie? Jej poczucie winy w końcu przybrało fizyczną postać?

    Momentalnie elf pojawił się przed nią z ostrzem uniesionym do ataku. Dziewczyna mogła jedynie zamknąć oczy oczekując bólu. Ten jednak nie nadszedł, jej uszy natomiast wypełnił nowy głos. Ten również znała i miała głęboką nadzieję, że nigdy go nie usłyszy.

    text alternatywny
    -Avruil, naprawdę powinniśmy przestać się spotykać w sytuacjach dotyczących twojego pradziadka. Źle to wygląda. - Azazel, jeden z Piekielnych Książąt. Stał nad nią, ponad trzy metrowy olbrzym, skóra czarna niczym noc, osądzające żółte oczy wydawały się przenikać jej ciało i duszę. Trzy pary czarnych pierzastych skrzydeł złożyły się, formując coś na wzór płaszcza, delikatny uśmiech zagościł na jego ustach. Ubrany był w szaty przypominającej jej jakiegoś urzędnika. Może sędziego?
    -Obawiam się, że twój okres próbny dobiegł końca. - diabeł oddał dziewczynie jej miecz. Pusty gest, zważając, że wkroczył do jej snu - Mam dla ciebie zadanie. Udaj się do Evercrest, jest to miasto w Rzecznych Królestwach, na wschodniej ich stronie. W mieście znajdziesz karczmę "Popielny Dwór". Zgłoś się tam i oczekuj Khala Frey i Baltizara Harpinessa. Kiedy się tam pojawicie wytłumaczę wszystko. - ogień pojawił się u stóp diabła i wydawał się powoli pożerać jego postać - Dałem ci dostatecznie dużo czasu. Tempus reddere tibi debitum.

    Dziewczyna obudziła się. Zimny pot spływał jej po… wszystkim. Spojrzała na miecz oparty o mały regalik przy łóżku. Głos ostrza delikatnie zabrzmiał w jej głowie.
    Lepiej nie każmy mu czekać…

    Khal Frey

    Khal przemierzał korytarze Czerwonej Loży, zmierzając do swojego biura. Miał za sobą długi dzień sporów o rozprawę sądową między dwoma szlachcicami Chillax. Na szczęście udało mu się wykręcić z tego politycznego bagna, nie ważne kto wygra, Loża straci na tym jedynie czas.
    Dotarł w końcu do drzwi swojego pokoju, zerknął na tabliczkę obok drzwi. "Victor Goodman" widniało bardzo wyraźnie na metalowej płytce. Nie mógł się doczekać, kiedy podobna tabliczka z jego prawdziwym imieniem będzie widniała w holach Piekła.
    Otworzył drzwi i spokojnie wszedł do swego pokoju, tylko, że to nie był jego pokój.
    Pierwsze co poczuł to okrutne gorąco, które wydawało się zdzierać skórę z jego ciała.
    Zapach siarki i żelaza zaatakował jego nos, a drobinki rdzawego pyłu oczy.
    Chwilę zajęło zanim był w stanie się pozbierać i otworzył oczy i ujrzał swoją przyszłość.

    text alternatywny

    Sąd Azazela. Olbrzymia budowla w Avernusie będąca domeną Piekielnego Lorda. Tu miliony dusz przejdą ostateczny osąd przed zejściem do niższych poziomów piekła, gdzie zostaną odpowiednio ukształtowane.

    Sam pan tej sali sądowej siedział na swoim tronie, czytając jakiś zwój i spoglądając, co chwilę na duszę jakiegoś biedaka.
    Eteryczna forma śmiertelnika była otyła, jego twarz pokrywały wspomnienia siniaków i ran, których doświadczył przed śmiercią.
    -Malak Eirins. - zabrzmiał w końcu głos diabła - Osąd Pharasmy w oczach tego sądu jest sprawiedliwy. W życiu nie oddawałeś czci żadnemu z bogów, twe życie było spędzone jedynie na poszukiwaniu własnego zadowolenia i przyjemności. O ile takie zachowanie byłoby miłe w oczach Calistrii, wielokrotnie pozwoliłeś, aby ci którzy ci zawinili umknęli sprawiedliwości czy zemsty. Zatem nie widzę przeciwwskazań, aby twoja dusza nie odbyła należytej kary w domenie Beliala. Frui. - diabeł uderzył potężnym młotem w posadzkę pod swoim tronem, pęknięcia zaczęły rozchodzić się od głowni broni, zmierzając do eterycznych stóp Malaka. Kiedy tam dotarły ziemia zapadła się pod duszą, która podążyła w dół krzycząc z przerażenia i rozpaczy. Zaraz potem, pomieszczenie wyglądało ponownie jakby nic się nie stało. Azazel zerknął w bok, po jego lewej siedziała kobieta o nietoperzych skrzydłach, pisząca pieczołowicie na zwoju.
    -Robimy chwilę przerwy, Elari. Mam prywatną sprawę do rozwiązania. - kobieta kiwnęła głową i zniknęła w chmurze dymu i ognia.

    Azazel wstał rozkładając trzy pary skrzydeł, wykonał krok w stronę Khala, ale tyle wystarczyło, aby pojawił się tuż przed prawnikiem.
    -Witaj Khal. Miło cię widzieć. Chodź ze mną. - nie była to prośba, diabeł położył rękę na karku mężczyzny i zaczął go prowadzić - Mam dla ciebie zadanie, Khal. Dokończyłem wszelkie formalności, aby otrzymać zezwolenie na rozpoczęcie własnej religii. Oznacza to, że mogę założyć własny kościółek gdzieś w Golarion i wybrałem idealne miejsce. - diabeł spojrzał na swojego pierwszego kapłana - Evercrest, twój dawny dom. Lokalne władze są równie niekompetentne co skorumpowane. Kościół Asmodeusa nie ma tam pozycji, a ja mam kapłana, który zna to miejsce. - uśmiech pojawił się na ustach diabła i ku dyskomfortu człowieka, również na jego skrzydłach - Udasz się do Evercrest, tam zgłosisz się do karczmy "Popielny dwór" i spotkasz z dwójką innych moich agentów. Jedną już znasz. - dłoń diabła opuściła kark mężczyzny a sam czart stanął przed prawnikiem - Zrób to dla mnie, a wynagrodzę cię, Apollyonie. - to było ostatnie co usłyszał Khal, kiedy mrugnął był z powrotem w swoim pokoju w Czerwonej Loży.

    Baltizar Harpiness

    Balthazar obudził się z drzemki, która złapała go w drodze do kolejnego miasta. Usłyszał z wiarygodnego źródła, że lokalna biblioteka posiadała tomy i zwoje, opowiadające wczesną historię jego ludu. Szczerze wątpił, ludzie rzadko przykuwali uwagę do czegoś co nie dotyczy ich. Miał dość fałszywych tropów i czytania w kółko tego samego, jak to pojawienie się gnomów w Golarionie zasnute jest tajemnicą i mistycyzmem. Czemu nie mogą być uczciwi i powiedzieć, że nie mają bladego pojęcia czemu metrowe, energiczne ludziki opuściły Pierwszy Świat i osiedliły wśród śmiertelników. Oszczędziłoby to przynajmniej jemu męczenia się.
    Westchnął, przynajmniej drzemka oddała mu siły i nie miał żadnych koszmarów.
    Narysował pentagram na ziemi i delikatnie się odsunął.
    -Jogmeth. - zawołał. Przez chwilę nic się nie działo. W końcu jednak pentagram zabłysnął czerwonym światłem, po czym pękł. Pęknięcie rozszerzyło się i rozwarło tworząc dziurę z której buchnął smród siarki. Na brzegu dziury pojawiła się czarna łapa i kolejna. Po chwili masywny stwór wyciągnął się piekielnych otchłani.

    text alternatywny

    Jogmeth, piekielny ogar, dar od Azazela pieczętujący ich współpracę. Diabeł obiecał mu pomoc w odnalezieniu ratunku dla jego klanu przed klątwą, która pochłonęła w szaleństwie już nie jednego z jego pobratymców.
    Piekielny psiak spojrzał leniwie na swego gnomiego właściciela i wypuścił coś z pyska.
    Skórzany hełm potoczył się do stóp Baltizara, który szybko go podniósł i zaczął oglądać.
    Nigdy nie widział takiego dzieła, stara skóra chociaż teraz sparciała i dziurawa musiała być gruba i mocna kiedy była w szczytowej kondycji. Zakrywała też sporą część przodu twarzy, zostawiając tylko prześwit na oczy. W rantach prześwitu Baltizar mógł zobaczyć drobne kwarcowe kamyki, popękane i ukruszone. Czyżby przesłaniały cały prześwit, niczym szyba w oknie?
    Najbardziej jednak przykuł jego uwagę emblemat nad wizjerem. Symbol jego klanu widniał dumnie na czole hełmu. W końcu konkretna poszlaka, Azazel posłał go już kilka razy na bezcelowe poszukiwania, ale teraz dowiódł swej wartości jako sojusznik. Tylko skąd wydobył ten artefakt?

    Jogmeth podszedł do gnoma pokazując niewielki zwój przywiązany do obroży ogara.
    List z pieczęcią Azazela na szczycie.

    Witaj, Baltizarze.
    Mam nadzieję, że ta wiadomość spotka cię w dobrym zdrowiu, ponieważ mam dla ciebie nowe zadanie.
    Potrzebuję, abyś udał się do Evercrest w Rzecznych Królestwach. W mieście znajdź karczmę "Popielny Dwór" i oczekuj ludzkiej kobiety i mężczyzny. Karczmarz będzie wiedział na kogo będziesz czekał. Tam wytłumaczę na czym polega zadanie.
    Hełm, który ci dostarczyłem został zakupiony przez jednego ze sług Mammona w Evercrest od jakiegoś kolekcjonera. Może to być poszlaka w twoich poszukiwaniach. Nie zapomnij jednak, że moja misja ma priorytet.
    Benediximus vobis.


    Gnom przetasował talię kart ignorując śpiącą obok piękność. Znał zagrożenia związane z jej bliskością i ignorował pokusy. Bądź co bądź nie interesował się nawiązywaniem trwałych realcji z innymi. Szaleństwo i misja które go prowadziły przez całe dorosłe życie nie pozostawiały miejsca na takie sentymentalne drobnostki. Poza tym… [image: pare455.jpg] … wyciągnięta karta przedstawiała rycerza w złotej zbroi. Paladyn. Oznaczała mężne stawanie przeciw przeciwnościom. Oznaczała też upór w trzymaniu się kursu. Bajarz jednak nie widział żadnych przeciwności, żadnych skał na swoim kursie. Zamierzał oznajmić co prawda kapłanowi swoje zamiary, ale nie potrzebował jego zgody i nie dbał o nią. Wszak nie był częścią jego kleru i nie był mu podległy. A co więcej nie był mu potrzebny. Do rozbudowy świątyni byli potrzebni rzemieślnicy, do rozbudowy kultu wyznawcy… Baltizar nie był żadnym z nich. I mając nawyk nie rzucania się w oczy władzom, nie był również użyteczny w intrygach Viktorach związanych z miejscowymi szychami. Póki co miał wolną rękę i zamierzał z tego korzystać. A teraz… przyglądał się karcie z nutką irytacji w spojrzeniu. Paladyn oznaczał też uparciucha. A gnom ostatnio poznał wiele upartych osób. Ba… “sypiał” z jedną z nich. Ciężko więc było ocenić, którą z nich oznaczała ta karta. [image: TYulii.png] Kapłan i “Bard” Wychodząc z pokoju kapłan natknął się na zbliżającego się do niego gnoma wraz z jego “ptasim” pomocnikiem. - Witam jego ekscelencję o tak wczesnej porze. Chciałbym pogratulować założenia świątyni. Bardzo… widowiskowe to było. A i oznajmić, że opuszczam miasto na kilka nocy. Bądź co bądź zadanie, póki co, wykonane. Nie będę też z pewnością pilnie potrzebny. - Bajarz zaczął mówić po ukłonieniu się. - Teraz bowiem sprawy wymagają kaznodziei bardziej niż mówcy. A i nie ma dla mnie miejsca pośród szlachetnie urodzonych, toteż tam nie będę żadną pomocą. - Witaj, Baltizarze. Powinienem wiedzieć czym będziesz się zajmował? Czy to prywatna wycieczka? - W zasadzie prywatna…- potwierdził gnom lekko potakując głową.- Zajmę się… tę no… jak to zwą… eeech… uczonym grzebaniem w ziemi w poszukiwaniu zapomnianych ruin. - zaśmiał się głośno. - Nic szczególnie intratnego. Pogrzebię w poszukiwaniu ruin osady gnomów. Spodziewam się dziur w ziemi i pajęczyn zamiast skarbów. Mój lud nie słynie z gruzowisk atrakcyjnych dla awanturników. - Hmmm… rozumiem - kiwnął Viktor głową - Powiesz gdzie precyzyjnie i ile spodziewasz się być nieobecny? Chciałbym mieć opcję ruszenia ci na pomoc, w razie niespodziewanych problemów. - Kilka dni najwyżej. - wzruszył ramionami gnom wyciągając z plecaka mapę.- To niedaleko od miasta. Bardziej wycieczka na rozruszanie kości i zabicie nudy, niż prawdziwa wyprawa. I zabieram ze sobą najemników, więc nie musisz się martwić o moje bezpieczeństwo, tym bardziej że dla twojej misji moja egzystencja nie ma znaczenia. Rozłożył mapę i pośród kilkunastu czerwonych kropek wskazał tę najbliższą miastu.- O tu się udaję. Viktor przyjrzał się i kiwnął głową. - Nawet jeśli teraz nie jesteś mi konieczny, to w przyszłości możesz okazać się kluczowy, albo – zwyczajnie – wygodny. Jeśli byś pozwolił to zadośćuczynił bym mojej paranoi i dał ci awaryjną możliwość wezwania pomocy. Odpowiada ci to? - Znajdę sposób by cię powiadomić.- odparł gnom składając mapę i dodał ponuro. - Jeśliby mi się coś stało, to… całe miasto jest pewnie zagrożone. Bo wszak… komu by zależało na wystawienie sił wystarczających by zagrozić doświadczonej grupie awanturników i… córce naszego gospodarza. Bo i ona się może wybrać. A skoro już o paranoi mówimy…- Podrapał po karku.- Nie wiem czy ci twoja kochanka wspominała, ale… przywódczyni os w tym mieście groziła tobie… w zasadzie ostrzegała, byś uważał by nie wchodzić im w drogę. Nie wiem ile może tak naprawdę. Jej przybytek jest po prostu grotą lubieżników. Niemniej może mieć ukryte żądła. I ze wszystkich świątyń w mieście, na nią miej największe baczenie.- po czym uśmiechnął się.- Niemniej wspomniała też, że ogólnie nowy kult w mieście jej nie przeszkadza, dopóki trzyma się swojego poletka. - Hmmm… to jest… zaskakująco pożyteczna informacja. Tak to właśnie ujęła? “Niech nie wchodzi mi w drogę, to nie będzie problemów”? - Bardziej dyplomatycznie i aluzyjnie, ale… - zadumał się gnom. - … taki był ukryty sens jej słów. Typowe dla os zachowanie. Po czym machnął ręką. - Nie przejmowałbym się tym na razie. Do jej świątyni biedacy nie przychodzą, a ci są tobie wasza ekscelencjo najbardziej potrzebni. Oddani fanatyczni i lojalni. Nie mający nic do stracenia, a wiele do zyskania. W końcu obaj wiemy, że bardziej cię interesuje brylowanie wśród szlachty, więc im szybciej uda się zyskać paru akolitów spośród nich, którzy zajmą się świątynią za nas, tym lepiej. - Pamiętaj, Baltizarze, że nie założyłem piwnicznej sekty a i doktryny obu wiar się nakładają miejscami… Konflikt interesów na pewno będzie miał miejsce, prędzej czy później. Ale ten punkt już jest na mojej liście. - Wątpię by kult prawników miał jakieś punkty zapalne z kultem mściwych lubieżników, ale… teologia nigdy mnie nie fascynowała. - wzruszył ramionami gnom. - Odwet, Baltizarze. Ale oszczędzę ci niuansów. Cóż, to chyba wyczerpuje aktualny temat. Mamy coś jeszcze do omówienia? - Nic. - machnął ręką Bajarz. - Nawet sprawa tej osy to marginalna kwestia. Wątpię, by wypłynęła przy obecnej naszej sytuacji. Nie jesteśmy jeszcze ani znaczący ani groźni dla nikogo. - Mam o nas nieco wyższe mniemanie, ale rozumiem argument. No to dziękuję ci, Baltizarze, za tę rozmowę i za uprzedzenie. Widzimy się za kilka dni. Gnom skłonił się w odpowiedzi. [image: TYulii.png] Rozmowa z przyszłym “teściem” Załatwiwszy najpilniejsze sprawy, Baltizar ruszył przez karczmę w poszukiwaniu jej właściciela. Musiał rozmówić z Otto w imieniu jego córki. Nawet jeśli ta cała sytuacja, wprawiała go w niesmak, to coś był winny przyjaciółce. Co poradzić, że jakimś cudem stał się aktorem, we własnej komedyi. Karczmarz przeglądał jakąś książkę kiedy podszedł do niego gnom. Otto zerknął na gościa i uśmiechnął się. - Witaj, Baltizarze. W czym mogę pomóc? - Wybieram się w podróż. Niezbyt daleko. Dwa dni od miasta. Piwonia chciałaby się wybrać ze mną. Toteż przychodzę w niej imieniu.- gnoma kusiło dodać coś o czystych intencjach i ochroniarzach w roli przyzwoitek, ale powstrzymał się od tego żartu. Otto wciągnął ostro powietrze na tą prośbę. Odłożył książkę na bok i spojrzał na gnoma. - Baltizarze… nie jestem pewny czy wiesz o co mnie pytasz. Nie wiesz czym ryzykuje wypuszczając ją z moich oczu. Opowieść o moim królestwie jest stara, więc pewnie nie jest ci znana. Czy wiesz ile potomstwa posiadałem? Nie… oczywiście, że nie możesz wiedzieć. Siedmiu synów, pięć córek, trójka potomstwa dla których nie miałbyś nazwy. Pozostały mi cztery córki. Rozumiesz mnie? Cztery… straciłem pozostałe odkąd zaginęła moja żona… czy jesteś sobie w stanie wyobrazić co będę musiał jej powiedzieć kiedy się znowu spotkamy? Że pierwszym uczuciem jakim ją obdaruje po tysiącleciach rozłąki będzie cierpienie? Gnom przez chwilę milczał. Po czym rzekł powoli.- Rozumiem też, że wybywam ledwie parę mil od miasta. Rzut kamieniem od niego. Że wyruszam z doświadczoną i liczną ochroną, która już sprawdziła się podczas poprzedniej misji. A i tak pewnie twoja córka jest potężniejsza od nich i ode mnie razem wziętych. Nie wiem, jakie istoty mogłyby zagrozić jej życiu tak blisko Evercrest, ale wątpię by były to wilki czy niedźwiedzie, któryś się nawet nie spodziewam zobaczyć. - Możesz ubierać to w logikę i prawdy świata jak tylko chcesz, ale prosisz ojca, który stracił dużo, aby zaryzykował więcej. - Otto odetchnął - Masz oczywiście rację, jest bardzo niewiele rzeczy w promieniu setek mil, które by jej zagroziło. Pozwól, że dam ci jednak ostrzeżenie. Tak na motywację, abyś zapewnił jej bezpieczeństwo. Jakiekolwiek cierpienie twoja dusza znosi od tej istoty spoza kreacji. Cokolwiek Azazel i jego podobni poczynają ze swymi ofiarami. Będziesz tego łaknął jeżeli coś jej stanie. Rozumiemy się? - Zawsze możesz odmówić. - odparł Bajarz spokojnie. - Ostatecznie nie mogę ciebie zmusić do niczego. I przyjmę twoją decyzję, jakakolwiek będzie. Podrapał się po brodzie. - Dziwi mnie tylko, że zaryzykowałeś jej egzystencją wysyłając ją po swoją córkę… w misji zapewnie znacznie niebezpieczniejszej, niż biwak na świeżym powietrzu dwa dni od domu. A boisz się, że coś może jej się stać u przedmurzy miasta. - Wysłałem ją do domeny Desny. Pani Szczęścia to bliska znajoma i wiedziałem, że nic Piwonii nie grozi. - odparł Otto - Nie odmówię, bo wiem, że to nie twoja prośba tylko jej. A wyrodnym ojcem nie będę. Chcę tylko, żebyśmy się rozumieli, że jesteś odpowiedzialny za jej bezpieczeństwo. - Oczywiście. I dlatego mam grupkę sprawdzonych ochroniarzy. I jeśli kogoś ze swoich podwładnych dorzucisz, nie będę się sprzeciwiał dodatkowej pomocy.- zgodził się z nim gnom.- Co prawda, sama wyprawa jest tylko bardziej przygotowaniem pod przyszłe ekspedycje i nie planuję niczego szalonego, to niemniej wszystko mam zaplanowane także pod kątem bezpieczeństwa. - Możesz zabrać Brandelena z wami. Maluchowi przyda się trochę ruchu. - odparł Otto - Reszta Dworu jest mi potrzebna. - Dobrze… przekażę twoje słowa Piwonii, chyba że wolisz osobiście uszczęśliwić córkę?- zapytał na koniec Bajarz. - Ty jej przekaż, będzie szczęśliwsza. - karczmarz się uśmiechnął - Tylko teraz.. proszę uważaj na nią. Nie zdzierżę kolejnej straty. - Oczywiście.- odparł gnom, skłonił się i wyszedł kierując się z powrotem do sypialni. [image: TYulii.png] Rozmowa z “kochanką”. W sypialni gnoma Piwonia przeglądała się w lustrze. Miast swojego typowego odzienia miała na sobie podróżną szatę maga, chociaż mniej ograniczającą jej ruch. Jej skóra była również trochę bardziej zielona niż pamiętał. - Hmmm… czyli już wiesz?- zapytał retorycznie Baltizar składając dziwny odcień na karb innych częstych dla niego, przywidzeń. - Znam tatę, ale i tak chętnie usłyszę werdykt. - blondynka spojrzała na gnoma z uśmiechem i obróciła się kilka razy - I jak wyglądam? - Poważnie… i uroczo zarazem. - przyznał gnom oceniając jej szatę. - Do twarzy ci w tym stroju. A co do werdyktu, to… będziesz musiała powiadomić Brandelena że idzie z nami i ma pilnować twoje ślicznej pupci. - Oh? Zabieramy szkraba ze sobą? Świetnie, przyda mu się zapoznać ze śmiertelnikami. Na razie ma dość typowo… fey podejście do nich. - Mhmm…i dam znać ochronie żeby traktowali cię jak damę. - dodał Bajarz. - Aczkolwiek bliźniacy… są deczko… jakby to… sama wiesz. Troszkę nieokrzesani i rubaszni. I bardzo romantyczni. - Ci dwaj z krwią smoków w sobie? Są uroczy na swój sposób. I bez przesady z tą "damą". Jestem zwykłą poszukiwaczką przygód. - pokazała mu psotnie język. - Nie. Jesteś gościem na mojej wyprawie. Więc będziesz traktowana z właściwą rewerencją. Poza tym… - podrapał się po brodzie.- … nie szukamy przygód, tylko ruin wioski gnomów. Spodziewam się na wpół zasypanych norek, resztek mebli, może jakichś tekstów… na pewno nie zagrożeń. Właściwie to będzie nudno. - Ty tam będziesz, więc nie będzie aż tak nudno. - dziewczyna się uśmiechnęła - No ale dobrze… tylko nie rób ze mnie jakiejś bezbronnej pannicy. - Wolałbym żebyś była bezbronna i wszyscy ci nadskakiwali.- westchnął Baltizar dywagując głośno. - Bo cię tu wszyscy znają i jeśli byś pokazała coś więcej to… mielibyśmy świadków i plotka o magicznej córce Otta dotarłaby do miasta lotem jaskółki. I zaczęłyby się pytania… ten wścibski mag co tu przychodzi regularnie węszyć, zamiast zajmować prawdziwymi problemami, znów zacząłby szukać prawdy o tobie i twojej rodzinie. - A co sądzisz, żeby zrobili z tą wiedzą? - dziewczyna się uśmiechnęła- Dobrze, dobrze. Będę nudna i grzeczna. - zieleń z jej skóry zniknęła. - Nawet nie wiesz jakie głupstwa mogą zrobić przekonani o słuszności swoich przekonań dobrzy bohaterowie. - westchnął gnom i uśmiechnął ciepło. - Napaść może by i nie mogli, ale namieszać nam… bardzo. Poza tym, naprawdę nie sądzę byś miała okazję się tam wykazać. Co nas tam może napaść, wilki? Niedźwiedź? - Nawet to było trochę ekscytujące… ale dobrze, pozwolę abyś mnie bronił przed misiem. - Jestem pewien, że na swojej samotnej wyprawie miałaś więcej ekscytacji niż ja na wyprawie, którą opisałem w moim niedawnym dziele. - odparł Baltizar drapiąc się po brodzie. Potarł czoło dodając. - Iii… hmm… jeśli wyprawa będzie nudna i nic ważnego nie będzie mnie trzymało w mieście, to zorganizuję sobie wyprawę do mojej wieży i też zabiorę cię ze sobą. I tam… coś intrygującego wymyślę dla ciebie. Co ty na to? - Stoi. - dziewczyna się uśmiechnęła ciepło - To kiedy ruszamy? - Dziś. Jak tylko… zbiorą się moi najemnicy.- odparł Bajarz.- Nie wiem ile czasu będą potrzebowali na przygotowania. Ale zważywszy, że ruszamy jeno rzut kamieniem od miasta, to nie powinni potrzebować zbyt wiele czasu. Kiwnęła głową i ucałowała gnoma w czoło. - Spakuję malca… i zabiorę coś palnego dla niego do jedzenia. Gnom tylko skinął w odpowiedzi. [image: TYulii.png] Negocjacje przed wyprawą. Baltizar oczywiście wynajął tych samych bohaterów co ostatnio. W końcu po co zmieniać to co działało. Zapłacił im tą samą standardową stawkę w siedzibie gildii i teraz czekał na ich przybycie, co by wyjaśnić im naturę misji. Ostatecznie w gildii zostawił jedynie enigmatyczną informację na temat eskorty podczas wyprawy. Dlatego teraz szykował się na wyjaśnienie szczegółów i sytuacji, którą to obecność Piwonii pewnie skomplikuje. Bądź co bądź dziewczyna potrafiła rozpraszać uwagę płci przeciwnej samą swoją obecnością. Dwóch wojowników północy pochłaniało właśnie kolejny kawał mięsa kiedy zobaczyli gnoma. Skinęli mu głową, ale nie oderwali się od posiłu. Elfi mag i ludzki alchemik skłonili się swemu pracodawcy delikatnie. - Dobrego dnia, panie Harpeness. Więc dokąd się wybieramy? - Tak. W sumie niedaleko. - gnom sięgnął do plecaka i wyjął z niego mapę. Wskazał jeden z wielu czerwonych punktów na mapie. Ten najbliższy miasta.- O tu. Inarion zerknął na mapę i kiwnął głową. - Faktycznie. Jakieś powiązania z tym nowym kościołem, czy prywatna sprawa? - Kościołem? A nie… - machnął ręką Baltizar.- To całkowicie prywatna sprawa. Wręcz “rodzinna”. Każda kropka na mapie w teorii jest opuszczoną osadą gnomów. Ruszamy do najbliższej, by sprawdzić, czy rzeczywiście są tam jakieś pozostałości po moim ludzie. Trochę kopania może, na pewno trochę obozowania. Taka relaksująca wycieczka. Nie przewiduję niczego groźniejszego niż zabłąkany niedźwiedź. Barbarzyńcy westchnęli. - Szkoda. Ciągle szukamy odpowiedniego daru dla tej pięknej pani, co z nami podróżowała. Ofun poklepał wojowników północy po plecach. - Łatwe pieniądze chłopcy. Więc kiedy ruszamy? - Dziś jak tylko będziecie gotowi. Pięknej pani… jakiej pięknej… aaaa… mówicie o Kaylie?- zapytał gnom drapiąc się po pobródku. - No w sumie jest śliczna zapewne. Nie mnie oceniać urodę dużych kobiet. Nie ta rasa co ja… nie ten rozmiar.- Machnął ręką. - A co do pięknych pań. Tym razem nie ruszam sam. Córka mojego gospodarza, wyrusza z nami na tą wycieczkę. Zapewne o niej słyszeliście… ma Piwonia na imię i ponoć jak reszta córek Otto jest dobrze znana w mieście. Jako że nasza wyprawa będzie właściwie spacerkiem przez las, zdecydowałem się ją zabrać ze sobą. I jako że jej ojciec jest bardzo bardzo BARDZO opiekuńczy… jej bezpieczeństwo na tej wyprawie to priorytet. Nie ma jej spaść włos z głowy. I trzeba ją traktować z szacunkiem. Inaczej, Otto zrobi mi z tyłko jesień czasów starożytnych, a potem… nie zadowoli się moją zgubą. Wszyscy pokiwali głowami. - Znamy panienkę Piwonię. - odparł Inarion - Jakiś powód, że z nami idzie, czy po prostu po znajomości? - Nudzi się tutaj troszeczkę. A wyprawa jest w zasadzie wycieczką. Połazimy po dziczy. Trochę pokopiemy. Może znajdziemy jakieś skorupy garnków, albo inne pozostałości ekscytujące uczonych. Gnomy słyną z wyrobu biżuterii, ale nie słyną z jej gromadzenia. To domena krasnoludów bardziej. - wyjaśnił Baltizar. - Tych drugich sporo tutaj. - zauważyła elf - Załadujemy wóz i chyba możemy ruszać. - No to ruszamy po obiedzie? Z pełnymi brzuchami i pozytywnym nastawieniem… powinniśmy pod wieczór dotrzeć tu. - wskazał palcem gnom. - Wedle mojej mapy jest tam wioska w której możemy zatrzymać się na noc, nim rankiem ruszymy dalej do celu. Plan został omówiony, cel wyznaczony. Pozostało więc słowa przekuć w czyn i wyruszyć w podróż. Wyprawa pewnie będzie nudna i pozbawiona niespodzianek. Ale Bajarz zawsze cenił nudę i przewidywalność. Niespodzianki ze strony fatum, wedle niego, były zdecydowanie zbyt często przeceniane. Takie historie lepiej się opowiada niż przeżywa.
  • WiredW

    Temat na promocje, obniżki i wyprzedaże książek w formie papierowej lub zdigitalizowanej.


    Może nie darmo, ale nadal uczciwa cena za garść 29 poderków do wysoce cenionych systemów, a zliczyć ich można dobre półtuzina! Polecam gromnie ten HumbleBundle'lek! Tym bardziej, że sam się już w niego zaopatrzyłem! Zdecydowanie i bez zbędnych słów... "Będzie grane!"
  • Pan ElfP

    Podobał mi się bardzo wątek na LastInn, w którym mogliśmy wpisywać sobie nasze życzenia w co byśmy pograli. Czemu by nie wskrzesić tego wątku?
    Niekoniecznie nasze życzenia zostaną spełnione, ale kto wie? Może kogoś czyjeś życzenia zainspirują do założenia rekrutacji 🙂

    Zacznę ja, skoro już założyłem wątek.

    1. Superbohaterowie. Chodzą za mną od jakiegoś czasu. Coś w stylu X-Menów, których uwielbiam.
    2. Wiedźmin.
    3. Śródziemia nigdy za dużo.

    Aberrant?
  • GladinG
    NoiseFeed
    Switch ktoś w pobliżu 10tki?
    Frog? Dingo?
    Potrzebuję coś sprawdzić.
    Mack? Gdzie pedałujesz?
    Frog Koło Alexander. I wracam na hajzę. Co chcesz z 10tki?
    Switch Frog, słuchaj uważnie.
    Shiva, znajoma mojego kontaktu, mieszka w Megabloku 10, mieszkanie 877.
    Nie daje znaku życia od kilku dni.
    Każdy kurier, którego tam wysłano, przepadał jak gówno w rynsztoku po burzy.
    Dosłownie.
    Frog Brzmi jak dobre miejsce na randkę w ciemno.
    Switch Zamówiłem tam Wock’n’Shock – trzy zestawy.
    Ale dodałem coś ekstra – środek przeczyszczający klasy med.
    Możesz przejąć dostawę od kuriera, jeśli chcesz zagrać listonosza…
    Albo poczekać, aż zadziała i wejść pod pretekstem cieknącej łazienki, gazu, czegokolwiek.
    Jak się dostaniesz, rozejrzyj się. Sprawdź, czy jest w mieszkaniu i czy oddycha.
    Jak będzie okazja to ją wyprowadź. Ale nie ryzykuj.
    Na tym etapie chcemy wiedzieć na czym stoimy.
    Frog Głucho pod 877.
    Od 3 dni nikogo tam nie widziano.
    I zioła nie czuć.
    A pono zawsze czuć jak laska w domu siedzi.
    HiFi by mi się zdał.
    Albo mogę poszukać działającego czujnika i alarm przeciwpożarowy odpalić.
    To powinno zdjąć centralne blokady.
    A z zamkiem bym sobie chyba poradził.
    Ale nie wiem. Co robić?
    HiFi Żaba, uważaj na plecy. Jak zamknięte i nikt nie otwiera, a każdy kurier znika...
    Żaba, zadekuj się gdzieś. Bryknę się do ciebie.
    Switch Kontakt z Shivą wymagany najpóźniej do jutra rana.
    Jakieś pomysły na wejście?
    Cieknąca rura, kontrola instalacji...
    Frog, jak to widzisz?
    Ograniczaj ryzyko.
    Frog HiFi przyszedł. Jedziemy z WŁM.
    HiFi Raze, jak mamy mieć pewność, że ją namierzymy to daj nam fotkę tej lali.
    I jak laska się nazywa. Shiva. Shiva co? Kto to jest?
    Dingo Yo,Switch
    masz jeszcze swoje wtyki w MedCenter?
    bo będzie sparwa
    sprawa
    bardziej prywatna
    HiFi Switch, co z tymi fotami? Nie wchodziliśmy na chatę, ale mamy cynk, gdzie panna się dekuje, gdy wchodzi w sieć. Mam namiar na Ferguson. Sprawa robi się bardziej skomplikowana. Wisisz Frogowi dwudziestaka.
    To na pewno znajoma twego kontaktu? Wiesz to na pewno? Za lalą chodził jakiś meks/latino, łańcuch Valentino. Że znajomek od ziomka z Heywood. Czaisz coś z tego? Poszedł za nią wczoraj podobno na Ferguson.
    Możemy sprawdzić mieszkanie albo iść na Ferguson, ale to już jest więcej, niż drobna przysługa.
    Artemida Co wy tam odpierdalacie? Zaraz będę w kwadracie, wbijajcie. Switch ma sucz, ja mam klucz, wy macie mnie bo byście wymarli, jak szczury, jak gnat z kabury zamiera, jak jaj nie ma.
    Nie śpiesz się Raze, chłopaki obiecali mi masaż, a jestem nieco spięta po siłce.
    Jestem przy ekranie. Ktoś potrzebuje supportu?
    Switch @Hi-Fi wysłać ci jeszcze jej dane biometryczne i numer bio-SIG? Jak tam będziesz sterczeć jak chuj w żeńskiej łaźni to się ktoś do was przypierdoli. 500e$ samo się nie zarobi.
    Jasne @Dingo.
    Zależy co trzeba.
    Nawijaj. Zobaczę co da się ukręcić.
    @Hi-Fi 500e$ to chyba nie jest stawka za drobną przysługę?
    Odpuśćcie mieszkanie.
    Stawiam, że jest w magazynie.
    Switch: @Brazil możesz sprawdzić nie zostawiając śladów powiązania
    Magadon Incorporated, Pentex United, Endron International ?
    Dingo muszę znaleźć dawną przyjaciółkę
    jest od kilku miesięcy w NC
    może nie chcieć, żeby ją znaleźć
    mam drzazgę z danymi medycznymi
    pewnie była u jakiegoś rippera
    został jakiś ślad
    mam trochę kasy, jak trzeba będzie gdzieś posmarować
    czy coś
    HiFi @Switch, jesteśmy przy magazynie. Ma aktywne systemy obronne niezłego kalibru. Załatwiły tego Valentino. Jak chcesz, to możemy wysłać ci fotkę.
    @Switch @Brazil macie jak załatwić dane na temat budynku? Wysyłam pinezkę . Poszukamy w razie czego innego wejścia, ale może dacie radę nas jakoś wesprzeć? Plany? Rzuty? Drogi ewakuacyjne?
    Dingo znaleźliśmy ją [Zdjęcie]
    Switch @Brazil: Sprawdź BlackVault. Otagowanie? Mam się martwić? Ogon?
    @All: Dobra robota chłopaki.
    Frog Wbijamy na balety do Edry. Czekać na ciebie Switch??

    NoiseFeed HiFi, Leon Arville Leon Arville „Śpisz? Ciągle mogę na ciebie liczyć?” HiFi No chyba HiFi Stary, cały wieczór zasuwam, żeby jakoś kasę na transakcję uzbierać HiFi Siedzę teraz i dłubię HiFi Na 3 strzelby powinno się udać HiFi Gdyby trzeba było zebrać 5szt i 5 smartgogli... HiFi Też chyba dam radę HiFi Jutro będę wiedział coś więcej HiFi A co do tego drugiego... HiFi Jak chcesz coś obgadać, to jestem sam na chacie HiFi Reszta wybyła, nie wiem, o której wrócą HiFi Ja jeszcze chwilę będę pracował HiFi Jak wolisz osobiście, to adres znasz
  • SeachS

    Hejka ludzie i ludziska,
    @arvee, @abishai
    Zell pomaga mi z wrzucaniem sesji (ona wkleja, dźga mnie i mówi "edytuj").
    Trochę zajmie, ale sądzę, że niedługo dogonimy sesję.


    Już za długo zwlekałam by doca wrzucić. Myślałam, że coś napiszę jeszcze, ale choroba pokrzyżowała plany to tylko z doca poszło.
  • ZellZ

    Nie wgrywałam wam avatarów jakbyście sami chcieli próbować jak to działa. 🙂 Muagorowi i Sirionowi wgrałam, bo oni chyba przestali z nami grać, zobaczymy.


    Rehabilitacja się skończyła, ale choroba wzięła, więc myśleć nie idzie.
  • GaranilG

    @nami @arthur-fleck @mareenk @milob Już niebawem rozpoczniemy sesję, właśnie ogarniam wszystko, muszę też zrobić discorda na którego was zaproszę. Proszę wybaczyć opieszałość, ale dopiero poznaję system "budowania" podforum na Rolltelingu, ale na szczęście jest intuicyjny.

    Post niebawem, będę was informował na bieżąco.


    Cięcia były
  • JhnWJ

    Cześć.
    Mieliśmy podobny temat na starym forum, dostarczył mi on masę radości, mam nadzieję, że Wam również. Zatem wracamy 🙂
    Od razu napomknę o jednej rzeczy, proszę obserwować i dawać like na naszym profilu na FB. Naprawdę to pomaga.


    Pojawiła się nasza prosta strona www pod adresem rolltelling.pl który do tej pory po prostu przekierowywał na forum. Główna motywacja zrobienia tej strony to aspekt SEO. Ale może kiedyś urośnie
  • slann22S

    Czy zdarzyło wam się czytać sesję tutaj lub na Last in? Podejrzewam, że przynajmniej niektóre sesje moje bywają czytane sądząc po ilości wyświetleń, A w przypadku innych jest na pewno podobnie. Czy zdarzyło wam się czytać czyjąś sesję?


    Hm... zazwyczaj czytam tylko "własne" sesje, ale... na starym LI była sesja z Strixhaven (złożyłem podanie, nie dostałem się do tej sesji), a byłem bardzo ciekawy fabuły i BG, więc tą jedną jedyną sesję sobie czytałem, w ramach absolutnego wyjątku od reguły ( xD).
  • BrilchanB

    [B]Influence Cobalta Seniora zasiane[/B]

    Mephisto uniósł rękę jak uczeń zgłaszający się do odpowiedzi:
    -[I] A nie jest tak, że aktualnie Blue Collar jest zarządzana przez Cobalta Dash, a my wszyscy podlegamy bezpośrednio jemu? Czy w takim razie z wszelkimi propozycjami nie powinniśmy najpierw iść do niego? Zwłaszcza to kogo zatrudni? [/I]

    Gabrielle Hawke założyła ręce na biodra zanim wymieniła:
    -[I] Bo mój dziadek nie miał bogatych rodziców, którzy fundnęli mu studia i fundusz na firmę, tylko sam zarobił na swoją agencję i fundacje? Przetrwał na ulicy jak go wywalili z domu kiedy miał 11 lat? A bez dyplomu jakieś przereklamowanej uczelni zna 3 języki obce. A ktokolwiek przygarnął dziadka w Chicago to przynajmniej, bo go chcieli, a nie komuś pękła guma. Miał bliski kontakt z Mrocznym Feniksem i przeżył? Zamiast marudzić na to jak “kiedyś było wspiera swoją” fundacją LGBT, cywilnych mutantów i ogarnia social media? Bo to nie jest kwestia jednorazowej gafy, tylko różnic stylu, które są zbyt wykluczające.
    -W porządku, rozumiem… -[/I] Hawkman uśmiechnął się smutno -[I] Opowiadam rzeczy brzmiące jak niestworzone, zadawałem się z ludźmi działającymi na pograniczu prawa i jestem wdzięczny, że mi pomogli kiedy nie miałem nic, czytam książki, które lądują na listach zakazanych. Jeśli wolisz, żebym nie przebywał z twoim wnukiem sam na sam to rozumiem.

    ALE już poprosił mnie o spotkanie informacyjne, uważam, że skoro jest na tym świecie, skoro jestem jedną z osób, które nawaliły z Mrocznym Feniksem, to Cobaltowi Blue się należą informacje. Choć skoro obaj jesteśmy w wieku kiedy coraz więcej przyjaciół jest na cmentarzu to możemy pogadać przy kawie… Cokolwiek było między nami… Austachy, to nie dotyczy mojej wnuczki. Masz tą szlifierkę na beton?
    -Niby czemu miałbym mieć? [/I]- burknął Dallen senior- [I] Cieszę się wnuku, że na tyle chociaż rozumiesz swoją sytuację. Młodzież winna jest szanować opinie starszych albowiem przemawia przez nich doświadczenie. Ej, Hawke a ty dokąd? [/I]

    Hawkman przewrócił oczami, przesunął się ku dziurze po Dianie:
    -[I] No to skoro jestem tutaj po cywilnemu, to powinienem dać się uratować jako cywil, żeby oszczędzić na chryjach… Albo dać młodzieży dorobić punktów. Gabby, skoro poczekamy na szlifierkę możesz iść ze mną. Równie dobrze możemy pooglądać po co przyszliśmy. Zwłaszcza, że jeśli nie daj jeden eksponat uszkodzili, to ja będę musiał wypisywać papiery do 3 muzeów. Liczcie do 100 i możecie iść po mnie i legitymację Sewer Rata. Kto wie może mam ją w kieszeni? W końcu jestem znany z kleptomanii? A właśnie! Pamiętasz, że twój zakaz na wejście do chicago został odwołany z 18 lat temu. Skoro druga strona paktu nie żyje. [/I]

    [B] Przejdźmy gdzie indziej? [/B]
    Dean wyglądał tak jakby chciał być gdziekolwiek indziej niż przy starym Cobalcie. Przeniósł uwagę ostatecznie na resztę drużyny :
    -[I] No cóż… Z tego co mówił Sewer Rat to tam nadal kręci się jeden starszy cywil. Wypadałoby go bezpiecznie wyprowadzić z Muzeum. Sprawdzić czy ktoś się jeszcze nie schował. A i ja jeszcze nie widziałem Cementona, a raport trzeba spisać. Nie powinniśmy się też oddalać od Strzygi, a Pan Cobalta powinien znać procedury lepiej od nas. To co idziemy? Pomożemy też Sewer Ratowi pozbierać jego rzeczy [/I]

    [i]- Hm… mogę nas wszystkich skierować w stronę starszego pana i Cementona, to żaden problem. -[/I] powiedział Sewer Rat - [I] I choć wątpię, by Strzydze stała się jakaś krzywda, to lepiej może się nie rozdzielać? Proszę pójdźcie za mną, wszędzie Was zaprowadzę, znam drogę [/I]- powiedział, po czym pomachał ręką w powietrzu, aby zachęcić swoich nowych znajomych do podążenia za nim.
    -[I] Tak, tak - nie chcemy zdarzeń jak ze slashera - pierwszy umiera ten kto powie “Zaraz wracam”, rozdziela się, czy należy do mniejszości… No widzę, że znasz się na rzeczy Sewer Rat [/I]- Mephisto w przyjacielskim geście klepał po plecach nowo poznanego bohatera. -[I] Jesteś rozsądnym człowiekiem. Świetnie. Przemyśl i się prześpij z dalszymi decyzjami. Też kiedyś robiłem solo, ale rozumiem, że niektórzy mają powody w tym zostać [/I]
    …tym bardziej, że po chwili zaczął pisać do Człowieka przy Monitorze:
    [I]”Weź znajdź mi co się da o działalności Sewer Rat. Wszelkie oznaki niezrównoważenia do zgłoszenia. Jeśli dasz radę to i cywilną wersję” [/I]

    [b]Diana w muzeum[/b]
    Strzyga usłyszała za sobą głos Hawkmana:
    -[I] Panienka… ekhm szanowna Strzyga i mi kopsnie egzemplarz? To coś ciekawego? [/I]- wskazał na egzemplarz “Ludzkich przepisów”. Wnuczka podtrzymywała go pod ramię.
    -[I] Dziadku, odpuść… [/I]- wymamrotała- [I] Jak nic ukradła… Już lepiej chodźmy do tej gabloty w dziale herosów [/I]
    -[i] A ja nie znam tego muzeum… Jestem tutaj pierwszy raz więc niczego nie pokażę… Ja tam kiedyś czytałam o Beef-manie, ale to może być anegdota. A książka jest o średniowiecznej kuchni, taka edukacyjna dla całej rodziny i ja nie kradnę [/i] - Powiedziała Diana Patrząc groźnie Na młodą skrzydlatą dziewczynę.

    Skrzydlata spróbowała wykrzesać z siebie równie groźne spojrzenie, co zniwelowało, że była dużo drobniejsza od rudowłosej. Dianie wydawało się, że mogła najwyżej przerastać Joan Murphy.
    -[I] Ucielo, to że ja kradłem za młodu nie znaczy, że każdy to robił. Nawet z biedy… [/I]- Hakman zabrzmiał na rozbawionego -[I] A który Beefman, Strzygo? Znałem jednego Beefa i parę razy dla niego stałem na czatach do muzeum... Kto by pomyślał, że teraz to JA będę odpowiadał za eksponat muzealny? Potrzebuję sprawdzić czy nadal stoi w dziale “Superherosów” mój pierwszy kostium. Bo nie daj coś się z nim stało, to grozi mi raportowanie do 3 instytucji kulturalny. Durne, ale się zobowiązałem… Może szanowna Strzyga pójdzie z nami? [/I]

    Dashing Cobalt Blue pytania zadaje Dziadkowi

    Eddie poczuł pewną sympatię dla Hawkmena i jego wnuczki po tym małym biogramie który ta ostatnia zaprezentowała, skojarzyło mu się to z piosenką “She’s Rebel” zespołu Green Day choć płeć podmiotu lirycznego się nie zgadzała reszta pasowała do Pana Jastrzębia bardzo zgrabnie. Wodniak puścił sobie cicho melodie w zapętleniu na jednej ze słuchawek co pomogło jego nadaktywnemu ADHD-owemu mózgowi zachować nieco więcej skupienia czego potrzebował bo zamierzał skorzystać z tego że został z seniorem rodu Dallenów sam na sam i zadać mu ważne pytanie:
    [i] Dziadku dręczy mnie jeden problem a skoro jesteś taki kochany i dzielisz się z nami swoim doświadczeniem to chciałbym poprosić cię o radę: Czuje się zagubiony! Mam zabić świadomą istotę nawet jeżeli to jest demon zrodzony ze zła który chce zostać złym bogiem to mam wątpliwości moralne a Matka Biologiczna jest boginią więc ma nieludzką perspektywę i moralność… Dlatego poprosiłem Pana Hawkmena o opowieść na temat jego walki z Królem Feniksem, bo muszę się przygotować do tej walki, ale będę szczery, Dziadku czuję się wściekły i skrzywdzony że Matka zdecydowała się mnie urodzić tylko po to żeby nasz świat miał broń przeciwko jakiemuś złemu bóstwu! A przecież twoje zasady i reguły według których żyją herosi Helcyon City to “Nie zabijaj” co mam zrobić ? Co ty byś zrobił na moim miejscu Dziadku - Edulan pozwolił aby rozpacz i zmartwienie które na co dzień krył przed innymi pokazały się w jego wzroku i głosie.*[/I]

    // Mechanika używam ruchu Legacy: Words of the Past więc Dziadek musi dać Eddiemu szczerą odpowiedź i poradę.

    Cobalt Senior prychnął:
    -[I] Ależ Mroczny Feniks to jest magiczny pasożyt. Magiczny, więc ma efektywniejsze działanie , ale w gruncie rzeczy nie myśli o niczym więcej niż tylko jak się najwięcej nażreć. Nie ma w tym nic z inteligencji. Im dłużej dać temu żyć tym więcej osób zaszkodzi. Żadna z ofiar nie zrobiła się mądrzejsza.

    Wiem po przykładzie syna Hawkmana… Niby dorosły z dyplomem i rodziną, a nic nie pomyślał, że to dziwne skąd na niego spadła ta moc ognia. Czy czar, meteoryt czy nieudany eksperyment? Od razu zaczął się bawić jako “Feniks”. A parę miesięcy później oszalał siejąc strach i zniszczenie. Do rozumu jakoś Hawkman też nie przemówił ani synowi ani Mrocznemu Feniksowi, więc tym bardziej skąd myśl, że to coś ma rozum? I będą następni dopóki ktoś tego nie zatrzyma[/I]


    Sewer Rat nie uznał za stosowne komentować zachowania dziadka Dallena - dosyć już mu o tym powiedziano i to, czy w potrafił wysłuchać innych czy też niie było wcale jego problemem. /- Hm... Mógłbym pan przestać się... Wygłupiać? - w jego głosie brzmiało wyraźne powątpiewanie - Nawet jeśli to, co mówi pan o Hawkmenie jest prawda - w co wątpię - to romans z mężczyzną czy inna Włoszka to żaden grzech. Boże, co to za mentalność z XIX wieku?! Cała masa ludzi ma romanse i nie ma o co się oburzać. Chryste, co to za problemy w ogóle?! - Tak, chodźmy do Ackermanów... - dodał. ROLL: 9 (3 + 6) Prove them wrong
  • GladinG

    Od sesji @Ketharian'a na LI w czwartej edycji warhammera, czyli od jakiegoś roku, oświeciło mnie, że czwarta edycja jest zła.

    Co ciekawe, grałem wcześniej na czwartej edycji. Niedużo, bo niedużo, niedokończoną kampanię na discordzie (jakieś 5-6 sesji) oraz chwilę PBFa na LI. Wtedy nie miałem problemu z czwartą edycją, bo generalnie nie przejmowałem się mechaniką.

    Ale nie o tym ten wątek. Powyższe pchnęło mnie do zapoznania się z podręcznikiem do Gurpshammera. O tej odmianie młotka słyszałem dawno, nawet miałem już pobrane materiały, które sobie leżały na dysku. Ale zainteresowanie graczy było na tyle niewielkie, że temat drzemał.

    Teraz jednak jestem już po lekturze. I co mogę powiedzieć?

    Gurpshammer 2.0 jest fanowskim darmowym dodatkiem. Abyście go nie musieli szukać po sieci, udostępniam wam łącze. Gurpshammer 2.0 jest przygotowany dla GURPS 4ed.

    Na początek... bardzo fajnie zaczęło mi się czytać. Widzę, że podręcznik jest czymś pomiędzy pierwszą a drugą edycją, chociaż szata graficzna oparta jest na pierwszej. Ale też zostało tam wiele rzeczy fanowskich z okresu, gdy oficjalnych materiałów jeszcze było mało.

    Podręcznik nie jest pozbawiony błędów edytorskich. Jest ich całkiem sporo, jak chociażby użycie bostonian zamiast bretonian czy błędne określenie położenia Kislevu na północnym-zachodzie zamiast północnym-wschodzie. Są to jednak błędy jednorazowe, których nie wyłapała korekta. Bardziej mnie bolało nazywanie stolicy krasnoludów jako Caraz-a-Carac (a nie Karaz-a-Karak) w początkowej części podręcznika.

    Świat młotka jest też nieco inny. Mam ogólne wrażenie, że praktycznie wszystkie twierdze krasnoludzkie w ten czy w inny sposób upadły, a trzymają się jedynie odizolowane małe punkty oporu.

    Halflingi też wydają mi się bardziej tolkienowskimi hobbitami, niż młotkowymi cwaniakami. Ale może już za dużo zapomniałem z pierwszej edycji i nie pamiętam, jak to było na początku.

    Tak jak wspomniałem, fajnie mi się czytało podręcznik. Zaczyna się od krótkiej historii świata, która mimo to zawiera najważniejsze szczegóły, od Slannów, przez Nekeharę, aż po Karla Franza.

    Potem następuje opis świata. I mimo, że nie jest on rozbudowany, to jednak podręcznik opisuje krainy i miasta Starego Świata: Estalię, Tilę, Kislev, Bretonię, Jałowe Krainy, Księstwa Graniczne, Złe ziemie. Wspominając o tym jak wyglądają poszczególni mieszkańcy, co jest źródłem ich dochodów, jak podchodzą do zagrożeń chaosu itd.

    W sekcji tworzenia postaci ludzkich będą wzmiankowani ludzie z Albionu, Kurgani, Hungowie, Kataj, Nippon, Arabia... są to na ogół różnice kosmetyczne ale miło, gdy podręcznik, który raptem ma 150 stron (a więc połowę tego co podstawka do 4ed) wspomina o tych krainach i miejscach.

    Na trzech stronach (42-44) znajdziemy też opis zakonów rycerskich, których wymieniono 14. Bardzo wygodne, że nie trzeba szukać informacji podstawowych po 14-tu podręcznikach (kamyczek do ogródka 4. edycji).

    W dalszej części zaczynam odnosić wrażenie, że starano się dokończyć pisanie trochę na skróty, często robiąc kopiuj/wklej.

    Generalnie, jeżeli ktoś chciałbym sam się pobawić nad próbami tworzenia postaci do GURPSa, to w zupełności wystarczy mu kilka ostatnich stron, gdzie są opisane konwersje z 1ed i 2ed na GURPSa, oraz może sekcja tworzenia postaci od strony 36. Całą resztę podręcznika można sobie odpuścić. Nadmienię, że GURPS ma darmową wersję Lite ze zbiorem podstawowych zasad.

    Obecnie wgryza się w temat i mam plan, aby bo wakacjach wrócić z rekrutacją do kontynuacji sesji w Khazid Aldum.

    Liczę na to, że mechanika GURPSa rozwiąże wiele problemów, z którymi się borykałem w poprzednich sesjach. M.in. problem z połączeniem bohaterów krasnoludzkich z ludzkimi (kolosalne dysproporcje w ekwipunku startowym). Jeżeli planowana rekrutacja dojdzie do skutku, to sesja będzie otwarta na ludzkich i niziołkowych bohaterów, mam też plan jak ich dołączyć.

    Wydaje mi się, że mechanika GURPSa rozwiąże wiele bolączek 4ed, jak zakres stosowania wiedzy czy rzemiosła, zbyt szerokie zakresy... np. umiejętność inżyniera w gurpsie służy do projektowania, ale można ją też wykorzystać jako bazę (z modyfikatorem -4) do tworzenia rzeczy. I vice versa. Do tego inżynieria i odpowiednie rzemiosło dzielą się na zakresy. Np. osobna umiejętność jest do artylerii, osobna do mechanizmów, osobna do górnictwa, osobna do małych broni palnych itd. itp.

    Oprócz tego, inżynier mający umiejętność np. inżynieria (broń palna) może też wykonywać wszystkie inne prace inżynierskie z ujemnym modyfikatorem -4. Czyli inżynier może robić szeroki zakres rzeczy nawet, jeżeli się w nich nie specjalizuje. Ale oczywiście nie będzie w nich tak dobry, jak specjalista.

    Gracze też (na 4ed) często chcieli mieć umiejętności wykraczające poza standardowy schemat rozwoju. W Gurpsie to nie problem. Można zbudować sobie własną postać wedle własnego uznania. Może to być krasnolud specjalizujący się w łuku, potrafiący się wspinać, tropić i kamuflować. Może to być ludzki inżynier, który korzysta z broni palnej (w 4ed ludzki inżynier niby miał umiejętności, by z niej korzystać, tylko autorzy jakoś nie wyposażyli go w odpowiedni sprzęt).

    Zabieram się do pracy, czytam, robię notatki, rozgryzam system. W tym wątku będę wrzucał moje przemyślenia, a zainteresowanych dyskusją na temat mechaniki Gurpshammera, zapraszam do używania go w tym celu.

    Nauczony doświadczeniem spiszę sobie rzeczy w mój własny podręcznik. Poniżej pierwszy projekt okładki dla mojego Gladinhammera(GURPS) przygotowany przez AI.

    text alternatywny


    Inżynier jako domyślnie projektant, a rzemieślnik z karą brzmi spoko. Tak samo inżynier mogący testować inżynierskie gałęzie spoza własnej specjalizacji, tylko z karą, jest fajnym rozwiązaniem. Do tego pasuje do historycznego modelu edukacji inżyniera, który z akademii znał teoretyczne podstawy wszystkiego, ale praktykę i doświadczenie nabywał dopiero w konkretnym zawodzie. Mogę też dodać od siebie, że w GURPS bronie palne są silne, ale długo się przeładowują (co akurat było w 4e, natomiast gorzej z tym w 2e). Co pasuje do uniwersum i jest realistyczne.
  • MarrrtM

    Chciałbym się z Wami podzielić… może nie obserwacją, bo jaki świat jest każdy widzi, ale wrażeniem z tej obserwacji. Ostatnio w oczy mi wpadł wycinek wywiadu z Olgą Tokarczuk. Można twórczość tej pani lubić, można nie lubić. Nie sposób jednak nie docenić. A przez to nie pochylić się nad jej wypowiedzią, której sednem jest, że wykorzystuje AI w swojej twórczości. Wywołała ta wypowiedź bardzo słuszną moim zdaniem burzę w internetach. Wznosząc się zaś na masach kotłującego się powietrza chciałbym zarzucić tu na wędkę pytanie o światek PBF.

    Czy AI powinno być elementem PBF?

    Moje zdanie jest w tej kwestii stronnicze. Nawet nie będę udawać, że staram się być obiektywny. AI weszło już dość jawnie i na pełnej parze w grafiki. Zdolni gracze i mistrzowie pełnymi garściami czerpią z rezerwuaru dobrodziejstwa jakim stała się szybka kalka graficzna z wyobraźni na papier. Sesje pękają w szwach od grafik postaci z tymi charakterystycznymi dla AI obliczami nie wyrażającymi moim skromnym zdaniem kompletnie niczego poza naszym karykaturalnym odbiciem w oczach robota. Kijem Wisły się nie zawróci. Maszyna do pisania kiedyś też była narzędziem szatana. Ale pierwotny artyzm graficzny już teraz dogorywa i zadowalamy się łatwo, szybko i indywidualnie pichconą wtórną mielonką pozyskaną z tego co zżarły modele graficzne. Ale mówimy tu o modelach AI graficznych, których wykorzystanie nie jest… hmmm… sercem PBF.

    Wróćmy do narzędzia pracy pani T., czyli modelu językowego. Nie trzeba być pisarzem, żeby wiedzieć jak ciężki to kawałek chleba żyć ze swojego pióra. Gro niewielkiej i tak ceny książki/audiobooka i tak zjada wydawca. Czemu się wzdragać przed myślą, że AI pisarzowi/MG/graczowi zwiększy wydajność?
    Z dwóch przyczyn. 1) Z przyczyny osobistej. 2) I jakkolwiek górnolotnie to nie zabrzmi, ad maiorem dei gloriam.

    1. Nie wiem jak Wy ale ja podchodzę zarówno do książki, jak do gry jak do formy… relacji. RPG i książka to dzieło wyobraźni. A wyobraźnię postrzegam jak sferę nader osobistą. Czasem nawet intymną. Jako gracz i czytelnik czuję się trochę jak głodny stołownik, który przychodzi do kucharza ciekaw co też mu on przyrządzi. Może mi to smakować, albo nie. Ale nie mogę niedocenić starań kucharza. Co najwyżej więcej do niego nie zawitam. I tak są autorzy i MG, których kijem nie dotknę choć szanuję ze względu na ich tytaniczny wkład własny. Ale jeśli kucharz zaserwuje mi zupę instant, albo pizzę z mrożonki, to z całym szacunkiem dla żywności przetworzonej, czuję się oszukany. Bo ja tę wyobraźnie przed nim otwieram, a dostaję wygenerowaną przy użyciu kilku chwil papkę.

    2. Pani T. ma wyrobione nazwisko. Może tworzyć dzieła z wykorzystaniem AI znacznie szybciej i wydajniej nie siląc się na konieczność przebicia głową przez mur wydawniczy, czy selfpublishing. Jednocześnie coraz mniej tworzy własnymi siłami. Koszt zdrowotny, czasowy, pieniężny. Wszystkie przemawiają za maksymalizacją zawartości AI względem własnej. Randomowy pisarz może sięgnąć po ten sam algorytm językowy i tworzyć jakościowo podobne treści, ale nie nazywa się Tokarczuk. Nic nowego. Odcinanie kuponów. Śpiewka stara jak świat. Taki mamy klimat. Ale RPGi, a zwłaszcza PBF to fun twórczy, a nie zarobkowy. Nie zarabiamy na poświęconym tu czasie ani złotówki. Co więcej, poświęcony tu czas moglibyśmy przeznaczyć na pracę i więcej zarobić. Piszemy tu dla szeregu czysto egoistycznych przyjemności: 1) bycia przeczytanym, 2) łapek w górę 3) interakcji na poziomie wyobraźni 4) przeczytanie czyjejś odpowiedzi na własną twórczość i pętli własnej odpowiedzi na tę odpowiedź. 5)... napewno jest jakieś 5, ale nie mam pomysłu. Nie ma się co oszukiwać. PBF jest najpróżniejszą częścią społeczeństwa RPG. Chwalta nas! I tak jak pani T. w pogoni za optymalizacją efektów (więcej dobrych książek - więcej kasy) ulegamy pokusie optymalizacji efektów (więcej dobrych postów - więcej przyjemności). Tylko, że zarówno te książki jak i te posty tak naprawdę to robi się pulpa z tego co już było. Pani T. przestaje pisać i już tylko rzuca pomysłami zrównując się randomem. My przestajemy pisać. Świat nie rozpieszcza. Goni. Zdrowie. Kasiura. Rodzina. Jeśli można osiągnąć ten sam (albo lepszy!) efekt mniejszym nakładem sił własnych to czemu nie? Tylko, że ilość pulpy pisarskiej i graficznej pozostaje constans na wiele lat, bo modele się obżarły z zapasem. Nie ma nowej, bo “nowa” to przemielona stara. I jako ojciec nastolatków jestem przerażony, że w świecie moich dzieci "twórczością" będzie się nazywało to co na prośbę człowieka stworzył taki utyty model językowy.

    Dlatego finiszując moją walkę z wiatrakami chciałbym rzucić pod rozwagę znakowanie sesji. Z zawartością językowego AI i bez zawartości językowego AI. Wiem, że oszukiciarza, który i tak wykorzysta AI językowe, ale będzie się zarzekał, że sam pisze i tak się nie wykryje, ale… Przynajmniej nie będzie legitymizowania tego procederu.


    @Gladin, z samochodem miałem na myśli raczej użycie z konieczności, a nie z wygody, żeby oszczędzić sobie pięć minut. Choć... gdy pada, wszędzie błocko albo upał taki, że oddychać ciężko, to ja bez namysłu wybrałbym jednak samochód. Czy forum jest jak bieżnia? Nie wiem. Dla jednych pewnie tak. Dla innych to po prostu oderwanie od codzienności, możliwość zanurzenia się w czymś innym, sprawdzenia się kreatywnie i stworzenia czegoś ciekawego. Dla czytelników może to być z kolei trochę jak czytanie książki. W jednym na pewno się zgadzamy: też jestem przeciwnikiem oddawania AI myślenia za nas. Wydaje mi się, że to wybrzmiało już w moich wcześniejszych postach, ale jeśli nie, to niniejszym prostuję i podkreślam. I to jest ta zatarta granica, którą się łatwo przekracza. Owszem, można się z tym zgodzić. Co nie zmienia tego, że zgubiłeś po drodze wysiłek. Że nie biegniesz już na bieżni. Bo z wygody nie wkładasz wysiłku, wolisz, by ten wysiłek poniósł ktoś inny. Żeby kto inny pobiegł na tej bieżni. Ogólnie się z tym zgadzam. Kwestia polega na tym, ile realnie oddajesz AI, a ile sam redagujesz, wybierasz, odrzucasz i kontrolujesz. To śliski temat. Pytanie tylko, ile dany wysiłek jest wart w konkretnym kontekście. Weźmy korektę pisowni i gramatyki. Owszem, mogę wziąć do ręki papierowy słownik i sprawdzić wszystko ręcznie. Mogę też użyć narzędzi wbudowanych w przeglądarkę, Worda albo cokolwiek, z czego akurat korzystam. Mogę też wrzucić tekst bez korekty. Nie wiem, czy korzystanie z papierowego słownika uczyniłoby ze mnie lepszego pisarza. I nie wiem, czy to w ogóle jest moim celem, kiedy piszę tutaj na forum. Raczej nie. Wiem za to, że poprawny tekst czyta się przyjemniej. Ba, zdarzało mi się kiedyś obrywać za pisownię. Na swoją obronę dodam, że były to czasy przed powszechną korektą w przeglądarce i krótko po moim powrocie do Polski. W Polsce chodziłem do szkoły tylko do trzeciej klasy, potem wróciłem od razu na maturę, którą jakimś cudem nawet zdałem. Cuda się zdarzają. Rozumiem niechęć. Rozumiem przywiązanie do robienia czegoś samemu, a nie wyręczania się automatem. Nie chodzi mi też o przekonywanie Cię na siłę ani o przerzucanie się przykładami. Pełen luz. AI jest tematem nowym, kontrowersyjnym i słusznie budzącym opór. Ja traktuję ją jednak jako kolejne narzędzie. Mocne, ryzykowne i łatwe do nadużycia, ale nadal narzędzie. Są obszary, w których AI realnie pomaga i moim zdaniem nie warto zamykać się na nią całkowicie. Nie rozumiem, dlaczego masz z tym problem. Dla mnie to oczywiste. Kalkulator odmóżdża. Komputer, smartfon, odmóżdżają. Nawigacja odmóżdża. AI odmóżdża. Używać, używamy, owszem. Może wcześniej ująłem to niezgrabnie. Mam podobne anegdotyczne doświadczenia. Ręce opadają, kiedy prowadzę rekrutacje nowych programistów. Ale czy profesor fizyki odmóżdży się dlatego, że używa kalkulatora albo komputera? Raczej nie. Tak samo programista nie staje się automatycznie głupszy dlatego, że używa IDE, debuggera czy wyszukiwarki. Problem nie leży w samym narzędziu, tylko w tym, czy ono wspiera kompetencję, czy ją zastępuje. Są zresztą badania, które częściowo przyznają Ci rację, ale niekoniecznie prowadzą do wniosku: "młodzi są głupsi". Risko i Gilbert opisali zjawisko cognitive offloading, czyli przerzucania części pracy poznawczej na narzędzia i otoczenie. Sparrow, Liu i Wegner w badaniu znanym jako Google effect pokazali, że kiedy ludzie spodziewają się, że informacja będzie później dostępna, gorzej pamiętają samą informację, a lepiej pamiętają, gdzie ją znaleźć. Dahmani i Bohbot badali z kolei używanie GPS-u i jego związek z gorszą pamięcią przestrzenną przy samodzielnej nawigacji. Czyli tak: technologia naprawdę może zmieniać to, co ćwiczymy i co zapamiętujemy. Kalkulator może osłabić rachunek mentalny. GPS może osłabić orientację w terenie. AI może osłabić samodzielne wymyślanie, jeśli człowiek zacznie się nią podpierać przy każdym kroku. Ale to nadal nie jest to samo, co proste: "ludzie stają się głupsi". Raczej zmienia się profil kompetencji. Część umiejętności zanika albo słabnie, bo przestaje być codziennie wymagana. Inne umiejętności stają się ważniejsze. Kiedyś trzeba było pamiętać numery telefonów, dziś trzeba umieć filtrować informacje, sprawdzać źródła, poruszać się po systemach, ogarniać narzędzia, procesy i interfejsy. To nie zawsze jest piękniejsze. Czasem jest wręcz paskudnie bieda-cyberpunkowe. Ale to nadal bardziej przesunięcie kompetencji niż prosty zanik inteligencji. Są też badania nad IQ i tu obraz jest ciekawy. Przez większość XX wieku wyniki testów poznawczych rosły — to tzw. efekt Flynna. Potem w części bogatych krajów pojawiło się spowolnienie albo odwrócenie tego trendu. Bratsberg i Rogeberg pokazali na danych norweskich, że zarówno wzrost, jak i późniejszy spadek wyników da się obserwować także wewnątrz rodzin, co mocno sugeruje czynniki środowiskowe, a nie prostą zmianę biologiczną populacji. Teasdale i Owen opisywali podobne odwrócenie trendu w danych duńskich. Tak z grubsza i lekko upraszczając: w wielu bogatych krajach szczyt surowych wyników testów poznawczych wypada gdzieś między kohortami urodzonymi w latach 70. a testowaniami z końca lat 90. Dla przeciętnego 25-latka oznaczałoby to, bardzo ostrożnie, że osoby mające 25 lat około 1995–2005 mogły być blisko szczytu w niektórych krajach i na niektórych testach. Skala tych zmian też nie uzasadnia apokaliptycznych wniosków. W danych duńskich spadek między 1998 a 2003/2004 wynosił około 1,5 punktu IQ, czyli mniej więcej jedną dziesiątą odchylenia standardowego. To mało na poziomie pojedynczego człowieka, choć przy całej populacji może już być widoczne statystycznie. W danych norweskich trend po szczycie jest wyraźniejszy, ale nadal mówimy o zmianach rozłożonych na kohorty i dekady, nie o nagłym "ogłupieniu" jednego pokolenia. Jeśli chodzi o Polskę, PISA 2022 pokazała spadek wyników względem 2018 roku, ale polscy 15-latkowie nadal byli powyżej średniej OECD z matematyki, czytania i nauk przyrodniczych. To nie pasuje do prostej tezy, że przeciętny młody człowiek nie potrafi już nic policzyć. Z kolei badania dorosłych kompetencji OECD/PIAAC 2023 też nie dają czystego wniosku: "starsi mądrzy, młodzi głupi". Jest tam sporo problemów i spadków, ale obraz jest bardziej skomplikowany niż anegdota z jedną babcią i jednym kandydatem. Jeśli ktoś aplikuje na stanowisko kupca albo sprzedawcy i nie potrafi choćby oszacować takiego wyniku, to jest problem. Zastanawiam się tylko, ile w tym kwestii inteligencji, a ile szacunku i woli wysiłku. Mam poczucie, że wiele młodych osób kolokwialnie mówiąc olewa obowiązki, bo ma za dobrze. Nie muszą się starać i wysilać, bo wszystko dostają na srebrnej tacy... Co widać coraz mocniej, to raczej spadek koncentracji i odporności na ciągłe rozpraszanie. Nie dlatego, że młodzi są głupsi, tylko dlatego, że żyją w środowisku nieustannego przełączania uwagi. Scroll, powiadomienie, filmik, komunikator, druga karta, trzecia karta, szybka dopamina. AI jest kolejnym elementem tego środowiska, ale nie jego początkiem. Do samej kreatywności też są ciekawe dane. Doshi i Hauser w badaniu z 2024 roku pokazali, że generatywna AI może poprawiać ocenę pojedynczych tekstów — zwłaszcza u osób mniej kreatywnych według użytej miary — ale jednocześnie zmniejszać różnorodność tekstów w całej grupie. To bardzo pasuje do obaw o "uśrednianie" twórczości. AI może pomóc jednostce napisać sprawniejszy tekst, ale jeśli wszyscy biorą inspirację z podobnego modelu, w efekcie możemy dostać więcej tekstów poprawnych, a mniej tekstów naprawdę różnych. I tutaj chyba dochodzimy do sedna PBF. Jeśli ktoś używa AI tak, że przestaje ćwiczyć własny głos, własną pomysłowość i własne decyzje, to faktycznie szkodzi sobie i zabawie. Jeśli AI biegnie za niego na tej bieżni, to po co w ogóle przyszedł na siłownię? Jak każdego narzędzia, AI da się użyć rozważnie i z korzyścią dla siebie, ale też nieodpowiedzialnie. To jest szeroki temat. Na pewno nie jestem ekspertem i nie piszę tutaj w absolutach. Po prostu mam nadal trochę zaufania i nadziei do ludzi. Naiwne? Być może. Ale ktoś musi trzymać świeczkę w tym lochu, zanim przyjdzie AI i wygeneruje nam "klimatyczne, mroczne, pełne napięcia zakończenie z domieszką szarej papki". THE END.
  • GurenG

    Komentarze


    @Kaworu napisał: Popieram UwU Szczurki-chowance, Einstein i Darwin UwU Ok, brzmi fajnie Uwzgledniam, że w przeciwieństwie do @kaworu mój Boomer jest wielce wkurzający, ale może mnie zaskoczycie względem doboru Influence Pytanie do @brilchan jaki jest stan cywilny dziadka Cobalta?
  • DhratlachD

    Do czego służy ten temat?

    Do wymiany, bądź podarowania innymi chętnym, posiadanych nadmiarowych kluczy gier, których sami nie mamy jak użyć, lub po prostu nie chcemy użyć.

    Dla przykładu. Kupujesz na https://www.humblebundle.com/ i nagle okazuje się, że już coś masz, albo nie chcesz? Dajesz znać tutaj. Są dwie opcje:

      1. Dajesz informacje o tym, że masz klucz i komunikujecie się prywatnymi kanałami
      1. Dajesz od razu klucz, a kto pierwszy ten lepszy (ale bardzo proszę dać znać, że się go wzięło!)

    Akurat wpadł mi darmowy klucz, a nikt z mojego kręgu nie jest zainteresowany, więz zapodam propozycję tutaj:

    • Disciples: Liberation - Paths to Madness (Steam)

    Zainteresowanych zapraszam do kontaktu!


    O, brzmi ciekawie, jak jeszcze masz to poproszę
  • GladinG

    1 2 3 4


    Zasady

    Technikalia
    Piszemy w trzeciej osobie.
    Odwołania do postaci graczy pogrubiamy (np. zawołał Galeba, aby się zatrzymał).
    Proszę nie zmieniać czcionki chyba, że dla jakiś drobnych fragmentów (nie dla całego posta).
    Kursywą piszemy fragmenty dialogów.

    Długość odpisu: dowolna.

    Tempo gry: kolejka i dla mnie i dla graczy będzie trwała 4 dni (a dokładnie 96h). Zawsze będę w komentarzach podawał termin. Być może w późniejszych sesjach wydłużę czas na odpisy.
    Proszę, by trzymać się terminów i nie odpisywać np. 2 dni później. Bo w czasie tych 2 dni od upływu terminu ja będę już w trakcie pisania mojej części i spóźnione deklaracje mogą rozbić mi to, co przez te dwa dni napisałem.
    Sesja nie będzie czekać na spóźnialskich. Nie będę przypominał graczom o terminie. Konsekwencji za brak odpisu w kolejce nie ma, poza biernością postaci. Chyba, że nieobecność będzie ponad 2 kolejki. Oczywiście inaczej podchodzę do zgłoszonych nieobecności.

    Język polski: proszę starać się stosować zasady ortografii.

    PVP: absolutny brak!

    Zawartość wpisów
    Chciałbym, aby post sesyjny zawierał w miarę wszystko, co potrzebne, bez konieczności zadawania pytań w komentarzach i czekaniem z napisaniem posta na moją odpowiedź w tychże komentarzach. Pytania i deklaracje zawieramy w odpowiedni sposób w wątku sesyjnym. Przykłady poniżej.

    „Kruzkull zobaczył sterczącą ze ściany dźwignię. Okoliczności wymagały, aby to właśnie on jako inżynier do niej podszedł i sprawdził, do czego służy. A on nie zamierzał uchylać się od obowiązku. Na początek po prostu postanowił za nią pociągnąć.” - to dla mnie deklaracja działań postaci, która to deklaracja pozwala mi jednak na nie dopuszczenie do realizacji tego działania. Kruzkull chce podejść pociągnąć dźwignię, ale co jednak się stanie? Czy bez przeszkód podejdzie i ją pociągnie, a może coś lub ktoś mu w tym przeszkodzi?

    „Engulf uznał za ryzykowny dalszy marsz korytarzem. Ale gdyby tak po cichu przekradał się od cienia do cienia... to by może i dał radę zobaczyć, czy za rogiem korytarza nie czai się jakiś wróg?” - deklaracja wykonania ostrożnego zwiadu i próby zaobserwowania tego, co się znajduje za rogiem.

    „Lunn Srebropalcy zerknął, czy da radę pobiec do leżącego bez opieki pierścienia i go pochwycić, zanim strażnik wróci. Bardzo chciał go wziąć. Ale przecież nie będzie gnał, jeżeli nie będzie na to szans” - to zastępuje pytanie gracza w komentarzach, czy zdąży dobiec do pierścienia oraz od razu daje deklarację czynności jaką chce zrobić zarówno w przypadku gdy ma na to szansę, jak i gdy oceni, że to się nie uda.

    Żeby w komentarzach nie pisać pytań w stylu „jak jest daleko do...”, „czy zdążę dobiec do...", „co widzę?” - zwłaszcza, jeżeli zabieracie się do pisania pod koniec terminu kolejki. Zamiast tego w sesji zapisać przemyślenia, na temat tego, co chcą zrobić postaci. Oczywiście pisać i pytać w komentarzach można, tylko nie traktować tego jako przyzwolenia na późniejszy odpis, „bo czekałem na informacje”.

    Staramy się pisać tak, aby czynności nie były dokonane, aby zrobić mi furtkę na ew. nieudane działania czyli „sięgnął po leżący na ziemi topór” zamiast „podniósł leżący na ziemi topór”. Bo może nie dać rady go podnieść, topór może go porazić, może być iluzją, albo ktoś go ubiegnie. Tylko bez przeginania w drugą stronę. Np. „pomyślał, by sięgnąć po topór” to już będzie trochę przesada. Tak z głową proszę do tego podejść.

    Jeszcze raz: jeżeli potrzebujecie o coś zapytać w komentarzach, to nie róbcie tego na ostatnią chwilę.

    Kalendarz
    Rok kampanii to z grubsza 2512KI, ale dla klimatu będziemy korzystać z krasnoludzkiego (7035 rok kalendarza dawi).

    Zasady

    Chciałbym też podkreślić dwie święte zasady dobrej sesji RPG.

    1. Mistrz Gry ma zawsze rację.
    2. Jeżeli Mistrz Gry nie ma racji, patrz punkt 1.

    Dyskusje o tym, że w takim a takim poderku napisano tak i tak i to się nie zgadza z tym co jako MG napisałem, możecie sobie wsadzić tutaj.


    @gladin również wielkie dzięki za fajną sesję w krasnoludzkich klimatach! Oraz wszystkim graczom za ten prawie rok przygód
  • RewikR

    WĄTEK SESYJNY
    MATERIAŁY


    Gracze:



    Wyjeżdżam na weekend, w przyszłym tygodniu od czwartku również. Daję znać, bo moja aktywność będzie ograniczona do poniedziałku, wtorku i środy (a potem dopiero po moim powrocie).
  • SindarinS

    Dock sesyjny
    Kostnica (Używajcie nazwy rozgrywki Sharn, wszystko będzie zebrane ładnie)


    Okej, w końcu udało mi się skończyć post Jeśli chcecie, możemy teraz przejść na chwilę na docka. Przy okazji, niektórzy z was dostali lub niedługo dostaną kilka dodatkowych informacji na discordzie.
  • AbishaiA

    Zima zaczęła się od przymrozków i zniszczenia pobliskiej enklawy Anarchistów. Ann nie znała żadnego z nich. Po prawdzie nie wiedziała nic o sąsiednich społecznościach Kainitów, poza nowojorską oczywiście. Enklawa została zaatakowana przez draugri, wampiry których umysły zostały przejęte przez Bestię. Stwory te, jak się okazało, powstały z dawnej społeczności potężnych Nosferatu, która została zniszczona podczas wypadku w kopalni. Szczegółów tej tragedii Ann nie znała, za to dowiedziała się na własnej skórze jak niebezpieczne potrafią być te kreatury. I jak ich pojawienie wywołało poruszenie zarówno wśród społeczności Stillwater jak i w samym Nowym Jorku. Na tyle poważne to były wieści, że zaowocowały spotkaniem Primogenów i Księcia na zebraniu. Nawet jeśli ono było teoretycznie nieformalne. Ann miała zaszczyt uczestniczyć w tym zebraniu i poznać oblicza tych którzy władają Nowym Jorkiem. A przynajmniej tych, którym się wydaje że nim władają. Gdzieś poza wampirami czaiły się inne siły. Tajemnicza Technokracja, wedle znajomych magów, władająca miastem i światem… organizacja o której tylko słyszała dotąd i choć miała krótką okazję zapoznać się z jej siepaczami, to nie odczuwała ich mrocznego cienia na swoich plecach. W przeciwieństwie do Loży, której macki przenikały wampirze klany. W przeciwieństwie do Loży dla której to upadek Cyrila był jedynie nieudanym eksperymentem.
    I co więcej, Ann zyskała okazję by im się odpłacić pięknym za nadobne. Bo czymże innym było okradzenie siedziby ich poprzedniego mistrza tuż pod ich nosami?
    Ostatnią zagadką która objawiła się tej zimy był Pentex. Fundusz inwestycyjny stojący za kopalnią z którą to wojowały miejscowe wilkołaki. Organizacja bardzo potężna i równie bardzo tajemnicza. I bardzo groźna. Przy jej, ponoć szalonych, planach wszelkie konflikty jakie toczyły wokół Stillwater i w Nowym Jorku wydawały się… trywialne. I pomyśleć że Pentex był tylko organizacją zwykłych śmiertelników skupionych wokół szalonego kultu.

    text alternatywny

    Powrót do domu był pospieszny, bo musieli zdążyć przed świtem. Potem Ann udała się do piwnicy i ułożyła w swoim legowisku, by znów dać się pochłonąć koszmarom.
    Nieprzyjemnym i przerażającym ale w znajomy sposób. I nie zepsuły jej nastroju po pobudce kolejnej nocy. Williama już nie było w jego legowisku i sądząc po odgłosach dochodzących z góry już się obudził. I przebywał w kuchni. Z radia leciała muzyka, a sam Toreador pakował do lodówki worki z krwią.
    -Śpioch z ciebie.- rzekł na powitanie. - Clyde zdążył już przywieźć nam nowe zapasy.-
    Dodał jeszcze wkładając ostatnie woreczki. - Zakładam, że dobrze się wczoraj bawiłaś? Ja też planuję bawić się dobrze.-
    Potarł podbródek. - Dzisiaj w nocy nadadzą “Przeminęło z wiatrem”. To mój ulubiony film. A Clark… och… Clark. Mój ulubiony aktor. Szkoda że już nie żyje. Był to bardzo sympatyczny i bardzo charyzmatyczny mężczyzna.-
    Spojrzał na Ann. - Może chciałabyś obejrzeć ze… A fakt, nie możesz.-
    Zamknął lodówkę. - Masz zadanie zlecone przez Księcia. Wczoraj Larry wywołał awanturę w Róży i pobił innego Kainitę przy okazji demolując bar oraz cóż… naginając zasady Maskarady. Obecnie siedzi w areszcie. Trzeba go stamtąd odebrać i zawieźć do jego warsztatu, gdzie ma przebywać aż do odwołania. Ma areszt domowy, a tej nocy ty masz dopilnować, by wypełnił to polecenie Księcia.-


    Kolejna noc. Kolejna pobudka w piwnicy domu Willa. Ann czuła ekscytację. Wszak tyle miało się dziś stać. Miał się zjawić Raze z jej nowym nauczycielem. Wampir który leżał u Garry’ego powinien już dojść do siebie. A przynajmniej być już w stanie odpowiedzieć na pytania. No i jeszcze randka z magiem po północy. Magyiczna randka na której odkryje prawdę o sobie. Ann była tego pewna, mimo wczorajszych prób Vincenta utemperowania jej entuzjazmu. Na razie należało wstać i się przygotować na tę noc i zadecydować na co poświęci się czas. Bowiem na wszystko nocy nie starczy. [image: rozesnow.png] Wiliam oczywiście i już wstał i w kuchni bazgrał coś na serwetce. Zapewne jakiś kolejny wiersz. Ann niejasno kojarzyła, że coś tam od czasu do czasu przebąkiwał o wydaniu kolejnego tomiku wierszy. Detal który łatwo potrafił umknąć, bo Toreador na szczęście nie chwalił się kolejnymi poezjami. Ale kto wie co będzie w przyszłości? Oby nie wieczorki literackie. Telefon w kieszeni caitiffki zadrżał.Wyciągnęła go na wierzch. SMS od Raze’a. “Przyjeżdżamy. Przygotuj się.” [image: rozesnow.png] Gangrel zjawił się piętnaście minut później. Jego samochód podjechał powoli. Wampir wysiadł pierwszy. Nowy mentor Ann, chwilę później. Opatulony ciężką czarną kurtką mężczyzna był niski i nieco krępy. Ostre rysy twarzy, wątły zarost i przypominające szparki oczy. [image: Jun-Chen.png] Jun Chen czuł się jednak niewątpliwie nieswojo w obcym środowisku będąc wszak daleko od znajomych ulic miasta. Tu nic nie było znajomego. Ściana lasu pośród której kryły się zagrożenia takie jak wilki i niedźwiedzie. I potwory znacznie gorsze od nich, ale tego wiedzieć nie musiał. Obaj mężczyźni ruszyli ku chatce, która mogła się kojarzyć mężczyźnie z horrorami ala “Dom w głębi lasu” i rzeczywiście skrywała w swych pokojach nadnaturalnych drapieżników.
  • DeklineD

    Lista Graczy

    Santorine - Ulrich Rotzniesser - Oprych

    text alternatywny
    44 lata, szare oczy, czarne włosy, 183 cm, Blizna na lewym oku

    20, 6, 13, 12, 9, 18, 6, 16
    odporność psychiczna, odporność na magię

    Cechy główne

    WW 50
    US 26
    K 33
    ODP 32
    ZR 29
    INT 38
    SW 26
    OGD 36
    A 1

    Umiejętności

    Hazard INT
    Mocna głowa ODP
    Spostrzegawczość INT
    Zastraszanie K
    Leczenie INT
    Unik ZR

    Zdolności

    Morderczy atak +1 obr kryt
    Szybkie wyciągnięcie
    Ogłuszanie
    Opanowanie + 5 SW
    Rozbrajanie
    Odp psychiczna 6->8 PO
    Odp na magie + 10 SW przeciwko testom magii
    Nieustraszony - brak testu na strach, test na grozę to test na strach, odp na zastraszanie i niepokojący

    Ekwipunek

    • Worek
    • 30 cm rzemień
    • 4 cm wygięty gwóźdź
    • 1 miedziak
    • Miecz dowódcy, bardzo dobrej jakości +10WW, S+2
    • Nóż S-4
    • Zbroja PZ2
    • Tarcza

    Opis

    Uciekł z Marienburga przez mgły i cienie, ścigany banita wyjęty spod prawa. Na jego głowę wyznaczono nagrodę sto karli-franzów, zaś następny rozdział jego życia obfitował w szmuglerkę, szantaże i przysługi nigdy nie spłacone.
    Jego szczęście poszło w diabły na drodze Reik, niedaleko Bögenhafen, gdzie paser mający odebrać jego towar okazał się przynętą. Zasadzka była czysta, profesjonalna i okrutna: Ulrich zarył w błoto z bełtem kuszy w biodrze. Niedługo też znalazły się kajdany, którymi go skuto.
    Wreszcie, obudził się w celi. Zimno, wilgotno, zaś cela była przesiąknięta zapachem pleśni, starego potu oraz strachu


    Ważni NPC: Zygfryd Grimmig - kaplan i 3 młodszych Strażnicy - 5 zostało 4 Linda - uratowana dziewczyna Kierunki zaproponowane przez Zygfryda i BG północny zachód vel przeprawa sami sobie znajdźcie port
  • GladinG

    1 2

    –––––– Grungni (Mistrz Gry) –––––– Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
    Grungni (MG) Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
    @Gladin @Stalowy
    Hagrid „Rhyn” Grumsson Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody) Fenni Khadinbat
    Hagrid „Rhyn” Grumsson Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody) Fenni Khadinbat
    @Wired @Dekline @ArchiwumX

    text alternatywny

    Kolejka 1.

    21. Durgzet, 7035, przedpołudnie.

    Jaskinia na zachód od Varn Drazh i około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.
    Niebo bezchmurne, pogoda dobra.

    Grupa sześciu krasnoludów stojących u brzegu wysoko położonej jaskini śledziła wzrokiem opadający balon. Balon należący do grobi. Mimo, iż nie widzieli ich dość wyraźnie, bo to stwierdzić z całą pewnością, to jednak wielki wymalowanych symbol Złych Czaszek na jego czaszy nie mógł oznaczać nic innego.

    Postrzelony kilkukrotnie z kuszy przez Hagrida powinien się rozbić, jednak będąc złośliwym na równie z zielonoskórymi poleciał poza zasięg wzroku i zataił swój los przed dawi.

    Grupa ta dotarła w pobliże starożytnej twierdzy Karak Varn jako zwiad dla większego przedsięwzięcia, dzięki któremu mieli odzyskać legendarny Młot Wieków należący do mistrza Kadrina Czerwonogrzywego, utopiony w czarnych wodach Varn Drazh. Nie dotarli jeszcze na miejsce a już zwiad ten nabierał większego znaczenia, niż pierwotnie zakładali. Byli przekonani, że karak jest opanowany przez orcze plemię Złych Czaszek, na służbie której zapewne były gobliny. Ale jakie gobliny! Zorganizowane i przemyślne. Na swej drodze oprócz typowych śladów tego tałtajstwa widzieli i naprawioną przez nich stanicę krasnoludzką i ślady intensywnego wyrębu, zorganizowane oddziały, a teraz to - balon obsługiwane z niepokojącą wprawą.

    Nic zatem dziwnego, że wywiązała się dyskusja na temat zmiany dotychczasowych planów. Mieli spędzić dzień na wypoczynku, przygotowaniu mięsa ze zdobycznej zwierzyny, naprawach i odzyskiwaniu sił, gdyż dopiero co wyszli ze starcia z trzema tuzinami grobi. Ale czy mogli spokojnie odpoczywać gdy obok nieprzyjaciel w ten, czy inny sposób lądował?

    Rhyn zaproponował, że on wspólni z Fennim pójdą zbadać sprawę. Odnieśli bowiem najmniej ran. Przydałaby się im pomoc pogranicznika, ale ten wyglądał jak jeż, tyle strzał z niego sterczało

    – Zostać? - żachnął się Othin na propozycję i pociągnął łyk dobrego krasnoludzkiego piwa przyniesionego na własnych plecach z Zhufbaru.

    – Myślicie, że ot tak pójdziecie sobie i znajdziecie ten balon? To nie tunele - dodał, po czym dopił zawartość.

    – Ha! Póki piwa starczy! - wyszczerzył zęby.

    Rhyn nie miał nic złego na myśli. Starał się realnie oceniać stan ich drużyny. Uznał, że Żelaznobrodemu przyda się odpoczynek, w końcu jako najmniej opancerzony najmocniej ucierpiał w starciu. Ale swoimi słowy odniósł skutek odwrotny do oczekiwanego. Gdyby to than podjął taką decyzję, nie mógłby z nią nadto dyskutować. Ale młokos z Norski? No... po takiej propozycji, choćby Othin miał urwaną nogę, to pójdzie! Nie cierpiał, gdy inne krasnoludy traktowały go jako mniej wartościowego, bo tyle chodził po powierzchni... I... z innych powodów.

    Logrim oczywiście mógł nadal zdecydować po myśli Rhyna.

    – Fenni - rzucił, a imię zawisło w powietrzu. Than potrzebował czasu, by sprawę rozpatrzyć, ale czasu nie miał. Skierował się wpierw do podwładnego, by nieco opóźnić oznajmienie decyzji. - Ruszysz razem z Grumssonem i spróbujecie ustalić, co się stało z balonem.

    Khadinbat rzucił bratu spojrzenie, potem powiódł wzrokiem ku szczytom.

    – Thanie - orzekł krótko. Cóż miał powiedzieć? Logrim nie lubił, gdy bracia się rozłączali, bo wtedy w razie potrzeby nie mogli ponieść go na tarczy. Decyzja pryncypała była więc zaskakująco. Fenni zamyślił się analizując implikacje tego, co usłyszał.

    Thanie, tak rzekł Fenni. No właśnie, thanie... Than Logrim Hagrindrakk, syn Kazrika, władca klanu Khadinbat, poczuł na sobie ponownie ciężar dowodzenia. A gdy pomyślał o Snagrogu...

    Wolałby, aby Othin został i odpoczął. Ten może i byłby mu wdzięczny. A może odwrotnie.

    – Othinie - rzekł wolno, by odwlec słowa w czasie. - Masz rację, że ich specjalnością są tunele, a nie szczyty gór...

    Powiedziawszy te słowa, podjął decyzję i będzie musiał ponieść ich konsekwencje.

    ... zatem pójdziesz z nimi. Przygotujcie się do drogi. Zbędne bagaże możecie zostawić tutaj, by mniej was obciążały.

    centered paragraph

    Żelazołamacze rzadko kiedy wędrują wystawieni na mocne światło słoneczne. Na szczęście oblewający ich pancerze gorąc był kompensowany przez mroźne górskie powietrze. Ruszyli na wschód szukając obiecującego podejścia pod górę, skąd mieli nadzieję rozejrzeć się po okolicy i dostrzec balon. Lub jego resztki.

    Nie udało się dostrzec niczego, co było wyrzucane z góry przez gobliny, natomiast więcej szczęścia mieli z samym okrętem powietrznym.

    Wylądował na północny wchód od ich kryjówki, na kolejnej górze, w odległości mili lotem ptaka od miejsca, w którym stanęli po wspinaczce.

    Czasza balonu unosiła się lekko nad koszem i nawet w świetle dnia było widać, że pod otworem płonie ogień. Dwie sylwetki poruszały się w polu widzenia.

    By się do nich zbliżyć dawi musieliby zejść zboczem w dół, a następnie ponownie wspiąć się w górę. Marszruta nie oferowała miejsc, by się schować. Zresztą okazało się, że nie będzie im potrzebne.

    Nerwowa gestykulacja, okrzyki, wymachiwanie rękoma w ich stronę - wszystko to wskazywało na to, że zostali dostrzeżeni.

    – Znowu nici z elementu zaskoczenia - powiedział niezbyt zmartwiony tym faktem Fenni. - To co? Lekkim truchtem i spróbujemy ich złapać?

    Pozostała dwójka zgodziła się. Hagrid co rusz mierzył wzrokiem odległość, kiedy będzie mógł złożyć się do strzału. Gobliny robiły wszystko, by mu to uniemożliwić. Wdrapały się szybko do kosza i nie bawiąc się w subtelność odcięły przytrzymujące go liny. Balon drgnął i zaczął wolno wznosić się ku górze.

    Zbyt wolno. Obie strony zdały sobie z tego sprawę. Przez twarz Rhyna przebiegł uśmiech zadowolenia. Adzą radę dogonić go, zanim się wzniesie.

    Jednak balon uniósł się na tyle, że podmuch zaczął go odsuwać od pościgu. Nie na tyle szybko, by nie dało się go dogonić, ale kupił goblinom kilka minut życia. Z wysokości kilku metrów zaczęły wyrzucać przedmioty, przyspieszając wznos. Ale ciągle za wolno...

    Dwa tuziny jardów nad ziemią gobliny zaczęły się kłócić, wydawało się, że może dochodzić do walki. Nie trwało to jednak długo. Jeden z nich wkrótce stanął na krawędzi kosza, rozłożył ręce, a pomiędzy nimi rozpostarło się coś, co wyglądało jak skrzydła i upodobniło go do olbrzymiego nietoperza. Chwilę później skoczył i lotem ślizgowym pomknął nad głowami krasnoludów. Balon tymczasem odepchnięty i pozbawiony obciążenia odskoczył w tył i w górę, a jego wznos znacznie się zwiększył. Teraz unosił się szybko.

    Zbyt szybko. Dawi byli jeszcze za daleko, by posłać bełt w jego stronę. Jedyne co mógł zrobić Hagrid, to spróbować trafić szybującego goblina.

    Othin jako pierwszy dotarł na szczyt, gdzie jeszcze parę chwil temu zacumowany był goblini balon. Mógł zobaczyć, co takiego zostało wyrzucone z balonu. A było co oglądać. Matowy mosiądz pokrywał lunetę w sposób nieodbijający światła. Nawet zanim wziął ją do ręki wiedział już, że jest to dzieło rąk krasnoludzkich. Następnie rozsznurował leżący tobołek, w którym znalazł zapas bełtów podobnego pochodzenia. Tym, co jednak wstrząsnęło nim dogłębnie, była kusza. Tak, również krasnoludzkiego pochodzenia. Wyglądała jak projekt sprzed tysiąca lat, a jednak sprawiała wrażenia śmiertelnie sprawnej. Nie to jednak było w tym wszystkim dla niego takie szokujące. Runy. Runy naniesione na broń.

    Kolba kuszy z runicznym napisem Angaztromm

    Angaztromm. Żelaznobrody. Jego klan. Dawno, dawno temu zamieszkiwali Karak Varn. Po upadku twierdzy musieli szukać dla siebie nowego miejsca. Zostali bez domu. Utrata twierdzy dla krasnoluda to bardzo ciężki cios. Wielu z nich nie potrafi spojrzeć swoim pobratymcom w oczy. Radzą sobie w takich sytuacjach na różne sposoby. Część ruszyła w góry szare, albo dalej. Inni do imperium. Jeszcze inni przenieśli się do innego karaku, najczęściej do Zhufbaru. Tak, jak i Żelaznobrodzi. Wielu spośród dumnego niegdyś klanu bełciarzy, nie mogąc znieść hańby utraty twierdzy, wybrało życie na powierzchni, z dala od podziemnych korytarzy. W ten sposób zawieszeni byli pomiędzy swym prawdziwym domem, a Zhufbarem, który ich przygarnął.

    Ale teraz... widząc tę broń... Coś w Othinie drgnęło. Wyruszając jako przewodnik z tą ekspedycją robił to bez większego przekonania. Znał teren, mógł służyć za przewodnika. To wszystko. Ale teraz... przodkowie do niego przemówili... ta kusza... to była dla niego relikwia. Znak. Broń już stara, ale miała w sobie coś... Niepomny na to, co się dzieje wokół, na to, co robią jego towarzysze, gdzie się podział balon, dziękował niemo, wiedział co ma zrobić. Wyruszy do swej rodzinnej twierdzy z nowymi siłami i nowym zapałem. Nie będzie już tylko przewodnikiem, ale będzie siłą napędową tej wyprawy. A oprócz tego... będzie bełciarzem. Już nie pogranicznikiem. Czas, by Żelaznobrodzi odzyskali swoje miejsce i swoje imię. Potem podniósł oczy i rozejrzał się wokół.

    Fenni przegrzebywał inne wyrzucone rzeczy. Byle jakie wiadro wysmarowane jakąś lepką mazią, dwa niewarte uwagi noże, roztrzaskany koszyk z którego wysypały się podejrzane fragmenty jedzenia, rozerwany bukłak, posrebrzane lusterko, róg sygnałowy...

    centered paragraph

    Galeb pozostał w jaskini. Logrim zajął się ostrzeniem uszkodzonego topora, który uległ uszkodzony podczas walki nad jeziorem. Brond wyszukał miejsce z ciągiem powietrza, rozpalił ogień i zajął się oprawianiem mięsa. Rhunki zapalił ziele i wpatrzył się w pojmanego snotlinga, Tfardego. Jego zmysł runiarza podpowiadał mu, że mały zielonoskóry jest naznaczony w jakiś sposób magią. Nie potrafił jednak nic więcej powiedzieć. Jego wiedza w tym zakresie nadal była nikła w porównaniu z runmistrzami. Była jednak okazja, aby porozmawiać...



    Mechanika
    Hagrid za 5 dni uzyska ropiejącą ranę (poranek 26. Durgzet).
    Logrim za 1 (poranek 22. Durgzet) i 6 dni (poranek 27. Durgzet).


    22. Durgzet, 7035, po północy. W kopalni Khazid Aldum. Mechanika Krasnoludy powoli zbierały się na nowo przy wejściu do kopalni. Hagrid mimo braku potrzebnych narzędzi majstrował przy mechanizmie bramy, aby udało się ją zamknąć od środka. Musiał przy tym rozgiąć pochwyty na sztaby. Upływ czasu i naturalne tym samym ich osłabienie działały na jego korzyść. Wykorzystując trzonek kilofa, a to jako dźwignię do podważania, a to jako narzędzie kujące, powoli zmierzał do celu. Czasem nawet pomagał sobie swoim młotem bojowym. Do tak zajętego żelazołamacza zbliżył się Galeb w poszukiwaniu runy alarmu. Jego początkowo dobry humor skwasił się, gdy wstępne badania nie przyniosły rezultatu. Dotykał to jednego skrzydła, to drugiego, to sztab, w końcu chropowate dłonie przesunęły się po równie chropowatej skale w pobliżu. I nic. Wzrok jego powędrował ku sufitowi, który był zbyt wysoko, by mógł go dotknąć, ale dość nisko, by objąć zasięgiem runy każdego, kto chociażby się przeczołgał dołem. Bez zmysłu dotyku zadanie było wręcz niemożliwe do wykonania. Miał nadzieję, że dostrzeże gdzieś kształt runy, ale nie udało mu się to. Na zawiasach? dumał rhunki, dotykając je jeden po drugim. Mogli też runę umieścić nieco dalej od wejścia, na ścianie. Galvynssun nie był pewien, z jak daleka da wykryć tak umiejscowiony alarm. W którym momencie usłyszeli gong? Gdzie był wtedy Tfardy? Cienszko powiedzieć, jak rzekłby snotling. Runiarz zajęty był wtedy pomaganiem Brondowi w spowalnianiu wagonika górniczego. Nie zwracał uwagi na pozycję snotlinga. – Już wiem! - wykrzyknął naraz, przyciągając tym samym ku sobie wzrok zarówno Grumssona jak i nadchodzącego Khandinbata. – Pod szyną! Długobrody przyklęknął i zaczął wodzić dłońmi po torowisku. Uśmiech zagościł na jego twarzy, gdy poczuł przepływ mrowienia przez palce. Posuwając się powoli, wyczuwając miejsce, stuknął w końcu w jeden z drewnianych podkładów kolejowych. – Tutaj - wskazał. - Tutaj znajduje się runa - powtórzył. Symbolu nie było widać, ale wiedział, że tam jest. Zapewne został umiejscowiony od spodu, aby tym trudniej było go wykryć. [image: Mlot-Wiekow-obrocony-pomniejszony.png] Tymczasem na dole Othin skończył przeszukiwać kuchnię i ruszył dalej. Doszedł do końca komnaty, w której się znajdowali. Korytarz, którym dalej biegły tory, był w miarę prosty iU+00A0obniżał się stopniowo. Zarówno mrok jak i coraz to niższy sufit uniemożliwiały spojrzenie dalej. Natomiast ten na wprost od nich zakręcał w prawo. I też nie było widać, co znajduje się dalej. Pogranicznik ruszył przed siebie. W ścianie korytarza wykuto trzy wnęki, w których postawiono trzy posągi symbolizujące trójkę pierwszy krasnoludzkich przodków. Trójka rodzeństwa, a wśród nich prym dzierżył Grungni, dzierżący swój tradycyjny symbol - kilof. Obok niego znajdowała się statua Valayi wyposażona w misę. Oraz Grimnira, trzymającego olbrzymi topór bojowy i niedużą tarczę. [image: 2Bw4Jgv.png] Tu i ówdzie pomniki były uszkodzone bądź przez upływ czasu, a może przez czyjeś działania. Nie były to też monumentalne dzieła takie, jak w Zhufbarze. Ale też Khazid Aldum było tylko kopalnią. Ta skromna kaplica była miejscem, gdzie górnicy mogli w skupieniu pomodlić się do przodków. Zilfini obszedł pomieszczenie, ale nie znalazł w nim nic wartego uwagi. Miejscami z sufitu od czasu do czasu skapywała kropla wody, a w miejscach, gdzie spadały, wyżłobione były w skale wgłębienia. Za kaplicą korytarz przebiegał dalej, ale ponownie ostry zakręt blokował widok. Angaztromm podjął dalszy zwiad zastanawiając się, jak daleko może się jeszcze posunąć z dala od towarzyszy? Problem rozwiązał się sam, bo po 30 jardach droga kończyła się zawałem. Żelaznobrody zatrzymał się kilka kroków przed osuwiskiem i z zadumą przyglądał się mu przez chwilę. Z tej strony nie groziło im więc niebezpieczeństwo. Ruszył z powrotem. Przechodząc przez komnatę z wózkami zdał krótką relację znajdującym się tam dawi ze zwiadu i rozpoczął sprawdzanie ostatniej odnogi. Podobnie jak poprzednio przeszedł około trzydziestu jardów, zanim tunel przerodził się w inne pomieszczenie. Zachowując ciszę poruszał się w ciemnościach, badając teren. Tory tutaj kończyły się, rozdzielając na dwie bocznice i główną nitkę prowadzącą do towarowej windy. Kilka porzuconych wagoników zaparkowano po bokach, a sam szyb stanowił mroczną czeluść. Z kołowrotów, które kiedyś służyły do przenoszenia urobku z dołu kopalni, zwisały teraz smętnie pojedyncze ogniwa łańcucha. Porzucony pod ścianą leżał metalowy drąg, który w razie potrzeby mógł służyć za łom, a którego prawdziwego znaczenia Othin na razie nie rozpoznał. Uznał, że jak na samotny zwiad na razie wystarczy. Idąc dalej ryzykował, że coś z tego szybu wyjdzie, a jego samodzielne zbadanie, bez źródła światła, bez zabezpieczenia, bez lin, też nie wchodziło grę. Ruszył zdać relację i wspólnie naradzić się co dalej. Spoiler [image: 1V1rD7t.jpeg] [image: Mlot-Wiekow-obrocony-pomniejszony.png] – Udało mi się zamknąć zewnętrzną bramę - oznajmił z dumą powracający do pozostałych Rhyn. Jego oświadczenie spotkało się z niemrawym, aczkolwiek raczej pochwalnym pomrukiem ze strony thana, który siedział przy ognisku otulony kocem. – A co z tą bramą? - Brond wskazał na odrzwia odgradzające komnatę, w której się znajdowali, od tunelu prowadzącego na zewnątrz. Logrim spojrzał we wskazaną stronę. – Zostawimy otwartą. Jeżeli coś sforsuje zewnętrzną bramę, to zdążymy zamknąć wewnętrzną. A w przypadku ataku z drugiej strony będziemy mieli obronną pozycję. Tunel nie jest szeroki, będziecie mogli w nim stworzyć formację. Wróg w razie czego będzie musiał nacierać pod górę. Coś w głosie i postawie Hagrindrakka zaniepokoiło Bronda. Odszukał Fenniego by podzielić się z nim swoimi obawami. [image: Mlot-Wiekow-obrocony-pomniejszony.png] Jedna z ran, którą otrzymał Logrim podczas wcześniejszego starcia, jątrzyła się. Ciało ich dowódcy trawiła gorączka i wyraźnie osłabł, chociaż zarzekał się, że nic mu nie jest. Zarządził jedynie krótki odpoczynek na pokrzepienie się. Krasnoludy zakrzątnęły się budując tymczasowe miejsce pobytu, szykując jedzenie, posłania, posterunki. Fenni przeszukiwał swe bagaże w poszukiwaniu czegoś, co mogło poprawić stan zdrowia pryncypała. [image: Mlot-Wiekow-obrocony-pomniejszony.png] Pozostałe krasnoludy pogrążone były we śnie. Ciężki, świszczący oddech thana wybijał się ponad pozostałe. Fenni, mający ostatnio zbyt mało snu, spał czujnie niedaleko, gotów obudzić się na najlżejszy objaw pogorszenia się stanu przywódcy klanu. Krasnoludzki wartownik lustrował dwie możliwe drogi, skąd mogło nadejść niebezpieczeństwo. Jedną była komnata za kratą. Drugą drogę wyznaczała linia kolejowa. Popioły ogniska żarzyły się delikatnie. Przez kamienne tunele przetoczył się krótki zgrzytliwy dźwięk. Spod sufitu tunelu naprzeciwko zerwał się do lotu ciemny kształt o lśniących czerwonych oczach, przeleciał przez komnatę zanim strażnik zdążył zareagować. W oddali coś stuknęło...