Przejdź do treści

Świat

Tematy spoza tego forum. Poglądy i opinie przedstawione tutaj mogą nie odzwierciedlać tych, które reprezentują członkowie tego forum.

A world of content at your fingertips…

Think of this as your global discovery feed. It brings together interesting discussions from across the web and other communities, all in one place.

While you can browse what's trending now, the best way to use this feed is to make it your own. By creating an account, you can follow specific creators and topics to filter out the noise and see only what matters to you.

Ready to dive in? Create an account to start following others, get notified when people reply to you, and save your favorite finds.

Zarejestruj się Zaloguj się
  • Pipboy79P

    Siemka 🙂 Witam wszystkich na naszym nowym forum 🙂 Dziękuję Santo i obsłudze za ogromną pomoc w ogarnięciu tematu przenosin naszej sesji na to nowe forum 🙂

    • Co do technikaliów. Ja kończę swój urlop. Jutro będzie mój lotniskowy dzień. Więc nieco zabiegany na ten moment jestem.

    • Obecna tura (T 68) nadal trwa. Skończy się jak się skończy. Ale bez przesady, dobrze abym w przyszły lub kolejny weekend mógł usiąść do swojej misiowej tury. Kolejna zacznie się zapewne kolejnego dnia rano więc w obecnej dobrze by było pokończyć wszystkie wieczorno-nocne sprawy.

    • Jak tura będzie skończona to można tutaj przenosić te scenki z doc w post.

    • I chyba tyle na ten moment. Jbc to pytajcie 🙂


    @Wszyscy Oki, jest nd wieczór a kompletu tur nie ma. Więc przedłużam turę do przyszłego pt (09.11).
  • Pipboy79P

    Oki to witam nowych/starych graczy w ostlandzkiej, wojennej przygodzie 🙂

    Pi x oko wznowienie sesji zacznie się w podobnym momencie gdzie akcja skończyła się poprzednio. A skończyła się na nocnym ataku zwierzoludzi na obóz regimentu. Teraz mamy poranek po tym ataku. I do tego nawiązuje scenka z rekruty.

    Co do mojego misiowego posta to nie wiem czy uda mi się w work days go napisać. Jeśli tak to się uda, jak nie to będzie w weekend. Więc na razie witam serdecznie i cieszę się, że będziemy mogli kontynuować tą przygodę 🙂

    I mam na początek pytanie do Was. Czy wolicie pisać w tym wątku przeniesionym z LI czy tamten przenieść do archiwum i tutaj zacząć nowy wątek.

    A jeśli Wy macie do mnie jakieś pytania czy uwagi to dajcie znać ocb 🙂


    @cioldan Oki, dzięki za post i deklarki To czekamy na post za Stefana. Ponoć do rana będzie Trzymam za to kciuki
  • WiredW

    Temat do opisania wyglądu i charakteru postaci, wszystko co uważacie za jawne o swoich bohaterach.


    Lara West Klan - Brujah Gracz Aiko Lara urodziła się w latach 70-tych XX wieku na obrzeżach Chicago jako Lucille West. Zawsze była jednym z tych niepokornych dzieciaków, biegających po drzewach i ładujących się nie tam gdzie powinny. Już wtedy nie podobało się, że jako dziewczynka ma być grzeczna i posłuszna. Więc na złość rodzinie i nauczycielom przebierała się za chłopaka. Do miasta wyjechała za pracą, mając nadzieję na załapanie się do pracy w jednej z potężnych fabryk. Widząc, że jako kobieta ma marne szanse, skróciła włosy i przebrała się za chłopaka. Po tych zabiegach dostała pracę w umierającej fabryce Red Horse Products. jako Luis West. Podczas jednej z nocnych zmian niechcący wpadła na grupę, wywożącą alkohol mimo braku oficjalnej dostawy. Tak poznała Charlsa. Widziała go kilkukrotnie w fabryce, ale ewidentnie facet w niej nie pracował. Zwerbował Luisa do pomocy przy dostarczaniu alkoholu dla jednego z Chicagowskich gangów. Do 1990 udawało się jej jakoś oszukiwać otoczenie co do jej płci. Pracowała na zmiany u Petera, jednocześnie załatwiając sprawy dla Charlsa i jego szefa. Czuła, że to nie potrwa długo. Robiła za kierowcę i miałą nadzieję, że uda się jej wymknąć z miasta i wykorzystać te umiejętności gdzie indziej, już jako Lucille West. Wtedy poznała szefa Charlsa… Hymie Weiss. Szybko rozpoznał, że Luis jest kobietą i gdy już myślała, że na tym skończyło się krótkie i intensywne życie, Lucille dostała ofertę. Sekret za sekret. Hymie okazał się być wampirem, a ona została jego ghulem. Zmiana nadeszła w 1993. Luis była głównym kierowcą gangu i mechanikiem samoukiem. Dołączyła też do grupy motocyklowej i zajmowała się przemycaniem narkotyków. Hymie zabronił jej jednak ćpać. Przez te kilka lat raz czy dwa mu podpadła i wiedziała, że trzecia wpadka może być jej ostatnią. Co gorsza atmosfera gęstniała, a Hymie coraz częściej wpadał w szał. Podczas ostatniego kryzysu w szale Hymiego zginął Charles. Luis mógł być następny. Luis została przemieniona gdy walki już się zaczęły. Hymie spił ją i wypuścił w szale na wampiry walczące z Garou. Następne dni były dla młodej wampirzycy koszmarem. Starała się jakoś odnaleźć w wampirzym światku jednocześnie nie dając się zabić wilkołakom. Dużo się wtedy nauczyła. O tym, że podobno zginęła w walkach gangów dowiedziała się kilka tygodni później. Tyle Hymie raczył jej załatwić. Teraz żyje jako Lara West. Jest mechanikiem i w podziemiach zakładu ma swoje leże, którym opiekuje się jej sługa. Thomas był młodym chłopakiem szukającym roboty, a ona kogoś kto by jej pilnował za dnia. [image: 1788718448506-88e2330d-2c5c-4f25-a79c-7cce47459172-image.jpeg]
  • slann22S

    Cynthia

    • Odnoszę wrażenie, że co prowincja to inne trucizny. O Ariyannie mówią, że mężowie muszą być dobrzy dla żon, bo mają za dobry dostęp do trucizn. O Hematycie, że to "gniazdo żmij".
      Alma raczyła mi powiedzieć, że Filomena HArvest jest wielce miłą osobą, skoro poczęstowała ją czekoladką. JEDNAK mam paskudne wrażenie, że Filomena zrobiła to dla czystej zgrywy. Harvestom dałam do zrozumienia, żeby sprawdzili swoją fabryczkę czekoladową czy kogoś nie wkurzyli. Bo niestety będą pierwszymi podejrzanymi jeśli dojdzie do kolejnego otrucia.

    Slann
    Farash Pokiwała głową znacząco, a potem się zamyśliła i powiedziała z wielką ostrożnością.

    • U nas to raczej taki sport, bo większość i tak potrafi się w ten czy inny sposób zabezpieczyć przed otruciem, ale musisz zrozumieć że dla nas truciznę były też sposoby na przetrwanie. Pamiętaj że nasz kraj dopiero niedawno przyłączył się do smoczego imperium a niestety trucizny to najlepszy sposób za walkę ze smokiem… I tak, u nas są trucizny, którymi można zabić smoka.

    Cynthia
    Cynthia również pokiwała głową:

    • Mój brat by się zachwycił- w dzieciństwie próbował zyskać odporność na trucizny. Jakoś go odratowaliśmy [/A w Ariyannie poznałam 2 rody szlacheckie, które zawdzięczają szlachectwo otruciu Chimery. Chociaż podaję pod wątpliwość jak bardzo były wielkie- jak nic ich potomkowie wyolbrzymiają z każdym pokoleniem. A jeden student za wynalezienie odtrutki. Co prowincja to inna trutka, a i żeby pokonać Chimerę trzeba coś o sile rażenia wystarczającej na smoki.

    Ja z kolei nie zamierzam, żeby z trudem osiągnięty sojusz zniweczył niewydarzona dziewucha, która uważa, że coś udowodni bawiąc się truciznami. Władzę jakiej nie miała jako bękart marionetkowego króla? Jak w Ashgaracie stoicie z prawami dzieci z nieprawego łoża?

    Slann
    Farasz uśmiechnęła się i powiedziała.

    • Mój brat kazał mi uderzać po głowie, aby uodpornić się na ból, aż do czasu gdy rodzice nam tego zabronili… Teraz pilnuję podziemi pod zamkiem, aby przypadkiem nic się stamtąd nie wydostało… Wiesz, u nas podziemiach żyją naprawdę straszne potwory! Niektórzy mówią, że trzymano tam niegdyś chimery, a inni że Potwory które miały z nimi walczyć, albo walczyć ze smokami! - Rycerka zamyśliła się przez chwilę, A potem dodała.
    • My mamy trucizny zdolne wytruć całą salę balową, a w odpowiedniej ilości całe miasteczko… Za najgroźniejszy uznawany jest pyłek szarego lotosu, chociaż to tak naprawdę grzyb, który sprawia że na kilka minut ludzie wpadają w szał, i próbują zabijać wszystko wokoło i często w trakcie pęka im serce z wysiłku, A nawet jeśli nie to często mają połamane lub doznają uszkodzeń mózgu. - Potem się zamyśliła, i powiedziała uśmiechając się szeroko. - Możesz dać jej środek na przeczyszczenie na przyjęciu, ewentualnie sprawić żeby ją oskarżono o zdradę małżeńską… Znam kilka naprawdę uwodzicieli i uwodzicielek… Nie w ten sposób!

    Cynthia
    Cynthia machnęła ręką również się uśmiechając:

    • Och miałam też swoje kontakty wśród uwodzicieli w Ariyannie. Płci obojga. Świetni są w wyciąganiu informacji, czy poznawaniu ludzi od innej strony niż pokazują przede mną. Niestety obstawiam, że może nie zadziałać na Harvestów. Wyrobili osobne mięśnie na utrzymywanie swoich masek w ryzach.

    Nie ma co Szlachetna silić się na tłumaczenie- zarządzanie prowincją, terenami z potworami wymaga pewnych działań. Ariyanna leży przy Niezamylanym Wyłomie- po prostu raz na jakiś czas coś z nich wypełźnie, tylko nie zawsze da się przewidzieć jak silne. Nie mówiąc, że jak ma dojść do negocjacji z dobrymi kompromisami dla obu stron, jeśli obie strony nie postrzegają siebie nawzajem za równe w sile?


    Po bitwie Koresz kiwnęła głową i powiedziała Poprzez swojego towarzysza - To będzie na pewno niezwykłe wydarzenie, To był pierwszy jeździec z naszego królestwa I być może ostatni, a to wszystko może prowadzić do powrotu do dawnych relacji…- W łaźni Astio Przesłuchiwało się jejgo przyjaciółce i powiedziało. *- Może zrobię tak jak mówisz… Ale potem dopadnę wszystkich tych, którzy doprowadzili do jego śmierci… On był…- Zamilkło Na chwilę, i patrzyło się przed siebie dupczeniu, aGloria do jejgo i powiedziała kładą jejmu dłoń na ramieniu. - Dla mnie tak samo walka była Irys… Nie jestem pewna co się z nią stało, ale i tak tego, to dzieją stwierdził, spotka kara.- Noc i poranek Ty wyślij z łaźni dzieci jeszcze nie Spały, a Melisa rysowała… Potem cała trójka Poszła spać, wszystkie przyszły spać z rodzicami szopka Poranek był ponury, Dry przygotował wszystkim śniadanie, a w jego trakcie Melia podała Astio rysunek, na którym był Narysowany wysoki człowiek i nieco mniejsza osoba. - To jesteś ty i pan Temestenes… On jest taki duży, bo tu wszyscy byli bardzo Duzi a on był stąd. Teraz zawsze będzie z tobą! - Astio Uścisnęło rysunek i zaczęło płakać.
  • AbishaiA

    Tajemnica Burzowych Rogów

    Przygoda którą będę rozgrywał nie jest moją kreacją. Wziąłem jedną z oficjalnych kampanii D&D i dodałem parę własnych dodatków tu i tam włącznie z początkiem, który jest moim całkowitą inicjatywą. Kampania składa się z pięciu rozdziałów podczas których drużyna ma dojść z lewelu 6 do 12 tego. Niemniej zamierzam to rozgrywać rozdziałami, więc przypuszczam że w pierwszym rozdziale postacie awansują o 2 lub 3 poziomy. Nie zamierzam informować jaka jest nazwa oryginalnej kampanii. Jedni się domyślą, inni nie będą zawracać sobie tym sprawy. Kampania jest militarna, ale sam pierwszy rozdział nie bardzo.

    Przygoda rozpoczyna od prostej misji eskortowej. Naprędce zwerbowna drużyna ma zaprowadzić Rizzelę Sundvearen, gnomią alchemiczkę i wędrowną handlarkę do Drellin’s Ferry, miasteczka położonego w granicznych górach Cormyru. A dokładnie mieściny leżącej u podstawy Burzowych Rogów. Powód dla którego wybiera się w tamtym kierunku jest prosty. Rizzie… jak o sobie Rizzela, wyrusza tam z powodu spadku. Wujek jej wygnany z jej klanu umarł tam niedawno i zostawił spadek. A ona, jako najbliższa krewna… najbliższa pod względem odległości, postanowiła zaopiekować się tym spadkiem. Rzecz w tym, że nie ma odwagi tam jechać sama, więc wynajęła paru najemników… czyli was.

    Umowa jest prosta. Osiemset sztuk złota do podziału pomiędzy członków drużyny Czterysta w monetach, reszta w eliksirach magicznych. Do tego 10% zniżki na zakupy u Rizzie. W zamian za to drużyna ma dopilnować by Rizzie bezpiecznie dotarła do Drellin’s Ferry i bezpiecznie stamtąd wróciła.

    Tyle o początku, a teraz coś o samej Rizzie.
    Rizzela jest jasnowłosą gnomką i doświadczoną wędrowną handlarką.

    obrazek

    Bardzo radosna i gadatliwa podróżuje cygańskim wozem zaprzężonym w powolnego muła, który zawiera cały jej dobytek i jest jednocześnie jej domem, magazynem i laboratorium. Rizzie handluje głównie drobnymi przedmiotami alchemicznymi, rzadziej sprzedaje eliksiry. Głównie dlatego, że mało kogo stać na taki wydatek. Poza tym posiada zawsze mały zapas prochu dymnego i potrafi wyrabiać kule do broni palnej. Sama jednak pistoletu nie posiada, jak i nie potrafi takiej broni stworzyć. Jej pomocnikiem jest duży złowieszczy lis o imieniu Pimpuś. Z innych ciekawostek, jest wyśmienitą kucharką i wie że inne rasy niespecjalnie gustują w gnomiej kuchni. Posiada też dziwny dozownik eliksirów w kształcie muszli ślimaka, wykonany z opalizującego metalu nieznanego pochodzenia.

    Mechanicznie gra będzie w systemie Pathfinfera jedynki. Tu macie link do srd. Z ras kanonicznych niedostępny będzie półork, z ras niekanonicznych… cóż... Na pewno dopuszczę aasimara, ale tieflinga już trzeba by dogadać. Pozostałych Featured Races już w zasadzie nie dopuszczam.
    Podobnie z klasami, jeśli nie pasują do kampanii to nie przyjmę. Więc samuraja i ninję nie przyjmę.

    Punkty do wydania na atrybuty 25
    Startowy poziom postaci 6, ilość złota 16,000 gp
    traits 2 + 1 w zamian za drawback

    Co do karty postaci. To standard. Dwie wymagam. Mechaniczną i fabularną. Nie będę wam określał jak długa ma być fabularna. Wystarczy jednak że opisywać będzie wygląd i samą postać wystarczająco dobrze, bym wiedział kim gracie. Karty… najchętniej jako linki do doca, ale jestem otwarty na inne opcje. Awatary zgodne z wymaganiami forum.
    Panteon oczywiście Faeruński, na pytania będę zwykle odpowiadał wieczorem.
    Czas na przesyłanie do końca miesiąca.

    Podsumowanie

    • System: Pathfinder 1 ed.
    • Ilość graczy: 4-6, osiem w wyjątkowych przypadkach.
    • Kryteria przyjęcia graczy: karty postaci fabularne
    • Platforma: forum
    • Częstotliwość odpisów: 5-7 dni dla graczy/ 2-3 dni dla MG
    • Dokumenty Google: tak
    • Użycie AI: w przypadku grafik jest z pewnością dozwolone. To tylko obrazki do sesji, a nie dzieła sztuki w galerii 😉
    • Przewidywana długość sesji: ciężko mi ocenić,
    • Termin zakończenia rekrutacji: 1 września

    Wielka szkoda, @abishai . Sam bym wziął udział, gdybym nie miał sesji pod korek (szczególnie, gdyby do tego dodać, a jakże, Spheres of Power ). Może kiedyś?
  • Pipboy79P

    Oryginalny tytuł: Kultyści - Lato 2519

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; koga “Stara Adele”
    Czas: 2519.06.27; agt; wieczór
    Warunki: ładownia, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, sła.wiatr, pogodnie, ciepło

    link: https://www.stivesgallery.co.uk/imag...our_lights.jpg

    Zbór

    Nad zatoką wzdłuż jakiej wybudowano Neus Emskrank kończył się ciepły, letni dzień. Mewy jeszcze piszczały nad wodą i miastem ale one też już szykowały się do zakończenia dnia. Mieszkańcy, dokerzy oraz marynarze kończyli swój dzień roboty i udawali się do domów, tawern i karczm aby nasycić żołądki i ugasić pragnienie. Zaś w trzewiach jednej ze starych kryp jaka już od dawna nie pływała tylko bujała się na falach przyboju robiąc za pływający magazyn robiło się coraz tłoczniej i głośniej. W miarę jak kolejne postacie podchodziły do burty “Starej Adele” stukały umówione hasło a po chwili słyszeli nieregularne kroki i nad burtą pokazywała się głowa starego bosmana obwiązana chustą na marynarski wzór. Widząc kto przyszedł spuszczał na dół drabinę po której można było wejść na pokład a potem do tylnej nadbudówki i schodami na dół do krótkiego korytarza i ładowni. Gdzie można było spotkać znajome twarze jakie często nie widziało się od zeszłego tygodnia. Można było usiąść przy stole do wspólnego posiłku. Jak zwykle królowały ryby. To akurat nie było dziwne w portowym mieście. A Kurt był mistrzem w łowieniu, przyrządzaniu i podawaniu ryb. Nawet ze zwykłych płotek potrafił zrobić całkiem smaczną zupę rybną albo gulasz. Ale dzisiaj na stole królował tłusty sum i młody tuńczyk. Suma Kuternoga złapał sam a tuńczyka kupił od znajomego rybaka. Ale część rzeczy i tak trzeba było kupić. Odkąd zabrakło Karlika który sponsorował te posiłki trzeba było robić zrzutki podczas tych zborów. I to co się uzbierało jednego tygodnia szło na zrobienie gościny w następnym.

    Schemat się powtarzał co tydzień. Przywitanie, wspólny posiłek przy stole, luźniejsze pogaduchy o plotkach i strapieniach a także załatwianie pomniejszych spraw pomiędzy członkami zboru. W końcu to była jedna z niewielu okazji gdzie mogli się spotkać w jednym miejscu osoby z całkiem różnych warstw społecznych co poza burtami tego zboru byłoby nie takie proste. W samym zborze zaś mniej się liczyło pochodzenie a bardziej osiągnięcia dla grupy, staż i zaufanie jakim się cieszył u pozostałych. Tak zimą Egon awansował ze względnie świeżego rekruta na kogoś kto dorównywał autrytetem Kurtowi a ponad nim byli już tylko Silny i Łasica. Więc nawet jeśli na zewnątrz dla zachowania pozorów ktoś komuś musiał czapkować czy całować w rączkę to tutaj panowały dość braterskie i rodzinne relacje. W końcu w razie wsypy wszystkich ich by czekał marny koniec co pokazał ostatniej zimy przykład śmierci Karlika. Dziś jednak wyczuwało się większą ekscytację i podniecenie. Bo już w poprzednim tygodniu Starszy obiecał, że zapewne będzie miał do ogłoszenia coś interesującego. I faktycznie tak się stało. Gdy umył w misce ręce, wstał ze swojego miejsca w centrum złączonych stołów i wyszedł na środek ładowni. Zaraz za nim podążyła Merga. Znak, że właściwe spotkanie właśnie się zaczyna.

    link: https://i.pinimg.com/originals/ac/06...e51f6cb354.jpg

    - Drogie dzieci! Spójrzcie na nas! Spójrzcie na siebie! Rok temu nie było nas nawet pół tuzina! A teraz? Dwa tuziny! Spójrzcie jak rośniemy w siłę! To znak! To znak jak bardzo skorumpowane i zdeprawowane jest to miasto! To społeczeństwo! Jak bardzo podatne jest na podszepty naszych patronów! Nieważne którego! Nieważne skąd kto pochodzi i czym się zajmuje! Nieważne co ma na sumieniu! Wszyscy mogą znaleźć u nas swój dom i schronienie! Wszyscy możemy walczyć z reżimem zakłamanych ciemiężycieli którzy nas uciskają i oddają cześć słabym, fałszywym bogom! To my mamy rację! To my jesteśmy wyjątkowi, my jesteśmy wybrańcami prawdziwych bogów! To my zaprowadzimy w tym mieście nasze porządki! Wyrównamy rachunki krzywd! Dziś my musimy zginać karki! To my musimy się do nich fałszywie uśmiechać i udawać pokorę! Ale to się skończy! Nadejdzie dzień gdy to oni padną u naszych stóp i będą jęczeć o naszą łaskę! Oni będą się żreć między sobą dla naszej przyjemności i walczyć o okruchy z naszego stołu! Nie dzisiaj i nie jutro ale ten dzień w końcu nadejdzie! Pomścimy śmierć Karlika! Wygnanie Sebastiana! Mordęgę naszych sióstr i braci zakatowanych w kazamatach! Poddanych kaźni i straconych dla uciechy bezmózgiej tłuszczy! To my będziemy na szczycie i urządzimy to miasto po swojemu! - zamaskowany mężczyzna znany na zborze jako Starszy zaczął przemowę. A, że był płomiennym mówcom od razu porwał swoją publiczność. Dały się słyszeć oklaski, okrzyki poparcia i buntu na zastaną za burtami rzeczywistość. Wszyscy byli w jakiejś mierze buntownikami i rewolucjonistami walki z obecnym systemem. Dlatego ten system nie mógł dać im pardonu i musiał ich zniszczyć. Ale najpierw musiałby ich odnaleźć. A to jak dotąd siłom sterowanym z ratusza się nie udało. Ale przyjemnie było posłuchać jego przemowy jaka niosła nadzieję, że los się odmieni i to oni będą w końcu na górze.

    - Pierwszym krokiem będzie odnalezienie darów jakie zesłali nam bogowie. One gdzieś tu są. Szepczą do nas. Słyszymy ich głos. Ale trudno było go zrozumieć. Ale na szczęście jest z nami nasza czcigodna wyrocznia która potrafi usłyszeć mowę bogów i zrozumieć ich przesłanie. - Starszy zakończył przemowę żegnany oklaskami i cofnął się o krok do tyłu wskazując na rogatą kobietę o niesamowitym blasu bijącym z oczu i fioletowej skórze.

    link: https://i.imgur.com/szvwUUK.png

    - Dziękuję ci mistrzu. - Merga skinęła głową oddając hołd swojemu gospodarzowi i opiekunowi. Od chwili uwolnienia wiedźmy oboje okazywali sobie wzajemny szacunek stając się z czasem duetem który zarządzał całą grupą.

    - Myślę, że udało mi się odczytać słowa naszych patronów na tyle, że wreszcie mamy wskazówki jakie mogą nas doprowadzić do upragnionego celu. Każda z Czterech Sióstr zostawiła w tej okolicy skarby poświęcone swoim patronom. Co więcej odkryłam niedawno, że to zapewne tylko pierwszy krok i jest coś więcej. Dlatego echo tych tropów nakładało się na siebie i mnie tak długo zwodziło. Ale wreszcie mogę na to spojrzeć z właściwej perspektywy. - wyrocznia przechodziła spojrzeniem od twarzy do twarzy siedzących za złączonymi stołami i mówiła ciepłym, łagodnym głosem w jakim brzmiała jednak pewność siebie poparta wiedzą i doświadczeniem.

    To, że gdzieś “tutaj” są jakieś artefakty pozostawione przez legendarne Cztery Siostry to wiedzieli wszyscy na zborze już od paru miesięcy. Niestety nie wiedzieli wiele więcej dlatego nie bardzo było jak zacząć te poszukiwania. Ale wreszcie mieli przełom.

    Norra jaka poświęciła się krwawemu bogowi zostawiła swój wyczuwalny dla Mergi ślad w lesie. To musiało być w jakimś lesie, polana i stos czaszek na niej. Gdzieś na południu od miasta. Znamię było silne więc musieli być wyczuleni na wszelkie oznaki niezrozumiałego szału, ataków, buntów, walk i ogólnie aktom przemocy i rozlewowi krwi. Zwłaszcza takiego pozornie bezsensownego. Tak silny artefakt jaki Merga wyczuwała aż stąd musiał też jakoś wpływać i na umysły śmiertelników jacy byli znacznie bliżej tego miejsca.

    Oster zafascynowana Oczulkiem Nurgle powędrowała i wracała ze wschodu. Ona ukryła swój dar gdzieś pod ziemią. W jakiejś dziurze, jaskini, lochach czy czymś takim. Powinno być tam dużo wody, stojącej, zatęchłej wody w jakiej roi się od robactwa. Czyli pasowałoby to preferencji Ojczulla. Ta woda oznaczała, że może to być gdzieś w pobliżu moża, jeziora czy rzeki. No i jakieś lochy, ruiny czy coś takiego pod ziemią. Oznaką tego mogą być ogniska nieznanych chorób i innych błogosławieństw jakie tak szczodrze Ojczulek zsyłał na ten ziemski padół.

    Soren, wyuzdana ulubienica Księcia Przyjemności powędrowała na południe, w głąb kontynentu znacząc swój szlak spłodzonymi bękartami różnej maści. Ona też zostawiła prezent dla swoich wyznawców i tych co zdecydowali się podążać jej drogą. Tu jednak wyrocznia miała pewien dylemat. Wszystko wskazywało, że ów artefakt powinien być gdzieś na południu. W wodzie lub blisko niej, przy rzece, jeziorze, strumyku. Pewnie w ładnej i sielskiej okolicy sprzyjającej miłości wszelakiej i natchnieniu artystów. Bardzo możliwe, że miało to jakiś związek z syreną i alabastrem. Bowiem to nagłe pojawienie się wszelakich syren czy w snach, plotkach czy jako alabastrowych figurek w ciągu paru ostatnich miesięcy to też zapewne nie był przypadek. I ta syrena z Wrakowiska może być tego częścią. W każdym razie pamiątka po Soren powinna wabić do siebie kochanków i dewiantów, poetów i malarzy aby tam znależli ukojenie i spełnienie.

    Vesta zaś przemawiała do Mergi najsilniej. Być może dlatego, że poświeciły się temu samemu patronowi. A być może dlatego, że ten artefakt wydawał się być najsilniejszy lub był najbliżej. Całkiem możliwe, że na terenie samego miasta lub blisko niego. Raczej na zachód od rzeki Salt jaka rozdzielała miasto na dwie połowy. Objawem działania mocy Vesty powinny być dziwne zjawiska, zaburzenia czasu, nietypowe sny i wizje związane z czasem i symbolami z nim związane. Po prostu trzeba było mieć otwarty umysł na wszelkie nienaturalne zjawiska.

    - A oprócz tej sprawy z Czteremia Siostrami jest jeszcze coś. - Merga zakończyła omawiać to jakich śladów i gdzie powinni wypatrywać ale zanim zaczęli o tym rozmawiać wszyscy to podjęła nowy wątek. Spojrzała jednak na zamaskowanego lidera zboru aby teraz ten podjął ten wątek. Ten skinął jej głową i stanął obok niej zwracając się do pozostałych.

    - Tak. Merga wkrótce nas opuści. Wróci w swoje rodzime strony. Do Norsci. Jesteśmy w trakcie organizowania tej wyprawy. Wróci do nas prędzej czy później aby wspomóc nas w poszukiwaniach swoimi wyjątkowymi umiejętnościami ale też przez jakiś czas jej nie będzie. To jest też okazja dla nas. - Starszy przedstawił wieść jaka była nowością. Odkąd bowiem udało się uwolnić błękitnoskórą i złotooką wyrocznię cały czas była z nimi i chyba nikt się nie spodziewał, że mogłaby ich opuścić. Ta wiadomość wywołała na większości zebranych poruszenie i zaskoczone spojrzenia i szepty.

    - Tak, to prawda. Postaram się uzyskać tam pomoc dla nas. Ale nie ukrywam, że łatwiej by mi było coś ugrać jakby ktoś stąd popłynął ze mną. Ktoś silny i władczy. Moi współplemieńcy szanują silłę i zaradność. Mogą się sprzymierzyć z wielkim wodzem i silną armią. Ale pogardzają słabymi i żebrzącymi o pomoc. Na statek nie zabierzemy całej armii nawet jakbyśmy tu taką mieli. Ale też dobrze jakby mi towarzyszyli ludzie sprytni, silni i zaradni, jacy pomogliby mi przekonać moich sprzymierzeńców, że warto tu przypłynąć po chwałę i łupy. Że mają tu cennych i silnych sprzymierzeńców a nie słabeuszy i nieudaczników jacy liczą na ich łaskę bo sami nie umieją sobie poradzić. Dobrze też aby to bylu ludzie z więcej niż jednego patrona aby nie zamykać się na wsparcie od pozostałych. - złotooka mówiła prostymi słowami i poważnym tonem aby jej przekaz był czytelny i zrozumiały dla każdego.

    - Czcigodna jest pewna, że ktoś z jej plemienia do niej dołączy podczas wyprawy powrotnej. No ale im lepsze wrażenie na nich zrobimy, im silniejszym partnerem w interesach się pokażemy tym będą nas poważniej traktować. I tym większy będziemy mieć na nich wpływ jak już będą tutaj. I swoją drogą dlatego też musimy znaleźć kryjówkę dla ich łodzi, ludzi i zapewnić im wikt i opierunek pewnie też i rozrywki bo inaczej ich krewki charakter może obrócić się przeciw nam wszystkim. Wiem, że to dla was nowość więc na razie tylko o tym mówię. Macie czas na przemyślenie nad tym wszystkim. Ale za tydzień chciałbym już mieć odpowiedź. Musimy wiedzieć kto by zamierzał zostać na miejscu i zająć się poszukiwaniami Sióstr a kto by szykował się na wyprawę na północ. Sama wyprawa raczej nie powinna ruszyć wcześniej niż w połowie przyszłego miesiąca. Jak macie jakichś zaufanych ludzi co byliby skłonni do wyprawy do Norsci to też dajcie mi znać, może uda się ich zwerbować. Załogę tego statku też musimy skompletować. - Starszy dopowiedział jakie są te wstępne zamiary na drugą połowę lata. Szykowało się sporo wypraw. Ale myśl o kontyngencie norsmeńskich wojowników nie jako piratów czy rabusiów ale jako sojusznikach wydawała się bardzo kusząca. Tylko to było jak z ostrym toporem co w nieumiejętnych rękach może pokaleczyć samego właściciela. Element był to bardzo krnąbrny i trudny do utrzymania w ryzach, zwłaszcza w większej liczbie. Mistrz dawał wszystkim swoim dzieciom czas do przyszłego zboru aby się nad tym każdy na spokojnie zastanowił. Chociaż od razu Łasica i Burgund przyklasnęły temu pomysłowi i co prawda nie zgłosiły się z miejsca na wyprawę do Norsci ale w sprawie dostarczania rozrywek norsmeńskich wojownikom i wojowniczkom jakby się takie też trafiły to były bardzo chętne. Vasilij zaś zgłosił, ze zna wybrzeże na tyle, że dla samego statku i jego załogi to by kryjówkę znalazł. Chociaż nie ukrywał, że bytowanie trudnej teraz do oszacowania liczby wojowników z północy byłoby dla niego trudne do zorganizowania bez wsparcia reszty kultu. Starszy jednak zapewnił go nie zostwią go samego z tym ambarasem i pochwalił jego postawę. Jak i obu łotrzyc bo właśnie o taką współpracę z Norsmenami chodziło.

    Później zaczęła się już mniej planowa dyskusja wszystkich ze wszystkimi i o wszystkim. A na końcu te indywidualne rozmowy ze Starszym gdzie każdy mógł z nim porozmawiać o tych sprawach jakie niekoniecznie chciał poruszać przy wszystkich. Albo zapytać o radę czy zdać relację jak się posuwają sprawy jakie co jakiś czas mistrz zlecał niektórym kultystom. Nad portem słoneczny blask już dawno znikł gdy z jednej z zacumowanych na stałe kryp spuszczono drabinę. A potem co jakiś czas pojedyncze sylwetki, czasem duety, schodziły po niej na pirs po czym szły mieszając się z wieczornym, portowym gwarem i tłumem. Nic zdawało się nie wskazywać, że na tej starej i nieciekawej łajbie odbyło się jakieś nielegalne spotkanie. Dalej leniwie kiwała się na falach zatoki skrzypiąc cicho i uspokajająco wysłużonym drewnem i linami.


    Akurat żadna z nich to nie była ta, która wpadła portowemu oprychowi w oko. A też wyglądały gładko i jędrnie. Wszystkie wydawały się być rozbawione dotychczasową rozmową. Egon zarechotał na słowa pokojówki lady Mannlieb, dając gest, że później się do sprawy wróci. – Możesz wziąć, Silny – Egon zbyt nie był jakoś przywiązany do tego, którą z rzecznych ladacznic przyjdzie mu chędożyć. – Dobrze gadasz, Jutta, Adele zda mi się najlepsza dla nas. Ingrid niechaj dołączy do Silnego i Rune, będą chłopy miały dość roboty na noc, ha! Podszedł do Adele. Postanowił rzecz załatwić czym prędzej, bo noc uciekała, a oni jeszcze potrzebowali wstąpić do pracowni alchemicznej. Egon głowił się, ileż to lecznicze dekokty mogły kosztować - oczywiście, najwięcej pewnie musiał dostać Lars, ponieważ najwięcej razów dostał od orczego topora. Być może później, po drodze, mógłby rozpytać, czy przypadkiem w okolicy nie było więcej orczych napadów? Wszak zielone bestie zdawały się nie znać żadnego pana poza swoimi wodzami, jednak Egon czasem widywał na ich łysych czaszkach znaki, które przywodziły mu na myśl Krwawego Ogara. Egon ciekaw był, czy może jeśli pokazałby im fetysze albo banner, to czy dzikusy nie zatrzymały się przynajmniej, widząc swojego? Interesująca to była rzecz, ale nie na teraz. – Witaj, nadobna pani – skłonił się. – Zostaniesz z nami na tę noc? - Czemu nie kawalerze. - Brunetka uśmiechnęła się zalotnie. Po czym spojrzała na rudzielca. - Słyszałam, że macie duży rozmach co do planów na dzisiejszą noc. - rzekła jakby coś już Burgund zaczęła rozmowy w tej sprawie, zanim reszta do nich podeszła. - Adi, taka zdrowa i namiętna dziewczyna jak ty, na pewno podoła wyzwaniu. - Łotrzyca starała się ją zachęcić aby się zgodziła. Nawet nachyliła się nad stołem, przez co prowokująco wypięła się dla koleżanek i kolegów. Annika bez skrępowania zaczęła oglądać jej tylny profil. Jednak rudzieleć coś zaczęła szpetać ladacznicy na ucho. Nieco się odsunęła aby sprawdzić jej reakcję. - Doprawdy? - Adele popatrzyła na nią, jakby nieco z niedowierzaniem a nieco z rozbawieniem. Ta jednak pokiwała głową. - No cóż… To jak za całą noc to by było 20 monet. No chyba, że coś wymyślicie co podróży stawkę. - Podniosła głowę aby spojrzeć na Egona i resztę czy pasują im takie warunki. Burgund też się wyprostowała i teraz zaczęła szeptać na ucho gladiatora ~ Powiedziałam jej, że mamy apartament szlachecki i dużo zabawek. I za dodatkowe osoby to zwykle bierze się więcej a ceny są za jeden na jeden. To powiedziałam jej, że głównie tobą by musiała się zajmować bo ja z Anniką weźmiemy się za Juttę. Ale wiesz jak jest, jak już będzie z nami w pokoju i zabawa się rozkręci to pewnie i tak się wszystko wymiesza. ~ Dziewczyna z ferajny miała niezłą orientację w cenniku i zwyczajach ladacznic i zdawała sobie sprawę, że Adele czy któraś z jej koleżanek może zażądać więcej niż za zwykłe figle z jednym klientem. Więc starała się jakoś jej to osłodzić aby pozostała przy standardowej stawce. Na razie płatna, biuściasta brunetka zgodziła się ale zostawiła sobie furtkę jakby okazało się w nocy, że wymagają od niej czegoś więcej niż się teraz umawiali. Egon musiał przyznać, że rozeznanie Burgund w całej tej sprawie było zaiste tak dalekosiężne, jak nurty rzeki Salz, stąd aż do rozlewiska na Morzu Szponów. Zdawało się, że ulicznica dobrze rozumiała zwyczaje kurtyzan, toteż miał nadzieję, że kiedy przyjdzie im przekroczyć bramy Salzenmund, w podobny sposób uda jej się pociągnąć rzecz z krypą, którą wkrótce mieli posiąść, w ten czy inny sposób. – Rozmach rozmachem, ale żeliwo zgadzać się musi – Egon podrapał się po swoim kudłatym łbie z roztargnieniem. – Dziś Adelo będziesz usługiwać jeno mi, a z mymi przyjaciółkami zaczniesz, kiedy będzie ci się podobało lub też nie. Tedy myślę, że cena pasuje? Opłacę z góry, ile trza. I sięgnął do swej kabzy z grosiwem. - Oczywiście Adi, będzie mi przykro jeśli ja bym nie spełniała twoich gustów no ale dobrze, zrozumiem jeśli tylko Egon ci się podoba. - Burgund świetnie sparodiowała dramatyczny ton i pozę, kładąc sobie dłoń na piersi jak jakaś aktorka odgrywająca starożytne tragedie. Wyglądało to tak komicznie, że i ladacznice, i ferajna Egona, roześmiali się serdecznie rozbawieni. - Burgund, wiesz przecież, że różne rzeczy mogą się wydarzyć. Zwłaszcza jak chodzi o tak urodziwe i zabawne dziewczęta jak ty. - Adele odparowała w podobnie kokietującym stylu jakby towarzyszkom gladiatora nie była niechętna. No ale trzeba było się rozliczyć. - Ale robisz to z kobietami? Dobra jesteś w takie zabawy? - Annika włączyła się do rozmowy i przyglądała się płatnej kochance z zaciekawieniem. Ta uśmiechnęła się i wezwała ku sobie Ingrid jaka siedziała obok. Blondynka zbliżyła się ku niej i zaczęły wolny pocałunek. Mimo łagodności kilkuosobowa widownia przyglądała się temu z zaciekawieniem. - Czy tak może być? - Adele zapytała czarnowłosej pokojówki gdy jeszcze obejmowała swoją blond sąsiadkę. - Tak! Też tak chcę! - Annika roześmiała się serdecznie, w pełni usatysfakcjonowana. - A myślicie, że tą blondynę też możemy wynająć? - Ciszej zapytała kolegów i koleżanek jacy przeliczali monety ze swoich sakiewek. - No ja bym bardzo chętnie ją wzięła ale nie wiem czy nas stać. Chyba, że ciebie. - Burgund odparła gdy przeliczała na dłoni kolejne monety. - Ja mam z pięć brzdęków. Może dziesięć. Moja milady mi dała. Jak trzeba to mogę komuś w pysk dać. Może z tego by parę groszy było? - Czarnowłosa też sięgnęła do swojej sakiewki. Ale widać było, że jest dużo cieńsza niż kolegów i koleżanek. - Milady dała mi też jedwabne majtki. Może za nie coś bym dostała? - Popatrzyła pytająco po towarzystwie. - Może jak się te majtki spodobają którejś z dziewczyn to ci weźmie nieco taniej. Może z parę monet. - Burgund odparła tonem znawczyni tematu. - Jakby mi się spodobały to bym wzięła od klienta. - Uśmiechnęła się do pokojówki. - Ciekawe jak tu grają. Może dałoby się coś ugrać na dzisiaj. Jacyś frajerzy do wygolenia zawsze mile widziani. Tylko nie mój teren to nie wiem czy jacyś dzisiaj tu są. - Ruda głowa podniosła się aby rozejrzeć się po sali. Owszem widać było, że tam czy tu grają w kości albo karty i to całkiem popularna rozrywka. Ale trudno było tak na oko ocenić jakiej jakości są to gracze. – Styknie nam Adele, cokolwiek więcej chyba nam nie trza – Egon wzruszył ramionami. – A i tak będzie dość ciasno, jak może i Astrid przyjdzie, któż tam wie, co jej w głowie siedzieć może. Przeto miarkować się trza, izdebka wszakże wyśmienita, ale żebyśmy czasem tym chędożeniem ludziom się na głowy nie zwalili. No i… Trza nam pamiętać, że jeszcze nieco żeliwa trza, żeby mistrzów od wywarów opłacić, nie znamy wszak jeszcze cen. Zmiarkował, że Burgund gada jeszcze o grze w kości. – Nie moja rzecz, jak umiesz, to możesz uderzać do nich – Egon poniechał sprawy hazardu, był bowiem dla niego tak samo zrozumiały, niby magia, którą władał przebudzony czarownik Gonsar w swym mrocznym kurhanie. – Ale jak się zakręcisz, to wygraj co, a nie stratna bądź, he-he – klepnął Burgund w ramię. Zrozumiawszy, że sprawa z Adele była już zagospodarowana, Egon wyłożył swe monety na stół. – Dobra, to co, idziemy do alchemików? Burgund, jak chcesz się rozeznać w grze, możesz zostać. Może niechaj Jutta idzie ze mną, może zna te mistrze, co się w warzeniu dekoktów specjalizują? - No to może zostanę. Z tymi miksturami to wiele wam nie pomogę. Chyba, że do łożnicy by mieli to bym mogła się zakręcić. - Burgund chętnie przystała na pomysł aby została na miejscu. Po czym spojrzała jeszcze na pokojówkę lady von Mannlieb. - Annika, chyba na początek ja i Jutka będziemy musiały ci wystarczyć. A Egon zajmie się Adele. A potem to widziałaś, jak jej się spodoba to się do nas dołączy. A na pewno się spodoba bo przecież takie rasowe klacze jak my, to komu by się nie spodobały! Na początek ty i ja weźmiemy Jutkę w środek i zobaczymy jaka jest giętka i pojemna. Co ty na to? - Łotrzyca zagadała wesoło do czarnowłosej aby tej nie było tak żal, że stać ich tylko na jedną ladacznicę. - No my się jeszcze nie miałyśmy okazji poznać. Ale tak jak Burgund mówi, myślę, że może być całkiem ciekawie. - Mytniczka też była dobrej myśli na takie zabawy. Więc i Annika się do nich uśmiechnęła. - No pewnie, że tak. Dobra, to niech Lars i Astrid sobie wezmą tą Ingrid albo inną. Ja pójdę z wami. - Rozpogodziła się i machnęła ręką na bliższe zapoznawanie się z blond ladacznicą tej nocy. - No dobra to jesteśmy umówieni. To ja idę z Egonem do tych alchemików. Ktoś jeszcze idzie z nami? - Celnik rozejrzała się po gladiatorze i towarzystwie. Na razie tylko łotrzyca się zadeklarowała, że zostaje na miejscu. - A co, zgubicie się czy co? - Silny popatrzył na nich nieco kpiąco. - Jak chcecie to ja mogę z wami pojść. Ale nie znam się na tych miksturach. - Annika zaoferowała swoje towarzystwo. – Wspaniale – Egon zatarł ręce, widząc, że wszystko układa się, jak ma. – Annika, możesz pójść z nami, jak chcesz. Egon wolał pójść z Juttą przede wszystkim - prawdopodobnie znała tutejszych i być może Egon mógł się z czasem powołać na jej autorytet i znajomości, tudzież przywołać opowieść o lady Froyi van Hansen i orków. Może jeśli to zrobi, to mistrzowie alchemiczni dają mu nieco upustu? Miał się wkrótce o tym przekonać. Skinąwszy na swe dwie towarzyszki, skierował się do wyjścia z Łabędzia, choć tu i ówdzie rzucał spojrzenia za siebie, bowiem wieść o tym, że miała być bitka sprawiła, że krew buzowała mu w żyłach nieco mocniej. Jeśli trza by było ustawić paru łyczków, nie pogardziłby tym, bo od czasu bitwy z orkami minęło już nieco czasu. Wyszedł wreszcie. - To idźcie. Jakbyście trafili na jakieś zdrowe, namiętne wieśniaczki to dawajcie je do nas. - Burgund pomachała im dłonią na pożegnanie i uśmiechnęła się szelmowsko. - Tu Egon to sobie poradzisz. Ale ja to zostaje jakbyś tą wywloka wkurzyła kogoś na tyle, że chciałby jej przylać. No i… - Silny obdarzył łotrzyce uśmieszkiem pełnym wyższości na co ona przewróciła oczami. Ale też na koniec spojrzał w stronę trójki poszkodowanych w walce z orkami. Astrid, Lars i Rune dzielności nie brakowało ale w tej chwili nie byli w najlepszym stanie. - To bawcie się dobrze. My do zmroku powinniśmy wrócić. To trochę więcej niż pacierz w jedną stronę. - Jutta też pożegnała się od siebie. Po czym obie z Annika, wyszły za gladiatorem. - Tędy do bramy lądowej. Musimy wrócić zanim ją zamkną. A zamykają o zmroku. - Szatynka w białych bryczesach wskazała kierunek przed siebie. Znów szli chodnikiem z drewnianych bali, pomiędzy chatami i stodołami. Brama w palisadzie była otwarta. Na jej bokach były niewielkie wieżyczki, też z grubych bali. Ale nie aż tak wysokie i mocarne jak ta wieża nad rzeczną bramą. Gdy wyszli poza ogrodzenie dojrzeli kilka obejść. Chłopskie chaty, stodoły, obory, jakieś szopy. Właściwie to już wyglądało na małą osadę jaka przylegała do rzecznej tawerny. - Tu jest kowal. Podkuwa konie i wyrabia różne metalowe rzeczy. Głównie dla klientów z Łabędzia. A tam głębiej jest bartnik. Ma miód, maści z miodu, wosk, świece z niego robi ale cicho bo nie ma licencji. Ale i tak w Łabędziu to głównie od niego miód i świece biorą. I miód pitny. Bo on chyba z Ostlandu albo Kisleva jest. A wiadomo, Ostlandczycy to w połowie Kislwvczyvy. Wesołe, dorodne córki ma. - Idąc przez osadę, mytnik tłumaczyła im co mijają. Aż minęli ostatnie budynki i znaleźli się na polnej drodze w lesie. - To tędy. Do tych alchemików. Oni tu głównie mają skład. Bo wiadomo, wiele składników na te ich mikstury i maści to jest z lasu, rzeki albo bagien. Więc w mieście i to trudno i drogo. Więc zbierają i skupują tutaj. Ale większość wysyłają do Saltmundu. Tam mają sieć sklepów i aptek. - Opowiadała im po drodze co i jak tu działa na lokalnym rynku. Magazyn alchemików Egon szedł wolno. Zmierzchało się już, tedy mieszczanie z wolna poczęli rozpalać lampy olejne na swych drogach, które, jak zauważył, były różnorakiej jakości, inne od tego, do czego był przyzwyczajony w mieście: tu i ówdzie znalazły się kocie łby, które pozwalały na swobodny i szparki marsz, jednak w paru miejscach kamienie były zapadnięte, a droga przechodziła w ubity, nieco zabłocony trakt. – Dorodne córki, powiadasz… – Egon pogładził brodę, wiodąc wzrokiem po domostwie bartnika, licząc, że właśnie miał owe dorodne córki zobaczyć. Ocknął się jednak i dodał: – Ano, co tam gadać, pewnie tu na miejscu niewielu mają do zrobienia porządnego interesu. Język swędział Egona, żeby powiedzieć Jutcie o całym wybiegu ze statkiem, ale nie mógł zdradzić się ze swym zamysłem. Wtedy, niby przelotnie, zapytał: – Tak po prawdzie nie znamy się długo. Rzeknij co więcej o tym twoim mytnikowaniu. Długo z tymi piratami kłopot macie? Z tym Haynrichem Wagnerem długo się znasz? Zdaje się, że człek konkretny, ale w poznać od razu, że w rzyci ma kij, niby lancę. - No synów barnik też na jurnych ale ciebie to pewnie córki by bardziej interesowały. A takie zdrowe, rumiane, jedna blondynka druga kasztanka. Ta najstarsza to już wyszła za mąż to wyjechała stąd ale też była niczego sobie. Ta moja koleżanka ze stajni, to ich sąsiadka to trochę o nich wiem. - Jutta zaśmiała się na uwagę kolegi i powiedziała nieco więcej o rodzinie bartnika. - Próbowałaś ich? Tych córek też? - Czarnowłosa spojrzała na nią zaciekawiona. - Tak trochę. Zdarzało mi się kończyć z nimi na sianie w stodole ale to większe zabawy były. A to festyn, a to odpust, a to wesele. Tak jeden na jeden to ich nie próbowałam. Ale jak się z nimi spotkam to raczej jest sympatycznie. Jak chcecie to możemy do nich zajść jak będziemy wracać. Powiemy, że chcemy kupić maść na rany, świece albo miód pitny czy coś. I, że dopiero przypłynęliśmy to dlatego tak późno. - Celnik podsunęła im myśl do rozważenia. A na razie szli leśna drogą w głąb lasu. - A Wagnera znam tak sobie. Regularnie pływam z Neus Emskrank do Saltmundu i z powrotem. Ale na różnych krypach. To czasem trafiam na niego. Inni mytnicy też tak robią. W Saltmundzie mają wilcze statki no ale one ruszają do grubych spraw albo od razu na morze. Tych piratów mieli szukać ale ich nie znaleźli. Oni to od niedawna grasują. Parę tygodni. Może miesiąc. To trochę dziwne, że nikt ich dotąd nie widział. Pozostawiają zakrwawione, puste łodzie i znikają jak duchy. Dziwne. - Zamyśliła się gdy mówiła o tych piratach. - A wy? Skąd się znacie? - Zerknęła na nich z ciekawością. Odkąd weszli w las, zrobiło się ciemniej. O ile nad rzeką dzień już się kończył ale wciąż było widno, to pod drzewami zmierzch przychodził wcześniej. – Z miasta – odparł po prostu Egon, który, nauczony łganiem Łasicy i Burgund, wiedział, że najlepsze kłamstwa bywają półprawdami. – Ja sam jestem najemnikiem z Middenheim, ongiś na arenach biłem się… Choć po prawdzie i jeśli by dobrze płacili, to dawałbym w mordę łykom dalej. Moich kompanionów poznałem w Neues Emskrank w karczmach, ot, cała historia. Burgund przy kurwieniu się – Egon zaśmiał się. – Do bartnika zachodzić nie trza, dużo nam roboty na noc będzie, a i wszystko opłacone – mówił, mając na myśli Adele. – Chodźmy czym prędzej do alchemików, zanim słońce zanim zajdzie. Łuczywa nie mam, a pewien nie jestem, czy polegać będzie można na lampach przy drodze. Wiedziony przeczuciem, rzekł jeszcze: – Sam bym tych piratów rad spotkał, wyglądają na sprawne bastardy. Tyle statków tak gracko ogołocić, dobrzy muszą to być wojownicy. - Albo jakiś potwór. Właściwie jak nikt ich nie widział aby to opowiedzieć, to nie wiadomo kto to jest. - Mytniczka wzruszyła ramionami przekazując im kolejną plotkę o tych pirackich napadach. - No cóż. Mam nadzieję, że cokolwiek to jest, to temu podołamy. Chociaż ja to bym wolała bez przygód dopłynąć do Saltmundu. - Przyznała, że ona sama wacle nie pali się do walki. - Ja to trafiłam do hospicjum przez dziwne sny. Myśleli, że jestem wariatka. I w ogóle agresywna. - Annika powiedziała coś o sobie. - Ale dzięki bogom Otto i moja milady mnie stamtąd wyciągnęli. I Marissę. Ona też tam siedziała. I powiem wam, że tak dobrze jak u mojej milady teraz to jeszcze nie miałam. Mamy z Marissą własny pokój. Są trzy łóżka a nas jest dwie. Codziennie mam jedzenie i taką lurę jak w hospicjum. No i nasza milady jest dla nas bardzo dobra i miła. I bierze kąpiel codziennie. A my jej pomagamy. - Czarnowłosa dodała nieco więcej szczegółów. Ale o snach oraz, relacjach ze swoją milady dość oględnie. Tylko enigmatyczny uśmieszek gdy spojrzała na gladiatora, sugerował kosmaty podtekst tej znajomości. Na razie jednak szli przez ten ciemniejący las. Aż mytnik powiedziała, że już niedaleko. I miała rację. Jeszcze ze dwa zakręty i zobaczyli bramę wjazdową i proste ogrodzenie z belek. Raczej przeciwko bydłu bo ludzie bez problemu mogliby przejść pomiędzy belkami. Gdy jednak podeszli jeszcze bliżej ujrzeli coś nietypowiego. - A to co? - Annika zdziwiła się. Widać było dużą chatę i jakieś stodoły czy inne budynki gospodarcze. W niektorych oknach już paliło się światło. Ale najbardziej w oczy rzucał się powóz. Drogi, porządny, zaprzęgnięty w dwie pary koni. Godny szlachcica, bogatego kupca czy kapłana. - Tu zawsze tak jest? - Pokojówka milady zapytała mytniczki. Ta wzruszyła ramionami i odpowiedziała po chwili. - Bo ja wiem. Nie za każdym razem jak nocuję w “Łabędziu” to tu zachodzę. Właściwie tylko ze dwa, trzy razy tu byłam. No ale cóż. Przynajmniej widać, że jeszcze otwarte. - Mimo, że też wyglądała na zaskoczoną tą sytuacją to wydawała się brać to za dobrą monetę. Na koźle siedział stangret i chyba z nudów obserwował ich nadejście. Miał na sobie brunatny, porządny płaszcz a pod spodem kubrak z barwnymi dodatkami. Chyba ich trójka idąc spokojnie, nie wzbudziła jego podejrzeń bo zachowywał się spokojnie. Gdy podeszli jeszcze bliżej i obeszli konie widać było trójkę pasażerów. Rosły mąż opierał się o słup ganku. U pasa miał miecz, pistolet a na sobie brygantynę. Wyglądał na ochroniarza albo wojownika. Co chwila pluł pestkami słonecznika jaki przeżuwał w flegmatycznym tempie. A przy samym wozie stały dwie damy. Młode, szczupłe, wypielęgnowane. Chyba o czymś rozmawiały ale jak zobaczyły nadchodzącą trójkę to zamilkły i obserwowały ich z zaciekawieniem. - Moja milady ładniejsza. Ale te też całkiem, całkiem. - Annika szepnęła z krzywym uśmieszkiem patrząc na te dwie stojące przy powozie. - Ciszej. To mogą być szlachcianki. - Jutta widocznie nie chciała kłopotów. Ale też ciekawie się przyglądała tym dwóm kobietom. Półmrok pod drzewami utrudniał już dostrzeżenie detali ale widać było, że mają eleganckie, barwne suknie, starannie upięte włosy i ładne, błyszczące kolczyki. - No ale tak, niczego sobie. - Po dwóch krokach zgodziła się z Anniką w ocenie atrakcyjności obu kobiet. Egon, zorientowawszy się, że to niemalże już noc zapadała, stał się bardziej czujny. Choć tu, w miarę blisko Łabędzia, można było spodziewać się, że będzie jakaś ochrona, straż i tyle, ile tylko mogło wysupłać ze swej kiesy miasto, wojownik wiedział, że bandy orków i zwierzoludzi, czasem wygłodniałe i zdesperowane, mogły podchodzić i tutaj. Szczególnie zaś orkowie mogli szukać zemsty za rozgromienie ich na plaży. Zielonoskórzy zdawali się odradzać na podobieństwo hydry, okrutne niby rosomaki i gżące się między sobą na podobieństwo królików, przeto wybicie nawet całego plemienia lub wielu plemion nie gwarantowało bezpieczeństwa. Kiedy doszli wreszcie do warsztatu alchemicznego, Egon przywitał widok bez większego zdziwienia. Wojownik spodziewał się, że wszak normalną rzeczą byłoby, gdyby chata mistrzów była chroniona jakoś znaczniej. Wiedział, że dekokty mogły być warte sporo złota, toteż chata mogła być celem zwykłych rabusiów, a i jakikolwiek mutant, który mógł zwiedzieć się dziwnymi ścieżkami mógł obrać ją sobie na cel. – Witajcie, moiściewy – Egon skłonił się prewencyjnie, nie wiedząc, z kim ma do czynienia. – Jakże dzień minął? My do mistrzów warzelni po dekokty, bo kompanioni nasi ranni. Wyrzekłszy te, zdało mu się, dość neutralnie brzmiące i w miarę dyplomatyczne słowa (cóż - wszak nie był blagierem pokroju Burgund albo Łasicy), oczekiwał odpowiedzi. Skoro on się zatrzymał aby się przywitać to i jego obie towarzyszki zrobiły to samo. Skinęły głowami do jego słów. I na przemian wodziły wzrokiem po całej trójce stojącej na ziemi i jeszcze woźnicy na koźle. Ten akurat wyjmwował i nabijał fajkę i tylko im skinął w odpowiedzi. Ten ochroniarz przy słupie lekko wzruszył ramionami jakby mu było wszystko jedno. I sięgnął po kolejne ziarno słonecznika, jaki wsadził sobie do ust. Więc przywitanie się, przejęły te dwie młode kobiety. - Witaj kawalerze. Może trochę poczekasz? W środku jest nasz szef i załatwia interesy. Nie lubi jak mu się przeszkadza. Może poczekasz tu z nami, na niego? - Zaćwierkała słodko pierwsza z nich. Druga pokiwała głową na znak zgody. - Koleżanki też zapraszamy. Co tak będziemy słupy podpierać jak Plujka. - Wskazała na tego w pikowanym kaftanie. Ten lekko pokręcił głową i beznamiętnie wypluł kolejną pestkę. Jutta i Annika popatrzyły na to wszystko i na koniec na Egona. – Oni też chyba nie są stąd – Szepnęła mytniczka ale nie była pewna jak teraz postąpić. Egon zmrużył oczy na wzmiankę o “szefie” i o tym, że coś tam stary miał załatwiać jeden na jeden z alchemikami. Jego ręka instynktownie powędrowała na rękojeść topora, jak gdyby cała rzecz miała być jakimś wybiegiem. Lub, może, z drugiej strony, naprawdę był to jakiś kupiec, co zamarudził na szlaku i dopiero teraz musiał się odkuć? – Zwę się Egon, Salzenmund – umyślnie zrobił pauzę między swym imieniem, by nie było od razu jasne, czy pochodzi z Salzenmund czy do niego zmierza. – Późny wieczór jest, lulki palicie? Całkiem zacne mam, w mieście kupiłem… Myśmy z towarzyszami do mistrzów dekoktów przyszli, bo kompanioni nasi ranni. Orkowie, uważacie? Przeklęte bestie poraniły nas. Pryncypał wasz także w interesach? Egonowi nie podobała się rzecz. W nocy wszystko mogło się stać i cała rzecz zdała mu się na pierwszy rzut oka podejrzana. Kupiec nocną porą był rzadki, tedy postanowił się mieć na baczności. - Miło cię poznać dorodny kawalerze. Ja jestem Mira a to moja przyjaciółka Katja. - Jedna z kobiet wskazała na tą drugą. - I tak, lulki palimy. Chcecie trochę? Jak i tak czekamy na szefa to możemy chyba poczekać razem. Dla koleżanek też starczy. - Katja otworzyła drzwi do powozu i weszła tam na chwilę. ~ One z tobą flirtują. ~ Jutta szepnęła do gladiatora. Wciąż miała minę, jakby nie była pewna co począć. Zerkała to na obie kobiety, ochroniarza co dalej żuł słonecznik, albo na świecące się okna chaty do jakiej zmierzali. ~ Ja bym też z nimi mogła ale jesli nie lubią z dziewczynami to szkoda mi na nie czasu. Szkoda, że Burgund nie poszła. Ona się zna na takich gadkach. ~ Annika cmoknęła z niezadowolenia, że zabrakło im obrotnej, pyskatej łotrzycy. W międzyczasie Katja zwinnie zeskoczyła z powozu, trzymając małą szkatułkę. Obróciła się aby postawić ją na podłodze pojazdu, otworzyła, i chyba naprawdę zaczęła szykować te lulki. - To spotkaliście jakieś orki? Daleko? Coś wam te paskudy zrobiły? - Mira wydawała się być zaciekawiona tym wątkiem. – Witajcie – Egon skłonił się raz jeszcze i szepnął do Anniki i Burgund – Cóż wam szkodzi? Chodźcie, jak wam nie wygodzi, to zostawicie rzecz. Egon jednak sięgnął do swojego zapasu: wyciągnął faję i nabił ją odpowiednio. Miał co prawda parę zwitek, by nabić tytoń i na nie, jednak, nauczony w Neues Emskrank, zapalił nieco i naładował odpowiednią ilość do cybucha, a tytoń odpalił. Dla Anniki i Jutty machnął ręką, czy nie chciałyby spróbować od obcych kobiet. – Aaa, szkoda gadać – podjął Egon rzecz o orkach. – Wielka bitwa, dobrze, żeśmy się pojawili w czas! Paru niewiastom udało się nam przyjść po pomoc. Myślę, że może być i tak, że te zielone bestie mścić się chcą i kiedy zaatakują jeszcze. Ale, póki co, rozgromione są. - Oh, to jeszcze uratowaliście jakieś niewiasty od tych orków? Cóż za historia! Tożeście prawdziwi bohaterowie. - Mira z koleżanką, wyglądały na zachwycone dobrą historią. - Uratować damy przed tym orczym plugastwem to jak w jakimś rycerskim eposie. - Katja zgodziła się z koleżanką. Zdążyła już nabić swoje lulki. Były smukłe, eleganckie, może nawet srebrne bo błyszczały metalicznie. Też gestem poczęstowały trójkę przybyszy. Bo Jutta z Anniką podążyły za kamratem i też wydawały się zaciekawione dwójką urodziwych kobiet. Mytniczka stała bliżej Katji, to od niej przyjęła prezent. Z ciekawością zaciągnęła się i od razu zakaszlała. Ale aromat jaki się wydobywał przyjemnie uderzał w nozdrza. To nie było zwykłe bagienne ziele jakiego używało pospólstwo. Pewnie dlatego jak celnik przezwyciężyła pierwszy atak kaszlu to z przyjemnością zaciągnęła się ponownie. Po chwili i Annika dostała swoją lulkę do palenia. - A to daleko była ta bitwa z orkami? Bo my dziś w “Łabędziu” nocujemy to raczej powinno być w spokojnie. Ale rano musimy ruszać dalej w drogę. - Katja zainteresowała się większą ilością detali o tej walce. - Spokojnie? Widziałaś jak karczma jest zapchana? Dobrze, że udało nam się pokój dostać. - Mira prychnęła z irytacji na wspomnienie o tłoku i hałasie w zajeździe. - No tak, ale jednak jest palisada i bramy, to raczej orki nas nie napadną w nocy. - Koleżanka doprecyzowała o co jej chodziło. - O. To wy też dzisiaj będziecie nocować w “Łabędziu”? - Dla celnik była to przyjemna niespodzianka. - No tak. To jedyny sensowny adres w okolicy. Przecież nie będziemy nocować w tamtych chłopskich chatach. - Mira machnęła dłonią mniej więcej w stronę rzeki. - O, to może będzie okazja poznać się bliżej. My też tam nocujemy. - Annika miała większą wprawę w paleniu, więc się nie krztusiła. A przez obłok aromatycznego dymu, podziwiała sobie fryzury, twarze, szyje i dekolty rozmówczyń. Z bliska wyglądały jak damy. Bił od nich nienachalny zapach kwiatowych perfum. Zachowywały się swobodnie i naturalnie. Rozmowa z trójką obcych, nie stanowiła dla nich przeszkody. Suknie jednak miały śmiało zarysowany dekolt a ciemnowłosa Katja to nawet miała odsłonięte ramiona. Mira miała włosy pewnie kasztanowe lub rude. Trudno było w tym słabnącym świetle być pewnym. Obie uśmiechnęły się na wieść, że trójka nowych znajomych też nocuje w tej samej karczmie. - To może jak szef skończy tu interesy to faktycznie się tam spotkamy. - Mira dała znak koleżance. I ta znów wspięła się i zniknęła w mroku wnętrza powozu. Egon nie był całkiem przekonany do nieznajomych. Iście, wydawało się, że były to jakieś szlachcianki albo przynajmniej córki kupca, co odpowiednio zarobił grosza, aby uposażyć swe dziatki. – Handlujecie w dekoktach? – zapytał Egon, licząc, że skoro szlacheckie dziewki rozgadały się nieco, uda się je nieco więcej pociągnąć za język. – Bitwa z onymi orkami nie tak daleko, zda mi się, że jakie dwie albo trzy staje stąd – Egon liczył naprędce. – Z tymi kreaturami żartów nie, rzekłbym. Rzeknijcie nieco więcej o tym waszym szefie, czy długo tam jest? - No na moje oko to nawet za długo. Ale cóż, my kobiety, wiecznie czekamy na was, mężczyzn. I nie, nie zajmujemy się handlem dekotami. Ale szef ma tu interes to z nim przyjechałyśmy. A ta bitwa to była w dół, czy w górę rzeki? Tylko wy przeżyliście? Koniecznie musicie nam o tym opowiedzieć! - Mirę ta bitwa z orkami, wyraźnie ciekawiła bardziej niż czekanie na szefa. A Katja znów zwinnie zeskoczyła z powozu. Tym razem trzymała w dłoni gąsiorek a w drugiej dłoni miała kilka małych, podróżnych kubków. Zaczęła wręczać gościom te naczynia a gdy druga dłoń jej się zwolniła to odkorkowała butelkę i zaczęła polewać trunek. - Jedziemy do Neus Emskrank. To przy morzu, na samym końcu Salt. Ale to pewnie jutro. Chyba, że szef zmieni plany. A wy też tam? Jesteście powozem czy statkiem? - Katja pytała w miarę jak rozdzielała napitek. Okazało się, że to coś wiśniowego, pomiędzy winem a nalewką. Trochę kwaskowate a jednocześnie słodkie jak płynna wiśnia. - My łodzią, do Saltmundu. Więc trochę nam nie po drodze. Ale dziś jeszcze wszyscy będziemy w “Łabędziu”. - Jutta przyjęła poczęstunek i upiła z niego łyk. Annika zrobiła to samo. - A, do wielkiego miasta, do stolicy. No tak, wielu do nas zmierza. My właśnie stamtąd jedziemy. Ja starałam się namówić szefa aby popłynąć rzeką bo bezpieczniej. Ale on dopiero co kupił to cacko i koniecznie chce się nim pobawić. - Mira pokiwała głową w zadumą i eleganckim ruchem upiła ze swojego kubka. A jak mówiła to wskazała na powóz jaki wyglądał na drogi. – W dół rzeki była – rzekł Egon, który w zasadzie nie miał żadnego powodu, żeby się kryć z całym zajściem. – Nie… My okrętem płyniemy do Salzenmund, Egon wziął podróżną szklanicę na wino i upił nieco. Co prawda nie przepadał za dziwacznymi nalewkami tego rodzaju i wolał zwyczajne piwo lub wino, jednak tutaj przynajmniej nalewka nie była obrzydliwa. – Mmm. Rzeczecie dużo o tym waszym szefie. A kim on jest, jeśli idzie spytać? I czemu akurat musi być sam z alchemikami? - A bo on nie lubi, jak mu się przeszkadza w interesach. - Mira pozwoliła sobie na lekki ton i chciała chyba powiedzieć coś więcej ale usłyszeli jak za nimi otwierają się drzwi. I prawie od razu dał się słyszeć męski, nieco rozbawiony głos. - A kogóż to tak zabawiają moje sikoreczki? - Mężczyzna zatrzymał się zaraz za drzwiami. Był niski i miał wydatny brzuch. Jak ludzki karzeł albo niziołek. Trudno było dostrzec rysy twarzy bo światło wciąż otwartych drzwi oświetlało jego boczne profile ale front sylwetki pozostawał w jeszcze głębszym cieniu. Stanął i ujął się pod boki. Głos wydał się Egonowi jakby znajomy. Ale nie był pewien. - Dobrze, że już jesteś. - Mira ruszyła szybko w jego stronę, Katja pozostała na miejscu. Jutta i Annika wymieniły się z kolegą szybkimi spojrzeniami ale czekały na rozwój wydarzeń. W międzyczasie dama zdążyła podejść do niskiego mężczyzny. - Ci mili państwo właśnie tu przyszli i opowiadają o wielkiej bitwie z orkami jaka miała miejsce w dole rzeki. Tam gdzie mamy jutro jechać. Może sam z nimi porozmawiasz? - Kobieta z pewnym niepokojem przekazała te wieści i jakby z nadzieją, że teraz szef się tym zajmie. - Doprawdy? - Podniósł na nią wzrok ale zrobił dwa kroki do przodu jakby chciał się przyjrzeć bliżej wspominanej trójce. - A niech mnie! Kogo ja widzę! - Roześmiał się radośnie i znalazł się na tyle blisko krawędzi ganku, że wyszedł z cienia. Teraz i gladiator go rozpoznał. To był Theo. Impresario areny z Neus Emskrank. – Spotykamy się raz jeszcze – Egon rzekł po chwili milczenia, zastanawiając się, jak mały był świat wokół miasta portowego. – Jak tam interesa? – zapytał gladiator. Pamięć Egona o Theo była zaiste zatarta. Wojownik pamiętał, że jakieś interesa swojego czasu Theo chyba robił z Burgund albo Łasicą ongiś, jednak było to przed jego podróżą do Norsci, tedy, zdało mu się, że całe wieki upłynęły od tamtego czasu. Wtedy jeszcze Merga była zamknięta w lochu inkwizytorów, zaś on pracował w cytadeli obok Silnego. - Oj nawet nie pytaj. Coraz trudniej związać koniec z końcem. Odkąd odszedłeś to już nie jest to samo. - Niziołek westchnął żałośnie jakby był w dołku finansowym. - I dlatego kupiłeś to? - Jutta wskazała na stojący, elegancki powóz ze stangretem i czterema końmi. Słysząc to, Theo roześmiał się rubasznie. - Dokładnie tak sikoreczko! To inwestycja na chude lata! - Dalej rechotał wesoło aż stopniowo udzieliło się to czterem kobietom. Podszedł do nich i ujął dłoń celnik. - Twoja bystrość dorównuje tylko twojej urodzie pani. Jestem Theo, pokorny sługa pięknej pani. - Zachował się szarmancko, że szatynkę trochę zamurowało. Wyciągnęła ku niemu dłoń aby mógł ją pocałować. - Jutta. Jutta Czerwona. - Przedstawiła się starając się zapanować nad głosem. - A druga piękna dama? - Theo zwrócił się do pokojówki o czarnych włosach i potraktował ja podobnie. - Żadna dama. Dama to jest moja milady. Annika jestem. - Przedstawiła się i zdawała się być mniej odporna na jego urok. Choć też jakby zmiękła na chwilę. - Cudowne niewiasty, wybaczcie mi, że przez chwilę nie będę mógł się ogrzewać waszym pięknem ale muszę zamienić słowo z moim przyjacielem. - Niziołek skłonił im się nisko i pozostawił je pod wrażeniem. A sam wrócił się do gladiatora. - Bystra kobieta to najsłodszy miód na twoim talerzu. Albo najgorszy dzięgiel na twoim języku. Nasze powiedzenie przyjacielu. - Rzekł do Egona dużo ciężej i z szelmowskim uśmiechem. - A to ty ich znasz Theo? - Gdy do nich wrócił, Mira wreszcie dostała okazję aby wyrazić swoje zdziwienie. - Oczywiście. Egon był jednym z moich chamiponow areny. No ale niestety później inne sprawy go odciągnęły. Możesz sikoreczko przygotować nam coś do picia? - Niziołek poprosił wyższą od niego kobietę a ta bez słowa ruszyła w stronę powozu. I teraz na chwilę zostali na werandzie tylko we dwóch. - Co tam u ciebie przyjacielu? Cieszę się, że cię widzę w dobrym stanie. - Zagaił towarzysko do swojego znacznie masywniejszego rozmówcy. Egon wzruszył ramionami, przez parę dłuższych chwil zbierając myśli. Trudno by było rzec Theo o wszystkich przygodach, które doświadczył na wybrzeżu Morza Szponów, było tego po prostu zbyt wiele - cytadela, uwolnienie Mergi, potem porwanie się na świątynię Mannana, wreszcie Norsca, powrót zza wielkiej wody i znowuż sprawy w Neues Emskrank, a także nieumarły czarownik czekający nań w kurhanie. – Dużo rzeczy po prawdzie – w roztargnieniu wypił nieco nalewki przygotowanej Katję, nie wiedząc sam, od czego zacząć. – Kopę lat ciebie nie widziałem, ot, taka prawda…! Myślałem, żeś gdzieś wsiąknął od czasu, kiedy inkwizytorzy przetrząsali miasto i wiem, że swojego czasu zatrzymań było sporo… Zrobił tu pauzę, aby wreszcie pociągnąć: – Zmierzamy do Salzenmund, ja i moi kompanioni – rzekł wreszcie. – Ponoć piraci rzeczni dręczą wszystkich i jakaś dziwna sprawa, statków nie zabierają, ale wyrzynają wszystkich do nogi. Przeto interes zwęszyliśmy, czy przypadkiem to nie jest zacny interes, obłowić się na piratach. Rzecz ciekawa, tyle statków zostało. Egon, będąc z Juttą, wolał nie gadać nic jeszcze, że prawdziwym celem ich podróży jest przydybanie statku właśnie, ale zarzucił rzecz o nim, żeby Theo podchwycił. – A, i zielonoskórzy. Przeklęci orkowie zaatakowali milady van Hansen, kiedyśmy płynęli rzeką. Straszliwa walka, tedy żeśmy tutaj zawitali, bo kompanioni moi ranni są. - Ano dręczą, dręczą. Dlatego wybrałem drogę a nie rzekę. Wolałem nie ryzykować. - Niziołek szedł spokojnie na swoich krótkich nogach. A Egon musiał uważać aby się z nim zrównać. Szli wzdłuż werandy powoli oddalając się od powozu i grupki kobiet. Minęli Plujkę, jaki dalej flegmatycznym tempem łuskał słonecznik. - I chcecie się wziąć za nich? No ambitnie, ambitnie. Ale chyba masz kogoś jeszcze niż te dwie dziewuszki? Uroczo wyglądają i ta jedna jest całkiem bystra. No ale wiesz przecież, że w walce to niekoniecznie ma znaczenie. - Lekko skinął głową w stronę skąd odeszli. - I na wszystkie rogaliki tego świata! Te orki zaatakowały naszą milady van Hansen?! Słyszałem, że dzielna jest i szermierkę ćwiczy. Ale po prawdzie to nie miałem okazji tego sprawdzić. Winszuję więc tobie i jej, żeście sobie mogli pomóc. Szkoda, że na arenie nie mam takiego orka czy dwóch. Takie walki z nimi byłyby zapewne bardzo malownicze a widownia to lubi. Albo z jakimiś zwierzoludźmi. To to samo. - Pokiwał głowę, jakby nawet z takiego zdarzenia potrafił dostrzec jakąś opcję dla swojego biznesu. - I macie rannych po tej walce? - Podniósł głowę aby spojrzeć na owal twarzy brodacza. - Więc przyjacielu. Chodźmy. Dopiero co z nimi o tym rozmawiałem. - Zawołał wesoło i z miejsca obrócił się z powrotem u wejściu do chaty i czekającemu powozowi. Teraz przyspieszył choć dla długonogiego to nadal przypominało spacerowe tempo. - I mówisz do Saltmundu płyniecie? Oh żart bogów. A ja właśnie stamtąd wracam. Dobrze, że bogowie choć teraz pozwolili nam się spotkać. A jak u ciebie przyjacielu z planami planami powrotu do miasta? Nie myślałbyś do nas wrócić na arenę? Ah! I jak ta twoja koleżanka? Norma to Axe? Masz z nią jakiś kontakt? Może jest dziś gdzieś z tobą? Widownia ją polubiła. Może nie tak jak ciebie no ale też. A sam wiesz, że aż tak wiele walczących kobiet u nas nie ma to jak już się któraś trafi to od razu wszystkim wpada w oko. - Powoli zbliżali się do wejścia a niziołek widocznie też zapamiętał wojowniczkę z północy. Toporniczka jednak przez ostatnie tygdnie głównie była osobistą gwardzistką Mergi Złotookiej. I po obrabowaniu świątyni Mananna wraz z nią, nim i resztą kultystów, odpłynęła do ojczyzny rogatej wyroczni. Tylko w przeciwieństwie do Egona, tam z nią została. Miała w planach wrócić razem z nią do Neus Emskrank, ale na razie trudno było zgadnąć kiedy to nastąpi. – Trudno rzec, gdzie poszła – Egon wzruszył kolejny raz ramionami. – Norma pewnie będzie wolała zostać u swych pobratymców, cóż tam będzie się z południowcami zadawać. Jak z Norsci nie wróci, niewiele idzie myśleć, co tam we łbach tych Norsmenów siedzi. Co do areny zaś, trudna rzecz, inne sprawunki zajmują mi głowę. Egon przez chwilę pomyślał, ile uwagi będzie wymagało doprowadzenie starego czarownika do stanu używalności, ile wysiłku trzeba będzie, aby wyprawić statek i przeprowadzać przezeń brańców, wreszcie, poskromienie bestigorów było niemalże kampanią wojenną. – Nie – Egon pokręcił głową. – Nie dam rady. Pomóc mi mógłbyś, jakbyś jakie okręty widział opuszczone, bo na nie też polujemy – tu Egon rzucił przelotne spojrzenie na Juttę, której nic o tym nie powiedział. – Ale jak byśmy jakiego zielonoskórego złapali to podprowadzimy do ciebie, niechaj będzie z tym zielonych małp jaki użytek! - To nie wróciłbyś do nas? Ani Norma? Eh, jakaś strata dla areny. Dla widowiska. Dla widowni! Bo przecież ja jeno ich sługa uniżony co marne pensy biorę za możliwość zabawiania ich. - Niziołek posmutniał gdy usłyszał tą wieść. Akurat wrócili do drzwi prowadzących do środka magazynu. Wtedy odwrócił się bo Mira podeszła do nich, wręczając po kubku nowego napitku. - A działajcie tam sikoreczki! Co bohaterwie naszą dzielną lady van Hansen wyratowali przed wstrętnymi łapami orków! - Całkiem wesoło zawołał do niej. - Lady van Hansen? Ale z tych van Hansenów z Neus Emskrank? - Brunetka zdziwiła się tą informacją, ale szlacheckie nazwisko raczej rozpoznała. - Tak, właśnie tą! Froyę van Hansen! I jej elficką przyjaciółkę. - Jutta rzuciła wesoło i niziołek wzruszył ramionami. - To ja przygotuję jeszcze po nalewce. - Mira uśmiechnęła się słodka i raźno ruszyła z powrotem do powozu. Theo obserwował całą, kobiecą grupkę, jaka zdążyła przełamać pierwsze lody i zachowywała się wobec siebie swobodnie. - Całkiem wesołe te twoje sikoreczki, przyjacielu. - Zaśmiał się pod nosem ale znów wrócił spojrzeniem do rozmówcy. - Ostatnio jest moda na mieszane pary. Mężczyzna i kobieta przeciwko takiej samej parze. Więc ty i Norma myślę, byście mieli do czego wracać. No ale jak macie inne plany to rozumiem. Jakbyś był w mieście to zawsze możesz wpaść nawet jako widz. - Poklepał go po ramieniu i wzniósł toast swoim kubkiem. Tym razem było to jakieś wino, godne wybrednego, niziołczego gardła, doprawione jakąś korzenną nutą. - A statek mówisz by ci się przydał… - Zamyślił się i pogłaskał swój pulchny policzek. Upił łyk ze swojego kubka nim cicho się zaśmiał. - Jak wiesz, statki raczej mnie nie interesują. - Przyznał bez ogródek. - Ale teraz płyniesz do Salzenmund? No cóż, ja tam bywam w innych sprawach. Ale na twoim miejscu przeszedłbym się na do “Uczciwego mieszczanina” na Reichsweg. Albo jakiejś innej tawerny czy zamtuza jakich tam pełno. Tam jest głośno, wesoło, gra muzyka a sikoreczki rzadko odmawiają swoich wdzięków. Pewnie byś mógł tam się rozpytać. Albo do “Roześmianej żaby” w Osthafen. Tam chodzą dokerzy, marynarze i ludzie co z nimi mają coś do załatwienia. Może ktoś by mógł ci pomóc znaleźć to czego szukasz. - Popatrzył na wielkoluda jakby chciał mu zasugerować pewne kroki w stolicy nawet jeśli Theo nie interesował się morskim rzemiosłem. - A jakbyś już wrócił do nas, to możesz poszukać Lothara Geyera. Pewnie w jakiejś tawernie. Ja go znam, bo odwiedza nasze walki. Kapitan statku i kompletny hazardzista. Kiepsko ostatnio stawiał i zostawił u mnie całkiem sporą sumkę. Jak go ostatnio widziałem to wyglądał na zdruzgotanego. Zastanawiał się co teraz zrobi, i chyba będzie musiał statek postawić pod zastaw. No ale nie wiem jak się to skończyło bo jak widzisz musiałem wyjechać w interesach. Może mu się poszczęściło i się jakoś odkuł. A może nie. - Wzruszył ramionami na znak, że może to być jakiś trop ale nie zna jego obecnej wartości. - I jeszcze Niklos z kompanami u mnie był. Jacyś desperaci. Mówili, że jakieś kłopoty mają ze statkiem czy kapitanem. Jacyś głodni i zabiedzeni mi wyglądali. Ale ten Niklos walczył u mnie dwa razu. Na gołe pięści. Jedną walkę wygrał, drugą przegrał. Krzepki jest, na wzrost taki może wielkolud jak ty, ale ciut węższy w barach. Ale nie wiem gdzie ich szukać. - Podpowiedział gladiatorowi jeszcze dwa wątki z portowego miasta. - No ale! Chodźmy zanim poszczują nas psami! - Zaśmiał się wesoło i pchnął drzwi. W środku było jasno od zapalonych lamp. Zapach palonego knota, mieszał się z suszonymi ziołami. Lada była długa, w poprzek budynku. Za nią równoległe do niej regały pełne butli, dzbanków, słoików, koszów z grzybami, pełnych worków z niewiadomą zawartością. Trochę jak w aptece Sigismundusa. A za ścianą pewnie było zaplecze bo chata była o wiele większa z zewnątrz. Za ladą stała trójka ludzi, dwóch mężczyzn i jedna kobieta. Rozmawiali ze sobą ale zamilki gdy dwóch klientów jeszcze weszło do środka. - Theo wróciłeś do nas bardzo szybko! - Zaśmiał się ten najstarszy z nich. Miał dostojny, patriachalny wygląd i uśmiechnął się przyjaźnie do nadchodzących. Pozostała dwojka była wyraźnie z pokolenie młodsza. - Stęskniłem się za wami przyjacielu! - Niziołek odpowiedział równie pogodnie i obaj się roześmieli. - Ale widzisz, spotkałem starego przyjaciela. I jest on skory skorzystać z waszych usług. No Egon, powiedz Oswaldowi, czego ci trzeba. - Theo zachęcił gladiatora aby ten wyjaśnił subiektowi w czym rzecz. Ten popatrzył na niego uprzejmie i zachęcająco skinął głową. Egon, choć chętnie skorzystałby z oferty walki na arenie raz jeszcze, nie widział całkiem sensu w tym. Wojownik spodziewał się, że cała ta sprawa z braniem niewolników mogła trwać tygodniami, nie mówiąc już o tym, że po drodze kroiły się co grubsze sprawy. Przeto postanowił odłożyć dawanie po mordzie jako drzewiej daleko na bok. Lub też na nigdy. – Witajcie, mistrze alchemiczne – Egon skłonił się w pas, co przy jego sylwetce było nielada wyzwaniem, schylić się w dość ciasnej pracowni. – Szukam wywaru leczniczego albo czego podobnego. Ja i kompani moi ranni żeśmy są po bitwie z zielonoskórymi. Zielone bestie zacięte są, toporami robić umieją. Macie coś może, co uśmierzy ból i rany zasklepi? - Wywary na rany. Tak, mamy coś takiego. - Rozmówca pokiwał głową i spojrzał w stronę dwójki młodszych. Młodszy mężczyzna był patykowaty ale wysoki. Przyniósł i postawił na blacie kilka małych buteleczek. Kobieta zaś niewielki mieszek. - A widzisz przyjacielu, mamy kilka rzeczy które mogą ci być pomocne na przypadłość jaką mówisz. - Wskazał na zestaw tych kilku rzeczy jakie teraz stały między nimi. - W tych buteleczkach jest mikstura lecząca. Nazywamy je błogosławieństwem Białej Gołębicy. Pomaga natychmiastowo leczyć rany, uśmierza ból nimi wywołany i wzmacnia organizm. Lepiej to brać świeżo po walce. Ale działa raz na dzień. Więc jeśli ponownie zostaniesz ranny tego samego dnia, to niestety druga dawka ci już nie pomoże. Tu masz trzy stężenia tej mikstury, im większe tym silniej działa. Te najsilniejsze najlepiej brać na silne rany, te słabsze na drobniejsze. Łatwo je poznać, im ma czerwieńszy pasek, tym mocniejsza. - Alchemik pokazał mu na te paski jakie miały w poprzek kartki. Gladiator nie był w stanie ich przeczytać ale kolory były widoczne. Butelki były z ciemnego szkła, więc widać było ciecz ale nie kolor. - A to jest proszek na rany. Trzeba nim posypać ranę, nic trudnego. Oczyszcza je i utrudnia zakażenie. A to przyspiesza powrót do zdrowia. - Pokazał na niewielki mieszek. Nawet go otworzył i ukazał się w środku czerwono-liliowy proszek. - A tu mamy uśmierzacz bólu. Można wziąć przed walką, w trakcie lub po. Na same rany nie wpływa ale jeśli już są i cię spowalniają, to ten płyn na to pomaga. - Wziął do ręki niewielką, granatową fiolkę. Pomachał nią a płyn w środku wydawal się być trochę gęstszy niż woda. - Oprócz tego mamy wiele specyfików na wiele okazji. Na przyrost siły aby ciosy były mocniejsze, maść na żywy pancerz, aromę na zwiększenie charyzmy i suszone grzyby na zwiększenie witalności. - Alchemik odwrócił się w stronę regałów za swoimi plecami i pokazywał na te specyfiki chociaż było ich tyle, że Egon nie był pewien na dokładnie które. - Widziałam przez okno kawalerze, że masz koleżanki. Gdyby cię to interesowało to mamy też specyfiki na zwiększenie płodności, przedłużenie cyklu płodnego, na zwiększenie namiętności albo i dla męża aby móc figlować całą noc. - Kobieta odezwała się po raz pierwszy, i wskazała na widok za oknem. A tam stał powóz Theo i wymieszania grupka czterech, młodych niewiast jakie rozgadały się na dobre przy tych kubkach z nalewką. - Albo też maść kociego oka, jaka ułatwia widzenie po zmroku. - Dorzucił młodszy z mężczyzn. Wyglądało na to, że mają tu bardzo wiele specyfików, na różne okazje, wystarczyło doprecyzować czego się szuka. Egon spojrzał na wszelakiego sortu fiole, alembiki, zlewki i kolby, które zdawały się być wszechobecne w warsztacie. Kiedyś, dawno temu, kiedy zaczynał na arenie u Theo, czasem można było przed walką kupić za parę miedziaków bukłak byczej krwi zmieszanej z ziołami, która ponoć mogła dodać siły wojownikowi, szczególnie, jeśli miało się wypić cały bukłak. Ile w tym prawdy było, wiedzieć niepodobna, jednak gladiator już po stokroć wolał takie dekokty warzone z naturalnych składników niż to, co widział swojego czasu w bulgoczącym kotle Mergi tudzież Raisy. Przeto zabrał się do sprawdzania i przemyśliwania naprędce, cóż też by można wziąć, bowiem okazja była jedyna - późniejszy rejs do Salzenmund i z powrotem nie gwarantował, że wróci tu kiedykolwiek. Jeśli chodziło o specyfiki do chędożenia, odrzucił je niemal natychmiast. W głowie kołatała mu się wizja jutrzejszej potyczki z piratami tudzież, jeśli miało przyjść co do czego, przejęcie Jutrzenki siłą, jeśli jeno okaże się, że piraci poniechają ataki. Potrzeba było czym prędzej doprowadzić Larsa do stanu używalności i napoić innych wojowników, aby byli w stanie walczyć jutro. Tedy wybrał jedną silną mieszaninę leczniczą, tą o najczerwieńszym pasku i wziął dwie pozostałe dla Rune i Silnego. Korsarz musiał za wszelką cenę przeżyć na tej rejzie - imaginował Egon - pozostali zaś nie byli tak ciężko ranni, jak on. Wziął także dwie mikstury wzmacniające parę w łapie, które zamierzał dać dwóm czcicielom Khorne. Czuł, że bitwa mogła być zażarta, toteż każda przewaga mogła być na wagę złota. Wreszcie, wziął dwie bladożółte mikstury z etykietką kociego oka, które zamierzał dać najmusom Gezackta. Spodziewał się, że bitka będzie późnym wieczorem albo w nocy i choć większość z niej rozegra się podczas próby abordażu Jutrzenki, zdało się Egonowi, że dobrym pomysłem by było dać Martin owe mikstury, by mogli ostrzelać cokolwiek, co będzie poza burtą statku. Nawet jeśli nie użyją rzeczy, to mikstura mogła się przydać później, w Salzenmund tudzież w kurhanie Gonsara lub nawet przy jakimś fortelu z bestigorami, które przecież widziały w ciemnościach. Wyłożywszy garść koron na ladę, zapytał jeszcze Juttę i Annikę: – No, zdaje się, że to wszystko. Chyba, że chcecie coś jeszcze? - No poczekaj, musimy zobaczyć co tu mają. - Annika chciała wszystko obejrzeć. Jak już z Juttą weszły do środka, to z początku przyglądały się jak kolega ogląda, rozmawia i wybiera coś dla siebie. Szybko jednak się dołączyły i im alchemicy też zaczęli stawiać na ladzie, różne specyfiki. Zrobiło się hałaśliwie i wesoło, jak na festynie gdzie się ogląda, dotyka i sprawdza różne rzeczy, niekoniecznie je kupując. Brodacz zajęty swoimi sprawunkami, w końcu stracił rachubę na czym u koleżanek stanęło. Gdy już skończył, one jeszcze oglądały jakieś torebki i buteleczki. W końcu chyba jednak się zdecydowały bo sięgnęły do sakiewek i monety przepłynęły z ręki do ręki. A alchemicy zaczęli im to ładować do małego worka. - Dobra, to my już. - Jutta odebrała worek od sprzedawcy i obie wyglądały na zadwolone z zakupów. - Bardzo dobrze. - Theo klasnął w dłonie i uśmiechnął się szeroko. Po czym sięgnął na ladę po swoją torbę. - To dla ciebie przyjacielu. Niech ci służy. A jak wrócisz do Neus Emskrank to wpadnij do nas. Zjemy coś, napijemy się, pogadamy. Jak chcesz to możesz i z koleżankami. - Niziołek uśmiechnął się i wyciągnął ku gladiatorowi dłoń z trzymaną torbą. – Ano, znajdę się tam, może nie od razu… – Egon wciąż jeszcze przemyśliwał, czy postąpił dobrze. – No, dobra. Odwrócił się do Jutty i Anniki. – To co, zbieramy się? Żegnajcie, mistrze zacne – skłonił się nieco w stronę alchemików. – Żegnaj, Theo. Czas nam w drogę! I pożegnawszy się, wyszedł raz jeszcze w noc, żeby pójść do Łabędzia. - Spiesz się powoli przyjacielu. - Niziołek uśmiechnął się rozbawiony. - Co będziecie tak szli przez ten las, jak możemy was podwieźć. I tak wszyscy zmierzamy do “Łabędzia”. - Rozłożył ramiona a Jutta z Anniką wyszły zaraz za nimi. W czwórkę stanęli na werandzie, między frontem magazynu a czekającym powozem. Katja z Mirą spojrzały w ich stronę. Ale zrobił się już półmrok zmierzchu. W lesie pod drzewami, było jeszcze mroczniej. - No chyba, że macie jakieś sprawy po drodze do załatwienia to nie będę się narzucał. - Theo zostawił gladiatorowi furtkę aby mógł się wycofać rakiem z takiej propozycji. Koleżanki brodacza popatrzyły na nich wyczekująco. Pod wiatą widział już tylko owal ich twarzy. Jasne bryczesy mytniczki wybijały się na tle ciemnych szarości. Egonowi w jakiś sposób musiało umknąć, że Theo także jechał w stronę Łabędzia. Cóż, podróżowanie w grupie i z ochroniarzami Theo na pewno było bezpieczniejsze od przechadzki samopas, tym bardziej, że w lasach opodal grasowały te zielonoskóre kreatury, które czciły Gorka i Morka. – W takim razie, jedźmy wespół – Egon skinął głową. – Dzięki ci za dekokty. Widzisz, spodziewam się, że w górę rzeki napadną nas piraci rzeki Salz. Trza mi doprowadzić moich ludzi do porządku, ciężko rzec, co się wydarzyć może. - A tak, to prawda. Właśnie aby ich uniknąć wybrałem drogę a nie rzekę. - Niziołek pokiwał głową ze zrozumieniem. Przepuścił obie koleżanki gladiatora a te śmiało podeszły do obu sikorek impresario areny. Przez chwilę Theo obserwował tą kobiecą grupkę. - Zobacz przyjacielu jak nasze dziewczęta się szybko dogadały. - Wydawał się być nieco rozbawiony tą obserwacją. - Powiem ci, że dobrze jest mieć prywatną szlachciankę. To bardzo ułatwia wiele spraw. Sam wiesz, że wiele drzwi dla nas, plebejuszy jest zamkniętych tylko dlatego, że nie jesteśmy szlachtą. Zaprzyjaźniony szlachcic to cenna rzecz. Jakbyś miał okazję, to polecam ci pozyskać sobie takiego. - Podzielił się z brodaczem tą uwagą. A, że dziewczęta zdążyły spakować te wszystkie kubki i nalewki oraz wejść do środka powozu, to i niziołek dał znać sąsiadowi, że czas do nich dołączyć. – To z lady Froyą van Hansen walczyłem z zielonoskórymi – odparł Egon. – Od pewnego czasu zdaje mi się, że milady ma mnie w swoich łaskach… A po wczorajszym pewnie będzie jeszcze z tym lepiej. Egon zamilkł, postanowiwszy ugryźć się w język. Wiedział, że łaska wielkich panisk i szlachcianek pokroju van Hansen na pstrym koniu jeździ i być może kiedy się przypomni o takich zasługach zainteresowanym, mogą o nich rychło zapomnieć. Jednak, póki co, powoływanie się na szlachciankę prokurowało jeno benefity, zatem Egon nie narzekał. Był jednak wielce ostrożny, jeśli chodziło o szlachtę. Wojownik wsiadł do kolasy i rozsiadł się wygodnie. - Czyli miałeś okazję poznać naszą piękną i dzielną lady van Hansen? I to w trakcie walki z orkami? Koniecznie mi o tym opowiedz przyjacielu. - Theo wsiadł na końcu. Zajął miejsce między Mira a Katja. Tak jak gladiator pomiędzy swoimi koleżankami. W środku byłoby już całkiem ciemno ale pod sufitem, mrok rozświetlała zawieszona latarnia. Okna były zasłonięte ozdobnymi zasłonami. A siedzenia były miękkie i obite przyjemnym w dotyku, granatowym zamszem. Egon ostatni raz był w takim drogim pojeździe, gdy po powrocie z Norsci, lady von Manlieb zaprosiła jego i Astrid do swojego powozu na krótką rozmowę. Skrzypienie drewna i ruchy za ścianka karocy wskazywał, że ochroniarze zajmowali tam swoje miejsca. A po chwili powóz ruszył przed siebie. Po twarzach Katji i Miry poznał, że też są ciekawe jak to było z tymi orkami i dzielną milady. – Prosta to rzecz – rzekł Egon, który po raz kolejny zabrał się do opowiedzenia całej sprawy. – Onuż, uważacie, płynęliśmy Jutrzenką zaokrętowani jako najemnicy do ochrony statku. W górę rzeki płynęliśmy i obaczyliśmy dwóch jeźdzców, co zostali otoczeni przez bestie. Zara tam wrzeszczałem do szypra, żeby nas puścił, chociaż nie chciał. Spuścili nam wreszcie łupine, tośmy zaraz wiosłowali, ja, Lars, Rune, Silny… Kto tam jeszcze był? Chyba i Astrid. Nieco rzecz potrwała, ale żeśmy wreszcie brzegu dorwali tośmy zara poczęli uderzać na drabów. Dopiero po czasie żeśmy zrozumieli, że to Froya van Hansen z jej towarzyszką, jakże jej tam było…? A, zapominam. Uderzaliśmy z okazji, żeby nie dać się związać walką zbytnio. Trudna rzecz była, bo cholerni orkowie to żaden żart, wprawni to wojownicy. Ja żem trzech suki synów usiekł, ale kompani gorzej mieli. Poczęliśmy się cofać, ale wreszcie obie przedarły się na naszą stronę i poczęły kosić drabów odpowiednio. Egon pokręcił głową. – Ciekaweż, skąd ta horda się wzięła, toć to przecież nie Stirland… Mmm. Ciekawa, skąd bastardy się tu namnożyły. - Eee. Te talatajstwo jest jak chwasty, zawsze się gdzieś ulegnie. - Theo machnął dłonią, na znak, że tym detalem to by się za bardzo nie przejmował. A cała trójka słuchała relacji gladiatora z ciekawością wymalowaną na twarzach. - Ale to w samą porę przybyliście aby pójść w odsiecz naszej dzielnej milady. Winszuje odwagi i sprawności przyjacielu. Chociaż po tym co widziałem na arenie to aż żałuję, że nie mogłem tego oglądać. Zapewne zacne to było widowisko. - Niziołek zaśmiał się rubasznie, doceniając rolę Egona w tamtej walce. - Tą towarzyszka lady Froyi, to była Fanriel Złocista, z Morskich Elfów. Jest ich trochę i nas w mieście. - Jutta uprzejmie dopowiedziała kim była druga z zaatakowanych kobiet. - Czyli to też szlachcianka. To takie zacne z waszej strony. Dziś ludzie są tacy podli dla siebie. Tak rzadko można już trafić na kogoś o wielkim sercu. - Mira obdarzyła ich spojrzeniem jakby się wzruszyła. Zwłaszcza postawą Egona. - Ja żałuję, że mnie to ominęło. Ale jak wyszłam na pokład to oni już w łodzi byli prawie i brzegu. Ale walka to było co oglądać. - Annika westchnęła nieco smutno, że nie mogła brać udziału w tamtym starciu. - To musiało wyglądać bardzo emocjonująco. Dwie szlachcianki, w tym jedna elfka. Obie otoczone przez te zielone kreatury. No i wy jak tam do nich dołączacie. - Katja też była pod wrażeniem tej przygody. Uchyliła nieco zasłonę aby wyjrzeć na zewnątrz. - Już niedaleko, niedługo będziemy. - Oświadczyła im z uśmiechem. Powozem jechało się zdecydowanie szybciej i wygodniej niż na piechotę. Egon, węsząc okazję do ubicia interesu, powiedział, niby od niechcenia: – Rzekłeś, że szlachcice przydają się i że łatwiej jest, jeśli luda naszego pokroju takowych mają – wojownik zaczął. Pewne zyski były, owszem, jednak poza toporem, który Egon zyskał od Froyi van Hansen w zasadzie nie widywał się z nią. Zdało się, że przez pewien czas egzystowali obok siebie, Egon sobie, Froya sobie, zapewne zajęta - cóż, czym tam szlachcice jej pochodzenia mogli być zajęci. – Masz jakieś interesa, na których by można skorzystać, mając kontakt? – zapytał. – Zda mi się, że milady Froya mogła nawet i karkiem przypłacić rzecz, jeśli by tylko te cholerne dzikusy by ją dobrze podprowadziły. Wszak kiedy żeśmy uderzyli, były dość szczelnie okrążone. Jeśli byś jakie interesa do milady miał, mógłbym rzecz przedłożyć, a co, jeśli by wypaliło? - Interesy? Ja i Froya van Hansen? - Niziołek przez chwilę wpatrywał się w brodacza naprzeciwko. Po czym roześmiał się szczerze. Aż się z rozmachem trzepnął w kolano. To podziałało zaraźliwie i na koleżanki. One jednak zaczęły się uśmiechać ale bardziej się hamowały. Impresario w końcu się uspokoił. - Oh, bardzo bym chciał przyjacielu, bardzo bym chciał. Ja i Froya van Hansen. Albo w ogóle van Hansenowie. - Pokiwał głową, jakby już widział oczami wyobraźni te wszystkie interesy jakie by mógł robić z jedną z najznamienitszych rodzin w Neus Emskrank. - Ale jakby milady zaszczyciła nas swoją obecnością to byłbym wielce poruszony. Oczywiście gdyby wolała zachować taką wizytę w tajemnicy to zapewniam wszelką dyskrecję. Ona chyba lubi walczące kobiety? To moglibyśmy dla niej zorganizować pojedynek dwóch kobiet, gdybyśmy wiedzieli wcześniej, że milady nas odwiedzi. Albo walkę z orkiem. Mamy jednego. Szkoda, że nie więcej. Byśmy może wtedy mogli urządzić taką walkę jak opowiadałeś. O. Wtedy nawet te dwie wojowniczki mogłyby walczyć z tymi orkami jak milady i lady Fanriel. Ale niestety na ten moment mamy tylko tego jednego orka. Nawet myślałem ostatnio o tym aby rozszerzyć ofertę o jakichś orków czy zwierzoludzi. Przyznasz, że to mogłoby być ciekawsze niż takie zwykle walki między ludźmi. - Barwnie opowiadał o możliwościach jakie już ma a jakie jeszcze mógłby mieć, gdyby miał do dyspozycji więcej egzotycznych przeciwników. - Swoją drogą tą Fanriel też kojarzę. Znaczy czasem widziałem ją tu czy tam. Jak na elficką szlachciankę to jest całkiem skoczna. Skacze to tu, czy tam, na polowania w las jeździ. Rozmawiałem o tym ze znajomym co jest uczonym. Podobno ta żałoba po naszej ukochanej księżnej-matce dotyczy głównie nas, ludzi. Elfy to taka szara strefa. Z jednej strony niby powinny się stosować do naszych zwyczajów, z drugiej strony nie są poddanymi ani imperatora ani elektora więc niekoniecznie można im tak coś kazać. Zwłaszcza jak ta żałoba to nie jest twarde prawo a raczej zwyczaj. Może dlatego nasza milady z nią jeździ do lasu. Zawsze może powiedzieć, że tylko elfiej koleżance towarzyszy. - Niziołek rozgadał się o tych prawnych zwyczajach i ciekawostkach. Gdy koleżanka znów wyjrzała za zasłonę, Egon też dojrzał, że wjechali już w chaty osady. Więc brama zajazdu musiała być już niedaleko. Jeśli chodziło o Fanriel Złocistą, Egon miał co najmniej mieszane uczucia. Ba - elfce nie ufał, bowiem spodziewał się, że nożoucha dziewka, jeśli tylko bliżej zakręciłaby się w Neues Emskrank, mogłaby wywęszyć, że coś jest nie tak z nim tudzież z pozostałymi z jego otoczenia. Tak samo, jak Egon nie ufał magii, nie mógł nijak przemóc w sobie zwykłej nieufności dla nieludzi. Wszak kwestia wciągnięcia Froyi van Hansen w objęcia Theo mogłaby przynieść spore korzyści. Jeśli tylko szlachcianka van Hansen w jakiś sposób zechciałaby uczestniczyć w walkach na arenie lub jeno tylko je oglądać, Egon spodziewał się, że można by ją z czasem w znaczący sposób urobić – Kiedy będziemy w jej zamku rzeknę słowo – zgodził się wojownik, widząc, że brama zajazdu zbliżała się rychło. Niedługi czas był, żeby wysiadać.
  • WiredW

    jak w temacie


    @Wired napisał: @ketharian i @grek to jedna osoba? Bo ja do Ketha pisałem, konta zapomniałeś zmienić? No i się wydało...
  • Pan ElfP

    Podobał mi się bardzo wątek na LastInn, w którym mogliśmy wpisywać sobie nasze życzenia w co byśmy pograli. Czemu by nie wskrzesić tego wątku?
    Niekoniecznie nasze życzenia zostaną spełnione, ale kto wie? Może kogoś czyjeś życzenia zainspirują do założenia rekrutacji 🙂

    Zacznę ja, skoro już założyłem wątek.

    1. Superbohaterowie. Chodzą za mną od jakiegoś czasu. Coś w stylu X-Menów, których uwielbiam.
    2. Wiedźmin.
    3. Śródziemia nigdy za dużo.

    @Avitto napisał: Jak jesteś zainteresowany, to możemy temat przenieść, żeby tu nie śmiecić. Od października będę miał trochę czasu na pisanie, do tego czasu można coś przygotować. Nie widzę przeciwwskazań. Ale pytanie o stanowisko o postacie w stylu David 8 z (...)Prometeusz(...), chociaż chodziło mi ma bardziej o coś w stylu tych AI co kręciły tą intrygę w grze (...)Deus Ex(...), mieści się w zakresie tego wątku.
  • WiredW

    Temat do gromadzenia przez MG informacji o NPCach napotkanych przez drużynę.


  • GurenG

    Komentarze


    Przypomniał mi się internetowy serial komediowy o nastoletnich kultystach https://www.youtube.com/watch?v=QnLus66PrSY
  • Dust MephitD

    WSTĘP

    text alternatywny

    Drogi czytelniku,

    Piszę do ciebie z niezwykłego miejsca, w którym granica między wyobraźnią a rzeczywistością najcieńsza jest w całym Wieloświecie. Drobna iskra, powiew czy kropla wystarczą tutaj, by zburzyć tą granicę i natchnąć boskim ogniem inspiracji, lub zesłać w otchłań obłędu każdego, kto do niej zawitał. Rodziły się tutaj i umierały pierwotne byty, tworzyły się i rozpadały światy, staczały się najwspanialsze pojedynki i odbywały najpiękniejsze przygody. Nie pamiętam jak się tu znalazłem ani jaka siła mnie tutaj sprowadziła, wiem jednak dlaczego. W przeszłości dane było mi pisać o wielu rzeczach dziejących się niemal w całym Faerunie. Tym razem, chcę jednak opowiedzieć Ci historię pewnych śmiałków, których ścieżki losu połączyły się ze sobą w niezwykły sposób. I choć ich drogi bywały różne, to odnalazły w końcu wspólny mianownik- Podgórę.

    O Lochu Szalonego Maga i samym Halasterze, który go zbudował, znaleźć można wiele prawd, półprawd i kłamstw. Nam, dane będzie poznać Podgórę przez historię tych, którzy ją przemierzyli. Nie mogę Ci obiecać, że ta historia będzie miała dobre zakończenie, bo sam tego jeszcze nie wiem. W momencie gdy to piszę, gra, w której stawką jest ich życie, nadal się toczy. Zostanę jednak przy nich tak długo, jak długo będą w nią grać i każdego dnia będę spisywać ich czyny, by nie popadły w zapomnienie.

    Volothamp "Volo" Geddarm


    8 Eleint 1492 DR Późne popołudnie. Nad całym Waterdeep zbierają się gęste chmury, a wiatr dmie coraz mocniej. Bohaterowie, chcąc schronić się przed zbliżającą się ulewą, otwierają ciężkie drewniane drzwi karczmy Ziejący Portal. U progu wita Ich zapach pieczonego mięsa, zgiełk przekrzykujących się bywalców, obijanych kufli i... przenikliwe spojrzenie karczmarza. Gęste skupisko ludzi, stojących na środku sali, przerzedza się na moment. Jeszcze przed chwilą musieli obserwować jakieś widowisko. Dopiero teraz można dostrzec to, wokół czego się zebrali. Szeroki na niemal czterdzieści stóp krąg, z ciasno przylegających do siebie kamieni- kompletnie nie pasujących do reszty otoczenia. Nie jest jednak zbyt wysoki, może na jedną stopę, nie więcej. Z jego środka, zieje bezdenna pustka i coś, co budzi lekki niepokój. Jakby najgłębsze instynkty alarmowały o bliskości czegoś bardzo niebezpiecznego. Nasi bohaterowie nie znają się jeszcze. Dziwnym zrządzeniem losu, każdy z nich zasiada przy ladzie zamawiając coś dla siebie i zastanawiając się co począć dalej. Na ulicach Waterdeep mogliby stanowić niecodzienny widok. Tutaj jednak- w miejscu do którego zmierzali przybysze z całego Wybrzeża Mieczy, a nawet z innych sfer, by odnaleźć skarby Podgórza- wydawali się pasować. Klasyczny początek nieprawdaż? Czwórka podróżników napotyka na siebie w karczmie. Choć motywacje każdego z nich są różne, to każdy obrał już kierunek- Loch Szalonego Maga. Po rozmowie, do której włącza się również Durnan- właściciel karczmy, decydują się wspólnie przemierzać Podgórę. Kris'sh- łowca o niecodziennym hobby, związanym z kuchnią opartą na potworach, poszukuje wyschniętego serca w szkatułce na zlecenie pewnego tajemniczego kupca. Stockfish- firbolg o olbrzymiej posturze, potrzebuje sadzonki magicznego cynamonowego drzewa, które pomoże uratować jego klan. Motywy drowiego kapłana Zaka z domu Oblodra i Alanis- charyzmatycznej bardki o szerokich kontaktach, pozostają jednak tajemnicą, choć bardka twierdzi, że poszukuje w Podgórzu chwały i inspiracji do swojej twórczości. W karczmie spotykają również Esvale Rosznar, która chce aby odszukali w lochu jej brata, oraz Mattrima Merega chcącego spłacić swój dług względem Cal'al Claddani w Skullport. W niedługim czasie grupa, z pomocą Durnana schodzi na dół. Już na początku ich wędrówki, drogę zastępuje im tarczowy strażnik. Porusza się dziwnie, machając przy tym rękami jakby próbował rzucić na nich zaklęcie. Awanturnicy nie czekają aż skończy- biorę los w swoje ręce i pokonują strażnika, a pod jego hełmem odnajdują dziwną maskę z brązu. Pierwsza komnata, którą odkrywają ozdobiona jest demonicznymi płaskorzeźbami. Za jedną z nich odnajdują ukryte przejście do zalanego pomieszczenia. Tam jednak zostają zaatakowani przez ożywiony szlam. Widząc, że nie czeka ich tutaj nic dobrego, decydują się ruszyć na zachód- do obszernej komnaty wspartej przez kolumny. Nie wiedzą jdnak jeszcze że tam czyha na nich kolejne niebezpieczeństwo. Choć drowie oczy Zaka dostrzegają przez ułamek sekundy jakiś ruch między kolumnami, to komnata jest jedynym przejściem do dalszej części lochu. "Ani kroku dalej!" Krzyczy do nich kobiecy głos. "Wkroczyliście do mojej domeny. Za przejście zapłacicie złotem, albo... krwią." Właścicielka głosu wygląda na wampira, a wśród kolumn ukrywa się cały oddział kuszników. Oczekuje też od drużyny myta za przejście. W toku napiętej rozmowy, z ust Alanis pada tajemnicze imię "Nester", którym próbuje zagrozić kobiecie. Nasi bohaterowie nie traktują bandytki poważnie i dochodzi do walki. Choć bandyci zdają się mieć na początku przewagę i straszliwe, pozszywane ze zwłok monstrum na swoich usługach, to grupie udaje się ich pokonać. W przypływie desperacji przywódczyni bandytów woła na pomoc kogoś o imieniu Uktarl. Posiłki jednak nie nadchodzą i żądna krwi bandytka ginie z rąk tych, którym chciała krew upuścić. Alanis zaś wyjaśnia towarzyszom, że Nester, to jeden z "podwładnych" Halastera. Nastaje cisza. Część postanawia sprawdzić zwłoki, Stockfish jednak decyduje się uprzątnąć schody, które w trakcie walki zostały uszkodzone. Po chwili, ich zajęcia przerywa jednak niecodzienny widok - pojawia się oko zawieszone w powietrzu, które przygląda się naszym bohaterom. W końcu odzywa się głosem, który zdaje się dochodzić z każdej strony. No no... brałem was za zwykłych wandali, a widzę, że zabieracie się za porządki. Dobrze... bardzo dobrze... I grzecznie z waszej strony! Żebyście nie myśleli, że Halaster Czarna Szata nie potrafi tego docenić, dostaniecie ode mnie wskazówkę. Głos podający się za Szalonego Maga zdradza im, by podążali drogą wskazaną przez maskę. Na końcu drogi mają poznać odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Znów zapada cisza, a lewitujące oko znika równie szybko jak się pojawiło. Po wszystkim, drużyna decyduje, że dość już wrażeń i czas wracać do Ziejącego Portalu. Kiedy docierają do dna studni, ktoś już jednak na nich czeka. Kolejna grupa zakapturzonych ludzi z kuszami. Jej przywódca, okazuje się wspomnianym przez bandytkę Uktarlem. Mimo przewagi liczebnej i osłabienia bohaterów nie wydaje się jednak skory do walki. Zamiast tego wyjawia im swoją historię, w toku której wychodzi na jaw, że bandyci, to w rzeczywistości trupa aktorska skazana na zesłanie do Podgóry za zbrodnie, których dopuściła się Harria- kobieta ściągająca tutaj myto. Dzięki Uktarlowi, bohaterowie dowiadują się również o gildii Xanathara. Aktor sugeruje, że gildia nie puści ich na kolejny poziom. Proponuje jednak, że wspólnymi siłami mogą się tam przebić. Drużyna nie ma jednak pewności co do tego planu. Obawiając się zadarcia z gildią, postanawiają przespać się z pomysłem i przemyśleć go na spokojnie w karczmie. Żegnają się więc z Uktarlem i wracają do Ziejącego Portalu, w którym napotykają Obayę Uday- kobietę z Wysp Chult, która skupuje magiczne przedmioty. Po przygodach na dole są jednak zmęczeni. Udają się więc do swoich pokoi. W nocy, z pokoju Zaka dobiegają dziwne odgłosy w języku, który brzmi gardłowo i bardzo nienaturalnie. Nazajutrz drow zachowuje się jednak, jakby nic się nie stało.
  • psionikP

    Po walce przychodzi czas na odpoczynek. Uzupełnienie zapasów, uporządkowanie ekwipunku, zapisanie wydarzeń i przygotowanie się do kolejnej przygody.

    Z takiego założenia zrobiłem Longrest.pl. Najpierw jako internetowa kostnica, ale taka, przy której nie trzeba za każdym razem wpisywać imienia bohatera i przygody, a potem już poszło. Choć jest to pet-project, staram się rozwijać go na bieżąco, więc jeśli czegoś brakuje, to dajcie znać. Jest miejsce na zgłaszanie błędów i pomysłów.

    Jeśli to zły dział, lub nielegalna promocja, to przepraszam, nie wiedziałem 🙂

    To co jest i działa:

    Rzuty

    Rzuty są przypisane do postaci i kampanii, dzięki czemu od razu wiadomo, kto, kiedy i czym rzucał.

    Można wykonywać praktycznie dowolne rzuty, przeglądać ich historię, a całość uzupełnia wizualizacja kości 3D.

    Dostępne są również rzuty ukryte. MG i wykonujący rzut widzą pełny wynik (formuła + indywidualne wyniki na kościach), pozostali gracze jedynie wynik.

    longrest_rzuty.jpg

    Rzuty są też widoczne z poziomu postaci:

    rzuty_postać.jpg

    oraz przygody:
    rzuty_przygoda.jpg

    Dziennik kampanii

    Wspólna kronika prowadzona przez całą drużynę.

    Można zapisywać wydarzenia z sesji, dodawać własne wpisy, porządkować informacje i wracać do nich nawet po wielu miesiącach. Koniec z zastanawianiem się, jak miał na imię ten karczmarz spotkany osiem sesji temu.

    Wpisy podzielone są na kategorie, każda oznaczona innym kolorem na osi czasu. Działa też linkowanie notatek ze sobą, żeby łatwiej było przechodzić między nimi, filtrowanie po typie wpisu, oraz szybkie wyszukiwanie:

    notatnik.jpg

    Dziennik jest widoczny dla wszystkich graczy i MG. Dodatkowo, gracz ma miejsce na prywatne notatki na poziomie postaci (widoczne dla niego i MG), a MG ma własne miejsce na prowadzenie prywatnych notatek sesyjnych.

    Dostępność

    Staram się, żeby aplikacja była dostępna na większości urządzeń, w tym przeglądrek (chromium, firefox, safari), jak i na telefonach.
    Dodatkowo, są 4 skórki, które można ustawić sobie, lub na poziomie przygody (wtedy wchodząc na przygodę, system podmieni motyw zgodnie z motywem sesyjnym):

    ![sci-fi](415d6066-01bc-42c7-a9d7-bed6e53a8064-image.jpeg

    ![fantasy](5ddf7daa-d756-4b48-8b5d-0bf187c6ed58-image.jpeg

    ![post-apo](7d2b8c10-f8b1-439c-90fd-cb819487f0c5-image.jpeg

    i ![pixel art!](bf610dd8-8192-4b4a-bb9a-24e054a6226d-image.jpeg

    Do tego masa innych rupiecie, jak samouczki, prywatne wiadomości, system zaproszeń do sesji itp., itd.

    Zachęcam do przetestowania.


    Kolejny mały update -> integracja z discordem. Błędy i pomysły zgłaszane na forum są automatycznie wrzucane na Discord. To początek, jest o wiele więcej możliwości integracyjnych, jak np. nowe sesje, jakby ktoś chciał dołączyć do sesji
  • PaniczP

    Yeol, pełniej i poprawnie nazywany Republiką Zjednoczonych Prowincji Yeol, najczęściej w ustach mówiących Wspólnym pojawiał się jako Wolna Liga. To była klarowność (sam Yeol odwoływał a to do rzeki, a to do krainy, a to do znowu czegoś tam, co lokalsi znali jak pacierz, ale nikt poza nimi). To był konkret (nie trzeba było mnożyć tych członów, przypadków i zastanawiać się, co to niby ta rebuplika). To była nazwa, którą posługiwano się zagranicą, gdy rozpowiadano o znaleziskach Ścieżki Slerotina i obietnicach, które ofiaruje śmiałkom. I to była nazwa, którą śmiałkowie spotykali już na miejscu, na yeolskiej ziemi, gdy tłumaczono im lokalne zwyczaje.

    My, Wolni, mówili o sobie chłopi i mieszczanie, jesteśmy uparci. Jesteśmy uparci i dumni. Wierzymy, że na tej ziemi każdy może zbudować swoją fortunę. Że wszyscyśmy równi w kołysce, ale po to żywim, by wzrosnąć własną pracą ponad innych. By pokazać, że człek swego losu kowalem.

    Przybysze słyszeli o tym. Czasem dziwowali się trochę, widząc masy tych niewzrośniętych ponad resztę, steranych w halach, manufakturach i na latyfundiach, pełnych wiary, że słuszna ich ścieżka, ale moment wciąż nie ten. Tych wzrośniętych zwykle nie było widać na polach czy ulicach, choć dzielili tę samą wiarę.

    Czasem talent i pracowitość Yeoli zdumiewały, gdy co jedno to narzucone im novum, które nakreślały lokalne rady wprowadzano w domach i na roli, na ulicach i warsztatach, a mało tego jeszcze, bo czasem i w kościołach. Nowinki i ulepszenia służyły ludziom, a każdy chciał dołożyć swoją cegiełkę do powodzenia społeczności. Raz, że lepiej przecie by żyło się wszystkim pełniej i dostatniej, a dwa, że jak można odstawać, gdy inni szli twardo do przodu.

    Wolna Liga wzrosła na ludziach czynu. Takich, którzy w dzikości nowej ojczyzny wykarczowali sobie przestrzeń do życia wprost z chaszczy. Przybywali falami, następne pokolenia w kolejnych stuleciach i dekadach, zbiegając do okolonej górami krainy na uboczu Flanaess. Chłopi umykający spod pańszczyzny, niewolnicy zbiegli z plantacji, dłużnicy kryjący się przed prawem, banici i wyrzutkowie. Ci, którzy nie pasowali sąsiadom i ci, którym nie pasowali sąsiedzi. Tacy, którzy stracili wszystko i musieli zaczynać od nowa i tacy, którzy coś tam uciułali i zaczynać chcieli po swojemu. Tam, gdzie w bród wolnej ziemi i nie trzeba dzielić morgi między siedmiu kuzynów.

    My, Wolni, mówili o sobie ci, którzy mieszkali w Lidze od pokoleń, jesteśmy gościnni. Gość w dom, bóg w dom. Każdy podróżny to przecie może być Fharlanghn.

    Przybysze czuli to, gdy nie raz korzystali z serdeczności gospodarzy śpiąc po ich stodołach, chatach, a bywało, że i mieszkaniach, współdzieląc z nimi wieczerzę.

    Jesteśmy gościnni, mówili tak samo ci, których keolandzki często ciągle dźwięczał od północnego akcentu, bo to kraj, gdzie każdy skądś przybył. Nam też była tu niedawno droga zza gór i poznaliśmy gościnność sąsiadów.

    Nie chcemy tu obcych, mówili ci sami, ci pierwsi i ci drudzy, których dzieliły pokolenia w dolinie. Przychodzą i chcą jeno brać i brać, jakby każdemu się należało. Przybyli kiwali głowami, chłonąc lokalną mowę. Zabierają robotę, a to nie jest taki czas, żeby o innych się martwić, mówili inni i mówili ci sami. Mamy własne problemy, a teraz czasy niepewne. Niedobra to rzecz i lepiej, co by Rada coś z tym zrobiła, bo inaczej nam samym przyjdzie... A chłop tu mocny i na głowę wleźć sobie nie da!

    Przybysze czasem potakiwali, potulni i niechętni scysjom. Czasem wręcz byli zgodni, pewni, że przecież to nie o nich i ich to nie dotyczy. Ale inni parskali, pukając się w czoło. Czy to nie Wy, Wolni, mówili, chwilę temuście mówili, że Ścieżka to taka szansa, jakiej świat jeszcze nie widział? Że z Niebios dana szansa i bogactw tyle, że na Ligę idzie złota era? Że trze'a by świat zainteresował się i popuścił trzosa?

    Spojrzenia kłóciły się w Lidze, ale czasem zlepiały w jeden misz-masz, zależnie od tego, kto zasiadł przy stole i co podano. Wojna w pobliżu granic i spiski Szkarłatnych Braci. Trzeba było uważać, bo czas niepewny. Nie dać wciągnąć się w wojnę i nowym krajanom uważnie patrzeć na ręce. Ale kiedy Bracia, psubracia, ha-tfu!, dokonywali swoich rzezi i bezeceństw, czyli godziło się być obojętnym? Stawiać zasieki zamiast pomagać?

    A sprawa Ścieżki, a Drusdygg, a Czarne Wrota? Miejsca, o których w Yeol dotąd nikt przecie nie słyszał (poza tymi, którzy żyli w samym Drusdygg i u progu dzikiej doliny)... Teraz zjeżały debatę przy stołach od Yatili po Piece. Szansa to, szansa, głosili jedni, a drudzy (albo ci sami, jeśli inaczej wstali) ganili: Nie wolno w głupotę popadać! Przylezą Keole, królewicze, obce, rozbiorą, wydoją!

    Kompanie i spółki ściągały ludzi do Ligi, wkraczając w gospodarczy boom, który wzrósł na razie na samych nadziejach Ścieżki. Za nimi ściągali węszący swej szansy, którzy chcieli podłączyć się pod operacje w Drusdygg. Byli podobni Yeolom, którzy przybywali tu od pokoleń.

    Spragnieni swej szansy, charakterni, odważni, niepokorni i głodni. Dlatego budzili nadzieje u tych, którzy wierzyli w szanse dawane przez Ścieżkę. I w magię wzrostu, który mieli napędzać.

    I z tego samego powodu budzili obawy. U innych i u tych samych. Bywało, że budzili lęk.

    Drusdygg, gdzie strumień przybyszów znajdował ostateczne ujście, czuło to najmocniej. I tu przekonali się już, a mieli przekonać jeszcze dosadniej, że nowi są Ligi prawdziwą szansą.

    I śmiertelnym dlań zagrożeniem.


    Marius dryfował. Lekki, z czystą głową i białymi barankami nad sobą, dawał się unosić toni. Nie poruszał członkami. Nie machał choćby dłonią. Leżał, a fale podnosiły go same. Miarowo, jakby to babcia kołysała go delikatnie na bujanym fotelu. Umysł miał pusty i cichy. Nie myślał. Nikt mu nie towarzyszył. Był sam w słodkim bezwładzie. Nie słyszał nawet głosu... – Cholera. Jednak pomyślał. Jestestwo dobiło się uwagi gdzieś na skraju świadomości, zajrzało przez lufcik. A potem było już tylko trudniej i tylko gorzej. Głos na razie nie wrócił. Głos Mistrza. Ale Marius już o nim myślał. Już... Spodziewał się zaraz go usłyszeć. Wyglądał go. Oczekiwał. Nie z pragnieniem. Nie z poczuciem braku czy niepokojem. Mechanicznie. Mechanicznie czy naturalnie, zwał jak zwał, ale z wrażeniem niepełności świata, w którym brakowało podstawowych składników. Jakby ująć część liter z alfabetu i zacząć dukać to samo bez ładu i składu, albo wyjąć z palety któryś z podstawowych kolorów i nazywać cze... Mhm, ten, hmm, nie ten zielony, nie-niebieski. Jak żółty, ale inny. Nie, nie, inny-inny zupełnie. Wiesz, o którym mówię! Mariusowi brakowało głosu dzwoniącego pod czaszką i z samym tylko swoim wewnętrznym narratorem, czuł się dziwnie. Jak człowiek zaskoczony echem we własnym domu, gdy remont wypchnie mu meble na korytarz. To był ten stan docelowy? Ciekawe, że tego już nie pamiętał. Ale długo braku znosić nie musiał. Nie był już sam. *** – Obudził się – Hazar uważnie lustrował wracającego do siebie kapłana. Utopiec chciał coś odparsknąć, ale bandaż zdusił słowa. Na machnięcie rękami też nie było przestrzeni. Zero miejsca na protest i bunt Mariusa objawił się w skrępowanym, półleżącym pląsie. Kapłan nie rozumiał, o co chodzi – dlaczego jest związany i zakneblowany. Ale twarze wokół znał. Znał i nie spodziewał się nigdy oglądać ich z dołu, z perspektywy więźnia. – Spokojnie – miękko szepnęła Morwen. – Nic ci nie grozi. Musieliśmy cię związać, bo... Pamiętasz? Młodzik patrzył na czarownicę, jakby na bieżąco zliczał coś i składał do kupy. Jakby wyostrzał rozbitą mozaikę w ludzki kształt. Trwało to krótką chwilę, ale w końcu skinął jej głową na potwierdzenie. Tak, tak, wiedział, pamiętał. – W takim razie sam rozumiesz – wytłumaczyła się magiczka. – Przestraszyłeś nas. Oczy kapłana przebiegały od osoby do osoby, rejestrując wszystko, co wyrażały znajome twarze. Utopiec przetoczył się na ziemi i przysiadł z pomocą Randala, dziękując skinieniem. Powiódł wzrokiem po reszcie, a oczy miał przepraszające i smutne. – Takie miejsce... Może źle wpływać na niektórych – włączył się milczący od dłuższego czasu doktor Quolleb. – Odpocząć i wzmocnić się będzie rozwagą. Panie Hazar? – Ta? - Krasnolud czuł bicie mocy spod każdego kafla Ścieżki. Kusiła go. Ale wiedział też, że z otiakami mieli kupę szczęścia i następny taki hazard mógł być dla nich ostatnim. Domyślał się, czego może chcieć stary. – Zabezpieczy pan otwarte korytarze? Wtedy cofniemy się do obozu... – Badacz widział, jak po jego słowach twarze górników zajaśniały nadzieją. – Odsapniemy trochę. Hazar się nie sprzeciwiał. Zebrał pomagierów i na początek zastawili wejście przed sobą ciężkimi ławami. Machnął na resztę, by zmajstrowali solidniejszą dokładkę. Górnicy ruszyli stawiać do pionu wywrócone wagoniki i ściągać na wózkach ciężkie, rozrzucone po hallu belki. Wojownik nie zwykł siedzieć na tyłku, gdy inni pracowali, ale Morwen zatrzymała go na miejscu. Odeszli na bok z Ballo, Randalem i Larą. Zmarnowany Marius siedział teraz na ławie na środku sali, posadzony przez Bolvara i uspokajany przez cedzącego coś powoli Quolleba. Zbroje – jeszcze przed chwilą żądne krwi golemy – stały teraz w rządku w rogu komnaty i kołysały się miarowo. – Wrócił do siebie – powiedziała cicho czarownica. – I dlatego teraz poczułam to wyraźnie. Ktoś mu towarzyszy. Jest... Jakby w środku? – To kapłan – Ballo nie miał pojęcia, co to za heca z Mariusem, ale nie chciał by kogokolwiek sądzono bez choćby krztyny wątpliwości przy ocenie. – Jego bogini pewnie jest przy nim. – Przed chwilą na pewno nie była – żachnął się Randal. – Władowałby się w ciemno w nieznane i tyle by było z boskości. Hazar słuchał i mechanicznie kiwał głową, podpierając się młotem. Nie miał takiej pewności jak Morwen, ale wolał dmuchać na zimne. W robocie nie było miejsca na wariatów. – Możesz doprecyzować swoją ocenę? - Lara poczekała na pauzę. – Chodzi mi o rodzaj tej obecności, jeśli potrafisz to zdiagnozować. Nawet tu, w samym Drusdygg, natrafiliśmy na różne przypadki manipulacji umysłem. Może mogą mieć związek. Czarodziejka rozłożyła ręce i zaczęła gestykulować, szukając odpowiedniego słowa, by opisać przeczucie, które miała. Przeczucie, nie pewność. – Nasz kompan, Kai... Znasz go zresztą. – Lara skorzystała z okazji, by wprowadzić kontekst. – Miesiąc temu natrafiliśmy w lesie za Pogorzelą na gobliny. Sam Marius tłumaczył potem, że był wśród nich przypadek rzadkiego mutanta, który potrafił manipulować umysłami. Kai przez pewien czas zachowywał się wtedy kompletnie irracjonalnie... Czy inaczej – racjonalnie, acz nieświadomie realizował rozkazy goblinów, które chciały wciągnąć nas w pułapkę. Sam zachował świadomość i pamięć wydarzeń, ale bez późniejszej możliwości wyjaśnienia swojego zachowania. Mówił, że w tamtym czasie nie miał cienia wątpliwości, że postępuje właściwie. – Pamiętasz, że długo – i z bliska – przyglądał się tamtemu trupowi? - przypomniał Randal. – Nie wiem – zabezpieczyła się Morwen. – Nie wiem, czy to może mieć związek. Może? Pewne... No, prawie pewne, że siedzi w nim coś jeszcze, czego być nie powinno. Czarownica pomyślała o mistrzu Wedryku, który mógłby to rozstrzygnąć ponad wszelką wątpliwość. Dziewczyna myślała o czarodzieju z szacunkiem i głęboką obawą, nieskora, żeby się do niego zbliżać, albo wywoływać wilka z lasu choćby wspomnieniem. Może starczy tu kapłan? – Jak siedzi, to pewnie widzi i słyszy, co mówimy i robimy. Nie ma co... – Randal podrapał się po obolałych plecach. – Wynośmy się stąd i jego wynośmy. Może to on – nie mówię, że specjalnie – wywołał z cienia te mackostwory? *** Pytań było wiele, ale Morwen nie czuła się na siłach odpowiadać na gdybania. Nie wiedziała, a nie chciała kłamać. Paladyn miał jednak rację – jeśli ktoś kontrolował Mariusa – znał wszystkie ich kroki. Trzeba było się przegrupować, przetasować karty i spróbować jeszcze raz. Prowizoryczne bariery zastawiły wejścia do korytarzy odchodzących z hallu, a kompania nie traciła czasu, by sprawdzać ich solidność. Na wyjściu, dla pewności, przywiązano jeszcze ożywione zbroje do kolumn schodowych i ruszono do światła. Rażące słońce na twarzach cieszyło jak pierwsza trawa po zimie. Tłum strażników patrzył na mrużących oczy badaczy Ścieżki z podziwem i niepokojem. Wracali żywi i na własnych nogach, choć jednego ze swoich wlekli jak podróżny tobołek. Jednego dnia i jednego popołudnia wpłynęli na losy osady na tyle sposobów, że na rozrysowanie wszystkich scenariuszy wyobraźni nie starczyłoby nawet drobiazgowej i skrupulatnej Larze. Teraz mieli odpocząć i basta. Paru osiłków poklepało ich po plecach, gdy przechodzili między nimi, a ktoś z przodu klaskał. Najwyższym dowodem uznania strażniczej braci był jednak fakt, że nikt nawet nie próbował ich obszukać. Ach, gdyby tylko wcześniej skorzystali z okazji! Szpaler gwardzistów kończył się przy ustawionych w zaporę wozach. Tam, oddzieleni od wioski już tylko suchą przestrzenią, zdobywcy Ścieżki byli wystawieni na wzrok i ocenę mieszkańców. I tam czekali na nich ich mocodawczyni – Wylla van Coen oraz rozpromieniony, patronujący wyprawie arcymag Wedryk Weld. – Brawo, brawo. Doprawdy, czuję się, jakbym był tam z Wami! – Czarodziej uśmiechnął się sfinksem. – Ale zawsze mało mi przyjemności słuchania opowieści z pierwszej ręki, więc doczekać się nie mogę posłuchania. – Pewnie nie jest mistrz sam w tym pragnieniu – włączyła się płynnie Wylla. – Dobrostan moich pracowników wymaga jednak, żeby najpierw przeszli ocenę zdrowotną i odpoczęli psychicznie. Pozwolisz zatem, Wedryku, że nim priorytet przejmie poznawanie prawdy, zadbamy o bezpieczeństwo każdego z naszych kolegów. Pogodne spojrzenia i ciepłe uśmiechy starły się w serdecznym zwarciu. – Pan doktor Quolleb, naturalnie, nie jest zobowiązany do spełniania reguł naszej organizacji. Zachęcam jednak i pana, panie doktorze, aby w pierwszej kolejności zadbać o siebie. Wiedza i Prawda, tak utęsknione, pozwolą na siebie zaczekać. Troska o pracowników była naprawdę wyświechtanym frazesem i brzmiała zabawnie, wyciągnięta na pierwszy plan gry pozorów między Wyllą a Wedrykiem. Kompania Lazurowa broniła swoich interesów wszelkimi możliwymi sposobami, a stawką w tym momencie było pierwszeństwo informacji. Nie szło wyłącznie o władzę i poczucie tryumfu. Znaleziska Ścieżki miały wymierną wartość finansową nie tylko w formie wywleczonych spod ziemi złotych sztabek i czarodziejskich artefaktów. Kto wiedział pierwszy, wyprzedzał konkurentów w inwestycjach, planach i decyzjach. Kto wiedział pierwszy, nadawał ton narracji o Ścieżce i tych, którzy ją kształtowali. Kto wiedział pierwszy... Mógł zdecydować, co przydarzyło się Mariusowi, co czeka go dalej i jak wpłynie to na codzienność Czarnych Wrót. – Bezpieczeństwo przede wszystkim – uśmiechnął się Randal. – Sam mistrz rozumie. Paladyn poklepał Mariusa po plecach i pociągnął go ze sobą w stronę budynku Kompanii. Reszta ruszyła za nim. Czuli, że dokonali lepszego wyboru. Ale wyboru, który nie pozostanie bez konsekwencji. KONIEC CDN
  • MarikaM

    Z szepczących cieni nawiedzonego Ustalavu wyłania się prastare zło, by pochwycić świat w żelazny uścisk nowej ery grozy! Pośród mgieł spowijających tę posępną krainę mrocznych przesądów i przerażających tajemnic staną naprzeciw siebie ci, którzy pragną powstrzymać powrót zła, oraz ci, którzy pożądają jego potwornych łask.

    Czy bohaterowie zdołają w porę odróżnić sojuszników od wrogów, by ocalić udręczone księstwo przed odrodzeniem straszliwego tyrana?

    Najmroczniejsza i najbardziej przerażająca kampania w historii Pathfindera rzuca poszukiwaczy przygód do walki ze sługami najsłynniejszego złoczyńcy Golarionu, Szepczącego Tyrana, w trakcie mrożącej krew w żyłach przeprawy przez ziemie pełne czyhających koszmarów i starożytnych zagadek.

    Carrion Crown: The Haunting of Harrowstone

    Martwi się przebudzili

    Gdy więzienie Harrowstone doszczętnie spłonęło, osadzeni, strażnicy i zastępy nikczemnych szaleńców spotkali w jego zgliszczach swój przerażający koniec. Od tamtej pory mieszkańcy pobliskiego miasteczka Ravengro z trwogą w sercu omijają naznaczone ogniem ruiny, snując półgłosem opowieści o niespokojnych duchach krążących po jego opuszczonych celach. Lecz kiedy tajemnicze zło zaburza kruchą, duchową równowagę Harrowstone, wybucha widmowy bunt więźniów, który grozi pochłonięciem okolicznej wioski w odmętach szaleństwa i płomieni. Czy poszukiwacze przygód zdołają odkryć sekrety Harrowstone i stłumić rebelię umarłych? A może sami zostaną kolejnymi więźniami tego upiornego lochu?

    Cześć!

    Szykuję się od jakiegoś czasu do poprowadzenia kampanii, której oficjalne premise hooks przeczytaliście powyżej. To seria przygód głęboko zakorzeniona w tradycji gotyckiego horroru — od Drakuli Brama Stokera i Frankensteina Mary Shelley, po mroczne opowieści grozy zrodzone w umysłach H.P. Lovecrafta czy Stephena Kinga.

    Ustalav to kraina wyjęta wprost z klasyki gatunku: nieprzyjazna i zabobonna, spowita mgłą, pełna sekretów i nawiedzana przez potwory wszelkiego autoramentu — od wampirów i wilkołaków, po ghule i bezrozumne zastępy ożywieńców. W trakcie sesji przyjdzie bohaterom graczy przemierzać upiorne, skażone krajobrazy, poznawać machinacje tajnych stowarzyszeń, udaremniać plugawe spiski oraz mierzyć się ze straszliwymi abominacjami, starożytną magią i bezwzględną polityką.

    Wszystkich zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z darmowym kampanijnym Przewodnikiem dla Gracza.

    Ale dlaczego właściwie ta sonda? Rzecz w tym, że wolałabym dobrać do sesji taką mechanikę, która najbardziej utrafi w gusta tutejszych użytkowników, coby nie okazało się później, że zmarnowałam wiele godzin na przygotowania do sesji, w którą chętne są zagrać góra dwie osoby, a to ze względu na to, że nie podchodzi im „chrupiąca" i przestarzała mechanika oryginalnego Pathfindera.

    Więc właśnie dlatego. Oczywiście ze względu na mój styl prowadzenia i charakter kampanii, która notabene będzie śledczo-przygodowym survival horrorem w dark heroic fantasy, mechanika odegra rolę drugorzędną, a służyć będzie w celu bezstronnego rozstrzygania akcji i wprowadzania elementu losowości do rozgrywki.

    Drugi, mniejszy powód, to oczywiście aspekt informacyjny. Czyli wiadomość dla tych, którzy jakoś organizują sobie grafik sesyjny i woleliby wiedzieć z wyprzedzeniem.

    W sumie nie jest to celem tej sondy, ale jakby ktoś chciał wyrazić chęć gry i podzielić się swoim pomysłem na postać, to oczywiście zapraszam 🙂 Chętnie poznam wasze opinie i pomysły. Aczkolwiek żeby była jasność: sama rekrutacja pojawi się w ciągu następnych 2-4 tygodni.


    Od dawna nikt nie oddał żadnego głosu, więc chyba nie ma sensu dłużej czekać. Zresztą nic nie szkodzi, bo, tak czy inaczej, podjęłam już decyzję, że poprowadzę na D&D One. Będzie świetna okazja dla potencjalnych graczy, by nauczyć się nowego systemu lub przestawić ze starszej wersji. Rekrutacja pojawi się w ciągu paru dni.
  • SindarinS

    Hej,

    W tym wątku będę wrzucał comiesięczne podsumowania życzeń, które wyrażaliście tutaj. W nawiasach macie ilość zainteresowanych osób.

    Styczeń 2026

    • Superbohaterowie (konwencje: X-Men, mroczne 18+, Dispatch) (3)
    • Warhammer Fantasy Roleplay 4e (3)
    • Pokemony (2)
    • Klanarchia (2)
    • Degenesis (2)
    • Wiedźmin (1)
    • Śródziemie (1)
    • Horror / Slasher (1)
    • Survival (w stylu Squid Game) (1)
    • Twilight 2013 / Twilight 2000 3e (1)
    • Neuroshima 1.5 (1)
    • Wampir: Maskarada 5ed / Świat Mroku (1)
    • Harry Potter / Hogwart (1)
    • D&D 5e (1)
    • Deviant the Renegade / Kroniki Mroku (1)
    • Klimaty słowiańskie (1)
    • Warhammer Old World (1)
    • Stalker (1)

    Luty 2026

    • Bridgertonowie/Regencja/Jane Austen (1)
    • WFRP 4ed (3)

    Marzec 2026

    • Śledztwo a'la Dark Heresy/Imperium Maledictum (1)
    • Współczesna sesja akcja/przygoda w stylu Uncharted/Indiana Jones/Tomb Raider/Skarb Narodów (1)
    • Wampir (v5) (3)
    • Dark Heresy 2e (1)

    Kwiecień 2026

    • Warhammer (1)
    • FATE (Cosmere:Mistborn) (1)
    • D&D (5.5e, Forgotten Realms) (2)
    • Autorka Bonifacego (1)
    • Wampir (2)
    • D&D (2)
    • Pillars of Eternity (1)
    • Dragon Age (1)
    • Zew Cthulhu (1)
    • Coriolis (scenariusz Konający Statek/uniwersum The Expanse) (1)

    Sierpień 2026 D&D 5e (1) Pathfinder 2e (1) Zew Cthulhu (2) Warhammer (1) Masks: A new generation (1) Cokolwiek z superbohaterami (1) Sesja historyczna bez fantasy (1) Sandbox historyczny/fantasy (1) Coś mocno piorącego emocjonalnie (1) Realia współczesne z elementami fantastyki (1)
  • KetharianK

    text alternatywny


    Dzięki uprzejmości użytkownika @davy-knee mam przyjemność zaprezentować Wam kombajn górniczy typu Altmeyer należący do kompanii Kelland Mining, na którym przyszło Wam pracować i który w prologu przygody leci ze stacji przeładunkowej UA w Gliese do układu Borodino, gdzie prowadzone są na szeroką skalę prace wydobywcze i gdzie czeka już zwerbowana przez kompanię załoga główna jednostki, która będzie obsługiwała maszynerię wydobywczą i przetwórczą Altmeyera. W czasie tranzytu na jej pokładzie znajduje się jedynie załoga szkieletowa oraz kilku pasażerów lecących do Borodino we własnych sprawach.

    W niniejszym wątku poproszę o prezentację Waszych bohaterów po tym jak zostaną już oni włączeni w panel sesyjny ponad tytułami wątków (to ci gracze, których awatary widzicie na samej górze działu sesyjnego, czyli postacie, których pełne KP otrzymałem i zatwierdziłem w międzyczasie).


    [image: IMG-2717.jpg]
  • WiredW

    Przysługa

    e06c4372-fa64-40ff-b812-8f26972f7682-image.jpeg

    Chodzi za mną ostatnio chęć pogrania w WOD, a że nikt nie prowadzi, to zacząłem z nudów przeglądać podręczniki i pomyślałem że może ja zacznę, tym bardziej że mnie od dłuższego czasu @ketharian molestuje na discordzie żebym rozpoczął jakąś rekrutację.

    Przygoda jest z oficjalnego podręcznika, wolę więc nie zdradzić z jakiego na etapie rekrutacji. Jak ktoś rozpoznaje wstęp lub obrazek powyżej to niech da mi znać na PW. Pourozmaicam wtedy wydarzenia, jak nikt nie zna to lecimy podręcznikiem. Zależałoby mi na tym by Wasi Stwórcy albo byli obecnie poza miastem albo nie istnieli już z dowolnej przyczyny, możecie też ich nie znać. Nie ma znaczenia czy postacie graczy będą Anarchistami czy z Wieży, ale muszą być z jednej sekty i być już pełnoprawnymi nowicjuszami.

    |-***-|

    Wasza pozycja w sekcie jest słaba, jesteście młodą koterią łasą na przysługi, zdobywanie zasobów i przyjaciół. Bez kontaktu z swoimi Stwórcami też nie bardzo wiecie komu ufać. Brak mentora jest tym co Was połączyło. Jest to błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie. Z racji braku powiązania z konkretnymi starszymi wampirami w mieście wielu uważa że jak Wam się stanie krzywda, to niewiele ryzykują, bo kto niby w Elizjum się za Wami wstawi? Może Primogen klanu... ale wątpliwe. Czy jesteście eksperymentem społecznym? Czy może tytuł Nowicjusza dostaliście na wyrost i Wasz test dalej trwa? A może Stwórcy Was opuścili celowo? Po co brudzić sobie ręce i przyznawać przed Księciem do porażki, skoro prędzej czy później zrobicie błąd, który będzie kosztował Was nieżycie? Niejeden z Was może mieć dziś takie myśli.
    Gdzie tu błogosławieństwo? Cóż, w świecie Spokrewnionych jest bardzo mało freelancerów, ludzi którym można powierzyć delikatne sprawy wiedząc, że jak spieprzą to wina spłonie wraz z nimi i nikt się o nich nie upomni. Gdy każdy jest z kimś powiązany ciężko zachować nocą anonimowość, i w to miejsce wkraczacie Wy.

    Sprawa wydawała się poważna, mieliście umówione spotkanie z Szeryfem miasta, każdy z Was idąc na nie zrobił rachunek sumienia, zastanawiając się czy za coś nie oberwie, albo czy nie będzie za chwilę przesłuchiwany. Damien czekał na Was w niczym nie wyróżniającej się knajpce fast foodów U Tooley'a, gdzie z daleka widzieliście że nie jest spokojny jak zwykle. Noga wybijająca rytm muzyki, tym z Was którzy widzieli go częściej, zdradzała oznaki zdenerwowania. Był sam.

    Gdy tylko się zebraliście uśmiechnął się i rzekł:
    - Książę kazał bym Wam to przekazał, nic więcej, telefony w środku są shackowane, pozwolą Wam na jeden telefon do moich wybranych ludzi, nic więcej, zawartość koperty do zniszczenia po użyciu.

    "Książę" - zabrzmiało Wam w uszach - ale zanim któryś z Was się odezwał Damien wyszedł i zlał się z resztą nocy. Przed Wami została duża brązowa koperta. Ciężka, mimo swojej lekkiej wagi. Nikt z Was nie sądził że zgadzając się na spotkanie przyjął zlecenie od Księcia, ale czy ktokolwiek z Was wiedząc miałby odwagę odmówić?

    Otworzyliście kopertę:

    List

    |-***-|

    Podsumowanie

    • System: Wampir Maskarada 5 edycja.
    • Ilość graczy: 3 minimum, 4 optymalnie, może 5ciu ogarnę.
    • Platforma: forum + discord na szybką wymianę informacji.
    • Częstotliwość odpisów: 4 dni dla graczy 3 dla MG? Albo może post od MG co weekend w niedzielę?
    • Dokumenty Google: może karty w nich zrobimy, widziałem fajny szablon.
    • Użycie AI: grafiki tak, odpisy przez AI to raczej psucie sobie zabawy, ale nie bronię i tak nie mam jak tego kontrolować.
    • Termin zakończenia rekrutacji: 15.08.26

    FAQ

    Pytania i odpowiedzi, duplikaty tego co w postach poniżej jeśli ważne dla rekrutacji, inne ważne rzeczy.

    1. Wydaje mi się że nie głupie byłoby jakby każdy chętny napisał kim chciałby zagrać, by można było pomyśleć o koterii na etapie tworzenia postaci, by nikt nie tracił czasu na rozpisywanie historii postaci, która nie będzie pasować do drużyny.
    2. Gramy w Chicago, w roku 2019, PKJ to Książę(Prince) Kevin Jackson (Ventrue 8 pokolenia).
    3. SC to skrót od Succubus Club (Klub Sukkuba)
    4. Jesteście młodymi wampirami, w R użyłem specjalnie słowa Nowicjusz/Neonate, nie tylko w formie młodych wampirów Camarilli co już nie są pod opieką Stwórcy (bo nie wiem czy nie będzie drużyna Anarchów), ale także w kontekście tworzenia postaci. Ustalmy, że postacie zostały przeistoczone w wampiry najwcześniej w 1993, jako dziecko wojny, stworzone by zasilić szeregi jednej z frakcji w tym burzliwym okresie.
      Zatem od 10 do 25 lat doświadczenia jako wampir.
      4278a8da-3f4f-4735-a5de-b65655149907-image.jpeg
    5. Nie ma opcji grania klanem Hecate.

    text alternatywny


    Wired napisał: @ketharian wątki do sesji zakładam sam? [KETH] @jhnw , wyjaśnisz proszę? @ketharian klikam na żywca i coś mi wyszło więc chyba żaden mod nie będzie musiał sprzątać Moje wampiry zapraszam do https://forum.rolltelling.pl/topic/358/przys%C5%82uga
  • GladinG
    NoiseFeed
    Switch ktoś w pobliżu 10tki?
    Frog? Dingo?
    Potrzebuję coś sprawdzić.
    Mack? Gdzie pedałujesz?
    Frog Koło Alexander. I wracam na hajzę. Co chcesz z 10tki?
    Switch Frog, słuchaj uważnie.
    Shiva, znajoma mojego kontaktu, mieszka w Megabloku 10, mieszkanie 877.
    Nie daje znaku życia od kilku dni.
    Każdy kurier, którego tam wysłano, przepadał jak gówno w rynsztoku po burzy.
    Dosłownie.
    Frog Brzmi jak dobre miejsce na randkę w ciemno.
    Switch Zamówiłem tam Wock’n’Shock – trzy zestawy.
    Ale dodałem coś ekstra – środek przeczyszczający klasy med.
    Możesz przejąć dostawę od kuriera, jeśli chcesz zagrać listonosza…
    Albo poczekać, aż zadziała i wejść pod pretekstem cieknącej łazienki, gazu, czegokolwiek.
    Jak się dostaniesz, rozejrzyj się. Sprawdź, czy jest w mieszkaniu i czy oddycha.
    Jak będzie okazja to ją wyprowadź. Ale nie ryzykuj.
    Na tym etapie chcemy wiedzieć na czym stoimy.
    Frog Głucho pod 877.
    Od 3 dni nikogo tam nie widziano.
    I zioła nie czuć.
    A pono zawsze czuć jak laska w domu siedzi.
    HiFi by mi się zdał.
    Albo mogę poszukać działającego czujnika i alarm przeciwpożarowy odpalić.
    To powinno zdjąć centralne blokady.
    A z zamkiem bym sobie chyba poradził.
    Ale nie wiem. Co robić?
    HiFi Żaba, uważaj na plecy. Jak zamknięte i nikt nie otwiera, a każdy kurier znika...
    Żaba, zadekuj się gdzieś. Bryknę się do ciebie.
    Switch Kontakt z Shivą wymagany najpóźniej do jutra rana.
    Jakieś pomysły na wejście?
    Cieknąca rura, kontrola instalacji...
    Frog, jak to widzisz?
    Ograniczaj ryzyko.
    Frog HiFi przyszedł. Jedziemy z WŁM.
    HiFi Raze, jak mamy mieć pewność, że ją namierzymy to daj nam fotkę tej lali.
    I jak laska się nazywa. Shiva. Shiva co? Kto to jest?
    Dingo Yo,Switch
    masz jeszcze swoje wtyki w MedCenter?
    bo będzie sparwa
    sprawa
    bardziej prywatna
    HiFi Switch, co z tymi fotami? Nie wchodziliśmy na chatę, ale mamy cynk, gdzie panna się dekuje, gdy wchodzi w sieć. Mam namiar na Ferguson. Sprawa robi się bardziej skomplikowana. Wisisz Frogowi dwudziestaka.
    To na pewno znajoma twego kontaktu? Wiesz to na pewno? Za lalą chodził jakiś meks/latino, łańcuch Valentino. Że znajomek od ziomka z Heywood. Czaisz coś z tego? Poszedł za nią wczoraj podobno na Ferguson.
    Możemy sprawdzić mieszkanie albo iść na Ferguson, ale to już jest więcej, niż drobna przysługa.
    Artemida Co wy tam odpierdalacie? Zaraz będę w kwadracie, wbijajcie. Switch ma sucz, ja mam klucz, wy macie mnie bo byście wymarli, jak szczury, jak gnat z kabury zamiera, jak jaj nie ma.
    Nie śpiesz się Raze, chłopaki obiecali mi masaż, a jestem nieco spięta po siłce.
    Jestem przy ekranie. Ktoś potrzebuje supportu?
    Switch @Hi-Fi wysłać ci jeszcze jej dane biometryczne i numer bio-SIG? Jak tam będziesz sterczeć jak chuj w żeńskiej łaźni to się ktoś do was przypierdoli. 500e$ samo się nie zarobi.
    Jasne @Dingo.
    Zależy co trzeba.
    Nawijaj. Zobaczę co da się ukręcić.
    @Hi-Fi 500e$ to chyba nie jest stawka za drobną przysługę?
    Odpuśćcie mieszkanie.
    Stawiam, że jest w magazynie.
    Switch: @Brazil możesz sprawdzić nie zostawiając śladów powiązania
    Magadon Incorporated, Pentex United, Endron International ?
    Dingo muszę znaleźć dawną przyjaciółkę
    jest od kilku miesięcy w NC
    może nie chcieć, żeby ją znaleźć
    mam drzazgę z danymi medycznymi
    pewnie była u jakiegoś rippera
    został jakiś ślad
    mam trochę kasy, jak trzeba będzie gdzieś posmarować
    czy coś
    HiFi @Switch, jesteśmy przy magazynie. Ma aktywne systemy obronne niezłego kalibru. Załatwiły tego Valentino. Jak chcesz, to możemy wysłać ci fotkę.
    @Switch @Brazil macie jak załatwić dane na temat budynku? Wysyłam pinezkę . Poszukamy w razie czego innego wejścia, ale może dacie radę nas jakoś wesprzeć? Plany? Rzuty? Drogi ewakuacyjne?
    Dingo znaleźliśmy ją [Zdjęcie]
    Switch @Brazil: Sprawdź BlackVault. Otagowanie? Mam się martwić? Ogon?
    @All: Dobra robota chłopaki.
    Frog Wbijamy na balety do Edry. Czekać na ciebie Switch??

    Wpis NoiseFeed Switch & HiFi Switch: Młody, ile ci jestem krewny za oko? HiFi: Dasz e$550, gdy będziesz miał wolne fundusze. Nie stresuj się.
  • DeklineD

    Lista Graczy

    Santorine - Ulrich Rotzniesser - Oprych

    text alternatywny
    44 lata, szare oczy, czarne włosy, 183 cm, Blizna na lewym oku

    20, 6, 13, 12, 9, 18, 6, 16
    odporność psychiczna, odporność na magię

    Cechy główne

    WW 50
    US 26
    K 33
    ODP 32
    ZR 29
    INT 38
    SW 26
    OGD 36
    A 1

    Umiejętności

    Hazard INT
    Mocna głowa ODP
    Spostrzegawczość INT
    Zastraszanie K
    Leczenie INT
    Unik ZR

    Zdolności

    Morderczy atak +1 obr kryt
    Szybkie wyciągnięcie
    Ogłuszanie
    Opanowanie + 5 SW
    Rozbrajanie
    Odp psychiczna 6->8 PO
    Odp na magie + 10 SW przeciwko testom magii
    Nieustraszony - brak testu na strach, test na grozę to test na strach, odp na zastraszanie i niepokojący

    Ekwipunek

    • Worek
    • 30 cm rzemień
    • 4 cm wygięty gwóźdź
    • 1 miedziak
    • Miecz dowódcy, bardzo dobrej jakości +10WW, S+2
    • Nóż S-4
    • Zbroja PZ2
    • Tarcza

    Opis

    Uciekł z Marienburga przez mgły i cienie, ścigany banita wyjęty spod prawa. Na jego głowę wyznaczono nagrodę sto karli-franzów, zaś następny rozdział jego życia obfitował w szmuglerkę, szantaże i przysługi nigdy nie spłacone.
    Jego szczęście poszło w diabły na drodze Reik, niedaleko Bögenhafen, gdzie paser mający odebrać jego towar okazał się przynętą. Zasadzka była czysta, profesjonalna i okrutna: Ulrich zarył w błoto z bełtem kuszy w biodrze. Niedługo też znalazły się kajdany, którymi go skuto.
    Wreszcie, obudził się w celi. Zimno, wilgotno, zaś cela była przesiąknięta zapachem pleśni, starego potu oraz strachu


    Mapa miasta [image: 1788083480643-3ebfb532-aec4-4ebc-96e8-347990d79bcc-image.jpeg] 1 - Strażnica 2 - Przeprawa 3 - Świątynia Sigmara 4 - Ewakuacja 5 - Gabinet Ulricha 6 - Magazyn Braci Kargów
  • KetharianK

    Szanowni, pod jednym z naszych postów w mediach społecznościowych pojawiło się bardzo interesujące pytanie pewnego użytkownika FB, które pozwolę sobie przekleić w całości poniżej. Czytając je uświadomiłem sobie jak szeroko można na nie odpowiedzieć i jak wiele różnych indywidualnych argumentów przedstawić, dlatego pomyślałem sobie, że może warto poprosić Was o komentarze, a ja podłączę linka do tutejszego wątku na FB.

    Oto oryginalny wpis:


    [Maciej Kawończyk z grupy „MG szuka graczy”]

    Bardzo, ale to bardzo dobrze zapowiadający się set up, tylko dlaczego format pisany? Z tego co widzę to prowadzicie tylko w taki sposób sesje więc jakiś powód musicie mieć, liczę, że zdradzicie dlaczego.

    Post wyświetlił mi się całkowitym przypadkiem i o ile nigdy nie byłem fanem gry online to jeszcze byłbym się w stanie przemóc żeby w takim systemie zagrać online ale głosowo z kamerkami. Format pisany według mnie zabija jedną z ważniejszych rzeczy w RPG czyli budowanie szczerych relacji pomiędzy bohaterami graczy, ale też BG a NPC. Podkreślam, szczerych, głównie dlatego, że RPG na żywo jest raczej improwizacją, nie masz zbyt dużo czasu by zastanowić się jak powinna zareagować postać, w formacie pisanym masz X godzin/dni/tygodni by zastanowić się nad kolejnym "krokiem" więc relacje, decyzje, w zasadzie wszystko może być trochę sztuczne i w pewien sposób sprawiać wrażenie wyreżyserowanego.

    I no offence, ale ja nie dostrzegam zalet tego typu rozgrywki, jedynie co, to ewentualnie, że ktoś jest ultra aspołeczny i wydaje mu się, że tylko w ten sposób jest w stanie zagrać.

    Co nie zmienia faktu, że sam pomysł osadzenia gry akurat w tym miejscu jest genialnym pomysłem i z tego widzę na waszym forum to jest możliwość śledzenia przebiegu gry więc jeżeli rozpoczniecie a ja sobie o tym przypomnę to będę się z zaciekawieniem przyglądał tej przygodzie.

    Powodzenia 💪


    Autentycznie liczę na Wasz feedback (nie tylko w celu zaspokojenia ciekawości Maćka, ale i mojej własnej)!


    czytaj więcej →
    Właśnie dlatego nie sprowadzam wszystkiego do indywidualnego doświadczenia. Bo każdy ma inne przeżycia, subiektywne preferencje i kryteria jakości, na których opiera swoją ocenę. Ale niekoniecznie ma ona bezpośredni związek z samą formą rozgrywki. I to całe clou mojej wypowiedzi.