Przejdź do treści

Świat

Tematy spoza tego forum. Poglądy i opinie przedstawione tutaj mogą nie odzwierciedlać tych, które reprezentują członkowie tego forum.

A world of content at your fingertips…

Think of this as your global discovery feed. It brings together interesting discussions from across the web and other communities, all in one place.

While you can browse what's trending now, the best way to use this feed is to make it your own. By creating an account, you can follow specific creators and topics to filter out the noise and see only what matters to you.

Ready to dive in? Create an account to start following others, get notified when people reply to you, and save your favorite finds.

Zarejestruj się Zaloguj się
  • JohnyTRSJ

    Temat dla komentarzy oraz materiałów. Ewentualne materiały będę aktualizował w pierwszych dwóch postach tego wątku.

    Gracze i postacie:

    @arthur-fleckKrzysztof Komeda, metal
    @billieAriadna Mirga, foliarz
    @BrilchanAdam Chlebowski, szpaner
    @CaiMikołaj Pogorzelski, samotny wilk
    @Multikonciara – Edyta Szulc, hakerka
    @NamiPaulina Kwiatkowska, imprezowiczka
    @pan-elfAlicja Filipowicz, skejciara

    Wygląd postów i częstotliwość odpisów:
    Obecnie forum nie posiada panelu sesji ani do końca ustalonego wyglądu, są tylko domyślne skórki do wyboru. Dlatego proszę używać tylko domyślnego koloru tekstu (nie wiadomo czy inny kolor będzie funkcjonował we wszystkich motywach / skórkach). Każdy post w sesji proszę zaczynać od wstawienia małego (100x100px) awataru postaci, a pod nim pogrubione imię i nazwisko postaci, wszystko wyrównane do lewej.
    Dialogi piszcie od myślnika i pochyloną czcionką, nie wymagam pogrubiania imion w tekście.

    Częstotliwość odpisów:
    1 kolejka na tydzień, mój odpis powinien być we wtorek lub środę, wy jako gracze macie czas na odpisanie do kolejnego wtorku, czyli daję wam czas w weekend. Nie będę cały czas online, ale (teoretycznie) przynajmniej raz dziennie będę zaglądał na forum i odpisywał na wasze pytania, w komentarzach i na czacie. Obecny czat (zastępujący dawne PW) ma możliwość jednoczesnego uczestnictwa kilku osób, więc myślę że można by użyć jako ekwiwalent google docs dla ewentualnych dłuższych dialogów / scenek. Możecie oczywiście obstawiać za trzymaniem się sprawdzonego docsa, w tej kwestii nie będę narzucał forumowego czatu jako jedynej uświęconej opcji.

    Nie narzucam też minimalnej długości postów.

    Teraz kwestia NPC-ów. Poniżej (w spojlerze) stworzona wspólnym wysiłkiem lista reszty uczniów. Lista jest poglądowa, niektóre z waszych opisów trochę przeredagowałem i skróciłem, skupiając się na głównych informacjach. Sokołów Śląski to małe miasteczko, gdzie są tylko 2 szkoły podstawowe, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że każda z waszej postaci będzie znać mniej więcej połowę klasy, a przynajmniej kojarzyć z widzenia (albo był z wami w klasie, albo był w sąsiedniej). Lista jest alfabetyczna, według nazwisk. W nawiasach wstawiłem imiona tych waszych postaci, które mogą znać tę konkretną osobę, gdzie „znać” jest szeroko rozumiane. Nie narzucam wam, kto kogo zna, dlatego śmiało zgłaszajcie uwagi, komentarze („ja go nie znam, był w sumie w sąsiedniej klasie i dopiero teraz się dowiedziałem jak się nazywa”; albo „ a tą to dobrze znam, to córka ciotki/wujka, mieszkają po drugiej stronie miasta”). Czyli możecie, ale nie musicie tej osoby znać / kojarzyć etc. Na liście są 23 osoby, przy czym Agnieszka Kot jest w sąsiedniej klasie. Ze względu na zbieżność (mocne podobieństwo) nazwisk zdecydowałem, że Aishe Mirga też do niej trafi. Cai, możesz się z tym nie zgodzić, wtedy Aishe trafi do waszej klasy.

    1. Uczniowie NPC w waszej klasie:

    1. Piotrek Bochenek (Krzysztof, Mikołaj, Alicja, Paulina) – Klasowy błazen, zapalony kolekcjoner czasopisma "Twój weekend", który chętnie go pokazuje kolegom podczas przerw między lekcjami.

    2. Maciek Chaber (Alicja, Krzysztof, Mikołaj, Paulina) - klasowy bullie, dokuczają najczęściej kujonom i “tym słabszym”

    3. Klaudia Dobrowolska (Alicja, Krzysztof, Mikołaj, Paulina) - córka lekarzy, zawsze nienagannie ubrana, dobrze się uczy, uprzejma i miła;

    4. Tomek Frankowski (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - kujon, zawsze w pierwszej ławce, wraz z Jackiem Wróblem i Jędrzejem Hryniakiem trzymają się razem;

    5. Jędrzej Hryniak (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - kujon, zawsze w pierwszej ławce, wraz z Jackiem Wróblem i i Tomkiem Frankowskim trzymają się razem;

    6. Agnieszka Kot (Ariadna, Adam, Edyta) to kuzynka Iwony z sąsiedniej klasy. Nie mówi za wiele, ale ma świetne stopnie z przedmiotów ścisłych. Wydaje się mieć zaburzenia ze spektrum autyzmu.

    7. Joanna „Asia” Kowalczyk (Paulina, Mikołaj, Alicja, Krzysztof) - Stara się imponować gadżetami, ubraniami, domem. Bardzo dobrze się uczy, spokojna, zbyt grzeczna w porównaniu z resztą Uprzejma i wstydliwa, inni uczniowie potrafią jej dokuczać.

    8. Julia Kowalska (Edyta, Ariadna, Adam) – ekstrawertyczna, miła i niekonfliktowa popularna dziewczyna z klasy, blondynka o bujnym temperamencie, zawsze w centrum plotek i imprez, dobra w sporcie, ale słaba w nauce.

    9. Justyna "Carrie" Krawczyk (Krzysztof, Mikołaj, Alicja, Paulina, Ariadna) – Cicha, mało się odzywa, wszyscy mają ją za nawiedzoną. Dostała ksywkę "Carrie" na cześć bohaterki Stephena Kinga.

    10. Magdalena „Magda” Król (Edyta, Ariadna, Adam) — klasowa gwiazda, urok osobisty, przeciętne oceny, świetnie odnajduje się pośród ludzi. Nie znosi Edyty.

    11. Tomasz Lis (Edyta, Ariadna, Adam) - cichy, nieśmiały chłopak z uboższego domu, pasjonat poezji, historii i książek, unika tłumów.

    12. Michał Mazur (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina, Ariadna) - klasowy bullie, dokuczają najczęściej kujonom i “tym słabszym”

    13. Aishe Mirge (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) – z równoległej klasy, romka wychowywana przez babcię, która chce się wyrwać się z nieciekawego otoczenia. Niezbyt majętna, żeby pozwolić sobie na markowe rzeczy, czy nawet komplet nowych podręczników. Czego się wstydzi ale nie da po sobie poznać. Warunki mieszkaniowe również nie sprzyjają nauce. Dużo swojej garderoby szyje sama. Ma dryg artystyczny, nieźle rysuje. Ze względu na pochodzenie spotyka się z uprzedzeniami, zwłaszcza ze strony tych, którzy mieli kiedyś nieprzyjemny kontakt z krewniakami.

    14. Kasia Nowak (Paulina, Mikołaj, Alicja, Krzysztof) - Pewna siebie, odważna, śmiała, „liderka w paczce” (wraz z Pauliną, Magdą i Joanną). Bardzo towarzyska, lubi imprezy i bycie w centrum uwagi, trochę bujne ego

    15. Rafałek Pedarewski (Ariadna, Adam, Edyta) – przezwany jeszcze w podstawówce „Pedałkiem”. To cichy, słabowity i chorowity chłopak (silna astma), który chce zostać pisarzem.

    16. Iwona Polak (Ariadna, Adam, Edyta) – dziewczyny (Iwona i Ariadna) od razu złapały stosunkowo dobry kontakt, tak samo się ubierają i nie wchodzą sobie na głowę, podobno zostały raz przyłapane na pocałunku, ale to pewnie kolejna plotka. Matka Iwony posiada salon kosmetyczny, w którym przesiaduje czasami jej córka.

    17. Tomasz Rybak (Edyta, Ariadna, Adam) — chłopak z „tyłu klasy”, słucha metalu.

    18. Daniel Skorupski (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - nerd II wojny światowej. Z pomocą znajomych i Elektroniki Praktycznej zbudował domowej roboty wykrywacz metalu. Chodzi po lasach i dawnych miejscach bitew szukając pamiątek z przeszłości. Żyje legendami o złotym pociągu, tunelach łączących zamek Książ z kompleksem Riese, wunderwaffe i skarbach nazistów ukrytych w Sudetach. Ubiera się w pozyskaną z demobilu, oryginalną, aczkolwiek trochę zniszczoną M65-kę.

    19. Arek Sosnowski (Adam, Ariadna, Edyta, Paulina) najlepszy kumpel Adama Chlebowskiego uzdolniony piłkarz i sportowiec. Miły chłopak w typie golden retrievera do każdego się uśmiechnie i stara się być miły choć między uszami ma ciut pusto marzy mu się kariera profesjonalnego piłkarza przystojny i wysportowany.

    20. Katarzyna Stobiecka (Adam, Ariadna, Edyta) – Kujonka, ulubienica nauczycieli typ dzieciaka który przypomni pod koniec lekcji że pedagog zapomniał zadać pracy domowej na weekend. Dzieli z Adamem pasję do teatru i kultury masowej we trójkę (Katarzyna, Arek, Adam) są dziwną paczką ale często razem się uczą i spędzają razem przerwy i czas poza szkołą.

    21. Magda Wiśniewska (Paulina, Mikołaj, Alicja, Krzysztof) - Głupiutka, trochę dziecinna, Często robi niemądre rzeczy, żeby zaimponować lub być zauważona Bardzo naiwna, zabawna, poziom wredoty zerowy, „Goni za chłopakami”, lubi się śmiać i tańczyć

    22. Jacek Wróbel (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - kujon, zawsze w pierwszej ławce, wraz z Jędrzejem Hryniakiem i Tomkiem Frankowskim trzymają się razem;

    23. Łukasz Zaręba (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - fan techno i Schwarzeneggera. Nosi włosy postawione na żel, ciemne okulary nawet gdy jest jasno i białe spodnie z tribal wzorem, nazywane pieszczotliwie przez kolegów - spodniami z tatuażem. Grając w piłę, nie podaje, tylko sam leci na bramę, po czym oddaje bombę, która mija się z celem o dobrych kilka metrów. Jak na cyber-człeka lubiącego trans i elektronikę przystało, odnajduje się również w tranzystorach i programowaniu.

    2. Nauczyciele w waszej szkole (lista będzie rozbudowywana w miarę potrzeb:

    • Anna Boćwiałkiewicz - nauczycielka biologii i chemii, wychowawczyni równoległej klasy 1A

    • Jan Józefiak - stary, surowy nauczyciel, wychowawca klasy 3A. naucza Fizyki oraz WOSu. Stary wyga, który na uczniowskich numerach, wykrętach i matactwach "zjadł zęby". Nie da sobie wejść na głowę.

    • Dorota Rusicka - dyrektorka szkoły, dawniej uczyła języka rosyjskiego

    • Henryk Wrona - wychowawca (klasa 1B, czyli wasza), nauczyciel historii oraz geografii. Was naucza tylko historii, geografia jest z innym nauczycielem. Pan Henryk to nauczyciel, któremu jeszcze się chce. Jest mniej więcej w wieku waszych rodziców, może nieco starszy.

    3. NPC powiązani z waszymi postaciami:
    <lista do zrobienia>

    4. NPC inni:
    <lista do zrobienia>

    Inne sprawy organizacyjne:
    Wątek sesyjny wystartuje najpóźniej w przyszłym tygodniu. Prawdopodobnie jutro (w czwartek), a najpóźniej pojutrze (piątek) wkleję orientacyjną mapkę z planem miasteczka. Korzystając z informacji dostarczonych z kartą postaci zaznaczę na niej ważniejsze miejsca (m.in. gdzie mieszkacie). To nie będzie dokładny układ ulic, tylko podgląd na to jak mniej więcej to wygląda. Dla przypomnienia: z jednego na drugi koniec miasteczka da się przejść w 25min (północ – południe) bądź 40min (wschód-zachód), czyli założeniem jest, że każdy z was wie gdzie co jest (może nie nazwę każdej najmniejszej uliczki) i nie ma się gdzie zgubić.


    Plan miasteczka Sokołów Śląski:

    Plan miasteczka

    Plan jest tylko poglądowy, nie trzyma żadnej skali. Jak już pisałem, miasteczko można przejść z jednego końca na drugi w 30-40 minut (wschód-zachód) bądź 25-30 minut (północ-południe). Zaznaczyłem ważniejsze miejsca, jak rynek, waszą szkołę, zamek. Dwie dzielnice mają już nazwy (Błonia i Przedmieście Lubańskie). Zielonymi kropkami zaznaczyłem kto gdzie mieszka. Grube czarne linie to schematycznie narysowane główne ulice, owal pośrodku to Stare Miasto.
    Budynek z czerwonym "X" to problematyczny budynek socjalny zamieszkały przez cyganów.
    Stare Miasto położone jest na niewielkim wzniesieniu, Zamek jest na wzgórzu, podobnie jak tzw. wille - duże domy wybudowane po upadku komuny.


    Plan lekcji

    Poniedziałek - 8 godzin (od 8:00 do 15:25)
    Wtorek - 8 godzin (od 8:00 do 15:25)
    Środa - 7 godzin (od 8:55 do 15:25)
    Czwartek - 5 godzin (od 8:00 do 12:25)
    Piątek - 7 godzin (od 8:00 do 14:30)

    Przerwy są 10 minutowe, po 5. lekcji jest długa, 25 minutowa przerwa:

    1. lekcja: 8:00-8:45
    2. lekcja: 8:55 - 9:40
    3. lekcja: 9;50 - 10:35
    4. lekcja: 10:45 - 11:30
    5. lekcja: 11:40 - 12:25
      Długa przerwa
    6. lekcja: 12:50 - 13:35
    7. lekcja: 13:45 - 14:30
    8. lekcja: 14:40 - 15:25
    PONIEDZIAŁEK WTOREK ŚRODA CZWARTEK PIĄTEK
    1 Muzyka Informatyka - WF Historia
    2 Fizyka Historia J. Niemiecki WF Geografia
    3 Godz. wychowawcza J. Polski J. Niemiecki Fizyka J. Polski
    4 Chemia Matematyka Biologia Wych. do zycia w rodzinie Matematyka
    5 Biologia Chemia Religia Matematyka Przysposobienie obronne
    6 Religia Plastyka J. Polski - WOS
    7 WF Geografia J. Polski - J. Angielski
    8 WF J. Angielski Matemtyka - -

    Nami założyła X kolejek temu doca: https://docs.google.com/document/d/1N2yCymRqKAisbwuIzO-n92fq_H5OY5hPnToRtXfRMNo/edit?tab=t.0
  • MikeM

    Ze swojej strony chciałbym zaprosić Was na Wattpada:
    okladka DWO v2.jpg

    Serwery gry zostaną zamknięte za 24 godziny. Iga, dawniej zapalona graczka, postanawia wrócić do gry, w której spędziła tysiące godzin i pożegnać się z nią. W ostatnią przygodę zabiera ze sobą Kalinę, swoją przyjaciółkę, która nigdy nie grała.
    Co może się stać, gdy kompletny n00b, wybierze sobie klasę, która jest żartem developerów?
    Co zrobią developerzy, gdy zorientują się, że ich żart stał się kluczem do sukcesu pożegnalnego eventu?
    Sprawdźcie sami.
    Siedem rozdziałów już czeka, co poniedziałek aktualizacja.
    https://www.wattpad.com/myworks/408535939-dwo-ostatni-event


    Nie, za krótkie rozdziały by dać pojedynczo.
  • psionikP

    Po walce przychodzi czas na odpoczynek. Uzupełnienie zapasów, uporządkowanie ekwipunku, zapisanie wydarzeń i przygotowanie się do kolejnej przygody.

    Z takiego założenia zrobiłem Longrest.pl. Najpierw jako internetowa kostnica, ale taka, przy której nie trzeba za każdym razem wpisywać imienia bohatera i przygody, a potem już poszło. Choć jest to pet-project, staram się rozwijać go na bieżąco, więc jeśli czegoś brakuje, to dajcie znać. Jest miejsce na zgłaszanie błędów i pomysłów.

    Jeśli to zły dział, lub nielegalna promocja, to przepraszam, nie wiedziałem 🙂

    To co jest i działa:

    Rzuty

    Rzuty są przypisane do postaci i kampanii, dzięki czemu od razu wiadomo, kto, kiedy i czym rzucał.

    Można wykonywać praktycznie dowolne rzuty, przeglądać ich historię, a całość uzupełnia wizualizacja kości 3D.

    Dostępne są również rzuty ukryte. MG i wykonujący rzut widzą pełny wynik (formuła + indywidualne wyniki na kościach), pozostali gracze jedynie wynik.

    longrest_rzuty.jpg

    Rzuty są też widoczne z poziomu postaci:

    rzuty_postać.jpg

    oraz przygody:
    rzuty_przygoda.jpg

    Dziennik kampanii

    Wspólna kronika prowadzona przez całą drużynę.

    Można zapisywać wydarzenia z sesji, dodawać własne wpisy, porządkować informacje i wracać do nich nawet po wielu miesiącach. Koniec z zastanawianiem się, jak miał na imię ten karczmarz spotkany osiem sesji temu.

    Wpisy podzielone są na kategorie, każda oznaczona innym kolorem na osi czasu. Działa też linkowanie notatek ze sobą, żeby łatwiej było przechodzić między nimi, filtrowanie po typie wpisu, oraz szybkie wyszukiwanie:

    notatnik.jpg

    Dziennik jest widoczny dla wszystkich graczy i MG. Dodatkowo, gracz ma miejsce na prywatne notatki na poziomie postaci (widoczne dla niego i MG), a MG ma własne miejsce na prowadzenie prywatnych notatek sesyjnych.

    Dostępność

    Staram się, żeby aplikacja była dostępna na większości urządzeń, w tym przeglądrek (chromium, firefox, safari), jak i na telefonach.
    Dodatkowo, są 4 skórki, które można ustawić sobie, lub na poziomie przygody (wtedy wchodząc na przygodę, system podmieni motyw zgodnie z motywem sesyjnym):

    ![sci-fi](415d6066-01bc-42c7-a9d7-bed6e53a8064-image.jpeg

    ![fantasy](5ddf7daa-d756-4b48-8b5d-0bf187c6ed58-image.jpeg

    ![post-apo](7d2b8c10-f8b1-439c-90fd-cb819487f0c5-image.jpeg

    i ![pixel art!](bf610dd8-8192-4b4a-bb9a-24e054a6226d-image.jpeg

    Do tego masa innych rupiecie, jak samouczki, prywatne wiadomości, system zaproszeń do sesji itp., itd.

    Zachęcam do przetestowania.


    Hej, mam pytanie/prośbę do osób, które korzystają z longrest. Czy dostrzegliście jakieś problemy z używaniem notatek? Dostałem jedno zgłoszenie, że edytowanie powodowało lagowanie przeglądarki, szczególnie używanie backspace, ale nie mogę tego zreprodukować po swojej stronie. Czy ktoś miał/ma takie problemy
  • SantorineS

    [Pathfinder 2e] Polowanie w Lwiej Loży

    12 Neth, 4726 A.R.

    Droga do Lwiej Loży dłużyła się. Z początku, kiedy podróżnicy wypuścili się ubitym traktem, szło wcale niezgorzej, a i niezgorzej szło jeszcze wtedy, kiedy trakt rozwidlił się i zaczął wieść przez sioła zlokalizowane na północ od Korvosy. Mieli szczęście wszak: choć z początku okolica została całkowicie zasypana śniegiem, trafem jakimś dziwnym było około półtorej miesiąca odwilży wcześniej, pewnikiem spowodowanym tchnieniem ciepłego wichru ze strony Oceanu Arkadyjskiego.

    Jaithe, podczas podróży na szlaku, wyciągnęła karty wróżebne i poczęła stawiać swe przepowiednie. Zdawało się, że Los nie zdradzał, cóz takiego mogło się kryć w jego zwojach. Ustawione karty niewiele zdradzały… Poza jedną, odstającą kartą Chłosty, która została postawiona do góry nogami. Jaithe, znając przepowiednię, mogła powiedzieć, że nadchodząca noc w Lwiej Loży będzie bardziej emocjonująca, niż być może jej kompani przeczuwali.

    Zakareth, będąc jeszcze w karczmie Czarny Kozioł, parę dni temu, miała złe przeczucia co do natury tej wyprawy. Pieczęć, którą nosiła wiadomość, przedstawiała podobiznę człowieka dosiadającego smoka. Dla Zakareth ta pieczęć wyglądała dziwnie podobnie do pieczęci piekielnego księcia zwanego Alocer, łowczego Piekieł. Oczywiście, mógł być to czysty przypadek i zbieg okoliczności, ostatecznie, Alocer miał głowę lwa, głowa jeźdźca na pieczęci była na pewno ludzka, choć ze sporą brodą i pióropuszem włosów. Być może… Warto było się o to spytać gospodarza, kiedy tylko dotrą?

    Im dalej od miasta, tym gorszy był szlak. Trakt zmienił się w leśną drogę, droga w ścieżkę, ścieżka zaś z wolna znikała i pojawiała się, niemalże w kapryśny sposób pojawiając się w niespodziewanych miejscach. Urwiska stawały się coraz częstsze, lasy przerzedzały się na podobieństwo resztek włosów w łysinie starca, skały i góry poczęły wystawać groźnie, jak wilcze zęby.

    Dotarli do Lwiej Loży. Niecodzienna czwórka podróżników, jeden ork, elfka i para wypaczonych przez magię stanęła na małym wzniesieniu, które spoglądało na Lwią Lożę. Zaira, Jaithe, Kraghul i Zakareth wreszcie dotarli do miejsca swego przeznaczenia!

    text alternatywny

    Lwia Loża, wbrew temu, czego każdy mógł się spodziewać po domku myśliwskim, wcale domkiem nie była. Nie była nawet dworkiem.

    Była to mała forteca, naprawdę przypominająca o starych tradycjach krasnoludów w Varisii. Niski, masywny bunkier został wmurowany w litą skalną ścianę klifu, jej ściany - na oko wysokie na dwanaście stóp - wznosiły się pod niemal prostym kątem do płaskiego zadaszenia.

    Reliefy na ścianach były widoczne natychmiast. Przedstawiały one ubranych w pancerze jeźdzców, którzy dosiadali smoki i zdawali się toczyć śmiertelny bój z bestiami terroryzującymi okoliczne wsie. I wielka rzeźba kuguara, wykuta tak, jakoby właśnie szykował się do skoku.

    To miał być… Domek łowiecki? Zaira stwierdziła, jako łowczyni pochodząca z wielkiego lasu, że smak architektoniczny Auldegrunda Ponurego wydawał się być co najmniej specyficzny. Każdy, kto z dala widział kamienną strukturę, odnosił wrażenie, że nie było to żadne miejsce do przeprowadzania łowu, a regularna fortyfikacja, która na pierwszy rzut oka mogłaby służyć za odwód armii z Janderhoff albo posterunek. Kraghul miał nieprzyjemne uczucie, że ów “domek łowiecki” miał więcej wspólnego z więzieniem, niż z lożą, gdzie miano organizować polowania.

    Dostrzeżono ich. Dźwierze Lwiej Loży rozwarły się, z wnętrza zaś wyszły dwie postacie, zapewne panowie tego miejsca. Jedna z sylwetek podniosła ramię w górę, dając znak, aby goście przybliżyli się.


    Zaira potraktowała poważnie wiadomość od Zakareth. Na szczęście nie zdążyła jeszcze niczego spróbować, choć niewiele brakowało. Elfka nie miała pojęcia co krasnoludy chciały zyskać zabijając ich, wszak mieli przy sobie niewiele więcej niż wartość zatrutego jedzenia, chyba. Wiedziała natomiast, że w pierwszej kolejności należało ostrzec pozostałych, ale siedzieli oni po drugiej stronie stołu, więc niebezpiecznie było to zrobić werbalnie. Niestety nie mieli też wspólnego doświadczenia z truciznami, do którego mogłaby się odnieść. Wysunęła i nawet wyprostowała nogę pod stołem, ale nie dosięgnęła siedzącej na przeciwko niej Jaithe. Na szczęście Zakareth odwróciła uwagę jednego z krasnoludów dzięki czemu elfka dyskretnie wysunęła się do przodu, siadając na samej krawędzi swojego krzesła. Jej stopa dosięgnęła kolan Jaithy, a mając jej uwagę, Zaira zaczęła znacząco mrugać prawym okiem - którego nie widział żaden z krasnoludów, jednak wiadomość sprowadzała się do ogólnego ostrzeżenia, niczego nie wyjaśniając. Zanim Zaira wymyśliła jak przekazać konkretną informacje, Auldegrund albo zorientował się że coś wiedzą albo stracił cierpliwość... No i się zaczęło.
  • silentsuicideS

    Hej, przychodzę do Was celem zbadania gruntu pod przyszłe sesje, które chętnie poprowadzę.

    Żywe Trupy
    Uniwersum, którego nikomu przedstawiać nie trzeba - chyba każdy zna ten horror o epidemii zombie z niepowtarzalnym klimatem, zbudowanym na nastrojowych lokacjach, gdzie relacje międzyludzkie grają pierwsze skrzypce dramaturgii. Czy znajdą się zainteresowani fabułą z motywem dramatycznej pogoni za mrzonką, która rozpali ostatnie iskry nadziei w sercach ocalałych?

    Jeśli tak, to mamy do wyboru kilka systemów; dedykowany podręcznik do gry w The Walking Dead, czy równie rozchwytywany Year Zero Engine. Ja natomiast chciałbym zaproponować mechanikę Kultu Boskość Utracona (PbtA), która cechuje się wysoką narracyjnością i pozwala przenieść historię na wyższy poziom horroru osobistego, który świetnie zdefiniuje to lore. Mroczne Sekrety, Przewagi, komplikacje i odrobina homebrew, które zdefiniuje mechanikę hordy, potrzeb czy poszukiwania zasobów. W konwencji forumowej genialny do rozgrywki z nadzorem Mistrza Gry, bo jest bardzo opisowy, a każdy element mechaniki da się przełożyć na narrację fabularną, co nie zaburzy ciągłości historii i pozwoli nam chłonąć ją na każdym kroku. Zapraszam do dyskusji.

    Zew Cthulhu – Maski Nyarlathotepa
    Propozycja kierowana do graczy, którzy w Maski nie grali, bądź kampanii nie ukończyli. To olbrzymi twór, który zajmuje naprawdę wiele czasu przy sesjach rozgrywanych przy stoliku - zabierze jeszcze więcej, jeśli będzie pisane na forum, na co proszę się przygotować. Niemniej, dedykowane podręczniki zawierają wiele handoutów, co urozmaici zabawę, a odpowiednie zarządzanie historią pozwoli kontynuować historię z udziałem wielu graczy na przestrzeni miesięcy - wobec czego nawet, jeśli ktoś się wykruszy, jak to w życiu bywa - będzie można go zastąpić.

    A czym właściwie są Maski? Mamy wczesne lata dwudzieste ubiegłego wieku; śmierć znanego odkrywcy, z którym powiązani są bohaterowie, kreuje trop globalnego spisku przeciwko ludzkości, związany z kultami czczącymi pradawne bóstwa. W toku fabuły gracze odwiedzają wiele lokacji na świecie, takie jak Peru, Nowy Jork, Kair czy Chiny - a wymieniłem tylko kilka z nich. Postaci graczy będą brać udział w śledztwie obfitującym w znamienite zjawiska nadprzyrodzone, poznają wiele charakterystycznych postaci i poczują oddech śmierci na karku. To jedna z najsłynniejszych kampanii w Zewie Cthulhu, w moim wydaniu również mogąca wywołać wiele triggerów (wierność realiom lat 20, jak i drastyczne oddanie motywom horroru kosmicznego Lovecrafta). Kampania oferuje dużą swobodę, co może oczywiście nieść za sobą konsekwencje - od wielkiego zwycięstwa po bolesną śmierć, na tragicznej porażce całej grupy - a może wręcz świata - kończąc.

    Maski charakteryzują się też tym, że każdy Mistrz Gry i każda grupa prowadzi je trochę inaczej. Zachęcam więc do dyskusji zainteresowanych, czy warto próbować coś takiego przedsięwziąć.


    Do Kultu mam w szufladzie autorski scenariusz na sesję osadzoną w Łodzi na przełomie XIX i XX wieku. Gracze wcielą się w dalszych spadkobierców Izraela Poznańskiego, a przemysł włókienniczy i dawne fabryki będą alegorią tkania Iluzji. Mam też kilka pomniejszych scenariuszy w zanadrzu, ale na to przyjdzie pora. Na razie mam dużą wenę na TWD ️
  • GaranilG

    darpol.png

    Muzyka!

    Dzisiejszy poranek w siedzibie korporacji "Darpol SA" zaczął się jakoś tak ciężko i to jeszcze przed 10-tą. Woźny jak zwykle przeciera po raz n-ty pierwszy tę samą podłogę, które nigdy nie udało mu się domyć i która nigdy nie może być czysta dłużej niż 5 minut. Główny korytarz.
    Przechodząca obok sekretarka usłyszała dochodzący ze słuchawek woźnego przebój Big Cyca "Nienawidzę Szefa" i uśmiechnęła się. I był to uśmiech korporacyjny, nieszczery, a ona już robiła w głowie notatkę, czy można to w jakiś sposób wykorzystać, żeby po woźnym wspiąć się o jeden szczebel w drabinie korporacyjnej kariery.

    Maksymilian był już w pracy. Zdążył umyć od 8 całkiem sporo okien, upuścić jedną (na szczęście pustą) butelkę po środku do mycia szyb (najtańszym), oraz oblać się wspomnianym płynem, zanim kierownik jego działu kazał mu natychmiast wrócić do środka budynku, bez podania powodu.

    Karol był na 20 piętrze. Właśnie wczołgał się do tunelu technicznego w ścianie i miał rozkręcić obudowę jednego z wentylatorów, które odmawiały posłuszeństwa. Awaria wentylatorów w tym konkretnym budynku to nie było niestety nic nowego. W pewnym momencie ktoś trącił go w but.
    -Zostaw to, mamy problem. Chodź. - Oznajmił Sebastian. Korpo-szczur będący bywalcem palarni, którego Karol znał z widzenia i okazjonalnej wymiany zdań.

    Michał wszedł do budynku z torbą medyczną, wezwany do nagłego ataku duszności u jednego z pracowników. Szybko okazało się, że to nic poważnego, obyło się bez intubacji i skończyło na dawce leku rozkurczowego. Ale Policja zdążyła zablokować drzwi. Nie chcieli go już wypuścić. Na szczęście Zbyszek został w karetce i mógł odjechać.

    Wiktoria znajdowała się w swoim gabinecie. Rozmawiała właśnie z jednym z pracowników z działu IT, konkretnie z Michałem Zielińskim z działu IT. Znała go i jego przypadek aż za dobrze. Świetny fachowiec, znający systemy firmy jak własną kieszeń, ale przy tym nieufny wobec innych i niemalże stale na skraju paranoi, pomimo leków, które brał sumiennie i regularnie. Może to "nie był" atak paranoi, ale martwił się o wydarzenia zasłyszane w wiadomościach... o epidemii. Zbyt dobrze pamiętał Covid-19.

    Nagle zatrzeszczał radiowęzeł budynku. To się nie zdarzało. Najstarsi pracownicy nie pamiętali, kiedy ostatnio miało miejsce nadanie jakiegoś komunikatu w całym biurowcu używając tego, poniekąd archaicznego, systemu.
    -Uwaga, uwaga. Na polecenie Administratora Budynku Darpol S.A. Marka Borkowskiego, w związku z ogłoszoną kwarantanną, wszyscy mają się zgłosić natychmiast do lobby budynku.-

    ***

    Wszyscy obecni w budynku zebrali się na parterze w przestronnym lobby. Widzieli jak niebiescy oklejają wejścia i szyby parteru budynku taśmą, oraz rozkładają znaki, mówiące o kwarantannie.
    Na improwizowane podwyższenie wykonane ze stołu i krzesła, wszedł mężczyzna w garniturze
    Marek Borkowski2.png

    -Szanowni Państwo, bardzo proszę o chwilę uwagi. Nazywam się Marek Borkowski i jestem odpowiedzialny za funkcjonowanie tego budynku. Wiem, że sytuacja może wydawać się… nietypowa. Chcę jednak Państwa zapewnić, że mamy do czynienia z działaniami prewencyjnymi.
    Służby zewnętrzne wprowadziły czasowe ograniczenia w przemieszczaniu się — jest to standardowa procedura w przypadku podejrzenia zagrożenia epidemiologicznego.
    Na ten moment nie ma żadnych potwierdzonych informacji o realnym niebezpieczeństwie dla Państwa zdrowia. Bardzo proszę o zachowanie spokoju i pozostanie na swoich piętrach, zgodnie z wytycznymi ochrony. W budynku dostępna jest woda, zaplecze sanitarne oraz podstawowe środki bezpieczeństwa. Służby publiczne zobowiązały się dotarczyć prowiant i wszystkie niezbędne rzeczy. Musimy odbyć 24-godzinną kwarantannę. Dołożę wszelkich starań, aby ta niedogodność nie była nadmiernie uciążliwa.
    Jesteśmy w stałym kontakcie z odpowiednimi służbami i będziemy Państwa informować na bieżąco.
    Najważniejsze w tej chwili jest zachowanie porządku. Chaos nikomu nie pomoże.
    -

    Wśród pracowników przeszedł szmer.
    -Dlaczego nie możemy wyjść?!-
    -Co to za choroba?-

    Paru pracowników wyciągnęło telefony i zaczęło nagrywać Borkowskiego.
    Ochrona zareagowała dość nerwowo, wchodząc w tłum, zabraniając nagrywać, nakazując usunięcie materiałów.

    Administrator po prostu zignorował trudne pytania.
    -Zapewniam, że sytuacja jest pod kontrolą. Proszę się rozejść do swoich zajęć i wrócić do swoich prac, natomiast jeżeli ktoś jest "z zewnątrz" i nie ma dla niego pracy, zapraszam do pokoju socjalnego.-

    Maksymilian, Karol, Michał i Wiktoria stali przypadkiem obok siebie w zgromadzonym w lobby tłumie ludzi. Sebastian, który przyszedł z Karolem, westchnął. -Taa, nie ma zagrożenia, ale spędzę was wszystkich do lobby, żeby to zagrożenie na pewno powstało. - mruknął ironicznie. Możnaby przysiąc, że gdyby tylko mógł, to tu i teraz zapaliłby papierosa. -Zastanawiałem się kiedy jebnie, ale miałem nadzieję, że będę wtedy w domu. - Dodał.

    I tak się to właśnie zaczęło...
    a43ede50-a9fa-49c2-afb6-2d6615eb579e.png


    Muzyka! Sytuacja zaogniała się jeszcze bardziej, oraz, jak nie trudno się domyślić, narastała przemoc werbalna. Panie lekkich obyczajów, końskie zwisy i złamane męskie przyrodzenia były rozdawane szczodrze między właściwie każdego, kto się nawinął, ale drzwi pozostały niewzruszenie zamknięte. Dr. Wójcik sama podjęła jakiegoś rodzaju próbę negocjacyjną, co było zaskakujące. [image: 1784395772793-token_1-5.png] Dr Alicja Wójcik -Musimy ich w końcu wypuścić. Kończy im się cierpliwość. Ryzykujecie rozruchy, moją paść trupy, ci z zielonymi kartami są zdrowi, mogą wyjść...- -Pani doktor, z całym kurwa szacunkiem, ale jak ktoś stąd wyjdzie, zapłacę za to własnymi jajami. Kwarantanna, to jest kwarantanna, a nie przedszkole i sranie po krzakach! Pretensje o lockdown do Rzecznika Praw Pacjenta, czy tam do Ministra Zdrowia, nie wiem, zwisa mi to!- Odburknął jeden ze strażników. -JA-TO-PIERDOLĘ.- W rozmowę wciął się jeden z pracowników Darpolu. Z "zieloną" przepustką. Doszło do krótkiej szamotaniny, a następnie bezceremonialnie dostał kolbą w łeb, i zwalił się na ziemię. Czas się zatrzymał. Ochroniarze Darpolu właściwie "drgnęli", ale wydawałoby się, że nic konkretnego się nie stało. Po prostu przez chwilę, zawieszoną w czasie, wszyscy analizowali coś, co fachowo jest przekroczeniem granic obrony konieczniej przed atakiem... [image: 1784396403708-token_1-6.png] Tomasz Kaczmarek -PIERDOLĘ.- Tomasz, szef ochrony, wziął do ręki megafon i uznał za stosowne zareagować, zanim więcej granic zostanie przekroczonych. -WSZYSCY MAJĄ SIĘ NATYCHMIAST ROZEJŚĆ. OSOBY W KWARANTANNIE PROSZONE SĄ UDAĆ SIĘ NA PIĘTRA. OCHRONĘ OBIEKTU I DRZWI PRZEJMUJE OCHRONA FIRMY DARPOLSA. A WY MACIE STĄD WYPIERDALAĆ W KABANICH PODSKOKACH.- Widać było, że puściły mu nerwy. Właściwie natychmiast ochrona Darpolu pojawiła się przy drzwiach, kazali rządowcom opuścić budynek - z wyjątkiem personelu medycznego. Doszło do wzajemnego celowania bronią, przy czym ochrona budynku miała potężny, nieprzyjemny argument w postaci paralizatorów na wyposażeniu. Wreszcie dowódca rządowej ochrony dał za wygraną, uświadamiając sobie, że ochroniarze toteż cywile w kwarantannie, ale uzbrojeni - a więc bardziej niebezpieczni. Chyba tylko autorytet Tomasza utrzymywał tę formację w jakichś ryzach. Wartę nad drzwiami przejęli ludzie Kaczmarka, ale drzwi nadal pozostały zamknięte. Ranny został przetransportowany do szpitala polowego - po coś go przecież rozstawili. Było niewiele lepiej, ale jednak lepiej. Chwilowo ponownie zapanował względny spokój. Dzień II, wieczór Do wieczora, upływ czasu przyniósł poprawę. Pracownik po łomocie wyszedł, z siniakiem na łbie, oraz ze zwiększoną niechęcią do każdego, kto był z rządu. Nastroje były podłe. Do wieczora Robert otrzymał obiecane przez Wójcik leki. Zarząd Darpolu rozesłał do wszystkich oficjalne maile, zaczęły się też telefony. Mocno korporacyjna śpiewka typu "przepraszamy za niedogodności", "wracajcie do pracy", "wypłacimy ekstra bonus za kwarantannowe nadgodziny", ale nikt nie brał tego na poważnie. Wszelka praca w budynku technicznie rzecz biorąc, stanęła. Maksymilian Do Maksymiliana, Artura i reszty alpinistów uśmiechnęło się szczęście, uśmiechem paskudnie szerokim. Tomek po incydencie ściągnął niemalże całą ochronę na dół. Nikt nie zauważył braku tego jednego, jedynego klucza. Michał i Wiktoria Oczywiście oboje - zarówno Wiktoria Wrońska, jak i Michał owczarek, mieli pełne ręce roboty po incydencie. na próbowała uspokajać ludzi, wdawała się w rozmowy. On pomagał komu mógł, w jaki sposób mógł, czy to rozmową, czy to wiedzą medyczną. A za ścianami i za oknami, dzień się powoli kończył. Echo nie tak odległego wycia syren wszelkiej maści - najpewniej pojazdów policji, pogotowia i straży pożarnej - docierało do lobby... Kiedy oboje sądzili, że dzisiejszy dzień nie będzie już gorszy i spotkali się na chwilę przy automacie z kawą, podeszła do nich dr. Wójcik. -Mamy problem. A po tym przedstawieniu pod drzwiami, istnieje duże ryzyko wywołania paniki. Nie możemy doliczyć się dwóch ludzi z listy, którą mi daliście. Nie ma ich, nie stawili się na badanie, ale papiery z recepcji wskazują, że MUSZĄ być w budynku. Jakieś pomysły? Nie mogę tak po prostu wziąć megafonu i wszystkim tego ogłosić, bo jeszcze pomyślą, że padły trupy, albo jeszcze co gorszego. Jeżeli któryś z nich jest chory... wolę nawet nie myśleć.
  • KrakovK

    Copernicon 2026 logo

    Copernicon 2026

    Kiedy?
    18.09 - 20.09.2026 (piątek - niedziela)

    Gdzie?
    Toruń

    Za ile?
    199zł (karnet trzydniowy w przedsprzedaży do końca sierpnia)

    Copernicon to trzydniowy festiwal fantastyki i popkultury w sercu toruńskiej starówki. Jeśli jesteś geekiem znajdziesz tu merytorykę, sesje RPG, larpy i setki spotkań. Jeśli dopiero zaczynasz wejdź, rozejrzyj się i wybierz coś dla siebie albo zagraj na jednej z setek dostępnych gier planszowych i konsol. To weekend, w którym miasto staje się sceną zabawy i fantastycznej rozrywki!

    WWW:
    https://sklep.copernicon.pl/o-coperniconie/
    https://www.facebook.com/events/3099643916871932


  • DhratlachD

    Tutaj wrzucamy wszystko to co nam się spodobało, zaciekawiło, czy wpadło w ucho. Po prostu wrzucamy muzykę. Piosenki, utwory instrumentalne... ogólnie pojętą muzykę!

    W formie linku. Można dać krótki opis, ale nie jest wymagany. Jeśli macie jakieś dalsze rekomendacje to z chęcią o nich usłyszymy!

    Aż zacznę:

    Arctic Monkeys - oj, stary zespół... a tutaj? Były Walentynki i już po Walentynkach... ale miłość i tęsknota nie umiera!


    Bardzo mi ostatnio siadł motyw muzyczny z nowego He-Mana Eternia Return to Eternia A Job For He-Man
  • slann22S

    Czy mogę tu dawać zaproszenia do rekrutacji na innych forach.


    @slann22 ten gracz, który z Tobą gra/grał w Gasnące Słońca, ale zapomniałeś jego nicka to może być @bonifacy ! A jeśli wyciągniesz go na inne forum, ban jest pewny, Bonifacego nikomu nie oddam!
  • JohnyTRSJ

    MG-Awatar300.jpg


    MG-Awatar100.jpg
    Szarzyzna

    Powódź roku 1997 przelała i zalała Wrocław, Opole i wiele innych miejscowości. Cała Polska żyła relacjami z telewizji, gdzie całe centra, całe śródmieścia, całe "morza" wieżowców były zalane przez brudną rzeczną wodę. Sceny wysadzania wałów, kajakarze pływający po ulicach i zatrzymujący się przed znakami stopu. Krótkofalarze - amatorzy utrzymują łączność. I wiele innych.

    Są zabici.

    Powódź na rzece Bóbr miała o wiele mniejsze skutki. Zapora pilchowicka zrzucała wodę przelewającą się ponad koroną konstrukcji. Sokołów Śląski wyszedł z tego w sumie obronną ręką. Wzburzone wody niosące wymyte nadbrzeżne drzewa uszkodziły jeden z przyczółków kładki dla pieszych. Krytycznym momentem było spiętrzanie się wody i drzew przy moście drogowym, na szczęście udało się usunąć zator i most nie poniósł żadnych uszkodzeń. Zalanych zostało jedynie kilkanaście piwnic. Zalało ogródki działkowe nad rzeką, kilka altanek zostało kompletnie zniszczonych. Stare miasto nie zostało zalane (jest położone na niewielkim, naturalnym wzgórzu), podobnie nie zostały zalane inne części miasteczka. Wzburzona woda wymyła i powaliła drzewa rosnące wzdłuż brzegów, łąki na południe miasteczka zamieniły się w mokradła, które na początku września nadal były... mokre.

    W sumie to najbardziej budynków ucierpiał Miejski Dom Kultury który, położony najniżej, miał kompletne zalane piwnice. Rezultatem było zamknięcie go (a także mieszczącego się tam kina "Piast") do końca sierpnia.

    ***

    Wrocław, tydzień wcześniej.

    Padało. Nie był to orzeźwiający letni deszczyk, tylko niemalże ulewa. Wyboista trylinka tonęła w strugach wody Było już ciemno. Krzywy chodnik, szare budynki, krzywe latarnie dające żółtawą poświatę dopełniały wygląd śródmiejskiego kwartału. Ludzie już dawno pochowali się w domach lub znaleźli schronienie w innych miejscach.

    Obaj byli młodzi i z ambicjami, i byli złodziejami. Mercedes stojący na tyłach wrocławskiego hotelu był duży, ciemny, na niemieckich blachach. Żaden używany samochód taryfiarza. Ten był nowy. I na pewno na wypasie. Mieli plan. I zaczęli go realizować.

    Plan spalił na panewce, gdy tylko bez alarmu sforsowali zamek i wpakowali się do środka. W tym samochodzie nie byli sami, a to co zobaczyli sprawiło, że cała odwaga z nich wyparowała. Było tylko czyste paraliżujące przerażenie. To była ostatnia rzecz, jaką zobaczyli w swoim życiu.
    Potem nie było już nic.

    Dla nich.

    W pewnym sensie.

    ***

    Sokołów Śląski

    Zamek Falkenstein był przed 1945 rokiem rodową siedzibą rodu Hochtalbergów. Leżące u podnóża zamku miasteczko Falkenberg/Bober po wyzwoleniu i przyłączeniu Ziem Wyzwolonych do Polski stało się piastowskim Sokołowem Śląskim. Przejście frontu zimą 1944/1945 było krótkie, miasto i zamek były praktycznie niebronione, przez co wojenna zawierucha oszczędziła zabudowę miasta. Sam zamek Falkenstein niszczał. Po dziewiętnastowiecznej przebudowie był to pałac o fasadzie w stylu neogotyku angielskiego. W latach trzydziestych dobudowano do niego parterowe skrzydło mające bardziej nowoczesną formę.

    Na początku lat siedemdziesiątych była to już ruina. Praktycznie bez dachu, z uszkodzonymi stropami, piwnicami pełnymi gruzu. Wszystko, co dało się zrabować, wyzwolono tuż po wojnie. Ale komitet wojewódzki miał wizję, miał plan. Siermiężne czasy Gomułki były przeszłością, teraz pierwszym sekretarzem był towarzysz Gierek - aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Zaczęto remont zamku i rozbudowę na ośrodek wypoczynkowy dla dużego zakładu pracy gdzieś z Polski centralnej. Naprawiono dach, niemalże na nowo założono położony na zboczu zdziczały park. Ciężkim sprzętem wykopano i wylano fundamenty pod nowe skrzydło. Przed nadejściem kryzysu zdołano wybrukować betonowymi płytami alejki w parku (który to w sumie był miejski) oraz zaizolować piwnice nowego skrzydła. Potem inwestycja stanęła, niby coś tam robiono, ale prace nie posuwały się naprzód. Ze zgromadzonych materiałów budowlanych powstało w okolicy kilka domów jednorodzinnych.

    Wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981 zakończyło tę farsę. Zamek ponownie niszczał, plac budowy zarósł samosiejkami, miejsce stało się niezłą meliną dla miejscowych pijaczków, a i okoliczna młodzież zaadaptowała teren jako miejscówkę na wagary, swobodne palenie papierosów i picie alkoholu.

    Do czasu.

    Krążące od dłuższego czasu pogłoski o odbudowie pałacu zaczęły się potwierdzać w ostatnim tygodniu sierpnia, kiedy teren został ponownie ogrodzony, wysprzątano śmieci i zaczęły się powolne prace. Przy czym działali tam dopiero archeolodzy lub ktoś do nich podobny. Podobno przyjechał jakiś stary Niemiec i wyłożył na to kasę. Podobno zwrócono mu ten zamek, albo sprzedano. Nikt w sumie nic nie wiedział. W prasie lokalnej nie było żadnych szczegółów.

    ***

    Sokołów Śląski, 1 września 1997, rano

    Początek roku szkolnego w tym roku wypadł w poniedziałek. Oznaczało to jeszcze cztery pełne dni lekcji w tym tygodniu. Na ulice miasteczka wyszli uczniowie i uczennice ubrani na galowo, albo przynajmniej w białą koszulę do białych dżinsów w drodze na rozpoczęcie roku. Niektórzy wysiadali z autobusów PKS-u, pewna grupa dojechała pociągiem. Ale większość mieszkała w Sokołowie i po prostu poszli do szkół na piechotę. Nawet przejście obok problematycznego bloku socjalnego zamieszkałego przez mniejszość romską był tym razem bezproblemowy, ponieważ przed budynkiem stał policyjny polonez, a para policjantów próbowała coś wyjaśnić. Z mieszkańcami albo mieszkańcom.

    Uszkodzona kładka nadal była uszkodzona i zamknięta.

    I Liceum ogólnokształcące w Sokołowie Śląskim, imienia II Armii Wojska Polskiego, miało trochę nietypową architekturę. Od strony frontu, od ulicy Dworcowej, był to poniemiecki, ceglany, piętrowy budynek, połączony z lewej strony z równie starą salą gimnastyczną (nie była zbyt duża). Od tyłu tego ceglanego budynku szkoły dobudowana była duża, dwupiętrowa (podpiwniczenie, parter, I piętro i II piętro) otynkowana, szara "tysiąclatka", budynek jakich wiele w kraju od lat sześćdziesiątych.

    Główne wejście od strony ulicy było zakazane. Uczniowie wchodzili z boku, w łącznik między starym, a nowym budynkiem, potem wychodzili ponownie na zewnątrz i szli do sali gimnastycznej. Ci co przybyli wcześniej stali na dziedzińcu w mniejszych lub większych grupkach (na samym końcu ktoś pewnie palił).

    W samej sali gimnastycznej na czas rozpoczęcia roku szkolnego ustawiono przy dłuższej ścianie stoły za którymi siedzieli nauczyciele. Uczniowie zostali ustawieni szerokim półkolem na całej długości sali. Dwóch nauczycieli "kierowało ruchem", ponaglając i ustawiając uczniów mniej więcej klasami.
    - Na koniec sali! Nowi uczniowie ustawiają się na na końcu po lewej! Na koniec! - łysiejący nauczyciel w swetrze stojący przy wejściu co jak mantrę powtarzał te zdania, gdy kolejny stojący na końcu ustawiał ich tak, aby przynajmniej pierwszy rząd stał równo.

    Patrząc od strony uczniów nauczyciele siedzący za stołem albo ze spokojem obserwowali uczniów, rozmawiali ze sobą, jedna nauczycielka szybko pisała w zeszycie. Dwie kobiety, jedna w farbowanych na blond włosach i kwiecistej sukience i druga, starsza w ciemnoszarej garsonce, stały pośrodku. Jedna z nich była dyrektorką. Paulina Kwiatkowska wiedziała to od brata, że dyrektorka, Dorota Rusicka, jest tą w kwiecistej sukience (ze względu na ilość materiału można było mówić bardziej o sukni, bo pani Rusicka do szczupłych nie należała).

    Niektórzy zerkali na zegarki, gdy w końcu nauczyciel zamknął drzwi do sali, a pani dyrektor poprosiła o ciszę. Musiała mówić głośno, szkoła nie była wyposażona w żaden mikrofon i głośniki.
    - Drodzy uczniowie (...) - rozpoczął się apel, podniesiony głos pani dyrektor brzmiał miejscami nieco piskliwie.
    Przemówienie było... typowe. Każdy z was słyszał ich wiele. Pani dyrektor wspominała o wakacjach, tragedii tegorocznej powodzi, nowym roku szkolnym, nadziejach, oczekiwaniach. Nie wiadomo, ile to jeszcze potrwa.

    Kto stoi wśród pierwszoklasistów?


    [image: MG-Awatar100.jpg] Szarzyzna Sokołów Śląski, godzina 17:00, TVP 1 Wtorek 2 września, Maciej Orłoś witam w Teleexpressie (...) - Porwanie nastolatki w Sokołowie Śląskim na Dolnym Śląsku. W nocy z pierwszego na drugi września doszło do napadu i porwania dziewczynki z samochodu jej rodziców. Zaatakowana matka nastolatki odniosła obrażenia i obecnie przebywa w szpitalu. Jej stan lekarze określili jako stabilny i nie zagrażający życiu (...) Nagranie z Sokołowa, reporter TVP stoi przed komendą policji wraz z komendantem Janem Chlebowskim (wyświetlone na pasku): - Do zdarzenia doszło pod domem poszkodowanej. - Co widzieli świadkowie? - Zeznania świadków nie naprowadziły nas na porywaczy. - Wiadomo kto stoi za porwaniem? Czy porywacze zażądali okupu. - Policja monitoruje sytuacją, jak dotąd nie zażądano okupu, co do tożsamości sprawców jest prowadzone śledztwo. - Czy będą kolejne porwania? - Niczego nie mogę wykluczyć, ale obraz grasujących psychopatów jak na zachodzie jest mocno przesadzony i zdaniem policji mija się z prawdą. - Dziękuję za rozmowę. Wraz z policją z Sokołowa Śląskiego sprawę prowadzą przydzieleni funkcjonariusze śledczy z Komendy Wojewódzkiej Policji. (...) O ile porwanie nie było znane wszystkim mieszkańcom Sokołowa, to teraz już na pewno było. Jutro będzie o tym w gazetach: Wyborczej, Legnickiej, Wrocławskiej, Nowinach Jeleniogórskich jak i innych regionalnych i krajowych. Sokołów Śląski, godzina 18:00 Nie zwrócili na to uwagi wcześniej, to jednak teraz nie sposób było tego przeoczyć, że Kuba mieszkał na drugim brzegu rzeki, po tej samej stronie co zamek, ale nie przy samym zamku. Stojąc przed jego domem (zaniedbana trzykondygnacyjna poniemiecka kamienica z odpadającym tynkiem) widać było dach zamku przebijający się nad drzewami. Na śmierdzącą klatkę schodową weszli bez problemu, drzwi były otwarte, zapukali do właściwych drzwi mieszkania (przycisk dzwonka wyglądał tak, jakby chciał ich porazić prądem). Otworzyła im kobieta, pewnie matka Kuby: - Tak? - Dzień dobry, my do Kuby. - Kuba jest nadal w swojej szopie na podwórzu, trzecia od lewej, to ta obita papą. - Dziękujemy - i wszyscy ruszyli schodami na dół, na podwórze, nie różniące się wiele od innych podwórzy w miasteczku. Szopa stała w rzędzie innych szop, garaży i altanek, mniej lub bardziej prowizorycznych. Znalezienie właściwej nie było problemem. Drzwi były zamknięte, nie było okien, ale stalowy płaskownik mający dodatkowo zabezpieczać drzwi przed włamaniem był opuszczony i nie było na nim kłódki. Zapukali, tym razem mocniej. - Kuba! To my! Chłopak z trzeciej klasy otworzył drzwi. - Mówiłem że lepiej o dziewiętnastej, odbitki jeszcze schną. macie pieniądze? Zapłacili, Krzysztof nie odważył się wcisnąć starego banknotu, na szczęście nie był potrzebny. Kuba od razu oddał Paulinie aparat i prosił żeby jeszcze poczekać. W jego szopie paliła się normalna żarówka, mogli zobaczyć stoły (zbieranina różnych), na nim plastikowe kuwety, butelki z chemikaliami i urządzenie wyglądające dla niektórych jak część od szpitalnego rentgena. Albo coś z bazaru, co ktoś przywiózł z byłego Związku Sowieckiego. Co bardziej uważni widzieli pod sufitem jeszcze jedną, czerwoną żarówkę, co już bardziej odpowiadało wyobrażeniom ciemni fotograficznej skąpanej w czerwonym świetle. Nie musieli czekać długo, już po kilku minutach (Mikołaj wykorzystał ten czas żeby drzeć łacha z Poganina, oczywiście odchodząc kilka metrów dalej, żeby reszta nie słyszała). Kuba dał im zdjęcia w prowizorycznej kopercie ze zwykłej kartki. Były tam i odbitki, jak i pocięte na krótsze odcinki negatywy. - A tak w ogóle niezły efekt uzyskałaś, bo to nie jest feler aparatu - powiedział Kuba do Pauliny, dając jej zdjęcia, ale po chwili się spłoszył - ale oczywiście nie musisz się swoim sposobem dzielić. Po chwili zdjęcia zaczęły krążyć z rąk do rąk. Kuba (Renata mówiła, że jest trochę dziwny) na spokojnie zamknął swoje królestwo i zostawił ich samych. Zdjęcia były intrygujące i niepokojące. Nie znaleźli tam nikogo, kto by wyglądał na porywacza albo się interesował Asią. Nawet te dresy, co zaczepiły Adama a załapały się na jedno, lekko rozmazane ujęcie, nie byli ciekawi. Wyglądali normalnie i skupiali się na bramkarzu i na Adamie. Problemem była sama Asia. Na zdjęciach nie była normalna. Była w negatywie. Ale jej ubrania wyglądały normalnie. Przejrzeli też pod zachodzące słońce negatywy. Tam, zgodnie z logiką, wszystko było negatywem. Oprócz Asi, która to tam wyglądała tak, jak wyglądać powinna na normalnym zdjęciu. [image: dyskotekamod.jpg] Do tego Paulina, Krzysztof i Mikołaj (załapał się na kilka zdjęć) mieli wokół siebie dziwną poświatę. W sumie mogli się czegoś dziwnego spodziewać. Ale nie to była tutaj ważne. Taką samą poświatę miał wokół siebie Adam. Oraz Alicja. Inne osoby na zdjęciach wyglądały zwyczajnie, łącznie z Kasią, Magdą i kilkoma innymi osobami z klasy, które też tam były. Alicja dosłownie czuła wzrok reszty na sobie. EDIT: grafika powstała we współpracy z @nami
  • GladinG

    Tak więc biblioteka... do tego w ten czy inny sposób może powiązana z fantasy? Skoro mamy wątek o polecanych filmach, to może i miejsce na pogadanie o książkach? Polecajek, a może do pochwalenia się swoimi zbiorami? Wiem, że niektórzy chętnie wrzucają fotki swoich kolekcji na discorda i pewnie ucieszą się z tego tematu 😄

    centered paragraph

    Dla tych, którzy są zbyt młodzi (i może ich ominęło), podaję łącze do filmiku wyjaśniającego tytuł wątku:
    https://www.youtube.com/watch?v=4RMh4GtxBuA

    Rozpocznę się od pochwalenia najnowszą

    GURPS Discworld Also!

    centered paragraph

    książką wzbogacającą moją skromną kolekcję systemu GURPS i pierwszym dodatkiem do głównego podręcznika Świata Dysku. Świeżo dzisiaj otrzymana, trafia właśnie do kolejki książek do przejrzenia. Nie mogę się doczekać! 😄

    Nie ukrywam, że liczę na to, iż w przyszłości albo poprowadzę, albo zagram jeszcze w Świat Dysku.

    Na sesję ze Świata Dysku nadal możecie głosować w mojej sondzie.

    A „...poprowadzę (...) jeszcze” ponieważ świetnie się bawiłem w przygodach Straży pożarnej Ankh Morpork na naszym starym forum.

    @Marrrt @Stalowy @Rewik @Cioldan @Mike


    A tak z ciekawostek, na FB rzuciło mi się info, że Copernicus sprzedaje polską wersję Salzenmundu. Cena 150zł.
  • SWATS

    - Po pierwsze to huj z czarnymi. Po drugie kim jesteś? Odezwał się Fruwacz wyrywając się przed szereg jak to ostatnio miał w zwyczaju.
    - Tak to sami na nich polujemy. Jak oddasz mi broń i powiesz gdzie są byłbym wdzięczny.

    Szelest parsknęła krótko, bez rozbawienia. — „Oddaj mi broń”… Młody, ty nawet nie wiesz, gdzie jesteś — mruknęła chłodno. — Nawet nie znam Twojego imienia. Najpierw odpowiecie na pytania, potem zobaczymy. Odwróciła się bokiem, poprawiając pasek z nożem i wtedy Fruwacz to zauważył. Na jej zakrzywionym ostrzu była świeża, ciemna, krew. I druga rzecz: Szelest wcale nie patrzyła na nich jak na podejrzanych. Jej uwaga wędrowała co chwilę do strażnika przy drzwiach, jakby to jego reakcja ją interesowała. W głowie Fruwacza pojawiła się myśl: „Ona nie szuka szpiega w nas. Ona szuka go wśród swoich.”

    - Ja jestem Fruwacz. Wół, Liora, Noa. - przedstawił po kolei ekipę. - Jesteśmy... byliśmy nomadami dopóki czarni nas nie rozjebali.

    — Ja jestem Aga, zwana Szelest. Kobieta skinęła głową, jakby wreszcie usłyszała coś sensownego. — Ale… Nomadzi powiadasz. — powtórzyła cicho. — No to przynajmniej wiemy, dlaczego jeszcze żyjecie. Ruszyła wzdłuż ściany, niby bez celu, ale Fruwacz widział: kątem oka cały czas pilnowała strażnika przy drzwiach. — Czarni was rozjebali… — mruknęła, jakby rozważała tę informację. — To akurat nie nowość. Oni rozjebują wszystkich. Nagle zatrzymała się i spojrzała Fruwaczowi prosto w oczy. — Ale nomadów nie bierze się na szpiegów. — dodała ostrzej. — Wy nie działacie po cichu. Wy działacie z potrzeby zemsty. - jej spojrzenie jeszcze raz, szybkie jak błysk, prześlizgnęło się po strażniku przy drzwiach, po tym który wyglądał na najmniej pewnego. — I to właśnie mnie interesuje. Zemsta. — Szelest wyprostowała się. — Jeśli naprawdę ją macie w sercu, to może… Może jesteście tu z właściwego powodu.

    Liora, która do tej pory stała pod ścianą jak cień: napięta, czujna, gotowa uciekać lub gryźć w końcu uniosła głowę. Jej spojrzenie nie było wyzywające. Było… zmęczone. Ale ostre jak drut kolczasty. — Szelest, tak? — zapytała cicho, nie kłócąc się o ton. — My nie jesteśmy szpiegami. Szpieg by nawet nie powiedział „Czarna Dywizja”. Szpieg by mówił „Ci”, „Oni”, „Oddział”, żeby nie przyciągać uwagi. - zrobiła krok do przodu, powoli, żeby nikt nie pomyślał, że zamierza skoczyć komuś do gardła. — A ja mam więcej powodów, żeby tych skurwysynów nienawidzić niż ktokolwiek tutaj. — dodała twardo. — Gdybyśmy byli ich ludźmi, to byśmy nie przyjechali rozwalonym volvo, tylko konwojem. I nie pozwoliliby mnie wywlec za włosy, jak jakiś worek ziemniaków. Na chwilę zerknęła na strażnika, tego, którego Fruwacz obserwował. Jej głos był już spokojny. — Pytaj, co chcesz. Ale nie zadawaj pytań, na które sama znasz odpowiedź. Nie mamy powodu tu kłamać. Jeśli chcieliśmy komuś zrobić krzywdę, to Dywizji, nie wam. Potem spojrzała na Fruwacza, tylko na sekundę, jakby dodawała mu otuchy, choć sama nie wyglądała na kogoś, kto ma jej wiele. Aga wskazała dłonią na Woła i Noa. — Wy. Mówcie. Co dokładnie Czarna Dywizja wam zrobiła?

    Noa śmiał się w duchu z własnego szaleństwa. Przyłączył się do grypy szukając rodziny, a znalazł żądnych zemsty fruwaczów, furiatów. Słuchając Fruwaczai Liory zaczynał rozumieć ich miętę do siebie. Wydął usta zastanawiając się czy jest jeszcze szansa na ranczo i dzieci, czy tam wnuki. Byle było komu zbudować dom, zasiać zboże, doglądać dzieci, dzieci, którym można by to przekazać, wraz z całą mądrością o życiu w pokoju.

    - Szpiegami? A co mielibyśmy szpiegować? Te wasze jaskinie? A jako relację o uzbrojeniu informacja o kolczatce i tym twoim koziku Szelest? Daj spokój. - odruchowo sięgnął po rewolwer, ale go tam nie było - jak widzisz młody i młoda nie są szpiegami bo tak twierdzą i ja im wierzę. Wół się na szpiega nie nadaje. Zostaję tylko ja i w sumie to st zastanawiam czy sobie mógłbym zaufać. No ale czegoś nie rozumiem, po nas ściągać do kryjówki, jak was nie zauważyliśmy? W sumie to możemy tobie, wam, ufać na tyle na ile wy nam.
    Rozejrzał się po pomieszczeniu.
    - Wiesz Aga, marzy mi się farma i rodzina i może ci dwoje - wskazalna Liorę i Fruwacza - zrobią sobie dzieci. Moglibyśmy pomóc je wychować. - uśmiechnął się - rozmarzyłem się. A ty pchasz te młode płodne pacholęta w paszczę lwa podsycając ich autodestrukcyjne ambicje. Nie wolałabyś farmy? - zaryzykował na koniec.

    Aga patrzyła na Noa jeszcze chwilę, jakby próbowała znaleźć w jego słowach haczyk. Ale zamiast tego coś jej w twarzy drgnęło. Nie uśmiech. Raczej coś w rodzaju niemal niewidocznego rozluźnienia. — Dobra, Kowboju… — westchnęła. — Masz rację. Gdybyście byli szpiegami, to byś teraz nie pieprzył o farmie i wnukach.
    Przesunęła ręką po włosach, jakby zrzucała z siebie napięcie.
    — I powiem ci jedno — dodała ciszej. — Gdyby świat wyglądał inaczej, farma może by miała sens. Nawet mi by się przydało miejsce, gdzie nikt nie strzela po nocach. Na moment jej spojrzenie złagodniało, bez kpiny. — Więc dobra. Odkładam nóż. Nie jesteście szpiegami. — powiedziała stanowczo. — Jesteście potłuczonymi ludźmi, którzy wpakowali się w kłopoty… Tak jak wszyscy tutaj. Odwróciła się od Noa, wskazując głową na drzwi.
    — Ale zanim będziecie sadzić zboże i robić dzieci… - zrobiła wymowną pauzę. - …musimy się dowiedzieć, kto z moich ludzi pracuje dla Dywizji. Jej głos stwardniał, wracając do chłodnego tonu zwiadowczyni. — No dobra. Wół. Twoja kolej. Powiedz, co Czarna Dywizja zrobiła tobie.

    - Mnie? - zapytał wielkolud - Mnie nic. Znaczy nic… No dużo. Jest trochę zgraj na pustkowiach. Sami wiecie. Ale większość… albo posrańcy. Albo fanatycy. Albo kanibale. Ciężko na dobrych ludzi trafić. A mnie się udało. Znalazłem Grupę Grahama. Tę o której Fruwacz mówił. Także… co mi zrobili? Moc dobrych ludzi rozdupili jakby do jakiego drobiu walili. Tak o. Ino chłopak się ostał ze stu ludzi z okładem - wskazał na Fruwacz. O Elsie nie wspomniał. A po co to tej szeletstce było wiedzieć o niej. - Także no. Tak. Wkurwili mnie.
    Aga zmrużyła oczy, nasłuchując słów Woła. — Sto osób… to nie jest ich zwykły styl. — powiedziała cicho. — Dywizja lubi straszyć, palić, zabierać ludzi jako niewolników. Rzadko kiedy marnują tyle energii na rozwałkę całej grupy nomadów. Przeszła dwa kroki w przód. — Ale w jednym twoja historia trzyma się kupy. — dodała, unosząc wzrok. — Jak Dywizja coś rozwali przez pomyłkę, to i tak zabierze, co się da i tyle ile się da. Nie odpuszcza. Nie zawraca. Dobija każdego, kto jeszcze oddycha. - zerknęła na Woła, tym razem spokojniej. - I tak, tego typu masakra… mogłaby się wydarzyć, jeśli wpadliście im pod lufy przypadkiem. Bo oni nie sprawdzają, kogo zabijają. Zabijają, a dopiero potem patrzą, co im wpadło w ręce. Znów spojrzała kątem oka na strażnika przy drzwiach. — Czyli wasza wersja ma sens. Może nie brzmi jak bohaterstwo, ale brzmi jak… Prawda.

    Gdy Aga kończyła mówić, Fruwacz kątem oka zauważył, że strażnik przy drzwiach, ten nerwowy, sięga dyskretnie pod połę kurtki. Nie po broń, lecz wciska mały metalowy przycisk na czymś przypiętym na piersi, pod kurtką. Coś jak mały rejestrator głosu, polowy dyktafon albo urządzenie transmisyjne. Noa również to zauważył.

    Drzwi otworzyły się nagle szerzej. Do środka wszedł mężczyzna, którego ciężko byłoby nie zauważyć, nawet gdyby próbował. Szerokie ramiona. Gruba blizna przecinająca kark i znikająca pod kołnierzem. Twarz poorana jak stary kamień. Oczy ciemne, zmęczone ale trzeźwe, ostre. Wojownik, który już dawno stracił złudzenia, ale nie siłę. Jeden rzut oka wystarczył. Najpierw spojrzał na was. Potem na Agę. Strażnika, tego nerwowego, który w tej chwili zastygł jak dziecko przyłapane na kradzieży, zignorował. Bran nie podniósł głosu.
    Bran wszedł głębiej i przyciągnął sobie drewniany stołek. Postawił go tak, jakby miał zamiar zostać na chwilę albo na godzinę. Spojrzał po was jeszcze raz, dłużej. — Nazywają mnie Bran. — powiedział. — Wojownik Odbity. Jeden z tych, co tu rządzą, choć nie lubię tego słowa. Kątem oka zerknął na Agę, jakby domagał się krótkiego raportu, ale nie przerywał. — Słyszałem już kawałek waszej gadki. — odezwał się znowu, tym razem bez emocji. — Nomadzi. Skrzywdzeni przez Dywizję. I nie kłamiecie, o to co słyszę. Jego spojrzenie przesunęło się po was, oceniająco, profesjonalnie. — Dobrze. — mruknął. — To teraz ja mam tylko jedno pytanie. Podparł łokcie na kolanach, pochylił się lekko do przodu. — Chcecie przeżyć… czy chcecie ich zabić?
    Aga uniosła brwi, jakby sama chciała usłyszeć odpowiedź. Bran czekał na odpowiedź.
    - Zabić. - odpowiedział Fruwacz choć w sumie sam już nie wiedział czego chce.
    - Dlaczego wybierać? - Wół uśmiechnął się szeroko błyskając swoim imponującym uzębieniem w dość nieprzyjemnie, drapieżny sposób.
    Liora spojrzała na Woła, na ten jego szeroki, groźny uśmiech.
    — Dla mnie nie ma sprzeczności. Najpierw przeżyć. Potem zabić. W takiej kolejności najlepiej się działa.
    - Jak zabiłaś to znaczy, że przeżyłaś. Po za tym co to za filozofowanie ? Możemy przejść do rzeczy ? - wtrącił się ponownie krnąbrny mały gnojek. Początek dal jako swoją wstawkę do wypowiedzi towarzyszy. Szybko jednak starając się na harde spojrzenie zwrócił się do nowo przybyłego ważniaka.
    - Dla mnie proszę wersję bez zgonu. Szczególnie mojego. - rozproszył Noa - Słuchamy w czym rzecz?

    Aga odwróciła się powoli w stronę Fruwacza. Uśmiech, który pojawił się na jej twarzy, był krótki i nijaki – bez ciepła, bez kpiny. Taki, jaki człowiek zostawia na twarzy, kiedy widział już za wiele. — A ty właśnie powiedziałeś wszystko, co trzeba było usłyszeć. Chcesz działać. To dobrze. Bo tu nie ma terapii. Są decyzje.
    Bran chrząknął cicho i wstał ze stołka. Jego ruch był ciężki, powolny… ale niezdrowo precyzyjny. Jak u kogoś, kto przez lata nauczył się oszczędzać każdy gest. — No to do rzeczy. — powiedział nisko. — Wolny Jar nie walczy z Czarną Dywizją otwarcie. Bo nie jesteśmy idiotami. A oni mają stare czołgi, wozy opancerzone. Czasami uda nam się jakiś załatwić, ale czołg to inna liga. - przeszedł kilka kroków i stanął przy stole. — Ale je obchodzimy. Polujemy na ich konwoje. Kradniemy paliwo. Znikamy, zanim się zorientują.
    — I dlatego jeszcze żyjemy. — wtrąciła Szelest. Bran skinął głową. Spojrzał na Noę. — I mówisz, że wolisz wersję „bez twojego zgonu”? - kącik jego ust drgnął minimalnie. — To dobra wersja. Mi się też podoba. — Więc tak jest sprawa. — powiedziała Szelest. — Albo zostajecie tu tylko na noc i rano ruszacie w swoją piękną, samobójczą vendettę… Zapadła krótka pauza. — …albo gracie z nami. Po naszemu. Jej wzrok znów przeciął twarz Fruwacza. — My wam damy informacje. Trasy. Ludzi, którzy wiedzą gdzie iść, żeby nie zginąć. — A wy nam dacie coś, czego my mamy za mało. — dodał Bran. — Świeżą krew, świeżą wściekłość… i powód, żeby pójść dalej niż zwykle. Cisza. — Więc teraz pytanie jest inne. — powiedziała Aga. - Nie „czy chcecie zabić”, tylko „czy chcecie to zrobić mądrze”. Bran spojrzał kolejno na Fruwacza, Woła i Noę. — Bo jeśli nie… - urwał zdanie. — …to i tak zginiecie. Tylko szybciej.

    - Może być wolniej. Byle ich dojebać- odpowiedział Fruwacz. Czuł, że tym razem mieli farta.

    Aga prychnęła lekko, jakby dopiero teraz przypomniała sobie, że dla was to wszystko wygląda jak koszmarny sen wewnątrz jaskini.
    — Dobra. Zanim zaczniemy mówić o zabijaniu Dywizji… — zaczęła, rozchmurzając się nieco. — …musiicie wiedzieć, gdzie, do cholery, jesteście.
    — To jest Wolny Jar. – dodał Bran. Aga podjęła temat.
    — Dawno temu było tu stare centrum wydobywcze. Kopalnia, skład, tunele techniczne. Miejsce, którego nikt nie chciał, bo teren zapadł się po uderzeniu jakiejś bomby. Reszta świata o tym zapomniała. — A my nie. — dodał Bran, po czym podszedł do okna, wskazał palcem na mroczne sklepienie nad wami. Gigantyczny łuk skalny, poprzecinany pomostami i linami.
    — Jar ma wejście wielkości mysiej dziury. Nie dojedziesz do niego autem czy tym bardziej czołgiem, kilka ścieżek przez górski masyw jest pilnowane i naszpikowane pułapkami, i strażnikami. A wyjścia nie zna nikt poza nami. To dlatego żyjemy. Dywizja poluje na wszystko, wiemy o tym że nas też szuka, ale żaden jej oddział nie zaszedł za daleko. Teren jest trudny nawet jak się go zna. Aga uśmiechnęła się tym swoim cienkim, nieprzyjemnym uśmiechem.
    - Tutaj trafiają ludzie, którzy mają dwa wspólne mianowniki. Pierwszy to Czarna Dywizja, Srebrne Włócznie albo inni popaprańcy którzy chcieli ich zabić. Drugi to fakt że Ci ludzie nie zamierzali dać się zabić. Bran kiwnął głową, jakby potwierdzał każdy punkt.
    — Nie jesteśmy wioską. Nie jesteśmy armią. Nie jesteśmy sektą. Wolny Jar to… — uniósł dłoń, szukając słowa. — …schron. Nóż schowany w ciemności. Aga dodała: — Tu nie ma wodza. Jest nasza czwórka: ja, Bran, Hanka, Stary Ivan i Ojciec Ewald. My tylko pilnujemy, żeby nikt nie wbił noża w plecy całemu Jarowi. Bran oparł dłonie na stole.
    — Dlatego chcemy wiedzieć, kogo tu wpuściliśmy i dlatego wy chcecie wiedzieć, czy warto z nami zostać. Cisza. Krople ze sklepienia kapały w ciemności jak odliczanie. Ciszę przerwała Aga.
    - Póki nikt nas nie sprzeda.

    Zdawał sobie sprawę Noa, że dostają propozycję nie do odrzucenia, gotowy był nawet się do niej przychylić, przychylić za odpowiednią cenę. I dobrze bo potrzebowali nie tylko ekwipunku, co i wiedzy na drogę. W końcu na drogę się pisał nie na vendettę. Co za tym szło przewracał oczami na słowa Fruwacza, bo co do tej pory było zabawne zaczynało brzmieć jak bredzenie. Nie zamierzał się Cohen dać zabić za gówniarskie fochy.
    - To w czym rzecz? Mamy coś dla was sprawdzić? Chciałbym coś w zamian. Mapy. Może macie jakiś starszy zapis elektroniczny. Wiem, że nie wszystko działa, ale jakieś mapy digitalne sprzed lat można dalej czytać. Myślę, że po wzajemnych przysługach chcielibyśmy odjechać. Szukać domu nad jeziorem - uśmiechnął się.

    Aga słuchała Noa bez przerywania. Bez uśmiechu. Bez przewracania oczami. Kiedy skończył, przez chwilę w jaskini było słychać tylko kapanie wody. — W końcu ktoś tu mówi jak człowiek. — powiedziała spokojnie. — I tak, chcecie coś w zamian, my też czegoś chcemy. Normalna wymiana.
    Bran skrzyżował ramiona, ale nie zaprzeczył. — Mamy mapy — dodała Aga. — Częściowe. Stare wojskowe zapisy, skany terenu sprzed wojny, trasy, które nie istnieją na papierze. Nie wszystko działa, nie wszystko jest kompletne. Ale dla ludzi, którzy chcą jechać dalej, a nie zginąć po drodze, powinny wystarczyć. - zrobiła krok bliżej stołu. - Ale nie dostaje się ich za dobre chęci.
    — Na południowym wylocie z masywu jest stary punkt obserwacyjny - Bran wszedł jej w słowo, niskim, rzeczowym tonem - Przedwojenny. Kiedyś nasz. Od tygodnia cisza. Za cicho. — Nie wiemy, czy Dywizja go znalazła, Srebrni, ludzie grubasa czy jacyś bandyci — dodała Aga. Spojrzała Noa prosto w oczy. — Idziecie. Sprawdzacie. Wracacie z informacją. Nic więcej, nie szturmujecie. Oczy i uszy. Bran skinął głową. — Jeśli wrócicie… dostaniecie mapy. Cyfrowe i papierowe. Trasy omijające Dywizję, Włócznie i kilka miejsc, które lepiej znać, zanim się na nie wpadnie. Pójdzie z wami przewodnik, Corley, zna okoliczne tereny lepiej niż ktokolwiek inny.
    Aga dodała cicho: — Mamy tutaj mały problem z zaufaniem, mamy w swoich szeregach kreta albo kilku... Ale wy jesteście tutaj nowi, jeszcze nie przekupieni. Nie jesteście stąd. Dlatego jestem w stanie wam zaufać. A może się czegoś dowiecie przy okazji? Odpocznijcie, przespacerujcie się po Jarze, pogadajcie z ludźmi. Wasze rzeczy są w magazynie, na posterunku przy głównym wejściu, a auto bezpieczne, ukryte w starym blaszaku niedaleko miejsca, w którym was złapaliśmy. Nie jesteśmy złodziejami.

    - Dooobra - odezwał się w końcu także Wół, który dotychczas był niemal niemym widzem całego spotkania. Widzem dość jednak uważnym, by ocenić jaskiniowców. Byli niegroźni. Mimo napaści widać po nich było, że nie mają w sobie dość… zepsucia. By zżerać, zabijać, czy porywać przypadkowych nieznajomych. Mieli propozycję. Zdecydowanie niewołową - Pogwarzyliśmy, postroszyliśmy piórka, ale chyba już pora zejść na ziemię. Mamy na pieńku z czarnuchami. To prawda. Nie będę żałował jak jakiś mi w łapy wpadnie i wycisnę z niego ostatni oddech aż mu oczka jak z tubki wypłyną. Taaa… To będzie frajda, bo to sucze syny są. Ale chyba Wam w główkach od tej jaskini pociemniało jeśli myślicie, że pójdziemy do bazy Czarnych. Młody jest odważny, ale ma ostatnio nasrane we łbie i prędzej sam mu kulasy połamię niż pozwolę mu tam iść. A Noa sprytny, ale nie Noa, za mapy też się tam nie będziemy pchać. Na chuj ci mapy kowboju? Także, życzymy wam dobrze bo znać, żeście w porządku ludki. Ale odpoczniemy i odjedziemy w swoją stronę.

    Bran wysłuchał Woła do końca, nie przerywając ani słowem. Nie drgnął, gdy padły groźby, nie skrzywił się przy przekleństwach. Dopiero kiedy Wół skończył, Bran powoli skinął głową, jakby właśnie usłyszał coś, co wreszcie miało sens.
    — I bardzo dobrze — powiedział nisko. — Bo nikt was nie wysyła do bazy Czarnych. Gdybyśmy chcieli tam kogoś pchać, nie pchalibyśmy czterech przybłęd z Pustkowi. Aga prychnęła cicho, tym razem bez kpiny.
    — Spokojnie, wielki. — spojrzała na Woła uważnie. — Punkt obserwacyjny to nie baza. To samotna buda na skałach, stara wieża, kawał betonu i antena, która powinna nadawać. Jeśli ktoś tam jest… to mały oddział. Albo trupy. - zrobiła krok w bok, opierając się plecami o ścianę. — I nie sprzedajemy wam map, żebyście się pchali pod lufy. — dodała. — Sprzedajemy je, żebyście wiedzieli, gdzie nie jechać. Gdzie są trasy Dywizji. Gdzie Włócznie kręcą się za często. Gdzie pustkowie zjada ludzi szybciej niż kule.
    Bran spojrzał na Fruwacza, potem na Noa, wreszcie znów na Woła. — Odpoczniecie. — powiedział spokojnie. — Rano możecie ruszyć w swoją stronę. Bez żalu. Bez pościgu. - zawiesił głos na chwilę. — Ale jeśli zmienicie zdanie… Punkt będzie tam, gdzie jest. I nadal będzie czekał. Zapadła cisza. Tym razem nie napięta. Raczej ciężka od wyboru. — Decyzja jest wasza — zakończył Bran. — I żadna z nich nie czyni z was tchórzy. I po raz pierwszy od początku rozmowy nikt na was nie patrzył jak na podejrzanych. Tylko jak na ludzi, którzy muszą zdecydować, w którą stronę pójdą dalej.

    - Ba! - Wół ostentacyjnie złapał się pod boki - Pewnie, że nie czyni! Jesteśmy nomadami. - dumnie i dobitnie podkreślił to ostatnie słowo - Pustkowia nasz dom. Szlak naszą drogą. Nie wojenki jednych z drugimi. A tatko zawsze mówił co szlak przyniesie to przyniesie. Także pięknie dziękujemy ale nie skorzystamy.

    - Jak nie chcesz to czemuś nic wcześniej nie gadał. - syknął cicho Fruwacz do towarzysza, ale nic więcej nie dodawał.

    Aga uniosła brew i spojrzała na Woła z czymś na kształt… Rozbawienia. Suchego, ostrożnego, które pojawia się u ludzi, którzy widzieli już zbyt wielu. — Nomadzi… — powtórzyła cicho. — Zawsze dumni. Do momentu, aż droga zaczyna ich zjadać. Bran nie wyglądał na urażonego. Przeciwnie, wyglądał na kogoś, kto rozumie. Oparł się ciężarem o stół, skrzyżował ramiona. — I to jest uczciwa odpowiedź. — powiedział spokojnie. — Wolny Jar nie łapie ludzi w kajdany, żeby ich tu trzymać. Jak chcecie jechać, to pojedziecie. Aga zerknęła na Fruwacza, który syknął coś do Woła. Na krótką chwilę jej czoło się zmarszczyło, jakby próbowała wyłapać informacje. — Ale nie udawajmy, że to tylko „wojenki jednych z drugimi”. — dodała. — Dywizja nie pyta, czy jesteś nomadą, rolnikiem czy poetą. Pyta tylko, co z ciebie można wycisnąć. A jak nic, okazujesz się tylko niepotrzebnym konkurentem do surowców. Umierasz. Zrobiła krok w stronę drzwi i otworzyła je, dając znak strażnikowi. — Odpoczniecie dziś w Jarze. — powiedziała już rzeczowo. — Zjecie, prześpicie się. Rano ktoś odprowadzi was do auta. Dostaniecie wodę i tyle jedzenia, ile da się bezpiecznie dać obcym. Bran skinął głową na potwierdzenie. — I jeszcze jedno. — dodał, patrząc głównie na Woła. — Szlak zawsze coś przynosi. Czasem okazję. Czasem rachunek. Zawiesił głos. — Jak ten rachunek was dogoni… Wolny Jar raczej będzie jeszcze tu, gdzie jest. Aga zatrzymała się w drzwiach i rzuciła przez ramię, już ciszej: — A ty, młody — spojrzała na Fruwacza. — Złość to paliwo. Ale jak będziesz jechał tylko na nim, to daleko nie zajedziesz. Pomyśl o tym, zanim droga znowu coś „przyniesie”. Drzwi zamknęły się za nimi ciężko. Zostaliście sami w drewnianej chacie, z ciszą, która nie była już groźna… Tylko pełna niedopowiedzianych konsekwencji.

    Wielkolud odwrócił się plecami do drzwi, za którymi zniknęła Rada Czwórki, czy Piątki i cicho, choć jeśli ktoś z ich gospodarzy podsłuchiwał, to z pewnością usłyszał, odpowiedział na słuszne pytanie Fruwacza. Zerkał też co i rusz na Noa i Liorę, by i oni zrozumieli o co mu chodzi:
    - Abo widzisz młody. Inna rzecz jak my sami gdzie jakiego czarnucha, czy dwóch po drodze zdybiemy, zaciukamy i w drogę. A inna jak się nami inni wyręczają i nas posyłają. Ot dobre sobie, na mały oddział. Wół jest za stary, żeby na takie plewy się dać wciągać. Raz w to wleziesz i już nie wyleziesz. Tylko będziesz dzień w dzień, jako ci tutaj, smutnie klepał zemstę między sraczką a padaczką, zamiast spierdalać skąd cię nie chcą. Wół już to widział i wie. A ci tutaj… jak tam mały oddział w tym punkcie, to sobie sami spokojnie poradzą. Rączki mają, giwery też niczego se.

    Noa tymczasem wyłożył się wygodnie rozciągając nogi. Źałował, że nie ściągnął od razu butów, bo nie chciało mu się już ruszać.
    Każdy miał tam swoje racje i swoje emocje. Za najważniejsze uznał właśnie nie ulegać emocjom.
    - Ummrrr! - chrząknąl - odpocznijmy. Nie musimy podejmować decyzji zaraz. Poda ktoś ten dzbanek z wodą - podniósł się na łokciach.
    Miał Cohen swoje lata i nauczył się nie trwonić energii kiedy nie było to konieczne. Nasunął na twarz kapelusz, żeby spokojnie przemyśleć propozycję jaskiniowców.

    Nieśpiesznie podchodząc do dzbanka, Wół złapał go, powąchał zawartość i uśmiechnął się stwierdziwszy, że nie zalatuje ani benzyną, ani stęchlizną, ani chlorem, po czym upił solidnie. - Mieszkanie w jaskini ma też jednak dobre strony! - Stwierdził po czym podał dzbanek Noa. - Choć mogliby też coś do żarcia dać... - Siadł po przeciwnej stronie pod ścianą. Przez chwilę rozważał wyciągnięcie harmonijki, ale zrezygnował. Położył się i po chwili zachrapał.

    Jak sobie poszli Fruwacz podszedł do Liory.
    - Kojarzysz tą bandę?

    Dziewczyna odezwała się cicho, kiedy zostali sami. — W Zakonie mówili o tym miejscu. Nigdy głośno. Spojrzała przez okno na kamienne sklepienie. — Mówili, że są miejsca, których nie da się spalić. Że jeśli ktoś tam znika… to dlatego, że nigdy nie powinien był szukać. Zawahała się. — I że jeśli spotkasz Szelest… to już raczej kwestia czasu, aż przyjdzie po Ciebie kostucha.

    Skonfudowany Fruwacz skwitował to krótkim.
    - Aha. - po czym poszedł zwinąć się w kącie i trochę przespać.

    - Osobiście uważam że to stek bzdur... - dodała po chwili. - Były plotki o podziemnym obozowisku, którego Dywizja nie potrafi znaleźć. Gdyby to co mówiono w Clearapple o Szelest, byłoby prawdą, już byśmy byli martwi. Zakon powie Ci wszystko, byś tylko był ich.


    W Martwej Wieży Dokonując rekonesansu wciąż ucierał trawy w kapeluszu nucąc piosenkę. -Numm, nana num, nana num... Zasłane łóżko zaniepokoiło Noa, bo wywrócone krzesło, potargane drugie łóżko i porozrzucane dokumenty, były na miejscu jak radio pozbawione energii. Przemknęło mu tylko przez głowę, że można by zrobić generator na wiatrak. Wciąż czujny i w melodii powąchał łóżko, ledwo powstrzymał się by się położyć. Zapraszało. Może przypadek, może położy się później. Pozbierał notki i zamarł. "...potwierdzam otrzymanie nowych współrzędnych przemarszu Grupy Grahama..." "...nasz konwój zmieni trasę zgodnie z ustaleniami..." "...Dywizja przejmie kontakt z celem około godziny 17. Opóźnienie naszego konwoju pozwoli uniknąć..." "...w imię Światłości stratę Grupy Grahama uznaje się za dopuszczalną, jeżeli umożliwi to bezpieczne przejście transportu..." "...namiar na konwój Grupy Grahama został podany, ...agent potwierdził odbiór współrzędnych..." "...kimkolwiek jest ten Graham, to ma srogo przejebane..." Chciał to widzieć, czy to widział? Zadawał sobie pytanie. Adrenalina strzeliła tak, że żadne halucynogeny nie miały prawa się przebić. Powróciły wspomnienia rozmów z Wółem i wściekłość Fruwacza, chwilowa przyjaźń z Gasparem. Schował nieszczęsne zapiski za kurtkę i już czuł nieodpartą ochotę, żeby wyjść i jak najszybciej podzielić się odkryciem z ocalałymi z rzezi, będącej przykrywką jak się wydawało dla grubszego dilu. Napędzany hormonami mózg prędko zasymulował możliwe implikacje. Dotarło do Cohena, że powinien być ostrożny w temacie. -bang! zakrzyknął, żeby się odkleić. Raz jeszcze bez mantry przeszukał pomieszczenie w kierunku lokatora od zasłanego łóżka. Artefaktów strażników wyszukiwał, broni, zapasów. Zanotował w pamięci na jakiej częstotliwości działało radio, lub jakie były kody zmiany częstotliwości. Będąc gotów wyszedł kierując się w miejsce gdzie zostawił towarzyszy. Zwrócił przy tym uwagę na miejsce słońca, cienie, wysokość traw, krążące sepy i wrony. Zmieloną trawę wysypał na wietrze.
  • MikeM

    To znowu ja. Tym razem chciałbym zaprosić na fanpage mojej książki "Tryb hardkor", to pierwszy tom trylogii LitRpg. Jakoś wsiąkłem w te klimaty 🙂
    Pierwszego lipca pojawi się ebook, a najpóźniej do końca września audio. Papier prawdopodobnie ukaże się w Empiku, w druku na życzenie. Chyba, że presja społeczna będzie duża, wtedy ogarnę zbiórkę i zamówię normalny druk książki. Jednak żeby to miało sens, to trzeba zamówić co najmniej 100 sztuk.

    https://www.facebook.com/profile.php?id=61590585744247
    Obserwujcie. Niedługo pojawi się tam fragment książki, ale muszę wybrać odpowiedni, by to mało ręce i nogi i nie zdradzało za dużo 🙂


    Jak to mówią: "u mnie działa", przynajmniej w tej chwili. A jak u Ciebie? @Dekline napisał: Ja już mam swój egzemplarz, ale musi poczekać w kolejce na swoją kolej. Czytaj od razu póki ciepłe!
  • GrizzoG

    Witam, zastanawiam się nad poprowadzeniem sesji Transformers, czy znajdą się śmiałkowie chętni do wcielenia się w roboty posiadające dusze i mogące zmieniać się w pojazdy?

    Opcja 1 - Przebudzenie Transformerów następuje na Ziemi w latach 80. Realia z kreskówki gdzie roboty przybierają formy ówczesnych pojazdów lub maszyn. Standardowy klasyczny skład postaci z serialu. Autoboty próbują przystosować swoje alternatywne formy, tak aby przypominały standardowe pojazdy i maszyny występujące wśród mieszkańców Ziemi. Poznają ludzkie zachowania, normy i zwyczaje. Zaprzyjaźniają się z ludźmi i odkrywają piękno Ziemi do tego stopnia, że część z nich uznaje ją za nowy dom, który będzie bronić przed Decepticonami.

    Opcja 2 - Przebudzenie następuje we współczesnych lub ciut futurystycznych czasach. Formy pojazdów współczesne lub futurystyczne zachowane z planety Cybertron. Lista Transformerów w przygodzie pomieszana z różnych epok, seriali i mediów. Ludzkość nie już już tak bezbronna, z czasem będzie potrafiła co raz lepiej odpierać ataki robotów, nie rozróżniając jednak walczących pomiędzy sobą frakcji. Ludzkość, którą chronisz będzie potrafiła strzelić w wasze plecy, aby pozyskać część obcej technologi z waszych ciał.

    Mechanika:
    Opcja A - Karty postaci (robota i pojazdu) rozpisane ze statystykami podobnymi do Pathfindera, rasy i klasy postaci, rzucanie kością na wykonanie pomyślnego testu umiejętności, ataku i zadanych obrażeń. Awanse postaci dodają nowsze zdolności lub wyposażenie i broń.

    Opcja B - Bardziej ogólne informację o postaci, gracze koncentrują się na opisach i przemyśleniach, minimalna mechanika stosowana tylko przez MG w tle.

    Ogólnie to one-shot na około trzy lokacje z możliwością poprowadzenia większej kampanii jeśli będą chętni do dalszej gry.

    Czy byłby ktoś zainteresowany małą przygodą w świecie Transformers?


    Jest kilka systemów do prowadzenia sesji trensformersów, w tym nawet jeden oficjalny. Dlaczego basenika do gry klasycznej Ery a we współczesnej miałaby być różne? Wbrew pozorom to dosyć kosmetyczne zmiany
  • JhnWJ

    Cześć!
    Na początku chciałbym podziękować wszystkim wspierającym, zarówno uczestnikom zbiórki jak i patronom. Jesteście niesamowici 🙂
    Dla porządku, jest to kontynuacja tego tematu. Jak zauważyliście, zamknąłem już zbiórkę. Na okres 10.2026-10.2027 potrzebowaliśmy te 600 zł, minimum możliwego ustawienia zbiórki to 1000, a Wy jeszcze to przebiliście. Właśnie te przebicia pojawiające się nagle skłoniły mnie do zamknięcia zbiórki. Miło nam, że tak pokładacie w nas takie zaufanie, ale aktualnie, jeśli nic nie wybuchnie, mamy zabezpieczone dwa lata działania. Z samej zbiórki jest to na czysto 1170.56 zł, a do tego dochodzą jeszcze kwoty od patronów, część cykliczna (to jest też może anulować w każdym momencie lub dokonała wpłaty jednorazowej) ale też niektórzy zdecydowali się na cały rok wsparcia.
    Co też oznacza, że najpewniej w przyszłym roku nie będzie trzeba robić zbiórki.
    Z mojej strony @Mecenasi dzięki, przy terminie płatności postaram się jak najwięcej zapłacić do przodu (VPSa nie można było ale domenę powinienem być w stanie). Jeśli komuś jest żal zamknięcia zbiórki, i ma motywacje których ja do końca nie rozumiem, to oczywiście nasz patronie ciągle działa, ikonka obok innych naszych mediów po prawej od logo.


  • GaranilG

    @nami @arthur-fleck @mareenk @milob Już niebawem rozpoczniemy sesję, właśnie ogarniam wszystko, muszę też zrobić discorda na którego was zaproszę. Proszę wybaczyć opieszałość, ale dopiero poznaję system "budowania" podforum na Rolltelingu, ale na szczęście jest intuicyjny.

    Post niebawem, będę was informował na bieżąco.


    18 - 25 lipca mnie nie będzie. EDIT: bardzo mi sie podoba, ze napisałam tego posta "28 dni później" :d klimatycznie.
  • slann22S

    Zgodnie z życzeniem graczy tworzę temat komentarzy


    Już raz zdarzyła mi się podobna historia z wątkiem komediowym, tylko, że wtedy prowadziłem na discordzie. Też sądziłam że gracze właśnie tego ode mnie oczekują. Żeby było śmieszniej, jedna z postaci nazywała się wtedy Rekotka…
  • slann22S

    SERCE WIECZNOŚCI


    Osada Elmore znajdowała w zakolu niewielkiej rzeki zwanej Silver Arrow, której jasne wody błyszczały w letnim słońcu. Sama osada nie była duża, Miała mniej niż 1000 mieszkańców, jednakże była otoczona i z kim murem przyozdobionym wykonanymi z zimnego żelaza zdobieniami a droga była brukowana. Większość budynków wewnątrz była wykonana z cegły lub kamienia, i wiele posiadało więcej niż jedno piętro. Na zewnątrz rozciągały się pola i niewielki skupiska drewnianych domów, a nawet tutaj od czasu do czasu można było zobaczyć kamienną budowlę, jak na przykład niska wieża znajdująca się przy drodze prowadzącej z miasta ku pobliskim lasom… Osada przywodziła na myśl jednocześnie sielskość typową dla niewielkich, na poły, samowystarczalnych osad, ale jednocześnie było tutaj coś będącego pozostałością po bardziej wzniosłych czasach, gdy cała okolica była gęściej zaludniona, a drogi o wiele bardziej uczęszczane. Miasteczko wznosiło się wokół wysokiego wzgórza, na którym znajdowało się kilka największych budowli, wyglądających jak dawne rezydencje szlacheckie, a także duża świątynia Boga Justusa, pana prawa i cywilizacji, chociaż raczej nie najpopularniejszego w tego typu miejscach. W oddali, pośród wysokich wzgórz, widać było mury zamku, ale nawet Z tej odległości można było poznać że były one zmurszałe, i przypominał zubożałego arystokratę, któremu pozostało już tylko nazwisko, spoglądającego na kupca, któremu dobrze się powodz

    Właśnie do tego miejsca zmierzała niewielka grupka poszukiwaczy przygód zwabiona wieściami o Żarłocznych Pieczarach. Jeden z nich był niewielką zieloną żabą w stroju typowym dla trubadurów i bardów przemierzających świat poszukiwaniu natchnienia i ku uciesze gawiedzi, a czasem też pięknych dam… Obok niego szedł przystojny faun w dostojnym stroju godnym arystokraty. Rogaty emanował pewnością siebie i przebiegłością, ale w jakiś sposób wzbudzał sympatię. Pierwszą osobą z całej drużyny którą można było zobaczyć nawet z wielkiej odległości była Błękitnoskóra gigantka o potężnej budowie ciała, która na oku nosiła opaskę. Ostatnią osobą była białowłosa elfka o wyglądzie uczonej lub bibliotekarki, przez to zapewne ze wszystkich najmniej wyglądała na poszukiwaczkę przygód.

    Gdy drużyna zbliżyła się do miasta, grupa dzieciaków , która bawiła się przy na poły zmurszałym pniu drzewa, z radością pobiegła w ich stronę zaczepiając ich.

    Jakaś dziewczynka wyciągnęła coś z pniaka a potem pobiegła do Rekotka z dużym tłustym białym robakiem, kilkuletnią larwą żuka zapewne, i podała mu go pytają.

    - Czy mógłby pan zaśpiewać?!-

    Jakiś chłopiec, Niziołek, zapytał z kolei Khari.

    - Czy u was wszyscy są tacy duzi?-

    Z kolei dziewczynka posiadająca kocie uszy zapytała Hircusa…

    - Panu to pewnie wszyscy proponują ciągle kapustę? Bo mnie ciągle pytają czy nic zjadłabym myszy! Czasami nawet siostra mnie pyta, a ona też jest taka kotowata jak ja!-

    Na końcu jak chłopiec o zamyślonym spojrzeniu zwrócił się do Eris:

    - Pani to pewnie wszystkie książki na świecie przeczytała…!-

    Jakiś czas potem stanęli przed bramą prowadzącą do miasta, przypominającą raczej szeroką furtkę, przy której stał jeden straży i przeglądając się zebranym zapytał.

    - O kolejne łazęgi! A co was wprowadza do naszego miasta, hę? I Kim wy w ogóle jesteście? -


    [image: IMG-1427.jpg] Kilka dni później później w Elmore Obydwa koncerty okazały się wydarzeniami artystycznymi tak doniosłymi, że zapisały się na całe stulecia w historii siermiężnego kulturalnie Elmore. Złoto z sakiewek zachwyconych widzów płynęło szeroką strugą w kieski barona i barda, a komplementowana przez tłumy królowa wróżek rozpływała się w morzu atencji niczym plaster wystawionego na słońce miodu - i jedynie będąca dotąd duszą towarzystwa Eris zdawała się tego ogromu przychylności losu nie dostrzegać, dzieląc swoją uwagę pomiędzy kolejne donoszone jej desery oraz szorowanie skóry mydłem z soku ze stóp miejscowego włodarza. Ukontentowani ponad wszelką miarę właściciele karczm, gospód i zajazdów dotrzymali danego drużynie słowa, w zamian za zyski uzyskane przy okazji występów Rechotka udostępniając baronowi wszelakie dokumenty i mapy związane z pieczarami, w których ukryto Serce Wieczności. Naprędce je w następnych dniach kopiując, szlachetnie urodzony faun i jego żabi towarzysz zaczęli te pergaminy sprzedawać kolejnym grupom docierającym do Elmore poszukiwaczy przygód i zbijając z tego tytułu jeszcze większą fortunę. Ogromnym cieniem na radości Rechotka i jego pryncypała kładł się w międzyczasie pożałowania godny stan czcigodnej Khari Nix. Pogrążona w przepastnej śpiączce olbrzymka nie przejawiała żadnej ochoty na powrót do rzeczywistego świata, na przekór staraniom wszystkich miejscowych medyków, znachorów i szamanów. Dostrzegając w tym ewidentną rękę bogów, włodarze miasta postanowili wybudować dla niej wieżę z białego kamienia i umieścić Khari na jej szczycie w kryształowym sarkofagu, by czekała tam na przybycie i pocałunek swojego rycerza-wybawcy, który w miejscowych legendach znany był pod mianem Miraaza, co tłumaczyło się w języku ribbetów na słowo „Miraż”. Tydzień po ostatnim koncercie baron von Trykk, królowa wróżek oraz dźwigający na plecach wielki bęben bard stanęli ponownie za bramami miasteczka, wiodąc za sobą na postronkach stado osłów dźwigających wory ze złotem, srebrem, miedzią, suszonymi liśćmi herbaty i larwami owadów. Wciąż zajęta pałaszowaniem deserów, Eris Promień Księżyca nie usłyszała ani demonstracyjnego walenia w bęben ani dęcia w trąbę oraz skrzeku Rechotka ani nawet kuksańców, toteż drużyna z bólem serca pozostawiła ją w solowej misji kulinarnej ruszając z powrotem ku cywilizowanym krainom. Krążą opowieści o tym jak krótko później hordy żaboidów z Pieczar najechały Elmore, zarżnęły mieszkańców, zgwałciły trzodę, puściły wszystko z dymem, a złożoną w kryształowej trumnie olbrzymkę zabrały w trzewia gór ogłaszając ją swoją nową boginią, ale to już materiał na zupełnie inną historię. [image: IMG-1425.jpg]
  • KrakovK

    bazyliszek26.jpg

    Bazyliszek - festiwal fantastyki i gier bez prądu

    Kiedy?
    10.07 - 12.07.2026 (piątek - niedziela)

    Gdzie?
    Warszawa
    Ursynowskie Centrum Kultury „Alternatywy”
    ul. Indiry Gandhi 9

    Za ile?
    0 zł.

    Bazyliszek to darmowy festiwal fantastyki organizowany przez warszawskie Stowarzyszenie Miłośników Fantastyki Avangarda. Czekają na ciebie fantastyczne panele i prelekcje. W programie znajdą się również gry planszowe, RPG-i oraz bitewniaki. Pogadasz o ulubionych filmach, serialach i książkach. Spotkasz znane osoby autorskie i ludzi, którzy tak jak ty kochają fantastykę - zarówno starych wyjadaczy, jak i tych, którzy stawiają pierwsze kroki w fantastycznych światach.

    WWW:
    https://bazyliszek.ava.waw.pl/
    https://www.facebook.com/events/807128332361231


    Też będę w tym roku
  • KrakovK

    Skiercon logo

    SkierCon 2026

    Kiedy?
    24-26.07.2026 (piątek - niedziela)

    Gdzie?
    Skierniewice
    Centrum Kultury i Sztuki w Skierniewicach
    (ul. Reymonta 33)

    Za ile?
    69,00 zł (w preakredytacji)

    SkierCon to kraina serkiem i jogurtem płynąca, do której w ostatni weekend lipca zjeżdżają się wędrowcy z bliska i z daleka. Ogromna drużyna śmiałków zbiera się, by przeżywać wspólne przygody, stawiać czoła wyzwaniom dla ciała i dla umysłu, uczyć się od Mędrców i odkrywać prawdziwą magię. Znajdziesz u nas wszystko to, czego potrzebujesz od wymarzonego konwentu i jeszcze szczyptę czarów do tego.

    Na SkierConie znajdziesz:

    • prelekcje, na których pasjonaci opowiadają o swoich zajawkach;
    • merch od rękodzielników i wystawców;
    • dobrą szamę w strefie gastro;
    • strefy plenerowe i dedykowane grom (np. retro gaming);
    • a przede wszystkim - wspaniałych ludzi, którzy oddali kawałek swojej duszy fantastycznym dziełom!

    WWW:
    https://skiercon.pl/
    https://www.facebook.com/events/887271400885709


    Program Skierconu już dostępny: https://skiercon.pl/program