Cześć.
Mieliśmy podobny temat na starym forum, dostarczył mi on masę radości, mam nadzieję, że Wam również. Zatem wracamy 
Od razu napomknę o jednej rzeczy, proszę obserwować i dawać like na naszym profilu na FB. Naprawdę to pomaga.
Świat
Tematy spoza tego forum. Poglądy i opinie przedstawione tutaj mogą nie odzwierciedlać tych, które reprezentują członkowie tego forum.
A world of content at your fingertips…
Think of this as your global discovery feed. It brings together interesting discussions from across the web and other communities, all in one place.
While you can browse what's trending now, the best way to use this feed is to make it your own. By creating an account, you can follow specific creators and topics to filter out the noise and see only what matters to you.
Ready to dive in? Create an account to start following others, get notified when people reply to you, and save your favorite finds.
Zarejestruj się Zaloguj się-
Miło słyszeć takie głosy. Co do scenariusza z migracją Li, jednak fakt, że Li po prostu padło to sprawił, inaczej ludzie rozbiliby się na dwa fora. Zresztą bez tego padu byśmy RT nie robili. Generalnie mamy jeszcze kilka sztuczek w kapelusze dla was w materii promocji i rozwoju forum Ale co do lepiej, jeśli macie jakieś pomysły lub uwagi, to możecie pisać je tutaj lub strzelić do mnie na prywatną wiadomośc jakiściekawy pomysł. -
[Mythras] Lamenty Stepów

"Wielka tarcza księżyca rozświetlała rozciągające się po kres widzenia karmazynowe trawy stepu. Jego brązowawa, trupia twarz poryta przepastnymi wąwozami i kraterami rzucała srebrzyste promienie na krzątających się w obozie ludzi. Okryci w płócienne deele, osłonięci od srogiego równinnego wichru, nomadzi co rusz spoglądali nieufnie w niebo. Choć noc była bezchmurna, a gwiazdy słały się nad stepem, oni wciąż unosili wzrok ku górze. Mimo całej dekady, przez którą wiedzieli już dobrze, że bestie, którym Saru-Gaiczycy oddają cześć jako emisariuszom bogów, nie zwykły patrolować ziem trybutariuszy nocą. Nawet tych wcielonych do konfederacji Ghal-Ordu poniekąd siłą. Starszy wartownik, wsparty na włóczni zakończonej obsydianowym grotem, omiótł sennym spojrzeniem obóz i ludzi pracujących na nocnej zmianie. Wzrok jego spoczął na okrągłym, obszernym namiocie, z którego szczytu dobywał się pióropusz dymu. Głuchą ciszę nocy rozdarło wycie. Starszy mężczyzna zacisnął dłonie na trzonku włóczni i rzucił się przed siebie, roztrącając wybitych z rytmu ludzi. Nie zważając na porykiwania i rżenie spłoszonych zwierząt, dobiegł do podestu, kątem oka widząc towarzyszy tuż za sobą. Pokonał kilka schodków, ignorując ból w kolanach, i wskoczył na dach jednego z wozów, powiązanych łańcuchami, ustawionych tak by odgradzać obóz od krwawego morza traw. Skowyczenie ghuli rozlegało się zewsząd. Ich blade, nienawistne ślepia migotały wśród kęp traw, a matowe cielska niknęły w świetle księżyca. Lecz tą nocą, jak nocą wcześniej i poprzedniej żaden atak nie nastąpił. Nerwowe godziny jego warty przecinało tylko kwilenie zwierząt, krzątanina zbudzonych ludzi i sporadyczne wycie. Wsparty na grocie, wartownik sięgnął pod poły wełnianego płaszcza, wyciągnął skórzaną manierkę i pociągnął spory łyk gorzałki, która zapiekła natychmiast, wolno spływając po wysuszonym gardle. Po chwili wzrok jego znów spoczął na snopie dymu bijącym z ustawionego na uboczu namiotu. Skrzywił się, wodząc oczami po płachtach. Czuwający wewnątrz młodzieńcy, pod okiem szamana, przygotowywali się do jutrzejszej uroczystości postrzyżyn. Przeciągnęło się to o całe dwa lata, lecz starszyzna wreszcie zdecydowała się ich dopuścić. Mężczyzna pomyślał o swym wnuku, którego ciało spalili przed rokiem. Chłopak nie miał nawet szansy dowieść swojej wartości. Z mieszanym uczuciem pomyślał też o wnuczce. Ta dowiodła swego, wyruszając w burzę zgodnie z nowym prawem i wróciła. Teraz, wedle tego samego prawa, nie należała już do jego klanu. Stanowiła osobny byt, podległy jedynie burzy, równy wojownikom w oczach nowych panów. A mimo to była w tym namiocie, wciąż pragnąc uznania własnych klanowców. Wartownik uśmiechnął się, nie zważając na wycie znów zakłócające nocną ciszę."
Założenia fabularne:
Od kilku lat szczęście odwraca się od waszego klanu: surowe zimy, pożoga napływająca z truchła dawnego imperium Damelish, czy bezwzględne daniny które musicie składać Saru-Gaiczykom by uniknąć losu wybitych do nogi Prycydów, a ostatnio także śmierć wodza. Trzy pozostałe jeszcze z siedmiu szczepów Ushgar zostaną wkrótce zwołane, by rozstrzygnąć kwestię sukcesji i wybrać wodza dość silnego, by przeprowadzić wasz klan przez te niebezpieczne czasy.
Wy sami jesteście najmłodszymi dorosłymi członkami szczepu Timro należącego do klanu Ushgar, wchodzącego w skład konfederacji Ghal-Ordu jako trybutariusze. By stać na równi z innymi klanowcami musicie się wykazać przed uroczystością postrzyżyn.
Informacje o settingu:
Na wstępie kampania nie będzie rozgrywać się w typowym tolkienowskim świecie fantasy. Na sesjach nie spotkacie żadnych dumnych elfów czy chciwych krasnoludów, nie wymagam znajomości settingu, nie planuję infodumpów poza tym czego dowiecie się od NPC podczas samej gry. Najbliższe inspiracje samego świata to cykl Mekehańskiego Pogranicza, Runequestowa Glorantha, przygody Conana czy Cień Kata. (Link do primera)
Zamysł gry:
Kampania opowiada o zmaganiach waszego klanu w czasach, gdy szczęście się od niego odwróciło, poczynając od kradzieży bydła i waśni rodowych, a kończąc na walce o to, by nie dać się zepchnąć na margines stepu. To wszystko gdy w oddali już grzmią pogłosy wojny, jakiej ten świat jeszcze nie widział, a bezkształtne monstra wypełzają z ukrycia.
System i mechanika
Mythras to system bezklasowy oparty na d100. Nie ma poziomów i rozwój postaci odbywa się za pomocą punktów doświadczenia, które wydajecie za nowe zdolności magiczne lub rozwój umiejętności poprzez rzuty kośćmi. Postacie startują bardziej wszechstronnie od bohaterów dnd na 1 poziomie, ale nawet wraz z rozwojem postaci HP rozłożone po lokalizacjach ciała utrzymuje nawet drobne potyczki zabójcze bez uprzedniego przygotowania. System posiada mechanikę efektów specjalnych pozwalających na taktyczne zarządzanie polem walki poczynając od rozbrojenia czy przewrócenia przeciwnika, kończąc na wymuszeniu jego poddania się.
System poznamy stopniowo, na sesji zero pomogę wam wszystko ogarnąć, wtedy też proponuję przeprowadzić pozorowaną walkę gladiatorów.Tworzenie postaci
Postacie stworzymy wspólnie na sesji zero, ale wcześniej przygotujcie:
- Koncept:
W Mythrasie nie ma podziału na czarowników i wojowników, możesz być jednym i drugim. Np. „Jestem … , który jest też dobry w … " („Szaman, który jest też uczciwym politykiem"). - Trzy pasje:
Wybierz trzy rzeczy, które napędzają twoją postać: wartości, osoby lub pragnienia, którym jest wierna albo za którymi tęskni (np. „Lojalność wobec klanu", „Pragnienie bogactwa"). Pasje wspierają rzuty, gdy działasz w zgodzie z nimi, i napędzają fabułę. - Imię i przydomek:
Np. „Naren z szczepu Timro z klanu Ushgar". Do tego przydomek, wymyśl własny albo wylosujemy ci coś mniej lub bardziej obraźliwego. (Inspiracje imion: listy imion mongolskich) - Czym ma być kampania.
Zaproponuj jeden lub dwa pomysły czego oczekujesz od kampanii na start: polityka klanowa, zwiedzanie lochów, wielkie podróże czy intryga itd. - Czego nie chcecie na sesji.
Napiszcie czego koniecznie nie chcecie na sesji, np. arachnofobia, ostrzegam, że świat jest brutalny, to dark fantasy osadzone w realiach epok starożytnych, gore, niewolnictwo i przemoc są jego elementami. - Odpowiedzi na 5 pytań o postaci (Opcjonalnie):
- Najważniejsza rzecz, jaka ci się przydarzyła / której dokonałeś?
- Najgorsza rzecz, jaka ci się przydarzyła / której dokonałeś?
- Co ludzie zauważają w tobie jako pierwsze?
- Dlaczego klan nadał ci właśnie taki przydomek?
- Jak wygląda twój tatuaż imienny i gdzie go nosisz?
Podsumowanie
- System: Mythras (d100) z drobnymi mechanicznymi zmianami, setting autorski.
- Format: sesje głosowe (nie PbP). Wymagany działający mikrofon.
- Platforma: głos na Discordzie, mapy i walka na Foundry VTT (lub inny VTT).
- Dokumenty Google: Karty i notatki, materiały.
- Liczba graczy: Idealnie 4, ale dopuszczalnie 3–5. Obecnie mam 3 wstępnie chętnych.
- Długość sesji: 3–4 godziny.
- Terminy sesji: do ustalenia z drużyną.
- Sesja zero: pierwsza połowa października lub końcówka września
- Sposób zgłoszenia: zgłoś chęć w komentarzu lub prywatnej wiadomości
- Kryteria przyjęcia: spełnienie wymagań formalnych i jakość zgłoszenia. Preferuję roleplayerów. Kolejność zgłoszeń ma znaczenie, o ile przed końcem rekrutacji nie wpłynie odpowiednio dużo bardzo mocnych zgłoszeń.
- Doświadczenie z systemem: niewymagane
- Relacje z pozostałymi BG: Wszyscy jesteście sobie znani. Na sesji zero ustalimy dokładniej, jak wygląda wasza znajomość
- Wiek: min. 18 lat, liczy się dojrzałość emocjonalna.
***
- Koncept:
-
[Pathfinder 2e] Polowanie w Lwiej Loży
12 Neth, 4726 A.R.
Droga do Lwiej Loży dłużyła się. Z początku, kiedy podróżnicy wypuścili się ubitym traktem, szło wcale niezgorzej, a i niezgorzej szło jeszcze wtedy, kiedy trakt rozwidlił się i zaczął wieść przez sioła zlokalizowane na północ od Korvosy. Mieli szczęście wszak: choć z początku okolica została całkowicie zasypana śniegiem, trafem jakimś dziwnym było około półtorej miesiąca odwilży wcześniej, pewnikiem spowodowanym tchnieniem ciepłego wichru ze strony Oceanu Arkadyjskiego.
Jaithe, podczas podróży na szlaku, wyciągnęła karty wróżebne i poczęła stawiać swe przepowiednie. Zdawało się, że Los nie zdradzał, cóz takiego mogło się kryć w jego zwojach. Ustawione karty niewiele zdradzały… Poza jedną, odstającą kartą Chłosty, która została postawiona do góry nogami. Jaithe, znając przepowiednię, mogła powiedzieć, że nadchodząca noc w Lwiej Loży będzie bardziej emocjonująca, niż być może jej kompani przeczuwali.
Zakareth, będąc jeszcze w karczmie Czarny Kozioł, parę dni temu, miała złe przeczucia co do natury tej wyprawy. Pieczęć, którą nosiła wiadomość, przedstawiała podobiznę człowieka dosiadającego smoka. Dla Zakareth ta pieczęć wyglądała dziwnie podobnie do pieczęci piekielnego księcia zwanego Alocer, łowczego Piekieł. Oczywiście, mógł być to czysty przypadek i zbieg okoliczności, ostatecznie, Alocer miał głowę lwa, głowa jeźdźca na pieczęci była na pewno ludzka, choć ze sporą brodą i pióropuszem włosów. Być może… Warto było się o to spytać gospodarza, kiedy tylko dotrą?
Im dalej od miasta, tym gorszy był szlak. Trakt zmienił się w leśną drogę, droga w ścieżkę, ścieżka zaś z wolna znikała i pojawiała się, niemalże w kapryśny sposób pojawiając się w niespodziewanych miejscach. Urwiska stawały się coraz częstsze, lasy przerzedzały się na podobieństwo resztek włosów w łysinie starca, skały i góry poczęły wystawać groźnie, jak wilcze zęby.
Dotarli do Lwiej Loży. Niecodzienna czwórka podróżników, jeden ork, elfka i para wypaczonych przez magię stanęła na małym wzniesieniu, które spoglądało na Lwią Lożę. Zaira, Jaithe, Kraghul i Zakareth wreszcie dotarli do miejsca swego przeznaczenia!

Lwia Loża, wbrew temu, czego każdy mógł się spodziewać po domku myśliwskim, wcale domkiem nie była. Nie była nawet dworkiem.
Była to mała forteca, naprawdę przypominająca o starych tradycjach krasnoludów w Varisii. Niski, masywny bunkier został wmurowany w litą skalną ścianę klifu, jej ściany - na oko wysokie na dwanaście stóp - wznosiły się pod niemal prostym kątem do płaskiego zadaszenia.
Reliefy na ścianach były widoczne natychmiast. Przedstawiały one ubranych w pancerze jeźdzców, którzy dosiadali smoki i zdawali się toczyć śmiertelny bój z bestiami terroryzującymi okoliczne wsie. I wielka rzeźba kuguara, wykuta tak, jakoby właśnie szykował się do skoku.
To miał być… Domek łowiecki? Zaira stwierdziła, jako łowczyni pochodząca z wielkiego lasu, że smak architektoniczny Auldegrunda Ponurego wydawał się być co najmniej specyficzny. Każdy, kto z dala widział kamienną strukturę, odnosił wrażenie, że nie było to żadne miejsce do przeprowadzania łowu, a regularna fortyfikacja, która na pierwszy rzut oka mogłaby służyć za odwód armii z Janderhoff albo posterunek. Kraghul miał nieprzyjemne uczucie, że ów “domek łowiecki” miał więcej wspólnego z więzieniem, niż z lożą, gdzie miano organizować polowania.
Dostrzeżono ich. Dźwierze Lwiej Loży rozwarły się, z wnętrza zaś wyszły dwie postacie, zapewne panowie tego miejsca. Jedna z sylwetek podniosła ramię w górę, dając znak, aby goście przybliżyli się.
Kultyści wlewali się do komnaty czci Alocera. Pierwszy z nich przestąpił rozwarte drzwi i pułapkę Dorlivina, która została uprzednio rozbrojona. Człek dzierżył łuk, ale poniechał: z jego gardła dobyło się coś na rodzaj ryku pomieszanego z nieznanym słowem, zaś ze szponiastych dłoni wydobył się czarny promień ognia wycelowany w Kraghula. Trafnie! Kraghul poczuł ból, kiedy tylko cienisty ogień sięgnął jego piersi! Drugi z kultystów krzyknął: – Za Pana Piekieł! Jego łuk rozbłysnął przez oddech krwawą energią. Wybrał sobie na swój cel Zairę. Lśniąca strzała jednak tylko drasnęła elfkę, jednak, kiedy tylko grot utkwił w jej ramieniu, tamten zakreślił przed sobą symbol. Szara poświata tarczy zalśniła wokół kultysty. Spaczona magią zaklinaczka wydłużyła swe dłonie, które przez parę tchnień stały się nienaturalnie długie, niczym gałęzie. Jaithe zaśpiewała monotonnie słowa starego zaklęcia, a z jej pokracznie wydłużonych ramion eksplodowała chmara czarnych macek. Ustawieni w tunelu kultyści Alocera wrzasnęli niby jeden mąż, kiedy nawałnica cienistych macek uderzyła we wszystkich jednocześnie. Niektórzy poczęli krwawić. – Torag skręci wam karki, przeklęte diabły! – ryk krasnoluda dobył się z jego piersi. Dorlivin przypadł do pierwszego z kultystów Alocera i uderzył obuchem solidnie w łeb jednego z nich, aż tamten się cofnął. Czciciele Alocera nie pozostali mu dłużni. Kobieta o szpetnych rysach wydała z siebie parę gardłowych warknięć, które brzmiały zwierzęco. Zielony promień łuczniczki uderzył w krasnoluda, który cofnął się o pół kroku nad przepaść. – Cóż to!? – Dorlivin spojrzał na swą dłoń. Nagle, krasnolud począł poruszać się znacznie wolniej, jak gdyby postarzał się o parę dekad. W ostatniej jednak chwili zasłonił się, kiedy strzała syknęła w powietrzu. Kraghul potrząsnął swym kościanym fetyszem, który tym razem zalśnił złotą energią. Emanacja objęła jego samego i pozostałych: Dorlivina, Rathora, Zairę, Jaithe i Zakareth; w jakiś sposób zaklęcie orczego szamana nadawało gibkości i siły do uderzeń jego towarzyszy. – Czas, żebyście zobaczyli, czym jest PRAWDZIWA SIŁA TWIERDZY BELKZEN! – metal zbroi Rathora zabrzęczał po śliskiej posadzce jaskini. Ork wzniósł tarczę, wykrzykując jakieś przekleństwa i kpiny w stronę jedego z kultystów ukrytego w jaskini. Uderzył rękojeścią korbacza w tarczę i zamachnął się, jednak tamten uniknął głowy korbacza, który z łoskotem uderzył w skalną posadzkę. – Pfch, tchórzu – sapnął z pogardą Rathor. Kultysta, którego zwyzywał Rathor wcześniej krzyknął jakieś zaklęcie na niego. Zgniłozielony promień pomknął do orka, ten jednak odbił część swoją tarczą i zaparł się w sobie. Grot strzały odbił się od tarczy Rathora, który wrzasnął w odwecie: – To wszystko? Ha! Zakareth czuła się poirytowana tym, że teraz to będą musieli jeszcze walczyć z kultystami, ale przynajmniej szanowała i za to, że nie byli przywiązani do formy ciała. z którą przyszli na świat. Kapłanka Nyarlathotepa dała susa przed siebie, a jej kostur bojowy zapłonął ciemnoszarym ogniem. Pierwszy z zakapturzonych łowców zmitygował jednak cios! Zaira wzięła na swój cel najbardziej wysuniętego na wschód czciciela Alocera i wypuściła dwie strzały. Trafiła! Potężne uderzenie przebiło skórznię, a jej ofiara rzygnęła krwią i sapnęła ciężko. Jucha popłynęła z celnej rany ciurkiem, tworząc karmazynowe kałuże. Poważnie ranny kultysta wrzasnął przeciągle, nagle robiąc w tył zwrot. Przecisnął się obok swoich kamratów i zniknął w skalnym korytarzu, a każdy z jego śladów pozostawiał plamy krwi. – Wracajże! – wrzeszczał Rathor. – Jeszcze nie skończyłem ciebie zabijać, psi synu! Kolejny z kultystów jednak nie odpuszczał. Jego szponiasta dłoń zapłonęła pomarańczowym płomieniem, który skierował na Dorlivina. Krasnolud zwinął się i skulił. Niemalże udało mu się umknąć przed zabójczym promieniem! Wraża energia zasyczała w przestrzeni, osmalając jego ramię, zaś ten skrzywił się z bólu. Zaklinaczka przesadziła drewniany ołtarz ku czci Piekielnego Księcia, zaś jej dłonie zapłonęły po raz kolejny czarnym płomieniem. Tym razem głos Jaithe zawibrował potężniej, odbijając się echem po zimnych ścianach jaskini. Dorlivin, Rathor i Zakareth ledwo uniknęli nawałnicy duchowych macek, które zawarły się wokół kultystów. Potężne zaklęcie sprawiło, że od strony diabolistów wyrwały się wrzaski nagłej paniki. Rany, nagle pękające na skórzniach trysnęły fontannami juchy. Zaklęcie Jaithe całkowicie zmasakrowało kultystów! Dorlivin przypadł do kolejnego z zakapturzonych, waląc swym młotem na lewo i prawo. Krasnolud jednak widocznie słaniał się na nogach: jego siła została wyssana przez widmowe zaklęcie! Szpetna łuczniczka zlokalizowana z tyłu tunelu nagle spojrzała, jak wygląda sytuacja i pomknęła za jej towarzyszem. Kolejny przeciwnik zrejterował. Kraghul dotknął swego kościanego fetyszu, a złota emanacja eksplodowała z jego wnętrza. Zaklęcie dotknęło wszystkich. Szaman spojrzał dłużej na jednego z kultystów, próbując przypomnieć sobie cokolwiek o istotach, które przed nim stały, jednak… Nic. Może to był ferwor walki? Kraghul nie potrafił powiedzieć nic więcej ponad to, że był to jakiś rodzaj diabelskiego odmieńca. Na koniec, szaman zakreślił nad soba tarczę. Orczy wojownik ryknął przeciągle. Łańcuch korbacza zaświszczał złowrogo w powietrzu, zaś kolczasta kula wylądowała prosto na twarzy zakapturzonego diabolisty. Łeb eksplodował na podobieństwo dojrzałego jabłka przeszytego przez bełt kuszy, zaś bezgłowy korpus upadł, jak ścięty konar, rozbryzgując kałuże krwi i mózgu. Kiedy tylko odłamki czaszki jego towarzysza śmignęły obok jego ucha, ostatni z kultystów, który był na miejscu spojrzał wokół siebie. Był sam! Człowiek zrobił natychmiast w tył zwrot i począł biec szparko w stronę wyjścia. Kroki uciekających kultystów oddalały się coraz bardziej i bardziej, podczas gdy karmazynowa plama zabitego diabolisty szybko przemieniała się w pokaźną kałużę krwi. – To mają być jego pomagierzy? – Rathor warknął. – Przypominam sobie, że bastard Auldegrund był twardszy niż to, co jest. Ork począł kaszleć maniakalnie, nagle zmożony swoją chorobą. Dorlivin zakasał młot za pas, zaś zaklęcia rzucone przez podróżników poczęły tracić swą moc: fetysz Kraghula stracił swój poblask, a krasnolud zacisnął swoją dłoń w kułak parę razy. – Wszak odzyskuję siły! – rzekł Dorlivin hardo. – Mmm. Zdaje mi się, że rzeczy jeszcze nie koniec. Stary drab próbuje wybadać teren, coś takiego… – Oby – Rathor przestał kaszleć i splunął krwią za siebie. – Auldegrund może myśleć, że pokonał Rathora raz, ale Rathor powraca, żeby wbić mu w łeb, że zemsta orków z Belkzen nierychliwa, ale zawsze dosięga. Orczy wojownik zabębnił korbaczem o swoją tarczę. A wtedy… Usłyszeli znowu róg myśliwski. Długi, zawodzący dźwięk przetoczył się raz przez korytarze Lwiej Loży, wibrując ponuro i zwiastując nadejście Auldegrunda. Usłyszeli donośny, tubalny głos, którego skrzeczący timbre miał w sobie coś nieludzkiego: – Mój łów nie zakończy się tutaj! Chodźcie żesz do mnie i stańcie do walki, a zarżnę was jak kundle! Rathor i Dorlivin spojrzeli po sobie. – To on – rzekł Rathor. -
-

Głęboka przestrzeń UA między Gliese i Borodino, 15.08.2183
Ciemność żarząca się dotąd miniaturowymi punktami czerwieni zaczęła niespodziewanie znikać, rozpraszana zimnym światłem włączanych sukcesywnie elektrycznych lamp. Ich jaskrawy blask oświetlił ukryte od wielu miesięcy w lodowatym mroku wnętrza kajut i korytarzy, klatek schodowych, śluz i perforowanych płyt pomostów łącznikowych. Przemierzający czerń kosmosu statek powracał do życia, zaczynał rozbrzmiewać stukotem, pomrukiem i zgrzytem maszynerii oraz popiskiwaniem elektroniki składającej się na skomplikowaną infrastrukturę międzygwiezdnej jednostki.
Czerwone diody systemów utrzymujących górniczy kombajn w stanie uśpienia zmieniały swoją barwę na bursztynową, później zaś zieloną. Oprogramowanie Opiekuna realizowało kolejne protokoły procesu wybudzania załogi uruchamiając systemy ogrzewania Almayera, pompując do jego wnętrza powietrze o podniesionej zawartości tlenu, przywracając do pełnej użyteczności kolejne układy systemu podtrzymywania życia.
W ciasnej przestrzeni sali hibernacyjnej pompy tlenowe zwiększyły częstotliwość cyklu, przezroczystymi rurkami układu dokarmiania popłynęła odżywcza ciecz wzbogacona o pobudzający ludzkie mózgi hormonalny koktajl. Tkwiące od miesięcy w niemal idealnym bezruchu ludzkie sylwetki zaczęły się niemrawo poruszać, wynurzać się z otchłani farmakologicznego hypersnu.
Siedzący w głębokim mroku jednego z pomieszczeń technicznych mężczyzna drgnął znienacka, podniósł się pełnym nadludzkiej gracji ruchem ze swojej stacji ładowania poprawiając rękawy nieskazitelnie czystego kombinezonu z naszywkami personelu medycznego. Jego oczy penetrowały ciemność przenikając ją bez trudu zaawansowaną optyką w czasie, kiedy elektroniczny mózg łączył się z bezprzewodową siecią statku analizując istotę nieoczekiwanego alertu.
Organiczny członek załogi musiałby w takiej sytuacji udać się na mostek jednostki, przywrócić do pełnego trybu pracy uśpione komputerowe terminale i przestudiować dane zarejestrowane przez czujniki statku. Pozbawiony takich ograniczeń android przeanalizował odczyty jeszcze w podpiętej do siebie stacji ładowania, pobierając skompresowane dane z bezprzewodowej sieci bez konieczności przemieszczania się na wyższy pokład jednostki.
Procedury towarzyszące tego rodzaju alertom nie pozostawiały androidowi żadnego wyboru. Sztuczna inteligencja odpowiedzialna za pieczę nad KM-164 stanęła w obliczu wyzwania, któremu zgodnie z przepisami czoła stawić musiała tkwiąca od wielu miesięcy w uśpieniu organiczna załoga Altmeyera.
Przełączając swoją optykę w tryb podczerwieni syntetyk ruszył w stronę pokładowej hyperspalni, gdzie blisko tuzin nieświadomych jeszcze alertu ludzi spędzał wielomiesięczną podróż w klaustrofobicznej ciasnocie kriogenicznych kapsuł.
Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza. [image: wUO6NIM.jpeg] Bleinert Sadza przez chwilę patrzył na Hannigana bez słowa. Nie przekonało go to do końca. Ale przynajmniej tym razem kapitan odpowiedział. Bez wykrętów. Bez zasłaniania się regulaminem. Schował młotoko-klucz do plecaka. — Dobra... na razie. Tylko już żadnych łgarstw. Blat', co tutaj tak jebie? Dopiero wtedy rozejrzał się po pomieszczeniu. Zrobił krok i pod podeszwą coś zachrzęściło. Spojrzał w dół. Łuski. Dużo łusek. Dopiero teraz zauważył, że podłoga jest nimi zasypana. Między nimi leżały zwłoki w mundurach Weyland-Yutani. Część niemal całkowicie pochłonął już rozkład. W powietrzu wisiał ten sam ciężki, słodkawy odór, który poczuł wcześniej, tylko tutaj wydawał się jeszcze bardziej intensywny. Sadza skrzywił się i odruchowo zasłonił nos przedramieniem. — Ja pierdolę... Uniósł wzrok. W półmroku dostrzegł rozbite tuby, zaschniętą substancję na podłodze i ścianach, a dalej zarys instalacji, której wcześniej nie zauważył. — Chodowali tu te chyorty? Przeniósł wzrok na Chimika. — Winda? Przyjrzał się jej przez chwilę, po czym spojrzał na pozostałych. — Działa? Spojrzał za ramię. Stamtąd skąd przyszli. — Zamknijmy za sobą gródź. Elias, ta twoja karta działa? Odwrócił się raz jeszcze do Starego. — Gdzie teraz? W ustach Nikołajewicza zabrzmiało to pojednawczo. -
- Po pierwsze to huj z czarnymi. Po drugie kim jesteś? Odezwał się Fruwacz wyrywając się przed szereg jak to ostatnio miał w zwyczaju.
- Tak to sami na nich polujemy. Jak oddasz mi broń i powiesz gdzie są byłbym wdzięczny.Szelest parsknęła krótko, bez rozbawienia. — „Oddaj mi broń”… Młody, ty nawet nie wiesz, gdzie jesteś — mruknęła chłodno. — Nawet nie znam Twojego imienia. Najpierw odpowiecie na pytania, potem zobaczymy. Odwróciła się bokiem, poprawiając pasek z nożem i wtedy Fruwacz to zauważył. Na jej zakrzywionym ostrzu była świeża, ciemna, krew. I druga rzecz: Szelest wcale nie patrzyła na nich jak na podejrzanych. Jej uwaga wędrowała co chwilę do strażnika przy drzwiach, jakby to jego reakcja ją interesowała. W głowie Fruwacza pojawiła się myśl: „Ona nie szuka szpiega w nas. Ona szuka go wśród swoich.”- Ja jestem Fruwacz. Wół, Liora, Noa. - przedstawił po kolei ekipę. - Jesteśmy... byliśmy nomadami dopóki czarni nas nie rozjebali.— Ja jestem Aga, zwana Szelest. Kobieta skinęła głową, jakby wreszcie usłyszała coś sensownego. — Ale… Nomadzi powiadasz. — powtórzyła cicho. — No to przynajmniej wiemy, dlaczego jeszcze żyjecie. Ruszyła wzdłuż ściany, niby bez celu, ale Fruwacz widział: kątem oka cały czas pilnowała strażnika przy drzwiach. — Czarni was rozjebali… — mruknęła, jakby rozważała tę informację. — To akurat nie nowość. Oni rozjebują wszystkich. Nagle zatrzymała się i spojrzała Fruwaczowi prosto w oczy. — Ale nomadów nie bierze się na szpiegów. — dodała ostrzej. — Wy nie działacie po cichu. Wy działacie z potrzeby zemsty. - jej spojrzenie jeszcze raz, szybkie jak błysk, prześlizgnęło się po strażniku przy drzwiach, po tym który wyglądał na najmniej pewnego. — I to właśnie mnie interesuje. Zemsta. — Szelest wyprostowała się. — Jeśli naprawdę ją macie w sercu, to może… Może jesteście tu z właściwego powodu.Liora, która do tej pory stała pod ścianą jak cień: napięta, czujna, gotowa uciekać lub gryźć w końcu uniosła głowę. Jej spojrzenie nie było wyzywające. Było… zmęczone. Ale ostre jak drut kolczasty. — Szelest, tak? — zapytała cicho, nie kłócąc się o ton. — My nie jesteśmy szpiegami. Szpieg by nawet nie powiedział „Czarna Dywizja”. Szpieg by mówił „Ci”, „Oni”, „Oddział”, żeby nie przyciągać uwagi. - zrobiła krok do przodu, powoli, żeby nikt nie pomyślał, że zamierza skoczyć komuś do gardła. — A ja mam więcej powodów, żeby tych skurwysynów nienawidzić niż ktokolwiek tutaj. — dodała twardo. — Gdybyśmy byli ich ludźmi, to byśmy nie przyjechali rozwalonym volvo, tylko konwojem. I nie pozwoliliby mnie wywlec za włosy, jak jakiś worek ziemniaków. Na chwilę zerknęła na strażnika, tego, którego Fruwacz obserwował. Jej głos był już spokojny. — Pytaj, co chcesz. Ale nie zadawaj pytań, na które sama znasz odpowiedź. Nie mamy powodu tu kłamać. Jeśli chcieliśmy komuś zrobić krzywdę, to Dywizji, nie wam. Potem spojrzała na Fruwacza, tylko na sekundę, jakby dodawała mu otuchy, choć sama nie wyglądała na kogoś, kto ma jej wiele. Aga wskazała dłonią na Woła i Noa. — Wy. Mówcie. Co dokładnie Czarna Dywizja wam zrobiła?Noa śmiał się w duchu z własnego szaleństwa. Przyłączył się do grypy szukając rodziny, a znalazł żądnych zemsty fruwaczów, furiatów. Słuchając Fruwaczai Liory zaczynał rozumieć ich miętę do siebie. Wydął usta zastanawiając się czy jest jeszcze szansa na ranczo i dzieci, czy tam wnuki. Byle było komu zbudować dom, zasiać zboże, doglądać dzieci, dzieci, którym można by to przekazać, wraz z całą mądrością o życiu w pokoju.- Szpiegami? A co mielibyśmy szpiegować? Te wasze jaskinie? A jako relację o uzbrojeniu informacja o kolczatce i tym twoim koziku Szelest? Daj spokój. - odruchowo sięgnął po rewolwer, ale go tam nie było - jak widzisz młody i młoda nie są szpiegami bo tak twierdzą i ja im wierzę. Wół się na szpiega nie nadaje. Zostaję tylko ja i w sumie to st zastanawiam czy sobie mógłbym zaufać. No ale czegoś nie rozumiem, po nas ściągać do kryjówki, jak was nie zauważyliśmy? W sumie to możemy tobie, wam, ufać na tyle na ile wy nam.
Rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Wiesz Aga, marzy mi się farma i rodzina i może ci dwoje - wskazalna Liorę i Fruwacza - zrobią sobie dzieci. Moglibyśmy pomóc je wychować. - uśmiechnął się - rozmarzyłem się. A ty pchasz te młode płodne pacholęta w paszczę lwa podsycając ich autodestrukcyjne ambicje. Nie wolałabyś farmy? - zaryzykował na koniec.Aga patrzyła na Noa jeszcze chwilę, jakby próbowała znaleźć w jego słowach haczyk. Ale zamiast tego coś jej w twarzy drgnęło. Nie uśmiech. Raczej coś w rodzaju niemal niewidocznego rozluźnienia. — Dobra, Kowboju… — westchnęła. — Masz rację. Gdybyście byli szpiegami, to byś teraz nie pieprzył o farmie i wnukach.
Przesunęła ręką po włosach, jakby zrzucała z siebie napięcie.
— I powiem ci jedno — dodała ciszej. — Gdyby świat wyglądał inaczej, farma może by miała sens. Nawet mi by się przydało miejsce, gdzie nikt nie strzela po nocach. Na moment jej spojrzenie złagodniało, bez kpiny. — Więc dobra. Odkładam nóż. Nie jesteście szpiegami. — powiedziała stanowczo. — Jesteście potłuczonymi ludźmi, którzy wpakowali się w kłopoty… Tak jak wszyscy tutaj. Odwróciła się od Noa, wskazując głową na drzwi.
— Ale zanim będziecie sadzić zboże i robić dzieci… - zrobiła wymowną pauzę. - …musimy się dowiedzieć, kto z moich ludzi pracuje dla Dywizji. Jej głos stwardniał, wracając do chłodnego tonu zwiadowczyni. — No dobra. Wół. Twoja kolej. Powiedz, co Czarna Dywizja zrobiła tobie.- Mnie? - zapytał wielkolud - Mnie nic. Znaczy nic… No dużo. Jest trochę zgraj na pustkowiach. Sami wiecie. Ale większość… albo posrańcy. Albo fanatycy. Albo kanibale. Ciężko na dobrych ludzi trafić. A mnie się udało. Znalazłem Grupę Grahama. Tę o której Fruwacz mówił. Także… co mi zrobili? Moc dobrych ludzi rozdupili jakby do jakiego drobiu walili. Tak o. Ino chłopak się ostał ze stu ludzi z okładem - wskazał na Fruwacz. O Elsie nie wspomniał. A po co to tej szeletstce było wiedzieć o niej. - Także no. Tak. Wkurwili mnie.
Aga zmrużyła oczy, nasłuchując słów Woła. — Sto osób… to nie jest ich zwykły styl. — powiedziała cicho. — Dywizja lubi straszyć, palić, zabierać ludzi jako niewolników. Rzadko kiedy marnują tyle energii na rozwałkę całej grupy nomadów. Przeszła dwa kroki w przód. — Ale w jednym twoja historia trzyma się kupy. — dodała, unosząc wzrok. — Jak Dywizja coś rozwali przez pomyłkę, to i tak zabierze, co się da i tyle ile się da. Nie odpuszcza. Nie zawraca. Dobija każdego, kto jeszcze oddycha. - zerknęła na Woła, tym razem spokojniej. - I tak, tego typu masakra… mogłaby się wydarzyć, jeśli wpadliście im pod lufy przypadkiem. Bo oni nie sprawdzają, kogo zabijają. Zabijają, a dopiero potem patrzą, co im wpadło w ręce. Znów spojrzała kątem oka na strażnika przy drzwiach. — Czyli wasza wersja ma sens. Może nie brzmi jak bohaterstwo, ale brzmi jak… Prawda.Gdy Aga kończyła mówić, Fruwacz kątem oka zauważył, że strażnik przy drzwiach, ten nerwowy, sięga dyskretnie pod połę kurtki. Nie po broń, lecz wciska mały metalowy przycisk na czymś przypiętym na piersi, pod kurtką. Coś jak mały rejestrator głosu, polowy dyktafon albo urządzenie transmisyjne. Noa również to zauważył.Drzwi otworzyły się nagle szerzej. Do środka wszedł mężczyzna, którego ciężko byłoby nie zauważyć, nawet gdyby próbował. Szerokie ramiona. Gruba blizna przecinająca kark i znikająca pod kołnierzem. Twarz poorana jak stary kamień. Oczy ciemne, zmęczone ale trzeźwe, ostre. Wojownik, który już dawno stracił złudzenia, ale nie siłę. Jeden rzut oka wystarczył. Najpierw spojrzał na was. Potem na Agę. Strażnika, tego nerwowego, który w tej chwili zastygł jak dziecko przyłapane na kradzieży, zignorował. Bran nie podniósł głosu.
Bran wszedł głębiej i przyciągnął sobie drewniany stołek. Postawił go tak, jakby miał zamiar zostać na chwilę albo na godzinę. Spojrzał po was jeszcze raz, dłużej. — Nazywają mnie Bran. — powiedział. — Wojownik Odbity. Jeden z tych, co tu rządzą, choć nie lubię tego słowa. Kątem oka zerknął na Agę, jakby domagał się krótkiego raportu, ale nie przerywał. — Słyszałem już kawałek waszej gadki. — odezwał się znowu, tym razem bez emocji. — Nomadzi. Skrzywdzeni przez Dywizję. I nie kłamiecie, o to co słyszę. Jego spojrzenie przesunęło się po was, oceniająco, profesjonalnie. — Dobrze. — mruknął. — To teraz ja mam tylko jedno pytanie. Podparł łokcie na kolanach, pochylił się lekko do przodu. — Chcecie przeżyć… czy chcecie ich zabić?
Aga uniosła brwi, jakby sama chciała usłyszeć odpowiedź. Bran czekał na odpowiedź.
- Zabić. - odpowiedział Fruwacz choć w sumie sam już nie wiedział czego chce.
- Dlaczego wybierać? - Wół uśmiechnął się szeroko błyskając swoim imponującym uzębieniem w dość nieprzyjemnie, drapieżny sposób.
Liora spojrzała na Woła, na ten jego szeroki, groźny uśmiech.
— Dla mnie nie ma sprzeczności. Najpierw przeżyć. Potem zabić. W takiej kolejności najlepiej się działa.
- Jak zabiłaś to znaczy, że przeżyłaś. Po za tym co to za filozofowanie ? Możemy przejść do rzeczy ? - wtrącił się ponownie krnąbrny mały gnojek. Początek dal jako swoją wstawkę do wypowiedzi towarzyszy. Szybko jednak starając się na harde spojrzenie zwrócił się do nowo przybyłego ważniaka.
- Dla mnie proszę wersję bez zgonu. Szczególnie mojego. - rozproszył Noa - Słuchamy w czym rzecz?Aga odwróciła się powoli w stronę Fruwacza. Uśmiech, który pojawił się na jej twarzy, był krótki i nijaki – bez ciepła, bez kpiny. Taki, jaki człowiek zostawia na twarzy, kiedy widział już za wiele. — A ty właśnie powiedziałeś wszystko, co trzeba było usłyszeć. Chcesz działać. To dobrze. Bo tu nie ma terapii. Są decyzje.
Bran chrząknął cicho i wstał ze stołka. Jego ruch był ciężki, powolny… ale niezdrowo precyzyjny. Jak u kogoś, kto przez lata nauczył się oszczędzać każdy gest. — No to do rzeczy. — powiedział nisko. — Wolny Jar nie walczy z Czarną Dywizją otwarcie. Bo nie jesteśmy idiotami. A oni mają stare czołgi, wozy opancerzone. Czasami uda nam się jakiś załatwić, ale czołg to inna liga. - przeszedł kilka kroków i stanął przy stole. — Ale je obchodzimy. Polujemy na ich konwoje. Kradniemy paliwo. Znikamy, zanim się zorientują.
— I dlatego jeszcze żyjemy. — wtrąciła Szelest. Bran skinął głową. Spojrzał na Noę. — I mówisz, że wolisz wersję „bez twojego zgonu”? - kącik jego ust drgnął minimalnie. — To dobra wersja. Mi się też podoba. — Więc tak jest sprawa. — powiedziała Szelest. — Albo zostajecie tu tylko na noc i rano ruszacie w swoją piękną, samobójczą vendettę… Zapadła krótka pauza. — …albo gracie z nami. Po naszemu. Jej wzrok znów przeciął twarz Fruwacza. — My wam damy informacje. Trasy. Ludzi, którzy wiedzą gdzie iść, żeby nie zginąć. — A wy nam dacie coś, czego my mamy za mało. — dodał Bran. — Świeżą krew, świeżą wściekłość… i powód, żeby pójść dalej niż zwykle. Cisza. — Więc teraz pytanie jest inne. — powiedziała Aga. - Nie „czy chcecie zabić”, tylko „czy chcecie to zrobić mądrze”. Bran spojrzał kolejno na Fruwacza, Woła i Noę. — Bo jeśli nie… - urwał zdanie. — …to i tak zginiecie. Tylko szybciej.- Może być wolniej. Byle ich dojebać- odpowiedział Fruwacz. Czuł, że tym razem mieli farta.Aga prychnęła lekko, jakby dopiero teraz przypomniała sobie, że dla was to wszystko wygląda jak koszmarny sen wewnątrz jaskini.
— Dobra. Zanim zaczniemy mówić o zabijaniu Dywizji… — zaczęła, rozchmurzając się nieco. — …musiicie wiedzieć, gdzie, do cholery, jesteście.
— To jest Wolny Jar. – dodał Bran. Aga podjęła temat.
— Dawno temu było tu stare centrum wydobywcze. Kopalnia, skład, tunele techniczne. Miejsce, którego nikt nie chciał, bo teren zapadł się po uderzeniu jakiejś bomby. Reszta świata o tym zapomniała. — A my nie. — dodał Bran, po czym podszedł do okna, wskazał palcem na mroczne sklepienie nad wami. Gigantyczny łuk skalny, poprzecinany pomostami i linami.
— Jar ma wejście wielkości mysiej dziury. Nie dojedziesz do niego autem czy tym bardziej czołgiem, kilka ścieżek przez górski masyw jest pilnowane i naszpikowane pułapkami, i strażnikami. A wyjścia nie zna nikt poza nami. To dlatego żyjemy. Dywizja poluje na wszystko, wiemy o tym że nas też szuka, ale żaden jej oddział nie zaszedł za daleko. Teren jest trudny nawet jak się go zna. Aga uśmiechnęła się tym swoim cienkim, nieprzyjemnym uśmiechem.
- Tutaj trafiają ludzie, którzy mają dwa wspólne mianowniki. Pierwszy to Czarna Dywizja, Srebrne Włócznie albo inni popaprańcy którzy chcieli ich zabić. Drugi to fakt że Ci ludzie nie zamierzali dać się zabić. Bran kiwnął głową, jakby potwierdzał każdy punkt.
— Nie jesteśmy wioską. Nie jesteśmy armią. Nie jesteśmy sektą. Wolny Jar to… — uniósł dłoń, szukając słowa. — …schron. Nóż schowany w ciemności. Aga dodała: — Tu nie ma wodza. Jest nasza czwórka: ja, Bran, Hanka, Stary Ivan i Ojciec Ewald. My tylko pilnujemy, żeby nikt nie wbił noża w plecy całemu Jarowi. Bran oparł dłonie na stole.
— Dlatego chcemy wiedzieć, kogo tu wpuściliśmy i dlatego wy chcecie wiedzieć, czy warto z nami zostać. Cisza. Krople ze sklepienia kapały w ciemności jak odliczanie. Ciszę przerwała Aga.
- Póki nikt nas nie sprzeda.Zdawał sobie sprawę Noa, że dostają propozycję nie do odrzucenia, gotowy był nawet się do niej przychylić, przychylić za odpowiednią cenę. I dobrze bo potrzebowali nie tylko ekwipunku, co i wiedzy na drogę. W końcu na drogę się pisał nie na vendettę. Co za tym szło przewracał oczami na słowa Fruwacza, bo co do tej pory było zabawne zaczynało brzmieć jak bredzenie. Nie zamierzał się Cohen dać zabić za gówniarskie fochy.
- To w czym rzecz? Mamy coś dla was sprawdzić? Chciałbym coś w zamian. Mapy. Może macie jakiś starszy zapis elektroniczny. Wiem, że nie wszystko działa, ale jakieś mapy digitalne sprzed lat można dalej czytać. Myślę, że po wzajemnych przysługach chcielibyśmy odjechać. Szukać domu nad jeziorem - uśmiechnął się.Aga słuchała Noa bez przerywania. Bez uśmiechu. Bez przewracania oczami. Kiedy skończył, przez chwilę w jaskini było słychać tylko kapanie wody. — W końcu ktoś tu mówi jak człowiek. — powiedziała spokojnie. — I tak, chcecie coś w zamian, my też czegoś chcemy. Normalna wymiana.
Bran skrzyżował ramiona, ale nie zaprzeczył. — Mamy mapy — dodała Aga. — Częściowe. Stare wojskowe zapisy, skany terenu sprzed wojny, trasy, które nie istnieją na papierze. Nie wszystko działa, nie wszystko jest kompletne. Ale dla ludzi, którzy chcą jechać dalej, a nie zginąć po drodze, powinny wystarczyć. - zrobiła krok bliżej stołu. - Ale nie dostaje się ich za dobre chęci.
— Na południowym wylocie z masywu jest stary punkt obserwacyjny - Bran wszedł jej w słowo, niskim, rzeczowym tonem - Przedwojenny. Kiedyś nasz. Od tygodnia cisza. Za cicho. — Nie wiemy, czy Dywizja go znalazła, Srebrni, ludzie grubasa czy jacyś bandyci — dodała Aga. Spojrzała Noa prosto w oczy. — Idziecie. Sprawdzacie. Wracacie z informacją. Nic więcej, nie szturmujecie. Oczy i uszy. Bran skinął głową. — Jeśli wrócicie… dostaniecie mapy. Cyfrowe i papierowe. Trasy omijające Dywizję, Włócznie i kilka miejsc, które lepiej znać, zanim się na nie wpadnie. Pójdzie z wami przewodnik, Corley, zna okoliczne tereny lepiej niż ktokolwiek inny.
Aga dodała cicho: — Mamy tutaj mały problem z zaufaniem, mamy w swoich szeregach kreta albo kilku... Ale wy jesteście tutaj nowi, jeszcze nie przekupieni. Nie jesteście stąd. Dlatego jestem w stanie wam zaufać. A może się czegoś dowiecie przy okazji? Odpocznijcie, przespacerujcie się po Jarze, pogadajcie z ludźmi. Wasze rzeczy są w magazynie, na posterunku przy głównym wejściu, a auto bezpieczne, ukryte w starym blaszaku niedaleko miejsca, w którym was złapaliśmy. Nie jesteśmy złodziejami.- Dooobra - odezwał się w końcu także Wół, który dotychczas był niemal niemym widzem całego spotkania. Widzem dość jednak uważnym, by ocenić jaskiniowców. Byli niegroźni. Mimo napaści widać po nich było, że nie mają w sobie dość… zepsucia. By zżerać, zabijać, czy porywać przypadkowych nieznajomych. Mieli propozycję. Zdecydowanie niewołową - Pogwarzyliśmy, postroszyliśmy piórka, ale chyba już pora zejść na ziemię. Mamy na pieńku z czarnuchami. To prawda. Nie będę żałował jak jakiś mi w łapy wpadnie i wycisnę z niego ostatni oddech aż mu oczka jak z tubki wypłyną. Taaa… To będzie frajda, bo to sucze syny są. Ale chyba Wam w główkach od tej jaskini pociemniało jeśli myślicie, że pójdziemy do bazy Czarnych. Młody jest odważny, ale ma ostatnio nasrane we łbie i prędzej sam mu kulasy połamię niż pozwolę mu tam iść. A Noa sprytny, ale nie Noa, za mapy też się tam nie będziemy pchać. Na chuj ci mapy kowboju? Także, życzymy wam dobrze bo znać, żeście w porządku ludki. Ale odpoczniemy i odjedziemy w swoją stronę.Bran wysłuchał Woła do końca, nie przerywając ani słowem. Nie drgnął, gdy padły groźby, nie skrzywił się przy przekleństwach. Dopiero kiedy Wół skończył, Bran powoli skinął głową, jakby właśnie usłyszał coś, co wreszcie miało sens.
— I bardzo dobrze — powiedział nisko. — Bo nikt was nie wysyła do bazy Czarnych. Gdybyśmy chcieli tam kogoś pchać, nie pchalibyśmy czterech przybłęd z Pustkowi. Aga prychnęła cicho, tym razem bez kpiny.
— Spokojnie, wielki. — spojrzała na Woła uważnie. — Punkt obserwacyjny to nie baza. To samotna buda na skałach, stara wieża, kawał betonu i antena, która powinna nadawać. Jeśli ktoś tam jest… to mały oddział. Albo trupy. - zrobiła krok w bok, opierając się plecami o ścianę. — I nie sprzedajemy wam map, żebyście się pchali pod lufy. — dodała. — Sprzedajemy je, żebyście wiedzieli, gdzie nie jechać. Gdzie są trasy Dywizji. Gdzie Włócznie kręcą się za często. Gdzie pustkowie zjada ludzi szybciej niż kule.
Bran spojrzał na Fruwacza, potem na Noa, wreszcie znów na Woła. — Odpoczniecie. — powiedział spokojnie. — Rano możecie ruszyć w swoją stronę. Bez żalu. Bez pościgu. - zawiesił głos na chwilę. — Ale jeśli zmienicie zdanie… Punkt będzie tam, gdzie jest. I nadal będzie czekał. Zapadła cisza. Tym razem nie napięta. Raczej ciężka od wyboru. — Decyzja jest wasza — zakończył Bran. — I żadna z nich nie czyni z was tchórzy. I po raz pierwszy od początku rozmowy nikt na was nie patrzył jak na podejrzanych. Tylko jak na ludzi, którzy muszą zdecydować, w którą stronę pójdą dalej.- Ba! - Wół ostentacyjnie złapał się pod boki - Pewnie, że nie czyni! Jesteśmy nomadami. - dumnie i dobitnie podkreślił to ostatnie słowo - Pustkowia nasz dom. Szlak naszą drogą. Nie wojenki jednych z drugimi. A tatko zawsze mówił co szlak przyniesie to przyniesie. Także pięknie dziękujemy ale nie skorzystamy.- Jak nie chcesz to czemuś nic wcześniej nie gadał. - syknął cicho Fruwacz do towarzysza, ale nic więcej nie dodawał.Aga uniosła brew i spojrzała na Woła z czymś na kształt… Rozbawienia. Suchego, ostrożnego, które pojawia się u ludzi, którzy widzieli już zbyt wielu. — Nomadzi… — powtórzyła cicho. — Zawsze dumni. Do momentu, aż droga zaczyna ich zjadać. Bran nie wyglądał na urażonego. Przeciwnie, wyglądał na kogoś, kto rozumie. Oparł się ciężarem o stół, skrzyżował ramiona. — I to jest uczciwa odpowiedź. — powiedział spokojnie. — Wolny Jar nie łapie ludzi w kajdany, żeby ich tu trzymać. Jak chcecie jechać, to pojedziecie. Aga zerknęła na Fruwacza, który syknął coś do Woła. Na krótką chwilę jej czoło się zmarszczyło, jakby próbowała wyłapać informacje. — Ale nie udawajmy, że to tylko „wojenki jednych z drugimi”. — dodała. — Dywizja nie pyta, czy jesteś nomadą, rolnikiem czy poetą. Pyta tylko, co z ciebie można wycisnąć. A jak nic, okazujesz się tylko niepotrzebnym konkurentem do surowców. Umierasz. Zrobiła krok w stronę drzwi i otworzyła je, dając znak strażnikowi. — Odpoczniecie dziś w Jarze. — powiedziała już rzeczowo. — Zjecie, prześpicie się. Rano ktoś odprowadzi was do auta. Dostaniecie wodę i tyle jedzenia, ile da się bezpiecznie dać obcym. Bran skinął głową na potwierdzenie. — I jeszcze jedno. — dodał, patrząc głównie na Woła. — Szlak zawsze coś przynosi. Czasem okazję. Czasem rachunek. Zawiesił głos. — Jak ten rachunek was dogoni… Wolny Jar raczej będzie jeszcze tu, gdzie jest. Aga zatrzymała się w drzwiach i rzuciła przez ramię, już ciszej: — A ty, młody — spojrzała na Fruwacza. — Złość to paliwo. Ale jak będziesz jechał tylko na nim, to daleko nie zajedziesz. Pomyśl o tym, zanim droga znowu coś „przyniesie”. Drzwi zamknęły się za nimi ciężko. Zostaliście sami w drewnianej chacie, z ciszą, która nie była już groźna… Tylko pełna niedopowiedzianych konsekwencji.Wielkolud odwrócił się plecami do drzwi, za którymi zniknęła Rada Czwórki, czy Piątki i cicho, choć jeśli ktoś z ich gospodarzy podsłuchiwał, to z pewnością usłyszał, odpowiedział na słuszne pytanie Fruwacza. Zerkał też co i rusz na Noa i Liorę, by i oni zrozumieli o co mu chodzi:
- Abo widzisz młody. Inna rzecz jak my sami gdzie jakiego czarnucha, czy dwóch po drodze zdybiemy, zaciukamy i w drogę. A inna jak się nami inni wyręczają i nas posyłają. Ot dobre sobie, na mały oddział. Wół jest za stary, żeby na takie plewy się dać wciągać. Raz w to wleziesz i już nie wyleziesz. Tylko będziesz dzień w dzień, jako ci tutaj, smutnie klepał zemstę między sraczką a padaczką, zamiast spierdalać skąd cię nie chcą. Wół już to widział i wie. A ci tutaj… jak tam mały oddział w tym punkcie, to sobie sami spokojnie poradzą. Rączki mają, giwery też niczego se.Noa tymczasem wyłożył się wygodnie rozciągając nogi. Źałował, że nie ściągnął od razu butów, bo nie chciało mu się już ruszać.
Każdy miał tam swoje racje i swoje emocje. Za najważniejsze uznał właśnie nie ulegać emocjom.
- Ummrrr! - chrząknąl - odpocznijmy. Nie musimy podejmować decyzji zaraz. Poda ktoś ten dzbanek z wodą - podniósł się na łokciach.
Miał Cohen swoje lata i nauczył się nie trwonić energii kiedy nie było to konieczne. Nasunął na twarz kapelusz, żeby spokojnie przemyśleć propozycję jaskiniowców.Nieśpiesznie podchodząc do dzbanka, Wół złapał go, powąchał zawartość i uśmiechnął się stwierdziwszy, że nie zalatuje ani benzyną, ani stęchlizną, ani chlorem, po czym upił solidnie. - Mieszkanie w jaskini ma też jednak dobre strony! - Stwierdził po czym podał dzbanek Noa. - Choć mogliby też coś do żarcia dać... - Siadł po przeciwnej stronie pod ścianą. Przez chwilę rozważał wyciągnięcie harmonijki, ale zrezygnował. Położył się i po chwili zachrapał.Jak sobie poszli Fruwacz podszedł do Liory.
- Kojarzysz tą bandę?Dziewczyna odezwała się cicho, kiedy zostali sami. — W Zakonie mówili o tym miejscu. Nigdy głośno. Spojrzała przez okno na kamienne sklepienie. — Mówili, że są miejsca, których nie da się spalić. Że jeśli ktoś tam znika… to dlatego, że nigdy nie powinien był szukać. Zawahała się. — I że jeśli spotkasz Szelest… to już raczej kwestia czasu, aż przyjdzie po Ciebie kostucha.Skonfudowany Fruwacz skwitował to krótkim.
- Aha. - po czym poszedł zwinąć się w kącie i trochę przespać.- Osobiście uważam że to stek bzdur... - dodała po chwili. - Były plotki o podziemnym obozowisku, którego Dywizja nie potrafi znaleźć. Gdyby to co mówiono w Clearapple o Szelest, byłoby prawdą, już byśmy byli martwi. Zakon powie Ci wszystko, byś tylko był ich.
- Yyyy... z technicznych rzeczy to zakładałem wnyki na zwierzynę i w sumie to tyle. Od sprzętu i montażu itp. był Wół i inni.- Przyznał młodzian. -Jak potrzebny sprzęt to ten Bartho raczej sypnie, a może nawet któryś ze strażników do nas dołaczy. Widziałem jednego stał pośród wystrzelanego oddziału czarnych jakby nigdy nic.- zakończył wypowiedź. Nie za bardzo wiedział jak ma teraz pomóc. I Noa taki ciekwaski to liczył wciąż, że pójdą do Denver. Nagrodą dla niego to będzie jak wpakuje kule między oczy Czarnemu Komandorowi i Naczelnej Świętej Włóczni, a nie jakieś tam dobra materialne. Choć one zawsze spoko. Fruwacz przy okazji uznał, że ostatnio myśli za dużo i zdecydowanie za szybko. -
-
XIII - Martwa godzina


Nie wiemy, kiedy dokładnie wszystko się zaczęło. W pewnym momencie dostrzegliśmy, że coś się zmienia. Drobne anomalie, niewiarygodne przypadki, niezwykłe wydarzenia. Początkowo uważaliśmy to za błąd w raportach, celową konfabulację lub efekt nieznanej do tej pory chorobę. Pewnego dnia stopień intensywności zjawisk stał się tak duży, że nie mogliśmy tego dłużej ignorować, ani udawać, że to tylko zwykłe zbiegi okoliczności. Wtedy właśnie powstała XIII-tka. Jednostka, której istnienia nie potwierdzą nigdy żadne czynniki rządowe.
Nie mieliśmy jednej siedziby, ani jednego, konkretnego dowódcy. Liderzy się zmieniali, a decyzje podejmowano doraźnie i reaktywnie. Tak naprawdę, to nie mieliśmy nawet pewności, czym tak dokładnie się zajmowaliśmy. Po prostu zbieraliśmy wszystko, co tylko wydawało nam się ważne. Raporty, zeznania, fotografie, nagrania i wszelkie dowody materialne. Katalogowaliśmy je, próbując zrozumieć, co się właściwie dzieje i dlaczego. Szukaliśmy wzoru.
Nigdy go jednak nie znaleźliśmy.Nie zabrakło nam determinacji, ani umiejętności, czy nawet środków. Zabrakło nam czasu. W 2004 roku niespodziewanie program zamknięto. Decyzja polityczna na którą nikt z nas nie miał wpływu. Choć wydawało nam się, że zrozumienie sytuacji powinno być priorytetem dla wszystkich.
To powinien być koniec tej historii. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy kontynuowali pracę mimo braku oficjalnego poparcia. To dzięki nim przez następne lata odosobnione komórki nadal pracowały i szukały odpowiedzi.
Jednak z każdym kolejnym dniem wszystko zdawało się komplikować coraz bardziej. Znikały stare raporty. Zarchiwizowane dane zdawały się przeczyć sobie nawzajem. Nawet nasza pamięć przestawała być dowodem na cokolwiek. My widzieliśmy to wszystko i byliśmy przerażeni. A świat….
Świat pozostawał dokładnie taki sam, jak wcześniej. Obojętny, Jakby wszyscy mieli zasłonięte oczy. Właśnie to było najgorsze. Przecież kiedy coś ulega tak radykalnej i diametralnej zmianie, to człowiek powinien móc wskazać moment, w którym nastąpiła zmiana. Tutaj takiego momentu nie było. Mieliśmy tylko mgliste tropy, niewyraźne wspomnienia i chwiejne przekonanie, że w tych Pęknięciach jest coś, czego nie wolno ignorować.To ludzie, którzy przez lata próbowali patrzeć przez powstałe szczeliny. Zapisywali i próbowali nadać temu wszystkiemu jakiś sens. Zrozumieć co się stało i dokąd to prowadzi. Tworzone przez nich zapisy, to historia wydarzeń których prawdziwości, nikt nie jest pewien. Po tych wszystkich latach, wiemy tylko jedno.
Jeżeli zaczynasz zauważać rzeczy, których inni nie widzą — nie zakładaj, że ich nie ma.
Obserwuj uważnie, dokumentuj, bo być może właśnie w tej chwili Błona, która przesłania prawdę, pęka.|=Gołąbek pokoju. Śnieżnobiały, śliczny o idealnych proporcjach. Poetycki i duchowy symbol, które zna każdy na świecie. Taaa… dobre sobie. Zna z książek, bajek i naiwnych ilustracji. Widział z was ktoś takiego gołębia na żywo? Bo ja nie. Te które widuję na co dzień to szare, latające szczury, które walą guanem, gdzie popadnie.
W sumie to śmieszne, bo kiedyś nawet nie specjalnie zwracałem na nie uwagę. Były nieistotnym elementem miejskiego krajobrazu, który mój umysł nawet nie rejestrował. Jak jesienią liści zalegających przy krawężnikach. Dzisiaj, gdy jeden z tych obsrańców wyląduje na moim parapecie, patrzę na niego i się zastanawiam, czy te małe skurczybyki, faktycznie ładują baterie przesiadując na drutach wysokiego napięcia.
Możesz nazwać mnie idiotą, szurem, czy innym płaskoziemcą. Nie rusza mnie to. Swoje widziałem i swoje wiem. Choć pojęcie “wiedzy” w obliczu tego, czego doświadczyłem absolutnie nic nie znaczy. Aforyzm Newtona porównujący nasze zrozumienie świata do kropli wody w oceanu, nie jest nawet blisko tego, jak wielkimi jesteśmy ignorantami. To zresztą nie jest kwestia ignorancji. To raczej nasze wrodzone ograniczenia, których większość nie jest nawet świadoma. I w sumie bardzo dobrze. Niewiedza jest błogosławieństwem. Święte słowa i tak bardzo prawdziwe, że aż bolesne.
Odpłynąłem jednak w dygresję. Niestety taka moja ułomność. Choć wydaje mi się, że zanim To się wydarzyło, to nie miałem problemów z jasnym przedstawianiem swoich myśli. Muszę się więc pilnować, jeśli masz cokolwiek zrozumieć z moich słów. Nie musisz w nie wierzyć. Pewnie sam bym w coś takiego nie uwierzył, gdyby ktoś próbował mnie oświecić opowiadając takie banialuki. Ale do rzeczy. Jeśli mam wskazać początek, wskazałbym 6 września 1993 roku. To wtedy w pewnym branżowym tygodniu ukazał się niepozorny artykuł. To była ta kostka domina, która uruchomiła całą kaskadę. Do dziś pamiętam, jak zaczynał się ten artykuł.„Have you ever been in a car accident? Time seems to slow down as you realize you’re going to crash into the car ahead of you. It’s too late to avoid it — you’re going to crash. All you can do now is watch it happen.”
Tak też się stało. Patrzyliśmy, bo nic innego faktycznie nie dało się zrobić. Ta bezradność mocno nas wszystkich paraliżowała. Dopiero kilka miesięcy później Holloway ukuł powiedzionko, które stało się naszym nieformalnym mottem.=|
|-%(#808000)[OBSERVE - RECORD - ARCHIVE
CONCLUSIONS WILL COME LATER]-|DOS-001/A/03
-Halo! Policja? Pomóżcie mi! - rozedrgany z emocji męski głos zaatakował uszy dyspozytorki.
-911. Proszę się uspokoić i powiedzieć, jaka jest pańska sytuacja?
-Żeby było jasne. Nie jestem pijany, ani nic takiego. Tylko Bill znik… - mężczyzna urwał w połowie zdania, a jego przyspieszony oddech zdradzał wielkie zdenerwowanie.
-Dobrze. Rozumiem. Bill zniknął. Powiedz mi, gdzie jesteś, a spróbuję wysłać pomoc.
-Nic nie rozumiesz! - krzyknął mężczyzna. - Pracuję tu jedenaście lat i tu nigdy nie było tej cholernej ściany. Nie było jej jeszcze dziesięć sekund temu, a teraz… Teraz ja jestem tu, a Bill… kurwa… on jest tam.
-Proszę pana? - głos dyspozytorki natychmiast stał się bardziej stanowczy. - Co z Billem? Czy ktoś pana zaatakował?
Krótka pauza.
-Proszę się nie rozłączać. Chcę, żeby powiedział mi pan dokładnie, gdzie pan teraz jest.
-20 N. Wacker Drive.
-Dobrze. 20 North Wacker Drive. - Dyspozytorka powtórzyła adres, jednocześnie wpisując go do systemu. - Proszę zostać na linii. Wyślę patrol.
W słuchawce wciąż wybrzmiewał ciężki oddech dzwoniącego mężczyzny.
-Proszę mi powiedzieć, na którym jest pan piętrze. - Dyspozytorka zrobiła krótką pauzę, wpisując kolejne informacje do systemowego formularza. - I proszę nie podchodzić do tej ściany. Niech pan zostanie dokładnie tam, gdzie pan jest.
Palce kobiety z wielką wprawą prześlizgiwały się po klawiaturze. Kolejne rubryki błyskawicznie zapełniały się tekstem.
-Kim jest Bill? Czy jest ranny?
-Nie. Chyba nie. Nie wiem. Robiliśmy przegląd wentylacji. Bill poszedł po wkrętarkę i nie wrócił. Chciałem po niego iść, ale nie mogę, bo tu jest ściana. Tu nigdy nie było tej cholernej ściany. A on jest tam... po drugiej stronie. Cholera, co tu się dzieje?
-Proszę pana, spokojnie. Słyszę pana. - Dyspozytorka ściszyła głos, próbując utrzymać rozmowę w ryzach. - Czy Bill odpowiada? Woła go pan?
-Tak! Bill! Jestem tu! Cholera... on mnie woła! - krzyczy mężczyzna.
Po chwili słychać głuche echo walenia pięścią w ścianę.
-Halo! Proszę pana, niech pan przestanie uderzać w tę ścianę! Patrol jest w drodze. Czy to był głos Billa?
W słuchawce przez sekundę słychać tylko głośne trzaski i ciężki oddech. A potem, bardzo wyraźnie, z drugiej strony ściany:
-Pomóż mi! Chuck, proszę!
Dyspozytorka zamarła.
-Proszę pana? Halo? Jest pan tam?
-Bill! Jestem tu! Pomóż mu, słyszysz? On tam jest! — głos mężczyzny z krzyku przechodzi w błagalny pisk.
W słuchawce po raz kolejny rozlega się dziwny trzask.
-Proszę pana, proszę odsunąć się od ściany! Natychmiast!
Rozlega się kolejne głuche dudnienie. Nie brzmi jak uderzenie. Bardziej jak coś ciężkiego przesuwającego się tuż przy mikrofonie.
-Proszę pana?
Odpowiada jej niepokojąca cisza.
Kobieta zerka na ekran. Patrol 7423 przyjął już zgłoszenie i jest w drodze.
-...pomóż… pomóż mi…
Dyspozytorka prostuje się.
-Bill? Halo! Mów do mnie! Bill!
Głos mężczyzny z drugiej strony jest stłumiony. Ledwo słyszalny szept jest dużo bardziej niepokojący niż krzyk sprzed chwili.
-O Boże... ona się rusza.
Słuchawkę wypełnia jednostajny szmer, który narasta z każdą kolejną sekundą.
-Proszę pana? Halo! Proszę pana, co się dzieje?!
Serię zakłóceń przerywa przerażająco spokojny, męski głos:
-Nie ma jej. Ściany. Ona zniknęła.
Terry O’Mally zatrzymał nagranie i spojrzał badawczym wzrokiem na swoich podwładnych zebranych na odprawie.|-%(#808000)[We don't know what is happening.
We know something is happening.]-|DOS-002/A/03
Cztery miesiące później sprawa wróciła na biurko XIII. Zarówno przesłuchanie dyspozytorki, jak i Chucka Morrisona niewiele wniosło do sprawy. Incydent w Civic Opera Building znalazł się na długiej liście podobnych przypadków. Zanim pułkownik Vale zginął podczas oględzin Long Black Road, ukuł termin jakim w XIII-tce określaliśmy tego typu anomalie.
-Spatial Discontinuity. Nie lubię ich - westchnęła Becka, zatrzymując służbowego Chevroleta na światłach.
-Szczerze? Dla mnie każdy incydent jakim się zajmujemy ląduje w szufladzie “Nie lubię” - odparł Gary, obserwując ludzi przechodzących przez ulicę - Gdyby nie premia za specjalny przydział, to bym wolał siedzieć za biurkiem, jak do tej pory. W sumie to im zazdroszczę. - dodał po krótkiej pauzie
-Komu? - spytała Becka zerkając na partnera. Tworzyli duet zaledwie od kilku tygodni i daleko im jeszcze było do idealnego zgrania się i zrozumienia.
-No im… - mruknął Gary, wskazując dłonią na ludzi przechodzących tuż przed maską samochodu - Szczęśliwe i nieświadome niczego Dziewice.
-Crack Virgin - poprawiła mężczyznę agentka - Nie zapominaj, że Marc jest niezwykle czuły na punkcie poprawnego używania wymyślonych przez niego określeń.
-Taaa… Giles i ten jego słowniczek. Czasami mam wrażenie, że czerpie niemal seksualna satysfkacje, gdy posługujemy się tymi jego określeniami.
-Dziwisz się? Nie dość, że są trafne, to przecież on odkrył Błonę.
Gary uniósł palec w iście rektorskim i pouczającym geście.
-Cortical Veil jeśli chcesz być już taka precyzyjna.
-Czyżbym wyczuwała nutkę ironii w twoim głosie? - zapytała Beck, posyłając partnerowi zawiadiacki uśmiech.
-Przecież nie da się poważnie traktować gościa, który głosi teorię, że mamy psychiczną, czy też mentalną błonę na oczach, albo raczej na mózgu.
-Czekaj, czekaj. Czyli ty pracujesz od początku istnienia XIII-tki i nie wierzysz w jej pierwsze, fundamentalne i być może jedyny odkrycie?
Gary Jablonsky wzruszył ramionami.
-Mówiłem ci przecież, że gdyby nie premia za specjalny przydział, to wolałbym siedzieć przy biurku i wklepywać dane kwartalne do bazy.
-Serio? - Becka nie dowierzała w to co słyszała - Niemal każdego dnia spotykasz się z czymś co przeczy prawom fizyki, co wywraca nasze wyobrażenia o rzeczywistości i twierdzisz, że to wszystko bujda.
Kolejne zbywające wzruszenie ramionami było jedyną odpowiedzią.
-To jak to wszystko wyjaśnisz? Chodźmy tę sprawę Chucka Morrisona. Jego kumpel z roboty znika w czasie zmiany. Mamy niezgodności w planach architektonicznych. Typ dosłownie osiwiał w ciągu kilku godzin, no i finalnie wylądował w psychiatryku.
-Apofenia - rzucił krótko Gary.
-Naprawdę? Myślisz, że my wszyscy dopowiadamy sobie jakiś mistyczny sens do jakiś przypadkowych wydarzeń. Że cała XIII-tka powstała bo komuś coś się przewidziało? Że szefowie wszystkich agencji… że prezydent… że wszyscy się mylą?
Gary ze spokojem tybetańskiego mistrza zen, odparł:
-Ja nie przeczę, że coś się dzieje. Ilość raportów o nietypowych wydarzeniach każde się zastanowić nad przyczyną tego wszystkiego. Uważam jednak, że powoływanie całej spec grupy, to przesada. A już dopisywanie do tego jakiś teorii rodem z piwnicy Muldera to już zwykła głupota. Błędy w planach się zdarzają. Jedni ludzie tracą zmysły, a drudzy porzucają swoje dotychczasowe życie z dnia na dzień. Nic tajemniczego w tym nie ma.
Becka zwolniła i przepuściła ciężarówkę przy wjeździe na podziemny parking.
-Taa… - mruknęła - Ciekawa jestem panie Sceptyczny, jak wyjaśnisz nagłe pojawienie się Billa.
-Bill wrócił? - zapytał autentycznie zdziwiony Gary.
-Nikt ci nie powiedział, po co nas tu wysyłają?
Mina mężczyzny mówiła sama za siebie.
-To lepiej przygotuj się na szok poznawczy Panie Sceptyczny. Na dwudziestym ósmym piętrze znaleźli zwłoki. Wszystko wskazuje na to, że to nasz zaginiony cztery miesiące temu Bill Newgarden. Ktoś się uskarżał na straszny smród panujący na korytarzu. Pies policyjny wskazał im miejsce. Skuli ścianę i tadam! - krzyknęła Becka gasząc silnik.
Blady, jak prześcieradło Gary’ego, wpatrywał się jak oniemiały w betonowy filar. Nie opowieść partnerki tak go zaszokowała. Po raz kolejny w ciągu ostatnich tygodni, wzrok zaczął płatał mu figle. Wzrok zaczął płatać mu figle. Kontury przedmiotów rozjeżdżały się na ułamek sekundy, jakby obraz nie potrafił zdecydować, gdzie dokładnie powinien się znajdować. Wzdłuż krawędzi pojawiały się czerwone i zielone obwódki. Mrugnął. Zniknęły. Mrugnął ponownie. Wróciły. Rozmazane kontury drażniły tak bardzo, że powodowały fizyczny ból w okolicach skroni. Jednak nie fizyczne cierpienie, czy halucynacje były najgorsze. Gary pobladł, bo wiedział dokładnie, co to wszystko oznacza. Choć bardzo by chciał, żeby to wszystko było tylko wymysłem, apofenią, czy innym myśleniem magicznym, to nie mógł dłużej zaprzeczać, że jego Błona ulega rozszczelnieniu i zaczyna widzieć rzeczy, które nie powinny istnieć.To be continued…
Salut!
Witam stałych bywalców i tych tylko przechodzących przypadkiem. Tym przydługim z deka wstępem rozpoczynam nabór do eksperymentalnej sesji.
Jednostka XIII, czyli autorskie uniwersum, które osadzone w świecie pozornie takim, jak nasz. Tutaj alternatywna historia USA przełomu XX i XXI wieku miesza się z paranormalnymi spiskami, fizyką kwantową i zjawiskami, których oficjalne instytucje nie potrafią wyjaśnić w żaden racjonalny sposób. Jednostka XIII, czyli specjalna grupa operacyjna złożona z przedstawicieli wielu agencji rządowych i federalnych, zajmuje się ich obserwacją, dokumentowaniem i badaniem.Świat XIII-tki — czyli rzeczywistość, którą znamy, ale…
|=Do 31 grudnia 1999 roku, USA i świat są zasadniczo takie jak w naszej rzeczywistości. Nie nastąpiły żadne zmiany w prawdziwych wydarzeniach historycznych. Punktem zapalnym jest panika jaka powstała wokół Y2K, czyli Year 2000 problem. Obawiano się poważnej katastrofy informatycznej i finansowej. Środki zaradcze, jakie powzięto okazały się wystarczające i 1 stycznia 2000, nie nastąpiła żadna apokalipsa, czy informatyczna zagłada świata.
Wraz z wybiciem północy nic wydarzyło się nic spektakularnego, ale tylko pozornie.
Przez kolejne miesiące w raportach policji, służb federalnych, jak i licznych instytucjach państwowych zaczęły się pojawiać opisy zdarzeń, które brzmiały tak niewiarygodnie, że w większości przypadków traktowano jej jako błędy, ignorowano lub szukano na siłę racjonalnych wyjaśnień. Ilość takich nietypowych zgłoszeń rośnie w tak dużym tempie, że w marcu 2000 roku, szefowie CIA, NSA i DIA przekazują prezydentowi, wspólny raport rekomendujący działania na szczeblu federalnym.Trzeciego kwietnia tego samego roku, ma miejsce pierwsze spotkanie szefów najważniejszych agencji rządowych i instytucji z prezydentem. Po tygodniu konsultacji, prezydent Bush podejmuje decyzje o powołaniu tajnej międzyagencyjnej grupy operacyjnej. Otrzymuje ona nieformalną nazwę - XIII - co jest ponoć akronimem pochodzącym od słów - Cross
Intelligence. Investigation. Intervention. Agenci pracujący w tej grupie mówią używają potocznego określenia “trzynastka”.Prezydent powierza zwierzchnictwo nad grupą emerytowanemu generałowi “zielonych beretów”, Thomasowi Edwardowi Vale’a. Ginie on kilka miesięcy później w incydencie znanym, jako Long Black Road (opis w sekcji Anomalie).
W roku 2004 pojawia się druga duża zmiana historyczna względem naszego świata. George W. Bush przegrywa wybory prezydenckie z Ephraim Tyler. Byłym pastorem kościoła zielonoświątkowego, człowiekiem bardzo religijnym, konserwatywnym, izolacjonistycznym, a głęboko nieufnym wobec aparatu bezpieczeństwa. Jedną z jego pierwszych decyzji po objęciu urzędu jest zamknięcie programu XIII.XIII-tka, choć nigdy oficjalnie nie istniała, zostaje odcięta od funduszy federalnych, rozwiązane zostają zespoły konsultacyjne, a część archiwów zniszczona. Mimo to wielu byłych członków XIII zaczyna tworzyć niewielkie, autonomiczne komórki. Powstaje sieć małych zespołów, których struktura bazuje na wywiadowczych “piątkach”, czyli strukturach komórkowych (ang. Cell system). “Piątki” to system budowania tajnych organizacji wywiadowczych i dywersyjnych, gdzie podstawą są hermetyczne, małe zespoły (trzy lub pięcioosobowe), których członkowie znają tylko siebie i swojego bezpośredniego dowódcę lub łącznika. Nie mają pojęcia o istnieniu innych piątek, co chroni całą sieć przed wsypą w przypadku dekonspiracji lub przesłuchania.
Kolejnym przełomowym wydarzeniem, 22 sierpnia 2006 roku, kiedy to w wypadku lotniczym ginie prezydenta Tylera. Choć jego osoba mocno polaryzowała społeczeństwo, to jego śmierć stała się asumptem do narodowej zgody. Chcą uniknąć chaosu mogącego powstać wokół nowych wyborów, decyzją kongresu na urząd prezydenta zostaje powołany George W. Bush.
10 września 2008 roku, w CERN-ie zostaje uruchomiony największy na świecie akcelerator cząstek - LHC. Podobnie, jak w przypadku Y2K i licznych, sensacyjnych obaw naukowcy z Genewy nie stworzyli Czarnej Dziury i pozornie, nic nietypowego się nie wydarzyło.
Jednak pod koniec 2008 roku, zarówno byłych, jak i aktywnych członków XIII-tki dotyka fal nieszczęśliwych i często niewytłumaczalnych wypadków. Wypadki samochodowe, samobójstwa, choroby psychiczne, tajemnicze zaginięcia, niezwykle często powtarzające się zaniki pamięci, niemal dziesiątkują agentów i pracowników specjalnej grupy operacyjnej. Początkowo nikt nie łączył tych wydarzeń. Były zwykłymi wypadkami. Nieszczęśliwymi zbiegami okoliczności. Dopiero kiedy zaczęto zestawiać nazwiska, daty i miejsca, okazało się, że liczba zbieżności jest zbyt duża, aby nadal można było mówić o przypadku.Mimo to ci nieliczni agenci XIII-tki, którzy zostali, kontynuowali pracę i badania. Teraz były one prowadzone w większości wypadków już niemal całkowicie prywatnie. Wraz końcem roku 2011, gdy media zaczęły obiegać artykuły i reportaże mówiące o końcu świata w roku 2012, rozpoczęły się próby zebrania wszystkich ludzi związanych w przeszłości z XIII-tką, aby po raz kolejny spróbować zebrać jak najwięcej informacji przed, jak wielu podejrzewało kolejnym przełomowym wydarzeniem. Nawet bowiem poważni dziennikarze zastanawiali się ile prawdy jest w popularnych przepowiedniach związanych z kalendarzem Majów, którego zakończenie jednego z cykli przypada na 21 grudnia 2012 roku.
W takiej to rzeczywistości żyją Bohaterowie Graczy.=|
Podstawowa koncepcja i pojęcia uniwersum XIII-tki
|=Historia XIII-tki jest historią ludzi, którzy próbowali znaleźć odpowiedzi na pytanie, czym są liczne anomalie, których po roku 2000 zarejestrowano niezliczoną ilość. Przez lata zgromadzili tysiące raportów, relacji, fotografii, nagrań i wyników badań. Im więcej wiedzieli, tym mniej oczywisty stawał się obraz rzeczywistości, który wcześniej uznawali za pewny.
Przez lata działania XIII-tki nie udało się co prawda nigdy stworzyć jednej, spójnej teorii, czy też zbudować wiarygodnego modelu wyjaśniających przyczyną, czy choćby naturę obserwowanych zjawisk. Poczyniono jednak liczne starania, aby chociaż zbudować spójny język do opisywania badanych fenomenów. Nie jest to kompletna teoria rzeczywistości, czy zbiór zasad, ani odpowiedzią na wszystkie pytania. To raczej roboczy model, którym posługują się agenci, próbując uporządkować obserwowane zjawiska.
Należy też pamiętać, że nie wszystko, co znajduje się w archiwach XIII, jest prawdą oraz że nie wszystko, co wydaje się niemożliwe, jest anomalią.Najważniejsze pojęcia, które powinien znać każdy agent, to:
Pęknięcia/Cracks — zjawiska, w których dochodzi do zaburzenia znanej nam rzeczywistości.
Błona/Cortical Veil — granica oddzielająca codzienne ludzkie doświadczenie od tego, co znajduje się poza jego normalnym zakresem.
Anomalie — obserwowalne skutki lub przejawy Pęknięć.
Przechył/Rift — stan, w którym kontakt z anomalną rzeczywistością zaczyna wpływać na percepcję, wiedzę i zdolność odróżniania tego, co możliwe, od tego, co rzeczywiste.
Archiwum — nie tylko zbiór dokumentów, ale podstawowe narzędzie XIII: sposób zachowania dowodów wtedy, gdy pamięć, relacje świadków i ludzkie postrzeganie okazują się zawodne.=|Pęknięcia/Cracks
We don't know what the Cracks are. We only know that they happen.
Pęknięcia to zaburzenie spójności rzeczywistości, którego skutkiem mogą być anomalie dotyczące przestrzeni, czasu, materii, percepcji, pamięci lub związków przyczynowo-skutkowych. Pęknięcia nie zawsze są widoczne i nie zawsze wyglądają jak coś niezwykłego. Czasami ich obecność można rozpoznać dopiero wtedy, gdy zestawi się ze sobą kilka pozornie niezwiązanych faktów i wyłapie niezgodności. Pęknięcie nie jest więc konkretnym rodzajem anomalii. Jest zaburzeniem, które może prowadzić do jej powstania.
Błona/Cortical Veil
Cracks are not invisible. It is humans who are blind to them.
|=Błona, określana w dokumentacji XIII-tki jako Cortical Veil, to hipotetyczna właściwość ludzkiego umysłu odpowiedzialna za filtrowanie anomalnych informacji docierających do świadomości.
W normalnych warunkach człowiek nie widzi Pęknięć ani ich skutków, nawet jeśli fizycznie znajdują się one bezpośrednio przed nim. Umysł automatycznie odrzuca, pomija lub reinterpretuję informacje, które nie pasują do jego podstawowego obrazu rzeczywistości.
Błona nie działa jednak u wszystkich ludzi z jednakową skutecznością. XIII wyróżnia kilka stopni jej przepuszczalności. U większości ludzi jest niemal całkowicie nieprzepuszczalna — anomalne zjawiska są ignorowane, racjonalizowane albo całkowicie usuwane z pamięci. U osób o bardziej przepuszczalnej Błonie mogą pojawiać się częściowe obserwacje, niepełne wspomnienia lub krótkie momenty świadomości istnienia Pęknięcia. W skrajnych przypadkach człowiek może być zdolny do świadomego postrzegania anomalii i jej skutków.
Nie oznacza to jednak, że bardziej przepuszczalna Błona jest lepsza. Zwiększona zdolność postrzegania anomalii może wiązać się z utratą stabilnego obrazu rzeczywistości, zaburzeniami pamięci, dezorientacją i innymi konsekwencjami kontaktu z Pęknięciami.
Właśnie dlatego XIII traktuje przepuszczalność Błony zarówno jako zdolność, jak i potencjalne zagrożenie.
Część badaczy uważa Błonę za mechanizm neurologiczny. Niektóre zespoły XIII twierdzą nawet, że udało im się zidentyfikować jej fizyczne korelaty w mózgu. Inni badacze pozostają sceptyczni i traktują Cortical Veil jako jedynie model opisujący sposób, w jaki ludzki umysł radzi sobie z informacją niemożliwą do pogodzenia z jego obrazem świata.
Żadna z tych teorii nie została ostatecznie potwierdzona.
Jedno pozostaje jednak bezsporne: Pęknięcia nie są niewidzialne. To człowiek jest na nie ślepy.W praktyce XIII-tki możemy wyróżnić kilka orientacyjnych poziomów przepuszczalności Błony:
Błona Integralna - Anomalia zostaje całkowicie odrzucona lub racjonalizowana. Człowiek nie jest świadomy, że cokolwiek niezwykłego się wydarzyło.
Błona Przepuszczalna - Pojawiają się krótkie momenty percepcji, niejasne wspomnienia, poczucie niespójności lub świadomość, że „coś było nie tak”.
Błona Pęknięta - Anomalie mogą być świadomie dostrzegane i rozpoznawane. Obserwator zaczyna jednak doświadczać konsekwencji związanych z nadmierną ekspozycją.
Błona Rozpruta/Brak Błony - Błona przestaje skutecznie filtrować anomalne informacje. Obserwator może postrzegać rzeczywistość w sposób niedostępny dla większości ludzi, ale jednocześnie tracić możliwość bezpiecznego rozróżnienia pomiędzy tym, co anomalne, a tym, co normalne.=|Anomalia
An anomaly is not an explanation. It is an observation.
Obserwowalne zjawisko, obiekt, zdarzenie lub stan pozostający w sprzeczności ze znanymi właściwościami rzeczywistości. Anomalie mogą być skutkiem Pęknięcia, jego pozostałością albo zjawiskiem, którego związku z Pęknięciami nie udało się ustalić.
Rozróżnia się cztery podstawowe kategorii anomalii i jedną dodatkową. Podstawowe to Percepcja, Czas, Materia, Tożsamość. Kategorią dodatkową jest XC, czyli Cross Category do której zalicza się wszystkie przypadki nie pasujące do żadnej z czterech podstawowych.Przechył
Your memory is not evidence.
Przechył oznacza stopień, w jakim percepcja, pamięć i rozumowanie człowieka przestają pozostawać w pełnej zgodności z rzeczywistością wspólną dla innych obserwatorów.
Osłabienie Błony i zwiększenie jej przepuszczalności powoduje, że człowiek zaczyna dostrzegać więcej, ale jednocześnie traci pewność, że to, co dostrzega, należy do tej samej rzeczywistości, którą widzą inni.
Przechył nie jest więc chorobą psychiczną. Nie jest również miarą inteligencji ani odwagi. To stan relacji pomiędzy obserwatorem a rzeczywistością.
Niski Przechył oznacza wysoką zgodność z rzeczywistością wspólną. Wysoki Przechył może oznaczać zdolność dostrzegania zjawisk niewidocznych dla innych, lecz także zaburzenia pamięci, poczucia czasu, przestrzeni i przyczynowości. W skrajnych przypadkach obserwator może nie być już w stanie określić, które elementy jego doświadczenia pochodzą ze świata, a które powstały wskutek samego kontaktu z Pęknięciem lub Anomalią.
Przechył nie wartościuje, ani stwierdza, czy obserwator ma rację. Mówi tylko, jak daleko od wspólnej rzeczywistości znajduje się jego punkt obserwacji.Archiwum XIII
Observe. Record. Archive. Conclusions Will Come Later.
Archiwum XIII to zdecentralizowanym systemem gromadzenia, klasyfikowania i zabezpieczania informacji dotyczących zjawisk anomalnych, określanych w dokumentacji jako Pęknięcia.
Powstało ono jako narzędzie robocze XIII-tki, nieformalnej supergrupy operacyjnej utworzonej w celu dokumentowania przypadków, których nie można było wiarygodnie wyjaśnić przy użyciu istniejących procedur federalnych.
Zbiory Archiwum nigdy nie były gromadzone w jednym miejscem. Jego część stanowią dokumenty papierowe, fotografie, nagrania, próbki, raporty terenowe oraz prywatne notatki agentów i naukowców, rozsiane po różnych agencjach i instytucjach rządowych. Część znajduje się w zamkniętych depozytach i prywatnych zbiorach.
Latem 2005 roku, Elias Mercer, informatyk DIA i były członek XIII-tki, wraz z trzema współpracownikami w oparciu o zamkniętą wojskową sieć tworzy IN-XIII -Intranet Trzynastki. W zamyśle miała to być wewnętrzna sieć komunikacyjna i archiwizacyjna, za pomocą której członkowie XIII wymieniali dane, raporty i obserwacje.
W roku 2007 IN-XIII zaczyna wykazywać anomalie, które zakłócają jego pracę. Z czasem stało się jasne, że Intranet nie zachowuje się jak zwykła sieć komputerowa, ale system wykazując daleko posuniętą autonomiczność. Nie wiadomo, czy to na skutek skutek błędów archiwizacji, celowego działania rządu, czy też samych właściwości przestarzałej infrastruktury. Część agentów głosi tezę o prawdopodobnym Pęknięciu w obrębie sieci.
Dlatego IN-XIII, choć użyteczny i pomocny, należy traktować nie jako źródło prawdy, lecz jako zbiór świadectw i żywą pamięć XIII-tki.Kalendarium (wersja skrócona)
1993 - Peter de Jager publikuje artykuł pt. “Doomsday 2000. “ ostrzegający przed problemem zapisu daty i konsekwencjami Y2K. Z czasem wydarzenie zostanie uznane za symboliczny początek epoki.
1994–1999 - Era Y2K. Świat przygotowuje się na zmianę daty.
2000 - Styczeń - Pierwsze zgłoszenia anomalii, które później zostaną nazwane Pęknięciami. Nigdy nie udaje się ustalić miejsca i czasu “incydentu zero”.
2000 - Marzec- CIA, NSA i DIA przekazują prezydentowi raporty rekomendujące działania na szczeblu federalnym.
2000 - 3 kwietnia - Pierwsze spotkanie szefów najważniejszych amerykańskich agencji.
2000 - 10 kwietnia - Powstaje tajna międzyagencyjna grupa operacyjna, znana później jako XIII-tka.
2000 Lipiec - Anomalia Long Black Road. Na pustyni Tule Desert w Nevadzie pojawia się czarna, przypominająca świeżo wyasfaltowaną drogę struktura długości ponad dwóch mil. Podczas oględzin anomalii ginie pierwszy dowódca XIII, generał Vale.
2000 - Jesień - W dokumentacji jednostki zaczyna funkcjonować termin Pęknięcie. XIII-tka rozpoczyna systematyczne katalogowanie zjawisk.
2004 - Listopad - George W. Bush przegrywa wybory. Prezydentem zostaje Ephraim Tyler.
2004/2005 - Tyler zamyka oficjalny program XIII. Tajne zespoły zostają rozwiązane, a ludzie wracają do macierzystych struktur.
2005 - Powstają niezależne, nieformalne komórki byłych członków XIII — Piątki. Rozpoczyna się okres głębokiej konspiracji, rozproszenia wiedzy i narastającej paranoi. Powstaje IN-XIII
2005 - Grudzień - w wypadku samochodowym ginie Elias Mercer oraz trzech współpracowników. Wszyscy czterej współtworzyli IN-XIII.
22 Sierpień 2006 - w wypadku lotniczym ginie prezydent Ephraim Tyler. Dramatyczne, przedwczesne odejście prezydenta wywołuje szok społeczny i polityczny. Specjalną uchwała kongresu na tymczasowego prezydenta zostaje powołany George W. Bush.
2006–2007 - Rozwój niezależnych badań nad Pęknięciami i Błoną. Powstają konkurencyjne interpretacje naukowe i mistyczne.
10 Wrzesień 2008 - uruchomienie LHC. W kolejnych miesiącach byli członkowie XIII-tki zaczynają częściej raportować anomalie.
Koniec 2008 / początek 2009 - Pojawiają się pierwsze oznaki rozpadu struktur XIII: zaginięcia, śmierci, utrata pamięci, sprzeczne dokumenty i problemy z IN-XIII.
2009 Maj - wśród agentów XIII-tki zaczyna krążyć dokument znany jako Raport Doktora Nai lub Alert Ridan oraz Analiza Nadir. Wielostronicowe naukowe opracowanie będące nie tylko opisuje hipotezę dotyczącą wydarzenia z 10 września 2008 w LHC, ale też jest pierwszą próbą stworzenia generalnej teorii Pęknięć. W dokumencie po raz pierwszy padają określenia The Fracture, Incydent 09/10, Hora Vacui, czy Zero-Space-Event. Dokument nie jest spójny i krąży w licznych różniących się między sobą kopiach.
2010 - w bazie IN-XIII pojawia się wpis “We are still checking…” - podpisane E.Mercer. Od tej pory wielu agentów XIII-tki otrzymuje zakodowane i często bardzo chaotyczne wiadomości, podpisane w ten sposób. Sama sieć In-XIII zaczyna wykazywać liczne błędy i anomalie.
2011 - zorganizowana reaktywacja XIII-tki. Podejmowane są próby odtworzenia dawnych Piątek i odzyskania fragmentów Archive. Coraz więcej osób zaczyna interesować się i obawiać daty 21 grudnia 2012 - rośnie panika związana z “nowym Y2K” i możliwym końcem świata. Większość agentów XIII-tki spodziewa się kolejnego wielkiego Pęknięcia.YOU WERE XIII
|=Jednym z założeń sesji jest fakt, że BG nie są nowicjuszami. Postacie w które się wcielicie, to byli członkiem programu XIII. Wasza postać zna procedury, ludzi i podstawowe zasady działania. Brała udział w operacjach terenowych i miała bezpośredni kontakt z przypadkami, których nie dało się wyjaśnić w ramach oficjalnych procedur.
Dlatego tworząc postać, nie musicie odgrywać kogoś, kto dopiero odkrywa, że Pęknięcia istnieją. Wasza postać już o nich wie. Wie również, że rzeczywistość nie zawsze zachowuje się tak, jak powinna.
Kwestią otwartą pozostaje staż w XIII-tce oraz poziom ekspozycji na Pęknięcia i Anomalie.
Wraz z początkiem sesji, rozpoczyna się nowy rozdział w historii XIII-tki. Podjęta zostaje próba zorganizowanej reaktywacji i przede wszystkim przygotowanie się na ewentualne spodziewane Pęknięcie mające nastąpić z końcem roku 2012.To czy wasza postać wciąż była aktywna w tajnych strukturach XIII-tki, czy miała dłuższą przerwę od działań jednostki, pozostawiam oczywiście wam.
Dla dobra sesji zakładamy też, że wasze postacie jako tako się kojarzą i znają. Nie wymaga wieloletniej i dozgonnej przyjaźni, ale ten minimalny poziom zażyłości, zaufania i znajomości jest wymagany.Wasza postać ma doświadczenie, ma własne wspomnienia, wcześniejsze sprawy, relacje, błędy i decyzje. Ma również określony Przechył - czyli własną historię kontaktu z tym, co określane jest jako Pęknięcie.
Dlatego podczas tworzenia postaci ważne będzie aby odpowiedzieć na kilka pytań. Nawet proste odpowiedzi powiedzą nam więcej na temat postaci niż wielostronicowe biografie i to te odpowiedzi będą podstawą na której zbudowana będzie historia waszego bohatera.=|Team, czyli piątka
Choć domyślnie XIII-tka działa w zespołach pięcioosobowych, to sesja wystartuje nawet jeśli zbiorę tylko dwóch chętnych graczy. Od razu mówię, że bez wyraźnej sugestii ze strony graczy, nie będę podtykał im NPC-ów mających wypełnić brakujące miejsca. Po prostu przy mniejszej liczbie graczy, dostosuje do nich poziom trudności i skomplikowania fabuły.
Tworzenie agenta XIII-tki
|=Tworzenie postaci agenta XIII-tki, rozpoczynamy od odpowiedzi na pytanie z jakiej służby się wywodzi oraz co jest jego specjalnością.
Możliwe ścieżki pochodzenia postaci.
A. WYWIAD - CIA / FBI / NSA / DIA / Secret Service / inne agencje federalne
Postać pochodzi ze środowiska służb wywiadowczych, kontrwywiadowczych lub federalnych. Przed trafieniem do XIII pracowała z informacją, ludźmi i operacjami, w których prawda nigdy nie była oczywista.
Doświadczenie
obserwacja i inwigilacja, infiltracja i rozpoznanie, praca pod przykrywką, przesłuchania i rozmowy operacyjne, analiza danych i informacji wywiadowczych, identyfikowanie wzorców i powiązań, operacje terenowe, prowadzenie źródeł i kontaktów, zabezpieczanie informacji, współpraca międzyagencyjna, ocena wiarygodności informacji, podstawy pracy śledczej.
Zbiór umiejętności
Obserwacja, Analiza, Śledztwo, Perswazja, Przesłuchanie, Infiltracja, Kamuflaż, Rozpoznanie, Procedury federalne, Kryptografia, Kontakty operacyjne
Perspektywa na Pęknięcie
Postać doskonale rozumie, jak działa system, ale początkowo zakłada, że Pęknięcie jest kolejnym problemem, który można rozpoznać, sklasyfikować i kontrolować. Jej problemem nie jest brak kompetencji. Problemem jest założenie, że rzeczywistość podlega procedurom.B. WOJSKO - Armia / Marines / Navy / Air Force / Coast Guard / jednostki specjalne
Postać ma doświadczenie w działaniu w środowisku, w którym decyzje podejmuje się szybko, hierarchia ma znaczenie, a błędy mogą kosztować życie.
Możliwe specjalizacje
Piechota, jednostki specjalne, pilot, saper/EOD, medyk bojowy, operator dronów, logistyk, wywiad wojskowy, łączność, technik, zwiadowca, kierowca/operator pojazdów.
Doświadczenie
Działania w terenie, rozpoznanie, zabezpieczanie obszaru, taktyka małych zespołów, broń i wyposażenie, przetrwanie, pierwsza pomoc, ewakuacja, działania w warunkach wysokiego stresu, wykonywanie rozkazów i procedur, ocena zagrożenia, praca zespołowa.i.
Zbiór umiejętności
Taktyka,Walka, Strzelanie, Rozpoznanie, Nawigacja, Przetrwanie, Medycyna polowa, Materiały wybuchowe, Technika, Logistyka, Łączność, Dowodzenie, Dyscyplina, Działanie pod presją
Perspektywa na Pęknięcie
Dla żołnierza Pęknięcie jest początkowo anomalią taktyczną. Trzeba je rozpoznać. Zabezpieczyć. Odizolować. Ewakuować ludzi. Dopiero później okazuje się, że nie wszystko można ostrzelać, zabezpieczyć albo zamknąć. Nie każda sytuacja jest konfliktem, który można wygrać siłą.C. NAUKA - Uniwersytety / laboratoria / instytuty / projekty rządowe / prywatne badania
To jedna z najbardziej elastycznych ścieżek. Postać niekoniecznie musi być „geniuszem”. Ważniejsze jest, że została wyszkolona do obserwowania, formułowania hipotez i szukania wyjaśnień.
Możliwe specjalizacje
Fizyka, matematyka, neurologia,biologia, chemia, geologia, astronomia, informatyka, lingwistyka, antropologia, psychologia, teoria informacji, archiwistyka, statystyka, kognitywistyka.
Doświadczenie
Projektowanie eksperymentów, analiza danych, dokumentacja naukowa, badania terenowe, praca laboratoryjna, analiza statystyczna, modelowanie, interpretacja wyników, praca z aparaturą, publikacje i dokumentacja, metodologia badań, współpraca interdyscyplinarna.
Zbiór umiejętności
Analiza,Logika, Matematyka, Eksperyment, Dokumentacja, Badania, Technologia, Statystyka · Modelowanie, Obserwacja, Specjalistyczna wiedza, Formułowanie hipotez
Perspektywa na Pęknięcie
Naukowiec chce przede wszystkim zrozumieć. Pęknięcie jest problemem badawczym. Może być błędem pomiarowym. Może być nieznanym zjawiskiem fizycznym. Może być czymś, czego obecna wiedza jeszcze nie potrafi opisać.D. MEDYCYNA
Lekarze i badacze zajmujący się człowiekiem wystawionym na kontakt z Pęknięciami Ta ścieżka jest szczególnie istotna, ponieważ pozwala połączyć Pęknięcie z jego wpływem na ludzką percepcję. Postać może pochodzić z medycyny klinicznej albo z programu badawczego zajmującego się Błoną / Cortical Veil.
Możliwe specjalizacje
Neurolog, neurochirurg, psychiatra, psycholog, neuropsycholog, specjalista percepcji, badacz snu,neurobiolog, lekarz wojskowy.
Doświadczenie
Diagnozowanie zaburzeń percepcji, obserwacja pacjentów, badanie pamięci, badanie świadomości, neurologia kliniczna, psychologia, interpretacja zachowań, dokumentacja medyczna, badania mózgu, analiza zmian poznawczych, praca z osobami po ekspozycji na Pęknięcia.
Zbiór umiejętności
Diagnoza, Medycyna, Neurologia, Psychologia, Percepcja, Pamięć, Rozmowa, Obserwacja zachowania, Analiza objawów, Pierwsza pomoc, Badania laboratoryjne, Dokumentacja
Perspektywa na Pęknięcie
Ta postać jako jedna z pierwszych może zrozumieć, że problem nie zawsze znajduje się w świecie. Czasami zmiana zachodzi w obserwatorze. I pojawia się fundamentalne pytanie:
Czy człowiek zaczyna widzieć Pęknięcia, czy Pęknięcia zaczynają zmieniać sposób, w jaki człowiek widzi?E. PARAPSYCHOLOGIA/OKULTYZM - Paraokultystyczna komórka badawcza
To ścieżka dla postaci, która zetknęła się z Pęknięciami przed XIII-tką, choć używała zupełnie innego języka. Nie musi wierzyć w duchy, demony czy magię. Może być badaczem, który przez lata dokumentował zjawiska określane przez innych jako paranormalne.
Możliwe obszary badawcze
Rytuały, sekty, doświadczenia mistyczne, symbole, trans, folklor, religioznawstwo, ezoteryka, dawne relacje o anomaliach, miejsca kultu, rękopisy i teksty źródłowe.
Doświadczenie
Badania terenowe, analiza źródeł historycznych, praca z tekstami i symbolami, wywiady ze świadkami, obserwacja rytuałów, dokumentowanie zjawisk paranormalnych, rozpoznawanie symboliki, znajomość grup zamkniętych i sekt, praca z artefaktami i materiałami historycznymi.
Zbiór umiejętności
Historia, Antropologia, Symbolika, Lingwistyka, Badania terenowe, Wywiad, Analiza źródeł, Folklor, Religioznawstwo, Dokumentacja, Rozpoznawanie rytuałów, Praca ze świadkami
Perspektywa na Pęknięcie
Ta postać może być przekonana, że wie, czym są Pęknięcia. Może się mylić, ale może również posiadać wiedzę, której naukowcy i agenci XIII nie mają. Jej największą wartością jest możliwość rozpoznania wzorów, które pojawiały się na długo przed powstaniem współczesnego Archiwum XIII-tki.F. CYWIL - Osoba bez formalnego związku ze służbami
Ta ścieżka dla osób, które mają chroniczną awersję do wszelkiego rodzaju struktur, służb i organizacji. Większość cywilów zrekrutowanych przez XIII-tkę, to osoby które miały bezpośredni kontakt z Pęknięcie. Są to naoczni świadkowie, których perspektywa patrzenia na świat pozbawiona jest naukowych i technicznych okularów, a autentyczność ich przeżyć i odczuć jest wartością samą w sobie.
Możliwe zawody
Fotograf, dziennikarz, informatyk, lekarz, architekt, historyk, taksówkarz, właściciel baru, technik, pracownik administracji, bezdomny, lokalny aktywista, detektyw, artysta.
Ta lista oczywiście nie jest zamknięta. Stanowi jedynie listę propozycji.
Doświadczenie
Zależy od zawodu, ale postać powinna posiadać jedną wyraźną kompetencję, dzięki której zwróciła uwagę XIII. Może to być: doskonała pamięć miejsca, fotografia, analiza informacji, znajomość lokalnej społeczności, informatyka, medycyna, historia, obserwacja, znajomość infrastruktury, kontakty, umiejętność zdobywania informacji, orientacja w terenie, wiedza specjalistyczna.
Zbiór umiejętności
Zależny od zawodu, Wiedza specjalistyczna, Obserwacja, Kontakty, Komunikacja , Dokumentacja, Improwizacja, Rozwiązywanie problemów
Perspektywa na Pęknięcie
Cywil nie posiada przygotowania XIII-tki i właśnie dlatego może zauważyć coś, czego wyszkolony agent nie widzi. Nie wie, że powinien zignorować dziwny szczegół. Nie zna właściwej procedury. Nie wie, że dana rzecz „nie powinna istnieć”. Po prostu ją zauważa. I właśnie dlatego XIII-tka zaczyna się nim interesować.=|GENERACJE AGENTÓW XIII
|=Nie wszyscy agenci XIII trafili do organizacji w tym samym czasie. Program zmieniał się wraz z biegiem lat, a wraz z nim zmieniali się ludzie, którzy go tworzyli. Inaczej wyglądała XIII-tka w okresie federalnym, inaczej po jego rozwiązaniu, a jeszcze inaczej po wydarzeniach z 2008 roku.
Dlatego przy tworzeniu postaci wybieracie Generację z której pochodzi wasza postać.
Generacja nie określa poziomu postaci ani jej kompetencji. Nie jest rangą, klasą ani miarą doświadczenia. Określa tylko i aż moment, w którym twoja postać została związana z XIII-tką, oraz środowisko, w którym zdobywała swoje doświadczenie.Mamy obecnie cztery naturalne generacje XIII.
1. PIERWSZA XIII - Program federalny - lata 2000–2004
Twoja postać jest związana z pierwotnym, oficjalnym programem. To okres, w którym organizacja funkcjonowała jeszcze wewnątrz struktur państwowych. Agenci byli rekrutowani praktycznie tylko spośród ludzi pracujących dla FBI, CIA, NSA, DIA, wojska, służb medycznych i instytucji badawczych.
To najstarsza generacja i przez to postać wie najwięcej o początkach jednostki. Pamięta ludzi, którzy tworzyli pierwszą XIII. Pamięta pierwsze przypadki, pierwsze procedury i pierwsze próby zrozumienia Pęknięć.
Postać pamięta początki zmagania się anomaliami. Jej wiedza jest cenna, ale może być przesiąknięta licznymi błędnymi interpretacjami, które wtedy powstawały, jak grzyby po deszczy.
Dla kogo?
To generacja dla graczy, którzy chcą grać postacią posiadającą najstarsze doświadczenie, pamiętającą początki programu i mającą osobiste związki z jego pierwszymi sprawami.2. Piątki - XIII-tka poza systemem - lata 2004-2008
Program federalny został zamknięty, ale problem który badała XIII-tka, nie zniknął.Twoja postać została wciągnięta do struktur przez kogoś kto pracował w XIII-tce w jej federalnym okresie. Wraz z nią i małymi, niezależnymi grupami ludzi, tworzyłeś je nielegalną siatkę wywiadowczą, która powstała na fundamentach zamkniętego programu federalnego. Mogłeś zostać wciągnięty do struktur przez swojego przełożonego, który działał w XIII-tce, kolegę z jednostki, naukowca albo niezależną grupę ekspertów prowadzącą własne dochodzenie. Agenci z tego okresu byli też dużo częściej rekrutowani spośród osób spoza szeroko rozumianego kręgu wywiadu i wojska. W tym okresie szeregi XIII-tki dużo częściej zasilali naukowcy, niezależni badacze, czy zwykli cywile.
Piątki miały także zupełnie inny system pracy inaczej niż w czasach oficjalnego działania programu. Było mniej procedur, a więcej improwizacji. Piątki działały w oparciu o własną bazę kontaktów, własne źródła i własne archiwa, tylko sporadycznie korzystając z federalnych zasobów.
Piątki charakteryzują się też I przede wszystkim, coraz mniejszym zaufaniem struktur rządowych.
Dla kogo?
Ta generacja jest dla graczy, którzy chcą postaci z klimatem konspiracji, niezależnego śledztwa i działania poza oficjalnymi strukturami.3. Rozbitkowi - okres po wydarzeniach 10/09/2008
Twoja postać trafiłeś do XII-tki po wydarzeniach z 2008 roku. To już nie była ta XIII-tka, o której pisano w raportach. To był najtrudniejszy i najbardziej chaotyczny okres działania jednostki. XIII-tka praktycznie nie miała w tym okresie żadnych procedur, zaplecza, ani nawet ludzi przekonanych, że wiedzą, czego szukają.
Starzy agenci albo odchodzi z jednostki, albo ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Niektóre zespoły przestawały odpowiadać i nawet trudno było powiedzieć co się z nimi stało. Także coraz więcej ludzi zaczynało kwestionować sens dalszej pracy. Wraz z upływem czasu coraz częściej pojawiało się pytanie: A jeśli żadnych Pęknięć nigdy nie było?
Może pierwsza XIII popełniła błąd. Może setki raportów opisują tylko pewien rodzaj zbiorowej paranoi, iluzji. Może wszystkie wydarzenia, które badano w ogóle zostały źle zinterpretowane.
Może ktoś przez lata budował ogromną teorię na podstawie kilku niewyjaśnionych przypadków.
Właśnie w takim okresie twoja postać została zwerbowana do XIII-tki. Przejąć sprawę po tych, którzy odeszli, zginęli albo przestali wierzyć. Nie było żadnych odpowiedzi, ani wytycznych, jak dzialać i czym się dokładnie zajmować. Wraz z kilkoma osobami zajmowałaś się obserwacją i dokumentowaniem kolejnych dziwnych wydarzeń, które jak wierzyli starsi agenci były częścią większego procesu. Wspólnie próbowaliście poskładać te chaotyczne puzzle w jakąś sensowną całość.
Agenci z tego okresu to często osoby mające najwięcej wątpliwości, co do natury Pęknięć. Choć często sami doświadczyli działania anomalii, to nie mają pewności, co do natury tych zjawisk. Mają głęboką, osobistą potrzebę utwierdzenia się w tym, że to wszystko nie jest tylko zbiorowym złudzeniem. Nie każdy Rozbitek wierzy w Pęknięcia. Nie każdy jest pewien, że jego własne doświadczenia wydarzyły się dokładnie tak, jak je pamięta. Nie każdy uważa, że XIII-tka miała rację. Ale każdy był wystarczająco blisko anomalii, żeby móc po prostu uznać całą historię za bzdurę.
Dla kogo?
Dla graczy, którzy chcą grać postacią najbardziej najbardziej wątpiącą, najbardziej niepewną własnych doświadczeń. Ta generacja ma za sobą w najtrudniejszych warunkach, kiedy chaos, brak pewności czegokolwiek kształtował ludzką percepcję i procedury.4. Neofici - Nowa XIII-tka - lata 2010-2012
W roku 2010 pojawiają się pierwsze ruchy dążące do odtworzenia struktur XIII-tki. Postacie z tej generacji Nie pamiętają początków jednostki, nie poznały ludzi, którzy tworzyli zręby programu i nie doświadczyły wydarzeń z roku 2008.
Neofici to agenci zwerbowani na fali nowej nadziei i nowych obaw. Być może zwerbowali ją ludzie z jednej z Piątek. Być może wciągnął ją w struktury agent pamiętający okres federalny XIII-tki. A może postać sama zaczęła badać anomalię i dopiero wtedy trafiła na trop XIII-tki i sama szukała kontaktu z jej agentami.
Agenci z tego okresu mają znacznie uboższą wiedzę o organizacji, ale mają jedną znaczącą przewagę. Nie są w żaden sposób obciążeni jej przeszłością, błędnymi teoriami, strachem i obawami. Są pełni energii, zapału do pracy i wiary w to, że wspólnymi siłami uda się podnieść jednostkę z gruzów i zacząć wyjaśniać fenomen Pęknięć.
Dla kogo?
Dla graczy, którzy chcą wejść w świat XIII-tki razem ze swoją postacią i stopniowo odkrywać jego historię.=|Odprawa agenta XIII-tki
Pytanie 1 - Jak i kiedy wstąpiłeś do XIII-tki? (wybierz generację)
Pytanie 2 - Kim byłeś w XIII?
Pytanie 3 - Jaka była twoja specjalizacja?
Pytanie 4 - Co robiłeś po 2004?
Pytanie 5 - Jakie Pęknięcie widziałeś i co z nich zapamiętałeś?
Pytanie 6 - Co wydarzyło się podczas twojej ostatniej operacji?
Pytanie 7 - Dlaczego odszedłeś lub dlaczego zostałeś w XIII-tce?
Pytanie 8 - Dlaczego decydujesz się wrócić w struktury XIII-tki?
Pytanie 9 - Czego nie chcesz, żeby XIII odkryło na twój temat?Nie piszcie pełnej historii swojej postaci. Nie musisz opisywać dzieciństwa, szkoły ani całego życia przed przystąpieniem do XIII-tki. Odpowiedzcie tylko na te dziewięć pytań. To one staną się podstawą historii postaci, jej relacji z XIII, wcześniejszych operacji, Przechyłu oraz tego, co wydarzy się po jej powrocie. A reszta… resztę warto mieć w głowie i budować sobie postać krok po kroku w czasie sesji.
O mechanice słów kilka
Z racji, że to pbf, autorskiego settingu i moich osobistych preferencji, to mechanika choć będzie w sesji obecna, to jest maksymalnie uproszczona i pełni rolę wspomagającą względem narracji. Wszystkie statystki, punkty, czy rzuty kośćmi mają jedynie pomóc określić ramy w jakich porusza się postać w świecie gry i wprowadzić niewielki element losowości do gry.
Cała mechanika zamyka się w prostej formule.
|-1D10 + Cechа vs Poziom Trudności-|Dodatkowe zasady to
Wynik “1” to porażka z konsekwencjami.
Wynik “10” to wyjątkowy sukces. Postaci udało się osiągnąć więcej niż zakładała lub zamierzała.
Specjalizacja pozwala na rzut 2d10 i wybór opcji bardziej korzystnej.Poziomy trudności
Łatwy - 5
Wymagający - 7
Trudny -9
Bardzo Trudny - 11
Ekstremalny - 13Cechy
Czyli naturalne i wypracowane kompetencje człowieka. Jest ich 5 i są to:
Ciało, Zręczność, Umysł, Percepcja, Wpływ
Mają one skalę od 1 do 5. Na cechy macie do rozdzielenia 15 punktów.Wiedza
Czyli znajomość tematu, doświadczenie i dostęp do informacji Tutaj mamy cztery kategorie.
Pęknięcie, Jednostka XIII, Archiwum, IN-XIII.
Tutaj także skala jest 1-5. Do rozdania jest 3 punktów, przy czym wybór ścieżki Pochodzenia determinuje początkowe wartości. Wygląda to następująco:Wywiad
Pęknięcie - 1, Jednostka XIII - 1, Archiwum - 0, IN-XIII - 1
Wojsko
Pęknięcie - 1, Jednostka XIII - 2, Archiwum - 0, IN-XIII - 0
Nauka
Pęknięcie - 3, Jednostka XIII - 0, Archiwum - 0, IN-XIII - 0
Medycyna
Pęknięcie - 2, Jednostka XIII - 0, Archiwum - 1, IN-XIII - 0
Parapsychologia
Pęknięcie - 2, Jednostka XIII - 0, Archiwum - 0, IN-XIII - 1
Cywil
Pęknięcie - 1, Jednostka XIII - 0, Archiwum - 2, IN-XIII - 0
Błona
Czyli stopień przepuszczalności percepcji i świadomości anomalii
Tutaj skala też jest 1-5. Przy wartość “5” to Błona Integralna, a “1” to Błona Rozerwana. Wartość tej cechy jest konsekwencją odpowiedzi na pytania z Odprawy. Ogólna zasada jest taka - postać nigdy nie widziała Pęknięcia → 5, kontakt był bezpośredni / wielokrotny / ekstremalny → 1.
Błona jest zatem historią postaci zapisaną jako liczba. Wartość tej cechy ma duże konsekwencje fabularne, więc ustalimy to wspólnie z graczem w toku dyskusji, jak widzi swoją postać i jak chce ją odgrywać.Przechył
|=Czyli jak kontakt z Pęknięciem wpłynął na psychikę i percepcję postaci. Tutaj sytuacja wygląda podobnie, jak w przypadku Błony. Wartość tej cechy wynika bezpośrednio z udzielony odpowiedzi w trakcie Odprawy. Ogólna zasada w tym przypadku wygląda następująco - kontakt z Pęknięciem wywołał minimalny efekt na postać → 5, kontakt z Pęknięciem radykalnie zmienił postrzeganie rzeczywistości → 1.
Wartość tej cechy ma także duże konsekwencje fabularne, więc ustalimy to wspólnie.Co ważne Błona i Przechył tworzą razem parę, która bardzo dużo mówi postaci, jej psychice, świadomości i postrzeganiu rzeczywistości. Nie są to suche liczby, ale wskazówka jak odgrywać postać i jak ona reaguje na otaczający ją i zmieniający się świat.
Można bowiem mieć niską Błonę / wysoki Przechył i mamy wtedy do czynienia z człowiek, który widzi Pęknięcia, ale pozostaje stabilny psychicznie. Potrafi racjonalnie i chłodno oceniać fakty i wyciągać wnioski.
Albo też mieć wysoką Błonę / niski Przechył i wtedy jest to człowiek, który prawie nigdy niczego nie widzi, ale jego psychika została mocno zmieniona przez kontakt z Pęknięciem i przyprawiła go o obsesję, traumę, ale też niezwykła wrażliwość na wszelkie, nawet najdrobniejsze anomalie.=|Defekty
Czyli trwałe konsekwencje wynikające z ekspozycji na Pęknięcia i wzrost Przechyłu. Zalicza się do nich różne problemy natury psychicznej i zaburzenia zachowania. Nie ma tutaj sztywnej mechaniki mówiącej o tym, kiedy i jak pojawia się dana przypadłość. Ogólna zasad jest tylko taka, że im większy Przechył tym ilość i siłą zaburzeń jest większa.
Defekty nie są jednak tylko czymś co będzie zaburzało dobrostan psychiczny postaci. Czasami bowiem zdarza się, że percepcja postać z wysokim Przechyłem i pewnymi zaburzeniami psychicznymi, zmienia się tak bardzo, że można wręcz mówić o dodatkowych zmysłach, czy umiejętnościach.
Temat jest jednak na tyle indywidualny i szeroki, że nie będę go tutaj teraz rozwijał. Wspominam tylko o tym dla porządku.Technikalia
Gracze - czyli kogo szukam
Szukam przede wszystkim graczy kreatywny, o otwartych umysłach i chętnych do dialogu, czy to na poziomie postaci, świata, czy ogólnych koncepcji, no i rzecz jasna obowiązkowych i słownych. NIe oszukujmy się, to niezbędne, aby móc jakoś sensownie opowiedzieć historię w pbf-ie
Jak wspomniałem wyżej niezbędne minimum, aby sesja wystartowała to dwie osoby. Maksymalnie pięć. Zależnie od ilości zgłoszeń fabuła może ulec drobnym zmianom, które lepiej dostosują zawiłość intrygi i poziom trudności.Częstotliwość i formuła gry
Jeden post na tydzień w większości przypadków. Czasami, jeśli sytuacja w grze będzie dynamiczna, to może się zdarzyć, że poproszę o szybki post i deklarację, aby zachować i oddać tempo wydarzeń w rozgrywce.
Stawiam głównie na autorskie posty na forum (co niekoniecznie oznacza mus pisania wielostronicowych kobył) i ewentualne szybkie dialogi z NPC-ami, do czego posłuży nam albo doc, albo jakiś discord. Nie przewiduje długich, wieloosobowych rozmów fabularnych.
Jestem oczywiście otwarty na różne sugestie i preferencje. Więc różne detale są do dogadania i wypracowania w czasie gry.
Najważniejsze dla mnie jest stałe, równe tempo gry, aby utrzymać szansę dociągnięcia historii do końca.Historia
Fabuła, którą mam do zaprezentowania w tym wypadku jest stosunkowo prosta i ma służyć, jako trzon sesji wokół którego (jeśli będzie taka chęć wśród graczy) zaprezentuje wykreowany świat i zbuduję jego klimat. Ci którzy ze mną grali wiedzą, że jestem wyznawcą absolutnej wolności w rpgach i nigdy i w niczym nie hamuje graczy. Nie ma więc żadnych przeciwwskazań aby gracze podeszli do tematu zaprezentowanego śledztwa i historii w absolutnie nieszablonowy sposób i zamiast iść najbardziej oczywistą ścieżką, spróbować rozwiązać zagadkę w zupełnie inny sposób.
Historia ma otwarte zakończenie, które umożliwia ewentualna kontynuację.Długość sesji
Trudno co prawda dokładnie ustalić ile zajmie gra, ale przy dobrym tempie to myślę, że może uda się ją zamknąć w 3-4 miesiące. To jednak zależy od zbyt wielu czynników, aby dawać tu jakiekolwiek gwarancje.
Termin zakończenia rekrutacji
Wstępnie powiem, że 20 wrzesień.
Wstępnie, bo to zależy od poziomu zainteresowania, ilości zgłoszeń i chwili, kiedy otrzymam niezbędną do rozpoczęcia gry ilość gotowych KP.
Najpóźniej jednak chciałbym z sesją wystartować 21 września.Także tyle ode mnie
Kłaniam się nisko i czekam na pytania, krytykę, pochwałki i co oczywiście zgłoszenia.
MorphP.S. Mimo ściany tekstu i tak pewnie o czymś zapomniałem, więc jakby co to będę uzupełniał na bieżąco.
Podsumowanie
- System: XIII-tak, autoski
- Ilość graczy: 2-5
- Kryteria przyjęcia graczy: karta postaci
- Platforma: forum
- Częstotliwość odpisów: 1 post/tydzień
- Dokumenty Google: tak
- Użycie AI: grafika tak, a tekst... jak kogoś bawi gra poprzez generowane posty, to śmiało
- Przewidywana długość sesji: 3-4 m-ca
- Termin zakończenia rekrutacji: 21 wrzesień br.
@ArchiwumX napisał: Ja tylko w kwestii formalnej: W stanach po śmierci Prezydenta zaprzysięża się Viceprezydenta. Doskonale o tym wiem. Mimo to dzięki za czujność @ArchiwumX. Wyjaśniając i troszkę zdradzając też kulisy, sprawa wygląda następująco. Przegrane przez Busha wybory są jednym z Pęknięć i to dużym, bo radykalnie zmieniającym historię świata. Nietypowa droga powrotu Busha do władzy, to swego rodzaju patch rzeczywistości, która niczym wygięty elastyczny pręt powraca do swojego pierwotnego kształtu. W uniwersum XIII-tki zostało to załatwione specjalną uchwała Kongresu i usprawiedliwione koniecznością zgody narodowej. Z racji, że zdecydowana większość ludzi ma Nieprzepuszczalną Błonę, to nikt specjalnie nie drąży tematu. Tylko niektórzy mają jakieś bóle fantomowe i prezydenturę Tylera traktują, jako swego rodzaju sen. Są też tacy, co są przekonani, że doskonale pamiętają, że Bush został wybrany na drugą kadencją. Dla agentów XIII-tki to temat ciągłych dyskusji, które podkręca fakt, że jedną z pierwszych decyzji Tylera była likwidacja programy XIII-tki. -
-
CYBERPUNK 2077
SYRENI ŚPIEW NEONÓW

Night City, czerwiec 2077
Konwój nadjechał od południa, międzystanową I-19 od strony przejścia granicznego San Bernardino. Składały się nań dwa ciężkie ciągniki siodłowe Kenwortha w popielatym kolorze, eskortowane przez cztery wozy opancerzone tej samej barwy. Skierowane przez strażników granicznych SoCalu na specjalny pas inspekcyjny, ruszyły w dalszą drogę zaraz po tym jak pierwszy wóz eskorty połączył się zdalnie z terminalem dowódcy zmiany posterunku wysyłając mu kody autoryzacyjne, o których człowiek ten co prawda kiedyś słyszał, ale które dopiero tego dnia ujrzał na własne oczy na wyświetlaczu swojego cybernetycznego implantu.
Autoryzacja tak wysokiego stopnia nie pozostawiała funkcjonariuszowi SoCalu zbyt wiele pola do manewru. Zwięzłe rozkazy kapitana dały temu wyraz pół minuty później. Nie zerwano żadnej plomby na przyczepach Kenworthów, nie uruchomiono stacjonarnych skanerów rentgenowskich ani detektorów chemicznych straży granicznej, a strzegące bramek automatyczne wieżyczki zostały natychmiast zdezaktywowane.
Żaden z widocznych w kabinach ludzi nie wysiadł ze swojego pojazdu, żaden nawet nie opuścił szyby. Wszyscy patrzyli przed siebie, na ledwie dostrzegalne studnie świetlne unoszące się ponad niewidocznym jeszcze miastem. Wyglądali niczym bliźniacy różniący się jedynie drobnymi szczegółami aparycji, krótko ostrzyżeni, noszący czarne ubrania i okulary przeciwsłoneczne. Podniesione wcześniej słupki zaporowe wsunęły się z powrotem w nawierzchnię jezdni i sześć pojazdów ruszyło przez bramki przejścia mijając długie rzędy innych wozów kontrolowanych z niezwykłą skrupulatnością przez uzbrojonych po zęby pograniczników SoCalu.
Załogi zaparkowanych po przeciwnej stronie muru patrolówek Militechu odprowadziły konwój spojrzeniami zrodzonymi po części ze znudzenia, po części z zawodowej ciekawości. Kilku korporacyjnych żołnierzy sięgnęło po cyfrowe lornetki, inni zaczęli filmować przejeżdżające obok parkingu wozy kamerami cyberoczu. Niektórzy z nich wykonali w ciągu następnych paru minut dyskretne połączenia telefoniczne informując o obecności konwoju nie tylko swoich przełożonych w siedzibie Militechu w NC.
Jednym z rozmówców był właściciel stacji benzynowej na wysokości podmiejskich farm Biotechniki, w rzeczywistości dobrze zakamuflowany informator Raffen Shiv. Wystarczyło kilka słów. Najbliższa czujka nomadycznego gangu przechwyciła konwój piętnaście kilometrów dalej próbując zidentyfikować jego ładunek za pomocą specjalistycznych dronów. Nomadzi rzadko kiedy porywali się na silnie uzbrojone konwoje, ale zwyczajna ciekawość nie pozwalała przejść im obok tajemniczego transportu obojętnie.
Tego dnia ciekawość ta miała pozostać niezaspokojona.
Żaden z czterech dronów nie zdołał się zbliżyć do śledzonych pojazdów na mniej niż sześćset metrów. Na dachach nieoznakowanych pancerek znajdowały się obsługiwane przez SI wieżyczki działek elektromagnetycznych, współpracujące ze zintegrowanymi miniaturowymi radarami obserwacji okrężnej. System ochronny konwoju wyemitował jedno cyfrowe ostrzeżenie. Jadący sąsiednimi pasami kierowcy - personel farm Biotechniki, turyści zmierzający do legendarnej metropolii na weekendowy wypad, nieliczni mieszkańcy wyludnionych miasteczek na Badlandsach dorabiający w Night City - stali się świadomi tego ostrzeżenia, jeśli włączyli wcześniej w swoich oczach aplikację Nadświatu i aktywowali podgląd na Lśnienie.
Na wyświetlaczach ich implantów pojawiła się czerwona poświata ostrzegawczych napisów pulsująca złowieszczo wokół pojazdów konwoju, dostrzegalna jedynie w świecie cyfrowym za pomocą kompatybilnych z Lśnieniem urządzeń.
Wieżyczki dwóch pierwszych wozów eskorty obróciły się błyskawicznie w kierunku nadlatujących bezzałogowców, wystrzeliły po dwie krótkie serie wielkokalibrowych pocisków. Spośród czterech strąconych w ciągu półtorej sekundy dronów tylko jeden zdążył zrobić czytelne zdjęcie niewielkiego logo umieszczonego na kabinie pierwszego Kenwortha, ciągu czarnych liter wpisanych w czarny okrąg.
Pentex United.
Zestrzelenie bezzałogowców wywołało panikę wśród innych użytkowników autostrady, próbujących za wszelką cenę oddalić się od konwoju. Jeden z pojazdów, czerwony SUV wiozący do Night City rodzinę turystów z San Diego, wypadł z pasa po staranowaniu przez ciężarówkę na północnokalifornijskich tablicach rejestracyjnych, uderzył w betonowe barierki i spłonął doszczętnie w ciągu kilkunastu minut. Karty ratunkowe Trauma Team pasażerów SUVa aktywowały się wskutek zaniku funkcji życiowych właścicieli wysyłając sygnał naprowadzający, dopóki nie uległy zwęgleniu.
Kiedy aerodyna TT lądowała obok płonącego samochodu, konwój Pentex United znajdował się już trzydzieści kilometrów dalej przejeżdżając przez Czerwone Wzgórza na obwodnicę Santo Domingo. Większość kierowców założyła z góry, że ciężkie pojazdy zjadą z drogi szybkiego ruchu na zachód na wysokości Rancho Coronado, w pełne strzeżonych magazynów ulice Arroyo, gdzie zwykli składować wartościowe ładunki kontrahenci biznesowi Arasaki. Lecz błyskający pomarańczowymi migaczami i emitujący poprzez Lśnienie informację o uprzywilejowanym statusie konwój pojechał dalej na północ, obwodnicą poprzez Charter Hill na wschodnie obrzeża Japantown. Poruszające się w zdyscyplinowany sposób i z minimalną wzajemną odległością pojazdy pokonały most na kanale Parsonsa, wjechały do południowego Northside w chwili, kiedy gorąca ciemność nocy opadła do końca na rozpalone neonową poświatą miasto.
Kierowcy sześciu pojazdów wyłączyli w jednym momencie pomarańczowe migacze i połączenie z Nadświatem przywracając swoim wozom pozory anonimowości.
Kilka minut później konwój zniknął bez śladu, rozmył się w ciemnych ulicach przemysłowego dystryktu pełnego nieużytkowanych od lat zakładów, zbankrutowanych fabryk i przetwórni, niszczejących spalarni śmieci, pustych magazynów i zdewastowanych stacji transformatorowych.
Jak gdyby ważące ponad sześćdziesiąt ton ciągniki siodłowe Kenwortha i ich eskorta przestały istnieć, wessane do czarnej dziury, jaką jawiło się niektórym ludziom rozległe Northside.
Megablok, mieszkanie Adeoli Napędzana podejrzliwością hakerka prześlizgneła się po każdym sieciowym urządzeniu w zasięgu, dopiero wtedy obeszła na wzór komandosów z popularnych rolek wszystkie pomieszczenia. Czysto. Jakby niedowierzając własnym zmysłom, że mieszkanie bezpieczne, ale wypełniła polecenia Hartleya. Asystując łakomie łowiła każdy szczegół, równie łakomie jak programy, obdarzone nowymi zmysłami, spoglądające na verite jej oczami, nie przypadkową kamerą. Te prześcigały się w mądrościach i interpretacjach czerpiąc swoją wiedzę z maszynowo przeglądanych plików instruktarzowych i baz danych. Zepchnęła je w cień, by nie wprowadzały zamieszania. W torbie narzędzia. Kombinerki. Poddała się protezie, żeby wystudzić emocje. Wyważonymi ruchami wzięła torbę położyła w świetle i wybrała narzędzie. Starała się nie odzywać. Murzyn się mocno dobijał, przepuściła go, bo ten miał przynajmniej maniery. -Potrzeba na leki to mam. Krew też dam. Mam zerówkę na plusie - wypowiedziała cicho po konsultacji z programem. - Mów co trzeba. -
SYRENI ŚPIEW NEONÓW
Moi drodzy, jak widzicie, proces przerzucania sesji - chociaż powolny - to jednak postępuje i już niebawem dobiegnie końca. Sytuacja drużyny jest w miarę wyklarowana - Brazil i Mack znajdują się w H10, Dingo z Frogiem i HiFi właśnie aktywowali zabezpieczenie garażu Shivy, a Switch uwikłał się w spotkanie z niebezpiecznymi albinosami. Do najbliższego weekendu powinniście móc już przeczytać na forum nowe aktualizacje w swoich wątkach fabularnych.
Myślałem chwilę nad przeniesieniem w identycznym sposób wątku komentarzy na LI, ale dla zaoszczędzenia czasu być może skopiuję tylko wybrane posty, z pominięciem tych nawiązujących do procesu budowy KP czy stuprocentowego offtopu.
Tak czy owak, sesja trwa nadal i lada moment ruszy z kopytka po poświąteczno-lastinnpadowym okresie.
Jakieś pytania bądź sugestie na ten moment?
@Ketharian napisał: bo @gladin rozważa zawieszenie negocjacji z Paulem Tak: Gladin napisał: Oni należą do Czakasów. (...) To bym po wizycie u Paula wpadł do nich sprawdzić, czy czego nie nagrali po drodze. I przy okazji bym porównał ceny jakie daje Paul, a jakie mogą dać Czakasi. Wybrałbyś się ze mnę? Sprawdzić ceny u Paula, jeżeli Dingo się zgodzi sprawdzić mieszkanie Shivy i konakt na Czakasów i dopiero potem wrócić do Paula na końcowe zakupy. Paulowi można na odchodnym (przed wizytą u Shivy) rzec cokolwiek, że się idzie zobaczyć, ile kasy się uda zgromadzić... -
[D&D 5E 2014] Witajcie w Stubramiu
Podróżnik wracający z starożytnej ziemi
Rzekł do mnie: Nóg olbrzymich z głazu dwoje sterczy
Wśród puszczy bez tułowia. W pobliżu za niemi
Tonie w piasku strzaskana twarz. Jej wzrok szyderczy,
Zacięte usta, wyraz zimnego rozkazu
Świadczą, iż rzeźbiarz dobrze na tej bryle głazu
Odtworzył skryte żądze, co, choć w poniewierce,
Przetrwały rękę mistrza i mocarza serce.
A na podstawie napis dochował się cało:
«Ja jestem Ozymandias, król królów. Mocarze!
Patrzcie na moje dzieła i przed moją chwałą
Gińcie z rozpaczy!» Więcej nic już nie zostało…
Gdzie stąpić, gruz bezkształtny oczom się ukaże
I piaski bielejące w pustyni obszarze.— "Ozymandias", Percy Bysshe Shelley (tłum. Adam Asnyk)

Trzewik mierzy metr dwadzieścia w kapeluszu, ma siedemdziesiąt kilka lat i kosz z wikliny. W koszu spoczywają: ser w trzech odmianach, krakersy solone, mydło o woni, której żaden zielarz nie przypisał dotąd do konkretnego kwiatu, ręcznik oraz bukłak wody. Zawsze to samo. Od pięćdziesięciu lat to samo, bo, jak lubi powtarzać, przez pięćdziesiąt lat nikt nie wymyślił rzeczy, która uspokajałaby przybysza z obcego świata lepiej niż ten zestaw.
Dziś Trzewik będzie miał ręce pełne roboty.
Zaczyna wysoko, od Czarnych Urwisk, zbocza przeżartego katakumbami, w których miasto składa swoich zmarłych od tak dawna, że rachuba straciła sens. Trzewik nie lubi tam chodzić. Dzisiaj jednak w bocznej komorze pełnej kurzu i zatartych imion pewien nieczynny od stuleci portal rozżarzył się i wypuścił z siebie kogoś, kto siedział potem na posadzce przez trzy godziny, próbując przypomnieć sobie własne imię i nie dochodząc dalej niż do pierwszej głoski.
Tak to zwykle wygląda. Portali jest w mieście kilkadziesiąt, jeśli nie więcej. Kamiennych, spiżowych, wrośniętych w mury, stojących samotnie pośrodku placu, a jeden tak wielki, że wieże sięgają mu ledwie do połowy przęsła. Wszystkie były niegdyś wrotami do innych światów i wszystkie postawił jeden władca.
Tak... Tysiące lat temu miastem władał tyran, którego imperium sięgało przez portale dalej niż przez jakikolwiek trakt. Wygrano z nim wojnę i… wymazano go. Imię, twarz, pieczęć, każdy zapis, każdą wzmiankę w każdej kronice. Została pusta forma, w którą nie pasuje żadne słowo; został tytuł używany dziś przy dzieciach jak straszak - Bezimienny Król - oraz kilkadziesiąt jego bram, rozstawionych po placach, na których dzieci grają teraz w berka.
Jednak kilkoro mieszkańców w tym mieście uważa, że wymazanie kogoś z historii to nie to samo co zabicie go. Niektórzy z nich nawet twierdzą, że mają na to dowody.
Nikt nad portalami nie panuje. Prawie wszystkie od wieków śpią i lepiej, żeby spały; mieszkańcy mimo to zostawiają pod nimi kwiaty, monety i drobne prośby, na wypadek gdyby ktoś po drugiej stronie na to liczył. Raz na jakiś czas któryś budzi się bez ostrzeżenia i bez powodu, i ktoś przez niego wychodzi. Oszołomiony, z dziurą w pamięci dokładnie tam, gdzie było poprzednie życie. Mówi się, że istnieją klucze, którymi da się otworzyć łuk celowo i świadomie. Na prywatnych aukcjach magicznych przedmiotów ceny takich kluczy osiągają niewyobrażalne poziomy.
Bractwo Ostiariuszy czeka na przybyszów z serem i mydłem, ponieważ dekady doświadczenia dowodzą, że ser i mydło działają skuteczniej niż halabarda. Trzewik przyjmował już w tym mieście istoty, których cień padał w złą stronę, i istoty, które trzeba było przez pierwszy tydzień karmić łyżeczką, i pewnego diabła o siedmiu imionach, z których pamiętał ostatnie i nie był z niego zadowolony. Ten diabeł prowadzi dziś jadłodajnię przy trzeciej bramie i piecze wyśmienite ciasto.
A kiedy ser nie wystarcza, w gotowości stoi Zakon Janusowy - z halabardami i w wypolerowanych zbrojach barwy starego złota.
Trzewik schodzi w miasto. Mija plac, na którym herold odczytuje poranne obwieszczenia, dorzucając do nich komentarze, za które kiedyś oberwie. W Stubramiu nie ma żadnych prawdziwych szlachciców, żadnych koron, herbów i innych takich błyskotek jak w starych królestwach z legend. Demokracja! Tu każdy obywatel jest podobno równy. Podobno. Bo spróbujcie wejść na zgromadzenie i przegadać starego rajcę, którego ród od trzech pokoleń siedzi blisko Kolegium Pontyfików. Albo mistrza gildii, który jednym skinieniem potrafi sprawić, że pół targu nagle przestaje z tobą handlować. Poszczególne stronnictwa mają tu wiele do powiedzenia, a ich strefy wpływów są różne. Między innymi, Zakon Janusowy egzekwuje prawo, a Bractwo Ostiariuszy opiekuje się portalami i przybyszami. Elementów tej układanki jest znacznie więcej i układ ten działa, choć Trzewik pamięta czasy, kiedy działał lepiej...
Drugiego przybysza Trzewik zabiera z Podmiasta - miasta pod miastem, oświetlanego coraz mniejszą liczbą magicznych lamp z czasów, których już nikt nie pamięta. Prawo obowiązuje tam mniej więcej tak, jak obowiązuje wszędzie, gdzie nie zagląda Zakon Janusowy. Kto rządzi Podmiastem? Odpowiedź zależy od ulicy i tego, kogo się pyta. Działa tam przynajmniej kilka gildii złodziejskich; ile dokładnie, na górze nie wie nikt. Mają swoje barwy, swój język, swoje dzielnice i układy, których warunków nigdy nie spisano, ale wszystkie ponoć wywodzą się od Autolykosa, legendarnego złodzieja, stąd też określane są zbiorowo Autolykotami. Mieszkaniec z powierzchni widzi w Podmieście chaos. Ktoś stamtąd widzi mapę: kto komu płaci, kto komu wisi, kogo wolno zaczepić, a przy kim spuszcza się wzrok i idzie dalej bez pytania. Tej mapy nie da się kupić ani wyczytać. Można ją poznać wyłącznie od środka i zajmuje to lata.
Trzewik schodzi tam bez broni i nikt go nie zaczepia. Niziołek z koszem sera jest w Podmieście czymś w rodzaju nieszkodliwej pogody. Trzeciego przybysza znajduje przy studni, tam gdzie zawsze. Ten akurat nie przyszedł żadnym łukiem - urodził się trzy ulice stąd, zna w tym mieście każdy zaułek i wie, których trzech zaułków nie ma na żadnym planie. Zna też Trzewika, bo Trzewika zna całe miasto, i rozumie, że jeśli niziołek zjawia się z koszem, to znaczy, że będzie robota, i że będzie dziwna.
Jednak tak jak jego rodzice, nie pamięta nic ze świata, z którego pochodzi. Jedynie pojedyncze obrazy czy wrażenia, chyba że zdążył już je sprzedać Leteańczykom - wyciągają wspomnienia z głowy, zamykają w szklanej fiolce i sprzedają dalej. Chcesz zapomnieć coś, co cię dręczy? Płacisz. Chcesz poczuć jak to jest widzieć inny świat, żyć cudzym życiem przez chwilę? Też płacisz, tylko więcej. Prowadzi to kobieta, Melinoe, która przyszła przez portal jak połowa tego miasta, tylko że zamiast szukać swojej przeszłości, postanowiła zbierać cudze.
Czwartą czy czwartego przybysza Trzewik ma na końcu trasy, przy bramie zachodniej. Stamtąd przychodzi się z zewnątrz, a zewnątrz jest w tej opowieści osobnym rozdziałem. Trakty poza miastem nie są bezpieczne. Karawany chodzą zbrojno albo nie chodzą wcale, a im dalej od bram, tym mniej kogokolwiek obchodzi, że w mieście obowiązuje prawo. O tym, co leży dalej niż tydzień drogi, mieszkaniec Stubramia wie tyle, co o dnie morza: że jest, że jest ogromne i że wracają stamtąd nieliczni. A jeśli wracają, opowiadają o spieczonej, zepsutej magią Bezimiennego Króla krainie ruin i grobowców, po której chodzą rzeczy mające apetyt, ale nie mające nazwy, oraz bandy mające nazwy aż nadto konkretne.
Trzewik prowadzi całą czwórkę pod wodospad. Woda spada tam z lodowców, przelewa się przez dłonie trzech kamiennych olbrzymek, ogrzewa się w ich palcach - nikt nie wie, jakim sposobem - i wpada do publicznych łaźni, gdzie miasto od tysiąca lat moczy nogi i załatwia interesy. Podobno ta woda leczy. Trzewik w to nie wierzy, ale wysyła tam każdego, bo każdy wychodzi z niej spokojniejszy, a spokojny przybysz to przybysz, którego nie trzeba nikomu tłumaczyć...

Późny październik w Stubramiu poznaje się po świetle. Przez pół roku słońce stało wysoko i wypłukiwało miastu kolory; teraz idzie nisko, wzdłuż ulic zamiast nad nimi, i wszystko, na co pada, wygląda na cenniejsze niż jest. Mur ma barwę miodu, a kurz w powietrzu świeci.
Ostatnie karawany zeszły z traktu przed tygodniem i nikt już nie targuje się dla przyjemności. Sól, olej, mąka, węgiel drzewny, wełna: każdy liczy w głowie, ile dni jeszcze zostało. Kto ma dług, spłaca go teraz albo przyznaje się, że nie spłaci. Kto ma coś do załatwienia po drugiej stronie gór, załatwia to w tym tygodniu, bo za miesiąc przełęcz zamknie się na cztery miesiące i nie obchodzi jej, jak pilna jest sprawa. Handlarze wodą zaczynają się uśmiechać.
Wodospad Trzech Sióstr o tej porze roku zaczyna milczeć. W maju słychać go z połowy miasta i w łaźniach trzeba mówić podniesionym głosem; teraz woda przechodzi przez kamienne palce trzema cienkimi strużkami i szeleści, zamiast huczeć. Basen jest ciepły jak zawsze, ale wody mniej, i widać w nim dno. Odsłania to rzeczy, których przez większość roku nie ma. Stopnie schodzące pod wodę i prowadzące donikąd. Wąskie wejście u podstawy środkowej siostry, którego przez osiem miesięcy w roku dosłownie nie da się zobaczyć.
Woda w miejskich rynsztokach płynie leniwie i przejrzyście, bo w górze nie zostało już prawie nic do stopienia. Mieszkańcy z dolnych dzielnic mówią, że w tym roku dostali jej mniej niż zwykle, a z górnych mówią, że to nieprawda, i tak co roku.
Nad ranem dachy są mokre od rosy i pierwszy raz od wiosny nikt na nich nie śpi. Poduszki zniesiono na dół, kilimy wywietrzono, a na płaskich dachach zostały tylko sznury z suszącymi się złotymi jabłkami z Parku Hesperyd i ci, którzy nie mają noclegu gdzie indziej.
Zmierzch przychodzi teraz wcześnie i bez uprzedzenia. O tej porze na schodach schodzących ku dolnej ulicy pachnie dymem i tłuszczem, a bezpańskie psy chodzą pod wiatr, żeby dojść do źródła zapachu.
***
Do Orthosa i Porthosa się schodzi. Solne Schody prowadzą z Sześciu Dłoni, dzielnicy przyrośniętej do wodospadu Trzech Sióstr, w dół ku Stukramiu, nazwanemu tak przez kogoś, kto uznał, że skoro miasto ma sto bram, to targ może mieć sto kramów, i miasto ten dowcip przyjęło na stałe. Karczma stoi w połowie tych schodów, wciśnięta w zbocze tak, że drzwi frontowe wychodzą na jedną ulicę, a okna kuchni na drugą, o piętro niżej, i sąsiedzi z dołu od lat toczą przegraną wojnę o to, żeby ich nie otwierano.
Szyld karczmy jest jeden. Kucharz też jest jeden. Imiona zaś dwa. Głowy również dwie. Ettin ma cztery metry i nie mieści się w żadnym pomieszczeniu przeznaczonym dla gości, więc wiele lat temu wybito strop nad kuchnią. Dzięki temu Orthos i Porthos stoją na dole przy palenisku, a ich głowy są dokładnie na wysokości sali jadalnej i lady, przy której siedzą stali bywalcy. Zamawia się przez ladę, w dół. Po tygodniu każdy wie, że mięso zamawia się u Orthosa, a sosy i wszystko, co słodkie, u Porthosa, i że pomylenie tych dwóch spraw kosztuje kwadrans życia, bo bracia będą to przy tobie prostować od początku.

Karta dań jest spisana w dwóch kolumnach, dwoma charakterami pisma. Żeberka sowoniedźwiedzie. Ogon ankhega w occie, na zimno. Języki wilcze w maśle. Galareta z sześcianu, o której Porthos mówi bez pytania, że gotowana przez trzy dni traci właściwości żrące i jest bezpieczna dla większości smakoszy. Jedyne, co jest w tej karczmie święte, to że nazwa dania nie kłamie: jeśli napisano, z czego jest, to jest z tego. W mieście, w którym połowa jadłodajni sprzedaje po prostu „mięso", uchodzi to za zbytek. Orthos i Porthos ponoć polegają na całym zastępie awanturników, aby zdobyć składniki do egzotycznych potraw.
Sala dzieli się sama, bez niczyjej pomocy, na cztery miejsca, i po tym, gdzie ktoś usiadł, można poznać, po co przyszedł.
Przy ladzie siedzą ci, którzy przychodzą tu codziennie. Stołki są tam wytarte do jasnego drewna, jest najcieplej w całej karczmie i słychać wszystko, co dzieje się na dole w kuchni, łącznie z rzeczami, których ani Orthos, ani Porthos nie chciał powiedzieć głośno. Miejsca przy ladzie się nie rezerwuje. Się je ma albo nie.
Sala z paleniskiem to trzy długie stoły, przy których siada się tam, gdzie akurat jest luka, i je z sąsiadem z tej samej michy, jeśli sąsiad nie ma nic przeciwko. Tu jest głośno, tu się kłócą, tu ktoś zawsze komuś coś tłumaczy zbyt cierpliwym tonem.
Pod ścianą naprzeciw wiszą trzy kotary z ciężkich derek, każda na własnym drągu, każda zasłaniająca wnękę z jednym stołem. Za kotarę dopłaca się dwa srebrne i nikt nie pyta, po co.
Na koniec jest ganek: wąska galeryjka nad dolną ulicą, na wysokości okien kuchni, gdzie stoi jedna ławka i beczka po soli. Jest tam zimno, ciągnie dymem i zapachem gotowania prosto z okna, i nic się za to nie płaci. Siadają tam ci, którzy nie chcą siedzieć w środku, i ci, których w środku wolą nie widzieć.
Wieczór jest zwyczajny, czyli pełny.
Przy ladzie trzech orczych poganiaczy, którzy zeszli z traktu trzy dni temu i wciąż mają kurz Zamurza na butach. Nie rozmawiają, bo najstarsza z nich właśnie zasnęła nad miską i nikt nie ma serca jej budzić. Po sali chodzi kenku i przyjmuje zamówienia w ten sposób, że powtarza je w dół do kuchni dokładnie twoim głosem, z twoim wahaniem i twoim kaszlnięciem w środku zdania. Przy trzecim stole diablica z notesem — zasłania go przedramieniem, ilekroć ktoś przechodzi, i tłumaczy coś cierpliwie ogromnemu, wyraźnie młodemu strachunowi w czystej tunice. Na ganku, na beczce po soli, siedzi rogaty chłopak, którego nikt tu nie zapraszał i nikt jeszcze nie wygonił.
Środkowa kotara jest zaciągnięta. Spod niej widać tylko krawędź stołu, kufel, którego nikt nie tknął, i przedramię: szare, żylaste, pokryte tatuażem — pismem, którego nikt w tej sali nie umie przeczytać, a które w świetle paleniska wygląda, jakby się tliło. Raz na jakiś czas z wnęki wychodzi ktoś inny, kiwa głową i wychodzi z karczmy. Wytatuowany duergar zostaje.
Na dole, w kuchni, coś idzie nie po kolei. Porthos ma minę, jakiej u niego nie widuje się przy pracy, a Orthos przelicza coś na palcach po raz trzeci.
— Sześćset czterdzieści funtów — mówi Porthos w górę, do nikogo i do wszystkich naraz. — Sześćset czterdzieści! I to nie żaden ochłap, tylko z boku, spod samego karku, gdzie ziarno przechodzi w mięso. Do Nowego Roku będę z tego robił rzeczy, o których wy nawet nie wiecie, że są możliwe.
— Zapłaciliśmy za to jak za lampę z Podmiasta, co jeszcze świeci — dodaje Orthos.
— Zapłaciliśmy uczciwie i nie psuj mi wieczoru.
— Wół biesiadny — orczy poganiacz tłumaczy sąsiadowi od stołu, który najwyraźniej zapytał. — My na niego mówimy “uczciwiec”, ale w tym fachu mówi się też “biesiadnik”, “żywiciel”... Nie, nie stado. Jeden. Wielki jak ta karczma razem ze zboczem. Chodzi po pustkowiu i nigdy nie staje, ani w dzień, ani w nocy, więc się za nim idzie i tyle: przez cały sezon idziesz za wołem, śpisz przy nim, pijesz z niego, a za nim rośnie trawa tam, gdzie od stu lat nie rosło nic. Ma twarz. Prawie ludzką. Odcinasz mu z boku i on się nawet nie ogląda, bo jemu to odrasta w dwa dni, a czuje, jakbyś go podrapał tam, gdzie sam nie sięga. Do tego trzeba przywyknąć. Ja przywykłem dopiero w trzecim sezonie.
— To po co wam broń? — pyta ten sam głos.
— Nie na niego. Na tych, co idą za nami. — Poganiacz nabiera z miski i mówi resztę już ciszej. — Wyszliśmy ze Stubramia w czworo, wróciliśmy we trójkę.
Sala nie milknie, bo sala nigdy nie milknie, ale przy ladzie robi się o jeden ton ciszej.
— Nie, to nie były ani potwory, ani nomadzi. Yasba, jeden z nas, poszedł po serce. Bo z boku to jest mięso i tyle, a serce jest warte jak trzy sezony. Tylko że po serce się wchodzi do środka, tunelem wyciosanym w żywej tkance uczciwca, który sam się za tobą zasklepia, jak przestaniesz go trzymać otwartym. Trzymaliśmy. Zabrakło jednego uderzenia serca.
— To znaczy… wyjęliście go?
— To znaczy, że nie. Rana się zeszła jak nic. Bez śladu. — Poganiacz wzrusza ramionami z czymś, co u kogoś mniej zmęczonego byłoby złością. — I ten wół biesiadny poszedł dalej, bo on nigdy nie staje. Idzie sobie teraz gdzieś po pustkowiu, ma już pewnie nieżywego Yasbę w środku i pewnie nawet o tym nie wie. Nikt tam nikogo nie zabił. Tak to trzeba mówić i tak powiem jego siostrze. Zresztą, jest cień szansy, że Yasba wciąż żyje, uwięziony w żywicielu...
Porthos przez chwilę nie mówi nic, co przy jego naturze jest formą żałoby.
— Zapiszę go na karcie — mruczy w końcu. — Nie jego, tylko wołu. „Pieczeń z wołu biesiadnego, sezon jesienny, od Yasby". Jak ktoś zapyta, to mu odpowiem, kto to był. U mnie nazwa dania nie kłamie. — I zaraz, bo cisza mu ciąży: — Tylko że ja teraz mam sześćset funtów mięsa, a piwnicę może na trzysta. Musimy pogłębić piwnicę. Zima idzie, mięsa jest więcej, mięso musi mieć chłód, chłód jest niżej. Proste.
— Nie jest proste — mówi Orthos równie stentorowym tonem.
— Nie jest proste — zgadza się Porthos. — Przeklęte szczury! Dwie ekipy budowlane, i za każdym razem to samo. Wychodzą ze ściany, którą rozbieramy. Nie uciekają. Wiecie, że szczur ucieka od światła? Te siedzą i patrzą, a żeby tylko!
— Przegryzły obręcz beczki — dodaje Orthos. — Żelazną. Ci robotnicy… ledwo uszli!
— Tego akurat nie musisz mówić przy jedzeniu.
Przy ladzie najmłodszy z poganiaczy budzi śpiącą łokciem, bo zaczęła mówić przez sen. Nie w orczym i nie we wspólnym. W niczym, co ktokolwiek przy ladzie potrafiłby nazwać. Ona siada prosto i przez chwilę nie wie, gdzie jest.
— Każdej nocy to samo — mówi cicho, do nikogo konkretnego. — W Podmieście cała ulica tak ma. Bez wyjątku. Wszystkim się śni, że schodzisz i schodzisz, i wiesz, że schodzisz do własnego mieszkania, tylko schodów jest za dużo. A na dole jest światło, fioletowe. I ktoś tam czeka, i wita cię po imieniu. Tylko że to nie jest twoje imię, a ty i tak się odzywasz.
— I co mówi? — pyta ktoś od stołu.
— Nie wiem. Rano nie pamiętam. — Poganiaczka szuka słów dłużej, niż wygląda na kogoś, kto ich w ogóle szuka. — I nie chodzi o to, że się zapomina. We śnie się wie, kto to jest. Wie się to na pewno, tak jak się wie, że własna matka to własna matka. A jak się człowiek obudzi, to nie ma czego zapominać. Puste miejsce w głowie i tyle. Moja siostra przestała już opowiadać, bo mówi, że jak opowie, to następnej nocy schodów jest więcej.
— Idźcie z tym do Trzech Sióstr.
— Byliśmy. Kapłan powiedział, że to wilgoć i grzyby Podmiasta.
— To nie wilgoć, to nie grzyby, to ta Wieża — mówi trzeci z nich, ten z irokezem, i wskazuje kciukiem w podłogę. — Tydzień temu zaświeciła. Stoi w ruinie od zawsze, nikt tam nie chodzi, bo po co, a teraz bije z niej słup światła prosto w Klosz pod sklepieniem. Fioletowe światło! Klosz jest ciemny, odkąd ktokolwiek pamięta, bo magia wygasła. Starzy mówili, że kiedyś robił nam dzień i noc, i nikt im nie wierzył. Teraz się pali i ludzie u nas na dole przestali gasić lampy na noc, chociaż lampy nic nie pomagają, bo to nie o ciemność chodzi.
— Weszła tam banda Pogromców św. Jerzego. Nowi rekruci, to miała być ich próba — dodaje ktoś od stołu. — Sześcioro. Trzy dni temu.
— I?
— I nic. To znaczy: nadal sześcioro, nadal tam. Bez wieści.
Kobieta prycha w kubek. Palce ma spięte błoną do drugiego stawu.
— Fioletowo świeci, woła po imieniu, którego nie ma, a wy się zastanawiacie, kto to. Ja bym się nie zastanawiała…
— Nie w mojej karczmie, Wercha — mówi Porthos z dołu, nie odwracając głowy znad rondla. — Straszcie sobie dzieci na ulicy, ja mam pełną salę i ludzie mi jedzą.
— Ja tylko mówię, co słyszę.
— A ja tylko mówię, czego u siebie nie chcę słyszeć!
Dwa stoły dalej diablica stuka ołówkiem w notes.
— Nie. Jeszcze raz, bo pan mnie nie słucha. Wynająć — owszem, dziś, choćby jutro. Kupić — nie. Otworzyć warsztat pod własnym szyldem — nie. Wpisać się do cechu rzemieślniczego — też nie, bo cech przyjmuje wyłącznie obywateli, a pan obywatelem nie jest i nie będzie przez siedem lat.
— Siedem? — Strachun ma głos zaskakująco cichy jak na swoje wymiary. — Ale ja tu już mieszkam dwa lata!
— Mieszka pan. To co innego niż jest pan stąd. Siedem lat pogłównego, płaconego co kwartał, bez ani jednej zaległości, dwóch poręczycieli z obywateli i wpis w rejestrze u kwestora. I stawiennictwo, oczywiście. Jak Zakon Janusowy zadmie, staje pan pod bramą z tym, co ma pan pod ręką, i broni pan Stubramia jak swego domu, mimo że miasto nie pozwoliło panu kupić w nim ani jednej cegły. — Zapisuje coś. — Mówi się „siedem lat albo jedna wojna". Wojną idzie szybciej i o wiele więcej osób w ten sposób zostało obywatelami, niż to wynika z podatków. Radzę jednak podatki.
— A ten mój list bramny...?
— List bramny to jest kwit, że pan przyszedł łukiem i że Bractwo Ostiariuszy pana widziało. Ma pan dzięki niemu prawo tu być i prawo do wody. To naprawdę wiele w dzisiejszych czasach. Wystarczy wyjrzeć za mur Stubramia, żeby to zrozumieć.
Przy palenisku starsza kobieta z błoniastymi palcami i w fartuchu łaziebnej dolewa sobie z cudzego dzbanka i mówi to, co mówi od trzech dni każdemu, kto nie zdążył odejść.
— Wercha mówi, a wy słuchajcie. Trzydzieści dwa lata robię przy basenie i takiej niskiej wody nie widziałam. Dno widać jak na dłoni. A pod środkową siostrą jest wejście. Nie szpara, nie dziura, wejście: framuga, próg, dwa stopnie w dół i ciemno. Stało tam zawsze, tylko pod wodą.
— I zostanie pod wodą — odzywa się chłopak w za dużej kamizelce, siedzący prosto. Chorąży Zakonu Janusowego po służbie: cywilna kamizelka, regulaminowe buty, wygolona potylica i na niej druga twarz, na razie zaszyta kreskami zamiast oczu i ust. Otworzą mu ją na wiosnę, przy ślubowaniu. Do tego czasu chodzi po mieście z tyłem głowy, który śpi. — Zamurowywano to dwa razy. Pozycja czterysta jedenaście i czterysta dwanaście, rejestr robót podwodnych — recytuje bez zająknięcia, jak ktoś, komu kazano się tego nauczyć, zanim dostał halabardę.
— I nikt nie pyta, dlaczego mur nie wytrzymał.
— Nikt nie pyta, bo od pytania do wchodzenia jest jeden kieliszek laakówki — mówi chorąży. — Woda wróci w marcu. Do marca niech tam siedzi, co siedzi.
— Do marca — powtarza Wercha z satysfakcją kogoś, kto właśnie usłyszał, ile ma czasu. Mówi to nie do chorążego, tylko do wytatuowanej twarzy na jego potylicy, bo tak się w tym mieście robi, dając do zrozumienia zakonnikowi, że te słowa nie są przeznaczone do oficjalnego rejestru.
Spod środkowej kotary nikt się nie odzywa ani razu.
***
Drzwi otwierają się na tyle, na ile trzeba niziołkowi, i wchodzi Trzewik: metr dwadzieścia, kosz z wikliny, płaszcz zwilgotniały na ramionach, bo na górnej ulicy widocznie mży. Stali bywalcy przy ladzie podnoszą wzrok i opuszczają go z powrotem. Podchodzi do was.
— Witajcie. Mam nadzieję, że od naszego ostatniego spotkania zdążyliście już znaleźć swój kąt w Stubramiu — mówi, stawiając kosz na ławie. — Przyniosłem ser. Pamiętacie jego smak, kiedy tu trafiliście? Częstujcie się. Potem powiem wam, w co was wpakuję. W tej kolejności, bo w odwrotnej połowa z was odeszłaby przed serem.
Zdejmuje kapelusz, kładzie go na kolanie i dopiero teraz przygląda się wam po kolei, jednemu po drugim, bez pośpiechu.
— Nie znacie się. Ale ja miałem okazję poznać każde z was choć trochę i chciałem, żebyście poznali się nawzajem, bo intuicja mi podpowiada, że dobrze na tym wyjdziecie. Zwykle mam rację. Zwykle, nie zawsze.
***
W co gramy? Podstawą przygody jest "City of Arches" Michaela E. Shea - miasto zbudowane tam, gdzie granice między światami są cienkie. Dokładam do tego inspiracje z Planescape (punkowość, planarna dziwność; stronnictwa, które są czymś więcej niż gildiami zawodowymi), oraz z Ptolusa (miasto poziome i pionowe, warstwy ruin pod ulicami, polityka rozgrywana na poziomie konkretnej przecznicy, oraz zasada, że wszystko, co widzicie na ulicy, ma pod spodem cztery warstwy historii). Wnikliwa znajomość którejkolwiek z moich inspiracji nie jest do gry potrzebna, bo to bardziej mój autorski take, niż wierne odwzorowanie.
Postapokaliptyczne weird fantasy. Gramy w ciemnych wiekach. Imperium Bezimiennego Króla obejmowało nie jedną krainę i nie jeden świat, tylko całe multiwersum, spięte portalami w coś, czego dziś nikt już nie potrafi sobie wyobrazić. Za jego rządów, uwielbianych przez jednych, przeklinanych przez drugich, Plan Materialny i wszystkie pozostałe światy zmieniły się w sposób, którego nie da się cofnąć. Potem imperium upadło, portale pogasły, a kawałki, które po nim zostały, przestały ze sobą sąsiadować. To nie jest jednak świat po apokalipsie w tym sensie, że wszystko się skończyło. Stubramczycy budują, handlują, kłócą się o podatki i zakochują. Rzecz w tym, że robią to w cieniu potęgi, której nie rozumieją i której nie umieją odtworzyć. Mieszkają w cudzych murach, posługują się starożytną technologią i nie potrafią naprawić połowy rzeczy, z których korzystają. Mniej więcej tak, jak barbarzyńcy w rzymskich ruinach. Nadzieja na nowy ład istnieje. Widmo powrotu poprzedniego niestety również.
Sandboksowa kampania miejska. Miasto jest bohaterem tej gry na równi z waszymi postaciami. Nie prowadzę was po linii od sceny do sceny - stawiam przed wami kilka wątków naraz i to wy decydujecie, w który wejdziecie, kiedy i po co. Jeśli powiecie „olewamy zlecenie od Zakonu, idziemy pogadać z paserką z Podmiasta", to tam idziemy.
Amnezja. Wasze postacie najprawdopodobniej trafiły do Stubramia przez portal, a to znaczy, że niewiele pamiętają ze świata, z którego przyszły. Pamiętacie wątek Bezimiennego z Planescape: Torment? Tutaj ma go połowa miasta, i to jest zwyczajne, męczące i pozbawione dramatyzmu, tak jak zwyczajna jest w mieście portowym cudzoziemska wymowa. Amnezja nie oznacza pustki. Postać pamięta, jak się walczy, mówi, rzuca zaklęcia i wiąże węzeł. Pamięta, co lubi i czego się boi, tylko nie pamięta dlaczego. Zostają jej pojedyncze obrazy bez kontekstu: czyjaś twarz, smak, dźwięk, którego tutaj nie słychać, przekonanie, że komuś jest coś winna. Wy sami decydujecie, ile z tego chcecie mieć. Ktoś, kto urodził się w mieście, ma to samo, tylko odziedziczone po rodzicach.
Świat poznajecie od mieszkańców, nie z kompendium. Nie będzie wykładów o historii świata ani ścian tekstu na start. Tyle, co powyżej, w zupełności wystarczy do gry. Reszta przyjdzie od NPC-ów, którzy mają własne powody, żeby mówić akurat to, co mówią. Będzie stara kobieta, która pamięta co innego niż kroniki. Będzie kapłan, który przemilcza istotny fragment. Będzie dwóch świadków opowiadających tę samą historię w dwóch sprzecznych wersjach, i nie musicie ustalić, który kłamie, żeby grać dalej. Wiedza o świecie jest tu zdobyczą, nie założeniem.
Przynależność daje wiedzę. Rzeczy takie jak mapa gildii z Podmiasta czy układy w Kolegium nie są dostępne z zewnątrz i nie sprowadzę ich do jednego rzutu na Wiedzę. Jeśli chcecie wiedzieć, kto tam naprawdę komu płaci, trzeba w to wejść, komuś zaufać, coś komuś być winnym. Działa to też w drugą stronę: postać z odpowiednim backgroundem wchodzi do gry z lore, którego pozostali nie mają, i to jest jej realna przewaga.
Stronnictwa żyją własnym życiem. Zakon Janusowy, gildie Podmiasta, poszczególni pontyfikowie, Leteańczycy i parę rzeczy paskudniejszych mają swoje cele i realizują je niezależnie od was. Możecie się z nimi związać, rozegrać jedną przeciw drugiej albo trzymać się z daleka, ale świat nie stoi i nie czeka.
Problemy mają więcej niż jedno rozwiązanie. Praktycznie każde wyzwanie da się rozwiązać siłą, ale też przekupstwem, śledztwem, kłamstwem, sojuszem z kimś nieprzyjemnym, magią, ucieczką albo poczekaniem, aż dwa stronnictwa same się pogryzą. Nie projektuję scen pod jedno „poprawne" wyjście. Jeśli macie plan, którego nie przewidziałem, tym lepiej.
Ton. Miasto jest cywilizowane, dowcipne i całkiem przyjemne do życia, a jednocześnie stoi na czymś bardzo starym, czego nikt do końca nie rozumie, łącznie z tymi, którzy twierdzą, że rozumieją. Magia przenikająca ten świat bywa piękna i bywa obrzydliwa, rzadko bywa wygodna. Rzeczy niepojęte traktuje się tu z uprzejmą rezerwą, bo panika nie pomaga, a sąsiad z trzema parami oczu płaci czynsz na czas. Sporo suchego humoru; groza raczej z dziwności niż z rozlanej krwi, choć brutalności pewnie nie zabraknie. W końcu to Lochy i Smoki.
Trzewik jest waszym punktem zaczepienia na start: zna was wszystkich, zna miasto i zna ludzi, którzy mają kłopoty. Nie jest jednak waszym szefem ani przewodnikiem po fabule i nie zamierzam prowadzić was za rękę przez jego usta. W pewnym momencie przestaniecie go potrzebować. Wtedy zacznie się właściwa gra.
***
Tworzenie postaci
- System: D&D 5E wg zasad z 2014 - załączony link traktujmy jako jedno źródło prawdy o zasadach. Zasad domowych będzie raczej mało, jeśli wcale, np. podoba mi się z BG3 konieczność powrotu do "obozu" i posiadania żywności żeby odbyć długi odpoczynek. Jak w trakcie gry zabrniemy w jakiś obszar gry, gdzie 5E ma niewiele lub zero zasad, to wtedy będę z konieczności więcej rulingował.
- Poziom startowy: 1.
- Atrybuty: point buy.
- Rasa i klasa: dowolne. Serio dowolne. Przez portale przychodzi wszystko ze wszystkich światów, a Stubramie zdążyło się przyzwyczaić - nikt nie zmruży oka na centaura, warforged, czy kenku. Nie ma tu "dziwnych" ras, a ludzie pewnie są w mniejszości, gdyby ktoś kwapił się przeprowadzić spis ludności.
- Pochodzenie (background): dowolne z podręcznikowych. Jak ktoś chce połączyć z jednym ze wspomnianych stronnictw, możemy się nad tym zastanowić.
- HP na 1. poziomie: maksymalne.
- Ekwipunek: startowy z klasy i pochodzenia. Można sprzedawać i kupować po cenach podręcznikowych.
- Format KP: dowolny, byle czytelny.
- Historia postaci: Kilka pomysłów ode mnie, co warto przemyśleć. Z jakiego świata pochodzi? Nie musisz go opisywać - wystarczy, że wiesz, czy było tam zimno i czy było tam głośno. Co dokładnie z niego pamięta? Nie historię, tylko pojedyncze obrazy: czyjąś twarz, smak, dźwięk, którego tutaj nie słychać. Czy ma przy sobie jakiś przedmiot stamtąd? Jeden. Niekoniecznie cenny (patrz trinkets w D&D 5E). Chce wrócić? Jeśli tak - do czego konkretnie? Jeśli nie, przed czym ucieka? Jak się czuje w tym mieście fizycznie? Powietrze jest suche i rzadkie, zimą pada śnieg, latem kurz wchodzi wszędzie. Ktoś, kto żył w dżungli albo pod wodą, będzie tu miał ciągle popękane usta i będzie o tym mówić przy każdej okazji. Co ją tu obrzydza, a do czego zdążyła się przywiązać wbrew sobie? Zależy jej na tym mieście? Czy raczej mieszka w nim tak, jak mieszka się w poczekalni? Skąd zna Trzewika? Odebrał ją spod łuku? Kupuje u niego ser? Wyciągnął z aresztu? Jest mu winna pieniądze? To wystarczy, żeby drużyna miała się skąd wziąć w pierwszej scenie.
***
Podsumowanie
- System: D&D 5E wg zasad z 2014 - załączony link traktujmy jako jedno źródło prawdy o zasadach. Zasad domowych będzie raczej mało, jeśli wcale, np. podoba mi się z BG3 konieczność powrotu do "obozu" i posiadania żywności żeby odbyć długi odpoczynek. Jak w trakcie gry zabrniemy w jakiś obszar gry, gdzie 5E ma niewiele lub zero zasad, to wtedy będę z konieczności więcej rulingował.
- Liczba graczy: Idealnie 4, ale jestem skłonny przyjąć nawet 5-6, jeśli zgłoszenia będą dobre, bo ktoś pewnie się wykruszy.
- Kryteria przyjęcia graczy: Konkurs kart postaci.
- Platforma: forum - lubię klasyczne PBF.
- Częstotliwość odpisów: Do dogadania z grupą.
- Dokumenty Google: Sam raczej nie będę używał, ale jeśli gracze chcą między swoimi postaciami poprowadzić jakiś rozbudowany dialog, to nie zabraniam.
- Użycie AI: Dopóki nie obrzydza współuczestnikom sesji, jest ok.
- Przewidywana długość sesji: do dyskusji. Zaczniemy od rozegrania kilku epizodów i popatrzymy, czy nam się to podoba. Bez zobowiązań na dwa lata.
- Termin zakończenia rekrutacji: Dajmy sobie z dwa tygodnie od momentu opublikowania rekrutacji.
***
Lista zgłoszeń:
- Leszek Dyskietka jako Notturno-09-REM (Warforged / Aberrant Mind Sorcerer / Sage).
- Nabuchodonozor jako Ystyriaeth (Githyanki / Monk / Planar Philosopher).
-
Tu będziemy się komunikować i załatwiać sprawy organizacyjne. Na początek przedstawcie proszę swoje postacie. Jak już będą gotowe, zaczynamy.
@garanil @ketharian @silentsuicide @dekameron @wired @piołun
@ketharian daj MG prowadzić napisał że zwierzoczłeki zachodzą zwiadowców od tyłu i alarmują resztę, ale nie napisał kiedy i jak, zapewne celowo. Dajmy się zaskoczyć odpisem Może Cię zaszli od tyłu jak wracałeś do nas i nie wiesz że byłeś śledzony? i wpadniemy wszyscy jakaś zasadzkę, np. obozowisko będzie puste a nas otoczy 7mka mająca darmową rundę za zaskoczenie Druga sprawa jak chcesz ekipę rozdzielić i zrobić zwiadowców na przodzie prowadzących do obozu, to fabularnie dobieranie jako drugiego zwiadowcę Rolfa brzmi dziwnie bo skradania nie ma, a do tego pancerz daje mu minusy do rzutów gdyby próbował bez umiejki na połowie cechy rzucać. Ja bym zaczekał na MG i nie ubiegał sytuacji. [Edit] O widzę MG odpisał sekundy przede mną. -
No to witam was, chciałbym was zaprosić do sesji głosowej discordowej.
Kończę już kampanię Gwiezdnych Wojen, Mniej więcej po 18 września będzie już zakończona, więc chciałbym poprowadzić nową kampanię na discordzie forumowym.
Dwóch graczy już mam, Być może będę miał troje jeśli uda się zgrać odpowiednie terminy.Sesję odbywałyby się od 18:00 do 21:00 w dni do ustalenia… Najlepiej wtorki lub soboty…
Ale jaką sesję bym poprowadził i tu się za zastanawiam nad pewnymi rzeczami- Fabula Ultima: Powrót Króla-Czarnoksiężnika- czyli typowe High fantasy Ty zaczynacie w niewielkim miasteczku podczas corocznego festynu
- Fabula ultima: Niekończące się jaskinie Pharonu- O magicznym podziemnym świecie z jaskiniami pełnymi kryształów i porośniętych roślinnością oraz grzybami, gdzie zaczyna się coś złego dziać.
- Daggerheart: Wiek Umbry: Mroczny fantasy o świecie opuszczamy przez bogów i z Mroczną siłą zwaną umbrą, która sprawia że umarli powstają i gdzie gracze są w ostatnimi, którzy będą nieść nadzieję.
- Daggerheart: Skyhigh Czyli w świecie fantasy w którym technologia istnieje razem z magią, a gracze uczęszczają do szkoły Poszukiwacze przygód znajdujących się na jednej z latających wysp
- Pathfinder 2ed Eberron: Popioły w wielkiej wojny: Sesja w wymienionym świecie, o spiskach i pradawnym źle chociaż zaczynająca się dosyć niewinnie
- Starfinder 2ed: Tutaj mam już dużo pomysłów, ale w każdym razie jest to świat kosmicznego fantasy gdzie smoki prowadzą korporacje, a krasnoludy wydobywają surowce asteroidów napadane przez kosmiczne gobliny
-
Temat dla komentarzy oraz materiałów. Ewentualne materiały będę aktualizował w pierwszych dwóch postach tego wątku.
Gracze i postacie:
@arthur-fleck – Krzysztof Komeda, metal
@billie – Ariadna Mirga, foliarz
@Brilchan – Adam Chlebowski, szpaner
@Cai – Mikołaj Pogorzelski, samotny wilk
@Multikonciara – Edyta Szulc, hakerka
@Nami – Paulina Kwiatkowska, imprezowiczka
@pan-elf – Alicja Filipowicz, skejciaraWygląd postów i częstotliwość odpisów:
Obecnie forum nie posiada panelu sesji ani do końca ustalonego wyglądu, są tylko domyślne skórki do wyboru. Dlatego proszę używać tylko domyślnego koloru tekstu (nie wiadomo czy inny kolor będzie funkcjonował we wszystkich motywach / skórkach). Każdy post w sesji proszę zaczynać od wstawienia małego (100x100px) awataru postaci, a pod nim pogrubione imię i nazwisko postaci, wszystko wyrównane do lewej.
Dialogi piszcie od myślnika i pochyloną czcionką, nie wymagam pogrubiania imion w tekście.Częstotliwość odpisów:
1 kolejka na tydzień, mój odpis powinien być we wtorek lub środę, wy jako gracze macie czas na odpisanie do kolejnego wtorku, czyli daję wam czas w weekend. Nie będę cały czas online, ale (teoretycznie) przynajmniej raz dziennie będę zaglądał na forum i odpisywał na wasze pytania, w komentarzach i na czacie. Obecny czat (zastępujący dawne PW) ma możliwość jednoczesnego uczestnictwa kilku osób, więc myślę że można by użyć jako ekwiwalent google docs dla ewentualnych dłuższych dialogów / scenek. Możecie oczywiście obstawiać za trzymaniem się sprawdzonego docsa, w tej kwestii nie będę narzucał forumowego czatu jako jedynej uświęconej opcji.Nie narzucam też minimalnej długości postów.
Teraz kwestia NPC-ów. Poniżej (w spojlerze) stworzona wspólnym wysiłkiem lista reszty uczniów. Lista jest poglądowa, niektóre z waszych opisów trochę przeredagowałem i skróciłem, skupiając się na głównych informacjach. Sokołów Śląski to małe miasteczko, gdzie są tylko 2 szkoły podstawowe, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że każda z waszej postaci będzie znać mniej więcej połowę klasy, a przynajmniej kojarzyć z widzenia (albo był z wami w klasie, albo był w sąsiedniej). Lista jest alfabetyczna, według nazwisk. W nawiasach wstawiłem imiona tych waszych postaci, które mogą znać tę konkretną osobę, gdzie „znać” jest szeroko rozumiane. Nie narzucam wam, kto kogo zna, dlatego śmiało zgłaszajcie uwagi, komentarze („ja go nie znam, był w sumie w sąsiedniej klasie i dopiero teraz się dowiedziałem jak się nazywa”; albo „ a tą to dobrze znam, to córka ciotki/wujka, mieszkają po drugiej stronie miasta”). Czyli możecie, ale nie musicie tej osoby znać / kojarzyć etc. Na liście są 23 osoby, przy czym Agnieszka Kot jest w sąsiedniej klasie. Ze względu na zbieżność (mocne podobieństwo) nazwisk zdecydowałem, że Aishe Mirga też do niej trafi. Cai, możesz się z tym nie zgodzić, wtedy Aishe trafi do waszej klasy.
1. Uczniowie NPC w waszej klasie:
-
Piotrek Bochenek (Krzysztof, Mikołaj, Alicja, Paulina) – Klasowy błazen, zapalony kolekcjoner czasopisma "Twój weekend", który chętnie go pokazuje kolegom podczas przerw między lekcjami.
-
Maciek Chaber (Alicja, Krzysztof, Mikołaj, Paulina) - klasowy bullie, dokuczają najczęściej kujonom i “tym słabszym”
-
Klaudia Dobrowolska (Alicja, Krzysztof, Mikołaj, Paulina) - córka lekarzy, zawsze nienagannie ubrana, dobrze się uczy, uprzejma i miła;
-
Tomek Frankowski (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - kujon, zawsze w pierwszej ławce, wraz z Jackiem Wróblem i Jędrzejem Hryniakiem trzymają się razem;
-
Jędrzej Hryniak (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - kujon, zawsze w pierwszej ławce, wraz z Jackiem Wróblem i i Tomkiem Frankowskim trzymają się razem;
-
Agnieszka Kot (Ariadna, Adam, Edyta) to kuzynka Iwony z sąsiedniej klasy. Nie mówi za wiele, ale ma świetne stopnie z przedmiotów ścisłych. Wydaje się mieć zaburzenia ze spektrum autyzmu.
-
Joanna „Asia” Kowalczyk (Paulina, Mikołaj, Alicja, Krzysztof) - Stara się imponować gadżetami, ubraniami, domem. Bardzo dobrze się uczy, spokojna, zbyt grzeczna w porównaniu z resztą Uprzejma i wstydliwa, inni uczniowie potrafią jej dokuczać.
-
Julia Kowalska (Edyta, Ariadna, Adam) – ekstrawertyczna, miła i niekonfliktowa popularna dziewczyna z klasy, blondynka o bujnym temperamencie, zawsze w centrum plotek i imprez, dobra w sporcie, ale słaba w nauce.
-
Justyna "Carrie" Krawczyk (Krzysztof, Mikołaj, Alicja, Paulina, Ariadna) – Cicha, mało się odzywa, wszyscy mają ją za nawiedzoną. Dostała ksywkę "Carrie" na cześć bohaterki Stephena Kinga.
-
Magdalena „Magda” Król (Edyta, Ariadna, Adam) — klasowa gwiazda, urok osobisty, przeciętne oceny, świetnie odnajduje się pośród ludzi. Nie znosi Edyty.
-
Tomasz Lis (Edyta, Ariadna, Adam) - cichy, nieśmiały chłopak z uboższego domu, pasjonat poezji, historii i książek, unika tłumów.
-
Michał Mazur (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina, Ariadna) - klasowy bullie, dokuczają najczęściej kujonom i “tym słabszym”
-
Aishe Mirge (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) – z równoległej klasy, romka wychowywana przez babcię, która chce się wyrwać się z nieciekawego otoczenia. Niezbyt majętna, żeby pozwolić sobie na markowe rzeczy, czy nawet komplet nowych podręczników. Czego się wstydzi ale nie da po sobie poznać. Warunki mieszkaniowe również nie sprzyjają nauce. Dużo swojej garderoby szyje sama. Ma dryg artystyczny, nieźle rysuje. Ze względu na pochodzenie spotyka się z uprzedzeniami, zwłaszcza ze strony tych, którzy mieli kiedyś nieprzyjemny kontakt z krewniakami.
-
Kasia Nowak (Paulina, Mikołaj, Alicja, Krzysztof) - Pewna siebie, odważna, śmiała, „liderka w paczce” (wraz z Pauliną, Magdą i Joanną). Bardzo towarzyska, lubi imprezy i bycie w centrum uwagi, trochę bujne ego
-
Rafałek Pedarewski (Ariadna, Adam, Edyta) – przezwany jeszcze w podstawówce „Pedałkiem”. To cichy, słabowity i chorowity chłopak (silna astma), który chce zostać pisarzem.
-
Iwona Polak (Ariadna, Adam, Edyta) – dziewczyny (Iwona i Ariadna) od razu złapały stosunkowo dobry kontakt, tak samo się ubierają i nie wchodzą sobie na głowę, podobno zostały raz przyłapane na pocałunku, ale to pewnie kolejna plotka. Matka Iwony posiada salon kosmetyczny, w którym przesiaduje czasami jej córka.
-
Tomasz Rybak (Edyta, Ariadna, Adam) — chłopak z „tyłu klasy”, słucha metalu.
-
Daniel Skorupski (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - nerd II wojny światowej. Z pomocą znajomych i Elektroniki Praktycznej zbudował domowej roboty wykrywacz metalu. Chodzi po lasach i dawnych miejscach bitew szukając pamiątek z przeszłości. Żyje legendami o złotym pociągu, tunelach łączących zamek Książ z kompleksem Riese, wunderwaffe i skarbach nazistów ukrytych w Sudetach. Ubiera się w pozyskaną z demobilu, oryginalną, aczkolwiek trochę zniszczoną M65-kę.
-
Arek Sosnowski (Adam, Ariadna, Edyta, Paulina) najlepszy kumpel Adama Chlebowskiego uzdolniony piłkarz i sportowiec. Miły chłopak w typie golden retrievera do każdego się uśmiechnie i stara się być miły choć między uszami ma ciut pusto marzy mu się kariera profesjonalnego piłkarza przystojny i wysportowany.
-
Katarzyna Stobiecka (Adam, Ariadna, Edyta) – Kujonka, ulubienica nauczycieli typ dzieciaka który przypomni pod koniec lekcji że pedagog zapomniał zadać pracy domowej na weekend. Dzieli z Adamem pasję do teatru i kultury masowej we trójkę (Katarzyna, Arek, Adam) są dziwną paczką ale często razem się uczą i spędzają razem przerwy i czas poza szkołą.
-
Magda Wiśniewska (Paulina, Mikołaj, Alicja, Krzysztof) - Głupiutka, trochę dziecinna, Często robi niemądre rzeczy, żeby zaimponować lub być zauważona Bardzo naiwna, zabawna, poziom wredoty zerowy, „Goni za chłopakami”, lubi się śmiać i tańczyć
-
Jacek Wróbel (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - kujon, zawsze w pierwszej ławce, wraz z Jędrzejem Hryniakiem i Tomkiem Frankowskim trzymają się razem;
-
Łukasz Zaręba (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - fan techno i Schwarzeneggera. Nosi włosy postawione na żel, ciemne okulary nawet gdy jest jasno i białe spodnie z tribal wzorem, nazywane pieszczotliwie przez kolegów - spodniami z tatuażem. Grając w piłę, nie podaje, tylko sam leci na bramę, po czym oddaje bombę, która mija się z celem o dobrych kilka metrów. Jak na cyber-człeka lubiącego trans i elektronikę przystało, odnajduje się również w tranzystorach i programowaniu.
2. Nauczyciele w waszej szkole (lista będzie rozbudowywana w miarę potrzeb:
-
Anna Boćwiałkiewicz - nauczycielka biologii i chemii, wychowawczyni równoległej klasy 1A
-
Jan Józefiak - stary, surowy nauczyciel, wychowawca klasy 3A. naucza Fizyki oraz WOSu. Stary wyga, który na uczniowskich numerach, wykrętach i matactwach "zjadł zęby". Nie da sobie wejść na głowę.
-
Dorota Rusicka - dyrektorka szkoły, dawniej uczyła języka rosyjskiego
-
Henryk Wrona - wychowawca (klasa 1B, czyli wasza), nauczyciel historii oraz geografii. Was naucza tylko historii, geografia jest z innym nauczycielem. Pan Henryk to nauczyciel, któremu jeszcze się chce. Jest mniej więcej w wieku waszych rodziców, może nieco starszy.
3. NPC powiązani z waszymi postaciami:
<lista do zrobienia>4. NPC inni:
<lista do zrobienia>Inne sprawy organizacyjne:
Wątek sesyjny wystartuje najpóźniej w przyszłym tygodniu. Prawdopodobnie jutro (w czwartek), a najpóźniej pojutrze (piątek) wkleję orientacyjną mapkę z planem miasteczka. Korzystając z informacji dostarczonych z kartą postaci zaznaczę na niej ważniejsze miejsca (m.in. gdzie mieszkacie). To nie będzie dokładny układ ulic, tylko podgląd na to jak mniej więcej to wygląda. Dla przypomnienia: z jednego na drugi koniec miasteczka da się przejść w 25min (północ – południe) bądź 40min (wschód-zachód), czyli założeniem jest, że każdy z was wie gdzie co jest (może nie nazwę każdej najmniejszej uliczki) i nie ma się gdzie zgubić.
Plan miasteczka Sokołów Śląski:

Plan jest tylko poglądowy, nie trzyma żadnej skali. Jak już pisałem, miasteczko można przejść z jednego końca na drugi w 30-40 minut (wschód-zachód) bądź 25-30 minut (północ-południe). Zaznaczyłem ważniejsze miejsca, jak rynek, waszą szkołę, zamek. Dwie dzielnice mają już nazwy (Błonia i Przedmieście Lubańskie). Zielonymi kropkami zaznaczyłem kto gdzie mieszka. Grube czarne linie to schematycznie narysowane główne ulice, owal pośrodku to Stare Miasto.
Budynek z czerwonym "X" to problematyczny budynek socjalny zamieszkały przez cyganów.
Stare Miasto położone jest na niewielkim wzniesieniu, Zamek jest na wzgórzu, podobnie jak tzw. wille - duże domy wybudowane po upadku komuny.
Plan lekcji
Poniedziałek - 8 godzin (od 8:00 do 15:25)
Wtorek - 8 godzin (od 8:00 do 15:25)
Środa - 7 godzin (od 8:55 do 15:25)
Czwartek - 5 godzin (od 8:00 do 12:25)
Piątek - 7 godzin (od 8:00 do 14:30)Przerwy są 10 minutowe, po 5. lekcji jest długa, 25 minutowa przerwa:
- lekcja: 8:00-8:45
- lekcja: 8:55 - 9:40
- lekcja: 9;50 - 10:35
- lekcja: 10:45 - 11:30
- lekcja: 11:40 - 12:25
Długa przerwa - lekcja: 12:50 - 13:35
- lekcja: 13:45 - 14:30
- lekcja: 14:40 - 15:25
PONIEDZIAŁEK WTOREK ŚRODA CZWARTEK PIĄTEK 1 Muzyka Informatyka - WF Historia 2 Fizyka Historia J. Niemiecki WF Geografia 3 Godz. wychowawcza J. Polski J. Niemiecki Fizyka J. Polski 4 Chemia Matematyka Biologia Wych. do zycia w rodzinie Matematyka 5 Biologia Chemia Religia Matematyka Przysposobienie obronne 6 Religia Plastyka J. Polski - WOS 7 WF Geografia J. Polski - J. Angielski 8 WF J. Angielski Matemtyka - -
-
-
PROLOG

Sprawa wydawała się poważna, mieliście umówione spotkanie z Szeryfem miasta Damienem, każdy z Was idąc na nie zrobił rachunek sumienia, zastanawiając się czy za coś nie oberwie, albo czy nie będzie za chwilę przesłuchiwany. Damien czekał na Was w niczym nie wyróżniającej się knajpce fast foodów U Tooley'a, gdzie z daleka widzieliście że nie jest spokojny jak zwykle. Noga wybijająca rytm muzyki, tym z Was którzy widzieli go częściej, zdradzała oznaki zdenerwowania. Był sam.
Gdy tylko się zebraliście uśmiechnął się i rzekł:
- Książę kazał bym Wam to przekazał, nic więcej, telefony w środku są shackowane, pozwolą Wam na jeden telefon do moich wybranych ludzi, nic więcej, zawartość koperty do zniszczenia po użyciu."Książę" - zabrzmiało Wam w uszach - ale zanim któryś z Was się odezwał Damien wyszedł i błyskawicznie zlał się z resztą nocy.
Za oknem padał deszcz, coraz mocniej krople wybijały tętno ulicy, coraz szybsze niczym w sobotnią imprezową noc. Wasze byłoby pewnie podobne gdyby nie fakt, że od dawna byliście martwi. Zostaliście bez możliwości zadania jakichkolwiek pytań. Niezjedzony hamburger stygł obok brązowej koperty. Człowiek za ladą widział konsternacje na Waszych twarzach i nie odważył się podejść zebrać zamówienie.
Przed Wami leżała duża koperta formatu A4. Ciężka samym swym istnieniem. Nikt z Was nie sądził że zgadzając się na spotkanie przyjął zlecenie od Księcia, ale czy ktokolwiek z Was wiedząc miałby odwagę odmówić?
A teraz? Ciężar rósł z każdą chwilą, nikt z Was nie miał wątpliwości że konsekwencje ewentualnego spierdolenia tej roboty zaważą na Waszym całym istnieniu.
Powoli zapoznawaliście się z zawartością przekazując sobie każdy dokument i czytając w zamyśleniu.
A było to list:
Oraz dossier potencjalnych troublemakerów o których zajęciu się wspominał jaśnie władający, odręczne notatki spisane przez Damiena zapewne w lokalu zanim przyszliście, znał on jednak miasto doskonale, jak i tych których musiał pilnować.

Wszystkie materiały były oznaczone notatką do spalenia po zapoznaniu się, dość kłopotliwa wzmianka, mogliście albo je zachować i narazić się zleceniodawcy, albo spalić i w razie problemów zostać sami z konsekwencjami swoich czynów. Warto było to przemyśleć. Poza dokumentami w kopercie były dwa przestarzałe telefony komórkowe z klapką firmy Motorola, wyłączone.
Spojrzeliście sobie w oczy. Co teraz?
Tak bardzo nie było jej po drodze z tym całym spotkaniem u Tooley'a. MIałą dziś pomóc Thomasowi ze starym Chavroletem 1500. Od poprzedniej nocy zacierała ręce na rozbebeszenie tego olbrzyma i sprawdzenie co tam mu dolega. [image: 2acecbc68c12eb3f8674ef7c7fa73bb6.jpg] Ale była tuz za kierownicą swojego wysłużonego pickupa i patrzyła na światła Fast Foodu padające na mokrą ulicę. Co też przeskrobała… Dobra ostatnio może upolowała coś poza swoim rewirem, ale nieznacznie. Zresztą gostkowi się nic nie stało. Parę dni osłabienia i będzie znów jedzonko dla gospodarza. To nie mogło być to… Jej palce nerwowo zastukały w wysłużoną skórę na kierownicy. Jej wzrok spoczął na szeryfie. Chwyciła skórzaną kurtkę i nie zważając na nic wyszła na deszcz. Stanęła naprzeciwko Damiena czekając.. Diabli jedni wiedzą na co. Jej dłonie powędrowały do kieszeni, a palce jednej z nich zaczęły się przesuwać po scyzoryku. Jej wzrok spoczął na stojącym na deszczu aucie. Starała się zająć myśli.Kiedy ostatnio robiła mu przegląd? Powinna sprawdzić zawieszenie, na cholera regularnie ma luzy na sworzniach. No i tą rdze trzeba by ogarnąć… Jej widok przecięła znajoma sylwetka… więc wezwali cała koterię… To teraz sobie poczeka. Zerknęła niechętnie na szeryfa i znów przeniosłą wzrok na ulicę. Patrząc na kopertę już chciała zaprotestować. Nie miała chęci ani czasu na fuchy od księcia, już nie mówiąc o radosnej wizji narażania swoich czterech liter. Nosz kurw… - Mruknęła, widząc jak Damien wychodzi z lokalu. Z trudem powstrzymała się by nie rzucić najbliższym stolikiem o bar. By jakkolwiek odreagować wyjęła z kieszeni nożyk. Rozcięła kopertę i przeleciała wzrokiem po zawartości potem przekazując ja pozostałym. Głos Bleinerta wyrwał ją z zamyślenia. Popatrzyła chwilę na świra, mając spore obawy co do “dobrych obywateli” w tym lokalu. Jak tam chcesz. - Mruknęła cicho i spojrzała na pozostałych. - Proponuję pogadać gdzie indziej. Jedziemy do mnie? Czy któreś z was chce pogospodarzyć? Mówiąc to skinęła głową na swoje auto zaparkowane na ulicy. Zostawiła reszcie spakowanie fantów, chowając swój scyzoryk do kieszeni i czekając aż Bleinert skończy nawijać. Twoja bryka zmoknie, ale możesz ją wrzucić na pakę. - Skinęła na pozostałych i ruszyła w stronę auta. -
-
Hej, zaczynam temat bo wiem że co najmniej dwie osoby mają podręcznik

Podręcznik wygląda na dużo lepiej zredagowany. Zmiany na pierwszy rzut oka idą w stronę dużo większej śmiertelności (co imo słuszne), a niektórzy na sieci mówią że widzą w nich nawet cień 1ed (ja tam widzę bardziej cień zasad z IM, ale to dlatego że 1e już słabo pamiętam). Na dniach będę dodawał nowe posty i pokazywał co się zmieniło.Spis treści tej mini recenzji zauważonych zmian:
@Gladin napisał: Od razu przypomina mi się kłopot, jaki sprawiło mi rozliczenie wspinaczki na 4ed dla krasnoludów wspinających się na skałę pod ostrzałem i co mogli zrobić, gdy już dostali się na górę, a tam czekały na nich gobliny... całą scenę przeliczałem chyba kilka razy na nowo interpretując zapisy... Ciekawe, czy w 5ed jest to jasno opisane? Jest dużo lepiej, po pierwsze w 5ed masz odnośniki do innych miejsc jeśli coś jest opisane w różnych rozdziałach i nie trzeba szukać. Przykładowo wiem, że chcę się wspinać, no to na pewno skill Climb. Opis skilla na 111 od razu odsyła mnie do combat movement na 162 a tam podział ruchów na różne i info że Climb to będzie akcja i zajrzyj na 156. Może nie odesłanie bezpośrednio, ale nie przeglądam jak głupi podręcznika zastanawiając się gdzie to widziałem tylko idę po odnośnikach. A 156 to jedna z tych wspomnianych 20 stron, a tam poza tabelką trudności z propozycjami jakiej kiedy użyć jest: Climbing Ascending a well-made ladder, even while holding a onehanded weapon, does not require a Test. You move at half rate up or down ladders or other easily climbed surfaces. If you want to climb more quickly, spend your Action to make an Average (+2 SL) Climb Test. You will Climb an extra Movement + SL yards. So, a character with Movement 4 who rolled +2 SL will climb an additional 6 yards (4+2=6). If both hands are free, you can climb other surfaces with suitable handholds with a Climb Test using your Action for the Turn. You ascend or descend at a rate of ½ Movement + SL in yards. Climbing difficulty is set by the GM and varies with the nature of the climbed surface. Some climbs will be beyond the ability of most characters without the Scale Sheer Surface Talent (see page 125). Zatem wspinaczka po innej powierzchni niż drabina wymaga dwóch wolnych rąk i zużycia Akcji na test Wspinaczki, co pozwoli nam się poruszyć ½ Movement + SL w jardach na turę. Od razu też mamy podane że istnieje talent co pomaga wspinaczce i na której stronie jest opisany. Co do trudności tabelka na stronie proponuje m.in.: Easy (+4 SL)............... Climb: Make your way up a well-kept ladder. Average (+2 SL).......... Climb: Clamber up a steep incline with the help of a rope. Challenging (+0 SL).... Athletics: Climb up a brick wall to the second-story window and slip inside. Difficult (-1 SL)............ Climb: Clamber over loose roof tiles during a downpour. Hard (-2 SL)................ Climb: brak przykładu, są dla ride, drive i row, wszystkie związane z walką lub ucieczką przed walką (jak odpłynięcie w porę od zębisk morskiego potwora czy galop na włócznie wroga) Very Hard (-3 SL)........ Climb: Ascend the smooth granite face of a lofty mountain in the rain. U nas w sesji nie była to smukła ściana skały w deszczu, a dość mocno pochyła i pokryta ziemią pod ostrzałem wroga, więc najbardziej pasuje trudność Hard (-2 SL) mimo że nie ma przykładu dla wspinaczki. Dosłownie zero szukania i zastanawiania się, idę po odnośnikach, mam jasny opis, wiem że Trudny test i idę w górę (½ Movement) + SL jardów. Koniec tematu. PS. Jestem ciekawy czy to Athletics dla +0SL to pomyłka w druku, czy fikołek przez okno przeważył nad wyborem skilla w przykładzie. Obstawiam błąd w druku. Spoiler Dla porównania w 4 edycji: Przy skillu nie ma nic o stronie gdzie opisany ruch z jego użyciem. Szukam szukam, aż przeglądając podręcznik trafiam na ruch w walce gdzie jest napisane że po drabinie (lub po innej podobnie łatwiej do wspinaczki powierzchni) chodzisz z połową swojego tempa (rate'u) i w następnym zdaniu że 4 jardy Movement to 2 po drabinie. I tu jest problem bo Movement to cecha, Szybkość, nie tempo chodzenia/biegania i nie jest w jardach, zaczynamy się zastanawiać czy chodzi o tyle jardów co cecha Szybkość podzielona na dwa, czy może prędkość chodzenia z niej wynikającą podzieloną na dwa? O ile angielski podręcznik używa tu Movement z dużej litery to "rate" w zdaniu poprzednim i jednostka jardów nas trochę kołuje. Zaglądamy więc do polskiego podręcznika a tam użyto słowa "prędkość" z małej litery, więc sugerują że nie chodzi o cechę Szybkość a po prostu koszt ruchu jest podwojony po drobinie. Patrząc na inne przykłady ruchu widzimy że wszędzie są używane Chód/Bieg a nie sama Szybkość, więc nie do końca pewni decydujemy się iść za tłumaczeniem gdzie "Szybkość" zamieniła się w "prędkość" z małej litery. Ciąg dalszy jest już jaśniejszy, jak chcemy szybciej to dodatkowo za akcję Szybkości plus SL jardów z testu +20 wspinaczki, pojawia się ewidentnie w obydwu podręcznikach Szybkość z dużej litery i przykład pokazujący że chodzi o ilość jardów równych cesze. Porównując poderki dochodzimy do wniosku, że po drabinie to prędkość chodzenia na pół, szybko po drabinie to dodatkowo Sz+SL jardów, a z dwoma rękoma gdziekolwiek gdzie pozwoli MG to tylko 1/2 Sz + SL jardów. Test trudności ustala MG, brak przykładów. Co do pierwszego nie jesteśmy pewni bo jest rozjazd między podręcznikami, a sam angielski podręcznik używa sformułowania wyglądającego na błędne (nie tylko dla nas ale i dla tłumacza). Ogólnie tekst od 4ed różni się niewiele, ale skasowano zdanie które robiło najwięcej zamieszania. Szkoda, że zostawili "or other easily climbed surfaces" no ale zakładam, że każde wzniesienie które pozwala iść z bronią w ręku, choćby się nią czasem opierając a nie chwytając obydwoma rękoma, jest łatwe (tak samo jak drabina), zaś gdy potrzeba się trzymać dwoma rękoma już nie. Mamy więc ujednolicenie ruchu w poziomie z wspinaczką z drobnymi zmianami: W turze walki mamy 1 Ruch i 1 Akcję. Ruch możemy użyć by w poziomie chodzić lub biec w tempie z tabelki zależnym od Szybkości (cechy) albo by iść/biec po łatwej niepoziomej do wspinaczki powierzchni z tempem 1/2 tej wartości chodzenia/biegania z tej tabelki (czyli można wbiegać nie tylko po niestromym stoku ale i po drabinie). Jeśli chcemy szybciej w danej turze, to musimy już wydać na to dodatkowo Akcję, robiąc przeciętny test Atletyki dla biegu i innego poziomego ruchu, albo przeciętny test Wspinaczki dla łatwych do wspinania powierzchni. Test pozwoli nam przejść dodatkowe Sz+SL w jardach (cecha Szybkość + SL z rzutu, nie wartość z tabeli dla chodzenia, czyli mając Sz 4 i 2SL na rzucie przebiegniemy dodatkowe 6 jardów w turze). Jeśli wspinamy się po czymś co wymaga od nas aktywnego używania dwóch rąk to w ramach Ruchu nie możemy się przemieścić, musimy co turę użyć Akcji na test Wspinaczki i wtedy przemieszczamy się o 1/2 Sz + SL w jardach. -
Slann
Książę zwrócił się do Honoraty.- Załatwienie samochodu, sługus i tak zostanie ukarany przez śmierć swojego mistrza. Właściwie to możecie mu zaproponować możliwość stworzenia mi, oni bywają całkiem zabawnie przez pierwsze kilka miesięcy, ale tylko wtedy gdy macie na to Ochotę… Właściwie to możecie spróbować wydobyć z niego informacje na temat jakiś ukrytych pieniędzy Janusza, jak mi je oddacie w gotówce, to po odliczeniu swojego procenta Wymienię mnie na monety ze srebra i złota, które trudno będzie wykryć urzędowi skarbowemu, taki skarb na czarną godzinę. Mi ciężko zdobyć odpowiednią ilość waszych pieniędzy, a czasem Potrzebuję kupić rzeczy u was. I oczywiście drogi Sebastian nie będę uczestniczył w poszukiwaniach samochodu,
Niedługo potem Spotkanie się zakończyło i wszyscy rozeszli się do domu.
Sebastiana I koło łowieckie
Kilka dni po całym spotkaniu Mirosław Antonowski zwany przez Sebastiana Konserwantem Podrzucił Sebastianowi zaproszenie od koła Łowieckiego do którego Przecież Sebastian Należał, Czy skorzysta z tego zaproszenia?Prośba Nysa
Tego samego dnia, którego Sebastian dostał zaproszenie, po południu Nysa wysłało do Honoraty SMS z wiadomością.
“Mam dla ciebie interes!”Nieoczekiwane spotkanie Adama.
Gdy pewnego razu Adam wyszedł spacerować aby się przewietrzyć zobaczył GO! Był przystojny, wysportowany, długich włosach barwy miedzi opadających na ramiona… Podszedł do wilkołaka I Powiedział Melodyjnym głosem.- Przepraszam, czy wiadomo panu cokolwiek miejscu pobytu Janusza Kowalskiego? Jest mój ojcem, chociaż bardzo kiepskim, ale gdzieś pokrywał wszystkie swoje pieniądze i moja matka nie ma środków na utrzymanie, Czy mógłby pan wskazać miejsce jego pobytu?
Sprawa wózkowicza
Ustalenie miejsca pobytu wózkowicza nie było trudne, Wystarczyło wejść na Facebooka I zobaczyć kto najszybciej broni firmy…Nieoczekiwany księgowy
Pewnego dnia wieczorem gdy już zamykali i nie było gości zapukał do nich drobny mężczyzna, który rozpoznali tego moroi który pracował dla Janusza ( nie sługusa) Zwrócił się do nich błaganie.- Przepraszam, ale wiem że to wy byliście U Janusza, bo Wyczułem od was zapach Gdy wróciłem do pracy następnego dnia gdy zniknął. Ja wiem że on był Dhampirem, i zyskał większe moce z mojej winy, ale on trzymał moje papiery… Proszę czy widzieliście je i Czy możecie mi je oddać?
Odcinek 2 Szmaragdowy Lotos - teaser
Nie mógł się doczekać, aż znowu zasmakuje szmaragdu. To co dostarczała pani Kwiatkowska było wspaniałye Tak bardzo zwiększało jego moc! Wszystkie siostry przezywały go guślarzem, a teraz Mógł się nazywać prawdziwym magiem, kimś znacznie lepszą od jakieś wiedźmy! Teraz na dodatek poznał nowy czar, który teraz wypróbuje. Rozwinął kartkę i przeczytał inkantację. Wystrzeliło go w powietrze tak gwałtownie, że miał wrażenie że skręci mu kark! Widział jak niebo zbliża się ku niemu tak wielką szybkością! Potem jednak stanęło i nagle zaczął spadać. W tym momencie przypomniał sobie, że nie zna właściwego zaklęcia , który pozwoliłoby bezpiecznie wylądować. Z głośnym wszystkim zaczął zbliżać się ku ziemi.Był to kolejny dzień Pracy w kawiarni, ruch był umiarkowany, więc nie mieli wiele roboty, co miało swoje oczywiste wady i zalety. Niespodziewanie na ulicę prosto z nieba z wrzaskiem spadł jakiś mężczyzna rozbryzgując się po całej jezdni.
Adam
Adam miał duży uśmiech na twarzy, podziwiając przystojnego mężczyznę... aż ten się do niego odezwał.- Ojej, ja... - nie wiedział co powiedzieć - Hm... słyszałem pewne plotki... - zaczął ostrożnie - Tutaj w pobliżu jest park, usiądźmy sobie na ławce i pogadajmy, okej? - uśmiechnął się nieco tylko krzywo. Chryste, ile problemów...
Honorata
Książę do Honoraty
Wiedźma pozwoliła sobie na chwilkę, żeby jej mózgowy twardy dysk zanotował życzenia Księcia. Wyglądało na to, że zamierzał wyssać Janusza metaforycznie i dosłownie z czego się dało- Pieniądze i fura? Jeśli znajdziemy to załatwimy. RozumiemProśba Nysa
Honorata wyruszyła do Nysy z upieczonymi cynamonkami, żeby wyciągnąć lepsze bonusy z interesu kiedy już do niej dotrze się rozmówić. Jakkolwiek liczyła, że od magicznej dostanie mniej mroczno- wysysające zadanie. Dobrze by było nadrobić straty za szybę.Sprawa wózkowicza
- Adam dałbyś radę coś ustalić, skąd ten wierny pisze? Mi do tego byłby potrzebny z co najmniej włos delikwenta... Albo delikwentki. Chyba, że któryś z was złapal więcej materiału wózkowicza, żebym mogła próbować namierzenia.
Nieoczekiwany księgowy
- Niby gdzie mogliśmy zabraać papiery, których nie widziałam? - spytała wiedźma. - Kawy? Herbaty?
Odcinek 2 Szmaragdowy Lotos - teaser
Widząc ludzki rozbryzg przed kawiarnią Honorata mogła potraktować ogarnięcie przodkom skutecznych barier obronnych.- Adam, zobacz jak jest źle... Może trzeba będzie dzwonić po pogotowie, a nie tylko policję
Sebastian
Książę do HonoratySebuś nie odzywał się pozwolił Honoracie dokończyć spotkanie.
Nieoczekiwany księgowy
- Nie wiem o czym, Pan mówi, w ogóle nie znałem takiego człowieka, żadnych dokumentów na oczy nie widziałem i w ogóle mnie tam nie było. Niech Pan wejdzie, napije się herbaty, bo chyba coś się Panu pomyliło, ale zaraz wszystko wyjaśnimy - Zaprosił księgowego, podkręcając jednocześnie muzykę z głośników w kawiarni.
Jeżeli księgowy skorzysta z zaproszenia, Seba spojrzy się mu w oczy
- Muszę sprawdzić, czy masz jakiś podsłuch, zanim przejdziemy do rozmów, o interesach o niczym nie wiem, do niczego się nie przyznaje, dopóki się nie upewnię, że nie próbujesz nas złapać, na przyznaniu się, do czegokolwiek nawet twojego szefa nie widziałem. Szefowo sprawdźcie, czy nie ma jakieś magicznej wersji podsłuchu nie wiem zbadajcie aurę, czy co ? - Ostatnią część zdania skierował, do Pani Honoraty cała sytuacja zdawała się mu śmierdzieć tak jakby księgowy próbował im narobić smrodu, żeby się zestrachali i przyznali do zabójstwa.
Jeżeli księgowy nie będzie próbował ich w coś wkopać, sposób zachowania zbira ulegnie zmianie, zdejmie maskę cywila kelnera Sebastiana i założy maskę Śruby przestępcy złodzieja, który chce ubić interes:
- Słuchajcie no księgowy, załóżmy, że wiem o czym, mówicie i że jestem w stanie te dokumenty dla was zdobyć.... Co będziemy z tego mieć ? Kowalski podobno miał jakieś konto na kajmanach, do którego nikt nie miał dostępu czy jeżeli bym teoretycznie zdobyłbym wam te papiery, dalibyście radę wypłacić znaczną sumę gotowizny z kont zmarłego ? Bo mam klienta, który byłby tym zainteresowany... - Napił się melisy z dużego kubka, który sobie przygotował, dając facetowi szanse na odpowiedź, albo Szefostwu(Adamowi i Honoracie) na dodanie czegoś od siebie.
Sprawa wózkowicza
- Ja na pewno chcę go dopaść gdzieś na osobności i nastraszyć mam całą mowę o nazistowskich oficerach i plan, żeby zrobić, mu szramę na policzku chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że naszego terenu się nie rusza - W jego tonie słychać było stal. Mówił jako Śruba postrach dzielnicy, który broni swojego terenu! Może nie był już członkiem gangu, ale w pewnych aspektach wciąż myślał jak obywatel półświatka.
Klub myśliwych
Między Bogiem a prawdą to Sebastian bał się pijanych leśnych dziadków, którzy nie dowidzą i mogą na polowaniu pomylić go z dzikiem. Nie czuł szczególnej potrzeby mordowania zwierzaków, skoro mógł kupić mięso w dyskoncie albo u rzeźnika, ale potrzebował legalnego dostępu do broni palnej, bo nigdy nie wiadomo kiedy natknie się na wrogiego wilkołaka guhola czy inne kurestwo, na które jego bejsbol i ulubiony nóż to będzie za mało.
Poszedł więc na spotkanie obwieszony odblaskami od góry do dołu, żeby nawet ślepy go z dzikiem nie pomylił. Będzie okazja, to kupi amunicje, a jeżeli trzeba iść na polowanie, to też pójdzie, schowa poglądy do kieszeni, zabije jakiegoś jelenia czy innego dzika i nawet spróbuje pomóc, oprawić kto wie może jakieś bebechy, poroże czy skóra przydadzą się Pani Honoracie do magii ? Trzeba jej będzie kiedyś spytać.
Odcinek 2 Szmaragdowy Lotos - teaser
- Szefowo, a nie możemy tego trupa zaciągnąć do środka i udawać, że nic się nie stało ? Nie ma szans, żeby jeszcze żył z tej wysokości to umarł jeszcze zanim się rozpląsał "Terminal velocity" i takie tam? Nie potrzebujecie trupa do czarowania ? Albo moglibyśmy go rozpuścić w kwasie i udawać, że nic się nie stało, bo NAPRAWDĘ nie chcę wzywać glin i żeby nasza kochana kawiarenka zyskała opinie "dziwnego groźnego miejsca, gdzie rzuca się cegłami w okna i trupy spadają z nieba" - Śmierć człowieka zupełnie go nie ruszyła. Czekając na odpowiedź Szefostwa, podszedł do sprzętu grającego i puścił z uśmiechem piosenkę The Weather Girls "It's Raining Men".
Slann
Spotkanie w Nysa
Gdy tylko Honorata zapukała do drzwi Nysa otworzyło jej. I zobaczyła jejgo mieszkanie w świecie ludzi. Wiedźma Piekarnicza musiała przyznać że panował tam iście nerdowski nieład. Wszędzie widziała mnóstwo figurek w większości jednak zniszczonych, na ścianie plakat kapitan Marvel oraz Green Arowa. Najdroższą rzeczą było stanowisko do gier komputerowych.- Znakomicie! Jesteś mi potrzebna, Abym mogło Stworzyć eliksir miłosny! - Gdy to powiedziało, to na jejgo twarzy Pojawił się Rumieniec, i dodało. - To nie tak! On jest potrzebny do rozmnażania! - I gdy zdało sobie sprawę z tego że znowu coś palnęło, zrobiło wielkie oczy skryło twarz w dłoniach.
Seba i wyprawa myśliwska
Po drodze na miejsce polowania, Sebastian spotkał Mirosława Antonowskiego, który go zaprosił na to polowanie. Pan konserwant uścisnął rękę rozejrzał się w około i powiedział ściszonym głosem.- No dobra! Sprawa wygląda tak! My nie pijemy, Bo my tu jesteśmy w interesach No bo wiesz, jak oni popiją to my wytniemy mięsa tyle ile się da i sprzedamy ludziom tak po domach! Możesz też dać kawałek szynki z dzika tej swojej dziewczynie, wiesz tej co w piekarni Pracuje… Albo jakieś innej. Ja lubię porządne mięso z supermarketu, takie zdrowe, ale są ludzie którzy mówią że dobry kawałek szynki z dzika jest najlepszą drogą do serca…
Nieoczekiwany księgowy
Drobny mężczyzna usiadł zesztywniał gdy go przeszukiwali, wyraźnie tego nie lubił, ale nic nie ukrywał i gdy wszystko się skończyło to poprosił o herbatę i powiedział ściszonym głosem.- Ja pochodzę ze Zmierzchu, ale tam na… Moroi czasem źle traktują Moroi, jak rodzone sługi, a ja nie chciałam mieć do czynienia z magią i takimi rzeczami i chciałam być kimś normalnym jak księgowy więc tutaj się po cichu przeprowadziłam… I zacząłem pracować u Janusza, bo on o nic nie pytał, albo przynajmniej tak sądziłem, ale okazało się że mnie śledzi, Ale z nieco z innego powodu… Bo ja czasami krwawię… - Popatrzę znacząco na Honoratę, a potem dodał. I chyba chciał użyć tego aby nie szantażować bo takich rzeczy nie mam w papierach, ale okazało się że jest Dhampirem i gdy znalazł moje tampony, to wysłał z nich krew, a wtedy dhampiry zyskują moc jak prawdziwe Vampyry… Domyślił się kim jestem i zaczął mnie szantażować wezwie łowców czy kogoś takiego… Więc musiałem dawać mu swoją… Mogę pomóc szukać gdzie jest to konto, nie ma problemu…
Adama rozmowa
Mężczyzna uśmiechnął się ciepło i zgodził się. Gdy jednak usiedli nq ławce w parku to powiedział.- Mój ojciec na początku zabraniał mi karmić gołębie, chociaż co bardzo lubiłem, bo to było zajęcie dla starych bab, Harry Potter zaczął ze mną i karmić… A z pewnego dnia wyjął wiatrówkę i zastrzeliło się gołębi, i potem w domu razem jej obiecaliśmy i musiałem je potem zjeść… Szczerze mówiąc średnio za nim tęsknię. A słyszałeś jakieś plotki na temat tego co się z nim stało?
Sprawa wózkowicza
Po głębszej analizie jego profilu, okazało się że prowadził stronę na temat dokonań Janusza Kowalskiego, który miałby ci zostawię największym Polakiem tych czasów, pisał to nawet opowiadanie o nim i o jego geniuszu przecinek i twierdził że w istocie dokonał on wstąpienia na wyższy plan egzystencji!... Planował też założyć kościół Wielkiego Janusza.Człowiek który spadł z niebios.
Rzeczywiście Adam miał rację, z człowieka który spadł z Niebios wiele nie pozostało, ale niestety Zdarzyło się to w dzień, t właściwie cała ulica widziała ten upadek, i ludzie zaczęli wyglądać całkiem i wskazywać na zwłoki Z zaciekawieniem, nawet Jakiś chłopiec wybiegł z całą z zabawkową łopatką i zaczął je delikatnie tnącać jakbyś chciał je Obrócić na drugą stronę.Sebastian
Nieoczekiwany sprzymierzeniec księgowegoGdy Seba zorientował się o co chodzi jego usposobienie zupełnie się zmieniło... Stał się przyjazny - Nie przejmuj się Ziomuś jak dla mnie jak czujesz się facetem to jesteś facetem niezależnie od tego kto co ma w spodniach. Twoje sekrety są z nami bezpieczne masz prawo mieszkać gdzie chcesz i mówić o sobie jak chcesz i jakby ci ktokolwiek ci sprawiał problemy to zgłoś się do mnie pomogę po kosztach. Nie jestem z alfabetowej mafii ale teraz nie muszę udawać świętego oburzenia to uważam się za Sojusznika i biorę tą rolę na poważnie - Pozostała dwójka łowców wiedziała że Śruba rzadko kiedy oferował obcym podobne wsparcie skoro tak mówił znaczy że dużo na ten temat myślał i sprawa była dla niego ważna.
- Sorry za tą wrogość Stary ale skoro dorastałeś za Bramą to sam wiesz jaki świat potrafi być... Czekaj zajrzę to skrytki zobaczę czy jest w tym co zabrałem z Janusza jak pozbywaliśmy jeżeli nie ma to może Pani Honorata mogłaby zrobić magię ? W sensie jakby to jego dokumenty są to jakby wziąć włosa to może doprowadzą do dokumentów ? - Zapytał wiedźmy ale najpierw poszedł sprawdzić swoje schowki bo złodziejskim przywczajeniem zawsze chomikował portfele i dokumenty coby mógł lewą pożyczkę chwilówkę brać na czyjeś danę wespół z kredyciażem oszustem z którym się dzielił po pół ale teraz stracił kontakty. Kiedy zerkną do skrytki przypomniał sobie że nic od Janusza nie wziął bo był zaaferowany całą sytuacją.
Człowiek co spadł z nieba
Sebastian zwykle nie dotykał się do cudzych dzieci jako zasada bo za dużo zboków na tym świecie ale tym razem sytuacja była szczególna - Młody to nie zabawka! ZIUUUU! Z powrotem do osoby opiekuńczej! Proszę Państwa czyje to dziecko?!- Chwycił chłopczyka pod pachy i uniósł nad ziemię udając że lecą samolotem. W obecnej sytuacji nieco niefortunne ale teraz o tym, nie myślał ważne żeby chłopiec nie dotykał więcej zwłok i krwi.
Głos miał fałszywie radosny tonem jakim mówiło się do dzieci i zwierzaków bo chciał ograniczyć maleństwu traumy więc nie mógł reagować zbyt negatywnie przy odrobinie szczęścia smark nic nie zapamięta.Sebastian nawet gimnazjum nie skończył ale lubił czytać różne gazety. książki i podręczniki więc o psychorozwoju dzieci też kiedyś coś tam słyszał.
Rozmowa z fanatyczką Honorata pokazała Adamowi kciuki w górę. Wolała go nie wołać po imieniu- lepiej było nie pokazywać, że zna psa, który ugryzł człowieka, może i jej potencjalną sąsiadkę. Pociągnięto by ją jeszcze do odpowiedzialności jako potencjalnego właściciela. Ale musiała przyznać Klimajeście rację: *-Tak nic tak nie łączy ludzi jak wspólni wrogowie. Biedne psisko, oby nie złapało czegoś od tej złej kobiety! Zadzwoniłaś może po policję? *

