Blok przy Vine Street, 22:50
Frog odczekał jeszcze chwilę chcąc się upewnić, że nikt inny mu nie przeszkodzi w następnym kroku. Otoczony fasadami sąsiadujących ze sobą budynków, ciemny plac sprawiał wrażenie wyludnionego, chociaż zza części rozjaśnionych lampami okien dobiegały dźwięki muzyki, oglądanych w TV filmów czy inne odgłosy sobotniego życia towarzyskiego. Solo oszacował w głowie rozmiary budynku i doszedł do wniosku, że okna wychodzące na plac należały do rzędu mieszkań usytuowanych w tylnej części apartamentowca, a te nad Vine Street do przednich - co pociągało za sobą konieczność obserwacji obu części budynku, ale co samo w sobie nie nastręczało Shawnowi większego problemu.
Plac pozostawał pusty, spotkany na nim przypadkowy mężczyzna był zapewne lokalsem, który akurat teraz wybrał się do wielkiego stalowego kontenera wyrzucić śmieci i który wykazał dużo rozsądku udając, że nie widzi na placu obcego gościa.
Dłuższe czekanie mijało się z celem. Camara wyciągnął z kabury Pacifiera, złożył się płynnie do strzału mierząc lufą broni w obudowę skrzynki i zaczął pociągać za spust w jednosekundowych odstępach, po każdym razie opuszczając lufę pistoletu o dwa centymetry niżej w pionie skrzynki.
Pyknięcia tłumika zlały się w jedno z metalicznym szczękiem dziurawionej obudowy i brzękiem spadających na beton łusek, ledwie słyszalne z odległości większej niż kilka metrów.
Po czwartym strzału wewnątrz rozdzielni coś huknęło, w przestrzelinach pojawiły się iskry i Shawn w końcu doczekał się efektu, na który liczył.
W obserwowanym przez niego apartamentowcu zgasły wszystkie światła. Przez dwie sekundy w środku panowała zrodzona z zaskoczenia cisza, która prysła w trzeciej sekundzie zastąpiona pełnymi złości i frustracji krzykami płynącymi z niemal każdego mieszkania. Shawn mógł sobie wyobrazić furię ludzi, którzy właśnie oglądali finałowy mecz sezonu Blood Bowla albo nowy odcinek „Watson Whore”.
W dwóch mieszkaniach od strony placu zapaliły się światła, na trzecim piętrze niemal natychmiast po zwarciu, na parterze po dobrych dziesięciu sekundach. W pozostałych częściach obiektu panowała ciemność, która miała się tam rozgościć najpewniej do początku następnego tygodnia, jeśli brało się pod uwagę opieszałość miejskich służb energetycznych.