Przejdź do treści

Świat

Tematy spoza tego forum. Poglądy i opinie przedstawione tutaj mogą nie odzwierciedlać tych, które reprezentują członkowie tego forum.

A world of content at your fingertips…

Think of this as your global discovery feed. It brings together interesting discussions from across the web and other communities, all in one place.

While you can browse what's trending now, the best way to use this feed is to make it your own. By creating an account, you can follow specific creators and topics to filter out the noise and see only what matters to you.

Ready to dive in? Create an account to start following others, get notified when people reply to you, and save your favorite finds.

Zarejestruj się Zaloguj się
  • ZellZ

    My crown is not invisible...

    I'm going to make you see it, feel it

    and remember it.

    text alternatywny


    Zygfryd przysłuchiwał się słowom niewiasty, choć w głowie wciąż miał mętlik. Jednak jej słowa pozwoliły mu skupić się na czymś innym niż na jego budzącym grozę stanie. -Chronią? Chcecie być chronieni przez takie istoty? - Kątem oka spojrzał czy dochodzą już do obozu. Dlaczego tak ważne było żeby wrócili przed świtem?
  • GladinG

    Na początek chciałbym omówić mechanikę strachu przed większymi stworzeniami.
    Wyobraźmy sobie człowieka (nazwijmy go Klaus), który stanął oko w oko z gigantycznym wilkiem (rozmiar duży).

    Klausowi nie udało się przełamać strachu, wilk zbliża się do niego. Klaus otrzymuje 1 poziom paniki (wilk generuje strach (1)) i rzuca się do ucieczki. Ale wilk jest szybki i w następnej kolejce znowu zbliża się do Klausa. Czy w takim razie Klaus otrzyma drugi poziom paniki?

    Na szczęście dla Klausa, coś zatrzymało wilka na tyle długo, by mógł uciec i schować się w znalezionej szopie. Spogląda niespokojnie przez szczeliny, wilka nie ma, panika powoli mu schodzi, otrzymuje stany zmęczenia za każdy poziom paniki. Czyli jest już spokojny, ale zmęczony (2).

    Ale Klausowi nie udało się jeszcze pozbyć strachu, gdy nagle dostrzega wilka, który znowu się zbliża. Klaus ponownie uzyskuje jeden poziom paniki. Ale ponieważ znajduje się w szopie, w ukryciu, na koniec rundy traci ten stan paniki i uzyskuje trzeci poziom zmęczenia.

    To jednak nie koniec jego problemów. Wilk w kolejnej turze znowu się zbliża, generując znowu panikę. Ta znowu schodzi pod koniec tury, bo Klaus jest w ukryciu. Nowy stan zmęczenia (to już cztery)

    Czy waszym zdaniem dobrze rozumuję? Dobrze to rozpisałem? Zrobilibyście to inaczej? Wg was źle zinterpretowałem zasady podręcznika? Zapraszam do dyskusji.


    Wgrałem nową wersję mej ściągawki. Dodałem do niej m.in. listę zajęć, jakie pojawiły się w niektórych oficjalnych dodatkach (szukajcie pod: zajęcia, lista, strona 15.).
  • RewikR

    Zapraszam do zagłosowania na rozważane przeze mnie opcje prowadzenia sesji. Orientuję się na Jedyny Pierścień II ed., ale sonda ma za zadanie wybadać, czy jest sens, czy może jednak lepiej uderzyć w przyszłości w cos innego.

    Kiedy? Nie wiadomo. Nie szybciej jak czerwiec. Na razie nie bierzcie więc pod uwagę czy czasu będziecie mieli dość. Interesują mnie tylko chęci, możliwości pomijam, jakoś dogadamy z chętnymi.

    Komentarz do dostępnych opcji:

    1. Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - rozdział II "Doświadczeni Poszukiwacze Skarbu".

    Kontynuacja aktualnie trwającej sesji. Istniałaby możliwość kontynuowania gry tymi samymi postaciami (obecni gracze mieliby pierwszeństwo do swoich postaci), jak i nowymi. Wciąż same hobbity. Sesja zorientowana prawdopodobnie na poszukiwanie zaginionej broni legendarnego Bandobrasa Took'a. Największego bohatera hobbitów. Przy okazji kontynuujemy naukę zasad. Najpewniej pojawią się nowe elementy jak walka, czy faza drużyny.

    2. Gwiazda we Mgle

    Na wschodnim pogórzu południowej części Ered Luin wznosi się pradawna wieża, ostatnia pozostałość ogromnego zamku z czasów Królów. Ludzie mówią, że lśni w niej dziwne, niebieskie światło, czasem widoczne aż od Brodu Sarn – wygląda jak gwiazda nad morzem mgieł. Nikt o zdrowych zmysłach tam nie bywa – ostatnio w okolicy zaczęli ginąć ludzie.

    To już bardziej klimaty Aragorna, jak Merry'ego i Pipina. Bardziej mroczne, z pełnymi zasadami.

    3. Przełęcz Czerwonego Rogu

    Co by było, gdyby Drużyna Pierścienia nie powędrowała przez Morię? Czy faktycznie te szczyty są groźniejsze od samej Zguby Durina? Przeprawa przez Góry Mgliste w charakterze eskorty/kupców lub czegoś podobnego. Ale latem, więc powinno pójść łatwo, prawda?

    4. Coś innego

    Jeszcze nie wiem co, opcja dla tych co chcieliby u mnie grać, ale nie w Jedyny Pierścień. Bez wchodzenia w szczegóły, ale sugestie można wrzucać.


    Oddałem głos na ostatnią opcję. Aczkolwiek paplanie Paladina zaskakująco sprawiło mi przyjemność to chyba jednak wolę jak jest brutalnie i brudno. Nie wiem czy to też masz w swoim repertuarze.
  • ZellZ

    Jak co roku i teraz przypadł czas na Targi Fantastyki w Warszawie na co z chęcią i ciekawością przyjęłam zaproszenie, jako że nigdy wcześniej na takich nie byłam, a spodziewałam się znaleźć coś dla siebie na tej imprezie jakiej popularność przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania.

    Pojawiłam się na miejscu z moim opiekunem około 11, ze strachem patrząc jak topnieją miejsca do parkowania, jednak w porę otworzyli kolejne, bo zainteresowanych tylko przybywało. Przeszliśmy kawałek do samych targów obserwując gigantyczną kolejkę chętnych jednak już bliżej dowiedzieliśmy się gdzie jako media mamy wejście oraz miałabym je jako osoba niepełnosprawna poruszająca się z chodzikiem.

    20260425_211335.jpg

    Z zainteresowaniem oczekiwałam by zobaczyć co zaoferują mi targi, jednak nie wzięłam pod uwagę tej ilości ludzi je zalewającą. Może nie byłby to taki problem dla osoby sprawnej ruchowo, jednak ja bardziej martwiłam się jak przedostać przez nabity tłum nie zawsze patrzących wokół ludzi niż oglądać wszystko na stoiskach.

    PXL_20260425_095500327.jpg

    Osób naprawdę było multum i poruszanie się sprawiało mi nie lada problem. Stoisk też było więcej niż miejsca, ale mało z nich naprawdę skupionych na fantastyce, a większość oferowała merchandise anime, więc czuło się jakby na targach anime, a nie fantastyki co też było widać po większości cosplayów.

    PXL_20260425_101559999.jpg

    Zasmuciły mnie właśnie te cosplaye nie z powodu niskiej jakości, bo bynajmniej niskiej nie były, ale z powodu ich zupełnego braku widoczności w tej rzece ludzi. Powtarzam - sprawna osoba mogłaby zatrzymać człowieka i poprosić o zdjęcie, ale nie taka skupiona na przebiciu się żywym na drugą stronę, a niektóre z nich naprawdę były ciekawe choć z jakiś anime pochodzące.

    Znalazłam jedynie jedno ze stoisk z podręcznikami do RPG i raczej nie przeoczyłam innego. Nie chcieli nakleić ich ceny na zafoliowanych by nie niszczyć podręcznika, ale jeden niezafoliowany miał cenę wprost na okładce...

    PXL_20260425_095114202.jpg

    Hala Game Days była akurat tym spokojnym i pustym zakątkiem, ale prócz możliwości zakupu merchandice z gier i niewielkiej szansy na zagranie w cokolwiek nie oferowała zbyt wiele.

    PXL_20260425_100419650.jpg

    Jednym cosplayem fantastycznym jaki rzucił mi się w oczy był "oficjalny" Kratos z God of War.

    PXL_20260425_111923729.jpg

    Reasumując: Warszawskie Targi Fantastyki nie miały dużo z Fantastyką wspólnego. Atrakcje ginęły w tonie merchandise z anime, cosplaye tonęły w ludzkim tłumie. Ogólnie nie było to miejsce, gdzie chciałaby przebywać osoba z niepełnosprawnością, jaka musi mieć pomoc w poruszaniu się.
    Było tu naprawdę dużo stoisk choć one się powtarzały z tym, co oferowały i dla określonej grupy, jaka nie po fantastykę się tu fatygowała.

    Organizatorzy zbyt wiele próbowali ugryźć i niestety zapewne nie zorientowali się jak wiele osób się pojawi, a przynajmniej zapanować nie umieli nad grupą. Powinno być tutaj więcej porządku oraz o wiele więcej różnorodności na stoiskach by następnym razem móc widzieć te wspaniałe cosplaye oraz mieć z czego wybierać, co nie jest monotematycznym skupieniem na anime, zaś element gamingu rozbudować.

    PXL_20260425_111258074.jpg

    Gdyby moja krew nie była ściekiem leków to bym sama oddała, więc inicjatywa na plus. 🙂

    Organizatorzy tego eventu w moich oczach powinni zainwestować w większą ilość osób zajmującą się kontrolą przepływu gości i skupić się na aspekcie fantastycznym imprezy, jaki mają w nazwie, nie ograniczać się do w większości anime. Może też następnym razem większy nacisk położyć na kwestie dostępnych atrakcji z jakich znane są konwenty fantastyczne, a targi zaczną być też do smaku większej ilości osób.


    Tak tylko chciałem zagadać,chętnie pójdę do Gdańska w roli balkonika Zell. Albo zwyczajnie na kawiszczona.
  • AbishaiA

    Minęły miesiące na stacji ECHO-1. Ekipa zdążyła się już zadomowić i przejść przez bóle porodowe które ukształtowały jej skład i role jakie poszczególni członkowie pełnili w bazie. Ekipa zdołała się już zadomowić i przyzwyczaić do klaustrofobicznej natury swojego domu.
    Badania też posuwały się do przodu. Elena mapowała prądy morskie i sporządziła mapy akwenów a Vika katalogowała miejscowe formy życia zapisując ich kody “genetyczne” w bazie danych. Mikhail zaś starał się zlokalizować i wycenić miejscowe złoża na podstawie próbek gleby. Były to wielce powierzchowne badania planety, ale i konieczne. W zasadzie od takich działań zaczynano zawsze eksplorację planety. Od ogółu przechodzono do szczegółów. Niestety to, że były konieczne, nie czyniło tych czynności ekscytującymi.
    Niemniej ekscytacji załoga stacji miała pod dostatkiem. Nie dość że jeden duży statek rozbił się na jej powierzchni, to jeszcze odkryli kolejny wrak na jednym z księżyców planety.
    Mieli więc co robić.

    text alternatywny

    Szczelina. Długa na pięć metrów, szeroka w najszerszym miejscu na 2,5 metra. Przecinała miejsce które Elena z Janosem oczyściła ogniem. Był to problem dla Eleny. Nie można było budować nowej bazy czy też nawet anteny komunikacyjnej na dziurze prowadzącej w głąb skały.
    Elena z Janosem mieli więc nowy problem konstrukcyjny do rozwiązania. Bez oceny jak głęboka jest szczelina nie można było zabrać się za jej zatykanie. Oznaczało to, że Mikhail miał zadanie do wykonania. Ocena tej sytuacji wymagała wszak jego ekspertyzy.
    I dlatego prędzej czy później, będzie musiał tam polecieć i na miejscu rozwiązać tej problem. Może i mało go obchodziła sama placówka, to jednak ulepszenie systemu komunikacyjnego na Elpis było w jego interesie. Uczyniłoby jego wyprawy na powierzchnię planety deczko bezpieczniejszymi.

    text alternatywny

    Stacja ECHO-1, Pokład 2, Lab/MedLab

    Janos z dumą zaprezentował swoje rozwiązanie problemu Mikhaila. Przyrząd wyglądający jak nieporęczny pistolet lub doskórny dozownik leków.

    text alternatywny

    Tyle że duży i ciężki. Bardzo niewygodny w dłoni.
    -To poręczny taran ciśnieniowy. Przykładasz go do przeszkody i naciskasz spust. I przeszkoda powinna być usunięta. Na pewno poradzi sobie z kratkami wentylacyjnymi. I standardowymi drzwiami. Na grodzie awaryjne… cóż… tego nie sforsujesz ani tym, ani ręcznymi palnikami. Jeśli tam dalej są grodzie, to niestety nic na to nie poradzimy. Są zaprojektowane, by wytrzymać eksplozje mogące zniszczyć pomieszczenie.- wyjaśniał Janos, podczas gdy Mikhail przyglądał się nowej zabawce. - Ładunków w nim jest na cztery strzały i… nie używaj tego jako broni. Po pierwsze jest nieskuteczny w tej roli, a po drugie możesz zwichnąć sobie nadgarstek.-
    -A i nie był testowany. Nie jest też zbudowany, tylko wydrukowany. I choć wybraliśmy najprostszy darmowy schemat, to jest szansa że wydruk z replikatora zepsuje się po którymś strzale. Dokładność wydruku jest poniżej wymaganego minimum.- dodał Benjamin.


    Na Elpis szalały burze. Ich parametry mierzone przez czujniki stacji nie przekraczały pierwszego poziomu alarmowego. Oznaczało to, że osada ludzka przetrwałaby te burze bez trudu w standardowo zbudowanej osadzie. Żadne dodatkowe wymagania związane z budową takiej nie byłyby potrzebne. Także i lot w tych warunkach był możliwy i w miarę bezpieczny. Tak przynajmniej twierdziła Elena. Janos był bardziej sceptyczny. Przyznawał że lot był możliwy, ale bezpieczny… w tej chwili nie. Bez rozbudowanych struktur na powierzchni planety wspierających pilota, wedle Ciarki, tak lot był daleki od bezpiecznego. Niemniej dla Mikhaila ważniejsza była inna informacja która została dotarła do ECHO-1 dwie doby później. Sygnał informujący, że statek z zapasami przyleci do nich. Statek przewożący jego nowy kombinezon. Niestety, przylecieć miał dopiero za trzy tygodnie. Czy mieli tyle czekać przed kolejną wyprawą do wraku? Zdecydowanie nie. Tym bardziej, że bez dostępu do planety inżynier i tak nie miał zbyt wiele do roboty. [image: smalstat.png] Korytarz wentylacyjny we wraku. Wrota się zamknęły za nim. Znowu tu był. To już była jego trzecia wizyta w tym miejscu. - Nie będę ci mówił jak się zachować. To już rutyna dla ciebie.- w kombinezonie słyszał głos Janosa. - Naprawiliśmy kombinezon, ale wiadomo… naprawiony nie jest tak pewny jak nowy. Jego szczelność wynosi jakieś 98-99%. Nie powinno być problemu, ale… nie ryzykuj. Nie mamy powodu się spieszyć. Wycofaj się, jeśli zauważysz zagrożenie. Na naszej stacji nie ma broni służącej do walki z silnie opancerzonymi zagrożeniami, a szkoda marnować granaty na takie cele. Poza tym…- Janos westchnął.- … jeśli źle ocenisz odległość, systemy kombinezonu mogą wysiąść, a i być może część twoich wszczepów. Granat jest ostatecznością. Najlepiej będzie jeśli nie będziesz miał potrzeby go używać. Uważaj na siebie. Wiesz dobrze, że tam na dole będziesz zdany tylko na siebie. Na siebie i swój sprzęt. Na taran, granat i broń. Oby to wystarczyło. Póki co korytarz się skończył się znajomym rozwidleniem. Czas było podjąć decyzję.
  • AbishaiA

    Oryginalny tytuł: [Wampir] Martwe Wody: Sezon 2

    Była przykuta do tego miasta. Tak jak Lukrecja. Nowy Jork wrył się w jej ciało. Naznaczył ją jakoś bardziej niż krew Cyrila. I tęskniła do niego, mimo że wiązało się z bólem, strachem, poniżeniem. Mimo że było zimne i nieprzyjemne dla niej. Tu w Nowym Jorku, była tylko caitiffem, dziewczynką na posyłki Cyrila. Co takiego dało jej to miasto, że nadal trzymało na uwięzi? Że tęskniła za nim tak samo jak za swoim protektorem? Może nawet więcej?

    https://www.youtube.com/watch?v=qtJI79RlJNA

    Nowy Jork był zimny tej nocy. Nic w tym jednak dziwnego. Ostatnio padał tu śnieg. Był wszak koniec listopada.

    Niemniej bycie wampirem dawało tę przewagę Ann, że nie odczuwała temperatury. Przydatna cecha, gdy się przebywało całymi nocami przed neogotyckim budynkiem należącym do klanu Tremere. Ann znała to miejsce. Znała kamienne gargulce nieruchomo czuwające nad spokojem przebywających tam Kainitów. Kiedyś Ann zdarzało się tam wchodzić, ale to były dawne czasy. Teraz była persona non grata w budynkach Nowego Jorku kontrolowanych przez ten klan. Póki jednak kręciła się po okolicy, to była… tolerowana.
    W końcu była dla nich nikim.

    Ann przyjeżdżała tu zawsze gdy mogła, La Bella użyczała jej pokoju w należącym do klanu Toreadorów hotelu. Nie zawsze miała dla niej czas, ale zawsze była życzliwa.
    Zresztą pokój służył Ann, tylko jako spoczynek na jeden dzień. Noce spędzała tu, przed więzieniem Cyrila, siedząc, stojąc… zawsze czając się w mroku, zawsze szepcząc do siebie, a może do cieni otaczających ją?
    Obserwując. Część z wchodzących i wychodzących znała, ale tylko z widzenia. Szybko zorientowała jak niewiele wiedziała o nowojorskim klanie swojego Mistrza. Jak wiele tajemnic kryli przed innymi Kainitami. Zupełnie jak Giovanni.

    - A więc to prawda. Tremere mają nową fankę. - głos był znajomy, choć wydobywał się spod puchatej kurtki zakrywającej górną część kobiecej sylwetki. Bo to była dziewczyna pod tą kurtką.
    - Słowo daję, nie wiem co ty widzisz w tych antykach. - mruknęła zerkając na budynek przed nimi. Ann zaś próbowała odgadnąć z kim ma do czynienia, ale… choć głos już kiedyś słyszała to… nie potrafiła skojarzyć twarzy. A że naciągnięty na głowę kaptur i szalik owijający pół twarzy utrudniał identyfikację, to Ann pozostawała w metaforycznych ciemnościach, co do tożsamości rozmówczyni.

    Ta chyba jednak dobrze wiedziała kim jest Ann.

    - Nieważne. Mamy interes do sfinalizowania, więc proponuję pójść do pobliskiej knajpki. Nie ma co odmrażać sobie tyłka.

    Ann nie umiała powiedzieć czy bardziej nienawidzi wampirów, które sprowadziły wyrok na Cyrila, samego skazanego czy może całą nienawiść kieruje w swoją stronę. Wiedziała, że musi być winna położenia Tremere. W końcu go przed tym losem nie uchroniła. Ale jednocześnie pogardzała nim. Wszystkim co jej uczynił. I kochała to.
    To było takie ciężkie...

    Jej standardowe oczekiwanie przed siedzibą Tremere przerwało nagłe zainteresowanie nią. Była tak przyzwyczajona do bycia ignorowaną w mrozie, że nagłe poświęcenie uwagi wybiło ją z myśli. Obdarzyła dziewczynę wzrokiem pełnym beznamiętnego oczekiwania, który nie miał w sobie ni grama udawanego życia. Był naprawdę martwy.

    - Dobrze.

    Słowa Ann były prawie automatyczne, pozbawione jakichkolwiek uczuć, które kiedyś tam się kryły. Nie wydawała się ani zaciekawiona, ani znudzona. Ani podekscytowana, czy wystraszona. Jedynie można było wyczuć...
    Apatię.

    Trafiły do miejscowego pubu, typowej mekki hipsterów, urządzonej gustownie ale bez polotu, ot ładne meble, śliczny bar . Było tu sporo silenia się na oryginalność, ale czuć było brak celu. Nie wiadomo co właściwie chciano tu osiągnąć, poza tym, by wyróżniał się na tle innych pubów. Cóż… nie wyróżniał się na tle innych modnych barów Nowego Jorku. Wszystkie szczyciły jedynymi w swoim rodzaju detalami jednocześnie kopiując te same schematy. W tym to co podawały.

    - Ty sobie usiądź gdzieś, a ja zamówię sobie latte. - stwierdziła tajemnicza towarzyszka wampirzycy.

    Ann usiadła przy wolnym stoliku i czekała. Minęło parę chwil, nim rozmówczyni wróciła z dużym kubkiem gorącej kawy. No i Ann wiedziała, czemu… jej towarzyszka była śmiertelniczką. Teraz kaptur został zsunięty i Kainitka rozpoznała w niej znajomą magiczkę. Blondynka zasiadła naprzeciw Ann i napiła się kawy z lubością.

    - Chwila.- rzekła i wyciągnęła smartfona, musnęła palcami kilka razy uruchamiając jakąś aplikację i popłynęła smutna melodyjka , która choć ładna, była jakoś dziwnie nieprzyjemna.
    - No… teraz możemy bezpiecznie gadać.- wyciągnęła spod kurtki dużą papierową kopertę. - Trochę zajęło nam grzebanie, ale w końcu dotarliśmy do dna tego szamba. Trzeba przyznać, wykopaliście się w niezłe gówno. I to takie którego się nie spodziewałam… serio… odkryliśmy całkiem nowy problem w tym świecie. Tu są szczegóły… nudne, nawet jeśli znasz się na finansach, spółkach, etc. Bo tu jest zapis jak zdemaskowaliśmy kolejne warstwy zasłony dymnej. Zdecydowanie wolą ukrywać się w cieniu i działać po cichu. A wy zostałyście zauważone, bo mam wasze zdjęcia… twoje i twojej koleżanki.-


    Powrót do domu był pospieszny, bo musieli zdążyć przed świtem. Potem Ann udała się do piwnicy i ułożyła w swoim legowisku, by znów dać się pochłonąć koszmarom. Nieprzyjemnym i przerażającym ale w znajomy sposób. I nie zepsuły jej nastroju po pobudce kolejnej nocy. Williama już nie było w jego legowisku i sądząc po odgłosach dochodzących z góry już się obudził. I przebywał w kuchni. Z radia leciała muzyka, a sam Toreador pakował do lodówki worki z krwią. - Śpioch z ciebie.- rzekł na powitanie. - Clyde zdążył już przywieźć nam nowe zapasy.- Dodał jeszcze wkładając ostatnie woreczki. - Zakładam, że dobrze się wczoraj bawiłaś? Ja też planuję bawić się dobrze.- Potarł podbródek. - Dzisiaj w nocy nadadzą “Przeminęło z wiatrem”. To mój ulubiony film. A Clark… och… Clark. Mój ulubiony aktor. Szkoda że już nie żyje. Był to bardzo sympatyczny i bardzo charyzmatyczny mężczyzna.- Spojrzał na Ann. - Może chciałabyś obejrzeć ze… A fakt, nie możesz.- Zamknął lodówkę. - Masz zadanie zlecone przez Księcia. Wczoraj Larry wywołał awanturę w Róży i pobił innego Kainitę przy okazji demolując bar oraz cóż… naginając zasady Maskarady. Obecnie siedzi w areszcie. Trzeba go stamtąd odebrać i zawieźć do jego warsztatu, gdzie ma przebywać aż do odwołania. Ma areszt domowy, a tej nocy ty masz dopilnować, by wypełnił to polecenie Księcia.-
  • RewikR

    WĄTEK SESYJNY
    KOMENTARZE


    KARTY POSTACI:

    Zmiany w karcie Karty startowe
    przygotowanie, -1 PN Milo Makary Tuk
    sójka Esmeralda Tuk
    miód [uprzejmość], - 2PN, przygotowanie Lobelia Bracegirdle
    - Paladin Tuk II
    -1 PN Primula Brandybuck
    -1 PN, przygotowanie Rorimak Brandybuck

    SPIS POSTACI ZALEŻNYCH

    • Ada (Adaldriada) Burrows - młoda pograniczniczka z Małego Delving
    • Baldo Bunce - posiada gospodarstwo niedaleko Rozstajów, sprzedaje warzywa i drewno na opał. .
    • Beinion - tajemniczy człowiek, ponoć tropiący nikczemną istotę .
    • Bingo Slowfoot - kustosz Domu Mathom w Michel Delving
    • Drogo Baggins - narzeczony Prymuli
    • Eglantyna Burrows - matka Ady Burrows
    • Fredegar Chubb - spotkany w Rozstajach handlarz ryb.
    • Griffo Noakes - wnuk Starego Noakes'a, pszczelarza
    • Malwa Slowfoot - kustoszka Domu Mathom w Michel Delving
    • Odo Bolger - młody hobbit, powożący kolaskę Prymuli i Drogo
    • Pan Headstrong - pogranicznik zajmujący się sprawą płotu Starego Brody'ego
    • Pan Brownlock - pogranicznik
    • Pani Mirabella - hobbitka, posiadająca niewielkie gospodarstwo między małym i dużym Delving
    • Robin Roper - luby Ady Burrows
    • Stary Brody (Tolman Brody) - hobbit, mający swoje gospodarstwo na północ Za Pagórkiem .

    PLOTKI
    plotki z Postoju Wędrownika w Rozstajach


    DRZEWA GENEALOGICZNE HOBBITÓW


    OZDOBNIKI POSTÓW
    tekst alternatywny
    tekst alternatywny

    text alternatywny text alternatywny text alternatywnytext alternatywny text alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywny
    text alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywnytext alternatywny


    TOKENY POSTACI GRACZY
    text alternatywny text alternatywny
    text alternatywny text alternatywny
    text alternatywnytext alternatywny


    WYNIKI NA KOŚCI

    text alternatywny runa Gandalfa text alternatywny oko Saurona text alternatywny magiczny sukces

    %(#008040)[imię: nazwa umiejętności (PT X) - | 1d12 | yd6 | - porażka, wielki/nadzwyczajny skuces!]-|
    

    Ostatnio wprowadzone zmiany: odpisano nadzieję Milo


    Ściągawka @Rewik napisał w [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I: Koń pod rzeźbą Bandobrasa faktycznie pasuje i jest tam okrągły postument. Kominek też jest, niedaleko klapy do piwnicy przy schodach. Całą zimę ogień tam palimy i jakoś "odnaleźć resztę nie podołałem. @Rewik napisał w [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I: Tam, w rzekach, ryby nie pływają, w górach wiatry nie hulają. Tam morza i jeziora suche się zdają, To tam informacje się chowają. – ...i tutaj - Bingo Slowfoot pokazał im jeden ze zwoi – pisany tym samym atramentem jest tu tylko jeden fragment. – kustosz przeczytał im go na głos: Miejsce wskaże wam koń, co stoi obok koła, ten, co nie słyszy gdy się doń woła. Kto go zobaczyć zdoła i na noc ogień tam rozpali, odnaleźć resztę podoła.
  • AdministratorA

    Cześć.
    Znajdujesz się na Rolltelling, forum społeczności RPG czyli narracyjnych gier fabularnych.

    Jako społeczność opieramy się na modelu PBF (Play-by-Forum). Oznacza tekstową grę fabularną. Jeśli znasz klasyczne, "papierowe" gry RPG (jak Dungeons & Dragons, Pathfinder, Warhammer, Zew Cthulhu czy Cyberpunk), to PBF jest ich internetowym odpowiednikiem. Jeśli nie znasz – wyobraź sobie interaktywną książkę, którą piszesz wspólnie z innymi.

    • Ty tworzysz postać: Wymyślasz jej wygląd, charakter, przeszłość i umiejętności.
    • Opisujesz jej akcje: Zamiast mówić na głos, co robi Twój bohater, piszesz post na forum (np. "Dobywam miecza i z krzykiem rzucam się na goblina!" lub "Rozglądam się uważnie po zadymionym barze w poszukiwaniu informatora").
    • Mistrz Gry (MG) reaguje: Osoba prowadząca rozgrywkę opisuje konsekwencje Twoich działań i świat wokół Ciebie.

    W PBF nie musisz umawiać się z całą grupą na wielogodzinne sesje o konkretnej porze. Odpisujesz wtedy, kiedy masz na to czas i ochotę – rano przy kawie, w przerwie w pracy czy późno w nocy. Jeśli nie masz czasu na długie sesje na żywo lub za pośrednictwem komunikatorów, to jest forma rozgrywki stworzona dla Ciebie.

    Poza tym zajmujemy się też działalnością medialną, współpracą z konwentami fantasy i ogólnie pojętym tematami rpg, fantastyki, literatury czy gier, więc jeśli szukasz żywego miejsca do rozmowy, również zapraszamy na forum oraz na nasz Discord.
    Jeśli jesteś starym wyjadaczem RPG, mamy też coś dla Ciebie. Staramy się promować Twoje rekrutacje jako Mistrza Gry poza forum. Szukając graczy u nas, szukasz ich na polskim rynku PBF.

    Jeśli szukasz więcej informacji, zapraszamy do FAQ.


  • JhnWJ

    Oryginalny tytuł: [Mag: Wstąpienie] Connect away

    Connect away
    |-

    Mervi miała dość, po prostu dość. Patrzyła martwym wzrokiem na notatki, nie mogąc skupić się skupi na niczym. We się dziewczyno w garść – szeptała pod nosem, a odpowiadała jej tylko zimna biel ścian jej pokoju.
    Była dopiero na pierwszym semestrze architektury, nie mogła tego zawalić. Nie w tej sytuacji. Nie gdy jej ojciec wypruwał sobie żyły aby trzymać tą rodzinę w kupie, zarówno emocjonalnie jak i materialnie. Po prostu nie mogła sobie pozwoli na porażkę.
    Nie mogła też myśleć. Jakby w głowie miała gniazdo szerszeni, każdy jeden żądlił coraz bardziej absurdalnymi myślami. Co stanie się gdy zmieszam sodę oczyszczoną z perhydrolem w towarzystwie silnego promieniowania jonizującego? Czy wampiry chorują na jakąś formę hemofilii? Dlaczego burmistrz miasta przejmuje łapówki? Wiewiórki rządzą światem…
    Chwyciła rękami się za głowę. Co za absurdalne koncepcje? Jakby ktoś wlewał jej do środka głowy scenariusz przedstawienia teatralnego reprezentującego postmodernizm.
    Jenak chyba wolała to od innej kategorii myśli. Rozpamiętywania wspomnień. Wydarzenia ostatnich tygodni, dziwne zbiegi okoliczności, jeśli ktoś miał na tyle szerokie horyzonty, że nazwałby to zbiegiem okoliczności. Automat z napojami wariował przy dziewczynie. Za każdym razem. Padające piksele w matrycach telewizorów i komputerów, tworząc wielobarwną mieszankę. Neony. Widziała też barwy na ścianach, czarno-białe grafii które mijała od dziecka nagle było kolorowe. Najgorsze było to, że nie wszyscy to widzieli… Nie oszalała, była pewna, gdyż niektórzy z jej znajomych też, lecz nigdy wszyscy naraz, nie było też ani jednej osoby która doświadczyłaby tych wszystkich fenomenów.
    Za wyjątkiem jednej. Jej samej.


    Musiała wyjść, przejść się. Świeże, chłodne powietrze parku miało pomóc jej odzyskać skupienie i pozbierać myśli. Niestety, było jeszcze gorzej. Rozpikowane, wielobarwne niebo zdawało się walić jej na głowę.
    Usiadła zamroczona ma zimnej, mokrej od topniejącego śniegu ławce. Oddychała ciężko, dla pewności spojrzała w górę. Niebo dalej wyglądało jak problem… który wkrótce potem zasłoniła pomarszczona twarz. Blady mężczyzna, blondyn, bliżej sześćdziesiątego roku życia niż pięćdziesiątego, wpatrywał się w oblicze Mervi. Skądś go kojarzyła… chyba nawet do niej mówił, lecz teraz nie słuchała, zajęta natłokiem bitwy myśli między tym jaka jest moc skuteczna czasu oraz czy miłość mierzy się w kilotonach.

    - Mervi, wszystko w porządku?

    Znał jej imię. Zmrużyła oczy, jakby rażona nagłym blaskiem światła – chociaż oświecenie było tutaj przenośnią. To był jej wykładowca od historii. Podobno na wyższych latach prowadził specjalizowana historię sztuki i architektury. Jak każdy dobry, ciekawski student, dziewczyna sprawdzała dorobek naukowy. Doktoryzował się z wpływów masońskich w architekturze sakralnej. Był lubianym wykładową, z gatunku tych, których zapamiętuje się na długo. Szczególnie gdy mowa o takim ekscentryku. Prowadził ćwiczenia samodzielnie, prosząc, aby wszyscy zwracali się podczas nich do siebie po imieniu. Żartował, że ma już tyle lat, może naginać reguły.
    Reguły.
    Teraz ta myśl zabrzmiała w głowie dziewczyny jak grzmot. Serce zabiło jej szybciej.
    Naginać reguły.


    Mervi zdawała się nawet nie słyszeć Alisson. Patrzyła pustym wzrokiem na bawiące się w parku dzieci, na przechadzające się pod rękę pary, na siedzących na kocach znajomych. Patrzyła na to wszystko jakby znajdowało się w innym wymiarze, którego dotknąć nie mogła ani nie umiała... jakby było obcym światem. Widać było okropny ból w jej oczach, ale widać było jednocześnie coś, czego wcześniej tam nie było. Co wręcz z wściekłością chciało krzywdzić. - Sprawię jej ból. - odezwała się do Patronki tym lodowatym, poważnym głosem - Nauczę cierpienia, nauczę strachu. Maszyna je pozna. - mówiła przez zęby patrząc ciągle na rozgrywające się ludzkie relacje przed nią. - Nie rób nic przed czym musiałbym cię powstrzymać - powiedziała cicho Alisson, po czym po krótkiej chwili dodała - ani nie mów mi o niczym po dowiedzeniu się czego musiałabym interweniować. Mervi spojrzała na swoje dłonie próbując dusić wściekłość. - Robert nie zasłużył na to. Nie zasłużył na to cierpienie. - milczała chwilę - Ja powinnam... je zakończyć. Patronka dziewczyny w milczeniu przytaknęła głową. Chyba czuła… podobnie, a nawet przed chwilą sama coś podobnego… oferowała. Dziewczyna wzięła głęboki oddech, ale to nie pomogło odsunąć ucisku w gardle. Zacis , , .nęła dłonie, chcąc w ten sposób rozluźnić spięcje w całym ciele, choć coś jej mówiło, że nie będzie w stane. Położyła dłoń na dłoni Alisson i kiwnęła na znak, że jest gotowa. Młoda technokratka działała w tym momencie jakby automatycznie. Jej myśli kręciły się bez celu, trafiając odpowiednio jakby bez jej woli. Myślenie w tym momencie wydawało się drogą do samobójstwa... o czym szczerze myślała. Nie było już dla niej nic w tym życiu. Nawet nie zarejestrowała kiedy przesłała kody podane przez Odysa, wykonując sekwencję potrzebną w nawiązaniu kontaktu z tymi, których powinna unikać. Pajęczyna była tego dnia chłodna, jak chłodne były kalkulacje umysłu Mervi. Gdzieś na skraju pola widzenia przemykały kolorowe piksele, lecz była to w tej chwili dla niej całkiem pozytywna manifestacja wsparcia. Jedności celów ze swoim geniuszem. Wirtualni z którymi dzieliła sektor gdzieś zniknęli, jakby nie była to ich liga. Poza jednym avatarem. Wielki, szary, pręgowany kocur - wielkości sporego jamnika - przechadzał się właśnie po poręczy marmurowego mostu. Mervi pamiętała tą poręcz. W Unii nadzorowała dziesięć projektów mostów i kładek pieszych, dla żadnego nie mogło wprowadzić modyfikacji. Po prostu odtwarzali to co powstało, dawnych mistrzów - ale jakby oddzielając ich z czegoś. Jej projekt również był oparty na czymś co powstało, ale tylko na znanych stylach, budując na ramionach gigantów coś nowego. To była jej mała zemsta. Kot usiadł na poręczy i przekręcił głowę wpatrując się w nią swymi rubinowymi oczami. Nie mogła zeskanować jego ikony. Nie tylko kot obserwował. Mervi obserwowała też kota, jakby nie mogła się zdecydować jak na niego reagować. Cała jej istota zdawała się parować nie po prostu zimnem statyki, a czystą entropią. Niewypowiedzianą potrzebą zniszczenia, które mogłoby zaoferować jej ulgę. Własną nicość. Nie była pocieszona z widoku kota. Nie cieszyły jej takie dziecinne ikony. - Wiem, że był program. - odezwała się po dłuższej chwili nieruchomych obserwacji - Antropomorficzna zabawka uczyła kilkuletnie dzieci liczyć. - głuchy głos Mervi rozbrzmiał wokół - Nadawałbyś się do takich rzeczy. - Nie - kot otworzył usta, symulacja przekazała Mervi dźwięk, lecz pozostałe zmysły przebudzonej dostrzegły co innego, coś, przez co się zachwiała. Istna powódź bajtów, gigabajty danych nadpisujące okolice, pluginy wdzierające się backdorami do jej własnej ikony, hacki na otoczenie. Z przeciążenia sensorycznego otrząsnęła się po dobrych kilku chwilach. Wtedy też dotarło do niej co kot powiedział, nie było to samo “nie”. Mówił “nie jest bezpiecznie”. I spojrzała na kota który był zupełnie inną ligą niż ona. Nie wiedziała czy jej się to podobało. Nie powinna czuć się dobrze przebywając obok silniejszego od siebie zdrajcy, ale... ... zupełnie jej to nie obchodziło. Przeszukiwała swoje emocje, aby zobaczyć w nich... pustkę. Jakakolwiek troska o siebie znikła. Była pozbawiona emocji, jakby wszystkimi łzami wylała z siebie też uczucia, a szczególnie te dotyczące własnego przetrwania i dobrej kondycji psychicznej. - Odys mi podał te namiary. - odezwała się, gdy uporządkowała myśli po wywołanej sensorycznej powodzi. - Kłopoty - kot powiedział sucho - więc mała technokratka chce uciec z tego grajdołka? Czym nam zapłacisz? Mervi zmarszczyła brwi okazując emocję: irytację. - Namiary od Odysa wystarczą. - mruknęła twardo. - Nie zaszkodziło spróbować - kot wyprężył grzbiet przeciągając się - Hej, chybaś nie masz o to pretensji? - Kogo ty się spodziewałeś? Musiałeś wiedzieć, że kody od niego dostałam. - mruknęła ignorując pytanie, jakby dorosły był znużony pytaniami dzieciaka. - Naiwnego, zdesperowanego tostera - kot stwierdził brutalnie - ale widać dalej myślisz trzeźwo. To dobrze. Co chcesz osiągnąć poza wyjściem? Jak bardzo jesteś śledzona? Gówno uderzy w wiatrak przez samo twoje odejście czy jesteś tylko trybem? - Mają moją krew, mają wszystkie dane. - zaczęła zimnym, pozbawionym emocji głosem - Nie mają już nic na czym by mi zależało. - na chwilę pojawiło się niewielkie drżenie głosu - Muszę... - na chwilę załamały się słowa - ...coś zakończyć. - zacisnęła szczękę - Oni zniszczyli wszystko, co było mi ważne. Teraz nie ma nic, co by powstrzymywało mnie przed zabraniem im danych. Technokratka drżała z wewnętrznego stresu psychicznego. - Chcę maszynie pokazać ból i strach. Przekompilować na język, który zrozumie. - Zrozumiałem. Dostarczę ci programy niszczące infrastrukturę, skopiuj wszystko co chcesz i wgraj z tymi samymi otwartymi portami oprogramowanie. Mówisz, że jesteś na krótkiej smyczy? Mam pomysł jak to całkowicie zerwać, nawet jak będa mieli kopie, zmodyfikujemy cię. Wejdziesz do pajęczyny fizycznie. Kot zamilkł. Przekręcił głowę, wyglądał na zaskoczonego. - Dante daje gwarancję. Mervi powoli pokiwała na to głową. Szczerze nie interesowało ją co kod Odysa załatwił czy jak to wszystko owinęło się wokół Dantego. Wiedziała, że wciąż jej psychika była w strzępach, a zachowanie relatywnego spokoju wymagało od niej wiele wysiłku... który był w tym momencie nakręcany czystą złością i nienawiścią. W tym momencie chciała nawet by świat spłonął odczuwając każdą sekundę cierpienia, jakie i ona odczuwała. Nie wiedziała czy naprawdę jej zależy na życiu. Miała mętlik w głowie, a do tego sprzeczne myśli. Wiedziała tylko jedno. Chciała krzywdy Maszyny. - Nigdy tu nie byłam fizycznie. - stwierdziła wpatrując się w jeden punkt. - Dante daje gwarancję - kot powtórzył jakby nie do końca zapewniając Mervi, a raczej samego siebie - najlepiej jakbyś miała sprzęt digitalizujcy, ale z typowym VR też da radę. - Co mam zrobić? - zapytała nie wiedząc jak wchodzić fizycznie do Internetu... Nikt jej tego w Unii nie tłumaczył - Miałam za niską rangę by przekazano mi to... i takiego Geniusza. - mruknęła z jakimś zawodem w głosie. - Wysyłam ci już programy. Jak bardzo ci się pali? Akcja jutro? Pojutrze? Za tydzień? Kot zobaczył jak drżenie przeszło przez wizerunek technokratki, która wzięła głęboki oddech nim odpowiedziała. - Dziś. Kot znieruchomiał. Chyba jego maskownice mowy ciała nie działały do końca prawidłowo gdy komunikował się z kimś dalej. Trwało to kilka chwil. - Potrzebujemy godziny. Wysyłamy koordynaty połączenia. Jak będziesz gotowa, połącz się pod tamten sektor. Postaraj się za dużo przed wszystkim nie jeść, możesz wziąć lek na uspokojenie. Kot zawahał się. - To gotowe. Mogę mieć prywatne pytanie? Mervi spojrzała zmęczonym wzrokiem na kota. - Pytaj. - odparła cicho. - Co wisi ci ten stary pierdolnik Ulisses, że aż zagrzał najelitarniejszego? - Życie swojej przyjaciółki. - odparła. - Tej szajbuski? Technokratka pokiwała niemo. - Wszyscy jesteście popierdoleni - kot stwierdził sucho i zeskoczył z poręczy wylogowując się. Bajty danych powoli przegrywały się do ustawionej chmury. Mervi patrzyła na wzrastające procenty wykonania, które coraz bardziej przybliżały ją do zakończenia sprawy w jej życiu. nie rozważała jednak ich za bardzo. Była zbyt pochłonięta widokiem pistoletu jaki spoczywał w jej dłoni leżącej bez ruchu na kolanach. Usilnie próbowała panować nad potokiem myśli, jakie starały się szturmować jej umysł. Choć udało jej się wyciszyć wewnętrzny krzyk to jednak ciągle z tyłu głowy słyszała tylko jedno na tle dźwięku wystrzału. Winna. Winna. Czuła metaliczny zapach rozlanej krwi, jaka zdawała się przykleić tym zapachem do języka. Ból ściśniętego gardła towarzyszył jej cały czas, a nieruchome oczy z trudem powstrzymywały gromadzące się łzy. 97% Spojrzała w dół na trzymany w drżących dłoniach pistolet umazany krwią, która została przeniesiona przez jej dłonie. Pamiętała jak po oddaniu strzału tuliła silnie martwe ciało Roberta, którego krew plamiła ciało i ubranie technokratki. W tamtym jednym momencie chciała pozostać w tym miejscu wtulając się w Roberta i oczekiwać na przybycie śmierci. 98% Uniosła dłoń do twarzy i przesunęła po policzku rozsmarowując po nim krew Roberta. Zacisnęła mocno zęby walcząc z chęcią odwrócenia się ku niemu i powróceniu do przytulenia się w jego ciało. Ona go tak kochała... to wszystko zaczynało się układać... 99% Ponownie spojrzała na broń, jakiej widok zaczynał wypalać się w jej umyśle. Uniosła dłoń z bronią i oparła łokieć o biurko kierując lufę w stronę własnej głowy. Poczuła nagłą chęć pociągnięcia spustu, co dałoby jej spokój potrzebny jak powietrze. Dusiła się w tej kakofonii. Piksele obrazu rozmywały się od łez. 100% [image: 5.jpg] Prawie bezwiednie ponownie spojrzała do tyłu na Roberta i w bólu wydała z siebie płaczliwy jęk straty, z jaką nie mogła już sobie poradzić. Wysłane już zostało powiadomienie Wirtualnym, że zaraz się pojawi, ale... nie wiedziała już czy tego chce. Mijał czas, a ona wciąż czuła ciężar pistoletu w dłoni, a na monitorze mrugało powiadomienie o zakończeniu pobierania i pytanie o kontynuację procesu połączenia z Pajęczyną... A ona wciąż nie wiedziała. Gdy dotykała lufą do skroni uspokajając oddech przed naciśnięciem spustu ekran monitora nagle zwariował zastępując obraz ruchomymi liniami i artefaktami. Z głośników wydobył się przerażony wysoki dźwięk przeradzający się w niski ton. [image: e7c36c46fc59fc5eeea714e1f8d612ec.gif] Jeszcze chwilę Mervi patrzyła na szalony taniec pikseli nim opuściła broń i znowu spojrzała do tyłu na Roberta. - Pokażę Maszynie ból. Zrozumie strach. - zamknęła oczy - Dla ciebie, bo cię kocham. Odwróciła się na krześle i zakładając gogle VR nacisnęła polecenie kontynuacji. Alan zbladł wysłuchując raportu głównego analityka NWO w konstrukcie. Siedzący między nimi członek Iteracji X którego twarz już od wielu lat nie pamiętała grymasów emocji, krzywił nerwowo kącik ust. Alan westchnął ciężko. - Jak? - Skrajna bifurkacja modelu stochastycznego – analityk zaczął powoli, jakby ważąc każde słowo – moce obliczeniowe naszego konstruktu nie mogły zapewnić wystarczającej dokładności. Symulacje dla tego oddziału i tak prowadziliśmy z poczwórną standardową unormowaną precyzją CTO. Nie było śladu w modelach skokowej zmiany odpowiedzi. To maksimum jakie wyciąga nasz Konstrukt. - To skąd masz nowe symulacje? - Alan uciekł wzrokiem gdzieś w ścianę. - Twoje ostatnie raporty z terapii skorygowały standardowy błąd ewaluacji psychologicznej, zauważyłem niepoprawne dane. Wysłałem to tydzień temu do innego Konstruktu dysponującego większymi zasobami. Iterator zabrał głos nagle, tonem beznamiętnym. - Zniszczymy wszystkie raporty. Ja przygarnąłem Roberta, Alan dał ciała podczas indywidualnej oceny, człon analizy się nie popisał. - Nie możemy, Unia… Analityk zaczął pewnie tylko po to, aby przebudzony cyborg przerwał mu obcesowo. - Nie rozumiesz. Za nasze błędy oddadzą nas progenitorom jako materiał biologiczny najniższej klasy ostrożności. To jest błąd, i mnie chodzi o to, że dziewczyna ucieka i ukradła dane, niszcząc naszą infrastrukturę. To mogłoby doprowadzić do terminacji kogoś z nas, ale byłyby szanse. Nawet nie to, że błędne szacunki tak naprawdę doprowadziły do tego. Gradienty zagrożenia wskazywały tylko lokalne maksimum Roberta, lecz jego usunięcie spowodowało jej decyzje. Problemem jest to co zrobi potem. Tutaj – cyborg wskazał palcem końcowe zestawy danych oraz kompletnie zaburzony wykres. - Tutaj są same szumy i błędy numeryczne – analityk powiedział cierpko. - Nie – Alan ukrył twarz w dłoniach – jeśli jej nie zlikwidujemy w przeciągu anormalnie krótkiego czasu dewianci zyskają mistrza czasu. Co najmniej… Mimo porządnej konstrukcje tej dawno puszczonej (przynajmniej oficjalnie) stacji polarnej Mervi czuła nieprzyjemny chłód który zagłuszała ciepła herbata podana jej przez opiekuna tego miejsca. Przysadzisty egzarcha Nieniebiański Chóru był wieloletnim opiekunem tego miejsca oraz bardzo ciepłą i serdeczną osobą. Rozmawiali w trójkę. Ona, skrzywdzona Wirtualna Adeptka, ojciec Wiktor, opiekun przybytku, oraz przebudzony z którym tu przybyła… - Odys… - duchowny westchnął naprawdę zrezygnowany - ...on jest nie tylko w ciszy. On jest złamany, kompletnie złamaną duszą. Wyhodował niedźwiedzie polarne które są jak psy. Czasem! Magyą czasu przyśpieszył ewolucję i oswojenie. Jakby tylko marzył aby nagły wybuch paradoksu go zmiótł z tego padołu łez. Dopuszczając was do niego, biorę odpowiedzialność. - Wiem – Ulisses wyprężył się na krześle i upił łyka herbaty zerkając dyskretnie na minę Mervi – ale musimy to zrobić. Sądzę, że ta dwójka pomoże sobie nawzajem. - Już o tym wspominałeś. To jest za mało… - Wiktor, przyjacielu – Odys uśmiechnął się – nie wspomniałem ci o jeszcze jednym. On ma dług wobec Mervi. Będzie ją uczył. Ona stanie się jedną z bardziej wartościowych broni Tradycji w tej przeklętej broni. - To wirtualna… - Wiktor zmieszał się - ...przepraszam Mervi, nie chciałem aby to tak zabrzmiało. Może sam jestem do was uprzedzony, nie będę ukrywał… Ale najbardziej niepokoi mnie twój wiek. Będziesz mistrzem? Może nawet dalej? Podołasz, wiesz z jakiej gliny cię ulepiono? Nie zejdziesz ze ścieżki? Milczeli dobrą chwilę nim Ulisses przerwał to delikatnym głosem. - Tylko on ma klucze. Ja jej ufam. - Nie ma mowy – cyfrowy, humanoidalny kot prychnął w kierunku rtęciowego człowieka – w co ty mnie mixujesz Dante. Za żadne skarby na świecie. Jeszcze tych hermetyków wziąłeś na dokładkę. Kto to był, ten Tytalus? - Potrzeba nam wsparcia politycznego. Augustin Jean Feugarde, to zaufany człowiek. Mistrz u siebie, naprawdę porządny człowiek. Ma się nią zajmować z odległości. - Wiesz jak to brzmi? Najpierw pół Kryształowego Pałacu dostało sraczki, że wielki Dante prosi o przysługę, potem wyszło, że Mock N’ Death mieli długu u tego pojeba Ulissesa i to pośrednio na jego zawołanie ta cała akcja. A teraz jeszcze mieszasz mistrza wkijowdupców. To są dla mnie za wysokie progi. Muszę wiedzieć o co chodzi. - Przecież i tak bym ci powiedział – rtęciowy człowiek przysiadł na bloku danych – dziewczyna uciekała z Unii. Nasi zorganizowali przerzut przez pełna digitalizację, wulgarne straszne. Miała ze sobą dane, upload na chmury lustrzani zablokowały. Dowiedzieliśmy się o tym już w Pajęczynie. W walce przepaliło wiele sektorów, kilka sam upaliłem aby zatrzeć ślady. Dziewczyna ma dane unii. Petabajty danych, królestwo… Zaszyfrowała je swoim avatarem gdy było gorąco. Zrobiła to chyba mniej lub bardziej celowo. Teraz leży w śpiące, ale wyjdzie z tego. - Biorę ją. - Szybko się zgodziłeś, Joel. - Wiem – kot mruknął – ty chyba wiesz też czemu. - Bo dane są ważne. - Tam dane – machnął kocią łapą – skoro wykręciła taki numer z waszą ucieczką, Ulisses miał u niej dług, a teraz wszyscy wokół niej skaczą, to z tymi danymi też zrobi nas wszystkich na szaro. Ona ma cholerny talent, może nawet większy niż ty. I nie jestem najlepszym nauczycielem. Ale jestem lepszy od was aby nie stała się potworem. Też mam swoje źródła, mój mentor był w Unii. Wiem co tam się wydarzyło. Ona potrzebuje ciepła. - I ty niby jej dasz to? - Tak – kot pociągnął wąsami – bo w waszej lidze… Sam wiesz jak to jest. Wiedzieli. Była już z Jonathanem pół roku w lodowej pustelni pełni książek, kiszonek oraz z przesympatycznymi domowymi niedźwiedziami polarnymi – trójką niedźwiedzi zachowujących się jak kochające psy, które co róż przynosiły im mięso foki – ich główny składnik diety. Przez ten czas nie odzywali się do siebie. To znaczy Mervi czasem coś mówiła, ale hermetykowi paradoks odebrał Słowo. Mimo to, z trudem, przekazywał jej wiedzę. Zrobił to chętnie, bez namawiania. Gdy pierwszy raz ją zobaczył, był przekonany, że adeptka chce go zabić – i nie bronił się. Dzisiaj siedzieli popijając faktyczne piwo z nietoperza. Mervi chyba upiła za dużo. Za dużo rozgadała się. I do do Jonathana, co do którego płonęła w nie nienawiść. I trochę współczucie. - ...więc tak odszyfrowałam te dane. Uderzam w unię, pomaga mi w tym moja fundacja. Myślą, że jestem genialną hackerką, a ja po prostu wyciągam zachowane dane, czasem muszę coś aktualizować. Patrick jest nieocenioną pomocą, ale też inni dają radę. Chyba znalazłam swoje miejsce na ziemi. Prawie – zacisnęła pięść – mogę się z tym wszystkim pogodzić. Prawie. Jonathan podniósł dłoń. Jeden palec. Mervi chyba rozumiała. Jeden przypadek. Jeden raz, nie więcej. Pogodzić się ze sobą. Chociaż zdawali sobie sprawę, że razem pokonają pewne ograniczenia. - Dobrze. Kaleki hermetyk odjechał wózkiem aby nalać kolejny kufer piwa. Czas mierzy się mocą. Klucz do uniwersum w jej dłoniach. Spodziewała się odwiedziny kogoś pokroju takich osób Sh'zar. Nic nie nastąpiło. Nie wiedziała czy to temu, że udało się jej perfekcyjnie czy temu, że nic jej nie wyszło. Ale zrobiła to. Przez moment była zegarem zegarów, czasem dla czasu. Odrobinę młodszy od Mervi chłopak wyglądał na zakłopotanego. - Robert? - A co? - zapytał podejrzliwie, lecz ona już widziała. Właśnie entropijne algorytmy wżerały się w systemy unii. Nie trzeba było do tego wiele, wszystkie oscylatory kwantowe mieli zepsute, żadna ramka danych nie potrafiła być poprawnie zsynchronizowana gdy lokalny czas wszystkich układów był przesunięty wobec siebie. „Coraz bardziej staję się one trick pony jak J.” - pomyślała. Uśmiechnęła się do Roberta i skradła mu pocałunek. - Poszukaj mnie – powiedziała ogłuszając go uderzeniem z irlandzkiej szkoły. Dziś Unia nie dotrze do nowego przebudzonego. Nowy członek fundacji Nowego Domu (przyrzeczonego z odrodnego Białego Domu) siedział w sali wspólnej jeszcze nie do końca nawykły do nowego otoczenia. Student Wirtualnych Adeptów, utalentowany, ale jednak sierota – któremu brakowało chociażby materiałów z teorii sfer – był trochę podenerwowany. - Nie spinaj się – Sameul powiedział z typową dla siebie energiczną manierą – nawet nie wiesz jak trudno było odzyskać tą dziedzinę. Najpierw biegaliśmy za niedobitkami fundacji, a potem razem stwierdziliśmy, że będziemy szachować radę. Przez moment myślałem, że będą nas szturmować. - To nie brzmi jak coś co miałoby mnie uspokoić. Pierwszy raz jestem w dziedzinie umbralnej. - Po prostu twoja mentorka, jak wy to mówicie, jest elitarna w kosmos. Zaraz pewnie wrócą z Patrickiem, takie tam sprawy mistrzów tradycji… Dalej Robert już nie słuchał. Gdy zza rpgu białego, architektonicznego cuda wyłoniła się twarz Mervi, a ich wzrok spotkał się… ...ich dusze się już rozumiały.
  • AbishaiA

    Oryginalny tytuł: [Wampir] Martwe Wody: Sezon 1

    Deszcz uderzał o szyby busa, którym jechała. Ciemność panująca za oknem zlewa się z mrocznymi pniami wiekowych drzew. Tu na krętej drodze gdzieś w Appalachach wydawało jej że opuszcza cywilizowany świat zostawiając za sobą bez.. cóż… znane światła Nowego Jorku, który to od dawna przestał być dla niej bezpieczny. Minęło już trochę czasu odkąd opuściła światło dnia wchodząc w strefę mroku Big Apple. Przywykła już do nowych reguł, nauczyła się unikać dużych drapieżników, niszczyć słabe, zyskała protektora… pozostając jednak nadal ratlerkiem kręcącym się pomiędzy łapami dużych psów.

    https://www.youtube.com/watch?v=ysL9QyFUFWI

    Aż którejś nocy, sprawy poszły w złym kierunku. Jej towarzyszy ubito w groteskowy i brutalny sposób. Ona sama uniknęła tego losu. Kim byli napastnicy? Sabat? Cama? Łowcy? Diabli wiedzą. Może nawet i sami Diabli. Wiedział pewnie jej protektor, każąc natychmiast się jej spakować, podając namiary na busa i stwierdzając że zawiezie on ją do jego przyjaciela.
    Jak to bywa u Tremere, jej opiekun lubił być tajemniczy, nawet gdy nie musiał. Nie bywał też nerwowy, do dzisiejszego wieczoru. Ona sama była płotką, więc nie wiedziała co się działo w gabinetach primogenów… ale nawet do poziomu ulicy dotarły drżenia ze szczytów.
    Więc zrobiła co kazał.
    Załadowała klamoty do busa, wsiadła i jechała w nieznane nie wiedząc co ją czeka.

    W końcu po paru godzinach dotarli do przystanku gdzieś w lesie, przy którym to na szczęście, stała stara półcieżarówka forda z wściekle czerwonym lakierem , a o nią opierał się bladolicy mężczyzna z dużym parasolem mającym go chronić przed ulewą przetaczającą się nad nim. Dochodziła już północ, więc nic dziwnego że był tylko on. W taką pogodę, o tej porze i na przystanku prowadzącym donikąd nie powinno być nikogo. Więc musiał być tu z jej powodu.-|
    W końcu bus się zatrzymał przy przystanku i nie pozostało jej nic poza wypłynięciem na głębię, w którą jej protektor ją wrzucił.

    Czuła, jakby markotna pogoda, wraz z busem zmierzającym wprost do zapomnianego przez Boga zadupia Ameryki, tak pasowały do jej osoby. Miejsce, do którego została "zesłana" zapewne było porzuconym odpadkiem wielkiego świata, schowanym gdzieś daleko, daleko, byle nie pojawiało się na widoku, a przed ulewą każdy wolałby się uchronić, aby go nie tknęła.

    Protektor nie powiedział Ann jak powinna się zachowywać wobec osoby, do której ją przerzucił, jednak dziewczyna zakładała, że wampirze zasady obowiązują tak samo w metropoliach, co i w małych miejscowościach. Nie oznaczało żadnej zmiany dla statusu Ann. Wszędzie brak statusu ciągnął za sobą takie same konsekwencje, może czasem tylko cięższe. Ponad pułap zera się nie wzniesiesz. Nie musiałeś przemierzać nocnego świata długo, aby zrozumieć proste zasady kolejki dziobania nie do końca martwych.

    Przerzuciła przez ramię workowatą torbę, w którą wrzuciła swoje rzeczy na podróż (czyli w sumie wszystkie swoje rzeczy, jako że większość i tak zdobywała w razie potrzeby, nie na zapas) i wyszła z busu na rozmokłą ziemię. Szybko zaatakowały ją smugi deszczu, przed którymi broniła ją tylko słabo przemakalna (nieprzemakalna to byłoby za dużo powiedziane) kurta z kapturem. Ann dziękowała losowi, że znajomy Tremere zapewnił samochód, który uratuje ich przed pływaniem w błocie.
    Do tego ta kurtka i nie mogła długo nie przepuścić wody, a buty jeszcze szybciej by się poddały. Może i zimno po śmierci nie było powodem do zmartwień, to chodzenie w ciężkich od zimnej wody ciuchach i obuwiu... nie było interesującą perspektywą.

    - Bardzo się spóźnił? - Ann odezwała się cicho do mężczyzny, gdy podeszła bliżej, czując jak wnętrze kaptura zawilgotniało.
    - Trochę.- odparł mężczyzna o twarzy młodzieńca, którego twarz promieniowała urodą i charyzmą. Pozwalało to… zgadywać z dużą szansą na trafienie z jakiego jest klanu. Uśmiechnął się i dodał.- Ty jesteś Ann? Ja jestem William, William Blake. Cyril poprosił bym się tobą zaopiekował. Witamy w Stillwater.
    - Ann Paige. - wampirzyca nie wiedziała czy być szczęśliwa, że trafił się jeden z Toreadorów. Oni miewali bardzo... małą cierpliwość do tych, no, z poziomu gruntu - Nigdy nie byłam w czy nawet blisko Stillwater, a pan Sauveterr nie powiedział dużo o miejscu.

    A nawet w ogóle nic...

    - Czy... Są tu jakieś prawa, które mam spełnić? Książę?
    - Książę… mamy tu takiego. - przyznał William po chwili namysłu. - Poznasz go jutro, całkiem sensowny facet jak na klan, z którego pochodzi. Prawa to… nie wychylaj się za bardzo, bo Maskarady pilnujemy. Bądź co bądź w małych miejscowościach plotki rozchodzą się szybko. Poza tym, zapoznam cię jutro z ogólnymi zasadami co do żerowania w tym mieście. A póki co mam kilka woreczków z krwią w lodówce. Nie jesteś chyba Tremere, co?
    - Czemu o to pytasz? - Ann poczuła się na niepewnym gruncie.
    - Bo mamy jedną z tego klanu w mieście, która ponoć wypełnia tajną misję i dostałaby szału gdyby pojawił się tu jakiś Tremere bez jej wiedzy. Oboje chyba nie chcemy robić z twojego przybycia skandalu, którego echo dotrze do Nowego Jorku. Skoro Cyril przysłał ciebie do mnie, to znaczy, że uczynił to bez wiedzy reszty klanu w Wielkim Jabłku. - wyjaśnił William i zaśmiał się.- Ale wiesz co? Po co mamy dalej moknąć. To wszystkie twoje rzeczy?

    Alarm ostrzegawczy rozbrzmiał w głowie Ann. On nie wiedział!

    - Tak, to wszystkie, nie obładowuję się na podróż. - postarała się jak najspokojniej uśmiechnąć. Co ona powinna powiedzieć?! - Nie, spokojnie, nie sprawię kłopotów. Z panem Sauveterrem nie wiążą mnie Klanowe podobieństwa.
    - To dobrze… nie lubimy tu kłopotów. - odparł żartobliwie Kainita, otwierając drzwi do samochodu i wsiadając. Następnie otworzył drzwi Ann.
    - To jaki klan reprezentujesz?

    Gdyby Ann musiała oddychać, teraz by nagle zaprzestała. Nie wiedziała czy William nie uzna, że nie ostrzegając go wcześniej nie zrobiła jakieś gafy, cholera wie z tymi klanowymi szlachciurkami...
    Obawiając się, że zaraz zamknie jej drzwi przed twarzą, gdy dowie się prawdy... po prostu wpierw skorzystała z zaproszenia do środka samochodu.

    - Dziwi mnie, że mój patron nie powiedział ci o mnie więcej zawczasu. - spojrzała przed siebie, na szybę przednią - Nie należę do żadnego z Klanów…
    - Nie jesteś chyba cienkokrwistą co?- zapytał nieco zaniepokojony mężczyzna, ruszając samochodem.- Z tego co wiem, w dużym mieście zrobiło się nagle gorączkowo i trzeba było działać szybko. Dowiedziałem się wczoraj o twoim przyjeździe i że mam się tobą zaopiekować.
    - Nie, nic z tego. - pokręciła głową - Krwi nie mam tak rozrzedzonej jak tamci.- mogło być gorzej, William przyjął to dobrze - Tak, zrobiło się zamieszanie, ale tornado poczęło się od góry, więc nie znam szczegółów.
    - Ja też nie.- przyznał William ruszając i spojrzał na Ann.- Możesz podawać się za Toreadorkę, z chęcią poświadczę, że należysz do mojego klanu. Będzie to nawet wygodne dla mnie, bo oszczędzi paru pytań. O ile oczywiście parasz się jakąś dziedziną sztuki?

    Ann zastanowiła się, ale po chwili tylko wykrzywiła usta.

    - Umiem ustawiać towary na półkach i wytrzymuję kłótliwych klientów. - odparła cicho - Wykorzystywanie Klanu jako swojego... - wetchnęła - Nie robi się tego jeżeli chce istnieć. To może być prosta droga do kłopotów, także i dla ciebie…
    - Jakby kogokolwiek obchodziło co się dzieje w Stillwater. Moglibyśmy założyć sektę ku czci Przedpotopowców i nikt w Nowym Jorku nawet by nie spojrzał w naszą stronę.- odparł sarkastycznie William, gdy jechali przez las.- Stillwater to miejsce, gdzie zsyła się niewygodne wampiry, by o nich zapomnieć. Mało kto wraca z powrotem. Możliwe, że tu utknęłaś na resztę swojego nieżycia.

    Zamknęła oczy.

    - Jestem... Nie taka zła w czynieniu sztuczek, takich jak w TV, iluzji, ale nie jak robią to ci... Ravnosy. - od razu dodała - I w bardzo małym stopniu kiedyś malowałam, to też umiem w jakimś stopniu, ale artystą nie jestem. Bardziej zrozumienie koloru pozwala mi wiedzieć co mi pomoże się skryć…
    - Cóż… nocna zmiana w sklepie to też zawód. Bo jakąś robotę musisz mieć. To za małe miasto, byś mogła być anonimowa. Wszyscy mamy jakieś zajęcia. Ja na przykład jestem historykiem sztuki i żyję z napisanych na ten temat książek.- wyjaśnił Toreador.
    - Może być i praca w sklepie, miewałam gorsze fuchy. -wzruszyła ramionami.
    - Fajnie… nawet wiem, kto cię może wziąć pod skrzydła. Larry… tylko nie dawaj mu się wciągnąć w pogaduchy o polityce.- odparł William i spytał znienacka.- Lubisz psy?
    - Staram się ich cierpliwości nie nadwyrężać, ale mi nie przeszkadzają. Tylko wiadomo, zwierzaczki nas nie zawsze lubią…
    - Ja mieszkam tylko z psami, karmionymi moją krwią… więc nie są to zwykłe psiaki. - wyjaśnił William, gdy zza zakrętu wyłoniła się brama przecinająca drogę i otoczona z obu stron kamiennym murem. - Nie mam zaufania do ludzkich sług. Psy są wierniejsze.
    - A nie będą zazdrosne o mnie? - spojrzała przez szybę - Mogą uznać, że ich ukochany pan ich podmienia lub ja chcę go tylko dla siebie.
    - To są zwierzęta… bardziej inteligentne i wierne, ale nadal zwierzęta. Posłuszne zasadom stada, którego ja jestem przewodnikiem. - odparł William i otworzył bramę pilotem. - Stillwater leży nad jeziorem Martwym. W okolicy pełno jest willi zbudowanych blisko niego w latach 60-tych, większość obecnie jest pusta lub używana tylko w okresie letnim. Moda na wypady tutaj już dawno umarła. Pamiętaj, że nie wolno ci udawać się na północny brzeg jeziora. To terytorium klanu wilkołaków i nie lubią jak łamiemy… porozumienie. Nie wolno ci też polować i wypijać czerwonoskórych którzy zjawią się w Stillwater bo są oni pod protekcją tych stworów.- ciekawym był fakt, że William użył archaicznego i całkowicie niepoprawnego politycznie określenia na rdzennych amerykanów. Musiał więc być dość starym wampirem.
    - Jakie Klany są obecne? - zapytała cicho.
    - Brujah kilka, jedna Ventrue… Tremere, o której już wiesz. Jeden Gangrel i… chyba to tak ogólnie wszyscy. - miało się wrażenie, że William coś… pomija, gdy przejeżdżali przez bramę i wjeżdżali w głąb posiadłości.
    - A Książę to... - Ann patrzyła na swojego gospodarza.
    - Brujah… ale należy do tych myślących.- odparł pół-żartem pół-serio William podjeżdżając do typowej małej leśnej willi. Do samochodu podbiegła piątka psów.

    Czarnych jak noc, o lekko świecących oczach i powarkujących złowrogo. William wyszedł z wozu.

    - To Ann, będzie tu mieszkała. Należy teraz do sfory.- rzekł i to je uspokoiło.

    Bezklanowa wyszła powoli z samochodu patrząc na opite wampirzą krwią bestie, z którymi nie chciałaby musieć się mierzyć... Kiedykolwiek. Nawet martwa.

    - Z włamywaczami nie masz problemu... co najwyżej nakarmią twoje pupilki, jak się już zjawią.
    |-- Tak. Tolerują mnie. Teraz ciebie, a poza tym gosposię, która raz na tydzień przyjeżdża zrobić tu porządki.- wyjaśnił William gdy zbliżali się do budynku zbudowanego gdzieś tak w latach 60-70 tych, dalekiego od klasycznych rozwiązań, ale zdecydowanie nie nowoczesnego .-|
    - Książę nazywa się Joshua Smith i pełni też rolę szeryfa w tej domenie, jak… i zastępcy szeryfa. Pracuje oczywiście tylko w nocy. - dodał jej gospodarz.
    - A Bezklanowcy się tu znajdują? - zerknęła na wampira - Może mniej pożądane Klany, które przemilczałeś? - prawdę mówiąc Ann dużo o innych Klanach nie wiedziała poza Camarillą, może troszkę z Sabatu... Wiedziała, że są jakieś inne, ale nie znała większości.
    - Czasami. - przyznał William i wzruszył ramionami. - Zwykle przejazdem. Mało kiedy szychom z wielkiego miasta zależy na tym, by ktoś twojej... pozycji… pozostał żywy. Tu zaś wrzuca się tych, których jeszcze opłaca się utrzymywać przy egzystencji, czyli zwykle klanowców.
    - Żadnych problemów z Sabatem? - zapytała, ignorując temat swojego zerowego statusu i powodu, że jeden ekscentryczny Tremere chciał ją zachować.
    - I tak i nie. Sabat zwykle woli większe cele, do nas trafiają jedynie odpryski. Niewielkie sfory które zgubiły drogę, niedobitki uciekające z bitew. Staramy się je szybko i dokładnie unicestwiać. - odparł William otwierając drzwi. - Zresztą jeśli uda się je skierować na północ, to wilkołaki same się nimi zajmą. A wierz mi, są w tym lepsze od nas.

    Ann weszła z zaproszeniem do środka, patrząc tylko bezradnie jak z wciąż niewyschniętej kurtki skapuje na posadzkę woda. Przynajmniej była wycieraczka by buty obetrzeć.

    - Wybacz…
    |-- Nie przejmuj się. Przypłynąłem tu statkiem, przeciekającym wszędzie. Wilgoć nie jest mi obca. - odparł Blake odkładając parasol do kosza na te przedmioty i podchodząc do miecza, który leżał na podłodze… długiego i ciężkiego miecza. Oręż ów nie wyglądał na ozdobę był dość masywny i jakiś taki prostacki , jak nóż do krojenia w kuchni. Tyle że ten pewnie potrafił pokroić znacznie większe kawały mięsa. Toreador kucnął i uniósł miecz stawiając go w pionie w kącie.-|
    - A skoro jesteśmy przy Sabacie to… masz z nim na pieńku? Lub z kimkolwiek w Nowym Jorku? Ktoś tu może wpaść z wizytą? No i… jak sobie radzisz w temacie obrony? Nie mam co prawda żadnej broni palnej, bo nie polubiłem jej. Ale da się załatwić potrzebny ci oręż, gdybyś rzeczywiście jakiegoś potrzebowała. - zapytał dla odmiany.

    Ann obserwowała uważnie zachowanie Toreadora, teatralnie obchodzącego się z orężem.

    - Nie... Sabat po prostu... No, znalazłam się kiedyś za blisko i nie chcę powtarzać. Nie była w nim, nie, nie. - zaprzeczyła - Tylko nie chcę się do tych przyjemniaczków przysuwać. Ktoś z miasta... - westchnęła - Zależy jak daleko zaniesie młodego Ventrue urażona duma. Dokonał samoponiżenia, nie moja wina... - mruknęła - A walka... Lepsza jestem w ukrywaniu się, ale ostra pomoc nie zawadzi. Strzelam nie tak świetnie, tyle o ile.
    - Masz jakąś broń?- zapytał William zamykając drzwi za Ann.
    - Już nie. - mruknęła, wspominając stratę niewielkiego ostrza, jakie pewien czas trzymała z łaski Tremere. Oczywiście nim wykopał ją tutaj, zabrał swoją zabawkę, która pomagała Ann w wielu... "zleceniach" dla Cyrila.
    - Pogadamy z Joshuą i załatwimy ci jakiś rewolwer.-odparł z uśmiechem William ruszając przodem i wskazując dłonią co chwila gdy mówił. - Tu jest salon, z telewizorem i anteną satelitarną oraz telefonem stacjonarnym. Internetu… komputera nie mam nawet, a sieć komórkowa tu działa słabo. Tam jest kuchnia, tam jadalnia, tam mój gabinet. Pracuję kilka godzin w nocy i zamykam się wtedy. Więc resztę domu będziesz miała dla siebie. Na górze są sypialnie, co piątek należy narobić w nich bałaganu, co by Rosalita nie nabrała jakichś podejrzeń. Sypiamy bowiem w piwnicy. Do wyboru łóżko lub trumna… co kto lubi. Przygotowałem już pokoik dla ciebie. Musiałem się spieszyć, więc… wszystko tam tymczasowe i do zmiany.
    - Dziękuję za wszystko, to naprawdę dużo. - Ann skłoniła się, kładąc złożone razem dłonie na piersi, jak to i Cyril ją nauczył - Wszystko już ogarnę.
    - Drobiazg. - uśmiechnął się William. - Rzadko miewam gości, więc to przyjemność. Na razie rozgość się w salonie. Przyniosę coś do popicia. Grupa A może być?

    Fakt, że Williama cieszył nawet gość w postaci Caitiffa był na tyle niecodzienny, że Toreador naprawdę ekscentryzmem próbował dogonić Cyrila.

    - Oczywiście. - zgodziła się.

    Wystrój salonu tylko podsycał to wrażenie ekscentryczności. Było oczywiście gustownie i na bogato. Boazerie na ścianach i podłodze, stare meble. Rzeźby i obrazy uznanych artystów. Telewizor może nie najnowszej generacji, ale plazmowy. Łatwo było jednak zobaczyć pewien powtarzający się motyw, który najbardziej rzucał się w figurce stojącej obok nowoczesnego telefonu ustylizowanego na tarczowy. Figurka młodzieńca z mieczem , była co prawda tylko jednym z wielu dzieł sztuki dekorujących ten salon, ale pozostałe trzymały się tego samego tematu. Młodzieńcy i mężczyźni, nadzy lub częściowo ubrani. Żadnych kobiet.-|
    Gdy Ann to kontemplowała… zadzwonił telefon.


    [image: lUIJIjQ.png] Wieści uderzyły Ann jakby obuchem w głowę. Czuła zagrożenie czające się przy Cyrilu, a w pewnym momencie wręcz zaczęła panikować. Chciała rzucić wszystko i wrócić w jednej chwili do Nowego Jorku, uratować Cyrila.William musiał powstrzymać dziewczynę oszalałą z wypaczonej miłości. Tłumaczył jej jaka to byłaby bezsensowna podróż, że mogłaby tylko doprowadzić jego wrogów do niego samego. Ann uspokoiła się tylko temu, że to okropne uczucie odeszło... ale wciąż wiedziała, że Tremere istnieje, jednak szczegóły ja ominęły. ...póki nie zjawił się wysłannik Księcia. Dziewczyna patrzyła otępiała na dokument z wyrokiem na siebie (żadne ładniejsze nazywanie nie zmieniało faktu czym to tak naprawdę było). Nieruchomo słuchała opowieści posłańca czując irytację, a w końcu złość, gdy przekazał jej fiolkę i list od Cyrila. Zależy mu na ich więzi... Oczywiście, że zależy mu na utrzymaniu swojej własności na łańcuchu. Wiedział, że ona wypije jego krew, ona też o tym wiedziała. Gdy ściskała w dłoni fiolkę to czuła podekscytowanie i wiedziała, że nic na to nie poradzi. Nie umiała się uwolnić i nie chciała... choć chciała niedawno... Siedziała na posłaniu wpatrzona w fiolkę leżącą na zwiniętym wyroku. Wiedziała, że niczym nie zawiniła, że nie zasłużyła na karę. Nie przyłożyła palca do całej sprawy, a oni jej odcinali całą rękę. Czuła wściekłość na Cyrila, na Księcia, na Primogenów, który głosowali przeciw Tremere... bo jednocześnie głosowali przeciw niewinnej Ann. Czterdzieści lat? Tyle istniała, włącznie ze śmiertelnym czasem! Dla nich to mogło być nic, ale dla niej to był wyrok śmierci społecznej. Już cierpiała z powodu braku klanu, ale teraz pozostawała uwiązana wolą Cyrila w Stillwater, bez szans na stworzenie znajomości, partycypowania w świecie Spokrewnionych. Za te lata będzie tym samym nic nieznaczącym kundlem, za którym będzie ciągnął się niesprawiedliwy wyrok wskazujący, że jest tylko niewolnikiem krwi. I nawet nie została określona w wyroku imieniem i nazwiskiem, a tylko imieniem... jak nic nie warty niewolny kundel. Szlag by tego Ventrue! Nie wypiła jeszcze Vitae, nie w tej sekundzie. Najpierw zadzwoniła do Eleny: podziękować. Wiedziała, że gdyby nie Toreadorka to Cyril nie przetrwałby następnej nocy. Dziękowała jej po stokroć, choć nic nie mogła jej sprezentować, bo i nic nie posiadała. Obiecała, że u niej się pojawi, gdy... dojdzie już do siebie. Nie chciała narażać Eleny na swoje wahania nastroju, jakie teraz by miała. Musiała ustabilizować się wpierw. Jeszcze tej nocy zawitała w Róży, prosząc o żywy posiłek... posiłek po ostrym doprawieniu. Meta, amfa, może hera. Miracella zobaczyła, że Ann jest w ostrej rozterce i choć nie znała szczegółów to tym razem nie naciskała na bezklanową i jedynie zapisała duży rachunek na konto Williama. Wiedziała, że naćpana Ann będzie jeszcze tu nocować, więc dorzuciła opłatę za pokój do rachunku. Następnego dnia wyjaśniło się wszystko. Ann nie zależało, kto by się nabijał z jej nieszczęścia, jak i nie zależało, że nawet Lukrecja tego nie robiła. Wiedziała, że Caitiffka chce wrócić do Nowego Jorku, jak i ona. Czuła nienawiść, jaką dziewczyna roztaczała. Wybrała milczenie. [image: K83nHlA.png] Dwa dni później Ann zniknęła. Wystarczyło by wypiła krew Cyrila, aby udała się do miasta... i nie wracała. Zaniepokojony William trzeciej nocy pojawił się w Nowym Jorku, by ją odnaleźć i odwieźć do miasteczka. Jak przypuszczał znajdowała się obok siedziby Tremere. Z tego co zrozumiał siedziała przed nią nieruchomo, czasem otoczona cieniami, nie polująca. Siedziała i patrzyła w mury. Gdy próbował ją zabrać, ta stawiała się mu, nie chciała by ją zabrał. Krzyczała jak nienawidzi Księcia, jak nie rozumie czemu została ukarana. Że William nic nie rozumie i ją krzywdzi. W końcu Toreadorowi udało się ją zabrać i musiał cierpieć jej uporczywe milczenie pełne bólu. Relacje z Nadią ostygły. Ann nie miała ochoty spotykać się z nią i choć zyskała swój własny dom, to nie uśmiechało jej się iść do biblioteki. Widziała w Nadii Palafoxa, wobec którego pałała nienawiścią za próbę skazania Cyrila na śmierć. Odseparowała się od wszystkich, woląc samotnie przebywać w mieszkaniu.z dala od innych, jedynie dwa razy w miesiącu jadąc do miasta albo do Eleny, ale w większości by siedzieć naprzeciw siedziby Tremere... ...i gadając do siebie...? END OF CHAPTER ONE [image: lUIJIjQ.png]
  • PiołunP

    Homerule: Udźwig koni i wierzchowców

    W naszej kampanii udźwig koni liczony jest zgodnie z zasadą z podręcznika, według której zwierzęta pociągowe i juczne, w tym konie, mogą nieść więcej niż zwykła postać. Dla koni podstawowy udźwig bez kary wynosi Krzepa × 30 punktów Obciążenia. Dzięki temu wierzchowiec nie jest traktowany tak samo jak człowiek o podobnej Krzepie.
    Wprowadzamy jednak dodatkowe rozróżnienie jakości konia. Krzepa konia nadal wynika normalnie z jego statystyk, zależnie od rodzaju zwierzęcia, np. koń wierzchowy, koń bojowy, kuc itd. Sama Krzepa nie zmienia się od jakości konia. Jakość wpływa tylko na to, jak dobrze zwierzę znosi ciężar, czyli jaki mnożnik stosuje się przy obliczaniu udźwigu bez kary.

    Udźwig bez kary

    Udźwig konia bez kary do Szybkości oblicza się według wzoru:

    Krzepa × mnożnik jakości

    Jakość konia, a mnożnik

    zwykła jakość ×30
    dobra jakość ×35
    najlepsza jakość ×40

    Przykłady

    Zwykły koń wierzchowy o Krzepie 38 może bez kary nieść:
    38 × 20 = 1140 punktów Obciążenia

    Dobry koń wierzchowy o tej samej Krzepie może bez kary nieść:
    38 × 25 = 1330 punktów Obciążenia

    Najlepszej jakości koń wierzchowy o tej samej Krzepie może bez kary nieść:
    38 × 30 = 1520 punktów Obciążenia

    Co wlicza się do udźwigu?

    Do udźwigu konia wlicza się wszystko, co koń realnie niesie, czyli między innymi:

    • zbroję jeźdźca (ze zastosowaniem homerule o wadze przedmiotów na sobie)
    • broń i ekwipunek jeźdźca (ze zastosowaniem homerule o wadze przedmiotów na sobie)
    • siodło, juki, sakwy i uprząż,
    • zapasy, łupy, skrzynie, worki, namioty itd.,
    • ewentualny pancerz konia.

    Sakwy i juki pomagają uporządkować bagaż, ale nie zmniejszają jego Obciążenia. Nie wiliczamy wagii jeźdzca do tej rozpiski ( głównie po to by nie tworzyć chuderlawych postaci, które mogłyby unieść więcej 😉 )

    Przekroczenie limitu

    Jeśli koń niesie więcej niż wynosi jego limit bez kary, zaczyna tracić Szybkość.

    Obciążenie i jego efekty

    • do limitu jakości = brak kary
    • do + Krzepa × 10 ponad limit = Szybkość -1, brak długiego galopu
    • do + Krzepa × 20 ponad limit =Szybkość -2, brak galopu, możliwe testy przy długim marszu
    • powyżej tego = koń odmawia dalszego ruchu, potyka się albo ryzykuje kontuzję

    Przykłady

    Przykład dla zwykłego konia wierzchowego o Krzepie 38:

    Obciążenie oraz efekt
    do 1140 = brak kary
    1141–1520 = Szybkość -1
    1521–1900 = Szybkość -2
    powyżej 1900 = koń odmawia dalszego ruchu, potyka się albo ryzykuje kontuzję

    Przykład dla dobrego konia wierzchowego o Krzepie 38:
    Obciążenie oraz efekt
    do 1330 = brak kary
    1331–1710 = Szybkość -1
    1711–2090 = Szybkość -2
    powyżej 2090 = koń odmawia dalszego ruchu, potyka się albo ryzykuje kontuzję

    Przykład dla najlepszego konia wierzchowego o Krzepie 38:
    Obciążenie oraz efekt
    do 1520 = brak kary
    1521–1900 = Szybkość -1
    1901–2280 = Szybkość -2
    powyżej 2280 = koń odmawia dalszego ruchu, potyka się albo ryzykuje kontuzję

    Galop i długi marsz

    Koń obciążony powyżej swojego limitu może poruszać się wolniej, ale nie jest zdolny do długiego galopu. Krótkie zrywy mogą być możliwe za zgodą MG, ale mogą wymagać testów Krzepy lub Wytrzymałości zwierzęcia.

    Przy długich podróżach, forsownym marszu, złej pogodzie, trudnym terenie albo kiepskiej paszy MG może wymagać testów dla konia, szczególnie jeśli zwierzę jest ciężko obciążone.

    Zwierzęta juczne i transportowe

    Zwierzęta stworzone typowo do noszenia ciężarów, takie jak muły, osły, konie juczne i podobne zwierzęta transportowe, są lepiej przystosowane do długiego marszu z bagażem niż zwykłe wierzchowce. Dlatego takie zwierzęta otrzymują dodatkowe +200 punktów Obciążenia do swojego limitu bez kary. Ten bonus dolicza się po obliczeniu podstawowego udźwigu wynikającego z Krzepy i jakości zwierzęcia.

    Przykład:

    Muł o Krzepie 35 i zwykłej jakości ma podstawowy udźwig:
    35 × 30 = 1050 punktów Obciążenia

    Jako zwierzę juczne otrzymuje dodatkowe +200 punktów Obciążenia, więc jego limit bez kary wynosi:
    1050 + 200 = 1250 punktów Obciążenia

    Dopiero powyżej tego limitu zaczyna otrzymywać kary za przeciążenie.


    Homerule: Rozliczanie obrażeń i Trafienia Krytyczne W przypadku zwykłych przeciwników, po spadku Żywotności do 0, taki przeciwnik wypada z walki, najczęściej jako martwy, niezdolny do dalszego działania albo pobity w walce na pięści i spacyfikowany, zależnie od sytuacji fabularnej (oczywiście zwykłe ogłuszenie też jest dostępne). Pełne zasady Trafień Krytycznych zachowuję dla: bossów, istotnych BN-ów, potworów i innych przeciwników, przy których ma to znaczenie fabularne lub dramatyczne. Jeśli chodzi o efekty, które normalnie wpływają na Trafienia Krytyczne, czyli np. Morderczy Atak oraz cechę oręża Precyzyjny, to mam dla nich nowe przeznaczenie. Skoro nie mogą wpływać na TK w walce ze zwykłymi przeciwnikami, to pomogą w inny sposób. W sytuacji, gdy zwykłemu przeciwnikowi miałoby pozostać 1-2 pkt. żywotności (w zależności, czy postać ma sam talent, samą broń z tą cechą, czy oba naraz), to takowy przeciwnik zostaje uśmiercony dzięki wyżej wymienionym efektom, które wykańczają wroga. W przypadku wrogów gdzie dalej utrzymuje TK, efekty te działają jak w podręczniku.
  • ZellZ

    Hai.

    Chciałabym poprowadzić na RT moją pierwszą sesję i wybrałam trzy możliwości. Nie zamierzam ustawić rekrutki w przeciągu miesiąca czy nawet pół roku, bardziej mogłyby się pojawić po prostu jeszcze w 2026. Musiałabym się przygotować bardziej i swoje własne ograniczenia zdrowotne zmniejszyć.

    Można głosować na więcej niż jedną propozycję. Oto wybory, wszystkie odnoszą się do starego świata mroku:

    The Night Walkers, Wampir: Mroczne Wieki 3rd

    To bardziej większa kampania niż jedna sesja. Z założenia miały się one rozgrywać od czasów średniowiecznych (ok 1200 do nowożytnych. Niestety moja choroba zniszczyła bieg sesji i solówki graczy okazały się zbytnim wysiłkiem dla mnie i teraz dwóch ciągle mi odpisuje w swoich. Nie winię nikogo innego, bo i sama nawaliłam, ale do rzeczy.

    Gracze zaczynaliby już wampirkami w systemie Mrocznych Wieków. Bez sztywnych ram geograficznych, nieważne skąd by chcieć byli. To czasy, gdy Starsi aktywnie toczą swe wojenki i spiski, jeszcze buntu młodych nie było. Bylibyście de facto pionkami i mieli wykonać wspólnie misję, pchani na nią siłą krwi przez własnych Rodziców.

    W drugiej sesji tej sagi odbywałby się już Anarch Revolt, a trzecia byłaby podzielona między Camarillą, Sabatem i Anarchami.

    To najtrudniejsza dla mnie opcja, wymagająca najwięcej przygotowań, ale jakże urocza. 😄

    Krew pachnie jak orchidea, Wampir: Maskarada 3rd

    To opcja jaką musiałabym bardziej przemyśleć niż pierwszą, jako że mam mniej na nią przygotowaną. Rzecz w Kanadzie by się rozgrywała i by skupiała się na ostatnich mordach Spokrewnionych, jacy zostali zdiabolizowani.

    экспедиция (ekspedycja), Hunters Hunted (3/4rd?)

    Nie jestem pewna, którą mechanikę podręcznika dla łowców wezmę, ale na pewno będzie to Hunters Hunted, nie Hunter: The Reconning. Rzecz byłaby survival horror i zaplątaniem w wampirze intrygi, co jest ciekawym aspektem, jak nie masz równej siły do walki z nimi. Rozgrywałoby się w Uralu. Zimno, śnieg, krew i strach, a do tego grupa łowców spięta razem chcąca zwalczyć coś, co jest poza ich fizyczne siły oraz poza człowiecze zrozumienie.

    Początek byłby poza górami, w samej Rosji i Dyatlov Pass zwróciłby uwagę ich stowarzyszenia, do jakiego by każdy należał.

    Sesja mnie już kusiła od dłuższego czasu, ale odsuwałam jej zrealizowanie na później i później. Krótsza niż wielka kampania jedynki, ale równie przemyślana.


    @Wired napisał w Trucizny Zell: a kolejną R do Night Walkers na kiedy planujesz? Nie wcześniej jak w październiku, choć możliwie nawet listopad/grudzień. Szczerze zależy od mojego samopoczucia. Chcę też te dwie solówki skończyć graczom.
  • NamiN

    text alternatywny

    Najbliższe 25-26 kwietnia. Czy ktoś miałby ochotę się wybrać?
    Ja już mam w planach 💃

    Póki co nie ma sprzedaży biletów, ani większych info (poza miejscem)


    @Nami napisał w Warszawa, Targi Fantastyki: A to już było dla mnie bardzo oryginalne i... nie wiem dlaczego tam się znalazło No jak to? Od momentu wyjścia Baldur's Gate 3, czyli sierpnia 2023, to jest oficjalna bielizna mieszkanek Faerûnu!
  • NamiN

    Ogólnie temat dla osób, które grają w gry video i chciałyby mieć do tego towarzystwo. Jest sporo gier w sieci, które są kooperacyjne, więc pykanie w nie samotnie czasami smuci, czasami nuży.

    Ja chętnie znalazłabym towarzystwo do grania w dwie gry

    1. Dead by Daylight (Steam)
      podaję kod znajomego: 1050876035
      ew link do profilu: https://steamcommunity.com/profiles/76561199011141763
      też gdyby ktoś mnie chciał dodać, to chociaż dajcie znać, że to robicie (nawet nie w celu grania w DBD, być może "ot tak o")

    2. League of Legends
      Gram głównie ARAMy, bo jest to szybkie, ale nie pogardzę normalkami.
      W rangach mam golda2, także bez rewelki.
      Namisa#EUNE

    Jak ktoś ma też jakieś propozycje (np Diablo 4) to się można zastanowić. A może ktoś coś innego szuka dla siebie.


    KingShot, królestwo #470. Mam rozwiniętą gildię cierpiącą na brak (nie bójmy się tego słowa) członków.
  • GladinG

    Raz jeszcze sonda, bo w poprzedniej nie dało się oddać więcej niż jednego głosu.

    W mojej sondzie Warsztat Gladina - w co byś zagrał(a) w 2026r? okazało się, że z rzeczy, które mogę zaproponować na szybko do poprowadzenia, nic nie spotkało się ze spektakularnym zainteresowaniem. Ale jest kilkoro graczy, którzy by się zgłosili za pół roku, tylko trzeba im zaproponować coś innego.

    Więc zaproponuję. A wśród propozycji nie może zabraknąć młotka. Tylko którego, oto pytanie? Głosujcie, żebym wiedział. Spieszyć się nie trzeba, bo mam pół roku na decyzję. Zresztą ważny jest pomysł, a na doszlifowanie go do tej czy innej edycji to już rzecz drugorzędna. Tak mi się przynajmniej wydaje... 🤔

    Jeżeli kogoś dziwi pojawienie się wśród opcji Gurpshammera... no cóż... 4ed mnie rozczarowała, w pierwszą - moją ulubioną - praktycznie nikt nie chce grać, a 2ed nigdy nie prowadziłem, chociaż w nią grałem. Dla odmiany, Gurpsa już prowadziłem, ale w Gurpshammera jeszcze nie grałem. A mogłoby to być ciekawe doświadczenie. Stąd taka, a nie inna opcja wyboru.

    Nie ma za to na liście ani Old Worlda, ani 5ed (bo jeszcze nie wyszła), ani 3ed (bo nie mam materiałów), ani nawet TofTa 🙂 Jeżeli więc z jakiś powodów macie preferencje Inne!, to piszcie. Zawsze to jakaś ciekawostka będzie.


    @Piołun napisał w W którą edycję młotka chcesz zagrać?: Ucieszę się z możliwości grania również w 4ed. jeśli tak rozłożą się ostatecznie głosy. To plz oddaj głos również na pozycję "Ale chętnie zagram też w 4ed"
  • JhnWJ

    Cześć!
    Właśnie skończyłem upgrade forum na wersję posiadającą plugin RPG czyli panel sesji. Nie obeszło się bez jednej niespodzianki, usuwając sesję (rzecz którą mogą robić tylko moderatorzy, stąd uważajcie) spowodowało to wygenerowanie pustego rekordu na widoku sesji. Ja ktoś z developerów (czyli ja @jhnw lub @santorine) spojrzy na tego buga w najbliższym czasie. (EDIT: mam fixa, pewnie w wolnej chwili wgram znowu nową wersję forum z nim, pierdoła w sumie)

    Potworzyłem wam sesje i poprzypinałem tematy, przynajmniej tam gdzie byłem pewny. Każdy MG, ze wsparciem moderacji, musi dodać sobie graczy, ustawić avatary itd. Nie byłem pewny statusu następujących tematów, a ze względu na buga nie chciałem tworzyć teraz sesji które usunę:
    https://forum.rolltelling.pl/topic/165/miasto-mg%C5%82a-machina-mistborn-era-2-fae
    https://forum.rolltelling.pl/topic/46/starlords
    https://forum.rolltelling.pl/topic/20/cybercore
    https://forum.rolltelling.pl/topic/78/starbase-echo-1
    https://forum.rolltelling.pl/topic/84/kroniki-mroku-dzia%C5%82kowcy-rewolucyjna-reaktywacja/12
    Proszę zainteresowanych o odezwanie się do moderacji (tylko nie na to konto Administrator, na nie się nieczęsto loguję) oraz moderatorów o ogarnięcie działów.


    Hejka. Moje cybercore jest archiwum już rozegranej sesji. Starlords ciągniemy bardzo powoli (z przerwami 1-2 miesiące czasem... tak od pięciu lat, lol) Myślę, że nawet nie musisz robić w nich paneli, bo my archiwizujemy treści z google docs, aby to się nie zgubiło. Sam jedyny cały wątek obsługuję więc panel nic tutaj nie zmieni za bardzo.
  • PiołunP

    text alternatywny

    text alternatywny

    text alternatywny

    Wysoko nad lasem krążyły wrony. Czarne punkty znaczyły niebo nad ołowianą linią Gór Środkowych, których zębate grzbiety ginęły w śnieżnej mgle. Zima dopadła północny Hochland z całą właściwą sobie złośliwością. Nie przyszła cicho ani łagodnie. Wdarła się między sioła, przydusiła trakty grubą warstwą miękkiego puchu, skuła rzeki i stawy, a potem usiadła na tej ziemi, wyciskając z niej resztki życia.
    Drogi opustoszały szybko. Wielki gościniec, którym jeszcze jesienią ciągnęły wozy kupieckie, pielgrzymi, przekupnie, żołnierze i awanturnicy, teraz wyglądał jak martwa, biała połać, poprzecinana upartą zielenią sosen. Czasem ktoś jeszcze próbował iść zasypanym traktem, ale tylko głupiec albo desperat wybierał podróż w taką pogodę. Nie chodziło nawet wyłącznie o mróz. Mróz w kwestii pozbawiania życia był uczciwy. Gorzej sprawy miały się z tym, co zalęgło się w górach.
    Od paru dni w karczmie krążyły niepokojące plotki. Ponoć cofające się, rozbite bandy sił Chaosu upodobały sobie zakamarki ukrytych grot i niedostępnych jaskiń. Plotki przynosili drwale, traperzy i inni ludzie z tych stron, którzy umieli się jeszcze jakość przemieszczać przy tej pogodzie się na krótkie dystanse. Ponoć duża banda zielonoskórych siedziała gdzieś na wierchach, parę dni drogi od karczmy, przyczajona niby robactwo pod kamieniem, czekając na dogodny moment. Zimno przycisnęło jednak i ich, więc bandy schodziły niżej. Po trzodę. Po żywność. Po tych, którzy mieli nieszczęście znaleźć się w złym miejscu, o złej porze. Ale nie tylko zielonoskórzy stanowili problem. Traper z sumiastym wąsem zarzekał się, że w jego wsi obrobiono całą chatę na skraju osady. Rano znaleźli tylko krew na śniegu i ślady, które nie miały żadnego sensu, ponieważ urywały się nagle, jakby to, co napadło na biedaków, poderwało się później w powietrze. Tak, niepokojących plotek było więcej. Ktoś widział zwiadowców wilczej jazdy ledwie kilka mil stąd. Ktoś inny przysięgał, że słyszał dęcie w róg pośród drzew. To napędzało wszystkim stracha.
    Dlatego gospoda pod „Żelaznym Kucem” pękała w szwach.
    Nie była to gospoda, którą po czasie wspomina się z rozrzewnieniem. Niski budynek o ścianach ciemnych od dymu i wilgoci, ze stropem tak nisko zawieszonym, że wyżsi goście musieli odruchowo pochylać głowy. W głównej izbie cuchnęło piwem, mokrą wełną, dymem z wilgotnego drewna i ludźmi, którzy od kilku dni nie mieli okazji porządnie się umyć. Ogień trzaskał w palenisku, ale bardziej dla pokrzepienia ducha niż ciała. Ciepło dochodziło głównie do tych, którzy siedzieli najbliżej. Reszta musiała zadowolić się grzanym piwem, które karczmarz ochoczo podgrzewał w wielkim garze.
    A jednak lepiej było tu niż na zewnątrz. Przynajmniej przez pierwsze dwa, trzy dni.
    Później nawet ten wątpliwy przywilej przebywanie w cieple nie starczał. Długie godziny, które zlewały się w jedno, gdy za oknem nie było nic poza śniegiem, wiatrem oraz ciemniejącą linią lasu i gór. Człowiek budził się rano, jeśli w ogóle można było nazwać rankiem ten szary półmrok sączący się przez oszronione szyby, po czym siadał przy stole i robił dokładnie to samo, co dnia poprzedniego. Zaglądał do kufla. Grał w kości albo karty. Ostrzył nóż, choć nie było po co. Awanturnicy przerzucali w myślach te same plany, których i tak nie mieli możliwości spełnić, mając na uwadze siarczystą zawieruchę i brak odpowiedniego sprzętu. Wyjścia z karczmy ograniczały się do szybkich wypadów. Ktoś wychodził do lasu po chrust. Ktoś inny znikał na parę godzin, by sprawdzić sidła albo zdobyć coś, co dało się wrzucić do garnka.
    Mijał dzień za dniem. Kufle opróżniały się szybko, sakiewki jeszcze szybciej.
    Pensy i szylingi znikały z zadziwiającą łatwością. Grzany miód, piwo, pajda chleba, trochę skwarków, miska rzadkiej polewki, miejsce przy ogniu, nocleg pod dachem. Karczmarz nie był zbójem, ale też nie prowadził przybytku z litości. Z każdym kolejnym rankiem coraz więcej osób zaczynało liczyć drobne pod stołem, coraz ostrożniej zamawiało następną kolejkę, coraz częściej patrzyło na drzwi, jakby sama siła spojrzenia miała roztopić skute lodem drogi. Część z pierwszych gości, która pozwoliła sobie na opłatę za pokój, musiała zrezygnować z powodu pustki w sakiewce. Dlatego we wspólnej izbie zrobiło się trochę tłoczniej. Coraz trudniej było zasnąć wśród chrapania, kaszlu i odoru wilgotnych butów. Jeszcze dzień, dwa i niejednemu przyszłoby zacisnąć pasa albo ruszyć w drogę mimo wszystko, a to mogło oznaczać, że na wiosnę znajdą go gdzieś pod śniegiem, jeśli w ogóle go znajdą.
    Wieczory ciągnęły się najdłużej. Świece kopciły. Płomień w kominku rzucał po ścianach niespokojne cienie. Ktoś oszukiwał w kartach, za co dostał w pysk, i można było to spokojnie nazwać atrakcją wieczoru. Ktoś klął pod nosem, przegrywając ostatni miedziak. Ktoś inny opowiadał przy kielichu historie swojego życia, których w innych warunkach nie dałoby się słuchać na trzeźwo.
    A mimo to między jednym rozdaniem kart a drugim, między kolejnym kuflem a krótkim wypadem do lasu, między snem na ziemi we wspólnej izbie i porankiem spędzonym na oskrobywaniu lodu z butów zaczynała rodzić się znajomość. Może nie przyjaźń, ale karczemna uprzejmość zbudowana z dzielenia stołu, ognia i nudy.
    Minął tydzień.
    Tego wieczoru wiatr uderzał w ściany karczmy z taką siłą, jakby chciał wedrzeć się do środka i wydusić z wszystkich życie. Okiennice trzaskały. Dym z paleniska co jakiś czas zawisał nisko pod stropem, gryząc w oczy. Wszystko wyglądało dokładnie tak samo jak przez poprzednie dni, tylko pogoda mocniej dawała o sobie znać.
    A potem drzwi otworzyły się z hukiem.
    Do środka wdarł się podmuch lodowatego powietrza, wir śniegu i metaliczny zapach krwi. W progu stanął mężczyzna wysoki, szeroki w ramionach, oblepiony ciasnym kobiercem śniegu. Jedną ręką przytrzymywał poły ciężkiego płaszcza, drugą dźwigał drugiego człowieka, który ledwo trzymał się na nogach. Ranny chwiał się przy każdym kroku, bardziej wisząc na swoim towarzyszu, niż idąc o własnych siłach. Ciemna plama krwi zaskrzepła na jego szatach i zdążyła już przemienić się w szkarłatny lód.
    Rozmowy nagle ucichły. Niektórzy zatrzymali nawet oddech. Karty zastygły nad stołem. Nawet ci, którzy przez ostatnie dni nauczyli się nie wtykać nosa w cudze sprawy, podnieśli wzrok. Przybysz zrobił kilka kroków w głąb izby. Śnieg topniał na jego butach, zostawiając na podłodze brudne, mokre ślady. Twarz miał pociągłą, pooraną zmęczeniem i zimnem. Spod kaptura wymykały się jasne, zmierzwione włosy, a w brodzie osiadł szron. Na jego towarzyszu wisiały ciężkie, zimowe szaty podróżne, pod którymi dało się dostrzec święte symbole Sigmara. Kapłan. Albo ktoś, kto bardzo chciał za niego uchodzić. Tyle że krew była prawdziwa.
    W progu zawył wiatr. Drzwi zatrzasnęły się za nimi ciężko. I wtedy stało się jasne, że tydzień bezczynności właśnie dobiegł końca. Roztapiający się szybko śnieg odkrywał coraz więcej detali podróżnych, które sprawiły, że goście w karczmie odsunęli się od tej dwójki, jakby ci byli tknięci chorobą. Do karczmy wszedł Łowca Czarownic z rannym kapłanem, a to nie wróżyło nic dobrego. Kontakty z łowcami nigdy nie zaliczały się do przyjemnych, niezależnie od sytuacji, ale ten tutaj wyglądał na takiego w potrzebie. Mała grupka w kącie sali, która wydała tego wieczora ostatnie miedziaki, widziała jednak w jego postaci szansę. A to na zarobek, a to po prostu po to, by wyrwać się z gospody, zanim zupełnie zgnuśnieją, albo byli po prostu aż tak zdesperowani…

    text alternatywny

    O sesji

    Sesja rozgrywana jest w systemie Warhammer Fantasy Roleplay 2ed. i osadzona będzie w realiach Starego Świata, jakiś czas po odwrocie armii chaosu, czyli według standardowego otwarcie tej edycji. Będzie brudno, niewygodnie i raczej daleko od heroicznych fantazji w wojownikach w błyszczących zbrojach. Zamiast tego czekać będą błoto, śnieg, strach, podejrzliwość i trudnie moralnie wybory, często między złym, a jeszcze gorszym. Dla większości forumowych weteranów i fanów systemu pewnie jest to wiadome, ale warto nadmienić.

    Domyślnie sesja ma charakter jednostrzału. Nie można jednak wykluczyć, że stanie się wprowadzeniem do dłuższej serii przygód, jeśli dobrze nam się będzie razem grało i pojawi się na to ochota po obu stronach. Zdecydowałem się na poprowadzenie krótszej przygody, żeby każdy mógł zobaczyć, jak prowadzę, poznać się nawzajem, polubić lub nie i po prostu przekonać się, czy ma ochotę na dłuższą rozgrywkę pod moją banderą.

    Jako ciekawostkę dodam, że scenariusz, który będziemy rozgrywać, był pierwszym scenariuszem, jaki rozegrałem jako gracz w formule PBF. Wracam więc do niego nieco przewrotnie, ale też z dużym sentymentem. Przez ten czas sporo się zmieniło, zarówno w moim sposobie prowadzenia, czy grania, jak i w samym podejściu do rozgrywek forumowych, dlatego traktuję ten powrót trochę jak zamknięcie pewnego koła.

    Sam scenariusz w formie rozwiniętego konceptu można znaleźć w Internecie, ale bardzo gorąco polecam tego nie robić. Odbierzecie sobie w ten sposób sporą część przyjemności z odkrywania fabuły, a mnie część frajdy z prowadzenia dla osób, które faktycznie nie wiedzą, co kryje się za kolejnymi drzwiami. Otwarcie jest dość sztampowe i rozpoznawalne, więc jeśli ktoś już wie co to za scenariusz, proszę niech nie zdradza innym.

    Czego można się spodziewać po sesji

    Sesja oparta będzie przede wszystkim na ciężkim klimacie, napięciu i stopniowym zagęszczaniu atmosfery. Nie nastawiajcie się na beztroską wędrówkę od walki do walki. Oczywiście zagrożenie i przemoc będą obecne, bo taki jest urok settingu, ale sam rdzeń przygody opiera się bardziej na niepewności, konflikcie racji i pytaniu, za czyją racją warto się opowiedzieć, a za którą powinno?

    Można spodziewać się:

    • Ciężkiego, zimowego klimatu
    • Śledztwa i odkrywania tajemnic
    • Napięć między postaciami niezależnymi
    • Moralnie niejednoznacznych decyzji
    • Ograniczonych zasobów i poczucia osaczenia
    • Przemocy obecnej w tle i na pierwszym planie
    • Sytuacji, w których nie będzie idealnych rozwiązań

    Nie będzie to sesja oparta na indywidualnych questach postaci. Idziemy głównym torem scenariusza, dlatego dobrze odnajdą się tu osoby, które lubią wspólną grę drużynową, reagowanie na wydarzenia i budowanie napięcia w grupie.

    Motywy i treści wrażliwe

    Na sesji mogą pojawić się treści i motywy, które dla części osób będą niekomfortowe. Wolę napisać to otwarcie już na starcie. Możecie spodziewać się między innymi:

    • Przemocy fizycznej
    • Krwi, ran i opisów obrażeń
    • Grozy i napięcia
    • Motywów chaosu, mutacji i skażenia (zniekształcenie tkanek)
    • Fanatyzmu religijnego
    • Uprzedzeń społecznych i klasowych
    • Brutalnych metod przesłuchań
    • Moralnej dwuznaczności
    • Zagrożenia dla życia postaci
    • Ciężkiego, przygnębiającego klimatu

    Nie planuję epatować obrzydliwością, czy okrucieństwem dla samej obrzydliwości, czy okrucieństwa, ale też nie zamierzam udawać, że świat przedstawiony jest łagodniejszy, niż jest w istocie. Jeśli ktoś szuka lekkiej, przygodowej fantasy bez mroku i trudniejszych tematów, to raczej nie będzie sesja dla niego.

    Jeżeli ktoś ma konkretne granice dotyczące treści, których nie chce oglądać w grze, najlepiej dać mi o tym znać na PW (na tym forum są to chyba czatroomy) przed rozpoczęciem sesji. Łatwiej uwzględnić coś wcześniej niż gasić po drodze niepotrzebny dyskomfort.

    Zasady gry

    Wychodzę z założenia, że Mistrz Gry ma prowadzić grę, a nie rozwiązywać spory interpersonalne i stawać po którejś ze stron w prywatnych utarczkach. Traktujmy więc rozgrywkę jako dobrą zabawę i podchodźmy dojrzale do różnicy zdań, zarówno z innymi graczami, jak i ze mną. Mój sposób prowadzenia może różnić się od tego, do którego ktoś przywykł. To naturalne. Zapisujecie się na sesję prowadzoną przeze mnie, więc siłą rzeczy będzie to gra pod moją wizję i mój sposób prowadzenia. Jeśli pojawią się jakieś braki w mojej wiedzy o lore albo drobne sprzeczności, chętnie poznam wasze zdanie i być może naniosę korekty, ale samo prowadzenie zostawmy MG. Jednocześnie z mojej strony zawsze otrzymacie pomoc i odpowiedź z zgodną z wysokimi standardami kultury osobistej, którym hołduje. Obowiązuje zasada wzajemnego szacunku na wszystkich polach: w komentarzach, na PW, na Discordzie (jeśli po rozpoczęciu się na takie dodatkowe medium zdecydujemy) i oczywiście w samej grze. Na moich sesjach obowiązuje też zakaz PvP. Być może przy stole jak gracze się znają taki zabieg może być ciekawym eksperymentem, lecz z doświadczenia zauważam, że nie jest to dobre dla gry w żadnym stopniu.

    Jak dołączyć do gry?

    KP proszę przesyłać do mnie na PW, używając przygotowanego wzoru. Załącznik zawiera arkusz z wzorem karty postaci. Należy utworzyć jego kopię, uzupełnić pola, a następnie odesłać mi ją poprzez PW (na tym forum chyba są to chatroom'y).

    W temacie rekrutacji, czyli tutaj, proszę natomiast napisać, jaką profesję i rasę bierzecie dla swojej postaci, żeby pozostali mieli wgląd w ewentualny skład drużyny. Wzajemne uzupełnianie się może okazać się kluczem do przetrwania. Awatar mile widziany. Planuję graficznie ujednolicić styl obrazków i dodać ramki, by zadowolić własny zmysł estetyki. Taki już mam niezdrowy nawyk.

    Zdaje sobie sprawę, że ma wchodzić panel sesji. Nie wiem na ile wpłynie to na proces rekrutacji ze strony organizacyjno-technicznej, ale w najgorszym wypadku będę robił update.

    Tworzenie postaci

    Cechy główne

    Cechy główne proszę przydzielić, rzucając 16k10, a następnie sumując najwyższe rzuty i dodając je do wartości rasowych według własnego uznania, zależnie od profesji i koncepcji postaci. Warhammer i tak potrafi być ciężki, a przy takim sposobie przydziału istnieje szansa, że stworzycie bohatera, który nie umrze od pierwszego dziabnięcia. Zdaje sobie sprawę, że jest to pewne ułatwienie, ale jeśli na jakimiś etapie uznam, że jest za prosto, po prostu podrasuje wrogów. Balans walk w tym systemie jest dość trudny do wyczucia, ale wierzę, że mam w tym jakąś wprawę.

    Rzuty wykonujemy przy użyciu dowolnego narzędzia online z systemem logów. Przy przesyłaniu KP proszę dołączyć screen 3 rzutów. W przypadku innych rzutów związanych z tworzeniem postaci obowiązuje ta sama metoda. Można dla przykładu użyć strony crystalforge i wysłać podobny screen jak w podanym wzorze. Zezwalam na 3 próby i wybranie najlepszego zestawu z tych trzech. Zdaje sobie sprawę, że takie rozwiązanie ma wady, ale wierzę w uczciwość moich przyszłych graczy. Bardziej pewne sposoby kontroli nad rzutami wymagają rejestracji gdzieś lub dodania bota na discord, ale nad tym rozwiązaniem będę myślał dopiero po rozpoczęciu sesji.

    Cechy drugorzędne

    Cechy drugorzędne należy wyliczyć zgodnie z zasadami Warhammera 2ed., podkładając odpowiednie wartości z cech głównych. Jeśli ktoś ma problem z tym podpunktem jak i w sensie tworzenia KP, chętnie służę pomocą.

    Pochodzenie postaci

    Chciałbym, aby postacie pochodziły z terenów okalających Góry Środkowe, z którejkolwiek strony. W grę wchodzą głównie Hochland i Ostland. Zezwalam również na dalsze rejony świata, o ile sensownie wyjaśnicie, jak wasza postać znalazła się w okolicach, gdzie rozpocznie się sesja. Zaczynamy na północnym Hochlandzie. Zezwalam na użycie dodatkowych tabel, które określają zdolności i umiejętności człowieka z racji pochodzenia, a nie tylko z racji wybrania tej rasy. Jest też podajże podobna tabela ze względu na wyznanie, dla bardziej uduchowionych postaci.

    Zdolności początkowe

    Zdolności początkowe dla człowieka i niziołka losujecie sami. Tutaj również zezwalam na trzy próby.

    Dodatkowe rozwinięcie i początkowe PD

    Podczas tworzenia postaci można wykupić za 100 PD jedną umiejętność spoza drzewka profesji. Traktuję to jako darmowe rozwinięcie na start i w praktyce jest coś czego wasze postać mogła nauczyć się w ramach zainteresowania podczas swojego życia. Później w grze będzie to możliwe jedynie po znalezieniu nauczyciela i odpowiednim fabularnym uzasadnieniu czasu poświęconego na naukę. W praktyce większości takich rzeczy nie da się sensownie opanować w trakcie jednego scenariusza. Oprócz tego przy początkowym tworzeniu postaci przysługuje wam 300PD, które daje na start, coś byście nie startowali zupełnymi świeżynkami.

    Ekwipunek

    Postacie otrzymują:

    • Ekwipunek z profesji,
    • Startowy ekwipunek z podręcznika (str. 20),
    • Jeden fant o wartości do 40 zk,
    • Początkowe złoto w wysokości 1k20.

    Na tym etapie pozwalam na sprzedaż niepotrzebnych rzeczy i zakup potrzebnych po cenie podręcznikowej, co by nie utrudniać. Później w grze będzie obowiązywać zasada związana z wyceną i handlowaniem.

    Żywotność i punkty

    Zaczynacie z maksymalną żywotnością wynikającą z rasy. Punkty Przeznaczenia również są maksymalne dla wybranej rasy. Punkty Szczęścia odnawiają się o północy in-game.

    Ograniczenia profesji

    Do gry zostaną przyjęte maksymalnie:

    • jedna postać z profesją magiczną,
    • jedna postać o pochodzeniu szlacheckim,
    • jedna postać stanu kapłańskiego.

    Nie ma możliwości wcześniejszego zaklepania sobie danej profesji. Nie mam ograniczeń co do wybierania innych profesji.

    Historia postaci

    Historia postaci powinna mieć maksymalnie jedną stronę A4, ale nie mniej niż pół strony. Otrzymujecie ode mnie 300 PD już na etapie tworzenia postaci, więc zakładam, że bohater coś w życiu przeżył i jakoś trafił do miejsca rozpoczęcia scenariusza. Opiszcie to. Jeśli ktoś ma tendencje do rozpisywania sobie postaci na wiele stron, nie ma sprawy, przeczytam, choć poproszę też o wersje skondensowaną do A4.

    Proszę zakończyć historię na momencie utknięcia w karczmie, w której rozpocznie się sesja. Wewnętrzne relacje między postaciami ustalimy dopiero wtedy, gdy zbierze się drużyna. Ktoś mógł przybyć już z kimś, mogliście poznać się na miejscu.

    Profesje z dodatków

    Zezwalam na profesje z Career Compendium, podręcznika zbierającego profesje z dodatków do podstawki. Część z nich może być trudna do uzasadnienia fabularnie, więc ich wybór może wymagać dodatkowego omówienia. Jeśli ktoś nie ma dostępu do tego materiału, może odezwać się do mnie prywatnie. Nie udostępniam podręcznika, ale mogę podpowiedzieć i opisać profesje najbardziej zbliżone do konceptu postaci.

    text alternatywny

    Na etapie tworzenia postaci część graczy zgłosiła wyraźne potrzeby dotyczące kilku elementów mechaniki, dlatego postanowiłem wprowadzić kilka Homerules, żeby wyjść na przeciw tym potrzebom. Lubię informować o takich rzeczach przed sesją, żeby każdy mógł spokojnie się jeszcze zastanowić, czy taki sposób prowadzenia i rozwiązań mechanicznych mu odpowiada.

    Rozliczanie obrażeń i Trafienia Krytyczne

    W przypadku zwykłych przeciwników, po spadku Żywotności do 0, taki przeciwnik wypada z walki, najczęściej jako martwy, niezdolny do dalszego działania albo pobity w walce na pięści i spacyfikowany, zależnie od sytuacji fabularnej (oczywiście zwykłe ogłuszenie też jest dostępne).

    Pełne zasady Trafień Krytycznych zachowuję dla:

    • bossów,
    • istotnych BN-ów,
    • potworów i innych przeciwników, przy których ma to znaczenie fabularne lub dramatyczne.

    Jeśli chodzi o efekty, które normalnie wpływają na Trafienia Krytyczne, czyli np. Morderczy Atak oraz cechę oręża Precyzyjny, to mam dla nich nowe przeznaczenie. Skoro nie mogą wpływać na TK w walce ze zwykłymi przeciwnikami, to pomogą w inny sposób. W sytuacji, gdy zwykłemu przeciwnikowi miałoby pozostać 1-2 pkt. żywotności (w zależności, czy postać ma sam talent, samą broń z tą cechą, czy oba naraz), to takowy przeciwnik zostaje uśmiercony dzięki wyżej wymienionym efektom, które wykańczają wroga. W przypadku wrogów gdzie dalej utrzymuje TK, efekty te działają jak w podręczniku.

    Obciążenie i noszony ekwipunek

    Drugą zmianą są zasady dotyczące obciążenia. Przedmioty noszone na sobie liczą się jako ważące 1/2 normalnego obciążenia. Nie będziemy korzystać z zasady dodatkowego oddziaływania zbroi na postać.
    Talent Krzepki, żeby nie stracił znaczenia dla tych, którzy go posiadają, działa u mnie w następujący sposób:

    Postać z tym talentem może nieść dodatkowe obciążenie w wysokości 1/2 wartości swojego bonusu z WT. Przykład: jeśli postać ma Krzepę równą 30 (co normalnie pozwalałoby na udźwig bez kar 300 jednostek), może nieść dodatkowe 150 jednostek ciężkości ponad swój normalny limit, zanim zacznie odczuwać spadek prędkości po przekroczeniu maksimum.

    Dodatkowo chiałbym dać możliwość zwiększenia udźwigu przez jakość wykonania plecaka. Wprowadziłem to w jednej sesji kiedyś i graczy byli zadowoleni. Także:

    • plecak dobrej jakości zwiększa możliwy udźwig o 50 jednostek obciążenia,
    • plecak najlepszej jakości zwiększa możliwy udźwig o 100 jednostek obciążenia.

    Nauka nowych umiejętności i rola nauczyciela

    Praktycznie zawsze znajdzie się ktoś, kto chciałby się dokształcać poza daną mu ścieżką. Ponieważ powstała prośba o nakreślenie tej możliwości, tłumaczę jak będzie to działać u mnie, jeśli zdecydujemy się na dalsze scenariusza. Można się uczyć i nabyć nową umiejętność, a także zdolność, o ile dana rzecz w ogóle nadaje się do wyuczenia.

    Żeby wykupić taką umiejętność lub zdolność:

    • postać musi mieć nauczyciela,
    • musi spędzić odpowiednią ilość czasu na ćwiczeniu pod jego okiem.
    • czas ten ocenia MG zależnie od tego, czego postać chce się nauczyć (Pływania można się stosunkowo łatwiej nauczyć, od dajmy, płatnerstwa)

    W tym scenariuszu najpewniej zabraknie na to czasu, ale jeśli zdecydujemy się grać dalej, może to być ważna informacja na przyszłość. Dodatkowo koszt tak nabywanej zdolności wynosi 200 PD zamiast 100 PD.

    Tresura i nauka sztuczek

    Jeśli ktoś chce, aby jego zwierzęcy pupil nauczył się konkretnych czynności wykonywanych na zawołanie, musi poświęcić na to odpowiednią ilość czasu opisaną w podręczniku. Na poziomie tworzenia postaci jednak, postać może mieć już zwierzaka od dłuższego czasu. Dlatego przyjmuje, że pupil może znać 3 sztuczki z kategorii proste i 1 z katergori średnio-trudne. Dotyczy tylko postaci, które mają jednocześnie zwierzaka i umiejętność tresury.

    Klany niziołków i ich umiejętności związane z pochodzeniem

    Ostatnią zmianą jest wprowadzenie tabeli początkowych umiejętności i zdolności niziołków zależnych od pochodzenia / klanu.

    Przygotowałem ją na podstawie inspiracji z 4 edycji, starając się przełożyć ten pomysł na realia i styl 2 edycji. Docelowo chciałbym uwzględniać tę tabelę również w kolejnych rekrutacjach, tak aby mogła stać się stałym elementem moich sesji.

    Zdolności początkowe dla niziołków znajdują się tutaj.

    Podsumowanie

    System: Warhammer 2ed.
    Ilość graczy: 3-4
    Kryteria przyjęcia graczy: stworzenie pełnej karty postaci + krótkiej historii (wystarczy około pół strony A4). W wypadku większej liczby zgłoszeń odbędzie się konkurs kart.
    Platforma: forum oraz możliwie Discord, jeśli przyjęci gracze będą zainteresowani. Nie będę się upierał jeśli nie.
    Częstotliwość odpisów: 4 dni dla graczy, 4 dni dla MG (możliwość prolongat i zgłoszeń pominięcia kolejki w rozsądnej ilości zgłoszeń)
    Dokumenty Google: Nie planuje i nie jestem fanem. Jeśli będzie potrzeba rozegrania scen lub dialogów, można zrobić to na Discordzie. Jeśli gracze nie będą mieć ochoty na Discord, takie sceny rozegramy w formie krótszych opisów na forum lub ewentualnie przez PW.
    Długość sesji: Przy założeniu braku opóźnień w odpisach sesja powinna zamknąć się w około 3-4 miesiącach, lecz jak gracze będą podchodzić ambitniej to 5-6 miesięcy.

    zakończenie


    czytaj więcej →
    Popiół, śnieg, i estetyczny terror zapowiada się ciekawie. Gratulacje wybranym, i nowemu MG za tak udany debiut na forum
  • GladinG

    Tak więc biblioteka... do tego w ten czy inny sposób może powiązana z fantasy? Skoro mamy wątek o polecanych filmach, to może i miejsce na pogadanie o książkach? Polecajek, a może do pochwalenia się swoimi zbiorami? Wiem, że niektórzy chętnie wrzucają fotki swoich kolekcji na discorda i pewnie ucieszą się z tego tematu 😄

    centered paragraph

    Dla tych, którzy są zbyt młodzi (i może ich ominęło), podaję łącze do filmiku wyjaśniającego tytuł wątku:
    https://www.youtube.com/watch?v=4RMh4GtxBuA

    Rozpocznę się od pochwalenia najnowszą

    GURPS Discworld Also!

    centered paragraph

    książką wzbogacającą moją skromną kolekcję systemu GURPS i pierwszym dodatkiem do głównego podręcznika Świata Dysku. Świeżo dzisiaj otrzymana, trafia właśnie do kolejki książek do przejrzenia. Nie mogę się doczekać! 😄

    Nie ukrywam, że liczę na to, iż w przyszłości albo poprowadzę, albo zagram jeszcze w Świat Dysku.

    Na sesję ze Świata Dysku nadal możecie głosować w mojej sondzie.

    A „...poprowadzę (...) jeszcze” ponieważ świetnie się bawiłem w przygodach Straży pożarnej Ankh Morpork na naszym starym forum.

    @Marrrt @Stalowy @Rewik @Cioldan @Mike


    Czytałem, a właściwie słuchałem pierwszą część, czyli „Pół króla”. Było to w momencie, kiedy nie było jeszcze kontynuacji, czyli dość dawno temu. Muszę do tego wrócić. Bawiłem się, powiedzmy, okej, ale zdecydowanie cykl „Pierwsze Prawo” bardziej zapadł mi w pamięć, a zwłaszcza pierwsze trzy tomy. „Uniwersum Pierwszego Prawa” ma łącznie około dziewięciu części, jeśli dobrze pamiętam, licząc oryginalną trylogię, choć późniejsze tomy opowiadają historie z tego świata w nieco bardziej rozproszony sposób. Szczerze powiedziawszy, nie wszystkie książki z tego uniwersum były równie dobre, ale trzy pierwsze naprawdę dają radę. Trudno mi porównać te dwie pozycje, bo Joe ma dość dobry warsztat pisarski i umie kierować swoje książki do różnych grup odbiorców.
  • GladinG

    Chcę zbadać zainteresowanie sesją na tym forum.

    Co prawda obecnie prowadzę aktywną sesję młotka na LI, a także gram w dwie, a to oznacza, że właściwie mój limit czasu niezbyt pozwala mi na coś nowego... ale...

    Jeżeli znajdą się chętni, to na potrzeby rozruszania nowego forum, jestem skłonny poprowadzić całkiem nową sesję.

    Z powodów jak wyżej sesja byłaby w tempie 4+4, czyli 4 dni dla graczy na odpisy i 4 dni dla mnie na odpisy.

    Start rekrutacji i samej sesji na razie nie jest określony. Zależy od zainteresowania. Załóżmy roboczo, że ankieta powisi 3-4 tygodnie. Potem będę potrzebował ze 3 tygodnie na przygotowanie rekrutacji. Potem ze 3 tygodnie na rekrutację. Więc... start sesji mniej więcej w połowie marca?. Chyba, że uznam, że forum cieszy się dużym zainteresowaniem i dużą ilością nowych sesji. Wtedy przesunę start na później. Aby nie mieć kumulacji sesji w jednym momencie, ale rozłożyć to w czasie.

    Czas trwania przy tempie 4+4 to około roku.

    Poniżej wybrane propozycje sesji, jakie mógłbym poprowadzić.

    Snotlingi: Puł krulestfa za krulefnem za żonem

    Może niektórzy z was kojarzą z LI, prowadziłem tam już dwie sesje dla uroczych zielonoskórych.
    Mechanika: Warhammer 1ed. Proszę nie nie przerażać, że to staroć.
    Planowane tempo: 4+4.
    Znajomości systemu i mechaniki: nic nie jest wymagane.
    Poziom postaci: start od zera oprócz snotlingów, które kontynuują poprzednie przygody. Możliwe ekstra PDki na start dla osób, które mają skończone u mnie przygody w innych systemach.
    Czemu ta propozycja? Bo 1ed WH jest prosta do prowadzenia. Bo snotlingi są proste do prowadzenia. Do tego sesja miejska nie wymagałaby ode mnie budowy mapy pomieszczeń (zatem mniejszy nakład pracy).

    Snotlingi to sesja z przymrużeniem oka.
    Król Krowulec chce cię ożenić! A skoro jest królem, to w grę wchodzi jedynie królewna. Ewentualnie księżniczka. A skoro pod ręką takowych nie ma, trzeba wysłać ekspedycję i ją sprowadzić. Dzięki umiejętnością maga Rudgara i czarodziejskiemu lustru już za chwilę snotlingi znajdą się na obrzeżach ludzkiego miasta, skąd sprowadzą oblubienicę, lub zginą próbując.

    Sesja miejska z mnogością możliwych rozwiązań, nastawiona na interakcje i zderzenie kultur.

    Spośród różnych wcześniejszych pomysłów na sesję dla snotów proponuję właśnie tę, gdyż (jak napisałem powyżej) nie wymaga ode mnie zbudowania mapy pomieszczeń. Różniłaby się w tym od poprzednich moich sesji o snotach. Ale jestem w tym temacie otwarty na propozycje, bo ma jedną wadę: daje graczom większe możliwości krzyżowania planów MG. Musiałbym włożyć więcej pracy w trakcie gry. W łączu poniżej do sondy na LI znajdziecie inne propozycje sesji snotlingowych, które mogą posłużyć wam jako podstawa do rzucania we mnie kontrpropozycjami.

    Dodam, że w pierwszej edycji nie waham się stosować rozwiązań autorskich. Przykładowo profesja Kamieniacza, której nie użyłem póki co, ale wprowadziłem ją zainspirowany przez Marrrta.

    text alternatywny

    A tutaj profesja stworzona konkretnie dla Stalowego, który wcielił się w Tfardego, piłkę do snotballa

    text alternatywny

    Fragmenty poprzednich sesji. Nie są to jakoś szczególnie wybrane fragmenty, ale takie z pierwszych stron. Mają więc przedstawiać wiarygodny poziom warsztatu sesyjnego.

    ...przepatrywacz (...) zrzucił kompanom jedną z lin. Gdy kolejne zwoje niknęły w ciemności coś mu mówiło, że o czymś zapomniał. Ale powiedziało to wyraźnie dopiero gdy niezaczepiony drugi koniec liny również spadł. (...)

    Trartex Trartex złapał oba końce i pacza... pacza dalej i nie rozumi jak ma się po tym wczłapać do dziury.

    Spojrzał w górę na Czmycha i znów pacza. Niby taki mondruś, a nawet liny zrzucić nie potrafi. Nie ten koniec zrzucił co trza. (...)

    Gobelin nie mógł znieść gadania Szmalca. Czy temu handlarzowi wydaje się, że zjadł wszystkie rozumy myślał sobie bard. A przecież Gobelin zjadł ich tak samo dużo. Wszak zawsze pilnował, by dostała mu się część jakiegoś mózgu!

    Wienc nie czekajonc na innych, w górem siem wspioł, entuzjazmem nadrabiajonc brak doświadczenia. Widać jednak, że entuzjazmu było zbyt mało.
    Test ryzyka nieudany=87
    Gdy lina świsnęła mu obok ucha stracił koncentracjem i w dół runoł. Zwykły snotling, nie obdarzon wrażliwościom barda, dostrzegł by w tym upadku, jeno... upadek. Tymczasem Gobelin leconc czuł się, jakby całe życie mu przed ślepiami przeleciało (1), a jego kubraczek furkotał na wietrze sprawiajonc, że znajdujoncy siem na nim wymalowany dzik polował na szlachcica.

    Garść łączy:

    Świat Dysku: Straż Pożarna

    text alternatywny

    Mechanika: GURPS 3ed (bo takie mam podręczniki)
    Planowane tempo: 4+4.
    Znajomości systemu i mechaniki: Znajomość twórczości Pratchetta wymagana. Znajomość systemu tyle tylko, by ogarnąć, co dana postać potrafi. Dostępne są darmowe podręczniki Lite. Tylko w wersji angielskiej.
    Poziom postaci: 100 punktów postaci startowych lub postać z poprzedniej sesji. Możliwe drobne bonusy dla graczy, którzy mają u mnie ukończone inne sesje.
    Czemu ta propozycja? Bo właściwie mam gotowy scenariusz, poprzednia sesja wyczerpała jego połowę, może ciut więcej. Raz już prowadziłem na tej mechanice, więc nie prowadzenie sesji nie wymagałoby ode mnie dużej ilości pracy.

    Tu bym poprowadził kontynuację mojej sesji z LI, którą zakończyłem w ubiegłym roku.
    Załączam portret grupowy postaci strażaków (BG+BN) 🙂
    text alternatywny

    W sesji tej nowopowołana jednostka Straży Pożarnej oprócz gaszenia pożarów zajmowała się rozwiązaniem tajemnicy szerzących się podpaleń, w skutek których śmierć poniosło już dwóch kupców korzennych. Kupcy Ci byli właścicielami dwóch z czterech najmocniejszych konsorcjów korzennych w Ankh-Morprok. Strażakom udało się ująć podpalacza, ale wszystko wskazuje na to, że działał on na czyjeś zlecenie. A grono podejrzanych jest wąskie.

    Przygoda ta zatrzymała się w tym miejscu i możnaby ją poprowadzić dalej, gdyby znaleźli się chętni.

    Fragmenty poprzedniej sesji. J.w. kawałki, które pierwsze wpadły mi w oko, mają przedstawiać typowy warsztat sesji.

    - Kiełbaski! Gorące kiełbaski w bułce! - zachwalał swój tradycyjny towar GSP Dibbler. - Niezawodne wykrywacze pożarów! Wystarczy umieścić w dowolnym pomieszczeniu, a ostrzegą głośnym dźwiękiem o pożarze! Dożywotnia gwarancja! - zachwalał trochę mniej typowy towar, ale Dibbler był człowiekiem, który zawsze starał się podążać za rynkiem. A w chwili obecnej rynek kręcił się wokół ostatniego pożaru.

    Nagle poczuł szarpnięcie za nogawkę, gdy spojrzał w dół… zobaczył tylko brudny i nieciekawy bruk. Gdy wrócił wzrokiem na tacę, nudę oglądania bruku urozmaicił mu brak dwóch kiełbasek w bułkach.
    Tymczasem parę metrów dalej za beczką CiutBobby wyrażał swoją opinię:
    - To chłystek i bałamutnik! Gorąca kiełboska godał. Wystygły wrzuntek tyż przedajesz? - wrzasnął wychylając się zza beczki.
    - Nie rozpajrzoj się tok, bo ci kiełbasa uciknie. Jo żem swojo musiołech cupnąć, coby przestało się na mnie bocyć - Duncan z namaszczeniem wytarł miecz o swój płaszcz.
    - Zwady sukos chłystku! - CiutBobby wrzasnął na kiełbasę, która unikała kontaktu wzrokowego.

    - Złodziej! Nielicencjonowany złodziej! - darł się Dibbler ściągając wzrok okolicznych przechodniów na siebie. Mieszkańcy Ankh-Morpork lubili darmowe rozrywki, a nielicencjonowana kradzież z całą pewnością mogła je zapewnić.

    - Ukradli mi sześć kiełbasek w bułce! - krzyczał dalej. Gromadzący się gapie unieśli w zdumieniu kolektywną brew. Wiadomo było, że nikt nie wziąłby kiełbasek Gardło nawet za darmo. Nielicencjonowana kradzież? Do tego kiełbasek Dibblera? Wniosek nasuwał się sam: jest nowy złodziej w mieście. Ktoś, komu Gildia Złodziei wkrótce zafunduje spacer po Ankh.

    W tym momencie podszedł do niego krasnolud, który zainteresował się wykrywaczami pożarów. Przez moment sprzedawca ostrzył sobie zęby na sprzedaż, ale spotkało go rozczarowanie.

    - To niezawodne wykrywacze! Używam najlepszych części pochodzących z gildii alchemików! - krzyknął za odchodzącym krasnoludem. Nie dodał, iż są to części, które na ogół z tej gildii wyleciały razem z oknami, drzwiami i ścianami. Jakoś trzeba było wiązać koniec z końcem.

    Ta krótka rozmowa spowodowała, że zainteresowanie gawiedzi roztopiło się jak masło na patelni. Czując oddalające się zyski, Gardło chwycił jedną ze swoich bułeczek.

    - Niezawodne wykrywacze nielicencjonowanych złodziei! Kupujcie, póki gorące!

    W głowie Ryana coś zachlupało i myśli popłynęły strumieniem, jak zawsze gdy miał trochę chwili do rozmyślań.

    Ogłoszenie, które przeczytał skrupulatnie literkę po literce odebrał jako uśmiech losu. Rzecz jasna nie chciało mu się pisać i zanosić do rekruterów odpowiedzi... eee... do tego całego CV, lecz od ostatniego przebłysku geniuszu, coś zmieniło się w Ryanie Fredrick'u. Odczuwał coś dziwnego. Jakąś siłę, która skłaniała go do działania mimo braku chęci. Jeszcze nie wiedział co to takiego, ale przyjdzie czas i na tę zagadkę.

    - ...a ta cała straż wcale nie jest tak daleko - pomyślał.

    Ryan skończywszy czytać, wrócił do posterunku, by rozwikłać zagadkę z ogłoszenia. Na początek jego pióro starannie nakreśliło koślawe literki - CV.

    Młodzieniec rozsiadł się w w fotelu i zastanowił się co dalej napisać. Już po chwili uśmiechnął się do siebie drapieżnie i ponownie zanurzył pióro w kałamarzu. Pióro zaskrobało i już po chwili Ryan dumny z siebie uniósł kawałek pergaminu po światło okienne.
    - To było łatwe - przyznał z uznaniem dla siebie, wpatrując się w swoją odpowiedź.

    CV=105

    Ryan przygotował kopertę i podpisał ją swoim imieniem i nazwiskiem, nie omieszkając dodać, że dotychczas był posterunkowym w Straży Dziennej i że szuka nowych wyzwań w dynamicznym zespole. Nie omieszkał napomknąć także kapitanowi o ogłoszeniu i powołaniu do życia Straży Pożarnej. Miał w tym swój chytry plan.

    Kolejny spacer był jakby przyjemny. Zaniósł swoje rozwiązanie do rekruterów i ściskając kciuki (1) oczekiwał kolejne dni na odpowiedź, choć doskonale wiedział, że zostanie wybrany.

    Ryan, chyba słusznie zakładał, że nawet jeśli będą ślepi na jego intelekt, to jego szef Quirke nie omieszka o nim napomknąć gdzie trzeba. Z pewnością będzie chciał się go pozbyć. Ryan był zbyt bystry, by nie stanowić dla niego zagrożenia.

    (1) Ryan często tak robił. Trzymanie kciuków skutecznie uniemożliwiało niektóre prace.

    - Kanarki! Kupujcie kanarki! Najlepsza ochrona przed zaczadzeniem! Życzy pan kanarka? Tylko jeden dolar za najlepszy system wczesnego ostrzegania i gardło-sobie-podrzynam! - Dibbler pojawił się obok zupełnie niespodziewanie. Ryan spojrzał na żółtą kulkę w klatce i nagle poczuł rozchodzący się różany zapach.

    Alfonso, bo to on był żółtą kulką w klatce, był ptakiem doświadczonym. Przez Los. I było to po nim widać. Bardzo. Z drugiej strony cieszył się ewidentną opieką Pani i tak często unikał Śmierci, że wyczulił się na jego obecność.
    - WIESZ, TO CIEKAWE - Śmierć zwrócił się do Alfonsa. - MIAŁEM TU ZAPLANOWANE 3 SPOTKANIA. ALE CIEBIE SIĘ NIE SPODZIEWAŁEM - zerknął na ptaka.

    Potem wyciągnął dość dużą i mocno połyskującą klepsydrę owiniętą naoliwioną skórą i emanującą zapachem drewna różanego, z umieszczonym na podstawce napisem Braveron. Piasek w jej środku zamienił się w ogień i ciężko było zorientować się, ile zostało go w środku. Śmierć na próbę potrząsnął przyrządem, ale gdy to nie dało żadnego efektu, schował klepsydrę i wyciągnął następną.

    Ta była w metalowej obudowie pokrytej krasnoludzkimi runami. „Tą stroną do góry”, „Ostrożnie! Szkło!” czy „Nie wstrząsać! Nie rzucać!” to tylko niektóre napisy umieszczone na niej. Również i jej wnętrze wypełniło się ogniem, a na metalu pojawiły napisy „Ostrożnie z ogniem” i „Używaj rękawic ochronnych”.

    Śmierć nie wykonał żadnego grymasu, gdyż nie posiadał mięśni, które mogłyby mu w tym pomóc. Nie mniej kaptur na jego czaszce poruszył się sugerując, że gdyby było inaczej, to wykonałby ruch ściągania brwi. Schował klepsydrę.
    - POTRZEBUJĘ KUPIĆ RĘKAWICE. PALCZASTE. HA. HA. ROZUMIESZ? - spojrzał na Alfonsa.

    - HM. CHYBA JEDNAK NIE. STARAŁEM SIĘ BYĆ ZABAWNY. DLA ZABICIA CZASU - pełen wyczekiwania spojrzał ponownie na ptaka, a nie doczekawszy się odpowiedzi wzruszył ramionami. W tym był dobry. Zrezygnował z próby prowadzenia konwersacji i wpatrywał się w płonący budynek, przewiercając wzrokiem ściany i ogień, koncentrując się na żywych istotach. Gdy jedna z nich spadła z poziomu pierwszego piętra sięgnął ponownie, by sprawdzić klepsydrę.

    Garść łączy:

    Słowianie

    Mechanika: Arkona ew. Słowianie 1.5 ew. GURPS 3ed (vide poniżej)
    Planowane tempo: 4+4.
    Znajomości systemu i mechaniki: Nie trzeba znać. Trzeba wykazać minimum dobrej woli, aby ogarnąć kartę w wybranym (vide poniżej) systemie.
    Czemu ta propozycja? Sesja Słowian to coś, co od dawna chciałem zrobić. Ale wcześniej nie cieszyła się popularnością. Jest to więc jedyna sesja, dla której jestem gotów poświęcić ekstra czas na przygotowanie fabuły i naukę nowego systemu.

    Ziemie obecnej Polski, ale w okolicach roku 800. Nie ma jeszcze kraju, są większe i mniejsze plemiona, słowiańscy bogowie, słowiańskie demony, proste uzbrojenie, proste jadło i prości ludzie. Ale jest już walka o władzę, podstępy i czające się zło. Postaci bohaterów zostałyby (najpewniej) uwikłane w walkę o władzę między Popielami a Piastami (niekoniecznie w znanej legendarnej wersji o Piaście kołodzieju i Popielu, co go myszy zjadły). A może zostałyby wysłane do naszych obecnych południowych sąsiadów, gdzie już sformowała się państwowość, aby zdobyć doświadczenie potrzebne do przeprowadzenia podobnego procesu u Polan? A jak już tam będą, to zostaną wplątani w jakąś kabałę?
    Jestem otwarty na pomysły, bo scenariusza nie mam. I potrzebowałbym go stworzyć. Ale chciałbym, aby nie było to coś odklejone od realiów historycznych. Osadzone tam i wtedy, z kulturą i techniką odpowiednią dla okresu. Ale mamy o tym okresie tak mało danych, że całą resztę można stworzyć. Całość okraszona mitologią słowiańską.

    Jeżeli ruszyłbym z tym scenariuszem, to chciałbym przetestować mechanikę Arkony (nie znam, nie grałem, czytałem tylko podręcznik, podręcznikiem dysponuję w formie papierowej).

    Jako, że mechanika ta spotkała się z krytycznym odbiorem jej współczesnych (bo ma swoje lata), nie oczekuję wiele, ale ciekawość chcę zaspokoić.
    Mam też podręcznik (wersja papierowa, nie grałem) do Słowian v1.5, dużo nowszy.
    A trzecią propozycji mechaniki jest gurps 3ed, uniwersalny, elastyczny.
    Garść łączy:


    Poczułem się dotknięty! Darcie łacha i rechotanie? Gdzie? Proszę Państwa, w sesji DH ja konsekwentnie i REALISTYCZNIE odgrywam postać ribbeta, jego złożoną osobowość i skomplikowany charakter. Tutaj nie ma absolutnie nic z beki, zapewniam - zresztą znacie mnie od lat i wiecie, że ja nie zwykłem sobie żartować!
  • KetharianK

    text alternatywny

    (obrazek ilustracyjny znaleziony w sieci)


    AI w ilustratorskiej służbie MG i sesji

    Moje doświadczenia ze Sztuczną Inteligencją wspomagającą graficznie sesje PBF nie są imponujące, bo dopiero od niedawna stałem się wielkim fanem tego narzędzia do celów ilustrowania sesji, ale coraz bardziej uświadamiam sobie jego potencjał i chętnie poczytałbym o rekomendacjach innych userów bądź rzucił okiem na ich ilustracje. Sam korzystam z Groka w wersji bezpłatnej, ale wiem o GPTChat i słyszałem co nieco o Midjourney. Z jakimi innymi generatorami grafik mieliście już okazję pracować, co możecie o nich powiedzieć, jakimi skryptami chcielibyście się podzielić?


    Ja na początek chciałbym się pochwalić przykładem, który może nie jest złożonym projektem, ale który zajął tylko chwilę, a sprawił mi sporo frajdy i zachęcił do dalszego eksperymentowania z AI. W sesji Cyberpunka 2077 @Grek zaopatrzył swojego bohatera w poniższy awatar:

    text alternatywny

    Wykorzystując Groka do najprostszej obróbki z użyciem skryptów CP 2077, dark alley, cyberpunk-style clothes, ripperdoc armchair etc pozwoliłem programowi wygenerować następujące obrazki dopasowane później do potrzeb narracji w sesji:

    text alternatywny

    text alternatywny

    text alternatywny

    text alternatywny

    Wiem, że @pan-elf stworzył zgrabną ilustrację AI do sesji Gruzy Przeszłości, może zechciałby się nią tutaj podzielić wraz z krótkim komentarzem, radą, rekomendacją narzędzia?

    Ktoś inny dołączy do rozmowy?


    @Ketharian napisał w AI w ilustratorskiej służbie MG: [image: IMG-9448.jpg] Oto mój bohater z sesji Daggerheart, utalentowany bard Rechotek Mlaskacz, który rozpoczyna właśnie epicki występ w karczmie „Pod Jesionem” w pierwszym rozdziale sesji Slanna. Zawsze chciałem mieć takiego barda! awww. ale słodziak jak to mówią ciocie przy wigilijny stole "pewnie kolejki dziewcząt sie za tobą ustawiają " 🫠