Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
SeachS

Seach

@Seach

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

Informacje
Posty
171
Tematy
2
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
1
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • [Pathfinder 1e, 18+] Popielny Dwór
    SeachS Seach

    Ok sorki za ciszę w eterze. W poniedziałek-wtorek postaram się wrzucić posta.

    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    SeachS Seach

    text alternatywny
    Angestag; popołudnie; Otto i apteka Sigismundusa

    Mnich zabrał nowy miot do apteki Sigismundusa, było to jedyne miejsce gdzie mógł je bezpiecznie przechować. Po drodze kupił trochę jedzenia dla opiekunki domu aptekarza.
    - Witaj ponownie, Dorno. - uściskał mutantkę na przywitanie - Przyniosłem prowiant, oraz mam nowe maleństwa do hodowli. Jedna z najnowszych matek wydała miot w dwa dni po zasianiu.
    - Wejdź Otto. - Mutantka otworzyła mu ostrożnie jak zawsze. Była w kapturze a jego cień przysłaniał jej twarz. Dopiero jak zostali sami w kuchni to go zdjęła i ukazały się jej kolczaste włosy i ziemista cera. Ucieszyła się zarówno z wiadomości, jedzenia jak i nowego miotu. Z ciekawością zajrzała do worka w jakim kłębiło się życie. - Dobrze, zaniose je na dół, do reszty. - Pdniosła głowę i lekko uśmiechnęła się do niego. Mówiła przyciszonym głosem. Dała mu znak aby poszedł za nią. - Raisa jeszcze nie wróciła z tego grobowca. To jestem tu sama z tymi dziewczynami z wioski. Staram się im nie pokazywać. Ale to trochę trudne i dziwne jak się mieszka w tym samym domu. Zwykle Raisa z nimi gadała. Byłoby łatwiej jakby któraś ze szlachcianek je wzięła na służbę. Był tu Egon z Larsem. Kupili nam klatki na te nowe muchy. Bo już nam brakowało. I zasiali je razem z Raisą. Ale już wydały swój miot. - Mówiła cicho gdy przeszli przez parter na zaplecze apteki. Tam zeszli na dół do piwnicy. Do ostatniego pomieszczenia gdzie była hodowla. Tu mutantka otworzyła lewą celę i weszła do środka. Zaczęła przygotowywać jedną ze skrzynek wyłożoną słomą aby tam przenieść nowy miot. Zaś w innych skrzynkach widać było inne czerwie w różnych etapach robienia kokonów lub już same kokony. A pod długą ścianą regały z klatkami na kury i króliki w jakich siedziały dorosłe muchy. Te małe były trochę dłuższe niż ludzka głowa. Te większe mniej więcej jak z pół ludzkiego korpusu.
    Mnich delikatnie pogłaskał jedną z larw i spojrzał na Dornę.
    - Potrzebujesz pomocy? - rozejrzał się po pomieszczeniu - I czy mogłabyś mnie zaopatrzyć w kolejne dawki? Zapowiada się, że będę dalej zapładniał kolejne matki.
    - Może mógłbyś się im pokazać? Ja staram się jak najmniej. One chyba nie wiedzą jaka naprawdę jestem. Ale dziwą się czemu po domu chodzę w kapturze. Coś podejrzewają. Dlatego Raisa jak jest to z nimi gada. Mam nadzieję, że szybko wróci. One siedzą na piętrze. - Poprosiła kolegę aby się choć na chwilę rozmówił z trzema rybaczkami z piętra. - Jak je zabierali z tej wioski to im Astrid i reszta obiecali, że bogata pani weźmie je na służbę i będzie im lepiej niż tam na wsi. Więc one teraz czekają i pytają kiedy ta pani je weźmie do siebie na tą służbę. - Westchnęła jakby teraz pretekst pod jaki pozwolił grupie Norsmenów dość gładko zabrać te trzy wieśniaczki do miasta, teraz odbijał się rykoszetem.
    - Dobrze, chodź. One już sobie tutaj poradzą. Teraz zaczną robić kokon. Ale to im dzień czy dwa zajmuje zanim skończą. - Uśmiechneła się na widok pół tuzina małych czerwi jakie wysypała z worka jaki Otto dostał od Teofano. Wyglądała niczym dumny hodowca. Podniosła wzrok i skinęła aby kolega poszedł za nią. Zaprowadziła go do prawej celi. Tu były misy z jajami jakie przyniesiono z jaskini Oster. - Chcesz same jaja czy napełnić ci strzykwy? - Zapytała odwracając się ku niemu. Pokazała gestem na stos pustych, glinianych strzywk które można było teraz napełnić jajami.
    - Same jaja wystarczą, mam własne narzędzie. - odparł z uśmiechem mnich, spojrzał w kierunku piętra, gdzie znajdują się kobiety ze wsi - Chcesz, abym im powiedział jakąś bajkę na temat tego czemu się zakrywasz? Coś, żeby cię nie męczyły?
    - Możesz. Ja nie wiem co powiedzieć. Najlepiej by był jakby któraś ze szlachcianek je zabrała do siebie. Chociaż jedną czy dwie. To byśmy tu znów zostały we dwie z Raisą. - Mutantka może i miała już przyjemne doświadczenia na zabawach u Pirory z resztą kultystów ale poza tym nadal obawiała się reszty ludzi. Całkiem rozsądne zresztą bo w przeciwieństwie do jej kamratki z jaskini to jej skaza od razu rzucała się w oczach. A Lilly jak była w długiej spódnicy to mogła uchodzić za młodą i ładną mieszczkę. Na Dorna usiadła na niskim, trójnożnym stołku i zaczęła nakładać kolejne porcje jaj do woreczka.
    - A dla kogo to? I która to wydała ten miot? - Zagaiła na przyjemniejszy temat. Wydawała się zaciekawiona dla jakich nosicielek pakuje te jaja.
    - Nie wiem czy ją spotkałaś. Margereth, służka lokalnych cukierników. Zasiałem ją… dwa.. trzy dni temu i już wydała miot. Jest zainteresowany kolejnym więc będę kontynuował. Do tego Lady Odette zaprosiła mnie na spotkanie z znajomą, którą zechce zasiać, więc i tam się udam.- mnich się uśmiechnął - Coraz więcej mamy chętnych matek. Niedługo pewnie trzeba będzie pomyśleć o nowym miejscu na przechowywanie ich.
    - No u nas jeszcze trochę jest. Można sąsiednią celę przerobić na żłobek dla tych maleństw. A na wszelki wypadek Sigismundus zabrał ze sobą Loszkę i część hodowli. Zresztą zanim odjechał to mówił, że jak któraś by była chętna na zasianie to nie jest to żaden problem. Tylko trzeba pilnować aby ciężarnego brzucha nie było widać. Bo to by mogło ją zdradzić. A poza tym to sama da się zasiać, sama donosi, sama urodzi i przyniesie ten miot. Tak jak Laura z zamtuza. Już chyba ze dwa czy trzy od niej tu mamy. Gorzej jakby jakaś nie chciała to trzeba by ją gdzieś przetrzymać aż urodzi. Chociaż takie miejsce gdzie by można trzymać te nosicielki by się przydało. Można by je wtedy zasiewać do pełna bez obaw, że ktoś zobaczy ich ciężarny brzuch. A tej Margaret to nie znam. Pewnie jakaś nowa. Lady Odette to tak bo była u Pirory po mszy tydzień temu jak ja też byłam. Co się bawiłyśmy w te panny młode. Pamiętasz? - Dorna chętnie się rozgadała gdy ładowała kolejne porcje jaj do woreczka. Chociaż głównie powtarzała to co usłyszała od aptekarza zanim te wyjechał z miasta.
    - Pamiętam, pamiętam. Sam przecież prowadziłem procesję. Margereth spotkałem przez jej córkę cukierników, Teofano. Dziewczyna się nakręciła na bycie "muszą matką" i wciągnęła Margereth do tego. - mnich westchnął - Czasem wydaję się to zbyt łatwe… - mnich schował pakunki z jajami - Dziękuję ci kochana, na pewno znajdę dla nich ciepłe domki. Masz może jakieś prośby co do mnie?
    - To tej Teofano też nie znam. - Mutantka pokiwała swoją kolczastą głową i lekko się uśmiechnęła. - Ale jeśli chce rodzić te maleństwa to dobrze. Gdybyś jeszcze potrzebował tych jaj to przyjdź. Jak widzisz jeszcze trochę ich jest. Niektóre muchy są już dorosłe to chyba same powinny móc produkować nowe jaja ale nie wiem jak. Sigismundus tak mówił zanim wyjechał. Że jak już dorsoną to nie będzie się trzeba martwić czy nam jaj zabraknie bo te dorosłe bedą produkować nowe. Ostatnio był u nas Egon z tym swoim kolegą z Norsci. Obaj sa tacy duzi. No i też zabrali trochę jaj na zasiew. Mam nadzieję, że im się powiedzie. I tobie też. A na razie dziękuję Otto ale chyba mam co mi potrzeba skoro to jedzenie nam kupiłeś. Oby Raisa szybko wróciła. Jak tu jest to jakoś z nią raźniej. - Szaroskóra uśmiechnęła się na koniec ale wydawała się być dobrej myśli.
    - Dobrze. To porozmawiam z twoimi towarzyszkami, nie wiem czy uda mi się załatwić dla nich zatrudnienie, ale może sprawię, że dadzą ci spokój. - mnich ruszył na górę w poszukiwaniu nowych współlokatorek Dorny.
    Mutantka ucieszyła się i zaprowadziła do na schody prowadzące na górne piętro. Pokazała mu które drzwi ale wolała nie pokazywać się nowym koleżankom na oczy. Gdy mnich tam wszedł zastał trzy młode kobiety zajęte łuskaniem jakiegoś ziarna. Wszystkie spojrzały na niego aby sprawdzić kto przyszedł. Spódnice miały proste chociaż czyste. Wyglądały na wieśniaczki albo mieszczki jakim się nie przelewa. I każda miała włosy w innym kolorze. Blondynka, ruda i czarna. Chyba je zaskoczył bo nie bardzo wiedziały co powiedzieć. Wymamrotały tylko krótkie “pochwalony ojcze” skoro zobaczyły osobę w mnisim habicie.
    - Witajcie moje drogie, jestem Otto i jestem tu za pośrednictwem szlachetnych dam tego miasta. - mnich uśmiechnął się do kobiet - Rozumiem, że poszukujecie zatrudnienia, aby im usługiwać?
    - Jesteś od szlachcianek ojcze? Oj tak, my byśmy bardzo chciały pójść do nich na służbę. W wiosce nam mówili, że będziemy mieć lepiej tu w mieście, że jedzenie będzie i spanie. I robota łatwiejsza niż przy sieciach. I my myślały, że może tej blond panience będziemy służyć no ale jej tu nie ma ostatnio. Ale my dalej byśmy chciały pójść na służbę do jakiejś milady. - Odezwała się blondynka i mówiła szybko. Pozostałe dwie też gorliwie kiwały głowami na znak, że zgadzają się z jej słowami. Porzuciły swoje zajęcie i podeszły do niego patrząc na mnicha z nadzieją.
    - Rozumiem. Cóż, oczywiście przedstawię wasze chęci lady Von Mannlieb i von Dyke. Być może lady Von Treskov również by szukała pomocnic, ale ona nie zostanie w mieście na zawsze. - mnich się uśmiechnął - Więc, jakie talenty oferujecie?
    Trzy wieśniaczki ożywiły się gdy potwierdził, że ma znajomości wśród bogatych dam w mieście. Chociaż nazwiska chyba nie zrobiły na nich wrażena. Całkiem możliwe, że jeśli pochodziły z którejś podmiejskich wsi, to nie były im znane.
    - My możemy ciężko pracować! Pracowite jesteśmy! W kuchni możemy robić i sprzątać. I przy zwierzętach. No i ryby oprawiać, wędzić, suszyć. Łodzią pływać i sieci rzucać też. Przeca my rybaczki jesteśmy. No i chrustu w lesie nazbierać czy grzybów. Przeca u nas las to się zaraz za ogrodzeniem zaczyna. - Mówiły na przemian i szybko. Jakby chciały przekonać jak są pracowite. Brzmiało to na zestaw umiejętności typowych dla ludzi ze wsi z dodatkiem rybackiego rzemiosła. Chociaż jak na wieśniaczki to były jeszcze całkiem młode, jędrne i proste.
    Otto się zastanowił.
    - Nie są to do końca użyteczne talenty w mieście… nawet portowym. - przyjrzał się dokładnie kobietom - Ale… jesteście młode i urodziwe… czasem to wystarczy. Szlachta często organizuje przyjęcia dla swoich. Służba musi im oczywiście usługiwać, przynosić jedzenie, trunki. Oznacza to jednak… bycie otoczonym przez przez mężczyzn, często pod wpływem alkoholu, jeżeli rozumiecie. Nie lękacie się takiej możliwości?
    - No… - Teraz widać było, że trzy młode rybaczki speszyły się. Zapewne trafił ich tym pytaniem w czuły punkt. Jak się nie było lubiącą swawole hedonistką jak Burgund czy Łasica to takie mroczniejsze strony usługiwania młodych kelnerek na balach szlachty mogły się jawić mało atrakcyjnie a nawet jako zagrożenie. Więc chociaż ucieszyły się jak pochwalił ich urodę i młodość to teraz wyglądały na zmieszane. - A to gdzieś w kuchni by się nie dało? Albo w stajni? - Zapytała jedna z nich cichym, nieśmiałym głosem.
    - Zapytam oczywiście. Po prostu chce wiedzieć jak was najlepiej im przedstawić. - mnich się zastanowił znowu - Jeżeli by się nie udało z szlachetnymi damami, czy miałybyście coś przeciwko pracy w lokalnym hospicjum? Zawsze potrzebna nam pomoc. Będę oczywiście się starał z szlachetnymi paniami.
    Trzy młode rybaczki pokiwały głowami jakby im ulżyło, że nie zostaną rzucone na żer pijanych, rozwydrzonych szlachciców. I szybko się zastanowiły nad pytaniami mnicha. - Tak, możemy pracować w hospicjum. Ale wolałybyśmy u jakiejś bogatej i dobrej milady. - Wyrzekły w końcu po tej krótkiej chwili zastanowienia.
    - Oczywiście. I postaram się to załatwić. - mnich pokiwał głową - Jest jeszcze jedna sprawa. Wasza współlokatorka z dołu, Drona. Rozumiem, że martwi was jej zwyczaj chodzenia w kapturze… prosiłbym, abyście pozostawiły ją w spokoju, biedaczka się nacierpiała w życiu… choroba w młodości naznaczyła jej twarz i wstydzi się ją pokazywać. Proszę, znajdźcie litość w sercu i pozwólcie jej żyć w spokoju.
    - Ah Dorna… No tak… Ona jest jakaś dziwna. - Trzy młode wieśniaczki zwierzyły się mnichowi ze swoich podejrzeń co do zakapturzonej lokatorki. I przez chwilę patrzyły na siebie jakby się zastanawiały. - No ale jak ma coś z twarzą to przykra sprawa. Biedaczka. Ale to nie jest zaraźliwe? - Wydawały się zgodne aby uszanować prośbę sługi bożego. Jednak wspomnienie o chorobie wywołało nutkę niepokoju. Co było zrozumiałe jak choroby były codziennością a raz na pokolenie trafiał się większy pomór.
    - Nie, nie. Choroba została wyleczona, ale szkody pozostały. Nie będę was męczył opisami. Oboje będziemy naprawdę wdzięczni jeżeli dacie jej być w swojej nie codzienności. - mnich się uśmiechnął - Dobrze, zatem wiem co przekazać moim benefaktorkom. Postaram się do was wrócić z dobrą nowiną.*


    Załatwiwszy sprawę w aptece Otto udał się do teatru Pirory. Zapukał do tylnego wyjście czekając na wpuszczenie.
    Trochę to trwało. Jakiś służący mu otworzył i zapytał czego chce. Potem poprosił aby poczekać i pewnie poszedł przekazać wiadomość. Mnich zaś czekał w kuchni. Jej akurat nie zmieniano bo wciąż była przydatna. I jakaś pulchna kucharka z młodą pomocnicą się tam krzątały. Pozdrowiły go skinieniem głowy i dobrym słowem ale nie angażowały się w rozmowę. Po paru chwilach wrócił sługa i poprosił aby mnich poszedł za nim. Gdy przechodzili przez izbę główną widać i słychać było próbę chóru. Otto rozpoznał psalm pochwalny na cześć morskiego boga. Sługa poprowadził go na zaplecze. Do tej samej komnaty gdzie parę dni temu spotkał pierwszy raz Benitę i dwójkę znajomych szlachcianek. Gdy dziś sługa zapukał w drzwi, dało się słuszeć krótkie, zdecydowane kobiece “Proszę!”. I gdy otworzył drzwi, wpuszczając mnicha do środka ten znów zobaczył tą samą trójkę. Lady Odette, Fabienne i Benitę. Sługa zamknął drzwi, zostawiając ich samych. Zaś miodowłosa milady podjęła rolę gospodyni.

    • Oh brat Otto. Jak miło, że nas zaszczyciłeś swoją obecnością. - Powitała go szarmancko jakby był conajmniej szlachciem lub chociaż renomowanym spowiednikiem szlachty. A nie zwykłym, ubogim mnichem z hospicjum. Fabienne też posłała mu ciepły uśmiech ale pozwalała grać rolę swjej koleżance.
    • Pamiętasz naszą drogą Benitę? Dziś nas odwiedziła i pragnęłaby wziąć kilka lekcji śpiewu u mnie. Właśnie o tym rozmawiamy. - Artystka przedstawiła zapewne oficjalny powód dla którego błękitnokrwista małżonka jednego ze szlachciców, dzisiaj jest u niej na prywatnej wizycie w garderobie. Ta pokiwała głową, potwierdzając niemo słowa diwy.
      Mnich się skłonił.
      - Witam nimfy tego cudnego miasta. - Otto spróbował od prostego komplementu - Lady Benito jestem pewny, że twój głos jest zdolny do akompaniamentu lady Odette. Piękno twego ciała jest przecie manifestacją piękna twojej duszy.
      - Dziękuję bracie Otto. To bardzo miłe z twojej strony. - Tutejsza szlachcianka wydawała się być przyjemnie zaskoczona takim komplementem z ust mnicha. Dwie jej koleżanki co już miały z nim do czynienia może mniej ale też się uśmiechnęły z aprobatą.
      - Właśnie miałam sprawdzić gardło Benity. - Odette odwróciła się do rozmówczyni jakby wracając do tego w czym przerwało im przybycie mnicha. - Jak wiadomo, siła głosu płynie z silnego, zdrowego gardła. Zaczyna się od przepony, płuc a kończy na ustach. Więc najpierw trzeba sprawdzić usta. - Aktorka tłumaczyła jakby zdradzała im jakieś tajniki śpiewu. Brunetka pokiwała głową całkowicie zafascynowana tą prywatną lekcją. Fabienne posłała mnichowi porozumiewawczy uśmieszek. W aktorka zaczęła wodzić palcem po ustach drugiej szlachcianki. Właściwie wyglądało to jak na początkowe pieszczoty ale otoczka wielkiej diwy i lekcji muzyki zrobiła swoje. Benita wydawała się być całkowicie pod urokiem Słowika Północy. - Dobrze, to teraz sprawdźmy nieco głębiej. Posmakujmy tego gardła. - Oznajmiła pewnym siebie głosem i zbliżyła usta do ust swojej wielbicielki. Dość szybko zaczęło to przypominać coraz bardziej namiętny pocałunek. Jak skończyły Benita patrzyła na nią z przejęciem. Zaś aktorka miała minę jakby smakowała na jęzuku talent drugiej kobiety.
      - I co? - Benita nie wytrzymała aby nie zapytać.
      - Sama nie wiem. Wynik nie jest niejednoznaczny. Fabi, może ty spróbujesz? Wy Berończycy macie naturalny talent muzczyny. - Poprosiła koleżankę a von Manlieb podeszła do Benity i zaczęła ustami testować usta tamtej drugiej. Zaś lady Odette zyskała okazję aby podejść do mnicha.
      - Miło, że przyszedłeś moj impresario. Mam nadzieję, że nie zapomniałeś o czym rozmawialiśmy w nocy? Oh i masz może ochotę spróbować naszej słodkiej Benity? Sam widzisz jaka jest zaangażowana. - Powiedziała do niego cicho pozwalając sobie na poufały ton i uśmiech póki obie koleżanki były sobą zajęte.
      Mnich poklepał się po boku i lady Odette mogła rozpoznać znajomy kształt zabawki do zasiewu.
      - Jestem przygotowany do tej posługi, o najpiękniejsza ze słowików. - zapewnił Otto, spojrzał na poczynania Fabienne - Jesteś przekonana, że nie będzie miała nic przeciwko. Obcowanie z klechą może nie przystoić zamężnej damie, przynajmniej bardziej niż obcowanie z kobietami.
      - O, przyniosłeś tą zabawczkę? Jak miło. Powiem ci, że uwielbiam jej używać. Zresztą w snach też mi się śniło, że będę zapładniać inne kobiety nie ludzkim życiem. Tymi strzykwami też można się trochę pobawić no ale to nie daje mi takiej frajdy jak ta zabawczeka. Nie mógłbyś zorganizować drugiej mój impresario? Sam widzisz, że chętnych dziewcząt do zabawy jest całkiem sporo. A jak jeszcze moje koleżanki z Saltzburga przyjadą to będzie jeszcze więcej. - Milady stanęła obok mnicha aby swobodnie obserwować rozwój zabawy u dwóch koleżanek. A te zdołały się już nieźle rozgrzać. Fabienne umiejętnie była tą prowadzącą jaka już obejmowała nową kochankę a ta jakby zapominając całkiem o swoim mężu, oddawała jej się z takim samym zaangażowaniem.
      - No rzeczywiście to mężatka. Właściwie to obie. - Odette pokiwała swoją miodowłosą głową gdy się chwilę napatrzyła na harce obu błękitnokrwistych mężatek. - No ale zobaczymy. Sama jestem ciekawa. - Spojrzała na niego przez chwilę po czym nieco uniosła brodę zanim podniosła głos. - Dobrze, myślę, że wystarczy moje drogie. Jak myślisz Fabi? Czy Beni ma talent oralny? - Zapytała znów wracając do tego mentorskiego tonu. Czarnowłosa Bretonka oderwała się od brunetki i posłała jej ciepły uśmiech i mokre spojrzenie.
      - Tak, moim skromnym zdaniem, Beni ma bardzo mocne i utalentowane usta. I wspaniale wrażliwy język. To daje bardzo duży potencjał. - Wyraziła się o talencie koleżanki bardzo pozytywnie. A ta odwzajemniła jej się pełnym wdzięczności uśmiechem.
      - Też miałam takie wrażenie. No ale skoro odwiedził nas sługa boży to może jeszcze jego zapytajmy o zdanie. Więc Beni, jakbyś mogła tutaj pozwolić. - Szlachcianka wskazała wzorkiem na stojącego obok niej mnicha. Tym raze jednak Benita się zawahała.
      - No ale… Przecież to mężczyzna. - Wyjąkała z pewnym zażenowaniem.
      - Oczywiście, że tak Beni. Nie da się tego ukryć. Ale przecież wiesz, że świątynne chóry mają wielowiekową tradycję i mnisi od razu potrafią odkryć czy ktoś ma talent w gardle i ustach czy nie. Prawda ojcze? - Odette starała się uspokoić wątpliwości koleżanki ale jeszcze zapytała mnicha o zdanie.
      Mnich się się uśmiechnął i spokojnie podszedł do Benity, głaszcząc jej policzek.
      - To jedynie sprawdzenie twojego talentu do śpiewu pani, nic w tym złego. Do tego, jestem przecież sługą bogów. To nie to samo co jakiś zwykły mężczyzna co go spotkasz na mieście. - zbliżył swoje usta do warg szlachcianki, ale zatrzymując się tuż przed, pozwalając jej zdecydować, czy chce oddać się temu uczuciu.
      Benita powoli pokiwała głową na jego słowa. I nie cofnęła się gdy się do niej zbliżył. Ale też jeszcze jakby wahała się czy powinna to zrobić. - Ale to dotyczy każdej mężatki? A czy to nie grzech? - Wydawało się, że wcześniejsze zabawy ją pobudziły i rozochociły na tyle, że miała już ochotę na więcej. Jednak też nie mogła tak w jednej chwili zapomnieć o całej moralności w jakiej ją wychowano i w jakiej na co dzień żyła.
      - Przecież brat Otto to sługa boży. Cokolwiek tu nagrzeszymy to da nam rozgrzeszenie. Jak chcesz to brat Otto sprawdzi mój talent do mocnego gardła i zwinnych ust. - Fabienne co stała na trzecią, tuż obok nich, włączyła się do rozmowy. Benita spojrzała na nią i pokiwała ochoczo głową. Jakby była skłonna zdać się na bardziej doświadczoną mężatkę. Bladolica więc uśmiechnęła się do niej, do mnicha obrzuciła go z bliska kuszącym spojrzeniem. - Bracie Otto. Czy mógłbyś sprawdzić moje usta? - Zapytała filuternie.
      Mnich ujął kobietę delikatnie i złączył ich usta, początkowo pocałunek był pieszczotliwie delikatny, ale zaczął rosnąć w głodzie i intensywności im dłużej trwał. Dłonie mnicha zaczęły powoli wędrować po ciele szlachcianki. W końcu mnich przerwał pocałunek, patrząc na Fabienne z uwielbieniem.
      - Słodsze niczym miód, moja pani. A twe gardło wydaje się wytrenowane… zapewne ćwiczysz je intensywnie. - mnich Otto uśmiechnął się łobuzersko - Chętnie sprawdzę jak wygląda twój trening.
      - Ja zawsze chętnie służę słudze bożemu. - Fabienne dygnęła grzecznie przed swoim kochankiem. Gdyby nie to, że właśnie się całowali to można by ten gest uznać za zgodny z dworską etykietą. Zaś z bliska widać było, że jednookiemu udało się przyjemnie rozbudzić swoją kochankę. Zresztą nie tylko ją. Benita stała z ich jednego bocznego profilu a Odette z drugiego. Też wyglądały jakby miały ochotę wskoczyć w tych zabawach na wyższy poziom. - Chyba Beni teraz nie masz już żadnych wątpliwości? - von Mannlieb zwróciła się ty samym zalotnym tonem do jeszcze wahającej się koleżanki. Ta zaśmiała się krótko i trochę nerwowo.
      - No nie, teraz już nie. - I obie przesunęły się ze sobą tak aby teraz to brunetka mogła zająć miejsce czarnowłosej.
      - Może za chwilę Fabi zademonstrujesz nam jak używać ust i gardła aby podziękować słudze bożemu za jego czas i dobroć? - Diwa wymownie wksazała gdzieś na przód habitu mnicha i miała rozbawioną minę.
      - Oczywiście Oddie. Jestem tu aby służyć. - Bretonka odezwała się z fałszywą pokorą od jakiej włoski stawały na karku. Zwłaszcza jak się znało jej uległe preferencje w łożnicy. Zaś w tym czasie Benita zdążyła zbliżyć swoje usta do ust mnicha gotowa się z nimi zapoznać już bez wahania.
      Tym razem bez wahania Otto rozpoczął pocałunek. Podobnie jak z Fabienne, na początku pieszczotliwie muskając usta kobiety. Z czasem pogłębiając pocałunek, łącząc języki pary w tańcu. Mimowolnie dłoń mnich przesunęła po piersi szlachcianki, a druga przysunęła ją bliżej, tak że jedyne co dzieliło ich ciała to ubrania, które mieli na sobie. W jednooki przerwał pocałunek, aby złapać powietrze i spojrzał na reakcję szlachcianki zanim podał swój werdykt co do jej talentu.
      W pocałunkach, Benita wydawała się być całkiem śmiała. Gdy już przezwyciężyła swoje pierwotne opory moralności. Usta miała chętne i przyjemnie miękkie, język gościnny i skory do pieszczot. A gdy skończyli to na twarzy widać było podniecenie. Miała ochotę na coś więcej. Zaś dwie sąsiadki też wyglądały na ustatysfakcjonowane tym widowiskiem.
      - A teraz Beni, czas odetchnąć pełną piersią. Aby głos mógł w pełni wybrzmieć. - Odette szepnęła zalotnie swojej wielbicielce do ucha i wyszła na jej tyły. I tam zaczęła rozwiązywać jej gorset. A nawet przez suknię Otto czuł jej kobiece walory które niczym nie ustępowały jego bretońskiej kochance. Ta zresztą podeszła do niego i odwróciła się tyłem.
      - Mógłbyś bracie Otto? - Zapytała zalotnym tonem pozwalając aby rozwiązał jej suknię.
      - I co myślisz o talentach Beni bracie Otto? - Odette spojrzała na niego zza pleców rozbieranej szlachcianki.
      - Zgodzę się z waszą oceną. - uśmiechnął się mnich, pomagając w rozwiązaniu sukni - Ma potencjał, ale trzeba pomóc mu zakwitnąć. Musi ćwiczyć te ustka, język i gardziołko. Będziecie musiały jej pokazać jakie ćwiczenia powinna wykonywać.
      Gdy to mnich powiedział, zarobił od młodej szlachicanki taki sam wdzięczny uśmiech jak przed chwilą jej bretońska koleżanka. A po paru chwilach obie zostały w samych pończochach i bieliźnie, odsłaniając swoje młode biusty i jędrne, zadbane ciała. Jeszcze tylko diwa pozostała w sukni. Odsunęła się aby stanąć obok mnicha i też pooglądać te piękne widoki.
      - Jak myślisz mój drogi impresario? Od czego teraz powinniśmy zacząć to szkolenie Benity? Jestem pewna, że Fabi będzie nam służyć wszelką możliwą pomocą. - Zapytała go jakby byli parą belfrów przygtwujących się do egzaminu młodej studentki.
      - Oczywiście, że bardzo chętnie będę służyć. - Fabienne posłała im krzywy uśmieszek, wiedząc, że ich dwójka może rozpoznać to drugie, kosmate dno jej wypowiedzi. Benita zaś stała obok niej i z ekscytacji przygryzała wargę co teraz będzie.
      - Może niech Lady Fabienne zaprezentuje jak trzeba na razie ćwiczyć usta i język? - mnich zerknął na Bretonkę wyciągając do niej zapraszająco rękę.
      - Bardzo dobry pomysł mój drogi. Fabi, czy możemy cię prosić o małą prezentację? - Odette uśmiechnęła się z aprobatą na taki pomysł. I po flirciarsku zwróciła się do swojej kochanki ubranej w czerń jaka tak kontrastowała z jej porcelanowo białym ciałem. Bretonka uśmiechnęła się do nich oboje i bez wahania podeszła w objęcia mnicha. Znów zaczęła się z nim namiętnie całować. Teraz jej prawie nagie ciało dało się czuć dużo pełniej. A ona po chwili przerwała te zabawy. Popatrzyła na niego z krzywym uśmieszkiem po czym bez słowa uklękła przed nim i zaczęła podnosić mu habit.
      - Beni stamtąd wiele nie zobaczysz. Podejdź bliżej. To jest właśnie bretońska miłość. Na pewno przyda ci się w życiu. Nawet nie wiesz ile razy mnie to się przydało. - Diwa zachęciła brunetkę aby podeszła do nich bliżej. Ta z fascynacją w oczach obserwowała poczynania drugiej mężatki podczas karesów z mężczyzną. A widząc, że to ją zaabsorbowało miodowłosa poklepała torbę mnicha gdzie trzymał zabawkę Niklasa dając znać, że czas ją wyjąć.
      Mnich wyjął zabawkę od Niklasa, starając się nie przeszkadzać Fabienne w jej prezentacji. Napełnił przerząd jajami Oster po czym wręczył ją Odette.
      - Jestem pewny, że wiesz co z tym zrobić moja pani.
      - Oj chyba coś jeszcze pamiętam. - Wynagrodziła go pocałunkiem w usta ale sama odsunęła się trochę w bok aby móc sobie założyć ten przyrząd. - Fabi, nie bądź taka chciwa. Zobacz jak narobiłaś apetytu Beni. Daj jej też się pobawić i wykazać. - Diwa udała storfujący ton ale widać było, że świetnie się bawi tą sytuacją tak samo jak pozostała trójka. Słysząc to klęcząca Bretonka ostatni raz oderwała się od przyrodzenia kochanka i zadarła głowę aby posłać mu przyjemny uśmiech. Ale trochę się odsunęła aby druga mężatka mogła teraz zająć jej miejsce. Gdy uklękła von Mannlieb pocałowała ją w usta.
      - To przekazuję ci pałeczkę Beni. - Zaćwierkała do niej radośnie. Benita też wyglądała na podnieconą. I całkiem wprawnie zajęła miejsce koleżanki. Otto widział z góry jak pracuja jej usta i język. A na dole czuł to na swojej męskości. Fabienne zaś wstała i pomogła zapiąć zabaweczkę do bioder aktorki. I odpiąć dół jej sukni aby nie przeszkadzał w zabawach. Potrzebowały na to paru chwil gdy Benita była zajęta dogadzaniem mnichowi.
      Mnich pogłaskał policzek szlachcianki, która obecnie oddawała cześć jego berłu,
      - Bardzo dobrze… teraz… może zobaczyć jak wytrwałe jest twoje gardło…
      - I jak wytrwałe? - Odette zapytała z ciekawością. Fabienne właśnie skończyła zapinanie drewnanego przyrodzenia i teraz aktorka mogła wrócić do zabawy. Podeszła do klęczącej koleżanki i złapała ją za biodra każąc jej ustawić się na czworakach. Benita chętnie uległa tym prośbom i odwróciła się na chwilę do tyłu aby sprawdzić co tam się dzieje.
      - Beni ważą się twoje losy jako osobistej uczennicy naszego Słowika Północy. - Fabienne nachyliła się nad brunetką jakby jej przypomniała dlaczego się tu spotkały.
      - Ano tak. - Brunetka pokiwała głową i wróciła do pieszczot na przyrodzeniu mnicha. Ten widział, że usta i brodę ma już mokre od tych prac. A teraz jeszcze cicho jęknęła gdy z drugiej strony zabaweczka przymcowana do bioder diwy weszła w nią po raz pierwszy. Po chwili jednak złapali wspólny rytm i zabawa rozkręciła się na dobre.
      - Ślicznie razem wyglądacie. - Fabienne wydawała się rozczulona tym widokiem. Oparła się o blat stołu i stanęła ramię w ramię obok mnicha. Oboje teraz mieli podobny widok na obie kochanki.
      Mnich obrócił głowę w kierunku Bretonki i ucałował ją. Jednocześnie ujął dłonią głowę Benity i wepchnął całą długość swego berła do jej ust. Szlachcianka zaczęła się chwilę dławić więc Otto wycofał się odrobinę.
      - Spróbuj rozluźnić gardło moja pani. - po czym ponownie naparł na twarz szlachcianki.
      Z okolicy własnych bioder, do uszu jednookiego doszły dławiące się odgłosy jakie wydawały usta i gardło Benity. A sam widział jak Odette zdążyła wejść z jej drugiej strony do zabawy. Widział jak podskakuje biust diwy w rytm uderzeń jej bioder o wypięte pośladki drugiej szlachcianki. A Fabienne stała obok niego, głaszcząc go po ramieniu, piersi albo całując gdy obserwowała tą wspólną zabawę.
      Figle w garderobie Słowika Północy, rozgorzały na dobre. Gospodyni z lubością używała drewnianej zabawki Niklasa na gościnnych trzewiach swojej wielbicielki. Ta chętnie się temu oddawała jednocześnie pozwalając aby jej usta czy biust sprawiały przyjemność mnichowi. Gdy miodowłosa milady próżniła zabaweczkę na chwilę odstępowała od zabawy a Fabienne napełniała jajami tą drewnianą tubę. I po chwili znów wracały do figlów. Otto miał kłopot skupić się na tym ile dawek Benita w siebie przyjęła ale pewnie z kilka. W końcu gdy wszyscy byli przyjemnie zmęczeni, zdyszani i zadowoleni był moment aby odpocząć i przygotować się na wyjście stąd na świat zewnętrzny. Szlachcianki zaczynały szukać swojej bielizny, sukni, zapinać gorsety. Humory wciąż jednak miały szampańskie.
      - To jak Beni, podobają ci się te nasze prywatne lekcje śpiewu? Byłabyś nimi zainteresowana? - Lady Odette postawiła stopę na stołku i poprawiając jedwabną pończochę spojrzała wesoło na swoją wielbicielkę. Starała się wrócić do tego mentorskiego tonu z początku rozmowy gdy Otto tutaj przyszedł.
      - Oh tak, było cudownie! Jak bym milady mnie przyjęła na te lekcję byłabym bardzo szczęśliwa. - Brunetka odparła bez wahania, posyłając jej rozmarzone spojrzenie. Fabienne stała za nią i wiązała jej gorset.
      - No chyba da się to załatwić. A ty bracie Otto? Mój impresario? Czy znalazłbyś czas i ochotę aby do nas dołączyć w takich spotkaniach? Sam widzisz, że przydałaby nam się osoba duchowa aby dać nam rozgrzeszenie po tych niecnotach. - Diwa zwróciła się teraz do mnicha i popatrzyła na niego z flirciarskim uśmiechem.
      - Żyję aby służyć. - odparł mnich - A pomoc przy sztukach wielkich to największe powołanie jakiemu ktoś mógłby się oddać. - ucałował dłoń divy - Mam jedynie nadzieję, że się wam nie znudzę. Jeden klecha dla tak cudownych kobiet… aż smutno, że marnujecie swoje żądze na mnie.
      - Oh skromny jesteś mój impresario. Myślę, że żadna z koleżanek nie powinna narzekać na twoją wizytę i będzie z utęsknieniem czekać kolejnych. - Aktorka z przyjemnym uśmiechem obserwowała jak mnich ucałował jej dłoń i z aprobatą przyjęła jego komplementy. Zdążyła już założyć bieliznę i pończochy ale wciąż była w stanie negliżu. Popatrzyła na swoje dwie koleżanki.
      - No my z bratem Otto to się już znamy całkiem dobrze od jakiegoś czasu. I cieszę się, że bogowie splotli ze sobą nasze ścieżki. No i przecież to on obdarował nas tym szczęściem i mnóstwem innych doznań. - Fabienne odeszła od pleców Benity gdy skonczyła sznurować jej gorset. Podeszła do jednookiego i pocałowała go w policzek. A przy tym macierzynskim ruchem dotknęła swojego nagiego brzucha. Od dobrych paru dni całkiem przyjemnie mówiła o doznaniach jakie dostarcza jej ta robacza pseudociąża i pamietała kto ją zasiał po raz pierwszy.
      - No ja też bardzo chętnie się spotkam z bratem Otto. No i z wami wszystkimi. Nie mogę się już doczekać kolejnej lekcji muzyki. Będę musiała powiedzieć mężowi, że zaczynam ale chyba powinien się zgodzić. - Młoda mężatka też wyglądała na zadowoloną. Patrzyła trochę roztargnionym wzrokiem bo szukała swojej sukni. W końcu schyliła się aby ją podnieść i zaczęła zakładać.
      - To kiedy następny raz? Może jutro po mszy? Pirora zapraszała nas wszystkich. - Diwa uśmiechnęła się i popatrzyła na zebranych z ciepłym uśmiechem.
      - Ja bardzo chętnie. Strasznie przypadły mi do gustu te psalmy po mszy co u siebie organizuje. - Fabienne od razu zgłosiła swoją zgodę. Więc aktorka spojrzała na drugą szlachciankę.
      - Jutro po mszy? Oj bardzo bym chciała. Ale już jesteśmy umówieni na wizytę u znajomych. Nie mogę się doczekać aż zobaczą miny jak im powiem, że milady zgodziła się udzielać mi prywatnych lekcji śpiewu! - Brunetka wydawała się chętna na ponowne spotkanie już jutro ale widać już wcześniej była umówiona z mężem na inne spotkanie.
      - No to może pojutrze się spotkamy. A ty bracie Otto? Kiedy zaszczycisz nas swoją obecnością? - Aktorka zwróciła się teraz do jedynego mężczyzny w garderobie.
      Mnich objął aktorkę, jego dłoń na sekundę powędrowała do jej brzucha, gdy usta obdarowywały szyję pocałunkami, patrzył jednak na Benitę, obecując jej ponowne pieszczoty. Odsunął się w końcu od Divy, gładząc delikatnie jej policzek.
      - Dla was moje piękne? Zjawię się jak tylko wezwiecie.
      - W takim razie zapraszam cię mój drogi Otto jutro po mszy. A z naszą słodką Benią najwyżej umówimy się na kolejne dni. Zaprosiłam też naszą wspólną znajomą co ostatnio z takim zaangażowaniem bawiła się z nami w teatrze po występie. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza? Z tego co pamiętam całkiem dobrześmy się razem dgadywali. - Miodowłosa dała się mu cmoknąć w policzek i szczebiotała z zadowoleniem o planach na najbliższą przyszłość.
      - Teofano? Tak opowiadała mi o swojej wizycie, oczywiście chętnie i ją nauczę śpiewu. - mnich skłonił się kobietom - Życzę miłego wieczoru, najpiękniejsze.

    Otto opuścił tatr i ruszył w kierunku domu. Postanowił po prostu odpocząć przed jutrzejszymi wydarzeniami. Jutro oczywiście msza no i nie mógł odmówić sobie kolejnych przyjemnych chwil z Slaaneshytkami. Później… no cóż, ma kilka planów. Najpierw odwiedzi karczmę Silnego, obiecał Odette przygodę.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519
    SeachS Seach

    text alternatywny

    Otto i Odette (ostatnia noc)

    - Cieszę się, że nie zanudzamy cię milady - odparł mnich - Impresario? Obawiam się, że nie mam powołania do teatru i jego okolic, habit służy mi dobrze, nawet jeżeli siły, którym oddaje cześć są bardziej zainteresowane jak często bywam między twymi udami. - mnich się uśmiechnął trochę błogo - Nie poganiam do wizyty moja pani, natomiast obiecałem autorowi twojej zabawki, że postaram się zorganizować wasze spotkanie. O ile nie jest wielkim wielbicielem sztuk, na pewno będzie wielbił twe wdzięki, nawet jeżeli sam nie jest zbyt wyględny.

    |=- Oh! Czyli są siły które interesują się tym co lub kogo mam między moimi udami? - Szlachcianka uniosła brwi i uśmiechnęła się filuternie jakby ją rozbawiła ta uwaga. - Czyli są zainteresowane mną. To mi schlebia. - Skinęła głową, jakby brała tą wiadomość za dobrą monetę. - A ten zdolny rzemieślnik no jestem go ciekawa. Myślę, że powinien zrobić więcej takich zabawek. A ty nie bądź taki skromny bracie Otto. Widzę, że masz talent do serwowania interesujących przygód i romansów. Myślę, że ktoś taki tutaj albo nawet w Saltburgu, byłby bardzo użyteczny no a ja potrafię się odwdzięczyć użytecznym ludziom. No i sam rozumiesz, wkrótce przybędą moje koleżanki więc w pewnym sensie byłabym dla nich gospodynią i nie wypadałoby aby nudziły się w tej gościnie. - Miodowłosa milady, mówiła pewnym siebie i wesołym głosem. Nagość i upodlony stan w jakim obecnie była, wcale jej w tym nie przeszkadzały a nawet zdawała się być w świetnym i łaskawym humorze.
    - Nie mam kontroli nad leśnymi stadami, więc nie mogę obiecać, że przygotuję coś takiego na przyjęcie twych znajomych. - odparł mnich z odrobiną smutku - I mimo młodego wieku raczej sam nie zadowolę większej ilości pięknych kobiet, nie żebym nie chciał spróbować. Oczywiście, jeżeli byłbym w stanie oderwać się od ciebie, Pani. Postaram się coś oczywiście wymyślić, jeżeli taka twa zachcianka.
    - Oh byłoby cudownie! - Artystka ucieszyła się na jego zgodę. - I może być z tymi leśnymi dzikusami ale nie ograniczajmy się! Przecież te sprawy teatru to damy radę załatwić z Kamilą czy Pirorą, te wszystkie przyjęcia u pięknych i bogatych także. Ale takie rozrywki - mówiła swobodnie i wesołym tonem, wskazała na nagie ciała gdzie pewnie z połowa należała do kopytnych. Już raczej było po głównej części spotkania i większość zapadła w leniwy letarg, rozmawiali ze sobą cichymi głosami. Jeszcze tylko Genda uderzała biodrami w wypięte pośladki którejś z dziewcząt. Obie stały pod drzewem. - No takie rozrywki sprawiają, że krew szybciej krąży w żyłach a życie pikanterii. Wspaniałe urozmaicenie. Oczywiście Otto moje drzwi też są dla ciebie zawsze otwarte. Zwłaszcza jakbyś mi umiał zorganizować tak ekscytujące doznania i przygdy. - Pieszczotliwie przesunęła palcem po piersi jego habitu, dając znać, że nie jest wykluczony z takich zabaw, zwłaszcza jakby udał mu się zaspokoić nietuzinkowe potrzeby wielkiej diwy.
    - Żyję aby służyć, a sprawianie radości nimfom o twej urodzie to najwspanialsza nagroda. - dłoń mnicha mimowolnie przesunęła się po biodrze divy - Masz na coś konkretnie apetyt, pani? Bo na razie musiałbym sięgnąć pamięcią do tomów napisanych przez bardzo… frywolnych autorów, aby znaleźć inspirację.
    - Oh, Otto, ty pochlebco! - Aktorka o miodowych włosach zaśmiała się i pacnęła mnicha dłonią. Obecnie te włosy wciąż miała zmierzwione i przetykane kawałkami liści, grudek ziemi, źdźbłami trawy i lepkimi zaciekami ale nadal potrafiła rozmawiać i zachowywać się jak wielka dama. Nie uciekła też przed dotykiem dłoni rozmówcy na swoim biodrze. Jego pytanie jednak wywołało u niej chwilę zastanowienia.
    - Frywolni autorzy brzmią interesująco. Nie mam nic przeciwko abys czerpał z nich inspirację. - Zachęciła go ciepłym uśmiechem aby nie ograniczał swojej wiedzy i fantazji co do szukania rozrywek dla niej. - No cóż, przystojnych kochanków i piękne kochanki to mam tego na pęczki wszędzie gdzie się pokażę. To jest wspaniałe i uwielbiam tą adorację ale jednak brakuje temu wyjątkowości. A wyjątkowość jest naprawdę interesująca i wyróżnia cię z tłumu. Nawet wspaniale ubranego i wyperfumowanego. Jak z tymi pieszczoszkami. W życiu nie miałam nic tak ohydnego w ustach ani w sobie! Oh to było rewelacyjne Otto, dziękuję, że mi podarowałeś to doznanie. I tak jak mówiła Fabi, czuję je teraz w sobie i nigdy wcześniej nie przeżyłam czegoś takiego. - Szlachcianka wydawała się wręcz rozczulona na myśl o zabawie i zapładnianiu czerwiami. Jakby to było całkowicie nowe doświadczenie jakiego wybijało się ponad tle jej bogatego w romanse życia. Aż czule pogłaskała dłonią policzek mnicha.
    - Właśnie o coś takiego mi chodzi mój drogi Otto. Coś wyjątkowego czego nie można zaznać na salonach. Choćby te zabawy z dzikusami. Aż się nie mogę doczekać następnych. Mam koleżankę co myślę jej też by się mogło to spodobać. I inną która jest we mnie beznadziejnie zakochana więc myślę, że nie będzie mi trudno ją namówić na takie zabawy. Inna wiem, że bardzo kocha zwierzęta jeśli wiesz co mam na myśli. Zresztą Otto sam pomyśl. Co w tych wszystkich szeptanych opowieściach ta wyuzdana i hedonistyczna szlachta robi gdy pospólstwo, kler i władza ich nie widzi? - Lekkim tonem wymieniała różne przygody jakie by interesowały ją lub jej koleżanki. Na koniec zadała mnichowi pytanie i chwilę dała mu na przemyślenie. - Właśnie to bym chciała robić. Sam powiedz, w jakiej roli i z kim byś mnie widział w swoich fantazjach gdybyś wiedział, że będę im posłuszna? - Zapytała obdarzając go życzliwym uśmiechem i bystrym spojrzeniem.
    Mnich przyjrzał się divie i uśmiechnął się. Rozwiązał pas swego habitu i ustawił się za kobietą. Przesłonił oczy kobiety pasem i wyszeptał jej do ucha.
    - Aby pomóc w wizualizacji… - następnie uniósł jej ręce, aby oplotła je wokół jego głowy - A więc, proszę sobie wyobrazić pani… ty, naga, w pomieszczeniu otwartym na ulicę, jedynie cienka zasłona między tobą a tłumem pospolitych ludzi. Twe ręce związane, twe usta zakneblowane, oczy zasłonięte… - mnich delikatnie się schylił i uniósł kobietę, rozkładając jej nogi - a twe uda otwarte i gotowe na każdego, kto przekroczy próg. Strażnik, żebrak, szlachcic, kapłan… ty nie będziesz wiedziała kto, oni też nie. Jedynie będą mówili pewnie jaka dobra z ciebie ladacznica do chędożenia. Może zostawimy im kawałek węgla, aby mogli napisać na twym ciele co o nim myślą… Jak ci się widzi taka scena?
    - Oh Otto ależ to by była ekscytująca przygoda! Właśnie kogoś takiego potrzebuję na impresario od rozrywki! - Diwa dała sobie zawiązać oczy i poddała się zabiegom mnicha. Słuchała jego wizji z zainteresowaniem a gdy skończył roześmiała się szczerze i nagrodziła go pogłaskaniem swoją delikatną dłonią po policzku. Po czym westchnęła z żalem. - No ale ta piękna wizja raczej się nie spełni. Jestem zbyt rozpoznawalna. Wybuchł by taki skandal, że nawet moja reputacja nie dałaby rady tego zatuszonwać a pewnie by żądali mojej głowy. Niestety. Są i cienie tej sławy, w pewnych obszarach naszego życia łatwiej jest być kimś nierozpoznawalnym z tłumu. Mniej ekscytujące ale łatwiejsze. - Mimo, że pomysł bardzo jej przypadł do gustu to jednak zdawała sobie sprawę, że jej rozpoznawalność działa przeciwko niej w jego realizacji.
    - Jak rozpoznawalna jesteś pani, jeżeli nie byłoby widać twej twarzy? Jestem pewny, że mamy jakiś worek, czy bardziej gustowną metodę, aby osłonić twe rysy. I postawi się kogoś, aby pilnował, żeby nikt nie zajrzał. - mnich ciągle nie opuścił kobiety, jedynie delikatnie nią kołysał na boki dla rozrywki divy - Są też oczywiście inne metody, aby zrobić z ciebie publiczną dziurę do spożytkowania.
    - Worek? No tak, to jest jakieś rozwiązanie. - Naga szlachcianka pokiwała głową na znak, że dostrzega walory takiego rozwiżania. - Ale co ze zbiegowiskiem? Pewnie by się rozeszło po mieście, że cały tłum chędożył jakąś ladacznicę. - Milady raczej dostrzegała ryzyko takiej przygody i się go obawiała. Ale sam pomysł nadal wydawał jej się ekscytujący. - I masz jeszcze jakieś pomysły jakbym mogła się publicznie udzielić temu miastu? No to mój drogi impresario nie trzymaj mnie w niepewności tylko zdradź mi jak. - Roześmiała się zalotnie dając znać, że podoba jej się taki scenariusz jaki jednooki mnich przed nią malował.
    - Podążając za tym pomysłem? Sztuczna ściana, że jedynie twe dolne części wystają z jednej strony, a górne są po drugiej. Co do tłumu… czyż to też nie ekscytujące? Ty pewnie będzie już zmęczona po piątym, czy szóstym kochanku, a tu jeszcze siedmiu chce cię wypełnić swym nasieniem. Każda dziura wypełniona po brzegi. - mnich się uśmiechnął - I głos tłumu oceniający cię. Zastanawiam się, czy poczułabyś w końcu nutkę wstydu ze względu na ich słowa.
    - Sztuczna ściana? I ja w niej bezwolnie utknięta do dyspozycji swawolnej tłuszczy? - Brwi nad opaską milady powędrowały do góry, gdy próbowała sobie wyobrazić taką scenę. W końcu odwróciła się frontem do mnicha i pieszczotliwie objęła jego szyję raminami. - Bardzo frywolny pomysł mój mnichu. Podoba mi się. Nie sądzę aby taka tłuszcza wywołała we mnie rumieniec wstydu ale kto wie, kto wie? Takiej przygody jeszcze nie miałam. Ale jeśli uważasz, że to by było dobre dla przedstawienia i naszego samopoczucia oczywiście mogę wstyd odegrać. - Mówiła kusicielskim tonem jakby rozmawiali o schadzce kochanków. - Podoba mi sie twoja śmiałść i wyobraźnia Otto. Właśnie kogoś takiego potrzebuję na impresario rozrywek. Oczywiście gdybym ci mogła jakoś w tym pomóc albo to się wiązało z jakimis kosztami to się tym nie przejmuj, zrobię co mogę aby ci pomóc zrealizować te wspaniałe, odważne projekty. Teraz nie brałam do lasu większej sakiewki ale jeśli byś potrzebował to dziś zapraszam cię do Kamili. Będzie Benita i zasiejemy ją znowu. No a przy okazji oczywiście zabawimy się z nią. Jeśli nie miałbyś innych planów to zapraszam. A jak masz to zrozumiem. - Smukła, naga kobieta o rozczochranych, miodowych włosach mówiła cicho i zalotnie jak do swojego kochanka. Lekko bujała się na bok jakby oboje byli w jakimś delikatnym tańcu.
    Dłonie mnicha powędrowały do pośladków kobiety, podążał za jej tańcem w uśmiechu.
    - Musiałbym znaleźć miejsce, aby wynająć. Nie w slumsach oczywiście, chcę ci dać różnorodność. Jeżeli mogę jeszcze połechtać twą wyobraźnię. Wróć do wizji z tobą wiszącą z sufitu. I nie jesteś tam sama. Twoje koleżanki z Saltzburga dzielą twoją dolę i nie tylko słyszysz komentarze na twój temat, ale i dźwięki jak one są wykorzystywane.
    Otto poczuł pod dłońmi, dwie gładkie i jędrne półkule. Ciepłe i nieco mokre od niedawnych ablucji. Zaś po tym ruchu, szlachcianka przylgnęła do niego jeszcze bardziej. Gdy usłyszała jego kolejny pomysł roześmiała się perliście.

    • Bardzo apetyczna wizja godna mojego impresario. - rzekła do niego tym samym zalotnym tonem co przed chwilą. - I myślę, że chociaż część moich koleżanek będzie miała ochotę przeżywać te przygodny razem z nami. Powiem ci, w zaufaniu Otto, że w tej artystycznej bohemie to wiele uwielbianych postaci to straszne rozpustnice. - Uśmiechnęła się na koniec jakby ta autoironia bardzo ją bawiła.
      - Ma sens. - uznał mnich - Ciało zawsze szuka ekscytacji. - jedna dłoń powędrowała między półkule kuperka divy - A tak znamienite postaci jak ty, często pewnie doznają tego co plebs uważa za rzadkość.
      - Zapewne tak. Ale plebs niezbyt mnie interesuje. Chyba, że jako widownia ale rzadko gram dla gawiedzi. No albo w takiej roli jaką planujesz mój impresario. Wtedy rzeczywiście mogą być przydatni. Z tą ich nieokrzesaną chucią. - Odparła z tonem wyższości jaką często okazywali błękitnokrwiści niższym warstwom społecznym. Na jej twarzy znów pojawił się frywolny uśmieszek. Może na wspomnienie planu dostarczenia jej rozrywki jaką właśnie uknuli. A może na dotyk męskiej dłoni jaka tam na dole, poczynała sobie coraz śmielej. A tam miała całkiem gładkie i przyjemne w dotyku okolice do zwiedzania.
      - Jest też myśl co do sztucznej ściany. Jeżeli wszystkie w niej "utknięcie", będziesz mogła widzieć reakcje swoich koleżanek na bycie chędożenie w takiej sytuacji. - palce mnich przesunęły się po wrażliwszych punktach ciała kobiety - Słuchałabyś jak opisują rozmiar, widziałabyś jak szarpią nią spazmy przyjemności. - mnich się uśmiechnął - Lub jeżeli chcesz, możesz usiąść po drugiej stronie ściany i po prostu obserwować ich reakcje.
      - Ależ Otto, ja jestem artystką. Śpiewaczką, diwą, aktorką. Ja występuję na scenie dla publiczności aby wzbudzać ich żądze i podnietę. Ja jestem od tego aby mnie kochać, wielbić, zazdrościć i nienawidzić. Gdzie się pojawiam tam wszyscy odwracają głowy ku mnie. Nie jestem jedną z wielu jaka siedzi w tłumie i podziwia widowisko. Chcę czuć, przeżywać i być widowiskiem. - Miodowłosa artystka, wciąż nie zdjęła sobie pasa przesłaniającego jej oczy. Przez co nieco za wysko unosiła głowę gdy mówiła co było typowe dla osób mających kłopoty z widzeniem. Ale wciąż była świadoma otoczenia. Aby ułatwić mnichowi pieszczoty między swoimi gładkimi, jędrnymi udami, postawiła nagą stopę na klapie wozu. Teraz męska dłoń miała tam o wiele swobodniejszy dostęp.
      - Ale oczywiście, jeśli mój impresario zorganizuje taką przygodę z tą sztuczną ścianą także dla moich koleżanek to oczywiście będę współpracować. Może być całkiem interesująco jeśli nie będę tam sama. Ale pamiętaj, że to ja jestem diwą i to ja mam grać główną rolę. - Sięgnęła dłonią do tyłu aby złapać go za potylicę i nakierować jego usta do swoich.
      Mnich celowo zatrzymał się tuż przed pocałunkiem, diva mogła poczuć jego ciepły oddech na swych ustach, był tak blisko.
      - Po prostu myślę jak dodać ci pikanterii… - jego głos zniżył się do szeptu - To pomyśl o tym w ten sposób, pokaz siły wobec koleżanek. One, uwięzione w ścianie, wykorzystywane niczym niewolnice, ty po drugiej stronie, przyglądająca się niczym prawowita władczyni ich losu, pieszczona przez niewielki harem?
      Naga aktorka lekko rozchyliła swoje ponętne usta, jakby gotowa przyjąć pocałunek partnera. A gdy ten w ostatniej chwili się zatrzymał poruszyła nozdrzami i brwiami jakby pobudziła ją ta niedokończona pieszczota. Wysłuchała go i uśmiechnęła się.
      - No nie jest to nieprzyjemna wizja. Właściwie nawet mi się podoba. Niektórym moim koleżankom zapewne bardzo by się przydała taka przygoda w ścianie a innym nawet spodobała. Chociaż jeszcze nie wiem które i kiedy do nas przyjadą. Zapewne poprzedzą się listem. Jeszcze żadnego nie dostałam ale pewnie mój dopiero co dotarł do Saltburga. - Diwa po chwili namysłu nawet wydawała się być skłonna poddać się pomysłowi mnicha. - No dobrze mój drogi impresario od rozrywki. Widzę, że masz całkiem ciekawą wizję na tą przygodę ze mną i moimi koleżankami. Jestem gotowa ci zaufać i dać okazję się wykazać. Więc jak już te moje koleżanki tu przyjadą to postaram się je namówić na tą wspólną, brudną przygodę. A co miałbyś do zaoferowania mnie zanim przyjadą? Bo najprędzej spodziewam ich się za parę dni. - Widać było, że artystka lubi takie niecne przygody i stanowią dla niej ekscytującą rozrywkę.
      Mnich delikatnie musnął usta aktorki swoimi, najwyraźniej zaczynała mu się podobać rola kusiciela.
      - No cóż, moje zaproszenie do hospicjum zakładało trochę niegrzecznych igraszek z autorem zabawki. Jeżeli jednak chcesz czegoś konkretnego… - palce Otto znalazły wrażliwy punkt na łonie Odette i zaczęły wywierać napięcie na niego - … To tylko zapytam jak dużą chcesz widownię?
      - O, to by mogła być nie tylko wizyta charytatywna w waszym hospicjum ale też i coś dla przyjemności grzesznego ciała? - Diwa zamruczała z zadwoleniem. Tylko nie było pewne czy na ten pomysł, pocałunek czy pieszczoty palców między swoimi udami. - No to by było interesujące. I to jeszcze z widownią? No, no Otto… Nie spodziewałam się, że macie takie ciekawe to hospicjum. - Wyglądała na zadowoloną na taki przebieg wypadków i rozmowy.
      - Jest ktoś do rozważenia… ale nie ryzykowałbym jeszcze. Miałem na myśli na czas oczekiwania twych koleżanek - kolejne muśnięcie trafiło na delikatną szyję kobiety, mimowolnie mnich przylgnął divę mocniej do swojego ciała, tak że byli piersią w pierś i Odette mogła wyczuć przyspieszony puls mnicha - Słyszałem twój piękny głos wielokrotnie, ale zastanawiałem się nad twoimi talentami tańca.
      - Taniec? Bez muzyki? - Ponad opaską brwi aktorki uniosły się i na twarzy widać było, że to nie jest coś co jej w pełni podpasowało. - No ale dobrze, może w twych ramionach, mój drogi impresario, nie okażę się taką straszną pokraką. - Zrobiła dobrą minę do tych improwizowanych warunków. Ale jak ruszyli to okazała się zdolną tancerką. Widocznie te liczne bale w jakich brała udział, jednak się przydawały w takich warunkach. Właściwie to całkiem zgrabnie pomagała nadrabiać partnerowi jego prostą sztukę tańca, dodając im gracji i finezji. - Czyli ta widownia to nie u was w hospicjum? - Wróciła do tego o czym rozmawiali przed chwilą. - No cóż, ja lubię występować przed widownią. Nie jestem wstydliwa. Zwłaszcza jak uda mi się nawiązać z nią więź to bywa bardzo interesująco i podniecająco. Miałbyś taką widownię dla mnie? - Obracała się w jego ramionach i to odpływała to wracała do nich. I to pomimo, że wciąż miała zasłonięte oczy. Jej głos nic nie stracił ze swojej pobudzającej kusicielskości.
      - Nie będzie łatwo jeżeli idzie o przedstawienie, które ja mam na myśli, zważając na twą sławę. - mnich podniósł kobietę, pozwalając jej nogom owinąć się wokół jego pasa, wtedy w końcu zwieńczył ich taniec namiętnym pocałunkiem - Taniec, z muzyką oczywiście, powolną i sensualną. Ty w pełni ubrana, z maską na twarzy, aby cię nie rozpoznali. Powoli rozbierająca się przed widownią. Wiwaty i uwielbienia, lub cisza kiedy nie mogą oderwać oczu od twego coraz bardziej nagiego ciała. Ty w pełnej kontroli nad tym co i kiedy im pokazać.
      - O. Taki rozbierany taniec? - Wypielęgnowane brwi szlachcianki znów powędrowały do góry, ale tym razem w grymasie zainteresowania i aprobaty. - Brzmi ciekawie mój impresario. Coraz bardziej podobają mi się twoje pomysły. Trzeba by dobrać zaufaną orkiestrę. No chociaż ze dwie, trzy osoby. Może być od biedy nawet jedna z fletem albo skrzypcami. Lutnia albo harfa też by mogły być. I maska musiałaby być pełna. Bo przecież wszyscy mnie tu znają. To miałbyś taką widownię mój drogi Otto? I dyskretne miejsce na taki spektakl? - Dała mu znać, że taki pomysł zdobył jej uznanie.
      - Widownię znajdę bez problemu. Jeżeli nie przeszkadza ci coś… mniej wyrafinowanego. Wystarczy dać cynk w kilku karczmach. - pocałunki mnicha zniżyły się do obojczyka kobiety - Zapytam Pirory, czy mogłaby polecić jakiś grajków, załatwię ochronę, aby nikt nie sądził, że może dotknąć a nie patrzeć. Miejsce… zacznę szukać przy najbliższej okazji. Widzę, że podoba się pomysł?
      - Coś mniej wyrafinowanego? - Teraz szlachcianka zacisnęła usta jakby smakowała ten pomysł. I uśmiechnęła się z zadowoleniem. - Oh, naturalnie, że mi nie przeszkadza mój drogi Otto. To mogłoby być bardzo ożywcze doświadczenie. Bo na bale i koncerty to sama mogę sobie zorganizować wejście a i tak mnie wszędzie zapraszają. No ale taka przygodna w jakiejś karczmie brzmi całkiem ekscytująco. Ufam, że zorganizujesz to jak trzeba. Gdybyś potrzebował w tym jakiejś pomocy to koniecznie daj mi znać. - Diwa położyła dłonie na jego ramionach i przez chwilę mogłaby popatrzeć mu w oczy, gdyby opaska na jej oczach jej w tym nie przeszkadzała. A i tak zalotnie cmoknęła go w policzek.
      Mnich delikatnie postawił kobietę na ziemi i delikatnie zsunął pas z jej oczu.
      - I jak wyobraźnia wpływa na twe żądze, pani? Mam nadzieję, że taka małe doświadczenie dało ci odrobinę rozrywki.
      - Tak Otto, dziękuję, bardzo wpływa. Dobrze się bawiłam. - Chociaż była całkiem naga, to dygnęła przed nim z kurtuazją jakby oboje byli błękitnokrwistą parą na eleganckim balu. - To kiedy byś miał dla mnie jakieś wieści o ekscytujących przygodach? Jutro pewnie przed południem nie wrócę do miasta. A po południu mam spotkanie z Benitą u Pirory. Tam chyba najprędzej mógłbyś mnie złapać. - Zagaiła chcąc się już umówić na kolejne spotkanie.
      - Więc się zjawię, mój piękny Słowiku. - ucałował dłoń kobiety - Jutro rozpocznę poszukiwania miejsca… chyba nawet wiem jak ubić dwie sprawy na raz. - mnich się uśmiechnął i spojrzał na kobietę ponownie, podziwiając piękno jej ciała. Diva mogła zobaczyć głód w pojedynczym oku kultysty, ale najwyraźniej kontrolował się jeszcze - Od Pirory też będę mógł wziąć maskę dla ciebie.
      - No to cudownie. To jesteśmy umówieni na jutro u Pirory. No i na zasiewanie Benity tymi ohydnymi przyjemniaczkami. - Miodowa aktorka uśmiechnęła się i klasnęła w dłonie z zadowoleniem, że tak gładko udało im się umówić następne spotkanie.

    Otto w hospicjum

    - Staram się pomagać hospicjum i naszym pacjentom. - odparł prawie szczerze mnich - Podejrzewam, że pan Grubson niedługo będzie chciał nas odwiedzić i rozpocząć proces. Postaram się trzymać pieczę na sprawie do tego czasu.
    - Grubson? To ten kupiec co dostarcza kostiumy do teatru? - Przeor trochę się zdziwił jak usłyszał to nazwisko ale jednak przyzwoicie je kojarzył. - No cóż, niech przyjdzie. Może też nas czymś wesprze. - Ostatecznie uznał, że i taka wizyta może być korzystna dla przybytku miłosierdzia jakie prowadził.
    - Ah, Lady Odette von Treskow nas odwiedzi na dniach. - mnich pstryknął palcami jakby sobie o czymś przypomniał - Nie wiem czy osobiście nas wesprze, ale mówiła, że więcej dam z Saltzburg'a niedługo odwiedzi miasto. Więc wiedza o naszej skromnej lecznicy trochę się rozszerzy.
    - Rozmawiałeś z lady von Treskow?! - Na twarzy ojca przeora pojawiło się zdumienie. Aż się zapowietrzył i potrzebował chwili czasu na ochłoniecie. - I ona nas wkrótce odwiedzi?! Oh! To cudownie! Cudownie Otto! Świetna robota! Oh… To trzeba teraz wszystko wyszorować. Aby ta wspaniała dobrodziejka co ma tak cudowny głos, nie pomyślała sobie, że to jakaś ponura nora. - Po pierwszym wybuchu radości, stary mnich zreflektował się, że tak sławna persona zasługuje na specjalne przyjęcie. I trzeba przygotować hospicjum na jej godne przyjęcie.
    - Tylko też nie za bardzo. Sakwy nie otwierają się na widok dobrobytu. - przypomniał mnich.
    - Jakiego dobrobytu, Otto? - Przeor przekrzywił głowę i popatrzył na młodszego mnicha z politowaniem. - Sam zobacz, że mamy tu gołe ściany. Ale te pajęczyny trzeba będzie omieść, podłogi wyszorować. Na zacieki i dziury w dachu już się nic nie zrobi a może naszym dobrodziejkom bardziej serce zmięknie jak zobaczą w jakich warunkach musimy dbać o naszych pacjentów. - Wskazał na tą niezbyt wesołą okolicę. Hospicjum utrzymywało się głównie z datków więc nigdy się tu nie przelewało i zawsze balansowało na krawędzi biedy.
    - Po prostu ostrzegam. Ekscytacja może zwyciężyć nad umiarem. - mnich się uśmiechnął - Mam przekazać nowiny reszcie braci?
    - Nie trzeba Otto. Świetnie się spisałeś. Ja im przekażę podczas obiadu. No i będę ich musiał pogonić do roboty skoro mamy mieć tak zacnego gościa. - Przeor dał znak, że tym już młody mnich nie musi się kłopotać i on bierze to na siebie. Dodatkowe prace sprzątające nigdy nie były przyjemne dla tych co je wykonywali więc nie witano ich radośnie. Tym razem jednak na osłodę mieli to, że sam Słowik Północy obiecała zawitać w ich skromne progi.
    - Na pewno się ucieszą. Więc są jakieś zadania dla mnie do tego czasu, czy mam wracać do swoich zwykłych obowiązków?
    - Możesz zerknąć na Grega. Widzę, że masz na niego dobry wpływ i nić porozumienia. Poza tym po posiłku, pomóż w kuchni. No chyba, że masz jakieś polecenia od naszych dobrodziejek? No to wtedy nie można im kazać czekać. Dawno nikt tak hojnie nie wsparł naszego przybytku tak jak one ostatnio. A zobacz, podłe ludzie mawia, że te piękne i bogate damy to mają tylko pstro w głowie i są próżne. A tu jak można źle człowieka po pierwszym wrażeniu ocenić. - Przeor pokiwał w zadumie głową ale wydawało się, że jest gotów wdrożyć jednookiego do jego rutynowych obowiązków w hospicjum. I zadumał się nad tym kontrastem między bogatymi, pięknymi szlachciankami a ich dobrocią jaką ostatnio okazywały ich przybytkowi.
    - W sumie mam kilka spraw od nich, ale odwiedzę Georga. Pewnie biedak znowu chce mi o czymś opowiadać. - mnich pokłonił się przed przełożonym i ruszył do hospicjum w poszukiwaniu pacjenta.

    Z Georgem

    - Pracujemy nad tym George, uwierz mi. - mnich uśmiechnął się do mężczyzny - Nie tylko ty ją widziałeś, więc zaczniemy jej szukać w mieście na dniach. Szczególnie, że jest zagrożona. Jeżeli ją odnajdziemy postaram się, aby ciebie odwiedziła. Albo tu albo jak w końcu Tobias cię przygarnie.
    - Oczywiście, że tak. - Mężczyzna w średnim wieku o twarzy od razu zdradzającej ułomność umysłową, skinął głową jakby był co najmniej wykładowcą w Akademii. - Ale to zależy w której książce. Nici są różne i czasem udawało nam się ją odnaleźć i nakłonić do współpracy a czasem nie. Tam gdy uda to jest zwykle lepiej bo ona jest mądra i wiele wie. Rozumie książki a książki chcą z nią obcować. - Pacjent wyjaśnił tonem jakby tłumaczył dziecku coś co jest dla niego oczywiste.
    Mnich się zastanowił chwilę nad słowami pacjenta. Rozumiał oczywiście sens jego paplaniny. Tkacz Losu ponoć widzi wszelkie możliwe decyzje, przyszłość nie jest pewna dopóki nie stanie się przeszłością. Ciekawiło Otto natomiast, jak dużo księgi wyjawiły George'owi.
    - Księgi nie wyjawiły ci może lokacji, w których się udaje? Nawet jeżeli ty ich nie rozpoznajesz, pomogłoby to w poszukiwaniach.
    - Ksiąg nie interesują takie detale. Księgi chcą aby ona mogła się z nimi spotkać. Mówią, że jest już w mieście i ich szuka. Na dłoni ma srebrny pierścień z oczami. Tych oczu używała do rozmów z książkami. Będzie szukać książek bo nie wie, że tych prawdziwych nie ma w mieście albo wie ale nie wie gdzie dokładnie. - Pacjent pokazał na swoja dłoń gdzie owa tajemnicza kobieta miałaby mieć ów pierścień jaki opisywał. I kiwał przy tym głową, jak chłopiec jaki z przejęciem opowiada rodzicom jak wpadł w pokrzywy.
    - Ale to już jest coś. - odparł Otto - Dobrze, rozsieję wici i sam zacznę poszukiwania. Postaram się doprowadzić do waszego spotkania.
    - Dobrze. Ona zawsze umiała się dostoswać i zmieniać wygląd. Więc nie tak łatwo ją odnaleźć. Ale nawet ci kopytni co ich wasz mag spotkał to zwrócili na nią uwagę. Przecież ta blondyna mu o tym mówiła ale on zazwyczaj bywał taki nieuważny. - Pacjent pokiwał mądrze głową i przez chwilę wydawał się całkiem podobny do Tobiasa jaki zwykle z wyższością człowieka wykształconego patrzył na większość kolegów a zwłaszcza koleżanki z kultu.
    - Blondyna…? - mnich pokręcił głową - Mniej ważne. Dobrze, postaram się… i jesteś pewny, że już była u kopytnych?
    Tym razem pacjent aż złożył ramiona na krzyż, jakby to Otto był uczniem w jego klasie. I to takim co właśnie palnął coś niezbyt mądrego. Patrzył tak przez chwilę po czym odezwał się strofującym tonem. - Tak, ta blondyna. Co przystała do plemienia zwierzoludzi i teraz jest ich samicą. I wie gdzie ich znaleźć i chce się z nimi chędożyć tak samo jak te nasze dobrodziejki co tu bywały. I jak wasz mag ją spotkał i ich też i ją zabrał ze sobą do siebie. Tą drugą to różnie bo czasem ją zabierał, czasem zabijał a czasem zostawiał ją w tej karczmie. - Greg pokręcił glową jakby musiał przypomnieć Otto tekst jaki już tyle razy wcześniej omawiali na lekcjach. Chociaż jednooki słyszał go od niego po raz pierwszy.
    - Niestety George, ja jestem więźniem teraźniejszości i nie przeprowadziłem z tobą jeszcze tej rozmowy, chociaż rozumiem twoje zmęczenie moją niewiedzą. Więc Joachim znalazł, albo znajdzie towarzyszkę. Dobrze dla niego. - mnich się zastanowił chwilę - Zakładam, że imię to też rzecz mało warta uwagi dla ksiąg?
    - Tak, wasz mnich znalazł tą ludzką samicę zwierzoludzi. Innych niż ci z którymi się już związaliście. A imię tej mądrej kobiety nie ma znaczenia. Przecież tylu ich używała. Tak samo jak wyglądu. Po książkach ją poznacie. Będzie szukała książek i wiedzy. I po tym srebrnym pierścieniu z oczami. Umie używać mocy i wiedzy ale to większość z was nie widzi. - Greg pokiwał głową i jakby jeszcze starał się przeszukać pamięć co by mógł przydatnego rzucić o tej nieznajomej.
    - Wasz mnich…? W sensie ja? - Otto zastanawiał się czy ktoś inny z rodziny mógłby pasować do tego opisu - Blondynka od zwierzoludzi… - jednooki starał sobie przypomnieć wszystkie znane mu blondynki.
    - No mag a nie mnich. - Pacjent sapnął jakby niechętny temu, że Otto przyłapał go na pomyłce. Więc szybko zaczął drugi temat. - Tak, blondynka od zwierzoludzi. Przecież wasz mag i ladacznice przypłynęły z nią do miasta. Ta druga to nie wiem czy jest z nimi. Ładna ta blondynka chociaż z lasu. Ladacznice oczywiście od razu zaczynały się z nią chędożyć gdy tylko miały okazję. Bo jest ładna. Ta druga była ładna ale jak poczuła dotyk bogów to już niekoniecznie. Ktoś by musiał lubić z odmieńcami aby się podobała. - Pacjent rozwinął ten temat skoro mnich o niego zapytał.
    - Hm… no cóż zapytam. Nie zaszkodzi. Mówiłeś, że uczona zmienia wygląd, ale pierścień pozostaje?
    - Tak, pierścień zostaje. Po pierścieniu ją poznacie. I po książkach. Będzie ich szukać. - Greg potwierdził domysły mnicha i na koniec skinął głową.
    - No to mamy punkt zaczepienia. Srebrny pierścień z oczami. Poinformuje rodzinę i sam zacznę szukać.

    Otto u Teofano

    - Cieszy mnie twa radość, Teofano. I jestem pewny, że twoje maleństwa również cieszą się z tak kochającej mamy. - spojrzał odrobinkę lubieżnie na dziewczynę - Nie uchodzi mi prosić co mi chodzi obecnie po głowie, szczególnie, że jestem w gościach, ale może kiedyś. - jego głos zbliżył się do cichego mruczenia - Co do Margo… - westchnął - Tego się obawiałem, twoja radość nie jest uniwersalna. Większość Imperium jej nie podziela i Margo po prostu boi się, co o niej inni pomyślą. Nie mogę jej od tak wysłać do naszych wspólnych znajomych, nie śmiałbym się im tak narzucać. Porozmawiam z nią i spróbuję ustalić jakieś spotkanie, może z służkami lady Fabienne, to moje pacjentki, jestem pewny, że Marissa ją przekona… do otwartości na pomysł takiego figlowania.

    - No właśnie! Ty mnie rozumiesz! I zaszczyt jaki nas spotyka jak możemy zostać muszymi matkami! - Młoda cukiernik aż oczy rozbłysły a na twarzy pojawił się promienny uśmiech. Jakby wspólnie z mnichem, dzielili tą samą tajną wiarę. Matczynym gestem położyła dłoń na swoim brzuchu i pogłaskała go czule. Na razie wciąż był płaski i na pierwszy rzut oka, nie widać było jej błogosławionego stanu. - Ale Margo tego nie rozumie. Idiotka. - Popatrzyła na drzwi do swojej sypialni z pewnym smutkiem i rozczarowaniem. Widać było, że oczekiwała, że jej pokojówka po ostatnich przygodach ze szlachetnymi damami i w hospicjum, okaże się bardziej do niej podobna. - Ze służkami milady być może. Chociaż to nadal służki a nie milady, sam rozumiesz, że to nie to samo. Nie ma tego splendoru. A obcować z lady Odette, Fabienne czy Pirorą to takie przyjemne. Ale może i masz rację, sama już nie wiem co mam robić z tą niewdzięcznicą. - Westchnęła na myśl o postawie swojej pokojówki. Ta jednak już wracała bo słychać było jej szybkie kroki. Weszła do środku i postawiła tacę z trunkami dla jej pani i gościa. Gospodyni zerknęła na mnicha jakby była gotowa mu oddać pałeczkę rozmowy z Margo.
    - Najlepiej pozwolić jej pozostać w przyjemnościach, które sama wybierze i poczekać aż ciekawość i głód nowości weźmie górę. - odparł mnich nim Margo wróciła - Na razie przegońmy jej lęki, nawet jeżeli w domu będziesz musiała przez jakiś czas być sama w matkowaniu. Ale uczep się tej radosnej myśli; więcej dzieci dla ciebie. - mnich zerknął na Margo kiedy ta weszła z trunkami - Więc, Margarethe, usiądź proszę… - jednooki wydawał się rozważać coś - Moje kolana są pewnie milsze od krzesła, ale nie narzucam się. - Otto uśmiechnął się ciepło do służki.
    - Z tymi szlachciankami pewnie byłoby łatwiej, dlatego myślałam aby poprosić o spotkanie z nimi. - Teofano pokiwała swoją kasztanową głową ale jej pokojówka już weszła to zamilkła. Rudawa służąca zas postawiła tacę na stole i odwróciła się do nich. Gdy mnich się do niej odezwał, najpierw spojrzała na swoją panią.
    - No śmiało Margo, chyba nie odmówisz tak miłemu zaproszeniu? - Wskazała mu na kolana mnicha, dając pokojówce przyzwolenie na takie zachowanie. Ta lekko uśmiechnęła się do niej i jeszcze szerzej do mnicha po czym podeszła do niego i usiadła mu bokiem na jego kolanach. Młoda córka znanych cukierników zaś siedziała na krześle obok i na razie obserwowała co się teraz stanie.
    - Teofano mówi mi, że masz ciągle wątpliwości co do daru, którego doświdczyłyście. Zrozumiałe, nie jest coś codziennego. - głosnicha był łagodny, opiekuńczy - Jeżeli masz jakieś pytania, albo lęki, nie krępuj się. Postaram się wszystko wyjaśnić.
    - No… - Pokojówka d razu zerknęła na swoją panią jakby nie była pewna jak się powinna zachować. Teofano Lebkuchen w pierwszej chwili zacisnęła swoje ładne usta w wąską linię jak zwykle gdy ktoś ją zirytował. Po chwili jednak jakby się namyśliła i uśmiechnęła się trochę.
    - Mów śmiało Margo. Przecież wiesz, że i ja przyjęłam ten cudowny dar i nawet te piękne, wspaniałe szlachcianki z jakimi miałyśmy przyjemność. Wszystkie będziemy mieć zaszczyt zostać muszymi matkami. Będziesz jedną z nas. - Tym razem cukiernik przyjęła ton podobnie łagodny jak Otto. Wstała ze swojego miejsca i podeszła do tacy jaką ruda zostawiła na stole. Nalała do kubka i podeszła do nich oboje wręczając go pokojówce. Nawet kucnęła przy ich kolanach jakby nie chciała dominować nad nimi i zachęcić do przyjaznej rozmowy. Teraz oni oboje mogli patrzeć na nią z góry.
    - No tak, ja rozumiem. Z tymi szlachciankami bardzo mi się podobało. - Margo lekko uśmiechnęła się i przyjęła kubek. Widać było, że czuła się znobilityowana tym, że mogła pokładać się z tak znamienitymi damami. - Ale… Ale to naprawdę mamy tam w sobie robaki? - Pokojówka w koncu odważyła się zadać pytanie. Jej pani posłała jej ciepły uśmiech i pokiwała twierdząco głową. - Ale… To dobrze? Przecież… To robaki. I ja je czuję. Czuję jak się tam ruszają w środku. Dzisiaj to chyba najbardziej. Kotłują się tam na całego. - Ruda służąca popatrzyła niepewnie i na mnicha i na swoją panią czy aby na pewno jest wszystko w porządku. W koncu zwykle jak ktoś miał w sobie robaki to uznawano, że jest chory i, że to obrzydliwe.
    Mnich kiwnął głową.
    - Spokojnie Margareth. Tak to są robaki, ale nie lękaj się. Nie są groźne, nie są oznaką choroby, ich obecność nie zrobi ci krzywdy. - delikatnie położył dłoń na łonie dziewczyny - Pomyśl o nich jak o fasolkach. Potrzebują jedynie twojego ciepła i wilgoci, aby urosnąć na duże i dorodne. Wtedy po prostu z ciebie wyjdą. Jedna po drugiej, albo wszystkie na raz. - uśmiechnął się - I uwierz mi, doznanie jest przyjemne. Byłem świadkiem takiego "porodu", kiedy ty i Teofano byłyście z lady Fabienne. Kobietą telepało jakby była rażona piorunem.
    - Ale szczęściara. - Cukiernik spojrzała z zazdrością na mnicha jak ten wspomniał o robaczym porodzie jakiego był świadkiem. - Ja już nie mogę doczekać się swojego. Oczywiście od razu jestem gotowa przyjąć kolejny dar aby spełnić swój macierzyński obowiązek. - Zapewniła gorliwie. Zachowywała się jak neofitka jakiejś wiary lub gorliwa służbistka. Wydawała się być calkowicie poświęcona swjemu muszemu macieerzyństwu. - A z tymi fasolkami to Otto dobrze powiedział. Nie czujesz Margo jakie to przyjemne? Mieć je tam w sobie? Ja czuję to przyjemność cały czas. I pamiętasz co ta bretońska milady mówiła? Ona też sobie bardzo chwaliła tą ciążę. Ty tego nie czujesz? - Teraz przeniosła spojrzenie na swoją pokojówkę ale starała się do niej mowić łagodnie.
    - No tak czuję. To… Nawet przyjemne. - Rudowłosa aby czymś zająć spojrzenie i ręce, upiła z kubka wina. I nawet się uśmiechnęła. - Czuję jak się ruszają. Tam w środku. No i… Dziś tak bardziej niż wczoraj. I czuję, że robię się tam mokra. I one tam się tak wiercą mocno. - Starała się opisać im swoje odczucia. Teofano zmarszczyła brwi jakby starała się zrozumieć o co jej chodzi ale spojrzała na mnicha co ten na to powie.
    - Powiedz mi Margarethe. Czy sądzisz, że przyjemność byłaby większa… gdyby ich było więcej? Bo nie słyszę w twych słowach lęku, czy obrzydzenia. Tylko ciekawość i drobny niedosyt. - ucałował delikatnie szyję dziewczyny - I jeżeli mam rację, to jest to dobry znak.
    - Więcej? No ale jak? Przecież jak więcej to bym chyba pękła. - Margo poruszyła się niespokojnie na kolanach mnicha. Jednak uśmiechnęła się lekko gdy pocałował jej szyję. Teo wciąż kucała przy ich kolanach i starała się być miła.
    - Oczywiście, że jak więcej to lepiej. Słyszałaś co mówiła lady Fabienne? Ona co chwila przyjmuje w siebie ten dar i ciągle ma ochotę na więcej. A przecież to szlachcianka i wielka pani. - Cukiernik mówiła łagodnym tonem i zaczęła podwijać suknię pokojówki. Gdy pokazało się jej kolano to je pocałowała.
    - No to może… Sama nie wiem… No tak, milady mówiła, że je lubi i jak się w niej ruszają. Może tak? Myślicie, że powinnam ich przyjąć więcej? Trochę się boję. A co jeśli się wyda? Co ludzie powiedzą? Że to ta co ma robaki. - Pokojówka wydawała się bić z myślami o konsekwencjach społecznych i dorobienia parszywej gęby. Zapewne tak by było gdyby się wydało i to w łagodnym wariancie gdyby uznać te robaki za jakieś standardowe pasożyty ze złego jedzenia czy brudnej wody. Lebkuchen pocałowała jej kolano raz jeszcze i dłonią zaczęła powoli przesuwać po jej udzie jakby chciała przekierować jej uwagę na przyjemniejsze sprawy.
    - Uwierz mi to nie był pierwszy raz lady Fabienne, a ona ma opiekunkę, która odpowiada przed jej mężem. Jeżeli pod tak bacznym okiem jej się udało ukryć swoje maluszki, ty nie masz się czego lękać. - widząc działania Teofano, mnich uniósł dłoń do biustu Margareth, delikatnie masując wzgórki dziewczyny - Nie jest to coś co wymuszamy. Jeżeli ciągle nie jesteś pewna, to poczekaj aż ten okres przejdzie przez wszystkie etapy. Jeżeli zdecydujesz, że nie chcesz więcej, nie poruszymy tematu znowu. Jeżeli jednak bedziesz chciała… no cóż, najwyraźniej tam to nie jedyne miejsce gdzie maluszki lubią gniazdować.
    - We mnie mogą gniazdować. Ja je przyjmę bardzo chętnie. - Teo mruknęła z gorliwym zainteresowanim. Podniosła głowę aby psłać im obojgu wesoły uśmiech. Jej wola byca muszą matką zdawała się nie słabnąć ani na chwilę. Na razie jednak subtelnie podwijała spódnice swjej służącej więc widać było coraz więcej jej jędrnych ud. Ale skumulowany materiał przesłaniał mnichowi widok na ich zwieńczeie. Widać było, że nauka nie poszła w las i cukiernik starała się naśladować w tych zabawach z pokojówką wielkie damy z jakimi ostatnio miały do czynienia.
    - No tak, lady Fabienne mówiła, że przyjęła je w siebie wiele razy. A w ogóle po niej nie widać. Nawet jak jest bez ubrania. - Margo pokiwała głową i wydawało się, że zaczyna ulegać pieszczotom mnicha na swojej górze i swojej pani na dole. Jednooki zaś mógł czuć przyjemność z oglądania i dotykania tych jej górnych jędrności.
    - To mam poczekać? Aż… Wyjdą ze mnie? Tak? - Pokojówka popatrzyła na mnicha pytająco czy właściwie zrozumiała jego słowa.
    - Ty naprawdę jesteś mokra. - Z dołu doszedł ich zdziwiony głos Lebkuchen. Właśnie dotarła do bielizny służącej. I jak wyjęła stamtąd palce to pokazała mnichowi, że łączy je lekpa, przezroczysta nitka.
    - No mówiłam wam. To tak niedawno. Jak się tak wiercą w środku. Bardziej niż rano albo wczoraj. - Rudowłosa powiedziała nieco speszonym głosem.
    - Tak będzie najlepiej. Mówiłem prawdę, że nie zagrażają twojemu zdrowiu. Nie ryzykowałbym nim dla własnej uciechy. Po prostu, zostańmy przy tym co jest i później zobaczysz, czy chciałabyś znowu… - Otto zerknął na dłoń Teofano - No, no… ktoś karmi swe maleństwa obficie. Jak sądzisz Teofano, dasz radę nie utonąć?
    - No może nie mam tak sprawnych ust jak lady Fabienne. Ale spróbuję. - Młoda cukiernik i podniosła głowę i uśmiechnęła się do nich obojga. Po czym oboje zobaczyli jak rozchyla uda pokojówki i przystawia do nich twarz. Dało się słyszeć jak jej usta i język tam pracują. I jak podniecenie o każdego z nich rośnie. Margo oddychała coraz szybciej i ściągnęła z siebie górę sukni aby uwolnić swój dekolt. Teraz mnich miał do niego swobodny dostęp. Zabawa zaczynała się rozkręcać gdy niespodziewanie młoda cukiernik zamarła. Właśnie miała palce w mokrych trzewiach swojej pokojówki.
    - Tam się coś rusza! - Podniosła głowę aby popatrzeć zdumionym wzrokiem na nich.
    - No mówiłam wam, że się ruszają. Bardziej niż wczoraj albo rano. - Wyjęczała pokojówka.
    - Otto one chyba wychodzą. - Cukiernik wydawała się trochę przestraszona a trochę zaintrygowana. Wciąż miała na sobie rumieńce przyjemności jaką właśnie przeżywali i przyspieszony oddech.
    Mnich gwizdnął.
    - No, no… nie spodziewałem się tak szybkiego dorastania. Teofano, pobiegnij proszę po wiadro, nie ma co aby wylądowały na podłodze. - mnich trzymał spokojnie Margareth - Spokojnie moja droga, nic złego się nie dzieje.
    Lebkuchen pokiwała głową i wybiegła z pokoju. Mnich na chwilę został sam z blond rudzielcem. Ta siedziała mu na kolanach z zadartą na górze i dole spódnicą. Oddychała coraz szybciej przez co sprawiała wrażenie, że przeżywa jakąś podnietę. Tylko spojrzenie miała rozkojarzone i nieco zaniepokjone.
    - To ja… Rodzę? Ale… Ale jak? To niemożliwe… Przecież wieczór w teatrze dopiero co był. - Bełkotała patrząc na niego nierozumiejącym wzrokiem. Oczywiście gdyby porownywać do zwykłej ludzkiej ciąży to jej zdumienie było jak najbardziej na miejscu. Ale czerwie rozwijały się swoim tempem i nosicielka nawet nie była w prawdziwej ciąży więc takie porównania były nie na miejscu. Pokojówka wsadziła sobie dłoń pod bieliznę i po chwili wyjęła. Jej palce sklejał śluz podobny do tego jaki oblepiał czerwie. - Czuję je. Jak się ruszają. Chyba rodzę. - Margo wydawała się być nieco spanikowana tym nienaturalnym zjawiskiem jakie właśnie przeżywała. W międzyczasie Tofano przybiegła z dużą miską.
    - Nie znalazłam wiadra ale mam to! - krzyknęła od progu ale zatrzymała się przed parą siedzącą na krześle. Widać bylo, że cukiernik niezbyt wie co teraz powinna zrobić. - Ona rodzi? Te cudowne maleństwa? - Brunetka popatrzyła pytająco na Otto jakby wierzyła, że będzie wiedział co dalej robić.
    - Całkiem możliwe, daj to co znalazłaś pod nią. - mnich trzymał delikatnie Margo - Spokojnie Margareth, te maluszki rosną własnym tempem, nic złego się nie dzieje. Po prostu mogą już być gotowe do wyjścia. - mnich delikatnie sięgnął pod spódnicę dziewczyny zsuwając jej bieliznę - Teraz spokojnie… oddychaj. Chcesz, abyśmy uprzejmnili ci proces? Nie będzie bolesny jak prawdziwy poród, więc w niczym nie przeszkodzi.
    - Ale… Ale jak to… - Pokojówka oddychała coraz szybciej. Widać było jak pod zwykłą spódnicą, jej brzuch porusza się coraz szybciej. Jakby cała sytuacja działa się dla niej zbyt szybko. Jej pani, posłusznie postawiła miskę między jej nogi. A mnich zaczął ściągać pokojówce bieliznę. Już widział jej nagie łono i jak cienki materiał zsunął się na górną część ud, gdy rudzielec spanikowała. - One wychodzą! - Zawołala i zerwała się na równe nogi. Teofano złapała ją w ramiona i przytrzymała.
    - Margo! Uspokoj się! Musisz urodzić. Teraz już tego nie da się przerwać. Usiądź. Połóż się. - Ciemnowłosa najpierw krzyknęła na służkę. Ostro co zwróciło jej uwagę. Wtedy złagodniała i pociągnęła pokojówkę aby usiadła na skraju jej łóżka. Ta zrobiła to i po chwili oparła się łokciami o nie. Jej pani dokończyła ściąganie jej majtek i z powrotem przysunęła miskę między jej nogi. Wrócili mniej więcej do tego co mieli przed chwilą.
    - Co teraz Otto? - Młoda cukiernik znów spojrzała na mnicha. Ten pierwszy raz brał udział w przyjmowaniu robaczego porodu. Ale jak widział te rozchylone uda Margo i jej nagie łono to przypominało to scenę ze snu jaki tyle razy śnił. Teraz wiedział, że śniły mu się Fabienne i Odette. Ale leżały podobnie jak teraz młoda pokojówka. I we śnie, przy wtórze jęków rozkoszy, obie szlachcianki rodziły czerwie. Wychodziły z nich same. No ale to był sen a teraz na wyciągnięcie ręki miał rozchylone uda Margo i podekscytowane spojrzenie Teofano.
    - Teraz czekamy. Powinny wyjść same, trzeba jedynie uspokoić Margereth aby biedaczka się tak nie męczyła. - mnich ujął policzek - Spokojnie Margo. - ucałował kobietę delikatnie - Opisz co czujesz. Nie bój się, nie grozi ci krzywda, a z tego co wiem nawet ból. Opisz jedynie co czujesz. Boli, swędzi… czy jest jednak trochę przyjemnie?
    - No… Ruszają się… Wychodzą… - Widać było jak pokojówka jest nieco zdezorietnowana. Ale po pocałunku mnicha lekko się uśmiechnęła. - I… No tak… Trochę jakby… Łaskocze. I przyjemne. I trochę… Tak jak wtedy jak się z zacnymi damami zabawiałyśmy… Oh! - Mówiła coraz bardziej spazmatycznie. Załapała mnicha za rękę. A Teofano usiadła z drugiej strony. Z przejęciem obserwowała to twarz swojej pokojówki to jej łono. Gdy ta sapnęła głośniej i wytzeszczyła oczy na jej uda trysnęła ciecz. Okazała się lepka i przezroczysta jak śluż jakim oblepione były czerwie. Cukiernik nachyliła się aby lepiej widzieć. A rudzielec znów sapnęła trochę głośniej.
    - Jest! Wychodzi! - Cukiernik krzyknęła entuzjastycznie i spojrzała na nich oboje. Chociaż i Otto widział jak czerw pokazał się między udami kobiety. Po chwili z plaśnięciem wpadł do miski. Margo odetchnęła z ulgą. Ale to nie był koniec. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilkukrotnie. Za każdym razem udawało jej się wypchnąć robaka na zewnątrz. A cukiernik zeszła na podłogę i przejmowała je aby nie spadały tylko je wkładała do miski. Wiły się w pojemniku zostawiając w nim kleisty śluz jaki łączył je z udami i łonem co je wydały na świat. Było ich chyba przynajmniej z pół tuzina. Teofano była zachwycona. Złapała jednego z nich i pokazała dwójce na łóżku. - Oh zobaczcie jakie śliczne maleństwo! - Uśmiechnęła się do nich promiennie.
    Mnich pogłaskał policzek Margaret i ucałował ją ponownie.
    - Gratulacje, mam nadzieję, że nie było to nieprzyjemne? - pozwolił kobiecie leżeć i oswoić z tym co się właśnie stało i zerknął na nowy miot z uśmiechem - Cudowne, powinnaś być dumna Margereth.
    - To już? - Pokojówka leżała na plecach w poprzek łóżka swojej pani. Wzrok miała rozleniwiony, dłońmi wodziła po pustym już brzuchu. Na twarzy błąkał jej się błogi uśmieszek. - Tak, było… Całkiem miłe. - Chyba w tej chwili miała trudności z ubraniem swoich myśli w słowa. Wyglądała jak kochanka tuż po szczytowym momencie przyjemności w figlach. Teofano za to była przytomna, pobudzona i podekscytowana.
    - Oh to było takie piękne! Ja też tak będę miała? Nie mogę się doczekać! Jej, Margo, jak ci zazdroszczę, że już w pełni zostałaś muszą matką! - Młoda cukiernik nachyliła się nad leżącą pokojówką i nagrodziła ją pocałunkiem w usta. Co ta chętnie przyjęła. I wymamrotała coś niezrozumiale ale z zadowoleniem. Wtedy brunetka podniosła się i objęła mnicha za szyję. Jego też namiętnie pocałowała. - Ja też tak chcę. Jak najwięcej i najczęściej. Nie mogę się doczekać! - Oznajmiła mu szepcząc prosto w twarz. Wydawała się już przeżywać swój przyszły poród jakby teraz gdy była jego świadkiem, jeszcze bardziej się niecierpliwiła.
    Mnich odwzajemnił pocałunek i wciągnął cukiernik na swoje kolana.
    - Cierpliwości, nie można przyspieszyć tego, jeszcze maleństwom coś by się stało, ale oczywiście jak tylko wydasz swój pierwszy miot z chęcią zasieję cię na nowo. - przybliżył się, aby wyszeptać Teofano do uszka - Jeżeli to cię zainteresuje, każdy otwór jest dobry dla maleństw, jeżeli chcesz poczuć ich więcej.
    - Oczywiście, że tak! Jestem gotowa je przyjąć z każdej strony i dowolną ilość! A musimy czekać? Nie mógłbyś mnie zasiać ponownie? No albo któraś z milady jeśli to by było łatwiej i szybciej. No i Margo też. Zobacz, że teraz jak urodziła to jest pusta. - Teofano bardzo chętnie weszła mu na kolana i czule objęła jak kochanka. Też szeptała mu i patrzyła z gorliwym oddaniem muszemu macierzyństwu. Spojrzała w bok na leżącą tuż obok pokojówkę. Margo miała nieco rozchełstany wygląd. Podwinięta spódnica pokazywała nagie uda i łono a na górze jej biust. Teraz jakby zapadała w słodki letarg jak po spełnieniu po figlach. - Ah. A co zrobimy z maleństwami? - Młoda cukiernik spojrzała w dół na miskę pełną czerwi. To były te małe, wielkości może długości dłoni dorosłego mężczyzny. Za to szybciej dojrzewały w łonie nosicielek i przez to gdzieś po pół tygodniu już następował ich poród.
    - Nie zabrałem ze sobą dziś jajek. Co do Margo… pozwólmy jej zdecydować, na razie jest rozkojarzona. Poczekajmy, aż zobaczy twój poród może? - dłonie mnicha zaczęły delikatnie wędrować po ciele cukiernik - Zabiore maluchy, mamy ich rodzeństwo w specjalnym miejscu dla nich. Wiem, że pewnie chciałbyś, aby zostały, ale o ile ciążę mogliśmy ukryć, no duże bzyczące muchy przykują uwagę… i ktoś mógłby zrobić im krzywdę.
    - Oh no tak. Musimy je chronić. - Kobieta o kasztanowych włosach popatrzyła na pełzającą zawartość misy i zgodziła się. Choć z wyraźnym żalem. - Nie mogę się doczekać aż wydam na świat moje maleństwa. - Westchnęła kładąc dłoń na własnym brzuchu. Ten na razie nie zdradzał, że jest tam coś więcej niż ostatni posiłek. - Lady Fabienne tak pięknie o tym opowiadała. I to, że już tyle razy przyjęła ten cudowny dar w siebie. Też bym tak chciała. - Pokiwała głową jakby była całkowicie oddana tej sprawie a zachęta ze strony bretońskiej milady tylko ją w tym utwierdzała. - Szkoda, że nie masz przy sobie tych jaj? To na kiedy się umówimy? Mogę przyjść do was do hospicjum jeśli chcesz. I zabrać Margo. Albo do lady Pirory. Wiem gdzie to jest. - Popatrzyła gorliwie na mnicha jakby chciała jak najszybciej się umówić na kolejne zapłodnienie. - A Margo to poczekaj, zaraz zobaczymy. - Uśmiechnęła się i schyliła do miski. Wzięła jednego z czerwi i wyprostowała się. Spojrzała pytająco na jednookiego jakby sprawdzając czy popiera ten pomysł aby podać robaka nosicielce.
    Mnich kiwnął głową i podążył za Teofano, ale nie mieszał się w jej plan. Usiadł jedynie obok Margo, kładąc delikatnie jej głowę na udzie, delikatnie gładząc jej czoło i czekając na ruch Teofano.
    Widząc zachętę, cukiernik położyła czerwia między piersiami swojej pokojówki. I z ciekawością wymalowaną na twarzy czekała co się stanie. Rudoblond dziewczyna w pierwszej chwili jakby nic nie poczuła. W kolejnej sięgnęła tam dłonią. I przez chwilę głaskała czerwia a ten żywo sprawdzał jędrne otoczenie w jakim się znalazł. Dopiero jak lepkość oblepiła palce pokojówki ta otworzyła oczy jakby się zorientowała w tym. Popatrzyła z pewnym zdziwieniem na swoją dłoń po czym podniosła głowę na swoje robacze dziecię.
    - To twój. Ale ci zazdroszczę Margo. Ja sama to już nie mogę się doczekać swoich. - Teofano nie wytrzymała aby się nie odezwać. I delikatnie pogłaskała czerwia jaki zostawiał lepki ślad na piesiach jej służącej.
    - To moje? - Do byłej garbarki jakby zaczynało docierać w jakiej była sytuacji. Przyglądała się robakowi z bliskiej perspektywy.
    - Tak. W misie jest ich więcej. To one dostarczyły ci ostatnio tyle przyjemności. - Cukiernik pokiwała głową i pokazała gestem poza krawędź łóżka. Pokojówka patrzyła na tego pulsującego robaka jakby nie mogła oderwać od niego wzrok.
    - No i chciałabyś jeszcze raz? - Brunetka w końcu zadała pytanie jakby się nie mogła doczekać odpowiedzi. Służka podniosła głowę na nią. A potem na mnicha. Wyglądała jakby nie była pewna jakiej odpowiedzi od niej oczekują.
    - Nie lękaj się i powiedz co naprawdę myślisz. Jeżeli nie chcesz nie powinniśmy cię zmuszać. Nie ma nic smutniejszego od matki, która nie może kochać swego potomstwa. - zerknął na Teofano, miał nadzieję, że oddanie dziewczyny własnym chęciom nie przesłoni jej rozsądku.
    - No… To było… Całkiem miłe… - Leżąca na plecach pokojówka dotknęła swojego brzucha. Lekko się w końcu uśmiechnęła jakby na świeże wspomnienie własnego porodu. Słysząc to, cukiernik rozpromieniła się.
    - Jesteś bardzo zdolna Margo. Wydałaś piękny i silny miot. Jesteś dobrą muszą matką. No i do tego sama widzisz jakie to przyjemne. Az nie mogę się doczekać kiedy do ciebie dołączę. A tu sama zobacz. To maleństwo dopiero co miałaś w sobie. - Brunetka pochwaliła swoją służkę jakby odczuwała z nią teraz więź jako nosicielka czerwi. Jednego z nich zademonstrowała pokojówce. Ta spojrzała na niego.
    - To moje? - Trochę jakby zdziwiła się, że coś tak odmiennego od człowieka, mogło właśnie w niej być przez ostatnie kilka dni. Ostrożnie uniosła dłoń i dotknęła śliskiej larwy. Od razu jej palec połączyła z nią nitka śluzu. Robak zareagował żywszymi ruchami, jakby sprawdzał co go dotyka. Pokojówkę to jakby rozbawiło bo zaśmiała się cicho. I pogłaskała go delikatnie.
    - Twoje moja droga, twoje. - mnich się uśmiechnął - Maleństwo zrodzone z twego ciepła i miłości. - Otto ucałował czoło służki - Czy chciałabyś stworzyć kolejne?
    - No chyba tak. Ten poród i jak się ruszały w środku to było całkiem miłe. - Blond rudzielec uśmiechnęła się i powoli skinęła głową. Teofano zaśmiała się i nagrodziła ją całusem w usta.
    - Tak! Będziemy spełniać nasze posłannictwo i zapełniać świat kolejnymi miotami! - Zawołała radośnie i z gorliwością w oczach.

    Rozgrywka import

  • [WOD/MAG] Magowie na Dzikim Zachodzie
    SeachS Seach

    text alternatywny

    Huk broni palnej i krzyki dochodzące z przedziału Rylanda wyrwały Eliasa i Davida z rozmyślań. Coś się wydarzyło niepokojącego w pociągu. Wychylając się ze swoich zauważyli dwójkę mężczyzn z zakrytymi przez bandany twarzami. Obaj uzbrojeni i obaj wymachując bronią. Zastraszając ciekawskich pasażerów, zmuszali ich do schowania się w przedziałach… co bardziej krewkich ogłuszali kolbami rewolwerów.
    Ich intencją z pewnością nie było zabicie kogokolwiek, acz… nie wyglądali też takich co zawahają się użyć broni w przypadku zagrożenia. A ich celem nie był przedziały pasażerskie. Wyraźnie kierowali się w kierunku wagonu towarowego, w którym przebywali strażnicy. W końcu, strażnicy są po to by pilnować czegoś cennego, prawda?
    Elias postanowił na razie schować się w jednym z przedziałów i pozwolić bandytom przejść. Będzie miał większe szanse aby jakoś ich powstrzymać jeżeli weźmie ich z zaskoczenia.
    Dwóch napastników w wagonie, w całym pociągu pewnie pięć, albo sześć razy więcej. Broń palna, zmora kultywatorów, zwłaszcza w zamkniętej przestrzeni. Trzeba było ich zneutralizować zanim kule zaczną latać. Smok zwizualizował w głowie odpowiednią technikę, by się przygotować. Mógł z łatwością zabić bandytów i bez tego, ale chodziło o to, żeby nie musiał. Zaatakował więc błyskawicznie, szybki cios przesłał energię przez ciało zaskoczonego bandyty łącznie z delikatnymi wyładowaniami elektrycznymi. Potraktowany tak bandzior jęknął cicho i osunął się na ziemię. Drugi, choć zaskoczony sytuacją, zareagował błyskawicznie strzelając w kierunku Davida. I ów strzał okazał się celny, lewy bark został przestrzelony zostawiając plamę krwi na ubraniu. I lekcję by nie lekceważyć miejscowych… zwłaszcza jeśli mają w dłoni rewolwery.
    Elias westchnął i wymruczał cichą modlitwę.
    "Panie… ofiaruję ci w opiekę duszę tego grzesznika. Spraw aby moja ręka była silna i sprawna, a mój cios celny. Niech się dzieje twa wola."
    Po czym wyszedł z przedziału i podszedł do ostatniego napastnika, wymierzając cios prosto w twarz bandyty.
    Młody Akashita uchylił się do wnętrza przedziału, niestety nie był dość szybki, pocisk przeszedł na wylot. Jedno trzeba było mu przyznać, nawet nie syknął, choć bolało jak diabli. Zanim zdążył odgryźć się napastnikowi, duchowny zaatakował z ukrycia, rychło w czas, by dać mu chwilę na opanowanie złości. Niestety, cios kaznodziei nie był zbyt skuteczny, Smok musiał po nim poprawić. Złożył ponownie mudrę i uderzył w bandytę, by pozbawić go przytomności.
    Zaatakowany z dwóch stron bandzior, najpierw przyjął cios na szczękę. Bardzo twardą szczękę. I ten cios bynajmniej nie pozbawił go przytomności. Musiał brać udział w niejednej bójce. Kolejny cios od Dawida między żebra, też nie załatwił by bandyty, gdyby nie to że przynosił w darze moc gromu. I błyskawice przeszyły jego ciało pod ubraniem przeskakując po skórze w postaci rozlicznych łuków elektrycznych. To wystarczyło by ogłuszyć go. Drugie ciało osunęło się na ziemię.
    Gładko poszło, pomijając postrzał. Smok odsunął kopnięciem rewolwer pierwszego bandyty i usiadł mu na plecach, złożył dłonie w wyjątkowo dziwnej mudrze i przycisnął nimi napastnika do podłogi.
    -Dwóch na raz nie utrzymam, ogarnij jakoś tego w korytarzu. - Zwrócił się do kaznodziei.
    Elias odetchnął.
    - Przydałby się jakiś sznur, aby naszych nowych znajomych odpowiednio ugościć… - zaczął się rozglądać za pustym przedziałem, aby tymczasowo tam przechować bandytów.
    Prostując się, Elias spostrzegł za sobą mężczyznę celującego w niego z rewolweru. Elias wypowiedział szybką modlitwę.
    - Panie, w twe ręce oddaję swój los. - po czym odwrócił się w stronę oponenta.
    I los miał zdecydować, bowiem bandyta kryjący się w cieniu wymierzył broń. Ten sam, który był przecież tak współpasażerem Eliasa, strzelił. Kowboj miał pecha… Może tą odrobinę pecha zrekompensowałby swymi umiejętnościami, lecz nie w momencie gdy magya Eliasa do już obecnego fatum dołożyła swoje. Strzelił niecelnie, słaby chwyt wyrwał mu rewolwer z dłoni który przefrunął nad ramieniem atakującego wprost na podłogę.
    Świetnie, kolejny napastnik… Davidowi powoli kończyły się pomysły, jak to wszystko rozwiązać bezkrwawo, ale liczył że wciąż da radę obejść się bez zabijania. Nie mógł jednak sam utrzymać dwóch leżących, kiedy kaznodzieja walczył, zwłaszcza że porażenie mięśni miało wkrótce ustąpić. Puścił bandytę jedną ręką, po czym dziwnie powolnym ruchem uderzył go w ramię, by je wybić.
    Uderzenie było silne, celne i zakończyło się krzykiem bólu. Ręka z bronią zwisła bezwładnie… ból zresztą po chwili sprawił, że mężczyzna cofnął się do tyłu i osunął na fotel zdrową ręką łapiąc się za zwichnięte ramię.
    - Mogło pójść lepiej… - mruknął Elias przeszukując pokonanych oponentów. Uśmiechnął się znajdując przy nich liny - Przynajmniej przyszli przygotowani. - zerknął Smoka rzucając mu jedną linę - Zacznijmy ich wiązać i zamknijmy w jednym z przedziałów. Później może znajdźmy resztę naszej ekipy.

    Rozgrywka owod mag wstąpienie

  • Kultyści - Lato 2519
    SeachS Seach

    text alternatywny

    Otto spędził dzień po orgii pogrążony w przemyśleniach. Czas spędził na pomaganiu reszcie zgromadzonych.
    Jego umysł zaczynał szkicować plany swoich następnych ruchów. Oczywiście musiał wrócić do Hospicjum i wykonać swoje powinności.
    Mógł jednak pochwalić się przeorowi o kolejnym pacjencie, który zostanie od nich przejęty.
    I oczywiście będzie musiał o tym porozmawiać z Niklasem.
    Niklas! Właśnie.

    Wrcając do miasta mnich zaczepił na chwilę Lady Odette zabierając jej chwilę jej czasu z pytaniem, czy odwiedziałaby hospicjum w najbliższym czasie, gdyż autor nowej zabawki, którą tak polubiły bardzo chciał ją poznać.

    Więc miał plan na przynajmniej pierwsze momenty swojego dnia. Hospicjum a potem…
    Mógłby odwiedzić Lebkuchenów i zobaczyć jak się czuje Teofano i jej pokojówka.

    Rozgrywka import

  • U bram raju - komentarze
    SeachS Seach

    Jutro ode mnie powinien być post

    Komentarze

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    SeachS Seach

    Welp pudełko otwarte, Modi jednak martwy.
    Miło było moi drodzy, powodzenia życzę w dalszej grze.

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • 'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2
    SeachS Seach

    Eutalo Isebrand

    text alternatywny

    Całą drogę z Rel Astry Eutalo nie mógł usiedzieć w miejscu, gdyby nie jego pochodzenie kapitan pewnie kazałby go przywiązać do galionu, aby nie wchodził marynarzom pod nogi.

    Czas starał się spędzać na czytaniu swojej lektury na temat cywilizacji Suelii. Wspominał swoje czasy w akademii Rel Astry oraz kłótnie i dysputy z współ uczniami i wykładowcami. Ich przywiązanie magii do ksiąg i pradawnych słów wyglądało dla Isebranda równie zabobonne i prymitywne co wielbienie dziwnie wyglądających kamieni przez dzikie plemiona. Niejednokrotnie grożono mu wydaleniem z akademii za "brak szacunku dla sztuki".
    Eutalo uśmiechnął się na tą myśli, ponieważ ona doprowadziła do jego spotkania z Victorią. Młoda bibliotekarka, zwykła cicha myszka otoczona większą ilością wiedzy, niż młody student mógł mieć kiedykolwiek szansę posiąść.
    Spotkali się kiedy dziekan wysłał Isebranda do Biblioteki, aby "nauczył się szacunku do wiedzy zawartej w tych pradawnych księgach". Dwa tygodnie, które miał tam spędzić przerodziły się w miesiąc… miesiąc w pół-roku. Eutalo się uspokoił jeżeli idzie o agresywne wyrażanie swoich opinii i po kilku latach zakończył swe nauki.
    Wrócił do domu z Viktorią u swego boku, młoda para kochanków miała się pobrać w niedalekiej przyszłości.
    Eutalo instynktownie ujął delikatnie wisiorek u swej szyi z ryciną jego ukochanej.
    Pamiętał co jej obiecał kiedy usypiali u swego boku na noc przed jego wyruszeniem.

    "Wróć do mnie…"
    Jej głos słodki niczym miód, mógłby dla niego podbić świat. Mógł jednak wymusić z siebie prostą obietnicę, kiedy sen zabierał go od niej.

    "...Zawsze."

    Młody szlachcic z rodziny Isebrand dotarł na miejsce ekspedycji pełen wigoru i głodu wiedzy. Musiał jednak wziąć na wstrzymanie swe chęci i żądze, interesy Kompanii Lazurowej musiały (na razie) wziąć priorytet.

    Zaczął od zaznajomieniem się z lokalną populacją, nie rozmawiał z nikim oczywiście, przynajmniej na razie. Nasłuchiwał jednak jakie kto ma plany, marzenia i nadzieje. Pieniądz był oczywiście przewodnią motywacją większości zgromadzonych, co nie dziwiło młodzieńca. Ścieżka obiecywała skarby, a one dostatek i godne życie warte ryzyka.

    Spróbował nawiązać rozmowę z doktorami Quolleb i Quartermaine, o ile jego wiedza akademicka była nie mała,

    Jego pierwszym ruchem było oczywiście spotkanie się z Wyllą von Coen, była główną reprezentantką Ligii, objawienie się jako potencjalny sojusznik w jej ambicjach co do tego przedsięwzięcia wydawało się rozsądne.

    Rozgrywka

  • U bram raju - komentarze
    SeachS Seach

    Sorki dziś się nie wyrobię. Postaram się jutro wrzucić posta.

    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    SeachS Seach

    text alternatywny

    Wieczór; Zachodnie Kamienie

    Kiedy Fabienne I Odette przybyły mnich przywitał je pokłonem i ucałowaniem dłoni.
    - Witam młode matki. - uśmiechnął się ciepło do kobiet - Jeżeli jest potrzeba lub chęć na przyjęcie kolejnej dawki, to be proszę się nie krępować. - przybliżył się aby wyszeptać kobietom konspiracyjnie - A jeżeli jest Ochota na rozgrzewkę przed naszymi zwierzęcymi gośćmi, to wiem że Lilly o was marzy ..
    Zauważywszy Marissę mnich ucałowa służę.
    - Witaj, witaj moja droga, ciebie również zapraszam do dołączenia do grona w jakim znajduje się twoja pani.

    - O, Otto, a masz jeszcze trochę tych pieszczoszków? Muszę powiedzieć, że po wczorajszych zabawach, dziś czuję takie jakby łaskotanie w brzuchu. Mam nadzieję, że zaczyna się ta przyjemność wielu kochanków wewnątrz co Fabi tak barwnie opisuje. - Odette wydawała się być przyjaźnie nastawiona do idei ponownego zasiania dziedzictwem Oster. I popatrzyła zalotnie najpierw na mnicha a potem na swoją bretońską koleżankę.
    - Oddi bardzo te pieszczoszki przypadły do gustu. Nie może się doczekać aż je poczuje w pełni. Oczywiście Otto, że bardzo chętnie przyjmiemy kolejną dawkę tych maleństw. - Czarnowłosa szlachcianka odpowiedziała ze swoim charakterystycznym akcentem z zachodniego sąsiada Imperium. Artystka słysząc to roześmiała się z rozbawienia.
    - Oh naturalnie Otto. Zwłaszcza jakbyś miał tą sprytną zabawkę co wczoraj. Bardzo chętnie jej użyję na Fabi ale jakby jeszcze jakieś chętne dziewczęta były to naturalnie też. - Aktorce widocznie także spodobało się osobiste zasiewanie innych kobiet, jakiego miała okazję spróbować wczoraj w teatrze. Zaś von Mannlieb zdawała się także chętna i na takie zabawy.
    - I Lilly mówisz? No rzeczywiście, wczoraj jakoś się rozminęłyśmy. - Czarnowłosa rozejrzała się po oświetlonej ogniskami polanie aby wyszukać liliowłosą mutantkę. Dość szybko ją odnalazła. - Oddie, myślę, że Lilly by dobrze do nas pasowała na ten wieczór, nie sądzisz? - Spojrzała na śpiewaczkę o miodowych włosach. Te także przez chwilę przyglądała się odmieńcowi w spódnicy jakby ją oceniała
    - Myślę, że masz rację Fabi. Przyda nam się coś na przekąskę przed głównym daniem. - Artystka wydawała się być w na tyle dobrym humorze, że była skłonna zabawić się także z kopytną, dwupłciową mutantką. Tą chwilę wykorzystała Marissa aby przywitać się z mnichem.
    - Witaj Otto. Miło cię znowu widzieć. - Uśmiechnęła się i chętnie dała mu się pocałować. - Mam zamiar trzymać się mojej milady. Chociaż ma ona na dzisiaj bardzo niecne zamiary. I lady Odette zresztą też. - Przyznała jakby nie była pewna czy sprostałaby takim wyzwaniom jakim miały ochotę się poddać obie szlachcianki.
    Mnich zerknął w kierunku pozostałych kultystów.
    - Lilly, możesz podejść proszę?! - zawołał do kopytnej mutantki i zerknął na dwie szlachcianki - Chyba dacie sobie dalej radę beze mnie. - sięgnął pod habit wyciągając znaną Odette zabawkę i kontener na jaja much - I chyba nie muszę tłumaczyć tego.
    Wrócił uwagą do Marissy.
    - Chciałem zapytać bardziej, czy nie byłabyś zainteresowana przyłączyć się do grona matek naszych larw. Odette chyba może potwierdzić, z tego co widziała, że poród jest niezwykłym przeżyciem.
    Odmieniec o liliowych włosach żwawo podeszła do ich grupki z wyraźną nadzieją w oczach i nieśmiałym uśmiechem. Zaś miodowłosa szlachcianka bardzo ucieszyła się widząc tą samą zabawkę jakiej używali wczoraj w teatrze. - Oh cudownie! To teraz możemy sobie pofolgować! - Roześmiała się radośnie zaglądając też do naczynia z miękkimi, lepkimi jajami much Oster.
    - Lilly, może być miała ochotę napić się z nami wina? - Bretonka chociaż była ubrana w spódnicę zwykłej szwaczki albo służącej, dalej nie traciła gracji szlachcianki gdy zaprosiła mutantkę do wspólnych harców.
    - Oczywiście! Ja tam przygotowałam jedno posłanie. Podłożyłam liści pod spód aby wygodniej było. I dałam dwa koce na to. - Lilly ochoczo wskazała dłonią na okolicę jednego z ognisk, skąd właśnie przyszła.
    - Brzmi cudownie. - Bladolica czarnulka obdarzyła ją uśmiechem jakby właśnie dostała zaproszenie na jakiś elegancki bal w posiadłości jakiegoś magnata.
    - Ja myślałam o tym. I mogłabym spróbować. Co prawda wolałabym pająki. We śnie widziałam pająki, pajęczyny i kokony. Jak po mnie chodziły i pieściły mnie a potem owinęły mnie w kokon. No ale jak nie ma pająków to muchy też mogą być. W końcu one też są od Sióstr. - Marissa mówiła jakby dużo chętniej oddała się pająkom ze swoich snów ale przynajmniej była skora dać się zasiać także muchom.
    - Nie pożałujesz moja droga. Za parę dni sama się przekonasz. A kto wie? Może w końcu znajdziemy te pająki o jakich śnisz? - Bretońska milady pogłaskała swoją pokojówkę po ramieniu aby ją dodatkowo zachęcić. A ona pokiwała do nich obojga głową na znak zgody i uśmiechnęła się pogodnie.
    Otto kiwnął głową.
    - Podejrzewam, że na pająki będziesz musiała poczekać, aż Sorem wraz ze swymi siostrami u nas nie zagości. - zerknął na trójkę kobiet - Na razie raduj się przyjemnościami, one sprzyjają naszym celom. A dołączenie do grona matek naszej hodowli ucieszy naszego kolegę aptekarza.- delikatnie pchnął Merissę w kierunku Fabienne, Odette i Lilly - Moje drogie, macie kolejną do baraszkowania na kocu.
    - No oby. - Marissa pokiwała głową ale trójka pozostałych kobiet już wyciągała po nią swoje chętne ramiona.
    - Chodź, chodź Mari. Co będziesz tak stać sama. - Jej pani wzięła ją pod ramię i zaczęły iść w stronę legowiska przygtowanego przez Lilly. - Jakbyś Otto miał ochotę do nas dołączyć to zapraszamy. - Rzuciła zalotnie do mnicha. A Odette złapała pod ramię mutantkę i we cztery, śmiejąc się i rozmawiając wesoło, przeszły pomiędzy ogniskami i kultystami do rozłożonych koców na jakie zapraszała ich kopytna.
    - Dacie sobie radę beze mnie moja pani. - zapewnił mnich - Ja muszę jeszcze zająć się twoją drugą służką. Kto wie, może z nią mi się uda. - uśmiechnął się łobuzersko - Nie zepsujcie tylko tej zabawki, na drugą będzie trzeba czekać.


    Wykonawszy swoją posługę dwóm szlachciankom Otto zajrzał do ich wozu.
    - Piroro, miło cię widzieć i wiem, że wiele osób ubolewa, że się nie przyłączysz.- zerknął następnie na Annikę.
    - Anniko, mam nadzieję, że lepiej się czujesz. Mogę cię zabrać na chwilę? Chciałbym porozmawiać na osobności.

    - Ktoś musi tu zostać trzeźwy, czysty i ubrany. - Priora widocznie nie zamierzała zmieniać zdania co do swojej abstynencji w dzisiejszych zabawach integracyjnych. Większośc gości miała odmienne zdanie więc jej postępowanie miało swoją logikę. Annika spojrzała na mnicha jakby się chwilę zastanawiała nad odpowiedzią. Po czym bez słowa wzruszyła ramionami, wstała z konara a jakim siedziała i ruszyła obok jednookiego czekając aż ten wyjawi jej o czym chce z nią porozmawiać.
    Mnich odsunął ich od reszty zgromadzenia.
    - Spokojnie, nie planuje włączyć cię do listy kobiet, z którymi spędziłem noc. No chyba, że sama zechcesz. - mnich starał się rozluźnić sytuację przed cięższą rozmową - Chodzi o twoje sny i gdzie cię wiodą. Potrafisz przypomnieć sobie cokolwiek?

    Czarnowłosa pokojówka bretońskiej milady szła kawałek w milczeniu. Szli na pograniczu światła bijącego od ognisk i mroku jaki opanował las. W centrum obozu zabawa zaczynała się rozkręcać. Słychać było wesołe głosy, śmiechy, przekomarzania się, flirty. Pojawili się pierwsi tańczący, głównie kobiety. Tam i tu ktoś już zaczął się obejmować i całować. Frywolna atmosfera promieniowała od centrum obozu. Annika zerkała tam czasem ale głównie przed siebie i pod nogi aby się o coś nie potknąć w półmroku.
    - W las. Biegnę przez jakieś miasto. Chyba to nasze ale nic nie rozpoznaję. A potem w las. Aż dobiegam do tego wielkiego kamienia. Czarny i jakby złote, ogniste pęknięcia miał. I czaszki. I kości. Pełno tego dookoła tego głazu. I broni. Różna, stara i świeża. Wygląda jak pobojowisko. Ale gdzie to jest to nie wiem. - Wyrzuciła z siebie co jej się ostatnio śniło.
    Mnich westchnął.
    - Nic nowego więc… nie pamiętasz, w którym kierunku cię wzywał? Również widziałem ten głaz i ciebie, w moich snach. Oraz wojownika, z którym walczysz. Czasem wygrywasz, czasem przegrywasz… - jednooki pokręcił głową, nie podobała mu się ta niepewność. Nie czuł jakiegoś przywiązania do Anniki, jednak obawiał się, że jej niepowodzenie może rzucić cień na kult, lub jego samego w oczach Khorne'a - Niestety jestem zbyt rozrzucony między wszystkimi czterema, aby wyczuć silniejszy zew.
    - Nie wiem. Sam wiesz jak jest w lesie. Same drzewa a wszystkie wyglądają tak samo. - Pokojówka wzruszyła ramionami na znak, że niezbyt potrafi określić jakieś dokładniejsze detale ze snu. - Ale chyba na południe. - Zreflektowała się po paru krokach. - Bo pamiętam, że jak się szarpałam ze strażnikami to przy Południowej Bramie. Zawsze tam mnie łapią. - Spojrzała na mnicha czy to mu jakoś pomoże. - Zawsze mi się wydawało, że ten zew mnie wezwie i po prostu dobiegnę do tego kamienia no to już tam będę. - Przyznała, że miała cichą nadzieję, że ten zew sam ją doprowadzi na miejsce.
    - Gdyby był łatwy do znalezienia… pewnie dawno ktoś by go zniszczył. - mnich się zastanowił - Południe mówisz… może uda się Gnaka jakoś o to zapytać. - coś zaczęło chodzić jednookiemu po głowie - … A gdyby tak… do porozmawiania z Fabienne… - mruczał przez chwilę do siebie - Wybacz, wybacz… plany. Może w sumie zapytam ciebie co o tym sądzisz. Gdybym tak spędził kilka nocy w rezydencji twojej pani? Gdzieś na ganku, strychu czy gdzieś, żeby nie wpaść w tarapaty z tą jej opiekunką. Kiedy nadejdzie kolejny zew byłbym w pobliżu i mógł bezpiecznie cię odprowadzić poza miasto.

    - Nie wiem, to milady musisz się zapytać. To jej dom. - Annika wzruszyła ramionami na znak, że nie czuje się decydować za swoją panią kto i gdzie może u niej nocować. - Ja to się zastanawiałam czy jakoś nie mogłabym nocować w lesie. To może bym z tymi strażnikami przy bramie nie musiała się szarpać. Bo tam to mnie zawsze łapią. Potem moja pani musi mnie od nich odbierać. A jak bym była w lesie to już za bramą. Tylko nie wiem kiedy następny sen będę miała. Bo one nie są każdej nocy. - Czarnowłosa pokojówka zwierzyła się ze swoich przemyśleń na ten temat. Zdawała sobie sprawę, że może i w tym amoku w jakim wywoływały w niej sny to i ulice miasta jakoś by pokonała. Ale stały posterunek strażników przy bramie był wąskim gardłem jakie trudno było sforsować. Zwłaszcza jak było ich tam przynajmniej kilku to i rosłego męża mogliby pokonać a nie tylko jedną służącą.

    Rozgrywka import

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    SeachS Seach

    Możesz spokojnie dać swój odpis.
    Modi kontempluje jak zatrzymać zawartość swoich trzewi wewnątrz.

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    SeachS Seach

    Ja też mam odpisywać, czy zakładamy, że Modi głównie myśli "Bogowie jak boli zaraz się zesram."?

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [Pathfinder 1e, 18+] Popielny Dwór
    SeachS Seach

    Wiec dotyczący tajemniczej suszy dobiegł końca.
    Niestety wizje zesłane przez bogów, zaklęcia plecione przez magów, jak i zwykła przyziemna nauka nie były w stanie wytłumaczyć fenomenu.
    Ostatecznie zostały podjęte decyzje przygotowawcze na wypadek pogorszenia się sytuacji.
    Tu rozpoczęła się prawdziwą wojna.
    Magowie sugerowali utworzenie tymczasowych portali do planu żywiołu wody, aby zasilić lokalne źródła.
    Kapłani i Druidzi byli absolutnie przeciwko temu rozwiązaniu i optowali za oddaniu sprawy w ręce bogów czy duchów natury.
    Świeccy uczeni sugerowali bardziej logistyczne rozwiązania magazynowania wody.

    Koniec końców wicc trwał dłużej niż ktokolwiek z naszych bohaterów miał siły czy ochotę dłużej słuchać.


    Viktor i Kaylie

    Kolejny poranek przywitał Azazelitów w pokoju Kaylie. Viktor zakończył swoje prace niedługo przed tym jak Kaylie skompletowała swoje projekty.
    Lilia tym razem ich nie przywitała, a kiedy para zeszła na dół zobaczyli, że była zajęta rozmową z nieznaną im kobietą.

    text alternatywny

    Podobieństwo do Lilii i Piwonii było niezaprzeczalne, ta jednak wyglądało nieco doroślej od córek Otto. Karczmarz skinął głową kapłanowi i arkanistce zapraszając ich do siebie.
    - Dobrego dnia, moi drodzy. Zjecie coś? Jakieś plany na dziś?

    Baltizar

    Gnom obudził się w swoim pokoju, ponownie było przy nim Piwonii. Coś nowego jednak pojawiło się w jego "królestwie". Donica z niewielką rośliną obdarzoną w małe paszcze.

    text alternatywny

    Oprócz tego był też niewielki list.

    Drogi przyjacielu
    Wróciłam z naszej ekspedycji i chciałam podzielić się moimi odkryciami.
    Mogą cię zaciekawić.

    Alicja Crawford

    Rozgrywka pathfinder 18+ golarion

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    SeachS Seach

    Welll.... shit

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    SeachS Seach

    Modi jest w stanie cokolwiek zrobić poza przyjęciem pozycji fetalnej i czekaniem, aż ktoś mu pomoże wstać?

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • U bram raju - komentarze
    SeachS Seach

    text alternatywny

    Witam, witam i życzę nam miłej gry.

    Komentarze

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    SeachS Seach

    text alternatywny
    Modi Wagner

    Modi podążał z resztą ekipy co jakiś czas rozglądając się za mieszkańcami miasta, nie możliwym było, aby przespali takie wybuchy.
    W końcu dotarli do skrzyżowania i zostali otoczeni.
    - Kruca fuks... - splunął na ziemi - No to nie obejdzie się bez mordobicia...
    Kilka razy uniósł i opuścił swoją prowizoryczną pałkę, miał nadzieję, że posłuży mu dostatecznie długo, aby przejść przez to co ich czeka.
    Ruszył na początku z równą prędkością co reszta, zauważywszy jednak, że jest ignorowany przez nadchodzących ludzi spowolnił. Nie był bohaterem, nie był też wybitnie odważny. Miał za to oko do okazji.

    - Ranaldzie... obiecują rzucić część następnej wypłaty dla twego ołtarza, jeżeli to przeżyję... - powolniejszym krokiem ruszył za Kurtem i resztą, nie miał zamiaru wystawiać się na bęcki.


    Modi będzie bardziej dobijał powalonych oponentów niż wchodził w szramki z kimkolwiek.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    SeachS Seach

    Searchuje

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    SeachS Seach

    text alternatywny
    Modi Wagner

    Modi zdołał rozwalić krzesło i uzbroić się w prowizoryczną pałkę. Przynajmniej będzie wyglądał jak jakieś zagrożenie. Skulił się odrobinę słysząc eksplozję na zewnątrz.
    - Bogowie miejcie nas w opiecie... - rozejrzał się dalej w głąb ulicy, starając się dostrzec co tam się dzieje.
    - Wygląda jak koniec świata...

    Ruszył za resztą ekipy, wiedząc że miał większe szanse na przetrwanie z nimi. Na dole nie spierał się z pomysłem, aby udać się do świątyni Sigmara. Manaan mógł być w złym humorze patrząc na zniszczenie w mieście portowym, więc wyruszenie w morze byłoby zbyt ryzykowne.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    SeachS Seach

    Z tego co widzę tylko Modi i Ergo umieją pływać.

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy