Zgłoszę się, wysłałem na GG pytanie co do konceptu.
Seach
Posty
-
Rekrutacja do sesji Pathfindera 1ed. -
Kultyści - Lato 2519Mnich aż się rozpromienił widząc aptekarza.
- Sigismundusie, dobrzy bogowie jak się cieszę, że cię widzę… nawet nie masz pojęcia co się tu działo. - z radością uściskał aptekarza - Kilka nowych matek udało mi się oczywiście zasiać. Oprócz Fabienne, mamy Lady Odette i jej koleżankę von Hohenfels, no i Teofano von Lebkuhen i jej służkę. - mnich zastanawiał się czy kogoś pominął, ale to chyba wszystkie - Do tego… ta Teofano, jest naznaczona przez ojczulka. Ma znamię, trzech krostek w trójkąt na wewnętrznym udzie. I… wydaję mi się, że małe Odette… jakoś wydały własne jaja? Kiedy urodziła następnego dnia miała malutkie jajeczka na brzuchu. - mnich starał się wytłumaczyć ostatnie wydarzenia najlepiej jak je rozumiał.
- Ho ho ho! No mój złoty chłopcze! To widzę, że się postarałeś! Widziałem ten zbiór na dole. Przyznam jest znacznie obfitszy niż się spodziewałem. Z tydzień mnie nie było a tu proszę! Same damy ze śmietanki towarzystkiej naszego miasta służą naszej hodowli! Cudownie! Po prostu cudownie! - Grubas niczym dobry wujaszek, roześmiał się rubasznie. Wydawał się być w wyśmienitym humorze. Aż brzuch i podbródek mu się trzęsły od tego śmiechu. - I świetnie ci poszło złoty chłopcze. Wam wszystkim. Widzę, że powierzyłem hodowlę we właściwe ręce. A i nasze… Jak to mówicie? Musze matki? Ależ trafne określenie! Świetnie to wymyśliliście. A więc i musze matki widzę, że się dobrze sprawują i wydają obfity plon. Nawet bardzo. Nie spodziewałem się, że co niektóre okazy, będą takie soczyste i dorodne. Zwłaszcza od lady Fabienne. Jak odjeżdżałem, martwiłem się czy wszystko u niej w porządku z tą ciążą. Bo tak długo nic i nic. Ale warto było czekać! Spójrzcie jaki okaz wydała na świat! - Grubas z miłością popatrzył na czerwia jaki zdążył już okryć się lepkim kokonem. Aptekarz kręcił głową z niedowierzaniem jak hodowca na pewnego zwycięzcę w wystawie.
- I co jeszcze mówisz złoty chłopcze? Jedna z nich jest naznaczona przez naszego patrona? Ta od Lebkuchenów? No popatrz. Taka znamienita rodzina cukierników, robią wypieki na całe miasto. I ich córka jest tak oddana naszej sprawie? Ciekawe. Jakby tak było to wspaniały znak. To oznacza łaskę od Ojczulka. I to, że ma wobec niej specjane plany. Albo boska Oster. W końcu to jej dziedzictwo. Tak czy siak, ta musza matka byłaby wybranką boskiej woli i powinniśmy ją otoczyć szczególną opieką. Ale jeśli można to chciałbym zobaczyć u niej to znamię. Jestem go ogromnie ciekaw. - Gospodarza bardzo zaciekawił wątek znamienia u młodej cukiernik. I widocznie chociaż samą cukiernię i nazwisko kojarzył. Wydawał się być zaskoczony i ucieszony, że ktoś od nich, tak chętnie służy dziedzictwu Oster. A zwłaszcza chciał na własne oczy przekonać się jak to znamię wygląda. Na koniec zostawił sobie sprawę tajemniczych jaj na brzuchu diwy.
- Oj Otto. Te maleństwa nie mogą mieć własnych dzieci. - Dobrotliwie wskazał na leżący na stole kokon. - To tak jak nasze dzieci. Albo czerwie zwykłych much. Muszą się przepoczwarzyć w dorosłe owady i to jeszcze też parę dni trwa, zanim będą mogły składać jaja. - Wydawał się być sceptyczny co do tej historii. - Jesteś pewien, że milady nie zażartowała sobie z ciebie? Skąd mogła mieć te jaja? Nie zostawiłeś jej jakichś? - Zmarszczył brwi gdy starał się delikatnie skłonić swojego ulubieńca do rozważenia wszystkich możliwości. - No co prawda to nie są zwykłe zwierzęta i jest w nich boska iskra. Częściowo pochodzą z innego wymiaru więc zasady naszego świata nie muszą się ich tak całkowicie imać. Ale jednak pętają je dość mocno. Do tej pory, podczas hodowli tutaj, czy poźniej w jaskini, nie widziałem aby czerwie znosiły jaja. To potrafią tylko dorosłe, dojrzałe owady. Dojrzałość osiągają w kilka dni po wyjściu z kokona. Więc nasza pstnica musiałaby mieć tam u siebie dorosłą, dojrzałą muchę. Myślisz, że mogłaby mieć? - Aptekarz starał się racjonalnie wyjaśnić tą zagadkę, wedle wiedzy i doświadczenia o hodowli jaką nabył w ciągu ostatnich kilku tygodni.
- Skoro o tym mowa… - mnich zaczął niepewnie - Nie chcę wywołać w tobie jakiegoś zwątpienia, ale wydaję mi się, że te jaja nie są dziedzictwem Oster. W sensie nie jedynie. Jeden z moich pacjentów, który ma jakieś mistyczne połączone z biblioteką Vesty, mówi, że wszystkie siostry brały udział w ich tworzeniu. Wszystkie przelały odrobinę swej esencji. Oster je stworzyła oczywiście, ale wszystkie cztery tchnęły iskrę mrocznego życia w nie. - zastanowił się chwilę - Nie wydaję mi się, aby Lady Odette miała powód aby ze mnie drwić w tym temacie. Jak się z nią zobaczę, to postaram się wziąć i przynieść ci te znaleziątka, sam ocenisz.
- No tak. Może iskrę dały wszystkie, ale najważniejszą pracę wykonała boska Oster. No i ona nadała taki piękny kształt miły naszemu patronowi. - Grubas nieco się skrzywił na pomysł, że pozostałe Siostry też miały swój udział w stworzeniu jaj, czerwi i much. Za to energicznie pokiwał głową, zadowolony, że jego ulubieniec docenia rolę patronki jakiej aptekarz się poświęcił.
- Ten wpływ innych Sióstr może być większy niż się wydaje. Rozmawiałam z tą bretońską szlachcianką co nam urodziła te piękności - Raisa wtrąciła się do rozmowy swoim skrzeczącym głosem. I pokazała na kokon leżący na stole. - Mówiła, że te ciąża i poród są bardzo przyjemne. Podobno jakaś ladacznica co też chętnie rodzi te czerwie, też opisuje to jako przyjemność. To mnie trochę zaskoczyło. To raczej nie pasuje do naszego patrona. Więc może to być iskra pozostałych Sióstr, zwłaszcza Soren. A kto wie czy jeszcze wpływ pozostałych jakoś się nie objawi w brzemieniu i owcach nosicielek. - Wiedźma dołożyła swoje trzy pensy do tych rozważań. Sama wydawała się być nimi nieco zaskoczona. Aptekarz popatrzył na nią i spojrzał jeszcze na dwie mutantki co nie przeszkadzały w rozmowie. One jednak tylko uśmiechnęły się nieśmiało i dalej milczały.
- No cóż. Być może, być może… To może nawet nam się przydać. Jeśli ta robacza ciąża jest taka przyjemna. Widać w tym mądrość naszych patronek. Zresztą i tak najważniejsze jest aby nosicielki wydawały nam jak najwięcej tych owoców. No i jak najszybciej bo ten turniej pewnie w końcu jednak zorganizują. Ta żałoba nie będzie trwać wiecznie. A musimy mieć jak najwięcej okazów do naszego ataku. - Ostatecznie gospodarz był gotów przymknąć na tą drobną niedogodność i wolał się skupić na efektywności hodowli. Zwłaszcza jak zdawał sobie sprawę z uciekającego czasu.
- To mówisz, złoty chłopcze, że lady Odette miała skądeś te jaja tak? No dziwna sprawa. Jeśli byś zdobył je dla mnie, to chętnie bym im się przyjrzał. Bo to dość zagadkowa sprawa. Jeśli nie wyciekły jej ze strzykwy to chyba tylko dorosła mucha mogła je tam u niej zostawić. Nie uciekła wam jakaś? I ta młoda Lebkuchen. Jej znamię też bym chętnie zobaczył bo to fascynująca sprawa. Jakby okazała się prawdziwa to byłby to bardzo dobry omen. I dla nas, i naszej hodowli. - Poklepał mnicha po ramieniu i wydawał się żywo zainteresowany obiema muszymi matkami, chociaż każdą z innych powodów.
- Postaram się to załatwić. - obiecał mnich - Obie sprawy. Teofano nie jest jeszcze wtajemniczona, więc jakiekolwiek odkrycie co do jej znamion po prostu wyjaśnij jako jakaś zwykła wysypka. - mnich westchnął - W sumie Teo jest bardzo przychylna zwiększenia ilości naszych nosicielek. Kolejna służkę chce w to wciągnąć oraz swoją matkę.
- Doprawdy? Gorliwość i oddanie godne pochwały. I nawet nie jest wtajemniczona w nasze sprawy? Ciekawe. Coraz ciekawsze. Bardzo wyjątkowa dziewczyna nam się trafiła. I nawet własną matkę planuje zasiać? No no… Tym bardziej chciałbym ją poznać mój złoty chłopcze. - Grubas wydawał się aż niedowierzać w tak pozytywne nastawienie nosicielki, co nawet nie była w kulcie.
- U nas to nie aż tak rzadkie. Nasi ludzie chętniej oddają się naszym bogom i są dumni gdy ci poddają ich różnym próbom. Ale tu, na południu, to z tego co pamiętam to nie jest mile widziane. Może czuje zew którejś z Sióstr. Zapewne Oster. Siostry przemawiają do wielu ale większość nie zdaje sobie z tego sprawy. Może i lepiej. Gdyby nasi wrogowie zaczęli rozumieć ten zew, mogliby nam pomieszać szyki. - Skrzeczący głos staruchy, znów dołączył do rozmowy. Snuła swoje domysły dzieląc się nimi z kolegami. Aptekarz popatrzył na nią przez chwilę i pokiwał głową. Niestety nie mieli wpływu na ten zew istot z innego wymiaru. Gdy miały cielesną formę to było jeszcze zanim przodkowie imperialnych i Norsmenów osiedlili się po obu stronach Morza Szponów. I zagrożenie, że nieprzychylni kultystom prawi, bogobojni obywatele coś zrozumieją z tych snów, wciąż istniało.
- A powiedz mi złoty chłopcze jak spotkałeś tą młodą Lebkuchen? I lady Odette. Tak po prostu dały ci się zasiać? Nasza diwa też jest tak gorliwa w roli muszej matki jak nasza młoda cukiernik? - Sigismundus wydawał się być zaciekawiony, jak udało się jego ulubieńcowi, rozszerzyć hodowlę o dwie tak utalentowane nosicielki.
- Teofano miewała sny o byciu zasianą, podzieliła się nimi z rodzicami, oni zgłosili się do hospicjum. - mnich zaczął tłumaczyć zwykły przypadek ich spotkania - Przeor wysłał mnie, zważając, że jestem bardziej "dyplomatyczny", utrzymywanie kontaktów ze żeńską śmietanką społeczeństwa. Reszta to mój osobisty wdzięk i srebrny język. Co do lady Odette, nasz droga Fabienne naopowiadała jej o swoich ciążach, a nasza diva jest spragniona nowych doznań.
- Oh to wspaniale. Wspaniale nam się z nimi ułożyło. No i świetna robota, złoty chłopcze. Dobrze, że trzymałeś rękę na pulsie dla naszej hodowli. Zwłaszcza, że obie… Właściwie to wszystkie trzy, okazały się tak utalentowanymi nosicielkami. Koniecznie musimy wykorzystać ten dar od bogów i zasiać je ile tylko się da. - Grubas obdarzył swojego ulubieńca jowialnym, pełnym zachwytu uśmiechem oraz poklepał go przyjacielsku po ramieniu. - Aż się zastanawiam czy moglibyśmy się jakoś odwdzięczyć tym wspaniałym kobietom za ich hojne dary. Aby im podziękować i dać znać, że je doceniamy. Zasługują na jakieś uhonorowanie. - Aptekarz popatrzył po tych paru, zaufanych osobach zebranych wokół solidnego ale mocno zużytego stołu.
- Ja je mogę zbrzuchacić. - Lilly odezwała się pierwsza i obdarzyła gospodarza a potem resztę, sympatycznym uśmiechem. Aptekarzowi uśmiech zszedł z twarzy i nieco przekrzywił głowę posyłając jej krytyczne spojrzenie. Mutantka jednak zaczęła bronić swoich racji. Już nie była tą zahukaną, przestraszoną dziewczyną jaka zimą przybyła do miasta i wszystkiemu się dziwiła. No i już wiedziała, że nie wszystkie szlachcianki są księżniczkami. - No co? One to lubią. Nie wiem jak ta cukiernik, ale lady Odette i Fabienne, są bardzo miłe i gościnne podczas naszych spotkań. I moja sromota wcale im nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Często klęczą przede mną i pozwalają mi się chędożyć. A lady Fabienne to nawet całowała mi kopyta. Czasem to Dorna też jest na tych zabawach i widziałam, że lady Fabienne też się z nią zabawiała. No i skoro obie lubią nowe doznania… - Mutantka o liliowych włosach mówiła szybko i dało się odczuć wpływ obu łotrzyc z jakimi często przebywała. To najczęściej one uczyły ją jak się żyje i porusza w mieście. Na koniec wskazała na szaroskórą odmieniec.
- No tak. Lady Fabienne była dla mnie bardzo miła. Nawet mnie zapraszała ponownie ale jak ty wujaszku wyjechałeś a Raisa jeszcze nie przybyła, to ktoś musiał tu zająć się apteką i hodowlą. - Dorna wydawała się być nieco speszona tym wywołaniem do odpowiedzi, więc mówiła dużo ciszej i ostrożniej od kamratki z jaskini Kopfa.
- To ladacznice od Soren więc co się dziwić. - Raisa wzruszyła ramionami, jakby preferencje obu szlachcianek jej nie dziwiły. - Jak cię nie było to pojechali na harce ze zwierzoludźmi gdzieś do lasu. Ja nie byłam bo to już nie te lata aby takie figle mnie interesowały. Ale młodzi to co innego. Oni lubią się wyszumieć. - Wiedźma mówiła z perspektywy wielu dekad jakie przeżyła i jakby potrafiła zrozumieć punkt widzenia młodszych pokoleń, nawet jeśli nie poświęcały się temu samemu patronowi co ona. - Tym razem ta ich chuć działa na naszą korzyść. Ta Bretonka bardzo zachwala te musze ciążę i do tego jak dotąd rodzi najdorodniejsze potomstwo. Już mówiłam Otto, że trzeba ją zasiewać tak bardzo jak tylko się da. Ale co można by jej i tej drugiej dać to nie wiem. Nie znam ich za bardzo. Mogę im jakieś mikstury przygotować. Ty masz tą nową odżywkę dla jaj to można im dać. Nawet trzeba. Ja mogę im dać coś na zwiększenie szansy na zbrzuchacenie albo na spędzenie płodu. Czerwiom to nie zaszkodzi bo to nie jest prawdziwa ciąża. Może coś na bolącą głowę na trudne poranki albo coś na sen. Może dla kawalera aby korzeń pewnie płonął. Maść na wygładzenie zmarszczek. Ale maskuje też ślady po nocnym opilstwie i nocnych harcach. Albo na wstydliwą opryszczkę gdyby któraś coś złapała. Aha. Zaczęłam też prace nad tym śluzem co oblepia jaja. Ale jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie. A tym noscielkom nie wiem co by było potrzeba. Jakbym wiedziała to może jakąś miksturę bym uważyła. - Raisa gderliwym głosem, zaczęła wymieniać co od siebie mogłaby sprokurować aby odwdzięczyć się nosicielkom i widać była, że myśli głównie pod kątem swojej guślarskiej profesji. Tylko patrzyła po zebranych twarzach na jakąś podpowiedź co by mogło być takim odpowiednim prezentem.
- No cóż, złoty chłopcze. Ty z nas wszystkich chyba znasz je najlepiej. Nie wiesz może z czego by się ucieszyły? Coś czym w ramach naszych skromnych możliwości, moglibyśmy im podziękować za ich oddanie dla naszej sprawy? - W końcu Sigismundus uznał, że w tym gronie, to jednooki mnich jest ekspertem od upodobań szlachcianek więc i pozostali z życzliwą ciekawością popatrzyli na niego.
- Lady Fabienne ma męża i zależy jej na przywilejach wynikających z niego. Więc, zmutowany bękart odpada. Tak samo Lady Odette, nie może zaprzepaścić swojej artystycznej kariery na rzecz kontrowersyjnej ciąży. - mnich się zastanowił - O ile rozumiem waszą nieprzychylność, ich oddanie Slaanesh sprzyja również waszym celom, więc proszę o powściągliwość w obelgach. Co do daru… - zastanowił się ponownie - Czy bylibyście w stanie przygotować dla nich miksturę, która zwiększy wigor ich kochanków? Pewnie byłyby wdzięczne, za partnera, który by je chędożył od wieczora do rana.
- Oj szkoda. A mnie się śnił taki piękny brzuch w sukni więc to pewnie była szlachcianka. Ale może chodziło o jakąś inną. - Lilly posmutniała ale nie sprzeciwiła się, gdy Otto odrzucił jej pomysł zbrzuchacenia którejś z błękitnokrwistych kultystek. Sigismundusowi jakby szkoda jej się zrobiło, więc uśmiechnął się do niej pokrzepiająco.
- Lilly, pamiętaj, że wiele snów jest odbiciem naszych myśli, pragnień i dnia codziennego. Tu pewnie matka Somnium by ci to lepiej wyjaśniła. Przecież wiemy, że od dawna chciałaś zbrzuchacić jakąś szlachciankę. A tak jak mówi nasz umiłowany Otto, z tymi dwiema mógłby być kłopot jakby urodziły kopytnego niemowlaka. Pewnie jeszcze trafią się jakieś piękne, dorodne szlachcianki jakie będziesz miała okazję zbrzuchacić. - Grubas starał się pocieszyć mutantkę ale też łagodnie wytłumaczyć dlaczego może mieć takie sny.
- No mam nadzieję. Bardzo bym chciała aby taka piękna księżniczka urodziła moje dziecko. Albo matka Somnium. Trochę zimna ale młoda, ładna i zgrabna. - Liliowłosa westchnęła raz jeszcze nad tym swoim ciężarnym marzeniem. Ale teraz grubas przestał się uśmiechać i już nie ciągnął tego tematu. - To mówisz złoty chłopcze, że mogłoby się naszym dobrodziejkom przydać coś dla ich męskich kochanków? - Uśmiechnął się teraz do mnicha i spojrzał pytająco na Raisę. W końcu oboje wykonywali podobne profesje jakie wiązały się z ważeniem mikstur.
- Czyli coś na zwiększenie jurności mężów. Tak, da się zrobić. Coś z królika aby chędożył całą moc, coś na buławę aby stała całą noc, i coś na jądra aby produkowały nasienie całą noc. Tak, da się. To potrwa dzień czy dwa ale da się. - Wiedźma zmrużyła swoje kaprawe, pomarszczone powieki ale wydawała się spokojnie podchodzić do sprawy. Jakby miała wprawę w takich specyfikach.
- Tak, ja też mam takie rzeczy. To całkiem częste zamówienie. Myślę, że razem będziemy mogli stworzyć coś pięknego i skutecznego. Może nawet Lilly, ty nam się w tym przydasz. - Aptekarz też wydawał się być pewny siebie co do realizacji takiego pomysłu. W zamyśleniu nawet popatrzył na różwowowłosą mutantkę. Ta się zdziwiła ale po chwili skinęła głową na znak zgody.
- No to jestem dobrej myśli mój złoty chłopcze. Dzień, dwa i te podarki dla naszych dobrodziejek powinny być gotowe. Myślisz, że jeszcze czymś moglibyśmy im sprawić radość aby okazać wdzięczność za ich hojny owoc jakimi nas obdarowały? - Grubas zatarł ręcę ale chciał chyba się upewnić czy to wszystko co mogliby zrobić dla obu szlachcianek.
Mnich się zastanowił.
- Nic co by nie stało w opozycji co do waszych wierzeń… może jakiś środek aby same nie zaciążyły? - mnich wymienił się jeszcze pomysłami z wyznawcami Nurgla i postanowił wrócić do domu.
Musiał przygotować się na jutrzejszą wizytę Odette w Hospicjum. Zastanawiał się nad planami reszty dnia, ale zapewne Lady von Treskov będzie chciała go porwać na jakąś sprawę. -
Kultyści - Lato 2519Otto i Teofano
Otto uśmiechnął się trochę do siebie. Miał nadzieję, że frau Lebkuhen będzie zainteresowana jego ponowną wizytą.
- Rad jestem, że twej matce spodobały się me usługi. Oczywiście przybędę na kolejną wizytę. Możesz jej przekazać, że z niecierpliwością będę wyczekiwał dnia.
- Dobrze, to przekażę matce, że do nas przyjdziesz w Backertag. Tak najlepiej jakoś w południe, jak ojca nie będzie. - Teofano ucieszyła się i radośnie pokiwała głową, że mnich przyjął zaproszenie od jej matki. Więc wyglądało na to, że obie strony są chętne na to spotkanie u Lebkuchenów za dwa dni.
- A co z Gelą? Myślisz, że coś powinnam z nią zrobić inaczej? Właściwie poza zabawą z Margo to nie mam zbyt wielu doświadczeń z kobietami. Ale Margo jest uległa i zawsze robi co jej każę. A Gela jest taka żywiołowa, wesoła. No i silna, młoda i jędrna. Myślę, że mogłaby być dobrą muszą matką. - Młoda cukiernik nieco się stropiła gdy prosiła o radę w sprawie pracownicy ich rodzinnej cukierni.
- Dobra musza matka, to chętna musza matka. - zaznaczył mnich - Nie chcielibyśmy, aby czuła prawdziwe obrzydzenie do swych maleństw, urabiaj ją na razie. No i, jeżeli jest taka żywiołowa, może zobaczyłabyś czy ciebie by wzięła w obroty. - uśmiechnął się mnich - Czy ja mogę ci jakoś usłużyć moja droga? Poza zasianiem, ponieważ niestety nie mam odpowiednich środków.
- Obrzydzenie? Do naszych maleństw?! - Teofano zareagowała ze szczerym oburzeniem na taką myśl. I opiekuńczo położyła dłoń na wypełnionym czerwiami brzuchu. Choć na razie nic nie zdradzało jej stanu sromoty. Wydawała się tratkować swoje potomstwo podobnie jak zwykłe matki, traktują swoje dzieci. Po chwili jednak złość opadła i ze zrozumieniem pokiwała swoją kasztanową głową. - No tak. Wiele kobiet pewnie by nie zrozzumiało jaki to zaszczyt i szczęście. Nie wszystkie mają tak wielkie serce jak lady Odette i Fabienne. Nawet ta ladacznica z zatuza okazała się poczciwą kobietą. Nawet Margo początkowo była mocno niechętna. Ale teraz już mniej. Chyba nawet jej się spodobało. A przynajmniej nie protestuje przed następnym zasianiem. - Westchnęła jakby bolało ją, że tak niewiele kobiet rozumie robacze posłannictwo. I znów pogłaskała swój dość płaski na razie brzuch. Podniosła wzrok i uśmiechnęła się do jednookiego.
- Gela by miała wziąć w obroty mnie? Przecież ona jest tylko czeladnikiem cukiernika. Dopiero się uczy. Ja już skończyłam szkolenie i jestem pełnoprawnym cukiernikiem. - Uśmiechnęła się dumnie jakby to była dla niej wielka różnica społeczna. No i w świecie mieszczaństwa rzeczywiście jej rodzina należałaby do bogatej elity z dobrym nazwiskiem. Może nie na tyle aby myśleć o równaniu się ze szlachtą ale nie licząc jej to na mogła patrzeć na większość mieszczan z góry. - No dobra, dobra wiem, chodzi ci o takie figle z nią jak z Margo. - Pokiwała głową jakby była na tyle bystra, że domyśliła się o co rozmówcy chodzi. - No może. Zobaczymy. Ona chyba nie ma doświadczeń z kobietami. Ale zrobię tak jak mówisz, postaram się ją bardziej wybadać. Jutro też ją wezmę na zaplecze. Mam trochę tremę ale zobaczymy. - Cukiernik uśmiechnęła się trochę nerwowo na myśl o jutrzejszym spotkaniu ale wydawało się, że determinacja aby zdobyć nową muszą matkę jest silniejsza od tremy. Wzięła głębszy oddech i popatrzyła psotnie na mnicha.
- Oh Otto. Bardzo ci dziękuję. Nawet nie wiem co bym zrobiła bez ciebie. Dalej bym się męczyła z tymi snami o robaczej ciąży i bym nie wiedziała o co chodzi. - Podeszła na tyle blisko, że pocałowała go krótko w usta aby okazać wdzięczność. I zaczęła dłońmi przesuwać po jego habicie. - No i właściwie to jesteś ojcem naszych dzieci. - Położyła jego dłoń na swoim brzuchu. Czuł materiał sukni nagrzany od ciała ale jeśli w trzewiach cukiernik buszowało już życie to jeszcze zbyt słabo aby wyczuć ruch. - No a ostatnio nie mieliśmy zbyt wiele czasu dla siebie. Więc jeśli coś bym mogła teraz dla ciebie zrobić… - Wymownie zawiesiła głos i spojrzała w stronę drzwi celi. Chwilowo byli tu sami. Jednak za nimi wciąż trwało intensywne sprzątanie po wariactwach pacjentów. Teoretycznie w każdej chwili ktoś mógł go do czegoś potrzebować. Albo i nie. To była trudna do przewidzenia sprawa.
Mnich objął Teofano, obdarowując ją kilkoma pocałunkami.
- Bardzo kusisz, aby zaryzykować, ale możemy po prostu spędzić chwilę w swojej obecności. - Otto usiadł na pryczy i usadowił młodą Lebkuhen sobie na kolanach, jego dłoń zaczęła delikatnie pieścić biust kobiety, a jego usta muskać jej szyję.
- Właścwie, to nie mieliśmy ostatnio dla siebie czasu. Gdybyś jutro znalazł przed wizytą u mojej matki albo po… To też by było bardzo miło. No i moglibyśmy zasiać Margo. I mnie. - Młoda cukiernik bez oporu dała się pociągnąć na kolana jednookiego. I syciła się jego dotykie i pocałunkami. Przez chwilę tylko tak siedziała a on miał przyjemność oglądania jej, dotykania i całowania z bliska. Rozluźniła się i chociaż chwilowo zapomniała, że za drzwiami, w każdej chwili może przejść jakiś mnich. Ściągnęła dekolt sukni w dół aby udostępnić kochankowi swoje młode piersi. A w końcu sama nachyliła się ku niemu i zaczęła szukać ustami jego ust, policzków i szyję. - Wiesz, lady Fabienne chyba ma rację. Te moje dzieci jakie noszę, cały czas czynią mnie pobudzoną. - wyszeptała mu do ucha jakby się jej słowa ich bretońskiej kochanki przypomniały.
- Może tak ma być. - usta mnicha musnęły delikatny biust kobiety - Przyjemność jest jedną z lepszych zachęt, na pewno by to sprowadziło więcej muszych matek. - usta Otto spotkały się Teofano w dłuższym pocałunku - Chociaż, otoczony przez taką gromadkę chętnych kobiet, sam czasem zastanawiam się, czy aby nie zasiać własne plony w jednej z was. - uśmiechnął się trochę łobuzersko.
- Dlatego pomyślałam o Geli. Ona taka wesoła i towarzyska jest. Więc może jakby poczuła te wspaniałe dzieci w sobie. Tak jak ja i lady Fabienne. To może też by jej się spodobało. I chciałaby jeszcze. Margo też na początku. Nie była taka chętna. A teraz już chociaż nie jest oporna. - Mówiła coraz krótszymi zdaniami w miarę jak poddawała się przyjemności. Pozwalała aby męskie dłonie dotykały jej biust i twarz. I sama chętnie oddawała mu pocałunki. - I zasiać własne plony w jednej z nas? - Z pewnym opóźnieniem zorientowała się co jeszcze jednooki powiedział. Wyglądało na to, że są na dobrej drodze aby za chwilę w pełni skonsumować tą chwilę prywatności.
- O tak. Wiem, że ty jedynie chcesz własne maleństwa. - oddech Otto również przyspieszył, a piekarka mogło poczuć jego ekscytację pod sobą - Jednak jaki mężczyzna nie chciałby spłodzić armii z takimi pięknościami jak ty. - dłoń mnicha sięgnęła między uda dziewczyny - Szczególnie tak gotowymi, aby przyjąć jego dar?
- Ah… Ty chcesz mieć dziecko… - Wysapała coraz bardziej rozogniona cukiernik. Przytrzymywała głowę partnera aby móc go całować albo tuliła do swojej piersi. - Ja bym chętnie… Dla ojca naszych maleństw… Tak… Ale ja jestem panną na wydaniu… Przecież wiesz co się mówi o zbrzuchaconych pannach… A ty jesteś mnichem… Nie wiem jak Otto… - Wyglądała na rozochoconą na dobre. Ale jeszcze właściwie kontaktowała z rzeczywistością. Jeśli by dała się zbrzuchacić nieznajomemu, to znacznie trudniej byłoby jej znaleźć wartościowego męża. A gdyby wyszło, że to dziecko mnicha to już w ogóle wyszedłby skandal obyczajowy.
- Wiem, ale czyż to nie ekscytująca myśl? Ty, ja, noc po nocy… sama możliwość skandalu… konsekwencji… - mnich starał się zaognić wyobraźnię piekarki, umysł działa lepiej na chuć niż jakikolwiek dotyk.
- Ale… Przecież by nas zlinczowali… Albo wygnali z miasta… - Cukiernik nie mogła przestać myśleć o konsekwencjach takiego skandalu. Chociaż wyglądała jakby było jej coraz goręcej. Wreszcie wstała i zadarła spódnicę aż pokazały się jej smukłe nogi. I usiadła z powrotem, ale tym razem okrakiem. - Muszę ci coś pokazać… Ale to później… Możemy to zrobić jak chcesz. Tylko, żeby nikt nie wszedł. - Chciwie położyła jego dłonie na swoich udach zapraszając go aby pójść o krok dalej w tych zabawach.
Otto zsunął swoje spodnie i zgrabnym ruchem nabił Teofano na swe berło, rozpoczął delikatnte ruchy.
- A co… chcesz mi pokazać? - jego oddech był coraz płytszy, najwyraźniej ta zabawa nie potrwa długo.
- Co? - Głos cukiernik był półprzytomny. Jakby nie pamiętała już o co pyta. Za to energicznie zaczęła podskakiwać na jego biodrach. I to chwilowo ją bardziej zajmowało. A jednak w końcu sobie przypomniała. - A! To! Ale to później. Jak skończymy. - wystękała z trudem i pozwoliła się oddać przyjemności tego ich prywatnego zbliżenia.
Zabawa nie trwała długo i po kilku chwila Teofano mogła poczuć jak mięśnie mnicha pod habitem napinają się, a po chwili ciepło zaczęło wypełniać jej wnętrze kiedy mnich dotarł do własnego szczytu. Ucałował delikatnie jej szyję kiedy łapał oddech.
- Wybacz… ale jesteś słodsza niż wszystkie twe wypieki.
- Ty też. Wiesz, zawsze chciałam to z kimś zrobić u nas w cukierni na tym stole pełnym mąki i ciasta. Ale nigdy nie było okazji. Nawet kiedyś myślałam aby tam Margo zaciągnąć. Ale po zamknięciu niezbyt mam pretekst aby schdzić do cukierni. A poza tym wszystko jest posprzątane. A w dzień to tam jest ruch. Może jakby jeszcze Gelę się udało wtajemniczyć to by się udało wreszcie. - Mamrotała zdyszana i spocona. Gdy opadła w końcu ostatecznie na jego biodra i tak została. Ramionami zaś oplotła jego szyję. Całowała go jeszcze delikatnie w policzek albo usta. I wydawała się bardzo senna i pełna błogości. Gdy nagle ożyła. - Ah! No tak! Bo miałam ci pokazać. - Zaśmiała się jakby jej się to właśnie przypomniało. Wstała i stanęła tuż przed nim. Po czym podwinęła do góry spódnicę. Do samej góry a nie jak wcześniej tylko aby pozwolić kochankowi na swobodny dostęp. - Widzisz? Urosły. - Powiedziała dumnie a teraz i on to dojrzał. Te znamię, trzech czerwi na jej łonie było teraz wyraźniejsze. Jakby się trochę powiększyły. A gdy przesunął palcami to nawet jakby były nieco wypukłe. Zbladły też, już nie wyglądały na namalowane świeżym tuszem, tylko jak dawny tatuaż jaki zblakł od słońca i powietrza. Teofano wydawała się być z tego bardzo dumna i sprawiało jej to dużą radość.
- Faktycznie, wydasz na świat dużo zdrowego potomstwa. - uśmiechnął się - Co do pierkarni. Zawsze możesz kogoś tam zaciągnąć w nocy, rozsypać mąkę i potarzać się w niej w objęciach rozkoszy. - pogłaskał Teofano delikatniej, pomagając jej się uspokoić - Lub… zawsze możemy coś takiego urządzić gdzieś, znaleźć ustronne miejsce i zobaczyć jak urabiasz ciasto swoim nagim ciałkiem.
- Urabiać ciasto moim nagim ciałem? - Brwi cukiernik powędrowały do góry jakby nie spodziewała się tego usłyszeć. Ale szybko uśmiechnęła się na znak, że podoba jej się taki pomysł. - Bardzo bym chciała. Zwłaszcza z kimś kogo lubię. - Uśmiech zrobił się trochę krzywy ale nie tracił na wesołości. - No ale najbardziej bym chciała u nas. Tylko nie wiem jak wymyślić aby mieć trochę spokoju w środku dnia, aby to zrobić. Musiałabym zamknąć się na ten czas w kuchni. W środku dnia to trudne. - Nie zrezygnowała jednak ze swojej fantazji o paru chwilach namiętności we własnej cukierni. - Może jakby któraś z milady przyszła i bym jej miała coś pokazać? Ale wtedy to pewnie rodzice by ją oprowadzali. Sama nie wiem. Ale mniejsza z tym! W innej piekarni też może być. - Była w dobrym humorze to nie chciała być gderliwa. Poprawiła swoją bieliznę i opuściła spódnicę. Starała się teraz doprowadzić do porządku po tej chwili zapomnienia na jaką sobie pozwolili.
- Jestem pewny, że Fabienne i Odette by coś wymyśliły, aby mieć cię na wyłączność. - uśmiechnął się mnich i poprawił też własny ubiór - Zawsze coś co możesz sobie wyobrażać, kiedy jesteś sama w łóżku.- No tak, one to na pewno. A lady Odette to już w ogóle. Gdzie się nie pokaże to się tłumy zbierają. Jeszcze tydzień temu to by mi do głowy nie przyszło, że będę miała okazję choć z nią porozmawiać na chwilę albo zobaczyć z bliska bez tego całego tłoku. - Brunetka kończyła się poprawiać ale sama była zdziwiona jak przez ostatnie dni rozszerzyła swoje znajomości i to wśród błękintokrwistej elity.
- A te fantazję to mam od dawna. I bawię się nimi jak jestem sama. Robiłam to jeszcze zanim zorientowałam się, że Margo mogę wziąć do tej zabawy. No ale teraz to nasze dzieci są najważniejsze. I wiesz w czym jeszcze lady Fabienne miała rację? Poród jest najcudowniejszy. Nie mogę się doczekać następnego. A widziałeś jakie ona wielkie urodziła? O matko. Takich dużych to jeszcze nie widziałam. Aż dziwne, że się w niej zmieściły. - Chociaż była pełna pozytywnych myśli to dalej priorytetem było dla niej być muszą matką. Nie mogła się powstrzymać aby nie skomentować ostatniego porodu bretońskiej milady. Spojrzała na chwilę na niego. Po czym na swój dół czy coś zdradza, że działo się w tej celi coś niestosownego.
- Nie martw się Teofano, wyglądasz na równie nieskalaną co zawsze. - zapewnił Otto - Może z czasem sama wydasz równie dorodne, a na razie raduj się tymi, które cię czekają. - spojrzał na drzwi - Powinienem cię chyba odprowadzić, na prawdę zabawiliśmy tu długo.
- No tak. Trochę chyba nam zeszło. Jeszcze zaczną gadać jakieś głupoty. - Cukiernik spojrzała na drzwi jakie oddzielały ich od korytarza. Wzięła głębszy oddech jakby szykowała się na powrót do świata zewnętrznego. Ale jeszcze spojrzała na mnicha. - To mam przekazać matce, że przyjdziesz do nas jutro? Najlepiej w południe. Gdzieś po dziesiątym, jedenastym dzwonie to ojciec powinien być w gildii. - Chciała się jeszcze tylko upewnić czy są na jutro umówieni. *
Otto i Odette
Mnich przyjrzał się dokładnie znalezisku lady Odette. Delikatnie ujął jedną z kulek i uniósł ją do światła, starając się ujrzeć wnętrze.
- Nie chcę zgadywać, ale wygląda jak drugie pokolenie jaj. Widziałem podobne, które wydały na świat dorosłe osobniki. - oddał perełeczke lady Odette - Nie wiem jednak skąd się u ciebie wzięło milady, wątpię, aby larwy mogły już wydawać własny miot… niestety, mój specjalista opuścił miasto. Jeżeli go spotkam, to oczywiście zapytam. - ujął czule divę- No i gratulacje, cieszy mnie twe szczęście pani. Niestety nie mam przy sobie następnych dawek, trzeba będzie poczekać.
Gdy mnich wziął galaretowatą kuleczkę pod światło, dostrzegł tam ciemniejszy, zwinięty kształt. Jak mały czerw zwykłej muchy. Podobnie to wyglądało w większości jaj jakie do tej pory widział. Sławna aktorka obserwowała i słuchała go uważnie. I musiała się chwilę nad tym zastanowić.
- No też do końca nie wiem skąd się wzięły. Mówiłam ci, po porodzie tak mi się błogo zrobiło, że chyba trochę się zdrzemnęłam. A jak się obudziłam to te przyjemniaczki pełzały po mnie i dookoła mnie zostawiając ten obrzydliwy śluz. A na brzuchu miałam te kulki. Były w tym wstrętnym śluzie jaki zawsze zostaje z tej zabaweczki do zapładniania jajami. No ale przecież jej nie miałam. Więc nie wiem skąd się wzięły na moim brzuchu. Pomyślałam, że je zachowam i ci pokażę. - Wzruszyła swoimi szczupłymi ramionami i wydawała się być nieco skonfundowana tym znaleziskiem ale i zaciekawiona. Na koniec rozłożyla ręcę przyznając, że nie zna rozwiązania tej zagadki.
- To myślisz, że to jednak są jaja? Wyglądają trochę inaczej. A myślisz, że nimi też można zapłodnić kogoś? I masz jakieś dorosłe osobniki? Czyli prawdziwe muchy? Ojej, dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej? Koniecznie muszę je zobaczyć! - W końcu milady uśmiechnęła się na myśl, że może stać na progu nowego odkrycia związanego z jej robaczą ciążą.
- Trzymamy je w aptece Sigismundusa, naszego naczelnego sługi Lorda Plag. - wyjaśnił Otto - Nie są tam oczywiście same, dopatruje ich jedna z naszych dziewczyn. Postaram się załatwić jakąś możliwość. A cóż chciałabyś pani od tych much? Oczywiście, są równie okropne co maleństwa, jednak nie aż tak skoro do figli.
- Są tak okropne jak maleństwa? Takie ohydne, że każda dama brzydziłaby się ich dotknąć? - Odette oczy zabłysły i przygryzła wargę, jakby usłyszała jakiś bardzo interesujący trop. Znów wyglądała jakby ohyda budząca u większości społeczeństwa wstręt, ją pociągała. - Oh jeśli choć trochę są tak wstrętne i paskudne jak te obrzydliwe robale… To bardzo byłabym chętna je poznać. - Lekko westchnęła pokazując coś więcej niż tylko zwykłe zainteresowanie. I nagle czar prysł jakby coś sobie przypomniała.
- Jak to nie są skore do figli?! - Aż jej się wypielęgnowane brwi uniosły w grymasie zdumienia i rozczarowania. - Nawet ze mną? Z Odette von Treskow? Słowikiem Północy? - Widocznie to było dla niej trudne do wyobrażenia i od razu zareagowała jak odrzucona kochanka. Dumnie uniosła brodę aby pokazać swoją wzgardę. Wytrzymała tak chwilę nim znów przytomniej spojrzała na jednookiego. - Oj mój drogi Otto. - Pieszczotliwie pogłaskała jego dłoń. - Naprawdę nie dałoby się tego zorganizować? Przecież jesteś takim zdolnym i pomysłowym impresario. Nie mogłam tutaj wybrać kogoś lepszego. Wiesz jeśli to kwestia pieniędzy albo czegoś takiego to tylko powiedz. Pieniądze nie grają roli. - Teraz z kolei starała się mu przypodobać jakby liczyła, że mimo wszystko będzie w stanie jej zorganizować taką, nietypową rozrywkę.
- Nie chodzi o pieniądze, tylko o ich bezpieczeństwo. - zapewnił Otto - Nie chcielibyśmy, aby wyfrunęły w miasto i zwróciły na siebie uwagę kościoła. Przynajmniej jeszcze nie. Dlatego, musiałbym zabrać ciebie do nich i tu jest kłopot, bo są tam osoby spoza rodziny. I gdyby ciebie zobaczyły… no chyba sama rozumiesz. Obiecuję, że postaram się coś wymyślić, ale potrzeba odrobinę cierpliwości.
- Oh, czyli jest możliwość aby się z nimi spotkać i poznać ich lepiej? - Aktorka od razu rozpromieniła się gdy okazało się, że sprawa nie jest tak beznadziejna a raczej to kwestia organizacji. - No to ja się mogę przebrać. Za jakąś zwykłą pokojówkę czy inną dziewkę. Założę perukę albo schowam włosy pod kapturem. To by pomogło? - Wykazała się inicjatywą i wsparciem w sprawie tej nowej schadzki. - No w każdym razie mój drogi Otto, gdybym jakoś mogła pomóc ci w tym spotkaniu to tylko powiedz o co chodzi. Chyba wiesz, że u mnie namiętność i żądza przygód jest na pierwszym miejscu. Oczywiście nie chciałabym aby tym muchom stała się jakaś krzywda. Przecież nosze w sobie te ich wstrętne, ohydne larwy i wydaję, je na świat, zabawiam się z nimi. A we śnie to nawet karmiłam je piersią. Chociaż nie mam przecież pokarmu. No ale życzę im jak najlepiej. A jeśli by się okazały ohydnymi paskudami z jakimi można przeżyć interesującą przygodę to byłabym tym bardzo, ale to bardzo zainteresowana. - Diwa zapewniła o swojej woli współpracy ale ostatecznie była gotowa zaufać, że jej osobisty impresario zorganizuje jednak to spotkanie.
- Cieszy mnie twój entuzjazm. - zaśmiał się delikatnie mnich - Jest tak ekskluzywnie twój. Teofano jest zauroczona bycia matką, Fabienne skupia się na przyjemności, ty mieszasz obie te cechy i dodajesz fascynację i perwersję ohydy. Muszę uścisnąć dłoń temu, kto cię tego nauczył, lub wychędożyć cię jak nigdy, jeżeli odkryłaś to sama.
- Mój drogi Otto. Koniecznie skupmy się na tym drugim wariancie. - Odette obdarzyła go dystyngowanym ale zalotnym uśmiechem, jakby byli na sali balowej, wśród elity tego miasta. - A młodziutka Teo jest nawet zabawna. To urocze jak się peszy przy nas i gorliwie przytakuje wszystkiemu co powiemy. Doceniam jej entuzjazm dla tych małych ohyd jakie w sobie nosimy. To ciekawa odmiana móc się tak z kimś z plebsu zaznajomić. - Na swój sposób śpiewaczka nawet zdawała się lubić i doceniać młodą cukiernik. I dostrzegać poza jej aparycją także niektóre cechy jej charakteru. - A moja Fabi, jest cudowna. Od razu ją polubiłam. I tej jej piękny, romantyczny bretoński akcent! Cudowny! Ah jak ja uwielbiam i podziwiam Bretończyków. Są tak namiętni, silni i porywczy. Cóż potrafią zrobić dla idei! Dla miłości! Dla honoru! Są wspaniali. A Fabi jest ich wyśmienitą ambasadorką. Zwłaszcza w tym najbardziej ślicznie plugawym wydaniu jakie uwielbiam. Czuję się z nią jakbym odnalazła dawno zaginioną siostrę. Zakochałam się w niej. - Diwa pozwoliła sobie też na parę słów szczerości wobec swojej przyjaciółki jaka od dawna była też kochanką Otto.
- No cóż jej potencjalne korzenia mogą mieć coś z tym wspólnego. - mnich się uśmiechnął - Jeżeli czcigodna Soria znajduje się wśród jej przodków… kto wie, może też ich twoich. Odrobinkę kazirodztwa wśród szlachty to przecież nic nowego. - dłoń mnicha delikatnie powędrowała do policzka Odette - A Bretończycy… cóż, niezwykły naród, nawet jeżeli trochę zacofany. Faktycznie jednak jeżeli Fabienne nie jest wybitnym okazem, tylko normą… aż żal, że urodziłem się w Imperium.
- Oh nie, myślę, że Fabi wybija się nawet na tle innych Bretończyków. A nawet ich dumnych dam. - Uśmiechnęła się jakby alabastrowa, czarnowłosa żona tutejszego kapitana, miała specjalne miejsce w jej sercu. Chociaż przed przyjazdem na ten koniec świata w ogóle jej nie znała. - Ale masz rację. W wielu kwestiach są nieco staroświeccy i zacofani. - Ta uwaga nieco ją rozbawiła ale wydawała się na tym polu podzielać opinię swojego impresario. - A więc to prawda? Ona jest spokrewniona z lady Sorią? Słyszałam już o tym ale trudnow to uwierzyć. Lady Soria to… No cóż… To chyba nie jest tylko piękna milady. Prawda? Widziałam ją jak na tym naszym leśnym pikniku rozmawiała ze zwierzoludźmi w ich języku. A oni traktowali ją z szacunkiem. W przeciwieństwie do mnie i Fabi! Ale to było najcudowniejsze w tamtym spotkaniu! To było takie ekscytujące! Wiesz, że na koniec oznaczyli nas swoim moczem? To było takie podłe! Potraktowali nas jak jakieś drzewo do oznaczenia swojego terenu! Mam nadzieję, że następnym razem też to zrobią. - Aktorka wydawała się być zaciekawiona nadnaturalnym pochodzeniem ich wspólnej przyjaciołki jak i samej lady Sorii. A wycieczkę do pradawnego kręgu ofiarnego, wspominała żywo i z przyjemnością.
- Och uwierz mi, w niej jest więcej niż tylko krew lokalnych ludzi. Jest naznaczona przez Węża poprzez krew swej matki, prawdziwej Księżnej Pana Rozkosz. Spędzić noc w jej sypialni… chyba bliższego boskiego doznania nie można doświadczyć. Podejrzewam, że Gnak i jego by ją szanowali, zwierzoludzie respektują jedynie siłę, a Lady Soria pomimo swej urody ma w sobie potęgę… no cóż, wątpię, aby wasi konkubenci z lasu dali jej radę… w walce czy w łóżku.
- Oh, w łóżku to na pewno nie. Widziałam jak tam dokazywała. Ja czy Fabi to przy niej wyglądałyśmy jak skromne pensjonariuszki. - Aktorka uśmiechnęła się na tą myśl. - Wygląda dostojnie i wspaniale. Jest w niej jakiś naturalny magnetyzm. Trudno oderwać od niej wzrok. To zaszczyt móc jej służyć. Zresztą wielokrotnie rozmawiałam o tym i z Fabi, i Łasicą, i Priorą. Wszystkie uważamy podobnie. Być damą na jej dworze to prawdziwy zaszczyt. - Milady wydawała się podzielać zdanie mnicha, chociaż bazowała na innych niż on motywach i doświadczeniach.
- No cóż, jeżeli zostaniesz z nami dostatecznie długo, lub jeżeli do nas wrócisz, to spotkasz też jej matkę. - Otto uśmiechnął się - I tu mogę obiecać, że będzie to doznanie jakiego nie uświadczysz nigdzie, jak świat długi i szeroki. Mam nadzieję, że to dostateczna zanęta, abyś nas nie opuszczała. Fabi i ja byśmy płakali nocami z braku ciebie.
- Oh mój drogi Otto. To było takie romantyczne. - Milady rozczuliła się na te komplementy i aż czule pogłaskała policzek mnicha. Aż go dreszcz przyjemności po karku przeszedł od tego dotyku. A po chwili wpatrywania się z bliska w jego oczy, czule pocałowała go w usta. Jak skończyła znów szukała czegoś na dnie jego duszy. - Czyli te przygody w lesie i te paskudztwa którymi plugawicie moje szlachetne łono to nie wszystko? Oh Otto… No to cudowne wieści. Mogę cię zapewnić, że na razie bawię się tu u was wybornie, jak dawno się nigdzie tak nie bawiłam. Wreszcie coś odświeżająco nowego a nie wiecznie tylko ci wielbiciele, amanci, podstarzali zalotnicy, złośliwe baby i udawanie, że zależy im na moim talencie gdy tak naprawdę chcą się dobrać między moje uda. Gardzę nimi wszystkimi. A tu u was mi się podoba więc na razie nie zamierzam wyjeżdżać. Oczywiście spodobałoby mi się jeszcze bardziej gdybym przeżyła schadzkę z tymi wstrętnymi muchami. Ah! Nie mogę się doczekać aż przyjadą te moje przyjaciółki z Saltmundu i kiedy opowiem im o tym wszystkim! No i aż do nas dołączą. - Zaśmiała się wesoło na koniec gdy myślała o zaproszonych gościach o jakich od paru dni, czasem wspominała. I dała znać, że na razie czuje się tu rozpieszczana więc nie zamierza wyjeżdżać.
- Ah, nuda. Odwieczny wróg wszystkiego co dobrze i przyjemne w życiu… - mnich się zatrzymał jakby pomysł wpadł mu do głowy - Ech… szkoda, że nie jesteśmy w jakimś bardziej zaściankowym miejscu. Ponieważ zakładam, że nigdy nie byłaś obiektem prawdziwego, religijnego oddania. Przekonać kilku chłopów, że twa uroda jest darem od bogów i powinni cię wielbić niczym boginię nie byłoby trudne…
- Obawiam sie, że po tych mszach w Festag to zna mnie już całe miasto i okolica. A zwykli chłopi są tacy nudni. Ale dziękuję za pomysł mój Otto. Doceniam twoje wizje i pomysłowość jakie dla mnie kreujesz. - Uniosła jego dłoń i pocałowała ją, jakby był szlachcicem. Uśmiechnęła się jeszcze po czym westchnęła z pewnym żalem. - Ale teraz, jak nie chcemy się spóźnić na zaproszenie Beni i Roberta bardziej niż wypada to musimy się już zbierać, mój drogi Otto. - Przyznała, że nie jest panią własnego czasu i też ma swoje zobowiązania.- Oczywiście, moja pani. Wziąłbym cię pod rękę, ale chyba nie uchodzi. Prowadź zatem, żyje aby służyć i zadowalać. - skłonił się teatralnie i ruszył za divą.
Otto, Odette i von Neuhoff
Mnich przywitał się pokłonem przed małżeństwem von Neuhoff, nie pozwoliłby sobie na spoufalanie się.
Wysłuchiwał obrotnych opowieści Odette, nie mógł oczywiście snuć własnych, nikt nie spodzie się mnicha z jakimkolwiek doświadczeniem w tych sprawach.
Kiedy w końcu lord Robert zostawił trójkę samych Otto zerknął na dwójkę kobiet, które od razu rozpoczęły figle.
- O ile jestem pewny, że lord Neuhoff nie miałby nic przeciwko takiemu widokowi, chyba moja obecność nie byłaby mu miła.
- Oh niestety mój drogi Otto, spodziewam się, że Robert powróci z tymi cygarami, zanim będziemy mogli skonsumować znajomość. - Odette westchnęła z pewnym żalem, że obecna przerwa będzie zbyt krótka aby zdążyli na jakieś figle. Benita pokiwała głową, na znak, że podobnie ocenia sytuację.
- Robert jest zachwycony twoją osobą, że gdybym ja też nie była to aż bym była zazdrosna, że tak adoruje inną kobietę. No ale sama cię przecież adoruję, więc już nie będę dla niego wredną jędzą. - Gospodyni pozwoliła sobie na flirciarski ton. Była w o tyle lepszej pozycji, że jako druga kobieta i szlachcianka, miała więcej okazji, aby się spotkać ze śpiewaczką sam na sam. Żonatemu mężczyźnie nie wypadało nachodzić gwiazdy estrady w jej garderobie.
- Ja bym bardzo chętnie zapoznała się z wami obojgiem. Ale to może później. Na razie jesteśmy tu z naszym drogim Otto. - Wydawało się, że diwie schlebiają te amory od gospodarzy i czuje się z nimi jak ryba w wodzie. Jednak nie zatraciła się w nich na tyle aby zapomnieć o swoim dzisiejszym partnerze. Teraz obie szlachcianki spojrzały na jednookiego mnicha.
- No czemu nie. Wtedy w garderobie było całkiem ekscytująco. No ale teraz to zaraz Robert wróci. - Benita widocznie też miło wspominała przygodę na zapleczu teatru jednak nie zapominała, że jej mąż może wrócić w każdej chwili.
- No to będziemy musieli to powtórzyć jak najszybciej się da. Ja mam próby w teatrze prawie codziennie. A póki co. Jak myślisz, mój drogi Otto. Jak mamy te parę chwil z Beni tylko dla siebie, to jak możemy ją niecnie wykorzystać? - Diwa zalotnie zwrociła się do mnicha a jej wielbicielka zaśmiała się krnąbrnie ale z ciekawością spojrzała wyczekująco na Otto.
- Żeby nie zapędzać się zbyt daleko? - upewnił się mnich - Lady von Neuhoff. Podejrzewam, że Lady Odette zasługuje na trochę pieszczot twego głosu. Wyjaw jej co cię w niej tak bardzo nęci. Bądź tak wulgarna, lub delikatna jak sądzisz, że odpowiada twej żądzy.
- Oh cudowny pomysł Otto! - Aktorka uśmiechnęła się, jakby właśnie zaproponował jej ulubioną grę. Zachęcająco spojrzała na gospodynię czekając na jej reakcję. Ta odchrząknęla jakby chciała zebrać myśli. W końcu przyjrzała się z bliska twarzy słynnego Słowika z Północy.
- Wulgarna? Oj Otto, przecież jesteśmy szlachciankami. - Benita na chwilę spojrzała na mnicha, jakby strzelił jakąś dziecinną gafę. Miodowłosa na razie się nie wtrącała. Gdy kochanka znów na nią spojrzała wydawały się obie promienieć. Jakby zaraz miały się pocałować. Zamiast tego, brunetka zaczęła mówić melodyjnym szeptem. - Bo jesteś taka wspaniała Oddi. Masz takie niesamowcie głębokie oczy w jakich można utonąć. Mogłabym wpatrywać się w nie przez pół wieczoru. No i usta. Takie utalentowane. A tak namiętne. Cały czas myślę o twoich ustach. Chciałabym je ciągle całować i aby one całowały mnie. Wszędzie. I twoje włosy. Takie miękkie i puszyste. Jakbym mogła to bym została twoją garderobianą aby móc je codziennie czesać i układać. Właściwie to kobiety za bardzo mnie nigdy nie pociągały. Ale ty Oddi jesteś tak wspaniała, że mogłabym się z tobą kochać codziennie. - Frau von Neuhoff wydawała się olśeniwać swoim delikatnym blaskiem. I widać było, ze aktorka spija słowa z jej ust. Aż do wzruszenia.
- Oh, Beni, to było takie piękne. Takie romantyczne. Cieszę się, że zostałyśmy przyjaciółkami. Słyszałeś to mój drogi Otto? Nasza Beni jest wzruszająco romantyczna i taka kochana. - Odette położyła dłoń na dłoni koleżanki a następnie uniosła ją do ust aby pocałować. Gdyby nie to, że obie były tej samej płci, to pasowałoby to do jakiejś sceny gdzie kochankowie wyznają sobie miłość w blasku księżyca. Benita też wyglądała na pełną szczęścia, że jej komplementy trafiły w serce towarzyszki.
- A teraz wulgarnie. - Miodowłosa dodała to tym samym słodkim tonem, że ze dwa oddechy trwało zanim gospodyni się zorientowała. Zmarszczyła brwi i uśmiech nieco zszedł jej z twarzy.
- Jak to wulgarnie? O czym ty mówisz Oddie? - Lekko pokręciła głową jakby naprawdę nie była w stanie zrozumieć prośby przyjaciółki.
- Teraz proszę cię Beni abyś powiedziała na co masz ze mną ochotę. Tylko tak wulgarnie jak zdołasz. - Druga szlachcianka łagodnym tonem doprecyzowała o co jej chodzi. Małżonka Roberta zamrugała oczami i na chwlę spojrzała na mnicha jakby szukała u niego podpowiedzi.
- Naprawdę tak się nie bawiłaś wcześniej? - Widząc to von Treskow znów przykuła uwagę kobiety jaka grzecznie siedziała jej na kolanach. Teraz pokręciła głową z nieco niepewnym wyrazem twarzy. - No dobra. To pozwól, że ci zademonstruję. - Odette uśmiechnęła się ze zrozumieniem i nawet delikatnie poprawiła lok koleżanki. A ta skinęła głową na znak zgody.
- Beni. Jesteś moją prywatną, tanią ladacznicą. - Odette zaczęła spokojnym ale stanowczym tonem. Na co gospodyni otworzyła oczy ze zdumienia. Szybko spojrzała na Otto, jakby sprawdzała czy on też to właśnie usłyszał. Jednak aktorka ciągnęła dalej. - Dlatego moja ladacznico przyjedziesz jutro na próbę do teatru. I będziesz dla wszystkich bardzo miła. A gdy pójdziemy do mojej garderoby rozbierzesz się do naga a ja przywiążę cię do słupa. I wychłoszczę twój grzeszny, zgrabny kuperek aż będziesz jęczeć o litość. Ale takie tanie ladacznice jak ty, nie zasługują na litość. Dlatego zatkam ci usta jakimś brudnym gałganem i będę chłostać dalej aż mi się znudzi. Wtedy wezmę cię tak jak nigdy twój Robert się nie ośmielił. Aż będą drzazgi lecieć. Ale wiem, że takie tanie ladacznice jak ty, co tylko udają wielkie, wyrafinowane damy to lubią. A jak będę gotowa to zasieję cię kolejną porcją larw. Aż będą ci wyciekać z każdej strony. Może nam się uda zaprosić Fabi to by znów nas obdarowała tym obrzydlistwem jakie rodzi. Pozwolę ci na przyjemność aby tym razem spadł ten kloc na ciebie. I dopilnuję aby każdy z tych obrzydliwców był oznaczony twoimi ustami. Wtedy jak będę z ciebie zadowolona moja brudna ladacznico, to zacznę się z tobą kochać. - Aktorka mówiła płynnie ale stanowczo. Tak cichym ale silnym głosem, że wydawał się wręcz magnetyzujący. A nie spuszczała z Benity wzroku ani na chwilę więc wyglądała jak zmija jaka hipnotyzuje mysz. Zreszta gospodyni która z początku próbowała sie zbuntować i przerwać w końcu i tego zaprzestała. I nawet gdy von Treskow skończyła mówić to wydawało się, że wciąż jest pod jej urokiem i nie może się zdobyć na jakąś świadomą reakcję.
- Poczułaś to? - Nagle Odette się odezwała i to jakby przerwało ten czar. Benita odchrząknęła, zamrugała oczami jakby próbowała wrócić do rzeczywistości.
- Co takiego? - Zapytała w końcu ale dość słabym głosem.
- To ożywienie. Tutaj. - Diwa położyła dłoń na brzuchu drugiej milady. - I tam niżej. - Szepnęła wskazując na podołek drugiej kobiety. Ta zbyt krępowała się aby to przyznać na głos, więc tylko skinęła głową. - To dobrze. Czyli pasujemy do siebie Beni. I dlatego moja prywatna ladacznico, jutro przyjedziesz do teatru na próbę. - Odette znów mówiła jak dobra koleżanka i jakby chodziło o zwykłe spotkanie towarzyskie między szlachciankami. Von Neuhoff przełknęła nerwowo ślinę, uśmiechnęła się nerwowo i wciąż wydawała się być speszona i zawstydzona. Ale pokiwała twierdząco głową.
Mnich pokiwał głową.
- Spodziewałem się, że nasz cudowny słowik zna moc namiętnych słów. - Otto pociągnął odrobinę habit pozwalając chłodnemu powietrzu przelecieć pod nim - Nie wyobrażałem sobie jednak, aż takiej kontroli nad nimi. Lady Odette, zapewne byś rozebrała widownię czyjąc z ksiąg kościoła Morra.
- Oh te całe dnie ćwiczenia dykcji, wkuwania klasycznego i śpiewania psalmów jednak się na coś przydały. - Lady Odette uśmiechnęła się skromnie ale widać było, że reakcja obojga kochanków sprawiła jej przyjemność. Nagle nad ich głowami skrzypnęła podłoga i dało się usłyszeć czyjeś kroki.
- To Robert. Pewnie musiał iść do składziku po te cygara. Ale już wraca. - Benita widocznie na słuch rozpoznała męża. Co niejako przypomniało im, że mają dość ograniczony czas na wyznania i knowania.
- Beni. Myślisz, że dałoby się zorganizować nam chwileczkę zapomnienia bez Roberta? - Miodowłosa milady nie traciła więc czasu. Brunetka bystro spojrzała na nią i odparła prawie od razu.
- Tak. Możesz poprosić, że chcesz iść do łazienki. To cię zaprowadzę. Jak parę chwil nas nie będzie to Robert zrozumie. W końcu kto by nie chciał zostać z tobą sam na sam, choć przez parę chwil. - Frau von Neuhoff uśmiechnęła się czule do śpiewaczki i pieszczotliwie pogłaskała ją po dłoni. Wyglądała jakby wręcz przygotwała sobie taką możliwość i czekała na nią z niecierpliwością. Zresztą wizyta w łazience, wyglądała całkiem naturalnie.
- Nie mogę się doczekać. - Von Treskow pogłaskala ją opuszkami palców po policzku. Po czym wskazała na siedzącego obok mnicha. - A coś z naszym Otto? - Teraz Benita przygryzła swoje uszminkowane wargi i musiała się chwilę zastanowić.
- Mam zielnik. Mogę cię poprosić o konsultację. Bo wy chyba macie coś takiego w hospicjum? To byśmy poszli do małej biblioteki. Jest blisko łazienki. - Zaproponowała na szybko.
- Cudownie. To może wy zaczniecie. Zaprosisz Otto gdzie trzeba a ja zostanę z Robertem. A po chwili powiem, że muszę przypudrować nosek. - Aktorka popatrzyła na nich czy się zgadzają. - Bo mamy dla ciebie małą niespodziankę Beni abyś taka pusta nie chodziła. - Uśmiechnęła się jeszcze obiecująco ale dłońmi dała znać aby druga kobieta zeszła z jej kolan. Słychać już było powracające, szybkie kroki na korytarzu. Benita zdążyła zrobić zaciekawioną minę ale szybko wróciła na swoje ozdobne krzesło. I obie na szybko zaczęły się poprawiać aby nie wyglądać niestosownie. Drzwi faktycznie otworzyły się i do środka wrócił Robert.
- Oh, błagam o wybaczenie moi drodzy. Niestety w pudełku były tylko sztuki niegodne tak pięknych ust jak twoje milady. Ale osobiście poszedłem do mojego prywatnego składziku i wybrałem te które mogłyby być choć namiastką twojej wspaniałości Odette. - Szlachcic zachowywał się z pełną manierą i widać było, że zrobił wrażenie na obu kobietach. Może jego uwagi były zbyt śmiałe jak na wypowiedziane w obecności żony ale ta wyglądała na równie zachwyconą jak diwa jaką wielbiła tak samo jak on. Mężczyzna otworzył szkatułkę, z rzeźbionego, czerwonego drewna i ukazało się kilka grubych, brązowych walców. Szlachcianka zajrzała tam z ciekawością.
- Oh Robercie, to są słowa i dar godny prawdziwego dżentelmena. - Odette z wdziękiem sięgnęła po jedno cygaro. Mąż więc kolejne zaproponował żonie. Ta też się poczęstowała. Więc gospodarz zaproponował gestem także mnichowi. Chciaż Otto nie był nawet szlachcicem. Pierwszy raz widział tą nietypową używkę do palenia jaka przywędorwała do Imperium z Nowego Świata. I dlatego była tak rzadka i droga. Ze szkatuły bił nietypowy aromat jaki w ogóle nie był podobny do bagiennego ziela zazwyczaj palonego w fajkach i skrętach.
Mnich grzecznie uniósł dłoń.
- Z pełnym szacunkiem mój lordzie, ale habit wymusza na mnie wstrzemięźliwość. Dziękuję ci jednak za ofertę, rzadko mogę uświadczyć takiej gościnności. - uśmiechnął się ciepło do szlachcica - Tytoń z Lustrii? Słyszałem, że handlarze z Arabii próbowali wyhodować własne.
- Też słyszałem. Ale podobno klimat nie ten. Zbyt wiele piasku, wiatru i słońca a za mało wody. - Robert przytaknął mnichowi i odpowiedział z uśmiechem. Bez wyższości jaką zwykle błękitnokrwiści okazywali maluczkim spoza swojego elitarnego grona. Odłożył pudełko na stolik a sam wziął żar w ozdobnym uchwycie. I najpierw zaczął przypalać nim cygaro swojego honorowego gościa o miodowych włosach. Odette widać wiedziała co robić bo possała końcówkę ustami aż na moment żar pojawił się na końcu brązowego walca. Wtedy wydmuchała pierwszy kłąb dymu.
- Wspaniały smak. Uwielbiam cygara. Jaki to gatunek? - Zaciekawiła się i pozwoliła gospodarzowi nacieszyć się tą chwilą. Porozmawiali chwilę o różnych smakach i walorach gdy Robert odpalił cygaro Benicie a na końcu wrócił na swoje krzesło i zapalił swoje. Wreszcie mogli usiąść we czwórkę i rozkoszować się rozmową.
- Robercie, byłam tak śmiała, że zaproponowałam Beni jutro wzięcie udziału w naszej próbie w teatrze. Czy zgodzisz się w swojej wspaniałomyślności abym mogła ci ją porwać na jutrzejsze popołudnie? - Odette z wdziękiem poprosiła męża o zgodę na wizytę żony w teatrze. Jeśli się nie słyszało jej wyuzdanej preory sprzed paru chwil jakie ma plany wobec Benity nic nie sugerowało, że chodzi o coś więcej niż towarzyska wizyta artystyczna między szlachciankami. I ich gospodarz też chyba nie miał wątpliwości a tym polu.
- Ależ naturalnie. Beni cię strasznie podziwia. Zresztą ja także. Zawsze mi mówiła, że chciałaby mieć taki talent jak ty. - Herr Neuhoff zgodził się na tą prośbę bez zastrzeżeń. Obie szlachcianki od razu się uśmiechnęły i do niego i do siebie.
- To skoro jeszcze jesteśmy razem. Czy mogę cię bracie Otto porwać na chwilę? Mam pewien zielnik i chciałabym cię prosić o fachową opinię. Przecież wy w tym hospicjum to się zajmujecie takimi rzeczami. - Benita zwróciła się do jednookiego równie naturalnie jak przed chwilą jej koleżanka do jej męża.
- Oczywiście, Lady Neuhoff, postaram się pomóc jak tylko mogę. Mój panie. - skinął głową na Roberta i ruszył za Benitą, zerknął tylko na Odette i szepnął jej na ucho - Pamiętaj, aby do nas dołączyć, Beni może czuć się zazdrosna jeżeli postanowisz zadowolić się tylko jej mężem.
Diwa lekko skinęła głową, jak na damę przystało. A gospodyni płynnie wyprowadziła gościa z biblioteki. I ruszyli we dwójkę korytarzem. - To niedaleko. Tam, na końcu. - Wyjaśniła mu po drodze. - A tu są drzwi do łazienki. Gdybyś potrzebował. - Dyskretnie wskazała na ozdobne drzwi jakie mijali. Ale przeszli do kolejnych, po przeciwnej stronie. Za nimi ukazały się kilka regałów z różnorodnymi książkami. Ale były stłoczone i nie prezentowały się tak dostojnie jak z głównej biblioteki z jakiej właśnie wyszli. Za to okno było małe i panował nieco półmrok. Milady pewnie podeszła do jednego miejsca i sięgnęła po jedną z ksiąg. Otworzyła ją na środku i rzeczywiście był to zielnik.
- To macie dla mnie jakąś niespodziankę? - Zapytała z mieszaniną ciekawości i pozornej niewinności. Podniosła w końcu wzrok i znad swoich ładnych rzęs posłała mu flirtujące spojrzenie.
- No cóż, Lady Odette najpewniej by chętnie wzięła ciebie i twojego męża do łóżka, razem albo na zmianę. Nie jestem pewny jednak, cóż wymyśliła teraz. - mnich delikatnie ucałował policzek Benity - Niestety nie jestem przygotowany, aby usłużyć wam tak jak poprzednio. Zobaczymy jak do nas dotrze. - Otto zerknął na zielnik - Mam pomysł na małą grę, jeżeli zaprosisz mnie pod spódnicę i postarać się czytać na głos zielnik, pomimo moich pieszczot. Taki mały teścik twojej kontroli.
- Chcesz mi wejść pod spódnicę? - Brwi szlachcianki podskoczyły w górę jakby nie była pewna czy to żart czy nie. Zastanawiała się chwilę nad tym pomysłem. I w końcu wzruszyła ramionami. - No dobrze. Może być ciekawie. - Uśmiechnęła się i uniosła przód swojej eleganckiej i drogiej sukni. Pod nią ukazały się gładkie, posągowe nogi okryte jedwabnymi pończochami. I czekała aż mnich zrobi swój ruch.
Otto spokojnie zanurkował pod spódnicę szlachcianki i rozpoczął pieścić jej delikatną skórę.
- Więc moja pani? Cóż tam mówi ta twoja książka?
- Roślina ma zielone, wydłużone strączki. Kwitnie na czerwono z białymi kropkami. - Z góry doszedł go spokojny, kobiecy głos gospodyni. Zazwyczaj czytała poprawnie, miała niezłą dykcję i wprawę w czytaniu na głos. Ale gdy ulegała jego pieszczotom to musiała się powstrzymać od śmiechu. Gdy jej się nie udawało to chichotała jak młoda dzierlatka. I na tym zastała ich Odette. Otworzyła drzwi i zajrzała ciekawie do środka. Widząc w co się bawią, też się uśmiechnęła i podeszła bliżej.
- Widzę, że się dobrze ze sobą dogadujecie. - rzekła z aprobatą i rozbawieniem. Podeszła do stojącej szlachcianki i objęła ją czule. Już Benita zbliżyła swoją twarz do niej jakby chciała ją pocałować ale miodowłosa zagrodziła jej drogę palcem. - Bardzo chętnie Beni. Ale wiesz, że to zostawia ślady na jakie nie możemy sobie pozwolić. - Zachowała trzeźwość umysłu na co gospodyni westchnęła żałośnie.
- No wiem. - Pokiwała smutno głową. Wtedy von Treskow spojrzała figlarnie na Otto.
- Ale jestem pewna, że nasz pomysłowy impresario wymyśli jak możemy we trójkę uczcić ten moment prywatności bez szczegółów pozwalających żyć wstrętnym plotkom. - Wtedy Benita też z nadzieją popatrzyła na mnicha.
Mnich delikatnie odsunął się od Benity i spojrzał na dwie kobiety.
- No cóż, jedyna metoda, to figle tam gdzie drogi Robert nie zauważy. I to tak, aby też nie naruszyć waszego makijażu… - Otto się chwilę zastanowił, delikatnie ujął dłoń Odette i doprowadził jej palce do ust Benity - Lady Neuhoff, nie ujmując twemu mężowi, podejrzewam, że nie jest zbyt… kreatywny w łóżku. Mogę się mylić, ale wątpię, aby wymagał od ciebie, abyś ujmowała ustami jego berło. Może więc wyobraź sobie, że palce lady Odette to kochanek, które masz na własne spróbowanie. I pokaż nam cóż byś z nim zrobiła?
- Oh nie, no bez przesady. Na Roberta nie mogę narzekać. Po prostu on nie jest Słowikiem Północy. - Żona szybko wyjaśniła tą nieścisłość. I spojrzała z uwielbieniem na swoją ulubioną artystkę.
- Na pewno tak jest. Kto wie? Może wkrótce to zweryfikujemy? - Odette pogłaskała jej dłoń aby koleżanka nie poczuła się niezręcznie. A potem spojrzała na jednookiego. - Wyborny pomysł mój drogi Otto. - Jego też pochwaliła i złożyła razem dwa palce. Po czy skierowała je ku ustom przyjaciółki. Ta przygryzła wargę i rozejrzała się jeszcze po nich obojgu. I delikatnie je pocałowała. Potem zaczęła je całować coraz gęściej i częściej. - Pomyśl o tym przyrodzeniu moja prywatna ladacznico jakie w ciebie jutro właduję. I może mój drogi Otto też. Miałbyś ochotę mój drogi? Dałbyś radę mnie jutro po południu odwiedzić w teatrze gdy ta brudna ladacznica będzie mi zawracać głowę w mojej garderobie? - Niespodziewanie aktorka płynnie przeszła do tego wulgarnego tonu jaki zaprezentowała w bibliotece. I na Benitę podziałało to pobudzająco. Jakby została spoliczkowana albo pocałowana. Jej usta i głowa zaczęły żwawiej pracować nad palcami diwy ale zerkała na mnicha jak ten zareaguje na jej wyuzdane zaproszenie.Otto pozwolił zabawom iść bez oporu. Chwilę się zastanowił o planach na resztę dnia i postanowił poszukać Łasicy. Przy odrobinie szczęścia uda mu się załatwić sprawę muzyki dla Odette.
- No tak, one to na pewno. A lady Odette to już w ogóle. Gdzie się nie pokaże to się tłumy zbierają. Jeszcze tydzień temu to by mi do głowy nie przyszło, że będę miała okazję choć z nią porozmawiać na chwilę albo zobaczyć z bliska bez tego całego tłoku. - Brunetka kończyła się poprawiać ale sama była zdziwiona jak przez ostatnie dni rozszerzyła swoje znajomości i to wśród błękintokrwistej elity.
-
Kultyści - Lato 2519Otto ruszył do hospicjum odrobinę zmartwiony jak wygląda sytuacja u Fabienne. Nie mógł jednak biec na ratunek za każdym razem, kiedy Siostry się odezwą.
Zważając co go czekało w hospicjum, może i dobrze, że przyszedł tu od razu.
- George. Jestem już. Proszę zejdź i porozmawiajmy jeszcze raz. Wiesz jak to ze mną jest. Taki zabiegany jestem, że zapominam połowy rzeczy.
- Już dzisiaj rozmawialiśmy i wszystko ci tłumaczyłem. Tylko wtedy byłeś z królową i księżniczką. - Pacjent złożył ramiona na piersi i zrobił nadąsaną minę. Przez co patrząc od dołu, wyglądał bardzo komicznie. Ale też zdawał się w ogóle nie zważać na różnicę wysokości. Przez co dwaj bracia Otto, stali obok regału zaniepokojojeni. Widać było, że obawiają się, że Greg albo skoczy albo zachwieje się i spadnie.
- A ten dalej swoje. - Ludwik szepnął cicho z mieszniną niepokoju i irytacji na zachowanie pacjenta. - A Greg, możesz zejść na dół? Porozmawiamy na spokojnie. - powiedział trochę głośniej, łagodnym tonem, aby zachęcić pacjenta do współpracy. Ten na razie jednak co prawda nie skoczył ale też nie schodził sam na dół.
- Zostawcie go mnie, pewnie inni potrzebują waszej opieki. - skinął braciom i zerknął na Grega - Wiem, że już dziś rozmawialiśmy, ale głupi jestem i zapomniałem. Wiesz jak to jest, szukam twoich ksiąg, załatwiam sprawy z księżną. Tyle mam na głowie, że ledwo mi się mieści wszystko. Zejdź do mnie proszę, pochodzimy i opowiem ci co tam się dzieje.
Dwaj bracia popatrzyli na jednookiego nieco niepewnie. W końcu Jurgen wzruszył ramionami i skinął głową. - Ja idę. Jeden z tych pacanów zamknął się w składziku przy kuchni. - Całkiem chętnie zgodził się aby to kolega przejął kłopotliwego pacjenta. Ludwik jeszcze chwilę się wahał, obserwując plecy odchodzącego kolegi. Potem na Otto i jeszcze zadarł głowę do góry na pacjenta jaki wciąż stał na szczycie bibliotecznego regału. Greg złożył ramiona na piersi i przybrał pełen wyższości, wyczekujący wyraz twarzy.
- Ja zawsze schodzę dopiero jak sobie pójdziesz z kolegą. Chociaż czasem się potykam i spadam. A czasem ze złości tupie nogą. I też spadam. Widziałem to wiele razy. - Pokiwał głową jakby mówił o jakiejś historii przeczytanej w książce. Więc Ludwik popatrzył jeszcze chwilę na niego, potem na kolegę, i w końcu skinał mu głową.
- No dobra, to ja też idę. Mam nadzieję, że sobie z nim poradzisz. - Akolita mówił jakby nie do końca był pewny czy to dobry pomysł. Jednak w końcu też ruszył w ślad za starszym kolegą. I chociaż chwilowo, Otto został w bibliotece sam z kłopotliwym pacjentem. Ten zachichotał teraz, jakby coś go bardzo rozbawiło. Przez co wyglądał jak stereotyp zdziecinniałego szaleńca.
- Widziałeś? Widziałeś jak ich oszukałem? - Zaśmiał się jakby udał mu się jakiś figiel. Ruszył po regale w stronę nico niższej szafy na jaką przed chwilą, próbowali go zwabić obaj bracia. Tu nieco niezdarnie gramolił się na nią. Najpierw zniżył się na czworaka, potem zaczął opuszczać nogi i niepewnie macać stopą w sandale gdzie jest płaska powierzchnia. Jak małe dziecko, chociaż pewnie wielu młodych uliczników pokonałoby już tą przeszkodę o wiele szybciej i sprawniej od dorosłego pacjenta. W końcu Greg jednak stanął na tej szafie. I podszedł do jej krawędzi. Usiadł na niej jak na krześle. Teraz powinien zejść na jeszcze niższą szafkę. Na razie jednak zatrzymał się i z góry popatrzył na jednookiego mnicha. Wydawał się być zadowolony z rozbawiony.
- A pamiętasz jak rozdziawiali gęby z wrażenia jak przyszedłeś z nimi obiema? - Znów zachichotał jakby dzielili wspólne wspomnienie. Nawet kiwnął brodą w stronę drzwi wejściowych jakby kogoś tam widział. Chociaż nie było tam teraz nikogo.
- No cóż, jak zjawi się Lady Odette to na pewno też będą pod wrażeniem. - mnich westchnął - Dziś udam się do jednej z moich koleżanek i przekażę jej opis tej kobiety, która poszukuje ksiąg. Przy odrobinie szczęścia więcej oczu na ulicy ją znajdzie. - zerknął na Grega - Odwiedziłeś mnie we śnie. Chyba powoli zaczynam rozumieć co się wyrabia jeżeli chodzi o larwy.
Pacjent wciąż siedział na wysokim meblu jak na krześle. Nieco przekrzywił głowę na bok gdy słuchał mnicha. Po czym znów zachichotał radośnie, jakby usłyszał świetny kawał albo udało mu się jakąś psotę zmalować. Przestał i uśmiechnął się szeroko do Otto.
- No tak! No zobacz! No sam zobacz! - Energicznie podniósł ramię i wskazał na drzwi przez jakie przed chwilą wyszli obaj bracia. Tylko, że nadal tam nikogo nie było i nic się nie działo. Wtem ześlizgnął się na niższą szafkę a z niej zszedł na krzesło i z niego na podłogę. Raźno podszedł do tych drzwi i jeszcze raz odwrócił się do mnicha. - No sam zobacz! - Powiedział radośnie jakby widział przy tych drzwiach jakąś rozgrywającą się scenę. - Widzisz jak ładnie razem wyglądacie? - Wskazał na drzwi jakby mówił o jakichś żywych osobach. Po czym podszedł jeszcze ze dwa kroki. - O naprawdę? A kiedy termin? - Zapytał jakby z kimś rozmawiał. Po czym dłońmi zrobił gest jakby dotykał czegoś okrągłego. Nawet przyłożył tam ucho jakby nasłuchiwał. Znów się wyprostował jakby wysłuchiwał czyjejś odpowiedzi. - Ah rozumiem. - I ostrożnie cofnął się z powrotem w stronę czekającego mnicha. Teraz wyglądał jakby razem oglądali tą scenę, chociaż Otto nadal widział tylko zamknięte drzwi na korytarz. - To będzie obfity miot. U nich obu. I widzisz? Pamiętają o tobie. Mówią, że to ty jesteś ojcem. Przynajmniej za pierwszym razem. - Uśmiechał się słodko jakby obserwował jakąś rodzinną scenę. - Zobaczysz, jak tylko tu przyjdą to wszyscy rozdziawią gęby ze zdziwienia. Chociaż czasami przychodzi tylko księżniczka. Ale ona robi na nich największe wrażenie. Sam wiesz jaka ona jest. A oni nie znają jej tak dobrze jak ty. A he he chcieliby! - Mówił jakby dzielił się z kolegą jakimiś pikantnymi plotkami.
- Mam tylko nadzieję, że poród nie odbędzie się tu. - odparł mnich - Jeżeli jeszcze mnie oznajmią jako ojca tak obfitego miotu. - Otto uśmiechnął się swego pacjenta - W sumie jak tobie minęła noc, Greg? Księgi znowu cię odwiedziły? Wiem, że to długo trwa, ale podejrzewam, że wkrótce opuścisz to miejsce.
- Tak wiem. Ale ten twój kolega nie był zbyt miły. Zawsze bardziej wolałem z tobą rozmawiać. On myśli, że ja głupi jestem i nie mogę znać książek jak nie umiem czytać. Co za brak wyobraźni. - Pacjent pokręcił głową, jakby mnich nie mówił mu nic nowego. A nawet jakby już przerobił kilka wariantów mieszkania u Tobiasa. Za to do Otto wydawał się żywić większą sympatię. Na pytanie o miot zachichotał jak mały chłopiec.
- Nie no tu nie. Przecież księżniczka to jutro urodziła. No zobacz jaka teraz jest niedopełniona. - Wskazał w stronę drzwi jakby tam widział obie, ciężarne nosicielki. Ale mnich nikogo. Tylko drzwi jakie się zamknęły za jego kolegami. - Może to będzie jej pierwszy miot ale za to jaki znaczący! Taka pamiątka jej została. To znak łaski Sióstr. Książki tak powiedziały. Że jest wybrana do tego zadania. Teraz sama będzie mogła i być w robaczej ciąży i robić robacze ciąże. No ale wiadomo, ona nie rozmawia z książkami to trochę głupia jest i nieco spanikowała. Nie to co ja. Bo książki mnie wybrały na swojego opiekuna! - Teraz mówił poufale jakby zdradzał plotkę koledzę o ich wspólnej znajomej. I aż pokraśniał z dumy gdy wspomniał o swojej wyjątkowej roli jako powiernika książkowej wiedzy. Ale podskoczył przestraszony gdy drzwi nagle otwarły się i wrócił do nich Ludwik.
- O, jednak namówiłeś go aby zszedł. - Ucieszył się gdy dojrzał kłopotliwego pacjenta znow na ziemi a nie na szczycie wysokiego regału. Jednak widocznie nie po to wrócił. - Przyszła ta młoda cukiernik. Prosiła o spotkanie z tobą. Czeka na recepcji. Lepiej do niej wyjdź bo sam widzisz co tu się u nas dzieję. Mam nadzieję, że lady von Treskow nie przyjedzie do nas właśnie teraz. - Przekazał wiadomości rzucił nieco żartoliwie uwagę o sławnej spiewaczce. Jednak nie do końca był to żart. W tym momencie hospicjum nie prezentowało się zbyt godnie ani bezpiecznie. Akolita znów zniknął za drzwiami i mnich został sam z pacjentem.
- Widzisz, ciągle jestem rozchwytywany. Idź odpocznij Greg, spotkamy się jutro. - a mnich ruszył na spotkanie z Teofano.
- Przecież już żeśmy się tam spotkali. - Greg przewrócił oczami jakby znów miał inne postrzeganie czasoprzestrzeni niż jego rozmówca. Ale został w bibliotecę, gdy jednooki mnich wyszedł na korytarz.
Znajdując cukiernik mnich skłonił się.
- Pani Lebkuchen, w czym mogę służyć?
Teofano ucieszyła się gdy tylko go zobaczyła i wydawała się być bardzo pobudzona. Jednak poczekała aż Otto do niej podejdzie i oficjalnie się przywita. W końcu na recepcji był jeden z braci jaki próbował udawać, że wewnątrz hospicjum nie dzieje się nic niezwykłego.
- Pochwalony bracie Otto. Moja matka prosiła aby wam to przynieść w podziękowaniu za wczorajsze leczenie. Mówiła, że czuje się o wiele lepiej i prosiła aby to przekazać w formie podziękowania - Wskazała na koszyk ze słodkościami z ich cukierni. Na sam widok i zapach aż ślinka sama napływała do ust. - Moja matka mówiła, że nie wie ile utrzyma się ten efekt ale na razie czuje się jakby zdjęło jej z karku dekadę życia. - Uśmiechnęła się słodko do mnicha jakby zdawała sobie sprawę z kosmatego sensu tej rozmowy. Ale po cichu dorzuciła coś jeszcze. - Możemy gdzieś porozmawiać? - Poprosiła tak cicho aby brat z recepcji raczej tego nie usłyszał.
- Oczywiście, proszę ze mną. - chwilę zajęło nim znaleźli jakieś ustronne miejsce. Mnich zerknął na Teofano - Coś się stało?
- Urodziłam! - Młoda rzemieślniczka cukiernictwa, rozpromieniła się gdy wreszcie mogła podzielić się tą radosną dla niej wiadomością. Zarzuciła ramiona na szyję mnicha i pod wpływem emocji, pocałowała go w policzek. Dopiero wtedy była w stanie mówić dalej. - Wczoraj wieczorem. Już byłam sama w swoim pokoju. Zaczęłam czuć jak się przesuwają do wyjścia. To dokładnie tak jak w Festag mówiła lady Fabienne! I zaczęły ze mnie wychodzić. Z kuperka. To było cudowne! Teraz rozumiem co milady czuła podczas porodu. Nie mogę się doczekać kolejnego. Potem rozebrałam się i przytuliłam je do siebie, do mojej piersi, brzucha i łona. To było takie przyjemne. Moje dzieci. Policzyłam je. Jest ich osiem. Nie są takie duże jak te co milady urodziła ale większe niż te od Margo. - Szybkim szeptem streściła te radosne dla siebie wydarzenia. Wtedy trochę cofnęła się i matczynym gestem położyła dłoń na swoim szczupłym brzuchu. - Ale te z brzucha jeszcze nie wyszły. Wciąż je w sobie czuję. Nie mogę się doczekać kiedy je urodzę! - Obdarzyła mnicha spojrzeniem pełnym radosnego oczekiwania. - Ale z kuperka to mi chyba wszystkie wyszły. Więc jakbyś miał jakieś jaja to ja oczywiście przyjmę je z gorącą radością. - Zapewniła go gorliwie i wydawała się żywić cień nadziej, że może od ręki będzie mogła przyjąć dar Oster. - Aha. Ale trochę się bałam zostawiać te moje dzieci w moim pokoju. Więc przyniosłam je tutaj. Margo je trzyma w torbie. Została na zewnątrz. - Lekko wskazała swoją kasztanową głową w stronę frontu budynku gdzie pewnie została jej pokojówka.
Mnich się uśmiechnął, sięgając pod habit.
- Masz szczęście, ponieważ po południu spotykam się z Lady Odette. - mnich wyciągnął swoją zabawkę, napełnioną już jajami - Co do twoich maleństw… nie mogę ich przyjąć tutaj. Mogłybyście je zanieść do jednej apteki w mieście? - opisał gdzie znajduje się apteka Sigismundusa - Zapukajcie, zawołajcie, że jesteście ode mnie i zostawcie maluszki pod drzwiami. Osoba, która tam jest się nimi zaopiekuje. - ujął Teofano w pasie - Więc moja droga mateczko, gotowa na kolejne dzieci?
- O. Będziesz się widział z lady Odette? To pozdrów ją ode mnie. Ona też tak bardzo kocha te nasze dzieci. Nie mogę się doczekać aby zobaczyć jej miot. - Cukiernik rozpromieniła się słysząc takie wieści. I jeszcze tylko odruchowo rozejrzała się po celi. Po czym bez wahania schyliła się aby podnieść dół swojej spódnicy i ściągnęła bieliznę do kolan. Po czym zachęcająco wypięła się w stronę mnicha, opierając się dłońmi o ścianę. - To daj mi Otto nasze nowe dzieci. - Rzuciła do niego zalotnie i widać było, że nie może się doczekać tej przyjemności.
Mnich wykonał swoją powinność. Delikatnie pieszcząc cukiernik pocałunkami.
- Gratuluje kolejnego brzemienia, droga Teofano.Reszta jego zmiany minęła bez echa.
Opuszczając hospicjum mnich ruszył na spotkanie z Odette i jej znajomymi.
Po obiadku, planował odwiedzić Łasicę. -
[WOD/MAG] Magowie na Dzikim ZachodzieDzięki za wspólną grę. I powodzenia przy następnej sesji.
-
Kultyści - Lato 2519Wellentag; rano; ulica
Otto i Silny
Mnich uśmiechnął się.
- Ano, sprawę miałem. Wiem, że nie jesteś skory pomagać dziewczynom od Węża, absolutnie to rozumiem. - jednooki westchnął - Zwracam się jednak do ciebie z propozycją. Lady Odette pragnie… doświadczyć adoracji mniej wyrafinowanej publiczności. Więc, miałem pomysł, czy miałbyś jakiś większy pokój w swoim przybytku. Coś, aby pomieścić kilku, lub kilkunastu gapiów i Lady Odette, która by wykonała rozbierany taniec dla nich? Zakładam, że trochę by grosza się z tego sypnęło.Na twarzy łysego zbira, pojawiło się zaskoczenie. Przez kilka kroków szedł obok mnicha i zerkał co chwila na niego jakby sprawdzał czy dobrze się rozumieją i czy kolega aby nie żartuje. W końcu jednak zdołał przemóc swój chwilowy stupor i odezwał się ponownie. - Lady Odette? Znaczy co? Chce się chędożyć z tłuszczą? - Pomysł widocznie wydał mu się tak dziwny, że musiał usłyszeć potwierdzenie na własne uszy. - Wiesz ona gibka jest i ładna. Na pewno nie będzie trudno znaleźć kogoś kto by chciał he he się z nią poznać bliżej. Miejsce się znajdzie. Pełno pustych kamienic w mieście stoi. To żaden problem. Chętni też się znajdą. Na chędożenie soczystych ladacznic za darmo to zawsze się chętni znajdą he he. No ale przecież to lady Odette. Dopiero co występowała na mszy. Całe miasto ją widziało i zna. To wiesz Otto, jak u nas u Pirory czy gdzie to sami swoi, wszystko zostaje w rodzinie. Ale jak tak wziąć obszczymurów z ulicy to zaraz polecą na miasto pochwalić się kolegom kogo chędożyli. Nawet jak nie wszyscy im uwierzą no to jednak plotka pójdzie w miasto. - Mięśniak był dość prostolinijny i w ten sam sposób podszedł do załatwienia tej sprawy. Widać było, że samo zorganizowanie miejsca i chętnych nie uznaje za zbyt wielki problem ale utrzymanie sprawy w tajemnicy już tak.
- Och, nie nie… przynajmniej nie od razu. Niektóre zamtuzy oferują dziewczyny, które tańczą powoli się rozbierając przed chędożeniem. Lady Odette chciałby spróbować, a ja mam znaleźć jej odpowiednie miejsce. Na uboczu, z dala od ważniejszych osobowości miasta. Pomyślałem o twojej karczmie. Może przydałoby się, abyś stał gdzieś obok, aby żaden nie spróbował szczęścia bez pozwolenia. Nie podamy imienia Lady i będzie masce.
- To ona jeszcze chce się sama rozbierać przed nimi? Jak ladacznica? - Widać było, że oprych ma trudności z nadążeniem za fantazjami milady. Pokręcił głową i cicho gwizdnął jako komentarz. I znów przeszedł parę kroków zanim się odezwał.
- No tak, jakby miała maskę to powinno pomóc. I może perukę. Bo te jej kudły to są dość charakterystyczne. Nasze ladacznice powinny mieć jakąś. Zresztą ona przecież w teatrze codzienne urzęduje to pewnie też ma jakąś. - Zaczął omawiać temat i dał znać drobniejszemu koledze w habicie, co uważa za rozsądny krok.
- A w karczmie można. Łatwiej by znaleźć chętnych. Nie wiem czy w głównej sali taki numer by przeszedł. Ale można by go urządzić w stajni. Albo w którejś z pustych kamienic. Bo to ile byś chciał tych obszczymurów? Z pół tuzina, tuzin? Więcej, mniej? No to czy w kamienicy czy stodole to by się tylu zmieściło. Ja bym wziął Rune do pomocy. Tylko teraz to chyba popłyniemy z Egonem na parę dni bo mamy interes na rzece do załatwienia. To pewnie nas nie będzie. Ale to z ladacznicami też pewie to załatwisz. Na chędożenie takiej gibkiej damulki za darmo to zawsze się znajdą chętni. - Silny powiedział swoje i był ciekaw jak się Otto do tego odniesie. Jednak zaznaczył, że są spore szanse, że go nie będzie przez parę dni w mieście.
- Nie za dużo. - uznał jednooki - Tuzin chyba damy radę jakoś utrzymać, co nie? Jeżeli potrzebowałbyś jakiejś rekompensaty to oczywiście coś uzbieram.
- E. Chyba nie. Jakby jakaś szpetna była to nie tak łatwo by kogoś szukać. Ale jak taka ładniutka to raczej chętnych nie będzie brakowało. - Łysy machnął swoją sękatą łapą na znak, że na tym polu, trudności raczej nie przewiduje. - To co? Na kiedy chcesz to zorganizować? No dziś to ja jeszcze będę ale jutro czy pojutrze to jak ci mówiłem, pewnie już będe na rzece urzędował. Wtedy to najwyżej umówimy się jak wrócimy albo z Łasicą gadaj. Bo Burgund też z nami płynie. - Zerknął na idącego obok kolegę. Zbliżali się do wylotu ulicy na Plac Targowy, za jakim była Biała i hospicjum.
- Pojutrze będzie dobrze. Jeszcze ugadam to z Odette, ale oczywiście zjawimy się. Nie musisz sprawdzać widowni, Lady von Treskov nie wybrzydza. I dziękuję, wiem, że proszę o dużo.
- Nie wiem czy do pojutrza wrócimy. Płyniemy do Saltmundu. To ze dwa dni w górę rzeki. I tyleż na powrót. Więc to pewnie cztery, pięć dni zejdzie. Chyba, że coś się wydarzy co skróci tą podróż. To jak chcesz coś prędzej to lepiej gadaj z Łasicą. No chyba, że możesz poczekać do naszego powrotu. - Łysy wzruszył swoimi masywnymi ramionami i podał koledze swoje oczekiwania, kiedy z ekipą Egona, powinien znów być w mieście.
- Pośpiechu nie ma, do tego dobrze będzie jak sama tancerka będzie miała czas. Do tego muszę znaleźć dyskretnych muzyków. - mnich się zaśmiał - Cóż was wysyła, aż tak daleko?
- Grajków to możesz poszukać u Łasicy. Pewnie jakichś zna. Rzucisz im parę miedziaków, albo nawet za wychędożenie takiej lubieżnej panienki, to powinni się jacyś znaleźć. Pewnie by wystarczył jeden czy dwóch. - Tutaj mięśniak też był zdania, że ten krok nie powinien stanowić zbyt wielkich trudności. - A my płyniemy bo w górze rzeki ktoś napada na barki. To może napadnie i na nas. Egon z Larsem liczą, że udałoby się zdobyć jakąś łajbę do dalszych celów. A resztę to się zobaczy. Oficjalnie będziemy płynąć albo jako eskorta albo pasażerowie. Jeszcze się zobaczy. Dobrze, mam nadzieję, że trafi się okazja rozwalić parę łbów he he. - Mięśniak zarechotał na koniec ale chyba traktował tą wyprawę jako przyjemną odmianę od codziennej rutyny w mieście.
- Niech rzeka spłynie krwią. - uśmiechnął się mnich - Wątpię, aby zwykłe zbiry drogowe dały wam radę.
- No pewnie! Taką zgraję, żeśmy zmontowali, że nikt nam się nie oprze! - Silny zarechotał z zadowolenia na słowa kolegi. - Jeszcze tylko w porcie mogą nas zatrzymać. Nie wiemy czy uda się nam wszystkich co planujemy, wejść w tym samym czasie, na tą samą łajbę. No ale to się będziemy jutro martwić. - Pokiwał swoją łysą głową ale widać, że nie psuło mu to humoru. - Dobra, to jak chcesz to zbiorowe chędożenie milady to da się załatwić. Ja to mogę załatwić ale jak wrócę z tego rejsu. Jak chcesz wcześniej to pogadaj z Łasicą, ona też powinna dać radę. - Przypomniał sobie o czym rozmawiali przed chwilą. Akurat jak weszli na Plac Targowy. Nawet jak nie był to dzień handlowy, to tu biło serce tego opustoszałego miasta i ludzi oraz wozów, było sporo.
- Spróbuję. Może też jakoś odkupię się w oczach łotrzycy. - odparł Otto - Potrzebujesz czegoś ode mnie przed wyruszeniem? Mogę nawet cię pobłogosławić w imię krwawego.
- Jak możesz to dawaj. Nigdy nie wiesz kiedy to drugie ostrze będzie trochę szybsze niż twoje nie? - Łysy zaśmiał się chrapliwie jakby zdawał sobie sprawę jak dla większości wojowników kończy się droga miecza. Mimo to akceptował to i nie wyglądał na zlęknionego. Raczej wydawał się patrzeć z nadzieją na ten rzeczny wypad jako okazję do bitki i przygody.
Mnich sięgnął pod habit, wyciągając nóż i wręczając go Silnemu. Chwycił mocno za ostrze i oprych po chwili zobaczył kilka strużek krwi. Otto chwycił go bratersko za ramię.
- Aby twe ramię cię nie zawiodło. Aby twe serce nie przestało bić. Aby twe ostrze się nigdy nie stępiło. Aby twój krzyk nigdy nie osłabł. - przybliżył się do Silnego - Krew dla boga krwi.
- Krew dla boga krwi. Krew dla Krwawego Ogara bracie! - Silny mocno ścisnął prawicę mnicha aż go zabolała. W oczach mięśniaka pojawił się groźny błysk, jaki obiecywał jego wrogom i ofiarom marny koniec. Przez chwilę dzielili ten moment zaufania i bliskości. Nim zbir puścił dłoń kolegi. Pokiwał głową i uśmiechnął się. Po czym nagle jakby coś mu się przypomniało.
- A wiesz co? Annika ma z nami płynąć. Lady Fabienne się zgodziła. Tak mówili Egon z Larsem. Zobaczymy czy faktycznie ją puści. Jeśli tak… No to zobaczymy co dziewczyna potrafi. Mizerna jest, mięśni prawie nie ma. Na moje to na ladacznicę mi bardziej pasuje. No ale kto wie, kto wie… Widziałem wczoraj jak rozkwasiła nos pijanemu niziołkowi który na nią nastawał. No w sumie to tylko pijany niziołek. Ja to bym go jedną ręką załatwił. Ha! Jakbym dał mu z bańki to nawet w ogóle rąk bym nie musiał używać! He he. No ale widać było, że ikrę ma dziewczyna. Nie dała sobie w kaszę dmuchać. Więc kto wie, kto wie… Może coś z niej będzie. - Zwierzył mu się z wczorajszego epizodu z byłą pacjentką hospicjum. I wydawał się wciąż być pełen wątpliwości co do Anniki jako wojowniczki. Ale jednak był gotów dać jej chociaż szansę aby się wykazała.
- Ogień w jej krwi jest prawdziwy. - zapewnił Otto - Każdy zaczyna nisko. Wątpię, aby twoja pierwsza bójka była z strażnikiem miejskim… chociaż kto wie, wariat z ciebie taki, że pewnie chciałeś złapać byka za rogi.
- E. Moja pierwsza bójka była tak dawno temu, że już jej nie pamiętam. Jeszcze smarkiem w krótkich gaciach byłem. - Silny roześmiał się chrapliwie, jakby go rozbawiła ta uwaga. Machnął ręką jakby nie warto było do tego wracać. - No zobaczymy co z niej wyjdzie. Na tej rzece statki ktoś napada. Więc może i my trafimy na kotłowaninę. Na to liczę! - Zaśmiał się teraz głośniej i pogroził pięścią nieznanemu jeszcze wrogowi. - Dobra idę. Powodzenia Otto. Ha! I przygotuj te ladacznice na nasz powrót! Bo jak woje wracają z wyprawy to chętne uda zawsze są mile widziane! I wino! Dużo wina, kobiet i chędożenia! - Zaryczał ze śmiechu jakby tak właśnie wyobrażał sobie udany powrót wojowników do domu.Otto u Lebkuhenów
Mnich przyjrzał się dziewczynie wybranej przez Teofano.
- Wstrzymaj groźby, więcej much przyciągniesz na miód. - zastanowił się - Nie ma pośpiechu, aby ją od razu wciągać do grona innych matek, więc na razie po prostu… zainteresuj ją sobą. - spojrzał z uśmiechem na cukiernik - Jesteś bardzo urodziwą i intrygującą kobietą Teofano, na pewno będziesz w stanie ją sobą zainteresować. Ja na razie zobaczę jak otwarta jest twoja matka.
- Aha. - Młoda cukiernik pokiwała głową, słysząc decyzję swojego kolegi i przewodnika po wyższych sferach. Nieco uśmiechnęła się i pokraśniała z dumy gdy usłyszała od niego komplement o swoim wyglądzie. I przez chwile jeszcze wpatrywała się przez szybę na Gelę. Ta pakowała właśnie komuś torbę pierników i uśmiechała się do klienta życzliwie. - To mówisz, żeby tak raczej łagodnie z nią? No dobrze, spróbuję. Tylko nie słyszałam aby ją jakoś kobiety interesowały. Ja to wcześniej trochę interesowałam się Margo ale raczej po to aby pokazać jej kto tu rządzi. Dopiero jak dzięki tobie, spotkałam lady Fabienne, Pirorę i Odette to zobaczyłam jak to może być ciekawie i przyjemnie z inną kobietą. - Przyznała się, że czuje się na tym polu mało doświadczona. I zerknęła na mnicha czy ten nie byłby skłonny podpowiedzieć jej coś jeszcze, jak powinna postąpić z młodą i urodziwą podwładną.
- Nie dowiesz się dopóki nie spróbujesz. Jeżeli twe wdzięki nie będą jej miłe, no cóż trudno, trzeba będzie spróbować innego fortelu. Na razie pomyśl o tym jak o treningu. Kiedyś będziesz musiała sobie znaleźć męża, co nie? Sztuka uwodzenia sprawi, że będziesz mogła przyciągnąć uwagę kogo będziesz chciała.
- Nie potrzebuję męża. Ja już jestem poślubiona naszym pieszczoszkom! - Teofao żachnęła się i dumnie poklepała się po swoim brzuchu. Na razie wciąż był płaski więc nie było znać jej robaczej ciąży. Jednak po chwili uspokoiła się i uśmiechnęła do mnicha. - No ale dobrze. Spróbuję z Gelą po dobroci. Może nie jest szlachcianką jak nasze milady, no ale jest dość urodziwa. Coś wymyślę. - Pokiwała głową, na znak, że postara się postąpić wedle wskazówek rozmówcy.Mnich poszedł do mieszkania Lebkuchenów i zapukał do drzwi oczekując na wpuszczenie. Czekał krótko. Ze środka usłyszał lekkie, szybkie kroki. Po czym drzwi otworzyły się a z wewnątrz ukazała się kolejna muszą matka.
- Pochwalony bracie Otto. Wejdź proszę. Frau Lebkuchen cię oczekuje. - Pokojówka odsunęła się aby go wpuścić do mieszkania. Posłała mu ostrożnie życzliwy uśmiech a sama poczekała aż wejdzie aby zamknąć za nim drzwi. Wtedy przejęła rolę przewodniczki gotowa poprowadzić go w głąb mieszkania.
Otto skinął pokojówce na przywitanie.
- Witaj Margareth, miło cię widzieć. - przekraczając próg ucałował dłoń kobiety - Możesz mi opisać cóż to trapi twoją pracodawczynie?
Pokojówka nie spodziewała się takiego gestu jakim zwykle częstowała się szlachta. Więc się zmieszała na chwilę. Widać było, że jednak sprawił jej przyjemność. Po chwili odchrząknęła aby zebrać się na odwagę i starała się odpowiedzieć na pytanie.
- Korzonki. Frau mówi, że jej dokuczają. Ma nadzieję, że przyniesiesz jakieś maści i olejki jakimi ją nasmarujesz i jej pomogą. No i wiesz… Aby to zrobić to będzie musiała pokazać ci plecy. - Wciąż lekko się rumieniąc wskazała gestem w głąb korytarza gdzie pewnie czekała matka Teofano. Mniej więcej zgadzało się to z oficjalnym powodem wizyty mnicha, jaki ustalili wczoraj po mszy. Ale świadczyło też, że tak wstępnie to gospodyni obdarza go pewną dozą przychylności i zaufania skoro liczy się z tym, że chociaż obnaży przed nim swoje plecy.
Mnich klepnął się w sakwę.
- Mam coś przygotowanego. Kilka ziół i przypraw. Jeżeli mogłabyś przynieść mi zwykły olej kuchenny, to by pomogło. - mnich ruszył we wskazanym kierunku - Frau Lebkuchen? Przybyłem na twe wezwanie.- Dobrze. - Pokojówka uśmiechnęła się do niego i ruszyła w jeszcze inną stronę mieszkania. Zaś mnich mógł dotrzeć do drzwi, jakie wskazała mu wcześniej. Gdy je otworzył, ukazał się mały salon. Może nie tak gustowny i okazały jakie widział u von Mannliebów czy u Priory ale też był starannie urządzony na miarę możliwości bogatych mieszczan. Gospodyni czekała na niego przy kominku.
link: https://i.imgur.com/bMNhhSS.jpeg
- Pochwalony bracie Otto. Miło mi cię znów widzieć. Moja córka strasznie zachwalała twoje umiejętności niesienia ukojenia. Mam nadzieję, że okażą się prawdą. - Renate Lebkuchen była już nie pierwszej młodości. Ale trzymała się prosto i widać było, że życie oszczędziło jej fizyczność. Wciąż miała błysk w oku i gładką cerę. Suknia oczywiście nie dorównywała tym jakimi nosiły szlachcianki ale jak na mieszczkę, to była z górnej półki. Widać też było po kim Teofano odziedziczyła te ładne, kasztanowe włosy.
- Moim celem jest twoje zadowolenie, pani. - odparł mnich i zbliżył się cukiernik - Zanim przejdziemy do zabiegu, proszę opisać ból. Gdzie się zaczyna, przy jakich sytuacjach? Czy jest to ból ostry, kłujący, taki co promieniuje?
Kobieta obserwowała swojego gościa gdy ten przechodził przez pomieszczenie. Wysłuchała co mnich ma do powiedzenia i kąciki jej ust wydawały się minimalnie uniesione w subtelnym uśmiechu jakiego oficjalnie nie było. - Miewam boleści w krzyżu. Zwłaszcza jak się zapomnę i schylę zbyt gwałtownie albo coś dźwignę. - Pokazała dłonią na dół swoich pleców. - Byłabym bardzo rada gdybyś ojcze, znalazł na to jakiś sposób aby to przeszło. Wtedy zapewne bym odzyskała młodzieńczą witalność i to by mnie wprawiło w zadowolenie. - Odparła godnym tonem w jakim jednak brzmiała nutka frywolności.
Otto się uśmiechnął.
- Jestem pewny, że witalności w tobie jeszcze dużo moja pani. Za pewne w niejednej rzeczy bym się zmęczył przed tobą. Posłałem Magareth po olej, jak go przyniesie możemy rozpocząć. Masz jakieś wygodne łóżko, aby się położyć? No i oczywiście… będziesz musiała zdjąć szatę.
- No cóż, ojcze, skoro mówisz, że to potrzebne… Jestem tylko bogobojną córą tego miasta. - Właściwie to Lebkuchen użyła takich słów jaką prawa obywatelka Imperium powinna. Jednak uśmiech jaki krył się w jej spojrzeniu dość mocno wypaczał ich sens. Nie wyglądała na to aby wizja zdejmowania ubrania przed mnichem jakoś ją przerażała czy krępowała. Jednak ich rozmowę, zakłocił powrór Margo. Pokojówka zapukała w drzwi a gdy jej pani kazała jej wejść to weszła. Szybko do nich podeszła trzymając tacę a na niej dwie butelki delikatnej oliwi używanej do sałatek, zbyt drogiej dla większości populacji miasta. Oraz bardziej powszechny olej. Zatrzymała się wodząc oczami między nimi jakby nie do końca pewna komu z nich powinna przekazać te butelki.
- Przejdziemy do pokoju dla gości. Mimo wszystko ojcze, w mojej małżeńskiej sypialni, goszczę tylko mojego męża. - Pani domu, zwróciła się do nich obojga. Pokojówka pokiwała ze zrozumieniem głową i wróciła w stronę drzwi. Przy okazji wskazując drogę, gdzie będą iść. - To był dawny pokój Teo i jej siostry. Jak jeszcze były dziewczynkami. Teraz ma inny pokój a ten przysposobiliśmy na wypadek gości. - Renate wyjaśniła mnichowi dokąd zmierzają. I po chwili byli w tej sypialni. Nawet podobny wielkością do tej zajmowanej przez ich ostatnią córkę na wydaniu. Ale nieco mniej spersonalizowany. Za to z wygodnym, podwójnym łóżkiem gotowym przyjąć jakąś parę.
Mnich wyciągnął sakwę i położył ją na stole. Po chwili wyciągnął z niej mniejsze woreczki, które delikatnie rozłożył. Frau Lebkuchen mogła zobaczyć liście mięty, startą paprykę i kilka innych ziół.
- Proszę się rozebrać i położyć, pani. Najpierw zobaczymy jak to wygląda.
- Może ja pokażę tutaj. - Lebkuchen wezwała Margo do siebie akurat jak ta postawiła tacę na nocnej szafce przy łóżku. Dziewczyna bez wahania do niej podeszła i czekała na dalsze polecenia swojej pani. Ta gestem kazała jej się odwrócić. A sama podniosła dół jej koszuli i nieco ściągnęła spódnicę. Tak, że się ukazał dół pleców i fragment kobiecej bielizny poniżej. - O tutaj. - Przesunęła palcami po skórze pokojówki spokojnie i nieco pieszczotliwym ruchem. - Myślisz ojcze, że mógłbyś coś pomóc na to miejsce? - zapytała zerkając na mnicha z tym samym subtelnym, nieco kpiącym a nieco wyzywającym spojrzeniem.
- Jak najbardziej. Proszę się położyć, pani. - mnich uśmiechnął się do obu kobiet i podszedł do tacy z olejkiem, wcierając niewielką ilość w dłonie.
- Margo pomóż mi. - Matka Teofano zwróciła się do służki, wskazując na zapięcie swojej sukni. Co prawda pewnie sama by sobie z tym poradziła ale nie po to miało się pokojówki aby z nich nie korzystać. Myszata brunetka podeszła do gospodyni i bez sprzeciwu, zajęła się supełkami i guzikami swojej pani, aby jej pomóc zdjąć suknię. Gdy skończyła Renate skinęła jej dłonią, już własnymi dłońmi przytrzymując ją aby nie opadła. - Możesz odejść. No chyba, że ojciec Otto znajdzie dla ciebie jakieś zastosowanie. - Zwróciła się do pokojówki i jakby oddała pałeczkę co do niej, swojemu gościowi. Margo więc spojrzała pytająco na mnicha czy ma zostać czy wyjść. Jej pani zaś zsunęła z pleców suknię. Plecy miała jak na swój wiek gładkie i zgrabne. Chociaż na jednej łopatce była szpecąca plama po dawnym oparzeniu wrzątkiem czy czymś podobnym. Brunetka położyła się na brzuchu oddając swoje plecy pod opiekę mnicha.
- Powinienem sobie dać radę Margareth. Dziękuję. - mnich położył delikatnie dłonie na plecach kobiety, na razie rozprowadzając olej po skórze. Po chwili cukiernik poczuła zwiększoną siłę nacisku dłoni Otto na punkt, który wskazała. Spowodował tymczasowy ból, który jednak szybko przerodził się w rozkosz ulgi.
- To tutaj, pani?
- Tak, tutaj. Masz zręczne ręce ojcze. - Lebkuchen leżała na brzuchu, całkiem spokojnie. Co ułatwiało mnichowi manewry. Margo wyszła bez słowa, cicho zamykając za sobą drzwi, więc zostali w sypialni dla gości, tylko we dwoje. Pod palcami Otto czuł kobiecą, ciepłą skórę a pod nią, żywe ciało. Znów dało się poznać po kim Teofano odziedziczyła swoje kobiece wdzięki. - Chociaż czasem mam wrażenie, że całe plecy mnie bolą i przydałyby mi się nowe. - Wymruczała z rozleniwionym zadowoleniem jakie brzmiało bardzo zachęcająco.
Dłonie mnicha zaczęły wędrować po całych plecach kobiety i nawet muskać jej boki.
-Nonsens. Masz piękne plecy, moja pani. Skórka gładka i jędrna, kręgosłup prosty. Blizna, jedynie zwraca uwagę na twe łopatki, nie zabierając im uroku.
- Nie przejmuję się nią. Mam ją większość życia. Moja matka niechcący, oblała mnie wrzątkiem gdy byłam pacholęciem młodszym niż Teo teraz. Miałam prawie całe życie aby się do niej przyzwyczaić. Masz naprawdę zręczne dłonie. Czuję jak zmęczenie uchodzi z mego ciała. Aż by się chciało aby nie tylko plecy poczuły taką ulgę. - Lebkuchen wciąż leżała spokojnie i pozwalała aby mnich robił swoje. Jednak ten ostatnio na tyle wiele miał do czynienia ze swoimi kochankami, że rozpoznał rodzącą się przyjemność. Taką jaką mężatce wypadało odczuwać i przeżywać, wyłącznie ze swym prawym małżonkiem.
Mnich sekundę się zastanowił na następnym krokiem.
- Jeżeli są jakieś miejsca, w których chciałabyś poczuć mój dotyk, jedynie powiedz. - postanowił przyjąć rolę niewinnego chłopaczka w obliczu wygłodniałej lwicy. Zapewne frau Lebkuchen nie często miała szansę być dominująca w obliczu mężczyzny. Jego dłoń zsunęła się delikatnie niżej, ale jeszcze nigdzie skandalicznie.
- To byś musiał ściągnąć suknię. Bo to miejsce jest trochę niżej. - Gospodyni nieco uniosła swoje biodra, aby łatwiej mu było to zrobić. A wtedy ukazała mu się cała jej sylwetka. Całkiem zgrabne nogi, chociaż z żyłkami na łydkach. Szczupła kibić i foremny tył. Jeszcze symbolicznie zasłonięty kawałkiem bielizny. Nie tak wykwintnym jak te jakich widział u szlachetnie urodzonych koleżanek, ale też nie taki zwykły jak u Margo czy Elke. - Od tego ciągłego stania i chodzenia, bardzo puchnął mi nogi. Czy mógłbyś coś pomóc, podobnie jak na plecy? - Głos miała nieco przytłumiony przez poduszkę. I nie podnosiła głowy, jakby tak było łatwiej dla nich obojga. Dało się jednak wyczuć to samo przyzwolenie co wcześniej.
Mnich pomógł kobiecie zdjąć suknię i rozpoczął wywierać nacisk na łydki kobiety. Zgiął je później w kolania, kolejny chwilowy ból dał miejsca większemu ukojeniu.
- Łatwo być nieskazitelnym, jeżeli nic się nie robi. - odparł Otto, jego dłonie teraz powędrowały masować między udami kobiety.
- No niestety, jak ma się całą cukiernię na głowie to trudno jest zadbać o siebie. - Właścicielka słodkiego rzemiosła z przyjemnościom poddawała się dotykowi mężczyzny. Nawet jak stopniowo przechodził on z jej łydek na uda i był coraz bliżej ich zwieńczenia. - O tak, w tym miejscu bym prosiła abyś szczególnie zwrócił na nie uwagę. I ściągnij te majtki, tylko przeszkadzają. - Rzeczywiście zwracała się do niego z zalotnością salonowej lwicy jaka wie czego chce od swojego kochanka. I potrafiła dać mu znać, że jest już gotowa aby przejść do śmielszych działań.
Otto przełknął, niech matrona Lebkuchenów poczuje jak młodzieniaszek wyznaje chuć do jej ciała. Nieśmiale zdjął resztę bielizny kobiety, jego dłonie delikatnie zaczęły pieścić jej łono.
Gospodyni nie przerywała mu. Zupełnie jakby nie chciała go speszyć. Ale, że miał w takich zabawach spore doświadczenie, to widział i wyczuł jak ciepło podniecenia, zaczyna ją rozgrzewać od środka. Coraz bardziej i wyraźniej. Jak oddycha szybciej i głębiej. Jak coraz słabiej się kontroluje. Aż w końcu jak bezwstydnie przewraca się na plecy. Teraz ją widział w całej okazałości. Zgrabne uda, z małą, starą blizną. Starannie przystrzyżone łono. Płaski brzuch. Jak na jej wiek, dość kształtne i bujne piersi. I wreszcie zachęcające, bezkompromisowe spojrzenie nad pełnymi ustami. Wzywała go do siebie całą sobą, aby po tych wstępnych karesach mogli zacząć właściwe figle. Już bez udawania, że chodzi o jakąś pomoc medyczną.
Mnich zdjął spodnie i ułożył się między udami cukiernik.
Przynajmniej miał pewność, że kobieta nie jest przeciwna poszukiwaniu przyjemności. Teraz jedynie zostało powoli siać zainteresowania w stronę much.Wellentag; popołudnie; teatr
Otto u Pirory
Mnich skłonił się przed Pirorą.
- Witaj moja droga. Chciałem się upewnić, że wszyscy zadowoleni bo ostatnich zabawach. A widzę, że macie nie lada przedstawienie.
- Oh, to zwykła próba. Udało nam się namówić Alionę aby pokazała nam nieco swoich umiejętności. Jak pewnie widzisz, plotki o muzycznych talentach elfów znikąd się nie wzięły. - Pirora stanęła obok kolegi, dyskretnie nadstawiając policzek aby mógł go elegancko pocałować. Chociaż takie zachowanie raczej nie przystawało do relacji między szlachcianką a zwykłym mnichem i świadczyło o zażyłości jaka ich łączy. On zaś widział jak elfka i dwie szlachcianki na chwilę się zajęły rozmową o talentach leśnej elfki ale zapewne nie całkiem przegapiły jego przybycie.
Mnich ucałował policzek szlachcianki, zezwalając sobie na delikatne uszczypnięcie jej kuperka.
- Mam do tego sprawę do Lady Odette, ale nie będę jej okradał z możliwości rozmowy z pięknym ludem. - jednooki zerknął na rozmawiające kobiety - Mam nadzieję, że nic nie podejrzewają. Elfy potrafią rozpoznać metody naszych patronów lepiej niż większość ludzkości.
- Chyba nie. Przynajmniej ostatnio jak się bawiliśmy w teatrze po występie to i Aliona i Fanriel były nam przychylne. Bardzo Adrienne przypadła im do gustu. Od tamtej pory nie zauważyłam zmian w ich zachowaniu. Może nawet są nam życzliwsze. - Pirora lekko pacnęła w ramię kolegi gdy ten uszczypnął jej tylne wdzięki ale raczej dla takiej przyjacielskiej wymiany żartów niż dla skarcenia go. Ale, żeby nie przedłużać powitania, zaprosiła go do trójki rozmawiających koleżanek.
- Witaj bracie Otto. Miło cię znów widzieć. - Gwiazda estrady odezwała się pierwsza od razu pokazując swoją przychylność wobec zwykłego mnicha. Kamila i Aliona też posłały mu życzliwe, uprzejme uśmiechy.
- Witajcie moje drogie. Nie spodziewałem się zostać uraczony tak pięknym dźwiękiem jak śpiew elfiej damy. - skłonił się przed Alioną - Teraz jedynie rozpaczam, że tylko końcówkę usłyszałem. Lady Odette, hospicjum jest w przygotowaniach na twe odwiedziny.
- Oh to tylko taka przyśpiewka ludowa. Tak to się chyba u was mówi. - Elfia brunetka przyjęła komplement z uprzejmym uśmiechem ale wyglądało na to, że sprawił jej przyjemność.
- Nie przesadzaj Aliono, wasze kołysanki czy przyśpiewki ludowe, są bardziej zaawansowane i przemyślane niż nasze arie. Może najelpsi tileańscy mistrzowie to się zaczynają zbliżeć precyzją do waszych rymów. - Lady Odette wypowiedziała się po przyjacielsku i swobodnie ale dała wyraz swojemu szacunku dla elfiej sztuki i poezji. To wywołało uśmiechy na twarzach koleżanek.
- Dlatego cieszę się, że dziś miałyśmy zaszczyt słuchać i podziwiać was obie. - Kamila van Zee dołożyła wisienkę na torcie tej wymiany uprzejmości słodząc tak elfce jak i miodowłosej śpiewaczce.
- To mówisz bracie Otto, że hospicjum jest gotowe na moje przybycie? No tak, prawie o tym zapomniałam. Dobrze, że się przypomniałeś. To sugerujesz jakiś termin? Dziś już nie dam rady. Może jutro? Na obiad jestem zaproszona przez Benitę i jej męża. Byli tak uprzejmi, że nie mogłam im odmówić. Więc pewnie trochę nam tam zejdzie. Może znalazłabym czas aby wpaść do tego hospicjum przed obiadem. Co myślisz Otto? - Zwróciła się do mnicha gdy tylko szybko przeleciała w myślach swoje plany na nadchodzący dzień.
- Jak najbardziej. - odparł mnich - Z wielką chęcią będę twoim przewodnikiem. Ach i… - zastanowił się chwilę ile będzie w stanie powiedzieć - Udało mi się już zorganizować miejsce na… ten pokaz, o którym rozmawialiśmy. Potrzebuję jeszcze zorganizować muzykę. Nie ma jednak pośpiechu, właściciel będzie miał wolne dopiero za jakieś pięć dni.
- Oh, to jednak pamiętałeś o tej mojej małej prośbie? Oh to cudownie! Widzę, że wybrałam na impresario właściwego człowieka. - Miodowłosa milady rozpromieniła się i objęła ramię mnicha w geście zaufania i wdzięczności.
- A to jakiś koncert poza teatrem? - Kamila wydawała się być tym naturalnie zaciekawiona, choć oczywiście nie mogła znać prawdziwej treści tego o czym rozmawiali.
- Oh koncert to mon cher. To takie małe spotkanie z wielbicielami. Sama widziałaś co się wczoraj działo po mszy. A wiesz przecież, że nie wszyscy mają okazję mnie podziwiać w twoim zacnym teatrze lub rezydencji. - Diwa dość gładko wybrnęła z tego pytania i von Zee wydawała się być usatysfakcjonowana takim wyjaśnieniem. - Tylko ja was przepraszam na chwilę. Ale koniczenie muszę zmyć ten makijaż. Niestarannie go dobrałam i teraz zaczyna mnie drapać. - Przeprosiła swoje koleżanki a one ze zrozumieniem pokiwały głowami, jakby uważały, że słynna śpiewaczka ma prawo do swoich dziwactw i humorów. Ona zaś obróciła się i tanecznym ruchem wyszła z mnichem na korytarz. Kierowała się w stronę garderoby, tej samej gdzie parę dni temu, poznał bliżej lady Benitę.
- Ojej pięć dni? To tak długo. Co prawda da więcej czasu na przyjazd moim koleżankom. Ale powiedz mi mój drogi Otto, czy nie dałoby się czegoś zorganizować wcześniej? Koszty oczywiście nie graja roli, jeśli na coś ci potrzeba pieniędzy w tej organizacji rozrywki to tylko powiedz. Niech takie głupstwa nie stoją na drodze sztuce, emocjom i przygodzie. - Mówiła teraz ciszej ale szybciej. A krok za krokiem, zbliżali się do jej garderoby.
- Porozmawiam jeszcze z Łasicą, ponieważ miejsce, które znalazłem to karczma Silnego, jednego z naszych braci oddanych Krwawemu. - wytłumaczył się cicho mnich - Opuszcza miasto na kilka dni dlatego tak długo. Plan miałem, abyś założyła jakąś maskę balową i może perukę. Natomiast być może Łasica pomogłaby coś w zamtuzie zorganizować, jeżeli nie masz nic przeciwko.
- Silnego… - Milady zmrużyła oczy, jakby próbowała sobie przypomnieć o kogo chodzi. A mięśniak rzeczywiście niezbyt często bywał na zabawach organizowanych przez Pirorę i jej koleżanki. Na razie jednak sięgnęła to aksamitnej torebeczki i wyjęła z niej klucz jakim otworzyła drzwi do garderoby. Co na chwilę ją zajęło. Po chwili we dwoje byli już w środku. - No szkoda, że tak utalentowany, młody człowiek wyjeżdża z miasta akurat teraz. No ale cóż, sztuka wymaga poświęceń. - Westchnęła jakby było jej żal na to, że będzie musiała tyle dni czekać na te figle o jakich rozmawiali wcześniej.
- Ale zamtuzy! Uwielbiam zamtuzy! I ladacznice! To takie nieprzyzwoite! Pewnie wiesz, że szlachciance a zwłaszcza komuś o mojej pozycji, absolutnie nie wypada odwiedzać takie kontrowersyjne miejsca? No właśnie dlatego je uwielbiam odwiedzać. Chociaż nie zawsze mogę to robić oficjalnie. Więc tak mój drogi Otto, absolutnie jestem chętna na zabawy w zamtuzie. I to z Łasicą? Ona mi wygląda na bardzo obrotną kobietę, co ma głowę na karku. No jeśli byś był tak uprzejmy aby zorganizować mi jakąś rozrywkę, zanim twój kolega nie wróci, byłabym bardzo zobowiązana. - Diwa rozgościła się w garderobie jak u siebie i jakby odruchowo przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze. To było duże, kryształowe lustro gdzie widać było wyraźnie każdy detal twarzy. I jeszcze oprawione w ozdobne ramki i drogie kamienie. Jednak milady była bardziej zainteresowana ustalaniem szczegółów tych nietypowych romansów o jakich rozmawiali.
Mnich podszedł do divy i niemal odruchowo pogłaskał jej policzek.
- Jakoż chcesz tak się stanie. Nie będę stał na drodze sztuki. Kto wie, może znajdziesz tam jakiegoś wartego głębszego zapoznania.
- Oby, mój drogi Otto, oby. Muszę przyznać, że z każdym dniem, jestem coraz przychylniejsza temu miastu. Wreszcie mogę przeżywać takie przygody jakie uwielbiam! - Aktorka nie uciekła od jego dłoni, więc mógł poczuc jej gładki, przyjemny w dotyku policzek. A sama nawet przechyliła głowę tak, że pocałowała jego palce i wnętrze dłoni. - Więc jeśli byś mógł razem z Łasicą mi zorganizować jakieś takie ekscytujące, niecodzienne przygody to byłabym wniebowzięta. - Popatrzyła mu prosto w twarz, i splotła dłonie na jego karku, jakby byli kochankami. - I jeszcze te przyjemniaczki. - Zmrużyła oczy i przygryzła wargi gdy o nich wspomniała. - Od rana czuję, jak sobie we mnie potańcówkę urządziły. Fabi miała rację. To naprawdę niesamowite uczucie. Nigdy wcześniej nie przeżywałam niczego podobnego. A paru rzeczy jednak w życiu próbowałam. - Wyznała z lubieżnym błyskiem w oku.
Otto ucałował delikatnie usta divy.
- Więc przygotuj się na poród. Pamiętasz co Laura przeżyła, i to oczekuje ciebie za kilka dni. - mnich się uśmiechnął, jego ręce objęły divę - Nie jedno przeżyłaś, ale pewnie kilka rzeczy cię ciekawi. Wyjaw swe sekrety, a ja mogę spróbować je zyścić.
- Oh oby, oby! Już nie mogę się doczekać! Widziałeś jak wczoraj Fabi urodziła? Jakie to było cudownie ekscytujące! I jakie wielkie z niej wyszły! Nawet nie wiedziałam, że mogą być takie duże. Dlatego tak się zagapiłam jak ten pierwszy spadł na mnie. Ale teraz będę już wiedzieć i będę lepiej przygotowana! A Fabi mówiła, że wciąż je czuje w sobie więc na szczęście to nie były dwa ostatnie. Myślisz, że ze mnie też wyjdą takie wielkie? - Diwa wdzięcznie roześmiała się z dziewczęcą naturalnością. I już całkiem przylgnęła do piersi mnicha jak do swojego kochanka. Aż ten czuł jak jej przyjemny dla oka dekolt, napiera na jego klatkę piersiową a z bliska aromat jej perfum na jakie zapewne nie mogła sobie pozwolić niejedna szlachcianka.
- No więc jak poznałam tych waszych zwierzoludzi to ciąglę o nich myślę. Dlatego Lilly tak mi przypadła do gustu. Nieco mi ich przypomina. Już kiedyś miałam z nimi do czynienia ale tylko z jednym na raz. Był jako zakazana ciekawostka w jednym z zamtuzów. Tylko był trochę większy i miał koźli łeb. Strasznie go byłam ciekawa, nie mogłam mu się oprzeć aby go nie spróbować. Razem z koleżanką. Jedną z tych, jakie zaprosiłam i teraz. Strasznie mnie pociągają takie odmieńce. Podobno na każdą fantazję jest jakiś odmieniec! Tak usłyszałam na jakimś balu. Ci wszyscy amanci, nawet piękne kochanki, to na dłuższą metę robią się dość monotonne. Wszyscy zabiegają o moją atencję i uwagę. Albo chcą mieć ze mną romans albo coś ugrać i wciągnąć do swoich intryg. Dlatego tak przy tych kamieniach mi się podobało. Albo to co wymyśliłeś z tą tawerną i kolegą. I te pieszczoszki! Są takie obrzydliwe! Takie ohydne! W życiu bym ich nie dotknęła! Uwielbiam jak po mnie pełzają albo we mnie. To takie plugawe. - Szeptała mu czule w twarz gdy pozwalała mu się trzymać w objęciach. A jej słowa były tak bluźniercze, że natychmiast powinna trafić przed oblicze boskiej sprawiedliwości w postaci jakiegoś kapłana. Jednak ona nic sobie z tego nie robiła i mówiła o tym jak o fantazjach jakie już udało jej się zrealizować lub miała nadzieję, że tak się stanie. - Pomogłam ci? Myślisz, że dałoby się coś takiego zorganizować? Ja rozumiem, że może nie być tak łatwo więc jeśli tylko bym mogła w czymś ci pomóc, mój Otto, to bardzo chętnie spróbuję to zrobić. W końcu chodzi o sztukę i namiętność. - Popatrzyła na niego trochę przytomniej i pieszczotliwie pogłaskała go swoimi smukłymi palcami po policzku.
Mnich odsunął przepaskę zasłaniającą jego pusty oczodół.
- Jest to coś z czym mógłbym pracować. - przyznał mnich - Bezdomni? Kalecy? Nie ryzykowałbym z trędowatymi… - Otto zaczął się zastanawiać - Może mała mieszanka? Potrzebowałbym trochę czasu, ale jestem pewny, że są rośliny, które potrafią sprowadzić halucynacje. Wyobrażasz sobie bycie w objęciach kochanka, a twe oczy widzą niebywałe rzeczy?
Artystka zachichotała jak mała dziewczynka. Jakby omawiali jakiś figiel do zmajstrowania rodzicom lub opiekunom. - Oczywiście, że próbowałam różnych środków. Chyba nie masz mnie za jakiejś grzecznej panienki z pensjonatu? - Uniosła brwi aby podkreślić jak rozbawiło ją to pytanie. Jednak nie wyglądała aby ją zdenerwowało. - Ale to bardzo ubarwia taką przygodę i różne rzeczy, różnie działają. Więc jestem bardzo ciekawa mieszanki jaką przygotujesz. Obiecuję nie wybrzydzać i połknąć wszystko co przygotujesz. - Teraz trochę się z nim droczyła jak dama ze swoim amantem. Dalej jednak była w świetnym humorze. - A bezdomni czy kalecy, czemu nie. Chyba rozumiesz, że samej byłoby mi trudno zorganizować sobie taką rozrywkę? Nie wypada mi się nawet pokazywać w takim szemranym towarzystwie. N ale jakby mój drogi i utalentowany impresario zorganizował mi takie spotkanie, to na pewno byłabym bardzo rada. - Zalotnie uśmiechnęła się do swojego kochanka. Ale nagle brwi jej podjechały do góry jakby sobie o czymś przypomniała. - Ah bo widzisz, nie mówiłam ci wcześniej. Mnie te różne przypadłości roznoszone bretońskimi chorobami za bardzo się nie imają. Co najwyżej dostanę wysypki jaka po paru dniach sama schodzi. To bardzo ułatwia mi cieszyć się przygodami. Dlatego nieco obawiałam się, czy te przyjemniaczki się we mnie przyjmą. Na szczęście tak! Nawet teraz je w sobie czuje. Bardzo to ożywcze i podniecające. To taki dar od moich patronów. A ja jestem tylko ich służebnicą i staram się być sztandarem ich chwały i splendoru. A dzięki temu, mogę przeżywać niesamowite przygody. - Mówiła cicho i lekkim tonem. Jednak nie traciła wybornego humoru i wciąż patrzyła zalotnie na mnicha jakiego kark pieszczotliwie dotykała swoimi palcami.
Otto natomiast powoli zaczynał się zatracać, jego dłoń zsunęła się z policzka divy i dotarła do jej biustu.
- Faktycznie nie lada błogosławieństwo dla kogoś z twoimi chęciami. - ponownie złączył swoje usta z divy.
Aktorka też poddawała się namiętności chwili. I coraz chętniej oddawała ten dotyk i pocałunki. W końcu i jej zaczęła przeszkadzać własna suknia, jaka blokowała postęp w dalszej zabawie. - Mógłbyś pomóc z tymi sznureczkami, mój drogi Otto? - wyszeptała zalotnie mu w twarz, pokazując na zapięcie swojej sukni. Przez chwilę musiał się z nim mocować a widać było, że miodowłosa się niecierpliwi. Gdy udało mu się rozpiąć jej odzienie, ukazała się jej smukła, szczupła sylwetka w samej bieliźnie, pończochach i trzewikach. Chociaż teraz, jak patrzył na nią z bliska to albo jej brzuch wydawał się nieco kraglejszy albo sam to sobie imaginował wiedząc, że jest w brzemiennym stanie.
Mnich zdjął z siebie habit i koszulę. Diva musiała przyznać, że życie mnicha najwyraźniej wymagało wysiłku. Ciało Otto może nie było górą mięśni, ale był szczupły i widać było muskulaturę pod zabliźnioną skórą. Niektóre wydawały się od ostrzy, inne od ognia lub czegoś innego. Mnich przylgnął do ciała divy, jego dłonie pieściły wszystko czego były w stanie sięgnąć.
Chociaż wcześniej już mieli ze sobą przyjemność, to tym razem wyjątkowo byli tylko we dwoje. Więc mogli się sobie poświęcić całkowicie. Milady zdawała się doceniać smukłe ciało kochanka. Chciwie wodziła po nim palcami, pieściła dłońmi lub kurczowo łapała za plecy i ramiona. Chętnie też używała swoich utalentowanych i bezcennych ust aby go spróbować. Te usta jakie w najwiekszej świątyni w mieście z taką czystością wyśpiewywały psalmy pochwalne dla patrona mórz i oceanów, teraz sprawiały satysfakcję zwykłemu mnichowi w sandałach. Odette była namiętną kochanką i miało ciało jakby stworzone do uprawiania miłości. Pełne, jędrne piersi jakie przykuwały wzrok, usta i dłonie, kształtne pośladki, gładkie uda a do tego werwę w żyłach jakie napędzało tą grzesznicę. Nie miała oporów aby ukleknąć przed swoim kochankiem i sprawić mu i sobie przyjemność, albo prowokująco wypiąć się ku niemu opierając się o swoje biurko. W tym drogim, ozdobnym lustrze jakie podczas tych harców, strasznie się trzęsło, widział i jej rozanielone oblicze, i podskakujący rytmicznie biust i czasem swoją twarz. Aż wspólnie doszli do finałowego momentu tej przyjemności. Wciąż nadzy i zdyszani, siedzieli na krześle na jakim zwykle diwa sprawdzała swój wizerunek w zwierciadle.
- A masz jakieś plany na jutro mój drogi? Bo nie wiem czy mówiłam. Ale jestem umówiona na obiad z Benitą i jej mężem. Tak pomyślałam, że znów można by ją zasiać. Chyba polubiła te przyjemniaczki. Najchętniej to bym użyła na niej tej twojej zabawki. Ale tymi strzykwami też może być. No i jakbyś sprawił mi przyjemność towarzysząc mi to może by się nam udało ją zasiać oboje? A jeśli nie to może tobie lub mnie, gdy to drugie by bawiło męża rozmową. - Zagaiła go rozanielonym głosem gdy nago siedziała na jego nagich udach. Zaś palcami pieszczotliwie przesuwała po jego włosach.
- Większych planów nie mam, więc oczywiście chętnie ci pomogę, mój skowronku. - całował szyję swej kochanki i delikatnie pogłaskał jej wypełnione podbrzusze - I chętnie zasiałbym was obie.Kończąc harce z Odette mnich wrócił do reszty grupy i miło spędził resztę dnia.
Następnego najpewniej uda się Odette do Benity a później, wróci do Hospicjum poinformować zarówno przeora jak i Niklasa o zbliżającej się wizycie. Jeżeli znajdzie czas poszuka też Łasicy. -
[WOD/MAG] Magowie na Dzikim ZachodzieHotel robotniczy, bo tak można było określić to miejsce, był dużym drewnianym budynkiem ustawionym rzut kamieniem od dworca. Właściwie to naprzeciw dworca, po drugiej stronie torów. Obok budynku ustawiona była zajezdnia przeznaczona, sądząc po prowadzących do niej torach, na dwie lokomotywy. Budynek ów był zamknięty na kilka kłódek… w przeciwieństwie do hotelu który był otwarty.
I tak jak w normalnym hotelu, był tutaj hol z salą jadalną, oraz kontuarem. Tylko że w przeciwieństwie do hotelu, na kontuarze nie leżała duża otwarta księga do zapisywania personaliów gości. Tu, zamiast kluczy znajdowały się półki z trunkami. A nad półkami wisiała czarno-biała reprodukcja portretu jakiegoś mężczyzny.
- Założyciel naszej fundacji, której my jesteśmy tylko skromną odnogą. Obecnie jest tu nas czterech członków. Było sześciu, ale niedawno…- tu spochmurniał dodając ciszej.- … nasz mistrz popadł w Ciszę, a dwóch adeptów zginęło podczas konfrontacji z jakimś Manitu.
Wzruszył ramionami.- Cóż poradzić. Preria bezlitosna jest. I wymaga czujności oraz zdrowego rozsądku… nawet od maga.
Milena zatrzymała na moment wzrok przy portrecie. Znowu uśmiech zagościł na jej obliczu, tym razem trochę wilczy, gdy szczerzyła zęby.
- W rzeczywistości wydawał się przystojniejszy - stwierdziła do Horace.
- Możliwe… - zastanowił się Horace, po czym dodał głośniej.- Eeemm… to znaczy, nie żebym znał się na kobiecych gustach. Tak czy siak, proszę unikać ostatniego pokoju w korytarzu na górze. Tam spoczywa Gustaw… nasz mistrz. I cóż, potrzebuje spokoju, do czasu aż przybędzie specjalista do niego.
- Statyczna cisza, przynajmniej nie lata nago po fundacji - verbena rzuciła coś, co zdecydowanie nie było taktowne - życzę powrotu do równowagi - dodała nieco bardziej kurtuazyjnie i naprawdę szczerze, od serca.
- Zazwyczaj jest spokojnie… ale zdarzają się… hałasy. Więc czujcie się ostrzeżeni.- dodał Horace.
- Można zaciągnąć od wasz informacji w materii naszych spraw czy też wolicie nie wiedzieć więcej, a przez to i pytania są naruszeniem tego stanu?
- Pomożemy na tyle na ile będziemy mogli.- odparł dyplomatycznie miejscowy mag.
- Dobrze - wiedźma zamyśliła się - jeśli nie macie naglących obowiązków, to wypakuję się i pójdę z psami na spacer, biedakom coś się należy po tej podróży. Wrócę do godziny, może półtora, wtedy porozmawiamy - powiedziawszy to oddaliła się. A Horace spojrzał wyczekująco na pozostałą trójkę magów.
Elias westchnął i spojrzał w kierunku schodów prowadzących na górę.
- Zakładam, że przez specjalistę macie na myśli kogoś, kto pomoże mu wyruszyć w dalszą drogę? - złożył krótką modlitwę pod nosem i spojrzał na Matthew - Nie żebym wyrażał jakieś uprzedzenia, ale czy to nie jest specjalizacja twojej Tradycji? Nie licząc twoich własnych profesjonalnych przekonań.
- Nie wiem. Szczerze powiedziawszy nie mamy procedur na takie sytuacje. Wysłaliśmy telegram prywatną linią do centrali. Czekamy na ich odpowiedź i przedstawiciela.- westchnął posępnie Horace.
Coś w spojrzeniu Euthanatosa jakim zaszczycił Eliasa sugerowało jednocześnie nic, jak i wszystko... oraz miało w sobie niewypowiedzianą odpowiedź.
- Co spotkało waszego mistrza? - odezwał się zwracając wzrok na ich rozmówcę, nie odpowiadając Chórzyście.
- Manitu. To takie lokalne określenie na wszystko co wyłazi zza Rękawicy. Większość tego bowiem ma powiązanie z lokalnymi wierzeniami. Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia jakie to manitu pokonało trzech w miarę doświadczonych magów, ale z pewnością było potężne.- odparł Grimes. - Oświeceni z lokalnego pułku pomogli mi przewieźć mistrza i dyskretnie pochować pozostałych. Samego manitu już nie znaleźli. Być może walka wyczerpała jego siły i nie mógł się dłużej manifestować w naszym wymiarze. Być może ulotnił się gdzieś dalej.-
Po czym spojrzał na Eliasa. - Wypadałoby też wyjaśnić że moja tradycja i tradycje większości moich kolegów oraz przełożonych to Porządek Rozumu, a dokładniej jego odnoga: Porządek Voltariański… albo jak zwą nas inni… inżynierowie elektrodynamiczni. Sfera ducha jest nam w zasadzie obca. Ja… tworzę w materii i korespondencji! - opuścił wstydliwe pięść którą uniósł w górę w przypływie entuzjazmu. - Poza moim mistrzem, jedynie magowie z fortu potrafią sobie radzić z duchami. Ja co najwyżej mogę postawić parę pułapek eterycznych na zmory i pomniejsze manitu.
- Jak objawia się jego cisza? - zapytał Matthew - Czy widzieliście już jakieś hobgobliny? Jakieś inne symptomy, objawy?
- Nic mi o tym nie wiadomo. Zdarza mu się zrywać z łóżka i tocząc pianę z ust pędzić przewracając wszystko na swojej drodze, ale póki co to jedyny poważniejszy objaw. Poza tym… stupor katatoniczny.- wyjaśnił Horace.
Katatonia przerywana napadami, gdyby to nie była Cisza, David najpewniej dałby radę pomóc Gustawowi stanąć na nogi.
-Tutejsze duchy zawsze są takie agresywne? - Nikt o to nie zapytał, a jego ta kwestia dręczyła. Nie był ekspertem w tej dziedzinie, ale trzech doświadczonych magów raczej nie ruszało walczyć z taką istotą dla rozrywki. Musiał być powód, a agresywne byty z innego świata mogły utrudnić im pracę.
- O tak. Bardzo agesywne.- potwierdził Horace splatając dłonie razem.- Musicie wiedzieć, że Dziki Zachód jest jak Europa z czasów mitycznych. Pełen duchów i nadnaturalnych stworzeń. I ten świat kurczy się pod naporem cywilizacji. A te istoty instynktownie czują to, więc są wrogie wobec “białego człowieka”. To naprawdę niebezpieczna kraina, nawet dla Przebudzonych.
- Czyli te wydarzenia to coś niesłychanego, czy raczej interes jak zawsze? - zapytał Euthanatos.
- Raczej ryzyko które należy brać pod uwagę podczas przebywania na Dzikim Zachodzie. Jeśli się jest ostrożnym i nie wciska nosa tam gdzie nie trzeba… to można spokojnie żyć tutaj. To jak z uderzeniem pioruna…- wzruszył ramionami Horace.-... większość z nas nigdy nim nie oberwie, ale niektórzy… po prostu mają pecha.
Elias zastanowił się chwilę nad informacją o duchach z pociągu.
- Skoro mowa o "białych ludziach", jak wyglądają relacje z lokalnymi plemionami? - kaznodzieja spojrzał na ich gospodarza - Jest szansa nawiązać z nimi kontakt, czy na odległość strzelby?
- Nie mam zbyt wielu własnych doświadczeń w tej materii. - przyznał wprost Horace i splótł ramiona razem dodając. - Ale z tego co wiem z relacji naszych “misjonarzy” pośród dzikich… bywa różnie, zależnie od wioski. Generalnie najgorzej jest z Apaczami. Ci to w ogóle najwyżej tolerują obecność białych na swoich terenach łowieckich. W przypadku innych plemion bywa lepiej, ale nie oczekujcie zbyt wiele. Zalecam ostrożność i starajcie się nie irytować ich szamanów. Pamiętajcie, że wioski indiańskie są albo pod wpływem, albo pod kontrolą wilkołaków i… czasem innych łaków. Nie wiem na ile znacie mity zmiennokształtnych… niemniej dzika przyroda jest dla nich ważna, a cywilizacji… zatem szczególnie nas… - tu wskazał na siebie podkreślając ten fakt.- … ogólnie nie lubią.-
- Wiem tyle, że jeżeli coś ma futro, ktoś potrafi się w to zmienić. - odparł Elias - Mimo wszystko, jeżeli nasz zbieg nie trzyma się miast i ma… groźny wpływ na każdego, kto chce go znaleźć. Dobrze byłoby popytać lokalnych. Może coś widzieli.
- Nie zostałem poinformowany o naturze waszej misji, więc nie mam pojęcia o czym mówisz. - odparł Horace i potarł brodę zastanawiając się.- Może przejdziemy do biura projektowego. Tam mam trochę map.
-Zmiennokształtni są dziwni, choć rzucają się w oczy znacznie bardziej niż my, świat o wiele chętniej akceptuje ich istnienie. - Ciężko było stwierdzić, czy David mówi do kogoś czy myśli na głos. - Czy wasza fundacja zajmuje się ochroną tras kolejowych Panie Grimes?
Horace przez dłuższą chwilę przyglądał się Davidowi nim rzekł. - Nie. Nie zajmujemy się tym. Rozwijamy sieć przepływu informacji w postaci telegrafu. Rozbudowujemy sieć kolejową i staramy się połączyć inne fundacje w we wspólnym działaniu, ale przemoc nie jest częścią naszego modus operandi.
Elias delikatnie prychnął.
- No to radzę ją dodać. Wątpię, aby wszyscy byli szczęśliwi, z tym co robicie. - klecha pokręcił głową - Czapki z głów dla tego co robicie, ale trochę zdrowego rozsądku wam by się przydało.
- Nie jesteśmy głupcami. My nie działamy w branży misjonarskiej. Jakby się pojawiły w mieście kłopoty, to na pierwszej linii będzie kawaleria i magowie nią kierujący. Nie my.- odparł Horace i podrapał się po karku.- Co nie znaczy, że nie potrafię przygotować paru paskudnych niespodzianek. Duch nie jest moją specjalnością, ale potrafię używać kwinty do produkcji paskudnych zabawek które mogą napsuć metaforycznej krwi duchom. Nie jesteśmy całkiem bezbronni.
- Jak użyteczne będą wasze zabawki, kiedy dzikusy, czy zwykli bogobojni ludzie przyjdą po was uzbrojeni w zwykłą broń i ogień w sercu? - Elias uśmiechnął się - Zaznaczam, że nie próbuję zastraszyć ani nic takiego. Wiem natomiast, że ludzie kiepsko znoszą próbowanie poprawienia im życia, na siłę.
- Przypominam o pułku kawalerii stacjonującym w mieście. Nie ma w tej chwili wioski dzikusów która nawet z wilkołaczą pomocą mogłaby skutecznie najechać Forth Worth. A i kolej ma swoich ochroniarzy. - wyjaśnił ze śmiechem Horace. - Ja bym się martwił raczej o was, jeśli jedziecie dalej na Zachód to będziecie zdani tylko na siebie.
- Pewnie tak. Coś konkretnego czeka nas na zachodzie, czy standard z tubylcami, łakami i wszystkim pomiędzy?
- Dorzuć do tego renegatów z każdej tradycji, infernalistów zbiegłych sprawiedliwości… szamanów, którzy nie zapanowali nad własną magyią i stali się maruderami. Ci są najgorsi bo nie tylko są niebezpieczni, ale też mają całą wioskę na swoje rozkazy. Do tego byty różnego rodzaju, od niegroźnych jackalopów po była bóstwa pozbawione wyznawców i pragnące zemsty. Wampirów za to w ogóle nie ma. Ponoć miały jakieś królestwa w Mezoameryce, ale tu ich raczej nie znajdziecie. Za dużo pustej przestrzeni i za dużo słońca i za mało pożywienia. A co gorsza większość ofiar krwiopijców jest pod ochroną wilkołaków, które z radością zapolują na coś innego niż zmory i siebie nawzajem.- tłumaczył Horace.
David miał zupełnie co innego na myśli, kiedy zadawał swoje pytanie, ale wymiana między kaznodzieją i ich gospodarzem i tak była pouczająca.
-Współczesna interpretacja Podróży na Zachód. - Mruknął pod nosem, przywołując klasyczną powieść, którą znał praktycznie każdy mnich.
- Ano… - odparł Elias - I my w tym wszystkim mamy znaleźć jednego śmiertelnika… igła w stogu siana… Gdzie siano jest zatrute.
- Wielu… “buntowników” w naszych szeregach właśnie z tego powodu wybiera Dziki Zachód. Bo jest dziki… i żadna Fundacja nie sprawuje nad nim nadzoru.- potwierdził jego obawy Horace i nagle zmienił temat.- My tak gadamy i gadamy, a przecież wyście długo podróżowali. Jesteście głodni może?
Euthanatos nie zabrał głosu, jedynie patrząc po innych magach.
- Ja chętnie coś bym zjadł. Nie wiem jak reszta. - zerknął na towarzyszy.
Na co Matthew jedynie skinął głową.
- To usiądźcie przy stole, a ja wam coś przyniosę. - po tych entuzjastycznych słowach Horace się oddalił w kierunku prawdopodobnie kuchni.
Elias kiwnął na pozostałych.
- Więc… jakieś propozycje, co teraz? Przyznam to całe robienie ze mnie "przywódcy", to trochę mnie przerasta.
-Cóż, jako przedstawiciel stanu duchownego zapewne masz najwięcej doświadczenia w prowadzeniu innych. - W tonie Davida nie było ironii ani uszczypliwości, nawet jeśli sama wypowiedź mogła się taka wydawać. - Mam doświadczenie w polowaniu na bandytów, ale z reguły robiłem to w pojedynkę. Grupy łatwiej wypatrzyć i stanowią trudniejszy cel, więc potencjalne zwabienie poszukiwanego w pułapkę też jest utrudnione.
- Zdziwiłbyś się. Jestem bardziej nauczycielem niż przywódcą. Szerzę prawdę, tym którzy chcą słuchać. - Elias westchnął - I też nie jestem najlepszy w zabawę grupową… ostatnio spróbowałem to się sparzyłem.
- A tym którzy nie chcą sugerujesz leczenie ogniem na stosach? Czy już się na pistolety przerzuciliście? - lekko monotonny głos Euthanatosa wbił się w rozmowę.
- Ej, ej proszę nie porównywać mnie do Inkwizycji. Jestem do tego prawie pewny, że oni byli zainspirowani pijawkami niż nami. Co do tych, którzy nie chcą… - Chórzysta wzruszył ramionami - Ich wola, grzeszenie z umiarem nie jest mi niemiłe.
- Błędów nie popełnia jedynie ten, który nie robi niczego. - Mruknął Smok. - Matthew, jesteś lekarzem, na ile wyznajesz się w kwestiach logistycznych? - Zwrócił się do Euthanatosa. Milena lubiła rozstawiać ludzi po kątach, ale w jego odczuciu była to raczej kwestia charakteru niż umiejętności, a potrzebowali kogoś kto ogarnie ich pomysły w jakiś przemyślany sposób.
- Kwestiach logistycznych? - zapytał Euthanatos zdziwiony pytaniem - O jakich kwestiach mówisz jakie powiązujesz z moim powołaniem? Zaopatrzenie na podróż?
Mówi się, że magowie przybywają zawsze na czas, gdy ich potrzeba, nigdy nie są spóźnieni. Osoby posługujące się tym stwierdzeniem musiałaby się mocno zdziwić gdyby były świadkami przybycia Mileny w sam raz, na czas podawania ciepłej wieczerzy. Verbena bez słowa przywitała się ze zgromadzonymi kiwnięciem głową, zasiadając przy stole. Psy posłusznie zajęły miejsca w przeciwległych rogach sali.
-Organizację pracy zespołu. - Odparł David. Po chwili odwrócił głowę do Mileny i lekko jej skinął na powitanie. - Każdy z nas ma swoje doświadczenia i pomysły, ktoś musi to posortować i rozplanować w miarę sensowny schemat. Zakładając, że Elias jest przywódcą, ta osoba byłaby strategiem.
Matthew spojrzał z lekkim zdziwieniem na Davida. Nie do końca mu się to kleiło.
- Mogę zawsze wspomóc swoim zdaniem czy radą, ale nie miej błędnego zrozumienia. Byłem wsparciem moich oddziałów, nie strategiem, a klinikę sam ogarniałem, czasem zatrudniając do pomocy w razie potrzeby.
Oferowanie Euthanatosowi pozycji mającej wpływ na cele mogło przez niektórych brzmieć jak pomysł, delikatnie mówiąc, ryzykowny. Oczywiście Matthew był medykiem, ale to nie znaczyło, że Euthanatosem tylko z nazwy.
Tymczasem w końcu pojawił się gospodarz niosąc kociołek przykryty kilkoma cynowymi talerzami.
- Gulasz wołowy z kapustą i grochem.- rzekł stawiając go na stole.- I kilkoma papryczkami. Długo się gotuje, ale jest tego warty. -
Wskazał kciukiem na butelki za kontuarem.- I piwo do tego. Słodowe z odrobiną chmielu, warzone na miejscu.
Wyciągnął z kieszeni kilka drewnianych łyżek.- To częstujcie się, a ja zaraz doniosę chleba.
Milena podziękowała serdecznie, i będąc trochę na bakier z etykietą, nałożyła sobie pierwsza jedzenie.
Euthanatos podziękował i powoli sam zaczął nakładać sobie jedzenie.
Elias przyłączył się do spożywania posiłku.
- A jaką widzisz swoją rolę, Smoku?
- Ja jestem łowcą, znam się na technikach śledzenia i maskowania, potrafię też skutecznie obezwładnić cel bez zabijania, jak miałeś już okazję zobaczyć. Nie nazwałbym się mistrzem, ale radzę sobie w tym fachu. - Odparł młody Akashita, nie brzmiało to jak przechwałki, raczej stwierdzenie.
Milena milczała, nieszczególnie przysłuchując się rozmowie.
Tymczasem wrócił Horace przynosząc pokrojony chleb i położył go na środku stołu. Usiadł na stole obok tego, przy którym jedzono posiłek.
- Więęęęc nie wiem czy powinienem o to pytać. I nie oczekuję odpowiedzi jeśli wasza misja jest tajna lub… z jakiegoś innego powodu nie możecie nic wyjawiać. Niemniej… po co w ogóle przybyliście do Forth Worth?- zapytał pozwalając swojej ciekawości wypłynąć na powierzchnię. Przy czym szybko dodał.- Oczywiście nie musicie mnie wtajemniczać, jeśli nie chcecie. W zasadzie nie macie powodów ku temu.
- Z tego co możemy się podzielić? Poszukujemy kogoś. Bandziora. Tyle powinno wystarczyć - powiedział Elias.
- Noooo bandziorów… to pełno jest na dzikim zachodzie. Tych bliżej cywilizacji łapie wojsko i czasem agencja Pinkertona. Tych znajdujących się dalej od cywilizacji, albo wiesza miejscowy szeryf, albo robi to tłuszcza w ramach samosądu.- wyjaśnił Horace siadając.
Milena nie wtrącała się w rozmowę, przynajmniej na razie. Przez moment wyglądała jakby się zawahała nad zabraniem głosu, lecz finalnie tego nie uczyniła.
A Horace kontynuował. - Nie zamierzam naciskać na szczegóły waszej misji. Pamiętajcie jednak, że moja pomoc w waszej sprawie może być ograniczona przez brak informacji z waszej strony. Tak czy siak. Pokoje dla was są przygotowane, podobnie będą posiłki. Zatrzymać się tu możecie tak długo jak… loża będzie płacić wasze rachunki.
- Proszę nie uważać mojej… wstrzemięźliwości, jako brak zaufania. Po prostu nie wiem ile bezpiecznie mogę się podzielić. - Elias westchnął - Cel jest… niebezpieczny nawet na odległość.
- W pełni to rozumiem.- zgodził się z nim Horace.- Pomogę oczywiście w miarę moich możliwości. Nie oczekuję też pełni zaufania. Znam metody działania waszej Fundacji i jej przywiązanie do dyskrecji.
- To nie nasza Fundacja - Milena wtrąciła pomiędzy jednym gryzem a drugim - podejmujemy tylko pracę ku wspólnemu dobru, włączając w to dobro zleceniobiorców…
- To skomplikowane… - przyznał Eliasz - Chociaż pewnie częstsze niż sądzimy.
- Nie aż tak… skomplikowane - machnął ręką Horace. - Wiem że loża z Nowego Jorku lubi wykorzystywać najemników. Tamtejsze tłuste koty niechętnie ruszają się ze swojej komfortowej siedziby, nieprawdaż?
- I tak właśnie zaczyna się zima każdej fundacji - verbena wtrąciła z uśmiechem dając znać, że spodobało się jej określenie tłustych kotów.
- Dzięki temu osobnicy naszego pokroju zawsze mają coś do roboty. - Odezwał się znad swojego posiłku Smok. Z racji że jego klasztor był zależny od darczyńców, taki stan rzeczy mu odpowiadał.
- A co to za pokrój? - zapytał dyplomatycznie Horace.
- Sam już sobie odpowiedziałeś. - przypomniał Euthanatos - Tłuste koty niechętnie ruszają się ze swojej siedziby, a czy my na takie wyglądamy?
- Nie. Ale… pierwszy raz słyszę o Fundacji, która zrzesza magów do wynajęcia.- wyjaśnił zakłopotany Horace. - Przyznaję, że to dość… cyni… eeem… praktyczne podejście do rzeczywistości.
- Loża wynajęła magów których miała pod ręką - Milena wtrąciła się z odrobiną irytacji w głosie - nie stanowimy fundacji, a kabałą nas można nazwać tylko temu, że mamy wspólny cel. Poznaliśmy się pierwszy raz w budynku Loży. No może z małym wyjątkiem - puściła lekkie spojrzenie w stronę eutanatosa.
- Och… przyznaję tego się nie spodziewałem. Jeśli magowie przybywają do nas w większej liczbie, to zwykle należą do tej samej Fundacji.- odparł zaskoczony Horace. -
Kultyści - Lato 2519Festag; przedpołudnie; kamienica Pirory
Otto oczekiwał na Fabienne i Odette w pokoju gdzie odstawił Laurę razem z jej miotem. Przy okazji rozważał jak urozmaicić kobietom nadchodzące chwile.
Gdy wszedł do pokoju, mnich zastał nie jedną a dwie kobiety. Tą drugą była młoda, cukiernik o kasztanowych włosach. Wciąż była w świątecznej sukni w jakiej była na mszy. Chociaż oczywiście nie była tak wystawna jak te noszone przez szlachcianki. Laura siedziała na krześle przy ozdobnym stoliku przy jakim wcześniej siedziała lady Fabienne. Zaś Teofano stała przy oknie. Obie spojrzały na to kto wszedł do pokoju. I uśmiechnęły się do jednookiego.
- To już po śniadaniu? A nasze piękne panie, zamierzają do nas dołączyć? - Ladacznica zachowywała się swobodnie i wyglądała na zadowoloną. Fabienne i Odette mnich zostawił w salonie jak jeszcze rozmawiały ze sobą i z innymi. Jednak wkrótce pewnie powinny do nich dołączyć.
- Powinny się niedługo zjawić. - zapewnił mnich z uśmiechem - Teo, widzę, że spotkałaś kolejną z naszych muszych mam. Wszystko w porządku mam nadzieję? - ciekawiło go co doprowadziło do tego spotkania, ale to może poczekać.
- No tak, w porządku. Skoro ona też jest muszą matką. I mówi, że już wydała kilka miotów. - Brunetka uśmiechnęła się ale nieco skromnie. Jakby czuła naturalną niechęć przed zadawaniem się z ladacznicą. Chociaż doceniała jej poświęcenie dla muszej sprawy. I jeszcze popatrzyła na mnicha jakby chciała się upewnić czy ta ciemniejsza brunetka aby na pewno jest tak zaangażowana w projekt dziedzictwa Oster.
- Powiedziałam Teofano, że już mam na koncie nieco doświadczenia w tej materii. - Laura Larwa odpowiedziała z uśmiechem, jakby wcale się tym nie przejmowała.
- My z Otto też wczoraj odebraliśmy poród mojej pokojówki. - Cukiernik szybko odpowiedziała swoje jakby chciała podkreślić, że nie jest tak całkiem zielona w tych porodach.
- To musiało nieźle wyglądać. Ja zawsze rodziłam sama i jeszcze nie uczestniczyłam w czyimś porodzie. - Ladacznica starała się przyjąć ugodowy ton aby nie irytować młodej rzemieślniczki. Podziałało na tyle, że ta pokiwała zgodnie z głową i też popatrzyła na mnicha co on na to powie.
- Faktycznie wyglądało zacnie. Nie tak imponująco co twój pokaz z Lady Odette, ale też ciekawie. - mnich się uśmiechnął - Jeżeli smutno ci spędzać ten czas samej Lauro, możemy spróbować jakoś zorganizować akuszerkę. - zerknął na cukiernik - Naprawdę sądzę, że powinnaś porozmać z Laurą, Teo. Jej doświadczenie może pomóc ci z własnym porodem no i znaleźć argumenty przy poszukiwaniu kolejnych matek.
Otto widział, że obu swoim kochankom sprawił przyjemność tym komplementem o muszym porodzie. I spojrzały na siebie nieco życzliwiej. Rzemieślniczka miala minę jakby rozważała czy jednak z ladacznicą nie łączy ją coś więcej niż zamiłowanie do bycia muszą matką. Ale to Laura pierwsza przejęła inicjatywę.
- Ja jestem zawsze gotowa się dostosować do życzeń klientów. - Uśmiechnęła się słodko do nich obojga. Po czym wstała i podeszła do tej szafki gdzie wcześniej lady Fabienne częstowała drinkami jego i Elke. - Jakbyśmy chcieli sobie umilić czas na czekanie na nasze piękne damy to tu lady Pirora zostawiła nam nieco użytecznych narzędzi. - Wskazała na niewielką skrzyneczkę jaka stała obok tacy z trunkami. Po czym otworzyła ją. I gdy sięgnęła to wyjęła z niej knebel i skórzane pęta. A w środku zapewne było jeszcze więcej takich uprzyjemniaczy zabawy. - No i mamy jeszcze naszą wisienkę na torcie. - Wymownie wskazała na swoją torbę jaką wcześniej miała zawieszoną na ramieniu. W niej miał być jej ostatni miot.
- Służąca przyniosła też to. - Teofano wskazała na okrągłe pudło w jakich zwykle przenoszono nakrycia głowy. - To dzieci jakie wydała na świat dziś rano jakaś znajoma. Podobno ty i jej pani wiecie o kogo chodzi. - Wyjaśniła z gorliwością i radością. - I jaką akuszerkę? - Zmrużyła na koniec oczy jakby nie była do końca pewna o czym mnich przed chwilą mówił.
Mnich zastanowił się, o którą znajomą mogło chodzić. Może ta dziewczyna z urzędu? Uśmiechnął się łobuzersko do Teofano.
- No cóż, pamiętasz co doprowadziło do porodu Margo? Ktoś, kto mógłby tym bardziej umilić proces byłby pewnie mile widziany przez Laurę lub inną potencjalną matkę.
- Ja na pewno bardzo chętnie bym umiliła taki proces każdej z was. - Laura posłała im ciepły uśmiech jakby taka współpraca przy porodzie była bardzo miła jej sercu. - I po tym co widziałam w teatrze, to mam wrażenie, że lady Odette, też powinna być chętna na takie zabawy. - Posłała mnichowi jeszcze szerszy, lubieżny uśmiech gdy przypomniała a ich pierwszym, wspólnym spotkaniu między sławną diwą a czerwiem jaki ladacznica wydała przy niej na świat. Nawet jeśli wspólnie z Otto przyłożyli do tego rękę aby ponownie umieścić robaka w trzewiach brunetki. Słysząc to, cukiernik bystro na nich spojrzała.
- Lady Odette też lubi takie zabawy? - Wydawała się być zafascynowana diwą. Jak i życiem erotycznym szlachcianek jakie dopiero od paru dni poznawała. A wcześniej była to całkiem nieznana dla niej strefa życia. Ladacznica pokiwała głową z tajemniczym uśmieszkiem. - No to… Otto a myślisz, że powinniśmy to tak zrobić? No i co z Margo? Ja myślałam, że przyszedł na nią czas i dlatego urodziła. A to myślisz, że było to coś innego? - Cukiernik była nieco skonsternowana ale było widać, że wolałaby się przypodobać gustom szlachcianek. Ale, że chodziło o nowy dla niej element to nie była pewna jakby mogły zareagować. Więc popatrzyła pytająco na jednookiego, który znał je lepiej.
- Niestety nie jestem specjalistą… musiałbym zapytać kogoś bardziej obeznanego, ale on na razie jest poza miastem. Warto zawsze poeksperymentować - do pomieszczenia weszły Fabienne von Mannlieb i Odette von Treskov, kobiety była wyraźnie w dobrym humorze, a wyglądało na to, że zaraz będzie jeszcze lepszy - Och, i oto są nasze znamienite damy. - mnich skłonił się nowo przybyłym - Moje panie, miło was widzieć w mniej oficjalnych warunkach.
- O jak miło, że udało nam się wreszcie spotkać w tak doborowym towarzystwie. - Odette prywitała się obdarzając całą trójkę przyjemnym dla oka uśmiechem. Zarówno ladacznica jak i cukiernik wyglądały na podobnie ucieszone z przybycia obu szlachcianek. - Miałam ochotę jeszcze zprosić Benite bo wydawała mi się rano bardzo poruszona. Ale ostatecznie umówiłam się z nią na jutro. - Miodowłosa diwa zdradziła im część ze swoich planów na to spotkanie.
- Myślę, że jutro zajmiemy się Beni a dziś to chyba mamy tu kogo trzeba. - Fabienne uspokoiła ją i też wyglądała na podekscytwaną.
- Napiją się panie czegoś? - Laura zaproponowała gestem szafkę z trunkami z jakiej wcześniej korzystali goście Pirory.
- Bardzo chętnie moja droga. - Odette podeszła do stolika przy jakim przed śniadaniem Otto z Fabienne gościli Elke. - I jak się czujesz na siłach mój drogi Otto? - Zagaiła wesoło do jednookiego mnicha.
- Przeceniasz moje siły, uważając że zadowolę czwórkę na raz. - zaśmiał się mnich - Jeżeli natomiast pytasz o moje usługi w sprawie maleństw, to jestem gotów.
Szlachcianka roześmiała się, jakby słowa mnicha rozbawiły ją serdecznie. - Oh mój drogi, Otto, to muzyka dla moich uszu. Skoro ty się tym będziesz zajmował to na pewno czeka nas wyborna zabawa. - Popatrzyła na swoje koleżanki a one też wyglądały na ucieszone i zaciekawione. Z gracją przyjęła kieliszek od Laury a ta jeszcze podała drugi dla lady von Mannlieb. - A zdradzisz nam od czego zaczniemy? Jestem pewna, że dziewczęta też się chętnie dołączą do takiej zabawy. - Aktorka popatrzyła po trójce pozostałych kobiet. Te ochoczo pokiwały głowami.
- To może wypijmy za to spotkanie i frywolne zabawy. - Bretonka wzniosła kielich do tego toastu. I poczekała aż pozostali wezmą swoje w dłoń i do niej dołączą.
- No cóż, Laura miała plany co do pokazu dla was. Teofano przyłączysz się do oglądania spektaklu? W każdej chwili możesz też posmakować naszej drogiej artystki.
- O, będziemy mieli smakowanie artystki. Zapowiada się ciekawie. - Diwa uśmiechnęła się z uznaniem, jakby spodobał jej się taki pomysł. Cukiernik pokiwała głową do slów mnicha, dając znać, że jest gotowa przyjąć tak przyjemną rolę.
- To zaczynamy od Laury? - Bretonka też była ciekawa co Otto wymyślił. Zaś ladacznica przytaknęła głową.
- Ja mogę zacząć. Tylko muszę wiedzieć co takiego. - Tą propozycję, przyjęła z profesjonalnym spokojem, jakby wierzyła, że poradzi sobie z czymkolwiek by to miało być.
- Pamiętasz pokaz, który mi dałaś w moim mieszkanku? Może pokaż naszym paniom jak bawisz się z swymi maluszkami.
- Ah takie coś. - Ladacznica uśmiechnęła się na to wspomnienie. Pozostała trójka jaka nie była tego świadkiem, popatrzyła na nich z zaintrygowana. - Tak, mogę to zrobić. - Laura pokiwała głową i zwróciła się do koleżanek. - Ale uprzedzam, że do tej zabawy będę musiała się rozebrać. - Ostrzegła je w żartobliwy sposób. Wywołało to uśmiechy rozbawienia u szlachcianek.
- To tym bardziej zapowiada się ciekawie! Już nie mogę się doczekać! Wreszcie to ja będę na widowni a ktoś dla mnie przedstawienie! - Odette wyglądała na zachwyconą takim pomysłem. Usiadła na krześle przy stole i wzięła kielich w dłoń dając znak, że jest gotowa na taką zamianę ról. Fabienne więc zajęła miejsce obok niej a Tofano na jedno z krzeseł jakie zostało wolne. Ladacznica zaś z wdziękiem ruszyła za parawan jaki stał w rogu pokoju.
- Tylko nie podglądajcie póki nie będę gotowa! - Poprosiła ich drocząc się z nimi jeszcze trochę. Poczekali parę chwil zanim wróciła w samych pończochach. Prezentowała swoje młode, gibkie ciało całkiem bezwstydnie. Jej powrót szlachcianki przywitały delikatnymi oklaskami jakby witały artystkę wychodzącą na scenę. Po chwili Teofano też dołączyła do tych oklasków. Zaś brunetka skłoniła się im wszystkim i podeszła do szafki z butelkami. Wzięła swoją torbę i przeszła na łóżko.
- Zaczyna się robić naprawdę ciekawie. - Zauważyła bladolica czarnowłosa, zerkając na swoją sąsiadkę, mnicha i cukiernik. Zaś ladacznica usiadła na łóżku i posłała im czarujący uśmiech. Po czym bez wahania sięgnęła po swoją torbę. Wyglądała jak sztukmistrz prezentujący swoje narzędzia przed pokazem. I wywołało podobny efekt wzmocnienia przyjemnego oczekiwania. Wtedy sięgnęła do środka torby posyłając im kose spojrzenie i tajemniczy uśmieszek.
- Co ona tam ma? - Diwa wydawała się być bardzo zaciekawiona tym co brunetka wyciągnie ze środka. A gdy ta wyjęła pierwszego czerwia to na twarzach zebranych pojawiły się uśmiechy i koleżanki zaczęły znów klaskać.
- Masz rację Fabi. Zapowiada się bardzo ciekawie. - Śpiewaczka pokiwała głową na znak, że podoba jej się taka niespodzianka. Zaś Laura po tym jak zaprezentowała robaka trzyosobowej widowni pochyliła się nad nim aby go czule pocałować. To wywołało jęki wzruszenia i zachwytu u pozostałych muszych matek. A artystka położyła sobie tego czerwia między piersiami. Widać było, że się rusza między nimi badając nowy teren. I zostawia po sobie śluzowaty ślad na gładkiej, kobiecej skórze. A jakby było tego mało, dziewczyna na łóżku zaczęła wyciągać z torby kolejne czerwie. I kładła je na sobie, pozwalając aby pełzały po jej młodym i jędrnym ciele. Atmosfera u niej i widowni widocznie podskoczyła i widać było, że trójka kobiet przeżywa to widowisko nie mniej niż występująca artysta.
Mnich uśmiechnął się widząc reakcje widowni, podszedł do Teofano zachodząc ją od tyłu i wyszeptał jej do uszka.
- Takie cuda będziesz mogła ze swoimi też wyczyniać, jeżeli zechcesz. - jego dłoń gładziła delikatnie kark cukiernik - Jak się na razie podoba?
- No podoba, podoba. One są takie piękne. Jak z moich snów. Już się nie mogę doczekać aż wydam swój własny miot. Też będę dbać o niego, pieścić i całować. To takie szczęście, że trafiłam na ciebie i mnie obdarowałeś tymi cudownymi dziećmi. - Teofano wydawała się w tej chwili bardziej traktować Laurę jak siostrę, przyjaciółkę i kochankę niż ladacznicę. I patrzyła z fascynacją na to przedstawienie jakie dla nich robiła. A czerwie wielkości małych kiełbasek pełzały po jej nagości. Widać było jak zostawiają na jej skórze błyszczący, lepki śluz. Czasem któryś stoczył się z jej ciała na pościel i tam zaczynał buszować ale nie przeszkadzało to im we wspólnej zabawie.
- No i to jest rozrywka dla jakiej warto tu było przyjechać. - Odette też wydawała się być zachwycona tym widowiskiem. Zerknęła na chwilę w stronę Otto aby mu posłać pełen zadowolenia uśmiech.
- Tak, to takie poniżające. - Fabienne też westchnęła na znak, że ją ten widok na łóżku, nieco wzruszył i rozczulił.
- Ktoś chce się przyłączyć do Laury? Jestem pewny, że chętnie zapozna was ze swymi maluchami. - zerknął pytająco na ladacznice na łóżku - I jeżeli, któraś czuje się gotowa na kolejne obdarowanie, ja mogę przygotować naszą już znaną zabaweczkę.
- Oj to jak można to ja bym bardzo chętnie poprosiła. I masz rację mój drogi Otto, nie ma na co tracić dnia.Chodźcie, dziewczęta. nie ma co tylko przyglądać się przedstawieniu, jak można je współtworzyć. Tylko niech ktoś mi pomoże rozpiąć gorset. - Diwa wydawała się być bardzo pobudzona tym widowiskiem jak i przyjemnym oczekiwaniem jakie tylko rosło z każdą chwilą. Klasnęła w dłonie i wstała ze swojego miejsca. Popatrzyła wesoło na swoje dwie sąsiadki, wyraźnie oczekując, że pójdą w jej ślady. Zresztą zarówno bretońska żona tutejszego kapitana statku jak i młoda rzemieślniczka od cukiernictwa też miały wyraźną ochotę na dołączenie do zabawy. Szlachcianka o czarnych włosach wstała z gracją i położyła dłoń na ramieniu kochanka.
- Ja bardzo lubię jak mnie napełniasz Otto. - Mruknęła do niego kusząco i przetrzymała na chwilę wzrok w jego twarzy. Po czym płynnie ruszyła za parawan aby pomóc aktorce pozbyć się sukni i reszty ubrań. Teofano skorzystała z okazji i też podeszła do mnicha.
- Ja oczywiście przyjmę z radością nową porcję tych przyjemniaczków. - Pokiwała głową uśmiechnęła się wdzięcznie do mnicha. I też poszła za parawan aby się rozebrać. Przez chwilę więc Otto został sam przy stole z widokiem na Laurę i jej żywe zabawki.
- I co Otto? Co dalej? - Ladacznica zapytała cicho i patrząc wprost w oko jednookiego pocałowała jednego z czerwi.
- Dalej? Będziesz się kochać z trzema kobietami i zapoznawać je ze swymi pociechami. Ja zasieję te z was, które będą tego chciały. - mnich się uśmiechnął - Własną obecność w waszych harcach zostawiam w waszej gestii.
- No to zapowiada się ciekawie. Ostatnio w teatrze było bardzo ciekawie. No i mnie od tyłu też możesz zasiać. Po tym porodzie czuję się taka pusta. - Ladacznica leżała bezwstydnie prezentując swoje kobiece wdzięki. To, że były one pokryte kilkoma czerwiami i lepkimi śladami jakie po sobie zostawiały, wcale jej nie przeszkadzało. - No i może byś mi umieścił jednego z tych przyjemniaczków gdzieś tam we mnie? Jak wtedy u ciebie? No chyba, że wolisz popatrzeć jak lady Odette to robi. Ona też lubi używać tej twojej zabaweczki. - Brunetka zaproponowała mu zanim pozostała trójka kochanek wróciła do nich zza parawanu. A sądząc po śmiechach i żartach jakie stamtąd dochodziły to koleżanki też się nie nudziły z tym rozbieraniem.
Mnich podszedł do Laury, delikatnie podnosząc jednego z jej potomstwa. Po czym z troską wsunął je do pierwszego wejścia, niezbyt głęboko.
- Może znowu będziesz mogła urodzić na ich oczach. - zaproponował - Tym razem z trzema partnerkami widzącymi wszystko.
Podczas tego zabiegu widać było, że Laurze przypadł jej do gustu. Lekko zaciskała wargi i ściskała palcami pościel. A gdy mnich skończył to pogłaskała się po podbrzuszu i uśmiechnęła się do niego promiennie. - Jest płytko to wkrótce powinien wyjść. - Pokiwała głową na znak, że taki pomysł jej się podoba. A w międzyczasie zza parawanu wyszły trzy naguski. Szlachcianki podobnie jak ladacznica, zostały tylko w pończochach, lady Odette w błękitnych a Bretonka w czarnych. Zaś Teofano szła razem z nimi bez niczego.
- O, zaczęliście bez nas? Oj no to dziewczyny, musimy nadrobić straty. - Odette zamruczała z rozbawienia i podniecenia gdy weszła na łóżko. Za nią podążyły dwie jej koleżanki. Teraz z bliska mogły się przyjrzeć i Laurze i robakom jakie miała na sobie.
- Ale ty jesteś ohydny. - Diwa ostrożnie dotknęła czerwia jaki pełzał między piersiami ladacznicy. Ostrożnie ale i z fascynacją. Jak odłożyła palec to jeszcze przez chwilę łączyła go z robakiem nitka śluzu. Szlachcianka przyjrzała się tej lepkiej plamie na czubku swojego palca po czym z rozmysłem wsadziła go sobie do ust. - Oj tak to takie obrzydliwe. - Zaśmiała się z zadowoleniem.
- To prawda. Różnych rzeczy już próbowałam ale to jest dla mnie coś nowego. Zostałyśmy chodzącymi workami na robaki. To strasznie poniżające. - Fabienne kucnęla u nóg ladacznicy i też wzięła w dłonie jedną z larw jakie pełzały przy jej kolanach.
- No co wy! One są bardzo piękne! To zaszczyt, że możemy je nosić w sobie, rodzć i obcować! - Cukiernik usiadła obok mnicha i nieco się zaperzyla. Ale ostrożnie bo widać było, że wciąż czuje respekt wobec szlachcianek.
- To jak już wszyscy jesteśmy na miejscu to będziemy musieli się jakoś tymi pieszczszkami podzielić. - Laura wzięła w dłonie jednego z robaków i jakby pokazała ją otoczeniu. Zdawała się sprawdzać kto się na nią skusi pierwszy.
- Lady Odette wydaje się najbardziej nimi podniecona. - odparł mnich - Może niech twój maluch wejdzie w nią? - uśmiechnął się do divy - Wydasz na świat cudze dziecko moja pani?
- Jeśli ja je wydam na świat, to chyba będzie to moje dziecko? - Diwa zmrużyła oczy ale raczej wyglądała na taką co się droczy z kochankiem a nie naprawdę ma mu coś za złe. Szybko zresztą roześmiała się, nieco pochyliła się nad nagimi piersiami ladacznicy i objęła mnicha. - Oh mój drogi Otto. Przecież jesteś moim impresario od rozrywki. Jeśli mówisz, że będzie zabawnie i rozrywkowo abym we mnie wsadzić któregoś z tych małych, obrzydliwych kawałków to tylko powiedz w jakiej mam to zrobić pozycji. - Wyglądało na to, że diwa jest w szampańskim humorze. Poklepała jeszcze ciepło mnicha po plecach zanim go puściła i wróciła na swoje miejsce. - No i nie zapominajmy o Fabi. Przecież też ma swoje potrzeby. Może ją przywiążemy do łóżka albo coś takiego? Jak myślisz Fabi? - Zwróciła się do sąsiadki o czarnych włosach. Ta posłała jej rozbawiony uśmiech.
- Naturalnie. Jestem tu aby wam służyć. W końcu jestem najnędzniejszą z nędznych i najpodlejszą z podłych. No i bardzo zależy mi na takiej reputacji. - Bretonka też już wyglądała na rozgrzaną takim wstępem. Właściwie z bliska jak już obie były bez ubrań to mnichowi wydawało się, że chyba ich brzuchy jakby były nieco pełniejsze niż zwykle. Ale tak subtelnie, że nie był do końca pewny czy faktycznie czy tylko imaginuje sobie wiedzę o ich robaczej ciąży.
- Ja to mogę być gdziekolwiek. - Teofano nieśmiało zgłosiła swoją chęć współpracy ale nie śmiała narzucać szlachciankom swojej woli.
Mnich klasnął w dłonie.
- Dobrze więc, Teofano usiądź proszę na brzegu łóżka. - mnich objął Fabienne, jego dłonie gładziły jej boki - A ty moja podła służebnico, zadowól naszą młodą towarzyszkę. - Otto zerknął na Teofano - Teo postaraj się traktować lady Fabienne, jakby była twoją Margo. Całkowicie tobie podległa. - wrócił spojrzeniem do Odette.
- Więc pani, proszę rozłożyć swe piękne nogi. Lauro, czyń swą powinność.
- Tak jak Margo? Ale przecież Margo to nasza pokojówka no i nie jest szlachcianką. - Cukiernik widać nie było łatwo wyjść z nawyków społecznych w jakich wyrosła. I nawet w tak nietypowej sytuacji wydawała się być speszona takim pomysłem.
- Nie przejmuj się tym Teo. Co zazwyczaj robisz z Margo jak zostajecie same i nikt wam nie przeszkadza? - Bretonka zdawała się to rozumieć i delikatnie wzięła za rękę rzemieślniczkę. Poprowadziła ją na skraj łóżka tak jak ich kochanek to sugerował. Ta jednak zarumieniła się jakby nie było jej lekko mówić jak traktują swoją pokojówkę gdy zostają same.
- Śmiało Teo. Przecież Fabi zrobi ci to samo co Margo tylko lepiej. Widziałam ostatnio w teatrze, że obie dobrze rokujące. Może nawet przystaniecie do nas na stałe? Jak będziecie dostarczać nam rozrywki to czemu nie? - Odette uśmiechnęła się czule do mnicha gdy usłyszała jego propozycję. Ale jak się uniosła aby zmienić pozycję to też starała się zachęcić cukiernik aby sobie pofolgowała z jej koleżanką.
- Tak sobie zaskarbisz wdzięczność lady Fabienne Teo. Ja to widziałam już wtedy w teatrze. Jakby mnie milady zamówiła to ja bym się z nią nie patyczkowała. Niech wie kto tu jest usługujacą ladacznicą dla czyjej przyjemności. - Laura wydawała się być rozbawiona wątpliwościami jaśniejszej brunetki i widać było, że tak jak mówiła mnichowi jeszcze na podwórzu przed śniadaniem, że sama nie miała oporów aby przyjąć dominującą rolę nad błękitnokrwisty.
- No dobrze. - Teofano w końcu uległa tym namowom. Ale jeszcze na koniec spojrzała kontrolnie na mnicha. Usiadła jednak na krawędzi łóżka, tak jak mówił. A bretońska milady zaczęła od pocałunków w jej kark. A w końcu przesunęła się na podłogę, uklękła i zajęla pozycję między jej rozłożonymi udami. Po chwili widać było i słychać, że zabawa nabiera tam tempa.
- Czy tak będzie dobrze? - W międzyczasie aktorka z przyjemnością położyła się na plecach, obok ladacznicy. I zapraszająco rozchyliła swoje gładkie uda, wciąż opatulone niebieskimi pończochami. Laura zaś na odwrót, ostrożnie aby nie rozgnieść żadnej larwy, podniosła się i usiadła obok mnicha.
- To co teraz robimy z tą ladacznicą? - Zapytała go jakby pytała wspólnika o plan zbrodni. Słysząc to śpiewaczka zachichotała z rozbawienia ale czekała co będzie dalej.
- To twoje maleństwo Lauro. Może ty wydaj je na podróż w nieznane. - mnich wyciągnął zabawkę oraz pojemnik z jajami much - W między czasie może daj tu ten swój kuperek i wypełnimy go następnym miotem?
- No dobrze. - Ladacznica zaśmiała się i przeszła tak aby znaleźć się między gościnnie rozchylonymi udami śpiewaczki. Ta zachęcała ją do tego przyzwalającym uśmiechem i roziskrzonym spojrzeniem. Laura zaczęła od delikatnych pocałunków i pieszczot między kobietami. Od ust, piersi i brzucha diwy. Aż znalazła się między jej nogami. Wyglądało na to, że obie czerpią z tego mnóstwo przyjemności. Ale w końcu ladacznica zaczęła przekładać czerwie na twarz, brzuch i piersi śpiewaczki. Co ta przyjmowała z coraz wyraźniejszymi oznakami podniecenia. A w końcu widząc, że akcja rozwija się w bardzo pozytywny sposób to brunetka wzięła jedną z larw i zaczęła ją wsadzać w gościnne trzewia aktorki. Co tylko nakręcało je obie jeszcze bardziej. Sama zaś prowokująco wypięła się ku mnichowi dając znać, że jest gotowa na przyjęcie prezentu od niego.
Po sąsiedzku, na skraju łóżka, cukiernik opadła na plecy, w poprzek łóżka. I ciężko oddychała gdy bretońska milady śmiało harcowała ustami i dłońmi w jej najdelikatniejszym miejscu. Wyglądało na to, że zabawa rozkręciła się już na całego.
Otto przyglądał się obu spektaklom, jednocześnie zasiewał Laurę dopóki ladacznica nie czuła się wypełniona swym przyszłym potomstwem.
Słowa divy, nazywając go ponownie jej impresario, przypomniały mu o rozmowie jaką będzie musiał odbyć z Silnym, ale to później. Na razie raczył się widokiem hedonistek oddających się rozkoszy. -
Kultyści - Lato 2519Festag; przedpołudnie; kamienica Pirory; salon
Heinrich, Pirora, Petra
Priora w końcu uznała, że już i tak się zasiedzieli w małym salonie. Więc aby nie wzbudzać niepotrzebnych plotek, poprosiła swoich gości aby przeszli z nią do głównego salonu. Petra wyglądała na bardzo zadowoloną z dotychczasowego spotkania. Więc we trójkę wyszli na korytarz. Musieli minąć kilkoro drzwi aby tam wrócić. Ale nomen, omen z przeciwka spotkali trójkę idących kobiet.
- O proszę, w samą porę. - Ucieszyła się Averlandka, rozpoznając swoje trzy, szlachetnie urodzone koleżanki. Zresztą pozostała dwójka także a i idąca z przeciwka trójka też się uśmiechnęła radośnie.
- Wybaczcie za spóźnienie. To zawsze się wydaje, że to tylko chwila a potem zajmuje to mnóstwo czasu. Aż już w końcu nie wiem z kim się umówiłam i dałam zaprosić. - Lady Odette von Treskow szła energicznie przed siebie i mimo, że niby narzekała na te tłumy co ją obległy po mszy, to jednak wydawała się być w świetnym humorze. Towarzyszyły jej Kamila von Zee, córka kapitana portu i nieformalna opiekunka pobytu diwy w mieście oraz Fabienne von Mannlieb, bretońska żona tutejszego kapitana jaka zdawała się być siostrzaną duszą dla sławnej śpiewaczki. Obie grupki spotkały się niedaleko drzwi prowadzących do głównego salonu.
- Nie masz za co przepraszać moja droga. I tak się dziwię, że cię w ogóle wypuścili. - Pirora starała się zachowywać jak na dobrą gospodynię przystało. Przywitała się także z dwoma pozostałymi szlachciankami ale dość pobieżnie bo się już dziś z rana widziały.
- To prawda, całe miasto chce się nacieszyć tak znamienitym gościem. Też bym tak robiła gdyby Odette nie zaszczyciła naszych skromnych progów swoją gościną. - Kamila zdawała się pęcznieć z dumy, że jej się udało zaprosić tak znamienitego gościa. A do tego aktorka na czas pobytu w Neus Emskrank, mieszkała właśnie u nich.
- Witaj Heinrichu. Miło cię znów widzieć. Witaj Petro. Na twój widok również bardzo się cieszę. - Lady Odette gdy już przywitała się z główną gospodynią, zwróciła się do dwójki jaka jej towarzyszyła. Obdarzyła ich życzliwym słowem i spojrzeniem. Gdy ostatni raz były łowca czarownic ją widział z tak bliska to wyglądała całkiem inaczej. Teraz zaś promieniała elegancją, smakiem i dobrymi manierami jak na wzór szlachcianki przystało.
Heinrich skłonił się nisko Odette.
- Witaj, milady. Zaiste pięknie prezentowałaś swoje talenta na mszy. Nie dziwne, że zlecieli się do ciebie, łasi cukru jaki spłynął na nich z twojego głosu.
Sam były łowca czarownic musiał korzystać z wyuczonej za młodu kwiecistej mowy wobec wysoko urodzonych by nie odstawać w towarzystwie i szczególnie nie zniechęcać takich kultystek o szlachetnych korzeniach... które jak pamiętał jeszcze niedawno oddawały ciała zwierzoludziom oraz przyjmowały ich nasienie w każde możliwe miejsce swojego ciała.
Ironiczne.
- Oh to zasługa tej wspaniałej akustyki w świątyni. Byle pastereczka by brzmiała w tej świątyni wyśmienicie. - Szlachcianka o miodowych włosach, machnęła dłonią na znak, że to nie było nic takiego. Ale widać było, że te pochlebstwa Heinricha, sprawiły jej przyjemność. Lekko skinęła starannie ufryzowaną głową aby podziękować mu za tą drobną grzeczność.
- Ale muszę ci powiedzieć Heinrichu, że to był wspaniały poranek. Bardzo przyjemny. Czuję jakbym była zakochana i miała motyle w brzuchu. - Położyła dłoń na swoim płaskim brzuchu aby podkreślić swoje słowa. - Czyżby to już była druga wiosna w tym roku? - Zapytała raczej retorycznie. Jednak faktycznie wyglądała na całą w skowronkach. Popatrzyła na niego i na swoje koleżanki. Pirora skorzystała z okazji i odeszła z Fabienne parę kroków w głąb korytarza i zaczęły o czymś cicho rozmawiać. Więc na miejscu została Kamila i Petra. Ta druga wydawała się być pod ogromnym wrażeniem, jak przyjacielsko sławna diwa się odnosi do Heinricha.
Do zgromadzania zdołał dołączyć Otto. Jednooki mnich skłonił się kobietom jak i Heinrichowi.
- Miło cię widzieć bracie Heinrichu. Jednak nie tak bardzo jak te piękności. - uśmiechnął się do kobiet - Lady Odette, twój śpiew nigdy chyba mi się nie znudzi.
- Oh miło i to słyszeć bracie Otto. Starałam się jak mogłam aby usatysfakcjonować waszą barwną społeczność w tym pięknym i pełnym przygód mieście. - Lady Odette płynnie przeszła do rozmowy z nowoprzybyłym. Do niego też uśmiechnęła się tak ciepło jak przed chwilą do Heinricha. Właściwie wyglądało jakby flirtowała z nimi obydwoma. - Ale dobrze jest też czasem troszkę odpocząć od tego uwielbienia tłumu i znaleźć się w objęciach jakiegoś przytulnego domu i oddanych przyjaciół. - Zaśmiała się lekko ale ta sławna dama potraktowała ich jakby byli z kręgu jej bliskich znajomych w tym mieście. Co na przyglądającej się temu powitanie Kamili i Petrze dało do myślenia. Aż się dokładniej przyjrzały im obydwu jakby starały sobie przypomnieć kim są i co o nich wiedzą.
Mnich zerknął na dwie towarzyszki Odette.
- Witajcie moje panie, zwą mnie Otto. - uśmiechnął się do kobiet - Jestem jednym z mnichów opiekujących się chorymi w miejskim hospicjum. Lady Odette korzysta z mojej... nabytej wiedzy, aby urozmaicić sobie nudy codzienności.
- To prawda, brat Otto jest niezwykle uzdolniony w tej materii. - Milady obdarzyła życzliwym uśmiechem najpierw jednookiego a później pozostałą trójkę. Dwie szlachcianki skinęły głowami, przyjmując to do wiadomości, chociaż nadal wydawały się być nieco zdziwione, zwłaszcza córka akademickiego profesora.
- Może nie stójmy tak na korytarzu. Jeszcze mi będzie później ktoś zarzucał, że kazałam swoim gościom stać na korytarzu. Zapraszam do salonu, stół już czeka. - Pirora wróciła do ich towarzystwa i zachęcająco wskazała na drzwi przed jakimi stali. Nawet je otworzyła aby zaprosić ich wszystkich do środka.
- Ja na pewno bym nie rozpowiadała takich głupstw Piroro. Zawsze miło u ciebie spędzam czas. - Diwa zapewniła gospodynię i weszła do środka. Po niej pozostałe szlachcianki i koledzy. Gdy przyszła kolej na Heinricha cicho szepnęła mu do ucha. - Fabi zgodziła się zamienić na miejsca. Więc razem z Petrą będziesz siedział obok Odette. - Podpowiedziała wskazując mu na już widoczny, długi stół jaki był zastawiony dla gości. Dla gospodyni przewidziane było miejsce u jego szczytu. A po prawicy dla najznamienitszego gościa. Dzisiaj była to lady Odette. Obok niej dwa krzesła wciąż były puste. A bretońska szlachcianka ruszyła po przeciwnej stronie zajmując miejsce po prawicy Kamili. Córka kapitana portu siedziała po lewicy gospodyni i naprzeciwko Odette.
Heinrich umyślnie nakierował Petrę by usiadła bliżej Odette, sam zajmując miejsce za nią, aby nie miała ucieczki od kultystów.
Przez chwilę trwało zamieszanie gdy wszyscy zajmowali swoje miejsca. O ile kraniec stołu wokół gospodyni był dość ściśle obdzielony wedle hierarchii społecznej, to dalsze miejsca już zajmowano bardziej swobodnie. Wkrótce do sali przyszła też czarnowłosa, egzotyczna piękność o ubraniach wskazujących na pochodzenie z dalekich, południowych krain. Ale kultyści już mieli okazję poznać Laylę jako kapłankę nieznanego im boga ale jakoś powiązanego z lady Sorią. Od pierwszego spotkania kapłanka bez wahania zaakceptowała wężową milady jako swoją przywódczynię. Fabienne poprosiła Otto aby zajął miejsce obok niej. Petra wydawała się być pod wrażeniem tego co tu się dzieje. Lub raczej tempa i zaskakujących zwrotów akcji. Albo też tego, że znalazła się tuż obok uwielbianej przez siebie śpiewaczce. Posłała Heinrichowi wdzięczny uśmiech, za to, że ustąpił jej miejsca.
- Dobrze, chyba nie mamy co czekać na spóźnialskich bo wszystko wystygnie. - Pirora dała znać, że nie ma się co krępować przed sięganiem do potraw. Chociaż dziś stół nie był tak w pełni obsadzony jak zazwyczaj w Festag po mszy. Ale nic dziwnego, jak spora część kultystów miała do załatwienia różne sprawy na mieście albo i poza nim. Na to się zanosiło już jak rozmawiali ze sobą podczas spotkania w Zachodnich Kamieniach albo wracając stamtąd.
- Skoro mam okazję to chciałabym wznieść toast… - Pirora uniosła swój kielich i zaczęła mówić z uśmiechem na twarzy gdy drzwi otworzyły się i do środka weszła Łasica a za nią jakiś nieznany pozostałym mężczyzna.
- Witajcie. I przepraszamy za spóźnienie. Na piechotę to idzie się trochę dłużej niż myślałam. - Łotrzyca była ubrana jak zwykła mieszczka na dzień świąteczny. Nawet miała na głowie biały czepek, jaki przyzwoita białogłowa powinna mieć aby okazać skromność, pokorę i nie kusić otoczenia kobiecymi wdziękami. - To jest Marcus. Przyjaciel rodziny jaki dopiero co wrócił do miasta. Udało mi się go zaprosić na to nasze małe spotkanie. - Przedstawiła swojego towarzysza gdy już oboje weszli do salonu. Marcus zorientował się, że prawie nikogo tu nie zna. Rozpoznał tylko Kamilę van Zee, córkę kapitana portu. I tą piękną i uzdolnioną śpiewaczkę jaka dziś rano była ozdobą wokalną i wizualną mszy.
- Moje uszanowanie. Proszę wybaczyć opóźnienie. To była długa podróż. - powiedział uprzejmie Ekonom.
- To może jak się nie znacie, to ja was przedstawie. - Łasica co prawda nie była tu gospodynią ale skoro jako jedyna znała tu wszystkich to popatrzyła na Pirorę z nieśmiałym uśmiechem. Blondynka siedząca u szczytu stołu, zachęcająco skinęła głową. Więc łotrzyca skinęła na kolegę aby podążał za nią. - To może zaczniemy od tej strony. - Zaproponowała na tą po lewicy Averlandki.
- To jest Layla. Przybyła do nas ledwo parę dni temu. Z dalekiego południa. Niestety nie zna reikspiel ale za to świetnie mówi po bretońsku i estalijsku. - Zaczęła od czarnowłosej piękności o egzotycznym stroju i urodzie.
- To nasz brat Otto. Na co dzień pracuje w naszym miejskim hospicjum. A poza nim jest wspaniałym kompanem i przyjacielem. - Wskazała na jednookiego mnicha w habicie.
- I nasza bretońska piękność, lady Fabienne. Żona jednego z morskich kapitanów. Akurat nie ma go obecnie w porcie. - Zatrzymała się na chwilę przed czarnowłosą, bladolicą kobietą i bystrym spojrzeniu ciemnych oczu.
- Naszą szlachetną i utalentowaną Kamilę to zapewne pamiętasz. Bez niej nie byłoby naszego wspaniałego gościa a i teatru pewnie też nie. - Wskazała na ciemnoskórą kobietę o czarnych, nieco kręconych włosach. Ją akurat Marcus rzeczywiście pamiętał bo w końcu była piękną córką kapitana portu. Ale pierwszy raz widział ją z tak bliska.
- No i nasza cudowna gospodyni, co ma zawsze dla nas tyle cierpliwości i zawsze jest taka gościnna. Pirora pochodzi z dalekiego Averlandu ale zadomowiła się u nas od zeszłej zimy. - Uśmiechnęła się ciepł do młodej, nieco piegowatej blondynki siedzącej u szczytu stołu.
- I nasza wspaniała Słowik Północy. Przyjechała do nas niedawno, z samego Saltzmundu, na specjalne zaproszenie Kamili. Sam lady Odette miałeś okazję podziwiać dziś rano na mszy. - Stanęła obok miodowłosej milady w morskiej sukni. Tej samej w jakiej była dziś w świątyni Mananna. Jej nazwisko obiło się czasem o uszy ale na żywo widział ją dziś po raz pierwszy na mszy a teraz siedziała na wyciągnięcie ręki. Miała charakterystyczne włosy o barwie miodu, teraz starannie upięte w siateczkę.
- A to Petra von Schneider. Mogłeś słyszeć o jej ojcu. Często bywa na wieczorkach poetyckich u Kamili. - Wskazała na młodą, szczupłą blondynkę jaka siedziała między śpiewaczką a starszym mężczyzną. Jej nazwisko też było Marcusowi znajome ale właśnie z powodu jej ojca, jednego z szanowanych profesorów na Akademii Morskiej.
- No i nasz dzielny weteran zmagań wszelakich co przyjechał do nas szukać nieco wytchnienia. Heinrich. - Łasica zakończyła przedstawiać sobie towarzystwo i teraz popatrzyła wyczekująco na Marcusa aż jakoś zareaguje na to wszystko.
Ekonom położył dłoń na sercu, ukłonił się i powiedział łagodnie i ze spokojem człowieka który dokładnie wie co robi.
- Marcus Schleiffer. Powracający do Ratusza Ekonom. W jakiej formie dowiem się jutro podczas rozmowy z Herr Schusterem. Mój powrót jest niezapowiedziany, a wracam prosto z Serca naszego kochanego Świętego Imperium.
- Witaj więc z powrotem, Herr Schleiffer. W interesach cię wywiało czy przełożeni mieli dla ciebie inne zadania? - zapytał Heinrich.
- Obowiązki służbowe. - odpowiedział Ekonom.
- Och? Odsłonisz rąbka tajemnicy? Zawsze mnie ciekawiły zawiłości ekonomiczne. - zagaił mnich.
- Zależy. To dość szeroka dziedzina wiedzy. - powiedział Marcus - Masz jakiś konkretny przykład, Herr Otto?
Mnich się chwilę zastanowił.
- Mógłbym rozpocząć małą wojnę pytając o podatki… - Otto uśmiechnął się - Więc porozmawiajmy o czymś mniej kontrowersyjnym. Handel i import. Zakładam, że nasze skromne miasto głównie wydaje do większego Imperium ryby… i może drewno zważając na okoliczne lasy. Ciekawiło mnie co głównie sprowadzamy? Jakiż to głód głównie napędza handel miasta?
- Hmm… - Marcus się zastanowił wyraźnie - Neues leży w regionie znanym jako Wybrzeże Salzenmund. Niestety jak wiemy operacje morskie są… niefortunne. Naszym, nazwijmy to dumnie i przesadnie, eksportem na południe, są nie tylko ryby i nie tylko wyroby przemysłu drzewnego, ale również wyroby wełniane i zboże, oraz ziarno. Co ciekawe, znajdzie się również wśród tych towarów sól.
Ekonom uśmiechnął się łagodnie.
- Jeśli miałbyś zarobić sugerowałbym sprawdzić barwniki i słodziki. W tych terenach jest ich prawdziwy niedosyt, choć zalecałbym handel wymienny.
- Zważając na cukiernię Lebkuhenów, dobra inwestycja. - mnich uśmiechnął się - Ale… gadanie o pracy, w tak świętny dzień to niemalże grzech. Zapewne i jakieś przyjemne niespodzianki cię spotkały w twych podróżach.
- Nic istotnego. Ot, wojna i dzielne podnoszenie się z niej. Tak jak zawsze. - odpowiedział łagodnie i wzruszył ramionami. - Opowieść za opowieść? Jestem żywo zainteresowany tym co działo się pod moją nieobecność.
- No cóż… nie wszystkim mogę się jeszcze podzielić. - odparł mnich - Jeżeli chodzi o miasto… no cóż, jesteśmy obecnie w żałobie.
- Nieszczęśliwie… - przyznał rację Ekonom - Jak my wszyscy, jak my wszyscy… -
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyEitri westchnął chowając oręż za pas i przerzucając tarczę na plecy. Zerknął na halabradnika, który poklepał go po ramieniu.
- Jak trafimy jakąś karczmę postawię wam kolejkę chłopaki, zasłużyliście za szarganie nerwów bez bijatyki. - kiwnął głową towarzyszom broni i ruszył w stronę Petry.
Wysłuchał opinii pozostałych zanim dał swoją.
- Forsować chłopaków przez bagna, aby jak najszybciej dotarli na miejsce, nie jest rozsądne. Forsowna przeprawa zwiększy szansę na wypadki, do tego jak dotrzemy na miejsce, wszyscy będą zbyt zmęczeni, aby cokolwiek zrobić. Jeżeli będziemy spodziewać się tam walki, to lepiej by było, aby chłopcy mieli siły. Do tego jeżeli mogą być kolejne zasadzki, powolna przeprawa będzie bezpieczniejsza.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyEitri zaczynał coraz bardziej żałować, że pozostawił broń palną. Chociaż w tej cholernej mgle byłaby równie użyteczna, co on w tej chwili.
Westchnął tylko jak usłyszał komendę sierżanta halabartników.- Tak jest, sierżancie! - odpowiedział tylko i ponownie się ustawił unosząc odrobinę tarczę - Co powiecie chłopaki na zakład? Temu, który utłucze najwięcej szkaradztw, reszta stawia kolejkę? - zawołał do reszty piechoty. Trzeba dać coś, aby zajęło ich głowy.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyEitri westchnął. Oczywiście, że zasadzka. Nigdy nie wchodzisz na wrogi teren i spodziewasz się, że masz przewagę. Kiedy przeleciała pierwsza strzała, uniósł tarczę. Musiał przyznać elfowi rację, w tej chwili przydałby się jego muszkiet. Sęk w tym, że w tej mgle nic nie widział, więc strzelałby na oślep i nasłuchiwał czy coś trafił.
Cała sytuacja jednak zaczynała go irytować. Stali bez czynnie kiedy łucznicy wymieniali się strzałami.
- Na brodę Grimnira, nie możemy tu tak stać jak słupy! Niech ktoś wyda rozkaz ataku! - krasnolud zaczynał się martwić, że to co teraz przeżywają to zwykłe zmiękczanie ofiary - Skurczybyki chcą nas wykrwawić i dobić. - mruknął do siebie, ale nie ruszał się z kolumny. Miast tego zaczął się rozglądać za kierunkiem, z którego nadchodzą strzały i spróbował ustawić się w jego stronę. Najpewniej stamtąd nadciągnie szarża zwierzoludzi.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyEitriego ucieszyło, że ich szefowa postanowiła posłuchać rozumu, jeżeli chodziło o misję ratunkową. Nieznany teren bagnisty, w którym czai się grupa "tutejszych" domaga się bardziej rozwagi niż odwagi.
Co on sobie kurna myślał?
Bagno głębokie gdzieniegdzie do pasa długonogom spokojnie mogło muskać krasnoluda po gardle. Klął cicho pod nosem za każdym razem kiedy kiedy zaczął się zanurzać bardziej i bardziej w błocie. Parł jednak dzielnie do przodu, bardziej najwyraźniej martwiąc się, że coś zostawi w bajorze, albo, żę brudna woda uszkodzi jego zbroję.
Cieszyłą go przezorność, że pozostawił muszkiet na wozie. W tej mgle nie przydałby się tak bardzo, do tego wilgoć bagna mogłaby zwilżyć proch. Poprawił chwyt na młocie, nie mogąc się szczerze doczekać w końcu tej bitki. Nigdy nie lubił skradanek i podchodów… za bardzo śmierdziało mu to szczurami… Wolał otwartą walkę gdzie mógłby zmiażdżyć komuś łeb.
Zatrzymał się, widząc znak od stefana. Tak jak sądził, śmierdziało mu szczurami. Rozejrzał się widząc kozaków ustawiających się za halabardnikami, stanął obok chłopaków z bronią drzewcową.- Niskim, ale jednego zatrzymam. - zapewnił kolegów.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyEitri siedział spokojnie na koźle wozu. Wyciągnął fajkę kiedy Petra ze świtą ruszyli obgadać sprawę. Kilkoro z lokalnych dzieci przyglądało się z uwagą niskiemu brodaczowi. Krasnolud westchnął wspominając żonę i syna, odruchowo potarł kciukiem medalion na szyi.
Od niechcenia wsłuchiwał się w dywagacje innych członków oddziałów. Coś nie dawało mu spokoju. Nie znał się za bardzo na zwierzoludziach. Rozumiał, że to mutanty chaosu, ledwo inteligentne ponad zwierzęta, których cechy posiadają. Jeżeli jednak tym dwóm Tileanczykom się uciec, to faktycznie jest ich niewiele, a to oznacza…
- Jeżeli coś zrobimy trzeba będzie to zrobić szybko i po cichu. - odezwał się krasnolud podchodząc do Petry - Jeżeli jest ich niewiele, to jest to grupa rabunkowa, mała część stada. Reszta nie może być daleko, jeżeli pozwolimy któremuś zwiać, albo wezwać pomoc… - postanowił pozwolić wyobraźni ludzi dopowiedzieć resztę zdania.
- Jeżeli załatwiamy to głosowaniem, to ja jestem za. Oczyszczenie bagien z tego cholerstwa pomoże tutejszym, do tego pomoc tym kusznikom da nam potencjalnych wojaków. No i oczywiście, jest to po prostu słuszne. - To mówiąc Eitri wrócił do wozu i uwiązał dokładnie swój muszkiet - Nie przyda się na bagnie. Gówno będę widział, a hałas może kogoś przyciągnąć. - z plecaka dobył solidny metalowy młot i okrągłą tarczę.
- Pora powbijać kilka rogatych gwoździ. -
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyMiejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas: 2521.04.23; Wellentag; przedpołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, powiew; chłodno (0)Eitri westchnął na propozycję kiedy przełożona zaproponowała mu wóz.
- Wymówek nie trzeba Frau Falkenhorst. Wiem, że jestem najwolniejszy w tym pochodzie. - spojrzał na wóz. Wiedział, że kobieta nie ma złych intencji, propozycja jednak zabolała - Pilnować dobytku, co? Ano, to mógłbym robić…
Krasnolud zeskoczył z wozu, gdy tylko ten się przechylił, aby nie dodawać do niestabilności.
- Umgak wut!* - zaklął pod nosem widząc sytuację wozu. Szybko ruszył w stronę chłopaków trzymających wóz. Konkretnie podszedł do halabardników zabierając im oręż. Pierwszą z drzewcowych broni wbił w burtę wozu, opierając drzewiec o kamienie w strumieniu. Drugą dalej trzymał w jednej ręce, a drugą zaczął macać u podnóża koła, starając się wyczuć jaka jest sytuacja.
`Jak tylko krasnolud zeszkoczył w wody strumienia od razu poczuł się jak w rodzimych, górskich stronach. Ten strumień bowiem był tak rwący i lodowaty jak jakaś górska bystrzyca. Nawet jeśli rozmiarami nie mógł się równać do którejś z wielkich rzek na nizinach to jednak sprawić kłopot mógł. No i właśnie sprawiał.
Któryś z halabardników nie protestował gdy złapał za jego broń. I wszyscy ciut się posunęli aby zrobić mu miejsce na jego działania. Dało się wyczuć zdenerwowanie zaskakującą sytuacją ale też i upór aby ją przezwyciężyć. Coraz więcej wojaków dołączało do wozu aby spróbować opanować sytuację. Zaś gdy on sam zaparł się halabardą jak dźwignią ktoś szybko go wsparł i wspólnie zaczęli zmagać się z oporną masą wozu. Hugo umiejętnie wykorzystał sytuację strzelając lejcami, koń poszedł we właściwym kierunku, wojacy napierali na skrzynię wozu i ten w końcu przełamał ten moment bezwładności, drgnął najpierw powoli a potem koń szarpnął go uwalniając z matni. Hugo skierował go w stronę zachodniego brzegu. Częściowo mokrzy wojacy z obu oddziałów na wszelki wypadek pchali ten wóz póki najpierw kopyta zwierzęcia a potem koła pojazdu nie wylądowały na trawiastym brzegu.
- No! Udało się! Dobra robota! Kiepsko by było jakby się nam wszystko w tą kipiel wywaliło! - zaśmiała się Petra podjeżdżając bliżej i oglądając wszystko z pozycji siodła.
Eitri chwycił obie Halabardy, upewniając się, że nie znikną w odmętach strumienia.
- Gdyby nie gonił nas czas, sugerowałbym zrobienie prowizorycznej tamy. - zaczął krasnolud brodząc w wodzie. Wręczył oręż ich właścicielom i kiwnął im głową, w podzięce za pomoc. Po czym wciągnął się na wóz.
- Czekają nas podobne przeprawy jeszcze? - zwrócił się z tym zarówno do Petry jak i zwiadowców - Przy postoju obejrzę to koło, nie wiadomo czy ten mały manewr go nie uszkodził.- Tamy? Znasz się na tym? U nas w górach to sporo takich rzeczy. Nasz pan planował budowę mostów i kładek. No i dróg. Ale na razie to nie ma na to pieniędzy ani ludzi to zwykle chodzi sie brodami, czasem się jakieś drzewo zwali jako kładkę i tyle. Tam u nas to jeszcze dzicz jest. - odezwała się szefowa jakby pytanie krasnoluda przypomniało jej podobny temat z bardziej rodzimych stron. Skinęła broda w stronę widocznych nie tak daleko pasm górskich. Nie umywały się do Gór Krańca Świata pod żadnym względem no ale to wciąż były góry więc klimat i trudności przeprawowe powinny być podobne. Sama zaś spojrzała pytająco na Stefana jaki w końcu z nich wszystkich zdawał się najlepiej orientować w tutejszej okolicy.
- To Wolf psze pani. - wskazał na rzekę przez jaką się właśnie przeprawili. Skoro zamieszanie się skończyło to z ostlandzkiego brzegu zaczęli przechodzić halabardnicy.
- Takiej dużej to do Breder nie będzie. Będą mniejsze ale nie takie duże i silne jak ta. Da się przejść. - wyjaśnił Hochlandczyk raczej optymistycznym tonem.
- Bobry się na tym znają a wykształcenia nie mają. - zauważył Eitri - Ułożyć kupę kamieni w poprzek rzeczki to żaden wyczyn inżynieryjny. Pytałem, bo trzeba by było się na to przygotwać. - krasnolud zdjął but i wylał zebraną w nim wodę - Jeżeli zagnieździły się gdzieś, trzeba będzie samemu zainwestować w takie rzeczy. - krasnolud spojrzał w stronę gór - Znaleźć jakieś miejsce na kamieniołom, wyżwirować drogi może.
- No teraz to nie mamy na to czasu. Musimy do Breder dotrzeć najpóźniej jutro aby na ten targ zdążyć. Ale jak się ta cholerna wojna skończy to zapraszamy do nas w góry. Tam dużo takich rzeczy jest do zrobienia to się taki majster by przydał. - powiedziała młoda szlachcianka kiwając głową na znak, że widzi gdzieś pod swoimi skrzydłami rolę dla takiego umnego specjalisty od prac budowlanych.
Umgak wut - Kazalid - Kiepskiej jakości wyrób z drewna.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyMiejsce: pd-zach Ostland; Lenkster; Podzamcze; ul. Karczemna; karczma “Pod tańczącym zającem”
Czas: 2521.04.20; Angestag; południeO poranku Eitriego można było znaleźć zjadającego się śniadaniem. Solidna kiełbasa, jajka, które popijał piwem. Zaszedł go wtedy Klaus, najwyraźniej ten ciąglę męczył się z trudami picia.
- Znowu pijesz? - zagaił kiedy przysiadł się do krasnoluda - Słyszałem, że krasnoludy mają silne żołądki, ale słyszałeś o wodzie?
Eitrie przeżuwał spokojnie kiełbasę zanim odpowiedział.
- Ano, słyszałem. Używacie jej aby rozcieńczyć wasz Grog . - zaczął, używając Khazalidzkiego słowa na kiepski trunek - Wy człeki, używacie tyle pszenicy w waszych trunkach, że robi mi za chleb. - inżynier się uśmiechnął - Natrafimy kiedyś na prawdziwą, krasnoludzką gorzelnie, to dam ci posmakować Grizdalu . Piwo, które leży odkąd, twój pradziad był niższy ode mnie. - Eitri poklepał mężczyznę po plecach - Nie próbuj przepić Dawi'ego , większe szanse masz z Ogrim.
Po czym wrócił z powrotem do posiłku. Elf był nie lada dla niego zaskoczeniem, o ile spodziewał się, że łucznik będzie dobry, fakt, że ta tykwa doganiała go w piciu była niespodzianką. Będzie musiał poćwiczyć, jeżeli ma zamiar być na ciągle na szczycie.
Kiedy wyszedł z karczmy spotkał go Tobias. Kojarzył zwiadowcę z konkursu strzeleckiego. Musiało go nieźle dziwić, że pokonał go krasnolud.
- A, witaj Wutumgi . - Eitri uścisnął dłoń młodzieńca - Eitri Ironforge. Kowal i inżynier. Będziesz czegoś potrzebować, zawołaj.
Miejsce: pd-zach Ostland; obrzeża Lenkster; droga w kierunku granicy z Hochlandem
Czas: 2521.04.21; Festag; popołudnie
Warunki : jasno, pogodnie, sła.wiatr chłodnoNa trakcie Eitri starał się nie spowalniać pochodu, chociaż zauważał, że męczył się wolniej od ludzkich oddziałów. Kiedy rozbijali obóz krasnolud chodził od namiotu do namiotu, upewniając się, że wszystko jest odpowiednio umocowane, poprawiając gdzie widział niedociągnięcia. Upewniał się, że wszyscy zjedli posiłek, że wiedzą gdzie znajduje się ich ekwipunek.
Dużo czasu spędzał z Dymitrim i pozostałymi strzelcami. Tłumaczył im jak opiekować się swoją bronią. O ile był pewny, że ich oficerowie przeszkolili ich w konserwacji arkebuzu, broń palna wymaga obchodzenia się jak z dzieckiem. Nie chcą, aby w ważnym momencie zaciął się spust.
Kiedy nic nie robił Eitri siedział przyglądając się swojemu medalionowi, delikatnie głaszcząc jego wnętrze raz na jakiś czas.Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas: 2521.04.23; Wellentag; przedpołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, powiew; chłodno (0)Eitri przysiadł kiedy pochód się zatrzymał. Dwóch dziwaków na trakcie w górach?
- Przygotujmy się na bitkę. - zawołał krasnolud, kiedy wszyscy na niego spojrzeli wzruszył ramionami - To może być podpucha. Mogą mieć kolegów pochowanych po krzakach. - inżynier wyciągnął swój muszkiet opierając go na kolanach - Krasnoludy nie są najlepszymi zwiadowcami, kiedy są elfy i ludzie dostępni. Ja zostanę tu.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyMiejsce: Ostland; Ferlangen; domostwo Ironforge
Czas: 2521.01.23 Angestag; wieczór
Warunki : droga przed wejściem, jasno, ciepło,cicho; na zewnątrz: wieczór, wietrznie, opady śniegu, zimno- Musisz wrócić do rodziny. Zabierz Jensa i wróć do swoich. - krasnolud spojrzał na swoją partnerkę, która pomimo braku łez była widocznie zdewastowana. Oczywiste znaki dla Eitriego. Zaciśnięte usta i pięści, jednak ściskała jeden z wielu warkoczy na głowie kobiety. Oczy twardo patrząc na inżyniera delikatnie drżały.
- I co ja mam im powiedzieć? - Eitri westchnął i wsadził w dłoń Kary list
- Powiedz, że twój mąż nie jest już w stanie być mężem. Gdybym miał mniej rozumu w głowie, albo więcej nadziei, zszedłbym na drogę Zabójcy… wtedy też bym musiał cię pozostawić.
- Okropnie byś wyglądał w rudych włosach. - krasnolud zatrzymał pakowanie i spojrzał w oczy swej żony. Oboje zaczęli się śmiać i pierwsze łzy w końcu wypłynęły z ich oczu. Eitri ujął krasnoludkę i ucałował ją.
- Zrozum… nie jestem już w stanie tak żyć. Poczucie winy, wstyd… muszę zrobić coś inaczej oszaleje. - Kara otarła palcem łzy swojego męża.
- I zaciągnięcie się do wojska, to jedyne co daje ci ognik nadziei, co? Dobrze, wrócę do swoich, zabiorę Jensa, ale ty mu mówisz co się dzieje. - Eitri zachichotał.
- On już wie. - Kara spojrzała na niego z kwaśną miną - C hłopak jest bystry, jak na siedmiolatka. Widział jak rozmawiałem z jednym z tych naganiaczy do wojska i zapytał "Będziesz szczelał do wrogów za wujka?" - oboje delikatnie parsknęli - Więc on wie. Załatwiłem już sprzedaż domu, więc nie wrócisz do nich z pustymi rękami.Kobieta uniosła dłonie w geście poddania się.
- D obrze, dobrze… tylko jeden warunek. Jak już wyrżniesz w pień wszystkich sukinsynów. Wróć do nas… Bartokk nie chciałby, abyś zmarnotrawił swój talent na mordowaniu szaleńców z północy.
Miejsce: pd-zach Ostland; Lenkster; Podzamcze; ul. Karczemna; karczma “Pod tańczącym zającem”
Czas: 2521.04.19; Bezahltag; dzień
Warunki: jasno; gwar karczmy; umiarkowanie ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; nieprzyjemnie (0)- Umgak. - stwierdził krasnolud kiedy zobaczył jak Dymitri chwali się swoją bronią. Eitri Ironforge miał jakieś półtora metra. Kasztanowa broda i włosy były w dobrym stanie, chociaż kilka pojedynczych siwych włosków, można było dostrzec. Wydawał się cichy do momentu zabawy. Brał udział w zawodach strzelania i picia, a teraz przyglądał się osiłkom. - Ale, nie najgorsze. Jeżeli chcesz pochwalić się rurą, to wyciągnę swoją. - zanim ktokolwiek miał szansę zaprzeczyć, krasnolud postawił na stole solidny muszkiet. Chociaż lufa była nieco krótsza i grubsza od Imperialnego standardu, kunsztu nie można było jej zaprzeczyć.
- Co to za znaczki na nim? - Eitri westchnął na pytanie Dimitriego.
- Widzisz Thrumgi, to runy mego ludu. Pismo. Te, które zauważyłeś "Bak", oznaczają "Pięść", te tu - odwrócił muszkiet, aby pokazać drugi zestaw run - "Drek" oznaczają "Daleko". Więc całość oznacza "Odległa Pięść". - spojrzał na Dimitriego, który najwyraźniej starał się coś rozgryźć - W wolnym tłumaczeniu "Człowiek Pistolet". - Eitri się uśmiechnął i poklepał mężczyznę po… no po nerkach biorąc pod uwagę różnicę wzrostu - Zabiorę się z wami Umgi. Pewnie połowa z was nie wie jak się zajmować tą bronią, więc przyda wam się, ktoś kto wie jak te "zabaweczki" działają. A teraz… - podwinął rękaw i usiadł naprzeciwko pierwszego przeciwnika. Ciągłe miał na sobie rękawice, chociaż ta uniesiona delikatnie się podwinęła ukazując niebieskawy kolor skóry na nadgarstku. - Pokażcie mi słabeusze, czemu powinienem mierzyć się z waszymi siostrami. -
Kultyści - Lato 2519
Otto I Teofano.
- Witaj, Teofano. - mnich wolał się zbytnio nie spoufalać na widoku dla dobra młodej cukiernik - Również zjawię się u Lady Von Dyke. - zniżył trochę głos - I będę mógł obdarować cię znowu jeżeli zechcesz.
Widział jak Lebkuchen lekko uśmiechnęła się gdy obwieścił jej, że też będzie po mszy u Pirory. Ale gdy mnich dołożył do tego niemoralną propozycję to aż oczy jej pojaśniały i musiała zacisnąć usta aby pohamować uśmiech. A i tak był on widoczny. Energicznie pokiwała głową na znak zgody.
- Oczywiście ojcze. Z godnością i radością przyjmę taki dar. - Lekko dygnęła w ukłonie jakby chodziło o przyjęcie jakiegoś sakramentu. - Tak się cieszę, że się u niej spotkamy. Nie mogę się już doczekać. Czuję, że to macierzyństwo mi służy. - Starała się hamować swoją ekscytację i nie powiedzieć czegoś niestosownego. Zrobiłe gest jakby chciała dotknąć swojego brzucha ale w ostatniej chwili wyhamowała go choć wyszło jej to dość niezdarnie. Po czym sapnęła cicho i jeszcze obejrzała się na rodziców. Ci jednak nadal rozmawiali z jakąś drugą parą.
- Myślałam… O obdarowaniu. Innych kobiet. - Wróciła spojrzeniem do jednookiego mnicha. - Co myślisz ojcze o mojej matce? Nie jest za stara? Wydaje mi się w całkiem dobrym zdrowiu i formie. Tylko nie wiem jak by to z nią zrobić. W końcu to moja matka. - Pytała pozwalając aby mnich spojrzał za jej plecy w stronę jej rodzicielki. Teraz Renate Lebkuchen była ubrana odświętnie i jak do mszy. Jednooki widział ją trochę od tyłu a trochę z boku. Ale z pierwszego spotkania z nią w ich kamienicy, pamiętał, że jak na okolice czwartego krzyżyka na karku to matka Teofano wyglądała na młodszą i zadbaną. Jako żona dobrze prosperującego cukiernika, zapewne nie musiała osobiście pracować fizycznie. - Margo mi zdradziła, że wszyscy się z nią pokładaliśmy. Matka też. Ojca to podejrzewałam ale matka to mnie trochę zdziwiła. No ale mimo wszystko nie wiem jak by ją można obdarować. - Wyznała przyciszonym tonem. - No albo Gela. Pracuje u nas w cukierni. Ładna jest, zgrabna i sympatyczna dlatego stoi za ladą w cukierni. Ma ładny dekolt i biodra a to dobre przecież do rodzenia dzieci. - Widać nie tylko o własnej matce myślała jako o przyszłej muszej matce ale wolała poradzić się mnicha co miał większe od niej doświadczenie w tej materii.
Mnich strzelił językiem zastanawiając się jak to ugryźć.
- Pamiętasz że z Margo było nie łatwo, podejrzewam, że z twoją mamą będzie ciężej. - zastanowił się chwilę - Może na razie sprawdzimy głębię jej żądz. Mówisz, że obie pokładałyście się z Margo. - mnich zniżył głos - Miałabyś obiekcje aby pokładać się z nią razem?
- No wszyscy chędożyliśmy Margo ale nie na raz. Dopiero teraz mi powiedziała, po tym porodzie. A wcześniej to każde z nas myślało, że inni nie wiedzą, że ją inni chędożą. - Cukiernik nieco przewróciła oczami ale całkiem chętnie wyjaśniła jak to było z ich młodą pokojówką z którą romansowała cała jej rodzina. - No ale pokładać się z własną matką? - Uniosła brwi na znak, że tego akurat wolałaby nie robić. - Byłoby mi niezręcznie. Mogę coś pomóc aby ją namówić na obdarowanie albo umówić na jakieś spotkanie z tobą albo szlachciankami. No ale nie, żeby sypiać z własną matką. - Starała się być gotowa do pomocy ale widać było, że myśl o figlach przy własnej rodzicielce nie jest jej miła.
- Widzisz ponieważ nie masz kontroli nad matką jak nad Margo… - zaczął mnich -nie można tego presją zrobić i ponieważ nie ma tych samych chęci co ty, jedyna droga to głód nowych… ciekawych doznań. Dlatego chciałem sprawdzić czy jest głodna czegoś więcej niż figli że służką… - mnich spojrzał jeszcze raz na matkę Teofano - Powiedz Margo, żeby mnie jakoś zareklamowała twojej matce, jako kochanek. - spojrzał na cukiernik - Osobiście będę miał większe szanse.
- No matka chędoży Margo bo ma ją pod ręką. Przecież ona przychodzi do nas prawie codziennie. Ojca większość dnia nie ma w domu. Matka więc może ją zdybać kiedy chce w naszym domu. Zresztą ja też tak robię. No ale jak teraz o tym myślałam co matka czasem mówiła o Geli albo niektórych dziewczynach z cukierni to myślę, że też mogą jej się podobać. A te do sprzedaży to zawsze bierze same ładne. A to ona głównie wybiera. Więc myślę, że jakby trafiła jej się jakaś ładna kochanka to mogłaby być zainteresowana. Dlatego pomyślałam o tych szlachciankach. A mężczyźni chyba też ją interesują. Czasem robi wyrzuty ojcu, że tamten w jego wieku a ma mniejszy brzuch albo, że inny to jeszcze co innego. Więc nie jest ślepa na innych mężczyzn. I ty chyba też zrobiłeś na niej dobre wrażenie po tej wizycie u nas. Nawet chciała iść ze mną do was, do hospicjum aby podziękować razem ze mną no ale by tylko nam przeszkadzała to wolałam przyjść sama albo z Margo. Jak chcesz to cię umówię z nią. Albo mogę nawet teraz cię przedstawić. Będą mogli ci podziękować za uzdrowienie mnie. - Córka Lebkuchenów bez skrupułów zdradzała sekrety swojej rodziny aby tylko rozszerzyć swoją działalność na powiększenie grona muszych matek. Mówiła szybko ale przyciszonym głosem. Stali w rozgadanym tłumie więc było małe ryzyko, że ktoś ich podsłucha ale całkowitej pewności być nie mogło.
- Zrobić ciepłe wrażenie, przed opowieściami Margo o mych wyczynach może zaostrzyć jej apetyt… - zerknął łobuzersko na cukiernik - Tylko nie bądź zazdrosna. Prowadź zatem.
- Nie bój się nie będę. Nie mam nic przeciwko waszemu romansowi. Właściwie nie mam nic przeciwko innym romansom moich rodziców byle nie narobili skandalu. No i chciałabym aby moja matka została obdarowana. Właściwie Gela też. Właściwie to chciałabym obdarować tyle kobiet ile tylko się da. - Młoda cukiernik zdawała się być całkowicie oddana sprawie szerzenia dziedzictwa Oster na jak największą liczbę kobiet. Odwrociła się i poprowadziła mnicha ku swoim rodzicom. Ale się zatrzymała. Widać było, że się już żegnają ze swoimi rozmówcami.
- Z tego co mi Margo mówiła to moja matka lubi być górą. Jak Margo jej usługuje. - Rzuciła cicho nachylając nieco głowę ku niemu. A gdy uznała, że ta druga para już się oddaliła wystarczająco a i jej rodzice rozglądali się jakby zaczęli szukać swojej dorosłej córki, to ta dała znać mnichowi aby ruszali dalej.
- Matko, ojcze. - Zaczęła gdy podeszli bliżej. I udało jej się zwrócić na nich ich uwagę. - Spotkałam brata Otto. Rozmawialiśmy o błogosławieństwie jakim mnie obdarzył. I o tym, że to każdą kobietę powinien spotkać taki zaszczyt. Ja przyjęłam go z pokorą i godnością jaka przystoi naszej rodzinie. - Młoda Lebkuchen zaczęła nieco uroczyście ale starała się mnicha przedstawić jak najlepiej. Chociaż nie oparła się pokusie aby w zawoalowany sposób nie wspomnieć o swojej brzemienności.
- Miło cię znów widzieć ojcze. To naprawdę zaszczyt dla nas. Po twoich modłach Teo wygląda wprost kwitnąco. - Ojciec lekko się skłonił przed duchownym aby się z nim przywitać w równie ciepły sposób co córka im go przedstawiła.
- To prawda mój drogi. Dobrze cię znów widzieć ojcze. Naprawdę masz cudowny wpływ na naszą Teo. Tryska wręcz zdrowiem i radością. Aż się robię podejrzliwa i zazdrosna. Też bym tak chciała. - Renate lekko się uśmiechała i nie wychodziła z roli bogobojnej matki i żony. Ale w jej spojrzeniu było coś śmiałego.
- I równie miło widać rodziców tak oddanej duszyczki. - mnich również skłonił się przed patriarchą Lebkuchenów, po czym ucałował dłoń matki Teofano - Żyję, aby być udzielnym sługą moja pani. Z chęcią udzieliłbym namaszczeń, jeżeli taka twa wola. Proszę jedynie powiedzieć kiedy.
Oboje się uśmiechnęli z zadwoleniem na takie szarmanckie zachowanie mnicha. Ale gdy powiedział swoje mąż nieco się zdziwił.
- Namaszczenia? Chyba aż tak z moim serdeńkiem nie jest? - Uniósł brwi aby to okazać.
- Ojcze ale w hospicjum to mają wiele ziół i naparów. A mama ostatnio skarżyła się na korzonki. - Teofano szybko dostrzegła okazję i starała się podjąć inicjatywę wspólnika.
- To prawda Teo. Nie chciałam ci mówić rybeńko ale ostatnio znów mi trochę dokuczają. Ojcze Otto, czy mielibyście coś w swoich obfitych zasobach i mądrych księgach? - Renate najpierw potwierdziła mężowi słowa córki po czym zwróciła się do jednookiego mnicha.
- Proszę się nie martwić, mości Lebkuchen. Stare przyzwyczajenia z klasztoru, nazywaliśmy namaszczeniem wszystko od olejków leczniczych po ziołowe maści. Pomagam Teofano niewielkimi smarowaniami olejkiem z lawendy. Pomaga we śnie i odgania nocne mary. - mnich się uśmiechnął - Oczywiście mam coś co by pomogło na takie bóle, wymagało by to oczywiście trochę twojego czasu moja pani. Oprócz opatrunków i maści, trzeba rozluźnić ciało. Jeżeli jesteś zainteresowana możemy umówić spotkanie dla twej wygody.
- Oh to prawda. Ja czuję jak te olejki i maści jakich na mnie używa ojciec Otto ożywiają i rozgrzewają mnie od środka. - Teofano gorliwie pokiwała głową i tym razem położyła dłoń na swoim brzuchu. Wyglądało to naturalnie, chociaż jak mnich znał prawdę to ją tak ożywia od środka to miało to swój wypaczony chodź prawdziwy sens. Córka jednak dalej mówiła do rodziców. - To i na korzonki dla mamy na pewno ojciec Otto też coś znajdzie odpowiedniego. To jak sie wciera głęboko w ciało to bardzo pomaga. Zapewne nawet mama mogłaby się udac do hospicjum w razie potrzeby aby coś tam dobrać odpowiedniego. Ja i tak się tam wkrótce wybieram aby okazać wdzięczność za uzdrowienie. I przyjąć kolejne błogosławienstwa. - Szczupła brunetka mówiła szybko i z pełnym przekonaniem. Tak samo jak niedawno gdy rozmawiała z Otto na boku. A i znalazła sprytną furtkę na spotkanie między nim a jej matką w hospicjum jakby wizyta domowa była utrudniona.
- Bardzo dobry pomysł. Też myślałam aby udać się do was razem z Teo no ale nalegała, że chce wam się odwdzięczyć osobiście. Ale jeśli to przeszkadza to jutro jak obrządzę dom to gdzieś po dziewiątym dzwonie chyba mogłabym być gotowa na twoją wizytę ojcze. - Matka też potrafiła szybko dostosować się do sytuacji i chętnie poparła pomysły ich obojga na spotkanie z mnichem.
- No cóż, ojcze, jeśli sprawa jest tak poważna to naprawdę bylibyśmy wdzięczni gdybyś zechciał zadbać także o moje serdeńko. Nie chciałbym aby się męczyła biedaczka. A widzę po Teo, że twoje metody są skutecznie i nie jesteś jakimś podejrzanym hochstaplerem. - Ojciec także poprosił mnicha aby ten zgodził się na taką pomoc jego żonie.
- Zatem jutro, koło dziewiątego dzwonu? - upewnił się mnich - Poleciłbym jakieś miejsce gdzie nie będzie nam nikt przeszkadzał i będziesz mogła się wygodnie ułożyć, pani. Zabieg trochę zajmie.
- To może nas odwiedzisz jutro o tej porze? - Renate lekko uśmiechnęła się z zadowoleniem przyjmując taką propozycję. I szybko ją doprecyzowała.
- Mnie chyba nie będzie. Zamierzałam dokładniej przyjrzeć się Geli. Myślałam czy nie zrobić jej starszym subiektem. Ale też zastanawiałam się czy osoba duchowna by nie mogła jej się przyjrzeć bo może Gela też potrzebuje namaszczenia i błogosławieństwa? - Teofano starała się dać znać, że może na ten czas wizyty usunąć się z mieszkania aby im nie przeszkadzać. Jednak udało jej się w to wpleść i drugą kandydatkę o jakiej mówiła wcześniej. Tak samo jak jej matka, popatrzyła teraz pytająco na mnicha.
- Stawię się oczywiście i jeżeli znajdę czas dla… Geli, tak? To oczywiście i nią się zajmę. - mnich zerknął na ojca Teofano z uśmiechem - Bogowie nagrodzili cię za służbę miastu, mój panie. Piękna żona, aby koiła serce i zdrowa, piękna córka.
- Oh jestem tylko sługą bogów i tego miasta. Ja tylko piekę pierniki. - Głowa rodziny uśmiechnął się uprzejmie ale było widać, że słowa mnicha mile go połechtały.
- W takim razie ja będę na ojca czekać jutro. - Renate też wyglądała na zadowoloną, że tak gładko doszli do porozumienia.
- No to ja od rana zajmę się Gelą aby była gotowa na błogosławieństwa ojca. - Teofano zachowywała się podobnie chociaż wiedziała, że z jednookim i tak spotkają się wkrótce na Bursztynowej.
- Zatem zobaczymy się jutro. - ponownie skłonił się przed rodziną Lebkuchen - I moja pani, mam nadzieję, że moje służenie przyniesie ci ulgę, której pragniesz.Otto i Elke
Mnich spojrzał na młodą dziewoje z uśmiechem.
- Elke! Witaj, witaj dziecko. W czym mogę służyć? - złapał się za głowę przypominając sobie ich ostatnie spotkanie - Bogowie… zapomniałem. Wybacz kochana. - ujął dłonie dziewczyny - Miałem tyle na głowie, że twoja prośba wyleciała mi z niej. Proszè nie gniewaj się.Szczupła blondynka dała ująć się za dłonie i z początku uśmiechnęła się, że mnich ją rozpoznał i wciąż pamięta o czym rozmawiali. Ale gdy przyznał się, że nie zajął się tą sprawą, wyraźnie posmutniała. Lekko pokiwała głową jakby potrzebowała chwili aby oswoić się z tą myślą. - Więc… Nic się nie da zrobić? Ja dziś przyszłam na mszę do miasta. Ale w Marktag znów będę z kozami i świniami. Ja rozumiem, że to może być trudne znaleźć panią co by mnie chciała. Mogę poczekać. To przecież dopiero parę dni minęło. - Starała się chyba zrobić dobrą minę do tych niezbyt pomyślnych dla niej wiadomości.
Mnich się zastanowił, odruchowo jego dłoń zaczęła głaskać policzek dziewczyny, starając się dać jej trochę otuchy. W końcu spojrzał jej w oczy, podobne spojrzenie widziała wtedy w kamienicy.
- Jak długo możesz zostać w mieście po mszy?- Do południa. Może trochę dłużej. Ale chciałabym przed zmierzchem wrócić do nas, do wioski. - Blondynka odparła bez wahania. Jeśli chodziło o odległość do przejścia to rzeczywiście z pół dnia było potrzeba. A po zmroku niebezpiecznie było podróżować, zwłaszcza samotnej, nieubzrojonej kobiecie.
\ - Więc mam propozycję. - Otto uśmiechnął się ciepło - Teraz dwie sprawy, przyrzeknij mi na miłość do swojego stadka, że nie rozpowiesz tego co ci teraz powiem i uwierz mi, że nie próbuję cię ośmieszyć.
Gdy mnich wspomniał o jej grzesznych upodbaniach, blondynka spuściła wzrok w ziemię i zaczerwieniła się. Po chwili pokiwała twierdząco głową. - Nikomu nie powiem. - Wydukała zawstydzonym tonem.
- Dobrze. Wybieram się do Lady Pirory Von Dyke, będą tam również Lady Fabienne von Mannlieb i nasz cudowny Słowik Północy. Byłyby bardzo zainteresowane spotkać kobietę, która troszczy się o swoich podopiecznych tak bardzo jak ty. I gdybyś miała ze sobą swego ulubieńca, pewnie chciałby, abyś ich nauczyła jak się nim opiekować. Mam nadzieję, że rozumiesz. - uśmiechnął się - Zapytam Lady Pirorę, czy mogę cię zaprosić na to spotkanie. Największe szanse masz, jeżeli zaczniesz z nimi rozmawiać sama. Interesuje cię to? Jeżeli zabawimy za długo, to mogę odprowadzić cię do domu.
- Słowik Północy? Znaczy lady von Treskow?! - Tym razem głowa blondynki gwałtownie wystrzeliła do góry patrząc na mnicha z niedowierzaniem. Przez chwilę to jedno naziwsko całkowicie zdominowało jej uwagę. - Ta milady z mszy? Co tak pięknie śpiewała? Znasz ją? - Zwykłej dziewczynie ze wsi wydawało się prawie niemożliwe, że ktoś z kim rozmawia twarzą w twarz mógłby swobodnie rozmawiać ze szlachtą. A co dopiero z taką sławną śpiewaczką nad jakim śpiewem dopiero co zachwycało się całe miasto. Aż spojrzała w stronę wrzawy nieco dalej. Diwy nie było zza niej widać ale musiała tam być. Wiele osób chciało ją zobaczyć z bliska a ci znaczniejsi nawet z nią rozmawiali. Ale nie zwykli chłopi co przyjechali do miasta na mszę.
- No ja byłabym zaszczycona. Jak coś by było trzeba… To ja tu mogę poczekać. Naprawdę ją znasz? - Elke z trudem starała się odzyskać jasność myśli więc zaczęła trochę dukać wciąż przytłoczona myślą, że miałaby poznać sławną diwę albo inną z tutejszych szlachcianek.
- Równie dobrze co ty swoje stadko. - odparł z uśmiechem mnich - Poczekaj tu. - jednooki ruszył w poszukiwaniu Pirory. Po kilku minutach wrócił do dziewczyny.
- Mamy zgodę. - wystawił rękę aby zacząć prowadzić Elkę - Gotowa spotkać wyższe sfery miasta?
Blondynka wytrzeszczyła oczy jakby nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Przez chwilę wpatrywała się w twarz jednookiego jakby sprawdzała czy sobie z niej nie dworuje. Po czym pisnęła z radości i zarzuciła mu ręce na szyję. Aż parę najbliższych osób spojrzało na nich ze zdziwieniem albo zaciekawieniem. Młoda kobieta zarzucająca mnichowi ręce na szyję z piskiem radości to raczej nie był codzienny widok. Elke jednak opanowała w końcu ten wybuch i odsunęla się trochę od mnicha. Złapała za jego reke i dala się poprowadzić. Wyszli przez bramę i tu zrobiło się ciut luźniej. Ale i tak wszędzie stały zaparkowane powozy i karoce a znamienici goście albo przy nich stali, wsiadali albo dopiero do nich szli. Dopiero na ulicy blondynka odzyskała głos.
- Naprawdę ją znasz? Tą śpiewaczkę i te szlachcianki co mówiłeś? I poznasz mnie z nimi? Jej! Jak ja bym chciała służyć u takiej wielkiej pani! - Wciąż wydawała się być oszołomiona myślą, że zaraz stanie twarzą w twarz ze swoją szansą na lepsze życie. I dopiero po chwili coś jej się przypomnało. - Ale poczekaj… Ale to… Powiesz im… No wiesz… O… No jak ja… No wiesz o czym. - Przez jej twarz znow przeleciał rumieniec i spojrzała z niepokojem na idącego obok mnicha.
- Jeżeli nie chcesz to nie powiem. - zapewnił Otto - Ale zaznaczam, że jeżeli się o tym dowiedzą, od razu u nich zyskasz. Czy naprawdę sądzisz, że tak znamienite panny spotkałyby się z byle okaleczonym klechą, aby pogadać o religii? Czy jednak może nasze spotkania są bardziej podobne do naszego pierwszego?
W ciągu krótkiego czasu, Otto był świadkiem jak oczy i usta Elke otwierają się szeroko w grymasie bezbrzeżnego zdumienia. - To ty masz… - Aż się zaksztusiła z wrażenia i pewnie krzyknełaby na całe gardło ale w ostatniej chwili urwała głos. I tak potrzebowała przejść szerokość jednej czy dwóch kamienic aby odzyskać głos.
- To ty masz z nimi romans? Z tymi szlachciankami? Z lady Odette też?! Ale przecież jesteś mnichem! I to takim zwyczajnym a nie przeorem czy jakimś ważnym. - Chłopska córka miała wyraźne trudności aby przełamać stereotypy społeczne w jakich do tej pory żyła. Rzeczywiście taka informacja mocno się poza nie wybijała. Dopiero po chwili dotarło do niej coś jeszcze. - Jak to zyskać? Znaczy… No wiesz… Tak jak ja… Miłuję moje stado… I one… No ten… To by im się podobało? - Ledwo dała radę to z siebie wykrztusić i znów zarumieniła się jej cała twarz. Widać już było wejście na Plac Targowy a Bursztynowa 17 była po jego drugiej stronie.
- Romans to duże słowo.- uznał Otto - Jestem zadowalający w łóżku, mam nadzieję, że nie zaprzeczysz. I posiadam na tyle bogatą wyobraźnię, aby dostarczyć im nowych doznań. Dlatego chciałem wykupić od ciebie koziołka.
- No tak. To prawda. Wtedy w Marktag… Było mi bardzo miło. Z tobą to nie to co z wiejskimi chłopakami. - Blondynka pokiwała głową na znak, że miło wspomina ich spotkanie sprzed paru dni. Widać zaczynała trzeźwieć od tego nagłego wrażenia jakie mnich w niej wywołał. Przechodzili właśnie przez Plac gdzie się wówczas spotkali po raz pierwszy. Już było widać wylot Bursztynowej. - A to ten koziołek… To dla nich? Dla tych szlachcianek? - Podniosła głowę i popatrzyła na niego wielkimi oczami. Aż przygryzła wargę z przejęcia. Co prawda sama miała takie preferencje za jakie jeśli nie trafiłaby na stos to i tak spotkałaby się z publicznym potępieniem. Chyba jednak trudno było jej uwierzyć, że ktoś jeszcze może je podzielać a zwłaszcza te piękne i bogate damy.
- Były zainteresowane kiedy proponowałem. - odparł mnich z uśmiechem. Dziewczyna pewnie by zemdlała gdyby usłyszała o orgiach ze zwierzoludźmi - Dlatego sądzę, że będą ciebie ciekawe. Szczególnie jeżeli będziesz im opowiadała ze szczegółami, jak to jest kiedy koziołek się opiekuje potrzebami.
- Oh. - Młoda chłopka szła obok mnicha i słuchała tych rewelacji z wypiekami na twarzy. W końcu to brzmiało jak urzeczywistnienie mrocznych plotek o podłej, zdegenerowanej szlachcie. Tylko teraz chodziło o piękne i eleganckie damy z miejskiej śmietanki towarzyskiej. - I by je to ciekawiło? - Znów spojrzała na idącego obok mnicha. - No mogę opowiedzieć. Jak to jest. Być z koziołkiem. Właściwie pieski i świnki też lubię. - Niepewnie przygryzła wargę sondując po mnichu jaka będzie jego reakcja i zapewne szlachcianek.
Mnich gwizdnął.
- Zaczynam czuć się niegodny. Jak mógłbym marzyć, aby zadowolić dziewczynę co tylu smaków przyjemności już zaznała. - uśmiechnął się - Uwierz mi, polubią cię od razu.
Młoda chłopka zarumieniła się ponownie. Ale tym razem od komplementu. Widać było, że dodał jej otuchy przed rozmową ze szlachtą na jaką się szykowali. A na razie to mnich już widział front kamienicy jaką zimą kupiła koleżanka z kultu po okazyjnej cenie.Otto i wizyta u Pirory
W końcu dotarli do drzwi jakie były już mnichowi znane bardzo dobrze. Wiedział co trzeba robić i mniej więcej czego się spodziewać za nimi. Otworzyła mu młoda służka Pirory i wpuściła do środka z sredecznym uśmiechem na twarzy. Zaprowadziła ich na piętro gdzie był salon gospodyni który był towarzyskim sercem kamienicy. Tam zastał ją samą. Stół był już zastawiony bogatym śniadaniem jakie tylko czekało na przybycie gości. Pirora rozmawiała z jakąś służką gdy goście weszli.
- Witajcie moi mili. - Przywitała się z uśmiechem. Szybko obrzuciła taksującym spojrzeniem młodą wieśniaczkę a ta od razu nerwowo przestąpiła z nogi na nogę. - Otto to jest ta młoda, utalentowana dziewczyna o jakiej mi mówiłeś? - Averlandka starała się nie peszyć Elke bardziej niż już była.
- To ona. Ma na imię Elke, spotkałem ją na targu kilka dni temu. Hoduje kozły i jest… bardzo oddana ich zdrowiu. - klątwa posiadania jednego oka, to to, że mimika jego twarzy była ograniczona i nie mógł puścić porozumiewawczego oczka Averlandce - Jestem pewny, że z chęcią opowie tobie, Fabienne i Odette wszystko co chciałybyście wiedzieć… na przykład o ich płodzeniu. - mnich uśmiechnął się łobuzersko i delikatnie przysunął Elke do przodu - Nie lękaj się jej, Elke. Pirora wita cię u siebie jako gościa, nie intruza.
- Doprawdy? No to rzeczywiście zapowiada się fascynująca opowieść. Mam wrażenie, że Fabienne i Odette powinna przypaść do gustu. Może jednak poczekamy na nie? Odette to pewnie przyjedzie na samym końcu. Pewnie widzieliście jak jest oblegana. - Pirora wydawała się przyjemnie zaskoczona taki przedstawieniem talentów młodej blondynki. A ta miała minę jakby kamień spadł jej z serca i nawet uśmiechnęła się choć tylko półgębkiem. Bez wahania pokiwała głową dla szlachcianki ale na razie nie odważyła się zabrać głosu gdy ta nie zadała jej bezpośredniego pytania. - Otto mogę cię prosić na chwilę? - Gospodyni widząc to dała znać koledzę, że chce z nim coś omówić. Podeszła na drugi kraniec salonu, do okna i stanęła przy krześle jakie zwykle zajmowała lady Soria. Poczekała aż do niej podejdzie.
- Dobrze, że jesteś. Mam z dzisiejszym spotkaniem takie urwanie głowy, że nie wiem gdzie ręce włożyć. - Wyznała z pewną ulgą, zapewne licząc, że mnich ją wspomoże. - Na dole czeka Laura. Odette ją zamówiła. Ale w nocy urodziła kolejny miot i go tu przyniosła. Mówi, że ona, Odette i Fabi na pewno się ucieszą jeśli się będą mogły razem zabawić. No ale pewnie wiesz, że nawet u nas nie wszyscy za tym przepadają. Więc mam prośbę. Możesz je poprosić abyście poszli do osobnego pokoju? Tak aby nikogo to nie kłuło w oczy. Sam wiesz jak choćby Łasica czy Burgund reagują na tych “przyjemniaczków”. Jeszcze nie wiem czy będą. Burgund chyba nie wróciła do miasta z tego kurhanu więc inni co z nią poszli też nie. Nawet lady Soria jak widzisz nie wróciła jeszcze. A Łasica poszła się spotkać z jakimś dawnym uczniem Starszego. Ja go nie znam. Podobno był w rodzinie zanim myśmy dołączyli tylko wyjechał z miasta. Teraz wrócił. No i są te robaki od Benity. Też nad ranem urodziła. Całkiem spanikowała i błagała mnie abym coś z nimi zrobiła. Miała rozmawiać z Oddie. Więc jeszcze nie wiem czy też do nas przyjedzie czy nie. Mieli mieć z mężem jakieś rodzinne spotkanie po mszy. Mówię ci, wszystko mi się dzisiaj zwaliło na głowę tego poranka. - Mówiła przyciszonym głosem aby Elke ich nie słyszała. I szybko. Dało się jednak wyczuć napięcie w głosie gdy streszczała mu ten chaos jaki jej niespodziewanie zwalił się na głowę.
- Oczywiście, zajmę się tym. Ale naprawdę dziewczyny, musicie poszerzyć horyzonty. Widziałem poród Laury… ja nigdy nie sprawiłem, aby dziewczyną tak szarpało. - uśmiechnął się - Ale rozumiem, rozumiem. Nie dla wszystkich takie igraszki… może sam w końcu spróbuje. Wyglądało na przyjemne. I nowy stary członek rodziny mówisz? Dobrze, przyda się ktoś kto wie więcej.
Pirora uniosła brwi w grymasie sugerującym, że nie spodziewała się takich słów po koledze. Ale nie skomentowała tego więc zabawy z pieszczoszkami raczej dalej uznawała za niestosowne. - Tak, jakiś dawny uczeń, chyba ekonom czy jakiś uczony z ratusza. Znaczy dawniej tam pracował zanim wyjechał. Z tych co są wciąż z nami chyba tylko Łasica i Silny go znają. Ale Silny też poszedł do tego kurhanu razem z Egonem i resztą więc w mieście została tylko Łasica. Dlatego ma się z nim spotkać. Tyle mi zdążyła rano powiedzieć. - Gospodyni nieco rozwinęła myśl o nowym członku ich spiskowej rodziny. I chyba sama niewiele więcej o tej sprawie wiedziała. - I bardzo ci dziękuję Otto. Jeśli byś to dyskretnie załatwił aby dziewczęta poszły się bawić do pokoju byłabym wielce zobowiązana. - Uśmiechnęła się do kolegi, położyła mu swoją delikatną i zadbaną dłoń na jego a do tego cmoknęła go w policzek. - Jeszcze Petry von Schneider się spodziewam. Koleżanka z kółka poetyckiego Kamili. Może uda mi się ją poznać z Heinrichem. Wstępnie oboje są sobą zainteresowani no ale jak rozumiesz, nie wypada aby młoda panna ze szlacheckiego domu spotykała się samopas z obcym mężczyzną. Więc jeśli oboje przyjadą to będę musiała robić im za gospodynię i przyzwoitkę. A jeśli tylko ona to właściwie też. Raczej nie ryzykowałabym zaprosić ją do lochu albo tam do was. Nie wydaje mi się aby była na to gotowa. Aha i Lilly też już jest. Czeka w kuchni. No ją też raczej Petrze czy tej nowej nie pokażę. - Szeptała szybko ale widać ulżyło jej, że Otto obiecał ją wspomóc w tym dzisiejszym galimatiasie. Posłała spojrzenie na czekającą pokornie blondynkę, że orgie w lochu razem z młodą mutantką, to może być dla niej za wiele. Wtedy drzwi do salonu otworzyły się i do środka weszła ta sama służka co otworzyła mnichowi.
- Przyjechała lady Fabienne. Zaraz tu będzie. - Oznajmiła swojej pani. Ta skinęła jej głowa i szybko spojrzała na mnicha.
- Pójdę ją przywitać. Chcesz iść ze mną? Czy może wolisz poczekać tutaj? - Zaproponowała mu z ciepłym uśmiechem na twarzy.
Mnich się zastanowił.
- Przywitam ją oczywiście, tylko ostrzegam, będziesz chyba musiała robić za przyzwoitkę już teraz, jeżeli zobaczę naszą drogą Fabienne. - odwzajemnił uśmiech i ruszył za aktorką.- Oh ty zgrywusie! - Milady roześmiała się szczerze rozbawiona jego uwagą. Ale już ruszyła w stronę korytarza. Napotkawszy czekającą Elkę odezwała się do niej. - Poczekasz tu na nas? Zaraz wrócimy. Przyjechała lady Fabienne jaka zapewne będzie tobą bardzo zainteresowana. - Poprosiła ją grzecznie ale takim tonem jakim zwykle błękitnokrwiści zwracali się do podwładnych i plebsu. Chłopka jednak przyjęła to gładko. Energicznie pokiwała głową na znak zgody i nawet uśmiechnęła się na te miłe słowa. Zaś dwójka kultystów ruszyła na korytarz aby przywitać się z trzecią z nich. Bretonkę spotkali jak już wchodziła za służką po schodach na piętro. Widząc ich uśmiechnęła się do nich serdecznie.
- To już jesteście? Wiedziałam, że się za długo grzebałam. Ale miałam nadzieję, że przyjadę pierwsza. Widzieliście Oddi? Oj ona to chyba tak prędko do nas nie przyjedzie! - Widać było, że jest w wyśmienitym humorze. Pokonała te kilka ostatnich kroków jakie ich dzieliły i już mogła się z nimi uściskać.
Mnich ucałował dłoń Bretonki z uśmiechem.
- Witaj, pani. Przybyłem wcześniej ponieważ sprowadziłem nową znajomość, abyście zapoznały. - zniżył głos do konspiracyjnego - Dziewczyna nazywa się Elke. Parzy się ze swoją trzodą, sądziłem, że będziecie chciały posłuchać jej opowieści o nowych przyjemnościach.
Czarnowłosa pozwoliła się mu pocałować w dłoń jakby chciała zadośćuczynić etykiecie. A gdy mnich się wyprostował objęła go jak kochanka i przyjaciela. Podobnie przywitała się z Pirorą. Zrobiła zainteresowaną minę tym co usłyszała od Otto i szybko spojrzała na koleżankę.
- Jak na chłopkę to dziwnie prosta, ładna i bez widocznych parchów. Czeka w salonie. - Wzruszyła ramionami i pokazała kciukiem w stronę korytarza z jakiego właśnie z mnichem wyszli. - Ale ja was teraz muszę przeprosić na moment. Jestem w proszku z tymi przygotowaniami. Otto zajmiesz się Fabi tak jak cię prosiłam? - Po Averlandce znów było czuć presję czasu tak jak przed chwilą gdy rozmawiała z kolegą w salonie. Popatrzyła prosząco na kolegę.
- O to mówisz, że nawet ładna i prosta. A ty, że parzy się ze swoim stadem? Oh no to koniecznie muszę ją poznać! - Bladolica zareagowała bardzo pozytywnie na te wieści jakie od nich usłyszała. I pokiwała głową, że rozumie pośpiech gospodyni.
- Oczywiście. I zajmę się też sprawą Laury. - kiwnął głową i podał ramię Fabinne - Wyglądasz pięknie jak zawsze, lady Fabienne. - zaczął prowadzić ją w kierunku Elke - Dziewczyna jest oczywiście przytłoczona myślą o rozmowie ze szlachcianką, proszę więc bądź wobec niej delikatna, przynajmniej zanim zaciągniesz ją do łóżka.
- Dziękuję Otto, jesteś kochany. - Pirora cmoknęła mnicha w policzek i uśmiechnęła się do niego promiennie. A potem odeszła po schodach na dół. Zaś jednooki mógł z Bretonką powoli ruszyć korytarzem w kierunku salonu.
- Dziękuję Otto. Czuję się rzeczywiście wspaniale. Myślę, że to macierzyństwo mi służy. - Pogładziła się po opiętym gorsetem brzuchu. - Ah właśnie. - To jakby jej o czymś przypomnałem. - Może jeszcze tego nie widać. Ale zaczyna rosnąć. Zaczynam mieć trudności aby zapiąć się jak dotąd. Trochę mnie to niepokoi, że zacznie to widać. A chciałabym je jeszcze w siebie przyjmować. I rozmawiałam z Oddie, ona ma tak samo. Spodobała jej się ta ciążą i doznania jakie niesie. No i “To takie ohydne!”. - Mówiła łagodnym i spokojnym tonem. Chociaż na koniec nieźle sparodiowała koleżankę. - I tak myślałam. Może te pierścienie od Mergi by pomogły? Potrafią zmieniać wygląd człowieka. Myślisz, że mogłyby zamaskować ciężarny brzuch? - Zapytała patrząc na niego z zaciekawieniem. Po czym uśmiechnęła się słodko. - A ta Elke taka utalentowana? Brzmi kusząco. Jeśli chcesz dodać jej otuchy to ja jej mogę paść do stóp. I Laura też już jest? Oddie mi wspomniała, że ją zamówiła na dzisiaj. Właściwie to wczoraj w garderobie to o niej myślała. No ale jak powiedziałeś, że Teo to ją też zaprosiła. Któż by odmówił Słowikowi Północy? - Mówiła uśmiechając się kusząco. I aby się swobodnie rozmówić zwolniła kroku prawie się zatrzymując chociaż drzwi do salonu już były widoczne.
- Tyle łakomych kąsków, a ja sam jeden. - mnich zachichotał - Tak, Laura jest na dole. Pirora poprosiła, abym przeniósł was do osobnego pokoju, bo ona, Łasica i Burgund są zbytnimi świętoszkami na pieszczoszki Laury. - ucałował policzek Fabienne - Teofano obiecałem kolejne zasianie, więc będę na nią czekał. - jednooki zastanowił się nad pytaniem dotyczącym magicznych pierścieni - Eh, tajniki Wiatrów Magii nie należały do części moich obowiązków. Musiałabyś zapytać Joachima.
- No pewnie tak. Albo Starszego. Albo Sorię. Albo Tobiasa. O nich myślałam. Ale zobaczymy kto się trafi. Jeśli byś ich spotkał prędzej to mógłbyś o to zapytać? Bo jeśli by te pierścienie mogły ukryć ciężarny brzuch mnie i Oddie to my bardzo chętnie byśmy przyjęły w siebie więcej tych pieszczoszków. - Bretonka uśmiechnęła się pogodnie do mnicha i znów pogłaskała swój brzuch. W tej chwili, nawet z bliska, nie wygladał podejrzanie. Szlachcianka wyglądała szczupło jak zawsze. - A te pieszczoszki no ja dziewczyn nie potępiam. Widocznie jeszcze nie nadszedł moment aby były na to gotowe. - Wzruszyła ramionami na znak, że nie ma żalu do koleżanek, że nie podzielają jej zafascynowania robaczą ciążą i pokrewnymi zabawami. - Dobrze Otto, możemy pójść do pokoju. Myślę, że Oddie powinna się zgodzić. A jak ona się zgodzi to któż się sprzeciwi Słowikowi Północy? - Zaśmiała się cicho jakby bawiła ją moc spełniania zachcianek sławnej diwy. - No dobrze ale nie trzymaj mnie dłużej w niepewności i poznaj mnie z tą utalentowaną dziewczyną jaką przyprowadziłeś. Brzmi bardzo apetycznie. - Pogłaskała go po ramieniu aby zachęcić go do wznowienia wycieczki do salonu.
Mnich wrócił do salonu prowadząc Fabinne pod rękę. Oboje podeszli do wieśniaczki.
- Elke, pozwól, że przedstawię ci Lady Fabienne von Mannlieb, piękność Bretonni, żonę admirała Mannlieb i jedna z najpodlejszych kobiet jakie spotkałem. Lady Fabienne, to jest Elke, jak widzisz, zaspokoi apetyt, który czułaś.
Przy tym pierwszym i bliskim spotkaniu z bladolicą szlachcianką, młoda chłopka znów się spięła. I czujnie obserwowała jej reakcję. Grzecznie dygnęła i skinęła głową na przywitanie. A czarnowłosa obdarzyła ją ciepłym uśmiechem i życzliwym spojrzeniem.
- Miło mi cię poznać Elke. - Podobnie jak przed chwilą gospodyni, starała się dodać otuchy nowej znajomej. - Wiesz Otto, Priora ma dobry gust do młodych kobiet. Rzeczywiście Elke wygląda bardzo uroczo i pociągająco, nawet w tej prostej sukni. Jestem pod wielkim wrażeniem tej naturalnej urody. - Zwróciła się niby do mnicha ale widać było po gwałtownym rumieńcu blondynki, jak ją uradował ten komplement. Wreszcie się uśmiechnęła. - Ale tu tyle przestrzeni. Może porozmawiamy gdzieś w spokojneijszym miejscu zanim się wszyscy zjadą? - Zaproponowała im obojgu. Z tymże oczywiście młoda wieśniaczka nie odważyła się zaprotestować nawet gdyby miała coś przeciwko. A nie wyglądało aby miała. - Hej dziewczyno. Podobno mamy tu przydzielony pokój. Możesz nas tam zaprowadzić? - Zwróciła się do służki a ta skinęła głową. Wyszli za nią na korytarz i kilka drzwi dalej pokojówka wprowadziła ich do eleganckiego pokoju z podwójnym, ozdobnym łożem, ozdobnym stolikiem na cztery osoby na jakim stała taca z trunkami. Elke wydawała się być onieśmielona tym luksusem ale dla Bretonki był to chleb powszedni.
- Siadajcie proszę. Skoro Pirora jest zajęta to pozwólcie, że przywłaszczę sobie rolę gospodyni i będę wam usługiwać. - Mówiła z gracją należną szlachciance jakby zwracała się do swoich umiłowanych gości i to równych jej statusem. I posłała Otto pikantny uśmieszek gdy mówiła o usługiwaniu choć Elke co jej nie znała zapewne nie wyłapała jak bardzo prawdziwe były to słowa. Bretonka zaś zaczęła im przygotowywać trunki jakie sobie zażyczyli.
Mnich rozwiązał pas i zdjął habit, pod spodem miał luźno wiszącą kremową koszulę i brązowe spodnie. Odetchnął z ulgą.
- Nie zazdroszczę kolegom, którzy muszę ciągle chodzić w tej temperaturze… aż kusi, aby nic pod habitem nie nosić. - uśmiechnął się do Fabienne i usadził ją sobie na kolanach - A więc chcesz nam usługiwać droga Fabi? A jakie to usługi oferujesz?
- Oh Otto, przecież wiesz jakie usługi oferuję. Z przodu, z tyłu, z góry, z dołu albo w środku. - Szlachcianka nie miała nic przeciwko takiemu spoufalaniu się z ubogim mnichem i bez oporów usiadła mu bokiem na kolanach a ramionami objęła szyję. Siedząca obok młoda chłopka patrzyła na nich z niedowierzaniem ale chyba obawiała się to komentować. - Ale niestety jeszcze nie czas abym wam mogła służyć tak jak bym chciała. Tą suknię tyle czasu się i zapina i zdejmuje. A jeszcze musimy pojawić się na śniadaniu. - Lekko skinęła głową w stronę drzwi na korytarz. Tam też niedaleko był salon w jakim szykowano śniadanie dla gości Pirory. W głosie pod maską flirtu, dała się wyczuć nutka żalu. W końcu bretońska szlachcianka znana była w kulcie ze swoich uległych upodobań. Przez chwilę wpatrywała się rozgrzewającym spojrzeniem twarz jednookiego nim nie spojrzała na siedzącą obok blondynkę. Ta dała się zaskoczyć i poruszyła się nieco nerwowo jakby spodziewała się kłopotów.
- Oh Elke, nie bądź taka spięta. No spójrz Otto jak ona się przejmuję. Trzeba by ją rozluźnić i rozweselić. - Bladolicą jakby rozczulił ten widok. Pozwoliła aby kolega też miał okazję się przyjrzeć i sam to ocenić. W efekcie czego wieśniaczka spięła się jeszcze bardziej. - Może mały buziak na początek? - Fabienne zaproponowała im obojgu. Zapewne aby dać Elkę możliwość oswojenia się z tą nową dla niej sytuacją. Delikatnie więc nachyliła się aby pocałować usta partnera, jakby to robili pierwszy raz. Mężczyzna czuł najpierw jej perfumy, ciepło bijące z żywego ciała, wreszcie dotyk jej usta na swoich. I stopniowo bardziej śmiały pocałunek. A czarnowłosa nie chciała szokować ich obserwatorki. W końcu zazwyczaj raczej nie spotykało się szlachcianek całujących się z mnichami. Gdy skończyli Bretonka popatrzyła zachęcająco na blondynkę.
- Też byś chciała taki całus Elke? - Nadal obejmując szyję Otto, zwróciła się do chłopki. Ta zrobiła minę jakby nie była pewna jakiej powinna udzielić odpowiedzi szlachciance. Nerwowo zerknęła na mnicha jakby szukając podpowiedzi. Widząc to błękitnokrwista cicho westchnęła i też się do niego zwróciła. - No to może Otto nieco pokażemy Elke jak to u nas wygląda to usługiwanie? Powiesz mi co mam zrobić tobie albo Elke a ja postaram się was usatysfakcjonować? Tylko na razie może bez ściągania ubrań skoro jeszcze musimy iść na śniadanie. - Fabienne zlitowała się nad blondynką i przynajmniej chwilowo zwolniła ją od podejmowania decyzji w nowej dla siebie sytuacji. I pewnie chciała ją zachęcić i pokazać się od tej łagodnej strony aby przełamać naturalny lęk chłopki przed krytyką ze strony szlachty.
Mnich się zastanowił chwilę po czym ucałował policzek Bretonki.
- Może pokaż jej jak delikatne są twoje dłonie? No policzku i szyi. Zobaczmy jak daleko ona pozwoli ci pójść.
Szlachcianka uśmiechnęła się z zadowoleniem gdy mnich ją pocałował. Po czym z zaciekawieniem wysłuchała jego sugestii. Spojrzała na blondynkę w znacznie skromniejszej sukni niż ona. I widać było, że Elke próbuje rozeznać się w sytuacji. - Może masz rację Otto. Szkoda by było spłoszyć taką zgrabną łanię. - Zgodziła się na jego pomysł. Po czym wstała i podeszła do krzesła sąsiadki. Ta zadarła głowę aby móc spojrzeć szlachciance w twarz i widać było, że czuje się niepewnie, jakby nie wiedziała czego się spodziewać. - Oh spokojnie sarenko. Ja ci pokażę jak ja lubię a potem możemy się zamienić i ty mi pokażesz jak ty lubisz. - Szlachcianka starała się dodać otuchy chłopce. Po czym stanęła obok niej i ujęła jej dłoń. Elke przełknęła ślinę ale pozwoliła jej na to. Spojrzała szybko na mnicha jakby starała się wyczytać jakąś podpowiedź. A Bretonka zaczęła czule głaskać jej dłoń. Widać było jak palce o eleganckich, pomalowanych paznokciach, przesuwają się po dłoni blondynki. Potem na nadgarstek. Po rękawie koszuli w górę. Aż dotarły do odkrytej skóry wokół szyi. - Masz bardzo zdrową cerę dziewczyno. I ta naturalna jędrność. Tylko pozazdrościć. - von Mannlieb rzuciła komplementem blondynce. Akurat w momencie jak miała okazję z góry zajrzeć jej w dekolt gdy mówiła o tej jędrności. To sprawiło, że blondynka uśmiechnęła się jakby jej ulżyło. Zaś palce szlachcianki umiejętnie przeszły z pieszczotami wyżej, ku policzkom, skroni i ustom. Widać było, że to zaczyna działać i Elke zaczyna się rozluźniać i poddawać tym zabawom.
- Otto, może sam chcesz się przekonać? - Fabienne spojrzała zachęcającym spojrzeniem na siedzącego naprzeciwko mnicha.
Mnich kiwnął głową z uśmiechem i przykucnął przy Elie, ujął jej dłoń i zaczął gładzić kciukiem.
- Faktycznie, gładziudka. Szkoda, że nie mogłem poczuć jej więcej za pierwszym razem jak cię spotkałem. - spojrzał z psotnym uśmiechem na Elie po czym delikatnie ucałował jej dłoń i zaczął powoli się wspinać po jej ręce, aż nie umieścił kilka pieszczotliwych pocałunków na jej szyi - Bo, aż żal jej nie posmakować.
Wyglądało na to, że te wspólne pieszczoty przynoszą efekty. Młoda blondynka, z początku wyraźnie spięta bliskością czarnowłosej szlachcianki, teraz reagowała na ich zaloty coraz żywiej. Musiały sprawiać jej przyjemność jaką coraz mniej kryła. Oddech jej przyspieszył a na policzkach pokazały się rumieńce. W końcu Fabienne uśmiechnęła się do Elke i lekko nakierowała palcem jej szczękę tak aby spojrzały z bliska na siebie. Bo zabawy z mnichem stanowiły jakby przypomnienie tego jak się poznali za pierwszym razem i chyba dla chlopki były czymś bardziej znajomym, co pomogło jej się przełamać. Teraz zaś jednooki widział jak Bretonka subtelnie zbliżyła się do ust blondynki aby ją pocałować. Ta zaś oswoiła się z nimi na tyle, że tym razem wydawła się być zaciekawiona a nie spięta. Mnich był świadkiem tego pierwszego pocałunku między nimi.
- Widzę, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Zobaczysz Elke, całowanie innych kobiet i zabawy z nimi mogą być całkiem przyjemne i zabawne. Czeka cię mnóstwo uroków życia jakie były do tej pory przed tobą ukryte. Mogę ci w tym pomóc, nie mogę się doczekać aż się lepiej poznamy. A ty mam nadzieję pomożesz mi zapoznać się z twoimi przygodami bo brzmią bardzo obiecująco. - Szlachcianka starała się zrobić na blondynce dobre wrażenie i sprawić aby się poczuła swobodniej. Poza tym wyglądało na to, że smukła chłopka ją zainteresowała.
- No cóż… Jakby milady była zainteresowana… Ale ja to tam u nas, we wsi… - Ten niebezpieczny i wstydlwy temat wciąż wywoływał zmieszanie u Elke ale po tak zachęcającym pierwszym kontakcie z ich dwójką wydawała się być mniej nim speszona niż wcześniej.
- Oh, bardzo jestem zainteresowana. Miałam pewną podobną przygodę ale to było jeszcze w Bretonii. Od tamtej pory nie miałam okazji kosztować tak egzotycznych smaków. I chętnie bym się z tobą poznała lepiej ale zapewne niedługo będziemy musieli iść do salonu na śniadanie. - Bretonka uśmiechnęła się do niej przyjaźnie i pocieszająco poklepała po dłoni. Dyplomatycznie raczyła nie zauważyć wytrzeszczonych oczu zdumionej blondynki gdy usłyszała jej wspominki z ojczyzny.
Otto pogłaskał policzek Elke.
- Mówiłem, że nie masz się czego obawiać. - spojrzał na Bretonkę - W sumie pytanko mam, kochana Fabienne. Jeżeli Elke by ci się przypodobała, wziełabyś ją na służbę? Annika i Marissa pewnie chętnie by przyjęły nową koleżankę.
- Miałabym wziąć ją na służbę? - Szlachcianka trochę się zdziwiła gdy kochanek jej zadał takie pytanie. Za to Elke teraz spojrzała bystro najpierw na niego a potem na nią. Bretonka zaś ponownie przesunęła się po jej smukłej sylwetce zainteresowanym spojrzeniem. - No cóż, nie jest to wykluczone. Myślę, że jeszcze jedna służąca by nam się przydała i chyba zmieściłaby się w pokoju z dziewczętami. - Pokręciła trochę na boki czarną głową ale na wstępie nie powiedziała “nie” i przynajmniej była gotowa rozważyć taką prośbę. Co z kolei wywołało szeroki, pełen nadziei uśmiech na twarzy młodej pasterki.
- Jakby milady mnie wzięła na służbę to ja… Ja jestem bardzo pracowita. I mogę pokazać jak to jest z tymi koziołkami i innym stadem. - Zapewniła gorliwie o swojej gotowości do podjęcia takiej służby. Co wywołało szczery uśmiech na twarzy błękitnorkwistej. Rozmowę przerwało im pukanie do drzwi. Obie kobiety spojrzały tam nieco zaskoczone. Po czym szlachcianka spojrzała łagodnie na mnicha.
- Otto, mógłbyś być tak uprzejmy i zobaczyć kto to? Może lady Odette już wróciła. Chociaż jak to ona to i tak byłaby wcześnie. - Poprosiła grzecznie z ciepłym uśmiechem. Elke na wszelki wypadek usiadła z powrotem na ozdobnym krześle aby nie dać źródła plotkom, że działo się tu coś niestosownego.
- Oczywiście. - mnich ruszył do drzwi, wyjrzał na zewnątrz nie otwierając do końca.
Za drzwiami stała ta młoda służąca co zwykle witała gości gospodyni. Grzecznie dygnęła przed mnichem i posłała mu skromny uśmiech. - Przepraszam, że przeszkadzam. Ale moja pani prosiła przekazać, że większość gości już jest w salonie. Właściwie czekamy jeszcze tylko na lady Odette. A w kuchni jest ta dziewczyna jaką lady zamówiła sobie na dzisiejsze spotkanie. Mam ją poprosić tutaj czy sam ojciec do niej pójdzie? - Wyglądała jakby przekazywała słowa Pirory w dyskretny i elegancki sposób.
- Och, oczywiście, zaraz tam pójdziemy a ja się zajmę dziewczyną. Dziękuję bardzo, kochana. - mnich wrócił do Elie i Fabienne z uśmiechem - Przyjęcie się rozkręca, pójdzie do salonu, ja muszę jeszcze się zająć jedną osobą.
- No rzeczywiście się zasiedziałyśmy. Dobrze to chodźmy Elke, Otto już nas znajdzie jak będzie trzeba. - Fabienne podniosła się ze swojego krzesła i za nią blondynka uczyniła to samo. Zaś pokojówka Pirory skinęła głową i odeszła w głąb korytarza. Mnich zaś mógł ruszyć za nią i potem na dół, na zaplecze kamienicy gdzie znajdowała się kuchnia. Tutaj słychać i widać było krzątaninę. Zaś na ławie dostrzegł czekającą Laurę. Brunetka też go zauważyła i wstała posyłając mu życzliwy uśmiech.
- Witaj Otto. Tak się zastanawiałam czy dzisiaj też będziesz tak jak w zeszłym tygodniu. - Ladacznica przywitała się z nim całkiem przyjemnie.
- Witaj Lauro, witaj. Pirora mnie przysłała, aby się twoimi maleństwami zająć, bo wiesz, nie wszystkie dziewczyny takie odważne jak ty. - uśmiechnął się mnich - I jak najnowszy miot?
- Oh dziękuję, że pytasz. Maleństwom nic nie jest. - Brunetka uśmiechnęła się i czule poklepała torbę jaką miała zawieszoną przez ramię, przy biodrze. - A co do moich zamiłowań to już dawno temu przyzwyczaiłam się, że dla większości osób, nawet moich klientów, są one nie do przyjęcia. Cieszę się, że chociaż lady Odette i Fabienne podzielają to zamiłowanie. No i ty oczywiście. Też będziesz na górze? Bo ja wiem tylko tyle, że mnie milady wynajęła już parę dni temu. Więc ona chyba jeszcze nie wie, że mam ze sobą te małe przyjemniaczki. - Dała mu znać aby wyszli na zewnątrz. Otworzyła kuchenne drzwi i spokojnie spacerowali po podwórzu za kamienicą. Tu nikogo innego nie było widać, więc ryzyko, że ich ktoś podsłucha, było mniejsze niż w zatłoczonej kuchni. To zaplecze było stanowczo bardziej uporządkowane i czystsze niż ten błotny staw i zanurzone w nim graty jakie panowały na zapleczu apteki Sigismudnusa. A póki oficjalnie go nie było to za każdym razem jak się ją odwiedzało, trzeba było przejść przez nie. - Milady już przyjechała? Może ty wiesz jakie ma wobec mnie plany? Będziesz razem z nami? - Zapytała gdy już mogli nieco swobodniej porozmawiać.
- Rozumiem, że Fabienne i Odette pewnie będą chciały się z tobą poprzytulać. Jeżeli wymagacie kolejnego zasiania, to oczywiście służę. - nich się uśmiechnął - Wczoraj przyjąłem poród. Dziewczyna, którą zasiałem dnia naszego ostatniego spotkania już wydała maleństwa.
- O to dobrze. To jej pierwszy raz? Któraś która była z nami ostatnio w teatrze? Jak to zniosła? I maleństwa? - Brunetka w naturalny sposób wydawała się być zainteresowana muszym porodem innej nosicielki. I starła się domyśleć czy chodzi o którąś z kobiet z jakimi wspólnie figlowali parę dni temu na zapleczu teatru. Faktycznie mogła stamtąd kojarzyć Margo i jej panią. - A ja oczywiście, że jestem chętna i gotowa na kolejne zasianie. - Obdarzyła go mokrym uśmiechem i wyuzdanym uśmieszkiem. - W końcu w nocy zwolnił mi się kuperek. To wspaniale jeśli pomyślałeś i masz ze sobą nową porcję tych maleństw. A jak byś był ty i one obie to by było całkiem ciekawie. Te zabawy w teatrze podobały mi się. A lady Fabienne jest bardzo milutka. Zresztą nasza diwa też. - Zatrzymała się przy jakiejś szopie i wydawała się już odczuwać ekscytację na to spotkanie jakie wkrótce powinno się zacząć jak tylko oficjalne sniadanie się skończy.
- Ostatnio staram się ciągle z nimi chodzić, jeżeli przyjdzie mi na spotkanie z wami. - przyznał Otto, spojrzał na Laurę - Och, czyżbyś jakieś plany miała co do naszych cudownych dam?
- Oh Otto, zadajesz to pytanie niewłaściwej osobie. - Laura roześmiała się ciepło ale jakby ją to naprawdę rozbawiło. - Jestem tu służbowo po to aby zaspokoić pragnienia i życzenia mojej klientki. - powiedziała z tą samą pogoda ducha. - Choć nie ukrywam, że mam z tego mnóstwo przyjemności i satysfakcji. Nawet nie wiesz jak moje notowania w zamtuzie wzrosły. Wszyscy teraz chodzą wokół mnie na palcach i nagle chcą się ze mną przyjaźnić. - Mówiła jakby ta zmiana w zachowaniu koleżanek i kolegów z pracy, bardzo ją bawiła. - Ale jestem tu głównie dla lady Odette więc to ona będzie moim słoneczkiem. Ale widzę, że jest bardzo podatna na moje sugestie co do różnych zabaw. Lubi mi dogadzać i jak ja ją biorę. I pamiętasz ten nasz pierwszy raz z naszym przyjemniaczkiem w teatrze? To też jej się spodobało. Była zachwycona. No to cóż, dziś mam cały miot ze sobą a nie tylko jednego. Właśnie się zastanawiałam jak ich użyć. Masz jakiś pomysł? - Przedstawiła mnichowi zarówno swoje poglądy na zabawy ze swoją główną klientką jaka ostatnio tak często ją wynajmowała jak i była ciekawa zdania kochanka na ten temat.
- No cóż jak maluszki, to nie możesz ich zastosować jako zamiennik na mężczyznę. - mnich się zastanowił - Może niech pieszczą skórkę jej biustu i szyi? Wydawała się zainteresowana ich dotykiem ostatnio.
- Też myślałam o czymś podobnym. Aby ją nimi obłożyć. Może nawet je po prostu na nią wysypać? Nie za mocne? A lady Fabienne? Bo jak mówisz, że też będzie to ją też trzeba zagospodarować. A widziałam, że jest bardzo uległa i też lubi te nasze pieszczoszki. - Ladacznica chciała omówić te różne pomysły na spotkanie z dwiema szlachciankami na jakie się zanosiło. Skoro ostatnio cała ich czwórka była zafascynowana zabawą z jednym pieszczoszkiem to starała się rozszerzyć działalność na tym polu.
- Fabi uwielbia usługiwać. Więc możesz ją zaciągnąć jako swoją pomocniczkę w pieszczeniu Lady Odette. Sądzisz, że będziesz w stanie wydawać polecenia szlachciance?
- No pewnie. Nie jestem tania więc do mnie nie zgłaszają się zwykłe miedzianołapy. Zresztą to się chyba lady Odette we mnie spodobało. Że potrafię nie patrzeć na to jak sławna jest i się z nią nie cackać. Lubi to. A lady Fabienne właśnie tak jak mówisz, już wtedy w teatrze wyglądała mi na bardzo uległą. Więc mogę dominować je obie jeśli chcesz. Albo wspólnie z jedna z nich tą drugą. - Brunetka uśmiechnęła się i wydawała się być pewna siebie, że nawet jakby została sama z dwiema szlachciankami to im podoła. Jednak spojrzała z zaciekawieniem na kochanka. - A ty? Co zamierzasz robić w tym czasie? Wiesz, jak wolisz sobie tylko popatrzeć to mi to nie przeszkadza. Ale jeśli coś planujesz do tych zabaw to może powiedz. - Poczekała co mnich odpowie co do swoich planów na te wspólne spotkanie.
Mnich się zaśmiał.
- Przeceniasz siłę mojej woli, jeżeli uważasz, że będę w stanie jedynie siedzieć i patrzeć jak trzy kobiety baraszkują ze sobą. To jednak będzie twoje przedstawienie, więc oddam się twojej narracji. Co byś chciała, abym robił?
- A jeszcze nie wiem. Ja często improwizuję do tego co się dzieje. Może przywiążę Odette do łóżka? Albo jak Fabienne taka uległa to może ją we dwie weźmiemy? I jeszcze myślałam o tej niespodziance z przyjemniaczkiem w usta. Ostatnio widziałeś jak Odette to zaskoczyło? No teraz to już pewnie mniej bo już raz to było. Ale chyba i tak powinno jej się spodobać. - Wyglądało na to, że jak na razie, smukła brunetka ma dość luźne pomysły na to spotkanie z dwoma szlachciankami. - A ty? Hmm… Może na początku mógłbyś oglądać. Chociaż nie sądzę aby któraś z nas cię odganiała jakbyś chciał dołączyć. No ja na pewno nie. Może mógłbyś zadbać o torbę z przyjemniaczkami? Bo ja się co nieco przebiorę na to spotkanie i głupio bym wyglądała z tą torbą. A jakbym się zajmowała z nimi to bym musiała zrobić przerwę aby iść po torbę. A tak to ty mógłbyś je podać. - Mówiła na bieżąco co jej do głowy przychodziło. Dotknęła swojej torby jaką miała przy biodrze. Rozejrzała się dookoła sprawdzając czy nikt ich nie widzi i zrobiła krok bliżej mnicha. - Te z przodu wciąż mam w sobie. Czuję je. Tamtędy wychodzą te większe. Z tyłu te mniejsze. Ostatniej nocy wyszło osiem. - Wyszeptała mu prosto w twarz ale nie ukrywała swojej ekscytacji jaką w niej to wywoływało.
Mnich objął delikatnie ladacznicę, całując jej szyję.
- Wyobrażasz sobie kolejny poród z widownią? Ostatnim razem o mało nie zemdlałaś.
Brunetka odchyliła nieco głowę aby ułatwić mu ten pocałunek i zanurzyła palce w jego włosy. Uśmiechnęła się i pokiwała głową na znak, że świetnie pamięta tamten moment spotkania z nim i z diwą, na piętrze dawnej tawerny.
- Tak, wyobrażam to sobie. Bardzo chętnie bym to powtórzyła. Te porody to najprzyjemniejsza część tej ciąży. Aż się nie mogę doczekać kolejnego. - Pogłaskała się po płaskim na razie brzuchu w jakim zapewne czuła ruchy kolejnego miotu jaki zasiała w niej śpiewaczka podczas spotkania jakie tak miło teraz wspominali.
- Myślisz aby to powtórzyć? - Popatrzyła na niego filuternie. - Czemu nie. Ale wiesz, tam z przodu tak jak ostatnio, to ja jeszcze sama sobie wsadzę. Ale z tyłu to może być kłopotliwe. No i jak ci mówiłam, dziś mam cały miot. - Dała znać, że taki pomysł jej się podoba i raczej zastanawiała się nad jego praktycznym wykonaniem niż odmową. Wymownie poklepała torbę na swoim biodrze.
- Podejrzewam, że będzie lepiej jak wyszło by naturalnie a raczej nie ma czasu aby wepchnąć któregoś głębiej jak ostatnio. - mnich uśmiechnął się do ladacznicy - Pamiętaj chędożenie jest przyjemne, ale czasem chodzi o prezentację.
- Naturalnie, że lepiej by było jakby to był prawdziwy poród. Ale nie wiem czy akurat te moje przyjemniaczki będą chciały wyjść ze mnie akurat jak będziemy figlować. - Ladacznica roześmiała się pogodnie i pogłaskała się po brzuchu w którym miała kolejny miot. - Ale jest inny sposób. Można je tam do środka, wepchnąć ręka. To by nawet dla nas lepsze było bo byłyby dość płytko więc dość szybko by wyszły. Ja sama mogę się tak obsłużyć od przodu ale do tylu to może być nieco kłopotliwe. No i bym musiała mieć gdzieś spokojny kącik aby to zrobić. A ty, jakbyś mi pomógł to pewnie by poszło gładko i przyjemnie jak zwykle. I to bez chędożenia. To możemy sobie zostawić jak już będziemy w komplecie. No chyba, że wolisz bez takich atrakcji z tym porodem. Ale uważam, że warto, ostatnio lady Odette była tym zachwycona. Oczywiście możemy się też pobawić z przyjemniaczkami i bez tego. - Laura chętnie wyjaśniła mnichowi jak widzi sprawę. Wydawała się być przekonana do własnego pomysłu ale tak do końca się nie upierała jakby Otto był temu przeciwny.
- Coś wymyślimy i postaram się ci pomóc. - zapewnił mnich - Odette chce ode mnie, abym dostarczał jej nowych doświadczeń i mam zamiar jej zapewnić co chce.
- To prawda, bardzo z niej rozrywkowa milady. Myślę, że niewiele kobiet by się ucieszyło porodem przyjemniaczka prosto na twarz a sam widziałeś, że ostatnio w teatrze, bardzo jej się to spodobało. Ja w każdym razie, bardzo chętnie z nią obcuje i obecnie jest moją ulubioną klientką. Więc jakbyś potrzebował jakiejś pomocy w organizowaniu takich rozrywek dla niej to daj mi znać. - Ladacznica pokiwała głową na znak, że podobnie ocenia zainteresowania sławnej śpiewaczki. I nawet zaoferowała w tym pomoc mnichowi. - No ale na razie to ona już tu jest? Służąca mi powiedziała, że mam czekać w kuchni aż mnie nie wezwą na górę. Myślisz, że te przyjemniaczki to po prostu wyjmiemy z torby i się zabawimy z naszymi szlachciankami czy jakoś inaczej? - Póki jeszcze rozmawiali tylko we dwoje, to Laura była jeszcze ciewkawa paru szczegółów co do nadchodzącego spotkania. Otto znał już pokój jaki Pirora przeznaczyła dla zabaw z Odette jakie pewnie nastąpią po wspólnym śniadaniu w salonie.
- Niestety Pirora, chciałaby aby twoje maleństwa pokazać jedynie... wtajemniczonym. - mnich podrapał się po karku - Zabierzmy je do pokoju, gdzie mamy skończyć z naszym Słowikiem. Zostawimy je tam, będą bezpieczne, a jak dojdzie co do czego... pokaż je w pełnej okazałości.
- No dobrze, możemy tak zrobić. - Brunetka przez chwilę trawiła tą wiadomość ale szybko pokiwała głową na znak zgody. - W takim razie chyba czas nam wracać abyśmy przybycia milady nie przegapili. - Wzięła mnicha pod ramię i wskazała brodą na tylne drzwi kamienicy prowadzące do kuchni. - Oh ty zgrywusie! - Milady roześmiała się szczerze rozbawiona jego uwagą. Ale już ruszyła w stronę korytarza. Napotkawszy czekającą Elkę odezwała się do niej. - Poczekasz tu na nas? Zaraz wrócimy. Przyjechała lady Fabienne jaka zapewne będzie tobą bardzo zainteresowana. - Poprosiła ją grzecznie ale takim tonem jakim zwykle błękitnokrwiści zwracali się do podwładnych i plebsu. Chłopka jednak przyjęła to gładko. Energicznie pokiwała głową na znak zgody i nawet uśmiechnęła się na te miłe słowa. Zaś dwójka kultystów ruszyła na korytarz aby przywitać się z trzecią z nich. Bretonkę spotkali jak już wchodziła za służką po schodach na piętro. Widząc ich uśmiechnęła się do nich serdecznie.
-
[Pathfinder 1e, 18+] Popielny DwórDwa Dni Później
Świt nad Evercrest nadchodził powoli, jakby miasto nie chciało jeszcze budzić się ze snu. Blade światło przeciskało się między strzelistymi dachami i wąskimi uliczkami, barwiąc kamienne mury na odcienie złota i różu. Mgła unosiła się nisko nad brukiem, oplatając fundamenty domów i snując się leniwie w stronę rynku.
Pierwsi mieszkańcy byli na nogach. Gdzieś skrzypiała otwierana okiennica, ktoś zamiatał próg, a z oddali dobiegl głuchy stukot kopyt na kamieniu. Nad miastem rozlega się pojedynczy dźwięk dzwonu, oznajmiający początek nowego dnia.
Z kominów zaczynał unosić się dym, niosąc ze sobą zapach pieczonego chleba i wilgotnego drewna. Strażnicy na murach zmieniają wartę, ich sylwetki rysują się na tle jaśniejącego nieba. Gdzieś w zaułku kot przemknął bezszelestnie, a handlarze powoli rozstawiali swoje stragany, szykując się na kolejny dzień targu.
Evercrest budziło się do życia, nie świadome najnowszych niespodzianek jakie los zgotował naszym bohaterom.
Kaylie i Viktor
Galtianka jak zwykle obudziła się w swoim łóżku widząc swego lubego adwokata dokańczającego swoje najnowsze dzieło, jakiś kolejny świecuszek, który sprzeda na korzyść kościoła. Para kochanków usłyszała pukanie do drzwi, po chwili przeszła przez nie rudowłosa córka opiekunka karczmy.
- Hej kochani. - przywitała ich z uśmiechem, stawiając tacę ze śniadaniem przy stoliczku obok Kaylie - Dziś śniadanie do pokoju. Sądziłam, że będziecie chcieli zjeść przed dramą… - uśmiech Lilii trochę zrzedł - Filia Blackfyre jest na dole… i tata stara się nie dawać jej alkoholu. Nie wygląda jakby była w dobrym nastroju.
Baltizar
Gnom obudził się z głową na bujnym biuście Piwonii. Bogowie wiedzą czym zasłużył sobie na taką radość, ale nie miał zamiaru narzekać. Blondynka zaczęła częściej spędzać czas z gnomem, odkąd wróciła jej siostra. Harpeness spodziewał się dziś swoich najemników i mieli wyruszyć do ruin gnomiej wioski na południe od miasta.
Jak zwykle u jego boku "odpoczywali" jego dwaj stróże. -
[Pathfinder 1e, 18+] Popielny DwórOk sorki za ciszę w eterze. W poniedziałek-wtorek postaram się wrzucić posta.