Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
SeachS

Seach

@Seach
Informacje
Posty
184
Tematy
2
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
1
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • [WOD/MAG] Magowie na Dzikim Zachodzie
    SeachS Seach

    Hotel robotniczy, bo tak można było określić to miejsce, był dużym drewnianym budynkiem ustawionym rzut kamieniem od dworca. Właściwie to naprzeciw dworca, po drugiej stronie torów. Obok budynku ustawiona była zajezdnia przeznaczona, sądząc po prowadzących do niej torach, na dwie lokomotywy. Budynek ów był zamknięty na kilka kłódek… w przeciwieństwie do hotelu który był otwarty.
    I tak jak w normalnym hotelu, był tutaj hol z salą jadalną, oraz kontuarem. Tylko że w przeciwieństwie do hotelu, na kontuarze nie leżała duża otwarta księga do zapisywania personaliów gości. Tu, zamiast kluczy znajdowały się półki z trunkami. A nad półkami wisiała czarno-biała reprodukcja portretu jakiegoś mężczyzny.
    - Założyciel naszej fundacji, której my jesteśmy tylko skromną odnogą. Obecnie jest tu nas czterech członków. Było sześciu, ale niedawno…- tu spochmurniał dodając ciszej.- … nasz mistrz popadł w Ciszę, a dwóch adeptów zginęło podczas konfrontacji z jakimś Manitu.
    Wzruszył ramionami.- Cóż poradzić. Preria bezlitosna jest. I wymaga czujności oraz zdrowego rozsądku… nawet od maga.
    Milena zatrzymała na moment wzrok przy portrecie. Znowu uśmiech zagościł na jej obliczu, tym razem trochę wilczy, gdy szczerzyła zęby.
    - W rzeczywistości wydawał się przystojniejszy - stwierdziła do Horace.
    - Możliwe… - zastanowił się Horace, po czym dodał głośniej.- Eeemm… to znaczy, nie żebym znał się na kobiecych gustach. Tak czy siak, proszę unikać ostatniego pokoju w korytarzu na górze. Tam spoczywa Gustaw… nasz mistrz. I cóż, potrzebuje spokoju, do czasu aż przybędzie specjalista do niego.
    - Statyczna cisza, przynajmniej nie lata nago po fundacji - verbena rzuciła coś, co zdecydowanie nie było taktowne - życzę powrotu do równowagi - dodała nieco bardziej kurtuazyjnie i naprawdę szczerze, od serca.
    - Zazwyczaj jest spokojnie… ale zdarzają się… hałasy. Więc czujcie się ostrzeżeni.- dodał Horace.
    - Można zaciągnąć od wasz informacji w materii naszych spraw czy też wolicie nie wiedzieć więcej, a przez to i pytania są naruszeniem tego stanu?
    - Pomożemy na tyle na ile będziemy mogli.- odparł dyplomatycznie miejscowy mag.
    - Dobrze - wiedźma zamyśliła się - jeśli nie macie naglących obowiązków, to wypakuję się i pójdę z psami na spacer, biedakom coś się należy po tej podróży. Wrócę do godziny, może półtora, wtedy porozmawiamy - powiedziawszy to oddaliła się. A Horace spojrzał wyczekująco na pozostałą trójkę magów.
    Elias westchnął i spojrzał w kierunku schodów prowadzących na górę.
    - Zakładam, że przez specjalistę macie na myśli kogoś, kto pomoże mu wyruszyć w dalszą drogę? - złożył krótką modlitwę pod nosem i spojrzał na Matthew - Nie żebym wyrażał jakieś uprzedzenia, ale czy to nie jest specjalizacja twojej Tradycji? Nie licząc twoich własnych profesjonalnych przekonań.
    - Nie wiem. Szczerze powiedziawszy nie mamy procedur na takie sytuacje. Wysłaliśmy telegram prywatną linią do centrali. Czekamy na ich odpowiedź i przedstawiciela.- westchnął posępnie Horace.
    Coś w spojrzeniu Euthanatosa jakim zaszczycił Eliasa sugerowało jednocześnie nic, jak i wszystko... oraz miało w sobie niewypowiedzianą odpowiedź.
    - Co spotkało waszego mistrza? - odezwał się zwracając wzrok na ich rozmówcę, nie odpowiadając Chórzyście.
    - Manitu. To takie lokalne określenie na wszystko co wyłazi zza Rękawicy. Większość tego bowiem ma powiązanie z lokalnymi wierzeniami. Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia jakie to manitu pokonało trzech w miarę doświadczonych magów, ale z pewnością było potężne.- odparł Grimes. - Oświeceni z lokalnego pułku pomogli mi przewieźć mistrza i dyskretnie pochować pozostałych. Samego manitu już nie znaleźli. Być może walka wyczerpała jego siły i nie mógł się dłużej manifestować w naszym wymiarze. Być może ulotnił się gdzieś dalej.-
    Po czym spojrzał na Eliasa. - Wypadałoby też wyjaśnić że moja tradycja i tradycje większości moich kolegów oraz przełożonych to Porządek Rozumu, a dokładniej jego odnoga: Porządek Voltariański… albo jak zwą nas inni… inżynierowie elektrodynamiczni. Sfera ducha jest nam w zasadzie obca. Ja… tworzę w materii i korespondencji! - opuścił wstydliwe pięść którą uniósł w górę w przypływie entuzjazmu. - Poza moim mistrzem, jedynie magowie z fortu potrafią sobie radzić z duchami. Ja co najwyżej mogę postawić parę pułapek eterycznych na zmory i pomniejsze manitu.
    - Jak objawia się jego cisza? - zapytał Matthew - Czy widzieliście już jakieś hobgobliny? Jakieś inne symptomy, objawy?
    - Nic mi o tym nie wiadomo. Zdarza mu się zrywać z łóżka i tocząc pianę z ust pędzić przewracając wszystko na swojej drodze, ale póki co to jedyny poważniejszy objaw. Poza tym… stupor katatoniczny.- wyjaśnił Horace.
    Katatonia przerywana napadami, gdyby to nie była Cisza, David najpewniej dałby radę pomóc Gustawowi stanąć na nogi.
    -Tutejsze duchy zawsze są takie agresywne? - Nikt o to nie zapytał, a jego ta kwestia dręczyła. Nie był ekspertem w tej dziedzinie, ale trzech doświadczonych magów raczej nie ruszało walczyć z taką istotą dla rozrywki. Musiał być powód, a agresywne byty z innego świata mogły utrudnić im pracę.
    - O tak. Bardzo agesywne.- potwierdził Horace splatając dłonie razem.- Musicie wiedzieć, że Dziki Zachód jest jak Europa z czasów mitycznych. Pełen duchów i nadnaturalnych stworzeń. I ten świat kurczy się pod naporem cywilizacji. A te istoty instynktownie czują to, więc są wrogie wobec “białego człowieka”. To naprawdę niebezpieczna kraina, nawet dla Przebudzonych.
    - Czyli te wydarzenia to coś niesłychanego, czy raczej interes jak zawsze? - zapytał Euthanatos.
    - Raczej ryzyko które należy brać pod uwagę podczas przebywania na Dzikim Zachodzie. Jeśli się jest ostrożnym i nie wciska nosa tam gdzie nie trzeba… to można spokojnie żyć tutaj. To jak z uderzeniem pioruna…- wzruszył ramionami Horace.-... większość z nas nigdy nim nie oberwie, ale niektórzy… po prostu mają pecha.
    Elias zastanowił się chwilę nad informacją o duchach z pociągu.
    - Skoro mowa o "białych ludziach", jak wyglądają relacje z lokalnymi plemionami? - kaznodzieja spojrzał na ich gospodarza - Jest szansa nawiązać z nimi kontakt, czy na odległość strzelby?
    - Nie mam zbyt wielu własnych doświadczeń w tej materii. - przyznał wprost Horace i splótł ramiona razem dodając. - Ale z tego co wiem z relacji naszych “misjonarzy” pośród dzikich… bywa różnie, zależnie od wioski. Generalnie najgorzej jest z Apaczami. Ci to w ogóle najwyżej tolerują obecność białych na swoich terenach łowieckich. W przypadku innych plemion bywa lepiej, ale nie oczekujcie zbyt wiele. Zalecam ostrożność i starajcie się nie irytować ich szamanów. Pamiętajcie, że wioski indiańskie są albo pod wpływem, albo pod kontrolą wilkołaków i… czasem innych łaków. Nie wiem na ile znacie mity zmiennokształtnych… niemniej dzika przyroda jest dla nich ważna, a cywilizacji… zatem szczególnie nas… - tu wskazał na siebie podkreślając ten fakt.- … ogólnie nie lubią.-
    - Wiem tyle, że jeżeli coś ma futro, ktoś potrafi się w to zmienić. - odparł Elias - Mimo wszystko, jeżeli nasz zbieg nie trzyma się miast i ma… groźny wpływ na każdego, kto chce go znaleźć. Dobrze byłoby popytać lokalnych. Może coś widzieli.
    - Nie zostałem poinformowany o naturze waszej misji, więc nie mam pojęcia o czym mówisz. - odparł Horace i potarł brodę zastanawiając się.- Może przejdziemy do biura projektowego. Tam mam trochę map.
    -Zmiennokształtni są dziwni, choć rzucają się w oczy znacznie bardziej niż my, świat o wiele chętniej akceptuje ich istnienie. - Ciężko było stwierdzić, czy David mówi do kogoś czy myśli na głos. - Czy wasza fundacja zajmuje się ochroną tras kolejowych Panie Grimes?
    Horace przez dłuższą chwilę przyglądał się Davidowi nim rzekł. - Nie. Nie zajmujemy się tym. Rozwijamy sieć przepływu informacji w postaci telegrafu. Rozbudowujemy sieć kolejową i staramy się połączyć inne fundacje w we wspólnym działaniu, ale przemoc nie jest częścią naszego modus operandi.
    Elias delikatnie prychnął.
    - No to radzę ją dodać. Wątpię, aby wszyscy byli szczęśliwi, z tym co robicie. - klecha pokręcił głową - Czapki z głów dla tego co robicie, ale trochę zdrowego rozsądku wam by się przydało.
    - Nie jesteśmy głupcami. My nie działamy w branży misjonarskiej. Jakby się pojawiły w mieście kłopoty, to na pierwszej linii będzie kawaleria i magowie nią kierujący. Nie my.- odparł Horace i podrapał się po karku.- Co nie znaczy, że nie potrafię przygotować paru paskudnych niespodzianek. Duch nie jest moją specjalnością, ale potrafię używać kwinty do produkcji paskudnych zabawek które mogą napsuć metaforycznej krwi duchom. Nie jesteśmy całkiem bezbronni.
    - Jak użyteczne będą wasze zabawki, kiedy dzikusy, czy zwykli bogobojni ludzie przyjdą po was uzbrojeni w zwykłą broń i ogień w sercu? - Elias uśmiechnął się - Zaznaczam, że nie próbuję zastraszyć ani nic takiego. Wiem natomiast, że ludzie kiepsko znoszą próbowanie poprawienia im życia, na siłę.
    - Przypominam o pułku kawalerii stacjonującym w mieście. Nie ma w tej chwili wioski dzikusów która nawet z wilkołaczą pomocą mogłaby skutecznie najechać Forth Worth. A i kolej ma swoich ochroniarzy. - wyjaśnił ze śmiechem Horace. - Ja bym się martwił raczej o was, jeśli jedziecie dalej na Zachód to będziecie zdani tylko na siebie.
    - Pewnie tak. Coś konkretnego czeka nas na zachodzie, czy standard z tubylcami, łakami i wszystkim pomiędzy?
    - Dorzuć do tego renegatów z każdej tradycji, infernalistów zbiegłych sprawiedliwości… szamanów, którzy nie zapanowali nad własną magyią i stali się maruderami. Ci są najgorsi bo nie tylko są niebezpieczni, ale też mają całą wioskę na swoje rozkazy. Do tego byty różnego rodzaju, od niegroźnych jackalopów po była bóstwa pozbawione wyznawców i pragnące zemsty. Wampirów za to w ogóle nie ma. Ponoć miały jakieś królestwa w Mezoameryce, ale tu ich raczej nie znajdziecie. Za dużo pustej przestrzeni i za dużo słońca i za mało pożywienia. A co gorsza większość ofiar krwiopijców jest pod ochroną wilkołaków, które z radością zapolują na coś innego niż zmory i siebie nawzajem.- tłumaczył Horace.
    David miał zupełnie co innego na myśli, kiedy zadawał swoje pytanie, ale wymiana między kaznodzieją i ich gospodarzem i tak była pouczająca.
    -Współczesna interpretacja Podróży na Zachód. - Mruknął pod nosem, przywołując klasyczną powieść, którą znał praktycznie każdy mnich.
    - Ano… - odparł Elias - I my w tym wszystkim mamy znaleźć jednego śmiertelnika… igła w stogu siana… Gdzie siano jest zatrute.
    - Wielu… “buntowników” w naszych szeregach właśnie z tego powodu wybiera Dziki Zachód. Bo jest dziki… i żadna Fundacja nie sprawuje nad nim nadzoru.- potwierdził jego obawy Horace i nagle zmienił temat.- My tak gadamy i gadamy, a przecież wyście długo podróżowali. Jesteście głodni może?
    Euthanatos nie zabrał głosu, jedynie patrząc po innych magach.
    - Ja chętnie coś bym zjadł. Nie wiem jak reszta. - zerknął na towarzyszy.
    Na co Matthew jedynie skinął głową.
    - To usiądźcie przy stole, a ja wam coś przyniosę. - po tych entuzjastycznych słowach Horace się oddalił w kierunku prawdopodobnie kuchni.
    Elias kiwnął na pozostałych.
    - Więc… jakieś propozycje, co teraz? Przyznam to całe robienie ze mnie "przywódcy", to trochę mnie przerasta.
    -Cóż, jako przedstawiciel stanu duchownego zapewne masz najwięcej doświadczenia w prowadzeniu innych. - W tonie Davida nie było ironii ani uszczypliwości, nawet jeśli sama wypowiedź mogła się taka wydawać. - Mam doświadczenie w polowaniu na bandytów, ale z reguły robiłem to w pojedynkę. Grupy łatwiej wypatrzyć i stanowią trudniejszy cel, więc potencjalne zwabienie poszukiwanego w pułapkę też jest utrudnione.
    - Zdziwiłbyś się. Jestem bardziej nauczycielem niż przywódcą. Szerzę prawdę, tym którzy chcą słuchać. - Elias westchnął - I też nie jestem najlepszy w zabawę grupową… ostatnio spróbowałem to się sparzyłem.
    - A tym którzy nie chcą sugerujesz leczenie ogniem na stosach? Czy już się na pistolety przerzuciliście? - lekko monotonny głos Euthanatosa wbił się w rozmowę.
    - Ej, ej proszę nie porównywać mnie do Inkwizycji. Jestem do tego prawie pewny, że oni byli zainspirowani pijawkami niż nami. Co do tych, którzy nie chcą… - Chórzysta wzruszył ramionami - Ich wola, grzeszenie z umiarem nie jest mi niemiłe.
    - Błędów nie popełnia jedynie ten, który nie robi niczego. - Mruknął Smok. - Matthew, jesteś lekarzem, na ile wyznajesz się w kwestiach logistycznych? - Zwrócił się do Euthanatosa. Milena lubiła rozstawiać ludzi po kątach, ale w jego odczuciu była to raczej kwestia charakteru niż umiejętności, a potrzebowali kogoś kto ogarnie ich pomysły w jakiś przemyślany sposób.
    - Kwestiach logistycznych? - zapytał Euthanatos zdziwiony pytaniem - O jakich kwestiach mówisz jakie powiązujesz z moim powołaniem? Zaopatrzenie na podróż?
    Mówi się, że magowie przybywają zawsze na czas, gdy ich potrzeba, nigdy nie są spóźnieni. Osoby posługujące się tym stwierdzeniem musiałaby się mocno zdziwić gdyby były świadkami przybycia Mileny w sam raz, na czas podawania ciepłej wieczerzy. Verbena bez słowa przywitała się ze zgromadzonymi kiwnięciem głową, zasiadając przy stole. Psy posłusznie zajęły miejsca w przeciwległych rogach sali.
    -Organizację pracy zespołu. - Odparł David. Po chwili odwrócił głowę do Mileny i lekko jej skinął na powitanie. - Każdy z nas ma swoje doświadczenia i pomysły, ktoś musi to posortować i rozplanować w miarę sensowny schemat. Zakładając, że Elias jest przywódcą, ta osoba byłaby strategiem.
    Matthew spojrzał z lekkim zdziwieniem na Davida. Nie do końca mu się to kleiło.
    - Mogę zawsze wspomóc swoim zdaniem czy radą, ale nie miej błędnego zrozumienia. Byłem wsparciem moich oddziałów, nie strategiem, a klinikę sam ogarniałem, czasem zatrudniając do pomocy w razie potrzeby.
    Oferowanie Euthanatosowi pozycji mającej wpływ na cele mogło przez niektórych brzmieć jak pomysł, delikatnie mówiąc, ryzykowny. Oczywiście Matthew był medykiem, ale to nie znaczyło, że Euthanatosem tylko z nazwy.
    Tymczasem w końcu pojawił się gospodarz niosąc kociołek przykryty kilkoma cynowymi talerzami.
    - Gulasz wołowy z kapustą i grochem.- rzekł stawiając go na stole.- I kilkoma papryczkami. Długo się gotuje, ale jest tego warty. -
    Wskazał kciukiem na butelki za kontuarem.- I piwo do tego. Słodowe z odrobiną chmielu, warzone na miejscu.
    Wyciągnął z kieszeni kilka drewnianych łyżek.- To częstujcie się, a ja zaraz doniosę chleba.
    Milena podziękowała serdecznie, i będąc trochę na bakier z etykietą, nałożyła sobie pierwsza jedzenie.
    Euthanatos podziękował i powoli sam zaczął nakładać sobie jedzenie.
    Elias przyłączył się do spożywania posiłku.
    - A jaką widzisz swoją rolę, Smoku?
    - Ja jestem łowcą, znam się na technikach śledzenia i maskowania, potrafię też skutecznie obezwładnić cel bez zabijania, jak miałeś już okazję zobaczyć. Nie nazwałbym się mistrzem, ale radzę sobie w tym fachu. - Odparł młody Akashita, nie brzmiało to jak przechwałki, raczej stwierdzenie.
    Milena milczała, nieszczególnie przysłuchując się rozmowie.
    Tymczasem wrócił Horace przynosząc pokrojony chleb i położył go na środku stołu. Usiadł na stole obok tego, przy którym jedzono posiłek.
    - Więęęęc nie wiem czy powinienem o to pytać. I nie oczekuję odpowiedzi jeśli wasza misja jest tajna lub… z jakiegoś innego powodu nie możecie nic wyjawiać. Niemniej… po co w ogóle przybyliście do Forth Worth?- zapytał pozwalając swojej ciekawości wypłynąć na powierzchnię. Przy czym szybko dodał.- Oczywiście nie musicie mnie wtajemniczać, jeśli nie chcecie. W zasadzie nie macie powodów ku temu.
    - Z tego co możemy się podzielić? Poszukujemy kogoś. Bandziora. Tyle powinno wystarczyć - powiedział Elias.
    - Noooo bandziorów… to pełno jest na dzikim zachodzie. Tych bliżej cywilizacji łapie wojsko i czasem agencja Pinkertona. Tych znajdujących się dalej od cywilizacji, albo wiesza miejscowy szeryf, albo robi to tłuszcza w ramach samosądu.- wyjaśnił Horace siadając.
    Milena nie wtrącała się w rozmowę, przynajmniej na razie. Przez moment wyglądała jakby się zawahała nad zabraniem głosu, lecz finalnie tego nie uczyniła.
    A Horace kontynuował. - Nie zamierzam naciskać na szczegóły waszej misji. Pamiętajcie jednak, że moja pomoc w waszej sprawie może być ograniczona przez brak informacji z waszej strony. Tak czy siak. Pokoje dla was są przygotowane, podobnie będą posiłki. Zatrzymać się tu możecie tak długo jak… loża będzie płacić wasze rachunki.
    - Proszę nie uważać mojej… wstrzemięźliwości, jako brak zaufania. Po prostu nie wiem ile bezpiecznie mogę się podzielić. - Elias westchnął - Cel jest… niebezpieczny nawet na odległość.
    - W pełni to rozumiem.- zgodził się z nim Horace.- Pomogę oczywiście w miarę moich możliwości. Nie oczekuję też pełni zaufania. Znam metody działania waszej Fundacji i jej przywiązanie do dyskrecji.
    - To nie nasza Fundacja - Milena wtrąciła pomiędzy jednym gryzem a drugim - podejmujemy tylko pracę ku wspólnemu dobru, włączając w to dobro zleceniobiorców…
    - To skomplikowane… - przyznał Eliasz - Chociaż pewnie częstsze niż sądzimy.
    - Nie aż tak… skomplikowane - machnął ręką Horace. - Wiem że loża z Nowego Jorku lubi wykorzystywać najemników. Tamtejsze tłuste koty niechętnie ruszają się ze swojej komfortowej siedziby, nieprawdaż?
    - I tak właśnie zaczyna się zima każdej fundacji - verbena wtrąciła z uśmiechem dając znać, że spodobało się jej określenie tłustych kotów.
    - Dzięki temu osobnicy naszego pokroju zawsze mają coś do roboty. - Odezwał się znad swojego posiłku Smok. Z racji że jego klasztor był zależny od darczyńców, taki stan rzeczy mu odpowiadał.
    - A co to za pokrój? - zapytał dyplomatycznie Horace.
    - Sam już sobie odpowiedziałeś. - przypomniał Euthanatos - Tłuste koty niechętnie ruszają się ze swojej siedziby, a czy my na takie wyglądamy?
    - Nie. Ale… pierwszy raz słyszę o Fundacji, która zrzesza magów do wynajęcia.- wyjaśnił zakłopotany Horace. - Przyznaję, że to dość… cyni… eeem… praktyczne podejście do rzeczywistości.
    - Loża wynajęła magów których miała pod ręką - Milena wtrąciła się z odrobiną irytacji w głosie - nie stanowimy fundacji, a kabałą nas można nazwać tylko temu, że mamy wspólny cel. Poznaliśmy się pierwszy raz w budynku Loży. No może z małym wyjątkiem - puściła lekkie spojrzenie w stronę eutanatosa.
    - Och… przyznaję tego się nie spodziewałem. Jeśli magowie przybywają do nas w większej liczbie, to zwykle należą do tej samej Fundacji.- odparł zaskoczony Horace.

    Rozgrywka owod mag wstąpienie

  • Kultyści - Lato 2519
    SeachS Seach

    Festag; przedpołudnie; kamienica Pirory

    Otto oczekiwał na Fabienne i Odette w pokoju gdzie odstawił Laurę razem z jej miotem. Przy okazji rozważał jak urozmaicić kobietom nadchodzące chwile.
    Gdy wszedł do pokoju, mnich zastał nie jedną a dwie kobiety. Tą drugą była młoda, cukiernik o kasztanowych włosach. Wciąż była w świątecznej sukni w jakiej była na mszy. Chociaż oczywiście nie była tak wystawna jak te noszone przez szlachcianki. Laura siedziała na krześle przy ozdobnym stoliku przy jakim wcześniej siedziała lady Fabienne. Zaś Teofano stała przy oknie. Obie spojrzały na to kto wszedł do pokoju. I uśmiechnęły się do jednookiego.
    - To już po śniadaniu? A nasze piękne panie, zamierzają do nas dołączyć? - Ladacznica zachowywała się swobodnie i wyglądała na zadowoloną. Fabienne i Odette mnich zostawił w salonie jak jeszcze rozmawiały ze sobą i z innymi. Jednak wkrótce pewnie powinny do nich dołączyć.
    - Powinny się niedługo zjawić. - zapewnił mnich z uśmiechem - Teo, widzę, że spotkałaś kolejną z naszych muszych mam. Wszystko w porządku mam nadzieję? - ciekawiło go co doprowadziło do tego spotkania, ale to może poczekać.
    - No tak, w porządku. Skoro ona też jest muszą matką. I mówi, że już wydała kilka miotów. - Brunetka uśmiechnęła się ale nieco skromnie. Jakby czuła naturalną niechęć przed zadawaniem się z ladacznicą. Chociaż doceniała jej poświęcenie dla muszej sprawy. I jeszcze popatrzyła na mnicha jakby chciała się upewnić czy ta ciemniejsza brunetka aby na pewno jest tak zaangażowana w projekt dziedzictwa Oster.
    - Powiedziałam Teofano, że już mam na koncie nieco doświadczenia w tej materii. - Laura Larwa odpowiedziała z uśmiechem, jakby wcale się tym nie przejmowała.
    - My z Otto też wczoraj odebraliśmy poród mojej pokojówki. - Cukiernik szybko odpowiedziała swoje jakby chciała podkreślić, że nie jest tak całkiem zielona w tych porodach.
    - To musiało nieźle wyglądać. Ja zawsze rodziłam sama i jeszcze nie uczestniczyłam w czyimś porodzie. - Ladacznica starała się przyjąć ugodowy ton aby nie irytować młodej rzemieślniczki. Podziałało na tyle, że ta pokiwała zgodnie z głową i też popatrzyła na mnicha co on na to powie.
    - Faktycznie wyglądało zacnie. Nie tak imponująco co twój pokaz z Lady Odette, ale też ciekawie. - mnich się uśmiechnął - Jeżeli smutno ci spędzać ten czas samej Lauro, możemy spróbować jakoś zorganizować akuszerkę. - zerknął na cukiernik - Naprawdę sądzę, że powinnaś porozmać z Laurą, Teo. Jej doświadczenie może pomóc ci z własnym porodem no i znaleźć argumenty przy poszukiwaniu kolejnych matek.
    Otto widział, że obu swoim kochankom sprawił przyjemność tym komplementem o muszym porodzie. I spojrzały na siebie nieco życzliwiej. Rzemieślniczka miala minę jakby rozważała czy jednak z ladacznicą nie łączy ją coś więcej niż zamiłowanie do bycia muszą matką. Ale to Laura pierwsza przejęła inicjatywę.
    - Ja jestem zawsze gotowa się dostosować do życzeń klientów. - Uśmiechnęła się słodko do nich obojga. Po czym wstała i podeszła do tej szafki gdzie wcześniej lady Fabienne częstowała drinkami jego i Elke. - Jakbyśmy chcieli sobie umilić czas na czekanie na nasze piękne damy to tu lady Pirora zostawiła nam nieco użytecznych narzędzi. - Wskazała na niewielką skrzyneczkę jaka stała obok tacy z trunkami. Po czym otworzyła ją. I gdy sięgnęła to wyjęła z niej knebel i skórzane pęta. A w środku zapewne było jeszcze więcej takich uprzyjemniaczy zabawy. - No i mamy jeszcze naszą wisienkę na torcie. - Wymownie wskazała na swoją torbę jaką wcześniej miała zawieszoną na ramieniu. W niej miał być jej ostatni miot.
    - Służąca przyniosła też to. - Teofano wskazała na okrągłe pudło w jakich zwykle przenoszono nakrycia głowy. - To dzieci jakie wydała na świat dziś rano jakaś znajoma. Podobno ty i jej pani wiecie o kogo chodzi. - Wyjaśniła z gorliwością i radością. - I jaką akuszerkę? - Zmrużyła na koniec oczy jakby nie była do końca pewna o czym mnich przed chwilą mówił.
    Mnich zastanowił się, o którą znajomą mogło chodzić. Może ta dziewczyna z urzędu? Uśmiechnął się łobuzersko do Teofano.
    - No cóż, pamiętasz co doprowadziło do porodu Margo? Ktoś, kto mógłby tym bardziej umilić proces byłby pewnie mile widziany przez Laurę lub inną potencjalną matkę.
    - Ja na pewno bardzo chętnie bym umiliła taki proces każdej z was. - Laura posłała im ciepły uśmiech jakby taka współpraca przy porodzie była bardzo miła jej sercu. - I po tym co widziałam w teatrze, to mam wrażenie, że lady Odette, też powinna być chętna na takie zabawy. - Posłała mnichowi jeszcze szerszy, lubieżny uśmiech gdy przypomniała a ich pierwszym, wspólnym spotkaniu między sławną diwą a czerwiem jaki ladacznica wydała przy niej na świat. Nawet jeśli wspólnie z Otto przyłożyli do tego rękę aby ponownie umieścić robaka w trzewiach brunetki. Słysząc to, cukiernik bystro na nich spojrzała.
    - Lady Odette też lubi takie zabawy? - Wydawała się być zafascynowana diwą. Jak i życiem erotycznym szlachcianek jakie dopiero od paru dni poznawała. A wcześniej była to całkiem nieznana dla niej strefa życia. Ladacznica pokiwała głową z tajemniczym uśmieszkiem. - No to… Otto a myślisz, że powinniśmy to tak zrobić? No i co z Margo? Ja myślałam, że przyszedł na nią czas i dlatego urodziła. A to myślisz, że było to coś innego? - Cukiernik była nieco skonsternowana ale było widać, że wolałaby się przypodobać gustom szlachcianek. Ale, że chodziło o nowy dla niej element to nie była pewna jakby mogły zareagować. Więc popatrzyła pytająco na jednookiego, który znał je lepiej.
    - Niestety nie jestem specjalistą… musiałbym zapytać kogoś bardziej obeznanego, ale on na razie jest poza miastem. Warto zawsze poeksperymentować - do pomieszczenia weszły Fabienne von Mannlieb i Odette von Treskov, kobiety była wyraźnie w dobrym humorze, a wyglądało na to, że zaraz będzie jeszcze lepszy - Och, i oto są nasze znamienite damy. - mnich skłonił się nowo przybyłym - Moje panie, miło was widzieć w mniej oficjalnych warunkach.
    - O jak miło, że udało nam się wreszcie spotkać w tak doborowym towarzystwie. - Odette prywitała się obdarzając całą trójkę przyjemnym dla oka uśmiechem. Zarówno ladacznica jak i cukiernik wyglądały na podobnie ucieszone z przybycia obu szlachcianek. - Miałam ochotę jeszcze zprosić Benite bo wydawała mi się rano bardzo poruszona. Ale ostatecznie umówiłam się z nią na jutro. - Miodowłosa diwa zdradziła im część ze swoich planów na to spotkanie.
    - Myślę, że jutro zajmiemy się Beni a dziś to chyba mamy tu kogo trzeba. - Fabienne uspokoiła ją i też wyglądała na podekscytwaną.
    - Napiją się panie czegoś? - Laura zaproponowała gestem szafkę z trunkami z jakiej wcześniej korzystali goście Pirory.
    - Bardzo chętnie moja droga. - Odette podeszła do stolika przy jakim przed śniadaniem Otto z Fabienne gościli Elke. - I jak się czujesz na siłach mój drogi Otto? - Zagaiła wesoło do jednookiego mnicha.
    - Przeceniasz moje siły, uważając że zadowolę czwórkę na raz. - zaśmiał się mnich - Jeżeli natomiast pytasz o moje usługi w sprawie maleństw, to jestem gotów.
    Szlachcianka roześmiała się, jakby słowa mnicha rozbawiły ją serdecznie. - Oh mój drogi, Otto, to muzyka dla moich uszu. Skoro ty się tym będziesz zajmował to na pewno czeka nas wyborna zabawa. - Popatrzyła na swoje koleżanki a one też wyglądały na ucieszone i zaciekawione. Z gracją przyjęła kieliszek od Laury a ta jeszcze podała drugi dla lady von Mannlieb. - A zdradzisz nam od czego zaczniemy? Jestem pewna, że dziewczęta też się chętnie dołączą do takiej zabawy. - Aktorka popatrzyła po trójce pozostałych kobiet. Te ochoczo pokiwały głowami.
    - To może wypijmy za to spotkanie i frywolne zabawy. - Bretonka wzniosła kielich do tego toastu. I poczekała aż pozostali wezmą swoje w dłoń i do niej dołączą.
    - No cóż, Laura miała plany co do pokazu dla was. Teofano przyłączysz się do oglądania spektaklu? W każdej chwili możesz też posmakować naszej drogiej artystki.
    - O, będziemy mieli smakowanie artystki. Zapowiada się ciekawie. - Diwa uśmiechnęła się z uznaniem, jakby spodobał jej się taki pomysł. Cukiernik pokiwała głową do slów mnicha, dając znać, że jest gotowa przyjąć tak przyjemną rolę.
    - To zaczynamy od Laury? - Bretonka też była ciekawa co Otto wymyślił. Zaś ladacznica przytaknęła głową.
    - Ja mogę zacząć. Tylko muszę wiedzieć co takiego. - Tą propozycję, przyjęła z profesjonalnym spokojem, jakby wierzyła, że poradzi sobie z czymkolwiek by to miało być.
    - Pamiętasz pokaz, który mi dałaś w moim mieszkanku? Może pokaż naszym paniom jak bawisz się z swymi maluszkami.
    - Ah takie coś. - Ladacznica uśmiechnęła się na to wspomnienie. Pozostała trójka jaka nie była tego świadkiem, popatrzyła na nich z zaintrygowana. - Tak, mogę to zrobić. - Laura pokiwała głową i zwróciła się do koleżanek. - Ale uprzedzam, że do tej zabawy będę musiała się rozebrać. - Ostrzegła je w żartobliwy sposób. Wywołało to uśmiechy rozbawienia u szlachcianek.
    - To tym bardziej zapowiada się ciekawie! Już nie mogę się doczekać! Wreszcie to ja będę na widowni a ktoś dla mnie przedstawienie! - Odette wyglądała na zachwyconą takim pomysłem. Usiadła na krześle przy stole i wzięła kielich w dłoń dając znak, że jest gotowa na taką zamianę ról. Fabienne więc zajęła miejsce obok niej a Tofano na jedno z krzeseł jakie zostało wolne. Ladacznica zaś z wdziękiem ruszyła za parawan jaki stał w rogu pokoju.
    - Tylko nie podglądajcie póki nie będę gotowa! - Poprosiła ich drocząc się z nimi jeszcze trochę. Poczekali parę chwil zanim wróciła w samych pończochach. Prezentowała swoje młode, gibkie ciało całkiem bezwstydnie. Jej powrót szlachcianki przywitały delikatnymi oklaskami jakby witały artystkę wychodzącą na scenę. Po chwili Teofano też dołączyła do tych oklasków. Zaś brunetka skłoniła się im wszystkim i podeszła do szafki z butelkami. Wzięła swoją torbę i przeszła na łóżko.
    - Zaczyna się robić naprawdę ciekawie. - Zauważyła bladolica czarnowłosa, zerkając na swoją sąsiadkę, mnicha i cukiernik. Zaś ladacznica usiadła na łóżku i posłała im czarujący uśmiech. Po czym bez wahania sięgnęła po swoją torbę. Wyglądała jak sztukmistrz prezentujący swoje narzędzia przed pokazem. I wywołało podobny efekt wzmocnienia przyjemnego oczekiwania. Wtedy sięgnęła do środka torby posyłając im kose spojrzenie i tajemniczy uśmieszek.
    - Co ona tam ma? - Diwa wydawała się być bardzo zaciekawiona tym co brunetka wyciągnie ze środka. A gdy ta wyjęła pierwszego czerwia to na twarzach zebranych pojawiły się uśmiechy i koleżanki zaczęły znów klaskać.
    - Masz rację Fabi. Zapowiada się bardzo ciekawie. - Śpiewaczka pokiwała głową na znak, że podoba jej się taka niespodzianka. Zaś Laura po tym jak zaprezentowała robaka trzyosobowej widowni pochyliła się nad nim aby go czule pocałować. To wywołało jęki wzruszenia i zachwytu u pozostałych muszych matek. A artystka położyła sobie tego czerwia między piersiami. Widać było, że się rusza między nimi badając nowy teren. I zostawia po sobie śluzowaty ślad na gładkiej, kobiecej skórze. A jakby było tego mało, dziewczyna na łóżku zaczęła wyciągać z torby kolejne czerwie. I kładła je na sobie, pozwalając aby pełzały po jej młodym i jędrnym ciele. Atmosfera u niej i widowni widocznie podskoczyła i widać było, że trójka kobiet przeżywa to widowisko nie mniej niż występująca artysta.
    Mnich uśmiechnął się widząc reakcje widowni, podszedł do Teofano zachodząc ją od tyłu i wyszeptał jej do uszka.
    - Takie cuda będziesz mogła ze swoimi też wyczyniać, jeżeli zechcesz. - jego dłoń gładziła delikatnie kark cukiernik - Jak się na razie podoba?
    - No podoba, podoba. One są takie piękne. Jak z moich snów. Już się nie mogę doczekać aż wydam swój własny miot. Też będę dbać o niego, pieścić i całować. To takie szczęście, że trafiłam na ciebie i mnie obdarowałeś tymi cudownymi dziećmi. - Teofano wydawała się w tej chwili bardziej traktować Laurę jak siostrę, przyjaciółkę i kochankę niż ladacznicę. I patrzyła z fascynacją na to przedstawienie jakie dla nich robiła. A czerwie wielkości małych kiełbasek pełzały po jej nagości. Widać było jak zostawiają na jej skórze błyszczący, lepki śluz. Czasem któryś stoczył się z jej ciała na pościel i tam zaczynał buszować ale nie przeszkadzało to im we wspólnej zabawie.
    - No i to jest rozrywka dla jakiej warto tu było przyjechać. - Odette też wydawała się być zachwycona tym widowiskiem. Zerknęła na chwilę w stronę Otto aby mu posłać pełen zadowolenia uśmiech.
    - Tak, to takie poniżające. - Fabienne też westchnęła na znak, że ją ten widok na łóżku, nieco wzruszył i rozczulił.
    - Ktoś chce się przyłączyć do Laury? Jestem pewny, że chętnie zapozna was ze swymi maluchami. - zerknął pytająco na ladacznice na łóżku - I jeżeli, któraś czuje się gotowa na kolejne obdarowanie, ja mogę przygotować naszą już znaną zabaweczkę.
    - Oj to jak można to ja bym bardzo chętnie poprosiła. I masz rację mój drogi Otto, nie ma na co tracić dnia.Chodźcie, dziewczęta. nie ma co tylko przyglądać się przedstawieniu, jak można je współtworzyć. Tylko niech ktoś mi pomoże rozpiąć gorset. - Diwa wydawała się być bardzo pobudzona tym widowiskiem jak i przyjemnym oczekiwaniem jakie tylko rosło z każdą chwilą. Klasnęła w dłonie i wstała ze swojego miejsca. Popatrzyła wesoło na swoje dwie sąsiadki, wyraźnie oczekując, że pójdą w jej ślady. Zresztą zarówno bretońska żona tutejszego kapitana statku jak i młoda rzemieślniczka od cukiernictwa też miały wyraźną ochotę na dołączenie do zabawy. Szlachcianka o czarnych włosach wstała z gracją i położyła dłoń na ramieniu kochanka.
    - Ja bardzo lubię jak mnie napełniasz Otto. - Mruknęła do niego kusząco i przetrzymała na chwilę wzrok w jego twarzy. Po czym płynnie ruszyła za parawan aby pomóc aktorce pozbyć się sukni i reszty ubrań. Teofano skorzystała z okazji i też podeszła do mnicha.
    - Ja oczywiście przyjmę z radością nową porcję tych przyjemniaczków. - Pokiwała głową uśmiechnęła się wdzięcznie do mnicha. I też poszła za parawan aby się rozebrać. Przez chwilę więc Otto został sam przy stole z widokiem na Laurę i jej żywe zabawki.
    - I co Otto? Co dalej? - Ladacznica zapytała cicho i patrząc wprost w oko jednookiego pocałowała jednego z czerwi.
    - Dalej? Będziesz się kochać z trzema kobietami i zapoznawać je ze swymi pociechami. Ja zasieję te z was, które będą tego chciały. - mnich się uśmiechnął - Własną obecność w waszych harcach zostawiam w waszej gestii.
    - No to zapowiada się ciekawie. Ostatnio w teatrze było bardzo ciekawie. No i mnie od tyłu też możesz zasiać. Po tym porodzie czuję się taka pusta. - Ladacznica leżała bezwstydnie prezentując swoje kobiece wdzięki. To, że były one pokryte kilkoma czerwiami i lepkimi śladami jakie po sobie zostawiały, wcale jej nie przeszkadzało. - No i może byś mi umieścił jednego z tych przyjemniaczków gdzieś tam we mnie? Jak wtedy u ciebie? No chyba, że wolisz popatrzeć jak lady Odette to robi. Ona też lubi używać tej twojej zabaweczki. - Brunetka zaproponowała mu zanim pozostała trójka kochanek wróciła do nich zza parawanu. A sądząc po śmiechach i żartach jakie stamtąd dochodziły to koleżanki też się nie nudziły z tym rozbieraniem.
    Mnich podszedł do Laury, delikatnie podnosząc jednego z jej potomstwa. Po czym z troską wsunął je do pierwszego wejścia, niezbyt głęboko.
    - Może znowu będziesz mogła urodzić na ich oczach. - zaproponował - Tym razem z trzema partnerkami widzącymi wszystko.
    Podczas tego zabiegu widać było, że Laurze przypadł jej do gustu. Lekko zaciskała wargi i ściskała palcami pościel. A gdy mnich skończył to pogłaskała się po podbrzuszu i uśmiechnęła się do niego promiennie. - Jest płytko to wkrótce powinien wyjść. - Pokiwała głową na znak, że taki pomysł jej się podoba. A w międzyczasie zza parawanu wyszły trzy naguski. Szlachcianki podobnie jak ladacznica, zostały tylko w pończochach, lady Odette w błękitnych a Bretonka w czarnych. Zaś Teofano szła razem z nimi bez niczego.
    - O, zaczęliście bez nas? Oj no to dziewczyny, musimy nadrobić straty. - Odette zamruczała z rozbawienia i podniecenia gdy weszła na łóżko. Za nią podążyły dwie jej koleżanki. Teraz z bliska mogły się przyjrzeć i Laurze i robakom jakie miała na sobie.
    - Ale ty jesteś ohydny. - Diwa ostrożnie dotknęła czerwia jaki pełzał między piersiami ladacznicy. Ostrożnie ale i z fascynacją. Jak odłożyła palec to jeszcze przez chwilę łączyła go z robakiem nitka śluzu. Szlachcianka przyjrzała się tej lepkiej plamie na czubku swojego palca po czym z rozmysłem wsadziła go sobie do ust. - Oj tak to takie obrzydliwe. - Zaśmiała się z zadowoleniem.
    - To prawda. Różnych rzeczy już próbowałam ale to jest dla mnie coś nowego. Zostałyśmy chodzącymi workami na robaki. To strasznie poniżające. - Fabienne kucnęla u nóg ladacznicy i też wzięła w dłonie jedną z larw jakie pełzały przy jej kolanach.
    - No co wy! One są bardzo piękne! To zaszczyt, że możemy je nosić w sobie, rodzć i obcować! - Cukiernik usiadła obok mnicha i nieco się zaperzyla. Ale ostrożnie bo widać było, że wciąż czuje respekt wobec szlachcianek.
    - To jak już wszyscy jesteśmy na miejscu to będziemy musieli się jakoś tymi pieszczszkami podzielić. - Laura wzięła w dłonie jednego z robaków i jakby pokazała ją otoczeniu. Zdawała się sprawdzać kto się na nią skusi pierwszy.
    - Lady Odette wydaje się najbardziej nimi podniecona. - odparł mnich - Może niech twój maluch wejdzie w nią? - uśmiechnął się do divy - Wydasz na świat cudze dziecko moja pani?
    - Jeśli ja je wydam na świat, to chyba będzie to moje dziecko? - Diwa zmrużyła oczy ale raczej wyglądała na taką co się droczy z kochankiem a nie naprawdę ma mu coś za złe. Szybko zresztą roześmiała się, nieco pochyliła się nad nagimi piersiami ladacznicy i objęła mnicha. - Oh mój drogi Otto. Przecież jesteś moim impresario od rozrywki. Jeśli mówisz, że będzie zabawnie i rozrywkowo abym we mnie wsadzić któregoś z tych małych, obrzydliwych kawałków to tylko powiedz w jakiej mam to zrobić pozycji. - Wyglądało na to, że diwa jest w szampańskim humorze. Poklepała jeszcze ciepło mnicha po plecach zanim go puściła i wróciła na swoje miejsce. - No i nie zapominajmy o Fabi. Przecież też ma swoje potrzeby. Może ją przywiążemy do łóżka albo coś takiego? Jak myślisz Fabi? - Zwróciła się do sąsiadki o czarnych włosach. Ta posłała jej rozbawiony uśmiech.
    - Naturalnie. Jestem tu aby wam służyć. W końcu jestem najnędzniejszą z nędznych i najpodlejszą z podłych. No i bardzo zależy mi na takiej reputacji. - Bretonka też już wyglądała na rozgrzaną takim wstępem. Właściwie z bliska jak już obie były bez ubrań to mnichowi wydawało się, że chyba ich brzuchy jakby były nieco pełniejsze niż zwykle. Ale tak subtelnie, że nie był do końca pewny czy faktycznie czy tylko imaginuje sobie wiedzę o ich robaczej ciąży.
    - Ja to mogę być gdziekolwiek. - Teofano nieśmiało zgłosiła swoją chęć współpracy ale nie śmiała narzucać szlachciankom swojej woli.
    Mnich klasnął w dłonie.
    - Dobrze więc, Teofano usiądź proszę na brzegu łóżka. - mnich objął Fabienne, jego dłonie gładziły jej boki - A ty moja podła służebnico, zadowól naszą młodą towarzyszkę. - Otto zerknął na Teofano - Teo postaraj się traktować lady Fabienne, jakby była twoją Margo. Całkowicie tobie podległa. - wrócił spojrzeniem do Odette.
    - Więc pani, proszę rozłożyć swe piękne nogi. Lauro, czyń swą powinność.
    - Tak jak Margo? Ale przecież Margo to nasza pokojówka no i nie jest szlachcianką. - Cukiernik widać nie było łatwo wyjść z nawyków społecznych w jakich wyrosła. I nawet w tak nietypowej sytuacji wydawała się być speszona takim pomysłem.
    - Nie przejmuj się tym Teo. Co zazwyczaj robisz z Margo jak zostajecie same i nikt wam nie przeszkadza? - Bretonka zdawała się to rozumieć i delikatnie wzięła za rękę rzemieślniczkę. Poprowadziła ją na skraj łóżka tak jak ich kochanek to sugerował. Ta jednak zarumieniła się jakby nie było jej lekko mówić jak traktują swoją pokojówkę gdy zostają same.
    - Śmiało Teo. Przecież Fabi zrobi ci to samo co Margo tylko lepiej. Widziałam ostatnio w teatrze, że obie dobrze rokujące. Może nawet przystaniecie do nas na stałe? Jak będziecie dostarczać nam rozrywki to czemu nie? - Odette uśmiechnęła się czule do mnicha gdy usłyszała jego propozycję. Ale jak się uniosła aby zmienić pozycję to też starała się zachęcić cukiernik aby sobie pofolgowała z jej koleżanką.
    - Tak sobie zaskarbisz wdzięczność lady Fabienne Teo. Ja to widziałam już wtedy w teatrze. Jakby mnie milady zamówiła to ja bym się z nią nie patyczkowała. Niech wie kto tu jest usługujacą ladacznicą dla czyjej przyjemności. - Laura wydawała się być rozbawiona wątpliwościami jaśniejszej brunetki i widać było, że tak jak mówiła mnichowi jeszcze na podwórzu przed śniadaniem, że sama nie miała oporów aby przyjąć dominującą rolę nad błękitnokrwisty.
    - No dobrze. - Teofano w końcu uległa tym namowom. Ale jeszcze na koniec spojrzała kontrolnie na mnicha. Usiadła jednak na krawędzi łóżka, tak jak mówił. A bretońska milady zaczęła od pocałunków w jej kark. A w końcu przesunęła się na podłogę, uklękła i zajęla pozycję między jej rozłożonymi udami. Po chwili widać było i słychać, że zabawa nabiera tam tempa.
    - Czy tak będzie dobrze? - W międzyczasie aktorka z przyjemnością położyła się na plecach, obok ladacznicy. I zapraszająco rozchyliła swoje gładkie uda, wciąż opatulone niebieskimi pończochami. Laura zaś na odwrót, ostrożnie aby nie rozgnieść żadnej larwy, podniosła się i usiadła obok mnicha.
    - To co teraz robimy z tą ladacznicą? - Zapytała go jakby pytała wspólnika o plan zbrodni. Słysząc to śpiewaczka zachichotała z rozbawienia ale czekała co będzie dalej.
    - To twoje maleństwo Lauro. Może ty wydaj je na podróż w nieznane. - mnich wyciągnął zabawkę oraz pojemnik z jajami much - W między czasie może daj tu ten swój kuperek i wypełnimy go następnym miotem?
    - No dobrze. - Ladacznica zaśmiała się i przeszła tak aby znaleźć się między gościnnie rozchylonymi udami śpiewaczki. Ta zachęcała ją do tego przyzwalającym uśmiechem i roziskrzonym spojrzeniem. Laura zaczęła od delikatnych pocałunków i pieszczot między kobietami. Od ust, piersi i brzucha diwy. Aż znalazła się między jej nogami. Wyglądało na to, że obie czerpią z tego mnóstwo przyjemności. Ale w końcu ladacznica zaczęła przekładać czerwie na twarz, brzuch i piersi śpiewaczki. Co ta przyjmowała z coraz wyraźniejszymi oznakami podniecenia. A w końcu widząc, że akcja rozwija się w bardzo pozytywny sposób to brunetka wzięła jedną z larw i zaczęła ją wsadzać w gościnne trzewia aktorki. Co tylko nakręcało je obie jeszcze bardziej. Sama zaś prowokująco wypięła się ku mnichowi dając znać, że jest gotowa na przyjęcie prezentu od niego.
    Po sąsiedzku, na skraju łóżka, cukiernik opadła na plecy, w poprzek łóżka. I ciężko oddychała gdy bretońska milady śmiało harcowała ustami i dłońmi w jej najdelikatniejszym miejscu. Wyglądało na to, że zabawa rozkręciła się już na całego.
    Otto przyglądał się obu spektaklom, jednocześnie zasiewał Laurę dopóki ladacznica nie czuła się wypełniona swym przyszłym potomstwem.
    Słowa divy, nazywając go ponownie jej impresario, przypomniały mu o rozmowie jaką będzie musiał odbyć z Silnym, ale to później. Na razie raczył się widokiem hedonistek oddających się rozkoszy.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519
    SeachS Seach

    Festag; przedpołudnie; kamienica Pirory; salon

    Heinrich, Pirora, Petra

    Priora w końcu uznała, że już i tak się zasiedzieli w małym salonie. Więc aby nie wzbudzać niepotrzebnych plotek, poprosiła swoich gości aby przeszli z nią do głównego salonu. Petra wyglądała na bardzo zadowoloną z dotychczasowego spotkania. Więc we trójkę wyszli na korytarz. Musieli minąć kilkoro drzwi aby tam wrócić. Ale nomen, omen z przeciwka spotkali trójkę idących kobiet.
    - O proszę, w samą porę. - Ucieszyła się Averlandka, rozpoznając swoje trzy, szlachetnie urodzone koleżanki. Zresztą pozostała dwójka także a i idąca z przeciwka trójka też się uśmiechnęła radośnie.
    - Wybaczcie za spóźnienie. To zawsze się wydaje, że to tylko chwila a potem zajmuje to mnóstwo czasu. Aż już w końcu nie wiem z kim się umówiłam i dałam zaprosić. - Lady Odette von Treskow szła energicznie przed siebie i mimo, że niby narzekała na te tłumy co ją obległy po mszy, to jednak wydawała się być w świetnym humorze. Towarzyszyły jej Kamila von Zee, córka kapitana portu i nieformalna opiekunka pobytu diwy w mieście oraz Fabienne von Mannlieb, bretońska żona tutejszego kapitana jaka zdawała się być siostrzaną duszą dla sławnej śpiewaczki. Obie grupki spotkały się niedaleko drzwi prowadzących do głównego salonu.
    - Nie masz za co przepraszać moja droga. I tak się dziwię, że cię w ogóle wypuścili. - Pirora starała się zachowywać jak na dobrą gospodynię przystało. Przywitała się także z dwoma pozostałymi szlachciankami ale dość pobieżnie bo się już dziś z rana widziały.
    - To prawda, całe miasto chce się nacieszyć tak znamienitym gościem. Też bym tak robiła gdyby Odette nie zaszczyciła naszych skromnych progów swoją gościną. - Kamila zdawała się pęcznieć z dumy, że jej się udało zaprosić tak znamienitego gościa. A do tego aktorka na czas pobytu w Neus Emskrank, mieszkała właśnie u nich.
    - Witaj Heinrichu. Miło cię znów widzieć. Witaj Petro. Na twój widok również bardzo się cieszę. - Lady Odette gdy już przywitała się z główną gospodynią, zwróciła się do dwójki jaka jej towarzyszyła. Obdarzyła ich życzliwym słowem i spojrzeniem. Gdy ostatni raz były łowca czarownic ją widział z tak bliska to wyglądała całkiem inaczej. Teraz zaś promieniała elegancją, smakiem i dobrymi manierami jak na wzór szlachcianki przystało.
    Heinrich skłonił się nisko Odette.
    - Witaj, milady. Zaiste pięknie prezentowałaś swoje talenta na mszy. Nie dziwne, że zlecieli się do ciebie, łasi cukru jaki spłynął na nich z twojego głosu.
    Sam były łowca czarownic musiał korzystać z wyuczonej za młodu kwiecistej mowy wobec wysoko urodzonych by nie odstawać w towarzystwie i szczególnie nie zniechęcać takich kultystek o szlachetnych korzeniach... które jak pamiętał jeszcze niedawno oddawały ciała zwierzoludziom oraz przyjmowały ich nasienie w każde możliwe miejsce swojego ciała.
    Ironiczne.
    - Oh to zasługa tej wspaniałej akustyki w świątyni. Byle pastereczka by brzmiała w tej świątyni wyśmienicie. - Szlachcianka o miodowych włosach, machnęła dłonią na znak, że to nie było nic takiego. Ale widać było, że te pochlebstwa Heinricha, sprawiły jej przyjemność. Lekko skinęła starannie ufryzowaną głową aby podziękować mu za tą drobną grzeczność.
    - Ale muszę ci powiedzieć Heinrichu, że to był wspaniały poranek. Bardzo przyjemny. Czuję jakbym była zakochana i miała motyle w brzuchu. - Położyła dłoń na swoim płaskim brzuchu aby podkreślić swoje słowa. - Czyżby to już była druga wiosna w tym roku? - Zapytała raczej retorycznie. Jednak faktycznie wyglądała na całą w skowronkach. Popatrzyła na niego i na swoje koleżanki. Pirora skorzystała z okazji i odeszła z Fabienne parę kroków w głąb korytarza i zaczęły o czymś cicho rozmawiać. Więc na miejscu została Kamila i Petra. Ta druga wydawała się być pod ogromnym wrażeniem, jak przyjacielsko sławna diwa się odnosi do Heinricha.
    Do zgromadzania zdołał dołączyć Otto. Jednooki mnich skłonił się kobietom jak i Heinrichowi.
    - Miło cię widzieć bracie Heinrichu. Jednak nie tak bardzo jak te piękności. - uśmiechnął się do kobiet - Lady Odette, twój śpiew nigdy chyba mi się nie znudzi.
    - Oh miło i to słyszeć bracie Otto. Starałam się jak mogłam aby usatysfakcjonować waszą barwną społeczność w tym pięknym i pełnym przygód mieście. - Lady Odette płynnie przeszła do rozmowy z nowoprzybyłym. Do niego też uśmiechnęła się tak ciepło jak przed chwilą do Heinricha. Właściwie wyglądało jakby flirtowała z nimi obydwoma. - Ale dobrze jest też czasem troszkę odpocząć od tego uwielbienia tłumu i znaleźć się w objęciach jakiegoś przytulnego domu i oddanych przyjaciół. - Zaśmiała się lekko ale ta sławna dama potraktowała ich jakby byli z kręgu jej bliskich znajomych w tym mieście. Co na przyglądającej się temu powitanie Kamili i Petrze dało do myślenia. Aż się dokładniej przyjrzały im obydwu jakby starały sobie przypomnieć kim są i co o nich wiedzą.
    Mnich zerknął na dwie towarzyszki Odette.
    - Witajcie moje panie, zwą mnie Otto. - uśmiechnął się do kobiet - Jestem jednym z mnichów opiekujących się chorymi w miejskim hospicjum. Lady Odette korzysta z mojej... nabytej wiedzy, aby urozmaicić sobie nudy codzienności.
    - To prawda, brat Otto jest niezwykle uzdolniony w tej materii. - Milady obdarzyła życzliwym uśmiechem najpierw jednookiego a później pozostałą trójkę. Dwie szlachcianki skinęły głowami, przyjmując to do wiadomości, chociaż nadal wydawały się być nieco zdziwione, zwłaszcza córka akademickiego profesora.
    - Może nie stójmy tak na korytarzu. Jeszcze mi będzie później ktoś zarzucał, że kazałam swoim gościom stać na korytarzu. Zapraszam do salonu, stół już czeka. - Pirora wróciła do ich towarzystwa i zachęcająco wskazała na drzwi przed jakimi stali. Nawet je otworzyła aby zaprosić ich wszystkich do środka.
    - Ja na pewno bym nie rozpowiadała takich głupstw Piroro. Zawsze miło u ciebie spędzam czas. - Diwa zapewniła gospodynię i weszła do środka. Po niej pozostałe szlachcianki i koledzy. Gdy przyszła kolej na Heinricha cicho szepnęła mu do ucha. - Fabi zgodziła się zamienić na miejsca. Więc razem z Petrą będziesz siedział obok Odette. - Podpowiedziała wskazując mu na już widoczny, długi stół jaki był zastawiony dla gości. Dla gospodyni przewidziane było miejsce u jego szczytu. A po prawicy dla najznamienitszego gościa. Dzisiaj była to lady Odette. Obok niej dwa krzesła wciąż były puste. A bretońska szlachcianka ruszyła po przeciwnej stronie zajmując miejsce po prawicy Kamili. Córka kapitana portu siedziała po lewicy gospodyni i naprzeciwko Odette.
    Heinrich umyślnie nakierował Petrę by usiadła bliżej Odette, sam zajmując miejsce za nią, aby nie miała ucieczki od kultystów.
    Przez chwilę trwało zamieszanie gdy wszyscy zajmowali swoje miejsca. O ile kraniec stołu wokół gospodyni był dość ściśle obdzielony wedle hierarchii społecznej, to dalsze miejsca już zajmowano bardziej swobodnie. Wkrótce do sali przyszła też czarnowłosa, egzotyczna piękność o ubraniach wskazujących na pochodzenie z dalekich, południowych krain. Ale kultyści już mieli okazję poznać Laylę jako kapłankę nieznanego im boga ale jakoś powiązanego z lady Sorią. Od pierwszego spotkania kapłanka bez wahania zaakceptowała wężową milady jako swoją przywódczynię. Fabienne poprosiła Otto aby zajął miejsce obok niej. Petra wydawała się być pod wrażeniem tego co tu się dzieje. Lub raczej tempa i zaskakujących zwrotów akcji. Albo też tego, że znalazła się tuż obok uwielbianej przez siebie śpiewaczce. Posłała Heinrichowi wdzięczny uśmiech, za to, że ustąpił jej miejsca.
    - Dobrze, chyba nie mamy co czekać na spóźnialskich bo wszystko wystygnie. - Pirora dała znać, że nie ma się co krępować przed sięganiem do potraw. Chociaż dziś stół nie był tak w pełni obsadzony jak zazwyczaj w Festag po mszy. Ale nic dziwnego, jak spora część kultystów miała do załatwienia różne sprawy na mieście albo i poza nim. Na to się zanosiło już jak rozmawiali ze sobą podczas spotkania w Zachodnich Kamieniach albo wracając stamtąd.
    - Skoro mam okazję to chciałabym wznieść toast… - Pirora uniosła swój kielich i zaczęła mówić z uśmiechem na twarzy gdy drzwi otworzyły się i do środka weszła Łasica a za nią jakiś nieznany pozostałym mężczyzna.
    - Witajcie. I przepraszamy za spóźnienie. Na piechotę to idzie się trochę dłużej niż myślałam. - Łotrzyca była ubrana jak zwykła mieszczka na dzień świąteczny. Nawet miała na głowie biały czepek, jaki przyzwoita białogłowa powinna mieć aby okazać skromność, pokorę i nie kusić otoczenia kobiecymi wdziękami. - To jest Marcus. Przyjaciel rodziny jaki dopiero co wrócił do miasta. Udało mi się go zaprosić na to nasze małe spotkanie. - Przedstawiła swojego towarzysza gdy już oboje weszli do salonu. Marcus zorientował się, że prawie nikogo tu nie zna. Rozpoznał tylko Kamilę van Zee, córkę kapitana portu. I tą piękną i uzdolnioną śpiewaczkę jaka dziś rano była ozdobą wokalną i wizualną mszy.
    - Moje uszanowanie. Proszę wybaczyć opóźnienie. To była długa podróż. - powiedział uprzejmie Ekonom.
    - To może jak się nie znacie, to ja was przedstawie. - Łasica co prawda nie była tu gospodynią ale skoro jako jedyna znała tu wszystkich to popatrzyła na Pirorę z nieśmiałym uśmiechem. Blondynka siedząca u szczytu stołu, zachęcająco skinęła głową. Więc łotrzyca skinęła na kolegę aby podążał za nią. - To może zaczniemy od tej strony. - Zaproponowała na tą po lewicy Averlandki.
    - To jest Layla. Przybyła do nas ledwo parę dni temu. Z dalekiego południa. Niestety nie zna reikspiel ale za to świetnie mówi po bretońsku i estalijsku. - Zaczęła od czarnowłosej piękności o egzotycznym stroju i urodzie.
    - To nasz brat Otto. Na co dzień pracuje w naszym miejskim hospicjum. A poza nim jest wspaniałym kompanem i przyjacielem. - Wskazała na jednookiego mnicha w habicie.
    - I nasza bretońska piękność, lady Fabienne. Żona jednego z morskich kapitanów. Akurat nie ma go obecnie w porcie. - Zatrzymała się na chwilę przed czarnowłosą, bladolicą kobietą i bystrym spojrzeniu ciemnych oczu.
    - Naszą szlachetną i utalentowaną Kamilę to zapewne pamiętasz. Bez niej nie byłoby naszego wspaniałego gościa a i teatru pewnie też nie. - Wskazała na ciemnoskórą kobietę o czarnych, nieco kręconych włosach. Ją akurat Marcus rzeczywiście pamiętał bo w końcu była piękną córką kapitana portu. Ale pierwszy raz widział ją z tak bliska.
    - No i nasza cudowna gospodyni, co ma zawsze dla nas tyle cierpliwości i zawsze jest taka gościnna. Pirora pochodzi z dalekiego Averlandu ale zadomowiła się u nas od zeszłej zimy. - Uśmiechnęła się ciepł do młodej, nieco piegowatej blondynki siedzącej u szczytu stołu.
    - I nasza wspaniała Słowik Północy. Przyjechała do nas niedawno, z samego Saltzmundu, na specjalne zaproszenie Kamili. Sam lady Odette miałeś okazję podziwiać dziś rano na mszy. - Stanęła obok miodowłosej milady w morskiej sukni. Tej samej w jakiej była dziś w świątyni Mananna. Jej nazwisko obiło się czasem o uszy ale na żywo widział ją dziś po raz pierwszy na mszy a teraz siedziała na wyciągnięcie ręki. Miała charakterystyczne włosy o barwie miodu, teraz starannie upięte w siateczkę.
    - A to Petra von Schneider. Mogłeś słyszeć o jej ojcu. Często bywa na wieczorkach poetyckich u Kamili. - Wskazała na młodą, szczupłą blondynkę jaka siedziała między śpiewaczką a starszym mężczyzną. Jej nazwisko też było Marcusowi znajome ale właśnie z powodu jej ojca, jednego z szanowanych profesorów na Akademii Morskiej.
    - No i nasz dzielny weteran zmagań wszelakich co przyjechał do nas szukać nieco wytchnienia. Heinrich. - Łasica zakończyła przedstawiać sobie towarzystwo i teraz popatrzyła wyczekująco na Marcusa aż jakoś zareaguje na to wszystko.
    Ekonom położył dłoń na sercu, ukłonił się i powiedział łagodnie i ze spokojem człowieka który dokładnie wie co robi.
    - Marcus Schleiffer. Powracający do Ratusza Ekonom. W jakiej formie dowiem się jutro podczas rozmowy z Herr Schusterem. Mój powrót jest niezapowiedziany, a wracam prosto z Serca naszego kochanego Świętego Imperium.
    - Witaj więc z powrotem, Herr Schleiffer. W interesach cię wywiało czy przełożeni mieli dla ciebie inne zadania? - zapytał Heinrich.
    - Obowiązki służbowe. - odpowiedział Ekonom.
    - Och? Odsłonisz rąbka tajemnicy? Zawsze mnie ciekawiły zawiłości ekonomiczne. - zagaił mnich.
    - Zależy. To dość szeroka dziedzina wiedzy. - powiedział Marcus - Masz jakiś konkretny przykład, Herr Otto?
    Mnich się chwilę zastanowił.
    - Mógłbym rozpocząć małą wojnę pytając o podatki… - Otto uśmiechnął się - Więc porozmawiajmy o czymś mniej kontrowersyjnym. Handel i import. Zakładam, że nasze skromne miasto głównie wydaje do większego Imperium ryby… i może drewno zważając na okoliczne lasy. Ciekawiło mnie co głównie sprowadzamy? Jakiż to głód głównie napędza handel miasta?
    - Hmm… - Marcus się zastanowił wyraźnie - Neues leży w regionie znanym jako Wybrzeże Salzenmund. Niestety jak wiemy operacje morskie są… niefortunne. Naszym, nazwijmy to dumnie i przesadnie, eksportem na południe, są nie tylko ryby i nie tylko wyroby przemysłu drzewnego, ale również wyroby wełniane i zboże, oraz ziarno. Co ciekawe, znajdzie się również wśród tych towarów sól.
    Ekonom uśmiechnął się łagodnie.
    - Jeśli miałbyś zarobić sugerowałbym sprawdzić barwniki i słodziki. W tych terenach jest ich prawdziwy niedosyt, choć zalecałbym handel wymienny.
    - Zważając na cukiernię Lebkuhenów, dobra inwestycja. - mnich uśmiechnął się - Ale… gadanie o pracy, w tak świętny dzień to niemalże grzech. Zapewne i jakieś przyjemne niespodzianki cię spotkały w twych podróżach.
    - Nic istotnego. Ot, wojna i dzielne podnoszenie się z niej. Tak jak zawsze. - odpowiedział łagodnie i wzruszył ramionami. - Opowieść za opowieść? Jestem żywo zainteresowany tym co działo się pod moją nieobecność.
    - No cóż… nie wszystkim mogę się jeszcze podzielić. - odparł mnich - Jeżeli chodzi o miasto… no cóż, jesteśmy obecnie w żałobie.
    - Nieszczęśliwie… - przyznał rację Ekonom - Jak my wszyscy, jak my wszyscy…

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    SeachS Seach

    Eitri westchnął chowając oręż za pas i przerzucając tarczę na plecy. Zerknął na halabradnika, który poklepał go po ramieniu.

    - Jak trafimy jakąś karczmę postawię wam kolejkę chłopaki, zasłużyliście za szarganie nerwów bez bijatyki. - kiwnął głową towarzyszom broni i ruszył w stronę Petry.

    Wysłuchał opinii pozostałych zanim dał swoją.

    - Forsować chłopaków przez bagna, aby jak najszybciej dotarli na miejsce, nie jest rozsądne. Forsowna przeprawa zwiększy szansę na wypadki, do tego jak dotrzemy na miejsce, wszyscy będą zbyt zmęczeni, aby cokolwiek zrobić. Jeżeli będziemy spodziewać się tam walki, to lepiej by było, aby chłopcy mieli siły. Do tego jeżeli mogą być kolejne zasadzki, powolna przeprawa będzie bezpieczniejsza.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    SeachS Seach

    Eitri zaczynał coraz bardziej żałować, że pozostawił broń palną. Chociaż w tej cholernej mgle byłaby równie użyteczna, co on w tej chwili.
    Westchnął tylko jak usłyszał komendę sierżanta halabartników.

    - Tak jest, sierżancie! - odpowiedział tylko i ponownie się ustawił unosząc odrobinę tarczę - Co powiecie chłopaki na zakład? Temu, który utłucze najwięcej szkaradztw, reszta stawia kolejkę? - zawołał do reszty piechoty. Trzeba dać coś, aby zajęło ich głowy.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    SeachS Seach

    Eitri westchnął. Oczywiście, że zasadzka. Nigdy nie wchodzisz na wrogi teren i spodziewasz się, że masz przewagę. Kiedy przeleciała pierwsza strzała, uniósł tarczę. Musiał przyznać elfowi rację, w tej chwili przydałby się jego muszkiet. Sęk w tym, że w tej mgle nic nie widział, więc strzelałby na oślep i nasłuchiwał czy coś trafił.

    Cała sytuacja jednak zaczynała go irytować. Stali bez czynnie kiedy łucznicy wymieniali się strzałami.

    - Na brodę Grimnira, nie możemy tu tak stać jak słupy! Niech ktoś wyda rozkaz ataku! - krasnolud zaczynał się martwić, że to co teraz przeżywają to zwykłe zmiękczanie ofiary - Skurczybyki chcą nas wykrwawić i dobić. - mruknął do siebie, ale nie ruszał się z kolumny. Miast tego zaczął się rozglądać za kierunkiem, z którego nadchodzą strzały i spróbował ustawić się w jego stronę. Najpewniej stamtąd nadciągnie szarża zwierzoludzi.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    SeachS Seach

    Eitriego ucieszyło, że ich szefowa postanowiła posłuchać rozumu, jeżeli chodziło o misję ratunkową. Nieznany teren bagnisty, w którym czai się grupa "tutejszych" domaga się bardziej rozwagi niż odwagi.


    Co on sobie kurna myślał?
    Bagno głębokie gdzieniegdzie do pasa długonogom spokojnie mogło muskać krasnoluda po gardle. Klął cicho pod nosem za każdym razem kiedy kiedy zaczął się zanurzać bardziej i bardziej w błocie. Parł jednak dzielnie do przodu, bardziej najwyraźniej martwiąc się, że coś zostawi w bajorze, albo, żę brudna woda uszkodzi jego zbroję.
    Cieszyłą go przezorność, że pozostawił muszkiet na wozie. W tej mgle nie przydałby się tak bardzo, do tego wilgoć bagna mogłaby zwilżyć proch. Poprawił chwyt na młocie, nie mogąc się szczerze doczekać w końcu tej bitki. Nigdy nie lubił skradanek i podchodów… za bardzo śmierdziało mu to szczurami… Wolał otwartą walkę gdzie mógłby zmiażdżyć komuś łeb.
    Zatrzymał się, widząc znak od stefana. Tak jak sądził, śmierdziało mu szczurami. Rozejrzał się widząc kozaków ustawiających się za halabardnikami, stanął obok chłopaków z bronią drzewcową.

    - Niskim, ale jednego zatrzymam. - zapewnił kolegów.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    SeachS Seach

    Eitri siedział spokojnie na koźle wozu. Wyciągnął fajkę kiedy Petra ze świtą ruszyli obgadać sprawę. Kilkoro z lokalnych dzieci przyglądało się z uwagą niskiemu brodaczowi. Krasnolud westchnął wspominając żonę i syna, odruchowo potarł kciukiem medalion na szyi.

    Od niechcenia wsłuchiwał się w dywagacje innych członków oddziałów. Coś nie dawało mu spokoju. Nie znał się za bardzo na zwierzoludziach. Rozumiał, że to mutanty chaosu, ledwo inteligentne ponad zwierzęta, których cechy posiadają. Jeżeli jednak tym dwóm Tileanczykom się uciec, to faktycznie jest ich niewiele, a to oznacza…

    - Jeżeli coś zrobimy trzeba będzie to zrobić szybko i po cichu. - odezwał się krasnolud podchodząc do Petry - Jeżeli jest ich niewiele, to jest to grupa rabunkowa, mała część stada. Reszta nie może być daleko, jeżeli pozwolimy któremuś zwiać, albo wezwać pomoc… - postanowił pozwolić wyobraźni ludzi dopowiedzieć resztę zdania.
    - Jeżeli załatwiamy to głosowaniem, to ja jestem za. Oczyszczenie bagien z tego cholerstwa pomoże tutejszym, do tego pomoc tym kusznikom da nam potencjalnych wojaków. No i oczywiście, jest to po prostu słuszne. - To mówiąc Eitri wrócił do wozu i uwiązał dokładnie swój muszkiet - Nie przyda się na bagnie. Gówno będę widział, a hałas może kogoś przyciągnąć. - z plecaka dobył solidny metalowy młot i okrągłą tarczę.
    - Pora powbijać kilka rogatych gwoździ.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    SeachS Seach

    Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
    Czas: 2521.04.23; Wellentag; przedpołudnie
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, powiew; chłodno (0)

    Eitri westchnął na propozycję kiedy przełożona zaproponowała mu wóz.

    - Wymówek nie trzeba Frau Falkenhorst. Wiem, że jestem najwolniejszy w tym pochodzie. - spojrzał na wóz. Wiedział, że kobieta nie ma złych intencji, propozycja jednak zabolała - Pilnować dobytku, co? Ano, to mógłbym robić…


    Krasnolud zeskoczył z wozu, gdy tylko ten się przechylił, aby nie dodawać do niestabilności.

    - Umgak wut!* - zaklął pod nosem widząc sytuację wozu. Szybko ruszył w stronę chłopaków trzymających wóz. Konkretnie podszedł do halabardników zabierając im oręż. Pierwszą z drzewcowych broni wbił w burtę wozu, opierając drzewiec o kamienie w strumieniu. Drugą dalej trzymał w jednej ręce, a drugą zaczął macać u podnóża koła, starając się wyczuć jaka jest sytuacja.

    `Jak tylko krasnolud zeszkoczył w wody strumienia od razu poczuł się jak w rodzimych, górskich stronach. Ten strumień bowiem był tak rwący i lodowaty jak jakaś górska bystrzyca. Nawet jeśli rozmiarami nie mógł się równać do którejś z wielkich rzek na nizinach to jednak sprawić kłopot mógł. No i właśnie sprawiał.

    Któryś z halabardników nie protestował gdy złapał za jego broń. I wszyscy ciut się posunęli aby zrobić mu miejsce na jego działania. Dało się wyczuć zdenerwowanie zaskakującą sytuacją ale też i upór aby ją przezwyciężyć. Coraz więcej wojaków dołączało do wozu aby spróbować opanować sytuację. Zaś gdy on sam zaparł się halabardą jak dźwignią ktoś szybko go wsparł i wspólnie zaczęli zmagać się z oporną masą wozu. Hugo umiejętnie wykorzystał sytuację strzelając lejcami, koń poszedł we właściwym kierunku, wojacy napierali na skrzynię wozu i ten w końcu przełamał ten moment bezwładności, drgnął najpierw powoli a potem koń szarpnął go uwalniając z matni. Hugo skierował go w stronę zachodniego brzegu. Częściowo mokrzy wojacy z obu oddziałów na wszelki wypadek pchali ten wóz póki najpierw kopyta zwierzęcia a potem koła pojazdu nie wylądowały na trawiastym brzegu.

    - No! Udało się! Dobra robota! Kiepsko by było jakby się nam wszystko w tą kipiel wywaliło! - zaśmiała się Petra podjeżdżając bliżej i oglądając wszystko z pozycji siodła.

    Eitri chwycił obie Halabardy, upewniając się, że nie znikną w odmętach strumienia.

    - Gdyby nie gonił nas czas, sugerowałbym zrobienie prowizorycznej tamy. - zaczął krasnolud brodząc w wodzie. Wręczył oręż ich właścicielom i kiwnął im głową, w podzięce za pomoc. Po czym wciągnął się na wóz.
    - Czekają nas podobne przeprawy jeszcze? - zwrócił się z tym zarówno do Petry jak i zwiadowców - Przy postoju obejrzę to koło, nie wiadomo czy ten mały manewr go nie uszkodził.

    - Tamy? Znasz się na tym? U nas w górach to sporo takich rzeczy. Nasz pan planował budowę mostów i kładek. No i dróg. Ale na razie to nie ma na to pieniędzy ani ludzi to zwykle chodzi sie brodami, czasem się jakieś drzewo zwali jako kładkę i tyle. Tam u nas to jeszcze dzicz jest. - odezwała się szefowa jakby pytanie krasnoluda przypomniało jej podobny temat z bardziej rodzimych stron. Skinęła broda w stronę widocznych nie tak daleko pasm górskich. Nie umywały się do Gór Krańca Świata pod żadnym względem no ale to wciąż były góry więc klimat i trudności przeprawowe powinny być podobne. Sama zaś spojrzała pytająco na Stefana jaki w końcu z nich wszystkich zdawał się najlepiej orientować w tutejszej okolicy.

    - To Wolf psze pani. - wskazał na rzekę przez jaką się właśnie przeprawili. Skoro zamieszanie się skończyło to z ostlandzkiego brzegu zaczęli przechodzić halabardnicy.

    - Takiej dużej to do Breder nie będzie. Będą mniejsze ale nie takie duże i silne jak ta. Da się przejść. - wyjaśnił Hochlandczyk raczej optymistycznym tonem.

    - Bobry się na tym znają a wykształcenia nie mają. - zauważył Eitri - Ułożyć kupę kamieni w poprzek rzeczki to żaden wyczyn inżynieryjny. Pytałem, bo trzeba by było się na to przygotwać. - krasnolud zdjął but i wylał zebraną w nim wodę - Jeżeli zagnieździły się gdzieś, trzeba będzie samemu zainwestować w takie rzeczy. - krasnolud spojrzał w stronę gór - Znaleźć jakieś miejsce na kamieniołom, wyżwirować drogi może.

    - No teraz to nie mamy na to czasu. Musimy do Breder dotrzeć najpóźniej jutro aby na ten targ zdążyć. Ale jak się ta cholerna wojna skończy to zapraszamy do nas w góry. Tam dużo takich rzeczy jest do zrobienia to się taki majster by przydał. - powiedziała młoda szlachcianka kiwając głową na znak, że widzi gdzieś pod swoimi skrzydłami rolę dla takiego umnego specjalisty od prac budowlanych.

    Umgak wut - Kazalid - Kiepskiej jakości wyrób z drewna.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    SeachS Seach

    Miejsce: pd-zach Ostland; Lenkster; Podzamcze; ul. Karczemna; karczma “Pod tańczącym zającem”
    Czas: 2521.04.20; Angestag; południe

    O poranku Eitriego można było znaleźć zjadającego się śniadaniem. Solidna kiełbasa, jajka, które popijał piwem. Zaszedł go wtedy Klaus, najwyraźniej ten ciąglę męczył się z trudami picia.

    - Znowu pijesz? - zagaił kiedy przysiadł się do krasnoluda - Słyszałem, że krasnoludy mają silne żołądki, ale słyszałeś o wodzie?

    Eitrie przeżuwał spokojnie kiełbasę zanim odpowiedział.

    - Ano, słyszałem. Używacie jej aby rozcieńczyć wasz Grog . - zaczął, używając Khazalidzkiego słowa na kiepski trunek - Wy człeki, używacie tyle pszenicy w waszych trunkach, że robi mi za chleb. - inżynier się uśmiechnął - Natrafimy kiedyś na prawdziwą, krasnoludzką gorzelnie, to dam ci posmakować Grizdalu . Piwo, które leży odkąd, twój pradziad był niższy ode mnie. - Eitri poklepał mężczyznę po plecach - Nie próbuj przepić Dawi'ego , większe szanse masz z Ogrim.

    Po czym wrócił z powrotem do posiłku. Elf był nie lada dla niego zaskoczeniem, o ile spodziewał się, że łucznik będzie dobry, fakt, że ta tykwa doganiała go w piciu była niespodzianką. Będzie musiał poćwiczyć, jeżeli ma zamiar być na ciągle na szczycie.

    Kiedy wyszedł z karczmy spotkał go Tobias. Kojarzył zwiadowcę z konkursu strzeleckiego. Musiało go nieźle dziwić, że pokonał go krasnolud.

    - A, witaj Wutumgi . - Eitri uścisnął dłoń młodzieńca - Eitri Ironforge. Kowal i inżynier. Będziesz czegoś potrzebować, zawołaj.

    Miejsce: pd-zach Ostland; obrzeża Lenkster; droga w kierunku granicy z Hochlandem
    Czas: 2521.04.21; Festag; popołudnie
    Warunki : jasno, pogodnie, sła.wiatr chłodno

    Na trakcie Eitri starał się nie spowalniać pochodu, chociaż zauważał, że męczył się wolniej od ludzkich oddziałów. Kiedy rozbijali obóz krasnolud chodził od namiotu do namiotu, upewniając się, że wszystko jest odpowiednio umocowane, poprawiając gdzie widział niedociągnięcia. Upewniał się, że wszyscy zjedli posiłek, że wiedzą gdzie znajduje się ich ekwipunek.
    Dużo czasu spędzał z Dymitrim i pozostałymi strzelcami. Tłumaczył im jak opiekować się swoją bronią. O ile był pewny, że ich oficerowie przeszkolili ich w konserwacji arkebuzu, broń palna wymaga obchodzenia się jak z dzieckiem. Nie chcą, aby w ważnym momencie zaciął się spust.
    Kiedy nic nie robił Eitri siedział przyglądając się swojemu medalionowi, delikatnie głaszcząc jego wnętrze raz na jakiś czas.

    Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
    Czas: 2521.04.23; Wellentag; przedpołudnie
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, powiew; chłodno (0)

    Eitri przysiadł kiedy pochód się zatrzymał. Dwóch dziwaków na trakcie w górach?

    - Przygotujmy się na bitkę. - zawołał krasnolud, kiedy wszyscy na niego spojrzeli wzruszył ramionami - To może być podpucha. Mogą mieć kolegów pochowanych po krzakach. - inżynier wyciągnął swój muszkiet opierając go na kolanach - Krasnoludy nie są najlepszymi zwiadowcami, kiedy są elfy i ludzie dostępni. Ja zostanę tu.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    SeachS Seach

    Miejsce: Ostland; Ferlangen; domostwo Ironforge
    Czas: 2521.01.23 Angestag; wieczór
    Warunki : droga przed wejściem, jasno, ciepło,cicho; na zewnątrz: wieczór, wietrznie, opady śniegu, zimno

    - Musisz wrócić do rodziny. Zabierz Jensa i wróć do swoich. - krasnolud spojrzał na swoją partnerkę, która pomimo braku łez była widocznie zdewastowana. Oczywiste znaki dla Eitriego. Zaciśnięte usta i pięści, jednak ściskała jeden z wielu warkoczy na głowie kobiety. Oczy twardo patrząc na inżyniera delikatnie drżały.
    - I co ja mam im powiedzieć? - Eitri westchnął i wsadził w dłoń Kary list
    - Powiedz, że twój mąż nie jest już w stanie być mężem. Gdybym miał mniej rozumu w głowie, albo więcej nadziei, zszedłbym na drogę Zabójcy… wtedy też bym musiał cię pozostawić.
    - Okropnie byś wyglądał w rudych włosach. - krasnolud zatrzymał pakowanie i spojrzał w oczy swej żony. Oboje zaczęli się śmiać i pierwsze łzy w końcu wypłynęły z ich oczu. Eitri ujął krasnoludkę i ucałował ją.
    - Zrozum… nie jestem już w stanie tak żyć. Poczucie winy, wstyd… muszę zrobić coś inaczej oszaleje. - Kara otarła palcem łzy swojego męża.
    - I zaciągnięcie się do wojska, to jedyne co daje ci ognik nadziei, co? Dobrze, wrócę do swoich, zabiorę Jensa, ale ty mu mówisz co się dzieje. - Eitri zachichotał.
    - On już wie. - Kara spojrzała na niego z kwaśną miną - C hłopak jest bystry, jak na siedmiolatka. Widział jak rozmawiałem z jednym z tych naganiaczy do wojska i zapytał "Będziesz szczelał do wrogów za wujka?" - oboje delikatnie parsknęli - Więc on wie. Załatwiłem już sprzedaż domu, więc nie wrócisz do nich z pustymi rękami.

    Kobieta uniosła dłonie w geście poddania się.

    - D obrze, dobrze… tylko jeden warunek. Jak już wyrżniesz w pień wszystkich sukinsynów. Wróć do nas… Bartokk nie chciałby, abyś zmarnotrawił swój talent na mordowaniu szaleńców z północy.


    Miejsce: pd-zach Ostland; Lenkster; Podzamcze; ul. Karczemna; karczma “Pod tańczącym zającem”
    Czas: 2521.04.19; Bezahltag; dzień
    Warunki: jasno; gwar karczmy; umiarkowanie ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; nieprzyjemnie (0)

    - Umgak. - stwierdził krasnolud kiedy zobaczył jak Dymitri chwali się swoją bronią. Eitri Ironforge miał jakieś półtora metra. Kasztanowa broda i włosy były w dobrym stanie, chociaż kilka pojedynczych siwych włosków, można było dostrzec. Wydawał się cichy do momentu zabawy. Brał udział w zawodach strzelania i picia, a teraz przyglądał się osiłkom. - Ale, nie najgorsze. Jeżeli chcesz pochwalić się rurą, to wyciągnę swoją. - zanim ktokolwiek miał szansę zaprzeczyć, krasnolud postawił na stole solidny muszkiet. Chociaż lufa była nieco krótsza i grubsza od Imperialnego standardu, kunsztu nie można było jej zaprzeczyć.
    - Co to za znaczki na nim? - Eitri westchnął na pytanie Dimitriego.
    - Widzisz Thrumgi, to runy mego ludu. Pismo. Te, które zauważyłeś "Bak", oznaczają "Pięść", te tu - odwrócił muszkiet, aby pokazać drugi zestaw run - "Drek" oznaczają "Daleko". Więc całość oznacza "Odległa Pięść". - spojrzał na Dimitriego, który najwyraźniej starał się coś rozgryźć - W wolnym tłumaczeniu "Człowiek Pistolet". - Eitri się uśmiechnął i poklepał mężczyznę po… no po nerkach biorąc pod uwagę różnicę wzrostu - Zabiorę się z wami Umgi. Pewnie połowa z was nie wie jak się zajmować tą bronią, więc przyda wam się, ktoś kto wie jak te "zabaweczki" działają. A teraz… - podwinął rękaw i usiadł naprzeciwko pierwszego przeciwnika. Ciągłe miał na sobie rękawice, chociaż ta uniesiona delikatnie się podwinęła ukazując niebieskawy kolor skóry na nadgarstku. - Pokażcie mi słabeusze, czemu powinienem mierzyć się z waszymi siostrami.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519
    SeachS Seach

    text alternatywny

    Otto I Teofano.

    - Witaj, Teofano. - mnich wolał się zbytnio nie spoufalać na widoku dla dobra młodej cukiernik - Również zjawię się u Lady Von Dyke. - zniżył trochę głos - I będę mógł obdarować cię znowu jeżeli zechcesz.

    Widział jak Lebkuchen lekko uśmiechnęła się gdy obwieścił jej, że też będzie po mszy u Pirory. Ale gdy mnich dołożył do tego niemoralną propozycję to aż oczy jej pojaśniały i musiała zacisnąć usta aby pohamować uśmiech. A i tak był on widoczny. Energicznie pokiwała głową na znak zgody.
    - Oczywiście ojcze. Z godnością i radością przyjmę taki dar. - Lekko dygnęła w ukłonie jakby chodziło o przyjęcie jakiegoś sakramentu. - Tak się cieszę, że się u niej spotkamy. Nie mogę się już doczekać. Czuję, że to macierzyństwo mi służy. - Starała się hamować swoją ekscytację i nie powiedzieć czegoś niestosownego. Zrobiłe gest jakby chciała dotknąć swojego brzucha ale w ostatniej chwili wyhamowała go choć wyszło jej to dość niezdarnie. Po czym sapnęła cicho i jeszcze obejrzała się na rodziców. Ci jednak nadal rozmawiali z jakąś drugą parą.
    - Myślałam… O obdarowaniu. Innych kobiet. - Wróciła spojrzeniem do jednookiego mnicha. - Co myślisz ojcze o mojej matce? Nie jest za stara? Wydaje mi się w całkiem dobrym zdrowiu i formie. Tylko nie wiem jak by to z nią zrobić. W końcu to moja matka. - Pytała pozwalając aby mnich spojrzał za jej plecy w stronę jej rodzicielki. Teraz Renate Lebkuchen była ubrana odświętnie i jak do mszy. Jednooki widział ją trochę od tyłu a trochę z boku. Ale z pierwszego spotkania z nią w ich kamienicy, pamiętał, że jak na okolice czwartego krzyżyka na karku to matka Teofano wyglądała na młodszą i zadbaną. Jako żona dobrze prosperującego cukiernika, zapewne nie musiała osobiście pracować fizycznie. - Margo mi zdradziła, że wszyscy się z nią pokładaliśmy. Matka też. Ojca to podejrzewałam ale matka to mnie trochę zdziwiła. No ale mimo wszystko nie wiem jak by ją można obdarować. - Wyznała przyciszonym tonem. - No albo Gela. Pracuje u nas w cukierni. Ładna jest, zgrabna i sympatyczna dlatego stoi za ladą w cukierni. Ma ładny dekolt i biodra a to dobre przecież do rodzenia dzieci. - Widać nie tylko o własnej matce myślała jako o przyszłej muszej matce ale wolała poradzić się mnicha co miał większe od niej doświadczenie w tej materii.
    Mnich strzelił językiem zastanawiając się jak to ugryźć.
    - Pamiętasz że z Margo było nie łatwo, podejrzewam, że z twoją mamą będzie ciężej. - zastanowił się chwilę - Może na razie sprawdzimy głębię jej żądz. Mówisz, że obie pokładałyście się z Margo. - mnich zniżył głos - Miałabyś obiekcje aby pokładać się z nią razem?
    - No wszyscy chędożyliśmy Margo ale nie na raz. Dopiero teraz mi powiedziała, po tym porodzie. A wcześniej to każde z nas myślało, że inni nie wiedzą, że ją inni chędożą. - Cukiernik nieco przewróciła oczami ale całkiem chętnie wyjaśniła jak to było z ich młodą pokojówką z którą romansowała cała jej rodzina. - No ale pokładać się z własną matką? - Uniosła brwi na znak, że tego akurat wolałaby nie robić. - Byłoby mi niezręcznie. Mogę coś pomóc aby ją namówić na obdarowanie albo umówić na jakieś spotkanie z tobą albo szlachciankami. No ale nie, żeby sypiać z własną matką. - Starała się być gotowa do pomocy ale widać było, że myśl o figlach przy własnej rodzicielce nie jest jej miła.
    - Widzisz ponieważ nie masz kontroli nad matką jak nad Margo… - zaczął mnich -nie można tego presją zrobić i ponieważ nie ma tych samych chęci co ty, jedyna droga to głód nowych… ciekawych doznań. Dlatego chciałem sprawdzić czy jest głodna czegoś więcej niż figli że służką… - mnich spojrzał jeszcze raz na matkę Teofano - Powiedz Margo, żeby mnie jakoś zareklamowała twojej matce, jako kochanek. - spojrzał na cukiernik - Osobiście będę miał większe szanse.
    - No matka chędoży Margo bo ma ją pod ręką. Przecież ona przychodzi do nas prawie codziennie. Ojca większość dnia nie ma w domu. Matka więc może ją zdybać kiedy chce w naszym domu. Zresztą ja też tak robię. No ale jak teraz o tym myślałam co matka czasem mówiła o Geli albo niektórych dziewczynach z cukierni to myślę, że też mogą jej się podobać. A te do sprzedaży to zawsze bierze same ładne. A to ona głównie wybiera. Więc myślę, że jakby trafiła jej się jakaś ładna kochanka to mogłaby być zainteresowana. Dlatego pomyślałam o tych szlachciankach. A mężczyźni chyba też ją interesują. Czasem robi wyrzuty ojcu, że tamten w jego wieku a ma mniejszy brzuch albo, że inny to jeszcze co innego. Więc nie jest ślepa na innych mężczyzn. I ty chyba też zrobiłeś na niej dobre wrażenie po tej wizycie u nas. Nawet chciała iść ze mną do was, do hospicjum aby podziękować razem ze mną no ale by tylko nam przeszkadzała to wolałam przyjść sama albo z Margo. Jak chcesz to cię umówię z nią. Albo mogę nawet teraz cię przedstawić. Będą mogli ci podziękować za uzdrowienie mnie. - Córka Lebkuchenów bez skrupułów zdradzała sekrety swojej rodziny aby tylko rozszerzyć swoją działalność na powiększenie grona muszych matek. Mówiła szybko ale przyciszonym głosem. Stali w rozgadanym tłumie więc było małe ryzyko, że ktoś ich podsłucha ale całkowitej pewności być nie mogło.
    - Zrobić ciepłe wrażenie, przed opowieściami Margo o mych wyczynach może zaostrzyć jej apetyt… - zerknął łobuzersko na cukiernik - Tylko nie bądź zazdrosna. Prowadź zatem.
    - Nie bój się nie będę. Nie mam nic przeciwko waszemu romansowi. Właściwie nie mam nic przeciwko innym romansom moich rodziców byle nie narobili skandalu. No i chciałabym aby moja matka została obdarowana. Właściwie Gela też. Właściwie to chciałabym obdarować tyle kobiet ile tylko się da. - Młoda cukiernik zdawała się być całkowicie oddana sprawie szerzenia dziedzictwa Oster na jak największą liczbę kobiet. Odwrociła się i poprowadziła mnicha ku swoim rodzicom. Ale się zatrzymała. Widać było, że się już żegnają ze swoimi rozmówcami.
    - Z tego co mi Margo mówiła to moja matka lubi być górą. Jak Margo jej usługuje. - Rzuciła cicho nachylając nieco głowę ku niemu. A gdy uznała, że ta druga para już się oddaliła wystarczająco a i jej rodzice rozglądali się jakby zaczęli szukać swojej dorosłej córki, to ta dała znać mnichowi aby ruszali dalej.
    - Matko, ojcze. - Zaczęła gdy podeszli bliżej. I udało jej się zwrócić na nich ich uwagę. - Spotkałam brata Otto. Rozmawialiśmy o błogosławieństwie jakim mnie obdarzył. I o tym, że to każdą kobietę powinien spotkać taki zaszczyt. Ja przyjęłam go z pokorą i godnością jaka przystoi naszej rodzinie. - Młoda Lebkuchen zaczęła nieco uroczyście ale starała się mnicha przedstawić jak najlepiej. Chociaż nie oparła się pokusie aby w zawoalowany sposób nie wspomnieć o swojej brzemienności.
    - Miło cię znów widzieć ojcze. To naprawdę zaszczyt dla nas. Po twoich modłach Teo wygląda wprost kwitnąco. - Ojciec lekko się skłonił przed duchownym aby się z nim przywitać w równie ciepły sposób co córka im go przedstawiła.
    - To prawda mój drogi. Dobrze cię znów widzieć ojcze. Naprawdę masz cudowny wpływ na naszą Teo. Tryska wręcz zdrowiem i radością. Aż się robię podejrzliwa i zazdrosna. Też bym tak chciała. - Renate lekko się uśmiechała i nie wychodziła z roli bogobojnej matki i żony. Ale w jej spojrzeniu było coś śmiałego.
    - I równie miło widać rodziców tak oddanej duszyczki. - mnich również skłonił się przed patriarchą Lebkuchenów, po czym ucałował dłoń matki Teofano - Żyję, aby być udzielnym sługą moja pani. Z chęcią udzieliłbym namaszczeń, jeżeli taka twa wola. Proszę jedynie powiedzieć kiedy.
    Oboje się uśmiechnęli z zadwoleniem na takie szarmanckie zachowanie mnicha. Ale gdy powiedział swoje mąż nieco się zdziwił.
    - Namaszczenia? Chyba aż tak z moim serdeńkiem nie jest? - Uniósł brwi aby to okazać.
    - Ojcze ale w hospicjum to mają wiele ziół i naparów. A mama ostatnio skarżyła się na korzonki. - Teofano szybko dostrzegła okazję i starała się podjąć inicjatywę wspólnika.
    - To prawda Teo. Nie chciałam ci mówić rybeńko ale ostatnio znów mi trochę dokuczają. Ojcze Otto, czy mielibyście coś w swoich obfitych zasobach i mądrych księgach? - Renate najpierw potwierdziła mężowi słowa córki po czym zwróciła się do jednookiego mnicha.
    - Proszę się nie martwić, mości Lebkuchen. Stare przyzwyczajenia z klasztoru, nazywaliśmy namaszczeniem wszystko od olejków leczniczych po ziołowe maści. Pomagam Teofano niewielkimi smarowaniami olejkiem z lawendy. Pomaga we śnie i odgania nocne mary. - mnich się uśmiechnął - Oczywiście mam coś co by pomogło na takie bóle, wymagało by to oczywiście trochę twojego czasu moja pani. Oprócz opatrunków i maści, trzeba rozluźnić ciało. Jeżeli jesteś zainteresowana możemy umówić spotkanie dla twej wygody.
    - Oh to prawda. Ja czuję jak te olejki i maści jakich na mnie używa ojciec Otto ożywiają i rozgrzewają mnie od środka. - Teofano gorliwie pokiwała głową i tym razem położyła dłoń na swoim brzuchu. Wyglądało to naturalnie, chociaż jak mnich znał prawdę to ją tak ożywia od środka to miało to swój wypaczony chodź prawdziwy sens. Córka jednak dalej mówiła do rodziców. - To i na korzonki dla mamy na pewno ojciec Otto też coś znajdzie odpowiedniego. To jak sie wciera głęboko w ciało to bardzo pomaga. Zapewne nawet mama mogłaby się udac do hospicjum w razie potrzeby aby coś tam dobrać odpowiedniego. Ja i tak się tam wkrótce wybieram aby okazać wdzięczność za uzdrowienie. I przyjąć kolejne błogosławienstwa. - Szczupła brunetka mówiła szybko i z pełnym przekonaniem. Tak samo jak niedawno gdy rozmawiała z Otto na boku. A i znalazła sprytną furtkę na spotkanie między nim a jej matką w hospicjum jakby wizyta domowa była utrudniona.
    - Bardzo dobry pomysł. Też myślałam aby udać się do was razem z Teo no ale nalegała, że chce wam się odwdzięczyć osobiście. Ale jeśli to przeszkadza to jutro jak obrządzę dom to gdzieś po dziewiątym dzwonie chyba mogłabym być gotowa na twoją wizytę ojcze. - Matka też potrafiła szybko dostosować się do sytuacji i chętnie poparła pomysły ich obojga na spotkanie z mnichem.
    - No cóż, ojcze, jeśli sprawa jest tak poważna to naprawdę bylibyśmy wdzięczni gdybyś zechciał zadbać także o moje serdeńko. Nie chciałbym aby się męczyła biedaczka. A widzę po Teo, że twoje metody są skutecznie i nie jesteś jakimś podejrzanym hochstaplerem. - Ojciec także poprosił mnicha aby ten zgodził się na taką pomoc jego żonie.
    - Zatem jutro, koło dziewiątego dzwonu? - upewnił się mnich - Poleciłbym jakieś miejsce gdzie nie będzie nam nikt przeszkadzał i będziesz mogła się wygodnie ułożyć, pani. Zabieg trochę zajmie.
    - To może nas odwiedzisz jutro o tej porze? - Renate lekko uśmiechnęła się z zadowoleniem przyjmując taką propozycję. I szybko ją doprecyzowała.
    - Mnie chyba nie będzie. Zamierzałam dokładniej przyjrzeć się Geli. Myślałam czy nie zrobić jej starszym subiektem. Ale też zastanawiałam się czy osoba duchowna by nie mogła jej się przyjrzeć bo może Gela też potrzebuje namaszczenia i błogosławieństwa? - Teofano starała się dać znać, że może na ten czas wizyty usunąć się z mieszkania aby im nie przeszkadzać. Jednak udało jej się w to wpleść i drugą kandydatkę o jakiej mówiła wcześniej. Tak samo jak jej matka, popatrzyła teraz pytająco na mnicha.
    - Stawię się oczywiście i jeżeli znajdę czas dla… Geli, tak? To oczywiście i nią się zajmę. - mnich zerknął na ojca Teofano z uśmiechem - Bogowie nagrodzili cię za służbę miastu, mój panie. Piękna żona, aby koiła serce i zdrowa, piękna córka.
    - Oh jestem tylko sługą bogów i tego miasta. Ja tylko piekę pierniki. - Głowa rodziny uśmiechnął się uprzejmie ale było widać, że słowa mnicha mile go połechtały.
    - W takim razie ja będę na ojca czekać jutro. - Renate też wyglądała na zadowoloną, że tak gładko doszli do porozumienia.
    - No to ja od rana zajmę się Gelą aby była gotowa na błogosławieństwa ojca. - Teofano zachowywała się podobnie chociaż wiedziała, że z jednookim i tak spotkają się wkrótce na Bursztynowej.
    - Zatem zobaczymy się jutro. - ponownie skłonił się przed rodziną Lebkuchen - I moja pani, mam nadzieję, że moje służenie przyniesie ci ulgę, której pragniesz.

    Otto i Elke

    Mnich spojrzał na młodą dziewoje z uśmiechem.
    - Elke! Witaj, witaj dziecko. W czym mogę służyć? - złapał się za głowę przypominając sobie ich ostatnie spotkanie - Bogowie… zapomniałem. Wybacz kochana. - ujął dłonie dziewczyny - Miałem tyle na głowie, że twoja prośba wyleciała mi z niej. Proszè nie gniewaj się.

    Szczupła blondynka dała ująć się za dłonie i z początku uśmiechnęła się, że mnich ją rozpoznał i wciąż pamięta o czym rozmawiali. Ale gdy przyznał się, że nie zajął się tą sprawą, wyraźnie posmutniała. Lekko pokiwała głową jakby potrzebowała chwili aby oswoić się z tą myślą. - Więc… Nic się nie da zrobić? Ja dziś przyszłam na mszę do miasta. Ale w Marktag znów będę z kozami i świniami. Ja rozumiem, że to może być trudne znaleźć panią co by mnie chciała. Mogę poczekać. To przecież dopiero parę dni minęło. - Starała się chyba zrobić dobrą minę do tych niezbyt pomyślnych dla niej wiadomości.
    Mnich się zastanowił, odruchowo jego dłoń zaczęła głaskać policzek dziewczyny, starając się dać jej trochę otuchy. W końcu spojrzał jej w oczy, podobne spojrzenie widziała wtedy w kamienicy.
    - Jak długo możesz zostać w mieście po mszy?

    - Do południa. Może trochę dłużej. Ale chciałabym przed zmierzchem wrócić do nas, do wioski. - Blondynka odparła bez wahania. Jeśli chodziło o odległość do przejścia to rzeczywiście z pół dnia było potrzeba. A po zmroku niebezpiecznie było podróżować, zwłaszcza samotnej, nieubzrojonej kobiecie.

    \ - Więc mam propozycję. - Otto uśmiechnął się ciepło - Teraz dwie sprawy, przyrzeknij mi na miłość do swojego stadka, że nie rozpowiesz tego co ci teraz powiem i uwierz mi, że nie próbuję cię ośmieszyć.

    Gdy mnich wspomniał o jej grzesznych upodbaniach, blondynka spuściła wzrok w ziemię i zaczerwieniła się. Po chwili pokiwała twierdząco głową. - Nikomu nie powiem. - Wydukała zawstydzonym tonem.
    - Dobrze. Wybieram się do Lady Pirory Von Dyke, będą tam również Lady Fabienne von Mannlieb i nasz cudowny Słowik Północy. Byłyby bardzo zainteresowane spotkać kobietę, która troszczy się o swoich podopiecznych tak bardzo jak ty. I gdybyś miała ze sobą swego ulubieńca, pewnie chciałby, abyś ich nauczyła jak się nim opiekować. Mam nadzieję, że rozumiesz. - uśmiechnął się - Zapytam Lady Pirorę, czy mogę cię zaprosić na to spotkanie. Największe szanse masz, jeżeli zaczniesz z nimi rozmawiać sama. Interesuje cię to? Jeżeli zabawimy za długo, to mogę odprowadzić cię do domu.
    - Słowik Północy? Znaczy lady von Treskow?! - Tym razem głowa blondynki gwałtownie wystrzeliła do góry patrząc na mnicha z niedowierzaniem. Przez chwilę to jedno naziwsko całkowicie zdominowało jej uwagę. - Ta milady z mszy? Co tak pięknie śpiewała? Znasz ją? - Zwykłej dziewczynie ze wsi wydawało się prawie niemożliwe, że ktoś z kim rozmawia twarzą w twarz mógłby swobodnie rozmawiać ze szlachtą. A co dopiero z taką sławną śpiewaczką nad jakim śpiewem dopiero co zachwycało się całe miasto. Aż spojrzała w stronę wrzawy nieco dalej. Diwy nie było zza niej widać ale musiała tam być. Wiele osób chciało ją zobaczyć z bliska a ci znaczniejsi nawet z nią rozmawiali. Ale nie zwykli chłopi co przyjechali do miasta na mszę.
    - No ja byłabym zaszczycona. Jak coś by było trzeba… To ja tu mogę poczekać. Naprawdę ją znasz? - Elke z trudem starała się odzyskać jasność myśli więc zaczęła trochę dukać wciąż przytłoczona myślą, że miałaby poznać sławną diwę albo inną z tutejszych szlachcianek.
    - Równie dobrze co ty swoje stadko. - odparł z uśmiechem mnich - Poczekaj tu. - jednooki ruszył w poszukiwaniu Pirory. Po kilku minutach wrócił do dziewczyny.
    - Mamy zgodę. - wystawił rękę aby zacząć prowadzić Elkę - Gotowa spotkać wyższe sfery miasta?
    Blondynka wytrzeszczyła oczy jakby nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Przez chwilę wpatrywała się w twarz jednookiego jakby sprawdzała czy sobie z niej nie dworuje. Po czym pisnęła z radości i zarzuciła mu ręce na szyję. Aż parę najbliższych osób spojrzało na nich ze zdziwieniem albo zaciekawieniem. Młoda kobieta zarzucająca mnichowi ręce na szyję z piskiem radości to raczej nie był codzienny widok. Elke jednak opanowała w końcu ten wybuch i odsunęla się trochę od mnicha. Złapała za jego reke i dala się poprowadzić. Wyszli przez bramę i tu zrobiło się ciut luźniej. Ale i tak wszędzie stały zaparkowane powozy i karoce a znamienici goście albo przy nich stali, wsiadali albo dopiero do nich szli. Dopiero na ulicy blondynka odzyskała głos.
    - Naprawdę ją znasz? Tą śpiewaczkę i te szlachcianki co mówiłeś? I poznasz mnie z nimi? Jej! Jak ja bym chciała służyć u takiej wielkiej pani! - Wciąż wydawała się być oszołomiona myślą, że zaraz stanie twarzą w twarz ze swoją szansą na lepsze życie. I dopiero po chwili coś jej się przypomnało. - Ale poczekaj… Ale to… Powiesz im… No wiesz… O… No jak ja… No wiesz o czym. - Przez jej twarz znow przeleciał rumieniec i spojrzała z niepokojem na idącego obok mnicha.
    - Jeżeli nie chcesz to nie powiem. - zapewnił Otto - Ale zaznaczam, że jeżeli się o tym dowiedzą, od razu u nich zyskasz. Czy naprawdę sądzisz, że tak znamienite panny spotkałyby się z byle okaleczonym klechą, aby pogadać o religii? Czy jednak może nasze spotkania są bardziej podobne do naszego pierwszego?
    W ciągu krótkiego czasu, Otto był świadkiem jak oczy i usta Elke otwierają się szeroko w grymasie bezbrzeżnego zdumienia. - To ty masz… - Aż się zaksztusiła z wrażenia i pewnie krzyknełaby na całe gardło ale w ostatniej chwili urwała głos. I tak potrzebowała przejść szerokość jednej czy dwóch kamienic aby odzyskać głos.
    - To ty masz z nimi romans? Z tymi szlachciankami? Z lady Odette też?! Ale przecież jesteś mnichem! I to takim zwyczajnym a nie przeorem czy jakimś ważnym. - Chłopska córka miała wyraźne trudności aby przełamać stereotypy społeczne w jakich do tej pory żyła. Rzeczywiście taka informacja mocno się poza nie wybijała. Dopiero po chwili dotarło do niej coś jeszcze. - Jak to zyskać? Znaczy… No wiesz… Tak jak ja… Miłuję moje stado… I one… No ten… To by im się podobało? - Ledwo dała radę to z siebie wykrztusić i znów zarumieniła się jej cała twarz. Widać już było wejście na Plac Targowy a Bursztynowa 17 była po jego drugiej stronie.
    - Romans to duże słowo.- uznał Otto - Jestem zadowalający w łóżku, mam nadzieję, że nie zaprzeczysz. I posiadam na tyle bogatą wyobraźnię, aby dostarczyć im nowych doznań. Dlatego chciałem wykupić od ciebie koziołka.
    - No tak. To prawda. Wtedy w Marktag… Było mi bardzo miło. Z tobą to nie to co z wiejskimi chłopakami. - Blondynka pokiwała głową na znak, że miło wspomina ich spotkanie sprzed paru dni. Widać zaczynała trzeźwieć od tego nagłego wrażenia jakie mnich w niej wywołał. Przechodzili właśnie przez Plac gdzie się wówczas spotkali po raz pierwszy. Już było widać wylot Bursztynowej. - A to ten koziołek… To dla nich? Dla tych szlachcianek? - Podniosła głowę i popatrzyła na niego wielkimi oczami. Aż przygryzła wargę z przejęcia. Co prawda sama miała takie preferencje za jakie jeśli nie trafiłaby na stos to i tak spotkałaby się z publicznym potępieniem. Chyba jednak trudno było jej uwierzyć, że ktoś jeszcze może je podzielać a zwłaszcza te piękne i bogate damy.
    - Były zainteresowane kiedy proponowałem. - odparł mnich z uśmiechem. Dziewczyna pewnie by zemdlała gdyby usłyszała o orgiach ze zwierzoludźmi - Dlatego sądzę, że będą ciebie ciekawe. Szczególnie jeżeli będziesz im opowiadała ze szczegółami, jak to jest kiedy koziołek się opiekuje potrzebami.
    - Oh. - Młoda chłopka szła obok mnicha i słuchała tych rewelacji z wypiekami na twarzy. W końcu to brzmiało jak urzeczywistnienie mrocznych plotek o podłej, zdegenerowanej szlachcie. Tylko teraz chodziło o piękne i eleganckie damy z miejskiej śmietanki towarzyskiej. - I by je to ciekawiło? - Znów spojrzała na idącego obok mnicha. - No mogę opowiedzieć. Jak to jest. Być z koziołkiem. Właściwie pieski i świnki też lubię. - Niepewnie przygryzła wargę sondując po mnichu jaka będzie jego reakcja i zapewne szlachcianek.
    Mnich gwizdnął.
    - Zaczynam czuć się niegodny. Jak mógłbym marzyć, aby zadowolić dziewczynę co tylu smaków przyjemności już zaznała. - uśmiechnął się - Uwierz mi, polubią cię od razu.
    Młoda chłopka zarumieniła się ponownie. Ale tym razem od komplementu. Widać było, że dodał jej otuchy przed rozmową ze szlachtą na jaką się szykowali. A na razie to mnich już widział front kamienicy jaką zimą kupiła koleżanka z kultu po okazyjnej cenie.

    Otto i wizyta u Pirory

    W końcu dotarli do drzwi jakie były już mnichowi znane bardzo dobrze. Wiedział co trzeba robić i mniej więcej czego się spodziewać za nimi. Otworzyła mu młoda służka Pirory i wpuściła do środka z sredecznym uśmiechem na twarzy. Zaprowadziła ich na piętro gdzie był salon gospodyni który był towarzyskim sercem kamienicy. Tam zastał ją samą. Stół był już zastawiony bogatym śniadaniem jakie tylko czekało na przybycie gości. Pirora rozmawiała z jakąś służką gdy goście weszli.
    - Witajcie moi mili. - Przywitała się z uśmiechem. Szybko obrzuciła taksującym spojrzeniem młodą wieśniaczkę a ta od razu nerwowo przestąpiła z nogi na nogę. - Otto to jest ta młoda, utalentowana dziewczyna o jakiej mi mówiłeś? - Averlandka starała się nie peszyć Elke bardziej niż już była.
    - To ona. Ma na imię Elke, spotkałem ją na targu kilka dni temu. Hoduje kozły i jest… bardzo oddana ich zdrowiu. - klątwa posiadania jednego oka, to to, że mimika jego twarzy była ograniczona i nie mógł puścić porozumiewawczego oczka Averlandce - Jestem pewny, że z chęcią opowie tobie, Fabienne i Odette wszystko co chciałybyście wiedzieć… na przykład o ich płodzeniu. - mnich uśmiechnął się łobuzersko i delikatnie przysunął Elke do przodu - Nie lękaj się jej, Elke. Pirora wita cię u siebie jako gościa, nie intruza.
    - Doprawdy? No to rzeczywiście zapowiada się fascynująca opowieść. Mam wrażenie, że Fabienne i Odette powinna przypaść do gustu. Może jednak poczekamy na nie? Odette to pewnie przyjedzie na samym końcu. Pewnie widzieliście jak jest oblegana. - Pirora wydawała się przyjemnie zaskoczona taki przedstawieniem talentów młodej blondynki. A ta miała minę jakby kamień spadł jej z serca i nawet uśmiechnęła się choć tylko półgębkiem. Bez wahania pokiwała głową dla szlachcianki ale na razie nie odważyła się zabrać głosu gdy ta nie zadała jej bezpośredniego pytania. - Otto mogę cię prosić na chwilę? - Gospodyni widząc to dała znać koledzę, że chce z nim coś omówić. Podeszła na drugi kraniec salonu, do okna i stanęła przy krześle jakie zwykle zajmowała lady Soria. Poczekała aż do niej podejdzie.
    - Dobrze, że jesteś. Mam z dzisiejszym spotkaniem takie urwanie głowy, że nie wiem gdzie ręce włożyć. - Wyznała z pewną ulgą, zapewne licząc, że mnich ją wspomoże. - Na dole czeka Laura. Odette ją zamówiła. Ale w nocy urodziła kolejny miot i go tu przyniosła. Mówi, że ona, Odette i Fabi na pewno się ucieszą jeśli się będą mogły razem zabawić. No ale pewnie wiesz, że nawet u nas nie wszyscy za tym przepadają. Więc mam prośbę. Możesz je poprosić abyście poszli do osobnego pokoju? Tak aby nikogo to nie kłuło w oczy. Sam wiesz jak choćby Łasica czy Burgund reagują na tych “przyjemniaczków”. Jeszcze nie wiem czy będą. Burgund chyba nie wróciła do miasta z tego kurhanu więc inni co z nią poszli też nie. Nawet lady Soria jak widzisz nie wróciła jeszcze. A Łasica poszła się spotkać z jakimś dawnym uczniem Starszego. Ja go nie znam. Podobno był w rodzinie zanim myśmy dołączyli tylko wyjechał z miasta. Teraz wrócił. No i są te robaki od Benity. Też nad ranem urodziła. Całkiem spanikowała i błagała mnie abym coś z nimi zrobiła. Miała rozmawiać z Oddie. Więc jeszcze nie wiem czy też do nas przyjedzie czy nie. Mieli mieć z mężem jakieś rodzinne spotkanie po mszy. Mówię ci, wszystko mi się dzisiaj zwaliło na głowę tego poranka. - Mówiła przyciszonym głosem aby Elke ich nie słyszała. I szybko. Dało się jednak wyczuć napięcie w głosie gdy streszczała mu ten chaos jaki jej niespodziewanie zwalił się na głowę.
    - Oczywiście, zajmę się tym. Ale naprawdę dziewczyny, musicie poszerzyć horyzonty. Widziałem poród Laury… ja nigdy nie sprawiłem, aby dziewczyną tak szarpało. - uśmiechnął się - Ale rozumiem, rozumiem. Nie dla wszystkich takie igraszki… może sam w końcu spróbuje. Wyglądało na przyjemne. I nowy stary członek rodziny mówisz? Dobrze, przyda się ktoś kto wie więcej.
    Pirora uniosła brwi w grymasie sugerującym, że nie spodziewała się takich słów po koledze. Ale nie skomentowała tego więc zabawy z pieszczoszkami raczej dalej uznawała za niestosowne. - Tak, jakiś dawny uczeń, chyba ekonom czy jakiś uczony z ratusza. Znaczy dawniej tam pracował zanim wyjechał. Z tych co są wciąż z nami chyba tylko Łasica i Silny go znają. Ale Silny też poszedł do tego kurhanu razem z Egonem i resztą więc w mieście została tylko Łasica. Dlatego ma się z nim spotkać. Tyle mi zdążyła rano powiedzieć. - Gospodyni nieco rozwinęła myśl o nowym członku ich spiskowej rodziny. I chyba sama niewiele więcej o tej sprawie wiedziała. - I bardzo ci dziękuję Otto. Jeśli byś to dyskretnie załatwił aby dziewczęta poszły się bawić do pokoju byłabym wielce zobowiązana. - Uśmiechnęła się do kolegi, położyła mu swoją delikatną i zadbaną dłoń na jego a do tego cmoknęła go w policzek. - Jeszcze Petry von Schneider się spodziewam. Koleżanka z kółka poetyckiego Kamili. Może uda mi się ją poznać z Heinrichem. Wstępnie oboje są sobą zainteresowani no ale jak rozumiesz, nie wypada aby młoda panna ze szlacheckiego domu spotykała się samopas z obcym mężczyzną. Więc jeśli oboje przyjadą to będę musiała robić im za gospodynię i przyzwoitkę. A jeśli tylko ona to właściwie też. Raczej nie ryzykowałabym zaprosić ją do lochu albo tam do was. Nie wydaje mi się aby była na to gotowa. Aha i Lilly też już jest. Czeka w kuchni. No ją też raczej Petrze czy tej nowej nie pokażę. - Szeptała szybko ale widać ulżyło jej, że Otto obiecał ją wspomóc w tym dzisiejszym galimatiasie. Posłała spojrzenie na czekającą pokornie blondynkę, że orgie w lochu razem z młodą mutantką, to może być dla niej za wiele. Wtedy drzwi do salonu otworzyły się i do środka weszła ta sama służka co otworzyła mnichowi.
    - Przyjechała lady Fabienne. Zaraz tu będzie. - Oznajmiła swojej pani. Ta skinęła jej głowa i szybko spojrzała na mnicha.
    - Pójdę ją przywitać. Chcesz iść ze mną? Czy może wolisz poczekać tutaj? - Zaproponowała mu z ciepłym uśmiechem na twarzy.
    Mnich się zastanowił.
    - Przywitam ją oczywiście, tylko ostrzegam, będziesz chyba musiała robić za przyzwoitkę już teraz, jeżeli zobaczę naszą drogą Fabienne. - odwzajemnił uśmiech i ruszył za aktorką.

    • Oh ty zgrywusie! - Milady roześmiała się szczerze rozbawiona jego uwagą. Ale już ruszyła w stronę korytarza. Napotkawszy czekającą Elkę odezwała się do niej. - Poczekasz tu na nas? Zaraz wrócimy. Przyjechała lady Fabienne jaka zapewne będzie tobą bardzo zainteresowana. - Poprosiła ją grzecznie ale takim tonem jakim zwykle błękitnokrwiści zwracali się do podwładnych i plebsu. Chłopka jednak przyjęła to gładko. Energicznie pokiwała głową na znak zgody i nawet uśmiechnęła się na te miłe słowa. Zaś dwójka kultystów ruszyła na korytarz aby przywitać się z trzecią z nich. Bretonkę spotkali jak już wchodziła za służką po schodach na piętro. Widząc ich uśmiechnęła się do nich serdecznie.
      - To już jesteście? Wiedziałam, że się za długo grzebałam. Ale miałam nadzieję, że przyjadę pierwsza. Widzieliście Oddi? Oj ona to chyba tak prędko do nas nie przyjedzie! - Widać było, że jest w wyśmienitym humorze. Pokonała te kilka ostatnich kroków jakie ich dzieliły i już mogła się z nimi uściskać.
      Mnich ucałował dłoń Bretonki z uśmiechem.
      - Witaj, pani. Przybyłem wcześniej ponieważ sprowadziłem nową znajomość, abyście zapoznały. - zniżył głos do konspiracyjnego - Dziewczyna nazywa się Elke. Parzy się ze swoją trzodą, sądziłem, że będziecie chciały posłuchać jej opowieści o nowych przyjemnościach.
      Czarnowłosa pozwoliła się mu pocałować w dłoń jakby chciała zadośćuczynić etykiecie. A gdy mnich się wyprostował objęła go jak kochanka i przyjaciela. Podobnie przywitała się z Pirorą. Zrobiła zainteresowaną minę tym co usłyszała od Otto i szybko spojrzała na koleżankę.
      - Jak na chłopkę to dziwnie prosta, ładna i bez widocznych parchów. Czeka w salonie. - Wzruszyła ramionami i pokazała kciukiem w stronę korytarza z jakiego właśnie z mnichem wyszli. - Ale ja was teraz muszę przeprosić na moment. Jestem w proszku z tymi przygotowaniami. Otto zajmiesz się Fabi tak jak cię prosiłam? - Po Averlandce znów było czuć presję czasu tak jak przed chwilą gdy rozmawiała z kolegą w salonie. Popatrzyła prosząco na kolegę.
      - O to mówisz, że nawet ładna i prosta. A ty, że parzy się ze swoim stadem? Oh no to koniecznie muszę ją poznać! - Bladolica zareagowała bardzo pozytywnie na te wieści jakie od nich usłyszała. I pokiwała głową, że rozumie pośpiech gospodyni.
      - Oczywiście. I zajmę się też sprawą Laury. - kiwnął głową i podał ramię Fabinne - Wyglądasz pięknie jak zawsze, lady Fabienne. - zaczął prowadzić ją w kierunku Elke - Dziewczyna jest oczywiście przytłoczona myślą o rozmowie ze szlachcianką, proszę więc bądź wobec niej delikatna, przynajmniej zanim zaciągniesz ją do łóżka.
      - Dziękuję Otto, jesteś kochany. - Pirora cmoknęła mnicha w policzek i uśmiechnęła się do niego promiennie. A potem odeszła po schodach na dół. Zaś jednooki mógł z Bretonką powoli ruszyć korytarzem w kierunku salonu.
      - Dziękuję Otto. Czuję się rzeczywiście wspaniale. Myślę, że to macierzyństwo mi służy. - Pogładziła się po opiętym gorsetem brzuchu. - Ah właśnie. - To jakby jej o czymś przypomnałem. - Może jeszcze tego nie widać. Ale zaczyna rosnąć. Zaczynam mieć trudności aby zapiąć się jak dotąd. Trochę mnie to niepokoi, że zacznie to widać. A chciałabym je jeszcze w siebie przyjmować. I rozmawiałam z Oddie, ona ma tak samo. Spodobała jej się ta ciążą i doznania jakie niesie. No i “To takie ohydne!”. - Mówiła łagodnym i spokojnym tonem. Chociaż na koniec nieźle sparodiowała koleżankę. - I tak myślałam. Może te pierścienie od Mergi by pomogły? Potrafią zmieniać wygląd człowieka. Myślisz, że mogłyby zamaskować ciężarny brzuch? - Zapytała patrząc na niego z zaciekawieniem. Po czym uśmiechnęła się słodko. - A ta Elke taka utalentowana? Brzmi kusząco. Jeśli chcesz dodać jej otuchy to ja jej mogę paść do stóp. I Laura też już jest? Oddie mi wspomniała, że ją zamówiła na dzisiaj. Właściwie to wczoraj w garderobie to o niej myślała. No ale jak powiedziałeś, że Teo to ją też zaprosiła. Któż by odmówił Słowikowi Północy? - Mówiła uśmiechając się kusząco. I aby się swobodnie rozmówić zwolniła kroku prawie się zatrzymując chociaż drzwi do salonu już były widoczne.
      - Tyle łakomych kąsków, a ja sam jeden. - mnich zachichotał - Tak, Laura jest na dole. Pirora poprosiła, abym przeniósł was do osobnego pokoju, bo ona, Łasica i Burgund są zbytnimi świętoszkami na pieszczoszki Laury. - ucałował policzek Fabienne - Teofano obiecałem kolejne zasianie, więc będę na nią czekał. - jednooki zastanowił się nad pytaniem dotyczącym magicznych pierścieni - Eh, tajniki Wiatrów Magii nie należały do części moich obowiązków. Musiałabyś zapytać Joachima.
      - No pewnie tak. Albo Starszego. Albo Sorię. Albo Tobiasa. O nich myślałam. Ale zobaczymy kto się trafi. Jeśli byś ich spotkał prędzej to mógłbyś o to zapytać? Bo jeśli by te pierścienie mogły ukryć ciężarny brzuch mnie i Oddie to my bardzo chętnie byśmy przyjęły w siebie więcej tych pieszczoszków. - Bretonka uśmiechnęła się pogodnie do mnicha i znów pogłaskała swój brzuch. W tej chwili, nawet z bliska, nie wygladał podejrzanie. Szlachcianka wyglądała szczupło jak zawsze. - A te pieszczoszki no ja dziewczyn nie potępiam. Widocznie jeszcze nie nadszedł moment aby były na to gotowe. - Wzruszyła ramionami na znak, że nie ma żalu do koleżanek, że nie podzielają jej zafascynowania robaczą ciążą i pokrewnymi zabawami. - Dobrze Otto, możemy pójść do pokoju. Myślę, że Oddie powinna się zgodzić. A jak ona się zgodzi to któż się sprzeciwi Słowikowi Północy? - Zaśmiała się cicho jakby bawiła ją moc spełniania zachcianek sławnej diwy. - No dobrze ale nie trzymaj mnie dłużej w niepewności i poznaj mnie z tą utalentowaną dziewczyną jaką przyprowadziłeś. Brzmi bardzo apetycznie. - Pogłaskała go po ramieniu aby zachęcić go do wznowienia wycieczki do salonu.
      Mnich wrócił do salonu prowadząc Fabinne pod rękę. Oboje podeszli do wieśniaczki.
      - Elke, pozwól, że przedstawię ci Lady Fabienne von Mannlieb, piękność Bretonni, żonę admirała Mannlieb i jedna z najpodlejszych kobiet jakie spotkałem. Lady Fabienne, to jest Elke, jak widzisz, zaspokoi apetyt, który czułaś.
      Przy tym pierwszym i bliskim spotkaniu z bladolicą szlachcianką, młoda chłopka znów się spięła. I czujnie obserwowała jej reakcję. Grzecznie dygnęła i skinęła głową na przywitanie. A czarnowłosa obdarzyła ją ciepłym uśmiechem i życzliwym spojrzeniem.
      - Miło mi cię poznać Elke. - Podobnie jak przed chwilą gospodyni, starała się dodać otuchy nowej znajomej. - Wiesz Otto, Priora ma dobry gust do młodych kobiet. Rzeczywiście Elke wygląda bardzo uroczo i pociągająco, nawet w tej prostej sukni. Jestem pod wielkim wrażeniem tej naturalnej urody. - Zwróciła się niby do mnicha ale widać było po gwałtownym rumieńcu blondynki, jak ją uradował ten komplement. Wreszcie się uśmiechnęła. - Ale tu tyle przestrzeni. Może porozmawiamy gdzieś w spokojneijszym miejscu zanim się wszyscy zjadą? - Zaproponowała im obojgu. Z tymże oczywiście młoda wieśniaczka nie odważyła się zaprotestować nawet gdyby miała coś przeciwko. A nie wyglądało aby miała. - Hej dziewczyno. Podobno mamy tu przydzielony pokój. Możesz nas tam zaprowadzić? - Zwróciła się do służki a ta skinęła głową. Wyszli za nią na korytarz i kilka drzwi dalej pokojówka wprowadziła ich do eleganckiego pokoju z podwójnym, ozdobnym łożem, ozdobnym stolikiem na cztery osoby na jakim stała taca z trunkami. Elke wydawała się być onieśmielona tym luksusem ale dla Bretonki był to chleb powszedni.
      - Siadajcie proszę. Skoro Pirora jest zajęta to pozwólcie, że przywłaszczę sobie rolę gospodyni i będę wam usługiwać. - Mówiła z gracją należną szlachciance jakby zwracała się do swoich umiłowanych gości i to równych jej statusem. I posłała Otto pikantny uśmieszek gdy mówiła o usługiwaniu choć Elke co jej nie znała zapewne nie wyłapała jak bardzo prawdziwe były to słowa. Bretonka zaś zaczęła im przygotowywać trunki jakie sobie zażyczyli.
      Mnich rozwiązał pas i zdjął habit, pod spodem miał luźno wiszącą kremową koszulę i brązowe spodnie. Odetchnął z ulgą.
      - Nie zazdroszczę kolegom, którzy muszę ciągle chodzić w tej temperaturze… aż kusi, aby nic pod habitem nie nosić. - uśmiechnął się do Fabienne i usadził ją sobie na kolanach - A więc chcesz nam usługiwać droga Fabi? A jakie to usługi oferujesz?
      - Oh Otto, przecież wiesz jakie usługi oferuję. Z przodu, z tyłu, z góry, z dołu albo w środku. - Szlachcianka nie miała nic przeciwko takiemu spoufalaniu się z ubogim mnichem i bez oporów usiadła mu bokiem na kolanach a ramionami objęła szyję. Siedząca obok młoda chłopka patrzyła na nich z niedowierzaniem ale chyba obawiała się to komentować. - Ale niestety jeszcze nie czas abym wam mogła służyć tak jak bym chciała. Tą suknię tyle czasu się i zapina i zdejmuje. A jeszcze musimy pojawić się na śniadaniu. - Lekko skinęła głową w stronę drzwi na korytarz. Tam też niedaleko był salon w jakim szykowano śniadanie dla gości Pirory. W głosie pod maską flirtu, dała się wyczuć nutka żalu. W końcu bretońska szlachcianka znana była w kulcie ze swoich uległych upodobań. Przez chwilę wpatrywała się rozgrzewającym spojrzeniem twarz jednookiego nim nie spojrzała na siedzącą obok blondynkę. Ta dała się zaskoczyć i poruszyła się nieco nerwowo jakby spodziewała się kłopotów.
      - Oh Elke, nie bądź taka spięta. No spójrz Otto jak ona się przejmuję. Trzeba by ją rozluźnić i rozweselić. - Bladolicą jakby rozczulił ten widok. Pozwoliła aby kolega też miał okazję się przyjrzeć i sam to ocenić. W efekcie czego wieśniaczka spięła się jeszcze bardziej. - Może mały buziak na początek? - Fabienne zaproponowała im obojgu. Zapewne aby dać Elkę możliwość oswojenia się z tą nową dla niej sytuacją. Delikatnie więc nachyliła się aby pocałować usta partnera, jakby to robili pierwszy raz. Mężczyzna czuł najpierw jej perfumy, ciepło bijące z żywego ciała, wreszcie dotyk jej usta na swoich. I stopniowo bardziej śmiały pocałunek. A czarnowłosa nie chciała szokować ich obserwatorki. W końcu zazwyczaj raczej nie spotykało się szlachcianek całujących się z mnichami. Gdy skończyli Bretonka popatrzyła zachęcająco na blondynkę.
      - Też byś chciała taki całus Elke? - Nadal obejmując szyję Otto, zwróciła się do chłopki. Ta zrobiła minę jakby nie była pewna jakiej powinna udzielić odpowiedzi szlachciance. Nerwowo zerknęła na mnicha jakby szukając podpowiedzi. Widząc to błękitnokrwista cicho westchnęła i też się do niego zwróciła. - No to może Otto nieco pokażemy Elke jak to u nas wygląda to usługiwanie? Powiesz mi co mam zrobić tobie albo Elke a ja postaram się was usatysfakcjonować? Tylko na razie może bez ściągania ubrań skoro jeszcze musimy iść na śniadanie. - Fabienne zlitowała się nad blondynką i przynajmniej chwilowo zwolniła ją od podejmowania decyzji w nowej dla siebie sytuacji. I pewnie chciała ją zachęcić i pokazać się od tej łagodnej strony aby przełamać naturalny lęk chłopki przed krytyką ze strony szlachty.
      Mnich się zastanowił chwilę po czym ucałował policzek Bretonki.
      - Może pokaż jej jak delikatne są twoje dłonie? No policzku i szyi. Zobaczmy jak daleko ona pozwoli ci pójść.
      Szlachcianka uśmiechnęła się z zadowoleniem gdy mnich ją pocałował. Po czym z zaciekawieniem wysłuchała jego sugestii. Spojrzała na blondynkę w znacznie skromniejszej sukni niż ona. I widać było, że Elke próbuje rozeznać się w sytuacji. - Może masz rację Otto. Szkoda by było spłoszyć taką zgrabną łanię. - Zgodziła się na jego pomysł. Po czym wstała i podeszła do krzesła sąsiadki. Ta zadarła głowę aby móc spojrzeć szlachciance w twarz i widać było, że czuje się niepewnie, jakby nie wiedziała czego się spodziewać. - Oh spokojnie sarenko. Ja ci pokażę jak ja lubię a potem możemy się zamienić i ty mi pokażesz jak ty lubisz. - Szlachcianka starała się dodać otuchy chłopce. Po czym stanęła obok niej i ujęła jej dłoń. Elke przełknęła ślinę ale pozwoliła jej na to. Spojrzała szybko na mnicha jakby starała się wyczytać jakąś podpowiedź. A Bretonka zaczęła czule głaskać jej dłoń. Widać było jak palce o eleganckich, pomalowanych paznokciach, przesuwają się po dłoni blondynki. Potem na nadgarstek. Po rękawie koszuli w górę. Aż dotarły do odkrytej skóry wokół szyi. - Masz bardzo zdrową cerę dziewczyno. I ta naturalna jędrność. Tylko pozazdrościć. - von Mannlieb rzuciła komplementem blondynce. Akurat w momencie jak miała okazję z góry zajrzeć jej w dekolt gdy mówiła o tej jędrności. To sprawiło, że blondynka uśmiechnęła się jakby jej ulżyło. Zaś palce szlachcianki umiejętnie przeszły z pieszczotami wyżej, ku policzkom, skroni i ustom. Widać było, że to zaczyna działać i Elke zaczyna się rozluźniać i poddawać tym zabawom.
      - Otto, może sam chcesz się przekonać? - Fabienne spojrzała zachęcającym spojrzeniem na siedzącego naprzeciwko mnicha.
      Mnich kiwnął głową z uśmiechem i przykucnął przy Elie, ujął jej dłoń i zaczął gładzić kciukiem.
      - Faktycznie, gładziudka. Szkoda, że nie mogłem poczuć jej więcej za pierwszym razem jak cię spotkałem. - spojrzał z psotnym uśmiechem na Elie po czym delikatnie ucałował jej dłoń i zaczął powoli się wspinać po jej ręce, aż nie umieścił kilka pieszczotliwych pocałunków na jej szyi - Bo, aż żal jej nie posmakować.

    Wyglądało na to, że te wspólne pieszczoty przynoszą efekty. Młoda blondynka, z początku wyraźnie spięta bliskością czarnowłosej szlachcianki, teraz reagowała na ich zaloty coraz żywiej. Musiały sprawiać jej przyjemność jaką coraz mniej kryła. Oddech jej przyspieszył a na policzkach pokazały się rumieńce. W końcu Fabienne uśmiechnęła się do Elke i lekko nakierowała palcem jej szczękę tak aby spojrzały z bliska na siebie. Bo zabawy z mnichem stanowiły jakby przypomnienie tego jak się poznali za pierwszym razem i chyba dla chlopki były czymś bardziej znajomym, co pomogło jej się przełamać. Teraz zaś jednooki widział jak Bretonka subtelnie zbliżyła się do ust blondynki aby ją pocałować. Ta zaś oswoiła się z nimi na tyle, że tym razem wydawła się być zaciekawiona a nie spięta. Mnich był świadkiem tego pierwszego pocałunku między nimi.
    - Widzę, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Zobaczysz Elke, całowanie innych kobiet i zabawy z nimi mogą być całkiem przyjemne i zabawne. Czeka cię mnóstwo uroków życia jakie były do tej pory przed tobą ukryte. Mogę ci w tym pomóc, nie mogę się doczekać aż się lepiej poznamy. A ty mam nadzieję pomożesz mi zapoznać się z twoimi przygodami bo brzmią bardzo obiecująco. - Szlachcianka starała się zrobić na blondynce dobre wrażenie i sprawić aby się poczuła swobodniej. Poza tym wyglądało na to, że smukła chłopka ją zainteresowała.
    - No cóż… Jakby milady była zainteresowana… Ale ja to tam u nas, we wsi… - Ten niebezpieczny i wstydlwy temat wciąż wywoływał zmieszanie u Elke ale po tak zachęcającym pierwszym kontakcie z ich dwójką wydawała się być mniej nim speszona niż wcześniej.
    - Oh, bardzo jestem zainteresowana. Miałam pewną podobną przygodę ale to było jeszcze w Bretonii. Od tamtej pory nie miałam okazji kosztować tak egzotycznych smaków. I chętnie bym się z tobą poznała lepiej ale zapewne niedługo będziemy musieli iść do salonu na śniadanie. - Bretonka uśmiechnęła się do niej przyjaźnie i pocieszająco poklepała po dłoni. Dyplomatycznie raczyła nie zauważyć wytrzeszczonych oczu zdumionej blondynki gdy usłyszała jej wspominki z ojczyzny.
    Otto pogłaskał policzek Elke.
    - Mówiłem, że nie masz się czego obawiać. - spojrzał na Bretonkę - W sumie pytanko mam, kochana Fabienne. Jeżeli Elke by ci się przypodobała, wziełabyś ją na służbę? Annika i Marissa pewnie chętnie by przyjęły nową koleżankę.
    - Miałabym wziąć ją na służbę? - Szlachcianka trochę się zdziwiła gdy kochanek jej zadał takie pytanie. Za to Elke teraz spojrzała bystro najpierw na niego a potem na nią. Bretonka zaś ponownie przesunęła się po jej smukłej sylwetce zainteresowanym spojrzeniem. - No cóż, nie jest to wykluczone. Myślę, że jeszcze jedna służąca by nam się przydała i chyba zmieściłaby się w pokoju z dziewczętami. - Pokręciła trochę na boki czarną głową ale na wstępie nie powiedziała “nie” i przynajmniej była gotowa rozważyć taką prośbę. Co z kolei wywołało szeroki, pełen nadziei uśmiech na twarzy młodej pasterki.
    - Jakby milady mnie wzięła na służbę to ja… Ja jestem bardzo pracowita. I mogę pokazać jak to jest z tymi koziołkami i innym stadem. - Zapewniła gorliwie o swojej gotowości do podjęcia takiej służby. Co wywołało szczery uśmiech na twarzy błękitnorkwistej. Rozmowę przerwało im pukanie do drzwi. Obie kobiety spojrzały tam nieco zaskoczone. Po czym szlachcianka spojrzała łagodnie na mnicha.
    - Otto, mógłbyś być tak uprzejmy i zobaczyć kto to? Może lady Odette już wróciła. Chociaż jak to ona to i tak byłaby wcześnie. - Poprosiła grzecznie z ciepłym uśmiechem. Elke na wszelki wypadek usiadła z powrotem na ozdobnym krześle aby nie dać źródła plotkom, że działo się tu coś niestosownego.
    - Oczywiście. - mnich ruszył do drzwi, wyjrzał na zewnątrz nie otwierając do końca.
    Za drzwiami stała ta młoda służąca co zwykle witała gości gospodyni. Grzecznie dygnęła przed mnichem i posłała mu skromny uśmiech. - Przepraszam, że przeszkadzam. Ale moja pani prosiła przekazać, że większość gości już jest w salonie. Właściwie czekamy jeszcze tylko na lady Odette. A w kuchni jest ta dziewczyna jaką lady zamówiła sobie na dzisiejsze spotkanie. Mam ją poprosić tutaj czy sam ojciec do niej pójdzie? - Wyglądała jakby przekazywała słowa Pirory w dyskretny i elegancki sposób.
    - Och, oczywiście, zaraz tam pójdziemy a ja się zajmę dziewczyną. Dziękuję bardzo, kochana. - mnich wrócił do Elie i Fabienne z uśmiechem - Przyjęcie się rozkręca, pójdzie do salonu, ja muszę jeszcze się zająć jedną osobą.
    - No rzeczywiście się zasiedziałyśmy. Dobrze to chodźmy Elke, Otto już nas znajdzie jak będzie trzeba. - Fabienne podniosła się ze swojego krzesła i za nią blondynka uczyniła to samo. Zaś pokojówka Pirory skinęła głową i odeszła w głąb korytarza. Mnich zaś mógł ruszyć za nią i potem na dół, na zaplecze kamienicy gdzie znajdowała się kuchnia. Tutaj słychać i widać było krzątaninę. Zaś na ławie dostrzegł czekającą Laurę. Brunetka też go zauważyła i wstała posyłając mu życzliwy uśmiech.
    - Witaj Otto. Tak się zastanawiałam czy dzisiaj też będziesz tak jak w zeszłym tygodniu. - Ladacznica przywitała się z nim całkiem przyjemnie.
    - Witaj Lauro, witaj. Pirora mnie przysłała, aby się twoimi maleństwami zająć, bo wiesz, nie wszystkie dziewczyny takie odważne jak ty. - uśmiechnął się mnich - I jak najnowszy miot?
    - Oh dziękuję, że pytasz. Maleństwom nic nie jest. - Brunetka uśmiechnęła się i czule poklepała torbę jaką miała zawieszoną przez ramię, przy biodrze. - A co do moich zamiłowań to już dawno temu przyzwyczaiłam się, że dla większości osób, nawet moich klientów, są one nie do przyjęcia. Cieszę się, że chociaż lady Odette i Fabienne podzielają to zamiłowanie. No i ty oczywiście. Też będziesz na górze? Bo ja wiem tylko tyle, że mnie milady wynajęła już parę dni temu. Więc ona chyba jeszcze nie wie, że mam ze sobą te małe przyjemniaczki. - Dała mu znać aby wyszli na zewnątrz. Otworzyła kuchenne drzwi i spokojnie spacerowali po podwórzu za kamienicą. Tu nikogo innego nie było widać, więc ryzyko, że ich ktoś podsłucha, było mniejsze niż w zatłoczonej kuchni. To zaplecze było stanowczo bardziej uporządkowane i czystsze niż ten błotny staw i zanurzone w nim graty jakie panowały na zapleczu apteki Sigismudnusa. A póki oficjalnie go nie było to za każdym razem jak się ją odwiedzało, trzeba było przejść przez nie. - Milady już przyjechała? Może ty wiesz jakie ma wobec mnie plany? Będziesz razem z nami? - Zapytała gdy już mogli nieco swobodniej porozmawiać.
    - Rozumiem, że Fabienne i Odette pewnie będą chciały się z tobą poprzytulać. Jeżeli wymagacie kolejnego zasiania, to oczywiście służę. - nich się uśmiechnął - Wczoraj przyjąłem poród. Dziewczyna, którą zasiałem dnia naszego ostatniego spotkania już wydała maleństwa.
    - O to dobrze. To jej pierwszy raz? Któraś która była z nami ostatnio w teatrze? Jak to zniosła? I maleństwa? - Brunetka w naturalny sposób wydawała się być zainteresowana muszym porodem innej nosicielki. I starła się domyśleć czy chodzi o którąś z kobiet z jakimi wspólnie figlowali parę dni temu na zapleczu teatru. Faktycznie mogła stamtąd kojarzyć Margo i jej panią. - A ja oczywiście, że jestem chętna i gotowa na kolejne zasianie. - Obdarzyła go mokrym uśmiechem i wyuzdanym uśmieszkiem. - W końcu w nocy zwolnił mi się kuperek. To wspaniale jeśli pomyślałeś i masz ze sobą nową porcję tych maleństw. A jak byś był ty i one obie to by było całkiem ciekawie. Te zabawy w teatrze podobały mi się. A lady Fabienne jest bardzo milutka. Zresztą nasza diwa też. - Zatrzymała się przy jakiejś szopie i wydawała się już odczuwać ekscytację na to spotkanie jakie wkrótce powinno się zacząć jak tylko oficjalne sniadanie się skończy.
    - Ostatnio staram się ciągle z nimi chodzić, jeżeli przyjdzie mi na spotkanie z wami. - przyznał Otto, spojrzał na Laurę - Och, czyżbyś jakieś plany miała co do naszych cudownych dam?
    - Oh Otto, zadajesz to pytanie niewłaściwej osobie. - Laura roześmiała się ciepło ale jakby ją to naprawdę rozbawiło. - Jestem tu służbowo po to aby zaspokoić pragnienia i życzenia mojej klientki. - powiedziała z tą samą pogoda ducha. - Choć nie ukrywam, że mam z tego mnóstwo przyjemności i satysfakcji. Nawet nie wiesz jak moje notowania w zamtuzie wzrosły. Wszyscy teraz chodzą wokół mnie na palcach i nagle chcą się ze mną przyjaźnić. - Mówiła jakby ta zmiana w zachowaniu koleżanek i kolegów z pracy, bardzo ją bawiła. - Ale jestem tu głównie dla lady Odette więc to ona będzie moim słoneczkiem. Ale widzę, że jest bardzo podatna na moje sugestie co do różnych zabaw. Lubi mi dogadzać i jak ja ją biorę. I pamiętasz ten nasz pierwszy raz z naszym przyjemniaczkiem w teatrze? To też jej się spodobało. Była zachwycona. No to cóż, dziś mam cały miot ze sobą a nie tylko jednego. Właśnie się zastanawiałam jak ich użyć. Masz jakiś pomysł? - Przedstawiła mnichowi zarówno swoje poglądy na zabawy ze swoją główną klientką jaka ostatnio tak często ją wynajmowała jak i była ciekawa zdania kochanka na ten temat.
    - No cóż jak maluszki, to nie możesz ich zastosować jako zamiennik na mężczyznę. - mnich się zastanowił - Może niech pieszczą skórkę jej biustu i szyi? Wydawała się zainteresowana ich dotykiem ostatnio.
    - Też myślałam o czymś podobnym. Aby ją nimi obłożyć. Może nawet je po prostu na nią wysypać? Nie za mocne? A lady Fabienne? Bo jak mówisz, że też będzie to ją też trzeba zagospodarować. A widziałam, że jest bardzo uległa i też lubi te nasze pieszczoszki. - Ladacznica chciała omówić te różne pomysły na spotkanie z dwiema szlachciankami na jakie się zanosiło. Skoro ostatnio cała ich czwórka była zafascynowana zabawą z jednym pieszczoszkiem to starała się rozszerzyć działalność na tym polu.
    - Fabi uwielbia usługiwać. Więc możesz ją zaciągnąć jako swoją pomocniczkę w pieszczeniu Lady Odette. Sądzisz, że będziesz w stanie wydawać polecenia szlachciance?
    - No pewnie. Nie jestem tania więc do mnie nie zgłaszają się zwykłe miedzianołapy. Zresztą to się chyba lady Odette we mnie spodobało. Że potrafię nie patrzeć na to jak sławna jest i się z nią nie cackać. Lubi to. A lady Fabienne właśnie tak jak mówisz, już wtedy w teatrze wyglądała mi na bardzo uległą. Więc mogę dominować je obie jeśli chcesz. Albo wspólnie z jedna z nich tą drugą. - Brunetka uśmiechnęła się i wydawała się być pewna siebie, że nawet jakby została sama z dwiema szlachciankami to im podoła. Jednak spojrzała z zaciekawieniem na kochanka. - A ty? Co zamierzasz robić w tym czasie? Wiesz, jak wolisz sobie tylko popatrzeć to mi to nie przeszkadza. Ale jeśli coś planujesz do tych zabaw to może powiedz. - Poczekała co mnich odpowie co do swoich planów na te wspólne spotkanie.
    Mnich się zaśmiał.
    - Przeceniasz siłę mojej woli, jeżeli uważasz, że będę w stanie jedynie siedzieć i patrzeć jak trzy kobiety baraszkują ze sobą. To jednak będzie twoje przedstawienie, więc oddam się twojej narracji. Co byś chciała, abym robił?
    - A jeszcze nie wiem. Ja często improwizuję do tego co się dzieje. Może przywiążę Odette do łóżka? Albo jak Fabienne taka uległa to może ją we dwie weźmiemy? I jeszcze myślałam o tej niespodziance z przyjemniaczkiem w usta. Ostatnio widziałeś jak Odette to zaskoczyło? No teraz to już pewnie mniej bo już raz to było. Ale chyba i tak powinno jej się spodobać. - Wyglądało na to, że jak na razie, smukła brunetka ma dość luźne pomysły na to spotkanie z dwoma szlachciankami. - A ty? Hmm… Może na początku mógłbyś oglądać. Chociaż nie sądzę aby któraś z nas cię odganiała jakbyś chciał dołączyć. No ja na pewno nie. Może mógłbyś zadbać o torbę z przyjemniaczkami? Bo ja się co nieco przebiorę na to spotkanie i głupio bym wyglądała z tą torbą. A jakbym się zajmowała z nimi to bym musiała zrobić przerwę aby iść po torbę. A tak to ty mógłbyś je podać. - Mówiła na bieżąco co jej do głowy przychodziło. Dotknęła swojej torby jaką miała przy biodrze. Rozejrzała się dookoła sprawdzając czy nikt ich nie widzi i zrobiła krok bliżej mnicha. - Te z przodu wciąż mam w sobie. Czuję je. Tamtędy wychodzą te większe. Z tyłu te mniejsze. Ostatniej nocy wyszło osiem. - Wyszeptała mu prosto w twarz ale nie ukrywała swojej ekscytacji jaką w niej to wywoływało.
    Mnich objął delikatnie ladacznicę, całując jej szyję.
    - Wyobrażasz sobie kolejny poród z widownią? Ostatnim razem o mało nie zemdlałaś.
    Brunetka odchyliła nieco głowę aby ułatwić mu ten pocałunek i zanurzyła palce w jego włosy. Uśmiechnęła się i pokiwała głową na znak, że świetnie pamięta tamten moment spotkania z nim i z diwą, na piętrze dawnej tawerny.
    - Tak, wyobrażam to sobie. Bardzo chętnie bym to powtórzyła. Te porody to najprzyjemniejsza część tej ciąży. Aż się nie mogę doczekać kolejnego. - Pogłaskała się po płaskim na razie brzuchu w jakim zapewne czuła ruchy kolejnego miotu jaki zasiała w niej śpiewaczka podczas spotkania jakie tak miło teraz wspominali.
    - Myślisz aby to powtórzyć? - Popatrzyła na niego filuternie. - Czemu nie. Ale wiesz, tam z przodu tak jak ostatnio, to ja jeszcze sama sobie wsadzę. Ale z tyłu to może być kłopotliwe. No i jak ci mówiłam, dziś mam cały miot. - Dała znać, że taki pomysł jej się podoba i raczej zastanawiała się nad jego praktycznym wykonaniem niż odmową. Wymownie poklepała torbę na swoim biodrze.
    - Podejrzewam, że będzie lepiej jak wyszło by naturalnie a raczej nie ma czasu aby wepchnąć któregoś głębiej jak ostatnio. - mnich uśmiechnął się do ladacznicy - Pamiętaj chędożenie jest przyjemne, ale czasem chodzi o prezentację.
    - Naturalnie, że lepiej by było jakby to był prawdziwy poród. Ale nie wiem czy akurat te moje przyjemniaczki będą chciały wyjść ze mnie akurat jak będziemy figlować. - Ladacznica roześmiała się pogodnie i pogłaskała się po brzuchu w którym miała kolejny miot. - Ale jest inny sposób. Można je tam do środka, wepchnąć ręka. To by nawet dla nas lepsze było bo byłyby dość płytko więc dość szybko by wyszły. Ja sama mogę się tak obsłużyć od przodu ale do tylu to może być nieco kłopotliwe. No i bym musiała mieć gdzieś spokojny kącik aby to zrobić. A ty, jakbyś mi pomógł to pewnie by poszło gładko i przyjemnie jak zwykle. I to bez chędożenia. To możemy sobie zostawić jak już będziemy w komplecie. No chyba, że wolisz bez takich atrakcji z tym porodem. Ale uważam, że warto, ostatnio lady Odette była tym zachwycona. Oczywiście możemy się też pobawić z przyjemniaczkami i bez tego. - Laura chętnie wyjaśniła mnichowi jak widzi sprawę. Wydawała się być przekonana do własnego pomysłu ale tak do końca się nie upierała jakby Otto był temu przeciwny.
    - Coś wymyślimy i postaram się ci pomóc. - zapewnił mnich - Odette chce ode mnie, abym dostarczał jej nowych doświadczeń i mam zamiar jej zapewnić co chce.
    - To prawda, bardzo z niej rozrywkowa milady. Myślę, że niewiele kobiet by się ucieszyło porodem przyjemniaczka prosto na twarz a sam widziałeś, że ostatnio w teatrze, bardzo jej się to spodobało. Ja w każdym razie, bardzo chętnie z nią obcuje i obecnie jest moją ulubioną klientką. Więc jakbyś potrzebował jakiejś pomocy w organizowaniu takich rozrywek dla niej to daj mi znać. - Ladacznica pokiwała głową na znak, że podobnie ocenia zainteresowania sławnej śpiewaczki. I nawet zaoferowała w tym pomoc mnichowi. - No ale na razie to ona już tu jest? Służąca mi powiedziała, że mam czekać w kuchni aż mnie nie wezwą na górę. Myślisz, że te przyjemniaczki to po prostu wyjmiemy z torby i się zabawimy z naszymi szlachciankami czy jakoś inaczej? - Póki jeszcze rozmawiali tylko we dwoje, to Laura była jeszcze ciewkawa paru szczegółów co do nadchodzącego spotkania. Otto znał już pokój jaki Pirora przeznaczyła dla zabaw z Odette jakie pewnie nastąpią po wspólnym śniadaniu w salonie.
    - Niestety Pirora, chciałaby aby twoje maleństwa pokazać jedynie... wtajemniczonym. - mnich podrapał się po karku - Zabierzmy je do pokoju, gdzie mamy skończyć z naszym Słowikiem. Zostawimy je tam, będą bezpieczne, a jak dojdzie co do czego... pokaż je w pełnej okazałości.
    - No dobrze, możemy tak zrobić. - Brunetka przez chwilę trawiła tą wiadomość ale szybko pokiwała głową na znak zgody. - W takim razie chyba czas nam wracać abyśmy przybycia milady nie przegapili. - Wzięła mnicha pod ramię i wskazała brodą na tylne drzwi kamienicy prowadzące do kuchni.

    Rozgrywka import

  • [Pathfinder 1e, 18+] Popielny Dwór
    SeachS Seach

    Dwa Dni Później

    Świt nad Evercrest nadchodził powoli, jakby miasto nie chciało jeszcze budzić się ze snu. Blade światło przeciskało się między strzelistymi dachami i wąskimi uliczkami, barwiąc kamienne mury na odcienie złota i różu. Mgła unosiła się nisko nad brukiem, oplatając fundamenty domów i snując się leniwie w stronę rynku.
    Pierwsi mieszkańcy byli na nogach. Gdzieś skrzypiała otwierana okiennica, ktoś zamiatał próg, a z oddali dobiegl głuchy stukot kopyt na kamieniu. Nad miastem rozlega się pojedynczy dźwięk dzwonu, oznajmiający początek nowego dnia.
    Z kominów zaczynał unosić się dym, niosąc ze sobą zapach pieczonego chleba i wilgotnego drewna. Strażnicy na murach zmieniają wartę, ich sylwetki rysują się na tle jaśniejącego nieba. Gdzieś w zaułku kot przemknął bezszelestnie, a handlarze powoli rozstawiali swoje stragany, szykując się na kolejny dzień targu.
    Evercrest budziło się do życia, nie świadome najnowszych niespodzianek jakie los zgotował naszym bohaterom.


    Kaylie i Viktor

    Galtianka jak zwykle obudziła się w swoim łóżku widząc swego lubego adwokata dokańczającego swoje najnowsze dzieło, jakiś kolejny świecuszek, który sprzeda na korzyść kościoła. Para kochanków usłyszała pukanie do drzwi, po chwili przeszła przez nie rudowłosa córka opiekunka karczmy.
    - Hej kochani. - przywitała ich z uśmiechem, stawiając tacę ze śniadaniem przy stoliczku obok Kaylie - Dziś śniadanie do pokoju. Sądziłam, że będziecie chcieli zjeść przed dramą… - uśmiech Lilii trochę zrzedł - Filia Blackfyre jest na dole… i tata stara się nie dawać jej alkoholu. Nie wygląda jakby była w dobrym nastroju.


    Baltizar

    Gnom obudził się z głową na bujnym biuście Piwonii. Bogowie wiedzą czym zasłużył sobie na taką radość, ale nie miał zamiaru narzekać. Blondynka zaczęła częściej spędzać czas z gnomem, odkąd wróciła jej siostra. Harpeness spodziewał się dziś swoich najemników i mieli wyruszyć do ruin gnomiej wioski na południe od miasta.
    Jak zwykle u jego boku "odpoczywali" jego dwaj stróże.

    Rozgrywka pathfinder 18+ golarion

  • [Pathfinder 1e, 18+] Popielny Dwór
    SeachS Seach

    Ok sorki za ciszę w eterze. W poniedziałek-wtorek postaram się wrzucić posta.

    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    SeachS Seach

    text alternatywny
    Angestag; popołudnie; Otto i apteka Sigismundusa

    Mnich zabrał nowy miot do apteki Sigismundusa, było to jedyne miejsce gdzie mógł je bezpiecznie przechować. Po drodze kupił trochę jedzenia dla opiekunki domu aptekarza.
    - Witaj ponownie, Dorno. - uściskał mutantkę na przywitanie - Przyniosłem prowiant, oraz mam nowe maleństwa do hodowli. Jedna z najnowszych matek wydała miot w dwa dni po zasianiu.
    - Wejdź Otto. - Mutantka otworzyła mu ostrożnie jak zawsze. Była w kapturze a jego cień przysłaniał jej twarz. Dopiero jak zostali sami w kuchni to go zdjęła i ukazały się jej kolczaste włosy i ziemista cera. Ucieszyła się zarówno z wiadomości, jedzenia jak i nowego miotu. Z ciekawością zajrzała do worka w jakim kłębiło się życie. - Dobrze, zaniose je na dół, do reszty. - Pdniosła głowę i lekko uśmiechnęła się do niego. Mówiła przyciszonym głosem. Dała mu znak aby poszedł za nią. - Raisa jeszcze nie wróciła z tego grobowca. To jestem tu sama z tymi dziewczynami z wioski. Staram się im nie pokazywać. Ale to trochę trudne i dziwne jak się mieszka w tym samym domu. Zwykle Raisa z nimi gadała. Byłoby łatwiej jakby któraś ze szlachcianek je wzięła na służbę. Był tu Egon z Larsem. Kupili nam klatki na te nowe muchy. Bo już nam brakowało. I zasiali je razem z Raisą. Ale już wydały swój miot. - Mówiła cicho gdy przeszli przez parter na zaplecze apteki. Tam zeszli na dół do piwnicy. Do ostatniego pomieszczenia gdzie była hodowla. Tu mutantka otworzyła lewą celę i weszła do środka. Zaczęła przygotowywać jedną ze skrzynek wyłożoną słomą aby tam przenieść nowy miot. Zaś w innych skrzynkach widać było inne czerwie w różnych etapach robienia kokonów lub już same kokony. A pod długą ścianą regały z klatkami na kury i króliki w jakich siedziały dorosłe muchy. Te małe były trochę dłuższe niż ludzka głowa. Te większe mniej więcej jak z pół ludzkiego korpusu.
    Mnich delikatnie pogłaskał jedną z larw i spojrzał na Dornę.
    - Potrzebujesz pomocy? - rozejrzał się po pomieszczeniu - I czy mogłabyś mnie zaopatrzyć w kolejne dawki? Zapowiada się, że będę dalej zapładniał kolejne matki.
    - Może mógłbyś się im pokazać? Ja staram się jak najmniej. One chyba nie wiedzą jaka naprawdę jestem. Ale dziwą się czemu po domu chodzę w kapturze. Coś podejrzewają. Dlatego Raisa jak jest to z nimi gada. Mam nadzieję, że szybko wróci. One siedzą na piętrze. - Poprosiła kolegę aby się choć na chwilę rozmówił z trzema rybaczkami z piętra. - Jak je zabierali z tej wioski to im Astrid i reszta obiecali, że bogata pani weźmie je na służbę i będzie im lepiej niż tam na wsi. Więc one teraz czekają i pytają kiedy ta pani je weźmie do siebie na tą służbę. - Westchnęła jakby teraz pretekst pod jaki pozwolił grupie Norsmenów dość gładko zabrać te trzy wieśniaczki do miasta, teraz odbijał się rykoszetem.
    - Dobrze, chodź. One już sobie tutaj poradzą. Teraz zaczną robić kokon. Ale to im dzień czy dwa zajmuje zanim skończą. - Uśmiechneła się na widok pół tuzina małych czerwi jakie wysypała z worka jaki Otto dostał od Teofano. Wyglądała niczym dumny hodowca. Podniosła wzrok i skinęła aby kolega poszedł za nią. Zaprowadziła go do prawej celi. Tu były misy z jajami jakie przyniesiono z jaskini Oster. - Chcesz same jaja czy napełnić ci strzykwy? - Zapytała odwracając się ku niemu. Pokazała gestem na stos pustych, glinianych strzywk które można było teraz napełnić jajami.
    - Same jaja wystarczą, mam własne narzędzie. - odparł z uśmiechem mnich, spojrzał w kierunku piętra, gdzie znajdują się kobiety ze wsi - Chcesz, abym im powiedział jakąś bajkę na temat tego czemu się zakrywasz? Coś, żeby cię nie męczyły?
    - Możesz. Ja nie wiem co powiedzieć. Najlepiej by był jakby któraś ze szlachcianek je zabrała do siebie. Chociaż jedną czy dwie. To byśmy tu znów zostały we dwie z Raisą. - Mutantka może i miała już przyjemne doświadczenia na zabawach u Pirory z resztą kultystów ale poza tym nadal obawiała się reszty ludzi. Całkiem rozsądne zresztą bo w przeciwieństwie do jej kamratki z jaskini to jej skaza od razu rzucała się w oczach. A Lilly jak była w długiej spódnicy to mogła uchodzić za młodą i ładną mieszczkę. Na Dorna usiadła na niskim, trójnożnym stołku i zaczęła nakładać kolejne porcje jaj do woreczka.
    - A dla kogo to? I która to wydała ten miot? - Zagaiła na przyjemniejszy temat. Wydawała się zaciekawiona dla jakich nosicielek pakuje te jaja.
    - Nie wiem czy ją spotkałaś. Margereth, służka lokalnych cukierników. Zasiałem ją… dwa.. trzy dni temu i już wydała miot. Jest zainteresowany kolejnym więc będę kontynuował. Do tego Lady Odette zaprosiła mnie na spotkanie z znajomą, którą zechce zasiać, więc i tam się udam.- mnich się uśmiechnął - Coraz więcej mamy chętnych matek. Niedługo pewnie trzeba będzie pomyśleć o nowym miejscu na przechowywanie ich.
    - No u nas jeszcze trochę jest. Można sąsiednią celę przerobić na żłobek dla tych maleństw. A na wszelki wypadek Sigismundus zabrał ze sobą Loszkę i część hodowli. Zresztą zanim odjechał to mówił, że jak któraś by była chętna na zasianie to nie jest to żaden problem. Tylko trzeba pilnować aby ciężarnego brzucha nie było widać. Bo to by mogło ją zdradzić. A poza tym to sama da się zasiać, sama donosi, sama urodzi i przyniesie ten miot. Tak jak Laura z zamtuza. Już chyba ze dwa czy trzy od niej tu mamy. Gorzej jakby jakaś nie chciała to trzeba by ją gdzieś przetrzymać aż urodzi. Chociaż takie miejsce gdzie by można trzymać te nosicielki by się przydało. Można by je wtedy zasiewać do pełna bez obaw, że ktoś zobaczy ich ciężarny brzuch. A tej Margaret to nie znam. Pewnie jakaś nowa. Lady Odette to tak bo była u Pirory po mszy tydzień temu jak ja też byłam. Co się bawiłyśmy w te panny młode. Pamiętasz? - Dorna chętnie się rozgadała gdy ładowała kolejne porcje jaj do woreczka. Chociaż głównie powtarzała to co usłyszała od aptekarza zanim te wyjechał z miasta.
    - Pamiętam, pamiętam. Sam przecież prowadziłem procesję. Margereth spotkałem przez jej córkę cukierników, Teofano. Dziewczyna się nakręciła na bycie "muszą matką" i wciągnęła Margereth do tego. - mnich westchnął - Czasem wydaję się to zbyt łatwe… - mnich schował pakunki z jajami - Dziękuję ci kochana, na pewno znajdę dla nich ciepłe domki. Masz może jakieś prośby co do mnie?
    - To tej Teofano też nie znam. - Mutantka pokiwała swoją kolczastą głową i lekko się uśmiechnęła. - Ale jeśli chce rodzić te maleństwa to dobrze. Gdybyś jeszcze potrzebował tych jaj to przyjdź. Jak widzisz jeszcze trochę ich jest. Niektóre muchy są już dorosłe to chyba same powinny móc produkować nowe jaja ale nie wiem jak. Sigismundus tak mówił zanim wyjechał. Że jak już dorsoną to nie będzie się trzeba martwić czy nam jaj zabraknie bo te dorosłe bedą produkować nowe. Ostatnio był u nas Egon z tym swoim kolegą z Norsci. Obaj sa tacy duzi. No i też zabrali trochę jaj na zasiew. Mam nadzieję, że im się powiedzie. I tobie też. A na razie dziękuję Otto ale chyba mam co mi potrzeba skoro to jedzenie nam kupiłeś. Oby Raisa szybko wróciła. Jak tu jest to jakoś z nią raźniej. - Szaroskóra uśmiechnęła się na koniec ale wydawała się być dobrej myśli.
    - Dobrze. To porozmawiam z twoimi towarzyszkami, nie wiem czy uda mi się załatwić dla nich zatrudnienie, ale może sprawię, że dadzą ci spokój. - mnich ruszył na górę w poszukiwaniu nowych współlokatorek Dorny.
    Mutantka ucieszyła się i zaprowadziła do na schody prowadzące na górne piętro. Pokazała mu które drzwi ale wolała nie pokazywać się nowym koleżankom na oczy. Gdy mnich tam wszedł zastał trzy młode kobiety zajęte łuskaniem jakiegoś ziarna. Wszystkie spojrzały na niego aby sprawdzić kto przyszedł. Spódnice miały proste chociaż czyste. Wyglądały na wieśniaczki albo mieszczki jakim się nie przelewa. I każda miała włosy w innym kolorze. Blondynka, ruda i czarna. Chyba je zaskoczył bo nie bardzo wiedziały co powiedzieć. Wymamrotały tylko krótkie “pochwalony ojcze” skoro zobaczyły osobę w mnisim habicie.
    - Witajcie moje drogie, jestem Otto i jestem tu za pośrednictwem szlachetnych dam tego miasta. - mnich uśmiechnął się do kobiet - Rozumiem, że poszukujecie zatrudnienia, aby im usługiwać?
    - Jesteś od szlachcianek ojcze? Oj tak, my byśmy bardzo chciały pójść do nich na służbę. W wiosce nam mówili, że będziemy mieć lepiej tu w mieście, że jedzenie będzie i spanie. I robota łatwiejsza niż przy sieciach. I my myślały, że może tej blond panience będziemy służyć no ale jej tu nie ma ostatnio. Ale my dalej byśmy chciały pójść na służbę do jakiejś milady. - Odezwała się blondynka i mówiła szybko. Pozostałe dwie też gorliwie kiwały głowami na znak, że zgadzają się z jej słowami. Porzuciły swoje zajęcie i podeszły do niego patrząc na mnicha z nadzieją.
    - Rozumiem. Cóż, oczywiście przedstawię wasze chęci lady Von Mannlieb i von Dyke. Być może lady Von Treskov również by szukała pomocnic, ale ona nie zostanie w mieście na zawsze. - mnich się uśmiechnął - Więc, jakie talenty oferujecie?
    Trzy wieśniaczki ożywiły się gdy potwierdził, że ma znajomości wśród bogatych dam w mieście. Chociaż nazwiska chyba nie zrobiły na nich wrażena. Całkiem możliwe, że jeśli pochodziły z którejś podmiejskich wsi, to nie były im znane.
    - My możemy ciężko pracować! Pracowite jesteśmy! W kuchni możemy robić i sprzątać. I przy zwierzętach. No i ryby oprawiać, wędzić, suszyć. Łodzią pływać i sieci rzucać też. Przeca my rybaczki jesteśmy. No i chrustu w lesie nazbierać czy grzybów. Przeca u nas las to się zaraz za ogrodzeniem zaczyna. - Mówiły na przemian i szybko. Jakby chciały przekonać jak są pracowite. Brzmiało to na zestaw umiejętności typowych dla ludzi ze wsi z dodatkiem rybackiego rzemiosła. Chociaż jak na wieśniaczki to były jeszcze całkiem młode, jędrne i proste.
    Otto się zastanowił.
    - Nie są to do końca użyteczne talenty w mieście… nawet portowym. - przyjrzał się dokładnie kobietom - Ale… jesteście młode i urodziwe… czasem to wystarczy. Szlachta często organizuje przyjęcia dla swoich. Służba musi im oczywiście usługiwać, przynosić jedzenie, trunki. Oznacza to jednak… bycie otoczonym przez przez mężczyzn, często pod wpływem alkoholu, jeżeli rozumiecie. Nie lękacie się takiej możliwości?
    - No… - Teraz widać było, że trzy młode rybaczki speszyły się. Zapewne trafił ich tym pytaniem w czuły punkt. Jak się nie było lubiącą swawole hedonistką jak Burgund czy Łasica to takie mroczniejsze strony usługiwania młodych kelnerek na balach szlachty mogły się jawić mało atrakcyjnie a nawet jako zagrożenie. Więc chociaż ucieszyły się jak pochwalił ich urodę i młodość to teraz wyglądały na zmieszane. - A to gdzieś w kuchni by się nie dało? Albo w stajni? - Zapytała jedna z nich cichym, nieśmiałym głosem.
    - Zapytam oczywiście. Po prostu chce wiedzieć jak was najlepiej im przedstawić. - mnich się zastanowił znowu - Jeżeli by się nie udało z szlachetnymi damami, czy miałybyście coś przeciwko pracy w lokalnym hospicjum? Zawsze potrzebna nam pomoc. Będę oczywiście się starał z szlachetnymi paniami.
    Trzy młode rybaczki pokiwały głowami jakby im ulżyło, że nie zostaną rzucone na żer pijanych, rozwydrzonych szlachciców. I szybko się zastanowiły nad pytaniami mnicha. - Tak, możemy pracować w hospicjum. Ale wolałybyśmy u jakiejś bogatej i dobrej milady. - Wyrzekły w końcu po tej krótkiej chwili zastanowienia.
    - Oczywiście. I postaram się to załatwić. - mnich pokiwał głową - Jest jeszcze jedna sprawa. Wasza współlokatorka z dołu, Drona. Rozumiem, że martwi was jej zwyczaj chodzenia w kapturze… prosiłbym, abyście pozostawiły ją w spokoju, biedaczka się nacierpiała w życiu… choroba w młodości naznaczyła jej twarz i wstydzi się ją pokazywać. Proszę, znajdźcie litość w sercu i pozwólcie jej żyć w spokoju.
    - Ah Dorna… No tak… Ona jest jakaś dziwna. - Trzy młode wieśniaczki zwierzyły się mnichowi ze swoich podejrzeń co do zakapturzonej lokatorki. I przez chwilę patrzyły na siebie jakby się zastanawiały. - No ale jak ma coś z twarzą to przykra sprawa. Biedaczka. Ale to nie jest zaraźliwe? - Wydawały się zgodne aby uszanować prośbę sługi bożego. Jednak wspomnienie o chorobie wywołało nutkę niepokoju. Co było zrozumiałe jak choroby były codziennością a raz na pokolenie trafiał się większy pomór.
    - Nie, nie. Choroba została wyleczona, ale szkody pozostały. Nie będę was męczył opisami. Oboje będziemy naprawdę wdzięczni jeżeli dacie jej być w swojej nie codzienności. - mnich się uśmiechnął - Dobrze, zatem wiem co przekazać moim benefaktorkom. Postaram się do was wrócić z dobrą nowiną.*


    Załatwiwszy sprawę w aptece Otto udał się do teatru Pirory. Zapukał do tylnego wyjście czekając na wpuszczenie.
    Trochę to trwało. Jakiś służący mu otworzył i zapytał czego chce. Potem poprosił aby poczekać i pewnie poszedł przekazać wiadomość. Mnich zaś czekał w kuchni. Jej akurat nie zmieniano bo wciąż była przydatna. I jakaś pulchna kucharka z młodą pomocnicą się tam krzątały. Pozdrowiły go skinieniem głowy i dobrym słowem ale nie angażowały się w rozmowę. Po paru chwilach wrócił sługa i poprosił aby mnich poszedł za nim. Gdy przechodzili przez izbę główną widać i słychać było próbę chóru. Otto rozpoznał psalm pochwalny na cześć morskiego boga. Sługa poprowadził go na zaplecze. Do tej samej komnaty gdzie parę dni temu spotkał pierwszy raz Benitę i dwójkę znajomych szlachcianek. Gdy dziś sługa zapukał w drzwi, dało się słuszeć krótkie, zdecydowane kobiece “Proszę!”. I gdy otworzył drzwi, wpuszczając mnicha do środka ten znów zobaczył tą samą trójkę. Lady Odette, Fabienne i Benitę. Sługa zamknął drzwi, zostawiając ich samych. Zaś miodowłosa milady podjęła rolę gospodyni.

    • Oh brat Otto. Jak miło, że nas zaszczyciłeś swoją obecnością. - Powitała go szarmancko jakby był conajmniej szlachciem lub chociaż renomowanym spowiednikiem szlachty. A nie zwykłym, ubogim mnichem z hospicjum. Fabienne też posłała mu ciepły uśmiech ale pozwalała grać rolę swjej koleżance.
    • Pamiętasz naszą drogą Benitę? Dziś nas odwiedziła i pragnęłaby wziąć kilka lekcji śpiewu u mnie. Właśnie o tym rozmawiamy. - Artystka przedstawiła zapewne oficjalny powód dla którego błękitnokrwista małżonka jednego ze szlachciców, dzisiaj jest u niej na prywatnej wizycie w garderobie. Ta pokiwała głową, potwierdzając niemo słowa diwy.
      Mnich się skłonił.
      - Witam nimfy tego cudnego miasta. - Otto spróbował od prostego komplementu - Lady Benito jestem pewny, że twój głos jest zdolny do akompaniamentu lady Odette. Piękno twego ciała jest przecie manifestacją piękna twojej duszy.
      - Dziękuję bracie Otto. To bardzo miłe z twojej strony. - Tutejsza szlachcianka wydawała się być przyjemnie zaskoczona takim komplementem z ust mnicha. Dwie jej koleżanki co już miały z nim do czynienia może mniej ale też się uśmiechnęły z aprobatą.
      - Właśnie miałam sprawdzić gardło Benity. - Odette odwróciła się do rozmówczyni jakby wracając do tego w czym przerwało im przybycie mnicha. - Jak wiadomo, siła głosu płynie z silnego, zdrowego gardła. Zaczyna się od przepony, płuc a kończy na ustach. Więc najpierw trzeba sprawdzić usta. - Aktorka tłumaczyła jakby zdradzała im jakieś tajniki śpiewu. Brunetka pokiwała głową całkowicie zafascynowana tą prywatną lekcją. Fabienne posłała mnichowi porozumiewawczy uśmieszek. W aktorka zaczęła wodzić palcem po ustach drugiej szlachcianki. Właściwie wyglądało to jak na początkowe pieszczoty ale otoczka wielkiej diwy i lekcji muzyki zrobiła swoje. Benita wydawała się być całkowicie pod urokiem Słowika Północy. - Dobrze, to teraz sprawdźmy nieco głębiej. Posmakujmy tego gardła. - Oznajmiła pewnym siebie głosem i zbliżyła usta do ust swojej wielbicielki. Dość szybko zaczęło to przypominać coraz bardziej namiętny pocałunek. Jak skończyły Benita patrzyła na nią z przejęciem. Zaś aktorka miała minę jakby smakowała na jęzuku talent drugiej kobiety.
      - I co? - Benita nie wytrzymała aby nie zapytać.
      - Sama nie wiem. Wynik nie jest niejednoznaczny. Fabi, może ty spróbujesz? Wy Berończycy macie naturalny talent muzczyny. - Poprosiła koleżankę a von Manlieb podeszła do Benity i zaczęła ustami testować usta tamtej drugiej. Zaś lady Odette zyskała okazję aby podejść do mnicha.
      - Miło, że przyszedłeś moj impresario. Mam nadzieję, że nie zapomniałeś o czym rozmawialiśmy w nocy? Oh i masz może ochotę spróbować naszej słodkiej Benity? Sam widzisz jaka jest zaangażowana. - Powiedziała do niego cicho pozwalając sobie na poufały ton i uśmiech póki obie koleżanki były sobą zajęte.
      Mnich poklepał się po boku i lady Odette mogła rozpoznać znajomy kształt zabawki do zasiewu.
      - Jestem przygotowany do tej posługi, o najpiękniejsza ze słowików. - zapewnił Otto, spojrzał na poczynania Fabienne - Jesteś przekonana, że nie będzie miała nic przeciwko. Obcowanie z klechą może nie przystoić zamężnej damie, przynajmniej bardziej niż obcowanie z kobietami.
      - O, przyniosłeś tą zabawczkę? Jak miło. Powiem ci, że uwielbiam jej używać. Zresztą w snach też mi się śniło, że będę zapładniać inne kobiety nie ludzkim życiem. Tymi strzykwami też można się trochę pobawić no ale to nie daje mi takiej frajdy jak ta zabawczeka. Nie mógłbyś zorganizować drugiej mój impresario? Sam widzisz, że chętnych dziewcząt do zabawy jest całkiem sporo. A jak jeszcze moje koleżanki z Saltzburga przyjadą to będzie jeszcze więcej. - Milady stanęła obok mnicha aby swobodnie obserwować rozwój zabawy u dwóch koleżanek. A te zdołały się już nieźle rozgrzać. Fabienne umiejętnie była tą prowadzącą jaka już obejmowała nową kochankę a ta jakby zapominając całkiem o swoim mężu, oddawała jej się z takim samym zaangażowaniem.
      - No rzeczywiście to mężatka. Właściwie to obie. - Odette pokiwała swoją miodowłosą głową gdy się chwilę napatrzyła na harce obu błękitnokrwistych mężatek. - No ale zobaczymy. Sama jestem ciekawa. - Spojrzała na niego przez chwilę po czym nieco uniosła brodę zanim podniosła głos. - Dobrze, myślę, że wystarczy moje drogie. Jak myślisz Fabi? Czy Beni ma talent oralny? - Zapytała znów wracając do tego mentorskiego tonu. Czarnowłosa Bretonka oderwała się od brunetki i posłała jej ciepły uśmiech i mokre spojrzenie.
      - Tak, moim skromnym zdaniem, Beni ma bardzo mocne i utalentowane usta. I wspaniale wrażliwy język. To daje bardzo duży potencjał. - Wyraziła się o talencie koleżanki bardzo pozytywnie. A ta odwzajemniła jej się pełnym wdzięczności uśmiechem.
      - Też miałam takie wrażenie. No ale skoro odwiedził nas sługa boży to może jeszcze jego zapytajmy o zdanie. Więc Beni, jakbyś mogła tutaj pozwolić. - Szlachcianka wskazała wzorkiem na stojącego obok niej mnicha. Tym raze jednak Benita się zawahała.
      - No ale… Przecież to mężczyzna. - Wyjąkała z pewnym zażenowaniem.
      - Oczywiście, że tak Beni. Nie da się tego ukryć. Ale przecież wiesz, że świątynne chóry mają wielowiekową tradycję i mnisi od razu potrafią odkryć czy ktoś ma talent w gardle i ustach czy nie. Prawda ojcze? - Odette starała się uspokoić wątpliwości koleżanki ale jeszcze zapytała mnicha o zdanie.
      Mnich się się uśmiechnął i spokojnie podszedł do Benity, głaszcząc jej policzek.
      - To jedynie sprawdzenie twojego talentu do śpiewu pani, nic w tym złego. Do tego, jestem przecież sługą bogów. To nie to samo co jakiś zwykły mężczyzna co go spotkasz na mieście. - zbliżył swoje usta do warg szlachcianki, ale zatrzymując się tuż przed, pozwalając jej zdecydować, czy chce oddać się temu uczuciu.
      Benita powoli pokiwała głową na jego słowa. I nie cofnęła się gdy się do niej zbliżył. Ale też jeszcze jakby wahała się czy powinna to zrobić. - Ale to dotyczy każdej mężatki? A czy to nie grzech? - Wydawało się, że wcześniejsze zabawy ją pobudziły i rozochociły na tyle, że miała już ochotę na więcej. Jednak też nie mogła tak w jednej chwili zapomnieć o całej moralności w jakiej ją wychowano i w jakiej na co dzień żyła.
      - Przecież brat Otto to sługa boży. Cokolwiek tu nagrzeszymy to da nam rozgrzeszenie. Jak chcesz to brat Otto sprawdzi mój talent do mocnego gardła i zwinnych ust. - Fabienne co stała na trzecią, tuż obok nich, włączyła się do rozmowy. Benita spojrzała na nią i pokiwała ochoczo głową. Jakby była skłonna zdać się na bardziej doświadczoną mężatkę. Bladolica więc uśmiechnęła się do niej, do mnicha obrzuciła go z bliska kuszącym spojrzeniem. - Bracie Otto. Czy mógłbyś sprawdzić moje usta? - Zapytała filuternie.
      Mnich ujął kobietę delikatnie i złączył ich usta, początkowo pocałunek był pieszczotliwie delikatny, ale zaczął rosnąć w głodzie i intensywności im dłużej trwał. Dłonie mnicha zaczęły powoli wędrować po ciele szlachcianki. W końcu mnich przerwał pocałunek, patrząc na Fabienne z uwielbieniem.
      - Słodsze niczym miód, moja pani. A twe gardło wydaje się wytrenowane… zapewne ćwiczysz je intensywnie. - mnich Otto uśmiechnął się łobuzersko - Chętnie sprawdzę jak wygląda twój trening.
      - Ja zawsze chętnie służę słudze bożemu. - Fabienne dygnęła grzecznie przed swoim kochankiem. Gdyby nie to, że właśnie się całowali to można by ten gest uznać za zgodny z dworską etykietą. Zaś z bliska widać było, że jednookiemu udało się przyjemnie rozbudzić swoją kochankę. Zresztą nie tylko ją. Benita stała z ich jednego bocznego profilu a Odette z drugiego. Też wyglądały jakby miały ochotę wskoczyć w tych zabawach na wyższy poziom. - Chyba Beni teraz nie masz już żadnych wątpliwości? - von Mannlieb zwróciła się ty samym zalotnym tonem do jeszcze wahającej się koleżanki. Ta zaśmiała się krótko i trochę nerwowo.
      - No nie, teraz już nie. - I obie przesunęły się ze sobą tak aby teraz to brunetka mogła zająć miejsce czarnowłosej.
      - Może za chwilę Fabi zademonstrujesz nam jak używać ust i gardła aby podziękować słudze bożemu za jego czas i dobroć? - Diwa wymownie wksazała gdzieś na przód habitu mnicha i miała rozbawioną minę.
      - Oczywiście Oddie. Jestem tu aby służyć. - Bretonka odezwała się z fałszywą pokorą od jakiej włoski stawały na karku. Zwłaszcza jak się znało jej uległe preferencje w łożnicy. Zaś w tym czasie Benita zdążyła zbliżyć swoje usta do ust mnicha gotowa się z nimi zapoznać już bez wahania.
      Tym razem bez wahania Otto rozpoczął pocałunek. Podobnie jak z Fabienne, na początku pieszczotliwie muskając usta kobiety. Z czasem pogłębiając pocałunek, łącząc języki pary w tańcu. Mimowolnie dłoń mnich przesunęła po piersi szlachcianki, a druga przysunęła ją bliżej, tak że jedyne co dzieliło ich ciała to ubrania, które mieli na sobie. W jednooki przerwał pocałunek, aby złapać powietrze i spojrzał na reakcję szlachcianki zanim podał swój werdykt co do jej talentu.
      W pocałunkach, Benita wydawała się być całkiem śmiała. Gdy już przezwyciężyła swoje pierwotne opory moralności. Usta miała chętne i przyjemnie miękkie, język gościnny i skory do pieszczot. A gdy skończyli to na twarzy widać było podniecenie. Miała ochotę na coś więcej. Zaś dwie sąsiadki też wyglądały na ustatysfakcjonowane tym widowiskiem.
      - A teraz Beni, czas odetchnąć pełną piersią. Aby głos mógł w pełni wybrzmieć. - Odette szepnęła zalotnie swojej wielbicielce do ucha i wyszła na jej tyły. I tam zaczęła rozwiązywać jej gorset. A nawet przez suknię Otto czuł jej kobiece walory które niczym nie ustępowały jego bretońskiej kochance. Ta zresztą podeszła do niego i odwróciła się tyłem.
      - Mógłbyś bracie Otto? - Zapytała zalotnym tonem pozwalając aby rozwiązał jej suknię.
      - I co myślisz o talentach Beni bracie Otto? - Odette spojrzała na niego zza pleców rozbieranej szlachcianki.
      - Zgodzę się z waszą oceną. - uśmiechnął się mnich, pomagając w rozwiązaniu sukni - Ma potencjał, ale trzeba pomóc mu zakwitnąć. Musi ćwiczyć te ustka, język i gardziołko. Będziecie musiały jej pokazać jakie ćwiczenia powinna wykonywać.
      Gdy to mnich powiedział, zarobił od młodej szlachicanki taki sam wdzięczny uśmiech jak przed chwilą jej bretońska koleżanka. A po paru chwilach obie zostały w samych pończochach i bieliźnie, odsłaniając swoje młode biusty i jędrne, zadbane ciała. Jeszcze tylko diwa pozostała w sukni. Odsunęła się aby stanąć obok mnicha i też pooglądać te piękne widoki.
      - Jak myślisz mój drogi impresario? Od czego teraz powinniśmy zacząć to szkolenie Benity? Jestem pewna, że Fabi będzie nam służyć wszelką możliwą pomocą. - Zapytała go jakby byli parą belfrów przygtwujących się do egzaminu młodej studentki.
      - Oczywiście, że bardzo chętnie będę służyć. - Fabienne posłała im krzywy uśmieszek, wiedząc, że ich dwójka może rozpoznać to drugie, kosmate dno jej wypowiedzi. Benita zaś stała obok niej i z ekscytacji przygryzała wargę co teraz będzie.
      - Może niech Lady Fabienne zaprezentuje jak trzeba na razie ćwiczyć usta i język? - mnich zerknął na Bretonkę wyciągając do niej zapraszająco rękę.
      - Bardzo dobry pomysł mój drogi. Fabi, czy możemy cię prosić o małą prezentację? - Odette uśmiechnęła się z aprobatą na taki pomysł. I po flirciarsku zwróciła się do swojej kochanki ubranej w czerń jaka tak kontrastowała z jej porcelanowo białym ciałem. Bretonka uśmiechnęła się do nich oboje i bez wahania podeszła w objęcia mnicha. Znów zaczęła się z nim namiętnie całować. Teraz jej prawie nagie ciało dało się czuć dużo pełniej. A ona po chwili przerwała te zabawy. Popatrzyła na niego z krzywym uśmieszkiem po czym bez słowa uklękła przed nim i zaczęła podnosić mu habit.
      - Beni stamtąd wiele nie zobaczysz. Podejdź bliżej. To jest właśnie bretońska miłość. Na pewno przyda ci się w życiu. Nawet nie wiesz ile razy mnie to się przydało. - Diwa zachęciła brunetkę aby podeszła do nich bliżej. Ta z fascynacją w oczach obserwowała poczynania drugiej mężatki podczas karesów z mężczyzną. A widząc, że to ją zaabsorbowało miodowłosa poklepała torbę mnicha gdzie trzymał zabawkę Niklasa dając znać, że czas ją wyjąć.
      Mnich wyjął zabawkę od Niklasa, starając się nie przeszkadzać Fabienne w jej prezentacji. Napełnił przerząd jajami Oster po czym wręczył ją Odette.
      - Jestem pewny, że wiesz co z tym zrobić moja pani.
      - Oj chyba coś jeszcze pamiętam. - Wynagrodziła go pocałunkiem w usta ale sama odsunęła się trochę w bok aby móc sobie założyć ten przyrząd. - Fabi, nie bądź taka chciwa. Zobacz jak narobiłaś apetytu Beni. Daj jej też się pobawić i wykazać. - Diwa udała storfujący ton ale widać było, że świetnie się bawi tą sytuacją tak samo jak pozostała trójka. Słysząc to klęcząca Bretonka ostatni raz oderwała się od przyrodzenia kochanka i zadarła głowę aby posłać mu przyjemny uśmiech. Ale trochę się odsunęła aby druga mężatka mogła teraz zająć jej miejsce. Gdy uklękła von Mannlieb pocałowała ją w usta.
      - To przekazuję ci pałeczkę Beni. - Zaćwierkała do niej radośnie. Benita też wyglądała na podnieconą. I całkiem wprawnie zajęła miejsce koleżanki. Otto widział z góry jak pracuja jej usta i język. A na dole czuł to na swojej męskości. Fabienne zaś wstała i pomogła zapiąć zabaweczkę do bioder aktorki. I odpiąć dół jej sukni aby nie przeszkadzał w zabawach. Potrzebowały na to paru chwil gdy Benita była zajęta dogadzaniem mnichowi.
      Mnich pogłaskał policzek szlachcianki, która obecnie oddawała cześć jego berłu,
      - Bardzo dobrze… teraz… może zobaczyć jak wytrwałe jest twoje gardło…
      - I jak wytrwałe? - Odette zapytała z ciekawością. Fabienne właśnie skończyła zapinanie drewnanego przyrodzenia i teraz aktorka mogła wrócić do zabawy. Podeszła do klęczącej koleżanki i złapała ją za biodra każąc jej ustawić się na czworakach. Benita chętnie uległa tym prośbom i odwróciła się na chwilę do tyłu aby sprawdzić co tam się dzieje.
      - Beni ważą się twoje losy jako osobistej uczennicy naszego Słowika Północy. - Fabienne nachyliła się nad brunetką jakby jej przypomniała dlaczego się tu spotkały.
      - Ano tak. - Brunetka pokiwała głową i wróciła do pieszczot na przyrodzeniu mnicha. Ten widział, że usta i brodę ma już mokre od tych prac. A teraz jeszcze cicho jęknęła gdy z drugiej strony zabaweczka przymcowana do bioder diwy weszła w nią po raz pierwszy. Po chwili jednak złapali wspólny rytm i zabawa rozkręciła się na dobre.
      - Ślicznie razem wyglądacie. - Fabienne wydawała się rozczulona tym widokiem. Oparła się o blat stołu i stanęła ramię w ramię obok mnicha. Oboje teraz mieli podobny widok na obie kochanki.
      Mnich obrócił głowę w kierunku Bretonki i ucałował ją. Jednocześnie ujął dłonią głowę Benity i wepchnął całą długość swego berła do jej ust. Szlachcianka zaczęła się chwilę dławić więc Otto wycofał się odrobinę.
      - Spróbuj rozluźnić gardło moja pani. - po czym ponownie naparł na twarz szlachcianki.
      Z okolicy własnych bioder, do uszu jednookiego doszły dławiące się odgłosy jakie wydawały usta i gardło Benity. A sam widział jak Odette zdążyła wejść z jej drugiej strony do zabawy. Widział jak podskakuje biust diwy w rytm uderzeń jej bioder o wypięte pośladki drugiej szlachcianki. A Fabienne stała obok niego, głaszcząc go po ramieniu, piersi albo całując gdy obserwowała tą wspólną zabawę.
      Figle w garderobie Słowika Północy, rozgorzały na dobre. Gospodyni z lubością używała drewnianej zabawki Niklasa na gościnnych trzewiach swojej wielbicielki. Ta chętnie się temu oddawała jednocześnie pozwalając aby jej usta czy biust sprawiały przyjemność mnichowi. Gdy miodowłosa milady próżniła zabaweczkę na chwilę odstępowała od zabawy a Fabienne napełniała jajami tą drewnianą tubę. I po chwili znów wracały do figlów. Otto miał kłopot skupić się na tym ile dawek Benita w siebie przyjęła ale pewnie z kilka. W końcu gdy wszyscy byli przyjemnie zmęczeni, zdyszani i zadowoleni był moment aby odpocząć i przygotować się na wyjście stąd na świat zewnętrzny. Szlachcianki zaczynały szukać swojej bielizny, sukni, zapinać gorsety. Humory wciąż jednak miały szampańskie.
      - To jak Beni, podobają ci się te nasze prywatne lekcje śpiewu? Byłabyś nimi zainteresowana? - Lady Odette postawiła stopę na stołku i poprawiając jedwabną pończochę spojrzała wesoło na swoją wielbicielkę. Starała się wrócić do tego mentorskiego tonu z początku rozmowy gdy Otto tutaj przyszedł.
      - Oh tak, było cudownie! Jak bym milady mnie przyjęła na te lekcję byłabym bardzo szczęśliwa. - Brunetka odparła bez wahania, posyłając jej rozmarzone spojrzenie. Fabienne stała za nią i wiązała jej gorset.
      - No chyba da się to załatwić. A ty bracie Otto? Mój impresario? Czy znalazłbyś czas i ochotę aby do nas dołączyć w takich spotkaniach? Sam widzisz, że przydałaby nam się osoba duchowa aby dać nam rozgrzeszenie po tych niecnotach. - Diwa zwróciła się teraz do mnicha i popatrzyła na niego z flirciarskim uśmiechem.
      - Żyję aby służyć. - odparł mnich - A pomoc przy sztukach wielkich to największe powołanie jakiemu ktoś mógłby się oddać. - ucałował dłoń divy - Mam jedynie nadzieję, że się wam nie znudzę. Jeden klecha dla tak cudownych kobiet… aż smutno, że marnujecie swoje żądze na mnie.
      - Oh skromny jesteś mój impresario. Myślę, że żadna z koleżanek nie powinna narzekać na twoją wizytę i będzie z utęsknieniem czekać kolejnych. - Aktorka z przyjemnym uśmiechem obserwowała jak mnich ucałował jej dłoń i z aprobatą przyjęła jego komplementy. Zdążyła już założyć bieliznę i pończochy ale wciąż była w stanie negliżu. Popatrzyła na swoje dwie koleżanki.
      - No my z bratem Otto to się już znamy całkiem dobrze od jakiegoś czasu. I cieszę się, że bogowie splotli ze sobą nasze ścieżki. No i przecież to on obdarował nas tym szczęściem i mnóstwem innych doznań. - Fabienne odeszła od pleców Benity gdy skonczyła sznurować jej gorset. Podeszła do jednookiego i pocałowała go w policzek. A przy tym macierzynskim ruchem dotknęła swojego nagiego brzucha. Od dobrych paru dni całkiem przyjemnie mówiła o doznaniach jakie dostarcza jej ta robacza pseudociąża i pamietała kto ją zasiał po raz pierwszy.
      - No ja też bardzo chętnie się spotkam z bratem Otto. No i z wami wszystkimi. Nie mogę się już doczekać kolejnej lekcji muzyki. Będę musiała powiedzieć mężowi, że zaczynam ale chyba powinien się zgodzić. - Młoda mężatka też wyglądała na zadowoloną. Patrzyła trochę roztargnionym wzrokiem bo szukała swojej sukni. W końcu schyliła się aby ją podnieść i zaczęła zakładać.
      - To kiedy następny raz? Może jutro po mszy? Pirora zapraszała nas wszystkich. - Diwa uśmiechnęła się i popatrzyła na zebranych z ciepłym uśmiechem.
      - Ja bardzo chętnie. Strasznie przypadły mi do gustu te psalmy po mszy co u siebie organizuje. - Fabienne od razu zgłosiła swoją zgodę. Więc aktorka spojrzała na drugą szlachciankę.
      - Jutro po mszy? Oj bardzo bym chciała. Ale już jesteśmy umówieni na wizytę u znajomych. Nie mogę się doczekać aż zobaczą miny jak im powiem, że milady zgodziła się udzielać mi prywatnych lekcji śpiewu! - Brunetka wydawała się chętna na ponowne spotkanie już jutro ale widać już wcześniej była umówiona z mężem na inne spotkanie.
      - No to może pojutrze się spotkamy. A ty bracie Otto? Kiedy zaszczycisz nas swoją obecnością? - Aktorka zwróciła się teraz do jedynego mężczyzny w garderobie.
      Mnich objął aktorkę, jego dłoń na sekundę powędrowała do jej brzucha, gdy usta obdarowywały szyję pocałunkami, patrzył jednak na Benitę, obecując jej ponowne pieszczoty. Odsunął się w końcu od Divy, gładząc delikatnie jej policzek.
      - Dla was moje piękne? Zjawię się jak tylko wezwiecie.
      - W takim razie zapraszam cię mój drogi Otto jutro po mszy. A z naszą słodką Benią najwyżej umówimy się na kolejne dni. Zaprosiłam też naszą wspólną znajomą co ostatnio z takim zaangażowaniem bawiła się z nami w teatrze po występie. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza? Z tego co pamiętam całkiem dobrześmy się razem dgadywali. - Miodowłosa dała się mu cmoknąć w policzek i szczebiotała z zadowoleniem o planach na najbliższą przyszłość.
      - Teofano? Tak opowiadała mi o swojej wizycie, oczywiście chętnie i ją nauczę śpiewu. - mnich skłonił się kobietom - Życzę miłego wieczoru, najpiękniejsze.

    Otto opuścił tatr i ruszył w kierunku domu. Postanowił po prostu odpocząć przed jutrzejszymi wydarzeniami. Jutro oczywiście msza no i nie mógł odmówić sobie kolejnych przyjemnych chwil z Slaaneshytkami. Później… no cóż, ma kilka planów. Najpierw odwiedzi karczmę Silnego, obiecał Odette przygodę.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519
    SeachS Seach

    text alternatywny

    Otto i Odette (ostatnia noc)

    - Cieszę się, że nie zanudzamy cię milady - odparł mnich - Impresario? Obawiam się, że nie mam powołania do teatru i jego okolic, habit służy mi dobrze, nawet jeżeli siły, którym oddaje cześć są bardziej zainteresowane jak często bywam między twymi udami. - mnich się uśmiechnął trochę błogo - Nie poganiam do wizyty moja pani, natomiast obiecałem autorowi twojej zabawki, że postaram się zorganizować wasze spotkanie. O ile nie jest wielkim wielbicielem sztuk, na pewno będzie wielbił twe wdzięki, nawet jeżeli sam nie jest zbyt wyględny.

    |=- Oh! Czyli są siły które interesują się tym co lub kogo mam między moimi udami? - Szlachcianka uniosła brwi i uśmiechnęła się filuternie jakby ją rozbawiła ta uwaga. - Czyli są zainteresowane mną. To mi schlebia. - Skinęła głową, jakby brała tą wiadomość za dobrą monetę. - A ten zdolny rzemieślnik no jestem go ciekawa. Myślę, że powinien zrobić więcej takich zabawek. A ty nie bądź taki skromny bracie Otto. Widzę, że masz talent do serwowania interesujących przygód i romansów. Myślę, że ktoś taki tutaj albo nawet w Saltburgu, byłby bardzo użyteczny no a ja potrafię się odwdzięczyć użytecznym ludziom. No i sam rozumiesz, wkrótce przybędą moje koleżanki więc w pewnym sensie byłabym dla nich gospodynią i nie wypadałoby aby nudziły się w tej gościnie. - Miodowłosa milady, mówiła pewnym siebie i wesołym głosem. Nagość i upodlony stan w jakim obecnie była, wcale jej w tym nie przeszkadzały a nawet zdawała się być w świetnym i łaskawym humorze.
    - Nie mam kontroli nad leśnymi stadami, więc nie mogę obiecać, że przygotuję coś takiego na przyjęcie twych znajomych. - odparł mnich z odrobiną smutku - I mimo młodego wieku raczej sam nie zadowolę większej ilości pięknych kobiet, nie żebym nie chciał spróbować. Oczywiście, jeżeli byłbym w stanie oderwać się od ciebie, Pani. Postaram się coś oczywiście wymyślić, jeżeli taka twa zachcianka.
    - Oh byłoby cudownie! - Artystka ucieszyła się na jego zgodę. - I może być z tymi leśnymi dzikusami ale nie ograniczajmy się! Przecież te sprawy teatru to damy radę załatwić z Kamilą czy Pirorą, te wszystkie przyjęcia u pięknych i bogatych także. Ale takie rozrywki - mówiła swobodnie i wesołym tonem, wskazała na nagie ciała gdzie pewnie z połowa należała do kopytnych. Już raczej było po głównej części spotkania i większość zapadła w leniwy letarg, rozmawiali ze sobą cichymi głosami. Jeszcze tylko Genda uderzała biodrami w wypięte pośladki którejś z dziewcząt. Obie stały pod drzewem. - No takie rozrywki sprawiają, że krew szybciej krąży w żyłach a życie pikanterii. Wspaniałe urozmaicenie. Oczywiście Otto moje drzwi też są dla ciebie zawsze otwarte. Zwłaszcza jakbyś mi umiał zorganizować tak ekscytujące doznania i przygdy. - Pieszczotliwie przesunęła palcem po piersi jego habitu, dając znać, że nie jest wykluczony z takich zabaw, zwłaszcza jakby udał mu się zaspokoić nietuzinkowe potrzeby wielkiej diwy.
    - Żyję aby służyć, a sprawianie radości nimfom o twej urodzie to najwspanialsza nagroda. - dłoń mnicha mimowolnie przesunęła się po biodrze divy - Masz na coś konkretnie apetyt, pani? Bo na razie musiałbym sięgnąć pamięcią do tomów napisanych przez bardzo… frywolnych autorów, aby znaleźć inspirację.
    - Oh, Otto, ty pochlebco! - Aktorka o miodowych włosach zaśmiała się i pacnęła mnicha dłonią. Obecnie te włosy wciąż miała zmierzwione i przetykane kawałkami liści, grudek ziemi, źdźbłami trawy i lepkimi zaciekami ale nadal potrafiła rozmawiać i zachowywać się jak wielka dama. Nie uciekła też przed dotykiem dłoni rozmówcy na swoim biodrze. Jego pytanie jednak wywołało u niej chwilę zastanowienia.
    - Frywolni autorzy brzmią interesująco. Nie mam nic przeciwko abys czerpał z nich inspirację. - Zachęciła go ciepłym uśmiechem aby nie ograniczał swojej wiedzy i fantazji co do szukania rozrywek dla niej. - No cóż, przystojnych kochanków i piękne kochanki to mam tego na pęczki wszędzie gdzie się pokażę. To jest wspaniałe i uwielbiam tą adorację ale jednak brakuje temu wyjątkowości. A wyjątkowość jest naprawdę interesująca i wyróżnia cię z tłumu. Nawet wspaniale ubranego i wyperfumowanego. Jak z tymi pieszczoszkami. W życiu nie miałam nic tak ohydnego w ustach ani w sobie! Oh to było rewelacyjne Otto, dziękuję, że mi podarowałeś to doznanie. I tak jak mówiła Fabi, czuję je teraz w sobie i nigdy wcześniej nie przeżyłam czegoś takiego. - Szlachcianka wydawała się wręcz rozczulona na myśl o zabawie i zapładnianiu czerwiami. Jakby to było całkowicie nowe doświadczenie jakiego wybijało się ponad tle jej bogatego w romanse życia. Aż czule pogłaskała dłonią policzek mnicha.
    - Właśnie o coś takiego mi chodzi mój drogi Otto. Coś wyjątkowego czego nie można zaznać na salonach. Choćby te zabawy z dzikusami. Aż się nie mogę doczekać następnych. Mam koleżankę co myślę jej też by się mogło to spodobać. I inną która jest we mnie beznadziejnie zakochana więc myślę, że nie będzie mi trudno ją namówić na takie zabawy. Inna wiem, że bardzo kocha zwierzęta jeśli wiesz co mam na myśli. Zresztą Otto sam pomyśl. Co w tych wszystkich szeptanych opowieściach ta wyuzdana i hedonistyczna szlachta robi gdy pospólstwo, kler i władza ich nie widzi? - Lekkim tonem wymieniała różne przygody jakie by interesowały ją lub jej koleżanki. Na koniec zadała mnichowi pytanie i chwilę dała mu na przemyślenie. - Właśnie to bym chciała robić. Sam powiedz, w jakiej roli i z kim byś mnie widział w swoich fantazjach gdybyś wiedział, że będę im posłuszna? - Zapytała obdarzając go życzliwym uśmiechem i bystrym spojrzeniem.
    Mnich przyjrzał się divie i uśmiechnął się. Rozwiązał pas swego habitu i ustawił się za kobietą. Przesłonił oczy kobiety pasem i wyszeptał jej do ucha.
    - Aby pomóc w wizualizacji… - następnie uniósł jej ręce, aby oplotła je wokół jego głowy - A więc, proszę sobie wyobrazić pani… ty, naga, w pomieszczeniu otwartym na ulicę, jedynie cienka zasłona między tobą a tłumem pospolitych ludzi. Twe ręce związane, twe usta zakneblowane, oczy zasłonięte… - mnich delikatnie się schylił i uniósł kobietę, rozkładając jej nogi - a twe uda otwarte i gotowe na każdego, kto przekroczy próg. Strażnik, żebrak, szlachcic, kapłan… ty nie będziesz wiedziała kto, oni też nie. Jedynie będą mówili pewnie jaka dobra z ciebie ladacznica do chędożenia. Może zostawimy im kawałek węgla, aby mogli napisać na twym ciele co o nim myślą… Jak ci się widzi taka scena?
    - Oh Otto ależ to by była ekscytująca przygoda! Właśnie kogoś takiego potrzebuję na impresario od rozrywki! - Diwa dała sobie zawiązać oczy i poddała się zabiegom mnicha. Słuchała jego wizji z zainteresowaniem a gdy skończył roześmiała się szczerze i nagrodziła go pogłaskaniem swoją delikatną dłonią po policzku. Po czym westchnęła z żalem. - No ale ta piękna wizja raczej się nie spełni. Jestem zbyt rozpoznawalna. Wybuchł by taki skandal, że nawet moja reputacja nie dałaby rady tego zatuszonwać a pewnie by żądali mojej głowy. Niestety. Są i cienie tej sławy, w pewnych obszarach naszego życia łatwiej jest być kimś nierozpoznawalnym z tłumu. Mniej ekscytujące ale łatwiejsze. - Mimo, że pomysł bardzo jej przypadł do gustu to jednak zdawała sobie sprawę, że jej rozpoznawalność działa przeciwko niej w jego realizacji.
    - Jak rozpoznawalna jesteś pani, jeżeli nie byłoby widać twej twarzy? Jestem pewny, że mamy jakiś worek, czy bardziej gustowną metodę, aby osłonić twe rysy. I postawi się kogoś, aby pilnował, żeby nikt nie zajrzał. - mnich ciągle nie opuścił kobiety, jedynie delikatnie nią kołysał na boki dla rozrywki divy - Są też oczywiście inne metody, aby zrobić z ciebie publiczną dziurę do spożytkowania.
    - Worek? No tak, to jest jakieś rozwiązanie. - Naga szlachcianka pokiwała głową na znak, że dostrzega walory takiego rozwiżania. - Ale co ze zbiegowiskiem? Pewnie by się rozeszło po mieście, że cały tłum chędożył jakąś ladacznicę. - Milady raczej dostrzegała ryzyko takiej przygody i się go obawiała. Ale sam pomysł nadal wydawał jej się ekscytujący. - I masz jeszcze jakieś pomysły jakbym mogła się publicznie udzielić temu miastu? No to mój drogi impresario nie trzymaj mnie w niepewności tylko zdradź mi jak. - Roześmiała się zalotnie dając znać, że podoba jej się taki scenariusz jaki jednooki mnich przed nią malował.
    - Podążając za tym pomysłem? Sztuczna ściana, że jedynie twe dolne części wystają z jednej strony, a górne są po drugiej. Co do tłumu… czyż to też nie ekscytujące? Ty pewnie będzie już zmęczona po piątym, czy szóstym kochanku, a tu jeszcze siedmiu chce cię wypełnić swym nasieniem. Każda dziura wypełniona po brzegi. - mnich się uśmiechnął - I głos tłumu oceniający cię. Zastanawiam się, czy poczułabyś w końcu nutkę wstydu ze względu na ich słowa.
    - Sztuczna ściana? I ja w niej bezwolnie utknięta do dyspozycji swawolnej tłuszczy? - Brwi nad opaską milady powędrowały do góry, gdy próbowała sobie wyobrazić taką scenę. W końcu odwróciła się frontem do mnicha i pieszczotliwie objęła jego szyję raminami. - Bardzo frywolny pomysł mój mnichu. Podoba mi się. Nie sądzę aby taka tłuszcza wywołała we mnie rumieniec wstydu ale kto wie, kto wie? Takiej przygody jeszcze nie miałam. Ale jeśli uważasz, że to by było dobre dla przedstawienia i naszego samopoczucia oczywiście mogę wstyd odegrać. - Mówiła kusicielskim tonem jakby rozmawiali o schadzce kochanków. - Podoba mi sie twoja śmiałść i wyobraźnia Otto. Właśnie kogoś takiego potrzebuję na impresario rozrywek. Oczywiście gdybym ci mogła jakoś w tym pomóc albo to się wiązało z jakimis kosztami to się tym nie przejmuj, zrobię co mogę aby ci pomóc zrealizować te wspaniałe, odważne projekty. Teraz nie brałam do lasu większej sakiewki ale jeśli byś potrzebował to dziś zapraszam cię do Kamili. Będzie Benita i zasiejemy ją znowu. No a przy okazji oczywiście zabawimy się z nią. Jeśli nie miałbyś innych planów to zapraszam. A jak masz to zrozumiem. - Smukła, naga kobieta o rozczochranych, miodowych włosach mówiła cicho i zalotnie jak do swojego kochanka. Lekko bujała się na bok jakby oboje byli w jakimś delikatnym tańcu.
    Dłonie mnicha powędrowały do pośladków kobiety, podążał za jej tańcem w uśmiechu.
    - Musiałbym znaleźć miejsce, aby wynająć. Nie w slumsach oczywiście, chcę ci dać różnorodność. Jeżeli mogę jeszcze połechtać twą wyobraźnię. Wróć do wizji z tobą wiszącą z sufitu. I nie jesteś tam sama. Twoje koleżanki z Saltzburga dzielą twoją dolę i nie tylko słyszysz komentarze na twój temat, ale i dźwięki jak one są wykorzystywane.
    Otto poczuł pod dłońmi, dwie gładkie i jędrne półkule. Ciepłe i nieco mokre od niedawnych ablucji. Zaś po tym ruchu, szlachcianka przylgnęła do niego jeszcze bardziej. Gdy usłyszała jego kolejny pomysł roześmiała się perliście.

    • Bardzo apetyczna wizja godna mojego impresario. - rzekła do niego tym samym zalotnym tonem co przed chwilą. - I myślę, że chociaż część moich koleżanek będzie miała ochotę przeżywać te przygodny razem z nami. Powiem ci, w zaufaniu Otto, że w tej artystycznej bohemie to wiele uwielbianych postaci to straszne rozpustnice. - Uśmiechnęła się na koniec jakby ta autoironia bardzo ją bawiła.
      - Ma sens. - uznał mnich - Ciało zawsze szuka ekscytacji. - jedna dłoń powędrowała między półkule kuperka divy - A tak znamienite postaci jak ty, często pewnie doznają tego co plebs uważa za rzadkość.
      - Zapewne tak. Ale plebs niezbyt mnie interesuje. Chyba, że jako widownia ale rzadko gram dla gawiedzi. No albo w takiej roli jaką planujesz mój impresario. Wtedy rzeczywiście mogą być przydatni. Z tą ich nieokrzesaną chucią. - Odparła z tonem wyższości jaką często okazywali błękitnokrwiści niższym warstwom społecznym. Na jej twarzy znów pojawił się frywolny uśmieszek. Może na wspomnienie planu dostarczenia jej rozrywki jaką właśnie uknuli. A może na dotyk męskiej dłoni jaka tam na dole, poczynała sobie coraz śmielej. A tam miała całkiem gładkie i przyjemne w dotyku okolice do zwiedzania.
      - Jest też myśl co do sztucznej ściany. Jeżeli wszystkie w niej "utknięcie", będziesz mogła widzieć reakcje swoich koleżanek na bycie chędożenie w takiej sytuacji. - palce mnich przesunęły się po wrażliwszych punktach ciała kobiety - Słuchałabyś jak opisują rozmiar, widziałabyś jak szarpią nią spazmy przyjemności. - mnich się uśmiechnął - Lub jeżeli chcesz, możesz usiąść po drugiej stronie ściany i po prostu obserwować ich reakcje.
      - Ależ Otto, ja jestem artystką. Śpiewaczką, diwą, aktorką. Ja występuję na scenie dla publiczności aby wzbudzać ich żądze i podnietę. Ja jestem od tego aby mnie kochać, wielbić, zazdrościć i nienawidzić. Gdzie się pojawiam tam wszyscy odwracają głowy ku mnie. Nie jestem jedną z wielu jaka siedzi w tłumie i podziwia widowisko. Chcę czuć, przeżywać i być widowiskiem. - Miodowłosa artystka, wciąż nie zdjęła sobie pasa przesłaniającego jej oczy. Przez co nieco za wysko unosiła głowę gdy mówiła co było typowe dla osób mających kłopoty z widzeniem. Ale wciąż była świadoma otoczenia. Aby ułatwić mnichowi pieszczoty między swoimi gładkimi, jędrnymi udami, postawiła nagą stopę na klapie wozu. Teraz męska dłoń miała tam o wiele swobodniejszy dostęp.
      - Ale oczywiście, jeśli mój impresario zorganizuje taką przygodę z tą sztuczną ścianą także dla moich koleżanek to oczywiście będę współpracować. Może być całkiem interesująco jeśli nie będę tam sama. Ale pamiętaj, że to ja jestem diwą i to ja mam grać główną rolę. - Sięgnęła dłonią do tyłu aby złapać go za potylicę i nakierować jego usta do swoich.
      Mnich celowo zatrzymał się tuż przed pocałunkiem, diva mogła poczuć jego ciepły oddech na swych ustach, był tak blisko.
      - Po prostu myślę jak dodać ci pikanterii… - jego głos zniżył się do szeptu - To pomyśl o tym w ten sposób, pokaz siły wobec koleżanek. One, uwięzione w ścianie, wykorzystywane niczym niewolnice, ty po drugiej stronie, przyglądająca się niczym prawowita władczyni ich losu, pieszczona przez niewielki harem?
      Naga aktorka lekko rozchyliła swoje ponętne usta, jakby gotowa przyjąć pocałunek partnera. A gdy ten w ostatniej chwili się zatrzymał poruszyła nozdrzami i brwiami jakby pobudziła ją ta niedokończona pieszczota. Wysłuchała go i uśmiechnęła się.
      - No nie jest to nieprzyjemna wizja. Właściwie nawet mi się podoba. Niektórym moim koleżankom zapewne bardzo by się przydała taka przygoda w ścianie a innym nawet spodobała. Chociaż jeszcze nie wiem które i kiedy do nas przyjadą. Zapewne poprzedzą się listem. Jeszcze żadnego nie dostałam ale pewnie mój dopiero co dotarł do Saltburga. - Diwa po chwili namysłu nawet wydawała się być skłonna poddać się pomysłowi mnicha. - No dobrze mój drogi impresario od rozrywki. Widzę, że masz całkiem ciekawą wizję na tą przygodę ze mną i moimi koleżankami. Jestem gotowa ci zaufać i dać okazję się wykazać. Więc jak już te moje koleżanki tu przyjadą to postaram się je namówić na tą wspólną, brudną przygodę. A co miałbyś do zaoferowania mnie zanim przyjadą? Bo najprędzej spodziewam ich się za parę dni. - Widać było, że artystka lubi takie niecne przygody i stanowią dla niej ekscytującą rozrywkę.
      Mnich delikatnie musnął usta aktorki swoimi, najwyraźniej zaczynała mu się podobać rola kusiciela.
      - No cóż, moje zaproszenie do hospicjum zakładało trochę niegrzecznych igraszek z autorem zabawki. Jeżeli jednak chcesz czegoś konkretnego… - palce Otto znalazły wrażliwy punkt na łonie Odette i zaczęły wywierać napięcie na niego - … To tylko zapytam jak dużą chcesz widownię?
      - O, to by mogła być nie tylko wizyta charytatywna w waszym hospicjum ale też i coś dla przyjemności grzesznego ciała? - Diwa zamruczała z zadwoleniem. Tylko nie było pewne czy na ten pomysł, pocałunek czy pieszczoty palców między swoimi udami. - No to by było interesujące. I to jeszcze z widownią? No, no Otto… Nie spodziewałam się, że macie takie ciekawe to hospicjum. - Wyglądała na zadowoloną na taki przebieg wypadków i rozmowy.
      - Jest ktoś do rozważenia… ale nie ryzykowałbym jeszcze. Miałem na myśli na czas oczekiwania twych koleżanek - kolejne muśnięcie trafiło na delikatną szyję kobiety, mimowolnie mnich przylgnął divę mocniej do swojego ciała, tak że byli piersią w pierś i Odette mogła wyczuć przyspieszony puls mnicha - Słyszałem twój piękny głos wielokrotnie, ale zastanawiałem się nad twoimi talentami tańca.
      - Taniec? Bez muzyki? - Ponad opaską brwi aktorki uniosły się i na twarzy widać było, że to nie jest coś co jej w pełni podpasowało. - No ale dobrze, może w twych ramionach, mój drogi impresario, nie okażę się taką straszną pokraką. - Zrobiła dobrą minę do tych improwizowanych warunków. Ale jak ruszyli to okazała się zdolną tancerką. Widocznie te liczne bale w jakich brała udział, jednak się przydawały w takich warunkach. Właściwie to całkiem zgrabnie pomagała nadrabiać partnerowi jego prostą sztukę tańca, dodając im gracji i finezji. - Czyli ta widownia to nie u was w hospicjum? - Wróciła do tego o czym rozmawiali przed chwilą. - No cóż, ja lubię występować przed widownią. Nie jestem wstydliwa. Zwłaszcza jak uda mi się nawiązać z nią więź to bywa bardzo interesująco i podniecająco. Miałbyś taką widownię dla mnie? - Obracała się w jego ramionach i to odpływała to wracała do nich. I to pomimo, że wciąż miała zasłonięte oczy. Jej głos nic nie stracił ze swojej pobudzającej kusicielskości.
      - Nie będzie łatwo jeżeli idzie o przedstawienie, które ja mam na myśli, zważając na twą sławę. - mnich podniósł kobietę, pozwalając jej nogom owinąć się wokół jego pasa, wtedy w końcu zwieńczył ich taniec namiętnym pocałunkiem - Taniec, z muzyką oczywiście, powolną i sensualną. Ty w pełni ubrana, z maską na twarzy, aby cię nie rozpoznali. Powoli rozbierająca się przed widownią. Wiwaty i uwielbienia, lub cisza kiedy nie mogą oderwać oczu od twego coraz bardziej nagiego ciała. Ty w pełnej kontroli nad tym co i kiedy im pokazać.
      - O. Taki rozbierany taniec? - Wypielęgnowane brwi szlachcianki znów powędrowały do góry, ale tym razem w grymasie zainteresowania i aprobaty. - Brzmi ciekawie mój impresario. Coraz bardziej podobają mi się twoje pomysły. Trzeba by dobrać zaufaną orkiestrę. No chociaż ze dwie, trzy osoby. Może być od biedy nawet jedna z fletem albo skrzypcami. Lutnia albo harfa też by mogły być. I maska musiałaby być pełna. Bo przecież wszyscy mnie tu znają. To miałbyś taką widownię mój drogi Otto? I dyskretne miejsce na taki spektakl? - Dała mu znać, że taki pomysł zdobył jej uznanie.
      - Widownię znajdę bez problemu. Jeżeli nie przeszkadza ci coś… mniej wyrafinowanego. Wystarczy dać cynk w kilku karczmach. - pocałunki mnicha zniżyły się do obojczyka kobiety - Zapytam Pirory, czy mogłaby polecić jakiś grajków, załatwię ochronę, aby nikt nie sądził, że może dotknąć a nie patrzeć. Miejsce… zacznę szukać przy najbliższej okazji. Widzę, że podoba się pomysł?
      - Coś mniej wyrafinowanego? - Teraz szlachcianka zacisnęła usta jakby smakowała ten pomysł. I uśmiechnęła się z zadowoleniem. - Oh, naturalnie, że mi nie przeszkadza mój drogi Otto. To mogłoby być bardzo ożywcze doświadczenie. Bo na bale i koncerty to sama mogę sobie zorganizować wejście a i tak mnie wszędzie zapraszają. No ale taka przygodna w jakiejś karczmie brzmi całkiem ekscytująco. Ufam, że zorganizujesz to jak trzeba. Gdybyś potrzebował w tym jakiejś pomocy to koniecznie daj mi znać. - Diwa położyła dłonie na jego ramionach i przez chwilę mogłaby popatrzeć mu w oczy, gdyby opaska na jej oczach jej w tym nie przeszkadzała. A i tak zalotnie cmoknęła go w policzek.
      Mnich delikatnie postawił kobietę na ziemi i delikatnie zsunął pas z jej oczu.
      - I jak wyobraźnia wpływa na twe żądze, pani? Mam nadzieję, że taka małe doświadczenie dało ci odrobinę rozrywki.
      - Tak Otto, dziękuję, bardzo wpływa. Dobrze się bawiłam. - Chociaż była całkiem naga, to dygnęła przed nim z kurtuazją jakby oboje byli błękitnokrwistą parą na eleganckim balu. - To kiedy byś miał dla mnie jakieś wieści o ekscytujących przygodach? Jutro pewnie przed południem nie wrócę do miasta. A po południu mam spotkanie z Benitą u Pirory. Tam chyba najprędzej mógłbyś mnie złapać. - Zagaiła chcąc się już umówić na kolejne spotkanie.
      - Więc się zjawię, mój piękny Słowiku. - ucałował dłoń kobiety - Jutro rozpocznę poszukiwania miejsca… chyba nawet wiem jak ubić dwie sprawy na raz. - mnich się uśmiechnął i spojrzał na kobietę ponownie, podziwiając piękno jej ciała. Diva mogła zobaczyć głód w pojedynczym oku kultysty, ale najwyraźniej kontrolował się jeszcze - Od Pirory też będę mógł wziąć maskę dla ciebie.
      - No to cudownie. To jesteśmy umówieni na jutro u Pirory. No i na zasiewanie Benity tymi ohydnymi przyjemniaczkami. - Miodowa aktorka uśmiechnęła się i klasnęła w dłonie z zadowoleniem, że tak gładko udało im się umówić następne spotkanie.

    Otto w hospicjum

    - Staram się pomagać hospicjum i naszym pacjentom. - odparł prawie szczerze mnich - Podejrzewam, że pan Grubson niedługo będzie chciał nas odwiedzić i rozpocząć proces. Postaram się trzymać pieczę na sprawie do tego czasu.
    - Grubson? To ten kupiec co dostarcza kostiumy do teatru? - Przeor trochę się zdziwił jak usłyszał to nazwisko ale jednak przyzwoicie je kojarzył. - No cóż, niech przyjdzie. Może też nas czymś wesprze. - Ostatecznie uznał, że i taka wizyta może być korzystna dla przybytku miłosierdzia jakie prowadził.
    - Ah, Lady Odette von Treskow nas odwiedzi na dniach. - mnich pstryknął palcami jakby sobie o czymś przypomniał - Nie wiem czy osobiście nas wesprze, ale mówiła, że więcej dam z Saltzburg'a niedługo odwiedzi miasto. Więc wiedza o naszej skromnej lecznicy trochę się rozszerzy.
    - Rozmawiałeś z lady von Treskow?! - Na twarzy ojca przeora pojawiło się zdumienie. Aż się zapowietrzył i potrzebował chwili czasu na ochłoniecie. - I ona nas wkrótce odwiedzi?! Oh! To cudownie! Cudownie Otto! Świetna robota! Oh… To trzeba teraz wszystko wyszorować. Aby ta wspaniała dobrodziejka co ma tak cudowny głos, nie pomyślała sobie, że to jakaś ponura nora. - Po pierwszym wybuchu radości, stary mnich zreflektował się, że tak sławna persona zasługuje na specjalne przyjęcie. I trzeba przygotować hospicjum na jej godne przyjęcie.
    - Tylko też nie za bardzo. Sakwy nie otwierają się na widok dobrobytu. - przypomniał mnich.
    - Jakiego dobrobytu, Otto? - Przeor przekrzywił głowę i popatrzył na młodszego mnicha z politowaniem. - Sam zobacz, że mamy tu gołe ściany. Ale te pajęczyny trzeba będzie omieść, podłogi wyszorować. Na zacieki i dziury w dachu już się nic nie zrobi a może naszym dobrodziejkom bardziej serce zmięknie jak zobaczą w jakich warunkach musimy dbać o naszych pacjentów. - Wskazał na tą niezbyt wesołą okolicę. Hospicjum utrzymywało się głównie z datków więc nigdy się tu nie przelewało i zawsze balansowało na krawędzi biedy.
    - Po prostu ostrzegam. Ekscytacja może zwyciężyć nad umiarem. - mnich się uśmiechnął - Mam przekazać nowiny reszcie braci?
    - Nie trzeba Otto. Świetnie się spisałeś. Ja im przekażę podczas obiadu. No i będę ich musiał pogonić do roboty skoro mamy mieć tak zacnego gościa. - Przeor dał znak, że tym już młody mnich nie musi się kłopotać i on bierze to na siebie. Dodatkowe prace sprzątające nigdy nie były przyjemne dla tych co je wykonywali więc nie witano ich radośnie. Tym razem jednak na osłodę mieli to, że sam Słowik Północy obiecała zawitać w ich skromne progi.
    - Na pewno się ucieszą. Więc są jakieś zadania dla mnie do tego czasu, czy mam wracać do swoich zwykłych obowiązków?
    - Możesz zerknąć na Grega. Widzę, że masz na niego dobry wpływ i nić porozumienia. Poza tym po posiłku, pomóż w kuchni. No chyba, że masz jakieś polecenia od naszych dobrodziejek? No to wtedy nie można im kazać czekać. Dawno nikt tak hojnie nie wsparł naszego przybytku tak jak one ostatnio. A zobacz, podłe ludzie mawia, że te piękne i bogate damy to mają tylko pstro w głowie i są próżne. A tu jak można źle człowieka po pierwszym wrażeniu ocenić. - Przeor pokiwał w zadumie głową ale wydawało się, że jest gotów wdrożyć jednookiego do jego rutynowych obowiązków w hospicjum. I zadumał się nad tym kontrastem między bogatymi, pięknymi szlachciankami a ich dobrocią jaką ostatnio okazywały ich przybytkowi.
    - W sumie mam kilka spraw od nich, ale odwiedzę Georga. Pewnie biedak znowu chce mi o czymś opowiadać. - mnich pokłonił się przed przełożonym i ruszył do hospicjum w poszukiwaniu pacjenta.

    Z Georgem

    - Pracujemy nad tym George, uwierz mi. - mnich uśmiechnął się do mężczyzny - Nie tylko ty ją widziałeś, więc zaczniemy jej szukać w mieście na dniach. Szczególnie, że jest zagrożona. Jeżeli ją odnajdziemy postaram się, aby ciebie odwiedziła. Albo tu albo jak w końcu Tobias cię przygarnie.
    - Oczywiście, że tak. - Mężczyzna w średnim wieku o twarzy od razu zdradzającej ułomność umysłową, skinął głową jakby był co najmniej wykładowcą w Akademii. - Ale to zależy w której książce. Nici są różne i czasem udawało nam się ją odnaleźć i nakłonić do współpracy a czasem nie. Tam gdy uda to jest zwykle lepiej bo ona jest mądra i wiele wie. Rozumie książki a książki chcą z nią obcować. - Pacjent wyjaśnił tonem jakby tłumaczył dziecku coś co jest dla niego oczywiste.
    Mnich się zastanowił chwilę nad słowami pacjenta. Rozumiał oczywiście sens jego paplaniny. Tkacz Losu ponoć widzi wszelkie możliwe decyzje, przyszłość nie jest pewna dopóki nie stanie się przeszłością. Ciekawiło Otto natomiast, jak dużo księgi wyjawiły George'owi.
    - Księgi nie wyjawiły ci może lokacji, w których się udaje? Nawet jeżeli ty ich nie rozpoznajesz, pomogłoby to w poszukiwaniach.
    - Ksiąg nie interesują takie detale. Księgi chcą aby ona mogła się z nimi spotkać. Mówią, że jest już w mieście i ich szuka. Na dłoni ma srebrny pierścień z oczami. Tych oczu używała do rozmów z książkami. Będzie szukać książek bo nie wie, że tych prawdziwych nie ma w mieście albo wie ale nie wie gdzie dokładnie. - Pacjent pokazał na swoja dłoń gdzie owa tajemnicza kobieta miałaby mieć ów pierścień jaki opisywał. I kiwał przy tym głową, jak chłopiec jaki z przejęciem opowiada rodzicom jak wpadł w pokrzywy.
    - Ale to już jest coś. - odparł Otto - Dobrze, rozsieję wici i sam zacznę poszukiwania. Postaram się doprowadzić do waszego spotkania.
    - Dobrze. Ona zawsze umiała się dostoswać i zmieniać wygląd. Więc nie tak łatwo ją odnaleźć. Ale nawet ci kopytni co ich wasz mag spotkał to zwrócili na nią uwagę. Przecież ta blondyna mu o tym mówiła ale on zazwyczaj bywał taki nieuważny. - Pacjent pokiwał mądrze głową i przez chwilę wydawał się całkiem podobny do Tobiasa jaki zwykle z wyższością człowieka wykształconego patrzył na większość kolegów a zwłaszcza koleżanki z kultu.
    - Blondyna…? - mnich pokręcił głową - Mniej ważne. Dobrze, postaram się… i jesteś pewny, że już była u kopytnych?
    Tym razem pacjent aż złożył ramiona na krzyż, jakby to Otto był uczniem w jego klasie. I to takim co właśnie palnął coś niezbyt mądrego. Patrzył tak przez chwilę po czym odezwał się strofującym tonem. - Tak, ta blondyna. Co przystała do plemienia zwierzoludzi i teraz jest ich samicą. I wie gdzie ich znaleźć i chce się z nimi chędożyć tak samo jak te nasze dobrodziejki co tu bywały. I jak wasz mag ją spotkał i ich też i ją zabrał ze sobą do siebie. Tą drugą to różnie bo czasem ją zabierał, czasem zabijał a czasem zostawiał ją w tej karczmie. - Greg pokręcił glową jakby musiał przypomnieć Otto tekst jaki już tyle razy wcześniej omawiali na lekcjach. Chociaż jednooki słyszał go od niego po raz pierwszy.
    - Niestety George, ja jestem więźniem teraźniejszości i nie przeprowadziłem z tobą jeszcze tej rozmowy, chociaż rozumiem twoje zmęczenie moją niewiedzą. Więc Joachim znalazł, albo znajdzie towarzyszkę. Dobrze dla niego. - mnich się zastanowił chwilę - Zakładam, że imię to też rzecz mało warta uwagi dla ksiąg?
    - Tak, wasz mnich znalazł tą ludzką samicę zwierzoludzi. Innych niż ci z którymi się już związaliście. A imię tej mądrej kobiety nie ma znaczenia. Przecież tylu ich używała. Tak samo jak wyglądu. Po książkach ją poznacie. Będzie szukała książek i wiedzy. I po tym srebrnym pierścieniu z oczami. Umie używać mocy i wiedzy ale to większość z was nie widzi. - Greg pokiwał głową i jakby jeszcze starał się przeszukać pamięć co by mógł przydatnego rzucić o tej nieznajomej.
    - Wasz mnich…? W sensie ja? - Otto zastanawiał się czy ktoś inny z rodziny mógłby pasować do tego opisu - Blondynka od zwierzoludzi… - jednooki starał sobie przypomnieć wszystkie znane mu blondynki.
    - No mag a nie mnich. - Pacjent sapnął jakby niechętny temu, że Otto przyłapał go na pomyłce. Więc szybko zaczął drugi temat. - Tak, blondynka od zwierzoludzi. Przecież wasz mag i ladacznice przypłynęły z nią do miasta. Ta druga to nie wiem czy jest z nimi. Ładna ta blondynka chociaż z lasu. Ladacznice oczywiście od razu zaczynały się z nią chędożyć gdy tylko miały okazję. Bo jest ładna. Ta druga była ładna ale jak poczuła dotyk bogów to już niekoniecznie. Ktoś by musiał lubić z odmieńcami aby się podobała. - Pacjent rozwinął ten temat skoro mnich o niego zapytał.
    - Hm… no cóż zapytam. Nie zaszkodzi. Mówiłeś, że uczona zmienia wygląd, ale pierścień pozostaje?
    - Tak, pierścień zostaje. Po pierścieniu ją poznacie. I po książkach. Będzie ich szukać. - Greg potwierdził domysły mnicha i na koniec skinął głową.
    - No to mamy punkt zaczepienia. Srebrny pierścień z oczami. Poinformuje rodzinę i sam zacznę szukać.

    Otto u Teofano

    - Cieszy mnie twa radość, Teofano. I jestem pewny, że twoje maleństwa również cieszą się z tak kochającej mamy. - spojrzał odrobinkę lubieżnie na dziewczynę - Nie uchodzi mi prosić co mi chodzi obecnie po głowie, szczególnie, że jestem w gościach, ale może kiedyś. - jego głos zbliżył się do cichego mruczenia - Co do Margo… - westchnął - Tego się obawiałem, twoja radość nie jest uniwersalna. Większość Imperium jej nie podziela i Margo po prostu boi się, co o niej inni pomyślą. Nie mogę jej od tak wysłać do naszych wspólnych znajomych, nie śmiałbym się im tak narzucać. Porozmawiam z nią i spróbuję ustalić jakieś spotkanie, może z służkami lady Fabienne, to moje pacjentki, jestem pewny, że Marissa ją przekona… do otwartości na pomysł takiego figlowania.

    - No właśnie! Ty mnie rozumiesz! I zaszczyt jaki nas spotyka jak możemy zostać muszymi matkami! - Młoda cukiernik aż oczy rozbłysły a na twarzy pojawił się promienny uśmiech. Jakby wspólnie z mnichem, dzielili tą samą tajną wiarę. Matczynym gestem położyła dłoń na swoim brzuchu i pogłaskała go czule. Na razie wciąż był płaski i na pierwszy rzut oka, nie widać było jej błogosławionego stanu. - Ale Margo tego nie rozumie. Idiotka. - Popatrzyła na drzwi do swojej sypialni z pewnym smutkiem i rozczarowaniem. Widać było, że oczekiwała, że jej pokojówka po ostatnich przygodach ze szlachetnymi damami i w hospicjum, okaże się bardziej do niej podobna. - Ze służkami milady być może. Chociaż to nadal służki a nie milady, sam rozumiesz, że to nie to samo. Nie ma tego splendoru. A obcować z lady Odette, Fabienne czy Pirorą to takie przyjemne. Ale może i masz rację, sama już nie wiem co mam robić z tą niewdzięcznicą. - Westchnęła na myśl o postawie swojej pokojówki. Ta jednak już wracała bo słychać było jej szybkie kroki. Weszła do środku i postawiła tacę z trunkami dla jej pani i gościa. Gospodyni zerknęła na mnicha jakby była gotowa mu oddać pałeczkę rozmowy z Margo.
    - Najlepiej pozwolić jej pozostać w przyjemnościach, które sama wybierze i poczekać aż ciekawość i głód nowości weźmie górę. - odparł mnich nim Margo wróciła - Na razie przegońmy jej lęki, nawet jeżeli w domu będziesz musiała przez jakiś czas być sama w matkowaniu. Ale uczep się tej radosnej myśli; więcej dzieci dla ciebie. - mnich zerknął na Margo kiedy ta weszła z trunkami - Więc, Margarethe, usiądź proszę… - jednooki wydawał się rozważać coś - Moje kolana są pewnie milsze od krzesła, ale nie narzucam się. - Otto uśmiechnął się ciepło do służki.
    - Z tymi szlachciankami pewnie byłoby łatwiej, dlatego myślałam aby poprosić o spotkanie z nimi. - Teofano pokiwała swoją kasztanową głową ale jej pokojówka już weszła to zamilkła. Rudawa służąca zas postawiła tacę na stole i odwróciła się do nich. Gdy mnich się do niej odezwał, najpierw spojrzała na swoją panią.
    - No śmiało Margo, chyba nie odmówisz tak miłemu zaproszeniu? - Wskazała mu na kolana mnicha, dając pokojówce przyzwolenie na takie zachowanie. Ta lekko uśmiechnęła się do niej i jeszcze szerzej do mnicha po czym podeszła do niego i usiadła mu bokiem na jego kolanach. Młoda córka znanych cukierników zaś siedziała na krześle obok i na razie obserwowała co się teraz stanie.
    - Teofano mówi mi, że masz ciągle wątpliwości co do daru, którego doświdczyłyście. Zrozumiałe, nie jest coś codziennego. - głosnicha był łagodny, opiekuńczy - Jeżeli masz jakieś pytania, albo lęki, nie krępuj się. Postaram się wszystko wyjaśnić.
    - No… - Pokojówka d razu zerknęła na swoją panią jakby nie była pewna jak się powinna zachować. Teofano Lebkuchen w pierwszej chwili zacisnęła swoje ładne usta w wąską linię jak zwykle gdy ktoś ją zirytował. Po chwili jednak jakby się namyśliła i uśmiechnęła się trochę.
    - Mów śmiało Margo. Przecież wiesz, że i ja przyjęłam ten cudowny dar i nawet te piękne, wspaniałe szlachcianki z jakimi miałyśmy przyjemność. Wszystkie będziemy mieć zaszczyt zostać muszymi matkami. Będziesz jedną z nas. - Tym razem cukiernik przyjęła ton podobnie łagodny jak Otto. Wstała ze swojego miejsca i podeszła do tacy jaką ruda zostawiła na stole. Nalała do kubka i podeszła do nich oboje wręczając go pokojówce. Nawet kucnęła przy ich kolanach jakby nie chciała dominować nad nimi i zachęcić do przyjaznej rozmowy. Teraz oni oboje mogli patrzeć na nią z góry.
    - No tak, ja rozumiem. Z tymi szlachciankami bardzo mi się podobało. - Margo lekko uśmiechnęła się i przyjęła kubek. Widać było, że czuła się znobilityowana tym, że mogła pokładać się z tak znamienitymi damami. - Ale… Ale to naprawdę mamy tam w sobie robaki? - Pokojówka w koncu odważyła się zadać pytanie. Jej pani posłała jej ciepły uśmiech i pokiwała twierdząco głową. - Ale… To dobrze? Przecież… To robaki. I ja je czuję. Czuję jak się tam ruszają w środku. Dzisiaj to chyba najbardziej. Kotłują się tam na całego. - Ruda służąca popatrzyła niepewnie i na mnicha i na swoją panią czy aby na pewno jest wszystko w porządku. W koncu zwykle jak ktoś miał w sobie robaki to uznawano, że jest chory i, że to obrzydliwe.
    Mnich kiwnął głową.
    - Spokojnie Margareth. Tak to są robaki, ale nie lękaj się. Nie są groźne, nie są oznaką choroby, ich obecność nie zrobi ci krzywdy. - delikatnie położył dłoń na łonie dziewczyny - Pomyśl o nich jak o fasolkach. Potrzebują jedynie twojego ciepła i wilgoci, aby urosnąć na duże i dorodne. Wtedy po prostu z ciebie wyjdą. Jedna po drugiej, albo wszystkie na raz. - uśmiechnął się - I uwierz mi, doznanie jest przyjemne. Byłem świadkiem takiego "porodu", kiedy ty i Teofano byłyście z lady Fabienne. Kobietą telepało jakby była rażona piorunem.
    - Ale szczęściara. - Cukiernik spojrzała z zazdrością na mnicha jak ten wspomniał o robaczym porodzie jakiego był świadkiem. - Ja już nie mogę doczekać się swojego. Oczywiście od razu jestem gotowa przyjąć kolejny dar aby spełnić swój macierzyński obowiązek. - Zapewniła gorliwie. Zachowywała się jak neofitka jakiejś wiary lub gorliwa służbistka. Wydawała się być calkowicie poświęcona swjemu muszemu macieerzyństwu. - A z tymi fasolkami to Otto dobrze powiedział. Nie czujesz Margo jakie to przyjemne? Mieć je tam w sobie? Ja czuję to przyjemność cały czas. I pamiętasz co ta bretońska milady mówiła? Ona też sobie bardzo chwaliła tą ciążę. Ty tego nie czujesz? - Teraz przeniosła spojrzenie na swoją pokojówkę ale starała się do niej mowić łagodnie.
    - No tak czuję. To… Nawet przyjemne. - Rudowłosa aby czymś zająć spojrzenie i ręce, upiła z kubka wina. I nawet się uśmiechnęła. - Czuję jak się ruszają. Tam w środku. No i… Dziś tak bardziej niż wczoraj. I czuję, że robię się tam mokra. I one tam się tak wiercą mocno. - Starała się opisać im swoje odczucia. Teofano zmarszczyła brwi jakby starała się zrozumieć o co jej chodzi ale spojrzała na mnicha co ten na to powie.
    - Powiedz mi Margarethe. Czy sądzisz, że przyjemność byłaby większa… gdyby ich było więcej? Bo nie słyszę w twych słowach lęku, czy obrzydzenia. Tylko ciekawość i drobny niedosyt. - ucałował delikatnie szyję dziewczyny - I jeżeli mam rację, to jest to dobry znak.
    - Więcej? No ale jak? Przecież jak więcej to bym chyba pękła. - Margo poruszyła się niespokojnie na kolanach mnicha. Jednak uśmiechnęła się lekko gdy pocałował jej szyję. Teo wciąż kucała przy ich kolanach i starała się być miła.
    - Oczywiście, że jak więcej to lepiej. Słyszałaś co mówiła lady Fabienne? Ona co chwila przyjmuje w siebie ten dar i ciągle ma ochotę na więcej. A przecież to szlachcianka i wielka pani. - Cukiernik mówiła łagodnym tonem i zaczęła podwijać suknię pokojówki. Gdy pokazało się jej kolano to je pocałowała.
    - No to może… Sama nie wiem… No tak, milady mówiła, że je lubi i jak się w niej ruszają. Może tak? Myślicie, że powinnam ich przyjąć więcej? Trochę się boję. A co jeśli się wyda? Co ludzie powiedzą? Że to ta co ma robaki. - Pokojówka wydawała się bić z myślami o konsekwencjach społecznych i dorobienia parszywej gęby. Zapewne tak by było gdyby się wydało i to w łagodnym wariancie gdyby uznać te robaki za jakieś standardowe pasożyty ze złego jedzenia czy brudnej wody. Lebkuchen pocałowała jej kolano raz jeszcze i dłonią zaczęła powoli przesuwać po jej udzie jakby chciała przekierować jej uwagę na przyjemniejsze sprawy.
    - Uwierz mi to nie był pierwszy raz lady Fabienne, a ona ma opiekunkę, która odpowiada przed jej mężem. Jeżeli pod tak bacznym okiem jej się udało ukryć swoje maluszki, ty nie masz się czego lękać. - widząc działania Teofano, mnich uniósł dłoń do biustu Margareth, delikatnie masując wzgórki dziewczyny - Nie jest to coś co wymuszamy. Jeżeli ciągle nie jesteś pewna, to poczekaj aż ten okres przejdzie przez wszystkie etapy. Jeżeli zdecydujesz, że nie chcesz więcej, nie poruszymy tematu znowu. Jeżeli jednak bedziesz chciała… no cóż, najwyraźniej tam to nie jedyne miejsce gdzie maluszki lubią gniazdować.
    - We mnie mogą gniazdować. Ja je przyjmę bardzo chętnie. - Teo mruknęła z gorliwym zainteresowanim. Podniosła głowę aby psłać im obojgu wesoły uśmiech. Jej wola byca muszą matką zdawała się nie słabnąć ani na chwilę. Na razie jednak subtelnie podwijała spódnice swjej służącej więc widać było coraz więcej jej jędrnych ud. Ale skumulowany materiał przesłaniał mnichowi widok na ich zwieńczeie. Widać było, że nauka nie poszła w las i cukiernik starała się naśladować w tych zabawach z pokojówką wielkie damy z jakimi ostatnio miały do czynienia.
    - No tak, lady Fabienne mówiła, że przyjęła je w siebie wiele razy. A w ogóle po niej nie widać. Nawet jak jest bez ubrania. - Margo pokiwała głową i wydawało się, że zaczyna ulegać pieszczotom mnicha na swojej górze i swojej pani na dole. Jednooki zaś mógł czuć przyjemność z oglądania i dotykania tych jej górnych jędrności.
    - To mam poczekać? Aż… Wyjdą ze mnie? Tak? - Pokojówka popatrzyła na mnicha pytająco czy właściwie zrozumiała jego słowa.
    - Ty naprawdę jesteś mokra. - Z dołu doszedł ich zdziwiony głos Lebkuchen. Właśnie dotarła do bielizny służącej. I jak wyjęła stamtąd palce to pokazała mnichowi, że łączy je lekpa, przezroczysta nitka.
    - No mówiłam wam. To tak niedawno. Jak się tak wiercą w środku. Bardziej niż rano albo wczoraj. - Rudowłosa powiedziała nieco speszonym głosem.
    - Tak będzie najlepiej. Mówiłem prawdę, że nie zagrażają twojemu zdrowiu. Nie ryzykowałbym nim dla własnej uciechy. Po prostu, zostańmy przy tym co jest i później zobaczysz, czy chciałabyś znowu… - Otto zerknął na dłoń Teofano - No, no… ktoś karmi swe maleństwa obficie. Jak sądzisz Teofano, dasz radę nie utonąć?
    - No może nie mam tak sprawnych ust jak lady Fabienne. Ale spróbuję. - Młoda cukiernik i podniosła głowę i uśmiechnęła się do nich obojga. Po czym oboje zobaczyli jak rozchyla uda pokojówki i przystawia do nich twarz. Dało się słyszeć jak jej usta i język tam pracują. I jak podniecenie o każdego z nich rośnie. Margo oddychała coraz szybciej i ściągnęła z siebie górę sukni aby uwolnić swój dekolt. Teraz mnich miał do niego swobodny dostęp. Zabawa zaczynała się rozkręcać gdy niespodziewanie młoda cukiernik zamarła. Właśnie miała palce w mokrych trzewiach swojej pokojówki.
    - Tam się coś rusza! - Podniosła głowę aby popatrzeć zdumionym wzrokiem na nich.
    - No mówiłam wam, że się ruszają. Bardziej niż wczoraj albo rano. - Wyjęczała pokojówka.
    - Otto one chyba wychodzą. - Cukiernik wydawała się trochę przestraszona a trochę zaintrygowana. Wciąż miała na sobie rumieńce przyjemności jaką właśnie przeżywali i przyspieszony oddech.
    Mnich gwizdnął.
    - No, no… nie spodziewałem się tak szybkiego dorastania. Teofano, pobiegnij proszę po wiadro, nie ma co aby wylądowały na podłodze. - mnich trzymał spokojnie Margareth - Spokojnie moja droga, nic złego się nie dzieje.
    Lebkuchen pokiwała głową i wybiegła z pokoju. Mnich na chwilę został sam z blond rudzielcem. Ta siedziała mu na kolanach z zadartą na górze i dole spódnicą. Oddychała coraz szybciej przez co sprawiała wrażenie, że przeżywa jakąś podnietę. Tylko spojrzenie miała rozkojarzone i nieco zaniepokjone.
    - To ja… Rodzę? Ale… Ale jak? To niemożliwe… Przecież wieczór w teatrze dopiero co był. - Bełkotała patrząc na niego nierozumiejącym wzrokiem. Oczywiście gdyby porownywać do zwykłej ludzkiej ciąży to jej zdumienie było jak najbardziej na miejscu. Ale czerwie rozwijały się swoim tempem i nosicielka nawet nie była w prawdziwej ciąży więc takie porównania były nie na miejscu. Pokojówka wsadziła sobie dłoń pod bieliznę i po chwili wyjęła. Jej palce sklejał śluz podobny do tego jaki oblepiał czerwie. - Czuję je. Jak się ruszają. Chyba rodzę. - Margo wydawała się być nieco spanikowana tym nienaturalnym zjawiskiem jakie właśnie przeżywała. W międzyczasie Tofano przybiegła z dużą miską.
    - Nie znalazłam wiadra ale mam to! - krzyknęła od progu ale zatrzymała się przed parą siedzącą na krześle. Widać bylo, że cukiernik niezbyt wie co teraz powinna zrobić. - Ona rodzi? Te cudowne maleństwa? - Brunetka popatrzyła pytająco na Otto jakby wierzyła, że będzie wiedział co dalej robić.
    - Całkiem możliwe, daj to co znalazłaś pod nią. - mnich trzymał delikatnie Margo - Spokojnie Margareth, te maluszki rosną własnym tempem, nic złego się nie dzieje. Po prostu mogą już być gotowe do wyjścia. - mnich delikatnie sięgnął pod spódnicę dziewczyny zsuwając jej bieliznę - Teraz spokojnie… oddychaj. Chcesz, abyśmy uprzejmnili ci proces? Nie będzie bolesny jak prawdziwy poród, więc w niczym nie przeszkodzi.
    - Ale… Ale jak to… - Pokojówka oddychała coraz szybciej. Widać było jak pod zwykłą spódnicą, jej brzuch porusza się coraz szybciej. Jakby cała sytuacja działa się dla niej zbyt szybko. Jej pani, posłusznie postawiła miskę między jej nogi. A mnich zaczął ściągać pokojówce bieliznę. Już widział jej nagie łono i jak cienki materiał zsunął się na górną część ud, gdy rudzielec spanikowała. - One wychodzą! - Zawołala i zerwała się na równe nogi. Teofano złapała ją w ramiona i przytrzymała.
    - Margo! Uspokoj się! Musisz urodzić. Teraz już tego nie da się przerwać. Usiądź. Połóż się. - Ciemnowłosa najpierw krzyknęła na służkę. Ostro co zwróciło jej uwagę. Wtedy złagodniała i pociągnęła pokojówkę aby usiadła na skraju jej łóżka. Ta zrobiła to i po chwili oparła się łokciami o nie. Jej pani dokończyła ściąganie jej majtek i z powrotem przysunęła miskę między jej nogi. Wrócili mniej więcej do tego co mieli przed chwilą.
    - Co teraz Otto? - Młoda cukiernik znów spojrzała na mnicha. Ten pierwszy raz brał udział w przyjmowaniu robaczego porodu. Ale jak widział te rozchylone uda Margo i jej nagie łono to przypominało to scenę ze snu jaki tyle razy śnił. Teraz wiedział, że śniły mu się Fabienne i Odette. Ale leżały podobnie jak teraz młoda pokojówka. I we śnie, przy wtórze jęków rozkoszy, obie szlachcianki rodziły czerwie. Wychodziły z nich same. No ale to był sen a teraz na wyciągnięcie ręki miał rozchylone uda Margo i podekscytowane spojrzenie Teofano.
    - Teraz czekamy. Powinny wyjść same, trzeba jedynie uspokoić Margereth aby biedaczka się tak nie męczyła. - mnich ujął policzek - Spokojnie Margo. - ucałował kobietę delikatnie - Opisz co czujesz. Nie bój się, nie grozi ci krzywda, a z tego co wiem nawet ból. Opisz jedynie co czujesz. Boli, swędzi… czy jest jednak trochę przyjemnie?
    - No… Ruszają się… Wychodzą… - Widać było jak pokojówka jest nieco zdezorietnowana. Ale po pocałunku mnicha lekko się uśmiechnęła. - I… No tak… Trochę jakby… Łaskocze. I przyjemne. I trochę… Tak jak wtedy jak się z zacnymi damami zabawiałyśmy… Oh! - Mówiła coraz bardziej spazmatycznie. Załapała mnicha za rękę. A Teofano usiadła z drugiej strony. Z przejęciem obserwowała to twarz swojej pokojówki to jej łono. Gdy ta sapnęła głośniej i wytzeszczyła oczy na jej uda trysnęła ciecz. Okazała się lepka i przezroczysta jak śluż jakim oblepione były czerwie. Cukiernik nachyliła się aby lepiej widzieć. A rudzielec znów sapnęła trochę głośniej.
    - Jest! Wychodzi! - Cukiernik krzyknęła entuzjastycznie i spojrzała na nich oboje. Chociaż i Otto widział jak czerw pokazał się między udami kobiety. Po chwili z plaśnięciem wpadł do miski. Margo odetchnęła z ulgą. Ale to nie był koniec. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilkukrotnie. Za każdym razem udawało jej się wypchnąć robaka na zewnątrz. A cukiernik zeszła na podłogę i przejmowała je aby nie spadały tylko je wkładała do miski. Wiły się w pojemniku zostawiając w nim kleisty śluz jaki łączył je z udami i łonem co je wydały na świat. Było ich chyba przynajmniej z pół tuzina. Teofano była zachwycona. Złapała jednego z nich i pokazała dwójce na łóżku. - Oh zobaczcie jakie śliczne maleństwo! - Uśmiechnęła się do nich promiennie.
    Mnich pogłaskał policzek Margaret i ucałował ją ponownie.
    - Gratulacje, mam nadzieję, że nie było to nieprzyjemne? - pozwolił kobiecie leżeć i oswoić z tym co się właśnie stało i zerknął na nowy miot z uśmiechem - Cudowne, powinnaś być dumna Margereth.
    - To już? - Pokojówka leżała na plecach w poprzek łóżka swojej pani. Wzrok miała rozleniwiony, dłońmi wodziła po pustym już brzuchu. Na twarzy błąkał jej się błogi uśmieszek. - Tak, było… Całkiem miłe. - Chyba w tej chwili miała trudności z ubraniem swoich myśli w słowa. Wyglądała jak kochanka tuż po szczytowym momencie przyjemności w figlach. Teofano za to była przytomna, pobudzona i podekscytowana.
    - Oh to było takie piękne! Ja też tak będę miała? Nie mogę się doczekać! Jej, Margo, jak ci zazdroszczę, że już w pełni zostałaś muszą matką! - Młoda cukiernik nachyliła się nad leżącą pokojówką i nagrodziła ją pocałunkiem w usta. Co ta chętnie przyjęła. I wymamrotała coś niezrozumiale ale z zadowoleniem. Wtedy brunetka podniosła się i objęła mnicha za szyję. Jego też namiętnie pocałowała. - Ja też tak chcę. Jak najwięcej i najczęściej. Nie mogę się doczekać! - Oznajmiła mu szepcząc prosto w twarz. Wydawała się już przeżywać swój przyszły poród jakby teraz gdy była jego świadkiem, jeszcze bardziej się niecierpliwiła.
    Mnich odwzajemnił pocałunek i wciągnął cukiernik na swoje kolana.
    - Cierpliwości, nie można przyspieszyć tego, jeszcze maleństwom coś by się stało, ale oczywiście jak tylko wydasz swój pierwszy miot z chęcią zasieję cię na nowo. - przybliżył się, aby wyszeptać Teofano do uszka - Jeżeli to cię zainteresuje, każdy otwór jest dobry dla maleństw, jeżeli chcesz poczuć ich więcej.
    - Oczywiście, że tak! Jestem gotowa je przyjąć z każdej strony i dowolną ilość! A musimy czekać? Nie mógłbyś mnie zasiać ponownie? No albo któraś z milady jeśli to by było łatwiej i szybciej. No i Margo też. Zobacz, że teraz jak urodziła to jest pusta. - Teofano bardzo chętnie weszła mu na kolana i czule objęła jak kochanka. Też szeptała mu i patrzyła z gorliwym oddaniem muszemu macierzyństwu. Spojrzała w bok na leżącą tuż obok pokojówkę. Margo miała nieco rozchełstany wygląd. Podwinięta spódnica pokazywała nagie uda i łono a na górze jej biust. Teraz jakby zapadała w słodki letarg jak po spełnieniu po figlach. - Ah. A co zrobimy z maleństwami? - Młoda cukiernik spojrzała w dół na miskę pełną czerwi. To były te małe, wielkości może długości dłoni dorosłego mężczyzny. Za to szybciej dojrzewały w łonie nosicielek i przez to gdzieś po pół tygodniu już następował ich poród.
    - Nie zabrałem ze sobą dziś jajek. Co do Margo… pozwólmy jej zdecydować, na razie jest rozkojarzona. Poczekajmy, aż zobaczy twój poród może? - dłonie mnicha zaczęły delikatnie wędrować po ciele cukiernik - Zabiore maluchy, mamy ich rodzeństwo w specjalnym miejscu dla nich. Wiem, że pewnie chciałbyś, aby zostały, ale o ile ciążę mogliśmy ukryć, no duże bzyczące muchy przykują uwagę… i ktoś mógłby zrobić im krzywdę.
    - Oh no tak. Musimy je chronić. - Kobieta o kasztanowych włosach popatrzyła na pełzającą zawartość misy i zgodziła się. Choć z wyraźnym żalem. - Nie mogę się doczekać aż wydam na świat moje maleństwa. - Westchnęła kładąc dłoń na własnym brzuchu. Ten na razie nie zdradzał, że jest tam coś więcej niż ostatni posiłek. - Lady Fabienne tak pięknie o tym opowiadała. I to, że już tyle razy przyjęła ten cudowny dar w siebie. Też bym tak chciała. - Pokiwała głową jakby była całkowicie oddana tej sprawie a zachęta ze strony bretońskiej milady tylko ją w tym utwierdzała. - Szkoda, że nie masz przy sobie tych jaj? To na kiedy się umówimy? Mogę przyjść do was do hospicjum jeśli chcesz. I zabrać Margo. Albo do lady Pirory. Wiem gdzie to jest. - Popatrzyła gorliwie na mnicha jakby chciała jak najszybciej się umówić na kolejne zapłodnienie. - A Margo to poczekaj, zaraz zobaczymy. - Uśmiechnęła się i schyliła do miski. Wzięła jednego z czerwi i wyprostowała się. Spojrzała pytająco na jednookiego jakby sprawdzając czy popiera ten pomysł aby podać robaka nosicielce.
    Mnich kiwnął głową i podążył za Teofano, ale nie mieszał się w jej plan. Usiadł jedynie obok Margo, kładąc delikatnie jej głowę na udzie, delikatnie gładząc jej czoło i czekając na ruch Teofano.
    Widząc zachętę, cukiernik położyła czerwia między piersiami swojej pokojówki. I z ciekawością wymalowaną na twarzy czekała co się stanie. Rudoblond dziewczyna w pierwszej chwili jakby nic nie poczuła. W kolejnej sięgnęła tam dłonią. I przez chwilę głaskała czerwia a ten żywo sprawdzał jędrne otoczenie w jakim się znalazł. Dopiero jak lepkość oblepiła palce pokojówki ta otworzyła oczy jakby się zorientowała w tym. Popatrzyła z pewnym zdziwieniem na swoją dłoń po czym podniosła głowę na swoje robacze dziecię.
    - To twój. Ale ci zazdroszczę Margo. Ja sama to już nie mogę się doczekać swoich. - Teofano nie wytrzymała aby się nie odezwać. I delikatnie pogłaskała czerwia jaki zostawiał lepki ślad na piesiach jej służącej.
    - To moje? - Do byłej garbarki jakby zaczynało docierać w jakiej była sytuacji. Przyglądała się robakowi z bliskiej perspektywy.
    - Tak. W misie jest ich więcej. To one dostarczyły ci ostatnio tyle przyjemności. - Cukiernik pokiwała głową i pokazała gestem poza krawędź łóżka. Pokojówka patrzyła na tego pulsującego robaka jakby nie mogła oderwać od niego wzrok.
    - No i chciałabyś jeszcze raz? - Brunetka w końcu zadała pytanie jakby się nie mogła doczekać odpowiedzi. Służka podniosła głowę na nią. A potem na mnicha. Wyglądała jakby nie była pewna jakiej odpowiedzi od niej oczekują.
    - Nie lękaj się i powiedz co naprawdę myślisz. Jeżeli nie chcesz nie powinniśmy cię zmuszać. Nie ma nic smutniejszego od matki, która nie może kochać swego potomstwa. - zerknął na Teofano, miał nadzieję, że oddanie dziewczyny własnym chęciom nie przesłoni jej rozsądku.
    - No… To było… Całkiem miłe… - Leżąca na plecach pokojówka dotknęła swojego brzucha. Lekko się w końcu uśmiechnęła jakby na świeże wspomnienie własnego porodu. Słysząc to, cukiernik rozpromieniła się.
    - Jesteś bardzo zdolna Margo. Wydałaś piękny i silny miot. Jesteś dobrą muszą matką. No i do tego sama widzisz jakie to przyjemne. Az nie mogę się doczekać kiedy do ciebie dołączę. A tu sama zobacz. To maleństwo dopiero co miałaś w sobie. - Brunetka pochwaliła swoją służkę jakby odczuwała z nią teraz więź jako nosicielka czerwi. Jednego z nich zademonstrowała pokojówce. Ta spojrzała na niego.
    - To moje? - Trochę jakby zdziwiła się, że coś tak odmiennego od człowieka, mogło właśnie w niej być przez ostatnie kilka dni. Ostrożnie uniosła dłoń i dotknęła śliskiej larwy. Od razu jej palec połączyła z nią nitka śluzu. Robak zareagował żywszymi ruchami, jakby sprawdzał co go dotyka. Pokojówkę to jakby rozbawiło bo zaśmiała się cicho. I pogłaskała go delikatnie.
    - Twoje moja droga, twoje. - mnich się uśmiechnął - Maleństwo zrodzone z twego ciepła i miłości. - Otto ucałował czoło służki - Czy chciałabyś stworzyć kolejne?
    - No chyba tak. Ten poród i jak się ruszały w środku to było całkiem miłe. - Blond rudzielec uśmiechnęła się i powoli skinęła głową. Teofano zaśmiała się i nagrodziła ją całusem w usta.
    - Tak! Będziemy spełniać nasze posłannictwo i zapełniać świat kolejnymi miotami! - Zawołała radośnie i z gorliwością w oczach.

    Rozgrywka import

  • [WOD/MAG] Magowie na Dzikim Zachodzie
    SeachS Seach

    text alternatywny

    Huk broni palnej i krzyki dochodzące z przedziału Rylanda wyrwały Eliasa i Davida z rozmyślań. Coś się wydarzyło niepokojącego w pociągu. Wychylając się ze swoich zauważyli dwójkę mężczyzn z zakrytymi przez bandany twarzami. Obaj uzbrojeni i obaj wymachując bronią. Zastraszając ciekawskich pasażerów, zmuszali ich do schowania się w przedziałach… co bardziej krewkich ogłuszali kolbami rewolwerów.
    Ich intencją z pewnością nie było zabicie kogokolwiek, acz… nie wyglądali też takich co zawahają się użyć broni w przypadku zagrożenia. A ich celem nie był przedziały pasażerskie. Wyraźnie kierowali się w kierunku wagonu towarowego, w którym przebywali strażnicy. W końcu, strażnicy są po to by pilnować czegoś cennego, prawda?
    Elias postanowił na razie schować się w jednym z przedziałów i pozwolić bandytom przejść. Będzie miał większe szanse aby jakoś ich powstrzymać jeżeli weźmie ich z zaskoczenia.
    Dwóch napastników w wagonie, w całym pociągu pewnie pięć, albo sześć razy więcej. Broń palna, zmora kultywatorów, zwłaszcza w zamkniętej przestrzeni. Trzeba było ich zneutralizować zanim kule zaczną latać. Smok zwizualizował w głowie odpowiednią technikę, by się przygotować. Mógł z łatwością zabić bandytów i bez tego, ale chodziło o to, żeby nie musiał. Zaatakował więc błyskawicznie, szybki cios przesłał energię przez ciało zaskoczonego bandyty łącznie z delikatnymi wyładowaniami elektrycznymi. Potraktowany tak bandzior jęknął cicho i osunął się na ziemię. Drugi, choć zaskoczony sytuacją, zareagował błyskawicznie strzelając w kierunku Davida. I ów strzał okazał się celny, lewy bark został przestrzelony zostawiając plamę krwi na ubraniu. I lekcję by nie lekceważyć miejscowych… zwłaszcza jeśli mają w dłoni rewolwery.
    Elias westchnął i wymruczał cichą modlitwę.
    "Panie… ofiaruję ci w opiekę duszę tego grzesznika. Spraw aby moja ręka była silna i sprawna, a mój cios celny. Niech się dzieje twa wola."
    Po czym wyszedł z przedziału i podszedł do ostatniego napastnika, wymierzając cios prosto w twarz bandyty.
    Młody Akashita uchylił się do wnętrza przedziału, niestety nie był dość szybki, pocisk przeszedł na wylot. Jedno trzeba było mu przyznać, nawet nie syknął, choć bolało jak diabli. Zanim zdążył odgryźć się napastnikowi, duchowny zaatakował z ukrycia, rychło w czas, by dać mu chwilę na opanowanie złości. Niestety, cios kaznodziei nie był zbyt skuteczny, Smok musiał po nim poprawić. Złożył ponownie mudrę i uderzył w bandytę, by pozbawić go przytomności.
    Zaatakowany z dwóch stron bandzior, najpierw przyjął cios na szczękę. Bardzo twardą szczękę. I ten cios bynajmniej nie pozbawił go przytomności. Musiał brać udział w niejednej bójce. Kolejny cios od Dawida między żebra, też nie załatwił by bandyty, gdyby nie to że przynosił w darze moc gromu. I błyskawice przeszyły jego ciało pod ubraniem przeskakując po skórze w postaci rozlicznych łuków elektrycznych. To wystarczyło by ogłuszyć go. Drugie ciało osunęło się na ziemię.
    Gładko poszło, pomijając postrzał. Smok odsunął kopnięciem rewolwer pierwszego bandyty i usiadł mu na plecach, złożył dłonie w wyjątkowo dziwnej mudrze i przycisnął nimi napastnika do podłogi.
    -Dwóch na raz nie utrzymam, ogarnij jakoś tego w korytarzu. - Zwrócił się do kaznodziei.
    Elias odetchnął.
    - Przydałby się jakiś sznur, aby naszych nowych znajomych odpowiednio ugościć… - zaczął się rozglądać za pustym przedziałem, aby tymczasowo tam przechować bandytów.
    Prostując się, Elias spostrzegł za sobą mężczyznę celującego w niego z rewolweru. Elias wypowiedział szybką modlitwę.
    - Panie, w twe ręce oddaję swój los. - po czym odwrócił się w stronę oponenta.
    I los miał zdecydować, bowiem bandyta kryjący się w cieniu wymierzył broń. Ten sam, który był przecież tak współpasażerem Eliasa, strzelił. Kowboj miał pecha… Może tą odrobinę pecha zrekompensowałby swymi umiejętnościami, lecz nie w momencie gdy magya Eliasa do już obecnego fatum dołożyła swoje. Strzelił niecelnie, słaby chwyt wyrwał mu rewolwer z dłoni który przefrunął nad ramieniem atakującego wprost na podłogę.
    Świetnie, kolejny napastnik… Davidowi powoli kończyły się pomysły, jak to wszystko rozwiązać bezkrwawo, ale liczył że wciąż da radę obejść się bez zabijania. Nie mógł jednak sam utrzymać dwóch leżących, kiedy kaznodzieja walczył, zwłaszcza że porażenie mięśni miało wkrótce ustąpić. Puścił bandytę jedną ręką, po czym dziwnie powolnym ruchem uderzył go w ramię, by je wybić.
    Uderzenie było silne, celne i zakończyło się krzykiem bólu. Ręka z bronią zwisła bezwładnie… ból zresztą po chwili sprawił, że mężczyzna cofnął się do tyłu i osunął na fotel zdrową ręką łapiąc się za zwichnięte ramię.
    - Mogło pójść lepiej… - mruknął Elias przeszukując pokonanych oponentów. Uśmiechnął się znajdując przy nich liny - Przynajmniej przyszli przygotowani. - zerknął Smoka rzucając mu jedną linę - Zacznijmy ich wiązać i zamknijmy w jednym z przedziałów. Później może znajdźmy resztę naszej ekipy.

    Rozgrywka owod mag wstąpienie

  • Kultyści - Lato 2519
    SeachS Seach

    text alternatywny

    Otto spędził dzień po orgii pogrążony w przemyśleniach. Czas spędził na pomaganiu reszcie zgromadzonych.
    Jego umysł zaczynał szkicować plany swoich następnych ruchów. Oczywiście musiał wrócić do Hospicjum i wykonać swoje powinności.
    Mógł jednak pochwalić się przeorowi o kolejnym pacjencie, który zostanie od nich przejęty.
    I oczywiście będzie musiał o tym porozmawiać z Niklasem.
    Niklas! Właśnie.

    Wrcając do miasta mnich zaczepił na chwilę Lady Odette zabierając jej chwilę jej czasu z pytaniem, czy odwiedziałaby hospicjum w najbliższym czasie, gdyż autor nowej zabawki, którą tak polubiły bardzo chciał ją poznać.

    Więc miał plan na przynajmniej pierwsze momenty swojego dnia. Hospicjum a potem…
    Mógłby odwiedzić Lebkuchenów i zobaczyć jak się czuje Teofano i jej pokojówka.

    Rozgrywka import

  • U bram raju - komentarze
    SeachS Seach

    Jutro ode mnie powinien być post

    Komentarze

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    SeachS Seach

    Welp pudełko otwarte, Modi jednak martwy.
    Miło było moi drodzy, powodzenia życzę w dalszej grze.

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa