Wellentag; rano; ulica
Otto i Silny
Mnich uśmiechnął się.
- Ano, sprawę miałem. Wiem, że nie jesteś skory pomagać dziewczynom od Węża, absolutnie to rozumiem. - jednooki westchnął - Zwracam się jednak do ciebie z propozycją. Lady Odette pragnie… doświadczyć adoracji mniej wyrafinowanej publiczności. Więc, miałem pomysł, czy miałbyś jakiś większy pokój w swoim przybytku. Coś, aby pomieścić kilku, lub kilkunastu gapiów i Lady Odette, która by wykonała rozbierany taniec dla nich? Zakładam, że trochę by grosza się z tego sypnęło.
Na twarzy łysego zbira, pojawiło się zaskoczenie. Przez kilka kroków szedł obok mnicha i zerkał co chwila na niego jakby sprawdzał czy dobrze się rozumieją i czy kolega aby nie żartuje. W końcu jednak zdołał przemóc swój chwilowy stupor i odezwał się ponownie. - Lady Odette? Znaczy co? Chce się chędożyć z tłuszczą? - Pomysł widocznie wydał mu się tak dziwny, że musiał usłyszeć potwierdzenie na własne uszy. - Wiesz ona gibka jest i ładna. Na pewno nie będzie trudno znaleźć kogoś kto by chciał he he się z nią poznać bliżej. Miejsce się znajdzie. Pełno pustych kamienic w mieście stoi. To żaden problem. Chętni też się znajdą. Na chędożenie soczystych ladacznic za darmo to zawsze się chętni znajdą he he. No ale przecież to lady Odette. Dopiero co występowała na mszy. Całe miasto ją widziało i zna. To wiesz Otto, jak u nas u Pirory czy gdzie to sami swoi, wszystko zostaje w rodzinie. Ale jak tak wziąć obszczymurów z ulicy to zaraz polecą na miasto pochwalić się kolegom kogo chędożyli. Nawet jak nie wszyscy im uwierzą no to jednak plotka pójdzie w miasto. - Mięśniak był dość prostolinijny i w ten sam sposób podszedł do załatwienia tej sprawy. Widać było, że samo zorganizowanie miejsca i chętnych nie uznaje za zbyt wielki problem ale utrzymanie sprawy w tajemnicy już tak.
- Och, nie nie… przynajmniej nie od razu. Niektóre zamtuzy oferują dziewczyny, które tańczą powoli się rozbierając przed chędożeniem. Lady Odette chciałby spróbować, a ja mam znaleźć jej odpowiednie miejsce. Na uboczu, z dala od ważniejszych osobowości miasta. Pomyślałem o twojej karczmie. Może przydałoby się, abyś stał gdzieś obok, aby żaden nie spróbował szczęścia bez pozwolenia. Nie podamy imienia Lady i będzie masce.
- To ona jeszcze chce się sama rozbierać przed nimi? Jak ladacznica? - Widać było, że oprych ma trudności z nadążeniem za fantazjami milady. Pokręcił głową i cicho gwizdnął jako komentarz. I znów przeszedł parę kroków zanim się odezwał.
- No tak, jakby miała maskę to powinno pomóc. I może perukę. Bo te jej kudły to są dość charakterystyczne. Nasze ladacznice powinny mieć jakąś. Zresztą ona przecież w teatrze codzienne urzęduje to pewnie też ma jakąś. - Zaczął omawiać temat i dał znać drobniejszemu koledze w habicie, co uważa za rozsądny krok.
- A w karczmie można. Łatwiej by znaleźć chętnych. Nie wiem czy w głównej sali taki numer by przeszedł. Ale można by go urządzić w stajni. Albo w którejś z pustych kamienic. Bo to ile byś chciał tych obszczymurów? Z pół tuzina, tuzin? Więcej, mniej? No to czy w kamienicy czy stodole to by się tylu zmieściło. Ja bym wziął Rune do pomocy. Tylko teraz to chyba popłyniemy z Egonem na parę dni bo mamy interes na rzece do załatwienia. To pewnie nas nie będzie. Ale to z ladacznicami też pewie to załatwisz. Na chędożenie takiej gibkiej damulki za darmo to zawsze się znajdą chętni. - Silny powiedział swoje i był ciekaw jak się Otto do tego odniesie. Jednak zaznaczył, że są spore szanse, że go nie będzie przez parę dni w mieście.
- Nie za dużo. - uznał jednooki - Tuzin chyba damy radę jakoś utrzymać, co nie? Jeżeli potrzebowałbyś jakiejś rekompensaty to oczywiście coś uzbieram.
- E. Chyba nie. Jakby jakaś szpetna była to nie tak łatwo by kogoś szukać. Ale jak taka ładniutka to raczej chętnych nie będzie brakowało. - Łysy machnął swoją sękatą łapą na znak, że na tym polu, trudności raczej nie przewiduje. - To co? Na kiedy chcesz to zorganizować? No dziś to ja jeszcze będę ale jutro czy pojutrze to jak ci mówiłem, pewnie już będe na rzece urzędował. Wtedy to najwyżej umówimy się jak wrócimy albo z Łasicą gadaj. Bo Burgund też z nami płynie. - Zerknął na idącego obok kolegę. Zbliżali się do wylotu ulicy na Plac Targowy, za jakim była Biała i hospicjum.
- Pojutrze będzie dobrze. Jeszcze ugadam to z Odette, ale oczywiście zjawimy się. Nie musisz sprawdzać widowni, Lady von Treskov nie wybrzydza. I dziękuję, wiem, że proszę o dużo.
- Nie wiem czy do pojutrza wrócimy. Płyniemy do Saltmundu. To ze dwa dni w górę rzeki. I tyleż na powrót. Więc to pewnie cztery, pięć dni zejdzie. Chyba, że coś się wydarzy co skróci tą podróż. To jak chcesz coś prędzej to lepiej gadaj z Łasicą. No chyba, że możesz poczekać do naszego powrotu. - Łysy wzruszył swoimi masywnymi ramionami i podał koledze swoje oczekiwania, kiedy z ekipą Egona, powinien znów być w mieście.
- Pośpiechu nie ma, do tego dobrze będzie jak sama tancerka będzie miała czas. Do tego muszę znaleźć dyskretnych muzyków. - mnich się zaśmiał - Cóż was wysyła, aż tak daleko?
- Grajków to możesz poszukać u Łasicy. Pewnie jakichś zna. Rzucisz im parę miedziaków, albo nawet za wychędożenie takiej lubieżnej panienki, to powinni się jacyś znaleźć. Pewnie by wystarczył jeden czy dwóch. - Tutaj mięśniak też był zdania, że ten krok nie powinien stanowić zbyt wielkich trudności. - A my płyniemy bo w górze rzeki ktoś napada na barki. To może napadnie i na nas. Egon z Larsem liczą, że udałoby się zdobyć jakąś łajbę do dalszych celów. A resztę to się zobaczy. Oficjalnie będziemy płynąć albo jako eskorta albo pasażerowie. Jeszcze się zobaczy. Dobrze, mam nadzieję, że trafi się okazja rozwalić parę łbów he he. - Mięśniak zarechotał na koniec ale chyba traktował tą wyprawę jako przyjemną odmianę od codziennej rutyny w mieście.
- Niech rzeka spłynie krwią. - uśmiechnął się mnich - Wątpię, aby zwykłe zbiry drogowe dały wam radę.
- No pewnie! Taką zgraję, żeśmy zmontowali, że nikt nam się nie oprze! - Silny zarechotał z zadowolenia na słowa kolegi. - Jeszcze tylko w porcie mogą nas zatrzymać. Nie wiemy czy uda się nam wszystkich co planujemy, wejść w tym samym czasie, na tą samą łajbę. No ale to się będziemy jutro martwić. - Pokiwał swoją łysą głową ale widać, że nie psuło mu to humoru. - Dobra, to jak chcesz to zbiorowe chędożenie milady to da się załatwić. Ja to mogę załatwić ale jak wrócę z tego rejsu. Jak chcesz wcześniej to pogadaj z Łasicą, ona też powinna dać radę. - Przypomniał sobie o czym rozmawiali przed chwilą. Akurat jak weszli na Plac Targowy. Nawet jak nie był to dzień handlowy, to tu biło serce tego opustoszałego miasta i ludzi oraz wozów, było sporo.
- Spróbuję. Może też jakoś odkupię się w oczach łotrzycy. - odparł Otto - Potrzebujesz czegoś ode mnie przed wyruszeniem? Mogę nawet cię pobłogosławić w imię krwawego.
- Jak możesz to dawaj. Nigdy nie wiesz kiedy to drugie ostrze będzie trochę szybsze niż twoje nie? - Łysy zaśmiał się chrapliwie jakby zdawał sobie sprawę jak dla większości wojowników kończy się droga miecza. Mimo to akceptował to i nie wyglądał na zlęknionego. Raczej wydawał się patrzeć z nadzieją na ten rzeczny wypad jako okazję do bitki i przygody.
Mnich sięgnął pod habit, wyciągając nóż i wręczając go Silnemu. Chwycił mocno za ostrze i oprych po chwili zobaczył kilka strużek krwi. Otto chwycił go bratersko za ramię.
- Aby twe ramię cię nie zawiodło. Aby twe serce nie przestało bić. Aby twe ostrze się nigdy nie stępiło. Aby twój krzyk nigdy nie osłabł. - przybliżył się do Silnego - Krew dla boga krwi.
- Krew dla boga krwi. Krew dla Krwawego Ogara bracie! - Silny mocno ścisnął prawicę mnicha aż go zabolała. W oczach mięśniaka pojawił się groźny błysk, jaki obiecywał jego wrogom i ofiarom marny koniec. Przez chwilę dzielili ten moment zaufania i bliskości. Nim zbir puścił dłoń kolegi. Pokiwał głową i uśmiechnął się. Po czym nagle jakby coś mu się przypomniało.
- A wiesz co? Annika ma z nami płynąć. Lady Fabienne się zgodziła. Tak mówili Egon z Larsem. Zobaczymy czy faktycznie ją puści. Jeśli tak… No to zobaczymy co dziewczyna potrafi. Mizerna jest, mięśni prawie nie ma. Na moje to na ladacznicę mi bardziej pasuje. No ale kto wie, kto wie… Widziałem wczoraj jak rozkwasiła nos pijanemu niziołkowi który na nią nastawał. No w sumie to tylko pijany niziołek. Ja to bym go jedną ręką załatwił. Ha! Jakbym dał mu z bańki to nawet w ogóle rąk bym nie musiał używać! He he. No ale widać było, że ikrę ma dziewczyna. Nie dała sobie w kaszę dmuchać. Więc kto wie, kto wie… Może coś z niej będzie. - Zwierzył mu się z wczorajszego epizodu z byłą pacjentką hospicjum. I wydawał się wciąż być pełen wątpliwości co do Anniki jako wojowniczki. Ale jednak był gotów dać jej chociaż szansę aby się wykazała.
- Ogień w jej krwi jest prawdziwy. - zapewnił Otto - Każdy zaczyna nisko. Wątpię, aby twoja pierwsza bójka była z strażnikiem miejskim… chociaż kto wie, wariat z ciebie taki, że pewnie chciałeś złapać byka za rogi.
- E. Moja pierwsza bójka była tak dawno temu, że już jej nie pamiętam. Jeszcze smarkiem w krótkich gaciach byłem. - Silny roześmiał się chrapliwie, jakby go rozbawiła ta uwaga. Machnął ręką jakby nie warto było do tego wracać. - No zobaczymy co z niej wyjdzie. Na tej rzece statki ktoś napada. Więc może i my trafimy na kotłowaninę. Na to liczę! - Zaśmiał się teraz głośniej i pogroził pięścią nieznanemu jeszcze wrogowi. - Dobra idę. Powodzenia Otto. Ha! I przygotuj te ladacznice na nasz powrót! Bo jak woje wracają z wyprawy to chętne uda zawsze są mile widziane! I wino! Dużo wina, kobiet i chędożenia! - Zaryczał ze śmiechu jakby tak właśnie wyobrażał sobie udany powrót wojowników do domu.
Otto u Lebkuhenów
Mnich przyjrzał się dziewczynie wybranej przez Teofano.
- Wstrzymaj groźby, więcej much przyciągniesz na miód. - zastanowił się - Nie ma pośpiechu, aby ją od razu wciągać do grona innych matek, więc na razie po prostu… zainteresuj ją sobą. - spojrzał z uśmiechem na cukiernik - Jesteś bardzo urodziwą i intrygującą kobietą Teofano, na pewno będziesz w stanie ją sobą zainteresować. Ja na razie zobaczę jak otwarta jest twoja matka.
- Aha. - Młoda cukiernik pokiwała głową, słysząc decyzję swojego kolegi i przewodnika po wyższych sferach. Nieco uśmiechnęła się i pokraśniała z dumy gdy usłyszała od niego komplement o swoim wyglądzie. I przez chwile jeszcze wpatrywała się przez szybę na Gelę. Ta pakowała właśnie komuś torbę pierników i uśmiechała się do klienta życzliwie. - To mówisz, żeby tak raczej łagodnie z nią? No dobrze, spróbuję. Tylko nie słyszałam aby ją jakoś kobiety interesowały. Ja to wcześniej trochę interesowałam się Margo ale raczej po to aby pokazać jej kto tu rządzi. Dopiero jak dzięki tobie, spotkałam lady Fabienne, Pirorę i Odette to zobaczyłam jak to może być ciekawie i przyjemnie z inną kobietą. - Przyznała się, że czuje się na tym polu mało doświadczona. I zerknęła na mnicha czy ten nie byłby skłonny podpowiedzieć jej coś jeszcze, jak powinna postąpić z młodą i urodziwą podwładną.
- Nie dowiesz się dopóki nie spróbujesz. Jeżeli twe wdzięki nie będą jej miłe, no cóż trudno, trzeba będzie spróbować innego fortelu. Na razie pomyśl o tym jak o treningu. Kiedyś będziesz musiała sobie znaleźć męża, co nie? Sztuka uwodzenia sprawi, że będziesz mogła przyciągnąć uwagę kogo będziesz chciała.
- Nie potrzebuję męża. Ja już jestem poślubiona naszym pieszczoszkom! - Teofao żachnęła się i dumnie poklepała się po swoim brzuchu. Na razie wciąż był płaski więc nie było znać jej robaczej ciąży. Jednak po chwili uspokoiła się i uśmiechnęła do mnicha. - No ale dobrze. Spróbuję z Gelą po dobroci. Może nie jest szlachcianką jak nasze milady, no ale jest dość urodziwa. Coś wymyślę. - Pokiwała głową, na znak, że postara się postąpić wedle wskazówek rozmówcy.
Mnich poszedł do mieszkania Lebkuchenów i zapukał do drzwi oczekując na wpuszczenie. Czekał krótko. Ze środka usłyszał lekkie, szybkie kroki. Po czym drzwi otworzyły się a z wewnątrz ukazała się kolejna muszą matka.
- Pochwalony bracie Otto. Wejdź proszę. Frau Lebkuchen cię oczekuje. - Pokojówka odsunęła się aby go wpuścić do mieszkania. Posłała mu ostrożnie życzliwy uśmiech a sama poczekała aż wejdzie aby zamknąć za nim drzwi. Wtedy przejęła rolę przewodniczki gotowa poprowadzić go w głąb mieszkania.
Otto skinął pokojówce na przywitanie.
- Witaj Margareth, miło cię widzieć. - przekraczając próg ucałował dłoń kobiety - Możesz mi opisać cóż to trapi twoją pracodawczynie?
Pokojówka nie spodziewała się takiego gestu jakim zwykle częstowała się szlachta. Więc się zmieszała na chwilę. Widać było, że jednak sprawił jej przyjemność. Po chwili odchrząknęła aby zebrać się na odwagę i starała się odpowiedzieć na pytanie.
- Korzonki. Frau mówi, że jej dokuczają. Ma nadzieję, że przyniesiesz jakieś maści i olejki jakimi ją nasmarujesz i jej pomogą. No i wiesz… Aby to zrobić to będzie musiała pokazać ci plecy. - Wciąż lekko się rumieniąc wskazała gestem w głąb korytarza gdzie pewnie czekała matka Teofano. Mniej więcej zgadzało się to z oficjalnym powodem wizyty mnicha, jaki ustalili wczoraj po mszy. Ale świadczyło też, że tak wstępnie to gospodyni obdarza go pewną dozą przychylności i zaufania skoro liczy się z tym, że chociaż obnaży przed nim swoje plecy.
Mnich klepnął się w sakwę.
- Mam coś przygotowanego. Kilka ziół i przypraw. Jeżeli mogłabyś przynieść mi zwykły olej kuchenny, to by pomogło. - mnich ruszył we wskazanym kierunku - Frau Lebkuchen? Przybyłem na twe wezwanie.
- Dobrze. - Pokojówka uśmiechnęła się do niego i ruszyła w jeszcze inną stronę mieszkania. Zaś mnich mógł dotrzeć do drzwi, jakie wskazała mu wcześniej. Gdy je otworzył, ukazał się mały salon. Może nie tak gustowny i okazały jakie widział u von Mannliebów czy u Priory ale też był starannie urządzony na miarę możliwości bogatych mieszczan. Gospodyni czekała na niego przy kominku.
link: https://i.imgur.com/bMNhhSS.jpeg
- Pochwalony bracie Otto. Miło mi cię znów widzieć. Moja córka strasznie zachwalała twoje umiejętności niesienia ukojenia. Mam nadzieję, że okażą się prawdą. - Renate Lebkuchen była już nie pierwszej młodości. Ale trzymała się prosto i widać było, że życie oszczędziło jej fizyczność. Wciąż miała błysk w oku i gładką cerę. Suknia oczywiście nie dorównywała tym jakimi nosiły szlachcianki ale jak na mieszczkę, to była z górnej półki. Widać też było po kim Teofano odziedziczyła te ładne, kasztanowe włosy.
- Moim celem jest twoje zadowolenie, pani. - odparł mnich i zbliżył się cukiernik - Zanim przejdziemy do zabiegu, proszę opisać ból. Gdzie się zaczyna, przy jakich sytuacjach? Czy jest to ból ostry, kłujący, taki co promieniuje?
Kobieta obserwowała swojego gościa gdy ten przechodził przez pomieszczenie. Wysłuchała co mnich ma do powiedzenia i kąciki jej ust wydawały się minimalnie uniesione w subtelnym uśmiechu jakiego oficjalnie nie było. - Miewam boleści w krzyżu. Zwłaszcza jak się zapomnę i schylę zbyt gwałtownie albo coś dźwignę. - Pokazała dłonią na dół swoich pleców. - Byłabym bardzo rada gdybyś ojcze, znalazł na to jakiś sposób aby to przeszło. Wtedy zapewne bym odzyskała młodzieńczą witalność i to by mnie wprawiło w zadowolenie. - Odparła godnym tonem w jakim jednak brzmiała nutka frywolności.
Otto się uśmiechnął.
- Jestem pewny, że witalności w tobie jeszcze dużo moja pani. Za pewne w niejednej rzeczy bym się zmęczył przed tobą. Posłałem Magareth po olej, jak go przyniesie możemy rozpocząć. Masz jakieś wygodne łóżko, aby się położyć? No i oczywiście… będziesz musiała zdjąć szatę.
- No cóż, ojcze, skoro mówisz, że to potrzebne… Jestem tylko bogobojną córą tego miasta. - Właściwie to Lebkuchen użyła takich słów jaką prawa obywatelka Imperium powinna. Jednak uśmiech jaki krył się w jej spojrzeniu dość mocno wypaczał ich sens. Nie wyglądała na to aby wizja zdejmowania ubrania przed mnichem jakoś ją przerażała czy krępowała. Jednak ich rozmowę, zakłocił powrór Margo. Pokojówka zapukała w drzwi a gdy jej pani kazała jej wejść to weszła. Szybko do nich podeszła trzymając tacę a na niej dwie butelki delikatnej oliwi używanej do sałatek, zbyt drogiej dla większości populacji miasta. Oraz bardziej powszechny olej. Zatrzymała się wodząc oczami między nimi jakby nie do końca pewna komu z nich powinna przekazać te butelki.
- Przejdziemy do pokoju dla gości. Mimo wszystko ojcze, w mojej małżeńskiej sypialni, goszczę tylko mojego męża. - Pani domu, zwróciła się do nich obojga. Pokojówka pokiwała ze zrozumieniem głową i wróciła w stronę drzwi. Przy okazji wskazując drogę, gdzie będą iść. - To był dawny pokój Teo i jej siostry. Jak jeszcze były dziewczynkami. Teraz ma inny pokój a ten przysposobiliśmy na wypadek gości. - Renate wyjaśniła mnichowi dokąd zmierzają. I po chwili byli w tej sypialni. Nawet podobny wielkością do tej zajmowanej przez ich ostatnią córkę na wydaniu. Ale nieco mniej spersonalizowany. Za to z wygodnym, podwójnym łóżkiem gotowym przyjąć jakąś parę.
Mnich wyciągnął sakwę i położył ją na stole. Po chwili wyciągnął z niej mniejsze woreczki, które delikatnie rozłożył. Frau Lebkuchen mogła zobaczyć liście mięty, startą paprykę i kilka innych ziół.
- Proszę się rozebrać i położyć, pani. Najpierw zobaczymy jak to wygląda.
- Może ja pokażę tutaj. - Lebkuchen wezwała Margo do siebie akurat jak ta postawiła tacę na nocnej szafce przy łóżku. Dziewczyna bez wahania do niej podeszła i czekała na dalsze polecenia swojej pani. Ta gestem kazała jej się odwrócić. A sama podniosła dół jej koszuli i nieco ściągnęła spódnicę. Tak, że się ukazał dół pleców i fragment kobiecej bielizny poniżej. - O tutaj. - Przesunęła palcami po skórze pokojówki spokojnie i nieco pieszczotliwym ruchem. - Myślisz ojcze, że mógłbyś coś pomóc na to miejsce? - zapytała zerkając na mnicha z tym samym subtelnym, nieco kpiącym a nieco wyzywającym spojrzeniem.
- Jak najbardziej. Proszę się położyć, pani. - mnich uśmiechnął się do obu kobiet i podszedł do tacy z olejkiem, wcierając niewielką ilość w dłonie.
- Margo pomóż mi. - Matka Teofano zwróciła się do służki, wskazując na zapięcie swojej sukni. Co prawda pewnie sama by sobie z tym poradziła ale nie po to miało się pokojówki aby z nich nie korzystać. Myszata brunetka podeszła do gospodyni i bez sprzeciwu, zajęła się supełkami i guzikami swojej pani, aby jej pomóc zdjąć suknię. Gdy skończyła Renate skinęła jej dłonią, już własnymi dłońmi przytrzymując ją aby nie opadła. - Możesz odejść. No chyba, że ojciec Otto znajdzie dla ciebie jakieś zastosowanie. - Zwróciła się do pokojówki i jakby oddała pałeczkę co do niej, swojemu gościowi. Margo więc spojrzała pytająco na mnicha czy ma zostać czy wyjść. Jej pani zaś zsunęła z pleców suknię. Plecy miała jak na swój wiek gładkie i zgrabne. Chociaż na jednej łopatce była szpecąca plama po dawnym oparzeniu wrzątkiem czy czymś podobnym. Brunetka położyła się na brzuchu oddając swoje plecy pod opiekę mnicha.
- Powinienem sobie dać radę Margareth. Dziękuję. - mnich położył delikatnie dłonie na plecach kobiety, na razie rozprowadzając olej po skórze. Po chwili cukiernik poczuła zwiększoną siłę nacisku dłoni Otto na punkt, który wskazała. Spowodował tymczasowy ból, który jednak szybko przerodził się w rozkosz ulgi.
- To tutaj, pani?
- Tak, tutaj. Masz zręczne ręce ojcze. - Lebkuchen leżała na brzuchu, całkiem spokojnie. Co ułatwiało mnichowi manewry. Margo wyszła bez słowa, cicho zamykając za sobą drzwi, więc zostali w sypialni dla gości, tylko we dwoje. Pod palcami Otto czuł kobiecą, ciepłą skórę a pod nią, żywe ciało. Znów dało się poznać po kim Teofano odziedziczyła swoje kobiece wdzięki. - Chociaż czasem mam wrażenie, że całe plecy mnie bolą i przydałyby mi się nowe. - Wymruczała z rozleniwionym zadowoleniem jakie brzmiało bardzo zachęcająco.
Dłonie mnicha zaczęły wędrować po całych plecach kobiety i nawet muskać jej boki.
-Nonsens. Masz piękne plecy, moja pani. Skórka gładka i jędrna, kręgosłup prosty. Blizna, jedynie zwraca uwagę na twe łopatki, nie zabierając im uroku.
- Nie przejmuję się nią. Mam ją większość życia. Moja matka niechcący, oblała mnie wrzątkiem gdy byłam pacholęciem młodszym niż Teo teraz. Miałam prawie całe życie aby się do niej przyzwyczaić. Masz naprawdę zręczne dłonie. Czuję jak zmęczenie uchodzi z mego ciała. Aż by się chciało aby nie tylko plecy poczuły taką ulgę. - Lebkuchen wciąż leżała spokojnie i pozwalała aby mnich robił swoje. Jednak ten ostatnio na tyle wiele miał do czynienia ze swoimi kochankami, że rozpoznał rodzącą się przyjemność. Taką jaką mężatce wypadało odczuwać i przeżywać, wyłącznie ze swym prawym małżonkiem.
Mnich sekundę się zastanowił na następnym krokiem.
- Jeżeli są jakieś miejsca, w których chciałabyś poczuć mój dotyk, jedynie powiedz. - postanowił przyjąć rolę niewinnego chłopaczka w obliczu wygłodniałej lwicy. Zapewne frau Lebkuchen nie często miała szansę być dominująca w obliczu mężczyzny. Jego dłoń zsunęła się delikatnie niżej, ale jeszcze nigdzie skandalicznie.
- To byś musiał ściągnąć suknię. Bo to miejsce jest trochę niżej. - Gospodyni nieco uniosła swoje biodra, aby łatwiej mu było to zrobić. A wtedy ukazała mu się cała jej sylwetka. Całkiem zgrabne nogi, chociaż z żyłkami na łydkach. Szczupła kibić i foremny tył. Jeszcze symbolicznie zasłonięty kawałkiem bielizny. Nie tak wykwintnym jak te jakich widział u szlachetnie urodzonych koleżanek, ale też nie taki zwykły jak u Margo czy Elke. - Od tego ciągłego stania i chodzenia, bardzo puchnął mi nogi. Czy mógłbyś coś pomóc, podobnie jak na plecy? - Głos miała nieco przytłumiony przez poduszkę. I nie podnosiła głowy, jakby tak było łatwiej dla nich obojga. Dało się jednak wyczuć to samo przyzwolenie co wcześniej.
Mnich pomógł kobiecie zdjąć suknię i rozpoczął wywierać nacisk na łydki kobiety. Zgiął je później w kolania, kolejny chwilowy ból dał miejsca większemu ukojeniu.
- Łatwo być nieskazitelnym, jeżeli nic się nie robi. - odparł Otto, jego dłonie teraz powędrowały masować między udami kobiety.
- No niestety, jak ma się całą cukiernię na głowie to trudno jest zadbać o siebie. - Właścicielka słodkiego rzemiosła z przyjemnościom poddawała się dotykowi mężczyzny. Nawet jak stopniowo przechodził on z jej łydek na uda i był coraz bliżej ich zwieńczenia. - O tak, w tym miejscu bym prosiła abyś szczególnie zwrócił na nie uwagę. I ściągnij te majtki, tylko przeszkadzają. - Rzeczywiście zwracała się do niego z zalotnością salonowej lwicy jaka wie czego chce od swojego kochanka. I potrafiła dać mu znać, że jest już gotowa aby przejść do śmielszych działań.
Otto przełknął, niech matrona Lebkuchenów poczuje jak młodzieniaszek wyznaje chuć do jej ciała. Nieśmiale zdjął resztę bielizny kobiety, jego dłonie delikatnie zaczęły pieścić jej łono.
Gospodyni nie przerywała mu. Zupełnie jakby nie chciała go speszyć. Ale, że miał w takich zabawach spore doświadczenie, to widział i wyczuł jak ciepło podniecenia, zaczyna ją rozgrzewać od środka. Coraz bardziej i wyraźniej. Jak oddycha szybciej i głębiej. Jak coraz słabiej się kontroluje. Aż w końcu jak bezwstydnie przewraca się na plecy. Teraz ją widział w całej okazałości. Zgrabne uda, z małą, starą blizną. Starannie przystrzyżone łono. Płaski brzuch. Jak na jej wiek, dość kształtne i bujne piersi. I wreszcie zachęcające, bezkompromisowe spojrzenie nad pełnymi ustami. Wzywała go do siebie całą sobą, aby po tych wstępnych karesach mogli zacząć właściwe figle. Już bez udawania, że chodzi o jakąś pomoc medyczną.
Mnich zdjął spodnie i ułożył się między udami cukiernik.
Przynajmniej miał pewność, że kobieta nie jest przeciwna poszukiwaniu przyjemności. Teraz jedynie zostało powoli siać zainteresowania w stronę much.
Wellentag; popołudnie; teatr
Otto u Pirory
Mnich skłonił się przed Pirorą.
- Witaj moja droga. Chciałem się upewnić, że wszyscy zadowoleni bo ostatnich zabawach. A widzę, że macie nie lada przedstawienie.
- Oh, to zwykła próba. Udało nam się namówić Alionę aby pokazała nam nieco swoich umiejętności. Jak pewnie widzisz, plotki o muzycznych talentach elfów znikąd się nie wzięły. - Pirora stanęła obok kolegi, dyskretnie nadstawiając policzek aby mógł go elegancko pocałować. Chociaż takie zachowanie raczej nie przystawało do relacji między szlachcianką a zwykłym mnichem i świadczyło o zażyłości jaka ich łączy. On zaś widział jak elfka i dwie szlachcianki na chwilę się zajęły rozmową o talentach leśnej elfki ale zapewne nie całkiem przegapiły jego przybycie.
Mnich ucałował policzek szlachcianki, zezwalając sobie na delikatne uszczypnięcie jej kuperka.
- Mam do tego sprawę do Lady Odette, ale nie będę jej okradał z możliwości rozmowy z pięknym ludem. - jednooki zerknął na rozmawiające kobiety - Mam nadzieję, że nic nie podejrzewają. Elfy potrafią rozpoznać metody naszych patronów lepiej niż większość ludzkości.
- Chyba nie. Przynajmniej ostatnio jak się bawiliśmy w teatrze po występie to i Aliona i Fanriel były nam przychylne. Bardzo Adrienne przypadła im do gustu. Od tamtej pory nie zauważyłam zmian w ich zachowaniu. Może nawet są nam życzliwsze. - Pirora lekko pacnęła w ramię kolegi gdy ten uszczypnął jej tylne wdzięki ale raczej dla takiej przyjacielskiej wymiany żartów niż dla skarcenia go. Ale, żeby nie przedłużać powitania, zaprosiła go do trójki rozmawiających koleżanek.
- Witaj bracie Otto. Miło cię znów widzieć. - Gwiazda estrady odezwała się pierwsza od razu pokazując swoją przychylność wobec zwykłego mnicha. Kamila i Aliona też posłały mu życzliwe, uprzejme uśmiechy.
- Witajcie moje drogie. Nie spodziewałem się zostać uraczony tak pięknym dźwiękiem jak śpiew elfiej damy. - skłonił się przed Alioną - Teraz jedynie rozpaczam, że tylko końcówkę usłyszałem. Lady Odette, hospicjum jest w przygotowaniach na twe odwiedziny.
- Oh to tylko taka przyśpiewka ludowa. Tak to się chyba u was mówi. - Elfia brunetka przyjęła komplement z uprzejmym uśmiechem ale wyglądało na to, że sprawił jej przyjemność.
- Nie przesadzaj Aliono, wasze kołysanki czy przyśpiewki ludowe, są bardziej zaawansowane i przemyślane niż nasze arie. Może najelpsi tileańscy mistrzowie to się zaczynają zbliżeć precyzją do waszych rymów. - Lady Odette wypowiedziała się po przyjacielsku i swobodnie ale dała wyraz swojemu szacunku dla elfiej sztuki i poezji. To wywołało uśmiechy na twarzach koleżanek.
- Dlatego cieszę się, że dziś miałyśmy zaszczyt słuchać i podziwiać was obie. - Kamila van Zee dołożyła wisienkę na torcie tej wymiany uprzejmości słodząc tak elfce jak i miodowłosej śpiewaczce.
- To mówisz bracie Otto, że hospicjum jest gotowe na moje przybycie? No tak, prawie o tym zapomniałam. Dobrze, że się przypomniałeś. To sugerujesz jakiś termin? Dziś już nie dam rady. Może jutro? Na obiad jestem zaproszona przez Benitę i jej męża. Byli tak uprzejmi, że nie mogłam im odmówić. Więc pewnie trochę nam tam zejdzie. Może znalazłabym czas aby wpaść do tego hospicjum przed obiadem. Co myślisz Otto? - Zwróciła się do mnicha gdy tylko szybko przeleciała w myślach swoje plany na nadchodzący dzień.
- Jak najbardziej. - odparł mnich - Z wielką chęcią będę twoim przewodnikiem. Ach i… - zastanowił się chwilę ile będzie w stanie powiedzieć - Udało mi się już zorganizować miejsce na… ten pokaz, o którym rozmawialiśmy. Potrzebuję jeszcze zorganizować muzykę. Nie ma jednak pośpiechu, właściciel będzie miał wolne dopiero za jakieś pięć dni.
- Oh, to jednak pamiętałeś o tej mojej małej prośbie? Oh to cudownie! Widzę, że wybrałam na impresario właściwego człowieka. - Miodowłosa milady rozpromieniła się i objęła ramię mnicha w geście zaufania i wdzięczności.
- A to jakiś koncert poza teatrem? - Kamila wydawała się być tym naturalnie zaciekawiona, choć oczywiście nie mogła znać prawdziwej treści tego o czym rozmawiali.
- Oh koncert to mon cher. To takie małe spotkanie z wielbicielami. Sama widziałaś co się wczoraj działo po mszy. A wiesz przecież, że nie wszyscy mają okazję mnie podziwiać w twoim zacnym teatrze lub rezydencji. - Diwa dość gładko wybrnęła z tego pytania i von Zee wydawała się być usatysfakcjonowana takim wyjaśnieniem. - Tylko ja was przepraszam na chwilę. Ale koniczenie muszę zmyć ten makijaż. Niestarannie go dobrałam i teraz zaczyna mnie drapać. - Przeprosiła swoje koleżanki a one ze zrozumieniem pokiwały głowami, jakby uważały, że słynna śpiewaczka ma prawo do swoich dziwactw i humorów. Ona zaś obróciła się i tanecznym ruchem wyszła z mnichem na korytarz. Kierowała się w stronę garderoby, tej samej gdzie parę dni temu, poznał bliżej lady Benitę.
- Ojej pięć dni? To tak długo. Co prawda da więcej czasu na przyjazd moim koleżankom. Ale powiedz mi mój drogi Otto, czy nie dałoby się czegoś zorganizować wcześniej? Koszty oczywiście nie graja roli, jeśli na coś ci potrzeba pieniędzy w tej organizacji rozrywki to tylko powiedz. Niech takie głupstwa nie stoją na drodze sztuce, emocjom i przygodzie. - Mówiła teraz ciszej ale szybciej. A krok za krokiem, zbliżali się do jej garderoby.
- Porozmawiam jeszcze z Łasicą, ponieważ miejsce, które znalazłem to karczma Silnego, jednego z naszych braci oddanych Krwawemu. - wytłumaczył się cicho mnich - Opuszcza miasto na kilka dni dlatego tak długo. Plan miałem, abyś założyła jakąś maskę balową i może perukę. Natomiast być może Łasica pomogłaby coś w zamtuzie zorganizować, jeżeli nie masz nic przeciwko.
- Silnego… - Milady zmrużyła oczy, jakby próbowała sobie przypomnieć o kogo chodzi. A mięśniak rzeczywiście niezbyt często bywał na zabawach organizowanych przez Pirorę i jej koleżanki. Na razie jednak sięgnęła to aksamitnej torebeczki i wyjęła z niej klucz jakim otworzyła drzwi do garderoby. Co na chwilę ją zajęło. Po chwili we dwoje byli już w środku. - No szkoda, że tak utalentowany, młody człowiek wyjeżdża z miasta akurat teraz. No ale cóż, sztuka wymaga poświęceń. - Westchnęła jakby było jej żal na to, że będzie musiała tyle dni czekać na te figle o jakich rozmawiali wcześniej.
- Ale zamtuzy! Uwielbiam zamtuzy! I ladacznice! To takie nieprzyzwoite! Pewnie wiesz, że szlachciance a zwłaszcza komuś o mojej pozycji, absolutnie nie wypada odwiedzać takie kontrowersyjne miejsca? No właśnie dlatego je uwielbiam odwiedzać. Chociaż nie zawsze mogę to robić oficjalnie. Więc tak mój drogi Otto, absolutnie jestem chętna na zabawy w zamtuzie. I to z Łasicą? Ona mi wygląda na bardzo obrotną kobietę, co ma głowę na karku. No jeśli byś był tak uprzejmy aby zorganizować mi jakąś rozrywkę, zanim twój kolega nie wróci, byłabym bardzo zobowiązana. - Diwa rozgościła się w garderobie jak u siebie i jakby odruchowo przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze. To było duże, kryształowe lustro gdzie widać było wyraźnie każdy detal twarzy. I jeszcze oprawione w ozdobne ramki i drogie kamienie. Jednak milady była bardziej zainteresowana ustalaniem szczegółów tych nietypowych romansów o jakich rozmawiali.
Mnich podszedł do divy i niemal odruchowo pogłaskał jej policzek.
- Jakoż chcesz tak się stanie. Nie będę stał na drodze sztuki. Kto wie, może znajdziesz tam jakiegoś wartego głębszego zapoznania.
- Oby, mój drogi Otto, oby. Muszę przyznać, że z każdym dniem, jestem coraz przychylniejsza temu miastu. Wreszcie mogę przeżywać takie przygody jakie uwielbiam! - Aktorka nie uciekła od jego dłoni, więc mógł poczuc jej gładki, przyjemny w dotyku policzek. A sama nawet przechyliła głowę tak, że pocałowała jego palce i wnętrze dłoni. - Więc jeśli byś mógł razem z Łasicą mi zorganizować jakieś takie ekscytujące, niecodzienne przygody to byłabym wniebowzięta. - Popatrzyła mu prosto w twarz, i splotła dłonie na jego karku, jakby byli kochankami. - I jeszcze te przyjemniaczki. - Zmrużyła oczy i przygryzła wargi gdy o nich wspomniała. - Od rana czuję, jak sobie we mnie potańcówkę urządziły. Fabi miała rację. To naprawdę niesamowite uczucie. Nigdy wcześniej nie przeżywałam niczego podobnego. A paru rzeczy jednak w życiu próbowałam. - Wyznała z lubieżnym błyskiem w oku.
Otto ucałował delikatnie usta divy.
- Więc przygotuj się na poród. Pamiętasz co Laura przeżyła, i to oczekuje ciebie za kilka dni. - mnich się uśmiechnął, jego ręce objęły divę - Nie jedno przeżyłaś, ale pewnie kilka rzeczy cię ciekawi. Wyjaw swe sekrety, a ja mogę spróbować je zyścić.
- Oh oby, oby! Już nie mogę się doczekać! Widziałeś jak wczoraj Fabi urodziła? Jakie to było cudownie ekscytujące! I jakie wielkie z niej wyszły! Nawet nie wiedziałam, że mogą być takie duże. Dlatego tak się zagapiłam jak ten pierwszy spadł na mnie. Ale teraz będę już wiedzieć i będę lepiej przygotowana! A Fabi mówiła, że wciąż je czuje w sobie więc na szczęście to nie były dwa ostatnie. Myślisz, że ze mnie też wyjdą takie wielkie? - Diwa wdzięcznie roześmiała się z dziewczęcą naturalnością. I już całkiem przylgnęła do piersi mnicha jak do swojego kochanka. Aż ten czuł jak jej przyjemny dla oka dekolt, napiera na jego klatkę piersiową a z bliska aromat jej perfum na jakie zapewne nie mogła sobie pozwolić niejedna szlachcianka.
- No więc jak poznałam tych waszych zwierzoludzi to ciąglę o nich myślę. Dlatego Lilly tak mi przypadła do gustu. Nieco mi ich przypomina. Już kiedyś miałam z nimi do czynienia ale tylko z jednym na raz. Był jako zakazana ciekawostka w jednym z zamtuzów. Tylko był trochę większy i miał koźli łeb. Strasznie go byłam ciekawa, nie mogłam mu się oprzeć aby go nie spróbować. Razem z koleżanką. Jedną z tych, jakie zaprosiłam i teraz. Strasznie mnie pociągają takie odmieńce. Podobno na każdą fantazję jest jakiś odmieniec! Tak usłyszałam na jakimś balu. Ci wszyscy amanci, nawet piękne kochanki, to na dłuższą metę robią się dość monotonne. Wszyscy zabiegają o moją atencję i uwagę. Albo chcą mieć ze mną romans albo coś ugrać i wciągnąć do swoich intryg. Dlatego tak przy tych kamieniach mi się podobało. Albo to co wymyśliłeś z tą tawerną i kolegą. I te pieszczoszki! Są takie obrzydliwe! Takie ohydne! W życiu bym ich nie dotknęła! Uwielbiam jak po mnie pełzają albo we mnie. To takie plugawe. - Szeptała mu czule w twarz gdy pozwalała mu się trzymać w objęciach. A jej słowa były tak bluźniercze, że natychmiast powinna trafić przed oblicze boskiej sprawiedliwości w postaci jakiegoś kapłana. Jednak ona nic sobie z tego nie robiła i mówiła o tym jak o fantazjach jakie już udało jej się zrealizować lub miała nadzieję, że tak się stanie. - Pomogłam ci? Myślisz, że dałoby się coś takiego zorganizować? Ja rozumiem, że może nie być tak łatwo więc jeśli tylko bym mogła w czymś ci pomóc, mój Otto, to bardzo chętnie spróbuję to zrobić. W końcu chodzi o sztukę i namiętność. - Popatrzyła na niego trochę przytomniej i pieszczotliwie pogłaskała go swoimi smukłymi palcami po policzku.
Mnich odsunął przepaskę zasłaniającą jego pusty oczodół.
- Jest to coś z czym mógłbym pracować. - przyznał mnich - Bezdomni? Kalecy? Nie ryzykowałbym z trędowatymi… - Otto zaczął się zastanawiać - Może mała mieszanka? Potrzebowałbym trochę czasu, ale jestem pewny, że są rośliny, które potrafią sprowadzić halucynacje. Wyobrażasz sobie bycie w objęciach kochanka, a twe oczy widzą niebywałe rzeczy?
Artystka zachichotała jak mała dziewczynka. Jakby omawiali jakiś figiel do zmajstrowania rodzicom lub opiekunom. - Oczywiście, że próbowałam różnych środków. Chyba nie masz mnie za jakiejś grzecznej panienki z pensjonatu? - Uniosła brwi aby podkreślić jak rozbawiło ją to pytanie. Jednak nie wyglądała aby ją zdenerwowało. - Ale to bardzo ubarwia taką przygodę i różne rzeczy, różnie działają. Więc jestem bardzo ciekawa mieszanki jaką przygotujesz. Obiecuję nie wybrzydzać i połknąć wszystko co przygotujesz. - Teraz trochę się z nim droczyła jak dama ze swoim amantem. Dalej jednak była w świetnym humorze. - A bezdomni czy kalecy, czemu nie. Chyba rozumiesz, że samej byłoby mi trudno zorganizować sobie taką rozrywkę? Nie wypada mi się nawet pokazywać w takim szemranym towarzystwie. N ale jakby mój drogi i utalentowany impresario zorganizował mi takie spotkanie, to na pewno byłabym bardzo rada. - Zalotnie uśmiechnęła się do swojego kochanka. Ale nagle brwi jej podjechały do góry jakby sobie o czymś przypomniała. - Ah bo widzisz, nie mówiłam ci wcześniej. Mnie te różne przypadłości roznoszone bretońskimi chorobami za bardzo się nie imają. Co najwyżej dostanę wysypki jaka po paru dniach sama schodzi. To bardzo ułatwia mi cieszyć się przygodami. Dlatego nieco obawiałam się, czy te przyjemniaczki się we mnie przyjmą. Na szczęście tak! Nawet teraz je w sobie czuje. Bardzo to ożywcze i podniecające. To taki dar od moich patronów. A ja jestem tylko ich służebnicą i staram się być sztandarem ich chwały i splendoru. A dzięki temu, mogę przeżywać niesamowite przygody. - Mówiła cicho i lekkim tonem. Jednak nie traciła wybornego humoru i wciąż patrzyła zalotnie na mnicha jakiego kark pieszczotliwie dotykała swoimi palcami.
Otto natomiast powoli zaczynał się zatracać, jego dłoń zsunęła się z policzka divy i dotarła do jej biustu.
- Faktycznie nie lada błogosławieństwo dla kogoś z twoimi chęciami. - ponownie złączył swoje usta z divy.
Aktorka też poddawała się namiętności chwili. I coraz chętniej oddawała ten dotyk i pocałunki. W końcu i jej zaczęła przeszkadzać własna suknia, jaka blokowała postęp w dalszej zabawie. - Mógłbyś pomóc z tymi sznureczkami, mój drogi Otto? - wyszeptała zalotnie mu w twarz, pokazując na zapięcie swojej sukni. Przez chwilę musiał się z nim mocować a widać było, że miodowłosa się niecierpliwi. Gdy udało mu się rozpiąć jej odzienie, ukazała się jej smukła, szczupła sylwetka w samej bieliźnie, pończochach i trzewikach. Chociaż teraz, jak patrzył na nią z bliska to albo jej brzuch wydawał się nieco kraglejszy albo sam to sobie imaginował wiedząc, że jest w brzemiennym stanie.
Mnich zdjął z siebie habit i koszulę. Diva musiała przyznać, że życie mnicha najwyraźniej wymagało wysiłku. Ciało Otto może nie było górą mięśni, ale był szczupły i widać było muskulaturę pod zabliźnioną skórą. Niektóre wydawały się od ostrzy, inne od ognia lub czegoś innego. Mnich przylgnął do ciała divy, jego dłonie pieściły wszystko czego były w stanie sięgnąć.
Chociaż wcześniej już mieli ze sobą przyjemność, to tym razem wyjątkowo byli tylko we dwoje. Więc mogli się sobie poświęcić całkowicie. Milady zdawała się doceniać smukłe ciało kochanka. Chciwie wodziła po nim palcami, pieściła dłońmi lub kurczowo łapała za plecy i ramiona. Chętnie też używała swoich utalentowanych i bezcennych ust aby go spróbować. Te usta jakie w najwiekszej świątyni w mieście z taką czystością wyśpiewywały psalmy pochwalne dla patrona mórz i oceanów, teraz sprawiały satysfakcję zwykłemu mnichowi w sandałach. Odette była namiętną kochanką i miało ciało jakby stworzone do uprawiania miłości. Pełne, jędrne piersi jakie przykuwały wzrok, usta i dłonie, kształtne pośladki, gładkie uda a do tego werwę w żyłach jakie napędzało tą grzesznicę. Nie miała oporów aby ukleknąć przed swoim kochankiem i sprawić mu i sobie przyjemność, albo prowokująco wypiąć się ku niemu opierając się o swoje biurko. W tym drogim, ozdobnym lustrze jakie podczas tych harców, strasznie się trzęsło, widział i jej rozanielone oblicze, i podskakujący rytmicznie biust i czasem swoją twarz. Aż wspólnie doszli do finałowego momentu tej przyjemności. Wciąż nadzy i zdyszani, siedzieli na krześle na jakim zwykle diwa sprawdzała swój wizerunek w zwierciadle.
- A masz jakieś plany na jutro mój drogi? Bo nie wiem czy mówiłam. Ale jestem umówiona na obiad z Benitą i jej mężem. Tak pomyślałam, że znów można by ją zasiać. Chyba polubiła te przyjemniaczki. Najchętniej to bym użyła na niej tej twojej zabawki. Ale tymi strzykwami też może być. No i jakbyś sprawił mi przyjemność towarzysząc mi to może by się nam udało ją zasiać oboje? A jeśli nie to może tobie lub mnie, gdy to drugie by bawiło męża rozmową. - Zagaiła go rozanielonym głosem gdy nago siedziała na jego nagich udach. Zaś palcami pieszczotliwie przesuwała po jego włosach.
- Większych planów nie mam, więc oczywiście chętnie ci pomogę, mój skowronku. - całował szyję swej kochanki i delikatnie pogłaskał jej wypełnione podbrzusze - I chętnie zasiałbym was obie.
Kończąc harce z Odette mnich wrócił do reszty grupy i miło spędził resztę dnia.
Następnego najpewniej uda się Odette do Benity a później, wróci do Hospicjum poinformować zarówno przeora jak i Niklasa o zbliżającej się wizycie. Jeżeli znajdzie czas poszuka też Łasicy.