Przejdź do treści
  • Ystyriaeth

    Rozgrywka ystyriaeth
    30
    1
    3 Głosy
    30 Posty
    553 Wyświetlenia
    NabuchodonozorN
    Najpierw mówi, że słudzy Sagi "przechowują" to co otrzymają, ale za chwilę opowiada dalej, jak Saga przekazuje wodę dalej do Morany. Dla Ystyrieaetha stało się jasne, że nie powinien zwierzyć się tej kobiecie dopóki nie dowie się więcej o tym miejscu. Początkowo sądził, że skoro jest ona sługą w monastyrze, to będzie uporządkowana, ale wykazała przed nim typowo niewieścią niekonsekwencję. Podobne myśli miał w odniesieniu do sformułowania którego użyła. "Przedstawiciele Twojego ludu". Co miała na myśli? Czyżby jednak ktoś przed nim korzystał z tego portalu? A może w innych światach także są monastyry podobne do jego własnego? Biblioteka. To miejsce gdzie musi się koniecznie znaleźć. Ystyriath praktycznie zignorował dwunożnego słonia. Nie był głodny, tamten nie był zbyt uprzejmy, a obowiązki kuchenne nie były dla niego niczym nowym. Opuszczając kuchnię zapytał jedynie: — A kiedy jest ten pierwszy śpiew?- oraz dodał- Eunoe wskaż mi proszę bibliotekę i powiedz co masz na myśli mówiąc, że przebywają tu osoby z mojego ludu? Nie słyszałem o nikim kto by przybył przede mną z mojego świata. Mnich musiał być cierpliwy. Dlatego on sam będzie cierpliwie badał pisma w bibliotece, nim podejmie działania. Musi jednak działać jak najszybciej.
  • Gormalesh Pluskwą zwany

    Rozgrywka pluskwa
    20
    1
    3 Głosy
    20 Posty
    334 Wyświetlenia
    AgapeA
    Pluskwa trafił idealnie. Skrzela naprawdę był łasy na błyskotki niczym sroka. Nawet sprawdził guzik zębem, jakby spodziewał się, że jest ze złota. „Tam, gdzie zieloni nie chodzą” było frazą, która mocno się goblinowi nie podobała i którą słyszał nazbyt często. – Zieloni powinni chodzić wszędzie. Wtedy byłby w mieście porządek. – stwierdził z przekonaniem. – Będę – potwierdził krótko. Wiedział, o którą fontannę chodzi, ba, wiedział nawet, o którą dziurę. Faktycznie była tam za długo, na tyle długo, że uznawał ją za stały element topografii miasta, a nie coś, co czekało na naprawę. – Ty z moim masz 7. Do jutra. Zgłoszę tę dziurę dyżurnemu, to zaprawa znajdzie się jeszcze szybciej. – powiedział na odchodne, dając Skrzeli do zrozumienia, że i on mu się uważnie przygląda. Uśmiechnął się do siebie, wyobrażając sobie jutrzejszą minę trytona, kiedy stawi się do roboty w ubraniu, przy którym nie ma ani jednego guzika. Ominął zabezpieczone już zapadlisko, idąc pod samą ścianą, i ruszył w swoją stronę. Poza zasięgiem wzroku Kubłów zdjął z głowy czapkę, otrzepał ją z pyłu, a potem za jej pomocą otrzepał resztę munduru na tyle, na ile się dało. Nie chciał wchodzić na posterunek, wyglądając bardziej jak młynarz niż astynom. Nie w pełni mu się to udało.
  • [WFRP 2ed.] CIERNIE - Reaktywna Gra Tekstowa

    Przeniesiony Archiwum
    5
    3
    3 Głosy
    5 Posty
    219 Wyświetlenia
    HexH
    Będziemy udawać handlarzy. Kupców tytoniowych z klanu Hayfootów z Krainy Zgromadzenia, którzy przybyli do miasta celem zbadania lokalnego rynku, a domyślnie pozyskania zezwoleń i kontrahentów. Przykrywka jest wiarygodna, bo niziołki chętnie promują swoje wyroby po całym Imperium, a specyfika branży uzasadnia ciekawość obu przybyszy. Przewożone przez nas próbki tytoniu są łatwe w transporcie i potencjalnie pożądane przez przewoźników oraz strażników na śluzach, co ułatwia nawiązywanie kontaktów. Dodatkowo, Ritz chętnie sam nabija fajkę. Zbieżność ksywek przypadkowa.
  • Rozmowy użytkowników z obsługą

    Przypięty Forum
    114
    2 Głosy
    114 Posty
    3k Wyświetlenia
    NabuchodonozorN
    Przepraszam was. Z tym komiksem to taki żarcik był. Nie przyszło mi do głowy źe weźmie to ktoś serio. Ale o obrazki pytałem serio bo czasem coś się wstawia z odniesieniem do obrazu i jak kiedyś zginie to post może stać się niezrozumiały
  • Sonda. Która przygoda się bardziej podoba?

    Sondy
    6
    2 Głosy
    6 Posty
    145 Wyświetlenia
    NabuchodonozorN
    jeśli opcja 3 będzie także wiązała się z wolnością graczy (np że zdecydują sami przejąć "przesyłkę") to uważam że to ona byłaby najciekawsza. Tym bardziej, że dawałaby rzadką ostatnio możliwość rozgrywania polityki w wyżzsych sferach, intryg, zdobywania władzy itp
  • Memy, śmieszki, twórczość sesyjna

    Materiały
    2
    1
    0 Głosy
    2 Posty
    50 Wyświetlenia
    WiredW
    [image: 1791584274024-97cbb8cb-1745-462a-a28e-89ad5134cca2-image.jpeg]
  • Sesja discordowa - Dagerhearth: Age of Umbra - Boskie dziecię

    Przeniesiony Archiwum
    5
    2 Głosy
    5 Posty
    152 Wyświetlenia
    slann22S
    Proszę o zamknięcie rekrutacji.
  • Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of Harrowstone — Materiały sesyjne.

    Materiały
    7
    1 Głosy
    7 Posty
    149 Wyświetlenia
    MarikaM
    House rules / Zasady Opcjonalne / Zmiany względem RAW Zasady opcjonalne: Fear and Mental Stress (DMG’24, str. 70), Renown (DMG’24, str. 92), Injuries (DMG’14, str. 272), Massive Damage (DMG’14, str. 273), Morale (DMG’14, str. 273), Hitting Cover (DMG’14, str. 272), Action Options (DMG’14, str. 271), Initiative Score (PHB'24, str. 369). Cennik magicznych przedmiotów: Sane Magical Prices. Pistolet czarnoprochowy wyceniam na 165 sztuk złota, a arkebuz na 95 sztuk złota.
  • Żołnierze Imperium - materiały

    Materiały
    3
    0 Głosy
    3 Posty
    65 Wyświetlenia
    GaranilG
    Homerules Ten post będzie aktualizowany wraz z rozwojem fabuły oraz ustaleń między graczami a MG. Na początek przypomnienie z rekrutacji: Spoiler Jak powszechnie wiadomo, mechanika Warhammera jest mniej więcej tak sztywna, jak księgowy w gipsie, dlatego zastrzegam sobie prawo do jej uelastycznienia, oraz wprowadzania zmian wedle potrzeb w trakcie gry. Zasady trafień krytycznych będziemy stosować tylko do najważniejszych przeciwników, Bnów, oraz oczywiście do samych postaci graczy, płotki i pionki umierają po osiągnięciu żywotności równej 0 lub niższej. Historia postaci i jej osiągnięcia powstają w trakcie gry, nie przed nią. Istnieje szansa, zgodnie z widzi-mi-się Mistrza Gry, żeby was nagrodzić jakimś stałym lub przejściowym bonusem w ramach "Achievementu". Niektóre rzeczy, które są w 100% oczywiste, jak np. To że łowczy potrafi rozpoznać trop zwykłego wilka, jest oczywiste, i może nie wymagać rzutu. Chcę, żebyście nie bali się porażki w rzucie, bo porażki i konsekwencje też budują historię, dlatego może się okażać, że mimo fatalnego rzutu, coś wam się uda, ale za jakąś, mniej lub bardziej poważną cenę wypłaconą w konsekwencjach. Rozmowa z jednym z graczy tworzących aktualnie postać, uświadomiła mi o czym zapomniałem, więc lecimy: W związku z tym, że chcę wam zapewnić elastyczność w budowaniu postaci, dopuszczam opcję "awansu wstecznego", a więc za 100 pd można oczywiście awansować do przodu i do tyłu (profesja wejściowa/wyjściowa) Jeżeli postać ma się nauczyć czegoś co jest poza jej zasięgiem, jest taka możliwość - 200 pd + nauczyciel + czas in-game. Jako iż zostaliście zarekrutowani do Strielfortu, to niezależnie od tego jaką macie profesję, za 100 pd możecie ją zmienić na profesję "żołnierz" i nie obowiązuje was wtedy konieczność posiadania wyposażenia dla żołnierza, bo oprzyrządowanie zapewnia sam fort. Kwestia PD i mechaniki postaci: Wiem, że niektórzy lubią się dzielić mechaniką, statami, porównywać, oraz dyskutować, żeby lepiej rozwinąć postać, oraz, żeby móc pilnować rzutów. Nie mam problemu z tym, że będziecie się wzajemnie dzielić swoją mechaniką, dyskutować o swoich postaciach, oraz wzajemnie pilnować rzutów, a pilnowanie rzutów i wykonywanie ich samodzielnie nawet wskazane. Jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy, nie myli się tylko ten kto nic nie robi. Jeszcze nie zdecydowałem czy PDki będą jawne/niejawne, ani czy będą drużynowe/indywidualne. Niezależnie od swojej profesji, w związku z odbytym przez postaci przeszkoleniem w Strielforcie, dla postaci jest dostępna opcja wykupienia umiejętności i zdolności, które znalazły się w harmonogramie ćwiczeń, za 100 pd, czyli tak, jakby były one wśród opcji dla profesji obecnie przez postać posiadanej. Spoiler Po apelu na Triefpaltzu, zaczynał się znój dnia. Powtarzanie układów manewrowych, formacji, okrzyków formacyjnych, zwrotów bojowych. Sierżantem kierowała zdaje się bujna wyobraźnia - bieg z pełnym rynsztunkiem (drewnianym, bo poborowym się broni ostrej nie daje) i plecakiem pełnym kamieni, kilka kilometrów po wzgórzach wokół fortu. Czołganie się po piachu z towarzyszem na plecach. Wspinaczka przed przeszkody na czas. Podstawy fechtunku. Strzelanie do tarcz. Zapasy. Patrole po tracie. Jazda konno. Pływanie w cholernie zimnym strumieniu. Chodzenie po bagnie kawałek dalej w lesie. Sierżant dbał, żeby rekruci się nie nudzili. Zajęcia z podstaw prawa imperialnego i teorii o hierarchii w wojsku odbywały się w każdy trzeci dzień tygodnia (dzień targowy). Dopiero ósmy dzień (dzień świąteczny) mieli wolny. Wtedy można było sobie pozwolić na odrobinę luzu i rozmowy między rekrutami. Umiejętności: - Wspinaczka - Jeździectwo - Pływanie Zdolności: -Zapasy Nacisk treningu Sierżanta Russela był położony na przygotowaniu poborowych do bycia rekrutem pod względem fizycznym, oraz rozumienia i wykonywania poleceń. Dlatego nauka prawa imperialnego oraz kwestii bitewnych była dość marginalna. Ale była i postaci miały możliwość coś z tego wyciągnąć. Dlatego do nauki następujących umiejętności nie potrzeba szukać nauczyciela (ale wymagane jest wydanie 200 PD, bo szkolenie fortowe było kiepskie): -Sekretne znaki (bitewne) -Sekretny język (bitewny) -Nauka (prawo Imperialne wojskowe)
  • [D&D 5.5e 2024] Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of Harrowstone

    Zablokowany Przeniesiony Archiwum
    34
    4 Głosy
    34 Posty
    1k Wyświetlenia
    MarikaM
    Okej. Kendra rozesłała listy do adresatów. Rekrutacja do zamknięcia.
  • WFRP 1-5ed: lorowe rozkminki

    Dyskusje RPG
    86
    1 Głosy
    86 Posty
    928 Wyświetlenia
    MarikaM
    Bro, jaszczuroludzie czczą Pradawnych (Old Ones). Nawet gdy Ci odeszli (lub umarli), jaszczuroludom nadal bóstwa odpowiadają na modlitwy i czynią cuda. Już samo to dowodzi, że ich bóstwa nie istniały od zawsze i są jedynie wynikiem ich wiary, ponieważ pierwowzory są od dawna fizycznie nieobecne i jedynie w określonym momencie zjawiły się na powierzchni Mallusa (a nie były tam od zawsze). Taki był mój cały point. Sotek to tylko przykład. Prywatnie możesz sobie rozdzielać jak chcesz, ale oficjalnie WFRP i WFB dzieją się dokładnie w tym samym uniwersum Warhammera Fantasy, i tak było od samego początku. Tak też stoi na Wikipedii pod hasłem WFRP i potwierdził to w wywiadach autor obu — Rick Priestley. Widać to również w przepisywaniu lore z WFB do WFRP zgodnie z obowiązującymi aktualnie edycjami. Stąd dla WFRP2e (i tylko dla niej) kanonem jest Burza Chaosu, bo gdy pisano tę edycję aktualnym wydarzeniem w WFB była właśnie Burza Chaosu. Nie możesz za to podać dowodu, że w Old World/3/4/5e End Times się nie wydarzy, ponieważ osadzone są w czasach zanim w ogóle się rozpoczął. Wcześniejsze wydarzenia z kalendarium WFB są jednak odnotowane, jak np. najazd Tamurkhana w Up in Arms, inwazja skavenów na Nuln w 2499, czy rytuały tychże, by ludzie zapomnieli o ich istnieniu. Rozumiem, że przeczytałeś cały book Nagash, czy znalazłeś tylko fragment o Underworld w internecie? A to, że Usirian i Morr są powiązani wynika z prostego faktu, że gdy Nagash rozprawił się z jednym, to drugi od razu zaczął słabnąć aż do tragicznego finału. O Sigmarze uwięzionym w Vortexie (zamkniętym w wietrze magii Azyr) masz wspomniane w bookach Nagash i Archaon. Uwolnił się dopiero, gdy Teclis zlikwidował Wir. W artykule o End Times na wiki powinno być to napisane. Nie wiemy ile Oxyotl był w Domenie Chaosu. Służy jednak jako bezsporny dowód, że czas działa tam inaczej. I okej, z tym chanellingiem to widzę, że problem w tym, iż Tobie kojarzy się on ze skillem w WFRP (po polsku: splatanie magii), a ja mówię w sensie słownikowym. Czyli właśnie to, co ująłeś jako „bycie przekaźnikiem magii dla bóstwa”. Ogółem Twoje hipotezy podważają kosmologię uniwersum i wymagałyby przepisania wielu artykułów na Warhammer Wiki.
  • [WFRP 2ed] Żołnierze Imperium

    Zablokowany Przeniesiony Archiwum
    59
    3
    6 Głosy
    59 Posty
    1k Wyświetlenia
    ZefirZ
    @Gladin Hahaha, walczyć po stronie Burzy Chaosu, żeby się zemścić za odrzucenie podania do armii To jest coś!
  • Spis powszechny

    Materiały
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    33 Wyświetlenia
    GaranilG
    Tu pojawią się informacje na temat NPCtów.
  • [Pathfinder 1e, 18+] Popielny Dwór

    Komentarze
    6
    0 Głosy
    6 Posty
    184 Wyświetlenia
    SeachS
    Ok ludzie, post wrzucon. Dajmy sobie dwa tygodnie na spisanie odpowiedzi. Czyli do 18.10.2026.
  • [Pathfinder 1e, 18+] Popielny Dwór

    Rozgrywka pathfinder 18+ golarion
    158
    2 Głosy
    158 Posty
    5k Wyświetlenia
    SeachS
    Victor Goodmann, Kaylie Sunfall Kolejny dzień przywitał Evercrest. Słońce wznosiło się powoli nad horyzontem, jakby samo nie było pewne, czy chciało być świadkiem tego co się stanie. Życie wydawało się zaczynać jak zawsze, chleb studził się w piekarni, ludzie zaczęli rozstawiać stragany na targu. Wszystko się zmieniło kiedy boczne drzwi Popielnego Dworu wypuściły orszak Straży Miejskie z Filią Blackfyre na czele. Pomiędzy czterema strażnikami, na wozie, powoli toczyła się klatka z potworem, który przyniósł cierpienie temu miastu i okolicom. Ahair Davros, szalony alchemik siedział spokojnie na środku klatki, przyglądając się mieszkańcom. Orszak nie musiał nawoływać mieszkańców. Wieść rozniosła się szybciej od dźwięku końskich kopyt. Najpierw pojedyncze twarze pojawiły się w oknach. Potem kolejne. Kupcy porzucali rozstawianie straganów, piekarze wychodzili przed swoje warsztaty z rękami wciąż obsypanymi mąką, a przechodnie zatrzymywali się pośrodku ulicy, by spojrzeć na klatkę. Szepty i pomruki wypełniały ulice gdy tylko wkroczył na nie orszak. "Morderca" i "Potwór" były powtarzane w każdej konwersacji. Im bliżej klatka podjeżdżała, tym bardziej tłum gęstniał. Nie wszyscy jednak mieli odwagę patrzeć. Mężczyzna stojący przed zakładem krawieckim pobladł, gdy rozpoznał twarz alchemika. Bez słowa wbiegł do środka i z hukiem zatrzasnął drzwi. Chwilę później okiennice zostały zamknięte jedna po drugiej. Jakby całe domy próbowały udawać, że nikogo w nich nie ma. W innym miejscu młoda matka szarpnęła dwójkę dzieci za ręce. - Do środka. Natychmiast. - Ale mamo... - Powiedziałam do środka! Drzwi zamknęły się, a chwilę później zasunięto rygiel. Niektórzy odwracali wzrok. Inni klękali i szeptali modlitwy. Kilku starszych mieszkańców wykonywało znak ochronny, jakby sama obecność Davrosa mogła sprowadzić na nich nieszczęście. Byli jednak i tacy, których strach dawno ustąpił miejsca nienawiści. - Morderca! Pierwsze zgniłe jabłko uderzyło w metalowe pręty klatki, rozpryskując brunatną papkę. Zaraz potem poleciało drugie. I trzecie. Ktoś cisnął zgniłą kapustą. Inny starym bochenkiem chleba. - Powinieneś zdechnąć tam, gdzie cię znaleźli! - Powiesić go! Strażnicy odruchowo zacieśnili szyk wokół wozu. Kilku mieszkańców próbowało podejść bliżej, lecz zostali odepchnięci kolbami włóczni. Mimo wrzasków, mimo gradu obelg i gnijących warzyw, Ahair Davros pozostawał niewzruszony. Siedział ze skrzyżowanymi nogami pośrodku klatki, obserwując mieszkańców z niemal dziecięcą ciekawością. Jego spojrzenie przesuwało się z twarzy na twarz, jakby próbował przypomnieć sobie, gdzie już ich widział. Na jego ustach pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech. Uśmiech człowieka, który patrzy na wynik eksperymentu i z satysfakcją stwierdza, że rezultat okazał się dokładnie taki, jak przewidywał. Był niewielką, dwupiętrową konstrukcją z jasnego, starannie obrobionego kamienia. Czas pozostawił na jego murach ślady w postaci delikatnych pęknięć i ciemniejszych plam, lecz budynek wciąż wyglądał solidnie. Nad szerokim wejściem znajdował się trójkątny fronton wsparty na dwóch prostych kolumnach, a w jego centrum wyrzeźbiono wagę — symbol prawa, którego szale od lat pozostawały nieruchome. Wąskie okna na piętrze otaczały kamienne obramowania ozdobione skromnymi ornamentami. Nad drzwiami wisiał herb Evercrest, wykuty w kamieniu i niemal całkowicie pozbawiony koloru przez lata deszczu i słońca. Nie był to pałac. Nie musiał nim być. Miał wyglądać jak miejsce, w którym zapadają decyzje. Gdy wóz wjechał na plac, rozmowy zaczęły stopniowo cichnąć. Mieszkańcy rozstąpili się przed strażnikami, pozostawiając pośrodku wąskie przejście. Niektórzy nadal rzucali w Davrosa pełne nienawiści spojrzenia. Inni spuszczali wzrok, gdy tylko jego oczy przesuwały się w ich stronę. Filia Blackfyre uniosła dłoń. - Stać. Orszak zatrzymał się przed szerokimi kamiennymi schodami prowadzącymi do sądu. Przez chwilę słychać było tylko stukot końskich kopyt i cichy gwar setek ludzi. Davros podniósł wzrok. Przed nim stał budynek, który przez całe pokolenia był dla mieszkańców symbolem sprawiedliwości. Dzisiaj miał stać się miejscem jego sądu. Za plecami alchemika tłum milczał. Po raz pierwszy od chwili opuszczenia Popielnego Dworu nikt nie krzyczał. Wszyscy czekali. Budynek sądu stał na końcu placu, nieco wyżej niż otaczające go kamienice. Prowadziły do niego szerokie schody z jasnego kamienia, starte przez dziesiątki lat kroków mieszkańców. Na ich krawędziach widoczne były drobne wyszczerbienia, a pomiędzy płytami miejscami wyrastały cienkie źdźbła trawy. Sam sąd miał dwa piętra i prostą, niemal surową bryłę. Zbudowano go z jasnego kamienia, którego powierzchnia przez lata przybrała ciepły, szarawy odcień. Nie był szczególnie wysoki ani imponujący, ale jego szerokie mury i masywne fundamenty sprawiały, że wyglądał tak, jakby mógł stać tutaj jeszcze przez kolejne stulecia. W przeciwieństwie do prostych budynków stojących wokół placu, tutaj zadbano o szczegóły. Nad głównym wejściem znajdował się trójkątny fronton wsparty na dwóch kamiennych kolumnach. W jego centrum wyrzeźbiono wagę — prostą, pozbawioną ozdobników, z obiema szalami znajdującymi się na tej samej wysokości. Poniżej, nad samymi drzwiami, umieszczono herb Evercrest. Ciężkie drzwi wykonano z ciemnego drewna, niemal czarnego od starości i wielokrotnego olejowania. Ich powierzchnię pokrywały subtelne rzeźbienia przedstawiające splecione gałązki dębu. Metalowe okucia były masywne, lecz starannie wykonane, a pośrodku każdych drzwi znajdowała się niewielka mosiężna plakieta z symbolem wagi. Wąskie okna na piętrach miały kamienne obramowania. W kilku z nich można było dostrzec delikatne, kolorowe fragmenty szkła — nie na tyle liczne, by tworzyć prawdziwe witraże, ale wystarczające, by w słoneczne dni rzucać na posadzki niewielkie plamy czerwieni, błękitu i złota. Budynek nie był ozdobny dla samej ozdoby. Wszystko miało tutaj przypominać o porządku. O prawie. O tym, że niezależnie od tego, kim jesteś, prędzej czy później możesz stanąć po tej stronie drzwi. Po przekroczeniu progu uderzała przede wszystkim cisza. Wnętrze sądu było znacznie bardziej przestronne, niż można było przypuszczać po jego wyglądzie z zewnątrz. Główny hol zajmował niemal całą szerokość budynku. Posadzka wykonana była z dużych płyt jasnego kamienia, wypolerowanych przez lata chodzenia. Po obu stronach ciągnęły się drewniane ławy, przeznaczone dla mieszkańców oczekujących na rozprawy. Ściany pokrywała ciemna, drewniana boazeria sięgająca mniej więcej wysokości ramion. Powyżej niej kamień pozostawiono niemal całkowicie odkryty. Na ścianach wisiały herby kolejnych namiestników i sędziów Evercrest, niektóre świeższe, inne wyblakłe i popękane ze starości. Pomiędzy nimi znajdowały się niewielkie tablice z wygrawerowanymi sentencjami dotyczącymi prawa. Niektóre były proste. „Prawo nie zna gniewu.” Inne brzmiały bardziej jak ostrzeżenia. „Każdy czyn ma swoją cenę.” Na końcu holu znajdowały się szerokie schody prowadzące na wyższe piętra. Ich poręcze wykonano z ciemnego drewna, a każdy słupek ozdobiono niewielką rzeźbą przedstawiającą wagę. Po lewej stronie mieściły się drzwi prowadzące do niewielkich pomieszczeń administracyjnych. Kancelarii, archiwum i gabinetów urzędników. Po prawej znajdowała się większa sala rozpraw. Jej drzwi były cięższe od pozostałych. Wykonano je z tego samego ciemnego drewna co główne wejście, lecz pozbawiono niemal wszystkich zdobień. Jedynym elementem była niewielka, mosiężna waga umieszczona na wysokości oczu. Sala rozpraw była sercem budynku. Wysokie okna wpuszczały do środka blade światło, które padało na długie rzędy drewnianych ław. Podłoga była wykonana z ciemnego drewna, podobnie jak większość wyposażenia. W powietrzu unosił się zapach starego drewna, wosku i pergaminu. Na samym końcu sali znajdowało się podwyższenie. Pośrodku stało ciężkie, szerokie biurko sędziego wykonane z ciemnego dębu. Za nim, na kamiennej ścianie, wyrzeźbiono największy w całym budynku symbol wagi. Po obu jego stronach wisiały herby Evercrest oraz lokalnej władzy. Przed podwyższeniem ustawiono dwa proste stoły. Jeden dla oskarżyciela. Drugi dla obrony. Pomiędzy nimi pozostawiono pustą przestrzeń. Miejsce dla oskarżonego. Nie było tu krat. Nie było łańcuchów. Nie było potrzeby. Sama sala wystarczała, żeby człowiek poczuł ciężar sytuacji. Każdy dźwięk odbijał się od kamiennych ścian. Każde przesunięcie krzesła, każdy krok, każde odchrząknięcie natychmiast zwracało uwagę całej sali. A dzisiaj ławy miały wypełnić się mieszkańcami Evercrest. Niektórzy przyszli zobaczyć sprawiedliwość. Inni zemstę. Jeszcze inni chcieli po prostu zobaczyć człowieka, którego nazwisko przez ostatnie miesiące szeptano po domach. Gdy drzwi sali rozpraw otworzyły się szeroko, gwar zgromadzonych mieszkańców ucichł. Wszyscy spojrzeli w stronę wejścia. Za ciężkimi drzwiami czekała sala, która przez lata widziała kradzieże, bójki, spory sąsiedzkie i poważniejsze zbrodnie. Miejsce, w którym ważyły się losy ludzi, choć większość wyroków dotyczyła rzeczy znacznie mniejszych niż ta, która miała wydarzyć się dzisiaj. Tym razem nie chodziło o złodzieja. Nie chodziło o miejscowego awanturnika. Przed sądem miał stanąć człowiek, którego czyny naznaczyły całe Evercrest. A gdy Ahair Davros przekroczył próg, ciężkie drzwi zamknęły się za nim z głuchym hukiem. Jakby sam budynek właśnie odciął go od świata. Baltizar Harpeness Droga na południe stawała się coraz węższa. Najpierw zniknęły pola. Potem pojedyncze gospodarstwa i niewielkie zagajniki przy drodze. W końcu nawet ślady ludzkiej obecności zaczęły zanikać. Koła wozu coraz częściej wpadały w koleiny, a wysuszone gałęzie smagały jego boki. Po obu stronach drogi rosły stare, poskręcane drzewa, których korony niemal całkowicie zasłaniały niebo. Nikt nie zauważył, kiedy ucichły ptaki. Po prostu któregoś razu jeden z członków drużyny przestał słyszeć ich śpiew i dopiero po chwili zorientował się, że od dłuższego czasu nie słychać niczego poza skrzypieniem wozu. Nawet wiatr ucichł. Liście na drzewach pozostawały nieruchome. Wszyscy przez jakiś czas byli cicho. W końcu Ofun uniósł dłoń w jakiś kierunku. - Tam. Między drzewami pojawiły się pierwsze dachy. Wioska była niewielka. Kilkanaście, może dwadzieścia budynków stało po obu stronach głównej drogi prowadzącej do małego placu. Charakterystyczne, zaokrąglone dachy i niewielkie drzwi zdradzały ich gnomie pochodzenie. Większość domów była w ruinie. Jeden zawalił się niemal całkowicie. Przez wyrwaną ścianę widać było wnętrze pokoju. Przewrócony stół leżał pod ścianą, obok niego stały dwa małe krzesła. Na drugim nie było już dachu. Wysokie chwasty wyrosły przez podłogę i sięgały niemal okien. Z kolejnego zwisał drewniany szyld. Poruszał się powoli na jednym zardzewiałym zawiasie. Nie było na nim żadnego napisu. Tylko wyblakła żaba w cylindrze. Wóz wjechał między pierwsze zabudowania. Konie zwolniły. Jeden z nich prychnął i szarpnął uprzężą. Ofun spojrzał na zwierzę, delikatnie klepiąc je uspokajająco po zadzie. - Spokojnie. Koń nie ruszył. Przez kilka sekund stał nieruchomo, wpatrując się w jeden z domów. Dom wyglądał tak samo jak wszystkie pozostałe. Puste okna, popękane ściany, drzwi lekko uchylone. Nic nadzwyczajnego. Ofun ociągnął za lejce. Tym razem koń ruszył. Wioska była cicha. Nie cicha jak las. Cicha jak pomieszczenie, w którym wszyscy nagle przestali mówić. Po drodze mijali kolejne domy. Drzwi jednych były otwarte na oścież. Inne pozostawały zamknięte. W kilku brakowało całych ścian. W jednym z okien wciąż wisiały zasłony. Były brudne i poszarzałe, ale nie wyglądały na podarte. Na sznurku rozciągniętym pomiędzy dwoma budynkami wisiały małe, dziecięce ubrania. Materiał był wyblakły. Niektóre rzeczy niemal rozpadały się od samego ciężaru. Jedna z nich kołysała się lekko. Reszta pozostawała nieruchoma. Wóz zatrzymał się na środku placu. Fontanna stała pośrodku niewielkiego, popękanego kręgu kamieni. Nie działała od dawna. Jej misa była pełna ciemnej wody. Ktoś mógłby przysiąc, że przed chwilą zobaczył na jej powierzchni krąg. Jeden. Potem drugi. Woda znów stała się nieruchoma. Jor i Ori zeszli z wozu, włos zjeżył się na karkach wojowników Przez chwilę patrzyli na fontannę, potem na domy. Inarion jeszcze raz zerknął na mapę Baltizara. -Jesteśmy na miejscu - powiedział. Nikt mu nie odpowiedział. Gdzieś za jednym z budynków rozległo się ciche skrzypnięcie. Jak otwierane drzwi. Wszyscy odruchowo spojrzeli w tamtą stronę. Drzwi żadnego z domów się nie poruszały. Po chwili ktoś zauważył coś jeszcze. Na parapecie jednego z okien leżała mała porcelanowa figurka. Gnom. Uśmiechnięty. Z jedną ręką uniesioną w geście powitania. Kurz pokrywał wszystko dookoła. Parapet, szybę, ściany. Figurka była czysta. Ofun chrząknął. - Nie rozdzielajcie się. Tym razem powiedział to ciszej. Wiatr wciąż nie wiał. A mimo to gdzieś nad ich głowami poruszyła się drewniana tabliczka. Raz. Drugi. Trzeci. Na jej powierzchni, spod warstwy brudu, można było dostrzec wyryte słowa. „WITAMY W…” Reszta była zdarta. Albo odgryziona.
  • W co byście zagrali? Lista życzeń.

    Przypięty Sondy
    101
    4 Głosy
    101 Posty
    5k Wyświetlenia
    MarikaM
    @Santorine napisał: Dark fantasy z niebezpieczną walką. Prawdopodobnie SotDL, choć być może Ironsworn też pasowałby. Być może nawet kontynuacja pewnej sesji z LI. SotDL to fajna mechanika i uniwersum. Chyba nigdy nie było sesji w tym systemie, tutaj ani na Lastinn.
  • [WFRP 5ed] Chory dom

    Przeniesiony Archiwum
    17
    2
    2 Głosy
    17 Posty
    344 Wyświetlenia
    WiredW
    @gladin sorka, ale jednak nic z tego nie wyjdzie. R do archiwizacji.
  • Polecane opowiadania fantastyczne

    Hydepark
    6
    3 Głosy
    6 Posty
    201 Wyświetlenia
    KrakovK
    "Kraina ślepców" - Herbert George Wells, 1904 Alpinista imieniem Nuñez trafia przez przypadek do odciętej od świata doliny. Jak się okazuje jest to legendarny "Kraj ślepców", zamieszkany przez ludzi, którzy wiele pokoleń wcześniej w wyniku choroby utracili bezpowrotnie zmysł wzroku i nauczyli się żyć bez niego. Nuñezowi przychodzi od razu do głowy, że zgodnie ze starym przysłowiem zostanie teraz królem tej krainy. W końcu ma niewątpliwą przewagę nad jej ograniczonymi mieszkańcami, prawda? "Zawsze" - Paula Wanarska, 2022 Historia o wojnie opowiedziana nie z perspektywy żołnierza, biorącego w niej udział, a oczami dziewczyny, której narzeczony na wojnę wyruszył. To, że jest on czarodziejem ma dodatkowe znaczenie, bo magia w tym świecie ma swój dość specyficzny (i wysoki) koszt. Trochę jest to zresztą opowiadanie o niezwykłym systemie magicznym, trochę o miłości, przede wszystkim jednak o tym co wojna robi z ludźmi. Także z tymi, którzy w niej nie walczą, tylko próbują żyć normalnie czekając na powrót ukochanej osoby. "... et in pulverem reverteris" - Janusz A. Zajdel, 1979 Wkurza Was to, że jako ludzkość mamy problem z nadprodukcją śmieci? Opony wyrzucane do lasu, szkło walające się na parkingu, plastikowe opakowania spływające rzeką. To opowiadanie zabierza Was do świata, w którym problem ten permanentnie rozwiązano. Znaleziono bowiem sposób, aby każdy wytworzony ludzką ręką przedmiot rozpadał się bez śladu po upływie terminu przydatności do użycia. Nie dotyczy to jednak wyłącznie jednorazówek, a absolutnie wszystkiego. Kupiona dziś rano gazeta może przestać istnieć po upływie doby. Nowe spodnie znikną za pół roku a bielizna za trzy miesiące. Trochę dłużej nacieszycie się samochodem czy domem, ale raczej zapomnijcie o pielęgnowaniu zabytków. Tak oto nie tylko rozwiązuje się problem śmieci, ale też tworzy wieczny popyt na wszystko. Produkcja idzie więc pełną parą, a ty kliencie? Konsumuj, konsumuj, konsumuj...
  • Czytanie sesji

    Forum
    16
    2 Głosy
    16 Posty
    522 Wyświetlenia
    GaranilG
    Ja swego czasu myślałem o nagrywaniu sesji RPG jako lektor, ale z wychodziło to średnio. Wygląda, że są dwie drogi: albo nagrywać jak leci, zaznaczając czyj to post, albo przepisać całą sesję, żeby nadawała się do narracji.
  • Oceń poprzedni utwór

    Hydepark
    5
    1 Głosy
    5 Posty
    201 Wyświetlenia
    GaranilG
    Nie mój klimat, 6/10. Dla mnie osobiście to jest jeden z tych przypadków, w których piosenkę przesłuchałem, ale nie jest to coś, co bym zapamiętał lub do czego bym chciał wracać. Blame mój gust muzyczny. One more round