Przejdź do treści

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

  • Atrybuty podstawowe - Autorka na ukończeniu

    Dyskusje RPG
    4
    0 Głosy
    4 Posty
    67 Wyświetlenia
    KetharianK
    Doceniam konsekwencję w działaniu i życzę powodzenia. Nie widzę też sensu w analizowaniu reszty materiału przy zaprezentowanym podejściu autora, będzie to bezproduktywne zderzenie betonu z betonem. Wszystkiego dobrego!
  • Rozmowy użytkowników z obsługą

    Przypięty Forum
    28
    2 Głosy
    28 Posty
    182 Wyświetlenia
    BonifacyB
    Dzieki. Chyba ustawiłem już.
  • Twórczość Żaby

    Twórczość
    2
    2 Głosy
    2 Posty
    22 Wyświetlenia
    slann22S
    To może jeszcze to dam. Dark Star and Moon Mage: Fanfik osadzony w uniwersum serialu Owl House. Pierwotnie miał być sesją rpg, Ale nic nie nie wyszło, więc Przerobiłem na coś takiego. Jest tam trochę wątków polskich, Na przykład bo ja wierzę osoba Stanisława Stadnickiego.
  • Podręczniki RPG i beletrystyka - promocje, okazje, darmoszki

    Hydepark
    4
    0 Głosy
    4 Posty
    75 Wyświetlenia
    WiredW
    [image: 1776270875523-61d5e9f5-05b0-4ac6-8b74-6d3878a2e9ac-image.png] https://www.humblebundle.com/books/pathfinder-second-edition-bundle-at-center-world-paizo-inc-books Offer ends in 15 days : 1 hours : 26 minutes
  • Twórczość własna i zastrzyki dopaminy, czyli co tu robimy

    Przypięty Przeniesiony Twórczość
    4
    4 Głosy
    4 Posty
    440 Wyświetlenia
    MikeM
    Dzięki
  • Dama w opałach

    Przeniesiony Twórczość
    36
    1
    0 Głosy
    36 Posty
    77 Wyświetlenia
    MikeM
    Wattpad nie ma limitów. Mam napisane parę rozdziałów do przodu, ale muszę się odleżeć, potem je poprawiam. Ale jak widać, co świeże oko, to świeże oko. Co do innych BG, to umierający serwer, nawet jak wrócili starzy gracze kierowani nostalgią to ilu ich mogło być. Rozeszli się po świecie i ciężko się spotkać. Nie grałeś nigdy w stare MMO? Wbijasz do gry, a tam pustki. Ten pomysł mi wpadł do głowy jak zajrzałem na stare konto Lineage @Dekline napisał w Dama w opałach: Chyba nie rozumiem tej sceny, chociaż możliwe również że piwnica we mnie silna. Sam nie wiem Chłop się po prostu zawiesił
  • Bardzo cenny skarb

    Twórczość
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    26 Wyświetlenia
    KetharianK
    Bardzo cenny skarb Szanowni, poniższe opowiadanie napisałem w 2017 będąc świeżo po wstrząsającej dla mnie lekturze pierwszego półtomu Sagi o Katanie Artura Szyndlera. Pragnę Was uprzedzić, że jest ono wzorowane stylistycznie na warsztacie literackim Mistrza i w opinii wielu krytyków tamtych czasów udało mi się w nim odtworzyć ów specyficzny styl tak dobrze, że śmiało mógłbym uchodzić za samego Szyndlera. I chciałem dodać, że poniższy tekst czytacie na własne ryzyko i nie dostaniecie żadnego odszkodowania za ewentualne uszczebki na zdrowiu. Karczma sprawiała wrażenie typowej, miała długość piętnastu metrów, wysokość pięciu i cztery rogi. Okryty podróżnym płaszczem i kapturem wędrowiec wszedł do środka i rozejrzał się z zainteresowaniem po wnętrzu pomieszczenia, wciągając w nozdrza smakowite zapachy. Odpowiedziały mu zaciekawione spojrzenia siedmiu innych podróżnych, siedzących przy osobnych stolikach. Wszyscy mieli na sobie zaciągnięte szczelnie płaszcze z kapturami. – Ho ho! Nowy gość! Jaki dzisiaj tłok! – zakrzyknął z humorem karczmarz, krzepki krasnolud. W jego brodzie tlił się magiczny zimny ogień, który wcale nie parzył. Przybysz uporządkował swą wiedzę na temat krasnoludów i pojął w mig, że stoi przed nim prawdziwy krasnolud ognistobrody. – Cóż tak smakowicie pachnie, krasnoludzie? – spytał wędrowiec nie zdejmując płaszcza ani kaptura. Pytając uśmiechał się szeroko. – Zupa z agawy! – zachichotał krasnolud – I bitki z opasa, w sosie z agawy. Do tego podaję smażone liście… agawy! Oraz piwo… zgadniecie, jakie? Siedzący przy osobnych stolikach podróżni stężeli zauważalnie, wsłuchani w słowa karczmarza. – Zaiste trudna to zagadka – przybysz przytknął palec do ust w geście udawanego zmieszania – Niechaj pomyślę… z agawy! Krasnolud wybuchnął nieopisanym śmiechem, klepiąc się dłońmi po kolanach. Siedzący przy stolikach wędrowcy zawtórowali mu gromkim rechotem, doceniając przedni żart. Kiedy dźwięki śmiechu ustały, przybysz usiadł przy jedynym wolnym stoliku, wciąż nie zdejmując płaszcza ani kaptura. Jego spojrzenie spoczęło po kolei na każdym z innych gości, a czoło zaczęło się marszczyć coraz bardziej, tworząc głębokie fałdy sięgające z obu stron uszu. – Ha! Mój rasowy instynkt i tym razem mnie nie zawiódł! – oznajmił donośnym głosem – Nie zwiodą mnie pozory. Jeden z was nosi na płaszczu kapłańskie insygnia, drugi ma na kapturze czapkę maga, trzeci przy pasie złodziejskie wytrychy, czwarty alembik alchemika, piąty lutnię, szósty kostur czarnoksiężnika, a siódmy wagę kupca, wszelako to jeno wredna zmyłka! Obcy w płaszczach z kapturem zesztywnieli ponownie, wpatrując się w ostatniego przybysza. – Skierowało mnie tu przeznaczenie zesłane przez mego boga! – przemawiał dalej wędrowiec, który nosił przy pasie woreczek z astrologicznymi kostkami do wróżenia – Spisane na zwojach z Dudniącej Otchłani! Jeśli i wy tutaj trafiliście tego samego dnia, nie może to być przypadkiem! Przeznaczenie chciało, byśmy skrzyżowali nasze ścieżki! Widzę po waszych pozach, że przedmioty, z którymi się obnosicie należą do waszej drugorzędnej profesji… a kto wie, może nawet trzeciorzędnej, bo wyglądacie mi na takich, którzy posiedli szkolenia umożliwiające nabycie trzeciej profesji! Kim jesteście?! Siedmiu gości wstało z krzeseł w tej samej chwili, odrzucając pod nogi swe długie płaszcze z kapturami. Każdy z nich… miał na sobie pełną zbroję płytową odlewaną, wraz z doczepioną do niej rycerską tarczą. Wszyscy nosili też hełmy o podniesionych w górę przyłbicach. – Paladyni! – zakrzyknął z humorem krasnolud, który był karczmarzem – Prawdziwi paladyni! – Wypraszam sobie! – odparł gromkim głosem ten z rycerzy, który nosił przy sobie lutnię – Koledzy, to wredne pomówienie! Jestem demonicznym rycerzem i zwę się Rotua-Sa, lecz nie lękajcie się, albowiem dzięki korzystnemu dla was układowi księżyców nie jestem w nastroju do przyzwania swego demonicznego symbiontu. W zamian mogę wam zagrać na lutni dla umilenia wieczoru. Paladyni spojrzeli na siebie niepewnie nie wiedząc widać, co czynić. Niektórzy z nich uklęknęli na swą modłę na podłodze wspierając się o miecze, inne usiedli z powrotem na krzesłach. Rycerski honor nie pozwalał im skrzywdzić Rotuy-Sa… dopóki ostatni przybysz nie zrzucił swego płaszcza. On też miał na sobie paladyński pancerz i przyczepione do niego magiczne zwoje. Przybysz odczytał jeden ze zwojów. Było to antyczne zakazane i po trzykroć przeklęte zaklęcie o nazwie Chwilowa zmiana etosu. Objęci jego działaniem paladyni ponownie pochwycili miecze i runęli na demonicznego rycerza. Rotua-Sa uległ gradowi ciosów kłutych, tnących oraz obuchowych zadawanych pancernymi butami napastników. – Koledzy, spełniliśmy swą powinność! – oznajmił jeden z paladynów, ten udający wcześniej kapłana – Swoją drogą, to bardzo wredne zaklęcie… i zakazane. – Nie lękaj się, kiedy nasza misja dobiegnie końca, dzięki swej niezwykłej mocy użyję Cofnięcia czasu, by wymazać wiedzę o rzuceniu tego czaru z waszej pamięci – odparł z humorem ostatni przybysz – Teraz zaś proponuję, byście uzupełnili swą wiedzę na temat demonicznych rycerzy. Ten tutaj okazał się wyjątkowym uparciuchem, ponieważ potrzeba było aż dwunastu ciosów zadanych mieczami ewidentności, aby go uśmiercić, a zwyczajnemu wystarczą cztery. – Coś mi podpowiada, że ten Rotua-Sa to nie był zwyczajny demoniczny rycerz – wtrącił paladyn udający wcześniej kupca – Zaiste niezwykle odporny na ciosy. Co więcej, dzięki specjalistycznym szkoleniom wartym prawie dwieście dwanaście tysięcy siedemset cztery sztuki złota mogę domniemywać, że niemal na pewno ten rycerz chyba powróci do życia w innym miejscu i czasie, by kontynuować swą złą misję. – To inny temat, na inną świętą misję i przygodę – przerwał przedmówcy paladyn udający wcześniej złodzieja – Widzę, że wszyscy przybyliśmy tutaj wyposażeni w worki na skarby. To może oznaczać, że bogowie zamierzają nas wysłać do Labiryntu Śmierci! Czy dla bezpieczeństwa nas wszystkich i obopólnej korzyści moglibyśmy uporządkować swą wiedzę na temat tego legendarnego miejsca? Ostatni przybysz podszedł do ciała demonicznego rycerza i podniósł z posadzki leżącą przy nim lutnię. – Jeśli jesteście dość dzielni, by sprostać temu wyzwaniu i nie obawiacie się popaść w otchłań szaleństwa, mogę wam zaśpiewać odpowiednią balladę – zaproponował paladyn w zbroi z pergaminami. – Nie! – oznajmiło kilku mniej wrażliwych artystycznie gości budząc pomruk dezaprobaty u skorego do występów barda. – Powiadacie, że przeznaczenie przywiodło nas tutaj z woli bogów – odezwał się tubalnym głosem paladyn potrząsający woreczkiem na astrologiczne kostki – Wszelako mój doświadczony w takich sprawach nos podpowiada, że to może być zasadzka! Wśród pozostałych świętych wojowników zapanowało natychmiast zrozumiałe poruszenie. Niektórzy zaczęli drapać się intensywnie po kwadratowych podbródkach, inni przyklęknęli swym zwyczajem na posadzce wspierając się na mieczach i medytując zawzięcie. – Czas wyciągnąć ostatnie karty z rękawa, towarzysze! – oznajmił w końcu samozwańczy przywódca grupy – Wcześniej przejrzałem was na wskroś i od razu pojąłem, że pod tymi podróżnymi szatami skrywają się nie tylko paladyni. Jesteście kimś więcej, czy nie? Nie bez powodu żaden z nas jeszcze żyjących nie wyjawił pozostałym swego imienia. Skończcie z tymi przebierankami! – Każdy już chyba wie, że jedynym zwyczajnym rycerzem był ten tam na śmierć zaciukany – jeden z rzekomych paladynów wzruszył w odpowiedzi ramionami – Lecz jeśli chcesz to usłyszeć na głos, słyszaj! Jestem Bezimiennnym, podobnie jak wy wszyscy. Wszyscy jesteśmy Bezimiennymi, wezwanymi w to jedno miejsce i sądzę… Karczma zniknęła w jednej sekundzie, rozpłynęła się w oczach niczym opar mgły przepędzonej dotykiem słonecznych promieni. Z niejednego bezimiennego gardła popłynął głuchy pomruk zaskoczenia, gdy w miejscu gościnnego wnętrza budowli pojawiła się skalista równina ciągnąca się w nieskończoność we wszystkich kierunkach pod szarymi przestworzami, na których wisiało ciemne i dziwaczne słońce. – Czy to jest Labirynt Śmierci?! – wrzasnął Bezimienny udający wcześniej paladyna-kupca – Czyj to jest Labirynt, co? Nie wyrażam zgody na takie traktowanie! To jest podłość do sześcianu, antycznego i zakazanego! Odpowiedź na pełne gniewu pytanie nie padła od razu, nie udzielił jej też żaden z pozostałych paladynów. Wszyscy oni jak jeden mąż unieśli głowy w górę i wbili wzrok w słońce, które znienacka zaczęło się ewidentnie poruszać, przy czym poruszenia te sprawiały komiczne wręcz wrażenie wiercenia się w miejscu. – Co to jest? Co to za bezimienne bluźnierstwo?! – zakrzyknął któryś z Bezimiennych. – Jestem Bebok Beblok, najpotężniejsza istota we wszystkich znanych i nieznanych Planach Materialnych, Eterycznych i Fatamorgicznych – płynący z góry głos promieniował tak nieposkromioną pewnością siebie i dostojeństwem, że wszyscy Bezimienni mimowolnie upadli na kolana, w pośpiechu zapominając o wsparciu się na swych mieczach – Chociaż nie sądziłem, że wam się uda, przejrzeliście moją cwaną iluzję. Zaprawdę powiadam wam, że wpadliście w pułapkę bez wyjścia ku mej nieopisywalnej uciesze! – Ja wiem, co to jest – wykrztusił nieporadnie bezimienny paladyn-mag – To jest… to jest naprawdę… słoniak ropuszy, królewska forma ropuszczaka słoniowego! Jestem pewien, miałem szkolenia z tego tematu! Teraz już rozumiem, dlaczego ten kształt wydał mi się… wydał mi się… – DUPĄ! – inny z Bezimiennych złapał się za skronie wodząc wzrokiem po wiszącym w górze kształcie – To prawda, szkolenia nie kłamią! Forma królewska ropuszczaka słoniowego jest przeciwieństwem swej pośledniej formy, wystawia do nawiedzonego przez siebie wymiaru nie łeb, tylko zadnią część materialnej manifestacji! Jesteśmy zgubieni! – Nie wpadajcie w niepotrzebną panikę, albowiem nie wszystko jeszcze stracone! – paladyn grający rolę samozwańczego przywódcy grupy uniósł w górę swój lśniący blaskiem ewidentności miecz i pogroził nim wiszącej nad głową istocie – Beboku przebrzydły, na pewno nie wywabiłeś nas z naszych Labiryntów bez ukrytego powodu! Gadaj, a już, czego tak naprawdę od nas chcesz! Powleczony szarą porowatą skórą kształt na nieboskłonie powiercił się dłuższą chwilę, tym razem w sposób zdradzający ogromne rozbawienie. – Zaprawdę powiadam wam, że cwane są z was ziomki! – oświadczył gromki głos – Nie to, co ci Bezimienni, którzy się kiedyś dali wycyckać na cacy jednemu pomniejszemu bożkowi. Jakiś taki to był bysio… zapomniałem jego imienia, zupełnie zapomniałem… Nieważne! Skoro naprawdę chcecie wiedzieć, niechaj wam będzie. Zamierzam wyssać wam za pomocą zakazanej antycznej magii umysły, aby posiąść ukrytą w nich sekretną wiedzę na temat manipulowania rozmiarami Labiryntów Śmierci na życzenie. Ta cwana sztuczka z powiększaniem i pomniejszaniem Labiryntów nie daje mi spokoju od niezliczonych eonów, nie pozwala spokojnie kreować i niszczyć całych wymiarów, galaktyk i inszych tam takich, nieważne, i tak nie zrozumiecie. Przywódca paladynów opuścił na chwilę głowę w wyrazie udawanego przygnębienia, po czym strzelił oczami na wszystkie strony śląc swym druhom złośliwe uśmieszki. – Przebiegła i bezlitosna istoto! – zakrzyknął odkładając miecz i sięgając do noszonego u boku worka na skarby – Zaiste jesteśmy zgubieni, ale racz w swej wspaniałej mądrości rozpatrzeć naszą błagalną prośbę. Oszczędź nas, a w zamian otrzymasz ową sekretną wiedzę. Jest tutaj, w mym posiadaniu! Prostując się z tryumfalną miną, paladyn ukazał wszystkim wyciągnięty z worka artefakt. Był to przepięknie cięty kryształt o nieopisanej wręcz urodzie, lśniący blaskiem fasetek, prmieniujący wewnętrznym światłem, które na jego zewnętrznych ścianach dzięki niezrozumiałej magii przemieniało się w tchnące kosmiczną tajemnicą cyfry. Na oczach zauroczonych Bezimiennych widniąca na ściankach kryształu inskrypcja \”21:59\” zniknęła zastąpiona nieco zbliżoną, ale na pewno odmienną w znaczeniu inskrypcją „22:00”. – Cóż to takiego?! – międzywymiarowy tyłek zatrząsł się na niebie w wyrazie ogromnej ekscytacji – Wyczuwam specyficzną aurę bijącą od tego niezwykłego magicznego przedmiotu! Dziesiąty poziom umagicznienia jak nic, słowo daję! Co to? – To Kryształ Czasu, czcigodny bezlitosny Beboku! Jedyny prawdziwy Kryształ Czasu! W jego wnętrzu ukryta jest tajemnica, której pożądasz. Wystarczy, że ją wyssasz zamiast naszych prostackich i miałkich rozumków! Oszczędź nas i bądź zaspokojony! Wypowiedziawszy ostatnie słowa paladyn zamachnął się rękami i cisnął niewyobrażalnie bezcennym reliktem minionej epoki w górę, ku rzekomemu szaremu słońcu. Kilku Bezimiennych westchnęło równocześne w wyrazie zgrozy sądząc, że Kryształ Czasu spadnie im pod nogi i roztrzaska się w drobne kawałki, stało się jednak inaczej. Tylna część czcigodnej istoty zassała go do swego wnętrza przez nagle objawiony otwór, którego rozmiary omal nie odebrały Bezimiennym zdrowych zmysłów. Przez krótką chwilę nie działo się nic, aczkolwiek żaden z paladynów nie wypowiedział ani słowa czekając niecierpliwie na reakcję Beboka. Żadne szkolenia nie przygotowały ich na podobną sytuację i nie wiedząc, co właściwie o tym wszystkim myśleć, na wszelki wypadek wszyscy myśleć przestali. Krótką chwilę później szary kształt nie będący wcale słońcem zaczął się poruszać w dziki i energiczny sposób, podrygując, kręcąc się i nadymając gwałtownie. Widok ten przywrócił Bezimiennym bieg wstrzymanych procesów myślowych. – Padnijcie! – wrzasnął niedawny posiadacz Kryształu Czasu – Może popuścić! Porażeni niebywałą zgrozą, złapawszy się za nosy paladyni grzmotnęli jak jeden mąż w skalistą powierzchnię równiny, pośród ogłuszającego huku pancernych blach i kilku zduszonych jęków bólu. Mimowolnie zamknęli oczy, a kiedy otworzyli je ponownie, nie posiadali się ze zdumienia. – Jak to możliwe? – wydukał paladyn-bard – Przecież to… przecież to taka sama… – To moja karczma! – dokończył znajomy ognistobrody krasnolud, zanosząc się śmiechem zza kontuaru – Nie wiem, czemuście wszyscy tak prasnęli o podłogę, zacni goście, ale widok był zaiste przekomiczny! Nawet gnom z chodnikową płytą by mnie bardziej nie ubawił! Szczypiąc dla pewności swe pancerne blachy, paladyni pozbierali się nieporadnie z posadzki wodząc wzrokiem po ścianach karczmy, przewróconych stolikach i ławach oraz wciąż broczącym krwią ciele demonicznego rycerza. – Jak zdołałeś go pokonać? – spytał w końcu któryś spoglądając w stronę przywódcy – Czym był ten Kryształ? – Tego nie sposób wytłumaczyć tak, aby nie popaść przy okazji w obłęd – odpowiedział z nutą wyższości w głowie niedawny posiadacz artefaktu – Cudowna rzecz, niesamowita, kosmiczna! Nigdy nie była tworzona z myślą o ludzkich umysłach, nawet tych bezimiennych! Nie okłamałem tamtego przebrzydłego słoniaka mówiąc, że w jej wnętrzu skrywała się ogromna wiedza. W sercu tego reliktu… co tam reliktu, relikwii! W jej sercu skrywała się sporządzona magicznie kopia oryginalnej Sagi o Katanie, wszystkie dwadzieścia sześć półtomów, a także appendiksy, odnośniki, linki i sprostowania! Przede wszystkim sprostowania! Pozostali paladyni spojrzeli po sobie wzrokiem wskazującym na to, że właściwie nic nie rozumieją, ale z szacunku do siebie samych nie wyrazili tej konsternacji słowami, chłonąc w zamian z fascynacją dalsze objaśnienia mówiącego. – Lecz to nie wszystko! Gdyby to była zwyczajna kopia Sagi, być może ten ropuszy słoniak miałby jeszcze jakieś szanse, aby się ocalić, lecz padł ofiarą mej przebiegłości! – paladyn roześmiał się gromko i nie mając innego wyjścia pozostali przyłączyli się do jego chichotu – To była bowiem Diamentowa Wersja, w całości spisana wierszem, wszystkie dwadzieścia sześć półtomów! Spisana wierszem przez największego poetę wszystkich czasów i wymiarów, tana Abuka! Czegoś takiego nie zdzierżyłby żaden umysł, ani śmiertelny ani boski ani żaden inny! Mówca przerwał na chwilę szokującą opowieść, dał swym słuchaczom czas na zebranie z posadzki opadniętych tam szczęk. Cisza ciągnęła się i ciągnęła, pozornie w nieskończoność. – Zaiste, to najpotężniejsza broń wszechczasów i wszechświatów! – odpowiedział w końcu jeden z paladynów, budząc swymi słowami krasnoludzkiego karczmarza, który zdążył się w międzyczasie zdrzemnąć – Zaiste, nie wiem, cóż jeszcze mam powiedzieć… a co właściwie stało się z tym królewskim ropuszczakiem? Co z nim uczynił Kryształ? – Mogę się posiłkować wyłącznie teorią, ale mam pewne podejrzenia – Bezimienny uniósł palec w górę niczym srogi elfi nauczyciel skupiający na sobie uwagę nierozgarniętych orciątek – Wydaje mi się, że jego przeciążony nadmiarem estetycznych wrażeń mózg po prostu eksplodował i opuścił materialną powłokę istoty pod postacią ogromnych miazmatycznych farfocli. – Farfocli? – wystękał niepewnie któryś ze słuchaczy. – A jakże, farfocli – potwierdził domorosły wykładowca – I nasze w tym ogromne szczęście, że to farfocle, a nie co innego! Lepiej się dla nas stało, że ten mózg znajdował się w przedniej części materialnej powłoki słoniaka, dzięki czemu ulotnił się nozdrzami, rozumiecie? Paladyni rozpromienili się natychmiast, pokiwali gorliwie głowami uświadamiając sobie, co czekałoby ich na skalistej równinie, gdyby mózg Beboka znajdował się bliżej jego zadu. – Radować powinniśmy się tym bardziej, że prastare mity przestrzegają przed magiczną aurą ropuszczakowych farfocli – jak się okazało, obdarzony szeroką wiedzą Bezimienny bynajmniej jeszcze nie skończył – Podobno mają one niezwykłą, półtoraboską zdolność przenikania do innych planów i wymiarów, a nadto potrafią jakoby wpływać na bieg przeznaczenia i odmieniać losy całych wszechświatów mających szczęście lub nieszczęście paść ofiarą ich objawienia. – A zatem radujmy się mimo pustych worków na skarby! – zakrzyknął któryś ze słuchaczy – Karczmarzu, wina, piwa, mięsiwa! I jakieś dziewki by się zdały, byle nie szlachetnie urodzone, te mają zanadto zadarte nosy! Radujmy się z tak szczęśliwego zakończenia tej niezwykłej wyprawy! [W tym samym czasie – Sauron pochyla się nad leżącym ze strzaskanym mieczem Isildurem. Spadkobierca tronu Gondoru tnie ułamkiem oręża odcinając palec Czarnego Władcy wraz z Pierścieniem. Sauron zanosi się okrutnym śmiechem świadomy tego, że brak fizycznego kontaktu z Pierścieniem w niczym mu nie zaszkodzi. W następnej sekundzie z przestworzy spada gigantyczny farfocl, który unicestwia Saurona cudem tylko nie wyrządzając krzywdy Isildurowi. Późniejsi kronikarze zatajają ten fragment historii Śródziemia] [W tym samym czasie – śmiertelnie ranny Imperator leży na pokładzie Mściwego Ducha, wystawiony na łaskę swego zdradzieckiego syna Horusa. Ten wznosi do ciosu energetyczne szpony chcąc odebrać życie stworzycielowi Imperium. W następnej sekundzie we flagowy pancernik floty Synów Horusa uderza niewykrywalny dla skanerów kosmiczny farfocl. Wytrącony z równowagi, Horus upada wprost na miecz Imperatora i ginie w finale Bitwy o Terrę. Imperator nikomu nie wyjawia prawdy o okolicznościach towarzyszących legendarnemu pojedynkowi, a krótko po nim zostaje zamknięty na wieczność w Złotym Tronie].
  • Warsztat Gladina - w co byś zagrał(a) w 2026r?

    Przeniesiony Sondy warhammer snotlingi świat dysku gurps arkona słowianie
    19
    0 Głosy
    19 Posty
    228 Wyświetlenia
    GladinG
    No proszę, 3 głosy na Świat Dysku... to wciąż za mało, aby uzasadnione było snucie planów na uruchomienie sesji, ale jest przynajmniej światełko w tunelu
  • Warsztat Gladina - w co byś zagrał(a) we wrześniu 2026r?

    Sondy
    14
    1 Głosy
    14 Posty
    148 Wyświetlenia
    GladinG
    Po przygotowaniu szkicu kart galów w systemie GURPS chciałbym zaproponować poprowadzenie przygody Galów alternatywnie przy braku mechaniki lub mechaniki uniwersalnej opartej na prostym rzucie kością i interpretacji wyniku im wyższy tym lepszy. Jeżeli to miałoby kogoś zachęcić do zagłosowania na tę sesję, to zapraszam do oddania głosu i pozostawienie komentarza.
  • Warhammer 2ed - dyskusje o mechanice

    Dyskusje RPG warhammer warhammer 2ed
    4
    0 Głosy
    4 Posty
    25 Wyświetlenia
    WiredW
    @Gladin napisał w Warhammer 2ed - dyskusje o mechanice: Tak jak zwróciłem uwagę w rozmowie na discordzie, są i profki co mają 9 umiejętności. Wyjątki, większość ma 10-11, ogólnie bardziej mi się spina że każda profka ma koło 10, niż że jedna ma 9 a druga 18, a do tego doprowadza używanie tej zasady. Tu jest taki rozjazd między wersją PL a ENG, że każdy może to odczytać jak chce. Możesz mieć rację - nie upieram się - po prostu patrzę na to od strony mechaniki i jakbym sam projektował profesje to starałbym się by miały mniej więcej tyle samo umiejek i zdolności. No ale to mój bias
  • Wyjście z Piwnicy - 15.04.2026 - Łódź

    Wydarzenia łódź spotkanie rpg gry planszowe darmowe
    1
    1
    2 Głosy
    1 Posty
    22 Wyświetlenia
    KrakovK
    [image: 1775802340613-wzp-zjakim.jpg] 15 Wyjście z Piwnicy - Z jakim mieczem na potwora? Kiedy? 15.04.2026 (środa) Gdzie? Łódź Pub Goblin ul. Wschodnia 74 Za ile? 0 zł. Masz ochotę pogadać o RPG i planszówkach? A może chcesz w końcu spotkać ludzi z serwera na żywo? "Wyjście z piwnicy" to luźne, integracyjne spotkania dla członków "Łódzkiej Piwnicy" – niezależnie od tego, czy jesteś weteranem, czy dopiero zaczynasz przygodę z grami. Spotykamy się co trzecią środę miesiąca o 18:00. Na miejscu czekają planszówki, rozmowy i dobra atmosfera. Nie musisz znać nikogo wcześniej – przychodzisz, siadasz i dołączasz do zabawy. Bez spiny, bez zobowiązań – po prostu wpadaj! WWW: https://www.facebook.com/events/1493795375471468
  • Gry PC i Inne - Przeceny, darmoszki

    Hydepark
    4
    0 Głosy
    4 Posty
    105 Wyświetlenia
    DhratlachD
    Graveyard Keeper - Podstawka - Darmoszka - Steam Łapać póki jest! Polecam giereczeczkę!
  • Rekonesans Karak Varn - Materiały

    Materiały karak varn młot wieków dawi warhammer warhammer 4ed
    5
    1
    0 Głosy
    5 Posty
    77 Wyświetlenia
    GladinG
    Khazalid Ald może oznaczać „stary”. W internecie często pojawia się to słowo w słowniczkach, ale gdy się zgłębić w źródłach tych wpisów, to koniec końców zostaniemy odesłani do nieistniejącej strony. Wsparciem dla takiego tłumaczenia tego słowa jest pojęcie Aldrhun które tłumaczone jest m.in. jako stare lub starożytne runy. Jednak również i tutaj brakuje wiarygodnego źródła. Istnieje natomiast w 1ed S&S słowo Aldrunr które m.in. tłumaczy się jako stare lub starożytne runy. Zebrane wnioski o znaczeniu tego słowa powstały na bazie poszukiwań @Wired'a, dla którego pełniłem w tych poszukiwaniach rolę advocatus diaboli.
  • Funny Stafik

    Hydepark
    9
    0 Głosy
    9 Posty
    191 Wyświetlenia
    ZellZ
    [image: fa8971022b412dbec7fcd997a27228de.jpg]
  • Koszulka forumowa

    Forum
    49
    0 Głosy
    49 Posty
    394 Wyświetlenia
    ZellZ
    Przyszła większa z małą zmianką. S zostawiam do domu, publicznie M. [image: 1775729480610-6201b7bf-0e78-406a-adc5-8223c8c3c729-image.png]
  • Warhammer 4ed - dyskusje o mechanice

    Dyskusje RPG warhammer warhammer 4ed whfr
    124
    0 Głosy
    124 Posty
    939 Wyświetlenia
    GladinG
    Odnośnie ziół, mikstur i profesji powiązanych, polecam przejrzenie również podręcznika Imperial Zoo / Imperialne Zoo. @Dhratlach
  • Wrocław One More Game już w ten weekend 11-12 kwiecień 2026

    Wydarzenia
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    22 Wyświetlenia
    Luc du LacL
    https://onemoregame.pl/
  • Arvee art

    Twórczość
    5
    3 Głosy
    5 Posty
    6 Wyświetlenia
    Luc du LacL
    @Zell napisał w Twórczość własna: @Mike napisał w Twórczość własna: Jest całkiem spoko. Zwłaszcza ta blondyna z 2026 Ja wolę jednak dłoń. co kto lubi...
  • [Pathfinder 1e, 18+] Popielny Dwór

    Rozgrywka pathfinder 18+ golarion
    152
    2 Głosy
    152 Posty
    333 Wyświetlenia
    ZellZ
    Viktor i Kaylie nocą w pokoju w Dworze Niski pomruk w gardle Viktora składał się w galtiańskie kołysanki. Nie były do końca poprawne… akcent wciąż trochę się nie zgadzał, czasem odmiana, a słowa wciąż znał w znacznej mierze tylko dlatego, że się specyficznie ich wyczuł… ale brzmiała w nich opieka, gdy tak leżał obok Kaylie i głaskał ją czule, czekając aż zaśnie. Kaylie natomiast wtulała się niczym dziecko spragnione opieki rodzica, jakiej było pozbawione. Czuła się bezpiecznie, czuła się kochana. - Czy twoja mama też cię tak często usypiała? - zapytała bardzo rozmarzonym głosem. - Yhym… - przytaknął - NIe pamiętam już tych momentów. Bardziej jako koncept. Niejasny obraz w pamięci… ale pamiętam uczucie jakie we mnie budziło pamiętanie tego. - Mnie usypiały nianie. - kontynuowała - Czy inne służące. Nie miałam jednej osoby w rezydencji, bo i sama nie byłam. A mama miała inne rzeczy na głowie. Później byłam za duża. - Nie wymieniłbym się z tobą. Nianie coś ci śpiewały? - Tak... Ale w sumie nie pamiętam co dokładnie. Przynajmniej śpiewały jak bardzo malutka byłam. Tak sądzę... - Cóż… to zapamiętasz przynajmniej te… * ♪ À la claire fontaine. M’en allant promener… ♪* Kaylie słuchała z przymkniętymi oczami, sycąc się prostą kołysanką. Mocniej wtuliła twarz w ramię Khala i z prawdziwą delikatnością oraz radością w głosie wyszeptała: - Byłbyś wspaniałym ojcem... - Może tak… najpewniej wcale nie. To wymaga trochę więcej niż talentu do lingwistyki… śpij Kryszyno. Napracowałaś się dziś. - Przecież dopiero zaczęłam, żadna praca... - broniła się. - Powiedziałem: śpij. Skończyłaś na dziś. Kobieta jeszcze łasiła się do Khala, ale jednocześnie układała spokojniej i zamykała oczy. - Będziesz jak się obudzę, nie porzucisz mnie, jak będę spała? - zapytała w sposób, jaki jest z jakiegoś powodu ważny dla kobiet chociaż przecież nie zapewnia, że ich partner ich nie oszuka... tylko jest to jakieś uspokojenie dla nich? - Będę tutaj - przytaknął i pocałował ją nad brwiami. - A teraz już koniec gadania. * ♪ À la claire fontaine. M’en allant promener… ♪* - zanucił ponownie jedyną kołysankę, którą w-miarę potrafił, aby odprowadziła Kaylie do snu. Viktor i Azazel Blisko środka nocy Viktor przerwał pracę. Z Fisusiem zamknął węzły magiczne i zrobił miejsce. Nie komunikował się z chowańcem. Obaj wiedzieli, że to ten czas. Kartka papieru przed nim, pióro w ręce, kałamarz obok. Zaczął pisać. Z początku powoli i wciąż świadomie. Imiona wrogów swego Benefaktora, które znał… lecz drugiego nie skończył nim dłoń nie zaczęła pisać sama. Pióro przyspieszało w swoim tańcu po papierze. Piękny styl pisma nabierał nieśmiertelnej gracji, aż taniec pióra stał się niemal hipnotyzujący. Świadomość Viktora już nie była tylko we Dworze, ale na wpół dryfowała między planami. A Wielki Cień słuchał jego modlitwy i raportu. Słuchał i najwyraźneij był zadowolony, bo pokój kapłana wydawał się zanikać w oddali świadomości Viktora. Gdy otworzył oczy był… w innym miejscu niż te które kojarzył ze swych dotychczasowych wizji. Zniknęła znana mu sala sądowa Azazela, to miejsce było… inne… obce. Piekielny ogień ciągle palił jego plecy jednak kapłan nie czuł zagrożenia, to miejsce przepełnione było… nadzieją? Wizualnie nie był jeszcze pewien co widzi, miejsce wiło się niczym dym i mgła nie mogąc przyjąć jednego kształtu. Azazel stał u jego boku, diabeł zerkał co chwilę na swe dzieło. - Nie jest jeszcze gotowy, trochę zajmie zanim będę mógł przeprowadzić swoje działania. - wrócił uwagą do swego sługi - Więc, słyszę, że mamy postęp. - Tak, panie. Dotychczasowe małe kroczki wypracowały okoliczności do wielkiego skoku. Fasada świątyni już stoi i w dwa dni będzie ona wypełniona. Pierwsi wierni już zbiegają się w jej progi i będzie ich więcej. - Dobrze. - diabeł spojrzał jeszcze raz na swój projekt po czym machnął ręką, pojawiły się dwa siedziska, Azazel zasiadł przy jednym i wskazał na Viktorowi na drugie - Więc, opowiadaj o tej rozprawie, tej z alchemikiem. Rozumiem, że reprezentujesz ofiary. - Zgadza się - przytaknął, siadając na wskazanym miejscu - Sprawa prosta i klarowna. Rzesza świadków, dowody w postaci jego zapisków i jego pełna kooperacja. Spodziewam się, że przyzna się sam do winy. Są tylko dwa mankamenty i zdają się powiązane. Fakt, że jest on klonem oryginalnego Ahaira oraz ktoś naciska aby proces szybko został pchnięty w przód, więc spodziewam się, że ktoś wpływowy – postawiłbym duże pieniądze na Hiernonima Crawcolta, lub kogoś bezpośrednio z nim powiązanego – chce szybko ukręcić sprawie łeb nim Junior wypapla zbyt wiele. - Istota jego natury nie zmniejsza jego winy. - odparł diabeł - Możesz gdybać o tym czy został taki stworzony, czy nauczył się sam. Fakt pozostaje faktem, że jego działania są rezultatem jego decyzji. Jego wolnej woli. Co do grubszej polityki… polecałbym ci ją na razie pozostawić w spokoju. Zaczniesz mieszać się bardziej niż powinieneś i szybko skończysz na stryczku. - Azazel się zastanowił - Możemy zapewnić, że dusza tego Ahaira, nawet jeżeli to klon, spotka należyta kara… - Polityka, niestety, ma tendencje samodzielnie wchodzić z butami do życia. Tylko agresywniej jeśli się od niej wzrok odwraca. Ale definitywnie zamierzam grać zachowawczo i pozwolić Crawcoltowi zgnuśnieć w satysfakcji i błędnym poczuciu bezpieczeństwa, gdy będzie oglądał egzekucję alchemika. Jego kara jest mi ważniejsza niż ta należna Seniorowi. - Mi też bardziej chodzi o pokaz… - odparł diabeł z drobnym uśmiechem - Mojej osobistej interwencji w tej sprawie. I byłoby zastosowanie dla twojej towarzyszki. - Definitywnie coś takiego miałoby moc i napędziło zainteresowanie. Czy to jest plan w co mógłbym zostać wtajemniczony z wyprzedzeniem? - Rytualna egzekucja. - odparł diabeł - Nic krwawego, nic wbrew normom społecznym. Zwykła głośna modlitwa do mnie, dekapitacja. Reszta to, jak mówią, show biznes, sądzę, że Kaylie się nada. - Dam radę to zorganizować - zgodził się Viktor, z najdrobniejsza nutą nieufności. - Coś ci chodzi po głowie. - to nie było pytanie. - Wybacz, panie, - Viktor pochylił głowę w szacunku - ale próbuję zrozumieć twą wizję tego wydarzenia. W ramach “osobistej interwencji” spodziewałem się… więcej niż samej mojej modlitwy? I nie wiem czy nie zrozumiałem twojego planu, czy – zwyczajnie – nie zostałem jeszcze wprowadzony we wszystkie szczegóły. - Myślałem, że masz odrobinę pojęcia o teatralności. Jeżeli jednak wymagasz dokładnego opisu. Po tym jak głowa zostanie usunięty z ciała, na czole pojawi się mój symbol, oznaczający, że dusza złoczyńcy została oddana mnie do ukarania. Nie jest to oczywiście coś co mogę zrobić z każdym, bogowie trzymają dusze swoich sług przy piersi. Zważając jednak na sytuację, najpewniej odbędzie się bez obiekcji z zewnątrz. - Azazel zerknął na kapłana - Chyba nie sądziłeś, że osobiście się zjawię na egzekucji?* - Oh, nie. Zbyt niskie progi, to bez dwóch zdań. Twój symbol jest wystarczający i rzeczywiście osobisty. Wypełnia lukę logiczną, która powodowała mój dysonans poznawczy. Czy… mógłbym zasugerować praktyczne zastosowanie dla jego duszy? - Nie wykorzystam jej do umagicznienia ci broni… to zbyt demoniczne na moje gusta. - To bym sam mógł zrobić… mniej-więcej. Chciałbym go… wypożyczyć z Twej domeny. Za jakiś czas, na kilka krótkich dekad. Znajdę artificera, który zbuduje mu odpowiednie ciało. Gdy kara już go odpowiednio zmiękczy. Będzie pracował na moje polecenie i twoją korzyść. Kościół, prędzej czy później, zyska wrogów. Choćby agentów Księcia Ciemności, gdy ten zorientuje się, że idzie nam lepiej niż oczekiwał. Wtedy każda przewaga się przyda. Włącznie z niewolnym alchemikiem. Diabeł się zastanowił. - Rozważałem podobny system. Chociaż bardziej tutaj. Metoda dla idiotów, którzy zasłużyli na piekło, aby odkupić swe czyny ciężką pracą. Wysyłanie ich z powrotem na Golarion… ech, Pharasma będzie mi suszyć głowę o to, a wy będziecie pewnie mieli kłopot z jej wyznawcami. Nie martwiłbym się o Asmodeusa… jeszcze. Pierwszy uważa, że ciągle ma mnie w garści. - Hmmm… nawet w pełni mej arogancji nie przypisuję sobie możliwości zrozumienia niuansów boskich spraw… oświeć mnie jednak, panie… jeśli raczysz. Idea o której mówisz jest więcej-niż-zasadna. Nie mówimy tu o tworzeniu nieumarłych, ale tymczasowym opuszczeniu zaświatów. Procederem praktycznie niewiele różniącym się od klasycznych wskrzeszeń, o które kler Matki Dusz nie ma pretensji, a i sam czasem stosuje w regularności nie rzadszej niż inni kapłani. Pretensje o coś takiego wydają się… trącić hipokryzją? - Viktorze, klasycznym wskrzeszeniem nie będziesz miał nad nim kontroli. Wierzę w twój talent do urabiania sobie ludzi, ale czy jesteś pewny, i to całkowicie, że Ahair z własnej woli będzie chciał odkupić swe winy? Czy on w ogóle uważa swoje czyny za coś godnego potępienia? - Proszę o korektę, jeżeli się mylę, ale… Matka Dusz nie ma dogmatów przeciw kontroli, ani przymusom. Jej przykazania nie poruszają wolnej woli, ani odkupienia win. Jedynie nieuniknioność ostatecznego… - Viktor zatrzymał się w odpowiedzi, z twarzy patrona wyczytując, że popełnił jakiś błąd. - Nie to miałem na myśli. - diabeł westchnął - Wskrzesisz go. Jak przekonasz go, aby ci pomógł? Nie zaprzeczam ci umiejętności w tej sztuce, ale nawet ona ma swoje limity. - Zapewnieniem, że jedynie moja wola trzyma go przed powrotem na dół. Nie wierzę, by śmiertelne metody korekty mogły na niego wpłynąć, ale tam na pewno znajdą się sposoby kary, do których za nic w świecie nie będzie chciał wrócić. To plus z pół tuzina zabezpieczeń w samym ciele, które zostanie dla niego zbudowane. Diabeł się uśmiechnął. - To lepiej. - obejrzał się za nich w oddali było widać płomienie piekła - Więc jak sądzisz… tydzień wśród moich… współpracowników? - Mam kontakt z Ligą Techniczną. Można im wiele zarzucić, ale jeśli chodzi o budowanie ciała-więzienia dla duszy to na Golarionie raczej nie będzie lepszych. Jednak nie sądzę, aby zajęło to mniej niż miesiąc, więc będzie miał czas się ukisić w swoich sokach. - Czy on nie jest częścią Ligi? - Wiemy, że Senior jest w Lidze. Niekoniecznie Junior. Szczegóły i tak nie będą ich obchodziły, a pieniądze lub przysługi które będę im za to winny. Ale to mój problem, aby to zorganizować w sposób nienaruszający potrzeb Kościoła. Diabeł kiwnął głową. - Nie będę się mieszał, wiem, że jest to po części związane z twoją prywatną sprawą w tym mieście i trzymam cię za słowo, że nie sprawisz, aby stanęło to na drodze twojej powinności wobec mnie. - Diabeł spojrzał z powrotem w kierunku swego przyszłego dzieła - Miesiąc w Piekle powinien dać mu do myślenia. Czy masz do mnie jeszcze jakąś sprawę? - Jedną, jeśli się da. Czy jest możliwe otoczenie mojego biura w świątyni polem antydywinacyjnym? Częstość ich występowania w Evercrest każe mi sądzić, że są ku temu jakieś korzystne warunki… Mam metody obrony przed szpiegami, przed wrogami, przed cwaniakami i naciągaczami, a nawet przed przyjaciółmi, ale na dywinacje nie mam żadnej realnej kontry. A jednak sprawy kościoła i kancelarii powinny pozostać prywatne. - Naprawdę potrzebujesz mnie do tego? - Diabeł uniósł brew - Mogę dać ci przedmiot, który umieści teren w promieniu dziesięciu metrów w bańce przeciw wieszczeniu. Lub mogę cię nauczyć rytuału, aby osiągnąć ten sam efekt. Rytuał trzeba będzie powtarzać oczywiście, ale przedmiot można ukraść. - Rytuał, panie, jeśli mogę prosić. - Rytuał nie jest skomplikowany, ale jest czasochłonny. Będziesz potrzebował ołowiu, soli i odrobinę krwi… - trochę zajęło, aby diabeł wytłumaczył wszystkie niuanse przedmiotów i ich konieczności, ale po kilku minutach Viktor miał gotowy rytuał - Następnie będziesz musiał spędzić trzy godziny na modlitwie o ochronę, powtarzaj to raz na tydzień, aby utrzymać efekt.
  • Ballada o złamanym ołówku

    Twórczość
    2
    0 Głosy
    2 Posty
    11 Wyświetlenia
    ZellZ
    Więc... i ja. Fotomanipulacje są już stare, ale po prostu nowych nie robiłam. Od pierwszej zaczynam. [image: bcdead26a93b4b9bb974ecf73926f897.jpg] [image: 186d9c2a2e324db7690cb1b67b8ee06c.jpg] [image: a2b15b49f23f115739ce5188fa782e7a.jpg] Na ostatniej jest link do mojego deviantarta. Dawno tam nic nie wrzucałam, są MassEffectowe komiksy tam, ale niewiele. Treningowych nowych rysunków nie ma. Tu na przykład trenuję rysowanie tylko czernią i bielą. [image: 7000d61a39ce6ca7b863db9800d0105f.jpg]