Przejdź do treści
  • O trzech takich, co nie chcieli...

    Komentarze
    14
    0 Głosy
    14 Posty
    192 Wyświetlenia
    tiggressT
    No widzisz, Zir, już nic nie musisz robić! Obsługa załatwiła wszystko za Ciebie!
  • O trzech takich, co nie chcieli...

    Rozgrywka
    12
    1 Głosy
    12 Posty
    164 Wyświetlenia
    tiggressT
    – To gadaj. – Wolf odwrócił się plecami do stołu i ruszył ku schowkowi, którego wcześniej nie zdążył otworzyć. Pozostawił więźnia sam na sam z własną wyobraźnią, podrygującym mechanicznym ramieniem i coraz cichszym buczeniem urządzeń budzących się wokół stołu. – Steve ma ludzi na północy! – rzucił za nim panicznie najemnik. – Zaopatrzone magazyny przy starej drodze! Mogę ci pokazać! Tylko zdejmij to gówno! Cyborg milczał. Przystanął przy zasuwie i przejechał palcami po jej krawędzi. Z bliska wyglądała gorzej, niż pamiętał. Nie tylko zaspawano ją od zewnątrz – ze szczelin na obrzeżach wychodziły jakieś czarne włókna wrośnięte w metal jak korzenie. Wolf sarknął, splunął i wsunął nóż w jeden z otworów. Zacisnął swoje metalowe łapsko na krawędzi niczym cholerny chwytak, a potem z całej siły szarpnął. To był… błąd. Nadal nie miał wyczucia. Schowek ustąpił natychmiast. Coś w środku puściło razem z metalem i wydało dźwięk bardziej przypominający rozrywaną tkankę niż pękającą uszczelkę. Wygięte wieko praktycznie przestrzeliło mu koło głowy, pokonało odległość między schowkiem a stołem operacyjnym i przygrzmociło w jeden z tlących się zielenią rejestratorów obok nogi najemnika. Ale ten nawet tego nie zauważył. Zestaw ostrzy, który właśnie wysunął się ze „Złotej Rączki”, pochłaniał całą jego uwagę. Jeśli facet chował jeszcze resztki jakiejś szczurzej odwagi, to te właśnie uleciały. – NIE, NIE, NIE, STARY, NO MÓWIĘ CI WSZYSTKO! – wrzasnął więzień. Wolf skrzywił się, jakby hałas przeszkadzał mu w pracy. – To mów szybciej – odparł niezobowiązująco Wolf, badając zawartość pudełka. Za plecami usłyszał pierwszy ostry syk metalu przesuwającego się po czymś twardszym od skóry. Ale była to kwestia drugorzędna wobec nowego znaleziska. To nie klasyfikowało się jako arsenał, przynajmniej nie w tradycyjnym sensie. W środku leżał uporządkowany zestaw elementów przeznaczonych dla ludzkiego – albo przynajmniej humanoidalnego – ciała. Segmenty matowo czarnego pancerza, kanciaste i dopasowane do kończyn oraz torsu, z drobnymi portami igłowymi po wewnętrznej stronie. Moduł optyczny, znacznie smuklejszy niż reflektor osadzony obecnie w jego oczodole. Jednostka przypominająca iniektor kręgosłupowy, z przewodami zakończonymi metalowymi igłami. I wreszcie krótki, brutalnie prosty kolec interfejsu, którego przeznaczenie nie pozostawiało wielkiego pola dla wyobraźni. Podstawa czaszki. Gdzie indziej niby miał wejść? Implant zareagował niemal natychmiast: PAKIET MODYFIKACYJNY: RAMA BOJOWA. OBECNA INSTALACJA NIEPEŁNA. POTENCJALNA ZGODNOŚĆ: WYSOKA. – Ha. Oczy-kurwa-wiście. Idź na całość, młody! Teraz nawet twoje druty będą odrutowane! – rzucił z przekąsem, na wpół do implantu, a na wpół do nieistniejącej publiki. Dopiero wtedy zauważył ciszę za plecami. Odwrócił się. Najemnik nadal leżał na stole, ale już się nie szarpał. Oddychał płytko, był rozluźniony, oczy miał zamknięte, a nad nim nieruchomo wisiało mechaniczne ramię. Sukinsyn zemdlał. Po chwili podwieszone u sufitu ustrojstwo obróciło się w stronę Wolfa. PRZETWARZANIE: WSTRZYMANE. KOLEJNY PODMIOT PRIORYTETOWY: DOSTĘPNY. Cyborg odnotował komunikat wyświetlony w swoim polu widzenia i przeniósł wzrok z niego na zawartość schowka. Pancerz. Lepsza optyka. Cały zestaw zabawek, których jeszcze nie tak dawno nie chciałby nawet dotknąć. A jego dawni kumple z Posterunku? Odprawiliby nad tym szajsem cholerne egzorcyzmy! Ale on w tym momencie rozważał zgarnięcie Kikuta ze stołu i ułożenie się na nim samemu…
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze

    Komentarze sercetajgi
    309
    1 Głosy
    309 Posty
    10k Wyświetlenia
    KetharianK
    Tak, proponuję nie czekać na zaległe posty, skoro nie mogliśmy dotąd narzekać na brak czasu na odpisy - przeskoczenie z narracją do Władywostoku otworzy nam pole do działania w nowym rozdziale historii.
  • AI w ilustratorskiej służbie MG

    Dyskusje RPG
    61
    2 Głosy
    61 Posty
    2k Wyświetlenia
    NamiN
    To żeby nie było, że "co złe to chatGPT" (ofc dla tych, co lubię od niego obrazki ), to wrzucę parę ładniejszych. Nie generowałam póki co stylu komiksowego jak wcześniej (przynajmniej nie w tej sesji), gdyż do sytuacji mniej mi pasował. [image: DymFuzZ.png] [image: XwCkYAo.png] [image: isjlrbE.png] [image: Gznd2W1.png] [image: 6uSHnaz.png]
  • [Zew Cthulhu 7ed.] Kroczący we Wichrze [18+]

    Przeniesiony Archiwum
    38
    1
    4 Głosy
    38 Posty
    960 Wyświetlenia
    PiołunP
    @kaworu przykro mi, ale niestety już tak. Rekutacja zakończona i chyba nie chciałbym zmieniać dynamiki składu. Mam nadzieje jednak, że zobaczmy się w innych sesjach! @ketharian - można przenieść rekrutacje do archiwum jakby co!
  • Powitania, pożegnania i powroty

    Hydepark
    266
    5 Głosy
    266 Posty
    12k Wyświetlenia
    KetharianK
    Cześć @konrad , miło Cię powitać! Cieszy nas każdy nowy użytkownik, który trafia w te progi. Opowiedz nam coś o sobie, proszę: czy od dawna bawisz się w PBF, jakie lubisz systemy i mechaniki, czy chcesz nam może coś poprowadzić? I co istotne dla Obsługi, jak do nas trafiłeś?
  • Syreni Śpiew Neonów - NoiseFeed

    Materiały cyberpunk cyberpunk2077 syreni śpiew neonów
    17
    0 Głosy
    17 Posty
    385 Wyświetlenia
    NanatarN
    NoiseFeed Switch do Brazil Switch Jak mogę pomóc? NoiseFeed Brazil do Swicha Brazil Mi czy porwanej małolacie? Mi to wiesz. A małolacie to nie wiem. Jedna pocięta nożem modułowym z cybersprzęgiem, druga zaginęła. Brazil Masz jakieś kontakty w okolicach H10? To wygląda na zorganizowaną akcję. Idziemy się narażać.
  • Kultyści - Lato 2519 - komenty

    Komentarze
    57
    1 Głosy
    57 Posty
    2k Wyświetlenia
    SantorineS
    @Pipboy79 No to przywróciłem ten kawałek na doku
  • Kultyści - Lato 2519

    Rozgrywka import
    345
    1 Głosy
    345 Posty
    8k Wyświetlenia
    SantorineS
    - Nie wciskaj mi kitu. Dzwon opóźnienia co najmniej. Nie, nie, nie. Tu gdzieś grasują ci przeklęci piraci. Nie widziałeś, że tylko my byliśmy na tyle szaleni aby popłynąć w górę rzeki? Musimy przepłynąć ten kawałek jak najszybciej. Jak dobrze pójdzie to może do wieczora będziemy już w Salzenmund. Albo chociaż w Tettens. To już prawie na rogatkach Salzenmund. Tam już powinniśmy być bezpieczni. Ale na razie żadnych przestojów. Zresztą zobacz, nie dość, że deszcz zaczął padać to jeszcze mgła się podnosi. - Stary szyper wydawał się być zirytowany prośbą. I widać było, że nie chciał tracić czasu na coś innego niż bezpośrednia podróż do stolicy. A przed dziobem widać było, że opary zaczynają się unosić. Jeszcze dość rzadkie ale nie wiadomo jak bardzo zgęstnieją. Rolf ze zniesmaczoną miną odszedł od niego i przeszedł przez krypę, na dziób do Egona i Burgund. - No weźcie z nim pogadajcie co? Przecież ja nie do Salzmundu chciałem płynąć. Tylko aby naszych ludzi zgarnąć. - Popatrzył na nich prosząco. Okazało się, że w porannym zamieszaniu, Wagner zgodził się zabrać go jako dodatkowego ochroniarza. Ale teraz, jak padał deszcz i jeszcze mgła zaczynała się podnosić, to nie chciał tracić czasu na dodatkowe kursy w poprzek rzeki. I nawet jeśli by zyskał z pół tuzina zbrojnych to tylko chwilowo. Musieliby mieć ogromne szczęście aby akurat w tym momencie zaatakowali ich piraci. A każdy pacierz opóźnienia, to był dłuższy czas przebywania na niebezpiecznych wodach. Uznał więc, że gra jest niewarta świeczki. Rolf był więc mocno niepocieszony, bo gdyby Wagner nie ustąpił, to w ogóle by się nie spotkał ze swoją bandą. A przecież liczył, że dzięki niemu, przewiezie ich na drugi brzeg. - Faktycznie mgła się podnosi. - Lars pokiwał głową i siedział po sąsiedzku na jakiejś skrzyni. Starał się nie wpadać w oko obu Skaeligom więc trzymał się przy samym dziobie. Ale liczył, że zaabsorbowani Anniką, nie rozpoznają w nim wrogiego współplemieńca. Nie groziło mu to aż tak, jak blondwłosej córce wodza. Burgund i Rolf na chwilę spojrzeli na niego i przed dziób. Miał rację. Widać było coraz więcej oparów unoszących się nad wodą ale na razie nie przeszkadzało to w podróży. – Pogadamy, pogadamy – rzekł Egon, puszczając oko do Larsa. Póki co, podróż z Norsmenami, jak i ich samo zaakceptowanie przez szypra przebiegały bez żadnych kłopotów. Rzecz nieco przyprawiała Egona o podejrzenia, że mogło kroić się coś grubszego ze strony ludzi z północy, jednak, nie: Astrid posłusznie podziewała się pod pokładem i jak najdalej od dwójki brodaczy, Lars zaś ciągle był na dziobie. Pozostało wszak dopełnienie słowa danego Rolfowi. Egon, który w gruncie rzeczy planował, żeby ich piraci zaatakowali, miał ochotę na sporą dozę ryzyka. Mgła zaś… Mgła zaś była dobrym znakiem, że coś wkrótce miało się wydarzyć. – Czuj duch – mruknął do towarzyszy i podszedł do szypra. – Ano, panie Haynrich Wagner – rzekł Egon, przypominając sobie, aby wymówić jego imię poprawnie. – Cóż to za sprawa, z tym Rolfem? Człek dołączył do nas, bo chciał jeno w pół drogi przejść. Czegóż to się boicie? Macie nas i dwóch berserkerów z Norsci na pokładzie. Po mojemu, to ci piraci powinni bać się nas, a nie my ich – zaśmiał się pokrótce. - A tak, oni. - Stary szyper zmarszczył brwi i nieco wychylił się aby spojrzeć w stronę dziobu. Ale dwaj Norsmeni dalej gadali z Anniką. Więc chociaż wyglądali jakby dopiero co wysiedli z długiej łodzi, to zachowywali się w miarę spokojnie. Jeszcze za nimi widać było Larsa i Burgund. On opierał się ramionami o mokrą burtę a ona usiadła na beczce jak na krześle, skrzyżowała ramiona i oboje obserwowali przebieg rozmowy z Wagnerem. - Oni się dziś pobili z tymi żołnierzami. Wczoraj wieczorem też się bili. Z tymi Norsmenami to niepewna rzecz. Nigdy nie wiada co im do łba strzeli. - Stary marynarz gderał jak zwykle imperialni mieli w zwyczaju gdy mówili o ludziach z północnych wybrzeży Morza Szponów. Zupełnie jakby spodziewał się, że ci dwaj zaraz rzucą się z toporami na niego i jego załogę. Pokręcił trochę głową i wrócił spojrzeniem do gladiatora. - No może bić się w karczmie umieją. Krzepko wyglądają. Ty i twoi koledzy też. Tylko ta dziewczyna to w ogole. - Przyznał jakby doceniał możliwości bijatyki u całej piątki. Ale przy Annice się a tyle zawahał, że znów spojrzał w stronę dziobu. Ona w ogóle nie wyglądała krzepko. Raczej jak jakaś córka szefca czy kramarza. Ale pewnie też widział jej bójkę z dzisiejszego poranka. I sądząc po twarzy w ogóle nie spodziewał się po niej takiego numeru. Pokręcił głową z lekkim niedowierzaniem i znów wrocił do gladiatora. - Taka chuda raczej. Jak ona dała radę tak im przywalić? - Nie mógł się nadziwić nad tym kontrastem. Zwłaszcza, jak teraz pokojówka bretońskiej szlachcianki, spokojnie siedziała okryta płaszczem i rozmawiała z Norsmenami. - No dobra ale to was jest może z pól tuzina. A skąd wiesz ile jest tych piratów? Może dziesięciu? Może tuzin? Może stu? Nie wiadomo. Ale gdzieś tu grasują. A widziałeś, że tylko my ruszyliśmy w górę rzeki? No to jak oni gdzieś tu grasują to za bardzo nie będą mieć wyboru kogo napaść. A ten cały Rolf mi mówi, że mam przybić do brzegu i przewieźć jego ludzi na drugi brzeg. Żartowniś! Normalnie to czemu nie. Zapłaciłby za nich to bym ich przewiózł. Ale teraz? W każdej chwili mogą się pojawić ci piraci. Tylko nie wiadomo kiedy i gdzie. Teraz? W obiad? Przy kolacji? Dopiero w Salzenmund będziemy naprawdę bezpieczni. Tak wielkiego miasta to ci piraci nie odważą się napaść. Czemu ich nie dopadną wilcze statki! Na co ja płacę podatki?! Eh wszystko by tylko mewy pożarły. Jeszcze, żeby ten Rolf z nami płynął to mógłbym się zastanowić. Mówi, że u nich wszyscy mają łuki to by nawet mogło nam się przydać. Ale on mówi, że do Salzenmund płynąć nie chce tylko na drugi brzeg. To co ja z tego mam? Stratę dzwonu albo dwa. A tyle może nam zabraknąć aby dotrzeć do Salzenmund. Wtedy trzeba będzie nocować w Tettens. O ile i po drodze nie będzie innych opóźnień. - Stary szyper kręcił głową i wydawał się być zirytowany propozycją Rolfa. Zapewne też odczuwał zdroworozsądkowy poziom obawy przed napaścią piratów i wolał jak najszybciej przebyć niebezpieczny teren. A w obecnej sytuacji, tylko stolica prowincji zdawała mu się bezpiecznym portem. Egon uśmiechnął się lekko pod nosem. Wojownik przyznał, że logika szypra miała pewien sens - gdyby on sam miał okręt pod sobą, to zapewne też unikałby czegokolwiek, co mogło nosić jakiekolwiek znamiona niebezpieczeństwa. Zaiste, Egon podejrzewał, że sam wkrótce mógł znaleźć się w takiej właśnie sytuacji, mając kogę albo krypę jakiego innego rodzaju, do której będzie ładował brańców. To były jednak deliberacje, na które Egon zostawił sobie czas na później. Musiał sprawić, żeby szyper dostrzegł w tym i swój zysk. – Cóż, jak byśmy tego Rolfa nie spotkali, to tak czy inaczej byśmy płynęli bez nich w górę rzeki – zauważył gladiator. – Jeno z nami i z tymi północnikami, co żem ich spotkał w Błękitnym Łabędziu. A co, jak byśmy kazali mu opłacić rzecz z góry albo żeby dał łuki w zastaw? Coś zyskać na tym musimy… Uzbroimy tym ludzi i sprzęt będziemy mieli, albo niechaj płacą z góry spory grosz. Ile byś rzekł? Co myślisz o tym? Egon czekał na odpowiedź Wagnera. Sam był ciekaw jego odpowiedzi i sam nie był do końca pewien, czy przypadkiem nie było lepsze dla nich, aby Rolf został na pokładzie… W istocie, im dalej się nad tym zastanawiał, stanowisko szypra było mu chyba bliższe, niż samego Rolfa. Być może - myślał Egon - może udałoby się zmusić Rolfa do współpracy? Ciekawa rzecz. Choć chciał usłyszeć, co powie szyper. I, rzecz inna, szyper mógł mieć rację, że piratów mogło być więcej, niż ich samych. Egon co prawda nie znał się na kaperstwie tak, jak Lars, ale spodziewał się, że skoro dotychczas piraci rzeczni byli tak efektywni, słowa szypra mogły mieć w sobie ziarno prawdy. Mogli i spotkać statek z ponad czterdziestoma wojownikami. Tedy, imaginował Egon, zostawienie Rolfa mogło mieć sens. Tylko… Egon chciał, żeby ich napadli. - E. A co mi po ich łukach? Miejsce będą zawalać, potem trzeba będzie je sprzedać w którymś porcie. - Szyper skrzywił się na taki pomysł i widać było, że w ogóle mu nie podpasował. Nad kolejnym jednak zastanawiał się chwilę dłużej. - No może. - Zaczął kręcić głową na boki, jakby go przymierzał jak pasuje. - Takie dodatkowe ryzyko. Jeśli już tak koniecznie im zależy. A przecież sam widzisz, że mało statków na rzece teraz pływa więc nie mają zbyt wielkiego wyboru. - Po kolei obracał te kolejne punkty w myślach. - No to jak już to dwadzieścia monet za każde pół klepsydry na czekanie na nich lub kurs w poprzek rzeki. Mnie to w ogóle nie na rękę. Mnie pasuje płynąć jak najszybciej w górę rzeki aby przed zmrokiem dotrzeć do Salzenmund. I nie czekam na nich dłuzej niż klepsydrę. I po dziesięć monet od głowy za każdego z nich. Może być pięć jeśli dopłynął z nami do Kurtenwalden. I po jednej jeśli do Titten. - Podał swoją cenę. I chociaż Egon nie znał rzeki i te nazwy nic mu nie mówiły, to jednak szyper wydawał się być gotów zaryzykować za dodatkowy zarobek. Klepsydra na jaką wskazał miała wielkość kilku pacierzy więc pewnie przesypanie się piasku do końca oznaczało jeden dzwon lub podobnie. Egon wzruszył ramionami na te rewelacje. Nie był do końca przekonany co do opuszczenia statku przez Rolfa, teraz, kiedy czekał na nich najtrudniejszy odcinek. W gruncie rzeczy, Egon wolałby, żeby banda zaatakowała już zaraz, przynajmniej mogliby się obronić przed nią przyzwoicie. Z drugiej strony, nie mógł nie przyznać szyprowi racji, przynajmniej co do logiki, dla której miałby zatrzymywać się dla Rolfa. Rolf jednak wiedział, na co się pisze - mógł pogadać z szyprem co do kwestii schodzenia na ląd. Zdecydowawszy więc, że nie obchodziła go cała sprawa Rolfa, postanowił zdać rzecz człekowi. – Dobry pomysł – pokiwał do szypra. – Pogadam z nim. Podszedłszy z powrotem do Rolfa, rzekł prosto: – Wagner gada, że jak chcecie wejść na ląd, to dwadzieścia koron za pół godziny postoju – rzekł wojownik. Z góry. I zamilkł, ciekaw reakcji Rolfa. - Ile?! No chyba zwariował! On ma w sobie krasnoludzkich przodków!? - Rolf aż poczerwieniał ze złości jak usłyszał cenę za tak krótki transport. - No ale wiesz, on by musiał zatrzymać całą łajbę. Więc to trochę jakbyś chciał wynająć całą łódź i załogę na te pół dzwonu czy ile. - Burgund zwróciła mu uwagę na ten portowy aspekt. Łucznik sapnął, złapał się za biodra i popatrzył za burtę na mijany las. Ten wydawał się być ciemną, ponurą ścianą. Na jej tle widać było krople padającego deszczu. - Robi ci przysługę. Jak ja bym dowodził łodzią, to w ogóle bym się nie zatrzymywał na niebezpiecznych wodach. Kazałbym płynąć aż będziemy bezpieczni. Ale pewnie liczy, że ci twoi nas wzmocnią, gdyby doszło do ataku. - Lars niespodziewanie odezwał się. Łucznik spojrzał na niego jakby rozważał w głowie jego słowa. - Jak mu nie zapłacisz, to popłyniemy dalej. Aż do Salzmundu albo aż nas napadną. Tam będziesz mógł wysiąść i szukać chętnych co będą płynąć z powrotem. Ale sam widziałeś rano jak szyprowie chętnie rwą się na rzekę. - Burgund zrobiła małe podsumowanie dla nowego kolegi. Ten pokręcił głową i ze złością splunął za burtę. - Dobra, niech będzie. Zapłacę mu. Ale więcej nie mam, nasza szefowa ma. Więc to ona będzie mogła zapłacić resztę. - Rolf westchnął i chociaż uważał, że to droga zabawa to jednak postanowił się zgodzić na takie warunki. Egon wzruszył ramionami. Koniec końców, nie jego złoto pójdzie do szyprowej kiesy, toteż złość Rolfa spłynęła po nim, niby krew po futrze Gnakowych gorów. Pokręcił głową, bo nie podobała mu się jednak ta robota jako chłopca na posyłki między szyprem a Rolfem, jednak cóż zrobić, życie potrafiło przywieść na najdziwniejsze ścieżki. Wróciwszy do Wagnera, rzekł: – Gada, że zapłaci, ale całego złota nie ma – rzekł Egon. – Weźmiesz złote korony od niego, może i wyrobią się w ten czas, ale Rolf gada, że resztę zapłaci ci jego pryncypałka. Co rzekniesz? Chyba lepszego interesu nie ubijemy, bo mało kto by w kiesie tyle złota tachał, szczególnie na tej rzece. Stary szyper obracał ten pomysł w myślach. Trochę pokiwał głową, trochę nią pokręcił. I w końcu spojrzał w dal, ku dziobowi, na czekającego łucznika. - Dobra. Niech będzie. Jak zapłaci za pół klepsydry to poczekam na niego pół klepsydry. - Wskazał ręką na piaskowy czasomierz widoczny przy rufowej nadbudówce. - A jak ta jego szefowa zapłaci za przejazd i resztę, to popłyniemy na drugi brzeg aby ich wysadzić a nie to płyniemy dalej aż do samej stolicy. - W końcu niechętnie ale się zgodził na taki układ. Gdy Egon wrócił a dziób przekazać wieści Rolfowi to ten skinął mu głowa. - Dzięki. Co za sknera z niego. - westchnął cicho ale poszedł na rufe. Po krótkiej rozmowie z szyprem obaj zniknęli z widoku gdy poszli do wnętrza nadbudówki. A gdy wyszli obaj wydawali się ciut weselsi. Łucznik wrócił na dziób “Jutrzenki”. - Dobra, powiedział, że przybije gdzie trzeba. I będzie odmierzał czas tą jego przeklętą klepsydrą. Mam nadzieję, że nasza ekipa jest w tej tawernie na miejscu i nie trzeba będzie ich szukać. - mruknął do Egona i jego towarzyszy. Egon zerknął na Larsa, dał też znak Silnemu. Zebrawszy swych towarzyszy, milczał parę dłuższych chwil, aby zebrać swe myśli, przemówił w te słowa: – Widzicie tą mgłę? Po mojemu, jak ta banda rzecznych kutasów zoczy, że jakaś barka będzie marudzić albo przybijać do brzegu, obskoczą nas, jak psi sukę. Silny, weź to. I położył eliksir wzmacniający do Silnego. – Dałem już łucznikom Gezackta dekokty na wzmocnienie wzroku, może im to coś pomoże, może nie. Jak tamci przypłyną jaką kogą, możecie ich siekać do woli, ale jeśli będzie to lądowa zasadzka, walczcie tak, żeby wycięli załogę, a myśmy mieli przetrwać. Silny, Rune, my będziemy wbijać się klinem, ty Lars, boś był ranien, walcz po flankach. Gezackt i jego ludzie, a także Rolf ostrzelają ich, zanim się zbliżą. Będzie ciężko, ale poradzimy se… Już moja w tym głowa, hehe. Norsmeni niechaj siekają po swojemu, oni będą naszym wsparciem. Jak wpadną w szał bitewny, ciężko będzie na nich polegać. Zwrócił się jeszcze do Anniki: – Annika, trzymaj się blisko mnie – rzekł Egon. – Srebrnym Hełmom w mordę dałaś, ale ci tutaj to okrutne diabły, gdyby mogli, to oskórowaliby nas żywcem. Walcz przy drugiej flance. Egon poklepał swój topór zakasany za pasem. – No? To gotowi? Czuj duch, myślę, że niedługo zrobi się znacznie ciekawiej. ~ W miarę jak płynęli w górę rzeki, deszcz padał dalej a mgła gęstniała. W ciągu kilku zakrętów zrobiła się na tyle gęsta, że widać było tylko z pół setki kroków przed i za “Jutrzenką”. - To już niedaleko. Przybijemy do molo i spotkam się z moimi kamratami. I niech ten sknera nas przewiezie. - Rolf już cieszył się na myśl o spotkaniu z twarzyszami. I wcale nie ukrywał swojej niechęci do starego szypra, który wykorzystał sytuację aby zedrzeć z niego ostatnie pensy. - Ta mgła robi się coraz gęstsza. - Lars mruknął pod nosem. Teraz już ledwo widzieli zarys brzegów. - Statek przed dziobem! - Okrzyk z rufy, zaalarmował załogę i pasażerów. Wiele osób wychyliło się przez burty aby lepiej widzieć. Z gęstej mgły wyłonił się ciemny dziób. Potem zarys kadłuba i żagla. [image: gdulZoD.jpeg] Żagiel był w czerwono - białe pasy. Łajba wydawała się większa niż “Jutrzenka” i miała wyższe burty. Ale te morskie kogi co przypływały do Neus Emskrank, były jeszcze wyższe i większe. Nawet “Stara Adele” była większa niż ta krypa co płynęła z przeciwka. Nie różniła się jednak za bardzo od łajb jakie mijali wczoraj lub były przycumowane do pomostów “Błękitnego łabędzia”. Z powodu jednak gęstej mgły, dojrzeli ją gdy była już dość blisko. Ponieważ była to pierwsza jednostka jaką spotkali od opuszczenia rzecznego zajazdu, to wzbudziła ciekawość i załogi i pasażerów. Wagner nieco odbił w bok aby mogli się swobodnie minąć. Ale łajba z przeciwka też powtórzyła jego manewr. - Co ten dureń robi! Ślepy jest! - Szyper krzyknął rozzłoszczonym tonem. Dał znak aby sternik jeszcze bardziej naparł na wiosło sterowe aby uniknąć kolizji. “Jutrzenka” coraz bardziej kierowała swój dziób ku brzegowi. - Stwarza zagrożenie rzeczne. - Jutta też wyglądała na zaskoczoną i zirytowaną zachowaniem większej jednostki. Wzięła gwizdek w swoje gościnne usta i zaczęła gwizdać jakieś sygnały. Nie widać było jednak żadnej reakcji u drugiej jednostki.
  • Przysługa

    Komentarze
    59
    0 Głosy
    59 Posty
    1k Wyświetlenia
    Leszek DyskietkaL
    Mam nadzieję, bo trochę się napaliłem na zabawę w szalonego dobrego glinę i szalonego złego glinę. :v
  • Przysługa

    Rozgrywka
    24
    2
    2 Głosy
    24 Posty
    985 Wyświetlenia
    NanatarN
    Bleinert był próżny niemal tak jak Toreadore, szaleństwo objawia się wszak w różny sposób, a on pragnął atencji, karmił się nią na równi z vitae, czym więcej jej miał, tym więcej pragnął. Się uczył kontrolować, ale to było jak z alkoholizmem, jak już poszedł pierwszy kieliszek, uzależniony pławił się w nałogu. Niemniej nie wpadał Vigo w emfazę, z zaciekawieniem i uwagą śledził ruchy i tropy, którymi podążał Collins. Propozycja wydawała się interesująca, ruszyć się, działać, pragnął tego. Bał się tylko porzucić kontakt z koterią. -Zgoda, wejdziemy razem. Tylko trzeba zorganizować ruchy reszty, by nie trwonili czasu. Nie wiem: skrzynki, ziemię? Przesadzam? Jak Amanda wyłapie tego lotnika i jego wtykę to może tam Jonas z Laurą powęszy. Mogą też nas ubezpieczać z auta. Chciał coś dodać, ale uznał, że zbędne. Kto co widział i wiedział, wystarczało.
  • Kroczący we Wichrze

    Materiały
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    31 Wyświetlenia
    PiołunP
    Na początek mapka prezentująca Barrow byście mogli sobie poza moimi opisami wyobrazić jak wygląda miejsce akcji! [image: EFavG22.jpeg]
  • красота требует жертв

    Rozgrywka owod wampir mroczne wieki the night walkers 18+
    53
    1
    1 Głosy
    53 Posty
    2k Wyświetlenia
    GreKG
    [image: UiUdZHN.png] Michaił znieruchomiał. Coś mu się nie zgadzało. Coś, kurwa, nie tak. Spojrzał na jej dłonie. Potem na narzędzie. Potem znów na dłonie. Przekrzywił łeb, jakby od innego kąta miało mu się to wszystko ułożyć w jakąś zrozumiałą całość. Nie. Nie może być. Przecież sam czuł pod palcami, jak kości ustępują. Słyszał trzask. Znał ten dźwięk. Nie raz, nie dwa. Kość to nie rozgrzany pręt, żeby ją z powrotem wyprostować kilkoma uderzeniami młota. Trzeba czasu. Musi być czas. A minęło ledwie pół godziny. — Ki czort... — wymknęło mu się spod nosa. Obrócił jej dłoń, przyglądając się palcom z niedowierzaniem. Jeszcze przed chwilą były połamane. Pamiętał. Pamiętał przecież! A może nie? Na moment przemknęło mu przez głowę, że samogon namieszał mu w czerepie. Że coś pomylił, że źle zapamiętał, że może wcale... Nie. Nie, do cholery! Wiedział, co robił. Całe życie wiedział. Powoli puścił jej rękę. Cofnął się o pół kroku, a potem zerknął na Vsevoloda. Jednooki stał tuż obok, przyglądając się jego pracy z ciekawością, od której kowalowi zrobiło się nieswojo. On też widzi? Widzi to samo? Przełknął ślinę. Nagle zaschło mu w gardle. Jeszcze przed chwilą chciał mieć to przesłuchanie za sobą, wrócić do domu, do Nadiejki, napić się w spokoju. Zwyczajna robota. Zwyczajny dzień. A teraz? Spojrzał znowu na dziewczynę. Na jej dłonie. Na kajdany. — Nie możliwe... — szepnął. Przetarł twarz brudną dłonią. Może śnił? Może to jakaś czarownica, a nie dziewucha? Może dlatego tak go rozgrywała od samego początku? Żelazo nie zrasta się samo. Kość też nie. Podniósł wzrok na Vsevoloda. Chciał coś powiedzieć, zapytać, wyjaśnić sobie choć jedną rzecz, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. Po raz pierwszy od dawna Michaił Władimirowicz Kuzniecjew nie wiedział, co zrobić z własnymi rękami. A to przeraziło go bardziej, niż chciałby przyznać. — Gospodin — słowo popłynęło nieśmiało, wstydliwie wręcz, — widzicie to? Musi czarownica jaka być.
  • 3 Głosy
    5 Posty
    148 Wyświetlenia
    MikeM
    Spróbuj z wypełnioną lateksową rękawiczkę, są w cielistym kolorze. A nagrobek zadrap by były szramy jak po pazurach I może jakiś krwawy odcisk dłoni
  • [sesja głosowa-discordowa] Zapotrzebowanie na sesję Super Hero

    Sondy
    2
    2 Głosy
    2 Posty
    77 Wyświetlenia
    slann22S
    No cóż jak widzę sesja Super Hero się nie przyjęła, więc proszę o zamknięcie tematu.
  • Nowości z branżowych rynków

    Dyskusje RPG
    12
    0 Głosy
    12 Posty
    264 Wyświetlenia
    WiredW
    @Ketharian napisał: Więcej o jego zawartości niebawem w osobnym wpisie, bo chociaż jestem wielkim zwolennikiem odkrywania białych plam na mapach Starego Świata, jest co najmniej jeden lorowy wątek wciśnięty do tego dodatku, który wywołał moją dezaprobatę. To nie jest biała plama, obstawiam powrót 1ed lore jak z Solkanem. A sam poderek zapowiedziany był iirc w 2022 gdy wydawali Salzenmund (ogólnie planowali wejść bardziej w Nordland i wybrzeże Morza Szponów, ale porzucili później tę drogę na rzecz 5ed). Wrecker's Point i Reaver’s Point to raczej stare lokacje z 1 ed WFRP (pewien nie jestem, ale pewnie oryginalny opis znajdziesz albo w Marienburg: Sold Down the River albo w The Dying of the Light, ale w sumie muszę poszukać źródła - do tej pory sądziłem że to jedno i to samo miejsce, więc mogę się tu mylić, ale w grach było lata temu). Lokacja pojawiała się w grach na licencji GW, nie tylko w TW: Warhammer (poniżej mapa z Warhammer: Oddysey) [image: 1792239737849-94d3e0b8-e275-4e5c-ae7e-ffc7cd6b0f5c-image.jpeg]
  • Loch Szalonego Maga

    Rozgrywka
    3
    0 Głosy
    3 Posty
    99 Wyświetlenia
    Dust MephitD
    9 Eleint 1492 DR Kolejny dzień zaczyna się spokojnie- od uporządkowania i sprzedania tego, co awanturnicy znaleźli i złupili wczoraj w Podgórze, aby nie taszczyć stalowych płyt, które Zak planuje użyć jako surowiec do nowej zbroi, Stockfisch prosi Durnana o możliwość zdeponowania ich w karczmie. Durnan przystaje na propozycję za drobna opłatą. Alanis, oswaja się z nowo zdobytym i dość niecodziennym magicznym artefaktem- wampirzymi zębami, które pozwalają na karmienie się siłami witalnymi swoich ofiar. A Kris'sh z kolei daje Zakowi do zrozumienia, że domyśla się pochodzenia ukrytego pod maską drowa. Przy śniadaniu, wywiązuje się krótka rozmowa na temat wiary, bogów i patronów, po którym drużyna decyduje się na ponowne zejść do lochu. Na dole, Zak ujawnia swoje oblicze, a w sali z kolumnami bohaterowie natrafiają na kolejną nowość- ogromny szkielet stworzenia przypominajacego węża. Nieopodal szkieletu stoi niedźwieżuk. Zdaje się spokojnie na nich czekać. Wywiązuje się rozmowa, z której wychodzi, że strachun należy do gildii Xanathara. Bezemoconalnym tonem wyjawia on drużynie, że intencje Uktarla nie są czyste i ma on zamiar ich wykorzystać i zdradzić, kiedy tylko nadaży się okazja. Proponuje jednak nawiązanie współpracy z gildią. W zamian za pozbycie się Ukratla i jego świty, drużyna będzie mogła przejść na drugi poziom pod kuratelą gildii. Strachun zostawia drużynę z ograniczonym czasem na decyzję i pozbycie się kwestii upadłych aktorów. Zanim przybywa Uktarl, bohaterowie postanawiają zbadać pomieszczenie ukryte za sekretnym przejściem w kształcie płaskorzeźby. Tam odnajdują odciętą orczą dłoń, oraz świecący bladym światłem miecz wbity w zbroję z kości. Od miecza firbolg wyczuł aurę magii zaklinania i przywołania. Zak z łatwością wyciąga go z kości. Kiedy chce jednak schować miecz do pochwy, okazuje się, że ten przylgnął do dłoni Zaka, a kapłan zostaje skazany przez jakiś czas na wędrówkę z przeklętym mieczem. Kiedy dróżyna cofa się do komnaty z płaskorzeźbami, niemal wpada na Uktarla i jego świtę. Wśród aktorów, dostrzegają też nowe twarzę. Młoda kobieta i starszy łysiejący mężczyzna, przedstawiają się jako Timea i Marrden. Proszą awanturników o pomoc w odbiciu ojca Timei, którego porwała gildia Xanathara. Uktarl proponuje nawet połączenie sił. Drużyna nie chce jednak zadzierać z gildią i nie decyduje się na pomoc. Zawiedziona Timea odchodzi wraz ze swoim stryjem, a drużyna zaczyna negocjowanie warunków odejścia aktorów z Podgóry. Uktarl wyjawia, że nie mogą opuścić lochu od tak przez karczmę i grozi im za to śmierć. Zdradza jednak też, że zna inne wyjście, które chronione jest przez trzy żarłoczne mantykory. Lider aktorów proponuje, że odejdą, jeżeli drużyna oczyści im drogę z potworów. Bohterowie przystają na to rozwiązanie, a Uktarl zdradza im drogę do legowiska mantykor. Po drodze do leża potworów grupa eksploruje kilka komnat- salę z posągami Waterdeviańskich szlachciców, gdzie odnajdują magiczny kostur, pokoje popleczników Harii, w której wpadają na dwójkę goblińskich dezerterów i odnajdują dziennik jednego z aktorów. Dalej odkrywają też salę tronową ze szczątkami wiwerny. Aż w końcu, trafiają do długiej sali z dwoma rzędami posągów, która kończy się wielkimi drzwiami zabezpieczonymi świecoącym glifem. Glif okazuje się związany z niezwykle starą i nieprzewidywalną magią, a kiedy firbolg przełamuje go, cudem udaje mu się uniknać śmierci przez spopielenie ekstremalnie wysoką temperaturą. W końcu trafiaja do leża mantykor. – Świeże mięso! – Zadrwił z oddali głos, kiedy tylko przechodzą prze próg komnaty. – Śmierdzi drowem, nie przepadam – odpowiada drugi głos – odór wilgoci i pleśni maskowany perfumerią. Ale zaradzimy. Zaradzimy! Dzięki swoim drowim zmysłom, Zak szybko dostrzega gadatliwe stwory. Trzy mantykory stoją wysoko na półkach nad trzema przejściami, podobnymi do tych które właśnie minął. Nie wyglądają na przyjaźnie nastawione i zdecydowanie gotują się do ataku. Walka trwa długo, a podczas jej trwania łowca traci przytomność, będąc blisko śmierci. Na domiar złego, w jej trakcie, drużynę atakuje jeszcze trolica będąca służką potworów, które pewne siebie, drwią sobie z drużyny. Powoli jednak, przewaga odwraca się na korzyść bohaterów, aż w końcu mantykory padają martwe na ziemię. Ciężko ranna i osłabiona drużyna, postanawia jednak nie kusić więcej losu i natychmiast wraca się do Ziejącego Portalu zregenerować mocno nadwątlone siły.
  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami

    Przeniesiony Rozgrywka
    38
    2
    4 Głosy
    38 Posty
    1k Wyświetlenia
    SindarinS
    Thalamer Jeśli wyczyszczenie tabliczki było celowym zabiegiem zwracającym uwagę, to efekt był pełnym sukcesem. Od jakiegoś czasu czyszczono ją regularnie, a sądząc po braku smug, używano pewnie magii czyszczącej. Zarówno ona, jak i zamek nie emanowały żadnymi pozostałościami aur magicznych, co w przypadku tego drugiego było akurat znaczące. Alestair z pewnością miał solidne magiczne zabezpieczenia przed ewentualnym włamem do biura – prywatność była dla niego znacznie ważniejsza niż ładna tabliczka koło drzwi. Wyglądało więc na to, że ktokolwiek się tu włamał, rozbroił je z dużą wprawą, a następnie z podobną wprawą poradził sobie z samym zamkiem, na którym nie było widać żadnego śladu po brutalnych próbach wyłamania. Dodatkowe poszukiwania przyniosły efekty – w opróżnionej szufladzie biurka wciąż znajdowało się ozdobne puzderko, które zapamiętał z ostatniej wizyty u detektywa, kiedy świętowali zakończenie zlecenia. Otwierając je, poczuł wspaniały zapach aiundańskiego tytoniu z delikatną domieszką liści lodret. Większość cygaretek zniknęła, ale ocalało ich przynajmniej kilkanaście. Borin Pierwsza teoria o tym, czego tu szukano, szybko upadła przy dłuższej analizie. Intruzi, a sądząc po śladach, kierunku przesuwania mebli i trajektorii przedmiotów zrzucanych z biurka musiało być ich trzech, przyszli tu w konkretnym celu, a nie tylko by zrobić bałagan. Ewidentnie czegoś szukali, chociaż prawdopodobnie nie mieli stuprocentowej pewności, gdzie to coś się znajduje. Poturbowania makabrycznego trofeum dokonano na sam koniec, przed opuszczeniem biura – była to jedyna bezsprzecznie bezcelowa rzecz, jaką zrobili włamywacze. Wsłuchanie się w głosy miasta potwierdziło te nowe przypuszczenia. Niecałą godzinę po tym, jak Alestair opuścił biuro (zapewne udając się na kolację), do środka wparowały trzy zamaskowane osoby – dwoje o ludzkich wymiarach, jedna znacznie niższa. Sama tabliczka? Alestair zaczął dbać o jej czystość jakieś 3-4 miesiące temu. Bekhesh Możliwość przeczytania stron tekstu w mgnieniu oka była niezastąpiona – jednak zdobycie informacji nie było tożsame z jej skatalogowaniem i przyswojeniem wiedzy. W biurze rozrzucono setki kartek pochodzących z akt kilkudziesięciu spraw, które z początku zdawały się być kompletnym chaosem, od którego pękała głowa. Na szczęście Alestair znakował strony według jakiegoś pokręconego systemu, którego zrozumienie było i tak dla Bekhesha znacznie łatwiejsze niż zgadywanie, co jest kontynuacją czego – zadanie tym trudniejsze, że włamywacze zabrali ze sobą sporą część dokumentów i wszystkie pozostałe akta były niekompletne. Dobrych kilkanaście minut później hobgoblin miał przed sobą kilka równiutkich stert posegregowanych akt, a jego głowa aż huczała od informacji. Udało mu się podzielić je na kilka grup: sprawy cywilne, zlecenia od Domów, sprawy kryminalne, zarówno oficjalne i nieoficjalne, a także akta ważnych zdaniem śledczego osób. Ta ostatnia, zawierająca oczywiście notatki na temat wszystkich obecnych teraz w biurze, została najbardziej ogołocona. Niemal tak samo, jak jeszcze jedna sterta, wydzielona przez Bekhesha na samym początku: akta spraw związanych z uciekinierami z feralnego transportu. Z tych zostało naprawdę niewiele: Spoiler Scrimshaw – Zapiski na temat używanego sprzętu: wytwarzane i umagiczniane na zamówienie strzały z czarnodrzewu (na marginesie dopisek „Mendyrian?”) oraz zjadliwe mieszanki trucizn (wielu dostawców w Trybach). Ustalenia odnośnie potencjalnych kryjówek, wskazujące na przynajmniej tuzin różnych lokacji rozsianych po Sharn. Notatka sugerująca skontaktowanie się z kalashtar Quelltrai w celu skorzystania z jej pomocy przy prowokacji. Taklinn Soldorak – Lista towarów, które szmuglowali do Sharn. Niespójne, szalone wręcz relacje ofiar Taklinn, którym udało się przeżyć eksperymenty, a które obecnie przebywają w Domu Leczenie Kurali w Clifftop. Relacja wskazuje lokalizację pełnego potworności laboratorium we Wrotach Khybera. Na marginesie dopisane „powinno się to wypalić, ale nie chcę tam wracać”. Gersi ir’Cannith – Miejsca, w których pracowała: Eston, Cannith Wschód, Whitehearth, Stalownia Przemysłowa w Popiołach. Fragment stenogramu z przesłuchania, podczas którego przekonuje, że musiała zrobić co zrobiła, by powstrzymać kolejny Dzień Żałoby, a zbrojnokuci po „operacji” są na pewno szczęśliwsi, bez trosk. Mange – Cała strona niedokończonych rozważań na temat tego, czy jest jedynie lykanem, czy pełnoprawnym wilkołakiem. Kalendarium faz księżyców zestawione z relacjami świadków – wyniki niekonkluzywne. Lista kilkunastu nazwisk jego kapitanów z dopiskami o statusie – siedmiu siedzi, pięciu nie żyje, czterech zniknęło podczas obławy. Wampir z Northedge – Szkice przedstawiające wzory skaryfikacji. Notatka z rozmowy z Lanem Hazalem – mężem jednej z ofiar, który jest pewien, że nie ma tu żadnych wątków religijnych, a jedynie jakiś kompletny szaleniec (w kontrze do głośnych powiązań z Krwią Vol). Adres opuszczonej willi w Northedge, której używał jako kryjówki. Taer Badanie aur okazało się mało owocne. Poza wiecznolampą brakowało tu żadnych aur magicznych – co samo w sobie było nietypowe, gdyż Alestair zwykle miał pod ręką przynajmniej kilka magicznych gadżetów. Przynajmniej miał pewność, że nie zostawiono tu żadnych pułapek, czujek czy pluskiew. Pozostałe auromantyczne badania również nie przyniosły efektów, więc trzeba było przerzucić się na zwyczajne metody. Gabinet był całkowicie zdewastowany, ale Taer miał silne przeczucie, że poza ewidentnym poszukiwaniem czegoś, chaos był tu celem samym w sobie. Jego uwagę zwróciła tablica: ktoś bardzo przyłożył się do zniszczenia jej, wykonując kilkanaście szybkich cięć prostym ostrzem, wzmocnionym najpewniej magią ognia. Zwyczajny lub alchemiczny ogień nie wchodził w grę - płomienie nie rozprzestrzeniały się zbyt daleko od linii cięcia, więc nie było mowy o celowym opalaniu lub rozbryzgach płonącego płynu. Gundrik i Żelo Znając Alestaira nieco bliżej niż pozostali, dwaj weterani wiedzieli, jak szukać czegoś, co naprawdę chciałby ukryć. Jak można było spodziewać się po paranoiku, którego plany mają własne plany, biuro miało przynajmniej kilka skrytek. Trzy pierwsze, w biurku i podeście pod golemiczną ręką były proste do znalezienia, co udało się włamywaczom – ale o to właśnie chodziło, wewnątrz z pewnością było zaledwie kilka pierdół, trochę monet, może jakieś nieważne (lub fałszywe) dokumenty. Ich zadaniem było zadowolić przeszukującego, ale jednocześnie wzbudzić podejrzliwość tych bystrzejszych: w końcu poszło aż za łatwo, więc musi tu być coś więcej. Tak też było: w ścianie nad framugą znajdowała się kolejna skrytka, wydrążona w kamieniu. Ta również została opróżniona, co z pewnością nasyciło ciekawość i chciwość włamywaczy. Takie było właśnie jej przeznaczenie: zniechęcić do dalszego przeszukiwania. Przecież w biurze nie byłoby kolejnej ukrytej przestrzeni, prawda? Ostatecznie, tak też było – piąta skrytka była tuż za oknem, pod zdejmowanym fragmentem parapetu. Wewnątrz znajdowała się jedynie niewielka karteczka zapełniona symbolami, literami i cyframi, ani chybi klucz do jakiegoś szyfru. Pół godziny później Bekhesh właśnie kończył katalogować sterty papieru, gdy z korytarza zaczęły dobiegać nowe hałasy. Głośny stukot metalu o kamień, następnie kilka głośnych okrzyków, poprzedzających cichszą wymianę zdań między Varokiem a kimś o bardzo władczym głosie. Kolejnym odgłosem były ciężkie kroki konstrukta i jego pełne irytacji słowa, gdy pojawił się w zasięgu wzroku: - Tutejsi stróże, niezbyt zadowoleni Gdy przekazał wiadomość, oparł się o ścianie, a w jego postawie widać było niezadowolenie. Minęła go trójka strażników miejskich, odzianych w przepisowe kolczugi i hełmy, z gizarmami zarzuconymi na ramię. Prowadził ich siwiejący, acz wciąż ciemnowłosy mężczyzna o bladej karnacji z dystynkcjami sierżanta widocznymi na poniszczonym prochowcu, zarzuconym niedbale na pancerz. Przez chwilę wodził przemęczonymi, podkrążonymi oczami po biurze Alestaira, zanim nie odezwał się nieco ochrypłym głosem: - Czy ktoś może mi łaskawie wyjaśnić, co właśnie odpierdala się na miejscu zbrodni? – zapytał, bardziej zniechęcony niż zdenerwowany. Borin, Taer i Żelo szybko połączyli niechlujną aparycję i radosne usposobienie z konkretnym nazwiskiem. Sierżant Baelen Cord, za plecami nazywany Prochem, był jednym z bardziej charakterystycznych przedstawicieli prawa z Menthis. Przeszedł szkolenie w specjalizującej się w arkanokryminalistyce Poczerniałej Księdze, ale powody, dla których wrócił z tej elitarnej jednostki do szlifowania krawężników, były obiektem plotek i niestworzonych historii. Miał reputację nieprzekupnego, upartego i swarliwego, ale skutecznego – z pewnością miał lepszą opinię wśród szeregowych strażników niż przełożonych, którzy często oddelegowywali go do paskudniejszych i ryzykownych spraw.
  • Jakub zwany Puchatym

    Rozgrywka jakub
    12
    1
    1 Głosy
    12 Posty
    205 Wyświetlenia
    Dust MephitD
    Przez moment Jakub milczy. Przypatruje się Galatei zastanawiając się, czy jej ciekawość jest jedyną motywacją, by sprawdzić, co jest za kolejnym zakrętem tunelu. A może jest coś, o czym nie mówi? – Powinnaś zadbać o te ręce – zmienia na chwilę temat, jakby liczył, że odciągnie jej uwagę od dołu, który naprawdę mógł prowadzić do kretowiska – Jak będzie się za długo goić, to może jakie zakażenie się wdać. Może jakiś znachor z maścią znajdzie się w Stubramiu, albo o bandażu trza będzie pomyśleć. Puchaty odwraca wzrok w stronę Kubłów. Zapada chwila ciszy. Liczy, że może chociaż jednego z nich kojarzy bliżej. Przygląda się też, czy mają przy sobie broń w razie konieczności. W końcu wzdycha wiedząc, że znów ulega namowom Galatei. Woli jednak zejść z nią i grupą Kubłów teraz, niż dowiedzieć się za jakiś czas, że czeladniczka postanowiła zejść tam sama i nie wróciła. – Ech, no dobra. Pogadam z nimi, ale potem powiesz mi, co cię tak ciągnie do tych korytarzy. Zgoda? – odpowiada zmiennokształtnej, po czym spokojnym krokiem podchodzi bliżej nocnej straży. – Dobry panowie! Widzieliście tą dziurę? – Jakub wskazuje kciukiem za plecy – Z roboty właśnie wracałem z przyjaciółką. Jakieś ślady tam zobaczyliśmy. Ktoś tam na pewno złaził i tera zastanawiamy się, czy czego sobie nie zrobił. Nie chcielibyście nam pomóc sprawdzić?
  • 3 Głosy
    1 Posty
    38 Wyświetlenia
    KrakovK
    [image: x0Tfizm.png] Pogadajmy o Fantastyce: Horrory Grahama Mastertona Kiedy? 29.10.2026 (czwartek) Gdzie? Łódź Kawiarnia Comics Cafe ul. Targowa 1/3 Za ile? 0 zł. Koniec października to zawsze dobry moment, by pogadać o horrorach. Tym razem weźmiemy na warsztat twórczość Grahama Mastertona. Spodziewajcie się przemocy, potworów, indiańskich demonów i Wojowników Nocy. No i przekształcania znanych istot z folkloru i legend. Bo choć znajdziecie tu Sfinksy, Dżiny czy Wendigo, to żadne z nich nie będzie do końca tym, czym było pierwotnie. WWW: https://www.facebook.com/events/1409888237997793